Dingo poruszył się na kanapie. Jeszcze nie całkiem rozbudzony słyszał rozmowę Brazil i Switcha, a potem HiFi'ego. Potrzebował chwili, żeby dodać dwa do dwóch i zorientować się o czym właściwie mówią. Ćmiący ból głowy i zesztywniałe od spania na kanapie członki nie pomagały.
Przeciągnął się po czym usiadł wygodniej opierając łokcie na kolanach i masując skronie. Chwilę wpatrywał się w ekran telewizora zamrożony na stopklatce. Czyli... ten cały Fuentes, tak? Groził, że powystrzela dzieciaki z broni Switcha, jeśli ten nie będzie współpracował... Ale przecież, według najlepszej wiedzy Trenów, Switch leżał martwy w kontenerze na Vine Street? Podzielił się tą wątpliwością ze Switchem:
- Czy ty oficjalnie nie jesteś dalej nieboszczykiem? - spytał - To znaczy, nie wiem, czy ktoś widział jak wyciągaliśmy cię z Vine Street... ale też nie patrzyłem, bo byłem zajęty spierdalaniem.
Wzruszył ramionami.
- Ale na razie, jak sam zawsze mówisz: powoli i z rozmysłem. Jak dojdziesz do siebie... i namierzymy tych kolesi... to tylko powiedz, to im nakopiemy w ramach klanowej vendetty. A na razie, chyba opędzlowali ci telefon, co? Mogę ci skoczyć po jednorazówkę na drugie piętro.
Wstał z kanapy i chciał ruszyć do lodówki po coś zimnego, kiedy tknięty przeczuciem podsunął sobie koszulkę pod nos i powąchał. Pokiwał głową na boki w geście "nie jest dobrze, ale i nie jest źle", zwłaszcza jak na warunki ich megabloku.
- HiFi, czyli na tych Brzytwiarzy potrzebujesz kasy czy broni? Czy to oni mają broń? Której potrzebują Krety... A Leif ma z nimi kosę? Tak? Więc z Leifem mamy zabrać im broń i dać tym drugim... dobrze łapię?


). Chętnie spędzi czas pomagając w opiece nad Switchem (ale bardziej w stylu "skocz po żarcie", niż "podaj skalpel").