Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje Warhammer
  3. Rozgrywka
  4. [WFRP 2ed] Bögenhafen
Bögenhafen
DeklineD
Dekline jako
Złośliwość losu
Mistrz Gry
SantorineS
Santorine jako
Ulrich Rotzniesser
Niekatywny
WiredW
Wired jako
Marcus Funke
Niekatywny
SeachS
Seach jako
Modi Wagner
Niekatywny
MortarelM
Mortarel jako
Mały Kurt vel Knut
MarrrtM
Marrrt jako
Ergo Sum
KermK
Kerm jako
Oswald Braun
KetharianK
Ketharian jako
Hieronim Bosch
JhnWJ
JhnW jako
Ulrich (von) Guttenluft
ZellZ
Zell jako
Nadja Schmidt

[WFRP 2ed] Bögenhafen

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
wfrp 2edkrótkie odpisysurvivalbögenhafen
201 Posty 10 Uczestników 3.3k Wyświetlenia 3 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • MarrrtM Niedostępny
    MarrrtM Niedostępny
    Marrrt jako Ergo Sum
    Mecenas
    napisał ostatnio edytowany przez
    #154

    Dla Suma liczyło się najbardziej, że nikt go nie próbuje obarczać śmiercią tej wariatki. A to, że zeznanie jej siorki i to co zgodnie z relacją Nadii opowiadał ten typ z dzwonnicy nijak się kupy nie trzymało, nie było już jego zmartwieniem. Z uwagą więc wysłuchał co Hieronim miał do powiedzenia i ochoczo pokiwał głową.
    - A mnie tam pasuje! Czemu nie? Jeszcze dla świątyni nie robiłem, ale jak się uda dzięki temu stąd spierdolić, to mogę i w habicie. Aaaa... a ta tu. To chce wiać z nami.
    Co rzekłszy klepnął dziewczynę w tyłek i wyszczerzył się.
    - Uratowana.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    1
    • MortarelM Niedostępny
      MortarelM Niedostępny
      Mortarel jako Mały Kurt vel Knut
      napisał ostatnio edytowany przez Mortarel
      #155

      Kurt już podczas poprzedniej rozmowy z Hieronimem zgodził się objąć ową misję swoją Kurtatelą. Zresztą robił to niemal od samego początku. Można byłoby rzec, że wręcz pasował do tego jak mało kto, a jeśli dzięki temu miał zostać oczyszczony ze swoich przewin, to tym bardziej mu to pasowało. Kiwnął więc głowo twierdząco, bo nie zwykł zbyt dużo mówić, a nikt i tak specjalnie nie oczekiwał tego od niego.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      1
      • JhnWJ Niedostępny
        JhnWJ Niedostępny
        JhnW jako Ulrich (von) Guttenluft
        Administrator Obsługa Developer
        napisał ostatnio edytowany przez
        #156

        Cyrulik przysłuchiwał się przemowie Hieronima z rosnącym obrzydzeniem, lecz jako człowiek ogólnie przywykły do różnego autoramentu obrzydliwości (zwykle w postaci wydzielin które toczyły si z różnych naturalnych jak i nabytych później otworów pacjentów) maskował to dość dobrze, świdrując towarzysza swymi głęboko osadzonymi w jednak trochę nalanej twarzy. Serdecznie dłoń na ramieniu Hieronima, i nie był to gest władczy, tylko naprawdę serdeczny - chociaż ciężar łapska medyka mógł powodować inne wrażenia u obdarowanego.
        - Hieronim, zacnie prawisz... Ale wiesz czemu siedziałem z wami w ciupie? Bo towarzysze pewnego szlachciury obiecywali mi wszystko, byleby tylko ratować towarzysza który, taki niefart, wypadek miał obok mego przybytku. W zamian za to, trafiłem z wami w te progi, bo chłopak na rozumie stracił. A tak ogólnie to jak pracuję w fachu, tak nigdy mi nikt nie dał tego, co umierając, obiecywał... Chcę ci przez to powiedzieć, że obietnice przyszłego trupa należy trzymać głęboko w dupie, co najmniej za pierwszym zakrętem kiszki, a jak to z rzeczami z dupy pochodzącymi jest, nie warto kusić nimi kompanów ani też wymachiwać w kierunku dam.
        Poklepał urzędnika po plecach.
        - Ale z jednym masz rację, musimy stąd pryskać. Tylko bez sensacji, jakby nas tu nigdy nie było. Jedyne co bym proponował, to postarać się wyciąć oczka kolczugi i zrobić z nich wabiki, jeśli kto utalentowany w rzemiośle. Jeśli uważamy, że mamy czas. I jeszcze coś - cyrulik zamyślił się - widzę, że jesteś głębokiej wiary i dobrego wykształcenia. Proszę cię, od teraz, do końca, cyklicznie przepytuj nasz wszystkich z modlitw do Sigmara. To co widzieliśmy, potwierdza to co słyszałem z plotek, oszaleć można i później. Musimy się kontrolować, zakładam, że plugawemu stworowi w transie daleko będzie myślami sięgnąć takich treści.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        1
        • KetharianK Online
          KetharianK Online
          Ketharian jako Hieronim Bosch
          Obsługa Moderator Mecenas
          napisał ostatnio edytowany przez Ketharian
          #157

          Plac świątyni w Bögenhafen


          Hieronim zerknął na cyrulika z ukosa robiąc przy tym minę sugerującą, że intensywnie nad czymś myśli.

          - Słusznie prawisz, dobry człowieku - odrzekł w końcu bardziej uprzejmym tonem - Pod wieloma względami słusznie prawisz. Mus nam żwawo działać, bo czas ucieka. Świątobliwy Zygfryd może rychło ducha wyzionąć, dlatego mus mi się z nim ponownie rozmówić, ale wcześniej chciałem wiedzieć, czy mam was po swojej stronie. Czcigodny kapłan chciał, abyśmy w jego imieniu opuścili miasto i sprowadzili pomoc przekazawszy jej wpierw ostrzeżenie o plugawej naturze tej plagi. Jeśli to uczynimy, zostaną wam odpuszczone wszystkie wasze winy.

          Bosch obejrzał się za siebie ku grupie świątynnych strażników i rozmawiającego z nimi pełnym niespokojnego zdenerwowania tonem kleryka.

          - To nasza wielka szansa, większej pewnikiem nie dożyjemy. Poproszę czcigodnego Zygfryda, aby przekazał mi jakieś pismo albo i sygnet, coby nasze słowa poza miastem miały odpowiednią wagę. Im szybciej wyruszymy, tym dla nas lepiej. I jeszcze jedno, świątynia odpuści nam wasze przewiny, ale niewiele może zaoferować w podróży, lecz nie lękajcie się, bo to nieszczęsne miasto samo z siebie może nam pomóc. Przy każdej z miejskich bram są biura mytników, gdzie żołdacy spod bram odnoszą pieniądze zbierane od przejezdnych. Tam składa się je w kufry, a kiedy te są już pełne, przewozi się je do ratusza. Kiedy ta gorączka szaleństwa wybuchła, nikt pewnikiem nie pomyślał o tych kufrach, bo insze sprawy mieli wszyscy na głowie.

          Hieronim Bosch ponownie urwał na chwilę, powiódł po swoich kompanach uważnym spojrzeniem.

          - Złoto i srebro zabrane ze skarbczyków celnych będą najcenniejszym narzędziem już poza murami miasta, bo gdzie będzie trzeba, odwrócą w bok czyjś niepożądany wzrok, a gdzie będzie trzeba, tam napełnią nam brzuchy. Dzięki nim będziemy znacznie bezpieczniejsi, a i tak nam z tymi skarbczykami po drodze w kierunku za mury.

          Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • JhnWJ Niedostępny
            JhnWJ Niedostępny
            JhnW jako Ulrich (von) Guttenluft
            Administrator Obsługa Developer
            napisał ostatnio edytowany przez
            #158

            Ulrich westchnął ciężko gdy Hieronim ich opuścił.
            - Wiecie, że zaraz ten glejt podrobi, nie? I jeszcze na złoto łasy - machnął ręką - dasz radę coś na szybko ogarnąć z tymi kolczugami, Laleczka - zwrócił się do towarzyszki - jak coś, możemy też zahaczyć do mojego zakładu. Większość zarekwirowało miasto z wyposażenia, drugie tyle pewnie rozkradziono, ale jest szansa, że uchowa się coś, na przykład jakiś prawdziwy lek którego niewykształceni w fachu nie poznają.
            Nie dodał, że również trucizna, gdyż jak mawiano w środowisko, dawka czyni truciznę.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            1
            • ZellZ Niedostępny
              ZellZ Niedostępny
              Zell jako Nadja Schmidt
              Moderator Obsługa Mecenas
              napisał ostatnio edytowany przez
              #159

              - Mogę spróbować, ale nie wiem jak mi to wyjdzie. Zbroi nie rozprawiczałam. - Nadja wzruszyła ramionami - A dziadek już się na kasę ślini, też mi szlachetny mąż. Trzeba pozbierać prowiant i ekwipunek na podróż, nie wpierw szukać monet. Gdzie w ogóle najbliższe miasto, w jakim można monety zużyć? I jak szybko uznają, że pokradliśmy? Do twojego mieszkanka mogę się udać... Ergo! Pomóż też z tymi kolczugami!

              Writing is a socially acceptable form of schizophrenia.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • MortarelM Niedostępny
                MortarelM Niedostępny
                Mortarel jako Mały Kurt vel Knut
                napisał ostatnio edytowany przez Mortarel
                #160

                Kurt słuchał Boscha w milczeniu. Im dłużej Hieronim mówił, tym bardziej Mały marszczył brwi, jakby próbował przesunąć ciężką szafę we własnej głowie. Pisma. Glejty. Pieczęcie. Bramy. Kufry. Za dużo słów. Ale potem padło „złoto” i to już zrozumiał.

                Kurt powoli usiadł, patrząc na Boscha trochę inaczej niż wcześniej. Nie jak na urzędnika. Bardziej jak na człowieka, który właśnie powiedział, że kiedyś może mieć własny dom z piętrem. Albo dwa.

                – Hmmm... - Kurt zadumał się srodze. Bosch gadał jak ktoś, kto już widział siebie z kufrem pełnym złota, siedzącego przy dużym stole, z mięsem, winem i ludźmi biegającymi wokół na skinienie palca.

                I wtedy do Kurta dotarło coś jeszcze. Jak Bosch będzie bogaty… to będzie potrzebował ochrony. Prawdziwej ochrony. Nie stania przy drzwiach karczmy za miskę zupy i dwa miedziaki. Nie obijania pijaków dla lichwiarza. Tylko porządnej roboty. Z bogatym człowiekiem. Może nawet z własnym pokojem.

                Kurt zamyślił się tak mocno, że prawie przestał słuchać reszty rozmowy.

                – Mocarz… – mruknął pod nosem.

                Im dłużej o tym myślał, tym bardziej mu się podobało. Bogaci ludzie żyją długo, bo mają takich jak on. Spojrzał na Boscha z czymś, co u Kurta mogło uchodzić za uznanie. Kurt kiwnął w stronę Hieronima porozumiewawczo głową.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                1
                • KermK Niedostępny
                  KermK Niedostępny
                  Kerm jako Oswald Braun
                  napisał ostatnio edytowany przez
                  #161

                  Złoto, zdaniem Oswalda, miało swój urok. Podobnie zresztą jak i srebro. Ale mimo wszystko Oswald uważał, iż własny żywot cenniejszy jest niż wszystkie skarby świata, będące (mimo wszystko) jedynie miłym dodatkiem do życia. Trupowi błyszczące krążki na nic by się zdały. Z drugiej strony... gdyby się dało je zdobyć bez zbytniego ryzyka...

                  - Najważniejsze to jednak ujść z tego miasta - powiedział. - Nawet bez złota. Papier od kapłana i worek jedzenia - spojrzał na Nadję i skinął głową z aprobatą - będą najważniejsze.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  0
                  • MarrrtM Niedostępny
                    MarrrtM Niedostępny
                    Marrrt jako Ergo Sum
                    Mecenas
                    napisał ostatnio edytowany przez
                    #162

                    Ergo wzruszył ramionami na dalsze dysputy. Wiać ze złotem, czy bez złota... Ano lepiej ze złotem jakby się okazja przytrafiła. Zwłaszcza, że miał już nie dwie, a cztery ręce żeby taszczyć. Uniósł brew na wezwanie "laleczki". Znał się na zbrojach i robocie jak świnia na gwiazdach. W ogóle jak żył to z pracy jego rąk, niewiele dzieł przyszło na ten świat co też łacno było poznać po braku odcisków i wstrętnych zgrubień na dłoniach. Ale, że jak już było powiedziane, Ergo Sum był człekiem z natury pomocnym i nie dąsał się na kompanów nawet gdy ci mu obrzucali i zatłukli widzów jak horda dzikich zieleńców, to zgodził się pomóc Nadii. Choć niekoniecznie własnoręcznie.

                    - Słyszałaś niuńka? - zapytał uratowanej - W ogóle jak cię wołać? A zresztą. Trzeba pomóc laleczce z robotą. To chyba jak dzierganie coś. No. Chcesz wiać z nami to kasaj kiecę i do roboty.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    1
                    • DeklineD Niedostępny
                      DeklineD Niedostępny
                      Dekline jako Złośliwość losu
                      Obsługa Moderator Mecenas
                      napisał ostatnio edytowany przez
                      #163

                      Dla Keta

                      Kapłani strażnicy bez problemu przepuścili Mytnika, Hieronim wszedł do pomieszczenia gdzie leżał ranny Zygfryd. Starszy kapłan wyglądał źle, lecz jednocześnie dużo lepiej niż mógłby, po tak zadanym ciosie. Nie było mowy o rozmowie 1 a 1. Przy łózku stał kapłan, ten sam który uczestniczył przy poprzedniej ich rozmowie.

                      Na łóżku, pośród zmiętych lnianych prześcieradeł i zapachu ziół, leżał kapłan Zygfryd. Twarz miał bladą jak wosk. Gruby bandaż oplatał jego bok i pierś - spod materiału przebijała ciemna plama, świeża i niepokojąco wilgotna. Każdy oddech przychodził mu z wysiłkiem; płytki, urywany, czasem kończący się cichym świstem bólu.
                      Jego prawa ręka drżała lekko, zaciskając się kurczowo na symbolu wiary zawieszonym na szyi. Oczy miał przytomne, ale zmęczone - człowieka, który widział już śmierć stojącą przy swoim łóżku. Kiedy próbował mówić, głos łamał mu się w gardle i przechodził w chrapliwy szept. Co jakiś czas kasłał głucho, a wtedy na ustach pojawiała się cienka nitka krwi.
                      Widać było, że żyje bardziej siłą woli niż ciała. Każdy ruch sprawiał mu cierpienie, lecz mimo tego próbował unosić głowę, jakby chciał jeszcze coś przekazać.

                      Hieronim przekazał swoją propozycje. Ojciec potrzebował chwili aby przetrawić słowa Mytnika, po czym skinął na kapłana znajdującego się koło jego łoża. Ten nachylił się na chwilę, wysłuchał słów przełożonego i zwrócił się do bohatera.

                      - Do świątyni dotarły plotki że na północ od tego miejsca otwarte zostało przejście. Jest to dobre miejsce na rekonesans, aczkolwiek równie dobrze mogłaby to być zwykła plotka. Sugerujemy najmniej zerknąć, a nóż droga ucieczki będzie łatwiejsza niż myśleliśmy. Jeśli nie tam, to jedną z opcji będzie przebicie się do innej dzielnicy i tak próbowanie swych sił. Nie mamy niestety pewnej drogi, sami musicie ją odnaleźć.

                      - Co macie przekazać? Że tu jesteśmy, żyjemy i trwamy na posterunku, że miasto jeszcze nie jest stracone. Że mamy ludzi którzy nie są w stanie uciec ale mogą się bronić, póki jest nadzieja.

                      - Ojciec Zygryd udzieli Wam wparcia w postaci prowiantu na 5 dni dla całej Waszej grupy oraz pisma z lakową pieczęcią Przeora:

                      „Ja, ojciec Zygfryd Grimmig, przełożony świątyni Sigmara pod wezwaniem Świętego Helmgarta, zaświadczam, iż okaziciele tego pisma działają z mojego rozkazu oraz pod moją pieczą.

                      Każdy wierny sługa Imperium, Świątyni i prawa winien udzielić im pomocy, wsparcia oraz bezpiecznego przejścia, gdy zajdzie taka potrzeba.

                      Kto wystąpi przeciw nim bez słusznej przyczyny, ten wystąpi także przeciw mojej woli.”

                      Pod podpisem odciśnięto ciężką lakową pieczęć osobistą. Hieronim widział jak młodszy kapłan naprowadza swojego przełożonego aby ten, bez zdejmowania sygnetu, mógł odbić znak w laku.

                      Młodszy kapłan poczekał aż Hieronim skończy czytać i skwitował:
                      - Ojciec nie ma już Wam nic więcej do powiedzenia, poza tym musi odpoczywać. Ruszajcie czym prędzej, każdy dzień jest na wagę złota.

                      Ojciec Zygryd zamknął oczy a jego pomocnik gestem odprawił Bohatera.

                      Dla wszystkich

                      Hieronim odszedł, lecz nie na długo. Ledwo Ulrich zdążył obrobić mu dupę, a Mytnik już był z powrotem. W jednej ręce trzymał złożony kawałek papieru, w drugiej stosunkowo ciężki wór - prowiant na drogę, sądząc po ilości, solidne kilka dni bez głodu, ale też i bez wygód.

                      - Nazywam się Linda. Już się zabieram. - dziewczyna odpowiedziała służalczo na polecenie Suma. Klepnięcie w tyłek również skwitowała krótkim "dziękuje"

                      Dziewczyna uratowana przez suma niezbyt szybko skumała o co dokładnie chodzi, ale gdy już ogarnęła to bez zwłoki zabrała się za robotę. Korzystając z noża i kamienia wypruwała płatki kolczugi. Trzeba było ją upomnieć żeby robiła to cicho, aczkolwiek efekty jej pracy były zadowalające.

                      Discord nie jest dla mnie wiążący ani obligatoryjny. Chcesz coś ode mnie, to zawrzyj w poście.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • KetharianK Online
                        KetharianK Online
                        Ketharian jako Hieronim Bosch
                        Obsługa Moderator Mecenas
                        napisał ostatnio edytowany przez
                        #164

                        Dziedziniec świątyni w Bögenhafen


                        Mamroczący pod nosem dziękczynne słowa i kłaniający się w pas mytnik wyszedł czym prędzej z komnaty nie chcąc dawać Zygfrydowi czasu na zmianę decyzji. Audiencja spełniła w dużej kierze oczekiwania Hieronima, w szczególności zaś wręczone mu pismo.

                        Swoich towarzyszy zastał w tym samym miejscu, w którym ich zostawił. Świadomość tego, jakim cieszył się wśród tych ordynusów szacunkiem i poważaniem sprawiła Boschowi autentyczną przyjemność, aczkolwiek nie dał tego po sobie poznać przywołując w zamian na twarz surową minę.

                        - Radujcie się, albowiem Sigmar prawdziwie się nad nami zmiłował - oświadczył pełnym emfazy tonem - Czcigodny Grimmig dotrzymał obietnicy. Otrzymaliśmy glejt z lakową pieczęcią świątyni, który zapewnia nam ochronę z mocy jego autorytetu. Dostaliśmy też jadło na pięć dni, abyśmy nie opadli z sił. Czcigodny ojciec Grimmig ma nadzieję, że zdołamy wydostać się z miasta i sprowadzić tu pomoc. Wierzę, że żadnemu z was nie przypadł jeszcze w udziale równie wielki zaszczyt, ale nie oczekuję waszej wdzięczności, wystarczy mi posłuszeństwo i poświęcenie sprawie.

                        Hieronim podał wypełniony strawą ciężki podróżny worek w ręce Kurta, posłał mu porozumiewawcze spojrzenie, którego pozostali nie przeoczyli, ale najpewniej nie zrozumieli jego znaczenie.

                        - Dobry człeku, podejdź no tutaj - cesarski urzędnik przywołał do siebie kręcącego się w pobliżu strażnika - Widzisz ten glejt? Właśnie wręczył mi go sam świątobliwy ojciec Zygfryda, patrzaj tutaj na pieczęć. Wyruszamy z misją ratunkową, tędy przynieś nam żwawo ze trzy kuszę i trzy włócznie i bełtów nie zapomnij. A ty tam dziewko bukłaki z wodą naszykuj, bo my zaraz wyruszamy, aby wszystkim wam ratunek przynieść.

                        - Osobiście widzą mi się dwie drogi ucieczki - powiedział mytnik, kiedy grupka ułaskawionych przez kapłana skazańców znów została sama - Albo wedle słów czcigodnego Grimmiga na północny zachód albo z powrotem do portu i łodzią na wybrzeże, wszelako zdam się tutaj na wasz osąd, moglibyście w końcu zapracować na swój los.

                        Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                        DeklineD 1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        0
                        • MortarelM Niedostępny
                          MortarelM Niedostępny
                          Mortarel jako Mały Kurt vel Knut
                          napisał ostatnio edytowany przez Mortarel
                          #165

                          Kurt słuchał Boscha uważniej niż zwykle.

                          Nie wszystkiego rozumiał, ale tym razem coś brzmiało inaczej. Nie jak gadanie urzędnika. Bardziej jak kazanie kapłana po kilku kuflach wina.

                          -Sigmar się nad nami zmiłował. - Kurt spojrzał na glejt z pieczęcią, potem na worek z jedzeniem, a później na świątynię za plecami Hieronima. Jeszcze niedawno siedział w celi i czekał, aż ktoś go spali albo zatłucze. Teraz miał miecz i worek jedzenia.

                          To było dziwne. Bardzo dziwne. Wziął worek bez słowa i zarzucił go sobie na ramię. Ciężar był przyjemny.

                          -Może ten Sigmar naprawdę patrzy?- Zamyślił się.

                          Kurt nigdy się nad tym nie zastanawiał. Bogowie byli od tego, żeby kapłani mieli o czym gadać, a ludzie gdzie zanosić monety przed bitwą. Ale odkąd wszystko się posypało, dziwne rzeczy działy się jedna po drugiej. Szaleniec w celi. Ludzie chodzący jak stado opętanych. Strażnik, który dostał młotem tak, że normalnemu człowiekowi odpadłaby połowa ciała, a dalej próbował zabijać. I jeszcze oni. Żywi.

                          Kurt podrapał się po szczęce.

                          – Może faktycznie nas pilnuje. - Szepnął pod nosem.

                          Nie wiadomo było, czy mówi o Boschu, Zygfrydzie czy samym Sigmarze.

                          Spojrzał na worek z jedzeniem, potem na glejt. Przez chwilę milczał, patrząc gdzieś ponad płomieniami stosu.

                          – Świętobliwy ojciec Zygfryd wspomniał, że powinniśmy iść na północny-zachód? – mruknął wolniej. – Któż w takim razie miałby wątpić w jego słowa? - Zapytał retorycznie i spojrzał po reszcie.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          😳
                          1
                          • MarrrtM Niedostępny
                            MarrrtM Niedostępny
                            Marrrt jako Ergo Sum
                            Mecenas
                            napisał ostatnio edytowany przez
                            #166

                            Ergo słuchał Hieronima, słuchał i uśmiechał się i głową kiwał z każdym słowem, które mamlał dziadyga. Miał ochotę pogonić go kijem jako zwyczaj kazał dziada gonić. Ale umiał docenić przedstawienie. I nie miał kija. Za to Hieronim chyba miał, bo się Kurtowi tak na oko udzieliło to całe sigmarowanie.

                            - Radujcie się albowiem mocą mojego autorytetu zaraz się zesram! - zawołał Ergo głosem świetnie imitującym Hieronima, po czym parsknął już własnym sumowym śmiechem - Zaszczyt sraszczyt, Grimmig srimmig. Rzekłem, że mogę się bawić w ten świątynny cyrk, byle zwiać z tej dziury. Ale ty tu dziadu nie strosz piór jak kapucyn, bo posłuszeństwa to możesz wołać co najwyżej od swoich wszów. Albo fujary. Elfa powiesili nie za to, że kradł, a za to, że dał się złapać. Wszyscyśmy tu jednako "niewinni". No może poza Lindeczką. - co rzekłszy spojrzał na dziewczynę, która pracowicie wykonywała polecenie Ulricha, tak jak sam Ergo nie do końca rozumiejąc zapewne po jaką cholerę - Żarcia w mieście w bród. A i ten glejt to rzecz niepewna. Byle sierżancina jak będzie mieć zły humor, a będzie, bo wolałby patrol gdziekolwiek byle nie w mieście, to jak mu tym glejtem zaczniesz wymachiwać, to się nim podetrze, a potem ci go zeżreć karze. Wszystko jedno gdzie pójdziemy. Wszędzie będą posrańcy. Omijałbym główne ulice i napewno rynek. A najbliżej stąd mamy do przeprawy strażników. Pamiętacie mapę ze strażnicy?... Tee gruby, po co ona to właściwie dzierga te kółka?
                            Nie wytrzymał w końcu z pytaniem do Ulricha, patrząc na robotę dziewczyny.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            😱 👏
                            2
                            • ZellZ Niedostępny
                              ZellZ Niedostępny
                              Zell jako Nadja Schmidt
                              Moderator Obsługa Mecenas
                              napisał ostatnio edytowany przez
                              #167

                              Nadja nie odpowiedziała mytnikowi słowem, ale jej przewrócenie oczami wyrażało opinię jaką teraz o nim miała.

                              Writing is a socially acceptable form of schizophrenia.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0
                              • KermK Niedostępny
                                KermK Niedostępny
                                Kerm jako Oswald Braun
                                napisał ostatnio edytowany przez
                                #168

                                Słowa, słowa, słowa...
                                Słowa padały jedno po drugim, a Oswald zastanawiał się, czy wielomówni kompani mają zamiar długo jeszcze wymieniać poglądy.
                                - Nie znam miasta na tyle, którędy iść - powiedział, gdy nastąpiła chwila ciszy - i czy ten północny zachód jest lepszy od innych kierunków świata. Gdzie jest bliżej, do portu, czy do bramy?

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • KetharianK Ketharian

                                  Dziedziniec świątyni w Bögenhafen


                                  Mamroczący pod nosem dziękczynne słowa i kłaniający się w pas mytnik wyszedł czym prędzej z komnaty nie chcąc dawać Zygfrydowi czasu na zmianę decyzji. Audiencja spełniła w dużej kierze oczekiwania Hieronima, w szczególności zaś wręczone mu pismo.

                                  Swoich towarzyszy zastał w tym samym miejscu, w którym ich zostawił. Świadomość tego, jakim cieszył się wśród tych ordynusów szacunkiem i poważaniem sprawiła Boschowi autentyczną przyjemność, aczkolwiek nie dał tego po sobie poznać przywołując w zamian na twarz surową minę.

                                  - Radujcie się, albowiem Sigmar prawdziwie się nad nami zmiłował - oświadczył pełnym emfazy tonem - Czcigodny Grimmig dotrzymał obietnicy. Otrzymaliśmy glejt z lakową pieczęcią świątyni, który zapewnia nam ochronę z mocy jego autorytetu. Dostaliśmy też jadło na pięć dni, abyśmy nie opadli z sił. Czcigodny ojciec Grimmig ma nadzieję, że zdołamy wydostać się z miasta i sprowadzić tu pomoc. Wierzę, że żadnemu z was nie przypadł jeszcze w udziale równie wielki zaszczyt, ale nie oczekuję waszej wdzięczności, wystarczy mi posłuszeństwo i poświęcenie sprawie.

                                  Hieronim podał wypełniony strawą ciężki podróżny worek w ręce Kurta, posłał mu porozumiewawcze spojrzenie, którego pozostali nie przeoczyli, ale najpewniej nie zrozumieli jego znaczenie.

                                  - Dobry człeku, podejdź no tutaj - cesarski urzędnik przywołał do siebie kręcącego się w pobliżu strażnika - Widzisz ten glejt? Właśnie wręczył mi go sam świątobliwy ojciec Zygfryda, patrzaj tutaj na pieczęć. Wyruszamy z misją ratunkową, tędy przynieś nam żwawo ze trzy kuszę i trzy włócznie i bełtów nie zapomnij. A ty tam dziewko bukłaki z wodą naszykuj, bo my zaraz wyruszamy, aby wszystkim wam ratunek przynieść.

                                  - Osobiście widzą mi się dwie drogi ucieczki - powiedział mytnik, kiedy grupka ułaskawionych przez kapłana skazańców znów została sama - Albo wedle słów czcigodnego Grimmiga na północny zachód albo z powrotem do portu i łodzią na wybrzeże, wszelako zdam się tutaj na wasz osąd, moglibyście w końcu zapracować na swój los.

                                  DeklineD Niedostępny
                                  DeklineD Niedostępny
                                  Dekline jako Złośliwość losu
                                  Obsługa Moderator Mecenas
                                  napisał ostatnio edytowany przez Dekline
                                  #169

                                  @Ketharian napisał:


                                  (...)
                                  - Dobry człeku, podejdź no tutaj - cesarski urzędnik przywołał do siebie kręcącego się w pobliżu strażnika - Widzisz ten glejt? Właśnie wręczył mi go sam świątobliwy ojciec Zygfryda, patrzaj tutaj na pieczęć. Wyruszamy z misją ratunkową, tędy przynieś nam żwawo ze trzy kuszę i trzy włócznie i bełtów nie zapomnij. A ty tam dziewko bukłaki z wodą naszykuj, bo my zaraz wyruszamy, aby wszystkim wam ratunek przynieść.
                                  (...)

                                  Discord nie jest dla mnie wiążący ani obligatoryjny. Chcesz coś ode mnie, to zawrzyj w poście.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • DeklineD Niedostępny
                                    DeklineD Niedostępny
                                    Dekline jako Złośliwość losu
                                    Obsługa Moderator Mecenas
                                    napisał ostatnio edytowany przez
                                    #170

                                    Dziewka, do której byciem poczuwala się Linda porzuciła dwa dotychczasową pracę i pobiegła w te pędy po wodę.

                                    Inaczej sytuacja miała się ze strażnikiem który mimo wszystko nie specjalnie chciał się podporządkować.

                                    - Te, dziadek, a cię już do reszty @#&)@#? Ty myślisz że co?

                                    I już widać było że ma zamiar podejść i wyjaśnic Hieronima, lecz nie uszedł nawet kroku nim ruch wykonał Kurt. Starczyło że drgnął , ręką poleciała na rękojeść i wzrok wbil się w oczy strażnika. Co prawda Hieronim mógł tego nie zauważyć i zrozumieć swoje, gdyz przywołany jegomość zerknąl na glejt i miast agresywnego zachowania chrzaknal tylko z lekka.

                                    /- No ten ... Nie, raczej nie tak żwawo o ile w ogóle. To że idziecie z zadaniem to nie znaczy że jesteście nie wiadomo kim. Rozumiemy się?trochę kultury #&$@#!
                                    Włócznie dwie możemy oddać, rzucać nimi można jak kto umi i kusze jedna oddac możemy, u nas i tak nikt z niej pożytku nie zrobi. I ten, to nie tak że zapomnieliśmy kim jesteśmy ani kim wy jesteście. Sytuacja jest jakaś jest, nikt z was za ciężkie przewiny nie siedział, to można działać teraz, że tak powiem we wspólnym celu.

                                    {Kusza standardowa S4
                                    18 bełtów
                                    2x Włócznia S, szybki, rzucana}


                                    Wozy pełniące funkcje bramy rozjechały sie i w chwilę później byli więźniowie znów znaleźli się za murami.

                                    Miasto było puste i ciche, można być rzec wymarłe. Efekt potęgowały plamy krwi i resztki wnętrzności ludzkich których nie dało się lub nie chciało się sprzątać.

                                    Bohaterowie poruszali się wolniej niż normalnie, oraz zdecydowanie ciszej niż wcześniej. Do tego co jakiś czas musieli zmieniać kierunek aby ominąć grupy, lub pojedyncze, podejrzanie wyglądające osobniki. Koniec końców dotarli w pod sam gabinet Ulricha.


                                    Budynek wyglądał tak jak kazden inny, tylko szyld z wymalowanymi piktogramami sugerował że w środku winien żerować ... znaczy urzędować ktoś parajacy się tzw medycyna ogólna. Drzwi o dziwo były całe i nawet zamknięte, podobnie okiennice a już zupełnym dziwem był fakt iż elewacja nie nosiła śladów rzucania weń łajnem.

                                    Dwie przecznice dalej stala barykada, wysoka na że dwa sążnie i ciągnąca się wzdłuż ulicy.

                                    Dla Ulricha

                                    Gabinet wygląda identycznie jak go zostawiłeś, przynajmniej z zewnątrz.
                                    Barykady wcześniej nie było. Znasz doskonale te tereny, normalnie tam jest zwykła choć nadmiernie szeroka ulica.

                                    Discord nie jest dla mnie wiążący ani obligatoryjny. Chcesz coś ode mnie, to zawrzyj w poście.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    ♥
                                    1
                                    • MortarelM Niedostępny
                                      MortarelM Niedostępny
                                      Mortarel jako Mały Kurt vel Knut
                                      napisał ostatnio edytowany przez Mortarel
                                      #171

                                      Kurt szedł kilka kroków za Boschem, co jakiś czas poprawiając pas z mieczem. Broń była dobra, ale pas uwierał go w biodro przy każdym dłuższym kroku.

                                      Bosch zaczął rozmowę ze strażnikiem, który chyba nie poznał się na glejcie, gdyż zbluzgał srogo Hieronima. Kurt przystanął obok i ponownie poprawił pas z bronią, który znowu wbił mu się w biodro. Następnie wydarzyło się coś dziwnego, czego Kurt nie mógł wytłumaczyć. Bosch spojrzał na strażnika. Nie długo. Nie groźnie. Po prostu spojrzał.

                                      Kurt nie potrafił tego dobrze opisać, ale w tym spojrzeniu było coś takiego... świątynnego. Jak wtedy, gdy Zygfryd mówił o Sigmarze. Jak podczas modlitwy przy stosie. I nagle strażnik zmiękł. Nie od razu, ale jednak. Dał kuszę, dał włócznie, zaczął mówić rozsądniej. Kurt długo nad tym myślał. -Może właśnie tak działa Sigmar. - pomyślał, zastanawiając się, czy świątobliwy ojciec nie dostrzegł w Hieronimie czegoś, czego inni nie widzieli.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      ♥
                                      1
                                      • JhnWJ Niedostępny
                                        JhnWJ Niedostępny
                                        JhnW jako Ulrich (von) Guttenluft
                                        Administrator Obsługa Developer
                                        napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                        #172

                                        Na twarzy Ulricha pojawiło się coś, co mogło przypominać radość, a byłoby nią gdyby nie ogólna czujność cyrulika - więc radował się jakby instynktownie w sposób nieco bardziej ostrożny i stonowany. Przynajmniej do czasu, bo entuzjazm jego rósł wraz z każdym krokiem zbliżania się do gabinetu. Zatrzymał się kilka kroków przed nim i wskazał towarzyszom szyld nad drzwiami.
                                        b9b7e95a-0979-4ada-84db-d3b1dabc1ca7-image.jpeg
                                        - To jest mój gabinet... a raczej był, bo po tych całych ruchankach z podatkami, to raczej był mój...
                                        Podszedł do drzwi zakładu, proste, ciężkie, z wytartą klamką oraz przebarwionym drewnem koło klamki, sięgając może na metr. Cyrulik zaparł się o drzwi barkiem, w miejsce przebarwienia, chwycił lekko nienaturalnie klamkę i otworzył drzwi.
                                        - Ten zamek ma problem, przydaje się wracając po pijaku... Ale niektórzy stali pacjencji znali ten sposób, to tylko recepcja. Aby nie stali w deszczu lub pukali tam gdzie usłyszę... No, chodźmy, czym chata bogata!
                                        Powiedział lekko weselszym tonem prowadząc towarzyszy do rzeczywistej recepcji. Naprzeciw drzwi wejściowych znajdowały się drugie, zamknięte - prowadzące do wewnętrznej części gabinetu. Po prawej, pod ścianą stały dwa krzesła i dwa taborety, zapewne dla pacjentów. nad nimi wisiała pusta pułka.
                                        - Dziwne, tutaj powinna być gablota reklamowa..
                                        Ulrich rzucił zamyślając się, po czym skierował swój wzrok w prawą stronę poczekalni. Pod ścianą znajdowała się ciężka szafa, solidna, zamykana na klucz. Obok niej, pod oknami - zapewne w celu doświetlenia w dzień - stał większy stolik wraz z krzesłem.
                                        - Wygląda na brak szabrowania - mężczyzna zasępił się - skoro tak, gdzieś tutaj powinna być solidna, okuta żelazem pałka. Zwykle leżała koło stołu, to dla mojej pomocniczki. To biurko było dla Helgi, odbierała pacjentów, opisywała co z nimi, umiała nawet pisać, a przynajmniej w sposób który sama odczytywała... ciekawe co u niej... Na tą szafę nie ma niestety magicznego sposobu, a klucze miałem ja i Helga, może w mojej kwaterze znajdziemy. Są tam medykamenty od zaprzyjaźnionego aptekarza, nic specjalistycznego. Wychodząc można było od razu kupić u mnie podstawowe rzeczy, przepisane... Lub czasem nawet mi dupy nie zwracając kupić maść na poparzenie. Myślę, że coś z tego by nam się przydało, tylko bez klucza otwarcie tego cholerstwa po cichu będzie trudne. Sami wiecie, poczekalnia to strefa dostępna więc wstawiłem tam szafę nad szafy...
                                        Cyrulik wyraźnie odprężał się będąc w swoim przybytku. Oparł się swobodnie o ścianę i zaczął.
                                        - Tu było widać przez okna, zanim wiedziemy dalej opiszę co i jak, abyśmy się nie dali niczym zaskoczyć. Za tymi drzwiami jest mój gabinet, naprzeciwko od razu zobaczycie moje biurko i kilka szafek. Lewą stronę pomieszczenia może oddzielać kotara, tam będzie piec, stół i narzędzia do zabiegów, powinna być też świeża woda... Po lewej, koło biurka są schody. Znowu drzwi, tam mieszkałem. Wiecie, że jest to zły projekt? Już od dawna uczą na akademiach aby gabinety lekarskie robić na piętrze, wyżej to czyściej, z dala od brudu ulicy... Tylko co z tego skoro parter trzeba zagospodarować, a każdy medyk dokładnie z tych samych przyczyn woli mieszkać wyżej! Wracając, będą tam dwie izby, moja sypialnia, graciarnia i ustęp. W graciarni jest nieczynne palenisko, Helga gotowała mi u siebie. Żony się nie dorobiłem. Dziwnie tu, myślałem, że będzie zdemolowane... Szukamy głownie medykamentów, leków, alkoholu, nici, tego nam potrzeba. Jeśli nie zabrali, to u mnie w pokoju powinna być suszona szynka, mam też trochę pieniędzy w schowku, ale to ja już sam sprawdzę... To co, wchodzimy?

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        ♥
                                        1
                                        • MarrrtM Niedostępny
                                          MarrrtM Niedostępny
                                          Marrrt jako Ergo Sum
                                          Mecenas
                                          napisał ostatnio edytowany przez
                                          #173

                                          Ergo słuchał cyrulika z miną żaka, który mimo upływu dobrych paru chwil, nadal nie był pewien czy trafił na właściwy wykład. Grubas był niewątpliwie w swoim świecie, który kochał i hołubił. Ważna i cenna rzecz gdy większość ludzi po prostu przeżywała z dnia na dzień. Nie był to jednak świat cyrkowca. Już wielki szyld ozdobiony ilustracjami wzbudził w nim mieszankę fascynacji z dominującą nutą obrzydzenia. Wszedł jednak za resztą do środka i dopiero po chwili wyszedł ponownie na wyludniałą ulicę.
                                          Szaber za zgodą właściciela i jeszcze w takiej radosnej niemal rodzinnej atmosferze miał w sobie coś nieprzyjemnie zboczonego. Niewłaściwego. Ergo uznał więc, że jego towarzysze poradzą sobie w tym zadaniu bez niego. Podszedł więc do drzwi kamienicy naprzeciwko pracowni cyrulika. Nie wyglądała niestety na pracownię jubilera, ani złotnika. Ale i biedą z niej nie wiało. Zapukał grzecznie. Przecież nie był zbójem jak Ulrich!

                                          - W imieniu arcykapłana Zygfryda Grimmiga, uprasza się otworzyć - powiedział wyraźnie i stanowczo acz niegłośno co by losu nie kusić.
                                          - Co robisz? - doszedł go zza pleców głos Lindy.

                                          Ergo wywrócił oczami zdając sobie powoli sprawę, że ocalanie niewiast w opresji wiążę się z trudnymi do przewidzenia konsekwencjami. Raz zaciukasz takiej wredną siorę kamulcem, a zaraz łazi za tobą krok w krok jak zratowany z rzeki szczeniak i łypie tymi ślepiami tego kota z bajki o ogrze.

                                          - Ej by Cię... Dobra chodź tu. Ale ćśśś... Tamci zbierają zapasy tam. A my zbierzemy tu.
                                          Spojrzał na kamienicę. Pierwsza próba to będzie klamka. Druga okno na piętrze. Mogłaby go Linda podsadzić...

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          1

                                          Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                          Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                          Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                          Zarejestruj się Zaloguj się
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy
                                          • Strona startowa