Houston "Dingo" Dawn
Houston przez dłuższą chwilę walczył ze sobą, zanim otworzył kontener, ale po prostu musiał sprawdzić. Musiał, bo by oszalał.
Poskręcana masa odpadków, metalu, plastiku... i wśród tego wszystkiego: pokrwawiony i poobijany mężczyzna. Oczy mogłyby się pomylić, ale nos Dingo nie kłamał. Chciał wyć do księżyca na wiecznie zasłoniętym chmurami i smogiem niebie Night City. Jednak tym razem w pojedynku dwóch wewnętrznych wilków zwyciężyło człowieczeństwo.
- Chryste Panie na bananie, Switch! - zawołał Dingo, rzucając się w stronę leżącego - Kurwa, jego oko, ale masakra...
Spojrzał na przyjaciela, starając się ocenić czy jest w stanie mu pomóc. Czy Switch miał biomonitor? Nie pamiętał. Sprawdził na przedramionach, ale nie widział. Czy oddychał? Chyba tak.
- Trzymaj się, stary, zabierzemy cię z tych śmieci - powiedział Houston i spojrzał na Brazil - Gdzie chłopaki? Musimy go wpakować do wozu.
Rozejrzał się po tylnym placu. Skoro był tu kontener, musiała dojeżdżać tu śmieciarka... a skoro śmieciarka się zmieści, to ich pożyczone Aigo też.
Sięgnął do kieszeni po smarthing i wybrał numer Froga.
- Mamy Switcha, ale źle z nim. Potrzebujemy was tutaj, na tyłach.

Ale co do masakrowania zwłok, to wolałby tego uniknąć - co innego dać cynk znajomemu ripperowi, który puści części w drugi obieg i odpali ekipie prowizję, a co innego patroszyć każdego oponenta. Na pewno nie chciałby uczynić z tego głównego źródła przychodów, bo we własnych oczach stałby się wtedy miejskim padlinożercą