Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Rozgrywka
  3. Kultyści - Lato 2519

Kultyści - Lato 2519

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
import
292 Posty 4 Uczestników 190 Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • SantorineS Niedostępny
    SantorineS Niedostępny
    Santorine
    Developer
    napisał ostatnio edytowany przez
    #251

    Oryginalny autor: Santorine

    I faktycznie słychać było jak coś chlupocze wodę w ciemności przed nimi. Klekocze i szura. Ostrzeżenie beztwarzowego łucznika potwierdziło, że to nie szczury czy przypadek. Chwilę później z mroku światło pochodni wyłoniło nadciągające zagrożenie.

    Grupa martwiaków powoli szła im naprzeciw. A nawet przyspieszyła jak była już blisko czoła pochodu. Szykowali swoją przerdzewiałą broń ruszając do szarży. Korytarz był ciasny więc najwyżej dwóch walczących każdej ze stron mogło stanąć obok siebie. *

    Egon natychmiast przyjął postawę bojową, unosząc topór przed siebie.

    – Te, młody, pamiętasz plan? – rzucił do towarzyszącego mu tarczownika. – Świecisz mi pochodnią i odbijasz tarczą. No. Zog? Umiesz strzelać, to możesz spróbować.

    Szczęściem, wyglądali na zwyczajne trupy, a nie na mistrzów czarnych sztuk. Może rzeczywiście w grobowcu zostały tylko rozpadające się trupy? Co do Zoga, nie spodziewał się, że łucznik bez twarzy mógł łatwo wyprowadzić strzał. To nic jednak. Spełniał swoją rolę.

    – Przy mnie! Naprzód, na nich!

    Egon wydał z siebie krótki okrzyk bojowy i zaczął iść prosto na przeciwnika. Nie wyrywał się przed siebie, trzymał formację z człowiekiem Gezackta po swojej lewej ręce.

    Pierwszy zamach toporem gladiatora okazał się celny. Broń odrąbała połowę ramienia szkieletowego wojownika. Jednak na nim nie zrobiło to żadnego wrażenia. Dalej usiłował trafić swojego żywego przeciwnika. Dla Egona był jednak niemrawy a atak ślamazarny. Jeszcze cios czy dwa i powalił go w błotnistą breję zalegającą na dnie podziemnego korytarza. Jednak tego kościanego strażnika zastąpił od razu kolejny. A gdy i tego brodacz powalił to trzeci już martwiak nie zważał na los swoich poprzedników i od razu zajął ich miejsce.

    Wojownikowo u boku Egona nie szło tak sprawnie. Ale póki trwał na swoim stanowisku to brodaczowi nie groziła walka dwóch na jednego. Zbrojny Gezackta walczył pochodnią. Przez co światło migało dziko na wszystkie strony. I tylko ktoś kto stał za nimi ze swoją podpaloną gałęzią, dawał jakieś stabilniejsze światło na kilka kroków do przodu. W pewnym momencie tarczownik oberwał o jeden raz za dużo i wycował się. Jego miejsce jednak zajął kolejny zbrojny z tarczą. On też chyba oberwał ale to już była końcówka. Ostatni szkielet we dwóch pogruchotali tak, że zapadł się w półpłynne błoto. Stali teraz obok siebie ciężko dysząc i wypatrując w głąb kamiennego korytarza na te kilka kroków co było widać. Ale z ciemności przestały wychodzić kolejne martwiaki. *

    Egon zmiażdżył jeszcze czaszkę swym buciorem dla pewności.

    – Cholerne żywe trupy – mruknął z pogardą. – Ani chybi, przecież nic bez przyczyny się nie dzieje… Ktoś pewnikiem sprawił, że powstali ze swych grobów. Dobra. Opatrzcie swoje rany, jak umiecie, może i Raisa nieco wam dopomoże, zróbmy jaki pacierz albo i dwa postój, skoro żeśmy walczyli.

    Tu zwrócił się do Zoga:

    – Zog, co przed nami? – gladiator zapytał. – Jak się opatrzymy, możemy iść dalej.

    W pierwszej chwili zakapturzony łucznik nie odpowiedział tylko wpatrywał się gdzieś w ciemność jaka zaczynała się zaraz za kręgiem światła rzucanym przez zapalone gałęzie. W końcu wzruszył ramionami “Magia. Tężeje tam głębiej.” Gladiator w głowie znów wyczuł “głos” zamaskowanego towarzysza. W korytarzu lepkie błoto i śmierdząca bagnem woda sięgała do połowy łydek więc niezbyt było gdzie usiąść. A i na szerokość to można było stać jeden obok drugiego. Dwaj ranieni zbrojni przeciskali się pomiędzy towarzyszami aby dotrzeć do wiedźmy. Chyba cofnęli się bliżej wyjścia gdzie korytarz się podnosił i nie było wody. Dało się poznać po oddalających się na tyły pochodniach.

    - No to widzę krzepki jesteś! Dobrze! To dobrze! - Gezackt dla odmiany przepchał się na czoło kolumny i poklepał Egona po masywnym ramieniu gratulując mu zwycięstwa nad martwiakami. Zresztą podchodził i zagadywał do swoich ludzi starając się im dodać otuchy. - Ale za długo siedzieć tu nie możemy. Pochodnie się w końcu wypalą a nie wiadomo co nas tam w głębi jeszcze czeka. - Dodał ciszej patrząc na trzymaną przez siebie gałąź. Właściwie wyglądała jakby jeszcze mogła się dość długo palić ale innych nie mieli. Znalezionych gałęzi starczyło na jedną pochodnię na kilku ludzi a o zapasowych nie było mowy.

    - Jesteś cały? Z tyłu niezbyt widziałam co tam się u was na przedzie dzieje. Bjorn się wścieka bo też chce zamoczyć topór. Może go weźmiesz do siebie? Porąbie coś to się uspokoi. Sam wiesz jaki on jest. - Przerwę wykorzystała też blondwłosa córka jarla aby podejść do gladiatora. W przeciwieństwie do herszta zbrojnych ona z ciekawością zerkała w ciemność jakby tam miała być dalsza część przygody godnej norsmeńskiej sagi.

    Na sam koniec jeszcze dokolebała się starucha wspomagająca się kosturem tak samo sękatym jak jej paluchy. Też popatrzyła uważnie w ciemność. I jakby memlała bezgłośnie jakieś słowa. Ocknęła się jednak i zadarła głowę aby spojrzeć na swojego ulubionego wnuczka. - Zajęłam się tymi dwoma. Nie jest tak źle. U tego drugiego to tylk draśnięcie. Ten pierwszy to mocniej oberwał, będzie kuśtykał jak Lars. - Zaczęła od tego jaki jest stan obu zranionych ludzi Gezackta. - Słyszałam co powiedziałeś. Tak, może być tam jakiś czarownik co ożywia te trupy. Niekoniecznie człowiek. Ale jak Dhar jest gdzieś silne to może samo z siebie animować takie martwiaki. Zwłaszcza jak już kiedyś były używane nekromantycznie. A tu moc jest silna. Tam głębiej też. Trzeba uważać. - Starucha dopowiedziała mu swoją opinię o tym dziwnym miejscu. I chyba też nie do końca wiedziała czego się można po nim spodziewać.

    - To dobrze. Jeszcze nic nie zdobyliśmy. Same błoto i kamienie. - Lars dorzucił z paru kroków. Wskazał z niechęcią na niezbyt przyjemne otoczenie tych podziemi. - A te martwiaki słabe są. Jak do tej pory kroimy je jak chcemy. A jak tu są to pewnie nikt przed nami tu jeszcze nie był. - Uśmiechnął się szelmowsko do Egona i obu Norsmenek. Dalej widać miał ochotę na skarby a szkieletowi przeciwnicy nie robili na nim wrażenia.
    – Niech Bjorn podejdzie, jeśli chce – Egon machnął dłonią. – Ale niech ma w jednej łapie pochodnię.

    Egon nie do końca był rad, że jeden z tarczowników musiał zejść nieco dalej, ale, z drugiej strony, Bjorn także był w stanie chronić Egona, choć bardziej przez ofensywę, niż wściekłe zasłanianie tarczą. Egon postanowił wygodzić wojownikowi, bowiem rozumiał jego potrzeby bardziej, niż niejeden podczas tej wyprawy.

    Tu zwrócił się do Gezackta

    – Na świętowanie za prędko, panie Gezackt. Najgorsze przed nami, dotychczas bowiem żeśmy jeno rozbijali zwykłych gemajnów, co zostali wybudzeni po to, żeby pozabijać ludzi z sioła… Nie wojowników. Ani chybi, musimy wybyć czym prędzej.

    Zanim jednak podjął marsz, zagadał jeszcze do Raisy:

    – Znasz się na arkanach, rzeknij mi no, jak natkniemy się na jakiego czarnoksiężnika albo to, co z niego pozostało, umiesz zakląć draba tak, żebyśmy z Bjornem umieli podbiec i rozbić mu łeb? Albo też, jeśli sama magia silna jest, umiesz ją odczynić?

    Egon imaginował różne scenariusze, jednak na ten moment nie było sensu zgadywać, co było przyczyną wzburzenia nieumarłych w tym miejscu. Zdało się, że przetasowanie jednego z tarczowników na Bjorna było sensownym pomysłem… Dobieranie świeżych wojowników z tyłów mogło mieć sens, aby pozwolić nieco odpocząć tym, którzy już zakosztowali walki.

    – Tak czy inaczej, ruszajmy – rzekł Egon, podejmując marsz już z Bjornem po jego lewej ręce. – Czas ucieka.

    - Hmm… Wiele z mojej moccy nie podziała na martwiaków. Łaska mojego patrona najlepiej działa na tym co żyje, dojrzewa, rozwkwita i obumiera. Martwi są poza tym. - Wiedźma niechętnie przyznała, że przeciwnik z jakim tu mają do czynienia mocno ogranicza użycie jej wiedzy i mocy. Jednak jak podrapała się po kostropatym policzku to jednak coś znalazła.

    - Mogę spróbować kogoś omotać więzami mocy. Ale muszę go widzieć a on może się uwolnić jeśli przezwycięży więzy. Mogę też zrobić moją mocą słodkie trzęsawisko jakie wciągnie każdego kto tam stanie. Można jednak spróbować uskoczyć albo wyrwać się z tego bagna. Ale to działa na każdego kto się na nim znajdzie. No i jest dość trudne, za pierwszym razem może mi się nie udać. - Starucha przedstawiła jak mogłaby dzięki swojej mocy wesprzeć swoich sprzymierzeńców. Ale decyzję pozostawiła im. Rozmawiali o tym jeszcze chwilę nim gladiator zgodził się z hersztem drugiej bandy, że lepiej ruszać dalej. Jeszcze chwilę trwało zbieranie się do tego marszu gdy każdy znów ustawiał się ze swoim partnerem. Obok Egona stanął Bjorn i wyszczerzył się radośnie mówiąc coś po norsmeńsku i raźno pokazując na swój topór. Zgodził się nieść pochodnię. Za nimi znów był Zog i trzeci z tarczowników a jeszcze za nimi Astrid i lżej ze zranionych wcześniejszych parterów Egona.

    Ruszyli dalej. Teren się stopniowo obniżał. Czasem potykali się o coś co leżało na zalanej śmierdzącą woda dnie korytarza co wprowadzało chwilowe zamieszanie. Ktoś kaszlał, spluwał czy przeklinał. Jakby częściowo chciał odegnać te pradawne ściany i kamienie jakie zdawały się przygniatać duszę żywych. No i woda była coraz głębsza. Sięgała najpierw połowy łydek, potem podeszła do kolan a teraz już była za. Była zimna i jak lepka, ręka trupa jaka przez spodnie czy spódnicę dotykała ciepłego, żywego ciała. Aż dreszcz przechodził po kregosłupie.

    “Są tam. Czekają na nas.”

    W pewnym momencie Egon “usłyszał” w głowie ostrzeżenie zamaskowanego łucznika. I chwilę potem rzeczywiście dało się zorientować, że korytarz się kończy jakąś większą salą. Też była częściowo zalana wodą bo w rozchodzących się od nadchodzących falach widać było refleksy światła. A jeszcze kilka kroków stała straż tego grobowca. Znów widać było stojące szkielety. Odziane w resztki ubrań i pancerzy. Z włóczniami i toporami w jednej oraz tarczami w drugim ramieniu. Bjorn zatrzymał się tuż przed wejściem aby rozeznać się w sytuacji. Zdawał się chciwie węszyć.

    - Jeśli wejdziemy do środka to pewnie zaatakują. - Tarczownik co stał za pierwszym duetem rzucił swoje przypuszczenie. Gdyby walkę przyjąć w przejściu znów walczyłoby dwóch na dwóch. A większość zbrojnych obu stron musiałaby czekać na swoją kolej. Można było też spróbować wbiec do środka. Jednak wtedy pierwsza dwójka musiałaby przez chwilę walczyć z kilkoma przeciwnikami na raz. Tym razem szkielety miały jakieś widoczne pancerze, nawet jeśli stare i przerdzewiałe. Oraz tarcze jakie mogły utrudnić ich trafienie. A widać ich było z pół tuzina co najmniej. Nie wiadomo czy jakieś nie kryły się w mroku, poza światłem pochodni.

    “Tam jest jakiś mocniejszy” - Pomiędzy swoimi ramionami Egon i Bjorn dojrzeli dłoń Zoga jaki wskazywał w ciemność. Oni sami nic jednak swoimi oczami nie widzieli.

    - No i dobrze! Na razie jeszcze nic nie złupiliśmy! Same błoto i kamienie! A przecież musimy mieć czym płacić za wino i ladacznice w tawernach i zamtuzach do jakich idziemy! - Zawołał głośno Lars nie tracąc animuszu. Jego rubaszny ton wywołał kilka, przymuszonych śmiechów ale dodał innym nieco otuchy.

    - No właśnie! Lars ma rację! Chętne ladacznice i drogie wino za darmo nie są! - Astrid szybko poparła kolegę i zawtórowała mu gromkim okrzykiem. A, że była młodą i ładną kobietą to nawet bardziej to rozbawiło towarzystwo niż słowa korsarza.

    – Chciałeś walki, za chwilę ją znajdziesz, Norsmenie – Egon wyszczerzył się do Bjorna.

    Gladiator przystanął na chwilę, przemyśliwując. Jeśli szykowała się znaczniejsza bitka, nie było sensu czekać na to, aż pozostali dołączą.

    – Wbiegniemy – rzekł Egon. – Przez chwilę ja i Bjorn będziemy się bronić, podczas gdy reszta wybiegnie na pozycje. Zog, jeśli tam jest jaki silniejszy, bierz go zaraz na cel. Albo czarownik jaki. Raisa zaś zostanie z tyłu i spróbuje swego zaklinania… Hmm.

    Egon skubał swoją długą brodę.

    – Kiedy wszyscy zwiążą walkę, mus mi wypatrzeć tego mocniejszego – rzekł jeszcze Egon. – Niechaj nikt nie walczy z nim, a jak wam przyjdzie walczyć, to brońcie się jeno. Kiedy będziemy na pozycji, ja wyrwę się i uderzę w mocnego. Zdaje mi się, że ja jeno dam mu odpór. Raiso, jeśli zobaczysz, że podbiegam, rzuć swe zaklęcie moczaru, niechaj wpadnie w niego. Bjorn i Astrid będą ze mną, musimy go otoczyć. Ty zaś Lars włączaj się jako ostatni, tak samo jak i pozostali ranni. Unikaj większej bitki, abyś karkiem nie musiał przypłacić.

    Egon wskazał swym toporem kierunek.

    – Naprzód, do roboty! – zawołał.

    Przez chwilę wydawało się, że martwi strażnicy grobowca ograniczą się do samego stania i wpatrywania się w grabieżców swoimi martwymi oczodołami. Ale ledwo pierwszy ich duet wbiegł z okrzykiem na ustach a nieumarli ruszyli do kontr szarży jakby tylko na to czekali. Woda jednym i drugim chlupotała pod nogami. Sięgała co najmniej kolan i nieco spowalniała ruchy. Obie strony zwarły się ze sobą ledwo kilka kroków od wejścia do sali. Egon z Bjornem zdołali przebiec tyle aby go nie zablokować. Jednak dalszy postęp zablokowała im grupa ruchomych szkieletów. Jakby byli tylko we dwóch to dzięki przewadze liczebnej może nawet zdołaliby osaczyć dwóch, żywych wojowników. Ale zanim to się stało u boku Egona stanęła córka jarla a flankę norsmeńskiego barbarzyńcy osłaniał tarczownik jaki jej dotąd towarzyszył. To wyhamowało impet szkieletów i wytworzyło wyrówany front gdzie martwi zmagali się z żywymi. Stęchła, śmierdząca bagnem woda ochlapywała walczących przy każdym kroku a echo szczęku broni, okrzyków żywych i grzechot martwych kości odbijał się echem od ścian podziemnego grobowca.

    Z początku walka była serią pojedynków. Egon kątem oka widział, że zarówno Astrid po jeg lewej jak i Bjorn po jego prawej walczą z tymi kościanymi włócznikami. Póki toczyli swoje walki, nie mogli sobie nawzajem pomóc. Wyczuwał i słyszał po krokach chlapiących wodą, szczęku uzbrojenia i okrzykach, że Gezackt z resztą grupy też wbiegli do środka i starali się dołączyć do walki. Póki pierwsza linia nieumarłych nie została pokonana nikt z żywych nie mógł liczyć na wdarcie się w głąb pomieszczenia.

    Egon dość szybko rozprawił się ze swoim przeciwnikiem. Przegniły włócznik nie był dla niego godnym wyzwaniem. Pierwszym ciosem topora prawie go rozbebeszył w pół. Włócznik niezdarnie starał się go dźgnąć w kontrze w ogóle nie zwracając uwagi na ranę jaka dałaby w kość żywemu przeciwnikowi. Jednak gladiator z wprawą uchylił się od zetlałej włóczni i sam wyprowadził cios jaki rozłupał kościeja do reszty. Dojrzał, że obok Lars przyszedł w sukurs Astrid i oboje nieźle sobie radzą ze strażnikiem grobu na jakiego początkowo natarła blondynka. Więc Lwia Grzywa mógł tylko pomóc Bjornowi. Dzikus warczał i sapał wściekle wreszcie mogąc dać upust swoim krwawym żądzom. We dwóch sprawnie rozłupali włócznika. Gdy ten zwalił się w przegniłą wodę ukazała się wyrwa w szeregu przez jaką można było wejść dalej. Jednak kilka kroków za nią stało trzech strażników. Ku nim pomknęły strzały łuczników ale musieli strzelać ostrożnie aby nie zranić kolegów więc był to dla nich trudny strzał. A ich pierzaste pociski świsnęły i zniknęły gdzieś w ciemności ale żadnego z martwiaków nawet nie drasnęły. Za to ten który stał najbliżej ściany nagle zaczął się zmagać z cienistymi mackami jakie jakby wyłoniły się wody i go oplotły. Jego sąsiad ruszył w stronę Bjorna i Egona jakby chciał ponownie załatać wyrwę w nieumarłych szeregach.

    Na prawej flance Gezackt zdążył dołączyć do obu tarczowników. We trzech zmagali się z trzema szkieletami. Tylko ten były towarzysz znalazł się na narożniku ich szyku więc zmagał się z dwoma przeciwnikami. Chociaż udawało mu się odpierać ich ataki a nawet zadawać ciosy ich brudnym, zbrązowiałym kościom. Sam jednak też już oberwał. Dla równowagi odwrotna sytuacja była tuż obok, gdzie Gezackt z towarzyszem we dwóch szturmowali jednego kościeka. Ten jednak dzięki włóczni i tarczy skutecznie odpierał ich ataki. Gdzieś przy ścianie stał Zog jaki słał strzały gdzieś w ciemność a przez to trudno było ocenić jak mu idzie.

    Egon rad był, że zaczęli walkę z dobrej stopy. Niektórzy z przeciwników zostali zniszczeni - cóż, bowiem o śmierci nie było mowy w tym przypadku, ścierali się zapewne z monstrami pozbawionymi swego rozumui jedynie echo złej woli kierowało kośćmi oblepionymi resztkami przegniłego mięsa.

    – Dobrze, dobrze, dajemy odpór! – zawołał, mając nadzieję, że jego głos doda nieco animuszu jego towarzyszom. – Zog, gadaj, gdzie jest silniejszy!?

    Wojownik uderzał dalej, wypatrując swym wzrokiem przeciwnika, który mógł im zagrozić tudzież okazji, aby pomóc swym kamratom.

    Szkielet na jakiego natarł Egon, był już związany walką z Astrid i Larsem. I widać było po ukruszonych żebrach i pękniętej kości ramienia, że już ledwo się trzymał na swoich patykowatych nogach. Zdawał się koncentrować większość swojej uwagi przeciwko córce jarla. Blondynka z wśród obu swoich towarzyszy była najmniej wprawnym szermierzem i może dlatego gdy zrobiła wypad aby przebić się mieczem przez zasięg włóczni szkieletowego wojownika ten zdołał ją dźgnąć tą włócznią. Ale chyba niezbyt poważnie bo kobieta tylko jęknęła krótko a ostrze włóczni zrobiło znamię w jej skórzanym pancerzu. To wybiło blondynkę z rytmu i zaraz potem udało mu się dżgnąć ją jeszcze raz zanim zdążyła się pozbierać. Na szczęście znów trafienie okazało się dość płytkie. Tym razem jednak widać było krwistą czerwień jaka pojawiła się w ranie. Jednak dzięki temu zaangażowaniu martwiaka w pokonanie Astrid, wystawił się on na atak Larsa i Egona. Obaj też byli znacznie lepszymi szermierzami od koleżanki. We trójkę szybko zmasakrowali obrońcę pradawnego grobu jaki padł z chlupotem na posadzkę tej komnaty. To zwlniło ich trójkę bo chwilowo nie mieli żadnego przeciwnika.

    To się miało jednak szybko zmienić. Jeden z tych szkieletowych włóczników jacy byli do tej pory w drugiej linii już człapał w ich stronę aby zastąpić rozbitego towarzysza. Zaraz miał do nich dotrzeć. Mijał właśnie swojego martwego kamrata jaki wciąż zmagał się z cienistymi mackami jakie go oplatały jak duszące węże. Tuż obok, po prawej stronie gladiatora Bjorn zmagał się w pojedynku z jednym ze szkieletów. Widać było, że berserker już mocno oberwał ale nie ustępował i wściekle siekł przeciwnika. Nagle i wokół tego szkieletu wyrosły cieniste macki jakie skutecznie go unieruchomiły. Zaś tarczownik jaki na początku wbiegł do sali razem z Astird właśnie odskoczył w tył. Ciężko dyszał, był mokry od bagiennej śmierdzącej wody i krwi. Zanim jego szkieletowy przeciwnik zdążył za nim podążyć z wprawą zastąpił go jeden z włóczników Gezackta. Drugi zdążył dołączyć do walki na samym skraju prawej flanki, tuż przy ścianie. Niejako wypychając Zoga przed linię ale łucznika chwilowo nikt nie atakował. On zaś właśnie posłał kolejną strzałę w ciemność. Nowa blond sympatia jaką adorowała Astrid też strzelała ale do któregoś z widocznych szkieletów. Podobnie jak jej kolega z łukiem. Jednak w chaosie walki trudno im było kogoś trafić, zwłaszcza jak nie chcieli strzelić w plecy któremuś z kolegów.

    Egon parł przed siebie. Mulista, brudna woda zachlupotała pod nogami gladiatora, kiedy ten z wojennym okrzykiem przyszedł w sukurs Bjornowi. Choć bitewny szał wypełniał umysł Egona, ten, między uderzeniami, raz po raz spoglądał w mrok oświetlony migotliwymi światłami pochodni - jeśli bowiem ktoś szykował się na rychłe kontruderzenie, to właśnie miała zbliżać się ta pora, bowiem kościeje jeden po drugim rozpadali się, niby lalki, którym podcięto sznury.

    Martwy wojownik na jakiego uderzył gladiator przetrwał impet pierwszego uderzenia. I chociaż stary pancerz wyglądał jakby miał się rozpaść lada chwila to jednak specjalnie naostrzony topór od Froyi tym razem zazgrzytał po nim i nie przebił się do kryjących się pod nim kości. Jednak chwilę potem gdy szkielet próbował dźgnąć brodacza temu udało się wyminąć jego włócznię i rąbnąć go prosto w pierś. Aż z hukiem odpadły kawałki zetlałej kolczugi i kawałki zbrązowałych żeber. Zaraz później strzała ugodziła szkielet. To nowa blond koleżanka Astrid przyszła Egonowi ze swoim strzeleckim wsparciem.

    Na lewej flance Astrid i Lars zostawili koledze nowego przeciwnika a sami natarli na tego pod ścianą co wciąż zmagał się z mackami mocy jakie wyczarowała wielbicielka Oster. Ta moc ograniczała ruchy oplątanemu przez co stawał się łatwiejszym do trafienia celem. Obojgu Norsmenów udało się go trafić jednak nie na tyle aby go wyłączyć z walki. Tuż po prawicy Egona Bjorn nie ustępował w krwawym dziele. Chociaż przeciwnicy z jakimi walczyli ani krwi nie mieli a i trudno było ich uznać za żywych. Tropiciel zawył gdy włócznia szkieletowego przeciwnika trafiła go w bok. To była jego kolejna rana w tej walce. Samemu udało mu się zrewanżować chociaż trafienie odłupało tylko kawałek kości na dwóch żebrach szkieletowego włócznika.

    - Dawać chłopcy! Ich można pokonać! - Gezackt też został trafiony ale za tą cenę udało mu się powalić swojego przeciwnika. Co prawda ostatni z widocznych szkieletów drugiej linii natychmiast ruszył aby zastąpić poległego towarzysza ale herszt swojej bandy wyszedł mu na spotkanie. Dzięki czemu zajął narożną pozycję w centrum i prawej flance. Jego przykład zachęcił towarzyszy do większego wysiłku. Wciąż jednak walka wydawała się być wyrównana i jeszcze nie było widać czy zwyciężą żywi czy obrońcy ostatecznie odeprą napastników.

    – Odsuń się, Bjorn! – krzyknął Egon, podbiegając do wojownika. – Cofnij się, gadam, więcej żeś wart dla mnie żyw, niż byś miał karkiem przypłacić z ręki matwiaków! Lars, krzyknij do Bjorna, żeby się wycofał!

    “Przeklęty Norsemen” - Egon mruknął pod nosem. “Ani grosz rozumu we łbie!”.

    Choć koleje bitwy nie rysowały się tak gładko, Egon wiedział, że żadna walka nigdy nie szła tak, jak powinna i niejeden pojedynek będzie starciem ze śmiercią. Egon zamierzał przyjąć na siebie uderzenia dwóch kościanych wojowników, jako że radził sobie do tej pory najlepiej. Wolał już, żeby paru ludzi Gezackta pożegnało się z życiem, niż żeby to była jego grupa.

    – Te, młody – krzyknął do jednego z tarczowników, który wyglądał na mniej poobijanego. – Ubezpieczaj mnie, broń się jeno i zaczepiaj!

    Egon zobaczył jak strzała blondwłosej łuczniczki trafia w bok czaszki szkieletu, przebija ją z drugiej strony ale nie wyleciała z niej całkowicie. Dla istoty żywej to byłaby zapewne rana bardzo poważna, może nawet śmiertelna. Ale kościany wojownik stał dalej na własnych nogach. Chociaż na moment jakby go to zdekoncentrowało bo spojrzał swoimi pustymi oczodołami na Martin. Dziewczyna w mokrym, brudnym kubraku stanęła tuż pod ścianą, dzięki czemu miała w miarę czysty strzał w bok walczącego wojownika. Ten moment nieuwagi pozwolił gladiatorowi sieknąć w swojego wroga tak, że naostrzony topór przebił się przez ćwierć klatki piersiowej odrąbując mu cały bark. Szkielet spojrzał na to jakby zdziwiony i mimo wszystko zamachnął się włócznią chcąc trafić napastnika. Temu jednak udało się uchylić i zdzielić go jeszcze raz, zrywając mu toporem przebity strzałą czerep z barków jaki poleciał do wody kilka kroków dalej.

    Nie miał jednak wytchnienia. Natychmiast ruszył wspomóc Bjorna. Ten i tak był w swoim berserkerskim szale i nie było pewne czy cokolwiek poza walką do niego dociera. Brodacz nie był pewien czy Lars go usłyszał czy nie. Widział jego plecy jak wspólnie z Astrid walczyli ze swoim szkieletowym włócznikiem. Dwójka łuczników widząc, że Egon z Bjornem zwarli się ze swoim wrogiem zaczeła mierzyć strzałami właśnie w omotany mackami mocy szkielet z jakim walczyła bardziej wysunięta do przodu dwójka. Kultysta i Norsmen wspólnymi siłami szybko powalili włócznika z jakim do tej pory samotnie walczył norsmeński tropiciel. Kościej wreszcie padł w bagienną wodę. Zaś Bjorn ledwo stał na nogach od odniesionych ran. Charczał i przy okazji pluł krwawą plwociną.

    W centrum walki jeden z włóczników wypadł z gry. Rany okazały się dla niego zbyt poważne. Odszedł na tyły do framugi przez jaką tu wdarli się do sali. Gdzie już odpoczywało kilku jego podobnie ciężko rannych towarzyszy. Na jego miejsce wbiegł jednak młody tarczownik jaki wcześniej w korytarzu był towarzyszem Egona. I chociaż tam już oberwał to teraz zajął miejsce kolegi. Jednak przez to nie mieli już żadnych rezerw aby posłać je do walki.

    Na prawym skrzydle Szybkiemu udało się powalić swojego przeciwnika. Chociaż tu walka była wyrównana i ludzie Gezackta co chwila musieli zmieniać swojego przeciwnika aby dostosować się do sytuacji. Sam ich herszt też już oberwał ale chociaż przez moment walczył sam z dwoma szkieletami to wytrwał. A teraz siły znów się mniej więcej wyrównały. A już nie było widać stojących szkieletów jakie by mogły uzupełnić coraz liczniejsze wyrwy w ich szeregach.

    “Mam go! Trafiłem! Tam jest!” Egon w głowie “usłyszał” podekscytowanego Zoga. Nie był pewien czy tylko on czy inni też go “słyszą”. Widział jak łucznik skorzystał z zamieszania aby prześliznąć się w głąb pomieszczenia. Chwilowo wydawał się być ignorowany przez obrońców którzy i tak byli już w zwarciu z najeźdźcami. Za to Egon dostrzegł kierunek gdzie Norsmen posłał strzałę. Chociaż ciemność wciąż skrywała jeg cel i efekt.

    – Kogo trafiłeś…? – Egon rzucił w przestrzeń, niemalże pewien, że Zog i tak go nie słyszy.

    Wojownik postanowił, że zanim wypuszczą się głębiej, muszą czym prędzej uporać się z kościejami, którzy zagradzali im drogę. Z okrzykiem bitewnym rzucił się w stronę szkieletu, który wymieniał ciosy z Bjornem, mając nadzieję, że będzie w stanie interweniować, zanim krewki barbarzyńca całkiem postrada zmysły i zemrze jeszcze.

    Imperialny kultysta wspólnie z norsmeńskim barbarzyńcą zaatakowali kościeja. Ten widocznie już wcześniej oberwał od Bjorna bo widać było ukruszone kości oraz ciemne, wijące się macki mocy jakie go krępowały. Jednak z dwoma tak sprawnymi przeciwnikami nie miał zbyt wielkich szans i szybko im uległ. W międzyczasie Lars i Astrid też uporali się ze swoim przeciwnikiem i zdyszani rozglądali się dookoła chcąc ocenić sytuację. Na prawej flance Szybki ze swoimi ludźmi właśnie dokończyli swoich wrogów. Jeszcze tylko w centrum toczyły się walki z dwoma czy trzema ostatnimi martwiakami. Wydawało się, że mimo strat to jednak żywi wreszcie wywalczyli przewagę nad nieumarłymi.

    Obok Raisa złapała za ramię Bjorna i potrząsnęła. Odwrócił się ku niej patrząc z dzikim wzrokiem ale wyszeptała coś i nagle wojownik opuścił ramiona i stanął zapatrzony gdzieś w ścianę.

    “Biegnie na mnie!” W głowie Egon usłyszał głos norsmeńskiego łucznika. Jak spojrzał w głąb pomieszczenia to ujrzał jak ten biegnie co sił. W pierwszej chwili nie było wiadomo dlaczego. W kolejnej w obręb świateł pochodni wskoczyła jakaś wilcza sylwetka.

    Mimo, że widać było jej kości żeber i zetlałe futro to w ogóle nie traciła na prędkości. Bez trudu dogoniła Zoga tuż pod ścianą. Zamaskowany zdążył tylko rzucić łuk jaki chlupnął w wodę i zniknął. A w zamian za to sięgnął po miecz. Tak przyjął bestię jaka już go dopadła. Najbliżej nich był Szybki ze swoim włócznikiem. Oni też rzucili się biegiem aby wspomóc zakapturzonego.

    – To on! – krzyknął Egon, mając oczywiście na myśli tego, którego ujrzał Zog pierwiej. – To ten najmocniejszy!

    Egon z okrzykiem na ustach biegł już w stronę Zoga, aby dopomóc mu. Był pewien, że Gezackt i jego konfraternia poradzi sobie bez problemu z paroma szkieletami, które jeszcze zostały, więc poniechał walki, która rozgrywała się po jego prawej ręce.

    Egon biegł prosto na wielkiego, kościanego ogara, zamierzając otoczyć go z pozostalymi.

    – Zog, broń się jeno, uważaj! – Egon wydawał rozkazy. – Raisa, rzucaj swój czar na tego draba! Astrid, Martin, Lars, otoczmy go!

    Egon wiedział, że kościana bestia musiała być ubita czym prędzej, zanim zrobi poważne szkody. Zamierzał przyjąć jej uderzenia na siebie, a pozostałym pozwolić pomagać. Jasne było jednak, że nie dobiegnie tak prędko - był jaki kawałek od niej, a grząska woda spowalniała go.

    Ruszyli razem w kierunku martwego ogara który już zdążył przyprzeć Zoga do ściany. Chociaż Szybki i jeden z włóczników co właśnie uporali się ze swoim szkieletowym przeciwnikiem, zdołali tam dobiec pierwsi. Gladiator też tam się rzucił, rozbryzgując mętną wodę i omijając grupkę Gezackta jaka wciąż walczyła z dwoma ostatnimi martwiakami. Zdołał dobiec do ogara i trójki walczących z nim mężów a Astrid z Larsem biegli nieco za nim i po jego lewej. Właśnie od nich usłyszał alarmujące krzyki. Z ciemności wypadł drugi ogar i pędził właśnie na nich. Oboje zatrzymali się i korsarz ustawił nisko swoją tarcze gotów z mieczem przyjąć szarżę nieumarłej bestii.

    W centrum Gezackt ze swoimi ludźmi mozolnie dobijał ostatnie dwa szkielety. Wspólnie z łucznikami którzy starając się nie trafić kogoś ze swoich słali strzały w plecy obrońców grobu. Jeden z martwiaków padł pod tym naporem i został ostatni. Nie zważając na los poprzedników ani ich przewagę liczebną dalej stawiał im opór. Niedaleko nich starucha mamrotała coś przy Bjornie. Starając się wlać nieco życia w jego posiekane ciało.

    Egon zaś wspólnie z Szybkim i jego włócznikiem starali się ubić nieumarłą poczwarę jaka uparcie starała się rozszarpać Zoga. Zdołała nieco kąsać łucznika i włócznika jednak otoczona przez żywych przeciwników szybko im ulegała. Z jej martwego ciała ich ostrza raz za razem robiły nowe cięcia czy odłupywały fragmenty tej żywej padliny. Za ich plecami korsarz i blondwłosa córka jarla zmagali się ze swoim ogarem. Też szło im całkiem nieźle. Astrid zadała potężny cios wrażając swój miecz między żebra ogara. Zaś Larsowi udało się ją sieknąć przez łeb odrąbując fragment czaszki. Ogar też go sięgnął ale na szczęście złapał swymi kłami tylko za fragment kolczugi i nie przebił się głębiej. Wtedy właśnie z ciemności wyłoniła się kolejna sylwetka.

    Tym razem był to szkielet odziany w zbroję jaka pokrywała jego ciało. Z napierśnika wystawała mu strzała. Wydawało się, że z pustych oczodołów spogląda na intruzów gorejącym wzrokiem. Emanowała z niego władza i strach. Egon poczuł się niepewnie na jego widok. “To on” Usłyszał w głowie “głos” zaniepokojonego Zoga.

    - Sigmarze pomiłuj. - Szepnął cicho Szybki chociaż do tej pory dzielnie stawał przeciwko walczącym szkieletom to teraz wydawał się nie być już taki pewny siebie jak jeszcze przed chwilą. Jego kolega po prostu zaczął się cofać wzdłuż ściany.

    - Dawaj Astrid! Rusz się! - Lars ponaglił córkę jarla. Bo ta zbladła na widok nowego przeciwnika. I wyraźnie straciła rezon. Ogar z jakim walczyli wykorzystał to aby dziabnąć morskiego rozbójnika. Ale ten to w porę zauważył. Rąbnął go mieczem w bark i przyszpilił do posadzki. Woda rozrbyzgła się od upadku gadziny a korsarz przytrzymał zgniłe cielsko butem aby wyszarpać z niej swój miecz.

    Dla Martin i łuczników to było zbyt wiele. Przerwali ostrzał ostatniego szkieleta i zaczęli się cofać jak najdalej od nadchodzącego rycerza jaki zmarł w pradawnych czasach. Ostatni ze szkieletów był niewzruszony jak reszta jego kompanów. Więc nadal atakował Gezackta. Ten w ostatniej chwili zdołał zbić włócznią włócznię nieumarłego. Ale sam już ledwo stał na nogach od zadanych mu ran.

    – Dokąd się wycofujecie, tchórze!? – Egon ryknął, choć uczuł ucisk w gardle z powodu grozy, jaką wzbudzali nieumarli. – To są twoi ludzie, Gezackt? Opanuj ich!

    Egon sam nie wiedział, czy rzucał te przekleństwa rzeczywiście dla Gezackta, czy żeby samemu zająć swój umysł. Nieumarła bestia kłapała swymi potężnymi szczękami. Normalny chłop lub też lekkozbrojny już dawno zostałby rozcięty na pół, szczęściem, kamraci wcale nie byli zwykłymi ludzi, jeno czczącymi Chaos kultystami, którzy niejedno już widzieli.

    Egon uderzył raz jeszcze toporem kościanego cerbera, po czym odskoczył i odwrócił się na pięcie.

    – Czekałem na tą walkę – Egon nagle wydał się być całkiem niezainteresowany miotającymi się w zwarciu szkieletami. – Zniszczcie tego ogara i dołączcie do mnie… Ja pójdę pierwszy.

    Egon nie miał wątpliwości, że to on musiał koniecznie przyjąć pierwsze z uderzeń na siebie - był bowiem opancerzony najciężej ze wszystkich, uniknął ran do tej pory i był najlepiej wyszkolony w bitce, aby zadać rany widmowemu rycerzowi.

    – Atakujcie z flanki, ja wezmę go na siebie! – Egon krzyknął do Astrid i Larsa. – Panie Gezackt, ogarnijcież trupiego psa. Kto ma jaja, niechaj mi pomoże! Raiso, wreszcie możesz dać upust swej magii…

    Wyrzekłszy głośno te słowa, Egon wydał z siebie bojowe zawołanie i zaczął truchtać w szlamistej wodzie prosto na wielkiego przeciwnika.

    Egon odwrócił się tyłem do ostatniego, nieumarłego ogara wciąż walczącego z Zogiem i Szybkim. Po czym z okrzykiem rzucił się na nieumarłego rycerza. Podobnie uczynili Astrid i Lars którzy właśnie uporali się ze swoim martwym drapieżnikiem jaki na nich wyskoczył z ciemności. We trójkę dopadli szkieletowego wojownika prawie jednocześnie.

    - Martin! Pomóż! - Astrid zdążyła krzyknąć o pomoc do swojej nowej koleżanki. Jaką widocznie widok nieumarłego rycerza przestraszył na tyle, że perwała ostrzał i zaczęła się cofać jak najdalej. Okrzyk córki jarla zmobilizował ją na tyle, że zatrzymała się i uniosła łuk. Znów próbowała trafić w plecy ostatniego ze szkieletowych włóczników z jakim walczył jej herszt i kolega. Szło im ciężko, ledwo już stali na nogach. A martwiak z uporem zimnego grobu, wciąż próbował ich posiekać. Los jego szkieletowych towarzyszy jacy już leżeli w płytkiem, trupiej wodzie, wydawał mu się całkowicie obojętny.

    Przy drugiej ścianie Szybki wraz z Zogiem, próbowali ubić ostatniego z walczących ogarów. Jednak jak zabrakło Egona i włócznika to znikł solidny argument oraz znacząca przewaga liczebna jakie pozwalały punktować czworonoga. Teraz to on zaczął im się odgryzać. I to mimo, że stracił już część kości żeber i ochłapów przegniłego mięsa. Dalej podgryzał żywych napastników próbując ich zagryźć swoimi śmierdzącymi szczękami.

    Walka trzy na jednego z nieumarłym rycerzem nie zaczęła się dla Egona zbyt dobrze. Za wolno cofał ramię po chybionym ciosie gdy ostrze martwiaka trafiło go w pierś i zeszło w bok, rozpruwając w tym miejscu kolczugę. Podobny los spotkał Astrid. Blondynka była najsłabszym z ich trójki wojownikiem i widać było, że starcie z tym nowym przeciwnikiem mocno testuje jej odwagę. I słusznie. Licząc, że rycerz zajęty jej kolegami pozwoli się trafić zrobiła wypad do przodu. Jednak szkieletowy champion trafił ją czubkiem swojego miecza w brzuch. Kobieta krzyknęła boleśnie. Za to Lars skorzystał z tej chwili nieuwagi i udało mu się solidnie wbić miecz w pierś wojownika. Tuż obok sterczącej tam strzały Zoga. Jednak to nie powaliło przeciwnika. Nieczuły na ból czy utratę krwi bez wahania zaczął oddawać i blokować kolejne ciosy.

    Na środku sali przykład Martin podziałał mobilizcująco na jej kolegów. Najpierw jeden a potem drugi, widząc, jak niewielu jest przeciwników i, że są związani walką, zaczęli szyć im w kościane plecy. Najpierw udało im się powalić ostatniego ze szkieletowych włóczników. Ten padł w trupią wodę. Jednak Gezackt i młody tarczownik byli już tak poharatani i wymęczeni, że nie mieli sił wesprzeć swoich towarzyszy.

    Łucznicy wspólnie też wykończyli ostatniego z ogarów. Ten jednak zdołał zdrowo pokąsać Zoga, że łucznik po skończonej walce oparł się o ścianę grobowca i ciężko dyszał. Szybki próbwał zorentować się jak się sprawy mają. Ale walka toczyła się już tylko z nieumarłym rycerzem. Raisa zdołała wymamrotać swoje zaklęcia i z trupiej wody wychyliły się cieniste macki jakie opltły rycerza i zaczęły spowalniać jego ruchy. Co utrudniało mu walkę z trójką żywych napastników.

    Ostatecznie i on padł. Zwalił się w wodę po ostatnim ciosie od Egona. Zanim to się stało zdołał jednak mocno trafić Astrid tak, że skald ledwo stała na nogach. Gladiator też oberwał chociaż lżej. Odczuwał jednak te rany jako spowalniające i osłabiające jego sprawność bojową. Ale jednak udało się. Ostatni przeciwnik leżał w bagiennej wodzie a żywi stali się panami sytuacji. Jednak drogo ich to kosztowało i wszyscy ciężko dyszeli. Byli mokrzy od potu, trupiej wody i własnej krwi. Raisa zaczęła podchodzić do kolejnych walczących aby chociaż trochę ich wzmocnić i ulżyć ich cierpieniu.

    Egon po walce wsparł się na swym toporze.

    – Jeszcze jeden taki żywy trup i z naszej wesołej gromadki zostanie może para cieciów o kulach, dobrych do macania kur.

    Wojownik splunął z pogardą na wojownika.

    – Zog, czujesz coś jeszcze? – zapytał. – Jeśli kręcą się tutaj jeszcze jakieś powstałe z grobu chamy, to do diabła z tym, wracamy. A jak nie… Pokaż mi no tą pochodnię, młody…

    Egon skierował pochodnię na mroczne ściany.

    – Czas na nagrodę, co nie, komitywa!? – Egon uśmiechnął się szeroko.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • SantorineS Niedostępny
      SantorineS Niedostępny
      Santorine
      Developer
      napisał ostatnio edytowany przez
      #252

      Oryginalny autor: Pipboy79

      Oryginalny tytuł: Tura 62 - 2519.07.22; mkt; popołudnie

      Miejsce: Nordland; na pn-zach od Neues Emskrank; zachodni brzeg zatoki; las/kurchan;
      Czas: 2519.07.22; Marktag; popołudnie
      Warunki: światła pochodni, wilgotno, ciemno, echo odgłosów; na zewnątrz: dzień, pogodnie, łag.wiatr; nieprzyjemnie (0)

      Egon, Norsmeni, Gezackt i jego banda

      Walka z martwymi obrońcami grobu była bardzo krwawa i wyczerpująca. Chyba żaden z żywych nie padł w boju ale klku wyglądało, że jest u kresu swoich sił. Nikt więc nie wybrzudzał jak sękata starucha podchodziła do każdego i cicho mamrocząc, wlewała w ciało jakieś dziwne światło. Po chwili osłabiało to ból z ran i pozwalało odzyskać trochę sił. Egon też to mógł odczuć na sobie. Chociaż z większości starć ze zwykłymi szkieletami wychodził zwycięsko to ten ostatni rycerz jednak zdołał mu porachować kości zanim razem z Larsem i Astrid go powalili w trupią wodę. Martin podeszła do Astrid i dodawała jej otuchy. Zaangażowana w bezpośrednią walkę skald oberwała znacznie bardziej od łuczniczki ale obie blondynki były ranne. Gdy już Raisa zrobiła swoje to można było zastanowić się co robić dalej.

      - Za długo zostać nie możemy. Pochodnie się kończą. - Zauważył Gezackt wskazując, że palące się gałęzie zdążyły już wypalić się gdzieś do połowy. W tych kilku jakie mieli, próbowali się zorientować w pomieszczeniu. Było spore, jak główna izba w karczmie. Tylko z kamiennymi ścianami rzeźbionymi w jakieś sceny. Na samym środku było podwyższenie jakie wystawało z mętnej, śmierdzącej wody. Na nim był kamienny sarkofag.

      “Ja tu wszędzie coś wyczuwam Egon. Tu musiała być uwięziona potężna magia. Te gobliny albo co ją uwolniły. Ale tu w głębi jest na tyle silna, że wszystko nią jest przesiąknięte. Ale więcej strażników to chyba raczej tu już nie ma.” Zog był ciężko poraniony przez ogara. Wcześniej trzymał się z tyłu i walczył na dystans co uchroniło go przed bezpośrednią walką. Ostatni ogar jednak zanim padł, mocno go poturbował. I było widać zmęczenie i boleść w jego ruchach. Niechętnie odkleił się od ściany pod jaką łapał oddech i ruszył dookoła pomieszczenia aby je lepiej zbadać. Większość jednak skupiła się na pdwyższeniu. Raz, że było to jedyne miejsce jakie wystawało z mętnej wody. A dwa jeśli gdzieś miało być coś cennego to pewnie właśnie wewnątrz tej kamiennej skrzyni. Raisa oglądała ją z wielkim zainteresowaniem.

      - Ciekawe… - Mruczała starucha przyświecając sobie już znacznie krótszą pochodnią. - Tu musi spoczywać ktoś dysponujący mocą. Miał coś wspólnego z nami. Rozpoznaję niektóre znaki. Są nasze. Tylko nie jestem pewna czy to ktoś kto służył tym samym patronom co my czy też to nasi doprowadzili go do zguby i tutaj pochowali aby im nie bruździł - mamrotała wiedźma próbując odczytać niektóre sceny i znaki jakimi ozdobiony był sarkofag. Zaciekawiona jej słowami Astrid też podeszła i zaczęła oglądać kamienne serce grobowca.

      - To jest symbol Czterech Sióstr! - zawołała w podnieceniu wskazując na jeden z symboli. Jej słowa spowodowały, że kilka osób też podeszło bliżej aby się przyjrzeć. Egonowi nic ten symbol nie mówił. - Jej to musi być bardzo dawne. Jeszcze z czasów gdy Siostry chodziły po ziemi. To znak od bogów, że jesteśmy we właściwym miejscu! - Blondynka mówiła z nagłym ożywieniem patrząc na swoich norsmeńskich towarzyszy i gladiatora.

      - Jakie Siostry? - Gezackt zapytał zmęczonym tonem. Widocznie nie znał legendy jakie kultystom opowiedziała Merga ani nie był Norsmenem aby znać ich mity. A stojąc tuż obok siebie na tych kamiennych schodach i podwyższeniu trudno było zachować dyskrecję.

      - Ale nie wiemy czy tu spoczywa ktoś kto pomagał Siostrom czy ktoś kogo postanowiły się pozbyć. - Lars wyszedł z walk w miarę cało więc i miał więcej zachowanych sił niż ci bardziej poranieni. Astrid i Raisa spojrzały na niego z konsternacją.

      - Dowiemy się jak otworzymy sarkofag. Chcecie zawrócić tuż przed zamkniętymi drzwiami? Po tylu wyrzeczeniach? - Córka jarla jak zwykle była za opcją jaka ciążyła ku epickim przygodom.

      “Tu są zamknięte drzwi”. Chyba nie tylko Egon “usłyszał” Zoga. Jak podeszli do skraju zalanych schodów ujrzeli jego sylwetkę. Trzymał swój łuk ale, że zdjął z niego przemoczoną cięciwę to ten teraz wyglądał jak lekko wygięta tyczka. Łucznik stał przed czymś co wyglądało na zamurowane, kamienne drzwi. “Coś tam jest. Coś magicznego. Albo ktoś.” Gladiator znów usłyszał jego “głos”. Norsmeni chyba też bo popatrzyli po sobie niepewni jak potraktować tą informację.

      - Cholera wie co tam jest. Pochodnie się kończą a wielu z nas ledwo stoi na nogach. Zawsze możemy tu wrócić. Przecież już wiemy gdzie to jest. - Lars zastanawiał się na głos, co powinni uczynić.

      - A jak ktoś nas ubiegnie? Znów przyjdą jakieś gobliny, zwierzoludzie albo co? Przecież tu jest symbol Sióstr. To nie może być przypadek, że tu trafiliśmy. To jest ich wola, musimy to uszanwać. Szkoda, że nie ma naszej milady. Ona jest taka piękna, mądra i silna. Z nią na pewno byśmy dali radę cokolwiek tu jest. - Astrid wciąż była za dalszą eksploracją. Chociaż znów żałowała, że lady Sorii nie ma z nimi.

      - Tak, to potężna istota. Ale mówiła, że wróci do nas wieczorem lub jutro rano. I to przy tych kamieniach a nie tutaj. - Starucha pokiwała głową okrytą, szmatławym kapturem. Zgadzała się co do wyjątkowości tej jaka tak dobrze maskowała się jaka ezgotycznej urody szlachcianka śmiertelników. Ale była świadoma, że inaczej się z nią umawiali dziś rano u ujścia zatoki.

      - Trzeba to rozwalić. Jak będą gdzieś skarbu to właśnie tam. - Gezackt wtrącił się do rozmowy wskazując brodą na kamienną płytę sarkofagu. To na zetlałym trupie była największa szansa na jakieś drogie ozdoby i precjoza. Za ten cały ból, pot i przelaną krew, herszt i jego ludzie chcieli zapłatę. Obrabowanie grobowca wydawało się być za to uczciwą ceną.

      - Tam wystają jakieś dzbany. Może tam coś jest? - Bystrooka Martin dojrzała pod jedną ze ścian jakieś wystające z wody kręgi. Faktycznie mogły być to jakieś czubki zanurzonych w niej dzbanów lub podobnych pojemników.

      Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Centralna; ul. Bursztynowa 17; kamienica Pirory
      Czas: 2519.07.22; Marktag; popołudnie
      Warunki: - na zewnątrz: dzień, pogodnie, łag.wiatr; nieprzyjemnie (0)

      Otto

      - Skarcisz nas za to? - Naga, bretońska milady zapytała zalotnie jednookiego. Tonem wyraźnie sugerującym, że byłaby całkiem chętna na takie karcenie. Jak się znało jej uległą naturę to nie było to takie dziwne. I spowodowało wesołe chichoty pozostałej trójki kobiet.

      - Oczywiście Otto. Bardzo chętnie ci pomogę. I mogę być ojcem dla Teo czy innych kobiet. Nawet by to mogło być całkiem interesujące i ekscytujące. Jeszcze nie byłam ojcem. - Uwielbiana nie tylko w tym mieście lady Odette była najmniej rozebrana z całej trójki. Jednak widać było, że stanowiła integralną część zabaw podczas nieobecności mnicha. Wydawało się, że wizja zbrzuchacenia młodej cukiernik lub innych kobiet kusi ją, chociaż na razie ani ona, ani jej koleżanki, nie miały pojęcia jak miałaby to zrobić. Więc na razie była gotowa i zaciekawiona jak młoda, atrakcyjna mieszczka miałaby się stać matką much. Cukiernik zaś aż się wyprostowała i z ekscytacji klasnęła w dłonie słysząc z czym mnich wrócił.

      - O tak, tak! Daj mi je! Chcę je mieć w sobie! Wypełnij mnie nimi! Chce je czuć w sobie i wydać je na świat! Jak najwięcej! - Teofano wykazywała się taką samą gorliwością na zostanie matką much jak bladolica Bretonka na bycie poniżaną i zniewolona podczas ich prywatnych spotkań. To oddanie zrobiło spore wrażenie na trójce szlachcianek. Zwłaszcza jak dwie z nich były kultystkami, świadomymi co ich kolega przyniósł. Za to Teo nie więc zrobiła rozczarowaną minę gdy przyjrzała się strzykwom.

      - Ale Otto co ty przyniosłeś? To są jakieś strzykwy do lukru? Miałeś mi przynieść czerwie. Miałam zostać matką much. - Brunetka spojrzała na mnicha pytająco. I widać było, że jest zawiedziona. Strzykwy faktycznie nieco przypominały te używane przez cukierników do robienia słodkich wzorów na ciastach więc nic dziwnego, że córka piernikarzy od razu miała takie skojarzenie. Teofano nawet poklepała się po swoim nagim łonie na jakim wcześniej starannie wymalowała pędzelkiem wzór trzech czerwi ułożonych mniej więcej w trójkąt.

      - A to nie są takie rurki co w ostatni Festag wsadzałeś Laurze? - Miodowłosa milady rozpoznała podobne urządzenie. Też nie mogło to dziwić. W końcu to było ledwo kilka dni temu a Laura siedziała wówczas jej na kolanach gdy Otto ją zasiewał nowym miotem Oster. Wówczas jednak Słowik Północy chyba brała to za jedną z wyuzdanych zabaw i raczej nie zdawała sobie sprawy czego naprawdę jest świadkiem. Same strzykwy jednak widocznie zapamiętała.

      - Oh, spokojnie Teo. Nie jest ważne opakowanie tylko zawartość. W środku są jaja jakie cię zapłodnią i po kilku dniach będziesz mogła być matką much. - Bretonka uspokoiła brunetkę, że chociaż strzykwy wyglądały jak krótkie rurki z wypalonej gliny, to posiadają pożądaną przez nią zawartość. Cukiernik spojrzała na nią sondując czy mówi prawdę. Więc szlachcianka delikatnie pocałowała jej usta i nakierowała z powrotem na obnażone łono diwy z przymocowaną zabaweczką. Brunetka ulegla tej perswazji i znalazła się między rozchylonymi udami miodowłosej. Dzięki czemu Otto miał do swobodnej dyspozycji cały jej tył.

      - Chwileczkę… Czyli wtedy w Festag… To zapłodniliście Laurę muchami? - Słowik Północy zmrużyła oczy patrząc na twarze swoich towarzyszy. Nie była pewna czy właściwie kojarzy te podobieństwa.

      - Oh, nie tylko Laurę. - Fabienne uśmiechnęła się i wyprostowała się tak aby znaleźć się na jednej wysokości z siedzącą milady i leżącej na jej łonie cukiernik. Obie spojrzały na nią z zaciekawieniem. Czarnowłosa zaś matczynym gestem położyła dłoń na swoim nagim, płaskim brzuchu. - To całkiem przyjemne. Jak pieszczota kochanka. Nieustająca. W dzień i w nocy. Cały czas. I z każdym dniem narasta. Wprawia mnie w wyśmienity nastrój. Powinnaś spróbować Oddie. Takiej przyjemności to jeszcze chyba nie miałaś okazji skosztować. Może to taka ciąża jest twoim przeznaczeniem? W końcu nie będzie pochodzić od jakiegoś nudnego mężczyzny. - Bretonka mówiła cichym, hipnotycznym głosem patrząc głównie na honorowego gościa Kamili van Zee. Jej słowa zrobiły spore wrażenie na obu kobietach. Odette przygryzła wargę jakby chłonęła jej słowa całym swoim zdeprawowanym sercem.

      - To ty masz je w sobie!? Ojej jak ci zazdroszczę! I to takie przyjemne? Mnie też tak to się śniło! - Zawołała Teofano i widać było, że milady von Mannlieb jeszcze bardziej zyskała w jej oczach po tym oświadczeniu. Operowa diwa wyglądała na zafascynowaną ale jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa. Bladolica czarnulka spłynęła więc na plecy szatynki tak, że Otto miał je obie do dyspozycji, gotowe i chętne do zasiania.

      - Otto jakbyś był tak uprzejmy obdzielić nas tym błogosławeństwem. - Fabienne zamruczała kusząco odwracając się do mnicha i posyłając mu mokre spojrzenie.

      - O tak, prosimy! - Teofano jej zawtórowała i nie mogła się już doczekać aż spełnią się jej sny. Odette gościła je obie na swych gładkich udach i łonie obserwując to wszystko z ekscytacją i zaciekawieniem. Słowa i zachowanie mnicha a potem czarnowłosej kochanki mocno ją pobudziły co widać było po wypiekach na gładkich policzkach i błyszczącym spojrzeniu. Miała być świadkiem czegoś niecodziennego co nawet w jej bogatej karierze i licznych podróżach było czymś wyjątkowym i to ją wyraźnie pociągało.

      Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Zachodnia; ul. Kołodziejów 14; kamienica Joachima
      Czas: 2519.07.22; Marktag; popołudnie
      Warunki: - na zewnątrz: dzień, pogodnie, łag.wiatr; nieprzyjemnie (0)

      Joachim i dziewczyny

      - Nie no dlaczego? Jakby była taka ślicznotka jak Matka Somnium to mogłoby być całkiem ciekawe. Chciałabym wiedzieć co ona tam skrywa pod habitem. Jakby miała ochotę na karcenie służącej to byłabym zainteresowana. A jakby miała ochotę na karcenie od służącej to też byłabym zainteresowana. - Łasica zaśmiała się do słów kolegi. Jak zwykle znalazła jakiś lubieżny aspekt w omawianej sytuacji. Burgund też to rozbawiło.

      - No podobno ci morryci to tak się zbliżają do swojego patrona, że zbyt wiele witalności w nich nie ma. Ale co ma nasza zimna, bladolica mateczka pod świętą sukienką też bym chętnie sprawdziła. Taka bladolica jak Fabi a sami wiecie jaka Fabi potrafi być gorąca. Zwłaszcza jak się z niej zdejmie ubranie. - Druga z łotrzyc uderzyła w podobny ton. A dwie nowe koleżanki patrzyły na nie w zafascynowaniu. W końcu nie znały jeszcze kobiet o jakich rozmawiała trójka miejskich kultystów.

      - Dobra Joachim, my się rozejrzymy za tą niebieską milady. A jakby co to ostatnio codziennie jesteśmy w Akademii. Jesteśmy modelkami galionów dla jurnych kadetów i kadetek. Nie zdziw się jakbyś nas tam spotkał. I w ogóle to będziemy się tam starały rozejrzeć. Sam wiesz za czym. Ale przekażę Starszemu twoją prośbę. Jak do ciebie nie wpadnie któraś z nas to sprawdzaj skrzynkę kontaktową. - Łasica ostrzegła maga, że mogą się spotkać w Akademii Morskiej. I widocznie oprócz pozowania z nagimi piersiami przed kadetami co wyraźnie im sprawiało sporo przyjemności, obie zamierzały zbadać teren aby ułatwić ewentualną akcję zdobycia skrzyni. Co prawda było mało prawdopodobne aby od razu zyskały dostęp do pilnowanego schowka na podejrzane artefakty jednak już w zimie w kazamatach czy niedawno w świątyni Mananna obie wykazały się sporą pomysłowością w penetracji tych budynków.

      - I też miej oko na tą niebieską. Chyba w mieście to tak dużo magów czy uczonych nie ma. Może prędzej na nią trafisz niż my. O ile będzie działać jawnie a nie pod przykrywką. - Burgunnd też mu poradziła na odchodne. Po czym obie łotrzyce poszły w swoją stronę. A Joachim z Gunterem musieli zaprowadzić obie nowe koleżanki do siebie. Obie rozglądały się ciekawie po mijanych ulicach i kamienicach. Marlene wyglądała na spiętą i szła tuż za plecami obu mężczyzn jakby liczyła, że ją zasłonią i uchronią przed wzrokiem innych. Kaptur i obszerny płaszcz jakie pożyczyła jej Darcy jeszcze w obozie zwierzoludzi, jak na razie skutecznie kryły jej sromotę. Blondynka a odwrót, patrzyła śmiało w oczy przechodzących jakby właśnie stała u progu zdobycia tego miasta.


      - Mój panie, nareszcie wróciłeś! Już się martwiłem, że coś się stało. Już nakrywam do stołu. - Sven przywitał się ze swoim panem z wyraźną ulgą i radością. W końcu nie było go ponad dwa dni, znacznie dłużej niż pierwotnie planowali. Jego kamienica, chociaż była dość przeciętna i na uboczu gdzie niewiele domów było zamieszkanych to na obu kobietach jakie nie były przyzwyczajone do wielkiego miasta, zrobiła ogromne wrażenie.

      - To twój dom? I sam tu mieszkasz? To chyba bogaty jesteś co? - Blondynka rozglądała się ciekawie po kolejnych pomieszczeniach. To, że mag ma kolejnego sługę jaki czekał na niego i usługiwał im przy stole też zrobiło na niej wrażenie. Na Marlene chyba też ale jak zwykle była cichsza i bardziej stłamszona przez blond koleżankę. Razem jednak zjedli porządny obiad. Pierwszy odkąd w Festag jadł u Pirory po skończonej orgii. Obie nowe znajome też jadły ze smakiem i zostawiły po sobie puste talerze. Widział przecież choćby po chacie Dietera w jak ubogich warunkach żyli wieśniacy. Plemię Gormula to też bytowało w polowych warunkach, na posłaniach i szałasach z gałęzi.

      - Proszę za mną, zaprowadzę was do waszego pokoju. - Sven po skończonym obiedzie zaprosił obie kobiety aby je umieścić w zwykle nieużywanym pokoju. Wcześniej tylko dyskretnie zapytał swojego pana o wskazówki czy lepiej w takim dla służby czy dla znaczniejszych gości.


      Gdy Jachim wreszcie znalazł się sam w swoim laboratorium mógł się skupić na swoich badaniach. Po pierwsze zauważył, że podczas jego nieobecności emanacja Dhar z miejsca gdzie kilka dni temu po raz pierwszy przyzwał piekielnego chochlika znacznie osłabła. Ale wciąż była wyczuwalna. Sugerowało to, że z czasem może osłabnąć na tyle aby zlać się z emanacją tła. Dla tych co mieli trzecie oko wyczulone na takie nadprzyrodzone zjawiska i byli wyszkoleni w ich używaniu. Pokazywało jednak, że niesie to pewne ryzyko gdyby znów próbować przyzwania bytów z innego wymiaru. Wypaczały one rzeczywistość tego świata samą swoją obecnością. Nie było to problemem o ile ktoś z odpowiednimi umiejętnościami nie odwiedziłby tak spaczonego Dhar miejsca.

      Gdy wyciągnął figurkę demona mógł się jej wreszcie przyjrzeć i zbadać na spokojnie. Zorientował się, że rzeźba wielkości trzech dłoni, mniej więcej przedstawia sylwetkę przyzwanego potwora. Wielka, zębata paszcza jaka zajmowała większość nienaturalnie dużej głowy, złośliwe ślepia, beczkowaty tułów i karykaturalne łapy ze złowróżbnie wielkimi szponami. Była zbudowana z dziwnego kamienia, przypominającego szkliwo. I lekko opalizowało kolorami tęczy. Co sprawiało, że sylwetka zdawała się pulsować i zmieniać. Co było jedną z cech patrona jakiemu także poświęcił się Joachim.

      Figurka emanowała Dhar. Co nie było dziwne biorąc pod uwagę, że dopiero co użyto ją do przyzwania demona. Na podstawce dostrzegł wyrzeźbione glify. Rozpoznał, że to znaki w mowie demonów ale od swojej złotookiej mistrzyni zdołał poznać jedynie podstawy zanim odpłynęła do Norsci. Zorientował się jednak, że jest tam znak jaki można było tłumaczyć jako “przybądź” i był jednym z popularniejszych przy zaklęciach wzywających demony. To akurat Merga zdążyła mu pokazać. Było też znak wzywający do posłuszeństwa. W końcu Joachim miał już prawie pewność, że przeklęty dla południowców a błogosławiony dla czarnoksiężnika artefakt jest fizyczną emanacją zaklęcia przywołującego tego, konkretnego demona. Dwa lub trzy glify były zapewne jego imieniem jakie pozwalało zapanować nad tym innowymarowym bytem. Fenkowi wystarczyło wiedzy albo mocy aby z tą pomocą wezwać tą przeraźliwą istotę ale już nie na tyle aby nad nim zapanować.

      Merga ostrzegała przed tym. Że niezrodzeni mają swoje sprawy i konflikty w ich wymiarze i wcale nie są zadowolone jak się ich stamtąd wyrywa do naszego świata. Dlatego trzeba było ich jakoś przekupić, namówić lub zmusić do współpracy. Jeśli to się nie udało to demon mógł się rzucić na czarnoksiężnika jaki go przyzwał. To się właśnie stało w tajnym lochu “Pod podkową”. Po badaniach Joachim wiedział, że rozszyfrował większość znaków. Te powszechniejsze jakich zdążył się nauczyć od Złotookiej. Widocznie artefakt był przeznaczonych dla tych co niekoniecznie są arcymagami czarnoksięskiej sztuki. Zapewne starczyłoby to aby z pomocą figurki wezwać demona tutaj. Ostatnie kilka znaków jednak były dla niego tajemnicą. W tym nie do końca był pewien czy odcyfrował pełne imię demona a jego znajomość ułatwiałaby jego kontrolę. Czy bez tego by sobie poradził z opanowaniem demonicznego bytu nie był taki pewien. Zapewne była to potężniejsza istota niż te chochliki jakie przygotowała mu jego mistrzyni. Sam widział jak zarżnął grupkę kultystów jaka go przyzwała w trzewiach przydrożnego zajazdu.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • SantorineS Niedostępny
        SantorineS Niedostępny
        Santorine
        Developer
        napisał ostatnio edytowany przez
        #253

        Oryginalny autor: Santorine

        – Pochodnie skończą się wkrótce, musimy zabrać się do roboty – Egon zawołał.

        Egon, wsparty na swym toporze, otrzepywał się ze swych ran. Kiedy uznał, że rany - dziwne rany zadane przez nieumarłego wojownika, który zdawał się wysysać siłę i życie - bolały nieco mniej, zwrócił się w stronę naczyń i sarkofagu.

        – Słuchajcie, komitywa! – zawołał gladiator. – Jesteśmy ranni, zasoby nam się kończą, musimy się spieszyć, kurwa! Sprawdźmy najpierw, co jest w tych dzbanach, a potem odwalimy płytę sarkofagu.

        Egon postanowił zaryzykować nieco i sprawdzić sarkofag i naczynia. Nie było bowiem pewności, czy po tych wszystkich znojach ktoś ubiegnie ich… Gobliny lub też para ciurów ze wsi, którzy mieli dobre informacje mogliby rozglądać się w okolicach grobowca, wiedząc, że banda Gezackta wypuszczała się tam. Mogliby szukać pomsty i wreszcie natrafić na zaginione skarby, jeśli te w istocie tu były.

        Jego okrzyk dodał zachęty pozostałym. Kilka osób zeszło z podwyższenia w centrum komnaty i ruszyło do ledwo widocznym otworom. Z bliska okazało się, że to rzeczywiście są sporej wielkości dzbany. Lars odważył się pierwszy sięgnąć w mroczną czeluść. Widać było jak zanurza dłoń a potem ramię do środka, jak pochyla się ku krawędzi bagiennej wody. Na twarzy pojawił mu się wyraz skupienia. Aż się wyprostował i oczom jego jak i pozostałych ukazała się złota ozdoba. - Jest! Jest złoto! - Krzyknął trumfalnie unosząc zdobycz wysoko ponad głowę aby wszyscy mogli zobaczyć. To wprawiło umęczonych i przemoczonych ludzi w amok. Wszyscy rzucili się do wystających z wody dzbanów aby szabrować na całego. Powstał chaos gdy dotychczasowi towarzysze broni odpychali się nawzajem aby sięgnąć do dzbanów. Czasem ktoś próbowął podnieść cały dzban ale wypełniony wodą i zawartością był zwykle zbyt ciężki. Czasem w środku było zgniłe, nie wiadomo co. Czasem jakies kości, kawałki drewna czy jeszcze coś innego. Ale i cenne precjozna się zdarzały. W końcu chyba opróżniono ostati znaleziony dzban i przemoczeni ale szczęśliwi grabieżcy wrócili na środek sali. W świetle pochodni oglądali swoje nowe zdobycze. Czasem ktoś próbował się z kimś wymienić na coś lub już żartowali jak je będę a mieście wydawać na wino i ladacznice.

        - Mówiłam wam! Że tak trzeba! Wino i ladacznice nie są za darmo! - Astrid miała satysfakcję, że miała rację jak namawiała ich wcześniej aby podążać w głąb tunelu i komnaty jaką niedawną zdobyli.
        – Został sarkofag – rzekł Egon, upychając kosztowności do swej kiesy. – W środku… Kurwa, sam nie wiem, co będzie w środku. Zog, Raisa, czujecie coś? Znaczy się, poza smrodem trupów. Jeśli w tym grobowcu jest drugi taki, to nie ugramy niczego.

        Rzucił długie spojrzenie na członków kompanii. Stwierdził, że w zasadzie wszyscy poza łucznikami i Szybkim byli poobijani i całkiem poważnie ranni. Podróż w głąb grobowca mogła się okazać ryzykowna i niejeden mógłby przypłacić swym żywotem. Tego Egon nie chciał.

        Skubiąc swą długą brodę, rzekł wreszcie:

        – Słuchajcie, zrobimy tak: ja odwalę wieko sarkofagu. Zog, ty weź łuk od jednego z ludzi Gezackta. Taa, wiem, nie twój, nieprzyzwyczajony będziesz. Ale strzelać umie, nie? To jak co wyjdzie, też będziesz strzelał… Tak samo Raisa. Będziecie mnie ubezpieczać. Szybki będzie przy mnie, Gezackt, Lars i Astrid mogą zostać, jak chcą. Bjorn jest kurewsko ranny, musi wyjść.

        – Reszta ma się zacząć wycofywać. Będziecie szli wolno do wyjścia. My ogarniemy sarkofag. Rozumiecie, że jeśli z niego wyjdzie jeszcze gorszy kurwi syn, niż tego, którego spotkaliśmy, to ktoś karkiem przypłaci? Tego byśmy nie chcieli, nie? Panie Gezackt? Chcecie ludzi potracić, szczególnie, że złoto żeście znaleźli już? Co?

        Egon wziął pochodnię i czekał na to, co odpowie reszta.

        Chwilowo euforia ze znalezionych skarbów, przytłmumiła ból ze świeżych ran i zmęczenie po właśnie zakończonej walce. Ludzie śmiali się i cieszyli, pokazując sobie nawzajem odnalezione w pradawnych dzbanach bibeloty jakie zamierzali wydać w mieście na wino, kobiety i inne przyjemności. Słowa gladiatora znów im przypomniały, że to jeszcze nie koniec. Chyba większość liczyła, że w samym sarkofagu, oprócz pradawnych kości, mogą być dodatkowe fanty do zrabowania. Jednak po spotkaniu z tutejszą strażą grobowca, nie było pewne czy ten gospodarz tego kamiennego domu, pozostanie obojętny na wizytę gości.

        - Tak, Egon ma rację. Pochodnie już długo nie pociągnął. Musimy załatwić sprawę jak najszybciej. - Lars poparł brodacza i poklepał go po ramieniu aby okazać swoje wsparcie. Ci ciężej ranni ludzie Gezackta za bardzo nie oponowali. Uznali, że mają dość i nagroda jaką znaleźli w dzbanach jest dla nich wystarczająca. Bjorn chyba oponował. Astrid i Lars tłumaczyli mu coś długo ale w ich północznym języku więc Egon nawet jak się chwilę przysłuchwał to mógł tylko domyślać się o czym mówią. Chyba starali się nie urazić dumy norsmeńskiego barbarzyńcy. W końcu jednak i on ruszył do wyjścia, korytarzem jakim się tu dostali.

        - Powiedzieliśmy mu, że lepiej aby na zewnątrz był ktoś od nas. I na wypadek gdyby inne trupy wyszły z bagna to lepiej aby był tam ktoś kto da im radę. - Astrid wyjaśniła koledze jak udało im się przekonać berserkera do wyjścia. Zapewne też cegiełkę do tego efektu dołożył Zog z Raisą.

        - Tak. Tu coś jest. Coś magicznego. - Raisa mruknęła po tym gdy z łucznikiem chodzili jakiś czas wokół kamiennego sarkofagu. Dotykali go, oglądali z bliska, jakby nasłuchiwali czy węszyli. Niestety nie umieli powiedzieć co tam może być dokładniej. Czy to tylko jakieś artefakty lub zaklęcie jakie wciąż wywołują taką aurę wyczuwalną dla nich czy też kolejna, przeklęta istota.

        - Może jakaś ponętna wampirzyca? Słyszałam, że one potrafią być czarujące. - Nie było do końca pewne czy córka jarla sobie żartuje czy nie. Ale Lars cicho prychnął jako swój komentarz. Zog ostatecznie został ale jako ciężko ranny stanął przy wyjściu prowadzącym do korytarza jakim się tu dostali. Okazało się, że miał zapasową cięciwę więc nie musiał pożyczać łuku od kogoś z ludzi Gezackta. Ale wolał trzymać się w miarę z daleka od kamiennego grobowca. Sam herszt drugiej bandy niby wyszedł, także z powodu masy ran jakie oberwał w trakcie walki ale widać go jeszcze było za plecami zamaskowanego łucznika. Widać walczyła w nim pokusa pozostania i trzymania ręki na pulsie z ostrożnością jaka podpowiadała by wrócić na powierzchnię. Z bardziej rozpoznawalnych członków drugiej bandy to została Martin z łukiem i Szybki ze swoją włócznią. Niemniej połączone siły zostały mocno przerzedzone przez starcie z obrońcami pradawnego kurhanu.

        Egon stanął przy samym sarkofagu. Reszta na podeście gdzie woda nie sięgała lub nieco dalej. Każdy starał się zostać w plamach światła dawanych przez te kilka pochodni jakie mieli. Jedną na początku walki Martin zatknęła przy wejściu aby zwolnić sobie ręce do strzelania z łuku. I wciąż tam tkwiła. Jedną zabrał Bjorn i kilku najbardziej pranionych ludzi Gezackta aby mieć sobie czym oświetlać drogę powrotną. Pozostałe dwie Astrid zatknęła w uchwytach kolumn na środku sali. Zapewne już podczas budowy grobowca tu przewidziano miejsce na takie ugododnienie. I jedna pochdnia pozostała w rękach pozostałych.

        Gladiator chociaż napierał z całych sił na płytę to okazała się nie do ruszenia. Nawet jak Lars i Szybki go wsparli to też nie dała się rozbić. Jednym może i ulżyło ale przez to nadal nie wiedzieli co w sobie skrywa.

        - Trzeba będzie rozbić płytę aby się dostać do środka. - Lars uznał w końcu, łapiąc oddech po tym bezowocnym na razie wysiłku odrzucenia płyty nagrobnej.

        - Ale jak ją rozbijemy to nie zatrzaśniemy jej z powrotem. W razie czego. - Zauważyła Astrid. Korsarz jednak wzruszył tylko ramionami.

        - Jak ktoś ma inny pomysł to niech mówi. - Powiódł wzrokiem po pozostałych. Nikt się jednak nie kwapił aby coś zaproponować.

        Egon przystanął, zastanawiając się. Wszyscy byli ranni i zmęczeni, a z każdą mijającą minutą dopalały się pochodnie. Nie wiedzieli, co było wewnątrz grobowca - w gruncie rzeczy, spodziewał się, że mogło to być jeszcze jedno niebezpieczeństwo.

        – Lars, Zog, umiecie zastawiać jakieś proste pułapki? – zapytał wreszcie Egon. – Przy drzwiach albo coś, żeby zabezpieczyć drogę na zewnątrz? Lub też ty, Raiso?

        Po czym wytłumaczył swą koncepcję szerzej:

        – Moglibyśmy rozbić grobowiec, ale nie mamy dobrych narzędzi, to raz – rzekł do Larsa. – Wszyscy są wyposażeni jak do bitki, może zejść nam dłużej, zanim rozbijemy. Powinniśmy… Powinniśmy zabezpieczyć kurhan i wrócić tutaj z jakimś konkretnym młotem i wtedy, kiedy wyzdrowiejemy. Ranniśmy wszakże. Po mojemu, kusimy los. Dość złota żeśmy odnaleźli na dziś, żeby ryzykować jeszcze. Przeto zasadźmy się przy kurhanie, rozbijmy obozowisko opodal lub też rozstawmy czujki, żeby nikt nie wchodził. Kiedy jutro się wyposażymy, sprawdzimy i grobowiec, i drzwi… Co na to rzekniecie?

        - Chcesz zrezygnować? Teraz? Jak po tym wszystkim mamy skarb na wyciągnięcie ręki? - Astrid nie ukrywała swojego zdziwienia. W jej głosie dała się słyszeć nutka rozczarowania. Wskazała dłonią na ozdobną płaskorzeźbami płytę sarkofagu.

        - Młot byłby lepszy do rozbijania kamienia. Albo kilof. To prawda. - Lars zadumał się nad praktyczną stroną rozwiązania proponowanego przez kolegę. Postukał pięścią w sarkofag jakby sprawdzał jego solidność. - Ale skąd chcesz wziąć takie narzędzia? W lesie ich nie znajdziemy. W wiosce rybaków nie wiem. Nie widziałem kuźni, górnikami też nie są. Nie wiadomo czy mają takie coś. A my możemy spróbować odwrotną stroną naszych toporów. - Morski rozbójnik na głos próbował zastanowić się skąd by mogli wziąć takie narzędzia do rozbicia kamiennej płyty. I nie był pewien czy to jest możliwe, czy tylko okazałoby się stratą czasu. Zaś swoje topory mieli przy sobie. Obuch można było potraktować jak improwizowany młot.

        - Ale jeśli się poczeka do rana to odpoczynek mógłby wam pomóc. I czasu upłynie na tyle, że znów będziecie mogli przyjąć moją magię leczącą. - Starucha zaskrzeczała swoim suchym głosem.

        - Wieczorem albo rano mieliśmy się spotkać z naszą milady przy mieście. A jak będziemy tu nocować to nie wiadomo czy uda nam się spotkać. Wszystko się opóźni jak jutro trzeba będzie tu wracać aby rozwalić ten głupi kamień. - Córka jarla wyraźnie wolała załatwić sprawę jak najszybciej. I przypomniała jak się umawiali z lady Sorią na ponowne spotkanie.

        “Nie ma do czego tu zamocować pułapek. Żadnych gałęzi ani kołków. Dołu nie wykopiesz bo kamień i woda. Linkę można jako potykacz przywiązać między filarami ale sami będziemy się o nią potykać jak tu będziemi łazić.” Zog podzielił się swoim werdyktem o zastawianiu pułapek. I uznał podziemny, częściowo zalany wodą grobowiec, za mało przyjazny do tego celu.

        Egon łypnął okiem na Astrid. Z tyłu głowy powstała mu myśl, że jeśli będzie i tak, że cokolwiek znajdą w grobowcu będzie niebezpieczne, zwali się winę na Astrid, wtedy też bardziej spolegliwa będzie. Córką jarla była, to prawda, jednak Egonowi nie podobało się, w jaki sposób Astrid przenosiła swe Norsmeńskie zwyczaje tutaj.

        – Niech będzie, spróbujemy toporami – rzekł Egon. – Ostrożnie.

        Egon jako pierwszy uderzył, na próbę, obuchem topora w grobowiec. Zamierzał walić do skutku, ale na pewno nie zamierzał przejść przez drzwi - za mało czasu było na to.

        - Zobaczycie! Tu na pewno będą takie skarby, że to co znaleźliśmy w tych dzbanach to będzie dziecinada! - Astrid od razu uśmiechnęła się jak Egon poparł jej pomysł. I z wdzięczności podeszła do niego i objęła go mocno. Wyglądała na podekscytowaną tymi bogactwami co powinni lada chwila odkryć we wnętrzu, pradawnego grobowca.

        - Możliwe. Biedaka by chyba tak starannie nie chowali. A skoro nie biedak to mogli coś mu dać na ostatnią drogę w zaświaty. - Lars okazywał ograniczony entuzjazm ale chyba liczył, że nie będą kuć tej kamiennej płyty na darmo.

        - Tylko uważajcie. W środku jest coś co ma moc. - Ostrzegła starucha i zachowawczo cofnęła się na częściowo zalane schody prowadzące do sarkofagu.

        Gdy pierwsze uderzenie obuchem gruchnęło o kamienną płytę rozległ się huk. Echo wzmacniało i zwielokratniało odgłos gdy dźwięk odbijał się od pustych, kamiennych ścian i sufitu. Ale ku radosym okrzykom Astrid i Larsa, okazało się, że obuch topora wyrwał wgłębienie w kamieniu. Co dawało nadzieję, że przy kolejnych uderzeniach, też będzie szło podobnie. Pozostali w komnacie ludzie Gezackta trzymali się na uboczu, pozwalając działać rosłemu gladiatorowi i norsmeńskim sprzymierzeńcom. Tylko Martin podeszła do Astrid. Trzymała w dłoniach swój łuk jakby była gotowa go unieść i strzelać gdyby coś złowrogiego miało wyleźć z tego sarkofagu. Ogólnie miny większość z nich miała niewyraźne jakby tylko chęć zdobycia skarbów trzymała ich jeszcze w środku. Widząc, że robota posuwa się do przodu i ma sens, to i norsmeński pirat dołączył do Egona. Razem skuwali kamienne nakrycie grobowca aby szybciej się do niego dobrać. Oba topory stukały o kamień w wywołując opętańczy hałas jak z jakiejś piekielnej kuźni. Szybki odwalał odłupane fragmenty na bok. Pod nogami mieli coraz więcej fragmentów pokruszonego kamienia. Wreszcie w wyrąbanym otworze ukazała się zawartość kamiennej skrzyni.

        W świetle pochodni wyglądało to jak podłużna skrzynia z drewna. Przez co przypominała trumnę. Dawniej musiała być obsypana kwiatami, bukietami i wieńcami ale teraz przypominały zetlałe, szare liście. Tylko niektóre dało się wciąż rozpoznać jako dekoracje. Między tą trumną a wewnętrznymi ścianami sarkofagu widać było dary wotywne. Ale stały też jakieś kubki, dzbanki, nóż w ozdobnej pochwie i jakieś korale.

        - O! I mamy coś za trochę machania żelazem! - Zawołał Lars gdy triumfalnie złapał za korale. Wyjął im aby się im lepiej przyjrzeć. Córka jarla też zaciekawiona zajrzała do środka. Korsarz wręczył jej tą ozdobę jako prezent. Blondynka zaśmiała się i zalotnie pocałowała go w policzek.

        - Widzicie!? Będzie na wino i chętne dziewki! Będą się bić między sobą aby mogły przed nami rozłożyć swoje gładkie uda! - Zaśmiała się córka jarla unosząc w górę swoje trofeum.

        - W środku musi być jeszcze więcej. - Lars wskazał na drewnianą trumnę. Nieźle się zmachał przy tej pracy i otarł ramieniem pot z czoła. Gladiator czuł się podobnie ale mieli zapłatę za swój trud. Wyglądało, że została im ostatnia przeszkoda do rozbicia.

        - Tu jest symbol naszej gwiazdy. - Zauważyła Raisa. Pokazała na powszechnie znany symbol ośmioramiennej Gwiazdy Chaosu. Egon też rozpoznał ten symbol. Kapłani Imperium straszyli i ostrzegali przed nim jako zgniłą emanacją kultystów służących Mrocznym Bogom.

        - O! A tu jest symbol Sióstr! Jej to musiał być ktoś od nas! - Zawołała blondwłosa skald wskazując na nieznany gladiatorowi symbol. Pozostali też chyba go nie znali a przynajmniej nikt nie czuł się na siłach spierać z córką jarla.

        - Ale tam w środku jest magia. Trzeba z tym ostrożnie. - Przypomniała wyznawczyni Oster.

        - Jak będzie tam jakaś niewiasta możesz ją zasiać swoimi larwami. - Korsarz zaśmiał się jakby uznał to za przedni dowcip. Starucha posłała mu krzywe spojrzenie.

        - Larwy rosną tylko w ciepłym, żywym ciele - burknęła nieco zirytowanym tonem. Lars pokiwał głową ale spojrzał na Egona jak on się na to wszystko zapatruje.

        – Podzielmy się złotem po równo… – zdecydował Egon, który ciągle myślał przecież o zyskach z wyprawy.

        “Gezackt z pewnością doceni gest” - myślał gladiator, dla którego najważniejsze było przeprowadzenie planu. Lady Soria wyposażyła kult w znaczne już zasoby, cokolwiek, co znaleźli w kurhanie, musiało także pójść do bandy Gezackta po równo, żeby odpowiednio byli w stanie służyć kultowi. Jeśli najemnik wyczuje, że trafił na żyłę złota w postaci kultu Chaosu, Egon był w stanie zaskarbić sobie jego wierność, czego potrzebował zarówno dla Larsa, jak i Raisy.

        Rzecz o magii przyjął za dobrą monetę.

        – Rzeczesz, że magia w środku, Raiso. Jakiego rodzaju? Możesz rzeknąć? – Egon zaprosił gestem staruchę bliżej, żeby rozeznała według swojej sztuki. Egon bowiem imaginował, że ktoś mógł wpaść na pomysł i przekląć złoto, na wszelki wypadek.

        Jeśli mieliby możliwość wykrycia złej magii lub też dodatkowego przysposobienia się na znaleziska w sarkofagu, tym lepiej dla wszystkich.

        – Niech Raisa najpierw spojrzy, zanim zobaczymy środek skrzyni – dodał jeszcze.

        Fanty poszły w ruch. Zrobiło się raźniej i weselej, tak samo jak niedawno przy rabowaniu dzbanów. Radość ze zdobycia fantów przyćmiła obawy związane z rozwalaniem pradawnego grobowca. Ludzie Gezackta podchodzili bliżej aby zajrzeć do rozbitego wnętrza i coś sobie wybrać. Astrid obdarowała swoją faworytę tak samo jak niedawno Lars ją. Korsarz wręczył też coś Egonowi aby nie był stratny. Nawet Zog i herszt drugiej bandy, widząc co się dzieje podeszli od wyjścia aby zabrać coś dla siebie. A w tymczasie pomarszczona starucha nachylała się nad poszarpaną krawędzią grobowca. Dotykała swoją sękatą ręką drewnianej trumny, próbując wybadać co tam może się kryć.

        - Coś mrocznego. Mroczna magia. Taka jak my używamy. Ale też nekromanci i inni tacy co się nie patyczkują z mocą. To mógł być jakiś szaman. Albo rzucono na niego czar po śmierci. Lub na trumnę. Albo pochwano go z magicznymi przedmiotami i one tak promieniują mocą. - Wymamrotała z poważnym marsem na twarzy. Chociaż nie mówiła głośno to chociaż część ludzi ją usłyszała i znów zrobiło się ciszej i straszniej. Ludzie ponownie zaczęli odsuwać się od kamiennej skrzyni z rozłupanym wierzchem. Zwłaszcza jak już nie było z niej co rabować.

        - Ale przedmioty z mocą są cenne. Zresztą jak coś mu dali na ostatnią drogę to pewnie najcenniejsze trzmał przy sobie. Jak takie cacka miał tu dookoła to co musi mieć przy sobie? - Lars wydawał się być chętny na sforosowanie ostatniej przeszkody. Zwłaszcza, że drewno ze starej skrzyni, nie powinno być solidniejsze niż kamienne wieko jakim przykryty był grobowiec.

        - Nikt nam nic nie da za darmo. Jak coś tam jest cennego to lepiej abyśmy my to wzięli a nie jakieś przygłupy z wioski czy durne gobliny. - Astrid nadal była ciekawska co jest w środku na tyle aby nalegać na dobranie się do środka.

        - Tak, pewnie tak. Ale uważajcie bo coś co tam zamknięto przed wiekami wciąż ma swoją moc. - Raisa pokiwała swoją kudłatą głową ale zdradzała o wiele mniejszy entuzjazm niż młodsze pokolenie.

        Magia. Egon nie cierpiał magii i czuł podświadomą nieufność przed tymi, który ją władali. Choć z zadowoleniem przyjął do wiadomości, że znaleźli jeszcze więcej złota, rzecz, którą niewątpliwie doceni Gezackt, Egon nie był już taki pewny, żeby rozbić skrzynię.

        Egon podzielał w tym względzie sceptycyzm Raisy. Wolał zamknąć sarkofag i pozwolić gnić zaklętym przedmiotom przez kolejne parę wieków, aby wreszcie rozsypały się w proch, jednak Lars i Astrid zapewne chcieli zajrzeć do środka.

        – Ja rozbiję skrzynię – rzekł wreszcie Egon. – Ale zanim to zrobimy… Raiso, Zogu, rzeknijcie, co czujecie stamtąd? Czy jesteście w stanie być może zabezpieczyć rzecz swą magią, aby cokolwiek, co tam jest, nie wydostało się? – zapytał.

        - Tam jest jakaś mroczna magia. Ale co dokładnie to nie wiem. Jeśli kolejny martwiak to mogę go spróbować spowolnić cienistymi mackami, tak jak poprzednich. Jeśli to są jakieś przedmioty to może nic nie zrobią. Mogą działać jak się je dotknie albo wypowie odpowiednie zaklęcie. Trudno powiedzieć. - Wiedźma wzruszyła ramionami dając znać, że ma pewne ograniczenia co do możliwości zbadania zawartości pradawnej trumny bez jej otwierania. Zog pokiwał zakapturzoną głową na znak, że zgadza się z Raisą.

        - Odważny jesteś Egonie. Ale uważaj na siebie. - Astrid podeszła do gladiatora i cmoknęła go w zarośnięty policzek. Pozostali też całkiem chętnie odsunęli się od częściowo rozbitego sarkofagu. Nikt jakoś nie miał ochoty próbować dobierać się do trumny skoro tam miało być coś związanego z magią.

        - Jeśli kolejny chodzący truposz to go rozwalimy tak samo jak te poprzednie. - Lars klepnął kolegę po ramieniu aby dodać mu otuchy.

        - Zuch. - Gezackt rzucił mu krótką pochwałę ale też wycofał się z powrotem do wyjścia z komnaty.

        – No to zaczynajmy – Egon wziął krótki rozmach i huknął obuchem topora o uszczerbioną już skrzynie.

        Egon nie zamierzał dzielić się z łupem ze skrzyni z Gezacktem. Jeśli jego tchórzliwi podwładni i on sam woleli wyjść stąd, zamiast zmierzyć się z tym, co było w skrzyni, Gezackt stracił prawo do tego łupu. Nie musiał jednak o tym wiedzieć od razu. Być może lepiej? Wnętrze sarkofagu nosiło znaki, które należały do kultu. Być może lepiej więc, że Gezackt nie widział ich i nie mógł zacząć myśleć, z kim naprawdę ma do czynienia.

        Jak się okazało Gezackt nie całkiem wyszedł z komnaty. Tylko z tak samo ciężko rannym Zogiem woleli wrócić do wyjścia. Zapewne sądzili, że w tej dość dalekiej pozycji od sarkofagu, będą bezpieczniejsi. Dwaj łucznicy stanęli gdzieś pośrodku drogi między kamiennym grobowcem a ścianą wejściową. Byli po kolana w zimnej, zatęchłej wodzie ale woleli to niż zbliżać się do czegoć tajemniczego o nadprzyrodzonych właściwościach. Zdjęli strzały i nałożyli je na cięciwy ale jeszcze ich nie napięli. Gdyby coś poszło nie tak, było ryzyko, że Egon oberwie od nich strzałą w plecy. Szybki został na schodach, prowadzących do kamiennej skrzyni. Polecił jednak lżej rannemu włócznikowi aby zajął pozycję z przeciwnej strony. Ten zrobił to wyraźnie niechętnie bo oznaczło do dalej do znanego im wyjścia gdzie już stali norsmeński, zamaskowany łucznik z ich hersztem. I na wszelki wypadek trzymał się blisko filara jakby obawiał się, że coś mogłoby wyleźć z pradawnej trumny. Stara wiedźma wydawała się nienaturalnie jak na nią zaciekawiona. Ale też i pełna niepokoju. Gdy już wydawało się, że chce zająć miejsce tuż przy sarkofagu aby obserwowac poczynania gladiatora ale jednak w ostatniej chwili zmieniła zdanie. I też schowała się za filar najbliższy wejściu do komnaty. Po przeciwnej do imperialnego brodacza stronie stanęły obie blondynki. Wydawało się, że Martin woli się trzymać urodziwej córki wodza co trzymała miecz w ręku a do tego mimo ran była żywiołowa i skora do przygód. Dziewczyna w mokrym, zakrwawionym, zielonym kubraku podobnie jak jej koledzy trzymała łuk i strzałę na cięciwie. Zaś Astrid stanęła ciut bliżej jakby była gotowa bronić jej mieczem lub iść kolegom na pomoc. Najbliżej sarkofagu pozostał Lars. Z toporem i tarczą gotową do użycia. Chyba więc tylko on miał najlepszy wgląd na to jak Egon sobie poradzi z drewnianą trumną.

        A ten poradził sobie całkiem dobrze. Swoim masywnym ramieniem uniósł trzonek do góry i przy świście powietrza, rąbnął z drewnianą płytę trumny. Rozległ się suchy trzask pękającego drewna i Egon widział, że ostrze tprzebiło drewno na wylot. Odłamki drewna odłupały się i spadły na wieko zaś pęknięcia rozeszły się przez całą długość pokrywy. Gdy wyszarpał bron z powstałego otworu buchnął czarny dym. Z takim impetem uderzył go w twarz, że odruchowo się zakrztusił i zaczął kaszlec. Dym jednak otulił go całego. Czuł jak puszcza topór i przestraszone krzyki pozostałych. Wydawało mu się, że słyszy trzepot miliona skrzydeł i jakieś ochrypły jazgot. Czuł jak słabnie i nie wiedział już czy to ten dym taki ciemny czy to ciemnieje mu przed oczami. Wydawało mu się, że się zatacza. Uczucie spadania było ostatnim co pamiętał.


        - Nie wiem co to było! - Usłyszał czyjść zirytowany i zdenerwowany głos. I kaszel. Ktoś obok kaszlał. Chyba nawet więcej niż kilka osób.

        - Nic nie widzę przez ten przeklęty dym. Dobrze, że pochodnie nie zgasły. - Ktoś inny powiedział swoje.

        - Już po nim. Zostaw go. - Rzucił jeszcze ktoś inny. - Chyba się utopił. Pewnie padł głową w przód, stracił przytomność jak my i się utopił. - Powiedział ten sam głos.

        - Czekajcie, Egon się chyba budzi. - Jakaś kobieta zorientowała się, że gladiator zaczyna zdradzać oznaki życia. Po chwili poczuł zimne, mokre dłonie na swojej twarzy. W głowie mu się kręciło ale ten dotyk był ostatnią kroplą jaka pomogła mu odzyskać przytomność. Otworzył oczy i ujrzał przed sobą Astrid. Martin stała tuż obok i nachylała się ku niemy aby sprawdzić co przyniosą manewry córki jarla.

        - O! Żyjesz! Tak myślałem, że jak słychać oddech i serce ci bije to pewnie wyjdziesz z tego! No! Witaj z powrotem! - Okazało się, że Lars stał z drugiej strony. Podał mu bukłak do zwilżenia gardła. Już dość lekki więc jak się okazało wina w nim jest już niewiele.

        - To była wiadomość. Od niego. Albo od niej. Mniejsza z tym. Chciał nam coś przekazać. - Jak gladiator wychylił głowę to dojrzał i Raisę. Stała u podnóża grobowca i wpatrywała się w jego rozbite wnętrze. Teraz zorientował się, że on sam leżał niedaleko. Widocznie jak mu dym wybuchł w twarz to musiał się zakręcić ten krok czy dwa zanim upadł i stracił przytomność.

        - Niezbyt mnie przekonują jego metody. - Gezackt też tu był. Wyłonił się z czarnego dymu wlokąc ciało jednego z łuczników. Który sądząc po bezwładzie był martwy albo nieprzytomny. Herszt stęknął z bólu gdy się schylał aby przystawić ucho do ust i posłuchać czy oddycha. Po chwili zrobił to samo z klatką piersiową. Gladiatorowi jeszcze za bardzo mieniło się w oczach aby dojrzeć czy ten nieborak jeszcze dycha czy nie.

        - Za długo leżał twarzą w wodzie. Stawiam dziesięć monet do jednej, że już jest u swoich przodków. Bogowie fortuny uśmiechnęli się do nas a nie do niego. - Lars zawołał do niego całkiem wesołym tonem. Brodacz zaś zorientował się, że wszędzie jest pełno tego dymu co my wybuchł w twarz. Tylko teraz unosił się leniwie jak czarna mgła. Nawet wyjście na korytarz przesłaniał.

        “Miałeś wiadomość od niego?” W głowie Egon usłyszał pytanie od zakapturzonego łucznika. Jak się rozejrzał dojrzał go jak siedzi oparty o jeden z filarów. Też był mokry jak wszyscy i wyglądał na zmęczonego. Ten marty ogar nieźle go poszarpał zanim go wspólne ubili.

        - Śniło ci się coś Egon? Miałeś jakieś wizje? Wiadomość od niego? - Starucha spojrzała pytająco na siedzącego na posadzce gladiatora. Zakaszlała przy tym sucho. Może od tego dymu. Gladiator też czuł dziwny posmak na języku jakiego nie do końca zmyło wino od Larsa. Drapało go w gardle jakby wiatr przy ognisku cisnął mu dymem w twarz.

        - Najdłużej cię zmogło. My się obudziliśmy jakiś czas temu. Zog mówi, że miał wizje od tego w środku. To chyba jakiś szaman czy coś takiego. Raisa tak mówi. Dasz radę wstać? - Astrid wyjaśniła mu czemu pytają go o sny. Słysząc to Lars wyciągnął ku niemu prawicę aby pomóc mu wstać. Bo na razie to południowiec czuł się słaby jak po jakiejś chorobie albo kacu. W głowie wciąż mu się kręciło i nie był pewny czy utrzyma równowagę. Ale z pomocą Larsa i Astrid dał radę wstać. Musiał się jednak czegoś trzymać. A najbliższą barierką była pęknięta krawędź sarkofagu. Gdy się jej złapał odruchowo zajrzał do środka.

        Była tam. Trumna z częściowo rozbitą pokrywą. Jeszcze co nieco dymu z niej wyciekało ale tyle co z prawie wygasłego ogniska. W środku było ciało. Właściwie to już raczej szkielet ledwo pokryty zetlałą skórą i resztkami ubrań. Na twarzy zaś była zamocowana maska. Przez to wszystko niezbyt dało się rozpoznać płci, wieku ani żadnych detali kim ten ktoś mógł być za życia.

        - Cycków nie ma więc raczej nie kobieta. Zresztą zbyt stara jak na mój gust. Wolę młodsze i mniej wysuszone! - Zaśmiał się rubasznie Lars jaki też stanął przy krawędzi kamiennej trumny.

        - Jeśli to była kobieta to cycki jej już dawno rozpadły się w pył. Taki jest kres młodości i jurności. - Mruknęła zgryźliwie starucha. Patrząc na trójkę o co najmniej pokolenie młodszych towarzyszy. - Skupcie się na tym co istotne. - Dodała i znów zapatrzyła się w szkielet ledwo pokryty zczerniałą, wysuszoną skórą. W otworach na oczy widać było jednak oczy. Trójkę oczu zamiast jednego. Wydawało się być niesamowite, że oczy nie rozpadły się w pył jak reszta ciała.

        - Ja chyba za krótko spałam. Martin mnie wybudziła. Niewiele pamiętam. Jakaś polana w lesie, kamienie z dziwnymi znakami. Ogniska. Uciekał w ten las i go gonili. No i dogonili i zaszlachtowali. - Astrid zaczęła nieco zgryźliwie jakby nie była pewna siebie lub niezadowolona, że tak mętnie to pamięta.

        - Dorwali go współplemieńcy. Za to, że służył Siostrom. I naszym bogom. - Lars ściszył głos aby imperialni go nie słyszeli. Może poza zieloną łuczniczką jaka zbyt blisko trzymała się Astrid więc mogła usłyszeć nawet przyciszone rozmowy.

        - Był ich szamanem i czarownikiem. Władcą umarłych. Ci tutaj to byli jego strażnicy. Jego uczniowie go tu ukryli przed gniewem współplemieńców. Stąd ta mroczna magia. Najpierw używał jej do władania umarłymi. Później poznał Siostry i docenił ich mądrość, wiedzę i potęgę. Dlatego zaczął im służyć i pobierać nauki. - Raisa dopowiedziała w zadumie coś co ona domyśliła się ze swoich wizji.

        “Służył głównie Veście i Oster. Ale był pomocny całej czwórce. Nagrodziły go mocą i wiedzą. On przekazał ją swoim uczniom. Oni go tu ukryli przed światem. Robił się zbyt potężny, tak jak i Siostry. Południowcy postanowili zrobić z nim porządek.” W głowach Egona i Norsmenów chyba też, “usłyszeli” Zoga. Bo spojrzeli na siedzącego pod filarem łucznika.

        - A ty Egon? Odebrałeś jakąś wiadomość? - Astrid popatrzyła pytająco na sąsiada. Zresztą inni też. Wspólnie próbowali się połapać o co tu może chodzić z tym ukrytym grobowcem tak starym, że pamiętał jeszcze czasy gdy Cztery Siostry chodziły tu po okolicy.

        Egon pod wpływem tej rozmowy też sobie przypomniał co się stało już po tym jak czarny dym wybuchł mu w twarz a on sam upadł i stracił przytomność. Zobaczył inny świat. Szamana z kosturem. Jak mówił w dziwnym, nieznanym mu języku. Ale to nic nie szkodzi. Bo on sam czy raczej jego esencja, była tuż przy uchu gladiatora i intuicyjnie, bez słów tłumaczyła mu co widzi. Co tu się dzieje. Bardziej emocjami i obrazami niż słowami. Szaman pochylał się nad prawie nagą, młodą kobietą w zaawansowanej ciąży. Na twarzy, piersiach i brzuchu miała wymalowane dziwne symbole. Egon rozpoznał tylko uniwersalną, gwiazdę Chaosu. Wiedział, że potomostwo jakie kobieta w sobie nosi zostało poświęcone Chaosowi. Czterem Siostrom. Właśnie zbliżał się poród. Widać było jak od środka coś pulsuje w napęczniałym brzuchu kobiety. A ona sama była dziwnie uśmiechnięta i radosna. Kompletnie inaczej niż zwykle kobiety zachowywały się w połogu. Gdy wyły, zaciskały dłonie z bólu i walczyły całym ciałem aby wydać na świat swoje dziecko.

        Coś jednak zaalarmowało szamana. Podniósł głowę gdy przybiegł zdyszany sługa. Pokazywał coś palcem. W głąb nocnego lasu. Teraz Egon zorientował się, że dookoła są dziwne głazy ustawione mniej więcej w okrąg. Trochę podobne do tych Zachodnich Kamieni gdzie kultyści urządzali sobie orgie ze zwierzoludźmi. Właśnie tam mieli umówione spotkanie z Sorią. W wizji jednak jej nie było. Słychać było okrzyki, pochodnie, tętent koni i odgłosy walki. Szaman zaczął uciekać. Egon też wiedział, że wrogów było zbyt wielu aby stawić im opór. Przyszli w pełnej sile. Potem desperacka ucieczka gdy nieumarłe sługi szamana próbowały kupić mu czas. Nie do końca się udało. Jakiś konny wojownik, odziany w futra i skóry dopadł maga i sieknął go swoją włócznią. Szamana tak zabolało, że aż gladiator poczuł jakby to jemu wbito ostrze między łopatki. Wojownik pewny z siebie zsiadł z konia aby dobić szamana. Ale nie docenił wroga. I mag użył swojej mocy aby tamtego powalić. Jednak był zbyt ranny. Życie z niego wyciekało. Obraz zaczął się rwać. Ostatnie rozmowy z trójką najbliższych uczniów. Wezwania o ochrony do Sióstr. Wreszcie jakby obserwował swój pogrzeb. Widział jak trójka akolitów szykuje jego ciało w grobowcu w jakim po mileniach Egon z resztą go znaleźli. Jeszcze młodsi nekromanci zostawiają martwą gwardię na wiecznej straży. I to był ostatni raz gdy pochodnia oświetlała tą komnatę. Gonsar. Gonsar Półoki. Jeden z glifów na kamiennym sarkofagu jakie teraz Egon rozpoznawał to było właśnie to imię.

        Ostatnim wrażeniem jakie zapamiętał zanim zaczął się wybudzać była nadzieja związana z ponownym odkryciem i to przez wyznawców Czterech Sióstr. To było pragnienie powrotu do świata żywych. Do tego Gonsar potrzebował krwi. Na razie był cieniem samego siebie i mógł się komunikować tylko za pomocą takich snów i wizji. Ale gdyby dostał krew, to znów mógłby służyć Siostrom.

        – Ughhh… – jęknął Egon, trzymając się za swą głowę. – Khuuurwa…

        Czuł się tak, jakby wypił parę saganów piwa warzonego przez krasnoludy lub też jakby ktoś walnął mu w łeb sporym buzdyganem. Oszołomiony, przez parę chwil patrzył na swych towarzyszy, ledwo przyjmując ich słowa do świadomości.

        – Zwał się Gonsar… – rzekł wreszcie słabym głosem. – To był jeden z nas…

        Egon potrząsnął swą głową, próbując zrzucić z siebie potężny marazm, który czarny dym spowodował. Ciekawe, czy gdyby był to ktokolwiek inny, czy przeżyłby? Czy duch Gonsara zamordowałby kogokolwiek, kto nie przestawałby z kultystami Sióstr? Egon miał sporo pytań, w szczególności do Raisy i Zoga, którzy wydawali się rozeznawać w mrocznych arkanach, jednak na te rzeczy było jeszcze dużo czasu.

        – Zog, Raiso, musimy zabezpieczyć tę komnatę przed nieproszonymi gośćmi – Egon strzyknął szyją, nadal czując się fatalnie.

        Po czym rzekł półgębkiem do Raisy:

        – Czarownik nadal żyje, to mi powiedział w wizji. Potrzebuje krwi, żeby raz jeszcze powstać. Zaplanujemy coś… Teraz jednak nie czas.

        - Krwi? - To, że udało mu się poznać imię dawnego czarownika zrobiło wrażenie na Norsmenach. Ale wiedźma zainteresowała się tym co jej powiedział po cichu. Zastanawiała się chwilę nad tym. - No tak. To ma sens. Krew o krwawe ofiary są częstym składnikiem mrocznej magii. Jeśli chce krwi trzeba mu dać krwi. - Starucha wydawała się być gotowa pójść na współpracę z nieumarłym czarownikiem.

        - Ale to chyba nie teraz? - Astrid co stała blisko nich wymowanie wskazała bokiem swojej głowy na południowców. Może nie byli to rycerze świątynni ale nie wiadomo jakby przyjęli składanie krwawych ofiar.

        - On może przemawiać przez sny i wizję. Moglibyśmy tutaj spędzić noc. Może znów udałoby nam się z nim skontaktować. - Raisa zaproponowała coś od siebie. Korsarz i córka jarla spojrzeli na nią krzywo.

        - Chcesz to zostań. Ale ja tu nie zamierzam nocować. Lepiej wróćmy na noc do tych rybaków. Tyle wieków ten grobowiec stał to chyba może postać jeszcze trochę. - Lars dał znać, że nie jest entuzjastą nocowania w tym zalanym wodą, podziemnym grobowcu sprzed mileniów.

        - No właśnie. Ja mam jeszcze plany co do Martin i trzy nowe służki do sprawdzenia. I oczywiście jesteście zaproszeni. A poza tym przecież umówiliśmy się z lady Sorią, skąd by wiedziała gdzie nas szukać jakbyśmy tutaj zostali. - Astrid w pełni poparła morskiego łupieżcę przypominając o swoich wcześniejszych planach na dzisiejszy wieczór.

        - Życie nie składa się z samej chuci i chędożenia. Tu mamy namacalny ślad, działalności i potęgi Sióstr. - Raisa upierała się przy swoim i znów starła się z młodszą kobietą krytykując jej hedonistyczne podejście do życia. Zog na razie nie zabierał głosu, nie było wiadomo czy nie przysnął jak nie było widać jego twarzy. Bjorn już wyszedł wcześniej więc znów na Egona spadł głos decydujący.

        - Ale chyba weźmiemy sobie coś na pamiątkę nie? - Lars wskazał na rozbitą trumnę. Gladiator od razu dostrzegł kostur szamana jaki widział w wizji. Zostali pochowani razem. Do tego miał na sobie nieco ozdób, ozdobny sztylet i sierp, jakieś błyszczące talerze i puchary jakie pewnie miały mu się przydać w zaświatach. Znów było co plądrować ale tym razem korsarz czekał co na to powiedzą inni.

        – Zły pomysł – Egon pokręcił głową. – Kurewsko zły pomysł, powiedziałbym. Jeśli czarownik jest w jakiś sposób żywy i za pomocą krwi jesteśmy w stanie go przywrócić do tego świata, to zabieranie mu rzeczy, które miał za życia może się źle dla nas skończyć – rzekł Egon.

        Gladiator zastanowił się jeszcze chwilę. Jeśli nieumarły czarownik rzeczywiście przystawał po ich stronie, był zapewne potężny… Być może będą mogli wyzyskać jego pomoc.

        Rzekł jeszcze, rozważywszy argumenty Astrid i Raisy co do tego, żeby stąd odejść:

        – Jesteśmy ranni i nie wiemy, czy coś w grobowcu lub obok grobowca nie grasuje – rzekł Egon, któremu spędzanie nocy w zimnym, śmierdzącym śmiercią grobie nie podobało się ani trochę. – Czarownik kultu spędził wieki w samotności, pewnie poniecha, jeśli spędzi parę jeszcze parę dni. Wolałbym… Żeby kurhan jakoś zabezpieczyć, sporządzić jakieś pułapki na tych, którzy chcieliby wejść po nas do środka.

        – Raiso, czy nie potrafisz użyć swej magii, żebyśmy zostali ostrzeżeni, jeśli kto wejdzie do środka? – rzekł Egon, dla którego magia była w stanie stworzyć jakiekolwiek cudo.

        Zwrócił się jeszcze do Zoga. – Mógłbyś zastawić jakieś sidła przed kurhanem.

        Egon chciał wyjść z zatęchłego grobu i odpocząć wreszcie. Wszyscy byli ranni i zasługiwali na odpoczynek - myślał - a nie na wartę przy grobie jakiegoś nieumarłego czarownika. Prawdą było, że kurhan miał na sobie znaki kultu, jednak nie wiedzieli naprawdę, kim był Gonsar i jakie były jego zamiary. Teraz, kiedy Gezackt poznał się na nim i na kultystach, mogli wreszcie pogadać o tym, jak zorganizują interes Larsa.

        – Musimy odpocząć i odzyskać siły, zanim powrócimy – rzekł gladiator. – Astrid, możesz zobaczyć branki, może i spotkamy lady Sorię. Jeśli będzie, rzekniemy jej nieco o tym grobowcu… Hm… Albo nie? Może lepiej nie gadajmy o rzeczy nikomu, dopóki nie zrozumiemy, kim jest ten czarownik.

        Egon stwierdził, że mogli zostać we wsi rybaków do rana. Ostatecznie, z łatwością zarżną paru chłopów, jeśli im będą się stawiać, zaś jeśli napotkają na regularny oddział carskich, raczej będą mogli się wycofać z powrotem na szlak - sądził wojownik. Sam nie miał jakichś szczególnych planów, poza być może rozmowami z Gezacktem i Larsem, jak tu się dogadać co do przyszłych interesów.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • SantorineS Niedostępny
          SantorineS Niedostępny
          Santorine
          Developer
          napisał ostatnio edytowany przez
          #254

          Oryginalny autor: Seachmall

          Otto spojrzał na swoje podopieczne i zatrzymał wzrok na nagiej Bretonce.

          - No… może wybaczę ten jeden raz. Tak grzecznie błagasz, niczym prosta ladacznica, desperacko chcąca następnego berła w sobie. - mnich się uśmiechnął - Dobrze więc, lady Odette, jeżeli mogłabyś zostawić swoje dwie kochanki na sekundę. - Mnich pomógł Divie stanąć na nogi po czym wręczył jej strzykawę - Zakładam, że sama nigdy nie korzystałaś z takiego przedmiotu. Spokojnie, jeden z moich pacjentów pracuje nad bardziej… przyjemną wersją. Fabienne, możesz proszę się wyeksponować swojej partnerce? - mnich objął Odette od tyłu i zaczął delikatnie szeptać jej do ucha - Proces jest prosty, pomyśl o tym jak o każdej innej zabawce, którą wykorzystałaś. Włóż gdzie trzeba, zobacz jak bardzo tego od ciebie pragnie i ściśnij. Wypełnij ją nasieniem tylko od siebie. - jedna dłoń mnicha sięgnęła biustu Odette, druga powędrowała znacznie niżej - I pamiętaj, masz jeszcze Teofano, która chce tego tylko. Od. Ciebie.

          - Oh, Otto, ja zawsze pragnę mieć kolejne berło w sobie. - Bretonka zmysłowo zamruczała i prowokacyjnie otarła się swoim łonem o wypięte pośladki młodej cukiernik. Tak, że ta aż westchnęła cicho z wrażenia i podniecenia. A miodowłosa diwa przygryzła wargę obserwując tą nagą scenę u swoich stóp. Jednak to słowa mnicha zaciekawiły ją bardziej. Pozwoliła sobie pomóc przy wstawaniu i chętnie wzięła strzykwę w swoje ręce.

          - Otto nie nie dworuj sobie ze mnie. Mam nadzieję, że nie masz mnie za jakąś cnotkę? Albo co gorsza dziewicę? Takich zabawek to ja używałam mnóstwo razy. Przecież nie jestem z jakiejś zapadłej dziury z końca świata. - Aktorka odpowiedziała dumnie i nieco żartobliwie. Wydawała się pewna siebie ale dopiero gdy miała kawałek wypalonej gliny w swoich zadbanych dłoniach zorientowała się, że się nieco różni od zwykle używanych przez nią zabawek.

          - O, a czemu jest takie ciężkie? Coś jest w środku? I takie długie. Ale jak długie to więcej zabawy. - Mówiła badając z zaciekawieniem ten przyrząd. Zaś Bretonka posłuszna słowom kolegi zeszła z brunetki i bezwstydnie położyła się na podłodze. Gdy się podparła łokciami aby lepiej widzieć co się będzie działo i rozchyliła zapraszająco swoje gładkie, gościnne uda to była gotowa na przyjęcie nowych gości. Teofano usiadła obok niej obserwując z zaciekawieniem te zabawy szlachcianek.

          - To się wkłada do środka. Tak jak Otto mówi, tak jak już się zabawiałyśmy wcześniej tyle razy. Tylko musisz ten tłok wcisnąć aby wlać nasienie do środka. - Fabienne łagodnym tonem powtórzyła diwie instrukcje jakich przed chwilą udzielił jej jednooki. Miodowłosa pokiwała głową i uklękła przed jej nagim łonem. Jak jeszcze Otto znalazł się za nią to po chwili konsternacji znów dała się ponieść erotycznej atmosferze.

          - Czyli wsadzić do środka i nacisnąć? Prościzna! - Upewniła się jeszcze a po chwili ich mała grupka spiskowców obserwowała z bliska jak tępy czubek strzykwy, kierowany ręką diwy, zbliża się do czekającego, bretońskiego łona. Tu się chwilę ze sobą obie szlachcianki przyjemnie podrażniły. A po chwili brązowa rurka wniknęła w żywe ciało przy cichym, przyjemny westchnieniu Fabienne. A gdy weszła do końca to aktorka zaczęła naciskać tłok. Bladolica wstrzymała oddech i dało się wyczuć napięcie. Tłok doszedł do końca a czarnowłosa zamruczała z zadowolenia.

          - O tak… Czuję to… Jak się rozpływa we mnie. Trochę chłodne. Trochę szczypie. Ale szybko się nagrzeje od ciała i przestaje to się czuć. - Skomentowała swoje odczucia głaszcząc się przy tym po swoim płaskim brzuchu. Diwa, cukiernik i Averlandka patrzyły na to miejsce jakby próbowały zobaczyć co tam się dzieje w środku. Ale oczywiście nic nie było widać. Miodowłosa więc wysunęła strzykwę na zewnątrz i widać było, że jest mokra. Z fascynacją obserwowała to narzędzie i swoje dzieło.

          - Otto a masz może tego więcej? - Bretonka pieszczotliwie pociągnęła stopą po ramieniu mnicha upominając się o więcej takich atrakcji. Odette i Teofano gdy zorientowały się, że pierwsza strzykwa jest już pusta też spojrzały na niego pytająco.

          - A dla mnie starczy? Bo ja też bym chciała. - Cukiernik się nieco zaniepokoiła czy dla niej wystarczy tego muszego nasienia. Bo naga szlachcianka reagowała na to zapłodnienie jakby to była sama, podniecająca przyjemność.

          - Spokojnie moje drogie. Wystarczy dla wszystkich. - mnich sięgnął wyciągnął kontener z kolejnymi jajami - Lady Odette, jeżeli mogę. - przejął od kobiety strzykawę i ponownie ją napełnił, oddając spowrotem divie - A więc, Teofano. Przygotuj się na spełnienie swoich snów.

          - Dobrze! - Rozebrana brunetka ucieszyła się widząc, że aktorka dostaje od mnicha kolejną, pełną jaj strzykwę i aż klasnęła w dłonie z radości. Po czym położyła się na plecach obok Bretonki, przyjmując jej pozycję jaka wyrażała pełną wolę współpracy i gotowości do przyjęcia robaczego daru.

          - Oh, rzeczywiście jest tego tyle, że chyba nawet na takie chciwe ladacznice jak my, to wystarczy. - Odette zażartowała sobie gdy zajrzała do torby wypełnionej strzykwami. Koleżanki też wprawiło to w świetny humor.

          - Taka okazja Oddie a ty taka ubrana? No pokaż nam się. Chcemy cię móc podziwiać i czcić. - Fabienne znów użyła swojej stopy jako dodatkowego argumentu do przekonywania. Tym razem położyła ją na dekolcie diwy, pomasowała jej jędrny biust i po chwili zaczepiła palcami brzeg jej sukni domagając się uwolnienia jej piersi. Miodowłosa zaśmiała się cicho i pogmerała trochę. Opuściła biust sukni na tyle, że było widać jej pełne, frontowe atuty, co niezmiernie ucieszyło koleżanki. Ten zwykle niedostępny dla postronnych atrybut mógł teraz cieszyć ich oko i nie tylko oko.

          - Nie zagadujcie mnie tylko szykujcie się do pracy! - Zawołała do nich aktorka unosząc nową strzykwę jakby przywoływała niesforne uczennice do porządku. Obie chętne nosicielki dziedzictwa Oster zaśmiały się po czym zasiewanie zaczęło się na nowo. Odette z wprawą świadczącą o tym, że wielokrotnie używała podobnych zabawek, zanuszała kolejne strzykwy w łonie to szlachcianki to cukiernik. I zostawiała w nich kolejny ładunek muszych jaj. Czemu towarzyszyły westchnienia przyjemności a aktorka nagradzała ich współpracę całując w usta, piersi czy brzuch. Teofano po pierwszej dawce wydała z siebie okrzyk radości i satysfakcji.

          - O tak! Nareszcie! Będę muszą matką! Będę rodzić czerwie! O tak! Jeszcze! Daj mi jeszcze! - Z tej ekstazy popędzała aktorkę do żwawszych ruchów. Cała trójka była już nieźle rozkręcona tą zabawą. Zupełnie jak podczas ostatniej orgii w Festag tylko tym razem towarzystwo było znacznie mniejsze.

          - Otto a to w ostatni Festag to Laurę też zasiałeś tym nasieniem? Bo te zabawki były chyba takie same jak te. I od tyłu też jej wsadzałeś. - Odette zapytała się zaciekawiona mnicha. Ten widział, że kleisty śluz jaki pokrywał jaja teraz oblepia łona i zwieńczenie ud obu nosicielek. Obie tak samo jak von Treskow oddychały szybko z podniecenia co podkreślał ruch ich odkrytych piersi i miały zaróżowione policzki.

          - A i owszem. Niestety byłem gościem naszej drogiej Pirory i nie śmiałbym narzucać własnych zachcianek. Szczególnie iż ona nie jest skora temu doświadczeniu. Teraz jednak, ponieważ wszystkie jesteście chętne... - przejął narzędzie od Odette i ucałował pieszczotliwie jej szyję - Chyba twoja kolej, droga divo.

          Okazało się, że jak kobiety są zgrabne i chętne to zasiewanie dziedzictwem Oster może być całkiem przyjemne. Fabienne dała kuszący przykład jaki rozgrzał atmosferę i sprawił, że krew zaczęła szybciej płynąć w żyłach. Wyglądało na to, że to zasiewanie sprawia jej mnóstwo przyjemności. Teofano i tak była chętna nosić w sobie i wydawać na świat czerwie. Więc aż nie mogła się doczekać gdy miodowłosa aktorka zaczęła wsadzać w nią tuby Sigismundusa. Przyjęła ten dar z gorliwością neofitki przyjmującej nowe sakramenty. To na tyle rozochociło lady Odette, że gdy Otto jej zaproponował spróbowanie tej rozkoszy zgodziła się bez wahania. Też usiadła na podłodze, podwinęła spódnicę i rozchyliła swoje gładkie nogi okryte drogimi, jedwabnymi pończochami. Jednooki mnich miał okazję zasiać i ją. W parę chwil kobiecych śmiechów i jęków było po wszystkim. Wyjął z ostatniego chętnego łona mokrą tubę z wypalonej gliny a aktorka z fascynacją przejechała palcami po swoim łonie. Obejrzała z bliska kleisty żel jaki je pokrywał. I z ciekawości oblizała je aby sprawdzić ich smak.

          - Oh to cudownie! Teraz wszystkie będziemy muszymi matkami! - Zawołała cukiernik obejmując ramionami obie szlachcianki.

          - Oj jeszcze zobaczycie dziewczyny jakie to niesamowite uczucie. Same będziecie chciały wrócić po więcej. - Bretonka co z ich trójki jako jedyna miała doświadczenie w nosicielstwie chętnie pocałowała policzek jednej i drugiej koleżanki.

          - Nie mogę się doczekać! Tego jeszcze nie próbowałam! Nawet w Wolfenburgu czy Marienburgu. Ani w Erengard. - Odette głaskała swój płaski i zgrabny brzuch jakby była ciekawa kiedy zacznie odczuwać efekty które bretońska koleżanka tak barwnie opisała.

          - Gratulacje. - zawołał mnich i zerknął na Pirorę - Na pewno się nie skusisz, moja droga? Odmawiasz sobie przyjemność, którą twoje siostry zaznają. - zaproponował jednooki delikatnie kusząc.

          - Dziękuję za propozycję Otto ale na razie zabawy w lochu mi wystarczą. - Lekko piegowata blondynka uśmiechnęła się grzecznie do kolegi z sekty. Ale pozostała przy swoim zdaniu. Za to jej trzy bardziej roznegliżowane koleżanki przeżywały właśnie te nowe doznania i były w świetnych humorach.

          - Ile trzeba czekać aby coś poczuć? - Zainteresowała się Odette głaszcząc głowę cukiernik. Ta bowiem kusząco się wypięła gdy schyliła się aby nieść przyjemność pomiędzy udami aktorki.

          - Po kilku dniach. Trzech może czterech. Ja wcześniej nic nie czułam. Myślałam, że już się nie udało. Ale chyba wczoraj coś się zaczęło dziać. A dzisiaj po tym wspaniale wyuzdanym śnie to już na całego. Cały dzień czuję jak mi się tam kotłuje w brzuchu. Aż szkoda, że tylko tam. Mogłabym tak chodzić cały dzień. - Bretonka chętnie podzieliła się swoimi doświadczeniami. I matczynym ruchem pogłaskała swój nagi brzuch. Który wciąż był szczupły i nie zdradzał żadnych oznak ciąży.

          - Z opisu tych, które przeszły już poród, przyda ci się wiadro. - przyznał mnich - Jeżeli udałoby ci się czmychnąć z domu i nas odwiedzić Teofano. Wiesz, w dniu narodzin. Uniknęlibyśmy nieprzyjemności związanych z twoimi rodzicami. - chwilę się zastanowił - Jest jeszcze sprawa odżywki. - wyjął kolejne naczynko - Aby maluchy rosły zdrowe i dorodne.

          - Oh moimi rodzicami się nie przejmuj. Coś wymyślę. Najwyżej zamknę się w pokoju i będę udawać chorą. A ile to trzeba czekać? I jeśli masz jakąś odżywkę dla moich dzieci to poproszę. Chciałabym dla nich co najlepsze. - Tofano wydawała się pogodna i pewna siebie, że pokona wszelkie przeszkody jakie by miały stanąć jej na drodze w wydaniu na świat muszego miotu. Położyła głowę na brzuchu diwy i a ta zaczęła ją po niej opiekuńczo głaskać.

          - Pół tygodnia do tygodnia. Tak mniej więcej. Zależy czy będziecie mieć te małe czy duże. Ale jak już je urodzisz to będziesz musiała je jakoś nam dostarczyć. Jak to zrobimy Otto? - Priora odpowiedziała jej jak zwykle wyglądają te szacunki ale, że obie z Odette zostały zasiane po raz pierwszy to jeszcze nie było wiadomo jaki miot i kiedy go wydadzą.

          - A to jest jeszcze jakaś odżywka? A to ja bym poprosiła. - Aktorka wyglądała na zafascynowaną tym nowym dla niej procederem i była bardzo chętna go poznać.

          - Hmm… - mnich zerknął na Teofano, odruchowo pogłaskał jej policzek - Odwiedzę cię za te kilka dni i zobaczymy jak to wygląda. Jak cię dziś odstawię do rodziców wytłumaczę im, że odwiedziny kontrolne, aby upewnić się, że sny cię znowu nie męczą. - mnich rozpoczął wypełniać kobiety odżywką dla jaj much - Tylko oczywiście prośba. Nie mów nikomu o tym co się tutaj stało. Twoi rodzice, jak i reszta miasta, by nas wybatożyła za to. W najlepszym wypadku.

          - Nie bój się, pewnie, że nie powiem. I tak by mi nikt nie uwierzył. Że poszłam z mnichem do kamienicy szlachcianki i kochałam się z dwiema innymi a potem dałam się zaciążyć muchom jakie za kilka dni wydam na świat? - Brunetka zaśmiała się serdecznie na myśl jak to by mogło brzmieć dla kogoś z zewnątrz.

          - Rzeczywiście brzmi niedorzecznie. Ale lepiej nie mów o tym nikomu poza nami. I uważaj jeśli brzuch zacznie ci rosnąć. Nie wiemy czy zacznie, jak jest mało jaj jak u Laury albo Fabi to tego nie widać. Ale nie wiemy jak będzie u was. - Pirora z humorem przyjęła jej wyjaśnienia. Ale na wszelki wypadek wsparła prośbę kolegi o zachowaniu tajemnicy.

          - Dobra, dobra, nikomu nie powiem. - Cukiernik z wdzięcznością przyjęła w siebie odżywkę, tak samo jak przed chwilą jaja Oster. Bretonka i aktorka także wydawały się chętne na to doświadczenie.

          - To co teraz robimy? - Zaciekawiła się Odette jakby stała u progu nowej, ekscytującej przygody.

          - Jeden mężczyzna, cztery kobiety… - zaczął mnich - Wydawało mi się, że czytałem jedną czy dwie księgi z podobnymi aktorami. - Otto spojrzał na dziewczyny - Jeżeli oczywiście będziecie chętne…?

          - Teraz Otto mówisz w moim ulubionym języku mon cher. - Fabienne uśmiechnęła się do niego zalotnie. A Teofano i Odette roześmiały się wesoło.

          - Tak piękny i wyjątkowy dzień należy odpowiednio uczcić. Wystarczy, że na zewnątrz trzeba udawać żałobę po tej starej krowie. - Aktorka także była chętna aby dalej celebrować to spotkanie w jak najbardziej hedonistyczny sposób.

          Otto odstawił Teofano do domu, obiecując cukiernikom powrót, aby upewnić się, że stan dziewczyny nie pogorszy się.
          Wróciwszy do domu padł na łóżko. Co mu strzeliło do łba, cztery kobiety na raz? Może gdyby był w pełni oddany Slaanesh, Mroczny Książę pobłogosławił by go większą wytrzymałością. Tak to pewnie będzie pokutował swój hedonizm następnego dnia.

          Mówiąc o jutrze, będzie musiał wrócić do hospicjum złożyć raport. Potem?
          Może odwiedzi loże łowiecką.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • SantorineS Niedostępny
            SantorineS Niedostępny
            Santorine
            Developer
            napisał ostatnio edytowany przez
            #255

            Oryginalny autor: Pipboy79

            Oryginalny tytuł: Tura 63 - 2519.07.23; bkt; ranek

            Miejsce: Nordland; na pn-zach od Neues Emskrank; zachodni brzeg zatoki; osada rybacka;
            Czas: 2519.07.23; Backertag; ranek
            Warunki: wnętrze chaty, jasno, ciepło, gwar rozmów; na zewnątrz: dzień, łag.wiatr; ziąb (-5)

            Egon, Norsmeni, Gezackt i jego banda

            Chłopskie śniadanie było tak proste jak chata w jakiej je podawano. Ciemny chleb wypieczony pewnie z wczoraj ale jeszcze miękki, solone ryby, bo po świeże będą dopiero jak rybacy wrócą z dzisiejszych połowów. Chociaż niewielu się odważyło zostawić swoje rodziny i chaty gdy mieli tylu zbrojnych o niepewnych zamiarach. Do tego smalec do zmiękczenia smaku, trochę gotowanych jajek i mleko do popicia. Ale chyba nikt po chłopach luksusów się nie spodziewał. Wczorajsza kolacja wyglądała podobnie.

            Rybacy ugościli połączoną bandę zbrojnych. Zapewne zdając sobie sprawę, że niezbyt są w stanie odmówić gościny. Nawet jeśli większość wróciła z grobowca z mocno przetrzepaną skórą. To dalej mieli broń i wyglądali na takich co nie wahają się jej użyć. Woleli więc przeczekać tych niechcianych gości. Poruszali się chyłkiem i starali się nie wchodzić zbrojnym w oczy.

            Sam powrót do nadmorskiej wioski był cichy i ciężki. Poranieni w walkach z martwiakami ludzie byli niechętni do rozmów czy żartów. Podpierali się na zebranych z ziemi kijach jak na kosturach i sapali głośno, czasem przeklinając czy spluwając aby sobie ulżyć w cierpieniu. Chyba tylko Raisa, spragniona wiedzy od Śpiącego, wydawła się być niechętna do opuszczania jego grobowca. Pozostali powitali ten pomysł bardzo chętnie. Gdy wyszli na świeże potwietrze radość z wiatru i promieni słonca na twarzach przyćmił na moment znój i ból. I Norsmeni i imperialni, śmiali się i gratulowali sobie zwycięstwa. Jeszcze jednak czekała ich przeprawa przez mokradła do skraju lasu. Te same gdzie wcześniej zaatakowały ich wynurzające się z mętnej wody martwiaki które na moment dopadły Martin. Teraz jednak nic się nie stało. Jedynie błoto i bagienna woda do połowy uda utrudniała ten przemarsz. Czasem się ktoś potknął czy przewrócił ale poza tym poszło im dość gładko.

            Na skraju lasu spotkali się z Helgą i trzema zasianymi służkami Astrid. Chwilowo jakoś nikt nie kwestionował, że należą do córki jarla jaka jeszcze w wiosce wzięła je na służbę. Okazało się, że czwórce kobiet nic nie jest. I też się ucieszyły na pownowne spotkanie. Ze swojej strony widziały walkę z martwiakami jakie zaatakowały wyprawę na mokradłach. I nawet stok kurhanu ale nie były pewne co się później stało. Ulżyło im, że nie muszą dalej czekać same w tak niepewnej okolicy, zwłaszcza jak zmrok się zbliżał. A spochmurniało i mogło nawet zacząć padać. To też na moment podniosło humoru ale kolejne kilka pacierzy marszu przez mroczny las był dla poranionych ludzi na tyle dużym wysiłkiem, że większość rozmów ucichła.

            - Już blisko. Czuć morze. - Lars oznajmił w pewnej chwili. Morski grabieżca miał nosa. Trochę później dostrzegli prześwity między drzewami zwiastujące skraj lasu. A jeszcze trochę i wyszli na morski brzeg. Ludzie odetchnęli z ulgą jakby ten mroczny las ich dusił do ziemi. Został jeszcze ostatni kawałek aby przejść plażą w stronę rybackiej wioski. Gdzie dotarli z pacierz później. Chłopi nie wyglądali na ucieszonych, że znów ich widzą. Ale nie robili trudności. Widocznie liczyli na to, że przeczekają i tą zarazę i odetchnął dopiero jak zbrojni sobie pójdą.

            Gezackt zarządził jedno gospodarstwo dla siebie i połączonej grupy. Barłogów starczyło tylko dla paru osób. Reszta musiała spać na ławach lub podłodze. Albo przenieść się do stodoły. Deszcz ostatecznie nie spadł ale gdy za mętnymi oknami chłopskich chat zapadł zmrok wszyscy cieszyli się, że nocują pod dachem a nie na zewnątrz. Zwłaszcza nie w mrocznym lesie gdzie zawsze coś mogło się przypałętać albo co gorsza w pobliżu pradawnego grobowca z wojowniczymi martwiakami i mroczną magią. Kolacja była chłopska czyli skromna. Ale w świetle tanich, łojowych świec żywi oglądali swoje zdobycze. Dawne bransolety, pierścienie, naszyjniki, ozdobną broń, srebrne naczynia. Wszystko to można było w mieście wymienić na monety albo nawet od razu uderzyć w tawerny i zamtuzy. Helga razem z trójką nowych służek Astrid, przynosiły jedzenie do stołu. I stanowiły jakby ogniowo pośrednie między gośćmi a gospodarzami. W końcu nawet córka jarla się bliżej zainteresowała kim są dziewczęta jakie przyjęła na służbę.

            - To chyba czas poznać się lepiej skoro macie mi służyć. Jak się nazywacie? - Siedziała na ławie obok Martin i nieco zadarła głowę aby spojrzeć na trzy rybaczki jakie parę dzwonów temu zgodziła się przyjąć na służbę. Dowiedziała się, że ta blondynka to Geruscha, czarna to Agathe a rudzielec to Kethe.

            - No Astrid, ty sobie już przygruchałaś koleżankę, chyba nie będziesz pazerna i podzielisz się z kolegami co? - Lars widocznie też miał ochotę poświętować wieczorem nie tylko przy chlebie, mleku i rybach. Jego rubaszna uwaga rozbawiła nie tylko norsmeńsą blondynkę. Widać było, że wcześniejsze walki w grobowcu stępiły chuć większości zbrojnych a i w dzień już mieli okazję nieco poswawolić z rybaczkami. Niekoniecznie gdy one były na to chętne. Więc wieczorem chętnych na skorzystanie z uroków wiejskich córek było już znacznie mniej. Okazało się, też, że świadomość, że ruda, czarna i blondynka teraz mają swoją panią coś jednak znaczy. I zarówno Norsmeni jak i imperialni czekali na przyzwolenie od Astrid aby się zabawić z jej służkami. Czyli całkiem inaczej niż w dzień gdy w stodole brał je każdy jak chciał. Astrid podroczyła się trochę z Larsem ale widać było, że bardziej interesuje ją skonsumowanie znajomości z Martin. Pod koniec wieczerzy obie wymknęły się z chaty i Egon spotkał je dopiero dziś rano jak przyszły na śniadanie.

            - To co teraz? Chcecie tam wracać? - Gezackt siedział przy stole. Był z spory, z grubasza ciosany i zdolny pomieścić całą, chłopską rodzinę. Ale oczywiście za mały aby obsłużyć połączoną grupę zbrojnych. Dlatego tak samo jak wieczorem przy kolacji, część z nich jadła siedząc na ławach pod ścianą, na podłodze albo nawet na zewnątrz. Poranek bowiem okazał się pogodny a powietrze rześkie, przesycone mokrym, morskim zapachem. Między nimi chodziła Raisa. Wyglądała jak ruchomy kłebek szmat. Mamrotała coś pod nosem gdy oglądała rany i zmieniała opatrunki.

            - Można by spróbować. Tam zostały te zamurowane drzwi. Ciekawe co za nimi jest. - Lars, podobnie jak Egon, wyszedł z tych starć w miarę obronną ręką. Wieczorem poswawolił z jedną z dziewek Astrid, teraz rano śniadanie znów było więc humor mu dopisywał.

            - Bo ja wiem czy powinniśmy? Przecież się umawialiśmy z naszą milady. Na wczoraj wieczór albo dziś rano. A jak ona tam przyjdzie a nas nie będzie? - Astrid nie była aż tak chętna na powrót do grobowca. Lub ciągnęło ją do ponownego spotkania z Sorią. Jak się wczoraj rozstawali z wężową syreną to umawiali się na ponowne spotkanie przy Zachodnich Kamieniach wieczorem lub dziś rano. Zapewne i tam by doszli gdyby nie ta przypadkowe spotkanie z Gezacktem i Śpiącym.

            - Lepiej wróćmy. Przecież tam nikt z nas nie został. Nawet ci chłopi mogą tam pójść i zabrać co się da. Albo jakieś kolejne gobliny czy zwierzoludzie. - Raisa co skończyła opatrywanie ran wróciła do stołu. Ją z kolei ciągnęła wiedza i tajemnica aby ponownie zbadać prastary grobowiec naznaczony znakami Chaosu oraz Czterech Sióstr.

            - Nie wiadomo co tam jest. I ile by zajęło rozwalenie tej ściany. Znacie jakąś milady? - Gezackt też wydawał się rozdarty. Z jednej strony przeprawa z martwiakami mocno dała się połączonej wycieczce we znaki. Z drugiej to jednak każdy zdobył garść fantów jakie teraz przyjemnie było trzymać i oglądać. A zamurowane drzwi kusiły kolejnymi skarbami. Ale mogły też nieść kolejne niebezpieczeństwa. A tu jeszcze była mowa o jakiejś milady. Gdzie może oprócz Astrid, to reszcza Norsmenów nie sprawiała wrażenia, że ma jakieś znajomości u szlachty. Rozmowę przerwała Kethe jaka przyniosła kolejną miskę suszonych ryb i jajecznicę.

            link: https://i.imgur.com/3Gx4T2h.jpeg

            - A jak się sprawowały moje dziewczyny? - Astrid złapała ramię służacej jakby była ciekawa o opinię starych i nowych kamratów. Jak żołądki się zaczęły napełniać ciepłym jedzeniem a ciało odpoczęło noc pod suchym i ciepłym dachem to i siły w poturbowane ciała zaczęły wracać. A wraz z nimi optymizm i dobry humor. Swoje też zrobiły błotniste nalewki Raisy i jej magia lecząca. Razem to sprawiło, że odpowiedziały jej rubaszne śmiechy jakie chwilowo odciągnęły ich od zastanawiania się co robić dalej z tym początkiem słonecznego dnia.

            Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Centralna; ul. Kazamatów 12; mieszkanie Otto
            Czas: 2519.07.23; Backertag; ranek
            Warunki: wnętrze mieszkania, jasno, ciepło, cicho; na zewnątrz: dzień, łag.wiatr; ziąb (-5)

            Otto i Łasica

            Jednooki mnich obudził się w swojej sypialni. Sam. Ale może to i lepiej? Miał całą noc dla siebie aby wyspać się i odpocząć. A po figlach w salonie Pirory z czterema atrakcyjnymi kobietami bardzo się to przydało jego ciału. Zaś umysł wciąż miał świeże wspomnienia z wczorajszej wizyty.

            Może i kochanki spod patronatu Soren i zaczęły baraszkować ze sobą pewnie jak tylko wyszedł do apteki Sigismundusa. Ale miały na tyle zywotności, temperamentu i ochoty, że gdy wrócił aby obdzielić je dziedzictwem Oster jakie Fabienne tak ponętnie zareklamowała to nadal miały ochotę na jeszcze. Tym razem Pirora jaka już nie spodziewała się kolejnych gości, też rozebrała się i dołączyła do zabawy. Bardzo wdzięcznie przyjmowała klapsy na swój wypięty tyłek czy to od kolegi czy od Odette. Z całej czwórki to właśnie gwiada estrady wydawała się być najbardziej zdecydowana i dominująca. Z wprawą korzystała z przypiętej do bioder męskości aby zagłębić się we wnętrzu koleżanek z różnej strony. Fabienne jak zwykle była kusząco uległa i pozwalała robić ze sobą co tylko kochankowie mieli ochotę. Teofano zaś chociaż bez ubrań niczym nie różniła się urodą od szlachcianek to jednak wyraźnie miała najmniej wprawy w takich wyuzdanych zabawach. Zwłaszcza z kobietami. Doświadczenie ze swoją pokojówką jaką rano tak dumnie chwaliła się Otto okazało się ledwo muśnięciem tematu. Co bardziej doświadczone wyznawczynie Władcy Dekadencji bardzo dobitnie jej zademonstrowały.

            - To mówisz Teo, że nigdy nie chędożyłaś szlachcianki? Oj to popatrz, tak to się robi. - Pirora w pewnym momencie zamocwała na biodrach cukiernik zabaweczkę jaka pozwalała kobietom poczuć się jak mężczyzna. A bladolica Bretonka wabiła brunetkę zachęcająco rozchylonymi udami i wzywającym ruchem palca, zapraszając ją do spróbowania tej nowej dla córki cukierników zabawy. Uległe preferencje Fabienne bardzo się przydały w szkoleniu nowej koleżanki. Ku uciesze całej grupy. Może młodej cukeirnik brakowało doświadczenia ale okazała się bardzo atrakcyjną i gorliwą uczennicą. A, że jeszcze był Otto to trójka kultystek miała też okację aby podszkolić ją także w kwestii spółkowania z mężczyzną. Razem tak spędzili pełne namiętności, gorące chwile. Jednak dzień w końcu nieubłaganie zbliżał się ku końcowi i trzeba było się pożegnać. Otto i Teofano zaczęli się ubierać skoro mnich miał ją odporowadzić do domu. Ale trzy błękitnokrwiste hedonistki nigdzie nie wychodziły więc żegnały ich w negliżu. Wyglądały jak trzy gracje, czarna, blondynka i miodowłosa. Ta ostatnia właśnie zagadnęła do mnicha gdy już się żegnali w salonie.

            - Widzę Otto, że z tobą kobieta to się nie nudzi. - Wymownie położyła swoją szczupłą, zadbaną dłoń na jego ramieniu a potem na swój płaski, zgrabny brzuch. Gdzieś tam pod tą gładką, kobiecą skórą, w jej trzewiach, spoczywały jaja Oster. - Może wpadniesz jutro o zmierzchu do teatru? Mamy małe spotkanie poetyckie. Postanowiłyśmy się spotkać w teatrze a nie u Kamili jak zwykle. Będzie nieco poezji i prób. Tak oficjalnie. A na zapleczu to Hubert zamierza nam dać jakieś małe przedstawienie. To znaczy planował ale głównie dla Sorii a nie wiadomo czy ona wróci do jutra. - Artystka zaprosiła go na jutrzejszy wieczór z miną sugerującą, że liczy na podobne rozrywki jak dzisiaj. Chociaż oczywiście podczas prywatnej części spotkania.

            - Tak, Hubert chce zrobić wrażenie na Sorii. Bardzo się ucieszył z zaproszenia jakie mu przesłałeś. No i zamierza przyjść z Oksaną i specjalnym gościem. Jakbyś miał ochotę i żadnych planów na wieczór to przyjdź. - Pirora też dołączyła z zaproszeniem i dodatkowymi wyjaśnieniami. Okazało się, że akcja pojednawcza mnicha aby ułagodzić grubego kupca tekstyliów i stałego kochanka Fabienne przyniosła jakiś efekt. I nawet nie dziwiło, ze kultyście najbardziej zależało na zdobyciu uznania i względów u lady Sorii.

            - Tak, chyba przyjdą z jedną ze swoich niewolnic. Nawet ja nie wiem czy będę z nimi występować w roli kolejnej niewolnicy czy będę na widowni. Zastnawiam się czy nie zabrać moich dziewcząt, Anniki i Marissy. Marissa jest taka słodka a Annika lubi jak jej usługują piękne dziewczęta. Chociaż dalej jest poturbowana po tej bijatyce na ulicy. - Fabienne też dołożyła swoje trzy miedziaki do tego wspólnego zaproszenia i nawet zastanawiała się czy nie przyjść z byłymi pacjentkami hospicjum. Co wywołało dywagacje u koleżanek.

            - Oczywiście ty Teo też przyjdź jeśli chcesz. Poćwiczymy razem wspólne role. Masz piękny i silny głos. A później no to może znów Fabi użyczy ci swoich ust i ud abyś mogła poćwiczyć jak to się robi z kobietami. I takiemu słodkiemu pierniczkowi jak ty to wieszczę spore zainteresowanie. - Odette nie chciała aby nowa koleżanka czuła się wykluczona z tego zaproszenia na jutro więc i spojrzała na nią.

            - Bardzo chętnie milady. To dla mnie wielki zaszczyt móc śpiewać razem z tobą. Powiem rodzicom, to na pewno się zgodzą. - Teofano uśmiechnęła się wdzięcznie do nagiej milady jaka żegnała ich odziana w jedwabne pończochy i przymocowaną do bioder zabaweczkę. Widać było, że prawie podskoczyła z radości na takie zaproszenie. Zwłaszcza, że łączyło się z prywatnymi zabawami poza oficjalnym powodem do spotkania. Spojrzała jeszcze na Bretonkę a ta posłała jej obiecującego całusa na znak, że jutro będzie jej służyć równie chętnie jak dzisiaj.

            - Oj Otto, sam widzisz ile się u nas dzieje. - Miodowłosa milady znów zwróciła się do mnicha. - Aż mam ochotę cię mianować moim impresario od rozrywki. - Dorzuciła z zalotnym uśmiechem. - Za każdą taką nietuzinkową zabawę o jaką trudno nawet w zamtuzie - pogłaskała swój płaski, gładki brzuch - Mogłabym ci wynagrodzić. Może być mieszkiem. Rozumiem, że takie nietuzinkowe przygotowania mogą potrzebować pewnych kosztów. Szkoda abyś je ponosił z własnej sakiewki. Ale może bym ci się mogła odwdzięczyć w jakiś inny sposób? Strasznie mi się dłuży do tego spotkania z waszymi znajomymi spoza miasta. Chętnie bym jakoś wypełniła ten czas a ty wydajesz się być mężczyzną z odpowiednią fantazją i znajomościami. - Brzmiało to trochę jak flirt a trochę jak propozycja jak najbardziej poważna. Nie po raz pierwszy aktorka wyrażała zainteresowanie nietuzinkowymi rozrywkami jakich nie mogły jej zapewnić nawet Wolfenburg i inne wielkie miasta. Dlatego tak ją kusiła orgia z Gnakiem i jego stadem. Do tego terminu jednak wciąż było jeszcze kilka dni jakie bardzo dłużyły się milady.

            Później jeszcze poszedł z Teofano aby ją odprowadzić do kamienicy jej rodziców. Niebo spochmurniało i wyglądało jakby miało zacząć padać. Ale jednak tak się nie stało. Za to młoda cukiernik całą drogą przeżywała nową przygodę. Ten świat szlachetnie urodzonych jaki okazał się tak pociągająco dekadencki. A trójka szlachcianek i mnich jaki ją do nich zaprowadził zrobili na niej bardzo dobre wrażenie.

            - Jakie one są piękne! I jakie miłe. I jak tam bogato! Tyle obrazów i rzeźb. A one… Oh! Są cudowne! I słyszałeś? Zaprosiły mnie na jutro na próbę teatralną. Będę śpiewać razem z lady Odette! Rodzice to pękną z dumy! A ty? Przyjdziesz? I ojej Otto. Ja przepraszam jeśli rano byłam dla ciebie niemiła. Jeszcze cię nie znałam. Ale dałeś mi te moje dzieci. I lady Odette i Fabienne też! Ojej aż nie mogę doczekać się kiedy wydam je na świat! Tyle na to czekałam! Ile to będzie trwało? Kilka dni albo tydzień? Coś takiego chyba mówiliście. I one też. Wszystkie będziemy muszymi matkami. To takie piękne. - Młoda cukiernik szła obok niego i mówiła przyciszonym głosem. Widać było, że jest bardzo podekscytowana tym bogatym w doświadczenia dniem. Zupełnie jakby z jednej strony otworzyły się jej drzwi do niedstępnych do tej pory, błękitnokrwistych salonów a z drugiej jakby spelniło się jej pragnienie o muszym zapłodnieniu. Tak doszli do kamienicy Lebkuchenów. Powitanie było całkiem serdeczne. Teofano promieniowała radością i szczęściem, była niczym ukochana i zdrowa córka. A mnicha przedstawiła jako głównego sprawcę tej przemiany. Więc jej rodzice też byli dla niego bardzo mili i serdeczni.

            - Ja wiedziałam, że przeor potratkuje sprawę poważnie i przyśle kogoś odpowiedniego. Bardzo ci dziękuję ojcze, że tak troskliwie zająłeś się naszą córką. - Renate Lebkuchen obdarzyła mnicha ciepłym uśmiechem i ujęła jego dłoń aby ją pocałować z wdzięczności. Miał nawet wrażenie, że trzymała jego dłoń dość długo.

            - Brat Otto mówił, że może przyjdzie za parę dni aby zobaczyć czy wszystko w porządku. Ale myślę, że ja też bym mogła pójść do hospicjum. Aby się odwdzięczyć za pomoc. Może jutro? Zabrałabym coś z naszych wypieków jako podziękowanie. - Teofano sprytnie próbowała się umówić na następne spotkanie. Czy to tutaj, w hospicjum czy jeszcze gdzie indziej. Ale w zaistniałej sytuacji wydawało się to naturalne.

            - Oczywiście Teo. Brat Otto i przeor na pewno się ucieszą. Prawda ojcze? - Jej matka też wydawała się cała w skowronkach z powodu takiej cudownej przemiany swojej najmłodszej córki. Ale w końcu się pożegnali i wyszedł na ulicę. Wrócił do siebie i mógł wyspać się w swoim własnym łóżku.

            Dziś rano jednak jego ciało czuło te wczorajsze figle z salonu młodej Averlandki. Było to jednak okraszone przyjemnymi wspomnieniami. Rany z ulicznej bijatyki też jakby mniej mu dokuczały. A jak jeszcze otworzył okiennice okazało się, że poranek jest słoneczny i pogodny. I wstał może nieco później niż zwykle ale nadal na tyle wcześnie, że jakby chciał to mógłby pójść do hospicjum. Zanim się jednak zdecydował usłyszał pukanie do drzwi. Kodem. Więc pewnie ktoś z ich sekretnej rodziny. Jak otworzył drzwi okazało się, że to Łasica.

            link: https://i.imgur.com/QBZfDtP.jpeg

            - Serwus Otto. - Łotrzyca powiedziała wesoło gdy wpuścił ją do środka. Chociaż już tu bywała wcześniej to i tym razem obrzuciła mieszkanie ciekawskim spojrzeniem ale widać było, że nie przyszła tu aby rozmawiać o wystroju wnętrz. - Soria wróciła wczoraj wieczorem. Do Pirory. Słyszałam, że bawiłeś u niej? - Odwróciła się aby się zaśmiać figlarnie. Zwykle takie plotki z chędożeniem w roli głównej ją ciekawiły i wprawiały w dobry humor. - No to się rozminęliście. Ale wróciła. Sama. Ale z niezłą szkatułką. Dobrze, bo dziewczyny się trochę spłukały ostatnio. Ale spotkała Egona na plaży. I kilkoro Norsmenów. Merga ich przysłała. Dziś rano Soria chce do nich wrócić aby wprowadzić ich do miasta. Mają schadzkę przy Zachodnich Kamieniach. Trzeba ich gdzieś umieścić. Na początek chyba u Pirory a potem się zobaczy. - Sprzedała mu pierwszą plotkę, dotyczącą córki Soren oraz ich towarzysza którego ostatni raz żegnali z tydzień temu jak razem z Mergą i resztą odpływał przemytniczą łodzią po obrabowaniu świątyni Mananna. Co prawda byli umówieni na powrót bo wyrocznia miała wrócić gdy uzna to za stosowne. Ale widocznie została w Norsce a Egon wrócił. I to nie sam.

            - Joachim też wrócił. Spotkałyśmy go wczoraj. W lesie spotkał jakichś zwierzoludzi. Ale innych niż Gnak i jego stado. Przyprowadził dwie ślicznotki. Jedna taka niczego sobie blondynka co nie wybrzydza, że z kobietami nie można. I druga mocno zmutowana. Razem z Burgund ich przeprawiłyśmy przez Zatokę do miasta. Joachim mówił, że zabierze je do siebie i potrzyma przez parę dni. Chyba coś im napowiadał o Sorii bo zwłaszcza ta blondynka, Darcy, bardzo by chciała ją poznać. Ale wiedziałyśmy, że Soria jeszcze nie wróciła do miasta to na razie kazałyśmy jej czekać i siedzieć cicho. - Łotrzyca szybko streściła mu wieści o czarodzieju kultu. I też brzmiało jakby miał ciekawe przygody przez ostatnie parę dni.

            - I słyszałeś coś o jakiejś fioletowej milady? Może uczona, może mag. Interesuje się snami. Podobno przybyła ostatnio do miasta. Ta Darcy tak mówiła, bo jej się śniła. I temu wodzowi zwierzoludzi też. A sam wiesz, że Siostry przemawiają przez sny. Tylko nie wiadomo co to za jedna, czy jest po naszej stronie czy nie. No to jakbyś gdzieś spotkał taką fioletową milady albo o niej słyszał to daj znać. - Dorzuciła jeszcze jedną plotkę. A póki co to mnichowi nic się nie kojarzyło aby coś słyszał o takiej nietypowej milady.

            - Ja idę teraz do Pirory. Poczekam na Burgund bo ona poszła do Joachima. Silny też ma przyjść. On ma wóz a my łódź. Jakby trzeba było przewieźć Egona i resztę do miasta. On mówi, że może przenocować Egona i może ze dwie osoby. Ale jeszcze zobaczymy jak się wszyscy spotkamy. - Na koniec popatrzyła pytająco na gospodarza jakie on ma plany na ten początek dnia. Brzmiało jakby łotrzyca ze szlachciankami organizowała przerzut kolegi i Norsmenów do miasta. Ale tak do końca nie było wiadomo czego się spodziewać bo Soria rozstała się z nimi wczoraj w połowie dnia i wpław przepłynęła do miasta. Nie było wiadomo czy Egon z resztą dotarli już do Zachodnich Kamieni czy jeszcze nie. I czy będzie się ich przerzucać wozem przez bramę czy łodzią przez wody Zatoki. Zbyt duża grupa mogła się rzucać w oczy. Zbyt mała mogła oznaczać, że kogoś zabraknie gdyby coś się zaczęło dziać. Samych przybyszy miało być z pół tuzina.

            Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Zachodnia; ul. Kołodziejów 14; kamienica Joachima
            Czas: 2519.07.23; Backertag; ranek
            Warunki: wnętrze mieszkania, jasno, ciepło, cicho; na zewnątrz: dzień, łag.wiatr; ziąb (-5)

            Joachim, Darcy, Marlene i Burgund

            W jadalni Joachim zwykle posiłki jadał sam bo rzadko miewał gości. Ale nie tego poranka. Tym razem śniadał z dwiema, młodymi kobietami. Darcy rozglądała się bystro i ciekawie. Marlene siedziała przygaszona i wciąż wydawała się niepewna swego losu. Jej sromoty nie dało się ukryć. Połowa twarzy, część głowy zajmowały jej narośla przypominające rogi lub zastygłe, pokrętne macki. Na jednym ramieniu to samo. Wiedział, że ma też te przemiany na nogach ale chwilowo blat stołu i suknia je zasłaniał. Przez to, że jej mutacje były takie wystająco były jeszcze trudniejsze do ukrycia niż te jakie miała Dorna czy Lilly. Teraz jednak wszyscy cieszyli się śniadaniem.

            link: https://i.imgur.com/cVDMgO6.jpeg

            - Dobra szama. Nieźle was tu karmią. Wszyscy magowie tak jedzą? - Blondynka na swój krnąbrny sposób udzieliła pochwały gospodarzowi za takie dobre karmienie. Wcinała aż jej się uszy trzęsły. Marlene też chętnie syciła głód ale starała nie zwracać na siebie uwagi. Jedli i rozmawiali gdy Gunther wszedł do jadalni i nachylił się do swojego pana aby mu szepnąć, że Burgund przyszła. Po chwili astronom rozmawiał z łotrzycą w sąsiednim pomieszczeniu.

            - Soria wczoraj wieczorem wróciła do Priory. Na plaży spotkała Egona i paru Norsmenów. Umówiła się z nimi przy Zachodnich Kamieniach. Tam gdzie mamy spotkania z Gnakiem. Trzeba będzie ich jakoś przetransportować do miasta. Albo wozem albo łodzią. Jeszcze zobaczymy. Łasica poszła zawiadomić Otto. Tak na wszelki wypadek. Ja wracam do Pirory i poczekam na nią. Silny też powiedział, że będzie. Przyjedzie wozem. - Powiadomiła go o tych nowych wieściach. To, że wężowa milady wróciła do miasta aż tak dziwne nie było. Jeszcze wczoraj jak rozmawiali to dziewczyny spodziewały się jej powrotu dziś lub jutro. Czyli jednak wróciła wczoraj pod wieczór. Tego, że Egon wrócił i to nie sam to jednak się nikt nie spodziewał. Ostatni raz go widzieli jak odpływał z Mergą i resztą na łodzi Vasilija pełnego zrabowanych fantów ze świątyni Mananna. A jednak wrócił i to z kilkoma Norsmenami jakich milady nie znała.

            - I Łasica mówiła aby ci przekazać, że Starszy będzie dziś wieczorem pod zwaloną wieżą. Jest bardzo zainteresowany tymi zwierzoludźmi jakich spotkałeś. No i tą fioletową milady. - Łotrzyca o bursztynowych włosach przekazała mu też wieści od zamaskowanego guru kultu. Widocznie jej partnerka przekazała prośbę czarodzieja o spotkanie i zamaskowany się na nie zgodził. Jeśli zaś kolega nie miał żadnych spraw do załatwienia to Burgund chciała wrócić do Pirory aby przygotować się na przeprawienie Egona i reszty do miasta.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            0
            • SantorineS Niedostępny
              SantorineS Niedostępny
              Santorine
              Developer
              napisał ostatnio edytowany przez
              #256

              Oryginalny autor: Santorine

              W drodze powrotnej

              Udało się. Mniej więcej… Wszyscy byli cali, a nawet ci z bandy Gezackta przetrwali w jednym kawałku. Prawda to, niektórzy z nich zostali poranieni całkiem solidnie - co drugi z wykidajłów Gezackta powłóczył nogami lub też rozmasowywał rany zadane przez nieumarłych. Koniec końców jednak żyli, kultyści i pozostali obłowili się co nieco złotem zrabowanym z grobowca.

              Niechybny był to dowód dla Gezackta - przemyśliwał Egon - że banda, której on przewodził, była źródłem niezłego zarobku, choć wszakże nie zawsze musiał on być bezpieczny i łatwy. Gezackt byłby głupi, gdyby tego nie wyrozumiał. No i, rzecz następna, przed Gezacktem otwierały się perspektywy dalszego zarobku w charakterze rekieterów zaokrętowanych pod banderą, która będzie należeć do Larsa.

              Egon żywił wielkie nadzieje w tym przedsięwzięciu, dostarczenie bowiem zdrowych nosicieli jaj Oster znacznie zwiększało szanse tego, że zasadzka na nadchodzącym turnieju powiedzie się.

              Turniej wszak jak i kwestia jaj Oster były przyszłością. Trzeba było wrócić do sioła.

              ~

              Noc w rybackiej wiosce

              Egon z początku z rzadka tylko włączał się do rozmów z pozostałymi, sam będąc już zmęczonym długą wędrówką. Postanowił poniechać nocne swawole. Wojownik wolał się dobrze wyspać, bowiem wiedział, że z samego ranka będzie czekać ich długa wędrówka.

              Sam zasnął w raczej niewymyślnym zakątku jednej z chat. Z doświadczenia wiedział bowiem, że jeśli o poranku miało się stać coś lub też w nocy, na pierwszy ogień pójdzie nie on, zaś ci, co owe chaty sobie zawłaszczyli na czas tej nocy.

              ~

              Poranek

              Wstał wcześnie, nie mogąc spać spokojnie na skórach w kącie. Pośniadawszy i ogarnąwszy swe potrzeby, zastał pozostałych w rozmowie. Śniadanie było proste, chłopskie i w ogóle byle jakie, jednak gladiatorowi zdarzało się spożywać i gorszą strawę, przeto nie narzekał.

              Rzecz z grobowcem przemyśliwał już wcześniej, toteż od razu wyrzekł swoje zdanie:

              – Prawda to, nie wiemy, co jest za ścianą i ile będziemy musieli czasu poświęcić, żeby ją przemóc – rzekł Egon. – A i dobrych narzędzi nie mamy, chyba, że coś od chłopów zrabujemy, ale wolałbym własnym sumptem porządne narzędzia mieć, prawilne żelazo imperialne lepsze będzie od jakiegokolwiek szmelcu, którzy mają tu chłopi.

              – Nie wiemy jednak, co jest za ścianą. Może być nic, możebne być i także, że jeszcze gorsze monstra, z którymi starliśmy się wcześniej. Nie wiemy, rozumiecie?

              Brodacz zabębnił palcem po swoim toporze, przypominając sobie niedawne walki.

              – Posłuchajcie! Trza nam zabezpieczyć grobowiec. W siole rozpuśćmy plotkę, że zgnilizna i zepsucie są w środku, żeby prosty lud przestraszył się, żeby kto nie próbował tam się dostać. Ja, Zog i Raisa wypuścimy się do kurhanu. Raisa przeklnie miejsce lub też odprawi swą magię, Zog zaś ustawi pułapki przed wejściem. Zamaskujemy je nieco i ustawimy gruzu, żeby wejście wyglądało na takie, co się zawaliło.

              – Mus nam spotkać się z Lady Soria, jesteśmy już spóźnieni i tak. Jeśli zaś ktoś by doszedł do grobowca, spotkałby tylko pusty kurhan i trupa. Nic nie spostrzegłby. My zaś koniecznie musimy się udać do miasta, taki był bowiem plan. Musimy się go trzymać. Kurhan może poczekać, nawet i może okazać się dobry dla naszych celów. Ale poczekać trzeba z nim, nie możemy odłączyć się od głównego planu.

              Wymieszane przy stole towarzystwo z obu band, przysłuchiwało się słowom gladiatora. Popatrzyli po sobie zastanawiając się nad tym. I pierwsza odezwała się Astrid.

              - Bardzo dobry pomysł! Przecież mamy spotkanie z naszą milady. Jest bardzo piękna. - Blondynka podchwyciła myśl jaka przypadła jej do gustu. I tonem wyjaśnienia dorzuciła uwagę urodzie Sorii. W końcu Gezackt i jego banda jeszcze jej nie spotkali. - A my tu poczekamy na was. Jak wrócicie to pójdziemy brzegiem zatoki w stronę miasta. Nawet się zastanawiałam czy nie można by kogoś posłać przodem aby wyjaśnić milady co się stało. Ja mogę pójść. Wzięłabym Martin i może jeszcze kogoś. - Córka jarla okazała się rezolutna i popatrzyła z uśmiechem na pozostałych.

              - Tak, ja mogę tam rzucić klątwę. I trzeba powiedzieć wieśniakom. Może się wystraszą. Jak tam z bagien albo lasu coś przyjdzie to nic nie poradzi ale na wieśniaków może zadziałać. - Raisa zignorowała paplaninę młodszej koleżanki i nawiązała do tego o czym mówił Egon. Obdarzyła go przy tym dumnym uśmiechem na znak, że podoba jej się pomysł zadbania o grobowiec.

              - No nie wiadomo co tam jest. Racja. - Gezackt przytaknął głową i widać było jak ciekawość i chciwość walczą w nim o palmę pierwszeństwa z ostrożnością i obawą.

              - A może naprawdę zawalić wejście? - Szybki rzucił swoim pomysłem. Spojrzeli na niego więc go rozwinął - Można wziąć kilofy, siekiery, łopaty od wieśniaków. Takie coś to chyba mają. I zawalić wejście. Podziubać tak aby się zapadło. Powinien zapaść się kawałek a reszta zostać cała. Tam kamieniami było wszystko wyłożone. Jak je skuć to ziemia może sama się zawali. A jak wrócimy to odkopiemy znowu. - Wyjaśnił jak to sobie umyślił.

              - Ale to długo potrwa. Nie wiadomo ile czasu zajmie. No i ta ziemia to może przysypać kogoś z nas. No ale pewnie zniechęciłaby nawet jakieś pokurcze czy inne pokraki aby tam włazić. - Gezackt nie był pewien czy by im się opłacał taki manewr czy nie. Sam marsz do grobowca zajmował kilka pacierzy. A jeszcze prace przy nim też trochę. Z drugiej strony taki zawał mógłby zabezpieczyć wejście solidniej niż jakieś pułapki.
              – Brzmi niebezpiecznie – Egon przewrócił oczami. – A i prawda to, nie wiemy, ile zajmie, a czas wszak leci, aby puścić się w drogę powrotną do Neues Emskrank… Nie, nie mamy czasu na nic więcej, niż jeno parę pułapek i zaklęć. Wszak wybiliście wszystkie zielone pokraki, które czatowały przy kurhanie, czyż nie, panie Gezackt? To powinno styknąć na te parę dni, zanim uradzimy z Sorią, co by tu zrobić jeszcze. Może Soria wie więcej niż my? Tak czy inaczej… Styknie.

              Tu zwrócił się jeszcze do Gezackta:

              – Panie Gezackt, pójdziecie z nami, w drodze do miasta omówimy rzecz o nowym interesie po drodze. Może być? Ruszajmy czym prędzej do tego kurhanu, a potem w wędrówkę, musimy tam być! – rzekł Egon.

              Rozmowy przy śniadaniu jeszcze trochę trwały. Ale ostatecznie uradzono, że mniejsza grupka wróci do grobowca a reszta poczeka w wiosce rybaków na ich powrót. Więc ruszyli we piątkę. Egon, Zog, Raisa oraz Gezackt i jeden z jego ludzi. Herszt drugiej bandy, poruszał się jeszcze nieco sztywno po wczorajszych walkach. Ale nie na tyle aby przeszkadzało mu to w marszu. Wkroczyli w cienistą, leśną krainę ledwo baldachim drzew zamknął im się nad głowami gdy zeszli z plaży. Podobnie jak wczoraj, przemarsz do skraju mokradeł gdzie stał kurhan zajął im kilka pacierzy. Znów stanęli na skraju trzęsawiska z widokiem na sztucznie wzniesiony pagórek. Trzeba było przejść brodząc po uda przez bagienną wodę i wspiąć się po stoku aż to czarnej, jamy wejścia grobowca. Widać było liczne ślady przy wejściu jakie zostawili wczoraj. I na pierwszy rzut oka nic się chyba nie zmieniło. Chwilę zajęło rozpalenie pochodni aby wejść do środka. Zog uznał, że nie ma po co wchodzić do środka i zostanie na zewnątrz zostawić pułapki. Raisa, na odwrót, aż ciągnęło ją do sali z sarkofagiem. W środku przy świetle pochodni zaczęła chodzić przez zimną, zatęchłą wodę jaka tam stała. W końcu jednak powiedziała aby jej teraz nie przeszkadzać. I zaczęła mamrotać jakieś modlitwy lub zaklęcia.

              - To co za interes chciałeś omówić? - Gezackt był ciekaw o czym wcześniej gladiator wspomniał. A i tak czekali aż wiedźma skończy swoją, mroczną sztukę. Hersztowi ulżyło, że dziś nic ich nie atakuje a te martwiaki jak wczoraj padły w mętną, grobową wodę to dalej tam leżą.
              – Parę interesów, w gruncie rzeczy – Egon poprawił. – Pierwsza rzecz, łowienie niewolników, panie Gezackt – rzekł bez ogródek Egon, który, po zobaczeniu gwałtów, które wyprawiali ludzie Gezackta na chłopkach w rybackiej wsi, zrozumiał, że utrzymanie wszelkich pozorów nie miało znaczenia. – Ja i moi kompanioni jesteśmy w trakcie drogi do Neues Emskrank. Twoi ludzie pewnie żadnymi marynarzami nie są, ale przydałaby nam się obstawa okrętu, który skołujemy będąc w mieście. O zyskach z handlu pogadać możemy później, bo i rzecz jest rozwojowa, nie wiadomo, jak szybko okręt zdobędziemy. Lars zna już szczegóły, ja jeno jego plan przedstawiam.

              – Rzecz druga, widziałeś pan, jak żeśmy walczyli w tym kurhanie… Mus nam będzie powrócić w te miejsce, kiedy już interesa swoje załatwimy w mieście. Będziesz nam towarzyszył, kiedy będziemy rozwalać tę ścianę? Podzielimy się po połowie, tak, jak wcześniej. A i możliwe, że jeszcze wypuścimy się na podobne rejzy z Astrid jeszcze, ponoć miejsc takich w okolicy jest wiele…

              - Nałapać niewolników? - Gezackt obrzucił gladiatora bystrym spojrzeniem. Do tej pory przyglądał się dziwnym ruchom i mamrotaniu starej wiedźmy przy rozbitym sarkfagu. Ale słowa brodacza zwróciły jego uwagę. - No jak masz gdzie kolego to czemu nie. Pewnie po wioskach można by coś uszczknąć. Może nawet chłopi sami by na służbę oddawali za parę miedziaków. Jak z tą waszą Astrid. - Herszt nie wydawał się mieć zbyt wiele skrupułów jeśli chodziło o ten nielegalny proceder. Oficjalnie prawo zbraniało niewolnictwa. W praktyce jednak pod płaszczykiem służby lub różnych zobowiązań, tylko nazwą się to różniło. Gezackt był ciekaw czy nowy znajomy ma już jakieś rozeznanie jak można by zarobić na takim interesie.

              - I masz, rację, żadni z nas marynarze. Chociaż trochę pływaliśmy po Talabecu. Do żagli czy wioseł to na nas nie licz ale jak potrzeba coś włócznią czy łukiem porobić no to czemu nie. Sam widziałeś co potrafimy. - Uśmiechnął się wskazując na mętną wodę w grobowcu. Wciąż było widać prześwitujące ciała martwiaków z jakimi wczoraj razem walczyli. Po czym spojrzał na Raisę. Ta bowiem właśnie skończyła swoje mamrotanie. Ale coś tam jeszcze robiła bo nie wyglądała jakby już miała wychodzić.

              - Ciekawe co jest za tą ścianą nie? Jak będzie co dzielić tak jak wczoraj to myślę, że się dogadamy. - Herszt przeniósł wzrok w stronę ciemności skrywającą tylną ścianę. Gdzieś tam było zamurowane wejście jakie wczoraj odkryli. A przy okazji dał znać, że dotychczasowy podział łupów wydawał mu się na tyle uczciwy, że był z niego zadowolony.

              Egon zmilczał komentarz Gezackta na temat tego, co potrafią jego ludzie, bowiem miał wrażenie, że lwią część roboty zrobił on z Bjornem i Astrid. Cóż - przymyśliwał Egon - po prawdzie to nie potrzebował Gezackta do tego, żeby dokonywać cudów sztuki wojennej, w charakterze reketerów wypuszczających się po ludzi na traktach sprawdzą się jednak doskonale. A i jako obstawa okrętu powinni dać radę.

              Egon potrzebował sojuszy, szczególnie teraz, kiedy wrócił do Nordlandu, a miastowi nadal go szukali.

              – W takim razie mogę liczyć na was, kiedy interes będzie gotowy do podjęcia? Na pewno bylibyście jako obstawa statku razem ze mną.

              Skoro Raisa już kończyła, to skinął głową, do tematu bowiem potrzebował Larsa, żeby ustalić szczegóły.

              – Zapewne więcej żywych trupów, być może więcej skarbów – rzekł. – Oby to drugie… Następnym razem przyjdziemy tutaj lepiej wyposażeni.

              Egon wyczekującym wzrokiem spoglądał na Raisę.

              - No dobra. Oby nam nikt nie gwizdnął tych fantów. - Gezackt po chwili namysłu skinął głową. Ostatecznie dał się namówić nowemu wspólnikowi aby odpuścić teraz to zamurowane przejścia. Trawiły go jednak obawy, że ktoś inny przyjdzie i sprzątnie im to co kryło się w trzewiach tego grobowca.

              - Może być z tym statkiem jak mówisz. Jak już będziesz coś miał to przyjdź. Pogadamy. - Wrócił do rozmowy o tworzeniu wspólnej załogi. Wstępnie się zgodził chociaż na razie rozmawiali jeszcze bez żadnego statku pod bokiem.

              Rozmawiali jeszcze jakiś czas kręcąc się po podziemnej komnacie z sarkofagiem. Zaś Raisa robiła swoje i lepiej było jej nie przeszkadzać. Mamrotała pod nosem lub nuciła. Robiła jakieś dziwne gesty przez co wyglądała jak pijana lub niespełna rozumu. Było to odpychające i pociągające jednocześnie. Włosy stawały dęba na karku. W końcu jednak oznajmiła, że skończyła.

              - Jeśli ktoś tu wjedzie to będę o tym wiedzieć. A jak ktoś weźmie któryś z przedmiotów Gorsana to parch i niemoc go dopadnie. A teraz wyjdźćcie. Muszę zostawić tu moich małych strażników. - Poinformowała starucha nakłaniając obu mężczyzn aby wyszli z sali sarkofagowej. Gezackt nie stawiał oporu i całkiem chętnie cofnął się na zalany wodą korytarz.

              - Cholerna woda. Znów mam wszystko mokre. Jeszcze po wczoraj mi nie wyschło a znów spodnie mokre. - Widać było, że jest z tego powodu niezadowolony. Zresztą gladiator cierpiał na te same niedogodności. Niezbyt przyjemnie ubierało się rano mokre buty czy spodnie. A teraz jak przechodzili przez mokradło znów ubabrali się błotem do połowy ud. A przecież mieli iść do miasta. Tak im zeszło czekanie na Raisę. Ta w końcu trzymając w jednej ręce swój kostur a w drugiej pochodnie pokazała się na końcu korytarza. We trójkę wyszli na światło dzienne. Zastali towarzysza Gezackta i Zoga jacy zastawaiali sidła aby zniechęcić ewetualnych eksploratorów podziemi.

              - Nie chciałbym tu stanąć. Jak skończyliście to idźcie do brzegu, my tu już kończymy. - Powiedział kamrat Gezockta pokazując im gdzie mają nie stawać aby nie władować się w sidła.
              – Ta, idziemy stąd – Egon skinął głową zadowolony z pracy, którą wykonała Raisa i Zog. – Powinno wystarczyć… No! Chodźmy zatem z powrotem do sioła. Czeka nas jeszcze droga powrotna.

              ~

              Przebyli raz jeszcze tę samą drogę z kurhanu do sioła. Który to raz już był…? Czwarty zapewne, licząc pierwszą wyprawę na kurhan. Gezackt zapewne raz jeszcze, jako że zabiał zielonoskórych, którzy grasowali w okolicy.

              Egon rad był, że tak łatwym sposobem udało mu się pozyskać Gezackta na rzecz interesów kultu. Zapewne czuł, że został wynagrodzony uczciwie i też mógł spodziewać się tego samego - dumał Egon. Jeśli złoto było jedynym, na czym zależało Gezacktowi, w istocie, mógł go obsypać złotem… Byle tylko był mu posłuszny i jego rola pozwoliła mu dokonać zemsty na Neues Emskrank.

              Kiedy on, Gezackt, Zog i Raisa przybyli wreszcie do sioła, zamierzał wyruszyć natychmiast - czas ich gonił i w gruncie rzeczy byli spóźnieni.

              ~

              Backertag; południe; Zachodnie Kamienie

              Przemarsz z grobowca pradawnego czarownika do osady rybackiej przebiegł bez zakłóceń. Na miejscu spotkali się z resztą Norsmenów i bandy Gezackta. Ci co zostali byli ciekawi jak im poszło ale jak okazało się, że bez przygód to chyba wszystkim ulżyło. Po drodze przez las Raisa na chwilę szła razem z gladiatorem i wręczyła mu niewielką, zatykaną korkiem butelkę w jakiejś coś chlupotało.

              - Wczoraj pospałeś zanim zdążyłam zrobić. Ale obiecałam ci to zrobiłam. To eliksir gorączki miłosnej. Starczy na kilka porcji. Jakbyś potrzebował jeszcze to powiedz to ci zrobię. Trochę zmienia smak. Ale jak dolejesz do jadła czy napoju to zwykle tego nie zauważają. Zaczyna działać po pacierzu, dwóch. Niewiastę zaczyna rozbierać gorączka namiętności. Łatwo wówczas zaciągnąć ją do łożnicy. Ale pamiętaj, że później może pamiętać co się działo. Najepiej się sprawdza podczas zabawy gdy się wiele je i pije. - Tłumaczyła mu wręczając mu ten flakon z miną jakby go uważała za swojego ulubionego, wyrośniętego wnuczka któremu dobra babcia stara się pomóc. A już w osadzie ich powrót oznaczał, że czas ruszyć w stronę widocznego przy zatoce miasta.

              - Zbierać się psie syny! Wystarczy tego wylegiwania się! Wracamy do cywilizacji! Czas wydać geldy na ladacznice i wino! - Gezackt zawołał do swojej bandy. I ta rubszaność wywołała u nich rechot. Jednak przy chacie w jakiej spędzili noc, zaczęła rosnąć pstrokata grupa rabusiów z północnych i południowych wybrzeży Morza Szponów. Czas był najwyższy bo zbliżało się już południe.


              Połączona grupa szła plażą na południe. Cały czas miarowo zbliżając się do murów miasta. Te z każdym pacierzem wydawały się trochę większe. Chmury zdążyły przesłonić niebo i słońce i zrobiło się dość chłodno. Jednak na razie nie padało. Humory raczej dopisywały. Ludzie Gezackta już myślami byli w miejskich tawernach i zamtuzach. A plażą szło się w miarę wygodnie jeśli nie łaziło się po sypkim piachu. Po przeciwnej strony zatoki widać było klify i stromizmy jakie wznosiły się na jej wschodnim brzegu. Na wodzie widać było statki i łodzie rybackie. Wyglądało to dość sielsko.

              Podeszli już całkiem blisko, na tyle, że widać było już blanki miejskich murów i przecinki strażników na nich. Gdy polna droga odbijała na zachód. Egon tędy wcześniej nie wędrował ale wiedział z relacji swojej kultystycznej braci, że koledzy i koleżanki właśnie tędy chodzili do Zachodnich Kamieni gdzie organizowali sobie orgie ze zwierzoludźmi. Gladiatora wcześniej to nie interesowało ale teraz był jedynym przewodnikiem połączonej grupy.

              - Ale czemu skręcasz? Do miasta to tędy. - Gezackt zdziwił się czemu brodacz wybrał mniej uczęszczaną drogą. I to taką która oddalała ich od miejskich murów. Nie zdążył mu odpowiedzieć gdy do rozmowy włączył się nowy głos.

              - A co to za buszowanie po miejskim lesie?! Macie zezwolenie z ratusza?! Pętacie się tu jakbyście mieli coś do ukrycia! Jak jacyś przemytnicy albo co gorsza heretycy! - Usłyszeli mocny, kobiecy głos. I tak Norsmeni jak i banici Gezackta zaczęli się gwałtownie rozglądać za wołającą. Musiała być gdzieś niedaleko bo wyraźnie ją słyszeli. I nie wiadomo czy nie była sama. Egon jednak rozpoznał głos Łasicy. Chociaż na razie też jej jeszcze nie widział. Swoim zawołaniem jednak wywołała zaniepokojenie w tej całkiem sporej grupie.

              Egon zamierzał odpowiedzieć Gezacktowi w dwuznaczny sposób, o tym, że jego wrogowie są w mieście i przeto nie chciał dać im łatwego przystępu do siebie. Nieważne było jednak, odezwała się Łasica.

              Łasica! Dawno nie słyszał jej głosu i dopiero po paru chwilach dotarło do niego, że to właśnie ona przemawia w leśnej głuszy. Czy Starszy lub też Soria uprzedzili ją, że będą tędy przechodzić?

              Egon uniósł rękę w stronę Gezackta i jego ludzi, podobnie jak i też Norsmenów, którzy byli przy nim.

              – Mamy, mamy, a jakże – Egon nie potrafił ukryć śmiechu, który zagościł na jego brodatej twarzy. – Glejty mamy zaiste odpowiednie! Chcesz zobaczyć ów glejt, o pani? – Egon zawołał.

              - Tak! Podejdź tu z tymi glejtami! Chce to zobaczyć na własne oczy! - Gladiator nie był pewien czy w głosie łotrzycy też usłyszał iskierkę rozbawienia czy to jego własne emocje mataczyły mu obraz. Ale niebieskowłosa odpowiedziała prawie od razu i tak samo pewnie jak przy pierwszej odezwie.

              - Z czego się śmiejesz? - Astrid widząc zamieszanie wysunęła się na czoło grupy i stanęła przy brodaczu na tyle blisko, że dostrzegła jego uśmiech. Gezackt zmarszczył brwi jakby zachowanie przewodnika i nieznajomej z lasu nieco go skołowało.

              - Coś głupio gada. Myto to się pobiera na mostach albo w bramach. A nie przy wjeździe do bezpańskiego lasu. - Zastanawiał się na głos, dostrzegając dość oczywistą niezgodność w tym co krzyczała do nich nieznajoma. Południowiec zaś zdążył się zorientować, że kultystka ukrywa się gdzieś może dwa tuziny kroków od nich tylko jeszcze nie był pewien po której stronie drogi. Może jakby podszedł bliżej to by ją dostrzegł lub nawet ona by mu się pokazała.
              – Czekajcie, rzecz rozwikłam – uczynił raz jeszcze gest w stronę Gezackta i Astrid. – Zdaje się, że zagrożenia nie ma.

              Egon postąpił parę kroków w przód, szukając wzrokiem Łasicy.

              – Pokaż się! – zawołał w stronę, z której mniej więcej dobiegał głos Łasicy. – Czasu nie mamy…

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • SantorineS Niedostępny
                SantorineS Niedostępny
                Santorine
                Developer
                napisał ostatnio edytowany przez
                #257

                Oryginalny autor: Santorine

                Przez chwilę wyglądało, że łotrzyca albo się namyśla albo zwyczajnie ma kawałek do przejścia aby z drogi dało ją się zauważyć. Jednak po lewej w końcu zauważyli wynurzającą się zza drzewa sylwetkę. Łasica była w swojej pełnej krasie dziewczyny z ferajny. W czarnych, obcisłych, skórzanych spodniach jakie podkreślały jej smukłe nogi. A poza tym nie krępowały ruchów gdyby na przykład trzeba było uciekać. Do tego kubrak mocno spięty w pasie co uwydatniło zarówno gibką kibić jak i przyjemne do oglądania górne krągłości. Do tego jeszcze wesoły, bezczelny uśmiech i śmiałe spojrzenie pod czupryną fioletowych włosów.

                - Ha! To tu mają takie urzędniczki? To ja bardzo chętnie pokażę jej co mam do oclenia! - Nie tylko Lars wydawał się być przyjemnie zaskoczony widokiem raźno idącej kobiety. Zaśmiał się rubasznie i poklepał się po przyrodzeniu dając znać, że nieznajoma wpadła mu w oko.

                - No ja też. - Córka wodza z fascynacją obserwowała nadchodzącą. A Łasica szła z taką pewnością siebie jakby cały ten trakt naprawdę był jej własnością. Podobnie jak kamrat, potrafiła docenić urodziwe kobiety. Zaś fioletowowłosa już zdążyła do nich podejść. Na ostatnie parę kroków rozłożyła szeroko ramiona aby przywitać się ze swoim zimowym wspólnikiem.

                - Egon! - zawołała radośnie i go objęła. Była o wiele drobniejsza od masywnego gladiatora ale jej żywiołowy temperament znacznie równoważył różnicę fizycznych gabarytów. - Wróciłeś! Miło cię znów widzieć. - Powiedziała do jego ucha i tak chwilę go obejmowała ciesząc się z ponownego spotkania. Chociaż nie widzieli się może z półtorej tygodnia.

                ~

                Co to za jedni? Soria mówiła tylko o jakichś Norsmenach od Mergi.
                ~

                Zapytała cicho korzystając z tego, że w naturalny sposób trzyma usta blisko jego ucha.

                - Aha. Czyli się znacie. - Astrid pierwsza się połapała, że witający się tak wylewnie, nie są sobie obcy.
                – Ona jest z nami – odrzekł Egon do Astrid z uśmiechem, obściskując Łasicę, po czym odszepnął Łasicy do ucha – Przydrożni, natrafiliśmy na nich. Nadadzą się do interesów kultu, ale nie są jednymi z nas.

                I powrócił już do głośnej mowy:

                – Panie Gezackt, Astrid… To jest Łasica. Znamy się nieco, zdaje się, że spodziewała się nas tutaj… No! Może nie tylu ludzi, ale mnie, Astrid, Zoga, Raisy i Bjorna na pewno. Odpowiadając na twe pytanie, panie Gezackt, czemuż to nie wejdziemy główną bramą, widzisz, mam w mieście wrogów i nie chciałbym im dać łatwego przystępu do siebie.

                Tu rzekł już do samej Łasicy:

                – Jak pozostali? Sytuacja w mieście ta sama? Mógłbym użyć pierścienia Lady Sorii i pójść osobną drogą, żeby Gezackt i pozostali nie mieli problemów. Moglibyśmy spotkać się w karczmie i pogadać już. Co myślisz? – zapytał Egon. – Gezackt ogarnie swoich ludzi sam, ale zostanie w mieście tak długo, jak będziemy potrzebowali… Dogadaliśmy się już z nim.

                - To takie z ciebie niezłe ziółko co? - Gezackt zaśmiał się rubasznie. I ogólnie gdy wyjaśniło się kim jest łotrzyca w spodniach to sytuacja się uspokoiła. Słysząc jego pytania fioletowowłosa dała mu znak aby odeszli kawałek i pogadali. Gdy to zrobili, zaczęła mu przyciszonym głosem, szybko tłumaczyć.

                - Soria, Burgund i Silny czekają przy kamieniach. Wcześniej tam nie byłeś z nami to wyszłam aby cię poprowadzić. - Wskazała głową na polną drogę prowadzącą w las. - Silny przyjechał wozem, może was zabrać. My z Burgund mamy łódź schowaną na brzegu to możemy kogoś zabrać do portu. Ale nie spodziewaliśmy się takiej zgrai. - Teraz lekko kiwnęła w stronę czekającej na drodze grupy. - Milady mówiła, że jest was z pół tuzina to na razie byście mogli się zatrzymać u Pirory albo u Silnego. Potem się was gdzieś rozparceluje. Ale jak macie dodatkowy tuzin to za dużo. Zwłaszcza jak nie są z rodziny. Po jakichś tawernach mogą przenocować. - Streściła mu dotychczasowe plany i przygotowania jakie nie uwzględniały bandy Gezackta skoro Egon i Norsmeni spotkali ich jak już pożegnali się z wężową milady.
                – Brzmi dobrze – Egon pokiwał głową, ukontentowany z tego, że kult, nie czekając na niego, przedsiębrał odpowiednie przygotowania.

                Na słowa o tym, że jest ich za dużo, Egon zamyślił się.

                – Możemy się rozdzielić, spotkamy się raz jeszcze w jakiejś karczmie – zgodził się Egon. – Panie Gezackt? Z tego, co wiem, i tak chcieliście wejść główną bramą. Znajdziemy was jutro albo pojutrze, jak załatwimy nasze sprawunki. Dla was to raczej nie przeszkoda?

                Po czym zwrócił się jeszcze raz do Łasicy:

                – Wolałbym u Silnego, znajome kąty – rzekł. – Milady zatem dotarła do was? Dobrze, dobrze… Niesiemy do niej wieści, także i do paru innych… Znajomych – Egon omal rzekł, że ma wieści do Starszego o nieumarłym czarowniku Gonsarze Półokim, które zapewne i Soria osądzi jako przydatne.

                Zmitygował się jednak w czas, nie chciał bowiem, żeby Gezackt wyrozumiał, że są kultystami Chaosu. Gezackt - imaginował Egon - zapewne założył, że są jakąś bandą wędrujących najemników lub też reketerów i raczej wolał go z tego wrażenia nie wyprowadzać, jasne było bowiem, że trudniej będzie przekonać Gezackta do współpracy, jeśli tylko okaże się, kim są naprawdę.

                Czekał na rekację Gezackta, co powie na to, aby się rozdzielić. Spodziewał się, że Gezackt nie będzie oponował, bowiem jaki miał w tym interes? Dotychczas traktował jego samego i jego zgraję dobrze, obłowili się na wypadzie na kurhan, zapewne będzie chciał wrócić do wspólnego robienia interesów, teraz, kiedy byli już w mieście i wstępnie zgodzili się, aby łowić niewolników.

                Herszt bandy huncwotów zastanawiał się chwilę. Wymienił się spojrzeniami z Szybkim i resztą swoich ludzi. W końcu odwrócił się do dwójki kultystów. - Dobra. To my wracamy do miasta. Możesz pytać o nas w “Kwarcie” albo “Trzech gwoździach”. - Gezackt też wydawał się być zadowolony z tego, że będą mogli wrócić co cywilizacji i wydać zdobyte w grobowcu fanty. Jego ludzie nie oponowali, humory im raczej dopisywały. Zaczęli się zbierać i wyglądało, że jeszcze tylko Astrid żegnała się z Martin. W końcu ta pierwsza podeszła do Egona i Łasicy.

                - A Martin może zostać z nami? - Wskazała głową na blondynkę w zielonym kubraku i łukiem. Po wczorajszych walkach w grobowcu i na mokradle całe ubranie miała brudne od bagiennej wody, krwi i błota. Podobnie wyglądał Egon jak i chyba wszyscy w połączonej bandzie. Norsmeni widząc, że grupy się właśnie rozdzielają dołączyli do stojącej trójki aby swobodniej rozmawiać.

                - To co jest grane? - Lars zapytał zaciekawiony jak spotkanie dziewczyny w skórzanych spodniach zmienia ich plany. Zresztą nadal ją bez skrupułów obcinał wzrokiem ale Łasicy jako dziewczyny z ferajny i zawodowej ladacznicy, w ogóle to nie peszyło. Odwzajemniała mu się zaciekawionym spojrzeniem.

                - Pójdziemy tam dalej, spotkać się z naszą milady i resztą. A te dziouchy są z wami? - Łasica dojrzała Helgę i trzy wieśniaczki z rybackiej wioski jakie zostały nieco z tyłu, z minami sugerującymi, że niezbyt wiedzą co powinny teraz robić. Ale, że były młode, szczupłe i nie wyglądały najgorzej to w naturalny sposób zainteresowały hedonistyczną kultystkę. Zresztą blond łuczniczce też posłała zaciekawione spojrzenie ale, że jej nie znała to czekała co brodaty kolega odpowie na pytanie córki jarla.

                – Nie znam zwyczaju – rzekł Egon w stronę Łasicy, nie do końca pewien, czy Martin może zostać z nimi. – Sądzę… Sądzę, że powinna iść z Gezacktem. Łasica? Co myślisz?

                Egon dotychczas obracał się albo wokół członków kultu, albo też wokół ludzi, którzy mieli lada chwila być do niego wprowadzeni. Martin do kultu nie należała i słuszne zdawało się wojownikowi, żeby oddzieliła się i poszła razem z pozostałymi najemnikami z bandy Gezackta.

                Choć wieśniaczki stanowiły najmniejsze zagrożenie, to łuczniczka z bandy Gezackta mogłaby wygadać się przed swym chlebodawcą. Jak Gezackt zareagowałby, że są kultystami Chaosu? Wolał tego nie sprawdzać.

                – Łasica zadecyduje – rzekł Egon, wiedząc, że Łasica miała zapewne większą wiedzę w przypadkach, co zrobić z osobami, które nie należą do kultu jako ta, która w kulcie była dłużej. – Jeśli rzeknie, że zostaje, ty ręczysz za nią – tu skinął głową na Astrid.

                Ostrożności nie było za wiele, myślał Egon. Nie obawiał się on bowiem tego, co trójka branek Astrid i Martin mogłyby zrobić na zborze, jednak tego, co mogły zrobić po nim… Jak dla Egona, powinni trzymać się razem w kulcie.

                - Ładniutka. - Uznała Łasica gdy zorientowała się o którą kobietę chodzi. Obrzuciła łuczniczkę zainteresowanym spojrzeniem. Widząc to, córka jarla uśmiechnęła się do niej ciepło.

                - I całkiem niczego sobie pod tym kubrakiem. Próbowałam jej ostatniej nocy. - Astrid wydawała się być zadowolona z takiej reakcji dziewczyny z ferajny.

                - No to mam nadzeję, że się wkrótce wszystkie poznamy bliżej. - Łotrzyca wrócila spojrzeniem od jednej blondynki do drugiej. - Ale na razie mamy spotkanie w rodzinnym gronie a ona jeszcze nie należy do rodziny. Będą w “Kwarcie” albo “Gwoździach” to się możesz z nią spotkać. Też będziemy wracać do miasta tylko musimy spotkać się z naszą milady i zastanowić się jak was przerzucić do środka. - Kobieta o fioletowych włosach po tej chwili namysłu, szybko podjęła decyzję. Astrid powoli skinęła swoją płową głową i odwróciła się aby podejść do łuczniczki.

                - My mam nadzieję, też poznamy się bliżej co ślicznotko? - Lars skorzystał z okazji aby zagadać do łotrzycy. Ta roześmiała się swobodnie i kokieteryjnie przesunęła mu dłonią po piersi kolczugi.

                - Byłabym niepocieszona gdyby było inaczej. Ale na razie musimy porozmawiać z naszą milady. - Kamratka Burgund też wydawała się być nim zaciekawiona jak on nią. Obserwowali jeszcze jak Astrid ściska się z Martin na pożegnanie. I po chwili zwiadowca ruszyła aby dołączyć do reszty swojej bandy a córka wodza wróciła do kultystów i Norsmenów.

                - To chodźcie. - Łasica dała znać aby iść za nią. Szli polną drogą przez las. Właścwie to rozjeżdżonym przez wozy pasem ziemi. Szli tak z pół pacierza, może cały. To nie była zbyt uczęszczana droga więc nie spotkali żadnych podróżnych. Wkrótce dostrzegli po lewej, krąg stojących kamieni, większych od człowieka. Stały nieco w głębi lasu. To były te Zachodnie Kamienie. Nazwę wzięły od tego, że stały dość blisko od zachodniej bramy miasta. Widać też było stojący między nimi wóz zaprzęgnięty w jednego konia. Właśnie tam skierowała się Łasica. Gdy przeszli między drzewami ostatni kawałek dostrzegli czekające postacie.

                - Serwus Egon. Kupę lat. Dobrze cię znów widzieć druhu. - Silny jak na swoje zwyczaje to okazał się wobec brodatego kamrata całkiem wylewny. Uściskał mu prawicę i objął, poklepując po ramieniu. Uśmiechał się przy tym ciesząc się na to ponowne spotkanie.

                - Fajnie, że wróciłeś i znów jesteś razem z nami. - Burgund poczekała aż obaj się przywitają nim też go nie objęła. Obdarzyła go swoją kobiecą wersją radosnego przywitania.

                - Cieszę się, że udało wam się tu dotrzeć w komplecie. - Lady Soria siedziała na zwalonym pniu jaki robił za ławę przy popiele z ogniska. Ale wstała aby się przywitać z ciepłym uśmiechem. - Widzę, że macie kogoś nowego. - Zauważyła wskazując wzrokiem na trzy, młode rybaczki jakie trzymały się trochę z tyłu. Norsmenom też udzieliło się to radosne powitanie. Po przeprawie w grobowcu dobrze było spotkać kogoś przyjaznego. Astrid bez skrupułów podeszła do wężowłosej i ta wyciągnęła ku niej ramiona pozwalając w które córka jarla chętnie wpadła.

                - Było nas trochę więcej. Ale poszli właśnie do miasta. - Lars zerkał z zaciekawieniem na nową dwójkę kultystów. Bjorn także ale nie uczestniczył w dyskusji. Raisa kiwała głową ale trzymała na razie dystans.

                – Witajcie…! Witaj! – Egon po kolei przywitał się z Silnym, Burgund i Sorią.

                Egon rad był, że Martin, Gezackt i jego ludzie udali się w swoją stronę. Nijak nie mogli zakwaterować ich, a i sam Egon nie był pewien, jak mogłaby się sprawa zakończyć, gdyby Lady Soria lub też Starszy zobaczyli ludzi, którzy nie byli z kultu, a jednak przychodzili w miejsca kultowi znane. Wybrali najbezpieczniejszy wariant i niezależnie od tego, co Gezackt lub też Astrid będą myśleć o sprawie, taka sytuacja faworyzowała ich.

                – Branki Astrid – wyjaśnił Sorii Egon, dając do zrozumienia, że to Astrid ręczyła za trzy chłopki, które unieśli z rybackiego sioła. Po czym podjął ponownie: – Ciebie też dobrze widzieć, Lady Soria. Jak minęła twa podróż? My po drodze spotkaliśmy Gezackta i jego konfraternię, ubijemy z nimi dobry interes… Inne wieści też mam.

                Egon spojrzał na Lady Sorię, ciekaw, co rzeknie.

                - To prawda, widziałam ich na drodze. Z tuzi chłopa. Ale wolałam ich tu nie zabierać to poszli do miasta. - Łasica pokiwała głową, potwierdzając słowa Egona. Wężowa milady przyjęła to nieco zdziwiona ale nie traciła pogody ducha.

                - No to widzę, nie próżnowaliście od naszego rozstania. - Dziś była ubrana w inną suknię ale też wyglądała jak szlachcianka. - A mnie się dobrze płynęło. Przyjemnie było rozprostować kości i znów się pomoczyć wśród morskich fal. - Odparła z zadowoleniem jakby wczorajsza pływacka aktywność sprawiła jej sporo przyjemności. Mówiła to tak swobodnie jakby chodziło o przepłynięcie z mola do mola w porcie a nie pokonanie wpław całej zatoki. Astrid za to dojrzała okazję aby się pochwalić swoimi brankami.

                - To jest Gerusha, Agathe i Kethe. Przyjęłam je na służbę w wiosce nieopodal. Będą mi teraz służyć. Chcę je przysposobić na nasze potrzeby. I oczywiście na twoje milady. - Córka jarla bezwstydnie próbowała sobie zaskarbić względy córki Soren. Ta z ciekawością przesunęła się spojrzeniem po trójce młodych wieśniaczek.

                - No, może być całkiem ciekawie jakby nad nimi popracować. - Zgodziła się, że też dostrzega potencjał w trójce młodych kobiet. - A jakie jeszcze wieści masz Egonie. - Milady wróciła z rozmową do gladiatora.

                Egon zamyślił się przez dłuższe parę chwil, formując myśli i zastanawiając się, co też może powiedzieć. Jako że Gezackt i Martin odeszli, a chłopki pod pieczą Astrid stanowiły zagrożenie zgoła niewielkie, zdecydował, że w gruncie rzeczy może powiedzieć wszystko.

                – Gezackt pomoże nam w ustawieniu interesu Larsa – rzekł wreszcie, zaczynając od spraw, o których Soria wiedziała lub też podejrzewała już od rozpoczęcia wędrówki. Egon wolał sprawy postawić jasno. – Ci, których złowimy odpowiednio będą profitem dla Larsa, Astrid i Raisy. Z Larsem obmyślimy plan i jego szczegóły… Gezackt zaś pomoże nam w zamyśle.

                Tu zrobił pauzę, przechodząc myślami do kolejnej ze spraw. Rzekł wreszcie:

                – Gezackta spotkaliśmy w rybackim siole, na które żeśmy natrafili podczas wędrówki – ciągnął Egon. – Zabijali ponoć zielonoskórych niedaleko i rzekli nam, że obok ich kryjówki znajdował się kurhan. Pomyśleliśmy, że opłaci się nam, toteż wypuściliśmy się do grobowca… Otworzyliśmy sarkofag.

                Egon pokrótce opowiedział Sorii całe zajście - wybuch czarnego dymu z grobowca, dziwne wizje i to, jak obudził się. Rzekł też pokrótce sprawę o krwi dla nieumarłego czarownika i o symbolach sióstr w grobowcu.

                – Zwał się Gonsar Półoki. Czy imię to coś ci mówi, Lady Soria? – zapytał gladiator.

                Wężowa milady, stała obok wozu Silnego i słuchała relacji gladiatora z ich przygód jakie mieli po rozstaniu z nią. Lekko kiwała głową gdy streścił jej zamiary względem bandy podejrzanych typów. Tutaj Lars go wsparł dorzucając swoje trzy pensy.

                - Mogą nam pomóc na lądzie i morzu. Może to nie są wojownicy pierwsza klasa ale są. I mamy tuzin gotowych rębajłów. Co nieco znają okolicę i nie mają zbyt wielu skrupułów. Mogą nam pomóc łapać branki czy zdobywać niewolników. A niewolnicy u nas są cenni, każdy chętnie kupi. - Korsarz energicznie tłumaczył swoje plany jakie wiązał z bandą Gezackta. Silny i obie łotrzyce przysłuchiwali się z zainteresowaniem.

                - A ten Gonsar władał martwiakami. I przesłał nam wizję. Myślę, że tak można by się z nim porozumieć. I jeszcze w tych wizjach używał ciężarnych kobiet poświęconych Siostrom. Wydaje mi się, że to potomstwo było też poświęcone Siostrom ale nie jestem pewna. I tak jak Egon mówi, tam na jego trumnie były także znaki Chaosu oraz Sióstr. - Raisa ożywiła się gdy gladiator zaczął temat nie do końca martwego czarownika. O tym dawnym szamanie Soria wyraźnie się ożywiła. Ale jeszcze Łasica się włączyła do rozmowy.

                - A to pewnie byliście w Stavoren. - Domyśliła się. Spojrzała jeszcze na trzy wieśniaczki i te pokiwały głową na znak zgodny. - Tam jest jakiś stary kurhan czy coś takiego. Mówią, że to dawny wódz albo czarownik, że jest przeklęty i lepiej tam nie chodzić. Ja tam nigdy nie byłam. Nie ma po co. A mało kto by chciał jakąś klątwą oberwać. Chociaż jak byłam podlotkiem to słyszałam, że jeden gang się tam wybrał. Nigdy nie wrócili. Ale może po prostu zamustrowali się na jakiś statek i odpłynęli. - Łotrzyca podzieliła się swoimi plotkami jakie znała o tym miejscu.

                - No ciekawe. - Soria odparła gdy doszła do głosu. - Samo imię nie jest mi znane. Ale to jeszcze niewiele znaczy. Zbyt długo chodzę po tym świecie aby pamiętać wszystkie imiona jakie spotkałam. Jakbym zobaczyła tego Gnosara to może bym powiedziała więcej. - Mówiła wolniej i z zastanowieniem. Widocznie nie wykluczała, że już się niegdyś spotkali nawet jeśli w pierwszej chwili nie kojarzyła imienia czarownika.

                - Ale wielu czarowników służyło Siostrom przez te milenia. I jak jeszcze chodziły po tym świecie i późnej, czcząc ich duchową formę i dziedzictwo. Nie jesteśmy pierwsi co próbują je ściągnąć z powrotem. - Pokiwała swoją ciemnogranatową głową. Jej liczne warkocze zdawały się lekko pulsować jak małe węże. - Jeśli ten Gnosar używał ciężarnych kobiet poświęconych naszym Siostrom to brzmi to całkiem znajomo. - Zrobiła gest dłonią na swoim brzuchu jakby sama była w ciąży.

                - Czy to możliwe, że już wtedy kobiety rodziły robaki Oster? - Zapytała z ożywieniem Raisa. Soria zaśmiała się cicho i melodyjnie.

                - Naturalnie. Przecież pierwsze jaja na kimś sama Oster musiała testować i wyhodować. A to działo się gdzieś w tej okolicy. Dlatego znaleźliście jej jaskinie. Być może ten Gonsar służył im bezpośrednio lub nawet kilka wieków później odnalazł ich jaja i kontynuował prace. Chociaż jeśli by chodziło o dziedzictwo mojej matki to zapewne te kobiety mogły być zbrzuchacone nawet przez coś innego niż robaki Oster. - Na koniec uśmiechnęła się jakby ją bawiła myśl o kobietach będących w ciąży z czymś innym niż ludzcy mężczyźni.

                - Oj chyba będe musiała się tam przejść i sama zobaczyć. Całkiem możliwe, że aby go ożywić potrzeba krwi. To składnik wielu czarów. Ale to może później. Na razie chodźmy do miasta. - Dała znać, że bardzo zaciekawił ją ten grobowiec na tyle, że chciała go sama odwiedzić. Jednak to mogło jeszcze poczekać. Zwinnie wskoczyła na kozła więc i Silny zajął miejsce obok gotów powozić.

                - Na razie i tak wracamy na drogę do miasta. Ale potem albo wracacie ze mną przez bramę albo łodzią z tymi dwiema do portu. - Łysol dał znak, że są dwie możliwości powrotu do miasta. Na razie i tak wszyscy zaczęli ładować się na furmankę.

                – Idźmy do miasta i odpocznijmy! – Egon zgodził się. – Zdaje mi się, że bezpieczniej będzie dla mnie łodzią… Choć i tak chroni mnie pierścień, który ty mi dałaś, Lady Soria – rzekł Egon, w kabzie macając pierścień zmieniający wygląd, który dała mu Soria. – Niedługo jednak nam przyjdzie odpoczywać, kiedy już w mieście załatwimy wszystkie sprawunki i skontaktuję się ze Starszym, trzeba będzie nam powrócić do kurhanu.

                Egon wszedł na furmankę, naprędce przemyśliwując wszystko, co rzekła Soria, Lars i Raisa. Zdało się, że rzeczy szły w dobrym kierunku. Może… Może Starszy będzie wiedział nieco więcej o nieumarłym szamanie?

                – Trzeba nam będzie wrócić – rzekł jeszcze, kiedy ruszyli drogą. – Choć grobowiec zabezpieczyli Zog i Raisa, a i niebezpieczeństwa nie ma, ktoś, kto miałby dość siły woli lub też dość luda mógłby sforsować proste zabezpieczenia, które żeśmy tam postawili. Trzeba będzie nam zabezpieczyć lepiej kurhan… Albo też, jeszcze lepiej, wydobyć ciało Gonsara i ukryć bezpieczniej. Jeno kwestia czasu, zanim jakiś wiejski łyczek się powaguje, aby zbadać grobowiec… Gorzej będzie, jeśli zwoła kamratów.

                Wizje Gonsara miały wiele sensu dla Egona i widział w tym okazję. Być może dzięki wiedzy nieumarłego czarownika przybliżą się do realizacji ich planów.

                – A i trzeba będzie nam spenetrować tę ścianę, co żeśmy zostawili tam. Wyposażymy się odpowiednio.

                To wyrzekłszy, Egon rozluźnił się nieco i zaczął przygotowywać się do kolejnego wejścia do Neues Emskrank.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • SantorineS Niedostępny
                  SantorineS Niedostępny
                  Santorine
                  Developer
                  napisał ostatnio edytowany przez
                  #258

                  Oryginalny autor: Lord Melkor

                  Joachim dał się zupełnie pochłonąć badaniom figurki. W końcu mógl odstawić na bok te wszystkie spotkania, podstępy i intrygi i zająć się badaniem nad wiedzą i mocą, czyli tym co było jednak jego powołaniem. Był z siebie całkiem zadowolony że odcyfrował większość znaków.... choć nie wszystkie. Czy było to wystarczające żeby podjąć samodzielnie próbę przyzwania demona? Tutaj się wahał, przecież widział jak tamten zmasakrował grupę kultystów. Próbował sobie przypomnieć czy to przywołana jego sztuką błyskawica przegnała wcześniej demona od figurki, czy po prostu tamten zdecydował się wrócić do swojej krainy?

                  Tak czy inaczej postanowił trochę poczekać i porozmawiać przynajmniej ze Starszym (szkoda, że jego mistrzyni nie było w mieście). Kolejnym pomysłem, który chciał zrealizować najbliższego wolnego wieczoru było przywołanie ptasiego chowańca i pokazanie mu figurki w celu sprawdzenia jego reakcji.....


                  Przy śniadaniu ziewał nieco, jednak towarszystwo dwóch kobiet zaburzyło rutynę. W sumie od czasu do czasu było jednak przyjemnie jeść w towarzystwie, choć momenty ciszy i spokoju też należało cenić.

                  - No, magowie Kolegium jak ja zwykle nie cierpią biedy - odpowiedział na uwagę Darcy, zadowolony z wrażenia jakie zrobił na wyszczekanej kultystce.
                  - W końcu zasłużyliśmy sobie na to latami nauki i ciężką pracą, prawda? - podsumował, mając nadzieję, że Darcy można zaufać - w końcu jakby mistrzowie Kolegium dowiedzieli się o jego prawdziwej naturze i działaniach to na obcięciu pensji rezydenta w Neues Emskrank raczej by się nie skończyło.....

                  Podziękowal również Burgund za wieści.

                  - To ciekawe, że Egon już wrócił. A mówisz, że Mergi z nim nie ma? Nie wiem czy to świadczy o powodzeniu wyprawy, czy wręcz przeciwnie. - podrapał się po brodzie w zamyśleniu.

                  -Wiesz co Burgund, przejdę się z tobą do Pirory, chce zobaczyć co tam się będzie działo i jakie wieści przyniósł Egon. No i potem faktycznie spotkałbym się ze Starszym, mam więcej niż jeden temat dla niego. - ubrał się więc czym prędzej do wyjścia, wkładając figurkę demona w metalowe podełko, ktore następnie ukrył w najlepiej schowanej kieszeni szaty.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  0
                  • SantorineS Niedostępny
                    SantorineS Niedostępny
                    Santorine
                    Developer
                    napisał ostatnio edytowany przez
                    #259

                    Oryginalny autor: Pipboy79

                    Oryginalny tytuł: Tura 64 - 2519.07.23; bkt; popołudnie

                    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Centralna; ul. Bursztynowa 17; kamienica Pirory
                    Czas: 2519.07.23; Backertag; popołudnie
                    Warunki: salon, jasno, ciepło, gwar rozmów; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie; powiew; umiarkowanie (0)

                    Egon, Joachim i goście Pirory

                    Ostatecznie Norsmeni podzielili się na dwie grupy. Egon, Zog oraz Bjorn zeskoczyli z wozu Silnego na rozstaju. I razem z obiema łotrzycami ruszyli na piechotę aby obejść miejskie mury od północy. Po naradzie uznano, że norsmenski barbarzyńca jaki nie rozumie w reikspiel i zakapturzony łucznik jakiemu nie widać było twarzy to mogą wpaść strażnikom w oko. A tak kultyści jak i ich sojusznicy z Norsci woleli tego uniknąć. Łodź wiosłowa wydawała się byś mniej ryzykowna pod tym względem. Ale podróż zajęła im więcej czasu. Najpierw trzeba było wrócić tą samą drogą jaką wcześniej Egon wędrował razem z bandą Gezackta. Jak obeszli mury to obie koleżanki przyprowadziły ich do zamaskowanej derką łodzi. Na derkę nasypany był piach więc chociaż z daleka wyglądało to jak kolejna łacha ale z bliska kamuflaż się sypał. Wspólnie zepchnęli swój pojazd do wody. I koleżanki zalotnie poprosiły czy tacy silni mężczyźni nie byliby skłonni złapać za wiosła. Później było wiosłowania na pacierz czy dwa. A jak przybili do pirsu to chyba nikt za bardzo nie zwrócił na nich uwagi. Zaś Łasica z Burgund przejęły rolę przewodniczek po tych portowych zaułkach. I z wprawą przeprowadziły ulicami trójkę mężczyzn do centrum, na Bursztynową 17, gdzie mieli się sptkać z resztą. Po drodze Egon miał wrażenie, że zwracają na siebie uwagę. Ale czy chodziło o niego, o któregoś z norsmeńskich kolegów czy o całość grupki to nie był pewny. A może był tylko przewrażliwiony? W każdym razie bez przygód dotarli do kamienicy jaką zimą kupiła młoda Averlandka. Łasica zapukała i po chwili drzwi otworzyła młoda pokojówka. A gdy łotrzyca się przywitała to wpuściła ich do środka.

                    Szli za służącą po schodach z ciemnego drewna i rzeźbionymi poręczami. Bjorn rozglądał się ciekawie, Zog to trudno było powiedzieć przez ten jego kaptur. Jeszcze zanim weszli do salonu, słychać było gwar głosów jak w karczmie. Gdy otworzyli drzwi okazało się, że pierwsza grupa już dotarła na miejsce.

                    - O jesteście. Witaj Egonie. Wejdź, rozgość się. Jesteś głodny? - Pirora, drobna blondynka z delikatnymi piegami na twarzy, zachowała się jak na dobrą gospodynię przystało i powitała nowych gości. Uśmiechała się ciepło do gladiatora a na dwóch kolegów z jakimi przybył patrzyła z zaciekawieniem.

                    Na środku salonu dominował duży stół. Naprzeciwko wejścia było puste krzesło zwolnione chwilowo przez Pirorę van Dyke. To było tradycjne miejsce dla gospodarza lub najbardziej honorowego gościa jakiego domownicy uważali za ważniejszego od siebie. Po prawicy blondynki siedziała lady Soria. Co sugerowało jak ważną pozycję ona zajmuje w oczach Pirory. Po lewej siedziała bladolica Bretonka. Fabienne von Mannlieb jaka ostatnio zdradzała coraz większą zażyłość z rodziną Starszego. Chociaż oficjalnie to ta żona morskiego kapitana należała do zboru przyjemności Huberta Grubsona. Reszta krzeseł była już zajęta przez Norsmenów i Joachima. Kolegę z kultu jaki był też magiem i uczniem Mergi. Brakowało tylko trzech rybaczek. Ale być może nie uznano ich za na tyle ważnych aby biesiadować razem z kultystami i ich norsmeńskimi gośćmi.

                    W nozdrza uderzał przyjemny aromat gotowanego i pieczonego jedzenia. Druga grupka nieco spóźniła się na ten obiad ale sporo jeszcze było pyszności na tym stole. Ryby, małe smażone i jakaś duża, nadziewana. Kuraki albo kaczki, świeże owoce, kompoty, piwa, wina, uczta zapowiadała się na całego. I widać, że goście korzystali z tego bez skrupułów.

                    - Kazałam przygotować mały poczęstunek. Dobrze, że lady Soria powiedziała ilu gości mam się spodziewać. Dziś mogą u mnie zostać, nawet jutro czy przez parę dni. Ale jednak wolałabym aby chociaż część rozparcelować po mieście. - Prirora mówiła cicho do Egona gdy szli przez salon. Wskazała mu wolne krzesła a sama wróciła na honorowe miejsce na szczycie stołu. Biorąc pod uwagę, że była szlachcianką to dość nietypowe było to, że siedzi przy tym samym stole co ludzie z plebsu. Normalnie to pewnie tylko Soria, Fabienne i może Astrid jako córka jarla, dostąpiłyby tego zaszczytu. Ale sekciarska, sekretna rodzina pozwalała mniej przejmować się takimi konwenansami.

                    - Siadaj Egon! Zaklepałem ci miejsce! - Silny też tu był. Odezwał się rubasznie do kamrata i poklepał puste krzesło obok siebie. Widać było, że to dobre, ciepłe jedzenie poprawiła mu humor. Nawet przechodzącej obok Łasicy posłał tylko krótkie spojrzenie. Więc chwilowo chociaż nie miał zamiaru drzeć z nią kotów. - Przy bramie poszło bez problemu. Te tępaki z halabardami tylko gapiły się na Sorię i na nas ledwo rzucili okiem. Nawet do nas nie podeszli. - Zaśmiał się rozbawiony tym wydarzeniem. - A wam jak poszło? - Zaciekawił się czy grupa co popłynęła łodzią miała jakieś przygody. - A w ogóle to co to za blondyneczka? - Przy okazji wskazał wzrokiem na Astrid. Ta siedziała obok Sorii i widać było, że coś jej żywo opowiada. Właściwie to całej trójce tutejszych szlachcianek. Chociaż jej norsmeńska suknia rożniła się od tych co miały na sobie tutejsze szlachcianki. Widocznie było coś o morzu bo gladiator usłyszał jak Bretonka jej odpowiada.

                    - Ja miałam trochę morskich praktyk, jeszcze u nas w Brionne. Po części dlatego moi rodzice wydali mnie za mojego męża, on też jest kapitanem. I nawet należę do cechu nawigatorów. Prosił mnie abym się zapisała już tutaj. Zresztą czasem go zastępuję w Radzie Akademii jak go nie ma. A często go nie ma, zwłaszcza w letnim sezonie. No ale nie proście mnie abym poprowadziła statek! Wieki tego nie robiłam. - Bladolica szlachcianka tłumaczyła wesoło wpierw do Astrid i koleżanek ale nie tylko one przysłuchiwały się rozmowie.

                    - Ja mógłbym cię podszkolić ma belle. Weźmiemy jakiś statek i zrobimy sobie morską wycieczkę. Pozwiedzamy okolice. Bo widzę, macie tu całkiem piękne okolice. - Lars też włączył się do tej rozmowy. I jak mówił o pięknych oklicach to jakoś akurat gdy zerkał na popiersie bretońskiej szlachcianki.

                    - Oh, znasz bretoński kawalerze? - Fabienne ożywiła się jakby udawała, że wcale nie dostrzega lubieżnego spojrzenia i podtekstu.

                    - Co nieco liznąłem jak byłem w Bretonii. W Couronne. Ale i w Brionne byłem raz czy dwa. A teraz ma belle sama widzisz, że łajba by nam się przydała. Nie wiesz gdzie można by się rozejrzeć? Już z Egonem rozmawiałem, że przydałoby się tu rozwinąć pewne intratne interesy. Nie Egon? - Lars chociaż wyglądał jak brodaty, norsmeński pirat i łupieżca to miał też głowę do interesów. Wskazał wzrokiem na gladiatora aby jakoś zakotwiczyć także w nim tą swoją prośbę.

                    - Mój mąż jest współwłaścicielem statku. Ale teraz i tak nie ma go w porcie. Nie wiem kiedy wróci. Pewnie w kapitanacie możesz popytać. Może jest jakiś statek zastawiony za długi. Czasem to się zdarza, można wówczas taniej kupić taką łajbę. - Czarnowłosa szlachcianka zastanowiła się nad tym zagadnieniem. I trochę zwolniła tempo rozmowy. Wciąż jej bretoński akcent był wyraźnie słyszalny chociaż w reikspiel jakiego uczyła się już tutaj, mówiła bardzo płynnie. - I byłeś w Couronne? Tak, tam mają duży port. I nawet u nas w Brionne? Szkoda, żeśmy się wtedy nie spotkali. Mogłoby być ciekawie. - Ożywiła się jak Norsmen wspomniał o jej bretońskiej ojczyźnie. Wydawało się, że zrobił na niej dobre pierwsze wrażenie bo odpowiedziała mu całkiem zalotnie.

                    - Szkoda, że moja Rose da la Vega jeszcze nie wróciła. Ona miała statek i załogę. Obiecała wrócić tu aby przezimować. Ale jeszcze pewnie za wcześnie na powrót. To w jej domku myśliwskim ostatnio gościłyśmy się przed spotkaniem z Gnakiem. - Pirora wspomniała o swojej morskiej wilczycy z jaką się skumplowała zeszłej zimy. Ale wraz z nadejściem wiosny to odpłynęła na morskie szlaki.

                    - Taki statek to nie taka tania sprawa. Nawet używany czy jak ma niższą cenę jak za długi. Może coś mniejszego, jakaś lichtuga. Albo wynająć. Tylko byle komu albo komuś nieznanemu to nikt kto ma łeb na karku nie wynajmie statku. To by musiał firmować ktoś godny zaufania i majętny. Bo często chcą poręczenie majątkowe za taki zastaw. Jak przy wynajęciu kamienicy. - Łotrzyca dorzuciła swoje morskie trzy pensy. Jako portowa dziewczyna orientowała się jak to zazwyczaj wygląda. Lars popatrzył na nie wszystkie, na Egona po czym wzruszył swoimi solidnymi ramionami.

                    - Może być wynajem, może być lichtuga. Na początek wystarczy. A jak się rozkręci interes to już dalej samo pójdzie. Zresztą im większy statek tym potrzebna większa załoga. Chociaż dla nawigatora też by się miejsce znalazło. - Korsarz wziął te słowa za dobrą monetę. Jak na początek to mu wystarczyło, że są rokowania na zrealizowanie jego planu. Tylko posłodził jeszcze Bretonce, że chętnie by się z nią poznał lepiej. Co ona skwitowała obiecującym uśmiechem.

                    Joachim też siedział przy tym biesiadnym stole. Przyszedł wraz z Burgund. Zastał jeszcze lady Odette von Treskow jaka wychodziła od Pirory. Gospodyni krótko przedstawiła go Słowikowi Północy co miodowłosa skwitowała życzliwym spojrzeniem. Jednak już wychodziła załatwiać jakąś swoją sprawę. Młoda Averlandka była zaś zachwycona, że ta sławna diwa jest u niej gościem. Joachim w zeszłą mszę w Festag, sam miał okazję podziwiać jej silny i piękny głos gdy śpiewała psalmy żałobne dla zmarłej księżnej-matki. A później na spotkaniu u Pirory na jakim była większość zboru i zaufani goście.

                    Później zostało mu czekać. Wiadomo było, że Silny wraz z lady Sorią pojechali wozem do Zachodnich Kamieni a obie łotrzyce też tylko popłynęły łodzią. W tym czekaniu towarzystwa mu dotrzymywała gospodyni oraz czarnowłosa Bretonka. - To co się u ciebie ostatnio działo Joachimie? Coś przestałeś się pokazywać. - Zapytała Averlandka gdy siedzieli we trójkę w salonie. Chyba faktycznie od tamtego Festag to się nie widzieli przez te parę dni. W międzyczasie zorientował się, że niezbyt może sobie przypomnieć detale starcia w lochu pod przydrożnym zajazdem. Pamiętał, że udało mu się przywołać błyskawicę i posłać ją w demona. Chyba trafiła bo usłyszał dziki syk demona. Ale też ten jakby coś tam wybuchło co powaliło go na ziemię tak niefortunnie, że stracił przytomność. Teraz jednak jak nad tym myślał, skojarzył, że zanim to się stało to słyszał krzyki zabijanych kultystów. A jak się docucił to wszyscy już nie żyli. Więc chyba jego błyskawica nawet jeśli zraniła niezrodzonego to nie na tyle aby nie dokończył rzezi. Chyba, że zmarli od ran zanim odzyskał przytomność. Tego nie był pewien.

                    Wreszcie koło południa wróciła milady, Silny i część Norsmenów. Pirora zaprosiła ich do salonu. Oprócz czwórki młodych służek. Brakowało Egona, obu łotrzyc i dwóch Norsmenów co z nimi popłynęli ale Silny nie był zdziwiony. Twierdził, że wybrały dłuższą trasę niż po prostu przejechać przez bramę miasta. Wśród gości zaś widać było niezłą mieszankę. Umięśniony, brodaty wojownik jaki wyglądał jak stereotyp łupieżcy z Norsci. To Lars. Długonoga, atrakcyjna blondynka co często się śmiała i miała wesołe usposobienie. Widać było też, że jest wygadana. Astrid była skaldem i córką jarla czego nie omieszkała zaznaczyć. No i starucha co wyglądała jak guślarka albo zielarka. Jej brudna, pomarszczona sylwetka okryta łachmanami w ogóle nie pasowała do tego szlacheckiego salonu pełnego obrazów i zdobień. Ponieważ nie było wiadomo kiedy druga grupa tu dotrze to Pirora kazała nakryć do stołu i podać obiad.

                    - A ty czym się zajmujesz? - Lars zapytał Joachima gdy już siedzieli razem przy stole. A służba podała misy, talerze i puchary. Mimo, że wojownik był solidnie zbudowany to wydawał się być rubaszny i ciekawy południowców u jakich gościł. Całkiem nieźle mówił też reikspiel. Może nie tak jak tubylcy i z obcym akcentem ale bez problemu dało się zrozumieć co mówi.

                    - Ona mówi, że władasz mocą. To prawda? - Raisa wskazała bokiem głowy na blondwłosą gospodynię jaka przedstawiła ich sobie. I staruchę to bardzo zainteresowało. - To wielki zaszczyt móc uczestniczyć w powrocie Czterech Sióstr na ten świat. Dlatego jak Merga opowiedziała mi o tym co tu się dzieje od razu zgłosiłam się aby tu przypłynąć i zobaczyć to na własne oczy. Nie mogę się doczekać aż przystąpię do pracy. Jak obecnie sprawy wyglądają? - Nie ukrywała swojego zaangażowania w organizację powrotu tych niezwykłych i potężnych istot na ten ziemski padół.

                    - Uważaj bo cię Raisa zaraz będzie pytać o kobiety do wpuszczenia w siebie jaj Oster. Albo nawet ciebie będzie pytać czy nie chcesz. - Astrid pochyliła się ku niemu i pozwoliła sobie n żartobliwą uwagę. Na co starucha fuknęła na nią.

                    Później dotarła i druga grupa. Razem z Egonem i łotrzycami do salonu weszło dwóch Norsmenów. Jeden wysoki i żylasty, w kapturze. Drugi o dzikim, zmierzwionym wyglądzie. Wszyscy dosiedli się na jeszcze wolne krzesła. Teraz mieli komplet i biesiada zrobiła się jeszcze barwniejsza i głośniejsza. Wszyscy coś mówili, pytali, opowiadali. Obie strony były siebie ciekawe nawzajem a jednocześnie chciały wypaść jak najlepiej.

                    - Jak raz służyłem u hrabiego w Languille, to w Couronne było to tam się robiło interesy. Chociaż to jeszcze nic do Marienburga, tam to jest stolica do robienia interesów. - Lars opowiadał swoje przygody w południowych krainach.

                    - To wy też robicie orgie ze zwierzoludźmi? O, ze zwierzętami też? No ciekawe, myślę, że tutaj też byśmy mogli skosztować tego zakazanego owocu. Bo oczywiście oficjalnie nic takiego w naszym bogobojnym mieście się nie dzieje. - Fabienne też chętnie wymieniała się plotkami z nowymi znajomymi.

                    - A u was dzieje się coś ekscytującego? Szukam materiałów do mojej nowej sagi. Już początek mam to będzie o walce z krabami na przybrzeżnym wraku. - Astrid była ciekawa czy tutaj na południu można przeżyć przygody godne upamiętnienia w sagach.

                    - A co tam u Mergi słychać? Cało dopłynęliście do Norsci? Przydały się na coś te fanty ze świątyni? - Pirora pytała o to co się działo z imperialnymi oraz Złotooką po odpłynięciu z portoweg nabrzeża. Od tamtej pory nie mieli do nich żadnych wieści aż wczoraj lady Soria nie wróciła do miasta mówiąc, że spotkała Egona z paroma Norsmenami.

                    - Trzeba zapładniać jajami kogo się da. Najlepiej kobiety. Są wydajniejsze. Te muchy to nie tylko będzie nasza broń. To także oznaka powrotu Sióstr. Z każdą muchą są bliżej. To jak stoicie z tymi muchami? Chciałabym to zobaczyć. Merga mi mówiła, że już zaczęliście. - Riasę najbardziej interesowała hodowla jaj i much Oster. I była bardzo niecierpliwa aby zająć się tym osobiście.

                    - Ten cholerny kamień. Gdzieś tam jest. Za miastem. W lesie. Ale nie możemy go znaleźć. Jest ta siksa od Fabienne. Annika. Ona podobno wrażliwa jest na zew Norry i kamienia. Ale na razie to wybiega gdzieś na ulice i z miasta. A potem wraca. Kamienia jeszcze nie znalazłą. No ale może następnym razem się uda. Podobno za każdym razem biegnie gdzieś dalej. Może w końcu dobiegnie. - Silny zwierzył się Egonowi i Norsmenom jak im idzie odnajdywanie artefaktów od Norry. I nie brzmiało to jak pasmo sukcesów chociaż owa dziewczyna zdawała się być podatna na zew Norry.

                    - A my pozujemy w Akademii na galeony. Wiecie, kobiece popiersie. Nawet nie wiecie jak się rumienią te sztubaki! Jakby gołych cycków nigdy nie widzieli! Ale paru jest tam niczego sobie, może sobie kogoś przygruchamy. Na razie jesteśmy grzeczne ale później spróbujemy się rozejrzeć. Joachim mówił, że tam jest jakieś światełko w skrzyni. Co jest od Vesty. - Łasica opowiadała czym się ostatnio z Burgund zajmują. Co widocznie bawiło je i przynosiło satysfakcję. A jednocześnie było furtką do penetracji Akademii Morskiej w jakiej mógł być przechowywany jakiś artefakt związany z Vestą.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • SantorineS Niedostępny
                      SantorineS Niedostępny
                      Santorine
                      Developer
                      napisał ostatnio edytowany przez
                      #260

                      Oryginalny autor: Santorine

                      Egon wszedł do środka izby, jego barczysta sylwetka kontrastowała z progiem drzwi. Skinął głową i usiadł na miejsce wskazane przez Silnego, którego obecność sprawiła, że przypominał sobie dawniejsze wspomnienia jego przygód w Neues Emskrank: atak na loch, w którym inkwizytorzy przechowywali Mergę i jego walkę w ciemnych korytarzach kazamatów, a potem ucieczkę kanałami. I dalej, wspomnienia ponurego pościgu, któremu na szczęście uciekł aż do Norski.

                      – Byliśmy wespół, kiedyśmy uwolnili Mergę i dziś na powrót jesteśmy wespół – Egon uśmiechnął się. – To dobry omen.

                      Jako że rozpoczęła się rozmowa o statku dla Larsa, myśli Egona natychmiast pognały właśnie w ten temat. Statek, właśnie! Potrzeba było czym prędzej zająć się tematem zebrania materiału do zasiania jaj Oster.

                      – Obstawę dla statku już mamy w postaci Gezackta i jego bandy - rzekł trochę w stronę Larsa, trochę do pozostałych. – Po pierwsze musimy znaleźć okręt i go zaklepać dla siebie. Łajba nie musi być wielka, a przynajmniej na początek… Ale zważywszy na to, co będziemy w niej wozić, musi mieć dość przestrzenną ładownię. I być w miarę szybka.

                      Przeczuwając, że kroi się właśnie deliberowanie nad tym, w jaki sposób z Larsem zorganizują proceder, zapytał korsarza:

                      – Jak dobrze znasz tutejsze wody? Masz już jakieś kontakty?

                      - Niezbyt. Szczerze mówiąc liczyłem na was. Ja tu byłem raz w porcie, kilka lat temu. Ale nie przywiązywałem wagi. To był zwykły postój z Erengradu do Marienburga. - Morski łupieżca przyznał, że chociaż kiedyś był w mieście to raczej przypadkiem i krótko. Trudno był mówić aby tu kogoś znał, zwłaszcza obecnie. - Ale wiem, że gdzieś tu, na wybrzeżu, jest czarny rynek. Handluje się także niewolnikami. Przypływają także nasi, norsmeńscy kamraci. Ono mogą mieć niewolnków i na sprzedaż i kupić jakichś. U nas niewolnicy to zawsze pewny towar. Nawet Swen Widłobrody co nas tu podrzucił z Norsci, też tu czasem korzysta z tego punktu wymiany. Wiem tylko, że tam się przypływa statkiem i nie da od strony lądu. Ale nie wiem gdzie dokładnie. To jak już bym tam trafił to mogę pogadać z moimi kamratami. Między sobą rzadziej dobywamy toporów niż na południowców! - Zarechotał głośno jakby ta ostatnia myśl bardzo go rozbawiła. Jednak podpowiedział jak może się przydać w interesie jaki planowali.

                      - Ja wiem gdzie jest ten czarny rynek. - Łasica zgłosiła się prawie od razu. Czym zwróciła na siebie uwagę towarzystwa. - To jest taka wyspa, łacha piachu właściwie. Ale trudno wyjaśnić gdzie jak ktoś tam wcześniej nie był. Ja w zimie tam byłam z Versaną i Rosą. One tam kupiły swoje niewolnice. - Fioletowowłosa łotrzyca była gotowa być ich przewodniczką o ile już by zdobili jakąś łódź i załogę.

                      - Kobiety też mają? Dobrze. Kobiety są wydajniejszymi nosicielkami niż mężczyźni. Kobieta w swoim łonie może pomieścić więcej dziedzictwa Oster niż mężczyzna zasiany z obu stron. A poza tym kobietę z tych dwóch stron też jeszcze można zasiać. Potrzebujemy nosicieli, najlepiej młodych kobiet aby zniosły pseudociążę i poród. I to nie ma się co patyczkowąc, wiele czasu nie zostało. Trzeba je zasiewać raz za razem i jak najwięcej kobiet. Larwy też muszą mieć czas aby przemienić się w kokon a potem dorosłego owada a ten też musi przejść kilka wylinek nim będzie płodny i w pełni rozwinięty. - Raisa widząc ciekawy ją temat, szybko się wtrąciła. Mówiła z fanatycznym żarem w oczach jakiemu trudno się było oprzeć skoro chodziło o krok pomocy w planach kultu jak i zbliżający ich do powrotu Sióstr. Chociaż to ostatnie wydawało się jeszcze dość mgliste.

                      - Spokojnie, statek to nie krowa czy wóz. Tak z dnia na dzień to się nie załatwi tego. Trzeba by pochodzić. Po ratuszy, tawernach, kapitanach. Jest parę miejsc gdzie tacy morscy oficerowie się spotykają. - Łasica widocznie dalej nie lubowała się w dziedzictwie Oster ale starała się być pomocna.

                      - Ale liczy się każdy dzień. Merga mówiła, że ten turniej co miał być w końcu ruszy a na ten dzień musimy być gotowi. A rozwój much trwa od tygodnia do dwóch, od porodu czerwi. Nie mamy czasu aby wybrzydzać. - Raisa mówiła z przejęciem, starając się nakłonić kultystki do zwiększonego wysiłku umysłowego.

                      - No to na szybko to można coś wynająć. Nie wiem czy ktoś się zgodzi wynająć statek z dnia na dzień. Ale jakąś lichtugę czy barkę może się udać. Nie interesowałam się tym do tej pory. My z Burgund mamy swoją łódź. Nią też by pewnie dało się dopłynąć do tej wyspy przemytników. - Portowa dziewczyna po chwili zastanowienia powiedziała co dałoby się najszybciej zrobić. Jej rybacką łódź mogli dysponować od ręki i powinna wystarczyć na podróż na targ niewolników. Chociaż zapowiadała się na żmudną i ciężką podróż. A i pojemność była ograniczona do kilku osób. A coś większego wymagało więcej zachodu aby to zorganizować.

                      - Ja mogę porozmawiać z koleżankami. Może któraś się zgodzi na to zasianie. - Fabienne wróciła do rozmowy, zaskakując wszystkich swoimi słowami. Za to Raisa zaraz się rozpromieniła obdarzając ją czułym, babcinym uśmiechem.

                      - No może i my kogoś znajdziemy. Ale nie obiecuję. Chociaż my już załatwiłyśmy Laurę Larwę. - Przypomniała zgryźliwie Łasica.

                      - Ja to już tyle razy mówiłem. Mogę jakiejś dać w łeb, związać i przynieść. - Silny wzruszył swoimi mocarnymi ramionami. Nie pierwszy raz opowiadał się za siłowymi rozwiązaniami.

                      - No to mówisz, że mamy twoją łódź i możesz nas poprowadzić na tą wyspę przemytników. - Lars powtórzył to co go najbardziej interesowało w pirackich interesach. A łotrzyca potwierdziła ruchem głowy. - I jest parę miejsc gdzie można kupić ale szybciej wynająć coś większego. - Upewnił się a Łasica znów skinęła głową. Wtedy morski korsarz spojrzał pytająco na Egona. - Co o tym myślisz? - Zapytał ciekaw jego zdania.

                      – Mmm… Brzmi dobrze…

                      Egon zamyślił się przez parę dłuższych chwil. Choć potrzeba było jakiegoś konkretnego planu, prawda była taka, że na piractwie i łowieniu łyczków z sioła nie znał się dotychczas, bowiem wojaczka była jedynym rzemiosłem, na którym choć trochę się znał. Musiał się zdać na Larsa, który wiedział tu więcej.

                      – Moglibyśmy zacząć od popłynięcia na wyspę przemytników, żeby zasięgnąć języka – rzekł niepewnie Egon. – Ja i Lars… I jeszcze ktoś może, Gezackt i paru jego ludzi do obstawy, a i po to, żeby wiedział, że stoimy na tym samym.

                      Gladiator bawił się nożem na stole, dumając nad planami.

                      – Łódź Burgund powinna styknąć, żeby popłynąć na wyspę i zawiązać jakiś kontakt po raz pierwszy – ciągnął Egon. – Albo do pierwszej rejzy. Potem powinniśmy widzieć, ile z tego wszystkiego zarobimy i czy pozwolimy sobie na coś więcej. Ale na po raz pierwszy to wystarczy. Jutro z rana poszedłbym do Gezackta i wyłożył mu sprawę, aby był gotowy. Co rzekniesz?

                      - Egon ale ta nasza łódź to jest ta co teraz nią płynęliśmy. - Burgund włączyła się do rozmowy aby uświadomić koledze o jaką jednostkę pływającą chodziła. Ta łódź była podobna do tych używanych przez rybaków. Mogło na nią wejść z pół tuzina osób. Wcale nie tak dużo jeśli jeszcze mieliby z kimś dodatkowym wracać.

                      - No jak chcecie to możemy jutro popłynąć. Chociaż największy ruch to jest w Marktag i Angestag. Ale taki zwykły dzień też ktoś może być. To bym musiała z wami popłynąć ja albo Burgund. Jak was dwóch to już trójka. A jak chcecie jakąś niewolnicę czy dwie kupić to trzeba by dla nich zostawić miejsce. No to jeszcze jedną czy dwie osoby można by zabrać. Tam trzeba płynąć z samego rana, tak jak rybacy, jak jest jeszcze ciemno. I ze trzy dzwony się płynie w jedną stronę bo to z zatoki wypłynąć trzeba. - Łasica podała więcej szczegółów jakie trzeba było wziąć pod uwagę przy takim morskim wypadzie po niewolnice.

                      - No to jeszcze kogoś od nas albo od Gezackta można by wziąć. Mnie właściwie obojętne ale ta łódź to faktycznie niezbyt duża to nie ma co jej przeciążać. Jeszcze nie wiadomo jaka jutro pogoda będzie i jakie fale. Ale takie małe łupiny bardziej są podatne na fale niż wieksze jednostki. - Korsarz był gotów zostawić dobór reszty załogi Egonowi jaki bardziej znał i kultystów i ludzi Gezackta. Jako wilk morski jednak dorzucił swoje trzy pensy do morskiego aspektu takiego rejsu.

                      – Sześciu ludzi najwięcej? To będę ja, ty – tu wskazał na Larsa – Gezackt i jeszcze ktoś, kogo wybierze. Może być Martin. To styknie całkiem na pierwszy raz. Hmm… Może na wyspie będą znali, gdzie można wziąć coś, co pomieści więcej.

                      Egon po prawdzie myślał, że dobrym początkiem byłoby przydybanie jakiegoś szlupa albo przerobienie kutra rybackiego. Cokolwiek, co miałoby ładownię, bowiem pływanie z żywym towarem na pokładzie wydawało mu się diabelsko ryzykowne. Łajba także musiała być dość szybka, aby nie wdawać się w żadne walki.

                      – Dobra, to ustalone – rzekł Egon. – Popłyniemy na wyspę łodzią Burgund i zasięgniemy języka. Później zaś pomyślimy, czy łodzi użyjemy do czegoś innego. Ale wolałbym mieć coś ciut większego, jeśli mamy na tym mieć jakiś dobry profit. Na wyspie będą wiedzieć… Choć i w dokach zapewne dobre wieści zyskamy.

                      Gladiator zostawił już temat niewolników dla zasiewania jaj Oster i zaczął rozmawiać o kolejnej, palącej kwesti:

                      – Statek to nie jedyna rzecz, którą trza nam zrobić – ciągnął Egon. – Musimy wrócić do kurhanu, być może nawet z Gezacktem. Trza nam zabezpieczyć trupa czarownika, to raz, ale druga rzecz, musimy rozbić ścianę i przekonać się, co jest za nią. Może rzecz zrobimy, kiedy wrócimy z wyspy? – zapytał Egon.

                      - Egon, jak ty chcesz jutro z rana płynąć na tą wyspę przemytników to lepiej dzisiaj się umów z tymi swoimi kolegami. Bo jutro przed świtem trzeba będzie ruszać z portu a nie kogoś szukać i z wyra ściągać. - Łasica popatrzyła na większego kolegę i rzekła tonem dobrej rady. Burgund pokiwała głową, że zgadza się z jej opinią.

                      - Martin może być. Bystra jest. I dobrze by było przeciągnąć ją na naszą stronę w pełni. - Astrid pochwaliła decyzję aby zabrać szczupłą łuczniczkę na jutrzejszą wycieczkę.

                      - Oj Egon, widziałem, że toporem to nieźle machasz ale w łajby to ty zbyt mocny nie jesteś. - Korsarz uśmiechnął się życzliwie do kolegi z południa i poklepał go po ramieniu. - Statki są jak kobiety. Albo szczupłe i śmigłe albo grube ale ładowne. - Wyjaśnił mu tą różnicę najprościej jak mógł. - Ale nie przejmuj się. Popatrzymy co jest tu w porcie i wtedy coś wybierzemy. - Mimo wszystko Lars zdawał się być dobrej myśli co do zdobycia jakiejś jednostki większej niż łódź łotrzyc jaką niedawno przypłynęli do portu. - A do tego truposza spod kopca tak, możemy wrócić po powrocie. To już pewnie pojutrze najprędzej. Też mnie ciekawi co tam jest za tym zamurowanym wejściem. Trzeba by zabrać coś do rozwalenia tej ściany. Jakieś kilofy, łopaty i łomy. - Piratowi spodobał się pomysł i widać było, że ciekawi go co tam jeszcze by mogło być.

                      - Myślę, że do tego kurhanu przejdę się z wami. Z chęcią zobaczę jak to wygląda i kim jest ten czarownik. - Lady Soria zgłosiła, że jest chętna na obejrzenie pradawnego kurhanu. - Tylko chciałabym wrócić póki dzień bo na wieczór mamy zaplanowane małe przyjęcie z Gnakiem, przy Zachodnich Kamieniach. - Wspomniała z delikatnym uśmiechem na co większość jej dziewcząt ucieszyła się myśląc już o planowanej orgii. - Naturalnie też jesteście zaproszeni. Jeśli macie ochotę to na pewno będziecie mile widziany. - Popatrzyła po kolei na Egona i Norsmenów dając im znać, że nie są wykluczeni z tych bezecnych planów.

                      – Ano słusznie powiedziane – Egon rzekł na słowa Łasicy. – Pójdę do Trzech Gwoździ. Rzeknę Gezacktowi, co żeśmy tutaj uradzili i gotowi będziemy.

                      Egon powstał. Choć początkowo planował zostać nieco dłużej, stwierdził, że im dłużej zamarudzi tutaj, tym mniejsza będzie szansa spotkanie Gezackta i wyłuszczenia mu, że jutro się zabierają.

                      Zdawało się, że na ten moment uradzili wszystko, co potrzebowali - sprawę statku i sprawę kurhanu. Egon co prawda miał jeszcze w niedalekich planach zapoznać Astrid i Froyę van Hansen, były to jednak sprawy pośledniejszego priorytetu. Znalezienie bowiem łyczków, którzy będą pasowali na takich, co ich zasiać można jajami Oster było najprzedniejszym tematem, tak samo nieumarły czarownik i profity kultu w postaci krojącej się wyprawy na niewolników.

                      – Idziesz ze mną? – zapytał Egon Larsa. – Wszak będzie obojętnie, tylko z Gezacktem się muszę widzieć. Rzecz z Zachodnimi Kamieniami… – tu zwrócił się jeszcze do Sorii. – Być może. Interesa najpierw, później dumać mi przyjdzie.

                      Backertag; zmierzch; tawerna “Trzy gwoździe”

                      - Jakbyś tym razem pojechał razem z nami to mogłoby być ciekawie. Tym razem nie będę brać ten mojej starej krowy tylko Marissę i może Annikę. To obędzie się bez takich komplikacji jak ostatnio. - Fabienne dorzuciła od siebie zaproszenie na orgię przy Zachodnich Kamieniach. Co prawda gladiator nie wiedział o jakich komplikacjach mówiła ale widocznie szlachcianki i łotrzyce wiedziały o co chodzi. Wszystkie wydawały się z niecierpliwością oczekiwać na to spotkanie za miastem.

                      - Jakbyście zaprosili Martin tutaj to byłoby miło. Bo chyba tutaj można? - Astrid poprosiła ich o tą przysługę. Ale jeszcze spojrzała na gospodynię. Pirora dała znać, że nie widzi problemu. Mogła oddać córce jarla pokój do dyspozycji i tam się mogła gościć i baraszkować z kim by miała ochotę. Co niezmiernie Norsmenkę ucieszyło.

                      - Dobra, przejdę się. Zobaczę czy coś jeszcze pamiętam z poprzedniej wizyty. - Lars dopił kufel piwa i głośno go odstawił na blat stołu. A sam powstał na nogi i dał znać aby imperialny kolega robił za przewodnika. Pirora odprowadziła ich do drzwi salonu zapraszając ponownie gdyby mieli ochotę wrócić jeszcze tego samego dnia. Potem obaj zeszli na parter i służąca wypuściła ich na zewnątrz. Dwaj brodacze ruszyli brukowanymi ulicami. Wciąż było jeszcze widno, letni dzień był długi.

                      - Cholera tyle się zmieniło… Albo nie byłem tu wcześniej… - Mruczał korsarz gdy mijali kolejne kamienice. Topornik wydawał się zaciekawiony. Cieszył się gdy coś udało mu się rozpoznać. A im bliżej rzeki byli tym więcej. Wreszcie dotarli do wejścia poszukiwanej karczmy. Gdy weszli do środka uderzył ich gwar głosów i ciepłe choć nieco zatęchłe powietrze. Z połowa prostych choć solidnych stołów była pusta. A pod jedną ze ścian dostrzegli znajomą bandę jaka złączyła dwa meble aby mogli przy nich zmieścić się razem. Norsmen klepnął kompana aby tam podeszli. Milicjanci też ich dostrzegli gdy zbliżyli się gdzieś do połowy głównej izby. I zawołali do nich zachęcająco.

                      Wnętrze Trzech Gwoździ - stare-nowe, przywodziło stare wspomnienia. Jak to też z Kuno (nawiasem mówiąc, gdzież ten stary się podziewał…?) planowali biznes, a i też jak to też z resztą kultystów planowali odbicie Mergi. Niby stare graty, a jednak twarze, których nie znał i zdawało się w jakiś sposób obce. Czy jedna podróż na północ wystarczyła, żeby odmienić Egona tak bardzo?

                      Wyrwawszy się z zamyśleń, Egon raźnym krokiem podszedł do milicji.

                      – Witajcie, komitywa – rzekł Egon. – Panie Gezackt, interesa chcę obgadać.

                      - A witaj, witaj kamracie! Siadajcie z nami! - Herszt bandy przesunął się, tak samo jak Szybki aby zrobić miejsce dla dwóch nowych towarzyszy. Widać było, że opijanie zwycięstwa w grobowcu idzie im zgodnie z zamiarami. Tam i tu towarzystwo było przetkane ladacznicami jakie dały sie skusić ich zdobycznym błyskotkom. Na stole zaś królowało jadło i drewniane lub gliniane kufle z napitkiem. Dania nie były tak wyszukane i elegancko podane jak niedawno Egon z Larsem sami skorzystali w gościnie młodej Averlandki. Jednak zasada była ta sama. Przy tym prostym ale solidnym stole jaki miał być odporny na wyczyny podchmielonych czy awanturujących się gości, też panowała wesołość.

                      - Chodź Gezackt. Powiesz nam jakie tu mają dobre piwo. - Lars poklepał herszta po ramieniu i uśmiechnął się do niego przymilnie. Ten popatrzył na niego uważniej i chyba domyślił się, że Norsmen niekoniecznie tylko o tutejszym piwie chce z nim pogadać.

                      - No to chodźmy. - Wstał i przekroczył ławę na jakiej siedział wraz z kamratami. Po czym odszedł parę kroków w stronę szynkwasu. Oberżysta ruszył w ich stronę ale Gezackt dał mu znać aby się nie kłopotał na razie. Patrzył wyczekująco na obu przybyszy aby powiedzieli z jakim interesem do niego przyszli.

                      Egon, kiedy tylko odeszli na bezpieczny dystans - było bowiem dla niego jasne, że akurat tego interesu nie warto było omawiać na otwartym forum, jeno w odpowiednio dobranym gronie i ustronnym miejscu. Szynkwas wszakże powinien wystarczyć, gęsta atmosfera Trzech Gwoździ sprawiała, że nie będzie podsłuchiwał ich nikt, zaś każdy zapewne założy, że gadają o chędożeniu dziewek, nie zaś o krojącej się wyprawie na wyspę łowców niewolników.

                      – Mamy łódź, do której możemy przypłynąć na wyspę – Egon przeszedł natychmiast do omawiania interesu. – Szukamy większego statku, ale ta łupina wystarczy, żeby tam dopłynąć. Tam pogadamy z luda, popytamy się, czy kto statku nie ma albo ile złota płacą… Rozumiesz, zwykła rzecz, gadać o interesie, zanim zaczniemy, bo raczej nie przyjedziemy tam z taborem i nie każemy za niego płacić. Musimy mieć tam już kogoś. Przydałoby się, żebyś tam był, Gezackt. Z Martin albo z Szybkim, od nas będę ja i Lars.

                      Egon spojrzał na Gezackta, mając nadzieję, że ten nagle nie zacznie rozmyślać się albo cokolwiek innego. Obstawa Gezackta będzie miała spore znaczenie później.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • SantorineS Niedostępny
                        SantorineS Niedostępny
                        Santorine
                        Developer
                        napisał ostatnio edytowany przez
                        #261

                        Oryginalny autor: Santorine

                        - Aha czyli macie jakiś interes do zrobienia na wyspie. A to kiedy tam chcecie płynąć? - Herszt oparł się łokciem o szynkwas i przyswajał nowe wiadomości.

                        - Jutro z rana. Jeszcze przed świtem. Będzie z nami przewodniczka jaka zna drogę. Mówiła, że tam się płynie ze trzy dzwony a lepiej być rano. Sam rozumiesz, zobaczymy czy ktoś tam w ogóle będzie a jak będzie to co ma za towar. Jak ma to pewnie nie taki z jakim można pokazać się tutaj w porcie. Więc może i niewolników ktoś będzie miał. - Lars mówiąc swoim nietutejszym akcentem szybko uzupełnił wypowiedź kolegi. Słysząc go przydowca banitów pokiwał głową.

                        - Aha, czyli to już jutro? No dobra. Możemy tam popłynąć. Zobaczymy co tam mają. Ja myślałem, aby wyjść z miasta i coś na trakcie nałapać. Ale tak po waszemu też może być. Po wsiach można się przejść. Zwłaszcza jakby glejt od jakiegoś pana mieć. We wsi i tak rzadko ktoś umie czytać. O a ze świątyni jakiejś to jeszcze lepiej. I wtedy chłopi sami oddają kury, ryby albo zbędne gęby. W razie czego można ich przycisnąć, sądem i zemstą pana albo świątyni postraszyć. No ale glejt by się przydał albo gdzieś dalej od miasta trzeba by pójść aby sobie nie srać we własne podwórko. Pany czy świątynie nie lubią jak się tak działa w ich imieniu gdy oni nic takiego nie wiedzą! - Na koniec roześmiał się rubasznie ale sprzedał dwóm nowym kolegom jakie sam miał zamiary na dalszą działalność. Zaś na jutrzejszą wyprawę na wyspę przemytników też był chętny.

                        – Lepiej morzem transportować, niż na lądzie – rzekł Egon. – Trakt wydaje mi się ryzykowny. Ostatecznie, ile moglibyśmy ujść, aby nikt nie spostrzegł, że jesteśmy właśnie stąd…?

                        W istocie, napadanie od strony morza wydawało się być idealnym rozwiązaniem dla problemu pojmania i późniejszego transportu niewolników, Egon bowiem nie był pewien, czy jeśli opanowaliby parę tuzinów lub też więcej dla zysku i zasiania jaj Oster, to przemarsz przez trakt ściągnąłby uwagę, zaś podróż na przełaj lub też przez głuszę na pewno przysporzyłaby problemów, szczególnie, jeśli miałoby maszerować aż tylu luda.

                        Statek, przeciwnie - myślał Egon. Tu mogliby napadać na nadmorskie sioła, ładować ludzi na pokład i odpływać natychmiast w stronę miejsca przeznaczenia.

                        Tak czy inaczej, skinął głową.

                        – Dobra, zatem ustalone – Egon z zadowoleniem klepnął Gezackta w ramię. – Tu nas czekaj jutro o świcie. Lars? Wracamy? – Egon zapytał. – Mam jeszcze dla ciebie jeden temat…

                        Łatwo poszło z Gezacktem, jednak Egon zastanowił się: co prawda byli już umówieni z Gezacktem i lada chwila także dogadają się z łowcami niewolników, była jeszcze jedna sprawa. Handel niewolnikami bowiem miał pełnić niejako trzy zadania: pierwsze, zysk dla Larsa, drugie, zysk dla Gezackta i wreszcie trzecie, nosiciele jaj Oster dla Raisy. Musiał się skontaktować z Raisą i dogadać jeszcze - jak u diabła, zamierzali przechowywać nosicieli przez tak długi czas, aż do czasu turnieju…?

                        - Można i morzem. Ale my lepiej znamy trakty. A jak się ma trochę wprawy i szczęścia to idzie i zarobić, i zabawić, i w razie czego wyślizgać się z kłopotów jak ma się głowę na karku. Grunt to mieć bezpieczną przystań, odpalić tam dolę aby ci sprzyjał. No ale z tym statkiem też może być. - Gezackt nie upierał się przy swoim ale dało się wyczuć, że znajome mu są raczej lądowe niż morskie metody pozyskiwania dóbr wszelakich. I w tym wywał się przeciwieństwem norsmeńskiego grabieżcy. Pogadali jeszcze chwilę przed pożegnaniem i herszt wrócił świętować ze swoją bandą a dwóch kultystów wyszło na zewnątrz. Idąc ulicami Lars zaczął temat.

                        - Z tymi traktami może coś być na rzeczy. Zdobywanie statku to nie kupowanie kuraka na rynku. Zdziwię się jak z dnia na dzień by się udało go zdobyć. To kto wie, może szybciej by coś szło zdziałać i w głębi lądu. No ale to się jeszcze okaże. - Rzucił do towarzysza gdy wstępnie przemyślał słowa Gezackta i przyrównał je do ich morskich planów.

                        - A z tymi nosicielami to faktycznie lepiej zapytaj Raisy. Chociaż te trzy dziewki wczoraj zasialiśmy i dzisiaj wyglądają normalnie. Jakby nic im nie było. No ale nie gadałem z nimi za bardzo. No ale Raisa pewnie wie lepiej. - Tym akurat Lars za bardzo się nie przejmował. Mimo to podzielił się z kolegą swoim zdaniem na ten temat.

                        Egon podrapał się po swej siwej brodzie.

                        – Dobrze gadasz – przyznał. – Jeśli będzie i tak, że okrętu od razu nie sprawimy, zdajmy się na doświadczeniu Gezackta na łowieniu łyczków na trakcie. Rzecz mi się nie podoba… Ale może i Gezackt może wiedzieć coś, czego my nie wiemy. Na przykład, gdzie byśmy ich trzymali albo w jaki sposób byśmy podróżowali lądem. Wcale bowiem nie taka łacna rzecz, przeprawić tuziny luda w taki sposób, żeby żaden nie uciekł… Będziemy musieli zacząć od parunastu zaledwie.

                        Gladiator snuł plany na przyszłość.

                        – A, ale jednak trza będzie jutro na wyspę się wybrać, musimy koniecznie – rzekł. – Teraz chodźmy do Raisy… I chodźmy może na to chędożenie w Zachodnich Kamieniach, czemuż bowiem nie mielibyśmy tego zrobić?

                        - U nas to jest inaczej. Jak wiedziesz kogoś w powrozie to pewnie twój jeniec albo niewolnik. Ale tu u was a południu to jest inaczej. No ale popłyniemy na tą wyspę to zobaczymy czy trafi się ktoś z czymś ciekawym. No i pokręcimy się po porcie to zobaczymy co z tym statkiem. I co dalej z Gezacktem. Ale im większy statek tym większa załoga potrzebna. U nas żeglować może ja, Bjorn i pewnie Astrid. Ale i tak trzeba by się zakręcić za jakąś załogą. Skoro z Gezackta to szczury lądowe. - Topornik odwzajemnił się koledze swoimi przemyśleniami. Nie wydawał się być zmartwiony i raczej czekał co przyniosą kolejne dni aby podjąć dalsze decyzje. Za to gdy Egon zapytał go o przyjemniejsze tematy to roześmiał się gromko aż echo poszło ulicą.

                        - O tak! Tanie ładne nianie tak ładnie proszą to szkoda im odmówić! - Poklepał gladiatora po plecach. - Widziałeś tą Pirorę i Bretonkę? Oj takich ślicznotek nie kupisz w zamtuzie oj nie! - Zarechotał ponownie. - Ile to ja takich miałem jak służyłem w Languille, Marienburgu czy Erengardzie! Kapitanowe co mężowie wypłynęli albo morze ich zabrało. Córki i żony oficerów statków i najemników. Kupców też. Narzeczone jakichś fircyków, wyuczone żaczki, tak miałem je wszystkie! Mówię ci Egonie, od Kislewu po Bretonie wybrzeża są usłane moimi bękartami! - Strasznie go to bawiło i przyprawiało o męska dumę gdy tak wspominał i chwalił się swoimi miłosnymi podbojami. - Tylko oczywiście grunt to aby zachować pozory. W dzień możesz się kłaniac w pas jakiemuś grubasowi i mówić mu “herr” czy “sire” aby dwa dzwony później figlować z jego młodą, znudzoną żonką. Ale oczywiście oficjalnie to nic takiego nie miało miejsca bo przecież zacna niewiasta jest bogobojną żoną i dobrą obywatelką miasta. - Zaśmiał się znowu jakby zdradzał koledze w czym tkwi klucz do sukcesu.
                        – Wydupczyłbym ze dwie kurewki albo i trzy – przyznał Egon, którego kroki dudniły o kocie łby, poniechał jednak komentarza o bękartach Larsa, bowiem sam nie wiedział niczego o swoich. – Wszak nie zawadzi, ciekawym jeno, jakież to komplikacje miały by się dziać przy Zachodnich Kamieniach…? – tu zastanowił się co do uwagi Fabienne, kiedy opuszczał kamienicę Pirory. Ach. Nieważne. Idźmy zatem!

                        Backertag; wieczór; kamienica Pirory

                        Zanim wrócili na Bursztynową to się solidnie rozpadało. Co na zabrudzonych ubraniach jakie pamiętały wczorajsze przeprawy przez mokradła i zatęchłą, cmentarną wodę z grobowca nie robiło zbyt wielkiej różnicy. Przyjemnie jednak było się schronić przed ulewą w suchym i ogrzanym wnętrzu kamienicy. Służąca przywitała się z nimi i zaprowadziła z powrotem na piętro, do salonu. Jak się okazało podczas ich nieobecności już obiad dawno skończono ale a stole stały jeszcze rozne lekkie przekąski i gąsiory z winem. Towarzystwo było na pierwszy rzut oka podobne. Chociaż na drugi rzut oka okazało się, że brakuje Łasicy chociaż jej kamratka Burgund była. Za to przybył Tobias. Uczony przywitał się z kolegą z kultu jaki właśnie co przybył do miasta.

                        - Witaj Egonie. Rad jestem znów cię widzieć. Sporo się u nas działo pod twoją nieobecność. Na pewno twój hart ducha i śmiały topór się nam przydadzą. Szykujemy się do akcji w Akademii Morskiej ale na razie jeszcze sprawa jest jeszcze mocno w powijakach. Jeśliby potrzeba mocniejszego uderzenia jak ostatnio w świątyni Mananna to dobrze będzie móc na ciebie liczyć. - Belfer był ubrany elegancko jak zwykle jednak do gladiatora zwracał się życzliwie i z szacunkiem. Mimo, że dał się poznać, że nie wmak mu dominacja slaaneshytek wewnątrz kultu i między nimi zdarzały się słowne utarczki. U Norsmenów spod różnych charakterów i patronów zresztą wyglądało tak samo. Pod ścianą dojrzał trzy kobiety. Fabienne, Astrid i Raisę. Wydawały się pochłonięte rozmową między sobą.

                        Parę dłuższych chwil minęło, kiedy Egon z Larsem podróżowali przez Neues Emskrank - dwóch kultystów zdawało się chłonąć wrażenia z miasta we właściwy dla każdego sposób, jednak zarówno Egon, jak i Lars zdawali się odkrywać miasto po raz kolejny, będąc oddzieleni od niego przez jakiś czas.

                        Wreszcie, wstąpili do kamienicy należącej do Pirory. Egon, zoczywszy Raisę, rzekł:

                        – Aaa, witaj, starsza – rzekł, mierząc staruchę wzrokiem, z którą niedawno zrabował grobowiec. – Miałbym jeszcze jedną rzecz do omówienia.

                        Obaj ruszyli przez salon w stronę trójki kobiet. Widać było, że podczas ich nieobecności atmosfera się rozluźniła i tak miejscowi jak i zamorscy goście Pirory podzielili się na mniejsze grupki. Rozmawiali ze sobą, żartowali i ogólnie lepiej się poznawali. Nie inaczej było z bretońską szlachcianką, córką norsmeńskiego jarla i starą czarownicą. Egon miał wrażenie, że to Fabienne coś opowiada pozostałej dwójce. Atrid wydawała się być zdezorientowana lub mocno zaskoczona za to Raisa uśmiechała się i patrzyła na czarnowłosą życzliwie. Były na tyle zajęte rozmową, że zwróciły uwagę na kolegów dopiero gdy ci podeszli i gladiator się do nich odezwał.

                        - Tak Egonie? - Starucha zwróciła się do niego jak do swojego ulubionego wnuczka zachęcając go uśmiechem na swojej zasuszonej, pomarszczonej twarzy aby powiedział z czym przychodzi.
                        – Wkrótce puścimy się na szlak, a później i w morze i zaczniemy łowić nosicieli jaj Oster – Egon z właściwą sobie manierą przeszedł od razu do rzeczy. – Wszak nie mogę obiecać, ile ich nałapiemy, ale pewnikiem w parę dni złapie się dość, aby odpowiednio rozpocząć rzecz… Rzeknij mi no, Raiso…

                        Egon zrobił pauzę, próbując ubrać w słowa swe plany.

                        – Trza mi się dowiedzieć, gdzie będziemy ich trzymać, jak będziemy ich żywić i temu podobne – rzekł gladiator. – Wszakże jaja Oster nie wyklują się w pacierz. Musimy zaplanować, znaleźć jakieś miejsce, gdzie zaprzągniemy branki do roboty lub też schowamy je bezpiecznie, żeby jaja Oster mogły się wykluć. Ty i ktoś jeszcze będzie musiał objąć pieczę nad tą… He-he-he. Wylęgarnią. Przynajmniej aż do czasu, kiedy branki wydają z siebie miot. No i, rzecz druga, kiedy muchy Oster wyklują się, musimy je jakoś przechowywać.

                        Egon powiódł wzrokiem po Burgund i Pirorze.

                        – Zapewne ktoś od nas mógłby zapewnić nam bezpieczne schronienie? A co, jeśli byśmy ukryli ich pod ziemią?

                        Egon rzekł, mając na myśli oczywiście podziemne tunele pod Neues Emskrank, jeszcze głębiej niż kanały.

                        – Ta kryjówka brzmi dobrze – niełatwo z niej uciec, jeśli nie zna się wyjścia, a i też miejskie ciury nie będą się zapuszczać w dół. Przeto, Raiso, zanim wypuścimy się na nasz pierwszy rajd łowczy, mus nam będzie odwiedzić Trzewia Ziemi i obrać sobie odpowiednią kryjówkę, którą przysposobimy w taki sposób, aby móc ukrywać nosicieli, jak i muchy. Co rzekniesz?

                        Egon z niechęcią przypomniał sobie dni, tygodnie, które spędzał w zatęchłej norze w tunelach pod Neues Emskrank, wtedy jako zbieg, który uwolnił Mergę. Ileż to złota była warta jego głowa? Pięćset karli-franzów, zdawało się, o ile jego pamięć nie zawodziła. Niemniej, jako że wcześniejszy proceder niewolniczy toczył się całkiem nieźle i byli w stanie spędzić całe tygodnie pod ziemią, teoretyzował, że i też przy tej okazji mogliby skorzystać z kanałów do stworzenia kryjówki dla niewolników.

                        - Oh Egonie ale jesteś zaangażowany w tą hodowlę. - Starucha rozpromieniła się słysząc z czym przyszedł. I aż go czule poklepała swoją pomarszczoną dłonią po ramieniu. Wydawała się traktować go jak jakaś kislevska babuszka swojego ulubionego wnuczka.

                        - Egon wiesz, że Fabienne ma te robaki Oster w sobie?! - Astrid nie wytrzymała i wypaliła co ją tak wzburzyło i zdumiało przed chwilą zanim podeszli. Wskazała na młodą, bladolicą szlachciankę z jaką dotąd obie Norsmenki rozmawiały. Lars słysząc to też spojrzał z zaskoczeniem na szczupłą i gładką kultystkę o ufryzowanych, czarnych włosach jakby chciał sprawdzić jak ona na to zareaguje. Bretonka zaś uśmiechnęła się ciepło i życzliwie patrząc po kolei na nich wszystkich i matczynym ruchem położyła dłoń na swoim szczupłym brzuchu.

                        - To prawda. I bardzo to sobie chwalę. - Odparła zadowolonym z siebie głosem. Widząc, że przynajmniej Lars i Astrid nie mogą przejść nad tym do porządku dziennego, rozwinęła ten temat. - Przez pierwsze parę dni nic się nie działo. Już myślałam, że nic z tego nie będzie. Ale ze dwa dni temu jak się zaczęło to jest coraz lepiej. - Przymknęła oczy i uśmiechnęła się z błogiego zadowolenia jakby chciała się przez moment skoncentrować na tym co właśnie czuła w swoim brzuchu. - Czuję je. W sobie. Jak się ruszają. Nie spodziewałam się, że to będzie takie przyjemne. Jakbym cały czas gościła w sobie jakiegoś kochanka. Naprawdę niesamowite uczucie i polecam każdej kobiecie. Teraz rozumiem czemu Laura tak chętnie dawała się zasiewać. Aż żałuję, że wcześniej nie spróbowałam. - Szlachcianka wyraziła swoją opinię znów przesuwając się spojrzeniem rozpromienionych z ekscytacji oczu po otaczających ją twarzach.

                        - Jesteś taka dzielna i wspaniała. Tak jak ci mówiłam. Gdyby ci jakieś ziółka były potrzebne albo coś takiego to tylko daj znać. - Wyglądało na to, że teraz bretońska szlachcianka została ulubioną wnuczką Raisy tak samo jak Egon wśród mężczyzn. Po czym zwróciła się d siedzącej obok Astrid. - Widzisz? To jest prawdziwe oddanie sprawie. A jesteś córką jarla, powinnaś dawać przykład. A sama słyszysz co ta piękna i dzielna kobieta mówi o tej ciąży Oster. To sama przyjemność. - Wiedźma po raz kolejny starała się namówić blondynkę z północy do zasiania. Tym razem skald była mniej pewna siebie i nie wiedziała jak powinna zareagować. Morski korsarz też wyglądał na zaskoczonego takimi rewelacjami.

                        - Na razie te niewolnice możemy trzymać u Sigismundusa. Tam i tak jest hodowla. Jaja, muchy, kokony i ten inny szajs. Dorna się tym opiekuje póki Sigismundus i Strupas nie wrócą. A w piwnicy są dwie cele. W każdej wejdzie jedna lub dwie niewolnice. - Burgund skorzystała z przerwy w rozmowie aby podjąć wątek o jaki Egon pytał.

                        - Ja nawet byłabym ciekawa tych much. Dorosłych jeszcze nie widziałam. Tylko te strzykwy do zasiewania. - Fabienne wtrąciła się na krótko dając wyraz swojej ciekawości.

                        - Jak by ktoś z was mnie tam zaprowadził to bym chętnie zobaczyła jak to wygląda. Nie mogę się doczekać aż zacznę nad tym pracę! - Raisa też była podekscytowana myślą, że wkrótce będzie mogła zająć się hodowlą wylęgarni osobiście. Zwłaszcza, że po odejściu duetu nurglitów na miejscu została tylko szaroskóra Dorna aby zajmować się jajami i całą apteką.

                        - Dobra, mogę was zaprowadzić. - Miedzianowłosa wzruszyła ramionami jakby nie przejmowała się tym za bardzo. - A jeszcze trochę miejsca jest pod zwaloną wieża. I może na naszej kodze. - Łotrzyca od ręki podpowiedziała jeszcze dwie kryjówki gdzie można by przetrzymywać złapane niewolnice. - Bo te Trzewia Ziemi to głęboko są. Jeszcze pod miejskimi kanałami. I nie tak łatwo się tam dostać a jakoś jedzenie i wodę trzeba by nosić z powierzchni. No i te podziemne stworzenia tam są. Pewnie trzeba by znów jakoś z nimi się dogadać. Ale to może więcej będzie wiadomo na zborze. Łasica właśnie poszła zobaczyć co Starszy zdecydował. Bo normalnie zbory mamy dzień przed Festag ale jak tyle spraw i gości to mówił, że może wcześniej się zrobi. - Kamratka Łasicy mówiła na przemian do zebranych, Egona informując dlaczego miejskiej cwaniary nie ma i resztę o zwyczajach tutejszych kultystów.

                        - Może nawet nie trzeba by ich zamykać. - Lars odezwał się pierwszy raz odkąd obaj z gladiatorem podeszli do rozmawiającej trójki kobiet. Teraz wszyscy spojrzeli na niego zaskoczeni. - Jakby je przekonać do służby tak jak te trzy służki Astrid ze wsi to może by tak jak one nie robiły problemów. - Wyjaśnił na czym polega jego pomysł. Głowy poruszyły się gdy każdy rozważał ten pomysł. Z młodymi rybaczkami jakie udało się przekonać, że są w służbie nowej pani jakoś do tej pory nie mieli kłopot. Nie trzeba było ich wiązać ani zamykać. I póki co usługiwały swojej pani i jej gościom. - No ale jak się nie da podstępem czy po dobroci to siłą też można brać. Żaden kłopot. - Korsarz wzruszył ramionami jakby w sumie metoda pozyskiwania nosicielek była mu obojętna.

                        Egon milczał chwilę, zastanawiając się nad tym, co rzekła Fabienne. Jeśli w istocie larwy Oster były tak przyjemne, to dlaczegóż by nie można było wziąć rzeczy na sposób i w tą stronę?

                        – Słusznie prawisz, jednak nie jestem pewien, czy cele Sigismundusa wystarczą, jeśli chcielibyśmy zasiać parę tuzinów kobiet. Lub też… Hmm… Ach, niechaj będzie. Jeśli potrzeba będzie dodatkowego miejsca na branki, tedy też pomyślić będziemy musieli, ale póki co wysługiwać się musimy Sigismundusem. Może nawet, jeśli będzie ich dużo, to zaprawimy ich na nauki u Pirory lub u Łasicy, tedy nie będziemy musieli korzystać z Trzewi.

                        Egon pokiwał głową z ukontentowaniem. Wyglądało na to, że plan się spinał, przynajmniej od teoretycznej strony - jutro wypuszczą się na wyspę łowców niewolników i na kurhan po raz wtóry (jutro lub też pojutrze), później zaś, ustawiwszy sprawy z nieumarłym czarownikiem, będą musieli zająć się łowieniem odpowiednich nosicieli jaj Oster. Wreszcie zaś, kiedy zyskają odpowiednią przewagę, zajmą się nadchodzącym turniejem.

                        – Sam bym chętnie zobaczył owe cele – rzekł Egon. – I hodowlę.

                        - Parę tuzinów kobiet? A skąd ty chcesz je wziąć? - Burgund miała wyraźnie zaskoczoną minę skalą hodowli o jakiej wspomniał kolega.

                        - Mamy zamiar wpaść w he he odwiedziny do kilku okolicznych wiosek. Może lądem, rzeką albo morzem. Jeszcze zobaczymy co da się prędzej zorganizować. No i skoro takie zapotrzebowanie jest na branki to na nich się skupimy. Chociaż pewnie z każdej wioski to będzie po parę. Tak jak z tej wczoraj na brzegu morza. Ale to się jeszcze zobaczy. W każdym razie Egon ma rację, jakieś miejsce dla nich trzeba przygotować. Nie możemy ich ciągle trzymać na łajbie albo jakimś wozie. - Lars chętnie wsparł kolege z wyjaśnieniami jak t sobe umyślili do tej pory. Łotrzycę chyba to na razie wystarczyło bo przyjęła to skinieniem głowy.

                        - Bardzo dobrze. Tak się właśnie trzeba do tego zabrać jak wy moi druhowie. Czasu mamy mało a cele ambitne. Nie możemy się rozdrabniać. Trzeba zasiać jak najwięcej kobiet i jak najszybciej. Przecież one muszą nie tylko wydać miot ale ten miot jeszcze musi się przeobrazić w dorosłe owady. Bo dopiero dorosłe muchy będą służyć naszym celom. Ah, czuję, że będe musiała z waszym Starszym o tym porozmawiać. - Raisa spojrzała czule na obu wojowników w pełni aprobując ich ambitne plany zdobycia nowych branek do błogosławionej hodowli.

                        - Ja zobaczę. Może uda mi się namówić jakąś koleżankę. No ale niczego nie obiecuję. - Fabienne postanowiła, że też spróbuje się dorzucić do tego przedsięwzięcia w miarę swoich możliwości.

                        - Ta hodowla to jest w piwnicy u Sigismundusa. Niedaleko południowej bramy. Znaczy część hodowli zabrał za miasto aby tam w spokoju założyć nową kolonię. Lilly tam poszła na początku tygodnia, też powinna niedługo wrócić. Ale tu u niego w aptece jeszcze jest Dorna i ona opiekuje się hodowlą. Jak chcecie to możemy tam pójść. Chociaż teraz leje i zaraz ciemno będzie. - Burgund dała im znać, że zna miejsce hodowli i może ich tam zaprowadzić. Tylko dzień się już kończył a już się rozpadało.

                        - Ja niedługo będę się żegnać i wracać do domu. Wczoraj wyjechałam ale zostałam a noc u Pirory a dziś też cały dzień mi tu u was zszedł. W końcu muszę wrócić do domu. Jutro wieczorem jest to spotkanie w teatrze. To pewnie się znów spotkamy jeśli przyjdziecie. - Bretońska milady niechętnie się rozstawała z tak barwnym towarzystwem jednak miała swoje zobowiązania względem domu i przyzwoitości. Jako małżonka ze szlachetnego rodu nie powinna nadwyrężać swojej reputacji.
                        – Zaiste, niedługo dość czasu będzie, żeby wszystko obejrzeć – Egon nie oponował.

                        Gladiator w zasadzie miał już to, po co przyszedł. Skoro miejsce na przechowywanie nosicielek jaj Oster w zasadzie już było wypróbowane, a i jeśli z czasem czereda by się rozmnożyła, to wszak nadal istniały różnorakie opcje - kamienica Pirory lub też miejsce pod zwaloną wieżą.

                        – Mhm – gladiator wydał z siebie aprobujący pomruk i zatarł ręce ze złym uśmiechem. – Idzie ku dobremu. Dla nas, rzecz jasna.

                        Wreszcie, odwrócił się w stronę Astrid i Sorii. Czy to nie one mówiły, że wkrótce mieli podążyć do Zachodnich Kamieni?

                        - Ah, romantyczna schadzka z Gnakiem i jego kolegami. - Milady odpowiedziała z eleganckim, oszczędnym usmiechem. Jej ironiczna uwaga rozbawiła sporo osób jakie brały udział we wcześniejszych orgiach z ungorami. - Tak, to będzie pojutrze. Przy tych kamieniach gdzie spotkaliśmy się dziś rano. Ja z dziewczętami udamy, że jedziemy na wycieczkę w plener. Zatrzymamy się w domu Rose de la Vega. Tak samo jak ostatnio. Oficjalnie przenocujemy tam i rano jak na bogobojne szlachcianki przystało, wrócimy do miasta. Ale wy nie musicie się bawić w takie ceregiele. - Wężowa milady zdradziła kolegom plan błękitnorkwistych aby dołączyć na to spotkanie. Niestety z racji pozycji jaką zajmowały w społeczeństwie musiały dbać o przykrywkę dla swoich działań.

                        - My pojedziemy wozem. Przed zmierzchem zbiórka w “Mewie” a potem jedziemy. Ale wiesz już gdzie to jest to nawet sami możecie tam dojść. - Burgund dopowiedziała jak plebejska część wyprawy zamierza się dostać do tych dziwnych głazów.

                        - Ja się z wami bardzo chętnie zabiorę. Mogę wziąć Helgę. Bo tych dziewcząt z wioski to tak do końca nie jestem pewna. - Astrid wyraziła chęć dołączenia do orgii jaką prawi obywatele uznaliby za plugawą. Inni nie zdążyli jeszcze się wypowiedzieć gdy drzwi salonu otworzyły się i do środka weszła Łasica. Pozdrowiła ich spojrzeniem ale przeszła przez połowę salonu i weszła na wolne krzesło. Po marynarsku gwizdnęla na palcach aby zwrócić na siebie uwagę.

                        - Wracam od Starszego. - Zaczęła i przez chwilę zrobił się szmer wśród zebranych. - Powiedział, że z powodu tak niecodziennych okoliczności to robimy zbór jutro w “Starej Adele”. Koło trzeciego dzwonu. Jak kogoś nie ma tutaj dzisiaj to przekażcie mu jeśli go spotkacie. Wszyscy jesteście zaproszeni. Mistrz mówił, że musimy się lepiej poznać i zrobić podsumowanie bo się sporo spraw uzbierało. Więc jutro o trzecim dzwonie w “Adele”. - Przekazała wiadomość od lidera kultu. I poczekała chwilę czy są jakieś pytania nim zeszła z krzesła.
                        – Niech i tak będzie – rzekł Egon, któremu podobał się obrót, jaki przyjęły od czasu, kiedy pojawił się w Neues Emskrank.

                        Sam wszakże nie miał już do dodania niczego, co już zostało powiedziane. Interes niewolniczy i sprawa zasiewu jaj Oster były zagospodarowane, wszystko ustawione dokładnie tak, jak potrzeba było. Egon zamierzał odpocząć nieco… Bowiem kolejne dni miały się okazać podobnie wymagające.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        0
                        • SantorineS Niedostępny
                          SantorineS Niedostępny
                          Santorine
                          Developer
                          napisał ostatnio edytowany przez
                          #262

                          Oryginalny autor: Lord Melkor

                          Astromanta z ciekawością przyglądał się nowo przybyłym Norsemonom, zastanawiając się na jak długo przybili i jakie korzyści mogę przynieść Zborowi. Potężny wojownik, skaldka i starucha - niezwyczajne to było połączenie.

                          - Jestem magiem z Kolegium Niebios, badam przyszłość w gwiazdach choć mam też inne talenty - uczę się od Mergi przywoływania istot z Otchłani i w boju jestem w stanie coś zdziałać.
                          - A wy, jak to się stało, że dołączyczyliście do nas? Nie wątpię, że wiele razem zdziałamy, ale spodziewałem się więcej takich silnych wojów jak ty Larsie…. - spojrzał na Astrid i staruchę.

                          - A ty ilu silnych wojów przyprowadziłeś? - Lars roześmiał się rubasznie jakby rozbawiła go uwaga astromanty.

                          - Po prostu widzieliśmy dary jakie Merga do nas przywiozła. I opowieści o odważnych wiernych co mają niesamowite przygody walcząc

                          o powrót Czterech Sióstr. Więc postanowiliśmy dołączyć. Merga jeszcze została u nas za swoimi sprawami i aby zwerbować jeszcze więcej chętnych. - Astrid była szczupłą, blondynką i ładnych rysach twarzy. Wydawała się być całkiem wygadana.

                          - Ano. Słyszałem, że można tu zrobić niezłe interesy. A i topór jest w co wsadzić. A kobietom co innego! - Lars klepnął maga po ramieniu, że aż nim zachwiało. Wydawał się dostrzegać w tym portowym mieście wiele obiecujących możliwości.

                          - Tak, wyrocznia mówiła o tobie. Że ma tu ucznia. I przyzywasz demony? Tak, to bywa przydatne. Ale trzeba uważać. - Staruchę zainteresowało co innego. Obrzuciła spojrzeniem młodego astromantę jakby starała się ocenić jego wiedzę i potencjał.

                          Astromanta skinął głowę i na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.

                          - Tak, zaiste, jestem uczniem Mergi, choć na ścieżce demonologii wiele mi jeszcze brakuje do mistrzostwa - posilił się na nutę skromności.
                          - A czy te też znasz się na tej sztuce, mądra kobieto? Jeśli tak, może miałbym kwestię którą chciałbym skonsultować z tobą…- pomacał ręką kieszeń gdzie ukrył demoniczną figurkę.

                          - A co do wojów, to możliwe że będziemy mieli sprzymierzeńców w tej kwestii, nawiązałem właśnie kontakty z całekiem wojowniczym plemieniem zwierzoludzi, mniej niż dwa dni drogi stąd - odparł z kolei Larsowi.
                          - Chociaż myślę że jakiś czas minie zanim będziemy mogli tutaj pomyśleć o otwartej walce, jeśli na to liczyłeś, na razie szukamy śladów Sióstr i mamy tu już pewne sukcesy..

                          - O, macie jakiś sojuszniczych zwierzoludzi? No nie spodziewałem się. U nas to nie aż tak dziwne ale wy to chyba zwykle macie z nimi na pieńku. - Norsmeński wojownik wydawał się być zdziwiony tą informacją. - Ale pewnie, swój zwierzoludź nie jest zły, zwłaszcza w lesie. - Pokiwał głową z aprobatą. Dostrzegał korzyści jakie mogą płynąć z takiego sojuszu.

                          - To Joachimie trafiłeś na jakiś nowych zwierzoludzi? Innych niż ci od Gnaka? I myślisz, że dałoby się z nimi zaprzyjaźnić? - Łasica widocznie usłyszała o czym rozmawiają i zainteresował ją ten temat. Mówiła z psotnym spojrzeniem bo w końcu od paru tygodni organizowała spotkania z bandą ungorów głównie dla cielesnych przyjemności.

                          - Pfff! Chędożenie! Z Astrid o tym porozmawiaj, ją interesują takie miałkie sprawy. - Starucha prychnęła z irytacją dając znać, że jest ponad takie cielesne błahostki. Wskazała spojrzeniem na młodszą kobietę. - Ja bardziej znam się na ziołach i miksturach. Dlatego mnie zainteresowała ta hodowla jaj Oster o jakiej Merga mi opowiadała, że tu macie. Ale na sztuce mistycznej też się znam. Umiem przyzwać potrzebny mi rój z innego wymiaru. A ty nad czym pracujesz? - Mimo różnicy wieku i pochodzenia to Raisa zdawała się traktować młodego maga jako kolegę po fachu. I to ją poza dziedzictwem Oster bardziej zainteresowało niż jakieś chędożenie czy zwierzoludzie.

                          - Ty jesteś już stara i pomarszczona to może cię chędożenie nie interesuje. Ale my jeszcze jesteśmy młode i jędrne więc chciałybyśmy skorzystać z życia. - Astrid odcięła się starej kobiecie z podobną złośliwością. Wskazała na siebie i tutejszą łotrzyce aby podkreślić, że różnica pokoleń i charakterów sprawia, że mają inne zaintersowania niż stara czarownica. - Jak choćby jakieś przygody godne uwiecznienia w sadze. Już pierwszą zwrotkę o walce z krabami na starym wraku mam. Ale to dopiero początek! Tylko właśnie przydałyby się tu jakieś przygody do przeżycia, romanse, sceny zazdrości, tragedie, skarby do zrabowania, bitwy do wygrania, miasta do złupienia. - Młoda skald z werwą opowiedziała co by ją interesowało w krainie południowców.

                          Tak, trafiliśmy na jeszcze jedną bandę zwierzoludzi, ale bardziej wojowniczą niż ci od Gnaka, przewodzi im niejaki Gormul, który chętnie by poznał kobiety z naszego Zbioru - odparł Joachim.

                          - A co do przygód i skarbów aktualnie skupiamy się na projekcie odzyskania dziedzictwa Sióstr, z których każda służyła innej z Potęg Chaosu. Czy chciałabyś w tym pomóc? - tutaj spojrzał badawczo na Astrid.

                          Raisie natomiast planował pokazać poniżej figurkę demona, ale może jakoś na osobności.

                          Egon, który do tej pory milczał, rzekł wreszcie wcześniej co do uprzedniej uwagi Joachima:

                          – Otwarta walka byłaby łatwa z miejskimi. Opanowanie miasta byłoby do zrobienia, a w każdym razie, zajęcie jakiejś jego części. Wolałbym wszak nie spieszyć się do tej rzeczy, bowiem wyjawiłoby się, że działamy w mieście i mielibyśmy na karku znacznie gorszych przeciwników, niż dotychczas.

                          Egon wspomniał inkwizytorów, z którymi musieli wcześniej się użerać przez całe tygodnie.

                          – Być może martwy czarownik będzie dodatkową podporą w tej walce – rzekł jeszcze. – Jeśli tylko przywrócimy go zza grobu.

                          - Martwy czarownik, a o czym to opowiadasz? - zainteresował się Joachim.

                          – Nie dalej jaki dzień drogi stąd, może i mniej, jest kurhan, który żeśmy zamaskowali z Raisą i Zogiem, w którym spoczywa nieumarły mag, którego wizje widziałem. Byliśmy tam z Gezacktem. Jest tam coś jeszcze, zdaje się, za ścianą, ale żeśmy nie chcieli ryzykować już po pierwszym starciu ze strażnikami onego miejsca. Kiedy rzecz z interesami Larsa odpowiednio sprawimy, potrzeba tam będzie wrócić… Z narzędziami, ale i też po to, by trupa zabezpieczyć.

                          - To ten Gormul byłby zainteresowany spotkaniem z nami? - Łasica wydawała się być ucieszona wiesciami przekazanymi przez maga. Popatrzyła na swoje koleżanki czy one też to słyszą ale widać było, że reagują podobnie. - No to ciekawe. Trzeba będzie się z nimi spotkać. Może dojdziemy do porozumienia. - Odparła Joachimowi dając znać, że jest zainteresowana poznaniem z nowym stadem zwierzoludzi. - A ten kurhan Joachimie to wiem gdzie on jest. Ale do tej pory mało kto tam chodził, jeszcze mniej wróciło to nie znam nikogo kto by tam był. - Łotrzyca dorzuciła od siebie trzy pensy o grobowcu o jakim rozmawiali.

                          - Gormul…tak bylby - zresztą blondynka która aktualnie przebywa w moim domu przez lata mieszkała z jego grupą - myślę że z jej pomocą nie będzie dla nas wyzwaniem zorganizowanie takiego spotkania.
                          - A co do kurhanu…- Joachim westchnął, widząc że znowu pojawił się nowy ciekawy temat rozpraszający jego uwagę - opowiesz mi Egonie coś więcej o tej wizji?
                          – Wszakże niewiele pamiętam… – rzekł Egon, który zmrużył oczy, próbując przypomnieć sobie, cóż pojawiło się przed jego umysłem, kiedy eksplozja czarnego dymu z grobowca całkowicie go owionęła. – Widziałem coś, walkę, a później jego śmierć. Zwał się, zdaje się, Gonsar i czcił Siostry. Ano, tak żeśmy widzieli symbole sióstr na jego sarkofagu, tam, w kurhanie. Dopóki nie zostanie ożywiony krwią, może jeno porozumiewać się za pomocą takich wizji.

                          Egon poskubał swoją długą brodę, sam nie do końca pewien będąc, co sądzić o zajściu w kurhanie. Wojownik bowiem nie znał magii, zaś tymi, którzy nią władali, nie ufał podwójnie, nie raz bowiem słyszał różne wieści i plotki, niewiele zaś było pochlebnych.

                          Pomimo tego, znaki Sióstr na sarkofagu wskazywały, że nieumarły mag mógł być przydatny w doprowadzeniu Neues Emskrank do jego prawowitego miejsca, czyli pożogi i krwi.

                          – Pewnikiem jednak ktoś od nas, Raisa rozpoznała symbole – rzekł jeszcze.

                          - Blondynka? Zaraz to chodzi o te dwie co przewieźlismy łodzią do portu? - Łasica nagle domyśliła się o kim wspomniał Burzooki. - A to nie wiedziałam, że one mają takie znajomości. Nieźle wyglądają. Trzeba będzie z imi pogadać. - Spojrzała na Burgund dając jej znać, że mają tą sprawę do załatwienia.

                          - Egon prawdę mówi. Widziałam znaki Sióstr i Chaosu na jego sarkofagu i trumnie. Inni też mieli wizje. Za życia był nekromantą zanim zaczął oddawać cześć Siostrom. I przemawia poprzez sny. Tak jak Siostry. - Raisa podzieliła się swoją wiedzą o niedawno ukrytym grobowcu.


                          Joachim był zaintrygowany przybyszami z północy oraz wieściami o grobowcu nekromanty. Rozważał odwiedzenie grobowca, jednak stwierdził, że przede wszystkim powinien dopilnować wykradzenia artefaktu z Akadamii, co było kluczem do sprawy odnalezenia dziedzictwa ukrytego na bagnach, które pojawiło się przecież w jego snach. Zastanawiał się, czy w tej kwestii ci przybysze z północy będą skłonni go wesprzeć....na razie mógł liczyć na Łasicę, Burgund i Tobiasa, a i sam przecież czekał na rozpatrzenie wniosku o prowadzenie zajęć w Akademii. Dziewczyny powinny być tym bardziej chętne do odzwdzięczenia się za zdobycie dla nich nowych kontaktów w postaci Darcy i kolejnej grupy zwierzoldzi.

                          W dalszej części spotkania u Pirory chciał więc dalej kontynuować poznawanie przybyszów i przy okazji dowiedzieć się jak najwięcej o aktualnej sytuacji w mieście i planach innych członków Zboru. No i chciał pokazać Raisie jego nowo zdobytą demoniczną figurkę, był ciekaw czy ta starucha miała jakąkolwiek w tej materii przydatną wiedzę. A potem porozmawiać ze Starszym.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • SantorineS Niedostępny
                            SantorineS Niedostępny
                            Santorine
                            Developer
                            napisał ostatnio edytowany przez
                            #263

                            Oryginalny autor: Pipboy79

                            Oryginalny tytuł: Tura 65 - 2519.07.24; bzt; świt - przedpołudnie

                            Miejsce: Nordland; okolice Neues Emskrank; Zachodnie Klify; wyspa przemytników; łódź łotrzyc
                            Czas: 2519.07.24; Bezahltag; świt - przedpołudnie
                            Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, mżawka - pogodnie; łag.wiatr; nieprzyjemnie (0)

                            Egon, Łasica, Lars, Gezackt i Martin

                            - Wstawaj Egon. - Obudził go kobiecy głos i dotknięcie w ramię. Jak otworzył oczy zorientował się, że śpi w łóżku jakiego nie znał. A na zewnątrz panowała szarówka poranka. Mżawka stukała o szyby. Łasica co go obudziła sama wyglądała jakby miała jeszcze ochotę pospać. - Jak się ubierzesz to chodź do kuchni na śniadanie. Jak wrócimy na obiad to znaczy, że szybko nam poszło. - Uprzedziła go wychodząc z pokoju gdzie spał razem z Larsem i Astrid. Norsmen też się właśnie zbierał ale córka jarla spała jeszcze w najlepsze.

                            Spotkali się ponownie na parterze w kuchni. Przy śniadaniu. Służba Pirory zadbała aby mieli czym napchać brzuchy a ciepłe jedzenie przyjemnie rozgrzewało od środka. Dla łotrzycy była to zabójcza pora na zaczynanie dnia to nie była w zbyt dobrym humorze. Lars przeciwnie. Uważał, że przez okna wiatru prawie nie widać a to dobry znak bo fale będą niskie. Mżawka zaś nie robiła na nim wrażenia. - Zobaczymy czy Gezackt przyjdzie. I z kim. - Zastanawiał się gdy zajadał się serem, jajecznicą i świeżo usmażonymi rybami.

                            Gdy we trójkę wyszli na ulicę okazało się, że mżawka ustała. Ale pozostawiła po sobie kałuże i błoto. Świt dopiero przechodził w początek dnia zostawiali za sobą prawie całkiem ciemną kamienicę gościnnej Averlandki. Tylko w kuchni się paliło skąd właśnie wyszli. Główna gospodyni i jej goście jeszcze spali. Na ulicach też ludzie jakby przemykali śpiesząc się do swoich warsztatów i sklepów. Bez przygód Łasica zaprowadziła ich do portu. Tam od razu uderzyło ich wilgotne, morskie powietrze i chlupot wody o pirs. Pozostało czekać na herszta sojuszniczej bandy. Ten zjawił się z pół pacierza po ich przyjściu.

                            - A tu jesteście. Zastanawiałem się właśnie czy to wy. - Gezackt przywitał się z rubasznym uśmiechem. Przyszedł z Martin. Sam ciekawie obrzucił spojrzeniem obu wspólników a dłużej Łasicę jaką wczoraj widział tylko przelotnie zanim się rozstali przy murach miasta. Łotrzyca uśmiechnęła się do niego krótko chociaż to smukła blondynka w zielonym kubraku bardziej przykuła jej wzrok.

                            - Dobrze, że mamy tylko krzepkich mężczyzn to będzie miał kto machać wiosłami. - Ucieszyła się slaaneshytka dostrzegając praktyczność takiego składu. Zaprowadziła ich do tej samej łodzi jaką wczoraj dostali się do miasta.

                            W piątkę obsadzili większość ławeczek. Łasica chytrze zajęła miejsce na rufie zapraszając obok siebie Martin. Dla wioślarzy najwygodniejsza była środkowa a Gezackt zajął miejsce na dziobie. Z początku jeszcze się wszyscy krzatali trochę, łotrzyca odcumowała łódź i mogli zacząć podróż. Lars odepchnął się wiosłem od pirsu a potem zostało zacząć wiosłować.

                            - Na razie cały czas prosto. Aż do wyjścia z zatoki. Trzymajcie się środka zatoki to jest najkrótsza droga. Pewnie wezmą nas za dziwnych, spóźnionych rybaków. - Niebieskowłosa pinstrtuowała kolegów jak mają kierować łodzią.

                            - Dlaczego dziwnych? - Astrid zapytała zaciekawiona.

                            - Bo za późno. Rybacy wypływają z dzwon przed świtem aby jak się zacznie robić widno już być chociaż na środku zatoki albo dalej. No i zwykle pływają pojedynczo, czasem po dwóch a nas jest cała zgraja. - Wyjaśniła jej bez ogródek. A potem zostało im płynąć dalej. Najpierw z portu, potem miasto stopniowo zmieniało się w panoramę a brzegi po obu stronach zatoki oddalały się. Zachodni, jakim wczoraj szli, był niski i piaszczysty. Prawie wszędzie było widać ciemną ściane lasu jaka się zaczynała zaraz za plażą. Wschodni wznosił się klifami, górował nad miastem i wodami zatoki.

                            - O, to tam wczoraj byliśmy. - Gezackt zauważył po zachodniej stronie małe, pudełka na brzegu. Chaty rybaków wydawały się z tej odległości takimi miniaturkami. Dostrzegli je z z kilka pacierzy po wypłynięciu z portu.

                            - Ciekawe czy ktoś będzie. Marktag był dwa dni temu ale może ktoś spóźniony przypłynie. - Łasica zastanawiała się nad tym czy w ogóle spotkają kogoś na wyspie przemytniików tak w środku tygodnia jak się z nikim nie umawiali.

                            - A jeśli ktoś będzie to co będziecie chcieli kupić? Myślisz, że mogą mieć jakichś niewolników? - Herszt milicjantów był ciekaw czego się mogą spodziewać po tej wyspie. Gdy wypłynęli na środek zatoki zaczęli sppotykać łodzie rybaków.

                            - Nie wiadomo. Mogą mieć. Wiesz na tą wyspę to przypływa się z tym czego lepiej nie pokazywać w mieście. Zakazane towary, kontrabanda, towary z wysokim cłem. Tego typu rzeczy. A ty Gezackt skąd się tu wziąłeś? Bo chyba nie jesteś stąd? - Łasica nie robiła z tego tajemnicy. I sama była zaciekawiona potencjalnym wspólnikiem.

                            - Nie, nie stąd. Trochę robiliśmy w Ostlandzie, Hochlandzie i tutaj, w Nordlandzie. Ale bardziej na południu, bliżej Middenlandu. Zmienić was? - Pochwalił się, swoimi przygodami w innych imperialnych prowincjach. I zaproponował swoją pomoc przy wiosłach z czeg Lars chętnie skorzystał. Chwilę trwało nim zamienili się miejscami i teraz to Norsmen zajął wolne miejsce na dziobie. Wiatr się wzmógł i fale zrobiły się większe. Zwłaszcza jak wpłyneli w cieśninę jaka oddzielała zatokę od pełnego morza.

                            - Wiatr i morze się tu ciska. Tu zawsze woda jest bardziej wzburzona niż w zatoce albo nawet i na pełnym morzu. - Łasica wyjaśniła im jako bywalec tych wód. Rzeczywiśce napór fal na wiosła i łódź był silniejszy niż gdy odpływali z portu. Szło się porządnie zgrzać przy tych wiosłach. Pewnie dlatego tutaj łodzi rybackich było niewiele. Chociaż minął ich jeden statek jaki płynął w stronę portu.

                            - Marienburczycy. - Oznajmił ze znawstwem Lars. - Falkonety mają na burtach. Z naszych długich łodzi nie tak łatwo je abordażować. Wysokie te burty mają i jeszcze z nich strzelają. Z łuków, kusz, fuzji. No i tych falkonetów. - Podzielił się z nimi swoim korsarskim doświadczeniem.

                            - O zobacz Egon. To gdzieś tu przedwczoraj rozstaliśmy się z Sorią. - Lars zaśmiał się gdy rozpoznał ujście cieśniny. Chyba faktycznie w tej okolicy dwa dni temu wężowa milady zniknęła im z oczu nurkując w morskich falach a oni ruszyli plażą dalej na południe w stronę miasta. Dopiero teraz mieli świadomość jaką drogą musiała przebyć płynąc wpław. Wkrótce sami wypłynęli na pełne morze. Wczorajszego wieczoru to właśnie milady wyszła z propozycją finansowego wsparcia ich wyprawy.

                            - No szkoda abyście kupowali te niewolnice ktore będą służyć nam wszystkim z własnej kiesy. A przecież po to ciachaliśmy te kraby we wrakowisku. - Powiedziała obdarzając ich ciepłym uśmiechem i wręczając niewielką skrzyneczkę. Jak ją otworzyli były w niej stare, zaśniedziałe monety i biżuteria, chyba faktycznie ta co ją zrabowali z w pół zatopionego wraku parę dni temu. Jej słowa i gest zainispirowały pozostałych.

                            - No faktycznie nie godzi się abyście płacili ze swojej sakwy. No i jeśli szukacie kobiet na obdarowanie tym muszym szczęściem to jest to zacny cel. - Bladolica Bretonka pierwsza podchwyciła temat. Odpięła sakiewkę od swjego pasa i wręczyła ją Egonowi. Zwłaszcza to, że mieli zamiar zdobyć niewolnice do zabawy i zasiania nakłonił ją do takiego datku.

                            - Ja monet zbyt wiele nie mam. Ale może to weźmiecie. - Starucha wyjęła ze swojej burej torby kilka buteleczek i woreczków ze swoimi specyfikami. Butelki miały być eliksirem na gorączkę a woreczki z ziołami na oczyszczanie ran. Dała im licząc, że może uda im się je wymienić na monety, inny towar lub obniżyć cenę niewolnic.

                            - Ja miałam ostatnio trochę wydatków, prawie wszystkie na rzecz naszej sprawy. Więc dużo wam nie pomogę. Ale zapraszam ponownie. Te niewolnice też możecie przyprowadzić tylk błagam, nie prowadżcie ich w pętach czy kajdanach przez miasto bo zaraz skandal będzie, że ta młoda z Averlandu jakieś niewolnice sobie kupuje. - Pirora podała im znacznie lżejsza sakiewkę ale głównie zapewniła o swojej gościnności. Jej kamienica była całkiem pojemna dla gości, była w centrum miasta ale z tego powodu trzeba było zachować pozory, że nic niezwykłego się tam u młodej szlachcianki z dalekiego południa Imperium nie dzieje.

                            Więc przynajmniej mieli jakieś zasoby od koleżanek ze zboru aby nie musieli płacić wyłącznie z własnych sakiewek za te niewolnice. Tyle, że nawet Łasica nie wiedziała czy jakieś do kupienia będą a jak tak to za ile. Zaś jak wypłynęli na pełne morze to fioletowłosa pokierowała ich na wschód. Teraz zrobiła się czujniejsza. Często zerkała w stronę wysokiego, skalistego brzegu to gdzieś w morze. Co jakiś czas nawet wstawała aby mieć lepszy punkt widzenia. I co jakiś czas mówiła gdzie mają płynąć.

                            - A czemu on stoi? - Czujne oko wilka morskiego wyłapało co jest nie tak ze statkiem jakiego od jakiegoś czasu się zbliżali. Łasica podejrzewała, że właśnie gdzieś tam jest wyspa jakiej szukali. Tyle, że w ogóle jej nie było widać. Jednak to Norsmen pierwszy zorientował się, że statek stoi na kotwicy.

                            - Może to jakiś kupiec? Bo ta wyspa gdzieś tam powinna być. - Kamratka Burgund sama nie była tego pewna. A, że coś jest na rzeczy to poznali jeszcze z pół pacierza później. Okazało się, że ta wyspa przemytników to właściwie łacha piachu. Gdy morze było wzburzone to wysokie fale przelewały się nad nią zakrywając ją całkowicie. Na szczęście teraz było dość spokojnie. Ale wyjaśniało dlaczego statek jaki sporo wystawał ponad fale, dojrzeli wcześniej niż tą łachę. Dopłynęli do niej a sama wyspa okazała się pusta.

                            - To czyli są tylko oni. - Łasica stwierdziła wpatrując się w łajbę jaka bujała się na falach. Dla Egona przypomninała “Starą Adele”. Tylko nie była aż tak stara. I widać było sylwetki jakie kręciły się po pokładzie. Też musieli dostrzec już wcześniej nadpływającą łódź więc i im się przypatrywali.

                            - Myślisz, że to przemytnicy? - Gezackt zagaił łotrzycę jaka z nich wszystkich była jedynym tubylcem.

                            - Możliwe. Jeśli słyszeli o tej wyspie to mogli przypłynąć na handel licząc, że też ktoś jednak przypłynie. Bez sensu tu kotwiczyć z innego powodu. Powinni albo płynąć dalej ale wpłynąć do portu. - Włamywaczka wzruszyła ramionami gdy wpatrywała się w kołyszącą kogę. - Dobra, słuchajcie, nie ma co tracić czasu na zgadywanki. Nikogo innego i tak tu nie ma. Albo podpływamy do nich zagadać albo wracamy do portu. - Teraz zerknęła na swoich towarzyszy.

                            - Wracać bez sensu. Jak mają coś z przemytu to nie będą o tym trąbić dookoła. Ja bym tam przybił i pogadał. - Lars był skory spróbować rozmów z załogą statku.

                            - Ja wam nie będę bruździł. Powiecie, że wracamy to wracamy, powiecie, że gadamy z nimi to gadamy. - Gezackt wybrał neutralną opcję. Martin jako jego podwładna nie zabierała już głosu. Widać było, że z Łasicą przypadły sobie do gustu i przez sporą część rejsu żwawo ze sobą rozmawiały. Łotrzyca więc spojrzała na Egona.

                            Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Zachodnia; ul. Kołodziejów 14; kamienica Joachima
                            Czas: 2519.07.24; Bezahltag; przedpołudnie
                            Warunki: jasno, ciepło, cicho ; na zewnątrz: dzień, mżawka - pogodnie; łag.wiatr; nieprzyjemnie (0)

                            Joachim

                            Dobrą stroną wolnego zawodu było to, że nie trzeba było zrywać się z samego rana tak jak to robiła służba, rzemieślnicy czy sklepikarze. Joachim mógł dziś skorzystać z tego przywileju aby odespać dłużej ostatnie przygody. Wczoraj od Pirory wrócił już po zmroku. Na szczęście poza przechodzeniem przez błotniste kałuże nie spotkało go nic przykrego. Po ciemku jednak to miasto wydawało się o wiele straszniejsze niż w dzień. Zwłaszcza jak się szło samemu. Dało się zrozumieć czemu Fabienne zabrała się właśnie z końcem dnia. Chociaż i tak miała lżej bo wracała swoim powozem.

                            Teraz jak młody astromanta i początkujący demonolog zaczynał nowy dzień miał okazję poukładać sobie w głowie wczorajsze wydarzenia. Egon wrócił do miasta prosto z Norsci. I przyprowadził ze sobą kilkoro sojuszników stamtąd. Dało się wyczuć, że czują ogromny respekt do Mergi Złotookiej i to głównie ona ich namówiła na dołączenie do gladiatora. Oraz widok fantów jakie kultyści zrabowali ze świątyni Mananna. Te namacalne dowody ich skuteczności też dawały Norsmenom nadzieję, że może nie wszyscy południowcy to nieudacznicy jakich można co najwyżej łupić i brać w niewolę.

                            Gdy opowiedział im o planach zdobycia artefaktu związanego z Siostrami to reakcję były różne. Lars potraktował to lekko ale skoro chodziło o rabunek i może okację do bitki to wydawał się być chętny. Astrid nie dała konkretnej odpowiedzi. Może jakby wiązało się to z ekscytującymi przygodami i romansami godnymi umieszczenia w sadze to by zdradzała więcej entuzjazmu. Jednak nie powiedziała, że całkiem jej to nie interesuje. Za to dobrze dogadywała się z kultystkami, tak szlacheckiego pochodzenia jak i z tymi z ferajny. Więc może w ten sposób dałoby się ją namówić do współpracy. Stara wiedźma była zachwycona pomysłem. Chociaż byłaby bardziej gdyby chodziło o dziedzictwo Oster. Sama na razie planowała przejąć opiekę nad hodowlą jaj po Sigismundusie i Strupasie jacy ostatnio wyjechali z miasta. Więc na miejscu została tylko Dorna jaka jednak nie miała wiedzy i doświadczenia aptekarza. Nieźle sprawdzała się w roli jego pomocniczki ale czy na dłuższą metę zniesie trudy hodowli to nie było wiadomo. Dlatego Raisa tym bardziej chciała zająć się tym jak najszybciej i to był dla niej priorytet.

                            - Ale jakbyś potrzebował jakiś mikstur, ziół czy eliksirów to daj znać. Nieco się na tym znam. Aha. No i jakbyś znalazł jakąś dziewoję do zasiania. To też natychmiast daj znać. - Poklepała go przyjacielsko po ramieniu. Pod tym wzgledem mogła zastąpić Mergę jaka też umiała przygotowywać różne mikstury. Samą wzmianką o magcznej figurce demona Raisa wyraziła zainteresowanie. Ale też go ostrzegła.

                            - No mam w tym pewne doświadczenie. Ale czy coś z tą figurką pomogę to nie wiem. Przynieś ją to zobaczymy. Brzmi jak przedmiot detykowany do wezwania niezrodzonego. Może jakiegoś rodzaju a może jednego konkretnego. Przynieś to zobaczymy. - Uznała w końcu, że tak z samego opisu to niewiele pomoże. I młodszy mag musiałby jej dostarczyć tą dziwną figurkę aby mogła ją sama zobaczyć i zbadać. Wczoraj jej nie zabrał do Pirory więc nie mógł tego zrobić na miejscu.

                            - Oh no koniecznie musisz nas z nią poznać! Jak ona taka rozrywkowa to tym bardziej! No i z tymi zwierzoludźmi z lasu. Brzmi bardzo obiecująco. Koniecznie jutro o tym porozmawiaj ze Starszym na zborze. - Darcy i banda Gormula wzbudzili zainteresowanie kultystek. I tak jak się spodziewał Łasica i jej koleżanki były bardzo chętne aby poznać ich lepiej. Łotrzyca też zachęcała go aby wspomniał o tym na zborze który miał się odbić jutro. Czyli właściwie już dzisiaj. Tylko po południu a nie tak z samego rana jak teraz.

                            Przy okazji zorientował się, że zbór działa obecnie w mocnym rozproszeniu. Strupas z Sigismundusem wyjechali z miasta aby założyć nową hodowlę dziedzictwa Oster w jaskini w jakiej kiedyś prowadziła swoje badania. Więc ich od paru dni nie było i nie zanosiło się, że prędko wrócą. Lilly też nie było. Poszła razem z nimi ale z innym zadaniem. Miała porozumieć się ze swoim plemieniem odmieńców i może coś pomóc w tej hodowli. Ale powinna wrócić lada dzień. Póki co jednak jej też nie było. Otto się aktywnie udzielał próbując połączyć różne frakcje w kulcie i właśnie on spotkał jakąś młodą cukiernik jaka miała sny od Sióstr i bardzo chętnie dała się zasiać. Tobias pracował w Akademii i nauczał młodsze pokolenie śmietanki towarzyskiej miasta. Oraz przygotowywał pokój aby przyjąć do siebie Grega, jednego z pacjentów hospicjum jakiego wszyscy mieli za niespełna rozumu. Ale wyglądało na to, że jest on wrażliwy na zew Sióstr, zwłaszcza Vesty. Dlatego Otto z Tobiasem uknuli i właśnie realizowali plan aby tego wyjątkowego pacjenta mieć pod swoim bokiem. Norsmeni zaś dopiero co przybyli do miasta więc planów jeszcze nie mieli. Poznawali się z kultystami i zamierzali rozejrzeć się po mieście. Na razie jednak musiał zacząć nowy dzień.

                            - Późno wczoraj wróciłeś. Nie było cię cały dzień. - Darcy zauważyła gdy siedzieli znów przy jednym stole. Marlene jak zwykle była milcząca. - Kiedy poznasz nas z tą milady co mówiłeś, że ją znasz? - Zagaiła smukła blondynka patrząc na niego czujnie jakby podejrzewała, że celowo odsuwa moment spotkania z damą o której jej tak barwnie opowiadał w obozie Gormula.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • SantorineS Niedostępny
                              SantorineS Niedostępny
                              Santorine
                              Developer
                              napisał ostatnio edytowany przez
                              #264

                              Oryginalny autor: Santorine

                              Egon spał dłużej, niż zamierzał. Choć wczorajsza determinacja nadal paliła się w nim na podobieństwo małej kuli ognia, wojownik stwierdził, że jego ciało samo, zdaje się, egzekwowało na nim swój trybut. Wczorajsze walki i tułaczka z rybackiej wioski pozostawiły go znużonym i choć gladiator zamierzał wstać razem z pianiem pierwszego kura, obudził się dużo, dużo później.

                              – Wstaję, wstaję… – wojownik przeciągnął się i z niemalże niechęcią wyrwał się ze swojego wyra.

                              Pośniadawszy naprędce, wojownik podążył w stronę umówionego miejsca. Czuć było petrichor, ten zaś przemieszany był ze zwykłym, słonym zapachem Morza Szponów i pomyj, które mieszczanie aż nadto ochoczo wylewali w rynsztok.

                              Egon powitał Gezackta jeno machnięciem ręki, obywając się bez zbytnich wstępów, wiadomo było, gdzie zmierzają i po co tam zmierzają.

                              ~

                              Kiedy w porcie odgonili się od natrętnych spojrzeń tych, co uważali ich za rybaków lub też podejrzewali ich za kogoś jeszcze, Egon usiadł na ławie w łodzi i począł wiosłować, jako że niewielu dorównywało mu krzepą, przeto musiał ją wydatkować na korzyść całej grupki.

                              – Dobrze, że Lady Soria nas wsparła, być może nawet rzecz z zasiewem będziemy mogli ruszyć już od tej wyprawy – Egon dumał na głos. – Jeśli w istocie będzie i tak, że coś mieć będą…

                              Egon bowiem spodziewał się, że targ niewolników mógł być zlokalizowany gdzieś indziej, a nie na samej wyspie.

                              - A czemu on stoi? - Lars pierwszy dostrzegł okręt.
                              - Może to jakiś kupiec? Bo ta wyspa gdzieś tam powinna być.
                              - Wracać bez sensu. Jak mają coś z przemytu to nie będą o tym trąbić dookoła. Ja bym tam przybił i pogadał.

                              Egon zastanowił się chwilę i rzekł:

                              – Iście, mus tam nam płynąć – rzekł, domyślając się, że “wyspa niewolników” była niczym innym, jak tylko umówionym punktem. – Sprytne, wcale sprytne… Teraz, skoro już żeśmy się tak daleko wypuścili, musimy koniecznie płynąć dalej!

                              Egon zaczął wiosłować żywiej, obierając za cel statek, który zapewne był kryjówką niewolników.

                              - No to płyńmy. - Łasica zgodziła się z pomysłami kolegów. Ci więc naparli na wiosła aby pokonać ostatni odcinek. W miarę jak się zbliżali, z podskakującej na falach łodzi widzieli jak coraz więcej marynarzy podchodzi do burt aby przyjrzeć się kto do nich nadpływa. Widocznie się ich nie obawiali bo nie było widać aby chwytali za broń. W pewnym momencie jednak łotrzyca siedząca na rufie rybackiej kruszyny zbystrzała.

                              - Ej, słyszeliście to? - Popatrzyła szybko na swoich kamratów. Widać było, że niezbyt wiedzą o co ich pyta. Egon też nie słyszał nic szczególnego. Ot, plusk fal o burty i wiosła. Lars też wzruszył ramionami i pokręcił głową. - Coś jakby… Stukanie? - Dziewczyna z ferajny zmrużyła oczy gdy próbowała im wyjaśnić co usłyszała. Zbliżyli się jeszcze bardziej, już burty kogi górowały nad wiosłową jednostką.

                              - O, teraz jakby coś stuknęło. Faktycznie. Może coś im się poluzowało? - Gezackt pokiwał głową. Egon też teraz to usłyszał. Jakby coś gruchnęło o pokład za drewnianą burtą statku.

                              - Może. Albo coś spadło im na pokład. - Lars też starał się wpaść co mogło wywołać ten hałas.

                              - Ej ale to jeszcze jakby ktoś krzyczał? Nie słyszycie? - Łasica popatrzyła na nich czujnie. Ale albo miała lepszy słuch niż reszta albo te odgłosy ustały. Zresztą z góry usłyszeli męski, jowialny głos płynący z góry.

                              - A! Czyżbyśmy mieli gości? Witajcie przyjaciele! - Przy relingu pokazał się gruby kupiec arabskiej urody z charakterystycznym turbanem na głowie. Uśmiechał się do nich życzliwie i zerkał w dół ze swoich wysokości.

                              - Witaj kapitanie! Przybyliśmy pohandlować! - Zawołała Łasica zadzierając głowę do góry. Słysząc to grubas w luźnych ale barwnych szatach rozpromienił się jeszcze bardziej.

                              - Ah to wspaniale! Chodźcie, chodźcie! Zrzućcie drabinkę naszym przyjaciołom! - Ostatnie rzucił do swojej załogi. Rozległ sie tupot bosych nóg po drewnianym pokładzie i po chwili z relingu zrzucono sznurową drabinkę. Gezackt zaczął nawigować swoim wiosłem aby podpłynąć w jej stronę. Z bliska fale zdawały się złośliwie rozdzielać i wciskac między obie jednostki jakby Manann nie chciał im pozwolić na spotkanie. Z góry jeszcze zrzucono linę i Łasica zaczęła ją wiązać aby łódź im nie odpłynęła. Po chwili wszystko było gotowe aby po kolei mogli się próbować wspinać na pokład większej jednostki.

                              Egon, usłyszawszy rozmowę, uśmiechnął się z satysfakcją. Wiosłował nieco raźniej, teraz, kiedy wiadomo już było, na czym stoją. Łódź podpłynęła bliżej, a kiedy wreszcie znalazł się u samych stóp okrętu, przystanął.

                              – Pójdę pierwszy – rzekł Egon. – Niby znajomi albo i nie, ale jak się coś kroić ma… Sami wiecie. Lars, ty weź ze sobą kufer i idź na samym końcu.

                              Egon stwierdził, że łodzi nie było co pilnować, skoro handlarze mieli ze sobą okręt - mało prawdopodobne było, że połaszą się na łajbę, którą przypłynęli. A i też mało prawdopodobne było, że ich oskórują z kosztowności. Koniec końców, nawet handlarze niewolników mieli jakąś reputację. Egon co prawda nie przypuszczał, że mogło dojść do burdy, jednak gladiator jako czciciel Pana Krwi co rusz widywał w swym umyśle sceny bitew, które nieuchronnie sprawiały, że jego myśli kierowały się w stronę szczęku oręża i wrzasków wojennej agonii.

                              Egon zaczął się wspinać po drabince na górę.

                              Gdy gladiator wszedł na pokład od razu za nim zaczęła wchodzić Łasica. Zwinna jak zwykle. Zaś on dojrzał dookoła siebie zbieraninę przeróżnych typów ludzkich. Prawie wszyscy byli na bosaka, zwykle mieli jakiś długi lub krótki nóż w pochwie przy pasie. Niektórzy mieli szable, topory czy miecze. Nie sprawiali jednak wrażenia agresywnych, raczej zaciekawionych. Zresztą było ich na tyle wielu, że pewnie mogli być ufni w swoją przewagę liczebną przeciwko kilkuosobowej grupce. Jednak jedna postać wyróżniała się w tej morskiej gromadzie. Zwłaszcza jak ich przywitała na pokładzie.

                              - Ah witajcie przyjaciele! Niech bogowie nasi i wasi sprzyjają tej wizycie! Jestem Munir Kamir a wy jesteście na moim statku! - Kupiec strojem i śniadą karnacją zdradzał, że jest z dalekich, południowych krain. W reikspiel mówił też z wyraźnie obcym akcentem. Jego szaty jednak wyglądały na bogate i dobrego gatunku. Brodę też miał starannie przystrzyżoną. Przyglądał im się w życzliwością i ciekawością. Kolejni podróżny wchodzili po drabince stając obok gladiatora. Ostatni wszedł Lars, trzymając skrzyneczkę z kosztownościami jakie wczoraj podarowała im lady Soria. Łasica przejęła sakiewki koleżanek, ot na wszelki wypadek aby nie było wszystko w jednym miejscu.

                              - Witaj przyjacielu! Radam cię powitać w naszych rodzinnych stronach! Przypłynęliśmy do ciebie bo chcemy ci pomóc w rozprowadzaniu u nas twoich towarów! - Łotrzyca przywitała się z podobną swadą co morska widownia przywitała z pomrukami uznania i rozbawienia. Niektórzy coś się pytali jakby nie usłyszeli lub nie zrozumieli jej słów.

                              - Cudownie się składa piękna niewiasto! Wasz cesarz w swojej przenikliwej mądrości zakazał niewiernym handlować w swoim potężnym Imperium! Dzięki temu możemy się tu dziś spotkać i ubić świetny interes! - Kupiec wzniósł obie dłonie do nieba jakby chciał pobłogosławić imperatorowi. Chociaż była w tym zakamuflowana nutka szyderstwa.

                              - Ktoś ci zabronił u nas handlować? - Gezackt zaciekawił się jakby nie był pewien czy on dobrze zrozumiał słowa arabskiego kupca.

                              - Kapłani Sigmara i im podobni. Na szczęście w Marienburgu czy Erengradzie nie mają takich wpływów na interesy. Ale niestety tutaj u was zmuszeni jesteśmy spotykać się poza portem. - Munir zrobił zbolały gest łapiąc się za serce jakby mu krwawiło nad tym utrudnieniem w wymianie dóbr.

                              - Oni zawsze się wtrącają i psują interesy. - Lars sarknął jakby też miał podobne doświadczenia ze swojej morskiej przeszłości. Ich gospodarz ze zrozumieniem pokiwał głową zgadzając się z nim.

                              – Witajcie, zacny panie Munir – rzekł Egon, dziwnie czując się wymawiając imię człeka, który bez wątpliwości pochodził z dalekich ziem, na co wskazywałby jego wygląd. – Szczęściem, żaden z nas nie jest żadnym prawiczkowatym klerykiem, jeno sami konkretni mężowie czynu i interesu…

                              Egon przystanął, zbierając myśli. Co prawda, być może, wypadałoby pogawędzić, jednak spodziewał się, że Munir wyczekiwał, cóż to za interesa ich sprowadzały. Jako że mieli przed sobą cały dzień, w którym sam chciał zaopiekować się innymi sprawunkami, puścił w diabły konwenanse i rzekł:

                              – Onuż, zacny panie Munir, rozumisz, jak to Łasica już rzekła, my tu w interesach przychodzimy. Podwójnych nawet, potrójnych. Ale trza po kolei… Lars, rzeknijmy no Munirowi, jakież to interesa chcemy tu prowadzić.

                              Egon stwierdził, że dobrze by było, żeby to Lars wypowiedział się pierwszy o szykującym się połowie łyczków i wynikającej z tego potrzeby dobrego okrętu, którym będą przewozić towar na wyspę niewolników. Po części dlatego, że idea wynikła od samego Larsa i dobrze by było, by korsarz miał też jakiś w tym swój udział. O kupnie niewolnic porozmawiają z chwilę.

                              - Prawiczkowi klerycy? - Ich gospodarz powtórzył słowa gladiatora ale z tonem i mimiką świadczącą, że nie wie czy to traktować jak dowcip czy jakąś lokalną odmianę słownictwa jakiego jeszcze zbyt dobrze nie znał.

                              - Chodzi o tych togach co przeszkadzają obrotnym ludziom robić interesy. Tak na nich mówimy. - Łasica szybko wyjaśniła nowemu znajomemu a Arab rozpromienił się.

                              - Ah tak! Właśnie! Tylko przeszkadzają! Ale cóż, dzięki nim możemy się tu dzisiaj spotkać. - Śniady kupiec nawet w tak niesprzyjających okolicznościach potrafił dostrzec coś pozytywnego. A jeszcze jak brodacz zaczął mówic o wielokrotnych interesach jakie przybyli tu zrobić to mężczyzna w egzotycznych ale barwnych szatach rozpromienił się jeszcze bardziej.

                              - Oh interesy! Niech błogosławione będą po stokroć i po stokroć moi przyjaciele co przybyli je zrobić! - Zawołal unosząc dłonie ku nieby jakby prosił bogów o łaskę dla siebie i swoich partnerów handlowych. Dopiero wtedy Norsmen zdołał dojść do głosu.

                              - Ano przyjacielu to się świetnie składa. Bo widzisz jak to moi koledzy powiedzieli my chętnie zrobilibyśmy jakieś interesy. - Wojownik zrobił parę kroków do przodu i trzymając skrzyneczkę od lady Sorii pod pachą zwrócił na siebie uwagę kupca. Zaś kanciasty pojemnik także zaciekawił kupca.

                              - Słucham cię przyjacielu, jak możemy sobie pomóc nawzajem? - Arab uśmiechnął się do niego aby zachęcić go do przedstawienia swojej propozycji.

                              - Wy tam na południu lubicie zywy towar prawda? My na północy też. Ale niestety tutaj mają na to bardzo przestarzałe poglądy. - Korsarz zaczął mówić o co mu chodzi. Gospodarz zaś zaśmiał się i pokiwał głową.

                              - O tak, to prawda! Ci imperialni są całkiem niemodni! Nie wiedzą co tracą! - Okazał pełnie zrozumienia dla przybysza z północy mimo, że pochodzili z całkiem odmiennych krain to w obu kwitł handel niewolnikami. Za to w Imperium i większości cywilizowanych krain był on zakazany lub mocno utrudniony, zakamuflowany pod płaszczykiem różnych służb, powinności, spłaty długów czy pańszczyzny.

                              - Właśnie o to chodzi. Myślimy tutaj rozwinąć taki interes. Ale sam wiesz, łatwiej może być pozyskać żywy materiał niż go potem przetrzymywać czy sprzedać. Przydałby nam się wspólnik który by mógł skupować od nas taką dwunożną głowiznę. - Norsmen nie bawił się w ceregiele tylko prosto przedstawił kupcowi pomysł na interes. Ten zaśmiał się wesoło gdy to usłyszał.

                              - Przyjacielu! Trafiłeś na właściwego człowieka! Ja chętnie skupię taki towar! Ale nie rozmawiajmy pod gołym niebem jak jacyś barbarzyńcy! Zapraszam do siebie. Łatwiej się rozmawia jak jest czym przepłukać gardło. - Kupiec rozpromienił się ponownie i gestem zaprosił ich w stronę rufy. Była tam nadbudówka w jakiej pewnie mieściły się kajuty załogi i oficerów. Lars nie miał większych oporów i ruszył za nim. Łasica też dając Egonowi znak aby dołączył do nich. Nagle usłyszeli jakiś łomot spod pokładu i jakby krzyk.

                              - Co to było? - Łotrzyca zapytała ich gospodarza jakiemu na moment spełzł uśmiech z twarzy. Spojrzał na nią z zastanowieniem.

                              - Przejściowe trudności. Ale was nie dotyczą moi przyjaciele. Chyba mamy interes do omówienia co? - Zapytał dając znać, że wolałby się skupić właśnie na tym. Fioletowowłosa spojrzała pytająco na swoich kamratów. Lars lekko wzruszył ramionami i skinął głową na znak, że nie ma nic przeciwko kontynuacji negocjacji w kajucie.

                              “Niewolnicy pod pokładem”, Egon pomyślał natychmiast. Okręt, na którym byli, pewnikiem mógł pomieścić parę ich tuzinów. Sam niewiele myślał o ich losie, bardziej będąc zainteresowany rozwojem misji kultu.

                              Sam gladiator zaczął natychmiast przygotowywać w umyśle, w jaki sposób podejdą do negocjacji, bowiem jasne było, że ceny i w ogóle całe przedsięwzięcie będą musieli już mieć ustalone natychmiast, kiedy bowiem zjawią się tu po raz kolejny, będzie to konkretny łup, z którego zarobią - część z tego łupu pójdzie na złoto dla kultu, inna zaś część zasili formującą się hodowlę jaj Oster.

                              – Chodźmy, chodźmy – Egon ochoczo rzekł z uśmiechem i skłaniając głowę.

                              Zamierzał pozwolić się prowadzić pod pokład, acz i bacznie oglądając się tu i wokół. Interesa wkrótce miały zostać przypieczętowane.

                              Przeszli więc po kolei za swoim gospodarzem. Najpierw na tył pokładu, potem do ciasnego korytarza. Kawałek dalej były drewniane schody jakie prowadziły na poziom wyżej. Kupiec otworzył drzwi i znaleźli się w kajucie wielkości przeciętnego, pokoju w karczmie. Co Egona nie powinno dziwic bo na “Starej Adele” układ pomieszczeń wyglądał podobnie. Tu jednak ociekało egzotyką. Drewnianych ścian prawie nie było widać zza bogato zdobionych arrasów a podłogę przykrywał puchaty, barwny dywan jakiego nie powstydzono by się i w szlacheckich rezydencjach. Do środka Munir Kamin wszedł z jednym ze swoich ludzi. Z tyloma gośćmi zrobiło się ciasno. Kajuta zdecydowanie nie była zaprojektowana na takie wizyty.

                              - Siadajcie przyjaciele! - Zachęcił ich gestem wskazując na wielkie poduchy które widocznie pełniły rolę siedzeń. Łasica i Lars przyglądali im się z zaciekawieniem. W końcu on usiadł na jednej więc ona na drugiej. Gospodarz zasiadł na wielkiej, granatowej co wyglądała na atłasową z ozdobnymi, złotymi frędzlami. Jego człowiek pełnił rolę kamrdynera i zaczął rozdawać swojemu panu i jego gościom ozdobne, mosiężne kubki a potem nalewał do nich jakiś aromatyczny napar o nieznanym zapachu.

                              - Ah. Więc mowicie, że możecie dostarczyć żywy, dwunożny towar? Ciekawe, ciekawe… Mówcie dalej. - Gospodarz zachęcił ich życzliwym głosem i spojrzeniem.

                              - No możemy. Na razie dopiero rozkręcamy interes ale dobrze jakbyśmy mieli komu opchnąć ten towar. Bo pewnie rozumiesz, że tu na miejscu to trochę z tym trudno. - Lars też wznowił wcześniejsze rozmowy. Arab pokiwał głową owiniętym turbanem na znak, że rozumie.

                              - No dobrze, to wy byście mogli dostarczać te dwunożne bydło. To interesująca oferta. Zwłaszcza młodych, silnych i zdatnych do pracy. Za wojowników, też dobrze zapłacę. To chodliwy towar. Za ładne gąski też. Ładne he he drodne gąski też dobrze schodzą. Starych i chorych lepiej nie. Po co tacy komu? Słabo idą. No chyba, że coś umie. Jakiś skryba może się komuś przydać nawet jak jest stary. No i magowie. Osoby z mocą to ryzykowna branża brać ich na pokład, trzeba uważać. Ale też się znajdą chętni na takich. No jakbyście dostarczali taki towar to moglibyśmy zrobić dobry interes. - Kupiec w paru zdaniach określił jakiego rodzaju niewolnicy najbardziej by go interesowali. Lars pokiwał głową i nie wyglądał na zaskoczonego.

                              - No młodzi, zdrowi i silni aby byli zdolni do pracy. No wiadomo. - Norsmen przytaknął, że taka rzecz powinna być do zrobienia ale jeszcze zerknął na dwójkę kultystów.

                              - Nas najbardziej by interesowały dorodne gąski. - Łasica bez wahania uzupełniła wypowiedź kolegi. To gospodarza nieco zdziwiło. Przypatrzył się jej z zaciekawieniem po czym na jej dwóch towarzyszy.

                              - Dorodne gąski? No tak, pewnie. Zwykle jakieś się trafią. Nie aż tak wiele jak zwykłych chłopów i niewolników ale trafiają się. - Mimo pewnego zdziwienia Kamir wydawał się być w stanie dostarczyć taki towar.
                              – Zaiste, dobry to plan, panie Munir – Egon skinął głową. – Tedy zdaje się, że co do fundamentów porozumieliśmy się. My dostarczymy dobry towar, a i pilnować będziemy, co by tylko łapać tych najlepszych, zdatnych do pracy i wojowników. Sam wszak wolałbym poniechać guślarzy i temu podobnych, czarnoksięstwo to bowiem rzecz niebezpieczna. Dobrze, dobrze… Wkrótce też zorganizujemy się i zaczniemy tutaj towar zwozić. Tutaj, na ów okręt, rozumie się? Lub też wolelibyście gdzieś indziej?

                              Egon zatarł ręce, planując i zastanawiając się, co dalej. Podejrzewał, że Munir ma niewolników tu, na pokładzie, jednak temat kupna pierwszych nosicielek pod zasiew zamierzał zostawić na sam koniec.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0
                              • SantorineS Niedostępny
                                SantorineS Niedostępny
                                Santorine
                                Developer
                                napisał ostatnio edytowany przez
                                #265

                                Oryginalny autor: Santorine

                                – Trza nam wszak zaplanować jeszcze rzecz kolejną, przejdźmy do konkretnych sprawunków. Jaka stawka za wojowników? A jaka za tych zdatnych do pracy? – tu Egon rzucił okiem na Larsa, był pewien bowiem, że korsarz rozeznawał się znacznie lepiej na handlu żywym towarem, niż on sam i liczył na to, że Lars wspomoże go w wycenie.

                                Przerwał i dodał jeszcze:

                                – I rzecz druga. W planach mamy rozwinięcie interesu znacznie. Okrętu tedy szukamy, co by można drogą morską luda przewozić. Jeśli kontakty masz odpowiednie, zainteresowani byśmy byli… Zda mi się, że onym sposobem ugramy znaczny profit.

                                Egon na sam koniec wspomniał o zyskach, chcąc zaskarbić sobie względy kupca z dalekich krain.

                                - Statek? Ja się nie zajmuję statkami. - Arab zmarszczył brwi jakby w ogóle nie spodziewał się takiego pytania. Szybko jednak uśmiechnął się aby przykryć to pierwsze zaskoczenie. - Oczywiście dla moich drogich przyjaciół mogę coś popytać w Erengardzie czy Marienburgu. Zapewne tam można by coś takiego znaleźć. - Kupiec poinformował ich jakie ma możliwości w tym względzie. - Za tymi niewolnikami możemy się wymieniać tutaj. Wolałbym nie wpływać do waszego portu. Raz, że przez waszych prawiczkowatych kapłanów mam zakaz a dwa niewolnicy to bardzo nielubiany tutaj towar. Wystarczyłby jakiś donos albo zbyt wścibska kontrola i wszyscy byśmy mogli mieć nieprzyjemności. - Doradził im co uważa za rozsądne w ich wspólnym interesie.

                                - Tutaj może być. Nawet łodzią da się tu przypłynąć. Chociaż to trochę czasu zajmuje. A jak często tu bywasz? Najlepiej byłoby w Marktag. Wtedy tu jest największy ruch. Albo dzień przed Festag. Albo wyślesz kogoś łodzią do miasta aby dać nam znać, że masz coś dla nas. - Łasica wróciła do rozmowy o szczegółach do dalszych spotkań. Teraz arabski brodacz musiał sie zamyślić.

                                - Dwa razy w tygodniu to nie. Ale na razie nie wracam na południe. Więc możemy umówić się za tydzień. W Marktag może być. Albo wyślę wam kogoś szalupą. Tylko gdzie? - Munir był gotów pójść na taki wstępny kompromis.

                                - Do tawerny “Wesoła Mewa”. Wiadomość dla Łasicy. Możecie zostawić u barmanki, taka ładna, zgrabna, cycata blondynka. - Łotrzyca szybko podała swój stały punkt kontaktowy i spojrzała na kolegów. Lars tylko wzruszył ramionami dając znać, że za słabo zna miasto aby dyrygować w tym zakresie.

                                - A co z ceną? Jak będziemy się rozliczać? - Zapytał Norsmen przypominając o pytaniu gladiatora.

                                - Za mikrego chłopa dam z osiemdziesiąt. Za przeciętnego ze sto, sto dwadzieścia. Za silnego albo rzemieślnika co ma fach w rękach to i półtorej stówy. Za naprawdę rarytas, to i ze dwie. Ale jak szukacie jakiś dorodnych gąsek to możemy się rozliczyć w żywym towarze ale też wedle tego kursu. - Gospodarz siedzący na wielkiej, granatowej poduszce zdobionej frędzlami i złota nicią naszkicował im cennik takiej wymiany.

                                “Jeśli próbowałby nas wykiwać, Lars już by coś powiedział” - pomyślał Egon, który co rusz zerkał na korsarza. Stawka wydawała mu się dobra, choć z drugiej strony, sam niewiele znał się na procederze, toteż jakakolwiek cena w złocie byłaby dobra dla gladiatora.

                                – Brzmi dobrze – rzekł Egon, który skubał swą przydługą brodę i który już myślał, jak to będzie, kiedy będą łupić wsie ku chwale Pana Krwi.

                                Tu zwrócił się jeszcze do Łasicy i Larsa:

                                – Trza będzie w takim razie przysposobić jakieś miejsce u nas na przechowanie łyczków, zanim ich sprzedamy.

                                Była jeszcze jedna rzecz, o której nagle pomyślał, jednak będzie trzeba to omówić nieco później - jaką bowiem część zysku przeznaczą na zakup nosicielek jaj Oster, zaś jaką na czysty zysk dla Larsa? Egon myślał, że będzie to pół na pół, jako że co prawda jaja Oster były ważne, to wszak rozwój interesu i pieniądze z handlu także musieli przy tym mieć, tak, jak wcześniej mówił Lars. Był także rad z tego, że Munir miał jakieś dojście do ludźmi handlującymi okrętami.

                                – Dobrze, dobrze… – powtórzył gladiator, teraz już do Munira. – Mamy coś jeszcze? – zapytał Łasicę i Larsa. – Zdaje mi się, że tu wszystko już ustalone… Trza nam będzie jeszcze zakupić pierwsze nabytki, na to, żeby zacny pan Munir wiedział, żeśmy poważni kupcy są! – tu skinął na szkatułkę ze złotem trzymaną przez Łasicę.

                                - Oh, no właśnie. Bo na początek byśmy szukali jakichś dorodnych gąsek. Masz jakieś na stanie? - Łasica jaka chwilowo zamilkła gdy przysłuchiwała się rozmowie, teraz się ożywiła. Wymownie, pieszczotliwym ruchem, pogłaskała małą, ozdobną szkatułkę jaką wczoraj im dała lady Soria. Kupcowi aż się cała twarz zaśmiała na ten widok. Powiedział coś do swojego służącego a ten wysłuchał go, skinął głową i wyszedł z kajuty. Słychać było jakby przekazywał polecenie komuś na korytarzu i gdy skończył, szybko wrócił do środka. Pokiwał głową do swojego władcy a ten zaśmiał się z zadowolenia.

                                - Zaraz przyjdą. - Wyjaśnił im gospodarz. Towarzysze gladiatora też się ucieszyli. Po jakimś czasie w drzwi ktoś zapukał. Wszyscy w kabinie spojrzeli w ich stronę. - Wchodźcie, wchodźcie! - Zawołał jowialnie. I do środka wszedł jakiś zbrojny o ciemnych włosach ale wyglądający na Staroświatowca. Minę miał spiętą. Szybko przecisnął się pomiędzy gośćmi i nachylił się. Coś cicho i szybko zaczął mówić do swojego arabskiego zwierzchnika. Widać było, że ten jest zaskoczony i chyba niezbyt ucieszony. Łasica popatrzyła po swoich sąsiadach. Lars zrobił minę sugerującą, że wie tyle co ona, Gezackt wzruszył ramionami. Zaś cicha konsultacja na głównej poduszcze właśnie się zakończyła. Ich brodaty gospodarz machinalnie wrzucił sobie suszony owoc do ust i przeżuwał jakby w ogóle tego nie zauważał. Sapnął i znów uśmiechnął się ciepło do swoich gości.

                                - Ah moi przyjaciele. Nastąpiły pewne komplikacje. - Zaczął przepraszającym tonem po czym odłożył miseczkę z drobnymi suszonymi owocami na niski stolik. Lars i Łasica obserwowali go uważnie ale czekali co im obwieści.

                                - Te komplikacje o jakie pytałaś wcześniej urocza przyjaciółko. - Kupiec spojrzał z uśmiechem na łotrzyce.

                                - Te z spod pokładu? - Dziewczyna z ferajny pokazała palcem w dół, od razu przypominając sobie o co go pytała jeszcze na pokładzie.

                                - Tak, właśnie te. - Munir skinął głową z zadowolony z takiej odpowiedzi. - No cóż. Te drobne komplikacje właśnie nieco wymknęły się spod kontroli. - Przyznał tak jakby wolał tego nierobić. Towarzysze gladiatora zmarszczyli brwi jeszcze bardziej. - I to tak niefortunnie, że blokują drogę do dorodnych gąsek jakie was tak interesują. To może troszkę potrwać zanim sytuacja zostanie opanowana. - Zaczął im wyłuszczać o co chodzi.

                                - A ile? Bo my jeszcze musimy wrócić do miasta a już jesteśmy umówieni na parę rzeczy. - Łotrzyca nie bawiła się w ceregiele. Spojrzała na swoich kolegów. W końcu po południu miał się zacząć zbór na “Adele” a większość z nich przyjęła zaproszenie od szlachcianek na wieczorne spotkanie w teatrze.

                                - Trudno powiedzieć. Właściwie to pomyślałem, że może nawet moglibyśmy sobie pomóc nawzajem. - Arab odpowiedział po chwili namysłu. Znów przykół uwagę towarzystwa. - Te przejściowe trudności blokują nam wszystkim drogę do naszych uroczych gąsek. Póki nie usuniemy przeszkody to nikt się do nich nie dostanie. - Tłumaczył im cierpliwie.

                                - No dobra. Co to jest? - Lars jednak wolał bardziej bezpośrednie podejście. Brodacz zawahał się na chwilę jakby sondował ich reakcję.

                                - Troll. - Odparł w końcu.

                                - Macie tam trolla? - Łotrzyca jeszcze raz wskazała palcem w dół i widocznie była tym zdziwiona. Kupiec wzruszył ramionami.

                                - Za takie stworzenia są dobre ceny jeśli wiesz gdzie ktoś chce kupić coś takiego. Niestety potrafią być troszkę kłopotliwe w transporcie. - Wyjaśnił gospodarz i czekał na to co teraz zrobią.

                                “Kurwa, troll na okręcie”? – Egon machinalnie przeczesał siwą czuprynę, sam nie wiedząc, czy z Munira był frant lub też głupiec, jednak całkiem poważna mina kupca, a tak samo i jego sługusa sugerowały, że zaiste, gadał poważnie. Był się niemal złapał za głowę, jednak zachował rezon. Jeśli w istocie troll był na pokładzie, trzeba to było wyzyskać.

                                – Trolle? – rzekł Egon z nonszalancją. – Ano, zabijałem bestie, jeśli i było trzeba. Jak to było, skoro żeście go tu sprowadzili…? Bestia ma przeżyć, czy ma być tak, że karku drab ma dać?

                                Egon myślał, masując swoją brodę.

                                – Przeżyć musi, ale wcale nie łatwo takiego kiepa będzie z powrotem zniewolić – zawyrokował gladiator. – Rzeknijcie no, panie, jak to się stało, że uciekł? Nie macie kajdan z rodowitego żelaza z Nuln, lub też innych odpowiednich rzeczy? Z chęcią wam pomożem, ale wszak nie za darmo. Dajcie nam za pomoc ze dwie tudzież trzy gąski, skoro nam potem i krwią przyjdzie przypłacić sprowadzenie draba do porządku.

                                I kontynuował:

                                – Ja i Lars wprawni żeśmy w bitce, szczególnie zaś ja, z czego żem cały żywot w bitce przepędziłem. Zanim tam do środka wejdziemy, rzeknijcie, jak to bestię przechowujecie? W kajdany zakuwacie? Albo też jakoś inaczej? Rzeknijcie no, cny panie Munir, jak mogę wam pomóc? Po mojemu to sprawę łacno by rozwiązać można obuchem topora w łeb… A potem się pomyśli.

                                Egon nagle pożałował, że nie było wśród nich Raisy, która niechybnie miałaby na podorędziu jakieś magiczne dekokty, które mogłyby spętać bestię. Troll, bestia niemalże na podobieństwo ludzkie, wcale nie była lichym zagrożeniem. Egon musiał wywiedzieć się od Munira i dogadać się, jaka będzie taktyka w nadchodzącej bitwie i ile też mogli wyzyskać z niej.

                                - No ja też potykałem się z tymi stworzeniami. Szkoda, źe nie zabraliśmy Bjorna. On też na różne rzeczy polował. - Lars zapatrywał się na sprawę podobnie jak gladiator. Jakby nie czekała ich lekka przeprawa ale nie taka jakiej by nie sprostali.

                                - No trafiła się okazja to kupiłem. Jak go dostarczę na miejsce to będę go mógł dobrze sprzedać. Więc przyjaciele, proszę nie ukatrupcie mi go. Martwy do niczego mi się nie przyda. Ścierwo za burtę trzeba będzie wywalić. - Kupiec posłał im proszące spojrzenie.

                                - Spokojnie przyjacielu, wcale nie jest tak łatwo ukatrupić trolla. - Lars zaśmiał się bez wesołości. Łasica na razie przypatrywała się rozmowie. Uszczęśliwiony Arab spojrzał znacząco na zbrojnego jaki dopiero co wszedł do kajuty.

                                - Troll był w klatce. Klatka w ładowni. Jak się uwolnił to nie wiem. Jest w ładowni. Rozbił skrzynie, beczki. Ładunek. Dorwał jednego z naszych. Zjada go. Dlatego przestał szaleć. Ale kobiety krzyczą i płaczą. Boją się. Krzyczeliśmy do nich aby się przymknęły. Drażnią go. - Mężczyzna miał smagłą karnację jak Tileańczycy i Estalijczycy. Mówił prostym, łamanym reikspiel. Gdy zaczął mówić patrzył po kolei na trójkę gości jaka się najwięcej udzielała w rozmowie.

                                - To co z tymi gąskami? - Łasica nie zapomniała propozycji kolegi. Kupiec sapnął jakby nagle zabrakło mu powietrza. Złożył swoje pulchne dłonie i miał minę jakby rozdzierała go jakaś wewnętrzna tragedia.

                                - No mam cztery gąski. Jak mi gładko spałujecie tego trolla bez dalszych strat dam wam wybrać dwie. Jak jednak zdąży jeszcze kogoś ubić i strat na robi ale jednak go pokonacie to ja wam wybiorę dwie. Jak go ubijecie to dam wam tylko jedną za fatygę. - Brodacz popatrzył na główną trójkę czy im pasuje taka oferta.
                                – Dobrze, dobrze… – Egon z zadowoleniem skubał swoją długą brodę.

                                Wyglądało na to, że dane im będzie gracko wykorzystać sytuację, jeśli tylko okaże się, że się wykażą. Ba, zaiste, jeśli ubiją bestię zaledwie, to już dostaną nieco już tego żywego towaru pod zasiew jaj Oster - iście, złoty interes się rysował i Egon imaginował, że jeśli taki uzysk będzie za każdym razem z Munirem, to przed Kultem rysowały się prawdziwie złote czasy.

                                Na celebrowanie wszakże było jednak za wcześnie. Egon rzekł:

                                – Dobra, panie Munir, ale zanim zabierzemy się do roboty… Rzeknijcie, czym go dotychczas trzymaliście? Sznury macie, jakieś sieci, tudzież dekokty, którymi odurzaliście bestię…? Jak to się stało? Mus mi zobaczyć tego trolla najsampierw! Lars, później rzeknę ci, jaki plan będzie… Ach, i rzecz druga. Sami, we dwóch mamy powalić tego draba? Ja i Lars? Macie tu jakichś wojów, co wspomóc by mogli?

                                - No to pójdźmy. - Kupiec uderzył dłońmi w swoje kolana i powstał ze swojej wielkiej, niebieskiej poduchy. Jego służący pomógł mu w tej czynności. Widząc to także i Lars z Łasicą podnieśli się ze swoich poduszek. I może dał jakiś znak a może wojownik jaki przyszedł zaczął mówić sam z siebie.

                                - Troll nie był związany ale w klatce. Nie wiem jak się wydostał. Teraz nie da się tam wejść bo od razu się rzuca. Ale jak chcecie to liny mamy. - Zaczął mówić ale widząc, że towarzystwo się zbiera do wyjścia wyszedł z kajuty pierwszy i przejął rolę przewodnika. Korytarze a potem drewniane schody były wąskie, musieli iść pojedynczo. Stopnie skrzypiały przy kroku każdego z nich i lekko się uginały. Zresztą podobnie to wyglądało na “Adele”.

                                - Dawaliśmy mu ryby i wino. Jak się nażarł to spał. Jak spał to był spokojny. - Mężczyzna mówił gdy schodzili na niższe pokłady w pobliżu rufy.

                                - To by musiało być bardzo silne aby zmóc trolla. Twarde z nich bydlaki i potrafią zjeść prawie wszystko. - Korsarz podzielił się swoim doświadczeniem w tej kwestii. - Ogień mógłby pomóc. - Gladiator usłyszał za sobą głos Larsa.

                                - Oj wolałbym bez ognia. Tu wszędzie jest drewno albo inne rzeczy jakie mogą się zapalić. - Munir Kamir po chwilowej przerwie gdy pozwalał mówić swojemu załogantowi, teraz wrócił do rozmowy. - Wojów no tak, oczywiście. Mogę wam dać. Pomogą wam. - Teraz wydawał się być bardziej wstrzemięźliwy. Ale może tylko się tak wydawało? Przepuścił wojowników przodem i szedł na końcu ich grupki. Im schodzili niżej tym robiło się gęściej od załogantów. Część z nich trzymała jakąś broń i prawie wszyscy zerkali gdzieś w głąb schodów albo korytarza. Rozmawiali przyciszonymi głosami. Ten czy tamten byli ranni więc jęczeli w boleściach. Tu rozmów prawie nie było. Dało się wyczuć napięcie. Tu już prawie wszyscy mieli broń w rękach. Różnorodną, od pistoletów i łuków po topory i włócznie. Każdy wydawał się być uzbrojony w coś innego. Stali w niewielkim pomieszczeniu gdzie kończyły się schody. Było widać niskie i wąskie drzwi. Ich przewodnich zaczął szpetana wymianę zdań z pozostałymi ktorych tu zastał. Po chwili zwrócił się do swojego kupca jak i jego zbrojnych gości.

                                - Za tymi drzwiami jest ładownia. On tam jest. Mamy tam towar. Skrzynie, beczki, bele materiału, kłody. On tam narozwalał. Rzuca czym popadnie. A może rzucić i beczką. Jest dość ciemno. - Streścił im jak wygląda sytuacja za drzwiami. I popatrzył na grupkę nowoprzybyłych. Słychać było skrzypienie drewna i jak pokład monotonnie przechylał się w przód i w tył w rytmie nadawanym przez fale. Twarze załogi były spięte i czujne.

                                Egon strzelił szyją i wyciągnął zza kaftana swoją okutą żelazem pałę, którą czasem używał, kiedy była potrzeba nieco lżejszej bitki, a którą czasem miał na drabów z miasta i na których użycie topora nie miałoby żadnego sensu. Tutaj, jak się zdawało, sprawa przedstawiała się podobnie, trzeba było bestię obić i unieszkodliwić, co sprawiało, że wszystko stawało się bardziej niebezpieczne.

                                Sam także obawiał się użyć pochodni albo ognia, bowiem łatwo było sprawić, żeby sprawa wymknęła się spod kontroli. Jeśli szczęście by im nie sprzyjało, to zaiste mogliby puścić z dymem cały okręt.

                                – Dobra, kompanioni, posłuchajcie no… – rzekł Egon, który plasnął okutaną żelazem pałą w dłoń parę razy, przypominając sobie, jak uderzać. – Zrobimy tak. Ja wejdę pierwszy i ściągnę jego uwagę na siebie, wy zaś pójdziecie po bokach… Przyjmę na siebie jego ciosy, spróbuję go sprowokować. Wy zaś uderzajcie z boku, zakładajcie mu haki na nogi, rzucajcie sieci. Żeby go wziąć żywcem, musimy najpierw go przewrócić. Kiedy przewrócimy go, rzucę się cholernemu drabowi do gardła, ale tak, żeby nie ubić go… Odwracać uwagę będę, rozumiecie? W ten czas musicie pomatłać sieci, spleść sznury, jeśli i trza będzie, zwalcie parę skrzyń na niego. Może i zmęczon będzie po tym całym ambarasie, przecież rozwala całkiem sporo. Kupą go weźmiemy. Dobrodzieju, masz może jeszcze jaką tarczę albo puklerz? Przyda mi się, żeby bronić się przed tą kreaturą. Zanim wszak tam jeszcze wejdziemy, przygotujcie sieci albo i jakieś spore płótno, co by mu na łeb zarzucić. Skonfudować go musimy, tak trza zrobić będzie.

                                Egon przypomniał sobie ostatnią walkę z trollem - wtedy to był z Froyą van Hansem i z Norą. Walka na śmierć i życie z trollem była ciężką przeprawą i wtedy też niemalże gladiator zginął. Tu jednak szło o coś innego. Zapewne będzie trudniej, bowiem troll nie był uwiązany niczym, oni zaś musieli uważać, żeby przypadkiem nie zabić bestii.

                                – Spróbujemy tylko raz – rzekł Egon. – Jeśli kto poranion będzie albo też jeśli by się miało tak, że bestia zyska znaczną przewagę, będziemy zabić musieli.

                                Tu Egon wzruszył ramionami.

                                – Ktoś jeszcze ma coś do dodania? – zapytał Egon, który po cichu liczył, że może ktoś ma jeszcze jakiś sposób. – Łatwiej by było, gdyby jakąś trutkę na sen mu w trzecia włożyć, żeby zasnął. Ale chyba nie mamy takich dekoktów – rzekł jeszcze, żałując, że Raisy nie ma z nimi.

                                - No nie mamy. - Przyznał ten z wygadany załogant który widocznie pełnił u nich jakies przywódcze role. Rzucił coś w obcym gladiatorowi języku i jeden z marynarzy wyszedł szybko z niewielkiego pomieszczenia.

                                - Można by mu jakiś koc czy płachtę na łeb narzucić. Aby go oślepić. Wiecie jak koniowi się klapki na oczy zakłada aby był spokojniejszy. - Łotrzyca odezwała się po raz pierwszy od dłuższej chwili. Marynarze popatrzyli na nią zaskoczeni. Część może nie zrozumiała w reikspiel ale inni chyba zaczęli omawiać ten nowy pomysł.

                                - A możesz to zrobić? - Zapytał ten dowdzący. Łasica westchnęła nieco przesadnie i złapała się za biodra, tak poniętnie opięte skórzanymi spodniami.

                                - No mogę spróbować. - Rzekła w końcu ale z wyraźną niechęcią. Ten jaki z nimi rozmawiał znów coś powiedział i znów jeden z jego ludzi wspiął się po szchodach znikając im z pola widzenia. Obaj po jakimś czasie wrócili. Jeden wręczył tarczę Egonowi, drugi jakąś płachtę materiału kultystce.

                                - Dobra Egon. To wchodź pierwszy. Ja będę zaraz za tobą. Łasica ty idziesz za mną. I jak weźmiemy się za niego to będziemy myśleć. Nie ma co robić ptasich planów jak czasem trzeba po prostu kogoś mocno złoić. - Lars uzupełnił plan o nowe elementy. I Łasica, Gezackt oraz ten oficer załogi zgodnie pokiwali głowami.

                                Egon ze skinieniem głowy uniósł swą obitą metalem pałę i zaczął możliwie cicho zbliżać się drzwi, za którymi była okrutna bestia. Owszem, sytuacja wykluczała możliwość zakradania się i sam Egon niezbyt był wprawny w złodziejskie arkana tak, jak Łasica, ale przecież nie musiał obwieszczać wrogowi, co za chwilę sie stanie. Wojownik przypominał sobie wcześniejsze chwyty i techniki, wiedział bowiem, że czeka go długa, mozolna walka obronna i będzie musiał przyjąć na siebie ciosy draba.

                                – Chodźmy…

                                Egon przyjął postawę obronną i wkroczył do środka.

                                Jeden z marynarzy otworzył drzwi jakie zgrzytnęły gdy coś się przesunęło po podłodze wraz z nimi. Chyba rozkruszona beczka albo skrzynia bo widac było połamane kawałki drewna i solone ryby. Przez co pierwsze kroki gladiator musiał stawiać ostrożnie aby się na tym wszystkim nie poślizgnąć. Pod butami zgrzytały mu kawałki drewna. W pewnym momencie musiał złapać się jakiejś skrzyni aby złapać równowagę. Śliska podłoga na jakiej była cienka warstewka jakiegoś płynu chlupała cicho przy każdym kroku. Do tego pokład regularnie przechylał się na falach do czego brodacz nie był przyzwyczajony. Liny i drewno skrzypiało do tego samego rytmu. Panował półmrok. Liczne bele materiałów, skrzynie, beczki, jakieś pakunki większe od niego, stanowiły labirynt pełen cieni. Kultysta słyszał jak kolejne postacie przechodzą przez ten sam tor przeszkód przez jaki on właśnie przebył. Po chwili obok niego stanął Lars. Rozglądał się czujnie próbując dotrzec zagrożenie. Wydawało się, że poruszają się głośno i niezdarnie, przez to, że co chwila pod butami trafiali na jakieś rozbite graty i chlupała woda czy co to tam było na tej podłodze. Za nimi stanęła Łasica, trzymając jakąś płachtę w obu dłoniach. Przyłożyła palec do ust i pokazała gdzieś na przeciwległy kraniec ładowni. Lars skinął głową i spojrzał na towarzysza, że zgadza się z jej niemą sugestią. Po chwili i Egon usłyszał jakiś dziwny dźwięk. Wybijał się innym rytmem niż skrzypienie lin i drewna, cichy chlupot cieczy pod ich nogami czy turlające się tam i z powrotem butelki i inne drobiazgi. Gdy ruszyli przed siebie gladiator zgniótł jakiś kawałek drewna jakiego nie zauważył w tym półmroku. Ten pękł z głośnym trzaskiem. Idąca za nim Łasica zatrzymała się, tak samo jak Lars. Odgłosy z głębi ciemnej ładowni na chwilę ustały. Jednak wkrótce wznowiły się. Przechodząc obok jakiejś skrzyni tym razem Lars niechcący kopnął jakąś butelkę jaka potoczyła się głośno po podłodze aż wytraciła impet uderzając w inną skrzynię. W pewnym momencie Lars zamarł. I znacząco skinął głową pod jedną ze ścian. Coś tam było. Coś sporego.

                                Stwór chociaż był znacznie większy od człowieka, to w tym półmroku był ledwo zarysowaną sylwetką. Gdyby zamarł w bezruchu, można byłoby go wziąć za kolejny element ładowni. Ale jednak poruszał szczęką i mlaskał. Coś żarł. Głowa lekko kiwała się w rytm przeżuwania i chyba patrzył w stronę nadchodzących. Ale nie reagował na ich przybycie. Egon musiał przed sobą przyznac, że wyglądało to niepokojąco i poczuł się nieco nieswojo.

                                - Cholera on chyba kogoś zżera. - W głosie Larsa też zabrała wyraźna obawa. Jakby teraz żałował, że dał się w to wciągnąć. Stojąca za nimi Łasica syknęła do nich cicho - Zróbcie coś albo zjeżdżajmy stąd. - Dało się wyczuć napięcie w jej postawie i głosie ale lepiej nad sobą panowała niż jej towarzysze.

                                – Hmph – Egon uśmiechnął się krzywo, zawsze tak, kiedy miało się zbierać na bitkę. Mimo to, wielki łeb i bestia mimowolnie sprawiły, że gladiator zaniepokoił się, któż bowiem mógł wiedzieć, co się stać mogło.

                                Gladiator nie zamierzał odstawać od raz przyjętego planu, który był prosty, niby ciecie na roli w Middenlandzie. Zwrócić na siebie uwagę, wziąć ciosy, może i zadać parę, pozwolić, aby tamci zrzucili płachę na jego łeb, obalić bestię tak, żeby można ją było związać.

                                – Wiecie, co zrobić. Idziecie bokami, ja biorę go na siebie – rzucił krótko.

                                Egon, wywijając gudendagiem, sięgnął po jakiś kawałek załadunku, który został wcześniej rozbity przez trolla i z bitewnym okrzykiem cisnął go prosto w stronę łba trolla. Wszędzie były rozbite kawałki desek, potłuczone szkło, jakieś rozłupane amfory. Sam, choć nie zamierzał go zabić, był pewien, że poobijanie go wcale nie zaszkodzi, przeciwnie, może przechylić szalę zwycięstwa w ich stronę.

                                – RAAAAUGH! – wrzeszczał Egon, wstąpiwszy w centrum tej sceny i miotając rozbitymi kawałkami załadunku, który porozrzucał troll.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • SantorineS Niedostępny
                                  SantorineS Niedostępny
                                  Santorine
                                  Developer
                                  napisał ostatnio edytowany przez
                                  #266

                                  Oryginalny autor: Seachmall

                                  U Pirory

                                  Mnich zaśmiał się szczerze na zaprosiny na recital.

                                  - Przyjdę. Ostrzegam jednak, od mojego śpiewu strzydze zwiędłyby uszy. Jeżeli się nie nadaje to najwyżej wezmę szkicownik i kogoś narysuję. - spojrzał na Fabienne - Chętnie zobaczę ponownie swoje podopieczne. Mam nadzieję, że są niegrzeczne kiedy trzeba.

                                  - Oh to cudownie! Myślę, że nie będziemy się mówić. A śpiewać będę ja i kilka dziewcząt. Może jakoś to przeżyjesz. A szkice bardzo chętnie zobaczę. Uwielbiam pozować. A jeszcze jakby to były jakieś ciekawe sytuacje uwiecznione no to jeszcze lepiej. - Odette wyglądała na zadowoloną, że jednooki mnich przyjął ich wspólne zaprosiny. Koleżanki również.

                                  - Oczywiście, że są niegrzeczne. Z Marissą to zaczęłam brać regularne kąpiele. Znaczy oczywiście oficjalnie to ona jest moją łaziebną i mi usługuje. Ale tak naprawdę to jest dokładnie na odwrót. Uwielbiam te nasze kąpiele. Wreszcie mamy okazję być razem za zamkniętymi drzwiami i nie wygląda to podejrzanie. - Bretonka zaśmiała się wdzięcznie na uwagę kolegi i dorzuciła swoje uwagi o byłych pacjentkach hospicjum. - A Annice myślę, przyda się trochę zmienić klimat. Szkoda aby ciągle leżała w łóżku. Wiesz Otto jaka ona jest żywiołowa. To tak właśnie myślałam, że zabiorę ją jutro na te występy. I jak już się skończą i zostaniemy w naszym gronie to zajmę się jej stopami tak jak lubi. I może to pomoże jej się rozerwać. - Milady wydawała się zadowolona, że jej luźny pomysł Otto poparł. Teraz więc nabrała pewności, że to słuszne działanie. Jej słowa jednak wyraźnie poruszyły młodą cukiernik.

                                  - Całujesz stopy swojej służącej? - Wybauszyła oczy na bladolicą, nagą szlachciankę. Taka zamiana ról widocznie trudna była do wyobrażenia dla kogoś wychowanego od dziecka w hierarchicznym społeczeństwie. Słysząc to Fabienne roześmiała się serdecznie.

                                  - Oczywiście Teo. Jak chcesz to jutro mogę się zająć też twoimi stopami. I ci usługiwać jeśli być miała ochotę. Ale to jak jesteśmy w naszym gronie. Bo niestety oficjalnie to musimy zachować pozory. - von Mannlieb pogłaskała nową koleżankę po policzku jakby rozczulała ją jej świeżość i brak doświadczenia. Teofano pokiwała głową i uśmiechnęła się do niej jakby już podniecała ją myśl o jutrzejszym spotkaniu.

                                  Mnich pokiwał głową.

                                  - Na pewno będa szczęśliwe. Sądzę, że Annika chciałaby wyrwać się z miasta i dać upust swoim innym żądzom. Ale to myślenie na przyszłość. - jednooki zerknął na Teo - Nawet sobie nie wyobrażasz do jakich poniżeń nasza droga pani Mannlieb jest chętna się oddać. Jestem pewny, że gdyby mogła oddałaby się jakimś łupieżcom z Norski jako niewolnica.

                                  Cukiernik słuchała tej wymiany zdań z zafascynowaniem. Najpierw patrząc na mnicha a potem na nagą Bretonkę. Pozostałe dwie koleżanki też świetnie bawiły się obserwując tą wymianę zdań. A żona morskiego kapitana roześmiała się szczerze słysząc pomysł jednookiego.

                                  - Oh, jurni i żywiołowi łupieżcy z Norscy! Ci przeklęci barbarzyńcy! - Zawołała jakby powtarzając tradycyjne przekleństwa pod adresem przybyszów zza Morza Szponów. - Oh to mogłaby być bardzo interesująca znajomość. Z przyjemnością bym im służyła na kolanach albo na czworakach. No bo co ja biedna niewiasta bym mogła poradzić przeciwko bandzie takich uzbrojonych zdobywców? To prawie tak straszne jakby w lesie spotkać bandę zwierzoludzi. - Chociaż słowa wskazywały na taką postawę względem Norsmenów jakiej można by się spodziewać po imperialnej białogłowej to ogień namiętności w oczach i głosie wskazywał, że byłaby bardzo chętna przeżyć taką przygodę.

                                  - Oh chętnie bym to przeżyła razem z tobą. I z tymi Norsmenami i zwierzoludźmi. Masz rację Fabi, takie wiotkie niewiasty jak my, nic by nie mogły poradzić. Co najwyżej położyć się i z pokorą przyjąć nasz straszny los. - Odette prawie weszła jej w słowo i z aktorskim talentem dorzuciła swoje trzy miedziaki. Widać było, że taki podły scenariusz też bliski jej sercu. Teofano słuchała tego z wypiekami na twarzy i nie wiedziała co powiedzieć. Więc popatrzyła na mnicha jak on na to wszystko odpowie.

                                  - Uwiązaliby was do masztu? - zaproponował mnich - Tyłeczki wystawione na wiatr, czekające na następnego najeźdźcę? Co do zwierzoludzi… - Otto się zastanowił - Wyobrażam sobie was zaciągane do jakiejś ciemnej jaskini, rzucone na ziemię, jakieś prawie zwierze zdzierające z was wasze piękne drogie ubranie… - mnich zapauzował, pozwalając obrazowi zagnieździć się w umyśle kobiet - Po czym całe stado rzucające się na was w rui. Każdy otwór zbezczeszczony ich plugawym, mutanckim nasieniem.

                                  Tym razem młoda Lebkuchen aż otworzyła usta ze zdumienia. Tak ją zaskoczyły słowa mnicha. Jednak reakcja obu szlachcianek była znacznie bardziej żywiołowa bo obie roześmiały się serdecznie rozbawione. Podeszły do skromnego mnicha w zwykłym habicie i każda z nagich, smukłych dam objęła go czule ze swojej strony.

                                  - Oh to bardzo rozkoszna wizja Otto. Bardzo wiele bym dała aby przeżyć taką przygodę. Właśnie dlatego proponowałam ci rolę impresario od rozrywki. Masz fantazję jaka może zaspokoić nawet moje wymagania. - Miodowłosa czule objęła go i mówiła aksamitnym, kuszącym głosem. Na koniec pocałowała go w usta. Zaś Fabienne ze swojej strony zrobiła to samo.

                                  - Podoba mi się i bycie uwiązaną i zniewoloną, wystawioną na chuć tych dzikusów z północy i to z całym stadem zwierzoludzi w rui. Ależ to by była przygoda! - Bretonka przytuliła się do Otto tak, że na swoim ramieniu, nawet przez szorstki habit mógł poczuć jej jędrne piersi.

                                  - Naprawdę? Chciałybyście z Norsmenami? I zwierzoludźmi? - Teofano w końcu nie wytrzymała i musiała wyartykułować swoje zdumienie.

                                  - Oh, kasztanku. Ty masz ochotę rodzić musze larwy więc i my chciałybyśmy sobie troszkę poswawolić. A i tak każdą z nas spalono by na stosie za takie bluźnierstwa więc dobrze, że chociaż między sobą możemy o tym porozmawiać. - Odette odwróciła się nieco ku niej i pieszczotliwie przesunęła dłonią po gładkim policzku. Dając znać, że do pewnego stopnia już wszystkie jadą na tym samym wózku i dla społeczeństwa za oknami kamienicy ich słowa i zachowanie byłoby niedopuszczalne i karane straszną śmiercią. Aktorka jednak nie wydawała się tym przejmować w tej chwili.

                                  - Imperium powstało na przekór osobom takim jak my Teofano. Odrzuca co najbardziej ludzkie, żądze i chęci, ambicje i akceptacje. Musimy chować się po kątach, ciemnych loszkach i odludnych miejscach, aby być sobą. - mnich wzruszył ramionami - Taki nasz los, ale ni pozwalamy, aby nas to tłamsiło.

                                  - Ale… Ale to jest… I z Norsmenami no… Czasem są u nas w porcie. Ale ze zwierzoludźmi? - Widać było jak młoda cukiernik jest na krawędzi poznania nowego świata ale całe życie stojąc w starym. Które takie bluźnierstwa, plugastwo i herezje były potępiane z najwyższą surowością. Więc nie było łatwo ich odrzucić z dnia na dzień. Młoda cukiernik nie miała lat doświadczeń jako kultystka Mrocznych Potęg, tak jak ludzie jacy właśnie ją otaczali. Widać było jak się zarumieniła i nie wiedziała co powinna postąpić. Fabienne więc szybko wsparła słowa swojego kochanka. Uklękła przed Teofano i pogłaskała jej płaski brzuch skryty pod porządną ale nie ekstrawagancką suknią mieszczki.

                                  - Teo, za dzień, dwa czy trzy sama poczujesz cudowność nowego życia. Tego co na zewnątrz nazywają splugawieniem. - Podniosła głowę aby spojrzeć jej w oczy i nie tracąc kontaktu wzrokowego pocałowała ją w brzuch świeżo zasiany dziedzictwem Oster. - To my ci daliśmy to czego tak długo i bardzo pragnęłaś. Damy ci dużo więcej. To co będziesz chciała wziąć. Sama widzisz, że jak Pirora nie miała ochoty być muszą matką to jej do niczego nie zmuszaliśmy. - Wskazała wzrokiem na trzecią z nagich szlachcianek jaka stała obok. Blondynka o nieco piegowatej twarzy uśmiechnęła się i pokiwała głową twierdząco.

                                  - A jak zostaniesz z nami to sama się przekonasz już jutro. Będę ci służyć i spełnię twoje zachcianki i życzenia. A za parę dni wszystkie wydamy na świat nasze wspólne potomstwo. Jakie wcześniej dostarczy nam rozkoszy o jakich jeszcze nie masz pojęcia. Odette też jeszcze nie. - Bretonka klęczała przed cukiernik i dalej kusiła ją wizją wspaniałości jakich zazna jeśli się do nich przyłączy.

                                  - Oh ja już nie mogę się tego doczekać! - Zawołała Odette na wspomnienie o doznaniach jakie dostarcza rozwijające się potomstwo Oster. - A ty pomyśl Teo. Kochankę ja mogę zaprosić na próby aby razem ze mną śpiewała. Ale zwykłą córkę mieszczan? - Aktorka tym razem też zaznaczyła swoją bezwzględność jaką mogła się okazać gdyby młoda cukiernik wypadła z jej łask. A status społeczny stanowił przepaść jaką oficjalnie trudno było przeskoczyć. - No i są jeszcze te muchy które się z nas wylęgną i jakie poznamy bliżej. A jak Fabi tak ciekawie opowiada o tych larwach tam w środku to chyba chciałabyś skorzystać z nich jeszcze raz co? - Miodowłosa dorzuciła swoją porcję zachęty aby młoda Lebkuchen podjęła właściwą decyzję.

                                  - Oj no tak! Pewnie, że bym chciała! Ja tylko… No to mnie zaskoczyło. Ale jak chcecie z tymi Norsmenami czy zwierzoludźmi to oczywiście. Tylko nie zostawiajcie mnie bez moich much i dzieci. - Zapewniła gorliwie, że jest po ich stronie. A wizja utraty kontaktu z owadami wydawała się jej straszna. Słysząc to wszystkie trzy nagie szlachcianki roześmiały się aprobująco.


                                  Powrót z Teo

                                  Otto pokiwał głową na pytania młodej piekarki.

                                  - Do tygodnia. Powinnaś czuć kiedy będzie się zbliżało. Nie przejmuj się dzisiejszych porankiem. Różnica klas ma swoje znaczy, ale wyciągnij z tego lekcje. Uważaj kogo obrażasz, sprawy mogą się tak potoczyć, że skończysz wielbiąc jego berło. Chyba, że tobie podoba się taka zamiana ról? - szczypnął pośladek dziewczyny.

                                  Młoda Lebkuchen po dziewczęcemu pisnęła cicho gdy mnich złapał ją za zgrabny pośladek. I szybko rozejrzała się czy nikt na to nie zwrócił uwagi. Jednak chyba nie, ludzie byli zajęci swoimi sprawami. Kiwała głową do słów jednookiego i chwilę je trawiła gdy już szli znów spokojnie obok siebie.

                                  - No wiesz, jak przyszedłeś rano, w tym habicie i sandałach… No wygladałeś jak jakiś biedak. - Zaczęła cichym, przepraszającym tonem jakby chciała się wytlumaczyć dlaczego rano tak go potraktowała z góry. - No jakbym wiedziała, że możesz mi dać takie cudowne dzieci i jeszcze masz takie znajomości… - Uśmiechnęła się do niego aby zaznaczyć, że teraz patrzy na niego znacznie inaczej. Przy tym po matczynemu położyła swoja szczupłą dłoń na swoim brzuchu. - A z berłem no ja wiedziałam, że tak można. Ale jednak dziewczyny mi dzisiaj pokazały dużo więcej. - Uśmiechnęła się jeszcze raz na świeże wspomnienia z salonu młodej Averlandki gdzie bardziej doświadczone koleżanki, razem z mnichem, pokazali jej rzeczy o których do tej pory miała dość mgliste pojęcie. - Ale jakbyś chciał poćwiczyć takie zabawy z berłem to możemy się umówić. Jutro w teatrze albo gdzie indziej. - Spojrzała na niego z filuternym uśmiechem dając do zrozumienia, że nie tylko szlachcianki jej dzisiaj zaimponowały.

                                  - Raczej nie w teatrze… - przyznał Otto - To dość publiczne miejsce. Tyle potencjalnych osób mogłoby cię przyłapać na spółkowanie z jakimś obdartym mnichem. Co by ludzie pomyśleli. - uśmiechnął się - Później… pewnie będziesz zbyt zajęta nie tylko swoimi nowymi znajomymi, ale jeszcze Anniką i Marissą. Dziewczyny są równie otwarte na nowe, ciekawe znajomości co ich przełożona. Chociaż słyszałaś, że Annika preferuje być dominantką.

                                  - A one też są takie ładne jak Pirora, Odette i Fabienne? - Zapytała chłonąc te nowe dla siebie wiadomości. Wydawała się być zafascynowana tym dekadenckim światem jaki mnich dla niej odkrył dziś w salonie Pirory. - Jak tak to mogłabym je poznać. Pirora mówiła, że po występach zabawimy się sami i mogę zostać. Uprzedzę rodziców, że mogę później wrócić. Chociaż już będzie ciemno pewnie. Trochę się boję sama wracać. - Mówiła jakby była chętna na rozpustną część jutrzejszego spotkania.

                                  - Ale jak chcesz to mogę przyjść w dzień do hospicjum. Przyniosę jakieś pierniki aby podziękować tobie i przeorowi. - Spojrzała na niego czy by mu pasowała taka propozycja. Wydawała się dość naturalnym zachowaniem od wdzięcznej za pomoc rodziny. Ale chociaż w hospicjum były dyskretne zakamarki to jednak sporo osób się tam kręciło.

                                  - Otto a myślisz, że ja też powinnam całować stopy swojej służącej? Tak jak Fabienne? Mamy tą pokojówkę, z nią parę razy próbowałam. - Zapytała o zdanie jakby nie była pewna czy powinna naśladować bretońską milady czy nie.

                                  - Może nie aż tak piękne jak nasze drogie szlachcianki. Błękitna krew i pieniądze swoje robią, ale nie są też jakimiś pospolitymi kwokami, na pewno ci się spodobają. Hm… będzie podejrzane, jeżeli ja bym cię znowu odprowadził. Pirora ma ochroniarza, być może udałoby się zakręcić, aby on odstawił cię do domu. No chyba, że ja bym z tobą wrócił i po prostu nie pokazał się rodzicom. - mnich się zastanowił - Szczerze, byłbym wdzięczny gdybyś się zjawiła w hospicjum. Osobiste podziękowania od zainteresowanej, może w końcu przeor by się do mnie uśmiechnął. - wykrzywił trochę usta na pytanie Teo co do jej naśladowania Fabianne - Odradzałbym na próbowanie ze służką, przynajmniej jeśli idzie o stopy i usługiwanie. Relacje Fabianne z jej podopiecznymi jest specyficzne i musi się z nim ukrywać. Twoja służąca, może źle zrozumieć sytuację, powiedzieć coś nieodpowiedniego w nieodpowiednim momencie i będą z tego problemy. Do tego… - zerknął na dziewczynę - Nie naśladuj innych, przynajmniej nie aż tak. Fabianne ma… preferencje. Lubi być poniżana, krępowana i usługująca. Kręci ją to bardziej niż cokolwiek. Zgaduję, że ty dopiero odkrywasz co drapie to konkretne swędzenie. Na razie eksperymentuj z tymi, którym możesz w pełni zaufać.

                                  - No dobrze. Po prostu już się z nią zabawiałam. Nie wiem czy ojciec też nie. A matka nie jestem pewna czy wie czy nie. Ale chyba nie jest zbyt zadowolona z pożycia małżeńskiego. To myślałam, że mogłabym spróbować z tą pokojówką. Rodzice dobrze jej płacą, także za dyskrecję. Boi się stracić tak dobrej pracy. Mogę z nią przyjść jutro do hospicjum jeśli chcesz to sam zobaczysz. - Idąc ulicą po chwili wahania brunetka powiedziała nieco więcej o rodzinnej pokojówce z jaką już miała nieco przyjemności. Chociaż nie aż tak jak ze szlachciankami u Pirory.

                                  - I dobrze, przyjdę więc do hospicjum. O której ci pasuje? Tak raczej rano czy w południe? Bo wieczorem jak mamy się spotkać w teatrze to musiałabym się przygotować. Jak ktoś by mnie odprowadził to byłoby miło. Trochę strasznie mi wracać samej po ciemku. - Uśmiechnęła się wdzięcznie w podziękowaniu za ofertę wsparcia w powrocie z jutrzejszego spotkania kółka poetyckiego.

                                  - Rano pewnie będę musiał zdać raport i zrobić obchód po hospicjum. Więc może bliżej południa. Jeżeli chcesz, możesz przyjść ze służącą, chociaż wtedy nasze możliwości będą ograniczone. - mnich się uśmiechnął - Więc, którą lubisz najbardziej?

                                  - Dobrze, to przyjdę do was w południe. - Zgodziła się bez sprzeciwu jakby to mieli już załatwione. A kolejny temat znów sprawił, że na twarzy wykwitł jej uśmiech. - Oj sama nie wiem. One wszystkie są takie piękne i wspaniałe. Pirora wygląda na najmłodszą. I pokazała mi jak dbać o twoje berło ustami. Tego nie wiedziłałam. I jest bardzo miła. I lady Odette. Ojej! Całowałam się ze Słowikiem Północy! Widziałam ją nago! I kochałam się z nią! I jak mnie brała… Jak mężczyzna. A lady Fabienne też była cudowna. Jak mi Pirora założyła tą zabaweczkę to ja ją brałam jak mężczyzna. Nawet nie wiedziałam, że tak można! I obiecała mi, że jutro będzie lizać mnie po stopach i mi usługiwać. A przecież to szlachcianka! Oh jej Otto sama nie wiem.. Chciałabym je wszystkie. Trudno mi wybrać tylko jedną. - Nieco chaotycznie ale za to bardzo emocjonalnie określiła co jej się podobało w trójce nowych kochanek. W każdej coś innego ale wszystkie zlały jej się we wspólne, bardzo przyjemne wspomnienie z wizyty w salonie młodej Averlandki.


                                  Następnego dnia z Łasicą

                                  - Ano… - przyznał mnich - Nową matkę na hodowlę znalazłem i zapoznała się z naszymi dziewczynami. Odpłaciłbym ci, że cię to ominęło, ale nie wiem czy zadowolę tak wspaniałą kobietę jak ty. - mnich się uśmiechnął do ladacznicy - Mogłabyś wytłumaczyć tego… Egona? Najwyraźniej nie w temacie jestem.

                                  - No słyszałam, że jakąś słodziutką cukiernik zasiałeś. - Pokiwała głową chociaż widać było, że robaczy temat dalej nie jest miły jej sercu. Roześmiała się jednak gdy posłał jej komplement i wyrazy uznania. - No proszę, tak oczytany mnich a smali cholewki do zwykłej, portowej dziewczyny. - Podeszła do niego bliżej i przejechała dłonią po przodzie habitu od piersi po wiązany sznur. Wyglądało jak zachęta do rozwinięcia zabawy ale jednak odwróciła się i podeszła do stołu. Potrząsnęła dzbankiem aby sprawdzić czy jest coś do picia.

                                  - A Egon, ten gladiator co robił z nami skok na świątynię Mananna. Odpłynął razem z Mergą i resztą. Z tego co mówi Soria to teraz wrócił. Dzień czy dwa temu. Spotkała ich na plaży przy wrakowisku. Pomogli jej w zdobyciu skarbów bo tam jakies kraby się zalęgły czy coś takiego. I wracali razem do miasta. Ale u wyjścia z zatoki ona ich zostawiła aby nas uprzedzić, że przybędą. Pływa szybciej niż oni maszerują. Więc wczoraj wieczorem wróciła do Pirory. Umowiła się z nimi przy Zachodnich Kamieniach. Tam gdzie się spotykamy z Gnakiem. Trzeba będzie ich wprowadzić do miasta. Egona i z pół tuzina Norsmenów. Soria mówiła, że nie jest tak źle z ich wyglądem. No wiesz nie mają krwawych skalpów i czaszek u pasa. No to może by udało im sie wtopić w tłum. Ale trochę szkoda ryzykować. Na Egona dalej jest list gończy z zimy. Dlatego Soria mu dała pierścień Mergi. Będzie wyglądał trochę inaczej to chyba nie powinni go poznać. Ale myśleliśmy, że i tak lepiej by było wysłać po nich wóz albo łódź. Chociaż może i jakby przechodzili pojedynczo to by się udało. Ja idę i Burgund. Bierzemy łódź. A Silny ma wóz. Soria to nie wiem jeszcze czy popłynie z nami czy pojedzie z nim. Pirora powiedziała, że z pół tuzina osób to jeszcze ugości. Ale potem trzeba będzie coś im znaleźć. Aha jeden z nich, w ogóle nie mówi po naszemu. Reszta tak, nawet po kislevsku niektórzy więc w razie czego mogą udawać kogoś z zewnątrz. - Łasica rozbudowała opis umięśnionego gladiatora i jego nowych, norsmeńskich znajomych. I pobieżne plany jakie uszyli wczoraj i dzisiaj aby ich podjąć.

                                  - A on… - mnich kiwnął głową podążając za ladacznicą - Myślałem, że już nowego rekruta mamy. - szybko objął Łasicę, zamykając jej ręce w solidnym uścisku, nie pozwalając się jej wyrwać - Rozmyślelście dużo. - przyznał mnich szepcząc do ucha kobiety, jego ciepły oddech muskający jej ucho i kark. Ladacznica poczuła również, że mnich jest najwyraźniej bardziej niż gotowy na dalsze zabawy - Jestem pewny, że Pirora będzie bardziej niż szczęśliwa z niewielkim oddziałem dużych, silnych dzikusów pod sobą i pod swoim dachem. Tak jak i Fabienne i dziewczyny. Sama o tym może myślałaś? Chłopaki taki czas spędzili na morzu, jedynie czcigodna Merga, której nie odważyliby się tknąć…

                                  - Oh no pewnie, że nie! Merga by im dała popalić jakby któryś spróbował! - Łasica zwinnie odwróciła się frontem do mnicha potwierdzając, że ma sporo wspólnego ze zwierzeciem od jakiego wzięła swoje imię. Jednak poza tym nie wyrywała się z objęć mnicha jakby podobały jej się jego stanowcze zachowanie.

                                  - A coś słyszałam już o jurnych barbarzyńcach. Fabi też tam jest. Została na noc u Pirory. Odette też. - Usmiechnęła się jakby to jej aż tak nie dziwiło. I znów przesunęła dłonią po przodzie habitu mnicha. - No może być całkiem ciekawie. Byle nie byli od Oster. Soria mówiła, że już się z nimi zabawiała na plaży to może być całkiem ciekawie. I jakąś ładniutką córkę jarla mają i jej niewolnicę. Co lubi z dziewczynami. - Zdradziła inne plotki jakich dowiedziała się u Pirory. Jej dłoń zsunęła się na dół i zaczęła podciągać habit do góry.

                                  - Ale czy zostaną u Pirory na dłużej to zobaczymy jak już u niej będą. Może być trochę za dużo jak na jeden adres i trzeba będzie ich rozparcelować po mieście. Zależy jak bardzo rzucają się w oczy. - Wzruszyła ramionami na znak, że to się jeszcze wkrótce okaże. A sama zdążyła już całkiem unieść habit i dobrać się dłońmi do przyrodzenia mnicha.

                                  Otto westchnął, żądza znowu zaczęła przejmować myśli jednookiego.

                                  - Więc pewnie będą wdzięczni za zapoznanie się z wami. - dłonie mnicha powędrowały do jędrnych pośladków dziewczyny. Jego usta powędrowały do jej karku - Wątpię, aby wszyscy od Oster, może kilku od Norry. - jedna dłoń mnich sięgnęła krocza Łasicy rozpoczynając delikatne pieszczoty - No ten, który nie mówi w Reikspiel powinien pewnie być trzymany gdzieś na uboczu.

                                  Łasica nie była szlachetnego pochodzenia jak Fabienne, Odette czy Pirora. Ale jako była ladacznica była doświadczoną kochanką. Co Otto od razu odczuł gdy jej dłonie zajęły się jego przyrodzeniem. Zaś łotrzyca nie protestowała gdy on zaczął bawić się jej ciałem. Na chwilę odsunęła się i sama zaczęła rozsznurowywać zapięcie swoich skórzanych spodni. A w międzyczasie mówiła dalej.

                                  - To dobrze jak nie od Oster. Inni mogą być. Ten dzikus to się zobaczy jeszcze. Inni to najwyżej będą udawać Kislevitów czy coś takiego. - Akurat skończyła rozpinać spodnie i zsunęła je z bioder razem z bielizną. Ukazał się znajomy tatuaż po części rozwiniętego węża jaki zdobił jej nagie łono. Ona sama jednak uklękła przed mężczyzną i zaczęła zabawę z jego przyrodzeniem. Tym razem także ustami. I jak zwykle nie było się na co skarżyć.

                                  Mnich jęknął od nagłej przyjemności i pozwolił swojemu ciału przyjąć ten wspaniały dar od Łasicy. W końcu jednak nie wytrzymał, silnie uniósł ją z podłogi i niemal rzucił na stół. Rozłożył nogi ladacznicy i rozpoczął swoje dzieło. Stół skrzypiał pod naporem mnicha, który ujął również biust ladacznicy. Po kilku minutach dość agresywnej rozkoszy Łasica poczuła jak jej łono wypełnia się nasieniem, a Otto najwyraźniej nie ma zamiaru jej puszczać.

                                  Otto nie pierwszy raz miał okazję doświadczyć dwoistej natury preferencji łotrzycy. Gdy miała do czynienia ze szlachtą była zacięta i pogardliwa. Często w lochu Pirory zachowywała się władczo i brutalnie względem Fabienne. Ale akurat Bretonka uwielbiała takie traktowanie więc obie były tym usatysfakcjonowane. Na ostatnim spotkaniu w Festag gdy dołączyła do nich Odette także wobec niej Łasica poczynała sobie bez skrupułów. A jednak mimo to sama lubiła być dominowana jeśli trafiła na kogoś odpowiedniego. Teraz gdy kolega z kultu zachowywał się wobec niej stanowczo i władczo to ona sama przyjęła uległą rolę i chętnie dawała się ujeżdżać. W ogóle nie przypominała tej pyskatej dziewczyny z ferajny jaką była w tawernach czy na ulicy. A gdy jeszcze nadeszło spełnienie tego gwałtownego spotkania to przyjęła to z jękiem zadowolenia. Na chwilę przymknęła oczy i otworzyła usta. Mnich poczuł jak zaciska palce na jego ramionach. A gdy ten moment zaczął się kończyć popatrzyła na niego czule, głaszcząc go po policzku.

                                  - Oj Otto, widzę, że musimy częściej się spotykać. - Powiedziała z rozbawionym uśmiechem. Widać było, że sprawił jej przyjemność takim gwałtownym rozpoczęciem dnia. W nagrodę podniosła głowę i pocałowała go czule w usta.

                                  Mnich objął delikatnie kobietę.

                                  - Następnym razem będę musiał cię zabrać w jakieś miłe miejsce. Dama jak ty nie zasługuje na mniej. - Otto wyjrzał przez okno - Niestety będzie naprawdę następny raz, teraz czeka nas praca. Dziękuję za wizytę.

                                  Mnich ruszył do Hospicjum gdzie, krótko zdał raport przeorowi ze swojej wizyty u Lebkuchenów. Wizyta Teofano szybko rozwiała wszelkie wątpliwości przełożonego mnicha.
                                  Otto oprowadził córkę piekarzy po hospicjum, przy okazji opowiedział jej o kilku innych swoich znajomych, których z chęcią przedstawi młodej dziewczynie. Kiedy znaleźli ustronne miejsce mnich wypytał dziewczynę o jej nadchodzące dzieci i czy nie odczuwa żadnych niewygód.
                                  Zakończywszy wycieczkę oraz swoje obowiązki mnich zaproponował odprowadzenie dziewczyny do domu. Przy okazji poprosił Przeora o zwolnienie go z obowiązków następnego dnia gdyż ma kilka "prywatnych spraw do załatwienia".
                                  Chciał spędzić czas przed zborem na przygotowanie nie tylko religijnej jego części, ale też i przemyśleć kilka sugestii do przedstawienia rodzinie.
                                  Kiedy odprowadził Teofano do domu, sam udał się do swojego. Następny dzień może przynieść dużo możliwości.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • SantorineS Niedostępny
                                    SantorineS Niedostępny
                                    Santorine
                                    Developer
                                    napisał ostatnio edytowany przez
                                    #267

                                    Oryginalny autor: Pipboy79

                                    Oryginalny tytuł: Tura 66 - 2519.07.24; bzt; przedpołudnie

                                    Miejsce: Nordland; okolice Neues Emskrank; Zachodnie Klify; wyspa przemytników; karaka Munira
                                    Czas: 2519.07.24; Bezahltag; przedpołudnie
                                    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; łag.wiatr; nieprzyjemnie (0)

                                    Egon, Łasica, Lars, Gezackt i Martin

                                    Brodaty gladiator pierwszy wszedł do mrocznej ładowni statku. Słyszał jak za nim, po kolei, wchodzili następni. Bestia nawet jak siedziała przy jednej ze ścian, przeżuwając nogę jakiegoś nieszczęśnika to łeb miała wyżej niż Egon swoją głowę. Co sugerowało, że gdy się wyprostuje to stwór będzie górował nad każdym człowiekiem. Zresztą podobnie jak ten jakiego zimą pokonali razem z Froyą i Norą. Odkrył, że nie tak łatwo mu się chodzi. Raz, że morze wywoływało kołysanie się łajby do jakiej żaden szczur lądowy nie był przyzwyczajony, dwa panował półmrok a trzy to pod nogami co chwila trafiał jak nie na chlupoczacą wodę to na jakieś rozbite przez potwora skorupy i połamane kawałki drewna.

                                    ~ Tam jest ściana dziobowa. Za nią są niewolnice. ~ Szepnął śniadolicy dowódca. Łasica i Lars stali przy Egnie obserwując z ukrycia żującą swój ludzki posiłek bestię.

                                    ~ To, żeby się do nich dostać i tak musimy coś z nim zrobić. ~ Łasica skrzywiła się i splunęła jak stary wilk morski. W dłoniach trzymała jakąś płachtę albo koc jaki dostała od załogi. Planowała ją zarzucić trollowi na głowę aby go chociaż na chwilę oślepić i zdezorientować. Tylko łotrzycy nie uśmiechało się wyskakiwać pierwszej na solo z bestią więc na razie trzymała się kolegów co byli sprawniejsi w bezpośrednich starciach.

                                    Gdy Egon wyskoczył z kryjówki i rzucił pierwszy przedmit w bestię ta ledwo spojrzała na niego. Ciśnięty kawałek drewna chyba nic jej nie zrobił, ot uderzył w nagą, chropawą skórę poczwary i ześliznął się na pokład. Bestia zaszczyciła krzyczącego wojownika niezbyt rozumnym spojrzeniem. Gdy gladiator znów zaczął go ciskać kolejnymi gratami to do trolla zaczęło coś docierać. Na jego pysku pojawił się uśmiech. Co wyglądało dość groteskowo i makabrycznie. Podniósł się wreszcie i podparł łapami jak jakaś małpa z egzotycznych, południowych krain. Gladiator zdążył go cisnąć jeszcze raz jakąś skorupą, rozbitej amfory. Jasna plama śmignęła przez pomieszczenie i rozbiła się na gębie trolla. Ten zarechotał i jakby podjął się tej zabawy. Tylko ze znacznie większym rozmachem. Bez trudu złapał bęczkę jaką Egon może i by objął, może i by podniósł ale na pewno nie dałby rady rzucić ją niczym pustym kuflem. A bestia to właśnie zrobiła jakby chciała się zrewanżować człowiekowi za wcześniejsze pociski. Nie trafił Egona. Ale, że troll miał parę w łapach a beczka swją masę to jak z impetem gruchnęła w stertę beczek i skrzyń po drugiej stronie ładowni to wywołała drewnianą lawinę. Pełne towarów pojemniki runęły na pokład mieszając się z ludzkimi krzykami kogoś kto miał pecha akurat tam stać. Zapewne uważali, że dalej od bestii będzie bezpieczniej jednak nikt nie przewidział takiego przebiegu wypadków. Troll chwilowo stracił zainteresowanie Egonem i podziwiał swoje dzieło zniszczenia. Słychać był krzyki boleści jakie wydobywały się z tego krańca ładowni. Chyba one go zainteresowały bo podpierając się przednimi łapami, zaczął pokracznie iść w ich stronę.

                                    ~ Drzwi są zamknięte? ~ Łasica syknęła cicho do oficera. Ten spojrzał na nią pytająco a ona wskazała na drzwi w dziobowej grodzi jakie do tej pory przysłaniało cielsko siedzącej bestii. Mężczyzna skinął głową, że tak. ~ Masz klucz? ~ Dziewczyna z ferajny nie traciła czasu i szybko podbiła pytanie. Bestia weszła za sąsiednią ścianę skrzyń, bel i beczek więc nie kierowała się w ich stronę bezpośrednio. ~ To dawaj. ~ Fioletowowłosa ponagliła oficera gestem wyciągniętej dłoni. On zawahał się jeszcze chwilę ale chyba uznał, że ma rację bo zaczał gmerać przy swoim pasie i po chwili wręczył jej klucz. ~ Pilnujcie mi mojego zgrabnego tyłeczka albo nie będzie dziś dupczenia. ~ Nawet w takiej chwili Łasica potrafiła dodać pikanterii dyskusji. Ale szybko czmychnęła w stronę niskich drzwi. Kucnęła przy nich i zaczęła gmerać kluczem. Troll zaś bez trudu zaczął rozgarniać właśnie przewalone beczki. Chyba węszył jakby szukał tego jęczącego z boleści, uwięzionego w rumowisku mięsa.

                                    ~ Musimy coś zrobić. ~ Oficer przełknął ślinę ale widać było, że samemu nieśpieszno mu stanąć w szranki z ogromną bestią. Nieszczęśnicy przywaleni gratami krzyczeli teraz także z przerażenia gdy zorientowali się, że troll zaczyna węszyć coraz bliżej nich. A dla poczwary pojedyncza skrzynia czy beczka nie była żadną przeszkodą.

                                    ~ Niech Łasica zabierze dziewczynki. ~ Lars za bardzo się nie kwapił do starcia z potworem ale na razie wolał aby koleżanka z kultu załatwiła chociaż jedną sprawę.

                                    ~ Tam jest wejście. Nikt tu nie wejdzie ani nie wyjdzie stąd póki nie uprzątnie się tych beczek. ~ Oficer zwrócił uwagę, że troll i rumwisko jakie zrobił, blokowały wejście przez jakie dostali się do ładowni. Jakieś kobiece piski zwróciły uwagę nie tylko mężczyzn. Gdy spojrzeli ku dziobowi okazało się, ze lotrzyca zdolała otworzyć niskie drzwi i wsadziła głowę do środka. Ale chyba przestraszone kobiety opatrznie zrozumiałuy sytuację więc krzyknęły ze strachu. To zwróciło uwagę trolla jaki skierował swój pysk w ich stronę i nasłuchiwał albo węszył. Kultystka wysunęła głowę na zewnątrz aby ocenić sytuację. Po czym szybko zajrzała do środka. Ponagliła gestem w ciemność i odsunęła się. Z ciemności wypełzła pierwsza kobieta. Łotrzyca popchnęła ją w stronę czekających kolegów.

                                    ~ Cicho! Bierz ją! ~ Lars syknął cicho łapiąć pierwszą dziewczynę jaka zdołała do nich dobiec. I od razu aby nie przeszkadzała wepchnął ją w ramiona Gezackta. A z ciemności już wychodziła druga niewolnica. Teraz jak okazało się, że łotrzyca dała im nadzieję na ratunek to kobiety przemieszczały się sprawniej ale przez wąskie, niskie przejście i tak musiały wychodzić pojedynczo. Do grupki Egona zdołała dobiec druga z niewolnic gdy wściekły ryk trolla oznajmił, że zorientował się wreszcie co się dzieje.

                                    - Cofnij się! - Krzyknęła Łasicę wpychając ostatnią z dziewczyn z powrotem do środka lochu. Trzecią zaś popchnęła w stronę kolegów i rzuciła się biegiem zaraz za nią. Zdążyły do nich dobiec bo troll, chociaż potężny i silny to nie był zbyt zwinny. Rozpędził się za bardzo i impetu gruchnął w gródź dziobową. Otrząsnął się i zaczął węszyć w pobliżu drzwi jakich łotrzyca nie zdążyła zamknąć. Gezackt złapał trzecią z niewolnic i zaczął odciągać je wzdłuż burty w głąb ładowni, aby być jak najdalej od węszącej bestii. Kobiety jednak były zbyt przestraszone aby zachować całkowitą cisze więc cicho kwiliły i uciszały się nawzajem. Troll jednak chyba wyczuł, że w lochu jest jeszcze ktoś zywy bo nagle ryknął i wsadził swoją łapę do środka. Był zbyt wielki aby przecisnąć się przez otwór drzwi. Kobiera zaczęła krzyczeć z przerażenia co tylko zachęciło monstrum do intensywniejszego szukania.

                                    ~ Zwalmy to na niego. Dacie radę? ~ Łasica klepnęła ścianę skrzyń i beczek przy jakich stali.

                                    ~ Zwariowałaś?! Wiesz ile to kosztuje? Widzisz ile ten bydlak już strat narobił? ~ Oficer prychnął na nią zirytowany.

                                    ~ Jak wam rozwali statek to będzie taniej? ~ Lars zapytał go raczej retorycznie. Oficer zamilkł ale szybko podjął decyzję.

                                    - Naba Kabir nie będzie zadowolony. - Oficer burknął ale sięgnął po szablę. Zaczął ciąć nią liny mocujące ładunek na miejscu. Lars zrobił to samo tylko nożem. Towarzyszyły im wrzaski dziewczyny i porykiwania rozjuszonego stwora jaki był tak bliski schwytania swojej nowej zdobyczy. Gdzieś z tyłu dochodziły ich jęki przygniecionych w rumowisku załogantów. Na szczęście bestia była całkowicie zajęta swoimi łowami w dziobowym lochu.

                                    - Chodźcie tu! Pomóżcie nam! - Oficer przywołał kilku marynarzy do pomocy. Wspólnym wysiłkiem napierali na ścianę ze skrzyń, bel materiałów i beczek. Aż udało im się przeważyć ją na tyle, że zachwiała się i gruchnęła na dół. Częściowo roztrzaskała się o pokład ładowni, częściowo o ścianę dziobową a częściowo o pochylonego przy drzwiach trolla. Przez chwilę niewiele było widać póki lawina pakunków nie uspokoiła się. Słychać było tylko chrapliwe warczenie gdzieś od strony gdzie była bestia.

                                    - Tam jest! - Oficer dostrzegł łeb stwora pierwszy. W półmroku nie było widać o którą plamę ciemności chodzi. Łatwo było pomylić z jakąś beczką czy paczką. Wyglądało na to, że udało się go przywalić i chwilowo był unieruchomiony. Chwilowo. Bo już jego szponiasta łapa odrzciła w górę pierwszą beczkę. Ta trzasnęła o sufit, odbiła się i spadła gdzieś w głębi ładowni.

                                    - Dawajcie liny! Zanim się nie uwolni! - Krzyknął Lars widząc, że wreszcie mają okazję wykorzystać moment unieruchomienia potwora. To pobudziło załogantów. Ich dowódca też ich ponaglił ale widać było, że nadal obawiają się zbliżyć do warczącej bestii.

                                    - Psia krew! - Warknęła Łasica i skoczyła do przodu, zaskakując wszystkich. Jednak świeże rumowisko z przewalonych towarów spowolniło i ją. Dotarła na kilka kroków od przywalonej bestii a jej wyczyn i smukła, zgrabna sylwetka przykuł uwagę mężczyzn. Łotrzyca rzuciła swoją płachtę w stronę wystającego łba. Zasłona poszybowała i opadła zasłaniając mu oczy. Co spowodowało, że troll przestał się wygrzebywać i niezdarnie próbował ściągnąć ją sobie ze swojego pyska. Przy okazji jednak poruszył rumowiskiem na tyle, że kultystka straciła równowagę i upadła. Od razu zapadła się w te beczki i skrzynie. W panującym półmroku stracili ją z oczu.

                                    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Centralna; ul. Kazamatów 12; mieszkanie Otto
                                    Czas: 2519.07.24; Bezahltag; przedpołudnie
                                    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; łag.wiatr; nieprzyjemnie (0)

                                    Otto i Laura

                                    Jednooki mnich siedział sam w swoim skromnym mieszkaniu. Miał wreszcie okazję aby przemyśleć ostatnie wydarzenia oraz przygotować się do wcześniejszego zboru. Zwykle odbywały się a Angestag czyli najbliższy powinien być pojutrze. Ale w wyjątkowych okolicznościach robiono je także w inne dni. A powrót Egona z Norsci Starszy widocznie uznał za takie wydarzenie. Biorąc pod uwagę, że brodaty gladiator wrócił dopiero wczoraj to dzisiejszy zbór był przejawem świetnej organizacji kultu. I zapowiadało się, że będzie o czym rozmawiać.

                                    On sam wczoraj aktywnie dopomógł w zasianiu dziedzictwem Oster Teofano, Odette i Fabienne. Z czego w kulcie była tylko ta ostatnia. I tak dosłownie, to nalezała do zboru Huberta. Ale ostatnio chyba częściej przebywała z Pirorą i jej koleżankami niż ze swoim tłustym kochankiem. A może tylko mnichowi się tak wydawało? W każdym razie wczoraj ona też była matką zasiania tak jak on ojcem. Jej słowa rozkosznej i wyzuzdanej zachęty jakie to niecodzienne doznania zapewniają larwy we własnych trzewiach skusiły miodowłosą milady aby tego skosztować. A on przyniósł torbę pełną strzykw i dopowiedział swoje trzy pensy aby sławną diwę przekonać do reszty. Zresztą Bretonka sama nalegała aby ją zasiać ponownie. Zdawała sobie bardzo chwalić ten stan błogosławiony dziedzictwem Oster. Teofano wcale nie trzeba było przekonywać. Sny od którejś z Sióstr podgotowały ją na tyle, że była wręcz chciwa zasiania i traktowała to jako spełnienie marzeń z wizji jakie miała o byciu muszą matką. No i o ile wydawała się pogardzać tymi co byli w hierarchii społecznej niżej od niej to ci co byli powyżej, robili na niej wrażenie. Dlatego możliwość spółkowania ze szlachciankami traktowała jako romantyczną przygodę już samą w sobie. No ale mimo wszystko ani sławna aktorka, ani młoda cukiernik, nie były w kulcie. Na zborze zapewne będzie musiał jakoś o nich powiedzieć. Chyba, że Fabienne albo Priora zrobią to od siebie.

                                    Z Toefano umówił się na to południe. Miała przyjść do hospicjum aby oficjalnie podziękować przeorowi za przysłanie Otto i pomoc. Jeśli dziś by wyglądała tak jak wczoraj wieczorem gdy ją odprowadzał to powinna wystawić mu pozytywne świadectwo samym wyglądem. Bo jak się rozstawali nic nie wskazywało na to, że jest chora albo, że w jej łonie rozwijają się czerwie Chaosu. Ale to miał jeszcze na to trochę czasu. Dziś rano już był w hospicjum i rozmawiał z przeorem. Ten spojrzał na jego obitą twarz. Po paru dniach te siniaki i opuchlizny zaczęły już schodzić. Czuł się już żwawiej niż przez ostatnie parę dni.

                                    - No dobrze. Weź dziś wolne i odpocznij Otto. Świetnie się spisałeś z tymi Lebkuchenami. To taka delikatna sprawa. To jednak Teofano nie miała żadnych robaków? To dobrze. Taka młoda i pracowita dziewczyna. - Pochwalił go i był zadowolony z tego, że tak szybko udało mu się załatwić tą delikatną sprawę. A sama cukiernik dopiero miała przyjść w południe. Dał mu też wolne, dzięki czemu jednooki mógł wrócić do siebie i zastanowić się co dalej. Dzień zapowiadał się interesująco. W południe był umówiony z Teo w hospicjum. Później miał być zbór na “Starej Adele”. A wczoraj przyjął od Odette zaproszenie na dzisiejszy wieczór w teatrze. Co prawda z początku miało być oficjalne próby psalmów czy coś takiego. Jednak późniejsza część mniej oficjalna zapowiadała się jeszcze ciekawiej. Całkiem możliwe, że diwa czy Bretonka, znów gościły u Priory, ostatnio często im się to zdarzało.


                                    Rozmyślania przerwało mu stukanie do drzwi. To nie był sygnał od kogoś z jego spiskowej rodziny. Ale też było zbyt grzeczne na najście jakichś łowców heretyków czy strażników. Gdy podszedł do drzwi i otworzył ujrzał smukłą, młodą brunetkę w ciemnej sukni prawie do samej ziemi.

                                    - Serwus Otto. Mogę wejść? Mam coś dla ciebie. - Laura Larwa w obecnym stroju wyglądała jak kolejna mieszczka. Zawód ladacznicy się nie przebijał przez taki zestaw. Chociaż szczupła, gibka sylwetka i podkreślone barwiczką brwi i oczy już tak. Poklepała się po płóciennej torbie jaką miała przewieszone przez ramię. Poczekała jednak grzecznie aż mnich zaprosi ją do środka. Widać było, że nie ma ochoty rozmawiać na klatce schodowej.

                                    - Mam moje maleństwa. - Uśmiechnęła się krzywo i znów poklepała się po torbie u swojego biodra. - Cały miot. - Leniwy grymas stał się szerszy. Widać było, że sprawia jej to przyjemność. - No to ci przyniosłam. - Wzruszyła ramionami. Rozejrzała się po mieszkaniu ale, że już tu była wcześniej to nie ciekawiło jej to tak jak za pierwszym razem.

                                    - I masz coś? - Przesunęła się spojrzeniem z powrotem na gospodarza. Teraz poklepała się po swoim płaskim brzuchu. - Ostatnio było dwa z przodu i dwa z tyłu. Może teraz spróbujemy więcej? Masz to tutaj czy musimy gdzieś iść? - Wyglądała jakby nie mogła się doczekać kolejnego zasiania. Mnich jednak nie do końca był pewny czy zostały mu jeszcze jakieś strzykwy czy może zostawił je wczoraj u Pirory.

                                    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Zachodnia; ul. Biała 2, hospicjum
                                    Czas: 2519.07.24; Bezahltag; przedpołudnie
                                    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; łag.wiatr; nieprzyjemnie (0)

                                    Otto, Tofano i przeor Bernard

                                    Jak wrócił do hspicjum to okazało się, że Teofano już przyszła i właśnie była w gabinecie przeora. Gdy Otto tam pośpieszył i zapukał w drzwi usłyszał krótkie “Proszę!” od gospodarza. Gdy wszedł do środka zastał jego za swoim biurkiem i młodą cukiernik siedzącą na krześle dla gości. Oboje pozdorwili go “pochwalonym” i przyjemnym uśmiechem. Wyglądało na to, że są w świetnych humorach.

                                    - Wejdź Otto. Teofano przyszła nam złożyć podziękowania za pomoc - wskazał na spory kosz z jakiego wystawały pierniki, wyrób firmowy Lebkuchenów. A i inne słodkości. - No i nie może się ciebie nachwalić. - Przyznał z zadowoleniem.

                                    - Oh tak, brat Otto był taki wspaniały. Ja byłam z początku taka wredna dla niego ale on zniósł to z mnisią pokorą. A potem pomodliliśmy się i brat Otto wyjaśnił mi wiele rzeczy. I jak odśpiewaliśmy razem psalmy dziękczynne to od razu poczułam się lepiej. - Młoda, szczupła brunetka, promieniała dobrocią i wdzięcznością, jakby była ucieleśnieniem pobożnej białogłowej, dumy rodziców, cechu i miasta.

                                    - I bardzo dobrze. A jakie psalmy odmawialiście? - Przeor też promieniał z zachwytu, ciesząc się sukcesem swojego podwładnego. I dobremu imieniu jakie przyniósł ich hospicjum. Teofano szybko spojrzała na mnicha, niemo prosząc go o wsparcie bo przecież żadnych modłów wczoraj nie odmawiali. No chyba, że figle ze szlachciankami można bylo uznać za okazanie oddania Soren i jej mrocznemu patronowi.

                                    - Dziękczynne psalmy. A czy brat Otto mógłby mnie oprowadzić po hospicjum? Mam jeszcze ten drugi kosz. - Dziewczyna nie była w ciemię bita i potrafiła się wykazać sprytem szybko próbując zmienić temat rozmowy.

                                    - Dobrze. Otto oprowadź naszego gościa. Weź ten kosz bo ciężki jest, niech Teofano go nie dźwiga. Zanieście go do kuchni, będzie dziś do obiadu słodki deser dzięki naszym dobrodziejom. I Teofano, koniecznie podziękuj rodzicom. - Przeor Bertrand wstał ze swojego miejsca i wskazał na drugi pełny słodkości kosz jaki stał przy krześle gościa. Odprowadził ich do wyjścia z gabinetu i po chwili na korytarzu zostali już tylko we dwoje.

                                    ~ Muszę ci coś pokazać! Ale to musimy być sami. ~ Szepnęła do niego młoda cukiernik. A zaraz potem z przeciwka wyszedł brat Leon. Pozdrowił ich skinieniem głowy jak na mnicha przystało. Ale ledwo mógł ukryć zdumienie, że kolega idzie obok tak atrakcyjnej mieszczki. - Przyszłam z naszą pokojówką. Tą co ci bracie wczoraj mówiłam. Została na recepcji. - Cukiernik odezwała się normalnym tonem jakby przed drugim mnichem chciała udawać normalną rozmowę. A wczoraj faktycznie wspominała o młodej pokojówce z jaką miała swoje pierwsze doświadczenia w kobiecej miłości. Chociaż nie w takim stężeniu jak wczoraj jej zademonstrowały trzy damy z wyższych sfer.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    0
                                    • SantorineS Niedostępny
                                      SantorineS Niedostępny
                                      Santorine
                                      Developer
                                      napisał ostatnio edytowany przez
                                      #268

                                      Oryginalny autor: Santorine

                                      Egon spodziewał się, że będą komplikacje. Z trollami nigdy nie było tak, jak z ludźmi, cholerne bestie nigdy nie chciały wziąć i pójść do piachu nawet w najlepszym przypadku, a tu zaś z kolei było tak, że drab miał przeżyć, jeśli tylko mieli zachować możliwość zarobku.

                                      Łasica zniknęła Egonowi z oczu. “Na wszystkie diabły, dokądże ona podziała się?” pomyślał Egon, jednak gladiator wcale czasu myśleć nie miał, trzeba było działać, i to szybko, dopóki przeciwnik był zdezorientowany i przywalony skrzyniami. Były to cenne chwile, których za wszelką cenę nie można było zaprzepaścić!

                                      – Hejże, ludzie – Egon krzyknął do pozostałych. – Hejże, dawajcie sznury, wiązać go w łyko, niby baleron!

                                      Sam wojownik podskoczył i wziął w swe dłonie linę, gudendag zahaczając odpowiednio o ćwiek swego kaftana. Kiedy tylko bestia zauważy, że chcą ją związać, poniecha całkowicie zajmowania się Łasicą i zacznie się bronić.

                                      – Hurmem go! Kupą go wziąć, wiążcie, rzucajcie się! Ludzie! Pomagajcie! – Egon ryczał, zamierzając związać trolla.

                                      Oficer także krzyknął gromko na swoich ludzi. Chociaż w nieznanym Egonowi języku ale brzmiało ponaglająco. Gdy gladiator rzucił się pierwszy na gramolącego się spod beczek trolla udało mu się dopaść go zanim wstał. Złapał go za ramię i od razu poczuł, że zmaga się z żywiołem. Stwór chociaż wciąż leżał pod skrzyniami, chciał ściągnąć z mordy koc narzucony przez Łasicę. Interwencja brodacza przeszkodziła mu w tym ale gladiator czuł, że długo nie da rady mocować się z częściowo unieruchomioną bestią.

                                      - Dawaj tutaj! - Na szczęście wsparł go Lars. Wykorzystał to, że kolega jakoś unieruchamia ramię trolla, narzucił linę na nadgarstek potwora. Widząc, że we dwóch już walczą z wierzgającą bestią, doskoczył do nich tutejszy oficer i jego ludzie. Zaczęli okładać bestię odłamkami drewna, kopać i szykować kolejne liny. Wszystko to sprawiło, że dwunoga poczwa chociaż bez trudu by pokonała pojedynczego człowieka czy dwóch, zaczęła się rozpraszać na coraz więcej celów. Ulegała przewadze liczebnej coraz wyraźniej. Zwłaszcza jak Lars zdołał obwiązać pętlę na pierwszym ramieniu potwora. Egona zaś wsparł jeden z załogantów. Pozostali starali się powstrzymać drugie ramię trolla lub okładali go po łbe aby nie kłapał swoją wielką szczęką.

                                      - Trzymajcie go! - Lars polecił Egonowi i jego pomocnikowi. Sam zaś widac miał wprawę w wiązaniu pętli i teraz starał się zawiązać drugą na drugim ramieniu. Stękając z wysiłku udało im się to. Na koniec jeszcze zostało ściągnąć obie pętle do siebie aby unieruchomić nadgarstki potwora niczym jeńcowi. Od tego momentu ludzie zdobyli już wyraźną przewagę nad powalonym monstrum. Wiązali kolejne liny co już było łatwiejsze. Ostatnim etapem było szturchanie i przeciągnięcie szarpiącej się bestii w stronę klatki w jakiej siedział wcześniej. Tu znów przydały się upór i mocne mięśnie. Widząc jednak swoją coraz wyraźniejsze zwycięstwo w ludzi wstąpił zapał. Nawet Łasica skądeś się pojawiła i dołączyła do tych wysiłków. Wreszcie poczwarę wepchnięto do klatki, drzwi do niej zatrzaśnięto a łotrzyca zamknęła skobel. Przez chwilę zapanowała konsternacja bo kłódka nie miała klucza. Jednak kultystka bez większych ceregieli i tak ją zamknęła kawałkiem druta. Spoceni i zziajani mogli sobie pogratulować.

                                      - Dawajcie tu jakieś światło! Ciemno jak w dupie! - Zawołał rubasznie Lars. I ktoś faktycznie po chwili zapalił jakąś lampę. Wreszcie zrobiło sie jaśniej i przyjemniej. Jednak też wyraźniej widać było szkody w ładunku jakie powstały podczas walki i poskramiania potwora.

                                      Egon splunął z pogardą w stronę związanego stwora. Jeśli chodziło o takie bestie, nie miał do nich za grosz szacunku, choć imponowała mu brutalna siła - gdyby tylko sam mógł mieć taką albo i lepszą… Może mógł, jeśli tylko mógł wyprosić ją u swego mrocznego patrona? Darowawszy sobie te rozmyślania, Egon huknął:

                                      – Zwycięstwo! – gladiator miał nadzieję, że Munir także słucha i będzie w stanie go zrozumieć. – Koszta nieco, ale do diabła… Bestia związana. Panie Munir? – Egon wzrokiem szukał właściciela onego kramu.

                                      Sam rzucił jeszcze okiem na niewolnice, które już wkrótce miały się stać ich własnością. Jeśli Lars będzie chciał część wziąć na swe uciechy albo też spieniężyć odpowiednio, nie zamierzał oponować, wiedział bowiem że przedsięwzięcie żywego towaru będą dzielić na dwoje, jeśli chodzi o jego frukta: część dla jaj Oster, część zaś na rozwinięcie handlu.

                                      – Cóż, panowie… – rzekł Egon głośno, który w swej wyobraźni już odpływał od okrętu z niewolnicami. – W takim wypadku trza nam wrócić do rozmów o interesach?

                                      Właściciela statku nie było w ładowni a z niej wcale nie dało się tak po prostu wyjść. W pierwszej chwili i tak wszyscy cieszyli się z przeżycia walki z trudnym przeciwnikiem i zamknięciem go z powrotem w klatce. Kto mógł to podchodził do niej aby teraz na spokojnie móc obejrzeć poskromionego potwora. Łasica, Lars, oficer i marynarze. Nawet Gezackt zostawił trzy dziewczyny pod burtą i podszedł nacieszyć oko.

                                      - Duży. - Mruknął z podziwem herszt milicjantów. Troll łypał na nich zza krat jakby nie rozumiał lub nie dowierzał, że znów się tam znalazł.

                                      - E, nie takim dawaliśmy radę. - Łotrzyca machnęła ręką jakby co chwila załatwiali takie poczwary.

                                      - Dalej, trzeba oczyścić przejście. - Oficer też podszedł popatrzeć na zamkniętą bestię. Ale po chwili pogonił swoich ludzi aby usunąć zawalisko spowodowane beczką ciśniętą przez poczwarę. Trzeba było też odsunąć tych kilku pechowców których przygniotła lawina walącego się ładunku. Wszystko to trwało z pół pacierza albo i cały. Dopiero gdy skończyli udało się oczyścić przejście na tyle, że można było z niego skorzystać. Oficer wyjrzał na zewnątrz, i zawołał coś w obcym języku. Po chwili do środka wszedł Munir Kabir. Krzyknął z rozpaczy gdy ujrzał pobojowisko w ładowni. Oficer z szacunkiem ale i obawą coś mówił do niego pokazując mu klatkę z uwięzioną bestią.

                                      - Jestem zrujnowany! - Załkał arabski kupiec gdy przechodził przez rozbite skrzynie i beczki, poplamione i podarte bele materiałów. Dał się jednak zaprowadzić do klatki. Zadarł głowę aby przyjrzeć się trollowi. - Ty okrutniku! Ty bydlaku! Zobacz jakich strat mi narobiłeś! - Krzyknął do niego gniewnie wskazując dłonią na pobojowisko. Czy troll cokolwiek z tego zrozumiał było wątpliwe. Zrezygnowany kupiec podszedł do grupki swoich gości.

                                      - Ah, przyjaciele. Cieszę się, że nic wam się nie stało. I udało nam się znów zagnać tego stwora do klatki. Ale sami widzicie jakim kosztem. - Pokazał na pobojowisko jakie ich otaczało.

                                      - Duże bydlę z niego, ciskał beczkami jak kuflami, o mało co tych dziewczyn nie zeżarł, już się do nich dobierał. - Łasica wskazała na struchlałą trójkę kobiet stojących przy burcie. A Norsmen pokiwał twierdząco głową.

                                      Egon był wdzięczny Łasicy i Larsowi, że odciągali uwagę Munira od tego, że ładownia nie wyglądała jak ładownia, tylko jakaś karykatura placu bitwy, gdzie trupy zastępowały rozbite skrzynie i porozbijane amfory, rozsypane przyprawy korzenne. Egon miał wrażenie, że brakowało w tym rozgardiaszu jeno pseudo machin wojennych, które ładowałyby owe skrzynie i miotały nimi o burtę statku na podobieństwo jakiegoś absurdalnego oblężenia.

                                      Wszak troll leżał już zamknięty w klatce. Egon skonstatował, że mieli sporo szczęścia, skoro bestię udało się pojmać z taką gracją. Owszem, nie obyło się bez paru otarć i siniaków, jednak Egon nie miał wątpliwości, że gdyby nie przywalił jego wierzgających szponów do podłogi i gdyby nie ciągnął z całej siły, to któż wie, może i bestia byłaby w stanie w jakiś sposób wykaraskać się z impasu i podjąć walkę jeszcze raz. A wtedy byłoby znacznie, znacznie gorzej, bowiem stwór wiedziałby, że nie mają zamiaru go zabić, tedy i pofolgowałby sobie, krusząc czaszki i łamiąc żebra w furii i amoku swego zacietrzewienia.

                                      – Tak po prawdzie, panie Munir, ciężko by przewidzieć, co by się stało, gdyby bestia pozostała na wolności – rzekł Egon. – Prawda, szumowina porozbijała wszystko, co mogła, ale być mogło i tak, że w gorszą stratę mogła pójść. Mogła rozbić jeszcze więcej ładunku lub też i nasze gąski mogły być uszkodzone.

                                      Egon skubnął swą siwą brodę, roztaczając wizję apokalipsy.

                                      – Mogłoby być i tak, że drab pożarłby dziewki lub też powyrywałby im głowy, ot tak, dla zabawki. Jeśli bestia zaś by wyjątkowo miała zły dzień, któż wie? Może i w swej furii powyrywała deski i zaczęła szarpać burty i poszycie? Zatopiłaby statek dla uczynienia krotochwili! Dobrze, żeście nas spotkali, panie Munir, dobrze, żeśmy tu dokazać umieli! Ale pamiętajcie, żeby mu lepsze pęta założyć i teraz już na wolność go nie puszczać nigdy…

                                      Egon zamilkł. Marny był z niego pochlebca i manipulator, gladiator wolał polegać na sile swych muskuł i wyćwiczeniu bitewnym w dochodzeniu swych celów. Jednak Egon chciał zwrócić uwagę Munira, żeby ten, zamiast biadolić nad losem swych towarów, wreszcie zaczął być wdzięczny, że w ogóle ruszyli palcem i pomogli mu.

                                      “Pomysł godny idioty” – w umyśle Egona błysnęła myśl. – “Po ki diabeł trzymali trolla w ładowni?”. Poniechał jednak tych pytań, woląc, żeby myśli Munira krążyły wokół dziewcząt i wynagrodzenia jego samego, Larsa i Łasicy.

                                      Egon stanął, dumny wykonanej pracy. Oczekiwał odpowiedzi Munira.

                                      - No właśnie, Egon dobrze mówi, zobacz jak rzucał tymi beczkami. A może i którąś by burtę przebił, dopiero by było. Zresztą, tu był bajzel jak już żeśmy tu przyszli a łomoty tośmy słyszeli na zewnątrz jak jeszcze przybijaliśmy do waszej burty. - Łotrzyca szybko wsparła argumentację kolegi. Mówiła szybko i z pełnym przekonaniem, wskazując gestem na różne szczątki jakie zalegały na pokładzie ładowni. Brodaty kupiec kiwał głową ale widać było żal wypisany na jego twarzy.

                                      - Co by nie mówić, to my wykonaliśmy swoją robotę. Masz trolla żywego i w klatce. - Lars też dołączył do dyskusji i wskazał na klatkę z poskromioną poczwarą. - No wspólniku. Uśmiechnij się! Przecież na tym maszkaronie odbijesz sobie za to wszystko. A jak lubisz żywy towar to w przyszłości my od ciebie coś jeszcze kupimy, zwłaszcza jakieś ładne nianie. A i coś ci sprzedamy jak do nas przypłyniesz. Nie smuć się tymi drobiazgami pod nogami, pomyśl o bogatej i pełnej łupów przyszłości. - Norsmen miał w sobie żyłkę do interesów i z fantazją starał się podkreślić zyski bliższej i dalszej współpracy o jakiej rozmawiali zanim zeszli tu poskromić trolla. Jednak nagle zapytał o coś jednego z załogantów. Ten mu odpowiedział w obcym Egonowi języku nieco zdziwionym tonem. Po czym korsarz roześmiał się, rubasznie, podszedł do niego i obaj zaczęli rozmawiać. Co na razie wyłączyło ich z negocjacji.

                                      - No tak, to prawda przyjaciele. Widocznie taka była wola bogów. - Arabski kupiec też dojrzał tą rozmowę i przez chwilę ją obserwował. Jednak wrócił do dwójki swoich gości. Gezackt bowiem chociaż stał blisko nich to nie zabierał głosu. Główny gospodarz zaklaskał dwa razy w dłonie aby zwrócić na siebie uwagę załogi i wydał jakieś polecenia. - Nie ma co tu tak stać, chodźmy na pokład aby złapać świeżego powietrza. - Zaproponował swoim gościom i Łasica skinęła głową na znak zgody.

                                      - Idziesz Lars? - Zapytała do rozmawiającego wojownika. Ten spojrzał na nich.

                                      - Idźcie, dogonię was. Kamrata spotkałem. - Wskazał na załoganta z jakim rozmawiał. Łotrzyca skinęła głową i klepnęła gladiatora w ramię aby dać mu znać, że na razie mogą tu zostawić kolegę. Wrócili po tych samych schodach po jakich tu zeszli. Minęli kajutę kupca i wyszli na pokład. Świat tutaj, rzeczywiście zdawał się być jaśniejszy a rześkie powietrze było przyjemną odmianą po mokrym, zaduchu ładowni. Po chwili któryś ze służących przyniósł wino dla zwilżenia gardła. Okazało się, że po walce to bardzo dobry pomysł.

                                      - A są i nasze dorodne nianie. - Munir Kabir uśmiechnął się gdy na pokład wyszła grupka ludzi z czwórką kobiet w centrum. Zatrzymali się przed swoim arabskim zwierzchnikiem a ten zwrócił się do kultystów. - Oto są moje ślicznotki. Zgodnie z umową, możecie sobie wybrać dwie, jako zapłatę za schwytanie trolla. Dotrzymaliście swojej części umowy a ja dotrzymam swojej. Chociaż serce mi się kraje na myśl jakie straty poniosłem przez tą bestię. - Oznajmił uroczystym tonem prezentują gościom czwórkę młodych kobiet.

                                      - Ta rudowłosa, błękitnooka sarna to Kalinka . - Kupiec zaczął zachwalać swój towar od pierwszej z kobiet.

                                      - Mam ją z Erengardu, stamtąd pochodzi. Świetnie zajmuje się końmi ale gospodarstwo czy na służącą też się nada. Nawet trochę mówi po waszemu. - Brodacz w paru słowach nakreślił zalety rudowłosej Kislevitki.

                                      - A to wcielenie łagodności to Abigail . - Arab wskazał na kobietę o nietypowym stroju. Była w czymś rodzaju długiej tuniki czy narzuty, tutaj na wybrzeżu Morzu Szponów raczej takich ubrań się nie nosiło.

                                      - Jej rodzina pochodzi bliżej moich rodzinnych stron niż waszych. Jej ojciec był mi winien pewien dług więc oddał mi swoją córkę aby go uregulować. Bardzo pracowita, świetnie potrafi pracować w kuchni i zajmować się domem. Uwielbia zajmować się dziećmi. - Munir zareklamował kolejną niewiastę. I przy okazji wyjaśnił czemu ma tak nietypowy strój.

                                      - A ten uroczy bursztynek to Ilse . Dziewczyna z Salkaten. To wasi wschodni sąsiedzi. - Kupiec wskazał na szczupłą, brunetkę.

                                      - Ilse ma doświadczenie i w tawernie i na statku. Pływała jako kuk do Erengardu a wcześniej także po rzekach. Czyli i jako kelnerka gości obsłuży, i ugotuje coś dobrego, ryby oprawi i w morzu zamoczyć się nie boi. - Przedstawił im zalety kolejnej dziewczyny. Wedle jego słuch, pochodziła z sąsiedniej prowincji, Ostlandu.

                                      - I kolejna rudowłosa ślicznotka czyli Regina . - Wskazał na ostatnią z czwórki kobiet. Podobnie jak Kalinka, miała czerwone włosy, chociaż w nieco jaśniejszym odcieniu.

                                      - Regina jest urodzoną tancerką i potrafi umilić czy podróż czy pobyt w porcie. Pięknie też spiewa i gra na flecie. - Arab przedstawił czwartą niewolnicę.

                                      - Dobra Egon, to jak Larsa nie ma to bierzemy dwie bez niego. - Łasica bez skrępowania oglądała to przedstawienie i widać było, że humor jej dopisuje. - A jakby co to możemy jeszcze jakąś kupić oprócz tych dwóch za trolla? - Zapywała jeszcze ich gospodarza.

                                      - Naturalnie! I tak są na sprzedaż a jakoś muszę zacząć odrabiać straty jakich ten szkodnich narobił mi tam na dole. - Munir widocznie był gotów nawet sprzedać także pozostałą dwójkę kobiet o ile sie dogadają co do ceny. Łotrzyca pokiwała ze zrozumieniem głową i spojrzała pytająco na roslejszego kolegę.

                                      - To weźmy najpierw te dwie za trolla. A potem zobaczymy co z resztą. Które Egon ci się podobają? - Kultyska zaproponowała pierwszy krok jaki mogli zrobić w tych targach. *

                                      Kupczenie babami Egon uważał za najmniej ważny element tej całej układanki. Dopóki były w stanie posłużyć jako naczynia pod rozród jaj Oster, mogłyby to być w istocie najbardziej wrodzone, najbardziej obrzydliwe, najszpetniejsze z twarzy żmije po tej stronie Nordlandu, jakie by tylko można by sobie wyobrazić. Być może - Egon myślał - właśnie takie, a może przede wszystkim takie byłyby najodpowiedniejsze dla wylęgania jaj?

                                      – Niech będzie Ilse i Abigail – rzucił Egon. – W ramach zapłaty za usługę. Za pozostałe zaś chcielibyśmy zapłacić tu i teraz złotem zapłacić, jeśli rzecz nie problem.

                                      Dziewczęta zdawały mu się wyglądać na takie, co być może i same dały się schwytać w pęta sieci łowców niewolników, jako że orka na polu zapewne nie uśmiechała im się. Bez wątpienia bowiem każda z nich miała chłopskie pochodzenie i mając do wyboru robotę na słońcu tudzież pracę przy przęślicy, zapewne wybrały trzecią opcję, czyli uczciwy zarobek na plecach.

                                      Ilse wszakże przypominała mu dziewczynę, którą znał może kiedyś, lub też kogoś, z kim może i nawet spędził noc na chędożeniu. Lub też może zdawała się taką właśnie z powodu rys, które miały kobiety z tych stron.

                                      – Zapłacimy złotem z góry za dwie pozostałe, cena, jaką żeśmy ustalili – rzekł Egon, który nie chciał zepsuć ledwo zadzierzgniętych, dobrych kontaktów z Munirem głupim targowaniem się o złoto.

                                      Sam rzucił okiem na Łasicę, patrząc, gdzie podziała złoto.

                                      – Umowa stoi, panie Munir? – zapytał Egon.

                                      Łotrzyca popatrzyła na niego, na grupkę dziewczyn i ich obecnego właściciela. I wesoło wskazała na dwie, wybrane przez kolegę. - No to lse i Abi, chodźcie do nas. - Zawołała a one spojrzały pytająco na kupca. Ten skinął głową i dał znak, że mogą podejść do dwójki nowych właścieli. Kobiety bez sprzeciwu podeszły do Łasicy i Egona.

                                      - Ah, pewnie, że tak przyjacielu, pewnie. To za tą utalentowaną, gibką tancerkę i kislevicką, pracowitą dziewczynę to chyba przyznasz, że warto za nie zapłacić uczciwą cenę co? - Arab podszedł do obu rudowłosych niewolnic i wskazał na ich szczupłe, proste sylwetki. - Zobaczcie jakie są zdrowe, jakie mają błyszczące oczy i całe zęby. Jaką mają gładką skórę, przyjemną w dotyku. - Złapał za nadgarstek jednej, potem drugiej i podwinął rękawy aby pokazać tą młodą i zdrową jędrność. - No i są pracowite. Kalinka zna kislevski, w końcu jest Kislevitką ale po waszemu też gada. Zna się na koniach i na obsłudze gospodarstwa, świetnie powozi i jeździ konno. Zaś Regina potrafi tańczyć, że oczu od niej nie można oderwać. Jest zaradna, zabawna i pomysłowa. Może zabawiać gości w domu czy karczmie. - Zachwalał żarliwie i podkreślając atuty każdej ze swoich dziewczyn. Łasica słuchała tego i podeszła nawet bliżej aby się przyjrzeć obu rudowłosym.

                                      - No to ile za nie chcesz? - Zapytała w końcu gdy już przesunęła dłonią po ramieniu Reginy i policzku Kalinki.

                                      - 550 monet za obie. Cena jak dla moich drogich przyjaciół. - Uśmiechnął się do nich obojga jak do prawdziwych przyjaciół. Łasica pokiwała głową i bez pośpiechu wróciła do Egona.

                                      - Zdrowo wyglądają. Mamy 400. Jak chcemy obie, trzeba się targować albo coś wymyślić. Masz coś ze swoich? - Cicho zapytała towarzysza jak się zapatruje na te targi.

                                      Egon potarł brodę. Nie chciało mu się bawić w targowanie - właśnie, gdzie u diabła, podział się Lars, który pewnie miał lepsze rozeznanie w rzeczy? Nieważne zresztą. Gladiator stwierdził, że dwie dziewki za nic i jedna za jakąś cenę i tak będą lepszym wyborem, niż targowanie się z Munirem.

                                      Egon bowiem przeczuwał, że Munir, który dopiero co ucierpiał spore straty na towarze, zamierzał powetować je sobie na niewolnicach, które on i pozostali zamierzali kupić. Tak sądził Egon - że kupiec wymiarkował, że co prawda słowo się rzekło i musiał im dać dwie dziewki, to przecież mógł żądać ceny znacznie wyższej, niż zazwyczaj, na dwu pozostałych.

                                      Z drugiej zaś strony, dopiero co zawarli sojusz z Munirem. Egon nie chciał w żaden sposób zaprzepaścić relacji, która przecież dopiero co została zadzierzgnięta, dopiero co zaczęła się budować. Trzeba było u początku być spolegliwym… Później zaś przyjdzie czas na targi, kiedy kupiec zrozumie, że oni będą dla niego sporym profitem.

                                      – Weźmy tedy jedną – zawyrokował Egon, sam nie będąc pewien, czy podejmuje dobrą decyzję. – Po ki diabeł targować się? Dwie już mamy, weźmy jedną, rzeknijmy, że z czasem przyjdziemy po czwartą, jeśli jeno lady Soria zechce nas wspomóc złotem… Albo jakieś w kurhanach znajdziemy. Trzy z czterech zdają mi się dość nagrodą za nasze wysiłki. Powiemy, że jedną… Chyba, że umiesz człekowi jakoś wyperswadować rzecz.

                                      Egon spojrzał na Łasicę, która zdawała mu się być biegłą w tych sprawach. Sam nie spodziewał się wskórać niczego, on sam bowiem był zdatny jeno do bitki i wyzwań, które wymagały siły mięśni, nie zaś swady i giętkiego języka.

                                      - Egon, nie poddawaj się tak łatwo. - Łotrzyca klepnęła go w ramię i uśmiechnęła się zachęcająco. - Nie jest źle. Właściwie jest lepiej niż sądziłam jak wypływaliśmy z portu. - Aby móc rozmawiać nieco swobodniej odwróciła się twarzą do klifowego wybrzeża i oparła ramiona o reling. - Jest po Marktag więc w ogóle mamy fart, że ktoś tu jest. Do tego jak jest nie musiał mieć niewolników tylko sól, futra, zboże, mięso czy cokolwiek innego. Jak już by miał niewolników to pewnie mężczyzn. Zwykle są potrzebni do wyrębu lasu, pracy w polu, kopalni, kamieniołomie i takich tam. Więc mężczyźni to pewniejszy towar. A on ma kobiety. Sam wiesz, co mówiła Raisa, że jedna kobieta jest warta kilku mężów. - Zerknęła w bok aby sprawdzić czy kolega słucha. Kamir na razie uznał tą naradę za przerwę w negocjacjach i był uprzejmy nie nagabywać ich. Też cofnął się nieco ku rufie służący uzupełnił mu trunek w kielichu.

                                      - Potem mówił nam, że ma cztery ładne nianie. Jak jeszcze nie wiedział, że ten troll tyle nabroi. I zobacz, że ma cztery. Powiedział, że jak załatwimy tego rozrabiakę i wpakujemy go do ciupy to da nam dwie nianie za fatygę. No i zobacz, że dał. Nieźle jak na początek znajomości. Teraz mamy od dziewczyn tyle fantów, że stać nas na trzecią bez kombinowania i gdzieś na pół czwartej. Na co dzień nie zajmuję się handlem niewolnikami ale wydaje mi się, że to w miarę uczciwa cena. To nam brakuje fantów na pół tej czwartej. - Dziewczyna z ferajny, wróciła w swoim podsumowaniu mniej więcej do obecnego momentu. Jak tak się opierała reling to przy okazji wypinały się jej tylne wdzięki ładnie podkreślone przez obcisłe, skórzane spodnie. Gladiator nie był pewny czy koleżanka zrobiła to rozmyślnie czy nie ale dostrzegł, że wielu załogantów spogląda mniej lub bardziej otwarcie w ich stronę. W tym momencie złodziejka wyprostowała się, odwróciła frontem do pokładu i niedbale oparła się łokciami, wysuwając przy tym swoje smukłe nogi do przodu. Wyglądała teraz jakby była w jakiejś tawerenie i obserwowała salę główną. A z bliska teraz Egon miał wgląd na jej przyjemny dla oka dekolt.

                                      - Zobacz na te ładnie Egon. Jakie są zgrabne i gładkie. To nie są dziewczyny do pracy w polu, doglądania obory czy na kocmołucha w kuchni. O nie, zdecydowanie nie. - Uśmiechnęła się wesoło bez skrępowania wodząc wzrokiem po czterech sylwetkach pozostałych kobiet. - Regina to ladacznica. Ja rozpoznam drugą ladacznicę nawet jak się przebierze w najlepsze fiszbiny, perły i jedwabie. - Uśmiech stał się szerszy i bardziej łobuzerki. Poklepała się przy tym po nozdrzu aby podkreślić jak jest tego pewna. - To częsty numer, że aktorka czy tancerka. Wiesz, nie wszędzie zamtuzy i ladacznice są mile widziane. To trzeba to jakoś ukrywać. A już jakiś obwoźny teatr czy trupa aktorska, jacyś kuglarze i akrobaci to już przecież są witani całkiem cieplej. I myślę, że ona to jedna z takich. Pewnie też śpiewa i tańczy ale nie tylko. Zobacza jak ona pewnie stoi. Jako jedyna się nie boi, wie, że to handel i chce się dobrze zaprezentować. Nie struga cnotki jak na prawdziwą ladacznicę przystało. - Wydawało się, że od ręki jest w stanie sypać kolejnymi spostrzeżeniami o kobietach jakie widziała pierwszy raz w życiu. Szybko przeszła do kolejnej.

                                      - Ilse też może być ciekawa. Jak jest ze Salkalten i coś działała w porcie i nawet pływała to może być z niej wesoła dziewczyna. W portach i na statkach to zwykle jest swobodniej niż w mieście czy wiosce pod nosem klechów i sąsiadów. A zwykle mężczyźni pływają więc kobiety to rzadkość. Albo jest mocna w gębie i toporze, że umiała się postawić, albo miała jakiegoś protektora co ją chronił no albo dawała dupy aby mieć spokój lub bo lubi. Tak, może być z nią wesoło. - Szybko podzieliła się z kamratem co myśli o brunetce z sąsiedniego Ostlandu.

                                      - Tej południcy to nie wiem. Mało jest takich u nas to nie znam ich. Trudno powiedzieć co to za jedna. - Przyznała, że z powodu egzotycznego pochodzenia Abigail, jest dla niej najtrudnejsza do przeniknięcia. - No i ta Kislevitka. No pewnie chłopka co przybyła do miasta za chlebem, może zbiegła chłopka. Albo dziewka karczemna czy ktoś taki. Nie wiem czy była ladacznicą. - Przy drugim rudzielcu też nie była taka pewna swojego osądu jak przy dwóch pierwszych dziewczynach.

                                      - No ale Egon, ten Kamir to kupiec. Może wróci za tydzień, za dwa albo w ogóle bo go sztorm zatopi albo dostanie ciekawsze zlecenie. Kupcy tak mają. Więc tak naprawdę nie wiadomo kiedy następny raz wróci. Więc lepiej co się da, załatwić z nim teraz. O… Zobacz kto raczył się łaskawie pojawić. - Mówiła jakby w głowie kiełkowała jej determinacja aby dobić jak największego targu dzisiaj, skoro morskie jutro było takie niepewne jednak dojrzała, że na pokład wróciła druga trójka. Lars, Gezackt i Martin. Norsmen liderował i z szerokim uśmiechem, pewnym siebie krokiem, przeszedł pozdrawiając ich gospodarza ale zatrzymał się dopiero przy swoich kamratach. Widać było, że szczerzył się od ucha do ucha.

                                      - Słuchajcie spotkałem kamrata. I to wiecie kogo? Kuzyna Widłobrodego! Tego który nas tu wysadził parę dni temu! A nasi ojcowie pływali kiedyś razem na południe. - Korsarz tryskał entuzjazmem na to niespodziewane spotkanie z krajanem. Widać było po spojrzeniu Łasicy, że imię norsmeńskiego herszta nic jej nie mówiło. Ale Egon pamiętał, że to ten przywódca morskiej bandy jaki na prośbę Mergi zabrał ich ze sobą a na pożegnanie nawet im podarował Helgę. Jak się jednak okazało to nie wszystko co morski rozbójnik miał im do powiedzenia. Drugą część powiedział bardzo cicho.

                                      - Dowiedziałem się od niego, że jest tu jeszcze jedna dziewoja. Wyjątkowa. Podobno taka, że palce lizać. - Zaczął tak, że od razu kupił sobie uwagę łotrzycy. Dała mu znak aby mówił dalej. - Podobno to jakaś ważniaczka. Szlachcianka czy kapłanka. Nie wiem jak to jest tam u tych południowców, aż tak daleko na południe nie pływałem. Mój kamrat uważa, że to córka jakiegoś tamtejszego wezyra albo kapłana. Coś takiego. W każdym razie jest honorowym gościem Munira. Biega za nią i jej schlebia. Ma ją chyba zabrać do Erengardu na nauki czy takie coś. Ona ma kajutę obok jego. Jak tu szedłem zajrzałem tam i faktycznie dwóch drabów stoi przed jej drzwiami. - Cichym ale zdecydowanym głosem mówił czego się dowiedział od Norsmena należącego do załogi arabskiego kupca.

                                      - I to nie wszystko. Słuchajcie tego. - Zastopował głos patrząc na przemian to na Łasicę to na Egona aby zwiększyć napięcie swojej opowieści. Znów zaciekawiona łotrzyca pogoniła go gestem aby nie przedłużał. - Jak była na pokładzie to widział u niej naszyjnik. W połowie kobiety z wieloma ramionami w połowie węża. - Uśmiechnął się widząc jak z wrażenia niebieskowłosej oczy się rozszerzyły ze zdumienia. - Podobno to jakaś tamtejsza bogini z tych południowych pustyń i dżungli, jakiej ta piękna niewiasta oddaje cześć. Jej patronka, bóstwo opiekuńcze czy takie coś. Podobno przybyła tu szukać jej śladów i wiedzy o niej. Na nadgarstku ma alabastrową bransoletkę w kształcie węża połykającego swój ogon. - Norsmen pokazał palcem dookoła swojego mocarnego nadgarstka aby wskazać na miejsce tej ozdoby o jakiej mówił. Egon kojarzył, że alabastrowe węże to były elementem posągu Soren jakie parę tygodni temu inni kultyści znaleźli na dnie rzeki i sprowadzili do miasta. Zanim odpłynął do Norsci to ten posąg znajdował się na “Starej Adele”. - Zarzekał też, że czasem miał wrażenie, że ta bransoletka porusza się na jej nadgarstku jakby ten wąż był żywy. A ostatnio ta piękna milady źle sypia. Trapią ją tak gwałtowne sny, że nie sypia po nocy więc wychodzi na pokład. Pogorszyło się odkąd wpłynęli na Morze Szponów. - Lars zakończył i widać był zadowolony z siebie. Po Łasicy widać było, że zrobiły na niej te wiadomości ogromne wrażenie. Spojrzała szybka na Egona, czy ten też dostrzega to samo.

                                      Egon skinął głową. Rewelacje Larsa zmieniały w zasadzie wszystko - szlachcianka na statku kupca, która nosiła symbole związane z kultem była niespotykanym przypadkiem, ba, Egon rzec mógł nawet, że przypadek to był żaden, a jeno splot przeznaczenia zainicjowany przez mrocznych patronów kultu. Musieli się z nią widzieć na pewno, bez żadnych ceregieli, o tym wojownik wiedział.

                                      – Być nie może – Egon wymamrotał zdumiony na tą wieść, kiedy zaś zmitygował się, zmrużył brwi znacznie.

                                      Rzecz się skomplikowała nieco, ale, może…? Lars przedstawił rzecz szybko i nieco nieskładnie, ale zdawało się, że kobieta, która nosiła (ponoć) na sobie symbole kultu mogła okazać się ich sojusznikiem. I jeśli prawdą było, że była w specjalnych względach kupca, w takim też wypadku owinięcie go wokół palca zdawało się być proste, jeśli tylko mogli się z nią spotkać właśnie.

                                      – Mmm… – Egon mruknął, myśląc naprędce.

                                      Cóż można było zrobić? Co prawda na początku zamierzał wziąć jeszcze jedną dziewkę za pieniądze i puścić całą rzecz za siebie, jako że czas mijał nieubłaganie, a i sporo czasu zostało, to jednak spostrzeżenia Łasicy i Larsa zignorować nie mógł. To, że Łasica zoczyła, że idealnie nadawały się do zamtuzu i profitów z tego tytułu płynących to jedno, jednak szlachcianka, o której usłyszał Lars? Musieli się z nią widzieć i rozmówić, była potencjalnym sojusznikiem.

                                      – Targujmy się zatem o czwartą i rzeknijmy, że wiemy coś nieco o rzeczy, których szuka jego gość honorowy – rzekł Egon. – Czemu by nie miał skorzystać? Powiemy, że jeśli zadowolimy onego gościa, niechaj wtedy nam da i czwartą, w ramach zapłaty za informacje. W międzyczasie wybadamy ją… Może dołączy do nas?

                                      Egon powiódł wzrokiem to na Larsa, to na Łasicę.

                                      - Może być. Ciekawe jak wygląda ten jej naszyjnik. Ale jak pół kobieta a pół wąż, to trochę wygląda jak nasza lady Soria w syreniej postaci. Ciekawe czy to przypadek? Zresztą na tym alabastrowym posągu Soren cośmy go zwieźli do miasta, też jest wiele syren. Jej, szkoda, że żadnej nie wzięłam. Miałabym jej co pokazać. - Łasica energicznie pokiwała swoją niebieską głową i widać było, że na niej rewelacje Larsa, też zrobiły piorunujące wrażenie. - Też bym chciała ją poznać. Jeśli taka ładna jak mówi twój krajan to ja bardzo chętnie ją zadowolę. No i ma kłopoty ze snem. A przecież Siostry przemawiają w snach. Ciekawe czy to przypadek. - Myślała intensywnie gdy rozważała te nowe wieści. Musiała się nad nimi zastanowić ale widać było, że egzotyczna milady zaintrygowała ją.

                                      - Siłą jej i tak nie weźmiemy a tutaj Munir rządzi więc i tak trzeba z nim pogadać. Jakoś trzeba o nią zapytać aby zgodził się na spotkanie. Dobrze, że spotkałem tego mojego kuzyna bo byśmy nawet o niej nie wiedzieli. A w ogóle jak wam idzie z tymi dziewczynkami? - Lars rozejrzał się po pokładzie i wzrok spoczął mu na czterech niewolnicach. Te chwilowo pozostawione same sobie, zbiły się w gromadkę niepewne co do swojego dalszego losu.

                                      - Munir oddał nam Inge, to ta brunetka, i Abigail. To ta z południa. Za tego trolla. A mamy fantów na półtorej kolejnej. No ale też jakoś trzeba z nim pogadać o tej milady co ją tak chowa przed nami. No i to wy musicie z nim gadać. - Łotrzyca nieco rozwinęła Larsowi, wypowiedź gladiatora a ten pokiwał głową. Obserwował z zaciekawieniem cztery, młode i jędrne niewolnice aż usłyszał końcówkę wypowiedzi koleżanki. Wtedy znów bystro spojrzał na nią.

                                      - A dlaczego my? - Trochę się zdziwił, że pyskata i rezolutna zazwyczaj łotrzyca nie chce grać pierwszych skrzypiec w tych negocjacjach.

                                      - Bo ja nie mam brody i jestem tylko kobietą. - Odparła mu wesoło. Ale on zmrużył brwi niezbyt rozumiejąc jej wypowiedź. - Tam na południu rządzą mężczyźni. A prawdziwy mężczyzna ma prawdziwą brodę. No ja nie jestem mężczyzną i nie mam brody. Munir pewnie wie, że u nas jest inaczej no ale może jednak lepiej rozmawia mu się z brodatymi mężczyznami. - Wyjaśniła kolegom dlaczego wolałaby nie być w pierwszej linii tych negocjacji.

                                      - A tak, prawda. Też o nich słyszałem coś takiego jak służyłem w Bretonii. - Korsarz skinął ze zrozumieniem głową i teraz nawet przyznał łotrzycy rację.

                                      - Właśnie zanim przyszedłeś to mówiłam Egonowi, że możemy go zaprosić do nas. U Pirory jest całkiem milutko. A jakby była nasza milady albo Fabienne czy Odette to może i by zrobiły na nim dodatkowe wrażenie albo nam sypnęły groszem jakby zobaczyły te cud miód nianie jakie im przywieziemy. Ciekawe czy słyszał o Odette. Mówił, że bywał w Marienburgu i Erengradzie a ona tam dawała koncerty. Ale mogli sie też rozminąć. I nie wiadomo czy będzie u Pirory jakbyśmy wrócili. No i trochę ciasno z czasem bo zbór na “Adele” mamy mieć a wieczorem orgia w teatrze. - Łasica dzieliła się z kolegami swoimi przemyśleniami. Norsmen pokiwał głową.

                                      - No tak, jak się spieszy to może nie chcieć zostawać na noc. Ale może mu się nie spieszy. Nie wiadomo. - Okazał pewne zrozumienie dla morskich planów i podróży. - Dobra Egon to chodź, idziemy z nim gadać. Jakoś trzeba podbić do niego o tą jego milady. A z tą czwartą nianią to jakby chciał to ja mogę z nim zagrać w karty albo kości. Chociaż kości są mniej przewidywalne. No i nie wiadomo czy się zgodzi. Albo mogę się wziąć za bary z którymś z jego ludzi. Jakbym go powalił to może coś spuści z ceny czy co. - Morski grabieżca rzucił leniwie kilka pomysłów które mogli spróbować wykorzystać w trakcie negocjacji z arabskim kupcem.

                                      - A ja mogę się pochędożyć z tymi nianiami. Z każdą z nich albo i wszystkimi na raz. Jak chce to może popatrzeć. Wy też, chociaż jakbyście chcieli dołączyć to mnie to nie przeszkadza. No i ta jego milady jak taka ładna to też mogłabym się z nią pochędożyć. Mogę mu też coś zwinąć no ale to pewnie by nie pomogło w negocjacjach. - Łasica nieco żartobliwym tonem zaoferowała swoje wzmocnienie w ich ofercie. Korsarz co dopiero wczoraj spotkał ją pierwszy raz spojrzał na nią nieco zdumionym wzrokiem.

                                      - Chędożyłabyś się z całą czwórką na raz? - Wskazał palcem na cztery kobiety czekające na zakończenie wymiany. Łotrzyca posłała mu kpiący, krzywy uśmieszek zawodowej ulicznicy.

                                      - No pewnie. U Pirory albo przy kamieniach nie takie rzeczy odchodziły. - Powiedziała mu tonem lekkiej wyższości jakby to nie było dla niej coś nadzwyczajnego. To wywołało rubaszny śmiech Norsmena. Ona też się wesoło uśmiechnęła. W końcu oboje popatrzyli pytająco na Egona czy chce coś jeszcze ustalić zanim wrócą do Munira czy mogą już do niego iść.

                                      Łasica prawdopodobnie miała rację - miarkował Egon - jeśli w istocie przybysz pochodził z dalekich krajów południa, w takim razie też będzie miał poważanie większe, jeśli będzie mógł się porozumieć z przedstawicielem własnej płci. Co prawda Egon nie podróżował w życiu tak wiele i tak daleko jak Lars, jednak swoje zasłyszał i nie wątpił, że Łasica tym razem miała rację. Rzeczą drugą było, przypomniał sobie wojownik, że targi wcale chyba nie były aż tak źle widziane.

                                      Być może mogli zagrać na czas i przyrzec, że spotkają się raz jeszcze? Lub też popasać jakiś czas na statku i spróbować zjednać sobie Munira? Nie… Wolał od razu w jakiś sposób wyzyskać sprawę, bowiem miał też sprawy w mieście. Jednak z drugiej strony, pojawienie się “gościa honorowego” odmieniało sprawę na tyle, że warto było tutaj zostać. Co, jeśli przez koneksje mógł wkupić się w łaski Munira i w jakiś sposób sprawić, że kult będzie potężniejszy, a jego misja zabezpieczona?

                                      – Chodźmy zatem – rzekł Larsowi. – Ja powiem najpierw, że chcielibyśmy popasać na okręcie po dobrze skończonej robocie i rozmówić się nieco dłużej, podczas rozmowy spytamy, żeby zaprosił tego swojego gościa. Zanim w targi pójdziemy raz kolejny, spróbujemy porozmawiać z nią… Kim tam znowu będzie. Jeśli będzie tak, że rozpoznamy symbole kultu, to damy jej znać sekretnie, z kim do czynienia ma. Jeśli jest z nami, Munir będzie w naszej kieszeni za jej sprawą.

                                      I poszedł. Egon, uprzednio wypiąwszy się dumnie, jak na wojownika przystało podszedł z Larsem do Munira.

                                      – Panie Munir, uradziliśmy się z kompanami, ale żeby pewnymi być, mus nam się naradzić nieco dłużej. Rozmówmy się nie tu, jeno przy stole jakimś, jak kamraci. Staliśmy się nimi bowiem, kiedy żeśmy okręt ocalili. Czy wzięcie tej bestii w łyko nie trzeba byłoby chociaż opić łykiem wina? A i też chcielibyśmy nieco porozmawiać o innych… Sprawach. Jeśli jeno pozwolicie na to, cny panie Munir. Jakże wolicie?

                                      Egon spojrzał kątem oka na Larsa. Miał nadzieję, że ten go wspomoże, jeśli przyjdzie co do czego.

                                      - Egon ma rację. Przecież nie godzi się nie uczcić takiego wielkiego zwycięstwa. A taka dobra walka zasługuje na dobrą opowieść! - Lars szybko wsparł kolegę swoją rubasznością. To sprawiło, że arabski kupiec uśmiechnął się jowialnie.

                                      - Oczywiście przyjaciele. Myślałem, że się spieszycie i chcecie jak najszybciej wrócić do portu. Ale jeśli wam nie śpieszno, to zapraszam, zapraszam! Właściwie to jeszcze powinniśmy omówić jakbyśmy się mieli kontaktować w sprawie przyszłej wymiany. - Kupiec dał znać aby iść za nim i ruszył w stronę rufowej nadbudówki. Wrócili na półmroczne, drewniane schody na tyle wąskie, że musieli iść gęsiego. Łasica zamykała ten pochód gdy kupiec go prowadził. Kupiec już otwierał drzwi do swojej kajuty gdy Lars na chwilę odwrócił się aby spojrzeć na dwójkę towarzyszy i wskazać im wzrokiem przed siebie. Parę kroków dalej widać było dwóch, zbrojnych. Wyglądali jakby pilnowali sąsiednich drzwi. Czyli dokładnie tak jak dwójce towarzyszy opowiadał niedawno na pokładzie.

                                      - A cóż to za skarby tam trzymasz, przyjacielu? - Zagaił kupca. Ten też spojrzał na straż przy drzwiach.

                                      - Dokładnie tak przyjacielu, to są moje skarby. - Zgodził się ale nie dał się wciągnąć w rozmowę. Gestem zaprosił ich do swojej kajuty. Nie chcąc się spierać, Lars skorzystał z zaproszenia. A po chwili wszyscy siadali na wygodnych, ozdobnych poduchach jakich tu używano zamiast krzeseł. Gospodarz powiedział parę zdań do młodzika który im usługiwał a ten pokiwał głową wyszedł.

                                      - Trochę za wcześnie na obiad ale takie wyjątkowe okoliczności, to będzie można to uczcić. Na razie, mam parę drobiazgów na osłodę tej opowieści. - Gdy się wszyscy rozsiedli to drugi ze służacych podał do stołu wino, mosiężne kielichy i paterę z dziwnymi owocami. Wyglądały na suszone, jedne były ciemnobrązowe inne żółte. W smaku te pierwsze okazały się bardzo słodkie a te drugie też ale jeszcze do tego nieco kwaskowate. Gdy się nimi raczyli, Lars podjął swoją opowieść o dopiero co zakończonej walce. A, że miał dar do gawędzenia to się przyjemnie tego słuchało. Zaś Egon miał rzadką okazję usłyszeć jak ktoś opowiada wydarzenia w jakich gladiator brał udział. Norsmen opowiedział jak to troll zaskoczył wszystkich gdy chyba niechcący zawalił wejście rzuconą beczką. I jak się rozwinęła dalej ta walka aż do zwycięskiego finału.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      0
                                      • SantorineS Niedostępny
                                        SantorineS Niedostępny
                                        Santorine
                                        Developer
                                        napisał ostatnio edytowany przez
                                        #269

                                        Oryginalny autor: Santorine

                                        - I wtedy Łasica cisnęła mu koc na łeb aż mu przysłoniło oczy! Ale zamachnął się i prawie ją sięgnął. Ona wpadła między te graty i baliśmy się, że ją sięgnął. Więc skoczyliśmy na niego. Egon złapał go za ramię i trzyma. A ja krzyczę “Dawać liny!” i zaczynam go wiązać. Wasz ficer,dzielny człowiek. Niczego się nie zląkł i dzielnie stawał. Tak samo jak marynarze. - Opowiadał z werwą i widać było, że kupiec słuchał tego z przyjemnością. Co chwila zerkał na gladiatora to na łotrzycę. Przyjemność mu sprawiło jak usłyszał pochwałę pod adresem swojej załogi.

                                        - I ty mu rzuciłaś koc na łeb? - Araba chyba aż tak nie zdziwiło, że obaj, rośli wojownicy okazali się mężni i sprawni w boju, nawet w starciu z trollem. To, że jednak i kobieta tak dzielnie i sprytnie stawała w polu to jednak chyba się nie spodziewał. Przy nich Łasica wyglądała na drobną, nie miała żadnego pancerza ani porządnej broni, nie licząc noża jaki był żałośnie mały do rozmiarów potwora. Teraz złodziejka potwierdziła słowa kolegi, kiwaniem swojej fioletowej głowy. - I nie bałaś się? - Kupiec wydawał się być zafascynowany jej odwagą.

                                        - Trochę się bałam. Ale wiedziałam, że nie mogę przynieść wstydu wężowej milady jakiej służę. No i w nocy miałam taki piękny sen, że wiedziałam, że nic mi się nie stanie. - Łasica dotąd pozwalała mówić kolegom ale zapytana przez gospodarza bezpośrednio, odpowiedział mu rezolutnie.

                                        - A jaki to był sen? - Zaciekawił się Munir.

                                        - Śniło mi się, że popłynę rano na morze. Jak jeszcze mgła będzie unosić się nad wodą. I tam spotkam piękną niewiastę. Nie widziałam rysów jej twarzy, wiadomo jak to w snach. Ale wiem, że była z dalekich stron. I jak się poznamy, to razem będziemy służyć naszej wężowej milady. Na razie wszystko się zgadza, poranne morze i mgła, wasz statek, poskromienie trolla, tylko jeszcze tej pięknej, egzotycznej niewiasty nie spotkałam. - Dziewczyna z ferajny, zgrabnie podsunęła wątek snów i tajemniczej kobiety, tak, że wyglądało to naturalnie. Kupiec co właśnie wrzucał sobie suszony owoc do ust, zamarł i w zdumieniu otworzył szerzej oczy. Patrzył intensywnie na jedyną kobietę w swojej kajucie. Szybko spojrzał na obu jej towarzyszy.

                                        - Sny pochodzą od bogów a im lepiej się nie sprzeciwiać. Ich kaprys, największego mocarza mogą złamać jak patyczek. A jak się pływa po morzu to już w ogóle. Nieważne po jakich morzach pływasz, wszyscy morscy bogowie i demony, za nic mają ludzkie życia. - Stwierdził filozoficznie. I leniwie spojrzał na Egona aby i ten jakoś szybko wsparł ich inicjatywę aby wykorzystać zaskoczenie ich gospodarza.

                                        Poszło gładko - Munir zgodził się na to, żeby popasać i zdawało się, że chyba jeszcze nie widział w tym żadnego podstępu. Egon, choć w zasadzie spodziewał się najgorszego, stwierdził, że cała akcja przebiegała wcale nieźle. Potrzeba było tylko iść dalej, do przodu.

                                        Idąc do kajuty Munira, Egon także rzucił na strzeżone pomieszczenie, ale w przeciwieństwie do Larsa, nie rzekł niczego. Ciekawość brała wojownika - kim mogła być kobieta, która znajdowała się za strzeżonymi dźwierzami?

                                        Wojownik, dotarłszy wreszcie do komnaty, rozsiadł się i rozluźnił nieco, bitka bowiem zawsze spinała go, choć był w niej biegły. Pomimo atmosfery, w jego umyśle co rusz powstawały raz jeszcze sceny z walki z trollem, raz tym pod pokładem, a niekiedy rzadziej z tym, który omal nie posłał go w objęcia jego Mrocznego Patrona, wtedy, kiedy bił się z bestią razem z Froyą van Hansen. Do jego przemyśleń dodawał Lars, który - jak zauważył Egon - umyślnie ubarwiał całą historię i w dobrym świetle stawiał załogantów. Wiedział, że był to wybieg, żeby zaskarbić sobie przychylność kupca, jednak Egon nie mógł powstrzymać się od przewrócenia oczami.

                                        – Ciekawe, ciekawe – rzekł Egon w stronę Łasicy, mając nadzieję, że nikt nie wychwycił jego wcześniejszego grymasu. – Ciekawe rzeczy prawisz. Toć to nie będzie dalej niż tydzień albo dwa temu, żem w Neues Emskrank odwiedził kramarza, u którego starka była. Niepozorna taka, przy kołowrotku plotła jakieś sukno. Jak żem towar już kupił, to starka rzecz do mnie: podejdźże, karty postawię, los twój przepowiem, daj mi jeno garść miedziaków za fatygę.

                                        – Pomyślał żem wtedy, cóż mi szkodzi, niechaj i będzie tak, że groszem starowinę wesprę. Dałem jej garść żeliwa, zanim żem zoczył, zza pazuchy karty wydobywa i stawia jedna po drugiej. I mruczy, mruczy tam coś pod tym swym wielkim nochalem, jakieś ochy i achy i wreszcie rzecze w te słowa: “Nie minie jeden księżyc, a pokonasz wraz ze swymi kamratami zieloną bestię, co choć po lądzie chodzi, w korabiu zamknięta będzie. Kiedy rzeczy dokażesz, spotkasz damę przecudną a poznasz ją po znaku smoka, co pożera swój ogon własny i będzie to ku wielkiemu zyskowi wszystkich, co ją spotkali”.

                                        – Tak było i za to żem żeliwem płacił, za co mi starka podziękowała. Ale wszak wszyscy wiedzą, że guślarki czasem i prawe są, a przecież i są też takie czasy, kiedy pletą duby smalone na podobieństwo wrzeciona, którym ta starowina sukno przędła. Dziwny to zbieg okoliczności, rzekłbym. Może i jakaś część przeznaczenia? Sam nie wiem… – Egon tu zawiesił głos, dając już spokój swemu marnemu talentowi do łgania i zastanawiając się, cóż zdarzy się zaraz.

                                        Ich gospodarz słuchał ich uważnie. Wydawał się być zafascynowany snem Łasicy, na filozofowanie wilka morskiego mądrze pokiwał głową ale Egona wysłuchał uprzejmie ale chyba dość sceptycznie. Dopiero ostatnia wzmianka o bransolecie węża, połykającego własny ogon go ożywiła. Ale to Lars się pierwszy odezwał.

                                        - U nas Astrid ma taką bransoletę. Nasza koleżanka ale została w porcie. - Wspomniał tonem ciekawostki. Faktycznie córka jarla miała taką ozdobę. Był to jeden z węży Sorii jakie ta w swojej mniej śmiertelnej formie, miała zamiast włosów. Gladiator sam widział jak przy pierwszym spotkaniu na plaży, przy wrakowisku, wężowa milady oderwała jednego i podarowała go Norsmence. Wąż był żywy i Astrid potrafiła go niecnie używać do zabawy samej ze sobą. Później jednak zaczęła go nosić na nadgarstku, jako ozdobę. Ta wpadała w oko precyzją wykonania imitującą, małego węża.

                                        - Tak, bo ją nasza wężowa milady też przyjęła na służbę. A teraz te nianie od ciebie, to też wieziemy dla naszej milady. Ona się lubuje w pięknie więc i pięknych kobietach. - Łotrzyca szybko wsparła kolegów nowymi detalami jakimi zasypywali ich gospodarza.

                                        - Ale jak piękna i z dalekich stron, tobie się śniła a tobie Striganka wywróżyła, to może chodzi o Abigail? Albo tą waszą Astrid? - Kupiec zauważył bystro, że taki opis jaki podali pasowałby także do tych dwóch, wspomnianych kobiet. Dziewczyna z ferajny jednak nie dała się zbić z tropu.

                                        - Nie, Astrid na pewno nie. Już ją znałam to bym rozpoznała ją we śnie. A Abigail owszem, nadobna jest. Mam nadzieję, że poznamy się lepiej i przypadnie do gustu naszej milady. Ale to niewolnica. A mnie śniła się pięknota jak paw królewskiej krwi. A nie nawet najpiękniejsza niewolnica. A Egonowi też, tylko jeszcze z tą wężową bransoletką. - Kobieta o fioletowych włosach, doprecyzowała to sprytnie i tak naturalnie jakby naprawdę ostatniej nocy się jej coś takiego śniło. Chociaż rano jak budziła gladiatora to wyglądała na zaspaną i taką co najchętniej znów władowałaby się do łóżka aby pospać do południa. I o żadnym śnie nic nie mówiła.

                                        - Intrygujące. - Munir na chwilę zamilkł. Zaczął rozpalać długą, ozdobną fajkę. To widocznie pozwalało mu skupić myśli. - Jest ze mną pewa szlachetna milady. Oczywiście olśniewa swoją urodą, wdziękiem i mądrością. To córka pewnego wezyra i świątyni jednocześnie. Kapłanka po waszemu. I szlachcianka. Bardzo bogobojna kobieta. Wiozę ją do Erengardu na nauki. Tak sobie życzyła świątynia. I ona ma taką wężową bransoletkę jak mówisz. - Gospodarzowi udało się rozpalić swoją fajkę i w kajucie rozległ się dziwny, słodkawy aromat palonego zioła. Całkiem inny niż te co znano w Imperium. Bardziej przypominał jakieś kadzidło. Kupiec zaś spojrzał bystro na gladiatora dając mu znać, że chodzi właśnie o ten detal jaki mu wywróżyła stara guślarka.

                                        - Doprawdy? Cóż za przypadek! To musi być wola bogów! - Lars roześmiał się jakby właśnie dowiedział się, że owa tajemnicza milady, przebywa na tym statku.

                                        - A czy moglibyśmy nasycić oczy jej obecnością? Pragnęlibyśmy jej złożyć hołd i przekazać pozdrowienia od naszej wężowej milady. - Poprosiła przymilnie Łasica. Było widać, dlaczego odnosiła takie sukcesy w podszywaniu się pod różne, kobiece role. Teraz mówiła jakby była wielbicielką diwy co najmniej tak znanej jak Odette von Treskow i prosiła o możliwość chociaż rzucenia na nią okiem z bliska. Gospodarz przyglądał się im i pyknął ze dwa razy ze swojej fajki.

                                        - Poślę do niej zapytanie. Ale nie mam nad nią żadnej władzy, jest moim zaszczytnym gościem. A ostatnio miewa straszne migreny i źle sypia. Dziś jej jeszcze nie widziałem. - Uprzedził brodacz i zawołał swojego służącego. Coś mu mówił poważnym tonem w ich języku a ten drugi słuchał w takim samym skupieniu. Co jakiś czas skinął głową aż wreszcie skończyli rozmawiać. Lokaj skłonił się swojemu panu po czym szybko wyszedł z kajuty.

                                        Egon rzucił wzrokiem to na Larsa, to na Łasicę, zastanawiając się, czy któreś z nich nie wyrozumiało, cóż tam też w tym swoim języku rzucił do posłańca. Być może Lars podczas swych podróży zrozumiał nieco języka południowców, żeby móc wywiedzieć się, o co chodziło? Jednak raczej nie było to niebezpieczeństwo, a póki co, dość przyjazna wymiana.

                                        – Zaiste, wydaje się to zrządzeniem losu – rzekł Egon, tym razem szczerze, ponieważ jeno dziwnemu zrządzeniu losu mógł przypisać pojawienie się dziwnej niewiasty z bransoletą węża pożerającego własny ogon na tym właśnie statku, o tej porze i to właśnie wtedy, kiedy on ze swą kompanią wszedł na korab, aby robić interesa.

                                        – Cóż… Pozostaje nam czekać jeno, choć jeśli ja bym był ową cną niewiastą, to także bym był zainteresowany, jeśli na mój statek goście przybyli, którzy rzeczą o dziwnych zbiegach przeznaczenia.

                                        Egon stwierdził, że w jednym pokpili sprawę, póki co, bowiem nie wiadomo było, czy owa milady zaszczyci ich swą obecnością. Posłaniec mógł bowiem rzec, że są tu przybysze, którzy wiedza co nieco o jej bransolecie i jeśli tylko taką wiadomość dałoby się przekazać, to łatwiej by było zwabić niewiastę do kajuty Munira. Co prawda mieli rozmawiać o konkretnym pieniądzu i jak jeszcze można było w jakiś sposób zyskać ostatnią z niewolnic, ale raczej na takie rozmowy silić się nie było sensu, dopóki nie pojawi się kobieta.

                                        – Rzeknijcie no jeszcze, panie Munir – rzekł Egon, chcąc wypełnić ciszę spędzoną na oczekiwaniu na ową tajemniczą niewiastę – jakże planujecie swój czas spędzić wkrótce, teraz, kiedy żeśmy się przekonali, że wspólny interes będzie ku profitowi? Czy będziecie w pobliżu?

                                        Nikt z dwójki towarzyszy gladiatora nie zdradził się, że zrozumiał co ich gospodarz powiedział do swojego sługi. Ale po chwili Łasica nachyliła się i cicho szepnęła do kolegów
                                        ~

                                        Poszedł do tej kajuty obok.
                                        ~

                                        Możliwe, że łotrzyca to usłyszała ale Egon nie. Siedzieli sobie na wygodnych poduchach i dalej rozmawiali z przybyszem z dalekich stron.

                                        - Oh, nie, nie przyjacielu. Nie zostajemy tutaj. Interes musi się kręcić. Nie tylko muszę dowieźć naszą szlachetną panią do Erengardu ale i sam mam tam swoje sprawy do załatwienia. Własnie dlatego świątynia poprosiła właśnie mnie a ja nie miałem serca im odmówić. - Odparł kupiec brodaczowi. Na co od razu włączył się Lars.

                                        - W takim razie, musisz się cieszyć wielkim zaufaniem świątyni i nieskalaną reputacją skoro powierzyli ci tak ważną misję z tą milady. - Norsmen ponownie potrafił nalać miodu do uszu ich gospodarza. Widać było, że się uśmiechnął ale te komplementy sprawiły mu przyjemność.

                                        - I jak wasze świątynie są choć trochę jak nasze, to pewnie nie jesteś stratny na tej drobnej przysłudze. - Łasica rzuciła z manierą portowej dziewczyny. Ale kupiec potraktował to jako celną i zabawną uwagę bo roześmiał się. Ktoś zastukał w drzwi i wszedł jakiś służący niosący zastawę i naczynia. Zaczął je rozkładać na niskim stole. Mebel był za niski aby siedzieć przy nim przy standardowych krzesłach. Jednak gdy używało się wielkich poduszek to był w sam raz.

                                        - Obiad niedługo będzie. - Oznajmił kupiec gdy służący skończył rozkładać to wszystko i wyszedł na korytarz. Minął się z tym co go pan wysłał z zapytaniem do tajemniczej milady. Podszedł do kupca i cos mu chwilę cicho mówił. Widać było, że brodacz jest nieco zaskoczony. Coś sie dupytał młodzika i ten mu odpowiedział. Munir namyślał się chwilę po czym coś mu rzekł na koniec i służący ponownie wyszedł. Arab popatrzył na trójkę swoich gości jakby zbierał myśli. Lars i Łasica popatrzyli po sobie ale cierpliwie czekali co im powie.

                                        - No cóż… Milady jest zaintrygowana waszymi słowami i zgodziła się na wizytę. - Oznajmił im po tej chwili namysłu. Widać było, że to nie wszystko. - Milady Layla to bardzo zacna kobieta. Uczona w mowie i piśmie. Ale honor wymaga aby nie przyjmowała gości sama. Dlatego pójdę z wami. No i akurat waszego języka milady nie zna. - Kupiec oznajmił im decyzję swojego szlachetnego gościa. Widać było, że żywił do tej kobiety ogromny respekt i szacunek. Łotrzyca i wilk morski pokiwali głowami.

                                        - A jakie języki zna ta zacna milady? - Morski grabieżca był zaciekawiony tym faktem.

                                        - Z waszych północnych języków mówi po estalijsku, tileańsku i bretońsku. Tileańscy i estalijscy kupcy całkiem często nas odwiedzają. Do tego jak mawia milady, to Tilea jest ojczyzną opery a Bretonia poezji. Więc zna te języki. - Kupiec chętnie wyjaśnił im tą językową kwestię.

                                        - Po bretońsku? Szkoda, że lady Fabienne, nie ma z nami. Ona jest Bretonką. I szkoda, że wasza milady nie zna kislevskiego. Po kislevsku mogłabym coś spróbować się z nią dogadać. - Łasica żachnęła się, że nie ma z nimi bladolicej kultystki bo by się teraz przydala. Sama nie znała żadnego z tych zachodnich języków Starego Świata.

                                        - Ja mówię po bretońsku. Jakiś czas służyłem w bretoni takiemu jednemu lordowi. - Lars za to ucieszył się, że zna chociaż jeden ze wspomnianych języków. - Popatrzył wesoło na trójkę towarzyszy.

                                        - Nic nie szkodzi. Ja będę tłumaczył w razie czego. Chodźmy więc, nie każmy milady czekać. - Munir wstał ze swoich poduch i odłożył swoją ozdobną, fajkę na stojak. Poczekał aż goście też będą gotowi do wyjścia i wtedy razem wyszli na korytarz. - Poczekajcie tu przyjaciele, pójdę was zapowiedzieć. - Poprosił i minął strażników stojących przed drzwiami sąsiedniej kajuty. Trójka kultystów przez chwilę została sama.

                                        - Ciekawe czy taka ładna jak mówił. I ciekawe czy z tą wężową boginią i tak dalej to prawda. - Łasica mruknęła cicho do swoich towarzyszy korzystając z tego, że przez moment mogą mówić sami. Nie licząc dwóch gwardzistów co stało parę kroków dalej.

                                        Egon kroczył przed siebie, rozważając uwagi to Munira, to Łasicy, wreszcie to Larsa. Zdawało mu się, że dwójka kultystów, z którą wypuścił się na statek Munira, grała po bitce z trollem pierwsze skrzypce i podejmowała decyzje, zaś on sam jeno dołączał się do onych harców jeno jako akompaniament. Wszakże nie narzekał, nie zamierzał mieszać się w cwaniackie podrygi Larsa i Łasicy, którzy zdali mu się o wiele bardziej wprawnymi ulicznikami, że on sam. Iście, był wdzięczny losowi, że właśnie to z nimi miał do czynienia, sam nie dokazałby takich rzeczy nigdy.

                                        Jednak warto było wspomnieć o owej bransolecie - pomyślał Egon. Niewątpliwie, niewiasta, łasa na wszelkie plotki, nawet te najbardziej bezwartościowe, postanowiła sprawdzić, cóż takiego mogą przekazać im nieznajomi. Tak sądził Egon, kontent z tego, że sprawy toczyły się według planu. Plan co prawda był zaimprowizowany i jego część była co prawda poślednia, jednak - imaginował wojownik - do diabła z detalami, dopóki cała rzecz skończy się nabiciem łbów rajców miejskich na piki, póty mógł cierpieć najgorsze katusze.

                                        – Język znam albo i nie, zacna milady znajdzie we mnie oddanego kompana – rzekł Egon, któremu wino nieco uderzyło już do głowy, zapewne, po solidnym wysiłku z trollem. – Chodźmy!

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        0
                                        • SantorineS Niedostępny
                                          SantorineS Niedostępny
                                          Santorine
                                          Developer
                                          napisał ostatnio edytowany przez
                                          #270

                                          Oryginalny autor: Santorine

                                          Na uwagę Łasicy co do gościa Munira, odrzekł:

                                          – Sprawdzić nam trzeba, jeśli w istocie znaki takie nosi na sobie, mus nam się tym zainteresować – skonstatował Egon przyciszonym głosem. – Czy z facjaty nadobna, do diabła z tym… Jedyne, co się liczy, to plan. Jeśli ma odegrać w nim plan i jeśli taka jest wola patronów, trza nam sprawdzić… Któż to wie.

                                          - Jakby było coś na rzeczy to można by ją zaprosić do nas. Munira też. Skoro chcecie z nim handlować. - Łotrzyca odpowiedziała cicho i szybko. A po chwil drzwi do kajuty otworzyły się i właściciel statku wrócił na korytarz. Stanął przed trójką gości i popatrzył na nich chwilę.

                                          - Milady zgodziła się was przyjąć. - Oznajmił im patrząc przez chwilę na każdego z trójki kultystów. - To zacna i uczona kobieta do jakiej żywimy duży szacunek. Wprowadzę was i przedstawię. Nie odzywajcie się pierwsi póki milady was nie przywita. Będę tłumaczył w razie potrzeby. - Kupiec wyjaśnił im jakie będą panować zasady podczas tej wizyty. Lars i Łasica pokiwali głowami i nie zadawali żadnych pytań. Więc i kupiec dał znać aby ruszyć za nim.

                                          Otworzył drzwi i ukazała się narożna kajuta, nieco mniejsza od jego własnej. Panował w niej ciepły, półmrok i aromat jakichś egzotycznych kadzidełek. W środku, na wielkich, ozdobnych poduchach siedziała młoda kobieta w stroju z dalekiego południa. Cerę miała śniadą, włosy długie, czarne i błyszczące. Spojrzenie bystre a na pełnych ustach oszczędny uśmiech. Na piersi widać było naszyjnik przypominający syrenę o sześciu ramionach. Podobną formę przyjęła lady Soria gdy we wrakowisku walczyła z wielkimi krabami.

                                          link: https://i.imgur.com/90Y9Jnp.jpeg

                                          Munir skłonił się gospodyni i zaczął coś mówić w nieznanym Egonowi języku. Dwójka jego towarzyszy też z szacunkiem pokłoniła się szlachciance z dalekich stron i obserwowali czarnowłosą z wyraźnym zainteresowaniem. Czekali jednak aż armator przedstawi przybyszy swojemu gościowi. Dało się zrozumieć, że o nich mówi, żwawo i chyba pochlebnie sądząc z mimiki i gestów. Kobieta słuchała i patrzyła to na niego, to na trójkę z jaką przyszedł. Gdy kupiec skończył odezwała się po raz pierwszy. Mówiła łagodnym, przyjemnym dla ucha głosem. Brodacz słuchał tego uważnie, co jakiś czas kiwał głową a gdy skończyła odezwał się w reikspiel do trójki gości.

                                          - Milady Layla cieszy się, że może was poznać. Jest rada, że okazaliście takie męstwo w walce z trollem. Zaprasza was abyście spoczęli i opowiedzieli nieco o sobie. - Wskazał na inne poduszki rozstawione wokół niskiego stołu. Wyglądało to podobnie jak w jego kajucie. Towarzysze Egona zajęli wskazane miejsca.

                                          - Parlez-vous breton? - Zapytała ich nowa gospodyni gdy już siedzieli na miękkich i wygodnych siedzeniach.

                                          - Oui, j'ai travaillé plusieurs années auprès d'un seigneur breton �- Languille. - Lars odpowiedział swobodnie i bez wahania czym widać było, że ucieszył szlachciankę.

                                          - C'est merveilleux. - Odpowiedziała zadowolona. I zwróciła się do kupca, ciszej i szybciej. Ten pokiwał głową i wstał ze swojej poduszki.

                                          - Milady zaprasza was abyście zjedli z nią obiad. Poproszę aby tutaj go przyniesiono. - Wyjaśnił im w reikspiel i podszedł do drzwi kajuty. Stanął w nich i powiedział coś szybko co brzmiało jak polecenie. Łasica wykorzystała moment aby wzrokiem wskazać kolegom na pierś gospodyni na jakiej widniał syreni wisiorek. Był dokładnie taki jak opisał to kamrat Larsa. Na nadgarstkach milady miała liczne bransolety, jakie stukały cicho o siebie, gdy nimi poruszała. Ale jedna była grubsza, alabastrowa i przypominała węża połykającego swój ogon. Podobną Astrid dostała na plaży od lady Sorii. Wraz z powracającym kupcem, przyszedł jego młody służący, który zaczął nalewać gościom wina aby lepiej się im rozmawiało. Gdy znów wszyscy już siedzieli na wygodnych poduchach ich gospodyni zapytała o coś po bretońsku. Pytanie było uprzejme a sama szlachcianka wydawała się być zaciekawiona.

                                          - Pyta się kim jesteśmy i abyśmy coś opowiedzieli o sobie. Ja o sobie to wiem co powiedzieć a o was? - Korsarz przetłumaczył a reikspiel jej pytanie.

                                          - Powiedz, że ja jestem w służbie wężowej milady. I jestem tu z jej polecenia. Że nasza milady jest piękna i mądra, lubi sztukę i piękno i w ogóle, całe miasto do niej wzdycha i ma wiele pięknych kobiet co jej służą. - Łotrzyca szybko powiedziała co by chciała aby nowy kolega powiedział w jej imieniu. Ten skinął głową i spojrzał pytająco na Egona.

                                          Egon puścił mimo uszu gadkę Larsa i milady - ach, właśnie, jak ona się znowu nazywała - jako że nie w smak były mu długie perory i w ogóle nie w smak były mu przydługie posiedzenia. Wszak zdawać się mogło, że na to właśnie się zapowiadało. Egon stwierdził, że pozostało wypić owo piwo do samego końca, choć wcale mu się nie podobało łasić się obcej kobiety, nawet, jeśli miała się okazać jedną z nich. “Czy nie wyrozumiała, z kim ma do czynienia?” - uparcie dumał Egon.

                                          – Zjedzmy zatem! – rzekł Egon z mocą, gotów na cokolwiek, co mogło czekać ich wkrótce, z zyskiem lub też nie.

                                          Egon ze skinieniem głowy przyjął do wiadomości, że bransoleta milady rzeczywiście przedstawiała węża pożerającego własny ogon. A zatem interesowała się ich kultem lub też być może nawet, w pewnym ograniczonym sensie, była jedną z nich. Ci którzy bowiem ukazywali się, dzierżąc pewne znaki i symbole, wiązali się w takie lub inne sposoby z przeznaczeniem.

                                          Musiał przyznać, że kobieta była nadobna, ba! Piękna, olśniewająca nawet. Jednak cóż takie walory liczyły się wobec ich planu lub też wobec Pana Bitew…? Nie, Egon sądził, musiał skupić się na tym, co mogło ich poprowadzić do przodu.

                                          Na pytanie, by rzec nieco o siebie, Egon pogładził swą brodę.

                                          – Zwę się Egon Herschkel, ongiś boje toczyłem na arenie pod Neues Emskrank, choć po prawdzie też poznałem się na ubitej ziemi pod Salzenmund. Dziś jestem człekiem oręża, miecza i topora, człekiem jestem może i nie światłym, jednak siła mych rąk styknie, żeby dokazać roboty sprawiedliwej i intratnej! Choć człekiem światłym żem nie jest, to wszakże me dłonie sprawiły, że wielką bestię żeśmy wtrącili do należnej jej celi pod pokładem, nadobna milady…

                                          To rzekł Egon, który wybrał, by wyrzec prawdę. Obrachował on bowiem, że lepiej było nie silić się na nic więcej niż ona właśnie, jako że milady wyglądała na taką, co się odznaczała lotkim rozumem, a przeto też wykryć kłamstwa potrafiła. Zwykłe stwierdzenie faktów zatem wystarczało, póki co. Wszakże musieli przecież poprowadzić rozmowę dalej, w stronę interesów z Munirem. Acz po temu czas jeszcze był.

                                          Morski grabieżca pokiwał głową i zaczął z werwą tłumaczyć słowa towarzyszy na bretoński. Piękna gospodyni nie przerywała mu i słuchała z widocznym zainteresowaniem. Munir zresztą też. Akurat gdy Lars skończył, drzwi się otworzyły i do środka wrócili obaj służący. Teraz nieśli misy i wazy z parującym jedzeniem. Postawili je na niskim stole a, że byli na otwartym morzu, to to co było płynne nieco się bujało. Póki znosili jadło, niezbyt było sens o czymś rozmawiać o czymś poważnym dlatego kupiec zachwalał i tłumaczył co będą jedli a goście pytali lub chwalili się, że coś rozpoznają lub nie. Egon lokalne ryby morskie jakie były podane to też znał ale były dziwnie i intensywnie przyprawione. To było dla niego nowe. Podobnie jak gulasz z kawałkami mięsa czy zupa. Sałatka była z dodatkiem kolorowych, słodkich lub kwaśnych owoców jakich nie znał. Całość była mieszaniną czegoś niby w miarę znajomego ale zaserwowanego w całkiem inny sposób. Wrócili do rozmowy na poważniejsze tematy dopiero jak już wszyscy nałożyli sobie na talerze co chcieli. Tym razem ich gospodyni mówiła po bretońsku zaś Lars słuchał, kiwał głową, czasem się coś dopytał lub wtrącił. No i tłumaczył to na reikspiel.

                                          - Lady Layla mówi, że podziwia twoją odwagę i siłę Egonie. Wyglądasz na krzepkiego i dzielnego. Cieszy się, że bogowie skierowali tu dzisiaj twoje wiosła. W Salzenmundzie nie była ale wie, że to stolica prowincji. - Streścił koledze słowa ich gospodyni. Po czym zwrócił się do Łasicy. - Milady jest rada temu co mówisz. Pyta jak ma na imię twoja pani jakiej służy tak piękna i dzielna kobieta… - Norsmen mówił ale gorąca krew łotrzycy sprawiła, że mu przerwała.

                                          - Powiedziała, że jestem dzielna i piękna?! Oh! To dobrze! To powiedz jej, że mnie też się podoba! Oh! Czemu nie możemy mówić we wspólnym języku! Już ja bym ją zbałamuciła jak trzeba! - Dało się wyczuć, że młoda uczona z dalekich stron wpadła ulicznicy w oko i wreszcie miała okazję to jawnie okazać. Munir jednak chrząknął znacząco.

                                          - Prosiłbym więcej szacunku do naszej milady przyjaciele. - Upomniał ich patrząc głównie na łotrzycę. Ta uniosła dłonie w obronnym geście.

                                          - Przepraszam, poniosło mnie przyjacielu. Uroda i wdzięk waszej milady, mocą mi w głowie. - Dziewczyna z ferajny lekko się skłoniła w przepraszającym geście ale wybrnęła z tej wpadki całkiem rezolutnie.

                                          - Opowiedziałem milady jak rzuciłaś koc na łeb trolla i uwolniłaś niewolnice z lochu. - Wyjaśnił Lars co o niej opowiedział czarnowłosej.

                                          - Qu'a-t-elle dit? - Dama z dalekiego południa zapytała zaciekawionym, uprzejmym tonem. To pytanie na moment skonsternowało obu tłumaczy, bo szybko spojrzeli po sobie. W końcu korsarz wskazał wzrokiem na koleżankę siedzącą obok i coś zaczął tłumaczyć po bretońsku. Po chwili milady roześmiała się perliście. Widać było, że musiała to uznać za bardzo zabawne. Gdy przestała się śmiać uniosła swój mosiężny, ozdobny kielich i wciąż z uśmiechem powiedziała - À la santé des belles femmes! Celles que nous connaissons déj�- et celles que nous rencontrerons bientôt! - Munirowi chyba ulżyło, że nie było żadnej scysji z tego powodu i też wziął swój kielich.

                                          - Milady wznosi toast za piękne kobiety. Te które już znamy i dopiero poznamy. - Wyjaśnił Lars też dołączając się do tego toastu.

                                          - No i to jest toast! Za piękne i chętne kobiety! Oby zawsze nas pożądały tak jak my podążamy je! - Zawołała rozzuchwalona łotrzyca bez wahania łapiąc za swoje naczynie. Milady znów pewnie zapytała co ona powiedziała i gdy Lars jej przetłumaczył to ponownie bardzo ją to rozbawiło. Zrobiło się rubasznie i wesoło od tych żartów.

                                          - Nie jest źle. Jednym ze sposobów na zaciągnięcie kobiety do łóżka jest rozbawić ją. - Łotrzyca szepnęła cicho do swoich kamratów. Gdy fala wesołości przeminęła lady Layla znów o coś zapytała Larsa.

                                          - Pyta jak się nazywa nasza milady. I czemu mówisz, że jest wężowa. Myślę, że jak mamy sypnąć jakimiś nazwiskami to teraz. Jak ona tu jest pierwszy raz to pewnie i tak nie zna ale może nasz nowy kolega o kimś coś słyszał. - Morski topornik przedstawił kamratom o co pytała ich urodziwa gospodyni. Tym razem Łasica zawahała się i popatrzyła na nich obu.

                                          - No można chyba powiedzieć o lady Sorii nie? Może o Fabienne. Jest Bretonką to by mogła z nią pogadać. No i żoną kapitana to może Munir o nim słyszał. Pirora jest dość krótko w mieście i nic z morzem to wątpię aby o niej słyszeli. Może o Odette? W końcu to Słowik Północy. Jak dawała koncerty od Marienburgu po Erengard to może coś o niej słyszeli. - Dziewczyna z ferajny rzuciła kilkoma nazwiskami szlachetnie urodzonych koleżanek o jakich może ktoś z dwójki gospodarzy by mógł słyszeć. Ale widać było, że woli się skonsultować z kolegami w tej materii.

                                          - A może o Merdze? - Lars zapytał cicho. Widać było, że propozycja zaskoczyła łotrzycę. - Jak milady ma jakieś sny czy wizje od którejś z Sióstr to może ma coś wspólnego z Mergą. Śniła jej się albo co. A kto wie? Merga też kawał świata widziała, może i milady coś o niej słyszała. - Korsarz też wyczuwał, że jest ważki moment co powiedzieć aby zainteresować ich gospodynię swoimi ciekawymi znajomościami. Ale też nie był pewien czy rogatą wyrocznię lepiej wspomnieć czy nie. W końcu oboje popatrzyli na gladiatora czy ten ma jakiś pomysł co odpowiedzieć damie z dalekiego południa.

                                          – Rzeknijmy jej na początek o lady Sorii, żeby wybadać ją – zaproponował Egon.

                                          Choć Egon nie mógł nie przyznać, że osoba o inteligencji milady była dziwnym, zupełnie niewiarygodnym zbiegiem okoliczności, Egon nie był pewien, w jaki sposób milady mogła im zaszkodzić, jeśli w istocie okazałoby się, że nie jest po ich stronie. Jedyne bowiem, co wiedzieli, to fakt, że szlachcianka-kapłanka interesowała się rzeczami pokrewnymi im samym, ale… Czy w istocie to sprawiało, że byli sojusznikami? Egon, nieufny jak zawsze, stwierdził, że gadanie o Merdze zaraz z początku mogłoby poskutkować dekonspiracją kultu, a tego nie chciałby nigdy.

                                          Prawda była taka, że w Neues Emskrank doszło ostatnimi czasy do znacznych wydarzeń - oswobodzenie Mergi z więzienia, najazd na świątynię Mannana i inne rzeczy, które przecież nieprzypadkowe były. Inkwizycja i jej komisarze już teraz interesowali się miastem, Egon zaś wiedział, że cerbery Inquisitium mieli wyjątkowo złą sławę, jeśli chodziło o ich skuteczność. Był pewien, że jeśli kiedykolwiek inkwizycja nabierze większych podejrzeń lub też w jakiś sposób uda się inkwizytorom przeniknąć do warstwy szlacheckiej, nie zawaha się puścić miasta z dymem lub też całkowicie zneutralizować siatek kontaktów, które skrzętnie porobili.

                                          Wiedząc to, Egon postanowił działać ostrożnie. Nie wiedzieli na ten moment czy Layla jest ich sojusznikiem czy nie i jeśli coś pójdzie nie tak, to jak bardzo mogła im zaszkodzić.

                                          – Hmm, skoro zacna milady pyta tak ładnie, rzeknijmy jej co nieco – Egon zgodził się, po czym rzekł krótko do Larsa: – O Merdze nie gadajmy… Przynajmniej jeszcze nie, nie znamy jej. Mus nam dowiedzieć się nieco więcej o lady Layla, rozumiesz. Niechaj ona też da jakiś dowód, że jej zależy.

                                          - No może i tak. To powiedz jej o naszej Sorii a potem zobaczymy. I podkreśl, że jest wężowa. Chyba nasza nowa koleżanka lubi węże. I może o Fabienne, że to Bretonka to by mogły sobie pogadać. - Po chwili namysłu, Łasica poparła ostrożniejszy wariant gladiatora i dała znak Norsmenowi co jej zdaniem może przekazać ich gospodyni. Ten skinął głową i wrócił do tłumaczenia na bretoński. Mówił a milady głównie słuchała. Czasem coś się dopytała i ze dwa razy wtrącił się Munir jak któreś z nich miało jakąś trudność z tym zachodnim językiem. Egon rozpoznał tylko imię Sorii jakie padło. Widać było, że egzotyczna piękność słucha tego z wielkim zainteresowaniem. Po chwili Norsmen wymienił imię bretońskiej kultystki i Layla wyglądała na zaintrygowaną jednak bladolica aż tak nie przykuła jej uwagi jak wężowa milady. I gdy widocznie Lars skończył to ona zaczęła coś mu opowiadać. I to dłużej więc w końcu Norsmen zaczął po trochu tłumaczyć jej słowa.

                                          - Mówi, że bardzo ją ciekawi nasza Soria. Zwłaszcza jeśli czci węże. Milady jest kapłanką wężowej bogini jakiej tam na południu oddają cześć. Węże są jej znakiem rozpoznawczym i są uważane za jej posłańców i święte zwierzęta. - Mówił dość skrótowo coś co jemu chyba całkiem barwniej i bogaciej tłumaczyła egzotyczna piękność. Przerwał bo ona znów zaczęła mówić i wskazała na tą alabastrową bransoletę w kształcie węża co miało odzwierciedlać jej słowa. Chwyciła też za swój wisior jaki od początku tak rzucał się w oczy i nieco wyciągnęła go ku gościom aby lepiej mogli się przyjrzeć.

                                          - Mówi, że to jest wizerunek jej bogini. Pół kobieta, pół wąż. Z sześcioma ramionami. To jest jej waleczna i boska forma. Ale może też przybrać postać pięknej kobiety i wtedy wygląda jak zwykła śmiertelniczka. - Lars tłumaczył słowa ich gospodyni aż łotrzycę tak poniosły emocje, że mu przerwała.

                                          - To przecież jak Soria! Też może przybierać obie takie formy! - Szepnęła z przejęciem do swoich kamratów. Nie zważając na to kapłanka wężowej bogini ciągnęła dalej.

                                          - Mówi, że ich kult jest bardzo stary. Kiedyś ich bogini mieszkała razem z nimi, w specjalnie wybudowanej dla niej świątyni w głębi dżungli. Do dziś oddają jej część. Bogini lubowała się w pięknych ludziach więc na kapłanów wybierała tylko najpiękniejszych, najciekawszych i najbardziej pomysłowych ludzi obu płci. Ta tradycja utrzymuje się do dziś i Layla jest jej kapłanką. Ich bogini nazywa się Manasa i jest patronką węży, przyjemności, płodności i sztuki. Sama Manasa mówiła, że służy swojej matce jaka jest jeszcze potężniejsza od niej. - Morski grabieżca cierpliwie tłumaczył słowa ich urodziwej gospodyni i sam wydawał się być zaciekawiony jej opowieścią. Choć dało się wyczuć, że dwójce towarzyszy, przedstawia znacznie uproszczoną wersję.

                                          - Ja bym mogła z nią tą przyjemność i płodność poćwiczyć. Bardzo chętnie. - Tym razem złodziejka nachyliła się bliżej kamratom aby Munir nie usłyszał jej sprośnych uwag. - Powiedz jej, że ja jestem modelką i pozuję do obrazów. - Poprosiła kolegę ale milady znów wznowiła swoją opowieść.

                                          - Mówi, że ich bogini kiedyś odeszła ale obiecała, że powróci. Lady Layla zaś miała ostatnimi czasy dziwne, tajemnicze sny jakich nie potrafiła zinterpretować. Ani żadna z jej wężowych sióstr. Szukały odpowiedzi w starych manuskryptach ale w końcu uznały, że Layla powinna podążyć za słyszanym w wizjach zewem. A ten ciągle kierował ją na północ. Aż wpłynęli na to morze gdzie stały się mocniejsze niż kiedykolwiek. Śniły jej się kobiece, wężowe oczy jakie na nią patrzą i ponętne usta jakie ją wzywają. Sześć szczupłych, alabastrowych dłoni które przesuwa się po jej ciele i pieści ją. I to wszystko wskazuje, że to zew Manasy. Jest bliżej niż kiedykolwiek. Niestety wizje nie są na tyle wyraźne aby poprowadzić ją w konkretne miejsce. Lady Layla jest przekonana, że spotka jakiś artefakt związany z jej boginią, albo powije jej potomstwo jakie pomoże jej powrócić na świat. Bo nie czuje się godna i arogancka aby liczyć, że będzie jej dany zaszczyt spotkać jej ukochaną boginię osobiście. - Norsmen zmęczył się tym ciągłym gadaniem więc wypił resztkę wina ze swojego kielicha aby przepłukać gardło.

                                          - Aha, jest ciekawa waszej Fabienne bo zawsze chętnie uczy się nowych języków a mówi, że jej bretoński wymaga jeszcze pracy. No powiem wam, że wymaga. Ale ja też mówię aby się dogadać a nie jak Bretończyk a jak widzicie jakoś się dogadujemy. I mówi, że jesteś ładna więc nadajesz się na modelkę. Ona też maluje i rzeźbi więc też by cię wzięła jako modelkę bo masz grację tancerki. - Dorzucił na koniec jakby sobie przypomniał o tym w ostatniej chwili. Łasica rozpromieniła się i posłała milady słodki uśmiech za te komplementy.

                                          - Ja bardzo chętnie zostanę jej modelką. Nawet nagą. Zwłaszcza nagą. Hmm… Właściwie to ja mam jednego węża przy sobie. - Dziewczyna z ferajny znów ściszyła głos aby się naradzić z kolegami. Jej słowa zaskoczyły korsarza bo spojrzał na nią zdziwiony. W końcu niedawno sama się żaliła, że żadnej alabastrowej syreny nie wzięła. - Tylko musiałabym spodnie ściągnąć. - Włamywaczka wskazała palcem na przód swoich spodni. Egon pamiętał, że ma tam tatuaż częściowo zwiniętego węża. Może jakby podciągnęła koszulę to sam łeb byłby widoczny ponad spodnie a może nie. Jakby chciała pokazać cały wizerunek to rzeczywiście musiałaby ściągnąć spodnie razem z bielizną.

                                          - No ale ta jej historia… Sama nie wiem… Psia krew nie znam się co oni tam mają na dalekim południu… Ale historia niezła. Całkiem inaczej niż te o naszych Manannach i Sigmarach. No i ta płodność i przyjemność, czczenie pięknych ludzi… No powiem wam chłopaki, że mogłabym się skusić aby spróbować. Zwłaszcza jak mają takie ponętne kapłanki. Mam nadzieję, że równie chętne. - Fioletowowłosa podzieliła się z towarzyszami swoimi spostrzeżeniami o opowieści milady.

                                          - Brzmi nieźle. Wygląda na taką co lubi się zabawić. Trochę to brzmi jak jakaś forma naszego Księcia Dekadencji no ale do końca nie jestem pewien. Też nie pływałem aż tak daleko na południe aby bywać w ich rodzinnych stronach. - Lars dopowiedział swoje ale i jemu było trudno się przebić przez taką egzotykę jaką prezentowała milady i właściciel statku. Więc musiał bazować na podobieństwach do tego co znał ze swojej ojczyzny i krainach w jakich bywał. W końcu więc oboje popatrzyli na trzeciego kamrata co on sobie myśli na tą opowieść damy z dalekich stron.

                                          Egonowi nie uszła uwadze treść snu Layli, która zwierzyła się, że śniąc, widziała wężowe oczy i trzy pary rąk, które pieściły jej ciało. “Interesujące” - błysnęło w głowie Egonowi. Jeśli to wszystko nie było jakąś arcyprzebiegłą grą lub też wyrafinowaną krotochwilą, trzeba było przyznać, że wiele rzeczy zbiegało się wprost w niesamowity, niespotykany sposób. Zapewne był to dar od losu lub też, co bardziej prawdopodobne, dar od sił, którym służyła trójka kultystów?

                                          Zdawało się to być pomyślnym zwrotem okoliczności. “Furda wszakże z Księciem Rozkoszy, jedynym, który ostateczny triumf odnieść musi winien być Pan Krwi” - Egon pomyślał i ugryzł się w język.

                                          – Opowieść ciekawa, a jakże – podjął ostrożnie imperialny wojownik. – Hmm… Nie powiem, interesujące, żeśmy milady znaleźli właśnie tu, podczas naszej wyprawy po interesa. I te sześć dłoni… Jak myślicie, może i to być tak, że należą do Sióstr.

                                          Egon zmitygował się jednak. Potrzeba było pociągnąć tą sprawę i sprawę zyskania niewolnicy za darmo, lub też ze sporym opustem. Poranna gadka zdawała się prowadzić do dobrych rezultatów, ale sam miał więcej spraw, by tylko się na tej właśnie skupić.

                                          – Zacna milady Layla rzecze, że interesuje ją nasza milady Soria – rzekł Egon z lekkim uśmiechem. – A i bym pomyślał, że jeśli Soria dowiedziałaby się o korabiu i specjalnym gościu Munira, ona sama byłaby zainteresowana Laylą. Rzekłbym, niechaj Munir spuści nieco z ceny za ostatnią ze swych gąsek jako gest dobrej woli, a my byśmy zaaranżowali jakie spotkanie z lady Soria… Rzeklibyśmy jej o Layli i sprawdzili, czy zechcą się spotkać. A cóż nam szkodzi? Zdaje się, że Layla szuka wiedzy, którą może jeno udzielić jeno Soria.

                                          – W ten sposób zagwarantujemy, że statek Munira będzie w okolicy i robić interesa będziemy, dopóki Layla rozmawiać z Sorią będzie. A, co rzekniecie?

                                          Oboje towarzysyz gladiatora popatrzyło po sobie zanim odpowiedzieli. Norsmen skinął głową.

                                          - To pewnie decyzja Munira, to jego statek. On decyduje czy płynął dalej czy zostaną na noc. Ale jakby milady go poprosiła to kto wie… - Zgodził się o tyle, że dwójka najważniejszych ludzi na tej kodze, może wpływać na siebie nawzajem ale które z nich miałoby w tej sprawie ważniejszy głos to trudno było korsarzowi zgadnąć.

                                          - Teraz i tak naszej milady nie ma tu z nami więc jak chcą ją poznać to i tak muszą wpłynąć do portu. - Łotrzyca miała dość pragmatyczne spojrzenie na to wszystko. Teraz i z nią Lars zgodził się skinieniem głowy. - A dziś wieczorem mamy to spotkanie w teatrze. No i potem orgię na zapleczu. Będzie Pirora, Fabienne, Odette… O, możesz jej wspomnieć o Odette. Odette von Treskow. Może coś słyszeli o niej. Jak naszej nowej znajomej śniły się kobiece oczy i ręce co ją dotykają to chyba by mogło jej się u nas spodobać co będzie się działo dziś wieczorem. No ja w każdym razie bardzo chętnie bym ją zbadała oczami, ustami i rękami. - Łotrzyca nie ukrywała swojego podekscytowania na myśl, że miałaby okazję sfinalizować znajomość z nową milady. A zaproszenie jakie wczoraj dostali od szlachetnie urodzonych kultystek na dzisiejszy wieczór sprawiało, że był niezły pretekst aby zaprosić i nowych znajomych. Lars chyba przyznał jej rację bo odwrócił się do gospodyni tej kajuty i zaczął rozmawiać z nią po bretońsku. Widać było, że ona i właściciel statku słuchają go uważnie i z dużym zainteresowaniem. Gdy skończył to Munir się włączył do tej rozmowy. Teraz rozmawiali we trójkę i wyglądali jakby coś negocjowali. Arab wydawał się być trochę zaskoczony i nie do końca zadowolony ale też i zaciekawiony. Aż w koncu przeszedł na reikspiel.

                                          - Lady Odette von Treskow tam będzie? W takiej dziurze? Przecież ona daje koncerty w wielkich portach i miastach! Miałem przyjemność jej słuchać dwa razy. Raz w Marienburgu i raz w Erengardzie. - Kupiec był pod widocznym wrażeniem kto by dziś gościł w lokalnym teatrze. Ale przez to nieco nie dowierzał, że tak nędzne miasteczko i podrzędny port jak Neus Emskrank, miałoby gościć Słowika Północy.

                                          - Milady przyjechała do nas zażyć morskiego powietrza. Dobrze wpływa na głos i gardło. I chciała odpocząć od zgiełku wielkiego miasta. Sam panie rozumiesz, ci wszyscy adoratorzy, romanse, intrygi… - Łasica z miejsca potrafiła wykorzystać okazję i brzmiało jakby znudzona i zmęczona sławą śpiewaczka chciała zaznać nieco spokoju w ich niewielkim mieście. - Lady Odette też służy naszej wężowej milady. - Dorzuciła wisienkę na ten tort. Chyba to chwilowo chociaż zaspokoiło ciekawość i niedowierzanie kupca ale jego szlachetny gość była ciekawa co takiego powiedziała dziewczyna z ferajny więc Lars zaczął jej tłumaczyć. Po chwili milady i Arab zaczęli o czymś ze sobą rozmawiać więc Norsmen skorzystał z okazji aby rzucić w reikspiel do towarzyszy.

                                          - Nie jest źle. Ona chce bardzo poznać naszą Sorię i prosi go aby jednak wpłynął do portu. A on jest ciekawy poznać osobiście tą diwę. - Morski rozbójnik jednak musiał wrócić do rozmowy z pozostałą dwójką.

                                          - To dobrze. Jakby zostali na noc to myślę, że byśmy ich urobili po naszemu. A jeszcze jakby nasza Soria z nimi pogadała i się zabawiła to pewnie by rano nie chcieli odpływać. - Łasica cicho rzuciła do Egona skoro pozostała trójka była zajęta rozmową w języku jakim ich dwójka nie rozumiała. - A jakby milady została jeszcze jeden dzień… No to na jutro wieczór jesteśmy umówieni na harce z Gnakiem i jego chłopcami. Nie wiem czy milady by lubiła takie zabawy no ale Fabienne i Odette to już się nie mogą doczekać. Soria oczywiście też będzie. No ale to najpierw tą słodką oliweczkę musimy ściągnąć do miasta. - Łotrzyca zdawała się być gotowa dołączyć nową milady do wspólnych harców gdyby okazała się podatna na takie hedonistyczne zabawy jakie preferowały dwórki lady Sorii. Jednak zdawała sobie sprawę, że kluczowe jest skłonienie jej aby dzisiaj zawitała do portu. - I nie bój się o tą czwartą nianię. Jak się z nimi polubimy to pewnie jakoś da się to załatwić. - Na tym polu też wydawała się być dobrej myśli. Zaś trójka właśnie skończyła rozmawiać i wydawało się, że doszli do jakiegos porozumienia. Lars odwrócił się do nich rozpromieniony.

                                          - Dobra nasza! Zgodzili się przyjąć zaproszenie i wpłynąć do portu na jedną noc. Chcą poznać lady Sorię i Odette. No i resztę. No a przy okazji zabiorą nas do portu więc nie będziemy musieli dymać wiosłami z powrotem. - Oznajmił im co najważniejszego ustalili i widać było, że jest bardzo zadowolony z takiego wyniku.

                                          - To świetnie! - Łasica też się ucieszyła. Skłoniła się grzecznie i kupcowi i milady. - Aha. Ale my mamy zbór niedługo… - Przypomniała sobie, że grafik na drugą połowę dnia mają dość napięty. - Hmm… Trzeba by jakoś się nimi zająć jak my będziemy na zborze zanim wieczorem będą te zabawy w teatrze. - Łotrzyca popatrzyła na kolegów jakie widzą rozwiązania.

                                          - Ja słabo znam miasto. Raz tu byłem wiele lat temu i to tylko parę dni. Mogę z nimi zostać. Chociaż też chciałbym poznać i waszych ludzi. - Norsmen przyjął ugodowy ton ale sam był w rosterce. Zbór był okazja aby większość spiskowej rodziny spotkała się w jednym miejscu. Poza takimi okazjami to zwykle działali w rozproszeniu po mieście a nawet poza nim. A dla przybyszy z Norsci jeszcze nie było okazji aby poznać się z grupą Starszego.

                                          - Można by ich zaprosić do Pirory. Zabralibyśmy ich po zborze. Bo ty Egon to lepiej abyś też był na zborze. Dopiero co wróciłeś z Norsci. Ja bym może mogła podesłać tą latawicę Burgund aby dotrzymała naszym gościom towarzystwa. Bo ja też bym chciała być na tym zborze. - Łasica przyznała, że też jest w rozterce. Dobrze by było aby każde z ich trójki było na zborze a jednocześnie poza nimi, nikt z kultystów do tej pory nie znał załogi korabia.

                                          Egon wprost nie posiadał się z radości: Munir i Layla nie tylko zainteresowali się Sorią jako częścią wężowego kultu, ale też zapowiadało się, że zostaną na dłużej w porcie. Zaiste, pomyślny to był dzień dla kultu, jako Egon spodziewał się swym zwykłym, sceptycznym zwyczajem, że chciwy przybysz z południa machnie na wszystko ręką i postanowi po prostu udać się dalej w swój rejs, nie chcąc nadwerężyć tempa podczas swej kupieckiej rejzy, zaś całą sprawę ze snami i zainteresowaniami swej kapłanki skwituje wzruszeniem ramion.

                                          Musiał też przyznać, że zarówno Lars, jak i Łasica zdawali się wspinać na wyżyny swego cwaniactwa i podprowadzania. Egon zapewne, gdyby to jemu samemu przypadła cała rzecz do obsłużenia, on sam po prostu wręczyłby złoto Munirowi i udał się dalej w swą drogę, aby doglądać spraw kultu i nadchodzącego zboru, a być może i już zaczął organizować jakąś zbójecką rejzę, aby pozyskać więcej nosicieli, cóż, konkretnie to nosicielek jaj Oster. Choć niewolnicy, jaja Oster, a także sprawy nadchodzącego turnieju i kolejnej wyprawy na kurhany z Astrid nadal czekały na Egona, ten był wyjątkowo rad z takiego obrotu spraw.

                                          Znalezienie Layli w tym nieoczekiwanym miejscu zdawało się być prawdziwym darem, niewątpliwie zmanipulowanym daleko sięgającymi mackami jedynej i słusznej siły, Chaosu. “Dobrze”, miarkował gladiator, “trzeba jeno jeszcze sprawę zaprowadzić do jej słusznego końca…

                                          – Koniec końców, jeśli potrzeba będzie, to ja z nimi zostanę, znam tą plugawą dziurę całkiem dobrze – rzekł Egon, przypominając sobie swe eskapady po mieście sprzed paru miesięcy. – Marny ze mnie kompan będzie jednak. Wiesz… Masz rację, weźmy ją do Pirory i poślijmy też po Burgund. Te dwie ugoszczą naszych przybyszy należycie, a kiedy tylko my ochędożymy odpowiednio sprawy ze zborem i inne, może wrócimy i zaplanujemy dla nich coś konkretniejszego. Sam Starszy może być nimi zainteresowany, więc jak się dowie, to może coś zaproponuje. Do tego czasu Pirora i Burgund powinny wystarczyć, przecież oni też wiedzą, że rzecz zdarzyła nam się niespodzianie. Mogliby z początku na statku zostać jakiś czas, a potem przeniosą się do kamienicy Pirory. Co rzekniecie? Wszak zbór nie potrwa wiecznie, nasze rzeczy dopilnujemy, to wrócimy do nich.

                                          Wyrzekłszy to, Egon zrobił pauzę, myśląc jeszcze nad jednym sprawunkiem.

                                          – Gadacie, że przypłyną do portu z nami, ale czy w łatwy sposób będziemy mieli przystęp, żeby szmuglować niewolnice? – tu Egon pogładził swą siwą brodę.

                                          Egon co prawda chętnie spotkałby się ze Starszym, jednak gladiator rozumował, że jego wizyta znowuż nie była aż tak potrzebna. Miał wszakże swoją misję i jeśli potrzeba było, mógł porozumieć się z zamaskowanym człekiem, jeśli w istocie człekiem był, za pomocą posłańców.

                                          - E, to akurat proste. - Lars obojętnie machnął ręką na ostatnie pytanie kolegi. - Te cztery nianie zejdą z pokładu razem z nami i pójdą razem z nami. Nikt nie powinien na to zwracać uwagi. Pójdziemy z nimi do tej Pirory czy gdzie tam chcecie. - Wilk morski na tym polu zdawał się nie podzielać wątpliwości kolegi.

                                          - Dokładnie. Jak nie będą związane i nie będziemy się z nimi szarpać to będzie wyglądało, że są pasażerkami statku albo jakąś świtą milady czy co. Nie przejmuj się tym. - Łotrzyca też nie przewidywała trudności na tym polu.

                                          - Dobra. A gdzie ich umieścić to ja się nie wtrącam. Za słabo znam miasto. - Norsmen uniósł swoje szorstkie dłonie w obronnym geście na znak, że oddaje sprawę w ręce dwójki tubylców.

                                          - Chyba faktycznie najlepiej zabrać ich do Pirory. Ona ma najlepsze warunki aby ich ugościć jak należy. Bo zbór to jak Egon mówi, przecież nie będzie trwał do rana. Zwłaszcza jak na wieczór jesteśmy umówieni w teatrze. No my byśmy poszli na zbór a Pirora by ich ugościła. I tak nie wiem czy miała zamiar być. Bo lady Soria i Fabienne to tak. I chyba Hubert od Fabienne powinien też dziś być. No i jest szansa, że u Pirory by była lady Soria jak byśmy wrócili. Nie to może Fabi albo któraś z ich koleżanek. A Burgund też bym mogła podesłać. Trochę mi szkoda, że by miała przyjemność skosztować mojego daktylka wcześniej niz ja no ale trudno… Jestem gotowa poświęcić się dla sprawy jeśli by była okazja potem odbić to sobie w teatrze. - Dziewczyna z ferajny na koniec zrobiła cierpiętniczą minę gdy wspomniała o swojej kamratce z jaką zwykle chodziły na robotę. Ale też nieco konkurowały ze sobą, zwłaszcza w łożnicy i romansach. A może tylko sobie teraz z tego dworowała. Popatrzyła jednak na swoich towarzyszy jak się zapatrują do tego skorygowanego wspólnie planu.

                                          Egon nie odpowiedział niczego na uwagi Łasicy co do kolejnych jej uwag o przyszłych okazjach do rozpusty. Sam nie miał nic przeciwko wzięciu w obroty Ilse albo Abigail, albo też obie na raz, jako że gladiator podejrzewał, że dobrze naoliwione kurewki na usługach handlarza niewolników nauczyły się tego i tamtego i zapewne potrafiły wygodzić wojownikowi w alkowie, jeśli tego sobie zażyczył.

                                          Jednak Egon postanowił, że odłoży rzeczy tego sortu na sam koniec, lub też może poniecha ich całkowicie. Dopóki Hans Schiele oddychał i nadal był w stanie kręcić konszachty z mieszczanami, dopóty Egon nigdy nie miał zaznać prawdziwego odpoczynku. Szczęściem, plan, na podobieństwo koła wozu w postaci kultu, rozpędzał się coraz szybciej i szybciej i jeśli jeno miało dopisać mu szczęście, po tym wszystkim zbuduje mosiężny ołtarz, który spłynie krwią jego wrogów.

                                          To były jednak dalekie plany. Potrzeba było działać.

                                          – Tedy postanowione, Pirora i Burgund w kamienicy aż do zboru, a na zborze się pomyśli – rzekł Egon. – Jeśli kogoś się spotka, to tym lepiej, może i spotkają lady Sorię jeszcze tego wieczora…? Nieważne. Dość będzie, że zaplanowane. Rzeknijmy o tym Munirowi i milady Layli i odbijmy do miasta, bo sprawy czekają wciąż.

                                          Co do ostatniej z niewolnic, poniechał sprawy. Tak, jak mówiła Łasica, trzeba było najpierw skaptować lady w kamienicy Pirory, a kiedy ta przekona się, że związanie się z lady Sorią było jej prawdziwym cele, dopiero wtedy się porozmawia o interesach.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          0
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy