AI to tylko narzędzie. Można korzystać z niego dobrze i można korzystać z niego źle. Na pewno nie powinniśmy go bagatelizować ani fetyszyzować, bo konsekwencje tego będą ogromne (nie tylko w aspekcie osobistym i niszy play-by-post, ale też dla świata nauki, programowania, gospodarki czy szeroko pojmowanej rozrywki i twórczości artystycznej).
Kluczem jest, by zachować pewien dystans. Mieć zdrowe granice użytkowania, nie zaszkodzić sobie długoterminowo. Pamiętać o rzeczach najważniejszych. Jeśli AI zaczyna za kogoś pisać, to już taką granicę przekroczył. Tak samo, gdy grafiki stają się dla niego ważniejsze niż warstwa fabularna.
Kreatywność to jeden z naszych najcenniejszych zasobów, więc absolutnie nie wolno nam jej zniszczyć.
Dobrze użyte AI może zwiększać naszą kreatywność, kompetencje, usprawniać naszą pracę i być nawet źródłem nowych dzieł sztuki. Jest w internecie takie powiedzonko "existence of ai slop implies existence of ai peak". Jeśli ktoś nie szuka tylko szybkiego zastrzyku dopaminy od błyskawicznie wygenerowanego obrazka swojego bohatera, a się solidnie przyłoży i wspiera także innymi narzędziami, to można powiedzieć, że po prostu jest artystą nowej ery. Bo co innego, jak ktoś z pomocą AI stworzy zabawną i błyskotliwą wideo parodię z morałem, gdzie wszystko jest wykonane na poziomie flawless. Ponieważ widać wtedy, że za tym stoi konkretny pomysł (ludzka pomysłowość wciąż jest niedościgniona nawet dla najlepszych LLM), intencja i kawał ciężkiej pracy. A co innego, jak mamy kolejny obrazek plastikowego fantasy herosa-cosplayera z taśmociągu z gumową skórą, instagramowymi filtrami, dodatkowymi chromosomami (np. zdeformowane oczy i/lub palce) i losowym szumem oraz postaciami-mutantami na drugim planie.
Jako użytkownicy i konsumenci powinniśmy być świadomi. Bo to od nas zależą standardy. Jak będziemy doceniać samodzielność, ciężką pracę i jakość, to nie będzie tak źle. W innym wypadku czeka nas ponura przyszłość.
Warto też mieć na względzie zjawisko habituacji, czyli przywykania do bodźców, na które jesteśmy często wystawiani. Jeśli przyzwyczaimy się do sztuczności i szybkiej konsumpcji niskiej jakości treści, to z czasem problemem może stać się docenienie czegoś oryginalnego i wartościowego. AI slop ulegnie normalizacji.
@Gladin napisał:
Metodą małych kroczków bardzo łatwo jest zejść na manowce AI. To tylko ten jeden raz, Nie mam teraz weny, to nic strasznego, że raz czy dwa skorzystam, jestem taki zmęczony, nie mam czasu... czy też inne uzasadnienia. Jak np. Piszę z komórki/dyktuję, więc niech AI obrobi to tak, aby było to ładne i czytelne.
Najpierw bronimy się przed AI, traktując ją jak ciekawostkę, która tylko coś podpowiada, potem bezwiednie oddajemy jej redakcję, aż orientujemy się, że oddaliśmy jej cały proces.
Dlatego trzeba bardzo uważać, cały czas się pilnować. I stawiać twardą granicę między stylem a aspektem technicznym. AI nigdy nie powinno nadpisywać naszego literackiego „głosu”, korekta powinna poprawiać jedynie formatowanie, literówki, błędy stylistyczne i ortograficzne. Ewentualnie jeszcze może dokonywać analizy poprawności merytorycznej i stopnia realizmu tekstu (dzięki temu można uniknąć nieszczęśliwych wpadek jak np. profesor medycyny chroniący się przed dymem kawałkiem mokrej szmatki dociśniętej do nosa itp.). A nie przepisywać nasze zdania na swój domyślny poprawny styl, który jest dość charakterystyczny, bo bezpieczny i nijaki. Wykonywać większość lub całość pracy.