Dingo nie powinien spodziewać się, że znajdą dziewczynę na miejscu, ale i tak był rozczarowany. Pusty parking, z którego ich przybycie przepłoszyło zbieraczy-padlinożerców, przypominał pusty grób, albo opuszczoną jamę drapieżnika.
Oni jednak nie mieli nawet tyle szczęścia, żeby znaleźć jakieś ślady grasującego tu zwierza, poza popsutym smarthingiem. Houston odetchnął głęboko powietrzem parkingu, przesyconym smrodem uszkodzonych układów paliwowych, rdzy i taniego wina.
- Tak jak powiedziałem, trop ostygł. Tu się nie dowiemy niczego więcej, chyba że znajdziecie jakichś świadków... - pokiwał głową na boki - Może z tego telefonu coś się wyciągnie. Ale, zaraz, skoro to telefon Nikeri... czy ta druga dziewczyna nadal ma swój? Może tam coś jest?
Szukał spojrzeniem Macka, który mógł znać odpowiedź na to pytanie, ale medyk kręcił się gdzieś dalej na parkingu. Houston westchnął i, nie mogąc ustać w miejscu, zaczął chodzić między samochodami.
- Teee Dingo... - usłyszał cichy głos Shawna - A znasz to? Dwa gangusy Chakkas i Valentinos skaczą z pierwszego piętra. Który z nich se łeb rozpierdoli?
Houston nie potrafił się powstrzymać i uśmiechnął się półgębkiem.
- No, który?

