[WFRP 2ed] Bögenhafen
-
Cyrulik wypuścił powietrze ciężko.
- Jak chcecie, to możecie dać dyla przez okno górą, ale prędzej kark skręcicie, ja nawet się nie wygramolę. Szczerze, będzie co ma być. Idę pierwszy jako gospodarz, potem pogada się o pismach.
Mówiąc to poprawił trochę marne szaty i miecz przy pasie, po czym przez drzwi ryknął.
- Wychodzę!
Dawszy o sobie znać, wyszedł powolnym krokiem z lekko uniesionymi dłońmi na widoku. Szukając kogoś własnego wzrokiem od razu zaczął głośno i wyraźnie.
- Ulrich von Guttenluft, cyrulik! To mój dawny zakład, nie jestem sam, po mnie wyjdzie reszta -wyjaśnił sprawę aby nikomu nie omsknęła się kusza czy samopał. -

Uliczki Bögenhafen
Hieronim postąpił krok do przodu opuszczając włócznię trzonkiem ku kocim łbem, ale nie tracąc niczego z podejrzliwości w swoim spojrzeniu.
- Nim cokolwiek więcej rzeknę, przysięgnijcie na imię najświętszego Sigmara Młotodzierżcy, żeście są wolni od klątwy martwego umysłu i plugawej czarnej magii! Wieleśmy od wczoraj widzieli i jedno jest prawdziwe: te parszywce nie potrafią znieść brzmienia imienia Sigmara, przez gardła im nie przejdzie. Jeśliście jak my po stronie świątyni Mlotodzierżcy, żwawo, zaklinać się na jego imię!
Jeźdźcy spojrzeli po sobie nieco zmieszanym wzrokiem, dając po sobie poznać, że nie spodziewali się chyba takiego wezwania.
- W imię Sigmara Protektora Imperium, jest m jego oddanym sługą! - rzucił jeden z nich.
- Klnę się na Młotodzierżcę! - dodał pospiesznie drugi.
- Panu naszemu niechaj będzie chwała! - Bosch odetchnął z ulgą i nakreślił na piersiach ochronny znak - Jestem sługą tutejszej świątyni, wysłannikiem najwyższego kapłana, co poświadcza glejt, który od niego otrzymałem. Zostaliśmy wysłani poza miasto z misją przekazania ważkich wieści na ręce cesarskich władz. Wy wyglądacie na cesarskich zbrojnych, kim zatem jesteście? Opowiadajcie, a żwawo! Czyście forpocztą odsieczy, stoi już pod murami armia idąca nam z pomocą? Mówcie, co tak milczycie jakbyście nagle kolki mieli w gębach miast języków!
-
Ergo nie był skłonny zaufać konnym.
- No przeca nie są tak głupi, żeby spalić warsztat i ryzykować, że się ogień na całe miasto rozniesie. A typy jakieś takie mało stróżowe się mnie zdają... Powinniśmy zostać… - próbował przekonać pigułkarza, ale gruby podjął już swoją decyzję i cyrkowiec machnął tylko ręką. Przygotował jednak kuszę, by wyjść za nim z opuszczoną jako i konni opuścili.- Słuchaj… - zagaił do Lindy - Jesteś całkiem niezła w łażeniu po ścianach… Wyjdź może tym oknem na wszelki wypadek i wejdź na dach. No co się gapisz głupia! Ja też wspinam się tak jak gruby. To już lepiej, żebym wyszedł. Idź tam. Będziesz widzieć co się dzieje…
- A Ty Laleczka? - zapytał Nadii - Dach, czy drzwi?
-
Kurt stał tuż za Boschem i nie odrywał od niego wzroku.
Jeszcze przed chwilą nie był pewien, czy słowa Hieronima rzeczywiście niosły w sobie moc Sigmara. Teraz wątpliwości powoli ustępowały. Szabrownik uciekł, jakby samo imię Młotodzierżcy paliło go żywym ogniem. Ci dwaj na koniach odpowiedzieli zaś od razu, bez kręcenia i bez wykrętów, głośno przyzywając Sigmara na świadka.
Kurt poczuł, jak po plecach przebiega mu przyjemny dreszcz.
Ojciec Zygfryd opowiadał o potędze Sigmara. Hieronim był z kolei człowiekiem, przy którym Kurt miał wrażenie, że tej potęgi można dotknąć. Im dłużej Mały nad tym myślał, tym trudniej było mu uwierzyć, że to wszystko jest zwykłym przypadkiem.
Przesunął spojrzenie z Boscha na jeźdźców. Jeśli Hieronim uzna ich za ludzi Sigmara, Kurt nie będzie miał żadnych wątpliwości. Jeśli zaś nazwie ich heretykami, nie zawaha się ani chwili.
Milczał. Czekał, co Sigmar nakaże ustami Hieronima.
-
W zwykłych okolicznościach zaufałaby wojsku bez obawy... ale to nie były zwykłe okoliczności. Niemniej...
- Drzwi. - Nadja szepnęła do Ergo i z wyraźną obawą, jaka należna człekowi zagonionemu w róg i niepewnemu bezpieczeństwa swojej skóry, wraz za cyrulikiem wyszła z uniesionymi rękoma i szerokimi ze strachu źrenicami. -
Dla Keta i Morta
Jeźdzcy wyglądali na zbitych z tropu, nie tego się spodziewali.
- No my wojacy zwykli, żadna odsiecz, za murem stacjonujemy i robimy co nam każą, tam jeszcze ludzie żyją, znaczy ledwo, ale zawsze, ale co dalej to nie wiemy. Choćta Państwo z nami, glejta okażem oficyrejnemu.
Hieronim, a w ślad za nim Kurt, ruszyli wraz z żołnierzami w stronę gabinetu Ulricha, gdzie prawdopodobnie stała reszta wojska i mieli nadzieje jeszcze reszta ich grupy. Lada moment miną narożnik budynku.
Dla Keta
Hieronim zdał sobie sprawę z tego że rozmawia z ludźmi z łapanki. Jeśli oni są żołnierzami to on jest najmniej Rajcą Bögenhafen. Zwykłe chłopki bez wykształcenia i obycia, gada się z nimi jak z rolnymi, prosto i nie za dużo słów, bo nie zrozumieją. Podobnie jak Kurt, ale ten to przynajmiej specjalista w swoim fachu, gadać nie musi a co trzeba to i tak rozumie. Chociaż ci tutaj to przynajmniej będą udawali że łapią o co się rozchodzi, zapewne dlatego ze ktoś im tak kazał.
Dla Morta
Mały bał się ... bał się nawet kichnąć ... bał się że zrobi coś niewłaściwego, że ci pożal się Sigmarze żołnierze ja jego pierdnięcie, ze strachu zrobią coś głupiego. Toć to chłopi co jeszcze wczoraj na roli robili, tej kuszy to bankowo na koniu nie przeładuje, a miecz to chyba tylko za taki większy nóż robi. Kurt musiał unikać ich wzroku, inaczej jeszcze by się posikali albo co.
Dla Arbuza, Marrrta oraz Zell
Linda ruszyła na górę, zapewne wykonać polecenie Suma. Ulirch wyszedł przed budynek, zaraz za nim Ergo oraz Nadja. Żołnierze wyglądali na przestraszonych, wzrokiem wędrowali po bohaterach jakby czegoś szukali. Czuć było strach i niepewność. Broń trzymali tak jakby dostali ją wczoraj, niepewnie, jakby się jej bali. Tylko dowódca stał niewzruszony. Zignorował słowa Cyrulika, miast tego skinął na stojącego przy nim żołnierza. Mężczyzna wyciągnął zawiniątko wyglądające jak pochodnia, pachnące jak pochodnia i ogólnie rzecz biorąc będące pochodnią, tylko taka trochę inna i taką większą, ale z krótkim trzonkiem, w sam raz by rzucić i .... czekał.
- Zostały dwie, jeśli chcecie tak, to nie ma sprawy .
Oficer rzucił nad głowami tych którzy wyszli, a następnie zwrócił się bezpośrednio do nich.
-
A wy, rozbierać się. Ino chyżo. Wszyscy, nawet pan von Spocon - skierował się w stronę Ulricha.
-
I obrót, powoli...
Po chwili słychać było Hieronima, który prawił swoje kazania na temat Sigmara, misji i tym podobnych. , co na moment odwróciło uwagę dowódcy i jego kompani od trójki bohaterów która wyszła przed budynek.
Dla Arbuza
Ulrich wychodząc od razu dostrzegł wśród żołnierzy, syna jednej ze swoich niedawnych pacjentek, który nie tak dawno czuwał przy łozu prawie-śmierci swej matuli. Biedna kobiecina płakała jak dziecko, gdy zacny mąż "uzdrowił nogę co już tylko do obycięcia się nadawała". Historia ta nauczyła Cyrulika kilku rzeczy:
- ludzie są ogólnie głupi
- ludzie mieszkający w tej dzielnicy są SZCZEGÓLNIE głupi
- liście modrej kapusty ubarwiają zewnętrzne powłoki ludzkie równie dobrze co te ukiszone
- ocet jest tanim zamiennikiem mydła w takich sytuacjach, ale wysusza skórę, wiec trza się łojem nacierać ( a łój jako cud środek pierwej sprzedać oczywiście również należy)
- podczas ugniatania kapusty jedną noga, ważne jest aby stołek na którym się siedzi był wyższy nieco od bali z kapusta, aby krew krążyła lepiej w kończynach dolnych i paniki mniej było
Generalnie w tłumie wojaków było kilka znajomych twarzy, lecz tyle ich się przewinęło .... aczkolwiek jest to jakiś trop, że pochodzili z tej dzielnicy.
Dla Zell
Konie wyglądały jakoś dziwnie, na pewno nie były to wojskowe wierzchowce, ani wierzchowce w ogóle, właściwie zwykłe rolne, w najlepszym wypadku pociągowe. No .. poza tym dosiadanym przez dowódce.
Dla Krema
Oswald ze swojej pozycji nie widział zbyt wiele. Jeśli chciał mieć dobry punkt obserwacyjny to sam również byłby widoczny, także póki co dochodziły do niego tylko dzwięki, słowa dowódcy.
- Zostały dwie, jeśli chcecie tak, to nie ma sprawy .
... - A wy, rozbierać się. Ino chyżo. Wszyscy, nawet pan von Spocon - skierował się w stronę Ulricha.
... - I obrót, powoli...
Ulrich, Marrrt i Nadja wyszli, Linda pognala na górę, prawdopodobnie wykonać polecenie Ergo.
-
Nadja spojrzała po koniach... i miała już pewne spojrzenie na sytuację, chociaż była ona po prostu szalona... ale czego innego można było się spodziewać w tych okolicznościach?
- Tak jest! - odezwała się do dowódcy, jakiego obecność i ton przypominał wojskowe życie jakiego zaznała, choć żołnierzem nie była. Kobieta nie wahała się rozdziać wedle rozkazu dowódcy... a w jakimś stopniu miała nadzieję, że ponownie wygra sytuację swoim własnym powabem.
Wytarmoszone w więzieniu ubrania z niejaką ulgą zrzuciła na ziemię. -
- Oby was sraczka dopadła...
To było najłagodniejsze z życzeń, jakie Oswald skierował pod adresem tych, co zażyczyli sobie publicznego rozbierania się. Oczywiście na tyle cicho, by jeźdźcy tego nie usłyszeli.
Ale mimo niechęci do zrzucenia z siebie odzienia nie protestował. Nie wierzył co prawda w możliwość puszczenia domu z dymem, ale zbrojni mieli inne możliwości okazania swego niezadowolenia, więc nie zwlekając Oswald zbytnio poszedł w ślady Nadji. -
Cyrulik za to nabrał powietrza aby wydać z siebie przeciągły odgłos wypuszczenia powietrza. Znajome twarze dodały mu otuchy i hardości, a i wyostrzały na coś jeszcze - nie chciał aby kto jednak wypatrzył zaschnięte plamy na przesuwnicy. I w opuszczonych gaciach czy też nago źle się uciekało. Biorąc te okoliczności przyrody, oraz niechęć obnażania się przy potencjalnych damach (i nie miał tu na myśli Nadji której damą nikt znający by nie nazwał) oraz pospólstwie podjął męską decyzję.
Narzekanie.
- Otto von Guttenluft - powtórzył dumnie zwracając się do gawiedzi i wyławiając wzrokiem syna swej niedawnej pacjentki - Herman, pamiętasz jak Ci matulę ocaliłem? To mój zakład jest, szukałem resztek medykamentów aby dalej pomagać ludziom dobrej woli...
Rzekł i zrobił coś, co może niezbyt dobrze mu wychodziło (jednak Ergo miał więcej czaru) a mianowicie spokojnie postąpił kroku ku znajomkowi, nadrabiając intelektem, to jest widząc rozproszenie dowódcy, po prostu na bezczelnego i z pewnością siebie która wiele go kosztowała, zagaił.
- Jak tam matula? I jak tam wasze nogi, też nacieracie jak żem wspomniał coby wrodzone skłonności do opadania fluidów w nogach nie uderzyły? -
Już miał Ergo zawołać, że hola, ale zoczywszy, że Nadia się rozbiera odczekał strategiczne mgnienie oka niezbędne markietance do fachowego wyraźnie zzucia przyodziewku i jeszcze jedno na oblizanie spierzchniętych warg. A wtedy dało się słyszeć kazania spadkobiercy pożal się Morrze brata Zygfryda, które jakimś cudem odwiodły uwagę koniuchów od Nadii.
- Mam cię na celu! - zawołał wycelowując z bliska w kapitana z kuszy - sodomicki chaośnik jebany, tfu! Jeszcze, że fajną babkę dupczyć chciałeś to bym zrozumiał, ale że grubasa kusia Ci się zachciało oglądać??? Tfu! Nawet nie pytam gdzieś wkładać te pałki myślał, bo po gębie widać, żeś zwyrodnialec, albo inny Bretończyk! Oooo... zaraz się tobą inkwizytor zajmie pederasto chędożony. Brat... Hieronim, a z nim brat... Insolenty już tu idą. Inkozgnito, znaczy pod przebraniem! Ze świętą misyją od brata Grimmiga!
Oczywiście przemowa mimo iż kierowana do kapitana, przeznaczona była dla jego wystrachanych podkomendnych. Ergo bowiem był marny w zasadzie we wszystkich dziedzinach życia. Nie wyłączając słuchania rozkazów.
- Mam cię na celu! - zawołał wycelowując z bliska w kapitana z kuszy - sodomicki chaośnik jebany, tfu! Jeszcze, że fajną babkę dupczyć chciałeś to bym zrozumiał, ale że grubasa kusia Ci się zachciało oglądać??? Tfu! Nawet nie pytam gdzieś wkładać te pałki myślał, bo po gębie widać, żeś zwyrodnialec, albo inny Bretończyk! Oooo... zaraz się tobą inkwizytor zajmie pederasto chędożony. Brat... Hieronim, a z nim brat... Insolenty już tu idą. Inkozgnito, znaczy pod przebraniem! Ze świętą misyją od brata Grimmiga!
-
Uliczki Bögenhafen
Podążając za parą jeźdźców w bezpiecznej bliskości Kurta, Hieronim Bosch złapał się jedną ręką za głowę widząc los zgotowany swoim kompanom.
- Co tu się wyczynia?! - krzyknął potrząsając drugą dłonią po zaciśnięciu jej w pięść - Psubraty chciwe, żywym odzienie kradniecie jak wkoło tyle dobra na trupach się poniewiera?! Odstąpcie od nich i nie ważcie się zabierać ich strojów, bo ci ludzie są pod protekcją najwyższego kapłana Sigmara w Bögenhafen!
Skupiwszy na sobie tą gniewną perorą uwagę wszystkich zbrojnych, mytnik przywołał na swe oblicze bardziej spolegliwy wyraz twarzy, bardziej stosowny dla nawykłego do swej władzy cesarskiego urzędnika.
- Jestem Hieronim Bosch, z nadania najwyższego kapłana Sigmara w tym mieście wysłannik świątyni do dowództwa odsieczy - oznajmił wspierając się na włóczni - Świątynia wciąż się opiera, pełno tam pobożnych ocaleńców, wszelako to myśmy zgłosili się do świętej misji. Kto nam przeszkadza, może ściągnąć na siebie słuszny gniew Młotodzierżcy. Dla waszego dobra, odstąpcie i pozostawcie tych nieboraków w spokoju.
Bosch wstrzymał na chwilę przemowę, by dać dowódcy żołdaków szansę na zrehabilitowanie i okazanie staremu mężczyźnie należnego mu szacunku, wówczas jednak ponad ulicą poniósł się wściekły okrzyk ukrytego gdzieś chytrze Suma.
Mytnik zagotował się w myślach z wściekłości, przez chwilę gotów zawrzasnąć, że tego akurat łachmyty wcale nie zna, zwyciężyło w nim jednak niechętne poczucie odpowiedzialności nawet za takiego pyskatego i niewdzięcznego szubrawca.
- To jeden z moich zbrojnych, człek głęboce bogobojny, a przez to gotowy uczynić wszystko w imię Sigmara, lepiej go nie denerwujcie! Mówcie lepiej, kto wami dowodzi i co tu robicie, a szczerze, bo kto do mnie przemawia, jakby do samego świątobliwego ojca Zygfryda Grimmiga przemawiał!
-
Kurt starał się wyglądać możliwie niegroźnie, co przy jego posturze, pokiereszowanej twarzy i mieczu u pasa było zadaniem wymagającym niemal większego skupienia niż walka. Unikał patrzenia żołnierzom w oczy, ręce trzymał z dala od broni i nawet poruszał się ostrożniej niż zwykle. Jeźdźcy wyglądali na takich, którzy mogliby wypuścić bełt tylko dlatego, że ktoś za szybko podrapał się po nosie, a Mały nie zamierzał sprawdzać, czy dobrze celują. Dlatego z rosnącym zdumieniem obserwował Hieronima.
Bosch nie tylko się ich nie bał. Beształ ich jak niesforne dzieci, powoływał się na świątynię, groził gniewem Sigmara, a potem jeszcze wziął w obronę pozostałych. Nawet Ergo, którego wrzaski mogły właśnie wszystkim napytać biedy, został w ustach Hieronima człowiekiem głęboko bogobojnym.
Kurt słuchał tego z coraz większym podziwem. Sam uważał, że przy tych kuszach najlepiej było stać spokojnie i nikogo nie drażnić. Hieronim najwyraźniej uważał inaczej. I mówił z taką pewnością, jakby naprawdę wiedział, że nic złego nie może mu się stać.
Dopiero ostatnie słowa sprawiły, że Kurt spojrzał na niego zupełnie inaczej.
„Kto do mnie przemawia, jakby do samego świątobliwego ojca Zygfryda Grimmiga przemawiał.”
Mały powoli pokiwał głową. A więc jednak. Kurt poczuł znajome już ukłucie nabożnego respektu.
-

Legenda mapy:
- czerwony - dowódca
- pomarańczowy - dwójka która strzeliła do Ergo
- różowy - dwójka która nosiła graty
- niebieski - BG
- czarny - pozostali wojacy
Oswald
opuścił budynek, lecz dowódca nie był jeszcze do końca zadowolony, zupełnie jakby nie tego oczekiwał, albo na kogoś jeszcze czekał. Negliż Nadji był tym co zbiło oddział z tropu. Oficer co prawda zachował rezon, lecz jego ludzie, prości ludzie, nie potrafili się opanować. Mężczyzna już miał zacząć rugać swych podkomendnych, gdy Ulrich rozpoczął swoje przedstawienie, które działało, może dlatego że nie było przedstawieniem, a szczerą prawdą. Ludzie zdali sobie sprawę z kim rozmawiają i spuścili z tonu, marnego ale zawsze. Do ogólnego rozproszenia i rozluźnienia przyczynił się również Hieronim ze swym świątobliwym gadulstwem. Dało to chwilę czasu Ergo na podniesienie i wycelowanie z kuszy w Pana Jaśnie Pana.
Przemowa Suma miałaby duży potencjał, gdyby tylko doszła do skutku. Żołnierze nie mieli zamiaru czekać aż Ergo cokolwiek powie. Widząc broń skierowaną w stronę swojego przełożonego zadziali od razu. Dwójka stojąca najbliżej wystrzeliła w stronę Suma. Dwa bełty wbiły się w jego ciało, a dokładnie w tors. Cudem i ostatnim tchem, rannemu udało się posłać swój pocisk. Ergo nie widział efektu, padł na chwile przed swym oponentem. Bohater poruszał się, w przeciwieństwie do dowódcy z którego czoła wystawała końcówka lotki.
Z czasem gdy oba ciała wylądowały na klepisku ( a przynajmniej jedną z kończyn) nastąpiło po sobie kilka wydarzeń:
- Zupełnie nie przestraszony, lecz dotkliwie uderzony przez martwe ciało, koń dowódcy, odszedł na bok wlokąc za sobą ciało swego jeźdźca.
- Żołnierze którzy wystrzelili, wycofali się próbując jednocześnie przeładowywać kusze i nawoływać do ataku - bezskutecznie.
- Tragarze jęli bić bez opamiętania, powodując okropny dla uszu metaliczny hałas.
- Dwóch żołnierzy, stojących bliżej Nadji, z okrzykiem: "Demon!" na ustach wystrzelili w stronę Sigmara ducha winnej Kobiecie. Dwa Bełty minęły dziewczynę, z czego jeden niepokojąco blisko. Porażeni swym pechem zestrachali się jeszcze bardziej i pognali tam skąd przybyli.
- Konni stojący przy Ulrichu, oraz ci od Hieronima i Kurta, zdecydowali się odsunąć w kierunku przeciwnym do swych przestraszonych współbratymców, ciągle obserwując bohaterów, lecz z większej odległości. Kusze mieli wciął w łapach, lecz dalej skierowane w klepisko. Wyglądali na przestraszonych i raczej nie mieli zamiaru atakować kogokolwiek. Uciekliby, ale wyglądali jakby czekali na pozwolenie. Prości chłopi.
- Ostatni z żołnierzy, który do tej pory nie zrobił nic, podniósł swa kuszę i wystrzelił wprost w tył głowy, niespodziewającego się niczego, przybocznego dowódcy. Mężczyzna spadł z konia bez śladu życia, a jego koń uciekł na zachód, tratując zwłoki.
" %#$" - odpowiedział na niezadane pytanie i skinął Ulrichowi głową, na znak zrozumienia
Nie miał zamiaru uciekać, tym bardziej ze: - Drugi ze strzelców - zabójców Ergo, przerachował swoje szanse i dołączył do uciekających na zachód.
- Tragarze obejrzeli się wokoło i bez zbędnego komentarza stwierdzili że nic tu po nich. Pojechali na zachód, zostawiając swe toboły.
- Ergo trząsł się w konwulsjach, plując wokoło krwią.
Dla Ulricha
Żołnierz który zastrzelił przybocznego to ten sam któremu Ulrich "uratował" matule.
Z wyglądu i zachowania zdaje się być tak samo głupi jak i reszta, lecz jego pewność siebie wynika prawdopodobnie z faktu znajomości z Ulrichem.Dla Ergo
Każdy dzień niesie nowe doświadczenia, na przykład teraz Sum doświadczał okropnego, paraliżującego bólu który uniemożliwiał oddychanie a co dopiero poruszanie się. W ustach czuł smak krwi, dużej ilości krwi.
-
- Skrwhyughhyhyy ssyhnyyy... - charknął cyrkowiec spoglądając nierozumiejącym wzrokiem na 2 sterczące z niego bełty. Nie wiedział co właściwie zaszło, a jego mózg choć panicznie wydał polecenie ciału do działania i pompowania krwi, to jej całość wypełniała właśnie jego płuca topiąc go i dławiąc przy każdej desperackiej próbie zaczerpnięcia oddechu. Żył glupio i umierał głupio. To jedno chyba rozumiał dobrze, choć nie do końca dlaczego. Śmierć jednak nie mogła być taka najgorsza, bo ujrzał nad sobą nagusieńką dziewczynę zapewne słodką westalkę Ranalda wiodącą jemu podobnych szalbierzy na drugą stronę zgranej talii kart.
Szczery acz karkaturalny od bólu uśmiech wykrzywił mu twarz. Chyba chciał coś powiedzieć, ale już tylko chlusnął z ust gęstą krwią. -
Ulrich wypuścił powietrze z płuc jednym, pociągłym wydechem. Z zewnątrz wyglądało to trochę jak zblazowane wzdychanie, lecz prawda była inna - przez moment największego rozgardiaszu cyrulik przetrwał na jednym wdechu, aż twarz mu lekko poczerwieniała. Lecz nie czas było na ulgę. Spojrzał na żołnierzy którzy oddali strzały w kierunku Nadji.
- Toż to dobra kurwa, a nie demon!
Warknął głośno i wyraźnie, a po chwili zorientował się, iż w emocjach użył sformułowania po którym może go boleć szczęka, a przynajmniej policzek. Nie tracą jednak rezonu, dodał po chwili, głownie kierując to do znajomka.
- A teraz idę połatać tego cyrkowca bełtem dorżniętego!
I to mówiąc, w te pędy ruszył w stronę Ergo, a podczas biegu poza wspomnieniami z najazdów na Imperium i służby w armii (trochę naciąganymi, cyrulik był medykiem obozowym, ale tylko trochę- ataki na zgrupowanie i podczas przemarszów się zdarzały) trochę zadowolony jak z grubsza chwytliwe opisał kompanię. Dał im człowieczeństwo, znane pozycje społeczne, niezbyt bystrzy ludzie lubią takie hasła które mogą powtarzać zamiast "morderca dowódcy" to "cyrkowiec".
- Nic nie mów Ergo - powiedział gdy dotarł do kompana i zasłonił mu wdzięki Laleczki sobą, o ile widok był uspokajający to nie chciał aby pacjentowi teraz serce biło szybciej tłocząc krew poza ciało - oddychaj powoli - polecił zaczynając ogląd ran. -
Nie rozumiała czemu do niej wystrzelono, a jeszcze bardziej nie rozumiała czemu nie trafiono w nieruchomy cel. Poczuła jak serce truchleje, gdy jeden z bełtów prawie ją drasnął, ale najwyraźniej Morr... jeszcze jej nie chciał u siebie? Drżała z zimna i stresu, sytuacja wydarzyła się tak szybko, tak bez sensu. Dlaczego Ergo to zrobił? Nie było żadnego zagrożenia, zaczynało wszystko wchodzić pod kontrolę. Dlaczego?
Nadja chciała rzucić się z pazurami na Urlicha, ale to wyraźnie musiało poczekać. Ergo był ważniejszy od jej własnego... ego, niezależnie jak ugodzonego, nawet jeżeli nie mijał się cyrulik zbytnio z prawdą. Temu choć rozeźlona na konowała, nie dbając o własny negliż wpierw dopadła do ranionego (porywając jedynie swoją bluzkę ze sobą by nią próbować mało skutecznie tamować krwawienie) i jedną dłonią gładziła go po policzku jednocześnie próbując uspokajająco do niego szeptać, starając się nie zasłaniać rannego Urlichowi. -
Uliczki Bögenhafen
Hieronim Bosch chlubił się posiadaniem żwawego umysłu, który nadążał za biegiem wydarzeń w każdych bez mała okolicznościach, jednakże to, co miało miejsce na ulicy za nic w świecie nie mogło uchodzić za normalne. Nagła eksplozja przemocy sparaliżowała na chwilę cesarskiego mytnika, odebrała mu nie tylko mowę, ale i dech.
Kilka śmierci później, wciąż stojąc na ugiętych nogach w krzepiącym cieniu rzucanym przez Kurta, powiernik zwoju świątyni odchrząknął, oczyścił gardło chrapliwym splunięciem pod nogi i podniósł nad głowę włócznię w geście skupienia uwagi.
- Oto przesiał Młotodzierżca ziarno i oddzielił od niego plewy, a srogo je pokarał! - krzyknął starzec, rozgniewanym spojrzeniem wodząc po tych żołdakach, którzy z sobie tylko wiadomych powodów wciąż jeszcze nie uciekli - Wyście nie ulegli zgubnym podszeptom czarnej magii i nie ominie was za to nagroda, ani w tym życiu ani następnym! Tych, którzy tu zginęli Sigmar nie chciał oszczędzić przez wzgląd na ich grzechy, to oczywiste, bo przecie inaczej by żyli…
Bosch urwał na chwilę swoją perorę robiąc nieco zmieszaną minę, którą zaraz przykrył pod grymasem żarliwego natchnienia.
- Sprawa tyczy się wszystkich prócz błogosławionego Ergo Suma rzecz jasna, bo jeśli ten wyzionie ducha z rąk grzeszników, będzie to dla niego zaszczytną nagrodą, że jeszcze dziś ujrzy Sigmara na własne oczy! Cyruliku, jak z Ergo, dycha jeszcze? A wy wszyscy broń opuśćcie, żołnierze, i gadajcie, kto tu teraz jest dowódcą?
-
Przez kilka uderzeń serca Kurt stał nieruchomo, próbując pojąć, co właściwie się wydarzyło. Jeszcze przed chwilą rozmawiali z żołnierzami, potem ktoś podniósł kuszę, ktoś strzelił, konie zaczęły się płoszyć, ludzie uciekać, a teraz na ziemi leżał dowódca z bełtem w głowie, jego przyboczny nie żył, zaś Ergo dławił się własną krwią.
Wszystko wydarzyło się tak szybko i bezładnie, że Mały nie potrafił znaleźć w tym żadnego sensu.
I wtedy przemówił Hieronim.
Kurt słuchał w milczeniu, a z każdym kolejnym zdaniem jego zmarszczone brwi powoli się rozluźniały. Bosch wyjaśniał rzeczy, które jeszcze przed chwilą wydawały się zupełnie przypadkowe. Jedni uciekli, bo okazali się niegodni. Inni pozostali, bo nie ulegli złu. Dowódca zginął, bo Sigmar nie zamierzał oszczędzić grzesznika. Nawet los leżącego we krwi Ergo znalazł swoje miejsce w tym wszystkim.
Mały spojrzał na ciało dowódcy, później na uciekających żołnierzy, a na końcu na Hieronima. Zgadzało się. Wszystko się zgadzało.
Kurt nie potrafił pojąć, skąd Bosch wiedział, kto był ziarnem, kto plewami, a kto zasłużył właśnie na spotkanie z Sigmarem. Najwyraźniej na tym właśnie polegały sprawy wiary.
Mały odruchowo wyprostował się za plecami Hieronima i spojrzał na pozostałych żołnierzy już znacznie spokojniej. Skoro Sigmar właśnie zrobił tu porządek, Kurt nie zamierzał mu przeszkadzać.
Kurt jeszcze przez chwilę stał za plecami Hieronima, wodząc wzrokiem po pozostałych żołnierzach. Problem polegał na tym, że wciąż tutaj stali. Kurt wysunął się zza pleców Hieronima i ruszył spokojnie o kilka kroków do przodu. Nie sięgnął po miecz. Nie musiał. Wyprostował się tylko, pozwalając, żeby żołnierze dobrze przyjrzeli się jego pokiereszowanej twarzy, szerokim barkom i sylwetce człowieka, który zdecydowanie zbyt dobrze czuł się pośród świeżych trupów. Przez chwilę patrzył na nich w milczeniu.
– Słyszeliście. - Skinął głową w stronę żołdaków. – Sigmar już wybrał.
Spojrzenie Kurta przesunęło się na martwego dowódcę, potem na jego przybocznego, a na końcu wróciło do żołnierzy.
– Wy jeszcze żyjecie. - Kurt pozwolił im przez moment zastanowić się nad znaczeniem tych słów. – Lepiej już idźcie w swoją stronę.
Kurt nie zamierzał ich prowokować do walki. Chciał jedynie uzmysłowić pozostałym żołnierzom, że najlepszą rzeczą, jaką mogą teraz zrobić dla swojego zdrowia, sumienia i dalszych relacji z Sigmarem, jest dołączenie do kolegów, którzy wykazali się już stosowną przezornością i uciekli.
-
Oswald, który od lat wielu wędrował po szerokim świecie, wielokroć znajdował się w różnych dziwnych sytuacjach. Ta jednak była dziwna nad podziw.
Nie znajdując słów, mogących wyrazić uczucia, Oswald przez moment stał z lekko otwartymi ustami, by po chwili dopiero zacząć się przyodziewać, dzieląc swą uwagę między swoje odzienie, gołą Nadję i tych z oponentów, co przeżyli krótką wymianę bełtów.
Po uzupełnieniu braków w odzieży miał zamiar zająć się ciałem dowódcy, o ile koń wspomnianego wojaka nie pobiegł w siną dal. -
Ulrich oraz Nadja zajęli się ranionym Sumem. Towarzysz o dziwo nie był w aż tak złym stanie jak wskazywałyby na to dwa wystające z torsu bełty. Ergo nie mógł co prawda wstać i walczyć, lecz przy odpowiedniej opiece, okładach, modłach i oczywiście lewatywie, po kilku tygodniach mógłby spróbować samodzielnie się wysrać ... chyba. Pomysł Hieronima na odstawienie Suma do świątyni, po odpowiednim zabezpieczeniu ran, zdawał się być dobrym pomysłem. Cyrulik i Laleczka zabrali się do pracy, przerywając tylko na chwilę Mytnikowi, streszczając przy okazji całej grupie jego stan.
Oswald podszedł do ciała dowódcy, ciągle wiszącego jedną nogą w siodle. Koń był spokojny, stał jakby nigdy nic. Braun wyciągnął nogę z uprzęży i odciągnął kawałek aby zwierze go nie kopnęło.
Dowódca nie miał przy sobie zbyt wiele, sakiewkę z tuzinem srebrników, zwykły lecz zadbany miecz oraz sztylet.Hieronim wraz z Kurtem zrobili na żołnierzach niemałe wrażenie. Wojacy nie byli chętni do rozmów, więc gdy tylko Mały zasugerował im taktyczny odwrót, ci skorzystali, jednocześnie zupełnie pomijając "prośbę" o zabranie ciała do Świątyni. W popłochu spięli konie i pojechali w stronę muru, a następnie w kierunku z którego przybyli, skrzętnie omijając bohaterów. Hieronim hełmu nie znalazł, lecz bez problemu przytulił sobie miecz, razem z pasem, zdjęty z ciała przybocznego dowódcy. Obok leżała jeszcze kusza poległego.
Na szczęście znajomek Ulricha, mimo iż poważał wszystkich obecnych, nie strachał się jak oni.
- Yyy Panie ... Yyy , no, Panie. Tak, no. To ja powim. Dowódca ło jeden tu leży, zara obok tego tu, długo se nie podowódcował. A jeszczy jydyn to spierzchł ino przed chwilo. Także teraz to już żodyn nie żądzi.
- Ja, jest wincyj takich działów. Zbieraja chopów co kunia sie nie boja, daja strzelałke, żylastwo i dawaj.
- Noszym zadaniem je ino słuchać oficyra, groźnie wyglądać i szyć jak każo. i jeszcze nie myślec i nie gadac zbyt wiela. Godoli ze człowiekom się w łbach pokiełbasiło i że niby takie miłe ale później cie szyja rozszarpio. No i tak to tez było, co my kogo spotykali to sie oni na nas, to my ich na jeża robili i nazad za mur. Mowio ze to dla byzpieczyństwa, co by barachło dzilnicy naszej nie opanowało. No i tak, tak sie toczy.
- Do bramy, jo, bezpieczno, koło mura to my cały czas tłuczem bydło, tyla że tyraz to Was wszystkich na jeżo zrobiom, a i mnie ino tyż, bo pewno podboczny już wszystko wypaploł. Takze to, niemondry pomysł tam gnać tera jesli komu żyć miła. Chyba że dalyj, bliżyj wody, jest druga brama, tam to moze i jeszcze nie wią o nas i damy rade, ale to trza rach ciach, póki para w gymbie. A i mniej zbrojnych tam je, bo to jak brama nie wyglondo, tylko tam taki ten no ... wysoki budynek i przeze niego idzie przejście. Trza wiąć że ono jest i da rade.
- Ciało .. znaczy brata waszego możliw zabrać do Łojca Zygfryda, pewno. Kuniem uda mnie sie. Jako wyżyje drogie to i dalyj wyżyje. A i jachytniej tam ostane, w swiontyni pomogę usłuznie, co trza to zrobie. Mogiem ruszać tyraz jak trza.
Hieronim nie był całkowicie pewny o który budynek chodzi, lecz właściwie to wiedział o jednym takim który stoi idealnie na drodze muru. Ulrich spojrzał w stronę mytnika i prawie w tym samym momencie powiedzieli:
- Magazyn Braci Kargów!
Sytuacja się uspokoiła, bohaterowie zdobyli trochę informacji, nawet Ergo już tak nie wierzgał - a ciągle przecież jeszcze żył. Wszystko byłoby względnie dobrze gdyby nie jeden mały szczegół. Bohaterowie zaaferowani całą sytuacją, niezbyt przejmowali się rabanem jaki wokół tego wszystkiego zrobili. Swawola właśnie zbierała swoje żniwa. Z wszystkich kierunków, poza murem, w ich stronę, zmierzały grupki "ludzi" Z zachodu, najmniej zaledwie sześciu, z południa dwudziestu czterech, a ze wschodu dwunastu. Szli kupą, powoli, miarowo a z bocznych uliczek wychodzili kolejni.
- Ło %#!%#T%#^ czorny! - krzyknął ostatni z żołnierzy wskazując palcem kierunek wschodni.
Bohaterowie bez problemu dostrzegli postać która poruszała się zdecydowanie szybciej i agresywoniej niż reszta. Osobnik parł na przód tratując nawet "swoich".
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się