Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje future
  3. Rozgrywka
  4. [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
Syreni Śpiew Neonów
KetharianK
Ketharian jako
Soulkiller
Mistrz Gry
JohnyTRSJ
JohnyTRS jako
Hartley „Mack” Mackinaw
GladinG
Gladin jako
HiFi
GreKG
GreK jako
Raze „Switch” More
WilczyW
Wilczy jako
Houston „Dingo” Dawn
MarrrtM
Marrrt jako
Shawn „Frog” Camara
NanatarN
Nanatar jako
Artemida „Brazil” Torquemada

[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
cyberpunkcyberpunk2077
320 Posty 7 Uczestników 6.1k Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • NanatarN Niedostępny
    NanatarN Niedostępny
    Nanatar jako Artemida „Brazil” Torquemada
    napisał(a) ostatnio edytowany przez
    #304

    H10; 15 July 2077; 12.30; Mieszkanie Paczki

    muzyka

    Pozwoliła. Pozwoliła mu jeszcze chwilę się pomasować. Była spięta, bardzo spięta i zła. More nie miał szans masażem zagasić wszystkich pożarów w duszy Brazil, co tam wszystkich, przecież wciąż rozpalał kolejne. Jeden po drugim.

    -Dzięki, wystarczy! - zabrzmiało jak tarta o asfalt skóra przy stu kilometrach na godzinę.

    Sprawnie wykręciła się spod mężczyzny i pospiesznie ubrała bieliznę. Musiała złapać oddech, żeby nie wybuchnąć. Brewki się jej zeszły, nos zmarszczył, usta wykrzywiły ambiwalentnie w seksownym niesmaku.

    -Co ty pierdolisz Raze?! Raz popełniłem błąd. Nie, nie raz. Złapać cię na kłamstwie łatwiej niż beta-hiv w slamsach Mexico City. Posłuchaj się. Rozumiem odmowę, choć mówiłam, że się nie pcham dziś nigdzie. Ale robienie ze mnie idiotki, a jeszcze gorzej ofiary, to cię grubo ponosi. Jakie karty? Czy ja ci wyglądam na kartę? Jakie, kurwa, mnie możesz stracić? Gdzie ty mnie masz? Na złotym łańcuszku? W dupie mnie masz. Nie wiesz nawet gdzie idę, co będę robiła, a twierdzisz, że martwisz czy się nie zesram jak poznam jakiś śliniących się bossów.

    Zmrużyła oczy. Uznała, że nie pora jeszcze wywlekać wszystkiego.

    -A co zrobisz asie jak zgłoszę się do walk na arenie, gdzie się obija Shawn? Będziesz słodkopierdział o moim bezpieczeństwie? Ja pierdolę. - Pokręciła głową.

    Wyszła. Prawie, zawadziła torbą o framugę, deck wypadł i uderzył głucho o podłogę. - Jak coś się stało to będzie twoja wina - podsumowała podnosząc.

    Wtargnęła do pracowni technicznej jak jednoosobowy odział do zwalczania cyborgów.
    -A co wy tacy spięci? Nieważne - machnęła torebką, mało nie roztrącając ułożonych w starannym porządku cybernetycznych podzespołów - przyspieszam swoją sprawę i dziś będę mogła zajrzeć do decków Lacorix. Zdaje się, że miała tu w H10 bazę, może warto by to sprawdzić. Znamy nr mieszkania. Będę przed wieczorem. - wróciła się - Był Frog?

    Wyszła sztywno, stanowczo, pewnie, jak zdobywczyni z antycznych tekstów, albo rewolucjonistka Celeste. Jeszcze korytarz, jeszcze winda, jeszcze kilka kroków przed bolckhousem i się rozryczała. Łzy zalały jej oczy tak, że trudno było jej znaleźć drogę do parkingu rowerowego. Z pomocą przyszła proteza, wyciszyła delikatnie, podpowiedziała gdzie znajduje się odpowiedni dla niej bicykl. See18, nie mogła niestety obetrzeć z wilgoci twarzy młodej kobiety, nie mogła osuszyć biologicznych oczu.

    Dopiero na siodełku miejskiego roweru kinetycznego zorientowała się, że poza bielizną ma na sobie tylko buty i długi letni płaszcz z mocnego purokevlaru. Torba co raz jej przeszkadzała i spadała na rękę z ramienia. Wreszcie zatrzymała się i doprowadziła do ładu. Torbę umocowała sztywno, płaszczyk zapięła w połowie. W sumie zdarzało się jej wybrać gorszą stylizację na spotkanie z przyjaciółką.

    Coś rytmicznego do pedałowania

    NoiseFeed Brazil do Froga
    Brazil Ogarnę się wcześniej
    Brazil O ktorej będziesz na kwadracie?

    Kiedy dotarła do sklepiku ezoterycznego była już zupełnie urobiona estrogenem, endorfiną, adrenaliną i noradrenaliną, a wszystko pod czułym okiem See18. Starannie odstawiła miejski bicykl na klamry, wyjęła lusterko i poprawiła makijaż.

    Zadowolona z efektu, głucha na szalonego kaznodzieję, ponad zaśmieconą ulicą, Brazil przesunęła się w kierunku wejścia do sklepiku Misty Olszewski. Pchnęła klamkę. Otwarte, wpłynęła.

    -Misty! - zawołała niegłośno i rozpięła nieco płaszczyk na piersiach.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    💄 💦
    4
    • WilczyW Niedostępny
      WilczyW Niedostępny
      Wilczy jako Houston „Dingo” Dawn
      Mecenas
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #305

      Houston przyglądał się pracy HiFi'ego i Leifa z absolutnie niewzruszoną miną laika. Nie przeszkadzało mu to kibicować zza ich pleców i rzucać mądrym tonem uwagi.
      - Nie, to nie tutaj. Ten kabel musi iść pod spodem, pod tym tamtym.
      - Ten teges tutaj się jakoś nazywa fachowo...
      - No, teraz lepiej. Jak się iskrzy, znaczy że działa, tak?
      Mimo luzu w głosie, oczy Dingo uważnie śledziły precyzyjne ruchy dłoni technika. Przygotowywanie implantów było trochę ohydne, a jednocześnie dziwnie... kojące. Jak oglądanie BD z szumem drzew, albo wpatrywanie się w miasto nocą, gdzieś ze spokojnych peryferii Night City. Przynajmniej do momentu, kiedy człowiek nie uświadomił sobie, że każda z tych części do niedawna była w żywej osobie.

      Dingo oderwał się od spektaklu, kiedy do mieszkania wpadł Frog. Nomadę zaskoczył wybuch solosa. Houston miał pustkę w głowie i patrzył na tyradę Shawna tak jak psychiatra mógłby patrzeć na pacjenta, który podczas spokojnej rozmowy nagle dostał piany z ust i zaczął bredzić. Spuścił wzrok, nagle również rozdrażniony, ale nic nie powiedział. Jak miał wyjaśnić, że już za długo był na końcu łańcucha pokarmowego miasta? Jak miał powiedzieć przy wszystkich, że ma dość chowania głowy w piasek - i że jedynym sposobem, żeby odbić się od dna jest działać. Szarpać i gryźć, więcej niż można przeżuć... a potem ugryźć jeszcze więcej.

      Z westchnieniem wrócił do przyglądania się jak HiFi pracuje. Miał nadzieję, że Frog jednak później do nich dołączy. Jak już się trochę uspokoi. "Jeść, albo być zjedzonym", pomyślał Dingo i zrobił się głodny.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      ♥
      4
      • KetharianK Niedostępny
        KetharianK Niedostępny
        Ketharian jako Soulkiller
        Obsługa Moderator Mecenas
        napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
        #306

        text alternatywny


        Jig-Jig Street w Japantown


        Hector był wyraźnie zdenerwowany, chociaż starał się za wszelką cenę nad sobą panować. Palił elektronicznego papierosa wciśnięty pod pulsujący różową poświatą szyld sklepu z erotycznymi akcesoriami, przestępując z nogi na nogę i odganiając ostrymi gestami kręcące się w jego pobliżu prostytutki.

        - Nigdy nie widziałem cię w takim formalnym stroju, Raze - powiedział z zauważalną ulgę, kiedy Switch podszedł do niego przeciskając się pomiędzy betonowymi blokami blokującymi wjazd na osławioną „czerwoną ulicę” samochodom - Wyglądasz jak poważny gracz.

        - Weź się kurwa nie nabijaj - fikser poprawił rękawy dawno nie noszonej marynarki, mrugnął dwa razy pożyczonym od HiFi cybernetycznym okiem kontrolując ponownie jego parametry. Implant sprawiał wrażenie fabrycznie nowego, ale Switch i tak mimowolnie odświeżał co jakiś czas puste foldery na zdjęcia i filmy poprzedniego użytkownika, wyczyszczone skrzętnie przez formatującego wszczepy HiFi - Jesteś gotowy?

        - Nie wiem, czy do tego można się przygotować, stary - odpowiedział Garcia chowając papierosa do kieszeni swojego prążkowanego garnituru - To jest pierdolona Wakako Okada. Ta kobieta trzyma w szachu połowę miasta. Odcina się od yakuzy, ale co chwila ich reprezentuje. Albo wchodzi w interesy, które im przynoszą szkodę, a mimo to jest nietykalna. Ludziom, których numery telefonu ltrafiają do jej smarthinga znacznie lepiej się żyje w tym mieście. Chodźmy, to stara szkoła, punktualność jest świętością, spóźnienie oznacza niedopuszczalny brak szacunku.

        Obaj fikserzy ruszyli w głąb ulicy erotycznych uciech, herbaciarni oferujących szeroki wachlarz używek i lokali z ekstremalnymi braindansami, przepychając się przez tłum spragnionych rozrywki turystów, fałszywie życzliwych pracowników seksualnych i krążących gdzieś w tle ochroniarzy, którzy niezbyt starannie ukrywali pod ubraniem tatuaże Tygersów lub powiązanych z nimi gangów. Wrzawa ludzkich głosów otuliła obu mężczyzn kakofonią słów wypowiadanych w tuzinie różnych języków, a holograficzne projekcje Lśnienia atakowały percepcję wspomaganego wzroku tak intensywnie, że Switch po chwili wyłączył opcję podglądu Nadświata.

        Wakako Okada miała wiele biur rozsianych po Japantown i Little China, ale najchętniej korzystała z pachnącego kadzidłami pokoiku na tyłach salonu gier na Jig-Jig Street. Wiszące nad wejściem do lokalu orsz w środku ponad rzędami automatów kamery śledziły każdy krok obu mężczyzn, kiedy ci weszli do salonu, zamienili kilka słów ze stojącym za ladą pracownikiem i zniknęli w tylnej części lokalu.

        Wakako Okada czekała na nich siedząc za lakierowanym biurkiem, otoczona orientalnymi dekoracjami i skąpana w woni ostrych zapachowych świeczek. Wyglądająca na kobietę po sześćdziesiątce, sprawiała wrażenie kruchej staruszki, uprzejmie uśmiechniętej filigranowej Chinki o nieprzeniknionym spojrzeniu rzucanym zza osadzonych w delikatnych ramkach szkieł okularów. Była w pokoiku sama i wyglądała na absolutnie bezbronną, a mimo to Raze nie mógł się pozbyć wrażenia drzemiącej w niej ogromnej siły.

        - Pan Garcia, pan More - powiedziała pozbawionym cienia akcentu angielskim, wskazując zza biurka na dwa ustawione po przeciwnej stronie krzesła - Proszę usiąść. Panie More, przejdę do szczegółów, aby nie marnować pana cennego czasu. Przyniósł pan coś, co ma dużą wagę dla yakuzy. Proszę mi o tym opowiedzieć.

        - Wakako-san, jeśli mogę… - Hector urwał widząc jak Chinka posyła mu jednoznaczny w interpretacji gest dłoni.

        - Panie More, słucham pana z wielką uwagą.

        Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        💘
        1
        • GladinG Niedostępny
          GladinG Niedostępny
          Gladin jako HiFi
          napisał(a) ostatnio edytowany przez Gladin
          #307

          – Skończone - oznajmił z dumą technik prezentując Switchowi zakończoną pracę nad cyberokiem. - Oddasz oko lub kasę, gdy staniesz na nogi - wyciągnął implant w stronę fiksera. Praktycznie w tym samym momencie rozległ się dzwonek do drzwi.

          – To pewnie Leif - nie czekając na reakcję More'a Hifi podszedł wpuścić medyka. - Dzięki, że jesteś - wyciągnął dłoń na powitanie. - Chodź, rozgość się - zatoczył dłonią po pokoju, wskazał stół i stolik. - Właśnie skończyłem robić jedno oko, mam drugie, z którym wczoraj nie mogłem sobie poradzić. Albo wolisz zacząć od czegoś innego? Coś do picia?

          A potem skupił się na robocie. Niby we trzech, ale jak to w życiu bywa, jeden robił, dwóch kierowało. Leif doradzał, Dingo komentował. Ktoś wchodził, ktoś wychodził, ktoś się krzątał.

          Do czasu, aż wpadł wkurwiony Żaba i się na nich wydarł. HiFi był tak zaskoczony tym wybuchem, że ręka drgnęła mu w nieodpowiednim momencie. Krótki, ale intensywny błysk, gdy właśnie próbował przygotować drugie cyberoko. To, którego nie udało mu się zrobić dzień wcześniej. Z niedowierzaniem i wyrzutem spojrzał na wylewającego żale solosa. Ale ten tego nie dostrzegł. Zakończył swoją tyradę i wyszedł trzaskając drzwiami.

          – Noż kurwa - zaklął po cichu technik. - Właśnie przez niego pół tysiąca poszło się jebać - oznajmił światu w postaci zgromadzonych przy nim osób. - Co mu odwaliło? Żeby to była moja dziewczyna zazdrosna o poznane kiedyś koleżanki. Ale o Leona jest zazdrosny? Co z nim nie tak? - spojrzał na kumpli.

          – Czy ja kiedykolwiek powiedziałem, że Leon to mój najlepszy kumpel? - zapytał retorycznie. - Co on? Moja matka? Będzie mi mówił, komu mogę pomagać a komu nie? Nie chce się w to mieszać, to nie, jego sprawa, prawda? Już lepiej było mi nie siadać do czyszczenia tego złomu - nieco zdenerwowany takim obrotem sprawy pomstował po cichu.

          Oprócz tego jednego pechowa oka, reszta implantów poszła dobrze. HiFi rozprostował plecy i rozmasował zdrętwiały kart. W brzuchu mu zaburczało.

          – Dzięki, Leif. Słuchaj stary... Przez Froga zarobię na tym mniej, niż myślałem. Właściwie, to ten sprzęt jest teraz warty mniej, niż przed robotą... Ja pierdolę... Jak to spieniężę, przeleję ci stówkę? - technik czuł się zażenowany, podając kwotę. Nie chciał, aby Leif pomyślał, że stara się go naciąć. Ale faktycznie, jedno oko użyczył Razowi, drugie poszło z dymem... Miał teraz mniej grubo ponad tysiąc... - Ale jak będzie jakaś okazja do zarobienia, to będę pamiętał o tobie - dodał próbując się usprawiedliwić.

          – Dingo, wystawię sprzęt na sprzedaż, zjemy coś i kopsniemy się spotkać z Leonem? - zaproponował po wyjściu Leifa.

          Smartfing fajna rzecz, ale porządny deck z dużym ekranem, jeszcze lepsza. Monitory z garażu Shivy wciąż owinięte przez Brazil aluminiową folią zajmowały miejsce w pomieszczeniu. Technik przesunął po nich wzrokiem z zazdrością. Westchnął. Zaczął wystawiać swoją ofertę na elektronicznym bazarku. Każdy implant starannie sfotografował z kilku stron, obejrzał dokładnie, do czego kupujący mogą się doczepić. Trochę czasu to zajęło, ale na odzew nie trzeba było długo czekać. Zanim skończył wystawiać ostatni element, były już sygnały zainteresowanych. Kilka polubień, kilka pytań, jedna konkretna oferta.

          Dzieląc następną godziną między posiłek a bazarek udało mu się upłynnić wszystko i do tego jeszcze zjeść swoją porcję. Trochę czasu zajęło mu też znalezienie opakowań, w których mógł towar wysłać bezpiecznie opakowany, ale i to zadanie w końcu mu się udało.

          – To my z Houstonem wychodzimy - rzucił do pozostałych w mieszkaniu. - Wrócimy wieczorem. Na razie!

          Stan konta HiFi: +3000e$

          Stan konta HiFi: -100e$

          Stan konta Leifa: +100e$


          A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          ♥
          4
          • KetharianK Niedostępny
            KetharianK Niedostępny
            Ketharian jako Soulkiller
            Obsługa Moderator Mecenas
            napisał(a) ostatnio edytowany przez
            #308

            Magazyny All Foods w Northside


            Huk potężnych turbin wstrząsnął powietrzem, wprawił w dźwięczne drżenie luźne szyby w oknach nieużytkowanego magazynu. HiFi zadarł w górę głowę i odprowadził wzrokiem kształt lecącego w stronę zatoki towarowego promu DTR. Obciążony załadowanymi w przemysłowej strefie kontenerami, ogromny Hyundai Zephyr utopił w dźwięku swojego napędu nawet zgiełk samochodowego ruchu dobiegający od strony napowietrznej obwodnicy. Dwie czerwone aerodyny należące do grupy szybkiego reagowania DTR trzymały się po obu stronach kolosa, błyskami ostrzegawczych świateł sygnalizując swoją rolę eskorty i gotowość do użycia w razie potrzeby letalnych środków obrony.

            Leon Avrille przerwał na chwilę rozmowę, bo w hałasie aerodyn i tak nikt by go nie usłyszał; podążył za wzrokiem HiFi odprowadzając tercet powietrznych statków własnym spojrzeniem.

            - Samuel powiedział, że więcej czasu nam nie da - powtórzył, kiedy echo silników aerodyn w końcu ucichło - Albo ogarniemy się do środy albo pójdzie do kogoś innego. Będą czekali w środę wieczorem w nowym miejscu, które nam jeszcze podadzą, bo ta miejscówka jest spalona. Ale gotów jest spuścić na zamówieniu o dwie strzelby, chce osiem sztuk, amunicję i pięć zestawów smartgogli z termowizją.

            - Wielce kurwa łaskawy - burknął HiFi miażdżąc obcasem buta jakąś starą aluminiową puszkę i starając się nie okazywać radości z usłyszanych wieści. Dwie strzelby mniej oznaczały oszczędność tysiąca eurodolarów, a tysiąc był już konkretną różnicą - Pracuję nad tym, ale oszczędzę ci szczegółów.

            - Ciągle nie wierzę, że oni chcą się napierdalać ze służbą oczyszczania miasta - potrząsnął głową Dingo, który programował w międzyczasie w smartfonie interfejs gotowego do użycia drona - Przecież te strzelby im nic nie dadzą, kompletnie nic. Ratusz spuści tam szwadron robopsów i cześć pieśni. Nie mają szans.

            - Zagadałem o to Samuela i zaczął dziwnie kręcić - odpowiedział Leon rozglądając się jednocześnie po zapuszczonym placu załadunkowym i brudnych rampach na ciężarówki - Tu chyba nie chodzi o to trucie gazem kanałów. Krety mają kosę z kimś innym, ale Samuel powiedział tylko, że to klątwa Pentexu i uciął temat.

            - Pentexu? A co to Pentex? - zdziwił się Houston - To brzmi jak nazwa marki kondomów.

            - Chuj wie, co to, może kondomy - zgodził się Leon - Dobra, te skurwysyny przyjdą tu jutro wieczorem. Wolałbym już na nich czekać. Weźmiemy parę kartonów z żarciem, tak jak się umówiliśmy, ale w jednym będzie niespodzianka.

            - Niespodzianka? - Dingo zmrużył podejrzliwie oczy, skrzyżował ramiona na piersiach oczekując w oczywisty sposób dalszych wyjaśnień.

            - W jednym będzie granat - Avrille uśmiechnął się drapieżnie - Załatwiłem jeden od ziomka, którego nie znacie. Zapakuję go do środka i wyciągnę zawleczkę przy wymianie jak będą odbierali towar. Ma opóźnienie pięć sekund, jebnie im prosto w ryje, a my dobijemy tych, którzy nie zdechną od razu. Szybka czysta robota, z minimalnym ryzykiem. Wieczorem policja już się wycofuje z Northside, wybuch nikogo nie zainteresuje.

            - Granat czy nie, jesteś pewien, że chcesz to zrobić? - zapytał powątpiewającym tonem Dingo - To nie jest zabicie szczura. Załatwisz z zimną krwią trzech gości? Nie pękniesz?

            - Jak chcesz pomóc to się martw, żeby samemu nie pęknąć - sarknął Leon - Jak będzie trzeba, sam ich odpierdolę. To są śmieci, rozumiesz, chore świry. Nie mają prawa żyć, bo przez takich jak oni giną normalni ludzie. Co powiesz HiFi, dobry pomysł z tym granatem, co?

            Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

            GladinG 1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            1
            • GreKG Niedostępny
              GreKG Niedostępny
              GreK jako Raze „Switch” More
              Mecenas
              napisał(a) ostatnio edytowany przez GreK
              #309

              text alternatywny

              Raze Switch More

              Night City, Megablock 10tka

              niedziela 15.07.77,

              Drzwi trzasnęły.

              Switch siedział nieruchomo jeszcze przez kilka sekund.

              Tylko mięśnie szczęki pracowały rytmicznie.

              Raz.

              Drugi.

              Trzeci.

              W końcu zamknął oczy.

              Powoli nabrał powietrza.

              Żebra zaprotestowały ostrym bólem.

              — Kurwa...

              Ledwie słyszalnie. Dla niego. Nie dla niej.

              Oparł łokcie o kolana.

              Dłonie zacisnęły się tak mocno, że pobielały kostki.

              Miał ochotę pobiec za nią.

              Wykrzyczeć wszystko.

              Że nie robi z niej ofiary.

              Że nie uważa jej za słabą.

              Że nie chodziło o nią.

              Tylko o niego.

              Bo już raz patrzył, jak ktoś, kogo kochał, ginie przez niego.

              I drugi raz nie zamierzał do tego dopuścić.

              Ale ugryzł się w język.

              Za mocno.

              Poczuł metaliczny smak krwi.

              Przecież sami to ustalili.

              Każde z nich ma prawo do własnych tajemnic.

              Do własnych spraw.

              Do własnych kontaktów.

              On nigdy nie pytał, dokąd znikała.

              Nie pytał, z kim rozmawiała. Z kim spała.

              Nie zaglądał jej przez ramię.

              Bo ufał.

              I szanował granice, które wspólnie wyznaczyli.

              A teraz...

              Teraz usłyszał pretensje, że nie odsłonił wszystkiego.

              Że nie zaprosił jej do świata, z którego całe życie próbował trzymać bliskich jak najdalej.

              Parsknął gorzkim śmiechem.

              Każdy ruch bolał.

              Pęknięte żebro.

              Posiniaczone plecy.

              Pusty oczodół pulsował tępym bólem.

              Jeszcze wczoraj leżał półprzytomny w śmietniku.

              To, że w ogóle siedział teraz na tej kanapie, zawdzięczał właśnie jej.

              I całej reszcie.

              Wiedział o tym.

              Dlatego nie pobiegł za nią.

              Nie próbował wygrać tej kłótni.

              Siedział tylko w ciszy.

              Patrząc na tlące się świece.

              W końcu zgasił je jednym dmuchnięciem.

              — No pięknie, Greg...

              Poklepał się ostrożnie po obolałych żebrach.

              — Spierdoliłeś to koncertowo.

              I później myśl. Czy to on spierdolił?

              Czy ona?

              Westchnął raz jeszcze. Nie chciał o tym myśleć.

              Złapał marynarkę. Upewnił się, że drzazga jest na swoim miejscu. Wyszedł z pokoju.

              HiFi podszedł w jego stronę z niewielkim pojemnikiem serwisowym gdy tylko go zobaczył.

              — Skończone.

              Technik uniósł cyberoko.

              — Oddasz oko... albo kasę. Jak już znowu zaczniesz zarabiać.

              Przez twarz Switcha przebiegł ledwie zauważalny uśmiech.

              Nie ten cwaniacki.

              Po prostu zmęczony.

              — Dzięki.

              Wyciągnął dłoń ostrożnie, jakby nawet ten prosty ruch sprawiał ból.

              Implant był chłodny.

              Lekki.

              Prawie absurdalnie lekki.

              Patrzył na niego przez chwilę.

              Jeszcze kilka godzin temu wydawało mu się, że już nigdy nie zobaczy świata normalnie.

              — Jestem ci dłużny. Dzięki.

              ─── ◈ ───

              Jig-Jig Street w Japantown

              niedziela 15.07.77,

              Switch usiadł dopiero wtedy, gdy usiadł Hector.

              Powoli.

              Bez pośpiechu.

              Wyprostował mankiet marynarki.

              Dopiero wtedy spojrzał Cesarzowej w oczy.

              Nie próbował wytrzymać spojrzenia.

              Nie uciekał też wzrokiem.

              Po prostu patrzył.

              — Dziękuję za poświęcony czas, Wakako-san.

              Krótki ukłon głowy.

              Nie głębszy.

              Nie płytszy.

              — Mam nagranie. Pełny zapis zdarzenia. Obraz i dźwięk. Dobra jakość.

              Wyjął drzazgę z wewnętrznej kieszeni marynarki.

              Położył ją na blacie.

              Nie przesunął jej jednak w stronę Cesarzowej.

              — Materiał przedstawia osoby odpowiedzialne za zabójstwo dwóch ludzi Tyger Claws przy Raymond Street. Widać ich twarze. Słychać rozmowę. Nie urywa się po kilku sekundach. To nie jest przypadkowe nagranie z ulicznej kamery. Zrobiłem je osobiście.

              Krótka pauza.

              — Nie będę próbował zgadywać, ile jest warte. To pani oceni lepiej ode mnie. Dlatego najpierw chciałbym, żeby je pani zobaczyła. Dopiero potem porozmawiajmy o szczegółach.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              ♥ 🌄
              5
              • NanatarN Niedostępny
                NanatarN Niedostępny
                Nanatar jako Artemida „Brazil” Torquemada
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #310

                Night City; 15 July 2077; 12.30; Sklepik ezoteryczny Misty Olszewski

                Rozejrzała się po pomieszczeniu, niemal w absolutnym nieporządku jak zawsze, a jednak strącona statuetka tu, tam przewrócone krzesło opodal biurka. Z biurka wszystko zrzucone na podłogę. Stężała. Innych anomalii szukała wzrokiem, uchem, nosem, ale czuła głównie zapach własnego potu zmieszanego z Dior404.

                Odruchowo wyszukała cień, skryła się w nim skulona wpół. Tworzyła w myślach czarne scenariusze: że Tygersi się zwiedzieli, albo trafił za nią Manuel. See18 starał się wypłaszczyć panikę, spłycać i bagatelizować zagrożenie, byle tylko uspokoić umysł. Walczyły w głowie Artemidy dwie siły, jedna zwierzęca, druga maszynowa.

                Stupor przełamały głośne wołania, krzyki Misty, Torquemadą ruszyła empatia, nie umysł chłodny, czy instynkt zwierzęcy, ale prawdziwa troska o bliskiego. Zerwała się w trzy skoki, już nie lewitowała nad gruntem, ale leciała w kierunku źródła dźwięku jak superman. Z niespodziewaną siłą otworzyła drzwi stając, gotowa skoczyć na intruza. Zamarła w pozycji do ataku, pośród jeszcze głośniejszego wrzasku. Zamarła na szczęście dla niej i dla kochanków.

                Behemot ujeżdżający na umywalce wcale temu chętną Olszewski wymierzył w Brazil Chappa107, dokładnie taki o jakim marzyła kobieta. Jackie bywał porywczy, ale nie na tyle, żeby wypalić od razu w takiej sytuacji. Chyba, że z penisa. Tak się stało, w zamieszaniu wyciągnął chwytając za broń gotową w pobliżu i dał dowód zaangażowania w związek ozdabiając piersi Misty perłowym płynem.

                Uśmiechnął się rozpoznając hakerkę.
                -Siem lala, mogłabyś dołączyć, ale skończyłem.
                -Wreszcie. - wydyszała cała czerwona i mokra ezoteryczka - Jest świetny - pogładziła go po penisie - ale jego libido jest nieokiełznane. Zaczekaj piękna w salonie. Zaraz będę.

                Zgłupiała hakerka tylko kiwnęła głową, a See już wysyłał raport o nieracjonalnych decyzjach. Usiadła z głupia myśląc, że i jej przydałby się prysznic. No przecież im tam nie wejdzie, ale trochę pofantazjowała.

                -Jaśminowej? - zaczepiła wreszcie Misty wracając zawinięta w ręcznik. Brazil przytaknęła. - Co jest z tobą? Chyba się nie spięłaś tą sytuacją, dobrze, że skończył, podnieciło go zagrożenie, już nie wiem co mam z nim robić.
                -No, byłaś świetna z tym atakiem, musimy to powtórzyć. - żartował Jackie sadowiąc się na sofie w szlafroku, który ledwo co opinał jego muskularne ciało.
                -To był ratunek - zdołała wychrypieć Artemida.
                -No i fajnie się ubrałaś, rozepniesz jeszcze zameczek?
                -Weź Jackie, przestań. - wtrąciła się Misty.

                Próbował protestować, ale gospodyni doskonale wyczuwając nastroje i zamiary hakerki dopieściła faceta śliniakiem i napojem proteinowym, ale zanim jeszcze mężczyzna wyszedł Torquemada wypaliła.

                -Jackie, jak będę miała kryzys to mogę dzwonić? Jesteśmy kumplami? - wbrew prostocie słów miały one swoją wagę w świadku NighCity - To jak Jackie? - nie odpuszczała Brazil.
                -Będę zawsze chciał coś w zamian? - odwrócił się gładko mężczyzna.
                -Wiem. - odparła sucho. - To znaczy zgoda.

                Jackie wyszedł, zaś Misty miała zagniewaną minę.

                -Dlaczego próbujesz umówić się z moim facetem za moimi plecami?
                -Daj spokój. buduję sobie sieć powiązań.
                -A to nie od tego jest Raze? Czekaj coś jest nie tak? Jesteś spięta i teraz widzę te sińce pod oczami.
                -Kochana, o tym opowiem ci u fryzjera, chyba, że mnie wystawisz, ale teraz... - wyjęła deck - teraz dokończymy sprawę.
                -Ale tu?
                -Tu, nie jestem pewna, czy mogłabym liczyć na kogoś innego bardziej.

                Hakerka wytłumaczyła psychoterapełcie kiedy powinna zresetować deck. Tyle musiało wystarczyć. Brazil opita magicznymi herbatkami, najedzona dobrym słowem, ułożyła głowę na kolanach przyjaciółki i zanurkowała do cyfrowego świata.

                Za każdym razem wchodziła bardziej gładko. Pozwoliła by czerń i biel, by linie znaków zastąpiły rzeczywistość, zlokalizowała się, przekradła prze kilka punktów dostępu. Wreszcie stanęła przed swoją Nemesis. Magistratem. Ruch był niewielki, Brazil odnalazła bramę wskazaną przez szpiegów jako najsłabszą. W dwie myśli od niej postawiła virtual, maleństwo pozwalające jej schować się, jeśli zostałaby odkryta.

                Plan był, by wejść bramą, jej klucze powinny się z nią uporać bez trudu, ale see18 uporczywie domagał się planu B. to go stworzyła, Posłała za mur skolopendrę. Nie wykryją jej jeśli Brazil przejdzie bramę od razu, ale jeśli klucze zawiodą będzie opcją awaryjną. Hakerka dobrze wiedziała gdzie manifestują się programy strażnicze. Swoje trzymała na smyczy. Idealnie niewidzialna w nadbudowanym kodzie.

                Brama otworzyła się jak na skinienie różdżki, a Brazil dostała dostęp do bazy danych, w której nieco się zagubiła. Nie dawała za wygraną.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                ♥
                2
                • KetharianK Ketharian

                  Magazyny All Foods w Northside


                  Huk potężnych turbin wstrząsnął powietrzem, wprawił w dźwięczne drżenie luźne szyby w oknach nieużytkowanego magazynu. HiFi zadarł w górę głowę i odprowadził wzrokiem kształt lecącego w stronę zatoki towarowego promu DTR. Obciążony załadowanymi w przemysłowej strefie kontenerami, ogromny Hyundai Zephyr utopił w dźwięku swojego napędu nawet zgiełk samochodowego ruchu dobiegający od strony napowietrznej obwodnicy. Dwie czerwone aerodyny należące do grupy szybkiego reagowania DTR trzymały się po obu stronach kolosa, błyskami ostrzegawczych świateł sygnalizując swoją rolę eskorty i gotowość do użycia w razie potrzeby letalnych środków obrony.

                  Leon Avrille przerwał na chwilę rozmowę, bo w hałasie aerodyn i tak nikt by go nie usłyszał; podążył za wzrokiem HiFi odprowadzając tercet powietrznych statków własnym spojrzeniem.

                  - Samuel powiedział, że więcej czasu nam nie da - powtórzył, kiedy echo silników aerodyn w końcu ucichło - Albo ogarniemy się do środy albo pójdzie do kogoś innego. Będą czekali w środę wieczorem w nowym miejscu, które nam jeszcze podadzą, bo ta miejscówka jest spalona. Ale gotów jest spuścić na zamówieniu o dwie strzelby, chce osiem sztuk, amunicję i pięć zestawów smartgogli z termowizją.

                  - Wielce kurwa łaskawy - burknął HiFi miażdżąc obcasem buta jakąś starą aluminiową puszkę i starając się nie okazywać radości z usłyszanych wieści. Dwie strzelby mniej oznaczały oszczędność tysiąca eurodolarów, a tysiąc był już konkretną różnicą - Pracuję nad tym, ale oszczędzę ci szczegółów.

                  - Ciągle nie wierzę, że oni chcą się napierdalać ze służbą oczyszczania miasta - potrząsnął głową Dingo, który programował w międzyczasie w smartfonie interfejs gotowego do użycia drona - Przecież te strzelby im nic nie dadzą, kompletnie nic. Ratusz spuści tam szwadron robopsów i cześć pieśni. Nie mają szans.

                  - Zagadałem o to Samuela i zaczął dziwnie kręcić - odpowiedział Leon rozglądając się jednocześnie po zapuszczonym placu załadunkowym i brudnych rampach na ciężarówki - Tu chyba nie chodzi o to trucie gazem kanałów. Krety mają kosę z kimś innym, ale Samuel powiedział tylko, że to klątwa Pentexu i uciął temat.

                  - Pentexu? A co to Pentex? - zdziwił się Houston - To brzmi jak nazwa marki kondomów.

                  - Chuj wie, co to, może kondomy - zgodził się Leon - Dobra, te skurwysyny przyjdą tu jutro wieczorem. Wolałbym już na nich czekać. Weźmiemy parę kartonów z żarciem, tak jak się umówiliśmy, ale w jednym będzie niespodzianka.

                  - Niespodzianka? - Dingo zmrużył podejrzliwie oczy, skrzyżował ramiona na piersiach oczekując w oczywisty sposób dalszych wyjaśnień.

                  - W jednym będzie granat - Avrille uśmiechnął się drapieżnie - Załatwiłem jeden od ziomka, którego nie znacie. Zapakuję go do środka i wyciągnę zawleczkę przy wymianie jak będą odbierali towar. Ma opóźnienie pięć sekund, jebnie im prosto w ryje, a my dobijemy tych, którzy nie zdechną od razu. Szybka czysta robota, z minimalnym ryzykiem. Wieczorem policja już się wycofuje z Northside, wybuch nikogo nie zainteresuje.

                  - Granat czy nie, jesteś pewien, że chcesz to zrobić? - zapytał powątpiewającym tonem Dingo - To nie jest zabicie szczura. Załatwisz z zimną krwią trzech gości? Nie pękniesz?

                  - Jak chcesz pomóc to się martw, żeby samemu nie pęknąć - sarknął Leon - Jak będzie trzeba, sam ich odpierdolę. To są śmieci, rozumiesz, chore świry. Nie mają prawa żyć, bo przez takich jak oni giną normalni ludzie. Co powiesz HiFi, dobry pomysł z tym granatem, co?

                  GladinG Niedostępny
                  GladinG Niedostępny
                  Gladin jako HiFi
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Gladin
                  #311

                  – Pentex? No co wy? Jakie kondomy? Ale co oni mają z kretami wspólnego, to nie wiem... - zdziwił się serwisant Allfoods, po czym zaczął wysłuchiwać pomysłu kolegi z pracy.

                  – Sssstary! - syknął Hifi do Leona. - To ma być, kurwa, plan!?

                  – Jakie są szanse na to, że ten granat to nas rozerwie? Ja tu nie mówię o wypadku. Ale... może zaczną sprawdzać to przy nas? Może nie będą chcieli odejść, ale będą chcieli zostać, pogada, pojeść? A my co? Nagle damy nogę i to im nic nie powie? Rozerwie cię na strzępy i nikogo nie załatwisz. Nie... - technik pokręcił głową. - Nie...

                  – To trzeba lepiej przemyśleć. Wpadłeś na to, że oni mogą mieć również nieciekawe plany? Że wcale nie przyjdą na wymianę? Tylko nas raz-dwa z tych strzelb jebną?

                  – Tu trzeba pomyśleć o kimś, kto nas będzie zabezpieczał gdzieś z okna, z dachu - Hajfi potoczył oczyma po budynkach wokół. - Też mogą kogoś wystawić na czujce...

                  – Granat od ziomka? Pewne źródło? A jak nie odpali i go znajdą? Będziesz im wmawiał, że to bombonierka miała być, kurwa? Mój kumpel, solos mówi, żeby to zły pomysł się w to pchać, a solos chyba wie, co mówi nie? Ale ja mu na to, Leon, że jesteś mi jak brat i że ci pomogę. Ale bratu też bym nie pozwolił na taką manianę...

                  – No sam powiedz, Dingo... a może byś obleciał dronem okolice i trochę poszperał za potencjalnymi miejscami usadowienia się? Raz, żeby kogoś od nas postawić, dwa, żeby przed transakcją sprawdzić, czy kto tam nie siedzi?

                  – Leon... a nie dałoby się z kretami zagadać? Żeby nas wsparli przy tej transakcji? Jak sprawa pójdzie gładko, to będziemy mieli strzelby. Odstrzelisz wtedy brzytwiarzy... albo dogadasz się z kretami, aby się nimi zajęli. Bo ja nie będę strzelał, jeżeli nie będę musiał, jasne?

                  – Zresztą... kretom można zaproponować, że jak nas wspomogą i załatwią brzytwiarzy, to całe żarcie będzie dla nich? Taki bonus?

                  – A ty, Houston, co myślisz? - HiFi znowu rozejrzał się po okolicy. - I, nie ma bata, musimy mieć obcykaną drogę ucieczki. Inną, niż główne wejście.


                  A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  ♥ 💯
                  5
                  • WilczyW Niedostępny
                    WilczyW Niedostępny
                    Wilczy jako Houston „Dingo” Dawn
                    Mecenas
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Wilczy
                    #312

                    - Może u Kretów ciężko o gumki? Możesz im dorzucić paczkę do tych gnatów... - wzruszył ramionami z głupim uśmiechem. Skończył konfigurować drona na smarthingu, po czym sięgnął do kieszeni po maszynkę. Wypuścił ją w powietrze z głośnym "wrrrrr" i pokierował kilka metrów nad nich.

                    - Co myślę? - powtórzył, patrząc najpierw na HiFi, a potem zwracając się do Leona - Sorry Leon, ale HiFi ma trochę racji. Taki granat to fajna sprawa, ale w momencie, kiedy będziecie stać z nimi twarzą w twarz, cholernie ryzykowna. Nawet jeśli odpali się w dobrym momencie, możecie oberwać odłamkiem... A obstawiam, że Mack się nie będzie pisał z nami na tę imprezę, żeby was potem poskładać.

                    Nałożył na oczy smartgogle i obserwując teren przez kamerę z drona, mówił dalej.
                    - Mówię "was", bo nie mogę was pilnować tutaj. Jak tylko mnie zobaczą, domyślą się, że coś się święci. A o to właśnie chodzi, żeby się nie domyślili - uśmiechnął się szerzej po czym kiwnął głową w stronę pobliskiego budynku. To był jakiś mniejszy magazyn, albo dawne kwatery pracownicze.- Ja będę, o tam o! W oknie. A jak nie uda się wejść do środka, to na dachu, żeby mieć ogląd na sytuację. Z mojego Ronina mógłbym ich ściągnąć nawet z 400 metrów. No, może z 350...

                    Pokierował dronem dalej, w głąb terenu. HiFi miał rację, potrzebna im będzie droga ewakuacji, kiedy już gówno wpadnie w wiatrak. Najlepiej by było, gdyby technik z Leonem uciekli jedną drogą, a on sam inną, żeby spotkali się później. Labirynt starych kontenerów i magazynów to jednocześnie błogosławieństwo i przekleństwo w tej sytuacji.
                    - Co do tej wybuchowej zabawki... - podjał - ...fajnie, ale przydałoby się mieć nad tym więcej kontroli. Wydaje mi się, że z jednorazowej komórki... takiej jaką kupiłem rano Switchowi... da się zrobić prosty detonator. Ekhm. To znaczy, tak słyszałem. Od kumpla z... z Badlandów. Co myślisz HiFi? - spojrzał na technika - Ale jak nie, to chyba lepiej mieć granat w kieszeni i poczęstować patałachów "tradycyjnie"... Tylko pamiętajcie, że chyba nie chcemy zniszczyć towaru, nie?

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    3
                    • KetharianK Niedostępny
                      KetharianK Niedostępny
                      Ketharian jako Soulkiller
                      Obsługa Moderator Mecenas
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #313

                      text alternatywny


                      Creek Loop w Kabuki, niedziela


                      Shawn wyszedł z megabloku głównym wyjściem, szerokimi brudnymi schodami, przy których tłoczyli się tarasujący chodniki obwoźni sprzedawcy sojowych przekąsek i energetycznych napojów. Przepchnął się przez tłum mieszkańców kursujących do środka i na zewnątrz mieszkalnego molocha i skręcił w Ellison Street pozwalając, aby ostry zgiełk ulicznego ruchu wypełnił jego rozgorączkowane myśli łagodząc kipiącą wciąż gniewem świadomość.

                      Przemierzał labirynt wysokich budynków znikając w mroku przelotowych tuneli, by zaraz ponownie wynurzać się w słoneczne światło padające z góry poprzez wolną przestrzeń pomiędzy ścianami ze stali, aluminium i szkła. Ryk silników, wizg klaksonów, gwar ludzkich głosów i ryk emitowanych w kilkunastu językach reklamowych audycji otulił Camarę kojącą kakofonią znajomych bodźców, towarzysząc mu przez całą pieszą podróż przez Little China aż po skrzyżowanie z Belleve Street, gdzie ponad ulicą wisiały girlandy czerwonych lampionów witające przechodniów w Kabuki.

                      Będące w dużej części najniżej położoną dzielnicą metropolii, Kabuki wypełnione było specyficzną wonią orientalnych przypraw, przypalonego tłuszczu, stęchlizny i wilgoci. Stłoczone ciasno budynki wyrastały ponad betonowe kanały burzowe, które podczas przypływów napełniały się brudną morską wodą przysłaniającą choć na krótki czas gnijące w mule zwały śmieci. Nadbudówki wznoszone bez pozwoleń i fachowego nadzoru na najwyższych kondygnacjach już istniejących budynków tworzyły prawdziwie chaotyczną tkankę dzielnicy, oplecioną tysiącami metrów elektrycznych kabli, wibrującą pomrukiem ściennych modułów klimatyzacji, lśniącą blaskiem neonowych znaków i cuchnącą odorem zgnilizny.

                      Frog przemierzał ten kolorowy labirynt uliczek mijając rzędy knajpek, pralni, warsztatów rzemieślniczych, burdeli, salonów masażu i lombardów; płynął w rzece ludzi, po części turystów, w większości mieszkańców kierując się do Creek Loop, gdzie mieścił się jeden z jego preferowanych klubów freak-fighterskich.

                      Kabuki nękane było plagą bezrobocia, to zaś pociągało za sobą wysoki poziom przestępczości w całej dzielnicy. Dogłębnie skorumpowana policja pozostawała ślepa na narkotykowe laboratoria Tygersów, na nielegalne salony cybernetyczne i pralnie pieniędzy pod postacią klubów hazardowych i ringów pięściarskich. Mieszkający tu ludzie reprezentowali biedotę i otwarcie się z nią obnosili: niedożywieni, chorujący, brzydcy, noszący wybrakowane wszczepy - i byli przez to w oczach Shawna niejako autentyczni, w przeciwieństwie do sztucznie pięknych metalowo-plastikowych ludzi z Westbrook i Śródmieścia.

                      Solo przeszedł po blaszanej rampie przerzuconej ponad kanałem burzowym, skręcił w stronę wejścia do „Tekkena”. Bonito i Sadr pozdrowili go kiwnięciami głów popalając papierosy w cieniu rzucanym przez zadaszenie nad wejściem.

                      - Miało cię dzisiaj nie być - zdziwił się Sadr - Miałeś jechać do Pacyfiki czy co. Zmiana planu?

                      - Wyskocz z fajki - poprosił Shawn wciskając się pomiędzy kompanów z ringu - Byłem, już wróciłem. Mam wolną resztę dnia. Coś ciekawego?

                      Bonito wyciągnął z kieszeni koszuli ręcznie robionego skręta, oblizał jego odklejającą się lufkę i docisnął ją do reszty papierosa, zanim podał go Shawnowi. Płomień zapalniczki błysnął w chromowanych gałkach ocznych mężczyzny.

                      - Dla ciebie na pewno ciekawy, stary - oznajmił pięściarz podając Frogowi ogień - Pan Lee o ciebie pytał, jakąś godzinę temu.

                      - Jet o mnie pytał? - Shawn rozdziawił ze zdumienia usta - A czemu? Wyrobiłem wszystkie walki i oddałem do centa zadłużenie, to chyba jakaś pomyłka.

                      - Śmiem wątpić, tu nie chodzi o zwykłe deale - roześmiał się Sadr klepiąc Froga po ramieniu - Szykuje się grubsza akcja z tym całym Łajzą na galę w Westbrook.

                      - Z jakim łajzą? Gadajcie po ludzku albo spierdalajcie. Nic z tego nie rozumiem.

                      - Jakbym dostał w łeb tyle kopów od karłów co ty, też bym nic nie rozumiał, ale się nie dygaj, wszystko ci wytłumaczę - zachichotał Bonito, który zdążył w międzyczasie zagwizdać na grupkę skąpo ubranych małoletnich Azjatek grzebiących w śmieciach po drugiej stronie kanału - Przyjechał jeden taki gość z Europy, Lucas Meisa, pierwszoligowy freak fighter w UE. Jego manager ugrał deala z Namakemono, że zorganizują „Hunger Games” i każda dzielnica wystawi swojego napierdalacza, który najpierw musi wygrać lokalnie, a potem będzie bił z tym Meisą. Gość jest zdrowo odpalony, będzie w tym samym czasie promował jakieś tradycyjne neochrześcijańskie wartości, bo to jest freak fighter-misjonarz, co głosi, że walki w klatce nie są dla kobiet i żeby to udowodnić, chce napierdalać się w ringu z babkami z pierwszej ligi Japantown dopóki reszta dzielnic nie wystawi mu championów do „Hunger Games”.

                      - Chuju złoty, gruba sprawa - Shawn zaciągnął się papierosem, wypuścił z płuc gęsty gryzący dym, od którego natychmiast załzawiło mu organiczne oko - I Jet Lee chce mnie wystawić jako championa? Po to mnie szuka?

                      Bonito i Sadr ryknęli jednocześnie śmiechem tak serdecznym, że jednemu z nich niedopalona fajka spadła do błota w kanale.

                      - Stary, ciebie naprawdę zdrowo jebnęli w ten baniak ostatnim razem - oznajmił bez cienia złośliwości Bonito - Champion już jest wybrany, podobno to będzie Stalowy Knur, no bo kto inny, ale show trzeba zrobić dla niepoznaki. Pan Lee składa ekipę, która się podłoży Knurowi, ale tak naturalnie, żeby to nie waliło po gałach. Ponoć masz być jednym z kandydatów.

                      Jakaś furgonetka zatrzymała się przy barierce ulicy biegnącej ponad kanałem, siedząca za jej kierownicą kobieta wyjrzała przez opuszczone boczne okno obserwując z beznamiętnym wyrazem twarzy dno kanału i grzebiące w śmieciach małolaty. Zbierający myśli po rewelacjach Bonito Shawn wykonał zbliżenie na jej twarz - a przynajmniej na to, co założyła tego dnia na przednią część czaszki, bo w obiektywie Kiroshi solos wyraźnie dostrzegał metalizowane paski tworzywa wyznaczające obrys jej uchwytu na wymienną płytę twarzową.

                      Sztucznie piękna pozerka, która każdego dnia mogła wyglądać inaczej, jeśli tylko miała w garderobie odpowiedni wybór twarzowych płyt. Zaciągając się ponownie papierosem Camara uświadomił sobie coś, co moment wcześniej mu umknęło. Babka nie patrzyła na małolaty w kanale. Patrzyła na niego.

                      I wiedziała, że się w tym połapał, bo odwróciła głowę i ruszyła z miejsca w stronę Little China, zanim ciągle myślący o Stalowym Knurze Frog zdążył jej posłać jakikolwiek gest bądź grymas. Wjechała w tunel pod opuszczoną oczyszczalnią ścieków znikając z oczu solosa, na krótką chwilę odsłaniając za kończącą się barierką cały obrys furgonetki.

                      - Nie każ mu czekać, bo możesz na tym dobrze zarobić - powiedział Sadr - Może nawet Knur mógłby cię wyrzucić górą z klatki jak Foxxa, ostatnio mocno zrzuciłeś z wagi.

                      - To jest kurwa mocny pomysł - zapalił się do propozycji pięściarza Bonito - Tylko materace trzeba będzie rozłożyć wokół klatki albo cię wsadzić w gorset, bo Foxx połamał siebie po tej akcji kręgosłup, ale pan Lee to dobry człowiek, kupił mu wózek inwalidzki w rekompensacie, taki elektryczny, tylko ze zjebaną baterią. Ale chuj, że nie jeździ, ważne, że Foxx może sobie posiedzieć, a nie tylko leżeć. Frog, co o tym myślisz?

                      Shawn myślał o czymś innym. O sztucznie pięknej kobiecie za kierownicą furgonetki. I o tylnej tablicy rejestracyjnej odsłoniętej na sekundę przy wjeździe do tunelu.

                      Znał tę furgonetkę. Tego dnia w Kabuki zobaczył ją po raz czwarty w tym tygodniu.

                      Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      🤼 🤘
                      3
                      • KetharianK Niedostępny
                        KetharianK Niedostępny
                        Ketharian jako Soulkiller
                        Obsługa Moderator Mecenas
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                        #314

                        Sklep „Esoterica” w Little China, niedziela


                        Brazil sprawiała wrażenie pogrążonej w głębokim śnie, chociaż pod jej uchylonymi powiekami można było dostrzec poruszające się cały czas oczy. Zafascynowana tym widokiem Misty czuła mimowolny dreszcz za każdym razem, kiedy sprzęgnięty z cyberprzestrzenią system nerwowy Artemidy generował nienaturalne impulsy wywołując u niej skurcze mięśni albo niezależne względem siebie ruchy gałek ocznych, które wywierały na Misty największe wrażenie. Było coś przerażającego w widoku ludzkich oczu spoglądających jednocześnie w górę i w dół albo w ekstremalnym zezie rozbieżnym, który nie miał nic wspólnego z wadą wzroku, a wszystko z kawałkiem krzemu wszczepionym w podstawę czaszki netrunnerki. Te wymuszane symbiotyczną elektroniką grymasy mogły przeprawiać o dreszcze, jeśli wiedziało się o zamiłowaniu Brazil do azteckiej mitologii, w szczególności zaś demonologii, ale dowodziło też w paradoksalny sposób jej naturalności. Bardziej cybernetyczni sieciarze potrafili eliminować organiczne w swej naturze odruchy, bo mechaniczne oczy można było blokować w trybie spoczynku, a mikroreceptory mimiczne płyt twarzowych ustawiać w dowolnej konfiguracji - Brazil nosiła w sobie ilość hardware zupełnie nieprzystającą do jej potencjału i możliwości, przez co w każdej chwili wręcz emanowała w oczach Misty esencją niezatraconego jeszcze człowieczeństwa.

                        Spiritualistka zwilżyła wargi przyjaciółki odrobiną wyciśniętej z dozownika wody, poprawiła jej kosmyk włosów odnotowując z troską nieregularny rytm oddechu Artemidy. Kiedy obciążenie procesora było niższe, kiedy w trakcie rozmowy netrunnerka oglądała poprzez sprzęg neuralny rolki w mediach społecznościowych albo wchodziła w nieskomplikowane interakcje z infrastrukturą Sieci, mogła dzięki podzielności uwagi funkcjonować równolegle w rzeczywistym świecie - lecz ilości danych pobieranych i przetwarzanych przez jej wspomagany krzemem mózg w tej właśnie chwili stanowiły tak ogromne obciążenie dla umysłu, że nie sposób było operować na nich bez zaangażowania w tym celu całkowitej koncentracji.

                        Pozorny sen Artemidy skrywał pod półprzymkniętymi powiekami kobiety kolejne etapy złożonego procesu informatycznego, którego nieumiejętna realizacja mogła nieść za sobą poważne konsekwencje. Misty nie miała wiele wspólnego ze światem netrunnerów, ale wiedziała o LODzie, bo zdawać sobie sprawę, że oprogramowanie obronne magistratu mogło w najgorszym scenariuszu nawet zabić nieostrożnego sieciarza.

                        Artemida Torque pod żadnym pozorem nie mogła uchodzić za nieostrożną, ale błędy nie omijały nawet najlepszych i nawet legendy potrafiły odejść z cyfrowego świata pośród swądu spalonej tkanki i parującego płynu rdzeniowego.

                        Brazil drgnęła bez ostrzeżenia spazmatycznie i otworzyła szerzej oczy łapiąc jednocześnie haust powietrza. Misty zdrętwiała widząc jej pusty nieludzki wzrok i nacisnęła czym prędzej przycisk resetu na obudowie cyberdeku.

                        Wiedziała, że zbyt długa zwłoka mogła uwolnić drzemiącego w umyśle sieciarki Tacatecutli. Jeśli ochrzczony mianem azteckiego boga neuralny procesor Brazil zostałby podczas etapu odwrotu zainfekowany demonem pościgowym, mógłby przejąć kontrolę nie tylko nad synapsami Artemidy, ale być może nawet siecią bezprzewodową sklepu.

                        A Misty nie chciała umrzeć wskutek eksplozji przeciążonej umyślnie mikrofalówki, przy której siedziała trzymając na kolanach głowę przyjaciółki.

                        - Brazil, słyszysz mnie? Jesteś ze mną?

                        W oczach netrunnerki pojawił się błysk zrozumienia i Misty odetchnęła z ulgą na ten widok.

                        - Jak poszło, Brazil?

                        - Muszę pić. I sikać. Najlepiej jednocześnie.

                        Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        ♥ 💋
                        2
                        • KetharianK Niedostępny
                          KetharianK Niedostępny
                          Ketharian jako Soulkiller
                          Obsługa Moderator Mecenas
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                          #315

                          Pokój Hartleya w H10


                          Mack odłożył tablet na krawędź materaca, po czym przeciągnął się z głośnym trzaskiem kości i niskim jękiem frustracji. Jego uczelniane konto nadal istniało i nawet nie wymagało resetu hasła, ale dostępność niepłatnych materiałów na serwerach akademii budziła uczucie gorzkiego rozczarowania. Komercjalizacja wiedzy i reglamentacja edukacji stanowiły jeden z filarów nowego porządku świata, w którym niewykształcone masy miały harować w pocie czoła za miskę ryżu na oderwaną od rzeczywistego życia korporacyjną elitę, pławiącą się w luksusach, których namiastki zwyczajni ludzie mogli oglądać z bezsilną zazdrością na rolkach w mediach społecznościowych bogatych influencerów.

                          Pocięta na kawałeczki Sieć, opasana słynnym Blackwallem, atakowana nieustannie przez nieprzeliczone hordy dzikich AI, ściśle kontrolowana przez NetWatch i służby IT największych korporacji, w niczym nie przypominała internetu sprzed 2022 roku. Zaprojektowany przez najbardziej znienawidzonego netrunnera wszechczasów Rache Bartmossa, DataKrash bezpowrotnie zakończył epokę sieci jako wolnej przestrzeni użytkowanej do gromadzenia i darmowej wymiany wiedzy, a największą ofiarą tej globalnej katastrofy nie były wbrew pozorom indeksy giełdowe i zasoby korporacyjnych kryptowalut - był nią dostęp do powszechnej edukacji.

                          Zmuszone do wyłożenia ogromnych sum na zbudowanie praktycznie od zera zupełnie nowej infrastruktury internetowej, koncerny sięgnęły po wszelaki możliwy system monetaryzacji dostępu do Nowej Sieci, ukrywając każdy wartościowy element specjalistycznej wiedzy za kosztownymi paywallami, których mnogość eliminowała z procesu swobodnej edukacji ponad osiemdziesiąt procent globalnej populacji. Standardy nauczania w publicznych szkołach podstawowych wołały o pomstę do nieba, szkoły ponadpodstawowe były płatne wszystkie bez wyjątku. Firmy za naukę zawodu i certyfikację umiejętności wiązały człowieka do siebie na całe dekady potrzebne do spłaty dedykowanego kredytu, wypychając jednocześnie z rynku pracy ludzi pozbawionych specjalistycznych świadectw i zmuszając ich do codziennej walki o przetrwanie w szarej strefie.

                          Hartley znał doskonale brutalną konstrukcję tego systemu i patrząc na skąpe instrukcje udzielania pierwszej pomocy zrzucone z uczelnianej witryny, mógł jedynie gniewnie przeklinać pod nosem.

                          Leżący obok tabletu smartfon zagrał melodyjnym dzwonkiem wyrywając weterynarza z posępnej zadumy. Rozpoznał uzupełniony zdjęciem numer i uniósł brwi zaskoczony jego widokiem.

                          Adeola Ogunlesi, sąsiadka z piętra wyżej i z przeciwnej strony wewnętrznej studni pionu. Mack miał okazję kilka razy załatwiać jej poprzez Leifa tanie zamienniki leków na powikłania po chemicznych poparzeniach płuc, których nabawiła się pracując w rafinerii Petrochemu. Zwolniona po wypadku ponad rok temu i bez prawa do zwrotu kosztów leczenia, biedowała jak spora część mieszkańców H10, utrzymując siebie i trzy niepełnoletnie córki z łapanych z dnia na dzień prac dorywczych. W ścianach megabloku Hartley widywał najczęściej jej dwie starsze córki-bliźniaczki, Chinwe i Nkechi, z upodobaniem wysiadujące na tarasach rekreacyjnych albo parkingach H10 w towarzystwie obwieszonych fałszywym złotem chłopaków z młodzieżowych gangów.

                          Telefon nie przestawał dzwonić wywierając uporczywym sygnałem coraz większą presję na Hartleya.

                          Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          📞
                          1
                          • KetharianK Niedostępny
                            KetharianK Niedostępny
                            Ketharian jako Soulkiller
                            Obsługa Moderator Mecenas
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #316

                            text alternatywny


                            Biuro Wakako Okady w Japantown


                            Cesarzowa ujęła podaną jej drzazgę w doskonale wypielęgnowane palce o jaskrawo czerwonych paznokciach, przyglądała jej się przez chwilę, potem sięgnęła drugą dłonią po jedną z kilkunastu ułożonych równo na stojaku holograficznych ramek. Urządzenie ożyło po włożeniu nośnika danych do czytnika, w pustej przestrzeni pomiędzy ściankami pojawił się znajomy Switchowi obraz.

                            Fikser nie mógł odmówić Wakako przezorności. Mając do czynienia z obcą drzazgą nawet nie pomyślała o podpięciu jej do zintegrowanego systemu odtwarzania, o własnym interfejsie neuralnym nie wspominając. Zamiast tego skorzystała z pozbawionej dostępu do sieci ramki, na oko markowej i drogiej, a jednak bez wątpienia przeznaczonej po jednorazowym użytku do utylizacji w celu ograniczenia ryzyka zainfekowania jej systemów potencjalnie przemyconym na drzazdze wirusem.

                            Nagranie ruszyło po naciśnięciu przycisku odtwarzania, z głośnika popłynęły dźwięki konwersacji pomiędzy Switchem i Redem Herringiem. Wakako Okada obejrzała je w milczącym skupieniu, przewinęła do początku i obejrzała ponownie. Kiedy zapis dobiegł po raz drugi do końca, fikserka odłożyła ramkę na blat stolika, złożyła dłonie pod brodą i przeniosła spojrzenie na swojego gościa.

                            - Całość sprawia bardzo wiarygodne wrażenie - powiedziała przyjemnym niskim głosem, który wydawał się młodszy od jej aparycji - Pan Garcia poinformował mnie, że jest pan jego partnerem w interesach. Czy przyszedł pan do mnie, aby ubić interes czy kierują panem inne motywy, panie More?

                            Switch przez chwilę milczał.

                            Nie spuszczał wzroku z Wakako, ale też nie próbował mierzyć się z nią spojrzeniem. Siedział wyprostowany, dłonie spokojnie oparte na udach.

                            — Hector trochę uprościł sprawę.

                            Krótka pauza.

                            — Znamy się. Czasem robimy razem interesy. Pomagamy sobie, kiedy jest taka potrzeba. Ale każdy z nas prowadzi własną działalność - spojrzał ponownie na Wakako — Hector pomógł mi tylko dotrzeć do właściwej osoby. I za to jestem mu wdzięczny.

                            Lekko skinął głową.

                            — Reszta to już mój interes.

                            Przeniósł na moment wzrok na leżącą na stole drzazgę.

                            — Film jest towarem. Można go sprzedać, kupić, przekopiować i zapomnieć o człowieku, który go przyniósł - lekko wskazał brodą na leżącą przed Cesarzową ramkę — Ja nie chcę być TAKIM człowiekiem.

                            Hector milczał. Switch nawet na niego nie spojrzał. Pozwolił, by przez moment trwała cisza.

                            — Więc odpowiadając na pani pytanie... tak. Przyszedłem ubić interes.

                            Jeszcze chwila.

                            — Ale jestem również zainteresowany tym, czy z tego interesu może wyniknąć coś więcej niż tylko eurodolary.

                            Nie próbował się uśmiechać.

                            — Jeśli pani uzna, że nie ma o czym rozmawiać, uszanuję to. Jeśli uzna pani, że warto rozmawiać... jestem tutaj.

                            - Podoba mi się pański sposób rozumowania, panie More - odpowiedziała Cesarzowa - Przychodzi do mnie wielu ludzi. Większość z nich zaczyna spotkanie od tanich pochlebstw, które już dawno temu przestały robić na mnie wrażenie. Inni mają tendencję do upraszczania spraw błędnie zakładając, że mogę nie być zainteresowana szczegółami. Panie Garcia, bardzo panu dziękuję za zaaranżowanie tego spotkania. Dokończę rozmowę z panem More w cztery oczy, jeśli pan pozwoli.

                            Switch poczuł jak Hector sztywnieje na dźwięk wciąż uprzejmych, ale jednocześnie podszytych chłodem słów Wakako. Fikser podniósł się z miejsca czerwieniejąc po twarzy i mamrocząc podziękowania, a jednocześnie śląc Razeowi mordercze spojrzenie.

                            Switch odprowadził go obojętnym wzrokiem, ale przez głowę przemknęła mu wymowna myśl, że stawał się chyba przekleństwem dla otaczających go ludzi. Navarro z drogówki w Kabuki zawieszony w służbie za przysługę grzebania w policyjnych kartotekach, SlimWire najpewniej już wypatroszony przez Szóstki po tym jak tylko miał sprawdzić trasę jednego interesującego Switcha samochodu; a teraz Hector, który ewidentnie zainteresowany był ubiciem deala z Wakako we troje jadąc na plecach fiksera z Watson.

                            - Porozmawiajmy o tym nagraniu - powiedziała gospodyni, kiedy Garcia opuścił gabinet - Nie wątpię, że jest autentyczne, bo pokrywa się z innymi źródłami, które już posiadam, jest natomiast najbogatsze z wszystkich obecnie dostępnych. Kim są w pańskiej opinii sprawcy, panie More? Znał ich pan wcześniej? Dlaczego pozostawili pana przy życiu, podobnie jak kobiety Tygersów? Chcieli coś zademonstrować, przekazać wiadomość? Niech mnie pan uraczy swoimi przypuszczeniami.


                            Stare magazyny AllFoods w Northside


                            Leon zirytował się w pierwszej chwili, spochmurniał nie dostrzegając u ziomków oczekiwanej aprobaty dla swojego pomysłu, słowa obu mężczyzn dały mu jednak ewidentnie do myślenia. Kopiąc zapamiętale zardzewiałą puszkę po sterydowej odżywce AllFoods zastanawiał się nad czymś przez dłuższą chwilę. Houston nie cisnął go przez ten czas, za pośrednictwem kamery drona budując sobie wyobrażenie przemysłowego kwartału.

                            Bez trudu znalazł kilka pozycji na dachach lub w oknach na najwyższych piętrach okolicznych magazynów, gdzie mógłby zająć dogodną pozycję snajperską nie dalej niż sto metrów od miejsca spotkania z Brzytwiarzami. Pamiętny istnienia ryzyka, że boosterzy mogą przyjść na spotkanie w równie morderczych nastrojach, szybko doszedł do wniosku, że dachy oferowały mu znacznie lepsze pole widzenia, ale podnosiły ryzyko detekcji przez potencjalne drony Brzytwiarzy; w przeciwieństwie do ciasnej przestrzeni pomieszczeń wewnątrz budynków.

                            - Dobra, może to było zbyt desperackie - zgodził się Avrille przestając kopać puszkę - W sumie to nadal dobry plan na tych trzech gnojów, ale jeśli przyszłoby ich więcej, mógłby nie wystarczyć. Podzwonię jeszcze dzisiaj, może uda mi się zorganizować więcej granatów, bo nie wiem, czy Krety dadzą się umówić na akcję. Oni wystrzegają się takich numerów w imię neutralności, chociaż gangusy im nie odpuszczają jak ich dopadają w pojedynkę na powierzchni. Zobaczę, co powie Samuel, zaraz zadzwonię. Ale co, Shawn na pewno nie przyjdzie?

                            - Jeśli przyjdzie to tylko po to, żeby ci wpierdolić, zabrać gnata i granat, a potem cię zamknąć z jedną tubką Orgiastica na tydzień w jakimś garażu - odpowiedział Houston zawieszając drona na chwilę w miejscu i wzruszając bezradnie ramionami - Szkoda, że nie słyszałeś jak zjebał HiFi za sam pomysł pomocy. Nawet się nie próbuj z nim kontaktować.

                            - A ty co, Dingo, ty pomożesz? - Leon wbił w nomadę świdrujące spojrzenie.

                            - Dowiesz się jak usłyszę więcej szczegółów - odpowiedział Houston - Towar na wymianę masz przygotowany?

                            - Pięć kartonów, wszystkie zapakowane do pełna żarciem - przytaknął Leon - Odłożone na bok w robocie, jutro wyniosę po zmianie. O której się tu spotkamy? My z HiFi wystarczymy chyba pół godziny przed, ale ty byś musiał wcześniej przyjść, co, Dingo?

                            Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            2
                            • GladinG Niedostępny
                              GladinG Niedostępny
                              Gladin jako HiFi
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez
                              #317

                              – Granaty, kurwa, ciągle granaty... Tobie ciągle adrenaliny mało, Leif? Czemu ich ze śrutówki nie wystrzelasz? Do dupy z takim planem - żachnął się technik.

                              – Za chwilę będziesz się bawił w samotnego wilka, a my - jeżeli będziemy mieli szczęście - dowiemy się o tym, że nie żyjesz. Granat to bilet w jedną stronę. A ja chcę mieć możliwość odwrotu. Jak sytuacja będzie niesprzyjająca, to chcę plan odpuścić. I chcę, byś wziął to pod uwagę, Leif. To nie ma być akcja za wszelką cenę. Granat nam takiej opcji nie daje.

                              – Dołóż nam większy poziom bezpieczeństwa, niż granat. Przemyśl sprawę. Do tego, kurwa, tym granatem rozwalisz - tu HiFi chwilę się zawahał - dobre żarcie, którego moglibyśmy użyć do handlu. Ja pierdolę, myślałem, żeś sprawę przemyślał...

                              – No ale... jest jeden plus granatów - Hajfi potarł zarost. - Gdybyś zaczął do nich strzelać, to ich snajper, jeżeli będą go mieli, ściągnie cię od razu. Za to granat... To snajper nie będzie wiedział co się dzieje, możemy odskoczyć gdzieś się schować. Czekaj... - serwisant powiódł wzrokiem po okolicy.

                              – Bezpieczeństwo przede wszystkim. Jeżeli się cokolwiek zacznie dziać, czy strzelanina, czy granat, to trzeba mieć miejsce, gdzie da się odskoczyć. Ciężki kawałek żelastwa, kawał betonu. I najlepiej, abyśmy czekali na nich w miejscu maksymalnie zakrytym przed snajperami. Albo znajdziemy takie miejsce, albo je sobie wybudujemy, czy jak to było...

                              – Dingo, co myślisz? Lepszy ten pomysł z granatami, czy gorszy? A dla ciebie to ja myślę lepsze będzie okno niż dach. Tylko trzeba pójść sprawdzić jak tam się dostać, na ile to bezpieczne, i zaplanować ci minimum dwie drogi ucieczki.

                              – Chyba... że przyjdę sam. A Ty Leif ustawisz się na pozycji i ich z odległości ściągniesz. A zamiast granatu, ja będę miał granat dymny, żeby mnie chronił przed ich snajperami. Może utrudni ci nieco celowanie... I potrzebujemy mieć jakąś komunikację. Ja mogę odbierać audio moim wszczepem i mogę smarthinga ustawić tak, by transmitował głos do Dingo. A jak z wami?


                              A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              👏
                              3
                              • MarrrtM Niedostępny
                                MarrrtM Niedostępny
                                Marrrt jako Shawn „Frog” Camara
                                Mecenas
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                #318

                                Patrzył jeszcze przez chwilę za odjeżdżającym vanem po czym na raz wypalił resztkę papierosa. Obecność vana nie pasowała mu do kompletnie niczego. Wydmuchnął dym. Van odjeżdżał zawsze za Ghuptą. Więc od początku jasne było, że ktoś śledzi spożywkowego jolero. Nawet teraz byłoby to dziwne gdyby ktoś zainteresował się żabkowym ochroniarzem i poświęcił mu choćby tyle uwagi by zapuścić się za nim do Kabuki. Cały payroll Żaby nie był wart kursu jakiejś freelancerki w te i z powrotem. Nie wspominając o wypożyczeniu vana. Pozostawało więc wytłumaczenie najbardziej oczywiste, że może Ghupta też był w Kabuki. A laska przypadkiem dostrzegła Shawna. Tak to musiało być to.

                                - Myślę - wygasił kiep na barierce kanału by pstryknąć go w dół - że mam dziś ochotę komuś wjebać. Chętni?

                                - Ja pasuje stary. - Sard pokręcił głową - Mam dziś randkę i nie zamierzam sobie marnować lodzika na okładanie mordy kompresami.

                                - A ja nie powiem nie. - Bonito złożył dłonie i z satysfakcjonującym chrupnięciem je rozprostował - Akurat mi trochę kasy potrzeba. Stawka co zawsze?

                                - Taaa…

                                - A rozgrzeweczkę? - Bonito wyglądał na zadowolonego i coś Żabie mówiło, że chętnie przejąłby od niego okazję, żeby zrobić pokazówę z Knurem i trochę zarobić. - Bo jak nie to walę prosto do pana Lee i ustawiam.

                                - Pierdolić rozgrzeweczkę.

                                - Oho… widzę, że nie będzie brania jeńców. - Sard uniósł brew - Dobrze, bo dziś wieje nudą w klatce. Napędzę trochę publiki.


                                - Tylko tyle, Bonito? Znam technika, co umie się lepiej lać.

                                Ciosy runęły na buźkę Żaby. Osłaniał. Ale niezbyt dokładnie. Z premedytacją. Chciał oberwać. Umiał obrywać. Umiał obrywać mocno i długo. To wkurwiało przeciwników. Szczególnie gdy ich przy tym prowokował. Nie miał wybitnej techniki i wiedział o tym. Ale nauczył się, że były inne sposoby, żeby wygrać walkę, a nasrać komuś prostych i sierpów umiał każdy fighter. Bonito zdawał sobie z tego sprawę. Znali się na ringu jak łyse gangusy. Ale i tak charakter miał takie, że się wkurwiał nie mogąc wtłuc Żabie dość mocno by wybić mu uśmieszek z obijanej mordy. Tłukł więc metodycznie kasując punkty na gębie solosa i wywołując okrzyki aplauzu od niewielkiej acz odpowiednio do niedzieli naprutej publiki. Z resztą to Kabuki. Niedziela nie miała tu nic do rzeczy. Tu zawsze ktoś darł mordę i zawsze kasa się kręciła. Pan Lee tego pilnował. Sard też to robił. Dla fabuły. I zapewne wciąż zachodził w głowę jaki będzie finał tej walki.

                                Shawn przewalił się w końcu na boczną siatkę ku wyraźnej satysfakcji przeciwnika. Ten zasapany napawał się przewagą, zamiast tłuc dalej. Parę w bickach miał. Ale można było poznać tanie boosty dające szybko wyczerpujące się strzały adry. Poza tym w napompowanych do pozerskiej pączkowatości mięśniach Bonita było dużo… niczego. Arsenał po jakim można poznać zwykłego ogórka. Dunlop. Tak w kręgu regularnych fighterów nazywali takich pajaców. To jednak wyróżniało Bonita, że po prostu lubił szpan i w przeciwieństwie do dunlopów miał gość doświadczenie i zmysł fighterski. Jednak nie dość by nie wypalić się na przygotowanym na srogie baty Żabie.

                                Solos splunął krwią i poprawił rozchwianego zęba. Tego było mu trzeba. Buzowało w nim prawie jak wczoraj pod Vistą. Mózg na granicy wstrząśnięcia balansował między stanem podobnym do upojenia, a kopem jak po dwóch szybkich grzmotach. Ale ring miał zasadniczą przewagę nad uliczną strzelaniną. Można było prawilnie spuścić komuś łomot.

                                - To ostatnie… kheee… było niezłe - wstając przystawił kciuka do nosa i smarknął krwią i wydzieliną zalegającą w poobijanej zatoce - Ale teraz ja.

                                Zamarkował cios w szczękę, który Bonito sparował, po czym lewą wyprowadził prosty mocny w prawą stronę podbrzusza. A potem wrócił do szczęki. Tamten próbował kontratakować, ale solos tym razem zaczął unikać. A adry Bonitowi nie stykło. Shawn za to odpalił się na dobre. Poza ringiem mogli się lubić, ale w klatce nie było przebacz. Obaj to wiedzieli. Walił szybko i celnie. A z każdym ciosem czuł jak gdzieś w środku puszczają go te wszystkie wściekłe szczęki życia, które go dziś złapały. Uderzał wyjątkowo szybko i wyjątkowo celnie. Nawet sam to zauważył. Bonito miał zły dzień. I po minucie walka była skończona. Solos chętnie poświęciłby przeciwnikowi jeszcze kilka dodatkowych, niepotrzebnych sekund na przefasonowanie facjatki. Ale to był Bonito, a nie jakiś random, któremu by źle z oczu patrzało. A Shawn potrzebował jakiegoś złola, na którym mógłby się wyżyć, a nie kumpla od sparringu. Dlatego zwaliwszy półprzytomnego Bonita na glebą, podniósł go i zarzucił sobie na ramię. Zaraz pomógł mu Sard kręcąc głową z uznaniem, a tłum wciąż wył na widok niczym nieskrępowanego pokazu manta.

                                ***

                                Chwilę później, już poza ringiem, moczył pięści w kubełkach z lodu.
                                - Shawn misiaczku! - piskliwy głos pana Lee nie miał problemów z przebiciem się przez gwar Kabuki - Nie wstyd ci tak biednego Bonito urządzić? Będzie ci musiał pan Lee potrącić za naszego ripperdoca. Cha-Ching! Ale kurewski popis dałeś misiu. Tak, tak! Całkiem jakby szczurki ci już mówiły co piszczy w kanałach i chciałeś utwierdzić pana Lee, że dobrze wybrał. - po czym zapiszczał do swoich ochroniarzy i wskazał na Żabę, żeby go wpuścili do pomieszczenia, do którego wchodził. Albo wnieśli. W zależności od decyzji Shawna. - Do biura!

                                Wszedł.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                3
                                • GreKG Niedostępny
                                  GreKG Niedostępny
                                  GreK jako Raze „Switch” More
                                  Mecenas
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                  #319

                                  text alternatywny

                                  Raze Switch More

                                  Jig-Jig Street w Japantown

                                  niedziela 15.07.77,

                                  Switch przez chwilę milczał, porządkując w głowie odpowiedź.

                                  — Zacznę od tego, czego jestem pewien. Nie znałem tych ludzi wcześniej. Nie wiem, kim są ani dla kogo pracują. Natknąłem się na nich.

                                  Spojrzał na nagranie.

                                  — Ale nie byli przypadkową bandą. Wiedzieli, co robią. I wiedzieli, czego szukają.

                                  Przesunął dłonie po udach, jakby odruchowo upewniał się, że siedzi stabilnie.

                                  — Dlaczego mnie zostawili? Mam kilka teorii.

                                  — Pierwsza jest najprostsza. Nie byłem ich celem. Trafiłem tam przypadkiem, więc po prostu uznali, że nie jestem wart zachodu.

                                  Pokręcił głową jakby sam w to nie wierzył .

                                  — Druga jest ciekawsza.

                                  Popatrzył na Wakako.

                                  — Powiedzieli mi: "Jesteś otagowany”.

                                  Krótka pauza.

                                  — Początkowo myślałem, że to blef. Że próbują mnie nastraszyć. Ale sprawdziłem się później i rzeczywiście miałem w sprzęcie pluskwę. Musiałem ją wyczyścić.

                                  Jego twarz spoważniała.

                                  — Więc mogli mnie zostawić przy życiu właśnie dlatego, że już mnie mieli. Mogli wiedzieć, gdzie jestem, dokąd pójdę i z kim będę rozmawiał.

                                  Switch odchylił głowę o kilka centymetrów.

                                  — Chcieli, żebym wiedział, że jestem obserwowany.

                                  — To już prowadzi do trzeciej możliwości.

                                  Zamilkł na moment.

                                  — Wiadomość.

                                  — Nie wiem, jakiej treści. Nie wiem nawet, czy była skierowana do mnie. Ale jeżeli ktoś ma możliwość mnie zabić, a zamiast tego zostawia mnie przy życiu i jeszcze upewnia się, że wiem o pluskwie... trudno uznać to za przypadek.

                                  Spojrzał ponownie na Wakako.

                                  — Jest też inna możliwość. Jeśli miałbym postawić na którąkolwiek, to właśnie na nią. — Switch zamyślił się na moment, jakby raz jeszcze układał w głowie tamte wydarzenia. — Odniosłem wrażenie, że oni uważali się za kogoś... lepszego.

                                  Przeniósł wzrok na Wakako.

                                  — Nie tylko skuteczniejszych. Lecz moralnie lepszych. Zabili człowieka, którego uznali za oprawcę. Kobietom, ofiarom, pozwolili żyć. Mnie, osobie postronnej, również.

                                  Zmarszczył brwi. Spojrzał gdzieś obok, ponad kobietą.

                                  — A wtedy całe to zajście nabiera zupełnie innego wymiaru. Nie jak zwykłe zlecenie zabójstwa, tylko jak egzekucja według ich własnych zasad. A ludzie, którzy zabijają innych, bo sami uznają się za tych, którzy mają prawo wymierzać sprawiedliwość... Bractwo Gołębicy.

                                  Oderwał się od wspomnień. Spojrzał ponownie na Cesarzową.

                                  — Nie będę pani sprzedawał pewności tam, gdzie mam tylko przypuszczenia.

                                  Na jego twarzy pojawił się ledwie zauważalny uśmiech.

                                  — Ale skoro mówi pani, że ma inne źródła, możemy porównać informacje.

                                  Tym razem to Switch zadał pytanie:

                                  — Co dokładnie pani wie o tych ludziach? Może razem zbudujemy właściwy obraz?

                                  I wtedy zweryfikował w głowie myśl, która go tknęła gdy Cesarzowa wyprosiła Hectora.

                                  Jeśli Patch został wylany z drogówki (skąd to w ogóle mu przyszło do głowy?) za sprawdzenie blatów randomowego pojazdu, to jest kretynem niewartym splunięcia.

                                  SlimWire jest spasionym śmieciem. Sam wkręcił się w śmierdzące interesy, z których nie mógł się wyplątać. Do tego zainstalował mu pluskwę. Sprzedał Trensom. Przez niego prawie stracił życie i kumpli. Jeśli Szóstki wypatroszyły go jak wieprza, to tylko oszczędziły mu zachodu.

                                  A Hector... cóż. Jeśli myślał, że się będzie woził na plecach Switcha, to się grubo mylił. I jeśli z tego powodu zamierzał robić jakieś dramy, to się nie nadawał na fixera. W tej rozgrywce Hector blefował nie mając kart. Nie udało się. Jeśli był dobry, powinien to przełknąć i trzymać się More'a. Jeśli Raze wejdzie w układ z Wakako, to i jemu coś może skapnąć ze stołu.

                                  W tym interesie emocje musiały iść na bok a liczyły się tylko chłodne kalkulacje.

                                  Nie. Nie miał sobie nic do zarzucenia. To inni go zawodzili.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  ♥
                                  2
                                  • WilczyW Niedostępny
                                    WilczyW Niedostępny
                                    Wilczy jako Houston „Dingo” Dawn
                                    Mecenas
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                    #320

                                    Dingo kiwał głową na słowa HiFi'ego, nie zdejmując smatgogli z oczu i nadal obserwując teren kamerą z drona.
                                    - Jeśli dałoby się uniknąć granatów, byłoby super - powiedział - To ryzykowne, a do tego możemy zniszczyć fanty, które chyba są nam potrzebne...

                                    Przywołał drona na dół, do swojej dłoni. Przez chwilę przyglądał mu się, jak ciekawemu okazowi owada, po czym schował go do kieszeni.
                                    - No pewno, że będę w oknie. Czujny i cichy, jak żbik. Jak dobrze pójdzie, nawet nie zauważą co ich trafiło... - Houston w myślach robił sobie małą listę zakupów. Jego Ronin miał łącze do smartguna, może je sparować z goglami, ale przydałby mu się tłumik... celownik optyczny też... może statyw? Nie, wtedy całość będzie za ciężka, żeby sprawnie się ulotnić. Celownik i tłumik będą musiały wystarczyć. Oprze karabin o parapet. A zaraz skoczy na małe zakupy w drodze powrotnej.

                                    - Włączę sobie głośnik w smarthingu i też będę na łączach. Ale z tego co zrozumiałem, to deal był z wami dwoma, tak? To chyba powinniście być obaj. Kurwens, byłoby zajebiście, gdyby Shawn zgodził się być obstawą na ziemi. Bo droga ucieczki, drogą ucieczki, ale chyba chciałeś HiFi ich uwolnić od jakiegoś sprzętu? A zmarnuje się, jeśli ich kropniemy i znikniemy. Czyli, reasumując: uderzamy szybko i cicho, ale zabójczo. Najlepiej tak, żeby wystawić mi ich do odstrzału, ale żebyście wy byli osłonięci. Łapiemy towar i spierdalamy.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    ♥ 💯
                                    1

                                    Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                    Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                    Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                    Zarejestruj się Zaloguj się
                                    Odpowiedz
                                    • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                    Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                    • Najpierw najstarsze
                                    • Najpierw najnowsze
                                    • Najwięcej głosów


                                    • Zaloguj się

                                    • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                    • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                    Powered by NodeBB Contributors
                                    • Pierwszy post
                                      Ostatni post
                                    0
                                    • Kategorie
                                    • Ostatnie
                                    • Tagi
                                    • Popularne
                                    • Świat
                                    • Użytkownicy
                                    • Grupy
                                    • Strona startowa