Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
SWATS

SWAT

@SWAT
Informacje
Posty
9
Tematy
2
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Powitania, pożegnania i powroty
    SWATS SWAT

    Dorzucę swoje pięć groszy i też się przywitam.
    Także witam się.

    Hydepark

  • [Autorski storytelling] Ropa i krew
    SWATS SWAT

    Fruwacz zorientował się dopiero po tym jak przetarł zaspane oczy i się przeciągnął, że jego „karabin”, który jeszcze chwilę temu trzymał instynktownie przy kolanie był tylko kijem od szczotki. Ot, kawałek drewna, który wziął odruchowo, bo ręce szukały broni. Prawdziwej broni nikt wam jeszcze nie oddał. I wy też po nią jeszcze nie poszliście.

    Prowadzeni zapachem zupy trafiliście do prowizorycznej stołówki, szerokiej wnęki jaskini, gdzie wzdłuż ścian stały długie, zbite z desek stoły. Nad nimi wisiały lampy naftowe i kilka prowizorycznych żarówek, zasilanych z czegoś, co wyraźnie miało lepsze dni.

    Za wielkim, osmalonym kotłem krzątała się staruszka o twarzy pooranej zmarszczkami jak wyschnięta ziemia. Uśmiechała się do każdego, jakby widziała w nim kogoś dawno niewidzianego. Nabierała zupę chochlą z wprawą kogoś, kto robi to od lat.

    — Proszę, kochani, jedzcie, póki ciepłe — powiedziała, nalewając wam solidne porcje. — Dziś dobra. Z kóz górskich. Nasi chłopcy wczoraj jedną upolowali. No i grzyby jaskiniowe, takie białe, miękkie… Nie bójcie się, jak się je dobrze wygotuje, to nawet nie zabijają. — mrugnęła porozumiewawczo.

    Zupa pachniała tłusto i sycąco. Po raz pierwszy od dawna czymś więcej niż sucharami i konserwą. Przy sąsiednim stole kilku ludzi rozmawiało półgłosem, ale w jaskini dźwięk niósł się mimowolnie.

    — Mówię ci, znowu ktoś nie wrócił z korytarza D-14…
    — A nie mówiłem? Czort wie, jakie tam licho siedzi.
    — Dawno ten tunel powinni podsadzić. Po co nam taka dziura w ziemi?
    — Popiół mówił, żeby jeszcze poczekać… Ale ile można czekać?

    Stołówka

    Gdzieś dalej, bliżej jednej ze ścian, zbierała się grupka ludzi. Rozstawiali prowizoryczne ławy, ktoś rozwieszał kawałek płótna z jakimś prostym symbolem. Ojciec Ewald, zwany Popiołem, stał z boku, rozmawiając cicho z kilkoma osobami. Poranna msza miała się zacząć niedługo, bez dzwonów, bez patosu. Po prostu ciszą.

    Z drugiej strony jaskini słychać było zupełnie inny dźwięk: metal o metal, warkot i głośne przekleństwa. Hanka „Ember” wraz z kilkoma technikami klęczała przy starym generatorze diesla. Silnik był rozbebeszony, ręce mieli czarne od smaru.

    — Ja pierdolę, kto to tak składał?! — wydarła się Hanka. — To nie jest filtr, to jest prowokacja!
    — Działał wczoraj…
    — Wczoraj to ja byłam młodsza! Podaj klucz, ten większy!

    Jar był bezpieczny. Ale nie dlatego, że pozwalano tu chodzić z giwerą. Liora usiadła obok Noa z miską zupy w dłoniach. Zjadła kilka łyżek w ciszy, po czym spojrzała na niego bokiem.

    — Hej… — odezwała się cicho. — Jakbyś jednak szedł sprawdzić ten punkt obserwacyjny. To idę z tobą. - wzruszyła ramionami. — Nie widzi mi się siedzenie całe życie pod skalnym sufitem. Nawet jeśli tu jest… Spokojnie.

    Przed wami był dzień. Jar niczego nie wymagał. Droga jeszcze milczała.

    Rozgrywka ropa i krew storytelling autorski

  • [Autorski storytelling] Ropa i krew
    SWATS SWAT

    Przy stoliku siedziało trzech mężczyzn.
    Jeden starszy, siwy, wychudzony, twarz miał pooraną zmarszczkami jak ściana jaskini. Ręce grube, spracowane, palce powykręcane od lat pracy z kilofem. Drugi był młodszy, na oko dwudziestokilkuletni, nerwowy, nie potrafił usiedzieć spokojnie. Brud pod paznokciami, oczy podkrążone od niewyspania. Trzeci był chudym mechanikiem w okularach z porysowanymi szkłami, z palcami poplamionymi kredą i smarem.

    Zapadła chwila ciszy. Młodszy prychnął nerwowo.
    — Ty tak serio?
    — To oni. Ci złapani przy trasie — rzucił mechanik.
    Starszy odstawił miskę. Powoli. Jakby zastanawiał się, czy w ogóle warto zaczynać.
    — Serio było wtedy, kiedy pierwszy raz ktoś nie wrócił — powiedział w końcu. — Potem było już tylko… głupio.
    — Głupio? — zapytał strażnik Jaru ze stolika obok, który podłapał temat.
    — Bo nikt tam nie ginął jak w bajkach — wtrącił młodszy. — Żadnych krzyków. Żadnej krwi. Wchodzili i… nie wychodzili.
    Starszy skinął głową.
    — D-14 to stary korytarz techniczny. Przedwojenny. Głęboki. Suchy. Bez zawałów. Idealny do roboty. — Prychnął gorzko. — Za idealny.
    — Co znaczy „za idealny”? — dopytał strażnik spokojnie.
    — Że idziesz i masz wrażenie, że wszystko się zgadza. — Starszy potarł dłonie. — Kroki się liczą. Echo wraca. Lampy świecą. Tylko… po jakimś czasie przestajesz wiedzieć, czy idziesz do przodu, czy w kółko. A powrotu nie ma.
    Młodszy przełknął ślinę.
    — Mój brat tam poszedł. Zostawił kilof przy ścianie. Jakby uznał, że już mu niepotrzebny. — wyszeptał. — Znaleźliśmy go trzy dni później. Siedział pod ścianą. Jeszcze żywy. Uśmiechnięty. Nie chciał wracać. Zabraliśmy go siłą. Dzień później podciął sobie żyły.
    Strażnik nie drgnął.
    — A Bran? — zapytał po chwili. — On tam był.
    Starszy spojrzał na niego uważnie.
    — Był. I wrócił tylko dlatego, że zrobił coś, czego normalny człowiek by nie zrobił.
    — Co? — padło pytanie od drugiej strony stołu, od mechanika.
    Starszy zawahał się, po czym odpowiedział:
    — Zrobił sobie krzywdę. Poważną. Żeby poczuć, że jeszcze jest sobą. — westchnął. — Powiedział potem, że korytarz go „zapraszał”. Nie groził. Nie straszył. Po prostu obiecywał spokój.
    Młodszy dodał cicho:
    — Dlatego nikt tam już nie chodzi. Bo to nie miejsce, które zabija. To miejsce, które mówi: zostań. I ludzie zostają. Umierają z głodu, z pragnienia albo z wycieńczenia, błądząc w kółko.
    Mechanik odstawił miskę.
    — Musisz wiedzieć… — zwrócił się do Noa, przecierając brudnym od smaru palcem okulary. — Wolny Jar to system jaskiń krasowych, szczelin i podziemnych cieków wodnych, połączony z państwowym kompleksem wydobywczo-technicznym. Ale… — zawahał się. — Pierwsi, którzy zaczęli eksplorować ten system, znajdowali dużo rządowej i wojskowej dokumentacji. Co może znaczyć, że było tu coś jeszcze. Ta rozległa komora, którą widzicie… to zaledwie ułamek całego kompleksu.

    Rozgrywka ropa i krew storytelling autorski
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy