Równocześnie wydarzyło się kilka rzeczy. Znający arkana magii, bądź obdarzeni boską mocą zaczęli skandować swoje zaklęcia. Jin przyzwał swój niosący strach totem. Jeden z szamanów posłał celną błyskawicę w Amosa, który na moment stracił władzę nad swoimi mięśniami, gdy potężny ładunek przebiegał przez jego nerwy i mięśnie. Edward próbował wyrwać oddech z płuc Darutheka, lecz bez efektu. Zod zaszarżował na jednego z jaszczuroludzi, który w ostatniej chwili uniknął pchnięcia które miało go posłać w odmęty poniżej. Jego towarzysz zaryczał bojowo, wziął rozbieg, zamachnął się swoim dwuręcznym toporem i wbił go po trzonek w Amosa i wyrwał z mokrym mlaśnięciem. Kolejna fala energii spłynęła przez dłonie i metal w pirata, ale tak szybko jak rana się pojawiła, uległa zasklepieniu dzięki nadnaturalnym wywarom Jina.
Ustawiony na flance miotacz błyskawic cisnął siecią jak gladiator i złapał w nią Zoda, przyzwał dwie błyskawice i posłał je w Amosa i Edwarda, efektywnie obu trafiając. Widząc otwarcie zmutowany jaszczur podbiegł do diablęcia, ale wyćwiczony wojownik mimo gęstych sznurów odbił jednym ruchem cios i wbił trzonek topora w miejsce gdzie u humanoidów powinien być splot słoneczny. Kolejny jaszczur obiegł oplątanego, i spróbował go obalić, ale Zod warknął bojowo i nie dość że utrzymał równowagę, to jeszcze skorzystał z okazji i zadał brutalny cios. Gdy dwóch mocarzy było związanych próbą sił kapłan jaszczuroludzi wyskandował krótkie zaklęcie, napełniając swojego sojusznika siłą. Do było za dużo, i diable padło na ziemię z głuchym hurkotem.
- Nie powstrzymacie tego żywiołu! - krzyknął Daruthek w ciężko akcentowanym wspólnym w przerwie między kolejnymi sekcjami swojej inkantacji - Gniew burzy zmiecie wasze gniazda z naszych ziem! - zgodnie z jego słowami wiatr nabrał siły, gotów rozszarpać na strzępy nieuważnych. Jedynie miejsce, w którym odprawiał drugi rytuał, pokryte kawałkami rozbitej ceramiki wyglądało na omijane przez wichry.
Edward i Jin niemal równocześnie obrali Darutheka na cel. Naukowcy wielokrotnie pracowali razem, zazwyczaj w bardziej “kontrolowanych” warunkach, ale wiedzieli że największym zagrożeniem jest główne źródło magii - Daruthek. Edward wykonał kilka gestów, jakby coś wyrywał, skandując równocześnie w mistycznych językach. Powietrze zaczęło uciekać z płuc szamana, który na moment przerwał inkantację, wykonał gest jakby coś przecinał i odzyskał kontrolę nad źródłem życia. Wystawił się przy tym jednak na Jina. Niezauważony granat hukowy wpadł w okrężny huragan, poleciał po lekkim łuku i eksplodował centralnie przed pyskiem Daruhteka, pozbawiając go wizji. Jakby było tego mało, drugi pakunek, pełen błyskowego proszku eksplodował na środku platformy, pozbawiając wzroku kolejnych jaszczuroludzi. Niestety eksplozja objęła też Zoda.
Ranny pirat wykonał lekki piruet w tył, przyjął flaszkę trollowego wywaru od Jina, wypił ją szybkim haustem i wrócił do walki. Jednym kopniakiem wycelowanym w bok kolana obalił jaszczuroludziego berserkera który niedawno zadał mu brutalne rany, po czym dwoma celnymi ciosami rozorał tętnicę, a krew zalała podłoże pod nimi. Diable wyswobodziło się z sieci i stanęło na nogi, wystawiając się przy tym tylko na pomniejsze draśnięcia.
Widać było, że jaszczuroludzie wyciągnęli wnioski z poprzedniej walki i zdołali zaplanować to starcie. Zaabsorbowani zbrojni nie zauważyli, albo nie mieli przestrzeni by zareagować na gadziego kapłana, który wykonał krótką szarżę i dźgnął Edwarda swoim złowrogim trójzębem. Wciąż flankujący miotacz który niedawno cisnął siecią przyzwał dwie błyskawice i cisnął nimi w drużynę, pudłując wierutnie. Daruthek natomiast rozwiał się w powietrzu, znikając walczącym z pola widzenia.
Jaszczurzy wojownicy w trójkę próbowali pokonać Zoda, lecz pozbawieni wzroku nie byli efektywni. W końcu jeden z nich złapał diablę za pas i rzutem obalił go na ziemię.
Jin widząc że jego alchemia przyniosła równie dużo zysku, jak i straty, zgrabnie wyminął jaszczura i jego ostre szpony, dobiegł do Zoda, wyrwał z pasa jakiś tajemniczy dekokt i chlusnął nim prosto w jego oczy. - Zapiecze! - przekrzyczał wiatr, a słowa się spełniły. Wojownik pewnie by go zwyzywał, ale odrobina bólu była małą ceną za natychmiastowe odzyskanie wzroku. Alchemik schował się za szerokimi plecami towarzysza i cisnął kolejnym pakunkiem, tym razem pełnym alchemicznego kleju który przytwierdził jednego z jaszczurów do podłoża. Zod poderwał się na nogi, i potężnym pchnięciem posłał jaszczura w odmęty poniżej.
Jeden z jaszczurzych szamanów, zapewne uczeń Darutheka, zaczął skandować prymitywne zaklęcie, wydłużając inkantację, by opanować szalejącą energię. Z jego dłoni wystrzeliła fala błyskawic zalewając drużynę bólem, osmalając ciało i wypełniając powietrze ozonem.
Edward w tym samym czasie przyzwał magię którą znał najlepiej - magię teleportacji i pojawił się daleko od zagrożeń. Splótł kolejne zaklęcie, wplatając w nie piękną matematyczną formułę. Nagła eksplozja kryształowych, fizycznych fraktali zalała posadzkę, i ciała jaszczuroludzi, wyrywając w nich powierzchowne rany, ale ponad wszystko utrudniając poruszanie się. Pozbawiony celu kapłan wzniósł modły, regenerując ochronną magię.
Miotacz błyskawic ostrożnie odsunął się od walczących, wciąż oślepiony przez błyskowy proszek Jina. Jego walczący wręcz towarzysze na oślep znów próbowali dorwać się do Zoda i z niemałym trudem znów obalili go na ziemię. Jin odskoczył od przetaczającej się po ziemi kuli umięśnionych brutali, podbiegł do pirata i profesjonalnym ruchem wypchnął elektryczny oszczep który był w niego wbity od początku walki. Rana zasklepiła się momentalnie. Widząc że sam też jest ranny wyjął z bandoliera fiolkę leczniczego naparu i wypił go szybkim haustem.
Pirat zrepozycjonował się, spróbował obalić kolejnego jaszczura, lecz bez efektu. Furia wypełniała od kilku chwil jego serce i teraz pozwolił jej znaleźć ujście. Zmienił się w tornado ostrzy i pięści. Leżący już od kilku dłuższych chwil berserker dorobił się ziejących dziur w jamie brzusznej i klatce piersiowej. Mimo tego walczył, pchany gniewem, nadnaturalną magią i czystą nienawiścią do gładkoskórych. Kolejny jaszczur dorobił się głębokiego cięcia ramienia, niemal do kości, oraz pchnięcia które niemalże połączyło klatkę piersiową z światem zewnętrznym.
Szaman błyskawic przyzwał kolejną falę elektryczności, która zalała drużynę. Najgorzej oberwał Jin, który gdyby nie ciągły dopływ świeżych dekoktów pewnie szedłby właśnie na sąd u Pharasmy. Mag obrócił pierścień na swoim palcu, ponownie przyzwał magię teleportacji i przeniósł Zoda w bezpośrednie sąsiedztwo elektrycznego zagrożenia. Diablę nie patyczkował się, tylko złapał cherlawego w porównaniu do siebie czaromiota, podniósł go i cisnął poza lewitującą platformę.
Jaszczurzy kapłan wykorzystał to że atencja maga była gdzie indziej i posłał lodową strzałkę, która co prawda trafiła, jednak rana nie była poważna.
Obaleni jaszczurzy wojownicy starali się odpowiedzieć na serię ciosów Amosa, jednak poza powierzchownym draśnięciem nie zdziałali nic więcej. Zalety bycia na wyższym poziomie elewacji. Pirat szybko wyprowadził kolejną serię ciosów, przecinając przy tym więzadła kolanowe ostatniego stojącego w pobliżu jaszczuroludzia i zapewniając sobie dominację.
Daruthek pojawił się nagle w powietrzu i kopiując Edward sprzed kilku sekund, starał się wyrwać powietrze z płuc maga. Ten jednak na to nie pozwolił, przejmując kontrolę nad tym żywiołem. Przynajmniej w swoim wnętrzu. Rytuał i wicher wciąż się wzmagał, chociaż wciąż daleko było mu do mocy, z którą szalał przed zniszczeniem połączeń z planami żywiołów. Mag ponownie teleportował Zoda, tym razem w bezpośrednie sąsiedztwo miotacza błyskawic, do bocznego korytarza z którego ten atakował drużynę. Diable zamachnęło się, jaszczur wykonał unik, lecz od samego początku była to finta. Zbrojmistrz pozwolił toporowi uderzyć o ziemię, zaparł się nogami i całym ciałem uderzył w o wiele mniejszego oponenta. Ten poleciał z krzykiem poza krawędź i wpadł do wody.
Jaszczurzy kapłan podbiegł do ciężko rannego berserkera, przyzwał leczącą magię i zamknął część jego ran. Jaszczur wraz z przypływem sił wykonał cios który rozorał przedramię pirata. Ten utrzymał jednak broń w dłoniach, a trollowa regeneracja zamknęła brzegi cięcia.
Radzący sobie z sztormowymi wodami bez większego problemu miotacz błyskawic przepłynął spory kawałek, a lewitujący Daruthek zniżył poziom lotu, pomógł towarzyszowi wydostać się z głodnego żywiołu i o wiele wolniej zaczął unosić się w górę.
Leżący na podłożu gadzi berserker smagnął swoim ogonem po nogach Jina, obalając alchemika na ziemię. Siła ciosu z pewnością złamała podudzie alchemika. Przeklinając odtoczył się w tył, poza zasięg walczących i szybko zmieszał kilka składników, złapał swoje podudzie, ustawił je w “prawidłowej” pozycji i wypił haustem kolejną flaszkę alchemicznych trunków.
Amos i pobliscy jaszczurzy zbrojni wymieniali się seriami ciosów. Pirat mimo tego że walczył sam, przeciwko de facto trzem wygrywał tą potyczkę. Między brutalną siłą, doświadczeniem i zwyczajnemu braku koordynacji po stronie zimnokrwistych szale zwycięstwa powoli przechylały się w stronę pirata.
Zod w tym czasie zrepozycjonował się i przeprowadził szarżę w stronę znającego obronną i leczniczą magię kapłana. Ten widząc jak poprzedni sojusznicy spotkali się z wodą poniżej był przygotowany i nie dość że gładko jej uniknął, to miał jeszcze czas przyzwać ochronną magię, bardzo podobną do tej z której korzystał Jin i podciąć ogonem diablę. Zod z głuchym tąpnięciem uderzył o posadzkę, niemalże wypadając poza obrys platformy, niesiony swoim momentum.
Walczący z falami elektryczny szaman splótł kolejne elektryczne zaklęcie, którym smagnął stojącego powyżej Edwarda. Mag w odpowiedzi przyzwał kolejne kryształowe ziarno, które zalało swoją tnącą mięśnie magią Darutheka i towarzyszącego mu miotacza błyskawic.
Lider jaszczuroludzi zignorował ból, uniósł się jeszcze wyżej i odstawił miotacza błyskawic na twardą ziemię. Ten natychmiast przyzwał dwie błyskawice i cisnął nimi w Edwarda. Obie trafiły w cel, niemal pozbawiając maga przytomności. Edward padł na ziemię, kryjąc się przed kolejnymi błyskawicami.
Nekrochemista gładko wyjął z plecaka zrabowany niedawno mistyczny zwój i przyzwał jego moc. Mała czarna kula zmaterializowała się w pobliżu Darutheka i zaczęła wysysać z niego magię, widoczną teraz jako cienisto-elektryczna aura.
Amos i walczący z nim jaszczuroludzie kontynuowali swoją przewlekającą się już potyczkę. Z niemałym trudem trójka jaszczuroludzi obaliła pirata na ziemię, w nagrodę przyjmując kolejne ciosy. Wszyscy byli na granicy mentalnej i fizycznej. Tyle tylko że pirat nie był sam.
Diable odtoczyło się od kapłana, który kłapnął paszczą i zadrapał jego ramię. Zod uniósł topór wysoko nad głowę i z całą siłą swoich mięśni wbił go w leżącego w pobliżu gadziego berserkera, w pełni skupionego na Amosie. Ciało łuskoskórego z mokrym mlaśnięciem rozdzieliło się na dwoje, jak pomarańcza rozerwana głodnymi palcami dziecka. Berserker w końcu znieruchomiał.
Jaszczuroludzie wydali się z siebie bojowy krzyk, może mający na celu obiecać pomszczenie zmarłego, pierwszej ofiary tej walki. Może wyrażający żal. Nie miało to jednak większego znaczenia. Jaszczurzy kapłan próbował jeszcze reanimować swojego towarzysza, Jin i Edward wiedzieli jednak że nie była to magia życia, lecz nekromancja. Okrute zaklęcie mające spętać ducha zmarłego. Własnego towarzysza i przyjaciela. Być może odrobina wahania w gestach, a być może bliskość Zodowego topora, albo niosącej strach magii totemu Jina wystarczały by zaklęcie rozwiało się bezskutecznie.
Daruthek i miotacz błyskawic desperacko starali się przerwać najsłabsze, czy też raczej, najbardziej ranne ogniwo w drużynie naszych bohaterów. Edwarda. Przyklejony do podłoża mag nie był jednak dużym celem, i zarówno błyskawice, jak i magia Darutheka rozminęły się z celem.
- Jin! Pomóż! - zawołał mag i w kolejnej chwili teleportował w swoim kierunku medyka. Ten był gotowy. Jedną ręką podał Edwardowi ostatnią leczniczą miksturę, drugą natomiast wykonywał mistyczne gesty w kierunku zwłok zabitego niedawno jaszczuroludzia. - Życie! Śmierć! Odwrócenie! Prędkość! - wyskandował w wysokim smoczym, a zwłoki nabrały nowego nie-życia. Wylewając z siebie wnętrzności podniosły się do pionu i rzuciły w kierunku najbliższego żywego jaszczuroludzia.
Zod natomiast ponownie skupił się na kapłanie i wyćwiczonymi ruchami, bez większego pośpiechu zagonił go na granicę platformy, po czym zepchnął go w wodę poniżej.
Miotacz błyskawic zaskrzeczał złowrogo i posłał dwa pociski w Jina. Oba trafiły, obie rany nie były poważne, ale ból wystarczył by nekromanta przeniósł swoją wolę na ułamek sekundy z swojej magii na siebie samego. To wystarczyło by reanimowane zwłoki zachwiały się i padły na ziemię, pozbawione dopływu magii.
Amos w tym czasie profesjonalnie dobijał leżących pod nogami jaszczuroludzi. Ostatnia dwójka która była na platformie nie miała w starciu z nim większych szans. Byli ciężko ranni, pozbawieni wsparcia swoich towarzyszy, magii kapłana, byli oślepieni, przykuci do podłoża, przerażeni. Równie dobrze mógł walczyć z dwójką dzieci.
Edward splótł szybkie zaklęcie i teleportował Zoda tuż obok ciskającego błyskawicami jaszczura. Z szerokim uśmiechem skrytym za maską diablę wykonał zamach swym dwuręcznym toporem i wbił go w środek puklerza. Ochronny element ekwipunku pękł na dziesiątki części, topór poszedł dalej wchodząc w przedramię, a odpryski metalu naszpikowały ciało miotacza nowymi ozdobami. Ten zawył boleśnie i rzucił się do ucieczki w głąb korytarza, szybko znikając Zodowi z pola widzenia.
Nekromanta ponownie skupił się na zwłokach, ponownie zmusił je do poddania się swojej woli, a te ponownie zaatakowały pobliskiego jaszczura. To wystarczyło by dobić kolejnego plemiennego wojownika. Na platformie został już tylko jeden, teraz z poziomu podłogi walczący z Amosem i nieumarłym. Wystarczyło kilka chwil by i on pożegnał się z życiem.
Zod zignorował uciekającego, zamiast tego wykonał piruet i ciął lewitującego na granicy zasięgu topora Darutheka. Cios rozorał płaszcz który ten nosił i wygenerował na jego ciele świeże, bogato krwawiące, lecz niezbyt poważne, zadrapanie. Edward nie chcąc by miotacz błyskawic mógł wrócić do walki zalał korytarz w głąb którego ten uciekł swoimi kryształowymi fraktalami, efektywnie zmieniając go w morderczą pułapkę. Gdyby ktoś próbował przez niego przejść musiałby poświęcić wiele czasu na wymijanie ostrych kolców. Ten nie był chętny do próbowania swoich sił z tym wyzwaniem i miast tego cisnął kolejnymi burzowymi pociskami w w Zoda. Nie przyniosło to jednak większych efektów, z ranną ręką był wybity z równowagi i choć rzucał celnie, to z małą siłą.
Mag ponownie teleportował Zoda, niemal na środek platformy. Diablę nigdy nie było dobrym oratorem, nie znał też dobrze smoczego, ale jedno słowo które wykrzyczał niosło w sobie obietnicę. Obietnicę od której serca zimno krwistych zadrżały.
- NELITHRAL! ŚMIERĆ!
Jin natomiast szykował coraz to kolejne alchemiczne dekokty i ciskał nimi w stronę Darutheka, wspomagany o wiele silniejszymi ramionami swojego nieumarłego. Do kanonady dołączył też Amos, wyciągając swój pistolet, lecz nikt nie trafił swoimi pociskami.
Dla większości jaszczuroludzi było to zbyt wiele. Pływający pod platformą skryli się za nią, starając się zniknąć Zodowi z pola widzenia. Miotacz błyskawic dopiero teraz zdał sobie sprawę że w korytarzy w który wbiegł był odcięty, więc z mozołem zaczął przedzierać się w kierunku wody.
Tylko Daruthek zachował zimną krew. Zaczął skandować mistyczne frazy, wykonywał szerokie zamach rękoma, jakby coś zbierał. Przed jego klatką piersiową w kilka momentów uformowała się kula trzeszczących błyskawic. Z dzikim okrzykiem cisnął nią w Zoda. Słabszy humanoid zmieniłby się w kupkę parującego mięsa, ale diablę było zbyt mocno. Zbyt pełne furii by się poddać. Jego sylwetka zamigotała, gdy Edward ponownie go teleportował w głąb korytarza. W rykiem pchnął oszczepnika trzonkiem topora i wziął szeroki zamach, krzesząc iskry z sklepienia i zasypując siebie i wroga odłamkami kamieni. Jaszczur jednak uniknął ostrza, przebiegł obok Zoda i wskoczył z pluskiem do wody.
Jin, Zombie i Amos w tym czasie kontynuowali zasypywanie latającego Darutheka pociskami. Ten nie był jednak łatwym celem, między lataniem, porywistymi wiatrami i ochronną magią doznał tylko powierzchownych ran, gdy odrobina kwasu ciśniętego przez nieumarłego dostała się na jego skórę.
Daruthek zaczął splatać kolejne zaklęcie, ale Edward go ubiegł. Zod nagle zmaterializował się przed arcyszamanem. Diable uczepiło się lewitującego czaromiota, efektywnie rozpraszając zaklęcie nim ten zdążył je dobrze uformować. Jednak czekający poniżej platformy jaszczuroludzie mieli przygotowane kolejne arkana, którymi zasypali swój jedyny cel. Z bolesnym efektem.
- Jin! Amos! Lina! - krzyknął Edward rzucając wspomniany przedmiot alchemikowi. Ten zgrabnie go złapał, zawiązał na niej węzeł, zmieniając ją w improwizowane lasso. - Podaj to temu humanoidowi! - ryknął na swojego nieumarłego, a ten posłusznie rzucił się sprintem do pirata. Półork przechwycił linę, wykonał nią kilka zamachów i cisnął nią, łapiąc Zoda za nogę. Wraz z nieumarłym szybko zaczęli ściągać walczących w powietrzu.
Daruthek widząc co się święci dezaktywował swoją magię lotu. Jak kamień spadł w dół wraz z Zodem, zatrzymując się dosłownie metr nad taflą wody. Kolejna fala pocisków zasypała Zoda, jednak jaszczuroludzie bojąc się że trafią swojego lidera w większości spudłowali.
Do granicy platformy dobieg Edward, który padł tam na ziemię, tak by widzieć walczących. Szybko przyzwał leczniczą magię, zamykając najpoważniejsze rany Zoda. Amos i Zombie wspólnymi siłami zaczęli ciągnąć swój łów w górę. Lina trzeszczała ponad ciężarem szamoczących się zapaśników. Zod powoli wygrywał tą walkę. Był większy. Silniejszy. Bardziej doświadczony w walce wręcz. Daruthek nie chciał się jednak poddać. Desperacko walczył o wyzwolenie i w chwili gdy zdawało się że nic mu już nie pomoże nagły podmuch wiatru cisnął nimi w bok. Diablę stracił chwyt na ułamek sekundy, ale to wystarczyło by głodna grawitacja upomniała się o swoje prawa. Szaman spadł jak kamień do wody, Zod natomiast wystrzelił nagle w górę. Pirat i zombie wciągnęli diablę na platformę.
- To nie koniec! - wrzasnął Daruthek - Prawdziwe Dzieci Bagien pozbędą się miękkoskórych i zapanują nad tymi ziemiami, jeśli nie teraz, to w przyszłości!
Po tych słowach zapanował spokój. Gdy bohaterowie zerknęli pod platformę, nie dojrzeli żadnego z jaszczuroludzi. Najwyraźniej gady uciekły w głębiny.
- Znajdę was i zatłukę jak psy! - odkrzyknął alchemik w nietypowym dla niego wybuchu gniewu. Odpowiedziało mu tylko echo. Zatoczył ręką koło, obejmujące rozbite jaja i odezwał się ponownie, ale już ciszej do towarzyszy - Śmieć poświęcił nienarodzone dzieci. To było źródło jego magii. Musimy go zabić. Nikt nie będzie w Pridon’s Heart bezpieczny póki to… wynaturzenie oddycha.
- Zbierz jaja. Pokażemy je Dzieciom Bagien. Może podejmą jakieś akcje, ale dziś nam uciekł. Amos, przestawisz platformę, aby była gotowa do wyjścia? Edward, pomożesz?
- Hmmm?
Z pomocą towarzysza Zod teleportował się po swój topór, a potem… do północno-wschodniego wyjścia. Nie ufał jaszczurom i to mogła być pułapka. Próba wyjścia w stawie zniszczonej biblioteki i ataku z zaskoczenia. Edward poszedł z nim, w ramach ubezpieczania tyłów. Gdy dotarli nic się jeszcze nie działo, ale nie oznaczało to, że nie zacznie się dziać.
- W porządku… do roboty…
Zod odłożył swój topór na bok i zaczął pracować. Zaczął od starych regałów. Kopnięciami rozbijane na mniejsze elementy i wrzucane do wody. Unosiły się jeszcze, ale nie przeszkadzało to mu. Gdy kolejne ciężkie meble na nich lądowały masa je dociskała je głębiej i głębiej. To była ciężka praca. Zod intencjonalnie wybierał to co najcięższe, bo wśród jaszczuroludzi były silne bestie. Musiał to zawalić na tyle gęsto, aby sumaryczna masa nie pozwoliła tego nawet ruszyć. Zawalisko robiło się cięższe i cięższe. Nie tylko regały, ale wszystko co znalazł również w sąsiednich pomieszczeniach, a to wszystko przywalił gruzami, ciężkimi kamieniami co odpadły ze ścian. Zakończył wpychając mniejsze elementy w otwarte przestrzenie i własną masą (ryzykując własną śmieszność skacząc po tej górze) “ubił” to wszystko, na ile się dało. To nie była przeszkoda nie do pokonania… do tego potrzeba by znacznie więcej pracy i materiałów… ale nie dało jej się teraz pokonać w rozsądnym czasie.
Zwalił się przy ścianie. Zmęczony i przegrzany wysiłkiem.
- Wybacz, że nie pomogłem… - po raz trzeci przeprosił Edward, czując się mocno niezręcznie, siedząc na stołku, gdy Zod dyszał nosząc te ciężary.
- Bardzo pomogłeś. Nie musiałem dupy pilnować.
Wojownik nie zdążył jeszcze złapać oddechu, gdy jego uszu dobiegł ostrzegawczy gwizd Amosa.
- Towarzystwo - rzucił, gdy wszyscy dołączyli do niego, stojącego na ruchomym podeście, teraz zakotwiczonym na północy - Słyszałem jakieś głosy dochodzące z tunelu na powierzchnię świątyni. Teraz jest cicho, więc przynajmniej nic na nas nie szarżuje.
Przeczucie pirata potwierdziło się chwilę później, gdy z załomu schodów wyłoniła się samotna jaszczurcza sylwetka. Zod rozpoznał w niej Bashebę, z którą wcześniej miał okazję ćwiczyć.
Jaszczurzyca spojrzała na bohaterów nieco zaskoczona i rozejrzała się po komnacie z podziwem.
- A więc przeżyliście? Jeden z łowców widział, jak kilkoro Dzieci pojawiło się znikąd na rzece i odpłynęło.
- Nie byli wstanie z nami zwyciężyć, więc uciekli. - potwierdził Jin, wziął głębszy oddech i przemówił ponownie, wskazując dłonią małą piramidkę z rozbitych jaj - Mam nadzieję że się mylę, ale Daruthek poświęcił pisklęta by karmić swoją magię. Mam nadzieję tylko że nie były wasze.
Basheba podążyła wzrokiem w kierunku ponurej pamiątki rytuału i zamarła. Ciężko było odczytać emocje z gadziej twarzy, ale zaciśnięte pięści i szczęki, z drżącą lekko wargą, dawały dość, by zrozumieć, że nadzieja Jina była płonna.
- Kolejne kłamstwo… - powiedziała z wielkim trudem - Miał sprawić, że nowe pokolenie będzie potężne, obdarzone mocą… A teraz, nie będzie go w ogóle, nie będzie Dzieci - przygarbiła się, jakby przygniótł ją ogromny ciężar.
- Didi borot…eba. Wielkie zło - mówił Zod powoli, próbując swoich sił w smoczym, nieco napędzany nową pewnością, której nieco nabrał od kiedy przybyli do Dzieci Bagien. - Dziecio… zabójca…. za to zapłaci w swoim czasie. Jeśli nie z naszych rąk, to z tamtych? Innych… innych rąk. Nikt z nas dziś nie wygrał, ale przynajmniej też nie on. Przyjmij moje współczucie i żal…
Jaszczurzyca pokiwała apatycznie głową, cicho przyjmując słowa Zoda.
- Muszę powiadomić wodza - po dłuższej chwili odezwała się nieobecnym głosem, po czym obróciła się i powolnym krokiem ruszyła w górę schodów.
Zod patrzył jeszcze chwilę za odchodzącą jaszczurzycą.
- Edward, Jin… potwierdzicie, że to jaja były źródłem mocy? Wolałbym nie ryzykować, że jakiś kryształ w platformie jest tutaj kluczowy i on jeszcze nam wróci i zacznie od zera.
- Sprawdzę to… - przytaknął czarodziej i zabrał się do pracy…
- Niemal na pewno. - potwierdził nekromanta, ale dołączył do maga. Sam rytuał był fascynujący i warto było go przeanalizować. Tym bardziej że w bandolierze miał jedno ze źródeł energii.