Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
MarikaM

Marika

@Marika
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
165
Tematy
5
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Horror/Slasher - Letni Obóz Wakacyjny
    MarikaM Marika

    Sumowanie wyniku.

    Postać ma Cechę 3 i niewielką przewagę (+1) to rzuca 2k6+4. Jeśli test jest normalny, to próg wynosi 10+. Czyli szansa na sukces to 72,2%.

    Co dodawania kości za poziom trudności w Twoim systemie, to brzmi lepiej niż zdawanie na 4, 5, 6 lub 5, 6. Tylko to też trzeba by najpierw policzyć, by uzyskać jakieś sensowne szanse oczekiwanej zdawalności.

    Ja w progach 8/10/12 starałam się uzyskać podobne szanse do tych, jakie są bazowo w Mothership RPG, czyli horrorze. Ale jak chcesz mniejszą paraolimpiadę, to jak pisałam, możesz wziąć progi 7/9/11.

    Sondy

  • Horror/Slasher - Letni Obóz Wakacyjny
    MarikaM Marika

    Jeśli uznalibyście, że testy wydają się za trudne, to akurat nietrudno zmodyfikować w przypadku mojej mechaniki. Wystarczy obniżyć progi o 1, na 7/9/11. Reszta bez zmian. Jakby potem okazało się, że gra się zbyt łatwo, to można by je z powrotem przywrócić do 8/10/12.

    Zresztą dużo będzie zależało o tego, ile będziesz dawać testów danej trudności i jak wysokie przewagi przyznawać.

    Sondy

  • Horror/Slasher - Letni Obóz Wakacyjny
    MarikaM Marika

    Okej, trochę policzyłam i posprawdzałam. W efekcie znalazłam mankamenty mechaniki.

    Wychodzi mi, że postać z Cechą 0 nie ponosiłaby konsekwencji obrażeń. Bo mamy cap na rzut przynajmniej 1d6. No, chyba że obrażenia dla postaci z Cechą 0 by działały jak posiadanie minusowej staty. Ale łatwo sobie wyobrazić, że ludzie mogą brać -1 właśnie do Cechy na 0, co się zniesie.

    Ponadto wartości procentowe są trochę zbyt optymistyczne. Szczególnie, że to ma być slasher, a nie power fantasy. No i grać macie nastolatkami, a nie operatorami DEVGRU. Sensownie zacznie robić się dopiero, gdy postacie zaczną odnosić obrażenia, a to trochę dziwny punkt wyjścia do balansu.

    Moja propozycja to PbtA light.

    Czyli test to:

    Rzut: 2k6 + wartość cechy + ewentualna przewaga + ewentualna kara za obrażenia.

    Tutaj zależnie od tego jak gritty chcesz mechanikę daję dwa progi:

    • 8/10/12: slasher filmowy, bohaterowie są zagrożeni, ale zachowają względną sprawczość.
    • 9/11/13: slasher ostro surwiwalowy, bohaterowie są wyraźnie słabsi, a przygotowanie i pomoc innych postaci będzie kluczowa dla przetrwania. Tę opcję bym rekomendowała jedynie do tego szybkiego slashera, nie medium czy slowburn.

    Skoro dopuszczasz łatwe testy, a nie automatyczny sukces przy łatwym wyzwaniu, to warto by dawać je najczęściej. I z takiego założenia wychodziłam. Do tego zakładałam, że gracze tylko w ostateczności będą po prostu rzucać bez próby jakiegokolwiek ułatwienia sobie działania. W ten sposób mechanika będzie promowała myślenie i współpracę, a nie spontaniczność, fart i min-maxing. Za to spontaniczny, wymuszony rzut będzie ryzykowny i emocjonujący.

    Szanse sukcesu dla 8/10/12:

    Cecha Łatwy 8+ Normalny 10+ Trudny 12+
    0 41,7% 16,7% 2,8%
    1 58,3% 27,8% 8,3%
    2 72,2% 41,7% 16,7%
    3 83,3% 58,3% 27,8%
    4 91,7% 72,2% 41,7%

    Szanse sukcesu dla 9/11/13:

    Cecha Łatwy 9+ Normalny 11+ Trudny 13+
    0 27,8% 8,3% 0%
    1 41,7% 16,7% 2,8%
    2 58,3% 27,8% 8,3%
    3 72,2% 41,7% 16,7%
    4 83,3% 58,3% 27,8%

    Co do cech, to dałabym większą swobodę. 10 punktów do rozdzielenia pomiędzy pięć cech, z minimalną wartością 0, a maksymalną 4. Unikniemy dzięki temu syndromu grupy speców z kalectwami i pozwolimy na postać typu average girl/guy.

    Przewagi dawałyby flat modyfikator do wyniku testu.

    Okoliczności Modyfikator
    Niewielka przewaga +1
    Duża przewaga +2
    Wyjątkowa przewaga +3

    Szansa sukcesu dla testów z przewagami przy progu 8/10/12 i przeciętnej cesze (2).

    Przewaga Łatwy (8+) Normalny (10+) Trudny (12+)
    +0 72,2% 41,7% 16,7%
    +1 83,3% 58,3% 27,8%
    +2 91,7% 72,2% 41,7%
    +3 97,2% 83,3% 58,3%

    Szansa sukcesu dla testów z przewagami przy progu 9/11/13 i przeciętnej cesze (2).

    Przewaga Łatwy (9+) Normalny (11+) Trudny (13+)
    +0 58,3% 27,8% 8,3%
    +1 72,2% 41,7% 16,7%
    +2 83,3% 58,3% 27,8%
    +3 91,7% 72,2% 41,7%

    Na koniec obrażenia, potraktowane podobnie jak przewagi:

    Stan Kara
    Zdrowy 0
    Lekko ranny 0
    Ranny −1
    Ciężko ranny −2
    Krytyczny −2

    Krytyczny stan zdrowia miałby tę samą karę cyferkowo, co ciężko ranny, ale za to dodatkowe ograniczenia, np.

    • Postać może wykonywać tylko czynności, na które pozwala jej stan fizyczny.
    • Intensywny wysiłek może pogorszyć obrażenia lub doprowadzić do utraty przytomności.
    • Bez względnie szybkiego pomocy medycznej istnieje narastające ryzyko śmierci.

    Dałabym też krytyczne sukcesy i porażki. Test z naturalnym 12 na 2k6 zawsze oznaczałby sukces, a naturalne 2 zawsze oznaczałoby porażkę. W ten sposób ograniczymy bezsens rzutów przy wysokich obrażeniach i trudnych testach bez wsparcia. Warto, by był to chociaż ten cień cudownej szansy. To doda dramatyzmu. Poza tym dzięki temu uzyskamy delikatnie większy margines fuksa przy łatwym teście z wyjątkową przewagą.

    Przykład testów:

    Asia jest lekko ranna (-1), zna się na czymś średnio (Cecha 2) i ma dużą przewagę (+2) z racji pomocy kolegów i sprzyjającej okoliczności, a wyzwanie jest normalne:

    2k6+2-1 = 2k6+1 = średnio 58% szans na sukces dla progu 8/10/12.

    Mateusz ma 2 Zręczności, jest ciężko ranny (-2), ale ma scyzoryk, który pozwala mu podwadzić wieko zamkniętego pudełka z medykamentami (+1). Wyzwanie jest normalne.

    2k6+1-2 = = 2k6-1 = średnio 41,7% szans na sukces dla progu 8/10/12.

    Imho brzmi to sensownie.

    Sondy

  • Horror/Slasher - Letni Obóz Wakacyjny
    MarikaM Marika

    Wprost uwielbiam traity z łączonymi zaletami i wadami, to ginąca koncepcja w obecnym świecie positive experience designu. Doceniam pomysł.

    Co do wartości cech i trudności testów to przydałoby się to przeliczyć. Ustalić jakie są procentowe szanse na sukces dla poziomów biegłości i wyzwań. Co prawda nie masz mechaniki forsowania, ale zwykły test wchodzi też na pięciu oczkach. Spróbuj sprawdzić te szanse i zblizyć je do tych z YZE. To sprawdzona i playtestowana mechanika, więc wartości mają swoje uzasadnienie.

    Sondy

  • Horror/Slasher - Letni Obóz Wakacyjny
    MarikaM Marika

    Arthur ma rację. Z rzemieślniczego punktu widzenia zabijanie postaci, których nie zdążyło się poznać i do nich przywiązać wygeneruje co najwyżej krótkotrwały, tani shock value. Sesja szybkiego slashera byłaby więc bardziej arcade'owa, nastawiona na survival i wyłonienie zwycięzcy (lub grupki zwycięzców).

    Sondy

  • Adventure Path: Carrion Crown — Wątek dyskusyjny sesji
    MarikaM Marika

    Dialog raczej nie wypali, jedna osoba już odpisała, a druga, jak widać, pewnie nie będzie miała czasu. Dajcie więc zwykłe posty z pytaniami.

    Poza aspektem rozrywkowym chodziło mi też o to, by postacie się jakoś poznały. Nie tylko z imienia, ale też kompetencji. To ułatwi im przyszłą współpracę.

    Komentarze

  • Projekt „Krypta 99”
    MarikaM Marika

    To zależy na ile ambitnie chcecie podejść do tego projektu. Ja zaproponowałam opcję oryginalną (niepowielającą doświadczeń przeprowadzanych w innych kryptach) i zgodną z kanonem. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, byście powtórzyli któryś ze znanych i mniej groźnych eksperymentów, bądź dołożyli kolejną kryptę kontrolną lub dla zarządu Vault-Tec.

    Co do obecności krypt na powierzchni, to po części wpadka twórców nowszych produkcji, a po części niedopatrzenie fanów, którzy nieuwzględnili faktu degradacji materiałów. 200 lat to dość czasu, by ziemia się osunęła a zabudowa wokół wejścia zwyczajnie zwietrzała lub runęła. Domyślnie jednak krypta powinna być głęboko schowana, odsłonięta struktura całkowicie niszczy bezpieczeństwo i sens tajnego eksperymentu.

    Aczkolwiek były krypty, które w ogóle się nie zamknęły (Krypta 12 w Nekropolis) lub otworzyły po względnie krótkim czasie (Krypta 8 i 76). Takie obiekty miałyby jakiś sens stać na powierzchni, choć ta w Nekropolis akurat była ukryta.

    Alaskę zaproponowałam dlatego, że mieliśmy już Fallouta na moczarach. W dodatku Point Lookout do trzeciej części. Nie było za to Fallouta w settingu arktycznym (poza Operation: Anchorage, ale to tylko komputerowa symulacja wojny z Chinami, nie postapo). JohnyTRS pisał też coś o tropikalnych wyspach, to też byłaby jakaś odmiana.

    Dyskusje RPG

  • Projekt „Krypta 99”
    MarikaM Marika

    @Ketharian napisał:

    Gdzie moglibyśmy usytuować Vault? Jestem przekonany, że warto umiejscowić go w pobliżu linii wybrzeża i coraz częściej myślę o Florydzie, ale ciekawią mnie Wasze pomysły.

    Jaki rodzaj eksperymentu społecznego byłby przeprowadzany przez naukowców Vault-Tecu w tej akurat krypcie?

    Jaki ustrój polityczny / społeczny mógłby regulować życie codzienne krypciarzy po upływie dwóch wieków w izolacji?

    A może... mroźna Alaska? To też USA. Co prawda toczyła się tam wojna, ale jedna krypta mogła gdzieś stać. W końcu ich celem nie było ratowanie ludzi, tylko przeprowadzanie na nich testów niczym na szczurach laboratoryjnych.

    Co do eksperymentu społecznego. Pierwotnie (według oryginalnego założenia) krypty miały sprawdzać, jak ludzkość poradzi sobie w ekstremalnych warunkach długiej podróży kosmicznej, dlatego sprawdzano wszelkie, choćby najbardziej skrajne scenariusze związane z tą kwestią.

    Możliwe, że Bethesda to olała/zretconowała.

    Dostrzegam jednak problem w tym, że większość typowych eksperymentów nie daje nam możliwości stworzenia normalnej postaci do gry. Raczej zaburzonego kalekę. Postacie graczy z gier komputerowych zazwyczaj pochodzą z tych lajtowych Krypt. Grup kontrolnych itp.

    Ale mam pomysł. Eksperyment mógłby polegać na adaptacji do zmieniających się warunków, tak by ostatecznie wyłonić najlepiej przystosowaną garstkę ocalałych. Cykle trwałyby po kilkadziesiąt lat.

    Pierwsza Faza mogłaby być Erą Złomu. Po 10 latach względnego spokoju główny komputer nagle wyłączyłby wszystkie roboty serwisowe i zablokował magazyny narzędziowe. Celem byłoby przetestowanie ludzkiej zdolności przetrwania w warunkach drastycznego regresu technologicznego. Mieszkańcy zostaliby zmuszeni do korzystania z prymitywnej inżynierii wstecznej.
    Druga Faza byłaby Fazą Paranoi. Automatyzację i fabryczne narzędzia niespodziewanie by przywrócono, jednak główny komputer natychmiast rozpocząłby kolejny etap. System zacząłby masowo symulować losowe katastrofy: odcinanie dopływu tlenu, pożary sekcji mieszkalnych, poważne awarie hydrauliczne czy fałszywe dekompresje poszczególnych poziomów. Testowano by odporność na permanentny stres oraz czas reakcji w obliczu śmiertelnego zagrożenia.

    Potem mogłoby być jeszcze kilka innych, podobnie ekstremalnych faz. Albo możemy przeznaczyć na dwie pierwsze po 85 lat. Albo nawet zmieniać je cyklicznie 🤣

    Na samym końcu nastałaby Faza Wyciszenia. Po 170 latach pastwienia się nad mieszkańcami główny komputer nieoczekiwanie przeszedłby w tryb głębokiego uśpienia. Wszystkie eksperymenty by ustały, a w krypcie nastałby podejrzany, wręcz nienaturalny spokój. Intencją byłoby zbadanie mechanizmów adaptacyjnych: chciano by sprawdzić, w jaki sposób społeczeństwo obciążone wielopokoleniową traumą zareaguje na nagły, nieuzasadniony dobrobyt oraz całkowite bezpieczeństwo.

    To właśnie w tej erze urodziliby się bohaterowie graczy. Fazę wyciszenia zakończyłoby niezapowiedziane otwarcie wrót krypty. I tu zaczęła sama gra.

    Co do ostatniego pytania, to społeczność mogłaby podzielić się na dwie główne kasty władzy (odpowiadające pierwszym dwóm fazom eksperymentu):

    • Utylitaryści (Kasta Inżynierów i Techników): Zarządzaliby zasobami i infrastrukturą. Ich jedyną ideologią była czysta użyteczność. Człowieka ocenialiby wyłącznie przez pryzmat tego, co potrafi naprawić lub wytworzyć. Dla nich ktoś niewyedukowany technicznie i bezużyteczny manualnie stawałby się obywatelem drugiej kategorii.
    • Arbitrzy Czujności (Kasta Alarmistów i Sygnalistów): Dawni koordynatorzy i funkcjonariusze służb z Fazy Paranoi. Posiadaliby absolutną władzę policyjną i sądowniczą. Ich zadaniem byłoby egzekwowanie wzorowej dyscypliny, karanie za brak czujności, organizowanie morderczych treningów sprawnościowych oraz natychmiastowe ryglowanie stref w razie (choćby fałszywego) alarmu.

    W ostatniej fazie ten surowy system zmieniłby się w „Uśpiony Rygor” — dawne procedury i alarmy, choć już niepotrzebne, stałyby się pielęgnowanymi i świętymi, niemal religijnymi rytuałami oraz tradycjami, których Arbitrzy pilnowaliby z fanatyczną wręcz surowością.

    Oczywiście to taki pomysł na szybko i można by go bardziej dopracować.

    Dyskusje RPG

  • Kroczący we Wichrze
    MarikaM Marika

    Kwadrans po jedenastej rządowy samochód wysadził profesor Alice Clews Benedict przed jednym z masywnych, waszyngtońskich gmachów. Okoliczności wezwania, lakoniczność wcześniejszych depesz oraz osobliwa dyskrecja, z jaką zorganizowano jej podróż z Arkham, nadawały całemu przedsięwzięciu posmak konspiracji. Benedict nie należała do grona osób skłonnych hołubić tajemniczność dla samej tajemnicy; z doświadczenia wiedziała, że nadmierna poufność bywa równie często zwiastunem doniosłych wydarzeń, co zasłoną dymną dla politycznej drażliwości.

    W poczekalni budynku panował porządek tak ścisły, że zdawał się służyć uciskowi ludzkich myśli. Wydłużone, surowe pomieszczenie, ciężkie drzwi z mosiężnymi szyldami oraz rzędy portretów spowitych w czarne ramy tworzyły przestrzeń równie oficjalną, co pozbawioną pulsu życia. W powietrzu wisiała woń politury, pożółkłego papieru i kurzu. Ciszę co rusz rozrywał mechaniczny, miarowy terkot maszyny do pisania lub głuchy, oddalony odgłos czyjegoś kroku.

    Alice zajęła jedno z twardych krzeseł, składając na kolanach skórzaną torebkę. Miała trzydzieści dziewięć lat, choć drobna twarz o regularnych rysach i jasnej cerze mogła sprawiać wrażenie nieco młodszej. Ciemne, falujące włosy, zebrane niedbale z tyłu głowy, wymykały się pojedynczymi pasmami spod upięcia. Okrągłe okulary w cienkiej oprawie podkreślały uważne, badawcze spojrzenie. Miała na sobie ciemny, wełniany żakiet o męskim kroju, prostą, sięgającą połowy łydki spódnicę, wykrochmaloną białą koszulę i starannie zawiązany krawat. Ubiór był praktyczny, zachowawczy i pozbawiony ozdób — dokładnie taki, jaki uważała za stosowny w okolicznościach zawodowych.

    Czas oczekiwania poświęciła na bezgłośną obserwację pozostałych przybyłych. Szybko stało się jasne, że wezwani reprezentują skrajnie różne światy i nie łączą ich żadne dawne znajomości. Niepokój budziła nie tyle sama obecność obcych w tym zamkniętym kręgu, ile uporczywy brak jakichkolwiek szczegółowych informacji o celu spotkania. Uniwersytecka praktyka nauczyła ją, że ci, którzy nadają swoim przedsięwzięciom teatralną powagę lub tajemniczość, rzadko czynią to w trosce o czystą naukę.

    Po dłuższej chwili w głębi korytarza wyrosła sylwetka mężczyzny, który przedstawił się wyłącznie nazwiskiem. Chłód jego manier i absolutny brak konwencjonalnej uprzejmości zdradzały typ funkcjonariusza, dla którego dyskrecja nie była wymogiem chwili, lecz drugą naturą.

    Dopiero podczas marszu agent uchylił rąbka tajemnicy. Na północy Alaski, w pobliżu osady Barrow, odkryto w wiecznej zmarzlinie pozostałości kamiennej konstrukcji, której forma nie znajdowała odpowiednika w żadnej ze znanych tradycji architektonicznych rdzennych ludów Arktyki. Wstępne ekspertyzy sugerowały strukturę o charakterze sakralnym. Wysłana na miejsce ekspedycja badawcza nagle zamilkła, zerwawszy wszelką łączność, wobec czego zapadła decyzja o sformowaniu drugiej grupy — tym razem z dokooptowaniem osób spoza środowiska akademickiego

    Wzmianka o świątyni natychmiast zwróciła uwagę Alice. Miała już na końcu języka pytanie o solidność podstaw takiej klasyfikacji, lecz agent uprzedził ją, unosząc dłoń i oznajmiając, że szczegóły zostaną przedstawione niebawem. Najwyraźniej sam wiedział niewiele więcej. Powstrzymała więc komentarz. Jeżeli jego rola ograniczała się do doprowadzenia zaproszonych na miejsce, dalsze pytania rzeczywiście nie miały większego sensu.

    Na końcu korytarza przewodnik zatrzymał się przed masywnymi, podwójnymi wrotami z ciemnego drewna. Przez ułamek sekundy trzymał dłoń na mosiężnej klamce w bezruchu, jak gdyby rozważał powiedzenie czegoś jeszcze. W końcu zapukał i pchnął skrzydła.

    text alternatywny

    Sala była rozległa i pozbawiona zbędnych dekoracji, nieco dławiąca swoją przestrzenią. Masywne kotary odcinały resztki szarego, miejskiego światła, przepuszczając jedynie mdłe smugi przez szczeliny. Panował tu półmrok, w którym ciemne drewno mebli, ścienne mapy i ustawione przed stołem krzesła zdawały się jeszcze surowsze. Powietrze przesycał zapach tytoniu, papieru i alkoholu.

    Naprzeciw przybyłych zasiadało czterech mężczyzn. Mosiężne tabliczki pozwoliły Alice błyskawicznie zidentyfikować tę intrygującą koalicję: dr Harold Whitmore ze Smithsonian Institution, Edwin P. Caldwell z Departamentu Spraw Wewnętrznych, pułkownik James R. Hargrove z U.S. Army Signal Corps oraz profesor Arthur Bell z United States National Museum. Zderzenie świata uniwersyteckiego, biurokracji federalnej i sztabu wojskowego tworzyło osobliwą mieszaninę, choć samo w sobie nie przesądzało jeszcze o niczym.

    Żaden z mężczyzn nie wyglądał na szczególnie zadowolonego z konieczności uczestniczenia w spotkaniu. Każdy jednak okazywał to na swój sposób. Whitmore zachowywał spokój i starannie dobierał słowa, Caldwell koncentrował się na formalnym przebiegu odprawy, a Bell już od pierwszych chwil sprawiał wrażenie człowieka, którego znacznie bardziej interesowały leżące przed nim materiały niż obecni w pomieszczeniu ludzie. Pułkownik Hargrove natomiast obserwował przybyłych z wojskową powściągliwością, nie rezygnując przy tym ze szklanki whisky. Akademiczka odnotowała ten szczegół bez szczególnego zdziwienia. Niektórzy wysoko postawieni mężczyźni lubili manifestować swoją pozycję właśnie poprzez demonstracyjne lekceważenie konwenansów obowiązujących wszystkich pozostałych.

    Na ponaglające spojrzenie agenta zajęła wskazane krzesło. Przed komisją spoczywał rozłożony arkusz mapy Alaski, ziarniste fotografie oraz szara teczka opatrzona krwistoczerwonym urzędowym stemplem. Przez chwilę nikt się nie odzywał. Wszystko skurczyło się do miarowego tykania zegara na ścianie i cichego szelestu papieru. Cisza rosła, stając się niemal namacalna.

    Wreszcie przemówił Whitmore. Od pierwszych słów podkreślał konieczność zachowania poufności, szczególny charakter sprawy oraz potrzebę uniknięcia zainteresowania prasy. Benedict słuchała bez przerywania, choć nadmierna troska o publiczny odbiór znaleziska wydawała jej się przedwczesna. Środowisko akademickie znało dostatecznie wiele przypadków sensacyjnych doniesień, które nie wytrzymywały późniejszej weryfikacji. Nie był to jednak powód, by kwestie wizerunkowe stawiać przed rzetelnym ustaleniem faktów.

    Caldwell przejął inicjatywę i przesunął ku zebranym teczkę, nadając temu prostemu gestowi niemalże ceremonialną powagę. Następnie przedstawił okoliczności katastrofy samolotu w pobliżu Barrow i przypadkowego odsłonięcia nieznanej konstrukcji. Alice słuchała relacji z rosnącym zainteresowaniem. Znacznie mniej obchodziły ją dramatyczne okoliczności odkrycia niż samo znalezisko, choć jedno najwyraźniej pozostawało nierozerwalnie związane z drugim.

    Kiedy Bell włączył się do rozmowy, niemal przerywając koledze, dało się wyczuć autentyczne zainteresowanie badacza. Wspomniał o braku oczywistych analogii, nietypowej obróbce kamienia oraz znakach, które mogły tworzyć uporządkowany system oznaczeń. Rozważał nawet istnienie zapomnianej fazy osadnictwa albo nieznanych dotąd wpływów kulturowych. Były to przypuszczenia interesujące, lecz nadal pozostawały jedynie przypuszczeniami. Alice przywykła rozdzielać obserwacje od interpretacji z pedanterią, którą część jej współpracowników uważała za męczącą. Nie widziała w tym niczego niewłaściwego. Historia nauki dostarczała zbyt wielu przykładów uczonych, którzy zakochiwali się we własnych hipotezach, by pozwalać sobie na podobną pobłażliwość.

    Whitmore sprowadził rozmowę z powrotem do przebiegu pierwszej ekspedycji. Początkowo rutynowe meldunki miały stopniowo stawać się coraz rzadsze i bardziej lakoniczne, aż wreszcie łączność urwała się całkowicie. Szczególną uwagę Benedict zwróciły jednak jego wzmianki o mieszkańcach Barrow, którzy niechętnie zbliżali się do stanowiska, podając powody określone przez doktora mianem „miejscowych przesądów”. To ostatnie sformułowanie wywołało jej wyraźną dezaprobatę. Nie należało do obowiązków antropologa przyjmowanie ludowych wierzeń za opis rzeczywistości, ale tym bardziej nie należało odrzucać ich bez zbadania. Relacje zawierające elementy folkloru mogły stanowić wartościowe źródło wiedzy o lokalnej historii, zachowaniach mieszkańców i ich stosunku do odkrytego miejsca. Zwłaszcza gdy badacz znał język społeczności, której świadectwa zamierzał analizować. Alice zbyt dobrze wiedziała, jak wiele znaczeń potrafiło zaginąć pomiędzy wypowiedzią świadka a jej interpretacją przez człowieka przekonanego o własnej kulturowej wyższości.

    Następnie głos zabrał pułkownik Hargrove. Wymienił możliwe przyczyny utraty kontaktu z ekspedycją, od wypadku i choroby po awarię sprzętu lub konflikt wewnętrzny. Przy okazji pozwolił sobie na uwagę o „jajogłowych”, którzy mogli zwyczajnie zatracić się w badaniach. Zakończył ją skierowanym bezpośrednio do Alice zastrzeżeniem, by nie poczuła się urażona.

    Nie zdążył jeszcze odstawić pustej szklanki, kiedy odpowiedziała z chłodną uprzejmością:
    — Proszę się nie przejmować, pułkowniku. Jako profesor antropologii doskonale zdaję sobie sprawę, że nie w każdej hierarchii społecznej inteligencja stanowi podstawę prestiżu.
    Nie uznała za konieczne rozwijać tej myśli.

    Dalsze zapewnienia o poufności, wyjątkowych kwalifikacjach zaproszonych oraz naukowym charakterze przedsięwzięcia przyjmowała z coraz większą rezerwą. Nie przepadała za pochlebstwami, szczególnie gdy zastępowały rzeczowe wyjaśnienia. Niepokoił ją również stopień zaangażowania administracji federalnej i wojska w sprawę, która przynajmniej oficjalnie pozostawała ekspedycją archeologiczną.

    Nie dostrzegała wprawdzie wyraźnych oznak kłamstwa u żadnego z członków komisji. Nie było to jednak równoznaczne z przekonaniem, że przedstawiono im wszystkie istotne fakty. Whitmore starannie kontrolował przebieg rozmowy i zakres przekazywanych informacji. Benedict nie miała jeszcze podstaw, by przypisywać mu nieuczciwe zamiary, lecz dostrzegała różnicę między mówieniem prawdy a powiedzeniem wszystkiego, co należało wiedzieć.

    Wreszcie Whitmore przesunął ku przybyłym fotografie i dokumenty.
    — Zanim powiemy więcej, chcielibyśmy, żeby państwo sami spojrzeli na materiały. Bez sugestii z naszej strony. Zależy nam na pierwszym wrażeniu, zanim zaczniemy kierować państwa uwagę na konkretne szczegóły.
    Alice uniosła nieznacznie brwi.
    — Obawiam się, doktorze Whitmore, że na uzyskanie opinii wolnej od wcześniejszych sugestii jest już nieco za późno. Państwa współpracownik jeszcze przed wejściem raczył przedstawić nam hipotezę o religijnym przeznaczeniu budowli, a profesor Bell zdążył już zaproponować kilka możliwych interpretacji jej pochodzenia.
    Przez chwilę spoglądała na leżące przed nią fotografie.
    — Zastanawia mnie natomiast, na jakiej podstawie wysunięto przypuszczenie, że budowla mogła pełnić funkcję świątyni. Czy odnaleziono przedmioty lub elementy wyposażenia wskazujące na praktyki religijne, czy też hipoteza opiera się wyłącznie na jej rozmiarach i obecności znaków?
    Pozostawiła pytanie bez dalszego komentarza. Zbyt wiele stanowisk archeologicznych doczekało się pochopnych interpretacji religijnych tylko dlatego, że ich pierwotnego przeznaczenia nie potrafiono ustalić. Nieznajomość funkcji przedmiotu nie czyniła zeń automatycznie obiektu kultowego, podobnie jak niezrozumiały znak nie musiał oznaczać symbolu mistycznego.

    Korzystając z możliwości przejrzenia materiałów, otworzyła teczkę i zaczęła zapoznawać się z jej zawartością. Czyniła to uważnie, choć nie przestawała słuchać dalszych wyjaśnień komisji. Fotografie przedstawiały wrak, odsłonięte fragmenty kamiennej konstrukcji i otaczający je zamarznięty teren. Dokumentację uzupełniał raport oraz telegramy, których daty i treść zaczęła porównywać.

    Jej uwagę przyciągnęła fotografia przedstawiająca masywne bloki kamienne, ułożone z regularnością niepozostawiającą większych wątpliwości co do intencjonalnego charakteru konstrukcji. Dostrzegła również, że zdjęcia wykonano już po rozpoczęciu prac przy odkrywce. Dokumentowały zatem stan późniejszy, a nie pierwotne okoliczności odsłonięcia znaleziska.

    Rozmowa tymczasem zeszła na ostatnią depeszę otrzymaną od ekspedycji: „Warunki uległy zmianie. Dalsze instrukcje nie są wymagane”. Alice zatrzymała wzrok na tekście. Sformułowanie istotnie odbiegało od wcześniejszych meldunków, szczególnie w świetle niedawnych próśb o dodatkowe zaopatrzenie. Sama nie potrzebowała komentarza komisji, by dostrzec tę niekonsekwencję. Potrzebowała natomiast pełniejszego materiału, ponieważ zachowana korespondencja nie pozwalała odtworzyć wszystkich okoliczności, w jakich wysyłano poszczególne wiadomości.

    Kolejne zapewnienia o bezpieczeństwie i zasadniczo naukowym charakterze wyprawy nie rozwiały jej wątpliwości. Im częściej podkreślano zwyczajność przedsięwzięcia, tym trudniej było zapomnieć o niezwyczajnych środkach przedsięwziętych w celu jego zorganizowania. Nie stanowiło to oczywiście dowodu niczego konkretnego. Alice nie zamierzała mylić własnych podejrzeń z ustalonymi faktami.

    Kiedy wreszcie poproszono zaproszonych o uwagi, pozwoliła sobie jeszcze na chwilę skupienia nad dokumentami. Następnie podniosła wzrok znad teczki.
    — Zacznę od zastrzeżenia, że dysponujemy jedynie wstępnym raportem i dokumentacją fotograficzną. Bez oględzin stanowiska oraz dokładniejszych badań nie możemy formułować daleko idących wniosków.
    Przesunęła ku sobie jedną z fotografii, przyglądając się widocznym na niej fragmentom murów.
    — Sama konstrukcja jest niewątpliwie interesująca. Widoczne na fotografiach bloki skalne noszą wyraźne ślady celowej obróbki i tworzą regularną konstrukcję. Nie znajduję podstaw, by uznać ją za naturalną formację geologiczną. Nie potrafię jednak na tej podstawie określić ani wieku budowli, ani techniki jej wykonania. Zwróciłabym również uwagę, że fotografie sporządzono już po rozpoczęciu prac zabezpieczających. Nie dokumentują zatem stanowiska w stanie nienaruszonym.
    Przerwała na moment, porządkując w myślach pozostałe spostrzeżenia. Samo rozpoznanie świadomej działalności budowlanej nie stanowiło szczególnej trudności. Znacznie poważniejszy problem pojawiał się przy próbie umieszczenia konstrukcji w znanym kontekście kulturowym.
    — Z perspektywy antropologicznej najbardziej zastanawia mnie brak wyraźnych analogii do znanych tradycji budowlanych północnej Alaski. Dotyczy to zarówno współczesnego budownictwa miejscowych Iñupiat, jak i pozostałości archeologicznych wiązanych z kulturami Birnirk i Thule. Charakterystyczne dla tego regionu budowle wznoszono przede wszystkim z darni, drewna dryfującego i kości wielorybów, często częściowo zagłębiając je w ziemi. Kamień również znajdował zastosowanie, jednak przedstawiona na fotografiach masywna konstrukcja z precyzyjnie dopasowanych bloków nie odpowiada znanym mi przykładom miejscowej architektury.
    Spojrzała kolejno na Whitmore'a i Bella. Obaj musieli zdawać sobie sprawę, jak daleko można było posunąć podobne porównania bez popadania w spekulacje.
    — Nie przypominam sobie także żadnych udokumentowanych przedsięwzięć osadniczych czy budowlanych w tym rejonie, które mogłyby wyjaśniać jej obecność. Nie oznacza to, rzecz jasna, że takie przedsięwzięcie nigdy nie miało miejsca. Jedynie że nie znajduję dla niego potwierdzenia w znanych mi źródłach.
    Ponownie wskazała fotografię, tym razem zatrzymując palec przy jednym z widocznych znaków. Wyryte w kamieniu figury były równie interesujące, co sama konstrukcja, choć ich obecność nie pozwalała jeszcze rozstrzygnąć kwestii pochodzenia ani przeznaczenia budowli.
    — Osobną kwestię stanowią znaki widoczne na powierzchni kamienia. Ich rozmieszczenie i powtarzalność sugerują, że możemy mieć do czynienia z uporządkowanym systemem oznaczeń. Byłoby jednak przedwczesne nazywanie ich pismem, podobnie jak przypisywanie im funkcji religijnej. Mogły służyć identyfikacji, przekazywaniu informacji, oznaczaniu określonych miejsc lub pełnić funkcje symboliczne. Bez szerszego materiału porównawczego nie sposób tego rozstrzygnąć.
    Poprawiła okulary i na moment powróciła wzrokiem do raportu. Znajomość wielu systemów symbolicznych, także tych wywodzących się z mniej znanych tradycji ezoterycznych, nie pozwalała jej na rozpoznanie przedstawionych znaków. Nie uważała tego jednak za rzecz nadzwyczajną. Nauka znała dostatecznie wiele przykładów niezrozumiałych inskrypcji i przedstawień, których sens pozostawał przedmiotem wieloletnich sporów.
    — Nie rozpoznaję w nich również żadnego ze znanych mi systemów symboliki religijnej czy ezoterycznej. To jednak argument przeciwko pochopnej identyfikacji, nie dowód, że mamy do czynienia z czymś całkowicie nieznanym.
    Odłożyła fotografię i zwróciła uwagę na zgromadzone telegramy. Ich zawartość interesowała ją teraz niemal równie mocno jak samo znalezisko. Dokumenty stanowiły bowiem świadectwo nie tylko działalności badaczy, lecz także sposobu, w jaki wiedza o wydarzeniach docierała do Waszyngtonu.
    — Pozostaje jeszcze kwestia dokumentacji. Zauważyłam, że zachowana korespondencja nie jest kompletna. Dysponujemy częścią meldunków ekspedycji, ale brakuje niektórych wiadomości kierowanych do niej z Barrow i Waszyngtonu, co utrudnia odtworzenie okoliczności podejmowania niektórych decyzji. Bez nich nie zawsze możemy ustalić, na jakie pytania lub instrukcje odpowiadali badacze. Chciałabym wiedzieć, czy są one niedostępne, czy po prostu nie zostały dołączone do przekazanych nam materiałów.
    Przeniosła spojrzenie na doktora Whitmore'a. Wciąż pamiętała jego wcześniejsze uwagi o niechęci miejscowej ludności do stanowiska. Był to aspekt sprawy, którego znaczenia nie zamierzała pomniejszać tylko dlatego, że nie mieścił się w tradycyjnych zainteresowaniach archeologów.
    — Wspomniał pan, doktorze, że mieszkańcy Barrow zaczęli unikać stanowiska. Czy dysponujemy zapisem ich relacji? Interesowałoby mnie zwłaszcza, czy zostały zebrane bezpośrednio od świadków, czy jedynie przekazane przez pośredników. I czy rozmawiano z nimi w ich własnym języku?
    Wreszcie uporządkowała dokumenty i przekazała teczkę kolejnemu z zaproszonych. Jej uwagi nie prowadziły do żadnego jednoznacznego rozstrzygnięcia, ale nie uważała tego za niepowodzenie. Przeciwnie, wskazanie granic posiadanej wiedzy stanowiło nieodłączną część uczciwej pracy naukowej.
    — Podsumowując, mamy do czynienia z konstrukcją, której pochodzenia, wieku i przeznaczenia nie potrafimy obecnie ustalić. Nie znajduję dla niej przekonujących analogii w znanych mi tradycjach budowlanych regionu, ale nie stanowi to jeszcze podstaw do postulowania istnienia odrębnej, nieznanej dotąd kultury. Na obecnym etapie byłaby to hipoteza pozbawiona dostatecznego uzasadnienia.
    Na tym zakończyła swoją ocenę, choć nie oznaczało to bynajmniej końca jej zainteresowania sprawą.

    Fotografie i raporty pozostawiały więcej pytań niż odpowiedzi. Nieznane znaki, brak przekonujących analogii kulturowych oraz trudne do wyjaśnienia okoliczności utraty kontaktu z ekspedycją mogły oczywiście stanowić przypadkowy splot zdarzeń. Historia archeologii pełna była sensacyjnych odkryć, które po bliższym zbadaniu okazywały się znacznie mniej osobliwe, niż pierwotnie przypuszczano. Alice doskonale o tym wiedziała.

    A jednak od pewnego czasu nie potrafiła już przyjmować podobnych wyjaśnień z dawną łatwością.

    Wspomnienia wydarzeń z 1928 roku, a szczególnie zagadkowej śmierci Wilbura Whateleya w bibliotece Uniwersytetu Miskatonic, pozostawiły w jej umyśle ślad, którego nie zatarły ani upływające lata, ani późniejsze badania. Nie skłaniały jej do porzucenia naukowego sceptycyzmu. Przeciwnie, uczyniły ją jeszcze bardziej wymagającą wobec własnych wniosków, ponieważ z niepokojącą wyrazistością uświadomiły jej, jak wiele zjawisk mogło pozostawać poza granicami dotychczasowego poznania.

    Czy odkrycie na północy Alaski było jedynie słabo udokumentowaną pozostałością którejś z dawnych kultur? Czy też kryło się za nim coś, czego współczesna archeologia nie potrafiła jeszcze właściwie rozpoznać?

    Nie znała odpowiedzi. Nie zamierzała też udawać, że ją zna.

    Pozostawała jednak świadomość, której nie potrafiła całkowicie od siebie odsunąć: brak wyjaśnienia nie zawsze wynikał z niedostatku zgromadzonych danych. Niekiedy mógł oznaczać, że same założenia, na których opierano poszukiwanie odpowiedzi, były mniej pewne, niż człowiek gotów był przyznać.

    Rozgrywka

  • Adventure Path: Carrion Crown — Wątek dyskusyjny sesji
    MarikaM Marika

    Wrzuciłam kolejny odpis.

    Jeśli któryś z waszych bohaterów zechce wystąpić i zabrać głos przed zakopaniem profesora, może przy okazji zadeklarować/wykonać Test Cechy Charyzma (Perswazja) lub Charyzma (Występy). Jeśli zamierzacie sami wykonać rzut, to przypominam, że na początku sesji założyłam pokój na Rolz. Wtedy możecie wsadzić w spoiler wynik rzutu z załączonym linkiem.

    Post fabularny kończy się w ten sposób, żeby celowo pozostawić czas na rozegranie zapoznawczego dialogu grupowego. Jak dla mnie możemy to zrobić na dowolnej platformie: Discord/GoogleDocs/wspólny chatroom na tym forum. Jeśli nie będzie chętnych, to możecie po prostu w swoich odpisać zawrzeć co opowiadacie o swoich postaciach i jakie pytania zadajecie Kendrze lub siostrze Marii (w tym wypadku pytania do innych BG chyba lepiej jakbyście załatwili między sobą prywatnymi kanałami).

    Komentarze

  • The Haunting of Harrowstone
    MarikaM Marika

    left aligned paragraph

    Morgrin zareagował w ostatniej chwili, nim Kendra zdążyła wypowiedzieć o jedno słowo za dużo. Wśród zebranych mieszkańców rozległy się wraże pomruki, a kilka par dłoni zacisnęło się mocniej na trzonkach rolniczych narzędzi. Niektórzy postąpili nawet o krok naprzód. Wystarczyło jedno złe słowo, jeden źle odczytany gest, by dotychczasowe groźby przerodziły się w rękoczyny.

    Krasnolud zdecydowanie wystąpił przed żałobników. Odziany w szaty Strażnika Grobowców, stanął naprzeciw rozjuszonych mieszkańców. Jego stanowcza postawa i donośny głos, dobywający się spod siwej brody, nie pozostawiały wątpliwości, w czyim imieniu przemawiał.

    Uwaga tłumu skupiła się na krasnoludzie. Nikt spośród stojących na drodze mężczyzn nie spostrzegł więc, jak za jego plecy zręcznie przemknęła drobna postać, mierząca niespełna trzy stopy wzrostu.

    Alicia wykonuje
    Test Cechy: Zręczność (Skradanie się).
    Wynik 🎲: 19.

    Tłum wykonuje
    Test Cechy: Mądrość (Percepcja).
    Wynik 🎲: 10. Porażka.

    Podczas gdy Morgrin piętnował postępek mieszkańców i przypominał im o świętości miejsca, za jego plecami rozległ się przyciszony, wysoki głos. Alicia, kreśląc dyskretny gest, wypowiadała słowa kellidzkiej modlitwy, wywodzącej się z tradycji dalekich, chłodnych ziem północy, skąd przybyła. Jej inwokacja do Siostry Żar ginęła pośród urywanych oddechów, szelestu przemoczonych płaszczy i chrzęstu żwiru pod butami. Zdawało się, że nikt z zebranych nie zwrócił na nią uwagi, pochłonięty gniewną przemową Strażnika Grobowców. Jeśli którykolwiek z mieszkańców Ravengro usłyszał jej słowa, mógł wziąć je jedynie za niezrozumiałe mamrotanie obcej kobiety z dziczy.

    Tymczasem niosący trumnę, nie chcąc dopuścić do nieszczęścia, ostrożnie opuszczali ciężar na ziemię. Drewno zetknęło się z mokrym żwirem z głuchym odgłosem. Trumna Petrosa Lorrimora spoczęła pośrodku cmentarnej alejki, nim jeszcze dotarła do przeznaczonego jej grobu.

    Alicia rzuca zaklęcie ✨Taumaturgia✨

    Alicia wykonuje
    Test Cechy Charyzma (Oszustwo) z Przewagą.
    Wynik 🎲: 13 < 21.

    Tłum wykonuje
    Test Cechy Mądrość (Intuicja).
    Wynik 🎲: 13. Porażka.

    Nikt nie dostrzegł podstępu. Nikt też nie skojarzył modlitwy niziołki z tym, co nastąpiło chwilę później.

    Głos Morgrina, dotąd stanowczy i donośny, niespodziewanie zabrzmiał z nadnaturalną siłą. Ostatnie słowa Strażnika Grobowców przetoczyły się pomiędzy nagrobkami i ponad głowami zgromadzonych niczym uderzenie potężnego świątynnego dzwonu, zagłuszając końcowe ostrzeżenia Valda. Zdawało się, że powietrze zadrżało, a ponure kamienne pomniki, niemi świadkowie całego zajścia, na krótką chwilę stały się częścią tego oskarżenia. Nie sposób było uwierzyć, że tak potężny głos mógł dobywać się z piersi jednego, nawet tak krzepkiego krasnoluda.

    Morgrin wykonuje
    Test Cechy Charyzma (Zastraszanie) z Przewagą.
    Wynik 🎲: 19 > 0. Sukces.

    Jeden z mężczyzn cofnął się tak gwałtownie, że potrącił stojącego za nim towarzysza. Inny opuścił widły, aż ich ostrza z cichym szczękiem uderzyły o żwir. Pośród tłumu rozeszły się trwożne szepty.
    — Pani Grobów... — wydusił ktoś z tyłu, ocierając spocone czoło.
    — Nie winniśmy byli tu przychodzić — odezwał się bojaźliwie inny.
    Kilku mieszkańców pośpiesznie nakreśliło zaciśniętą pięścią znak spirali nad sercem, jak gdyby dopiero teraz przypomnieli sobie, na jakiej ziemi stoją i czyje imię wzywał rozwścieczony kapłan.
    Gibs Hephenus także drgnął, choć prędko odzyskał panowanie nad sobą.
    — Co się tak gapicie?! — warknął do swoich ludzi, obracając się przez ramię. — Wszak wiecie, cośmy ustalili!
    Nie odpowiedział mu jednak żaden zgodny okrzyk.

    Stary weteran przeniósł wzrok z jednej twarzy na drugą. Ci, którzy jeszcze przed chwilą wtórowali jego groźbom, teraz spuszczali oczy albo przestępowali niepewnie z nogi na nogę. Ich zbiorowa odwaga, początkowo tak wielka wobec pogrzebowego orszaku, kruszyła się niczym cienki lód podczas pierwszych wiosennych roztopów.
    — Gniewu Szarej Pani na się ściągał nie będę. Nie przez cię — mruknął jeden z rolników.
    — Ja tyż nie — odezwał się drugi. — Wzbronienie niecnego pogrzebu miało być i spalenie plugawego nekromanckiego truchła, Gibsie, a nie swara z kapłanem.
    — Tchórze... — wycedził Hephenus.

    Lecz nie miał już kogo prowadzić.

    Pierwsi mężczyźni zaczęli się wycofywać, początkowo powoli, jakby nie chcieli okazać strachu przed swoimi towarzyszami. Potem następni zeszli z alejki między nagrobki, ustępując miejsca żałobnikom. Wkrótce po zwartej grupie nie pozostało nic prócz kilku najbardziej zawziętych pomocników Gibsa, którzy również zaczęli się cofać.
    — Moje na wierzchu i tak będzie — oświadczył srogo Hephenus, przenosząc wzrok na Kendrę i czwórkę przybyszy. Zmierzył ich spojrzeniem pełnym zajadłej niechęci. — Zapłacicie mi za to. Wszyscy.
    Splunął w żwir, odwrócił się na pięcie i ruszył za resztą.

    Wkrótce cała osiemnastka oddaliła się, znikając za zasłoną mrzawki. Jeszcze przez chwilę słychać było szuranie butów i pojedyncze, nieprzyjazne głosy, aż wreszcie odgłosy te rozpłynęły się w szmerze deszczu.

    Na Alei Wiecznego Snu ponownie zapanowała głucha cisza.

    text alternatywny

    Alternatywny tekst obrazka

    Kendra stała nieruchomo, z dłońmi zaciśniętymi na fałdach żałobnej sukni. Dopiero gdy ostatni z intruzów zniknął jej z oczu, wypuściła długo wstrzymywany oddech. Popatrzyła na trumnę ojca, spoczywającą pośrodku drogi, i odwróciła twarz.
    — Ojcze Morgrinie... — odezwała się po chwili, zwracając się do krasnoluda. — Nie wiem, jak mogę wam podziękować.
    Spojrzała kolejno na pozostałych przybyszy.
    — Wam wszystkim. Gdybyście nie stanęli w naszej obronie, bogowie jedni wiedzą, do czego by doszło. Przecież to pogrzeb...
    Głos jej zadrżał.
    — Chciałam tylko godnie pożegnać ojca. Czy naprawdę żądam tak wiele?
    Przymknęła na chwilę powieki i odetchnęła ciężko.
    — Proszę, wybaczcie mi te nieprzyjemności. Nie winniście byli być świadkami czegoś podobnego, szczególnie po przebyciu tak długiej drogi. Zapewniam was, że nie wszyscy mieszkańcy Ravengro są takimi ludźmi.
    Wśród pozostałych żałobników nadal panowało poruszenie. Rajca Gharen Muricar kręcił głową z wyraźnym niesmakiem, podczas gdy Vashian Hearthmount, ze ściągniętymi brwiami, obserwował miejsce, w którym zniknęli napastnicy.
    — Poznałem tych obwiesiów — odezwał się Hearthmount. — Parobkowie z okolicznych gospodarstw. Ludzie nędznego charakteru, od których trudno spodziewać się ogłady. Ale coś podobnego...
    — Na pogrzebie profesora! I to przed obcymi! Tak nie lza! — dodał Muricar, poprawiając przemoczoną pelerynę. — Doprawdy, niebywała hańba dla całego miasteczka! Już ja ich opiszę w najbliższym „Wealdayowym Pergaminie”! Niech całe Ravengro dowie się, jakiego wstydu nam przysporzyli!

    Niedługo potem Aleją Wiecznego Snu nadszedł ojciec Vauran Grimburrow. Zaalarmowany podniesionymi głosami, opuścił miejsce przygotowanego pochówku, aby zbadać przyczynę zwłoki. Na widok trumny spoczywającej pośrodku drogi zmarszczył krzaczaste brwi.
    — Cóż tu się wydarzyło? — zapytał surowo.
    Kiedy wyjaśniono mu zajście, oblicze starego kapłana stężało.
    — Gibs Hephenus... — powtórzył wolno, jakby samo wypowiedzenie tego nazwiska sprawiało mu przykrość. — Znam ja tego człeka. I spodziewałem się po nim niewiele dobrego. Ale żeby odważyć się na coś takiego tutaj, na poświęconej ziemi?
    Spojrzał na Strażnika Grobowców i skinął mu głową z uznaniem.
    — Dobrzeście uczynili, bracie Morgrinie. Wprawdzie Matka Dusz nie potrzebuje obrońców swej potęgi, lecz jej słudzy winni strzec spokoju umarłych. Dziękuję wam za stanowczość.
    Następnie objął wzrokiem Kendrę oraz czwórkę przybyszy.
    — Przyjmijcie moje najszczersze przeprosiny. Wstyd mi, że podobnego zuchwałego występku dopuszczono się podczas obrzędów powierzonych mej pieczy. To nie tylko świętokradztwo, ale jawna napaść na żałobników, którzy pragną wypełnić ostatnią powinność wobec zmarłego!
    Stary kapłan zacisnął usta.
    — Zapewniam was, że nie pozostawię tej sprawy bez odpowiedzi. Gdy tylko zakończymy pochówek, zawiadomię szeryfa Caellera. Niechże ci ludzie przekonają się, że strach i zabobon nie dają nikomu prawa do czynienia gwałtu.
    Potem spojrzał na trumnę.
    — Dość już zwłoki. Profesor Lorrimor zasłużył na spokój. Pozwólmy mu go wreszcie zaznać.

    text alternatywny

    Dalsza droga upłynęła już bez przeszkód.

    Gdy trumnę ponownie podjęto na ramiona, kondukt ruszył za Kendrą i ojcem Grimburrowem w głąb Pól Spoczynku. Nikt nie rozmawiał. Nawet ci, którzy przedtem od czasu do czasu wymieniali między sobą ciche uwagi, teraz szli z opuszczonymi głowami.

    Aleja ciągnęła się pośród mogił, starych kamiennych płyt i niewielkich rodzinnych grobowców. Nad niektórymi nagrobkami pochylały się nagie konary drzew, z których na ziemię spadały krople deszczówki. W zagłębieniach inskrypcji gromadziła się wilgoć, a wykute w kamieniu nazwiska dawno zmarłych niknęły miejscami pod mchem i poczerniałymi zaciekami.

    Wreszcie orszak dotarł do przygotowanej kwatery. Wśród otaczających ją grobów ciemniał świeżo wykopany dół o równych, starannie wyprowadzonych ścianach. Obok usypano kopiec ciężkiej, mokrej ziemi, z której wystawały drobne korzenie i kamienie. Dwaj grabarze oczekiwali w pobliżu, z odkrytymi głowami i łopatami opartymi o ramiona. Na widok nadchodzących żałobników odstawili narzędzia i skłonili się przed kapłanem.

    Trumnę ustawiono na przygotowanych belkach przy krawędzi mogiły. Zgromadzeni otoczyli grób, pozostawiając miejsce u wezgłowia Kendrze i ojcu Grimburrowowi. Przez kilka chwil nikt się nie odzywał. Słychać było wyłącznie deszcz miękko bębniący o wieko trumny oraz odległy, monotonny warkot lelka kozodoja, niosący się znad wrzosowisk.

    Kapłan stanął u wezgłowia i uniósł rękę, kreśląc znak spirali.
    — Zebraliśmy się tutaj, aby powierzyć ziemi doczesne szczątki Petrosa Lorrimora, uczonego, ojca i druha tych, którzy przybyli dziś oddać mu ostatnią posługę.
    Jego głos był niski i spokojny. Nie pobrzmiewał już w nim gniew, który chwilę wcześniej skierował przeciwko napastnikom.
    — Wszystko, co dycha, podlega przemijaniu. Żadne bogactwo, żadna wiedza, żaden zaszczyt ni moc nie uwolnią śmiertelnika od chwili, w której jego żywot dobiegnie kresu. Lecz kres życia cielesnego nie jest całkowitym kresem, a zaledwie początkiem wędrówki duszy. Śmierć stanowi jedynie próg, który każdemu przyjdzie przekroczyć.
    Spojrzał na zamknięte wieko.
    — Nie do nas należy wydawanie ostatecznych sądów nad tymi, którzy odeszli. Naszym obowiązkiem jest okazać im należny szacunek, zachować pamięć o ich czynach i pozwolić, by ich cielesne powłoki zaznały wiecznego spoczynku. Niechaj więc ciało Petrosa Lorrimora spocznie w ziemi, a jego dusza bezpiecznie przemierzy Rzekę Dusz, by na Grobowisku stanąć przed obliczem Szarej Pani i przyjąć sprawiedliwy osąd, należny jej uczynkom i przeznaczeniu.
    Kapłan pochylił głowę.
    — Pharasmo, Pani Grobów, Strażniczko Dusz i Sędzio Umarłych, przyjmij tego, którego żywot dobiegł końca. Niech nie zbłądzi pośród ciemności, niech nie pochwycą go ręce tych, którzy sprzeciwiają się śmierci, i niech żadne nieczyste zaklęcie nie zakłóci spoczynku jego ciała. Niech dokona się to, co zostało mu przeznaczone.
    Pośród zgromadzonych rozległy się ciche odpowiedzi wiernych. Następnie ojciec Grimburrow dał znak grabarzom.

    Mężczyźni podeszli do trumny i przełożyli pod nią mocne powrozy. Pracowali z zawodową wprawą, bez pośpiechu. Po chwili olchowa skrzynia zawisła nad otwartym grobem i zaczęła opadać w jego głąb, cal po calu. Powrozy naprężały się w rękach grabarzy, a wilgotna ziemia osypywała się drobnymi grudkami spod ich butów.

    Wreszcie trumna spoczęła na dnie.
    — Panno Lorrimor. Czy zechce pani pożegnać ojca?
    Dziewczyna skinęła lekko głową. Podeszła do usypanego obok kopca, przykucnęła i nabrała w dłoń garść wilgotnej ziemi. Przez moment trzymała ją w zaciśniętych palcach, jak gdyby od tego drobnego gestu zależało coś nieodwracalnego. Potem wyciągnęła rękę nad mogiłą. Grudki ziemi spadły na drewniane wieko z głuchym, nierównym stukotem. Kendra zadrżała.
    — Żegnaj, ojcze — wyszeptała łamiącym się głosem.
    Odwróciła się ku żałobnikom. Oczy miała zaczerwienione, lecz kiedy przemówiła ponownie, starała się nadać głosowi wyraźne, pewne brzmienie.
    — Przez całe życie znałam ojca jako człowieka, który nie potrafił przejść obojętnie obok cudzej krzywdy. Bywał uparty, roztargniony i tak pochłonięty swoimi badaniami, że czasem zapominał o najprostszych sprawach. Potrafił spędzić pół nocy nad starą księgą, a potem szukać okularów, które od początku miał na nosie...
    Na twarzach niektórych żałobników pojawiły się gorzkie uśmiechy.
    — Ale nigdy nie zapominał o ludziach, którzy potrzebowali pomocy. Niejeden raz widziałam, jak odkładał własne sprawy, by wysłuchać kogoś, kto nie miał do kogo się zwrócić. Nie pytał wtedy, co zyska ani czy będzie mu się to opłacało. Uważał, że jeśli człowiek wie wystarczająco dużo, by móc poratować kogoś w potrzebie, to ma obowiązek przynajmniej spróbować.
    Zamilkła na chwilę. Odetchnęła głębiej, nim znów podjęła opowieść.
    — Pamiętam też, że często się o niego bałam. Wyruszał w dalekie podróże, odwiedzał miejsca, do których inni nie odważyliby się zajrzeć, i zadawał pytania, których większość ludzi wolała nigdy nie wypowiadać. Gdy prosiłam, żeby był ostrożniejszy, odpowiadał, że strach bywa rozsądny, lecz nie powinien decydować za nas o wszystkim.
    Spojrzała ku mogile.
    — Chciałabym wierzyć, że do końca pozostał wierny temu, czego mnie uczył.
    Ostatnie słowa wypowiedziała znacznie ciszej.
    — Tak bardzo będzie mi go brakować...
    Przycisnęła do ust drżące palce i przez kilka chwil nie mogła mówić dalej.
    — Dziękuję wam — odezwała się wreszcie — że przybyliście go pożegnać. Wiem, iż dla niektórych oznaczało to długą i uciążliwą podróż. On z pewnością byłby szczęśliwy, widząc tutaj tylu ludzi, których znał i cenił.
    Rozejrzała się po zgromadzonych.
    — Jeżeli ktokolwiek z was chciałby powiedzieć o nim kilka słów, podzielić się wspomnieniem albo historią, której nie znam... bardzo proszę. Chciałabym zachować w pamięci także tego ojca, którego znaliście wy.
    Zapadła cisza. Kendra pozostała przy mogile, zwrócona ku żałobnikom.

    Kiedy wspomnienia dobiegły końca, ojciec Grimburrow poprowadził ostatnią modlitwę. Pozostali uczestnicy pogrzebu kolejno podchodzili do mogiły, by dorzucić garść ziemi, nakreślić nad sercem spiralę albo po prostu pochylić głowę nad spoczywającą w dole trumną.

    W końcu grabarze podjęli swoją pracę. Pierwsze łopaty ziemi spadały do grobu z ciężkim łoskotem, szczególnie donośnym pośród panującej ciszy. Z każdą następną coraz większą część wieka przesłaniała brunatna warstwa gruntu. Kendra przyglądała się temu długo, bez słowa, a gdy mogiła została zasypana i wyrównana, podeszła jeszcze raz, by położyć na niej skromną wiązankę białych przebiśniegów .

    text alternatywny

    Żałobnicy nie rozeszli się od razu. Jedni podchodzili do Kendry, aby uścisnąć jej dłoń lub objąć i wypowiedzieć kilka słów pocieszenia. Inni składali ukłony lub w milczeniu oddalali się w stronę cmentarnej bramy. Rajcy pożegnali się z córką profesora z powagą stosowną do piastowanych godności. Wyjątkowo przygaszony Zokar Elkarid odszedł wraz z synem, a pozostałych uczestników pochodu wkrótce pochłonęły wijące się pośród grobów alejki.

    Ojciec Grimburrow zatrzymał się jeszcze przy Kendrze, zamieniając z nią kilka ściszonych słów. Zapewnił, że świątynia otoczy mogiłę profesora należytą opieką. Następnie pobłogosławił dziewczynę raz jeszcze i pożegnawszy resztę żałobników, ruszył w stronę świątyni.

    Kiedy ostatni z miejscowych żałobników oddalili się już od grobu, Kendra zwróciła się do czwórki przybyszy i milczącej zakonnicy.
    — Nie chciałabym, żebyśmy rozstawali się w takich okolicznościach — powiedziała. — Jak wspomniałam w liście, ojciec pozostawił testament, którego odczytanie wymaga waszej obecności. Jeśli zechcecie wrócić ze mną do domu, będę wam bardzo wdzięczna.
    Zawahała się, po czym dodała łagodniej:
    — Kazałam na nasz powrót przygotować ciepłą strawę i butelkę zacnego ustalavskiego wina. Po tym wszystkim przyda nam się chyba odrobina wytchnienia i spokoju.

    text alternatywny

    Alternatywny tekst obrazka

    left aligned paragraph

    Dom Lorrimorów powitał powracających ciszą, której nie zaznali tu podczas porannego zgromadzenia. Żałobnicy dawno się rozeszli, a wraz z nimi ucichły rozmowy i szelest odświętnych strojów. W pokojach pozostał jedynie jednostajny stukot deszczu o szyby i sporadyczne trzaski bierwion w kominku.

    Martha, służąca zatrudniona w domu Lorrimorów, zajęła się przemoczonymi okryciami gości i wskazała miejsce, gdzie mogli pozostawić broń. Kendra tymczasem zaprosiła ich do biblioteki, ulubionego pomieszczenia swojego ojca.

    W pomieszczeniu panował przytulny półmrok. Ciężkie zasłony częściowo przesłaniały zamglone od wilgoci okna, a płomienie świec wydobywały z cienia rzędy książek oraz wiszące na ścianach mapy i ryciny. W kominku płonęły świeżo dołożone polana, stopniowo rozpraszając chłód przyniesiony z cmentarza.

    Pośrodku pokoju stał obszerny, drewniany stół, na którym nadal spoczywały zeszyty, kałamarz i kilka otwartych książek. Wokół ustawiono krzesła, wśród których wyróżniał się nieco odsunięty od blatu fotel profesora, jak gdyby gospodarz opuścił go niedawno, tylko na chwilę. Kendra zatrzymała na nim spojrzenie, po czym odłożyła na bok kilka ksiąg, czyniąc nieco miejsca dla przybyłych.
    — Proszę, rozgośćcie się — powiedziała, wskazując wolne krzesła przy stole. — Wybaczcie nieporządek. Ojciec miał własny sposób układania książek, którego chyba nikt poza nim nigdy w pełni nie rozumiał. Twierdził, że doskonale wie, gdzie co leży, dopóki nikt nie próbuje mu pomagać.
    Na jej ustach pojawił się blady uśmiech.
    — Po jego śmierci nie miałam serca niczego tutaj przestawiać.

    Wkrótce do biblioteki weszła Martha. Przyniosła tacę z kryształowymi kielichami i karafką ciemnoczerwonego wina, po czym sprawnie rozstawiła naczynia na wolnej części stołu. Wraz z jej nadejściem z korytarza napłynął głęboki, korzenny zapach przyprawionego pieczystego, zwiastujący rychłe podanie jadła.
    — To rodzime wino z winnic hrabiny Carmilli Caliphvaso, założonych przed kilkoma laty na ziemiach dawnego opactwa Sante-Lymirin, niedaleko Caliphas — wyjaśniła Kendra, kiedy Martha zaczęła napełniać kielichy. — Podobno zdążyło już zdobyć sobie uznanie. Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu.
    Ciemny trunek zalśnił karminowo w świetle świec, roztaczając intensywny aromat dojrzałych śliwek, czarnych porzeczek i korzennych przypraw. Martha nalewała go oszczędnie, uważając, by ani jedna kropla nie spłynęła po kryształowych ściankach. Gdy podeszła do zakonnicy, ta jedynie uniosła dłoń w powściągliwym geście odmowy. Służąca przyjęła to bez słowa i przeszła do kolejnego gościa.

    Kiedy kielichy gości zostały napełnione, Kendra uniosła swój.
    — Za Petrosa Lorrimora. Niech Pani Grobów prowadzi go bezpiecznie przez ostatnią drogę.
    Odczekała chwilę, pozwalając zebranym wznieść kielichy, po czym upiła niewielki łyk i odstawiła swój na stół.
    — To cierpki, wytrawny trunek — dodała już zwykłym, cichszym tonem. — Idealny, by przegnać cmentarny ziąb i pobudzić apetyt. Martha lada moment wniesie gorącą strawę.
    Po tych słowach twarz dziewczyny znowu spoważniała.
    — Jeśli chodzi o testament ojca, obawiam się, że będziemy musieli jeszcze trochę zaczekać.
    Spojrzała po twarzach przybyszów.
    — Dokument znajduje się pod pieczą znanego już wam rajcy miejskiego Vashiana Hearthmounta. W Ravengro nie mamy jurysty w ścisłym znaczeniu tego słowa, więc to właśnie on zwykle zajmuje się podobnymi sprawami. Jest człowiekiem doświadczonym i przywiązanym do wszelkich formalności.
    Kendra westchnęła cicho.
    — Rozmawiałam z nim po ceremonii. Niestety ma jeszcze kilka obowiązków, których nie może odłożyć, dlatego zjawi się dopiero za mniej więcej jedno przesypanie klepsydry. Zapewnił mnie jednak, że przybędzie punktualnie. Pod tym względem można na nim polegać.

    centered paragraph

    Kendra odruchowo sięgnęła po jeden z arkuszy leżących pomiędzy książkami. Rozpoznała charakter pisma ojca: drobne, pochylone litery, początkowo staranne, z każdą kolejną linijką coraz bardziej ścieśnione i pospieszne. Marginesy wypełniały dopiski, skreślenia i odsyłacze, zdradzające umysł, któremu najwyraźniej nie wystarczało miejsca na papierze. Przez chwilę przebiegała wzrokiem znajome zapiski, a na jej ustach pojawił się przelotny uśmiech.
    — Przyznam, że nie wiem, czego spodziewać się po tym testamencie...
    Zawahała się, a następnie spojrzała na gości z nieco większą otwartością.
    — Skoro mamy jeszcze trochę czasu, chciałabym go dobrze wykorzystać. Wiem, że każde z was poznało mojego ojca w innych okolicznościach, a o wielu ze swych podróży i znajomości opowiadał mi bardzo oszczędnie. Niekiedy sądzę, że więcej wiedział o ludziach spotkanych na drugim końcu Morza Wewnętrznego niż o własnych sąsiadach.
    Twarz dziewczyny delikatnie pojaśniała.
    — Jeśli nie macie nic przeciwko temu, chętnie posłucham, jak właściwie się z nim poznaliście. A jeśli sami chcielibyście mnie o coś zapytać, szczególnie w związku z… wypadkiem… proszę się nie krępować. Postaram się odpowiedzieć najlepiej, jak potrafię.
    Kendra ujęła kryształowe naczynie w obie dłonie, lecz nie podniosła go do ust. Za oknami wciąż padał deszcz, a płomienie świec drżały lekko w bibliotecznym półmroku..

    Do przybycia rajcy Hearthmounta pozostawało jeszcze niemal całe przesypanie klepsydry…

    Rozgrywka

  • [Sesja głosowo-diskordowa] Może tym razem Patfinder 2ed
    MarikaM Marika

    Może spróbuj poszukać także poza forum? Niepłatne sesje głosowe są dość popularne.

    Sondy

  • Kroczący we Wichrze
    MarikaM Marika

    Ekstremalny sukces nie daje domyślnie żadnych dodatkowych benefitów, to kwestia czysto uznaniowa MG.

    If the dice roll is below a half or a fifth of the specified skill, the goal will not necessarily be performed to a higher standard. Any further interpretation of the roll is at the discretion of the Keeper

    Strona 83 angielskiego rulebooka. Dopiero krytyczny sukces albo pech (fumble) mają automatycznie przypisane dodatkowe efekty.

    Komentarze

  • Kroczący we Wichrze
    MarikaM Marika

    @Piołun napisał:

    Na pewno byłoby mi łatwiej gdybym miał spróbować napisać opowiadanie, natomiast w rozgrywce RPG często gęsto trzeba skupić się na przekazywaniu informacji dla graczy, w skutek czego czasem cierpi styl.

    Tak, problematyczne bywa zachowanie odpowiedniego rytmu i biegu akcji, gdy trzeba mieszać to z elementami stricte gameplayowymi. Dlatego ja część informacji przekazuję graczom poza wpisem, by mogli je sami osadzić w swoich tekstach.

    @Piołun napisał:

    Jeżeli zauważysz coś podejrzanego, śmiało pisz.

    Spoko, będę dawała znać, jak coś wyłapię. Prywatnymi kanałami, by nie tworzyć tutaj zbędnych dyskusji na tematy poboczne.

    Komentarze

  • Kroczący we Wichrze
    MarikaM Marika

    Cześć wszystkim!

    Fajnie będzie zagrać sesję w jednym z moich najulubieńszych uniwersów 😄 Zwłaszcza że MG bardzo się przykłada i nieźle rozumie konwencję (ostatnie chwile rozbitka były bardzo w stylu prozy Samotnika z Providence).

    Jednocześnie interesuje mnie, czym się inspirowałeś, pisząc przygodę? Nie chodzi mi oczywiście o konkrety, bo te mogłyby potencjalnie zawierać spoilery. Raczej rodzaj informacji. Opowiadania z gatunku cosmic horror? Ciekawostki historyczne i niewyjaśnione sprawy? A może lore z podręczników Chaosium (Zew Cthulhu)? Jeśli chodzi o to ostatnie, to warto mieć na względzie, że zawiera ono sporo kontrowersyjnych elementów dodanych od autorów gry, a także włączyło w swój kanon bzdurne wymysły i fałszywe kolaboracje Derletha, więc nie do końca reprezentuje oryginalny zamysł artystyczny Lovecrafta. Naturalnie obecność takich treści jakoś przeżyję, pytam tylko z ciekawości, jak dalece będzie to wizja Twoja i lovecraftowska.

    Druga kwestia: jak podchodzisz do wierności szeroko pojętym realiom? Przyznam nieśmiało, że mimo widocznego researchu wyłapałam parę drobnych wpadek. Żeby była jasność — to żaden zarzut! Wiem, że to nie praca naukowa i rozumiem, że fabuła ma czasem prymat nad realizmem. Chcę po prostu skalibrować swoje „przyrządy pomiarowe” — wiedzieć, gdzie zawieszać niewiarę, a gdzie pozwolić sobie na skrupulatność i uwagi (OOC i in game).

    Na pewno przydałoby się wyjaśnienie/korekta wypowiedzi dr. Whitmore'a:

    Kilka miesięcy temu, w rejonie Barrow na Alasce, doszło do katastrofy niewielkiego samolotu należącego do lokalnego przewoźnika.

    Z podanych przez Ciebie dat wynika natomiast, że minęło zaledwie 21 dni. Czyli nawet nie miesiąc.

    Komentarze

  • Adventure Path: Carrion Crown — Wątek dyskusyjny sesji
    MarikaM Marika

    Spoko, nie ma sprawy ☺ Przewidywałam przedłużenie i dałeś znać, więc wszystko gra. Życzę zdrowia!

    A jakbyś nie dał rady także jutro, to możesz wtedy postawić placeholdera (pusty post) i uzupełnisz go później. Deklaracje działania niziołki mam, jakby co.

    Komentarze

  • Adventure Path: Carrion Crown — Wątek dyskusyjny sesji
    MarikaM Marika

    Tak, pomyłka 😬 , do końca poniedziałku 19.10, więc wtorek to już po terminie. Ale jakby ktoś naprawdę nie mógł się wyrobić, to mogę przedłużyć o 1-2 dni.

    Komentarze

  • Adventure Path: Carrion Crown — Wątek dyskusyjny sesji
    MarikaM Marika

    Może być, ale dlatego, że jest kapłanką (divine spellcaster), więc jej zaklęcia przypominają modlitwy, nie okultystyczne inwokacje.

    Komentarze

  • Adventure Path: Carrion Crown — Wątek dyskusyjny sesji
    MarikaM Marika

    Miejcie na uwadze, że rzucanie czarów ma określony zasięg i wymaga komponentów: werbalnego, somatycznego lub materialnego. Werbalny komponent wymaga wypowiadania słów głosem o standardowej dla mowy głośności, a somatyczny wykonywania określonych gestów minimum jedną ręką. Zarazem wzburzony tłum zarzuca Lorrimorowi paranie się czarnoksięstwem/nekromancją.

    Komentarze

  • Adventure Path: Carrion Crown — Wątek dyskusyjny sesji
    MarikaM Marika

    @Piołun napisał:

    Mam nadzieje, że okoliczności nieco wpłyną na trudność rzutu.

    Tak, okoliczności i dobrane słowa zdecydowanie wpływają na test.

    @Piołun napisał:

    Wiecie co, ja przyznam, że się trochę wczułem i zacząłem dziergać post jeszcze przed postem MG (jakoś rano jak byłem w pracy), a skończyłem po powrocie do domu, nie zaglądając tutaj w sekcje komentarzy.

    Tak jak @panicz, też myślę, że wyszło całkiem naturalnie (a to bardzo ważne). W końcu kapłan Pharasmy ma tu najwięcej powodów, by czuć się oburzony. Przerwanie pogrzebu przyjaciela na ziemi świętej to nie tylko potwarz, ale już... świętokradztwo 😾

    W moich uwagach i instrukcjach bardziej chodziło o porządek sceny, niż metagrowe dobranie optymalnego sposobu jej rozegrania, czy zabicie spontaniczności.

    @MiRaaz napisał:

    Na ile możemy się tu wymieniać meta informacjami?

    Hm, wbrew pozorom to nie takie proste pytanie. Wolałabym, byście wymieniali się informacjami, które postacie mają prawo znać lub mogą sobie swobodnie przekazać. A w tym przypadku nie bardzo są na to warunki.

    Z drugiej strony to gra drużynowa i taktyczna, więc mogą zdarzać się sytuacje, w których brak takich informacji niepotrzebnie komplikowałby rozgrywkę.

    Dlatego nie chciałabym wprowadzać sztywnego zakazu komunikacji meta/OOC wiedzy między graczami, ale zależy mi na zachowaniu wyraźnego rozróżnienia między wiedzą gracza a wiedzą postaci. Więc po prostu starajcie się, żeby Wasze decyzje miały uzasadnienie w tym, co wiedzą i czego mogą się spodziewać Wasi bohaterowie.


    Ogółem 5e 2024 skodyfikowała większość zachowań, więc nie ma teraz wątpliwości typu co ile trwa itd. Można to łatwo rozpisać mechanicznie:

    Tura 1
    Morgrin: wykonuje akcję Influence.
    Iramir: jeśli podtrzymuje decyzję o położeniu trumny, wykonuje akcję Utilize.
    Alicia: ❓
    Vald: Biorąc pod uwagę, że Morgrin próbuje Influence, to Help?

    Komentarze
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa