Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
CioldanC

Cioldan

@Cioldan
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
75
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
1
Obserwowani
3

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    deklarki
    Duivel chętnie ruszy do Stefana, ale będzie chciał zrobić tak aby wziąć Thiemo ze sobą i iść na około przez Żelazną (o ile to jest na około), dlatego tę Żelazną ulicę zaproponował najpierw.
    Nie wiem, co Tobias zeznał, a jeśli większość z historii którą my gracze znamy, to wtedy wypowiedź do Beth będzie raczej miała charakter tylko "próba żartu", tak żeby Hochlandczyków dalej przekonywać do siebie.
    Mam nadzieję, że nie pomieszałem informacji które skróciłem szefostwu. Mógł gdzieś Duivel rzucić, że wojacy których widział byli nad wyraz spokojni. W tamtym miejscu nie było czuć walk, ale za to strach zwykłych ludzi. To może tak przy obiedzie powiedział.
    No i o tamtą trójkę pyta aż do skutku.

    Sorki, że tak późno, ale widzę, że kolejna tura i tak będzie w przyszłym tygodniu 😉
    Miałem już wcześniej gotowy post, ale dopiero później doczytałem, że oprócz powrotu Duivela i Thiemo, był też opisany obiad, więc musiałem połowę postu całkiem zmienić 😉

    Pozdro!

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    CioldanC Cioldan

    Duivel skinął głową, gdy Thiemo wspomniał o bracie.
    — Chętnie pójdę z tobą na Żelazną. Jak tylko dadzą wolne. Lepiej we dwóch niż samemu. — dodał jakby od niechcenia, ale z życzliwością w głosie.
    Szli dalej pustymi ulicami. Elf trzymał się nieco z boku, wzrok błądził po dachach i zamkniętych okiennicach. Półtora bochenka nosił pod pachą - świeży, nadgryziony od Hempego i ten podzielony jeszcze u Alberta.
    Na blankach czekali już Kolesnikow i niespodziewani goście. Elf i Thiemo rozpoznali kuce stojące pod bramą, byli to Gebirgsjager. Także całkiem niedługo po nich przybyła pierwsza część oddziału Petry i Inez. Kolesnikov zawołał ich na górę, gdy tylko zauważył tę dwójkę, także obaj szybko poszli na górę do przywódcy. Gdy tylko minęli drzwi, to Duivel zdjął kaptur, tutaj już wszyscy się przyzwyczaili do Niego, bardziej czy mniej, ale nie było sensu udawać kogoś kim nie jest. Minęli kuchnię gdzie unosiły się piękne zapachy - jak się jest głodnym to większość przygotowywanego jedzenia wydaję się pachnięć jak największe smakołyki - i nawet jeden z Hochlandczyków stwierdził, że zaraz danie będzie gotowe, ale dwójka zwiadowców szła dalej, zdać raport na blankach. Przywitali się kurtuazyjnie i elfa od razu wskazał na chleb jaki nieśli.
    — Od Alberta — wskazał nadgryzioną połowę. — Reszta od Hempego. Świeży. Ten drugi droższy dwa, trzy razy niż zwykle, ale jedyny, jaki jeszcze pieką w tej części miasta. Pieką legalnie. — Oparł się lekko o parapet, spojrzał najpierw na sierżanta, potem na Eryka. Ten drugi od razu ich poprosił o raport, więc Duivel stanął tak aby obaj z Kolesnikovem go widzieli, tak jakby raport składał obu, chociaż teraz to szef Gebirgsjager został dowódcą, bo był wyższym stopniem niż szef bandy Hochlandczyków.
    — Albert siedzi w domu. Mówi, że wojsko i miejscowi trzepią kogo popadnie. Szukają szpiegów i buntowników. Magazyny zboża przejęte. Mąka tylko na licencję. Jego nie stać, więc niedługo nie będzie miał już czego piec, ten chleb to wielki dar, bo i tak przez ilość mąki to tylko dla siebie piecze. Hempe natomiast licencję kupił. Dlatego piecze. Ceny podniósł, żeby odbić koszt. Konkretnej sumy nie podał. Unikał tematu. O wojsku mówił chętniej. Część regimentu najemników zbuntowała się. Otoczyli ich na Marktplatz. Reszta lojalna razem z miejscowymi. Rabusie i bandy hultajów grasują, bo straży mało. Hempe wskazał dwa miejsca - „Czerwone Koło” gdzie stoi lojalne wojsko i tawernę „Złoty Kielich”, gdzie przenieśli się urzędnicy. Główni dowodzący udali się na wschód, stąd w mieście zapanował chaos — urwał na chwilę, spojrzał na współtowarzysza niedawnej wyprawy.
    — Bez Thiemo byłoby trudniej. Zna miasto, ludzie mu ufają. Łagodzi rozmowę. Dzięki niemu nie musieliśmy nic wyrywać siłą. — elf spojrzał na Kolesnikova i skinął głową w stronę Wiesela, który grzał się przy piecu — A co z twoim imiennikiem, sierżancie? Widzę, że jeden Wiesel wrócił. Drugiego nie ma... — zapytał spokojnie, bez pośpiechu, wyczuć jednak się dało lekki niepokój o Jaegera, dodał jednak kolejne pytanie, nie czekając na odpowiedź — ktoś zajrzał do tej piwnicy co właz znalazłem? —
    Na koniec odwrócił się już w stronę Eryka.
    — Co z resztą regimentu? I czy przy „Leśnym Dzbane” znaleźliście ziemiankę? Trójka ludzi się tam ukrywała. — jednak rozmowę przerwał okrzyk przybycia kolejnej grupy zwiadowców, to Beth i Tobias wracali.
    Odpowiedzi przyszły częściowo od razu, częściowo dopiero po ich przyjściu. Eryk wyjaśnił krótko, ale nie było tam wzmianki o trójce ocalałych z 'Leśnego Dzbana'. Ten Wiesel, który wrócił, opowiedział, że Stefan dotarł do „Czerwonego Koła” bez większych przeszkód. W zajeździe zastali strażników z Siege Stern, a ta informacja zdziwiła Duivela, bo Hempego słyszał, ze tam to stacjonują Ci lojalni, a najemnicy zbuntowani mieli być w centrum miasta. Czyli to rzeczywiście garstka Siege Stern się zbuntowała i wszystko zmierza do końca?
    Obiad był już gotowy. Rosół z kurakami i kiełbaskami, które przynieśli Tobias z Beth, pachniał tak, że nawet strażnicy na murach dostali swoje porcje. Duivel i Thiemo puścili w obieg świeże bochenki chleba, tak aby każdy urwał sobie kawałek. Jedli na blankach, z widokiem na ulicę prowadzącą w głąb miasta.
    Hochlandczycy od razu zaczęli drwić z nowego wyglądu Beth.
    — Beth, wyglądasz naprawdę zjawiskowo. Jednak bardzo mnie ciekawi historia tej fryzury, bo to chyba długo zajmuje? Tobiasa widzę nikt nie uczesał, to byliście w innych miejscach, czy może czekał na krześle i czytał tutejszą gazetę? — Duivel starał się zażartować, ale naprawdę był ciekawy jakim cudem podczas zwiadu, żołnierz mógł pozwolić sobie na wizytę u fryzjera..., a może to nie był fryzjer?
    Duivel później już zjadł w milczeniu, od czasu do czasu zerkając na ulicę. Stefan wciąż nie wracał. Eryk z Kolesnikowem siedzieli z boku i o czymś cicho rozmawiali. Reszta regimentu miała być „niedługo”. Nikt nie potrafił powiedzieć, kiedy dokładnie.
    Elf odłożył miskę i otarł usta.
    — Proch w piwnicy to dobra wiadomość. Lepiej, że jest u nas niż u kogoś innego. Byleby nikt nas nie próbował wysadzić. Nie ma innego wejścia do tej piwnicy? Sprawdziliście? —
    Potem spojrzał na Thiemo, ale dalej mówił głośniej, tak aby Eryk ze Stefanem słyszeli
    — Jak skończą jeść i dadzą wolne - pójdziemy na Żelazną z Thiemo. No i chyba trzeba też iść po Stefana, nie wiadomo w co się wplątał tym razem, a kto wie może potrzebować pomocy, no albo się okaże, że Petra będzie miała nowych sojuszników dzięki niemu, kto wie... — skończył elf i czekał na rozwój wydarzeń

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    Cześć!

    @Pipboy79 napisał:
    Umsy zaawansowane to niet. To już by musiał być dłuuugi czas gry albo jakiś dłuższy przeskok fabularny.
    Tak, 3 poziom umsa to max. A Spostrzegawczości masz już wykupione na 3 poziom czyli max.

    To ja w takim razie 450PD tak czy siak bym rozdysponował. Najlepiej na:
    ŻYW — czyli -200PD (przy rozwijaniu postaci wziąłem już dwa razy, więc to byłby trzeci rozwój żywotności)
    um.p. plotkowanie — to kosztuje -100PD (debiut wśród umiejek)
    um.p. przeszukiwanie — znów -100PD (drugie rozwinięcie)

    Tak lepiej? 🙂

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    To teraz rozdaje PD:
    chciałbym podnieść statystyki o 5 pkt OGŁ, KRZ, US, ZRĘ, wydaje mi się, że od ostatniego wykorzystania PD minęło tak dużo czasu, że wszystkie te cechy były używane. Na 100% US i OGŁ, ale KRZ też bo przecież cały czas w marszu, no i ZRĘ - bo to jest związane ze skradaniem się czy unikaniem ciosów, a to też elf robił ;).
    No to z 950 zeszliśmy na 550...
    Teraz spróbuje dodać dwie rzeczy, ponad umiejki podstawowe.
    Pierwsza rzecz to zdolność 'Odporność na pogodę'. Od początku wyprawy zmagają się z różną pogodą, bardzo często maszerowali w deszczu, bywały też bardzo ciężkie noce. Może po takim czasie mógł nabyć tę zdolność? -100PD jeśli się zgodzisz.
    Druga to umiejka zaawansowana Sekretny język - żołnierski - to na podstawie długiego przebywania z żołnierzami wtedy -300PD.
    Zostaje 150PD i 100 pójdzie na podciągnięcie Spostrzegawczości do +4. Chyba, że +3 to max...

    Daj znać czy takie coś przejdzie, czy Cechy zostaną rozwinięte, a te 550 muszę jednak inaczej?

    Nie wiem czy jakąś deklarkę dawać. Chyba, że planujesz scenę powrotną u Kolesnikova, ale zdaje mi się, że Stefan to dłużej zabawi w obcym obozie, no, a Tobias to nie wiadomo w sumie bo milczy ;), ale na pewno ma bardzo ciekawie w tamtym domu:D. Tak czasowo to wygląda na to, że jak Thiemo i Duivel wrócą to chyba akurat na obiad? No i będzie jeden Wisel od którego zapewne dowiemy się co wymyślił Stefan i żadnych info o Tobiasie i Beth. Jakby co, to Duivel i Thiemo zdadzą relację ze wszystkiego czego się dowiedzieli, chyba, że wolisz, żebym opisał co mówi dokładnie elf. Jakby co to przy obiedzie spyta o tę piwnicę, może nawet sam zajrzy z pochodnią.

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    CioldanC Cioldan

    Duivel przyjął podaną fajkę bez ceregieli, choć dym nie zrobił na nim aż takiego wrażenia jaki on sam z ustnikiem w zębach zrobił wrażenie na Thiemo, przynajmniej patrząc na jego mimikę.
    — Nie pierwszyzna — mruknął między zaciągnięciami. — Elfickie paliłem, ludzkie też się chyba trafiło, niziołkowe na pewno, bo od tych się nie da wykręcić. Krasnoludzkie parę razy, od przyjaciela — wzruszył ramionami, patrząc na dogasający żar w główce fajki — Każda inna. Która lepsza, która gorsza - nie umiem powiedzieć. Ale lata obserwacji pozwalają mi stwierdzić, że palenie wspólnie fajki to dobry sposób, aby zbliżyć się z resztą współpalących. Może bardziej to działa podczas konsumowania trunków w karczmie, ale i podczas drogi się przydaje - takie wspólne doświadczenie — chciał zjednać sobie Thiemo i zyskać w nim kompana, lecz nie nawykł do czczej gadaniny; zawstydził się we własnym duchu, lękając się, że rzekł o parę słów za dużo.
    Gdy padły pytania o Ostland, Ristedt i postać wuja, odpowiedź nadeszła bez zwłoki, lecz słowa układały się w jego ustach dość nienaturalnie, jakby sam do końca nie był pewien własnej odpowiedzi
    — Ja? Ostlandczyk z krwi i kości, co do tego nie ma wątpliwości — podjął, choć w ustach przedstawiciela Starszej Krwi brzmiało to dość... osobliwie — Lecz moi rodzice oraz wuj... Sam nie wiem, czyli bliżej im było do szpiegostwa, czy dyplomatycznych posług. Jedni badali puszczę z takim zapałem, jakby mierzyli ją pod elfie osadnictwo, drudzy zaś na poważnie chwycili się wielkiego handlu. Wujaszek wolał nie kłuć nikogo w oczy i nie ściągać na siebie uwagi ludzkich sąsiadów. Tyle że nie sposób ocalić sekretu, gdy pod twoją komendą pracują jednocześnie ludzie, krasnoludzcy rzemieślnicy i niziołki. — Nie dodał ani słowa więcej, przyjaznym spojrzeniem dając do zrozumienia, iż kurtyna opadła, a temat uważa za ostatecznie zamknięty na tę chwilę.

    Gdy wreszcie dotarli pod szyld piekarni Hempego, w nozdrza uderzyła ich woń zgoła odmienna od zaduchu, który dotąd towarzyszył im na miejskich traktach – pachniało tu świeżym wypiekiem, a nie wszechobecnym popiołem czy wilgocią. W trakcie rozmowy Duivel dostrzegł kątem oka młodą kobietę. Zanim ta zdążyła czmychnąć na zaplecze, posłał w jej stronę swój najbardziej ujmujący uśmiech, choć nie miał pewności, czy dziewczyna w ogóle podchwyciła to zalotne spojrzenie. Przez cały ten czas nie zrzucił z głowy głębokiego kaptura, starannie kryjąc spiczaste uszy przed wzrokiem rozmówców. Odezwał się dopiero gdy dyskusja skręciła na tory żołnierskiego rzemiosła. Na koniec rozmowy zadał jeszcze parę pytań, choć bardziej brzmiały jak stwierdzenia...
    — Czyli Ci buntownicy to najemnicy — rzekł beznamiętnie, jakby stwierdzał oczywisty fakt — Skoro zaś ta rebelia została zepchnięta do defensywy i otoczona, to znaczy, iż wasi włodarze wciąż trzęsą ratuszem. Zaś wasza własna armia łupi was z grosza tylko dlatego, że jaśnie baron ruszył w pole i żołnierze poczuli bezkarność, czyżby nie tak, prawda — westchnął ciężko na koniec, pozorując szczere współczucie dla doli piekarza, chiał w ten sposób sprawić by ten nie pomyślał sobie, iż obcy naigrawa się z jego nieszczęścia.
    Hempe wyglądał na trochę zaskoczonego, a trochę zmieszanego takimi uwagami. Jednak po chwili wahania przyznał Duivelowi rację, że buntownicy są okrążeni w centrum miasta więc reszta to działanie władz i wojska. Po czym elf w kapturze kontynuował
    — My się nachodziliśmy, zanim tu dotarliśmy. Latające bestie, jakaś wiedźma w lesie, zwierzoludzie. Spalona karczma przy trakcie to też sprawka pomiotów chaosu — pokręcił głową wymownie — A tutaj, w mieście, ludzie mordują ludzi. Wiesz, nasz regiment to ludzie, ale też niziołki, krasnoludy, nawet elfy. Jednoczymy się, bo trzeba. Szkoda, że niektórzy dochodzą do tego dopiero, jak wróg dobierze im się do gardła — po czym nachylił się bliżej rozmówcy i zniżając już głos tak, by usłyszał go tylko Hempe, powiedział
    — Powiedz mi szczerze. Co byś wolał: żeby dowódcy przekonali się pomóc komuś tu w mieście, czy żeby po prostu przegonili rabusiów, przespali się i poszli dalej, bo sami sobie poradzicie? — elf wiedział, że ostatnie pytanie mogło być przesadne, dlatego pokusił się o małe wprowadzenie wcześniej.
    Hempe natomiast sprawiał przez chwilę wrażenie całkiem zbitego z pantałyku tak śmiałymi uwagami obcego. Rozejrzał się po kątach, po czym potrząsnął gwałtownie głową i zaczął mówić, zwalając całą winę na buntowników.
    — To przez tych przeklętych buntowników i ich awanturnictwo miasto spływa krwią, a ludzie cierpią głód wykrztusił z siebie, ale widać było, że o rzemiośle wojennym i zamiarach dowódców rozprawiać nie zamierzał. Dodał jednak jeszcze jedną kwestię
    — Jeśli szukacie wieści czy informacji to winniście skierować kroki pod szyld „Czerwonego Koła” – tam bowiem stacjonuje wierne i lojalne wojsko. Możecie też iść do tawerny „Złoty Kielich”, gdzie po wybuchu zamieszek przenieśli się miejscy urzędnicy i rajcy — wyznał Hempe.
    Duivel skinął głową, jakby to zapamiętywał na później, nie komentując wprost. Po krótkiej chwili elf i Thiemo sięgnęli po jeden bochenek, odliczając monety.
    — Weźmiemy jeden. Może za dni parę skusimy się na więcej - jak reszta regimentu dotrze do miasta — powiedział to tak, jakby rzucał zwykłą uwagę o pogodzie, choć w istocie chciał zakorzenić w głowię Hempego informacje, że regiment przyjdzie ... za parę dni.. Na wyjściu ugryzł jeszcze kawałek świeżo kupionego bochenka, podziękował skinieniem głowy.
    — Ostland żyje — powiedział to do Hempego, a potem, głową, pozdrowił zarówno starszą kobietę wracającą już zza lady, jak i samego Hempego, natomiast nie zauważył już młodszej kobiety, która to wcześnie wychyliła się z zaplecza.

    Na zewnątrz, idąc w stronę spichlerza tyle, ile pozwalała ostrożność, elf zerknął w stronę budynku z ciemnej cegły i szachulca. Przy wejściu stała czwórka strażników z włóczniami, a nieopodal niewielka grupka ludzi - raczej rozmawiali albo na coś czekali, niż pilnowali czegoś z napięciem. Spokojna scena, bez żadnych sztandarów czy obwieszczeń, które zdradzałyby, do kogo dokładnie należy ten posterunek. Duivel zapamiętał układ ulicy i to tyle - na razie nie było powodu podchodzić bliżej.
    W drodze powrotnej ku bramie niósł już półtora bochenka chleba - jeden nadgryziony, świeży od Hempego i drugi podzielony na pół jeszcze u Alberta.
    — Chleb się przyda — mruknął do Thiemo, biorąc jeszcze jeden mały kęs świeżego chleba — choćby do tych kur, co to mieli złapać nasi. Swoją drogą ciekawe czy ktoś już zdążył zrobić z nich obiad, bo już nieco zgłodniałem przez to całe łażenie w te i nazat.
    Zamyślił się na chwilę nad klapą w piwnicy, którą sam znalazł przy bramie - zastanawiał się, czy ktoś już zdążył tam zajrzeć, a jeszcze bardziej ciekawiło go, co mogło być w środku.
    — Daleko jeszcze reszcie regimentu aby dotrzeć tutaj, jak myślisz? — zapytał w końcu, patrząc przed siebie, wypatrując jakiekolwiek ruchu na ulicy.
    I tak, rozmawiając o drobiazgach, szli z powrotem w stronę Południowej Bramy na obiad, a także by zdać raport Kolsenikovi.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    Dziękuję za dodatkowe PD :). Suma jest imponująca, czas na jakieś wydawanie PD :>.
    Pliki już są dostępne dla wszystkich posiadających link, wcześniej były tylko na pozwolenie. Jeśli jednak @pipboy79 wolałbyś, żeby nie było dostępne w ten sposób to mogę zmienić i robić selekcje :).

    Głównie jednak dwa pytania do Hempego, dwie deklarki i dwa pytania do MG:

    1. Duivel spyta Hempego: czyli buntownicy to najemnicy, a jeśli ci buntownicy się wycofali i są okrążeni, to znaczy, że to Wasi ludzie wciąż rządzą w ratuszu, a Wasze wojsko nakłada na Was opłaty bo baron wyjechał i też trochę robią co chcą, nie? powie to trochę z ironią, ale też westchnie jakby współczuł swojemu rozmówcy
    2. po odpowiedzi zada drugie pytanie
      eh my to już po drodze tutaj walczyliśmy z jakimiś latającymi stworami, jakąś leśną wiedźmą, a potem ze zwierzoludziami. spalona tawerna to też dzieło zwierzoludzi... a tutaj w mieście to ludzie przeciw ludziom... nasz regiment to ma ludzi, niziołki, krasnoludy, a nawet elfy! tak! bo jednoczymy się na walkę z chaosem. szkoda, że niektórzy to robią dopiero jak na własnej skórze odczują siłę wroga. aa weźmiemy jeden bochenek od Ciebie... może za kilka dni weźmiemy więcej jak już cały regiment dojdzie do miasta (tu chce jakby zasugerować że to właśnie za kilka dni ten regiment dojdzie, dlatego za kilka dni dopiero kupią, a że nie lubi kłamać zwykłych obywateli to stosuje takie metody swoje). tylko co ty myślisz, przekonać dowódców do pomocy komuś tu w mieście, czy przegonić po prostu rabusi, przespać się i iść dalej bo sami ogarniecie? (to pytanie zada bardzo dyskretnie, żeby nikt nie słyszał inny).
    3. na wyjście ugryzie kawałek bochenka kupionego od Hempego, podziękuję, skinie głową powie "Ostland żyje" i pozdrowi również dwie kobiety, bo zakładam, że widział obydwie. (ale to już może w poście, chyba, że ktoś by coś odpowiedział)
    4. Już po wyjściu:
      Gdy spojrzą w stronę magazynu z ulicy przy piekarni Hempe (z dystansu, może ciut podejdą jeśli nic dziwnego nie będzie się działo) - ile osób widać przy wejściu, i czy z daleka da się ocenić, czy to zdyscyplinowane regularne wojsko, czy raczej przypadkowa zbieranina uzbrojonych ludzi?
    5. Drugie pytanie odnośnie budynków
      Czy przy magazynie albo piekarni albo na ulicy widać jakieś urzędowe oznaki (obwieszczenia, cenniki, herb regimentu/miasta/Ostlandu) czy magazyn bardziej wygląda prowizoryczny, wojskowy posterunek? Może na jakiś budynkach po drodze (póki co przy drodze/piekarni) są jakieś bohomazy/napisy na budynkach kredą/węglem/krwią?
    6. Czy będę mógł opisywać nieco drogę powrotną do Kolesnikova, czy to za dużo do przodu? 🙂

    Pozdro!

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    @miras
    @pipboy79
    Cześć Panowie. Tak tylko chcę dowiedzieć się, czy wszystko ok? Nie popędzam oczywiście, rozumiem, że wakacje, tylko tak z ciekawości sprawdzam czy jesteście tu :).
    Pozdro dla Was (oczywiście dla @dekares również 😉 i innych czytających)

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    Dobra, post jest, ale jeszcze deklaracje, jakbyś chciał pociągnąć scenę dalej:
    A) Jeśli spotkają Hempego:
    Duivel przedstawi się zwięźle (imię, że to zwiadowca regimentu Falkenhorst idącego na wojnę z Chaosem), pozwoli Thiemo prowadzić rozmowę jako miejscowemu, ale dopyta o konkrety: kto dokładnie wydaje te licencje na zboże i pobiera opłaty - wojsko, ratusz, czy sami najemnicy na własną rękę? Ile to kosztowało i czy ktoś jeszcze próbował wykupić taką licencję i co się z nim stało, jeśli odmówiono? Czy widział samych "poborców" - jak wyglądali, czy nosili jakiś znak, herb, mundur? Czy dało się ich rozpoznać jako regularne wojsko, czy raczej bandycką dyscyplinę? Zapyta też, czy słyszał o walkach między samymi najemnikami (czy to jednolita siła, czy widać rozłam). Po rozmowie - podziękuje, żadnych obietnic jak u Alberta bo Hempe radzi sobie i nie potrzebuje otuchy skoro wykupił licencję, no i po wszystkim zawracają prosto do bramy, referując Kolesnikowowi.

    B) Jeśli natkną się na ludzi kontrolujących miasto (najemnicy/Siege Stern):
    Duivel nie będzie kłamał wprost, ale nie powie też wszystkiego. Trzyma się wersji: szukali schronienia w przydrożnej tawernie za miastem, zastali ją spaloną i spustoszoną, teraz szukają tylko czegoś do jedzenia i bezpiecznego miejsca, zanim ruszą dalej. Nie wspomina o regimencie, Kolesnikowie ani bramie. Zachowuje spokojny, obojętny ton - nie prowokuje, nie ucieka wzrokiem, ale i nie wdaje się w zbędne szczegóły. Na pewno jakby ucieszy się, że to ludzie, a nie pomioty, to zaznaczy. Uważnie ocenia ich wygląd: barwy, herby, jakość uzbrojenia, dyscyplinę, czy noszą coś, co kojarzyłoby ich konkretnie z Siege Stern. Będzie próbował delikatnie wybadać, czy to w ogóle oni (pytania w rodzaju "a wy z jakiego regimentu, panowie?" - pytanie zwykłego, wystraszonego cywila, nie zwiadowcy) i czy mają jakiś plan wobec Chaosu i miasta. Jeśli sytuacja zacznie się robić niebezpieczna to skończy rozmowę najszybciej jak się da, bez gwałtownych ruchów i zawraca z Thiemo do bramy tak szybko, jak to możliwe - bez wzbudzania podejrzeń. Jak gonią, to sami też biegną, w tempie Thiemo. Jeśli natomiast rozmowa przebiegła spokojnie, to powiedzą, że coś kupią i pójdą zjeść do jednego z opuszczonych domów. Nie przyjmą oferty gościny czy spotkania z 'szefostwem'.

    C) Jeśli nikogo nie spotkają:
    Dokładnie obejrzą okolicę magazynów i piekarni z zewnątrz - ślady walk, zniszczeń, czy widać ruch, czy budynki są strzeżone, splądrowane, spalone. Duivel postara się zapamiętać szczegóły (rozkład, ewentualne wyjścia, ślady na ziemi) na wypadek, gdyby regiment musiał tu wrócić z siłą. Potem zawracają do bramy na obiad, referując Kolesnikowowi to, czego się dowiedzieli u Alberta i co zobaczyli na miejscu.

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    CioldanC Cioldan

    — To chodźmy do tego Hempe. Prowadź, na pewno wiesz gdzie to jest, Thiemo. — Duivel rzucił to bez wahania, jeszcze zanim tylne drzwi piekarni zdążyły się zaryglować za nimi. Bliżej, szybciej, konkretniej - reszta to już strata czasu, na który nie było ich stać.
    Szli z powrotem podobnymi samymi, pustymi uliczkami, tym razem w trochę innym kierunku. Elf trzymał się ciut z tyłu i bardziej na prawo od swego towarzysza, jak zwykle rozglądając się po oknach i bramach, ale tym razem pozwolił sobie na chwilę rozmowy, chciał zjednać sobie Thiemo, więc postanowił przybliżyć mu swoją osobę.
    — Nie przepadam za większymi miastami — powiedział to bez większego dramatyzmu, jakby stwierdzał fakt pogody — Ale nie myśl, że wyrosłem gdzieś w koronach drzew, z dala od ludzi. Urodziłem się blisko Krausnick. W wiosce, nie w lesie. Rodzice i starszy brat, oni są z Laurelorn, z tej części w Nordlandzie. Ja już Ostlandczyk z urodzenia — wzruszył ramionami, jakby to była drobna, nieistotna różnica, a jednocześnie coś, co tłumaczyło więcej, niż chciał na głos przyznać.
    — Mój wuj handlował w Ristedt. Nazwisko Manc, jak żeś handlował z kimś stamtąd to może i słyszałeś gdzieś to nazwisko — dodał, patrząc przez chwilę na zamknięte okiennice mijanej kamienicy — Dużo tam bywałem. Więc wiem, jak to jest, gdy sąsiad przestaje ufać sąsiadowi... — zerknął w bok, jakby uprzedzał kolejne pytanie, zanim padło.
    — Eonir jestem, nie Asrai. Nie czaruję. My w ogóle mniej mamy tego we krwi niż tamci z lasów pełnych magii. — Powiedział to zwięźle, rzeczowo, bez cienia dumy czy wstydu - po prostu fakt, który mógł się przydać, żeby stary milicjant nie zaczął się doszukiwać w nim czegoś, czego tam nie było, a bardziej, żeby zaczął widzieć bardziej swojskiego towarzysza, niż zwykłego 'chudego'.
    Gdy skończył, zamilkł i jego wzrok zaczął wędrować intensywniej - po dachach, po bramach, po cieniach między kamienicami. Ręka sama zawędrowała bliżej łuku, choć jeszcze go nie zdjął z pleców. Cisza ulic, która wcześniej była tylko niepokojąca, teraz, im bliżej centrum, zaczynała ciążyć inaczej - jakby miasto wstrzymywało oddech. Pojedyncze odgłosy tylko potęgowało to wrażenie.
    — Thiemo, widzę, że świetnie radzisz sobie z fajką. Może przy kuraku poczęstujesz trochę? — nie palił, spytał, gdyż chciał wybadać na ile towarzysz mu ufa...
    Thiemo wskazał drzwi do Hempe, bili już bliziutko

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    zdecydowanie:
    b) iść do magazynów zbożowych i/lub piekarni Hempego (ok 10-15 min)

    także, pisać jak poprzednio same pytania i w tej samej konwencji pisać post, czy może jakiś dialog robić w 'Bastion 2521 - pogadanki'?
    jak daleko mogę się posunąć w historii (nie pytam o to co może się zdarzyć)? czy pisać coś o powrocie do Kolesnikova i jak jedzą obiad, czy takie rzeczy to raczej w deklarkach jako jedna z wielu możliwości?

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    Heja!
    Ja wciąż na wakacjach, więc niestety nie byłem w stanie rozegrać sceny w doc.
    Udało mi się jednak coś sklecić.
    Myślę, że ta rozmowa zajmie im jakieś 15 min, czyli do kuraków zostanie im pół dzwona, a muszą też wrócić...
    — Duivel chciałby pójść z Thiemo do Jego brata, ale może czasu zabraknąć... Może coś Albert powie o okolicznych domach, to odwiedziliby jeszcze kogoś wracając na obiad. Wtedy praktycznie ten sam zestaw pytań by padł.
    — Jeśli w kolejnej turze ma dojść do raportu dla Kolesnikova, to Duivel powie wszystko czego dowiedziałby się od Alberta i ewentualnego drugiego domu. Do tego powie, że dobrze byłoby się jakoś odróżniać od tamtych bo z opisu to wyglądają podobnie do naszych. Herb Ostlandu jakoś wyrysować na ciuchach czy cuś, żeby wzbudzić zaufanie
    — jeśli ktoś wparuje do chaty Alberta podczas rozmowy to elf momentalnie bierze łuk i odskakuje do tyłu aby spróbować chociaż oddać dwa strzały. Rzuci tylko do Alberta 'to Ci źli?!'
    — po rozmowie u Alberta zakłada kaptur i ściąga pewnie dopiero gdy wróci na obiad.

    Chyba tyle...

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    CioldanC Cioldan

    Przez większość rozmowy Duivel milczał, pozwalając Thiemo prowadzić - to jego miasto, jego znajomy, jego prawo do pierwszych pytań. Elf siedział przy stole, w kapturze, przytakując tam, gdzie wypadało, czasem rzucając krótkie "mhm" albo "rozumiem", nie przerywając wspominkom o dawnych czasach ani żalom piekarza. Obserwował za to uważnie twarz Alberta - te małe rzeczy, których słowa nie zdradzają. Drżenie rąk. Spojrzenie rzucane w stronę drzwi za każdym głośniejszym dźwiękiem z ulicy.
    Dopiero gdy Albert skończył swoją przygnębioną tyradę o czekającym go losie, a Thiemo chwilę siedział w milczeniu, Duivel się odezwał
    — Albercie — zaczął spokojnie, rzeczowo, bez zbędnych wstępów — ludzie z twojej ulicy. Sąsiedzi. Wszyscy się pochowali, tak jak ty? Czy ktoś jednak wyszedł, nie wrócił, zniknął, przyłączył się do buntowników? — chciał wiedzieć, czy strach zamknął wszystkich w domach, czy może ktoś już padł ofiarą tego, co działo się w mieście.
    Zawiesił na chwilę wzrok na piecu, jakby dopiero teraz zauważył wygaszony żar. Odsunął kaptur do tyłu, odsłaniając twarz i uszy - nie było już sensu tego ukrywać przed kimś, kto wpuścił ich do własnej kuchni i podzielił się ostatnim chlebem, po czym wrócił do pytań.
    — A ci najemnicy. Ci od tej "ruchawki". Wiesz, skąd byli? Ilu ich mogło być? — nachylił się lekko nad stołem — I to ważne - widziałeś wśród nich kogoś w szatach maga? Albo słyszałeś o czymś takim? Czy tylko miecze i topory?
    Wyczekał w spokoju na odpowiedź, pozwolił wtrącić Thiemo swoje trzy grosze, a następnie przeszedł do kolejnych pytań, jakby układał już w głowie mapę miasta.
    — Dym, jaki widzieliśmy od strony świątyni, z murów — wiesz, co się może palić w tamtej okolicy? — zmarszczył brwi — no i zwierzoludzie. Widziałeś jakieś rogate bestie w mieście, czy to tylko ludzie przeciwko ludziom?
    Ostatnie pytania zadał już nieco ciszej, jakby świadom, że dotyka najbardziej niebezpiecznego gruntu.
    — Została tu jeszcze jakaś straż miejska? Ktokolwiek, kto by się bronił albo organizował opór? — spojrzał Albertowi prosto w oczy — I czy wiesz, gdzie mogliby teraz siedzieć ci, co tym wszystkim dowodzą? Czy to obrońcy miasta, czy co najemnicy, czy ktokolwiek inny.
    Gdy piekarz skończył odpowiadać, Duivel skinął głową, jakby układał sobie w głowie te informacje na później. Wstał, sięgnął po rękę Alberta i uścisnął ją mocno, po żołniersku.
    — Dziękuję. Za chleb, za wino, za to, że w ogóle otworzyłeś drzwi. — powiedział to bez cienia ironii i bez żadnych swoich uśmieszków — Nie poddawaj się jeszcze. Za nami idzie cały regiment, nie tylko garstka zwiadowców. — elf zrobił krótką pauzę i wskazał na drzwi — Zamknij się z powrotem na klucz, zarygluj - jak wyjdziemy. I miej nadzieję.
    Odwrócił się do Thiemo, gotowy zdecydować, co dalej - czy wracać do bramy z tym, czego się dowiedzieli, zanim kuraki wystygną, czy spróbować jeszcze przecisnąć się bliżej Żelaznej, żeby dojść do brata Thiemo.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    Przepraszam za obsuwę. Wakacje już trwają i słabo z czasem.
    Elf wypatruje, śledzi uważnie ruch wokół, wyłapuje jakieś dziwne rzeczyn. Generalnie jeśli kogoś spotkają to da Thiemo mówić pierwszemu, a sam będzie próbował ewentualnie zagadywać o ostatnie wydarzenia i wieści z wolny.

    Elf za przełożonego ma teraz Kolesnikova, choć nadal nie jest mu ufny, to jednak przez szacunek do Petry i Inez, nie chce robić jakiegoś rabanu i traktuje sierżanta z należytym szacunkiem na jaki zasługuje jeden z dowódców w armii Marchii, a nie zbój. Dlatego informację o włazie przekazał tylko Kolędników właśnie i to na uboczu.

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    CioldanC Cioldan

    Duivel wysłuchał rodzinnej opowieści Thiema, nie przerywając, wzrokiem cały czas błądząc po dachach miasta. Kiedy stary Wendorfczyk skończył, elf odczekał chwilę, zanim się odezwał.
    — Przykro mi z powodu Żony — Powiedział krótko, bez zbędnych ozdobników. Tak się mówi rzeczy prawdziwe, nie te, które ładnie brzmią przynajmniej według elfa.
    — A córka... — zawiesił głos, patrząc w stronę dymu snującego się od świątyni. Grunackeren było oblężone, wiedział to już od Lenkster — ...oby zdążyła wyjechać, zanim zaprzańcy podeszli pod mury. — Nie chciał też obiecywać Thiemo nic, czego nie mógł dotrzymać, jak zapewnienie, że na pewno jeszcze ją spotkają. 'Go gcoimeáda Dia í faoina chúram' mruknął to pod nosem, cicho, bardziej do siebie niż do towarzysza. Jednocześnie klepnął starego w ramię, chwilę dłużej niż wymagała tego zwykła uprzejmość.
    — Jak wejdziemy głębiej, zajrzymy na Żelazną. Do brata. — dodał to jak coś oczywistego, jakby to miała być standardowa wizyta — Ucieszy się na twój widok. A jeśli go nie zastaniemy, to może chociaż się czegoś dowiemy.

    Gdy Kolesnikow zebrał ich wszystkich na blankach i zaczął rozdzielać zadania, Duivel wtrącił się na moment, zanim grupy zdążyły się rozejść.
    — Sierżancie. Jedna rzecz. — odezwał się rzeczowo — Jak kogoś spotkamy, może niech każdy z nas mówi to samo: "Ostland żyje". Prosto i jasno, każdy to zrozumie od razu. — powiódł wzrokiem po zebranych — O Marchii na razie ani słowa. Nie każdy tu w ogóle słyszał o nowym państewku w górach. No, przecież nie będziemy tracić czasu na tłumaczenie geografii komuś, kto się chowa z przerażenia w piwnicy. — Kolesnikow mruknął coś przez fajkę. Brzmiało to jakby rozważał tę propozycję. Stefan, jak to Stefan, od razu dorzucił jeszcze jakiś gwizd, rymowankę czy znak ręką na wypadek, gdyby patrol wpadł w tarapaty, a Duivel przytaknął bez dyskusji. Im mniej trzeba pamiętać w chaosie, tym lepiej.
    Zanim ruszył z Thiemo, odciągnął jeszcze na bok Kolesnikowa.
    — Jest jednak jedna sprawa jeszcze. W piwnicy tamtej wieży jest właz. Głęboki, ciemny choćby i dla moich oczu - ale nie miałem czasu tam schodzić. — wskazał głową w stronę wieży — Jak rozpalicie ogień pod te kuraki, niech dwóch twoich weźmie od niego pochodnię i zejdzie zobaczyć, co tam jest. Może zapasy. Może broń. — zawiesił głos — Może ktoś się tam chowa.

    Do Thiemo, już ruszając w stronę ulicy, rzucił krótko:
    — Skoro obiad za pasem, zacznijmy od piekarni Alberta. Bliżej, szybciej wrócimy. — Elf uważał to za najbardziej praktyczny wybór.
    Zanim wyszli poza bramę, naciągnął kaptur głębiej na twarz, chowając uszy w środku.
    — Nie bierz tego do siebie. — mruknął z cieniem uśmiechu, widząc zdziwione spojrzenie starego — Po prostu wolę, żeby ludzie w mieście nie dostali zawału na mój widok, zanim zdążę o cokolwiek zapytać. Tym bardziej jeśli Ty będziesz pytał, w końcu to Ty rozeznany jesteś najlepiej w tym mieście, a nie chcę żeby ludzie tracili nagle zaufanie do Ciebie przez Twojego Towarzysza. — Rozejrzał się po ulicy przed sobą - puste okna, zamknięte okiennice, cisza tam, gdzie powinien być gwar targowego dnia. Skinął głową Thiemo i ruszył przodem, trzymając się cienia kamienic, uważnie wypatrując wszystkiego, co mogłoby się różnić od zwykłego, sennego popołudnia. Reszta grup rozchodziła się w swoje strony - Stefan z Wieselami w jedną, Tobias z Beth w drugą. Duivel jeszcze na chwilę odprowadził ich wzrokiem, zanim skupił się na własnej drodze.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    @dekares nic takiego się nie stało. Wolę napisać od razu, niż np. mieć jakieś pretensje jakby się któryś raz tak zdarzyło.

    Jak dla mnie to kwestia wina już przepadła. W poście MG jest, że tamci znaleźli, więc trzeba założyć, że mieli sporo więcej czasu niż biegający po wieży Stefan czy Wiselowie którzy zajęci byli zamykaniem bramy. Bo chyba tak było? 😉

    @dekares tak, Duivel zdecydowanie jest zwiadowcą-łucznikiem. Nie zna języka bitewnego, potrafi w jeździć konno.

    @dekares @pipboy79 Duivel jeszcze nikomu o włazie nie powiedział. Powie dopiero na odchodne do Kolesnikova. Wino może i widział, ale w ogóle nie zwrócił uwagi, co najwyżej "dziwne, że nie wypite..."

    @pipboy79 Pytania do tury:

    1. Rozmowa o "elfiej wiedźmie" — Duivel stał na blankach z Thiemo, z dala od Tobiasa i dwóch Hochlandczyków przy wejściu do wieży, którzy rozprawiali o elfich czarownicach. Biorąc pod uwagę jego Czuły słuch — czy złapał choć strzępek tej rozmowy, czy jest fizycznie za daleko i w ogóle nic nie słyszał?
    2. Ruch "jak ptak przy ziemi" — Tobias zauważył coś, co śmignęło nisko przy ziemi i zniknęło za kamienicą. Duivel stał wtedy wyżej, na blankach (Bystry wzrok) — czy może był zbyt zajęty szukaniem wewnątrz?
    3. Ciemność w piwnicznej klapie — zaznaczyłeś, że ciemność pod klapą była "zbyt mocna nawet dla jego nocnych oczu" (czyli przebiła jego Widzenie w ciemności). Czy to sygnał, że to coś nietypowego/potencjalnie magicznego, czy po prostu głęboka piwnica/loch bez żadnego źródła światła i to nic więcej niż zwykła ciemność? Chodzi mi o to, że elf mógł się zdziwić, czy może ma tak w każdej piwnicy? 😉

    @pipboy79 ponowie pytanie z poprzedniego postu, bo dodałem po edycji i chyba pozostał niezauważony:
    udostępniłem Ci ostatnio parę dokumentów przez google. Aktualną kartę postaci monco rozbudowaną o historie i towarzyszy, a także kronikę całej sesji od 1 tury.
    Daj znać czy nasze karty postaci są takie same, czy mamy jakieś różnice, bo wróciłbym do wydawania PD, ale to muszę sobie wszystko przypomnieć ;D.
    Um. podstawowa wpadnie bez problemu jeśli wykorzystujemy w grze. Zaawansowana trzeba długo coś robić, a Zdolności to chyba tylko jak jest jakaś przerwa fabularna?

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    dobra dałem post, nie wszędzie jest spójny z tym co napisałeś @dekares a to dlatego, że miałem inne plany na to co będzie robił Duivel, a Ty trochę jakby pokierowałeś wszystkimi postaciami w tej turze ;).
    @dekares Do tego trochę nie rozumiem jednego. Czytając post miałem wrażenie, że Stefan biega szybko, nie ma czasu, to tu jest, to tam... Natomiast tu w komentarzach piszesz o sprawdzaniu ksiąg o barykadowaniu razem z pomocnikami, o gotowaniu wody (!). Tak samo miał biegnąć do Kolesnikova ile sił, sapał jak do niego mówił, ale jednocześnie miał zbadać ten wóz? Nie klei mi się to, więc w swoim poście odniosłem się do tego co pisałeś tam, a nie co tu. Przynajmniej częściowo. Nie chciałbym żeby to brzmiało jak czepialstwo, ale ciężko po prostu mi skorelować post z deklarkami.

    @miras Duival przytanknie Tobiasowi, chętnie ten plan wdroży, tylko Tobias mógłby iść z Thiemo, a któryś z Wiselów z Duivelem, ale wątpię, że bez Stefana posłuchają kogokolwiek innego :).

    @pipboy79 udostępniłem Ci ostatnio parę dokumentów przez google. Aktualną kartę postaci monco rozbudowaną o historie i towarzyszy, a także kronikę całej sesji od 1 tury. Daj znać czy nasze karty postaci są takie same, czy mamy jakieś różnice, bo wróciłbym do wydawania PD, ale to muszę sobie wszystko przypomnieć ;D. Um. podstawowa wpadnie bez problemu jeśli wykorzystujemy w grze. Zaawansowana trzeba długo coś robić, a Zdolności to chyba tylko jak jest jakaś przerwa fabularna? 😉

    Pozdro 🙂

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    CioldanC Cioldan

    Gdy Thiemo skończył swoją tyradę o Duchu Lasu, Duivel przez chwilę milczał, jakby ważył słowa tubylca. Wreszcie skinął głową.
    — U nas, w rodzinnych stronach, też się takie duchy chowają. Nawet imię to samo - Duch Lasu, a sens chyba ten sam - las się broni, kiedy ktoś go zdradzi czy zaatakuje — powiedział spokojnie, po czym dodał, patrząc jeszcze w stronę lasu za nimi — Dzięki za wytłumaczenie, Thiemo. I kimkolwiek czy czymkolwiek to jest... cokolwiek zarzynało tamte bestie, zrobiło nam dziś przysługę. Zawsze to lepiej gdy jest mniej tych pomiotów na świecie...
    Nie zareagował na to, że Stefan wcześniej uciszał gestem gadatliwego Wendorfczyka. Mieli przecież zachowywać się normalnie, a on i tak dawno już przywykł nie odpowiadać na każdy gest towarzyszy. Myślał raczej o czym innym - o wysokości, na jakiej ponoć wisiały głowy zwierzoludzi. O czymś, co albo lata, albo jest wyższe od nich wszystkich razem wziętych. Wolał wierzyć, że to Duch Lasu, przyjazny, a przynajmniej obojętny wobec regimentu maszerującego przez jego ziemie, niż że gdzieś tam czeka coś, co zabija bez różnicy komu i Jego kuzynki, znajomi i szefowe także mogły być narażone.
    Kury go zaskoczyły. Na tyle, że myśli całkowicie zmieniły bieg. Zwierzęta zaskoczyły go nie tym, że były dość ciche i spokojne, ale tym że w ogóle żyły. Bo cała reszta miasta wyglądała jakby niezbyt żywo...
    Wchodząc do miasta wszedł zaraz za Stefanem, ale nie wbiegł do wieży jak Jaeger i Jego pomocnicy. Rozglądał się, patrzył za śladami walki albo chociaż jakieś wskazówki czy stoją za tym pomioty chaosu, czy jednak to wynik buntu. Wszedł do wieży i przeszukiwał ją metr po metrze, cicho i uważnie. Szukał czegoś więcej niż tylko splądrowanych kątów i porzuconej broni - jakiegoś śladu, który powiedziałby, co się tu, do diaska, stało. Było pusto i nie był to czas na zwiedzanie, zresztą jeden z Wiselów chyba zdążył już obiec całą wieżę, jakby się podzielili i każdy badał inną.
    Na zewnątrz znów spotkał Thiemo który wciąż w lekkim szoku powtarzał to samo, jednak na widok innych kompanów wyjawił co tu zawsze się działo. Było to wszystko niepokojące, szczególnie, że jakieś odgłosy od środka miasta były słyszalne. Jeszcze nie wiedział co to dokładnie a próbę wsłuchania się przerwał mu Stefan, choć elf nie był w stanie zrozumieć co mówi albo krzyczy, gdyż robił to z jakiejś wysokości.
    Po chwili zaskoczyli go Wiselowie, zajęci ryglowaniem bramy i barykadowaniem drzwi jednej z wież. Nie do końca rozumiał, co się dzieje - wolał skupić się na odgłosach dobiegających z głębi miasta. Próbował rozpoznać w nich coś znajomego. Swoich. Albo zwierzoludzi. Widok splądrowanych wież nie napawał go optymizmem.
    Właśnie wtedy zobaczył, jak Stefan Jeager wybiega z jednej z wież, pędem coś mówił do barykadująych drzwi Wiselów, biegnie wciąż w stronę bramy i zrzuca łuk, plecak i tarczę i udaje się w stronę lasu.
    Zwrócił się do stojących przy nim Weaselów, głos miał twardy.
    — Ej wy, co tu kurwa się dzieje?! Mieliśmy zrobić rekonesans, a wasz kolega gdzieś biega jak oparzony, a wy ryglujecie drzwi? Dobrze, że reszty ciuchów nie zdjął. Zostawcie to, przecież my nawet nie wiemy, kto siedzi w środku miasta. Zamkniecie bramę, reszta naszych zostanie na zewnątrz, a nas ktoś zaskoczy od środka... i co wtedy?
    Nie czekając długo na odpowiedź, odwrócił się do Thiemo.
    — Ten dym, co tam jest? Jakaś karczma? Rathaus? A może znasz tu kogoś blisko bramy, kogo moglibyśmy zawołać po imieniu? — do niego mówił spokojnie z pewnym ciepłem w głosie. Spojrzał na niego uważnie. Wendorfczyk pomógł im już nieraz, znał to miasto, więc jeśli ktoś miał tu jeszcze jakichś znajomych, to właśnie on.
    Czekał na odpowiedź, jednym uchem wciąż nasłuchując, czy Stefan Jeager nie woła o pomoc jak na bagnach. Wzrok miał natomiast skierowany w głąb miasta, świdrował każdy zakamarek...

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    @pipboy79
    Parę rzeczy do doprecyzowania:

    1. "od strony miasta słychać było jakieś odgłosy". Prosiłbym o doprecyzowanie: z jakiego kierunku (głąb miasta / bliżej / konkretna ulica) i jaki to rodzaj odgłosu - tłum, krzyki, coś co brzmi jak walka, zwykły gwar, coś jak zwierzę? Myślę, że takie coś na zwiadzie powinni byli rozpoznać, a byłoby to kluczowe.
    2. Widoczność z obecnej pozycji - BG stoją teraz po wewnętrznej stronie bramy, w tunelu/przy wieżach, byli też na wieży. Czy z tego miejsca (bez wchodzenia głębiej) widać już coś więcej niż ruch kur, np. skąd konkretnie ten dym? A może coś czuć, spalenizną, płonącymi włosami albo smażonym mięsem...
    3. Czy zakładamy, że umawiając ze sobą znak, umówili też jakiś znak jak już znikną z pola widzenia? Wystrzelenie strzały, ablo cokolwiek innego?
      Test spostrzegawczości / dalsze oględziny - czy pobieżny opis wież to wszystko co da się zauważyć bez jakichkolwiek testów, czy jeśli Duivel chciałby dokładniej obejrzeć ślady w wieżach (np. czy to rabunek czy raczej ewakuacja, kierunek w jakim uciekali/zabierali rzeczy, ślady kopyt) to wymaga to rzutu z Twojej strony? Czy wymaga nowej Tury? 🙂

    @dekares @miras
    Pewnie chciałbym poinformować bandę Kolesnikova, wtedy mogliby przejść przez bramę, wejść na wieżę i tam czekać na nasze dalsze informację o eksploracji miasteczka. Zawsze to szybciej odsiecz przyjdzie.
    Pukanie do domów wydaje się dobrym pomysłem. Zwierzoludzie raczej by nie pukali... Do tego możemy nawet mówić, że oddział armii Imperium zawitał do miasta.

    @pipboy79
    Czy Kolesnikov wziął jakieś papiery świadczące o tym kim jesteśmy? Bo by się przydały myślę, bo Jego banda to chyba bardziej jak szabrownicy wygląda, a nie wyzwoliciele miasta ;).

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    CioldanC Cioldan

    Przez ostatni dzwon marszu z "Dzbana" Duivel szedł w milczeniu. Raz tylko odezwał się do Thiemo, który szedł gdzieś w środku kolumny.
    — Słyszałeś kiedy w okolicy o duchu lasu? — zapytał bez wstępu. — Tym co zabija za obrazę Talla? Myślę, że lepiej być po Jego stronie, może jakaś modlitwa? — pytał, bo sam pamiętał legendy o duchu lasu, ale jednak z zupełnie innego niż byli obecnie. Sam też nie wychował się w Loren Faen i o tej legendzie wiedział prawie tyle co o pochodzeniu tej wersji nazwy najbardziej znanego lasu wśród elfów kontynentalnych. Po prostu ją znał, jak każdy elf, ale bez szczegółów jak większość z nich.
    Oliver idąc dość blisko spojrzał na niego z boku, wzruszył ramionami i stwierdził nie czekając na odpowiedź tubylca
    — Stare baby gadają różnie. Mmhm. - Elf więc nie drążył tematu. Poczekał jeszcze na odpowiedź od Thiemo, ale przez resztę drogi jednak co jakiś czas unosił wzrok na korony drzew.

    Na skraju lasu, gdy Kolesnikow dał im chwilę odpoczynku, Duivel przykucnął za ostatnimi drzewami i przez jakiś czas po prostu patrzył na miasto. Otwarta brama. Brak strażników na murach. Kury chodzące po błocie. Dym gdzieś w głębi. Pomyślał, że żywe miasto wyglądałoby inaczej. Odmówił mocno skróconą modlitwę do Sarriel, choć nie omieszkał 'pozdrowić' też Talla.
    W końcu Kolesnikov się odezwał do reszty. Znani już wszystkim Duivel Tobias i Stefan wraz z jego towarzyszami, mieli iść na zwiad. Najprawdopodobniej było to związane z tym, że owi panowie nie przynależeli oryginalnie do bandy Kolesnikova. Choć elf wolał myśleć, że po prostu są najlepsi i ich dowódca to czuje.
    Gdy Jaeger wygłosił swoje przemówienie, Duivel wiedział, że Tobias będzie chciał iść tak czy siak, zresztą sam elf też nie zamierzał porzucać rozkazu.
    — Stefan, z całym szacunkiem, ale nie zgrywaj znów bohatera. Idziemy jak szef powiedział, zresztą dwie osoby więcej to raczej zmiana na lepsze niż gorsze, prawda Tobias? Ja tam nie spodziewam się przyjaznych mord w środku miasta. Nie wiem czy zwierzoludzie, bo raczej by ich było słychać, ale pewnie przestraszeni ludzie, którzy dopiero co tłukli się między sobą w jakimś buncie. Mam nadzieję, że się mylę. Jednak tak czy siak, całym oddziałem byłoby ryzykownie, ale z drugiej strony małą grupką to lepiej niż sam czy we dwóch. Masz Stefan serce po dobrej stronie, ale jakby trochę aż za bardzo czasami... — nie wiedział czy inni zrozumieją jego ostatnie zdanie, ale to było obecnie totalnie nieistotne.
    Zwrócił się jeszcze raz do Stefanów i Tobiasa, jakby już zostawiając za sobą sprawę negocjacji wyglądu drużyny.
    — Mam propozycję jak się przedstawimy jak nas ktoś zapyta co tu robimy — Powiedział pewny siebie — Możemy powiedzieć, że znaleźliśmy żywego poborcę Jorge Schwarza w okolicach "Dzbana". Szukamy kogoś kto nam pomoże go bezpiecznie eskortować albo bezpiecznego miejsca dla Niego bo ukrywa się i nawet taki spaślak w końcu straci zapasy pokarmu. To brzmi normalnie, myślę, że nikogo nie zaalarmuje i wydaję mi się, że daje nam powód żeby zadawać pytania zamiast na nie odpowiadać, a przynajmniej rozmawiać na równi — wiedział, że taki pomysł wiąże się z brakiem oszukiwania, co przy większej ilości pytań zawsze działa pozytywnie. Nie był jednak pewny, czy w ogóle do jakiegoś spotkania dojdzie. Coś wewnątrz mówiło mu, że ktoś w mieście jest, ale nie wiadomo jak nastawiono i w jakim stanie psychicznym.
    — No i Sierżancie, może złapcie co do jedzenia jak nas nie będzie? Chętnie coś później zjem, a mam obawy, że żarcia tam nie uświadczymy...
    Po tym całym wywodzie sprawdził cięciwę łuku i spojrzał jeszcze raz na bramę. Wysłuchał jeszcze ewentualnych uwag w spokoju i z kamienną miną stwierdził
    — Panowie, chodźmy już. Trzymajmy się tego umówionego znaku jaki pokazałeś Stefan. Jak coś będzie nie tak, to inni zauważą bez znaku, którego i tak byśmy nie mieli jak dać. Niech Bogowie mają nas w swojej opiece — powiedział i ruszył przez pastwisko spokojnym krokiem, tak jakby szedł do miasta po chleb czy w 'odwiedziny' do miejscowej tawerny.

    Rozgrywka import
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa