Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje future
  3. Rozgrywka
  4. Krzyk Pustki
Krzyk Pustki [18+]
KetharianK
Ketharian jako
Alien
Mistrz Gry
ReRebirthR
ReRebirth jako
Joshua Gleeson
BeetleB
Beetle jako
Marcus Holt
Dawny użytkownik?
Dawny użytkownik jako
Nadia Volkov
MarrrtM
Marrrt jako
Caleb Hannigan
GreKG
GreK jako
Siergiej Kalashnikov
PiołunP
Piołun jako
Elias Crowe
CyganC
Cygan jako
William Biscuit
Macabra78M
Macabra78 jako
Adam Nexus Mk 7
Davy KneeD
Davy Knee jako
Davy O'Collan
Arthur FleckA
Arthur Fleck jako
Delilah le Fey

Krzyk Pustki

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
175 Posty 11 Uczestników 4.0k Wyświetlenia 5 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • CyganC Niedostępny
    CyganC Niedostępny
    Cygan jako William Biscuit
    napisał(a) ostatnio edytowany przez Cygan
    #149

    Wiliam już zaglądał do środka, gdy nagle ujrzał błyszczące oczy tuż przed nim. Normalnie odskoczyłby jak kot od potencjalnego zagrożenia, ale przez słowa agentki nie mógł sobie na to pozwolić. Niemądry dzieciak, że niby ja. Pomyślał skupiając wzrok na twarzy agentki tak bardzo, że nawet nie zauważył ręki, która go pociągnęła. Pocałunek, a potem ta generyczna gadka. Faktycznie rzekoma próba znalezienia miejsca w wiadomym celu jest dość uniwersalną pułapką na mężczyzn, ale ten biceps to już kompletny stereotyp. Użycie tego w kierunku chuderlawego Billa tylko dowodzi, że ten cały flirt to zwykłe odwrócenie uwagi od prawdziwego celu. Chłopak stał jak słup soli obserwując ruchy Delilah, w końcu nigdy nie widomo co tym zarazem wykombinuje.

    Kiedy chciał już odsunąć od siebie kobietę, usłyszał brzdęk metalu a zaraz po nim zobaczył jak drzwi lecą prosta na niego. Chciał odskoczyć, ale dłonie agentki go nie puściły, a nawet zacisnęły się jeszcze bardziej. Właśnie teraz Wiliam miał umrzeć. Nie przez zawalenie kopalni. Nie przez wybuch ani awarię statku. Miał umrzeć przez Kobietę, która była zwyczajnie silniejsza. Zamknął oczy i w głowie ujrzał swojego wujka, który powtarzał mu niezliczoną ilość razy, żeby więcej jadł, bo jak urośnie to będzie słaby i żeby uważać na kobiety a w szczególności te ładne.

    - Przepraszam - powiedział w przestrzeń i pogodził się ze swoim losem. Czekał i czekał, aż w końcu otworzył oczy i ku jego zdziwieniu nie czekał na niego wujek z "a nie mówiłem" tylko Delilah. Czyli jednak piekło. Westchnął i zawiedziony usiadł opierając się przy ścianie. Normalnie to pewnie by ponarzekał na system bezpieczeństwa statku, ale teraz nie miał na to siły. Prawię umarł a na dodatek przypomniał sobie jak kruchą istotą jest. dłuższą chwilę siedział przecierając twarz, spoglądając raz na agentkę, raz na drzwi. powoli uświadamiając sobie, że to właśnie jej zawdzięcza życia, ale też i chwilowy zawał. Naukowiec raczej by odskoczył, ale sam fakt pomyślenia o nim w takiej sytuacji był dość niezwykły.

    - Dziękuję. - powiedział po czym zamilknął na kolejne parę sekund lub minut.

    - Jak się pani widzi pójcie na mostek, żeby wymusić obejrzenie akcji ratunkowej? Wiem, że proponuję to już drugi raz, ale może po tym wszystkim nabrała pani ochoty na zobaczenie, jak Hannigan próbuje przeżyć na cudzym statku.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    ♥
    5
    • Arthur FleckA Niedostępny
      Arthur FleckA Niedostępny
      Arthur Fleck jako Delilah le Fey
      napisał(a) ostatnio edytowany przez Arthur Fleck
      #150

      Delilah le Fey

      Delilah nie wiedziała, co uratowało jej życie. Zwykłe szczęście? Program Ubermensch i wieloletnie, mordercze treningi, którym była poddawana od dziecka? A może pula genowa, darwinistyczna teoria selekcji naturalnej, w której słabe jednostki giną marną śmiercią a silne przekazują dalej swoje DNA? Jej ojciec, anonimowy dawca, który sprzedał Lasalle swoje nasienie mógł być wyczynowym sportowcem, może nawet olimpijczykiem. Drogim, wyselekcjonowanym materiałem genetycznym, który właśnie w stu procentach się zwrócił.

      Z jednej chwili pancerne drzwi opadały, by ich zmiażdżyć, a w następnej sekundzie oboje znajdowali się już po bezpiecznej stronie korytarza. Zdała sobie sprawę, że wciąż kurczowo trzyma chłopaka za materiał jego kombinezonu. Powoli rozluźniła chwyt i cofnęła dłonie. Spojrzała na niego, a potem z jej gardła wyrwał się głośny śmiech, który poniósł się echem po statku. Przed chwilą omal nie zginęła a teraz nigdy nie czuła się bardziej żywa. Krew szumiała jej w uszach, piersi unosiły gwałtownie, serce biło głośno pompując w krwiobieg potężną dawkę surowej adrenaliny.

      Przestała się śmiać dopiero, kiedy usłyszała, to jedno słowo.

      Dziękuję.

      William siedział oparty o ścianę i patrzył na nią a do niej w końcu to dotarło. Uratowała go. Nie tylko samą siebie, lecz drugiego człowieka. Cokolwiek ten dzieciak planował, skradając się za nią korytarzem straciło nagle znaczenie w zderzeniu z tym jednym słowem i wdzięcznością wypisaną w jego oczach. Próbowała wykrzesać z siebie chociaż odrobinę jadu, patrzeć na niego jak na uciążliwy wrzód, na bezwartościowego pionka na planszy.

      Nic z tego.

      Otarła wierzchem dłoni usta.

      — Biorąc pod uwagę, że wymieniliśmy się przed chwilą naszymi drobnoustrojami, przeżyliśmy wspólną traumę i jesteśmy w podobnym wieku możesz mi chyba mówić po imieniu?

      Zrobiła krok do przodu. Spojrzała na niego z góry, jak miała w zwyczaju patrzeć na ludzi. Tym razem nie było w tym ani pogardy ani lekceważenia.

      — Wycieczka na mostek to dobry pomysł. Chętnie się dowiem, dlaczego pilot próbował nas zgilotynować. — Wyciągnęła do niego dłoń. — A ty Williamie Biscuit po drodze ładnie mi wytłumaczysz, dlaczego skradałeś się za mną i jakie to nikczemne intencje mi przypisujesz.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      🍒 ♥
      6
      • CyganC Niedostępny
        CyganC Niedostępny
        Cygan jako William Biscuit
        napisał(a) ostatnio edytowany przez Cygan
        #151

        - Niepewność, to przez nią skradałem się za tobą. - powiedział Wiliam po czym chwycił jej dłoń i podniósł się z ziemi.

        - Jak już mówiłem na początku. Chciałem dowiedzieć się co robisz nic więcej. W najgorszym przypadku zakładałem, że chcesz wypuścić rozbitka. Przez co wziąłem to. - Stojąc w przejściu z jednego pomieszczenia do drugiego Bill rozchylił kieszeń, w której znajdowała się gwoździarka.
        - Na prawdę cieszę się, że nie musiałem ci nic zrobić. Pewnie brzmi to trochę zabawnie po całej tej akcji, ale wbrew pozorom z pistoletem w dłoni potrafię być zabójczy. - Chłopak cicho się roześmiał i ruszył dalej uświadamiając sobie, że to właśnie bezduszna agentka okazała mu największe zrozumienie. Cała załoga postrzegała kobietę jako stereotypowego korpo-szczura, którego nic nie obchodzi poza własnym celem. Sam Bill tak na nią patrzył, a teraz idzie obok niej jakby znali się od dawna. Wiliam uśmiechnął się sam do siebie przez absurd całej sytuacji i rzucił chwilę przed drzwiami mostka.
        - Nie wyobrażasz sobie jak bardzo cieszy mnie twoja obecność na tym statku pełnym skąpców.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        😳 💪
        5
        • PiołunP Niedostępny
          PiołunP Niedostępny
          Piołun jako Elias Crowe
          Mecenas
          napisał(a) ostatnio edytowany przez
          #152

          Elias przestał się szarpać z ramieniem Joshuy i znieruchomiał. Przez chwilę naprawdę nie był pewien, czy coś usłyszał, czy to tylko jego własna czaszka postanowiła dorzucić kolejny objaw do coraz dłuższej listy. W słuchawkach mieszały się oddechy, trzaski komunikatora i syk palnika Sadzy, przez co każdy obcy dźwięk łatwo było uznać za artefakt dzwiękowy, echo albo zwykłe przesłyszenie.
          – Cicho… – syknął, unosząc lekko dłoń.

          Przechylił głowę i spojrzał w stronę korytarza prowadzącego ku niższym pokładom. Przez moment nie wydarzyło się nic. Potem znów to wychwycił. Słabe, rozciągnięte, ledwie obecne pod szumem instalacji. Coś pomiędzy syczeniem a przeciągłym skowytem, zbyt nierównym, by pasowało do pracy pompy czy silnika. Zmarszczył brwi.
          – Myślałem, że dzwoni mi w uszach po uderzeniu, ale to chyba nie to... – powiedział ciszej, ale dało się usłyszeć go na głónym kanale.

          Ping detektora ostatecznie rozwiał jego obawy. Elias zamarł na moment, a potem mocniej zacisnął palce na ramieniu Joshuy. Tym razem nie próbował nawet udawać, że robi to wyłącznie dla zachowania równowagi. Wpatrywał się w ciemność korytarza tak intensywnie, jakby mógł tymsamym wycisnąć więcej z gałek ocznych.
          – Dobra. Czyli jednak nie zwariowałem.

          Syk palnika znów przeciął powietrze. Jasne światło odbiło się od ścian, a potem zgasło poza polem widzenia, pozostawiając ich ponownie w przytłumionym półmroku. Elias spojrzał na Sadzę pracującego przy kurtynie, potem na otwartą ładownię i wreszcie z powrotem w stronę sekcji napędowej. Perspektywa wyczekania pietnastu minut nagle zaczęła jawić mu się jako bardzo nieprzyjemna. Odwrócił głowę ku Adamowi.
          – To chyba od strony maszynowni. Przynajmniej tak mi się wydaje.

          Przez chwilę milczał, nasłuchując ponownie. Niepokoiło go nie tylko to, że dźwięk był obcy. Bardziej to, że raz ginął całkowicie, a chwilę później wracał, jakby coś poruszało się poza zasięgiem światła i tylko od czasu do czasu pozwalało się usłyszeć.
          – Co to może być Adam? Jakieś pomysły? Mówże... – zażądał. Może było trochę dziwne, że w obliczu zagrożenia pytał się akurat Androida, ale nie dbał teraz o swoją prywatną niechęć do elektrycznych.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          ♥
          6
          • MarrrtM Online
            MarrrtM Online
            Marrrt jako Caleb Hannigan
            Mecenas
            napisał(a) ostatnio edytowany przez
            #153

            - 10 minut - oznajmił Sadza.

            Jego głos przerwał na chwilę miarowe tykanie detektora, które oznaczało mające nadejść spotkanie. Hannigan uważał, że to muszą być rozbitkowie. To było najbardziej logiczne wytłumaczenie sygnałów pokonujących korytarze statku w ślad za nimi. Ale nie mógł wykluczyć również syntetyków W-Y, które będą oznaczać kłopoty. Bo jeśli doszło do starcia załóg, a wszystko na to wskazuje, że doszło, firma postara się zatrzeć wszelkie ślady po tym zdarzeniu. Tymczasem kurtyna przeciwpożarowa nieznośnie powoli, acz trzeba przyznać metodycznie, poddawała się cięciu.

            - Pani Volkov, proszę zlokalizować następny, najbliższy właz dokujący. Nie przepinajcie się jeszcze, ale bądźcie gotowi. Ktoś idzie w naszym kierunku.

            - Panie Gleeson, proszę aktywować ten panel sterujący. A jak się nie da, odłączyć blokadę i włączyć manualne sterowanie otwieraniem ładowni.

            Wyprostował się ciężko, zaczynając odczuwać ciężar androida na plecach.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            💙
            5
            • Arthur FleckA Niedostępny
              Arthur FleckA Niedostępny
              Arthur Fleck jako Delilah le Fey
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #154

              Delilah le Fey

              Agentka popatrzyła na gwoździarkę. Chłopak wydawał się całkowicie szczery i jeśli grał jakąś rolę, nie wyczyła w nim nuty fałszu. Z definicji nie ufała ludziom, bo z definicji każdy miał ukryte intencje zwłaszcza Delilah le Fey tu jednak nie potrafiła się ich dopatrzyć. Wyglądało na to, że drugi pasażer rzeczywiście szuka cichego sojuszu. A może jeszcze czegoś więcej.

              — Zdecydowanie nie chciałabym zostać przewiercona gwoździarką pneumatyczną — skomentowała jakby od niechcenia. — Ból potrafi być przyjemny, ale nawet ja mam swoje granice.

              Kiedy usłyszała jego wyznanie, na moment skamieniała. Słyszała w życiu wiele komplementów, głównie fałszywych, ale nie znała człowieka, który cieszyłby się z towarzystwa przedstawicielki firmy. Równie dobrze mógł przyznać, że lubi wsadzać język w gniazdo skorpionów i brzmiało by to tak samo niedorzecznie. Szubrawcy pokroju Hanningaha traktowali ją jako przykrą konieczność, pijawkę w drogim garniturze i zdążyła się już do tego przywyczaić.

              Natychmiast zdusiłe ciepło, które zaczęło się rozlewać się trucizna. Zastąpił je lód.

              — Muszę cię lojalnie ostrzec William. — zaczęła patrząc mu w oczy. — Nie przywiązuj się do mnie zbyt mocno. Wszystko co słyszałeś o agentach korporacji to kłamstwa. Jesteśmy jeszcze gorsi. Mój interes jest prosty. Mam dotrzeć na Borodino w jednym kawałku i podpisać tam kontrakt. Twój interes to po prostu przeżyć tę podróż. Niestety, z jakiegoś powodu kapitan postanowił zaryzykować życie nas wszystkich. Więc przygotuj się. Kiedy dotrzemy na mostek, może zrobić się bardzo nieprzyjemnie.

              Delilah odwróciła się w stronę dziobu. Ruszyli korytarzem obok siebie, oświetlani wyłącznie przez lampy awaryjne. Zatrzymali się przed pancernymi drzwiami prowadzącymi do sekcji dowodzenia. Wrota nie otworzyły się automatycznie. Dioda dostępu na panelu świeciła na czerwono. O’Callan musiał prewencyjnie zaryglować cały pokład. Nie miała zamiaru bawić się z nim w kotka i myszkę i tracić czasu na przepychanki słowne. Podniosła głowę w stronę sufitu.

              — Opiekunie. Wyjaśnij pilotowi O'Collanowi moją rolę i wynikające z niej obowiązki. Potwierdź, że oficjalnie działam jako Niezależny Obserwator Wewnętrzny i prowadzę śledztwo w związku z rażącym działaniem na szkodę Kelland Mining. Zablokowanie mi dostępu do mostka kapitańskiego stanowi utrudnianie audytu.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              😬 🕶
              3
              • KetharianK Niedostępny
                KetharianK Niedostępny
                Ketharian jako Alien
                Obsługa Moderator Mecenas
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #155

                text alternatywny


                Pod drzwiami mostka Kardashiana


                Delilah le Fey wbiła spojrzenie w opancerzone drzwi mostka czekając na odpowiedź inteligentnego asystenta załogi, wodząc wzrokiem po rzędach naniesionych na gruby metal technicznych oznakowań.

                - Realizacja wniosku niemożliwa - z głośników ukrytych w ścianach korytarza popłynął elektroniczny głos Opiekuna - Na mocy dyrektywy kapitana na czas trwania operacji z podwyższonym ryzykiem zagrożenia zdrowia i życia obowiązują zaostrzone procedury dostępu do funkcji inteligentnego wsparcia załogi. Pani wniosek zostanie zrealizowany po obniżeniu stopnia stanu zagrożenia.

                Przedstawicielka Lasalle uniosła w wystudiowany sposób brwi, tym umiarkowanym gestem demonstrując światu swoją ogromną dezaprobatę dla decyzji AI. W myślach zaczęła układać odpowiedź merytoryczną wystarczająco daleko, aby ponownie spróbować przełamać opór Opiekuna, wówczas jednak głośniki radiowęzła trzasnęły w charakterystyczny sposób i popłynął z nich wyraźnie zdenerwowany głos Nadii Volkovej.

                - Pani le Fey, nie jest pani upoważniona do wejścia w strefę zastrzeżoną - oznajmiła impertynenckim tonem kobieta, która od pierwszej chwili wspólnego pobytu na statku wydawała się Delilah wyjątkowo antypatyczną - Proszę się udać do swojej kabiny i pozostawać w niej do odwołania.

                Korporacyjna negocjatorka słuchała poleceń z kamienną miną, ale jej uwaga skupiała się na dźwiękach tworzących tło dla słów Nadii Volkovej, płynące z osobnego systemu łączności i dobrze słyszalne ze względu na podwyższoną głośność komunikatora.

                Rozbrzmiewające w tle ludzkie głosy wibrowały pełnym stresu niepokojem.

                Gleeson, ile jeszcze? Panel!

                Gdzie oni są?! Sadza, pośpiesz się, do kurwy nędzy!

                I w tym momencie Delilah le Fey usłyszała coś jeszcze: przeciągły niski dźwięk, którego nie była w stanie w żaden sposób sklasyfikować, a który w pierwszej chwili uznała za kuriozalny przykład zakłóceń radiowego połączenia.

                Tak, to było najbardziej racjonalne wyjaśnienie dla dźwięku, który wbrew zdrowemu rozsądkowi mógł się niektórym kojarzyć ze zwierzęcym sykiem płynącym z gardzieli stworzenia, które nie miało żadnego związku z gatunkiem ludzkim.

                Głośniki trzasnęły krótko obwieszczając wyłączenie radiowęzła.

                Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                👽
                4
                • ReRebirthR Niedostępny
                  ReRebirthR Niedostępny
                  ReRebirth jako Joshua Gleeson
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #156

                  Miarowe, rytmiczne tykanie wykrywacza ruchu brzmiało w ciemnym korytarzu jak odliczanie do egzekucji. Z każdym kolejnym piknięciem, z każdym metrem, o który zbliżały się niezidentyfikowane sygnały, coś wewnątrz Joshuy powoli pękało.
                  Strach, który do tej pory napędzał jego słowotok i nerwowe, graniczące z histerią reakcje, nagle zmienił wektor. Zamiast wyrzucić z siebie kolejną tyradę o samobójczych decyzjach, Gleeson poczuł, jak przerażenie zapada się do środka. Lodowaty, paraliżujący chłód zaczął zjadać go od wewnątrz, dławiąc oddech i miażdżąc płuca. W jednej chwili ciężar sytuacji przygniótł go do samej podłogi – byli w pułapce, ktoś lub coś na nich polowało, a na dodatek dowódca dźwigał na plecach rozerwane szczątki syntetyka, przypominając im wszystkim, co może ich spotkać.

                  Kiedy padł rozkaz kapitana dotyczący panelu, Joshua nie zaprotestował. Nie zająknął się, nie skomentował, nie zaczął tłumaczyć, dlaczego to zły pomysł. Po prostu... zamilkł. Z gadatliwego, wiecznie szukającego wymówek neurotyka, w ułamku sekundy stał się posłuszny, potulny i nienaturalnie przyćmiony. Ta nagła, całkowita zmiana, to zgaszenie jego buntowniczej iskry, musiało być dla stojących obok bardziej niepokojące niż jakikolwiek krzyk. Wyglądał, jakby nagle odcięto mu zasilanie. Skinął tylko ciężko głową, jak posłuszny, zrezygnowany automat. Przełknął suchą gulę w gardle i bez słowa sprzeciwu przestąpił próg ciemnej ładowni.

                  Mrok pochłonął go natychmiast, gdy tylko oddalił się od snopów światła z latarek reszty załogi. Wodził dłonią po chłodnej, metalowej ścianie, aż w końcu jego palce natrafiły na krawędź panelu sterującego. Wyciągnął swój stary terminal diagnostyczny i podpiął go do gniazda. Ekran rozbłysnął słabym, zielonkawym światłem, rzucając upiorne cienie na jego spoconą twarz.

                  Gleeson wpatrywał się w ciągi danych. Wojskowe protokoły, zaawansowana architektura systemowa, skomplikowane zabezpieczenia elektroniczne. Rozkaz kapitana brzmiał prosto, ale to, co Joshua miał przed oczami, absolutnie go przerastało. Z każdą sekundą zdawał sobie sprawę, że to nie jest przepalony styk w pompie chłodziwa ani uszkodzony silnik starego transportowca. Nie rozpoznawał tu niemal niczego. Nie miał pojęcia, jak systematycznie i zgodnie z podręcznikiem obejść takie blokady. Piknięcia detektora ruchu z korytarza wwiercały mu się w czaszkę. Czas uciekał.

                  Z drżącym, przerywanym oddechem odpiął terminal. Skoro nie potrafił dogadać się z oprogramowaniem, musiał zejść do poziomu, który rozumiał. Brutalnej mechaniki i elektroniki. Złapał za krawędź obudowy panelu i szarpnął z całej siły, wyłamując zatrzaski. Skrzynka odskoczyła, odsłaniając gęstą plątaninę kabli, światłowodów i bezpieczników. Miał zamiar potężnie zaimprowizować. Wyciągnął narzędzia i zaczął gorączkowo szukać głównych przekaźników napięcia, gotów połączyć je na krótko, byle tylko manualnie wymusić zasilanie na potężnych serwomotorach drzwi, modląc się w duchu, by przy okazji nie wysadzić w powietrze całej sekcji.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  🛠
                  5
                  • KetharianK Niedostępny
                    KetharianK Niedostępny
                    Ketharian jako Alien
                    Obsługa Moderator Mecenas
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #157

                    text alternatywny


                    Środkowy pokład Bleinerta


                    Palnik Siergieja syczał jednostajnym dźwiękiem rozgrzanej do białości plazmy, punktowany ostrym trzaskiem odkształcającej się rolety. Przyciśnięty biodrem do wewnętrznej ściany korytarza Marcus Holt obejrzał się na pracującego w skupieniu pierwszego oficera, cały czas mierząc z odebranego Purcellowi Armata w środek wciąż pustego korytarza.

                    - Są coraz bliżej! - krzyknął Gleeson wystawiając głowę zza progu ładowni i zerkając na ekran uruchamianego raz za razem detektora ruchu - Piętnaście metrów!

                    - Dlaczego ich nie widzę?! - podniósł głos Holt, bezwiednie zmieniając układ palców na przednim chwycie karabinu - Powinniśmy ich widzieć!

                    - Adam, gdzie oni są? - powtórzył Hannigan odrywając się od ściany, o którą oparł androida W-Y - Czemu ich nie widzimy?!

                    Syntetyk wycelował tubę lokalizatora w głąb korytarza i wyemitował jeszcze jedną wiązkę energii, swoim opanowaniem tworząc nieludzki kontrast wobec balansujących na krawędzi wybuchu paniki towarzyszy.

                    - Mam kontrolę nad panelem! - wrzasnął Joshua głosem, w którym panika mieszała się z rozpaczliwym tryumfem - Mogę operować drzwiami!

                    Adam oderwał wzrok od wyświetlacza detektora, ale tym razem nie spojrzał wzdłuż ścian korytarza, tylko raptownym ruchem zadarł głowę wbijając mechaniczny wzrok w segmentowany sufit.

                    Hannigan wciąż spoglądał na ekran lokalizatora, na trzy pulsujące zielone punkty znajdujące się w odległości zaledwie pięciu, sześciu i siedmiu metrów od grupy ratunkowej, wbrew zdrowemu rozsądkowi wciąż niewidoczne w pustej przestrzeni korytarza.

                    Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    🐕 👽
                    5
                    • MarrrtM Online
                      MarrrtM Online
                      Marrrt jako Caleb Hannigan
                      Mecenas
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #158

                      - Sadza i Crowe do ładowni! Już! Gleeson na mój znak zamkniesz grodzie! Holt. Ostrzegawcza seria! - Caleb pomijając jak niemal nigdy formalności, bez których brzmiał jakoś dziwnie, wskazał palcem w sufit miejsce na oko przed sygnałami.

                      Jego mózg próbował racjonalizować to co się działo. Dziwnym sykiem nie przejął się nadto. Statki wytwarzały najróżniejsze dźwięki. Ale czemu androidy przemieszczały się wentylacją? I czemu za nimi? A może Adam się mylił i jednostka na jego plecach nie była aż tak wyłączona i emitowała sygnał SOS do reszty?

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      👻
                      6
                      • PiołunP Niedostępny
                        PiołunP Niedostępny
                        Piołun jako Elias Crowe
                        Mecenas
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #159

                        Elias nie potrzebował drugiego rozkazu. Odepchnął się od ściany i ruszył w stronę ładowni, chwiejniej, niż by chciał, ale tym razem bez protestów. Każdy szybszy krok rozlewał pod czaszką tępy ból, więc zacisnął zęby i po prostu parł dalej. Ruch Adama przyciągnął jego wzrok dopiero po chwili. Syntetyk nie patrzył już w korytarz. Patrzył w sufit. Crowe również uniósł głowę. Zrobiło mu się zimno. Oczyma wyobraźni widział zbyntowane jednostki androidów pełzające w szybach, niekompletne bowiem coś ucieło im nogi lub ręcę. Tego co urządziło tak tego, którego wzieli ze sobą, wolał sobie nie wyobrażać.
                        – Kraty – rzucił ostro przez radio. – Celujcie w kraty. Albo bezpośrednio pod nie.

                        Nie rozwijał myśli. Nie było potrzeby. Jeśli detektor pokazywał coś kilka metrów od nich, a korytarz pozostawał pusty, możliwości robiły się nieprzyjemnie ograniczone. Nie wiedział, czy przestrzeń pod panelami podłogi dawała równie dużo opcji ruchu co wentylacja, ale było zdecydowanie trudniej się przez nie wydostać, bowiem punktów serwisowych było znacznie mniej. Elias przyspieszył jeszcze trochę, niemal wpadając na próg ładowni. Obejrzał się tylko raz przez ramię, bardziej odruchowo niż z ciekawości.
                        – Joshua, nie trać głowy. – rzucił nie wiadomo po co, głupią przecież radę, po czym zniknął w ciemniejszej przestrzeni ładowni.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        🤝
                        5
                        • GreKG Niedostępny
                          GreKG Niedostępny
                          GreK jako Siergiej Kalashnikov
                          Mecenas
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #160

                          Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

                          text alternatywny

                          Bleinert

                          Nie było miejsca na dyskusje. Napięcie w głosie Starego mówiło wystarczająco dużo.
                          Sadza bez słowa wyłączył spawarkę, przerywając cięcie w połowie roboty. Jeszcze gorącą przypiął do uprzęży i ruszył w stronę ładowni.
                          W dłoniach pojawiła się broń Joshui.
                          Omiótł pomieszczenie wzrokiem, szukając ewentualnych dróg ewakuacji.
                          Potem uniósł wzrok w górę.
                          Sufit.
                          Kanały wentylacyjne. Instalacje. Przewody. Wszystko, co mogło skrywać coś, czego nie było widać z poziomu podłogi.
                          Nie strzelał. Nie miał do czego. Nie chciał marnować amunicji.
                          Coś za nimi szło?
                          Załoganci Bleinerta?
                          Korytarzami technicznymi?
                          To nie miało sensu. Po co mieliby się chować.
                          Zbuntowane androidy?
                          Skrzywił się.
                          To również było idiotycznie nierealne.
                          Zatem... Kto? Shto?

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          6
                          • ReRebirthR Niedostępny
                            ReRebirthR Niedostępny
                            ReRebirth jako Joshua Gleeson
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #161

                            Kiedy z ust kapitana padł rozkaz – szybki, brutalny i całkowicie pozbawiony tej jego denerwującej, sztywnej ogłady – do Joshuy dotarła prawdziwa skala katastrofy. To nie była kolejna usterka do zdiagnozowania ani taktyczne przegrupowanie. To był desperacki, chaotyczny odwrót!

                            ​Gleeson tkwił w mroku ładowni, kurczowo zaciskając trzęsące się dłonie na pęku zmostkowanych kabli zasilających. Rozbebeszony panel kontrolny wyglądał jak ofiara rzeźnika; gdyby elektronika mogła odczuwać ból, ten moduł z pewnością wyłby teraz wniebogłosy, plując snopami iskier. Joshua zamierzał posłusznie wypełnić rozkaz i zewrzeć obwód, gdy tylko usłyszy sygnał Hannigana, ale w ułamku sekundy przez jego umysł przemknęła zimna, inżynieryjna myśl.

                            ​To wszystko poszło zbyt gładko. Zbyt prymitywnie.

                            ​Jak to w ogóle możliwe, że na okręcie floty Zjednoczonych Ameryk zabezpieczenia masywnej grodzi dało się obejść za pomocą brutalnego wyrwania obudowy i zwarcia przekaźników? Taka ingerencja powinna natychmiast wyzwolić blokadę hydrauliczną i zamrozić serwomotory. Czy ten upiorny statek w jakiś złośliwy sposób pozwolił mu otworzyć te drzwi? Ta myśl wydała mu się nagle równie przerażająca co sygnały na detektorze.

                            ​Spojrzał gorączkowo w stronę korytarza, a mętlik w jego głowie sięgnął zenitu.
                            ​Dlaczego do cholery wszyscy uciekali właśnie w jego stronę?! Przecież śluza i droga powrotna na Kardashiana znajdowały się w przeciwnym kierunku, za kotarą przeciwpożarową! Zamiast torować sobie drogę ucieczki, reszta oddziału pchała się do ciemnej, odizolowanej ładowni, dobrowolnie zamykając się w stalowej puszce. Co ich aż tak bardzo przeraziło?! Cokolwiek pełzało tam w szybach wentylacyjnych, musiało być gorsze od czegokolwiek, co Gleeson mógł sobie wyobrazić.
                            ​Joshua od zawsze był neurotykiem z chorym sercem. Przywykł do tego, że to on jest tym przerażonym, gadatliwym balastem. Spodziewał się własnego strachu. Ale nie spodziewał się zbiorowej paniki. Widząc, jak uzbrojony w karabin Holt traci orientację, a zimny jak lód kapitan zdziera z siebie maskę opanowania i rzuca chaotyczne rozkazy, Gleeson poczuł, że jego własny, wewnętrzny bezpiecznik ostatecznie się przepala. Upadek autorytetów i profesjonalistów był dla niego dowodem na to, że znaleźli się w sytuacji bez wyjścia.

                            ​Z płytkim, świszczącym oddechem tkwił przy wybebeszonym panelu. Złapał mocniej za kable, dygocząc na całym ciele. Gotów w każdej sekundzie na znak kapitana zewrzeć styki i odciąć ich ciężką grodzią od czegokolwiek, co właśnie na nich polowało, nawet jeśli oznaczało to zatrzaśnięcie się we własnym grobowcu.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            6
                            • Arthur FleckA Niedostępny
                              Arthur FleckA Niedostępny
                              Arthur Fleck jako Delilah le Fey
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez Arthur Fleck
                              #162

                              Delilah le Fey

                              To musiły być jakieś zakłócenia, to wcale nie brzmiało jak syki drapieżnika. Delilah przeniosła wzrok na stojącego obok chłopaka szukając potwierdzenia. Szybko zrozumiała, że William usłyszał dokładnie to samo. Przeraźliwy syk a wcześniej nerwowa wymiana zdań między załogą. Na pokładzie wraku działo się coś bardzo niedobrego. Agentka próbowała zignornować impertynecki ton Nadii Volkov. Była chowana w laborotoryjnych warunkach by pozbyć się ludzkich słabostek, ale urodziła się z chromosomem XX. Rywalizację z innymi samicami wpisano w jej DNA. Już układała w myślach groźby wymierzone w nawigatorkę, jednak satysfakcja z poniżenia rywalki nie miała sensu, skoro ich własny statek za chwilę mógł podzielić los martwego wraku. Zdusiła w sobie ten pierwotny impuls i brutalnie odcięła ego pozwalając by stery przejęła żelazna logika.
                              Wcisnęła przycisk interkomu przy grodzi.

                              — Nadia, słuchaj mnie bardzo uważnie — przemówiła bezpośrednio do nawigatorki ignorując O'Collana. — Zróbmy szybki rachunek zysków i strat. Twój kapitan miał do dyspozycji syntetyka i kamerę, a mimo to zamiast wysłać maszynę na zwiad, jak kiedyś na Ziemi robili to policyjni saperzy zaryzykował życie własnych ludzi i zabrał na pokład większość załogi. Wiedział doskonale o zagrożeniu. Na pokładzie Bleinerta doszło do katastrofy i nie miał cienia dowodu, że prócz Purcella przeżył tam ktokolwiek inny. Tej decyzji nie da się obronić. To albo skrajna niekompetencja albo celowe działanie na szkodę Kelland Mining w imię swoich własnych szemranych interesów. Nie grożę ci, ale uświadamiam twarde fakty. Jako niezależny obserwator muszę złożyć raport. I tylko od ciebie zależy czy zostaniesz w sprawie świadkiem czy współoskarżoną. Wiesz co firmy robią z dłużnikami, którzy niszczą ich własność i sprzęt, wiesz w jaki sposób muszą odpracować dług, w jakich miejscach kończą całe rodziny zadłużonych.

                              Odczekała chwilę, by Volkov mogła sobie wyobrazić własne dzieci czyszczące radioaktywne filtry w koloniach na peryferiach układu, gdzie nikt nie dożywa czterdziestki.

                              — Pilot odpowie razem z Hanniganem — kontynuowała. — Zgodził się na dokowanie w obszarze zagrożenia choć to on odpowiada za statek i do niego należy ostateczna decyzja w takich kwestiach. Co więcej O'Collan zrzucił na mnie i na pasażera pancerną gródź bez ostrzeżenia. To usiłowanie podwójnego zabójstwa. Wszyscy słyszeli, jak rzucał mi dwuznaczne komplementy. Być może naprawdę wierzył, że chcę uwolnić więźnia, ale przestało mieć to znaczenie w chwili gdy zobaczył mnie z Williamem. Sama wiesz do jakich czynów może prowadzić urażona męska duma. Zastanów się czy ktoś taki powinien teraz dowodzić statkiem. Czy za jego szerokim uśmiechem nie kryje się coś więcej.

                              Znów zamilkła na moment, pozwalając by Nadia sama złożyła fakty.

                              — Jesteś najniższa stopniem, nikt cię nie pytał o zdanie, kapitan i reszta cię ignorowali. Ale teraz ich władza się skończyła i wszystko leży w twoich rękach. Tak, jestem korporacyjną suką i masz prawo mieć o mnie najgorsze zdanie, ale nie możesz mi odmówić kompetencji. Chcę tylko pomóc posprzątać ten bałagan i bezpiecznie dolecieć do Borodino. Nie pozwól by ci mężczyźni zrzucili na ciebie odpowiedzialność za ich własne błędy. Jeśli otworzysz śluzę, przysięgam, że tego nie pożałujesz.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              🤠 👄
                              6
                              • BeetleB Online
                                BeetleB Online
                                Beetle jako Marcus Holt
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                #163

                                Marcus Holt

                                Holt stał w progu ładowni i słuchał.

                                Pikanie detektora miało swój rytm - krótkie, równe impulsy które przyspieszały wraz ze zbliżaniem się sygnału. Znał ten dźwięk. Każdy kto spędził wystarczająco dużo czasu w zamkniętych przestrzeniach z bronią w ręku uczył się czytać detektory tak jak inni czytają zegary.

                                Piknięcie. Siedem metrów. Może osiem.

                                Piknięcie. Sześć.

                                Piknięcie.

                                Pięć.

                                Uniósł M41A w stronę sufitu płynnym ruchem który nie miał w sobie nic z pośpiechu - kolba przy ramieniu, policzek przy łożu, lufa w górę pod kątem czterdziestu pięciu stopni w kierunku ostatniej sekcji sufitu przed którą detektor milczał jeszcze przed chwilą.

                                Nacisnął spust.

                                M41A zagrał charakterystyczną dla siebie nutę - krótki, suchy, mechaniczny terkot pulsacyjny który nie brzmiał jak broń z filmów ani jak cokolwiek ziemskiego. Seria przeszła przez blachę sufitu zostawiając postrzępioną linię dziur przez które sączyło się blade techniczne światło z przestrzeni ponad panelami.

                                Huk uderzył w ściany i wrócił.

                                Potem cisza.

                                Piknięcie.

                                Cztery metry.

                                Holt wypalił drugą serię w nowe miejsce, przesunięte o metr w lewo od pierwszej. Ten sam suchy terkot, ta sama linia dziur, ten sam powrót dźwięku ze ścian.

                                Patrzył w sufit z lufą wciąż uniesioną i słuchał czy pikanie zmieni rytm.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                ♥
                                5
                                • KetharianK Niedostępny
                                  KetharianK Niedostępny
                                  Ketharian jako Alien
                                  Obsługa Moderator Mecenas
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                                  #164

                                  text alternatywny


                                  Mostek Kardashiana


                                  Wypowiadane przez le Fey propozycje i groźby niosły się po mostku kombajnu dominując ponad dźwiękami pracującej maszynerii. Davy poczuł jak Nadia zaciska bezwiednie palce na jego ramieniu, oderwał wzrok od komputerów ch ekranów przenosząc spojrzenie na jej zatroskaną twarz.

                                  - Ona może nas udupić, Davy - rzuciła przez zaciśnięte zęby Rosjanka - Ta suka na pewno ma wpływy. Nie chcę przez nią zapierdalać do końca życia na jakiejś pierdolonej asteroidzie przy wymianie karbonowych filtrów do kruszarek. Jakby nie miała wpływów, toby tak nie szczekała.

                                  - Szczeka, bo jest nauczona posłuchu - odwarknął stanowczym tonem pilot - Mamy tryb nadzwyczajny, nie musimy się nią przejmować, dopóki nie wrócą stary i Sadza. To ich odpowiedzialność, a nie nasza.

                                  - Lasalle to gigant, Davy - nie ustępowała Nadia wbijając natarczywie palce w jego mięśnie - Mogą pozwać Kelland do sądu za cokolwiek, co sobie wymyślą ich jebani prawnicy. Nienawidzę takich dziwek jak ta blondyna, ale oni mogą z nami zrobić, cokolwiek zechcą. Chciałabym jeszcze trochę pożyć w spokoju. Co ona może tu zrobić? Wpuścimy ją i niech stoi w kącie, przecież nie wyrwie ci sterów z rąk? Davy, nie chcę kłopotów.

                                  - Nie będzie żadnych kłopotów - odpowiedział O’Collan odwracając się w stronę swojej konsolety z miną przesadzającą o podjętej decyzji - Na moją odpowiedzialność…

                                  Seria wystrzałów gruchnęła z głośników systemu łączności, przetoczyła się przez mostek przyoblekając twarz Nadii w śnieżną biel.

                                  - Co do kurwy nędzy? - krzyknął pilot przywierając do wyświetlaczy i szukając wzrokiem obrazu przekazywanego przez kamerę Holta - Czemu strzela?

                                  Głośniki huknęły następną serią, komponującą się w złowieszczy sposób z chaotycznymi ruchami hełmów ratowników i ich zatrwożonymi krzykami.


                                  Środkowy pokład Bleinerta


                                  Wszyscy w ekipie ratunkowej wiedzieli, że Marcus Holt potrafi posługiwać się bronią strzelecką i że z racji sprawowanej funkcji oraz militarnego doświadczenia zapewne nie zawaha się jej użyć, lecz kiedy zaczął bez ostrzeżenia strzelać ponad głowami towarzyszy, dla niektórych z nich okazało się to prawdziwym wstrząsem.

                                  Wylatujące z bocznego wyrzutnika łuski uderzyły jedna po drugiej w kombinezon i hełm Sadzy, zanim spadły z metalicznym brzękiem na podłogę korytarza.

                                  W pustej przestrzeni ponad sufitowymi panelami coś było - coś ukrytego wśród elektrycznych kabli i światłowodów, pomiędzy rurami z chłodziwem i sprężonym powietrzem. Ogłuszony hukiem wystrzałów kapitan Hannigan zadarł głowę w górę, oczami wyobraźni widząc nienaturalnie zwinne ciała pełznących szybem człekokształtnych syntetyków Weyland-Yutani.

                                  Sufitowe panele, naznaczone przestrzelinami i silnie z jakiegoś powodu dymiące, runęły w dół wyrwane z mocowań siłą wykraczającą poza krzepę zwykłych ludzkich mięśni.

                                  A potem coś spadło w dół w ślad za płytami lądując pośrodku korytarza z paraliżującym ciała nieludzkim wdziękiem, na ułamek chwili przykuwając niepodzielnie uwagę ludzi próbujących zrozumieć, na co właściwie spoglądają.

                                  Nie wszyscy zrozumieli od razu, bo połyskliwy czarny kształt stanowił sobą obraz stojący w całkowitej sprzeczności z wszystkim, co ratownicy dotąd w swoim życiu widzieli. Organiczny karapaks pokrywający gibkie cielsko, długie ręce zakończone jeszcze dłuższymi palcami, wielka obła czaszka pozbawiona oczu i uszu, a w zamian szczerząca przerażający garnitur krystalicznych zębów ociekających gęstą przezroczystą wydzieliną.

                                  - Diaboł! - krzyknął podnoszący się z klęczek Siergiej, na moment zapominając o ściskanym w dłoni pistolecie.

                                  Diaboliczna istota odpowiedziała mu budzącym grozę przeciągłym sykiem, w jednej sekundzie z niewiarygodną zwinnością skacząc w stronę przerażonych ratowników.

                                  Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  👀 🐺 👽
                                  5
                                  • KetharianK Niedostępny
                                    KetharianK Niedostępny
                                    Ketharian jako Alien
                                    Obsługa Moderator Mecenas
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                                    #165

                                    text alternatywny


                                    Środkowy pokład Bleinerta


                                    Marcus Holt otworzył ogień z Armata nie zdejmując palca nawet na sekundę ze spustu karabinu, zasypując smoliście czarnego stwora gradem pocisków. Huk wystrzałów wypełnił przestrzeń korytarza i wnętrze hełmów ratowników, zagłuszył ich przerażone krzyki swoim rytmicznym łoskotem. Trafiany raz za razem drapieżny kształt zaczął się szaleńczo miotać, kiedy kolejne kule przebijały coś, co mogło uchodzić w oczach Caleba Hannigana za syntetyczny pancerz. Odrętwiały z szoku kapitan pewien był w pierwszej chwili, że widzi najnowsze osiągnięcie robotyki Weyland-Yutani, nieznany jeszcze publice model nowego androida do zadań specjalnych - lecz kiedy ze szklistej paszczęki napastnika popłynęła kakofonia absolutnie zatrważających wrzasków, technologiczne przeświadczenie Hannigana zaczęło się w jednej chwili rozsypywać jak domek z kart.

                                    Ostrzeliwany przez Holta stwór przewalił się w bok, uderzył ogonem w jedną ze ścian, odbił się od niej wykonując niezwykły przewrót w powietrzu i lądując ponownie na giętkich tylnych kończynach. Z przestrzelin w jego połyskliwym pancerzu wyciekał jakiś organiczny płyn, który w kontakcie z podłogą i ścianami korytarza natychmiast zaczął wydzielać smużki dymu.

                                    - Zabij to! - krzyknął wyglądający zza progu ładowni Elias Crowe, kurczowo uczepiony futryny drzwi i próbujący dostrzec coś więcej przez spękaną przyłbicę hełmu - Zabij to!

                                    M41A1 umilkł w tej samej sekundzie pozostawiając za sobą cichnące echo wystrzałów oraz inny dźwięk, ledwie słyszalny w huku własnych serc dudniących szaleńczo w uszach ratowników.

                                    Charakterystyczny metaliczny trzask, który zmroził wszystkim jeszcze bardziej krew.

                                    Odgłos uderzającej w pustkę iglicy karabinu.

                                    - Gleeson, zamykaj drzwi! - krzyknął Hannigan widząc jak ociekający silnie żrącym kwasem organiczny kształt przywiera tylnymi nogami do posadzki - Odwrót do ładowni!

                                    Stwór skoczył przed siebie z przysiadu, z nieprawdopodobną gracją i w sposób, którego widok byłby czymś wręcz pięknym, gdyby nie był tak straszny - skoczył wprost na naciskającego niczym w amoku spust broni Holta unosząc ponad swoją podłużną obłą głowę długi segmentowany ogon.

                                    Giętki czarny organ, zakończony przywodzącym na myśl grot włóczni szpicem, wydawał się żyć własnym ruchliwym życiem i kiedy stwór wpadł pomiędzy przerażonych ludzi opryskując ich swoją kleistą śliną; kiedy oficer medyczny Kardashiana rzucił się na niego z podniesioną z podłogi sufitową płytą próbując odwrócić uwagę bestii od swoich ludzkich towarzyszy; giętki czarny ogon przeszył powietrze wbijając się z głośnym trzaskiem rozdzieranego materiału w próżniowy skafander tuż pod prawą pachą Marcusa Holta.

                                    Wszedł weń na niemal całą długość ostrego jak brzytwa grotu wytrącając mężczyźnie broń z ręki i ciskając nim o ścianę, po której Holt osunął się niczym worek śmieci na podłogę.

                                    Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    😨 👽
                                    6
                                    • ReRebirthR Niedostępny
                                      ReRebirthR Niedostępny
                                      ReRebirth jako Joshua Gleeson
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                      #166

                                      Huk ognia ciągłego z karabinu pulsacyjnego zamienił korytarz w komorę rezonansową. Każdy wystrzał wibrował w stalowych grodziach, przenosząc się przez podłogę wprost do kości skulonego w ładowni Joshuy. Gleeson nie widział absolutnie nic, co działo się na zewnątrz. Siedział wciśnięty w kąt pod rozbebeszonym panelem sterowania niczym przerażony poborowy na dnie okopu, podczas gdy nad jego głową przetaczała się artyleryjska nawałnica.

                                      ​Do jego uszu docierała kakofonia absolutnego koszmaru: przeraźliwe krzyki jego towarzyszy, syk topionego kwasem metalu i ten nieludzki, mrożący krew w żyłach skrzek, przypominający dźwięk rwanej blachy połączony z wizgiem zarzynanego zwierzęcia. A potem, nagle, karabin umilkł. Rozległ się tylko ten jeden, suchy, pusty trzask iglicy, po którym nastąpił odgłos ciężkiego uderzenia i zdławiony wrzask Holta.

                                      ​Gleeson przestał oddychać. Zrobiło mu się lodowato zimno. Poczuł, jak jego klatkę piersiową zaciska niewidzialne imadło, a serce nagle potyka się, uderza szaleńczo o żebra, po czym... po prostu zamiera. Mroczki przed oczami zalały resztki i tak skąpego światła. Zastygł w bezruchu, dławiąc się własnym przerażeniem...
                                      ​
                                      W tej jednej, zawieszonej w czasie sekundzie, jego umysł uciekł z koszmarnego Bleinerta. Wrócił do dusznych, rdzewiejących trzewi kolonii górniczej. Półprzytomny, niczym śniąc na jawie przypomniał sobie tamten felerny dzień na najniższych poziomach, kiedy w ślepym zaułku zatarasowało im drogę trzech naćpanych rzezimieszków z nożami wibracyjnymi. Strach uderzył w niego tak samo mocno jak teraz. Złapał się wtedy za pierś i osunął na zardzewiałą kratownicę, dławiąc się z braku powietrza, podczas gdy jego serce wypadało z rytmu.
                                      I wtedy poczuł na twarzy szorstkie, ubrudzone smarem dłonie swojej siostry. Zignorowała nożowników, skupiając całą uwagę na nim.

                                      „Josh! Patrz na mnie!” – krzyczała wtedy, potrząsając nim gwałtownie. – „Przyciągnij kolana do klatki! Teraz! Zrób głęboki wdech na cztery sekundy... i kaszlnij! Mocno, z całej siły w przeponę, słyszysz?! Zmuś to cholerstwo do bicia!”

                                      ​Siedząc pod zniszczonym panelem na wymarłym okręcie, Gleeson odruchowo podciągnął kolana pod brodę. Zamknął oczy, wciągnął ze świstem zatęchłe powietrze z recyrkulatora i gwałtownie, potężnie zakasłał. Raz. Drugi. Trzeci...

                                      ​Silny skurcz przepony uderzył w klatkę piersiową. Serce, brutalnie wyrwane z letargu, podskoczyło boleśnie, po czym podjęło ciężki, ale stabilny rytm. Krew znów uderzyła mu do mózgu, rozjaśniając wzrok, a potworny szum w uszach ustąpił.
                                      ​I właśnie w tym momencie, przebijając się przez zgiełk, usłyszał głos Hannigana:

                                      — Gleeson, zamykaj drzwi! Odwrót do ładowni!

                                      ​Wszelkie wątpliwości wyparowały. Dłonie Joshuy wciąż się trzęsły, ale nie było w nich już tego sparaliżowanego bezwładu. Chwycił zmostkowane, iskrzące kable zasilające z wybebeszonego panelu.

                                      — Zamykam! — wrzasnął, zdzierając gardło na otwartym kanale komunikacyjnym, próbując przekrzyczeć chaos w korytarzu. — Wchodzić, do kurwy nędzy! Zamykam!

                                      ​Zacisnął zęby i z całej siły zetknął grube przewody. Posypały się iskry, a powietrze momentalnie wypełniło się smrodem ozonu. Ciężkie serwomotory w ścianach ładowni zawyły z przeciążenia. Masywne, pancerne wrota drgnęły i z głuchym dudnieniem zaczęły sunąć ku sobie, zamykając wejście.
                                      ​Zajmie im krótką chwilę, zanim zatrzasną się całkowicie. Gleeson dociskał kable, wpatrując się szeroko otwartymi, przekrwionymi oczami w zwężającą się szczelinę światła rzucanego przez latarki reszty zespołu z korytarza. Dopiero po ułamku sekundy dotarło do niego, że mógł poczekać dłuższą chwilę. Mógł trzymać kable w pogotowiu i zamknąć obwód dopiero, gdy upewni się, że wszyscy zdążyli wpaść do środka. Ale instynkt samozachowawczy okazał się silniejszy niż lojalność. Nie obchodziło go, kto zdąży przebiec przez próg, o ile stalowa gródź na czas oddzieli jego od tego wrzeszczącego monstrum.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      😱 ♥
                                      4
                                      • Macabra78M Niedostępny
                                        Macabra78M Niedostępny
                                        Macabra78 jako Adam Nexus Mk 7
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                        #167

                                        Adam zarejestrował pierwszy sygnał, zanim pozostali zdążyli w pełni zrozumieć, co pokazuje detektor ruchu.
                                        Piknięcie.
                                        Potem kolejne.
                                        Sygnał się zbliżał.
                                        Syntetyk przeniósł wzrok na urządzenie, a jego wewnętrzne procesy natychmiast zaczęły zestawiać dane. Kierunek. Tempo przemieszczania się. Zmiana odległości. Nie miał jeszcze podstaw, by stwierdzić, czym było źródło sygnału, ale jedna rzecz nie pozostawiała wątpliwości.
                                        Coś znajdowało się nad nimi.
                                        W chwili, gdy Marcus Holt uniósł M41A w stronę sufitu, Adam instynktownie przesunął się odrobinę w bok, oceniając położenie pozostałych członków zespołu i możliwe skutki ostrzału.
                                        Pierwsza seria.
                                        Huk wystrzałów uderzył w jego sensory.
                                        Druga.
                                        Syntetyk nie zareagował na hałas. Obserwował.
                                        Zniszczone panele.
                                        Kłęby dymu.
                                        Detektor.
                                        Zmianę położenia sygnału.
                                        A potem sufit eksplodował.
                                        Adam zdążył jedynie zarejestrować gwałtowny ruch, zanim połyskliwa, czarna istota runęła w dół wraz z fragmentami konstrukcji.
                                        Przez ułamek sekundy jego systemy próbowały sklasyfikować obiekt.
                                        Brak zgodności.
                                        Nie był syntetykiem.
                                        Nie był człowiekiem.
                                        Nie przypominał żadnego znanego Adamowi organizmu.
                                        Wydłużona czaszka. Organiczny karapaks. Nienaturalna budowa ciała. Zęby. Ogon.
                                        A potem ślina.
                                        I ciecz.
                                        Pierwsze krople spadły na metalową podłogę.
                                        Adam zobaczył dym.
                                        Usłyszał syk.
                                        Analiza składu nie była konieczna.
                                        — Żrący kwas.
                                        Ostrzał Holta nie zatrzymał stworzenia. Adam obserwował, jak kolejne pociski rozrywają jego ciało, a z ran wypływa coraz więcej cieczy. Zamiast zbliżyć się do bestii, syntetyk cofnął się o krok.
                                        Nie ze strachu.
                                        Z kalkulacji.
                                        Każde kolejne uszkodzenie stwora oznaczało kolejne rozpryski kwasu. Walka wręcz była ryzykiem, którego nie zamierzał podejmować. Uszkodzenie jego syntetycznego ciała mogło ograniczyć zdolność udzielania pomocy pozostałym.
                                        Potem karabin Holta umilkł.
                                        Adam obrócił głowę.
                                        Zarejestrował charakterystyczny dźwięk pustej komory.
                                        Zamek.
                                        Brak amunicji.
                                        Stwór ruszył.
                                        Sekundy zamieniły się w ułamki sekund.
                                        Ogon przeszył powietrze.
                                        Holt został trafiony.
                                        Broń wypadła mu z dłoni.
                                        Człowiek uderzył o ścianę i osunął się na podłogę.
                                        Ranny.
                                        Bezpośrednie zagrożenie.
                                        Adam ruszył.
                                        Podniósł z podłogi duży fragment odstrzelonej płyty sufitowej. Drugą ręką chwycił leżący wśród kabli kawał metalowej rury. Wykorzystał oba elementy nie jako broń, lecz narzędzia.
                                        Tarcza.
                                        Dźwignia.
                                        Dystans.
                                        — Do ładowni! Natychmiast!
                                        Nie próbował zadać stworowi ciosu.
                                        Płyta została wbita pomiędzy bestię a ludzi, odsuwając jej głowę i łapy od najbliższych członków zespołu. Rura posłużyła jako druga dźwignia.
                                        Adam naparł.
                                        Syntetyczne mięśnie pracowały z siłą niedostępną dla człowieka.
                                        Metalowa podłoga zaskrzypiała pod jego butami.
                                        Nie atakował.
                                        Pchał.
                                        Całą swoją nadludzką siłę wykorzystał do jednego celu.
                                        Odepchnąć stworzenie jak najdalej od ludzi.
                                        Jednocześnie unikał każdej kropli kwasu. Nie próbował chwytać bestii. Nie pozwalał, by ciało miało bezpośredni kontakt z wydzieliną.
                                        Przez interkom usłyszał głos kapitana.
                                        — Gleeson, zamykaj drzwi! Odwrót do ładowni!
                                        W tym samym momencie Adam zarejestrował ruch ciężkiej grodzi.
                                        Wrota zaczynały się zamykać.
                                        Jeżeli pozostanie tam jeszcze kilka sekund, może zostać odcięty.
                                        Analiza sytuacji zajęła mu mniej niż chwilę.
                                        Prawdopodobieństwo zamknięcia grodzi przed jego powrotem: wysokie.
                                        Prawdopodobieństwo odniesienia uszkodzeń przez zespół bez jego osłony: jeszcze wyższe.
                                        Nie cofnął się.
                                        Nie próbował przebiec do drzwi.
                                        Zamiast tego pochylił się mocniej, zacisnął dłonie na metalowej płycie i raz jeszcze wykorzystał pełną moc syntetycznego ciała.
                                        Miał tylko jeden cel.
                                        Odepchnąć potwora.
                                        Dać ludziom czas.
                                        Nawet jeżeli drzwi zamkną się przed nim

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        ☠ ♥
                                        5
                                        • BeetleB Online
                                          BeetleB Online
                                          Beetle jako Marcus Holt
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez Beetle
                                          #168

                                          Marcus Holt

                                          Holt leżał przy ścianie i patrzył.

                                          Szok miał tę właściwość że zwalniał czas - nie subiektywnie, nie jako metafora, ale dosłownie, jakby mózg nagle zaczynał pobierać więcej klatek na sekundę żeby przetworzyć informację której nie przewidywał i dla której nie miał jeszcze kategorii.

                                          Stwór był czarny. Nie jak czerń kombinezonu ani czerń nieoświetlonego korytarza - czarny jak coś co pochłania światło zamiast je odbijać, jak materiał który ewolucja zaprojektowała żeby być niewidzialnym w każdym środowisku które nie jest jasne. Pancerz połyskiwał tylko tam gdzie trafiały go bezpośrednio latarki - w pozostałych miejscach po prostu nie istniał optycznie.

                                          Trafiłem go wielokrotnie.

                                          Holt wiedział o tym z pamięci mięśniowej, bo palec pamiętał nacisk spustu. Wiedział też co widziały oczy - kolejne przestrzały, kwas kapiący z ran, dym przy każdej kropli kontaktu z metalem. Wiedział.

                                          I mimo to stwór poruszał się.

                                          Nie poruszał się jak coś zranionego. Poruszał się jak równanie które uwzględniło już własne uszkodzenia i skorygowało trajektorię. Każda kończyna lądowała precyzyjnie. Ogon kompensował środek ciężkości z wyprzedzeniem którego żaden znany Holtowi organizm nie był zdolny osiągnąć bez wieloletniego treningu. Adam napierał z całą siłą syntetycznych mięśni i stwór nie odpychał go - przepuszczał przez siebie wektor siły jak struktura która rozumie fizykę lepiej niż inżynier który ją zaprojektował.

                                          To nie jest drapieżnik który poluje.

                                          To jest drapieżnik który jest.

                                          Różnica była subtelna i fundamentalna jednocześnie - jak różnica między maszyną która wykonuje funkcję a maszyną która jest funkcją. Holt przez całe życie wchodził do pomieszczeń i wiedział instynktownie gdzie jest zagrożenie i jakiej jest natury. Ten instynkt był narzędziem które go nie zawodziło.

                                          Teraz leżał przy ścianie z trzęsącymi się dłońmi i patrzył na coś czego ten instynkt nie umiał nazwać. Nie dlatego że zawiódł. Dlatego że kategoria którą by nazwał nie istniała w słowniku żadnego doświadczenia które Holt zgromadził przez całe życie.

                                          Wszechświat okazał się większy niż jego słownik.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          ♥
                                          3

                                          Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                          Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                          Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                          Zarejestruj się Zaloguj się
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy
                                          • Strona startowa