[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
-
- Trzech Szóstków tu szło do Was! - wysapał Shawn. Nie wyglądał na zmęczonego, ale oczy miał szeroko otwarte, a źrenice powiększone jakby się naćpał. Chyba nie do końca pojmował zamysł ziomków, ale zaczął energicznie kręcić głową gdy Mack układał delikatnie Switch na tylnym siedzeniu. - Ale zawrócili jak treniarze przyjechali. Podziurawili ich wozy na sito! Z szoferek nic nie zostało. Dopiero z paki zaczęli żywi treni wyłazić i pruć z czego popadnie. Szóstki mają sprzęt z najwyższych półek. Tego naszego rzęcha przestrzelą na wylot. Zubożony uran, albo lepiej. Neuronalna komunikacja, HUDy... Nie wiem co Switch odpierdolił, ale mówię wam wiejmy z buta i to już...
-
Vine Street w Heywood; Na podwórcu Apartamentowa; godzina: 23:18
Bang, bang - odliczała wystrzały, ściskała w spoconej dłoni nóż do PCV z wysuniętym na cal ostrzem skryta za ścianą apartamentowca, odcięta wzrokowo od głównej sceny wydarzeń, polegać musiała na werbalnych i sejsmicznych bodźcach, kilka ledwo kroków dzieliło ją od bezpośredniej kontroli kamery na placu przed budynkiem, już gotowa była ową granicę przekroczyć, kiedy wkroczył Shawn. Spotkały się ich oczy, ich źrenice powiększone.
Milisekunda radości z odzyskania przyjaciela prędko minęła. Brazil wiedziała, że ostrzeżenia Camary nie są pustymi słowami. Dość go znała, dość czytała, żeby wiedzieć kiedy zaufać jego ocenie zagrożenia. Odliczyła kolejne strzały, kolejne kroki na schodach, obliczyła, sugerując się rachubą Żaby, że uzbrojeni napastnicy są na drugim piętrze. Liczyła w duchu na tradycjonalistę na trzecim.
Zawróciła na pięcie napędzana hormonami. Sfochowana na siebie że wydała złe dyspozycje. Foch rozlał się niczym telepatyczny wirus.
-Zmiana planów. Czas się skurczył, a nasze opcje jeszcze bardziej. Szans na wyjazd ulicą jest trzydzieści procent, szansa na na ucieczkę zaułkami osiemdziesiąt sześć, już osiemdziesiąt pięć. Mack, Leif bierzcie go, Dingo droga przez zaułki, Camara czujka. Jebać to autko, kredyt spłacę później. Przyszliśmy po Swicha i z nim wyjdziemy, nikt tu nie zostanie z mojej winy. Nikt nie zginie przynajmniej do świtu. - mówiąc, wpierw sama zabrała się za wyciąganie Raze, ale po trzech sekundach zmusiła do tego Leifa.
Rozejrzała się czujnie.
-Mamy minutę. Proszę was o jeszcze raz o zaufanie. Za łeb go i w nogi. Puknę autem w ścianę, że se ktoś źle cofnął. - ostrzegła, żeby nikt nie odczytał niewłaściwie jej intencji.
Pod czaszką przemknęło jej, że to zamieszanie, o którym mówił Shawn, to nie nie zasługa Raze, tylko jej, ale wolała nie prostować sprawy, by nie podważać zaufania do ledwo wypowiedzianych słów. Frog mógł mieć i swoje za uszami w tym całym bałaganie, a już na pewno Hajfi, którego strategicznie zabrakło.
Wszystko to myśli, goniące myśli, tylko po to by zapełnić pustkę, między wyciągnięciem Swicha, a manewrem, który wymyśliła. Małe puk, puk autkiem. Między drzwiami, a kierownicą, Skryba wysłał wszystkim mapkę okolicy z satelity. Brazil zaś barbarzyńsko kasowała historię czarnej skrzynki Aigo, w sposób którego nie powstydziłby się Atylla.
-
Plac za budynkiem na Vista del Rey
Czas wydawał się uciekać w szaleńczym tempie, kiedy wciśnięty już na tylne siedzenie Aigo Switch został złapany za nogi i wyciągnięty ponownie na zewnątrz wprost w ręce swoich towarzyszy. Mack i Leif zaczęli go wlec w kierunku jednego z licznych zaułków, wspierani przez Dingo i ubezpieczani przez ściskającego kurczowo pistolet Froga.
Huk wystrzałów od strony Vine Street uległ spotęgowaniu, świadcząc dobitnie o eskalacji ulicznej bitwy. Szóstki wysłały do apartamentowca doborową ekipę i wskakująca za kierownicę Aigo Brazil raz jeszcze wykrzyczała w rozemocjonowany umysł pytanie, dlaczego Streetsi znaleźli się w apartamentowcu SlimWire akurat tego konkretnego wieczoru i czy wizyta Artemidy i Houstona w tym miejscu naprawdę mogła być wyzwalaczem jatki po przeciwnej stronie budynku.
Netrunnerka nie mogła się wyzbyć złowieszczego przeczucia, że w dramatycznych wydarzeniach całego sobotniego wieczoru nie było absolutnie niczego z przypadku.
Czerwony samochodzik zawył na przegazowanym pierwszym biegu, pojechał do przodu uderzając maską w pryzmę palet rzuconych byle jak tuż obok kontenera. Plastikowy zderzak pękł z głuchym trzaskiem, posypało się szkło rozbitego reflektora. Brazil wyjęła ze stacyjki Aigo drzazgę kontrolną, wyskoczyła na zewnątrz i nie siląc się na zamknięcie wozu pobiegła w ślad za kompanami.
Niewiele później pamiętała z przeprawy pomiędzy kontenerami na odpady, namiotami bezdomnych, stertami pustych palet i pojemników na chemikalia. Bijące szaleńczo serce dziewczyny zwolniło swój rytm dopiero, gdy cała grupka wychynęła na sprawiającą pozory całkowitej normalności Skyline East, pełną ludzi i samochodów, dźwięków reklam, muzyki i klaksonów.
Nie widząc za sobą śladu pościgu Shawn schował do kieszeni pistolet, którym chwilę wcześniej przepędzał z zaułków mniej skorych do współpracy włóczęgów, obejrzał się ponad ramieniem w stronę labiryntu przejść i skrótów dzielących go od Vista del Rey. Betonowa dżungla stłumiła swoją gęstą zabudową ostatnie dźwięki strzelaniny, zamknęła za zbiegami dramatyczny rozdział pozostawiając ich z półprzytomnym zakrwawionym druhem, którego ktoś bezceremonialnie pozbawił cybernetycznego oka.
- Posadźcie go na ławce - wydyszał Leif Gundarsson - Tam w cieniu, tam gdzie ta rozbita lampa. Muszę pomyśleć.
Mężczyzna przeczesał palcami włosy, przeciągnął wzrokiem po czteropasmowej ulicy w stronę widocznej po drugiej stronie kanału niskiej zabudowy Arroyo i górującym nad nią megablokiem H7.
- Zabieramy go do mieszkania czy w jakieś bezpieczne miejsce? - zapytał przenosząc spojrzenie na resztę towarzyszy - HiFi już wie, co się stało?
-

Raze Switch More
Night City
Vista del Rey
Ruch. Głosy.
Ktoś go niesie.
Nie.
Pociąg. Wagony. Stalowe koła. Dworzec.
Nie.
Ktoś trzyma go pod ramieniem.
Boli.
Strasznie boli.
— Nie... nie dotykaj...
Głos ugrzązł mu w gardle.
Krew miała smak rdzy.
─── ◈ ───
— Keira...
Szept.
Ledwie słyszalny.
— Nie strzelaj... nie strzelaj jeszcze...
Palce zacisnęły się bezwiednie na czyimś rękawie.
— Poczekaj... jeszcze minuta...
─── ◈ ───
Świat przechylił się na bok.
Neony.
Ulica.
Jastrzębie-Zdrój.
Nie.
Night City.
Nie.
Nie wiedział.
— Mówiłem ci... kurwa... mówiłem...
Nerwowy śmiech.
— Polska jest prawdziwa...
─── ◈ ───
Ktoś coś do niego mówił.
Kobiecy głos.
Znajomy.
Tak znajomy, że aż bolało.
— Keira?
Powieka drgnęła.
Jedno oko.
Tylko jedno.
Malowana twarz.
— Nie gniewaj się...
Przełknął ślinę.
— Miał być ten pierdolony drink... z palemką...
─── ◈ ───
Biomonitor.
Punkt.
Zgasł.
Nie.
Nie zgasł.
Przecież siedziała obok.
Przecież słyszał jej głos.
— Kotku?
Pusty oczodół zapiekł żywym ogniem.
— Gdzie jesteś...
─── ◈ ───
Ktoś sadza go na ławce.
Cement.
Metal.
Chłód.
Nie rozumie.
Dlaczego jest sam?
Przecież przed chwilą...
Przed chwilą była tutaj.
─── ◈ ───
— Arte...
Zmarszczył brwi.
Nie.
— Kei...
Urwał.
— Arte.
Znowu.
Jakby próbował przypomnieć sobie własne imię.
— Nie taguj mnie...
Bełkot.
— Nie wrzucaj... nie wrzucaj tego...
Krótki chichot.
— Wyjdę jak idiota...
─── ◈ ───
Otworzył oko.
Twarze.
Za dużo twarzy.
Nie znał ich.
Znał.
Nie znał.
— Spectra?
Wyciągnął rękę.
Nie trafił.
Dłoń opadła bezwładnie.
— Nie bierz... chipa...
─── ◈ ───
Oddychał ciężko.
Płytko.
— Nie zostawiaj mnie tam...
Szepnął.
Nie wiadomo do kogo.
— Nie tym razem.
─── ◈ ───
Nagle poderwał głowę.
Przerażenie.
Prawdziwe.
Surowe.
— Granat.
Szept.
Potem głośniej.
— KEIRA, NIE!
Urwało się.
Powietrze uciekło z płuc.
Został tylko cichy jęk.
─── ◈ ───
— Jestem zmęczony...
Mruknął.
— Chcę do domu.
Długa chwila ciszy.
— Kei... Arte, zabierz mnie do domu.
Odpłynął.
-
Nomada odetchnął głęboko, kiedy wyszli na Skyline East, przez moment rozkoszując się zwyczajowym gwarem nocnego życia. Po wystrzałach z karabinów zostały jedynie odległe echa w anonimowym harmidrze Night City.
- Dobra jest - powiedział bardziej do siebie, niż do przyjaciół - Teraz będzie już z górki.Spojrzał na posadzonego na ławce Switcha, który wydawał się powoli kontaktować, po dawce leków przeciwbólowych, które zaaplikował mu Mack. Dingo pokręcił głową i zwrócił się do Gundarssona.
- Mieszkanie to bezpieczne miejsce - powiedział, kiedy zwyciężył w nim zwierzęcy atawizm. Schować się w norze i przeczekać - Zadekujmy się i doprowadźmy go do stanu używalności. Mack, w jakim on jest stanie? Poskładacie go z Leifem?Houston zastanawiał się, jak poważne są obrażenia Raze'a. Brak oka rzucał się w, hehe, oczy, ale jak reszta? Dobrze by było, gdyby Switch wylądował na łóżku u ripperdoca, ale może w tej sytuacji wystarczy stół w ich melinie i wycieczka do apteki po niezbędne środki.
Houston podszedł do ławki, na której siedział Raze. Wydawało mu się, że jego usta się poruszyły, jakby coś mówił, ale może to tylko światło tak padało na jego twarz.
- Hej, Switch? Słyszysz mnie? - zapytał, wystawiając dłoń z uniesionymi trzema palcami - Ile palców widzisz? I czemu dałeś się tak załatwić?Dingo patrzył na posiniaczoną twarz przyjaciela i czuł jak powoli uchodzi z niego adrenalina. Jeszcze nie byli bezpieczni, nadal czuł się odkryty i widoczny, jak pies preriowy w pełnym słońcu.
-
Skyline East; Około północy; ławeczka
Czujne zwierzątko przejęło kontrolę nad ciałem Brazil, nie wychylała się podczas drogi nie zostawała na końcu, zdawało się skupiona rozglądała czujnie, ale czujność była tylko ułudą bo główka procesowała niezliczone scenariusze, przeszłe i przyszłe. Głowa była już głodna, tak pracowała i pracowała, a nie dostała jedzenia. Artemida była równie głodna jak i nie miała kompletnie apetytu. Prędko złajała się za tak próżne instynkty jak głód.
Odtwarzała w pamięci sekwencje zatrzymanych programów, obracała “na języku” nazwy plików, korelowała czas swoich działań z czasem przybycia ekipy gangów. - Dlaczego strzelali się pod kamienicą? Spodziewała się Trensów, a Szóstki wparowały armią, jaką w tym rolę grali Valentinos, którzy się podobno wycofali - Zadawała sobie pytania i znów brakowało jej informacji do pełnej analizy. Uznała, że Frog musi jej dokładnie opowiedzieć co się tam wydarzyło.
Się nagle zatrzymali. Posadzili Swicha na ławce. Nie roztrząsała po co. Znali się lepiej na klejeniu ciała. Znali się na pewno, tylko, czy wystarczająco byli przejęci. Nie miała siły wydusić słowa.
Poczuła, że jest jej zimno, w lewej dłoni wciąż kurczowo ściskała zmięte i brudne spodnie, ręka się trzęsła, prawa tak samo. Torquemada trzęsła się cała. Mimowolnie poddała analizie swój stan: schodząca adrenalina, strach, wygłodzony i wyeksploatowany organizm, wstrząs psychiczny. - Jeszcze jej wstrząsu brakowało. - pomyślała.
Stała tak czując się kompletnie bezradną. Kiedy niemoc wstąpiła w kolana i te się ugięły usiadła na krawędzi ławeczki, na krawędzi żeby nie przeszkadzać Leifowi. Zakręciło się jej w głowie, odwróciła się, licząc, że nikt nie spostrzeże jak zwymiotowała żółcią. Podniosła głowę, spojrzała na duchołapów, wciąż tchu brakowało na słowa. Uśmiechnęła się niepewnie, zaklęcia na policzkach rozmazały się, makijaż spłynął w po policzkach strużkami z potem i łzami. Brazil przypominała arlekina.
Sama oczywiście nie zdawała sobie sprawy ze swego wyglądu. Wciąż uparta żeby grać twardą i stanowczą. Po kilku oddechach udało się jej przełknąć ślinę i zwilżyć gardło na tyle żeby wychrypieć.
-Trzeba zrobić te USG i RTG. Jak się da na kwadracie to spoko. - zwiesiła głowę - Jak trzeba kase to mam. - usta jej drżały, bladą maskę arlekina przyozdobiły sińce pod oczami. - Musimy to wszystko sobie przegadać. To co się tam wydarzyło.
Mogłaby jeszcze nieco perorować odzyskując pewność, ale jej śliny w ustach zabrakło, co przekonało, że może jeść nie musi, ale wypić elektrolity to z pewnością.NoiseFeed Brazil do HiFi Brazil Mamy Swicha, jest ranny Brazil Będziemy wkrótce, zorganizuj co trzeba Splunęła brzydko gęstą flegmą. - Wysłałam do Hifiego, że będziemy. - spróbowała odwrócić się w stronę skupionych nad Razem przyjaciół zamieniając wygodną ławeczkę w przyklęk. Trochę się zachwiała. Podparła dłonią o brudną ulicę. - Jak z nim? Klinika, czy H10? Ma przeżyć, jest nam to winien. Ruszamy? - pospieszała, bo facet jednym, a goniły ja terminy, na poczet których się zadłużała.
Zła, tak bardzo była zła na Swicha, że nie chciał zastawić nerki za jej sandvistana, a teraz ona odda swoje gniazdo chipów za leczenie gapy. Złość na faceta jakoś jej pomogła się pozbierać do kupy, a może było to wspomnienie zadania, którego się podjęła. Spojrzenie szersze nad aktualny stan ekipy.
-

Mieszkanie paczki w H10, 23:45
Klimatyzacja w megabloku znowu szwankowała i HiFi zmarszczył nos czując jak po plecach spływa mu kropla gorącego potu. Piaskowe burze z zeszłego tygodnia naniosły do Night City mnóstwo pyłu znad Badlandsów, pokryły grubą warstwą piaskowych drobin metropolitalne instalacje fotowoltaiczne i zatkały wiele filtrów wentylacyjnych. Gorące lato dawało się we znaki zwłaszcza rezydentom wyższych partii miasta, zamieszkujących wysokie budynki wyrastające ponad dającą choć trochę cienia za dnia i więcej chłodu nocą litą zabudowę miejskiego labiryntu.
Leon Avrille dotąd nie odpisał, chociaż to było akurat do niego podobne - kiedy dopadała go tłumiona psychotropami depresja, potrafił milczeć całymi godzinami. Piśnięcie smarthinga zdradziło nadejście kolejnej wiadomości i tym razem to również nie był Leon.
Brazil.
Mam Switcha jest ranny. Będziemy wkrótce zorganizuj co trzeba
Młodzieniec zastygł w bezruchu, porażony enigmatyczną w swej naturze treścią wiadomości. Jego wyobraźnia, wciąż pełna bodźców będących efektem ubocznym ćwiartowania ludzkiego ciała w garażu Shivy Lacroix, natychmiast zaczęła technikowi podsuwać obrazy rannego na mnóstwo różnych sposobów Switcha.
Smarthing zaczął dzwonić, na jego wyświetlaczu pojawiło się kolorowe zdjęcie twarzy Leifa.
- Młody, sprawa strasznie się zjebała - Gundarsson wyrzucał z siebie słowa w zawrotnym tempie, nie mogąc się ewidentnie powstrzymać od wylania swoich ogromnych emocji na kogoś innego - Chuj wie, w co Switch się władował, ale tutaj się rozpętała prawdziwa bitwa. Powinni już coś mówić w wiadomościach, bo Sixth Street wjechali na Vistę na pełnej kurwie. Trup na trupie, ledwie z tego wyszliśmy żywi. Wygląda jakby go napierdalała banda bokserskich botów, oko stracił, to sztuczne.
Leif urwał na chwilę, do uszu HiFi dobiegły dźwięki niezrozumiałej rozmowy, w których rozpoznał głos Artemidy i Houstona.
- Weź idź do bocznej windy na parkingu po drugiej stronie ulicy, pilnuj terenu, wjedziemy tamtędy, bo tam jest mniejszy ruch. Do później.
-
- A pewnie, że jest winien - przytaknął skwapliwie Żaba chowając gnata do kabury - Kurrwa. W głowie mi się kręci... Co tam się odjebało!
Solos kręcił się dookoła ławki jak pies, co chwila zawracając i nerwowo oglądając się za siebie. W głowie nadal miał widok kolesi, których większość z nich może co najwyżej pooglądać w necie, lub w holo newsach. Jednego minął na odległość... półtora metra? Może dwóch... Mógł sobie pomyśleć, że Szóstka nawet nie zwrócił na niego uwagi, ale Żaba wiedział lepiej. Nie był godny ich uwagi. Była to myśl dziękczynna. Ale jednocześnie w jakiś sposób irytująca. Znaleźć się wśród tych gości... Albo naprzeciw nim... Ciary kurwa, ciary.
Potrząsnął głową. Wiedział, że te myśli nie zaprowadzą go w żadne rozsądne miejsce teraz. Odpalił Smarthinga.
- Trzeba stąd zjeżdżać. Mam dość tej okolicy. Wezwę taksę. -
Zorganizuj co trzeba? zadumał się Hajfi, ale nie miał zbyt dużo czasu na dumanie, bo zadzwonił Leif.
– Ale czego mam pilnować? Co mam zorganizować? Środki przeciwbólowe? Stary! Jakbym chciał pomoc medyczną zorganizować tobym do ciebie uderzał! Za ile będziecie? - dopytywał technik, pozostawiając cyberoczy, nad którymi pracował.
Może się nadadzą dla Switcha przemknęło mu przez myśl. Przygotował swój pakiet pierwszej pomocy, chwycił opaski zaciskowe (kto wie, może też się przydadzą?), środki znieczulające...
Stół?
Opróżnił stół, gdyby trzeba było na nim robić jakieś operacje. Folia? Cerata? rozejrzał się wokół.
Brazil powinna mieć jakieś gaziki przemknęło mu przez myśl, ale machnął na to mentalnie ręką. Więcej czasu zajmie mu ich szukanie, niż to jest warte. Dziewczyna w razie czego sama je znajdzie raz-dwa.
Czyste ręczniki?
Skąd kurwa wziąć czyste ręczniki? Muszą wystarczyć te, co są.
Dezynfekcja? Coś chyba jest w zestawie pierwszej pomocy. Alkohol? Diabli wiedzą.
Zerknął na stanowisko, przy którym czyścił cybersprzęt.
Spluwa.
C-13, Uzi i... Arasaka. Sprawdził, czy ma pełne magazynki.
Zebrał też całe opancerzenie, jakim dysponował. Tak, na wszelki wypadek.NoiseFeed HiFi, Leon Arville HiFi Mam tu sytuację. HiFi Zaproszenie nieaktualne. HiFi Odezwę się, gdy będę mógł. Ruszył w stronę wskazanej przez Leifa windy.
-

Na ulicach Night City, niedziela 15.07.2077, 0:15
Wezwana przez Froga taksówka Combat Cab nadjechała po zaledwie dziesięciu minutach nerwowego oczekiwania. Krążący wzdłuż krawężnika Shawn od razu dostrzegł poprzez Nadświat kolorową ikonę wyświetloną nad dachem fioletowego Thortona Larimore, będącą jego nickiem użytym do zamówienia przewozu. Używając aplikacji CC solo włączył własną ikonę przywołania, czerwoną strzałkę widoczną jedynie dla posiadaczy korzystających z Nadświata właścicieli cyberoczy albo smartgogli. Kierowca Combat Cab dostrzegł go od razu, zjechał na pobocze zwalniając zamki tylnych drzwi i wrzucając luz.
Jeździł Thortonem Larimore w wersji siedmioosobowej, zgodnie z rezerwacją Shawna. Pięcioro pasażerów zajęło czym prędzej miejsca w środku, Switcha sadzając pomiędzy Brazil i Mackiem w ostatnim rzędzie siedzeń i rzucając ostatnie nerwowe spojrzenia w zaułek, którym wydostali się na Skyline East.
- Dokąd? - zapytał poprzez interkom kierowca, ukryty za oddzielającą szoferkę od części pasażerskiej kuloodporną ścianką.
- Little China, H10, przez Glen - rzucił w odpowiedzi Shawn rozsiadający się wygodniej w siedzeniu w przednim rzędzie. Czując schodzącą z krwioobiegu adrenalinę mężczyzna oparł się skronią o szybę w drzwiach i zaczął przywracając kontrolę nad swoimi rozgorączkowanymi myślami.
Larimore włączył się do ruchu jadąc w kierunku zachodniej części miasta, wzdłuż kanału wodnego oddzielającego południowe centrum miasta od podmiejskiego Santo Domingo. W ciemnościach nocy pulsowały światła pozycyjne H6 i H7, megabloków wzniesionych przy przemysłowej strefie Arroyo, górujących ponad kwartałami magazynów, fabryk, rafinerii i tanich osiedli robotniczych ciągnących się aż po Charter Hill i labirynt faweli zbudowanych w cieniu ogromnej tamy zbiornika na Badlandach.
Kierowca taksówki minął wjazd na Bulwar MLK, pojechał dalej na zachód obok ogromnego centrum operacyjnego korporacji przewoźniczej DTR podświetlanego płomieniami buchającymi z kominów sąsiedniej rafinerii i skręcił w Los Lobos. Brudne budynki Vista del Rey zniknęły po kilkuset metrach, przegnane przez neonowy blask pławiącego się w nocnym życiu Glen. Na ulicach przybyło ludzi, kluby i restauracje pulsowały świetlnymi reklamami, częściej rzucały się w oczy błyskające czerwienią radiowozy.
- Jak z nim, Mack? - kiedy Larimore skręcił na obwodnicę Hanforda, biegnącą trzy piętra powyżej poziomu ulicy poprzez Wellsprings w stronę Kanału Parsonsa, Shawn odwrócił się w siedzeniu i spojrzał na Hartleya - Wyliże się?
- Nie wiem czy nie ma obrażeń wewnętrznych, ale jama oczodołu nie jest naruszona - odpowiedział weterynarz - Ktoś mu wyjął Kiroshi bez uszkodzenia obejmy mocującej, pewnie jeszcze przed spuszczeniem wpierdolu. Jeśli mu nie pękła śledziona, będzie okay.
Shawn pokiwał głową do siebie samego, a potem przymknął oczy, w myślach przywołując ekscytująco mrożące krew wspomnienie profesjonalnej akcji Szóstek na Vine Street.
Taksówka włączyła się w gęsty ruch w Śródmieściu kierując się w stronę najbliższego mostu do Little China.
-

Raze Switch More
Na ulicach Night City
niedziela 15.07.77, 0:15
Silnik taksówki mruczał jednostajnie.
Raz po raz zawieszenie wybierało nierówności, wprawiając jego obolałe ciało w nieprzyjemne drgania. Każdy wstrząs odbijał się echem gdzieś pod żebrami i za pustym oczodołem.
Przez dłuższą chwilę nie wiedział nawet, gdzie jest.
Miał zamknięte oko.
Słyszał głosy.
Znajome.
Dalekie.
Jakby dochodziły z drugiego końca tunelu.
Potem poczuł czyjąś dłoń na własnej ręce.
Arte.
Nie Keira.
Arte.
Ta myśl pojawiła się nagle, wyraźna jak neon przebijający się przez mgłę.
Powoli otworzył oko.
Świat wrócił w połowie.
Brakowało mu głębi.
Brakowało kolorowych znaczników Nadświata.
Brakowało danych.
Brakowało...
Kiroshi.
Zamarł.
Dopiero teraz naprawdę to do niego dotarło.
Nie zgubił oka.
Ktoś mu je wyjął.
Nie! Sam je wyjął.
Wspomnienie nadeszło w bolesnej, krótkiej przebitce.
Przełknął ślinę.
Gardło miał suche jak papier ścierny.
Spojrzał na odbijające się w szybie miasta.
Neony Glen przesuwały się za oknem jak rozmazane smugi światła.
Był w taksówce.
Był żywy.
I właśnie to zaczynało go niepokoić.
Pamięć wracała kawałkami.
Przypomniał sobie mieszkanie SlimWire.
Rositę.
Szelest lateksowych rękawiczek.
Pudełko do pizzy.
Okruszki.
Pistolet znikający w kartonie.
Fuentes.
Ten jego pierdolony uśmiech.
Dzieci.
...
Dzieci.
Poczuł mdłości.
Nie od obrażeń.
Od wspomnienia.
Powoli uniósł zdrową rękę i dotknął bandaża zasłaniającego pusty oczodół.
Syknął.
— Chuj...
Tylko tyle udało mu się z siebie wydusić.
Płuca bolały przy każdym oddechu.
Siedzący obok ludzie od razu zwrócili na niego uwagę.
Dingo.
Mack.
Brazil.
Frog.
Dopiero wtedy uświadomił sobie jeszcze jedną rzecz.
Przyjechali po niego.
Naprawdę po niego przyjechali.
Do Vista del Rey.
Nocą.
Przez chwilę patrzył na nich bez słowa.
Potem prychnął cicho.
Krzywo.
Prawie jak uśmiech.
— Kurewsko głupi jesteście.
Oparł głowę o zagłówek.
— Wszyscy.
Milczał chwilę.
Oddychając ciężko.
— Dzięki.
Powoli zaczął układać elementy łamigłówki.
SlimWire.
Shiva.
Fuentes.
Rosita.
Bractwo Gołębicy.
Muammar. El Capitano.
Arasaka.
Każda nazwa była jak kamień wrzucany do worka.
Robił się coraz cięższy.
W końcu westchnął.
Długo.
Zmęczony bardziej niż obolały.
— Nie pamiętam końcówki.
Spojrzał na resztę jednym okiem.
Tym, które mu zostało.
— Ostatnie co kojarzę, to mieszkanie Slima. Co tam się odpierdoliło?
-
Wnętrze taksówki było duszne i z tyloma pasażerami w środku wydawało się w pierwszej chwili niemal klaustrofobiczne. Jednak ta bliskość towarzyszy, powolne schodzenie napięcia z ich głów i ciał sprawiły, że Dingo po chwili poczuł się znów na miejscu. Tu i teraz, tam gdzie przynależał. Przypomniał sobie chłodne noce na Badlandach i namioty smagane wiatrem. Skulonych razem członków watahy - jego ówczesnej rodziny - ogrzewających się ciepłem swoich ciał, ledwie mieszczących się w ciasnocie brezentu. Pył dostający się przez szczeliny w materiale, kiedy przeczekiwali burze piaskowe.
Zamrugał, wpatrzony w okno jadącej taksówki. Przez chwilę oślepiły go neony, śpiewające swoją nocną pieśń o konsumpcjonizmie, życiu i śmierci... Ziewnął przeciągle - ciało, po wzmożonej aktywności i ciągłym napięciu, powoli wystawiało mu rachunek - i rzucił okiem na pozostałych. Wyglądało na to, że wszyscy jechali na oparach. Zamyślony Shawn, nietypowo milcząca Artemida... skwaszony Leif. Jeden Hartley starał się robić swoje, obserwując Switcha.
Switch, ich fixer. Podobno w Night City mówi się, że żeby coś dobrze działało trzeba posmarować, a dobry fixer był właśnie takim... smarowidłem. Dingo nie był przekonany co do tego aforyzmu i dla niego Raze był raczej klejem. Spoiwem, które trzymało ich grupę w całości. Czy to dziwne, że prawie bez wahania ruszyli po niego? Tak i nie.
Houston wziął gadanie Switcha za majaki człowieka wyrwanego z rąk śmierci, choć jego pytanie autentycznie go zaskoczyło.
- Jak to, "co się odpierdoliło?" - spytał Dingo, odwracając się w stronę tylnego rzędu siedzeń w taksie - Myślałem, że ty nam powiesz. Gruby pieprzył trzy po trzy, żeby ratować swoją skórę. Mówił coś o Trenach, że pracował dla nich... a, i o tym, że masz niewyparzoną gębę. Ale to już wszyscy od dawna wiemy.Houston spróbował się uśmiechnąć, ale chyba wyszedł mu tylko sztywny grymas. Jak to dobrze, że ta noc dobiegała końca...
-
Hartley "Mack" Mackinaw
w drodze do Megabloku
To się działo tak szybko. Ich wynajęty samochodzik, potem porzucenie go, gdy tylko mieli ruszać, ale wtedy na ulicy zrobiło się naprawdę gorąco. Nieśli Switcha przez podwórza, na następną ulicę. Mack pod naciskiem zaaplikował fixerowi "pobudzacz" (zostańmy przy tej nazwie, konkretna nazwa tego specyfiku wywołałaby lawinę pytan, których Mack oraz Leif woleliby uniknąć). Środek działał wolno, to nie był żaden filmowy cud, co postawi umarlaka w pięć sekund.
Switch dochodził do siebie, w słabym świetle latarni i latarek w smathingach obejrzeli z Leifen pusty oczodół. Nie było źle, żadnych śladów brutalnego wyrwania, gniazdo było całe i wyglądało w porządku, więc i nerwy powinny być w porządku. Zasłonił bandażem pustkę, żeby Switch nei wyłapał zbędnego syfu.
Miał w pogotowiu painkillery, ale wstrzymał się z nimi. Tak długo jak Switch się nie skarży, Mack nie zamierza mu niczego wstrzykiwać ani aplikować. Jak go za pierwszym razem ładowali do samochodzika to wyglądał gorzej, ale na szczęście to wszystko było powierzchowne.
W temacie obrażeń wewnętrznych to tylko powtarzał zdanie Leifa, nie mieli przecież w oczach nawet prymitywnego ultrasonografu!
Jechali do mieszkadła i wszyscy żyli.
- Hej Switch, podziękuj Brazil, to ona nas tam zabrała. Słyszysz?
-
Taryfiarz był spoko. Żadnych pytań, zdziwienia, marudzenia. Zresztą spróbowałby marudzić. Choć mógłby, bo mu Switch trochę pewnie kanapę juchą upieprzy. A jak nie juchą to tym w czym był utytłany po opuszczeniu śmietnika. Ale za taką stawkę kierowca był mądrze milczący i zlewający. Co Żaba musiał docenić, bo dość już sobie wrogów dziś narobił. Mimo że patrząc na postępujące odliczanie taryfikatora, miał ochotę zrobić sobie nowego wroga. Pozwolił sobie odpłynąć wspomnieniem do Szóstek i gdy zamknął oczy, uświadomił sobie, że nadal mruga mu ikonka z czerwoną kropką!
- O kurwa... nie uwierzycie... - powiedział nagle do kumpli z tyłu - Nagrałem to wszystko!
Nie zastanawiając się wiele przewinął sobie kadry do początku strzelaniny. Dłonie mu się zacisnęły instynktowo... Kurwa, że też lśnienia nie włączył! Choć nie. Tak jest lepiej. Surowiej. Czuć brutalną perfekcję komandosów. I pewnie i tak mieli blokady włączone.
-

Megablok H10, 15.07.2077, 0:35
Taksówkarz pokonał Kanał Parsonsa skrajnym nadmorskim mostem, toteż przed oczami pasażerów otworzyła się na chwilę czarna panorama pogrążonych w ciemnościach nocy wód zatoki del Coronado, rozjaśniona w jednym miejscu jaskrawymi światłami kosmodromu NCX.
Jakiś wahadłowiec akurat piął się ku ziemskiej orbicie, ciągnąc za sobą imponujący warkocz płomieni i piękno tego widowiska przykuło uwagę tych pasażerów taksówki, którzy akurat spojrzeli w tamtą stronę.
Zaraz potem samochód zjechał na Słoneczny Bulwar i zagłębił się w neonowy chaos Little China znikając w tunelach przecinających partery ogromnych metropolitalnych budynków. Pomimo późnej pory chodniki i jezdnie tętniły życiem, wszędzie wokół tłumy ludzi korzystały z dekadenckiego uroku nocnego życia w jednej z rozrywkowych dzielnic Night City.
HiFi czekał w umówionym miejscu, zrywając się z betonowego murku na parkingu przylegającym do jednej z licznych wind megabloku. Wysiadając z taksówki Shawn cmoknął znacząco na widok broni, która mignęła mu na sekundę pod kurtką młodzieńca; potem zapukał w szybę drzwi kierowcy. Brodaty gość wyciągnął w jego stronę płatniczy terminal, nie otwierając z oczywistych względów bezpieczeństwa kuloodpornego okna. W Combat Cab jeździli kierowcy zahartowani w ogniu ulicznej przestępczości i żaden z nich nie dałby sobie strzelić w ucho za półtorej setki eurodolarów.
Nie, żeby Frog nie miał na to przelotnej ochoty wbijając do swojej aplikacji kwotę stu pięćdziesięciu baksów. Kurs za kupę kasy, ale z podwyższoną gwarancją bezpieczeństwa - na czymś takim tej nocy nie warto było oszczędzać.
- Zablokuj windę! - rzucił w stronę HiFi przelewając zapłatę za przewóz i chowając smartfona z powrotem do kieszeni spodni - Mack, łap go za ręce, musimy go wypchnąć za próg.
HiFi stał kilkanaście kroków od samochodu, ale i tak zauważalnie zbladł, kiedy jego spojrzenie padło na zakrwawionego Switcha. Jakaś zmierzająca w stronę windy rozbawiona para też z miejsca zauważyła fiksera i natychmiast zawróciła w kierunku, z którego nadeszła.
Dziesięć minut później Raze More leżał już na futonie w swoim pokoiku, skrupulatnie oglądany z każdej strony przez wstrząśniętą jego stanem Brazil.
- Nie uwierzysz, co to była za akcja, młody - powiedział Shawn wyciągając z paśnika w salonie puszkę NiColi i włączając pilotem klimatyzację - Napierdalali się Trenosi z Szóstkami, na wciągnięcie ręki od nas! Włącz telewizor, puszczę ci streama z oka, wszystko nagrałem! Ja pierdolę, jeszcze mam ciarki. Streeci sto procent profeski, weszli w meksów jak nóż w masło.
-
Night City; Po północy
Gładziła Swicha po włosach odnajdując dziwny spokój w oglądaniu jego obrażeń, wygaszona, zmęczona, ale spokojna, jakby zamknęła jeden rozdział i z czystą, no powiedzmy, kartą zaczynała kolejny. Misty na pewno jej to wyjaśni i oczyści czakry. Brazil wyjęła smarta i zaplanowała kolejny dzień. Odchyliła się na fotelu i odetchnęła, nieco rozdrażniona pełnymi jadu słowami Raze, jedno spojrzenie na jego obitą twarz poprawiał jej humor.
Z zainteresowaniem przyjęła informację o nagraniu ulicznej strzelaniny z oka Shawna. Nie odezwała się w aucie, w ogóle wolała żeby nikt się nie odzywał, ale widocznie Frog wiedział co robi zamawiając tego przewoźnika, co potwierdziła finalnie zapłacona kwota.
Wysiadając nasadziła swoją czapkę na wielki łeb Swicha, sama wciąż jeszcze cichutka, a właściwie półprzytomna, bo na bieżąco przygotowywała grunt do działań, które planowała.
Zbadała sobie puls jak wcześniej w śmietniku sprawdzała go Switchowi, poddała analizie, zoptymalizowała z ceną posiłek, którego potrzebowała i zamówiła dla całej ekipy. Już na mieszkadle, czynnie towarzysząc kolegom przy opatrywaniu ran i diagnozie, zebrała zamówienie do apteki. Sprawdziła gdzie można wypożyczyć sprzęt diagnostyczny, o którym mówił Leif !ultrasonograf! Brzmiało fachowo jak by mogło wyleczyć Raze samymi promieniami. Wypożyczyć na starszą babcię, czy jakiegoś niepełnosprawnego.
Leifa mocno przytuliła, kiedy wychodził, głupio jej było, że go ofukała, bo się z całowaniem wyrywał, w sumie był przystojny...tylko trochę za grzeczny. No i to Brazil decyduje kiedy całuje.
Swich się ocucił i rzucał przekleństwami. Choć zaklęcia ochronne znikły z policzków szamanki to pozostały w jej duchu, nie dała się zwieść słowom gorzkim.
-Tak, wplątaliśmy się w aferę. Tylko my z naszej wyszliśmy cało bo współpracowaliśmy i mieliśmy szlachetne pobudki, a ty działałeś sam bez konsultacji z rodziną. - wypowiedziała słowa głośno, żeby dotarły do wszystkich. - Jesteśmy rodziną. Kiedy działamy razem jesteśmy mocni i skuteczni.- tyle musiało wystarczyć - Tak, chcę wysłuchać twojej wersji Topo, ale teraz powinieneś odpocząć, a my mamy kilka spraw do obgadania. Chyba, że jest coś co nie może zaczekać do rana? To i tak będzie musiało poczekać aż wezmę prysznic.-Hajfi, jak tam prycho nie zatkane? - wzięła technika za rękę na boczek - Dwie sprawy: Potrzebuję pistolet maszynowy, dla siebie, ponoć się tym zajmujesz. Po drugie: Ja bym się z tymi Czakasami spotkała, może uda się z nimi zrobić interes, a w razie czego to jest opcja małej armii do wynajęcia. Musimy zawierać sojusze. Przemyśl to, jak byś szedł na dyplomację to wiesz, że możesz na nas liczyć.
Pod prysznicem było bosko,
Zmyłam wszystkie swoje troski,
Dumna ze swojego ciała,
Gdy mnie woda omywała.Wróciła do salonki, kiedy wybuchły wiadomości.
-Shawn. Mówiłeś o nagraniu. Chcemy kasę z tej draki? - zawiesiła w powietrzu. Wciąż w klapkach i ręczniku ledwie kryjącym, a właściwie ciągle się zsuwał, ale dzięki temu odsłaniał tylko piersi, a nie bikini, Bazil chwyciła za deck i sprawdziła czarne skrzynki platform informacyjnych. Dostawca pozostawał anonimowy, ale zbywał prawa do nagrania. Wpłata trafiała na dwudniowe konto z automatycznie szyfrowanym przelewem. Wycena odbywała się na podstawie trzystopniowej negocjacji zbywcy i odpowiednio przeszkolonego AI.
Wreszcie się zorientowała, że jej sutki wystają, wstała robiąc głupią minę i zniknęła w pokoju, żeby wrócić w wygodnym obcisłym podkoszulku z flagą
i luźnych spódnicospodniach w kolorze angielskiego różu.
-No to zobaczmy co tam się wydarzyło?Brazil wciąż miała ambiwalentne odczucia do swojego faceta. Martwiła się wprawdzie, ale zamierzała tego nie okazywać, a wręcz przeciwnie, zająć się czymś, nawet jak miałoby to być klejenie rolek przed snem. Bo wyspać się musiała, ale wcześniej zjeść, bo zwariuje. Czekała szamki i elektrolitów, które zamówiła.
-

Raze Switch More
Night City, Megablock 10tka
niedziela 15.07.77
Switch wiercił się na kanapie jakby historia, którą miał opowiedzieć uwierała go.
— Dobra — westchnął. — Sami chcieliście. Był rok 2073. Rzecz działa się w San Francisco.
Nazywałem się wtedy Greg Kalkston i pracowałem dla Magadon Incorporated. Handel danymi. Nie do końca legalnymi. Kurierka. Wszystko z kontrolowanym poziomem ryzyka, aż do czasu...
Najczęściej jeździłem między Megadonem a Neurocore.
Woziłem dane.
Nie zadawałem pytań. Ci którzy zadają, nieżyją długo.
Chuje niemyte...
A potem ktoś z Neurocore spierdolił sprawę
Dane, które dostałem nie były zaszyfrowane.
Nie byłbym sobą gdybym...
Te ciule robili eksperymenty na dzieciach.
...
Mac, podaj mi browca.
...
Chuje...
...
Skontaktowałem się ze Spectrą. Influencerką. Miała niezłe zasięgi. To trzeba było opublikować. Nie mogłem pozwolić...
Pojechałem na miejsce z Keirą.
Moją dziewczyną.
Spectra obiecała wyłożyć niezłą kasę.
Mieliśmy wyjechać do Polski.
Słyszeliście o Jastrzębiu-Zdroju w Republice Śląskiej? Jedyne miejsce na świecie gdzie budują głębinowce. Wykorzystując szyby po starych kopalniach. A na powierzchni zieleń.
Śmiała się ze mnie. Mówiła, że nazwa tego miasta brzmi jak nazwa taniego drinka albo choroby wenerycznej.
Mieliśmy...
...
Ciepłe te piwo...
...
Spectra czekała na nas w umówionym miejscu.
Tyle, że była pod władzą lalkarza.
Niebieski wąż o stylizowanych skrzydłach - taki miał tatuaż.
Nie wiem jak udało mi się stamtąd uciec. Zupełny przypadek. Kula trafiła w drzazgę.
To te nagrania uratowały mi życie. Zabrały je innym.
Spectra zginęła. Keira też.
Tak myślałem do wczoraj. Jej biomonitor przecież zgasł.
...
To powinienem być ja.
...
Musiałem uciec. Zmienić tożsamość. Gdyby mnie namierzyli... Sami wiecie.
Nagrania przepadły zniszczone, jednak oni o tym nie wiedzieli.
Wczoraj jednak.
Widziałem ją.
Keira.
Zauważyłem ją przypadkiem na Holly Street w Japan Town.
Prowadziła Chevillion 720 Emperor.
Tablicę rejestracyjną Night City NC 17 449 oraz niewielki napis „Pharmaballistics”
A obok siedział on... lalkarz.
Nie wiem.
Nie wiem jak to możliwe.
Ale widziałem ją.
Nie pierdol! Wiem co widziałem!
Poznałem go po jebanym tatuażu. Wąż o stylizowanych skrzydłach.
Nie potrafię tego wyjaśnić. Może ona jednak żyje. A może jest tylko syntkiem.
Tylko po co...
...
Śledziłem ich z pomocą Slima aż do momentu gdy zniknęli w podziemnym parkingu Endron International na Raymond Street w Japantown.
To prawdopodobnie wtedy zainstalował mi pluskwę i mnie otagował.
Gruby chuj...
...
No a potem natrafiłem na tych bladych zjebów od Gołębicy.
Arte, przesłałem Ci filmik.
...
Jak się dowiedziałem, że jestem otagowany, to najpierw wyczyściłem soft z pluskiew a później poszedłem pogadać z grubasem.
Wiem HiFi, to nie była najlepsza decyzja.
Ale wtedy szedłem do niego na megawkurwie i nie myślałem logicznie.
No i później nawinęli się Trenosi.
Jebana cipa-"już jestem martwy"-Slim dał im cynk.
Z tego pamiętam tylko tyle, że zabrali mi Kiroshi, broń i tablet.
Później szantażowali mnie, że jeśli nie zacznę dla nich pracować, to zabiją.
Dzieciaki.
A dowody będą wskazywać na mnie.
Więc kazałem im...
Co?
A tablet.
Łeb mnie jeszcze napierdala.
Daj Mac drugiego browca. Bądź dobrym człowiekiem.
Dzięki.
Tablet zajebałem z jakiegoś samochodu Tygersów po akcji z bladymi chujkami.
I tyle pamiętam. Film urwał mi się gdzieś między Slimem, tym skurwielem Fuentesem i moim okiem.
-
Hartley "Mack" Mackinaw
Mieszkadło w Megabloku
- Switch, nie pij więcej - Mack nadal martwił się o jego stan i o chemię, którą mu już wtłoczyli i jeszcze wtłoczą - Nie teraz, masz obecnie za dużo środków we krwi. I przestań się wiercić, tam nie było tyle żeby porządnie ciebie obejrzeć. I kto to jest Fuentes?
Widać było, że nie tylko Mack wpadł tego wieczoru w gówno z przeszłości.
-
Zrzuciwszy stream z oka na tv, Żaba rozemocjonowany co i rusz szarpał kogoś za rękaw by pokazać jakiś mało istotny dla zwykłych ludzi detal. “Patrz jak miał przygotowaną pałkę”. “Oooo… zero lagu na decyzję” “A tu patrz… pieprzone automaty”. “By go… wysuwana szyna taktyczna” “Patrz na tych randomów… jak w guacamole. Zabij mnie jeśli to nie subatom…”
Zerkał co prawda co chwila na starania Maca nad doprowadzeniem Switcha do stanu używalności, ale najwyraźniej uznał, że sprawa już jest w dobrych rękach i jego zainteresowanie fikserem wyraźnie zmalało. Nawet do tego stopnia, że choć dostrzegł sutki Brazil, to nie były one w stanie wzburzyć krwi i zwiększyć ciśnienia i tak już na maxa nagrzanego solosa.
- Co? - spojrzał jak przegląda decka - Olej te streamy. To lokalsi z okien… A zarobić? Jasne… Tylko tej metalowej muzy w tle nie dodawaj jak jacyś ruscy… Kurna… patrz jak trzymają formację…W końcu Switch zaczął dochodzić do siebie na tyle by przestać bełkotać. Mac jednak to był kurna czarodziej. Jakie jednak było zdziwienie Żaby gdy na powitanie ich domowy fixer zaczął coś kręcić, że “nie chce ich narażać” i że to “zbyt niebezpieczne informacje”.
- Ty się chyba Raze z własnym chujem na łby zamieniłeś… - zirytował się pauzując stream z oka, akurat na kadrze w którym dwie Szóstki robią sito z szoferki Trenosów. Stuknął paluchem w monitor - Niebezpieczne??? Przecież my już w tym siedzimy! Tylko jak te ciule nie wiemy w czym. Dlatego jeśli nie chcesz żuć gumy nosem, to gadaj…Switch jeszcze trochę kręcił nosem, jakby chcąc się przekonać, że napewno wszyscy chcą wiedzieć, ale w końcu zaczął od początku.
Solo słuchał opowieści w milczeniu. Popijał tylko browca równie gęsto, często co Switch, bo wciąż miał sucho w gardle na wspomnienie wieczoru. Szło więc jak soczek, a że adrenalina schodziła powoli, to gastrofaza jeszcze się nie załączyła. Mimo to, sięgał kompulsywnie co i rusz do otwartej przez kogoś paczki z chrupsami.
- A ja myślałem, że to Mac ma kurwa powaloną przeszłość, bo ma hologram szkieletu psa - mruknął po chwili milczenia - Stary… nie zazdroszczę rozkminy. Z tą Keirą. Ale lepiej, żebyś przeszedł na low profile na kilka dni, bo następnym razem nawet Kiroshi po tobie nie zostanie. Szóstki to nie ogórki. To nawet kurwa nie gang, choć tak się o nich mówi. Ale to bardziej Merc-Republic z dostępem do supergnatów. Osprzęt jednego z tych gości jest wart dziesięć razy więcej niż nasz wspólny roczny payroll. Nie byłeś celem. Ale po sildenafil też tam nie przyleźli. To musi mieć związek z grubym. I jeśli wpadniesz im w oko to finito. Kaputsky. Kurwa… to że tu w szóstkę siedzimy i browca pijemy, to jakiś pierdolony kosmos!
-
Kiedy już Switch zaległ na naprędce zorganizowanym futonie szpitalnym, Dingo odetchnął. Umościł się na swoim miejscu na oparciu kanapy i przyglądał jak emocje tego wieczora opadają z jego towarzyszy. Starał się skupić na opowieści Raze'a, ale jego uwagę skutecznie odwracało nagranie, którym jarał się Frog. Solos podziwiał działanie 6th Streetów i przez krótką chwilę Houston ucieszył się, że jednak wybrali ucieczkę na piechotę bocznymi uliczkami. Nie wiedział czy Aigo przetrzymałoby ostrzał z broni maszynowej.
Pokręcił głową i znów skupił się na Switchu. Westchnął, kiedy fixer dotarł w swojej opowieści do udziału SlimWire.
- Czyli jednak trzeba było pociąć grubego... - syknął pod nosem, zerkając na Brazil - Bo to on nasłał na ciebie Trenów. Na nas nie zdążył...Houston odchylił się do tyłu i przez chwilę zapatrzył na ciemne przebarwienie na suficie. Było tam od miesięcy, kiedy sąsiad z góry ich zalał.
- Ale wychodzi na to, że gruby faktycznie robił dla Trenów. Robi. Ale miał wizytę Szóstek... tak? - spojrzał na Shawna - Wchodzili do środka, co nie? Tak sobie myślę, że... nie wiem jak dobrze znasz tego Slima, Switch... że warto jutro sprawdzić czy jeszcze dycha. Bo może nie tylko nam dzisiaj podpadł.Dingo wstał i przeciągnął się.
- No i jak dla mnie wpakowaliśmy się w sam środek gniazda żmij - wzruszył ramionami. Keira? Endron? Gołębica? Na razie dla niego były to tylko puste słowa - Ale żyjemy, nie? Idę się odlać.
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się