Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje future
  3. Rozgrywka
  4. [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
Syreni Śpiew Neonów
KetharianK
Ketharian jako
Soulkiller
Mistrz Gry
JohnyTRSJ
JohnyTRS jako
Hartley „Mack” Mackinaw
GladinG
Gladin jako
HiFi
GreKG
GreK jako
Raze „Switch” More
WilczyW
Wilczy jako
Houston „Dingo” Dawn
MarrrtM
Marrrt jako
Shawn „Frog” Camara
NanatarN
Nanatar jako
Artemida „Brazil” Torquemada

[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
cyberpunkcyberpunk2077
302 Posty 7 Uczestników 4.9k Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • KetharianK Online
    KetharianK Online
    Ketharian jako Soulkiller
    Obsługa Moderator Mecenas
    napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
    #292

    Mieszkanie w H10, klitka Dingo


    Houston uwinął się w moment z nowym aparatem dla fiksera, bo sklepiki wielobranżowe w H10 działały na praktycznie każdym piętrze oferując nie tylko artykuły żywnościowe, odzież, używki i medykamenty, ale też elektronikę, broń i amunicję czy sprzęty gospodarstwa domowego, najczęściej pochodzące z szarej strefy przemytu i kradzieży. Smarthing Switcha należał do najwyższej półki - nie był przechodzonym egzemplarzem wyrwanym miesiące temu z ręki jakiegoś turysty w Little China, tylko nowiutkim modelem Subarashi, który musiał całkiem niedawno spaść całymi pudłami z jakiejś ciężarówki w Arroyo.

    Skonfigurowane w ciągu dwudziestu minut urządzenie znalazło się w pełnej gotowości do działania, zabezpieczone kilkoma aplikacjami ochronnymi ściągniętymi przez fiksera z pirackiego serwera w Głębokiej Sieci. Jedyną rzeczą, która psuła całokształt przygotowań telefonu była pusta lista kontaktów, ale Raze był na to przygotowany, bo słusznie uważając siebie samego za zawodowca, wszystkie branżowe numery kontaktów miał zapisane w organicznej pamięci.

    W salonie bez końca leciały wiadomości z Vista del Rey i Japantown; i jedne i drugie budziły w myślach Switcha burzliwe emocje, toteż fikser zamknął się z telefonem w klitce Dingo i Froga, siadając na krawędzi jednego z łóżek i wystukując z pamięci odpowiedni numer.

    Rosario odebrał po prawie dziesięciu sygnałach, co zdradzało duże obłożenie lokalu klientami. Niedzielny poranek, Heywood na pograniczu z Japantown korzystał z natłoku turystów mających dość kuchni azjatyckich i szukających nowych kulinarnych wrażeń po drugiej stronie Mostu Kongresowego.

    - Czego? - rzucił podejrzliwym głosem widząc na wyświetlaczu swojego zapasowego telefonu niezidentyfikowany numer.

    - Zluzuj porty, Diego, to ja Switch - odpowiedział fikser - Masz chwilę na pogadanie? Patrzę od rana na wiadomości i ciągle gadają o Vine Street. Co tam się odjebało, przecież to blisko ciebie, lokalu ci nie spalili? W TV to wygląda jak pierdolona wojna światów.

    - Switch, ciulu jeden, byś kiedyś wpadł coś wypić, a nie tylko dzwonisz jak coś potrzebujesz. Już ci dawno wybaczyłem to, co odpierdoliłeś ostatnim razem. Pipa, chodź mnie zastąpić, idę na fajkę! Ale dzięki, że się troszczysz, jakbym cię nie znał to bym uwierzył. Knajpa bez szwanku, ale spaliły się dwie na wylocie Vine Street, to mam od rana więcej klientów, nie wiem gdzie ręce włożyć, a Pipa zamiast pomagać ciągle na fajki wychodzi, nie wytrzymam z tą laską, słowo daję.

    W głośniku szumiał gwar licznych głosów, szczęku naczyń i brzęku sztućców, zastąpiony po chwili dźwiękami ulicznego ruchu.

    - No dobra, to ci opowiem, co tu się odpierdoliło - oznajmił Diego Rosario Mendez, barman z latynoskiej knajpki na Republican Avenue - W nocy na dzielnię wjechały gnidy z Szóstej Ulicy, całym autobusem albo dwoma, bo małymi grupami to te kurwy srają w gacie. Zaczęli walić seriami na oślep, ale nasi są na takie akcje gotowi i zaraz poszła kontra od Tren de Agua. Połowę Szóstek odjebali od razu, druga połowa spierdoliła do jednego apartamentowca, narobiła tam syfu, zanim Trenosi ich nie wyparli za kanał. Parę godzin to trwało, prawie jak prawdziwa wojna. Żałuj, kurwa, że tego nie widziałeś, siedzisz cały czas w Watson i wpierdalasz chińskie kluski, to nic nie wiesz o prawdziwym świecie.

    - Kurwa, szczerze żałuję - jęknął pełnym żalu głosem Switch - Ale że Streeci tak na ostro weszli, nie rozumiem tego. Całkiem ochujali? Od dłuższego czasu był spokój między nimi i Heywood, znaczy się, bez takich grubych akcji. Wiesz może, co się zmieniło? Ludzie coś gadają?

    - Ludzie pierdolą różne dyrdymały, z palca wyssane bzdury - żachnął się Rosario - Pamiętaj, chcesz mieć sprawdzone informacje, dzwoń zawsze do mnie. Ale masz rację, jest w tej sprawie coś dziwnego. W tym apartamencie, w którym Szóstki narobiły gówna mieszkał jeden taki sieciarz, taki grubas, co się z łóżka nie ruszał, pewnie nawet o nim nie słyszałeś. Gość podobno robił jakieś akcje dla Trenosów i Valentinosów, ale to płotka była, tylko rozmiarów wieloryba. No i on wczoraj zniknął, rozumiesz? Gość ważył z pół tony i był za duży, żeby go przeciągnąć przez drzwi, a mimo wszystko to zniknął. Jak tam na własne oczy nic nie widziałem, ale podobno cała zewnętrzna ściana w jego mieszkaniu była wypierdolona jakby czołg w nią jebnął. I wygląda, że to robota Szóstek i ci, których nie daliśmy rady dorwać wytargali go za kanał, dasz wiarę?

    - Taka historia, że aż niewiarygodna - westchnął z zazdrością Switch - Oddałbym w zamian Brazil, żeby tam wczoraj być. To mówisz, że Streeci wbili się na dzielnię dwoma autobusami, żeby wywieźć Trenosom spod nosa ich hakera? A to skurwysyny!

    - Switch, tu się robi jeszcze ciekawiej, bo tu jest jakaś grubsza afera - Rosario zniżył lekko głos jakby nie chciał, aby podsłuchał go któryś z przechodniów - Słyszałem, że zanim zaczęła się ta rozpierducha, do tego budynku wrąbała się inna grupa. Cztery osoby albo pięć, ludzie nie są do końca pewni. Podobno zawodowcy, widać było po ruchach i gadce, profosów od razu da się poznać. Podobno zagadywali uliczne kurewki o tego grubasa. Ludzie mówią, że to musieli być korporacyjni, może jakiś jebany kill-team z Militechu albo Arasaki. Wysoka półka, kumasz, podobno dało się od razu wyczuć. Kto tam wie, co jest prawdą, ale ta szajka hitmanów zniknęła jak tylko na ulicy zaczął się rozpierdol. I grubas też zniknął. Przypadek? Nie sądzę. Ja myślę, że oni go zajebali z dzielni ze sobą, tylko nikt nie potrafi wyjaśnić jak oni to zrobili.

    - We wiadomościach nie było o tym słowa - skomentował Switch zmieniając pozycję na krawędzi łóżka - Korporacyjny kill-team, mówisz?

    - No jak czegoś nie ma w wiadomościach to możesz być pewien, że tak właśnie było, te korporacyjne kurwy i ratusz ręka w rękę łżą jak psy. A wiesz jak ci goście przyjechali do Visty? Podobno Toyotą z wypożyczalni, w chuj czerwoną odrapaną Aigo, uwierzyłbyś? Jaki hitman jeździ takim gównem? Hitman z górnym półki, bo to był kamuflaż, stary. Inni by wjechali na akcję opancerzonym Emperorem, a ci Aigo. Ktoś taki musi być w chuj niebezpieczny i Trenosi chyba też tak myślą, bo rozebrali to Aigo na kawałki, żeby tylko znaleźć jakieś ślady. A Fuentes podobno jest w amoku, bo w tej strzelaninie ktoś mu odjebał taką Rositę, lasencję do ruchania i zadań specjalnych, praktycznie na sam koniec akcji. Trenosi podobno zachodzą w głowę czy poszła na konto Streetsów czy tych korpofiutów, ale wiadomo, młody Fuentes jest zdrowo pojebany, on im nie odpuści. Zaraz przyjdę, kurwa, jeszcze nie spaliłem do końca! Tak że dużo się tutaj dzieje, stary, wpadnij się napić to pogadamy, a w ogóle to jeszcze Valentinosi zaczęli w tym grzebać, chociaż to teren Tren de Aqua, ale podobno ich nie interesuje, o co chodziło w tej napierdalance, tylko szukają jakiegoś łebka z tego apartamentowca, chuj wie, po co. Stary, muszę kończyć, bo mi Pipa łeb urwie, przyjedź na flaszkę, adios.

    Połączenie urwało się z suchym trzaskiem, pozostawiło Switcha w głębokim zamyśleniu w czterech ścianach pokoiku.

    Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    💙 ⚡
    5
    • GreKG Niedostępny
      GreKG Niedostępny
      GreK jako Raze „Switch” More
      Mecenas
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #293

      text alternatywny

      Raze Switch More

      Night City, Megablock 10tka

      niedziela 15.07.77, rano

      Switch wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi trochę ciszej niż zwykle. Rozmowa zostawiła po sobie więcej pytań niż odpowiedzi. Przez moment stał nieruchomo na korytarzu, pocierając kciukiem skroń.

      Akurat wtedy z pokoju wyszła Brazil. Sportowy top, włosy związane do treningu. Wyglądała, jakby szła spalić kalorie i zły humor.

      — Arte.

      Zatrzymał ją gestem.

      — Zanim pogadam z Sixth Street, muszę wiedzieć, co mam.

      Spojrzał jej prosto w oczy.

      — Potrzebuję, żebyś przeorała sprzęt Shivy. Wszystko. Dyski, cache, ukryte partycje, śmieci po usuniętych plikach. Cokolwiek znajdziesz o Slimie, Fuentesie, transportach Szóstek albo Arasace.

      Na moment zawiesił głos.

      — Jeśli tam siedzi coś, co pozwoli mi wejść do Szóstek z kartami na stół, to chcę to mieć, zanim otworzę mordę.

      Przycisnął ją do siebie. Złapał za tyłek.

      — Siłownia nie ucieknie.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      1
      • NanatarN Niedostępny
        NanatarN Niedostępny
        Nanatar jako Artemida „Brazil” Torquemada
        napisał(a) ostatnio edytowany przez
        #294

        H10; 15 July 2077; 09.38

        Mając wszystko drobiazgowo, może nie drobiazgowo, ale przygotowane, upakowane w grafik nawet z niezłym zapasem, Artemida entuzjastycznie zabrała się do realizowania kroczków jednego za drugim. Ubrania: Wysłane- Zamówione. Niewiele zostało w szafie. Mając jeszcze nieco czasu sprawdziła skopiowane od SlimVira pliki: nudy, nudy, gówno, o fuj...Stan konta podobnie jak wczoraj na debecie tysiąca. Sprawdziła go w sieci: Nic, głucho, aż tak nie zablokowała sprzętu, poza tym z większością i tak zapewne już by sobie poradził. Grubas zniknął z obiegu cyfrowego.

        Spakowała torbę, zamówiła jedzenie po siłowni, wstrzymała się z wiadomością do Misty, pragnąc przekazać rewelacje reszcie ekipy. Wystrzeliła z celi promienna jak księżniczka w połowie balu. W egzaltacji rozproszona wprost wpadła na posągowo ustawionego Swicha. Rozgięła usteczka w szerokim uśmiechu mając już zamiar skomplementować szybki powrót do formy, ale zaraz zbiła je w wąską kreskę, a zasięg drobienia i wydymania ust miała powalający.

        Walczyła chwilę ze sobą by nie wybuchnąć. Piąstki tylko zacisnęła i usteczko przygryzła. Nie tak sobie to wyobrażała przed chwilą. More kompletnie ją wybił z równowagi.

        -Potrzebujesz - wycedziła - a co masz? Co? Co możesz zaoferować, zmęczonej, wystraszonej, niedopieszczonej kobiecie, żeby wszystko rzuciła jak stoi i osikała drzewko, które wskażesz?

        Wdychała przez nos, wydychała ustami jak instruowała Misty.

        -Też czegoś potrzebowałam, przez ostatnie kilka miesięcy. Wczoraj potrzebowałam, żeby mnie ktoś przytulił, żebym czuła się bezpieczna, żeby ktoś powiedział, że ładnie wyglądam. Nawet tego ostatniego nie wydusiłeś! - Jeszcze jeden oddech tym razem głębszy, ale Brazil była już zdecydowanie spokojniejsza. - Teraz wyjaśnię dlaczego odkładam sprawę decków Shivy na jutro. Wykonuję zlecenie dla Misty, za które już zgarnęłam kasę. Jeśli mój sprzęt ulegnie uszkodzeniu przez to co znajdę na dyskach Shivy, będę w dupie, a ty mi nie pomożesz. Dlatego najpierw skończę zlecenie dla Misty, a później z olbrzymią przyjemnością zajmę się deckami Shivy. Możesz oczywiście znaleźć w międzyczasie równie zaufanego współpracownika jak SlimVire. A skoro o grubym mowa. Zniknął z sieci wczoraj niedługo po naszym wyjściu i do tej pory się nie pojawił. Nic. Jego konto na minus tysiąc. Aż tak nie uszkodziłam mu decku, wobec tego myślę, że ktoś go zabił. Przynajmniej jedna sprawa z głowy. To się koreluje z tym, że Trensi mają niewielkie zaplecze netrunnerów i ktoś uderzył w ich czuły punkt. Oczywiście będę tą sprawę monitorowała.

        Wyraźnie już rozluźniona.

        -Zrób proszę wobec tego jakiś arkusz danych tego co wiesz i tego co może się przydać, dodaj do tego co możesz zaoferować. Uwaga tu mam swoje koncepcje. Jeśli załatwisz inny czysty deck, który pozwoli mi zajrzeć do tych Shivowych to może zerknę wcześniej, choć wolałabym żebyś poczekał do północy. - machnęła ręka - masz te dane, o które wczoraj prosiłeś o korporacjach. Można by pomyśleć jak na giełdzie zagrać. Teraz idę na siłkę nie dla tego, że mam kaprys tylko dlatego, żeby dbać o ciało. Mayby: sombody thinking about my pussy

        Skierowała się do wyjścia, ale zatrzymała przed drzwiami.

        -Rodzinko! Dziś w nocy będę przez krótką chwilę miała dostęp do danych magistratu, jeśli się uda. Jak ktoś czegoś szuka to przygotujcie dossier.

        Wyszła pogwizdując.

        Na siłowni

        Jeszcze z szatni wysłała

        Brazil do Misty:
        Brazil Jestem gotowa na masaż dziś o północy. Znajdziesz wcześniej czas, na przygotowanie olejków i jakąś kavkę? Może fryzjera?

        Prędko dotarło do niej, że na porządny trening walki nie ma szans. Podczas rozgrzewki na rowerku, pomachała do swej wczorajszej agresorki. Już była zmęczona, a jeszcze nie zaczęła. Uparła się, że się rozkręci. Porozciągała zmęczone mięśnie, a te jak echo mózgu domagały się jedzenia. Wciąż tylko jeść i jeść, ciało jest niezaspokojone. Przeszła na mięśnie. Drążek.

        -Coś nie w formie lala? - zagaiła mulatka
        -Za to ty kwitnąca, nikt nie zaprosił cię do tańca.
        -Też raczej na tańcach nie byłaś, wyglądasz jak siedem nieszczęść. Nie nagrywasz dziś, może ja to zrobię?

        Wyjęła smarta i włączyła nagrywanie.

        Brazil podciągnęła się jeszcze pięć razy, ostatni już ledwo, czuła jak zrywają się jej tkanki w mięśniach, żeby odrosnąć silniejszymi.

        -Jak chcesz. Zejdź z podbicia światła i rozszerz przesłonę. Mały krok do tyłu. Możesz zostać moim operatorem.

        Znudzona, bo Artemida nie okazała dezaprobaty kobieta schowała smarta.

        -Co jest z tobą nie tak?
        -Ty mi powiedz, dla mnie wszystko jest zajebiste.

        I jeszcze
        -Idę na matę, chcesz spróbować? - nie czekając na odpowiedź zagwizdała na chłopaków.

        Bardziej uczyła chętnych niż szlifowała własne techniki. wiła się, ślizgała i unikała. W końcu pozbywszy się wszystkiego co ją krępowało, co spinało, położyła się na macie wpatrzona w ledowy sufit.

        Powróciła mokra, śmierdząca i szczęśliwa.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        🤸
        4
        • GreKG Niedostępny
          GreKG Niedostępny
          GreK jako Raze „Switch” More
          Mecenas
          napisał(a) ostatnio edytowany przez
          #295

          text alternatywny

          Raze Switch More

          Night City, Megablock 10tka

          niedziela 15.07.77, rano

          Switch przez chwilę milczał. Nie próbował się odgryźć. Nie szukał ciętej riposty. Po prostu patrzył na Brazil, jakby dopiero teraz naprawdę usłyszał, co powiedziała.

          — Masz rację.

          Słowa przeszły mu przez gardło z wyraźnym trudem.

          — Spierdoliłem to.

          Oparł się barkiem o ścianę.

          — Wczoraj myślałem tylko o sobie. O Fuentesie. O Keirze. O tym, że wszystko znowu się wali. A ty... byłaś obok.

          Krzywo się uśmiechnął.

          — I nawet nie powiedziałem, że wyglądasz zajebiście.

          Na moment spuścił wzrok.

          — Przepraszam.

          Westchnął cicho.

          — Nie będę cię ciągnął do tych decków na siłę. Zrób robotę dla Misty. To ma sens.

          Po chwili uniósł dłoń.

          — Ale z tym czystym deckiem... to jest dobry pomysł. Tyle, że jestem spłukany. Życie mnie przeorało.

          Stał przez chwilę milcząc.

          — I ze SlimWire też zjebałem. W ogóle mam wrażenie, że wszystkie moje wybory są złe. A grubasa zabrały Szóstki. Wyjebały całą ścianę w kwaterze, żeby go z tamtąd wyciągnąć.
          Kiwnął głową.

          — Arkusz też zrobię. Wszystko, co wiem o Shivie, Slimie, Fuentesie, Szóstkach, Trensach. Bez zgadywania. Same fakty.

          Kiedy Brazil odwróciła się do wyjścia, odezwał się jeszcze raz.

          — Arte...

          Zaczekał, aż spojrzy.

          — Dzięki, że po mnie wróciłaś.

          Krótka pauza.

          — I... uważaj na siebie na tej siłowni. Wróć. Wymasuję ci wszystko bejbe.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          😝 🐸
          3
          • KetharianK Online
            KetharianK Online
            Ketharian jako Soulkiller
            Obsługa Moderator Mecenas
            napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
            #296

            Mieszkanie w H10, klitka Dingo


            Odmowa Brazil mocno pokrzyżowała fikserowi plany, chociaż Switch nie żywił do dziewczyny urazy, co najwyżej leciutkie rozczarowanie. Dyski Shivy faktycznie mogły uszkodzić złośliwym oprogramowaniem jej cenny sprzęt, mogły nawet przetransferować się do neuralnego procesora netrunnerki z potencjalnie grobowymi tego konsekwencjami.

            Rozważając w myślach kolejny krok Switch przeciął przestrzeń salonu, obrzucił nieobecnym spojrzeniem siedzących przy stoliku techników, pochylonych nad oplecionymi kabelkami implantami.

            Musiał przemyśleć szczegóły rozmowy z Emily Dawson, aby nie popsuć głupim zdaniem potencjału tej konwersacji, zadzwonił zatem najpierw do kogoś innego.

            Hector Garcia odebrał niemal natychmiast, chociaż jego głos był ledwie słyszalny w łoskocie elektronicznej muzyki o ostrym orientalnym brzmieniu. Switch docisnął aparat do ucha mamrocząc pod nosem jakiś niewybredny komentarz.

            - Raze, co tam, stary? - rzucił Hector ponad szybkimi dźwiękami akustycznej kakofonii - Dopiero co gadaliśmy, coś się zesrało?

            - Jest sprawa. Potrzebuję przysługi. Teraz jestem spłukany, ale się odwdzięczę. Masz cały czas dojścia do Tygersów? Do kogoś wyżej w strukturze?

            - Szukasz kontaktu z yakuzą? - w głosie Garcii zadźwięczało autentyczne zdziwienie - To nie twoja liga, stary, bez obrazy. Czego od nich chcesz?

            - Niech to na razie zostanie między nami, Hector. Słyszałeś o zabójstwie dwóch alfonsów gangu przy Raymond Street? Dzisiaj po południu?

            - Słyszałem, to moja strefa - potwierdził ostrożnie Garcia, spoważniał w jednej chwili - A ty co o tym wiesz?

            - Wiem, kto to zrobił - oznajmił Switch - Widziałem to na własne oczy i mam tych gości nagranych na Kiroshi. Pełne zbliżenie, obraz jak żyleta. Takie nagranie musi być coś warte dla Tygersów, jak myślisz?

            Znajomy fikser milczał przez dłuższą chwilę analizując słowa Switcha, a jego oddech tonął w łoskocie klubowej muzyki.

            - To na pewno będzie coś warte, stary - powiedział w końcu rzeczowym tonem - Nie dzwoń do nikogo innego, morda w kubeł. Odezwę się tak szybko jak tylko będę mógł. Tylko powiedz szczerze, nie wkręcasz mnie? Bo jak mnie wkręcasz i wpierdolisz w gówno to cię rozkurwię na strzępy, rozumiesz? Yakuza nie zna się na żartach, zmarnujesz ich czas to możemy bardzo marnie skończyć. Rozumiesz wszystko, co powiedziałem?

            - Co do słowa - potwierdził Raze - Mam nagranie, pełny obraz tych skurwieli, nawet nagraną rozmowę. Zaufaj mi, stary, czy ja cię kiedykolwiek wystawiłem?

            - Obaj wiemy, że ci czasami odpierdala, a nigdy wcześniej nie prosiłeś, żeby cię umawiać z Tygersami. Dostałeś ostrzeżenie, muszę się rozłączyć i zacząć dzwonić. Czekaj na info i nie rób z tym niczego na własną rękę.

            Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            2
            • GreKG Niedostępny
              GreKG Niedostępny
              GreK jako Raze „Switch” More
              Mecenas
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #297

              text alternatywny

              Raze Switch More

              Night City, Megablock 10tka

              niedziela 15.07.77, rano

              Javier Morales akurat był w jednym ze swoich garaży, bo kiedy odebrał, Switch usłyszał w tle wizg elektrycznych wkrętarek, stukot młotków i warkot pracujących kompresorów, a ponad nimi skoczne dźwięki płynącej z radia „Cintury” Sancheza Loco.

              — Hola Raze — powiedział Kubańczyk lekko zniekształconym głosem i Switch oczami wyobraźni ujrzał Moralesa leżącego pod jakimś Villefortem ze śrubokrętem w zębach. — Como estas?

              — Siemasz Torque — odpowiedział pozornie rozluźnionym tonem fikser. — Dzwonię, bo oglądam od rana wiadomości z Visty. Ta nocna uliczna wojna wygląda masakrycznie w TV. To sprawdzam znajomków czy mogę jakoś pomóc. Wiesz... Może jakieś medykamenty z MedCenter, środki przeciwbólowe albo jakąś zapasową cybernetykę z trzeciej ręki. Bo mam tam człowieka, który mógłby coś załatwić na już. Za dobrą cenę. Na WNS mówią, że tam u was było pół setki zabitych. To w chuj masakra! Ludzie mogą potrzebować pomocy. Z tobą wszystko w porządku. Z garażami? Aut ci nie spalili?

              — Dzięki za telefon. Doceniam troskę — głos Moralesa odzyskał normalne brzmienie, ale mocno jednocześnie spoważniał. — Media nie kłamią, była tu w chuj rzeźnia. Wjechały w nas Szóstki, na pełnej kurwie. Ale jakoś tak dziwnie. Powiem ci, że trochę to do nich niepodobne. Taki rajd. A podobno to była bardzo mocna ekipa. Nabita wszczepami na maksa. Rozwalili grupę Trenu na Vine Street. Potem wbili się w apartamentowiec na tej samej ulicy. Zawinęli stamtąd takiego sieciarza, który tam mieszkał. Taki grubas. Chyba z pół tony waży. SlimWire. Czekaj! Ty go chyba znasz! Kiedyś gadaliśmy pod jego metą. Pamiętasz?

              — SlimWire? — Switch poczuł jak na dźwięk pytania Torque oblewa go lodowaty pot. — Kurwa. Ciężko go zapomnieć. Nawet jakby się chciało. Tego nie da się odwidzieć. Raz czy dwa robiłem mu przysługę. Potrzebował lekarstw na te odleżyny i inne powikłania. Sixth Street go porwał z mieszkania? Czym kurwa? Dźwigiem? Avką DTR-u? I dlaczego?

              — Ludzie gadają różne rzeczy. W połowę nie ma co wierzyć — odpowiedział Javier. - Ale ja mam swój rozum. W Vista del Rey może się zrobić nieciekawie, gringo. A ja pierdolonych garaży ot tak nie przeniosę w inne miejsce. Myślę, że jak Militech odjebał dwa tygodnie temu Nicholasa Fuentesa, Will Gunner poczuł świeżą krew i myśli, że Manuel się wydyga i ugnie przed ultimatum... Bo Gunner ma duże ambicje i chciałby sobie wykroić kawałek Vista del Rey dla siebie. Żeby tu zacząć inwestować w nieruchomości. Ale Manuel jest mocno… no wiesz... Podobno to bękart Diabła i Santa Muerte, a nie dzieciak starego Fuentesa. Ciesz się stary, że go nigdy nie poznałeś.

              Javier ściszył ton głosu do konspiracyjnego szeptu.

              — Ode mnie tego nie słyszałeś, ale to prawdziwy pojeb. Dla niego zabić człowieka za nic to jak strzelić palcami. Padre Ibarra i inni starsi Valentinos robią się na niego cięci. Na razie chyba tylko obserwują, co się będzie działo.

              — Ale to jak, to cała ta akcja była o SlimWire? — Switch w pozornie rozluźniony sposób zmienił temat konwersacji, poprawiając kciukiem wolnej dłoni pozycję pożyczonego od HiFi Kiroshi wewnątrz oczodołu. — Streetsi załatwili pół setki waszych, żeby się dobrać do tego grubasa?

              — No tak to wygląda, gringo — potwierdził Torque. — Myślę, że Wieloryb robił dla Tren de Agua. Sąsiedzi ponoć mówili, że często do niego zachodził sam młody Fuentes i jedna z jego dupci. Taka Rosita. Bardzo dobra w sieciowaniu. Grubas na sto procent coś dla nich robił. Może czesał w Sieci komunikację Szóstek? Musieli się dowiedzieć i go zwinęli, żeby to skończyć, a SlimWire'a najpierw przesłuchać gdzieś u siebie. Sprawdzaj co jakiś czas wiadomości. Dam sobie głowę uciąć, że jutro albo pojutrze ktoś powiesi jego trupa za nogi na tamie za Santo Domingo. Takiego tłuściocha będzie widać nawet z Visty.

              Javier przestał mówić, ale Raze nie podjął od razu konwersacji, myśląc nad czymś intensywnie.

              — Jesteś tam, gringo?

              — Torque, coś ci teraz powiem. Potraktuj to jako dowód zaufania. Nie byłem z tobą do końca szczery na początku rozmowy. Bo nie wiedziałem, na ile się orientujesz w sytuacji. I czy wciągać cię w niebezpieczne sprawy. Ale jeśli to usłyszysz, będziesz musiał dobrze uważać, komu i coś powiesz. Mówić dalej?

              — Weź kurwa nie pierdol, tylko dawaj! - prychnął Kubańczyk. — Po takim ostrzeżeniu muszę wiedzieć, co tam masz.

              — Będziesz musiał bardzo szybko zatroszczyć się o swój biznes, amigo. Przenoś, co tylko dasz radę poza dzielnicę. Młody Fuentes jest jeszcze bardziej popierdolony niż sądzisz. On chce przejąć dla siebie całą Vista del Rey. Przygotowywał się na to jeszcze przed śmiercią Nicolasa. Rozpracowywał szlaki przerzutowe i skrytki Szóstek, żeby przejąć ich składy broni i obrócić się przeciwko Valentinosom. Do tego potrzebował SlimWire. Do czesania Sieci. Sprawdzania transportów broni.

              — Ja pierdolę! Naprawdę? Ale skąd ty wiesz takie rzeczy? Kto ci dał cynk?

              — Mówiłem prawdę, że znałem SlimWire. Ale nie powiedziałem prawdy, że tylko smarowałem mu odleżyny na dupie. Znaliśmy się trochę lepiej. Grubas wysypał się pod koniec roboty. Chyba się zorientował, że Streetsi go namierzyli. W końcu mają własnych sieciarzy. Zadzwonił do mnie z prośbą o pomoc jak Szóstki wypierdalały mu drzwi. Potem zerwało połączenie. Jesteś pierwszym gościem, któremu o tym mówię. Bo jesteśmy kumplami. Pakuj, co tylko możesz i wypierdalaj stamtąd, amigo. Albo, jeśli nie możesz wyjechać, zadzwoń, gdzie trzeba. Jak nie uciszycie na dobre Fuentesa, narobi w dzielnicy jeszcze większego gówna. Sam wiesz, co to za człowiek.

              — Ja pierdolę! Daj mi pomyśleć. Kurwa. Robi się naprawdę nieciekawie. Dzięki za cynk. Naprawdę jestem wdzięczny. Będę musiał przekazać twoje info dalej. Oczywiście anonimowo. Kurwa! Muszę nad tym dobrze pomyśleć.

              — Javier, jeszcze jedno pytanie. — Switch przestał poprawiać cyberoko. Podrapał nasadę nosa. — Vista to jeden temat w TV. Ale nawijają też o tym zamachu na wycieczkę w Japantown. Ten przystanek na Silk Road. To przecież niedaleko Mostu Kongresowego. Miasto jest pełne świrów, ale nawet świr dwa razy pomyśli, zanim wejdzie na teren Tygersów i odpali tam w biały dzień kilka dzieciaków. Myślisz, że to jakaś prowokacja była, że Trenosi chcą napuścić Tygersów na Szóstki albo na odwrót, Szóstki na Tygersów? Albo Tygersów na Valentinosów? Jak tak teraz myślę, to ostatnie wydaje się najbardziej prawdopodobne. W sumie, nie zdziwiłbym się, gdyby to była robota tego popierdoleńca Fuentesa.

              Morales milczał dość długo, by „Cintura” dobiegła końca i z radia popłynęły pierwsze nuty nowego albumu Us Cracks.

              — Nawet o tym wcześniej nie pomyślałem — powiedział po chwili namysłu. — Może być jak gadasz. Masz ten łeb, stary. Muszę kończyć. Muszę podzwonić w sprawie Fuentesa. I pogadam z paroma osobami, czy ktoś nie potrzebuje dostawy z MedCenter, ale pamiętaj, na krzywdzie rodziny zysku się nie robi, będziesz musiał mocno spuścić z marży, vale? Dam znać, co i jak, na razie. Ja pierdolę.

              — Jasne amigo. Odviję sobie innym razem. Uważaj na ulicy. Teraz w Vista trzeba mieć oczy dookoła dupy, stary.

              Switch rozłączył rozmowę. Odłożył smarthinga na kolano. Dotychczasowe konwersacje pozwalały mu zbudować w głowie obraz bieżącej sytuacji na pograniczu Vista del Rey i Santo Domingo i chociaż fikser daleki był od entuzjazmu, zaczynał pomimo pozornej beznadziejności swojej sytuacji zaczął dostrzegać pewne światełko w tunelu.

              Smarthing zaczął wibrować obwieszczając przychodzące połączenie. Raze zerknął na jego ekran i z miejsca rozpoznał ciąg wyświetlonych tam cyfer.

              Hector Garcia.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              🖤
              3
              • KetharianK Online
                KetharianK Online
                Ketharian jako Soulkiller
                Obsługa Moderator Mecenas
                napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                #298

                Klitka Dingo i Froga w H10


                Hector starał się zachować opanowane brzmienie głos, ale Raze znał go zbyt długo, żeby się na to nabrać. Wyobrażając sobie twarz Garcii łapał uchem wyraźne nuty nerwowej ekscytacji rozmówcy.

                - Switch, masz swoje pięć minut, ale to będzie ważne spotkanie, nie możesz tego zjebać. Jesteś na chacie?

                Twarz Switcha w jednej chwili pobladła. A na czoło wystąpiły krople potu.

                - Hector - Raze More odpowiedział drżącym głosem - Czyś ty ochujał? Podesłałeś ich do mnie na kwaterę? Nie! Nie ma mnie! Słyszysz? Nie ma mnie w domu!

                W głowie w jednej chwili przewinęła się scena z mieszkania Slima. Brutalność Rozity. Fuentes. Prawie wtedy zginął.

                Arte... kiedy miała wrócić? Chłopaki. Kurwa, musi ich ostrzec.

                — Switch, odpierdala ci? Wciągałeś coś albo się czymś szprycowałeś? Tylko mi nie mów, że się znowu napierdoliłeś błyszczykiem. Kurwa, tylko nie dzisiaj. Siedź na pierdolonej dupie na chacie i nigdzie się do wieczora nie wybieraj. Żeby cię jakiś samochód przypadkiem nie potrącił! - krzyknął roztrzęsionym głosem drugi fikser - Musisz być o ósmej na Jig-Jig Street, będę na ciebie czekał. To mój warunek jako pośrednika, idę z tobą jako osoba towarzysząca.

                Słysząc Jig-Jig Street Raze zaczął się domyślać, o jakim spotkaniu mówił mu Hector. I dlaczego wydawał się tak zdenerwowany. I dlaczego chciał towarzyszyć swojemu kumplowi. Stwierdził jednak ze zdziwieniem, że mimo tego, że powinien być w tej chwili przerażony, odetchnął z ulgą. Czyli nie stoją w korytarzu. Nie wyciągają giwer. Nie zrobią zaraz jatki na kwadracie. Opadł ciężko na fotel. Arte jest bezpieczna. Sam może rozmawiać nawet z jebaną Cesarzową. Już dwa razy wywinął się śmierci.

                - Pojebańcu, prawie zawału dostałem przez ciebie - Otarł czoło rękawem, teraz już spokojny Czy to jest to co myślę? - zapytał wypowiadając powoli słowa, zrozumiale w tej sytuacji ostrożnym tonem - Jig-Jig Street?

                - To nie było z góry zaplanowane, compañero - odpowiedział Hector - Zadzwoniłem do znajomego brokera, a on prosto do niej. Do samej pierdolonej Cesarzowej. Jeszcze raz cię pytam, Switch, czy ty mnie nie robisz w chuja? Szczerze, bo teraz już nie ma odwrotu. Ona chce zobaczyć twoje nagranie.

                Raze nie odpowiedział w pierwszej chwili próbując zebrać myśli i choć trochę ochłonąć. Cesarzowa? Wakako Okada, niepisana władczyni fikserskiego półświatka Japantown? Wdowa po czterech wysokich statusem liderach Tygersów; kobieta, z której zdaniem liczyli się przywódcy yakuzy; o której uwagę i przychylność ludzie gotowi byli zabijać i niszczyć bez chwili wahania; której uniesiona brew mogła przesadzić w jednej sekundzie o czyimś życiu lub śmierci?

                Wakako Okada, pośredniczka, mediatorka i doradczyni bardzo wpływowych osobistości w Night City, rozpościerająca uperfumowane i okryte aksamitem macki na całą metropolię.

                I właśnie ona zaplanowała sobie na ósmą wieczorem w niedzielę spotkanie z Hectorem Garcią i Razem More.

                - Nie mam żadnego nagrania - odparł poważnym tonem Switch.

                Sięgnął po szklankę i przepłukał gardło delektując się ciszą po drugiej stronie telefonu.

                - Oczywiście, że mam, ciulu jeden! - rzucił w końcu do słuchawki a Ile razy mam ci to powtórzyć?

                - Kurwa, ciebie lepiej dwa albo trzy razy spytać dla pewności - odetchnął Hector - Tylko Switch, weź się zachowuj, to kurwa nie będzie bar z pierogami. Kup jakieś normalne ubranie, nie te łachy, co je nosisz codziennie. I traktuj ją z szacunkiem. Cesarzowa takimi ludźmi jak my dupę sobie wyciera bez zapamiętywania imion. Drugiej takiej szansy dla nas na wejście do wyższej ligi nie będzie..

                Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                👑
                1
                • GreKG Niedostępny
                  GreKG Niedostępny
                  GreK jako Raze „Switch” More
                  Mecenas
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #299

                  text alternatywny

                  Raze Switch More

                  Night City, Megablock 10tka

                  niedziela 15.07.77, popołudnie

                  Wieczór zbliżał się szybciej, niż by sobie tego życzył.

                  Switch zamknął za sobą drzwi łazienki i przez dłuższą chwilę stał bez ruchu, opierając dłonie o umywalkę.

                  W lustrze patrzył na niego ktoś obcy.

                  Jedno oko ciągle było spuchnięte. Drugie wyglądało nienaturalnie — pożyczone Kiroshi wciąż wydawało mu się cudze. Twarz pokrywały sińce, rozcięta warga zdążyła zasklepić się cienką, ciemną strużką.

                  — Da się sprzedać — mruknął do własnego odbicia.

                  Odkręcił wodę.

                  Gorący prysznic zmywał z niego zaschniętą krew, kurz Vista del Rey i zapach śmietnika, z którego kilka godzin wcześniej wyciągnęli go przyjaciele.

                  Stał pod strumieniem dłużej niż zwykle.

                  Pozwalał wodzie spływać po karku.

                  Oddychał.

                  Powoli.

                  Równo.

                  Jak przed każdą ważną robotą.

                  ─── ◈ ───

                  Nie miał pieniędzy na nowe ubrania.

                  Musiał poradzić sobie tym, co znalazł w szafie.

                  Odrzucił skórzaną kurtkę.

                  Za bardzo krzyczała.

                  Koszulki z nadrukami również.

                  Wybrał ciemne spodnie, czarną koszulę i grafitową marynarkę, której nie zakładał od miesięcy. Wymagała jedynie kilku ruchów dłonią, by strzepnąć z niej kurz.

                  Spojrzał na siebie jeszcze raz.

                  Nie wyglądał dobrze.

                  Nie wyglądał naturalnie.

                  Ale wyglądał... poważnie.

                  To musiało wystarczyć.

                  Na półce odnalazł niemal zapomniany flakonik perfum.

                  Dwie krople.

                  Jedna na szyję.

                  Druga na nadgarstek.

                  Więcej byłoby przesadą.

                  ─── ◈ ───

                  Usiadł przy stole.

                  Wyjął drzazgę i skopiował na nią nagranie.

                  Pasek postępu przesuwał się leniwie, jakby specjalnie chciał wystawić go na próbę.

                  Gdy transfer dobiegł końca, odłączył nośnik i przez chwilę obracał go między palcami.

                  Tyle zamieszania.

                  Kilka gramów plastiku i krzemu.

                  Przepustka do wyższej ligi.

                  Albo bilet w jedną stronę.

                  Schował drzazgę do wewnętrznej kieszeni marynarki i odruchowo klepnął się po piersi, upewniając się, że siedzi na miejscu.

                  Dopiero wtedy wyszedł z pokoju.

                  W salonie zatrzymał się na moment.

                  — A... jeszcze jedno.

                  Spojrzenia kilku osób oderwały się od swoich zajęć.

                  — Po Aigo nie ma już po co jechać.

                  Oparł się ramieniem o futrynę.

                  — Trensi rozebrali je do gołej blachy. Szukali śladów tych, którzy odwiedzili Slima przed całą rozpierduchą.

                  Wzruszył ramionami.

                  — Podobno jeszcze zostawili ludzi przy wraku. Liczą, że ktoś wróci po fanty albo będzie chciał zatrzeć ślady.

                  Krzywo się uśmiechnął.

                  — Więc jeśli komuś chodzi po głowie wycieczka do Vista del Rey... to lepiej, żeby ją sobie odpuścił. Wysłałem wiadomość do Froga.

                  ─── ◈ ───

                  Dopiero wtedy przypomniał sobie Brazil.

                  Od rana praktycznie rozmawiali wyłącznie o trupach, gangach, hakach i pieniądzach.

                  Westchnął cicho.

                  — Debil...

                  Mruknięcie skierowane było wyłącznie do niego samego.

                  Przeszedł do niewielkiego aneksu.

                  Odnalazł kilka zapomnianych świec.

                  Jedna pachniała wanilią.

                  Druga czymś cytrusowym.

                  Trzecia była zwykłą, białą świecą awaryjną.

                  Ustawił je na stoliku w sypialni.

                  Nieidealnie.

                  Ale z wyraźnym zamiarem.

                  W łazience znalazł buteleczkę olejku do masażu, który kiedyś kupił bardziej z ciekawości niż z planu jego wykorzystania.

                  Postawił ją obok świec.

                  Przez chwilę przyglądał się swojemu dziełu.

                  Wyglądało... zaskakująco przytulnie.

                  Kąciki ust uniosły mu się odrobinę.

                  — Tylko się nie śmiej...

                  Powiedział to cicho, jakby Brazil już stała obok.

                  Po raz pierwszy od wielu godzin pomyślał o czymś innym niż Fuentes.

                  I było mu z tym zaskakująco dobrze.

                  Jedyne co psuło jego dobry nastrój, to że musiał opuścić megablok najpóźniej o siódmej wieczorem.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  🕯
                  3
                  • JohnyTRSJ Niedostępny
                    JohnyTRSJ Niedostępny
                    JohnyTRS jako Hartley „Mack” Mackinaw
                    Mecenas
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #300

                    Hartley "Mack" Mackinaw

                    Megablok, przedpołudnie


                    Skończył kawę, wypłukał kubek. Jeszcze zanim zapowiedziany Leif pojawił się u nich w mieszkaniu Mack spokojnie zdążył skoczyć te kilka pięter niżej na małe zakupy, zapełniając swoją część lodówki na mniej więcej dwa dni. Odżałował te kilka eurodolców na śniadanie w chińskiej budce, która chyba była otwarta przez całą dobę.

                    Ponownie w mieszkaniu.

                    Dawno tego nie robił, ale po wczorajszych wydarzeniach chciał sprawdzić, czy na swojej (już dawno byłej) uczelni nadal ma dostęp. Musiał sobie przypomnieć tę cholerną pierwszą pomoc, coś mu ręce i mózg musiały zardzewieć ostatnim razem. Zamiast szukać w sieci czegokolwiek, co by się choć jakoś nadawało, uderzył prosto do źródła. Tam na pewno coś znajdzie. Nawet jeżeli się okaże, że jego account już dawno skasowano, to może znajdzie ogólnodostępne materiały - nie szukał niczego o neurochirurgii, tylko jebanej pierwszej pomocy, to musi tam być. Co z tego że on studiował weterynarię, ale pierwsza pomoc była zawsze dla wszystkich z kierunków medycznych i okołomedycznych.

                    Podszkoli się. Uda mu się.

                    178.255.46.143
                    Pan Psuj
                    Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    🎓
                    4
                    • NanatarN Niedostępny
                      NanatarN Niedostępny
                      Nanatar jako Artemida „Brazil” Torquemada
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Nanatar
                      #301

                      H10; 15 July 2077; 12.18; Mieszkanie Paczki

                      Automatycznie otwarte drzwi, zapach potu i wreszcie nieprzyzwoicie swobodny uśmiech na twarzy Artemidy, nie krzyczała od progu, po prostu włączyła muzykę.

                      Ratamahatta

                      Weszła do celi mokra jak delfin zastając Raze przebranego w marynarkę i koszulę, to pierwsze spostrzegła, dwa razy zlustrowała przystojniaka uznając, że w tej wersji można by go potraktować poważnie, sama zachowywała wytrenowaną rezerwę. Upuściła torbę na podłogę, wyczuwając, a zaraz i dostrzegając świece. Jak miała wielkie oczy wchodząc, tak nic się źrenice nie zmniejszały, pozostając wciąż pod ostrzałem nowych niespodziewanych bodźców Brazil ulegała swej ambiwalentnej naturze -Pocałować go, czy okrzyczeć?

                      Zrugała się, za brak powściągliwości, za namiętności uleganie, wymyślanie, że to kochanie i tak zostanie.

                      -Spodziewamy się gości? - próbowała zaskoczyć.
                      -Nie, myślałem, że będzie miło.
                      -Jest miło. - odparła zdumiona własnymi słowami - tej marynarki nie wyjmowałeś z szafy od.. - zamyśliła się - Pogrzebu Pokigo, tego smarka od ustawek Warwasa. - podeszła i zaczęła poprawiać - Trochę ci się przytyło. - podśmiechiwała
                      -To Aigo, którym wczoraj przyjechaliście Trensi rozbierają na części - chwycił ją za dłonie.

                      Brazil z miejsca stężała. Nieszczęsne Aigo powracało jak klątwa.
                      -W porządku?
                      -Tak, o czymś zapomniałam, zaraz się tym zajmę, ale muszę do toalety. - odwróciła się - Słuchaj Swich, zajrzę do tych decków wcześniej, zamknę sprawę Misty do wieczora, ale potrzebuję twojego supportu i chcę w zamian dostęp do twoich kontaktów. - urwała - Dobra, przemyśl to, zaraz wracam.

                      Trudno powiedzieć jaką ulgą było dla Torquemady opróżnienie ciała z nieczystości. To co wydawałoby się najbardziej intymną i wstydliwą ludzką czynnością, dla Artemidy było wówczas jak magiczne odrzucenie dnia wczorajszego. Brzydząc się rozcierania nieczystości po ciele wzięła szybki prysznic, zostawiając w pospiechu kłęby piany. Te jeszcze wirowały wokół jej ciała, kiedy wróciła do celi.

                      -Nie będę się wpierdalała w twoje negocjacje - wycierała energicznie włosy - chcę słuchać, poznawać ludzi, miejsca. Chcę wiedzieć ile za co płacić, jak ostro negocjować, kto lubi dziwki, kto kasę, a kto krew. - ściągnęła groźnie brwi - Chcę, żebyś dzielił się ze mną wiedzą ulicy, ja podzielę się swoją.

                      -Chcesz…

                      Przytulił ją.

                      -Arte… - szepnął do ucha czule i odepchnął delikatnie na wyciągnięcie ręki tylko po to by spojrzeć jej w oczy. - Nie dzisiaj. Nie. To zbyt niebezpieczne. Nie chcę cię stracić
                      -Niebezpieczne to jest puszczać cię samego. Ale właśnie wygadałeś się, że dzisiaj idziesz coś załatwiać. Tak, nie jestem gotowa. Nie mam kiecki w szafie. - zdjęła z niego marynarkę, później koszulę, trochę czule, trochę bezceremonialnie - ta koszula - podała różową - i żadnego podkoszulka pod tym. Marynarka może być. Tylko buty. Raze, spytaj chłopaków, czy ktoś ma niesportowe, albo nie taktyczne. Frog powinien mieć. Masz mieć na stopach laczki: niewinne i lekkie. Siadaj, to trzeba upudrować. Trzeba, nie wkurwiaj mnie! Wiem co mówię. Nie rób z siebie wała - pracowała nad wyglądem Swicha. - Jak nie mogę pójść to powiedz mi z kim to spotkanie. Nie rób ze mnie idiotki.

                      Na koniec klepnęła go mocno w policzek. - Wygląd to szacunek do osoby, z którą rozmawiasz. Masz być sobą, ale w jej wydaniu. Widzę jak jesteś spięty, to znaczy, że nie idziesz do czakasów. Przyjmuj zasady większych, aż ich przerośniesz, narzucaj swoje słabszym. Znasz ten cytat. To prawo dżungli. O której to spotkanie?

                      Widząc zmieszanie na twarzy towarzysza - Muszę na chwilę wejść głębiej, możesz czuwać, jak zacznę toczyć pianę z ust, albo krew z uszu to odetnij zasilanie: TU! - wskazała - Spróbuję wymazać dane najmu tego jebanego auta, nie wiem dlaczego o tym nie pomyślałam.

                      Położyła na materacu czyste prześcieradło i zwinęła się na nim w kłębek przytulając deck i kontroler jak noworodka. Oddech z urywanego stał się miarowy, kiedy Brazil opuściła rozemocjonowane ciało i przeniosła myśli na cyfrowe platformy.

                      Utartymi ścieżkami, przeszła przez serwery małych i dużych sklepów, wyłoniła się zza virtualnej czyściarki nieopodal baz danych BoldCar.
                      Ściana danych była bardziej reklamą, oferując użytkownikom pierwszej jakości minicar, co hakerka skwitowałaby uśmiechem w ciele, ale w digitalu nic nie poczuła, niż zabezpieczeniem, zaś brama kodowa zapraszała do holu odwiedzin i oferty specjalnej. Brazil założyła, że dokonując płatności z anonimowego konta, będzie jej łatwiej wejść do systemu. Każdy chętnie inkasuje pieniądze i księguje na serwerach, to była najłatwiejsza droga dla Brazylijskiej Skolopendry.

                      Skończenie mało czasu później Brazil podobna kodowi fortecy danych przeniknęła zewnętrzną zaporę i dopiero w środku doznała niemalże szoku, bo pliki, wiążące je algorytmy, digitalny system immunologiczny, żyły własnym życiem, które było nie do objęcia umysłem człowieka.
                      -ale mają burdel w dokumentach - przeszło jej przez myśl. Dotarła do swojej transakcji bezbłędnie, chaos jakoś nie wywracał systemu. Co więcej wciąż powielał informacje, a traktując surfującą netrunnerkę jako obiekt wewnętrzny dzielił się z nią problemami. Tak dowiedziała się o "Problemie Trzech Transakcji", które były i niebyły legalne jednocześnie. W ten kuriozalny sposób Brazil trafiła na numery konta używanego przez Manuela Fuentes, a przynajmniej jego księgowego. Te numery przyczepiła do zamówionego Aigo. Będąc w środku doczepiła karty kolegów do programu dla inwalidów, dając dostęp do miejskich rowerów i hulajek na promce na trzy dni. Wynurkowała gładko, zamiast stresu głębokiego wdechu, rozentuzjazmowana.

                      Nie patrzył na nią , ale był w pobliżu.

                      -I co? - spytał przez plecy, czując, że się budzi.
                      -Treni, już tu jadą, pakuj się. - wydyszała

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • MarrrtM Niedostępny
                        MarrrtM Niedostępny
                        Marrrt jako Shawn „Frog” Camara
                        Mecenas
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #302

                        - Czy Was bez reszty posrało? - spytał Shawn zmęczony i wyraźnie rozeźlony po przejażdżce do Pacifici i niedoszłych odwiedzinach na Viście, gdy dowiedział się co go minęło i co ekipa H10 zamierza. Tylko ciężko było powiedzieć co zadecydowało o tym, że Żaba stracił temperament - Mamy na karku Trenosów, Valentinosów, Szóstki i może psiarnię… to jeszcze Wam Kretów i Brzytwiarzy brakuje???

                        Solos szukał czegoś w spojrzeniach domowników. Czegoś mu znajomego. Ale chyba nie był zadowolony z tego co zobaczył. Switcha w przerwie między kolejnymi telefonami. Brazil w swoim hakerskim półśnie. Macka nad hologramami podziurawionych ciał. HiFiego dłubiącego w implantach. I Dingo. Dingo, jego roomie, który też się zapalił dojeżdżać Brzytwiarzy.

                        - Czego kurwa nie rozumiecie w “przyczajeniu się”? Zaraz i nam mogą zrobić wjazd jak grubas nas podpierdoli! Ja pierdolę!

                        Kręcił się po pokoju w jedną i drugą stronę łażąc jak pies, który nie może znaleźć sobie miejsca i nie mogąc skupić wzroku na jednej rzeczy. W zasadzie Żaba wyglądał jakby chciał coś rozpierdolić. Niby nic nowego. Ale nie było wątpliwości. Pomysł z zasadzką kompletnie nie przypadł mu do gustu. Chyba, że chodziło o coś innego.

                        - A tobie HiFi jak tak zależy na tym Leonie, to mu powinieneś ten pomysł z głowy wybić. Ilu kurwa ten twój vigilante może Brzytwiarzy wybić zanim w końcu go namierzą i dojadą? Przecież to kurwa bilet w jedną stronę. A zrobią to w końcu stary napewno! I powiem Ci kurwa, że nie będzie to fajne, bo wtedy nie dadzą mu zemrzeć tylko dostanie analgetyki i pasy skóry będą z niego drzeć. A potem się dla przykładu za jego ziomków zabiorą. - po czym wybuchł chyba tym co mu najbardziej na dołku leżało, bo jedno ze słów podkreślił z wybitną odrazą, w której jednak nie zdołał już zataić ewidentnego żalu - Kuuurwa! Leon “n a j l e p s z y” kumpel??? A my tu to co?? Groupies HiFi’ego??? Aaaaa pies Cię jebał! Weź se ten karabin z wieżyczki.

                        Co rzekłszy tak jak przyszedł przedwcześnie, tak zabrał swoje manele i wyszedł. Do Kabuki. Na pitfight. Zawsze jest jakiś challange. Za dużo emocji. Za dużo presji. Za dużo rozczarowań. Za dużo… Za dużo. Za dużo!

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        0

                        Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                        Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                        Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                        Zarejestruj się Zaloguj się
                        Odpowiedz
                        • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                        Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                        • Najpierw najstarsze
                        • Najpierw najnowsze
                        • Najwięcej głosów


                        • Zaloguj się

                        • Nie masz konta? Zarejestruj się

                        • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                        Powered by NodeBB Contributors
                        • Pierwszy post
                          Ostatni post
                        0
                        • Kategorie
                        • Ostatnie
                        • Tagi
                        • Popularne
                        • Świat
                        • Użytkownicy
                        • Grupy
                        • Strona startowa