Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Rozgrywka
  3. [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]

[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
cyberpunkcyberpunk2077
134 Posty 7 Uczestników 940 Wyświetlenia 2 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • KetharianK Online
    KetharianK Online
    Ketharian
    Obsługa Moderator
    napisał ostatnio edytowany przez Ketharian
    #43

    Magazyny All Foods w Northside, wczesny wieczór 14.07.77

    Leon Avrille wciąż stał w bezruchu, ale rozszerzone skrzydełka jego nosa i przyśpieszony rytm oddechu bezbłędnie zdradzały HiFi, że w krwioobiegu kumpla już krążył syntetyczny dekolt hormonów.

    Brzytwiarze po kolei złapali ciśnięte im batony i okazali się w tym chwytaniu dość zwinni, aby żaden nie pociął ukrytymi jak na razie wewnątrz dłoni ostrzami swoich implantów. Wszyscy trzej natychmiast rozdarli opakowania wpychając sobie odżywcze tabliczki do ust i żując je entuzjastycznie. Widząc pracujące pośpiesznie szczęki boosterów HiFi zadał sobie w duchu pytanie, czy nie był to aby pierwszy ich posiłek tego dnia. W hierarchii bardziej brutalnych i mało zarazem zamożnych gangów najmniej szanowani członkowie grupy jadali jako ostatni albo nie jadali wcale, jeśli mieli pecha.

    - Spoko jesteście goście - wybełkotał z pełnymi ustami jeden z Brzytwiarzy - Nie to, co te skąpe kurwy wszędzie wkoło. A Pan mówi, że bogaci powinni karmić biednych.

    - Amen - drugi z boosterów oblizał usta i odsunął palcem opadające mu na oczy włosy - A my jesteśmy jego aniołami sprawiedliwości, nie mamy czasu na rolnictwo i pasterstwo, kiedy Pan wzywa. Zajebista ta pasta, nie bądź faryzeusz, daj jeszcze jedną, bądź samaramatyn, gościu.

    HiFi nie pozwalał sobie na uśpienie czujności. Brzytwiarze mogli sprawiać wrażenie przyjaznych, ale ich nastrój mógł zmienić się w sekundę w reakcji na jedno źle zinterpretowane słowo lub gest. Wszyscy byli bardzo młodzi i mieli umysły przeżarte pseudoreligijną sieczką, która mogła zadziałać jak rtęciowy zapalnik.

    HiFi miał nad nimi jedną przewagę, a tkwiła ona w szybkostrzelności jego broni. Uzi 101 Supra - daleki potomek legendarnego izraelskiego pistoletu maszynowego zaprojektowany i wdrożony do masowej produkcji dwie dekady temu w Kostaryce - wypluwał z lufy dwadzieścia pocisków na sekundę. Trzej Brzytwiarze nie sprawiali wrażenia ludzi mogących nosić podskórny pancerz albo choćby kuloodporne koszulki i raczej nie byli zdolni wchłonąć takiej ilości ołowiu i jeszcze ustać na nogach.

    Gdyby sytuacja eskalowała do stopnia krytycznego, dokładnie nasmarowane Uzi 101 Supra miało przesądzić o wszystkim - pod warunkiem, że by się przypadkiem nieszczęśliwie nie zacięło.

    - Słuchajcie, co byście chcieli za całą skrzynkę? - padło tonące w odgłosach mlaskania pytanie - Może byśmy się dogadali? Sami przecież tego nie przeżrecie. Co byście chcieli na wymianę?

    - Może jakąś laskę do wyruchania? - zaproponował drugi - Za dopłatą może być nawet żywa.

    HiFi zdrętwiał na dźwięk tej propozycji, zerknął z ukosa na Leona pamiętając w każdym szczególe o historii kontenera na Zachodniej Promenadzie Pacyfiki. Avrille tkwił w perfekcyjnym bezruchu, przestał nawet oddychać, w żaden sposób nie dając po sobie poznać, o czym myśli.

    - Dogadajmy się - zaproponował ten pierwszy wycierając usta - Jesteście z All Foods, macie w chuj tego towaru, każdy słyszał o tych historiach, że wam całe transporty z aut spadają jak jedziecie nabijać automaty. Dogadajmy się. Powiedzcie, czego byście chcieli na wymianę i spotkajmy się tutaj za dwa dni. Żarcie za co tam ustalimy. Przyłożycie własną cegiełkę do zbożnego dzieła, pomożecie aniołom Pana w walce przeciwko szatańskiemu zepsuciu tego świata.

    HiFi ponownie zerknął na swojego towarzysza czując nieznośne wręcz napięcie wiszące w powietrzu niczym podpalony kont. Leon uważnie obserwował wszystkich trzech młodzików, z palcami zaciśniętymi kurczowo na rękojeści Lexingtona.

    - Możemy się dogadać - rzucił zachęcającym tonem, w duchu spodziewając się w każdej chwili odgłosu suchego trzasku wystrzału - Wymienimy się za broń. Potrzebujemy strzelb, mogą być pompkowe Mossbergi albo jakieś obrzyny Remingtona. To muszą być śrutówki, nic innego. Za każdą sztukę damy jedną skrzynkę z żarciem.

    - Śrutówki… - mruknął ten, który proponował wcześniej dostarczenie niekoniecznie żywej kobiety. HiFi poczuł lodowaty dreszcz na wspomnienie słów Brzytwiarza, nie mogąc rozstrzygnąć w myślach, czy był to tylko makabryczny żart czy autentyczna propozycja.

    W świecie niezwykłych technologii, cudów medycyny i pozornie nieskończonych możliwości człowieczeństwo gasło w niektórych ludziach szybciej niż zdmuchnięty płomień świecy; zwłaszcza w podupadłych dzielnicach znajdujących się poza strefą zainteresowania policji i służb korporacyjnych.

    - Za dwa dni? - zaproponował trzeci z boosterów spoglądając pytająco na kompanów - Tutaj za dwa dni? Chyba damy radę załatwić kilka sztuk. Jedna pompka za jedną pełną skrzynkę żarcia, tak?

    - Tak - potwierdził szybko HiFi - Za dwa dni tutaj o tej samej porze. Przyniesiemy pięć skrzynek na początek, ale macie mieć śrutowe strzelby, żadne inne gnaty. Nie ma strzelb, nie ma żarcia. A teraz idźcie stąd, bo mamy inne spotkanie. Jak je nam spierdolicie, nie będzie interesów.

    Pomrukując coś, dojadając resztki batonów i szeleszcząc ich rozdartymi opakowaniami, Brzytwiarze odeszli swoim charakterystycznym sposobem, z rozstawionymi rękami i z cichą konwersacją na ustach. Avrille nie strzelił, chociaż HiFi do ostatniej chwili nie mógł być tego pewien.

    Na magazynowym placu zapadła ciężka cisza, zakłócana jedynie wieczornym zgiełkiem reklamowych sloganów płynących z tysięcy billboardów w Kabuki, Little China i Japantown.

    - Idziemy stąd - powiedział w końcu Leon, głosem przerażająco martwym i pełnym zdecydowania zarazem - Krety już nie wrócą, wystraszyliśmy ich. Skontaktują się ze mną jutro, mają swoje metody. Koniec na dzisiaj, bierz to swoje pudło, spadamy stąd.

    Avrille podniósł skrzynkę z racjami żywnościowymi i ruszył poprzez plac w stronę najbliższej ulicy. HiFi podążył w ślad za nim niosąc oburącz MacIntosha jakby stary lampowy wzmacniacz był co najmniej świętym Graalem.

    - Za dwa dni o tej samej porze - powiedział Leon, kiedy razem z HiFi stanęli na chodniku pośród przechodniów - Słyszałeś? Za dwa dni o tej porze. Zajebiemy ich wszystkich, stary, zajebiemy jak psy.

    I nie dodając nic więcej odszedł w głąb ulicy pozostawiając HiFi przy krawężniku. Odszedł niczym człowiek pogrążony w transie albo zatopiony w myślach.

    HiFi wiedział, o czym myślał w tej chwili Leon. O kontenerze na śmieci w zaułku Zachodniej Promenady w Pacyfice. O kobiecie, zgwałconej w bestialski sposób przez grupę mężczyzn, zamordowanej i wrzuconej pomiędzy worki z odpadami z pobliskiej restauracj cztery lata temu. Ofiary mordu, którego sprawców policja nigdy nie znalazła, bo zabójstwo zwyczajnej kelnerki z Pacyfiki nie trafiło zbyt wysoko na listy priorytetowych spraw NCPD.

    Ale ta kobieta miała imię i miała rodzinę, która o niej pamiętała. Nazywała się Celine Avrille i była siostrą Leona.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • JohnyTRSJ Niedostępny
      JohnyTRSJ Niedostępny
      JohnyTRS
      napisał ostatnio edytowany przez JohnyTRS
      #44

      Hartley Mack Mackinaw4.jpg
      Hartley "Mack" Mackinaw

      Kennedy Avenue, Northside, wczesny wieczór 14.07.2077

      Zaskoczył ich. Sam w to nie wierzył, ale do cholery, zaskoczył ich!
      A że wiele zwierząt w momencie zaskoczenie nie ucieka, tylko atakuje...
      A po słowach tego drugiego, Mack sam poczuł się jak zwierzę, co wybiegło na drogę i jest oślepione. Stał w miejscu, próbując to ogarnąć.

      - Ja mam zakończyć? Niby co? Że mnie chcieliście zabić? - Potem palcem przejechał po ramie roweru i zmałpował faceta - Zarysowałeś mi lakier na ramie! Masz ubezpieczenie?! - i po chwili już ciszej, żeby tylko tamten (albo i też Murphy) to usłyszał: - Jak chcecie to zakończyć i pogadać to musimy się stąd ulotnić. Nie wsiadam tutaj wam do wozu, jasne? Następne skrzyżowanie, zgoda? Inaczej dalej będziesz gwiazdą w sieci. Nie patrz się tak na mnie, nie JA wymyśliłem taranowanie osób. Nie zwieję wam, ale do kurwy nędzy nie próbuj jeszcze raz taranować, jasne?

      Wsiadł na rower i odjechał, na szczęście rower był cały.

      - Dobra dzieciarnia, koniec sceny, koniec sprawy! - wrzasnął jeszcze do tłumu. nie był mówcę, Mack sam czuł że zabrzmiało to trochę głupio.

      Nie spieszył się zbytnio, co chwilę sprawdzał czy za nim jadą. Pogada z nimi. Jak ma wsiąść z nimi do wozu, to rower musi się zmieścić w bagażniku czy gdziekolwiek. Nie zostawi go na pastwę ulicy, nawet przypiętego.

      Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • KetharianK Online
        KetharianK Online
        Ketharian
        Obsługa Moderator
        napisał ostatnio edytowany przez
        #45

        Wejście do mieszkania 877 w H10, wczesny wieczór 14.07.77

        Kurier wymamrotał coś pod nosem, po czym czmychnął w głąb korytarza z wyrazem wielkiej ulgi na twarzy. Istniało kilka profesji, których przedstawiciele nie mogli liczyć na żadne ubezpieczenie zdrowotne, a listę tę otwierali kurierzy rowerowi oraz dostawcy jedzenia.

        Frog upewnił się, że gość na pewno nie wróci, po czym przełożył papierową torbę z chińszczyzną do lewej ręki i spojrzał na zamknięte drzwi mieszkania Shivy Lacroix. Cyfrowy wyświetlacz ponad wejściem informował jedynie o opłaceniu czynszu do ostatniego dnia lipca, co samo w sobie nie było niczym niezwykłym, bo niemal wszyscy mieszkańcy megabloków opłacali czynsz w ostatnich dniach miesiąca, ciułając grosz do grosza z żenująco niskich pensji. Na panelu ściennym przy drzwiach paliła się samotna zielona dioda, sygnalizująca jedynie skrywane zasilanie interkomu.

        Shawn obejrzał się w prawo i lewo, ale nie dostrzegł w swoim pobliżu żadnych podejrzanych typów. Pięć drzwi dalej stojąca w progu dziewczyna obściskiwała się z wychodzącym od niej kolesiem i oboje byli tak dalece zajęci sobą, że nie zwrócili najmniejszej uwagi ani na Froga ani na przepłoszonego przez niego dostawcę jedzenia. Po przeciwnej stronie zza rogu korytarza dobiegały rozentuzjazmowane głosy grupy Wietnamczyków grających na tarasie piętra w jakąś ogromnie skomplikowaną grę na pełnej wielobarwnych pól planszy i z użyciem mnóstwa żetonów.

        Shawn nacisnął przycisk interkomu, a urządzenie wydało z siebie kilkakrotnie powtórzony dźwięk sygnału, po czym ucichło. W mieszkaniu nie rozległ się żaden odgłos mogący ujść za oznakę życia. Frog powtórzył zabieg, tym razem przytrzymując guzik interkomu chwilę dłużej. I tym razem nikt nie pośpieszył mu z otwarciem drzwi. Ochroniarz potarł w zamyśleniu szczękę, obrzucił przeciągłym spojrzeniem kolesia, który zamiast się w końcu wynieść z progu mieszkania swojej dziewczyny coraz namiętniej tarmosił ją za opięte cienkim materiałem bokserek pośladki.

        Istniała możliwość, że głośnik interkomu w mieszkaniu nie działał albo generował sygnał zbyt słaby, aby było go słysząc w każdym pomieszczeniu. Świadomy takiej możliwości, Shawn zacisnął prawą dłoń w pięść i zaczął walić po drzwiach niczym pneumatyczny młot.

        Tym razem jego pełne męskiej energii poczynania przyniosły wymierny skutek. Drzwi mieszkania naprzeciwko 877 otworzyły się z przeciągłym zgrzytem rolek, uderzyły z nadmierną szybkością w futrynę. Shawn obrócił się w miejscu niczym mistrz ringu osaczony przez zgraję atakujących podstępnie od tyłu karłów.

        W progu mieszkania 881 stanęła wielka kobieta o czarnej jak węgiel skórze, z afro stworzonym na bazie kilku różnych syntetycznych doczepów; tęga i wyraźnie kipiąca złością tylko szukającą dogodnego pretekstu do zapłonu.

        - I czego kurwa tak wali? - warknęła niskim męskim głosem, którego baryton szczerze Shawna skonsternował i sprawił, że ochroniarz nagle zaczął powątpiewać w pierwotnie przyjętą opinię o płci sąsiadki - Jak nie otwiera to nie otwiera, idzie się chyba zorientować, co? Od trzech dni jej nie widziałam, a jak jest w domu, na całym korytarzu czuć marihuanę. Od trzech dni nie czuć. Czego od niej chce?

        - Żarcie jej przywiozłem - oznajmił Camara machając przed nosem sąsiadki torbą z chińszczyzną - Zamówienie do dziesiątki, pod 877.

        - To ktoś się jebnął - zmarszczyła czoło matrona - Ona na pewno tego nie zamawiała, a teraz się zmarnuje.

        Za plecami sąsiadki pojawiła się zgraja nastoletnich dzieci, głównie chłopców w koszulkach z symboliką ulicznych gangów. Wyglądające zza pleców matki zmrużone złe oczy bacznie lustrowały Shawna, najwięcej uwagi poświęcając jego torbie.

        - Zapłacone i do kosza pójdzie - narzekała dalej matrona, przez cały ten czas nie odrywając własnych oczu od twarzy Camary - A ja ledwie na czynsz zbieram, bandę nierobów muszę wyżywić, co mi ciągle kuratora na głowę ściągają, wszyscy oni tacy sami jak ich ojcowie! Po mleko poszli i nie wrócili! A Nowa Wakanda sama się nie zbuduje, a ich do nauki nie można zagonić, bo ciągle głodni. To na pewno zapłacone? To daj pan, zanim wystygnie, a Bóg pana wynagrodzi.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • MarrrtM Niedostępny
          MarrrtM Niedostępny
          Marrrt
          napisał ostatnio edytowany przez
          #46

          - Chuja tam zapłacone… Muszę zapytać szefa - rzucił na odczepnego do Murzynki. Sympatii to to nie wzbudzało w nim żadnej, ale nie palił się, by posrać cały jej przychówek, który miał do dyspozycji raptem jeden kibel. Nawet jeśli z tej gównażerii same gangusy będą. A pewnie będą.

          Wyciągnął SmartThinga i na napisał do Switcha.

          NoiseFeed:

          *Frog:

          Głucho pod 877.
          Od 3 dni nikogo tam nie widziano.
          I zioła nie czuć.
          A pono zawsze czuć jak laska w domu siedzi.
          HiFi by mi się zdał.
          Albo mogę poszukać działającego czujnika i alarm przeciwpożarowy odpalić.
          To powinno zdjąć centralne blokady.
          A z zamkiem bym sobie chyba poradził.
          Ale nie wiem. Co robić?*

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • KetharianK Online
            KetharianK Online
            Ketharian
            Obsługa Moderator
            napisał ostatnio edytowany przez
            #47

            Skrzyżowanie Salinas i Cartier w Japantown, wczesny wieczór 14.07.77

            SlimWire podłączył się do smarthinga Switcha w ciągu kilku sekund, przejął kontrolę nad gniazdem Bluetootha wyłapując sygnały prywatnych sieci monitoringu zabezpieczanych lokale gastronomiczne i usługowe na parterach lśniących szkłem i neonami drapaczy chmur. Widząc w rogu wyświetlacza malejący status baterii telefonu Raze mógł sobie tylko wyobrażać jakie pakiety danych wędrowały w eterze pomiędzy netrunnerem, firmowymi routerami w namierzanych lokalach i łączącym oba końce połączenia urządzeniem Switcha. Artemida próbowała mu kiedyś wytłumaczyć jak wygląda forsowanie ścian baz danych za pomocą ataków słownikowych, ale Raze był zbyt zgrzany porcją kupionego od Tygersów błyszczyka, aby móc skupić się dostatecznie mocno na jej przerażająco technicznym wykładzie.

            Teraz, wędrując pozornie bez celu w tłumie rozpoczynających towarzyskie życie przechodniów, musiał się zadowolić ogólnikową wiedzą na temat poczynań SlimWire, bombardującego punkty dostępu lokalnych sieci oprogramowaniem infiltracyjnym mającym przełamać ich niskobudżetowe zabezpieczenia.

            - Mam twojego Emperora, to te blachy - w eterze rozległ się głos sieciarza - Wjechał na skrzyżowanie i skręcił w lewo w stronę Skyline North. Naginaj do skrzyżowania z Raymond.

            Raze skręcił za narożnym biurowcem DataMaxu, wyminął grupkę ludzi wchodzących do rozświetlonej lampionami orientalnej galerii sztuki i ruszył wzdłuż krawężnika ku następnemu skrzyżowaniu, niosąc na metaforycznych plecach wytrzeszczającego tysiąc cyfrowych oczu netrunnera.

            Smarthing ożył melodią nadchodzącego połączenia, ścieżką dźwiękową prastarej komedii o nazwie Akademia Policyjna, którą HiFi wyszperał kiedyś na pchlim targu. Leon Navarro, funkcjonariusz drogówki w Kabuki, członek najbardziej skorumpowanej formacji NCPD w całym mieście. Fikser przełączył SlimWire w tryb oczekiwania i odebrał połączenie gliniarza.

            - Cześć Patch - powiedział podnosząc telefon z powrotem do ucha - Myślałem, że…

            - W co tyś mnie kurwa wjebał? - Navarro ryknął w eterze tak głośno, że fikser natychmiast odsunął aparat od głowy - Co to za gówno?! Będę miał przez ciebie przejebane, Switch!

            Fikser poczuł zimny dreszcz, bo w głosie Patcha oprócz wściekłości dźwięczała też nieudawana panika.

            - Nie drzyj ryja, tylko powiedz, co jest grane - odpowiedział siląc się na opanowanie.

            - Wrzuciłem na bęben te jebane blachy - Patch przestał krzyczeć, ale jego wzburzenie wciąż wylewało się z głośnika telefonu - Wyskoczyło info o danych zastrzeżonych, normalne dla specjalnych pojazdów korpo, nie do wszystkich mamy dostęp. Ale zaraz potem zadzwonił do mnie sam jebany naczelnik Watson we własnej osobie! I zapytał, dlaczego sprawdzam te blachy! Switch, chyba cię zajebię, ten chuj mnie zawiesił, za przekroczenie uprawnień! Jestem na posterunku w Kabuki, ktoś tu już po mnie jedzie.

            Patch zdyszał się swoją tyradą, toteż w eterze zapadła na chwilę ciężka złowróżbna cisza.

            On gada o twoim Emperorze?

            Na wyświetlaczu Kiroshi pojawiła się linijka tekstu, która przypomniała Switchowi, że podpięty do jego smarthinga SlimWire słyszał każde słowo wypowiedziane przez Navarro. A także częściowo kontrolował cyberoko fiksera dzięki sprzęgowi jego Kiroshi ze smarthingiem.

            - Co to za auto, Switch? Co to za ludzie? - odezwał się ponownie Navarro - Po co ci te jebane informacje? Co ja mam powiedzieć tym z wewnętrznego jak mnie o to spytają? Możesz być pewien, że jeśli mnie ujebią, ty pójdziesz na dno razem ze mną!

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            0
            • GladinG Online
              GladinG Online
              Gladin
              napisał ostatnio edytowany przez Gladin
              #48
              Awatar HiFi - Leon, czekaj, kurwa, Leon! - HiFi starał się nadążyć za kumplem tachając swoją zdobycz.

              - Stary, nie będę wciskał ci kitu, że wiem co czujesz... i wiem, że oni są... no, pewnie światu byłoby lepiej bez nich... ale stary... ja nie chcę bawić się w jakiegoś boga, kto ma żyć, a... uff... nie, czekaj kurwa, no!

              - Ale dla ciebie, pomogę ci! Tylko to trzeba zrobić z głową. Nie rób nic bezmyślnie... nie żaden samotny wilk McQuede... zabijesz trzech, a reszta cię dopadnie... to żadna matematyka, słyszysz! Jak nie od razu nas zabiją, to nas znajdą i całe życie w strachu! To trzeba przemyśleć! Kurwa, zadzwoń do mnie jak ochłoniesz!!

              Odprowadził go wzrokiem, rezygnując z dalszych prób dotrzymania mu kroku.

              No trudno. Przynajmniej miał to pudło. Co prawda Leon zabrał batony... chuj z tym...

              Czas spadać na chatę.

              Tak zajęty był pilnowaniem swej zdobyczy, że nie miał czasu sprawdzać wiadomości. Dopiero wbiwszy na metę i wciśnięciu MacIntosha w bezpieczne miejsce, obudowaniu go ciuchami, położył się zmęczony na łóżko.

              Zaczął od poszukiwania memów, Żabka zawsze lubił je dostawać. To mu pomoże nieco ochłonąć po nieudanych negocjacjach biznesowych...

              O, ten mu się spodoba, uśmiechnął się do siebie.

              text alternatywny

              Z uśmiechem na ustach ułożył się wygodniej i zzuł buty, wyciągając stopy w skarpetach na oparciu. Zaczął nadganiać wiadomości.


              NoiseFeed:

              HiFi:
              Żaba, uważaj na plecy. Jak zamknięte i nikt nie otwiera, a każdy kurier znika...

              W mieszkaniu był sam. Co prawda Shawn był solosem i technik by mu tylko w razie kłopotów przeszkadzał... ale lepiej mieć kogoś, kto ci pleców pilnuje, nie?


              NoiseFeed:

              HiFI:
              Żaba, zadekuj się gdzieś. Bryknę się do ciebie.


              Zrzucił z siebie ciuchy służbowe, narzucił swoją kurtkę, nałożył ciemne okulary. Chwycił puszkę z lodówki i szybko ją opróżnił, po czym wrzucił do pojemnika na metale. Przed wyruszeniem w drogę zerknął jeszcze w wielkie lustro umieszczone tam przez Bra.

              - Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najseksowniejszy w świecie?


              Sesja Karak Varn

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • KetharianK Online
                KetharianK Online
                Ketharian
                Obsługa Moderator
                napisał ostatnio edytowany przez
                #49

                Warsztat samochodowy w Northside, wczesny wieczór 14.07.77

                Connor i Grzechotnik zbyli zaproszenie do wyjścia milczeniem, żadnym ruchem nie zdradzając chęci pożegnania i obserwując w zamian w milczeniu groteskowo wszczepionego bojówkarza Maelstromu. Dingo przyjął ich niemą decyzję do wiadomości, przeciągnął diagnostyczny wózek przez warsztat i na zewnątrz budynku, na zaniedbany plac pełen śmieci i kęp trawy wyrastającej ze szczelin pomiędzy betonowymi płytami parkingu.

                Izera pracowała na jałowym biegu, z dziwnym metalicznym klangiem, którym samym swoim brzmieniem zdradzał jakieś problemy z silnikiem. Houston zatrzymał wózek przy samochodzie, obrzucił siedzącego nisko na resorach Thraxa bacznym wzrokiem. Nie potrzeba mu było drugiego spojrzenia, aby oszacować dodatkowy ciężar pojazdu, na który składały się płyty domowej roboty pancerza. Każdy silnik zacząłby przy takim obciążeniu zdychać.

                - Auto jest za ciężkie - powiedział wsadzając głowę do środka przez spuszczoną boczną szybę w poszukiwaniu dźwigni klapy silnika - Wsadziliście w nie jakieś ćwierć tony ekstra, to nie ma się co dziwić, że silnik przeciążyliście i teraz wszystko zaczyna się psuć.

                - Chuja się chyba znasz - powiedział ten z twarzopłytą świdrując Houstona czerwonymi implantami wzroku - Brachole mają więcej płyt na takich samych Izerach i dają radę, a nasza nie daje. Weź nie pierdol.

                - Może ich pancerz jest z gównolitu, a nie takiego stopu jak wasz - Dingo postukał z udawanym uznaniem w wzmocnienie drzwi, a potem podpiął aparat diagnostyczny do interfejsu na desce rozdzielczej Izery i zaczął długą litanię narzekań. Recytował długą listę potencjalnych awarii wskazując na ich koszty, brak części zamiennych i wysokie ryzyko dalszych komplikacji; na koniec zaś zasugerował z miną uczestnika żałobnego konduktu, że najlepszym rozwiązaniem dla Thraxa będzie wymiana całego silnika na nowy.

                - Chyba całkiem ochujałeś! - stęknął drugi z maelstromowców - Przecież to jest całkiem nowe auto, z pół roku temu z lawety zajebane, to się nie miało prawa zepsuć!

                - Ty się chuja znasz, partaczu - powiedział ten z metalową twarzopłytą - Pierdolisz jakieś kocopoły. Przyjedziemy jutro rano jak tu będzie ktoś, ktoś się zna na robocie, a ty wypinaj te kable i spierdalaj!

                Connor i Grzechotnik stali w drzwiach warsztatu patrząc jak gangster kopie ze złością w odciągany przez Dingo diagnostyczny wózek, a drugi na aparat pluje. Drzwi wozu trzasnęły, silnik zajęczał bolesną nutą, z rury wydechowej strzeliły kłęby czarnego dymu.

                - To miasto schodzi na psy - oznajmił odprowadzający wyjeżdżającą z placu Izerę wzrokiem Connor - Na autostradzie załatwilibyśmy to jak cywilizowani ludzie, pochowalibyśmy ich z godnością w jakiejś rozpadlinie, a tutaj musimy patrzeć jak plują na członka rodziny, nawet jeśli okazał się dupkiem. Musimy znaleźć Liz i to jak najszybciej. Postaraj się Dingo, tym razem nie spierdol.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • GreKG Niedostępny
                  GreKG Niedostępny
                  GreK
                  napisał ostatnio edytowany przez
                  #50

                  Holly Street w Japantown, wczesny wieczór, 14 lipca 2077

                  - Nie panikuj, Patch - rzucił Raze do smarthinga, zaciągając głos jakby palił jednocześnie trzy papierosy. - Zgłoszenie kolizji, częściowa zgodność tablic, częściowa zgodność opisu wozu z inną sprawą, próba podmiany dVIN-u przez przemytników, anonimowe zgłoszenie… Jest milion niewinnych powodów, dla których mogłeś to sprawdzić. Coś wymyślisz. Robisz to nie od dziś. Zepnij poślady i zacznij myśleć. Zadzwoń, jak będziesz miał info.

                  Rozłączył się, zanim policjant zdążył cokolwiek odburknąć.

                  - Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz - odwarknął potem w kierunku SlimWire’a.

                  Jednak zimny dreszcz przebiegł mu po plecach. Przyszło mu do głowy, że poluje na dużą rybę. Za dużą rybę. Taką, którą może się udławić.

                  - Sprawdzasz tylko kamerki, kumasz? - powiedział już spokojniej, choć w głosie pobrzmiewał stalowy ton. - Nikt cię nie powiąże z tym wozem. Poza tym nic nie wiesz, i tak lepiej, żeby tak zostało. Im mniej wiesz, tym mniejsze szanse, że znajdą cię utopionego w twojej wannie.

                  Ping od Froga zamigał mu przed oczami.

                  - Widziałeś? - rzucił do sieciarza. - Twojej lali nie ma na chacie od kilku dni. Przynajmniej żywej. Może ktoś ją zajebał, może się zjarała, a może wynieśli ją jak worek śmieci. Jeśli chcesz wiedzieć - trzeba zrobić włam. A to już inny paragraf, SlimWire. Inna rozmowa.

                  Przeciągnął dłonią po czubie włosów i syknął:

                  - A teraz ogarnij się i znajdź mi tego Emperora.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  0
                  • KetharianK Online
                    KetharianK Online
                    Ketharian
                    Obsługa Moderator
                    napisał ostatnio edytowany przez
                    #51

                    text alternatywny

                    Opodal skrzyżowania Salinas i Raymonda w Japantown, wczesny wieczór 14.07.77

                    SlimWire zamilkł na krótką, ale bardzo wymowną chwilę, ewidentnie we wnikliwy sposób analizując ostre słowa Switcha.

                    - Wredny z ciebie gnojek, Raze - oznajmił z pośpiesznym przekąsem - Co się kurwa spinasz, przecież nic nie mówiłem. Tamten gliniarz obsrał się po uszy, to się wolałem upewnić, co i jak, każdy by się chciał upewnić. Poszukam ci tego pierdolonego auta, ale mnie też zależy. Shiva to dla mnie sprawa życia i śmierci, słyszysz? Emperor za kontakt do niej, musi do mnie zadzwonić. Jak będzie trzeba, wyłamcie te drzwi, chuj z tym i nie pierdol mi, że to przestępstwo, święty nie jesteś.

                    - Nie jestem, ale nie sram w swoje gniazdo - odpowiedział Raze - To dziesiątka, ja tu mieszkam. Pójdzie fama po bloku, że okradam tu mieszkania, to mnie wypierdolą, będę musiał z Brazil w Pacyfice pod mostem zamieszkać.

                    - Chuj z tobą, dla Brazil zawsze znajdzie się u mnie miejsce na sofie - SlimWire roześmiał się w nieudolnie markowany sposób - Kurwa, Switch, nie próbuj wyruchać kumpla w potrzebie. Znajdę ci tego Emperora i jak już kurwa musisz okraść starego inwalidę, to ci mogę dać pięć stów z wdzięczności, najwyżej z głodu zdechnę, obyś się udławił tą kasą. Shiva musi do mnie zadzwonić do rana.

                    Fikser zatrzymał się przy ruchliwym skrzyżowaniu, zatrzymał na chwilę wzrok na zamykającą Salinas ścianę biurowców biegnących wzdłuż prostopadłej Skyline North. Jeśli Keira nie skręciła na prawo w Raymonda, musiała to zrobić skrzyżowanie dalej wjeżdżając na Skyline North na wysokości domu towarowego Druga Poprawka. Dokąd ona jechała?

                    - Mam sygnał kilku sieci wokół ciebie - odezwał się ponownie SlimWire - Zostań tam, gdzie jesteś i czekaj, zwal sobie może konia dla zabicia czasu to nie będziesz taki wredny.

                    - Ta - odburknął Switch czytając na nowo ostatnią wiadomość Shawna - Słuchaj, jeżeli Frog stoi pod drzwiami tej laski i by się zgodził, żebyś przejął jego telefon, umiałbyś zdalnie otworzyć te drzwi?

                    - Nie - odpowiedział SlimWire, w opinii fiksera podejrzanie szybko - Potrafię kluczyć w Sieci i zacierać ślady, ale nie jestem drapieżnikiem szczytowym. Już nie jestem. Jeśli włamię się do jej mieszkania zdalnie, ktoś może znaleźć mój cyfrowy ślad. Dopóki nie wiem, co jej się stało, nie mogę ryzykować, ja nie spierdolę po przeciwpożarowych schodach, kiedy o szóstej wywalą mi drzwi.

                    Błyszczący zielonym lakierem Mizutani Shion wjechał na chodnik tuż obok Switcha, zagrał ostrą nutą silnika przepychając się pomiędzy przechodniami pod ścianę biurowca InfoComp. Raze obrzucił uważnym spojrzeniem dwóch siedzących w wozie młodych Azjatów o ramionach i barkach pokrytych barwnymi orientalnymi tatuażami. Tygersi, najpewniej rekieterzy robiący wieczorny obchód ulicznych dziwek. Obaj śmiali się z czegoś do rozpuku, ewidentnie odprężeni. Nie stanowili zagrożenia, więc Switch od razu puścił ich w niepamięć.

                    - Mam ich - w eterze rozległ się głos netrunnera - Zjechali na prawo w Raymonda, to na blachę ten wóz. Zapierdalaj do końca ulicy.

                    Fikser ruszył szybkim krokiem we wskazanym kierunku, w myślach układając odpowiedź na czekającego cierpliwie w dziesiątce Froga.



                    Kennedy Avenue w Northside, wczesny wieczór 14.07.77

                    Hartley wyszukał odpowiednie miejsce do rozmowy: ogrodzony metalową siatką placyk załadunkowy przed nieczynnym punktem serwisowym dla ciężarówek Petrochemu, usytuowany tuż za kolejnym skrzyżowaniem. Lata świetności tego warsztatu dawno już minęły, a otwarta szeroko brama wjazdowa i wybite w niektórych oknach szyby dowodziły tego, że czyjeś lepkie ręce wyniosły już ze środka wszystkie wartościowe rzeczy.

                    Jak w przypadku większości budynków w tej części dzielnicy, również tutaj można było dostrzec na ścianach charakterystyczne graffiti Maelstromu, chociaż spod farby pajęczych symboli przedzierały też znaki Staloworękich i Chupacabras. Hartley obrzucił placyk uważnym spojrzeniem, a potem wjechał w bramę i zatrzymał rower przy pustym metalowym kontenerze. Murphy i jego kumpel stanęli pośrodku placu, wysiedli z wozu zamykając drzwi. Kurator walnął swoimi z uczuciem, drugi gość zaś tak, aby nie wydały z siebie hałasu.

                    - Randall Swift wam spierdolił, to już do mnie dotarło - oznajmił Mack decydując się na ciąg dalszy obrony przez atak - Ale co ja mam do waszej niekompetencji? Dlaczego mam mieć przejebane z tego powodu? Od wyjścia z pierdla nie miałem z nim kontaktu i jestem z tego powodu zajebiście szczęśliwy. Nawet jeśli jest w Night City, co mnie do tego? W jaki sposób może mi zagrozić?

                    Towarzysz Murphy’ego położył dłoń na ramieniu otwierającego usta kuratora.

                    - Powiem wprost, czego od ciebie potrzebujemy - powiedział spoglądając pełnym determinacji wzrokiem na Macka - Jeśli Swift jest w NC, będzie chciał wrócić do Brzytew Dnia Ostatniego. Jest ostatnim z liderów sekty i spróbuje ją odbudować. W San Cristobal byłeś jego ulubieńcem, zaufanym chłoptasiem. Wykorzystasz to zaufanie, zinfiltrujesz gang i wydasz nam Swifta na srebrnej tacy, najlepiej z kompletem Brzytew do odstrzału. Czy zrobisz to za darmo w ramach spłaty długu wobec społeczeństwa? Nie, nie będziemy się bawić w takie pożałowania godne gierki. Dasz nam Swifta, a dostaniesz nową tożsamość razem z prawem do wykonywania zawodu i dziesięć tysięcy na karcie na okaziciela. Pozostaje nam tylko dogadać szczegóły.

                    Facet mówił rzeczowym tonem, nawet na chwilę nie zrywając kontaktu wzrokowego z Mackiem.

                    - Wszystko na razie jasne?



                    Pod mieszkaniem 877, wczesny wieczór 14.07.77

                    Czarnoskóra heroina Nowej Wakandy nie przyjęła odmowy rzekomego dostawcy z zadowoleniem. Wbrew narzekaniom na brak pieniędzy i ustawiczny głód biła od niej jakaś półzwierzęca witalność i drapieżna energia, która w dziwny sposób i wbrew jego własnej woli autentycznie Shawna ekscytowała.

                    - Co to jest za chory świat, w którym dzieci muszą głodować?! - huknęła matrona potrząsając imponującym afro - I to czarne dzieci! Czy one nie wycierpiały już dość? A chciwy białas żałuje im pudełka chińszczyzny! Jezus to widzi i cię rozliczy za twoje skąpstwo! Jezus wspiera potrzebujących, a karze grzeszników. Masz szczęście, że ma nogi do krzyża przybite gwoździami białasów, bo by ci inaczej nimi do ryja nakopał!

                    Zwieńczywszy w tak malowniczy sposób tyradę matrona wparowała z powrotem do swojego mieszkania i zatrzasnęła drzwi z takim hukiem, że Camara odruchowo na ów dźwięk podskoczył. Obściskująca się pięć mieszkań dalej para wyciągnęła sobie z ust języki na krótką chwilę niezbędną do sprawdzenia, o co właściwie ów cały zgiełk, po czym powróciła do własnych zajęć. Zza rogu wyjścia na taras wystawił głowę jakiś Wietnamczyk, który też bez ociągania powrócił do kompanów i ich gry.

                    Frog pozostał sam pod drzwiami laski, którą tak interesował się z jakiegoś powodu Switch. Na wyświetlaczu smarthinga wyskoczyło potwierdzenie, że fikser przeczytał otrzymaną wiadomość, ale z jakiegoś powodu zwlekał z odpowiedzią.

                    Na schodach najbliższej klatki rozległ się dźwięk coraz bliższych kroków. Słysząc je Shawn odsunął się na wszelki wypadek od drzwi interesującego go mieszkania, po czym zmienił wartość obiektywu Kiroshi wykonując zbliżenie cyberoka na szczyt schodów.

                    - To ja, nie strzelaj - rzucił kpiarskim tonem HiFi wślizgując się na korytarz i kręcąc na wszystkie strony głową - Jak się sprawy mają?

                    - To jest to mieszkanie - rzucił półgłosem solo, kiedy młodzieniec stanął tuż obok z pytającym wyrazem na twarzy - Brak oznak życia od trzech dni. Sąsiadka twierdzi, że lala ostro popalała maryśkę, a od trzech dni nic nie czuć. Dzwoniłem, nikt nie otwieram. Czekam na info od Switcha, co dalej.

                    - Kurde, ale ta chińszczyzna zajebiście pachnie - HiFi oblizał się mimowolnie, kiedy wciągnął w nozdrza woń jeszcze ciepłego jedzenia - Co to w ogóle jest za laseczka?

                    - Wiem tyle, co ty - wzruszył ramionami Frog - Czytałeś wiadomości na grupie. Nazywa się Shiva i jest znajomą jakiegoś jego ziomala. Zastanawiałem się, czy nie wywołać alarmu przeciwpożarowego…

                    - To też przeczytałem na grupie - prychnął z lekką przyganą HiFi - Finezją ten plan nie grzeszy. Widzisz te zaślepki po obu stronach panelu kontrolnego drzwi? Pod nimi są śruby. Jak je odkręcę, zdejmę pokrywę, a pod spodem jest gniazdo serwisowe na uniwersalną wtyczkę. Mogę się podpiąć kabelkiem ze smarthinga i poszukać aplikacji klucza do tego modelu zamka. Mógłbyś się w końcu czegoś ode mnie nauczyć, Żaba.

                    - Poczekamy, co odpisze Raze - Shawn potarł dłonią podbródek i rozejrzał się po korytarzu - Kurde, sam nie wiem.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • GreKG Niedostępny
                      GreKG Niedostępny
                      GreK
                      napisał ostatnio edytowany przez
                      #52

                      Opodal skrzyżowania Salinas i Raymonda w Japantown, wczesny wieczór, 14 lipca 2077

                      - Może zadzwoni, o ile nie odwaliła kity - burknął Raze. - Bierzesz w ogóle tę opcję pod uwagę, Slim? Pomyślę nad tym… A tymczasem Emperor – przypomniał, zniecierpliwiony.

                      - Mam ich - w eterze rozległ się głos netrunnera. - Zjechali na prawo w Raymonda, to na blachę ten wóz. Zapierdalaj do końca ulicy.

                      Switch ruszył szybkim, pewnym krokiem we wskazaną stronę. W tym samym czasie klepnął komunikat na NoiseFeed.


                      NoiseFeed:

                      Switch:
                      Kontakt z Shivą wymagany najpóźniej do jutra rana.
                      Jakieś pomysły na wejście?
                      Cieknąca rura, kontrola instalacji...
                      Frog, jak to widzisz?
                      Ograniczaj ryzyko.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • MarrrtM Niedostępny
                        MarrrtM Niedostępny
                        Marrrt
                        napisał ostatnio edytowany przez
                        #53

                        Shawn wyłączył uczenie się od HiFi'ego mniej więcej po "zdejmę pokrywę". Dalej było jakieś pierdololo. Fajnie, że technik to ogarniał. Ale solo na szczęście nie musiał.

                        Zerknął na SmartThinga, który w końcu piknął i parsknął.

                        - Switchowi cieknie rura na tę laskę i mamy tam wejść. Możliwie bez ryzyka.

                        Spojrzał na majsterkowanie kumpla i na drzwi. Wyłamanie nie niosło za sobą wielkiego ryzyka. W razie co by powiedział, że usłyszał jak ktoś z środka wzywa pomocy. Ot najwyżej by odpowiedział za wandalizm i odsiedział dzień na dołku i tak nie miał żadnej gotu... Tylko kurna teraz by mu mogli wejść na konto i te eurosy zająć jako grzywnę.

                        - Dobra, próbuj. Tylko szybko. Bo zaraz ta Makumba wróci z naprzeciwka. A babsko takie, że nie chciałbym go na ringu spotkać.

                        Co rzekłszy nastukał szybko do Switcha:


                        NoiseFeed

                        Frog:
                        HiFi przyszedł. Jedziemy z WŁM.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        0
                        • JohnyTRSJ Niedostępny
                          JohnyTRSJ Niedostępny
                          JohnyTRS
                          napisał ostatnio edytowany przez JohnyTRS
                          #54

                          Hartley Mack Mackinaw4.jpg
                          Hartley "Mack" Mackinaw

                          Zaułek na Kennedy Avenue, Northside, wczesny wieczór 14.07.77

                          Mack nie musiał się długo zastanawiać. Wpatrywał się w obu gości, jakby byli obcymi, co dopiero przylecieli na Ziemię latającym spodkiem.

                          - Ulubieńcem? Zaufanym chłoptasiem? Czyli jednak uczą was czym jest sarkazm i ironia - odgryzł się Mack, ale przez jego głos słychać było gorycz. - Nie. Po prostu nie. Nie będę jeszcze raz przez to przechodzić. Po drugie ten pedał nie jest debilem, zwiewa wam z klatki i nagle pojawia się jego stara zabawka z celi. Braindance siadł wam na mózgi czy co? Nie, nie i jeszcze raz nie! Wszystko na razie jasne? - na końcu zmałpował bagiety.

                          - Kto w ogóle wymyślił ten numer? Wy, policja, federalni, czy może jakiś ciotowaty fafik od twórców programu, który wyśle za mną drony UltrahiperHD i który się ślini i mu fiut staje na samą myśl, że nagra Swifta w akcji?! Nie odpowiadajcie, nie musicie - wyrzucił z siebie.

                          Pytanie co tamci teraz zrobią. Nagroda była bardzo kusząca, ale Mack nie chciał i nie zamierzał widzieć znowu mordy Swifta, nawet jeżeli ten po ucieczce zrobił nową twarz. Zmuszą go do tego? Niby jak? Po akcji na skrzyżowaniu (jak wróci do mieszkadła, to musi znaleźć i zgrać sobie te nagrania) byli w to zamieszani na cacy i prokurator tego ot tak po prostu nie przyklepie. Za duży szum.

                          Hartley czekał. Grał. Aktorzył. Gwiazdorzył. Był zmęczony, wkurzony, a tamci chcieli go wrzucić do Brzytew. Na szcżęście nie trzęsły mu się ręce.

                          Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • GladinG Online
                            GladinG Online
                            Gladin
                            napisał ostatnio edytowany przez Gladin
                            #55
                            Awatar HiFi - Nie no, po co ten pośpiech - zdziwił się HiFi odczytując info od Żabki do fiksera. - Na środki ostateczne jeszcze będzie czas. Czekaj...

                            NoiseFeed:

                            HiFi:
                            Raze, jak mamy mieć pewność, że ją namierzymy to daj nam fotkę tej lali.
                            I jak laska się nazywa. Shiva. Shiva co? Kto to jest?


                            Czekając na odpowiedź zapukał i zadzwonił, po czym zaczął nasłuchiwać. Docierały do niego odgłosy z sąsiednich mieszkań, ale z 877 nic.

                            Gdzieś zza rogu słyszał szmer głosów grupy osób i mógł jedynie podejrzewać, że to jacyś azjaci, po melodii głosów sądząc.

                            Z drugiej strony korytarza jakaś para w drzwiach cieszyła się swoją obecnością. Dziwne, że robili to akurat tu i teraz...

                            - Te, Einstein, na to ja też wpadłem - Frog prychnął na widok czynności technika.

                            - Ta, co ty nie powiesz, drogi Watsonie...

                            - No nie wiem... - Hajfi przejechał dłonią po włosach.

                            - Ja bym najpierw rozpytał o nią. Bo to wiesz, w jakie gówno się wpakujesz? Wesołek z tego More'a... zajrzyjcie, kilku kurierów tam bez wieści przepadło, ale wy zajrzyjcie? Pojebało go? Co mu na tej lasce tak zależy? Jak Bra to przeczyta to będzie się musiał tłumaczyć.

                            - A co to komu szkodzi powiedzieć, że znajomy się o nią martwi, bo nie odbiera telefonów i nie daje znaku życia?

                            - Otworzymy to i pewnie się w jakieś głębokie gie wpakujemy. To może jednak tak... ja zajrzę tam, za róg do tych...

                            Nie dokończył zdania, bo właśnie w tym momencie...


                            Sesja Karak Varn

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • WilczyW Niedostępny
                              WilczyW Niedostępny
                              Wilczy
                              napisał ostatnio edytowany przez
                              #56

                              Warsztat samochodowy w Northside, wczesny wieczór 14.07.77

                              Houston przez chwilę wpatrywał się w milczeniu w Connora. "Można zabrać nomadę z Pustkowi, ale nie da się zabrać Pustkowi z nomady", pomyślał. Isaac znalazł sobie nową gadzią rodzinę i wydaje mu się, że z Grzechotnikiem u boku jest królem dżungli. Nie widział wzajemnych powiązań, najwyraźniej nie pamiętał, że każdy trup na autostradzie ciągnie za sobą odwet i więcej śmierci. Nie rozumiał, że czasem trzeba być lwem, a czasem lisem.

                              - Postaram się, Isaac - odparł w końcu, odstawiając wózek diagnostyczny na miejsce i zbliżając się do bramy garażu, żeby ją zamknąć - Nie dajcie się zabić.

                              Poza nim warsztat był pusty, a po hecy z mealstromowcami i informacjach od Isaaca, Dingo i tak nie potrafiłby się już skupić na naprawianiu starego Archera. Będzie musiał poczekać.

                              Ruszył w stronę - z braku lepszego określenia, dla meliny, którą dzielił z resztą ekipy - "domu". Do Dziesiątki było tylko kilka przecznic, więc rozważał szybki marsz - zawsze łatwiej mu się było skupić w ruchu. Wyciągnął swojego smarthinga - zdaje się, że dostał wcześniej jakieś powiadomienie - i zmarszczył brwi, widząc łańcuch zaległych wiadomości na NoiseFeed. Zaczynało się niewinnie (Dingo uśmiechnął się, na widok mema - pomyślał przewrotnie, że spodobałby się chłopakom od Izery), ale niżej wyglądało na to, że Frog i HiFi pakują się w jakąś kabałę.

                              Dawn odpowiedział tylko wrzucając na Feed emotkę biegnącego geparda, dając w ten sposób znać, że wraca. Chciał schować smarta do kieszeni, ale zawahał się, kiedy przyszło mu coś do głowy. Od razu lepiej mu się myśli, jak tylko wyszedł z ciasnego warsztatu.

                              Napisał szybką wiadomość do Switcha:


                              NoiseFeed:

                              Dingo:
                              Yo,Switch
                              masz jeszcze swoje wtyki w MedCenter?
                              bo będzie sparwa

                              sprawa
                              bardziej prywatna


                              Jednak ruszył w kierunku podmiejskiej kolejki.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0
                              • KetharianK Online
                                KetharianK Online
                                Ketharian
                                Obsługa Moderator
                                napisał ostatnio edytowany przez
                                #57

                                Kennedy Avenue w Northside, wczesny wieczór 14.07.77

                                W ubraniu jednego z mężczyzn rozległ się rytmiczny dźwięk elektronicznego timera, nastawiony wcześniej i czytelnie o czymś przypominający. Wciąż bezimienny towarzysz kuratora wyciągnął z kieszeni kurtki niewielki farmakologiczny tlok w postaci strzykawki, zerwał jego osłonę, podciągnął rękaw i wtłoczył zawartość wtrysku w mięśnie ramienia.

                                Ktoś inny mógłby uznać, że stróż prawa zaaplikował sobie jakiś środek pobudzający, ale Hartley Mackinaw bezbłędnie rozpoznał oznakowanie strzykawki. Był to środek wzmacniający system immunologiczny walczący z wirusem HR3M odpowiedzialną za toksoliozę, odzwierzęcą chorobę roznoszoną przez gryzonie. Toksolioza, szczurza klątwa, wirus zbierający krwawe żniwo wśród bezdomnych oraz osób miewających z nimi kontakt.

                                Mężczyzna odrzucił od siebie pusty tłok, rozmasował ramię przenosząc wzrok na twarz Macka.

                                - Twoja niechęć jest jak najbardziej zrozumiała - powiedział pojednawczym tonem - Nie miałeś ze Swiftem łatwego życia. Niemniej ta sprawa ma dla prokuratury absolutnie priorytetowe znaczenie, a ty jesteś najlepszym w tej chwili narzędziem. Twój problem polega na tym, że nie możesz odmówić. Wiemy, gdzie mieszkasz i wiemy, gdzie pracujesz. Fred w każdej chwili może wystawić opinię, że twój proces resocjalizacji nie przebiega poprawnie i cofnie cie na dodatkowy rok do paki. Nie będziesz chciał nawiązać kontaktu z Randallem dobrowolnie, rozpuścimy plotki przez kapusiów, że przez cały czas odsiadki pilnowałeś Swifta i raportowałeś do naczelnika więzienia o każdym jego słowie…

                                - Pojebało cię? - sarknął rozwścieczony Mack - Nie doniosłem nawet jednego słowa…

                                - Przecież wiem, nie musisz się tak unosić - wzruszył ramionami nosiciel szczurzej klątwy - Ja to wiem, ty to wiesz i Fred też, ale Swift nie i postaramy się, żeby usłyszał coś zupełnie odwrotnego. Coś, co zachęci go, aby cię szybko odnaleźć, żeby wyjaśnić nieporozumienie. Byliśmy przygotowani na twoją odmowę, mamy kilka pomysłów na wiarygodne kłamstwa.

                                - To jest czyste skurwysyństwo! To jest nadużycie władzy! - Hartley na co dzień wystrzegał się przemocy, ale w tej chwili gotów był sięgnąć po owinięte łańcuchem zamknięcie roweru, które mogło posłużyć bez trudu za improwizowaną pałkę - Są nagrania jak mnie próbowaliście przejechać, a potem wciągnąć do auta. Wszystko pójdzie w sieć i zostaniecie udupieni.

                                - Liczymy się z takim scenariuszem. Pierwsze nagrania już nawet wpadły na Night Toka. Nasze SI od dziesięciu minut tworzy alternatywne wersje tego materiału, w każdym z wielu przypadków różniące się w jakiś sposób od oryginału. Trzy czwarte z nich będą zmontowane tak, by zademonstrować twój atak na przejeżdżający samochód. Uruchomimy farmy botów i zalejemy Night Toka dziesięcioma wariantami nagrania, będziemy je wrzucać w feedy pod każdy oryginał, aż ludzie będą mieli taką sieczkę w mózgach, że dochodzenie do prawdziwego ciągu wydarzeń nie będzie miało sensu. Robiliśmy to już wcześniej wiele razy, mamy w tym doświadczenie. Po dwudziestu czterech godzinach każdy będzie przekonany, że były skazaniec Hartley Mackinaw dokonał napaści na parę przejezdnych gości, nawet twój kurator w to uwierzy.

                                Fred Murphy uśmiechnął się kiwając potakująco głową, a jego uśmiech zmroził Mackowi krew w żyłach.

                                - Z mojego punktu widzenia jesteś w sytuacji bez wyjścia, Hartley - ciągnął dalej drugi mężczyzna - Naszym celem jest schwytanie Randalla Swifta, a ty jesteś dogodnym narzędziem. Możesz z nami współpracować i wiele na tym zyskać albo odmówić i wiele stracić, może nawet życie. Tak czy owak, w obu wariantach doprowadzisz nas do Swifta, dobrowolnie albo wbrew swojej woli. Obaj sądzimy, że po dobroci będzie łatwiej i szybciej, prawda, Fred?

                                - Najprawdziwsza prawda - pokiwał głową kurator nie odrywając wzroku od twarzy Macka.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • JohnyTRSJ Niedostępny
                                  JohnyTRSJ Niedostępny
                                  JohnyTRS
                                  napisał ostatnio edytowany przez JohnyTRS
                                  #58

                                  Hartley Mack Mackinaw4.jpg
                                  Hartley "Mack" Mackinaw

                                  Zaułek na Kennedy Avenue w Northside, wczesny wieczór 14.07.2077

                                  - Czy wy sami siebie słyszycie? Wasze groźby się nie kleją. To wy jesteście narzędziami, nie ja. Jakie kurwa boty? Od kiedy to SI zostało spuszczone ze smyczy? Nie próbujcie mi tym grozić, tam na skrzyżowaniu byliście zestrachani, że wszyscy to nagrywają!

                                  Mack dyszał ze wściekłości. Miał może 1 procent szans na to, że oni odpuszczą.

                                  - A ty, panie Murphy, do cofnięcia swojej dobrej opinii potrzebujesz konkretów. Walniesz mi swoją opinię, a ja mam prawo do adwokata. Więzienia są przepełnione. I co, w sądzie pokażecie te niby zmajstrowane przez wasze niby boty nagrania? Przecież to żaden dowód! Będą tysiące wersji i będzie widać, że nagrania są przerobione. Ale wystarczą, że doszło do spotkania ominięciem drogi służbowej i urzędowej - chciał jeszcze dodać, że ich wóz też ma kamery, ale te nagrania naprawdę byli w stanie przerobić, więc nie chciał im podsuwać pomysłu, zwłaszcza że tamci popełnili już duży błąd sprawiając, że ta rozmowa się odbyła.

                                  - Do tej roboty szukacie samobójcy, ja pasuję, Night City mi wystarczy. To wy jesteście w desperacji, zbrodni doskonałej z tego nie będzie. Swift siedział dłużej ode mnie, na pewno za mną nie płakał. Znalazł sobie inną ofiarę. Więc wy zróbcie to samo. Zapomnijcie o tej rozmowie, a ja też nie wywlekę jej przed kamery.

                                  Poszedł na całość, teraz już naprawdę skończyły się mu argumenty. Miał nadzieję, że tego nie zauważą.

                                  Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • KetharianK Online
                                    KetharianK Online
                                    Ketharian
                                    Obsługa Moderator
                                    napisał ostatnio edytowany przez
                                    #59

                                    Pod mieszkaniem 877 w H10, wczesny wieczór 14.07.77

                                    Drzwi mieszkania naprzeciwko apartamentu Shivy otworzyły się zalewając korytarz odgłosami ostrej połajanki. Dwaj nastoletni czarnoskórzy chłopcy wyszli pośpiesznie na zewnątrz, stawiając na sztorc rozświetlone ledami kołnierze kurtek i zerkając jednocześnie na parę obcych mężczyzn. Ich gderliwa matka podążyła w ślad za pociechami gestykulując zawzięcie rękami.

                                    - Macie być do rana w domu, żebym was całą niedzielę nie musiała po Watson szukać. Żadnego szwendania się po Śródmieściu i nawet nie próbujcie łazić przy Nabrzeżu Arasaki. Wiem, co robiliście tam ostatnio, bezużyteczne obiboki. Dong mi wszystko wyśpiewał jak go przycisnęłam…

                                    Wzrok surowej matki padł na postacie stojących pod drzwiami sąsiadki mężczyzn, a jej oczy natychmiast zwęziły się w złowróżbne szparki.

                                    - Jeszcze tu stoi? - sarknęła jadowitym tonem - Przecież mówiłam, że tej pindy nie ma. Może się wyprowadziła, a może wpadła pod ciężarówkę. Co by jej się nie stało, tego jedzenia na pewno nie odbierze, a moje dzieciaki głodne, na miasto z pustymi brzuchami muszą wychodzić! A ty coś za jeden?

                                    Spojrzenie matrony oderwało się od smakowicie pachnącego chińszczyzną Froga, spoczęło na postaci HiFi.

                                    - Jeszcze cię tu nie widziałam, mieszkasz tutaj? Czy tylko się włóczysz po cudzym domu i żebrzesz o jedzenie? Gadaj, czego tu szukasz!

                                    - Matka, dzwonić po Donga? - zapytał jeden z nastolatków wyciągając z kieszeni komórkę. Drugi podciągnął w górę bluzę pokazując niby od niechcenia wsadzony za pasek spodni pistolet, taniego plastikowego Exterminatora od Budget Arms z linii uzbrojenia w kalibrze 22LR produkowanego na drukarkach 3D.

                                    - Dong przyjdzie i zrobi z wami porządek - ostrzegł pierwszy z synów wakandystki kładąc palec na ekranie telefonu - On jest od Zulu Czakasów, na pewno o nich słyszeliście. Ci goście się nie pierdolą jak ktoś nachodzi ich znajomych. Dacie pięć dych, to nie zadzwonię, bo mi was szkoda.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    0
                                    • KetharianK Online
                                      KetharianK Online
                                      Ketharian
                                      Obsługa Moderator
                                      napisał ostatnio edytowany przez
                                      #60

                                      BRAZIL

                                      Siłownia „Fitness Shine” w H10, wczesny wieczór 14.07.77

                                      Laska zgłupiała. Potok przesyconych radosną życzliwością słów Brazil zawiesił jej organiczny mózg niczym hack netrunnera zatrzymujący bez ostrzeżenia pracę neuralnego procesora. Brazil zdążyła sobie w międzyczasie przypomnieć jej imię i nazwisko. Deborah Whiteman, z abonamentem w siłowni od półtora roku, mieszkająca dwanaście pięter poniżej Artemidy. Netrunnerka zinfiltrowała bazę danych Fitness Shine przed wykupieniem własnej karty, bez wysiłku włamując się do ich systemu i sprawdzając kartoteki wszystkich użytkowników. Praca nad influencerskimi rolkami była dla niej priorytetem i nie chciała inwestować cennego czasu w rozkręcanie miejscówki tam, gdzie ćwiczyli nieciekawi gangusi albo jakieś inne świry.

                                      Deborah Whiteman z Południowej Kalifornii, ekspedientka w sklepie z używaną odzieżą w Urmland Street, z wizą pracowniczą ważną jeszcze przez dwa lata, nienotowana, z całkiem niezłym kanałem na Killbooku, członkostwem w paru klubach pozergangerek Rihanny i z kilkoma patronatami firm kosmetycznych. Brakowało jej wyobraźni i rozmachu, dlatego nie stanowiła dla Brazil liczącej się konkurencji w branży.

                                      - Potraktuj to jako rady starszej siostry, dziunia - Artemida położyła dłoń na spoconym ramieniu Rihanny ściskając jej ciało w całkowicie pozbawionym wrażenia zamierzonej seksualizacji dotyku - Oddaję chłopaków w twoje ręce, tylko ich nie zajedź, bo tylko sprawiają wrażenie ogierów, ale to miękkie faje. W ogóle proponowałabym ci znalezienie innej miejscówki, tutaj tylko się marnujesz.

                                      Odprowadzana pełnymi żalu spojrzeniami ziomków, Brazil przemknęła niczym burza poprzez prysznic i szatnię siłowni, a potem smyrgnęła lekkim krokiem w stronę najbliższej szybkobieżnej windy. Już w jej wnętrzu, wciśnięta pomiędzy innych pasażerów i chłonąca nozdrzami mieszaninę ich kosmetycznych feromonów, przejrzała NoiseFeeda.

                                      Chłopaki wciąż się zajmowali swoimi chłopięcymi sprawami. Wspomnienie jakiejś poszukiwanej przez Switcha laski zapaliło w myślach Brazil ostrzegawczą lampkę, ta jednak równie szybko zgasła, co się pojawiła. Gdyby Raze zamierzał się kurwić na boku, nie wikłałby w ten romans ziomali. Nie, to musiała być jakaś sprawa biznesowa, niewarta tego, aby wgrywać Switchowi do mózgu hacka lokalizacyjnego z podglądem video poprzez jego cyberoko.

                                      Artemida od zawsze obstawała przy stwierdzeniu, że w związku najważniejsze było wzajemne zaufanie. Poszukiwania tej Shivy, kimkolwiek by nie była, nie sprawiały wrażenia pretekstu dość poważnego, aby Brazil musiała wspomagać swoje zaufanie dyskretną inwigilacją; przynajmniej jeszcze nie teraz.

                                      Trzymany w rękach smarthing dziewczyny zaczął wyświetlać najnowsze klipy na feedzie Heresy Sport, z miejsca przyciągając uwagę Brazil wątpliwej jakości dokonaniami jej konkurentów.



                                      SWITCH

                                      Raymond Street w Japantown, wczesny wieczór 14.07.77

                                      Switch dotarł do następnego skrzyżowania i zatrzymał się przed witryną salonu skórnych pokryć RealSkinu. Jego oczy spoczęły na robotycznych manekinach prezentujących egzotyczną kolekcję pseudozwierzęcych skór „Inner Beast”, ale myśli mężczyzny znajdowały się w zupełnie innym miejscu i czasie.

                                      - Mam słabo zabezpieczony punkt dostępowy - w słuchawce rozległ się głos SlimWire - Daj mi kilka minut, robak już gryzie.

                                      Fikser skinął mimowolnie głową, chociaż netrunner nie mógł tego gestu dostrzec. W głowie wciąż miał wspomnienie słów Patcha. Gliniarz brzmiał cholernie autentycznie, a jego wyjaśnienia wieściły wiele potencjalnych komplikacji. More raz jeszcze sięgnął po wykonane z wnętrza kawiarni zdjęcia wyświetlając je bezpośrednio na ekranie Kiroshi.

                                      Kobieta za kierownicą Emperora wyglądała identycznie jak Keira, ale istniało pewne minimalne prawdopodobieństwo, że posiadała na Zachodnim Wybrzeżu sobowtóra. Siedzący obok niej mężczyzna do złudzenia przypominał agenta Magadonu, ale i on mógł mieć sobowtóra w szeregach tej samej korporacji - ale nie istniała żadna szansa na to, aby obydwa te wyjątkowo mało prawdopodobne przypadki mogły mieć miejsce równocześnie.

                                      - Mam dostęp - oznajmił SlimWire - Mam i ich. Skręcili w Capitolę, widzę tylne tablice. To ten sam Emperor. Czekaj, stanęli. Włączony prawy migacz. Zjeżdżają z Capitoli we wjazd jakiegoś podziemnego parkingu, sto metrów od skrzyżowania.

                                      Navarro niechcący uruchomił jakiś elektroniczny potykacz, kiedy wrzucił na policyjny bęben numery rejestracyjne wozu. Switch nie znał najnowszych procedur NCPD, ale domyślał się, że Emperor musiał wisieć na jakiejś liście pojazdów objętych immunitetem opłacanym przelewami na konto kogoś postawionego wysoko w hierarchii sprywatyzowanej rok temu metropolitalnej policji. Najważniejsze pytanie w tym przypadku brzmiało: czy potykacz uruchamiał jedynie represje dla ciekawskich na poziomie policji czy też włączył też alarm na samym końcu łańcucha?

                                      Fikser ruszył w głąb Capitoli, ulicy przecinającej kwartał biznesowy Japantown w jego połowie, będącej głębokim betonowym wąwozem skąpanym w zimnym blasku neonów i światłach pięter biurowców. Drapacze chmur wyrastały wysoko w górę ponad głowę Raze’a, przytłaczały pełne ludzi chodniki swoją niewyobrażalną wręcz masą betonu, metalu, szkła i plastiku.

                                      - To jest parking pod Endron International - w eterze nadal rozbrzmiewał głos netrunnera, bardziej nerwowy niż do tej pory - To koncern petrochemiczny z Teksasu, z siedzibą główną w Houston, ale mają filie na całym kontynencie, i w NUSA i w Zachodnich Stanach Korporacyjnych. Mam tony linków do ich marketingowego gówna, ale bez odsyłaczy do filii w Night City. Chuj wie, może ją dopiero co otworzyli. Wysyłam ci klatkę zrzuconą z monitoringu sklepu.

                                      Idący lewym chodnikiem fikser wyświetlił otrzymaną poprzez smartfona wiadomość na ekranie cyberoka, otworzył dołączone do niej zdjęcie, porównał je z panoramą ulicy po przeciwnej stronie. Potrzebował niecałe pół minuty, aby dostrzec wzmiankowany przez sieciarza wieżowiec.

                                      Pokryty taflami ciemnego szkła gmach wpasowany był pomiędzy inne biurowce, ale w przeciwieństwie do sąsiadów nie płonął neonową poświatą firmowych symboli - wznosił się w górę niczym enigmatyczna bryła roztaczająca wokół siebie dziwną niepokojącą aurę wyciszenia i bezruchu.

                                      - Kurwa, Switch, dalej nie pójdę - burknął SlimWire - Ich systemy mają kilka punktów dostępu, ale pilnują ich wielowarstwowym LODem. Jestem pewien, że mają do dyspozycji Czarny LOD przyczajony za firewallem na takich frajerów jak ja. Architektura zewnętrzna wygląda strukturalnie na fortecę danych trzeciego stopnia, ja jestem za cienki na takie akcje. Twój Emperor jest w parkingu w podziemiach tego budynku, zrobiłem swoje. Pamiętaj, czekam na info od Shivy. Mam nadzieję, że nie weźmiesz tych pięciu stów.

                                      Zanim fikser zdążył odpowiedzieć, sieciarz zerwał połączenie znikając ze smartfona Switcha. Raze podniósł głowę przesuwając spojrzeniem po wielopiętrowej fasadzie budynku, potem zaczął przyglądać się jego głównemu wejściu. Wykonane z ciemnego szkła drzwi pozostawały zamknięte, wtopione w całość frontowej ściany, zaznaczone dyskretnie eleganckim obramowaniem z czarnego metalu. Niewielka tabliczka przykręcona do ściany tuż obok wejścia nosiła na swojej powierzchni wygrawerowane w złotym metalu czarne słowa “Endron International”, będące jedyną informacją na temat tożsamości właściciela wieżowca.

                                      Gmach sprawiał wrażenie opustoszałego, ale Switch nie wątpił, że wbudowane w jego ściany urządzenia monitorujące bacznie śledziły otoczenie mrowiem elektronicznych oczu i anten.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      0
                                      • GladinG Online
                                        GladinG Online
                                        Gladin
                                        napisał ostatnio edytowany przez Gladin
                                        #61
                                        Awatar HiFi - Daj mi to moje zamówienie - HiFi zwrócił się do Shawna, chwytając za dostawę.

                                        - Powiem szczerze - zwrócił się do matki ignorując chłopaków, - że liczyłem na kolację z Shivą. Specjalnie zamówiłem z dodatkiem walijskiego sproszkowanego korzenia bistorty. Mocna rzecz dla nieprzyzwyczajonych żołądków.

                                        - Ostatnio nie odbierała ode mnie telefonów. Ale mówi pani, że jej trzy dni nie ma? Kurde, martwię się o nią - zafrasował się.

                                        - Słuchaj - zwrócił się do młodego. - Jak masz takie znajomości, to może znasz kogoś, kto by te drzwi potrafił otworzyć i sprawdzić, czy z nią wszystko w porządku? Pięćdziesiątaka to ja kurwa nie mam, co miałem, to na żarło poszło... zresztą co ja wyglądam, na krezusa jakiegoś? Mogę piątkę wygrzebać albo oddać żarcie, ale to na własne ryzyko bierzecie.

                                        Srogie spojrzenie matrony nieco złagodniało, bo nie była chyba przyzwyczajona do równie uprzejmych rozmówców.

                                        - Patrzcie i uczcie się jak rozmawiać z kobietami, bezużyteczne nieroby - oznajmiła odwracając głowę w kierunku obu synów. - Tyrone, zapytaj Donga, czy czegoś nie wie o tej laluni, a ja schowam jedzenie do środka, zanim całkiem wystygnie. Pan nie stoi jak ten słup, tylko poda, panie kurier.

                                        - Dong jej nawet nie zna - zaprotestował jeden z nastolatków opuszczając z wyraźnym rozczarowaniem odsłaniającą pistolet koszulę. - Ona się nie zadaje…

                                        - Zamknij gębę jak z matką rozmawiasz! - huknęła posiadaczka imponującego afro. - Dzwoń i pytaj i ma pomóc temu miłemu młodzieńcowi albo będzie miał ze mną do czynienia.

                                        Ponownie rozzłoszczona, kobieta niemal wydarła HiFi jego torbę i wparowała do mieszkania pozostawiając na korytarzu obie nastoletnie latorośle.

                                        - Dong nic nie wie o tej lasce, ale my tak - powiedział Tyrone upewniając się wpierw, że drzwi faktycznie się za jego rodzicielką zamknęły. - Ona siedzi w Sieci, tak na głęboko. Jak ma poważniejszą robotę, to się przenosi na inną miejscówkę.

                                        - A my wiemy, gdzie - wtrącił drugi z chłopaków. - Ale to musowo trzy dychy, z ręki do ręki, inaczej chuja się dowiecie.

                                        HiFi spojrzał na Shawna.

                                        - Kolego, poratuj w potrzebie. Jak coś zarobię, to oddam. Albo załatwię ci jakiś towar Sobieskiego, co?

                                        Czipsy i inne wyroby Sobieskiego były jedną z popularnych marek dystrybuowanych przez Allfoods.

                                        A do chłopaków.

                                        - Kurde, zlitujcie się. Serio kasy nie mam. Zejdźcie chociaż do dwudziestaka.

                                        Shawn wywrócił oczami na to całe kombinowanie Hajfiego. Technik uwielbiał gdybać i utrudniać proste sytuacje. Zrobiliby szybko włam i by było po kłopocie. To mu się wywiadu zachciało… A teraz znowu na karku mają tego behemota.

                                        Spojrzał krytycznie na szczeniaka z plastikową klamką. Kolejny za Ravim ciapaty, któremu się coś we łbie popierdoliło.

                                        Na szczęście gadanina Hajfiego znalazła drogę do serducha murzynki, bo solo na takie tyronowe groźby miał tylko jeden sposób. Zwykle niezawodny. Druga poprawka.

                                        O dziwo też być może coś z tego dało się wyciągnąć. Choć szczerze wątpił Shawn by te nieudaczne bambusy wiedziały gdzie dekuje się netrunner, który schodzi „głęboko”.

                                        - No chyba cię coś pogrzało gościu. Jakie poratuj?! Poza tym idziesz do niuni i nie masz nawet piątaka? Dymanie za szamanie?

                                        I jeszcze go chciał naciągnąć na trzydziestaka… Zobaczywszy jednak w nalegającym spojrzeniu Hajfiego, że chyba nie ma tam ściemy, wskazał na jego lustrzane oksy, w których technik tak lubił się przeglądać przed wyjściem z kwadratu.

                                        - Biorę w zastaw - powiedział i ustawił na bezpośredni przelew w smartfingu 20 eurosów .- Wszyscy git? No to git.

                                        HiFi pobladł nieco, gdy Żabka zrobił skok na jego okulary. Nie były warte tej ceny, ale bez nich czuł się... jakoś taki nagi.

                                        - No dooobra... - zgodził się ściągając lustrzanki. - Jak mus, to mus... kolego.

                                        Przelew poszedł zbliżeniowo pomiędzy obydwoma smarthingami, finalizując sekundowy proces głównymi piskami urządzeń.

                                        - Ale tu jest tylko dwadzieścia euro - żachnął się nastolatek od plastikowego Exterminatora. - Miało być trzydzieści.

                                        - Dwadzieścia i żarcie od tego miłego pana - warknął mało przyjaznym tonem Frog - To w sumie nawet więcej warte niż trzy dychy, bo jak wasza matula wciągnie te wszystkie pudełka z chińszczyzną, nie wyżre wam kukurydzianych płatków. Gdzie jest ta babka?

                                        Obaj młodzieńcy łypali na Shawna wrogimi spojrzeniami, ale coś w brzmieniu jego nieprzyjemnego głosu ewidentnie zniechęcało ich do eskalacji sporu.

                                        - Ona ma garaż na tyłach apteki Yin & Yang, na Fergusona. Tam się zaszywa jak ma robotę.

                                        - Tylko się nie rozpychajcie w tym garażu, bo ona chyba już wczoraj przyjęła jakiegoś gościa na kolacji - powiedział drugi z nastolatków. - Był wczoraj wieczorem, też o nią pytał i nie był takim skąpym chujem jak wy, bo dał cztery dychy.

                                        - Może być, że został na śniadanie i teraz dalej tam siedzi, więc ja trzymam kciuki za niego, a nie za was.

                                        - Co to był za koleś? Jakiś wasz znajomy? - warknął Frog prostując się na całą swoją okazałość i prężąc muskuły. - Znacie go?

                                        - W życiu! - zaprzeczył szybko Tyrone. - To był jakiś meks albo inny latino, ze złotym łańcuchem od Valentinosów. Mówił, że jest od znajomego tej lali z Heywood i że musi się z nią spotkać.

                                        - Dobra, dajcie mi chwilę.

                                        NoiseFeed
                                        HiFi Switch, co z tymi fotami? Nie wchodziliśmy na chatę, ale mamy cynk, gdzie panna się dekuje, gdy wchodzi w sieć. Mam namiar na Ferguson. Sprawa robi się bardziej skomplikowana. Wisisz Frogowi dwudziestaka.
                                        HiFi To na pewno znajoma twego kontaktu? Wiesz to na pewno? Za lalą chodził jakiś meks/latino, łańcuch Valentino. Że znajomek od ziomka z Heywood. Czaisz coś z tego? Poszedł za nią wczoraj podobno na Ferguson.
                                        HiFi Możemy sprawdzić mieszkanie albo iść na Ferguson, ale to już jest więcej, niż drobna przysługa.

                                        - Słuchajcie - przeciągnął dłonią po włosach. - Dzięki za pomoc. Nie mam teraz kasy, ale może jakoś inaczej mogę się odwdzięczyć...

                                        Odsunął się i odwrócił tyłem do Shawna.

                                        - Po pierwsze... - zaczął szeptem. - Z tym żarciem to na poważnie. Tam są takie zioła, że nie radzę tego żreć, albo z kibla prędko nie wyjdziecie. A po drugie... jakbyście mieli do zorganizowania w dobrej cenie strzelby, amunicję albo smartgogle to znam kogoś, kto bez pytań za nie zapłaci albo wymieni na inny towar. Zainteresowani? Towar, albo usługa. Umiem naprawiać rzeczy, z którymi inni niekoniecznie dają radę.


                                        Sesja Karak Varn

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        0
                                        • NanatarN Niedostępny
                                          NanatarN Niedostępny
                                          Nanatar
                                          napisał ostatnio edytowany przez
                                          #62

                                          Winda i mieszkadło w H10, wczesny wieczór 14.07.77

                                          Przeglądane rolki w żaden sposób nie radziły sobie z rozdrażnieniem Artemidy. Wiedziała, że skrawiła sprawę na siłowni, mogła pozyskać Deborah, a tylko ją zmieszała. Osiągnęła cel połowiczny bo nie była skupiona i spokojna, spanikowała, jak zawsze kiedy coś działo się zbyt nagle, niespodziewanie. Roztaczane niebezpiecznie feromony dodatkowo ją dezorientowały, gotowa była wysiąść cztery piętra wcześniej, ale na szczęście uczynił to nosiciel agresywnej woni.
                                          -a mogłam ją zeslavić - rozglądnęła się, bo nie wiedziała, czy na głos, czy w sieci puściła, czy w banku mięśni tylko. Spoglądając podejrzliwie po współpasażerach przemknęło jej przez głowę, żeby zatrzymać klatkę między piętrami i zrobić dramę. Rozmyśliła się bo czas naglił.

                                          I tak wysiadła na następnym piętrze, żeby kolejne trzy pokonać oczyszczającym biegiem. Spojrzała na wyświetlacz, na grupę. Zmarszczyła brwi. Z biegu zrezygnowała, wolniutko sunęła po schodkach omijając kolejne imprezy.


                                          NoiseFeed:

                                          Co wy tam odpierdalacie? Zaraz będę w kwadracie, wbijajcie. Switch ma sucz, ja mam klucz, wy macie mnie bo byście wymarli, jak szczury, jak gnat z kabury zamiera, jak jaj nie ma.
                                          Nie śpiesz się Raze, chłopaki obiecali mi masaż, a jestem nieco spięta po siłce.


                                          Zadowolona z siebie wysłała. Zaraz jednak w trzy kroki jakiś białas porwał ją za kurtkę.

                                          - Sie masz krasavica? - zbliżył twarz - Szukam Abiego, Abiego Dicka - nie puszczał - Coś wiesz, chodź pogadamy. - a ona głupia znów spanikowała, bo za dużo na raz, chłopaki, flirty, magistrat i spinka na siłce.

                                          - Vai se foder, seu branco desgraçado! Eu vi você dando ecstasy para uma garota em troca de um beijo!

                                          Z góry odezwały się głosy latynoskich ziomali, którzy wybrali to miejsce na na flaszkę teqilu.

                                          - Pedófilo, beija garotas em troca de selos, vamos lá, deem uma surra nele!

                                          Słowianin tylko groźnie spojrzał na Brazil i ulotnił się z towarzyszącym mu pokracznym zielonowłosym Azjatą. Kobieta wykorzystała zamieszanie i dotarła do drzwi mieszkania, chwilę szukała klucza, ale przypomniała sobie, że działa naprawiony przez Hifiego czytnik tęczówek. Przystawiła oko, czuła się przy tym zawsze jakby ktoś zaglądał jej w duszę, ale była roztrzęsiona i potrzebowała prędko bezpiecznego gniazda, najlepiej z samcami w obstawie.

                                          Ping i weszła.

                                          Zrzuciła na tapczan w salonie torbę z rzeczami, deck i siebie wreszcie, po tym wszystkim miała ochotę na kolejny prysznic, ale wrócił odpływ zatkany - Karamba! - Przeklęła głośno.

                                          Na decku wyskoczył komunikat - system czyszczenia kanalizacji aktywowany hasłem administratora - Zaintrygowana wstała, udała się do sanitarki i ku własnemu zdziwieniu słuchała przez chwilę niemożliwej symfonii burknięć w rurach. W ramach zabezpieczenia ubrała maseczkę, kto wie czym te rury czyszczą, pęsetą z przybornika Hifiego wybrała resztki włosów z odpływu i zostawiła ostentacyjnie w szklance. Z prysznicem postanowiła poczekać, aż ktoś z kolegów przetrze szlaki.

                                          Przebrała się w wygodne rozciągnięte dresy i połączyła deck z ekranem mieszkadła, rozciągając wreszcie swoje ukochane ciałko na całej długości starej kanapy. Założyła, że ma jeszcze chwilę, nim wrócą koledzy.


                                          NoiseFeed:

                                          Jestem przy ekranie. Ktoś potrzebuje supportu?



                                          Czekając na zwrotki, czy tam powrót kolegów, sprawdziła raporty swoich programów, stworzyła zabezpieczone pliki z kluczowymi informacjami, raz jeszcze zweryfikowała informacje o wyglądzie dokumentów, zamknęła wszystko w virtualnym pudełeczku nie większym od puderniczki. Zamknęła w nigdzie. Wciąż w mięsie, spodziewając się lada chwila chłopaków, zaklinała dotykiem pada.

                                          Kontroler Decku miał kształt dużego cygara z licznymi świecącymi, i w opozycji matowymi wypustkami i suwakami, Brazil obsługiwała go na poły myślą, chceniem, na poły delikatnymi ruchami oparzonych w długie lakierowane na kobaltowo pazurków, paluszków. Dingo z Mackiem podpuszczali ją, że to jej dildo, Switch nie prostował, macho jebany, a ona..w sumie się zgadzała. Pieszczenie kontrolera miało w sobie coś z masturbacji. Tylko na takim poziomie, że oni oglądali stym, a ona tam była. Cała i prawdziwa, mięso zaklęte w cyfry.

                                          Namierzyszy pozycję magistratu w strukturze sieci, hakerka ostrożnie sprawdziła bliskie sektory. Znów kod miedzy kodem, ciągi komend ukazujące niewidzialne normalnie obszary i programy. Ekran dzielił się na dwoje, troje i czworo, bombardując wzrok kobiety informacjami, które dla kolegów byłyby kompletną enigmą. Brazil chłonęła i przetwarzała dane, na bieżąco na mięsie, znaczy w pamięci, zapisywała plan cyfrowej fortecy. Postępowała sukcesywnie, obszar za obszarem, zupełnie inaczej niż pozbawiona suportu protezy ona sama w siłowni, windzie i na schodach.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          0
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy