Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.
[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
-
HiFi 
– No dobra... to oddaję ci kasę, Shawn - rzekł technik, przelewając z nowego wspólnego konta 20
na prywatny rachunek solosa.Stan konta Shezam: -20e$
Ładowali co cenniejszy sprzęt na vana.
– Dawajcie, ta lodóweczka z napojami też, co mają się zmarnować. A sprzęt albo sobie na chatę wstawimy, ale się też opyli - HiFi rozglądał się po oczyszczonym ze sprzętu pomieszczeniu. Podszedł do biurka i zaczął je przeszukiwać. Odnalazł kartę dostępową taką, jak do ich mieszkania.
– No, no... - mruknął do siebie pod nosem. Ciekawe, co masz u siebie na chacie mała... - urwał przypominając sobie, jak ta „mała” obecnie wygląda.
– Sorry, ale tobie już się i tak nie przyda... wiesz jak jest... - zastanowił się. Mieszkanie mogło wymagać dodatkowo użycia linii papilarnych lub kodu ze smarthinga. Smarthinga nie znaleźli. Pewnie netrunnerka miała odpowiedni implanty... ale tych, nie wydobędą... a linie papilarne... spojrzał w stronę wanny... ręce były wyciągnięte w górę a dłonie zachowały się w dużo lepszym stanie niż cała reszta. Była szansa, że mogłyby jeszcze zadziałać. Wystarczyło je odciąć i...
Tfu... kto mu do głowy wkładał takethie myśli? Nie będzie paradował z workiem odciętych palców lub dłońmi, tfu...
Spojrzał na sofę...
– Słuchajcie, skoro mamy już transport... bierzmy i te sprzęty - wskazał na meble. - Wystawimy przed blokiem, puścimy krótkie info w obieg, zawsze wpadnie jakaś kasa. Hm?

– Kurde, chłopaki - HiFi obrzucił kolegów jadących z nim vanem. - Jest dil do zrobienia. Co mnie obchodzi, po co im broń? Jakby to było większe zmartwienie od innych. Że z brzytwiarzami handel taki straszny? Jak przyszli, to było ich trzech, a ja tylko z Leonem. Dało się sprawę załatwić. To nie Tajgersi.
– A ze związaniem Leona to nie taki dobry pomysł. Raz, że on się domyśli, kto za tym stoi i może mi nigdy nie wybaczyć. Ale gorzej, że Krety mogą bez Leona nie chcieć rozmawiać. Spróbuję z nim porozmawiać. Ale to nic nie da. Zresztą... - machnął ręką i zamilkł.
– Ładujemy wszystko na chatę? Trochę tego jest. Możnaby coś wynająć. Trochę kasy szkoda... - bił się z myślami. - Dla Brazil lepiej, żeby wszystko było pod ręką, mogłaby by sobie posprawdzać co jej potrzebne. Nie trzeba by w razie czego wozić tam i nazad... Dobra, może jednak ładujemy to na chatę... - westchnął.
-
Mieszkanie w H10, późny wieczór 14.07.77
Co tam robicie? Co z tą laską?
Wypłaszczona. W swojej wannie. Jakiś netrunnerski syf. Zbieramy fanty. Chcesz rzucić okiem na jej sprzęt?Shiva Lacroix nie żyła i generalnie Artemida nie powinna czuć szczególnie głębokiego poruszenia czytając wiadomości Shawna. Każdego dnia w Night City umierał jakiś netrunner: zainfekowany LODem, osłabiony zbyt długim podłączeniem bez fizjologicznego podtrzymywania, odcięty od możliwości powrotu umysłu do ciała. W cyfrowym świecie wszechobecnej wojny, gdzie ścierały się ze sobą korporacyjne wydziały CWF, NetWatch i rywalizujące z nim rządowe agencje NUSA, kryminalne syndykaty i niezliczeni wolni strzelcy, liczba ofiar wśród sieciarzy szła w dziesiątki każdego tygodnia, a poczucie lojalności i przynależności miało bardzo płynne granice. Dzisiejsi sprzymierzeńcy jutro mogli stać się nieprzejednanymi rywalami, by pojutrze starać się wzajemnie zlikwidować albo wejść w kolejny kruchy sojusz.
Przypadek Shiry Lacroix był inny. Podobnie jak Artemida, przewinęła się przez klub sieciarski w Kabuki, przez co nie była już kimś anonimowym, bezimiennym postacią ukrytą za zwodniczym nickiem albo wieloznaczną ikoną.
- Switch ma talent do wpierdalania się w kłopoty - powiedział Mack studiując uważnym wzrokiem szczegóły przesłanego Brazil nagrania - To jest dowód popełnienia podwójnego morderstwa. Nie rozumiem, dlaczego go puścili żywego, przecież jest świadkiem.
Artemida zerknęła na ekran tabletu siedzącego fotel w fotel mężczyzny - na fragment, gdzie jeden z upiornych albinosów miażdżył krtań trzymanego w morderczym uścisku Tygersa nie okazując żadnego niepokoju obecnością Raze’a.
- Są bardzo pewni siebie - rzuciła osądem netrunnerka - I może mają poczucie misji. Może zależy im na świadkach. Chcą, że ludzie o tym gadali, żeby im podnieść reputację.
- Pierwszy raz widzę takich pozerów - mruknął Hartley - Ta stylizacja jest… no nie wiem, cudaczna? Wszyscy trzej praktycznie identyczni, śnieżna karnacja, te stroje i implanty, co to kurwa jest? I te wisiorki z ptakami. To jacyś zwierzęcy fetyszyści?
- Też niczego nie znalazłam - przyznała z niechęcią Brazil - Są jak duchy, wypłynęli znikąd i znowu zniknęli. Może to jednorazowa akcja. Ale wydaje mi się, że jeszcze o nich usłyszymy.
-
Mieszkanie w H10, późny wieczór 14.07.77
Zejście Shivy do płaskiej wywołało u Brazil tyle ambiwalentne odczucia, że nie zdołała odpowiedzieć na kolejną wiadomość Shawna. Oglądać ciekawa, ale nie oglądać by wołała sprzętu i zapisu wypłaszczonej hakerki. Niełatwo jest spoglądać w chwilę śmierci mięsa mózgu, niełatwo tym bardziej, że to podróż poza czas. Przeszłość, która w cyfrowym świecie może się wydarzać w nieskończoność. Obrzydzał Brazil taki gwałt na ludzkim umyśle, nie chciałaby żeby ktoś obnażał ją w podobny sposób, ale ciekawa była zapisu decka, jak stronic magicznej księgi poznania. Tajemnic tam zapisanych, które mogły uchronić ją od podobnego losu.
Zepchnęła rozterki w kąt, zaangażowana w angażowanie Hartleya i siebie samej, skupiła się na filmie od Raze'a. Wszystko pod krypto z pełną kontrolą zapisu elektronicznego z mieszkadła. Emocje udzieliły się obojgu widzów owocując konstruktywną wymianą spostrzeżeń. Goście ewidentnie oczekiwali poklasku, lub sprawdzali swą pozycję wobec fixera.
-Jakby nie dbali o własne życie, a o wizerunek gangu... - zawahała się - ...albo sekty.Jedno było pewne Swich pakował się w kłopoty i wciągał w nie innych.
-Może są śmiertelnie chorzy i wymieniają akolitów aktualizując ich wszczepami, albo to antki. - rzuciła jeszcze do Hartleya i przesłała mu dane - W poszukiwaniach pomoże ci asystent, nazywa się Murzyn i jest bardzo dumny ze swojego imienia. Podsyłam ci komendy i kody dostępu do jego funkcji. Wydaje się zajmować RAM, ale udostępnię ci zasoby całej chaty.
Sama szukając głębiej skryła swój ślad za pięcioma serwerami i pięcioma bramami. Nie szarżowała na posterunek policji, czy nawet bramy gangów z Kabuki, śliznęła się przez spożywczaki, bibliotekę i udało się przez sklep z bronią. Wszystko w mięsie, tyle, że komendy wydawała szybciej główką niż paluszkami, a pazurki nie przeszkadzały.
Nic nie znalazła, może była zbyt zachowawcza, ale zaraz pomyślała, że może Shiva nie była. Mack również nic nie znalazł i znów ta ambiwalencja, bo i dobrze i szkoda. Impulsywnie wysłała do Raze, trochę w złości, zaraz pożałowała, że go bardziej nie nastraszyła. Chciała go mieć przy sobie i podzielić się problemami, ale te bladły przy jego. Odrzuciła, bo główka racjonalna wygrała, chęć wysłania wiadomości do Swicha, żeby zaraz wracał, najpierw wolała rozmówić się z resztą, bo niepokoiła ją beztroska, lub może bezmyślność kolegów.
Kolejny raz zepchnęła wszystko i z kolei przeniosła uwagę na Macka.
-Dzięki, dobra robota. Fajnie, że ktoś czasem chce pomóc za puszkę piva. - zaśmiała się, - No wiem, że to ja zajebałam ci pivo i jeszcze zaciągnęłam do przeszukiwania baz, bo mnie facet poprosił, ale to wszystko jedno. Tyle dostajemy co dajemy. No i jak masz jakieś problemy z glinami, czy coś to zawsze mogę spróbować pomóc. Nie od razu, bo mam teraz zlecenie i nie ukrywam trudne. - znów ten uśmiech czarownicy - Nie musze w nic wierzyć, mogę sprawdzić. - zatrzymała się, żeby nie powiedzieć za dużo i nie chodziło jej o siebie, a o to co gryzło Macka.
Położyła mu dłoń na ramieniu na wypadek jakby zamierzał wstać i wyjść.
-Powinieneś wiedzieć jeszcze jedno. - wyświetliła holo - To trasa naszych kolegów, wygląda, że zmierzają do mieszkadła. Mam podstawy domyślać się, że mają przy sobie kradziony sprzęt powiązany z zgonem netrunnerki Shivy. No i wiesz, jak trafiły tu za nimi te łebki od Donga, to co się może jeszcze przywlec.
-
Megablok H10, noc 14.07.2077
Upchnąwszy ostatni karton z elektroniką w kącie salonu Shawn otrzepał ubrudzone czymś ręce, machnął ręką do siedzącego w pokoju Brazil Macka i wyszedł na korytarz pozwalając, by drzwi mieszkania zamknęły się za nim automatycznie.
Mijając grupkę wystrojonych hałaśliwych nastolatków skręcił do szybu towarowej windy i wcisnął się prędko pomiędzy tłumek ludzi zjeżdżających do położonego piętro niżej garażu. Utonął z miejsca w cieple rozgrzanych ludzkich ciał, zapachu syntetycznych kosmetyków i dźwiękach rozmów o wszystkim i o niczym; niczym pojedyncza krwinka zanurzona w gnającym szaleńczo krwioobiegu neonowego molocha. Wyszedł z windy jako ostatni, kiedy ta zatrzymała się piętro niżej, z przymkniętymi oczami delektując się ulotną chwilą ciszy i spokoju, które miały za moment przeminąć.
HiFi i Dingo stali obok zamkniętego już Columbusa rozmawiając o czymś z ożywieniem i wyraz twarzy technika z miejsca zdradził solosowi, że nie była to zwykła pogawędka.
- Wszystko gra? - zapytał Shawn dołączając do kompanów i wodząc jednocześnie spojrzeniem po wnętrzu garażu. Atmosfera sobotniej nocy wypełniała rozległe pomieszczenie dźwiękami muzyki płynącej z przenośnych odtwarzaczy, śmiechami i gwizdami, gwarem rozmów. Grupki mieszkańców H10 rozstawiły się na pustych miejscach parkingowych ze stolikami i krzesłami, ze skrzynkami piwa i wódki, tacami podgrzewanych w turystycznych mikrofalówkach burrito. Niektórzy już tańczyli, skręty i tabletki dopalaczy krążyły z rąk do rąk, podobnie jak domowe odtwarzacze do braindansów. Kiepsko opłacani i niepewni kolejnego dnia mieszkańcy Watson nie zawsze mogli pozwolić sobie na wyjście do modnych klubów w centrum, ale większość z nich nawet tego nie potrzebowała. W sobotnie wieczory ciasne apartamenty megabloków stawały się sceną spotkań kameralnych, a parkingi i tarasy użytkowe miejscem imprez grupowych, czasami trwających w radosnej atmosferze do niedzielnego poranka, czasami stających się zaś sceną bezsensownej przemocy i zniszczenia, gdy alkohol i narkotyki wchodziły zbyt głęboko w zmęczone monotonią życia umysły.
Syreni śpiew neonów Night City wabił do metropolii tysiące żądnych lepszego życia naiwniaków, a potem wrzucał ich w tryby maszynki przerabiającej mięso i łzy na eurodolary gromadzone przez szczęśliwców z „jednego procenta” i nie każdy złapany w sidła aglomeracji człowiek potrafił sobie poradzić z brutalną prawdą dnia codziennego.
- Tylko na moment poszłem się odlać - powiedział Dingo rozkładając ręce - Miał czekać, aż wrócę, a nie od razu sprzedawać. Zanim wróciłem, sofa poszła za drobne na pierdolone waciki, bo na młodego wsiadła laska z piętra wyżej i tak mu przed oczami kręciła tyłkiem, że zbiła cenę do dziesięciu procent.
- Powiedziała, że są plamy i rozdarcia i to będzie chujowo wyglądało na streamie jak będzie live’y puszczała i że więcej jak pięć dych nikt nie da - wtrącił HiFi przewracając wymownie oczami - Że niby ta sofa wygląda jakby się na niej dwa furasy pieprzyły bez schowanych pazurów. To ile miałem wziąć?
- Wcale nie miałeś sprzedawać? Ile tam było tych rozdarć? Prawie wcale. Trzeba było na mnie czekać. Cyckami ci oczy zasłoniła i oddałeś za bezcen, młody, tak się dałeś wyfrajerzyć.
- Która to była, ta LaBelle z końca korytarza, ta ruda, co dorabia w pralni? - Frog spojrzał na GiFi z pełnym politowania wyrzutem - Dałeś się zrobić takiej zdzirce, serio?
- Nie LaBelle, tylko Vanessa, ta co kursy BDSM organizuje i zajęcia z podwieszania, ma certyfikat instruktorski i potrafi kalibrować edytory bólu i ma dwadzieścia tysięcy followersów na OnlyYou - wyrzucił z siebie tonem zdenerwowania HiFi - Wcale tyłkiem nie kręciła i cyckami nie świeciła, tylko dała mi najlepszą możliwą cenę i jeszcze gratisa, sami zobaczcie!
Frog spojrzał na wyświetlony na smarthingu technika kod QR i uniósł pytająco brwi przenosząc wzrok na właściciela urządzenia.
- To jest darmowa wejściówka na jej kurs - oznajmił z satysfakcją HiFi - Za darmo i z dyplomem ukończenia. I kto tu jest frajerem, obszczymurku?
- Ile wyciągnęliście za wszystko? - zapytał Frog nie pozwalając dojść do głosu Dingo i próbując jednocześnie zachować samemu poważną minę.
- Równą stówkę - burknął Houston - Bo zdążyłem wrócić, zanim rozdał wszystko.
- Wy byście się nadawali do „Zakupu w ciemno”, do nowego sezonu - prychnął solos - Mam znajomego, który robi w The Fourth Wall, chyba mu wyślę wasze kurwa CV, to was wepchnie po znajomości, będziecie pasowali do Łysego i spółki. Dobra, co teraz?
- Teraz to muszę auto odstawić na warsztat, samo się nie odwiezie - odpowiedział Dingo - Ktoś jedzie ze mną?
-
HiFi 
– A, idźcie w cholerę! - zdenerwował się technik. - Gdyby nie ja, to byście tych gratów nie zapakowali i nie byłoby i tak ekstra kasy. Stan konta Shawna: +33e$
Stan konta Houstona: +34e$
Stan konta HiFi: +33e$
– Przelałem wam hajs - oznajmił chłopakom. - I... sorry, ale jestem zmęczony. Idę na chatę...
Wbijając wzrok w popękaną posadzkę, wbił dłonie w kieszenie spodni i ruszył z opuszczonymi ramionami nie oglądając się za siebie. Był zmęczony. Kretami, Leonem, zleceniem fiksera, tachaniem gratów...
I oczywiście wydobywaniem wszczepów. Odwalił całą brudną robotę. Kurwa mać!
Dowlókł się do ich chaty i wyciągnął kilka zdobycznych puszek oraz coś do żarcia, bo po wcześniejszym opróżnieniu żołądka zaczynało go teraz ostro ssać.
– Siema, Mack! - przywitał się z współlokatorem. - Jak dzionek? - rzucił w przestrzeń, po czym sam położył się na wyrku. Ale tylko na chwilę, bo zaraz wstał.
– E kurwa, czekaj. Muszę wziąć tusz, bo... potem ci zresztą opowiem... i jeszcze telefon muszę wykonać... i ciuchy do prania zanieść. Macie coś do prania?! - krzyknął w stronę domowników wchodząc pod prysznic.
-
Houston "Dingo" Dawn
Dingo kiwnął głową technikowi.
- Wiesz, że tylko się z tobą droczymy, choom - powiedział z uśmiechem na odchodne. Zatrzasnął bagażnik Columbusa i złapał spojrzenie Shawna, który pakował się właśnie na siedzenie pasażera. Houston wsiadł za kółko i odpalił silnik. Po chwili wykręcał samochodem z garażu, powoli mijając co bardziej aktywnych imprezowiczów.- Ech, ten HiFi - pokręcił głową z udawanym politowaniem - Jak się na czymś zakręci, to świata nie widzi. Ta sprawa z Kretami śmierdzi na kilometr. I po co to wszystko? Dla jakiegoś antyka?
- Sam nie wiem - stwierdził Shawn gdy już siedzieli w kabinie - Trzeba jakoś wybić ze łba HiFiego ten jego pomysł z Brzytwiarzami. No bo przecież nie będziemy siedzieć i czekać aż on coś sam z tym swoim psiapsi zmajstruje…
- No, narobi sobie wrogów chłopak, albo zginie - przyznał Dingo - Ale jak się tak zawziął... jak tak sobie myślałem, to może i dałoby się jakoś szybko to załatwić. W sensie tych Brzytwiarzy. Mam na chacie swojego Ronina... nawet by nie wiedzieli co ich trafiło.
Dingo zatrzymał Columbusa na czerwonym świetle, a Shawn odpalił smarthinga gdy powiadomienie zabzdyczało i parsknął. Na liczniku konta wbiło się dodatkowe 33 dolce z tej wyprzki po Shivie. HiFi był słowny.
Columbus był przecznicę od warsztatu, kiedy Dingo musiał gwałtownie zahamować. Czyjś prowizoryczny grill zrobiony z wózka sklepowego wjechał na przejście dla pieszych. Smród podpiekanych syntetycznych kotletów sojowych ponownie przywołał skojarzenie z tym co znaleźli w garażu.
Żaba chyba pomyślał o tym samym.
- Trochę szkoda - stwierdził - Tej niuni w wannie. Kuuuurwa… W strzelaninie… W bójce… To rozumiem. Ale we własnej wannie? I potem w niej puchnąć… Uhhh…
- Yhm - Dingo pokiwał głową, dodając gazu - Pojebane, nie? Ciekawe czy w ogóle wiedziała, co się stało. Siedziała sobie we własnej norze, niby bezpieczna, a tu jeb. Ci kowboje, to mają jednak przesrane. Nie wiem jak Brazil to znosi...Przez chwilę milczeli.
- Ej, głupie skojarzenie - podjął Houston - Jakbyś mógł wybrać, jak skończysz... to co byś wybrał? Tylko nie mów mi, że w domu otoczony gromadką wnuków. Ja bym chyba wybrał... atak przez zwierzę. Widziałem na Animal Planet, że Chińczykom ponoć udało się sklonować tygrysa syberyjskiego. Bo prawdziwe są od lat wymarłe, oczywiście.Nocne życie miasta, które nigdy nie śpi, toczyło się na chodnikach i bulwarach za oknami vana.
-

Raze Switch More
Salon Juliusa Kraita, wieczór 14.07.2077
Mam zdecydowanie za niskie stawki.
Switch odnotował to chłodno, gdzieś z tyłu głowy, gdy Krait rzucił orientacyjną kwotę za namierzenie znajomej Dingo. Cena była absurdalna. Prawie bezczelna.
Nie targował się.
Jeśli ktoś łyka taką sumę bez mrugnięcia okiem, to znaczy, że sprawa go gryzie. Głęboko.
— A to chujek niemyty — mruknął Raze, autoryzując transakcję za sprawdzenie softu we wszczepach. 50e$ zniknęło z jego konta. — W dupę ruchany chujek.
Krait nawet nie drgnął. Krzywy uśmiech przykleił mu się do twarzy jak tania syntoskóra.
— Ocho… — przeciągnął. — Coś mi się zdaje, że wiesz, kto ci zainstalował tego buga. I coś mi się zdaje, że mu za to podziękujesz.
Powietrze zgęstniało o pół tonu.
Switch przez sekundę nic nie powiedział.
Pierwsze skojarzenie było oczywiste. Brazil. Miała dostęp. Miała skill. Miała fantazję. I miała wystarczająco dużo powodów, żeby profilaktycznie trzymać go na smyczy.
Ale nie.
Nie zrobiłaby tego.
…Prawda?Szczęka minimalnie mu się napięła.
Nie. Nie ona.
— Gdybym wiedział, Julius, nie płaciłbym ci za wykład z oczywistości.
Poprawił rękaw kurtki, jakby to była tylko rozmowa o pogodzie.
— A jeśli ktoś mnie taguje, to znaczy, że chce wiedzieć, gdzie chodzę. A jak ktoś chce wiedzieć, gdzie chodzę… to znaczy, że planuje, gdzie będę.
Spojrzał na Kraita.
— A ja nie lubię być czyimś punktem na mapie.
Odwrócił się w stronę wyjścia.
— Dzięki, Krait. Jakbyś coś wiedział o naszej zgubie, daj znać.
Zatrzymał się na moment przy drzwiach.
— A ja chyba muszę jeszcze dziś złożyć komuś osobistą wizytę.
Tym razem nie było w tym ironii. Nie było kalkulacji.
Tylko zwykła wściekłość.
-

Hartley "Mack" MackinawH10, mieszkanie
- Nie dzięki, naprawdę nie musisz nic szukać. Sam muszę to sobie jeszcze poukładać w głowie. -odparł Mack na propozycję przeszukania sieci w kontekście jego problemów.
Musiał to sobie sam poukładać, nie chciał nikogo władować na minę. I samemu jeszcze poszukać informacji w sieci. Dopiero jak dotrze do ściany, poprosi Brazil o pomoc. I powie prawdę, dlaczego tego szuka.Wejście Hajfiego.
-Cześc Hi-FI! Ty słuchaj, co to za interesy pokątne z czakasami kręcisz? Pięciu takich napalonych i wkurwionych na ciebie chciało się nam wbić na chatę. Wisisz Artemidzie piwo za spuszczenie ich na drzewo. Albo i cały sześciopak, co nie, Brazil? -
-No, co najmniej siedmiopak, albo miskę ryżu, tylko takiego prawdziwego. Za miskę ryżu będę otwierała drzwi twoim czekoladowym chłopakom od Donga. Obiecałam w twoim imieniu rewizytę Hajfi. To będą dwie miski ryżu i pięciopak dla Macka. - zareagowała, ale nie odrywała wzroku od naniesionych przez kolegów artefaktów.
Ciekawość, chciwość, walczyły o lepsze z obrzydzeniem, ze strachem walczyła Artemida. Mięso zwodnicze infekowało racjonalizm emocjami. Spetryfikowało hakerkę przed stosem wypłaszczonej czarownicy. Tak stała się wpatrzała i tylko tyle, że się mogła odezwać. Temat odbity, nieco zluźnił mięśnie i odwrócił emocje. Już mogła wyjść, już wiedziała, że nie w tej chwili, że musi coś skończyć wcześniej.
Chwyciła za ramię wchodzącego do sanitarki kumpla.
-To jest sprzęt tej wypłaszczonej sieciary? Może to powinno być w podwójnej folii aluminiowo-vinylowej? - wskazała dla odmiany na sanitarkę - I nie ma za co. Hartley zrobił szczepionkę z togo co stamtąd wyszło, leczy nawet raka i autyzm. - odwróciła się - Schowaj tą pryszczatą dupę pod ręcznikiem, bo przyślą opiekę społeczną. - zerknęła jeszcze, czy nie zostawiła przypadkiem swoich kosmetyków w sanitarce.
-TyroneeFast to jest ziom od negrów. Nie wiem co masz z nimi, rozważ bo mogą być użyteczni.
Raz jeszcze spojrzała na torby i kejsy z łupami. Wróciła się do salonki i przeszukała kosze na śmieci, uzyskała wystarczająco foli aluminiowej, żeby zabezpieczyć kluczowe artefakty. Jak rasowa czarownica, zawijała w sreberka łupione przez trolle skarby. Wciąż walcząc między racjonalizmem, a fantazją, fantazją co z tym zrobi, a racjonalizmem, kto się o to upomni.
Kiedy ukończyła kuriozalne dzieło zawijania, miała nadzieję niespodzianek dla siebie, woda pod prychem wciąż się lała. Osobiście Brazil zdeklarowana socjalistka była za jej reglamentacją. Wykorzystała ostatnie chwile nim wessie ją weekend.
Ruszyła na sofkę.
-Ale jak będzie sprawa i nie dasz znaka, to się obrażę. - rzuciła do Hartleya. Oko puściła.Trudno było zauważyć kiedy się spięła z dekiem, gdzieś między półleżeniam, a trzecim łykiem. Wciąż jeszcze pod krypto syntezowała dane ze zwiadu. Zaktualizowała dane o sygnaturach programów z sektora magistratu. Porzuciła skrybę i murzyna zadając im niewolniczą pracę korelacji danych pewna, że na rano będą gotowe na jej osobiste poprawki i wynurzyła się znów potwornie głodna. Aż tak głodna, że zła.
-
HiFi 
– No to git! - ucieszył się chłopak. - W lodóweczce przywieźliśmy zapas napojów. Częstujcie się! – Tylko - rzucił przez niedomknięte drzwi prysznica - po pierwsze, po jakiego chuja oni tu przyleźli? A po drugie... jak tu trafili? Dałem im tylko kontakt na fejkowe konto. Śledzili nas, a Żaba nawet się nie zorientował. Co z niego za solos...
Ciąg dalszy rozmowy przerwany został przez szum wody i by dowiedzieć się więcej musieli poczekać, aż technik skończy tusz. A po takim dniu jak ten, zajęło mu to więcej, niż zazwyczaj.
– No... od razu człowiek czuje się lepiej! A teraz mówcie. O co chodzi z czakasami? Umawiałem się, że skombinują mi broń. Ta... jeszcze wam nie mówiłem... no to posłuchajcie... Z kumplem Leonem handlujemy przeterminowanym żarciem z Kretami. I oni mi przytachali takiego pięknego Macintosha, jak go naprawię, to będzie ładna kasa... tyle, że zamiast żarcia, chcą dostać strzelby i gogle, takie tam... Dziesięć strzelb. To trochę kasy jest, a ja spłukany jestem, nawet musiałem się na moment u Żaby zapożyczyć...
– No dobra, ale warto zrobić wymiankę, tylko trzeba to sprytnie zorganizować. Napatoczyli się, to zagadnąłem, czy nie mają skąd załatwić spluw. Po cholerę tu przypełźli? Mówili coś, że mają towar? Chcą się spotkać? Czemu mi nie wysłali wiadomości?
-
Megablok H10, noc 14.07.2077
Z głodu i złości paznokcie zagryzła, ale się w porę złapała. Nerwowo rozglądała się za czymś do jedzenia, zła kiedy pojęła co robi. Woda się lała, a Artemida głodowała. Zamiast mózg nakarmić uwagę odwróciła. Wystukała na smarcie do Swicha, mało nie obgryzionymi pazurkami, nie ważąc się narażać mięsa na żarłoczność pasożyta.
-Plecy mnie bolą, potrzebuję masażu. Dupka swędzi i zjadłabym coś ciepłego. Wpadniesz, czy mam cię szukać w Kabuki? #otagowałam cię - uśmiechnęła się do ostatniego żartu.
Tak mało miała ostatnio chwil luzu, że ta z muzyką była jak wakacje. Tylko wybrzmiały ostatnie takty, powrócił czyściutki Hajfi zadowolony, ściszyła dalszą składankę zaciekawiona. Z pokorą wysłuchała. Zajrzała za nim do sanitarki, czy nie wyrzuca tam zużytych kondonów. Czysto.
-Od starego żarcia, przez handel bronią do gratów wypłaszczonej hakerki to szybkie tempo. Mam taką propozycję, że zamówisz żarcie, bo jestem strasznie głodna, napijemy się pysznego pivka, a ty opowiesz nam po kolei co się dzisiaj wydarzyło. Jakie dile z kretami i tak dalej, a ja zaczekam ze swoimi rewelacjami na Shawna i Dingo. Ale zanim, to jeszcze jedno. Jak przywozisz na kwadrat trefną elektronikę to upewnij się, że nie jest tagowana. Folia aluminiowa powinna wygłuszyć sygnał, ale no tu się skończył, więc jak ktoś tego szuka, to i tak ma ostatnią lokalizację. Jeszcze lepiej jak by nałożyć na to folię volframową, ale... - machnęła rączką - Shawn mnie zapewnił, że byliście sneacky - wywróciła oczami. - Co z tym żarciem? I opowieścią?
Niby odpoczywała na sofce, ale nie mogła się powstrzymać i co raz sprawdzała postępy swoich cyfrowych sług. Nagle się jej jeszcze coś przypomniało, oderwała się i przerywając rzuciła.
-Jak by czakasi pytali kim jestem, to mów, że głupią dzidą z kuratorem. Nic nie piskaj, że koduje.
-
Żaba

- Tygrys? Chiński? - Shawn aż się zatchnął, a potem zaśmiał - Oooo Dingo. Ty tu kurna jesteś jednak pierdolnięty. Kocham cię stary, ale jesteś pierdolnięty. Przecież to bydlę zanim cię zabije to nieźle poharata. A i nie wiadomo, czy w ogóle zabije a pewniej zostawi bez nerki, śledziony i połowy twarzy. W zeszłorocznym Solo of Fortune… lipcowym chyba… z gołym holo tej AI-blondyny co teraz wszystko reklamuje… no nie ważne… był przegląd takich robo psów i kotów. Do ochrony. I powiem ci nie chciałbym wpaść na takie cacka… Patrz tego gościa - wskazał za okno gdy vanem mijali goluteńkiego, wymalowanego na biało typka, którego z przodu i z tyłu okrywał tylko transparent z napisem “Wrogowie Gołębicy się zbliżają!”. Koleś stał przy skrzyżowaniu z miną błogą jak na jakimś odpale i okręcał się to w jedną to w drugą stronę, żeby pokazać transparent przejeżdżającym autom. - Ale zjeb…
Houston podążył spojrzeniem za wzrokiem Shawna.
- Król jest nagi, a? - prychnął - Czasem się zastanawiam czy tacy jak on nie są w najlepszej sytuacji. Wywalone na wszystko, pełna wolność i hajda na ulicę. Ale to tylko pic, kolejna iluzja. A ten koleś pewnie do wieczora skończy w banku ciał.Minęli cudaka, a przez moment ich spojrzenia ze wzrokiem bladego skrzyżowały się, po czym Dingo skręcił na południe, a Shawn rozłożył fotel i wyciągnął się wygodnie pozwalając by wydarzenie wyleciało z jego głowy równie łatwo jak do niej wpadło i wrócił do tematu.
- Nie Dingo. Mam swoje łapska, gnata przy boku. Na chuja miałbym myśleć o śmierci.
- No, ale byłeś kiedyś tak blisko prawdziwego zwierzęcia? Tak blisko, że mogło cię użreć? - spytał żartobliwie nomada - Słyszałem o tych robo-pobróbach. Dla mnie to tylko dowód, że natura jednak wie co robi, co nie? Najlepszy design to nie nowoczesne, wygładzone maszyny, tylko tradycyjne cztery łapy i pysk. Tylko, że to wszystko kieruje się algorytmem, programem, zamiast instynktem. Nie tak jak my, drapieżniki ulicy!
Dingo zaśmiał się, ukazując zęby w drapieżnym uśmiechu.- Nooo… się wie! - przyznał solos po czym strzelili żółwika, a Shawn walnął się pięścią w tors - Nie jakieś tam pedalskie furrasy! Tylko tu w środku drapieżniki! Dawaj…
Po czym obaj otworzyli swoje okna i przeciągle zawyli jak dzikie psy.
- A jebać tych Brzytwiarzy!
- Jebać!
Na końcu ulicy pojawiła się prostokątna bryła warsztatu.***
Dziuplę opuścili szybko i sprawnie, a następnie metrem podjechali na kwadrat. Po drodze tylko zrobili mały przystanek w Żabce po jakieś chrupsy na twardych tłuszczach i więcej browarów w razie gdyby zapas Shivy miał się szybko skończyć. Z resztą w dobrym guście było wypić za biedną netrunnerkę. Shawn wychodząc wymienił ze swoim zmiennikiem na weekendowej wachcie kilka niezbyt ważnych informacji z roboty i 10 minut później dotarli do mieszkania.
-

Zachodnia część Japantown, noc 14.07.2077
Targająca Switchem gorąca wściekłość ostygła w drodze z Kabuki na drugi brzeg kanału, zastąpiona lodowatym gniewem, który kipiał tuż pod powierzchnią rzekomej obojętności gotowy eksplodować pod wpływem pierwszego lepszego bodźca.
Sobotnia noc pochłonęła fiksera morzem obrazów i dźwięków, ciepłem lata i ciżbą ludzkich mas. Japantown pękało w szwach wypełnione rzeszami turystów i lokalsów tłumnie nawiedzających niezliczone restauracje i bary, kasyna i salony gier, kluby muzyczne, galerie sztuki orientalnej i salony masażu. Wystrzeliwujące w ciemne niebo drapacze chmur dzielnicy sprawiały wrażenie oświetlonego neonami górskiego masywu, otwierającego się po prawej na przeciętą mostami przestrzeń wodnych kanałów i widoczne za nimi bryły wieżowców City Center.
Przyjezdni mogli nie zauważać w tym tłoku i gwarze przyczajonych drapieżników, ale Raze wiedział swoje. Jego Kiroshi pracowało nieustannie, przybliżało i oddalało obrazy przesyłane na zintegrowany nerw wzrokowy wyłapując wśród przechodniów szczegóły, które interesowały specjalistów pokroju Switcha - woreczki z błyszczykiem przechodzące z rąk do rąk na parkingach przed biurowcami Nokoty, Kendachi czy Matterhorna, gangsterów z płytami twarzowymi rzeźbionymi w podobizny demonów Oni przesiadujących na tarasach restauracji albo zbitych w grupki przed otwartymi garażami na parterach filii Kabayan czy Vargasa. Ich pięknie lakierowane sportowe samochody i motocykle gotowe były do ruszenia w miasto w sekundę po otrzymaniu neuralnotekstowej wiadomości o bójce w salonie masażu albo o kliencie odmawiającym zapłaty za seks.
Albo o Kosiarzach próbujących wciągnąć do nieoznakowanego vana jakiegoś upatrzonego wcześniej na ulicy przechodnia o chodliwej na czarnym rynku cybernetyce.
Japantown, Charter Hill, Kabuki i Little China pozostawały pod ścisłą kontrolą Tyger Claws, dobrze zorganizowanych, uporządkowanych, skutecznych, a przy tym nieobliczalnych. Stojący na szczycie zaibatsu ludzie podejmowali wszystkie decyzje biznesowe na chłodno, ale jeśli musieli wyciągnąć konsekwencje wobec wroga lub niezdyscyplinowanego członka własnej organizacji, eskalacja przemocy na ulicach Watson bądź Westbrook potrafiła osiągać szokujące rozmiary, przy biernej postawie korumpowanej sowitymi łapówkami policji.
Jeśli Hector Garcia miał rację i Kosiarze byli naprawdę tak głupi, by otwarcie rzucić rękawicę Tygersom, ulice północno-wschodniego Night City mogły spłynąć rzekami krwi, zarówno tej wytoczonej z żył przestępców jak i przypadkowych ofiar pochwyconych w ogień krzyżowy gangów w samym środku festiwalu Aratama Matsuri.

Minął wylot Monroe Street i nitki wjazdów na Watson Bridge, przesunął spojrzeniem po rzędach jadących powoli samochodów maszerując w dół Longshore S w kierunku Mostu Kongresowego. Hałas japońskich reklam mieszał się z dźwiękami klaksonów, uzupełniony rykiem alarmu zbliżeniowego płynącego środkiem kanału płaskodennego kontenerowca. Przelatujące w górze aerodyny i drony towarowe DTR dopełniały tej niesłabnącej przez dzień i nocy wielkomiejskiej kakofonii odgłosami swoich wysokoprężnych turbin. W rzędach okien na wyższych piętrach biurowców pomimo późnej sobotniej pory wciąż paliły się światła, ciągle trwała tam wytężona praca, łamiąca charaktery i wyciągająca z eksploatowanych bezwzględnie ludzi najgorsze instynkty, nastawiona wyłącznie na generowanie profitu kosztem jakichkolwiek norm etycznych i moralnych. Korposi w garniturach i garsonkach od Diamant Noir lub Koumori pojawiali się na chwilę przed swoimi ekskluzywnymi więzieniami kupując od ulicznych handlarzy przekąski i syntetyczne dopalacze, a potem powracali do rzęsiście oświetlonych sal konferencyjnych i swoich horrendalnie drogich projektów.
Zrodzony z niewolniczej pracy korposzczurów zysk generował niezliczone eurodolary, a te krążyły w krwioobiegu Night City wprawiając w rytmiczne bicie mechanizmy giełdy Zachodniego Wybrzeża.

Chociaż jego gniew ukierunkowany był na SlimWire, Switch nie potrafił zapomnieć o znacznie poważniejszym źródle zatroskania. Keira żyła, był tego już całkowicie pewien. Keira z niezrozumiałego powodu była w komitywie z gościem z San Francisco, bezlitosnym zabójcą na usługach korporacji odpowiedzialnym za morderstwo Spectre.
Raze przez długi czas żył w przyprawiającym o szaleństwo poczuciu winy za jej śmierć w San Francisco. Nigdy nie brał pod uwagę scenariusza innego jak ten, że zabierając ją na spotkanie ze Spectre wydał na nią wyrok. Lecz dzisiejsze spotkanie wstrząsnęło fikserem na kilku różnych płaszczyznach. Nie potrafił odepchnąć od siebie podejrzenia, że Keira nie była jedynie przypadkową ofiarą nieudanej transkacji ze Spectre; że być może sama wpuściła go w pułapkę pracując już wcześniej dla korposa z termooptycznym skórnym implantem. Nie mieścił mu się w głowie pomysł, że to on sam padł ofiarą zdrady - zdrady po stokroć bardziej bolesnej, bo zadanej ciosem ze strony dawno już pochowanej w pamięci kobiety, którą kochał i której ufał.
Na wyświetlaczu cyberoka pojawiło się okienko komunikatora. Tekstowa wiadomość od Artemidy, wysłana prywatnym łączem na NoiseFeed.
Plecy mnie bolą, potrzebuję masażu. Dupka swędzi i zjadłabym coś ciepłego. Wpadniesz, czy mam cię szukać w Kabuki? #otagowałam cię.
Brazil nie miała pojęcia o potwornym mętliku jego myśli, o emocjonalnym rozdarciu i szaleńczej niepewności, która w zwyczajowy dla Switcha sposób ukierunkowała się na coraz silniejszą złość wobec otaczającego go świata, drwiącego z fiksera w jakiś upiornie wyrafinowany sposób.
Nie wiedząc, co jej właściwie odpisać Raze schował smartfona do kieszeni i wszedł na opadający łagodnie w dół Most Kongresowy.

Vista del Rey należała nominalnie do dystryktu Śródmieścia, ale już przed czasami Wojny Unifikacyjnej nie cieszyła się dobrą reputacją. Przyklejona od południa do lśniących szkłem i chromem wieżowców na podobieństwo zaniedbanego młodszego rodzeństwa, przechodziła na wysokości Mostu Kongresowego w labirynt zaniedbanych budynków mieszkalnych, starych stacji energetycznych, magazynów i placów wciśniętych pomiędzy odrapane ściany bloków. Schodząc z Mostu Kongresowego na Republic Way Switch od razu dostrzegł różnicę w swoim bezpośrednim otoczeniu.
W Japantown na chodnikach też leżały worki ze śmieciami, ale były na bieżąco usuwane przez służby miejskie; w Vista del Rey ich pryzmy miały znacznie większe rozmiary i cuchnęły rozkładem dowodząc tego, że śmieciarki rzadko przejeżdżały przez tę okolicę. Tu też kręcili się turyści szukający sklepów z pamiątkami i używaną cybernetyką lub barów szybkiej obsługi, ale zabiedzony wygląd ulic szybko odstraszał większość z nich na przeciwną stronę Mostu Kongresowego. Do dłuższego pobytu w Vista del Rey zniechęcały też liczne graffiti gangów, bo o ile w Japantown nazwa Tyger Claws ukryta w kształtach chińskich znaków hanzi mogła się kojarzyć nieświadomym turystom z niewinnym orientalnym folklorem, o tyle trupie czaszki w wieńcu róż albo złowieszcze portrety Santa Muerte zdobiące mury latynoskiej dzielnicy już tak zapraszająco nie wyglądały.
Fikser podniósł wyżej kołnierz kurtki - nie z powodu nieistniejącego chłodu, bo noc była naprawdę ciepła, tylko dla przydania sobie odrobiny anonimowości. Tkwiący w wejściach do miniaturowych kiosków sprzedawcy, starsi wiekiem mężczyźni siedzący przy stolikach do gry w maracaibo i grupki roześmianych nastolatków w kolorowych strojach wydawały się pogrążone we własnej aktywności, ale Switch dostrzegał ich rzucane dyskretne spojrzenia, taksujące podejrzliwymi oczami sylwetkę intruza, który nie wyglądał na turystę.
Switch przebiegł przez Republic Way na wysokości wyłączonej z użytku nadbrzeżnej stacji transformatorowej, zapuścił się w Vine Street wypatrując szeregowca, na którego tyłach znajdowało się mieszkanie SlimWire.
Zdradziecki grubas miał na długo zapamiętać tę sobotnią noc.
-
HiFi 
– Trefną elektronikę? Ja sądzę, że to pierwszy gatunek. Jeżeli jest nawet otagowana to przez tę całą Shivę. A ona już się nią nie będzie interesować. Technik niezbyt przejął się słowami Brazil.
– Zorganizowałem napoje, z żarciem nie przeginajcie. Mówiłem, że potrzebuję zebrać kasę na wymiankę. Mam trochę towaru AllFoodsu, jak chcecie...
Sięgnął do kartonu w poszukiwaniu batonów.
– Ale prawdziwe żarcie musicie sobie zamówić sami. Jak mi wyjdzie dil to wam postawię prawdziwy ryż. - obiecał.
– Historia? Jaka historia? - podrapał się po odrastającym zaroście. - Z Czakasami? Mieszkają naprzeciwko Shivy. Dali nam namiar na jej garaż. To spytałem, czy nie chcą pohandlować. Lepiej dać swoim zarobić, niż komuś z innego bloku nie? Nic więcej do tej story nie ma do dodania... no może - uśmiechnął się szelmowsko.
– Może, jedna rzecz... Wiecie, Switch zamówił pizzę ze środkiem przeczyszczającym... i jak próbowaliśmy się do Shivy dostać, to ich mamuśka z naprzeciwka wyszła, straszny babon... i się na tę pizzę napaliła. To... jej zostawiliśmy... pewnie teraz kibel okupuje. No ale hej, to nie ja wpadłem na ten pomysł! - zastrzegł się.
– Ten sprzęt, co go przywieźliśmy. Brazil skarbie, przejrzyj go, co jest warty. Chciałbym go szybko opchnąć, żeby na szotgany było i żeby było czym z Czakasami handlować. Ale wszystkie nośniki danych chyba warto głębiej sprawdzić. Byle ostrożnie. Jak ktoś ją wypłaszczył, to mogła dogrzebać się do czegoś wartościowego, nie?
– Teraz wybaczcie, trochę się w robocie... ufajdałem, muszę do pralni skoczyć. Jeżeli macie jakieś pytania, to odpowiem, gdy wrócę...
Nie czekając, zabrał brudne ciuchy i zjechał dwa piętra niżej do pralni.NoiseFeed HiFi @Leif Jakie masz plany na wieczór? Mam sprawę do obgadania. Może wpadniesz do nas? Czekając, aż przejdzie pranie, zajmował się wysyłaniem wiadomości, przeglądaniem memów, zerkaniem na współmieszkańców i nasłuchiwaniem plotek jednym uchem.
-

Raze Switch More
Zachodnia część Japantown, noc 14.07.2077
Nie.
Lekki ruch głową, jakby mógł tym skasować myśl.Keira go nie zdradziła.
Tak samo jak Arte go nie otagowała.Nie wierzył w to. Nie chciał wierzyć. Gdyby to była prawda, rozsypałoby się coś więcej niż tylko jedna relacja. Rozsypałaby się mapa, według której poruszał się po świecie.
Łatwiej było skierować gniew gdzie indziej.
Na SlimWire’a.
Na tłustego, spoconego grubasa z wiecznym połyskiem na czole i palcami śmierdzącymi tanim sosem sojowym.To był cel. Namacalny. Osiągalny.
Keira mogła poczekać.
Prawda mogła poczekać.Zetknął się z przeszkodą. A przeszkody się usuwało — nie analizowało.
Nie zamierzał ryzykować życia, żeby teraz rozdrapywać przeszłość. Nie tej nocy. Nie kiedy ktoś próbował zrobić z niego chodzący nadajnik.
Białe zjeby z Bractwa Gołębicy.
Bug w jego wszczepach.
SlimWire.Priorytety.
Na przydrożnym bazarku kupił zgrzewkę najtańszego piwa, jakie mieli. Zawartość metalowych puszek chlupnęła, gdy wrzucił je do torby. Sprzedawca spojrzał o sekundę za długo — Kiroshi odnotowało przyspieszone tętno, mikroekspresję niepokoju.
Switch zniknął, zanim ciekawość przerodziła się w pytania.
Vista del Rey pachniało śmieciami, starym olejem i tanią perfumą. Kołnierz kurtki podniósł nie z powodu chłodu — noc była lepka i duszna — ale dla zasady. Dla pół centymetra anonimowości.
Vine Street. Szeregowiec z odpadającym tynkiem. Kamera nad drzwiami obróciła się z cichym bzyczeniem.
Raze uniósł zgrzewkę i pomachał nią w stronę obiektywu.
— Cześć, Slim.
Uśmiechnął się. Tylko ustami.
— Przyniosłem pokój w puszkach. Pogadamy? Są tematy, których nie chciałbym omawiać przez telefon.
Krótka pauza.
— A uwierz mi… to nie są tematy, które chcesz ignorować.
Stał nieruchomo, wzrok wbity w czarne oko kamery.
Zdradziecki grubas miał zapamiętać tę noc.
I nie chodziło o podły smak piwa.
-

Megablok H10, noc 14.07.2077
Samoobsługowa pralnia, jedna z ponad setki rozrzuconych po piętrach megabloku obskurnych filii Lavadora Ltd, zwykle pełna była klientów, sobotniego wieczoru świeciła jednak pustkami, bo ludzie mieli zupełnie inne rozrywki w planach. HiFi wyszukał sobie wolną pralkę w głębi pomieszczenia, włączył ją i zaczął udawać, ze słucha płynącej ze słuchawek muzyki, w rzeczywiści jednak bacznie nadstawiał uszu.
W miejscach takich jak pralnia można było usłyszeć mnóstwo interesujących historii ze swojego najbliższego otoczenia i technik nie zamierzał przejść obok takiej okazji obojętnie.
- Mam wszystko na screenshootach - ekscytował się brodaty facet w wysłużonej wojskowej kurtce tłumacząc coś wyraźnie sceptycznej tęgiej Latynosce - Rozpylają aluminium i dwutlenek węgla, nawet z tych avek, co niby są prywatne. Ten mechanizm jest ukryty w ich konstrukcji, w przetwarzaniu spalanego paliwa. Trójtlenki siarki i kwas siarkowy. Clara, wyłącz w końcu telewizor i włącz myślenie. Musisz połączyć kropki. Media kłamią w żywe oczy. Znam kogoś, kto słyszał, że w powietrzu można znaleźć nawet obumarłe czerwone krwinki, bakterie e-coli i chlorek sodu! Wiesz, co to z nami robi? Oni przyspieszają rozwój nowotworów i chorób wieńcowych, wyniszczają nasze układy immunologiczne!
Sprawiająca dobroduszne prostolinijne wrażenie kobieta wyglądała tak jakby zaraz miała doświadczyć ataku serca, bezwiednie zaciskając ręce na uchwytach kosza na bieliznę i spoglądając z przerażeniem na swojego rozmówcę.
- Wywołują spontaniczną hydroplazję zębów i ostre stany zapalne opon mózgowych!
- Ale po co mieliby to robić, gościu? - młody rudowłosy Azjata o imponującym zestawie zębów ze sztucznego złota skrzywił twarz w wyrazie powątpiewania - Dlaczego?
- Bo przestaliśmy się szczepić, baranie! - sarknął brodacz tonem zniecierpliwionego mentora - Wcześniej pchali to wszystko w nas za pośrednictwem szczepionek, nawet te grafitowe mikroczipy G5. Ale kiedy Kennedy doprowadził do konstytucyjnego zakazu obowiązkowych szczepień w 2038, musieli wymyślić nowy system dystrybucji trucizn. I wymyślili!
- Santa Madre, ale kto to robi, rząd? - wykrztusiła w końcu Latynoska - Burmistrz?!
- Chazarskie korporacje - brodacz natychmiast zniżył głos, po czym zaczął się raptownie rozglądać wokół siebie, sporą część uwagi poświęcając słuchającemu muzyki HiFi - To nie jest dobre miejsce na takie rozmowy, oni mają wszędzie uszy. Chcesz wiedzieć więcej ‚przyjdź na spotkanie tam, gdzie ci mówiłem. I słuchaj audycji doktora Paradoxa, to nasz jedyny ratunek.
Stawiając wyżej kołnierz płaszcza brodacz wymknął się szybkim krokiem z pralni, kręcąc na wszystkie strony głową i mamrocząc coś pod nosem. Rudowłosy Azjata odprowadził go wzrokiem, wzruszył ramionami zerkając znacząco na Latynoskę.
- Po co ty z nim gadasz, Clara? - prychnął głośno - Całkiem mu już odpierdala, bardziej niż temu gościowi na Urmland, który dzień i noc opowiada jak jego fale mózgowe sprzężone są z kanałami łączności kosmitów z Alfa Centauri. No zjeb normalnie.
- A ty coś taki wygadany dzisiaj, Kim, pracę w końcu znalazłeś? - odpowiedziała Clara unosząc wyżej kosz z czystym praniem - Czy ojciec się w końcu odezwał do matki?
- Praca jest dla przegrywów - roześmiał się Kim - Kto dobrze kombinuje, nie musi pracować. Okazja mi się dzisiaj trafiła, pomogłem Vanessie z góry sofę zatargać do mieszkania, za bezcen od jakiegoś frajera na parkingu kupiła, a mnie dała za pomoc kupon na swój kurs, odsprzedam w sieci za stówkę jak nic.
- Ta Vanessa, co kręci te bezecne filmy?! - oburzyła się Clara - Złapałam wnuczka jak oglądał te filmy na telefonie! Sodoma i Gomorra, i te wszystkie rzeczy, które wsadza ludziom, gdzie popadnie! Musiałam iść z dzieckiem do księdza, żeby je egzorcyzmował. Matka Boża z Guadalupe powinna ją nocami nawiedzać za te diabelskie orgie! Wstydź się Kim, że z kimś takim przestajesz, wieczne potępienie na siebie ściągniesz!
Smarthing HiFi zadźwięczał melodyjną nutą obwieszczając nadejście odpowiedzi Leifa.
NoiseFeed
Mam plany, ale mogę zmienić, stary. Co zabrać do picia? Będą jakieś laski czy tylko Brazia?
-

Vista del Rey, noc 14.07.2077
SlimWire zdalnie odblokował elektroniczny zamek drzwi, a te otworzyły się, kiedy zdyszany wspinaczką po schodach Switch zbliżył się do nich na niecały metr.
Windy w starych apartamentowcach na Vine Street popsuły się całą wieczność temu, ale czekający na decyzje o eksmisjach i wyburzeniami adminstratorzy tych budynków nie zamierzali inwestować ani centa w ich remonty, co dawało się zauważyć na praktycznie każdym kroku.
Wnętrze zaniedbanego apartamentu cuchnęło stęchlizną, środkami odkażającymi i zepsutym jedzeniem. Raze skrzywił usta w grymasie niesmaku, ale zaraz przywołał na twarz maskę pozornej życzliwości nie chcąc ujawniać od progu natury targających nim emocji. Nie znał chłopaka ostatniej opiekunki SlimWire, ale na jego miejscu też nie pozwoliłby swojej dziewczynie na bywanie w takim miejscu.
SlimWire leżał na rozklekotanej sofie pod brudnym oknem z widokiem na nabrzeże kanału, podłączony plątaniną przewodów tlenowych, kroplówek i kabli transmisyjnych do rozstawionej obok sofy aparatury medycznej i netrunnerskiej. Odór dawno niemytego ciała i zainfekowanej z powodu odleżyn skóry wydawał się wręcz nie do zniesienia, wciskał się zawzięcie w nos fiksera nie pozwalając mu skupić myśli.
Uwięziony w pułapce swojego ciała i wąskiej przestrzeni mieszkania, netrunner uniósł opuchnięte powieki, zamrugał próbując zogniskować mętne spojrzenie na postaci stojącego w progu gościa. Raze mógł tylko próbować sobie wyobrazić jak bardzo SlimWire musiał nienawidzić tych momentów, kiedy potrzeba chwili zmuszała go do opuszczania niczym nieskrępowanej Sieci i brutalnej konfrontacji z codziennością fizycznej egzystencji.
- Zrobiłeś mi niespodziankę, stary - wychrypiał zza maski nawadniacze - Nie spodziewałem się tak szybkiej wizyty. Sumienie cię ruszyło i chcesz mi oddać moje pół tysiaka?
- Twoje pół tysiaka poszło na koszty operacyjne - odpowiedział Switch szukając wzrokiem miejsca na postawienie zgrzewki piwa - Chciałem pogadać.
- Pogadać? Nie mogłeś kurwa zadzwonić? Musiałem się przez to wyprzęgać? Chuj z tym, dobrze że jesteś. Pomóż mi wymienić worek na mocz, bo już mi się przelewa, a ciężko mi dosięgnąć. I gadaj, o czym chciałeś pogadać.
-

Raze Switch More
Vista del Rey, noc 14.07.2077
Switch przez chwilę stał w drzwiach, pozwalając, by smród mieszkania uderzył go pełną falą. Oczy zwęziły mu się minimalnie, kiedy zobaczył plątaninę kabli, worków i kroplówek oplatających ciało SlimWire’a jak pajęczyna.
Postawił zgrzewkę na pierwszej wolnej powierzchni, jaka nie była oblepiona czymś podejrzanym.
— Tak, pogadamy — powiedział spokojnie.
Zrobił kilka kroków w głąb mieszkania.
SlimWire jeszcze kończył swoją tyradę o worku na mocz, kiedy Switch zatrzymał się przy sofie.
I wtedy maska spadła.
— Pro pos chuja, ty ciulu niemyty — warknął nagle, nachylając się nad nim. — Co ty sobie, kurwa, wyobrażałeś instalując mi bugi we wszczepach?!
Złapał za metalowy stelaż aparatury przy sofie i szarpnął go lekko, tak żeby sprzęt zadzwonił i zakołysał się ostrzegawczo. Jednym ruchem wypiął kabel sieciowy, który łączył sieciarza z cyberświatem.
— Myślałeś, że nie zauważę? Że będziesz sobie siedział w tej swojej śmierdzącej norze i słuchał gdzie chodzę, z kim gadam i kiedy sram?
Jego głos opadł nagle o pół tonu. Stał się zimny.
— Powiem ci coś, Slim.
Pochylił się bliżej, tak że netrunner musiał patrzeć prosto w jego oczy.
— Jedyny powód, dla którego jeszcze oddychasz, jest taki, że najpierw chcę wiedzieć dlaczego.
Wyprostował się powoli.
— Więc zaczniemy od początku. Ty mi powiesz, kto ci kazał mnie tagować.
Skinął głową w stronę worka na mocz.
— A potem, jak będziesz grzeczny… to może nawet pomogę ci z tym workiem.
Krzywy uśmiech.
— Tylko dobrze się zastanów, Slim. Bo ja mam dziś bardzo mało cierpliwości. Bardzo. Mało.
-

Mieszkanie SlimWire, noc 14.07.2077
Dotąd rozkojarzony i nieco otępiały, sieciarz wytrzeszczył szeroko swoje podpuchnięte oczy, wciągnął głęboki haust powietrza próbując nieporadnie odepchnąć od siebie fiksera.
- Ochujałeś do reszty?! - wychrypiał przez odwykłe od zwyczajnej mowy gardło - Pojebało cię? Jak cię niby otagowałem?! Co ci zainstalowałem?!
- Jebanego trojana, którego mi wgrałeś w procesor podczas sprzęgu ze smarthingiem - wycedził przez zęby Raze, nie dając się odepchnąć od netrunnera i demonstracyjnie nawijając sobie na palce przezroczysty przewód jednej z kroplówek - Nawet nie próbuj zaprzeczać, bo pójdziesz dzisiaj głodny spać. A może nawet się już nie obudzisz jak mnie wkurwisz do reszty. Znam cię aż za dobrze, wiem kiedy kłamiesz.
- Weź się kurwa uspokój, ochłoń - SlimWire uniósł wyżej dłonie, oblizał zaschniętym językiem popękane wargi - Chcesz zakatować bezbronnego człowieka? Kurwa, Switch, stać cię na więcej.
- Skamlesz, bo ci wypiąłem kabel sieciowy - fikser pociągnął na próbę za pęk nawiniętych na dłoń przewodów - Lewe oprogramowanie w moim mózgu. Po co ci było?
Błyszczące paniką oczy netrunnera poruszały się we wszystkich kierunkach, jego płytki oddech nabrał świszczącej nuty. Na wyświetlaczu medycznej aparatury pojawiły się jakieś podświetlone na czerwono ostrzeżenia, coś zaczęło pikać ostrym wysokim tonem.
- Jeśli coś ci zostało w pamięci to mogła to być jedynie bramka pomocnicza dla ułatwienia późniejszego sprzęgu. Mam ją w zestawie podprogramów, wgrywa się automatycznie. To takie zabezpieczenie na wypadek, gdyby połączenie zostało nagle zerwane, wtedy samoczynnie wyszukuje port dostępu, żeby je odtworzyć. Trochę byłeś wkurwiony jak kończyliśmy połączenie, nie zdążyłem po sobie posprzątać. Jesteś kurwa zadowolony? Masz dalsze pytania?
— Czy jestem zadowolony? — powtórzył Switch tonem sugerującym, że autentycznie rozważa w myślach rodzaj odpowiedzi — Ani trochę, Slim. Ani. Trochę.
Fikser upuścił oplatające jego dłoń rurki i pozwolił im opaść na groteskowo otyły korpus netrunnera.
— Za bardzo się nakręcasz, amigo. A jeszcze nic mi nie wyjaśniłeś. Zwolnij trochę… bo mi tu wykitujesz, zanim zdążysz powiedzieć coś sensownego.
Obszedł sofę i zatrzymał się przy aparaturze schowanej za sofą za plecami SlimWire. Przez chwilę przyglądał się wyświetlaczom urządzeń jakby naprawdę interesowały go parametry.
A potem przekręcił pokrętło koncentratora tlenu na osiemdziesiąt procent.
-
HiFi Mieszkanie w H10, noc 14.07.2077 
Czy byli truci czy nie byli, HiFi nie zaprzątał sobie tym zbytnio głowy. Jeżeli byli truci to co on mógł na to poradzić? O wiele bardziej zainteresowała go wzmianka o tym, że kupon na kurs BDSM może pójść w sieci za stówkę. Zaczął szukać informacji o cenach tego kursu i czy istnieją jakieś ceny referencyjne. Bezecne filmy brzmiały nieźle...
Potem do głowy wpadł mu jeszcze jeden pomysł. Potrzebował dwóch kamer, które mógłby umieścić w dwóch znanych mu miejscówkach Shivy. Dobrze by było wiedzieć, gdyby ktoś się tam plątał. I kto. W H10 mógłby poprosić Bra o zrobienie mu stałego podglądu. Ale co, jeżeli ktoś ten podgląd wykasuje? Albo zrobi jakiś rewerse indżiniering? Zaczął obczajać temat, czy da radę ogarnąć go sam, czy trzeba będzie poprosić chłopaków, aby po drodze coś kupili.
– Siema, stary. Fajnie, że wpadłeś! - technik otworzył drzwi by wpuścić Leifa. Gundarsson zjawił się z dwiema zgrzewkami Spunky Monkey pod pachami i z szelmowskim uśmieszkiem wyzierającym z kącików ust. Uścisnął otwierającego mu drzwi HiFi, ucałował z marszu Brazil nie dając jej czasu choćby na słowo powitania, a potem walnął się na narożnik w kącie wypoczynkowym pomiędzy sączących browara Froga i Dingo.
– Cześć Mack. Switcha nie ma? - spytał wyciągając z sześciopaka pierwszą małpę - Czy się kąpie?
– Jest jeszcze na mieście, jakieś sprawy załatwia - wzruszył wymijająco ramieniem Houston - Będzie chciał, to się dołączy.
– To jakie plany na dzisiaj, chłopaki, pijemy tu czy idziemy na miasto? Prosto z dyżuru przyjechałem, głodny jestem, a wy ostatnio mieliście tylko chrupki do piwa. W Masala są jeszcze wolne stoliki, widziałem po drodze, może tam wejdziemy?
– Wrzuć na luz, dziku - mruknął Frog lubując się własnym napitkiem - Wcześnie jeszcze jest, gdzie ci się tak śpieszy? Obrócimy te dwie zgrzewki, weźmiemy taco na wynos i możemy skoczyć na parkiet w E-Dry. Dawno nie miałem okazji potańczyć.
– Może być E-Dry - Leif pstryknął zawleczką otwieranej puszki. - Mack, chcesz piwko?
HiFi przechylił się w stronę Leifa z wyrazem ledwie dostrzegalnego skrępowania na twarzy, klepnął go w kolano wskazując drugą dłonią na drzwi swojego pokoju.
– Poczekaj chwilę z tym piciem, stary. Chodźmy pogadać o interesach.
Gundarsson podniósł się z sofy z wyraźną niechęcią, ale i z błyskiem zainteresowania w oczach, poszedł za HiFi i przysiadł na skraju jego łóżka czekając aż młodzieniec zamknie drzwi.
– Słuchaj stary, sprawa jest... bez wnikania w szczegóły. Handluję z różnymi ludźmi by zdobyć trochę retro sprzętu muzycznego, nie? Ostatnio była taka akcja z Kretami i Brzytwiarzami... I słuchaj... Nie pytaj skąd to mam... Jest kilka cyberwszczepów wyciętych z denata do opchnięcia. Zerknąłbyś co mam, czy i za ile mógłbyś to opchnąć i co chcesz w zamian? Trzeba je też trochę... oczyścić...