ja weekendy wyjazdowe i w porę nie ogarnąłem.
Post poszedł i raczej wszystko jasne. "Świta Duivela" zostaje z regimentem, przydadzą im się dodatkowe osoby do pomocy. Chyba, że Kolesnikov chciałby zabrać elfki, to oczywiście pójdą, ale Duivel sam tego pomysłu nie rzuci.
Cioldan
Posty
-
Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed) -
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyElf wysłuchiwał opowieści wojaków o zamtuzach. Nie dziwiło go w ogóle odejście od tematów wojny czy nawet samych potworów z nocy. Nikt też nie wspominał o brakujących wojakach, jakby wszyscy łudzili się, że oni zaraz wrócą, że uciekli i teraz wracają do obozu. Ich oderwanie od spraw trudnych zostało brutalnie przerwane przez wysłannika szefowej. Elf, aż lekko się zachłysnął gdy usłyszał słowa "zbieraj swoich ludzi. Szefowe was wzywają", domyślał się co to oznacza. Wstał od stołu gdzie zostawił pustą miskę po posiłku, zabrał ze sobą jednak kubek z jakimś gorącym napojem. Rozgrzać się musi do końca. W milczeniu dotarł z resztą oddziału do szefowych. Duivel słuchał uważnie słów Petry, z kubkiem w dłoni. Zamokły list, bunt w regimencie, lojaliści, buntownicy. Słowa spływały po nim jak woda po liściach - nie dlatego że go nie interesowały, ale dlatego że jego głowa wciąż była gdzie indziej. W lesie. W nocy. W tym wyciu.
- Ten regiment Siege Stern... - zaczął mówić obok Stefana i Tobiasa, jakby myślał głośno, ale w ciszy która panowała, każdy mógł go usłyszeć - ...z Ostlandu to on, tak? Bo jeśli tak, to ktoś z was pewnie wie o nim więcej niż ja. Dla mnie to tylko kolejna nazwa. Bunt w środku wojny, tak blisko wroga... to albo ktoś bardzo głupi albo bardzo pewny siebie - zmrużył oczy i dokończył - albo te pomioty mu namieszały w głowie...
Więcej nie dodał. Dopił swój napój, łuk miał już przewieszony przez ramię, nawet przy obiedzie nie ściągał go z siebie.
Gdy narada się skończyła, podszedł do swoich kuzynek i odezwał się po elficku, żeby tylko one słyszały. - Ruszamy z Kolesnikovem dalej, bierze tylko swój oddział. Przekażcie reszcie naszym, żeby pomagali ile mogą rannym i całemu regimentowi. Wy dwie miejcie oczy szeroko otwarte i bądźcie czujne. W dzień sobie poradzą z wychwyceniem wroga, ale nocą macie być czujne i .... pomocne. Proszę słuchajcie Petry i Inez, dobrym wyborem będzie też Alessia. Widzimy się w Wendorf.
Kuzynki przytaknęły bez słowa. Lindara już spinała kołczan. Eponia sprawdzała cięciwę.
Kolesnikow zbierał swoich. Duivel dołączył bez zbędnych słów, gdy tylko zebrał niezbędny ekwipunek. Mijali resztki pogorzeliska, a w głowie znów wyświetlał mu się obrazek z dnia poprzedniego.
- Ten regiment Siege Stern... - zaczął mówić obok Stefana i Tobiasa, jakby myślał głośno, ale w ciszy która panowała, każdy mógł go usłyszeć - ...z Ostlandu to on, tak? Bo jeśli tak, to ktoś z was pewnie wie o nim więcej niż ja. Dla mnie to tylko kolejna nazwa. Bunt w środku wojny, tak blisko wroga... to albo ktoś bardzo głupi albo bardzo pewny siebie - zmrużył oczy i dokończył - albo te pomioty mu namieszały w głowie...
-
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyNoc minęła szybko, pewnie przez brutalną walkę. Gdy krzyki wyrwały go ze snu, Duivel był na nogach natychmiast, tak samo jak i jego kuzynki. Walka zaczęła się zanim zdążył w pełni ogarnąć sytuację. Las wrzeszczał, obóz płonął, a on wciąż szukał celu.
Miał przewagę nad ludźmi - elfie oczy radziły sobie w ciemnościach lepiej niż większość wokół. Ale i tak mgła, dym i wzbity kurz robiły swoje. Strzelał. Raz, drugi, trzeci. Nie zawsze wiedział czy trafił, bo tłum i ciemność pochłaniały i strzały i ich skutki. W pewnym momencie natknął się na uciekających - może milicjantów, może ciury obozowe, nie było czasu dociekać. Widział jak wilcza bestia dopadła jednego z nich od tyłu, powaliła go, i wtedy wolał nie patrzeć dalej, bo nie mógł nic zrobić... oprócz strzelania dalej.
Gdy race rozjaśniły niebo, odetchnął. Rozpoznał gest. Teraz sam też na chwilę zmrużył oczy, gdyż przyzwyczaił się już do ciemności, a nie jest łatwo przejść ot tak z widzenia nocnego na 'zwykłe'. Zwierzoludzie na szczęście również zostali oślepieni, a ludzkie szeregi zebrały się na nowo. Duivel, gdy już ogarniał z powrotem gdzie wróg, a gdzie przyjaciel, posłał jeszcze kilka strzał w stronę rogaczy którzy ugrzęźli w błocie po czarach maga. Niezbyt szlachetne zajęcie, ale jakże skuteczne.
Ku końcowi bitwy namierzył kobietę na koniu z kuszą. Obserwował przez chwilę jak z siodła, samymi kolanami trzymając klaczkę, przeładowuje broń w środku bitewnego chaosu i posyła bełt prosto w pierś włócznika który już szykował się do pchnięcia. Albo miała nieludzkie szczęście albo po prostu była wyjątkowo dobrą strzelczynią - elf uznał że to jednak drugie.
Eponia i Lindara trzymały się blisko przez całą noc. Nie potrzebowały jego wskazówek - wiedziały co robić. Kargun, jak to Kargun, gdzieś w nocnym tumulcie rąbał obok Eitrima. Felix kręcił się przy rannych. Leni - ostatni raz widział ją schowaną pod tarczą, ale o świcie stała już przy nim ze swoją procą i miną człowieka który całkowicie wyspał się poprzednią noc i absolutnie nie rozumie o co wszystkim chodzi.
Teraz siedział przy ognisku Kolesnikova z miską w dłoniach. Zjadł w milczeniu połowę porcji zanim w ogóle poczuł smak. Dopiero gdy sierżant skończył swój sarkastyczny monolog o tym kiedy wyślą ich dalej, elf uniósł głowę i rozejrzał się po twarzach wokół. Wyczerpane. Osmalone. Żywe.
Gdy usłyszał słowa Stefana skierowane do niego, uśmiechnął się - choć wyglądało to dość ... krzywo - próbując okazać sympatię.
- Pod wozem? Bracie, gdybym się chował pod wozem to nie miałbyś teraz obok siebie nikogo kto mógłby ci powiedzieć że wyglądasz jakbyś spał w tym piecu, a nie obok niego. - Duivel machnął ręką w stronę nadal tlących się szczątków jednego z namiotów.
- Ale dzięki, wiesz widzę więcej nocą, starałem się trafiać tych sku***, ale nie ukrywam, wiedziałem też wcześniej skąd biegną, więc łatwiej było mi ich unikać. Zresztą widziałem też inne horrory lepiej niż Wy, ludzie. Łatwo to z głowy nie wyjdzie, ale cóż, wojna, prawda?
Przerwał na chwilę, pijąc łyk czegoś ciepłego co ktoś mu wcześniej wcisnął w rękę.
- Trzymam się. Kuzynki też. Dobrze, że i Wy się trzymacie - dodał spokojniej, i był w tym stwierdzeniu zupełnie pewny.
Obrócił miskę w dłoniach. Spojrzał w stronę lasu.
- Ta kobieta z kuszą... ta w bordowej brygantynie. Widziałem ją w akcji w nocy. - rzucił między jednym kęsem a drugim. - Von Falkenhorst to ona była? Jeśli tak, to chyba rozumiem dlaczego jest przywódczynią i ludzie za nią idą.
-
Rozmowy o zbiórce na forumTeż chętnie się dołożę :).
-
Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)Mi odpowiada pisanie w wątku przeniesionym, bardziej widać kontynuacje i łatwiej znaleźć jakieś info dzięki ctrl+f ;). Jednak nie będę się upierał i nowy wątek też brzmi ok :).
Innych pytań chyba brak, także czekam spokojnie na post
-
Powitania, pożegnania i powrotyCześć wszystkim:) spóźnione powitanie ;), ale zawsze warto.
Jak ktoś chce z LastInn jakąś sesje, a kompletnie nie chce bawić się w dostęp do deepweb, to WaybackMachine całkiem dobrze sobie radzi, szczególnie z krótkimi sesjami ;). Można tam też sprawdzić jak LI się zmieniało.
Jeszcze co do LI... to obecny dział w nazwie ma też pożegnania, a rok temu troszkę życie (i fakt, że nie bardzo mogłem się logować na forum z laptopa służbowego) mnie wykluczyły z LI i nie zdążyłem podziękować za grę... myślałem o powrocie, a tu takie info, że reaktywacja, więc super ;).Co do sesji w których brałem udział
@gladin sory, że na Discordzie nie odpisałem, ale wchodzę tam baaardzo rzadko. Jak skończyła się (umarła) sesja o Straży Pożarnej, bo pod koniec mojego grania były tam jakieś wątpliwości? Jak jeszcze coś będziesz kiedyś w Discworld planował, to na bank się zgłoszę.
@mike dzięki za Tajemniczą Wyspą, ale co się z nią stało? planujesz może coś jeszcze w Dungeon World prowadzić? bo sesja była fajna, a i podręcznik dość ciekawy.
@prince_iktorn dzięki za Gwiezdne Wojny. Cularin wiadomo, skończyło się, ale co z Genariusem. Ja odpadłem gdy chowaliśmy się w beczkach ;). Jak będziesz kiedyś planował coś ruszyć w świecie Star Wars, chętnie dołączę.
@pipboy79 dzięki, że mnie wtedy zgarnąłeś do reaktywacji Kultystów, ale moja postać była za słabo rozwinięta i jakoś nie byłem w stanie się w nią wczuć. Jednak nie mogę się doczekać kontynuacji Bastionu, a i gdzieś tam Sodraland jeszcze czeka :>.Pozdrawienia dla wszystkich
PS.
Czy ktoś kojarzy taki twór jak Ultimate Dragon Ball (UDB)? Później chwilowo działało też URPG już zdecydowanie bardziej ogólne. -
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy- Szanowny łowco Muznelu, jako jedyny udałem się do karety, gdy ta była w rzece. Byliśmy zaskoczeni całą sytuacją i nie miałem żadnych narzędzi, które mogłyby mi pomóc. W wozie pływały różne dokumenty, niestety nie odważyłem się wyciągnąć ich z tego chlewu, bo martwe ciało w środku zaczynało już gnić, a zdecydowanie nie potrzebowałem wtedy zakażenia. Były tam różne symbole, które współgrają z tymi noszonymi przez podejrzanego maga. Później znajdowaliśmy różne ślady. Na wozie były znaki po ataku jakiejś bestii, a następnie widzieliśmy to również na ciałach porozrzucanych po okolicy. Z magiem mieliśmy jeszcze czynność później. Po intensywnej walce z jakąś latającą bestią pomiotu chaosu, mieliśmy chwilę wytchnienia. Gdy trafiliśmy na kolejne ślady martwych kultystów, spotkaliśmy właśnie Jego. Ewidentnie sam sobie poradził z tym ścierwem bo potwory nie miały śladów po mieczach czy strzałach. Moje zaufanie do niego? Jest tak naprawdę związane z bezgranicznym zaufaniem do Alezzi, a ta stawia się za nim za każdym razem. Zresztą jedyną osobą, która go ciągle podważa to Teodebert, a moim skromnym zdaniem, jest on nieco... szalony. W obecnych czasach potrzeba nam ludzi silnych wiarą, jednak ze wszystkim można przesadzić...- zakończył Elf, ukłonił się nisko. Poczekał na jakąkolwiek odpowiedź czy gest wskazujący, że może odejść. Na koniec, gdy wychodził rzucił jeszcze hasłem "Chwała Sigmarowi!". Poszedł coś zjeść i spać, bo nie było już towarzystwa do wieczornego posiedzenia, a nie był też wyznaczony do nocnej warty. Namiot rozbity miał blisko swych kuzynek raczej pod koniec obozu. Ogólnie panował spokój i było nad wyraz cicho jak na tak dużą zbieraninę. Elf nie wierzył w przesądy, także hasło "cisza przed burzą", jakie usłyszał idąc do swego namiotu, nie ruszyło go zbytnio. Zadowolony był, że w końcu się wyśpi i cała regiment będzie rano gotowy do uderzenia na Wendorf. Przed zaśnięciem, zmówił jeszcze cichą modlitwę do Sarriel, zdjął buty i zasnął szybciej niż się spodziewał.
Jeszcze w nocy obudził go atak na obóz. Wyszedł w miarę szybko z namiotu, na szczęście żadna strzała nie trafiła jeszcze elfów. W ekspresowym tempie założył buty i wyciągnął swój łuk i strzały. Był gotów do walki, ale jeszcze nie ogarnął się gdzie jest wróg i z której strony strzelają. Patrzył co rusz w górę czy aby żadna strzała nie leci w niego. Jego kuzynki też już był gotowe aby ruszyć w stronę Kolesnikova, bo póki co to właśnie do niego byli przypisani. Nigdy nie przyszło mu do głowy, że będzie bronił Ostlandu, pod obcą banderą jakiejś Górskiej Marchii i w oddziale Hochlandczyków. Nie było jednak czasu na przemyślenia o losie, trzeba wziąć sprawy w swoje ręcę.
- Skąd dranie strzelają?! NIECH MAGOWIE ROZJAŚNIĄ LAS WOKÓŁ NAS!- starał się zawołać tak głośno jak tylko potrafił. Następnie już podniesionym tonem mówił do Kolesnikova, ale jeśli obok był jeszcze jakiś dowódca to też by usłyszał
- Może zgaśmy ogniska, a podpalone drwa niczym pochodnie rzućmy w las. Może ich odstraszymy, a powinniśmy też lepiej widzieć.- mówił ogólnie, chociaż jako elf miał przewagę w rozpoznaniu terenu w ciemności. Także bacznie się przyglądał i zwrócił się do kuzynek
- musimy mówić ludziom o wszystkim co widzimy wokół polany, skupcie się i nie oberwijcie!-Lindara i Eponia stały przykulone przy nim. Nie odzywały się, bo nie miały żadnego zamiaru przejmować inicjatywy, więc miały czas aby już rozejrzeć się i namierzyć ewentualny cel.
Leni gdzieś w obozie złapała za swą procę i schowała za pasek, zdjęła jedną z tarcz na wozie i schowała się pod nią, aby przypadkiem nie dostać losową strzałą. Kargun ze swym orężem postanowił kroczyć za Eitrim, który z kolei trzymał się blisko krasnoluda-rycerza. Felix chował się pod tarczą, ale jego priorytetem była pomóc rannym. W ten sposób, po słyszalnych okrzykach znalazł się przy Jeagerze by pomóc leżącemu rannemu wojakowi. -
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyRuiny, przed przybyciem głównego regimentu
Duivel zgodził się ze Stefanem, że koniecznie trzeba poinformować przełożonych o znalezisku. Jednak zanim zdążył powiedzieć swoje, ten zaczął już działać. Elf już zdążył się przyzwyczaić do tego jak Jeager działa. Jest na pewno prędki, szybko podejmuje decyzje, choć wydaję się czasem, że bez pomyślunku. Jednak to było zdanie Mundo-naru, a on ogólnie odbiera ludzi inaczej niż oni widzą siebie nawzajem. Planował wyciągnąć tubę i zachować ją aż do przyjścia Petry, ale po chwili przyszedł Stefan wraz z kilkoma ważnymi osobistościami, w tym najwyższym łowcą czarownic. Starał się jeszcze stroić miny i kiwać głową, aby o tubie nikt nic nie powiedział, ale jego próby wydawały się bardziej komiczne i ktoś musiałby mieć naprawdę farta żeby domyślić się o co chodzi. Grzecznie poczekał, aż wszyscy przyglądną się ciału i tubie. Zaznaczył jednak dość stanowczo jak na swoją pozycję- Z otwarciem tuby, zaczekałbym do momentu pojawienia się Petry i Inez, wydaje mi się, że będą to sprawy wojenne, a to One są przedstawicielkami Górskiej Marchii Falkenhorst. Z całym szacunkiem...- ukłonił się nisko na koniec, ewidentnie śledczemu Munzelowi.
Następnie wziął na bok Jeagera
- Nie zdążyłem Ci podziękować za miksturę. No więc.... dziękuję, na pewno się przyda. Wziąłem ją jedynie dlatego, gdyż uważam, że nie powinno się odmawiać gdy ktoś Ci coś daje. Sam też ją otrzymałeś, ale wiec, że ja nie mam zamiaru przekazywać jej dalej. Żeby też była jasność, w pierwszej kolejności leczę Lindarę i Eponię, trzeci może być Azur, bo polubiłem tego psiaka. Później pewnie wedle obrażeń, ale chcąc nie chcąc będę pamiętam od kogo ją dostałem. Rozgadałem się, a Ty na pewno masz już jakieś plany na działanie!- elf nic nie wspomniał o tubie i planach, bo przecież wcześniej ich nie wypowiedział, więc uznał za bezsensowne wypominać komuś podjęte decyzje, gdy samemu się nic nie zrobiło.
Drużyna Duivela
Podróż minęła im już spokojnie. Odkąd w grupie pojawiły się jego kuzynki, to elf czas głównie spędzał z nimi. Razem chodzili na czujki, przemierzali pobliskie lasy, a że byli nieco szybsi od ludzi to starali się czasem zebrać jakieś jagody czy jeżyny. Z lasem byli za pan brat, więc potrafili odróżnić owoce leśne jadalne, nawet od tych przyswajalnych, ale mniej smacznych. Jedno z nich jednak zawsze większą uwagę skupiało na okolicy, by szybko rozpoznać ewentualne zagrożenie.
Duivel kochał swe siostry stryjeczne, jednak to nie było tak, że pragnął przebywać tylko z nimi. Czuł się też w takim obowiązku. Odkąd jego kuzyn zaginął, a Lindara i Eponia dołączyły do wojny, wie, że po prostu musi się nimi zająć. Poza tym, reszta Jego ekipy trzymała się już z nowo poznanymi osobnikami. Kargun, mimo iż pracował u elfa, nie był jakimś wyjątkowym przyjacielem szpiczastouszych. Ba! Nawet ciężko było go nazwać krasnoludem przychylnym elfom. Miał oczywiście dobre relacje z rodziną Mundo-naru, ale poza tym nie znał ani jednego przedstawiciela ich gatunku i raczej nie zamierzał poznawać. Dalej chętnie wypiłby z Duvielem i porozmawiał, ale to by było na tyle. To nie był Jotunn, który za swym przyjacielem wskoczyłby w ogień (i vice versa). Także Kargun właśnie przebywał głównie Eitrim oraz nowo zwerbowanym pobratymcem.
Felix szybko się zaaklimatyzował. Mimo braku jakiegokolwiek dokumentu potwierdzającego jego zdolności medyczne, szybko dał się poznać jako osoba z umiejętnościami lekarskimi. Starał się pomagać nawet gdy ludzie byli po prostu przeziębieni, albo mieli jakiś większy ból głowy. Zgłosił się na ochotnika do pracy z ziołami i do ich zbierania. Próbował stworzyć jakieś trucizny w postaci smarowideł na broń. Wolny czas spędzał z milicją, a szczególnie starał się być w pobliżu Christiny Wurfer, która mu mocno imponowała swoją zaradnością i historią.
Najbardziej rozpoznawalną, albo lubianą, osobą z grupki Duivela była zdecydowanie Leni, która swoją miłością do kuchni, podbiła serca, a raczej żołądki, wojaków. Odnalazła się w nowej roli jak ryba w wodzie, wciąż się uśmiechając i rozmawiając bez wytchnienia. Po kolacji jednak, gdy tylko była taka możliwość, zawsze szła do dwóch elfek, gdyż traktowała je jak najbliższą rodzinę.W obozie
Podobnie sytuacja wyglądała podczas rozstawiania obozu na polanie, każdy zajmował się tym co umie najlepiej. Chwilową sielankę przerwało jednak jakieś napięcie w południowej części obozu. Duivel dostrzegł tam Thedeberta, więc czym prędzej ruszył by zobaczyć całe to zamieszanie. Szczerze był zszokowany jak Theo może być tak niewdzięcznym i chwilę po uratowaniu mu życia, zacznie sypać jakimiś wymyślonymi oskarżeniami w kierunku Petry czy Inez!
Stefan już zdążył stanowczo zareagować na idiotyzmy biczownika, a elf pomyślał sobie wtedy tylko " weź nie pytaj, weź mu jebnij ". Sam Duviel postanowił też działać szybko. W mgnieniu oka doszedł do odchodzącej grupki w postaci Łowcy Czarownic, Inez, Petry i Harolda.- Muszę coś powiedzieć. Wyboczcie szanowni, ale to ważne. - mówił będąc w ciągłym pokłonie - W wozie, którym jechał czerwony mag, była widoczna jakaś książeczką z pieczęciami, ale nie dość, że była nadpalona od obrażeń jakie doznał wóz w wyniku ataku pomiotów chaosu, a do tego już przmoczona, gdyż pojazd trafił do rzeki. Następnie na polu walki z jakimś nienaturalną latającą bestią, pomogliśmy sobie nawzajem. Nie bronię tu maga, ale chcę pokazać jak absurdalne są zarzuty wobec Petry i Inez. Bądźcie pozdrowieni i niech Sigmar pomoże Wam podjąć dobrą decyzję! - nadal w pół zgiętej pozycji elf jakby odsuwał się na bok, gdyż nawet nie liczył na odpowiedź. W sumie nie wie na co liczył, postanowił tym razem reagować.
-
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyElf zajął się swoją ranną kuzynką. Dwójka trupów mogła poczekać... i tak nic więcej nie można było zrobić. Ich tymczasowy dowódca w końcu zaczął zarządzać grupą, nawet podszedł w miejsce gdzie Tomas i Jurgen leżeli bez ruchu. Wyglądało jakby chciał się upewnić, że na pewno nie da się już im pomóc.Jedyna rzecz jaką można było zrobić dla martwej dwójki, to godnie ich pochować. To też musiało zaczekać, gdyż Stefan zaczął organizować sprzęt i namioty, by pomóc innym poszkodowanym.
Do Duivela i Jeagera dołączył jeden z łowców czarownic. We trzech 'prace' szły dość szybko. Elf w pewnym momencie zagadał do Harolda.
- Powiedz mi szanowny łowco, jak rozpoznajecie heretyków? Bo powiem szczerze, że ten cały Theo, którego pojmaliście przy przewróconym pomniku, to niedawno do nas dołączył i przez ostatni miesiąc nie widziałem nikogo aż tak żarlwiie przemawiającego w imię Sigmara. Zdziwiłem się widząc go podejrzanego o zniszczenie posągu, a nawet lekko rozbawiło biorąc pod uwagę poziom jego wiary. Bo wiesz, ja mogę za niego poświadczyć. Charakter ma trudny, ale potrafił nas wszystkich zmotywować żarliwą modlitwą- .
W trakcie rozmowy zdołali podleczyć kolejną osobę i pracowali dalej.
Lindara w tym czasie, z nowymi siłami, poszła na czaty wraz z jednym z ludzi Kolesnikova. Z jednej strony była ciekawa czy pomioty chaosu nie szykują kolejnej zasadzki, a z drugiej chciała zobaczyć czy jej siostra przypadkiem nie wraca z odsieczą. Okazało się, że Elfka miała dobre przeczucie, gdyż po kilku chwilach, krzyknęła - Ktoś jedzie! - . Dało wyczuć się entuzjazm w jej głosie, gdyż ewidentnie słyszała odgłos końskich kopyt. Raczej łatwo było odróżnić ten stukot od różnych pół-ludzi z lasu, którzy przecież często również mieli kopyta.
Eponia wróciła cała i zdrowa i była wielce uradowana, że jej siostra również jest w dobrym stanie, choć ubranie wskazywało na coś innego. Ich powitanie szybko przerwał Munzel - dowódca łowców czarownic - który wydał rozkazy. Mimo, że nie był jakkolwiek związany z grupą Petry, to wszyscy grzecznie posłuchali, łącznie z Gretą, która przecież zarządzała wszystkimi gebirgsjaeger. Jako, że Lindara stała teraz koło nich, to również poszła wykonać polecenia Munzel'a.
Duivel wykorzystał wolną chwilę, by bardzo dokładnie przyjrzeć się ruinom w których już wcześniej był. Przeszukał też najbliższe okolice, gdzie trwały walki, a następnie drogę ucieczki i gonitwy. Może akurat któryś z łowców przeoczył coś drogocennego, bądź ważnego. Wrócił do grupy, gdy przybyła Petra, Inez i cała reszta wojaków. Serdecznie uśmiehnął się do Sorokiny, gdy ta przechodziła obok i z dużym uśmiechem skinął głową. Szybko znalazł też Alezzię i nowego maga. Zbliżył się do nich i zagadał z pewną dozą nieśmiałości, ale wzrokiem nie uciekał od ich spojrzeń
- Szanowni magowie, mamy kilku rannych, niektórym z nich przydałaby się dodatkowa pomoc. Proszę, jak zechcecie pomóc, to tam jest namiot w którym leżą ranni... - tu Duivel wskazał w kierunku prowizorycznej siedziby medyków.
Elf następnie udał się do swoich przyjaciół, uściskał się z Leni, która od razu poczęstowała go jakimś zachomikowanym jedzeniem, Kargun już zabrał się do naprawy zbroi uczestników walki, ale znalazł czas na przyjacielski uścisk dłoni z elfem. Na koniec Mund-naru znalazł Feliksa, którego odesłał do namiotu z rannymi, gdyż jako lekarz-amator mógł się w końcu wykazać. Może jeszcze nie dziś, ale jutro rano z pewnością będzie dużym wzmocnieniem 'sanitariuszy'
Elf zauważył zgromadzenie ludzi, gdzie Kolesnikov chyba zaczął opowiadać o wydarzeniach podczas zwiadu. Posłaniec zakłócił opowieść, wzywając Stefana do Petry i Inez. Duivel podszedł do Erika, poprosił o łuka trunku z bukłaku i oznajmił, że chętnie dokończy opowieść o walkach z pomiotami chaosu...
-
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyDuivel oczami wyobraźni zdołał wystrzelić strzałę, odrzucić broń i unikać bojowych psów... to jednak była tylko chwilowa wizja, gdy zobaczył jak szybko ogary zmierzają w ich stronę, pozostało tylko odrzucić broń i szykować się do walki. Ludzie dzielnie stanęli z przodu przyjmując pierwszą szarżę, jednak bestie przeważały ich liczebnie i dorwały się też do elfów. W ferworze walki ciężko było wyłapać co się dzieje, ale w końcu resztka psów uciekła.
Duivel w końcu mógł zobaczyć co się dzieje z jego kompanami. Niestety dwójka ludzi leżała na ziemi bez ruchu, mocno zakrwawiona, Lindara stała dzielnie na nogach, jednak czerwone plamy dawały znać, że mocno ucierpiała, zaś Mundo-Naru oprócz brudu i lekkich zadrapań, znów wyszedł cało z potyczki.- Sprawdź co z nimi, nie wyglądają dobrze... - Lindara jako pierwsza doszła do siebie i odezwała się do kuzyna.
Łowca, posłuchał się i momentalnie ruszył do Jurgena i Thomasa. Sprawdził puls, ewentualny oddech. Mała praktyka w sztuce leczenia dała mu pewność. Obaj nie żyli. Elf był świadom poważnych ran jakie otrzymała Lindara, więc zamknął powieki ludziom i podszedł do kuzynki aby ją opatrzeć. Ta już kucała przy pniu i ciężko oddychała.
Duivel rozejrzał się i spostrzegł, że inkwizytorzy ruszyli za pomiotami chaosu. Pewnie dlatego te kundle uciekły w trakcie walki. Kolesnikov stał jednak dalej w miejscu, więc elf krzyknął do niego- Ej, STEFAN!! Dwóch nie żyje! Lindara mocno oberwała!! Daj mi kogoś do pomocy i z bandażami!! Jakie rozkazy?!?! - krzyczał głośno i chodź wiedział, że to przełożony, to swoje rządania wyartykuował w dość mocnym tonie. Był mocno zawiedziony jego zdolnościami taktycznymi. W sumie to żałował, że nie było z nimi Petry, a tym bardziej Renate, która to sprawiała wrażenie godnej zaufania i decyzyjnej. Nie był to jednak czas na rozważania. Zaczął opatrywać swoją kuzynkę w oczekiwaniu na rozkazy i pomoc.
-
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyOgary były już o krok od rzucenia się do gardeł ludzi. Elfy jednak stały tuż za swoimi kompanami, także również byli narażeni na błyskawiczny atak. Dzięki temu, że oboje szpiczastouszy potrafili błyskawicznie przeładować łuk, zdążyli oddać szybki strzał i odrzucić łuk w momencie gdy ogary już zwarły się z Thomasem i Jurgenem. Dwójka z przodu odrzuciła już wcześniej swoją broń długodystansową i w ostatniej chwili dobyli własną broń długą. Myśliwi nie byli najlepsi w unikaniu ciosów, także od razu przeszli do ataku. Ucieczka nie wchodziła w drogę, więc zdecydowali, że najlepszą obroną jest atak. Jurgen od razu ruszył w stronę pierwszej grupy przerośniętych psów, natomiast Thomas rzucił się dziko na drugą grupę krzycząc ile sił w gardle - ZA SIGMARA!!! .
Sytuacja była na tyle dynamiczna, że początkowo ciężko było stwierdzić czy jakiś zwierz nie pobiegł za którymś drzewem i nie skoczył już na jednego z elfów, nawet nie było pewności czy ostatnie dwie strzały gdziekolwiek trafiły. Znaczy gdziekolwiek na pewno, ale czy wróg miał na tyle "szczęścia", że to miejsce okazało się ciałem któregoś z ogarów. Łuki zostały odrzucone, ale zarówno Duivel jak i Lindara nie zdołali jeszcze dobyć swoich broni do walki w zwarciu...
-
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyDuivel stanął w miejscu, a Lindara od razu domyśliła się dlaczego. Thomas i Jurgen ich wyprzedzili o krok, ale elfka złapała za ich odzienie, aby nie szli dalej. Mundo-naru wziął swój łuk w dłoń, a w drugiej trzymał już strzałę. Myślał aby rozpocząć ostrzał samemu, ale z drugiej strony nie chciał wychylać się przed szereg. Spojrzał w stronę w Kolesnikova, pokazał wymownym gestem, że wróg czeka na nich za zasiekami.
Napięcie rosło, a już lekko słyszalny warkot ogarów sprawiał, że jeżyły się włosy. Inne grupy też jakby zwolniły bądź zatrzymały się całkiem. Elf jeszcze zastanawiał się czy konni łowcy czarownic dołączą się do wspólnej walki, czy może będą się jedynie przyglądać. Thomas i Jurgen po wcześniejszych niewielkich roszadach wciąż byli jakby z przodu i chyba nie do końca im się to podobało. Rozpoczęli cichą modlitwę do Sigmara. Niestety byli na tyle blisko siebie, że chwilowo elfy musiały opierać się głównie na wzroku.
Cała czwórka przygotowała już łuki. Dwójka ludzi zaczęła delikatnie się wycofywali, ale Lindara zaczęła robić to samo, gdyż pomyślała, że powinni się wycofać wszyscy i złożyć raport. Jej kuzyn zresztą tak samo to zintepretował. Nie domyślili się, że Jurgen i Thomas chcieli po prostu znów być za plecami elfów. Szli powolutku do tyłu, tak aby łuki mieć wycelowane w ewentualne pędzące ogary. Mundo-naru korciło aby oddać ten pierwszy strzał. Domyślał się, że ogary od razu rzuciłyby się wtedy w ich kierunku. Tyle, że skoro tam czekają, to znaczy, że ktoś nimi kieruje, ktoś z planem. Dobrze byłoby omówić taktykę z tymczasowym dowódcą, wielka szkoda, że przed zwiadem nie został wydany rozkaz jak się zachować gdy zobaczą wroga pierwsi. Czasem też zerkali w prawo, czy aby nikt nie wyskakuje z lasu. Duivel jeszcze raz popatrzył na Stefana K. i wymownie wskazał swój łuk z napiętą cięciwą, a głową wskazywał na pułapkę. Gdyby dowódca wydał rozkaz strzału, cała czwórka zaczęłaby kolejną bitwę.
Eponia w tym czasie pędziła wraz z sześcioma Gebirgsjäger w miejsce w którym rozstała się z siostrą, kuzynem i resztą zwiadu.
-
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy- sierżancie! Gdzież prowiant w błoto?! Można zdjąć to bez koniecznego brudzenia...- Duivel z niedowieżaniem patrzył jak kolejne rzeczy lądują w błocie. Tak jak wina nie było mu szkoda, tak prowiant sćiągał sam z Lindarą, aby nie zmarnować tak cennego towaru. Koce mieli swoje, to o to nie dbał. Eponia swoje jedzenie już wcześniej rozdzieliła między swoją siostrę i kuzyna. Zaś łuk i resztę ekwipunku zabrała ze sobą. Po sugestii Stefana J., wzięła też ze sobą psa. Miała tylko nadzieje, że ten nie zejdzie z tego świata, podczas drogi do Alezzi.
Mundo-naru z przyjemnością zjadł posiłek, a wcześniej starał się wystawiać łuk na przebijające się promienie słoneczne, aby cięciwa szybciej doszła do siebie. Wytarł ją też wcześniej w jakieś suche szmaty, a także porządnie otrzepał z pozostałych kropel. Lekko też napinał i puszczał, co miało spowodować szybsze wyschnięcie.
Gdy już ruszyli w dalszą drogę, przyłączył się do różnych rozmów. Gdy usłyszał, że ludzie myślą o ciepłym schronieniu w Wendorf, to od razu wypalił
- nie liczyłbym na to. Jak ci kozojebcy dotarli już tutaj, to całkiem możliwe, że i w Wendorf byli. Nie wiem czy przejęli miasto, ale możemy się z tym liczyć- chciał kontynuować, ale przerwała mu kuznka, która prawdopodobnie stwierdziła, że trzeba nieco sprostować ponure wizje pobratyńca
- Miasto co najwyżej jest opustoszałe. To oznacza, że na pewno znajdziemy jakieś schronienie z kominkiem, który można rozpalić. Skupmy się jednak na drodze.- przekazała dość mocnym głosem elfka, choć widać było, że mówienie nieco grubiej i głośniej niż zwykle, sprawiło jej spory wysiłek.Następny odezwał się Kolesnikov, a chwilową dyskusję zakończył elf, który znów nie wysilał się na optymizm
- dokładnie, aby myśleć o odpoczynku w Wendorf. Najpierw trzeba tam dojść!!-
Jak na złość, po chwili wyłonił się przykry obrazek martwych ludzi. Zgodnie z poleceniem sierżanta, dwójka elfów przyłączyła się do przeczesywania okolicy. Wiązało się to z oględzinamy zwłok. Ewidentnie już ktoś obracał te martwe ciała i to w celu obłowienia się ewentualnymi monetami czy innymi przydasiami. Przy paru ciałach zobaczył też dodatkowe rane kłute na klatce piersiowej, tak jakby ktoś dobijał ledwo żywych rannych. Jakby tego bylo mało, na wskroś drogi, ktoś 'ułożył' krzaki. To ewidentnie była jakaś przesieka, która miała zatrzymać na chwilę przechodniów. Pytanie tylko skąd zwierzoludzie obserwowali swoją zasadzkę? Najprawdopodobniej polowali na ludzi uciekających ze stolicy, czyli od strony Wendorf. Tak czy siak, te rozważania i tak już nie były potrzebne, gdyż Ci co uciekli z pola bitwy, mogli już poinformować tych przy zasadzce o nadchodzącym oddziale łuczników.
" jak nie urok to sraczka " pomysłał Duivel gdy przybyli inkwizytorzy. Miał kaptur na głowie, więc nie rzucał się od razu w oczy. Chociaż razem z Lindarą mogli trochę być wyższi od ludzi z oddziału. Nie chciał być posądzony o herezję, ze względu na bycie odmiennym od nowych przybyszy. W sumie to nie był jakimś zagorzałym wyznawcą Sigmara, pomimo urodzenia się w Ostlandzie. Znał oczywiście modlitwy i pieśni na cześć głównego bóstwa Imperium, jednak głównie swe modły kierował do Sarriel, a także osobono do Ishy i Kurnousa. Ta dwójka ostatnich bóstw to praktycznie to samo co Rhya i Taal, ale jakie to znaczenie miałoby dla inkwizycji? Najlepiej się nie wychylać, no i w ostateczności skłamać, że to Sigmar jest głównym odbiąrcą modłów. Chciał coś powiedzieć, jakoś przywitać z szacunkiem wędrowców, ale gdy usłyszał, ze nie wierzą Theobertowi i jak nerwowo odpowiada Kolesnikov, postanowił nie wychylać się przed szereg i grzecznie stać w cieniu.
Wraz z Lindarą i poroma innymi osobami ruszyli w stronę przesieki. Taki był rozkaz, więc nie mieli zamiaru się sprzeciwiać i kwestionować panujących zasad. Chyba tylko Petra mogłaby postawić się Burchardowi, ale to i tak wątpliwe. Elfy swoją uwagę głównie kierowali na ruiny. W pewnym momencie Duivel zwrócił się do reszty
- oprócz tych krzaczorów, musimy sprawdzić ruiny. Udam się tam z Lindarą, ale liczę jeszcze, że parę osób z nami pójdzie. W kupie siła.- . Ostatecznie weszli trochę w las i szli ostrożnie. Każdy już miał w jednej ręcę przygotowaną broń, czy to łuk czy włócznię albo szablę. Wszyscy z wielką uwagą wypatrywali wroga, ale również zerkali na główną grupę, żeby w chwili zagrożenia szybko się skontaktować aby zawołać o pomoc, albo ruszyć z odsieczą...
Eponia pędziła na wierzchowcu, nie oglądając się za siebie. Psa ułożyła w taki sposób, by nie przyczynić się do jego osłabienia. Będąc na koniu, nie spodziewała się, że ktoś ją zaatakuje. Przecież wrogowie spłoszyli się raczej w przeciwnym kierunku, a wcześniej po drodze nie było śladów nieprzyjaciół. No oprócz tego nieszczęsnego posąga. Zmroziło ją w żyłach, gdy nagle duża grupa ludzi prowadziła jakiegoś więźnia. Okazał się nim Theobert. Nie wyglądali na wyznawców Chaosu. W sumie wręcz przeciwnie. Sprawiali wrażenie jakby należeli do jakiejś inkwizycji. Gdy się mijali krzyknęła tylko w ich stronę
- Chwała Sigmarowi! Uważajcie dobrzy ludzie na pmioty Chaosu. Zmasakrowali mi psa! Pędzimy po jakieś leki do najbliższej osady albo regimenty von Falkenhorst!!- jej opowieść uwiarygodniły rany jakie posiadała oraz prawie martwy pies, który na tę chwilę miał akurat otwarte oczy. Grupa dziwnych ludzi na szczęście nie spowolniła Eponii. Zaczęli rozglądać się po sobie, jednak skupili się na Theo, który coś tam zaczął krzyczeć do znów rozpędzonej elfki.
Dalsza droga minęła całkiem spokojnie i Eponia w końcu dotarła do głównej części wojaków.
- zaskoczyli nas jeszcze przed Wendorf!!!! Lekarza, ablo maga!!!- przekazała psa pierwszej osobie, która podeszła. Ten nawet nie był w stanie zaszczekać ani warknąć na obce mu osoby. Eponia kontynuowała, gdy widziała, że Petra już jest blisko i będzie wszystko słyszeć. Elfka zeszła zmęczona i zdyszana z konia, zdołała się ukłonić i przeszła do raportowania
- byliśmy w połowie drogi do Wendorf z tej osady na rozstaju dróg. Tam był przewrócony posąg Sigmara. Zbeszczeszczony. Theobert został przy nim, obrażony na resztę. Trochę później napadli na nas. Jeden pies padł, drugiego już leczycie, trzeci ranny. Z dwunogów najbardziej oberwałam ja, dlatego tu jestem. Przepędziliśmy ich, ale nikogo nie wzięliśmy do niewoli. Byli szybcy, pewnie zwierzoludzie. Jak tu pędziłam, to Kolesnikov zarządził postój na żarło, a potem mieli dalej do Wendorf ruszać. No i jeszcze jedno. Jak tu pędziłam, to widziałam Theo. Był zakuty w kajdany przez jakiś dziwaków, chyba inkwizytorów. Zmierzali w stronę Lindary. Znaczy się Kolesnikova. -Po wypowiedzeniu tych słów, oparła się zmęczona o konia. Swój prowiant przekazała dalej, więc była też głodna. Czekała na decyzje Petry, bo nie wiedziała, czy będzie pędziła z powrotem z nowymi rozkazami, czy poczeka na większą grupę, a może zostanie, a ktoś inny ruszy do Duivela i reszty.
-
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy- Eponia!! - krzyknęła Lindara gdy tylko przeciwnicy zaczęli uciekać. Duivel początkowo chciał udać się w pościg za zwiadowcami, ale mogło to okazać się zbyteczne, gdyż wszystkich by i tak nie złapali. Było ich przynajmniej sześciu. Przez krzyk kyzunki, zauważył wreszczie elfkę z niewyraźną miną, która kucała i próbowała wyciągnąć strzały ze swojego ciała.
Popatrzył na Kolesnikova i krzyknął pytająco
- GONIMY?! - nie usłyszał jednak odpowiedzi, a ich przywódca stał jak wryty między drzewami. Zwrócił się więc do Eponii.
- Poczekaj, jestem w tym dość dobry, tylko muszę znaleźć jakieś przybory w naszych zestawach podróżniczych- . Elf szybko przetrzepał wszystkie plecaki swojej małej drużyny, wyciągnął niezbędny sprzęt i zaczął opatrywać starszą z kuzynek. Lindara podeszła i zaczęła pomogać na tyle ile umiała. Podawała niezbędne opatrunki czy nożyczki.
- Eponia, musisz lepiej modlić się do Bogów, jak tak dalej pójdzie, to ciągle Ty będziesz obrywać...- odrobina czarnego humoru zawsze była w cenie w takich sytuacjach - może z mojej perspektywy to kuszące, bo pewnie padne jako ostatni... ehh, trzymaj się, teraz trochę zaboli- kontynuował leczenie elfki, a przy koncu wyciągał strzałę. Na szczęście okazało się, że w tym całym nieszczęściu, Eponia została trafiona w bezpieczne punkty. Bezpieczne w takim sensie, że nie zostały uszkodzone nawet jej kości. Pogoń za wrogiem nie była aż tak ważna, gdy pomyślał, że rana mogłaby się już trochę zasklepić, albo co gorsze, strzały byłyby zatrute, to ratunek po jakimś czasie mógłby być dużo trudniejszy, o ile w ogóle możliwy.Wiedział też, że ma ze sobą miksturę leczniczą, ale to jeszcze nie był czas na wykorzystanie jej. Po wyjęciu strzał, z pomocą Lindary jak najszybciej opatrzyli obie rany. Eponia poczuła się odrobinkę lepiej, wstała o własnych siłach, od razu dostrzegła leżące psy
- Duivelu! Widzisz, że te psiaki cierpią dużo bardziej, ja bym wytrzymała chwilę dłużej bez pomocy...- lekko karcącym głosem, starsza elfka z piegami na twarzy zwróciła się do Mundo-naru.
- Ty zawsze miałaś dobre serce dla zwierząt. Wydaje mi się, że więcej empatii odczuwasz w stosunku do czworonogów niż innych od elfów dwunogów.- zaśmiała się najmłodsza z kuzynostwa niewiasta z dziwnym kolczykiem w nosie. Gdyby był większy, to ktoś mógłby pomyśleć, że ukradła go jakiemuś bykowi.Eponia zdołała jeszcze tylko uciszyć swoją siostrę, bo taka uwaga wśród niemal samych ludzi, nie była zbyt na miejscu.
Duivel podszedł do grupki jaka stała przy psach.- i co? Żyją? Jeśli choć trochę dychają to musimy spróbować je wyleczyć.- Sam jednak zauważył, że jeden z psów już zszedł z tego świata. Azur miał najmniej obrażeń, a trzeci pies był praktycznie jedną łapą w innym świecie. Elf wiedział dobrze, że czasem taka strata to jakby stracić członka rodziny. Sam nigdy nie miał psa na stałe, ale w czasach gdy zajmował się głównie patrolowaniem lasów cienia na północy Ostlandu, często dokarmiał porzucone lub lekko zdziczałe psy. One z kolei odwdzięczały mu się swego rodzaju miłością. Może żaden nie wszedł do jego domu, ale przeważnie budował im budy w odległości jakiś 150 kroków od małej wioski w której mieszkał. Stanowiły swoisty alarm przed pomiotami chaosu. Każdy jeden lądował również blisko miejsca pochówku elfów, które zamieszkiwały osadę. W przeciwieństwie do prawdziwych mieszkańców lasów, które zawsze zostawiał na miejscu, aby przyroda sama sobie poradziła. Gdy bestie Chaosu wybijały za dużo zwierząt, to padlina stawała się cennym zasobem dla mięsożerców.
Stefana już nie było wśród nich, gdyż pognał wraz z Olafem za przeciwnikiem. Duivel słyszał, jak Jeager krzyczy z lasu, aby ruszyć w pościg razem z nimi, ale każdy kolejny okrzy był coraz słabszy. Elf też nie zwracał uwagi na to czy ktoś dołączył do pościgu, czy nie. Zauważył ich tymczasowego dowódcę i doskoczył do niego. Kolesnikov może wcześniej nie zrozumiał, że to jego pytają o to czy gonić, może gdyby to krzyczał, ktoś z jego drużyny to byłby przyzwyczajony do wydania rozkazu. Dlatego tym razem elf podszedł bezpośrednio do Stefana K.
- Sierżancie, myślę, że winniśmy ruszać dalej, ale należałoby też osiodłać konia aby jakiś jeździeć czym prędzej udał się do głównej grupy. Wrogowie są w lasach, na szczęście uciekli na wschód od drogi, czyli w przeciwną stronę od Ristedt. Nie wiemy jednak czy przez las nie idzie jakaś inna grupa zwiadowcza tych pomiotów. Eponia da sobie radę, choć mocno oberwała. Gorzej z psami, jeden padł, drugi ledwo żywy, trzeba go nieść, albo spróbować teraz uleczyć, ale czy jest na to czas? W każdym razie działajmy, żebyśmy zdążyli do Wendorf przed zmrokiem. Tam może nas czekać kolejna walka- lekko się ukłonił pod koniec. Zanim usłyszał odpowiedź, dodał jeszcze - może goniec niech poprosi o więcej opatrunków. Może też jakiś mały oddział, z pięciu ludzi na koniach do walki wręcz. Ciche poruszanie się i tak już nie ma sensu, skoro wróg wie, że idziemy tą ścieżką do Wendorf -. Teraz już czekał na rozkazy.
-
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyTrzy elfy prowadziły grupę poprzez las. Z własnej inicjatywy, ale też nikt nie protestował. Mieli iść po ścieżce i nie zbaczać z drogi, także nie było to trudne zadanie. Starali się wyłapać każdy szczegół, który by ich zanipokoił. Tak też zauważyli jakiś przewrócony posąg. Wokół było wiele rozmytych przez deszcz śladów. Gdy reszta grupy po krótkiej chwili doszła do nich, rozległ się krzyk Teodeberta. Duivel był w stanie zrozumieć wielkie oburzenie, tym bardziej, że był to jednak fanatyk. Tyle, że obarczanie tym czerwonego maga, który również niedawno dołączył do Petry i jej armii, było przynajmniej dziwne.
- Drogi Teodebercie, widać, że to robota plugawców i nikogo innego. Musimy uważać, skoro ich nie spotkaliśmy jeszcze, to muszą gdzieś tu być. Proponuję modlitwę do Sigmara i ruszajmy proszę dalej. Prawda dowódco?- na koniec zwrócił się do Kolesnikova.
Nic nie dało się zrobić z tą masywną rzeźbą. Przynajmniej nie w takiej sytuacji. Petra i jej ludzie pewnie to jutro naprawią. Albo po wojnie odbuduje się i postawi większy. Przecież ludzie lubią wielkie posągi swych Bogów. Ten już jest pomazany, pewnie trafi do jakiegoś zakonu, jako przestroga.
Jednak to nie był czas na przemyślenia. Trzeba ruszać dalej, szczególnie po rozmowie Stefana K. z Teo. Mundo-naru ucieszył się, że Kolesnikov myśli zupełnie jak on. Dobrze jest ufać sowjemu dowódcy. Aż śmieszne było, że na początku podejrzewał go o knucie. Może był banitą, ale wiedział gdzie jego miejsce i dla kogo obecnie pracuje. Zresztą tak samo jak Duivel i jego kuzynki.
Trójka elfów znów znalazła się na czele grupy, tym razem z rozkazu. Już nie odchodzili zbyt daleko do przodu, starali się być z przodu, ale nie oddalać się za daleko. Komunikacja jest najważniejsza, więc reszta winna ich albo usłuszeć, albo ujrzeć ich gesty. Byli gotowi, zarówno Lindara jak i Eponia poprawiły swoje łuki na plecach, tak by szybko mogły ich dobyć jak tylko zauważą zagrożenie. Wraz z kuzynem znali się bardzo dobrze, więc wystarczył mały gest aby wiedzieć skąd nadciąga niebezpieczeństwo. Lindara szła bardziej po lewej stronie, obserwując bacznie głównie tamtą stronę. Eponia marszowała środkiem i jej zadaniem był zwiad drogi przed nimi. Natomiast Duivel skupiał się na prawej stronie.
Ujadanie psów sprawiło, że cała trójka stanęła jak wryta. Mundo-naru od razu wiedział skąd ten jazgot się wziął. Akurat z jego strony zbliżał się wróg. Przeprowadzili zasadzkę, także pewnie mogą też wyskoczyć z drugiej strony, ale teraz trzeba było skupić się na tym co widział. Od razu krzyknął- Na wschodzie wilki i przynajmniej dwóch człekokształtnych!!-
Natychmiast przygotowali swoje łuki. Lindara i Eponia również zwróciły się w prawą stronę i już widziały jak przeciwnik pędził w ich stronę. Nie czekając na rozkazy od Kolesnikova, wystrzelili niemal synchronicznie strzały. Celowali wszyscy w biegnące zwierzęta. To prawie jak strzelanie w uciekającego jelenia. Wszystko w ruchu, z tym, że ta zwierzyna biegła na nich, a konkretnie Jeagera i jego ziomków, bo byli najbardziej wysunięci na wschód. Jeszcze podczas naciągania cięciwy Duivel zwrócił się do kuzynek
- musimy obserwować też zachód, na zmianę- .
Po pierwszej salwie, znów byli gotowi do oddania strzału. Tym razem wystrzelił tylko Mundo-naru i Lindara. Eponia w tym czasie spojrzała w drugą stronę, czy przypadkiem nic nie nadciąga z zachodu.
Już przy zwarciu elf krzyknął- Za Ostland!!!-
-
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyDroga do Speck przebiegła nad wyraz spokojnie. Wszyscy lekko obciążeni szli równym tempem, elfy może mogłyby nieco szybciej wędrować, ale trójka nie miała zamiaru wychylać się przed szereg. Mijali czasem grupy idące w przeciwnym kierunku, ale Mundo-naru przewidywał, że większość uchodźców udaje się do Kusel przez Kienbaum, czyli na południe. Spodziewał się większych skupisk w wiosce na rozdrożu. Chociaż ciężko było mu nazwać to rozdrożem, gdyż droga ze Speck do Wendorf niezbyt przypominała trakt prowadzący z Ristedt do Kienbaum. Po prostu ciut bardziej wydeptana ścieżka przez las. Może to była krótsza droga niż tę którą mieli do przejścia dziś, ale na pewno trudniejsza. Powinni więc jutro jeszcze więcej nadrobić nad główną grupą.
Już na miejscu w osadzie, wszystkie elfy starały się zostawać w cieniu. Zaciągnięte kaptury towarzyszyły im przez cały wieczór. Zapewne gdyby nie wojna z chaosem to mieszkańcy Speck mogliby przegonić ich widłami do lasu "gdzie ich miejsce". Podczas wieczornego posiedzenia poru śmielszych ludzi zaczępili go w dość stereotypowy sposób. Obok siedziały jego kuzynki, ale one jeszcze nie były dobrze znane w grupie. Nie brano ich nawet pod uwagę jeśli chodzi o wieczorne podboje. Może ze względu na odmienność rasy.
- Panowie, Isha i Kurnous niestety byli oszczędni jeśli chodzi o obdarowanie mnie jakimiś talentami. Ani śpiew, ani taniec, ani nawet magia. - w tym momencie złapał lekko za łuk i szczerze się uśmiechnął. - To jest mój talent i oby przekonało się o tym jak najwięcej plugastw chaosu. -
Po chwili elfy wstały od stału, podziękowały za wieczór i udali się na spoczynek. Lindara i Eponia zostały poproszone przez kuzyna o pierwsze zmiany podczas warty jaką zaproponował Stefan Jeager. Duivel natomiast głosił się na ostatnią, dlatego nie chciał siedzieć dłużej z resztą bandy.
Jeszcze przed świtem spiczastouszy wstał, ogarnął się i poszedł zmienić wartownika. Przeszedł się kawałek w głąb ścieżki, ale nie chciał też odchodzić za daleko. Ludzie wciąż migrowali i póki co nie było oznak wrogich sił.
Gdy wracał do wioski, widział jak przez las szedł Tobias i elf pozdrowił go z daleka.
W Speck podszedł jeszcze do uchodźców aby wypytać o sytuację na trakcie, w Wendorf i w Grunackeren. Chciał wiedzieć jak najwięcej by odpowiednio się dostosować do tego co mogą zastać na miejscu. Następnie wszystkie zebrane informacje przekazał Kolesnikovi. Dwie elfki dołączyły do niego i gdy już ruszali to trójką wyszli na przód. Z kapturami na głowach, tak by ludzie idący w przeciwnym kierunku nie musieli się dodatkowo głowić dlaczego te "cudaki" lezą w przeciwnym kierunku. Migranci mieli już wystarczająco dużo zmartwień. Elfy na ogół drwiły z ludzi i ich wojen, jednak teraz sytuacja była odmienna i pojawiło się uczucie współczucia u Duivela i jego kuzynek. Tymczasem skupiali się na zwiadzie i wypatrywali kapliczki Sigmara. na pewno tam przystaną na chwilę by dać czas Teo odmówić jakąś modlitwę. Oczywiście cała trójka dołączyła by do ludzi w modlitiwe, jednocześnie pozostając czujnymi. -
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyMiejsce : pd-zach Ostland; Lenkster
Czas : 2521.05.02; Bezahltag; świt - ranek
Duivel obudził się bardzo wcześnie, gdyż z samego rana regiment miał wyruszyć w drogę. No, a jeszcze wcześniej mieli stawić się u szefowej aby spisać dokumenty. Jego głowa była jednak zajęta czymś innym. Usłyszał, że już sam Imperator szykuje się do wymarszu, wraz ze swoim wojksiem. Natomiast markgraf Górskiej Marchii na razie gdzieś się ukrywał. Może tak naprawdę jest on fikcyjną postacią i to Petra jest najważniejsza, ale wymyśliła bajkę o kimś ważniejszym aby nie było buntów z powodu władcy-kobiety. Może jest chory, albo stary i niedołężny? Nic nie podbudowuje moralów tak jak obecność głównodowodzącego.
Z zamyślenia wyrwał go głos Leni. Jego koleżanka wołała wszystkich na śniadanie. Kucharka przygotowała ciepłe śniadanie dla całej szóstki. Dobra atmosfera sprawiła, że każdy z nich złapał dobry humor, co było dobrym prognostykiem przed długim marszem.
Duivel nie miał problemu z opuszczeniem ciepłego i suchego wnętrza gospody w Lenkster. Czekał go kolejny dzień wyczerpującego marszu, tym razem do Ristedt. Zapowiadało się, że będzie to przyjemna przeprawa, gdyż wielokrotnie w swoim życiu przechodził tę trasę. Może była błotnista, ale ścieżki Lasu Cieni w tym akurat rejonie znał bardzo dobrze.
Spakowali wszystkie niezbędne rzeczy. Na wózek załadowali cały dobytek. Między innymi kufer, gdzie znajdowały się sakiewki każdego z osobna, a także jakieś pamiątki, które zabrali z domu. 6 plecaków, a każdy z nich miał schowane w środku podstawowe zasoby niezbędne do wędrówki. Oprócz suchego prowiantu, gdyż gdy trzeba będzie to zaopatrzą się w kuchni polowej. Tak samo puste menażki, koc, zestawy ciuchów na przebranie i druga para butów, krzesiwo. Przypięty na zewnątrz był również namiot. Każdy miał też swoje własne specjalistyczne sprzęty. Kargun zabrał swój sprzęt rzemieślniczy, bo w armii zawsze przyda się kowal do bieżących napraw. Leni wzięła swój zestaw kucharski, łącznie z kilkoma ulubionymi przyprawami. Felix na szczęście zabrał swój zestaw medyka, który nabył w nieznanych okolicznościach. Ponoć to Eponia podkradła jakiemuś znanemu lekarzowi z Lenkster, ale nin jej nie udowodniono. Ona sama zaś wzięła ze sobą narzędzia złodziejskie, a jej siostra Lindara w sumie nie miała nic szczególnego ze sobą oprócz starego kota Filemona. Gdyby nie wzięła go ze sobą, ten i tak by ich odnalazł, był mocno przywiązany do mieszkańców posiadłości Manców, szczególnie do niziołki, która zawsze coś mu podrzucała do jedzenia. Felix wskoczył na kozioł, wdrapała się tam też Leni i ruszyli na zbiórkę, dość wolnym tempem, by nie drażnić ich krasnoludzkiego przyjaciela.
Gdy dotarli do "Zająca", Duivel został na zewnątrz z koniem, a cała reszta weszła podpisać dokumenty. Na szczęście poszło gładko i cała piątka mogła już 'cieszyć' się z dołączenia do regimentu. Gdy już formalności zostały załatwione i mieli już grupką ruszać na błonia, Mundo-naru odwrócił się na pięcie i postanowił jeszcze sam zadać jeszcze pytanie, które nurtowało go od kilku tygodni. Jego towarzysze byli już na zewnątrz, więc elf wszedł do karczmy, rozejrzał się. Na szczęście przy prowizorycznym biurku siedziała Petra i Inez, a innych osób akurat nie było. Skinął głową, uśmiechnął się i podszedł bliżej kobiet.- Szefowo! Wybacz, że zawracam głowę, ale nurtuje mnie pewna kwestia. My już wyruszamy na wojnę, a nasz dowódca się jeszcze nie pojawił. Markgraf wedle Twych słów ma zjawić się gdy przyjdzie na to czas? Co to oznacza? Od początku nie ukrywałem, że walczę za Ostland, ale także wiem do jakiej armii się zaciągnąłem. Myślę, że jego obecność wpłynęłaby budująco, ale przede wszystkim mogłaby bardziej scalić tę … Naszą zróżnicowaną armię. Może szykuje dodatkowe regimenty? Jeśli to poufne, to oczywiście zrozumiem… - na koniec tejże wypowiedzi skłonił się w pas i lekko przechylił głowę, by zaznaczyć, że zachowuje szacunek wobec głównodowodzącej
- Nasz margraf szykuje naszą marchię do wojny. Jest w tym niezastąpiony. Dlatego przybędzie do nas gdy nadejdzie na to odpowiedni czas. Do tego momentu reprezentujemy go my i nasz regiment.- odparła niebieskowłosa szlachcianka patrząc z góry na stojącego niżej elfa, gdyż wraz z Inez zorganizowały to prowizoryczne biurko na małej scenie, której podłoga była podniesiona do wysokości kolan.Duivel teraz o poranku rozmyślał o tej odpowiedzi. Jak ktoś szykuję marchcię do wojny, jak nie było tej osoby ani przez chwilę przy armii albo rekrutacji. Do tego Petra ostatnio trochę sprawiała wrażenie jakby władza uderzyła jej do głowy. No cóż, to przecież tylko człowiek. Była też inna opcja. Nowy mag mógł swoim zachowaniem wywołać u dowódczyni potrzebę pokazania swojej władzy, stąd często rozmawiała z podwładnymi z konia, bądź stojąc na schodach, czy jakimś podniesieniu by patrzeć na nich z góry.
Miejsce : pd-zach Ostland; droga do Ristedt
Czas : 2521.05.02; Bezahltag; ranek - zmierzch
Niestety nocna ulewa mocno utrudniła marsz całego regimentu. Do tego od rana aura znów nie sprzyjała. Zimny wiatr smagał twarze, a mżawka przenikała do ubrań, wychładzając wszystkich do szpiku kości. Droga była śliska i grząska, a każdy krok wymagał wysiłku. Duivel brnął naprzód, z trudem powstrzymując przekleństwa cisnące się na usta.
Większość drogi spędził razem ze swoimi najbliższymi, którzy dopiero co dołączyli do niego. Jednak w różnych sytuacjach namawiał ich do pomocy reszcie. Leni oczywiście szybko odnalazła się w kuchni polowej, Kargun natomiast odkąd pomógł Eitriemu przy naprawie kół czy wyciąganiu wozów z różnych dołów - które błoto skutecznie maskowało - ewidentnie złapał z drugim krasnoludem nić porozumienia i spędzili razem trochę czasu na rozmowie. Felix natomiast chodził do wszystkich dowódców przedstawiając swoje zdolności i przekazywał im, że gdy ktoś będzie potrzebował usług lekarza, to on chętnie pomoże. Eponia i Lindara nie spoufalały się z nikim. Zdecydowanie wolały własne i Duivela towarzystwo, a gdy zostawali właśnie w trójkę, to rozmawiali w Eltharin.
Szli dalej, a mokre i ciężkie buty obciążały nogi, a każde podejście pod wzniesienie stawał się wyzwaniem. Do tego dochodził wszechobecne błoto, które nie tylko utrudniało marsz, ale też oblepiało ubrania i buty, potęgując przy tym przemoczenie. Duivel czuł, jak lekkie zmęczenie powoli ogarnia jego ciało. Wiedział, że na drugi dzień będzie przeziębiony, bo przecież bez deszczu, taka droga nie stanowiłaby dla niego żadnego problemu
Jedyną pociechą były krótkie postoje na odpoczynek i posiłek. Wtedy można było ogrzać się przy ognisku i osuszyć ubrania. Duivel z niecierpliwością wyczekiwał momentu, kiedy dotrą do Ristedt i będą mogli w końcu odpocząć. Zresztą jego wszyscy towarzysze byli podekscytowani, że zobaczą swój dom po raz ostatni.
Szefowa już na miejscu i po oględzinach zdecydowała, że regiment jednak nie wejdzie do miejscowości. Ta była przepełniona przez innych wojaków, ale też przez uciekinierów ze stolicy. Wszystko to było bardzo płynne i każdej nocy się zmieniało. Kuzynki Duivela w smutku zaczęły przygotowania do rozbicia swoich namiotów i pomocy przy przygotowywaniu kuchni. Opuszając Ristedt zaledwie kilka dni temu, były gotowe zostawić wszystko za sobą, jednak nie spodziewały się takiej nostalgii będąc tak blisko domu. Myślały o chwilowym opuszczeniu grupy, żeby tylko dotknąć ścian posiadłości Manców, poczuć zapach niedawno zgaszonego pieca w środku i nacieszyć oczy. Jednak wiedziały, że ruszyły na misję odnalezienia swojego brata Hal'ila, więc obecnie muszą się podporządkować rygorowi wojskowemu. Pocieszeniem było to, że bezpośrednim przełożonym był ich kuzyn, który nieco lepiej sobie radził w kontaktach między..rasowych. Tymczasem Mundo-naru podczas rozbijania obozu podszedł do szefowej.- Petro, dowódczyni, proszę powiedz mi czemu nie chcieliście skorzystać z oferty mej kuzynki i pójść do domu mego wuja? Zmieściliby się tam spokojnie wszyscy dowódcy… Z drugiej strony mogłaś Pani odesłać tam tych najbardziej potrzebujących ciepła i nocy przy rozpalonym kominku.
- Dziękuję za propozycję Duivelu ale chciałam być na miejscu razem ze swoimi żołnierzami. A nie zgłaszano mi aby ktoś był obłożnie chory czy nie nadawał się do marszu. Jakbym puściła jednego na miasto zaraz by ruszyło następnych dziesięciu. Bo jak jeden może to czemu nie inni. Chcę mieć wszystko i wszystkich w jednym miejscu skoro jutro ruszamy dalej. Nie chcę tracić pół dnia na czekanie aż wszyscy zejdą się z miasta do obozu. - szefowa odparła bez wahania. I wydawała się podobnie zmęczona i zmarznięta jak i jej wojsko. Może była mniej brudna bo jazda na końskim grzbiecie oszczędzała styczności z podłożem. Elf w sumie w pełni rozumiał tę decyzję. Postanowił jednak zagaić, ażeby szefowa pamiętała o hojnej propozycji, a także niezapomniała jego nowej ogolonej twarzy.Miejsce : pd-zach Ostland; Ristedt; obóz przy rzece; namioty i obóz
Czas : 2521.05.02; Bezahltag; zmierzch
Wieczorem, gdy Duivel z ulgą rozłożył się w namiocie, po obozie zaczął się rozchodzić zapach kolacji. Elf już przebrany w suche ciuchy, owinął się w koc by się ocieplić. Jego wcześniejsze przypuszczenia się ziściły, tyle, że wcześniej niż myślał. Kichał, charczał, czuł się nieco rozgrzany. Na szczęście to tylko przeziębienie, ale gdy tak dalej pójdzie to pod Grünackeren będzie już mógł miec zapalenie płuc. Opuścił w końcu namiot i udał się na posiłek. Wziął ze sobą też przemoczone ciuchy, które wcześniej wyżął, a teraz miał zamiar prowizorycznie rozwiesić na kilku patykach i swojej drabinie sznurowej. Zresztą było tam dość gęsto od podobnych konstrukcji.
Zauważył w końcu dziwnego mężczyznę. Ubrany jak pustelnik jegomość zaczął przemawiać. Jego płomienne kazanie wywołało wśród żołnierzy mieszane uczucia. Niektórzy z zaciekawieniem słuchali jego słów, inni z obojętnością, ale na pewno rozruszał całe towarzystwo. Ich wspólnie odśpiewaną pieśń było słychać w każdym domostwie w okolicy.
Duivel obserwował Teodeberta z dystansu. Nie czuł się ani poruszony jego kazaniem, ani zniechęcony. Dostrzegał w nim pewną żarliwość i wiarę, ale jednocześnie wyczuwał w nim nutę fanatyzmu. Spodziewał się trudnej relacji z tym człowiekiem, gdyż przeważnie takie mocno wierzące osoby, cechowały się wielką miłością do Boga, ale też równie dużą niechęcią do odmieńców. Nie tylko do heretyków, ale też np. do innych ras.
Po całym zamieszaniu, odebrał swoją strawę i poszukał Sorokiny i jej wesołej kompanii. Dosiadł się jak gdyby nigdy nic i zaczął snuć opowieści o Ristedt i lasach na wschód i południowy-wschód. O potworach, które spotykał w okolicy Kienbaum. Cały ten czas siedział w kapturze, z dwóch powodów. Po pierwsze był przeziębiony, a noc była zimna jak na Sommerzeit, a do tego gdy ludzie nie widzieli jego elfich atrybutów (spiczastych uszu) jakoś zawsze łatwiej było o komunikację, czy też rozmowę. Zbliżający się deszcz skutecznie przegonił ich wszystkich do namiotów, także nie było czasu na dłuższą rozmę. Zdążył jeszcze przed pierwszymi kroplami schować wyschnięte ciuchy i drabinę na wóz pod plandekę.Miejsce : pd-zach Ostland; Ristedt; obóz przy rzece; namioty i obóz
Czas : 2521.05.03; Konistag; ranekPoranek nie okazał się miły. Deszcz nadal padał, chociaż teraz już tylko mżył, to jednak biorąc pod uwagę dotychczasową pogodę, to oznaczało, że droga będzie jeszcze gorsza. Oby tylko rzeka Eiskalt nie wylała, bo wtedy to już musieliby iść lasem. Duivel przez przeziębienie czuł się obolały, a do tego spał całą noc skulony i ownięty w koc w taki sposób, że ciężko było się ruszyć. Zdążył się już zebrać w sobie mimo pulsującego bólu głowy, gdy nagle do jego namiotu ktoś podbiegł
- Elfie, wstawaj! Szefowa chce widzieć Ciebie! - Duivel jeszcze słyszał, jak ten osobnik coś podobnego krzyczał do Jaegera, Waldnera i Kolesnikova. Wyszedł więc ze swojego legowiska i chyżo udał się do Petry. Okazało się jednak, że przygotowali już dla niego i innych wybrańców strawę. Na szczęście podano ciepłą zupę, która nieco ożywiła każdego.
Zebrał się w sobie i poszedł do Petry, która od razu przeszła do rzeczy. Gdy wspomniała o przewodniku, zadziała się dziwna rzecz. Wybuchła awantura między dwoma najdziwniejszymi członkami regimentu. Elf postanowił nie reagować, gdyż stał przy szefowej i wolał nie wychylać się przed szereg. Co innego gdyby był w innym miejscu. Tak jak się spodziewał, szefowa szybko ogarnęła towarzystwo. Nie pomogła eremicie, mimo jego okrzyków o atak na sługę bożego. Za pewne Petra tak jak i Duivel widziała w magu potężnego sojusznika. Do tego okazało się, że Teodebert będzie ich przewodnikiem. Elf nie wiedział do końca jak zareagować na tę informację. Kaszel przypomniał mu jednak o pilnej sprawie. Więc gdy tylko Petra skończyła mówić, elf od razu zwrócił się do niej, a ona przeniosła swoje spojrzenie w stronę Mundo-naru.
- Dowódczyni! - zwrócił się podniesionym tonem elf do Petry, przy okazji pociągając nosem - Wiem, że wybrałaś najlepszych zwiadowców, ale z całym szacunkiem, przed wyruszeniem przydałoby się nam jakieś medykamenty. Nie będziemy mieli ze sobą takiego zaplecza, więc przynajmniej może jakiś napar przed wyruszeniem? Widzę, że wszystkich nas ta pogoda sponiewierała, ale jako, że mamy dość ważne zadanie, to ktoś mógłby nas lekko podleczyć, prawda?-
- No tak, weźcie coś teraz i na drogę. Tylko nie guzdrać się. Macie być na drugim brzegu zanim regiment zacznie ją forsować. - zgodziła się z jego pomysłem o ile nie spowodowałby on zbędnych opóźnień w wymarszu.Duivel wykorzystał chwilę, że Stefan jeszcze zagadał szefową i podszedł do ich przewodnika.
- Chciałem się przywitać z szanownym głosicielem wiary. Mam nadzieję, że nasze różnice nie wpłynął na współpracę, wszak mamy wspólnego wroga. Nazywam się Duivel Mundo-naru, a moje nazwisko z elfickiego oznacza Czerwony byk, czyli symbol całego Ostlandu. Oczywiście lasy cienia nie są mi obce, ale bardziej inna część. W moim krótkim życiu - tu delikatny uśmiech pojawił mu się na twarzy [i]- zwiedziłem dokładnie lasy w północno-wschodniej części prowincji, ale też na wschód od Ristedt. Słyszałem, że świetnie znasz drogi Panie tutejsze tereny i będziesz naszym przewodnikiem. Znajdziemy po drodze jakieś wioski czy osady? Do Wendorf są z założenia dwa dni drogi i idealnie byłoby rozbić się w jakiejś osadzie czy wiosce. Jak dobrze pójdzie to idąc w stronę może dotrzemy do rozdroża. Masz może dobry człowieku jakieś sugestię?
Mężczyzna o surowej twarzy nie odpowiedział od razu. Bez skrępowania obejrzał sylwetkę elfiego rozmówcy z góry na dół. - Elf. Elfy są butne, aroganckie i rozpustne. Wodzą dobrych ludzi na pokuszenie. - wycedził nieprzyjaznym tonem. - Ale ponoć walczycie po naszej stronie. To ci powiem, że po drugiej stronie jest sioło akurat aby tam przenocować w połowie drogi do Wendorf. - Teodebert wydawał się być przesycony niechęcią do elfów jaka cechowała wielu ludzi. I okazał się niechętny do współpracy z elfem. Jednak skoro byli po tej samej stronie to wycedził mu swoją odpowiedź.
- Dziękuję- elf skinął głową jak to miał w zwyczaju i z uśmiechem na ustach odszedł od głosiciela wiary. Już wiedział, że kolejne rozmowy z Teodebertem raczej się nie odbędą. Będzie musiał znaleźć jakieś inne rozwiązanie i przekazywać swoje kwestie poprzez inne osoby, gdyż sam nie chciał wzbudzać niepokojów. Uśmiech mu nieco zrzedł, gdy przypomniał o sobie ból głowy. Doszedł szybko do kuchni i poprosił o jakiś wzmacniający napar. Felix, który był lekarzem, został już tam wcześniej sprowadzony przez Leni, która gotowała bez wytchnienia mimo, iż sama co chwilę kichała. Ta dwójka zaparzyła również odpowiednie ziółka, które miały pomóc przy przeziębieniu. Przeznaczone były dla tych w najgorszym stanie oraz dla zwiadowców, którzy lada chwila mieli ruszać dalej.
Elf wypił w pośpiechu napar w międzyczasie krótko streścił co się dzieje swoim towarzyszom, którzy zebrali się wokół niego. Okazało się, że Eponia i Lindara wyraziły chęć podróżowania razem ze swoim kuzynem. Gdy w trójkę już skończyli pić lecznicze ziółka, pożegnali się z Leni oraz Felixem i pobiegli spakować swoj plecaki. W sumie bardziej rozpakować. Mundo-naru na wyprawę wziął tylko podstawowe rzeczy, ale zarazem niezbędne rzeczy, tak aby nie obciążać się zanadto. Nie zakładał pancerzu, a do plecaka spakował koc, prowiant na dwa dni oraz przypiął namiot i derkę, które w międzyczasie spakował mu Kargun. Oprócz tego wziął swój łuk, dwa kołczany oraz miksturę leczniczą, którą Felix przetrzymywał dla niego u wuja Albwina. Był gotowy do wymarszu. Ubrany w ten sposób na pewno nie zwalniałby grupy, ale spokojnie przetrwałby nawet najcięższą pogodę kilka dni.
Jeszcze przed wyruszeniem w drogę, Duivel, podszedł do Kolesnikova- Stefanie, znowu nam przypadła ważna misja. Tym razem mamy ze sobą konia wierzchowego. Mam sugestię, żeby najlepszy jeździec z Twojej dzielnej drużyny używał go w sytuacji, gdy będziemy musieli poinformować regiment Petry o zagrożeniu, albo o jakichś innych ważnych wydarzeniach. Tak poza tymi wypadami, fajnie by było wykorzystać go jako konia jucznego. Obładować go strzałami, żarciem, czy jakimś leczniczym zielskiem. Co Ty na to?-
- No tak, przydzieliła nam tego konia. Dobrze, że Stefan się o niego zapytał. - zgodził się herszt hochlandzkich banitów i podrapał się po swojej bujnej, czarnej brodzie jaka nadawała mu bandyckiego wyglądu. - No tak, można go załadować. Niech nie idzie na pusto. Zajmiemy się tym. - zdecydował się po krótkiej chwili namysłu. -
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępySorokina.. rozmarzył się elf, gdy jego partnerka z tej nocy opuściła szopę. Zdążył jeszcze krzyknąć - do następnego! - bo wspólne chwile z tą ludzką kobietą okazały się zaskakująco przyjemne. Może to chwilowa abstynencja, a może charakter jednej z dowódczyń sprawił, że był wyjątkowo usatysfakcjonowany. Przespał się chwilę w nieznanym miejscu, ale wkrótce ziąb poranka okazał się zbyt wymagający by odpoczywać w spokoju. Gdy wyszedł, zdał sobie sprawę, że cały czas byli bardzo blisko tawerny. Wszystko wskazywało, że właściciele gospodarstwa w którym się znaleźli, opuścili już Lenkster w obawie przed wojną. Mijając już zabudowania przypominające miejskie, spojrzał w jedną z szyb które mijał i był dość zdziwiony. Sam już nie widział jakiejś wielkiej różnicy między swoim wyglądem, a ludzkim. Stwierdził, że trzeba natychmiast udać się pod adres, który sugerowała jego przyjaciółka dnia poprzedniego. Leni mówiła, że mieszkanie będzie dla rodziny i pracowników wuja Albwina, więc udał się tam czym prędzej. Nie otworzyła mu jego przyjaciółka, a Felix Winterborn - lekarz-amator na usługach jego wuja.
- Dzień dobry Paniczu Duivelu. Słyszeliśmy, że też tu przybędziesz, ale spodziewaliśmy się, że wieczorem. Twoje kuzynki poszły spać, odpoczywają. Leni zdążyła zrobić śniadanie po podróży, ale po nocnej wyprawie też padła z wykończenia. No, a nasz woźnica zasnął w łazience. Tu ciężko mi zwalić winę na długą podróż. Po prostu jak tu dotarliśmy to spił się jak świnia...- przywitał elfa elegancko ubrany człowiek. Jego ciuchy nie były może najwyższej jakości, ale były zadbane i, czyste i niepogięte. Sprawiało to wrażenie jakby był szlachcicem, jednak nic z tych rzeczy. Najzwyczajniej w świecie, lubił się dobrze ubrać. Pewnie dlatego, żeby osoby które spotyka nie zwracały uwagę na jego twarz. Ta, delikatnie mówiąc, nie należała do najpiękniejszych.
- Witaj Felix! Przestań mi paniczować, żaden ze mnie panicz. Każde powitanie marnujemy na te tłumaczenia, więc może już byś odpuścił co?- Duivel uśmiechnął się szeroko. Winterborn przyjrzał się lepiej swemu rozmówcy i zauważył wory pod oczami elfa i ogólne zmęczenie co widoczne było w zgarbionej postawie.
- Chodź, pokaże Ci gdzie jest moje łóżko. Ja spałem podczas podróży, także śmiało możesz się zdrzemnąć.- elf przystał na tę propozycję z radością. W tym samym stroju w którym przyszedł, padł na łoże i mgnieniu oka zasnął.=======
- Kuzynie!! Jak dobrze Cię widzieć!- wykrzyczała Lindara. Owa elfka była wysoka i smukła. Nie dałoby rady pomylić ją z człowiekiem. Kobieta miała długie blond włosy, wystające z nich spiczaste uszy. Zaraz za nią stała druga przedstawicielka Eonirów. Nieco niższa, mniej szczupła, z nieco ciemniejszym blondem na głowie, z równie spiczastymi uszami, ale też z bardzo niebieskim oczami. Ci bardziej obeznani ze światem mogli by dostrzec podobieństwo oczy niższej elfki do kamienia lapis lazuli.
- Duivel!! Jak dobrze, że wróciłeś cały!- Dodała Eponia, pełna entuzjazmu. Druga z kuzynek szybko przemknęła obok swojej starszej siostry i rzuciła się do szyi Mundo-naru, który już wstał z łóżka. Radość ich była wielka, choć całkiem niedawno się widzieli w Ristedt. Chwilę później, gdy emocje już opadły i przeszli do salonu, to siedział już tam człowiek, krasnolud i niziołka. Brzmi jak dowcip, ale jednak tak to wyglądało. Wuj Albwin nie wywyższał się ponad inne rasy, ale miał swoje stereotypy. Więc jeśli chciał rzemieślnika, to wybrał krasnoluda, następnie potrzebował kucharki, więc zatrudnił Leni - niziołkę. Nieco inna historia dotyczyła Felixa, którego Manc znalazł kiedyś podrzuconego pod drzwiami. Przygarnął do siebie i wychował, a raczej przeszkolił na lekarza - weterynarza - amatora. Krasnolud odwrócił się i spojrzał na Duivela
- Witam. Masz jakieś wieści o Hal'ilu? My nic, żaden list, żaden goniec do nas nie dotarł. Wojna przeniosła już się pod stolicę, więc może i on gdzieś obok Wolfenbura się znajdzie...- Kargun na chwilę się zamyślił i wykorzystał to Duivel by odpowiedzieć
- Cześć Kargunie. Nie, nic nie wiem też. Zresztą jak się okazało walczę o Ostland pod banderą jakiejś Górskiej Marchii Falk..cośtam. Całkiem ciekawe osobistości można spotkać w tej zbieraninie, ale w chwilach kryzysu jest wiele odważnych typów. I typiar. Chyba nigdzie dotąd nie widziałem tylu kobiet, które dowodziłby oddziałami. Do tego dziś poznamy rycerkę, która do nas dołączy!- elf opowiadał z radością o nowej armii, sam chyba nie spodziewając się, że tyle pozytywnych emocji wywoła opowiadanie o Petrze i jej podwładnych. Krasnolud słuchał uważnie, ale na koniec coś jakby go uszczypnęło, że aż na twarzy widocznie zarysował się grymas bólu
- Weź Ty w końcu się ogól. Ileż można patrzyć na to coś na twojej twarzy. Jesteś elfem, żyjesz wśród ludzi i nosisz brodę jak krasnolud. Może jeszcze wewnątrz czujesz się niziołkiem?- wszyscy inni zaczęli się trochę śmiać z Duivela
- Tak koniecznie się zgól, bo słyszałam od Twoich kuzynek, że bez brody wyglądasz jeszcze lepiej! Potem przyjdź coś zjeść, mamy jakieś resztki ze śniadania, ale też surówkę z topinamburu i zaraz będzie ryba z paster-na-KIEM- kończyła Leni swoje zdanie, biegnąc już do kuchni, jakby o czymś sobie przypomniała.
- Drogi przyjacielu rodziny, w łazience koło mniejszej miski znajdziesz moją brzytwę i smarowidło do twarzy, żebyś nie wyszedł potem cały w czerwonych kropkach. Brzytwa rano ostrzona!- wtrącił się też do rozmowy Felix. Mundo-naru po tylu radach postanowił pójść i doprowadzić swoją twarz do porządku.Po dłuższej chwili był już gotowy. Wykorzystał w pełni dostęp do wyposażonej łazienki. Ogolił się, ale także wymył i ogarnął też te najbrudniejsze ciuchy. Ubrał się w ten sam strój w jaki ubrany był w dzień rekrutacji. Jednak ubranie mocno się zmieniło. Straciło swoje kolory i już nie rzucało się w oczy tak jak dawniej. Nikt już nie pomyli go z gońcem, ale też nikt nie pomyśli 'pewnie elf' na widok persony w takich szatach. Nagale zaczęło mu się wydawać, że uszy jakby mu mniej odstają od głowy. Jednak to pewnie tylko kwestia lustra w jakim się przeglądał. Widok twarzy pozbawionej brody ucieszył go. W głębi serca pomyślał, że jednak każdy wciąż rozpozna w nim elfa. Może miał nieco inne poglądy niż większość pobratymców, może czuł dziwne przywiązanie do Ostlandu, jednak wciąż był ELFEM. Zaczął też rozmyślać skąd u niego tak odmienne zachowanie. Nawet u kuzynek, które prawie całe swoje życie mieszkają w Ristedt nie widział takiego przywiązania do kraju w którym żyły. Jedynie Hal'il rozumiał go pod tym względem. Gdy wuj Albwin wybrał drogę kupca i osiadł w miarę blisko stolicy Ostlandu przy drodze na południowy-zachód, tak jego rodzice osiedli się blisko lasu cienia w północno-wschodniej części kraju. Czasem odwiedzali ich jacyś posłańcy z 'prawdziwej ojczyzny', ale Duivel nigdy nie był wciągany w te sprawy. Pozwolono mu wraz z kilkoma innymi elfami dołączyć do ochotników którzy zapuszczali się w głąb lasu i walczyli z pomiotami Chaosu. W przeciwieństwie do starszego brata, który brał aktywny udział w dyskusjach z rodzicami i raczej nie zadawał się z innymi rasami. Ostatecznie starszy z braci został Widmowym Obieżyświatem (Ghost Strider) i ruszył w świat. Od tamtej pory praktycznie się z nim nie widywał. Elf zwany obecnie z nazwiska Mundo-naru, wychowywał się więc w zupełnie innym otoczeniu niż zdecydowana większość jego pobratymców, co mocno wpłynęło na postrzeganie świata i przywiązanie do Ostlandu. A co do przyczyn przybycia do tej krainy miał pewne teorie, a konkretnie pięć opcji. Pierwsza to wygnanie za jakieś zbrodnie czy złamanie świętych tradycji. Druga to emigracja, gdyż rodzice nie chcieli mieć nad sobą zwierzchnictwa. Trzecia to ucieczka ze względu na nieudaną próbę zwiększenia swojego statusu w społeczeństwie, a to wiązało się z dużym wstydem. Czwarta opcja to szpiegostwo ludzi, co bardziej oficjalnie brzmiało jako pokojowi wysłannicy. No i piąta opcja, czyli daleko wystawiony zwiad, który miał informować senat w Laurelorn o aktywności pomiotów Chaosu i zielonoskórych. Nie dowiedział się prawdy do tej pory, a każda z opcji wydawała mu się prawdopodobna. Wiedział tylko, że jego i kuzynostwa wspólni przodkowie nigdy nie wyszli z klasy społecznej zwanej Harioth. Czyli oryginalnie nie mieszkali w Laurelorn Forrest, a do tego przybyli tam dopiero po Wojnie o Brodę. Była to najniższa klasa społeczna ze względu na pochodzenie. Dzieci elfów z tej klasy mogły się ubiegać o awans w hierarchii, jednak rodzina Manc (tak niegdyś miał Duivel na nazwisko) nigdy się tego nie podjęła.
Tak się skupił na swoich wewnętrznych przemyśleniach, że nie kojarzył rozmów jakie odbył podczas obiadu i podczas wspólnego spaceru do obozu wojsk markgrafa von Falkenhorsta.
- Duivel, chyba odpłynąłeś gdzieś? Wróć już do nas proszę i powiedz, która to Petra. Gdzie możemy się zapisać?- pytanie Eponi wybudziło go z transu w jaki sam się przez przypadek wpędził. Wyszukał wzrokiem Alezzię i udał się w jej kierunku, bo tak wczoraj słyszał, że to ona będzie jego dowódczynią. Był rad z takiego obrotu sprawy, ale też nie mógł się na tym skupić. Jaka rekrutacja? To znaczy, że powiększona rodzina wuja również rusza z nim na wojnę? No bo cóż innego. No nic, miał czas się przeciwstawić, ale znów odpłynął w rozważania na temat emigracji rodziców. Niby to go nie ruszało, ale gdy tylko o tym zaczynał myśleć, to ... odpływał. Gdy doszedł do magini światła, przedstawił wszystkich wzajemnie. Jego nowy wygląd na pewno wzbudził trochę zamieszania, ale mniej niż jego towarzysze, z którymi mógłby otworzyć cyrk obchodny. No może brakowało jeszcze jakiegoś ogra i skavena do kompletu. Po całej ceremonii, przedstawieniu nowych twarzy w armii udał się pospiesznie do Petry i Inez wraz z piątką swoich towarzyszy.
- Petro, przede wszystkim chciałem podziękować za wyróżnienie podczas odprawy i przydział do Alezzi. Liczę też na owocną współpracę z oddziałami Kolesnikova, Theiss i Sorokiny. Tymczasem jak już zauważyłaś przyprowadziłem pięciu nowych żołnierzy pod rozkazy naszej szanownej magini. Wszyscy są z Ristedt...- tu przerwała mu Eponia
- i możemy dowództwo umieścić w Ristedt na noc w naszym domu kupieckim. Mój ojciec jest największym kupcem w okolicy, ale dom został pusty, gdyż wyruszył na zachód przed wojną. Mamy też wóz dwukołowy i konia pociągowego i możemy* dołączyć to w inwentarz armii- dodała i skinęła głową. Praktycznie w taki sam sposób jak jej kuzyn miał w zwyczaju.Lindara Manc - moja kuzynka o bardzo zwinnych palcach... w sensie potrafi wyciągnąć różne rzeczy z cudzych kieszeni.
Eponia Manc - najlepsza łuczniczka jaką poznałem w życiu. Sam ją szkoliłem i jestem w stanie przyznać, że uczeń przerósł mistrza.
Leni Leafwalker - cudowna kucharka, która przyda się w naszej kuchni polowej.
Kargun Thunderfist - kowal i woźnica w jednym. Do tego może stanowić świetne towarzystwo do picia gdyby ktoś potrzebował.
Felix Winterborn - nasz lekarz amator, czy tam weterynarz. W każdym razie wyleczy zarówno mnie, Ciebie, czy też Twojego konia.=======
Po rekrutacji cała szóstka udała się do wynajętego apartamentu w kamienicy. Duivel był zadowolony z taktyki opracowanej przez dowództwo. Nawet ucieszył się, że nie idą bezpośrednio na stolicę. Dla niego oznaczałoby to śmierć i jedynie odwleczenie maksymalnie o dzień, oblężenia stolicy. Przecież są za mali aby ruszyć armię Chaosu. Co innego sabotować ich akcje zwiadowcze i uderzyć od nieoczywistej strony. Nie do końca zgadzał się z nim Kargun, który zauważywszy, że jeśli tylu krasnoludów jest w w wojsku von Falkenhorsta, to powinno starczyć na frontowe uderzenie i zwycięstwo. Resztę żywo rozbawił tym stwierdzeniem. Do kamienicy dotarli w dobrych humorach. Kolejnego dnia mieli ruszać o godzinie 9. Duivel z Kargunem stwierdzili, że to świetna godzina, gdyż mają czas na krótką biesiadę. Starali się też określić rolę jakie mogą im przypaść w armii. Będą służyć początkowo pod Alezzią, ale gdy nadejdzie okazja, to Felix pewnie pójdzie do medyków, Leni do kuchni polowej, Kargun będzie naprawiał wszelkie miecze i zbroje gdy będzie okazja, gdyż na wóz zabrał niezbędny sprzęt. Eponia jedynie miała trochę problem z własnym przydziałem, może i była nad wyraz zręczna, ale przecież nie będzie okradać współtowarzyszy. Lindara natomiast najchętniej zostanie z Duivelem i będzie blisko reszty zwiadowców. Nie chciała też być jedynym elfem w innym oddziale, a poza tym chciała by udowodnić kuzynowi swoją wyższość jeśli chodzi o celność strzałów. Kargun zdradził jeszcze Mundo-naru, że ich wspólny przyjaciel - Jotunn, również będzie uczestniczył w wojnie, ale wraz z Elarą mają udać się na południe by dołączyć do armii Imperatora. Duivel oświadczył wszystkim, że już podczas drogi i walk będzie raczej w innych miejscach niż reszta, ale ma nadzieję, że codziennie rano uda się odmówić cichą modlitwę, każdy do swego Boga
====
*edytowane -
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyMiejsce : pd-zach Ostland; karawana oddziału Petry
Czas : od: 2521.04.32; Aubentag; cały dzień
do: 2521.04.33; Marktag; od świtu do południaPo zdaniu raportu i sprawdzeniu zdrowia reszty, elfi zwiadowca poszedł na czaty. Sporą część życia spędził w lasach, także wiedział pod którym drzewem stanąć aby choć trochę uniknąć deszczu. Wybierał takie z rozległymi gałęziami i przechodził od jednego do drugiego. Ciężko było cokolwiek usłyszeć, bo ulewa skutecznie zagłuszały resztę otoczenia. Czasem coś w oddali było słychać, to ryk jelenia, to jakieś wycie innej zwierzyny. Nic nienaturalnego. Wpatrywał się chwilkę uważnie między drzewa, szczególnie w kierunku z którego wczorajszego dnia przyszli. Starał się patrzeć za mała latającą czarownicą, która to mąciła w głowie. Mogła poruszać się pewnie bezszelestnie, ale on już wiedział, że takowa istota jest w armii wroga. Bo tak to mniej więcej przedstawił sytuację ten mag, że przeciwnicy który z nimi walczyli to zwiad z głównej Armii Chaosu... Jednak szybko zrezygnował z dalszego zwiadu, gdyż już był przemoczony i nawet jego umiejętności zwiadowcze w niczym tu nie pomogły.
Gdy wrócił do obozu, przebrał się szybko i dyskretnie w suche ciuchy, wziął też jakiś koc i schował pod jeden z namiotów by pomodlić się do Ishy i Kurnousa, przykryty kocem aby nieco się ocieplić. Deszcz ustawał, a szefowa zawołała do dalszej podróży. Ta minęła bez szwanku. Elf nieco się wyróżniał na tle innych wojaków gdyż był mniej ubłocony. Wcześniej inni wojacy na pewno zwracali by na to uwagę i byliby zaskoczeni, ale dzięki obecności dwóch magów, to ich nieskazitelna czystość zdecydowania przebijała naturalne dyspozycje długouszych. To nawet cieszyło Duivela, gdyż nie sprowadzał na siebie więcej uwagi niż by chciał. Podróż minęła spokojnie, choć mag znów zrobił show i przeraził część ludzi. Duivel jednak znów jakby nie był wzruszony, a wręcz patrzył z szeroko otwartymi oczami. Na chwilę podszedł w miarę blisko, choć nie tak jak Alezzia, i odważył się spytać - to mówi? Potrafi walczyć? - był nad wyraz ciekawy istoty i jej przydatności dla całego wojska. W końcu rozbili obóz i elf pomógł w rozpaleniu ogniska. Sam chętnie przy nim zasiadł by chwilę chociaż pobyć z resztą wojaków. Przy pierwszej sposobności opisał wydarzenia z lasu. Gdy mówił o zmarłych, robił to z szacunkiem i wręcz zasugerował modlitwę za zmarłych, jednak poprosił by ktoś inny ją poprowadził, gdyż liczył się z tym, że nikt inny nie wierzy w tych Bogów co on. Całą opowieść starał się skrócić, pomijając nieprzyjemne szczegóły, ale podkreślił odwagę praktycznie każdego uczestnika. Nawet o kusznikach wyraził się pochlebnie, jak to zostali chronić swojego dowódcę którego zaatakował chaos. Zaznaczył, że ostatecznie i on wykazał się sporą odpornością bo wyszedł z tego cały. Po skończonej opowieści, wstał podziękował za wspólny wieczór i udał się do snu, wcześniej nieco się ogarniając...
Kolejny dzień, zaczął od modlitwy, następnie odświeżył ubranie. Założył swoje ulubione pstrokate, tak jak elfy lubiły. Tego dnia już nie zależało mu na kamuflażu, nie przypuszczał, żeby wróg teraz zdecydował się ich zaatakować, gdy już są tak blisko zamku. Od śniadania uśmiech nie schodził mu z twarzy, był mocno podekscytowany tym, że udało im się spełnić misję, a teraz czeka ich prawdziwa próba. Był mocno związany z Ostlandem, co ciężko było wytłumaczyć innym. Zarówno pobratymcy jak i inne rasy, nie mogły pojąć, że spiczasto-uszy zżył się z jakąś krainą bardziej niż z lasem. Oczywiście w całym Ostlandzie najbliżej było mu do tutejszych lasów właśnie, natury w pełni nie oszuka. Wprawdzie zaciągnął się pod sztandar Górskiej Marchii, ale był to twór na tyle nowy i dla niego dziwny, że czuł jakby walczył w armii swego ukochanego kraju. Droga mijała mu na rozmowach z innymi zwiadowcami, zarówno tymi bez dowódcy, jak i tymi pod zwierzchnictwem Kolesnikova. Z tym ostatnim też wymienił parę uprzejmości, ale nie były to jakieś poważne rozmowy. W każdym razie badał teren, bo wciąż się zastanawiał gdzie Petra go przypisze. Niestety nie mógł trafić do Renate, gdyż ta zarządzała zupełnie inną jednostką. Byli jeszcze konni górscy, ale oni z kolei byli już ewidentnie armią margrabiego, więc byłoby to troszkę ryzykowne na dłuższą metę... Bo przecież chciał przeżyć. W końcu ujrzeli swój cel podróży. Widok Lenkster bardzo ucieszył Duivela. Z trzech powodów. W końcu wyśpi się w jakimś łóżku, odwiedzi wuja i kuzynki w Ristedt oraz widok nietkniętych murów świadczy o tym, że armia Chaosu męczy się w stolicy i Ostland jeszcze nie upadł!Miejsce : pd-zach Ostland; Lenkster
Czas : 2521.04.33; Marktag; popołudnie
Warunki : - ; różne miejsca: dzieńGdy weszli na podzamcze, wśród tłumów elf nie zauważył żadnej znajomej twarzy. Nie widział Davandrel ani Olgi Ziegler ani Jotunna, nie było też wśród tłumu też Elary, Elysii ani nikogo z domu wuja Albwina. Zaczął rozmyślać, czy już ruszyli na wojnę, albo przeciwnie, udali się na zachód. Niezbyt uczestniczył też w powitaniach z resztą armii. Gdy Petra przywitała się z Inez, oświadczyły, że obiad odbędzie się za około 2 godziny i wtedy także ogłoszą najważniejsze sprawy. Elf chciał wykorzystać maksymalnie ten czas i oznajmił dowództwu, że wróci później i udał się do swojej znajomej, mieszkającej niedaleko.
Do tej pory rzadko odwiedzał Elarę w jej mieszkaniu, ale tym razem postanowił zrobić wyjątek. Ona zawsze więcej wiedziała, no i w tym roku nie zanosiło się, że za około miesiąc odbędą coroczne spotkanie w karczmie w Ristedt. Trafił tam bez problemu i po krótkim stukaniu do drzwi, niziołka otworzyła i zaprosiła Duivela do środka. Po krótkim przywitaniu, elf zasiadł w niezbyt dużym salonie, z propozycji różnych trunków, wybrał ten o najmniejszej zawartości alkoholu, czyli krasnoludzkie ale. Zaczęli sobie nieco opowiadać, elf zdążył streścić swoją podróż do Ristedt, opowiedział o zaginionym kuzynie, a także o wyprawie po zapasy dla mkg von Falkenhorsta. Elara zwyczajowo powinna opowiedzieć swoje historie, jednak niespodziewanie wstała i zawołała swoję kuzynkę do salonu...- no kolego, tym razem nie sprawię Ci tej przyjemności i nie będę mówić o swoich przygodach, a były, uwierz mi, ciekawsze od Twoich! Noo, bo jak się pewnie domyślasz, kuzynkę, którą tu przyjęłam znasz dobrze! Leni choć tu w końcu, ile mamy czekać!! .- i właśnie w tej chwili z toalety wyszła kolejna niziołka. Wyglądały bardzo podobnie, obie miały długie włosy, które jakby naturalnie się skręcały, zwijały i były jakby sfilcowane. Ciężko było określić ich kolor, gdyż te zbite ze sobą były jakby ciemno-brązowe, a te pojedyncze, które odstawały, były już sporo jaśniejsze. Leni i Duivel wpadli sobie w ramiona. Była to służka/kucharka jego wuja Albwina, która jak kilku innych bliższych pracowników, stanowiła tak naprawdę rozszerzoną rodzinę. Okazało się, że niziołka będąc w łazience słyszała opowieść elfa i po chwili przeszli do tego dlaczego ona właściwie jest u swojej kuzynki, a nie w posiadłości Albwina.
- Wuj i cioteczka udali się na zachód. Dogadali się z innymi elfimi kupcami, wynajęli najlepszych Leśnych Duchów i ruszyli. To już tydzień temu! Chodzą słucy, że przewodzi im Twój brat, także będą bezpieczni, wiesz oni nie byli tak zżyci z Ostlandem jak Ty dziwaku. Twoje kuzynki zbierają resztę rzeczy z posiadłości, a został im do pomocy woźnica i major-domus. Zresztą oni już też powinni być w drodze pod zamek i mam przygotować im wynajęte mieszkanie na przybycie. Może będą w nocy, może jutro, zależy ile rzeczy zabrali. Także drogi Duivelu, jeśli jeszcze nie ruszysz na wojnę to mogę Ci teraz pokazać gdzie możesz nas znaleźć, myślę, że jutro wieczorem na pewno. - mówiąc to wszystko Leni w tym czasie się ubierała. Opowiadanie dla niej jest prawie jak oddychanie i bez przeszkód potrafi robić inne czynności w tym czasie. Duivel oczywiście przystał na proźbę, pożegnał się z Elarą, przy okazji umawiając na spotkanie tydzień po zakończeniu wojny w karczmie w Ristedt. Podzamcze Lenkster nie było jakiś wielkich rozmiarów, także niedługo trwał wspólny spacer niziołki i elfa. Wskazała mu wejście do kamienicy, piętro i numer apartamentu, po czym Duivel obiecał, że pojawi się tu jutro, gdy tylko dowie się co i jak z wyprawą na wojnę.Sam dotarł z powrotem do karczmy "Pod tańczącym zającem" na czas. Podczas oczekiwania na posiłek, wysłuchał co do powiedzenia mają szefowe. Informacje były do przewidzenia. Po to się zaciągnął aby w końcu ruszyć na front, ale póki co ważniejszy był obiad. Był już głodny jak wilk, także cała reszta nie miała teraz znaczenia. Rozejrzał się jeszcze za kobietą rycerzem, jednak nie wypatrzył jej. Sprytnie usiadł w takim miejscu aby dostał posiłek jako jeden z pierwszych, więc nie czekał długo, a gdy dostał obiad, to od razu zabrał się za jedzenie i rozkoszował się każdym kęsem. Petra znów dotrzymała słowa i uczta była przednia.
Miejsce : pd-zach Ostland; Lenkster; Podzamcze; ul. Karczemna; karczma “Pod tańczącym zającem”
Czas : 2521.04.33; Marktag; zmierzch
Warunki : gwar karczmy ; na zewnątrz: zmierzchDuivel dosiadł się do towarzyszy w karczmie. Starał się dołączyć do rozmów, zamówił piwo, które było już jego trzecim tego wieczoru. Gdy tylko usłyszał kolejną falę plotek o kobiecie-rycerzu, szybko podjął temat, ale nieco zmienił narrację mówiąc
- Panie i Panowie, Wy tu rozmawiacie o kimś, kogo jeszcze nie ma w naszych szeregach, ale jest z nami przecież już znakomita wojowniczka, która nieraz wykazała się odwagą na wyprawie! Zdrowie Renate Theiss!! - wzniósł toast, a następnie zaczął rozglądać się za kobietami siedzącymi przed karczmą czy też w jej środku. Podróż trwała długo, a czas spędzał jedynie z mężczyznami. Nastał czas na chociażby mało znaczącą rozmowę z przedstawicielką płci pięknej, dowolnej rasy. No może nie odważyłby się zagadać do skavenki czy też zielonoskórej, ale na szczęście takowych tu nie było. To mogła być ostatnia taka biesiada przed wyruszeniem na prawdziwą wojnę, także elf oprócz zwykłej rozmowy, próbował flirtować, choć jego sztuczki sprzed jakiś pięciu lat już na pewno nie działały. Jednak to tylko go motywowało...
-
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyMiejsce : pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
Czas : 2521.04.31; Wellentag; południe - wieczór
Warunki : - ; na zewnątrz: dzień - noc, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)Duivel przyglądał się z fascynacją jak magini leczy kolejnych członków drużyny. Chyba jako jedyny nie patrzył z przerażeniem, ani nie modlił się do Bogów, by przeprosić za skorzystanie z magii. No tak, był tu przecież jedynym elfem, a reszta to ludzie, którzy według dostępnej wiedzy i mitów, byli inaczej stworzeni niż m.in. Eonirowie. Nie był też zdziwiony, że to Bolko zabił swojego towarzysza. Po tłumaczeniach Alezzi, zrozumiał też w końcu, dlaczego tak broniła kapitana Ferro. On wcale nie zwariował, a po prostu nie był sobą, a może raczej, jego wtedy tam nie było. Tak jak teraz Bolko, jego świadomość zniknęła na jakiś czas, a zostało ciało jako naczynie dla jakieś plugawej magii. Gdy szli przez piwnicę podszedł do magini i szeptem zagadał
- Pani, już rozumiem. Wtedy z Ferro, on rzeczywiście nie zwariował... A dla Bolko możemy powiedzieć historię, że to ta przeklęta tancereczka podleciała niezauważona, wyciągnęła magicznie nóż i zabiła miecznika? Ciężko w to uwierzyć, ale boję się, że ciężej żyć ze świadomością, że miało się dość spory udział w śmierci kolegi, nawet jeśli nie miało się żadnej kontroli... - mówił aż doszli do krypty.
Tam di Lucci nie odpowiedziała jeszcze elfowi, tylko poinformowała wszystkich o tym, że prawdopodobnie są w klasztorze. Większość ogarnęła chwilowa ciekawość, gdyż okazało się, że na płytach nagrobnych znajdowały się jakieś napisy. Niestety, mimo rozpoznania poszczególnych liter, nie udało się Duivelovi odczytać słów.
Minęła dłuższa chwila, grupka natrafiła na różne ślady, chwilę biegli, potem znów widzieli jakieś odrażające truchła. Elf cieszył się tylko, że to już właśnie truchła, a nie kolejny potwór do ubicia. Miał dość plugawych stworzeń na dziś. W końcu trafili na sprzymierzeńca. Duivel nie miał zamiaru się wychylać i zagadywać, ale podszedł w miarę blisko białogłowej dowódczyni. Przypatrywał się jak ta próbowała zagadać do dziwnego osobnika, ale on był niezwruszony. Dopiero gdy został nazwany 'Ultimum Spes', jego czerwona toga poruszyła się. Okazało się, ze jest tym za kogo miała go Alezzia i że udaje się na wojnę. Jedna rzecz z jego wypowiedzi wprost zmroziła elfa, aż dostał gęsiej skórki. Przeciwnik z którym mieli się zmierzyć dopiero gdzieś przy stolicy... był już tutaj! Albo sama obecność ich plugawego przywódcy sprawia, że już z takiej odległości wszystkie inne plugastwa automatycznie wiedzą gdzie mają uderzyć i są zorganizowane? W międzyczasie mag się przedstawił. Drogon brzmiało dość majestatycznie, albo może to jego osoba była na tyle przytłaczająca, że nawet wypowiedziane imię wybrzmiewało niczym grom. Do tego został wymazany. Z pamięci? Z innego królestwa? Wśród pytań w głowie Duivela wybrzmiało też - ale czy na pewno można mu ufać? Mgła zelżała. Mundo-naru podszedł bliżej magini by spytać o kolejną nurtującą go sprawę
- Droga Alezzio, czy nie powinniśmy przypadkiem poszukać Twoich rodaków z kapitanem Ferro na czele?- na koniec wypowiedzi zobaczył, że dwóch mieczników dziwnie patrzyło na niebo. Była nagle noc! Wydusił z siebie jeszcze tylko " aha " jakby to była odpowiedź na jego pytanie. Szli dalej, a drogę oświetliła im kolejny raz ... magia.
Gdy doszli do brodu, nastąpił kolejny pokaz wykonaniu Drogona. Zrobił most przy pomocy magii. Elf pierwszy raz od dawna pomyślał o swych życiowych wyborach. O tym, że cała rodzina to łowcy, którzy nie imali się magii. Nie była im obca, nie bali się jej jak zdecydowana większość elfów, ale też w ogóle z niej nie korzystali. Nie potrafili choćby najprostszego zaklęcia. Przecież można było inaczej, gdyby rodzice zabrali do Ostlandu ze sobą tylko starszego brata, a jego zostawili w Laurelorn. Wtedy miałby od kogo się uczyć magii i może potrafiłby sam wyczarować most. Gdy już był po drugiej stronie, spróbował walczyć z tymi myślami i przypomniał sobie jak bardzo podziwiał brata, który był wybitnym Leśnym Duchem (zwanym również Widmowym Obieżyświatem). Byli już praktycznie w obozie. Duivel naprawdę się ucieszył, że wrócił i będzie mógł w końcu zjeść i spać. Nie był gotowy na walkę z plugastwem, przecież mieli się zmierzyć dopiero za jakiś tydzień, gdy w końcu już wyruszą z Lenkster. Jednak po dzisiejszych przygodach już wiedział, że od teraz trzeba być gotowym każdego kolejnego dnia. Stąd też chyba chęć pożądnego snu.
Scena przy powitaniu nie bardzo przejęła elfa, wręcz nie zwracał zbytnio na nią uwagi. Cieszył się jedynie, że tajmniczy Wymazaniec nie okazał się raptusem i nie użył żadnej magii na Petrze. Zaraz wydanym przez Petrę rozkazie odwrócił się i ruszył w poszukiwaniu jedzenia. W prowizorycznej kuchni pozostały jakieś resztki po kolacji. Zjadł to co wyglądało na jeszcze zdatne i zaczął rozglądać się za miejscem do spania. Zauważył parę kusz tileańczyków co go nieco uradowało. Zawsze to więcej ludzi i strzał do tępienia plugawej zarazy. Choć elfa kusiło jeszcze, by usiąść przy ognisku i napić się jakiegoś alkoholu, to jednak położył się w jakimś w miarę ciepłym zakamarku i tak zasnął mocnym snem.
Miejsce : pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; obóz oddziału Petry
Czas : 2521.04.32; Aubentag; wczesny ranek
Warunki : - ; na zewnątrz: dzieńElf obudził się wyspany jakby spał w jakimś zmatuzie dla bogatszych. Może to była kwestia zmęczenia, a może to wczorajsze leczenie magiczne tak wpłynęło na jego organizm tej nocy? Nie wiedział, ale nie było to już ważne. Odmówił poranną modlitwę, poszedł się przebrać gdzieś na uboczy, tak by nikogo nie zgorszyć i udał się w jedynie słyszne miejsce - do kuchni. Tam też spotkał Guendalinę, do której podszedł
- Dzień dobry siostro Guen. Tak z ciekawości chciałem spytać, czy jako kleryczka, potrafisz może leczyć innych? A może mogłabyś mi po prostu asystować? Wiesz, Tobias i Stefan przybyli tu wczoraj nieco ranni, a myślę, że sama Twoja obecność przy opatrywaniu mogłaby im pomóc.- uprzejmie skinął głową na koniec wypowiedzi i jeszcze po odpowiedzi kleryczki dodał, że to oczywiście po śniadaniu.
Gdy już uporał się ze śniadaniem i pomógł towarzyszom broni (wszystkim z wczorajszej wyprawy, którzy jeszcze potrzebowali leczenia), udał się do Petry aby złożyć raport.
- Szanowna Petro, zgodnie z rozkazem przyszedłem złożyć raport. Nie chcę rozwklekać historii. Walczyliśmy z bestiami, przerośniętym psem wyglądającym jakby uciekł z piekła i jego malutką skrzydlatą koleżanką, z jakimś latającym ścierwem, które lecąc wyglądało jakby pływało i dźwiękiem nas karciło. Była też obca magia, która mieszała nam w głowach przez co Alezzia była odłączona od drużyny, a kapitan Ferro nieobecny duchem. Ostatecznie Ja Tobias Stefan Hugo i jego miecznicy połączyliśmy się z maginią światła. Po wygranym starciu, przez magię straciliśmy jednego z mieczników. Ondaleźliśmy ostatecznie maga Drogona Wymazanego zwanego też Ultimum Spes. Wybił więcej tych popaprańców niż cała nasza drużyna, wydaje się być potężnym magiem i został wezwany na wojne. Aha, to już byli nasi wrogowie, Ci z którymi toczymy wojnę. Muszę siebie i chłopaków pochalić za postawę gdy brakowało nam dowódcy. Także Alezzię, bo gdy trzeba było, to świetnie poradziła sobie z Twoimi ludźmi. I elfem. To tyle szefowo, ale pozwole sobie zadać pytanie. Ferro dotarł tu w dobrym stanie? I zachowywał się jak dawniej? - Mundo-Naru skończył raport i czekał na decyzje Petry co do dalszych kroków.