Ja na szybko - dziękuję bardzo również. Świetnie oddany klimat. Było na spokojnie, ale bardzo urokliwe sceny i podobało mi się w idylli Shire 
Posty
-
[Jedyny Pierscień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - KOMENTARZE -
Pechowa siódemka@Wired napisał:
Rozumiem, sam potrzebowałem trochę czasu zanim przywykłem, imo jest gdzieś po środku spektrum toporności. Dla mnie stary WoD z osobnymi rzutami na atak, obronę, obrażenia i wytrzymanie obrażeń (soak) był zbyt problematyczny, niby storytellingowy system a nagle walka zajmuje x godzin
Taki już urok starszych mechanik, że potrafią być zbyt rozbudowane i przeciągać starcia. Dlatego dla mnie to system, w którym mordobicie powinno być nisko na liście potencjalnych rozwiązań problemu, a nie domyślnym trybem gry. Ale to już dygresja, i na tym zakończmy. Nie chciałbym, żeby temat zmienił się w dyskusję nt. mechanik (zdążyłem zauważyć, że to tutaj dosyć częste).
@Panicz napisał:
Jestem zatem świeży, niezaspojlerowany i byłaby świetna okazja, żeby sprawdzić materiał, który sam może kiedyś puszczę w ruch (inspirując się i ucząc u Kolegi)
Pozostaje mi mieć nadzieję, że to inspirowanie i uczenie to tylko koleżeńska kurtuazja, a nie faktyczne oczekiwania. Bo w tej kwestii raczej miałbym niewiele do zaoferowania.
Plus jest taki, że jeśli bym poprowadził "Rime", to zagranie w jedną przygodę nie byłoby spojlerem. Pierwszy rozdział, z którego najpewniej wybrałbym któryś scenariusz, to wprowadzenie do i przybliżenie Dziesięciu Miast, z których każde ma swój własny problem do rozwiązania. Także poznanie i rozwiązanie problemu np. Easthaven w niczym nie zepsułoby Ci radości z czytania i odkrywania, jakie inne problemy kryją się w Dolinie.Biorąc pod uwagę, że sam scenariusz miałbym w użytku na żywo w ewentualnej przyszłości jako MG, to spoilerów się nie obawiam, wręcz dobrze by było

-
Pechowa siódemkaSmakowite kąski.
Ale u mnie od roku, odkąd sobie sprawiłem, żeby poprowadzić przyjaciołom na żywo, leży 'Rime of the Frostmaiden'. Odkąd nabyłem w końcu szafkę nocną - nawet przy łóżku. Ale złowrogie czasy, nigdy nie miałem jeszcze szansy wczytać się ponad wstępniak, bo zawsze coś staje na drodze, albo oczy zamierają.
Jestem zatem świeży, niezaspojlerowany i byłaby świetna okazja, żeby sprawdzić materiał, który sam może kiedyś puszczę w ruch (inspirując się i ucząc u Kolegi)

-
U bram raju - komentarzeNo i dobra... Strasznie długo się z tym wszystkim zeszło, ale taka natura gry forumowej... I plomb wolnego czasu... I wakacji...
Ale, drodzy moi, udało się. Tym razem udało się i otyughy leżą, a Wy żywi

Jeśli to oczywiście jest koniec tego zdarzenia

-
U bram raju - komentarzeTak, chodziło oczywiście o Disengage (zastosowałem).
Wrzuciłem fragment posta, żeby coś było, bo nie mam już dziś siły opisywać dalej (sorry również za formę tegoż), ale mechanicznie rozegrałem już i kolejną rundę, gdzie miały miejsce istotne rozstrzygnięcia. W najbliższym możliwym czasie opiszę, jak dalej potoczyła się walka (nie musicie w tej rundzie postować).
Idę tymczasem zalec na wersalce.
-
'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2Otiak krążył wśród wojowników jak dżuma, zwalając z nóg i przeciągając na czarną stronę jednym dotknięciem. Był nieprzejednanym żywiołem, który nic sobie nie robił z ludzkich prób zatrzymania.
Ostrzeliwali go wszyscy: Seweryn, Eutalo, Bolvar, Varlund. Magiczne pociski ze wszech rodzajów energii, świętej i nieświętej, lepili Morwen, Hazar, Marius i Saskia. Razy spadały na wielorybie cielsko z hukiem, ryjąc krwawe szramy w glutowatej skorupie potwora. Ale ciągle było mu mało.
Część uderzeń znosił, jakby spadały nań letnim deszczem, a nie gradem potężnych, metalowych uderzeń. Kilka bełtów odbiło się od wywijających na prawo i lewo macek, zmuszając strzelców do repetowania, gdy zębiska bestii szykowały już zacisk na kolejnej ofierze.
Szło powoli, niebezpiecznie powoli, ale krok po kroku, udawało się jednak ukruszyć nieco życia z Otiakowej skały. A to szczęśliwy strzał Seweryna wprost w pysk, a to drażniąca macki magia Utopca. Do tego Saskia, która wymodliła znienacka świelistą smugę, okalającą teraz Pożeracza jasnością, jak scenicznego aktora. Ognista wiązka wyrzucona z dłoni Morwen osmoliła cielsko maszkary, a zbroje okładały ją metodycznie, choć – mimo nieludzkiej siły – nie zawsze skutecznie.
Randal czuł jak dłoń pod pawężem mięknie pod uderzeniami stwora i wiedział, że musi się wycofać, albo garda całkiem padnie, a ostatni paladyński opór niegodziwościom tego świata postawi już tylko sama zbroja w przepastnym żołądku otiaka. Rycerz rozpoczął odwrót, korzystając z natarcia sojuszników. Nawet jeśli nie byli skuteczni, mącili w wynaturzonym móżdżku stwora, dając drużynie taktyczną przewagę.
Ten zaczynał atakować coraz bardziej w amoku. Rzucił się na powrót w stronę Varlunda, którego próbował dosięgnąć macką, ale sierżant podskoczył jakby robił manewr na skakance. Zbudował sobie łokieć dystansu, by nie dać się dziabnąć zębiskom bestii, ale przed następną macką nie miał już gdzie się schronić i rąbnięty przez biodro, zawył jak raniony kojot i potoczył się bezładnie do tyłu.
W oczy żołnierza zajrzała śmierć i każdy widział, że stary wisi już na ostatnim strzępku życia. Kto mógł, rzucił się dołożyć swoją cegiełkę do kaźni otiaka. Cholerstwo musiało wreszcie zginąć nim nie zabierze kogoś ze sobą!
Lara odciągnęła ze sobą wyratowanego złodzieja, dalej od zagrożenia i zaraz wróciła, szybko sypiąc proch do wystrzału. Może gdyby strzeliła szybciej powstrzymałaby Pożeracza nim połamał Varlunda? Nie sposób dociec – potwór wciąż tam był, a jego głód nie znał ukojenia.
***
Paszcza dalej szczękała nierównymi zębiskami, ziejąc smrodem i głębokim zaprzeczeniem piękna symetrii. W świetlistej glorii otiak wyglądał wyjątkowo plugawie. Bluźnierstwo przeciw naturze postawione na złoty piedestał biło obrzydlistwem po oczach bardziej niż wcześniej.
Marius aż ryknął złowrogo, czy to przerażony, czy rozeźlony na stałą, niezmywalną obecność bestii, a za jego słowami popłynęła moc, która wstrząsnęła stworem. Morwen znała ten czar, ale w takim wykonaniu widziała go po raz pierwszy. Plugawy Żart, Wiedźmi Rechot, Paskudny Śmiech Tashy czy – jak kiedyś nazwała go sama autorka – Drażniący Chichot Iggwilv. Magia mąciła ofierze w głowie, zwalając ją z nóg i porywając w chore napady śmiechu, które mogły trwać i trwać.
Wielu czarodziejów łączyło zaklęcie ze słowami naturalnego języka, a bardowie upodobali sobie wplatać w nie kpiny i żarty, ale w tak drastycznej formie Morwen dotąd go nie widziała. Cel nie musiał nawet rozumieć języka, ani w ogóle słyszeć słów, a magia i tak robiła swoje, wbijając pojmanego w urok w stan maniakalnego śmiechu i umysłowego bezładu.
Chyba, że przezwycięży zaklęcie. Otiak słyszał – bo i ten jego zmysł był mocno rozwinęty i podatny na bodźce – ale nogi pod nim nie drgnęły. Nie było drgawek, tupania, szalonego tańca, ani bezładnych wymachów macek. Bestia sapnęła tylko i zawinęła się tyłem do Mariusa, szykując szarżę na towarzystwo zebrane wokół Hazara.
Krasnolud zaśmiał się złowrogo, jakby to on sam wpadł pod Plugawy Rechot, machając samobójczo na stwora, by nacierał. Wojownik wiedział, że bestia zmiecie go z powierzchni ziemi, jednak nie tchórzył. Mimo całej swej burzliwej historii był w końcu krasnoludem. Mavir ulotnił się gdzieś w międzyczasie, a reszta górników bezpiecznie odprowadzała jeńców po schodach, ale sztygar nie stał w walce sam.
Szwar, z nietęgą miną, ale kilofem dalej w łapach, stał obok szefa. Saskia, choć nie po drodze było jej z gotowym obijać szabrownikó Hazarem, czarowała dalej, dorzucając świętego ognia do gasnącej wokół otiaka powłoki. Grebo, który zobaczył, że jedno pacnięcie macką i Varlund zejdzie z tego świata, a za nim pójdą krasnolud i kolejni, porzucił ataki z dystansu i rycząc niegorzej niż rury Wielkiego Dechu przy wypluciu mefitów, rzucił się na pożeracza z toporkiem.
Lara strzelała z tyłu, strzelał Bolvar, ktoś krzyczał, inny czarował, szczękały kusze, tupały nogi. Zbroje waliły w osaczonego coraz mocniej otiaka niby w mokrą szmatę, a macki bestii zacinały dookoła, łupiąc płytki z podłóg i zginając w kontrze metal żywych pancerzy. Ballo poczuł, że życie Otiaka Pożeracza Dzieci iskrzy się niepewnym żywiołem i potrzebuje popchnięcia. W jedną stronę, albo drugą.
Mnich wciągnął głęboko powietrze, świadomy ryzyka. Był większy niż ktokolwiek w okolicy i pewnie silniejszy niż większość. Miał zręczność, jaka przy tej masie była niespotykana, a lata treningów utwardziły jego ciało niby dębowe drewno. I miał świadomość, że frontalny atak na otiaka – jeśli dać bestii szansę skontrować – skończy się dla niego śmiercią, albo ciężkim kalectwem.
Ale miał też świadomość pola bitwy. Tego, co dzieje się wokół. Przepływów życia i energii. Widział ruchy kompanów, śledził ich gesty, czytał z nieodczytywalnej fizjonomii otyugha, co dzieje się w jego bryle. Varlund odczołgiwał się na bok, ale nie miał dość czasu. Hazar był osłabiony, zbyt wolny do odskoku. Tarcza też nic by nie dała...
Potwór słabł, a jego duch gasł, ale głód w nim ciągle buchał po skraj bytu. Otiak chciał pożerać, co żywe i Ballo musiał zatrzymać go jeszcze ten moment dłużej, nim drużyna i zbroje nie ugaszą w końcu żarłoczności przydeptując bestię do ziemi.
Białe Serce uderzył się po udach i z pędem, jakby zjeżdżał na saniach, zwalił się na pożeracza.
Ale...
Zodalu, czymże była ta bestia? Ballo natarł z uderzeniami pięści, jakie zrąbałyby dębową ławę... A stwór odbił łapy mnicha macką jakby od niechcenia, odklepując je z irytacją, która miała poprzedzić wbicie zapaśnika w ziemię jak kołka.
Ale Ballo nie był tu sam. Randal, wcześniej prawie złamany ciężarem uderzenia otiaka, teraz powracał z furią, wkładając w pchnięcie oszczepem całą swoją energię. Rzut miotnął pociskiem i samym paladynem, który aż zakręcił się, ledwo wyłapując równowagę przed upadkiem. Siła zrobiła swoje. Oszczep strzyknął jak chrząstka i pękł na kawałki, ale większa, centralna część ze stalowym grotem wbiła się w bulwiastą wypustkę na łbie otiaka, zrywając osłonę z łusek i zaskorupiałego brudu.
Tam, gdzie nie zadziałał czar, tam potężne uderzenie zgięło nogi potwora i wraz słoniowe kulasy popędziły bezładnie naprzód. Ballo odczuł ten moment. Przecięta nić życia puściła z jękiem, a potwór potoczył się jeszcze przez chwilę, grożąc zmiażdżeniem wszystkich po drodze i upadł, powoli tężejąc.
Macki pełzały jeszcze przez chwilę wokół, niby puszczone samopas, ale w końcu i one ucichły. Ogień z naftowej bańki dogasał, a dźwięki Ścieżki na powrót schodziły z rejestrów walki i rozpaczy niżej. Nieco niżej. Na bliższy codzienności awanturników poziom napięcia i zagrożenia.
-
U bram raju - komentarzeMachnąłem posta. Walicie w otiaka, korzystacie z osłon i kombinujecie, ale bestia żywotna i mocna. Randal dostał za 12. Jest kolejna runda.
Pytanie do Was: co czynicie? Mike - zostajesz i próbujesz tankować, licząc, że zbroja i koledzy zdążą wykończyć stwora, czy robisz disengage i dzida?
-
'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2Powołanie Hazara na powrót w rejestr żywych podniosło w górnikach nadwątlonego ducha. Kopacze nie kwapili się do wojowania z zębatą, mackowatą paszczą na kulasach, ale zostali na polu walki. Chwała im za to.
Szwar i Mavir byli w pobliżu pryncypała, gotowi wesprzeć obolałego druha, gdyby członki wysiadły, a pozostali – trochę markując działania – osłaniali tyły lub "eskortowali" jeńca, którego przejęli. Nie oni jedni wzięli kierunek na schody, bo w międzyczasie strategiczną pozycję na górze zajął już doktor Quolleb, a (niedoszli) szabrownicy, których wyratowała Saskia znikali już w ciemności. Jeden, który zmitrężył, słaby na duchu bardziej niż ciele, zwłóczył z tyłu i byłby już schrupany, gdyby Saskia znów nie wydarła się na otiaka, skupiając na sobie uwagę.
Dziewczyna wydarła się piskliwie – a wiedziała co robi! - a potem pognała ku płomieniom, które ciągle biły w górę, rozchodząc się nawet nieco po płynącej na boki plamie. Pomysł na ogniową zasłonę był dobry i bestia zdecydowała się na łatwiejszy cel.
Łatwiejszy, ale nie łatwy, bo nikt tu nie był łatwą ofiarą. Hazar miotał przez płomienie świetlistym młotem, Marius flankował z drugiej wodnistymi pociskami, a jednoznacznym i tradycyjnym ogniem waliła jeszcze z innej strony Morwen. Strzelali Varlund, Bolo i Grebo. Z kuszy celował Eutalo i niesiony sukcesem poprzedniego trafienia działał Seweryn.
Każdy, kto mógł działał, by dołożyć swój krwawy odważnik na szali przeprawy z Pożeraczem. Może to ogólny rejwach, może szalejący ogień, a na pewno i zatrważająca, szarżująca szybkość otiaka, ale większość ataków tym razem chybiała, albo odbijała się niegroźnie od brudnej, zgrubiałej skóry potwora.
Bolvar i Seweryn coś uszczknęli z potworowego życia, a pocisk Morweny przypalił mu jedną z macek, ale reszta nie miała szczęścia. Trzeba było otwartej ścieżki na strzał, pewności w oku i stałości przez cały ruch.
Tego, jak i odwagi, nie brakowało Randalowi, więc ciśnięty przez paladyna oszczep przyniósł nagrodę w postaci rozoranego guza na otiakową paszczą. Piękne trafienie, ale przyniosło rycerzowi więcej uwagi niż się spodziewał. Pożeracz wziął go na cel, zaszarżował i natarł jak lawina.
Bronson, widząc walący na niego kilkusetkilogramowy kadłub, szybko sięgnął po ekspresowe modlitwy, które znał każdy błędny rycerz. Chyba pomogły, bo druzgocące uderzenia macek ominęły ciało, a zębiska stwora zacisnęły się na pawęży jak imadło. Mimo tego, sam impet uderzenia rozpędzonej bestii grzmotnął Randalem jakby wichura strąciła go z dachu, wbijając w przygięte do ziemi kolana ból, jakiego wojownik dawno nie poczuł.
Rycerz trzymał tarczę mocno. Tak mocno, że zatopiony w niej zębiskami otiak pomachał nie tylko nią, ale i jej właścicielem, jakby trzepotał wachlarzem. Uchwyt w końcu puścił, jednak rycerz był już poważnie wyłomotany i obolały.
Kto wie, co byłoby dalej, gdyby w sukurs nie przyszła mu zwolniona wcześniej przez Seweryna zbroja. Dwie pozostałe też rwały się do boju, ale jedna została z tyłu, a jeszcze kolejna, dalej spięta z kamienną ławą, trzepotała po posadzce jak karaś w trawie. Na miejscu była ta jedna.
Była i pokazała, ile mocy jest w żelaznym cielsku. Proste, mechaniczne uderzenia zadudniły na cielsku połykacza, rozbijając skorupę brudu i chityny. Pozbawione techniki, ale zabójczo szybkie ciosy spadały na stwora serią, grzmocąc go jak bokserski worek. Zbroja nie musiała oddychać, ani stopować, ale podlegała fizyce jak wszyscy. Atak został wstrzymany, gdy otiak kopnął w pancerz swą słoniową nogą, posyłając go bezwładnie w tył. Na moment, ale moment, którego pożeracz potrzebował, by naszykować zabójczą kontrę.
Krew, guzy i siniaki były podstawowym obrazem sceny, ale poza nimi działo się coś jeszcze. Gdy otiak okładał ofiary, a te odwijały się na niego, Lara wybrała za cel ratowanie. Jęczący, wyjący już niemal ranny za wagonikiem, musiał zostać celem numer jeden.
Lekarka z westchnieniem odrzuciła arkebuz na bok i sięgnęła po medyczną torbę, zabierając się do tamowania krwotoku u postrzelonego przez Eutalo szabrownika. Kalb, niegdyś obiecujący stelmach, teraz głównie opoj i bandziorek, a w tej konkretnie chwili ranny w wielkiej potrzebie, miał farta, że trafił na uzdolnioną medyczkę. Lekarski geniusz doktor Quatermain marnował się na co dzień, gdy zatapiała się w manuskryptach, ale gdy miał okazję zabłysnąć, błyszczał gwiezdnie.
Zdawało się to mało prawdopodobne, ale chwil parę i Kalb był w stanie, podpierany przez kobietę, podnieść się i oparty o wagonik, stanąć na własnych nogach. Nie tylko zadawanie śmierci, ale i jej odwracanie sumowało się do sukcesów drużyny.
Porządek inicjatywy:
Jest kolejna runda, opisuję przy postaciach, co zrobiły poprzedniej, tj. tej opisywanej w powyższym poście.
Seweryn - 19 (strzelił w tej rundzie, trafił w Otiaka za 5; teraz kolejna runda)
Hazar - 19 (uderzył Eldritch Blastem w tej rundzie, ale pudło)
Bolvar - 17 (strzela, trafia w Otiaka za
Lara - 16 (leczy rannego, 20, krytyczny sukces)
Górnicy Hazara (zbiorowo) - 16 (Szwar i Mavir przy Hazarze; reszta po bokach)
Grebo - 15 (strzał, pudło)
Eutalo - 11 (strzał, pudło)
Marius - 11 (Eldritch Blast, pudło)
Saskia - 11 (prowokuje Otiaka i bieg za płomienie)
Zbroja #3 - 11 (rusza do Otiaka)
Przybysze (grupka z przodu) - 9 (dwóch szabruje złoto, jeden uleczony przez Larę)
Ballo - 10 (zbliża się osłaniać Hazara)
Złota zbroja - 9 (chce walczyć, ale nadal nieuwolniona - powoli ciągnie się po ziemi)
Dr Quolleb - 6 (na tarasie)
Varlund – 4 (atakuje i pudło)
Randal - 3 (trafia oszczepem za 5)
Morwen - 3 (trafia ognistym pociskiem za
Otiak #2 - 3 (celem jest Randal - dostaje za 12)
Przybysze (grupka z tyłu) - 2 (uciekają; zostaje jeden chłopak)
Skoczna zbroja z ławą - 2 [uderza i mocno trafia Otiaka] -
U bram raju - komentarzeMachnąłem mini-posta, bo wg porządku inicjatywy Seweryn ruszał jako pierwszy... I dobił otyugha #1

Z kolei Hazar wyrzucił szczęśliwą 20'kę i odzyskuje przytomność. Oddaje Ci zatem eTo możliwość działania - pisz, albo deklaruj, co robi Twoja postać
-
'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2Powiedzenie, że strach ma wielkie oczy byłoby w przypadku otiaka nietrafione. Wielkie zęby, o to już bardziej. Tego Otiakowi, Połykaczowi Dzieci z Ballowej przeszłości, odmówić nie można było. Stwór był groźny, to bez wątpienia. Łamał ludzi jak gałązki jednym trafieniem macki, a kto się nawinął, trafiał do otiakowego żołądka w całości.
Ale tak jak da się pokonać strach, jeśli zawziąć się w sobie, tak i senny, mackowaty koszmar okazał się do zwalczenia. Metodycznie, pospołu, mądrze. I z werwą. Kiedy do walki z bestią włączyli się niemal wszyscy awanturnicy, kolejne spadające na maszkarę razy i pociski musiały w końcu dać efekt.
Poraniona, ale ciągle wściekle miotająca się zmora została usadzona na ziemi w sposób zupełnie niespodziewany. Kruszynka, wierna ręczna kusza Seweryna, sprawdzała się z bliska i przy słabo opancerzonych celach. Medyk miał dobre oko, ale czymże był taki oręż wobec ogromu połykacza?
A jednak! Jednak!
Cyrulik zdecydował, że dorzuci swoje pięć groszy do zespołowego wysiłku i nim jeszcze uwolniona zbroja zdążyła dopaść otyugha, snajper zrobił kilka kroków naprzód i palnął z kuszy ot tak, ni z tego, ni z owego. Medykus był dobry z anatomii, ale co zrobił jego bełt w ciele tak dziwacznego monstrum nie wiedział. Pocisk wpadł między zębiska i zniknął w czarnej otchłani, a momentalnie po tym nastąpił gulgot, świst i ciężkie sapnięcie, po którym słoniowate nogi stwora zgięły się i cielsko runęło martwe i nieruchome.
Tak jak każdy zgodzi się, że nieszczęścia chodzą parami, tak na raz wyszło, że i cuda. Ledwie bowiem pożeracz wyzionął ducha, a nowy duch wstąpił w Hazara. Co działo się w głowie i ciele krasnoluda pozostać miało niezgłębioną tajemnicą, ale jakaś siła tchnęła w niego nowe życie i zsiniałe powieki podniosły się. Wojownik czuł pulsujący ból w każdym koniuszku ciała, ale żył. Żył, był przytomny i spodziewał się nawet, że sił mu starczy, by się podnieść. A co dalej? O, tu musiał podjąć ryzyko i sprawdzić.
Porządek inicjatywy:
Seweryn - 19 (zbliża się do Otyugha #1, by zredukować dystans; strzela i trafia za 8; potwór ginie)
Hazar - 19 (20 na rzucie obronnym przeciwko śmierci; Hazar odzyskuje przytomność i na 1 PW może działać - Twój ruch :))
Bolvar - 17 (strzela, pudło)
Lara - 16 (strzela, pudło)
Górnicy Hazara (zbiorowo) - 16 (Szwar odciąga Hazara, reszta bez działań ofensywnych)
Grebo - 15 (strzał, pudło)
Eutalo - 11 (strzał, trafia Otiaka #1)
Marius - 11 (Eldritch Blast w Otiaka #1, trafiony)
Saskia - 11 (prowokuje Otiaka #2 i ucieka)
Zbroja #3 - 11 (atakuje Otiaka #1, ale bez chybia)
Przybysze (grupka z przodu) - 9 (dwóch szabruje złoto, jeden leży i jęczy)
Ballo - 10 (zbliża się nieco w stronę walki, ale dalej Morwen za plecami)
Złota zbroja - 9 (chce walczyć, ale nadal nieuwolniona)
Dr Quolleb - 6 (powoli do wyjścia)
Varlund – 4 (atakuje i trafia; w kontrze Otiaka poważnie go rani)
Otiak #1 – 4 (ranny, na skraju śmierci)
Randal - 3 (pudłuje)
Morwen - 3 (pudłuje)
Otiak #2 - 3 (goni Saskię)
Przybysze (grupka z tyłu) - 2 (kto może, ucieka)
Skoczna zbroja z ławą - 2 [uwolniona przez Seweryna, rusza do boju] -
U bram raju - komentarzeNapisałem coś na szybko, żeby iść do przodu, bo zakładałem, że nie macie nowych planów. Jakby co, dawać znać

-
'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2Gorączka bitwy nie ustawała, choć zebrani w hallu walczący zaczęli powoli układać sobie plan na batalię. Harce z otiakami przyjmowały formę niebezpiecznego tańca, gdzie każdy kto nadto zbliżył się do stwora ryzykował zbicie i wypadnięcie z zabawy. Trzeba było trzymać dystans, drzeć się i hałasować, robiąc im w bulwiastych łbach mętlik... I mieć nadzieję, że nogi nie odmówią posłuszeństwa, nierówna podłoga nie powali na ziemię, a ktoś wolniejszy będzie akurat bliżej mackostwora.
Było jasne, że wylazłe z mroku wynaturzenia są potwornie silne i wytrzymałe, więc walka w zwarciu to praktycznie samobójstwo. Ostrzeliwane magią i nie-magią, potwory nadal były nienasycone i niezmącone w pragnieniu pożerania. A konkretniej – niewzruszony był ten pierwszy, którego ledwie przed chwilą spiorunował czarem Marius, poprawiony bełtami z kuszy przez Eutalo i Varlunda. Ten drugi w ogóle nie zaznał jeszcze bólu, którym obficie suflowała drużyna z powierzchni, a jeśli miarkować tylko po rozmiarze, musiał być jeszcze twardszy.
Trzeba było sięgać po wszystko, co się dało. Seweryn i Bolvar wyzwolili podskakujący pancerz, obserwując jak automaton brzęcząco galopuje na otiaka. I Lara stwierdziła, że nie ma miejsca na ostrożność, wykrzykując swoją komendę ponownie, gdy wygasł już jej – chybiony tym razem – arkebuzowy wystrzał. Rozkaz zadziałał i wszystkie golemy paliły się do boju.
Ten najbliżej pierwszej z bestii zaatakował jak bokser, ale potwór zbił uderzenie macką i podciął blaszanego wojownika. Choć atak nie przyniósł efektu, kupił chwilę Szwarowi, który porwał Hazara za co dało się schwycić (w całej szarpaninie nieszczęśliwie chwytając i krasnoludziej brody) i odciągnął nieprzytomnego kawałek w bok.
Reszta górników nie planowała nawet zbliżać się do zagrożenia – jedni, szerokim łukiem, "eskortowali jeńca do wyjścia", inni pod pozorem pilnowania drogi ucieczki, cofali się na schodach. Był przy nich i doktor Quolleb, który wydawał się poruszony, ale daleki od paniki.
Szabrownicy przy złotym wózku pakowali w zakamarki szat, ile wlezie, ale cała reszta waliła już do ucieczki. Tylko jeden, ten trafiony wcześniej przez Eutalo, jęczał zza wózka z kryształami i błagał o litość. Lara cofnęła się w jego stronę – trochę taktycznie po wystrzale, a trochę niesiona współczuciem wobec cierpiącej jednostki.
Na pewno pomogłaby mu i Saskia, ale dziewczyna wydarła się na otiaka i uciekła w przeciwną stronę, pociągając bestię za sobą. Była szybka, ale chyba nie doceniła potwora, bo jego słoniowy galop szybko skrócił dystans między nimi. Kapłanka chciała zobaczyć, czy trafiony wcześniej przez plecy biedak jeszcze dycha, ale było po wszystkim. Martwy jak głaz, a ona miała na karku ziejącą smrodem paszczę pożeracza.
Druga z bestii, której tym razem nie trafiła ani asekurowana przez Ballo Morwen, ani Randal, rzuciła się przez węglową górkę na Varlunda, który trafił ją solidnie, pakując bełt głęboko w trzewia. Stary wiarus był szybki, ale przede wszystkim cwany. Korzystając z otoczenia, uskoczył tak, że kamienna ławka i sterta węgla ograniczyły ruchy stwora. Jedna z macek przejechała z chrzęstem przez hałdę, a zębiska chapnęły ledwie powietrze.
Kończyny z drugiej strony, spadające z góry niby ogon skorpiona, dosięgły jednak żołnierza mimo sprytnych uników. Varlund miał nie lada refleks, bo palnięcie grubej jak stropowa belka macki strąciłoby mu makówkę, gdyby nie kucnął w porę. Następny cios był jednak poza nadzieją uniku i rąbnął sierżanta potężnie przez bark aż trzasnęło i rozjechały się pod nim nogi. Wojak rzucił się w tył i szybko pozbierał do kupy, ale w zgięciu po złapanej bombie widać było, że uszedł z niego kawał życia.
Porządek inicjatywy:
Seweryn - 19 (uwalnia zbroję)
Hazar - 19 (nieprzytomny; 1/3 rzuty przeciw śmierci zdane)
Bolvar - 17 (strzela, pudło)
Lara - 16 (strzela, pudło)
Górnicy Hazara (zbiorowo) - 16 (Szwar odciąga Hazara, reszta bez działań ofensywnych)
Grebo - 15 (strzał, pudło)
Eutalo - 11 (strzał, trafia Otiaka #1)
Marius - 11 (Eldritch Blast w Otiaka #1, trafiony)
Saskia - 11 (prowokuje Otiaka #2 i ucieka)
Zbroja #3 - 11 (atakuje Otiaka #1, ale bez chybia)
Przybysze (grupka z przodu) - 9 (dwóch szabruje złoto, jeden leży i jęczy)
Ballo - 10 (zbliża się nieco w stronę walki, ale dalej Morwen za plecami)
Złota zbroja - 9 (chce walczyć, ale nadal nieuwolniona)
Dr Quolleb - 6 (powoli do wyjścia)
Varlund – 4 (atakuje i trafia; w kontrze Otiaka poważnie go rani)
Otiak #1 – 4 (ranny, na skraju śmierci)
Randal - 3 (pudłuje)
Morwen - 3 (pudłuje)
Otiak #2 - 3 (goni Saskię)
Przybysze (grupka z tyłu) - 2 (kto może, ucieka)
Skoczna zbroja z ławą - 2 [uwolniona przez Seweryna, rusza do boju] -
U bram raju - komentarzeKoledzy wyratują… wierzę

-
U bram raju - komentarzeDrodzy, post na szybko przed robotą był. Stąd trochę ścięty, trochę może wyboisty.
Hazar, niestety, mocno dostał i jest nieprzytomny. A to tylko po 2 strzałach

Uważajcie na siebie!Mapka w poście, runda kolejna przed nami. Będę po weekendzie, to zobaczymy, co się wydarzy.
-
'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2Dźwięki chaosu i zaskoczenia przeszły płynnie w przerażenie, by następnie spłynąć gamą w znany wszystkim dobrze bitewny zgiełk. Jeśli zaś, patrząc po uczestnikach uczciwie, nie był wszystkim naprawdę znany, to takim go słyszeli w wyobraźni, kiedy bardziej ze światem obyci wracali do wioski niosąc opowieść o dzielnych bojach i krwawych przygodach (także w odwrotnym zestawie).
Były wykrzykiwane komendy, były ryki wściekłości i jęki bólu. Był szczęk oręża, stukot butów i morze przekleństw. Hazar zadbał nawet o krasnoludzką przyśpiewkę, która niosła się w swej rytmicznej kanciastości, jakby wygrywał ją oddział doboszy. Była i magia, hucząca i bucząca, a także pokrewny jej na pewno huk arkebuza.
Ci, którzy w batalii stawali po raz pierwszy mieli pełen przegląd, acz tego, że człek raniony i ryczący z bólu jest tak głośny, odgadnąć by nie potrafili mimo tysiąca uprzedzeń. Nikt też nie spodziewał się i nie kojarzył dźwięków, które wypływały z bulgotliwych czeluści macko-stworów. Z początku skrzek i rechot, ale teraz gdy polowały, głos był głosem głęboko zasysanego powietrza. Potężne trzewia wciągały wszystko ze świstem i zaraz – jeśli nienasycone chrupiącym człowiekiem – wypuszczały oddech, jakby wicher zdmuchiwał urodzinową świeczkę (czy może na raz ognisko).
Stworów pluralis, bo jakby jednej bestii nie starczyło, po niedługiej chwili z mroku wyczłapała kolejna, większa nawet, acz podobnej paskudy. Hazar i jego pomagierzy próbowali poszczuć zbroję na tę pierwszą, ale mimo wyzwolenia pancerza, tym razem pozostał głuchy na wezwania. Musiałaby pomóc Lara, ale wolała nie ryzykować życiem postronnych, gdy nie była pewna kontroli nad golemami.
Na razie wolała spróbować rozwiązać sprawę sama, a jej wystrzał, wsparty energetycznym uderzeniem Mariusa, którego zaklęcie spadło na otyugha z mokrym plaśnięciem niosącym się aż pod sufit, zrobił robotę. Proch i czary, może odległe dziedziny, a może tożsamej natury, raziły potężnie i mocno raniły mackowatą potworność. Mocno, ale nie na tyle, by zaszkodzić funkcjonowaniu jej wynaturzonej anatomii.
Randal sięgnął po większe działa. Zmontowana sprytnie baryłka łatwopalnej cieczy z krasnoludzkich odwiertów, warta majątek i równie pożyteczna do grzania czy krzesania ognia, co niebezpieczna przy wybuchu, pofrunęła na otiaka. Paladyn miał tężyznę, jakiej pozazdrościć mógł mu niejeden kowal, ale do bestii był jednak spory kawałek jak na tak ciężki pocisk, a miotać nim w cel równie ruchomy łatwo nie było... Nafta rozlała się z rozbitego naczynia buchając jaskrawym, żółto-pomarańczowym płomieniem i opadając wokół walczących gorejącą plamą. Rycerz chybił potwora, jednak atak nie był całkiem bez pożytku. Ogniste pole ograniczyło ruchy, taktycznie kontrolując część szachownicy.
Swoją zabawę w kontrolę podjęła też Saskia, której nikt jeszcze chwilę temu nie wróżył przetrwania. Chuda dziewczyna odkupiłaby swoje winy w oczach Hazara stając się otiakową przekąską i kupując mu parę sekund, ale miała ambitniejsze plany. Jej wściekły atak skupił na niej uwagę stwora, dając niepowołanym gościom szansę ucieczki. Kontra nie nadeszła, bo kapłanka miała swoje zabezpieczenia. Szarżujący na nią mackowaty ziemniak musiał obejść się smakiem, gdy Saskię objęła półprzezroczysta, chłodna kopuła energii. Zębiska kłapnęły przed nią, jednak członki otyugha nie mogły się zgrać, jakby nie chciały się zgodzić na atak.
Dziewczyna najpierw odwiodła go od cywilów, a później rozjuszyła swoją barierą. Potwór wypuścił gorące powietrze jak z miecha, niemalże przesuwając Saskię w pozycji, ale zaraz wziął kierunek na zbiegów w tyle. Ci jednak głupi nie byli i walili po schodach na górę, ile sił w kulasach.
Widząc, co to można napotkać na Ścieżce, ochota na eksplorację odeszła też wielu innym podróżnym. Górnicy Hazara nie palili się do działania, ale wsparli szefa przy zbroi. Dwóch, Brago i Grosz, zdecydowali, że wypełnią rozkazy i jednocześnie zapewnią sobie pewien zdrowszy dystans od otiaka, łącząc konieczne z możliwie rozsądnym. Obaj podbiegli i chwycili Dibraka, dla którego wybieg na szaber o mało co nie skończył się rozbiciem na miazgę. Jego kolega był rozmłotkowany na posadzce, a on zwisał teraz bezsilny w uścisku dwóch górników.
Schody od prawej były odcięte przez Wulbara i Elbira, kuzyni zablokowali wyjście, odganiając szabrowników, którym paliło się do ucieczki. Sami niekoniecznie czuli, że ustoją, gdy potwór podejdzie bliżej, ale na razie przynajmniej przeszkadzali innym. Tak jak od nich oczekiwano...
W drugiej części sali skupienie na szabrownikach zachował już tylko Eutalo. Seweryn i Bolvar szykowali się do wynoszenia ewentualnych rannych, Ballo osłaniał czarowników i krzyczał jak walczyć z potworem, a Morwena i Quolleb czaili się gdzieś z tyłu. Młody wynalazca znów strzelił z kuszy i ponownie trafił, tym razem zwalając na ziemię jakiegoś dryblasa w roboczych ciuchach, który nie doczekał się swojej porcji kryształów. Uderzony gdzieś w bok, nieczysto, ale chyba jeszcze nie śmiertelnie, mężczyzna jęczał z bólu i tulił się do wagonika, osłaniając się od kolejnego ostrzału. Tylko dwóch ostatnich dalej na północy było na własnych nogach i z nadzieją na zdobycz, szykując worki i kieszenie na przyjęcie Slerotińskiego złota.
– "To Otiak Pożeracz Dzieci! On nie widzi, idzie na słuch. Wszyscy hałasować ile wlezie, tak głośno jak się da! Wyczarujcie dźwięki koło niego, walcie w tarcze, krzyczcie!"
Zakrzyknięcie Ballo było na wagę tegoż złota, albo i większą. Raz, że wspomnienie z przeszłości mnicha słusznie otworzyło drużynę na nową taktykę, a dwa, że niemalże w tej samej chwili zjawił się akurat ten drugi Pożeracz. I robić rabanu trzeba było w dwójnasób.
Seweryn był rozdarty między pomaganiem rannym, wyzwalaniem zbroi, a hałasowaniem. Wszystkiego na raz robić nie mógł, więc spojrzał na Larę, wyczekując jej decyzji, co z pancerzami. Hazar krzyczał do niej coś o niebezpieczeństwie, a pani doktor nie po raz pierwszy stawała przed trudnymi decyzjami, które miały decydować o życiu postronnych.
– Nouse ja hyökkää vain sokeiden kimppuun... krzyknęła, ale jakby niepewnie. Nazwanie w starożytnym języku widzianych po raz pierwszy na oczy stworów nie było łatwr, a kobieta chciała zrobić, ile w jej mocy, by zbroje nie nadużyły upuszczonej im wolności. – Sokeiden, lonkeroisten olentojen kimppuun! Vain heidän kimppuunsa!
Medyk nic z tego nie zrozumiał, ale gesty i intencje lekarki odczytał jak potrzeba. Razem z Bolvarem ruszyli, by uwolnić srebrzystego automatona, a nim jeszcze słowa Lary wybrzmiały do końca, zbroja podskakiwała już niecierpliwie jak pies czekający na posiłek. Nie ona jedna zresztą, bo wić się zaczęła i ta złota, którą miał koło siebie doktor Quolleb. Jak na złość, ta najbliżej otiaków, została w bezruchu.
Hazar i Lara nie zamierzali jednak poprzestać na krzyczeniu, nawet jeśli wysoce użytecznym, ale zabrali się do walenia w stwora. Odsłonięta przez krasnoluda magia zaskoczyła i może nawet przeraziła niektórych wokół, ale nie czas to był teraz na roztrząsanie spraw takiej natury. Teraz liczyło się jak najszybsze ubicie zagrożenia... Albo ucieczka.
Palnięcie ze strzelby i uderzenie wyczarowanego z własnych trzewi młota runęły na otyugha z dwóch stron, jak dwa zjeżdżające górnicze wagoniki. Proch i magia spadły na bestię z ogromną siłą, rozrywając ziemistą, skorupiastą skórę macek i pyska. Miały nie lada efekt, jednak obca i chora dla ludzkich oczu fizjonomia stwora czyniła go wyjątkowo twardym, nawet wobec takich uderzeń.
Górnicy nie stracili wiary, że wszystko dobrze się skończy, ale woleli nie nadużywać szczęścia i powoli przesuwali się na bezpieczniejsze pozycje. Najlepiej wyglądało to dla Wulbara i Elbira, którzy nadal pilnowali schodów, ale pilnowali już z coraz wyższych stropni, coraz to bliżej wyjścia.
Jedynie Szwar i Mavir pozostali w pobliżu Hazara, odważniejsi wobec bliskości słynącego z siły szefa, który teraz wyciągał dodatkowe sztuczki z rękawa.
W bojowym nastroju byli Grebo i Varlund, ale i oni zachowali zdrowy dystans. Pierwszy chybił i musiał repetować kuszę, ale doświadczony sierżant tym razem wymierzył poprawnie, posyłając bełt prosto w zębatą paszczę. Gulgot, jaki doszedł z ziejącego wnętrza świadczył, że efekt jest, ale bestia nie zwolniła.
Nawet po poprawce Eutalo, który poszedł po rozum do głowy i stwierdził, że jak wszyscy to wszyscy, skupiając ataki na potworze. Oeridyjczyk okazał się świetnym strzelcem, trafiając otyugha mimo sporej dystansu, jednak to ciągle jeszcze nie było to.
Ciężko było dostrzec strach, czy jakiekolwiek inne uczucie, gdy przeciwnik nie miał oczu, ani nawet jakichś pozorów zrozumiałej cielesności, ale następne elektryzujące plaśnięcie, jakie wyczarował Marius ewidentnie wstrząsnęło stworem. Słoniowate nogi zachwiały się na moment i niemal zgięły.
Oczy Saskii zapłonęły nadzieją... Ale na moment, bo druga potwora obok była dotąd nawet nienaruszona.
– Bulwy! Wy, cuchnący gnojarze! – Dziewczyna podbiegła na moment znów nieco bliżej stworów i wydarła się z bliska, nim wzięła nogi za pas. – Chodźcie, chodźcie mnie zeżreć, wy kupy łajna!
Ballo i Morwen – skryta za jego osłoną – ruszyli bliżej centrum wydarzeń, ale z dbałością o bezpieczeństwo kruchej czarodziejki. Doktor Quolleb dbał o siebie najlepiej, obchodząc salę wielkim łukiem.
To, co musiało jednak nadejść w końcu nadeszło...
Słoniowate nogi poprowadziły bestię do ataku i celem okazał się ustawiony bojowo Hazar. Krasnolud nie raz był w obliczu śmierci, więc ustał gdy niezliczone zębiska kłapnęły mu przed twarzą, cudem powstrzymane zastawieniem pawęży. Próbował odbić uderzenia macek, które zaraz nadeszły, ale sparował raptem jedną, gdy druga przejechała po ziemi podcinając go, a kolejna spadła nań z góry jak winiarska prasa, wtłaczając go w ziemię.
Ciemne myśli przemknęły przez głowę wojownika, mieszanka straconych nadziei, gniewu i strachu, że głos, który mu przewodzi w końcu przyszedł po swoje, ale to był moment. Chwila i ból pozbawił go przytomności.
Morwen z ognistym pociskiem i Randal z oszczepem ciśniętym siłą mięśni przyszli padłemu kompanowi w sukurs, a ich razy wzmogły bolesny gulgot stwora, ale nie ugasiły jeszcze jego gniewu.
Nadzieja pozostawała w zbrojach, z których dwie rwały się już do batalii... I w brawurowej, samobójczej Saskii, która ściągnęła do siebie drugiego z otiaków, niepomna tego, jak zabójcze mogą być jego uderzenia.
spoiler
-
Tryb hardkorO, no i fajnie, gratuluję!

Zamówię sobie fizycznie z Empiku zatem i sprawdzę na papierze
-
U bram raju - komentarzeW piątek jadę w góry na weekend... Wiem, że ogólno-letnie (i nie tylko) rozprężenie, ale mam możliwość jutro popchnąć przed wypadem i to zrobię. Zatem kto jest na pokładzie i chce zdecydować, co robi - niech pisze w sesji, albo do mnie. Uszanowanko.
-
U bram raju - komentarzeLepiej że z dobrego powodu niż ze złego

Dzięki za grę!
-
U bram raju - komentarzeTeraz kolejna runda i może działać, zbroję rozwiązał w poprzedniej

-
U bram raju - komentarzePewnie już dziś nie zapostuję we właściwym temacie (a może...), ale rozegrałem rundę mechanicznie i tu opisuję, co następuje dla tych, którzy chcą przekazać kolejne deklaracje/zapostować. Niektórzy nie dawali znać - NPCowałem; inni uzależniali działania od innych czynników - interpretowałem wg mojego najlepszego rozumienia.
Tak to wygląda na mapie:
Porządek inicjatywy taki jak wcześniej z jednym dodatkiem - pojawia się nowy uczestnik (Otyugh #2, którego Marius słyszał wcześniej)...
Porządek inicjatywy:
Seweryn - 19
Hazar - 19
Bolvar - 17
Lara - 16
Górnicy Hazara (zbiorowo) - 16
Grebo - 15
Eutalo - 11
Marius - 11
Saskia - 11
Zbroja #3 - 11 [w tej rundzie nie działa]
Przybysze (grupka z przodu) - 9
Ballo - 10
Złota zbroja - 9 [w tej rundzie nie działa]
Dr Quolleb - 6
Varlund – 4
Otiak #1 – 4
JESTEŚMY TUTAJ
Randal - 3
Morwen - 3
Otiak #2 - 3
Przybysze (grupka z tyłu) - 2
Skoczna zbroja z ławą - 2 [w tej rundzie nie działa]Co się wydarzyło?
- Seweryn i Bolvar nie podejmują działań ofensywnych, są w ruchu; Seweryn gotowy, aby pomagać jak zostanie ranny ktoś z kompanów
- Hazar rzuca z pomocą dwóch górników zbroję naprzód, ale wszystkie zbroje (póki co) bez ruchu
- Lara strzela z arkebuza (zbliża się, by zmniejszyć zasięg) i tym razem elegancko trafia otyugha, który pojawił się pierwszy
- Dwóch spośród górników (Brago i Grosz) łapie Dibraka, czyli tego szabrownika, który się wywrócił w pobliżu zbroi (ten, którego kolegę zbroja na początku zatłukła). Trzymają go 'w mocnym uśisku'.
- Dwóch innych górników (Wulbar i Elbir) niechętnie blokują schody z prawej, uniemożliwiając ujście komukolwiek z szabrowników. Jeden z nich ucieka w lewo, nie ryzykując starcia.
- Eutalo, który chyba pogodził się ze swoją rolą 'oczyszczacza', znów strzela i trafia jednego z szabrowników. Ten dostaje mocno i zwleka się za wagonik z kryształami, chowając się od ataków.
- Marius zmniejsza dystans do Otyugha i wali w niego magią... Krytyk i mocne trafienie Eldritch Blastem.
- Saskia prowokuje stwora, ucieka i rzuca na siebie Sanctuary...
- Stwór podąża za nią, ale nie udaje mu się 'zmusić' do przełamania bariery. Rezygnuje z ataków na kapłankę i rusza za zbiegami. Dziewczyna uratowała im dupska, bo...
- Dwójka zbiegów na południu korzysta z dash i daje po schodach w długą, lecąc do wyjścia
- Varlund strzela w stwora, ale pudłuje - a to pech...
- Szabrownicy na północy dobierają się do złota (czy czymkolwiek to jest)
- Na planszę wjeżdża Otyugh #2, większy jeszcze od poprzedniego... Yikes!
- Randal decyduje, że przy ciężkiej baryłce zminimalizować dystans do kilku metrów jest zbyt niebezpiecznym i rzuca... Ale chybia. Jego pocisk rozbija się i rozlana 'nafta' staje w płomieniach. Tym razem bez szkody dla stwora
Runda 4 i zaczynamy.