Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
GreKG

GreK

@GreK
Informacje
Posty
88
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
    GreKG GreK

    Paladin Tuk Drugi

    Paladin Tuk Drugi nie lubił pośpiechu, ale zaproszenie od Bilba Bagginsa z Bag End miało wagę większą niż zwykła herbatka z ciastkiem. Bo z Bilbem Bagginsem nigdy nie było „ot, tak po prostu”. Wracał z wielkiej wyprawy z kieszeniami pełnymi opowieści i… no właśnie. Skarbów. Jedni mówili o złocie, inni o klejnotach, jeszcze inni o przedmiotach, których lepiej nie dotykać bez zaproszenia. Paladin nie wierzył w połowę plotek, ale drugiej połowy nie zamierzał lekceważyć. Zaproszenie leżało więc na stole już trzeci dzień, przyciśnięte solniczką, żeby „nie uciekło”, jak twierdziła Esmeralda.

    Przygotowania szły zatem po tukowemu: najpierw sprawdził kamizelkę (czy guziki trzymają), potem buty (czy nadają się na drogę, a nie tylko do fotela), na końcu tobołek — bo choć Bag End to nie wyprawa w Góry Mgliste, hobbit bez zapasu wygląda podejrzanie.
    Pakowanie tobołka stało się więc sprawą poważną.
    Najpierw włożył fajkę. Potem drugą — bo Bilbo mógł chcieć zapalić „ten swój dziwny tytoń”.
    Chleb? Owszem.
    Ser? Koniecznie.
    Coś słodkiego? Placek na wypadek długich opowieści.

    — Bilbo lubi gości przygotowanych — mruczał do siebie. — A poza tym, znając go, opowieści będą długie, a kolacja... niekoniecznie wystarczająca.

    Po chwili zastanowienia wyjął placek.

    — Nie wypada — mruknął. — Baggins obrazi się, że własnego nie poda.

    Włożył za to mały nożyk. Potem się zawahał.

    — Do Bag End? Paladin, opanuj się.

    Esmeralda, oparta o framugę, przyglądała się temu w milczeniu dłuższą chwilę.

    — Jeśli włożysz jeszcze jedną „rzecz na wszelki wypadek”, to zabraknie miejsca na rozsądek — zauważyła.

    — Rozsądek zostawiam w domu — odparł. — Na wizyty u Bilba nie zawsze się przydaje.

    Najwięcej czasu zajęło mu zastanawianie się czego nie zabrać. Czy wypada pytać o skarby? Czy lepiej udawać, że nic go nie interesuje? A jeśli Bilbo pokaże coś niezwykłego — czy Tuk powinien okazywać zachwyt, czy raczej ostrożność?

    Gdy wreszcie zamknął tobołek, poprawił kapelusz i spojrzał na siostrę z tym charakterystycznym tukowym uśmiechem.

    — No, Esme. Jeśli Baggins zaprasza, to albo będzie bardzo miło… albo bardzo ciekawie. A ja, jako Tuk, wolę być gotów na jedno i drugie.

    Rozgrywka sprzysiężenie czerwonej księgi

  • [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
    GreKG GreK

    text alternatywny!

    Paladin Tuk Drugi.

    Paladin zatrzymał się tak gwałtownie, że niemal wpadł na Rorimaka.

    — Słyszysz?! — wyszeptał, choć szept w jego wykonaniu był tylko odrobinę cichszym mówieniem. — To nie jeleń. Jeleń nie robi „ghrrraugh”. Jeleń robi… no… bardziej godnie.

    Znów rozległo się:

    — GRRRrraUgh! khrrRrch…

    Paladin skulił ramiona.

    — Mówiłem, że to coś między dzikiem a niedzikiem. Takie… pół na pół. Może dzik, który się zastanawia nad swoim życiem.

    Kiedy Rorimak rozchylił zarośla, Paddi instynktownie cofnął się o pół kroku.

    — Jak wyskoczy, to ja mówię, że my tylko przechodzimy. Bardzo przechodzimy. I że...

    Jeszcze jedno:

    — Khrrr… chrrrap… khrrrr…

    Paladin zmrużył oczy.
    — To… to chrapie.

    Zrobił ostrożny krok naprzód, jakby spodziewał się, że łódka zaraz go ugryzie. Spojrzał do środka. Zobaczył Starego Brody’ego. Zobaczył jego brodę. Zobaczył, że źródłem potwora zza Zielonego Muru jest hobbit, który śpi jak rozwścieczony borsuk.

    Przez chwilę milczał.

    — To on? — zapytał z niedowierzaniem. — To całe „RRRghraugh” to… śpiący hobbit?

    Wyprostował się powoli, z miną kogoś, kto właśnie został obrażony przez rzeczywistość.

    — Ja się pytam, czy to jest w ogóle dozwolone, żeby tak chrapać w przestrzeni publicznej. — Pokręcił głową. — Hobbit śpi, a pół Bucklandu myśli, że potwór wyszedł zza muru.

    Nachylił się bliżej łódki i przyjrzał linie przywiązanej do drzewa.

    — A ja już rozważałem, czy wspinać się na drzewo.

    Kolejne potężne:

    — Khrrrrrr…

    Paladin podskoczył mimo wszystko.

    — No dobrze! — sapnął. — To nie dzik. Nie potwór. Nie nawet niedzik. To Brody.

    Odetchnął głęboko, po czym dodał z urazą:

    — Ale przyznam, że gdyby tak chrapał bliżej Tukowej Skarpy, to byśmy go wybrali na oficjalne ostrzeżenie przeciwko lisom.

    Spojrzał na Rorimaka, poprawiając kamizelkę.

    — Widzisz? Mówiłem, że nie wszystko, co brzmi strasznie, jest straszne. Czasem to tylko ktoś, kto zjadł za dużo kolacji i położył się w łódce.

    Paladin zamarł z ręką uniesioną w pół gestu, gdy z łódki znów wyrwało się:

    — Khrrr… chrrrap… khrrrr…

    Spojrzał na Rorimaka.
    Spojrzał na łódkę.
    Spojrzał na linę.

    A potem bardzo powoli, bardzo uroczyście wskazał na tę ostatnią.

    — No i masz — szepnął. — Lina.

    Podszedł bliżej, zginając się w pół jak ktoś, kto chce być mniejszy niż jest. Co chwilę zerkał na śpiącego hobbitа.

    — To jest zwykła lina — mruczał pod nosem. — Lina jak lina. Nikogo nie budzi. Liny są z natury ciche. Ja też potrafię być cichy. Czasami...

    Kolejne potężne chrapnięcie sprawiło, że Paddi podskoczył i niemal przywarł do drzewa.

    — On oddycha jak kuźnia w Michel Delving — syknął. — Jakby miech połknął.

    Nachylił się znów do Rorimaka.

    — Opcje są trzy. — Uniósł trzy palce, po czym jeden zaraz opuścił. — Dwie i pół.

    Ściszył głos jeszcze bardziej.

    — Pierwsza: bierzemy linę. Cichutko. Delikatnie. Jakby sama postanowiła się odwiązać. — Zrobił palcami ruch, który miał oznaczać subtelność, ale wyglądał raczej jak nerwowe skubanie. — Tylko że wtedy łódka… — spojrzał na wodę — …może odpłynąć. A wtedy Brody się obudzi, a jak się obudzi i nie ma łódki, to zacznie robić „RRRRAUGH” już świadomie.

    Zamyślił się.

    — Druga: budzimy go. Uprzejmie. Bardzo uprzejmie. Mówimy, że potrzebujemy łódki. Oficjalnie. — Skrzywił się. — Tylko że wtedy trzeba mu powiedzieć po co. A my… — zawahał się — …my mamy różne powody. I nie wszystkie są do opowiadania przy pierwszym śniadaniu.

    Westchnął ciężko.

    — No i jest jeszcze płot.

    Spojrzał w dal, jakby gdzieś między drzewami czaiło się sumienie.

    — On jeszcze nie wie. Ale się dowie. Płoty mają to do siebie, że ktoś zawsze wie, czy były całe.

    Podrapał się po karku.

    — Jak go obudzimy, to możemy powiedzieć: „Brody, drogi Brody, twój płot wyglądał na zmęczony i sam się położył”. — Zamyślił się chwilę. — Tylko że to brzmi jak coś, w co ja bym nie uwierzył. A ja jestem bardzo wyrozumiały.

    Znów zerknął na linę.

    Kolejne:

    — KHrrrrrRRR…

    Paladin znów drgnął.

    — Dobrze — zdecydował nagle, choć w jego tonie było więcej nerwów niż pewności. — Ja podejdę do liny. Ty patrz na niego. Jak przestanie chrapać, to mnie kopnij. Tylko nie za mocno. Mam wrażliwe kostki. Wszyscy mamy dziś jakieś kostki.

    Zrobił dwa ostrożne kroki w stronę drzewa, po czym zatrzymał się jeszcze raz.

    — Rorimaku… — wyszeptał. — Jak mnie złapie, mów, że przyszedłem sprawdzić jakość węzła. Z troski. Ja wyglądam na kogoś, kto troszczy się o węzły.

    I z miną hobbita, który sam nie wie, czy jest bohaterem, czy właśnie popełnia największą głupotę dnia, wyciągnął rękę w stronę liny.

    Rozgrywka sprzysiężenie czerwonej księgi

  • Powitania, pożegnania i powroty
    GreKG GreK

    @Skavenloft a bo i nie ma takiego zwyczaju.
    Większość tu właśnie migrowała z Lastinn dlatego miło widzieć kogoś spoza.

    To i ja się przywitam korzystając z okazji. Powoli zaczynam się rozpychać...

    Hydepark

  • [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
    GreKG GreK

    text alternatywny!

    Paladin Tuk Drugi.

    Szli wolno, jak na hobbitów przystało, ścieżką wijącą się między pagórkami Kraju Tuków ku drodze na Hobbiton. Esmeralda niosła koszyk z takim spokojem, jakby wybierała się na zwykłe popołudniowe odwiedziny, a nie do Bagginsa, o którym pół Shire’u wciąż mówiło szeptem. Paladin zaś maszerował obok niej z rękami splecionymi za plecami, stawiając kroki równe, odmierzone — aż nazbyt równe.

    Po pierwszym kwadransie skrzywił się lekko.
    Po drugim — chrząknął.
    Po trzecim zatrzymał się nagle, jakby ścieżka go obraziła.

    — Te buty — powiedział tonem oskarżycielskim — od samego początku patrzyły na mnie krzywo.

    Zrobił jeszcze kilka kroków, unosząc stopy wyżej niż trzeba, jakby próbował przechytrzyć skórę i podeszwy. Bez skutku. Obcieranie stało się wyraźne, natrętne, osobiste. Paladin syknął przez zęby, potem mruknął coś o „nienaturalnych wynalazkach spoza Shire’u” i „niepotrzebnym naśladownictwie ludzi”.

    — Mówiłam, że nie trzeba — zauważyła Esmeralda, nie zwalniając kroku.
    — Mówiłaś wiele rzeczy — odparł. — Ale TO jest wyjątkowo nie do zniesienia.

    Stanął znowu. Tym razem na dobre. Oparł się o kamień przy drodze, usiadł ciężko i z miną hobbita, który właśnie podjął ważną decyzję życiową, rozwiązał rzemyki. Najpierw jeden but poleciał w krzaki, z wyraźną ulgą. Drugi dołączył do niego chwilę później, rzucony dalej i z większym przekonaniem.

    — O, nie — rzekł, prostując palce u stóp i wciągając powietrze z błogością. — To już koniec.

    Wstał, strzepnął spodnie i spojrzał na siostrę z powagą godną thanów i radnych.
    — Jako hobbit, Paladin Tuk Drugi, oświadczam, że nigdy więcej nie założę butów. Ani na wizytę, ani na uroczystość, ani choćby do samego króla pod Górą.
    I niech nikt mnie do tego nie namawia, bo szybciej zdejmę kapelusz niż wcisnę stopę w skórzany więzień.

    Ruszył dalej boso, wyraźnie lżejszy krokiem, z nową energią i tym zadowolonym pomrukiem, który zawsze oznaczał, że Paladin znów jest sobą. Esmeralda tylko pokręciła głową, uśmiechając się pod nosem, i poszła za nim bo wiedziała, że Tuk, który raz się zżymał i zadecydował, nie zmienia zdania.

    text alternatywny

    Paladin Tuk Drugi od samego wejścia do Bag End zachowywał się tak, jakby znalazł się w miejscu jednocześnie doskonale znanym i podejrzanie zmienionym. Otarł stopy o wycieraczkę z przesadną starannością. Raz, drugi, trzeci, po czym dopiero pozwolił się uściskać Bilbowi, odpowiadając uśmiechem krótkim, lecz szczerym. Uścisk oddał solidny, tukowy, z lekkim klepnięciem w ramię, jakby chciał sprawdzić, czy Baggins nadal jest z tej samej materii co dawniej.

    Gdy znaleźli się w saloniku, Paladin nie usiadł od razu. Najpierw obszedł stół półkolem, rzucił okiem na przekąski, skinął głową kominkowi, jakby ogień należało uprzejmie uznać, i dopiero wtedy opadł na fotel. Westchnął przy tym głęboko, z tym charakterystycznym dźwiękiem kogoś, kto docenia wygodę, ale nie zamierza okazywać zachwytu.

    Kufel wziął w obie dłonie, powąchał zawartość, napił się małego łyku i dopiero wtedy skinął głową z aprobatą.
    — Dobrze — mruknął. — Bardzo dobrze.
    I dopiero po chwili dodał:
    — Droga też była… wystarczająca.

    Słuchając Bilba, Paladin miał zwyczaj lekko przechylać głowę i mrużyć jedno oko, jakby każde zdanie ważył osobno. Kiedy Baggins zaczął przemowę, Tuk poprawił się w fotelu, splecionymi palcami oparł dłonie na brzuchu i przestał sięgać po jedzenie. To zawsze był znak, że przestał być gościem, a zaczął być Tukiem.

    Na słowo przygoda nie uniósł brwi. Uniósł tylko kącik ust.
    Na tam i z powrotem parsknął cicho nosem.
    A gdy padło Dom Mathom, Paladin odchrząknął, przeciągle i znacząco, jakby właśnie potwierdzono jego wcześniejsze przypuszczenia.

    Przy wzmiance o mapie Starego Tuka pochylił się lekko do przodu. Palcem zaczął kręcić wolne kółko na poręczy fotela. Gdy Bilbo mówił o „dyskrecji” i „paskudnym psisku”, Paladin zerknął na Esmeraldę, a potem znów na Bagginsa, tym spojrzeniem, które nie pytało czy, tylko jak bardzo.

    Twarz Paladina wyraźnie się zmieniła. Najpierw zmarszczył nos, jakby właśnie poczuł zapach czegoś podejrzanego, potem skrzywił usta w grymasie szczerej, nieskrywanej niechęci. Jedno oko przymrużył bardziej niż drugie — stary odruch, który zawsze zdradzał, że temat trafił w czuły punkt.

    — Psy… — mruknął przeciągle, jakby samo słowo było nieco zbyt głośne.

    Odstawił kufel na stół z cichym stuknięciem i nieświadomie odsunął stopy pod fotel, jakby spodziewał się, że coś zaraz wyjrzy spod stołu. Palcami zaczął skubać rąbek kamizelki, natrętnie i bezwiednie.

    — Ja nie lubię, jak się na mnie warczy — dodał, kręcąc głową z wyraźnym niesmakiem. — A już w ogóle szczeka. To niegrzeczne. I głośne. I zawsze wiadomo, że zaraz zbiorą się ludzie.

    Westchnął ciężko, po czym zerknął na Bilba spod brwi.
    — Hobbit powinien wiedzieć, na czym stoi — ciągnął dalej. — A pies nigdy nie stoi spokojnie. Patrzy, węszy, warczy… jakby coś wiedział, a nie chciał powiedzieć.

    Znów skrzywił się, tym razem krócej, jakby dla porządku.
    — Jeśli ta bestia zna twój zapach, Bilbo, to już jej nie polubiłem. Nawet jeśli jeszcze jej nie widziałem.

    Po czym sięgnął po przekąskę, jakby chciał odpędzić myśl o szczekaniu czymś chrupiącym, i dodał ciszej, z rezygnacją:
    — Ale cóż. Dla mapy Starego Tuka… będę bardzo, bardzo cicho.

    Milczał więc przez chwilę, marszcząc czoło tak, jakby próbował w nim rozrysować mapę całego Shire’u. Potem wciągnął powietrze, wypuścił je powoli i zaczął mówić — nie do końca do Bilba, nie do końca do Esmeraldy, raczej do samej myśli o drodze.

    — Most odpada — rzucił od razu, zbyt szybko, by było to jeszcze w pełni przemyślane. — Kamień niesie dźwięk. A dźwięk niesie ludzi. A ludzie niosą pytania.

    Zawiesił głos, podrapał się w skroń.
    — Ale z drugiej strony… ścieżka przy młynie… nie, tam Sandyman ma psy. Zawsze miał psy. Psy pamiętają. Poza tym warczą i szczekają. O! Nie, nie, to zły pomysł.

    Przechylił się w fotelu, jakby skręcał wraz z wyimaginowaną drogą.
    — Przez pola? Pola są otwarte. Otwarte rzeczy widzą za dużo. A za żywopłotami… — urwał, machnął ręką. — Żywopłoty plotkują. Każdy hobbit wie, że żywopłoty plotkują.

    Zaczął kreślić palcem niewidzialne linie na blacie stołu.
    — Można by obejść Hobbiton od północy. Albo od południa. Południe jest dłuższe, ale mniej uczęszczane. Chociaż… — skrzywił się — tam mieszka ten Gamgee, co zawsze jest w ogródku. A ogródki też mają oczy.

    Westchnął, sięgnął po kufel, zapomniał się napić.
    — Gdyby iść wcześnie rano… nie, wtedy wszyscy wychodzą po mleko. Późno w nocy też nie, bo psy. Zawsze te psy.

    Potarł kciukiem fajkę, choć nadal jej nie zapalił.
    — Najlepiej byłoby pójść tak, żeby nikt nie zauważył, że się idzie. Ale to wymaga drogi, której nie ma. Albo takiej, o której nikt nie pamięta.

    Spojrzał wreszcie na resztę, jakby dopiero teraz przypomniał sobie, że nie jest sam.
    — No, w każdym razie… — zaczął i zawiesił głos.

    Rozłożył ręce.
    — Na pewno nie tam. I raczej nie tędy. A którędy… — pokręcił głową, z lekkim, tukowym uśmiechem — …to jeszcze się okaże.

    Rozgrywka sprzysiężenie czerwonej księgi

  • [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
    GreKG GreK

    text alternatywny!

    Paladin Tuk Drugi.

    Paladin zareagował natychmiast — choć „natychmiast” w jego wydaniu oznaczało serię ruchów i myśli, które niekoniecznie układały się w logiczną kolejność.

    Najpierw poderwał się z krzesła tak gwałtownie, że to krzesło cofnęło się o pół stopy, urażone.
    — O-ho! — wyrwało mu się, gdy zobaczył Droga na podłodze, stołek przechylony pod nieodpowiednim kątem, a całą sytuację wyraźnie nie tam, gdzie powinna być.

    Zrobił krok w przód, potem drugi… po czym zatrzymał się nagle.
    — Mówiłem — mruknął, wskazując palcem stołek — stołki są zdradliwe. Zawsze były. Człowiek… to znaczy hobbit… wchodzi na nie z ufnością, a one tylko czekają.

    Prymuli, która już klęczała przy Drogo, przyglądał się z rosnącym niepokojem, kręcąc głową w sposób drobny, nerwowy, jakby próbował roztrząsnąć myśl, która ugrzęzła mu za uchem. Gdy padły słowa o zwichniętej kostce, Paladin skrzywił się wyraźnie — jak ktoś, kto doskonale wie, jak bardzo kostki potrafią być nielojalne.

    — Kostka… — powtórzył. — Wiedziałem. Zawsze mówię: kolana, kostki i buty — żadnemu nie można ufać.

    Zaczął krążyć wokół sceny drobnym półkolem, ostrożnie stawiając bose stopy, żeby przypadkiem nie nadepnąć na czyjąś dłoń ani na sytuację, która i tak już była wystarczająco skomplikowana. Co chwilę pochylał się, jakby chciał pomóc, po czym prostował się znowu, bo właśnie przypomniało mu się coś bardzo ważnego.

    — Nie ruszaj nim — rzucił nagle, po czym od razu dodał: — To znaczy… ruszaj, ale powoli. Albo wcale. Albo tylko tyle, ile trzeba.

    Potarł dłonie o kamizelkę.
    — Zwichnięcie to nie żarty. Raz widziałem, jak hobbit zwichnął kostkę i przez tydzień kulał, a przez drugi tydzień wszyscy mu o tym przypominali.

    Pochylił się wreszcie bliżej, ostrożnie, z miną człowieka, który absolutnie nie chce zaszkodzić, ale czuje, że powinien coś zrobić.
    — Drogo — powiedział łagodniej, niż można by się spodziewać. — Ty się nie przejmuj. Leż. Leż to masz opanowane bardzo dobrze.

    Potem spojrzał na Prymulę, kiwając głową z uznaniem.
    — Dobrze mówisz. Kostka. To ona wszystko psuje. — Zawahał się. — Trzeba ją potraktować stanowczo… ale delikatnie.

    Zamilkł na moment, po czym dodał, jakby dochodząc do oczywistego wniosku:
    — A stołek… stołek należy usunąć z pomieszczenia. Żeby nie kusił innych.

    I zanim ktokolwiek zdążył zaprotestować, odsunął zdradliwy mebel pod ścianę, po czym wrócił na swoje miejsce przy Drogu, wyraźnie uspokojony, że przynajmniej jedno zagrożenie zostało właśnie opanowane. I to przez Paladina Tuka Drugiego.

    Rozgrywka sprzysiężenie czerwonej księgi

  • [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
    GreKG GreK

    text alternatywny!

    Paladin Tuk Drugi.

    Paladin — a właściwie Paddi, bo w takich chwilach wszyscy mówili do niego miękcej — zatrzymał się w pół ruchu. Jeszcze przed chwilą poprawiał poduszkę pod nogą Droga, po czym nagle znieruchomiał, jakby dopiero teraz usłyszał, że ktoś zwrócił się wprost do niego.

    — Ja…? — mruknął, prostując się zbyt szybko. — To znaczy… pytasz mnie?

    Na moment wyraźnie się zakłopotał. Potarł kark, potem brodę, potem — zupełnie niepotrzebnie — sprawdził, czy kamizelka nadal jest zapięta. Spojrzał na Prymulę, potem na Droga, na Bilba, jakby odpowiedź mogła leżeć gdzieś na podłodze obok stołka.

    — Doktor… tak… — zaczął, przeciągając słowo, jakby chciał dać sobie czas na dogonienie własnych myśli. — Rattlebee. Rattlebee, oczywiście że Rattlebee.

    Kiwnął głową z rosnącym przekonaniem, choć nadal wyglądał, jakby sam siebie upewniał.
    — Mieszka na Tukowej Skarpie. Albo przy Skarpie. Znacznie bliżej niż Brandy Hall, to na pewno. Ma dom z tym… krzakiem przed wejściem. Zawsze za wysoki. Nigdy go nie przycina.

    Zamilkł na ułamek sekundy.
    — Albo przycina, tylko krzak się nie słucha. Tak czy inaczej — doktor jest porządny.

    Znów spojrzał na kostkę Droga i skrzywił się lekko.
    — Zwichnięcia zna. Bardzo dobrze zna. A i nie zadaje głupich pytań, tylko od razu mówi, co boli i jak długo będzie bolało, co jest uczciwe.

    Westchnął i rozłożył ręce, trochę bezradnie.
    — Przepraszam… w tym całym zamieszaniu… stołki, kostki, psy w wyobraźni… — machnął dłonią. — Tak. Dobrze pamiętasz. Rattlebee. I jeśli mamy iść po kogoś, do kogoś to właśnie do niego.

    Po czym dodał ciszej, z tym swoim tukowym zawstydzeniem:
    — Czasem człowiek… hobbit… musi najpierw posprzątać myśli, zanim przypomni sobie oczywiste rzeczy.

    Rozgrywka sprzysiężenie czerwonej księgi

  • WFRP jest jak każdy widzi, ale jak widzicie swoją wymarzoną sesję Młotka?
    GreKG GreK

    Moja ulubiona sesja WFRP to taka gdzie:

    • nie muszę myśleć o mechanice (ktoś to za mnie ogarnia)
    • nie muszę czytać o mechanice (nie ma dyskusji na jej temat w komentarzach i nie muszę się przez nią przedzierać bo a nuż w ścianie tekstu o mech jest coś istotnego dla fabuły)
    • mogę się wcielić w postać doświadczoną / zaawansowaną (ile można grać zerami, chcialoby się w końcu zagrać bohaterem)
    • intrygi, knucia, tajemnice - to przedkładam nad nawalanki
    Dyskusje RPG warhammer warhammer 4ed

  • [VtDA] красота требует жертв
    GreKG GreK

    text alternatywny

    Słowo kalekie uderzyło w niego mocniej niż młot.

    I nagle — nie korytarz. Nie kamień. Nie jednookie spojrzenie.

    Koń.
    Kopyta. Zbyt blisko. Zbyt głośno.
    Ziemia przy twarzy.

    Łeb wygolony, kita jasnych włosów skręcona przy uchu. Wąsiska. Orli nos. Wrzeszczy coś. Nahajka świszcze. Pręga pali policzek.

    Deszcz.
    Zapach mokrych liści.
    Błoto w ustach.

    Nadiejka.

    Małe ręce na szyi. Paznokcie wbijające się w skórę. Płacz. Nie krzyk — płacz urwany, jakby zabrakło tchu.
    Las. Bieg. Gałęzie tną twarz. Pośpiech.
    Ból.

    Migawki bez ładu. Bez kolejności. Jakby ktoś rozsypał wspomnienia na kamiennej posadzce i kopał je butem jak Dragos te kamyki.

    Gwizd. Odbicie. Echo.

    Michaił mrugnął. Wrócił.

    Vsevolod wciąż stał naprzeciw. Ręce za plecami. Jedno oko.

    Powietrze ugrzęzło kowalowi w gardle.

    Michaił przełknął. Czuł smak żelaza.

    — Nie — Warknął zirytowany gwizdaniem Dragosa. Szybko, krótko.

    Zamilkł. Myśli dalej się tłukły. Koń. Nahajka. Błoto. Małe dłonie.

    — To był wypadek.

    Głos wyszedł chrapliwy, przytarty jak źle naostrzona klinga.

    Nie podniósł wzroku. Patrzył gdzieś obok, w mur.

    — Las. Pościg. Koń się spłoszył.

    Tyle.

    Dłoń zacisnęła się sama, jakby znów coś próbował utrzymać, co wymykało się z palców.

    — Nie narodziła się taka — dodał ciszej. — Stało się.

    I w tym stało się było więcej ciężaru niż w pięciu młotach kowalskich, które ktoś przewiązał i założył mu na barkach.

    Rozgrywka owod wampir mroczne wieki the night walkers 18+

  • Powitania, pożegnania i powroty
    GreKG GreK

    Dlatego koniecznie trzeba stosować VPN przed wejściem na LI wtedy NSA będzie miało pod górkę i może nie będzie im się chciało namierzać delikwenta.
    A wzorem wszystkich filmów szpiegowskich najlepiej przerzucać AjPi miedzy różnymi serwerami z całego świata. Wtedy na bank skołowacieją.

    Hydepark

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    GreKG GreK

    text alternatywny

    Raze Switch More


    Holly Street w Japantown, wieczór 14.07.77


    – Ja też cię kocham, grubasku – rzucił bez cienia emocji, pozwalając Slimowi wybrzmieć do końca z potokiem pytań. – Jesteś inteligentnym gościem, Slim. Wiesz doskonale, że nie siedzę na miejscu i nie mam pełnego obrazu sytuacji. Spieszyło ci się, więc wysłałem tam kogoś. I sam przyznasz, uwinąłem się z tym migusiem. Domyślasz się też, tak jak ja, że cokolwiek było w tej norze, właśnie zmienia właściciela. Poprzedni raczej już tych fantów nie potrzebuje po tym, jak został zgrillowany przez to, na co natknął się w sieci.

    Westchnął, równolegle autoryzując stworzenie podkonta na Shezamie z kapitałem otwierającym 500e$ i nadając uprawnienia współlokatorom z blokhauzu.

    – Z łażeniem po sieci jest jak z seksem analnym – dodał filozoficznie. – Wejdziesz za głęboko i wpadasz w gówno Slim.

    Ktoś wpadł na niego barkiem.

    – Jak leziesz, pajacu? – warknął, nawet nie odrywając smarthinga od ucha.

    – Slim – wrócił do sedna rozmowy, głos znów gładki jak chrom. – Nasza umowa nie obejmowała niczego ponad to. Ale biorąc pod uwagę dotychczasową, owocną współpracę… dostaniesz prawo pierwokupu.

    Krótka pauza, spojrzenie rzucone na rozlewający się tłum. Wiadomość od Brazil: Trochę...

    – Kurwa! Sorry Slim, to nie do ciebie. Streszczaj się. Czego potrzebujesz? Jestem trochę zajęty.

    Ripdoc czekał. Sprawy czekały.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [Jedyny Pierscień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - KOMENTARZE
    GreKG GreK

    To ja jeszcze z ogłoszeniem.
    W przyszłym tygodniu mam wyjazd. Na pewno będę nieosiągalny wt-czw (13-15 sty) z 95% odcięciem od netu.

    Komentarze sprzysiężenie czerwonej księgi

  • [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - REKRUTACJA
    GreKG GreK

    Paladin Tuk Drugi.
    Całe życie drugi.
    Nie trza mnie paluchem wskazywać. I nigdzie się tego... nie włóczyłem, a zwłaszcza nocą.
    Więc po co paluchem wskazywać?
    Niech lepiej Lobelia palucha schowa bo jeszcze go stracić może a Paladin Tuk Drugi nigdzie po nocy się nie szlajał. Zwłaszcza po nocy, więc tego...

    Archiwum jedyny pierścień tor lotr the one ring rpg hobbit tolkien

  • Pytania, problemy i życzenia
    GreKG GreK

    Można gdzieś sobie zapisać tematy obserwowane / sesje w których się bierze udział? Wiem, że można obserwować ale gdzie można (jeśli można) zobaczyć listę obserwowanych?

    Forum księga życzeń

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    GreKG GreK

    Kawiarnia "Bella" na Holly Street w Japantown, wczesny wieczór, 14 lipca 2077

    Kawiarnia Bella była jak kapsuła z innego świata. Kawa parzyła się tu analogowo, a kelnerka miała prawdziwą skórę, nie biosynt i żadnych widocznych wszczepów. Switch siedział przy zaparowanym oknie, bawiąc się hologramem planu dzielnicy. Hector Garcia podrzucił mu sporo szumu o nadchodzącej wojnie gangów. Tygersi kontra Kosiarze.

    Rozmarzył się. Tam, gdzie lała się krew, sypały się coiny. Zaczął snuć wizję ile uda im się wyszarpać kasy z tego zamieszania i jak się ustawią. Jednocześnie obserwował zakorkowaną przez śmieciarkę ulicę Japantown przed kawiarnią. Drony kurierskie przecinały niebo jak chmary cyfrowych owadów. Przyszłość wydawała się jaskrawa, obiecująca.

    Raze „Switch” More uśmiechał się sam do siebie - nieświadomy, że mięśnie twarzy podrygują mu lekko.

    Do momentu, gdy jego cyberoko Kiroshi zogniskowało się na czarnym Chevilion 720 Emperorze stojącym na zablokowanym przez śmieciarkę pasie. Metaliczne odbicie karoserii, chromowane felgi i... tatuaż. Niebieski wąż wijący się na karku pasażera, pulsujący delikatnym światłem.

    Wstał. Kawa rozlała się po blacie stołu.
    Nie zwrócił na to uwagi.
    Zimny pot spłynął mu po plecach, jak sygnał alarmowy z przetwornika adrenaliny.
    Znał ten tatuaż.
    Lalkarz.
    Agent Magadonu.
    Upiór z przeszłości, którego wolałby nie widzieć nawet w koszmarach.

    Cztery lata.
    Cztery długie, popękane jak ekran wspomnień lata od San Francisco.
    Od tamtej nocy, kiedy wszystko poszło nie tak.

    Już nie budził się w nocy sięgając po schowaną pod poduszką broń.
    Nasłuchując czy po niego przyszli.
    Po czterech latach uwierzył, że się im wymknął. Zmylił tropy. Ale wydarzenia tamtych dni ciągle były zadrą w jego umyśle.

    Obraz w Kiroshi zogniskował się na kierowcy pojazdu.

    Prawie fizyczny ból przeszył mu serce.
    Keira.
    To niemożliwe!
    Ona nie żyła!
    Zginęła cztery lata temu podczas nieudanej próby przekazania danych.
    Zabita przez Lalkarza, który siedział teraz na tylnym siedzeniu Emperora.
    Zginęła? Tak myślał... ba! był tego pewien!
    Co ona teraz robi?
    Czy wtedy zabawiła się jego kosztem?
    Czy może jest teraz marionetką w rękach korpo?

    Te i inne myśli przeleciały przez umysł Raze'a niczym glitchowe spięcia w starych kościach pamięci. Nie trwały jednak dłużej niż kilka taktów procesora. Czoło fiksera zrosił pot a serce, które zdawało się zatrzymać na pół oddechu, teraz galopowało z zawrotną szybkością.

    Gdy śmieciarka w końcu udrożniła miejską arterię i Emperor zniknął za rogiem Raze More nerwowo sięgnął do kieszeni i wybiegł na zewnątrz. Wyrzucił w powietrze Snitcha i pognał z nim za znikającym pojazdem. Plan był prosty: złapać ślad, nagrać kilka kadrów, może wyciągnąć dane telemetryczne z ruchu pojazdu, kilka ujęć w podczerwieni. Wszystko do granicy zasięgu Snitcha.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [Jedyny Pierscień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - KOMENTARZE
    GreKG GreK

    Mamy jakąś mapkę, na podstawie której możemy zdecydować którą drogą idziemy?

    Tydzień jest dla mnie OK. Jeśli zbierzemy komplet odpisów wcześniej to jak dla mnie możemy go skrócić i jechać dalej.

    Komentarze sprzysiężenie czerwonej księgi

  • Pytania, problemy i życzenia
    GreKG GreK

    @rewik a to pewnie na komputerze tak dziala. W telefonie tego nie widzę. Na lapku nie zaglądałem jeszcze.

    Forum księga życzeń

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    GreKG GreK

    Switch.

    Czego się kurwa gapisz?

    Coś w nim pękło. Całe napięcie z ostatnich minut — Keira, Lalkarz, białe zjeby — znalazło ujście w jednym, ostrym wydechu.

    – Stul pysk – warknął, robiąc pół kroku w stronę dziwek. W głosie nie było już kalkulacji, tylko surowa irytacja. – Jeszcze przed chwilą byłyście mięsem na rzeź, a teraz szczekasz? Srałaś w majty a teraz chcesz gryźć? Uważaj, żebyś sobie na mnie nie połamała zębów lala.

    Spojrzał na plujące krwią ciało Tygera, potem na kobiety, które z drżącą zachłannością obmacywały zwłoki.

    Poprawił położenie Streetmastera. Bez pośpiechu. Tak żeby widziały.

    – Zaczynam tracić cierpliwość. – Machnął ręką w stronę ściany. – Trzy kroki w tył zanim zmieni mi się humor. A mam dzisiaj naprawdę podły dzień.

    Nie czekał na odpowiedź. Odepchnął je brutalnie, szarpiąc za szmaty. Zatoczyły się do tyłu.

    — Widziałyście ich wcześniej? — spytał nie przerywając przeszukiwań. — Tych białasów. Po co przyszli?

    — To jacyś popaprańcy! — powiedziała jedna z nich. - Myślałam, że wszystkich nas pozabijają! Ale oni załatwili Josha i Ringo, a potem zaczęli pierdolić coś o gołębiach i miłosierdziu! A ty coś za jeden?

    — A to już was chuj obchodzi — sarknął Raze. — Wypierdalajcie stąd zanim tamci zdecydują, że błędem było zostawiać was przy życiu!

    Słysząc ostre słowa Switcha kobiety podniosły się z kolan i czym prędzej pobiegły w kierunku przeciwnego wyjścia z pasażu, ograniczając się do mamrotanych pod nosami przekleństw i złowróżbnych spojrzeń.

    Kucnął przy pierwszym z trupów, przeszukując kieszenie w poszukiwaniu fantów. Rzucił szybkie spojrzenie na dłonie, nadgarstki, kark, szukając kluczyków, breloka, czipa dostępowego.
    W tętniącej życiem wielkiej metropolii ludzkie życie nie miało dużej wartości, w przeciwieństwie do dobytku, który mógł przynieść wiele dobrego swojemu nowemu właścicielowi.

    Obaj mieli broń, noszone na szelkach pod kurtkami pistolety, po które nawet nie zdążyli w obliczu nieoczekiwanej napaści ze strony albinosów. Fikser wyciągnął je jeden po drugim, przełożył do kieszeni swoich spodni, gwizdnął przez zęby wymacując pod materiałem kurtki jednego z Tygersów charakterystyczny klucz aktywacyjny samochodu.

    Przywołał z pamięci obu martwych mężczyzn śmiejących się z jakiegoś żartu we wnętrzu metalicznie zielonego Mizutani, skręcającego na chodnik ulicy opodal Switcha, kiedy ten przemierzał Japantown rozmawiając z wiszącym w eterze SlimWire.

    Na podłodze obok zwłok leżał upuszczony smarthing. Gdzieś od strony Capitoli trzasnęły otwierane z impetem drzwi pasażu, huknęły donośnie uderzając w ścianę korytarza. Switch znieruchomiał na ułamek sekundy słysząc ten dźwięk, nie odrywając wzroku od smarthinga.

    Switchowi wystarczył ułamek sekundy.

    Dźwięk drzwi nie był zwykłym trzaśnięciem. Za szybki. Za ciężki. Za zdecydowany.
    Nie ktoś wszedł, tylko ktoś wpadł.

    Myśl przeskoczyła po torach możliwości jak iskra po kablach.

    NCPD.
    Za cicho jak na patrol, za gwałtownie jak na rutynę — ale jeśli ktoś z sąsiedztwa zadzwonił, jeśli kamera coś złapała, jeśli…

    Kumple Tygersów.
    Raymond Street. Japantown. Każdy trup ma tu kuzyna, brata albo gang, który lubi dopytać dlaczego.

    Albo ktoś, przed kim zawinęli się biali.
    I to było najgorsze. Bo skoro oni uznali, że czas zniknąć, to znaczyło, że nadciąga coś, czego nawet oni nie chcieli spotkać twarzą w twarz.

    Ciało zareagowało szybciej niż głowa.

    Switch już był w ruchu.

    Odepchnął się od posadzki, kolano zaprotestowało bólem, płuca zassały powietrze. W biegu sięgnął jeszcze po smarthing leżący przy zwłokach — jeden szybki ruch, czysty instynkt.

    Za szybki.

    Śliski od krwi i potu plastmetal obrócił się w palcach, uderzył o posadzkę, zatańczył raz, drugi — i został z tyłu.

    Nie zatrzymał się.
    Nawet nie spojrzał.

    Za drogie sekundy.
    Za mało warte.

    Buty uderzały o beton pasażu w równym, panicznym rytmie. Skręt. Barierka. Przeskok przez przewróconą hulajnogę.

    Za plecami ktoś krzyknął. Albo wydało mu się, że krzyknął.
    Nie sprawdzał.

    Switch uciekał.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [Jedyny Pierscień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - KOMENTARZE
    GreKG GreK

    Czyli z Hobbitonu (prawy skraj mapy) do Michel Delving - mniej więcej pośrodku mapy.

    Komentarze sprzysiężenie czerwonej księgi

  • [VtDA] красота требует жертв
    GreKG GreK

    text alternatywny

    Michaił zamarł.

    Przynieść.

    Jedno słowo. Rzucone nie do niego, nie do Dragosa — w bok. W pustkę. Jak rozkaz dany ścianie albo powietrzu.

    Nie zrozumiał od razu.

    Stał, patrzył w jednookie oblicze Vsevoloda i czekał… aż coś się wydarzy. A nic się nie wydarzyło. Nikt nie drgnął. Dragos dalej leniwie kopał kamyczki, jakby rozmawiali o pogodzie, nie o… czymś.

    Szto?
    Kto ma przynieść?
    Skąd?

    W głowie Michaiła myśli zaczęły się tłuc, jak gwoździe rozsypane na kamiennej posadzce. Jedna o drugą. Bez ładu.

    On znał rozkazy. Rozkaz to był krzyk. Gest. Palec. Spojrzenie. A tu — słowo rzucone jak okruch chleba dla ptaka, którego nie widać.

    Zostanie przyniesione tyle, co trzeba.

    Tyle. Co. Trzeba.

    Skąd oni wiedzą, ile trzeba? Kto liczy? Kto niesie?
    Dlaczego nikt się nie rusza?

    Michaił poczuł, jak po karku pełznie mu zimno. Nie strach jeszcze — raczej coś gorszego. Pęknięcie w porządku świata. Jakby młot uderzył, a kowadła pod nim nie było.

    Ja z wariatami już bywał…
    Ale tamci krzyczeli. Rzucali się. Albo milczeli po bólu.

    Tutaj nie było ani jednego, ani drugiego.
    Była pewność. Sucha. Cicha. Nieruchoma.

    Michaił odruchowo zacisnął dłonie. Szukał w nich ciężaru młota. Czegokolwiek znajomego. Żelaza. Drewna. Prawdy.

    Nic.

    I pierwszy raz od dawna przyszła mu do głowy myśl, której nie chciał mieć:

    Może ja tu nie jestem katem.
    Może ja tu jestem… narzędziem.

    Stał więc i milczał.
    Bo nie wiedział już, co właściwie ma zostać przyniesione —
    i kto to w ogóle ma przynieść.

    Rozgrywka owod wampir mroczne wieki the night walkers 18+

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    GreKG GreK

    text alternatywny

    Raze Switch More

    Switch działał już wyłącznie na instynkcie.

    Jednym ruchem zgarnął magazynki ze schowka i siedzeń. Szybkie spojrzenie, pasują. Wsypał je do kieszeni kurtki, metal stuknął o metal. Tablet wylądował pod kurtką, przyciśnięty łokciem do żeber, by nie wypadł. Wszystko w pośpiechu, bez finezji. Liczyły się sekundy.

    Drzwi samochodu otworzył tylko na tyle, by się wysunąć. Na ulicę wyszedł nisko pochylony, niemal przyklejony do blachy, wykorzystując cień i chaos neonów. Nie chciał, żeby ta laska z Tygersów — ta, która penetrowała wzrokiem ulicę — złapała z nim kontakt wzrokowy.

    W jego dłoni pojawił się Streetmaster. Ciężar broni był znajomy, uspokajający.

    Uniósł lufę i namierzył zaparkowany kawałek dalej wóz. Szyba boczna. Idealny cel.

    Strzał przeciął powietrze jak brzytwa.

    Huk odbił się od ścian biurowców, zwielokrotnił w wąskim kanionie ulicy. Szyba eksplodowała w drobny mak, deszcz szkła rozsypał się po asfalcie. Krzyki. Ktoś wrzasnął. Tigersi momentalnie odwrócili głowy, ręce poleciały do broni, uwaga skoczyła tam, gdzie chciał.

    Przechodnie spanikowali. Tłum pękł jak przegrzana bańka — ludzie zaczęli uciekać we wszystkie strony, przewracając stragany, wpadając na siebie, znikając w bramach, restauracjach i przejściach.

    Switch schował broń i ruszył.

    Jedno tempo, zsynchronizowane z uciekającym tłumem, bez oglądania się. Wtopił się w rozbiegających się ludzi, stał się kolejną sylwetką uciekającą przed chaosem Night City. Nie celem. Nie świadkiem. Zniknął.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy