Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
ZaalaosZ

Zaalaos

@Zaalaos
Informacje
Posty
8
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Gniew Burzy
    ZaalaosZ Zaalaos

    Jin zamknął swój notes, z którego pomocą rzetelnie i szczegółowo zreferował dotychczasowe wydarzenia. Wysłuchał hrabiego i zaczął ponownie mówić.
    - Ryzyko jest niestety istotne. To religijny fanatyk, nie spocznie póki nie dopnie swojego. Fakt jest taki że odebraliśmy mu największą broń, ale z pewnością znajdzie inny sposób. Spora część jego świty wykazywała się znajomością nekromancji, nie zdziwiłbym się gdyby zaczął wysyłać na przykład fale nieumarłych. Nie znamy też źródła wiedzy Darutheka, magia którą się posługuje co prawda jest prymitywna, ale wciąż jest potężna. Nie mogę wykluczyć jakiegoś patrona. Optymalnie byłoby go wyśledzić i zabić, ale nie oszukujmy się, w dżungli jest to niemal niemożliwe.

    - Co do Dzieci Bagien - nie jest to proste, ani biało czarne. Tak część członków ich plemienia zadała Pridons Heart i kolonistom bolesne rany, które nigdy się nie zaleczą. - wzrok Jina powędrował ku oknu, przez które w oddali widział cmentarzyk. - Ale zdecydowana większość to zwykli, żyjący lokalnie jaszczuroludzie. To niemal tak jakby winić wszystkich Cheliaxan za przestępstwa popełniane przez jakąś wąską grupę społeczną. Sami w trakcie ostatnich wydarzeń ponieśli niepowetowane straty, śmiałbym powiedzieć że cena którą zapłacili za szaleństwo Darutheka jest wyższa od tej którą zapłaciła kolonia. Stracili wszystkie młode. Całe pokolenie zostało poświęcone na ołtarzu jego gniewu. Szukałbym w nich raczej sojusznika, nie znajdziemy nikogo kto bardziej pożąda jego śmierci. Znajomość terenu daje nam jedyną szansę by go wytropić. Nie zapominajmy też o Boggartach, które mogą potencjalnie chcieć zająć większe tereny. Wtedy doświadczenie Dzieci, które już z nimi walczyły będzie miało duże znaczenie.

    Rozgrywka pathfinder spheres of power golarion

  • Gniew Burzy
    ZaalaosZ Zaalaos

    Równocześnie wydarzyło się kilka rzeczy. Znający arkana magii, bądź obdarzeni boską mocą zaczęli skandować swoje zaklęcia. Jin przyzwał swój niosący strach totem. Jeden z szamanów posłał celną błyskawicę w Amosa, który na moment stracił władzę nad swoimi mięśniami, gdy potężny ładunek przebiegał przez jego nerwy i mięśnie. Edward próbował wyrwać oddech z płuc Darutheka, lecz bez efektu. Zod zaszarżował na jednego z jaszczuroludzi, który w ostatniej chwili uniknął pchnięcia które miało go posłać w odmęty poniżej. Jego towarzysz zaryczał bojowo, wziął rozbieg, zamachnął się swoim dwuręcznym toporem i wbił go po trzonek w Amosa i wyrwał z mokrym mlaśnięciem. Kolejna fala energii spłynęła przez dłonie i metal w pirata, ale tak szybko jak rana się pojawiła, uległa zasklepieniu dzięki nadnaturalnym wywarom Jina.

    Ustawiony na flance miotacz błyskawic cisnął siecią jak gladiator i złapał w nią Zoda, przyzwał dwie błyskawice i posłał je w Amosa i Edwarda, efektywnie obu trafiając. Widząc otwarcie zmutowany jaszczur podbiegł do diablęcia, ale wyćwiczony wojownik mimo gęstych sznurów odbił jednym ruchem cios i wbił trzonek topora w miejsce gdzie u humanoidów powinien być splot słoneczny. Kolejny jaszczur obiegł oplątanego, i spróbował go obalić, ale Zod warknął bojowo i nie dość że utrzymał równowagę, to jeszcze skorzystał z okazji i zadał brutalny cios. Gdy dwóch mocarzy było związanych próbą sił kapłan jaszczuroludzi wyskandował krótkie zaklęcie, napełniając swojego sojusznika siłą. Do było za dużo, i diable padło na ziemię z głuchym hurkotem.

    - Nie powstrzymacie tego żywiołu! - krzyknął Daruthek w ciężko akcentowanym wspólnym w przerwie między kolejnymi sekcjami swojej inkantacji - Gniew burzy zmiecie wasze gniazda z naszych ziem! - zgodnie z jego słowami wiatr nabrał siły, gotów rozszarpać na strzępy nieuważnych. Jedynie miejsce, w którym odprawiał drugi rytuał, pokryte kawałkami rozbitej ceramiki wyglądało na omijane przez wichry.

    Edward i Jin niemal równocześnie obrali Darutheka na cel. Naukowcy wielokrotnie pracowali razem, zazwyczaj w bardziej “kontrolowanych” warunkach, ale wiedzieli że największym zagrożeniem jest główne źródło magii - Daruthek. Edward wykonał kilka gestów, jakby coś wyrywał, skandując równocześnie w mistycznych językach. Powietrze zaczęło uciekać z płuc szamana, który na moment przerwał inkantację, wykonał gest jakby coś przecinał i odzyskał kontrolę nad źródłem życia. Wystawił się przy tym jednak na Jina. Niezauważony granat hukowy wpadł w okrężny huragan, poleciał po lekkim łuku i eksplodował centralnie przed pyskiem Daruhteka, pozbawiając go wizji. Jakby było tego mało, drugi pakunek, pełen błyskowego proszku eksplodował na środku platformy, pozbawiając wzroku kolejnych jaszczuroludzi. Niestety eksplozja objęła też Zoda.

    Ranny pirat wykonał lekki piruet w tył, przyjął flaszkę trollowego wywaru od Jina, wypił ją szybkim haustem i wrócił do walki. Jednym kopniakiem wycelowanym w bok kolana obalił jaszczuroludziego berserkera który niedawno zadał mu brutalne rany, po czym dwoma celnymi ciosami rozorał tętnicę, a krew zalała podłoże pod nimi. Diable wyswobodziło się z sieci i stanęło na nogi, wystawiając się przy tym tylko na pomniejsze draśnięcia.

    Widać było, że jaszczuroludzie wyciągnęli wnioski z poprzedniej walki i zdołali zaplanować to starcie. Zaabsorbowani zbrojni nie zauważyli, albo nie mieli przestrzeni by zareagować na gadziego kapłana, który wykonał krótką szarżę i dźgnął Edwarda swoim złowrogim trójzębem. Wciąż flankujący miotacz który niedawno cisnął siecią przyzwał dwie błyskawice i cisnął nimi w drużynę, pudłując wierutnie. Daruthek natomiast rozwiał się w powietrzu, znikając walczącym z pola widzenia.

    Jaszczurzy wojownicy w trójkę próbowali pokonać Zoda, lecz pozbawieni wzroku nie byli efektywni. W końcu jeden z nich złapał diablę za pas i rzutem obalił go na ziemię.

    Jin widząc że jego alchemia przyniosła równie dużo zysku, jak i straty, zgrabnie wyminął jaszczura i jego ostre szpony, dobiegł do Zoda, wyrwał z pasa jakiś tajemniczy dekokt i chlusnął nim prosto w jego oczy. - Zapiecze! - przekrzyczał wiatr, a słowa się spełniły. Wojownik pewnie by go zwyzywał, ale odrobina bólu była małą ceną za natychmiastowe odzyskanie wzroku. Alchemik schował się za szerokimi plecami towarzysza i cisnął kolejnym pakunkiem, tym razem pełnym alchemicznego kleju który przytwierdził jednego z jaszczurów do podłoża. Zod poderwał się na nogi, i potężnym pchnięciem posłał jaszczura w odmęty poniżej.

    Jeden z jaszczurzych szamanów, zapewne uczeń Darutheka, zaczął skandować prymitywne zaklęcie, wydłużając inkantację, by opanować szalejącą energię. Z jego dłoni wystrzeliła fala błyskawic zalewając drużynę bólem, osmalając ciało i wypełniając powietrze ozonem.

    Edward w tym samym czasie przyzwał magię którą znał najlepiej - magię teleportacji i pojawił się daleko od zagrożeń. Splótł kolejne zaklęcie, wplatając w nie piękną matematyczną formułę. Nagła eksplozja kryształowych, fizycznych fraktali zalała posadzkę, i ciała jaszczuroludzi, wyrywając w nich powierzchowne rany, ale ponad wszystko utrudniając poruszanie się. Pozbawiony celu kapłan wzniósł modły, regenerując ochronną magię.

    Miotacz błyskawic ostrożnie odsunął się od walczących, wciąż oślepiony przez błyskowy proszek Jina. Jego walczący wręcz towarzysze na oślep znów próbowali dorwać się do Zoda i z niemałym trudem znów obalili go na ziemię. Jin odskoczył od przetaczającej się po ziemi kuli umięśnionych brutali, podbiegł do pirata i profesjonalnym ruchem wypchnął elektryczny oszczep który był w niego wbity od początku walki. Rana zasklepiła się momentalnie. Widząc że sam też jest ranny wyjął z bandoliera fiolkę leczniczego naparu i wypił go szybkim haustem.

    Pirat zrepozycjonował się, spróbował obalić kolejnego jaszczura, lecz bez efektu. Furia wypełniała od kilku chwil jego serce i teraz pozwolił jej znaleźć ujście. Zmienił się w tornado ostrzy i pięści. Leżący już od kilku dłuższych chwil berserker dorobił się ziejących dziur w jamie brzusznej i klatce piersiowej. Mimo tego walczył, pchany gniewem, nadnaturalną magią i czystą nienawiścią do gładkoskórych. Kolejny jaszczur dorobił się głębokiego cięcia ramienia, niemal do kości, oraz pchnięcia które niemalże połączyło klatkę piersiową z światem zewnętrznym.

    Szaman błyskawic przyzwał kolejną falę elektryczności, która zalała drużynę. Najgorzej oberwał Jin, który gdyby nie ciągły dopływ świeżych dekoktów pewnie szedłby właśnie na sąd u Pharasmy. Mag obrócił pierścień na swoim palcu, ponownie przyzwał magię teleportacji i przeniósł Zoda w bezpośrednie sąsiedztwo elektrycznego zagrożenia. Diablę nie patyczkował się, tylko złapał cherlawego w porównaniu do siebie czaromiota, podniósł go i cisnął poza lewitującą platformę.

    Jaszczurzy kapłan wykorzystał to że atencja maga była gdzie indziej i posłał lodową strzałkę, która co prawda trafiła, jednak rana nie była poważna.

    Obaleni jaszczurzy wojownicy starali się odpowiedzieć na serię ciosów Amosa, jednak poza powierzchownym draśnięciem nie zdziałali nic więcej. Zalety bycia na wyższym poziomie elewacji. Pirat szybko wyprowadził kolejną serię ciosów, przecinając przy tym więzadła kolanowe ostatniego stojącego w pobliżu jaszczuroludzia i zapewniając sobie dominację.

    Daruthek pojawił się nagle w powietrzu i kopiując Edward sprzed kilku sekund, starał się wyrwać powietrze z płuc maga. Ten jednak na to nie pozwolił, przejmując kontrolę nad tym żywiołem. Przynajmniej w swoim wnętrzu. Rytuał i wicher wciąż się wzmagał, chociaż wciąż daleko było mu do mocy, z którą szalał przed zniszczeniem połączeń z planami żywiołów. Mag ponownie teleportował Zoda, tym razem w bezpośrednie sąsiedztwo miotacza błyskawic, do bocznego korytarza z którego ten atakował drużynę. Diable zamachnęło się, jaszczur wykonał unik, lecz od samego początku była to finta. Zbrojmistrz pozwolił toporowi uderzyć o ziemię, zaparł się nogami i całym ciałem uderzył w o wiele mniejszego oponenta. Ten poleciał z krzykiem poza krawędź i wpadł do wody.

    Jaszczurzy kapłan podbiegł do ciężko rannego berserkera, przyzwał leczącą magię i zamknął część jego ran. Jaszczur wraz z przypływem sił wykonał cios który rozorał przedramię pirata. Ten utrzymał jednak broń w dłoniach, a trollowa regeneracja zamknęła brzegi cięcia.

    Radzący sobie z sztormowymi wodami bez większego problemu miotacz błyskawic przepłynął spory kawałek, a lewitujący Daruthek zniżył poziom lotu, pomógł towarzyszowi wydostać się z głodnego żywiołu i o wiele wolniej zaczął unosić się w górę.

    Leżący na podłożu gadzi berserker smagnął swoim ogonem po nogach Jina, obalając alchemika na ziemię. Siła ciosu z pewnością złamała podudzie alchemika. Przeklinając odtoczył się w tył, poza zasięg walczących i szybko zmieszał kilka składników, złapał swoje podudzie, ustawił je w “prawidłowej” pozycji i wypił haustem kolejną flaszkę alchemicznych trunków.

    Amos i pobliscy jaszczurzy zbrojni wymieniali się seriami ciosów. Pirat mimo tego że walczył sam, przeciwko de facto trzem wygrywał tą potyczkę. Między brutalną siłą, doświadczeniem i zwyczajnemu braku koordynacji po stronie zimnokrwistych szale zwycięstwa powoli przechylały się w stronę pirata.

    Zod w tym czasie zrepozycjonował się i przeprowadził szarżę w stronę znającego obronną i leczniczą magię kapłana. Ten widząc jak poprzedni sojusznicy spotkali się z wodą poniżej był przygotowany i nie dość że gładko jej uniknął, to miał jeszcze czas przyzwać ochronną magię, bardzo podobną do tej z której korzystał Jin i podciąć ogonem diablę. Zod z głuchym tąpnięciem uderzył o posadzkę, niemalże wypadając poza obrys platformy, niesiony swoim momentum.

    Walczący z falami elektryczny szaman splótł kolejne elektryczne zaklęcie, którym smagnął stojącego powyżej Edwarda. Mag w odpowiedzi przyzwał kolejne kryształowe ziarno, które zalało swoją tnącą mięśnie magią Darutheka i towarzyszącego mu miotacza błyskawic.

    Lider jaszczuroludzi zignorował ból, uniósł się jeszcze wyżej i odstawił miotacza błyskawic na twardą ziemię. Ten natychmiast przyzwał dwie błyskawice i cisnął nimi w Edwarda. Obie trafiły w cel, niemal pozbawiając maga przytomności. Edward padł na ziemię, kryjąc się przed kolejnymi błyskawicami.

    Nekrochemista gładko wyjął z plecaka zrabowany niedawno mistyczny zwój i przyzwał jego moc. Mała czarna kula zmaterializowała się w pobliżu Darutheka i zaczęła wysysać z niego magię, widoczną teraz jako cienisto-elektryczna aura.

    Amos i walczący z nim jaszczuroludzie kontynuowali swoją przewlekającą się już potyczkę. Z niemałym trudem trójka jaszczuroludzi obaliła pirata na ziemię, w nagrodę przyjmując kolejne ciosy. Wszyscy byli na granicy mentalnej i fizycznej. Tyle tylko że pirat nie był sam.

    Diable odtoczyło się od kapłana, który kłapnął paszczą i zadrapał jego ramię. Zod uniósł topór wysoko nad głowę i z całą siłą swoich mięśni wbił go w leżącego w pobliżu gadziego berserkera, w pełni skupionego na Amosie. Ciało łuskoskórego z mokrym mlaśnięciem rozdzieliło się na dwoje, jak pomarańcza rozerwana głodnymi palcami dziecka. Berserker w końcu znieruchomiał.

    Jaszczuroludzie wydali się z siebie bojowy krzyk, może mający na celu obiecać pomszczenie zmarłego, pierwszej ofiary tej walki. Może wyrażający żal. Nie miało to jednak większego znaczenia. Jaszczurzy kapłan próbował jeszcze reanimować swojego towarzysza, Jin i Edward wiedzieli jednak że nie była to magia życia, lecz nekromancja. Okrute zaklęcie mające spętać ducha zmarłego. Własnego towarzysza i przyjaciela. Być może odrobina wahania w gestach, a być może bliskość Zodowego topora, albo niosącej strach magii totemu Jina wystarczały by zaklęcie rozwiało się bezskutecznie.

    Daruthek i miotacz błyskawic desperacko starali się przerwać najsłabsze, czy też raczej, najbardziej ranne ogniwo w drużynie naszych bohaterów. Edwarda. Przyklejony do podłoża mag nie był jednak dużym celem, i zarówno błyskawice, jak i magia Darutheka rozminęły się z celem.

    - Jin! Pomóż! - zawołał mag i w kolejnej chwili teleportował w swoim kierunku medyka. Ten był gotowy. Jedną ręką podał Edwardowi ostatnią leczniczą miksturę, drugą natomiast wykonywał mistyczne gesty w kierunku zwłok zabitego niedawno jaszczuroludzia. - Życie! Śmierć! Odwrócenie! Prędkość! - wyskandował w wysokim smoczym, a zwłoki nabrały nowego nie-życia. Wylewając z siebie wnętrzności podniosły się do pionu i rzuciły w kierunku najbliższego żywego jaszczuroludzia.

    Zod natomiast ponownie skupił się na kapłanie i wyćwiczonymi ruchami, bez większego pośpiechu zagonił go na granicę platformy, po czym zepchnął go w wodę poniżej.

    Miotacz błyskawic zaskrzeczał złowrogo i posłał dwa pociski w Jina. Oba trafiły, obie rany nie były poważne, ale ból wystarczył by nekromanta przeniósł swoją wolę na ułamek sekundy z swojej magii na siebie samego. To wystarczyło by reanimowane zwłoki zachwiały się i padły na ziemię, pozbawione dopływu magii.

    Amos w tym czasie profesjonalnie dobijał leżących pod nogami jaszczuroludzi. Ostatnia dwójka która była na platformie nie miała w starciu z nim większych szans. Byli ciężko ranni, pozbawieni wsparcia swoich towarzyszy, magii kapłana, byli oślepieni, przykuci do podłoża, przerażeni. Równie dobrze mógł walczyć z dwójką dzieci.

    Edward splótł szybkie zaklęcie i teleportował Zoda tuż obok ciskającego błyskawicami jaszczura. Z szerokim uśmiechem skrytym za maską diablę wykonał zamach swym dwuręcznym toporem i wbił go w środek puklerza. Ochronny element ekwipunku pękł na dziesiątki części, topór poszedł dalej wchodząc w przedramię, a odpryski metalu naszpikowały ciało miotacza nowymi ozdobami. Ten zawył boleśnie i rzucił się do ucieczki w głąb korytarza, szybko znikając Zodowi z pola widzenia.

    Nekromanta ponownie skupił się na zwłokach, ponownie zmusił je do poddania się swojej woli, a te ponownie zaatakowały pobliskiego jaszczura. To wystarczyło by dobić kolejnego plemiennego wojownika. Na platformie został już tylko jeden, teraz z poziomu podłogi walczący z Amosem i nieumarłym. Wystarczyło kilka chwil by i on pożegnał się z życiem.

    Zod zignorował uciekającego, zamiast tego wykonał piruet i ciął lewitującego na granicy zasięgu topora Darutheka. Cios rozorał płaszcz który ten nosił i wygenerował na jego ciele świeże, bogato krwawiące, lecz niezbyt poważne, zadrapanie. Edward nie chcąc by miotacz błyskawic mógł wrócić do walki zalał korytarz w głąb którego ten uciekł swoimi kryształowymi fraktalami, efektywnie zmieniając go w morderczą pułapkę. Gdyby ktoś próbował przez niego przejść musiałby poświęcić wiele czasu na wymijanie ostrych kolców. Ten nie był chętny do próbowania swoich sił z tym wyzwaniem i miast tego cisnął kolejnymi burzowymi pociskami w w Zoda. Nie przyniosło to jednak większych efektów, z ranną ręką był wybity z równowagi i choć rzucał celnie, to z małą siłą.

    Mag ponownie teleportował Zoda, niemal na środek platformy. Diablę nigdy nie było dobrym oratorem, nie znał też dobrze smoczego, ale jedno słowo które wykrzyczał niosło w sobie obietnicę. Obietnicę od której serca zimno krwistych zadrżały.

    - NELITHRAL! ŚMIERĆ!

    Jin natomiast szykował coraz to kolejne alchemiczne dekokty i ciskał nimi w stronę Darutheka, wspomagany o wiele silniejszymi ramionami swojego nieumarłego. Do kanonady dołączył też Amos, wyciągając swój pistolet, lecz nikt nie trafił swoimi pociskami.

    Dla większości jaszczuroludzi było to zbyt wiele. Pływający pod platformą skryli się za nią, starając się zniknąć Zodowi z pola widzenia. Miotacz błyskawic dopiero teraz zdał sobie sprawę że w korytarzy w który wbiegł był odcięty, więc z mozołem zaczął przedzierać się w kierunku wody.

    Tylko Daruthek zachował zimną krew. Zaczął skandować mistyczne frazy, wykonywał szerokie zamach rękoma, jakby coś zbierał. Przed jego klatką piersiową w kilka momentów uformowała się kula trzeszczących błyskawic. Z dzikim okrzykiem cisnął nią w Zoda. Słabszy humanoid zmieniłby się w kupkę parującego mięsa, ale diablę było zbyt mocno. Zbyt pełne furii by się poddać. Jego sylwetka zamigotała, gdy Edward ponownie go teleportował w głąb korytarza. W rykiem pchnął oszczepnika trzonkiem topora i wziął szeroki zamach, krzesząc iskry z sklepienia i zasypując siebie i wroga odłamkami kamieni. Jaszczur jednak uniknął ostrza, przebiegł obok Zoda i wskoczył z pluskiem do wody.

    Jin, Zombie i Amos w tym czasie kontynuowali zasypywanie latającego Darutheka pociskami. Ten nie był jednak łatwym celem, między lataniem, porywistymi wiatrami i ochronną magią doznał tylko powierzchownych ran, gdy odrobina kwasu ciśniętego przez nieumarłego dostała się na jego skórę.

    Daruthek zaczął splatać kolejne zaklęcie, ale Edward go ubiegł. Zod nagle zmaterializował się przed arcyszamanem. Diable uczepiło się lewitującego czaromiota, efektywnie rozpraszając zaklęcie nim ten zdążył je dobrze uformować. Jednak czekający poniżej platformy jaszczuroludzie mieli przygotowane kolejne arkana, którymi zasypali swój jedyny cel. Z bolesnym efektem.

    - Jin! Amos! Lina! - krzyknął Edward rzucając wspomniany przedmiot alchemikowi. Ten zgrabnie go złapał, zawiązał na niej węzeł, zmieniając ją w improwizowane lasso. - Podaj to temu humanoidowi! - ryknął na swojego nieumarłego, a ten posłusznie rzucił się sprintem do pirata. Półork przechwycił linę, wykonał nią kilka zamachów i cisnął nią, łapiąc Zoda za nogę. Wraz z nieumarłym szybko zaczęli ściągać walczących w powietrzu.

    Daruthek widząc co się święci dezaktywował swoją magię lotu. Jak kamień spadł w dół wraz z Zodem, zatrzymując się dosłownie metr nad taflą wody. Kolejna fala pocisków zasypała Zoda, jednak jaszczuroludzie bojąc się że trafią swojego lidera w większości spudłowali.

    Do granicy platformy dobieg Edward, który padł tam na ziemię, tak by widzieć walczących. Szybko przyzwał leczniczą magię, zamykając najpoważniejsze rany Zoda. Amos i Zombie wspólnymi siłami zaczęli ciągnąć swój łów w górę. Lina trzeszczała ponad ciężarem szamoczących się zapaśników. Zod powoli wygrywał tą walkę. Był większy. Silniejszy. Bardziej doświadczony w walce wręcz. Daruthek nie chciał się jednak poddać. Desperacko walczył o wyzwolenie i w chwili gdy zdawało się że nic mu już nie pomoże nagły podmuch wiatru cisnął nimi w bok. Diablę stracił chwyt na ułamek sekundy, ale to wystarczyło by głodna grawitacja upomniała się o swoje prawa. Szaman spadł jak kamień do wody, Zod natomiast wystrzelił nagle w górę. Pirat i zombie wciągnęli diablę na platformę.

    - To nie koniec! - wrzasnął Daruthek - Prawdziwe Dzieci Bagien pozbędą się miękkoskórych i zapanują nad tymi ziemiami, jeśli nie teraz, to w przyszłości!
    Po tych słowach zapanował spokój. Gdy bohaterowie zerknęli pod platformę, nie dojrzeli żadnego z jaszczuroludzi. Najwyraźniej gady uciekły w głębiny.

    - Znajdę was i zatłukę jak psy! - odkrzyknął alchemik w nietypowym dla niego wybuchu gniewu. Odpowiedziało mu tylko echo. Zatoczył ręką koło, obejmujące rozbite jaja i odezwał się ponownie, ale już ciszej do towarzyszy - Śmieć poświęcił nienarodzone dzieci. To było źródło jego magii. Musimy go zabić. Nikt nie będzie w Pridon’s Heart bezpieczny póki to… wynaturzenie oddycha.

    - Zbierz jaja. Pokażemy je Dzieciom Bagien. Może podejmą jakieś akcje, ale dziś nam uciekł. Amos, przestawisz platformę, aby była gotowa do wyjścia? Edward, pomożesz?
    - Hmmm?
    Z pomocą towarzysza Zod teleportował się po swój topór, a potem… do północno-wschodniego wyjścia. Nie ufał jaszczurom i to mogła być pułapka. Próba wyjścia w stawie zniszczonej biblioteki i ataku z zaskoczenia. Edward poszedł z nim, w ramach ubezpieczania tyłów. Gdy dotarli nic się jeszcze nie działo, ale nie oznaczało to, że nie zacznie się dziać.
    - W porządku… do roboty…
    Zod odłożył swój topór na bok i zaczął pracować. Zaczął od starych regałów. Kopnięciami rozbijane na mniejsze elementy i wrzucane do wody. Unosiły się jeszcze, ale nie przeszkadzało to mu. Gdy kolejne ciężkie meble na nich lądowały masa je dociskała je głębiej i głębiej. To była ciężka praca. Zod intencjonalnie wybierał to co najcięższe, bo wśród jaszczuroludzi były silne bestie. Musiał to zawalić na tyle gęsto, aby sumaryczna masa nie pozwoliła tego nawet ruszyć. Zawalisko robiło się cięższe i cięższe. Nie tylko regały, ale wszystko co znalazł również w sąsiednich pomieszczeniach, a to wszystko przywalił gruzami, ciężkimi kamieniami co odpadły ze ścian. Zakończył wpychając mniejsze elementy w otwarte przestrzenie i własną masą (ryzykując własną śmieszność skacząc po tej górze) “ubił” to wszystko, na ile się dało. To nie była przeszkoda nie do pokonania… do tego potrzeba by znacznie więcej pracy i materiałów… ale nie dało jej się teraz pokonać w rozsądnym czasie.

    Zwalił się przy ścianie. Zmęczony i przegrzany wysiłkiem.

    - Wybacz, że nie pomogłem… - po raz trzeci przeprosił Edward, czując się mocno niezręcznie, siedząc na stołku, gdy Zod dyszał nosząc te ciężary.
    - Bardzo pomogłeś. Nie musiałem dupy pilnować.

    Wojownik nie zdążył jeszcze złapać oddechu, gdy jego uszu dobiegł ostrzegawczy gwizd Amosa.

    - Towarzystwo - rzucił, gdy wszyscy dołączyli do niego, stojącego na ruchomym podeście, teraz zakotwiczonym na północy - Słyszałem jakieś głosy dochodzące z tunelu na powierzchnię świątyni. Teraz jest cicho, więc przynajmniej nic na nas nie szarżuje.
    Przeczucie pirata potwierdziło się chwilę później, gdy z załomu schodów wyłoniła się samotna jaszczurcza sylwetka. Zod rozpoznał w niej Bashebę, z którą wcześniej miał okazję ćwiczyć.
    Jaszczurzyca spojrzała na bohaterów nieco zaskoczona i rozejrzała się po komnacie z podziwem.
    - A więc przeżyliście? Jeden z łowców widział, jak kilkoro Dzieci pojawiło się znikąd na rzece i odpłynęło.

    - Nie byli wstanie z nami zwyciężyć, więc uciekli. - potwierdził Jin, wziął głębszy oddech i przemówił ponownie, wskazując dłonią małą piramidkę z rozbitych jaj - Mam nadzieję że się mylę, ale Daruthek poświęcił pisklęta by karmić swoją magię. Mam nadzieję tylko że nie były wasze.
    Basheba podążyła wzrokiem w kierunku ponurej pamiątki rytuału i zamarła. Ciężko było odczytać emocje z gadziej twarzy, ale zaciśnięte pięści i szczęki, z drżącą lekko wargą, dawały dość, by zrozumieć, że nadzieja Jina była płonna.
    - Kolejne kłamstwo… - powiedziała z wielkim trudem - Miał sprawić, że nowe pokolenie będzie potężne, obdarzone mocą… A teraz, nie będzie go w ogóle, nie będzie Dzieci - przygarbiła się, jakby przygniótł ją ogromny ciężar.

    - Didi borot…eba. Wielkie zło - mówił Zod powoli, próbując swoich sił w smoczym, nieco napędzany nową pewnością, której nieco nabrał od kiedy przybyli do Dzieci Bagien. - Dziecio… zabójca…. za to zapłaci w swoim czasie. Jeśli nie z naszych rąk, to z tamtych? Innych… innych rąk. Nikt z nas dziś nie wygrał, ale przynajmniej też nie on. Przyjmij moje współczucie i żal…
    Jaszczurzyca pokiwała apatycznie głową, cicho przyjmując słowa Zoda.
    - Muszę powiadomić wodza - po dłuższej chwili odezwała się nieobecnym głosem, po czym obróciła się i powolnym krokiem ruszyła w górę schodów.
    Zod patrzył jeszcze chwilę za odchodzącą jaszczurzycą.
    - Edward, Jin… potwierdzicie, że to jaja były źródłem mocy? Wolałbym nie ryzykować, że jakiś kryształ w platformie jest tutaj kluczowy i on jeszcze nam wróci i zacznie od zera.
    - Sprawdzę to… - przytaknął czarodziej i zabrał się do pracy…
    - Niemal na pewno. - potwierdził nekromanta, ale dołączył do maga. Sam rytuał był fascynujący i warto było go przeanalizować. Tym bardziej że w bandolierze miał jedno ze źródeł energii.

    Rozgrywka pathfinder spheres of power golarion

  • Gniew Burzy
    ZaalaosZ Zaalaos

    Znaleźli to czego szukali, jednak Jin odczuwał wewnętrzny niepokój. To wszystko było zbyt łatwe. Strażnicy w tej części ruin ledwie stanowili wyzwanie, a jednocześnie byli na tyle niebezpieczni i byli na tyle blisko jaszczuroludzi że ci dawno powinni ich wyeliminować dla własnego bezpieczeństwa. Coś tu śmierdziało. I możliwe że nie były to zwłoki jego nieumarłego sługi, który w swoim pozbawionym inteligencji automatyzmie tłukł na proszek pozostałości po elektrycznych wężach.
    - Dość. - warknął Jin, odcinając dopływ nekrotycznej energii, a troll momentalnie zmienił się z groźnego nieumarłego w zwykłe zwłoki. Szybko wchłonął jego ciało i obrócił się do towarzyszy.
    - Mam złe przeczucia. Ale myślę że mogę zwiększyć istotnie nasze szanse, potrzebowałbym jednak większości zdobytych przez nas metali szlachetnych. Srebro w pewnych konfiguracjach ma zdolność zakrzywiania i niwelowania magii, gdybyście dali mi kilka godzin, z pomocą Edwarda, mógłbym przygotować kilka ochronnych amuletów. W tym czasie moglibyście dać odpoczynek zmarłym.
    Jin odczekał chwilę dając towarzyszom szansę na odniesienie się do jego słów, nim ruszył w kierunku pomieszczenia w którym wcześniej panowała mordercza roślina. Potrzebował czasu i przestrzeni.


    Początkowym etapem było przygotowanie stosownych wzorów. Po analizie magii którą do tej pory prezentowali jaszczuroludzie doszedł do wniosku że użycie czegoś o prostym, lecz solidnym geometrycznym wzorze będzie odpowiednie. Wedle prac najtęższych umysłów świata najlepszym wzorem byłby wiecznie zapętlający się, spiralny fraktal, ale to była czysta teoria, niemożliwa do przygotowania w warunkach i ograniczeniach planu materialnego. Ale nie oznaczało to że nie powinien spróbować się do niego zbliżyć.

    Kolejnym etapem było przetopienie samego kruszcu i przygotowanie odlewów. Te ostatnie nie były trudne. Drogocenne figurki które niedawno zdobyli były wykonane z dobrej jakości gliny. Starczyło je potłuc, sproszkować i podlać odrobiną wody. Sam kruszec stopił w moździerzu, nad palnikiem z alchemicznym ogniem, po czym zaczął wypełniać przygotowane formy, uzyskując pożądane kształty.


    Jego pierwszy amulet był całkowicie bezużyteczny. Próbował przepuścić przez niego nekrotyczną magię, ale skończyło się to natychmiastowym zczernieniem srebra, a chwilę później metal zwinął się w sobie jak wysuszony kwiat.

    Drugi poradził sobie trochę lepiej. Wytrzymał kilka sekund pod strumieniem energii, nim zaczął puchnąć i wybrzuszać się, po czym powietrze wypełnił niepokojący dźwięk, podobny do tego jaki wydaje strzała w locie. Sekundę później Jin poczuł jak świeża krew spływa mu po policzku.

    Kolejne nie były lepsze


    Po dwóch godzinach pracy Jin zaczynał czuć irytację. Wiedział że jego pomysł był trudny w wykonaniu, nie było to też nic z czym nie mógłby sobie poradzić, ale nie miał czasu na przyjemności. Nie miał czasu na trwające miesiące eksperymenty i szukanie odpowiedniego wzoru do magii stosowanej przez Darutheka i jego podkomendnych. Nie wspominając nawet o tym że nie widział tej magii na swoje oczy. Miał podejrzenia, ale równie dobrze mogło się okazać że ten czerpię energię w inny sposób. Nie miał możliwości przygotowania stabilnego…

    Stabilnego? Nie potrzebował niczego stabilnego, wręcz przeciwnie. Potrzebował czegoś co mogło się adaptować do różnych magicznych energii, czegoś delikatnego i efemerycznego, co wygnie się lecz nie złamie. Nie musiał blokować magii całkowicie. Starczyło że “wygnie” jej cel, "przesunie" ognisko lub “wypaczy” język na bazie którego działała. Bo magia ostatecznie była tylko kolejnym językiem, a Jin znał ich wiele.


    Jego ostateczny projekt był elegancki w swojej prostocie. Seria kwadratów zawieszonych jeden w w drugim na cienkich niciach. Zewnętrzny obrys stanowił soczewkę, skupiającą magię. W zależności od rodzaju magii która będzie przepływać w jego wnętrzu stosowne nici powinny się skrócić, lub wydłużyć, przesuwając wewnętrzne kwadraty, tak aby te przeciągały punkt efektorowy zaklęcia w przestrzeń w pewnej odległości od użytkownika. Oczywiście każde zaklęcie sprawi że materiał będzie poddawany naprężeniom, aż ostatecznie pęknie, jak drut który po kilkunastu zgięciach staje się delikatny. Ale to nie był duży problem. Zwyczajnie będzie musiał pęknięty fragment na nowy.

    Dodatkowo do srebra z którego wykonany był wewnętrzny kwadrat dołączył sproszkowane perły, znane z swoich oczyszczających właściwości. Nawet jeśli magia nie zostanie przesunięta daleko, to mogła zostać rozłożona na swoje czynniki pierwotne, surową energię, która nie chciała niczego bardziej jak rozproszenia się w dostępnym medium. A powietrze miało niemal nieograniczone możliwości kumulowania energii.

    Przynajmniej taka była teoria.


    Po przygotowaniu ochronnych amuletów, Jin poświęcił swój czas na uzupełnienie zapasów materiałów wybuchowych. Przygotował nowe granaty, modyfikując nieco recepturę. Dodał sproszkowany magnez i krztynę wyciągu z korzenia mandragory, ekspotencjalnie zwiększając głośność i jasność eksplozji. Wystarczająco by kogoś nieprzygotowanego pozbawić słuchu i wzroku na kilkanaście sekund.
    Resztki przetopionego srebra sproszkował i dodał do kilku z tych granatów, wyrywając na osłonkach runy w smoczym “Magia. Koniec. Kontrola.” - głosiły, a Jin czuł jak od samego trzymania ich w dłoniach jego źródło nekrotycznej energii zamiera w bezruchu. Kolejne narzędzie do walki z magiem.

    Usatysfakcjonowany ruszył do towarzyszy, w równym stopniu z niecierpliwością jak i niepokojem. Czuł że to może być koniec ich podróży. W ten czy inny sposób.

    Rozgrywka pathfinder spheres of power golarion

  • Gniew Burzy
    ZaalaosZ Zaalaos

    Na twarzy nekrochemisty pojawiło się wyraźne niezadowolenie gdy tylko walka się skończyła. Jego alchemiczne granaty po raz kolejny zawiodły. O tyle o ile lód powodował spore uszkodzenia w podmiotach, to nie był wstanie uzyskać pożądanego spadku metabolizmu i wtórnego do tego spowolnienia prędkości poruszania się. Może zwyczajnie używał za mało reagentów? Będzie musiał poeksperymentować w wolnej chwili. Na czymś nieco lepszym niż skrzynki które były ostatnim celem.

    Z rozmyślań wyrwał go Zod.
    - Wszyscy są cali? Oh nie… Jin, nie wiem jak ci to powiedzieć, ale twój ulubieniec chyba… jest martwy…
    - Taki był zamysł wykorzystania go i jego poświęcenie zostanie zapamiętane. Pozwól że obejrzę twoje rany. - odpowiedział i szybko zbliżył się do wojownika. Pobieżne oględziny potwierdziły że trollowy wywar działał, na oczach nekromanty siniaki zadane przez roślinę bladły i się wchłaniały, ale z mniejszą prędkością niż powinny. Widać trollowy wywar przestawał działać, więc szybko przygotował kolejny, z wcześniej zabezpieczonych substancji.
    - Wypij szybkim haustem. Ostrzegam że będzie paskudny, nie próbuj trzymać go długo w ustach. - ostrzegł i przeszedł do kolejnego rannego.
    - Amos, pozwól że obejrzę twoje obrażenia. - zwrócił się do pirata. I tutaj był zadowolony z efektów, tkanki były niemal nienaruszone, ale po charakterystycznym łupaniu z tyłu swojej głowy czuł że była to w równym stopniu zasługa jego mikstur jak i jego magii. - Tobie też się przyda kolejna mikstura, proszę. - zwrócił się do woja, wciskając mu w dłonie kolejny wywar.

    Ostatnim poszkodowanym był troll. Jin obejrzał zwłoki uczynione już ostatecznie martwymi i westchnął. Zombie były mało wydajnymi sługami. Będzie musiał zdobyć coś lepszego, ale to może poczekać. Szybkimi ruchami zaopatrzył pękającą od zgnilizny skórę wciąż "aktywnego" nieumarłego i spojrzał na towarzyszy.
    - Ruszamy?

    Rozgrywka pathfinder spheres of power golarion

  • Gniew Burzy
    ZaalaosZ Zaalaos

    Zod pokochał swoją maskę z odnowioną siłą. Miał nadzieję, że już nigdy nie będzie zmuszony jej zdjąć w czyjejś obecności. Jak kiedyś fundusze zbierze, to może udałoby się zapłacić komuś za jakiegoś rodzaju iluzję?

    Szedł pierwszy, zaraz przed Amosem. Ze swoim ogrzym toporem w dłoniach, tarczą przytwierdzoną w dziwną uprzężą bardziej w okolicach łokcia w sposób który wyglądałby głupio, gdyby już nie udowodnił, że w jego wykonaniu to działa i odziany w pełen pancerz płytowy, zdarty z nieumarłego rycerza i jego własnymi dłońmi przerobiony by na niego pasował. Był spięty i był gotowy…

    Tuż za wojami podążał Jin, z kamieniem Ioun orbitującym powoli wokół głowy, rzucającym jasny blask na otoczenie. W przeciwieństwie do swoich towarzyszy mrok stanowił dla niego istotne ograniczenie i szczęśliwie jego oczy zauważyły kawałek bladej czaszki wyzierającą spod pnączy.
    - Uważajcie, tutaj są zwłoki. - zawołał cicho, wskazując wyciągniętą dłonią kości.
    Zod przyklęknął odpinając od plecaka jedną z dwóch pochodni które posiadał i rozpalił ją.
    - Jeśli w tej kupce zieleni jest coś niebezpiecznego, albo ta kupka zielenie JEST czymś niebezpiecznym to lepiej tego się pozbyć na własnych warunkach - wyjaśnił, gdy powoli i ostentacyjnie, aby dać drużynie czas go zatrzymać, gdyby ktoś się z nim nie zgadzał, brał zamach by miotnąć pochodnią w stertę zieleni w rogu.
    - Poczekaj! - zawołał Jin i rozejrzał się uważnie, upewniając się że nikt z miejscowych nie postanowił ich śledzić, po czym zbliżył się do towarzyszy i dodał ściszonym głosem - Mogę wysłać w pnącza trolla, tak jak wcześniej poradziliśmy sobie z murdoroślą przy ruinach latarni.
    - Nie wiem czemu lepiej ryzykować trolla zamiast pochodni - Zod wzruszył ramionami gasząc ją - Ale jasne. Jak uważasz.
    - Mam zapas. A są na tyle “duże” że nie jestem wstanie animować obydwu. - odpowiedział Jin, wytrzewiając się obrzydliwie. Troll wypadł z cichym pluśnięciem na podłoże i podniósł się, gotów do spełniania zachcianek swego pana. Komenda była prosta.
    - Przedrzyj się przez te pnącza.

    Odprowadzany spojrzeniami drużyny, zombiak ruszył chwiejnym krokiem w stronę sterty roślinności wyglądającej niczym spora pryzma kompostu. Zgodnie z poleceniem Jina, niemal w nią wszedł, próbując wcisnąć się w zieloną gęstwinę - w tym właśnie momencie podejrzenia Zoda w pełni się potwierdziły. Nagle z pryzmy wystrzeliło grube pnącze, owijając się wokół niewielkiego ciałka i ściskając je tak mocno, że nawet z odległości paru metrów słychać było trzask kości. Cała ta sterta podniosła się powoli na przypominających pniaki nogach, sięgając na niemal dziesięć stóp wzrostu sylwetki składającej się tylko z roślin - nie było to żadne przebranie, a rzeczywiste ciało tego stwora. Jin i Edward rozpoznali w nim tutejszą odmianę wędrownego gnilca - mobilnej, mięsożernej i dość inteligentnej rośliny, gustującej w mięsie humanoidów.

    text alternatywny

    Stwór nie wydawał z siebie żadnego odgłosu poza szelestem pnącz, z moderczą siłą zgniatając trollowego zombiaka - najwyraźniej fakt, że to mięso jest już nieco nieświeże, wcale mu nie przeszkadzało.

    Rozgrywka pathfinder spheres of power golarion

  • Gniew Burzy
    ZaalaosZ Zaalaos

    Jaszczuroludzie, którzy ze zdziwieniem oraz rosnącą irytacją oglądali pantomimę Amosa, podskoczyli nagle, słysząc zrozumiałą dla nich mowę. Podczas gdy jeden wciąż celował włóczną w Amosa, pozostali dwaj obrócili się w stronę nadchodzących bohaterów.
    - Kim jesteście? - warknął nieco głośniej ten, który próbował dogadać się z półorkiem - To teren Dzieci Bagien, odejdźcie stąd! -
    - Przyszliśmy pertraktować. Chcemy abyście zakończyli ataki na nasze osady. - odpowiedział Jin w smoczym, wyraźnie zaskoczony brakiem natychmiastowego ataku przez jaszczuroludzi.
    Amos przesunął się dyskretnie na nieco lepszą pozycję korzystając z nagłego zamieszania.
    Strażnik przyglądał się Jinowi przez chwilę, po czym syknął na jednego z towarzyszy, gestem głowy wskazując na świątynię. Jaszczuroludź obrócił się na pięcie i ruszył w głąb ruin.
    - Powiadomi przywódczynię klanu, ona zdecyduje - stwierdził jeden z pozostałych, gdy obaj opuszczali włócznie, wciąż jednak pozostając w widocznym stanie napięcia - Jeśli się zgodzi, oddacie swoją broń przed spotkaniem z nią. Klan nie zaatakuje gości pierwszy -
    - Mam mieszane uczucia co do waszych słów. Za każdym razem jak napotykaliśmy waszych pobratymców byliśmy atakowani, bez szans na dialog.
    - Co oni mówią? - zapytał Zod spod maski, słysząc tyle, że nie są to okrzyki bojowe.
    - Nie abyśmy byli w stanie walczyć z całym klanem bez nawet choćby elementu zaskoczenia… - burknął, gdy Jin mu wyjaśnił - Ale to wciąż pozostaje najlepsza opcja.
    - Kwestia perspektywy. - mruknął cicho alchemik, wyraźnie coś kalkulując - Gdyby znaleźć się w wąskim gardle, miejscu gdzie przewaga liczebna nie ma większego znaczenia, z pomocą moich… pomocników i nieograniczonym dostępem do świeżego materiału moglibyśmy im dać radę. Liczę oczywiście na to że do tego nie dojdzie.
    - Ziemia pełna jest zdolnych wojowników co przeceniali swoje zdolności. Nie mam twojej wiary byśmy nawet w doskonałych dla nas warunkach mieli szanse jak plemię przeciw nam stanie.

    Jaszczuroludź wyszczerzył zęby i zacisnął szpony na włóczni. Gest wyglądał groźnie, ale Edward rozpoznał w nim równie dużo złości, co bólu.
    - Plemię nie zawsze mówi jednym głosem - warknął - Miękkoskórzy zza morza chcą nam zabrać ziemie, zniszczyć jaja - dodał, ale już bez przekonania. Obaj uczeni wiedzieli, że jaszczuroludzie wykazywali się wielką opiekuńczością w stosunku do swoich jaj – ich niszczenie było traktowane jako potworna zbrodnia.
    Jin rozłożył powoli ręce, ukazując że nic w nich nie ma.
    - Czy gdybyśmy chcieli zniszczyć wasze jaja przybylibyśmy tutaj w kilku, i zaanonsowali swoje przybycie? Czy gdybyśmy chcieli zabrać wasze ziemie rozmawialibyśmy o naszych animozjach spokojnie, w strudze deszczu, miast wysłać tutaj zbrojne hufce? Tam skąd pochodzę jest dość miękkoskórych by każdy zrywając jeden liść ogołocił dżunglę do czysta. - Jin przywołał na swoją wykrzywioną nekromancją twarz najbardziej łagodny wyraz jaki był wstanie - Nie chcemy przelewu krwi, chcemy współpracy. Song’O już czerpią zyski, mają nowe ostrza, wykonane z stali która nie ulegnie skórze młotogona. Ich ranni zostali uzdrowieni moją wiedzą i umiejętnościami. I wy możecie z tego korzystać.
    - Czy jesteś w stanie schować nam broń i wyrzygać ją gdy sprawa zrobi się gorąca, czy potrafisz to tylko ze swoimi zdechlakami? - Amos zwrócił sie do Jina dyskretnie.
    - Tylko z moimi nieumarłymi. Chociaż… jak debilnie by to nie brzmiało to jeśli naszpikujemy zwłoki żelazem przed, to mógłbym je potem wypluć z metalem sterczącym z ciała. Ale teraz na to już za późno. - odparł półgębkiem nekrochemista.
    - Mówca Bagien ostrzegał, że miękkoskórzy lubią gadać - stwierdził strażnik - A ich słowa niosą same kłamstwa - chciał powiedzieć coś więcej, ale przerwały mu kroki dochodzące z wnętrza świątyni.
    Potężne wrota z ciemnego kamienia otworzyły się na oścież, ukazując drużynie imponującą nawę główną świątyni, ciągnącą się przez połowę długości budynku, aż do okrągłego podestu z zielonkawej skały, wyglądającego niczym podstawa fontanny. Za nim stała kolejna para wrót, zaś po bokach nawa rozgałęziała się na węższe korytarze. Wszystko było dobrze widoczne, gdyż jak się okazało, ta część świątyni była kompletnie pozbawiona jakiegokolwiek dachu, i to nie wskutek powolnego popadania w ruinę. Był to najpewniej celowy zabieg jej budowniczych - coś, czego w sumie można się było spodziewać po wyznawcach Gozreha.
    Główną nawą przyszła do nich trójka jaszczuroludzi - znajomy im strażnik, wciąż ściskający włócznię, oraz dwoje nieuzbrojonych.
    - Szefowa Shathva zgadza się z wami porozmawiać, miękkoskórzy. Oferuje wam gościnę, o ile zgodzicie się złożyć broń i przysiąc, że nie jesteście wrogami Dzieci Bagien - powiedział jeden z nich, tym razem łamanym polyglotem.
    Przyglądając się pomieszczeniu przed nimi, Amos dostrzegł nietypowy błysk na ścianach - skupiając wzrok, dostrzegł, że wyrysowano na nich ledwo widoczną runę, z pewnością nie dzieło twórców świątyni. Delikatny blask sugerował też, że nie jest to zwyczajny malunek.
    Jin zaczął tłumaczyć słowa skórołuskich, odpiął od pasa sztylety i teatralnie położył je na nieco wyższym fragmencie budowli. Następnie oparł o ścianę kostur, ale nie opróżnił bandoleria ze swoich alchemicznych wyrobów, ani nie odpiął sakwy z medycznymi narzędziami. Spojrzał na towarzyszy.
    - Tylko ja i Edward mówimy w smoczym, pozwólcie mi pertraktować. W razie czego… chwilę wytrzymam sam. - powiedział cicho w wspólnym, klepiąc się znacząco po brzuchu, po czym obrócił się do jaszczuroludzi.
    - Nie jestem wam wrogiem. - obiecał alchemik i postąpił krok do przodu, po czym zatrzymał się, czekając na przyzwolenie by iść dalej.
    - Dziękujemy… - odpowiedział Zod obracając wielki topór głowicą do dołu i trzymając go jednorącz bardzo słabym chwytem, aby nie sprowokować choćby agresywnej myśli, wręczył go jednemu z jaszczurów.
    - Nie jesteśmy waszymi wrogami.
    Amos również zdjął topór i szablę, które również podał strażnikowi. Jednak w odróżnieniu od diabelstwa, mina półorka wyrażała jedynie “dotknij je w niewłaściwy sposób, a rozerwę cię na strzępy”. Odwrócił się do maga mówiąc:
    - Edziu, rzucisz okiem na to błyszczące gówno tam na ścianie? -
    Edward wyglądał na nieco zawiedzionego tym że Jin chce pertraktować samemu, nieco się zasmucił ale się nie przeciwstawiał. Po pytaniu Amosa spojrzał w miejsce które ten mu wskazał.
    -A to? To tylko jakaś magiczna pułapka.. nie jestem pewien jaka..
    Powiedział, przyglądając się jej po czym jak gdyby nigdy nic oddał swój kostur, tak jak reszta drużyny. Na wszelki wypadek oddał im też Terbutje.
    - Pułapka? - mruknął Jin skupiając wzrok na symbolach wskazanych przez Amosa i Edwarda. W myślach przeanalizował kształt runy, najbardziej prawdopodobny system aktywacji i to co zostało wykorzystane do jego namalowania. - Proponuję być w gotowości. Zaraz wypytam naszych gospodarzy.

    - Tak witacie swoich gości? - odezwał się w smoczym, wskazując teraz już wyraźny symbol na ścianie - Pułapką na wejściu? Znam tą magię. Gniew Burzy skupiony w prostym symbolu.
    Jaszczuroludzie, już nieco zaskoczeni tym, że Edward podał im broń wyraźnie należącą do kogoś z plemienia, spojrzeli zdziwieni na Jina.
    - O czym ty mówisz, miękkoskóry? - prowadzący ich spojrzał na symbol - To nie pułapka, nie zraniła nikogo z plemienia. Mówca Bagien mówił, że ten znak oznacza nowy dom Dzieci Bagien - strażnik brzmiał zupełnie szczerze, jakby nie miał pojęcia o przeznaczeniu symbolu.
    - Wasz Mówca nie mówi wam całej prawdy. - odparł alchemik - Nie przestąpię przed tym symbolem, ale… Czy próbowaliście przeprowadzić tędy jakieś ciepłokrwiste zwierzęta?
    - Ciepłokrwiste? - jaszczuroludź wydawał się nie do końca rozumieć to słowo - Łowcy wracają tędy z upolowaną zwierzyną - powiedział w końcu - Jeśli boicie się świątyni, pójdziecie z nami zaroślami -
    - Możemy tak zrobić. - kiwnął głową Jin w zgodzie - Ale spróbujcie tędy coś przeprowadzić żywego, z ciepłą krwią. Ptaka, dużego ssaka. Dla własnej ciekawości. Nie strach mną kieruje, lecz rozwaga.
    - Mówią że to nie pułapka, tylko symbol oznaczający ich nowy dom. Narysowany przez naszego ulubionego Mówcę Bagien. - nekromanta streścił wymianę zdań towarzyszom którzy tego wymagali - Podejrzewam że aktywuje się gdy przechodzi tędy coś co jest żywe i stałocieplne. Może jest tymczasowo wyłączona. Albo mogą nosić jakiś mały talizman, typowy dla ich kultury który ją deaktywuje. Zgodzili się poprowadzić nas inną ścieżką, zarzucając przy tym strach.
    - Możliwe też, że mają jakiś symbol, czy tatuaż? Uff… - Zod westchnął i wyprostował się - Wasz Mówca je narysował? - skierował pytanie, dzieląc nieco wyraźniej słowa, do jaszczura co rozumiał wspólny. - Szybkie kroki swoich nieco osłabłych stóp skierował prosto pod pułapkę i gdy tylko minął runę, nagle rozległ głośny trzask, a w wojownika uderzyła błyskawica, ogłuszając i oślepiając wszystkich wokół. Gdy zmysły zaczęły wracać, zobaczyli Zoda stojącego dalej w tym samym miejscu. Posadzka wokół jego stóp była poczerniała, a pancerza unosiły się smużki dymu.

    Nie trzeba było być znawcą gadziej fizjonomii, by odczytać szok i niedowierzanie na twarzach jaszczuroludzi. Ci dźwigający bronie bohaterów upuścili je zaskoczeni, a strażnicy po chwili wahania znów przyjęli pozycje obronne, nie wiedząc, co się za chwilę wydarzy.

    Pochylony, osmalony Zod dał sobie chwilę by ból krążący w jego mięśniach i kościach złagodniał na tyle by jego pogłos nie odbił się w jego słowach. Ze stęknięciem wyprostował plecy, zgarbione bólem uderzenia błyskawicy.
    - Ał… nie mamy tu wątpliwości, że to ten symbol zrobił a nie ja sam się poraziłem, prawda? - zapytal jaszczuroluda, co wykazał się wcześniej pewną znajomością wspólnego - To jest coś co bym chciał abyś opowiedział waszej przywódczyni. Wszystko precyzyjnie tak jak to widziałeś i tylko tak jak to widziałeś…

    Jin powtórzył słowa swojego towarzysza w smoczym, po czym dodał na koniec.
    - Tak jak was ostrzegałem. Rudymentarna magia, ale mnie poprowadźcie proszę inną ścieżką. Nie mam tak grubej skóry jak mój przyjaciel.

    Rozgrywka pathfinder spheres of power golarion

  • Gniew Burzy
    ZaalaosZ Zaalaos

    Nekromanta uśmiechnął się ciepło do najbliższego niziołka. Mogło to wyglądać co najmniej niepokojąco, teraz gdy tak niedawno korzystał z nekrotycznej energii. Wiedział jak wygląda jego twarz - jak kawał obrzękniętego, czerwonego mięsa i wiedział że osoba znająca się na magii w kilka chwili zidentyfikowałaby co jest specjalnością Jina, ale… nie miał lepszej alternatywy. Próba zakrycia twarzy skończyłaby się na niczym, a sam mały lud powinien za nim przepadać dzięki pomocy którą zaoferował Mudhuziemu.

    -Przybywamy by rozprawić się z jaszczuroludami, które tak brutalnie potraktowały waszych pobratymców. Nie spędzimy tutaj wiele czasu, odetchniemy tylko przed dalszą drogą. - odezwał się w polyglot, najpopularniejszym języku tej dżungli - Chcielibyśmy wymienić dobra i usługi, nim ruszymy dalej. - dodał, powoli odpinając od pasa dwa ostrza. Jedno było solidnym sztyletem, wykonanym bez polotu, ale z pewnością utylitarnym, drugie natomiast miało krawędź pokrytą srebrem i było z pewnością dziełem mistrza. - Nie potrzebuję tych broni, stal jest dobra, nie stępi się szybko. To natomiast ma siłę zadać ranę nawet diabłowi, jeśli jakiś trafi w wasze wnyki, ale i z zwykłymi istotami poradzi sobie doskonale. - powiedział, zachwalając towar - Sam potrzebuję ziół i mikstur chroniących przed burzą. Oferuję też moją wiedzę medyczną. W odległej krainie jestem słynnym… znachorem, nie ma wielu chorób które oprą się moim ziołom i nalewkom. Nie będę jednak obiecywał cudu. Jeśli uznam że jakaś choroba jest poza moim zakresem możliwości powiem to uczciwie i nie pobiorę opłaty.
    Jego rozmówca - krzepki niziołek w średnim wieku, z zaplecionymi w warkoczyki włosami i pokrytej tatuażami skórze - przyjrzał się uważnie obu nożom. Sięgnął do jednego z ostrzy, palcem badając krawędź.
    -Dobry miecz, ostry. Ale trzeba sadzą pokryć, za bardzo się błyszczy - skomentował obojętnie, ale gdy usłyszał kolejną ofertę, wyraźnie się zainteresował - Znachor? Zaahku umie leczyć, ale jest stara i nie ma tyle sił do pracy. Poradzisz sobie z błotną gorączką? - zapytał z nadzieją.
    -Zobaczę najpierw chorych. Jeśli ktoś jest jedną nogą w drodze na sąd Pharasmy nie, ale jeśli tli się w nich dość siły dam radę. - odparł pewnie, szykując już swoje medyczne narzędzia.
    Łowca Song’O poprowadził alchemika do stojącej na uboczu chaty, która najwyraźniej służyła wiosce za lazaret. Gramoląc się do środka przez maleńkie drzwi, wszak niziołki nie próbowały nawet dostosować swoich domostw do większych ras, Jin zobaczył czwórkę chorych, leżących na prowizorycznych posłaniach (tutejsi zwykli spać w hamakach) w ewidentnej malignie. Szybki rzut oka pozwolił mu ocenić, że ich życiu nie zagraża bezpośrednie niebezpieczeństwo, lecz bez odpowiedniej pomocy lekarskiej w tych warunkach istnieje duża szansa, że jeszcze kilkanaście dni takiego gorączkowania może doprowadzić ich organizmy do kompletnego wycieńczenia.
    -Możesz im pomóc? - ponowił pytanie niziołek. Starał się nawet nie patrzeć na chorych.
    -Tak. Będę potrzebował miejsca na rozstawienie swojej aparatury i najczystszej wody jaką macie. Nie wchodźcie w trakcie jak robię swoje, będę potrzebował spokoju. - odparł pewnie Jin, szykując już odpowiednie substancje.

    Gdy tylko łowca opuścił pomieszczenie Jin zabrał się za zbadanie rannych. Wszyscy nosili ślady licznych otarć, to akurat im nie zagrażało, ale również głębokich ran, zadanych przez coś o bardzo ostrych zębach. Tkanki były niemal wrzące w dotyku, opuchnięte i nawet najlżejszy dotyk wydzierał jęki bólu z gardeł rannych. Do tego dochodził ewidentny brak przytomności, niziołki nie były wstanie odpowiedzieć na żadne pytania, ograniczając się do pojedynczych jęków.

    Na korzyść niziołków przemawiało to że rany ewidentnie były wcześniej opracowane. Jin widział podobne efekty na dziale arkanofizjologii stosowanej, gdzie lecznicza energia rewitalizowała tkanki, ale nie był to czyn delikatny. Magia była niezwykle potężna ale mało precyzyjna, i tutaj widział to samo. Połacie mięsa żywego, jakby świeżo zranionego, przemieszane z tkankami w gorszym stanie. Ale nie wszystko było stracone.

    Jin wyjął swoje chirurgiczne narzędzia, wypaliłje nad odkorkowaną butelką alchemicznego ognia i zostawił by ostygły. W tym samym czasie rozstawił alchemiczną aparaturę i ostrożnie odmierzając dawki zaczął mieszać różne zioła, ostatecznie zyskując nalewkę o ciemnobrunatnym zabarwieniu. Wmusił w każdego niziołka po kilka łyków, a po kolejnych minutach w pomieszczeniu zapadła wreszcie błogosławiona cisza. Mak miał potężne właściwości przeciwbólowe, z których teraz postanowił skorzystać.

    Kolejnym krokiem było zabezpieczenie ran. Jin dokładnie je umył za pomocą dostarczonej przez niziołka i wygotowanej przez niego wody, opracował te fragmenty które zaczynały gnić, choć na obronę tutejszych nie było ich wiele, i zszył je tam gdzie było to możliwe, a tam gdzie braki tkanek były zbyt wielkie posłużył się mieszaniną trollowej krwi, żywokostu i krwawnika. Ciało stymulowane tą alchemiczną mieszanką szybko zaczęło się zasklepiać, ale Jin wiedział że niziołki do końca swoich dni będą nosiły wyraźnie przebarwione blizny.

    Największym problemem była gorączka. Alchemik wiedział że niziołki będa potrzebowały wielu dni intensywnego nadzoru, ale nie był pewien czy będzie wstanie go im zaoferować. Jeden z jego kolegów miał ciekawy pomysł, mianowicie twierdził że rany, a potem wtórnie do nich cały organizm wpada w gorączkę z powodu działalności malutkich, mniejszych niż ziarno najmniejszego piasku, istot które atakowały i żywiły się uszkodzonymi tkankami. Niestety coś tak małego było trudne, jeśli w ogóle możliwe do zaobserwowania i teoria ta utknęła w martwym punkcie. Ostatnio podobno pracował z magami specjalizującymi się w magii światła i iluzjii, w celu stworzenia urządzenia które powiększałoby obraz podłożony pod jego spód. Jak teleskop, ale do małych rzeczy bardzo blisko, a nie bardzo dużych, bardzo daleko. Niestety były to tylko na chwilę obecną tylko akademickie rozważania.

    Zamiast tego alchemik sięgnął po zagęszczony wyciąg z kory brzozy, lawendy, oraz kwiatów bobowca. Z jego doświadczenia mieszanka ta pomagała w walce z gorączką. Napoił niziołki kolejna porcją gorzkiego naparu, po czym przygotował okłady, na bazie mrożących granatów z których korzystał już w przeszłości, drastycznie zmniejszając prędkość reakcji.

    Miedziane osłonki po aktywacji szybko robiły się zimne, ale nie lodowate i po umieszczeniu ich pod pachami, oraz w pachwinach, gdzie przebiegały powierzchownie naczynia krwionośne tłoczące znaczną ilość krwi, dość szybko zaczął ochładzać ich ciała.

    Wyglądało na to że zrobił wszystko co mógł w chwili obecnej… Pytanie tylko czy to wystarczy? Z tymi myślami wyszedł na zewnątrz, a zaniepokojony łowca patrzył na niego z pytaniem w oczach.

    -Mają dużą szansę. - stwierdził Jin - Zostawię wam moje leki i opiszę dokładnie co macie robić. Macie kogoś kto umie czytać? - spytał retorycznie, po czym zaczął wciskać niziołkowi w ręce całe naręcze fiolek, zasypując go gradem informacji, co jak i kiedy należy podawać, jaką temperaturę trzeba utrzymywać za pomocą alchemicznych granatów (tutaj Jin podał niziołkowi rtęciowy termometr), jak często zmieniać bandaże, jak je czyścić, jak przygotować wodę, jakie posiłki wciskać w żołądki (jeśli trzeba przemocą), chorych i jak często.

    Widząc że łowcy natłok informacji zaczął mieszać w głowie Jin przerwał wywód.

    -Zapiszę to wszystko i zostawię instrukcje. Zapłacicie jak będę wracał po walce z jaszczuroludziami. Jeśli nie wrócę zapłacicie moim towarzyszom. Jeśli żaden z nas nie wróci zamiast tego poinformujcie proszę Pridons Heart o naszej śmierci, osadę nad morzem z którą Mudhuzi handlował czasami.

    Rozgrywka pathfinder spheres of power golarion

  • Gniew Burzy
    ZaalaosZ Zaalaos

    Czas przed wyruszeniem w drogę i zebraniem drużyny Jin spędził jak zawsze produktywnie. W małym, mocno zabezpieczonym magazynku pozwolił sobie na eksperymentowanie z swoim bezgłowym smoczym sługą. Był wyjątkowo zadowolony z siły i gibkości kości, ale nie chciał w niego inwestować więcej wysiłku, jak wcześniej w trolla z pomocą Zoda. Brak głowy istotnie zmniejszał jego ofensywne możliwości, ale surowy rozmiar i masa były za to niezwykle użyteczne podczas pomocy z generowaniem nowych alchemicznych mikstur. Mielenie nawet najtwardszych i najbardziej opornych materiałów było zwyczajnie trywialne, gdy jeden ścisk szponiastych dłoni rozbijał je na małe fragmenty, idealne do obróbki w moździerzu.

    Jedyną istotną modyfikacją jaką wprowadził w nieumarłego było namalowanie na jego kościach run w kilku pierwotnych językach. Zdecydowanie ułatwi to przyzywanie poszczególnych żywiołów, bez konieczności korzystania z fizycznego medium. Ogień, kwas, elektryczność i zimno istotnie zwiększą uniwersalność nieumarłego w walce z niemal każdym zagrożeniem. Chyba że trafi na potężniejsze ekstraplanarne istoty, ale w takim wypadku… pozostanie mu szybko uciekać.

    W końcu po kilku godzinach wynurzył się z wnętrza magazynu, z świeżymi alchemicznymi formułami w bandolierze i u pasa. Był gotowy do stawienia czoła wyzwaniom nadchodzących dni.


    Powrót do dżungli przyjął z odrobiną znudzenia. Początkowe zauroczenie nowym środowiskiem i nieodkrytymi sekretami ustępowało trudowi życia i pracy w takich warunkach. Brakowało mu komfortu kamiennych komnat, solidnego biurka zawalonego papierami, stołu sekcyjnego i świeżego zapachu formaliny. Na całe szczęście w czasie dotychczasowych eksperymentów opanował sztukę pracy z saletrą amonową i teraz poruszał się w odświeżającym obszarze zimniejszego powietrza, dzieląc się nim z towarzyszami i już mieli rozłożyć obozowisko gdy usłyszeli że są otaczani…

    -Panowie. Oni nas chyba otaczają. Proponuję… w długą! - zawołał Zod.
    Jin pokręcił przecząco głową, wypluwając przy tym zwłoki smokowatego szkieleta.
    -Nie mamy gdzie uciec, dżungla biegnie we wszystkich kierunkach. Stójmy i walczmy, każę mojemu słudze obalać drzewa.

    Rozgrywka pathfinder spheres of power golarion
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy