Stille Nacht
-
Deotheri skinął powoli głową i odwrócił się w stronę wciąż zamrożonej strachem Svajone, która nie próbowała nawet wykonać najmniejszego ruchu z miejsca, w jakim została pozostawiona.
- Podążasz za nami, trzymaj się blisko Zygfryda. Jemu życie zawdzięczasz.Następnie uniósł głos i władczo wydał rozkaz odejścia z powrotem do obozu.
Zygfryd zobaczył jak poganka zbliżyła się do niego mimo strachu malującego się na twarzy. Szeptała pod nosem jakąś modlitwę, pewnie do któregoś ze swoich bożków, a gdy znalazła się po boku młodego Rohrbacha usłyszał on wypowiedziane szeptem przeprosiny skierowane w jego stronę...
-
Zygryd skupił wciąć zamglone czerwoną mgłą spojrzenie na Svajone. Dlaczego Deotheri w pierwszym odruchu chciał ją zabić, przecież nie okazała się ich wrogiem? Chociaż pamiętał jak wielki wysiłek kosztowało go powstrzymanie się przed przegryzieniem jej szyi....
- Nie masz za co przepraszać, przecież próbowałaś mnie ostrzec, prawda? Wiedziełaś, kim naprawdę jest Deotheri i kim sa nasi przeciwnicy. - Starał się mówić spokojnie, nie dopuszczająć do głosu tego potwora, który przed chwilą zmusił go do picia krwi swoich braci w Zakonie. -
- Przepraszam... - wyszeptała głosem zawierającym nuty strachu - ...bo nie udało mi się cię przed tym ochronić. Tyś, co w podziemiach być powinieneś ze zmarłymi... A będziesz po ziemi chodził w nocy i dnia nie zaznasz...
-
Zygfryd zmarszczył czoło, trawiąc te ponure słowa:
-Czyli powinieniem był umrzeć a tak się nie stało...skąd tyle wiesz o tym wszystkim? Władcy tych ziem są tacy jak Deotheri....i teraz ja?
-Ale gdybym umarł, nikt nie powstrzymał by Deotheriego przed straceniem cię. -
-
Zygfryd przysłuchiwał się słowom niewiasty, choć w głowie wciąż miał mętlik. Jednak jej słowa pozwoliły mu skupić się na czymś innym niż na jego budzącym grozę stanie.
-Chronią? Chcecie być chronieni przez takie istoty? - Kątem oka spojrzał czy dochodzą już do obozu. Dlaczego tak ważne było żeby wrócili przed świtem?
-
- Te ziemię należą do nich oraz wszystko i wszyscy na nich będący. - wyjaśniła pokonanym głosem - Będą bronić tak długo, jak długo będziesz ich, a każdego kto ich własności uszkodzi spotka kara z ręki właścicieli... Weszliście na ziemie bez przyzwolenia, ziemie które do nich należą. Dlatego was ukarano...
Obóz nie wydawał się być bardzo daleko, ale Zygfryd czuł ucisk paniki w żołądku jaki nawarstwiał się za każdym razem jak patrzył na niebo powoli tracące granat nocy. -
Zygfryd skrzywił się, próbując zrozumieć co się z nim działo. Dlaczego nadciąganie świtu, który wcześniej przywitałby z nadzieją, jako osłonę przed tymi nocnymi pogańskimi demonami, teraz wywoływało w nim grozę?
- Czyli ja... jestem teraz podobnym do twoich dawnych władców? Muszę się skrywać przed blaskiem słońca jak potępieniec?! - wypowiadając te słowa przyspieszył kroki. Już nie wiedział przed czym uciekał....przed świtem, tymi demonami czy prawdą o jego stanie która zaczynała do niego docierać...
-
-
Zygryd wymienił z poganką zbolałe spojrzenie. Chciał zasnąć i obudzić się z tego koszmaru...przynajmniej obóz rycerzy wydawał sie być blisko.
- To dlatego muszę strzec się świtu i piłem czerwoną posokę?
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się