Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje future
  3. Rozgrywka
  4. [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
Syreni Śpiew Neonów
KetharianK
Ketharian jako
Soulkiller
Mistrz Gry
JohnyTRSJ
JohnyTRS jako
Hartley „Mack” Mackinaw
GladinG
Gladin jako
HiFi
GreKG
GreK jako
Raze „Switch” More
WilczyW
Wilczy jako
Houston „Dingo” Dawn
MarrrtM
Marrrt jako
Shawn „Frog” Camara
NanatarN
Nanatar jako
Artemida „Brazil” Torquemada

[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
cyberpunkcyberpunk2077
300 Posty 7 Uczestników 4.9k Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • KetharianK Niedostępny
    KetharianK Niedostępny
    Ketharian jako Soulkiller
    Obsługa Moderator Mecenas
    napisał ostatnio edytowany przez
    #235

    text alternatywny

    Mieszkanie SlimWire w Heywood, 23:06


    SlimWire zadygotał ponownie pod wpływem mieszaniny przeciwstawnych emocji, wyprężył się przy trzasku przeciążonej jego rozmiarami sofy.

    - Nic z tego - zacharczał, a czerwona pręga na jego policzku rosła coraz bardziej - Oni nie są głupi jak ty. Nawet jeśli ich odwołam, nie uwierzą mi, tylko przyjadą sprawdzić na miejscu, co tu się odpierdala. Przerwałaś coś bardzo ważnego, bo jesteś jak Switch, koniecznie musisz się wpierdalać w cudze sprawy. Pomogłem mu z tą parą korposów z Japantown w zamian za odszukanie Shivy i tyle, po chuj tu przychodził? Robiłem, co mogłem, żeby go wyciągnąć z tego gówna, ale nie, bo on ma niewyparzoną gębę. Po prostu musiał ich wkurwić!

    Brazil stała w bezruchu nad ciałem półprzytomnego gospodarza, z wzrokiem wbitym w ekran trzymanego w jednej ręce deku. Jej neuralny procesor generował ogromne ilości danych, częściowo transmitowane za pomocą sieci neuronów prosto do mózgu, objawiające się w jej umyśle niczym obco brzmiące szepty azteckich demonów. Utrzymanie kontroli nad przepływem tylu informacji bez wsparcia dodatkowych cybernetycznych implantów stawało się dla Artemidy coraz większym wyzwaniem, bo SlimWire bynajmniej nie był amatorem i infiltrując jego firewalle musiała nieustannie uważać na niebezpieczne cyfrowe niespodzianki.

    - Gadaj, co stało się ze Switchem albo sam wykroję ci sadło! - zasyczał złowróżbnie Houston uderzając o udo lufą Unity należącej wcześniej do trupa znalezionego przed garażem Shivy Lacroix.

    - Miał szczęście, że go nie zastrzelili - odpowiedział rwącym się głosem SlimWire - Rosita ma Sandevistana, podobno jest szybsza od kuli. Jebnęła Switcha, kiedy Pablo strzelił, a potem skopali go za ten wyszczekany ryj. A potem wyciągnęli przez okno na schody przeciwpożarowe i sobie poszli.

    Sieciarz spróbował nieporadnie przekręcić głowę w stronę uchylonego okna za swoimi plecami, ale nalany tłuszczem kark odmówił mu posłuszeństwa.

    - Musieli go zabrać ze sobą - dodał netrunner - Spierdalajcie stąd, zanim traficie do tej samej wanny z lodem, Tren de Agua często robi interesy z Kosiarzami.

    Brazil nic nie odpowiedziała w pierwszej chwili, wspomnieniami krążąc wokół zapisu z kamery monitoringu ściągniętego przed przyjazdem na Vista del Rey. Coś wcześniej niezrozumiałego i dziwnego stało się dla niej teraz oczywiste, ale pociągnęło za sobą natychmiast kolejne pytanie.

    - Zabrali go goście z Tren de Agua? - upewnił się Dingo - Na zewnątrz po schodach przeciwpożarowych?

    - Masz uszy gównem zatkane jak ta lala? - jęknął w odpowiedzi SlimWire, porażony spazmem fantomowego bólu generowanego przez infiltratorskiego robaka Brazil - Tren. Zaraz zajebią i was.

    Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    2
    • JohnyTRSJ Niedostępny
      JohnyTRSJ Niedostępny
      JohnyTRS jako Hartley „Mack” Mackinaw
      Mecenas
      napisał ostatnio edytowany przez JohnyTRS
      #236

      Hartley "Mack" Mackinaw

      Na dole Vine Street

      - Dobra, Żaba, a wy - tu zwrócił się do dwóch gansterów, którym na wieść o Trenach wyraźnie zmiękła faja. - trzymajcie się - i spokojnie ruszył do miejskiego samochodzika. Na ekranie gogli widział przepływ informacji, nie miał wszczepów, więc dopóki gangsterzy byli obok, nie mógł wejść w eter. A wtedy...
      -Na ulicy spokojnie, V w miarę pokojowi, cykor przed T. Żaba przed wejściem, ja z Leifem.

      Jak dojdzie do samochodzika to szybko streści co się tu działo, o ile Leif nie będzie wiedział co się dzieje.

      I gdzie jest Switch?

      178.255.46.143
      Pan Psuj
      Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      3
      • WilczyW Niedostępny
        WilczyW Niedostępny
        Wilczy jako Houston „Dingo” Dawn
        napisał ostatnio edytowany przez
        #237

        Dingo spotkał się wzrokiem z Brazil i trochę przy tym stracił rezon. Artemida czasami wpadała z euforii w melancholię - ale Houston nie rozumiał czemu teraz. No i gruby ewidentnie coś kręcił. Wkurzał go. Początkowo Dawn wziął go za wieloryba, majestatycznego ssaka, który powoli, ale bez wytchnienia przeszukuje wody swojego habitatu. Ale nie, to nie tak: SlimWire był pijawką. Tłustym pasożytem.

        - Noż trzymajcie mnie, bo nie strzymam! - powiedział nie wiadomo do kogo, wyrzucając ręce w powietrze. - Czyli to dla ciebie szukaliśmy tej całej Shivy, Switch zrobił ci przysługę, a ty tu stałeś... w sensie leżałeś... jak ten kołek, jak oni lali go po mordzie? No, ja pier-kurwa-dolę!

        Dingo zaczął kręcić się po małym salonie mieszkania, dłoń z bronią co chwila wędrowała w kierunku gospodarza. W końcu zatrzymał się przy kanapie i pochylił nad SlimWire.
        - Za samo to powinieneś dostać kulkę... - powiedział i spojrzał na Brazil, jakby prosząc tylko o pozwolenie - ...ale chociaż jesteś pijawka i pasożyt, to możesz się jeszcze przydać. Gdzie go zabrali?

        Dingo ściskał nerwowo rękojeść Unity. Wiedział, że jeśli gruby nie blefował, to kończy im się czas. Rzucił okiem na schody przeciwpożarowe, oceniając czy to dobry sposób ewakuacji. Jeśli SlimWire stwierdzi, że nie wie gdzie Tren de Aqua wzięli Switcha... to przestanie być potrzebny. Houston nie odbierał życia łatwo... Nie kiedy grubas jest praktycznie bezbronny, bez swojej Sieci. Ale tu chodziło o coś więcej. Switch to rodzina. Wataha. Z drugiej strony... żywy SlimWire mógł być kartą przetargową. Dawn rzucił szybkie spojrzenie Brazil.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        4
        • KetharianK Niedostępny
          KetharianK Niedostępny
          Ketharian jako Soulkiller
          Obsługa Moderator Mecenas
          napisał ostatnio edytowany przez
          #238

          text alternatywny

          Mieszkanie SlimWire w Heywood, 23:07


          Opasły netrunner wciąż spazmatycznie podrygiwał na sofie, ale obserwujący go złowieszczo Dingo nie potrafił rozsądzić, czy ruchy te powodowane były neuralnymi impulsami generowanymi przez włamanie Brazil czy zapaścią wyniszczonego organizmu mężczyzny pod wpływem ogromu emocji.

          Zrodzona z charakterystycznej dla nomadów klanowej lojalności zimna wściekłość Houstona nie ustępowała ani na krok. Złe przeczucie co do losu Switcha mieszało się w myślach Dawna z przeświadczeniem, że pod lufą jego Unity znalazł się przynajmniej jeden ze sprawców nieszczęścia fiksera.

          A nomadyczne klany nie miały żadnych oporów przed wymierzaniem sprawiedliwości na własną rękę.

          - Odwalasz fuchy dla Trenów i jesteś tutejszy to musisz wiedzieć, gdzie mają swoje mety - powiedział podniesionym głosem, dla lepszego efektu dźgając lufą pistoletu pomiędzy dwie fałdy tłuszczu na brzuchu SlimWire - Dokąd mogli zabrać Switcha?

          Netrunner zachrypiał nieporadnie, przeciągle odchrząknął.

          - Tren ma kryjówki w całym Heywood - odpowiedział pośpiesznym tonem - Najbliższa to w starej transformatorowni na Republiki, ale po tym jak korporacyjni rąbnęli starego Nicolasa na I-99, Manuel Fuentes zmienił bazy na bezpieczniejsze miejsca, rzadziej używane, może siedzieć gdziekolwiek na Skyline East. On myśli, że Sixt Street wystawili info o ataku na konwój Militechowi i chce się zemścić za śmierć ojca. Co ty kurwa grzebiesz w moich rejestrach?! Wypierdalaj z mojej głowy!

          Wibrujące histerią żądanie netrunnera popłynęło w stronę Brazil, stojącej od kilkunastu sekund w bezruchu z lekko przechyloną głową. Obserwując ją z ukosa Dingo poczuł znienacka lodowaty dreszcz, nie potrafiąc sobie do końca wyobrazić tego, co zaawansowana technomagia czyniła właśnie z połączonymi ze sobą mózgami Artemidy i SlimWire.

          - Załatwili go, zabrali ze sobą i poszli schodami przeciwpożarowymi, żeby nie upierdolić krwią korytarza i klatki, bo by sąsiedzi narzekali. Nic więcej nie wiem, przysięgam.


          Chodnik przed blokiem na Vine Street, 23:07


          Hartley przebiegł przez ulicę przepuszczając wpierw dwie jadące szybko odrapane osobówki. Shawn odprowadził go spojrzeniem aż do Aigo, dopóki nie upewnił się, że weterynarz wsiadł bezpiecznie do samochodzika. Przez główne wejście do apartamentowca wylała się większa grupa zdenerwowanych ludzi, pokrzykująca gniewnie pomiędzy sobą, w przeważającej mierze po hiszpańsku. Nie zdające sobie sprawy z kłopotu rodziców dzieci zaczęły się z miejsca bawić na chodniku, dopełniając gwar głosów melodyjnymi śmiechami.

          Bonifac skończył rozmawiać z obiema dziwkami, a jego towarzysz skończył gdzieś dzwonić. Diler wciąż przyglądał się stojącemu przed apartamentowcem Frogowi i sprawiał wrażenie całkiem rozluźnionego, ale Shawn dostrzegał pewne szczegóły otoczenia, które generowały w jego umyśle alarmowe sygnały.

          Obie dziewczyny spod budki z żarciem zniknęły natychmiast po skończeniu pogawędki z Bonifacem, rozpłynęły się w jakiejś bocznej uliczce nawet nie próbując udawać, że się nie spieszą. Trójka ćpunów złapała wspólnymi siłami za wózek i oddaliła się równie szybko w przeciwną stronę.

          A potem pojawiła się czarna furgonetka, która nadjechała od strony wjazdu na Most Kongresowy i która zatrzymała się jakieś dwadzieścia metrów od apartamentowca wjeżdżając wpierw do połowy na chodnik po przeciwnej stronie ulicy. W innych okolicznościach nie wyglądałaby podejrzanie, ale Shawn natychmiast zauważył jak na jej widok Bonifac klepie kumpla po ramieniu i jak obaj względnie szybkim krokiem idą do Bandita.

          Valentinosi wsiedli do swojego pomarańczowego chińczyka, ale nie uruchomili silnika, najwyraźniej decydując się na bierną obserwację rozwoju wydarzeń. Czarna furgonetka pozostawała na swoim miejscu z włączonym silnikiem i chociaż nikt z niej nie wysiadał, Camara miał wrażenie, że jest lustrowany przez więcej niż parę czyichś anonimowych oczu.

          Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          1
          • NanatarN Niedostępny
            NanatarN Niedostępny
            Nanatar jako Artemida „Brazil” Torquemada
            napisał ostatnio edytowany przez Nanatar
            #239

            Vine Street w Heywood; Apartamentowiec; Piętro III , Mieszkanie 36; godzina: 23:07

            Robak wgryza się w głębiej w kod,
            Istnieje żarłocznością,
            Działanie napędza byt,
            Byt ma apetyt na kod.

            Jakoś ją złość Houstona postawiła do pionu, złość zawsze działa stymulująco, szczególnie sprawdza się, kiedy idzie o wyrównanie rachunków, lub poszukiwania przyjaciela. Brazil zmrużyła oczy dzieląc uwagę między pracujący kod, a wnętrze mieszkania.

            Po kolejnej wymianie zdań nomady z hakerem, zdobyła się na kilka kroków żeby usiąść, bo uda jej drżały z niepweności, znalazła małą okrągłą poduchę, która pamiętała jeszcze lata świetności druciarza.

            Przesłała lokalizację i zasięg kamery na ulicy z mapką 3D ekipie na dole i na górze. - W razie potrzeby włączę zapis z kamery, starajcie się być poza zasięgiem. Jednak zostaniemy tu jeszcze kilka chwil
            

            -Nigdzie go nie wynieśli SlimWire. Nie mieli na to czasu. Fakt, że wyszli schodami pożarowymi. Po chuj wam w ogóle ten videofon na dole? 21.45 na dole, a 21.55 znów na dole. Dziesięć minut. Wiesz to równie dobrze jak ja, więc jest tu w mieszkaniu, u sąsiadów, albo leży jeszcze na tych na schodach. Zostawię cię zaraz z moim kolegą i posprzątam w twojej bazie danych. Mam nagrania jak leżysz w pokoju z łuskami i kałużą krwi, mogę to wrzucić nawet zaraz, sprawdzę twoje niki z BBsów. Mogę tu ściągnąć Netwatch i dadzą mi jeszcze na lizaki. Twój los jest w naszych rękach. Możesz sypać koledze, mi się znudziłeś, a pomyśleć że naprawdę chciałam ci pomóc i kupić ci antybiotyk na te odleżyny.

            Ostrożnie wstając wzięła ze stolika smarta hakera i wręczyła nomadzie. - może tu coś znajdziesz. - Jednocześnie kolejną wiadomość, tym razem uwzględniła Hifiego, bo wreszcie weszła na przytomny rytm.

            Switch chyba ranny. Nie znamy jeszcze lokalizacji. Jestem pod telefonem
            

            Upadły anioł wciąż krwawi,
            Złamał serce na pół,
            Złamał żyć wiele,
            Czemu aniele utknąłeś w tym ciele?

            Dopiero w całej cyfrowej krasie zstąpiła w prywatny wszechświat SlimWira. Z wnętrza systemu zlokalizowała działające programy. Szczególnie skupiła się na programach alarmujących, innych podobnych sygnałach sieciowych jak urwane połączenia automatyczne. Sprawdzając, czy w istocie poszedł jakiś sygnał alarmu, z drugiej strony samo zatrzymanie jakiegoś procesu mogło to spowodować. Skupiła się na komunikatorach i ostatnich rejestrach uwzględniając moment utraty prądu przez budynek i jej własne wtargnięcie w system hakera ze skolopendrą.

            Znów przyszedł jej do głowy smart. Czy Dingo coś znalazł zastanawiała się przez ułamek sekundy i kolejny ułamek później przejrzała listę kontaktów, skryba korelował z ostatnimi połączeniami.

            Znów ją tchnęło w kolejną stronę. Wysłała.

            Tu są schody pożarowe. Nimi zeszli T Dajcie znać jak się zjawią.
            

            Mogła zadzwonić sama, byle tylko znała numer. Mogła, choć nie była jeszcze pewna czy to właściwa droga.
            Brazil pracowała spokojnie, jak zawsze kiedy traciła kontakt z mięsem. Nie forsowała, ostrożnie podpierając się przeszukiwaczami mapowała strukturę jego Selfnetu. Wszystko po to by znaleźć drogę do rdzenia i zawiesić nad nim miecz kostuchy. Wcześniej zamierzała użyć noża, obecnie wieszała kosę nad rdzeniem korowym SlimWira.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            3
            • GladinG Niedostępny
              GladinG Niedostępny
              Gladin jako HiFi
              napisał ostatnio edytowany przez Gladin
              #240
              NoiseFeed Brazil do wszystkich z osobna
              Brazil Switch chyba ranny. Nie znamy jeszcze lokalizacji. Jestem pod telefonem
              Brazil Tu są schody pożarowe. Nimi zeszli T Dajcie znać jak się zjawią.

              HiFi odczytał wiadomości na smartfingu i przerwał pracę, starając się zrozumieć, co się właściwie dzieje. Wiadomość była wysłana poza ich wspólnym kanałem.

              Switch chyba ranny... to dobra i zła wiadomość. Dobra, bo przynajmniej wiedzą, że żyje. Zła, że może być ranny.

              Poskrobał się po głowie.

              Gdzie oni się pakują? Zaczaili się przy schodach? Co Hajfi ma z tą wiadomością zrobić? Chyba Brazil sądzi, że Switch może wrócić ranny do domu. Tak. Wtedy technik ma dać znać... musi być dziewczyna w strasznych nerwach...

              Praca mu się nie kleiła. Zapominał co miał zrobić, a co już zrobił. Tracił wątek.

              W końcu odłożył wszczep i poszedł poszukać, jakie mają medykamenty w domu. Na wypadek, gdyby ranny Switch wrócił. Szkoda tylko, że i Leif i Mack wyjechali. Sam nie wiedział, czy woli, aby Raze wrócił do mieszkania, czy nie? Bał się, że będzie musiał sam go opatrywać. A jeżeli coś spieprzy... wtedy wolał spotkanie z brzytwiarzami niż z Artemidą...


              A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              2
              • WilczyW Niedostępny
                WilczyW Niedostępny
                Wilczy jako Houston „Dingo” Dawn
                napisał ostatnio edytowany przez
                #241

                Nomada wziął do ręki smarthing, który podała mu Artemida. Wszedł w kontakty, szukając czegoś, co kojarzyłoby się z Tren do Agua. Musiał skupić się na moment, żeby przypomnieć sobie nazwisko, które wcześniej podała im Brazil: Rosita Cortez. SMSy, połączenia, maile... choć te ostatnie pewnie Silm ma na swoim dysku. Czytał na głos, dzieląc się informacjami od razu z Brazil.

                Spojrzał przelotnie na gospodarza zimnym wzrokiem. Gruby dalej kłamał, nawet pod groźbą śmierci. Artemida miała rację, co potwierdzały nagrania z kamer. Switch musiał być gdzieś blisko. Transformatorownia na Republiki, dobre sobie...
                - Jesteś w stanie określić gdzie go zabrali? - zwrócił się do przyjaciółki - Mają tu więcej kamer?

                Dingo nasunął swoje smartgogle na oczy i sięgnął do kieszeni po drona. Spojrzał na otwarte okno i widoczne na zewnątrz schody przeciwpożarowe. Włączył latającą maszynkę na tryb stand-by i rzucił w stronę okna, żeby urządzenie unosiło się statecznie na zewnątrz. Włączył na lewym okularze podgląd z kamery drona, żeby zobaczyć jak wyglądają schody. Szukał ludzi, albo śladów krwi.

                Ponownie spojrzał na Slima, a potem na Brazil, nieco zdezorientowany tym, że do jego oczu dochodziły dwa różne obrazy, z drona i z mieszkania.
                - Wyciągniesz coś jeszcze z niego? - powiedział do Brazil, wskazując gestem na głowę - Bo jak nie, to pora kończyć temat i szukać na własną rękę. Jego gadanie jest gówno warte.

                Spojrzał wymownie na Unity. Nie wiedział za dużo o Sieciarzach, ale miał świadomość, że gwałtowne wyrwanie z architektury może uszkodzić software i hardware. Widział już co pocisk pistoletowy może zrobić z głową trafionego. Nie zamierzał uszkodzić Slima dopóki Brazil była sprzęgnięta z jego siecią. Ale jak tylko się odłączy...

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                🤘
                3
                • KetharianK Niedostępny
                  KetharianK Niedostępny
                  Ketharian jako Soulkiller
                  Obsługa Moderator Mecenas
                  napisał ostatnio edytowany przez
                  #242

                  Mieszkanie Slimwire


                  Dane ze smartfona netrunnera nie mówiły Dingo niczego konkretnego. Nazwy znajomych były zakodowane ciągami niezrozumiałych liter i cyfr, zdjęcia były zniekształcone za pomocą jakiegoś programu zabezpieczającego przed podglądem. Sieciarz ewidentnie dbał o poufność zachowanych na urządzeniu informacji i chociaż Brazil pewnie miała własne sztuczki w zanadrzu, Houston nie mógł się z nią równać na polu łamania cyfrowych zabezpieczeń netrunnerów.

                  Ciśnięty za okno dron zawisł w powietrzu, zabuczał ledwie słyszalnie miniaturowymi rotorami. Jego elektroniczne oko zaczęło skanować głęboką ciemność zabudowanego placu na tyłach apartamentowca, przesłoniętej z góry masywną konstrukcją łączących się ze sobą na wyższych piętrach sąsiednich budynków i jeszcze większą bryłą estakady. Wyświetlany na smartgoglach Houstona obraz ukazał jego oczom niewyraźny kształt jakiegoś starego samochodu, palet z plastikowymi pojemnikami na chemikalia, dużego kontenera na śmieci i pryzm worków z odpadami walających się wokół niego.

                  Nomada spuścił wzrok na dygoczącego konwulsyjnie netrunnera, zmarszczył nos czując nieznośny fetor bijący od zaniedbanego pod kątem osobistej higieny ciała mężczyzny. I zesztywniał na chwilę, kiedy coś przyszło mu znienacka do głowy.

                  Odsuwając od siebie ściskającą pistolet rękę przyklęknął na jedno kolano, pochylił się nad zakrzepłymi, ale wciąż świeżymi rozbryzgami krwi. Aktywowany myślą wzmacniacz węchu zaczął pracę na pełnej skali zalewając mózg Houstona w jednej sekundzie szeroką paletą zapachów, z których zdecydowana większość budziła jego obrzydzenie. Wstrząs wywołany tym atakiem feromonów zakręcił Dingo w głowie, zmusił go do podparcia się wolną ręką o podłogę.

                  Greyhound Zetatechu, wiodący na rynku model implantu węszącego, miał bogaty wachlarz filtrów, ale włączony na pełnej mocy, dzięki sieci mikroskopijnych analizatorów chemicznych potrafił zapewnić swojemu właścicielowi prawdziwy feromonowy wstrząs.

                  Opierając się na wbudowanej w sterownik bazie danych wszczep w ciągu kilku sekund zidentyfikował rodzaje cząsteczek zapachowych wchłanianych przez jego filtry, izolując je według neuralnych komend do momentu, w którym nadludzki wyostrzony zmysł powonienia Houstona rejestrował już tylko jeden zapach: świeżą krew.

                  Podnosząc się z przyklęku przy wtórze dźwięku głośnego węszenia, nomada pokonał kilkoma krokami odległość dzielącą go od parapetu, otworzył do końca okno i wychylił się na zewnątrz w ciasną przestrzeń prętów schodów przeciwpożarowych.

                  Bez trudu wychwycił zapach krwi ciągnący się wzdłuż rusztowania trzeciego piętra w stronę zejścia niżej. Wskazania wszczepy nie pozostawiały pola do nadinterpretacji - krwawiący człowiek z mieszkania SlimWire został wyciągnięty po parapecie na zewnątrz i powleczony w półmrok neonowej nocy, ale jego ciało zostawiło po sobie ślad, który mógł poprowadzić Dingo za Switchem jak po sznurku tak długo jak jego oprawcy nie zdecydowali się wrzucić ciała fiksera do samochodu albo portowego kanału.

                  Mężczyzna odwrócił się w stronę Artemidy, ścisnął palcami jej ramię zwiększając powoli nacisk dłoni na ciało netrunnerki, by nie zaszkodzić jej nagłym nieoczekiwanym bodźcem i nie poczynić w ten sposób uszkodzeń w wymuszonej brutalnej symbiozie dwóch ludzkich umysłów.

                  - Brazil, mam trop Switcha - powiedział dostrzegając błysk w oczach dziewczyny - Mam jego ścieżkę zapachową, możemy ją wykorzystać do tropienia. Idziemy?

                  Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  👍
                  2
                  • JohnyTRSJ Niedostępny
                    JohnyTRSJ Niedostępny
                    JohnyTRS jako Hartley „Mack” Mackinaw
                    Mecenas
                    napisał ostatnio edytowany przez JohnyTRS
                    #243

                    Hartley "Mack" Mackinaw

                    Na dole Vine Street

                    Mack nachylił się do Leifa, który był wyraźnie spięty - nie na taki wieczór sie pisał. Mack w sumie też nie.
                    - Nie dziw się temu, co zaraz powiem, jestem w eterze.
                    Pochylony udawał, że rozmawia z Leifem, a tak naprawdę dyktował wiadomość do reszty grupy.

                    Wiadomość:

                    V na dole. Czarny wóz od strony mostu. Czekają. T wycof do własnej bryki. Czekają. Ulice jest obstawiona.

                    Czekał. Aktywował w goglach Lśnienie, może jest coś ciekawego w tym Nadświecie.

                    178.255.46.143
                    Pan Psuj
                    Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    3
                    • KetharianK Niedostępny
                      KetharianK Niedostępny
                      Ketharian jako Soulkiller
                      Obsługa Moderator Mecenas
                      napisał ostatnio edytowany przez Ketharian
                      #244

                      text alternatywny

                      Mieszkanie paczki w H10, 23:08


                      HiFi obrócił w palcach lewe cyberoko Rodrigueza, poprawił wtyczkę kabelka łączącego implant ze smarthingiem, mruknął coś z rozczarowaniem pod nosem. Nieboszczyk z garażu Shivy nosił dwa różne modele mechanicznych oczu i przynajmniej jedno z nich - to trzymane właśnie w palcach - strzeżone było naprawdę mocnym firewallem. Piracki soft technika nie potrafił sforsować zabezpieczeń wszczepu ani nawet wygenerować podglądu pełnej listy funkcji cyberoka. Jedynym, co osiągnął było uruchomienie wewnętrznej baterii implantu w trybie default, w nienaturalnie czerwono-żółtym układzie kolorystycznym mającym przyciągać uwagę bardziej ekstrawaganckich klientów.

                      Podbudowany wcześniejszym udanym hakowaniem procesora HiFi zdusił w sobie ukłucie rozczarowania, zerknął ponownie na nie dające mu spokoju słowa wiadomości przysłanej przez Brazil.

                      Przepełniony zrozumiałym niepokojem, HiFi sięgnął ręką w stronę leżącego na pobliskim futonie kieszonkowego radyjka Hartleya, włączył je załapując się na końcówkę bloku informacyjnego na 88.9 Pacific Dreams.


                      Kolejny cud korporacyjnej inżynierii genetycznej. Majestatyczny tygrys bengalski, przywrócony do życia w laboratorium Biotechniki przedstawiciel wymarłego gatunków azjatyckich drapieżników szczytowych, zostanie w najbliższy weekend wystawiony na aukcję w prestiżowym nowojorskim domu aukcyjnym Nauroki. Zwycięzca aukcji uzyska prawo do własnoręcznego upolowania tego unikatowego stworzenia w dowolnym wybranym przez siebie miejscu na świecie.

                      Jakość powietrza w San Francisco spadła do najniższego odnotowanego w bieżącej dekadzie poziomu. Lokalne władze rozpoczęły społeczną kampanię zniechęcania mieszkańców do opuszczania domów bez uprzedniej instalacji ofpowiednio skalibrowanych sztucznych płuc.

                      A teraz najświeższe wieści ze świata rozrywki! Długo wyczekiwana egzekucja Joaquina Schmidta, znanego opinii publicznej pod przydomkiem „Rzeźnika z Watson”, została oficjalnie zatwierdzona na jutrzejszy dzień. 27-letni obywatel Night City przyznał się do 21 morderstw, w tym siostry i matki. Egzekucja skazańca będzie miała charakter publiczny, a osoby chcące śledzić jej przebieg z domu mogą skorzystać z livestreamu dostępnego pod linkiem wyświetlanym na dole ekranu. Organizator tego wydarzenia, Capital Corrections Inc, gwarantuje zarówno emocjonujące widowisko jak i liczne nagrody dla widzów uczestniczących w loterii stanowiącej dodatkową oprawę rozrywkową egzekucji.


                      Smarthing młodzieńca pisnął głośno wieszcząc odbiór kolejnej tekstowej wiadomości. HiFi spojrzał na wyświetlacz pewien updatu w temacie Switcha, ale nadawcą okazał się ktoś inny.

                      ”Śpisz? Ciągle mogę na ciebie liczyć?”

                      Leon Avrille.

                      Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                      GladinG 1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • NanatarN Niedostępny
                        NanatarN Niedostępny
                        Nanatar jako Artemida „Brazil” Torquemada
                        napisał ostatnio edytowany przez
                        #245

                        Vine Street w Heywood; Apartamentowiec; Piętro III , Mieszkanie 36; godzina: 23:09

                        Zerzarł robal kawał muru,
                        A kapłanka mu to wtóru
                        Przestawiała wszystkie szafki,
                        Pospinała na agrafki

                        Cyfrowy pokój SlimWira kontrastował z jego odbiciem w świecie rzeczywistym, (który świat był bardziej rzeczywisty dla hakera pozostawało dyskusyjne, dla Brazil było to wciąż mięso), w digitalnej twierdzy panował surowy porządek godny rasowego psychopaty. Pozory skrywały nieoczywiste pułapki i skrytki, tak zakamuflowane w kodzie, że netrunnerka miała wrażenie gry w escape room. Nie mogła się doszukać adresatów alarmu, a z relacji kolegów wynikało, że gruby nie kłamał mówiąc, że przyjadą. Bo przyjechali.

                        Nagła myśl ta, oderwała kobietę od rozgrywania kodu, ale na chwilę tylko. Pracowała równiutko, jak ledwo testowany chiappa, skupiona wielowątkowo, co w mięsku doprowadzałoby ją do orgazmu i szału równocześnie, ale zaklęta w cyfrową formę anioła była na to całkowicie odporna. Wracając: Nie mogąc doszukać się adresu alarmu, zablokowała wszystkie podobne sygnały. Przebywając w cyfrowej rzeczywistości miała i tą, prócz odporności na słabości ciała przewagę, że czas płynął dla niej niemal nieskończenie wolniej.

                        Korzystając z milisekund podmieniła jeszcze zawartości kilku kluczowych plików, postawiła swoje bramki kodowe. Zaklęła virtual na przestrzeni SlimWirowego terminala. Pałac lustrzany, w pałac lustrzany w negatyw środowiska fortecy Skopiowała po stokroć.

                        Czas płynął, choć by chciała Brazli inaczej, tak chciałaby tak bardzo.

                        Dogonił ją czas. Sama zastawiła na siebie tę pułapkę, mając z jednej strony aktywny kontroler połączeń, z drugiej zaś, oko na pokój ze swojego smarta, przemyślnie zostawionego w dogodnej lokalizacji, żeby kontrolować ruch w jaskini śmierdziela.

                        Wpierw zatem do chłopaków na dole.

                        NoiseFeed Brazil do wszystkich
                        Brazil Ostrożnie na tyły, tu są schody pożarowe
                        Brazil Przesyłam domyślną mapkę, zaraz dołączymy

                        Artemida kalkulowała, że nie zostało wiele czasu na decyzję o ucieczce, lub konfrontacji. Jak bardzo pragnęła tego drugiego tak wiedziała jak bardzo naraziłaby przyjaciół. Ledwo skopiowała kody działających w tle procesów, ledwo czarne sople uchyliły drzwiczki skarbczyka grubasa i zaczęły wyciekać z niego brudne coiny się odezwał Dingo. Tak się odezwał, że ją ciarki przeszły nawet w cyfrówce. To był dotyk faceta.

                        Spojrzała przez oko smarta, a Houston faktycznie tropił powonieniem, sortowany umysł w ułamku sekundy nakierował Brazil na właściwe rozwiązanie. Nomada miał wilczy chip, stymulator węchowy. Niemal zaraz technologiczna część jej świadomości uzmysłowiła jej, że lepiej funkcjonowaliby jako grupa, gdyby więcej wiedzieli o swoich zaletach i ułomnościach. Zanotowała do omówienia. Pospiesznie pozamiatała po sobie jak lis w kurniku.

                        Na podjęty trop podnieciła się tak bardzo, że niemal od razu się wybudziła. Sobie jeszcze przypomniała o kamerze. Prędziutko wkroczyła w skromne progi i spaliła w piecu zapis z przyjazdu i rozmów z miejscowymi.

                        Verite odebrało swoją zapłatę za nadmiar czasu przy wynurzeniu. Torquemadę ogarnął wpierw potworny chłód, (muszę być strasznie głodna - pomyślała), a zaraz zalała ją fala mdłości powodowana syfem w mieszkaniu gospodarza. Straciła kilka sekund nim była zdolna chwiejnie wstać i ledwo powstrzymać dreszcze.

                        Ostrzegawczo wysunęła rękę do Houstona, by od razu nie wypalił do grubasa. W jego łbie wciąż tkwiła jej drzazga, a pocisk mógłby uniemożliwić jej wyjecie. Się mobilizowała, była przecież nadczłowiekiem, tak sobie tłumaczyła, tylko, że bardzo głodnym, prześladowało ją. Zabrała swojego i grubasowego smarta.

                        NoiseFeed Brazil do Dingo
                        Brazil Ma w głowie mój chip, chcę mieć go w garści nim..

                        -Gdzie ten trop? - spytała wreszcie przytomnie - No i ty gruby, co zrobisz jak wejdą tu trensi? Patrz na mnie jak do ciebie mówię! Wyszczekasz im wszystko, czy będziemy jeszcze razem pracować? Nie ma Shivy..- ale sama odwróciła wzrok w kierunku nomady. - Nie rób hałasu. Szkoda ołowiu. - wysunęła cienkie ostrze nożyka do wykładzin w teatralnym geście a'la volverin.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        ♥
                        4
                        • KetharianK Niedostępny
                          KetharianK Niedostępny
                          Ketharian jako Soulkiller
                          Obsługa Moderator Mecenas
                          napisał ostatnio edytowany przez Ketharian
                          #246

                          Mieszkanie SlimWire, 23:09


                          Sieciarz zamrugał załzawionymi oczami, rozpaczliwie, zwierzęco wręcz panicznie. Widok dwojga stojących nad nim uzbrojonych intruzów przełamał ślepy upór gospodarza, uświadomił mu cenę dalszego braku kooperacji.

                          - Switch nie był normalny, ale ty jesteś jeszcze gorsza od niego - wyjęczał zniekształcając słowa tak, że Brazil ledwie go rozumiała - Nikomu nic nie powiem, ani o tobie ani o nim. Po prostu stąd wyjdźcie. Przeklinam ten pierdolony dzień, w którym go poznałem.

                          - A mnie zaczyna się podobać - powiedziała Artemida poklepując go płazem nożyka po nosie - Obiecałam, że cię załatwię jak przyjadą ci z Tren de Agua, a oni właśnie przyjechali. Nie wykazałeś się współpracą od razu, wystrzępiłam sobie jęzor i łamię dane słowo. Cieszysz się, że go nie dotrzymam? Życie na loterii wygrałeś ze mną i nie waż się tego spierdolić.

                          SlimWire ponownie coś wymamrotał, podniósł opuchniętą od nadmiaru wody rękę w zamiarze odsunięcia trzymającej ostrze dłoni kobiety. Brazil umknęła przed nim niczym gazela przed morsem.

                          - Dobra, co powiesz, kiedy spytają? Poszło przepięcie, nic nowego, straciłeś na chwilę zasięgi, spaliło ci trochę hardu i nadrabiasz zaległości, nikogo tu nie było. Daj dyskretnie znać jak to gówno przestanie śmierdzieć to ci pomogę za przysługi. Powiedz swoim cynglom, że przyjedzie do ciebie technik do pomocy ze sprzętem. Trzeba się śpieszyć, bo wiele na deku teraz nie zrobisz. Módl się do Róży z Limy, żebym nie żałowała swojej decyzji.

                          Opuszczając uzbrojoną w nożyk dłoń netrunnerka cofnęła się o kilka kroków, przechyliła głowę w stronę pociągniętego za ramię Dingo przysuwając usta do jego ucha.

                          - To śliski gość, ale może się jeszcze przydać. Nie chcę mieć na karku policji, gangi mi wystarczą. Oczywiście jak go przycisną, to puści farbę, ale i tak nas znajdą. Potrzebujemy Raze’a.

                          Nomada skinął głową w odpowiedzi. Brazil schyliła się w stronę SlimWire sięgając palcami po tkwiącą w jego interfejsie drzazgę, a kiedy się wyprostowała przy wtórze bolesnego jęku netrunnera, Houston stał już na metalowym rusztowaniu przeciwpożarowych schodów.

                          Artemida poszła zwinnie w jego ślady, po parapecie na zewnątrz budynku, w ciepły letni mrok nocy wolny od uciążliwego odoru mieszkania SlimWire.

                          Dingo poruszał się pewnymi krokami, cały czas wydając z siebie charakterystyczne nieludzkie dźwięki węszenia, które przydawały mu w myślach Brazil egzotycznej aury dwunożnego drapieżnika. Piętro po piętrze w dół aż na pogrążony w ciemności plac na tyłach apartamentowca. Pusta plastikowa puszka strzeliła pod butem Artemidy, zaszeleściły jakieś papierowe śmieci. Od strony ulicy dobiegały stłumione dźwięki przejeżdżających pojazdów i tłoczących się na chodniku mieszkańców, ale sam plac jawił się oazą niepokojącej wręcz ciszy.

                          - Brazil - Dingo przekręcił głowę w stronę towarzyszki, tonacją swojego głosu budząc w netrunnerce złe przeczucie - Te ślady idą tam… do tego kontenera…

                          Wieki przemysłowy kontener na śmieci rysował się w mroku rozmazanymi konturami czerni wtopionej w czerń, niczym współczesny sarkofag skrywający czyjś prowizoryczny grób.

                          Dingo podszedł do kontenera pierwszy, schował pistolet do kabury, zawahał jeszcze chwilę, a potem złapał obiema rękami za jedną z klap i pchnął ją pośród metalicznego zgrzytu w górę. Brazil wyrosła u jego boku z zapaloną lampką smarthinga, poświęciła nią do środka.

                          Oboje odruchowo wciągnęli powietrze, wizgiem zdradzającym głęboki szok pomimo tego, co ledwie sekundę wcześniej podpowiadał im bezlitosny zdrowy rozsądek.

                          Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          👟
                          5
                          • GreKG Niedostępny
                            GreKG Niedostępny
                            GreK jako Raze „Switch” More
                            Mecenas
                            napisał ostatnio edytowany przez GreK
                            #247

                            text alternatywny

                            Greg Kalkston

                            Cztery lata wcześniej

                            San Francisco, 2073

                            Ciemno.

                            Nie — najpierw światło. Zbyt ostre.
                            Potem ciemno.

                            Zapach ozonu. Spalonej chemii. Krwi.

                            I coś jeszcze.

                            Jej perfumy. Oszałamiające.

                            ─── ◈ ───

                            Palce splecione gdzieś pod stołem.
                            Rozmowa o niczym.
                            Ktoś się śmieje obok.

                            — Słuchasz mnie w ogóle?

                            Nie. Nie słucha. Patrzy tylko na jej usta.

                            ─── ◈ ───

                            Kwaśny deszcz bębni o dach Thortona.
                            Ona przekręca się na fotelu, podciąga nogi.

                            — Zimno mi.

                            Oddaje jej kurtkę.
                            Przyjmuje bez słowa, jednak się w nią nie owija. Ognik w jej oku gdy wpatruje się w niego.

                            ─── ◈ ───

                            Błysk.

                            Wąż.

                            Niebieski.

                            Za blisko.

                            ─── ◈ ───

                            Jej śmiech.
                            Głowa odchylona do tyłu.
                            Światło neonów odbija się w oczach.

                            — Jeszcze jednego, co?

                            Nie powinna.

                            I tak zamawia.

                            ─── ◈ ───

                            Punkt.

                            Mruga.

                            Jeszcze jest.

                            Jeszcze—

                            ─── ◈ ───

                            Jej dłoń na jego karku.
                            Kciukiem rysuje kółka.

                            Bez powodu.
                            Bez słów.

                            Elektryzujący zapach jej perfum.

                            ─── ◈ ───

                            — Greg.

                            Cicho.

                            — Greg. Śpisz?

                            Śmieje się gdy gryzie go w płatek ucha.

                            ─── ◈ ───

                            Huk.

                            Świat rozrywa się od środka.

                            Za jasno.

                            Za głośno.

                            ─── ◈ ───

                            Krople wody na jej rzęsach.
                            Nie wiadomo czy deszcz, czy coś więcej.

                            — Nie patrz tak.

                            Ale patrzy.

                            — Przepraszam Keira. Przepraszam.

                            ─── ◈ ───

                            Dym.

                            Kaszel.

                            Nie może złapać oddechu.

                            — Keira?

                            ─── ◈ ───

                            Jej włosy na jego twarzy.
                            Zapach skóry. Ciepło.

                            — Zostań jeszcze.

                            ─── ◈ ───

                            Punkt.

                            Znika.

                            Tak po prostu.

                            ─── ◈ ───

                            Jej buty na desce rozdzielczej.
                            Śmieje się, kiedy ją strofuje.

                            — Co? I tak już ją rozwaliłeś.

                            ─── ◈ ───

                            Cisza.

                            Za duża.

                            Nienaturalna.

                            ─── ◈ ───

                            Jej palce zahaczają o jego dłoń, kiedy mijają się w tłumie.
                            Nie patrzy na niego.
                            Ale nie puszcza od razu.

                            ─── ◈ ───

                            — Spierdalajmy stąd, teraz!

                            Za późno.

                            ─── ◈ ───

                            Jej głowa oparta o jego ramię w aucie.
                            Śpi. Albo udaje.

                            Nie rusza się.

                            Żeby jej nie obudzić.

                            ─── ◈ ───

                            Dym.
                            Popiół.
                            Nic.

                            ─── ◈ ───

                            — Będzie nas stać na więcej.

                            — Na co?

                            — Na wszystko.

                            Śmiech.

                            Nie wierzy.

                            A jednak chce wierzyć.

                            ─── ◈ ───

                            Ciemno.

                            Pusto.

                            Cicho.

                            Za cicho.

                            Tyły Vine Street, 23:15


                            Ciało bolało go tak jak gdyby przetoczył się po nim walec, a potem ktoś wrzucił te rozgniecione szczątki do szatkownicy. Ostry promieniujący ból wibrował w głowie i klatce piersiowej, w brzuchu, we wszystkich kończynach, swoją potworną intensywnością nie pozwalając skupić myśli. Usta wypełniał mu charakterystyczny smak krwi cieknącej z rozbitego nosa i zmiażdżonych warg, oblepiającej grudami skrzepów obluzowane zęby.

                            Zmaltretowane ciało płonęło falami cierpienia, lecz to nie ból przywołał go z otchłani nieświadomości, tylko nieczuły dotyk obcych rąk bezceremonialnie szarpiących za ubranie i buty. Jęknął głucho czując jak ktoś wykręca mu odrętwiałą rękę i dotykające go liczne dłonie raptownie zniknęły.

                            - Chuju złoty, on jeszcze żyje.

                            - I co z tego, zaraz zejdzie. Dawaj mi jego buty, to ten sam rozmiar.

                            - Spierdalaj, nie będę utylizował żywego, mam swoje zasady.

                            - Ja pierdolę. Dobra, szanuję twoje pierdolone zasady, świrze. Tam przy cegłach leżała ołowiana rurka, dawaj ją tutaj. Dobiję go i skończymy robotę.

                            Usłyszał odgłos kroków na betonie, jakieś szuranie, metaliczny szczęk. Ostrzegawcze gwizdnięcie.

                            - Ktoś tu idzie. Spadamy.

                            Odgłos oddalających się pośpiesznie kroków, chwila złudnego wrażenia zawieszenia w pustce wypełnionej stłumionymi, dobiegającymi spod iluzorycznej tafli wody dźwiękami żyjącego gdzieś obok miasta. Kolejne kroki, powolne, szurające podeszwami, potem znienacka trzask i szelest i jakiś nowy ciężar uciskający lewą nogę.

                            Kroki oddaliły się w tym samym ospałym rytmie.

                            Oddychanie sprawiało taki sam ból jak nieporadne próby poruszania rękami. Łapiąc powietrze tak płytko jak tylko potrafił, otworzył oczy. Półmrok otaczającego go świata był na swój sposób przerażający: rozmazany, czarnoszary, pozbawiony najmniejszego śladu barw Lśnienia. Ograniczony do dziwnie wąskiej i przeraźliwie ubogiej w bodźce perspektywy.

                            Dotknięty złym przeczuciem zmusił się do tego, aby podnieść jedną rękę do twarzy, wymacał czubkami palców prawy oczodół i ziejącą w nim pustkę.

                            Miał tylko jedno oko, częściowo przesłonięte opuchniętą powieką. To upiorne odkrycie wyjaśniało ograniczone pole widzenia, a jednocześnie w ułamku chwili uwolniło w jego umyśle lawinę zatrważających wspomnień.

                            Błysk płomienia wylotowego, niespodziewane uderzenie w bok, które cisnęło nim z impetem w ścianę, lawina brutalnych ciosów spadająca na całe ciało. A potem wleczenie, spadanie i ponownie wleczenie gdzieś w ciemność wypełnioną miedzianym smakiem krwi.

                            Usłyszał jakiś szelest, dźwięk mogący być odgłosem stawianych ostrożnie kroków. Coś syknęło lub pyknęło kilkakrotnie, potem znów zapadła cisza, ciągnąca się pozornie w nieskończoność, potęgująca w niewyobrażalnym stopniu wrażenie bezbrzeżnego ludzkiego cierpienia.

                            Udręczony umysł zaczynał odpływać w czerń upragnionej nieświadomości, zapadać się w otchłani, z której nie było już powrotu. I wtedy mężczyzna usłyszał dźwięk, który obudził w nim cząstkę umysłu przechowującego pamięć genetyczną gatunku. Był to odgłos drapieżnego węszenia, który swoim dźwiękiem wprawił w panikę instynkt samozachowawczy człowieka przywołując z najgłębszych pokładów podświadomości wspomnienie głośnego węszenia drapieżników krążących wokół jaskini zamieszkiwanych przez pierwszych ludzi.

                            Coś zazgrzytało przeraźliwie metaliczną nutą i zmrużone oko mężczyzny zalała oślepiająca poświata elektrycznego światła.

                            Do uszu człowieka dotarł stłumiony świst wciąganego bezwiednie w płuca powietrza.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            ♥ 🌠 ⚡
                            4
                            • KetharianK Ketharian

                              text alternatywny

                              Mieszkanie paczki w H10, 23:08


                              HiFi obrócił w palcach lewe cyberoko Rodrigueza, poprawił wtyczkę kabelka łączącego implant ze smarthingiem, mruknął coś z rozczarowaniem pod nosem. Nieboszczyk z garażu Shivy nosił dwa różne modele mechanicznych oczu i przynajmniej jedno z nich - to trzymane właśnie w palcach - strzeżone było naprawdę mocnym firewallem. Piracki soft technika nie potrafił sforsować zabezpieczeń wszczepu ani nawet wygenerować podglądu pełnej listy funkcji cyberoka. Jedynym, co osiągnął było uruchomienie wewnętrznej baterii implantu w trybie default, w nienaturalnie czerwono-żółtym układzie kolorystycznym mającym przyciągać uwagę bardziej ekstrawaganckich klientów.

                              Podbudowany wcześniejszym udanym hakowaniem procesora HiFi zdusił w sobie ukłucie rozczarowania, zerknął ponownie na nie dające mu spokoju słowa wiadomości przysłanej przez Brazil.

                              Przepełniony zrozumiałym niepokojem, HiFi sięgnął ręką w stronę leżącego na pobliskim futonie kieszonkowego radyjka Hartleya, włączył je załapując się na końcówkę bloku informacyjnego na 88.9 Pacific Dreams.


                              Kolejny cud korporacyjnej inżynierii genetycznej. Majestatyczny tygrys bengalski, przywrócony do życia w laboratorium Biotechniki przedstawiciel wymarłego gatunków azjatyckich drapieżników szczytowych, zostanie w najbliższy weekend wystawiony na aukcję w prestiżowym nowojorskim domu aukcyjnym Nauroki. Zwycięzca aukcji uzyska prawo do własnoręcznego upolowania tego unikatowego stworzenia w dowolnym wybranym przez siebie miejscu na świecie.

                              Jakość powietrza w San Francisco spadła do najniższego odnotowanego w bieżącej dekadzie poziomu. Lokalne władze rozpoczęły społeczną kampanię zniechęcania mieszkańców do opuszczania domów bez uprzedniej instalacji ofpowiednio skalibrowanych sztucznych płuc.

                              A teraz najświeższe wieści ze świata rozrywki! Długo wyczekiwana egzekucja Joaquina Schmidta, znanego opinii publicznej pod przydomkiem „Rzeźnika z Watson”, została oficjalnie zatwierdzona na jutrzejszy dzień. 27-letni obywatel Night City przyznał się do 21 morderstw, w tym siostry i matki. Egzekucja skazańca będzie miała charakter publiczny, a osoby chcące śledzić jej przebieg z domu mogą skorzystać z livestreamu dostępnego pod linkiem wyświetlanym na dole ekranu. Organizator tego wydarzenia, Capital Corrections Inc, gwarantuje zarówno emocjonujące widowisko jak i liczne nagrody dla widzów uczestniczących w loterii stanowiącej dodatkową oprawę rozrywkową egzekucji.


                              Smarthing młodzieńca pisnął głośno wieszcząc odbiór kolejnej tekstowej wiadomości. HiFi spojrzał na wyświetlacz pewien updatu w temacie Switcha, ale nadawcą okazał się ktoś inny.

                              ”Śpisz? Ciągle mogę na ciebie liczyć?”

                              Leon Avrille.

                              GladinG Niedostępny
                              GladinG Niedostępny
                              Gladin jako HiFi
                              napisał ostatnio edytowany przez
                              #248
                              NoiseFeed HiFi, Leon Arville
                              Leon Arville „Śpisz? Ciągle mogę na ciebie liczyć?”
                              HiFi No chyba
                              HiFi Stary, cały wieczór zasuwam, żeby jakoś kasę na transakcję uzbierać
                              HiFi Siedzę teraz i dłubię
                              HiFi Na 3 strzelby powinno się udać
                              HiFi Gdyby trzeba było zebrać 5szt i 5 smartgogli...
                              HiFi Też chyba dam radę
                              HiFi Jutro będę wiedział coś więcej
                              HiFi A co do tego drugiego...
                              HiFi Jak chcesz coś obgadać, to jestem sam na chacie
                              HiFi Reszta wybyła, nie wiem, o której wrócą
                              HiFi Ja jeszcze chwilę będę pracował
                              HiFi Jak wolisz osobiście, to adres znasz

                              A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              2
                              • WilczyW Niedostępny
                                WilczyW Niedostępny
                                Wilczy jako Houston „Dingo” Dawn
                                napisał ostatnio edytowany przez Wilczy
                                #249

                                Houston "Dingo" Dawn

                                Houston przez dłuższą chwilę walczył ze sobą, zanim otworzył kontener, ale po prostu musiał sprawdzić. Musiał, bo by oszalał.

                                Poskręcana masa odpadków, metalu, plastiku... i wśród tego wszystkiego: pokrwawiony i poobijany mężczyzna. Oczy mogłyby się pomylić, ale nos Dingo nie kłamał. Chciał wyć do księżyca na wiecznie zasłoniętym chmurami i smogiem niebie Night City. Jednak tym razem w pojedynku dwóch wewnętrznych wilków zwyciężyło człowieczeństwo.
                                - Chryste Panie na bananie, Switch! - zawołał Dingo, rzucając się w stronę leżącego - Kurwa, jego oko, ale masakra...
                                Spojrzał na przyjaciela, starając się ocenić czy jest w stanie mu pomóc. Czy Switch miał biomonitor? Nie pamiętał. Sprawdził na przedramionach, ale nie widział. Czy oddychał? Chyba tak.
                                - Trzymaj się, stary, zabierzemy cię z tych śmieci - powiedział Houston i spojrzał na Brazil - Gdzie chłopaki? Musimy go wpakować do wozu.

                                Rozejrzał się po tylnym placu. Skoro był tu kontener, musiała dojeżdżać tu śmieciarka... a skoro śmieciarka się zmieści, to ich pożyczone Aigo też.

                                Sięgnął do kieszeni po smarthing i wybrał numer Froga.
                                - Mamy Switcha, ale źle z nim. Potrzebujemy was tutaj, na tyłach.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                ♥
                                5
                                • MarrrtM Niedostępny
                                  MarrrtM Niedostępny
                                  Marrrt jako Shawn „Frog” Camara
                                  Mecenas
                                  napisał ostatnio edytowany przez
                                  #250

                                  Frog odłożył smarthinga, wstał z krawężnika gdzie zbierani wokół mieszkańcy mimo gniewu zaczęli się ze sobą witać i swobodniej gadać. Wystarczyło wyłączyć Nightflixa. Jeszcze chwila, a ogniska rozpalą...
                                  Przyłożył paluchy do ust i zagwizdał przeciągle na Leifa i Maca w Aigo. Nie przejmując się, że zwraca na siebie uwagę, zamachał ręką wskazując kierowcy kierunek na zaplecze budynku. I ustawił się z ręką wymownie schowaną za połą kurtki, tak by mieć na widoku oba gangi. Szczególnie treniarzy.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  2
                                  • NanatarN Niedostępny
                                    NanatarN Niedostępny
                                    Nanatar jako Artemida „Brazil” Torquemada
                                    napisał ostatnio edytowany przez
                                    #251

                                    Vine Street w Heywood; Na podwórcu Apartamentowa; godzina: 23:15

                                    Zostawiła SlimWira, bez cienia tęsknoty, choć ledwie chwilę temu deklarowała szczerze, że jest kontent z poznania bliżej, zostawiła niebezpieczeństwa, obawy zostawiła, a koliber pod piersią trzepotał równiutko, na myśl, że może odnaleźć swojego faceta. Już wiedziała, że coś mu się stało, już się martwiła mieszając uczucia kochanki i matki.

                                    Adrenalina prowadziła ją równo, pewnie stawiała kroki, przemknęło jej przez myśl, że dobre buty wybrała, przez sekundę jeszcze puściła wodze fantazji w kierunku nowej kolekcji Heresy, którą jutro już zamówi, ale schody się skończyły co na powrót skupiło ją na zadaniu. Spoglądając na nomadę, miała wrażenie jakby i ona czuła trop Raze. Drażniącą woń jego perfum: Niemożliwe. Dopadła do kontenera tuż za mężczyzną. Nie miała odwagi otworzyć. A kiedy to się stało, rozpoznała go od razu, emocje lekko puściły, puściły się łzy, przetarła spodniami wciąż bezwiednie ściskanymi w prawej ręce, od kiedy zdjęła je z twarzy.

                                    Nie miał znaczenia fetor, bo już do niego przywykła i przesiąkła, teraz dopiero ją zatkała gula w gardle, wdzięczna była Dingo za kontakt z resztą ekipy, wdzięczna bo niema, a jaskrawość verite, nie pozwalała jej na kontrolę virtu.

                                    Nie zastanawiała się długo, czy był to instynkt, czy błyskawiczna decyzja, założyła spodnie na rant śmietnika i wskoczyła do środka.

                                    -Puta merda. Eu te mato se você sobreviver. - wychrypiała wreszcie.

                                    Bezwstydnie wspomagając się skradzioną z wszechwiedzącej przestrzeni wiedzą sprawdziła puls i oddech, starając się mimo obietnic nie zaszkodzić bardziej Swichowi.

                                    Switch, mój Swich,
                                    Nie jest lojalny,
                                    Nie jest normalny,
                                    Kłopotliwy jest i poryczy,
                                    Odbiera smarta podczas orgazmu,
                                    Ale jest mój,
                                    Kto inny by chciał?

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    4
                                    • JohnyTRSJ Niedostępny
                                      JohnyTRSJ Niedostępny
                                      JohnyTRS jako Hartley „Mack” Mackinaw
                                      Mecenas
                                      napisał ostatnio edytowany przez
                                      #252

                                      Hartley "Mack" Mackinaw

                                      Vine Street, w pojeździe

                                      Nerwowo obserwował budynek, starał się nie skupiać na czarnym wozie Trenów. Wszystko było i tak tłem dla komunikatów jakie miał w polu widzenia swoich smartgogli, sam swoje wiadomości wysyłał wydając komendy głosem (wszystko sparowane ze smarthingiem).
                                      Houston:
                                      - Mamy Switcha, ale źle z nim. Potrzebujemy was tutaj, na tyłach.

                                      - Co jest? - Mack odruchowo wysłał zapytanie wiedząc, że to jest zbędne. Potem już zapanował nad komendami i powiedział do Leifa (nie wiedział, czy on też widzi wiadomości): znaleźli Switcha, żyje, zły stan zdrowia, jedź na tył budynku.

                                      I sam otworzył drzwi i wskoczył na siedzenie (bo fotelem trudno to było nazwać, wyprofilowana płyta plastiku, żeby łatwo było czyścić i zmywać wszystko, w podłodze był nawet widoczny "korek" w odpływie)

                                      - Jedź tam, gdzie Frog pokazuje!

                                      Sam obrócił swoją torbę z pleców i wyjął swoją "apteczkę", improwizowany zestaw wszystkiego co potrzebne. Nie było to wiele, Trauma Team nawet by spojrzał na to badziewie, ale lepsze to niż nic.

                                      Nie patrzył się na wóz Trenów.

                                      178.255.46.143
                                      Pan Psuj
                                      Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      3
                                      • KetharianK Niedostępny
                                        KetharianK Niedostępny
                                        Ketharian jako Soulkiller
                                        Obsługa Moderator Mecenas
                                        napisał ostatnio edytowany przez
                                        #253

                                        Apartamentowiec na Vine, 23:15


                                        Aigo ruszyło z miejsca na wysokich obrotach zdezelowanego silnika, zapiszczało ostrą nutą zużytego paska rozrządu skręcając w poprzek jezdni w stronę zaułka będącego drogą wjazdu na tylny plac budynku. Słysząc te dźwięki część mieszkańców obejrzała się natychmiast w kierunku czerwonego autka, a stygnące już emocje przeszły w podejrzliwe okrzyki, kiedy parę osób niewątpliwie zadało sobie w myślach to samo pytanie.

                                        Shawn nie poczuł się reakcją lokalsów zaskoczony, bo będąc na ich miejscu sam też byłby podejrzliwy wobec obcych kręcących się na terenie uważanym za własne terytorium, zwłaszcza przy okazji wyłączenia prądu późnym wieczorem w całym budynku.

                                        Opuszczając rękę w pobliże ukrytego pod ubraniem pistoletu, solo odprowadził wzrokiem znikający za rogiem apartamentowca samochodzik, zmienił nieznacznie pozycję na widok pierwszych ruszających jego śladem lokalsów. Szukał wzrokiem śladu broni, gotowy do siłowego odpędzenia najbardziej ciekawskich od zaułka w razie takiej potrzeby.

                                        I wtedy z miejsca ruszył ciemny van, który przez cały ten czas pozostawał w polu widzenia Shawna. Furgonetka wjechała po skosie na ulicę, by zahamować po kilkunastu metrach przed wejściem do budynku i grupą mieszkańców. Odciągane na prowadnicach boczne drzwi pojazdu stanęły otworem przed wyskakującymi z nich ludźmi.

                                        Od chwili pojawienia się furgonu na ulicy Frog miał niezbitą pewność, że obecność pojazdu nie ma w sobie niczego z przypadku i że za przyciemnionymi szybami pojazdu kryje się mnóstwo obserwujących ulicę oczu. I że w każdym momencie ich właściciele mogą się wysypać na zewnątrz furgonetki sprowokowani odpowiednim bodźcem.

                                        Ale kiedy ukryci dotąd w wozie ludzie znaleźli się na chodniku, Shawn Camara uświadomił sobie w jednej chwili jak bardzo się w jednej kwestii pomylił.


                                        Tyły apartamentowca


                                        Leif przeklinał z pasją pod nosem, podciągając się na kierownicy Aigo dla uzyskania lepszej widoczności za przednią szybą. Zderzak czerwonego autka uderzył w jakieś skrzynki, w plastikowe opakowania po jedzeniu i kartony, podskoczył na czymś, co wpadło pod samochodzik waląc metalicznie i zgrzytając o jego podwozie.

                                        - Co to kurwa było? - wyrzucił z siebie Hartley - Jakieś rury?!

                                        Leif nie odpowiedział zakręcając za tylnym narożnikiem apartamentowca i hamując raptownie. Mętne światło przednich reflektorów Aigo padło na odrapany metalowy kontener na śmieci i kształty znajdujących się na nim ludzi.

                                        - Kurwa - stęknął Gundarsson łapiąc za klamkę drzwi - Czy to Switch?!


                                        Vine Street przed budynkiem, 23:16


                                        Było ich pięciu, może sześciu - Shawn nie miał w tym względzie pewności, bo zbyt wiele rzeczy zaczęło się dziać w tym samym czasie wystawiając na próbę podzielność uwagi solosa. Poruszali się w ewidentnie wcześniej przećwiczony sposób, ubezpieczając się wzajemnie, błyskawicznie identyfikując źródła zagrożenia. Sam ich widok już w pierwszych sekundach wywołał wybuch paniki na chodniku, nie tylko świadomością tego, że byli ciężko uzbrojeni, ale i barwami ich przynależności.

                                        Paramilitarne stroje, kuloodporne kamizelki z nadrukowanymi symbolami gangu, palące się intensywną czerwienią bojowego oprogramowania cyberoczy, pomruk serwomechanizmów wspomagających kończyny.

                                        6th Street.

                                        Jeden mieszkaniec bloku okazał się człowiekiem szaleńczo odważnym w oczach sąsiadów, chociaż w opinii Shawna skończonym idiotą. Zamiast pójść w ślady pierzchających na wszystkie strony ziomków wrzasnął na całe gardło wyciągając spod kurtki jadowicie żółtego Streetmastera. Idący na szpicy napastników mężczyzna w nałożonej na kamizelkę uprzęży taktycznej zmiótł go w jednej sekundzie śrutowym pociskiem wystrzelonym z przyłożonego do ramienia Tactiirna, obryzgał krwią Latynosa fasadę apartamentowca.

                                        Nim jeszcze ciało człowieka upadło na płyty chodnika, Sixth Streeci już wbili się pomiędzy uciekających z krzykiem mieszkańców bloku zwalając ich z nóg uderzeniami pięści i kolb karabinów.

                                        Poruszali się w zawrotnym nadludzkim tempie, wspomagani najpewniej nie tylko podskórnymi generatorami adrenaliny, ale i Sandevistanami. Cofający się odruchowo Shawn z trudem potrafił uwierzyć w to, że wszystko rozegrało się dotąd dosłownie w kilka sekund, od momentu ruszenia furgonu z przeciwnej strony ulicy po szarżę napastników na główne wejście budynku. Solo nawet nie zdążył wyciągnąć swojej własnej broni, w kolejnej sekundzie uświadamiając sobie, że tylko dzięki temu nie zyskał jeszcze w oczach gangsterów statusu uzasadnionego celu.

                                        Sixth Streeci musieli korzystać z jakiegoś niewerbalnego systemu komunikacji, najpewniej na poziomie neuralnym, bo z płynnością przeczącą ludzkim ograniczeniu w ułamku chwili złamali szyk i dwóch z nich runęło poprzez tłumek lokalsów w stronę wjazdu do zaułka, w którym zniknęło Aigo tłukąc na wszystkie strony kolbami automatycznych Ajaksów.

                                        Najpierw pojawił się pomalowany w krzykliwe kolory dron, który nadleciał od strony Republica Ave, a zaraz za nim dwa pędzące na złamanie karku pod prąd samochody, osobówka i jadąca za nią odkryta półciężarówka. Staranowany przez ściskającą w ramionach dziecko kobietę Frog zachwiał się w połowie ruchu, oparł dłoń na rękojeści Pacifiera gotów w akcie desperacji rzucić wyzwanie napastnikom biegnącym do zaułka.

                                        Sixth Streeci ponownie zmienili szyk, dwaj mężczyźni na flance grupy zawrócili w jednej sekundzie w przeciwną stronę i zaczęli strzelać pomiędzy uciekającymi mieszkańcami w stronę nadjeżdżających pojazdów. Trzeci z gangsterów przyklęknął w progu wejścia, w którym zniknęła połowa jego grupy i zasypał pociskami ze swojego Copperheada pikującego w dół labiryntu ulicy drona.

                                        Pogrążona w półmroku sobotniej nocy Vine Street przemieniła się w ułamku chwili w piekło autentycznej strefy wojennej.

                                        Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        🔥 💋 ☠
                                        4
                                        • NanatarN Niedostępny
                                          NanatarN Niedostępny
                                          Nanatar jako Artemida „Brazil” Torquemada
                                          napisał ostatnio edytowany przez Nanatar
                                          #254

                                          Vine Street w Heywood; Na podwórcu Apartamentowa; godzina: 23:16

                                          Nie robiło już różnicy Brazil brodzenie po kostki w śmieciach, opętana cybernetyczną protezą rozszerzającą świadomość wpakowała dłoń między skrawki plastikowej foli wysmarowanej resztkami sosów bezbłędnie wyczuwając puls na szyi Raze. - Słabo, stabilnie. - Igrając z większymi odpadkami wykonała interfacem swoich paluszków palpacyjny skan kluczowych kości i organów. Kończyny bez widocznych złamań otwartych, ukłuła w paluchy, odruchy, rdzeń nie złamany. Przynajmniej tego kręgosłupa ci nie przetrącili - pomyślała. Twarz Swicha wyglądała koszmarnie, ale język był na miejscu, jedno oko też, tyle musiało wystarczyć.

                                          Używając spodni jak nosidła zdołała podać głowę i ramiona Raze tak by Dingo mógł je dźwignąć. Przesunęła nogi do krawędzi kontenera, wyskoczyła na zewnątrz i kiedy wyciągali fiksera ze środka dostali światłami w oczy. Dostała w sumie Brazil, bo nomada był tyłem, ale podobnie jak ona zdrętwiał na chwilę.

                                          Ciałko uwolniło całą paletę hormonów, zalewając się zimnym potem. Część z wachlarza musiała zaistnieć w przestrzeni zapachowej. Zrobiło się jej głupio, Houston na pewno poczuł. Ona z kolei poczuła się trochę rozebrana, ale to odwróciło jej uwagę od strachu i znów skierowało do jutrzejszego wyboru kolekcji ciuchów Heresy.

                                          Swich legł ciężko na betonie. Artemida nie miała dość krzepy, by go dłużej dźwigać. Nadwyrężone mięśnie krzyczały ogniem.

                                          Kiedy z kontry światła wyłonił się Leif miała już w pogotowiu swą śmiercionośną broń wysuniętą na jeden cal. Cal dzielący życie od śmierci.

                                          Odpowiedziała prędko, nawet nim wybrzmiały ostatnie dźwięki słów medyka.

                                          -Tak, żyje, do auta z nim.

                                          Sama minęła Aigo, pozwalając facetom uporać się z rannym, jednocześnie sprawdziła kto jest w środku, powinno być tłoczno. Było, ale nie dość. Jednocześnie usłyszała strzały z broni maszynowej dobiegające z przed budynku.

                                          Ożywiła się niespokojnie

                                          -Gdzie Shawn? - wypowiedziała, ale jednocześnie już procesowała

                                          NoiseFeed Brazil do Froga
                                          Brazil Mamy kolesia, żywy, obity, skład pełny na tyłach.
                                          Brazil Co tam się dzieje? Możesz dołączyć?

                                          Wprawdzie Torquemada osiągnęła co chciała, to nie zamierza stosować podwójnych standardów. Nie zostawiła Swicha, nie zamierzała porzucać Shawna.

                                          -Jedźcie z nim do konowała, wiecie co robić. Na razie weźcie ze wspólnego, resztę później ureguluję.

                                          Normalnie Brazil miałaby miękkie nogi i szum w głowie, normalnie nie była tak spompowana adrenaliną. Owej chwili bardziej bała się co się stanie jak nadludzka pewność ją opuści. Kiedy siądzie w brudnej poczekalni jakiegoś ripperdocka i będzie mogła tylko trzymać Raze za rękę. Kiedy będzie musiała zjeść, sam pomysł wkładania do ust żarcia wydał się jej obrzydliwy, kiedy będzie musiała zasnąć i się obudzić, i zmierzyć z całym szlamem, który wypłynął. A o dziesiątej była umówiona na siłce.

                                          Czekając zwrotki, zapuściła zmysły w lokalne serwisy informacyjne, chociaż może należało się skupić na rejestrowanych uszkami odgłosach strzałów. Niespokojny umysł przypomniał sobie o zatrzymanej kamerze. A może to była podpowiedź od protezy, nie potrafiła odróżnić.

                                          -Zostawić? Uruchomić? A najlepiej na wyłączność. - wyszeptała. Niezaspokojona. Chwilowo przekonana o swej nieśmiertelności.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          ♥
                                          2

                                          Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                          Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                          Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                          Zarejestruj się Zaloguj się
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy
                                          • Strona startowa