[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
-
Vine Street w Heywood; Apartamentowiec; Piętro III , Mieszkanie 36; godzina: 22:55
Niby skupiona na tajemniczych łuskach, a połową siebie czekała wejścia Hustona, mimo tego kiedy drzwi się otworzyły wzdrygnęła się, cicho pisnęła i odskoczyła pod ścianę. Koliber pod piersią orbitował dookoła kwiatu.
-To SmilWire. - odparła cichutko na pytanie kolegi - Nie ma Switcha, ale mam to. - podała łuskę - i to - pokazała kolejne na dłoni, by zaraz ukryć je w torebce. - Myślisz, że mogą pochodzić z Tego karabinu? Jest jeszcze krew, a ten tu ma tylko odleżyny i wrzody z ropą. - Znalazła resztkę plastikowej torebki i wzięła próbkę krwi.
Raz jeszcze dotknęła myślą smarta i wyczarowała wiadomość.
-Jest Slim, nie ma gapy. Biorę lokalsów na siebie. To moja noc i gapy. Gangi to T, czy V?Przez te kilka chwil kiedy była sama w mieszkaniu hakera dotarło do niej, że się zapędziła, siebie i kolegów pociągnęła za sobą dokładnie tak samo jak robił to wcześniej Raze, a przecież właśnie dlatego była na niego zła. Prawda, że miała różne od Swichowych motywacje, ale wprowadzała taki sam chaos. Gdzie ów doprowadził jej faceta, nie powinien tam skończyć nikt więcej z jej przyjaciół. Wreszcie nazwała to w myślach, ktoś kto idzie za tobą w czarną dupę musi być przyjacielem. Stadne poczucie nieco ją uspokoiło, zwolniło kolibra, stonowało myśli.
Mając u boku Dingo przyjrzała się raz jeszcze uważnie instalacji człowieka i maszyny wszystko dokładnie nagrywając, zadbała o to, by na filmie była widoczna godzina i data, ale żeby na nagraniu nie było jej, ani Hustona.
-Musimy go wybudzić i porozmawiać. Pozwól, że zacznę. - widząc śmiałe podejście nomada ze szkłami na oczach do leżą grubasa. - Co tam widzisz przez szkła?
-
Brazil
Nachyliła się nad grubasem, wcześniej dobrze rozpoznawczy ukształtowanie i specyfikę jego hradu. Wyciągnięty z torebki chip usadziła w swoim gnieździe interfacu i poddała hybrydyzacji. Mając rdzeń systemu na wyciągnięcie fizycznej ręki nie musiała forsować bram zdalnie. Wystarczyło wgrać czarny kod wprost na systemy Smilwira. Zainstalowała zhybrydyzowaną skolopendrę wprost w czytnik jednostki centralnej. Weszła: Pozmieniała kody dostępu. Sprawdziła katalog plików, nie mogła uwierzyć, że poszło tak łatwo.
Wpierw brutalnie odłączyła mózg SlimWire od wygodnego digitalnego świata, więżąc go w opasłym cielsku, zaraz jednak zjawiła się jak Anioł. Dłonią w lateksowej rękawiczce gładziła delikatnie twarz budzącego się druciarza, drugą podała szklankę coli, którą znalazła w paśniku.
-Witaj królewiczu. Masz ważną wizytę niegrzecznie byłoby to przespać. Nikt by ci nie uwierzył, że była u ciebie wróżka. Popatrz na mnie. Problemy z błędnikiem mijają, a mięsko potrzebuje się nawodnić i trzeba nakarmić twój genialny mózg. - widząc zdziwione spojrzenie. - Jestem wysłanniczką Akolitów Gołębicy. Bądź błogosławiony. - przejechała lateksowymi paluszkami po popękanych ustach. - Masz rany na ciele i umyśle, a Ona niesie ci ukojenie. - oderwała się, pozostawiając pragnienie, spojrzała w dół - coś tam drgnęło, musisz o siebie zadbać, bo Gołębica pragnie twojego zdrowia. Pragnie też oddania, nie wyłącznego oczywiście, dalej będziesz mógł dilować receptami i robić przekręty na promkach. W ramach dobrej woli powiedz gdzie jest człowiek z cyberokiem, który odwiedził cię dziś wieczorem. Nikuje Swich.
Grubas zerknął na swojego smarta i zmarszczył jeszcze bardziej czoło. Telefon hakera był już zainfekowany kodem Brazil, niewiele miała mocy przerobowych, a położyła macki na całym systemie.
-No jak? Gołębica właśnie się z tobą poznaje, a co jest lepszego by kogoś szybko poznać jak nie ciasteczka z jego smarta? Tak, mamy zawartość twojego smarta, ale to tylko żeby spersonalizować ci zadania. Dobrze byłoby, żebyś przekazał mi klucze do jednej z bram kodowych. Do tego wrócimy. - mruknęła, wciąż czekając odpowiedzi kontynuowała przedstawienie - Popatrz na mnie. Rok temu ważyłam 170 funtów i nie miałam połowy zębów, a dziś przyszłam do ciebie po gościa z cyberokiem z samym nożykiem do.. Do czego on właściwie jest? Proste i łatwe w użyciu narzędzie - zaprezentowała grube ostrze do PCV - Patrz na mnie. Chciałbyś, żeby twoje ciało wyglądało za rok tak, a zarazem została by ci cała druga strona? - uśmiechnęła się czarująco, zastanawiając się, czy w tych gaciach jeszcze może się gotować - Powiedz gdzie jest gość, a opatrzymy twoje rany.
-
Vine Street przed budynkiem, 23:05
Valentinos ze strzelbą sprawiał wrażenie robota, gapił się na swoje otoczenie beznamiętnie niczym cyborg, ewidentnie czekając na polecenia Bonifaca. Aptekarz emanował dla odmiany aurą fałszywej serdeczności, która przeszła w wyraz równie przesadnego zatroskania, kiedy Shawn opowiedział mu o rzekomych problemach z Tren de Agua.
Nawet niby-cyborg okazał stonowane zainteresowanie, uniósł brwi spoglądając pytająco na Bonifaca.
- Ziomuś, gruba sprawa - powiedział diler podciągając dresowe spodnie - Macie na pieńku z Treniarzami? I szukacie na Vista del Rey ich człowieka? A goście wam zajebali kumpelę? Ja pierdolę, to bardzo niezdrowa sytuacja, bo wiecie, Vista to generalnie ich teren. Ale pewnie o tym wiecie, co? Więc skoro tu przyjeżdżacie z pretensjami, to pewnie macie jakieś wsparcie, co? Jakieś kurewsko grubsze wsparcie?
Bonifac zmierzył zmartwionym spojrzeniem Shawna i Macka, zacmokał z dezaprobatą.
- To się nawet składa w całość, ziomek - powiedział diler podnosząc z chodnika swoją podróżną torbę i wieszając ją z powrotem na ramieniu - Pewnie chodzi o Wieloryba, mieszka pod tym adresem. Szukacie go, a w całym budynku nagle nie ma prądu, co za zbieg okoliczności. To szukajcie, nic tu po nas, bo jak Wieloryb coś kręcił dla Tren de Agua i nagle odcięło mu prąd, to zaraz ktoś przyjedzie to sprawdzić. Tak tylko po przyjacielsku uprzedzam, Valentinosi się tak szybko nie wkurwiają, ale Treniarze to pojeby, chociaż kuzyni. Pepe, nic tu po nas, idziemy.
Milczący jak skała gość podniósł lufę strzelby opierając ją nonszalanckim gestem o bark, zszedł z chodnika w ślad za Bonifacem. Obaj przecięli jezdnię zatrzymując na chwilę nadjeżdżający samochód, ale nie skręcili do pomarańczowego Bandita, tylko przystanęli obok dwóch prostytutek przy automacie All Foods.
Szybko się okazało, że Pepe bynajmniej nie był niemową, bo kiedy Bonifac zagadywał o coś obie dziewczyny, gość ze strzelbą wyciągnął z kieszeni smarta i zaczął gdzieś dzwonić.
Bonifac zaśmiał się słysząc jakąś uwagę laski z irokezem, ale Frog był świadomy tego, że diler przez cały czas go obserwował.
- Mamy kurewsko mało czasu, Hartley - powiedział solo odwracając głowę w stronę Macka - Kurewsko mało.
Mieszkanie SlimWire, 23:05
Spijający z ust Artemidy potok jej słów netrunner miał minę tak komiczną, że Brazil musiała zrobić naprawdę wiele, aby nie wybuchnąć śmiechem. Gość nie był zły w swoim fachu, pracował na ukrytej sieci na stałym łączu podciągniętym do budynku przez oferujący solidną infrastrukturę OrangineNet, blokował zewnętrzne punkty dostępu kilkoma naprawdę mocnymi programami, których nie powstydziłaby się sama Artemida. Zgubiła go zbytnia pewność siebie - odcięty od prądu stracił dostęp do wyłączonej w jednej chwili sieci budynku, a kiedy apartament hackera stanął otworem, intruz pokroju Brasil nie potrzebował forsować cyfrowego pancerza, aby wbić wirtualny nóż w miękkie podbrzusze SlimWire.
Wystarczyło włożyć odpowiednio zaprogramowaną drzazgę danych do gniazda na szyi netrunnera, aby złamać jego neuralne zabezpieczenia bezpośrednio przez punkt dostępu osobistego. Najsłabsze miejsce w pancerzu sieciarza pozornie bezpiecznego w swojej kryjówce.
W zamglonych oczach SlimWire dezorientacja mieszała się z fizycznym bólem. Odcięcie od Sieci w tak nagły sposób nie należało do szczególnie przyjemnych doznań, chociaż nijak się nie miało do cierpienia powodowanego fizycznym zerwaniem połączenia przez odcięcie albo wyrwanie z gniazda kabla światłowodów. Z rozchylonych ust mężczyzny popłynął cichy jęk komponujący się z dygotaniem galaretowatego cielska.
- Szukasz Switcha? - netrunner zamrugał rozpaczliwie oczami, zacisnął powieki oślepiony i tak relatywnie słabym blaskiem jarzeniówek - Co ty gadasz? Chcesz mnie zarżnąć? Co ty mi wgrałaś?!
Sieciarz podjął nieskładną próbę podniesienia się z sofy, w oczywisty sposób skazaną na porażkę. Z kącików ust pociekła mu gęsta flegma, oddech zaczął się rwać w sposób sugerujący nadciągający atak paniki.
- Czego on tak sapie? - spytał zaniepokojony zachowaniem gospodarza Dingo - Ma wszczepione sztuczne płuca, jakiś neuralny respirator? Żeby nam tu zaraz nie zszedł!
- Gołębica o ciebie zadba - Brazil położyła dłoń na czole netrunnera prawdziwie matczynym gestem - Jestem jej posłanką, jej i Akolitów Gołębicy. Oddychaj powoli, spójrz na mnie, uspokój się, bo nic ci nie grozi. Gdzie jest mężczyzna z cyberokiem, który cię dzisiaj odwiedził?
Wciąż wyraźnie rozkojarzony SlimWire skoncentrował swój rozbiegany wzrok na twarzy Artemidy, zatrzymał się na niej w próbie objęcia rozumem sensu wypowiadanych przez kobietę słów. W jego oczach pojawiło się znienacka przerażenie; nie ślepe i bezrozumne, a zrodzone ze świadomości istnienia jakiegoś faktu.
Brazil uświadomiła sobie w tej samej sekundzie, że SlimWire rozpoznał coś w jej narracji, wyraz jego oczu zdradzał jego to niezawodnie. Nie wiedziała tylko, czy umysł mężczyzny zareagował na frazę o „Akolitach Gołębicy” czy „mężczyznę z cyberokiem”.
Pogładziła czoło SlimWire delikatnym gestem, pozornie cierpliwie czekając na jego kolejne słowa.
- Ja cię znam - wydyszał netrunner - Ja cię znam. Ty jesteś Brazil, laska Switcha. Oglądam twoje rolki na socjalach, te od ciuchów. Ja pierdolę, przyszłaś po niego? Nie wiem, gdzie on jest!
Głos SlimWire przeszedł w wizg dźwięczący ogromnym strachem.
- Po chuj tu w ogóle przychodził? Zajebali go i wynieśli z mieszkania, ja nie miałem z tym nic wspólnego! Odpięłaś mnie od Sieci przy robocie? Oni już o tym wiedzą! Zajebią cię tak samo jak jego! Głupia dziwka! Zaraz tu będą!
-
Było późno, ale skoro trafiła się okazja, trzeba było robić. Zresztą, ekipa jak zjedzie na blok, to na pewno go obudzi. Co prawda nie dawali znaku życia, ale skoro padło hasło ciszy w eterze, to w sumie nic dziwnego.
Zresztą w ciszy i spokoju lepiej było pracować. Cyberoko... nawet nie taka zła robota, ale i tak wolał retro audio. Jak się zepsuło, to można było naprawić. A jak siadła elektronika, to naprawić się na ogół nie dało. Do tego cyberwszczepy można zhakować, a retro audio - nie.
Popatrzmy... -
Nomada przyglądał się grubasowi najpierw z czymś w rodzaju życzliwego zainteresowania - tak jak zoolog mógłby patrzeć na ciekawy gatunek zwierzęcia, w jego naturalnym środowisku. Jednak SlimWire chyba nie brylował w towarzystwie, bo im więcej mówił, tym bardziej w oczach Dingo pojawiał się chłód. Houston drgnął wyraźnie, ale starał się opanować, kiedy druciarz wspomniał, że Switch nie żyje. Krew i karabinowe łuski w mieszkaniu mogły na to wskazywać, ale bardziej prawdopodobne było, że gruby blefuje, chcąc ratować swoją skórę, albo po prostu ich spławić.
- Jak zajebali, kto zajebał... - powiedział powoli - Trochę uprzejmiej i nie gorączkuj się tak, bo zaraz ci pikawa wysiądzie. Jeszcze raz: gdzie jest Switch? Kto go zabrał i kim są "oni"?Dingo spojrzał przelotnie na Brazil, próbując poznać, czy ona daje wiarę rewelacjom SlimWire'a. Z całych sił starał się nie obejrzeć odruchowo za siebie, choć czuł pod skórą zagrożenie. Byli na nie swoim terenie, telefon Switcha nie dawał znaku - nomen omen - życia... a wcześniej Brazil wspominała jeszcze o Tren de Aqua.
Wbił ręce do kieszeni, wpatrując się w gospodarza. Wyciągnął smarthinga i pingnął Shawnowi krótką wiadomość.
Dingo Druciarz mówi, że możemy zaraz mieć towarzystwo Ale chuj go wie Nóż Houstona chwilowo zniknął przy pasku, dyskretnie tak jak wcześniej się pojawił. Zamiast tego w drugiej kieszeni jego dłoń wyczuła chłodny metal zdobycznego Unity.
-
Vine Street w Heywood; Apartamentowiec; Piętro III , Mieszkanie 36; godzina: 23:05
Jeszcze chwilę Brazil nie dopuszczała do siebie słów grubasa, nie puszczała do świadomości, do serca nie puszczała, żeby nie pęknąć. Rozlać się jak drink pozbawiony szkła czule go obejmującego.
Oczami przewróciła na Dingo, czuła jak w gardle narasta jej gula, kula niemocy, brakowało tylko żeby się rozpłakała. Gotowa była odwrócić się na pięcie i wybiec, uciec.
Madre zwierzątko dobrze doradzało. Jedno złe słowo wszystko odmieniło. Nie powinien nazywać jej dziwką, a na pewno głupią. Niewidzialna siła wyprostowała kobietę, by zaraz ułożyć ciało do błyskawicznego ciosu całą powierzchnią dłoni w tłusty policzek SlimWire.Plask
-Nic nie zrozumiał tłuścioch! Wskakuje w sieć i odwołuje Trenów. Jak zjawią się na placu, albo przed drzwiami zabiję cię w sekundę. Nie obetnę jajec, nie oszpecę. Zabiję. - mówiła coraz szybciej, czując presje czasu. - Nie będę czekała aż uratują swojego sługusa. Zabiję. Zrozumiał troll? Nie będzie już nic. Koniec przyjemności. Nie będzie SlimWira. Wtedy będę ja. Już, ma dostęp. Nurkuje. Będę cię sprawdzała, mój robak pozostaje w systemie. Później sobie porozmawiamy, kto wie może nawet miło.
Jeszcze nie była gotowa go zabić, jeszcze nie przekroczyła granicy nienawiści, ale stała nad krawędzią. Mogła skoczyć, kalkulowała tylko jak wyciągnąć z tego kolegów. Jak im powiedzieć, że powinni ją teraz zostawić, po tym co dla niej zrobili.
Zdobyła się. Napisała do wszystkich z paczki.
-Powinniście się zbierać. - kiedy spotkała się wzrokiem z nomadą czuła wstyd.
-
Patrzył przez chwilę jak valentinosi gadają z dziwkami po czym napisał na szybko do Brazil.
Shawn Przyjechali V. Powiedziałem jedziemy T. Chyba chca spierdalac. Mowia goraco bedzie zaraz. A S? Kątem oka obserwował nadejście odpowiedzi. Nadeszła. Od Dingo. A chwilę potem od Brazil. No co ona kurwa nie powie. A gdzie Switch???
Shawn Ja prdl… A S??? - Mack… wracaj do Leifa. Nic tu po Tobie łapiduchu. Jak tylko Brazil i Dingo wyjdą ze Switchem, zajeżdżacie przed wejście i ich zgarniacie…
Co rzekłszy rozejrzał się za najlepszym miejscem do strzelania w nadjeżdżające pojazdy. Nie planował niczego spekakularnego, ale wyładowanie całego magazynka na ślepo w większość aut powinno kupić im co najmniej minutę.
-

Mieszkanie SlimWire w Heywood, 23:06
SlimWire zadygotał ponownie pod wpływem mieszaniny przeciwstawnych emocji, wyprężył się przy trzasku przeciążonej jego rozmiarami sofy.
- Nic z tego - zacharczał, a czerwona pręga na jego policzku rosła coraz bardziej - Oni nie są głupi jak ty. Nawet jeśli ich odwołam, nie uwierzą mi, tylko przyjadą sprawdzić na miejscu, co tu się odpierdala. Przerwałaś coś bardzo ważnego, bo jesteś jak Switch, koniecznie musisz się wpierdalać w cudze sprawy. Pomogłem mu z tą parą korposów z Japantown w zamian za odszukanie Shivy i tyle, po chuj tu przychodził? Robiłem, co mogłem, żeby go wyciągnąć z tego gówna, ale nie, bo on ma niewyparzoną gębę. Po prostu musiał ich wkurwić!
Brazil stała w bezruchu nad ciałem półprzytomnego gospodarza, z wzrokiem wbitym w ekran trzymanego w jednej ręce deku. Jej neuralny procesor generował ogromne ilości danych, częściowo transmitowane za pomocą sieci neuronów prosto do mózgu, objawiające się w jej umyśle niczym obco brzmiące szepty azteckich demonów. Utrzymanie kontroli nad przepływem tylu informacji bez wsparcia dodatkowych cybernetycznych implantów stawało się dla Artemidy coraz większym wyzwaniem, bo SlimWire bynajmniej nie był amatorem i infiltrując jego firewalle musiała nieustannie uważać na niebezpieczne cyfrowe niespodzianki.
- Gadaj, co stało się ze Switchem albo sam wykroję ci sadło! - zasyczał złowróżbnie Houston uderzając o udo lufą Unity należącej wcześniej do trupa znalezionego przed garażem Shivy Lacroix.
- Miał szczęście, że go nie zastrzelili - odpowiedział rwącym się głosem SlimWire - Rosita ma Sandevistana, podobno jest szybsza od kuli. Jebnęła Switcha, kiedy Pablo strzelił, a potem skopali go za ten wyszczekany ryj. A potem wyciągnęli przez okno na schody przeciwpożarowe i sobie poszli.
Sieciarz spróbował nieporadnie przekręcić głowę w stronę uchylonego okna za swoimi plecami, ale nalany tłuszczem kark odmówił mu posłuszeństwa.
- Musieli go zabrać ze sobą - dodał netrunner - Spierdalajcie stąd, zanim traficie do tej samej wanny z lodem, Tren de Agua często robi interesy z Kosiarzami.
Brazil nic nie odpowiedziała w pierwszej chwili, wspomnieniami krążąc wokół zapisu z kamery monitoringu ściągniętego przed przyjazdem na Vista del Rey. Coś wcześniej niezrozumiałego i dziwnego stało się dla niej teraz oczywiste, ale pociągnęło za sobą natychmiast kolejne pytanie.
- Zabrali go goście z Tren de Agua? - upewnił się Dingo - Na zewnątrz po schodach przeciwpożarowych?
- Masz uszy gównem zatkane jak ta lala? - jęknął w odpowiedzi SlimWire, porażony spazmem fantomowego bólu generowanego przez infiltratorskiego robaka Brazil - Tren. Zaraz zajebią i was.
-
Hartley "Mack" Mackinaw
Na dole Vine Street
- Dobra, Żaba, a wy - tu zwrócił się do dwóch gansterów, którym na wieść o Trenach wyraźnie zmiękła faja. - trzymajcie się - i spokojnie ruszył do miejskiego samochodzika. Na ekranie gogli widział przepływ informacji, nie miał wszczepów, więc dopóki gangsterzy byli obok, nie mógł wejść w eter. A wtedy...
-Na ulicy spokojnie, V w miarę pokojowi, cykor przed T. Żaba przed wejściem, ja z Leifem.Jak dojdzie do samochodzika to szybko streści co się tu działo, o ile Leif nie będzie wiedział co się dzieje.
I gdzie jest Switch?
-
Dingo spotkał się wzrokiem z Brazil i trochę przy tym stracił rezon. Artemida czasami wpadała z euforii w melancholię - ale Houston nie rozumiał czemu teraz. No i gruby ewidentnie coś kręcił. Wkurzał go. Początkowo Dawn wziął go za wieloryba, majestatycznego ssaka, który powoli, ale bez wytchnienia przeszukuje wody swojego habitatu. Ale nie, to nie tak: SlimWire był pijawką. Tłustym pasożytem.
- Noż trzymajcie mnie, bo nie strzymam! - powiedział nie wiadomo do kogo, wyrzucając ręce w powietrze. - Czyli to dla ciebie szukaliśmy tej całej Shivy, Switch zrobił ci przysługę, a ty tu stałeś... w sensie leżałeś... jak ten kołek, jak oni lali go po mordzie? No, ja pier-kurwa-dolę!
Dingo zaczął kręcić się po małym salonie mieszkania, dłoń z bronią co chwila wędrowała w kierunku gospodarza. W końcu zatrzymał się przy kanapie i pochylił nad SlimWire.
- Za samo to powinieneś dostać kulkę... - powiedział i spojrzał na Brazil, jakby prosząc tylko o pozwolenie - ...ale chociaż jesteś pijawka i pasożyt, to możesz się jeszcze przydać. Gdzie go zabrali?Dingo ściskał nerwowo rękojeść Unity. Wiedział, że jeśli gruby nie blefował, to kończy im się czas. Rzucił okiem na schody przeciwpożarowe, oceniając czy to dobry sposób ewakuacji. Jeśli SlimWire stwierdzi, że nie wie gdzie Tren de Aqua wzięli Switcha... to przestanie być potrzebny. Houston nie odbierał życia łatwo... Nie kiedy grubas jest praktycznie bezbronny, bez swojej Sieci. Ale tu chodziło o coś więcej. Switch to rodzina. Wataha. Z drugiej strony... żywy SlimWire mógł być kartą przetargową. Dawn rzucił szybkie spojrzenie Brazil.
-

Mieszkanie SlimWire w Heywood, 23:07
Opasły netrunner wciąż spazmatycznie podrygiwał na sofie, ale obserwujący go złowieszczo Dingo nie potrafił rozsądzić, czy ruchy te powodowane były neuralnymi impulsami generowanymi przez włamanie Brazil czy zapaścią wyniszczonego organizmu mężczyzny pod wpływem ogromu emocji.
Zrodzona z charakterystycznej dla nomadów klanowej lojalności zimna wściekłość Houstona nie ustępowała ani na krok. Złe przeczucie co do losu Switcha mieszało się w myślach Dawna z przeświadczeniem, że pod lufą jego Unity znalazł się przynajmniej jeden ze sprawców nieszczęścia fiksera.
A nomadyczne klany nie miały żadnych oporów przed wymierzaniem sprawiedliwości na własną rękę.
- Odwalasz fuchy dla Trenów i jesteś tutejszy to musisz wiedzieć, gdzie mają swoje mety - powiedział podniesionym głosem, dla lepszego efektu dźgając lufą pistoletu pomiędzy dwie fałdy tłuszczu na brzuchu SlimWire - Dokąd mogli zabrać Switcha?
Netrunner zachrypiał nieporadnie, przeciągle odchrząknął.
- Tren ma kryjówki w całym Heywood - odpowiedział pośpiesznym tonem - Najbliższa to w starej transformatorowni na Republiki, ale po tym jak korporacyjni rąbnęli starego Nicolasa na I-99, Manuel Fuentes zmienił bazy na bezpieczniejsze miejsca, rzadziej używane, może siedzieć gdziekolwiek na Skyline East. On myśli, że Sixt Street wystawili info o ataku na konwój Militechowi i chce się zemścić za śmierć ojca. Co ty kurwa grzebiesz w moich rejestrach?! Wypierdalaj z mojej głowy!
Wibrujące histerią żądanie netrunnera popłynęło w stronę Brazil, stojącej od kilkunastu sekund w bezruchu z lekko przechyloną głową. Obserwując ją z ukosa Dingo poczuł znienacka lodowaty dreszcz, nie potrafiąc sobie do końca wyobrazić tego, co zaawansowana technomagia czyniła właśnie z połączonymi ze sobą mózgami Artemidy i SlimWire.
- Załatwili go, zabrali ze sobą i poszli schodami przeciwpożarowymi, żeby nie upierdolić krwią korytarza i klatki, bo by sąsiedzi narzekali. Nic więcej nie wiem, przysięgam.
Chodnik przed blokiem na Vine Street, 23:07
Hartley przebiegł przez ulicę przepuszczając wpierw dwie jadące szybko odrapane osobówki. Shawn odprowadził go spojrzeniem aż do Aigo, dopóki nie upewnił się, że weterynarz wsiadł bezpiecznie do samochodzika. Przez główne wejście do apartamentowca wylała się większa grupa zdenerwowanych ludzi, pokrzykująca gniewnie pomiędzy sobą, w przeważającej mierze po hiszpańsku. Nie zdające sobie sprawy z kłopotu rodziców dzieci zaczęły się z miejsca bawić na chodniku, dopełniając gwar głosów melodyjnymi śmiechami.
Bonifac skończył rozmawiać z obiema dziwkami, a jego towarzysz skończył gdzieś dzwonić. Diler wciąż przyglądał się stojącemu przed apartamentowcem Frogowi i sprawiał wrażenie całkiem rozluźnionego, ale Shawn dostrzegał pewne szczegóły otoczenia, które generowały w jego umyśle alarmowe sygnały.
Obie dziewczyny spod budki z żarciem zniknęły natychmiast po skończeniu pogawędki z Bonifacem, rozpłynęły się w jakiejś bocznej uliczce nawet nie próbując udawać, że się nie spieszą. Trójka ćpunów złapała wspólnymi siłami za wózek i oddaliła się równie szybko w przeciwną stronę.
A potem pojawiła się czarna furgonetka, która nadjechała od strony wjazdu na Most Kongresowy i która zatrzymała się jakieś dwadzieścia metrów od apartamentowca wjeżdżając wpierw do połowy na chodnik po przeciwnej stronie ulicy. W innych okolicznościach nie wyglądałaby podejrzanie, ale Shawn natychmiast zauważył jak na jej widok Bonifac klepie kumpla po ramieniu i jak obaj względnie szybkim krokiem idą do Bandita.
Valentinosi wsiedli do swojego pomarańczowego chińczyka, ale nie uruchomili silnika, najwyraźniej decydując się na bierną obserwację rozwoju wydarzeń. Czarna furgonetka pozostawała na swoim miejscu z włączonym silnikiem i chociaż nikt z niej nie wysiadał, Camara miał wrażenie, że jest lustrowany przez więcej niż parę czyichś anonimowych oczu.
-
Vine Street w Heywood; Apartamentowiec; Piętro III , Mieszkanie 36; godzina: 23:07
Robak wgryza się w głębiej w kod,
Istnieje żarłocznością,
Działanie napędza byt,
Byt ma apetyt na kod.Jakoś ją złość Houstona postawiła do pionu, złość zawsze działa stymulująco, szczególnie sprawdza się, kiedy idzie o wyrównanie rachunków, lub poszukiwania przyjaciela. Brazil zmrużyła oczy dzieląc uwagę między pracujący kod, a wnętrze mieszkania.
Po kolejnej wymianie zdań nomady z hakerem, zdobyła się na kilka kroków żeby usiąść, bo uda jej drżały z niepweności, znalazła małą okrągłą poduchę, która pamiętała jeszcze lata świetności druciarza.
Przesłała lokalizację i zasięg kamery na ulicy z mapką 3D ekipie na dole i na górze. - W razie potrzeby włączę zapis z kamery, starajcie się być poza zasięgiem. Jednak zostaniemy tu jeszcze kilka chwil-Nigdzie go nie wynieśli SlimWire. Nie mieli na to czasu. Fakt, że wyszli schodami pożarowymi. Po chuj wam w ogóle ten videofon na dole? 21.45 na dole, a 21.55 znów na dole. Dziesięć minut. Wiesz to równie dobrze jak ja, więc jest tu w mieszkaniu, u sąsiadów, albo leży jeszcze na tych na schodach. Zostawię cię zaraz z moim kolegą i posprzątam w twojej bazie danych. Mam nagrania jak leżysz w pokoju z łuskami i kałużą krwi, mogę to wrzucić nawet zaraz, sprawdzę twoje niki z BBsów. Mogę tu ściągnąć Netwatch i dadzą mi jeszcze na lizaki. Twój los jest w naszych rękach. Możesz sypać koledze, mi się znudziłeś, a pomyśleć że naprawdę chciałam ci pomóc i kupić ci antybiotyk na te odleżyny.
Ostrożnie wstając wzięła ze stolika smarta hakera i wręczyła nomadzie. - może tu coś znajdziesz. - Jednocześnie kolejną wiadomość, tym razem uwzględniła Hifiego, bo wreszcie weszła na przytomny rytm.
Switch chyba ranny. Nie znamy jeszcze lokalizacji. Jestem pod telefonemUpadły anioł wciąż krwawi,
Złamał serce na pół,
Złamał żyć wiele,
Czemu aniele utknąłeś w tym ciele?Dopiero w całej cyfrowej krasie zstąpiła w prywatny wszechświat SlimWira. Z wnętrza systemu zlokalizowała działające programy. Szczególnie skupiła się na programach alarmujących, innych podobnych sygnałach sieciowych jak urwane połączenia automatyczne. Sprawdzając, czy w istocie poszedł jakiś sygnał alarmu, z drugiej strony samo zatrzymanie jakiegoś procesu mogło to spowodować. Skupiła się na komunikatorach i ostatnich rejestrach uwzględniając moment utraty prądu przez budynek i jej własne wtargnięcie w system hakera ze skolopendrą.
Znów przyszedł jej do głowy smart. Czy Dingo coś znalazł zastanawiała się przez ułamek sekundy i kolejny ułamek później przejrzała listę kontaktów, skryba korelował z ostatnimi połączeniami.
Znów ją tchnęło w kolejną stronę. Wysłała.
Tu są schody pożarowe. Nimi zeszli T Dajcie znać jak się zjawią.Mogła zadzwonić sama, byle tylko znała numer. Mogła, choć nie była jeszcze pewna czy to właściwa droga.
Brazil pracowała spokojnie, jak zawsze kiedy traciła kontakt z mięsem. Nie forsowała, ostrożnie podpierając się przeszukiwaczami mapowała strukturę jego Selfnetu. Wszystko po to by znaleźć drogę do rdzenia i zawiesić nad nim miecz kostuchy. Wcześniej zamierzała użyć noża, obecnie wieszała kosę nad rdzeniem korowym SlimWira. -
NoiseFeed Brazil do wszystkich z osobna Brazil Switch chyba ranny. Nie znamy jeszcze lokalizacji. Jestem pod telefonem Brazil Tu są schody pożarowe. Nimi zeszli T Dajcie znać jak się zjawią. HiFi odczytał wiadomości na smartfingu i przerwał pracę, starając się zrozumieć, co się właściwie dzieje. Wiadomość była wysłana poza ich wspólnym kanałem.
Switch chyba ranny... to dobra i zła wiadomość. Dobra, bo przynajmniej wiedzą, że żyje. Zła, że może być ranny.Poskrobał się po głowie.
Gdzie oni się pakują? Zaczaili się przy schodach? Co Hajfi ma z tą wiadomością zrobić? Chyba Brazil sądzi, że Switch może wrócić ranny do domu. Tak. Wtedy technik ma dać znać... musi być dziewczyna w strasznych nerwach...
Praca mu się nie kleiła. Zapominał co miał zrobić, a co już zrobił. Tracił wątek.
W końcu odłożył wszczep i poszedł poszukać, jakie mają medykamenty w domu. Na wypadek, gdyby ranny Switch wrócił. Szkoda tylko, że i Leif i Mack wyjechali. Sam nie wiedział, czy woli, aby Raze wrócił do mieszkania, czy nie? Bał się, że będzie musiał sam go opatrywać. A jeżeli coś spieprzy... wtedy wolał spotkanie z brzytwiarzami niż z Artemidą... -
Nomada wziął do ręki smarthing, który podała mu Artemida. Wszedł w kontakty, szukając czegoś, co kojarzyłoby się z Tren do Agua. Musiał skupić się na moment, żeby przypomnieć sobie nazwisko, które wcześniej podała im Brazil: Rosita Cortez. SMSy, połączenia, maile... choć te ostatnie pewnie Silm ma na swoim dysku. Czytał na głos, dzieląc się informacjami od razu z Brazil.
Spojrzał przelotnie na gospodarza zimnym wzrokiem. Gruby dalej kłamał, nawet pod groźbą śmierci. Artemida miała rację, co potwierdzały nagrania z kamer. Switch musiał być gdzieś blisko. Transformatorownia na Republiki, dobre sobie...
- Jesteś w stanie określić gdzie go zabrali? - zwrócił się do przyjaciółki - Mają tu więcej kamer?Dingo nasunął swoje smartgogle na oczy i sięgnął do kieszeni po drona. Spojrzał na otwarte okno i widoczne na zewnątrz schody przeciwpożarowe. Włączył latającą maszynkę na tryb stand-by i rzucił w stronę okna, żeby urządzenie unosiło się statecznie na zewnątrz. Włączył na lewym okularze podgląd z kamery drona, żeby zobaczyć jak wyglądają schody. Szukał ludzi, albo śladów krwi.
Ponownie spojrzał na Slima, a potem na Brazil, nieco zdezorientowany tym, że do jego oczu dochodziły dwa różne obrazy, z drona i z mieszkania.
- Wyciągniesz coś jeszcze z niego? - powiedział do Brazil, wskazując gestem na głowę - Bo jak nie, to pora kończyć temat i szukać na własną rękę. Jego gadanie jest gówno warte.Spojrzał wymownie na Unity. Nie wiedział za dużo o Sieciarzach, ale miał świadomość, że gwałtowne wyrwanie z architektury może uszkodzić software i hardware. Widział już co pocisk pistoletowy może zrobić z głową trafionego. Nie zamierzał uszkodzić Slima dopóki Brazil była sprzęgnięta z jego siecią. Ale jak tylko się odłączy...
-
Mieszkanie Slimwire
Dane ze smartfona netrunnera nie mówiły Dingo niczego konkretnego. Nazwy znajomych były zakodowane ciągami niezrozumiałych liter i cyfr, zdjęcia były zniekształcone za pomocą jakiegoś programu zabezpieczającego przed podglądem. Sieciarz ewidentnie dbał o poufność zachowanych na urządzeniu informacji i chociaż Brazil pewnie miała własne sztuczki w zanadrzu, Houston nie mógł się z nią równać na polu łamania cyfrowych zabezpieczeń netrunnerów.
Ciśnięty za okno dron zawisł w powietrzu, zabuczał ledwie słyszalnie miniaturowymi rotorami. Jego elektroniczne oko zaczęło skanować głęboką ciemność zabudowanego placu na tyłach apartamentowca, przesłoniętej z góry masywną konstrukcją łączących się ze sobą na wyższych piętrach sąsiednich budynków i jeszcze większą bryłą estakady. Wyświetlany na smartgoglach Houstona obraz ukazał jego oczom niewyraźny kształt jakiegoś starego samochodu, palet z plastikowymi pojemnikami na chemikalia, dużego kontenera na śmieci i pryzm worków z odpadami walających się wokół niego.
Nomada spuścił wzrok na dygoczącego konwulsyjnie netrunnera, zmarszczył nos czując nieznośny fetor bijący od zaniedbanego pod kątem osobistej higieny ciała mężczyzny. I zesztywniał na chwilę, kiedy coś przyszło mu znienacka do głowy.
Odsuwając od siebie ściskającą pistolet rękę przyklęknął na jedno kolano, pochylił się nad zakrzepłymi, ale wciąż świeżymi rozbryzgami krwi. Aktywowany myślą wzmacniacz węchu zaczął pracę na pełnej skali zalewając mózg Houstona w jednej sekundzie szeroką paletą zapachów, z których zdecydowana większość budziła jego obrzydzenie. Wstrząs wywołany tym atakiem feromonów zakręcił Dingo w głowie, zmusił go do podparcia się wolną ręką o podłogę.
Greyhound Zetatechu, wiodący na rynku model implantu węszącego, miał bogaty wachlarz filtrów, ale włączony na pełnej mocy, dzięki sieci mikroskopijnych analizatorów chemicznych potrafił zapewnić swojemu właścicielowi prawdziwy feromonowy wstrząs.
Opierając się na wbudowanej w sterownik bazie danych wszczep w ciągu kilku sekund zidentyfikował rodzaje cząsteczek zapachowych wchłanianych przez jego filtry, izolując je według neuralnych komend do momentu, w którym nadludzki wyostrzony zmysł powonienia Houstona rejestrował już tylko jeden zapach: świeżą krew.
Podnosząc się z przyklęku przy wtórze dźwięku głośnego węszenia, nomada pokonał kilkoma krokami odległość dzielącą go od parapetu, otworzył do końca okno i wychylił się na zewnątrz w ciasną przestrzeń prętów schodów przeciwpożarowych.
Bez trudu wychwycił zapach krwi ciągnący się wzdłuż rusztowania trzeciego piętra w stronę zejścia niżej. Wskazania wszczepy nie pozostawiały pola do nadinterpretacji - krwawiący człowiek z mieszkania SlimWire został wyciągnięty po parapecie na zewnątrz i powleczony w półmrok neonowej nocy, ale jego ciało zostawiło po sobie ślad, który mógł poprowadzić Dingo za Switchem jak po sznurku tak długo jak jego oprawcy nie zdecydowali się wrzucić ciała fiksera do samochodu albo portowego kanału.
Mężczyzna odwrócił się w stronę Artemidy, ścisnął palcami jej ramię zwiększając powoli nacisk dłoni na ciało netrunnerki, by nie zaszkodzić jej nagłym nieoczekiwanym bodźcem i nie poczynić w ten sposób uszkodzeń w wymuszonej brutalnej symbiozie dwóch ludzkich umysłów.
- Brazil, mam trop Switcha - powiedział dostrzegając błysk w oczach dziewczyny - Mam jego ścieżkę zapachową, możemy ją wykorzystać do tropienia. Idziemy?
-
Hartley "Mack" Mackinaw
Na dole Vine Street
Mack nachylił się do Leifa, który był wyraźnie spięty - nie na taki wieczór sie pisał. Mack w sumie też nie.
- Nie dziw się temu, co zaraz powiem, jestem w eterze.
Pochylony udawał, że rozmawia z Leifem, a tak naprawdę dyktował wiadomość do reszty grupy.Wiadomość:
V na dole. Czarny wóz od strony mostu. Czekają. T wycof do własnej bryki. Czekają. Ulice jest obstawiona.
Czekał. Aktywował w goglach Lśnienie, może jest coś ciekawego w tym Nadświecie.
-

Mieszkanie paczki w H10, 23:08
HiFi obrócił w palcach lewe cyberoko Rodrigueza, poprawił wtyczkę kabelka łączącego implant ze smarthingiem, mruknął coś z rozczarowaniem pod nosem. Nieboszczyk z garażu Shivy nosił dwa różne modele mechanicznych oczu i przynajmniej jedno z nich - to trzymane właśnie w palcach - strzeżone było naprawdę mocnym firewallem. Piracki soft technika nie potrafił sforsować zabezpieczeń wszczepu ani nawet wygenerować podglądu pełnej listy funkcji cyberoka. Jedynym, co osiągnął było uruchomienie wewnętrznej baterii implantu w trybie default, w nienaturalnie czerwono-żółtym układzie kolorystycznym mającym przyciągać uwagę bardziej ekstrawaganckich klientów.
Podbudowany wcześniejszym udanym hakowaniem procesora HiFi zdusił w sobie ukłucie rozczarowania, zerknął ponownie na nie dające mu spokoju słowa wiadomości przysłanej przez Brazil.
Przepełniony zrozumiałym niepokojem, HiFi sięgnął ręką w stronę leżącego na pobliskim futonie kieszonkowego radyjka Hartleya, włączył je załapując się na końcówkę bloku informacyjnego na 88.9 Pacific Dreams.
Kolejny cud korporacyjnej inżynierii genetycznej. Majestatyczny tygrys bengalski, przywrócony do życia w laboratorium Biotechniki przedstawiciel wymarłego gatunków azjatyckich drapieżników szczytowych, zostanie w najbliższy weekend wystawiony na aukcję w prestiżowym nowojorskim domu aukcyjnym Nauroki. Zwycięzca aukcji uzyska prawo do własnoręcznego upolowania tego unikatowego stworzenia w dowolnym wybranym przez siebie miejscu na świecie.
Jakość powietrza w San Francisco spadła do najniższego odnotowanego w bieżącej dekadzie poziomu. Lokalne władze rozpoczęły społeczną kampanię zniechęcania mieszkańców do opuszczania domów bez uprzedniej instalacji ofpowiednio skalibrowanych sztucznych płuc.
A teraz najświeższe wieści ze świata rozrywki! Długo wyczekiwana egzekucja Joaquina Schmidta, znanego opinii publicznej pod przydomkiem „Rzeźnika z Watson”, została oficjalnie zatwierdzona na jutrzejszy dzień. 27-letni obywatel Night City przyznał się do 21 morderstw, w tym siostry i matki. Egzekucja skazańca będzie miała charakter publiczny, a osoby chcące śledzić jej przebieg z domu mogą skorzystać z livestreamu dostępnego pod linkiem wyświetlanym na dole ekranu. Organizator tego wydarzenia, Capital Corrections Inc, gwarantuje zarówno emocjonujące widowisko jak i liczne nagrody dla widzów uczestniczących w loterii stanowiącej dodatkową oprawę rozrywkową egzekucji.
Smarthing młodzieńca pisnął głośno wieszcząc odbiór kolejnej tekstowej wiadomości. HiFi spojrzał na wyświetlacz pewien updatu w temacie Switcha, ale nadawcą okazał się ktoś inny.
”Śpisz? Ciągle mogę na ciebie liczyć?”
Leon Avrille.
-
Vine Street w Heywood; Apartamentowiec; Piętro III , Mieszkanie 36; godzina: 23:09
Zerzarł robal kawał muru,
A kapłanka mu to wtóru
Przestawiała wszystkie szafki,
Pospinała na agrafkiCyfrowy pokój SlimWira kontrastował z jego odbiciem w świecie rzeczywistym, (który świat był bardziej rzeczywisty dla hakera pozostawało dyskusyjne, dla Brazil było to wciąż mięso), w digitalnej twierdzy panował surowy porządek godny rasowego psychopaty. Pozory skrywały nieoczywiste pułapki i skrytki, tak zakamuflowane w kodzie, że netrunnerka miała wrażenie gry w escape room. Nie mogła się doszukać adresatów alarmu, a z relacji kolegów wynikało, że gruby nie kłamał mówiąc, że przyjadą. Bo przyjechali.
Nagła myśl ta, oderwała kobietę od rozgrywania kodu, ale na chwilę tylko. Pracowała równiutko, jak ledwo testowany chiappa, skupiona wielowątkowo, co w mięsku doprowadzałoby ją do orgazmu i szału równocześnie, ale zaklęta w cyfrową formę anioła była na to całkowicie odporna. Wracając: Nie mogąc doszukać się adresu alarmu, zablokowała wszystkie podobne sygnały. Przebywając w cyfrowej rzeczywistości miała i tą, prócz odporności na słabości ciała przewagę, że czas płynął dla niej niemal nieskończenie wolniej.
Korzystając z milisekund podmieniła jeszcze zawartości kilku kluczowych plików, postawiła swoje bramki kodowe. Zaklęła virtual na przestrzeni SlimWirowego terminala. Pałac lustrzany, w pałac lustrzany w negatyw środowiska fortecy Skopiowała po stokroć.
Czas płynął, choć by chciała Brazli inaczej, tak chciałaby tak bardzo.
Dogonił ją czas. Sama zastawiła na siebie tę pułapkę, mając z jednej strony aktywny kontroler połączeń, z drugiej zaś, oko na pokój ze swojego smarta, przemyślnie zostawionego w dogodnej lokalizacji, żeby kontrolować ruch w jaskini śmierdziela.
Wpierw zatem do chłopaków na dole.
NoiseFeed Brazil do wszystkich Brazil Ostrożnie na tyły, tu są schody pożarowe Brazil Przesyłam domyślną mapkę, zaraz dołączymy Artemida kalkulowała, że nie zostało wiele czasu na decyzję o ucieczce, lub konfrontacji. Jak bardzo pragnęła tego drugiego tak wiedziała jak bardzo naraziłaby przyjaciół. Ledwo skopiowała kody działających w tle procesów, ledwo czarne sople uchyliły drzwiczki skarbczyka grubasa i zaczęły wyciekać z niego brudne coiny się odezwał Dingo. Tak się odezwał, że ją ciarki przeszły nawet w cyfrówce. To był dotyk faceta.
Spojrzała przez oko smarta, a Houston faktycznie tropił powonieniem, sortowany umysł w ułamku sekundy nakierował Brazil na właściwe rozwiązanie. Nomada miał wilczy chip, stymulator węchowy. Niemal zaraz technologiczna część jej świadomości uzmysłowiła jej, że lepiej funkcjonowaliby jako grupa, gdyby więcej wiedzieli o swoich zaletach i ułomnościach. Zanotowała do omówienia. Pospiesznie pozamiatała po sobie jak lis w kurniku.
Na podjęty trop podnieciła się tak bardzo, że niemal od razu się wybudziła. Sobie jeszcze przypomniała o kamerze. Prędziutko wkroczyła w skromne progi i spaliła w piecu zapis z przyjazdu i rozmów z miejscowymi.
Verite odebrało swoją zapłatę za nadmiar czasu przy wynurzeniu. Torquemadę ogarnął wpierw potworny chłód, (muszę być strasznie głodna - pomyślała), a zaraz zalała ją fala mdłości powodowana syfem w mieszkaniu gospodarza. Straciła kilka sekund nim była zdolna chwiejnie wstać i ledwo powstrzymać dreszcze.
Ostrzegawczo wysunęła rękę do Houstona, by od razu nie wypalił do grubasa. W jego łbie wciąż tkwiła jej drzazga, a pocisk mógłby uniemożliwić jej wyjecie. Się mobilizowała, była przecież nadczłowiekiem, tak sobie tłumaczyła, tylko, że bardzo głodnym, prześladowało ją. Zabrała swojego i grubasowego smarta.
NoiseFeed Brazil do Dingo Brazil Ma w głowie mój chip, chcę mieć go w garści nim.. -Gdzie ten trop? - spytała wreszcie przytomnie - No i ty gruby, co zrobisz jak wejdą tu trensi? Patrz na mnie jak do ciebie mówię! Wyszczekasz im wszystko, czy będziemy jeszcze razem pracować? Nie ma Shivy..- ale sama odwróciła wzrok w kierunku nomady. - Nie rób hałasu. Szkoda ołowiu. - wysunęła cienkie ostrze nożyka do wykładzin w teatralnym geście a'la volverin.
Hello! It looks like you're interested in this conversation, but you don't have an account yet.
Getting fed up of having to scroll through the same posts each visit? When you register for an account, you'll always come back to exactly where you were before, and choose to be notified of new replies (either via email, or push notification). You'll also be able to save bookmarks and upvote posts to show your appreciation to other community members.
With your input, this post could be even better 💗
Zarejestruj się Zaloguj się