Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
CioldanC

Cioldan

@Cioldan
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
82
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
1
Obserwowani
3

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    deklarki:
    — jeśli nikt z rodziny nie zechce dołączyć, albo nie będą też chcieli naprawiać butów do Duivel nie naciska, ale dopowie, że jeśli sytuacja się pogorszy, mogą go szukać przy bramie.
    — jeśli rodzina wspomni o czymś nienaturalnym (światła, wycie, ludzie “nie sobą”) albo o mgle: Duivel dopytuje, kiedy i gdzie to widzieli/słyszeli i porównuje z tym co spotkał w lesie.
    — jeśli rodzina powie, że ci z tarczami to szabrownicy to Duivel proponuje obejście ich okrężną drogą ALE jeśli rodzina powie, że to lojaliści lub strażnicy to spokojnie idą w ich stronę.
    — jeśli spotkają się z tymi ludźmi i będą to 'lojaliści' to powiedzą o nadchodzącym regimencie i że idą do Złotego Kielicha.
    — jeśli jeszcze zostanie czas, to idą w piątkę dalej.

    Pozdro!

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    CioldanC Cioldan

    Duivel siedział w kącie stołu, skąd widział i drzwi do warsztatu, i okno, i twarze całej rodziny. Słuchał. Thomas westchnął na początku, jakby to była długa i niemiła historia, a przy heroldzie machnął ręką z rozżaleniem. Jego żona przyciskała do siebie najmłodsze dziecko i całowała je w czubek głowy, jakby to mogło je uchronić przed zwierzoludźmi, a Elf wiedział, że tak naprawdę to bardziej uspakajało Matkę. Starszy syn Thomasa wierzył w herolda i w to, że bunt zaraz zdławią, tak jak się wierzy w coś, kiedy nie ma się nic innego. Elf zbierał to wszystko po kawałku. Bunt w regimencie. Plądrowanie magazynów Hocha. Matka przełożona zabrana na plac i odprowadzona z powrotem. Lojalni, którzy rzekomo otoczyli buntowników, a pod ich nosem rąbano drzwi szewca. Ci ludzie zdążyli obrócić swoje własne miasto przeciwko sobie, a w lesie za murami wciąż czekały bestie z rogami. Kometa Sigmara, kara za grzechy. Duivel nie komentował, ale przyszło mu do głowy, że kary obecnie nadchodzą z północy i mają kopyta, nie boskie.

    W pauzie, kiedy cała rodzina na chwilę zamilkła, pochylił się do Thiemo.
    — Mówiłem, że pukać dwa razy, cicho — mruknął tak, żeby usłyszał tylko towarzysz. Następnie uśmiechnął się do niego i dodał — ale wyszło lepiej niż planowałem —
    Gdy Gospodyni z córkami roznosiły bigos, dostał też pajdę chleba. Duivel skinął głową ze szczerym uśmiechem, szybko podziękował i rozpoczął jedzenie. Gospodarz z rodziną jeszcze chwilę opowiadali o niedawnych zdarzeniach, więc elf wraz z Thiemo mieli czas na zjedzenie większości strawy. Dwa obiady w tak krótkim odstępie czasu przypomniały czasy gdy można było się objadać na weselichach, ale niestety tym razem to nie był taki przypadek. Gdy opowieści i wymiana zdań dobiegła końca, elf w końcu się odezwał.
    — Dziękuję wam bardzo za gościnę. Bigos smakuje jak w najlepszych karczmach. Na wojnie można zapomnieć, że jedzenie może mieć smak — po czym dojadł ostatnie dwie czy trzy łyżki.
    Zwrócił się wtedy bezpośrednio do szewca, osadziwszy też na nim wzrok.
    — Majstrze Thomasie. Mam kilka pytań. Trochę z ciekawości, a trochę dlatego, że nasi dowódcy będą pytać nas o raport, a ja nie chcę wrócić z pustymi rękoma. Zgoda? — Poczekał na skinienie głową, które nastąpiło jakby z automatu — Pierwsze. Magazyn Hocha i Białe Gołębice. Ilu tam było uchodźców i ile samych Gołębic? Chcę wiedzieć, ilu ludzi może być jeszcze w tamtej okolicy, no i czy na pewno dali im spokój... — starał się mówić bardzo wyraźnie, aby rodzina Thiemo zapamiętała wszystkie pytania, bo elf nie czekał na odpowiedzi, tylko chciał wszystkie kwestie poruszyć od razu, a potem usłyszeć odpowiedzi.
    — Drugie. Herold. Kto go wysłał, ratusz? I kto dowodzi lojalnymi, wasi strażnicy, czy ktoś z zewnątrz, bo mówiliście, że Baronowa i jej córka to nic nie mogą? No, a wspominając o tej dwójce to gdzie one teraz przebywają, no i czy ludzie je lubią? — nie myślał wcześniej o Baronowej, ale zadając pytanie o Herolda, stwierdził, że rodzina Barona to może być ciekawy sojusznik.
    — Trzecie, a to dla mnie najważniejsze, bo ja nie jestem stąd. Jeśli lojalni w końcu zdławią buntowników, to co potem? Żołnierze, którzy dziś stoją po waszej stronie, jutro też mogą chodzić po ulicach. Będą łagodniejsi od tych z placu? I kto Waszym zdaniem powinien stać na czele miasta, żeby ludzie przestali bać się wyjść po chleb? — Duivel kontynuował płynnie zadawanie kolejnych pytań
    — Czwarte. Zabrzmi dziwnie. Ta mgła nad miastem. Od kiedy się trzyma? To u Was normalne o tej porze roku? I czy przez te dni działo się w mieście coś, czego nie umiecie wytłumaczyć? Dziwne światła, wycie, ktoś, kto zachowywał się jakby nie był sobą. Nie chcę Was straszyć. Chcę wiedzieć, na kogo czy też na co uważać — zawiesił głos i spojrzał na okno.
    — I ostatnie. Kawałek stąd, na Żelaznej, stoi grupa z tarczami i tyczkami, może tuzin. Nie widziałem barw. Wiecie, kto to? Szabrownicy, czy raczej ktoś z tych, którzy pilnują porządku? Po drodze do Złotego Kielicha, gdzie idziemy — Złożył dłonie na blacie i czekał na wszystkie odpowiedzi. Gdy już padły wszystkie dodał jeszcze od siebie jedną kwestię.
    — Thiemo i ja idziemy dalej, do Złotego Kielicha bo tam pono miejscy urzędnicy i rajcy są. Ale nie zostawię Waszej rodziny bez słowa. Jeśli chcecie, zapytam moich dowódców, czy znajdzie się dla Was wszystkich czy tylko niektórych, miejsce przy regimencie. Teraz tu szabrownicy, ale gorsze rzeczy nadciągają, zresztą Thiemo Wam opowiadał co to za dziwy napotykaliśmy po drodze. No, a skoro macie warsztat, to wiedzcie, że regiment idzie długo i buty się zdzierają... Mogę szepnąć słowo szefowej, jeśli oczywiście chcecie, bo przecież nic na siłę. Oczywiście powiem, że za opłatą. — Skończył swoją wypowiedź, odczekał grzecznie na odpowiedź i zwrócił się do Thiemo — Czas na nas... nasi trzej towarzysze czekają na warcie na zewnątrz, może jeszcze wrócimy, bo coś czuję, że chwilę w Wendorf spędzimy czasu —...

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    dużo deklarek...
    — Jeśli ktoś otworzy lub odezwie się zza drzwi: Duivel pozwala mówić Thiemo, sam przedstawia się krótko i spokojnie, bez odkładania łuku, ale też nie brał od razu na celownik nikogo. Chcą wejść do środka i chwilę porozmawiać.
    — Jeśli w środku jest brat Thiemo lub jego rodzina: Duivel zada pytania o ślady na zewnątrz po czymś ostrym, a potem pyta o sytuację w mieście (kto trzyma Marktplatz, czy wie co się dzieje tam dalej na ulicy, kiedy wszystko zaczęło się psuć, czy ktoś widział zwierzoludzi). Proponuje miszkańcom schronienie przy regimencie, bo lada moment może dojść do eskalacji.
    — Jeśli nikt nie odpowiada: puka jeszcze raz, potem sprawdza boczne wejście lub podwórze, jeśli takie jest. Nie wyważa drzwi, chyba że usłyszy ruch lub wołanie o pomoc.
    — Jeśli żołnierze z ulicy ruszą w stronę zakładu: to jeśli część weszła do środka, to niech wejdą wszyscy; jeśli jest zamknięte, to chcieli tylko parę narzędzi szewskich do naprawiania butów w regimencie, bo długo już idą.
    — Jeśli któryś z żołnierzy ich zauważy i zawoła do siebie: Duivel powie, że trzeba wyjść, ale żeby każdy miał się na baczności. Do tamtych wtedy mówi krótko, że są z regimentu Falkenhorst, patrol zwiadowczy, sprawa pilna, dowodzi Kolesnikow. Nie podaje nic więcej.
    — Jeśli coś w mgle lub w górnych oknach zacznie wyglądać nie jak człowiek: Duivel unosi łuk i daje znak, żeby wszyscy byli maksymalnie uważni.
    — Jeśli są w środku, jest tam brat Thiemo i nic się nie dzieje dziwnego, to ruszają do karczmy, a Duivel zaproponuje szewcowi dołączenie do nicj, jeśli ten by chciał to tylko tymczasowo, ale i może na stałe...

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    CioldanC Cioldan

    Szli już krótką chwilę. Na szczęście dla elfa, rycerz nie miał czasu aby w tej chwili udzielić mu reprymendy. Na samym początku jeszcze słyszał Jego donośny ton, jednak to wszystko. Ten sam moment na rozmowę wyczuł Thiemo i to On pierwszy zaczął nawijać. Gdy tylko przedstawił swoje odczucia, Duivel zaangażował się w rozmowę i od razu odpowiedział
    — Jeśli po moim występku mogę się tytułować odważnym albo obłąkanym to wybieram odwagę — zaśmiał się lekko przy ostatnich słowach, ale szybko wrócił do powagi — Nie wiem jakiego słowa tu użyć, ale to jednak raczej nie była odwaga... Nie. To był oportunizm, jedyny moment, kiedy ktoś taki mógł usłyszeć kogoś takiego jak my — wzruszył ramieniem — Więc skorzystałem. Jednak wiem, że to raczej szybko się nie powtórzy, a nawet jeśli, to pewnie rezultat będzie nieco inny — po chwili dorzucił sucho — bardzo nie lubię jak ktoś pytany je jedną rzecz, odpowiada na coś zupełnie innego albo w ogóle nie odpowiadają na pytania. Pewnie dopiero Szefowe będą wiedziały co z tamtymi ludźmi z Leśnego Dzbana.

    Karl, Oliver i Jurgen niby trochę słuchali tej rozmowy, ale głównie skupiali się na obserwacji, bo Oni po raz pierwszy wyszli do miasta. Duivel i Thiemo wciąż szli za nim krok w krok, ale oczy mieli wszędzie. Droga była prosta, więc najbardziej obeznany w okolicy tylko od czasu do czasu mówił czy gdzieś skręcić, kierując z tyłu trasą. Okiennice, górne piętra, dachy, kałuże przy rynnach. Mgła wisiała nad miastem jak wilgotna szmata i kleiła mu się do twarzy. Podciągnął chustę wyżej na szyję. Od niedawna kojarzyła mu się z dziwnymi zdarzeniami, jak konfrontacja z czarownicami czy latającymi potworami, więc i teraz miał jakieś dziwne przeczucie, że ona nie oznaczała niczego dobrego. Ani razu jednak nie pozwolił poznać po sobie niepokoju, nie zwolnił, ani też starał się nie mówić o pogodzie i swoich przemyśleniach na ten temat. Wzrok miał spokojny, jak zawsze.

    Gdy Karl i Oliver odezwali się o hałasie tylko pokiwał głową, dał mówić ich przewodnikowi. W tym momencie wolał się skupić na próbie wysłuchania o czym te głosy mówią/krzyczą, czy to przypadkiem nie są odgłosy walki. Słowa się rozmywały, ale ton nie. Kłótnia, krzyk, ktoś nawołujący do porządku. Przez jakiś czas wszyscy szli w milczeniu i w końcu doszli do Żelaznej.
    — Dziękuję za wycieczkę krajoznawczą, Thiemo — mruknął przyjaźnie, a po chwili towarzysze zaczęli rozmawiać. Wysłuchał ich, w tym propozycji Thiemo o swoim bracie — Dobry pomysł. Idziemy do szewca. Może się czegoś dowiemy... A do tego szewc to dla ciebie rodzina, a dla nas prawdopodobne źródło informacji
    Inne osoby które stały na drodze do "Złotego Kielicha" jeszcze ich nie zauważyli, więc spokojnie wrócili kawałek do domu z szyldem buta. Na wlocie Żelaznej Duivel uniósł dłoń. Zatrzymali się w cieniu, tuż przy wejściu do kamienicy. Elf odwrócił się do reszty.
    — Panowie, trzeba to jakoś rozegrać dobrze. Thiemo i ja wchodzimy do środka, jeśli ktokolwiek będzie. Jurgen, Ty póki co obserwuj czy nikt z tamtej grupki nie idzie w naszą stronę, Oliver, Ty może patrz czy nikt nie idzie od miejsca skąd przyszliśmy. Karl Heinz, Ty stań pomiędzy nimi, tak aby szybko przekazać jakieś informacje, no i żeby każdy z Was mógł spojrzeć na znajomą twarz. Jak w środku będziemy ... — tu przerwał i popatrzył na Thiemo, bo chciał powiedzieć 'pomocy', jakby spodziewał się agresywnej interakcji. Kontynuuował — ... w stanie powiedzieć, że wszystko ok, to zawołamy Was do środka. Nie chcemy też tutaj sprowadzić tamtej szajki do domu brata Thiemo, prawda? —
    Jednak zanim weszli, zbliżyli się do drzwi i Eonir przystanął tuż przed nimi. Przesunął palcami po jaśniejszych nacięciach w drewnie. Nie dotykał mocno, tylko sprawdzał krawędzie, kolor, to, czy drzazgi jeszcze pachną żywicą. Potem kucnął przy progu, obejrzał bruk, błoto w rynsztoku, ewentualne ślady butów i kół. Spojrzał w górne okna. Puste. Za pustkę mógł ręczyć tylko do pierwszego pietra. No i w niewielkiej odległości od okna, bo przecież ktoś mógł nie używać świeczek specjalnie.
    — Thiemo — zaczął cicho, nie podnosząc się — brat ma rodzinę? Tylne wejście, podwórze? Znają go sąsiedzi, lubią? — wysłuchał odpowiedzi, wciąż spoglądając na ślady — Te cięcia. Zdarzało się to dawniej?—
    Wstał i przyłożył ucho do drzwi, równocześnie starał się wytłumić odgłosy ulicy za plecami. Z jednej strony drewno, z drugiej odległy gwar tamtych ludzi. Jeśli byli to ludzie. Odsunął się na krok i skinął na Thiemo.
    — Puknij. Cicho. Dwa razy. Przedstaw się, nie wołaj. Chyba, ze macie jakiś swój kod...—

    Sam stanął z boku drzwi, tak aby nie być widocznym od strony ulicy i okien, z łukiem w pogotowiu, ale opuszczonym. Reszta bez większych przeszkód wywiązywała się z wymyślonych przez elfa zadań. Czekali.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    tym razem totalnie czasu zabrakło, to pracy dużo, a weekend natomiast pełny imprez urodzinowych ;)...
    także sorki, za opóźnienie, no i pewnie dziś późnym wieczorem albo jakoś jutro post pójdzie

    pozdrawiam!

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    Sorki, że tak późno...
    A tu jeszcze deklarki:
    • Jeśli pod domem brata Thiemo coś będzie nie tak to Duivel zasugeruje reszcie grupy sprawdzenie akurat tego budynku (bo są już blisko, może się czegoś dowiedzą) nie zdradzając w tej chwili, że to dom brata Thiemo.
    • W Złotym Kielichu: dopytamy o maksimum informacji - kto się zbuntował i dlaczego, kto teraz faktycznie rządzi miastem, dlaczego piekarze bez pleców/środków są skazani na zamknięcie biznesu i kto za to odpowiada, co z wojskiem (kiedy opuściło miasto, czy wiadomo co z nim), czy zwierzoludzie już dotarli do miasta.
    • W Złotym Kielichu: Jeśli ktoś w Złotym Kielichu zapyta wprost, kim są to Duivel powie prawdę w skrócie i zahaczy o wątki ekstremalne jak starcia ze zwierzoludźmi i czarownicą, Leśny Dzban.
    • Jeśli spotkają po drodze obcych żołdaków którzy ich zatrzymają: kulturalnie powiedzą, że idą do Złotego Puchary czy tam Kielicha. Jeśli ów ludzie będą dociekliwi bądź natarczywi, to Duivel powie, że chcą reprezentantom miasta powiedzieć o zbliżających się zwierzoludziach, że Leśny Dzban doszczętnie zniszczony
    • Jeśli brat Thiemo okaże się bezpieczny, ale i tak Go jakoś spotkają osobiście to Duivel zaproponuje mu, że może iść z nimi, a już w trakcie drogi zaproponuje dołączenie do regimentu, jeśli zechce.

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    CioldanC Cioldan

    Gdy goniec wrócił z lasu w towarzystwie dwójki rycerzy, Duivel stał razem z resztą łuczników pod wieżą i słuchał, nie wtrącając się. Herr Theodor von Ellingen, wciąż w siodle, zażądał raportu krótko i oschle, a Eryk zdawał relację o wieży, patrolach, piekarni, "Czerwonym kole" i "Złotym kielichu" - gorliwie, jak ktoś, kto czuje na karku cień szlacheckiej niecierpliwości. Elf obserwował to wszystko spod oka: rozkazy o kwaterach i barykadach, pytanie o dwóch zaginionych, polecenie ich odzyskania, a na końcu - pytanie o "tubylca z milicji". Wszystko to budziło w nim lekką irytację, przecież to nie przyjechała Petra albo Inez... ale rycerz, który to teraz sadził się i traktował ich jakby trafił na jakiś degeneratów. Duivel dość zaskoczony pomyślał, że bliżej mu do tych zwykłych wojaków niż jakiś elit...
    Gdy rycerz wspomniał o domniemanej dezercji, elf szybko odchrząknął i starał się mówić niskim i donośnym głosem
    — Stefan na pewno nie jest zdrajcą, może podejmować niezrozumiałe decyzje, ale jestem pewien, że teraz infiltruje dokładnie ludzi z którymi przebywa. Trzeba tylko po Niego pójść... — odważył się to wszystko powiedzieć, bo najzwyczajniej w świecie drażnił Go ów rycerz.
    Chwilę później, Theodor wspomniał o miejscowym wojaku, a elf zauważył od razu, że Thiemo zbladł i zaczął się pocić. Duivel poklepał swojego kompana i znów odezwał się do rycerza. Tym razem głównie po to by zwrócić na siebie uwagę, bo chciał w końcu uzyskać odpowiedź na jedno nurtujące go pytanie
    — Panie — zaczął, z należytym, choć wyraźnie wyuczonym szacunkiem — zanim przejdziecie do kolejnego tematu, takie dwie krótkie sprawy, z całym szacunkiem. To miejsce nazywa się Złoty Kielich, nie Złoty Kufel - Urwał na moment, jakby ważył słowa — no i ważniejsze, mijaliście po drodze spalony zajazd, "Leśny Dzban"? Była tam ziemianka. Troje ocalałych. Zostawiłem dla Was znak i poprosiłem ich, żeby wyszli powitać regiment, kiedy nadejdzie. Wiadomo, co się z nimi stało?
    Rycerz miał jednak ważniejsze zajęcia niż dyskutowanie z jednym z wojaków, na przykład zwiedzanie nowego posterunku.
    Po chwili okrzyk z blank oznajmił przybycie włóczników Duerra - dwie dziesiątki ludzi, maszerujących przez bramę.
    Eryk oswobodzony z obecności rycerzy oznajmił do elfa.

    — Duivel, weźmiesz Thiemo i trzech ludzi. I pójdź rozejrzeć do tego "Złotego pucharu". Thiemo mówisz, że wiesz, gdzie to jest? — Hochlandczyk przedstawił im wytyczne jakie przyszły z góry.
    — Tak, to niedaleko Żelaznej. Mój brat tam mieszka to znam tą okolicę. — Stary milicjant pokiwał głową, że nie obawia się ruszyć w miasto jako przewodnik. Gdy kończył wypowiedź, elf już zaczął mówić swoje, aby Eryk nie przerzucił się od razu na kolejnych żołnierzy
    — Tak jest! - wystrzelił Duivel bez wahania. — Thiemo nas z pewnością doprowadzi do Złotego Kielicha. Natomiast Złoty Puchar i Złoty Kufel to może innym razem — dodał z sarkazmem, słuchając jak dowódcy mylą raz za razem nazwę przybytku.

    Gdy grupy zaczęły się formować, odszukał wzrokiem Tobiasa i Beth, już gotowych do drogi w stronę centrum.
    — Powodzenia. Uważajcie na te sylwetki, co się gapiły w stronę bramy — rzucił krótko, unosząc dłoń w geście pożegnania. Nie wiedział w którą stronę ruszą, ale również nie wiedział jak inaczej zagadać do towarzyszy.

    Zanim ruszył, zatrzymał jeszcze na chwilę Kolesnikowa i Eryka, którzy chodzili razem.
    — Jeśli coś pójdzie nie tak, jaki dajemy znak? Coś, co przebije się przez tę mgłę — ustalili coś między sobą, po czym elf, przypomniawszy sobie, kto teraz tu właściwie dowodzi, odszukał wzrokiem rycerzy, zajętych kierowaniem ludźmi i dalszym planowaniem. Już nie odważył się kolejny raz zwracać ich uwagę. Ich grupę zwiadowczą Jurgen i Olivier, z którymi Duivel zdążył się nieco otrzeć podczas marszu przez las, oraz Karl Heinz Schneider, Hochlandczyk znany dotąd jedynie z widzenia i słyszenia.

    Gdy opuszczali bramę, elf przyspieszył kroku, by iść tuż obok Thiemo.
    — Co z tobą było, jak ten rycerz wspomniał o tubylcu z milicji? — zapytał cicho, nie owijając w bawełnę — Zbladłeś jak płótno. Daj spokój, Ty w tej grupie to jak bohater — nie czekał długo na pełną odpowiedź, zanim przeszedł do rzeczy — Słuchaj. Jak będziemy bliżej Żelaznej, to się tam zajrzy, do Twojego brata, ale tak z zewnątrz, ostrożnie. Jak wszystko będzie wyglądać w porządku, to w drodze powrotnej wstąpimy do twojego brata. Jak coś będzie nie tak - wchodzimy od razu, bez czekania na nic.
    I tak, pod wodzą starego milicjanta, piątka ruszyła w głąb zamglonych ulic Wendorf, w stronę Żelaznej i Złotego Kielicha - cokolwiek by ich tam nie czekało.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    deklarki
    Duivel chętnie ruszy do Stefana, ale będzie chciał zrobić tak aby wziąć Thiemo ze sobą i iść na około przez Żelazną (o ile to jest na około), dlatego tę Żelazną ulicę zaproponował najpierw.
    Nie wiem, co Tobias zeznał, a jeśli większość z historii którą my gracze znamy, to wtedy wypowiedź do Beth będzie raczej miała charakter tylko "próba żartu", tak żeby Hochlandczyków dalej przekonywać do siebie.
    Mam nadzieję, że nie pomieszałem informacji które skróciłem szefostwu. Mógł gdzieś Duivel rzucić, że wojacy których widział byli nad wyraz spokojni. W tamtym miejscu nie było czuć walk, ale za to strach zwykłych ludzi. To może tak przy obiedzie powiedział.
    No i o tamtą trójkę pyta aż do skutku.

    Sorki, że tak późno, ale widzę, że kolejna tura i tak będzie w przyszłym tygodniu 😉
    Miałem już wcześniej gotowy post, ale dopiero później doczytałem, że oprócz powrotu Duivela i Thiemo, był też opisany obiad, więc musiałem połowę postu całkiem zmienić 😉

    Pozdro!

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    CioldanC Cioldan

    Duivel skinął głową, gdy Thiemo wspomniał o bracie.
    — Chętnie pójdę z tobą na Żelazną. Jak tylko dadzą wolne. Lepiej we dwóch niż samemu. — dodał jakby od niechcenia, ale z życzliwością w głosie.
    Szli dalej pustymi ulicami. Elf trzymał się nieco z boku, wzrok błądził po dachach i zamkniętych okiennicach. Półtora bochenka nosił pod pachą - świeży, nadgryziony od Hempego i ten podzielony jeszcze u Alberta.
    Na blankach czekali już Kolesnikow i niespodziewani goście. Elf i Thiemo rozpoznali kuce stojące pod bramą, byli to Gebirgsjager. Także całkiem niedługo po nich przybyła pierwsza część oddziału Petry i Inez. Kolesnikov zawołał ich na górę, gdy tylko zauważył tę dwójkę, także obaj szybko poszli na górę do przywódcy. Gdy tylko minęli drzwi, to Duivel zdjął kaptur, tutaj już wszyscy się przyzwyczaili do Niego, bardziej czy mniej, ale nie było sensu udawać kogoś kim nie jest. Minęli kuchnię gdzie unosiły się piękne zapachy - jak się jest głodnym to większość przygotowywanego jedzenia wydaję się pachnięć jak największe smakołyki - i nawet jeden z Hochlandczyków stwierdził, że zaraz danie będzie gotowe, ale dwójka zwiadowców szła dalej, zdać raport na blankach. Przywitali się kurtuazyjnie i elfa od razu wskazał na chleb jaki nieśli.
    — Od Alberta — wskazał nadgryzioną połowę. — Reszta od Hempego. Świeży. Ten drugi droższy dwa, trzy razy niż zwykle, ale jedyny, jaki jeszcze pieką w tej części miasta. Pieką legalnie. — Oparł się lekko o parapet, spojrzał najpierw na sierżanta, potem na Eryka. Ten drugi od razu ich poprosił o raport, więc Duivel stanął tak aby obaj z Kolesnikovem go widzieli, tak jakby raport składał obu, chociaż teraz to szef Gebirgsjager został dowódcą, bo był wyższym stopniem niż szef bandy Hochlandczyków.
    — Albert siedzi w domu. Mówi, że wojsko i miejscowi trzepią kogo popadnie. Szukają szpiegów i buntowników. Magazyny zboża przejęte. Mąka tylko na licencję. Jego nie stać, więc niedługo nie będzie miał już czego piec, ten chleb to wielki dar, bo i tak przez ilość mąki to tylko dla siebie piecze. Hempe natomiast licencję kupił. Dlatego piecze. Ceny podniósł, żeby odbić koszt. Konkretnej sumy nie podał. Unikał tematu. O wojsku mówił chętniej. Część regimentu najemników zbuntowała się. Otoczyli ich na Marktplatz. Reszta lojalna razem z miejscowymi. Rabusie i bandy hultajów grasują, bo straży mało. Hempe wskazał dwa miejsca - „Czerwone Koło” gdzie stoi lojalne wojsko i tawernę „Złoty Kielich”, gdzie przenieśli się urzędnicy. Główni dowodzący udali się na wschód, stąd w mieście zapanował chaos — urwał na chwilę, spojrzał na współtowarzysza niedawnej wyprawy.
    — Bez Thiemo byłoby trudniej. Zna miasto, ludzie mu ufają. Łagodzi rozmowę. Dzięki niemu nie musieliśmy nic wyrywać siłą. — elf spojrzał na Kolesnikova i skinął głową w stronę Wiesela, który grzał się przy piecu — A co z twoim imiennikiem, sierżancie? Widzę, że jeden Wiesel wrócił. Drugiego nie ma... — zapytał spokojnie, bez pośpiechu, wyczuć jednak się dało lekki niepokój o Jaegera, dodał jednak kolejne pytanie, nie czekając na odpowiedź — ktoś zajrzał do tej piwnicy co właz znalazłem? —
    Na koniec odwrócił się już w stronę Eryka.
    — Co z resztą regimentu? I czy przy „Leśnym Dzbane” znaleźliście ziemiankę? Trójka ludzi się tam ukrywała. — jednak rozmowę przerwał okrzyk przybycia kolejnej grupy zwiadowców, to Beth i Tobias wracali.
    Odpowiedzi przyszły częściowo od razu, częściowo dopiero po ich przyjściu. Eryk wyjaśnił krótko, ale nie było tam wzmianki o trójce ocalałych z 'Leśnego Dzbana'. Ten Wiesel, który wrócił, opowiedział, że Stefan dotarł do „Czerwonego Koła” bez większych przeszkód. W zajeździe zastali strażników z Siege Stern, a ta informacja zdziwiła Duivela, bo Hempego słyszał, ze tam to stacjonują Ci lojalni, a najemnicy zbuntowani mieli być w centrum miasta. Czyli to rzeczywiście garstka Siege Stern się zbuntowała i wszystko zmierza do końca?
    Obiad był już gotowy. Rosół z kurakami i kiełbaskami, które przynieśli Tobias z Beth, pachniał tak, że nawet strażnicy na murach dostali swoje porcje. Duivel i Thiemo puścili w obieg świeże bochenki chleba, tak aby każdy urwał sobie kawałek. Jedli na blankach, z widokiem na ulicę prowadzącą w głąb miasta.
    Hochlandczycy od razu zaczęli drwić z nowego wyglądu Beth.
    — Beth, wyglądasz naprawdę zjawiskowo. Jednak bardzo mnie ciekawi historia tej fryzury, bo to chyba długo zajmuje? Tobiasa widzę nikt nie uczesał, to byliście w innych miejscach, czy może czekał na krześle i czytał tutejszą gazetę? — Duivel starał się zażartować, ale naprawdę był ciekawy jakim cudem podczas zwiadu, żołnierz mógł pozwolić sobie na wizytę u fryzjera..., a może to nie był fryzjer?
    Duivel później już zjadł w milczeniu, od czasu do czasu zerkając na ulicę. Stefan wciąż nie wracał. Eryk z Kolesnikowem siedzieli z boku i o czymś cicho rozmawiali. Reszta regimentu miała być „niedługo”. Nikt nie potrafił powiedzieć, kiedy dokładnie.
    Elf odłożył miskę i otarł usta.
    — Proch w piwnicy to dobra wiadomość. Lepiej, że jest u nas niż u kogoś innego. Byleby nikt nas nie próbował wysadzić. Nie ma innego wejścia do tej piwnicy? Sprawdziliście? —
    Potem spojrzał na Thiemo, ale dalej mówił głośniej, tak aby Eryk ze Stefanem słyszeli
    — Jak skończą jeść i dadzą wolne - pójdziemy na Żelazną z Thiemo. No i chyba trzeba też iść po Stefana, nie wiadomo w co się wplątał tym razem, a kto wie może potrzebować pomocy, no albo się okaże, że Petra będzie miała nowych sojuszników dzięki niemu, kto wie... — skończył elf i czekał na rozwój wydarzeń

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    Cześć!

    @Pipboy79 napisał:
    Umsy zaawansowane to niet. To już by musiał być dłuuugi czas gry albo jakiś dłuższy przeskok fabularny.
    Tak, 3 poziom umsa to max. A Spostrzegawczości masz już wykupione na 3 poziom czyli max.

    To ja w takim razie 450PD tak czy siak bym rozdysponował. Najlepiej na:
    ŻYW — czyli -200PD (przy rozwijaniu postaci wziąłem już dwa razy, więc to byłby trzeci rozwój żywotności)
    um.p. plotkowanie — to kosztuje -100PD (debiut wśród umiejek)
    um.p. przeszukiwanie — znów -100PD (drugie rozwinięcie)

    Tak lepiej? 🙂

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    To teraz rozdaje PD:
    chciałbym podnieść statystyki o 5 pkt OGŁ, KRZ, US, ZRĘ, wydaje mi się, że od ostatniego wykorzystania PD minęło tak dużo czasu, że wszystkie te cechy były używane. Na 100% US i OGŁ, ale KRZ też bo przecież cały czas w marszu, no i ZRĘ - bo to jest związane ze skradaniem się czy unikaniem ciosów, a to też elf robił ;).
    No to z 950 zeszliśmy na 550...
    Teraz spróbuje dodać dwie rzeczy, ponad umiejki podstawowe.
    Pierwsza rzecz to zdolność 'Odporność na pogodę'. Od początku wyprawy zmagają się z różną pogodą, bardzo często maszerowali w deszczu, bywały też bardzo ciężkie noce. Może po takim czasie mógł nabyć tę zdolność? -100PD jeśli się zgodzisz.
    Druga to umiejka zaawansowana Sekretny język - żołnierski - to na podstawie długiego przebywania z żołnierzami wtedy -300PD.
    Zostaje 150PD i 100 pójdzie na podciągnięcie Spostrzegawczości do +4. Chyba, że +3 to max...

    Daj znać czy takie coś przejdzie, czy Cechy zostaną rozwinięte, a te 550 muszę jednak inaczej?

    Nie wiem czy jakąś deklarkę dawać. Chyba, że planujesz scenę powrotną u Kolesnikova, ale zdaje mi się, że Stefan to dłużej zabawi w obcym obozie, no, a Tobias to nie wiadomo w sumie bo milczy ;), ale na pewno ma bardzo ciekawie w tamtym domu:D. Tak czasowo to wygląda na to, że jak Thiemo i Duivel wrócą to chyba akurat na obiad? No i będzie jeden Wisel od którego zapewne dowiemy się co wymyślił Stefan i żadnych info o Tobiasie i Beth. Jakby co, to Duivel i Thiemo zdadzą relację ze wszystkiego czego się dowiedzieli, chyba, że wolisz, żebym opisał co mówi dokładnie elf. Jakby co to przy obiedzie spyta o tę piwnicę, może nawet sam zajrzy z pochodnią.

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    CioldanC Cioldan

    Duivel przyjął podaną fajkę bez ceregieli, choć dym nie zrobił na nim aż takiego wrażenia jaki on sam z ustnikiem w zębach zrobił wrażenie na Thiemo, przynajmniej patrząc na jego mimikę.
    — Nie pierwszyzna — mruknął między zaciągnięciami. — Elfickie paliłem, ludzkie też się chyba trafiło, niziołkowe na pewno, bo od tych się nie da wykręcić. Krasnoludzkie parę razy, od przyjaciela — wzruszył ramionami, patrząc na dogasający żar w główce fajki — Każda inna. Która lepsza, która gorsza - nie umiem powiedzieć. Ale lata obserwacji pozwalają mi stwierdzić, że palenie wspólnie fajki to dobry sposób, aby zbliżyć się z resztą współpalących. Może bardziej to działa podczas konsumowania trunków w karczmie, ale i podczas drogi się przydaje - takie wspólne doświadczenie — chciał zjednać sobie Thiemo i zyskać w nim kompana, lecz nie nawykł do czczej gadaniny; zawstydził się we własnym duchu, lękając się, że rzekł o parę słów za dużo.
    Gdy padły pytania o Ostland, Ristedt i postać wuja, odpowiedź nadeszła bez zwłoki, lecz słowa układały się w jego ustach dość nienaturalnie, jakby sam do końca nie był pewien własnej odpowiedzi
    — Ja? Ostlandczyk z krwi i kości, co do tego nie ma wątpliwości — podjął, choć w ustach przedstawiciela Starszej Krwi brzmiało to dość... osobliwie — Lecz moi rodzice oraz wuj... Sam nie wiem, czyli bliżej im było do szpiegostwa, czy dyplomatycznych posług. Jedni badali puszczę z takim zapałem, jakby mierzyli ją pod elfie osadnictwo, drudzy zaś na poważnie chwycili się wielkiego handlu. Wujaszek wolał nie kłuć nikogo w oczy i nie ściągać na siebie uwagi ludzkich sąsiadów. Tyle że nie sposób ocalić sekretu, gdy pod twoją komendą pracują jednocześnie ludzie, krasnoludzcy rzemieślnicy i niziołki. — Nie dodał ani słowa więcej, przyjaznym spojrzeniem dając do zrozumienia, iż kurtyna opadła, a temat uważa za ostatecznie zamknięty na tę chwilę.

    Gdy wreszcie dotarli pod szyld piekarni Hempego, w nozdrza uderzyła ich woń zgoła odmienna od zaduchu, który dotąd towarzyszył im na miejskich traktach – pachniało tu świeżym wypiekiem, a nie wszechobecnym popiołem czy wilgocią. W trakcie rozmowy Duivel dostrzegł kątem oka młodą kobietę. Zanim ta zdążyła czmychnąć na zaplecze, posłał w jej stronę swój najbardziej ujmujący uśmiech, choć nie miał pewności, czy dziewczyna w ogóle podchwyciła to zalotne spojrzenie. Przez cały ten czas nie zrzucił z głowy głębokiego kaptura, starannie kryjąc spiczaste uszy przed wzrokiem rozmówców. Odezwał się dopiero gdy dyskusja skręciła na tory żołnierskiego rzemiosła. Na koniec rozmowy zadał jeszcze parę pytań, choć bardziej brzmiały jak stwierdzenia...
    — Czyli Ci buntownicy to najemnicy — rzekł beznamiętnie, jakby stwierdzał oczywisty fakt — Skoro zaś ta rebelia została zepchnięta do defensywy i otoczona, to znaczy, iż wasi włodarze wciąż trzęsą ratuszem. Zaś wasza własna armia łupi was z grosza tylko dlatego, że jaśnie baron ruszył w pole i żołnierze poczuli bezkarność, czyżby nie tak, prawda — westchnął ciężko na koniec, pozorując szczere współczucie dla doli piekarza, chiał w ten sposób sprawić by ten nie pomyślał sobie, iż obcy naigrawa się z jego nieszczęścia.
    Hempe wyglądał na trochę zaskoczonego, a trochę zmieszanego takimi uwagami. Jednak po chwili wahania przyznał Duivelowi rację, że buntownicy są okrążeni w centrum miasta więc reszta to działanie władz i wojska. Po czym elf w kapturze kontynuował
    — My się nachodziliśmy, zanim tu dotarliśmy. Latające bestie, jakaś wiedźma w lesie, zwierzoludzie. Spalona karczma przy trakcie to też sprawka pomiotów chaosu — pokręcił głową wymownie — A tutaj, w mieście, ludzie mordują ludzi. Wiesz, nasz regiment to ludzie, ale też niziołki, krasnoludy, nawet elfy. Jednoczymy się, bo trzeba. Szkoda, że niektórzy dochodzą do tego dopiero, jak wróg dobierze im się do gardła — po czym nachylił się bliżej rozmówcy i zniżając już głos tak, by usłyszał go tylko Hempe, powiedział
    — Powiedz mi szczerze. Co byś wolał: żeby dowódcy przekonali się pomóc komuś tu w mieście, czy żeby po prostu przegonili rabusiów, przespali się i poszli dalej, bo sami sobie poradzicie? — elf wiedział, że ostatnie pytanie mogło być przesadne, dlatego pokusił się o małe wprowadzenie wcześniej.
    Hempe natomiast sprawiał przez chwilę wrażenie całkiem zbitego z pantałyku tak śmiałymi uwagami obcego. Rozejrzał się po kątach, po czym potrząsnął gwałtownie głową i zaczął mówić, zwalając całą winę na buntowników.
    — To przez tych przeklętych buntowników i ich awanturnictwo miasto spływa krwią, a ludzie cierpią głód wykrztusił z siebie, ale widać było, że o rzemiośle wojennym i zamiarach dowódców rozprawiać nie zamierzał. Dodał jednak jeszcze jedną kwestię
    — Jeśli szukacie wieści czy informacji to winniście skierować kroki pod szyld „Czerwonego Koła” – tam bowiem stacjonuje wierne i lojalne wojsko. Możecie też iść do tawerny „Złoty Kielich”, gdzie po wybuchu zamieszek przenieśli się miejscy urzędnicy i rajcy — wyznał Hempe.
    Duivel skinął głową, jakby to zapamiętywał na później, nie komentując wprost. Po krótkiej chwili elf i Thiemo sięgnęli po jeden bochenek, odliczając monety.
    — Weźmiemy jeden. Może za dni parę skusimy się na więcej - jak reszta regimentu dotrze do miasta — powiedział to tak, jakby rzucał zwykłą uwagę o pogodzie, choć w istocie chciał zakorzenić w głowię Hempego informacje, że regiment przyjdzie ... za parę dni.. Na wyjściu ugryzł jeszcze kawałek świeżo kupionego bochenka, podziękował skinieniem głowy.
    — Ostland żyje — powiedział to do Hempego, a potem, głową, pozdrowił zarówno starszą kobietę wracającą już zza lady, jak i samego Hempego, natomiast nie zauważył już młodszej kobiety, która to wcześnie wychyliła się z zaplecza.

    Na zewnątrz, idąc w stronę spichlerza tyle, ile pozwalała ostrożność, elf zerknął w stronę budynku z ciemnej cegły i szachulca. Przy wejściu stała czwórka strażników z włóczniami, a nieopodal niewielka grupka ludzi - raczej rozmawiali albo na coś czekali, niż pilnowali czegoś z napięciem. Spokojna scena, bez żadnych sztandarów czy obwieszczeń, które zdradzałyby, do kogo dokładnie należy ten posterunek. Duivel zapamiętał układ ulicy i to tyle - na razie nie było powodu podchodzić bliżej.
    W drodze powrotnej ku bramie niósł już półtora bochenka chleba - jeden nadgryziony, świeży od Hempego i drugi podzielony na pół jeszcze u Alberta.
    — Chleb się przyda — mruknął do Thiemo, biorąc jeszcze jeden mały kęs świeżego chleba — choćby do tych kur, co to mieli złapać nasi. Swoją drogą ciekawe czy ktoś już zdążył zrobić z nich obiad, bo już nieco zgłodniałem przez to całe łażenie w te i nazat.
    Zamyślił się na chwilę nad klapą w piwnicy, którą sam znalazł przy bramie - zastanawiał się, czy ktoś już zdążył tam zajrzeć, a jeszcze bardziej ciekawiło go, co mogło być w środku.
    — Daleko jeszcze reszcie regimentu aby dotrzeć tutaj, jak myślisz? — zapytał w końcu, patrząc przed siebie, wypatrując jakiekolwiek ruchu na ulicy.
    I tak, rozmawiając o drobiazgach, szli z powrotem w stronę Południowej Bramy na obiad, a także by zdać raport Kolsenikovi.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    Dziękuję za dodatkowe PD :). Suma jest imponująca, czas na jakieś wydawanie PD :>.
    Pliki już są dostępne dla wszystkich posiadających link, wcześniej były tylko na pozwolenie. Jeśli jednak @pipboy79 wolałbyś, żeby nie było dostępne w ten sposób to mogę zmienić i robić selekcje :).

    Głównie jednak dwa pytania do Hempego, dwie deklarki i dwa pytania do MG:

    1. Duivel spyta Hempego: czyli buntownicy to najemnicy, a jeśli ci buntownicy się wycofali i są okrążeni, to znaczy, że to Wasi ludzie wciąż rządzą w ratuszu, a Wasze wojsko nakłada na Was opłaty bo baron wyjechał i też trochę robią co chcą, nie? powie to trochę z ironią, ale też westchnie jakby współczuł swojemu rozmówcy
    2. po odpowiedzi zada drugie pytanie
      eh my to już po drodze tutaj walczyliśmy z jakimiś latającymi stworami, jakąś leśną wiedźmą, a potem ze zwierzoludziami. spalona tawerna to też dzieło zwierzoludzi... a tutaj w mieście to ludzie przeciw ludziom... nasz regiment to ma ludzi, niziołki, krasnoludy, a nawet elfy! tak! bo jednoczymy się na walkę z chaosem. szkoda, że niektórzy to robią dopiero jak na własnej skórze odczują siłę wroga. aa weźmiemy jeden bochenek od Ciebie... może za kilka dni weźmiemy więcej jak już cały regiment dojdzie do miasta (tu chce jakby zasugerować że to właśnie za kilka dni ten regiment dojdzie, dlatego za kilka dni dopiero kupią, a że nie lubi kłamać zwykłych obywateli to stosuje takie metody swoje). tylko co ty myślisz, przekonać dowódców do pomocy komuś tu w mieście, czy przegonić po prostu rabusi, przespać się i iść dalej bo sami ogarniecie? (to pytanie zada bardzo dyskretnie, żeby nikt nie słyszał inny).
    3. na wyjście ugryzie kawałek bochenka kupionego od Hempego, podziękuję, skinie głową powie "Ostland żyje" i pozdrowi również dwie kobiety, bo zakładam, że widział obydwie. (ale to już może w poście, chyba, że ktoś by coś odpowiedział)
    4. Już po wyjściu:
      Gdy spojrzą w stronę magazynu z ulicy przy piekarni Hempe (z dystansu, może ciut podejdą jeśli nic dziwnego nie będzie się działo) - ile osób widać przy wejściu, i czy z daleka da się ocenić, czy to zdyscyplinowane regularne wojsko, czy raczej przypadkowa zbieranina uzbrojonych ludzi?
    5. Drugie pytanie odnośnie budynków
      Czy przy magazynie albo piekarni albo na ulicy widać jakieś urzędowe oznaki (obwieszczenia, cenniki, herb regimentu/miasta/Ostlandu) czy magazyn bardziej wygląda prowizoryczny, wojskowy posterunek? Może na jakiś budynkach po drodze (póki co przy drodze/piekarni) są jakieś bohomazy/napisy na budynkach kredą/węglem/krwią?
    6. Czy będę mógł opisywać nieco drogę powrotną do Kolesnikova, czy to za dużo do przodu? 🙂

    Pozdro!

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    @miras
    @pipboy79
    Cześć Panowie. Tak tylko chcę dowiedzieć się, czy wszystko ok? Nie popędzam oczywiście, rozumiem, że wakacje, tylko tak z ciekawości sprawdzam czy jesteście tu :).
    Pozdro dla Was (oczywiście dla @dekares również 😉 i innych czytających)

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    Dobra, post jest, ale jeszcze deklaracje, jakbyś chciał pociągnąć scenę dalej:
    A) Jeśli spotkają Hempego:
    Duivel przedstawi się zwięźle (imię, że to zwiadowca regimentu Falkenhorst idącego na wojnę z Chaosem), pozwoli Thiemo prowadzić rozmowę jako miejscowemu, ale dopyta o konkrety: kto dokładnie wydaje te licencje na zboże i pobiera opłaty - wojsko, ratusz, czy sami najemnicy na własną rękę? Ile to kosztowało i czy ktoś jeszcze próbował wykupić taką licencję i co się z nim stało, jeśli odmówiono? Czy widział samych "poborców" - jak wyglądali, czy nosili jakiś znak, herb, mundur? Czy dało się ich rozpoznać jako regularne wojsko, czy raczej bandycką dyscyplinę? Zapyta też, czy słyszał o walkach między samymi najemnikami (czy to jednolita siła, czy widać rozłam). Po rozmowie - podziękuje, żadnych obietnic jak u Alberta bo Hempe radzi sobie i nie potrzebuje otuchy skoro wykupił licencję, no i po wszystkim zawracają prosto do bramy, referując Kolesnikowowi.

    B) Jeśli natkną się na ludzi kontrolujących miasto (najemnicy/Siege Stern):
    Duivel nie będzie kłamał wprost, ale nie powie też wszystkiego. Trzyma się wersji: szukali schronienia w przydrożnej tawernie za miastem, zastali ją spaloną i spustoszoną, teraz szukają tylko czegoś do jedzenia i bezpiecznego miejsca, zanim ruszą dalej. Nie wspomina o regimencie, Kolesnikowie ani bramie. Zachowuje spokojny, obojętny ton - nie prowokuje, nie ucieka wzrokiem, ale i nie wdaje się w zbędne szczegóły. Na pewno jakby ucieszy się, że to ludzie, a nie pomioty, to zaznaczy. Uważnie ocenia ich wygląd: barwy, herby, jakość uzbrojenia, dyscyplinę, czy noszą coś, co kojarzyłoby ich konkretnie z Siege Stern. Będzie próbował delikatnie wybadać, czy to w ogóle oni (pytania w rodzaju "a wy z jakiego regimentu, panowie?" - pytanie zwykłego, wystraszonego cywila, nie zwiadowcy) i czy mają jakiś plan wobec Chaosu i miasta. Jeśli sytuacja zacznie się robić niebezpieczna to skończy rozmowę najszybciej jak się da, bez gwałtownych ruchów i zawraca z Thiemo do bramy tak szybko, jak to możliwe - bez wzbudzania podejrzeń. Jak gonią, to sami też biegną, w tempie Thiemo. Jeśli natomiast rozmowa przebiegła spokojnie, to powiedzą, że coś kupią i pójdą zjeść do jednego z opuszczonych domów. Nie przyjmą oferty gościny czy spotkania z 'szefostwem'.

    C) Jeśli nikogo nie spotkają:
    Dokładnie obejrzą okolicę magazynów i piekarni z zewnątrz - ślady walk, zniszczeń, czy widać ruch, czy budynki są strzeżone, splądrowane, spalone. Duivel postara się zapamiętać szczegóły (rozkład, ewentualne wyjścia, ślady na ziemi) na wypadek, gdyby regiment musiał tu wrócić z siłą. Potem zawracają do bramy na obiad, referując Kolesnikowowi to, czego się dowiedzieli u Alberta i co zobaczyli na miejscu.

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    CioldanC Cioldan

    — To chodźmy do tego Hempe. Prowadź, na pewno wiesz gdzie to jest, Thiemo. — Duivel rzucił to bez wahania, jeszcze zanim tylne drzwi piekarni zdążyły się zaryglować za nimi. Bliżej, szybciej, konkretniej - reszta to już strata czasu, na który nie było ich stać.
    Szli z powrotem podobnymi samymi, pustymi uliczkami, tym razem w trochę innym kierunku. Elf trzymał się ciut z tyłu i bardziej na prawo od swego towarzysza, jak zwykle rozglądając się po oknach i bramach, ale tym razem pozwolił sobie na chwilę rozmowy, chciał zjednać sobie Thiemo, więc postanowił przybliżyć mu swoją osobę.
    — Nie przepadam za większymi miastami — powiedział to bez większego dramatyzmu, jakby stwierdzał fakt pogody — Ale nie myśl, że wyrosłem gdzieś w koronach drzew, z dala od ludzi. Urodziłem się blisko Krausnick. W wiosce, nie w lesie. Rodzice i starszy brat, oni są z Laurelorn, z tej części w Nordlandzie. Ja już Ostlandczyk z urodzenia — wzruszył ramionami, jakby to była drobna, nieistotna różnica, a jednocześnie coś, co tłumaczyło więcej, niż chciał na głos przyznać.
    — Mój wuj handlował w Ristedt. Nazwisko Manc, jak żeś handlował z kimś stamtąd to może i słyszałeś gdzieś to nazwisko — dodał, patrząc przez chwilę na zamknięte okiennice mijanej kamienicy — Dużo tam bywałem. Więc wiem, jak to jest, gdy sąsiad przestaje ufać sąsiadowi... — zerknął w bok, jakby uprzedzał kolejne pytanie, zanim padło.
    — Eonir jestem, nie Asrai. Nie czaruję. My w ogóle mniej mamy tego we krwi niż tamci z lasów pełnych magii. — Powiedział to zwięźle, rzeczowo, bez cienia dumy czy wstydu - po prostu fakt, który mógł się przydać, żeby stary milicjant nie zaczął się doszukiwać w nim czegoś, czego tam nie było, a bardziej, żeby zaczął widzieć bardziej swojskiego towarzysza, niż zwykłego 'chudego'.
    Gdy skończył, zamilkł i jego wzrok zaczął wędrować intensywniej - po dachach, po bramach, po cieniach między kamienicami. Ręka sama zawędrowała bliżej łuku, choć jeszcze go nie zdjął z pleców. Cisza ulic, która wcześniej była tylko niepokojąca, teraz, im bliżej centrum, zaczynała ciążyć inaczej - jakby miasto wstrzymywało oddech. Pojedyncze odgłosy tylko potęgowało to wrażenie.
    — Thiemo, widzę, że świetnie radzisz sobie z fajką. Może przy kuraku poczęstujesz trochę? — nie palił, spytał, gdyż chciał wybadać na ile towarzysz mu ufa...
    Thiemo wskazał drzwi do Hempe, bili już bliziutko

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    zdecydowanie:
    b) iść do magazynów zbożowych i/lub piekarni Hempego (ok 10-15 min)

    także, pisać jak poprzednio same pytania i w tej samej konwencji pisać post, czy może jakiś dialog robić w 'Bastion 2521 - pogadanki'?
    jak daleko mogę się posunąć w historii (nie pytam o to co może się zdarzyć)? czy pisać coś o powrocie do Kolesnikova i jak jedzą obiad, czy takie rzeczy to raczej w deklarkach jako jedna z wielu możliwości?

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    Heja!
    Ja wciąż na wakacjach, więc niestety nie byłem w stanie rozegrać sceny w doc.
    Udało mi się jednak coś sklecić.
    Myślę, że ta rozmowa zajmie im jakieś 15 min, czyli do kuraków zostanie im pół dzwona, a muszą też wrócić...
    — Duivel chciałby pójść z Thiemo do Jego brata, ale może czasu zabraknąć... Może coś Albert powie o okolicznych domach, to odwiedziliby jeszcze kogoś wracając na obiad. Wtedy praktycznie ten sam zestaw pytań by padł.
    — Jeśli w kolejnej turze ma dojść do raportu dla Kolesnikova, to Duivel powie wszystko czego dowiedziałby się od Alberta i ewentualnego drugiego domu. Do tego powie, że dobrze byłoby się jakoś odróżniać od tamtych bo z opisu to wyglądają podobnie do naszych. Herb Ostlandu jakoś wyrysować na ciuchach czy cuś, żeby wzbudzić zaufanie
    — jeśli ktoś wparuje do chaty Alberta podczas rozmowy to elf momentalnie bierze łuk i odskakuje do tyłu aby spróbować chociaż oddać dwa strzały. Rzuci tylko do Alberta 'to Ci źli?!'
    — po rozmowie u Alberta zakłada kaptur i ściąga pewnie dopiero gdy wróci na obiad.

    Chyba tyle...

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    CioldanC Cioldan

    Przez większość rozmowy Duivel milczał, pozwalając Thiemo prowadzić - to jego miasto, jego znajomy, jego prawo do pierwszych pytań. Elf siedział przy stole, w kapturze, przytakując tam, gdzie wypadało, czasem rzucając krótkie "mhm" albo "rozumiem", nie przerywając wspominkom o dawnych czasach ani żalom piekarza. Obserwował za to uważnie twarz Alberta - te małe rzeczy, których słowa nie zdradzają. Drżenie rąk. Spojrzenie rzucane w stronę drzwi za każdym głośniejszym dźwiękiem z ulicy.
    Dopiero gdy Albert skończył swoją przygnębioną tyradę o czekającym go losie, a Thiemo chwilę siedział w milczeniu, Duivel się odezwał
    — Albercie — zaczął spokojnie, rzeczowo, bez zbędnych wstępów — ludzie z twojej ulicy. Sąsiedzi. Wszyscy się pochowali, tak jak ty? Czy ktoś jednak wyszedł, nie wrócił, zniknął, przyłączył się do buntowników? — chciał wiedzieć, czy strach zamknął wszystkich w domach, czy może ktoś już padł ofiarą tego, co działo się w mieście.
    Zawiesił na chwilę wzrok na piecu, jakby dopiero teraz zauważył wygaszony żar. Odsunął kaptur do tyłu, odsłaniając twarz i uszy - nie było już sensu tego ukrywać przed kimś, kto wpuścił ich do własnej kuchni i podzielił się ostatnim chlebem, po czym wrócił do pytań.
    — A ci najemnicy. Ci od tej "ruchawki". Wiesz, skąd byli? Ilu ich mogło być? — nachylił się lekko nad stołem — I to ważne - widziałeś wśród nich kogoś w szatach maga? Albo słyszałeś o czymś takim? Czy tylko miecze i topory?
    Wyczekał w spokoju na odpowiedź, pozwolił wtrącić Thiemo swoje trzy grosze, a następnie przeszedł do kolejnych pytań, jakby układał już w głowie mapę miasta.
    — Dym, jaki widzieliśmy od strony świątyni, z murów — wiesz, co się może palić w tamtej okolicy? — zmarszczył brwi — no i zwierzoludzie. Widziałeś jakieś rogate bestie w mieście, czy to tylko ludzie przeciwko ludziom?
    Ostatnie pytania zadał już nieco ciszej, jakby świadom, że dotyka najbardziej niebezpiecznego gruntu.
    — Została tu jeszcze jakaś straż miejska? Ktokolwiek, kto by się bronił albo organizował opór? — spojrzał Albertowi prosto w oczy — I czy wiesz, gdzie mogliby teraz siedzieć ci, co tym wszystkim dowodzą? Czy to obrońcy miasta, czy co najemnicy, czy ktokolwiek inny.
    Gdy piekarz skończył odpowiadać, Duivel skinął głową, jakby układał sobie w głowie te informacje na później. Wstał, sięgnął po rękę Alberta i uścisnął ją mocno, po żołniersku.
    — Dziękuję. Za chleb, za wino, za to, że w ogóle otworzyłeś drzwi. — powiedział to bez cienia ironii i bez żadnych swoich uśmieszków — Nie poddawaj się jeszcze. Za nami idzie cały regiment, nie tylko garstka zwiadowców. — elf zrobił krótką pauzę i wskazał na drzwi — Zamknij się z powrotem na klucz, zarygluj - jak wyjdziemy. I miej nadzieję.
    Odwrócił się do Thiemo, gotowy zdecydować, co dalej - czy wracać do bramy z tym, czego się dowiedzieli, zanim kuraki wystygną, czy spróbować jeszcze przecisnąć się bliżej Żelaznej, żeby dojść do brata Thiemo.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    CioldanC Cioldan

    Przepraszam za obsuwę. Wakacje już trwają i słabo z czasem.
    Elf wypatruje, śledzi uważnie ruch wokół, wyłapuje jakieś dziwne rzeczyn. Generalnie jeśli kogoś spotkają to da Thiemo mówić pierwszemu, a sam będzie próbował ewentualnie zagadywać o ostatnie wydarzenia i wieści z wolny.

    Elf za przełożonego ma teraz Kolesnikova, choć nadal nie jest mu ufny, to jednak przez szacunek do Petry i Inez, nie chce robić jakiegoś rabanu i traktuje sierżanta z należytym szacunkiem na jaki zasługuje jeden z dowódców w armii Marchii, a nie zbój. Dlatego informację o włazie przekazał tylko Kolędników właśnie i to na uboczu.

    Komentarze
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa