Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje future
  3. Rozgrywka
  4. [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
Syreni Śpiew Neonów
KetharianK
Ketharian jako
Soulkiller
Mistrz Gry
JohnyTRSJ
JohnyTRS jako
Hartley „Mack” Mackinaw
GladinG
Gladin jako
HiFi
GreKG
GreK jako
Raze „Switch” More
WilczyW
Wilczy jako
Houston „Dingo” Dawn
MarrrtM
Marrrt jako
Shawn „Frog” Camara
NanatarN
Nanatar jako
Artemida „Brazil” Torquemada

[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
cyberpunkcyberpunk2077
384 Posty 7 Uczestników 15.1k Wyświetlenia 6 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • KetharianK Niedostępny
    KetharianK Niedostępny
    Ketharian jako Soulkiller
    Obsługa Moderator Mecenas
    napisał ostatnio edytowany przez Ketharian
    #349

    Sklepik przy Pinewood w Kabuki


    Pełen entuzjazmu Wietnamczyk ściągnął ze szklanej płyty zamrażarki kartony z sojowymi kotletami i zaczął w zamian wykładać na niej pudełka z bronią, które całkiem prawdopodobnie spadły jakiś czas temu z ciężarówki jakiegoś koncernu zbrojeniowego w ulicach Arroyo. Nguyễn Văn Hải sprzedawał w swoim sklepiku wszystko, od żywności poprzez odzież, elektronikę i medykamenty po sprzęt do miejskiego survivalu i broń palną i chociaż nie należał do tanich sprzedawców, w przeciwieństwie do wielu innych w branży udzielał rzetelnej gwarancji.

    - Prostota, funkcjonalność, wysoka efektywność - oznajmił wciskając w ręce Switcha krzykliwie pomarańczowego Magamastera Ultra - Magazynek na dwadzieścia naboi, szyna uniwersalna, w zestawie latarka. Prawdziwa amerykańska jakość, nie jakieś chujowe chińskie składaki. Syndykat Trumpów robi je według najwyższych standardów w fabrykach na Florydzie, lepszej broni osobistej w takiej cenie nie dostaniesz.

    - W takiej cenie, czyli w jakiej? - Raze przywołał na twarz ćwiczoną wcześniej wielokrotnie minę człowieka o bardzo skąpym budżecie - Nie wiem, czy mnie stać na gnata z logo Trumpa.

    - Cena jak marzenie, normalnie minimum pół tysiąca za wersję podstawową bez malowania i bez pudełka, ale potrafi dobić do dziesięciu tysięcy za taką pobłogosławioną przez pastorów z Odrodzonego Kościoła Republikańskiego z Mar-a-Lago, wyobrażasz sobie? Ale dla ciebie tylko czterysta pięćdziesiąt, dla dobrego znajomego mogę upuścić marżę prawie do zera.

    - Cena marzenie, cały czas marzę o takiej kasie na koncie - przyznał z fałszywie smętną miną More - Nie masz czegoś dla biednych ludzi?

    Wietnamczyk uniósł znacząco jedną brew, wsadził dłoń do innego pudełka i wyciągnął z niego wsadzony pomiędzy inne egzemplarze rewolwer o krótkiej lufie i plastikowej kolbie.

    - Jak jesteś biedny to weź tego Magnum - oznajmił - Nowość od Bombardiera, limitowana seria Eco. Całość zrobiona z pozyskiwanego z odzysku metalu oraz plastiku w stu procentach z recyclingu. „Zabija jednym strzałem, ratuje planetę”. Jedyne sto baksów, chujnia jakich mało, lubi się zacinać i wybuchać w ręce, no ale jest świetną ofertą dla biednych. Sześć naboi w cylindrze…

    - A co to takiego? - Switch samemu wyciągnął z pudła jeszcze jeden pistolet, ciemnoniebieski w odcieniu podobnym do jego skradzionego u Slimwire Streetmastera.

    - To Tamayura od Arasaki, remaster drugiej generacji, dziesięć milimetrów, magazynek na piętnaście naboi i z góry ci mówię, że poniżej czterystu eurodolarów nie zejdę. Tygersi mi na haraczu upustów nie dają, pozwól człowiekowi zarobić.


    Pod mieszkaniem Shivy Lacroix


    Houston zerknął wzdłuż korytarza wyłapując niespokojne spojrzenie i uniesiony kciuk wyglądającego zza pobliskiego rogu HiFi. Wciąż pozostając pod wrażeniem oględzin mieszkania Shivy, nomada zlizał z ust resztki wyciągniętej z jej paśnika winogronowej pasty, a potem nacisnął dzwonek na domofonie wskazanego przez HiFi mieszkania.

    Znaleziona w wannie dziewczyna okazała się jeszcze większą żyłą złota niż Dingo na początku zakładał. Miała w pełni umeblowane mieszkanko i kupę sprzętów, zarówno profesjonalnych komputerów jak i domowej elektroniki, a jeśli opłacała czynsz stałym zleceniem przelewu, wbrew obawom HiFi jej mieszkanie jak najbardziej mogło pozostawać jej własnością po ostatnim lipca - nie wspominając o tym, że gdzieś w środku lokalu mogły się skrywać informacje prowadzące do danych dostępu do jej bankowych kont.

    Nacisnął dzwonek raz, potem drugi, a potem cofnął się o krok słysząc zbliżający się do drzwi gderliwy kobiecy głos. A potem cofnął się jeszcze o krok, kiedy w progu mieszkania stanęła tęga czarnoskóra matrona w trzeszczącej niebezpiecznie podkoszulce, z dumą obnosząca się z imponującym afro.

    - Czego szuka? - warknęła spoglądając na Houstona podejrzliwym wzrokiem - Się chyba pomylił z adresem.

    - Niekoniecznie - odpowiedział pojednawczo Dingo - Szukam Tyrone. Albo Donga. Zastałem ich?

    - Tyrone? I Donga? - oczy matrony zwęziły się momentalnie w wąskie szparki przywodząc na myśl ślepia polującego lamparta - A czego od nich chcesz? Mój Tyrone to łobuz, ale porządny, on się z jakimiś szemranymi białasami nie zadaje. Policja?

    - Żadna policja - zapewnił natychmiast Dingo - Sprawę mam do nich, interes. Są w domu?

    - Tyrone przed chwilą gdzieś poleciał, telefon dostał. A Dong nie ma teraz czasu, żeby do nas zaglądać, bo ma ważne interesy na głowie. A czego od nich chcesz, może ze mną załatwisz?

    - Wątpię, droga pani - pokręcił głową nomada podnosząc głos na tyle, aby ukryty nieopodal HiFi dobrze słyszał jego słowa - Przysłał mnie wspólny znajomy, SuperHitSuperStar, ale jak ich nie ma, nie pogadamy, są inni, którzy chętnie zarobią na takiej okazji.

    - Zaraz, dokąd?! - matrona złapała Houstona za ubranie obdarzając go jednocześnie szerokim i do bólu fałszywym uśmiechem. Miała najbardziej białe i idealnie równe zęby jakie nomada w życiu widział.

    Uśmiechnięty od ucha do ucha głodny lampart.

    - Nikt nie jest winien temu, że się urodził z gębą kapusia - oznajmiła pojednawczym tonem matka Tyrone i nie okazała przy tym najmniejszej chęci do puszczenia rękawów nomady - Pan wejdzie do środka, zapraszam. Ja też kapusiem nie jestem i nie powiem, gdzie poszedł mój synek, ale za pięć dyszek mogę do niego zadzwonić.


    Mieszkanie rodziny Ogunlesi


    Brazil uświadomiła sobie, że nigdy jeszcze nie widziała Hartleya w równie krytycznej sytuacji, nigdy wcześniej nie spoglądała na jego umazane krwią rękawiczki zanurzone w rozciętym brzuchu innego żywego człowieka. Było to doświadczenie otwierające oczy, budujące, przerażające, fascynujące i budzące dreszcze - wszystko na raz i w gigantycznej dawce emocji.

    Mack pracował w ogromnym skupieniu, pełnym posępnej determinacji i pasji. Operował swoimi narzędziami niczym wirtuoz, reperując jeden organ wewnętrzny Chinwe po drugim jak profesjonalny chirurgiczny robot, nie zważając na krew i odstręczający zapach perforowanych jelit. Brazil wykonywała bez wahania każdą otrzymaną instrukcję, przez cały czas próbując szukać w Sieci informacji mogących chociaż trochę zmniejszyć jej zrodzony z braku fachowej wiedzy dyskomfort.

    Im głębiej szukała, tym bardziej paradoksalnie rosła jej złość. Pocięta na skrupulatnie monitorowane przez NetWatch części Sieć ukrywała praktycznie wszystko za paywallami. Czasy dostępu do darmowej wiedzy skończyły się z dniem, w którym korporacje i współpracujące z nimi rządy postawiły na masowe tworzenie niewykształconych i łatwych w kontroli rzesze szarych obywateli - teraz każda dziedzina wiedzy obwarowana była ścianami płatnego dostępu, a rzekomo darmowe domeny oferowały zbyt często bezwartościowe lub wręcz fałszywe informacje.

    Nieliczni wybrańcy - wśród nich sama Artemida - mieli możliwości obchodzenia większości paywallów dzięki swoim netrunnerskim umiejętnościom, ale nie było ich dość wielu, aby mogli się w jakikolwiek efektywny sposób przeciwstawić nastawionemu na wszechobecną komercję systemowi.

    Chinwe wciąż była nieprzytomna, a parametry jej funkcji życiowych wyświetlane na wszytym pod skórę ramienia biomonitorze zmieniały wartości w pozornie niekontrolowany sposób, co chwilę przyciągając w stronę wyświetlacza pełne niepokoju spojrzenia Macka.

    Nagłe poruszenie w przedpokoju przyciągnęło jak magnes wzrok Artemidy. Doskonale rozpoznawalna w tle wyświetlanych na smartgoglach obrazów, Adeola Ogunlesi wybiegła z pokoju córek z przyciśniętym do ucha telefonem i otworzyła drzwi apartamentu.

    Do środka wpadł wielki mężczyzna, atletycznie zbudowany, krótko ostrzyżony, ale zdobiący twarz doskonale wypielęgnowaną brodą. Miał czarną jak smoła skórę i wręcz promieniował kontrowersyjną aurą męskości. Mięśnie, testosteron i pełne podejrzliwej wrogości oczy, które mocno się rozszerzyły na widok leżącej na stole dziewczyny oraz ubabranych jej krwią obcych.

    - Co tu się odpierdala?! - huknął muskularny Afrykanin pokonując kilkoma szybkimi krokami przedpokój i spoglądając w dół wprost w wielką ranę pośrodku brzucha nastolatki - Ja pierdolę, Chinwe! Kto jej to zrobił?!

    - Jeden z twoich chłopaków ją przyprowadził, ten mały Samuel! - krzyknęła Adeola - Zostawił i uciekł! Dong, ratuj ją, proszę, ona nie może umrzeć! Zwrócę ci wszystkie pieniądze, których trzeba na leczenie, tylko ją uratuj! I znajdź Nkechi, ona nie wróciła! Nie wiem, gdzie jest!

    - Adeola, zajmij się Zuri - przybysz okręcił się w miejscu dość raptownie, aby zachrzęszczały grube ogniwa pozłacanego łańcucha wiszącego na jego masywnym karku - Idź do córki! Tyrone!

    Depczący Dongowi po piętach młodzieniec oderwał pełen przerażenia wzrok od Chinwe i ratujących jej życie ludzi, spojrzał z wyrazem szoku na twarzy na swojego towarzysza.

    - Zapierdalaj po tyle chłopaków, ilu namierzysz i znajdź mi tego gnojka Samuela! Możesz mu wpierdolić, ale nic nie połamać! Chcę go tutaj mieć na już!

    Młodzieniaszek drgnął niczym rażony piorunem, wyparował z mieszkania krzycząc coś po drodze do telefonu. Dong przeniósł wściekłe spojrzenie na szyjącego wnętrzności Chinwe Hartleya i jego malowniczo zakrwawioną asystentkę.

    - Lalunia, doktorku - skinął głową na wciąż mocno podejrzliwe w tonie powitanie - Co z nią?

    Pytając wyciągnął dłoń i dotknął ramienia nastolatki gestem tak delikatnym, że wręcz kompletnie przeczącym jego właśnie zademonstrowanej groźnej osobowości.

    - Będzie żyła? Co jej zrobili?


    Ulice Little China w drodze do H10


    Sparing w „Tekkenie” oczyścił nieco głowę Shawna, pozwolił dać tak potrzebny upust złych emocji i budowanego od dwóch dni napięcia. Oferta pana Lee wciąż powracała do mężczyzny w szczegółowych wspomnieniach i chociaż finansowo wcale nie rzucała tak na kolana jak tego by sobie życzył Jet Lee, nie była jednocześnie dość kiepska, by Frog mógł ją bez żalu odrzucić.

    Ruch na ulicach pozostawał intensywny, bo też Night City nie zasypiało nawet na sekundę. Nieznośna kakofonia odpowiedzialna od lat za trwałą degradację słuchu mieszkańców metropolii pozostawała tak głęboko wrytą w ludzką psychikę, że Shaw bez namysłu brał za prawdziwe opowieści o ludziach, którzy nie wytrzymywali psychicznie ani jednego dnia na pustkowiach Badlandów.

    Klaksony samochodów, ryk napędów aerodyn, policyjne i strażackie syreny, zgiełk reklam z billboardów, gwar ludzkich głosów; wszystko to otulało Shawna niczym gęsta pajęczyna zapewniając mu paradoksalne poczucie bezpieczeństwo w jedynym świecie jaki znał.

    Villefort Columbus nadjechał od tyłu, zwolnił na wysokości idącego chodnikiem Froga i pojechał dalej, aby po pokonaniu dziesięciu następnych metrów wbić się ku złości przechodniów na skraj zatłoczonego chodnika.

    Shawn rozpoznał natychmiast pojazd, który stał się w ostatnich dwóch dniach integralną częścią historii jego życia. Światła hamowania furgonu płonęły intensywną czerwienią, a silnik pracował na jałowym biegu, ale nikt z wozu nie wysiadł, nikt nawet nie otworzył drzwi. Jakiś człowiek zabębnił pięścią w bok karoserii i zwyzywał przez przyciemnione szyby kierowcę, to również jednak nie pociągnęło za sobą żadnej reakcji.

    Grafitowy Columbus z tablicą rejestracyjną, którą Shaw znał już na pamięć zwyczajnie stał sobie osiem metrów od zmierzającego do H10 solosa.

    Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    ⚡
    4
    • WilczyW Niedostępny
      WilczyW Niedostępny
      Wilczy jako Houston „Dingo” Dawn
      Mecenas
      napisał ostatnio edytowany przez
      #350

      Sytuację, w której znalazł się Houston musiał zrzucić na karb rozkojarzenia. W myślach liczył eurobaksy, które zobaczył w mieszkaniu Shivy... na razie co prawda w mało praktycznej formie mebli, komputerów i innego sprzętu, ale pieniądz to pieniądz. Samo mieszkanie było prawie tak duże jak ich melina, a zajmowała ją jedna, teraz już świętej pamięci, netrunnerka. Całkiem niezła nora. Czy może bardziej trafnym określeniem byłoby: leże pająka?

      Może właśnie dlatego, że zaprzątał sobie głowę metaforami, był przekonany, że rozmowa z ludźmi od Czakasów pójdzie gładko. Zamiast tego trafił na Cerbera. Całym wysiłkiem woli starał się nie uciec spojrzeniem w głąb korytarza gdzie chował się HiFi. Miał tylko nadzieję, że technik słucha.

      - Droga pani, ja jestem prosty chłopak - powiedział stawiając opór trzymającej go kobiecie - Jest interes do zrobienia, to robię interes. Nie ma interesu, to nie robię.

      Zawahał się. Przez myśl przeleciał mu vid z Animal Planet o hipopotamach. "Krowy hipopotama są z natury agresywne, ale samice chroniące młode w wodzie stają się prawdziwymi maszynami do walki".

      - Nie mogę dysponować nie swoją kasą, ale... - spróbował pojednawczo - ... chodzi o transakcję. Takie dobre chłopaki na pewno podzielą się zyskiem. Taki trochę rodzinny interes, nie? Miasto to dżungla, tacy jak my musimy sobie pomagać.

      Nie wspomniał, że to właśnie na końcu łańcucha pokarmowego Night City dochodzi zazwyczaj do najzajadlejszej rywalizacji o przetrwanie. Był skłonny wejść do mieszkania kobiety... do jaskini lwa... ale niech już puści jego kurtkę, zanim urwie mu rękaw!

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      2
      • GladinG Niedostępny
        GladinG Niedostępny
        Gladin jako HiFi
        napisał ostatnio edytowany przez
        #351

        Obserwujący całe zajście z ukrycia HiFi ustawił swój implant audio tak, że dość dobrze słyszał całą rozmowę.

        NoiseFeed HiFi, Dingo
        HiFi Dingo, zabieraj się stamtąd. Jak chłopaków nie ma w domu, to matula pewnie nic nie wie i tylko chce cię na kasę naciąć.
        HiFi Niech przekaże synalkom, że sprawa aktualna tylko dziś. Jutro będzie za późno.

        Jeżeli nomadzie nie uda się urwać samodzielnie, technik planował wykonać do niego telefon i udawać, że przekazuje polecenia dla Houstona od szefa. I że ma natychmiast się zameldować. Liczył, że to wystarczy by Dawn się wyrwał.

        Skoro Czakasów nie było w domu, należało udać się do chaty, zorientować gdzie kto jest i co się dzieje. Jeżeli gangusy się nie odezwą to trzeba udać się do Paula i wyposażyć na poniedziałek.


        A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        1
        • NanatarN Niedostępny
          NanatarN Niedostępny
          Nanatar jako Artemida „Brazil” Torquemada
          napisał ostatnio edytowany przez Nanatar
          #352

          Mieszkanie rodziny Ogunlesi

          Operacja, której asystowała (z niemałą dumą) Artemida, była zupełnie różna od tych obserwowanych w sieci czy w popularnych rollkach, krew była lepka, cierpienie prawdziwe, życie na krawędzi, śmierć, czuć ją było w całym pomieszczeniu, żelazo zmieszane z siarką, woń wnętrza ludzkiego organizmu. Zapach był czymś co dominowało nad wyobrażeniem, niemniej praca Hartleya była hipnotyzująca. Tak się Brazil zdawało, bo w przód czytała jego polecenia, gotowa z każdą asystą. Nie zmieszana, wystraszona, obrzydzona, zupełnie i w stu procentach skupiona, na tyle, że miała jeszcze czas zaglądać przez google do digitala.
          Zdała sobie wreszcie sprawę z tego co ją trzymało, adrenalina, która niczym pasożyt przejęła jej ciało. Adrenalina, a Artemida jak bezwolna niewolnica rzucała się w jej objęcia. Czy się uzależnia? Myślała.
          Uczucie przypominało nurkowanie w głębokiej sieci. Bez obaw, bez euforii, pewność.

          Się nawet nie zmieszała kiedy wtargnął potężny negr, choć uważna zarejestrowała go wzrokiem i prędko zidentyfikowała, proteza wyprzedziła mięso. Oceniła jako zagrożenie niskie. Tyle uwiązana na łańcuszku czasu mogła zrobić Brazil, nie starczyło sekund na aplikowanie do zaklętej na orbitach wiedzy, musiała zdać się na umiejętności doktora Mackinaw i własne ostrzone zmysły.

          -Fifty fifty - zwróciła się do ciemnoskórego mężczyzny, wciąż skupiona na asyście - Nie przeszkadzaj - ciepło, ale rzeczowo - Wbito jej nóż modułowy, skomputeryzowany, teraz zneutralizowany. Ma dużą ranę brzucha i pocięte wnętrzności.

          Pozwoliła sobie dopiero na kontakt wzrokowy, wyczuwając moment kiedy nie będzie potrzebna na sekundę - Zanim kogoś skrzywdzisz, pozwól nam skończyć. Proszę.

          Zaraz wróciła na główną arenę wydarzeń, gdzie na szali spoczywało życie Chinwe.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          ♥
          3
          • JohnyTRSJ Niedostępny
            JohnyTRSJ Niedostępny
            JohnyTRS jako Hartley „Mack” Mackinaw
            Mecenas
            napisał ostatnio edytowany przez JohnyTRS
            #353

            Hartley "Mack" Mackinaw

            Megablok, mieszkanie Adeoli


            W głowie Macka szanse na przeżycie dziewczyny oscylowały koło 10 procent. Kiedy skalpelem poszerzył ranę (rany cięte lepiej się goją niż szarpane) i skutecznie usunął paskudny nóż, to nadal nie dawał dziewczynie większych szans na przeżycie. Dobrze, że straciła przytomność, ale już samo krwawienie szybko ją zabije. Rękawiczki były całe czerwone, a im głębiej musiał wsadzać palce, tym szybciej krew znajdowała drogę do ich wnętrza, był dosłownie ubabrany po łokcie.
            Dobrze ze jeszcze miał igły i neokatgut, bo staplerem niikt przy zdrowych zmysłach nie zszywa organów wewnętrznych. Tu liczył się czas. Organ za organem, począwszy od jelit.

            Im bliżej było końca roboty (a obok stołu na podłodze rósł stos upapranych krwią płacht i tamponów, których z braku laku musiał użyć do odsączanie krwi wypełniającej otrzewną) tym większe dawał dziewczynie szanse na przeżycie - bo jeszcze żyła. 20 procent, jedna trzecia...

            Kiedy wszedł Dong jej szanse były jeszcze wyższe, ale Mack nadal nie gwarantował szans na przeżycie.

            Spojrzał na gościa i potem pokazał na ten cholerny nóż leżący na podłodze:
            - Trzy ostrza wbite głęboko w brzuch. Wyjęliśmy i jeszcze żyje. Nie ciesz się za szybko.

            Wrócił do roboty, ignorując całą scenę. Jeszcze tego brakowało żeby pół gangu wpadło do mieszkania!

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            ♥
            3
            • MarrrtM Niedostępny
              MarrrtM Niedostępny
              Marrrt jako Shawn „Frog” Camara
              Mecenas
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #354

              Zatrzymał się. Pewnie nie powinien. Powinien jakoś nonszalancko udawać, że to nie on jest obiektem zainteresowania Columbusa. Źle było być obiektem zainteresowania. Na Badlandach bielały kości wielu, którzy mieli parcie na czyjąś uwagę. A Shawnowi nie było źle w H10. Marzenia miał skromne, a i tak rzadko sobie nimi głowę zawracał. Obtańcować i zaruchać niuńkę można było tak samo fajnie zarówno w E-DRze jak i w jakimś fiukuśnym klubie dla fafarafongów w krawatach. Nie. Shawna nie ciągnęło, by zrobić coś wielkiego, czy znaczącego. Zarobić i owszem. Ale bez wychylania się. Z tylnego rzędu. No niestety tym razem wstał ze swojego miejsca. I było go widać.

              Wkurwiło go to auto. No po chuj się przyjebało do niego?! Czy to ta laska z urwanym ryjem coś chciała? Wpadł jej w oko, czy jak?

              - No ja prdl… - powiedział mląc ostatnie słowo przez zaciśnięte usta, po czym zamaszystym krokiem ruszył z miejsca, w które na chwile wrył go z zaskoczenia pojazd.

              Podszedł do Columbusa, minął go i stanął przed maską w wyzywającej pozie mówiącej kierowcy: “No i jestem kurwa. I co kurwa teraz?”

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              ♥ 🌋
              2
              • KetharianK Niedostępny
                KetharianK Niedostępny
                Ketharian jako Soulkiller
                Obsługa Moderator Mecenas
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #355

                text alternatywny


                Mieszkanie rodziny Ogunlesi


                Spoglądając na Donga poprzez kolorowe filtry wyświetlanych na smartgoglach informacji, Brazil doskonale widziała malujące się na jego twarzy emocje: wściekłość, niedowierzanie, ale i troskę, której netrunnerka nie spodziewała się u niego zobaczyć.

                Przywódca blokerskiego gangu podniósł z blatu stołu zakrwawiony nóż, spojrzał na niego z grymasem gniewu na twarzy.

                - Jebany Wolverinos, monokrystaliczny! - warknął nienawistnie - Kto ją dźgnął takim nożem? To gówno jest warte ponad pół tysiaka! W co ona się wpierdoliła? Z kim się zadała?

                - Ostatni szew - oznajmił sucho Hartley, wciąż poruszający rękami niczym robotyczny chirurg; precyzyjnie, oszczędnie, w przemyślany sposób - Straciła mnóstwo krwi, naprawdę dużo. Potrzebuje transfuzji, jak najszybciej, co najmniej półtora litra, najlepiej dwa.

                - Krew to nie problem - Dong odłożył nóż i złapał w zamian za telefon - Jaka ma być te krew?

                Mack zdjął lepkie od krwi rękawiczki, rzucił je na podłogę i złapał jedną ręką za przedramię Chinwe naciskając palcami drugiej dłoni na wszyty w ciało ekranik jej biomonitora. Parametry funkcji życiowych zmieniały się za każdym kolejnym naciśnięciem, oferując medykowi pełen podgląd danych fizjologicznych nastolatki.

                - Grupa O Rh+ - powiedział nie odwracając głowy w stronę Donga - Nie pomyl się, nieprawidłowa grozi ostrą reakcją hemolityczną, a ona ciągle ma kiepskie perspektywy na wyjście z tego cało.

                - Nie rób ze mnie jakieś dzbana, doktorku, ja też chodziłem do szkoły - obruszył się Dong - O Rh+, już załatwiam, od razu dziesięć litrów na wszelki wypadek jakby jej trzeba było wpuścić więcej. Już dzwonię.

                Wciąż przeglądający wskaźniki biomonitora Mack spojrzał znienacka na Brazil, czysto odruchowo i na tyle krótko, aby nie zwrócić na siebie uwagi wybierającego na smarthingu jakiś kontakt Donga. Błysk zdumienia w jego oczach zgasł tak szybko jakby nigdy w nich nie zawitał.

                - Tyrone, musisz zapierdalać do apteki przy komisariacie! - rzucił do smarthinga Dong - Weź dziesięć litrów krwi, ale musi być O Rh+, rozumiesz? Nie popierdol tego, O Rh+, bo inaczej młoda dostanie wstrząsu histograficznego. Jak, ile? Powiedz, że Dong bierze na kreskę, potem się rozliczymy. Macie tego gnojka? A to zajebiście, to czekam. Zasuwaj.

                Chakkas rozłączył się i spojrzał ponownie na Macka, płuczącego dłonie ciepłą wodą laną mu na ciało przez Brazil.

                - Przygotuję rurki i igły transfuzyjne - oznajmił Hartley głosem, w którym pojawiły się pierwsze nieśmiałe nutki nadziei i bardzo ostrożnego zadowolenia - Mam nadzieję, że ten twój chłopak naprawdę szybko biega.

                - Zaraz tu będzie - prychnął Dong - Muszę pogadać z Adeolą, musimy wiedzieć gdzie jest Nkechi. One zawsze wszędzie chodziły razem, nawet na randki. Nkechi musi być w kurewskich tarapatach.

                Przerzucając smarthinga z ręki do ręki Chakkas obrócił się w miejscu i ruszył w kierunku pokoiku Zuri zostawiając parę medyków nad wciąż lepkim od krwi stołem i ich nieprzytomną pacjentką.

                Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                1
                • KetharianK Niedostępny
                  KetharianK Niedostępny
                  Ketharian jako Soulkiller
                  Obsługa Moderator Mecenas
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                  #356

                  text alternatywny


                  Pinewood na wysokości Kabuki


                  Wspaniałomyślny gest Wakako Okady postawił na nogi zrujnowany budżet Switcha, ale fikser nie zamierzał wydawać wszystkich tych pieniędzy od razu. Po tym jak zdobył zastępcze cyberoko, potrzebował w jak najlepszej cenie nowej broni i drona i oferta Wietnamczyka dalece go nie zadowoliła. Wyszedł ze sklepiku na gwarny chodnik, oparł plecami o ścianę naznaczonego graffiti budynku i wyciągnął z kieszeni smarthinga.

                  Wybierając odpowiedni kontakt rozglądał się jednocześnie wokół siebie, czujnym spojrzeniem przesuwając po tłumie przechodniów i rzędach sunących ulicą samochodów.

                  Navarro odebrał po drugim sygnale.

                  - Po chuj do mnie dzwonisz? - warknął w eter.

                  - Cześć Patch. Chciałem spytać czy ogarnąłeś pierdolnik i czy nie potrzebujesz pomocy.

                  W głośniku rozległo się zdenerwowane prychnięcie gliniarza, jawnie demonstrujące jego niesłabnącą złość.

                  - Przez te swoje gierki ujebałeś mnie na dobre, Switch - powiedział mundurowy - Zawiesili mnie do odwołania bez prawa do pobierania pensji! Ja mam kurwa rachunki do opłacenia! Rob Morrison, zastępca naczelnika dystryktu przyjechał osobiście na komisariat, żeby zapytać, dla kogo sprawdzałem te numery. Sam zastępca naczelnika, rozumiesz? Co to był za samochód, Switch? Czyj to był samochód?

                  Wplątany w sprawę Slimwire, walczący o ujście z życiem z pułapki zastawionej przez Tren de Agua, Raze More pozwolił, aby wspomnienie Keiry zostało zepchnięte potokiem dramatycznych wydarzeń w głąb świadomości fiksera, ale nie sprawiło to, że pasażerowie czarnego Emperora przestali istnieć - a pytania Navarro dobitnie mu o tym przypomniały.

                  - Powiedziałem im, że zapytał mnie Hiruto Oda, przez jakiegoś gnojka od Tygersów, którego nie znam - ciągnął dalej Patch - Że może chodzić o jakieś porachunki za dragi. Morrison w to nie uwierzył, widać to było po tej chytrej mordzie, ale szybko odpuścił. Wszyscy sprawdzają na lewo blachy znajomym, ale ten się do mnie dojebał nie wiadomo o co. Mam tydzień zawieszenia z zakazem opuszczania miasta i naganę za przekroczenie uprawnień, więc gadaj mi kurwa natychmiast, czyj był ten samochód!


                  Pinewood Street w Little China


                  Ludzki strumień płynął chodnikiem w obu kierunkach, ocierając się o bok zatrzymanej na krawężniku furgonetki, ale godząc się z jej irytującą obecnością. Drzwi od strony kierowcy otworzyły się po kilku sekundach, siedząca dotąd za kierownicą kobieta wychynęła poprzez szczelinę między ramą wozu i drzwiami demonstrując podejrzliwym oczom Shawna swoją głową, ramiona i dekolt.

                  Po stronie pasażera wysiadła druga, niemal bliźniaczo podobna do pierwszej, nosząca taką samą płytową maskę zamiast naturalnej twarzy. Jej seledynowe syntetyczne włosy wydawały się promieniować własnym światłem, układając się wokół ceramicznej twarzy kobiety ruchliwymi falami loków. Cienki niczym druga skóra kombinezon opinał jej wysportowane ciało nie pozostawiając wyobraźni Froga zbyt wiele niedomówień.

                  - Czekasz na zaproszenie? - powiedziała ta od strony kierowcy, nosząca platynowe włosy spięte w koński ogon - Mam cię wsadzić do środka na rękach? Właź, mamy do pogadania.

                  Młody solos spojrzał na kobiety starając się ukryć drobną, acz niekłamaną konsternację. Jakieś myśli odnośnie sensu tej sytuacji zaczęły nabierać w jego głowie wczesnych, niewyraźnych i niebezpiecznych kształtów. Jak mu to ukrywanie wyszło tego nie wiedział, ale nie zamierzał przecież być popychadłem jakichś przypadkowych typiar. Poza tym mogły se mieć ciała Jenny Flex, ale z tymi chromowanymi mordkami, miały mikrą szansę zrobić wrażenie na hormonach Froga.

                  - Znam was? - spytał wcale nie pytając - spierdalajcie.

                  - Nie bądź chamowatym gnojkiem, Frog - rzuciła chłodnym tonem ta od strony kierownicy - Nieładnie pluć na rękę, która trzyma niezły portfel, zwłaszcza jeśli może chodzić o twojego brata. Właź do środka, tylko pogadamy, nikt ci krzywdy nie zrobi.

                  Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  2
                  • JohnyTRSJ Niedostępny
                    JohnyTRSJ Niedostępny
                    JohnyTRS jako Hartley „Mack” Mackinaw
                    Mecenas
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #357

                    Hartley "Mack" Mackinaw

                    Megablok, mieszkanie Adeoli


                    Dziewczyna nadal żyła. To była dobra informacja. Mack nie był do końca pewien, czy Chakkasi tak ochoczo mu pomagający to też jest dobra informacja.

                    Wszystko dookoła było po prostu upierdolone krwią. Mack założył na skórę ostatnią zszywkę. Zdjął kolejne rękawiczki, poszedł do łazienki.
                    - Brazil, chodź za mną, myjemy ręce.

                    Za dużo tej krwi. Dziewczyna powinna trafić na blok operacyjny, to że jeszcze żyje to jest naprawdę cud.

                    - Dobra, teraz nowe rękawiczki, czyścimy jej brzuch i bandażujemy.

                    Poszło w miarę sprawnie, zwłaszcza że dziewczyna była cały czas nieprzytomna. Co dalej? Mack będzie przez co najmniej tydzień dwa razy dziennie kontrolować jej stan, aplikować painkillery i antybiotyki, musi napisać do Leifa po trochę środków – tutaj nie wystarczą dermy z apteki albo żabki, Hartlley musi podawać jej solidne dożylne dawki, przynajmniej prze pierwszych kilka dni.

                    Jeszcze raz sprawdził jej biomonitor. Za pierwszym razem nie przeglądał wszystkich parametrów, ale kilka rzuciło mu się w oczy. Tym razem dokładniej sprawdził wyświetlane parametry. O mało co nie zagwizdał z wrażenia. Lepiej nie chlapać ozorem. Szczególnie jak naokoło jest pełno chakkasów i spanikowana matka dziewczyny.

                    Właśnie, matka dziewczyny. Jak przetoczy dziewczynie krew to musi porozmawiać z Adeolą. O pieniądzach. Organizowanie leków to jedno, ale wielogodzinna operacja + opieka pooperacyjna to drugie. I musi odpalić Artemidzie jej dolę. Mackowi nawet nie przyszło do głowy żeby ją wykiwać. W Night City za darmo to można dostać tylko w mordę i kosę w żebra.

                    Zdjął rękawiczki i wyjął smartthinga, czekając na krew napisał do Leifa zamówienie. Nic specjalnego, ale potrzebował dla dziewczyny te antybiotyki i painkillery, na które potrzebował recepty. Gdyby Leif mógł po prostu dostarczyć receptę, to też by było w porządku.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    3
                    • GreKG Niedostępny
                      GreKG Niedostępny
                      GreK jako Raze „Switch” More
                      Mecenas
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez GreK
                      #358

                      text alternatywny

                      Raze Switch More

                      Pinewood na wysokości Kabuki

                      niedziela 15.07.77,

                      Switch odjął smarthinga od ucha.

                      — Kurwa... — powiedział bezgłośnie.

                      Przez chwilę patrzył gdzieś ponad głowami przechodniów. Patch właśnie pokazał mu, dlaczego nie powinno się ufać ludziom, którzy zaczynają panikować, kiedy robi się gorąco. Z drugiej strony Navarro nadal miał dostęp do policyjnych baz, a takich kontaktów nie wyrzucało się do kosza tylko dlatego, że raz coś spierdolił.

                      Westchnął i ponownie przyłożył smarthinga do ucha.

                      — Patch, gorszej historyjki nie mogłeś im sprzedać.

                      Przejechał dłonią po włosach.

                      — Nie wiem czyj to samochód. Wydawało mi się, że za kierownicą siedzi ktoś, kogo znałem. Ktoś, kto wydawało mi się, że nie żyje.

                      Zrobił krótką pauzę.

                      — Dlatego chciałem wiedzieć do kogo należy. Tyle.

                      Przygryzł wargę. Nie chciał mówić zbyt dużo i łgać niepotrzebnie.

                      — Chuj z tego Morrisona, że tak cię załatwił. Chcesz to znajdę dojście do jego paśnika i podrzucę mu taki towar, że z kibla nie zejdzie przez tydzień...

                      Odczekał sekundę.

                      — Albo mogę dać ci coś ciekawszego.

                      Switch zniżył głos

                      — Informację, kto załatwił te dzieciaki w autobusie.

                      Zamilkł. Czekał czy przynęta chwyci.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      🤥
                      3
                      • NanatarN Niedostępny
                        NanatarN Niedostępny
                        Nanatar jako Artemida „Brazil” Torquemada
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Nanatar
                        #359

                        Mieszkanie rodziny Oguniesi

                        Stygły emocje, czas zwalniał, bladło przyspieszenie, które tak polubiła Brazil. W drżeniu rąk schodziła ze sceny adrenalina. W skurczu usta wiążąc. Dopiero ogarnęła wzrokiem prowizoryczny stół operacyjny i pacjentkę, znów dumna skrycie, że bierze w tym udział. Kluczowe bierze, a nie czas przeszły naostrzyły zmysły, gotowe na nową i nową dostawę hormonów.

                        Moment konsternacji Hartleya po dokładnym odczycie biomonitora spostrzegła tylko przez to, że na nią popatrzył, zapisała obraz na chwilę w pamięci gogli i wysłała do analizy impom. Spojrzenie medyka sugerowało, że sprawa może być dobrze poplątana.

                        Pozwoliła Mackinaw wysłać wiadomość do Leifa sama stanęła na drodze wodza Czakkasów, ów mało jej nie stratował.
                        -Gdzie!? - wyrwało się tylko kiedy zatrzymał swoje dwie i pół setki funtów mięśni tuż przed Artemidą.
                        -Zaczekaj proszę - zrobiła krok w tył na długość ramienia. - Szukajcie Nkechi, ratujcie Chinwe. Zanim obrócisz gniew na Badgera albo Wolverinos, niech to ostrze sprawdzi twój haker, albo technik. To może być jakaś prowokacja. - wydusiła jednym tchem - I Dong. - dotknęła go delikatnie w dłoń - Jestem z Tobą.

                        Pozwoliła wielkoludowi działać, nie liczyła, że odpowie tym bardziej wylewnie. Wróciła do przyjaciela, wiedząc, że sprawa jest w toku. Kiedy Dong zniknął za drzwiami do pokoju nachyliła się nad Towarzyszem może nadto konfidencjonalnie.

                        -Co ona ma we krwi? Dawaj! - ponaglała, chociaż digitalni słudzy już nieśli jej teczkę z danymi

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        3
                        • JohnyTRSJ Niedostępny
                          JohnyTRSJ Niedostępny
                          JohnyTRS jako Hartley „Mack” Mackinaw
                          Mecenas
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez JohnyTRS
                          #360

                          Hartley "Mack" Mackinaw

                          Megablok, mieszkanie Adeoli


                          Mack jeszcze raz się rozejrzał, zanim cicho (dla pewności odwracając się od samej dziewczyny leżącej na stole) odpowiedział Brazil:
                          - To nie krew. Ona ma masę implantów. Procek, oczy, płuca, złącza, edytor bólu i generator hormonów. Nie wierzę, że jej matka o tym wie, a nawet jeśli wie, to za to nie zapłaciła. Nie wiem jak z jej siostrą, ale coś tu śmierdzi i nie zamierzam bawić się w szambiarza, rozumiesz? Biomonitor to pestka, po prostu nie zamierzam zdradzać, że to wiem, rozumiesz? Chakkasi i te sprawy. Wystarczy że co najmniej dwa razy dziennie będę to przychodził i wstrzykiwał jej prochy żeby przeżyła.

                          JohnyTRSJ 1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          ⚡
                          1
                          • JohnyTRSJ JohnyTRS

                            Hartley "Mack" Mackinaw

                            Megablok, mieszkanie Adeoli


                            Mack jeszcze raz się rozejrzał, zanim cicho (dla pewności odwracając się od samej dziewczyny leżącej na stole) odpowiedział Brazil:
                            - To nie krew. Ona ma masę implantów. Procek, oczy, płuca, złącza, edytor bólu i generator hormonów. Nie wierzę, że jej matka o tym wie, a nawet jeśli wie, to za to nie zapłaciła. Nie wiem jak z jej siostrą, ale coś tu śmierdzi i nie zamierzam bawić się w szambiarza, rozumiesz? Biomonitor to pestka, po prostu nie zamierzam zdradzać, że to wiem, rozumiesz? Chakkasi i te sprawy. Wystarczy że co najmniej dwa razy dziennie będę to przychodził i wstrzykiwał jej prochy żeby przeżyła.

                            JohnyTRSJ Niedostępny
                            JohnyTRSJ Niedostępny
                            JohnyTRS jako Hartley „Mack” Mackinaw
                            Mecenas
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez JohnyTRS
                            #361
                            Ten post został usunięty!
                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • KetharianK Niedostępny
                              KetharianK Niedostępny
                              Ketharian jako Soulkiller
                              Obsługa Moderator Mecenas
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                              #362

                              W mieszkaniu Ogunlesi


                              Mack wymienił raz jeszcze porozumiewawcze spojrzenie z Brazil, uchem łowiąc jednocześnie odgłosy rozmowy, jaką Gong prowadził w sąsiednim pokoiku z matką nieprzytomnej nastolatki. Przez głowę medyka przelewał się strumień skonfundowanych myśli obracających się wokół jego niezwykłego znaleziska. Stopień scybernetyzowania Chinwe nadal nie dawał mu spokoju, ponieważ wartość wyświetlanych na ekraniku biomonitora wszczepów dalece przewyższał możliwości finansowe całej rodziny Ogunlesi i to o kilka rzędów wielkości. Do czego Chinwe musiała się posunąć, jakie zawrzeć umowy, aby uzyskać nie tylko dostęp do takiego sprzętu, ale i specjalistycznego punktu zabiegowego, w którym go wszczepiono - tego mężczyzna nie potrafił sobie wyobrazić.

                              Jedna myśl w szczególności powracała zmuszając Hartleya raz za razem do przesuwania wzrokiem po półnagim ciele dziewczyny. Lista wszczepów była bogata, ale gołe oko Mackinawa nie dostrzegało ani jednego z nich: Chinwe Ogunlesi sprawiała wrażenie osoby w stu procentach naturalnej, jeśli nie liczyło się jej uchodzącego bardziej za gadżet niż prawdziwy wszczep biomonitora. To było najdziwniejsze w tej całej historii, gdy młodzi ludzie robili na co dzień wszystko, aby ich cybernetyka była krzykliwie widzialna i darzona przez innych zazdrością.

                              Gong wciąż przebywał w sąsiednim pomieszczeniu. Powodowany nagłym impulsem, Hartley wyciągnął dłoń ku jej twarzy, położył opuszki palców na zamkniętych powiekach i delikatnie nacisnął.

                              I nie poczuł charakterystycznego oporu tuż pod skórą.

                              Gong wparował do salonu niczym ciężki wojskowy cyborg, z miną wciąż złożoną z mieszaniny wściekłości, determinacji i zatroskania.

                              - Adeola nie ma pojęcia, gdzie jest Nkechi - poinformował parę medyków w akcie fraternizacji, która Macka mocno zaniepokoiła - Wyszły razem, wróciła jedna. Mów doktorku, jak z tą małą, będzie żyła?

                              Hartley spojrzał na ponownie obracającego w rękach narzędzie zbrodni gangstera, zerknął od razu na wyglądającą z pokoiku przerażona Adeolę oraz łapiącą się rozpaczliwie matki Zuri.

                              Nie zdążył odpowiedzieć. Zewnętrzne drzwi apartamentu stanęły otworem i do środka wpadło trzech młodych mężczyzn - jeden bardzo młody, jeszcze dzieciak, z rozbitym nosem, rozciętymi wargami i zwierzęcym przerażeniem w oczach. Pod ręce wciągnęli go do środka Tyrone oraz jakiś chorobliwie chudy młodzieniec z wielkim kolczykiem w nosie i pasami kolorowej chemoskóry na skroniach i policzkach.

                              - Samuel, ty mały skurwysynu, zobacz, co narobiłeś! - ryknął Dong potrząsając jedną ręką nożem wyciągniętym z brzucha Chinwe, a drugą wskazując na nieprzytomną pacjentkę Hartleya - Doktorze, jak obetnę temu gnojkowi uszy i nos, pozszywasz go, żeby się nie wykrwawił?


                              Przy furgonetce na Pinewood Ave


                              Jakiś facet w podartym ortalionowym płaszczu i niesionym na plecach koszu na śmieci przystanął obok kobiety stojącej na chodnik, zagadnął ją mówiąc zbyt cicho, by Shawn zdołał usłyszeć chociaż słowo. Babka nie odpowiedziała nic, odwróciła jedynie w jego stronę głowę.

                              Facet wytrzymał jej elektroniczne spojrzenie góra dwie sekundy, zanim sromotnie zrejterował znikając w tłumie.

                              - Shawn, nie pierdol kocopołów - powiedziała ta druga - Masz nas za idiotki? Ostatni raz proszę, żebyś wsiadł i pogadał.

                              To nie miało sensu. Zdecydowanie wiedziały z kim gadają. I należało je olać. Odwrócić się na pięcie i wrócić do H10. O ile ekipa go jeszcze nie wysadziła. Ale niepokoiło skąd tyle wiedzą o nim. I o Neilu. Niby nie były to informacje trudne do wyszperania. Ale wkurwiało, gdy ktoś się tobą interesował. Znaczy, może nie każdego. Ale Shawna wkurwiało. I wiedział, że będzie miał paskudny humor jeśli się nie dowie kto i po co.

                              Przez chwilę jeszcze patrzył na obie laski, po czym bez słowa skinął głową i wsiadł do auta.

                              Było ich czworo, dwie kobiety z przodu oraz dwóch mężczyzn w tyle, siedzących w luźnych pozach na szerokich fotelach z dłońmi położonymi na udach w geście oznajmującym brak wrogich zamiarów. Faceci wyglądali na równie mocno nawszczepianych jak obie laski i nosili takie same ceramiczne twarzopłyty, co one, przez co wyglądali wręcz groteskowo - mężczyźni o sztucznych kobiecych twarzach.

                              - Czterech na jednego? - wycedził przez zęby Frog - Czemu nie od razu ośmiu?

                              - Oni są tutaj dla twojego bezpieczeństwa - odpowiedziała kobieta prowadząca furgonetkę odwracając się w siedzeniu i spoglądając na Shawna ponad oparciem fotela - A także dla naszego, gdyby coś głupiego wpadło ci do głowy. Jeśli ograniczymy się do rozmowy, nic ci z ich strony nie grozi.

                              - Pierwsza kwestia - rzuciła ta druga, siedząca obok prowadzącej - Nie bierz nas za idiotów albo amatorów. Nie zmieniliśmy od wczoraj wozu, nie zmieniliśmy nawet tablic tylko i wyłącznie z twojego powodu, inaczej byś nas nie rozpoznał. I teraz druga kwestia: Gupta dobrze ci płaci?

                              Shawn obrzucił niczym nieskrępowanym wzrokiem sprzęt rzekomych ochroniarzy bez skrupułów odpalając odpowiednie warstwy w cyberoku. Soft miał badziewny, ale i nie jeden z tych darmowych tylko branżowy jak przystało na ochroniarza w Żabce. Coś się dało z niego uzyskać, po przescrollowaniu reklam. Choćby zarys kabury pod kurtką jednego i drugiego. W tych chromowanych mordkach nie wyglądali na takich co to chcieliby zrobić skok na spożywczaka. Choć chuj ich wie.

                              Nawet nie mrugnął na wzmiankę o Gupcie.

                              - Brutto, czy do ręki? - zapytał tak poważnie, że aż sarkastycznie - Dobra, bo już mnie to wkurwiać zaczyna. Fatygujecie się za mną do Kabuki. We czwórkę. Wiecie o moim bracie więc ogarniacie pewnie ile zarabia w Żabce tępy ochroniarz i kierowca. Jedyne sensowne pytanie to po chuja to pitolenie. Powiedzcie po prostu kim jesteście i czego chcecie. Skoro mamy rozmawiać.

                              - Ile chcesz za wystawienie nam swojego szefa?

                              /- Wam, czyli komu?

                              - Ludziom, którzy mają z nim do wyrównania stary rachunek. Tak duży, że po jego wyrównaniu żaden Gupta nie będzie już prowadził Żabek w Little China.

                              Spojrzał raz jeszcze na całą czwórkę z osobna. Sprawa była nieprzyjemnie grubsza niż zwykły napad. Gdzieś w głowie solosa tliła się lampka kalkulatora, który chętnie ulicznym prawem siły i okazji wyliczał wartość Gupty, ale Shawn z premedytacją się na nią nie gapił.

                              - Vendetta. Spoko. Szanuję. Ale mnie ciapaty na odcisk nie nadepnął. Nic mi do tego.

                              Goście w tylnej części wozu siedzieli w bezruchu i tylko się gapili na Froga tymi pustymi wizjerami masek robiącymi za oczy. Kobieta po stronie kierownicy westchnęła ciężko w odpowiedzi na słowa Shawna, druga zaczęła bębnić polakierowanymi długimi paznokciami w zagłówek fotela.

                              - Nie szukasz kłopotów i nie szkodzisz ludziom, którzy nie szkodzą tobie. Spoko, szanuję to, ale to nie pomoże ci w niedalekiej przyszłości. Za parę dni, góra tygodni, wylądujesz na bruku bez odprawy i bez referencji. Singh Gupta wypadnie z interesu bez ostrzeżenia, ale całkowicie zasłużenie. Nie wiesz o nim tego, co my. Singh Gupta, powszechnie szanowany obywatel i filantrop indyjskiej społeczności w Night City. Może tak wyglądasz, ale nie wierzę, żebyś był głupi, na pewno swoje widziałeś i słyszałeś. Pod tą szanowaną maską kryje się człowiek, który pierze brudną forsę tutejszych Hindusów i transferuje do Azji ich pieniądze, w przeciwnym kierunku ściągając do NC nielegalnych imigrantów, którzy harują tu później latami jak niewolnicy, żeby go spłacić. Ale to w sumie nikogo nie szokuje w tym mieście, biznes jak każdy inny. Ale to też maska, pod którą ukrywa się prawdziwy Singh Gupta. I gdybyś poznał tę jego twarz, nie siedziałbyś tutaj tak spokojnie. Nie poznasz jej tu i teraz, bo nie utrzymałbyś tej wiedzy w tajemnicy. A gdyby Gupta zorientował się, że ty wiesz, nikt nigdy by nie znalazł twojego ciała.

                              - OK. Gupta to złol. I co z tego? A wy to niby Kościół Nowej Epoki, czy innej Cybergołębicy? Gdybym o was wszystko wiedział, to też by mojego ciała nikt nie znalazł. Nie mieszam się w takie rozgrywki. Sorry. Bawiłem się już kiedyś w nakurwianie dzikusów - sięgnął za kołnierz T-shirtu pod kurtką i pociągnął w dół odsłaniając tatuaż Białej Siły - Chujowo wyszło.

                              - Nie zawsze musi wychodzić chujowo - wzruszyła ramionami ta na fotelu kierowcy - Shawn, tak naprawdę rozmawiamy przez przypadek. Nikt nie założył, że to ty poprowadzisz auto Singha w miejsce jego kierowcy. Gdyby Gupta wybrał kogoś innego, pewnie nigdy byś nas nie poznał. Deal jest prosty. On jest zły, a my jesteśmy dobrzy. To dlatego oferujemy ci godziwą zapłatę za pomoc. Dorwiemy go tak czy owak, ale możesz nam zaoszczędzić sporo kłopotu. Podaj swoją cenę.

                              - I ciesz się, że nie jesteśmy tacy jak Singh -dodała druga - Gdyby Gupta był na naszym miejscu, twój brat już miałby skasowaną kartotekę w ośrodku i lądowałby właśnie na ulicy do czasu, w którym ty nie wykonałbyś rozkazu. A potem kropnąłby dla zatarcia śladów ciebie, Neilla i Deidre. Więc jaka jest twoja cena za odrobinę pomocy przed nieuniknioną utratą pracy w markecie?

                              Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              2
                              • KetharianK Niedostępny
                                KetharianK Niedostępny
                                Ketharian jako Soulkiller
                                Obsługa Moderator Mecenas
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                #363

                                Mieszkanie sąsiadki Shivy


                                Pani domu okazała się nie tylko głową licznej rodziny, ale też zadeklarowaną aktywistką społeczną. Stając w przedpokoju apartamentu niemal łudząco podobnego do jego własnego lokum, Houston przesunął spojrzeniem po twarzyczkach obserwujących go dzieci, po porozrzucanych wszędzie ubraniach, pudełkach po śmieciowym jedzeniu i zdewastowanych zabawkach oraz wiszących na ścianach plakatach wieszczących rychłe nadejście Nowej Wakandy.

                                - Bruce, zrób miejsce na kanapie! - rzuciła ostrym matrona sięgając jednocześnie po papierosa i telefon - Zabierz to brudne pranie!

                                Jeden z dzieciaków, ośmiolatek na oko Dawna, zrzucił stertę byle jak poskładanych ubrań na podłogę robiąc gościowi wolne miejsce.

                                - Na stół połóż, gnojku! - ryknęła matrona - Czego na podłogę rzucasz, znowu będę musiała składać! Same kłopoty z nim, taki sam jak jego ojciec. Gdzie ja oczy miałam, a tyle mnie matka przestrzegała.

                                Houston nie skorzystał z okazji do zajęcia miejsca między parą mniejszych dzieci, które znacząco spoglądały to na niego to na wbudowany w ścianę paśnik All Foods, na którego wyświetlaczu pulsował napis „Tylko gotówka”.

                                - Nie odbiera, łapserdak jak jego ojciec! - oznajmiła pani domu przyciskając do ucha telefon i próbując jednocześnie podpalić zapalniczką papierosa - Same z nimi wszystkimi kłopoty, a jeszcze trzeba ich samej ubrać i wyżywić! Kupiłbyś coś dzieciakom z automatu, nie wyglądasz na takiego, co głoduje… Tyrone, gdzie ty się szwendasz, jakiś gość do ciebie przyszedł, pytał o ciebie i Donga. Jakieś interesy mieliście robić.

                                - Jestem od SuperHitSuperStar - podpowiedział usłużnie Dingo, zręcznie wyłuskując z kieszeni własną zapalniczkę i oferując matronie ogień.

                                Jej uroczy uśmiech wdzięczności zmroził mu krew w żyłach - tym bardziej, że HiFi mógł tylko podsłuchiwać całą konwersację, a nie mógł tego złowieszczego zalotnym wyrazem uśmiechu ujrzeć.

                                - Tyrone, słyszałeś, to ktoś od SuperHitSuperStar. Nie mały, chudy i do szczura podobny, tylko bardzo miły i przystojny mężczyzna z manierami dżentelmena. Że gdzie? A co ty tam robisz?! Ile razy mam ci powtarzać, żebyś przestał się z nimi zadawać, te dziewczyny to zdziry bez cienia szacunku dla siebie, złapią cię na bachora i będziesz harował na nie jak twój ojciec. Jak Dong też tam jest? Co się tam odpierdala?

                                Promotorka Nowej Wakandy słuchała przez chwilę ze skupieniem, błądząc jednocześnie wzrokiem po twarzy Houstona, potem rozłączyła się bez dalszych wyzwisk.

                                - Mój chłopiec jest u Adeoli Ogunlesi, to taka wredna baba z drugiej strony bloku, ma dwie córki-zdzirki. Podobno kogoś tam ktoś zadźgał, a jacyś znajomi tego SuperHita, co ich mój Tyrone widział w mieszkaniu tego Hita tam są i operują kogoś, a Dong to nadzoruje i pilnuje, żeby nic nie popierdolili. A mój synek im pomaga, nawet krew z apteki przyniósł. Mój mały bohater, po całemu wdał się we mnie. To jakby co, to oni wszyscy tam są, a teraz daj ze dwie dychy na prepak, dzieciaki głodne, sama nie uciągnę z taką ferajną, bądź żesz człowiek, choćby nawet biały.

                                Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                1
                                • NanatarN Niedostępny
                                  NanatarN Niedostępny
                                  Nanatar jako Artemida „Brazil” Torquemada
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                  #364

                                  Mieszkanie rodziny Ogunlesi

                                  Słysząc słowa Macka zaraz potwierdzone przez raport impów, Brazil nieładnie otworzyła buzię, jakby była niedorozwinięta, zapewne źrenice się jej powiększyły bo węszyła coraz to większy spisek. Przez kilka sekund zwątpiła w troskę Donga o Chinwe, może on się martwił tylko tymi wszczepami, prędko dotarło do niej, że przecież mógłby je wyjąć. Wie, nie wie walczyło o lepsze w jej głowie, tymczasem atencjując wpatrywała się w działania medyka. Jak jej oczy naciśnął się zorientowała, sama dokładnie obejrzała miejsca gdzie powinny znajdować się złącza neuralne, skronie, szyję, dobrze wcześniej obejrzała, ale mogły być schowane pod łatą sztucznej skóry. Nic. Sprawdziła raz jeszcze nadgarstki, stopy, wzdłuż kręgosłupa, delikatnie podkładając rękę, nawet miejsca intymne. Nic. Tylko biomoinitor sprzed dwóch sezonów.

                                  Zdążyła już dawno zawrzeć buzię, ale zmarszczyła czoło. Doszła do wniosku, że albo kłamie biomonitor, albo ciało dziewczyny. Istniała jeszcze możliwość, że wszczepy są biologiczne, wpisane w DNA Nigeryjki. Zdążyła ledwo sprawdzić puls pacjentki, dokładnie jak wcześniej sprawdzała puls Swicha, celem skorelowania z odczytem biomonitora, kiedy Dong na powrót przytłoczył atmosferę swoją osobą.

                                  Ciemnoskóry mężczyzna był jak uśpiony huragan, a mimo to Artemida czuła, że może się na nim opierać. Był naturalnym przywódcą, może zbyt brutalnym niż by chciała, ale był tam i wtedy.

                                  Zgodnie z sugestią Hartleya nie pisnęła nic o virusie informacyjnym, wciąż zastanawiając się czy Dong wie. Zawieszenie było tylko chwilowe, bo z nowym zamieszaniem wkroczyło trzech młodych mężczyzn. Zupełnie bez myśli, odruchowo, przeniosła Brazil uwagę na przybyłych.

                                  Co ją finalnie zachęciło żeby się wyrwać do przodu, nigdy nie potrafiła później powiedzieć, potrzeba atencji, zauważenia, mrugnięcie oka Donga, czy je sobie wyobraziła, czy też zdradliwa adrenalina, hiperbolizująca pewność siebie.

                                  -Bez nosa i uszu przeżyje, ale będzie bełkotał, jak mu jucha twarz zaleje. Bez jaj też. - podeszła do wielkoluda i wspięła się na palce by szepnąć mu do ucha. Czuła jego napięte mięśnie ramienia, na którym się podpierała i hipnotyzujący aromat potu, z którego można by stworzyć sprzedawalną linię.

                                  -Pozwól mi spróbować, jak go przerazisz to powie wszystko co chcesz, a nie to co wie. - dmuchnęła słowa w ciemną małżowinę.

                                  Przykucnęła przed pobitym młodzikiem. Niespodziewanie zwróciła się do szpanera z kółkiem w nosie.
                                  -Telefon miał, sprawdzaliście? Dawaj.

                                  Postanowiła być na bieżąco z tym co mógłby jej zdradzić Samuel.

                                  -Samuel. Znam kogoś o tym imieniu. Tajemniczy typ. Tak jak ty, ale to zmienimy, bo rodzina, a jesteś w rodzinie, musi się poznawać. Ja jestem Artemida - wciąż wyposażona w gogle zleciła impom skan cybernetyki chłopaka. - Samuelu. Oni cię puszczą i porozmawiasz ze mną. Co do nosa i uszu to pogadam z Dongiem. - poprosiła gestem, żeby busterzy go puścili i wygodnie posadziła na podłodze przy ścianie.

                                  Jak doktorka z mokrego snu nastolatka zaczęła przemywać jego rany. - Spotkałeś się dzisiaj z Chinwe i Nkechi. Powiedz mi kiedy i gdzie? To proste pytanie. Kto był z wami? - odłożyła kolejny skrwawiony gazik na podłogę, już zupełnie nie dbając jak będzie wyglądało mieszkanie Ogunlesi po dzisiejszych wydarzeniach. - Jesteśmy na dobrej drodze, ładny z ciebie chłopak, szkoda by było, wiesz. -uśmiechnęła się zalotnie robiąc trzymanym w ręce kocherem ruch przy jego podbrzuszu.

                                  Gogle tymczasem pozwalały przeglądać zawartość telefonu nie tracąc kontaktu wzrokowego z chłopakiem. Co mogła to kopiowała, kontakty, wiadomości, czekając na rekcję.
                                  Ni skąd ni zowąd wpadł jej do głowy Raze. Może za ostro go potraktowała, pomyślała. Oby się w nic nie wpierdolił.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  😱
                                  4
                                  • WilczyW Niedostępny
                                    WilczyW Niedostępny
                                    Wilczy jako Houston „Dingo” Dawn
                                    Mecenas
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Wilczy
                                    #365

                                    Houston obserwował specyficzny ekosystem mieszkania matrony z ciekawością badacza i ostrożnością bywalca Badlandów. Wyglądało na to, że miejsce, do którego trafił było dla miejskiej dżungli odpowiednikiem ściółki leśnej. Pełne odpadów z wyższych warstw społecznych. Tutaj te resztki rozpadały się na organiczną materię, która pozwalała wyżywić się tym szczególnym istotom, żyjącym na samym dnie.

                                    Szybkim ruchem schował zapalniczkę w jednej z wielu kieszeni, kiedy matrona była już usatysfakcjonowana swoim papierosem. Dobrze, że przynajmniej cygarety miała własne...
                                    - Adeola? - spytał, bardziej sam siebie niż kobietę. Wydawało mu się, że coś kojarzył. To jacyś kumple Macka? No i ta pinezka od Brazil... Co wcześniej mówiła Artemida w wiadomości? O dziewczynie pociętej nożem... Matrona mówi, że też ktoś kogoś zadźgał. Umysł Dingo szybko zmierzał do konkluzji, ale miał nadzieje, że się mylił.

                                    Wyciągnął własnego smarthinga. W prawym górnym rogu ekranu migała dyskretna ikona połączenia z HiFi... a w powiadomieniach tuż poniżej treść wiadomości: "Dingo, zabieraj się stamtąd..."
                                    Odchrząknął i cofnął się o krok od matrony.
                                    - Dobra, chyba kojarzę, gdzie to jest - powiedział, drapiąc się po głowie - To lecę, interesy same się nie zrobią, wiadomo.

                                    Zawahał się i ruszył do drzwi. A potem zostawił na półce przy drzwiach drzazgę z pięćdziesięcioma dolarami. Może tknęły go wspomnienia własnej biedy, a może cwaniackie miny dzieciaków? Może był po prostu młodym naiwniakiem... A może w tym miejskim ekosystemie dobrze żyć w zgodzie nawet z tymi na samym dnie? Kto wie czy sam tam kiedyś nie wyląduje...

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    2
                                    • JohnyTRSJ Niedostępny
                                      JohnyTRSJ Niedostępny
                                      JohnyTRS jako Hartley „Mack” Mackinaw
                                      Mecenas
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                      #366

                                      Hartley "Mack" Mackinaw

                                      Megablok, mieszkanie Adeoli


                                      Myśli Macka nadal kręciły się wokół wszczepów (jakk o tym nie myśleć), ale wparowanie Donga i reszty Chakkasów.

                                      - Jak dostanie krew to może przeżyje, jak dożyje poranka to jeszcze lepiej.

                                      I tych prowadzących chłopaka.

                                      - Zostaw gówniarza, wystarczy że wie że to zrobisz. Jak nie teraz, to w przyszłości. Tu i tak jest za dużo krwi. Ja pomagam, NIE torturuję. Jesteś wkurwiony więc chcesz się na nim wyżyć. Tylko że on wtedy w przyszłości wyżyje się na tobie, będzie miał do ciebie i reszty głęboką urazę. Wtedy do łba strzeli mu głupi pomysł żeby was pozabijać. Co dla niego skończy się gorzej. Albo co gorsza, będzie miał Schadenfreunde z tego, że oczywiście nie dziś i nie teraz, ale może zadzwonić na psiarnię.

                                      Nawet nie oczekiwał, że Dong znał termin Schadenfreunde. Mack zbliżył się do chłopaka:
                                      - Samuel, tak? Właśnie teraz ratuję ci życie, więc to do cholery doceń i po prostu gadaj co się stało. Patrz na nią, ledwie żyje, jak ci Dong wsadzi w bebechy, to tym razem mogę nie mieć tyle szczęścia. Jak ja nie będę miał szczęścia, to ty tym bardziej, bo tego nie przeżyjesz. I bój się Adeoli, nie tych tutaj.

                                      Odwrócił się ponownie do dziewczyny, sprawdzając odczyty na biomonitorze. Chryste, co za popierdolona akcja!

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      2
                                      • MarrrtM Niedostępny
                                        MarrrtM Niedostępny
                                        Marrrt jako Shawn „Frog” Camara
                                        Mecenas
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                        #367

                                        Shawn parsknął w odpowiedzi. Choć wcale na parskanie nie miał ochoty. Nie odpowiedział też żadną wymówką ani przepychanką na argumenty, że nia ma żadnego powodu wchodzić z nimi w jakiekolwiek interesy. Nie grozili mu. A jednak groźba została użyta. W bardzo sprytny sposób. “Gdybyśmy byli”. Kurwa mać. Jebany spożywkarz. - Muszę pomyśleć. Odezwę się. Dajcie jakiś namiar na siebie. Ile mam czasu?

                                        - Zastanów się na spokojnie - uszy Froga pochwyciły zupełnie nowy głos, męski i twardy, płynący z tyłu furgonetki.

                                        Solo obejrzał się za siebie, wbił nieprzyjazne spojrzenie w ceramiczną maskę jednego z milczących dotąd mężczyzn. Podświetlone na zielono oczy faceta sprawiały wrażenie lodowatych diod osadzonych w pozbawionej śladu mimiki twarzy o nienaturalnie kanciastych rysach.

                                        - Nie szukaj tego samochodu, zmienimy go po spotkaniu - ciągnął dalej mężczyzna - Zauważysz nas tylko, jeśli sami tego zechcemy. Mamy efektowne metody obserwacji i mamy twój numer telefonu. Pomyśl o cenie za głowę Gupty Singha, tylko nie przegnij pały, nie jesteśmy frajerami do wydymania. Odezwiemy się jutro wieczorem. A teraz już się pożegnamy.

                                        Drugi z facetów pchnął boczne drzwi furgonetki, przesunął je z zaskakującą łatwością po prowadnicach futryny. Modyfikowany splot mięśniowy jak nic, pomyślał z nutką autentycznej zazdrości Shawn. Skubany. Do wnętrza pojazdu wdarł się na powrót uliczny zgiełk i harmider wielkiego miasta.

                                        - Nie zawiedź nas, Shawn - powiedziała babka siedząca na miejscu kierowcy - Nie zawiedź Neilla i Deidre.

                                        Po chwili został na ulicy sam ze swoimi niezbyt wesołymi myślami gapiąc się za znikającym autem. Nie dowiedział się zupełnie niczego. A przecież po to wsiadł do Columbusa. Cóż. Był debilem najwyraźniej. A teraz musiał podjąć decyzję, czy dalej będzie się zachowywać jak debil. Sęk w tym, że kompletnie nie wiedział, co w tej sytuacji będzie mniej debilne. Sprzedać Singha. Opowiedzieć mu o maskach. Czy się nie wtrącać i nie robić niczego. To ostatnie było oczywiste. Maski mogły wciskać kit z tym nieuniknionym zejściem Gupty. Choć rzeczywiście nie wyglądali mu na amatorów i zdawali się zdeterminowani by dopiąć swego. Jednak nawet jeśli ktoś kropnie Guptę, to przecież nie zamkną Żabki. Robota nie zniknie. Znów będzie mógł być ochroniarzem… I inkasować grosze. I za tydzień znów się spotkać z Neilem. Czekającym aż Shawn zrobi co obiecał.
                                        - Kurwa mać.


                                        Wziął do ręki smarthinga. Chciał z kimś pogadać. Ale nie za bardzo miał z kim. Switch miał eks na głowie. I jakąś chryję z gangami. HiFi kumpla. Poza tym Shawn go opierdolił dopiero co. Dingo? Brazil? Mack? To był zły dzień dla wszystkich, po tej strzelaninie. A może do EDry się w końcu uda?

                                        Miętosił telefon w łapach jeszcze kilka chwil jakby bijąc się z jakimiś myślami, po czym wstukał ostatecznie kilka słów.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        3
                                        • GladinG Niedostępny
                                          GladinG Niedostępny
                                          Gladin jako HiFi
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez Gladin
                                          #368

                                          – Dziwne to – skwitował nowiny HiFi.

                                          – Czy ona aby nie była na jakiś prochach? – wskazał w kierunku mieszkania, z którego niedawno wyszedł Dingo.

                                          – Adeola Olungesi? Kto to taki?

                                          Jakby dziwne to jednak nie było, Houston pokazał Noisefeed'a od Brazil.

                                          – To by się pokrywało z tym, co ta baba powiedziała. Interwencja medyczna... krew? Pokaż tę pinezkę... niedaleko... chyba? To co? Przejdziemy się sprawdzić? Może naszym pomóc trzeba, a i chakasów o cenę chciałem zapytać. Prowadź, wyślę pytajkę do Artemidy.

                                          NoiseFeed HiFi, Artemida, Dingo
                                          HiFi Idziemy do was. Jak status? Dawid jest z Tobą?

                                          A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          2

                                          Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                          Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                          Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                          Zarejestruj się Zaloguj się
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy
                                          • Strona startowa