Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Sesje future
  3. Rozgrywka
  4. [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
Syreni Śpiew Neonów
KetharianK
Ketharian jako
Soulkiller
Mistrz Gry
JohnyTRSJ
JohnyTRS jako
Hartley „Mack” Mackinaw
GladinG
Gladin jako
HiFi
GreKG
GreK jako
Raze „Switch” More
WilczyW
Wilczy jako
Houston „Dingo” Dawn
MarrrtM
Marrrt jako
Shawn „Frog” Camara
NanatarN
Nanatar jako
Artemida „Brazil” Torquemada

Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.

[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
cyberpunkcyberpunk2077
213 Posty 7 Uczestników 2.1k Wyświetlenia 3 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • NanatarN Niedostępny
    NanatarN Niedostępny
    Nanatar jako Artemida „Brazil” Torquemada
    napisał ostatnio edytowany przez
    #128

    Mieszkanie w H10, wieczór 14.07.77

    Trochę się głupio czuła, że zrobiła dramę, że nie odpowiedziała na słowa kolegi kiedy zaryglowała drzwi. Się z drugiej strony rozluźniła, oczyściła, musiała to przyznać: wyrzygała testując przyjaźń, a on zdał test. Przytulił, nie komentował, nie robił min. Była mu zajebiście wdzięczna.

    W ustępującym zamieszaniu nie zapomniała o wskazanym przez Hartleya pivie, podjęła, upiła już spokojnie. Wysłuchała uważnie tego co powiedział, a kultura pamięci, do której przystępowała nie pozwalała zapomnieć. Zadowolona z siebie, że zdołała kolegę zaktywować puściła przekaz Raze jak najświeższy hit steem'u.

    Tymczasem na peryferiach zwrotka od Shawna. Nie uspokoiło jej to, bo brak kamer to gangi, albo inni rewolucjoniści. Chwilę jej zajęło, choć myśl podjęła to zawiesiła ją, spoglądając w świat cyfrowy, czy nic się do łącza nie klei.
    Odesłała - To się zbierajcie stamtąd.

    Przydzieliła Hartleyowi pomocników w poszukiwaniach, sama zaglądała głębiej, przez szczeliny znane tylko cowboyom sieci. Była dość wyczerpana głębokim nurkowaniem, a Mack był dobrym kompanem, toteż chętnie korzystała z kulawego interfacu ciała, tak by kolega mógł jej zaglądać przez ramię. Co raz łapała się na tym , że inicjowała komendy na ekranie bez klikania w klawisze, co nie dawało Mackowi czasu na analizę. Brazil czuła misje nie mogła się tylko zdecydować, czy ważniejsze są tagowania Switcza, czy tajemnicze wiadomości Hartleya, a już na pewno wycieczka Shawna, Hifiego i Dingo.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    3
    • KetharianK Niedostępny
      KetharianK Niedostępny
      Ketharian jako Soulkiller
      Obsługa Moderator
      napisał ostatnio edytowany przez
      #129

      text alternatywny


      Ulice Little China, późny wieczór 14.07.2077

      Załadowany kontrabandą Villefort Columbus przemierzał tłoczne ulice Little China okrężną drogą, najpierw bulwarem nad kanałem, potem poprzez Ellison Street na megablok H10. Minęła już dwudziesta druga i szaleńcza atmosfera sobotniego wieczoru wzięła we władanie całą dzielnicę wypełniając ją blaskiem neonów, światłem czerwonych chińskich lampionów, warkotem samochodowych silników, rykiem wszechobecnych reklam, płynącą z przenośnych głośników orientalną muzyką. Van stawał co chwila w ulicznych korkach, niemal zderzak w zderzak z poprzedzającymi go pojazdami, obchodzony przez pieszych przebiegających co rusz w poprzek ulicy w wędrówce pomiędzy tętniącymi ogromem decybeli klubami.

      Siedzący przy drzwiach pasażera Shawn oglądał zabrany Rodriguezowi pistolet, model Unity od Constitutional Arms, bliźniaczo wręcz zbliżony parametrami do jego własnego Pacifiera Militechu. Broń Valentinosa pokryta była niezłej jakości grawerunkiem na okładkach rękojeści, z motywami Santa Muerte oraz florystycznymi wzorami tak popularnymi wśród latynoskich gangów z Heywood. Po lewej stronie zamka, naniesiony delikatnymi zawijasami wiertła grawera, widniał napis “Mojemu chrześniakowi, Padre”. Frog cmoknął z uznaniem ważąc ciężar pistoletu w dłoni. To była spersonalizowana broń w bardzo dobrym stanie, pachnąca smarem, zadbana, warta dobrej ceny w obiegu wtórnym.

      - Dingo, masz plany w poniedziałek wieczorem? - siedzący pomiędzy kierowcą i solosem HiFi przestał sprawdzać coś w smarthingu, przyciszył radio, w którym na 88.9 Pacific Dreams leciał Isometric Air w wykonaniu Quantum Lovers - Pytam, bo jest sprawa.

      - Tak, posłuchaj go - Shawn zrzucił z metalicznym trzaskiem odciągnięty zamek Unity, pstryknął palcem w bezpiecznik i schował pistolet do kieszeni na udzie spodni - Dobrze się przysłuchaj, co wymyślił.

      - Nie bądź taki upierdliwy - burknął technik obrzucając Żabę pełnym dezaprobaty spojrzeniem - To jest sprawa honoru, przecież ci tłumaczyłem.

      - Uwielbiam sprawy honoru, nawijaj - uśmiechnął się kącikiem ust Dingo - Co jest, ktoś obraził twoją laskę, trzeba mu ryja obić?

      - Najpierw trzeba mieć laskę, taką prawdziwą, a nie dmuchaną na pilota - zauważył filozoficznym tonem Shawn, oglądając dla odmiany punkty montażowe pod lufą wsadzonego między kolana Copperheada - Ale to nie panienka, to coś znacznie lepszego, weź go tylko posłuchaj.

      - To weź się nie dopierdalaj, bo nigdy nie skończę - sarknął HiFi - Byłem dzisiaj na starych magazynach All Foods za Kennedy Avenue, tam w stronę estakady. Miałem interes do zrobienia, ja i Leon, z Kretami.

      - Robisz interesy z Kretami, młody? - Houston zatrąbił na jakiegoś faceta, który goniąc z łomem w ręku innego gościa omal nie wpadł mu pod koła - Oszalałeś? Nie słyszałeś, co mówią na dzielni o Kretach? Oni porywają i zjadają dzieci, ciebie też wpierdolą na surowo przy pierwszej okazji.

      - Z wami się kurwa nie da pogadać jak z normalnymi ludźmi - żachnął się HiFi - Leon robi z nimi od dawna interesy, sprzedaje im przeterminowane żarcie z automatów w zamian za różne graty z podziemi i ugadaliśmy się z nimi na zajebisty sprzęt audio, ale takie retro za naprawdę zajebistą kasę po renowacji. Nie ściemniam, dostałem na próbkę wzmacniacz Macintosha, mam go w mieszkaniu, ale żeby zrobić pełną transakcję, potrzebuję specjalnego towaru.

      - I czego chcą? - Houston najwyraźniej poczuł zainteresowanie tematem, rytmicznie kiwając głową i postukując palcami w kierownicę do wtóru płynącej z radia piosenki.

      - Młody zaczął od dupy strony - wtrącił Shawn ściskając mocniej kolanami karabin i sprawdzając gwint tłumika - Nadział się z Leonem na Brzytwiarzy, którzy się tam przypałętali jak ci gadali z Kretami. Gangusy wkurwiły Avrille, kojarzysz go na pewno, koleś ma czasami krótki lont. Umówili się obaj z tymi Brzytwiarzami pojutrze wieczorem na wymianę kradzionego żarcia na broń dla Kretów, ale oni nie mają towaru, tylko chcą tych boosterów zajebać, bo Leon ma z nimi kosę, a HiFi jest honorowy i nie chce kumpla zostawić na lodzie. Ale zanim tam pójdzie, musimy sprawdzić w La Catrinie aktualny cennik za kremację ciała, bo przecież nie pozwolimy, żeby gangusy wyrzuciły zwłoki młodego po wszystkim na śmietnik, mamy swój honor.

      Dingo odwrócił głowę w stronę technika, zagwizdał przeciągle spoglądając na chłopaka znad szkieł swoich ciemnych okularów.

      - Ja pierdolę młody, ja cię nie poznaję - oznajmił teatralnie zdumionym głosem - Co się z tobą dzieje, chcesz zostać zakapiorem jak wujek Shawn? Polować nocą na boosterów w Northside? Zostać dilerem Kretów?

      - Po pierwsze, Leon to mój przyjaciel, przyjaciół się w biedzie nie zostawia, was bym też nie zostawił, chociaż się często zachowujecie jak ostatnie ciule. On pójdzie się z nimi policzyć nawet jak zostanie sam, tu chodzi o jego siostrę. A po drugie, oni obiecali przynieść na wymianę strzelby, a mnie są potrzebne strzelby dla Kretów, bo oni nagle już nie chcą żarcia i leków, tylko broni i amunicji i paliwa.

      - HiFi, to brzmi jak jakiś gruby deal - stwierdził Dingo poważniejąc w jednej chwili - Bardzo gruby i kurewsko niebezpieczny. Masz jakiś realny plan? Na pewno chcesz się w to pchać? Co ci da zajebanie tych Brzytwiarzy?

      - No przecież już mówiłem, że oni mają nam przynieść broń na wymianę za żarcie - zdenerwował się ponownie HiFi - W ogóle mnie nie słychacie. Jak Leon i tak chce ich załatwić, to się to zrobi tak jakby przy okazji. Zabierzemy spluwy i amunicję, a teraz tak sobie myślę… tylko się kurwa nie śmiejcie, ale może i z nich coś się da wyciąć? Normalnego człowieka bym nie dotknął, ale trupy gangsterów to co innego. Wiecie, ile jest warty ten towar, który wyciągnęliśmy z Valentinosa? Na legalnym rynku wtórnym ponad sześć tysięcy, ale my dostaniemy może połowę z tego, ale to ciągle trzy tysiące. Te parę dni może nas ustawić na całe miesiące, chłopaki. Wreszcie skończycie z pożyczaniem drobnych na dziwki i wódkę, wszystkich nas będzie stać na dużo więcej.

      - Tę sprawę z Brzytwiarzami rozumiem, chociaż nie wiem, czy to dobry pomysł - cmoknął Dingo wjeżdżając na rondo przed południowym wejściem do megabloku - Ale po co Kretom broń? Czy oni szykują się na walkę z ratuszem o te kanały? Będą strzelać do ekip pompujących gaz do studzienek?

      - Po chuj drążyć? - wzruszył ramionami Shawn - Już mówiłem, trzeba sprawdzić koszty kremacji, ale zaoszczędzimy na opłatach za miejsce pamięci, postawimy sobie urnę z młodym w salonie nad kanapą.

      Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      2
      • GreKG Niedostępny
        GreKG Niedostępny
        GreK jako Raze „Switch” More
        napisał ostatnio edytowany przez
        #130

        text alternatywny

        Raze Switch More

        Salon Juliusa Kraita, wieczór 14.07.2077

        Switch prychnął cicho.

        — Spokojnie, Julius. Jakbyś próbował ją zwinąć, to musiałbyś nadążyć. A twoje kolana pamiętają jeszcze Unifikację.

        Rozejrzał się po pomieszczeniu, po krwi przy fotelu, po stali, po Animalsach za drzwiami.

        — Nie przyszedłem tu z randkową zazdrością. Szukam jednej osoby. Znajomej znajomego. Od kilku miesięcy w NC. Może nie chce, żeby ją ktoś znalazł. — Wzruszył ramionami. — Co nie znaczy, że nie można.

        Wyciągnął smarthinga, obrócił go w palcach.

        — Dostałem pakiet medyczny. Pełne profile, mody, ingerencje. Świeże. Jeśli robiła coś przy sobie w mieście, ktoś musiał ją kroić. A każdy, kto kroi, zostawia ślad. Zamówienia, firmware, seryjne, łańcuch dostaw. Ty znasz ten ekosystem lepiej niż ktokolwiek.

        Podsunął urządzenie Kraitowi.

        — Sprawdź, czy coś ci mówi ten zestaw. Kto to mógł składać. Gdzie.

        Zamilkł na moment. To drugie nie przychodziło mu łatwo.

        — I… skoro już marnuję ci sobotę.

        Przesunął palcami po karku, jakby coś go tam uwierało.

        — Rzuć okiem na mnie.

        Krótka pauza.

        — Pełny skan. Wszczepy, warstwa komunikacyjna, diagnostyka pasywna. Bez grzebania głębiej niż trzeba.

        Uniósł wzrok na Juliusa.

        — Chcę wiedzieć, czy ktoś mnie nie otagował. Jakiś znacznik, pasywny ping, cokolwiek. Ostatnio za dużo przypadków trafia mnie „przypadkiem”.

        Brazil nie powiedziała mu nic.

        Krzywy uśmiech.

        — I nie, to nie paranoja. Jeszcze.

        Westchnął.

        — Jeśli ktoś mnie prowadzi, wolę wiedzieć, zanim zaprosi się na mojego drinka.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        1
        • KetharianK Niedostępny
          KetharianK Niedostępny
          Ketharian jako Soulkiller
          Obsługa Moderator
          napisał ostatnio edytowany przez
          #131

          text alternatywny


          Salon Kraita w Kabuki, późny wieczór 14.07.2077

          Trzy dni, powiedział Julius, a Raze znał go dostatecznie dobrze, aby nawet nie próbować jakiegokolwiek nacisku. Major prowadził swoje interesy na wojskową modłę, dokładnie planując harmonogram projektów; był też wyjątkowo słowny i Raze nie wątpił, że w środę dostanie na smarthinga konkretną odpowiedź.

          - Nie wiem jaki będzie koszt - stwierdził Krait czekając aż Switch zajmie miejsce na fotelu - Myślę, że zamkniesz się w tysiącu. Oczywiście na raty nie rozkładam, informatorów opłacam gotówką.

          - Jakbyś się w końcu podzielił źródłami, nie musiałbym ci w przyszłości zawracać głowy - mruknął fikser. Krait roześmiał się w odpowiedzi, pochylił się nad Switchem, unieruchomił jego kończyny we wzmocnionych prowadnicach i sięgnął po giętki kabel złącza neuralnego biegnący od zawieszonego nad fotelem ekranu.

          - Mam cię odciąć od wzgórza mózgu? - zapytał ripper sprawdzając coś na swoim panelu - Jeśli będziesz miał wirusa, jego kasowanie może wywołać fantomowe wrażenie bólu. Może wolałbyś nie cierpieć? Nie gwarantuję, że nie będziesz czuł niczego, ale to może poprawić twój komfort zabiegu.

          - Nie ma takiej kurwa opcji - odpowiedział Switch krzywiąc usta - Żadnej przejściowej lobotomii. Uśpisz mnie, a potem się nie powstrzymasz od sięgnięcia po jebaną pilarkę. Dawaj na żywca.

          - Klient nasz pan - wzruszył ramionami Krait - Poznałem w życiu wielu takich twardzieli. Opowiadałem ci kiedyś o Trzeciej Wojnie o Grenlandię? Kiedy Kanadyjczycy rzucili na Nuuk mózgoboty, a najemnicy z Baszkirii dostali się pod wibratory soniczne? Był taki jeden gość…

          Krait wpiął wtyczkę panelu diagnostycznego w gniazdo za uchem i Raze poczuł przelotne mrowienie w całym ciele, gdy ripper kalibrował swoje instrumenty logując się do wszczepionego w kręgosłup fiksera neuralnego procesora. Na wyświetlaczu cyberoka Switcha pojawiły się linijki kodu przesuwające się w zawrotnym tempie poprzez całe cybernetyczne pole widzenia mężczyzny, pociągając za sobą nieuniknione zawroty głowy.

          Julius Krait opowiadał wojenne anegdoty i pracował jednocześnie, nawet na chwilę nie odrywając wzroku od ekranu. Ripper nie miał w zwyczaju komentować diagnostyki na bieżąco, zawsze czekał z raportem do końca zabiegu.

          - Miałeś pluskwę - oznajmił po trzydziestu minutach skanowania - Mały trojan, dość pasywny, bez rozpoznawalnej sygnatury. Myślę, że miał umożliwiać dyskretne logowanie się do twojej cybernetyki w czasie, gdybyś był sprzęgnięty z urządzeniami peryferyjnymi, wystarczyłoby, żebyś włączył WiFi. Byłeś nieostrożny, Switch. Takie błędy szybko się mszczą.

          - Kurwa, a więc jednak - warknął fikser przywołując z pamięci wspomnienie Reda Herringa - Jak ktoś mi to mógł wgrać w niezauważony sposób?

          - Teoretycznie są dwie możliwości - wzruszył ramionami Krait odwieszając kabel diagnostyczny na uchwyt przy komputerze - Ktoś wykorzystał luki w firmowym sofcie, co chwilę słychać o wyciekach danych z korporacji. Albo ktoś był z tobą sprzęgnięty na otwartym porcie komunikacyjnym i sobie coś dyskretnie wgrał. Bez sprzęgu to raczej niemożliwe. Sam sobie musisz odpowiedzieć na pytanie, kiedy dałeś sobie ściągnąć gacie.

          - Tak czy owak, jesteś czysty. Pięć dych, możesz przelać Blikiem. I spadaj, w przeciwieństwie do ciebie ja mam romantyczne plany na wieczór.

          Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          3
          • GladinG Niedostępny
            GladinG Niedostępny
            Gladin jako HiFi
            napisał ostatnio edytowany przez
            #132
            HiFi
            Awatar HiFi – No dobra... to oddaję ci kasę, Shawn - rzekł technik, przelewając z nowego wspólnego konta 20💶 na prywatny rachunek solosa.

            Stan konta Shezam: -20e$

            Ładowali co cenniejszy sprzęt na vana.

            – Dawajcie, ta lodóweczka z napojami też, co mają się zmarnować. A sprzęt albo sobie na chatę wstawimy, ale się też opyli - HiFi rozglądał się po oczyszczonym ze sprzętu pomieszczeniu. Podszedł do biurka i zaczął je przeszukiwać. Odnalazł kartę dostępową taką, jak do ich mieszkania.

            – No, no... - mruknął do siebie pod nosem. Ciekawe, co masz u siebie na chacie mała... - urwał przypominając sobie, jak ta „mała” obecnie wygląda.

            – Sorry, ale tobie już się i tak nie przyda... wiesz jak jest... - zastanowił się. Mieszkanie mogło wymagać dodatkowo użycia linii papilarnych lub kodu ze smarthinga. Smarthinga nie znaleźli. Pewnie netrunnerka miała odpowiedni implanty... ale tych, nie wydobędą... a linie papilarne... spojrzał w stronę wanny... ręce były wyciągnięte w górę a dłonie zachowały się w dużo lepszym stanie niż cała reszta. Była szansa, że mogłyby jeszcze zadziałać. Wystarczyło je odciąć i...

            Tfu... kto mu do głowy wkładał takethie myśli? Nie będzie paradował z workiem odciętych palców lub dłońmi, tfu...

            Spojrzał na sofę...

            – Słuchajcie, skoro mamy już transport... bierzmy i te sprzęty - wskazał na meble. - Wystawimy przed blokiem, puścimy krótkie info w obieg, zawsze wpadnie jakaś kasa. Hm?

            Słuchawki

            – Kurde, chłopaki - HiFi obrzucił kolegów jadących z nim vanem. - Jest dil do zrobienia. Co mnie obchodzi, po co im broń? Jakby to było większe zmartwienie od innych. Że z brzytwiarzami handel taki straszny? Jak przyszli, to było ich trzech, a ja tylko z Leonem. Dało się sprawę załatwić. To nie Tajgersi.

            – A ze związaniem Leona to nie taki dobry pomysł. Raz, że on się domyśli, kto za tym stoi i może mi nigdy nie wybaczyć. Ale gorzej, że Krety mogą bez Leona nie chcieć rozmawiać. Spróbuję z nim porozmawiać. Ale to nic nie da. Zresztą... - machnął ręką i zamilkł.

            – Ładujemy wszystko na chatę? Trochę tego jest. Możnaby coś wynająć. Trochę kasy szkoda... - bił się z myślami. - Dla Brazil lepiej, żeby wszystko było pod ręką, mogłaby by sobie posprawdzać co jej potrzebne. Nie trzeba by w razie czego wozić tam i nazad... Dobra, może jednak ładujemy to na chatę... - westchnął.


            Sesja Karak Varn | Gladinhammer

            A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            1
            • KetharianK Niedostępny
              KetharianK Niedostępny
              Ketharian jako Soulkiller
              Obsługa Moderator
              napisał ostatnio edytowany przez
              #133

              Mieszkanie w H10, późny wieczór 14.07.77

              Co tam robicie? Co z tą laską?
              Wypłaszczona. W swojej wannie. Jakiś netrunnerski syf. Zbieramy fanty. Chcesz rzucić okiem na jej sprzęt?

              Shiva Lacroix nie żyła i generalnie Artemida nie powinna czuć szczególnie głębokiego poruszenia czytając wiadomości Shawna. Każdego dnia w Night City umierał jakiś netrunner: zainfekowany LODem, osłabiony zbyt długim podłączeniem bez fizjologicznego podtrzymywania, odcięty od możliwości powrotu umysłu do ciała. W cyfrowym świecie wszechobecnej wojny, gdzie ścierały się ze sobą korporacyjne wydziały CWF, NetWatch i rywalizujące z nim rządowe agencje NUSA, kryminalne syndykaty i niezliczeni wolni strzelcy, liczba ofiar wśród sieciarzy szła w dziesiątki każdego tygodnia, a poczucie lojalności i przynależności miało bardzo płynne granice. Dzisiejsi sprzymierzeńcy jutro mogli stać się nieprzejednanymi rywalami, by pojutrze starać się wzajemnie zlikwidować albo wejść w kolejny kruchy sojusz.

              Przypadek Shiry Lacroix był inny. Podobnie jak Artemida, przewinęła się przez klub sieciarski w Kabuki, przez co nie była już kimś anonimowym, bezimiennym postacią ukrytą za zwodniczym nickiem albo wieloznaczną ikoną.

              - Switch ma talent do wpierdalania się w kłopoty - powiedział Mack studiując uważnym wzrokiem szczegóły przesłanego Brazil nagrania - To jest dowód popełnienia podwójnego morderstwa. Nie rozumiem, dlaczego go puścili żywego, przecież jest świadkiem.

              Artemida zerknęła na ekran tabletu siedzącego fotel w fotel mężczyzny - na fragment, gdzie jeden z upiornych albinosów miażdżył krtań trzymanego w morderczym uścisku Tygersa nie okazując żadnego niepokoju obecnością Raze’a.

              - Są bardzo pewni siebie - rzuciła osądem netrunnerka - I może mają poczucie misji. Może zależy im na świadkach. Chcą, że ludzie o tym gadali, żeby im podnieść reputację.

              - Pierwszy raz widzę takich pozerów - mruknął Hartley - Ta stylizacja jest… no nie wiem, cudaczna? Wszyscy trzej praktycznie identyczni, śnieżna karnacja, te stroje i implanty, co to kurwa jest? I te wisiorki z ptakami. To jacyś zwierzęcy fetyszyści?

              - Też niczego nie znalazłam - przyznała z niechęcią Brazil - Są jak duchy, wypłynęli znikąd i znowu zniknęli. Może to jednorazowa akcja. Ale wydaje mi się, że jeszcze o nich usłyszymy.

              Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              2
              • NanatarN Niedostępny
                NanatarN Niedostępny
                Nanatar jako Artemida „Brazil” Torquemada
                napisał ostatnio edytowany przez
                #134

                Mieszkanie w H10, późny wieczór 14.07.77

                Zejście Shivy do płaskiej wywołało u Brazil tyle ambiwalentne odczucia, że nie zdołała odpowiedzieć na kolejną wiadomość Shawna. Oglądać ciekawa, ale nie oglądać by wołała sprzętu i zapisu wypłaszczonej hakerki. Niełatwo jest spoglądać w chwilę śmierci mięsa mózgu, niełatwo tym bardziej, że to podróż poza czas. Przeszłość, która w cyfrowym świecie może się wydarzać w nieskończoność. Obrzydzał Brazil taki gwałt na ludzkim umyśle, nie chciałaby żeby ktoś obnażał ją w podobny sposób, ale ciekawa była zapisu decka, jak stronic magicznej księgi poznania. Tajemnic tam zapisanych, które mogły uchronić ją od podobnego losu.

                Zepchnęła rozterki w kąt, zaangażowana w angażowanie Hartleya i siebie samej, skupiła się na filmie od Raze'a. Wszystko pod krypto z pełną kontrolą zapisu elektronicznego z mieszkadła. Emocje udzieliły się obojgu widzów owocując konstruktywną wymianą spostrzeżeń. Goście ewidentnie oczekiwali poklasku, lub sprawdzali swą pozycję wobec fixera.
                -Jakby nie dbali o własne życie, a o wizerunek gangu... - zawahała się - ...albo sekty.

                Jedno było pewne Swich pakował się w kłopoty i wciągał w nie innych.

                -Może są śmiertelnie chorzy i wymieniają akolitów aktualizując ich wszczepami, albo to antki. - rzuciła jeszcze do Hartleya i przesłała mu dane - W poszukiwaniach pomoże ci asystent, nazywa się Murzyn i jest bardzo dumny ze swojego imienia. Podsyłam ci komendy i kody dostępu do jego funkcji. Wydaje się zajmować RAM, ale udostępnię ci zasoby całej chaty.

                Sama szukając głębiej skryła swój ślad za pięcioma serwerami i pięcioma bramami. Nie szarżowała na posterunek policji, czy nawet bramy gangów z Kabuki, śliznęła się przez spożywczaki, bibliotekę i udało się przez sklep z bronią. Wszystko w mięsie, tyle, że komendy wydawała szybciej główką niż paluszkami, a pazurki nie przeszkadzały.

                Nic nie znalazła, może była zbyt zachowawcza, ale zaraz pomyślała, że może Shiva nie była. Mack również nic nie znalazł i znów ta ambiwalencja, bo i dobrze i szkoda. Impulsywnie wysłała do Raze, trochę w złości, zaraz pożałowała, że go bardziej nie nastraszyła. Chciała go mieć przy sobie i podzielić się problemami, ale te bladły przy jego. Odrzuciła, bo główka racjonalna wygrała, chęć wysłania wiadomości do Swicha, żeby zaraz wracał, najpierw wolała rozmówić się z resztą, bo niepokoiła ją beztroska, lub może bezmyślność kolegów.

                Kolejny raz zepchnęła wszystko i z kolei przeniosła uwagę na Macka.

                -Dzięki, dobra robota. Fajnie, że ktoś czasem chce pomóc za puszkę piva. - zaśmiała się, - No wiem, że to ja zajebałam ci pivo i jeszcze zaciągnęłam do przeszukiwania baz, bo mnie facet poprosił, ale to wszystko jedno. Tyle dostajemy co dajemy. No i jak masz jakieś problemy z glinami, czy coś to zawsze mogę spróbować pomóc. Nie od razu, bo mam teraz zlecenie i nie ukrywam trudne. - znów ten uśmiech czarownicy - Nie musze w nic wierzyć, mogę sprawdzić. - zatrzymała się, żeby nie powiedzieć za dużo i nie chodziło jej o siebie, a o to co gryzło Macka.

                Położyła mu dłoń na ramieniu na wypadek jakby zamierzał wstać i wyjść.

                -Powinieneś wiedzieć jeszcze jedno. - wyświetliła holo - To trasa naszych kolegów, wygląda, że zmierzają do mieszkadła. Mam podstawy domyślać się, że mają przy sobie kradziony sprzęt powiązany z zgonem netrunnerki Shivy. No i wiesz, jak trafiły tu za nimi te łebki od Donga, to co się może jeszcze przywlec.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                3
                • KetharianK Niedostępny
                  KetharianK Niedostępny
                  Ketharian jako Soulkiller
                  Obsługa Moderator
                  napisał ostatnio edytowany przez Ketharian
                  #135

                  Megablok H10, noc 14.07.2077

                  Upchnąwszy ostatni karton z elektroniką w kącie salonu Shawn otrzepał ubrudzone czymś ręce, machnął ręką do siedzącego w pokoju Brazil Macka i wyszedł na korytarz pozwalając, by drzwi mieszkania zamknęły się za nim automatycznie.

                  Mijając grupkę wystrojonych hałaśliwych nastolatków skręcił do szybu towarowej windy i wcisnął się prędko pomiędzy tłumek ludzi zjeżdżających do położonego piętro niżej garażu. Utonął z miejsca w cieple rozgrzanych ludzkich ciał, zapachu syntetycznych kosmetyków i dźwiękach rozmów o wszystkim i o niczym; niczym pojedyncza krwinka zanurzona w gnającym szaleńczo krwioobiegu neonowego molocha. Wyszedł z windy jako ostatni, kiedy ta zatrzymała się piętro niżej, z przymkniętymi oczami delektując się ulotną chwilą ciszy i spokoju, które miały za moment przeminąć.

                  HiFi i Dingo stali obok zamkniętego już Columbusa rozmawiając o czymś z ożywieniem i wyraz twarzy technika z miejsca zdradził solosowi, że nie była to zwykła pogawędka.

                  - Wszystko gra? - zapytał Shawn dołączając do kompanów i wodząc jednocześnie spojrzeniem po wnętrzu garażu. Atmosfera sobotniej nocy wypełniała rozległe pomieszczenie dźwiękami muzyki płynącej z przenośnych odtwarzaczy, śmiechami i gwizdami, gwarem rozmów. Grupki mieszkańców H10 rozstawiły się na pustych miejscach parkingowych ze stolikami i krzesłami, ze skrzynkami piwa i wódki, tacami podgrzewanych w turystycznych mikrofalówkach burrito. Niektórzy już tańczyli, skręty i tabletki dopalaczy krążyły z rąk do rąk, podobnie jak domowe odtwarzacze do braindansów. Kiepsko opłacani i niepewni kolejnego dnia mieszkańcy Watson nie zawsze mogli pozwolić sobie na wyjście do modnych klubów w centrum, ale większość z nich nawet tego nie potrzebowała. W sobotnie wieczory ciasne apartamenty megabloków stawały się sceną spotkań kameralnych, a parkingi i tarasy użytkowe miejscem imprez grupowych, czasami trwających w radosnej atmosferze do niedzielnego poranka, czasami stających się zaś sceną bezsensownej przemocy i zniszczenia, gdy alkohol i narkotyki wchodziły zbyt głęboko w zmęczone monotonią życia umysły.

                  Syreni śpiew neonów Night City wabił do metropolii tysiące żądnych lepszego życia naiwniaków, a potem wrzucał ich w tryby maszynki przerabiającej mięso i łzy na eurodolary gromadzone przez szczęśliwców z „jednego procenta” i nie każdy złapany w sidła aglomeracji człowiek potrafił sobie poradzić z brutalną prawdą dnia codziennego.

                  - Tylko na moment poszłem się odlać - powiedział Dingo rozkładając ręce - Miał czekać, aż wrócę, a nie od razu sprzedawać. Zanim wróciłem, sofa poszła za drobne na pierdolone waciki, bo na młodego wsiadła laska z piętra wyżej i tak mu przed oczami kręciła tyłkiem, że zbiła cenę do dziesięciu procent.

                  - Powiedziała, że są plamy i rozdarcia i to będzie chujowo wyglądało na streamie jak będzie live’y puszczała i że więcej jak pięć dych nikt nie da - wtrącił HiFi przewracając wymownie oczami - Że niby ta sofa wygląda jakby się na niej dwa furasy pieprzyły bez schowanych pazurów. To ile miałem wziąć?

                  - Wcale nie miałeś sprzedawać? Ile tam było tych rozdarć? Prawie wcale. Trzeba było na mnie czekać. Cyckami ci oczy zasłoniła i oddałeś za bezcen, młody, tak się dałeś wyfrajerzyć.

                  - Która to była, ta LaBelle z końca korytarza, ta ruda, co dorabia w pralni? - Frog spojrzał na GiFi z pełnym politowania wyrzutem - Dałeś się zrobić takiej zdzirce, serio?

                  - Nie LaBelle, tylko Vanessa, ta co kursy BDSM organizuje i zajęcia z podwieszania, ma certyfikat instruktorski i potrafi kalibrować edytory bólu i ma dwadzieścia tysięcy followersów na OnlyYou - wyrzucił z siebie tonem zdenerwowania HiFi - Wcale tyłkiem nie kręciła i cyckami nie świeciła, tylko dała mi najlepszą możliwą cenę i jeszcze gratisa, sami zobaczcie!

                  Frog spojrzał na wyświetlony na smarthingu technika kod QR i uniósł pytająco brwi przenosząc wzrok na właściciela urządzenia.

                  - To jest darmowa wejściówka na jej kurs - oznajmił z satysfakcją HiFi - Za darmo i z dyplomem ukończenia. I kto tu jest frajerem, obszczymurku?

                  - Ile wyciągnęliście za wszystko? - zapytał Frog nie pozwalając dojść do głosu Dingo i próbując jednocześnie zachować samemu poważną minę.

                  - Równą stówkę - burknął Houston - Bo zdążyłem wrócić, zanim rozdał wszystko.

                  - Wy byście się nadawali do „Zakupu w ciemno”, do nowego sezonu - prychnął solos - Mam znajomego, który robi w The Fourth Wall, chyba mu wyślę wasze kurwa CV, to was wepchnie po znajomości, będziecie pasowali do Łysego i spółki. Dobra, co teraz?

                  - Teraz to muszę auto odstawić na warsztat, samo się nie odwiezie - odpowiedział Dingo - Ktoś jedzie ze mną?

                  Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  4
                  • GladinG Niedostępny
                    GladinG Niedostępny
                    Gladin jako HiFi
                    napisał ostatnio edytowany przez
                    #136
                    HiFi
                    Awatar HiFi – A, idźcie w cholerę! - zdenerwował się technik. - Gdyby nie ja, to byście tych gratów nie zapakowali i nie byłoby i tak ekstra kasy.

                    Stan konta Shawna: +33e$

                    Stan konta Houstona: +34e$

                    Stan konta HiFi: +33e$

                    – Przelałem wam hajs - oznajmił chłopakom. - I... sorry, ale jestem zmęczony. Idę na chatę...

                    Wbijając wzrok w popękaną posadzkę, wbił dłonie w kieszenie spodni i ruszył z opuszczonymi ramionami nie oglądając się za siebie. Był zmęczony. Kretami, Leonem, zleceniem fiksera, tachaniem gratów...

                    I oczywiście wydobywaniem wszczepów. Odwalił całą brudną robotę. Kurwa mać!

                    Dowlókł się do ich chaty i wyciągnął kilka zdobycznych puszek oraz coś do żarcia, bo po wcześniejszym opróżnieniu żołądka zaczynało go teraz ostro ssać.

                    – Siema, Mack! - przywitał się z współlokatorem. - Jak dzionek? - rzucił w przestrzeń, po czym sam położył się na wyrku. Ale tylko na chwilę, bo zaraz wstał.

                    – E kurwa, czekaj. Muszę wziąć tusz, bo... potem ci zresztą opowiem... i jeszcze telefon muszę wykonać... i ciuchy do prania zanieść. Macie coś do prania?! - krzyknął w stronę domowników wchodząc pod prysznic.


                    Sesja Karak Varn | Gladinhammer

                    A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    2
                    • WilczyW Niedostępny
                      WilczyW Niedostępny
                      Wilczy jako Houston „Dingo” Dawn
                      napisał ostatnio edytowany przez Wilczy
                      #137

                      Houston "Dingo" Dawn

                      Dingo kiwnął głową technikowi.
                      - Wiesz, że tylko się z tobą droczymy, choom - powiedział z uśmiechem na odchodne. Zatrzasnął bagażnik Columbusa i złapał spojrzenie Shawna, który pakował się właśnie na siedzenie pasażera. Houston wsiadł za kółko i odpalił silnik. Po chwili wykręcał samochodem z garażu, powoli mijając co bardziej aktywnych imprezowiczów.

                      - Ech, ten HiFi - pokręcił głową z udawanym politowaniem - Jak się na czymś zakręci, to świata nie widzi. Ta sprawa z Kretami śmierdzi na kilometr. I po co to wszystko? Dla jakiegoś antyka?
                      - Sam nie wiem - stwierdził Shawn gdy już siedzieli w kabinie - Trzeba jakoś wybić ze łba HiFiego ten jego pomysł z Brzytwiarzami. No bo przecież nie będziemy siedzieć i czekać aż on coś sam z tym swoim psiapsi zmajstruje…
                      - No, narobi sobie wrogów chłopak, albo zginie - przyznał Dingo - Ale jak się tak zawziął... jak tak sobie myślałem, to może i dałoby się jakoś szybko to załatwić. W sensie tych Brzytwiarzy. Mam na chacie swojego Ronina... nawet by nie wiedzieli co ich trafiło.
                      Dingo zatrzymał Columbusa na czerwonym świetle, a Shawn odpalił smarthinga gdy powiadomienie zabzdyczało i parsknął. Na liczniku konta wbiło się dodatkowe 33 dolce z tej wyprzki po Shivie. HiFi był słowny.


                      Columbus był przecznicę od warsztatu, kiedy Dingo musiał gwałtownie zahamować. Czyjś prowizoryczny grill zrobiony z wózka sklepowego wjechał na przejście dla pieszych. Smród podpiekanych syntetycznych kotletów sojowych ponownie przywołał skojarzenie z tym co znaleźli w garażu.

                      Żaba chyba pomyślał o tym samym.
                      - Trochę szkoda - stwierdził - Tej niuni w wannie. Kuuuurwa… W strzelaninie… W bójce… To rozumiem. Ale we własnej wannie? I potem w niej puchnąć… Uhhh…
                      - Yhm - Dingo pokiwał głową, dodając gazu - Pojebane, nie? Ciekawe czy w ogóle wiedziała, co się stało. Siedziała sobie we własnej norze, niby bezpieczna, a tu jeb. Ci kowboje, to mają jednak przesrane. Nie wiem jak Brazil to znosi...

                      Przez chwilę milczeli.
                      - Ej, głupie skojarzenie - podjął Houston - Jakbyś mógł wybrać, jak skończysz... to co byś wybrał? Tylko nie mów mi, że w domu otoczony gromadką wnuków. Ja bym chyba wybrał... atak przez zwierzę. Widziałem na Animal Planet, że Chińczykom ponoć udało się sklonować tygrysa syberyjskiego. Bo prawdziwe są od lat wymarłe, oczywiście.

                      Nocne życie miasta, które nigdy nie śpi, toczyło się na chodnikach i bulwarach za oknami vana.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      3
                      • GreKG Niedostępny
                        GreKG Niedostępny
                        GreK jako Raze „Switch” More
                        napisał ostatnio edytowany przez
                        #138

                        text alternatywny

                        Raze Switch More

                        Salon Juliusa Kraita, wieczór 14.07.2077

                        Mam zdecydowanie za niskie stawki.

                        Switch odnotował to chłodno, gdzieś z tyłu głowy, gdy Krait rzucił orientacyjną kwotę za namierzenie znajomej Dingo. Cena była absurdalna. Prawie bezczelna.

                        Nie targował się.

                        Jeśli ktoś łyka taką sumę bez mrugnięcia okiem, to znaczy, że sprawa go gryzie. Głęboko.

                        — A to chujek niemyty — mruknął Raze, autoryzując transakcję za sprawdzenie softu we wszczepach. 50e$ zniknęło z jego konta. — W dupę ruchany chujek.

                        Krait nawet nie drgnął. Krzywy uśmiech przykleił mu się do twarzy jak tania syntoskóra.

                        — Ocho… — przeciągnął. — Coś mi się zdaje, że wiesz, kto ci zainstalował tego buga. I coś mi się zdaje, że mu za to podziękujesz.

                        Powietrze zgęstniało o pół tonu.

                        Switch przez sekundę nic nie powiedział.

                        Pierwsze skojarzenie było oczywiste. Brazil. Miała dostęp. Miała skill. Miała fantazję. I miała wystarczająco dużo powodów, żeby profilaktycznie trzymać go na smyczy.

                        Ale nie.

                        Nie zrobiłaby tego.
                        …Prawda?

                        Szczęka minimalnie mu się napięła.

                        Nie. Nie ona.

                        — Gdybym wiedział, Julius, nie płaciłbym ci za wykład z oczywistości.

                        Poprawił rękaw kurtki, jakby to była tylko rozmowa o pogodzie.

                        — A jeśli ktoś mnie taguje, to znaczy, że chce wiedzieć, gdzie chodzę. A jak ktoś chce wiedzieć, gdzie chodzę… to znaczy, że planuje, gdzie będę.

                        Spojrzał na Kraita.

                        — A ja nie lubię być czyimś punktem na mapie.

                        Odwrócił się w stronę wyjścia.

                        — Dzięki, Krait. Jakbyś coś wiedział o naszej zgubie, daj znać.

                        Zatrzymał się na moment przy drzwiach.

                        — A ja chyba muszę jeszcze dziś złożyć komuś osobistą wizytę.

                        Tym razem nie było w tym ironii. Nie było kalkulacji.

                        Tylko zwykła wściekłość.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        1
                        • JohnyTRSJ Niedostępny
                          JohnyTRSJ Niedostępny
                          JohnyTRS jako Hartley „Mack” Mackinaw
                          napisał ostatnio edytowany przez JohnyTRS
                          #139

                          Hartley Mack Mackinaw4.jpg
                          Hartley "Mack" Mackinaw

                          H10, mieszkanie

                          - Nie dzięki, naprawdę nie musisz nic szukać. Sam muszę to sobie jeszcze poukładać w głowie. -odparł Mack na propozycję przeszukania sieci w kontekście jego problemów.
                          Musiał to sobie sam poukładać, nie chciał nikogo władować na minę. I samemu jeszcze poszukać informacji w sieci. Dopiero jak dotrze do ściany, poprosi Brazil o pomoc. I powie prawdę, dlaczego tego szuka.

                          Wejście Hajfiego.
                          -Cześc Hi-FI! Ty słuchaj, co to za interesy pokątne z czakasami kręcisz? Pięciu takich napalonych i wkurwionych na ciebie chciało się nam wbić na chatę. Wisisz Artemidzie piwo za spuszczenie ich na drzewo. Albo i cały sześciopak, co nie, Brazil?

                          178.255.46.143
                          Pan Psuj
                          Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          1
                          • NanatarN Niedostępny
                            NanatarN Niedostępny
                            Nanatar jako Artemida „Brazil” Torquemada
                            napisał ostatnio edytowany przez Nanatar
                            #140

                            -No, co najmniej siedmiopak, albo miskę ryżu, tylko takiego prawdziwego. Za miskę ryżu będę otwierała drzwi twoim czekoladowym chłopakom od Donga. Obiecałam w twoim imieniu rewizytę Hajfi. To będą dwie miski ryżu i pięciopak dla Macka. - zareagowała, ale nie odrywała wzroku od naniesionych przez kolegów artefaktów.

                            Ciekawość, chciwość, walczyły o lepsze z obrzydzeniem, ze strachem walczyła Artemida. Mięso zwodnicze infekowało racjonalizm emocjami. Spetryfikowało hakerkę przed stosem wypłaszczonej czarownicy. Tak stała się wpatrzała i tylko tyle, że się mogła odezwać. Temat odbity, nieco zluźnił mięśnie i odwrócił emocje. Już mogła wyjść, już wiedziała, że nie w tej chwili, że musi coś skończyć wcześniej.

                            Chwyciła za ramię wchodzącego do sanitarki kumpla.

                            -To jest sprzęt tej wypłaszczonej sieciary? Może to powinno być w podwójnej folii aluminiowo-vinylowej? - wskazała dla odmiany na sanitarkę - I nie ma za co. Hartley zrobił szczepionkę z togo co stamtąd wyszło, leczy nawet raka i autyzm. - odwróciła się - Schowaj tą pryszczatą dupę pod ręcznikiem, bo przyślą opiekę społeczną. - zerknęła jeszcze, czy nie zostawiła przypadkiem swoich kosmetyków w sanitarce.

                            -TyroneeFast to jest ziom od negrów. Nie wiem co masz z nimi, rozważ bo mogą być użyteczni.

                            Raz jeszcze spojrzała na torby i kejsy z łupami. Wróciła się do salonki i przeszukała kosze na śmieci, uzyskała wystarczająco foli aluminiowej, żeby zabezpieczyć kluczowe artefakty. Jak rasowa czarownica, zawijała w sreberka łupione przez trolle skarby. Wciąż walcząc między racjonalizmem, a fantazją, fantazją co z tym zrobi, a racjonalizmem, kto się o to upomni.

                            Kiedy ukończyła kuriozalne dzieło zawijania, miała nadzieję niespodzianek dla siebie, woda pod prychem wciąż się lała. Osobiście Brazil zdeklarowana socjalistka była za jej reglamentacją. Wykorzystała ostatnie chwile nim wessie ją weekend.
                            Ruszyła na sofkę.
                            -Ale jak będzie sprawa i nie dasz znaka, to się obrażę. - rzuciła do Hartleya. Oko puściła.

                            Trudno było zauważyć kiedy się spięła z dekiem, gdzieś między półleżeniam, a trzecim łykiem. Wciąż jeszcze pod krypto syntezowała dane ze zwiadu. Zaktualizowała dane o sygnaturach programów z sektora magistratu. Porzuciła skrybę i murzyna zadając im niewolniczą pracę korelacji danych pewna, że na rano będą gotowe na jej osobiste poprawki i wynurzyła się znów potwornie głodna. Aż tak głodna, że zła.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            2
                            • GladinG Niedostępny
                              GladinG Niedostępny
                              Gladin jako HiFi
                              napisał ostatnio edytowany przez
                              #141
                              HiFi
                              Awatar HiFi – No to git! - ucieszył się chłopak. - W lodóweczce przywieźliśmy zapas napojów. Częstujcie się!

                              – Tylko - rzucił przez niedomknięte drzwi prysznica - po pierwsze, po jakiego chuja oni tu przyleźli? A po drugie... jak tu trafili? Dałem im tylko kontakt na fejkowe konto. Śledzili nas, a Żaba nawet się nie zorientował. Co z niego za solos...

                              Ciąg dalszy rozmowy przerwany został przez szum wody i by dowiedzieć się więcej musieli poczekać, aż technik skończy tusz. A po takim dniu jak ten, zajęło mu to więcej, niż zazwyczaj.

                              – No... od razu człowiek czuje się lepiej! A teraz mówcie. O co chodzi z czakasami? Umawiałem się, że skombinują mi broń. Ta... jeszcze wam nie mówiłem... no to posłuchajcie... Z kumplem Leonem handlujemy przeterminowanym żarciem z Kretami. I oni mi przytachali takiego pięknego Macintosha, jak go naprawię, to będzie ładna kasa... tyle, że zamiast żarcia, chcą dostać strzelby i gogle, takie tam... Dziesięć strzelb. To trochę kasy jest, a ja spłukany jestem, nawet musiałem się na moment u Żaby zapożyczyć...

                              – No dobra, ale warto zrobić wymiankę, tylko trzeba to sprytnie zorganizować. Napatoczyli się, to zagadnąłem, czy nie mają skąd załatwić spluw. Po cholerę tu przypełźli? Mówili coś, że mają towar? Chcą się spotkać? Czemu mi nie wysłali wiadomości?


                              Sesja Karak Varn | Gladinhammer

                              A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              2
                              • NanatarN Niedostępny
                                NanatarN Niedostępny
                                Nanatar jako Artemida „Brazil” Torquemada
                                napisał ostatnio edytowany przez Nanatar
                                #142

                                Megablok H10, noc 14.07.2077

                                Z głodu i złości paznokcie zagryzła, ale się w porę złapała. Nerwowo rozglądała się za czymś do jedzenia, zła kiedy pojęła co robi. Woda się lała, a Artemida głodowała. Zamiast mózg nakarmić uwagę odwróciła. Wystukała na smarcie do Swicha, mało nie obgryzionymi pazurkami, nie ważąc się narażać mięsa na żarłoczność pasożyta.

                                -Plecy mnie bolą, potrzebuję masażu. Dupka swędzi i zjadłabym coś ciepłego. Wpadniesz, czy mam cię szukać w Kabuki? #otagowałam cię - uśmiechnęła się do ostatniego żartu.

                                Włączyła muzykę

                                Tak mało miała ostatnio chwil luzu, że ta z muzyką była jak wakacje. Tylko wybrzmiały ostatnie takty, powrócił czyściutki Hajfi zadowolony, ściszyła dalszą składankę zaciekawiona. Z pokorą wysłuchała. Zajrzała za nim do sanitarki, czy nie wyrzuca tam zużytych kondonów. Czysto.

                                -Od starego żarcia, przez handel bronią do gratów wypłaszczonej hakerki to szybkie tempo. Mam taką propozycję, że zamówisz żarcie, bo jestem strasznie głodna, napijemy się pysznego pivka, a ty opowiesz nam po kolei co się dzisiaj wydarzyło. Jakie dile z kretami i tak dalej, a ja zaczekam ze swoimi rewelacjami na Shawna i Dingo. Ale zanim, to jeszcze jedno. Jak przywozisz na kwadrat trefną elektronikę to upewnij się, że nie jest tagowana. Folia aluminiowa powinna wygłuszyć sygnał, ale no tu się skończył, więc jak ktoś tego szuka, to i tak ma ostatnią lokalizację. Jeszcze lepiej jak by nałożyć na to folię volframową, ale... - machnęła rączką - Shawn mnie zapewnił, że byliście sneacky - wywróciła oczami. - Co z tym żarciem? I opowieścią?

                                Niby odpoczywała na sofce, ale nie mogła się powstrzymać i co raz sprawdzała postępy swoich cyfrowych sług. Nagle się jej jeszcze coś przypomniało, oderwała się i przerywając rzuciła.

                                -Jak by czakasi pytali kim jestem, to mów, że głupią dzidą z kuratorem. Nic nie piskaj, że koduje.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                1
                                • MarrrtM Niedostępny
                                  MarrrtM Niedostępny
                                  Marrrt jako Shawn „Frog” Camara
                                  napisał ostatnio edytowany przez
                                  #143

                                  Żaba
                                  text alternatywny

                                  - Tygrys? Chiński? - Shawn aż się zatchnął, a potem zaśmiał - Oooo Dingo. Ty tu kurna jesteś jednak pierdolnięty. Kocham cię stary, ale jesteś pierdolnięty. Przecież to bydlę zanim cię zabije to nieźle poharata. A i nie wiadomo, czy w ogóle zabije a pewniej zostawi bez nerki, śledziony i połowy twarzy. W zeszłorocznym Solo of Fortune… lipcowym chyba… z gołym holo tej AI-blondyny co teraz wszystko reklamuje… no nie ważne… był przegląd takich robo psów i kotów. Do ochrony. I powiem ci nie chciałbym wpaść na takie cacka… Patrz tego gościa - wskazał za okno gdy vanem mijali goluteńkiego, wymalowanego na biało typka, którego z przodu i z tyłu okrywał tylko transparent z napisem “Wrogowie Gołębicy się zbliżają!”. Koleś stał przy skrzyżowaniu z miną błogą jak na jakimś odpale i okręcał się to w jedną to w drugą stronę, żeby pokazać transparent przejeżdżającym autom. - Ale zjeb…

                                  Houston podążył spojrzeniem za wzrokiem Shawna.
                                  - Król jest nagi, a? - prychnął - Czasem się zastanawiam czy tacy jak on nie są w najlepszej sytuacji. Wywalone na wszystko, pełna wolność i hajda na ulicę. Ale to tylko pic, kolejna iluzja. A ten koleś pewnie do wieczora skończy w banku ciał.

                                  Minęli cudaka, a przez moment ich spojrzenia ze wzrokiem bladego skrzyżowały się, po czym Dingo skręcił na południe, a Shawn rozłożył fotel i wyciągnął się wygodnie pozwalając by wydarzenie wyleciało z jego głowy równie łatwo jak do niej wpadło i wrócił do tematu.

                                  - Nie Dingo. Mam swoje łapska, gnata przy boku. Na chuja miałbym myśleć o śmierci.

                                  - No, ale byłeś kiedyś tak blisko prawdziwego zwierzęcia? Tak blisko, że mogło cię użreć? - spytał żartobliwie nomada - Słyszałem o tych robo-pobróbach. Dla mnie to tylko dowód, że natura jednak wie co robi, co nie? Najlepszy design to nie nowoczesne, wygładzone maszyny, tylko tradycyjne cztery łapy i pysk. Tylko, że to wszystko kieruje się algorytmem, programem, zamiast instynktem. Nie tak jak my, drapieżniki ulicy!
                                  Dingo zaśmiał się, ukazując zęby w drapieżnym uśmiechu.

                                  - Nooo… się wie! - przyznał solos po czym strzelili żółwika, a Shawn walnął się pięścią w tors - Nie jakieś tam pedalskie furrasy! Tylko tu w środku drapieżniki! Dawaj…

                                  Po czym obaj otworzyli swoje okna i przeciągle zawyli jak dzikie psy.

                                  - A jebać tych Brzytwiarzy!

                                  - Jebać!
                                  Na końcu ulicy pojawiła się prostokątna bryła warsztatu.

                                  ***

                                  Dziuplę opuścili szybko i sprawnie, a następnie metrem podjechali na kwadrat. Po drodze tylko zrobili mały przystanek w Żabce po jakieś chrupsy na twardych tłuszczach i więcej browarów w razie gdyby zapas Shivy miał się szybko skończyć. Z resztą w dobrym guście było wypić za biedną netrunnerkę. Shawn wychodząc wymienił ze swoim zmiennikiem na weekendowej wachcie kilka niezbyt ważnych informacji z roboty i 10 minut później dotarli do mieszkania.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  4
                                  • KetharianK Niedostępny
                                    KetharianK Niedostępny
                                    Ketharian jako Soulkiller
                                    Obsługa Moderator
                                    napisał ostatnio edytowany przez Ketharian
                                    #144

                                    text alternatywny


                                    Zachodnia część Japantown, noc 14.07.2077

                                    Targająca Switchem gorąca wściekłość ostygła w drodze z Kabuki na drugi brzeg kanału, zastąpiona lodowatym gniewem, który kipiał tuż pod powierzchnią rzekomej obojętności gotowy eksplodować pod wpływem pierwszego lepszego bodźca.

                                    Sobotnia noc pochłonęła fiksera morzem obrazów i dźwięków, ciepłem lata i ciżbą ludzkich mas. Japantown pękało w szwach wypełnione rzeszami turystów i lokalsów tłumnie nawiedzających niezliczone restauracje i bary, kasyna i salony gier, kluby muzyczne, galerie sztuki orientalnej i salony masażu. Wystrzeliwujące w ciemne niebo drapacze chmur dzielnicy sprawiały wrażenie oświetlonego neonami górskiego masywu, otwierającego się po prawej na przeciętą mostami przestrzeń wodnych kanałów i widoczne za nimi bryły wieżowców City Center.

                                    Przyjezdni mogli nie zauważać w tym tłoku i gwarze przyczajonych drapieżników, ale Raze wiedział swoje. Jego Kiroshi pracowało nieustannie, przybliżało i oddalało obrazy przesyłane na zintegrowany nerw wzrokowy wyłapując wśród przechodniów szczegóły, które interesowały specjalistów pokroju Switcha - woreczki z błyszczykiem przechodzące z rąk do rąk na parkingach przed biurowcami Nokoty, Kendachi czy Matterhorna, gangsterów z płytami twarzowymi rzeźbionymi w podobizny demonów Oni przesiadujących na tarasach restauracji albo zbitych w grupki przed otwartymi garażami na parterach filii Kabayan czy Vargasa. Ich pięknie lakierowane sportowe samochody i motocykle gotowe były do ruszenia w miasto w sekundę po otrzymaniu neuralnotekstowej wiadomości o bójce w salonie masażu albo o kliencie odmawiającym zapłaty za seks.

                                    Albo o Kosiarzach próbujących wciągnąć do nieoznakowanego vana jakiegoś upatrzonego wcześniej na ulicy przechodnia o chodliwej na czarnym rynku cybernetyce.

                                    Japantown, Charter Hill, Kabuki i Little China pozostawały pod ścisłą kontrolą Tyger Claws, dobrze zorganizowanych, uporządkowanych, skutecznych, a przy tym nieobliczalnych. Stojący na szczycie zaibatsu ludzie podejmowali wszystkie decyzje biznesowe na chłodno, ale jeśli musieli wyciągnąć konsekwencje wobec wroga lub niezdyscyplinowanego członka własnej organizacji, eskalacja przemocy na ulicach Watson bądź Westbrook potrafiła osiągać szokujące rozmiary, przy biernej postawie korumpowanej sowitymi łapówkami policji.

                                    Jeśli Hector Garcia miał rację i Kosiarze byli naprawdę tak głupi, by otwarcie rzucić rękawicę Tygersom, ulice północno-wschodniego Night City mogły spłynąć rzekami krwi, zarówno tej wytoczonej z żył przestępców jak i przypadkowych ofiar pochwyconych w ogień krzyżowy gangów w samym środku festiwalu Aratama Matsuri.


                                    text alternatywny


                                    Minął wylot Monroe Street i nitki wjazdów na Watson Bridge, przesunął spojrzeniem po rzędach jadących powoli samochodów maszerując w dół Longshore S w kierunku Mostu Kongresowego. Hałas japońskich reklam mieszał się z dźwiękami klaksonów, uzupełniony rykiem alarmu zbliżeniowego płynącego środkiem kanału płaskodennego kontenerowca. Przelatujące w górze aerodyny i drony towarowe DTR dopełniały tej niesłabnącej przez dzień i nocy wielkomiejskiej kakofonii odgłosami swoich wysokoprężnych turbin. W rzędach okien na wyższych piętrach biurowców pomimo późnej sobotniej pory wciąż paliły się światła, ciągle trwała tam wytężona praca, łamiąca charaktery i wyciągająca z eksploatowanych bezwzględnie ludzi najgorsze instynkty, nastawiona wyłącznie na generowanie profitu kosztem jakichkolwiek norm etycznych i moralnych. Korposi w garniturach i garsonkach od Diamant Noir lub Koumori pojawiali się na chwilę przed swoimi ekskluzywnymi więzieniami kupując od ulicznych handlarzy przekąski i syntetyczne dopalacze, a potem powracali do rzęsiście oświetlonych sal konferencyjnych i swoich horrendalnie drogich projektów.

                                    Zrodzony z niewolniczej pracy korposzczurów zysk generował niezliczone eurodolary, a te krążyły w krwioobiegu Night City wprawiając w rytmiczne bicie mechanizmy giełdy Zachodniego Wybrzeża.


                                    text alternatywny


                                    Chociaż jego gniew ukierunkowany był na SlimWire, Switch nie potrafił zapomnieć o znacznie poważniejszym źródle zatroskania. Keira żyła, był tego już całkowicie pewien. Keira z niezrozumiałego powodu była w komitywie z gościem z San Francisco, bezlitosnym zabójcą na usługach korporacji odpowiedzialnym za morderstwo Spectre.

                                    Raze przez długi czas żył w przyprawiającym o szaleństwo poczuciu winy za jej śmierć w San Francisco. Nigdy nie brał pod uwagę scenariusza innego jak ten, że zabierając ją na spotkanie ze Spectre wydał na nią wyrok. Lecz dzisiejsze spotkanie wstrząsnęło fikserem na kilku różnych płaszczyznach. Nie potrafił odepchnąć od siebie podejrzenia, że Keira nie była jedynie przypadkową ofiarą nieudanej transkacji ze Spectre; że być może sama wpuściła go w pułapkę pracując już wcześniej dla korposa z termooptycznym skórnym implantem. Nie mieścił mu się w głowie pomysł, że to on sam padł ofiarą zdrady - zdrady po stokroć bardziej bolesnej, bo zadanej ciosem ze strony dawno już pochowanej w pamięci kobiety, którą kochał i której ufał.

                                    Na wyświetlaczu cyberoka pojawiło się okienko komunikatora. Tekstowa wiadomość od Artemidy, wysłana prywatnym łączem na NoiseFeed.

                                    Plecy mnie bolą, potrzebuję masażu. Dupka swędzi i zjadłabym coś ciepłego. Wpadniesz, czy mam cię szukać w Kabuki? #otagowałam cię.

                                    Brazil nie miała pojęcia o potwornym mętliku jego myśli, o emocjonalnym rozdarciu i szaleńczej niepewności, która w zwyczajowy dla Switcha sposób ukierunkowała się na coraz silniejszą złość wobec otaczającego go świata, drwiącego z fiksera w jakiś upiornie wyrafinowany sposób.

                                    Nie wiedząc, co jej właściwie odpisać Raze schował smartfona do kieszeni i wszedł na opadający łagodnie w dół Most Kongresowy.


                                    text alternatywny


                                    Vista del Rey należała nominalnie do dystryktu Śródmieścia, ale już przed czasami Wojny Unifikacyjnej nie cieszyła się dobrą reputacją. Przyklejona od południa do lśniących szkłem i chromem wieżowców na podobieństwo zaniedbanego młodszego rodzeństwa, przechodziła na wysokości Mostu Kongresowego w labirynt zaniedbanych budynków mieszkalnych, starych stacji energetycznych, magazynów i placów wciśniętych pomiędzy odrapane ściany bloków. Schodząc z Mostu Kongresowego na Republic Way Switch od razu dostrzegł różnicę w swoim bezpośrednim otoczeniu.

                                    W Japantown na chodnikach też leżały worki ze śmieciami, ale były na bieżąco usuwane przez służby miejskie; w Vista del Rey ich pryzmy miały znacznie większe rozmiary i cuchnęły rozkładem dowodząc tego, że śmieciarki rzadko przejeżdżały przez tę okolicę. Tu też kręcili się turyści szukający sklepów z pamiątkami i używaną cybernetyką lub barów szybkiej obsługi, ale zabiedzony wygląd ulic szybko odstraszał większość z nich na przeciwną stronę Mostu Kongresowego. Do dłuższego pobytu w Vista del Rey zniechęcały też liczne graffiti gangów, bo o ile w Japantown nazwa Tyger Claws ukryta w kształtach chińskich znaków hanzi mogła się kojarzyć nieświadomym turystom z niewinnym orientalnym folklorem, o tyle trupie czaszki w wieńcu róż albo złowieszcze portrety Santa Muerte zdobiące mury latynoskiej dzielnicy już tak zapraszająco nie wyglądały.

                                    Fikser podniósł wyżej kołnierz kurtki - nie z powodu nieistniejącego chłodu, bo noc była naprawdę ciepła, tylko dla przydania sobie odrobiny anonimowości. Tkwiący w wejściach do miniaturowych kiosków sprzedawcy, starsi wiekiem mężczyźni siedzący przy stolikach do gry w maracaibo i grupki roześmianych nastolatków w kolorowych strojach wydawały się pogrążone we własnej aktywności, ale Switch dostrzegał ich rzucane dyskretne spojrzenia, taksujące podejrzliwymi oczami sylwetkę intruza, który nie wyglądał na turystę.

                                    Switch przebiegł przez Republic Way na wysokości wyłączonej z użytku nadbrzeżnej stacji transformatorowej, zapuścił się w Vine Street wypatrując szeregowca, na którego tyłach znajdowało się mieszkanie SlimWire.

                                    Zdradziecki grubas miał na długo zapamiętać tę sobotnią noc.

                                    Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    2
                                    • GladinG Niedostępny
                                      GladinG Niedostępny
                                      Gladin jako HiFi
                                      napisał ostatnio edytowany przez
                                      #145
                                      HiFi
                                      Awatar HiFi – Trefną elektronikę? Ja sądzę, że to pierwszy gatunek. Jeżeli jest nawet otagowana to przez tę całą Shivę. A ona już się nią nie będzie interesować.

                                      Technik niezbyt przejął się słowami Brazil.

                                      – Zorganizowałem napoje, z żarciem nie przeginajcie. Mówiłem, że potrzebuję zebrać kasę na wymiankę. Mam trochę towaru AllFoodsu, jak chcecie...

                                      Sięgnął do kartonu w poszukiwaniu batonów.

                                      – Ale prawdziwe żarcie musicie sobie zamówić sami. Jak mi wyjdzie dil to wam postawię prawdziwy ryż. - obiecał.

                                      – Historia? Jaka historia? - podrapał się po odrastającym zaroście. - Z Czakasami? Mieszkają naprzeciwko Shivy. Dali nam namiar na jej garaż. To spytałem, czy nie chcą pohandlować. Lepiej dać swoim zarobić, niż komuś z innego bloku nie? Nic więcej do tej story nie ma do dodania... no może - uśmiechnął się szelmowsko.

                                      – Może, jedna rzecz... Wiecie, Switch zamówił pizzę ze środkiem przeczyszczającym... i jak próbowaliśmy się do Shivy dostać, to ich mamuśka z naprzeciwka wyszła, straszny babon... i się na tę pizzę napaliła. To... jej zostawiliśmy... pewnie teraz kibel okupuje. No ale hej, to nie ja wpadłem na ten pomysł! - zastrzegł się.

                                      – Ten sprzęt, co go przywieźliśmy. Brazil skarbie, przejrzyj go, co jest warty. Chciałbym go szybko opchnąć, żeby na szotgany było i żeby było czym z Czakasami handlować. Ale wszystkie nośniki danych chyba warto głębiej sprawdzić. Byle ostrożnie. Jak ktoś ją wypłaszczył, to mogła dogrzebać się do czegoś wartościowego, nie?

                                      – Teraz wybaczcie, trochę się w robocie... ufajdałem, muszę do pralni skoczyć. Jeżeli macie jakieś pytania, to odpowiem, gdy wrócę...

                                      Nie czekając, zabrał brudne ciuchy i zjechał dwa piętra niżej do pralni.

                                      NoiseFeed
                                      HiFi @Leif Jakie masz plany na wieczór? Mam sprawę do obgadania. Może wpadniesz do nas?

                                      Czekając, aż przejdzie pranie, zajmował się wysyłaniem wiadomości, przeglądaniem memów, zerkaniem na współmieszkańców i nasłuchiwaniem plotek jednym uchem.


                                      Sesja Karak Varn | Gladinhammer

                                      A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      2
                                      • GreKG Niedostępny
                                        GreKG Niedostępny
                                        GreK jako Raze „Switch” More
                                        napisał ostatnio edytowany przez
                                        #146

                                        text alternatywny

                                        Raze Switch More

                                        Zachodnia część Japantown, noc 14.07.2077

                                        Nie.
                                        Lekki ruch głową, jakby mógł tym skasować myśl.

                                        Keira go nie zdradziła.
                                        Tak samo jak Arte go nie otagowała.

                                        Nie wierzył w to. Nie chciał wierzyć. Gdyby to była prawda, rozsypałoby się coś więcej niż tylko jedna relacja. Rozsypałaby się mapa, według której poruszał się po świecie.

                                        Łatwiej było skierować gniew gdzie indziej.

                                        Na SlimWire’a.
                                        Na tłustego, spoconego grubasa z wiecznym połyskiem na czole i palcami śmierdzącymi tanim sosem sojowym.

                                        To był cel. Namacalny. Osiągalny.

                                        Keira mogła poczekać.
                                        Prawda mogła poczekać.

                                        Zetknął się z przeszkodą. A przeszkody się usuwało — nie analizowało.

                                        Nie zamierzał ryzykować życia, żeby teraz rozdrapywać przeszłość. Nie tej nocy. Nie kiedy ktoś próbował zrobić z niego chodzący nadajnik.

                                        Białe zjeby z Bractwa Gołębicy.
                                        Bug w jego wszczepach.
                                        SlimWire.

                                        Priorytety.

                                        Na przydrożnym bazarku kupił zgrzewkę najtańszego piwa, jakie mieli. Zawartość metalowych puszek chlupnęła, gdy wrzucił je do torby. Sprzedawca spojrzał o sekundę za długo — Kiroshi odnotowało przyspieszone tętno, mikroekspresję niepokoju.

                                        Switch zniknął, zanim ciekawość przerodziła się w pytania.

                                        Vista del Rey pachniało śmieciami, starym olejem i tanią perfumą. Kołnierz kurtki podniósł nie z powodu chłodu — noc była lepka i duszna — ale dla zasady. Dla pół centymetra anonimowości.

                                        Vine Street. Szeregowiec z odpadającym tynkiem. Kamera nad drzwiami obróciła się z cichym bzyczeniem.

                                        Raze uniósł zgrzewkę i pomachał nią w stronę obiektywu.

                                        — Cześć, Slim.

                                        Uśmiechnął się. Tylko ustami.

                                        — Przyniosłem pokój w puszkach. Pogadamy? Są tematy, których nie chciałbym omawiać przez telefon.

                                        Krótka pauza.

                                        — A uwierz mi… to nie są tematy, które chcesz ignorować.

                                        Stał nieruchomo, wzrok wbity w czarne oko kamery.

                                        Zdradziecki grubas miał zapamiętać tę noc.

                                        I nie chodziło o podły smak piwa.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        2
                                        • KetharianK Niedostępny
                                          KetharianK Niedostępny
                                          Ketharian jako Soulkiller
                                          Obsługa Moderator
                                          napisał ostatnio edytowany przez Ketharian
                                          #147

                                          text alternatywny


                                          Megablok H10, noc 14.07.2077

                                          Samoobsługowa pralnia, jedna z ponad setki rozrzuconych po piętrach megabloku obskurnych filii Lavadora Ltd, zwykle pełna była klientów, sobotniego wieczoru świeciła jednak pustkami, bo ludzie mieli zupełnie inne rozrywki w planach. HiFi wyszukał sobie wolną pralkę w głębi pomieszczenia, włączył ją i zaczął udawać, ze słucha płynącej ze słuchawek muzyki, w rzeczywiści jednak bacznie nadstawiał uszu.

                                          W miejscach takich jak pralnia można było usłyszeć mnóstwo interesujących historii ze swojego najbliższego otoczenia i technik nie zamierzał przejść obok takiej okazji obojętnie.

                                          - Mam wszystko na screenshootach - ekscytował się brodaty facet w wysłużonej wojskowej kurtce tłumacząc coś wyraźnie sceptycznej tęgiej Latynosce - Rozpylają aluminium i dwutlenek węgla, nawet z tych avek, co niby są prywatne. Ten mechanizm jest ukryty w ich konstrukcji, w przetwarzaniu spalanego paliwa. Trójtlenki siarki i kwas siarkowy. Clara, wyłącz w końcu telewizor i włącz myślenie. Musisz połączyć kropki. Media kłamią w żywe oczy. Znam kogoś, kto słyszał, że w powietrzu można znaleźć nawet obumarłe czerwone krwinki, bakterie e-coli i chlorek sodu! Wiesz, co to z nami robi? Oni przyspieszają rozwój nowotworów i chorób wieńcowych, wyniszczają nasze układy immunologiczne!

                                          Sprawiająca dobroduszne prostolinijne wrażenie kobieta wyglądała tak jakby zaraz miała doświadczyć ataku serca, bezwiednie zaciskając ręce na uchwytach kosza na bieliznę i spoglądając z przerażeniem na swojego rozmówcę.

                                          - Wywołują spontaniczną hydroplazję zębów i ostre stany zapalne opon mózgowych!

                                          - Ale po co mieliby to robić, gościu? - młody rudowłosy Azjata o imponującym zestawie zębów ze sztucznego złota skrzywił twarz w wyrazie powątpiewania - Dlaczego?

                                          - Bo przestaliśmy się szczepić, baranie! - sarknął brodacz tonem zniecierpliwionego mentora - Wcześniej pchali to wszystko w nas za pośrednictwem szczepionek, nawet te grafitowe mikroczipy G5. Ale kiedy Kennedy doprowadził do konstytucyjnego zakazu obowiązkowych szczepień w 2038, musieli wymyślić nowy system dystrybucji trucizn. I wymyślili!

                                          - Santa Madre, ale kto to robi, rząd? - wykrztusiła w końcu Latynoska - Burmistrz?!

                                          - Chazarskie korporacje - brodacz natychmiast zniżył głos, po czym zaczął się raptownie rozglądać wokół siebie, sporą część uwagi poświęcając słuchającemu muzyki HiFi - To nie jest dobre miejsce na takie rozmowy, oni mają wszędzie uszy. Chcesz wiedzieć więcej ‚przyjdź na spotkanie tam, gdzie ci mówiłem. I słuchaj audycji doktora Paradoxa, to nasz jedyny ratunek.

                                          Stawiając wyżej kołnierz płaszcza brodacz wymknął się szybkim krokiem z pralni, kręcąc na wszystkie strony głową i mamrocząc coś pod nosem. Rudowłosy Azjata odprowadził go wzrokiem, wzruszył ramionami zerkając znacząco na Latynoskę.

                                          - Po co ty z nim gadasz, Clara? - prychnął głośno - Całkiem mu już odpierdala, bardziej niż temu gościowi na Urmland, który dzień i noc opowiada jak jego fale mózgowe sprzężone są z kanałami łączności kosmitów z Alfa Centauri. No zjeb normalnie.

                                          - A ty coś taki wygadany dzisiaj, Kim, pracę w końcu znalazłeś? - odpowiedziała Clara unosząc wyżej kosz z czystym praniem - Czy ojciec się w końcu odezwał do matki?

                                          - Praca jest dla przegrywów - roześmiał się Kim - Kto dobrze kombinuje, nie musi pracować. Okazja mi się dzisiaj trafiła, pomogłem Vanessie z góry sofę zatargać do mieszkania, za bezcen od jakiegoś frajera na parkingu kupiła, a mnie dała za pomoc kupon na swój kurs, odsprzedam w sieci za stówkę jak nic.

                                          - Ta Vanessa, co kręci te bezecne filmy?! - oburzyła się Clara - Złapałam wnuczka jak oglądał te filmy na telefonie! Sodoma i Gomorra, i te wszystkie rzeczy, które wsadza ludziom, gdzie popadnie! Musiałam iść z dzieckiem do księdza, żeby je egzorcyzmował. Matka Boża z Guadalupe powinna ją nocami nawiedzać za te diabelskie orgie! Wstydź się Kim, że z kimś takim przestajesz, wieczne potępienie na siebie ściągniesz!

                                          Smarthing HiFi zadźwięczał melodyjną nutą obwieszczając nadejście odpowiedzi Leifa.


                                          NoiseFeed

                                          Mam plany, ale mogę zmienić, stary. Co zabrać do picia? Będą jakieś laski czy tylko Brazia?

                                          Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          0
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy