Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
GreKG

GreK

@GreK
Mecenas
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
281
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
1
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
    GreKG GreK

    Paladin Tuk Drugi

    Paladin Tuk Drugi nie lubił pośpiechu, ale zaproszenie od Bilba Bagginsa z Bag End miało wagę większą niż zwykła herbatka z ciastkiem. Bo z Bilbem Bagginsem nigdy nie było „ot, tak po prostu”. Wracał z wielkiej wyprawy z kieszeniami pełnymi opowieści i… no właśnie. Skarbów. Jedni mówili o złocie, inni o klejnotach, jeszcze inni o przedmiotach, których lepiej nie dotykać bez zaproszenia. Paladin nie wierzył w połowę plotek, ale drugiej połowy nie zamierzał lekceważyć. Zaproszenie leżało więc na stole już trzeci dzień, przyciśnięte solniczką, żeby „nie uciekło”, jak twierdziła Esmeralda.

    Przygotowania szły zatem po tukowemu: najpierw sprawdził kamizelkę (czy guziki trzymają), potem buty (czy nadają się na drogę, a nie tylko do fotela), na końcu tobołek — bo choć Bag End to nie wyprawa w Góry Mgliste, hobbit bez zapasu wygląda podejrzanie.
    Pakowanie tobołka stało się więc sprawą poważną.
    Najpierw włożył fajkę. Potem drugą — bo Bilbo mógł chcieć zapalić „ten swój dziwny tytoń”.
    Chleb? Owszem.
    Ser? Koniecznie.
    Coś słodkiego? Placek na wypadek długich opowieści.

    — Bilbo lubi gości przygotowanych — mruczał do siebie. — A poza tym, znając go, opowieści będą długie, a kolacja... niekoniecznie wystarczająca.

    Po chwili zastanowienia wyjął placek.

    — Nie wypada — mruknął. — Baggins obrazi się, że własnego nie poda.

    Włożył za to mały nożyk. Potem się zawahał.

    — Do Bag End? Paladin, opanuj się.

    Esmeralda, oparta o framugę, przyglądała się temu w milczeniu dłuższą chwilę.

    — Jeśli włożysz jeszcze jedną „rzecz na wszelki wypadek”, to zabraknie miejsca na rozsądek — zauważyła.

    — Rozsądek zostawiam w domu — odparł. — Na wizyty u Bilba nie zawsze się przydaje.

    Najwięcej czasu zajęło mu zastanawianie się czego nie zabrać. Czy wypada pytać o skarby? Czy lepiej udawać, że nic go nie interesuje? A jeśli Bilbo pokaże coś niezwykłego — czy Tuk powinien okazywać zachwyt, czy raczej ostrożność?

    Gdy wreszcie zamknął tobołek, poprawił kapelusz i spojrzał na siostrę z tym charakterystycznym tukowym uśmiechem.

    — No, Esme. Jeśli Baggins zaprasza, to albo będzie bardzo miło… albo bardzo ciekawie. A ja, jako Tuk, wolę być gotów na jedno i drugie.

    Rozgrywka sprzysiężenie czerwonej księgi

  • Krzyk Pustki
    GreKG GreK

    Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

    text alternatywny

    Wybudzony z hibernacji Siergiej otworzył nagle oczy by chwilę później zgiąć się w pół łapiąc za klatkę piersiową.

    Tlenu! Tlenu!

    Bezwiednie otwierał usta by złapać choćby haust powietrza. Uderzył mocno pięścią dwa razy w żebra nim przeciągły świst oznajmił, że wpomaganie płuc zaczęło działać.

    Zakaszlał. Przechylił się za kapsułę i bluzgnął na podłogę czymś, co przed chwilą wypełniało mu żołądek. Wychodził z założenia, że jeśli coś mu leży na wątrobie, to trzeba to z siebie wyrzucić.

    — Job twoju mat'! — wyharczał przez napływające łzy.

    Wytarł usta rękawem. Od razu poczuł się lepiej.

    Pierdolone wybudzenia go kiedyś zabiją. I chociaż powinien się już do tego przyzwyczaić — nie potrafił. System wspomagający oddychanie, zawsze robił mu ten sam psikus. A on za każdym razem panicznie się bał, że tym razem się nie uruchomi. Że zostanie z tą rozdziawioną gębą jak karp wyrzucony z wody i się udusi. Kilka sekund strachu.

    Za stary był na to. Za stary i za bardzo zużyty.


    Korposucz, którą wzięli na pokład w Gliese pozbierała się szybciej od niego. Młodość. Gdy mijała jego kapsułę spojrzała na niego z odrazą. Zatrzymała się, zmieniła zdanie i zawróciła w stronę kapitana.

    Co za blat'?

    Przemknęło przez głowę Nikołajewicza, gdy zdał sobie sprawę, że właściwie to nie patrzyła na niego, tylko gdzieś obok. Ponad nim?


    Zmarszczył brwi i przekręcił głowę w stronę terminala przy kapsule.

    15.08.2183.

    Patrzył kilka sekund, jakby cyfry miały same zmienić układ.

    — Nie… — mruknął zachrypniętym głosem.

    Na Borodino mieli dolecieć dopiero pod koniec listopada. Najwcześniej. Coś się musiało koncertowo spierdolić.

    Awaria chronometru? Nie.
    Rozjazd czasu po błędzie nawigacji? Mało prawdopodobne.
    Uszkodzenie modułu kriogenicznego?
    Błąd OPIEKUNA?
    Przebudzenie awaryjne po kolizji?
    Albo, co gorsza…

    …reaktor.

    Poczuł znajomy chłód pełznący po karku.

    Bo ludzi wybudza się przed czasem tylko z kilku powodów. I żaden nie był dobry.


    Stary rozmawiał właśnie z syntkiem gdy Korposucz kręcąc dupą płynęła w jego stronę. Sadza zdołał się pozbierać na tyle, że wstał o własnych siłach i udało mu się nie wypierdolić na własnych żygowinach. Z honorem zdołał więc przywlec się do Hannigana na czas by usłyszeć jak ten odprawia ją z niczym, co przyjął z szerokim uśmiechem.

    — Ta jes! — skwitował rozkaz z czymś między salutem a machnięciem ręką.

    A więc nie awaria.

    Odetchnął z wyraźną ulgą. Krypa się jednak spisała. To dobrze, bo mogli być w czarnej dupie. A tymczasem czekał ich tylko spacerek pod rozgwieżdżonym niebem.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    GreKG GreK

    Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

    text alternatywny

    Siergiej siedział przez chwilę w milczeniu, drapiąc się po kilkudniowym zaroście.

    Na wzmiankę Holta o uciekinierach z UPP po plecach Sadzy przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
    Nie sądził, żeby był na tyle ważną osobą, by ktokolwiek organizował zasadzkę tylko po to, żeby go dopaść. Był górnikiem. Potem mechanikiem. Jednym z milionów. Trybikiem w maszynie tak wielkiej, że nawet nie zauważała, kiedy któryś się urwał.

    Ale Mient miał rację w jednej kwestii.

    UPP miało długą pamięć.

    Widział ludzi, którzy po latach nadal bali się odbierać połączenia z nieznanych numerów. Widział takich, którzy zmieniali nazwiska częściej niż miejsca pracy. I widział też takich, których w końcu odnaleziono.

    Mechaniczne płuca syknęły cicho.

    — Blin... — mruknął pod nosem.

    Nie dlatego, że uwierzył w teorię o pułapce. Tylko dlatego, że pierwszy raz od przebudzenia przyszło mu do głowy, że być może nie wszyscy na pokładzie Kardashian uciekali przed czymś równie skutecznie, jak im się wydawało.

    Gdy ochroniarz skończył mechaniczne płuca Kalashikova wypuściły cichy syk.

    — Nu vot...

    Przeciągnął dłonią po twarzy.

    — Martwicie się o interes Kelland - zwrócił się bezosobowo do korposuczy, bo "Pani le Fey" nie przeszłoby mu przez gardło. — Holt martwi się o załogę. Ja martwię się o statek.

    Splunął do kubka po kawie.

    Spojrzał na Starego.

    — Korporacja chce lecieć dalej ale sygnał SOS już odebraliśmy. Jeśli teraz odlecimy, zostanie ślad w logach. Każdy śledczy złoży to do kupy w pięć minut.

    Wzruszył ramionami po czym dodał.

    — Manipulatory sprawdzę osobiście. Jak coś się urwało po ostatnim serwisie, wolę dowiedzieć się teraz niż podczas przechwytu. Znaczit tylko jedno, kapitanie. Jeśli kapsuła jest uszkodzona, a ludzie w środku spanikowani, to niech Holt przygotuje się na to, że mogą próbować otworzyć właz przed dokowaniem.

    Westchnął ciężko.

    — Widziałem już takich. Ludzie robią głupie rzeczy, kiedy myślą, że zaraz umrą.

    Odwrócił się w stronę Mienta.

    — Skanowanie kapsuły popieram. Chmura jest napromieniowana, statek milczy, kapsuła milczy. Blin. Jak coś wygląda źle, to zwykle dlatego, że jest źle.

    Po czym spojrzał na Syntetyka.
    — Nu vot... Dobrze, Doktor. Przygotuj tyle leków, ile możesz. Jak zaczynamy akcję ratunkową, to zawsze ktoś wraca w gorszym stanie, niż wszyscy zakładali. I podrzuć jeden zestaw medyczny pod śluzę. Jak coś pójdzie nie tak, nie będziemy biegać przez pół statku po bandaże.

    Podrapał się po czaszce.

    — I sprawdź jeszcze raz procedury dekontaminacji. Jeśli przywleczemy na pokład jakieś świństwo, chciałbym wiedzieć, gdzie mamy je zamknąć.

    Po czym dodał już tylko do siebie.

    — I tak wszystko może się spierdolić koncertowo.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    GreKG GreK

    Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

    text alternatywny

    Huk wystrzałów uderzył w uszy Siergieja siłą młota pneumatycznego.

    Odskoczył od wizjera odruchowo, gdy po pancernej szybie rozpełzła się pajęczyna pęknięć.

    — Job twoju mat'!

    Przez sekundę miał przed oczami pożar na Norylsku. Ten sam błysk. Ten sam hałas. Ten sam moment, kiedy człowiek nie wie jeszcze, ilu ludzi właśnie zginęło.

    Potem usłyszał głos dobiegający z wnętrza kapsuły.

    Żywy.

    Uzbrojony.

    I sądząc po tonie głosu, spanikowany. Nawet nie chciał sobie wyobrażać jak musiał się czuć tam, zamknięty w blaszanej puszce, otoczony bezmiarem kosmosu, czekający przez cały miesiąc na śmierć.

    — Holt, nie otwieraj niczego.

    Rzucił to bardziej dla porządku niż z potrzeby. Mient nie wyglądał na człowieka, któremu trzeba przypominać podobne rzeczy.

    Sam już dopadał panelu sterowania śluzą.

    Palce przebiegły po ekranie.

    — Adam, meldunek.

    Nie czekając na odpowiedź wywołał procedury środowiskowe.

    Pełne rozszczelnienie odpadało.

    Jeżeli ten człowiek był jedynym ocalałym z tendera, mógł wiedzieć, co stało się z Bleinertem. A jeśli był szaleńcem, piratem albo zwyczajnie spanikowanym idiotą, to nadal lepiej było mieć go żywego niż martwego.

    — Ograniczam ciśnienie w śluzie.

    Mechaniczne płuca syknęły cicho.

    — Tylko czut' - czut'.

    Na ekranie zaczęły przesuwać się parametry atmosfery.

    — Niech mu się odechce biegania i strzelania.

    Włączył interkom.

    — Załoga, tu Kalashnikov.

    Spojrzał przez wizjer na częściowo otwartą kapsułę.

    — Mamy jednego żywego. Uzbrojony. Otworzył ogień natychmiast po uchyleniu włazu. Adam cały. Ograniczam ciśnienie w śluzie i utrzymuję blokadę wewnętrznego przejścia.

    Przerwał na moment.

    — Wygląda na człowieka. I wygląda na takiego, który przeszedł właśnie przez piekło. Albo któremu pomieszało się w głowie po miesiącu izolacji. Lub jedno i drugie.

    Odchylił się od panelu i podniósł głos, żeby rozbitek mógł go usłyszeć.

    — Spokojnie, żołnierzu! Nikt tu nie chce cię zabić!

    Krótka pauza.

    — Rzuć broń i pogadamy. Dalej będziesz machał spluwą, to jedyne, co osiągniesz, to brak powietrza do oddychania.

    Siergiej nie odrywał wzroku od wizjera.

    Ludzie robili głupie rzeczy, kiedy byli przekonani, że umrą.

    A ten człowiek najwyraźniej był o tym przekonany od bardzo, baaardzo dawna.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    GreKG GreK

    Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

    text alternatywny

    Kalasnikov wyznawał prostą zasadę.

    Jeżeli coś nie działało, najpierw należało spróbować to naprawić. Jeżeli dalej nie działało, należało w to porządnie trzepnąć.

    W Novym Norylsku mieli separator rudy na poziomie szóstym. Wielką maszynę wartą więcej niż cały blok mieszkalny, w którym mieszkała jego brygada.

    I równie zawodną.

    Przez trzy dni Bochka, wielki, wiecznie spocony mechanik w brudnym uniformie, siedział przy niej od świtu do zmierzchu. Rozkręcał osłony. Czyścił filtry. Wymieniał przekaźniki. Klął. Pił. Skręcał. Znowu rozkręcał.

    Sadza obserwował to wszystko z boku, siedząc na skrzyni z częściami zamiennymi.

    — Nu vot — mruknął któregoś dnia. — Dalej nie działa.

    — Przyczynę trzeba znaleźć! — warknął mechanik.

    — Ehmm — mruknął tylko Sadza.

    Następnego ranka Bochka poszedł na śniadanie.

    Siergiej został sam.

    Wstał, podniósł ciężki klucz hydrauliczny i podszedł do separatora.

    Przez chwilę przyglądał się obudowie.

    Potem przyłożył.

    Raz.

    Drugi.

    Coś głęboko w środku szczęknęło.

    Maszyna zadrżała i uruchomiła się z przeciągłym rykiem silników.

    Kiedy Bochka wrócił, separator nadal pracował.

    Mechanik długo patrzył na wskazania.

    Potem otworzył panel serwisowy.

    — Widzisz? — powiedział w końcu. — Miałem rację. Zacinał się jeden z przekaźników.

    — Da.

    — Naprawiłem.

    — Da.


    Kiedy soldatik po dawce środków od Adama poruszył się niespokojnie na łóżku, Sadza oderwał się od ściany ambulatorium.

    Powoli podszedł do koi.

    Przez chwilę przyglądał się wojskowemu z tą samą uwagą, z jaką kiedyś oglądał zacinający się separator.

    Potem strzelił go z otwartej dłoni w twarz.

    Raz.

    Głowa żołnierza odskoczyła w bok.

    Sadza odczekał moment i serdecznie poprawił z drugiej strony.

    — Nu dawaj, soldat.

    Pochylił się nieco nad łóżkiem.

    — Pomoc przyszła.

    Rozgrywka

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    GreKG GreK

    text alternatywny

    Raze Switch More

    Night City, Megablock 10tka

    niedziela 15.07.77

    Switch wiercił się na kanapie jakby historia, którą miał opowiedzieć uwierała go.

    — Dobra — westchnął. — Sami chcieliście. Był rok 2073. Rzecz działa się w San Francisco.

    Nazywałem się wtedy Greg Kalkston i pracowałem dla Magadon Incorporated. Handel danymi. Nie do końca legalnymi. Kurierka. Wszystko z kontrolowanym poziomem ryzyka, aż do czasu...

    Najczęściej jeździłem między Megadonem a Neurocore.

    Woziłem dane.

    Nie zadawałem pytań. Ci którzy zadają, nieżyją długo.

    Chuje niemyte...

    A potem ktoś z Neurocore spierdolił sprawę

    Dane, które dostałem nie były zaszyfrowane.

    Nie byłbym sobą gdybym...

    Te ciule robili eksperymenty na dzieciach.

    ...

    Mac, podaj mi browca.

    ...

    Chuje...

    ...

    Skontaktowałem się ze Spectrą. Influencerką. Miała niezłe zasięgi. To trzeba było opublikować. Nie mogłem pozwolić...

    Pojechałem na miejsce z Keirą.

    Moją dziewczyną.

    Spectra obiecała wyłożyć niezłą kasę.

    Mieliśmy wyjechać do Polski.

    Słyszeliście o Jastrzębiu-Zdroju w Republice Śląskiej? Jedyne miejsce na świecie gdzie budują głębinowce. Wykorzystując szyby po starych kopalniach. A na powierzchni zieleń.

    Śmiała się ze mnie. Mówiła, że nazwa tego miasta brzmi jak nazwa taniego drinka albo choroby wenerycznej.

    Mieliśmy...

    ...

    Ciepłe te piwo...

    ...

    Spectra czekała na nas w umówionym miejscu.

    Tyle, że była pod władzą lalkarza.

    Niebieski wąż o stylizowanych skrzydłach - taki miał tatuaż.

    Nie wiem jak udało mi się stamtąd uciec. Zupełny przypadek. Kula trafiła w drzazgę.

    To te nagrania uratowały mi życie. Zabrały je innym.

    Spectra zginęła. Keira też.

    Tak myślałem do wczoraj. Jej biomonitor przecież zgasł.

    ...

    To powinienem być ja.

    ...

    Musiałem uciec. Zmienić tożsamość. Gdyby mnie namierzyli... Sami wiecie.

    Nagrania przepadły zniszczone, jednak oni o tym nie wiedzieli.

    Wczoraj jednak.

    Widziałem ją.

    Keira.

    Zauważyłem ją przypadkiem na Holly Street w Japan Town.

    Prowadziła Chevillion 720 Emperor.

    Tablicę rejestracyjną Night City NC 17 449 oraz niewielki napis „Pharmaballistics”

    A obok siedział on... lalkarz.

    Nie wiem.

    Nie wiem jak to możliwe.

    Ale widziałem ją.

    Nie pierdol! Wiem co widziałem!

    Poznałem go po jebanym tatuażu. Wąż o stylizowanych skrzydłach.

    Nie potrafię tego wyjaśnić. Może ona jednak żyje. A może jest tylko syntkiem.

    Tylko po co...

    ...

    Śledziłem ich z pomocą Slima aż do momentu gdy zniknęli w podziemnym parkingu Endron International na Raymond Street w Japantown.

    To prawdopodobnie wtedy zainstalował mi pluskwę i mnie otagował.

    Gruby chuj...

    ...

    No a potem natrafiłem na tych bladych zjebów od Gołębicy.

    Arte, przesłałem Ci filmik.

    ...

    Jak się dowiedziałem, że jestem otagowany, to najpierw wyczyściłem soft z pluskiew a później poszedłem pogadać z grubasem.

    Wiem HiFi, to nie była najlepsza decyzja.

    Ale wtedy szedłem do niego na megawkurwie i nie myślałem logicznie.

    No i później nawinęli się Trenosi.

    Jebana cipa-"już jestem martwy"-Slim dał im cynk.

    Z tego pamiętam tylko tyle, że zabrali mi Kiroshi, broń i tablet.

    Później szantażowali mnie, że jeśli nie zacznę dla nich pracować, to zabiją.

    Dzieciaki.

    A dowody będą wskazywać na mnie.

    Więc kazałem im...

    Co?

    A tablet.

    Łeb mnie jeszcze napierdala.

    Daj Mac drugiego browca. Bądź dobrym człowiekiem.

    Dzięki.

    Tablet zajebałem z jakiegoś samochodu Tygersów po akcji z bladymi chujkami.

    I tyle pamiętam. Film urwał mi się gdzieś między Slimem, tym skurwielem Fuentesem i moim okiem.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
    GreKG GreK

    text alternatywny!

    Paladin Tuk Drugi.

    Paladin zatrzymał się tak gwałtownie, że niemal wpadł na Rorimaka.

    — Słyszysz?! — wyszeptał, choć szept w jego wykonaniu był tylko odrobinę cichszym mówieniem. — To nie jeleń. Jeleń nie robi „ghrrraugh”. Jeleń robi… no… bardziej godnie.

    Znów rozległo się:

    — GRRRrraUgh! khrrRrch…

    Paladin skulił ramiona.

    — Mówiłem, że to coś między dzikiem a niedzikiem. Takie… pół na pół. Może dzik, który się zastanawia nad swoim życiem.

    Kiedy Rorimak rozchylił zarośla, Paddi instynktownie cofnął się o pół kroku.

    — Jak wyskoczy, to ja mówię, że my tylko przechodzimy. Bardzo przechodzimy. I że...

    Jeszcze jedno:

    — Khrrr… chrrrap… khrrrr…

    Paladin zmrużył oczy.
    — To… to chrapie.

    Zrobił ostrożny krok naprzód, jakby spodziewał się, że łódka zaraz go ugryzie. Spojrzał do środka. Zobaczył Starego Brody’ego. Zobaczył jego brodę. Zobaczył, że źródłem potwora zza Zielonego Muru jest hobbit, który śpi jak rozwścieczony borsuk.

    Przez chwilę milczał.

    — To on? — zapytał z niedowierzaniem. — To całe „RRRghraugh” to… śpiący hobbit?

    Wyprostował się powoli, z miną kogoś, kto właśnie został obrażony przez rzeczywistość.

    — Ja się pytam, czy to jest w ogóle dozwolone, żeby tak chrapać w przestrzeni publicznej. — Pokręcił głową. — Hobbit śpi, a pół Bucklandu myśli, że potwór wyszedł zza muru.

    Nachylił się bliżej łódki i przyjrzał linie przywiązanej do drzewa.

    — A ja już rozważałem, czy wspinać się na drzewo.

    Kolejne potężne:

    — Khrrrrrr…

    Paladin podskoczył mimo wszystko.

    — No dobrze! — sapnął. — To nie dzik. Nie potwór. Nie nawet niedzik. To Brody.

    Odetchnął głęboko, po czym dodał z urazą:

    — Ale przyznam, że gdyby tak chrapał bliżej Tukowej Skarpy, to byśmy go wybrali na oficjalne ostrzeżenie przeciwko lisom.

    Spojrzał na Rorimaka, poprawiając kamizelkę.

    — Widzisz? Mówiłem, że nie wszystko, co brzmi strasznie, jest straszne. Czasem to tylko ktoś, kto zjadł za dużo kolacji i położył się w łódce.

    Paladin zamarł z ręką uniesioną w pół gestu, gdy z łódki znów wyrwało się:

    — Khrrr… chrrrap… khrrrr…

    Spojrzał na Rorimaka.
    Spojrzał na łódkę.
    Spojrzał na linę.

    A potem bardzo powoli, bardzo uroczyście wskazał na tę ostatnią.

    — No i masz — szepnął. — Lina.

    Podszedł bliżej, zginając się w pół jak ktoś, kto chce być mniejszy niż jest. Co chwilę zerkał na śpiącego hobbitа.

    — To jest zwykła lina — mruczał pod nosem. — Lina jak lina. Nikogo nie budzi. Liny są z natury ciche. Ja też potrafię być cichy. Czasami...

    Kolejne potężne chrapnięcie sprawiło, że Paddi podskoczył i niemal przywarł do drzewa.

    — On oddycha jak kuźnia w Michel Delving — syknął. — Jakby miech połknął.

    Nachylił się znów do Rorimaka.

    — Opcje są trzy. — Uniósł trzy palce, po czym jeden zaraz opuścił. — Dwie i pół.

    Ściszył głos jeszcze bardziej.

    — Pierwsza: bierzemy linę. Cichutko. Delikatnie. Jakby sama postanowiła się odwiązać. — Zrobił palcami ruch, który miał oznaczać subtelność, ale wyglądał raczej jak nerwowe skubanie. — Tylko że wtedy łódka… — spojrzał na wodę — …może odpłynąć. A wtedy Brody się obudzi, a jak się obudzi i nie ma łódki, to zacznie robić „RRRRAUGH” już świadomie.

    Zamyślił się.

    — Druga: budzimy go. Uprzejmie. Bardzo uprzejmie. Mówimy, że potrzebujemy łódki. Oficjalnie. — Skrzywił się. — Tylko że wtedy trzeba mu powiedzieć po co. A my… — zawahał się — …my mamy różne powody. I nie wszystkie są do opowiadania przy pierwszym śniadaniu.

    Westchnął ciężko.

    — No i jest jeszcze płot.

    Spojrzał w dal, jakby gdzieś między drzewami czaiło się sumienie.

    — On jeszcze nie wie. Ale się dowie. Płoty mają to do siebie, że ktoś zawsze wie, czy były całe.

    Podrapał się po karku.

    — Jak go obudzimy, to możemy powiedzieć: „Brody, drogi Brody, twój płot wyglądał na zmęczony i sam się położył”. — Zamyślił się chwilę. — Tylko że to brzmi jak coś, w co ja bym nie uwierzył. A ja jestem bardzo wyrozumiały.

    Znów zerknął na linę.

    Kolejne:

    — KHrrrrrRRR…

    Paladin znów drgnął.

    — Dobrze — zdecydował nagle, choć w jego tonie było więcej nerwów niż pewności. — Ja podejdę do liny. Ty patrz na niego. Jak przestanie chrapać, to mnie kopnij. Tylko nie za mocno. Mam wrażliwe kostki. Wszyscy mamy dziś jakieś kostki.

    Zrobił dwa ostrożne kroki w stronę drzewa, po czym zatrzymał się jeszcze raz.

    — Rorimaku… — wyszeptał. — Jak mnie złapie, mów, że przyszedłem sprawdzić jakość węzła. Z troski. Ja wyglądam na kogoś, kto troszczy się o węzły.

    I z miną hobbita, który sam nie wie, czy jest bohaterem, czy właśnie popełnia największą głupotę dnia, wyciągnął rękę w stronę liny.

    Rozgrywka sprzysiężenie czerwonej księgi

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    GreKG GreK

    text alternatywny

    Greg Kalkston

    Cztery lata wcześniej

    San Francisco, 2073

    Ciemno.

    Nie — najpierw światło. Zbyt ostre.
    Potem ciemno.

    Zapach ozonu. Spalonej chemii. Krwi.

    I coś jeszcze.

    Jej perfumy. Oszałamiające.

    ─── ◈ ───

    Palce splecione gdzieś pod stołem.
    Rozmowa o niczym.
    Ktoś się śmieje obok.

    — Słuchasz mnie w ogóle?

    Nie. Nie słucha. Patrzy tylko na jej usta.

    ─── ◈ ───

    Kwaśny deszcz bębni o dach Thortona.
    Ona przekręca się na fotelu, podciąga nogi.

    — Zimno mi.

    Oddaje jej kurtkę.
    Przyjmuje bez słowa, jednak się w nią nie owija. Ognik w jej oku gdy wpatruje się w niego.

    ─── ◈ ───

    Błysk.

    Wąż.

    Niebieski.

    Za blisko.

    ─── ◈ ───

    Jej śmiech.
    Głowa odchylona do tyłu.
    Światło neonów odbija się w oczach.

    — Jeszcze jednego, co?

    Nie powinna.

    I tak zamawia.

    ─── ◈ ───

    Punkt.

    Mruga.

    Jeszcze jest.

    Jeszcze—

    ─── ◈ ───

    Jej dłoń na jego karku.
    Kciukiem rysuje kółka.

    Bez powodu.
    Bez słów.

    Elektryzujący zapach jej perfum.

    ─── ◈ ───

    — Greg.

    Cicho.

    — Greg. Śpisz?

    Śmieje się gdy gryzie go w płatek ucha.

    ─── ◈ ───

    Huk.

    Świat rozrywa się od środka.

    Za jasno.

    Za głośno.

    ─── ◈ ───

    Krople wody na jej rzęsach.
    Nie wiadomo czy deszcz, czy coś więcej.

    — Nie patrz tak.

    Ale patrzy.

    — Przepraszam Keira. Przepraszam.

    ─── ◈ ───

    Dym.

    Kaszel.

    Nie może złapać oddechu.

    — Keira?

    ─── ◈ ───

    Jej włosy na jego twarzy.
    Zapach skóry. Ciepło.

    — Zostań jeszcze.

    ─── ◈ ───

    Punkt.

    Znika.

    Tak po prostu.

    ─── ◈ ───

    Jej buty na desce rozdzielczej.
    Śmieje się, kiedy ją strofuje.

    — Co? I tak już ją rozwaliłeś.

    ─── ◈ ───

    Cisza.

    Za duża.

    Nienaturalna.

    ─── ◈ ───

    Jej palce zahaczają o jego dłoń, kiedy mijają się w tłumie.
    Nie patrzy na niego.
    Ale nie puszcza od razu.

    ─── ◈ ───

    — Spierdalajmy stąd, teraz!

    Za późno.

    ─── ◈ ───

    Jej głowa oparta o jego ramię w aucie.
    Śpi. Albo udaje.

    Nie rusza się.

    Żeby jej nie obudzić.

    ─── ◈ ───

    Dym.
    Popiół.
    Nic.

    ─── ◈ ───

    — Będzie nas stać na więcej.

    — Na co?

    — Na wszystko.

    Śmiech.

    Nie wierzy.

    A jednak chce wierzyć.

    ─── ◈ ───

    Ciemno.

    Pusto.

    Cicho.

    Za cicho.

    Tyły Vine Street, 23:15


    Ciało bolało go tak jak gdyby przetoczył się po nim walec, a potem ktoś wrzucił te rozgniecione szczątki do szatkownicy. Ostry promieniujący ból wibrował w głowie i klatce piersiowej, w brzuchu, we wszystkich kończynach, swoją potworną intensywnością nie pozwalając skupić myśli. Usta wypełniał mu charakterystyczny smak krwi cieknącej z rozbitego nosa i zmiażdżonych warg, oblepiającej grudami skrzepów obluzowane zęby.

    Zmaltretowane ciało płonęło falami cierpienia, lecz to nie ból przywołał go z otchłani nieświadomości, tylko nieczuły dotyk obcych rąk bezceremonialnie szarpiących za ubranie i buty. Jęknął głucho czując jak ktoś wykręca mu odrętwiałą rękę i dotykające go liczne dłonie raptownie zniknęły.

    - Chuju złoty, on jeszcze żyje.

    - I co z tego, zaraz zejdzie. Dawaj mi jego buty, to ten sam rozmiar.

    - Spierdalaj, nie będę utylizował żywego, mam swoje zasady.

    - Ja pierdolę. Dobra, szanuję twoje pierdolone zasady, świrze. Tam przy cegłach leżała ołowiana rurka, dawaj ją tutaj. Dobiję go i skończymy robotę.

    Usłyszał odgłos kroków na betonie, jakieś szuranie, metaliczny szczęk. Ostrzegawcze gwizdnięcie.

    - Ktoś tu idzie. Spadamy.

    Odgłos oddalających się pośpiesznie kroków, chwila złudnego wrażenia zawieszenia w pustce wypełnionej stłumionymi, dobiegającymi spod iluzorycznej tafli wody dźwiękami żyjącego gdzieś obok miasta. Kolejne kroki, powolne, szurające podeszwami, potem znienacka trzask i szelest i jakiś nowy ciężar uciskający lewą nogę.

    Kroki oddaliły się w tym samym ospałym rytmie.

    Oddychanie sprawiało taki sam ból jak nieporadne próby poruszania rękami. Łapiąc powietrze tak płytko jak tylko potrafił, otworzył oczy. Półmrok otaczającego go świata był na swój sposób przerażający: rozmazany, czarnoszary, pozbawiony najmniejszego śladu barw Lśnienia. Ograniczony do dziwnie wąskiej i przeraźliwie ubogiej w bodźce perspektywy.

    Dotknięty złym przeczuciem zmusił się do tego, aby podnieść jedną rękę do twarzy, wymacał czubkami palców prawy oczodół i ziejącą w nim pustkę.

    Miał tylko jedno oko, częściowo przesłonięte opuchniętą powieką. To upiorne odkrycie wyjaśniało ograniczone pole widzenia, a jednocześnie w ułamku chwili uwolniło w jego umyśle lawinę zatrważających wspomnień.

    Błysk płomienia wylotowego, niespodziewane uderzenie w bok, które cisnęło nim z impetem w ścianę, lawina brutalnych ciosów spadająca na całe ciało. A potem wleczenie, spadanie i ponownie wleczenie gdzieś w ciemność wypełnioną miedzianym smakiem krwi.

    Usłyszał jakiś szelest, dźwięk mogący być odgłosem stawianych ostrożnie kroków. Coś syknęło lub pyknęło kilkakrotnie, potem znów zapadła cisza, ciągnąca się pozornie w nieskończoność, potęgująca w niewyobrażalnym stopniu wrażenie bezbrzeżnego ludzkiego cierpienia.

    Udręczony umysł zaczynał odpływać w czerń upragnionej nieświadomości, zapadać się w otchłani, z której nie było już powrotu. I wtedy mężczyzna usłyszał dźwięk, który obudził w nim cząstkę umysłu przechowującego pamięć genetyczną gatunku. Był to odgłos drapieżnego węszenia, który swoim dźwiękiem wprawił w panikę instynkt samozachowawczy człowieka przywołując z najgłębszych pokładów podświadomości wspomnienie głośnego węszenia drapieżników krążących wokół jaskini zamieszkiwanych przez pierwszych ludzi.

    Coś zazgrzytało przeraźliwie metaliczną nutą i zmrużone oko mężczyzny zalała oślepiająca poświata elektrycznego światła.

    Do uszu człowieka dotarł stłumiony świst wciąganego bezwiednie w płuca powietrza.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
    GreKG GreK

    text alternatywny

    Paladin Tuk Drugi.

    Paladin, już na dole, stał chwilę z rękami założonymi na brzuchu i miną stratega, który właśnie odkrył, że jego przeciwnik ma skrzydła.

    — Dobrze — oznajmił półgłosem. — Mamy sowę. Prawdziwą. Zawodową. Z doświadczeniem w huczeniu.

    Zadarł głowę ku sufitowi.

    — A my chcemy spać. To są dwie potrzeby, które się gryzą. Jak pazury z poddasza.

    Zaczął chodzić w tę i z powrotem, coraz bardziej nakręcając się własnymi pomysłami.

    — Można ją… przekonać. Uprzejmie. — Wskazał palcem w górę. — Wejść i powiedzieć: „Szanowna Pani Sowo, czy rozważyłaby Pani zmianę lokalu?”. Tylko że ona wygląda na taką, co odpowiada wyłącznie „hu”, a z „hu” trudno wynegocjować ciszę nocną.

    Zatrzymał się.

    — Można ją przegonić hałasem. — Zmarszczył brwi. — Ale wtedy będziemy robić większy hałas niż ona. A ja już dziś nasłuchałem się różnych „rrrgh” i „huuu” na zapas.

    Uniósł nagle palec.

    — O! Można spróbować ją… znużyć.

    Spojrzał na pozostałych z powagą.

    — Jeśli będziemy huczeć w odpowiedzi. Równo. Jednostajnie. Bez pasji. To może uzna, że teren jest zajęty przez większą, bardziej monotonną sowę i się wyprowadzi.

    Zamyślił się chwilę, po czym pokręcił głową.

    — Albo przeciwnie. Uzna to za zaloty. A tego bym nie chciał rozwijać.

    Westchnął.

    — Można też wejść i delikatnie postukać w belki. Tak, żeby uznała, że dach jest… niestabilny. Sowy lubią stabilność. Ja też.

    Przechylił głowę.

    — Ewentualnie… — ściszył głos — …przenieść jej kolację. Te wszystkie drobne stworzonka. Jeśli uzna, że spiżarnia się pogorszyła, może zmienić adres.

    Zaraz jednak skrzywił się.

    — Tylko że to oznaczałoby wejście tam jeszcze raz. A ja już raz byłem bardzo blisko jej pazurów i uważam, że to wystarczy na jeden wieczór.

    Znów spojrzał w sufit, gdy rozległo się przeciągłe:

    — HUUU-HU-HUUU!

    Paladin drgnął.

    — Najrozsądniej — powiedział w końcu tonem kogoś, kto właśnie odkrył prawdę objawioną — będzie przekonać ją, że tu straszy. Nie my. Tylko dom.

    Oczy mu błysnęły.

    — Jeśli Milo porządnie rozdmucha ogień, a my zaczniemy chodzić ciężko, przeciągać ławy, postukiwać… niech pomyśli, że to miejsce jest głośne, ruchliwe i zupełnie nieodpowiednie dla sowy ceniącej spokój.

    Nachylił się bliżej reszty.

    — Sowa przyszła, bo było cicho. Zróbmy, żeby było niecicho. Ale z umiarem. Tak, żeby Bunce nie uznał, że to my jesteśmy potworem zza Zielonego Muru.

    Po chwili dodał poważnie:

    — A jeśli nic nie zadziała… to zawsze możemy spać na zmianę. Jedno ucho śpi, drugie słucha. Ja mam całkiem pojemne uszy. Może jedno wystarczy.

    Rozgrywka sprzysiężenie czerwonej księgi

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    GreKG GreK

    text alternatywny

    Raze Switch More

    Night City

    Vista del Rey

    Ruch. Głosy.

    Ktoś go niesie.

    Nie.

    Pociąg. Wagony. Stalowe koła. Dworzec.

    Nie.

    Ktoś trzyma go pod ramieniem.

    Boli.

    Strasznie boli.

    — Nie... nie dotykaj...

    Głos ugrzązł mu w gardle.

    Krew miała smak rdzy.

    ─── ◈ ───

    — Keira...

    Szept.

    Ledwie słyszalny.

    — Nie strzelaj... nie strzelaj jeszcze...

    Palce zacisnęły się bezwiednie na czyimś rękawie.

    — Poczekaj... jeszcze minuta...

    ─── ◈ ───

    Świat przechylił się na bok.

    Neony.

    Ulica.

    Jastrzębie-Zdrój.

    Nie.

    Night City.

    Nie.

    Nie wiedział.

    — Mówiłem ci... kurwa... mówiłem...

    Nerwowy śmiech.

    — Polska jest prawdziwa...

    ─── ◈ ───

    Ktoś coś do niego mówił.

    Kobiecy głos.

    Znajomy.

    Tak znajomy, że aż bolało.

    — Keira?

    Powieka drgnęła.

    Jedno oko.

    Tylko jedno.

    Malowana twarz.

    — Nie gniewaj się...

    Przełknął ślinę.

    — Miał być ten pierdolony drink... z palemką...

    ─── ◈ ───

    Biomonitor.

    Punkt.

    Zgasł.

    Nie.

    Nie zgasł.

    Przecież siedziała obok.

    Przecież słyszał jej głos.

    — Kotku?

    Pusty oczodół zapiekł żywym ogniem.

    — Gdzie jesteś...

    ─── ◈ ───

    Ktoś sadza go na ławce.

    Cement.

    Metal.

    Chłód.

    Nie rozumie.

    Dlaczego jest sam?

    Przecież przed chwilą...

    Przed chwilą była tutaj.

    ─── ◈ ───

    — Arte...

    Zmarszczył brwi.

    Nie.

    — Kei...

    Urwał.

    — Arte.

    Znowu.

    Jakby próbował przypomnieć sobie własne imię.

    — Nie taguj mnie...

    Bełkot.

    — Nie wrzucaj... nie wrzucaj tego...

    Krótki chichot.

    — Wyjdę jak idiota...

    ─── ◈ ───

    Otworzył oko.

    Twarze.

    Za dużo twarzy.

    Nie znał ich.

    Znał.

    Nie znał.

    — Spectra?

    Wyciągnął rękę.

    Nie trafił.

    Dłoń opadła bezwładnie.

    — Nie bierz... chipa...

    ─── ◈ ───

    Oddychał ciężko.

    Płytko.

    — Nie zostawiaj mnie tam...

    Szepnął.

    Nie wiadomo do kogo.

    — Nie tym razem.

    ─── ◈ ───

    Nagle poderwał głowę.

    Przerażenie.

    Prawdziwe.

    Surowe.

    — Granat.

    Szept.

    Potem głośniej.

    — KEIRA, NIE!

    Urwało się.

    Powietrze uciekło z płuc.

    Został tylko cichy jęk.

    ─── ◈ ───

    — Jestem zmęczony...

    Mruknął.

    — Chcę do domu.

    Długa chwila ciszy.

    — Kei... Arte, zabierz mnie do domu.

    Odpłynął.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
    GreKG GreK

    text alternatywny

    Paladin Tuk Drugi.

    Paladin przez dłuższą chwilę stał z rękami założonymi za plecami, kiwając się lekko na piętach i przyglądając to posągowi, to kustoszowi, to znów… psu.

    A właściwie psu przede wszystkim.

    Zmrużył oczy.

    — No proszę… — mruknął pod nosem. — Człowiek całe życie słyszy, że pies to stworzenie hałaśliwe, nieuprzejme i skore do szczekania bez zapowiedzi… a tu proszę…

    Zerknął, jak Fajerwerek wtula się w ramiona Malwy.

    — …wskakuje na ręce jak jakiś przerośnięty kociak. Bez żadnego „hau”, bez uprzedzenia, bez ceremonii. — pokręcił głową z dezaprobatą — To jest właśnie brak konsekwencji.

    Zamyślił się chwilę.

    — Bo albo się jest psem i się szczeka, jak należy… — tu uniósł palec, jakby wygłaszał niezwykle ważną tezę — …albo się jest czymś innym i wtedy się nie szczeka wcale. A nie tak, że raz człowiek myśli „to wilk”, a potem „to poduszka z uszami”.

    Westchnął ciężko.

    — To wprowadza niepotrzebne zamieszanie.

    Dopiero po tej głębokiej analizie świata zwierząt Paladin łaskawie powrócił myślami do spraw naprawdę istotnych, czyli maczugi.

    Podszedł bliżej posągu, przyjrzał się dłoni Bullroarera, potem podłodze, jakby maczuga mogła się po prostu gdzieś zawieruszyć i czekać, aż ktoś ją uprzejmie podniesie.

    — Hm.

    Obszedł figurę raz.

    — Skoro ma to związek ze Starym Tukiem… — zaczął powoli — …to znaczy, że sprawa jest albo bardzo prosta, albo bardzo niepotrzebnie skomplikowana.

    Zatrzymał się i spojrzał na resztę, już wyraźnie ożywiony.

    — Stawiam, że ją… pożyczył.

    Krótka pauza.

    — Na chwilę.

    Jeszcze krótsza.

    — Która trwa do dziś.

    Skinął głową sam do siebie, coraz bardziej przekonany.

    — Albo uznał, że skoro maczuga raz dobrze zadziałała, to szkoda, żeby się marnowała w ręku posągu. Przedmiot o takiej historii powinien krążyć. Być w użyciu. Może do rozbijania szczególnie opornych drzwi. Albo… — zawahał się — …orzechów. Bardzo dużych orzechów.

    Zmrużył oczy podejrzliwie.

    — Chyba że… — dodał ciszej — …ktoś ją ukrył, żeby nikt nie próbował powtarzać wyczynów. Bo to się zwykle źle kończy dla wszystkiego dookoła.

    Wyprostował się nagle i poprawił kamizelkę, jakby właśnie rozwiązał sprawę o wielkiej wadze.

    — W każdym razie — podsumował — jestem niemal pewien, że maczuga nie zniknęła sama.

    Rzucił jeszcze jedno spojrzenie na psa.

    — W przeciwieństwie do niektórych rzeczy, które… znikają ostatnio podejrzanie często.

    I odchrząknął niewinnie.

    Rozgrywka sprzysiężenie czerwonej księgi

  • Krzyk Pustki
    GreKG GreK

    Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

    text alternatywny

    Kalasnikov przez kilka sekund patrzył w ciemność za pancerną szybą, nasłuchując odgłosów szamotaniny dobiegających ze śluzy.

    — Nu davaj... nu davaj... — mruknął pod nosem.

    Potem wszystko ucichło.

    Mechaniczne płuca wypuściły przeciągły syk.

    — Jeśli ten idiota nam odstrzelił doktorka to będę musiał sam opatrywać rannych.

    Skrzywił się.

    — A tego nie życzę nawet tej korpo...

    Urwał. Odchrząknął.

    — Nikomu.

    Dopiero gdy usłyszał meldunek Adama, sięgnął do panelu sterowania i przywrócił zasilanie śluzy. Lampy zamrugały i zapaliły się ponownie.

    — Molodiec — skomentował sucho.

    Zajrzał do śluzy, ale bez pośpiechu. Karabin już nie strzelał. To był dobry znak.

    Spojrzał na leżącego wojskowego.

    — Blin... — pokręcił głową. — Wygląda jakby go przepuścili przez kruszarkę.

    Potem zerknął na Chimika.

    — Podczas inspekcji, Elias, nie zapomnij zamknąć grodzi za sobą.

    Spojrzał na niego spode łba.

    — Jak ten soldat coś przywlókł ze sobą, to zaraz zechcesz to zbadać, a później hodować w słoiku. Ja nie chcę mieć z tym nic wspólnego.

    Przeniósł wzrok na Mienta.

    — Holt, sprawdź soldatika, zanim odzyska rezon i przypomni sobie, że ma nas zabić.

    Następnie zwrócił się do Syntetyka.

    — Jak tam funkcje życiowe? Jeśli jeszcze nie umiera, to pakujcie go na nosze i do ambulatorium. Jak zacznie umierać, to też pakujcie go na nosze i do ambulatorium.

    Sadza splunął w bok.

    — A potem dowiedzmy się, co do cholery stało się z Bleinertem. Bo zaczynam mieć złe przeczucia.

    Rozgrywka

  • [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
    GreKG GreK

    text alternatywny

    Paladin Tuk Drugi.

    Paladin, który jeszcze przed chwilą wyglądał na całkiem zadowolonego ze swojego rozumowania, nagle wyprostował się jak struna, gdy tylko padło słowo „spinki”.

    A już zwłaszcza „od czarodzieja Gandalfa”.

    Uniósł brwi tak wysoko, jakby próbowały dołączyć do stropu.

    — A więc jednak! — wyrwało mu się, z wyraźną satysfakcją, którą starał się natychmiast przykryć kaszlnięciem. — To znaczy… to wiele wyjaśnia. Bardzo wiele. Nawet więcej, niż się początkowo wydaje.

    Zbliżył się o krok do piedestału, ale nie za blisko — tak, żeby w razie czego zdążyć się cofnąć, gdyby spinki postanowiły… no, cokolwiek postanowić.

    — Skoro coś pochodzi od czarodzieja… — zaczął ostrożnie — …to należy zakładać, że działa. A jeśli działa, to niekoniecznie tak, jak człowiek, czy hobbit, by się spodziewał.

    Przekrzywił głowę, przyglądając się błyskowi diamentów pod szkłem.

    — Same się zapinają, powiadacie? — mruknął. — Hm. To brzmi… wygodnie. Podejrzanie wygodnie.

    Zerknął na resztę towarzystwa, jakby sprawdzał, czy ktoś już przypadkiem nie ma mankietów związanych w supeł.

    — Bo widzicie — ciągnął dalej, coraz bardziej w swoim żywiole — rzeczy, które robią coś „same”, rzadko poprzestają na jednym. Dziś zapinają się same, jutro zapinają się szybciej, pojutrze zapinają się komuś, kto wcale o to nie prosił…

    Zamilkł na moment.

    — …albo komuś, kto bardzo prosi, żeby przestały.

    Odchrząknął i poprawił kamizelkę, odzyskując pozory powagi.

    — Ale! — uniósł palec — Nauka wymaga odwagi. A przynajmniej… obserwacji z bezpiecznej odległości.

    Cofnął się pół kroku. Tak dla pewności.

    — Z wielką chęcią zobaczyłbym ich działanie — oznajmił uprzejmie. — Najlepiej… na kimś, kto ma odpowiednie doświadczenie w obchodzeniu się z przedmiotami historycznymi.

    Krótka pauza.

    — I silne nerwy.

    Jeszcze krótsza.

    — Oraz mankiety, których ewentualna utrata nie będzie wielką tragedią.

    Spojrzał znów na spinki, już wyraźnie zafascynowany.

    — Bo jeśli one rzeczywiście zapinają się same… — dodał ciszej — …to chciałbym bardzo zobaczyć, czy równie łatwo dają się odpiąć.

    text alternatywny

    Rozgrywka sprzysiężenie czerwonej księgi

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    GreKG GreK

    text alternatywny

    Raze Switch More

    Na ulicach Night City

    niedziela 15.07.77, 0:15

    Silnik taksówki mruczał jednostajnie.

    Raz po raz zawieszenie wybierało nierówności, wprawiając jego obolałe ciało w nieprzyjemne drgania. Każdy wstrząs odbijał się echem gdzieś pod żebrami i za pustym oczodołem.

    Przez dłuższą chwilę nie wiedział nawet, gdzie jest.

    Miał zamknięte oko.

    Słyszał głosy.

    Znajome.

    Dalekie.

    Jakby dochodziły z drugiego końca tunelu.

    Potem poczuł czyjąś dłoń na własnej ręce.

    Arte.

    Nie Keira.

    Arte.

    Ta myśl pojawiła się nagle, wyraźna jak neon przebijający się przez mgłę.

    Powoli otworzył oko.

    Świat wrócił w połowie.

    Brakowało mu głębi.

    Brakowało kolorowych znaczników Nadświata.

    Brakowało danych.

    Brakowało...

    Kiroshi.

    Zamarł.

    Dopiero teraz naprawdę to do niego dotarło.

    Nie zgubił oka.

    Ktoś mu je wyjął.

    Nie! Sam je wyjął.

    Wspomnienie nadeszło w bolesnej, krótkiej przebitce.

    Przełknął ślinę.

    Gardło miał suche jak papier ścierny.

    Spojrzał na odbijające się w szybie miasta.

    Neony Glen przesuwały się za oknem jak rozmazane smugi światła.

    Był w taksówce.

    Był żywy.

    I właśnie to zaczynało go niepokoić.

    Pamięć wracała kawałkami.

    Przypomniał sobie mieszkanie SlimWire.

    Rositę.

    Szelest lateksowych rękawiczek.

    Pudełko do pizzy.

    Okruszki.

    Pistolet znikający w kartonie.

    Fuentes.

    Ten jego pierdolony uśmiech.

    Dzieci.

    ...

    Dzieci.

    Poczuł mdłości.

    Nie od obrażeń.

    Od wspomnienia.

    Powoli uniósł zdrową rękę i dotknął bandaża zasłaniającego pusty oczodół.

    Syknął.

    — Chuj...

    Tylko tyle udało mu się z siebie wydusić.

    Płuca bolały przy każdym oddechu.

    Siedzący obok ludzie od razu zwrócili na niego uwagę.

    Dingo.

    Mack.

    Brazil.

    Frog.

    Dopiero wtedy uświadomił sobie jeszcze jedną rzecz.

    Przyjechali po niego.

    Naprawdę po niego przyjechali.

    Do Vista del Rey.

    Nocą.

    Przez chwilę patrzył na nich bez słowa.

    Potem prychnął cicho.

    Krzywo.

    Prawie jak uśmiech.

    — Kurewsko głupi jesteście.

    Oparł głowę o zagłówek.

    — Wszyscy.

    Milczał chwilę.

    Oddychając ciężko.

    — Dzięki.

    Powoli zaczął układać elementy łamigłówki.

    SlimWire.

    Shiva.

    Fuentes.

    Rosita.

    Bractwo Gołębicy.

    Muammar. El Capitano.

    Arasaka.

    Każda nazwa była jak kamień wrzucany do worka.

    Robił się coraz cięższy.

    W końcu westchnął.

    Długo.

    Zmęczony bardziej niż obolały.

    — Nie pamiętam końcówki.

    Spojrzał na resztę jednym okiem.

    Tym, które mu zostało.

    — Ostatnie co kojarzę, to mieszkanie Slima. Co tam się odpierdoliło?

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • Popiół i Śnieg
    GreKG GreK

    Przepraszam, ja tu tylko na chwilkę.

    Fajna sesja. Przyjemnie się czyta.

    @piołun @mortarel — miód, cud, orzeszki. Dawno tak nie chłonąłem słów.

    No i już mnie nie ma.
    Proszę nie krzyczeć.

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    GreKG GreK

    Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

    text alternatywny
    Widząc Starego za otwierającą się grodzią, Sadza wyprostował się i zrobił pół kroku w tył.

    — Wybudziliśmy go kapitanie.

    My, Siergiej Nikolajewicz Kalashnikov, go wybudziliśmy.

    Po czym wyszczerzył zęby w uśmiechu.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    GreKG GreK

    Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

    text alternatywny

    Przyjął klucze do kajdanek bez słów. Spojrzał na soldatika. Widział jak chował je w kieszeni kombinezonu. Poczekał aż wyszli. Aż zostali tylko oni dwaj.

    Usiadł wtedy ciężko na krześle. Naprzeciw pryczy. Czekał. Z nadzieją, że mu się język rozwiąże. Że sam zacznie.

    Miesiąc samemu w kapsule. Mając za towarzysza tylko gnijącego trupa. To może namieszać w głowie. Po takim czasie człowiek sam gada do ścian. A potem do pierwszego, który zacznie słuchać.

    Nie naciskał. Siedział. Po prostu był.

    Soldatik jednak się nie odzywał a po pewnym czasie po prostu zasnął.

    Sadza wstał dopiero gdy oddech soldatika się wyrównał. Spojrzał raz jeszcze na skutego, po czym opuścił ambulatorium, upewniając się, że zamknął za sobą drzwi, dając do nich dostęp tylko załodze Kardashiana.

    Powolnym krokiem udał się z powrotem do miejsca, w którym przyjęli rozbitka. Starannie zamknął za sobą śluzę.

    Przed wejściem przeciągnął dłonią po burcie kapsuły. Zimna.

    W środku ciągle unosił się fetor rozkładu. Rdzawy, lepki zaciek na podłodze przypominał gdzie leżało rozkładające się ciało. Usiadł w fotelu pilota.

    Miesiąc w tej puszce. Sam z trupem.

    Blin.

    Człowiek po tygodniu zacząłby gadać z nieboszczykiem.

    Rozejrzał się wokół.

    Rozgrywka

  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
    GreKG GreK

    text alternatywny

    Raze Switch More

    Night City, Megablock 10tka

    niedziela 15.07.77, rano

    Switch spojrzał na Houstona.

    To samo pytanie zdążyło już wcześniej przemknąć mu przez głowę.

    — Nie wiem — powiedział w końcu, wzruszając ramionami. — Albo obserwował miejscówkę i wie, że wyciągnęliście mnie z tego szamba…

    Zawiesił głos.

    — …albo zabił te dzieciaki dla czystej przyjemności.

    Pokręcił głową.

    — W obu wersjach wychodzi na to samo. Facet jest kompletnie zjebany.

    Raze poruszył się niespokojnie na kanapie.

    — Pewnie już mam paranoję — mruknął — ale HiFi… przeskanujesz mnie i ciuchy, w których byłem?

    Dotknął odruchowo kołnierza kurtki.

    — Chcę mieć pewność, że nie podrzucili mi kolejnej pluskwy.

    Spojrzał na Dingo.

    — Jasne, Dingo. Mógłbyś kupić mi jednorazówkę?

    Krzywy uśmiech przemknął przez jego twarz.

    — Muszę podzwonić tu i tam. Interesy same się nie zrobią, nawet jak człowiek wrócił z piekła bez jednego oka.

    Westchnął.

    — Oddam ci.

    Przeniósł wzrok na HiFi.

    — A ty? Potrzebujesz wsparcia przy tym dealu?

    Oparł łokcie na kolanach.

    — Jeśli Arte opchnie filmik z Gołębiarzami, będziemy mieli trochę gotówki. Możemy ci pożyczyć na sprzęt albo operację, ale chcę wiedzieć, czy nie wrzucamy hajsu do kanału.

    Przyjrzał się technikowi uważniej.

    — Jakie jest ryzyko? Ile chcesz z tego wyciągnąć? I co dokładnie trzeba zrobić?

    Przesunął palcami po szczęce. Postukał palcem po ustach zastanawiając się.

    — Mam dojście do Sixth Street. I tak miałem do nich dzwonić.

    Jego głos zrobił się bardziej rzeczowy.

    — Może da się tam z nimi coś pożenić.

    Uniósł zdrowe oko.

    — Ale najpierw chcę wiedzieć, w co dokładnie się pakujemy.

    Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077

  • Krzyk Pustki
    GreKG GreK

    Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

    text alternatywny

    Ambulatorium

    Siergiej uśmiechnął się krzywo.

    Durak.

    Naprawdę myślał, że ktoś sięgnie po broń tutaj? Na mostku? Przy całej załodze, kamerach i Opiekunie zapisującym każdą sekundę?

    To byłby nie bunt. To byłoby samobójstwo.

    Co innego na obcej jednostce.

    Tam kamery mogły od miesięcy nie działać. Tam nikt nie wiedział, co naprawdę wydarzyło się w środku. Tam łatwiej było zginąć przez "nieszczęśliwy wypadek" niż udowodnić, że ktoś pomógł losowi. Tam sprawiedliwość mógł wymierzyć "niezidentyfikowany obcy".

    Stary chyba o tym nie pomyślał.


    Bleinert

    Sadza zatrzymał się przy planie pokładu, przesuwając po nim grubym palcem.

    — Mostek nie ucieknie.

    Przesunął palec niżej.

    — Załoga też nie.

    Zatrzymał go na oznaczeniu maszynowni.

    — Ale jak serce statku przestanie bić, to niczego się już nie dowiemy.

    Spojrzał na kapitana.

    — Zacząłbym od maszynowni. Jak ktoś przeżył, prędzej znajdziemy go tam niż przy automacie z kawą. A jak nie przeżył... to reaktor powie nam więcej niż dziesięciu trupów.

    W tym momencie odezwał się Gleeson.

    Sadza przekrzywił głowę.

    — Nic nie słyszę.

    Chwilę nasłuchiwał.

    — Ale jak coś stuka rytmicznie...

    Spojrzał w stronę grodzi prowadzącej do ładowni.

    — ...to albo pompa. Albo zawór. Albo coś, co jeszcze próbuje pracować.

    Wzruszył ramionami.

    — Duchy nie stukają równo.

    Rozgrywka

  • Powitania, pożegnania i powroty
    GreKG GreK

    @Skavenloft a bo i nie ma takiego zwyczaju.
    Większość tu właśnie migrowała z Lastinn dlatego miło widzieć kogoś spoza.

    To i ja się przywitam korzystając z okazji. Powoli zaczynam się rozpychać...

    Hydepark
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa