[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
-
Parking podziemny H10. Zachód -1.
Dość była podekscytowana i zajęta Artemida, dość zdenerwowana, że Bobbi nie przyjdzie, fuknęła na to tylko, przyszło jej do głowy, że może Hajfi pomoże ogarnąć kamery i scyzoryk. Zawieszona jeszcze na tablecie, zareagowała na słowa Donga.
-Pomysł mam - zaczęła - jak nie wypali to Raze pomoże... - urwała, bo zobaczyła minę Mora. Słuchała nie wierzyła. Przeniosła wzrok to na jednego to na drugiego, mało nie parsknęła, oczami wywróciła zgrabne kółeczka. Popatrzyła na Swicha. Ty na poważnie, znali się na tyle. Tym bardziej, że nie poczuła by Dong przekroczył granice, może się zapomniała w egzaltacji, pomyślała. Do laluni dawno przywykła, nie prosperowała w downtown, czy pałacu prezydenckim, tylko w blokowisku, liczył się finalny zysk.
Nie mogła się nadziwić, że zamiast ratować szczenię, samce zamierzają robić rykowisko. Skłamałaby Brazil, gdyby powiedziała, że jej to nie schlebiało, co więcej wiedziała, że wchodzenie między nich grozi kalectwem, lub śmiercią.
-Raze, moje ciałko, Dong, szef sektora. - przedstawiła sobie panów i wycofała się cień, sadowiąc pupę w starym Chewrolecie pozbawionym bocznych drzwi przy którym stał technik.
-Hajfi. A mógłbyś mi pomóc z kilkoma rzeczami? Jak Dong przeżyje spotkanie ze Swichem, to może być dobry deal. - wypowiedziała cichutko, żeby nikt nie słyszał. - Mam kilka dostępnych kamer z okolicy, ale trzeba przeglądać nagrania. I jest jeszcze nóż modułowy do sprawdzenia, którym była dźgnięta ta dziewczyna Chinwe.
-
Niczego nie znajdując na poczet przyszłej wdzięczności, Shawn zrezygnował z dalszych poszukiwań. Przez chwilę oko miał, czy nikt się nie zaczaja, ale jakoś już mu się dziś nawet i tego nie chciało. W ogóle mu się myśleć, ani uważać na nic nie chciało. Chciał się wyczillować. Napić, jakąś macankę na parkiecie... A tu ani sobota, ani niedziele ni chuja. Tylko pasmo awarii. No nic. Bywało i tak. Dlatego po chwili obczaił sobie jakieś nabożne graffiti z jakimś rasta typem w dredach i zaczął bawić się pistoletem. Późnawo już było, a w okolicy za bardzo nikt się nie kręcił, to i takie igraszki nie rzucały się nadto w oczy. A na Chakkasów i tak miał wyjebane. Wyciągał błyskawicznie broń rejestrując na wyświetlaczu oka czas i celując gościowi w łeb. Co jakiś czas próbując również sobie odrobinę taniego, ale jakże satysfakcjonującego efekciarstwa.
- Teee Dingo... - zagaił ciszej kumpla nieopodal - A znasz to? Dwa gangusy Chakkas i Valentinos skaczą z pierwszego piętra. Który z nich se łeb rozpierdoli?
-
Dingo nie powinien spodziewać się, że znajdą dziewczynę na miejscu, ale i tak był rozczarowany. Pusty parking, z którego ich przybycie przepłoszyło zbieraczy-padlinożerców, przypominał pusty grób, albo opuszczoną jamę drapieżnika.
Oni jednak nie mieli nawet tyle szczęścia, żeby znaleźć jakieś ślady grasującego tu zwierza, poza popsutym smarthingiem. Houston odetchnął głęboko powietrzem parkingu, przesyconym smrodem uszkodzonych układów paliwowych, rdzy i taniego wina.
- Tak jak powiedziałem, trop ostygł. Tu się nie dowiemy niczego więcej, chyba że znajdziecie jakichś świadków... - pokiwał głową na boki - Może z tego telefonu coś się wyciągnie. Ale, zaraz, skoro to telefon Nikeri... czy ta druga dziewczyna nadal ma swój? Może tam coś jest?
Szukał spojrzeniem Macka, który mógł znać odpowiedź na to pytanie, ale medyk kręcił się gdzieś dalej na parkingu. Houston westchnął i, nie mogąc ustać w miejscu, zaczął chodzić między samochodami.- Teee Dingo... - usłyszał cichy głos Shawna - A znasz to? Dwa gangusy Chakkas i Valentinos skaczą z pierwszego piętra. Który z nich se łeb rozpierdoli?
Houston nie potrafił się powstrzymać i uśmiechnął się półgębkiem.
- No, który? -
Solos nachylił sie do nomada i odpowiedział ze wzruszeniem ramion:
- A kogo to obchodzi? -
Cała paczka się zeszła pomagać Czakasom. Śmiesznie to wyglądało, bo czakasów udało się zebrać raptem po wielu trudach czterech, a ich było sześcioro. Mogliby tu i teraz dokonać przewrotu pałacowego, a całość zrzucić na tych, którzy porwali Nkeri. Że zaczaili się tu na nich i przyszykowali zasadzkę. Nawet nie trzeba było zmyślać. Dong nie słuchał dobrych rad, nie chciał iść ostrożnie, poszedł przodem pierwszy. I tak, jak się obawiali, tamci skosili go jak mroczny żniwiarz ludzkie zboże.
Myśli Hi-Fi błądziły dziwnymi ścieżkami ostatnimi dniami. Musi być robota przy ekstrakcji cyberwszczepów oraz cyniczno-pragmatyczne podejście Leona i Houstona. Oczywiście nic z powyższego nie planował i nie wiedział, czemu tak pomyślał. Był tylko technikiem i chciał tylko zarobić dobre pieniądze na McIntoshu. Rozglądał się po parkingu dziwiąc, że tak tu pusto. W świecie, gdzie miejsce jest tak drogie. Spodziewał się tutaj całego obozowiska przenośnych noclegowni, grillów zrobionych w komorach silników samochodów, z których ktoś dawno winien już wyrwać maski i wyciągnąć każdy detal silnika, by wykorzystać go w ten czy inny sposób... skąd tu taka pustka i taka cisza (względna)?
Zastanawiał się, na co liczą, co tu mogą znaleźć? Zgubioną zapalniczkę z wygrawerowanym adresem, imieniem i nazwiskiem? Wizytówkę? Ech... trzeba by ludzi popytać, kogo widzieli.
Zanim jednak skończył swoje rozmyślania, Brazil przekazała mu nóż i wskazała na kamery. O kamerach w sumie sam myślał, żeby do nich zajrzeć. Czy zostały faktycznie wyłączone, czy tylko odcięto dostęp do nich elektronicznie. Czy może przecięto kable (jeżeli były połączone kablami, a nie bezprzewodowo)? Czy je uszkodzono? Czy mają może jakiś lokalny bufor nagrywania (pamięć), na których da się sprawdzić te ostatnie 90 minut?
– Jasne – przytaknął dziewczynie. – Zastanawiam się – zatrzymał jej uwagę na chwilę – czy ktoś tu nie próbował nakręcić jakiegoś krwawego pornola. No wiesz... seks i zabijanie w jednym. Na pewno są tacy, którzy takie rzeczy robią – w myślach od razu pojawił mu się obraz Brzytwiarzy, Leona i wspomnienie jego siostry. Skrzywił się. – Gdzieś takie nagrania muszą trafiać na rynek. Co prawda ta druga, Chinwe, uciekła ubrana, ale co ja tam wiem o takich wynaturzeniach i degeneratach, jak oni działają? – wzruszył ramionami. – Może to byłby jakiś trop?
A już sam do siebie w myślach dodał, że może Leon wie, gdzie takich rzeczy szukać. A zaraz potem błysnął mu kolejny pomysł. Podsunąć Dongowi kierunek Brzytwiarzy. I powiedzieć, że jutro jest z nimi umówiony. I że może o to zapytać, a Dong może obsadzić swoimi ludźmi perymetr, na wszelki wypadek. A nawet dowolnie przepytać tamtych gangusów. Tak, to zdecydowanie coś, co warto przemyśleć i ruszyć w odpowiednim momencie. Jeszcze nie teraz. Ale za chwilę, gdy inne tropy donikąd nie doprowadzą.
Rzucił też okiem na nóż. Ok, to był nóż, według jego najlepszej „profesjonalnej” oceny. Wyciągnął swój zestaw diagnostyczny by zobaczyć, czy uda mu się cokolwiek więcej dowiedzieć o tym sprzęcie, niż było widać na pierwszy rzut oka. Pewnie gdzieś tam mogły być odciski palców, ale ani potrafili ich znaleźć, ani rozpoznać, a do tego dawno je przykryli swymi własnymi.
– Dingo, jesteś w stanie wywąchać jakiś nietypowy zapach? Ktoś, kto miał taki nóż, mógłby używać drogich markowych perfum, żelu, wody po goleniu... no nie wiem... czegoś, co nie pasuje do takiego blokowiska. Albo używać generatora feromonów. Kij go wie. Coś, co nie pasuje tutaj?
– Ja sprawdzę teraz kamery – dodał gwoli wyjaśnienia. – Ale drugim naszym najlepszym tropem – odezwał się głośniej tak, by wszyscy go słyszeli – to ci zbieracze odpadków, co tu byli. Jeżeli ktoś coś widział, to oni. Warto byłoby ich znaleźć, zanim odbiegną gdzieś dalej. Im szybciej się ich przepyta, tym lepiej, bo na świeżo mogą więcej pamiętać.
I pozostawiając te dwie podpowiedzi co do dalszych działań, skoncentrował się na diagnostyce noża. Potem zajmie się kamerami. -

Parking West -1 w H10
Dong nie wyglądał na szczęśliwego, kiedy sprowokowany słowami Brazil HiFi podszedł do niego wyciągając rękę po nóż, ale nie oponował, nawet nie wysilił się na jakąś wredną uwagę. Bez słowa oddał ostrze w ostrożne ręce technika, a potem wyciągnął z kieszeni kurtki elektronicznego papierosa.
- Tylko go kurwa nie zepsuj - burknął ostrzegawczym tonem - Będzie mi potrzebny jak znajdziemy tego gnoja, bo go potnę na małe kawałeczki.
HiFi cofnął się od Chakkasa o kilka kroków, zaczął oglądać wyjęte z ciała Chinwe ostrze marszcząc czoło i dzieląc się swoimi zaskakująco szerokimi spostrzeżeniami z resztą towarzyszy. Zaciągający się łapczywie dymem Dong słuchał technika z równie zaskakującym zainteresowaniem, wyraźnie skupiony na jego sugestiach.
- Mały, dlaczego ty jeszcze nie pracujesz dla mnie? - zapytał przywódca Chakkasów pochylając się nad HiFi i wydmuchując na niego przy okazji dym wciągnięty z waporizera - Taki niepozorny z ciebie łepek, ale masz banię nie od parady. Chuj z kolorem skóry, nie można być rasistą w interesach, a zresztą jak sobie zasłużysz, dołożę ci do zabiegu repigmentacji, takich ludzi nam potrzeba. Tyrone, znajdź któregoś z tych śmierdzieli, co tu grzebali w koszach, niech ci Rafi pomoże. Może coś ważnego zobaczyli jak tu przyszli. I ta cała gadka z krwawym pornolem też nawet się klei, tylko trochę mało profesjonalna, bym prędzej obstawiał, że chcieli zawinąć obie dziewczyny z bloku i wywieźć w bardziej dogodne miejsce, ale Chinwe im się urwała nawet z nożem w brzuchu.
- Jak tak to Nkeri pewnie już nie żyje - Mojses zabezpieczył i wsadził za pasek spodni swoją wysłużoną dziesięciomilimetrową Omahę, a potem wyciągnął z kieszeni paczkę używek i podsunął ją HiFi - Młody, chcesz snusa?
- Niekoniecznie - pokręcił głową Dong - Jak się namęczyli to będą chcieli cokolwiek zarobić. Na bank wywieźli ją gdzieś do Northside albo Santo Domingo i tam zrobią show w Głębokiej Sieci. Kurwa, Adeola. Jak ja mam jej to powiedzieć?
-
Pokręcił się jeszcze kilka chwil, powydurniał z giwerą, ale w końcu znudził. Ostatecznie podszedł do jakiejś pozostawionej puszki po Małpce i z tanecznym niemal zamachem wykopał ją pięknym lobem ponad jednym z zaparkowanych Makigai. Momentalnie wyciągnął raz jeszcze pistolet i zasymulował strzał w lecący przedmiot. Trafiłby. Wiedział o tym.
W końcu podszedł do znajomych, których wyraźnie poszukiwanie zaginionej Murzynki wciągnęło. Switch grzebał w kontaktach smarthinga, Brazil coś kodowała, a HiFi... gmerał przy jakimś nożu. I wspomniał o kamerach.
- A nie lepiej sprawdzić kamery w autach? - zapytał patrząc na poparkowane samochody.
- Jakby jakie auto miało kamerę, to... by już jej dawno nie miało - zarechotał jeden z Chakkasów.
- Wideorejestratory. Te w środku odpalone 24/7 ze stałym streamem. Po chuj ktoś by miał włamywać się do auta, ukraść tanią kamerę i zostawić auto? - gdzieś Shawnowi umykała logika takiej kradzieży. Ale mógł się nie znać. Nie robił w tym biznesie.Spojrzał raz jeszcze ciekawym okiem na nóż.
- Jeeezu HiFi... skąd taką kosę masz? -

Raze Switch More
Parking podziemny H10. Zachód -1.
niedziela 15.07.77,
Switch przysiadł na masce jednego z zaparkowanych samochodów i przesuwał palcem po ekranie SmartThinga. Lista kontaktów nie wyglądała szczególnie obiecująco. Przewijał kolejne nazwiska, ksywki i numery, próbując dopasować ludzi do zadania, którego wcale nie miał ochoty się podejmować. Ktoś od transportu? Ktoś, kto obracał się w Northside? Pośrednik handlujący cyberwszczepami? Każdy z tych tropów mógł prowadzić donikąd, a przecież nawet nie miał pewności, gdzie właściwie powinien szukać.
Kosiarze. Jeśli jego przypuszczenia były słuszne, właśnie te zjeby odpowiadały za porwanie jednej i próbę porwania drugiej z dziewczyn. Nkeri mogła być dla nich kolejnym źródłem organów, zestawem części zamiennych, które dało się sprzedać komuś z odpowiednią ilością eurodolarów. Tyle że Switch nie znał nikogo, kto miałby bezpośrednie kontakty z tym gangiem. Nie miał numeru, który mógłby wybrać, ani znajomego znajomego, któremu mógłby rzucić odpowiednio dużo pieniędzy, by zaczął zadawać pytania.
Przewinął listę jeszcze raz, bardziej z uporu niż z nadziei.
Po co my tu, kurwa, wszyscy jesteśmy?
Oparł łokieć na kolanie, a drugą ręką obracał urządzenie, jakby zmiana kąta patrzenia mogła nagle wyczarować jakiś użyteczny kontakt.
Zajmujemy się jakąś durną laską jakiegoś mało znaczącego gangu Chakkasów. Facet nawet nie potrafi upilnować własnych ludzi, a teraz wszyscy mamy rzucać się na ratunek, bo jego laska zniknęła.
Nie chodziło nawet o samą Nkeri. Dziewczyna mogła być niewinna, mogła mieć rodzinę, ludzi, którzy czekali na nią w domu. Nie znał jej i nie miał pojęcia, kim była poza tym, że została porwana. Ale Night City codziennie połykało takich jak ona. Jednych znajdowano, innych nie. Niektórych wypluwano po paru dniach, pozostałych tylko w kawałkach.
Jeśli mam rację, pewnie już ją tną na części zamienne.
Przesunął kciukiem po ekranie. Kolejny kontakt. Kolejna ślepa uliczka.
I po co? Po co wpierdalamy się w następną wojnę między gangami?
Nie byli policją. Nie byli ekipą ratunkową ani organizacją charytatywną. Każde z nich miało własne sprawy, własne długi i wystarczająco dużo powodów, żeby nie dokładać sobie kolejnych problemów. Tymczasem stali na parkingu, grzebali w śladach i słuchali, jak Dong zastanawia się, co powiedzieć Adeoli. Jakby sama obecność większej liczby uzbrojonych ludzi miała zmienić cokolwiek.
Co z tego będziemy mieli?
Odpowiedź przyszła natychmiast.
Gówno. Nic.
Żadnej zapłaty, żadnej przysługi, żadnej gwarancji, że Chakkasowie zapamiętają, kto wyciągnął do nich rękę. Za to całkiem realna szansa, że ktoś uzna ich za stronę konfliktu, którego wcześniej nawet nie dotyczyły ich interesy. Wystarczyło, żeby jeden z ludzi Donga otworzył ogień w niewłaściwym kierunku albo żeby porywacze wrócili dokończyć robotę.
Switch zatrzymał się na nazwisku Hectora Garcii.
Tygrysy.
Mógł spróbować dotrzeć do Kosiarzy, ale nie miał pojęcia, od kogo zacząć. Hector za to znał ludzi, którzy mogli zainteresować się tym, co działo się na ich terenie. Oczywiście, istniał jeden drobny problem: ostatnia rozmowa z Garcią nie należała do udanych. Hector wciąż mógł mieć mu za złe, że Switch nie wciągnął go w rozmowę z Wakako. I trudno było przewidzieć, czy tym razem w ogóle zechce odpowiedzieć.
No pięknie. Najpierw Slim, później Hector, teraz Patch. Może powinienem zacząć pobierać opłaty za samo wysłuchiwanie cudzych pretensji.
Przez chwilę rozważał, czy nie odpuścić. Hector nie był mu nic winien, a Switch nie miał zamiaru się przed nim płaszczyć. Z drugiej strony nie zamierzał też pozwolić, żeby ich osobiste niesnaski przeszkodziły w przekazaniu informacji, która mogła zainteresować Tygrysy.
Otworzył okno wiadomości.
Nie zamierzał prosić o przysługę ani opowiadać całej historii. Wystarczyło podsunąć Hectorowi trop i sprawdzić, czy uzna go za wart uwagi. Jeśli Tygrysy miały własne interesy na tym terenie, informacja o ludziach porywających dziewczyny i prawdopodobnie handlujących organami mogła okazać się dla nich istotna. Zwłaszcza jeśli za wszystkim rzeczywiście stali Kosiarze.
Mam trop, który może zainteresować Tygrysy. Dziewczyna zniknęła z ich terenu. Podejrzewam Kosiarzy i handel organami, ale nie mam jeszcze potwierdzenia. Jeśli zechcą sprawdzić, kto urządza sobie takie interesy na waszym podwórku, daj znać. Switch.
Przeczytał wiadomość dwa razy. Nie podawał nazwiska Nkeri ani szczegółów dotyczących Chakkasów. Nie zamierzał też sugerować, że ma dowody, których w rzeczywistości nie posiadał. To był trop, nie gotowe rozwiązanie.
Wysłał wiadomość.
Nie wiedział, czy Hector odpowie, czy zignoruje go z urazy, czy może przekaże informację dalej, nawet jeśli sam nie będzie miał ochoty rozmawiać ze Switchem. Każda z tych możliwości była równie realna. Jeśli zignoruje a Tygrysy dowiedzą się o tym, że wiedział, może mieć przejebane.
Schował SmartThinga do kieszeni i zacisnął szczękę.
Jeśli Hector podejmie temat, może uda się dotrzeć do ludzi, którzy wiedzą więcej o Kosiarzach, niż on sam kiedykolwiek się dowie. Jeśli nie, pozostanie im szukanie po omacku.
Tak czy inaczej, Switch zrobił kolejny krok. Nadal nie był przekonany, że warto było pakować się w cudzą wojnę gangów, ale przynajmniej próbował znaleźć sposób, by nie musieli rozwiązywać jej wyłącznie własnymi rękami.
Kurwa. Po co myśmy się w to wpierdolili?
Czuł się tutaj tak nie na miejscu jak ksiądz w burdelu.
-
Hartley "Mack" Mackinaw
Megablok, parking na -1
Ostatnie co Hartley chciał, to być członkiem gangu na krucjacie. Albo być z tym, albo innym gangiem w położeniu bojowym. Trzymał się z tyłu, krew zdołał zmyć, a obecnie nie marzył o niczym innym jak porządnym żarciu i prysznicu, by móc się uwalić na materacu i iść spać. Bo jutro musi wstać jeszcze wcześniej, sprawdzić stan tej małej i wstrzyknąć kolejną dawkę painkillerów. O ile dożyje jutra.
Nie wyciągał broni. Przy tej ilości luf jego pistolecik na nic się nie zda, w wąskich korytarzach trzeba będzie się chować, a nie udawać Rambo na Wrzecionie w Straylight (stary film - "Rambo 10" z czterdziestego piątego).
Parking. Mack nigdy tu nie był, nie miał po co. Chakkasi prawie rozstrzelali Switcha. Kiedy tamci omiatali bronią podziemną halę, Hartley stał z tyłu. W słabym świetle gówno było widać. Sufit, ściany, słupy, betonowa podłoga z ledwo co czytelną numeracją miejsc parkingowych. Odpływ liniowy z metalową kratą. Mack z automatu ocenił ją jako niebezpieczną - szerokie szczeliny, koło roweru bez problemu wpadnie, a on zrobiłby przewrót przez kierę.
To było naprawdę interesujące jak zawód zmienia postrzeganie świata. Kiedyś by nawet nie zwrócił na to uwagi. Kratka jakich wiele. Ale od kiedy wyszedł i zdobył tak absurdalną robotę, nauczył się czytać nawierzchnię, nauczył się przewidywać ruchy pojazdów, zwracać uwagi na sygnały pieszych mających zaraz się wtoczyć na jezdnię.
Zauważył to, słabo migające na zielono światełko w korycie odpływowym, nigdy nie czyszczonym. Odpalił latarkę w telefonie, poświecił.
- Mam! Tutaj! - założył kolejną lateksową rękawiczkę i czubkami palców wydobył mrugający przedmiot - bezprzewodową słuchawkę, ciągle mającą naładowany akumulator oraz nadal sparowaną ze smarthingiem.Nikt tego ot tak nie gubi. Chyba że doszło do szarpaniny a właściciel nie mógł po to wrócić. Albo porywacz, albo porwana dziewczyna.
- Brazil, spójrz na to!
-

Parking West -1 w H10
Dong wyrósł przy weterynarzu niczym lodowa góra u burty jakiegoś pasażerskiego liniowca w czasach, kiedy międzynarodowy transport morski nie był jeszcze całkowicie sparaliżowany samoreplikującymi się inteligentnymi minami. Czarnoskóry olbrzym spojrzał na niewielką słuchawkę wyciągniętą przez Hartleya z kratki odpływu, czystą i wciąż migoczącą diodami zasilania i aktywnego linka.
- Mogła wypaść jednej z dziewczyn jak przyszło do szarpaniny - powiedział z ożywieniem przeskakując spojrzeniem z Macka na Brazil i z powrotem - Lala, potrafisz hakować takie bajery? Nie spierdolisz czegoś? Bo jak się boisz, weźmiemy taryfę i pojedziemy do centrum, Bobbie dostanie podwójną dawkę stimma i od razu wytrzeźwieje, ale to będzie kosztowało czas. Ale jak to ogarniesz i nic nie popsujesz, to dla ciebie też znajdzie się u mnie jakaś robota, masz to jak w banku. My Chakkasi trzęsiemy tym blokiem, z nami nie zginiesz.
Dong przeniósł wzrok na wciąż skupionego na nożu HiFi, potem obejrzał się w stronę śmiejących się pod nosami Froga i Switcha.
- A tak w ogóle to wyglądacie na zgraną paczkę zakapiorków - dodał ponaglając Brazil niecierpliwymi ruchami dłoni - Aż dziwne, żeśmy się nie poznali wcześniej, ja generalnie znam wszystkich ciekawych ludzi w tym bloku, a was dotąd nie znałem. Ciekawe.
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się