Mieszkanie w H10, późny wieczór 14.07.77
Zejście Shivy do płaskiej wywołało u Brazil tyle ambiwalentne odczucia, że nie zdołała odpowiedzieć na kolejną wiadomość Shawna. Oglądać ciekawa, ale nie oglądać by wołała sprzętu i zapisu wypłaszczonej hakerki. Niełatwo jest spoglądać w chwilę śmierci mięsa mózgu, niełatwo tym bardziej, że to podróż poza czas. Przeszłość, która w cyfrowym świecie może się wydarzać w nieskończoność. Obrzydzał Brazil taki gwałt na ludzkim umyśle, nie chciałaby żeby ktoś obnażał ją w podobny sposób, ale ciekawa była zapisu decka, jak stronic magicznej księgi poznania. Tajemnic tam zapisanych, które mogły uchronić ją od podobnego losu.
Zepchnęła rozterki w kąt, zaangażowana w angażowanie Hartleya i siebie samej, skupiła się na filmie od Raze'a. Wszystko pod krypto z pełną kontrolą zapisu elektronicznego z mieszkadła. Emocje udzieliły się obojgu widzów owocując konstruktywną wymianą spostrzeżeń. Goście ewidentnie oczekiwali poklasku, lub sprawdzali swą pozycję wobec fixera.
-Jakby nie dbali o własne życie, a o wizerunek gangu... - zawahała się - ...albo sekty.
Jedno było pewne Swich pakował się w kłopoty i wciągał w nie innych.
-Może są śmiertelnie chorzy i wymieniają akolitów aktualizując ich wszczepami, albo to antki. - rzuciła jeszcze do Hartleya i przesłała mu dane - W poszukiwaniach pomoże ci asystent, nazywa się Murzyn i jest bardzo dumny ze swojego imienia. Podsyłam ci komendy i kody dostępu do jego funkcji. Wydaje się zajmować RAM, ale udostępnię ci zasoby całej chaty.
Sama szukając głębiej skryła swój ślad za pięcioma serwerami i pięcioma bramami. Nie szarżowała na posterunek policji, czy nawet bramy gangów z Kabuki, śliznęła się przez spożywczaki, bibliotekę i udało się przez sklep z bronią. Wszystko w mięsie, tyle, że komendy wydawała szybciej główką niż paluszkami, a pazurki nie przeszkadzały.
Nic nie znalazła, może była zbyt zachowawcza, ale zaraz pomyślała, że może Shiva nie była. Mack również nic nie znalazł i znów ta ambiwalencja, bo i dobrze i szkoda. Impulsywnie wysłała do Raze, trochę w złości, zaraz pożałowała, że go bardziej nie nastraszyła. Chciała go mieć przy sobie i podzielić się problemami, ale te bladły przy jego. Odrzuciła, bo główka racjonalna wygrała, chęć wysłania wiadomości do Swicha, żeby zaraz wracał, najpierw wolała rozmówić się z resztą, bo niepokoiła ją beztroska, lub może bezmyślność kolegów.
Kolejny raz zepchnęła wszystko i z kolei przeniosła uwagę na Macka.
-Dzięki, dobra robota. Fajnie, że ktoś czasem chce pomóc za puszkę piva. - zaśmiała się, - No wiem, że to ja zajebałam ci pivo i jeszcze zaciągnęłam do przeszukiwania baz, bo mnie facet poprosił, ale to wszystko jedno. Tyle dostajemy co dajemy. No i jak masz jakieś problemy z glinami, czy coś to zawsze mogę spróbować pomóc. Nie od razu, bo mam teraz zlecenie i nie ukrywam trudne. - znów ten uśmiech czarownicy - Nie musze w nic wierzyć, mogę sprawdzić. - zatrzymała się, żeby nie powiedzieć za dużo i nie chodziło jej o siebie, a o to co gryzło Macka.
Położyła mu dłoń na ramieniu na wypadek jakby zamierzał wstać i wyjść.
-Powinieneś wiedzieć jeszcze jedno. - wyświetliła holo - To trasa naszych kolegów, wygląda, że zmierzają do mieszkadła. Mam podstawy domyślać się, że mają przy sobie kradziony sprzęt powiązany z zgonem netrunnerki Shivy. No i wiesz, jak trafiły tu za nimi te łebki od Donga, to co się może jeszcze przywlec.