Przejdź do treści
  • Rekrutacje do sesji RPG.

    67 2k
    67 Tematy
    2k Posty
    NamiN
    Ponieważ Marika dokonała tutaj analizy systemu i zestawiła szansę i liczby, które przemawiały mocno za zbytnią łatwością, pochyliłam się lekko nad mechaniką. Bardzo mi zależy na zostawieniu własnej, wymyślonej mechaniki, nie na korzystaniu z gotowej i przerabianiu jej. Czemu? Szczerze powiem, że ja jestem bardzo kiepska w mechanice. Mam słabą pamięć do tego, zawsze coś mieszam. Tutaj, gdy mam coś własnego, no nie zapomnę, bom sama na to wpadła! Jakby ktoś pytał, jak bardzo jest źle - jak kiedyś prowadziłam Pathfindera, to potrzebowałam drugiego MG, który odpowiadał za mechanikę, a ja robiłam tylko storytelling Do rzeczy. Sugerując się zestawieniem, poprawiłam mechanikę i teraz szanse prezentują się tak: [image: HHXcyY7.jpeg] Dla mnie to spoko, bo ja chcę, aby te szanse istniały. A wiem, że czasami mając i 13 kostek, można zrobić bardzo fajną sumę na kości, ale nie wyrzucić ani jednej 6tki. A system będzie się opierał na tym, że 6 = sukces. Brak 6, porażka. Wg mnie nie jest to takie hop-siup. Ale. Jeśli jednak nie widzicie systemu, bo wolicie storytelling, to jest coś równie łatwego, a szansa jest zawsze 50/50. Turlacie kością i parzyste ro sukces, a nieparzyste porażka xD Co prawda odejmuje to trochę od głębi, ale teoretycznie wszystko da się odegrać. Wtedy i tak rzuty po mojej stronie, a wy się nie martwicie, tylko działacie. Mi się jednak system podoba. Podopisuję do niego jeszcze klimatyczne sprawy, jak dodanie więcej archetypów (przy zachowaniu aktualnego zestawu + i - ). I zamieniłabym dostawanie ran psychicznych na: Niezdany NORMALNY i TRUDNY test, powoduje ranę psychiczną. Niezdany łatwy test na opanowanie, po prostu byłby fabularny. Myślę, że to byłoby bardziej fair dla osób z Archetypem "popularsa". Czy mam jakieś pytania? Chyba nie. Może tylko dla podkreślenia swojego stanowiska, żeby ktoś się nie zdziwił "po slasherze spodziewałem się czegoś innego" <--- dopuszczam do myśli, że możecie przeżyć. Może genialny plan, może fart na kościach. Stawiać też chcę na atmosferę grozy, niepewności, zagrożenia; niekoniecznie na samym ciachaniu. Ale wiecie, ja to tak z grubsza kminię jeszcze w głowie. Dzięki za zainteresowanie. Nie śpię po nocach, bo myślę:P
  • Sesje RPG wszystkich edycji systemu Warhammer oraz osadzone w jego uniwersum.

    49 3k
    49 Tematy
    3k Posty
    DekaresD
    Czołem! Dałem potężny edyt do swojego posta. Przepraszam że tak zmieniam.
  • Sesje systemów rodziny D20, to jest wszystkich edycji D&D, Pathfindera, D20 Modern i podobnych.

    36 1k
    36 Tematy
    1k Posty
    PaniczP
    Warczące na grobowy pochód stado rozpierzchło się, pogonione nadludzkim głosem kapłana. Przyjemnie było patrzeć, jak ci szubrawcy karleją, cofają się, jak uchodzi z nich gniew, a w ucieczce chcą osłonić się od zwierzecęgo lęku pozorami kultury. Wymówką, pomyłką, niedomówieniem. Przemyśleniem sprawy. Pokracznym ukłonem zapowiadającym zejście ze sceny. Vald chłonął to wszystko żarłocznie, przebiegając spojrzeniem po każdym, kto stanął barykadą na ostatniej drodze Profesora. Zapamiętywał twarze, ruchy i szczegóły, jakby miał odmalować każdy detal na obrazie. Gibsa praktycznie rozrysował sobie na planszy notując, jak prowadzi kończyny, jak odgina się w tył przy wzburzeniu, jak gestykuluje dłońmi i bardziej obciąża lewą nogę przy ruchu. Obserwował każdy z ruchomych punktów, dopóki nie zniknęły w cmentarnej szarości. W końcu uwolniony z napięcia, wypuścił cicho powietrze i z szacunkiem schylił głowę przed krasnoludem. Pochód mógł trwać i poniesiona na nowo trumna dopłynęła kresu drogi. Vald odstąpił od niej powoli, delikatny i należycie stonowany w ruchach. W środku czuł złość i wzbierającą żółć. Złość na bydlaków, którzy znieważyli jego przyjaciela i złość na siebie. Że nie mógł teraz skupić się na deszczowej kontemplacji śmierci, na słowach Kendry, na wspomnieniach i odpowiednio posępnym spojrzeniu przy sypaniu ziemi na trumnę. Że zamiast uspokoić myśli i wzrok, cały czas wypatrywał zagrożenia i szukał śladów Gibsowego stada. Że nie ma kontroli, jakiej od siebie wymaga. Że miota się pod emocją, zamiast dostojnie smutnieć i dać Kendrze pokrzepienie jakimś pięknym wspomnieniem o Profesorze. A nieboszczykowi, w zgodzie z tą nekromancją, którą prawdziwie się parał – historią – przedłużyć życie przez pamięć. Dobrą mową czy epitafium zapadając w głowy tych, którzy dzisiaj szli dalej. Zły na siebie, pokornie skłonił się nad trumną, sypiąc garść ziemi i odszedł w tłum. Ulżyło mu dopiero, kiedy grabarze ubili ziemię na mogile. Goście zaczęli znikać w deszczu, wzmagając ciszę i pewność, że historia Profesora dobiegła końca. – Tyle o ile, Profesorze. – Pomyślał, na krótkie mgnienie uśmiechając się pod nosem. Petros Lorrimor był człowiekiem nietuzinkowym. O ile nie lubił zadęcia i pompy, o tyle nie zwykł też traktować rzeczy, które dla innych były ważne czy święte lekko. Nawet, jeśli sam uznawał je za banialuki. Choć wielu dał się poznać jako poważny i oficjalny, nie stronił od groteski i miał poczucie humoru, które brało na rogi sprawy, jakie niektórzy obchodzili z nabożnym lękiem. Jakkolwiek Profesor współczułby każdemu znajomemu pogrążonemu w żałobie i składał wymowne kondolencje, zawsze dostojnie dojrzały w obliczu śmierci, tak Vald był przekonany, że w swoim odejściu na pewno widziałby przestrzeń na coś więcej niż lamenty. Pewnie zawczasu nie spodziewałby się, że może to być miejsce na tajemnicę i śledztwo, ale ucieszyłby się. Tak przynajmniej sądził jego dawny student, gdy znalazł się już w domu mentora, znów blisko jego pogodnego ducha, a dalej od tych, którzy chcieli go podeptać. Myśli uspokoiły się, a wspomnienia na widok tysiąca ksiąg, których znajome grzbiety Vald widział w szkolnej bibliotece chyba wieki temu zaczęły grzać. – Szanowne Panie. – Vald złożył lekki, dzielony na trzy ukłon, w stronę Kendry, niziołki i tajemniczej zakonnicy. – Szanowni Panowie. – Wielki to zaszczyt być pod jednym dachem z ludźmi, których Profesor nazywał przyjaciółmi. – Na bladą twarz wpłynął skromny uśmiech. – Jestem Vald Bendic. Przed wieloma laty byłem studentem Profesora. Jednym z wielu, pewnikiem nie wśród jego najwybitniejszych uczniów. Ale Profesor, tak oddany samemu nauczaniu, jak i nauce – co przy uczonym jego formatu mówi niemało – zawsze miał czas i serce dla studentów, których porwały jego pasje. – Zaszczepił we mnie zamiłowanie do historii i kultury tych ziem. Choć studiowałem prawo i przez parę lat to był mój zawód... – Vald niemal prychnął na odległość i dziwność wspomnienia, które przez lata stanowiło o jego osobie. – To od wielu lat żyję zupełnie inaczej. Na co dzień z dala od liter i ludzi. Jako myśliwy, można powiedzieć. – Profesor był przez te ostatnie dekady moim głosem ze świata i – powiem to z dumą, bo sam tak mnie nazywał – przyjacielem. Korespondowaliśmy, kiedy tylko się dało, co może nie było relacją tak bliską i częstą, jaka może była zaszczytem tu obecnych, ale dla mnie niezwykle cenną. – Jestem – Panie, Panowie – do waszych, jako przyjaciół Profesora, usług. Przede wszystkim zaś. – Vald symbolicznie podniósł się na ten fragment przemowy. – Pani, Pani Kendro. Ostatnie listy od Pani Ojca wzbudziły już mój niepokój, więc jeśli jest coś w jego śmierci, co można wyjaśnić, nie pozostawię tego nierozstrzygniętym. Dopytania pozostałych jasno stanowiły o tym, że oni też nie chcieli zostawiać sieroty wśród wątpliwości i nie opuszczą sprawy wypadku bez wyjaśnienia. Vald pociągnął łyk wina, pokrzepiony oddaniem przyjaciół Profesora. Tym, że wliczał się w ich grono i że nie stał sam wobec sprawy. To, że grono stanowili krasnolud, niziołka i zielonooki czarownik, a on tylko – dawny żak, którego życie rzuciło w dzicz – był zwykłym człowiekiem, nie odbierało śmiałości. Przeciwnie, pasowało do Profesora i jego historii, w której to co z ksiąg, splatało się z tym, co za miedzą.
  • Sesje RPG systemów Świata Mroku, wszystkich edycji, w tym Chronicles of Darkness.

    18 463
    18 Tematy
    463 Posty
    Leszek DyskietkaL
    Mam nadzieję, bo trochę się napaliłem na zabawę w szalonego dobrego glinę i szalonego złego glinę. :v
  • Sesje systemów nie posiadających własnych kategorii rozgrywające się w realiach fantasy.

    8 634
    8 Tematy
    634 Posty
    Brak nowych postów.
  • Dział na sesje systemów nie posiadających własnych kategorii rozgrywające się w światach przyszłości lub uniwersach doń nawiązujących, miejsce na Cyberpunk, Gwiezdne Wojny, światy postapokaliptyczne czy science fiction.

    15 2k
    15 Tematy
    2k Posty
    KetharianK
    [image: IMG-2455.jpg] Update taktyczny. Sadza ostrożnie wychodzi z windy na górnym poziomie, na korytarz łączący pomieszczenia mieszkalne z podstawą wieży dowodzenia. Szybko natrafi na pierwsze zwłoki, jakieś półtora metra dalej na podłodze siedzi oparty plecami o ścianie martwy człowiek w mundurze marynarki, z niemal oderwaną lewą nogą, ewidentnie wykrwawiony na śmierć. Poza nim pierwszy oficer nie dostrzega nikogo więcej, ale korytarz ma sporo nieoświetlonych wnęk technicznych, a niedaleko trupa w suficie zieje pustką otwarty właz układu wentylacyjnego. Marcus stoi na ścianie szybu, na poprzecznej belce, skąd ma dobre pole widzenia i na dach windy i do korytarza na trzecim poziomie. Joshua jest na drabince tuż pod wyjściem na korytarz, Caleb i Elias albo na drabince albo jeszcze w ładowni piętro niżej. Ważne info dla @piołun - detektor pochłania sporo mocy z akumulatora i chociaż na dotychczasowym etapie zabawy machnąłem ręką na rozliczanie stanu baterii, od teraz urozmaicimy sobie zabawę dodając ten właśnie wątek. Aktualny Power Supply 3. Przy kolejnym użyciu detektora rzuć proszę 4k6. I pytanie do wszystkich poza @grek o kolejne deklaracje działania.
  • Sesje w pozostałych wydawanych systemach oraz autorskich.

    26 2k
    26 Tematy
    2k Posty
    GurenG
    O Diagnozach z duchem Pana Murphiego Duch Murphy’ego rozdziawił usta zanim uśmiechnął się szeroko. Eddie mółg odnieść wrażenie, że światło żarówki nabrało cieplejszego koloru. -Do innego świata? Takiego z magią, smokami i mieczem? Po chwili wróciło do normy, a duch zaczął wymachiwać rękami: -Ale jak działa przepływ czasu? Tam mija dzień, a ile tutaj? Coś trzeba zrobić, żeby przejść? Czy jak w Narni, że się po przejściu człowiek restartuje do wieku z chwili wyjścia? A bogowie to nie są mutanty, któym przypisano boskość? O drugich tożsamościach Joan uniosła ramiona nad głową: -Jakie “kochana”? Próbuję zrozumieć czemu gadasz jakbyś był w wieku mojego taty. Co ja gadam, gadasz mniej współcześnie niż wujasy z kapeli. Ale co do tożsamości to przerabiam to od miesięcy z Deanem… -A jak jest z Ari? -zapytał duch. Widząc wyraz twarzy córki odwrócił się gwałtownie w stronę syna- No bez jaj! Też nie wie?! Z wszystkich osób bym stawiał… -Jestem za utrzymaniem tajemnicy do grobu- oświadczył Mephisto klepnął w ramię Sewer Rata- dla dobra wszystkich i zasad. I dla solidarności ze Strzygą Dojechanie dziadka Dallena i ważne pytania Dallen Senior dłuższy czas się przyglądał niebieskowłosemu jakby pierwszy raz go zobaczył w życiu. Przez dłuższy moment rozglądał się na boki jakby się nad czymś zastanawiał zanim ostatecznie oświadczył: -Eddulan, czemuś się tak uparli na jakąś zakazaną miłość. Jest mały, pierzasty, zachowuje się jak pyszałek, a jest patologicznym kłamcą. Ludzi za to czaruje tak, że myślą, że jest niewiadomo jaki mądry i oświecony. Ja nim gardzę! Ale że ludzie nabierają się na takie czarujące słówka szyj, to owija sobie ich wokół palca. Gada tym swoim pseudo włoskim i już kobiety mu jedzą z ręki. Je dziwaczne jedzenie, a ludzie jaka to jest otwartość umysłu. Rozbił się pod restauracją na której byłem na randce, a potem zżarł rybkę z akwarium. I nawet nie przeprosił. Łże jak pies o tym swoim trudnym dzieciństwie, żeby naciągać ludzi na wyższe datki. Jaki 11-latek by przeżył sam na ulicy? Nikt nie byłby taki wesolutki po takich traumach. A i jeszcze wszyscy jaki biedny był. JA musiałem sprostać wysokim oczekiwaniom rodziców i jakoś nie jołczę?! Jesteście naiwni z tym romantyzowaniem gangsterskiego życia. Ta wasza drużyna próbuje zadrzeć z Czerwoną Rękawicą, a ten cały “Szefunio” o którym gada Hawkman to mogę wam powiedzieć, że jest jeszcze gorszą siłą. Czarownik, który robił dla Nazistów? Władający piorunami, który mówi w wymarłych językach ze spojrzeniem jak zimowe niebo? Czy macie siłę zadzierać nie z jednym, a z dwoma magicznymi mafiozami?! - przycisnął dłoń do piersi, żeby usiąść na krześle. Po dłuższej chiwli próby zapanowania nad oddechem spytała: -Czy opowiadałem wam jak zacząłem chorować na serce? Ważne pytanie dla Deana Dean dłuższy czas milczał zanim westchnął: -Wyjdę na kretyna, ale przez parę miesięcy starałem się jeść nie dotykać jedzenia całą dłonią, ale nie… Jedzenie jest za żywą materią. Co innego jeśli za długo potrzymam tak widelec. A słyszałaś o Zasadzie Równowartej wymiany- przerobisz tylko tyle materii ile jej masz? Jak się utwardzę to wszystko trzyma się w jednym miejscu, ale nie mam tej gwarancji z czymś sypkim jak piasek, woda czy nie wiem... Czy jeśli zgubię po drodzę ileśtam materiału, to czy nie stracę organu, albo kawałka palca? Pod mieszkaniem Diany Mark Baptise czekał na schodach przyklejony do ściany, żeby nieuzauważony przyglądać się korytarzowi. -Diana? Pssst… Teraz stara zaczęła śpiewać. Pod drzwiami mieszkania Skyler stała opierając się o białej lasce starsza kobieta we wzorzystej sukni i turban jakie Strzyga mogła zobaczyć w dokumentach o Afryce. W drugiej ręce kołysała kadzidłem paachnącym mieszanką pieczywa czosnkowego, cynamonu i ziół. - Donne-nous, Donne-nous de la force pour traverser l'obscurité jusqu'à la lumière! Nagle odwróciła głowę w stronę gdzie się ukrywali. Nosiła ciemne okulary -Podejdziecie tutaj? Wszyscy czworo? Okolica Nataniela Pracownicy w ciemnogranatowych kombinezonach (wysocy, umięśnieni i w ciemnych okularach) skierowali głowy w stronę Nataniela i panią Abbott. Mówili jeden przez drugich: -Po mieście latają potwory. Domowi pupile mogłyby zostać przez nie pożarte. -Zarząd dzielnicy przenosi je w bezpieczne miejsce do czasu aż rozwiążą problem z bestiami. Chyba zależy pani na ich bezpieczeństwie. -Nie możemy się dłużej przyjaźnić! Kocham cię!- zawołała papuga z furgonetki. -A papudze co grozi w mieszkaniu?- wytknęła pani Abbott
  • Miejsce dyskusji o RPG i systemach wszelakich.

    30 599
    30 Tematy
    599 Posty
    MarrrtM
    Przy warunkach dołączenia do sesji otwartej dałbym widełki ilości postów na które ktoś by się pisał. Np. 3-4 posty. 5-10 postów. > 11 postów. Ma to co najmniej dwa plusy. Primo trochę motywuje gracza gdy się na coś zadeklaruje, bo projekt ma początek i koniec. Secundo MG wie jak ma podejść do BG i jak szybko go wrzucić na głęboki olej akcji. Na przykładzie sesji Alien (polecam!) rozważyłbym tezę, że nie wszyscy nowi szukają gry wstępnej, a przeciwnie chcą od razu głównego dania. To nie przytyk do Ciebie Ketharian! Sam się nad tym zastanawiam i a propos tematu Krypty próbuję dojść do konstruktywnych wniosków, czemu Holt, William, Nadia i Davy przepadli mimo świetnej fabuły i minimum wymogu znajomości mechaniki.
  • Informacje o konwentach, zlotach i innych wydarzeniach.

    29 80
    29 Tematy
    80 Posty
    KrakovK
    Na Bachanalia Fantastyczne udało mi się dotrzeć po raz pierwszy - ta Zielona Góra jest jednak daleko i bardzo nie po drodze. I to jest największa wada tego konwentu (nie tylko moim zdaniem, ten argument się powtarzał w rozmowach). Poza tym było przyzwoicie i pod względem organizacji i programu. Impreza odbywa się na kampusie Uniwersytetu Zielonogórskiego, w trzech budynkach ale położonych rzut beretem od siebie. Do tego trochę terenów zielonych, na których w sobotę było parę ogólnodostępnych atrakcji w ramach Pikniku Rodzinnego i sporych rozmiarów ogrzewany namiot pełniący rolę Klubu Konwentowego. Zwłaszcza ten ostatni jest czymś co wyróżnia tę imprezę. Zwykle bowiem konwent ma swoją Knajpę Konwentową, a jej rolę pełni jakiś najbliższy pub (albo dwa). Przy czterocyfrowej liczbie uczestników nie ma szans by wszyscy się zmieścili w jednym lokalu, więc zwykle ludzie w mniejszych grupkach rozłażą się po okolicy. Tutaj takim miejscem integracji był wspomniany namiot (i jego okolice) dzięki czemu większość konwentowiczów mogła się bawić w jednym miejscu. Minus był oczywiście taki, że gwar rozmów chwilami utrudniał komunikowanie się i najlepiej gadało się na zewnątrz. Niemniej samą koncepcję szanuję. Sam konwent wyróżnia się jeszcze tym, że średnia wieku uczestników jest jakby wyższa niż na innych imprezach. Ma to swoje odzwierciedlenie w programie - niby jest jakiś blok mangi i anime, ale raczej nieduży. "Anime dziewczynek" i cosplayerów praktycznie nie widać. Sporo za to dorosłych ludzi, którzy najwyraźniej przyjeźdżają tu od lat i robią to może nawet bardziej dla spotkania znajomych twarzy niż dla programu. To ostatnie pewnie dodatkowo wzmocnił fakt, że tegoroczne BF-y były też Polconem. Motywem przewodnim tegorocznych Bachanaliów była fantastyka rodem z Francji, ale muszę przyznać, że związane z tym punkty programu jakoś nie trafiły do mojego harmonogramu. Zajrzałem tylko na wystawę francuskiego komiksu. Drugim ważnym elementem wydarzenia były obchody różnego rodzaju rocznic. Czterdziesta edycja Bachanaliów, czterdziesty Polcon, 25-lecie ZSFP (Związku Stowarzyszeń Fandom Polski) i 250 lat polskiej fantastyki. No sporo się nazbierało. Najciekawsze punkty programu, na których byłem? Postapo po japońsku. Dlaczego koniec świata nie zawsze jest tragedią? Krótki przegląd japońskich komiksów, które dotykają w jakiś sposób tematu postapokalipsy, ale robią to w inny sposób niż Mad Max czy Fallout. Zamiast walki o przetrwanie więcej w nich melancholii, szukania normalności na gruzach świata. Choć były też i mroczniejsze przykłady. Dlaczego Fantasy jest głupie? Wspólnie z prelegentem przyglądaliśmy się różnego rodzaju absurdom i nielogicznym rozwiązaniom wszechobecnym w fantasy, dzięki którym ten podgatunek dorobił się łatki "tej głupszej / mniej poważnej fantastyki" w porównaniu z SF. Wbrew tytułowi nie chodziło wyłącznie o darcie łacha z fantasy, było całkiem merytorycznie. Biskupi-piraci z Wyspy Man Dwie opowieści o dwóch postaciach, których dzieliły setki lat, ale łączyło zamiłowanie do piractwa i to, że obaj skończyli jako biskupi na zależnej od Korony Brytyjskiej wyspie Man. Kawałek historii, o której nie miałem pojęcia. Do tego trochę o samej wyspie Man, Celtach i tamtejszych zwyczajach. Jak irlandzka tradycja, by z okazji Samhain (Halloween) podpalać dom swojego władcy... Gala Rozdania Nagród im Janusza A. Zajdla Należą jej się dwa słowa. Z jednej strony zorganizowana w bardzo fajnym miejscu, bo w Planetarium Wenus. W pewnej odległości od kampusu, na którym odbywał się sam konwent, ale były ogarnięte autobusy, dzięki którym każdy mógł się tam dostać bez problemu. Na samą galę wszyscy wchodzili po czerwonym dywanie, co było miłym akcentem. Niestety sama gala była jedną z gorszych na jakich byłem. Pozbawiona zupełnie części artystycznej (być może przez to, że poza Nagrodami Zajdla było też parę innych rzeczy do rozdania i gości zabierających głos, więc nie było sensu dodatkowo przedłużać), za to z dwojgiem prowadzących, którzy bardzo próbowali być zabawni, ale efekty były odwrotnie proporcjonalne do wysiłków. Podsumowując: Fajny konwent i przyzwoity Polcon, ale raczej nieprędko tam wrócę. Po prostu jest dużo imprez, które są bliżej i dojazd jest przyjemniejszy. Ale jak nie macie do Zielonej Góry tak daleko jak ja to polecam P.S. Mieli takie ładne Gwiezdne Wrota [image: 1792660709388-df6ea008-42ca-47fe-96b1-f3ffde241110-image-resized.jpeg]
  • Sprawy forum, techniczne, społeczne, jego organizacji oraz przyszłości.

    19 631
    19 Tematy
    631 Posty
    NabuchodonozorN
    Przepraszam was. Z tym komiksem to taki żarcik był. Nie przyszło mi do głowy źe weźmie to ktoś serio. Ale o obrazki pytałem serio bo czasem coś się wstawia z odniesieniem do obrazu i jak kiedyś zginie to post może stać się niezrozumiały
  • Luźne rozmowy na tematy wszelakie.

    18 434
    18 Tematy
    434 Posty
    GladinG
    Częściowo kontynuując moją odpowiedź na pytanie @Piołun'a o książki warte polecenia, a częściowo odnosząc się do wpisu Jaremy. Piekara, Inkwizytor @Jarema napisał: Ja, inkwizytor Trochę książek z tego cyklu przeczytałem. Nawet robiąc sobie listę książek do polecenia, wynotowałem i tę pozycję. Książkę można polecić, ale jednak z zastrzeżeniem. Przede wszystkim, seria o Inkwizytorze jest serią obrazoburczą. Osobom wrażliwym na punkcie wiary chrześcijańskiej nie polecam sięgania po nią. Cykl opowiada o świecie, w którym Chrystus po ukrzyżowaniu zstąpił z tego krzyża i siał zniszczenie wśród niewiernych ogniem i mieczem, a jego gorliwymi wykonawcami byli apostołowie. Druga uwaga, to ilość młodzieńczych fantazji erotycznych, jaką autor pozwala realizować swojemu głównemu bohaterowi. I to realizować często gęsto z udziałem duchownych, mniszek, etc. Tutaj już nie tylko osoby wrażliwe religijnie, ale również wyczulone na tematy erotyczne, w szczególności na fantazje młodych mężczyzn, mogą lekturę odebrać źle. Pozostałym czytelnikom mogę polecić serię, a przynajmniej kilka pierwszych tomów. Później dla mnie zrobiło się nieco nudno. Piekara, jak wielu innych autorów, stworzył kilka dobrych opowiadań, a potem nie poradził sobie z kreowaniem szerszego obrazu świata i coraz większą liczbą napisanych pozycji. Powtarzalność głównego bohatera w kolejnych opowiadaniach zanudziła mnie, jako czytelnika. Do tego w którymś momencie autor jakby przestraszył się obrazoburczości swoich opowiadań i próbuje się z tego wykaraskać, tym samym tracąc charakterystyczny rys cyklu. Ale kilka początkowych tomów polecam, z zastrzeżeniami j.w. Natomiast nie są to książki, które mam w domowej biblioteczce ani takie, które planuję do niej zakupić. Sapkowski. Wiedźmin @Jarema napisał: Trylogia Husycka — chyba nawet lepsza niż Wiedźmin O trylogii husyckiej nie wypowiem się. Prawdopodobnie nie czytałem, chociaż może miałem w rękach? Skoro polecasz, zanotuję sobie do sprawdzenia, chociaż do samego autora nie mam aż tak mocnego przekonania. Więcej poniżej. [image: 1uz0xR0.jpeg] Nie jestem pewien, ale całkiem możliwe, że najpierw w rękę wpadły mi „Komiksy”, albo chociaż pierwszy z nich „Droga bez powrotu”. Natomiast same opowiadania wkrótce potem. Czy polecę je każdemu do przeczytania? Tak. Opowiadania wg mnie były bardzo fajne a wykreowana postać Geralta jest znana na całym świecie. Z tego powodu dla czytelnika fantasy to pozycja obowiązkowa. Tak więc dwa tomy opowiadań polecam. Potem mam odczucia podobne do tych opisanych powyżej w przypadku Piekary. Autor tworzył świetnie opowiadania, a potem rzucił się na głęboką wodę i napisał pięcioksiąg. Z tego pięcioksięgu 2 książki były dobre. Wydaje mi się, że to była pierwsza i trzecia z cyklu, ale ze względu na upływ czasu, nie jestem na 100% pewien. [image: mlZsUt8.jpeg] Natomiast jestem na 100% pewien, że piąty tom był absolutną porażką. Był fatalny. Odebrałem go tak, jakby autor miał termin na jego napisanie (kontrakt z wydawnictwem) i absolutnie nie miał pomysłu, co napisać. Więc napisał cokolwiek. Andrzej Pilipiuk. Jakub Wędrowycz @Jarema napisał: Andrzeja Pilipiuka, a szczególnie serię przygód Jakuba Wędrowycza I tutaj trafiłeś w pozycję, którą również uważam za godną polecenia. Przy czym zastrzegam, że mało czytałem. Jeden tom na pewno, ale dwa lub trzy Fajnie, że ten wątek ruszył, bo przypomniał mi właśnie o takich pozycjach, które mnie zaciekawiły, a potem gdzieś umknęło. Jakub Wędrowycz kojarzy mi się nieco z Babcią Weatherwax z Pratchetta. Wędrowycz jest postacią swojską, siermiężną, a przy tym potrafiącą bimbrem i kosą przeganiać demony. Polski, wiejski, lokalny żul w gumofilcach, broniący świata przed istotami z innych wymiarów. Nieco podobnie z Babcią Weaterwax. Ani ładna, ani młoda, nosząca na nogach wygodne i użyteczne trepy, zbierająca jako opłatę stare ubrania, z rozsypującą się miotłą i chatą a jednak najpotężniejsza czarownica. Tak, Wędrowycza polecam, warto spróbować. Co do innych dzieł, to musiałem otworzyć sobie wykaz twórczości Pilipiuka i skróty fabuły tych pozycji, które wydały mi się znajome. Zidentyfikowałem serię Oko Jelenia oraz Kuzynki. Żadna z tych pozycji nie spodobała mi się jednak na tyle, abym uznał je godne polecenia. Jeżeli ktoś ma ochotę zapoznać się z polską twórczością bieżącego wieku, to proszę. Ale jeżeli macie mniej czasu do dyspozycji niż książek do przeczytania, to poza Wędrowyczem resztę bym odpuścił. Marcin Przybyłek. Gamedec [image: CmJofid.jpeg] Skoro już o polskiej scenie fantastycznej tego wieku mowa, to poleciłbym cykl Gamedec Marcina Przybyłka. Kiedy publikował pierwsze opowiadania około 20 lat temu, zawarte tam wizje były zbyt odległe, by brać je na poważnie. Dziś nie jestem tego już taki pewien. Oprócz przyjemnej lektury przygód Torkila Aymore'a możemy dziś zastanawiać się nad tym, jak odległa jest wizja przenoszenia naszej świadomości w świat wirtualny, obdarzania fikcyjnych postaci wirtualnych fizyczną kopią mózgu i generalnie miksowania mózgu, ciała, świadomości, świata wirtualnego w dowolnych kombinacjach. Aczkolwiek podobnie jak u wyżej wymienionych polskich autorów mam wrażenie, że im dalej Przybyłek brnął w kreację świata i postaci, tym bardziej obniżał loty. Dwa pierwsze tomy opowiadań są moim zdaniem dużo lepsze, niż kolejne. Przy okazji dowiedziałem się, że już dekadę temu wydano 5 kolejnych książek z tego uniwersum. No, no... kolejna rzecz do wrzucenia na listę lektur Ależ się cieszę z tego wątku. Na początku bieżącego roku miałem problem z tym, co czytać. A tu proszę, jakie się perspektywy otwierają, buduje się lista do czytania na cały 2027r Maria Lidia Kossakowska. Zastępy Anielskie. Skoro jakoś samo tak wyszedł blok polskich pisarzy XXI wieku (z gościnnym występem Sapkowskiego), to chciałem dodać piątą pozycję wartą polecenia. Trochę miałem problem. Przypominałem sobie kogo jeszcze czytałem. „Pan Lodowego Ogrodu” Grzędowicza mi nie siadł. „Achaja” Ziemiańskiego była w miarę spoko, zwłaszcza początki, ale też nie na tyle, aby wybiło się to powyżej pozostałych autorów. Komuda? Nie. Dukaj? Też nie. Kossakowska... Chyba bardziej niż ci powyżej. Ciekawy był cykl Zastępy Anielskie opowiadający o problemach aniołów (tudzież diabłów i ludzi) w(e) (wszech)świecie, który stracił Boga. Z innych jej książek jest cykl Takeshi, który może się też podobać. Ja spasowałem po pierwszym tomie albo w trakcie drugiego. Nie wciągnął mnie wtedy na tyle, ale moja żona uważa ten cykl za jej najlepszy, a i inne dzieła tejże aktorki sobie chwali. Natomiast „Ruda Sfora” wprowadza czytelnika w świat wierzeń Jakutów. Książka interesująca głównie właśnie przez to, że przedstawia mitologię nam nieznaną. Na tych 5 pozycjach kończę mój wpis, tym razem quasi-polecajek. @Piołun napisał: w "Niezwyciężonym" Chyba tego nie czytałem. Dodaję do listy „Do przeczytania”. Dzięki Gladin napisał: Bloodborn Przy okazji. Ponieważ stała na półce druga część, „Bloodforged”, to od razu ją przeczytałem. Moja jej ocena jest jeden punkt wyżej od części pierwszej, ale właściwie pozostają wszystkie te same zastrzeżenia, co przy „Bloodborn”.
  • Miejsce na dzieła naszych użytkowników, czy to literackie, graficzne czy nawet muzykę i film. Zapraszamy do dzielenia się.

    15 180
    15 Tematy
    180 Posty
    SzaryGrabarzS
    Skoro wykonania AI tu nie przeszkadzają to napisałem swojego czasu kilka ballad. Jeśli ci się do czegoś spodobają to proszę. https://youtu.be/Pe8f2IcypyY https://youtu.be/TlTyHSqjPOk https://suno.com/s/sEwe783REaS6AUHB
  • Oficjalny kanał Discord forum Rolltelling.

Patronat

Podróżnik uziemiony

Ostatnie posty

  • text alternatywny

    Update taktyczny. Sadza ostrożnie wychodzi z windy na górnym poziomie, na korytarz łączący pomieszczenia mieszkalne z podstawą wieży dowodzenia. Szybko natrafi na pierwsze zwłoki, jakieś półtora metra dalej na podłodze siedzi oparty plecami o ścianie martwy człowiek w mundurze marynarki, z niemal oderwaną lewą nogą, ewidentnie wykrwawiony na śmierć. Poza nim pierwszy oficer nie dostrzega nikogo więcej, ale korytarz ma sporo nieoświetlonych wnęk technicznych, a niedaleko trupa w suficie zieje pustką otwarty właz układu wentylacyjnego.

    Marcus stoi na ścianie szybu, na poprzecznej belce, skąd ma dobre pole widzenia i na dach windy i do korytarza na trzecim poziomie. Joshua jest na drabince tuż pod wyjściem na korytarz, Caleb i Elias albo na drabince albo jeszcze w ładowni piętro niżej.

    Ważne info dla @piołun - detektor pochłania sporo mocy z akumulatora i chociaż na dotychczasowym etapie zabawy machnąłem ręką na rozliczanie stanu baterii, od teraz urozmaicimy sobie zabawę dodając ten właśnie wątek. Aktualny Power Supply 3. Przy kolejnym użyciu detektora rzuć proszę 4k6.

    I pytanie do wszystkich poza @grek o kolejne deklaracje działania.

    czytaj więcej

  • O Diagnozach z duchem Pana Murphiego
    Duch Murphy’ego rozdziawił usta zanim uśmiechnął się szeroko. Eddie mółg odnieść wrażenie, że światło żarówki nabrało cieplejszego koloru.
    -Do innego świata? Takiego z magią, smokami i mieczem?

    Po chwili wróciło do normy, a duch zaczął wymachiwać rękami:
    -Ale jak działa przepływ czasu? Tam mija dzień, a ile tutaj? Coś trzeba zrobić, żeby przejść? Czy jak w Narni, że się po przejściu człowiek restartuje do wieku z chwili wyjścia? A bogowie to nie są mutanty, któym przypisano boskość?

    O drugich tożsamościach
    Joan uniosła ramiona nad głową:
    -Jakie “kochana”? Próbuję zrozumieć czemu gadasz jakbyś był w wieku mojego taty. Co ja gadam, gadasz mniej współcześnie niż wujasy z kapeli. Ale co do tożsamości to przerabiam to od miesięcy z Deanem…
    -A jak jest z Ari? -zapytał duch. Widząc wyraz twarzy córki odwrócił się gwałtownie w stronę syna- No bez jaj! Też nie wie?! Z wszystkich osób bym stawiał…

    -Jestem za utrzymaniem tajemnicy do grobu- oświadczył Mephisto klepnął w ramię Sewer Rata- dla dobra wszystkich i zasad. I dla solidarności ze Strzygą

    Dojechanie dziadka Dallena i ważne pytania
    Dallen Senior dłuższy czas się przyglądał niebieskowłosemu jakby pierwszy raz go zobaczył w życiu. Przez dłuższy moment rozglądał się na boki jakby się nad czymś zastanawiał zanim ostatecznie oświadczył:
    -Eddulan, czemuś się tak uparli na jakąś zakazaną miłość. Jest mały, pierzasty, zachowuje się jak pyszałek, a jest patologicznym kłamcą. Ludzi za to czaruje tak, że myślą, że jest niewiadomo jaki mądry i oświecony. Ja nim gardzę!

    Ale że ludzie nabierają się na takie czarujące słówka szyj, to owija sobie ich wokół palca. Gada tym swoim pseudo włoskim i już kobiety mu jedzą z ręki. Je dziwaczne jedzenie, a ludzie jaka to jest otwartość umysłu. Rozbił się pod restauracją na której byłem na randce, a potem zżarł rybkę z akwarium. I nawet nie przeprosił. Łże jak pies o tym swoim trudnym dzieciństwie, żeby naciągać ludzi na wyższe datki. Jaki 11-latek by przeżył sam na ulicy? Nikt nie byłby taki wesolutki po takich traumach. A i jeszcze wszyscy jaki biedny był. JA musiałem sprostać wysokim oczekiwaniom rodziców i jakoś nie jołczę?!

    Jesteście naiwni z tym romantyzowaniem gangsterskiego życia. Ta wasza drużyna próbuje zadrzeć z Czerwoną Rękawicą, a ten cały “Szefunio” o którym gada Hawkman to mogę wam powiedzieć, że jest jeszcze gorszą siłą. Czarownik, który robił dla Nazistów? Władający piorunami, który mówi w wymarłych językach ze spojrzeniem jak zimowe niebo? Czy macie siłę zadzierać nie z jednym, a z dwoma magicznymi mafiozami?! - przycisnął dłoń do piersi, żeby usiąść na krześle.

    Po dłuższej chiwli próby zapanowania nad oddechem spytała:
    -Czy opowiadałem wam jak zacząłem chorować na serce?

    Ważne pytanie dla Deana
    Dean dłuższy czas milczał zanim westchnął:
    -Wyjdę na kretyna, ale przez parę miesięcy starałem się jeść nie dotykać jedzenia całą dłonią, ale nie… Jedzenie jest za żywą materią. Co innego jeśli za długo potrzymam tak widelec.

    A słyszałaś o Zasadzie Równowartej wymiany- przerobisz tylko tyle materii ile jej masz? Jak się utwardzę to wszystko trzyma się w jednym miejscu, ale nie mam tej gwarancji z czymś sypkim jak piasek, woda czy nie wiem... Czy jeśli zgubię po drodzę ileśtam materiału, to czy nie stracę organu, albo kawałka palca?

    Pod mieszkaniem Diany
    Mark Baptise czekał na schodach przyklejony do ściany, żeby nieuzauważony przyglądać się korytarzowi.
    -Diana? Pssst… Teraz stara zaczęła śpiewać.
    Pod drzwiami mieszkania Skyler stała opierając się o białej lasce starsza kobieta we wzorzystej sukni i turban jakie Strzyga mogła zobaczyć w dokumentach o Afryce. W drugiej ręce kołysała kadzidłem paachnącym mieszanką pieczywa czosnkowego, cynamonu i ziół.
    - Donne-nous, Donne-nous de la force pour traverser l'obscurité jusqu'à la lumière!

    Nagle odwróciła głowę w stronę gdzie się ukrywali. Nosiła ciemne okulary
    -Podejdziecie tutaj? Wszyscy czworo?

    Okolica Nataniela
    Pracownicy w ciemnogranatowych kombinezonach (wysocy, umięśnieni i w ciemnych okularach) skierowali głowy w stronę Nataniela i panią Abbott. Mówili jeden przez drugich:
    -Po mieście latają potwory. Domowi pupile mogłyby zostać przez nie pożarte.
    -Zarząd dzielnicy przenosi je w bezpieczne miejsce do czasu aż rozwiążą problem z bestiami. Chyba zależy pani na ich bezpieczeństwie.
    -Nie możemy się dłużej przyjaźnić! Kocham cię!- zawołała papuga z furgonetki.
    -A papudze co grozi w mieszkaniu?- wytknęła pani Abbott

    czytaj więcej

  • Postaram się jutro wrzucić mój post. Stety / niestety wolumen tekstu jest duży (mamy sporo graczy i wszyscy zaangażowani) i ciężko mi nadążyć za akcją / czytaniem / odnoszeniem się do wszystkiego na raz.

    czytaj więcej

  • Warczące na grobowy pochód stado rozpierzchło się, pogonione nadludzkim głosem kapłana. Przyjemnie było patrzeć, jak ci szubrawcy karleją, cofają się, jak uchodzi z nich gniew, a w ucieczce chcą osłonić się od zwierzecęgo lęku pozorami kultury. Wymówką, pomyłką, niedomówieniem. Przemyśleniem sprawy. Pokracznym ukłonem zapowiadającym zejście ze sceny.

    Vald chłonął to wszystko żarłocznie, przebiegając spojrzeniem po każdym, kto stanął barykadą na ostatniej drodze Profesora. Zapamiętywał twarze, ruchy i szczegóły, jakby miał odmalować każdy detal na obrazie. Gibsa praktycznie rozrysował sobie na planszy notując, jak prowadzi kończyny, jak odgina się w tył przy wzburzeniu, jak gestykuluje dłońmi i bardziej obciąża lewą nogę przy ruchu.

    Obserwował każdy z ruchomych punktów, dopóki nie zniknęły w cmentarnej szarości. W końcu uwolniony z napięcia, wypuścił cicho powietrze i z szacunkiem schylił głowę przed krasnoludem. Pochód mógł trwać i poniesiona na nowo trumna dopłynęła kresu drogi.

    Vald odstąpił od niej powoli, delikatny i należycie stonowany w ruchach. W środku czuł złość i wzbierającą żółć. Złość na bydlaków, którzy znieważyli jego przyjaciela i złość na siebie. Że nie mógł teraz skupić się na deszczowej kontemplacji śmierci, na słowach Kendry, na wspomnieniach i odpowiednio posępnym spojrzeniu przy sypaniu ziemi na trumnę.

    Że zamiast uspokoić myśli i wzrok, cały czas wypatrywał zagrożenia i szukał śladów Gibsowego stada. Że nie ma kontroli, jakiej od siebie wymaga. Że miota się pod emocją, zamiast dostojnie smutnieć i dać Kendrze pokrzepienie jakimś pięknym wspomnieniem o Profesorze. A nieboszczykowi, w zgodzie z tą nekromancją, którą prawdziwie się parał – historią – przedłużyć życie przez pamięć. Dobrą mową czy epitafium zapadając w głowy tych, którzy dzisiaj szli dalej.

    Zły na siebie, pokornie skłonił się nad trumną, sypiąc garść ziemi i odszedł w tłum. Ulżyło mu dopiero, kiedy grabarze ubili ziemię na mogile. Goście zaczęli znikać w deszczu, wzmagając ciszę i pewność, że historia Profesora dobiegła końca.

    – Tyle o ile, Profesorze. – Pomyślał, na krótkie mgnienie uśmiechając się pod nosem.

    Petros Lorrimor był człowiekiem nietuzinkowym. O ile nie lubił zadęcia i pompy, o tyle nie zwykł też traktować rzeczy, które dla innych były ważne czy święte lekko. Nawet, jeśli sam uznawał je za banialuki. Choć wielu dał się poznać jako poważny i oficjalny, nie stronił od groteski i miał poczucie humoru, które brało na rogi sprawy, jakie niektórzy obchodzili z nabożnym lękiem.

    Jakkolwiek Profesor współczułby każdemu znajomemu pogrążonemu w żałobie i składał wymowne kondolencje, zawsze dostojnie dojrzały w obliczu śmierci, tak Vald był przekonany, że w swoim odejściu na pewno widziałby przestrzeń na coś więcej niż lamenty. Pewnie zawczasu nie spodziewałby się, że może to być miejsce na tajemnicę i śledztwo, ale ucieszyłby się.

    Tak przynajmniej sądził jego dawny student, gdy znalazł się już w domu mentora, znów blisko jego pogodnego ducha, a dalej od tych, którzy chcieli go podeptać. Myśli uspokoiły się, a wspomnienia na widok tysiąca ksiąg, których znajome grzbiety Vald widział w szkolnej bibliotece chyba wieki temu zaczęły grzać.

    – Szanowne Panie. – Vald złożył lekki, dzielony na trzy ukłon, w stronę Kendry, niziołki i tajemniczej zakonnicy. – Szanowni Panowie.

    – Wielki to zaszczyt być pod jednym dachem z ludźmi, których Profesor nazywał przyjaciółmi. – Na bladą twarz wpłynął skromny uśmiech. – Jestem Vald Bendic. Przed wieloma laty byłem studentem Profesora. Jednym z wielu, pewnikiem nie wśród jego najwybitniejszych uczniów. Ale Profesor, tak oddany samemu nauczaniu, jak i nauce – co przy uczonym jego formatu mówi niemało – zawsze miał czas i serce dla studentów, których porwały jego pasje.

    – Zaszczepił we mnie zamiłowanie do historii i kultury tych ziem. Choć studiowałem prawo i przez parę lat to był mój zawód... – Vald niemal prychnął na odległość i dziwność wspomnienia, które przez lata stanowiło o jego osobie. – To od wielu lat żyję zupełnie inaczej. Na co dzień z dala od liter i ludzi. Jako myśliwy, można powiedzieć.

    – Profesor był przez te ostatnie dekady moim głosem ze świata i – powiem to z dumą, bo sam tak mnie nazywał – przyjacielem. Korespondowaliśmy, kiedy tylko się dało, co może nie było relacją tak bliską i częstą, jaka może była zaszczytem tu obecnych, ale dla mnie niezwykle cenną.

    – Jestem – Panie, Panowie – do waszych, jako przyjaciół Profesora, usług. Przede wszystkim zaś. – Vald symbolicznie podniósł się na ten fragment przemowy. – Pani, Pani Kendro. Ostatnie listy od Pani Ojca wzbudziły już mój niepokój, więc jeśli jest coś w jego śmierci, co można wyjaśnić, nie pozostawię tego nierozstrzygniętym.

    Dopytania pozostałych jasno stanowiły o tym, że oni też nie chcieli zostawiać sieroty wśród wątpliwości i nie opuszczą sprawy wypadku bez wyjaśnienia. Vald pociągnął łyk wina, pokrzepiony oddaniem przyjaciół Profesora. Tym, że wliczał się w ich grono i że nie stał sam wobec sprawy.

    To, że grono stanowili krasnolud, niziołka i zielonooki czarownik, a on tylko – dawny żak, którego życie rzuciło w dzicz – był zwykłym człowiekiem, nie odbierało śmiałości. Przeciwnie, pasowało do Profesora i jego historii, w której to co z ksiąg, splatało się z tym, co za miedzą.

    czytaj więcej

Ostatnio zarejestrowani

Online

11

Online

172

Użytkownicy

330

Tematy

13.5k

Posty