[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
-
- No to, ten, yyyy... no, dzień dobry? - wypalił Dingo, próbując ogarnąć chaos w pomieszczeniu, zatrzymując wzrok nieco dłużej na dźgniętej dziewczynie - Chyba.
Starał się uporządkować natłok napływających informacji. Jego myśli nieco dłużej zatrzymały się przy nietypowym nożu, z czymś pomiędzy obawą, a niemal nabożnym podziwem.
- Hej, H... SuperStar - zwrócił się do HiFi'ego, z wahaniem, nie wiedząc jak powinien do niego mówić w tym towarzystwie - Co myślisz?W tym krótkim pytaniu było całe spektrum emocji i wrażeń od "w co my się wpakowaliśmy", po "ręka rękę myje". Czy Houston sam przed chwilą nie zastanawiał się jak to jest być pod ścianą? Skłamałby, gdyby powiedział, że nie dostrzegał tego, co na pewno zauważył już HiFi: wdzięczność Chakkasów może dać się zamienić na twardą walutę.
Chyba dał się porwać emocjom Brazil, która wyglądała, jakby miała kontrolę nad sytuacją. Historia Chinwe rezonowała w nim bardziej niż by tego chciał. Dwie dziewczyny, próbujące sobie radzić w Night City. Jedna ledwo żyła, drugą... może spotkał gorszy los. Pomyślał o Liz i jej przyjaciółce, Cassy. Dwie dziewczyny, same w wielkim mieście...
Spojrzał na Artemidę.
-Dasz radę nam powiedzieć co się tam wydarzyło? - spytał, słysząc o... niedoborach w ludziach Chakkasów. Cofnął się dwa kroki w stronę drzwi. Dopiero przyszedł, ale już był gotowy wychodzić. "Takie życie nomada", pomyślał przelotnie, trochę bez sensu. Następny przystanek: Zachód -1 -
Dobrze, że enigmatyczne wiadomości od Brazil nieco go przygotowały na to, co zobaczył w mieszkaniu. Nie mniej go zatkało. Ona i Mack upaprani krwią, stłoczeni w małym mieszkanku razem z szóstką innych osób, nie licząc dziewczyny wykrwawiającej się na stole.
I połowa z nich coś gadała. Młody czarnoskóry zwrócił się do niego per Superhit, ale zaraz Hartley nakrzyczał na nich, że nie chce słyszeć o żadnych interesach. Od razu też o Hajfim zapomnieli, to coś robiąc przy tej na stole, to szarpiąc się nawzajem. Dingo wszedł między cały ten bałagan a technika, rzucił kilka słów, po czym cofnął się niemalże wpadając na serwisanta i pytaniem o jego zdanie przekierowując uwagę wszystkich na pracownika Allfoods.
Czy mu się wydawało, czy w rzuconym spojrzeniu nomady dostrzegł twardy błysk podobny do tego, gdy tłumaczył mu, że wszystko jest dżunglą?
Spojrzał na najokazalszego czarnego. To więc był ten Dong? Wyglądał na gościa, którego wolałby nie spotkać sam na sam...
Jasne, jasne... HiFi dostrzegał możliwości... pewnie... tylko... jak to się porobiło? Chciał tylko dostać Macintosha... sprawdzić luty, wyczyścić styki... znaleźć kupca... taka robota po godzinach... spokojna, nikt nikogo nie kroi nożem i nie próbuje wysadzić granatem... Kurwa, kiedy to skręciło w złą stronę i czy sam sobie był winien? Miał stabilną pracę, od rana do wieczora naprawiał ekspresy do kawy i inne tego typu... a teraz? Krety chcą strzelb, a nie żarcia, Brzytwiarze chcą żarcia za strzelby (no dobra, w to sam się wpakował), Leon chce wysadzić ich granatem, Shawn związać go i zamknąć, żeby się nie mieszał, Dawn nie ma problemu, aby odstrzelić Brzytwiarzy. Chakkasi mieli załatwić tanią broń, a zamiast tego ktoś kogoś pokroił, Mackinaw tego kogoś pozszywał, po drodze on sam, HiFi, strepanował trupa by zdobyć cyberwszczepy na handel, a teraz co...
Czarny pyta, czy mamy gnaty? Ale, że co?
– Ale, że co? – zapytał HIFi rozglądając się po pozostałych.
Czy on miał ich za ludzi od mokrej roboty? To już chyba szło nieco zbyt daleko. No, żeż! More to nie ma tak pod górkę, gdy próbuje coś zafiksować... ale gdyby HiFi potrafił to, co Raze, to nie dłubał przy kawiarkach. Miał nadzieję, że nie każą mu do nikogo strzelać. Już Leon i Dingo oczekują, że będzie Brzytwiarzy wykańczał. Gdyby się do tego nadawał, byłby jak Shawn...
Właściwie, to nie wiedział, czego im zazdrościł. W sumie klepią taką samą biedę, jak technik, w tym ich M10... -
Mieszkanie rodziny Ogunlesi
Pominięta w planach Donga, szowinisty, postanowiła szybko sprawę wyprostować, pozwoliła się kolegom wypowiedzieć, bo istotnie uznała propozycję Chakassa za nieco zbyt do przodu, ale nie miał neger innego wyjścia. Wszystko się to dopiero spierało o lepsze w głowie protezowanej technologią.
Brazil działała systematycznie, sprawdzała kolejne wątki, by wejść do akcji z możliwie największą wiedzą. Setkę wykastingowanych influenserów, przesiała przez sito impów i ograniczyła do trzech.
X-Block - muzyk, DJ, rewolucjonista. Chłopak z blokowiska. - raczej by tego nie zrobił, ale może być nośnikiem awantury.
BabaMara - zawodniczka walk w klatce, kręci rolki z treningów, otacza się pięknymi i wysportowanymi ludźmi, w przeszłości podejrzana o sutenerstwo. - takie akcje mogą psuć jej interes.
Linch Beach - ortodoksyjny mułzumanin broniący męskiej dominacji. Agresywny w słowie, ale bardzo uważa, żeby nie naruszać prawa. - sama nie wiem.Nie była zadowolona z wyników, dotarło do niej, że to nie była żadna ustawka influensera, tylko zwykła łapanka. Zła była, że jest tak naiwna i strwoniła nieco czasu, na moment tylko odrywając się od poszukiwań złapała ku czemu idą negocjacje. Wysłała odpowiedź do Raze. Myśląc jednocześnie, że by się właśnie przydał żeby to wszystko poukładać. Widziała, że Hartley samodzielnie sprząta pomedyczny bałagan. Powinna pomóc, ale miała czym się zająć. Złapała pytanie nomady.
-Ta pani zadzwoniła do Macka, że się córka wykrwawia, to pobiegliśmy. Hartley zrobił cuda i może dziewczyna przeżyje. Okazało się, że była z tym jegomościem i siostrą na randce, ale coś poszło nie tak i jedna jest pocięta modułowym cyberostrzem, a drugą widziana ostatnio na -1 Zachód.
Wciąż robiąc teatr z tabletem weszła gładko w systemy H10. Sprawdziła kamery na -1 Zachód, wszystkie wyłączone 94 minuty temu. Musiałaby poświęcić więcej czasu, żeby sprawdzić to dokładnie, tego nie miała, sprawdziła za to drogi wyjścia.
Dwa wyjazdy na ulicę, przez podziemne garaże, dwie windy w pobliżu i sześć kolejnych w oddaleniu, cztery klatki schodów przeciwpożarowych na przestrzeni sektora. Zejście na poziom -2 Zachód i schronów przez widny, klatki i dwa zjazdy.
Za dużo tego naraz. Skrzywiła usta. Odłożyła tablet.-Jego - wskazała Samuela - nie powinniśmy tu zostawiać. Powinien przeczekać zamieszanie w innym rodzinnym mieszkaniu, pod kuratelą. - zmieniła temat nagle - pomoglibyście w sprzątaniu, tylko bez wbijania igieł - ogarnęła młodych Chakassów - Dawajcie tu tego Bobbiego, nawet na haju, niech go Kakuba przywiezie i dwóch innych najmniej najebanych.- kontynuowała - Ktoś wyłączył kamery w sektorze -1 Zachód dziewięćdziesią pięć minut temu. - wstała - Dong, ktoś mógł wiedzieć, że twoi ludzie będą niedysponowani? - zawiesiła - Tu jest plan w rzucie 3D parkingu -1 Zachód - podała tablet - może porwano dziewczynę, może to zasadzka na Chakassów. Jeśli ktoś tam czeka, to spodziewa się gniewu z tego kierunku, ale my możemy podejść nieoczywistej strony. - wskazała przecierając osmarowany krwią ekran tabletu rękawem.
-Możemy też zaalarmować influenserów, że ktoś się pod nich podszywa i porywa dziewczyny, dostaniemy zasięgi, zasoby, ale stracimy trochę prywatności. Co o tym sadzicie?
Ciekawe jak wykwitną owe plamy krwi kiedy przefarbuję kurtkę na róż. To może być kozackie, uznała.
-Pistolet, najlepiej maszynowy, poproszę. No i musimy mieć z doktorem podgląd pod Chinwe. Udostępnisz kochana? - zwróciła się do Adeoli.
-A! - przypomniało jej się - a telefon tej młodej mamy? Czy został na parkingu?
-

Korytarze i klatki schodowe H10
Był niedzielny letni wieczór, toteż na poziomach rozrywkowych megabloku tętniło życie towarzyskie. Ludzie tłoczyli się przy przenośnych grillach i budkach z tanim alkoholem, stali przy wysokich barowych stolikach tocząc ożywione rozmowy w realu i w sieci. Grupka mężczyzn i towarzysząca im młoda kobieta bez trudu wtopili się w ten gwar, prześlizgując się z posępnymi minami w kierunku schodów serwisowych parkingu Zachód-1. Od wyjścia z mieszkania Adeoli Ogunlesi minął kwadrans, bo zaalarmowany sugestiami Brazil Dong wysłał wpierw swoich młodocianych pomocników po więcej broni do jednej ze skrytek Chakkasów.
Artemida przełożyła z ręki do ręki plastikową torbę z pożyczonym od Donga Shigure. Niewielki pistolet maszynowy był przygotowany do użycia, ale nawet na często doświadczających przemocy korytarzach H10 netrunnerka nie mogła paradować z bronią maszynową powieszoną na ramieniu - nie bez ryzyka sprowokowania reakcji kogoś, kto mógł się tym widokiem poczuć zagrożony.
- Nie wiem, kto chciałby nas wciągnąć w pułapkę - powiedział ściszonym głosem Dong, pochylając ku niej głowę i ujmując delikatnie pod ramię - My rządzimy na górnych piętrach, laluniu, a na parterze Tygersi, ale tylko z doskoku. Jakby ktoś chciał przejąć nasz teren, już bym o tym wiedział.
- To te schody, o których mówił Samuel - odezwał się Tyrone pokazując na niedaleką klatkę schodową - Po nich uciekł z Chinwe.
- Dzięki za propozycję obejścia, laluniu, ale ja jestem Dong, nie będę się kitrał w cieniu na swoim terenie - oznajmił blokers wyciągając z przewieszonej przez ramię sportowej torby czarną strzelbę o krótkiej lufie - Tyrone, Rafi, za mną, tylko mi kurwa nie strzelać bez rozkazu.
Chakkasi zbiegli po schodach pierwsi, na chwilę zatrzymując się przy ścianie, na której czerwieniła się rozmazanymi konturami schnąca plama krwi. Asekurowana przez Dingo Brazil usłyszała jakieś stłumione wrzaski przerażenia, przekleństwa blokersów i tupot butów uciekających ludzi. Zeszła na ostatni stopień schodów i rozejrzała się po ciemnym wnętrzu jednego z rzadziej użytkowanych parkingów H10.
Na zaśmieconych miejscach postojowych tkwiło kilkanaście starych samochodów, w części uszkodzonych i rozmontowanych, pokrytych kurzem i wrzuconymi na maski pustymi puszkami po alkoholu.
- Tutaj się zaczęło - zawołał Dong pokazując ręką w narożnik parkingu. Nie wyciągając rąk z kieszeni Shawn minął Brazil i pierwszy podszedł do wielkiego Chakkasa aktywując funkcję fotoaparatu swego cybernetycznego oka.
- Dong, patrz - Tyrone przyklęknął na jedno kolano, wyciągnął z kosza kratki odpływowej jakiś niewielki płaski przedmiot - Smarthing, różowy, rozwalony. To chyba jednej z sióstr.
Houston rozejrzał się po opustoszałym parkingu, po rzędach starych samochodów i pokrytych łuszczącym się graffiti ścianach.
- Kogo tu wystraszyliście? - zapytał przenosząc swoje spojrzenie na połamanego smarthinga oglądanego w skupieniu przez Donga.
- Zbieraczy odpadów - wzruszył ramionami Chakkas - Kojarzę ich z twarzy, nie mieli nic wspólnego z tym syfem. Chuj z nimi, gorzej z nami. Nie ma zasadzki, nie ma porywaczy, nie ma jebanego auta, Nkeri ani żadnego śladu. Co kurwa zrobimy? Adeola oszaleje jak jej powiem, że Nkeri przepadła.
- Lepiej tak niż byś miał tu znaleźć jej zwłoki - oznajmił Houston obserwując uważnie znaczące beton rozbryzgi krwi - Nie ma ciała, więc jest szansa, że dziewczyna ciągle żyje. Tak czy owak trop ostygł, pewnie gość wyjechał stąd zaraz po ucieczce Chinwe.
Trącona butem puszka po NiColi potoczyła się z głośnym brzękiem po betonie alarmując z miejsca niespokojnych Chakkasów. Wychodzący z bocznego przejścia mężczyzna uniósł na widok wymierzonej w siebie broni pojednawczo ramiona, stanął przezornie w miejscu czekając na następny ruch blokersów.
- On jest z nami! - krzyknęła szybko Brazil - To Switch! Czego się tak skradasz, ktoś mógł cię postrzelić!
-

Raze Switch More
Parking podziemny H10. Zachód -1.
niedziela 15.07.77,
Wiadomość od Arte wystarczyła, żeby Switch natychmiast zdecydował o zmianie planów. Nie wyjaśniała jednak, w co właściwie się pakował. Pomoc sąsiedzka. Odratowana dziewczyna. Kolejna porwana. Niby trzy krótkie informacje, a każda otwierała więcej pytań, niż zamykała.
Kiedy dotarł na parking Zachód-1, zastał grupę obcych mu ludzi, nerwową atmosferę i miejsce, które wyglądało, jakby ktoś zdążył już dokładnie zatrzeć po sobie ślady. Zamiast od razu wywoływać Arte, zatrzymał się przy bocznym przejściu i przez chwilę obserwował sytuację. Chakkasi. Uzbrojeni. Napięci. Najwyraźniej nie mieli dobrego dnia.
Jeszcze tego brakowało, żeby wpadł między uzbrojonych blokersów, którzy najpierw strzelają, a dopiero potem pytają o nazwisko.
Nie zamierzał się jednak skradać jak złodziej. Wystarczyło, że zrobił kilka kroków w głąb parkingu, by dostrzec leżącą na betonie pustą puszkę NiColi. Kopnął ją mocno czubkiem buta. Metal zadźwięczał donośnie, a puszka potoczyła się po betonie, odbijając od nierówności i obijając o stojący nieopodal samochód.
Efekt był natychmiastowy.
Kilka głów obróciło się w jego stronę. Ktoś zaklął. Kątem oka Switch zauważył, jak lufy broni kierują się ku przejściu.
O to chodziło. Przynajmniej teraz wszyscy wiedzieli, że ktoś przyszedł. Nie miał ochoty dostać kulki tylko dlatego, że próbował podejść do własnej paczki niezauważony.
Uniósł ręce, pokazując, że nie zamierza sięgać po broń. Broń, której nie miał. Ale oni o tym nie wiedzieli. Nie zdążył nawet odezwać się pierwszy, kiedy Brazil wykrzyczała jego imię.
Raze posłał jej krótkie spojrzenie. Przelotny uśmiech. Dzięki, Arte. Bardzo uspokajające powitanie.
Nie zdążył skomentować jej uwagi o skradaniu się. Dwóch Chakkasów już ruszyło w jego stronę, a po ich minach widział, że nie zamierzają poprzestać na przywitaniu.
— Ręce tam, gdzie je widać. Bez numerów - rzucił jeden z nich.
Switch zacisnął szczękę, ale nie stawiał oporu. Pozwolił się przeszukać, choć każda kolejna sekunda tylko pogłębiała jego irytację. Nie znał tych ludzi, nie miał powodu im ufać, ale skoro Arte poruszała się z nimi po ich terenie, musiał zaakceptować ich zasady. Przynajmniej na tyle, by nie rozpętać strzelaniny jeszcze przed poznaniem sytuacji.
Kiedy wreszcie dali mu spokój, poprawił kurtkę i spojrzał po zebranych. Zatrzymał wzrok na Arte, potem na dryblasie, który wydawał się być przywódcą grupy, a na końcu na zakrwawionym betonie i porozrzucanych śmieciach.
— Dobra. No, skoro już sobie pomacaliście, chłopcy, to może teraz ktoś mi wyjaśni, co tu się, kurwa, wydarzyło?
Wskazał brodą na plamy krwi.
— Dostałem wiadomość, że odratowaliście jedną dziewczynę, a drugą porwano. Widzę uzbrojoną ekipę i że was swędzą ręce. Jeśli mam coś pomóc, to chcę wiedzieć, kto zniknął, kto ją ostatni widział i co już ustaliliście. Od początku. Bez skrótów i bez zakładania, że wiem cokolwiek, bo nie wiem.
Przeniósł spojrzenie na Arte. Przytrzymał je odrobinę dłużej, unosząc lekko brew. Bez pretensji, bez wyrzutu, ale z wyraźnym pytaniem, na które oczekiwał odpowiedzi. Potem krótko zerknął w stronę wyjścia i znów spojrzał na dziewczynę, dając jej do zrozumienia, że kiedy już uporają się z tym całym bałaganem, będą mieli sobie parę rzeczy do wyjaśnienia.
-
Sytuacja byłaby zabawna. Gdyby nie to, że kompletnie nie była. Brazil, z racji chyba jakiejś solidarności jajników, właśnie wciągnęła ich w coś co mogło być porachunkami między Chakkasami, a innym gangiem. I znów jak wczoraj, znaleźli się w strefie zgniotu. A jeśli Hifi nie odpuści, to na dniach znajdą się w kolejnej strefie. Bo przecież solos mimo opr-u nie zostawi tego majster-czipka samego. Trzeba było przyznać, że kłopoty jednak z największą klasą i przytupem załatwił im Switch. Bo gdzie takim Brzytwiarzom, czy Chakkasom do Szóstek....
Idąc obok uzbrojonych Chakkasów, rozmarzył się przez chwilę na wspomnienie adrenaliny...
Ha! A propos Switcha... Fixer zjawił się już na parkingu z wyrazem takiego samego niezrozumienia sytuacji jaki malował się na twarzy solosa 5 minut temu.
- Nie chcesz wiedzieć... - pokręcił głową Żaba zostawiając jednak ptaszki własnym tłumaczeniom.Co rzekłszy oddalił się od głównej grupy, bo go jednak te gangusy wkurzały. Murzyńskie dzieci ze strzelbami i automatami. Kuuurwa. Mozambik jakiś...
Mimo to oko ochroniarza w spożywczaku odruchowo zaczęła badać okolicę. Nie żeby mu zależało na tej Keri, czy jak jej tam. Biednych dziewczyn nie sieją. Sami wczoraj jedną zostawili dla koronera. Shivę. Ale jak już tu był, to nie lubił stać jak cieć bez zajęcia. Nastoi się w robocie.
-
Parking Podziemny -1 Zachód w H10
Niespecjalnie zadowolona z nonszalancji Donga, pana bloku tego, co nie upilnował rodziny i młodych boosterów, Brazil obstawiała tyły orszaku. Zmieszanie potęgował fakt, że zaangażowała całą grupę, sama nie będąc pewną, czy taki miała zamysł. Działo się i dobrze bo to ją kręciło, potencjalne niebezpieczeństwo utrzymywało odpowiedni poziom adrenaliny. Pożyczonego Arasaka Shigure po sprawdzeniu zamka i magazynku zadowolona umieściła na powrót w torbie na ramieniu.
Cała grupa plus Dong i młodziaki. No właśnie cała, kiedy złapali na poziomie zero Shawna, Brazil, wzięła go pod ramię i prędko szeptem wprowadziła podczas schodzenia w dół. Nie wydawał się zachwycony.
-Wiem, afera jak każda inna, wszystkich nie ocalimy, ale watro zapracować na wdzięczność.
Była wciąż jeszcze skryta w klatce schodowej kiedy coś tam zabrzęczało, wyszła z ukrycia dopiero jak sytuacja wydawał się stabilna, wyszła i zobaczyła Raze. Tyle zdążyła, że go obwołała i na chwilę zamarła widząc wzrok Mora na sobie, zmięła usteczka. Się otrząsnęła dopiero jak młodzi Czakkasi zaczęli go bezceremonialnie przeszukiwać.
Wyszła energicznie, ale nie wydając dźwięków ustami, bo się jej wydawało, że i tak za duży raban robią. Weszła między trójkę, delikatnymi pacnięciami odtrącając dłonie ciemnoskórych kolegów.
Przyszedł, była szczęśliwa i zapewne było to widać w jej oczach. Tylko ten wzrok miał jakiś w złości. W lot zrozumiała.
-No, przefarbowałam się. Podoba ci się? - przeczesała nerwowo dłonią blond fryzurę - a ta kurtka - przypomniała sobie, że ma sobie jeszcze nie przerobioną kevlakę - muszę nad nią popracować, wiem teraz nie jest wyjściowa. - uśmiechnęła się - ale popatrz, założyłam dla ciebie kocie uszy.
Wciąż ten wzrok Swicha. Zmrużyła oczy i zmarszczyła nosek wieszcząc nadchodzącą burzę.
-No to się skup. Telefon od kobiety, że jej córka się wykrwawia, biegniemy razem z Hartleyem. On działa cuda i stabilizuje nastolatkę pociętą nożem modułowym sterowanym z procka. W międzyczasie przybył ten ciemnoskóry dżentelmen - wskazała - Dong, to szef Czakkasów i próbujemy dojść co się stało. Nie zamierzałam was wszystkich ściągać, tylko chciałam, żebyście wiedzieli gdzie jesteśmy i na co się narażamy. - przewróciła oczami - ale bardzo się cieszę, że jesteśmy w tym razem, bez znaczenia, jak to niebezpieczne.
Wspięła się na palce i pocałowała go w usta. Były napięte i twarde. Nieco nieprzystępne. Pozostawiła na nich odrobinę wilgoci i szminki. Przeniosła się do ucha i wyłuszczyła szczegóły zajścia.
-W sumie jesteś dość błyskotliwy, może coś wymyślisz. Tymczasem zobaczmy co tu zaszło. - zamieniła się w detektywa, ale przez chwilę nie puszczała jeszcze dłoni Raze.
Z kolei złapała jeszcze gościa z wielgachnym kolczykiem w nosie imieniem Mojses. - Ten wasz Bobbie już jedzie, potrzebujemy jego supportu w sprawdzeniu kamer? No i może tego zniszczonego smarta.
Kiedy tylko nasyciła swój głód śledczy oglądem verite postanowiła sprawdzić, w jakich lokalizacjach wyłączane były kamery, bo to mogłoby oznaczać drogę ucieczki. Wciąż używała tabletu jako interfacu, nieco spowalniającego pracę, ale w obecnej sytuacji nie miało to znaczenia.
Znaczenie miały: rodzina, emocje, miłość, kontakty.
-

Parking West -1 w H10
Hartley trzymał się nieco na uboczu, co chwila poprawiając pasek swojej medycznej torby i obserwując w milczeniu poczynania reszty grupy. Przestępujące z nogi na nogę młodociane opryszki miotały się bez składu i ładu, popędzane przez naładowanego po uszy testosteronem Donga. W oczach Macka wszyscy oni byli bandą żałosnych blokerskich zbirków, ale ich przywódca mimo wszystko przerastał swoich nastoletnich o głowę zarówno muskulaturą jak i zainteresowaniem okazywanym Artemidzie.
- Bobbie nie przyjedzie, Mike odebrał i powiedział, że Bobbie jest napruty tak, że nie wie jak się nazywa - powiedział Mojses cofając od ucha telefon - Nie dadzą rady zaciągnąć go do metra.
- Kurwa - warknął czarny kark odwracając się stronę Brazil i ujmując ją ponownie bez zażenowania za ramię, chociaż musiał widzieć jak obściskiwała się zaledwie moment wcześniej ze Switchem - Lalunia, masz jakiś pomysł? Tyrone, dzwoń do Aedoli i spytaj czy któraś z córek miała różowego Huawei.
Gość był wielki, nosił w sobie sporo krwi. Hartley westchnął w duchu szacując nakład pracy niezbędny do utrzymania Donga przy życiu po tym jak Raze się wkurzy. Gość naprawdę sporo ryzykował.
Weterynarz przesunął wzrokiem po zaniedbanym parkingu, po okradzionych niesprawnych samochodach porzuconych w tym miejscu przez właścicieli, którzy chyba już ich nie chcieli. Podziemne parkingi w megablokach cieszyły się złą sławą i Mack kolejny raz westchnął w duchu nad lekkomyślnością obu dziewcząt. Zdesperowani udręką egzystencji bezdomni, narkomani, boosterzy z najniższych struktur gangów, zwykli psychole; głównie tacy ludzie kręcili się w tych miejscach i chociaż podziemne kondygnacje Little China wciąż uchodziły za o niebo bezpieczniejsze od ulic Pacyfiki albo Northside, nie były miejscem dla dwóch atrakcyjnych nastoletnich dziewcząt.
Zatrzymał spojrzenie na kratce odpływowej w narożniku, skupił je na czymś, co przykuło podświadomie jego uwagę. Miniaturowe światełko, dioda migająca na ciemnoniebiesko w mroku szczeliny pomiędzy betonem posadzki i metalem kratki, tak słabo widoczne, że nikt inny go nie dostrzegł, chociaż co najmniej dwóch Chakkasów przechodziło obok odpływu, nad którym pochylał się Hartley.
-

Raze Switch More
Parking podziemny H10. Zachód -1.
niedziela 15.07.77,
Kiedy Brazil zaczęła wyjaśniać, Switch skupił na niej całą uwagę. Słuchał uważnie, próbując poukładać sobie w głowie kolejne informacje: telefon od matki jednej z dziewczyn, krwawiąca nastolatka, nóż sterowany przez procesor, pomoc Macka, a potem Dong i poszukiwania porwanej Nkeri. Nie przerywał Arte. Nie miał pretensji o to, że ruszyła komuś na ratunek. Znał ją wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że w podobnej sytuacji nie usiedziałaby bezczynnie.
— Dobra, Arte. Rozumiem — powiedział ciszej, tak żeby usłyszała go przede wszystkim ona. — Nie mam do ciebie pretensji o to, że pomogłaś dziewczynie. Mam nadzieję, że nic ci się nie stało. Resztę obgadamy później?
Spojrzał jej w oczy, dając jej do zrozumienia, że nie zamierza teraz urządzać jej przesłuchania przy uzbrojonych obcych. Przez chwilę liczyło się dla niego tylko to, że była cała. Objął ją w pasie i pocałował w skroń.
Dopiero potem jego uwaga przesunęła się na Donga.
Wielki Chakkas najwyraźniej poczuł się przy Arte nadzwyczaj swobodnie. Switch czuł jak go prowokuje i nie zamierzał udawać, że tego nie widzi.
Gdy już jednak skupił się na Dongu, reszta parkingu właściwie przestała dla niego istnieć. Nie analizował otoczenia, nie przyglądał się zakamarkom ani nie próbował wyłapywać drobnych szczegółów. Całą uwagę pochłonął mu facet z shotgunem i jego łapsko na barku Arte. W tej chwili Switch był znacznie bardziej zainteresowany tym, co Dong zrobi dalej, niż tym, co mogło dziać się kilka metrów od nich.
Na jego ustach pojawił się krzywy uśmiech.
— Ej, szefie — odezwał się spokojnie, nie podnosząc głosu. — Zawsze tak serdecznie witasz gości, czy MOJA kobieta dostała specjalny pakiet powitalny?
Nie zrobił kroku w stronę Donga ani nie próbował odciągać od niego dziewczyny. Nie musiał. Zamiast tego zerknął na Brazil wymownie, z tym charakterystycznym błyskiem w oku, który mówił znacznie więcej niż otwarta pretensja. Naprawdę, kochanie? Ten typ?
Zaraz potem znów spojrzał na Donga, jakby właśnie prowadzili całkiem niewinną pogawędkę.
— A co do Nkeri… — Jego uśmiech przygasł nieco. — Skoro nie ma ciała, to jest przynajmniej szansa, że dziewczyna wciąż żyje. Pytanie, czy zabieramy się za jej szukanie, szefie, czy zaczynamy konkurs mierzenia sobie kutasów.
Nie odrywał wzroku od Donga. Chciał wiedzieć, jak ten zareaguje, a jego uwaga nadal była tak mocno skupiona na Chakkasie, że nie dostrzegał niczego poza nim i Arte.
-
Parking podziemny H10. Zachód -1.
Dość była podekscytowana i zajęta Artemida, dość zdenerwowana, że Bobbi nie przyjdzie, fuknęła na to tylko, przyszło jej do głowy, że może Hajfi pomoże ogarnąć kamery i scyzoryk. Zawieszona jeszcze na tablecie, zareagowała na słowa Donga.
-Pomysł mam - zaczęła - jak nie wypali to Raze pomoże... - urwała, bo zobaczyła minę Mora. Słuchała nie wierzyła. Przeniosła wzrok to na jednego to na drugiego, mało nie parsknęła, oczami wywróciła zgrabne kółeczka. Popatrzyła na Swicha. Ty na poważnie, znali się na tyle. Tym bardziej, że nie poczuła by Dong przekroczył granice, może się zapomniała w egzaltacji, pomyślała. Do laluni dawno przywykła, nie prosperowała w downtown, czy pałacu prezydenckim, tylko w blokowisku, liczył się finalny zysk.
Nie mogła się nadziwić, że zamiast ratować szczenię, samce zamierzają robić rykowisko. Skłamałaby Brazil, gdyby powiedziała, że jej to nie schlebiało, co więcej wiedziała, że wchodzenie między nich grozi kalectwem, lub śmiercią.
-Raze, moje ciałko, Dong, szef sektora. - przedstawiła sobie panów i wycofała się cień, sadowiąc pupę w starym Chewrolecie pozbawionym bocznych drzwi przy którym stał technik.
-Hajfi. A mógłbyś mi pomóc z kilkoma rzeczami? Jak Dong przeżyje spotkanie ze Swichem, to może być dobry deal. - wypowiedziała cichutko, żeby nikt nie słyszał. - Mam kilka dostępnych kamer z okolicy, ale trzeba przeglądać nagrania. I jest jeszcze nóż modułowy do sprawdzenia, którym była dźgnięta ta dziewczyna Chinwe.
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się