[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
-

Raze Switch More
Night City, Megablock 10tka
niedziela 15.07.77, 7:47 rano
Nie mógł sobie znaleźć miejsca.
Łóżko, które zwykle wydawało się zaskakująco wygodne, tej nocy uwierało go z każdej strony. Przewracał się z boku na bok, sycząc przy każdym ruchu obitego ciała.
Przytulił się do Brazil.
Ciepło jej skóry. Równy, spokojny oddech.
Na krótką chwilę serce zwolniło.
Potem znowu zaczęło walić jak oszalałe.
Obrazy wracały.
Pocięte.
Niepełne.
Rosita.
Pudełko po pizzy.
Lateksowe rękawiczki.
Fuentes.
Dzieci.
Otworzył oko.
Pokaleczony. Niepełny.
Westchnął ciężko i ostrożnie wysunął się z łóżka, uważając, żeby jej nie obudzić.
Salon przywitał go ciszą. Włączył telewizor bardziej z potrzeby bodźców niż chęci oglądania wiadomości. Bełkot prezenterów przelewał się przez mieszkanie, ale Switch słyszał go jak przez wodę aż...
— Sukinsyn. Zrobił to — mruknął do siebie.
Siedział dalej przed telewizorem wpatrując się w stop klatkę, aż zdał sobie sprawę, że za nim stanęła Brazil.
— Switch, coś się stało? Co jest?
Wyczuł obawę w jej głosie.
Nie odpowiedział.
Nie odrywał wzroku od zatrzymanego obrazu telewizora.
Na ekranie migotały policyjne koguty.
Dopiero po chwili nacisnął pilot.
Materiał ruszył.
Vista del Rey płonęła.
Wraki samochodów. Dym. Ciała przykryte termofolią. Reporter mówił coś o pięćdziesięciu trzech ofiarach, o Militechu, o Kang Tao, o wysiedleniach.
Switch nie mrugnął nawet.
Potem pojawił się następny materiał.
Dzieci.
Autobus.
Silk Road.
Krew na chodniku.
Zacisnął szczękę tak mocno, że aż zabolały go skronie.
— Jebany skurwysyn. To robota Fuentesa.
Głos Switcha był cichy. Chropowaty.
Jakby od dawna do nikogo się nie odzywał.
Dopiero wtedy odwrócił głowę w stronę Brazil.
— Zrobił dokładnie to, czym mnie szantażował.
Milczał chwilę.
— Wiedział, że uwierzę.
Spojrzał z powrotem na ekran.
— I chciał, żebym to zobaczył.
Przesunął dłonią po twarzy.
— Muszę go dorwać, Arte.
W jego głosie nie było gniewu.
Było coś znacznie gorszego.
Pewność.
Odłożył pilota.
— Mogą nam być potrzebne środki.
Westchnął.
— Sprzedaj Tygersom nagranie z Bladymi. Za informację, kto wykończył ich alfonsa, powinni dobrze zapłacić.
Oparł łokcie na kolanach.
— Slim jest kluczem do tego wszystkiego. Powiedział, że z Shivą namierzali dla Tren de Agua transporty broni Szóstej Ulicy. Czesali ich komunikację.
Podniósł wzrok.
— Fuentes chce przejąć Vista del Rey. A do tego potrzebuje wojny.
Skinął głową w stronę sprzętu leżącego na stole.
— Mamy komputer Shivy.
— Sprawdzisz go?
— Jeśli znajdziemy dowody, że rozgrywa Trensów przeciwko Szóstym... albo próbuje wrobić Valentinosów...
Urwał.
— ...to może nie będziemy musieli go zabijać.
Na moment na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu.
— Ktoś zrobi to za nas.
Oparł się ciężko o fotel.
— Do Valentinosów nie mam dojścia. Ale Sixth Street...
Spojrzał na Brazil.
— Do Szóstek mogę mieć dojście. Spróbujmy się z nimi dogadać.
-
Wczesny Ranek
Artemida zaszła Raze od tyłu i uwiesiła się na o głowę wyższym mężczyźnie. Wciąż mrugała oczami, zaspana. Było jak kiedyś, a jednak w powietrzu zawisła zmiana. Coś między nimi pękło.
Próbowała go nawet rozbawić wykonując ruchy biodrami w przód i w tył. Nie zaśmiał się, nawet nie uśmiechnął.
Puściła i leniwie przecierając oczy skierowała do lodówki z której wyjęła izotonik. Wypiła większość z plastiku, zostawiając ledwie dwa łyki.
-Mnie też wkurwiają takie zjeby krzywdzące dzieciaki. Ale świata od razu nie zbawię. Mamy taki kapitalizm, to trzeba zebrać najpierw kapitał, bo z pustymi kieszeniami to mnie nikt nie potraktuje poważnie. - tłumaczyła wkładając do mikrofali pozostałe z poprzedniego dnia porcje jedzenia.
Ping
Rozłożyła porcje równo tym razem dzieląc się z facetem. Zamarła w pół ruchu podając mu miskę.
-Czekaj, ty myślisz, że to akcja Trensów i ta akcja z twoją spluwą? To się nie klei. Po co bez szantażu? Miał być szantaż. Tak to sobie obliczyłam. Zaraz zadzwonię do tych cweli, jak mu było Fuentes i Rosita (jak z opery mydlanej) i się upomnę. No weź Raze, nie dramatuj. Ogarniemy to razem. Poza tym odciski to gówno nie dowód, bardziej bym się bała publicznego linczu niż sprawy w sądzie. - z pełnymi ustami - Co?! SlimWire okradał Szóstaków? Teraz to mówisz? Paga!
Zjadła. Ciało ją bolało całe, zmęczone. Za nic nie chciało się jej iść na tę siłkę, ale wiedziała, że jak tylko odpuści dyscyplinę to popłynie w melanż.
-Zobaczę co u grubasa i będę musiała cię zostawić na kilka godzin. Też mam swoje...- jakoś nie reagował - nawet nie zauważysz - dodała cicho, bardziej do siebie.
Dokończyła izotonik i wciąż jeszcze chwiejna i senna wróciła do pokoju, założyć coś więcej niż bieliznę.
-
Smartthinga uruchomił w systemie audio budzik rano o ósmej. HiFi po omacku szukał urządzenia, aby wyciszyć sygnał. Ależ mu się chciało spać... Zanim otworzył oczy ziewnął przeciągle. Członki ciążyły mu jakby to nie były naturalne mięśnie, lecz cyberzłom. Nie chcąc budzić Macka zgarnął pudło z aktualną robotą. Macintosh sam się magicznie nie skompletuje. Z zamkniętymi oczyma, na pamięć przemieścił się w stronę drzwi prowadzących do wspólnego pomieszczenia. Otworzył je tylko na tyle, by się prześlizgnąć.
Ziewając przeraźliwie ruszył w stronę stołu, by zorganizować sobie mini kącik roboczy. Jego pojawienie przerwało tête-à-tête Artemidy i More'a. Technik nie przywiązywał wagi do tego, jak ich fikser nazywał się wcześniej. To jego sprawa. Każdy miał jakąś przeszłość. Zresztą, Hajfi mógł być ostatnim, który miałby prawo rzucać kamyk. Jego współlokatorzy nie znali nawet jego nazwiska. Przeszłość Raze'a była... no, wybuchowa, co by tu mówić. Ale i taką miał teraźniejszość. Im wyższa stawka, tym większe ryzyko.
Gdy za kobietą zamknęły się drzwi, technik wyciągnął drugie cyberoko, by się nim zająć.
– Słuchaj, Raze... mam tu trochę wszczepów, nad którymi obecnie pracuję. Pamiętasz tego Valentinosa, co szukał Shivy? No więc, on już tej elektroniki nie potrzebuje. Będę to z Leifem wystawiał na sprzedaż, zresztą ma się tu pojawić za 2 godziny mi pomóc. Ale jeżeli chcesz... to mogę na razie ci pożyczyć jedną sztukę oka. Tak po koleżeńsku, dopóki sobie czegoś nie ogarniesz, albo aż będziesz miał kasę. Mam tu jedno, wczoraj próbowałem je czyścić z danych, ale... jakoś mi nie szło... z tą waszą całą sprawą tam u latynosów... wiesz... - przerwał.
– Jeżeli nie chcesz takiego niewyczyszczonego, to Leif to ogarnie, około południa oko byłoby gotowe. Tylko... trzeba będzie mu coś za to odpalić, rozumiesz...
– Tyle mogę ci pomóc teraz... ja na jutro potrzebuję zebrać kilka tysięcy zielonych, bo muszę dobić dila z Brzytwiarzami, żeby dobić dila z Kretami, żeby mieć wzmacniacz na sprzedaż... wiesz jak jest... a na razie moje konto świeci pustkami... -
Dingo poruszył się na kanapie. Jeszcze nie całkiem rozbudzony słyszał rozmowę Brazil i Switcha, a potem HiFi'ego. Potrzebował chwili, żeby dodać dwa do dwóch i zorientować się o czym właściwie mówią. Ćmiący ból głowy i zesztywniałe od spania na kanapie członki nie pomagały.
Przeciągnął się po czym usiadł wygodniej opierając łokcie na kolanach i masując skronie. Chwilę wpatrywał się w ekran telewizora zamrożony na stopklatce. Czyli... ten cały Fuentes, tak? Groził, że powystrzela dzieciaki z broni Switcha, jeśli ten nie będzie współpracował... Ale przecież, według najlepszej wiedzy Trenów, Switch leżał martwy w kontenerze na Vine Street? Podzielił się tą wątpliwością ze Switchem:
- Czy ty oficjalnie nie jesteś dalej nieboszczykiem? - spytał - To znaczy, nie wiem, czy ktoś widział jak wyciągaliśmy cię z Vine Street... ale też nie patrzyłem, bo byłem zajęty spierdalaniem.
Wzruszył ramionami.
- Ale na razie, jak sam zawsze mówisz: powoli i z rozmysłem. Jak dojdziesz do siebie... i namierzymy tych kolesi... to tylko powiedz, to im nakopiemy w ramach klanowej vendetty. A na razie, chyba opędzlowali ci telefon, co? Mogę ci skoczyć po jednorazówkę na drugie piętro.Wstał z kanapy i chciał ruszyć do lodówki po coś zimnego, kiedy tknięty przeczuciem podsunął sobie koszulkę pod nos i powąchał. Pokiwał głową na boki w geście "nie jest dobrze, ale i nie jest źle", zwłaszcza jak na warunki ich megabloku.
- HiFi, czyli na tych Brzytwiarzy potrzebujesz kasy czy broni? Czy to oni mają broń? Której potrzebują Krety... A Leif ma z nimi kosę? Tak? Więc z Leifem mamy zabrać im broń i dać tym drugim... dobrze łapię? -

Raze Switch More
Night City, Megablock 10tka
niedziela 15.07.77, rano
Switch spojrzał na Houstona.
To samo pytanie zdążyło już wcześniej przemknąć mu przez głowę.
— Nie wiem — powiedział w końcu, wzruszając ramionami. — Albo obserwował miejscówkę i wie, że wyciągnęliście mnie z tego szamba…
Zawiesił głos.
— …albo zabił te dzieciaki dla czystej przyjemności.
Pokręcił głową.
— W obu wersjach wychodzi na to samo. Facet jest kompletnie zjebany.
Raze poruszył się niespokojnie na kanapie.
— Pewnie już mam paranoję — mruknął — ale HiFi… przeskanujesz mnie i ciuchy, w których byłem?
Dotknął odruchowo kołnierza kurtki.
— Chcę mieć pewność, że nie podrzucili mi kolejnej pluskwy.
Spojrzał na Dingo.
— Jasne, Dingo. Mógłbyś kupić mi jednorazówkę?
Krzywy uśmiech przemknął przez jego twarz.
— Muszę podzwonić tu i tam. Interesy same się nie zrobią, nawet jak człowiek wrócił z piekła bez jednego oka.
Westchnął.
— Oddam ci.
Przeniósł wzrok na HiFi.
— A ty? Potrzebujesz wsparcia przy tym dealu?
Oparł łokcie na kolanach.
— Jeśli Arte opchnie filmik z Gołębiarzami, będziemy mieli trochę gotówki. Możemy ci pożyczyć na sprzęt albo operację, ale chcę wiedzieć, czy nie wrzucamy hajsu do kanału.
Przyjrzał się technikowi uważniej.
— Jakie jest ryzyko? Ile chcesz z tego wyciągnąć? I co dokładnie trzeba zrobić?
Przesunął palcami po szczęce. Postukał palcem po ustach zastanawiając się.
— Mam dojście do Sixth Street. I tak miałem do nich dzwonić.
Jego głos zrobił się bardziej rzeczowy.
— Może da się tam z nimi coś pożenić.
Uniósł zdrowe oko.
— Ale najpierw chcę wiedzieć, w co dokładnie się pakujemy.
-
Hartley "Mack" Mackinaw
Mieszkadło w Megabloku
Obudził się za wcześnie. Hajfi już się krzątał po pokoju, Hartley sprawdził godzinę na smarthingu. Obrócił tylko na drugi bok, naciągnął koc na głowę i po chwili znowu zasnął.
Ostatecznie wygramolił się z pokoju z godzinę później, idąc prosto pod prysznic. Reszta paczki była już w salonie, bez słowa pomachał im i zniknął w kabinie z natryskiem. To że już się ruszał nie znaczyło, że się obudził. Do tego potrzebował kawy. A raczej czegoś o wyglądzie, smaku i sposobie działania kawy, bo prawdziwa kawa była ekskluzywnym luksusem, nie pił takiej od... lat.
Wyszedł odświeżony, wrócił do współdzielonej klitki, przebrał w normalne ciuchy (czyli dres, reszta garderoby kuriera składała się z czysto rowerowych ciuchów). Nie miał ustalonego grafiku prania, zjeżdżał na piętro z pralnią gdy miał czas i potrzebę, ostatni raz było to dwa dni temu, miął spokój na co najmniej tydzień.
- Cześć - rzucił na powitanie.
Mikrofala piknęła, Mack wyjął kubek i zamieszał roztwór, dodał słodzik i zabielacz (mlekiem ani śmietanką to coś nie było).
Klepnął na wolny fotel. Odpalił smarthinga, chłonąc poranną porcję wiadomości i głupot.
EDIT: edycja Hajfiego po informacji Gladina.
-
– Dla Brzytwiarzy nie potrzebuję nic - odparł Houstonowi technik. - Z nimi się wymieniamy. My dajemy żarcie, a oni dają broń. A broń potrzebuję na wymianę z Kretami - tłumaczył dalej.
– Tylko potrzebuję jej więcej, niż mam umówione z Brzytwiarzami. Więc kombinuję więcej, żeby dokupić tej broni.
– A Leon... to drażliwy temat... - HiFi rozejrzał się po pokoju. Shawn leżał opodal, More zainteresował się rozmową.
– Normalnie zrobilibyśmy wymianę... ale... Jeden z tych Brzytwiarzy rzucił tekst, że mogą nam załatwić laskę, nawet nie pokrojoną... Wiecie... to tekst, który na Leona działa jak płachta na byka... Nieznani sprawcy zgwałcili i pokroili mu siostrę... - Hajfi przerwał pracę.
– Frog tak gada, że to głupia sprawa i nie ma się co pchać... ciekawe, gdyby mu tak ktoś siostrę potraktował... czy nadal by uważał, że nie ma co się pchać...
– Leona wzięło. Tyle dobrego, że nie rzucił się na nich tam i wtedy. Miałem broń gotową, pewnie byśmy ich kropnęli nim by nas dorwali... ale on zastygł w miejscu...
– Ale im nie odpuści. Pójdzie na to spotkanie i będzie wóz albo przewóz. I pal diabli transakcję, ale to mój kumpel. Kumpli się nie zostawia, nie?
Powrócił do cyberwszczepu.
– Jutro jesteśmy umówieni na wymianę. Nie wiem, co Leon kombinuje. Na razie się nie odzywa. Mamy taką miejscówkę na tyłach magazynów firmy. Różnie może być. Oni też mogą wpaść na to, że skoro przyjdą z bronią, to mogą wyjść z bronią i z żarciem. Tymczasem zdaje się plan, a raczej jego brak jest taki, że to my mamy odejść i z bronią i z żarciem. Ale w ile osób oni przyjdą nie wiadomo. Wolałbym się jakoś przygotować...
– Najchętniej to bym zagadał z Kretami, aby sami sobie tych Brzytwiarzy załatwili i wzięli broń. W zamian za część ceny za wzmacniacz. Mniejszy zysk dla mnie, ale i ryzyko mniejsze. Tylko, że to Leon na razie ma dojście do nich. Będę musiał się z nim skontaktować.
– Gdy skończymy z Leifem tutaj robotę, chciałbym trochę teren wymiany obczaić, może coś wymyślę...
– Ile chcę wyciągnąć? - zamyślił się patrząc na Raze'a. - Z targu... zatargu... z Brzytwiarzami to chcę przede wszystkim wyciągnąć Leona. A z Kretami... Ty się pytasz, ile można zyskać, a ja ci powiem, ile można stracić... muszę zebrać w sprzęcie około 6 tysięcy. No, gruba sprawa... ten wzmacniacz, jak go odrestauruję... pójdzie drożej. Zdecydowanie drożej. Trzydzieści procent na tym będę miał - pokiwał w zamyśleniu technik. -
Było po ósmej rano, gdy solos siedział w wagonie kolejki metropolitalnej patrząc na migający za oknami krajobraz miejskiej dżungli. W gębie czuł klasycznego piwnego kapcia, przed którym nie uratował go wczorajszy zamówiony przez Brazil chińczyk. Wsunął, i owszem, michę ryżu, ale kompulsywne zajadanie adrenaliny chrupsami zalewanymi browcem nie mogło się obyć bez konsekwencji. Gdy się obudził rankiem miał ochotę puścić pawia. Nie z musu. Dla komfortu, żeby później nie męczyło. Ale machnął tylko ręką gołąbkom przed telewizorem i wytoczył się z mieszkania. Przed wyjściem zdążył jeszcze tylko zerknąć na wciąż opowiadającego o swoim dealu z Kretami HiFiego i dać wymownym gestem “widzę cię” do zrozumienia, że zauważył jego gnata i żeby technik niczego głupiego nie kombinował. Potem zabrał tylko ze sobą paprotkę, którą wcześniej uratował z garażu Shivy. Wtedy gdy wychodził z kwadratu pomysł wydawał się dobry... Teraz pewnie wyglądał z nią jak pierdolnięty. Jebać.
Prawie usypiał z Shivą na kolanach i gębą rozpłaszczoną na szybie gdy Kiroshi wywaliło nową wiadomość na smarthinga. Lupe. Laska poznana w E-Drze. Fajna dupa. Nawet nie upierdliwa. Raz go spławiła i kręciła z Dingo. Ale potem się znów złożyło… No i teraz dostał fotę. Łydki w trykocie. I pytajnik.
Uśmiechnął się. Sprawdził grafik w Żabce.
Wtorek? 7?
Wzruszenie ramion. Ale zaraz też serduszko. Fajna niuńka.
Jakaś starsza kobieta usiadła obok Żaby, ale zaraz wstała i przesiadła się gdzie indziej. Chwilę później to samo zrobił koleś z irokezem. Jakby sam lepiej waniał, chuj jeden. Shawn zerknął na nich niechętnie, ale ostatecznie znów przykleił mordkę do szyby. Jebać. Żeby świat składał się z tylko takich problemów to byłoby naprawdę zajebiście! Ale nie użalał się nad sobą. Nie lubił tego. Użalanie się to jak samogwałt na smutno. Z resztą jak się przyjrzeć to nie miał specjalnie ku temu powodów większych niż inni. Na przykład martwy Valentinos, którego kroić pomógł HiFi’emu. Albo Switch, który… kurwa to dobre… switchnął sobie imię z Grega na Raze’a. I dobrze. Raze lepsze. Kto by się chciał nazywać Greg… Ale z tą Keirą co nie żyła, a żyła i z Brazil, która żyła a jakoś tak krzywo to Switchowi teraz wyszło. No ale to jego problem…
Pingnięcie poinformowało go o kasie za nagranie ze strzelaniny. Brazil ogarnęła bezbłędnie. Odjął od kasy kurs, a resztę podzielił na kumpli. Poza Raze'm bo ciul sobie winien. HiFi'm bo nie pojechał. I Leifem, bo typ nie był w paczce. Potem przymknął oko i przyciął komara. I nawet nikt go nie obrobił. Ha. Spróbowałby.
Na miejsce dojechał przed dziesiątą. Wielkie gmaszysko znajdowało się po drugiej stronie Night City w Pacifice. Z pośród dziesiątek szyldów różnych korporacji i instytucji znajdujących się w środku, solosa interesował wyłącznie Medpacific zajmujące 3 piętra w środku megawieżowca. Był to instytut badawczy, który dzięki współpracy z kilkoma firmami ubezpieczeniowymi miał łatwy dostęp do obiektów testowych. Obiektów, czyli w tym przypadku ludzi po ciężkich urazach neurologicznych. Takich jak Neil. Deirdre łożyła sporo kasy, żeby mógł tu być. I odkładała na w chuj drogi zabieg, który miał postawić brata na nogi. Shawn dorzucał się ile akurat miał. Zwykle nie wiele. Bo niewiele miał. Nie składało się. Choć się starał. Po to się lał po mordzie po Kabuki. I po to tę fuchę w Żabce ogarnął. A teraz podwyżka się kroiła… Nie żałował na brata. Neil zawsze był najlepszy z ich trójki. Najstarszy i najlepiej rokujący. Trochę jak Switch. Bo ostatecznie też znalazł się w nieswojej strefie zgniotu. Kurwa… Zawsze się Shawnowi włączało gdybanie w takich chwilach. Gdybanie, z którego nic nie wynikało. A fakty były proste jak konstrukcja Streetmastera. Shawn wpadł w Czysty Świt. Gang dla dużych chłopców bawiących się w białą supremację. Razem z kumplami. Jakoś w to wsiąkli. Blokerka jest nudna, a z kursu mundurówki Shawna wywalili. No to przychodzą do głowy głupie pomysły. Z początku fun. Ale zawsze się znajdzie ktoś kto temu wszystkiemu dorobi ideologię. I raz, dwa, kurwa trzy byli częścią Czerwonego Legionu. No i zaczął się zjazd. Neil go z tego wyciągnął. Nie prosił go. Ale brat to uparty sukinsyn był. Poszło na ostro. I Shawn wziął stronę brata. Jeden trup, trzech inwalidów. Z czego Neil to jeden z nich, bo mu francuz potylicę wgniótł do mózgu. I Shawn wypadł z gangu. W porę, bo miesiąc później Chakasi zrobili Świtowi CocoJumbo z białych dup. Nie było co zbierać. A teraz… Teraz wpisawszy w recepcji swoje dane złożył w depozycie broń i zarejestrował się jako odwiedzający. Winda czekała.
Jakieś ciarki go przechodziły ilekroć się tu zjawiał. Ci wszyscy ludzie... Każdy w więzieniu. Murów i ciała. Nie lubił tu przyjeżdżać. Kto by lubił… Wolałby Neila stąd zabrać gdziekolwiek. Dobre. Gdziekolwiek. Tylko, że nie było gdzie. Deirdre była uparta, zołzowata i czasem głupia, ale umiała liczyć. Nigdy nie miał z nią dobrych relacji, a jeszcze od tamtego czasu zawsze mu truła w chuj więcej. O ile już się odzywała. Czyli prawie wcale. Wolałby jej też tu dziś nie…
- To jakiś żart?
Była od niego niższa z lekką tendencją do przybierania wagi. Przyzwoicie ubrana, kasztanowie krótkie włosy spięte w elegancki bob. Bez widocznych cyberwszczepów, choć wiedział, że pod puklami ma gniazdo. Jako urzędaska musiała mieć do autoryzacji. Westchnął.
- Cześć Deirdre.
Obrzuciła go wzrokiem od stóp do głów, zatrzymując na chwilę spojrzenie na Shivie. Właśnie wychodziła z pokoju Neila. Widzenia były tylko w niedzielę i tylko o określonych godzinach.
- To ma być to twoje ogarnięcie? Człowieku… Śmierdzisz jak ostatni menel. A wyglądasz… po co przyjechałeś?
- Naprawdę? Tak będzie za każdym razem? Ja powiem, że to też mój brat, a Ty, żebym spierdalał i się rozejdziemy. To możemy miejmy to już za sobą. Wejdę, pogadam chwilę i spierdalam.
- Tak. Tak będzie prościej.
Może mu się wydawało, ale to ostatnie dodała tonem już nie tak pełnym obrzydzenia.
Minął ją i wszedł do środka. Pokój 4 osobowy. Neil leżał przy ścianie. Wyglądał zupełnie normalnie. Może schudł trochę, był w tym klinicznym fartuchu, a podłączona obok kroplówka i zbiornik na mocz były dość wymowne, ale gdyby nie to, można by uznać, że ot leżał sobie facet przed telewizorem i odpoczywał. Jego spojrzenie spoczęło na Żabie, a kąciki ust jakby odrobinę się uniosły.
- Cześć braciak… - powiedział Shawn bez specjalnych ceregieli siadając na łóżku i biorąc tablet do rąk. Gałki oczne Neila poruszyły się pod wpływem wydawanych poleceń, a na tablecie pojawił się napis.
Cześć młody. Ciężka noc?
Shawn uśmiechnął się pod nosem i postawił Shivę na stoliku obok fiolek do iniekcji.
- Widziałeś newsy z Visty? No. To obczaj, ale gdy to całe gówno jebło to byłem w samym środku. Spokojnie. Nie miałem z tym nic wspólnego. Czyściutki jak łza. Kumpla ściągaliśmy.Gałki oczne znów zadrgały. Neil załapał się do popołudniówki. Na porządną kamerę uzbierał, żeby nie robić byle gównianych nagrań z Kiroshi. Zawsze go ciągnęły miejsca gdzie jest gorąco.
Widziałem. Grubo. 50 ciał naliczyli. Farciarz jesteś. Jak zawsze.- Aj weź z tym fartem. Co chwila coś się pierdoli. Jakaś szmata się mnie czepia o skasowany ryj na pitfightach, kumplowi oko zapierdolili, kumpela posiała wypożyczone Aigo, które muszę zholować i jeszcze ta chryja na Vista.
Dasz se radę. A co to za roślinka?
- Aaa… to Shiva. Tak się nazywa. Wiem. Głupie. Tak mi do łba rano wpadło.
Niezłe. “Roślina”. Miło.
Shawn przełknął ślinę i zamknął oczy uświadomiwszy sobie co palnął.
- Kurwa… Ja… Nie…Żebyś widział swoją minę. Zgrywam się młody. Wyluzuj. Cieszę się z niej. Tu jest albo biało, albo czerwono i zieleń to ja na Discovery oglądam. Miła odmiana. I gest. Ostatnio browara przyniosłeś. Postaw ją na stoliku.
- A chuja… sam se postaw żartownisiu jebany - mruknął tonem na siłę sugerującym obrażenie, ale w gruncie rzeczy wdzięcznym.
Choć po jednej z ostatnich rozmów jakie miał z bratem wiedział, że ten zgryw to taki połowiczny był raczej. Czasem jak to bracia niewiele musieli do siebie mówić, żeby się zrozumieć. A spojrzenie Neila i zawarta w nim wtedy niema prośba były bardzo wymowne. Daj mi pół roku. Tyle mu Shawn powiedział nim wyszedł. Podczas następnych odwiedzin nie wracali do tego. Ale solos wiedział, że niepisana umowa zapadła.
No to opowiedz co tam się stało na Viście.
No i Shawn opowiedział. Zawsze tak robił. Taki mieli zwyczaj. Neil za bardzo życia nie miał. Nawet podpięcie do sieci miał ograniczone i kodować też nie umiał. To i nudził się przeokrutnie. Tyle dobrego, że jego rehabilitantka niezła szprycha. Shawn więc resztę czasu wykorzystał na opowiadanie co u niego. A Neil słuchał. Czasem coś skomentował. Czasem podpowiedział. No. Potem weszła jeszcze raz Deirdre, która z jakimś białym kitlem gadała wcześniej. I była pora spierdalać.
Przelał na konto siorki kolejne 6 stów z tego co mu zostało i kolejką pojechał na Vistę po Aigo. W sumie ciekawiło go jak ten krajobraz po bitwie dziś wygląda. Bo psiarnia musiała chyba ugadać sprzątanie z Trenosami i Valentinosami. Z resztą chuj wie. Będzie jak będzie, a wóz trzeba odstawić.
-
Mieszkanie w H10, klitka Dingo
Houston uwinął się w moment z nowym aparatem dla fiksera, bo sklepiki wielobranżowe w H10 działały na praktycznie każdym piętrze oferując nie tylko artykuły żywnościowe, odzież, używki i medykamenty, ale też elektronikę, broń i amunicję czy sprzęty gospodarstwa domowego, najczęściej pochodzące z szarej strefy przemytu i kradzieży. Smarthing Switcha należał do najwyższej półki - nie był przechodzonym egzemplarzem wyrwanym miesiące temu z ręki jakiegoś turysty w Little China, tylko nowiutkim modelem Subarashi, który musiał całkiem niedawno spaść całymi pudłami z jakiejś ciężarówki w Arroyo.
Skonfigurowane w ciągu dwudziestu minut urządzenie znalazło się w pełnej gotowości do działania, zabezpieczone kilkoma aplikacjami ochronnymi ściągniętymi przez fiksera z pirackiego serwera w Głębokiej Sieci. Jedyną rzeczą, która psuła całokształt przygotowań telefonu była pusta lista kontaktów, ale Raze był na to przygotowany, bo słusznie uważając siebie samego za zawodowca, wszystkie branżowe numery kontaktów miał zapisane w organicznej pamięci.
W salonie bez końca leciały wiadomości z Vista del Rey i Japantown; i jedne i drugie budziły w myślach Switcha burzliwe emocje, toteż fikser zamknął się z telefonem w klitce Dingo i Froga, siadając na krawędzi jednego z łóżek i wystukując z pamięci odpowiedni numer.
Rosario odebrał po prawie dziesięciu sygnałach, co zdradzało duże obłożenie lokalu klientami. Niedzielny poranek, Heywood na pograniczu z Japantown korzystał z natłoku turystów mających dość kuchni azjatyckich i szukających nowych kulinarnych wrażeń po drugiej stronie Mostu Kongresowego.
- Czego? - rzucił podejrzliwym głosem widząc na wyświetlaczu swojego zapasowego telefonu niezidentyfikowany numer.
- Zluzuj porty, Diego, to ja Switch - odpowiedział fikser - Masz chwilę na pogadanie? Patrzę od rana na wiadomości i ciągle gadają o Vine Street. Co tam się odjebało, przecież to blisko ciebie, lokalu ci nie spalili? W TV to wygląda jak pierdolona wojna światów.
- Switch, ciulu jeden, byś kiedyś wpadł coś wypić, a nie tylko dzwonisz jak coś potrzebujesz. Już ci dawno wybaczyłem to, co odpierdoliłeś ostatnim razem. Pipa, chodź mnie zastąpić, idę na fajkę! Ale dzięki, że się troszczysz, jakbym cię nie znał to bym uwierzył. Knajpa bez szwanku, ale spaliły się dwie na wylocie Vine Street, to mam od rana więcej klientów, nie wiem gdzie ręce włożyć, a Pipa zamiast pomagać ciągle na fajki wychodzi, nie wytrzymam z tą laską, słowo daję.
W głośniku szumiał gwar licznych głosów, szczęku naczyń i brzęku sztućców, zastąpiony po chwili dźwiękami ulicznego ruchu.
- No dobra, to ci opowiem, co tu się odpierdoliło - oznajmił Diego Rosario Mendez, barman z latynoskiej knajpki na Republican Avenue - W nocy na dzielnię wjechały gnidy z Szóstej Ulicy, całym autobusem albo dwoma, bo małymi grupami to te kurwy srają w gacie. Zaczęli walić seriami na oślep, ale nasi są na takie akcje gotowi i zaraz poszła kontra od Tren de Agua. Połowę Szóstek odjebali od razu, druga połowa spierdoliła do jednego apartamentowca, narobiła tam syfu, zanim Trenosi ich nie wyparli za kanał. Parę godzin to trwało, prawie jak prawdziwa wojna. Żałuj, kurwa, że tego nie widziałeś, siedzisz cały czas w Watson i wpierdalasz chińskie kluski, to nic nie wiesz o prawdziwym świecie.
- Kurwa, szczerze żałuję - jęknął pełnym żalu głosem Switch - Ale że Streeci tak na ostro weszli, nie rozumiem tego. Całkiem ochujali? Od dłuższego czasu był spokój między nimi i Heywood, znaczy się, bez takich grubych akcji. Wiesz może, co się zmieniło? Ludzie coś gadają?
- Ludzie pierdolą różne dyrdymały, z palca wyssane bzdury - żachnął się Rosario - Pamiętaj, chcesz mieć sprawdzone informacje, dzwoń zawsze do mnie. Ale masz rację, jest w tej sprawie coś dziwnego. W tym apartamencie, w którym Szóstki narobiły gówna mieszkał jeden taki sieciarz, taki grubas, co się z łóżka nie ruszał, pewnie nawet o nim nie słyszałeś. Gość podobno robił jakieś akcje dla Trenosów i Valentinosów, ale to płotka była, tylko rozmiarów wieloryba. No i on wczoraj zniknął, rozumiesz? Gość ważył z pół tony i był za duży, żeby go przeciągnąć przez drzwi, a mimo wszystko to zniknął. Jak tam na własne oczy nic nie widziałem, ale podobno cała zewnętrzna ściana w jego mieszkaniu była wypierdolona jakby czołg w nią jebnął. I wygląda, że to robota Szóstek i ci, których nie daliśmy rady dorwać wytargali go za kanał, dasz wiarę?
- Taka historia, że aż niewiarygodna - westchnął z zazdrością Switch - Oddałbym w zamian Brazil, żeby tam wczoraj być. To mówisz, że Streeci wbili się na dzielnię dwoma autobusami, żeby wywieźć Trenosom spod nosa ich hakera? A to skurwysyny!
- Switch, tu się robi jeszcze ciekawiej, bo tu jest jakaś grubsza afera - Rosario zniżył lekko głos jakby nie chciał, aby podsłuchał go któryś z przechodniów - Słyszałem, że zanim zaczęła się ta rozpierducha, do tego budynku wrąbała się inna grupa. Cztery osoby albo pięć, ludzie nie są do końca pewni. Podobno zawodowcy, widać było po ruchach i gadce, profosów od razu da się poznać. Podobno zagadywali uliczne kurewki o tego grubasa. Ludzie mówią, że to musieli być korporacyjni, może jakiś jebany kill-team z Militechu albo Arasaki. Wysoka półka, kumasz, podobno dało się od razu wyczuć. Kto tam wie, co jest prawdą, ale ta szajka hitmanów zniknęła jak tylko na ulicy zaczął się rozpierdol. I grubas też zniknął. Przypadek? Nie sądzę. Ja myślę, że oni go zajebali z dzielni ze sobą, tylko nikt nie potrafi wyjaśnić jak oni to zrobili.
- We wiadomościach nie było o tym słowa - skomentował Switch zmieniając pozycję na krawędzi łóżka - Korporacyjny kill-team, mówisz?
- No jak czegoś nie ma w wiadomościach to możesz być pewien, że tak właśnie było, te korporacyjne kurwy i ratusz ręka w rękę łżą jak psy. A wiesz jak ci goście przyjechali do Visty? Podobno Toyotą z wypożyczalni, w chuj czerwoną odrapaną Aigo, uwierzyłbyś? Jaki hitman jeździ takim gównem? Hitman z górnym półki, bo to był kamuflaż, stary. Inni by wjechali na akcję opancerzonym Emperorem, a ci Aigo. Ktoś taki musi być w chuj niebezpieczny i Trenosi chyba też tak myślą, bo rozebrali to Aigo na kawałki, żeby tylko znaleźć jakieś ślady. A Fuentes podobno jest w amoku, bo w tej strzelaninie ktoś mu odjebał taką Rositę, lasencję do ruchania i zadań specjalnych, praktycznie na sam koniec akcji. Trenosi podobno zachodzą w głowę czy poszła na konto Streetsów czy tych korpofiutów, ale wiadomo, młody Fuentes jest zdrowo pojebany, on im nie odpuści. Zaraz przyjdę, kurwa, jeszcze nie spaliłem do końca! Tak że dużo się tutaj dzieje, stary, wpadnij się napić to pogadamy, a w ogóle to jeszcze Valentinosi zaczęli w tym grzebać, chociaż to teren Tren de Aqua, ale podobno ich nie interesuje, o co chodziło w tej napierdalance, tylko szukają jakiegoś łebka z tego apartamentowca, chuj wie, po co. Stary, muszę kończyć, bo mi Pipa łeb urwie, przyjedź na flaszkę, adios.
Połączenie urwało się z suchym trzaskiem, pozostawiło Switcha w głębokim zamyśleniu w czterech ścianach pokoiku.
-

Raze Switch More
Night City, Megablock 10tka
niedziela 15.07.77, rano
Switch wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi trochę ciszej niż zwykle. Rozmowa zostawiła po sobie więcej pytań niż odpowiedzi. Przez moment stał nieruchomo na korytarzu, pocierając kciukiem skroń.
Akurat wtedy z pokoju wyszła Brazil. Sportowy top, włosy związane do treningu. Wyglądała, jakby szła spalić kalorie i zły humor.
— Arte.
Zatrzymał ją gestem.
— Zanim pogadam z Sixth Street, muszę wiedzieć, co mam.
Spojrzał jej prosto w oczy.
— Potrzebuję, żebyś przeorała sprzęt Shivy. Wszystko. Dyski, cache, ukryte partycje, śmieci po usuniętych plikach. Cokolwiek znajdziesz o Slimie, Fuentesie, transportach Szóstek albo Arasace.
Na moment zawiesił głos.
— Jeśli tam siedzi coś, co pozwoli mi wejść do Szóstek z kartami na stół, to chcę to mieć, zanim otworzę mordę.
Przycisnął ją do siebie. Złapał za tyłek.
— Siłownia nie ucieknie.
-
H10; 15 July 2077; 09.38
Mając wszystko drobiazgowo, może nie drobiazgowo, ale przygotowane, upakowane w grafik nawet z niezłym zapasem, Artemida entuzjastycznie zabrała się do realizowania kroczków jednego za drugim. Ubrania: Wysłane- Zamówione. Niewiele zostało w szafie. Mając jeszcze nieco czasu sprawdziła skopiowane od SlimVira pliki: nudy, nudy, gówno, o fuj...Stan konta podobnie jak wczoraj na debecie tysiąca. Sprawdziła go w sieci: Nic, głucho, aż tak nie zablokowała sprzętu, poza tym z większością i tak zapewne już by sobie poradził. Grubas zniknął z obiegu cyfrowego.
Spakowała torbę, zamówiła jedzenie po siłowni, wstrzymała się z wiadomością do Misty, pragnąc przekazać rewelacje reszcie ekipy. Wystrzeliła z celi promienna jak księżniczka w połowie balu. W egzaltacji rozproszona wprost wpadła na posągowo ustawionego Swicha. Rozgięła usteczka w szerokim uśmiechu mając już zamiar skomplementować szybki powrót do formy, ale zaraz zbiła je w wąską kreskę, a zasięg drobienia i wydymania ust miała powalający.
Walczyła chwilę ze sobą by nie wybuchnąć. Piąstki tylko zacisnęła i usteczko przygryzła. Nie tak sobie to wyobrażała przed chwilą. More kompletnie ją wybił z równowagi.
-Potrzebujesz - wycedziła - a co masz? Co? Co możesz zaoferować, zmęczonej, wystraszonej, niedopieszczonej kobiecie, żeby wszystko rzuciła jak stoi i osikała drzewko, które wskażesz?
Wdychała przez nos, wydychała ustami jak instruowała Misty.
-Też czegoś potrzebowałam, przez ostatnie kilka miesięcy. Wczoraj potrzebowałam, żeby mnie ktoś przytulił, żebym czuła się bezpieczna, żeby ktoś powiedział, że ładnie wyglądam. Nawet tego ostatniego nie wydusiłeś! - Jeszcze jeden oddech tym razem głębszy, ale Brazil była już zdecydowanie spokojniejsza. - Teraz wyjaśnię dlaczego odkładam sprawę decków Shivy na jutro. Wykonuję zlecenie dla Misty, za które już zgarnęłam kasę. Jeśli mój sprzęt ulegnie uszkodzeniu przez to co znajdę na dyskach Shivy, będę w dupie, a ty mi nie pomożesz. Dlatego najpierw skończę zlecenie dla Misty, a później z olbrzymią przyjemnością zajmę się deckami Shivy. Możesz oczywiście znaleźć w międzyczasie równie zaufanego współpracownika jak SlimVire. A skoro o grubym mowa. Zniknął z sieci wczoraj niedługo po naszym wyjściu i do tej pory się nie pojawił. Nic. Jego konto na minus tysiąc. Aż tak nie uszkodziłam mu decku, wobec tego myślę, że ktoś go zabił. Przynajmniej jedna sprawa z głowy. To się koreluje z tym, że Trensi mają niewielkie zaplecze netrunnerów i ktoś uderzył w ich czuły punkt. Oczywiście będę tą sprawę monitorowała.
Wyraźnie już rozluźniona.
-Zrób proszę wobec tego jakiś arkusz danych tego co wiesz i tego co może się przydać, dodaj do tego co możesz zaoferować. Uwaga tu mam swoje koncepcje. Jeśli załatwisz inny czysty deck, który pozwoli mi zajrzeć do tych Shivowych to może zerknę wcześniej, choć wolałabym żebyś poczekał do północy. - machnęła ręka - masz te dane, o które wczoraj prosiłeś o korporacjach. Można by pomyśleć jak na giełdzie zagrać. Teraz idę na siłkę nie dla tego, że mam kaprys tylko dlatego, żeby dbać o ciało. Mayby: sombody thinking about my pussy
Skierowała się do wyjścia, ale zatrzymała przed drzwiami.
-Rodzinko! Dziś w nocy będę przez krótką chwilę miała dostęp do danych magistratu, jeśli się uda. Jak ktoś czegoś szuka to przygotujcie dossier.
Wyszła pogwizdując.
Na siłowni
Jeszcze z szatni wysłała
Brazil do Misty: Brazil Jestem gotowa na masaż dziś o północy. Znajdziesz wcześniej czas, na przygotowanie olejków i jakąś kavkę? Może fryzjera? Prędko dotarło do niej, że na porządny trening walki nie ma szans. Podczas rozgrzewki na rowerku, pomachała do swej wczorajszej agresorki. Już była zmęczona, a jeszcze nie zaczęła. Uparła się, że się rozkręci. Porozciągała zmęczone mięśnie, a te jak echo mózgu domagały się jedzenia. Wciąż tylko jeść i jeść, ciało jest niezaspokojone. Przeszła na mięśnie. Drążek.
-Coś nie w formie lala? - zagaiła mulatka
-Za to ty kwitnąca, nikt nie zaprosił cię do tańca.
-Też raczej na tańcach nie byłaś, wyglądasz jak siedem nieszczęść. Nie nagrywasz dziś, może ja to zrobię?Wyjęła smarta i włączyła nagrywanie.
Brazil podciągnęła się jeszcze pięć razy, ostatni już ledwo, czuła jak zrywają się jej tkanki w mięśniach, żeby odrosnąć silniejszymi.
-Jak chcesz. Zejdź z podbicia światła i rozszerz przesłonę. Mały krok do tyłu. Możesz zostać moim operatorem.
Znudzona, bo Artemida nie okazała dezaprobaty kobieta schowała smarta.
-Co jest z tobą nie tak?
-Ty mi powiedz, dla mnie wszystko jest zajebiste.I jeszcze
-Idę na matę, chcesz spróbować? - nie czekając na odpowiedź zagwizdała na chłopaków.Bardziej uczyła chętnych niż szlifowała własne techniki. wiła się, ślizgała i unikała. W końcu pozbywszy się wszystkiego co ją krępowało, co spinało, położyła się na macie wpatrzona w ledowy sufit.
Powróciła mokra, śmierdząca i szczęśliwa.
-

Raze Switch More
Night City, Megablock 10tka
niedziela 15.07.77, rano
Switch przez chwilę milczał. Nie próbował się odgryźć. Nie szukał ciętej riposty. Po prostu patrzył na Brazil, jakby dopiero teraz naprawdę usłyszał, co powiedziała.
— Masz rację.
Słowa przeszły mu przez gardło z wyraźnym trudem.
— Spierdoliłem to.
Oparł się barkiem o ścianę.
— Wczoraj myślałem tylko o sobie. O Fuentesie. O Keirze. O tym, że wszystko znowu się wali. A ty... byłaś obok.
Krzywo się uśmiechnął.
— I nawet nie powiedziałem, że wyglądasz zajebiście.
Na moment spuścił wzrok.
— Przepraszam.
Westchnął cicho.
— Nie będę cię ciągnął do tych decków na siłę. Zrób robotę dla Misty. To ma sens.
Po chwili uniósł dłoń.
— Ale z tym czystym deckiem... to jest dobry pomysł. Tyle, że jestem spłukany. Życie mnie przeorało.
Stał przez chwilę milcząc.
— I ze SlimWire też zjebałem. W ogóle mam wrażenie, że wszystkie moje wybory są złe. A grubasa zabrały Szóstki. Wyjebały całą ścianę w kwaterze, żeby go z tamtąd wyciągnąć.
Kiwnął głową.— Arkusz też zrobię. Wszystko, co wiem o Shivie, Slimie, Fuentesie, Szóstkach, Trensach. Bez zgadywania. Same fakty.
Kiedy Brazil odwróciła się do wyjścia, odezwał się jeszcze raz.
— Arte...
Zaczekał, aż spojrzy.
— Dzięki, że po mnie wróciłaś.
Krótka pauza.
— I... uważaj na siebie na tej siłowni. Wróć. Wymasuję ci wszystko bejbe.
-
Mieszkanie w H10, klitka Dingo
Odmowa Brazil mocno pokrzyżowała fikserowi plany, chociaż Switch nie żywił do dziewczyny urazy, co najwyżej leciutkie rozczarowanie. Dyski Shivy faktycznie mogły uszkodzić złośliwym oprogramowaniem jej cenny sprzęt, mogły nawet przetransferować się do neuralnego procesora netrunnerki z potencjalnie grobowymi tego konsekwencjami.
Rozważając w myślach kolejny krok Switch przeciął przestrzeń salonu, obrzucił nieobecnym spojrzeniem siedzących przy stoliku techników, pochylonych nad oplecionymi kabelkami implantami.
Musiał przemyśleć szczegóły rozmowy z Emily Dawson, aby nie popsuć głupim zdaniem potencjału tej konwersacji, zadzwonił zatem najpierw do kogoś innego.
Hector Garcia odebrał niemal natychmiast, chociaż jego głos był ledwie słyszalny w łoskocie elektronicznej muzyki o ostrym orientalnym brzmieniu. Switch docisnął aparat do ucha mamrocząc pod nosem jakiś niewybredny komentarz.
- Raze, co tam, stary? - rzucił Hector ponad szybkimi dźwiękami akustycznej kakofonii - Dopiero co gadaliśmy, coś się zesrało?
- Jest sprawa. Potrzebuję przysługi. Teraz jestem spłukany, ale się odwdzięczę. Masz cały czas dojścia do Tygersów? Do kogoś wyżej w strukturze?
- Szukasz kontaktu z yakuzą? - w głosie Garcii zadźwięczało autentyczne zdziwienie - To nie twoja liga, stary, bez obrazy. Czego od nich chcesz?
- Niech to na razie zostanie między nami, Hector. Słyszałeś o zabójstwie dwóch alfonsów gangu przy Raymond Street? Dzisiaj po południu?
- Słyszałem, to moja strefa - potwierdził ostrożnie Garcia, spoważniał w jednej chwili - A ty co o tym wiesz?
- Wiem, kto to zrobił - oznajmił Switch - Widziałem to na własne oczy i mam tych gości nagranych na Kiroshi. Pełne zbliżenie, obraz jak żyleta. Takie nagranie musi być coś warte dla Tygersów, jak myślisz?
Znajomy fikser milczał przez dłuższą chwilę analizując słowa Switcha, a jego oddech tonął w łoskocie klubowej muzyki.
- To na pewno będzie coś warte, stary - powiedział w końcu rzeczowym tonem - Nie dzwoń do nikogo innego, morda w kubeł. Odezwę się tak szybko jak tylko będę mógł. Tylko powiedz szczerze, nie wkręcasz mnie? Bo jak mnie wkręcasz i wpierdolisz w gówno to cię rozkurwię na strzępy, rozumiesz? Yakuza nie zna się na żartach, zmarnujesz ich czas to możemy bardzo marnie skończyć. Rozumiesz wszystko, co powiedziałem?
- Co do słowa - potwierdził Raze - Mam nagranie, pełny obraz tych skurwieli, nawet nagraną rozmowę. Zaufaj mi, stary, czy ja cię kiedykolwiek wystawiłem?
- Obaj wiemy, że ci czasami odpierdala, a nigdy wcześniej nie prosiłeś, żeby cię umawiać z Tygersami. Dostałeś ostrzeżenie, muszę się rozłączyć i zacząć dzwonić. Czekaj na info i nie rób z tym niczego na własną rękę.
-

Raze Switch More
Night City, Megablock 10tka
niedziela 15.07.77, rano
Javier Morales akurat był w jednym ze swoich garaży, bo kiedy odebrał, Switch usłyszał w tle wizg elektrycznych wkrętarek, stukot młotków i warkot pracujących kompresorów, a ponad nimi skoczne dźwięki płynącej z radia „Cintury” Sancheza Loco.
— Hola Raze — powiedział Kubańczyk lekko zniekształconym głosem i Switch oczami wyobraźni ujrzał Moralesa leżącego pod jakimś Villefortem ze śrubokrętem w zębach. — Como estas?
— Siemasz Torque — odpowiedział pozornie rozluźnionym tonem fikser. — Dzwonię, bo oglądam od rana wiadomości z Visty. Ta nocna uliczna wojna wygląda masakrycznie w TV. To sprawdzam znajomków czy mogę jakoś pomóc. Wiesz... Może jakieś medykamenty z MedCenter, środki przeciwbólowe albo jakąś zapasową cybernetykę z trzeciej ręki. Bo mam tam człowieka, który mógłby coś załatwić na już. Za dobrą cenę. Na WNS mówią, że tam u was było pół setki zabitych. To w chuj masakra! Ludzie mogą potrzebować pomocy. Z tobą wszystko w porządku. Z garażami? Aut ci nie spalili?
— Dzięki za telefon. Doceniam troskę — głos Moralesa odzyskał normalne brzmienie, ale mocno jednocześnie spoważniał. — Media nie kłamią, była tu w chuj rzeźnia. Wjechały w nas Szóstki, na pełnej kurwie. Ale jakoś tak dziwnie. Powiem ci, że trochę to do nich niepodobne. Taki rajd. A podobno to była bardzo mocna ekipa. Nabita wszczepami na maksa. Rozwalili grupę Trenu na Vine Street. Potem wbili się w apartamentowiec na tej samej ulicy. Zawinęli stamtąd takiego sieciarza, który tam mieszkał. Taki grubas. Chyba z pół tony waży. SlimWire. Czekaj! Ty go chyba znasz! Kiedyś gadaliśmy pod jego metą. Pamiętasz?
— SlimWire? — Switch poczuł jak na dźwięk pytania Torque oblewa go lodowaty pot. — Kurwa. Ciężko go zapomnieć. Nawet jakby się chciało. Tego nie da się odwidzieć. Raz czy dwa robiłem mu przysługę. Potrzebował lekarstw na te odleżyny i inne powikłania. Sixth Street go porwał z mieszkania? Czym kurwa? Dźwigiem? Avką DTR-u? I dlaczego?
— Ludzie gadają różne rzeczy. W połowę nie ma co wierzyć — odpowiedział Javier. - Ale ja mam swój rozum. W Vista del Rey może się zrobić nieciekawie, gringo. A ja pierdolonych garaży ot tak nie przeniosę w inne miejsce. Myślę, że jak Militech odjebał dwa tygodnie temu Nicholasa Fuentesa, Will Gunner poczuł świeżą krew i myśli, że Manuel się wydyga i ugnie przed ultimatum... Bo Gunner ma duże ambicje i chciałby sobie wykroić kawałek Vista del Rey dla siebie. Żeby tu zacząć inwestować w nieruchomości. Ale Manuel jest mocno… no wiesz... Podobno to bękart Diabła i Santa Muerte, a nie dzieciak starego Fuentesa. Ciesz się stary, że go nigdy nie poznałeś.
Javier ściszył ton głosu do konspiracyjnego szeptu.
— Ode mnie tego nie słyszałeś, ale to prawdziwy pojeb. Dla niego zabić człowieka za nic to jak strzelić palcami. Padre Ibarra i inni starsi Valentinos robią się na niego cięci. Na razie chyba tylko obserwują, co się będzie działo.
— Ale to jak, to cała ta akcja była o SlimWire? — Switch w pozornie rozluźniony sposób zmienił temat konwersacji, poprawiając kciukiem wolnej dłoni pozycję pożyczonego od HiFi Kiroshi wewnątrz oczodołu. — Streetsi załatwili pół setki waszych, żeby się dobrać do tego grubasa?
— No tak to wygląda, gringo — potwierdził Torque. — Myślę, że Wieloryb robił dla Tren de Agua. Sąsiedzi ponoć mówili, że często do niego zachodził sam młody Fuentes i jedna z jego dupci. Taka Rosita. Bardzo dobra w sieciowaniu. Grubas na sto procent coś dla nich robił. Może czesał w Sieci komunikację Szóstek? Musieli się dowiedzieć i go zwinęli, żeby to skończyć, a SlimWire'a najpierw przesłuchać gdzieś u siebie. Sprawdzaj co jakiś czas wiadomości. Dam sobie głowę uciąć, że jutro albo pojutrze ktoś powiesi jego trupa za nogi na tamie za Santo Domingo. Takiego tłuściocha będzie widać nawet z Visty.
Javier przestał mówić, ale Raze nie podjął od razu konwersacji, myśląc nad czymś intensywnie.
— Jesteś tam, gringo?
— Torque, coś ci teraz powiem. Potraktuj to jako dowód zaufania. Nie byłem z tobą do końca szczery na początku rozmowy. Bo nie wiedziałem, na ile się orientujesz w sytuacji. I czy wciągać cię w niebezpieczne sprawy. Ale jeśli to usłyszysz, będziesz musiał dobrze uważać, komu i coś powiesz. Mówić dalej?
— Weź kurwa nie pierdol, tylko dawaj! - prychnął Kubańczyk. — Po takim ostrzeżeniu muszę wiedzieć, co tam masz.
— Będziesz musiał bardzo szybko zatroszczyć się o swój biznes, amigo. Przenoś, co tylko dasz radę poza dzielnicę. Młody Fuentes jest jeszcze bardziej popierdolony niż sądzisz. On chce przejąć dla siebie całą Vista del Rey. Przygotowywał się na to jeszcze przed śmiercią Nicolasa. Rozpracowywał szlaki przerzutowe i skrytki Szóstek, żeby przejąć ich składy broni i obrócić się przeciwko Valentinosom. Do tego potrzebował SlimWire. Do czesania Sieci. Sprawdzania transportów broni.
— Ja pierdolę! Naprawdę? Ale skąd ty wiesz takie rzeczy? Kto ci dał cynk?
— Mówiłem prawdę, że znałem SlimWire. Ale nie powiedziałem prawdy, że tylko smarowałem mu odleżyny na dupie. Znaliśmy się trochę lepiej. Grubas wysypał się pod koniec roboty. Chyba się zorientował, że Streetsi go namierzyli. W końcu mają własnych sieciarzy. Zadzwonił do mnie z prośbą o pomoc jak Szóstki wypierdalały mu drzwi. Potem zerwało połączenie. Jesteś pierwszym gościem, któremu o tym mówię. Bo jesteśmy kumplami. Pakuj, co tylko możesz i wypierdalaj stamtąd, amigo. Albo, jeśli nie możesz wyjechać, zadzwoń, gdzie trzeba. Jak nie uciszycie na dobre Fuentesa, narobi w dzielnicy jeszcze większego gówna. Sam wiesz, co to za człowiek.
— Ja pierdolę! Daj mi pomyśleć. Kurwa. Robi się naprawdę nieciekawie. Dzięki za cynk. Naprawdę jestem wdzięczny. Będę musiał przekazać twoje info dalej. Oczywiście anonimowo. Kurwa! Muszę nad tym dobrze pomyśleć.
— Javier, jeszcze jedno pytanie. — Switch przestał poprawiać cyberoko. Podrapał nasadę nosa. — Vista to jeden temat w TV. Ale nawijają też o tym zamachu na wycieczkę w Japantown. Ten przystanek na Silk Road. To przecież niedaleko Mostu Kongresowego. Miasto jest pełne świrów, ale nawet świr dwa razy pomyśli, zanim wejdzie na teren Tygersów i odpali tam w biały dzień kilka dzieciaków. Myślisz, że to jakaś prowokacja była, że Trenosi chcą napuścić Tygersów na Szóstki albo na odwrót, Szóstki na Tygersów? Albo Tygersów na Valentinosów? Jak tak teraz myślę, to ostatnie wydaje się najbardziej prawdopodobne. W sumie, nie zdziwiłbym się, gdyby to była robota tego popierdoleńca Fuentesa.
Morales milczał dość długo, by „Cintura” dobiegła końca i z radia popłynęły pierwsze nuty nowego albumu Us Cracks.
— Nawet o tym wcześniej nie pomyślałem — powiedział po chwili namysłu. — Może być jak gadasz. Masz ten łeb, stary. Muszę kończyć. Muszę podzwonić w sprawie Fuentesa. I pogadam z paroma osobami, czy ktoś nie potrzebuje dostawy z MedCenter, ale pamiętaj, na krzywdzie rodziny zysku się nie robi, będziesz musiał mocno spuścić z marży, vale? Dam znać, co i jak, na razie. Ja pierdolę.
— Jasne amigo. Odviję sobie innym razem. Uważaj na ulicy. Teraz w Vista trzeba mieć oczy dookoła dupy, stary.
Switch rozłączył rozmowę. Odłożył smarthinga na kolano. Dotychczasowe konwersacje pozwalały mu zbudować w głowie obraz bieżącej sytuacji na pograniczu Vista del Rey i Santo Domingo i chociaż fikser daleki był od entuzjazmu, zaczynał pomimo pozornej beznadziejności swojej sytuacji zaczął dostrzegać pewne światełko w tunelu.
Smarthing zaczął wibrować obwieszczając przychodzące połączenie. Raze zerknął na jego ekran i z miejsca rozpoznał ciąg wyświetlonych tam cyfer.
Hector Garcia.
-
Klitka Dingo i Froga w H10
Hector starał się zachować opanowane brzmienie głos, ale Raze znał go zbyt długo, żeby się na to nabrać. Wyobrażając sobie twarz Garcii łapał uchem wyraźne nuty nerwowej ekscytacji rozmówcy.
- Switch, masz swoje pięć minut, ale to będzie ważne spotkanie, nie możesz tego zjebać. Jesteś na chacie?
Twarz Switcha w jednej chwili pobladła. A na czoło wystąpiły krople potu.
- Hector - Raze More odpowiedział drżącym głosem - Czyś ty ochujał? Podesłałeś ich do mnie na kwaterę? Nie! Nie ma mnie! Słyszysz? Nie ma mnie w domu!
W głowie w jednej chwili przewinęła się scena z mieszkania Slima. Brutalność Rozity. Fuentes. Prawie wtedy zginął.
Arte... kiedy miała wrócić? Chłopaki. Kurwa, musi ich ostrzec.
— Switch, odpierdala ci? Wciągałeś coś albo się czymś szprycowałeś? Tylko mi nie mów, że się znowu napierdoliłeś błyszczykiem. Kurwa, tylko nie dzisiaj. Siedź na pierdolonej dupie na chacie i nigdzie się do wieczora nie wybieraj. Żeby cię jakiś samochód przypadkiem nie potrącił! - krzyknął roztrzęsionym głosem drugi fikser - Musisz być o ósmej na Jig-Jig Street, będę na ciebie czekał. To mój warunek jako pośrednika, idę z tobą jako osoba towarzysząca.
Słysząc Jig-Jig Street Raze zaczął się domyślać, o jakim spotkaniu mówił mu Hector. I dlaczego wydawał się tak zdenerwowany. I dlaczego chciał towarzyszyć swojemu kumplowi. Stwierdził jednak ze zdziwieniem, że mimo tego, że powinien być w tej chwili przerażony, odetchnął z ulgą. Czyli nie stoją w korytarzu. Nie wyciągają giwer. Nie zrobią zaraz jatki na kwadracie. Opadł ciężko na fotel. Arte jest bezpieczna. Sam może rozmawiać nawet z jebaną Cesarzową. Już dwa razy wywinął się śmierci.
- Pojebańcu, prawie zawału dostałem przez ciebie - Otarł czoło rękawem, teraz już spokojny Czy to jest to co myślę? - zapytał wypowiadając powoli słowa, zrozumiale w tej sytuacji ostrożnym tonem - Jig-Jig Street?
- To nie było z góry zaplanowane, compañero - odpowiedział Hector - Zadzwoniłem do znajomego brokera, a on prosto do niej. Do samej pierdolonej Cesarzowej. Jeszcze raz cię pytam, Switch, czy ty mnie nie robisz w chuja? Szczerze, bo teraz już nie ma odwrotu. Ona chce zobaczyć twoje nagranie.
Raze nie odpowiedział w pierwszej chwili próbując zebrać myśli i choć trochę ochłonąć. Cesarzowa? Wakako Okada, niepisana władczyni fikserskiego półświatka Japantown? Wdowa po czterech wysokich statusem liderach Tygersów; kobieta, z której zdaniem liczyli się przywódcy yakuzy; o której uwagę i przychylność ludzie gotowi byli zabijać i niszczyć bez chwili wahania; której uniesiona brew mogła przesadzić w jednej sekundzie o czyimś życiu lub śmierci?
Wakako Okada, pośredniczka, mediatorka i doradczyni bardzo wpływowych osobistości w Night City, rozpościerająca uperfumowane i okryte aksamitem macki na całą metropolię.
I właśnie ona zaplanowała sobie na ósmą wieczorem w niedzielę spotkanie z Hectorem Garcią i Razem More.
- Nie mam żadnego nagrania - odparł poważnym tonem Switch.
Sięgnął po szklankę i przepłukał gardło delektując się ciszą po drugiej stronie telefonu.
- Oczywiście, że mam, ciulu jeden! - rzucił w końcu do słuchawki a Ile razy mam ci to powtórzyć?
- Kurwa, ciebie lepiej dwa albo trzy razy spytać dla pewności - odetchnął Hector - Tylko Switch, weź się zachowuj, to kurwa nie będzie bar z pierogami. Kup jakieś normalne ubranie, nie te łachy, co je nosisz codziennie. I traktuj ją z szacunkiem. Cesarzowa takimi ludźmi jak my dupę sobie wyciera bez zapamiętywania imion. Drugiej takiej szansy dla nas na wejście do wyższej ligi nie będzie..
-

Raze Switch More
Night City, Megablock 10tka
niedziela 15.07.77, popołudnie
Wieczór zbliżał się szybciej, niż by sobie tego życzył.
Switch zamknął za sobą drzwi łazienki i przez dłuższą chwilę stał bez ruchu, opierając dłonie o umywalkę.
W lustrze patrzył na niego ktoś obcy.
Jedno oko ciągle było spuchnięte. Drugie wyglądało nienaturalnie — pożyczone Kiroshi wciąż wydawało mu się cudze. Twarz pokrywały sińce, rozcięta warga zdążyła zasklepić się cienką, ciemną strużką.
— Da się sprzedać — mruknął do własnego odbicia.
Odkręcił wodę.
Gorący prysznic zmywał z niego zaschniętą krew, kurz Vista del Rey i zapach śmietnika, z którego kilka godzin wcześniej wyciągnęli go przyjaciele.
Stał pod strumieniem dłużej niż zwykle.
Pozwalał wodzie spływać po karku.
Oddychał.
Powoli.
Równo.
Jak przed każdą ważną robotą.
─── ◈ ───
Nie miał pieniędzy na nowe ubrania.
Musiał poradzić sobie tym, co znalazł w szafie.
Odrzucił skórzaną kurtkę.
Za bardzo krzyczała.
Koszulki z nadrukami również.
Wybrał ciemne spodnie, czarną koszulę i grafitową marynarkę, której nie zakładał od miesięcy. Wymagała jedynie kilku ruchów dłonią, by strzepnąć z niej kurz.
Spojrzał na siebie jeszcze raz.
Nie wyglądał dobrze.
Nie wyglądał naturalnie.
Ale wyglądał... poważnie.
To musiało wystarczyć.
Na półce odnalazł niemal zapomniany flakonik perfum.
Dwie krople.
Jedna na szyję.
Druga na nadgarstek.
Więcej byłoby przesadą.
─── ◈ ───
Usiadł przy stole.
Wyjął drzazgę i skopiował na nią nagranie.
Pasek postępu przesuwał się leniwie, jakby specjalnie chciał wystawić go na próbę.
Gdy transfer dobiegł końca, odłączył nośnik i przez chwilę obracał go między palcami.
Tyle zamieszania.
Kilka gramów plastiku i krzemu.
Przepustka do wyższej ligi.
Albo bilet w jedną stronę.
Schował drzazgę do wewnętrznej kieszeni marynarki i odruchowo klepnął się po piersi, upewniając się, że siedzi na miejscu.
Dopiero wtedy wyszedł z pokoju.
W salonie zatrzymał się na moment.
— A... jeszcze jedno.
Spojrzenia kilku osób oderwały się od swoich zajęć.
— Po Aigo nie ma już po co jechać.
Oparł się ramieniem o futrynę.
— Trensi rozebrali je do gołej blachy. Szukali śladów tych, którzy odwiedzili Slima przed całą rozpierduchą.
Wzruszył ramionami.
— Podobno jeszcze zostawili ludzi przy wraku. Liczą, że ktoś wróci po fanty albo będzie chciał zatrzeć ślady.
Krzywo się uśmiechnął.
— Więc jeśli komuś chodzi po głowie wycieczka do Vista del Rey... to lepiej, żeby ją sobie odpuścił. Wysłałem wiadomość do Froga.
─── ◈ ───
Dopiero wtedy przypomniał sobie Brazil.
Od rana praktycznie rozmawiali wyłącznie o trupach, gangach, hakach i pieniądzach.
Westchnął cicho.
— Debil...
Mruknięcie skierowane było wyłącznie do niego samego.
Przeszedł do niewielkiego aneksu.
Odnalazł kilka zapomnianych świec.
Jedna pachniała wanilią.
Druga czymś cytrusowym.
Trzecia była zwykłą, białą świecą awaryjną.
Ustawił je na stoliku w sypialni.
Nieidealnie.
Ale z wyraźnym zamiarem.
W łazience znalazł buteleczkę olejku do masażu, który kiedyś kupił bardziej z ciekawości niż z planu jego wykorzystania.
Postawił ją obok świec.
Przez chwilę przyglądał się swojemu dziełu.
Wyglądało... zaskakująco przytulnie.
Kąciki ust uniosły mu się odrobinę.
— Tylko się nie śmiej...
Powiedział to cicho, jakby Brazil już stała obok.
Po raz pierwszy od wielu godzin pomyślał o czymś innym niż Fuentes.
I było mu z tym zaskakująco dobrze.
Jedyne co psuło jego dobry nastrój, to że musiał opuścić megablok najpóźniej o siódmej wieczorem.
-
Hartley "Mack" Mackinaw
Megablok, przedpołudnie
Skończył kawę, wypłukał kubek. Jeszcze zanim zapowiedziany Leif pojawił się u nich w mieszkaniu Mack spokojnie zdążył skoczyć te kilka pięter niżej na małe zakupy, zapełniając swoją część lodówki na mniej więcej dwa dni. Odżałował te kilka eurodolców na śniadanie w chińskiej budce, która chyba była otwarta przez całą dobę.
Ponownie w mieszkaniu.
Dawno tego nie robił, ale po wczorajszych wydarzeniach chciał sprawdzić, czy na swojej (już dawno byłej) uczelni nadal ma dostęp. Musiał sobie przypomnieć tę cholerną pierwszą pomoc, coś mu ręce i mózg musiały zardzewieć ostatnim razem. Zamiast szukać w sieci czegokolwiek, co by się choć jakoś nadawało, uderzył prosto do źródła. Tam na pewno coś znajdzie. Nawet jeżeli się okaże, że jego account już dawno skasowano, to może znajdzie ogólnodostępne materiały - nie szukał niczego o neurochirurgii, tylko jebanej pierwszej pomocy, to musi tam być. Co z tego że on studiował weterynarię, ale pierwsza pomoc była zawsze dla wszystkich z kierunków medycznych i okołomedycznych.
Podszkoli się. Uda mu się.
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się