Ja pichcę hobgoblina-biznesmena, który działa jako pośrednik dla chcących nająć wojów z Darguunu (państwo goblinoidów). Uniwersalny, skillmonkey mający rangi w niemal wszystkim, zaczaruje strażnika, jak będzie chciał to uniknie wzroku niepożądanych, zorganizuje nowy sprzęt, wykaże się wiedzą w spotkaniu wyższych sfer, a jak ktoś mu fiknie to wbije kosę pod żebro. Niski STR, wysoki dex, zbalansowane atrybuty mentalne. Miał w przeszłości biznes do naszego naczelnego detektywa i z tego się znają 
Zaalaos
Posty
-
Sharn: Mrocznymi Ścieżkami -
Sharn - Mrocznymi ScieżkamiZegar stojący naprzeciw dużego łoża zaopatrzony był w dwa proste zaklęcia, jedno ze szkoły dywinacji, drugie z szkoły iluzji. Gdy to pierwsze obserwowało odpowiedni układ ramion zegara, aktywowało to drugie, które wywoływało małą dźwiękową iluzję. Z cichym pyknięciem sypialnię zaczęły wypełniać coraz bardziej intensywne dźwięki natury, najpierw szelest liści, do którego po chwili dołączył szum strumienia, śpiew ptaków, a w końcu łomot dzięciołowego dzioba.
Lokator miękkiego łoża był już na nogach i kończył je właśnie słać. Nie mógł spać długo, po części z powodu obowiązków, po części z powodu koszmarów które go nawiedzały. Idealnie wyprostował pościel, tak że wyglądało niemal jakby zostało przed chwilą wyprasowane i spokojnym krokiem podszedł do zegara. Pchnięcie małego guzika przerwało obwód do którego podpięty był drobniutki Smoczy Odłamek - źródło magii które napędzało zegar. Drugie wciśnięcie wsuwało go na powrót na swoje miejsce, ale ramiona zegara były już w położeniu które nie aktywowało magii. W sypialni zapadła cisza.
Humanoid wyćwiczonym, automatycznym ruchem przeszedł po eleganckiej terakocie do przepastnej trzydrzwiowej szafy i po krótkim namyśle zza każdych drzwi wyjął jakieś elementy ubioru. Lekkie lniane sportowe ubrania kryły się za pierwszymi drzwiami. Ciemno brązowe spodnie i tunika oraz kremowa koszula z wysoką stójką kryły się za drugimi. Za trzecimi był elegancki ciemno-szary płaszcz, który zdawał się skrzyć w świetle dobiegającym zza okna.
- Olarune. - powiedział sam do siebie, przerywając ponownie ciszę - Sharn budzi się kolejnego poranka. - głos mężczyzny nie był ani wysoki, ani niski, był za to spokojny, płaski, zupełnie wyprany z emocji. Jak narrator opisujący leniwie rzeczywistość. Niektórzy odbierali ten charakter mowy jako brak zainteresowania rozmową. Albo rozmówcą.
Szybkimi ruchami wsunął na swoją pomarańczowo-różową skórę sportowe ubrania, podszedł do okna i otworzył je na oścież. Kilka metrów wyżej, na ścianie przeciwległego budynku znajdowało się wypolerowane mosiężne lustro, które odbijało światło słoneczne. Kolejne było zlokalizowane bezpośrednio ponad nim, na dachu kamienicy w której mieszkał. Jeszcze dalsze kryło się wyżej i dalej, poza granicami sąsiedztwa. Jego domostwo było zbyt głęboko w Sharn by cieszyć się bezpośrednim dostępem do słońca. Było też na tyle płytko że można było ten dostęp uzyskać za odpowiednią opłatą. Chwilę stał w miejscu ciesząc się skradzionymi promieniami, oraz zimowym powietrzem omiatajacym jego skórę. Nie trwało to jednak długo. Okno zostało zamknięte wraz z cichym tyknięciem zegara, gdy długie ramię przeskoczyło na kolejną minutę.
Chwilę później był już za drzwiami i naprzeciwko czekały na niego kolejne. Przeszedł przez nie i upewnił się że są zamknięte. Tutaj panowała natomiast absolutna czerń. Nie było żadnego okna, ani żadnego źródła światła. Nie było to jednak problemem. Ogniście pomarańczowe oczy przebijały się przez niemagiczne ciemności z łatwością. Zalety bycia hobgoblinem. Spartańskie warunki tej sali nie pasowały do bogactwa sypialni. Podłoga była wykonana z chropowatego, powierzchownie ociosanego kamienia. Po bokach ustawione były ciężarki, o rosnących wartościach, a na przeciwległej ścianie umocowane były różnorodne metalowe drążki.
Mężczyzna stanął na środku sali i zaczął się rozciągać. Gdy uznał że jego mięśnie są gotowe na większe wyzwania zaczął przechodzić przez układy których nauczył się w swoich rodzinnych stronach, gdzie gotowość bojowa była zawsze konieczna. Korzystał z prostego dębowego kija jako atrapy miecza. Była to w połowie aktywność fizyczna, zdrowie dla ciała, a w połowie medytacja dla umysłu i duszy. Na sam koniec sięgnął po kilka ciężarków i wykonał podstawowe ćwiczenia, celowane na mięśnie klatki piersiowej i ramion. Jutro miał w planach ćwiczenia wzmacniające plecy i brzuch, za dwa dni nogi. A potem znowu zacznie cykl od nowa.
Gdy opuścił salę usłyszał pukanie. Niepokojący cień przebiegł przez jego twarz, który rozwiał się niemal równie szybko jak się pojawił. Podszedł do drzwi frontowych, mijając po drodze salon wraz z jadalnią i wyjrzał przez wbudowany w drzwi wizjer. Na korytarzu stała młoda, przeciętnie wyglądająca ludzka nastolatka z naręczem pakunków. Uchylił drzwi.
- Dzień dobry panie Bekhesh - zaświergotała - Pańskie zamówienie jest na samym szczycie… Luźniejszy dzień? - spytała taksując ubiór hobgoblina wzrokiem.
- Dzień dobry pani Relre. Jest pani dzisiaj… dwadzieścia minut wcześniej niż zazwyczaj. Nie zdążyłem się przebrać.
- Jasne. Kilku klientów którym dostarczamy zamówienia ostatnio wypadło z porannego obiegu. Mogę zmodyfikować trasę jeśli jest to dla pana problem?
- Rozumiem. Będę wdzięczny. - odpowiedział hobgoblin, który zdążył wziąć parujące, wykonane z lakierowanych deseczek opakowanie, odstawić je na stołek i sięgnąć po czekający tam mieszek. Wysupłał z niego kilka srebrnych monet. - Za nienaganną jakość usług. Do widzenia.
- Do jutra panie Bekhesh! - zawołała radośnie Relre i obróciła się na pięcie, by dalej walczyć o chleb.
Mężczyzna zamknął drzwi, zweryfikował czy zamek jest poprawnie zatrzaśnięty i ruszył do łazienki. Tam rozwiesił przepocone ubrania, wieczorem wrzuci je do kosza na pranie i poddał się krótkiej ablucji. Nie miał kłopotu z dostępem do wody, wodociągi Sharn przetykały niemal całe miasto (tak jak i kanały), a on miał przyjemność posiadania dwóch prywatnych kranów. Jednego w łazience i drugiego w kuchni. Gdy skończył spojrzał na swoje odbicie w srebrnym lustrze.
Para płomienno pomarańczowych oczu osadzona była w głębokich oczodołach, z wąską kreską brwi nad nimi. Skóra miała kolor pomarańczowo-różowy, raczej charakterystyczny dla hobgoblinów. Szeroki i płaski noc biegł stromo ku położonym niżej wąskim wargom, które jak zawsze zaciśnięte były w wąską kreskę. Nie były to usta przyzwyczajone do uśmiechu i w przeciwieństwie do większości swoich pobratymców jego dolne kły nie opuszczały spontanicznie warg. Całość przyozdobiona była krótkimi, zaczesanymi w tył włosami, odsłaniającymi długie, podobne do elfich, uszy.
Chwilę potem był ubrany i siedział przy stole. Tajemniczy parujący pakunek skrywał w środku coś bardzo prostego. Śniadanie. Trzy jajka ugotowane na miękko, dwie świeżo wypieczone bułki, smażone kiełbaski w sosie pomidorowym z fasolą. Nieśpiesznie wchłonął całość, posprzątał po sobie jadalnię, umył puste już opakowanie i odstawił je na kontuarze aneksu kuchennego.
Dopiero teraz był gotowy na wyzwania tego dnia. A zacząć musiał go od pracy. W zasadzie pracował niemal codziennie, dając sobie tylko jeden dzień w tygodniu na wolne. Wciąż, było to oszałamiająco dużo w porównaniu do tego jak żyła zdecydowana większość mieszkańców Sharn. Biedna Relre, która dzień w dzień odwiedzała Bekhesha z świeżutkim jedzeniem nigdy nie miała wolnego.
Miejsce jego pracy nie było daleko. W obrębie swojego przepastnego mieszkania miał oddzielne pomieszczenie, wypełnione po brzegi papierem najwyższej jakości, przyborami kreślarskimi i księgami ciężkimi od wiedzy. Od teoretycznych i praktycznych zastosowań arytmetyki, przez dzieła opisujące właściwości różnych materiałów, po manuskrypty szczegółowo przedstawiające właściwości powiązanych z księżycami Eberronu planów. Wszystko czego architekt potrzebował do swojej pracy, w miejscu gdzie zasłona była wyjątkowo cienka, a magia lewitacji pozwalała na tworzenie struktur przeczących zdrowemu rozsądkowi.
Teraz projektował prosty, lecz solidny budynek mieszkalny który miał stanąć w Dolnym Menthis. Budowla celowała w biedotę, ale nie przeszkadzało to architektowi w przyłożeniu się do swojego zadania. Tym bardziej że był boleśnie świadom że jakakolwiek niedoskonałość, jakiekolwiek niedopatrzenie zostanie brutalnie wykorzystane przez jego oponentów. Dość powiedzieź że Bekhesh pracował solo i niechętnie dzielił się swoimi zyskami z Gildią Architektów, który szukała tylko wymówki by przyciąć mu skrzydła.
Nim oderwał oczy i ręce od zadania minęło kilka godzin, bez żadnych zbędnych przerw, niemal jakby był w jakimś transie. W końcu zwinął rysunek świadom upływającego czasu. Dzisiaj miał kilka obowiązków poza jego lokum, którymi musiał się zająć.
- … wśród najczęstszych błędów popełnianych podczas projektowania permanentnych przedmiotów magicznych znajdują się? - wykładowca zawiesił głos, dając sali czas na sformułowanie odpowiedzi. Starszy, niemal łysy człowiek był zgięty niemal w pół, od ciężaru swojej wiedzy. Otoczony był przez koncentryczne półokręgi ławek, pnące się ku górze, na podobieństwo amfiteatru.
- Dyssynchronia między ilością energii niezbędnej do uzyskania pożądanego efektu, a samym efektem. Większość przedmiotów jest projektowana z nadmiernym zapasem. Niedopasowanie Smoczego Odłamka do magii. Pomniejsi rzemieślnicy korzystają z dostępnego źródła energii, a nie najbardziej efektywnego. - zacytowała podręcznik młoda adeptka sztuki magicznej siedząca w jednej z pierwszych ławek.
- Dokładnie tak pani Silverstone. I jaki z tego wniosek płynie? - na sali zapadła cisza, gdy pytanie wykroczyło poza ramy tego co było opisane w podręczniku. Jak zawsze potrzeba było kogoś odważnego by dyskusja ponownie ruszyła do przodu.
- Żaden. - odezwał się Bekhesh siedzący nieco bliżej szczytu sali. - Nadmiar magii stanowi zabezpieczenie, na wypadek gdyby arkanotwórca nie wykazał się stosowną pieczołowitością podczas układania splotów i jego dzieło było niewydajne. Nie mamy praktycznego sposobu na zmuszenie twórców przedmiotów magicznych do korzystania z optymalnych rozwiązań w ich własnej dziedzinie. Jedynie duże, masowe projekty, jak te wypuszczane przez Dom Cannith mogą się pokusić o maksymalną optymalizację.
- Tak, ma pan rację panie Bekhesh. - powiedział wykładowca z westchnieniem - Ale proszę pozwolić młodszym kolegom dać czas na sformułowanie odpowiedzi.. - po tych słowach przez pomieszczenie przebiegł chichot. Bekhesh był jednym z najstarszych studentów, biorąc pod uwagę relatywne długości życia różnych gatunków. Był też jednym z niewielu którzy nie posługiwali się własną magią.
- A gdybyśmy popuścili nieco wodze fantazji i założyli że żyjemy w świecie perfekcyjnie wydajnym… - podjął wykładowca.
W ciężkim od woni dymu pomieszczeniu przebywało kilkunastu mężczyzn. Wszyscy byli ubrani nienagannie. Niektórzy z nich nosili na sobie najnowsze krzyki mody, pełne koloru i ciekawych rozwiązań krawieckich, inni mieli stroje o bardziej stonowanych kolorach, w niepoddających się upływowi czasu krojach. Ale wszystkich łączyły dwie rzeczy. Pieniądze i nienaganny status. Było to miejsce w którym warto było być. Miejsce gdzie ci którzy wiedzieli jak wygląda prawdziwa władza w mieście leniwie wymieniali się swoimi opiniami, świadomi tego że ich pozycja jest równie stabilna jak ziemia pod stopami. Ale to nie był ten moment ich spotkania.
Teraz trwała spokojna dyskusja, przełamywana tylko okazjonalnie trzaśnięciem płonącego drewna i dźwiękami oddechów zgromadzonych. Oszronione okna błyszczały w świetle zachodzącego słońca, wypełniając salę pomarańczem i długimi cieniami. Liczne fotele były ustawione wydawałoby się przypadkowo, ale tak naprawdę były mapą sojuszy, sympatii i antypatii, wiecznie falującą tapestrią pożądań, potrzeb i dostępów. Gdzieniegdzie stały również małe stoliczki, uginające się pod ciężarem wytrawnych potraw, słodkich przekąsek i alkoholu, ale one były raczej tylko ozdobą dla tego co się tutaj liczyło.
Każdy z uczestników tego spotkania miał, czy to w dłoni, czy akurat w ustach, tłuste cygaro w trakcie konsumpcji. Była to wymówka dla ich spotkań, wystarczająco podniosła i snobistyczna by zaspokoić potrzebę “bycia”, a równocześnie na tyle prosta i nie angażująca by nie była wyzwaniem.
~ Czasem trzeba się taplać w błocie wśród głupców. ~ przebiegło Bekheshowi przez myśl. Przez moment pozwolił by odbijała się od wewnętrznej powierzchni jego czaszki, po czym wypuścił ją na wolność wraz z kłębem gęstego dymu. Musiał jednak przyznać że tytoń był zwyczajnie przyjemny. W umiarkowaniu.
Jego rozmyślania zostały jednak przerwane. Ciche stukanie w jedno z pobliskich okien przykuło uwagę Bekhesha, jak i innych zgromadzonych. Za oknem, na parapecie siedział mechaniczny posłaniec o mosiężnych piórach, z uporem godnym sprawy wystukując na szkle sobie tylko znany rytm. W jednej z łap trzymał elegancką kopertę, z wytrawionym na jej powierzchni symbolem. De facto podpisem najlepszego detektywa w Sharn. Hobgoblin wiedział już że zawartość jest dla niego, od jakiegoś czasu współpracował okazjonalnie z Alestairem i z niecierpliwością wyczekiwał na informacje w pewnej interesującej go żywotnie sprawie.
Z werwą i pośpiechem raczej nie odpowiadającym jego stanowisku i charakterowi otworzył okno, wpuszczając na moment lodowate powietrze, posłaniec w sobie tylko znany sposób potwierdził tożsamość odbiorcy, przekazał list i z ciężkim metalicznym trzepotem skrzydeł ruszył dalej.
Bekheshu,
Słyszałem, że Gildia Architektów ma ostatnio problemy kadrowe, intrygujące, doceniam efektywność i efektowność.
Udało mi się zdobyć nieco informacji w sprawie, o której rozmawialiśmy - pozyskanie będzie skomplikowane, ale szczegóły lepiej przedyskutować twarzą w twarz. Przy okazji, jestem zmuszony prosić Cię o pomoc w sprawie, przed którą właśnie stanąłem. Spotkajmy się w Królu Ognia wieczorem 3. Olarune - weź kilka cygar.
Powodzenia w polowaniach,
Alestair- Wybaczcie panowie. Obowiązki wzywają. - powiedział głośno, a odpowiedziało mu echo mniej, lub bardziej szczerych pożegnań. Wiedział jednak że jak tylko zamkną się za nim drzwi ich mały klubik zacznie się zastanawiać cóż mogło być tak istotnego by Bekhesh, który z niemałym trudem wydrapał sobie dostęp do tego wąskiego grona, opuścił spotkanie przedwcześnie.
Tryby były gorące i była to w zasadzie jedyna cecha wspólna wszystkich regionów tych podziemi. Bywały suche, ale i wilgotne. Rozświetlone światłem tysiąca magicznych latarni, albo zalane w mroku, gdzie tylko leniwy blask Krwi Khyberu dawał jakiekolwiek światło. Były też najlepszym miejscem jeśli chciało się zdobyć informacje z nieco mniej szanowanych źródeł. Wśród takich okolic stał niewielki magazyn, z którego co jakiś czas wyruszali umyślni z ciężkimi pakunkami w dłoniach.
- Oi, szefie! Nie spodziewałem się ciebie w dniu dostawy! - basowy głos orka poniósł się po powierzchni małego magazynu, odbijając od ścian i tworząc raczej nieprzyjemne echo. Z pewnością nie pomagał chaos i rozgadiasz pracowników którzy biegali od ściany do ściany, pakując do wózków butelki pełne przejrzystego płynu. Gryząca woń wódki najpodlejszego sortu wypełniała pomieszczenie, rozwiewając przy tym zagadkę “co jest w szkle”.
Bekhesh zmarszczył nos, jego zazwyczaj nie wyrażająca wiele twarz wykrzywiła się w marsowym grymasie. Nienawidził nieporządku. Ale wiedział że nic nie poradzi na niedociągnięcia innych humanoidów… chyba że kupi sobie automatony by te pracowały zamiast nich. Szybko przegnał tą myśl, po kalkulacji potencjalnych zysków i strat. Zwyczajnie się to nie opłacało.
- Tharghar. Jak zawsze miło patrzeć jak panujesz nad chaosem. - powiedział wykrzywiając przy tym nieco wargi. W jego dłoni zmaterializowała się mała karteczka zapisana drobnym pismem. - Potrzebuję kilku rzeczy, zakręć się proszę za tym. Przy okazji, jakieś problemy?
- Jasne szefie. Nie, żadnych. Może trochę zmniejszył się obrót w Psim Śmiechu, tym pubie który lubią gnolle. Chłopaki mówią że ktoś ściąga z Droaamu bimber doprawiany krwią humanoidów.
- Wątpię. Między problemem z nielegalnością, dystansem i wykrzepianiem szanse na to są niskie. Spróbuj do którejś z naszych partii dodać trochę krwi ubitego wieprza i barwnika spożywczego. Potem daj im kilka butelek do degustacji. Jeśli się przyjmie sprzedaj to jako… Krew Gladiatora. Puść plotkę że do bimbru dodawana jest tytularna krew przelana w trakcie potyczek. Potem podbij cenę. Jeśli nie będą zainteresowani ustal kto robi nam konkurencję, czy w środku jest to co reklamują i daj mi informację zwrotną. Rozwiążę ten problem. - po wydaniu dyspozycji hobgoblin spędził jeszcze niemal godzinę w małym biurze na tyle magazynu, przeglądając wyjątkowo dokładnie listy przewozowe i księgi finansowe. W międzyczasie zamówienie które złożył u swojego pracownika zostało zrealizowane i dostarczone. Usatysfakcjonowany zamknął pomieszczenie na klucz i ruszył w kierunku powierzchni.
Środkowa Dura zalała Bekhesha zimnym strugami wody, próbującymi się dostać pod ciasno zawiazany płaszcz. Nie było to nic niezwykłego, ale daleko też było hobgoblinowi od radowania się z tego “meteorologicznego” zjawiska. O ile słońce kochał, to woda lejąca się z nieba wywoływała u niego dużą dawkę niechęci. Niechęci potęgowanej tylko przez przelewające się dookoła niego tłumy. Hobgoblin w swoich nienagannych ubraniach nie wyróżniał się. W jakiś sposób płaszcz który w mieszkaniu błyszczał magią, tutaj był przykryty cienką warstwą pyłu. Elegancko skrojona tunika i spodnie nic nie straciły z swojej wartości, ale w jakiś sposób leżały “nie tak”, przez co nie przykuwały aż tak bardzo uwagi. Poruszał się też lekko przygarbiony i na lekko przygiętych nogach, tak że jego głowa nie wybijała się ponad falujący w wiecznym rytmie żywy inwentarz Sharn. Był zwyczajnie kolejnym zwykłym mieszkańcem, podążającym w sobie tylko znanym celu.
“Król Ognia” przywital Bekhesha chętnie widzianym ciepłem i rozgadiaszem który był jednak o wiele mniej intensywny niż to co działo się na zewnątrz.. Choć nie był to przybytek który odpowiadał jego gustom, to jednak połączenie szerokiej gamy bywalców, z idealnym balansem między spontanicznością takich spotkań, a dostępem do prywatnych loż pozwalał na miłe, spędzenie czasu. Z pewnością pocieszającą informacją było też to że nie ryzykował że będzie musiał pić własne wyroby. Przeskanował tłum i momentalnie zlokalizował Alestaira, nie było to trudne, biorąc pod uwagę to że był przy nim już inny mężczyzna i gigantyczny konstrukt.
Bekhesh wyprostował się, umykającym uwadze ruchem poprawił swoje ubrania i strzepnął pył z płaszcza, ponownie stając się architektem któremu ewidentnie się powodziło. Pokonał salę, odpędzając przy tym krótkim gestem obsługę, która wysłana przez czujne oczy niziołczych włodarzy, widzała potencjał na istotny zarobek.
- Alestair. Z treści listu spodziewałem się że będzie nam towarzyszyć nieco szersze grono. Cieszę się że się nie myliłem. - stwierdził hobgoblin, witając się detektywem, chwilę później obrócił się w kierunku nieznajomego.
- Bekhesh, architekt. Miło mi. - przedstawił się, wyciągając w kierunku nieznajomego dłoń, po czym spojrzał pytająco na automaton. - Ten… byt to osoba, czy przedmiot?
- Zwę się Thalamer ir'Valkor, dla przyjaciół Thal! - mężczyzna odwzajemnił powitanie i, jeśli to tylko możliwe, uśmiechnął się jeszcze szerzej. - Ty jesteś przyjacielem, prawda? Oczywiście, że jesteś. Zatem możesz mi mówić Thal. Architekt, powiadasz? Wybornie, zawód poniekąd prawie ten sam, co ja. Ja, widzisz, doradzam inżynierom Domu Cannith.
Spojrzał na wielką zbroję za sobą. Byt dotychczas zdawał się niemal całkowicie zobojętniałym wzrokiem na scenę, jednak gest Thalamera skupił jego uwagę.
- Imię tego to Varok - z wnętrza zbroi dobył się zimny, metaliczny głos, który miał w sobie coś z żołnierskiego drylu.
I zamilkł raz jeszcze.Po powitaniu hobgoblin sięgnął dłonią do do sporego mieszka który wisiał u jego pasa, by po chwili wyjąć z wnętrza eleganckie cedrowe pudełko, które skrywało kilka cygar.
- Zapalicie? - spytał, prezentując przy tym zawartość
- Ale tylko te najlepsze - Thal z uśmiechem sięgnął do środka.
- Z miłą chęcią - odparł śledczy, sięgając do pudełeczka. Zręcznym ruchem przyciął i zapalił cygaro, zaciągając się z lubością - Lada moment powinni pojawić się kolejni - ruchem głowy wskazał na wciąż praktycznie pusty stół. -
W co byście zagrali? Lista życzeń.@MiRaaz napisał w W co byście zagrali? Lista życzeń.:
@Wired co dwa dni tu wchodzę i rozkminiam. Chicago by Night jest czymś co chciałbym spróbować po Fall of London. Ale bij się z myślami czy podołam. Upadek Londynu zajął mi prawie cztery lata. Nie wiem czy się zdobędę na takie zobowiązanie.
W głowie mam jeszcze jednostrzałową sesję Dark Heresy 2ed i chyba od niej zacznę. Prowadziłem ją na żywo, zjęła 4h. Tak w sam raz na realia forum na 3-4 miesiące.
Ale jakie to były 4 lata! Jeśli planowałbyś w v5 coś zrobić to z pewnością będę jednym z zainteresowanych

-
Sharn: Mrocznymi ŚcieżkamiNa pokładzie!
Edit: @Sindarin napisał w Sharn: Mrocznymi Ścieżkami:
Knack Expert Healing Scholara może zapewnić max. level+PAM temporary hitpoints ponad maksymalne hp
Zostałem wspomniany!

-
Sharn - Mrocznymi ScieżkamiAhoj, życzę wszystkim miłej współpracy. Jeśli któraś z waszych postaci potrzebowała architekta/uczęszcza na Uniwersytet Morgrave/lubi drogie cygara to istnieje szansa że miała okazję z Bekheshem się poznać
