
Parking podziemny H10. Zachód -1.
niedziela 15.07.77,
Switch przysiadł na masce jednego z zaparkowanych samochodów i przesuwał palcem po ekranie SmartThinga. Lista kontaktów nie wyglądała szczególnie obiecująco. Przewijał kolejne nazwiska, ksywki i numery, próbując dopasować ludzi do zadania, którego wcale nie miał ochoty się podejmować. Ktoś od transportu? Ktoś, kto obracał się w Northside? Pośrednik handlujący cyberwszczepami? Każdy z tych tropów mógł prowadzić donikąd, a przecież nawet nie miał pewności, gdzie właściwie powinien szukać.
Kosiarze. Jeśli jego przypuszczenia były słuszne, właśnie te zjeby odpowiadały za porwanie jednej i próbę porwania drugiej z dziewczyn. Nkeri mogła być dla nich kolejnym źródłem organów, zestawem części zamiennych, które dało się sprzedać komuś z odpowiednią ilością eurodolarów. Tyle że Switch nie znał nikogo, kto miałby bezpośrednie kontakty z tym gangiem. Nie miał numeru, który mógłby wybrać, ani znajomego znajomego, któremu mógłby rzucić odpowiednio dużo pieniędzy, by zaczął zadawać pytania.
Przewinął listę jeszcze raz, bardziej z uporu niż z nadziei.
Po co my tu, kurwa, wszyscy jesteśmy?
Oparł łokieć na kolanie, a drugą ręką obracał urządzenie, jakby zmiana kąta patrzenia mogła nagle wyczarować jakiś użyteczny kontakt.
Zajmujemy się jakąś durną laską jakiegoś mało znaczącego gangu Chakkasów. Facet nawet nie potrafi upilnować własnych ludzi, a teraz wszyscy mamy rzucać się na ratunek, bo jego laska zniknęła.
Nie chodziło nawet o samą Nkeri. Dziewczyna mogła być niewinna, mogła mieć rodzinę, ludzi, którzy czekali na nią w domu. Nie znał jej i nie miał pojęcia, kim była poza tym, że została porwana. Ale Night City codziennie połykało takich jak ona. Jednych znajdowano, innych nie. Niektórych wypluwano po paru dniach, pozostałych tylko w kawałkach.
Jeśli mam rację, pewnie już ją tną na części zamienne.
Przesunął kciukiem po ekranie. Kolejny kontakt. Kolejna ślepa uliczka.
I po co? Po co wpierdalamy się w następną wojnę między gangami?
Nie byli policją. Nie byli ekipą ratunkową ani organizacją charytatywną. Każde z nich miało własne sprawy, własne długi i wystarczająco dużo powodów, żeby nie dokładać sobie kolejnych problemów. Tymczasem stali na parkingu, grzebali w śladach i słuchali, jak Dong zastanawia się, co powiedzieć Adeoli. Jakby sama obecność większej liczby uzbrojonych ludzi miała zmienić cokolwiek.
Co z tego będziemy mieli?
Odpowiedź przyszła natychmiast.
Gówno. Nic.
Żadnej zapłaty, żadnej przysługi, żadnej gwarancji, że Chakkasowie zapamiętają, kto wyciągnął do nich rękę. Za to całkiem realna szansa, że ktoś uzna ich za stronę konfliktu, którego wcześniej nawet nie dotyczyły ich interesy. Wystarczyło, żeby jeden z ludzi Donga otworzył ogień w niewłaściwym kierunku albo żeby porywacze wrócili dokończyć robotę.
Switch zatrzymał się na nazwisku Hectora Garcii.
Tygrysy.
Mógł spróbować dotrzeć do Kosiarzy, ale nie miał pojęcia, od kogo zacząć. Hector za to znał ludzi, którzy mogli zainteresować się tym, co działo się na ich terenie. Oczywiście, istniał jeden drobny problem: ostatnia rozmowa z Garcią nie należała do udanych. Hector wciąż mógł mieć mu za złe, że Switch nie wciągnął go w rozmowę z Wakako. I trudno było przewidzieć, czy tym razem w ogóle zechce odpowiedzieć.
No pięknie. Najpierw Slim, później Hector, teraz Patch. Może powinienem zacząć pobierać opłaty za samo wysłuchiwanie cudzych pretensji.
Przez chwilę rozważał, czy nie odpuścić. Hector nie był mu nic winien, a Switch nie miał zamiaru się przed nim płaszczyć. Z drugiej strony nie zamierzał też pozwolić, żeby ich osobiste niesnaski przeszkodziły w przekazaniu informacji, która mogła zainteresować Tygrysy.
Otworzył okno wiadomości.
Nie zamierzał prosić o przysługę ani opowiadać całej historii. Wystarczyło podsunąć Hectorowi trop i sprawdzić, czy uzna go za wart uwagi. Jeśli Tygrysy miały własne interesy na tym terenie, informacja o ludziach porywających dziewczyny i prawdopodobnie handlujących organami mogła okazać się dla nich istotna. Zwłaszcza jeśli za wszystkim rzeczywiście stali Kosiarze.
Mam trop, który może zainteresować Tygrysy. Dziewczyna zniknęła z ich terenu. Podejrzewam Kosiarzy i handel organami, ale nie mam jeszcze potwierdzenia. Jeśli zechcą sprawdzić, kto urządza sobie takie interesy na waszym podwórku, daj znać. Switch.
Przeczytał wiadomość dwa razy. Nie podawał nazwiska Nkeri ani szczegółów dotyczących Chakkasów. Nie zamierzał też sugerować, że ma dowody, których w rzeczywistości nie posiadał. To był trop, nie gotowe rozwiązanie.
Wysłał wiadomość.
Nie wiedział, czy Hector odpowie, czy zignoruje go z urazy, czy może przekaże informację dalej, nawet jeśli sam nie będzie miał ochoty rozmawiać ze Switchem. Każda z tych możliwości była równie realna. Jeśli zignoruje a Tygrysy dowiedzą się o tym, że wiedział, może mieć przejebane.
Schował SmartThinga do kieszeni i zacisnął szczękę.
Jeśli Hector podejmie temat, może uda się dotrzeć do ludzi, którzy wiedzą więcej o Kosiarzach, niż on sam kiedykolwiek się dowie. Jeśli nie, pozostanie im szukanie po omacku.
Tak czy inaczej, Switch zrobił kolejny krok. Nadal nie był przekonany, że warto było pakować się w cudzą wojnę gangów, ale przynajmniej próbował znaleźć sposób, by nie musieli rozwiązywać jej wyłącznie własnymi rękami.
Kurwa. Po co myśmy się w to wpierdolili?
Czuł się tutaj tak nie na miejscu jak ksiądz w burdelu.