Kultyści - Lato 2519
-
Egon uśmiechnął się pod nosem na uwagi korsarza i córki jarla. Oczywiście, jeśli chodziło o branie dziewek, był zdania Larsa - wszystkie owe konwenanse i bezsensowne maniery były jeno wymyślnym tańcem przed tym samym, co oni robili.
Wojownik jednak zastanowił się - w snach pojawiał się co rusz motyw Czarnego Rycerza, który ma ich poprowadzić do zwycięstwa. Zdało się jednak, że ów baron to nie był on, skoro pochodził z zakonu Ulryka. Ciężko rzec było.
– Jakbyście wy z Burgund albo potem i jak by włączyła się do tego Łasica, to moglibyście go zbałamucić odpowiednio – rzekł. – Niedługo mogą nadejść srogie czasy, a wtyka w zakonie mogłaby by się przydać.
Nabił jeszcze raz ziela do cybucha i odpalił.
– Ja musiałbym podejść do nich i rzec co nieco – zaproponował wreszcie wojownik. – Postawić im ze dwa antały i wywiedzieć się, skąd przychodzą i dokąd zmierzają. Ci, co oddają cześć Krwawemu Ogarowi nie odmówią sobie dobrej bitki, a jutro zapowiada się taka, co będzie godna twej sagi, Astrid. Hmm…
Egon zastanawiał się dłużej, a wreszcie zmacał w kieszeni swych skórzany spodni pierścień, który Merga mu dała przed tym, kiedy wybył z Norsci.
– Merga dała mi to – rzekł Egon. – Ty jako córka jarla jesteś najbardziej rozpoznawalna z twarzy. Ty Lars trochę mniej, zdaje mi się. Moglibyśmy zrobić tak: pójdę do tych Norsmenów i zagadam z nimi, najlepiej z Silnym i Rune w odwodzie. Jakbym ich przycisnął nieco i rzekł im, że przysyła mnie Krwawy Ogar, to mógłbym wymóc na nich jakieś przysięgi. Albo pokazać im znak, co mam na plecach. Zyskalibyśmy dwa topory i zagwarantowali sukces w bitce. Ale ty Astrid na czas naszej podróży do Salzenmund musiałabyś się trzymać z boku, a jak by przyszło co do czego, to użyłabyś tego guślarskiego pierścienia, żeby cię nikt nie rozpoznał.
Wyrzekłszy to, Egon był ciekaw zdania swych towarzyszy. Zdało mu się, że wykorzystanie pierścienia mitygowało ryzyko na tyle, by można je podjąć, szczególnie, jeśli tylko tamci by przysięgli na Ogara, że będą upuszczać krwi jeno pod jego wodzą.
- O! Jeszcze Burgund i Łasica!? Ha! Egon za co ty tak szybko, tak znienawidziłes tego barona? Jakby te trzy się za niego wzięły i jeszcze Burgund z Łasicą to przecież nie wiadomo czy ten biedak dotrwałby do rana! Może by pikawa mu stanęła a jak nie to by z rana uciekał w te pędy do tego swojego Middelheim aby wreszcie odpocząć od tych miłości! - Norsmen zarechotal na całego. Aż się zgiął i uderzył dłonią po udach. Astrid spojrzała na niego krzywo.
- I co cię tak bawi Lars? Przestać się tak rechotać jakbyśmy jakieś straszliwe harpie albo wampirzyce były. - Zwróciła mi uwagę, starając się zachować powagę godną córki jarla.
- Wiem! - Topornik wyprostował się i spojrzał prosto na kamrata. - Jak będziemy mieć z kimś zwadę to będziemy je wysyłać do nich na całą noc! To dziewczyny się ucieszą a oni rano nie będą się do niczego nadawać! - Morski łupieżca wciąż był przednie rozbawiony własnym dowcipem. Astrid przewróciła oczami i otworzyła swoje ładne, pełne usta aby powiedzieć coś cierpkiego. Ale nagle otworzyła szeroko oczy.
- No właśnie! Zróbmy tak! - Krzyknęła entuzjastycznie. Tym razem Lars był zaskoczony. Przestał się śmiać i popatrzył na nią nie wiedząc co ma na myśli. - Możemy napisać list. - Blondynka popatrzyła na nich.
- Jaki list? - Pirat zmarszczył brwi nadal nie mogąc pójac jej pomysłu.
- List do dziewczyn. Do Priory. Znam jej adres. Ale jak ona coś wie to i powie Fabienne I Odette. Łasica też często u nich jest. A to i reszcie pownie powiedzą. - Popatrzyła na Larsa. Ten skinal głowa.
- No można. Dziś już nie ale z rana można komuś posłać. Pewnie do wieczora by dotarł. A co chcesz napisać w tym liście? - Pomysł wydał mu się wart rozważenia.
- No choćby o orkach i szlachciankach. No i o Konradzie. On i tak chciał poznać lady Odette. A teraz to pewnie i Fabienne. No a Łasica i tak często jest u nich. To by mogły mieć na niego oko. Bo my to pewnie najprędzej to za parę dni wrócimy. A Konrad to jutro rano już tam płynie. - Norsmenka przedstawiła jak to widzi.
- Może być. One potrafią być dość he he zajmujące. Jakby go w łożnicy przetrzymały to by nie miał za bardzo czasu knuć co innego. - Norsmen nie miał większych zastrzeżeń co do tego listu. Więc koleżanka popatrzyła na gladiatora.
- Jak coś chcecie to mogę napisać w tym liście. - Zaoferowała się świadoma, z ich trójki to ona jest najbardziej wprawna w mowie i piśmie.
- A z tymi dwoma dobrze rzeczesz Egon. Nie jesteś z Norsci, chociaż wyglądasz jakbyś był. I gadasz jak południowiec. To możesz ich wygadać po co tu są. Oni raczej powinni lubić antalki, ladacznice i bitkę. Czyli podobnie jak my. I jak się coś wyjaśni to może wtedy zdecydujemy. Silnego możesz wziąć. On też krzepki jest, wypić lubi i w pysk dać umie. - Zanim gladiator zdążył odpowiedzieć koleżance to morski wilk wrócił do tematu Skaelingow.
- Albo Burgund. Bo we dwóch z Silnymi to wyglądacie jak zakapiory co szukają zaczepki. Burgund jest wesoła i ładna. Wpada w oko. Albo nawet Ingrid. I tak jej zapłaciliśmy za całą noc. A ona po naszemu mówi. Bo nie wiadomo po jakiemu ci dwaj mówią. Ale po naszemu pewnie tak. - Astrid też podpowiedziała coś od siebie. Teraz czekali co gladiator na to powie. Wzięła do ręki pierścień i oglądała go chwilę. Po czym założyła go na palec. I przekręciła trzy razy tak jak uczyła ich Merga.
- I co? - zapytała zaciekawiona. Sama niezbyt mogła ocenić efekt. A przynajmniej nie tak dobrze jak koledzy. A zmieniła się. Na upartego wciąż widać było podobieństwo. Ale jakby rodzinne. Jak jakaś przyrodnia siostra czy kuzynka. Włosy z blond zrobiły się bardziej myszate i rozczochrane. Twarz wydawała się jakaś niewyraźna. Suknia szara. Właściwie teraz Astrid wyglądała bardziej jak jakaś pokojówka czy służąca, niezbyt urodziwa ani warta drugiego spojrzenia.Egon pokiwał z zadowoleniem głową.
– Trza przyznać, że całkiem niezłe – Egon przyglądał się córce jarla przez dłuższy czas. – Jakbyś nie podchodziła i trzymała się z dala, to by w ogóle na ciebie nie spojrzeli, wyglądasz ciura kucharza albo dziewka do pomocy szypra. Co myślisz, Lars? Po mojemu, jakby się zaczaiła na okręcie albo trzymała jakiejś dziury pod pokładem, albo w ogóle gdzieś przy burcie przy towarze, to praktycznie nie do zauważenia. Pal licho, że będzie widać, że tam ktoś stoi, najważniejsze, żeby z facjaty nie wyszło, że córa jarla.
I buchnął raz jeszcze dymem fajkowego ziela.
– Z tym listem to dobry pomysł. Ale napiszcie go jakoś tak, żeby nie było łatwo rzec, że to myśmy napisali i w jakich intencjach. Po prostu niech Łasica i reszta ludzi wie, że w mieście jest jeden z nich. Oni już go tam wezmą w obroty.
I dodał na uwagę co do wzięcia Burgund:
– Słuszna rzecz, wezmę Burgund i Silnego. To co, mamy plan? – tu zwrócił się jednak do Astrid. – Słuchaj, jak rzeczy wypali, to będziemy musieli ciebie schować. Dam ci znać, jak coś, to pójdziesz do zamtuza, a na Jutrzenkę to zara z rana wejdziesz, przed wszystkimi, żeby tam się skryć. No i przez jeden dzień przyjdzie ci się ukrywać. Co rzekniesz?
- To jak oni i tak tacy niepewni by byli, że z toporami by się mieli na mnie rzucić, to po co ich brać? - Blondynka popatrzyła pytająco na gladiatora. - Ja myślałam, że jak już z nami mają gadać i przystać to bez strachu o nasze głowy i plecy. Poza tym, jak mam jutro cały dzień siedzieć w kajucie to jak ja wam pomogę z piratami? Przybędą wam dwa topory ale ubędzie jeden miecz. - Przyznała, że pomysł niezbyt przypadł jej do gustu. Lars uniósł dłonie w pokojowym geście.
- Może na razie nie wstrzymajmy się z decyzją. Egon do nich zagada i zobaczymy co z tego wyjdzie. Jak Egon się czegoś dowie to postanowimy co dalej. Kto wie czemu bogowie pokierowali ich kroki tutaj? - Norsmen był zdania, żeby najpierw wybadać tych dwóch Skaelingow, a dopiero potem główkować jak do nich podejść. Astrid dała znać, że na razie może poczekać na wynik tych rozmów.
- Egon a z tym listem, to jak, że nie od nas? Przecież muszę im napisać, że to od nas, idę mnie. Inaczej to będzie anonim. - Blondynka skrzywiła brwi próbując sobie wyobrazić co by miała napisać w takim liście.
- Ten pierścień dobra rzecz. Wyglądasz jak jakaś służka albo praczka. Jakby co nie wyszło z tymi dwoma, to dobrze mieć taki pierścień. Możesz w nim stać jutro razem z nami. Albo zamkniesz się w kajucie z Jutta. Lub będziemy was tam odwiedzać na zmianę. Ale to najpierw musimy wiedzieć jak stoimy z tymi dwoma. - Morski wilk mniej więcej poparł pomysł kolegi, ale na razie traktował go jako rezerwowych.
– Po prostu daj znać w liście, że idzie do nich ulrykanin, bez gadania, co może to znaczyć – rzekł Egon, który nie chciał, żeby Astrid rozpisywała się, że Łasica i pozostałe mają go zacząć. – To styknie.Egon strzepnął popiół z cybucha i zassał dym jeszcze parę razy.
– Dobra, to idę po Burgund i Silnego. Wrócę tu, jak dokażę rzeczy z Norsmenami – rzekł jeszcze, kierując się na powrót do progu drzwi Łabędzia.
- Ah to. - Norsmenka odetchnęła z ulgą i uśmiechnęła się do brodacza. - O to się nie bój. Napiszę im, że jest oczytany, kocha poezję, cierpi na bretońską słabość i dziewczyny pewnie domyślą się o co chodzi. - Blondynka wydawała się być pewna, że uda jej się w słowach wzbudzić zainteresowanie koleżanek baronem z Middelheim.
- Dobra to idź. Ale my tu nie będziemy czekać. Jak nie potrzebujesz Ingrid to ja do niej wracam. A Astrid to wiadomo do kogo. Tylko odwiń pierścień bo twój baron pośle precz takiego kocmolucha. - Lars dał znak, że nie zamierza spędzić wieczoru przed karczmą. A na koniec zażartował sobie z koleżanki.
- Racja. - Przyznała i obróciła pierścień na palcu. I znów stała się blondynką o starannie uczesanych włosach i imperialnej sukni. Choć z brosza i naszyjnikiem stylizowanym na norsmenski albo nawet pochodzący stamtąd. Takie detale jednak były popularne wśród rodowitych Nordlandczykow. Między innymi dlatego przez resztę Imperium byli nazywani pół Norsmenami. - Dobra to my tu chwilę poczekamy jak wejdziesz. A ja potem wrócę do Konrada. - Oznajmiła Egonowi.Egon skinął głową. Wyglądało, że zarysował się z tego plan, jakiś. Lepszego nie mieli i powątpiewał, czy udałoby im się skaptować Norsmenów tak łatwo - jeśli naprawdę tych dwóch było z rodu Skaelingów, Egon wiedział, że będą czcić Pana Krwi, jak i on sam, przeto perspektywę na skrócenie paru piratów o głowę przyjmą z otwartymi ramionami, byli to bowiem morscy berserkerzy, którzy cenili rozlew krwi. To jednak, co zastanawiało Egona, to w jaki sposób uda im się utrzymać dwóch krewkich Norsmenów w ryzach i, rzecz, która nie została wypowiedziana przy Larsie i Astrid, jak szyper Haynrich Wagner zareaguje na wkroczenie tej dwójki na pokład. Może jeśli on sam z kamratami poręczy za nich będzie łatwiej? Cóż. Potrzeba było się przejść i pogadać, aby się wywiedzieć wszystkiego.
Gdy gladiator ponownie wrócił do karczmy, znów go uderzył gwar, ciepło i zaduch. Musiał na chwilę wejść między stoły aby rozejrzeć się dookoła. Po chwili spostrzegł dwójkę z portowej ferajny. Burgund była bliżej środka izby i dalej grała w karty. A Silny pod ścianą, w pobliżu tych drugich drzwi. Pił z kufla, rechotał i obserwował jak dwóch zawodników siłuje się na rękę.
Egon postanowił podejść najpierw do Burgund. Wojownik podszedł bliżej środka izby i stanął za ulicznicą, ciekaw, jak też idzie jej gra.
Z bliska okazało się, że łotrzyca gra przy stole z kilkoma mężczyznami. Co prawda między nimi siedziały jeszcze jedna czy dwie kobiety ale nie miały kart w ręku więc pewnie były to ich towarzyszki. Gladiator dostrzegł, że przed rudzielcem jest jedna z większych kupek fantów. Pierścień, monety srebrne i miedziane, chyba jej gorset, sakiewka i podobne bibeloty o jakie grali. Może jeden czy dwóch graczy mieli podobna ilość fantów a pozostali wyraźnie mniejsze. Burgund była w samej koszuli i spódnicy, więc jej przednie atuty ładnie się prezentowały. Egon trafił na koniec partii. Wygrał jeden z tych mężczyzn co miał już sporo wygranych.
- Mam gryfa. - Oznajmił z dumą i położył karty na stole. Gladiator ich nie widział ale pewnie tak było. Pozostali gracze jekneli z zawodu i z irytacją rzucili swoje karty na stół. Zwycięzca zaczął sięgać po wygrane fanty i przeciągać je ku sobie.
- A może się jakoś dogadamy? - Burgund kusząco nachyliła się nad stołem, podparła policzek dłonią, dzięki czemu adwersarz miał ładny wygląd w jej bujny dekolt. Ten jakby zastanawiał się chwilę. Obliczał to w głowie i uśmiechnął się.
- No dobra. Ale za skrzydełko i całusa. - Zaproponował a rudzielec uśmiechnęła się słodko do niego. Wezwała go do siebie gestem palca. A on zadowolony wstał, obszedł stół i nachylił się ku niej. Wtedy się pocałowali a przy okazji on miał okazję pobawić się jej dekoltem. Pozostali gracze i paru widzów wyraźnie mu zazdrościło takiej wygranej. A po chwili widowisko się skończyło. Zwycięzca wrócił na miejsce a łotrzyca, jako jedyna, nie musiała mu oddawać swojej puli jaką właśnie przegrała.
- To teraz ty tasuj karty. - Mruknął sąsiad do niej a Burgund wzięła od nich zbierać i tasować. Miała w tym niezłą wprawę. Może nie jak zawodowy szuler czy sztukmistrz ale widać było, że nie pierwszy raz gra.
- Egon. - Gladiator usłyszał za sobą kobiecy głos. Jak się odwrócił to dojrzał Ingrid. - Lars mnie przysłał. - Lekko wskazała blond głową na Norsmena. Ten widząc jego spojrzenie, pozdrowił go skinieniem głowy ale byli na tyle daleko od siebie, że musieliby krzyczeć aby się usłyszeć a w tym tłoku wynik i tak był niepewny. Morski wilk wrócił do tego samego stołu co siedział z ladacznica wcześniej.
- Mówił, żebym pokazała ci tych dwóch Norsmenow co ci mówił. No to to tamci dwaj. - Ingrid wskazała mu na jeden z długich stołów. Wśród towarzystwa dostrzegł dwóch rosłych wojowników. Siedzieli przy kolacji i kuflach. Brodaci, żarłoczni i z jakąś przyczajona dzikością w oczach. Mieli na sobie kaftany więc było widać ich nagie, muskularne ramiona. Pokryte były tatuażami. Egonowi nic nie mówiły ale pewnie po nich Lars ich rozpoznał. Jeśli mieli jakąś broń u pasa to stół i tak to zasłaniał.Wojownicy wydawali się być podobnymi mniej więcej wzrostem do Egona. Iście, Egon docenił oko Larsa. Mając na pokładzie takich wykidajłów, zwycięstwo nad piratami zdawało się być przesądzone - cóż, jeśli tylko umieli ich utrzymać w ryzach.
– Dzięki, Ingrid – klepnął ją w ramię. – Zaraz tam pójdziemy…
Po czym zwrócił się do Burgund:
– Karta idzie, widzę – rzekł Egon, widząc, ile łotrzycy udało się zebrać grosiwa i świecidełek. – Ja bym przerżnął pierwsze rozdanie.
Tu nachylił się nieco bliżej Burgund i rzekł do niech przyciszonym głosem:
– Pójdziesz ze mną i Silnym? Sprawa jest…
Blondynka uśmiechnęła się sympatycznie i odwróciła się aby odejść. Widział jeszcze jak znów siada obok Larsa. Do środka też wróciła Astrid. Też zajęła to samo miejsce co poprzednio i wznowiła swoją rozmowę z middelheimskim baronem. Zaś Egon jak poszedł do Burgund ta podniosła na niego głowę. Roześmiała się zadowolona z jego pochlebstwa. A gdy poprosił ją na stronę trochę się zdziwiła. Jednak nie stawała okoniem. Spojrzała na dotychczasowych graczy.
- Ok chłopcy, muszę już iść. Wspaniale się z wami bawiłam. I bardzo wam dziękuję za grę. Ale moja milady mnie wzywa. - Przybrała przepraszający ton i słodkie spojrzenie. Ale sprawnie zaczęła zgarniać wygrane fanty do podolka sukni. Ci prosili ją aby została jeszcze jedno rozdanie i dała im się odegrać. I chyba naprawdę było im szkoda, że od nich odchodzi.
- Ale mi jeszcze wisisz udko! Mówiłaś, że dasz mi na koniec! Uczciwie wygrałem. - Nagle jej sąsiad jakby przypomniał sobie o tym. Akurat jak Burgund zdążyła wstać i miała już wygraną w podołku sukni. Przy okazji odsłaniając swoje gładkie, smukłe golenie a nawet kolana.
- Ano rzeczywiście wygrałeś. - Ruda uśmiechnęła się do niego zalotnie i lekko pacnela go palcem w nos. Odwróciła się i wypiela ku niemu. Wtedy jej tylne wdzięki zaprezentowały się apetycznie jak przed chwilą te przednie. Mężczyzna z wielkim zadowoloniem trzasnął ja w ten zgrabny kuper aż wywołało to salwę śmiechu przy stole i okolicy. Potem Burgund pozwoliła mi jeszcze chwilę tam się pobawić nim wyprostowała się i posłała im wszystkim ostatniego całusa. I wtedy dała Egonowi znać, że mogą iść dalej.
- Chodźmy do apartamentu. Muszę zostawić te fanty. No i przeliczyć bo tylko na oko liczyłam podczas gry. - Poprosiła go wskazując na schody prowadzące na piętro.
– Ano chodźmy, poczekaj tylko, zahaczymy o Silnego.Egon był pod sporym wrażeniem gry Burgund. Zdawało się, że jego towarzyszka potrafiła zjednać sobie odpowiednio silniejszych od niej chłopów, nie brutalnie, jak by to zrobił Egon, ale fortelem.
Podszedł nieco bliżej Silnego i lekko gwizdnął, próbując ściągnąć jego uwagę.
– Idziesz? – zapytał. – Wpadniemy do Burgund do izdebki i pogadamy, rzecz jedna jest.
Łotrzyca pokiwała głową i poczekała na kolegów. Gladiator poszedł po łysego zbira. Ten go dojrzał dopiero jak go klępnal w ramię. I przez chwilę wydawał się niechętny opuszczać stół przy jakim trwały zawody w siłowaniu się na rękę. Teraz zmagali się jakiś wąsacz z bokobrodym. Obaj wyglądali masywnie i pojedynek był wyrównany. Byli czerwoni i spoceni z wysiłku. Sapali i stekali w tych zmaganiach na siłę i wytrwałość. Już na pewno wzmianka o kamratce Łasicy nie sprawiła, że portowy oprych nabrał chęci na opuszczenie tego miłego mu towarzystwa i rozgrywki. Dopiero jak Egon powiedział, że sprawa jest to łysy cicho westchnął. I niechętnie dał znak, że mogą iść. Przeszli przez zatłoczona izbę do schodów gdzie czekała na nich Burgund. I we trójkę poszli na górę. Po chwili byli już w apartamencie. Łotrzyca podeszła do łóżka i wysypała na nie fanty. Wymieszały się z gadżetami do niecnych figli z jej torby. A ona z uśmiechem usiadła na brzegu i zaczęła sortować to wszystko.
- Egon widziałeś tego na końcu? Co mu dałam udko? - Zagaiła wesoło podnosząc na chwilę wzrok. - Będę musiała z nim pogadać. Coś mi chciał powiedzieć ale nie do końca zrozumiałam co. Pewnie nie chciał gadać przy wszystkich. Ale coś, że ma ludzi do zabrania z jakiegoś brzegu czy co. Chyba jakiś interes. Coś kręcił. A ja będę musiała zakręcić się wokół niego bo myślę, że jest w to zamieszana piękna kobieta. - Łotrzyca była w świetnym humorze z powodu wygranej i właśnie przymierzała na dłoni, jak pasują jej nowe pierścienie.
- Skąd wiesz? - Łysy zapytał ją z podejrzliwym spojrzeniem.
- Miał od niej chustę na nadgarstku i cały czas jej dotykał. Zwłaszcza jak mówił o tym brzegu. Nie była taka koronkowa jak ta od lady Froyi no ale też nie byle jaka. I czarno czerwona. Trochę nietypowe jak na chusteczkę. - Bez ceregieli, zdradziła kolegom dlaczego tak uważa. Pierścienie okazały się zbyt duże jak na jej szczupłe i sprytne palce więc je szybko zdjęła.
- E tam. Pewnie kolejna ladacznica. - Silny machnął dłonią jakby to nie wzbudziło w nim zainteresowania. - Ja się dowiedziałem, że za tych piratów jest nagroda w Saltmundzie. Trzeba ich przywieźc do kapitanatu. W sznurach. Albo same łby. Ale za łby jest mniej. No ale wiadomo, łby he he nie robią problemów i łatwiej się je wiezie. Za wskazanie kryjówki czy jakiś ślad też jest. No ale to nie dla nas. Bo jak ich spotkamy to ich zetniemy i koniec tematu. No ale jak i tak płyniemy do stolicy to jeszcze nagrodę możemy jakaś dostać. - Łysy pochwalił się tym co udało mu się dowiedzieć przy stole.Egon, z początku obojętny rewelacjom Burgund, w miarę tego, jak jego towarzyszka wykładała, czego dowiedziała się przy stole, nagle zwrócił swój wzrok i żywo począł popatrywać na chytrą dziewkę.
Rzeczy, o których gadał Łysy także były interesujące, jednak ciut mniej, bowiem Egon tak czy inaczej spodziewał się, że jeśli by jakichś piratów wzięli w jasyr, to pewnie jakaś nagroda by im się należała. Co prawda łowcami nagród nie byli i w ogóle nie interesowało go puszczanie się za piratami tylko po to, żeby odebrać jakiś marny grosz, to jednak wieść o nagrodzie była dobrym zwiastunem.
Wrócił jednak do tematu Burgund.
– Czemu on ci to wszystko gadał? – zapytał Egon, który nie do końca był pewien, czemu jakiś człek miałby zwierzać się Burgund właśnie. – Hmm. Po mojemu, niebezpieczna sprawa. Jak się wygadał, to ma pewnie wobec ciebie jakieś plany…
Dodał jeszcze:
– Chciałem wam rzec o czymś, ale zanim będę gadał, co trza zrobić, rzeknij mi Burgund, co jeszcze gadał ten człowiek? Jakich ludzi ma do zebrania z brzegu i co to ma być za piękna pani, co ma być zamieszana w to wszystko?
- A jakie on tam może mieć plany wobec niej. Wyhedozyc ja chcę jak wszyscy. Ona to by pewnie zaraz w ruch poszła i to z nimi wszystkimi. - Silny prychnal niechętnie w stronę liczącej fanty lotrzycy. Ta zaśmiała się w odpowiedzi jakby wcale się nie obraziła.
- A pewnie, że wszyscy mnie tam chcieli! Bo mnie zawsze wszyscy, wszędzie chcą! I pewnie, żebym z nimi poszła. Tylko tutaj byśmy mogli się nie zmieścić wszyscy no a już z Egonem i dziewczynami mamy plany na wieczór. Takie do rana. - Złośliwie odgryzła się koledze i pokazała mu język. On więc posłał jej gest palców, powszechnie uważany za obraźliwy. I na tym chwilowo kłótnia się skończyła.
- A Rolf był nieco zmartwiony a siedział blisko to go zagadałam. I początkowo miał mocne karty więc musiałam go jakoś rozproszyć. - Zaśmiała się triumfalnie i wysunęła swoją smukłą mogę pokazując jak pod stołem stopą rozpraszała nowego kolegę. - No i on zaczął mówić, że na bardzo ważne sprawy, że czekają na niego. Prawie powiedział, że ona na niego czeka. Ale się pohamował w ostatniej chwili. Za to zaczął dotykać tą chustkę. Poprosiłam go aby mi ją pokazał bo ładna. Naprawdę ładna. Też jedwab. Więc to raczej nie biedaczka. Może ktoś z gildii, szlachcianka albo droga ladacznica. Tylko wtedy można by wyczuć aromat perfumy. Jak na tej chusteczce od Froyi. A niezbyt było czuć. Więc albo ona nie używa perfum, albo Rolf nosił ją tak długo, że już zwietrzała. Co nie jest trudne, dwa, trzy dni by w zupełności wystarczyły. I się trochę wygadał, że oni gdzieś tam są, czekają i musi on statek załatwić. Pytał czy mam jakiś to mu powiedziałam, że sama jestem pasażerem ale mogę zapytać znajomej mytniczki. To się zrobił czerwony i więcej o tym nie gadał. Zupełnie jakby go tą mytnik spłoszyła. I dlatego chcę jeszcze z nim pogadać o co dokładnie chodzi. - Streściła kolegom swoje doświadczenia z nowym znajomym.
– Ciekawa rzecz, że się spłoszył, jak jeno usłyszał o mytniku…Egon przez dłuższą chwilę milczał, próbując ułożyć sobie w swej włochatej głowie to wszystko. Jakiś człek, zbierający ludzi z wybrzeża, zaraz pod Łabędziem? Podejrzane. Choć, z drugiej strony, mogli to być przemytnicy, którzy nie mieli nic wspólnego ze sprawą. Jednak nawet przemytnicy mogli być jakoś zaangażowani w proceder.
– Słuchaj, musisz go wybadać – rzekł wreszcie Egon. – Rzeknę więcej: trzeba go wyśledzić, skąd będą się zbierać i co to są za jacy. Sama gadasz, że nawijał o zbieraniu ludzi z wybrzeża? Gdzie, kiedy, po co? I co to za luda tam są?
I wreszcie rzekł swoje podejrzenia:
– A co, jak ta banda drabów to właśnie piraci i jeśli jeno byśmy mogli ich wytropić, moglibyśmy uwalić całej rzeczy łeb zaraz tutaj, przy Łabędziu – Egon uśmiechnął się, jednak ten uśmiech zgasł niby węgielek polany wodą. – Może to też nie znaczyć nic. Może po prostu są jakąś bandą flisaków albo innymi obszczymurami, co gdzieś muszą się zebrać. Po mojemu to brzmi podejrzanie. I widzisz, wziął cię za zwykłą ladacznicę, to mu zaraz jęzor się rozsupłał.
Wyrzekłszy to, kontynuował:
– Ale. Inna rzecz jest, po to was tu przywołałem. Jest dwu Norsmenów, co mogłoby nas wesprzeć w jutrzejszej bitwie z piratami. Dwa tęgie kurwie syny, co teraz obżerają się i zalewają mordy u końca stołu. Widzieliście ich? Lars gada, że można by ich skaptować, bo są ze Skaelingów i hołdują Krwawemu Ogarowi. Trza by się do nich przysiąść i wywiedzieć, kto zacz. I zaproponować interes. Mogą chcieć nas przetestować, czy żeśmy silniejsi od nich… Ale to nam może pomóc – Egon uchylił poły kaftana i pokazał eliksiry alchemiczne mistrzów. – Co rzekniecie?
Oboje z ferajny zainteresowali się nowym wątkiem. Choć nazwa plemienia nie zrobiła na nich wrażenia albo nic im nie mówiła. Całkiem odwrotnie niż u Larsa i Astrid. Popatrzyli po sobie a potem na kamrata.- Ja tam miałem swoje sprawy to się za bardzo nie rozglądałem. - Łysy przyznał bez ceregieli, że żadnych Norsmenow nie zauważył.
- No ja też. Musiałam cały stół rozpracować. A czemu Astrid i Lars z nimi nie pogadają? - Łotrzyca też przyznała się do tego samego ale jak zwykle dojrzała więcej od łysego mięśniaka. - No i wiecie chłopaki, przy zmaganiach takich jak dziś z tymi orkami to ja za wiele wam nie pomogę. - Uśmiechnęła się do jednego i drugiego. - No chyba, że zmagania miłosne. Takie jak w kajucie. To mogę się z mini spróbować. Nawet z wami trzema. Bo Silnym to nie chce i już się nagrzał na tą cytata ladacznice. - Mówiła żartobliwym tonem, że nie do końca było wiadomo czy żartuje czy nie. A na koniec spojrzała kpiąco na łysego zbira. Ten wzruszył masywnymi ramionami.
- A kto by cię chciał? A ona ma cycki lepsze od twoich. - Odwzajemnił jej się złośliwością. - A jakbyś trzeba było im przylac czy co, to ja bardzo chętnie. Myślałem, że z tymi orkami będzie większa zabawa. A jakieś cherlawe były. - Uśmiechnął się na myśl o całkiem innych zmaganiach niż koleżanka. Takich jakich on lubił. - I pewnie. Jak są krzepcy to mogą nam się jutro przydać. Nie wiadomo Ile tych piratów może być. - Pomysły aby zwerbować obu wojowników poparł. I mówił jakby wszystko miało pójść z górki. Wtedy Burgund skorzystała z chwili przerwy aby wrócić do Rolfa.
- Myślę, że jakaś flisakowa to by nie miała takiej chustki. Jedwabnej. Ja mam kilka z czasów zamtuza ale trzymam je na wyjątkowe okazje. To trochę jak pończochy. Szlachcianki i kurtyzany mają jedwabne a reszta zwykłe. No ale damom i gospodyniom nie wypada pokazywać nóg więc mają chusteczki. Może i jakaś tępa dzida wygrała albo znalazła taką chustę. Ale wątpię. Ale na razie to trudno powiedzieć o kogo może chodzić. Też zauważyłam, że Rolf spłoszył się na wspomnienie o mytnik. No to jak skończymy z tymi Norsmenami to mogę do niego wrócić. Chyba, że poradzicie sobie sami w ja teraz spróbuję do niego podbić. Jak potrzebujecie chętnych niewiast to możecie spróbować wziąć Jutte albo Ingrid. - Popatrzyła na nich a zwłaszcza na Egona, na jaki wariant się zdecydują.
– Nie wiem, czy Jutta albo Ingrid mogą tak łatwo zagadać, jak ty – Egon powątpiewał. – Lepiej, żebyś z nami poszła, chyba, że Jutta też wkręci łatwo. Po mojemu to Norsmeni bardziej będą ufni komuś, kto nie jest żadnym urzędnikiem ani nie reprezentuje prawa na rzece. A Ingrid bym do tego nie mieszał. Lars i Astrid gadali, że tych dwóch jest z rodu Skaelingów i oni mają z nimi kosę, ponoć.Egon pokrótce wytłumaczył Łysemu i Burgund, jaki plan obmyślili z Larsem i Astrid.
– Rozumiecie, jeśli Astrid by podeszła i by w niej rozpoznali córkę jarla, mogli by się rzucić do gardeł. A musimy być gotowi na jutrzejszą bitkę na pewno, bo jak ci piraci podejdą, to pewnie nie będą tacy łatwi. No chyba, że ten twój Rolf okaże się wtyką i przypadkiem się na drabów natknęliśmy już tutaj. Wtedy to trza będzie wykombinować, co z nimi zrobić teraz. Ty na niego oko miej, piraci i inne męty tego rodzaju znani są z zachodzenia do karczm takich, jak ta. Żeby czasem się nie okazało, że coś jest na rzeczy – wojownik przestrzegł.
Rzucił jeszcze okiem na drzwi do izdebki i potarł swoją brodę.
– To co, idziemy do nich? Szpej już zgoliłaś z frajerów, przysiądziesz do nas na chwilę do Skaelingów, a na resztę nocy możesz urabiać Rolfa.
- Wolałabym urabiać Jutte i ciebie. A potem zmiana warty i Annika I Adele. - Łotrzyca wyszczerzyla się radośnie jakby wcześniejsze plany na dzisiejszą noc miały ciepły kącik w jej sercu. - No ale dobra. Pójdę z wami a potem do Rolfa. Szkoda, że Łasicy nie ma. To ona by się zajęła jednym a ja drugim a na noc i tak byśmy się spotkały. - Westchnęła z żalu, że nie ma tu jej kamratki jaka zwykle była jej wspólniczką i kochanką.
- I dobrze, że jej nie ma. Tylko by wszystkim krew psuła. - Silny prychnal i dał wyraz swojej tradycyjnej niechęci do Łasicy. Po czym szybko zwrócił się do gladiatora. - No jak mają kosę między sobą to zmienia postać rzeczy. To faktycznie lepiej aby trzymali się z dala. Przynajmniej na razie. Jeśli o mnie chodzi to jestem z tobą. Jak trzeba będzie się z nimi trzaskać to masz moje ramię. Ale ty z nimi gadaj. Ja nie jestem od gadania. - Oprych z portowych doków, jak zwykle nie bawił się w finezję tylko powiedział otwarte na co u niego Egon może liczyć.
- No ja mogę pogadać a nawet być dla nich miła. Jakby szło o figle i by miało pomóc a często pomagają w negocjacjach, to też mogę. Na to u Jutty I Ingrid też chyba możemy liczyć. Ale jak wolisz bez nich to może być bez nich. Nie wiem czy oni są tu pierwszy raz i ją znają. Ale może nie. Zwłaszcza jakby spódnicę ubrała. Mogę jej pożyczyć. Ale jak mówię, jak chcesz to załatwić w rodzinie to możemy iść we trójkę. Rolfem się potem zajmę. - Burgund, chociaż oferowała całkiem inne umiejętności i charakter niż mięśniak, to też była gotowa do pomocy z tymi Norsmenami.
– Zda mi się, że zwykła rzecz, podejdziemy, posłuchamy ich nieco. Rzekniemy, że szukamy piratów i kamratów nam trza, żeby im odpór dać. Jak trza będzie, to nieco złotem sypniemy, ale nie za dużo, wiadomo. No. To co, zbieramy się? – rzekł Egon powstając. – Za długo to nie zajmie, będziesz miała jeszcze dużo czasu na Rolfa.I, klepnąwszy ulicznicę w ramię, skierował się z powrotem w drogę do sali głównej.
- No dobra, to chodźmy. - Burgund zeskoczyła z krawędzi łóżka na podłogę i ruszyła za Egonem do wyjścia. Potem zamknęła apartament jak Silny ją minął. I we trójkę wrócili do tłoku w głównej izbie. Gladiator musiał być ich przewodnikiem bo tylko on wiedział o których gości chodzi. Jak się znaleźli ze trzy stoły dalej to widział, że sytuacja się za bardzo nie zmieniła. Dwóch rosłych wojowników kończyło swoją kolację i teraz popijali z kuflow. Na lawie obok jednego z nich było jedno miejsce wolne. I ze dwa naprzeciwko nich. Nie mieli pasków siwizny jak Lars więc mogli być młodsi od niego. Zachowywali się spokojnie, skupieni głównie na piciu i jedzeniu. A mimo to zdawali się emanować jakaś niewidzialna aurą, że mimo tłoku, nikt blisko nich nie siadał.Przez twarz Egona przez chwilę przemknął mroczny uśmiech. Norsmeni mogli się czuć bezpiecznie w karczmie, ale ciekaw był, jacy oni byli przy bliższym poznaniu. Wielu wojowników, jak sprawdził ongiś naocznie, nie okazywało się takimi twardymi, kiedy tylko przyszło się i wdało w gadkę.
Klepnął karczmareczkę w udo i rzekł:
– Ano, złota pani, czemu nie przyniesiesz dwu antałów do naszych wojowników i jednego dla moich towarzyszy?
Egon podszedł do ławy i znalazł wolne miejsce dla siebie, Łysego i Burgund, którym wskazał miejsce opodal. Usiadłszy, spojrzał w oczy Norsmenom.
– Witajcie – rzekł krótko. – Wszakże słyszałem, żeście z Norsci?
Dziewczyna zaczepiona przez gladiatora, posłała mu nieco zdziwione spojrzenie. Ale skinęła głową nim poszła dalej. Skoro usiadł na przeciwko obu wojowników, to Burgund usiadła obok kolegi a Silny obok jednego z Norsmenow. Ci nie odpowiedzieli tak od razu. Tylko obrzucili całą trójkę uważnymi spojrzeniami. Po czym wymienili się nimi między sobą.
- A żebyś wiedział. Coś ci się nie podoba? - Odparł chrapliwym głosem ten ciut niższy. Dało się zrozumieć jego reikspiel. Ale od razu widać było twardy akcent z północy. Obaj patrzyli na Egona jakby spodziewali się zaczepki i byli na nią gotowi. Silny posłał koledze spojrzenie, dając znać, że on też jest gotowy. No ale Burgund miała inne zdanie.
- Ależ skąd, koledzy. Wszystko nam się podoba. Ja zawsze byłam pod wrażeniem silnych i dzielnych wojowników z północy. Nie to co te frajerstwo w rajtuzach z Reiklandu czy skąd tam. Właśnie dlatego chcieliśmy się z wami napić aby się lepiej poznać. - Łotrzyca uderzyła w wesoły, rubaszny ton. I miała to szczęście, że kelnerka akurat przyniosła pierwszy antałek i powiedziała, że zaraz przyniesie drugi. Na to obaj wojownicy zmitygowali się, jakby nie spodziewali się takiego zachowania od południowców. A na wzmiankę o Reiklandzie to nawet na chwilę się uśmiechnęli i pokiwali głowami. Jednak popatrzyli teraz na Egona, jakby sprawdzali co on na to wszystko powie.
– W interesach przyszedłem, tedy musiałem wiedzieć na pewno, czy żeście naprawdę z Norsci – rzekł Egon spokojnie. – Gadają, że woje z Norsci dobrzy są w robieniu toporami, jako i ja. Ano, widzicie, taka rzecz jest. Około jutra wieczór czy coś koło tego będziemy dopływać do Salzenmund od strony rzeki. Piraci na rzece są, słyszeliście wszakże? Skoro takie z was dobre woje z Norsci, czemu nie popłyniecie z nami jeden dzień do Salzenmund? Niewiele zajmie, a i bitka się będzie kroiła przednio. No chyba, że za bitką nie przepadacie?
Obaj znów wymienili się spojrzeniami. Po czym popatrzyli na Egona.
- Jacy tam piraci? Jak to nie jest ktoś od nas z Norsci, to nie ma sobie co głowy zawracać. A tu wszyscy zestrachami jakby Ragnarok się zaczynał. - Prychnął pogardliwie jeden z nich. Drugi zaśmiał się i pokiwał głową. Zachowywali się, jakby problem z piratami nie był godny ich uwagi.
- Ale jak płyniecie do Saltmundu, to nam po drodze. Też tam płyniemy. Sprawy mamy do załatwienia. Ale krypa na jakiej płynęliśmy do tej pory utknęła tu bo szyper boi się płynąć w górę rzeki z powodu piratów. - Prychnął ten ciut niższy, jaki widocznie był bardziej wygadany od kolegi. Przerwał bo rozległa się skoczna melodia fletu. A na kawałku wolnego miejsca w tan poszły dwie niewiasty. Szybko okazało się, że to Annika i Adele. I sporo osób odwróciło się aby popatrzeć na te dwie pląsające łanie.
- I nas też kobiety tak tańczą. A jak zaczną od takiego tańca to potem jest dobra zabawa he he. - Jeden z wojowników wskazał kuflem na tańczące kobiety i zaśmiał się rubasznie.
– Aaa, dobrze, dobrze… – Egon pokiwał głową, rad, że ludzie w północy otworzyli się wreszcie nieco. – Wiecie, tak się składa, że my też płyniemy w górę rzeki Salz. Może i korab widzieliście? Jutrzenka się nazywa. Wszak wydaje mi się, że dobry byłby to dla was układ? Wy przepłyniecie łacno w górę rzeki, a skoro piraci was nie kłopoczą, to może i paru skrócicie o głowę. Płyńcie z nami, rzekłbym. Co rzekniecie?Gladiator pogładził swoją siwą brodę, czekając na odpowiedź Norsmenów.
Obaj Norsmeni znów wymienili się spojrzeniami. Jeden minimalnie wzruszył ramionami, drugi lekko skinal głowa. Po czym obaj przyjrzeli się Egonowi. Potem Burgund jaka siedziała obok niego. A wreszcie na łysego zbira co zaległ obok nich.
- To mówisz macie statek? I miejsce? - zaczął znów ten wygadany. Burgund skinęła głową. - No to czemu nie. My się żadnych rzecznych lachmytow nie boimy. Prowadzi nas wola bogów i żadne chlystki z południa nas nie zatrzymają. - Norsmen wydawał się być pewny siebie. Przerwał bo akurat kelnerka przyniosła drugi antałek. Mężczyzna odprowadził wzrokiem jej sylwetkę nim wrócił do rozmowy przy stole.
- Ale jakbyśmy mieli na jednym statku razem płynąć to wy to kto? - Popatrzył jeszcze raz na gladiatora i jego towarzyszy.
– Zwę się Egon Herschkel, wojownik, jako i wy – rzekł Egon, nieco zniżając głos. – Słyszał żem, że prowadzi was ten bóg, co rozumie zew walki i szanuje rozlew krwi. A? Tedy, rzekłbym, są z nas niemalże bracia, jako że hołdujemy temu samemu. Moi towarzysze zwą się Burgund i Silny – rzekł Egon, który nagle odkrył, że w ogóle nie znał innego imienia niż ksywka łysego.I dodał:
– Płyniemy statkiem, co zwie się Jutrzenka, zacumowanym opodal.
Obaj wojownicy wydawali się być sceptyczni, co do rewelacji południowca o wspólnej wierze. Wymienili się spojrzeniami a Burgund popatrzyła szybko na swoich towarzyszy, nieco zaniepokojona. Tamci ponownie zwrócili się do gladiatora.
- Ja jestem Solmund Laxdale. A to mój przyjaciel, Thorstar Hrafnkel. - Przedstawił się to prowadził rozmowę. Przyjrzeli się dokładniej także rudzielcowi naprzeciwko i łysielcowi obok.
- Silny weź otwórz ten antałek co? - Łotrzyca poprosiła kolegę jakby chciała zyskać na czasie. Zbir prychnął pogardliwie, że nie ona nie potrafi poradzić sobie ze szpuntem, wstał i przez chwilę obserwowali jak się z nim mocuje. Z cichym dźwiękiem łysy wyjął go swoimi grubymi palcami po czym zaśmiał się chrapliwie. Bez większego wysiłku, uniósł baryłeczkę i zaczął po kolei rozlewać do pięciu, czekających kufli.
- Ja mogę tak go wcisnąć, że nikt go nie wyjmie. Będzie siedział ciaśniej w dziurze niż kniga w jej kuprze! - Pochwalił się gdy rozlał piwo. Wskazał na rudzielca a ta nieco zaskoczona tą uwagą, uśmiechnęła się do Norsmenów przymilnie. Obaj zarechotali rozbawieni i z ciekawością obserwowali jak łysy na powrót wciska szpunt w otwór antałka.
- Nie bój się Silny, to na pewno nie będzie twoja kniga. - Łotrzyca posłała koledze przesłodki uśmiech ale potrafiła być równie złośliwa jak Łasica. To też rozbawiło Norsmenów.
- To mówisz, nikt tego nie wyjmie? - Solmund upił z kufla, wstał i teraz on przejął antałek. I zaczął się mocować ze szpuntem tak samo, jak przed chwilą Silny. Zajęło mu to chwilę ale jednak dał radę go wyciągnąć. Zarechotał triumfalnie i pokazał im wszystkim trzymany kawałek drewna. A następnie postawił pojemnik na środku stołu. Szpunt na pokrywce i popatrzył na Egona. - Coś ci południowcy chyba nie tacy silni jak im się wydaje, nie Thorstar? - Kolega zaśmiał się ze złośliwej uciechy.Egon uśmiechnął się nie bez jadu. Zdawało się, że ci Norsmeni respektowali jedynie kult siły, co nie zdziwiło ani trochę wojownika. Pod pewnym względem przypominali mu gory z plemienia Gnaka, choć były to z nich takie gory, co nie miały mord kozłów. Zapewne tam, w Norsce, urządzali takie wybiegi z przechwalankami, które były odpowiednio zaprawione sporą dozą picia piwa.
Egon zaśmiał się krótko.
– Myślałem, że woje z północy to twarde chłopy – rzekł brodacz, nagle rozbawiony. – Co, wy tam pod tymi górami Lodowego Zęba też mierzycie krzepę, wsadzając szpunty w beczki? Może i kuźkę? – zaśmiał się. – Daj mi swoje ramię, chcę zobaczyć tą siłę z północy.
- Zdziwiłbyś się gdzie wsadzamy nasze kuśki. - Solmund zaśmiał się chrapliwie a wraz z nim jego towarzysz. Zupełnie jakby potraktowali słowa gladiatora jak dobry żart.
- O, a gdzie? Bo ja bardzo lubię takie wsadzanie. I zabawy ze szpuntami. - Burgund zainteresowała się tematem. I leniwie bawiła się rączką kufla. Wymownie przesuwając dłonią w górę i w dół. To na chwilę skupiło uwagę całej trojki znad przeciwka. Z tymże, Silny chyba był bardziej uodporniony na jej i Łasicy gierki to szybko popatrzył na obu sąsiadów.
- To co? Stajesz? Czy te gadki o sile wojowników z północy, to tylko przechwałki? - Łysy też umiał być złośliwy, zwłaszcza takich tematach związanych z bójkami i podobnymi. W końcu tym się zazwyczaj zajmował.
- Ha! Zaraz zobaczycie! - Thorstar z rozmachem zmiótł talerze, że aż poleciały na sąsiedni stół. Któryś z gości oberwał nim w nogę ale widząc kto zamęt uczynił, nie ośmielił się zaoponować. Za to wojownik ustawił swoją prawicę, aby mogli z gladiatorem zacząć się siłować. I po chwili zaczęły się zmagania. Egon czuł jak przez nadgarstek napiera na niego siła drugiego wojownika. I od razu wiedział, że na cherlaka nie trafił. Początek zapowiadał się być wyrównany więc teraz pozostawało sprawdzić komu pary w ramieniu starczy na dłużej.
- Ja tam bym dała radę wam obydwu. Tylko w innych zmaganiach. - Burgund oparła się ramionami o stół, przez co jej dekolt prezentował się kolegom bardzo kusząco.
- Takich ze wsadzaniem szpuntów? - Solmund zapytał ją ironicznie. Ale raczej skupiał się na obserwacji pojedynku. Zresztą Silny tak samo.
- Tak, właśnie takim. Właściwie to nawet dałabym radę wam wszystkim. Może prócz Silnego, bo mnie wkurza. - Ladacznica mówiła niezobowiązującym tonem jakby chodziło o jakąś błahostkę. Tym razem obaj sąsiedzi Thorstara spojrzeli na nią z niedowierzaniem.
- Dałabyś radę nam wszystkim? - Drugi Norsmen zapytał jakby sądził, że coś źle zrozumiał.
- Pewnie. Tak się tylko zastanawiam czy raczej na raz, czy po kolei. Bo potem jestem jeszcze umówiona. - Łotrzyca dalej mówiła tym lekkim, leniwym tonem. A Egon musiał naprzeć na ramię Thorstara. Czył, że tamten zaczyna o włos ustępować.
- Niemożliwe! To potrafią tylko nasze kobiety! Jakbyś była z Norsci to może bym ci uwierzył ale wy, kobiety z południa, za cherlawe jesteście na to. - Solmund pokręcił głową ale zajety pojedynkiem gladiator, nie mógł wyczuć, czy Norsmen, naprawdę nie dowierza czy tylko droczy się z Burgund. Za to widział jak już o pięść zdobył przewagę ale uparty Skaeling wciąż nie chciał odpuścić. Słysząc to, łysy zbir zarechotał z rozbawienia i po przyjacielsku poklepał Solmunda po ramieniu.Egon tymczasem z ponurą determinacją parł swoją łapą. Krew uderzyła w twarz Egona, a sploty mięśni na jego muskularnym ramieniu zacisnęły się okrutnie. Przez długie chwile mocował się z człekiem z północy i choć miał pewną przewagę, napierał coraz dalej i dalej. Jego łapa była zaciśnięta na podobieństwo żelaznych kleszczy na łapie Norsmena. Brodacz wiedział, że musiał wygrać nawet za cenę odniesienia rany lub zwichnięcia. Inaczej dwóch bastardów z północy pewnikiem nie respektowałoby go nijak - wojownik był pewien, że jeśli tylko jego knykieć dotknąłby drewnianego stołu, spotkałby się z kpiną, niby chłostą. W takim też wypadku musiałby podnieść rzecz jeszcze dalej i wyzwać draba do bitki, innego sposobu by nie było.
Przez parę dłuższych chwil dwóch rosłych chłopów siłowało się. Czasem Egon tracił przewagę, kiedy tamten z całej siły napierał coraz dalej i dalej, jednak Egon, nauczony starciami na arenie, rozumiał, że ktoś, kto stawiał na szalę coraz więcej i więcej, wiedział, że grunt pali mu się pod nogami. Pot spłynął po czołach dwóch wojowników, zdawało się, że jeden z drugim trafił wreszcie na swojego.
“Piekielny Ogar świadkiem” - pomyślał wreszcie Egon i zacisnął zęby w wilczym, nieprzyjemnym grymasie, a przez parę oddechów jego twarz uformowała się w groźną maskę. Znalazł lukę w sposobie, w jaki przybysz z północy napierał i zachybotał swoim kułakiem, wyprowadzając tamtego z równowagi.
Kiedy było jasne, że tamten traci rezon, Egon paroma pchnięciami dobił zaciśniętą łapę Norsmena do blatu i trzymał przez parę chwil. A potem puścił. Lekko drżącą dłonią sięgnął po kufel i pociągnął parę solidnych łyków.
– Ktoś, kto się ze szpuntem beczki siłował, gadał, że ludzie południa nie tacy silni – skwitował ponuro. – Ciekawa rzecz…
Throrstar rozmasowywał sobie ramię i patrzył na oponenta jakby nie mógł się nadziwić wynikiem pojedynku. Solmund zresztą też. Skrzywił się gdy usłyszał uwagę gladiatora. Wyglądał jakby rozważał coś w głowie.
- No to mamy zwycięzcę! - Burgund poklepała Egona po plecach. Dookoła rozległ się szum uznania, jakby te zmagania obserwowało nieco osób z sąsiednich stołów. - Ale pojedynek był wspaniały, widać, że obaj jesteście mocarze. Wypijmy za to! - Rudzielec widać starała się nie zrażać Norsmenów aby nie potraktowali tego wyniku jako zniewagi. Uniosła swój kufel i przez chwilę trzymała go w górze sama.
- No. Dobre to było. - Silnemu widocznie też spodobał się ten pojedynek bo pokiwał swoją łysą głową z uznaniem. I dołączył swój kufel do łotrzycy.
- No nie takie najgorsze. Może i nie jesteście takie cherlaki jak większość południowców. - Brzmiało jakby Solmund potrzebował się przemóc aby wyrazić swoje oszczędne uznanie, mimo, że wynik pojedynku przeczył stereotypom rozpowszechnionych na północy. Ale stuknął się i swoim kuflem. Drugi Skaeling popatrzył na niego a potem na swojego byłego przeciwnika.
- Mocnyś. - Powiedział w końcu i nawet uśmiechnął się do gladiatora. Sięgnął po swój kufel i dołączył się do toastu. - Za dobre walki i godnych przeciwników! Na miernoty szkoda tracić czasu! - Huknął na całe gardło i roześmiał się chrapliwie.Egon pokiwał głową i sam sięgnął za swój kufel.
– Za wojów! – zawołał i pociągnął spory łyk.
Egon spodziewał się, że pomimo wyniku tego starcia, Norsmeni z czasem mogą okazać się kłopotami tak czy inaczej. Brodacz bowiem sądził, że choć dokazał swej siły przed ludźmi z północy, z czasem mogło się okazać, że tamci, podobnie jak i on, chcąc dokazać swego męstwa będą chcieli go wyzwać na ubite pole.
W brodatym łbie Egona, pomimo wygranej, odbijały się niepokojące myśli. Być może, ostatecznie, trzeba było pójść w gotowe, a przynajmniej bezpieczne rozwiązanie wypuszczenia się na wody piratów samopas. Wtedy przynajmniej nie trzeba byłoby ukrywać Astrid. Lub też Norsmeni mogli przysporzyć kłopotów szyprowi - rzecz, o którą Egon wcale nie dbał. Najgorszym wariantem mógłby być bunt berserkerów na pokładzie. Wtedy, oprócz piratów, musieliby zarżnąć także ich i musiałby to być on sam, wiedział bowiem, że w bitce tym dwóm raczej nikt nie dostoi, być może poza Silnym i Rune. Nie chciał jednak ich narażać zbytnio.
Cóż jednak. Rzecz dokonała się, gladiator podjął ryzyko. Potrzeba było wypić tą beczkę piwa aż do samego końca.
– Dobrze – rzekł Egon. – Co rzekniecie zatem na wspólny rejs do Salzenmund? Poręczę za was i rzeknę, że z takimi jak wy, wszyscy będą na pokładzie bezpieczni… Do miasta dopłyniecie szparko, a i grosz wam jeszcze wpadnie.
- Do Saltmundu… No może… Ale na arenę próby to nas miała poprowadzić Valkiria. - Thornstar pokręcił głową, jakby coś mi się nie zgadzało w tej historii. Znów wymienili się z kolegą spojrzeniami.
- Ale poczekaj. Nie wiadomo gdzie ją spotkamy. Może oni ją do nas doprowadzą. - Solmund lekko pokręcił dłonią na znak, że temat nie musi być jeszcze tak od razu zamknięty. Obaj spojrzeli na Burgund, jakby ją w myślach przymierzali do czegoś.
- No może. - Kolega wciąż wydawał się mieć wątpliwości. - Ale to i tak, lepiej ich sprawdzić. Kosiarz czy drwal, też mogą mieć mocne łapy. - Dodał przeglądając się teraz Egonowi i Silnemu.
- To prawda. - Towarzysz mu przytaknął i uśmiechnął się do nich obu. - To co? Jesteś gotowy sprawdzić się na piachu? - Wskazał kciukiem na drzwi prowadzące na podwórze. - Bez broni, bez pancerzy. Twarzą w twarz i piersią w pierś. - zagaił do obydwu osiłków.“Walkiria…?”, pomyślał Egon z pewną dozą powątpiewania. Co prawda słyszał nieco o wierzeniach ludów z Norsci, jednak nie wiedział, na ile są prawdziwe. Jeśli chodziło o Krwawego Ogara, Egon wiedział, że było inne od bajań starych bab albo skaldów, którzy lubili snuć dziwaczne opowieści. Wojownik był pewien, że cokolwiek, w co on sam był zaangażowany było po stokroć prawdziwsze od bogów, którzy zazwyczaj byli jeno bzdurami uknutymi przez kler, aby trzymać gawiedź za mordę.
Wzmianka o owej “walkirii” jednak zaciekawiła Egona. Być może chodziło tutaj o jakąś wizję kobiety, którą podsunęła im ich szeptucha? W takim wypadku wystarczyłoby, żeby tą, która będzie prowadzić ich do walki była wojowniczka. Astrid odpadała z wiadomych względów, jednak Annika… Tak, Annika potrafiła wpadać w furię bitewną, tak cenioną u berserkerów z północy. Egon zdecydował, że jeśli los odpowiednio potoczy koleje w dobrą stronę, można by użyć Annikę do kontrolowania berserkerów i sprowadzenia ich więcej z Norsci. Skaelingowie czy nie, mogli okazać się przydatni z czasem. I to wszystko z powodu głupiej zabobonności ludzi z północy.
Egon zapamiętał rzecz, która z pewnością z czasem mogła się okazać wielce przydatna.
– Chcesz bitki ze mną? – zapytał brodacz, wcale nie zaskoczony, że Thorstar eskalował rzecz dalej, aby wyrównać porachunki. – Jeśli chcesz, dostoję tobie!
I powstał z krzesła, uczyniwszy gest ręką, aby wyszli na zewnątrz.
- Ha! Zobaczymy z czego jesteście zrobieni! U nas wszyscy wiedzą, że chłopcy z południa są bardzo delikatni! - Zarechotał Thorstar ale wydawał się być zadowolony, że Egon przyjął wezwanie. Silny jak go usłyszał uniósł brwi i popatrzył na kamrata czy też to slyszy. Miał minę, jakby w ciemnym zaułku, pytał się zbyt bogatego przechodnia czy się nie zgubił.
- Oj, już poczekaj aż wyjdziemy. - Burgund syknęła do niego ostrzegawczo. I mięśniak wzruszył ramionami na znak, że te parę chwil to może poczekać. Włamywaczka podrobiła dookoła stołu jakby chciała rozdzielić sobą obie strony na wypadek gdyby kogoś poniosło.
- A tą walkirię to znacie? Jak wygląda? Ładna jakaś? - Podpytała szybko oby Skaeligów jakby chciała ich zagadać zanim wyjdą na zewnątrz. Pomiędzy zatłoczonymi ławami i tak musieli iść gęsiego.
- Oczywiście, że ładna. Przecież to kobieta z północy. No i walkiria. Czyli służka bogów, ich posłanka co wybiera z poległych wojowników, kto gdzie trafi po śmierci. - Thorstar wyjaśnił jej trochę odwracając głowę. Burgund odwróciła się do obu kolegów i lekko wzruszyła ramionami.
- No i łatwo ją poznać bo ma skrzydła. To z daleka widać, że to ona. - Norsmen otworzył drzwi i wyszedł pierwszy na podwórze. Na chwilę jego uwagę zwróciła grupa zbrojnych, jaka biesiadowała przy stole pod wiatą. Mieli pozdejmowane pancerze i hełmy tak wypolerowane, że wydawały się srebrne. Ci najbliżsi spojrzeli na ich wychodzącą grupkę ale wrócili do swojej kolacji i pijatyki.
- Ale ona nie musi mieć swoich skrzydeł jeśli ma skrzydlatego wierzhowca. - Solmund co już też zdązył wyjść na dziedziniec, włączył się do rozmowy. - No i czasem one przybierają postać śmiertelnych kobiet to wtedy nie są takie łatwe do rozróżnienia. A czasem nawet śmiertelne kobiety mogą stać się valkyrjami jak się szczególne zasłużą. Zwłaszcza jak są wojowniczkami, albo szlachetnymi żonami znanych wojowników i jarlów. Albo ich córkami. - Całkiem chętnie im tłumaczył ale pod koniec jakby mówił do swojego kolegi. Wielkolud już rozpinał pas i zaczynał zsuwać przez ramiona kolczugę więc głos miał trochę niewyraźny.
- Musi mieć skrzydła na plecach. Krwawe. Sam widziałeś. - Mamrotal aż zdjął pancerz i przewiesił go na paliku do wiązania koni. Kamrat zaczął rozpinać swój pas ale pokręcil głową jakby nie do końca zgadzał się z kolegą.
- Wiesz jak to jest z ta wolą bogów. Nie wszystko trzeba traktować dosłownie. Na razie żadej valkyrji nie spotkaliśmy. A do wielkiego miasta z arenami już tylko jeden dzień drogi. - Wyjaśnił mu i sam zdjął z siebie kolczugę. Silny zabrał się za zdejmowanie kaftana.
- No co? - Burgund zapytała widząc, że obaj Norsmeni jej się przypatrują.
- Nie no to nie ta. Nie ma skrzydeł. - Thorstar machnął ręką pokazując na plecy ladacznicy. Faktycznie były bez skrzydeł. Więc dalej zdejmowali z siebie kaftany i koszule. Od stołu biesiadników doszły ich głosy jakby domyślali się, że będzie się szykować jakaś bojka. A te zawsze znajdywały chętnych do oglądania.Egon rzucił spojrzenie na Burgund. Może Annika miała jakieś znamiona, które być może mogłyby sprawić, dwóch Norsmenów będzie ją uważać za tę ich “walkirię”? Nie chciał jednak wdawać się z ulicznicą w rozmowę, dopóki nie rozwiąże rzeczy tu i teraz z nimi.
Z niefrasobliwością zdjął z siebie elementy pancerza w paru szybkich ruchach, wprawiony w zakładanie i zdejmowanie ich. Topór swój pozostawił niedaleko, ale w takim miejscu, że mógłby łatwo do niego doskoczyć - cóż, choć Norsmeni raczej będą walczyć bez sztuczek, Egon nie był wcale taki pewien, czy jakiś drab spod karczmy nie pokusi się o gwizdnięcie brodatego topora wykutego przez kowali ze stajni van Hansen. Zrzuciwszy swą zbroję, zostawił koszulę, bowiem nie chciał paradować ze swym znamieniem na wierzchu. Choć był dość pewny z gadaniem z Norsmenami o Krwawym Ogarze, Egon był pewien, że choć na zewnątrz Błękitnego Łabędzia nie było zbyt wielu gapiów, mogłaby się znaleźć para oczu, która by rozpoznała, kto zacz.
Był gotowy. Egon chrupnął karkiem i rozprostował palce.
– Ty walczysz ze mną, Thorstarze – rzekł Egon. – Gotowyś?
- Pewnie. - Norsmen wydawał się być spokojny i pewny siebie. Już zdążył się rozebrać do pasa. I teraz rozgrzewał się wymachując ramionami. Posturą imponował. Muskularny tors, potężne ramiona. Blizna po jakichś szponach przez pierś. A Solmmund choć ciut niższy i smuklejszy też wyglądał na sprawnego wojownika. On z kolei miał widoczną bliznę po toporze jakby dostał kiedyś nim w bark. Obaj mieli sporo tatuaży bestii, mieczy, toporów i dziwnych zawijasów jakie kojarzyły się z ich północną ojczyzną.
- To jak robimy? Dwa pojedynki jeden po drugim czy dwóch na dwóch? - Silny też był już rozebrany i chętny do bójki. Skaeligowie popatrzyli po sobie, jakby się zastanawiali nad wyborem.
- A jak wolicie. I tak wam damy radę. - Solmund wzruszył ramionami jakby chciał okazać wspaniałomyślność oponentom. Burgund wykorzystała chwilę aby podejść do swoich obu kamratów.
- Chłopaki tylko uważajcie dobra? Bo wiecie, jutro naprawdę możemy spotkać tych piratów na rzece. Więc dobrze abyście się do czegoś nadawali. Bez was to najwyżej zostaną nam Lars i Astrid. - Szepnęła do nich i chociaż starała się mówić lekkim tonem to w oczach było widać iskrę niepokoju. - Jakby co to ja ich mogę wziąć do stodoły na siano. Co to dla mnie dwóch. Wtedy oni będą cali i wy. - Zaproponowała kolegom jakby chciała im dać jakieś wyjście bez pojedynkowania się.
- E, nie dygaj ruda. Jak bez sprzętu to co tam może się stać. - Portowy oprych wzruszył ramionami. Mógł mieć rację. Chociaż gdyby zbyt mocno oberwali to jutro faktycznie by mogło się to odbić na ich sprawności.
- Ty to jak zwykle ostatni do myślenia. - Łotrzyca fuknęła na niego. I spojrzała na brodacza. - Egon no zobacz, oni nie wyglądają na cherlaków. A ja mogę się nimi zająć. Widziałam jak na mnie patrzą, na pewno im się podobam. Mogę jeszcze Juttę zawołać jak trzeba. - Popatrzyła na niego z nadzieją.– Dwóch na dwóch! – zdecydował brodacz.
Egon pogładził swoją brodę, mierząc swych przeciwników wzrokiem. Rzucił spojrzenie na Silnego i posłał mu mroczny uśmiech - z kim, jak z kim, ale wespół z Łysym to on walczył wielokrotnie, choćby przy ostatniej przeprawie z orkami i wiedział, na co go stać. Choć miał wiele zaufania jeden na jednego, perspektywa starcia się z Norsmenami we dwóch ułatwiała zadanie znacznie.
– Słuchaj, podejdziemy ich tak – rzekł do Silnego Egon przyciszonym głosem, łypiąc od czasu do czasu na tamtych dwóch. – Rzucamy się od razu na pierwszego. Ja przyszpilam, ty flankujesz. Kiedy tamten zbierze parę razy, odbijesz się od niego i rzucamy się na drugiego. Czaisz, jak to ma być? Niby dwóch na dwóch, ale zawsze walimy dwóch na jednego i odpychamy tego drugiego. Thorstar pierwszy w mordę zbierze, skoro taki cwaniak z niego był.
I dodał jeszcze:
– Jak będą próbowali lawirować, to spróbuj zepchnąć jednego z nich za parawan albo przez drzwi karczmy i znowu próbujemy we dwóch na jednego za każdym razem. No.
Zwrócił się jeszcze do Burgund:
– Możemy ustalić, że pierwszy, który zwali się z nóg przegrywa – zaproponował Egon, to dla Burgund, to do Norsmenów i do Łysego wreszcie. – W taki sposób bitka będzie krótka. Kto mordą albo zadem uderzy w grunt, odpada.
Egon wyrzekł to, po części i knując inną część planu: jeśli mogliby skupić się na wzięciu szybko pierwszego, z łatwością mogliby dokończyć bijatykę.
– Co rzekniesz? W taki sposób wszyscy cali, a potem możecie iść do izdebki na górze – zaśmiał się krótko, pijąc do Burgund, która zawsze chciała załatwić sprawy chędożeniem.
~
Po krótkiej wymianie zdań, przeciwnicy - Egon i Silny i dwóch Norsmenów stanęli przeciwko siebie. Egon splunął w dłonie, Silny zaś strzelił palcami. Egonowi jako żywo przed oczyma stanęła scena z dawnych wspomnień, kiedy to bił się z Kuno w Neues Emskrank.
Jednak na wspomnienia czasu nie było! Egon z Silnymi poderwali się jako pierwsi. Paru gapiów zebrało się, ktoś z obserwujących krzyknął coś. Wedle planu, Łysy i gladiator zaatakowali Thorstara. Egon zaczął naciskać na Norsmena, wyprowadzając krótkie, treściwe uderzenia. Natychmiast Solmund począł kąsać Egona z prawej strony, jednak gladiator nie dawał się zawrzeć w wymianę ciosów i unikał kułaków Norsmena, jak mógł, choć tamten okazał się być całkiem wtajemniczony w ładowanie pięści w łeb. Kułaki Solmunda, niby dwa wyjęte z pieca bochny, śmigały nad uszami Egona, czasem i sięgając celu, czasem i ślizgając się lub zahaczając o jego koszulę. Nie gorszy był Thorstar, który zbijał ciałem i łokciami Łysego.
Łysy wyprowadzał sierpowe z flanki. Zdawać się mogło, że to na nim Thorstar chciał skoncentrować swoje ataki, jednak nie mógł, ciągle przyszpilony przez Egona. Norsmen zdawał się grać na czas i być może próbował przyjąć podobną taktykę, co grupa południowców, bo razem z Solmundem wypuszczali się z kopniakami i wściekłymi prostymi na Egona. Ten zazwyczaj zbijał ich ciosy, sporo jednak poszło w korpus i klatę. Egon sapnął parę razy, kiedy razy wojowników z północy sięgnęły go, jednak większość ciosów została zadanych pod kątem i nie uczyniła większej krzywdy. Inne jednak były boleśnie celne.
Pierwszą przewagę zyskał Silny. Egon wyprowadził grad ciosów w Thorstara i posłał kopa w brzuch Solmunda, który w dwie sekundy musiał uciec i zmitygować się. Wystarczyło. Łysy huknął Norsmena dwoma hakami pod żebro i drugim, zdaje się, który miał pójść prosto w nos, jednak zboczył na szyję.
Solmund jednak przyszedł natychmiast druhowi w sukurs i wbił się między Egona i Silnego, waląc to Łysego, to Egona, próbując kupić trochę czasu. Udało mu się! Egon i Silny odstąpili, zaś dwójka rzuciła się na Egona, który począł unikać i zbaczać do lewej.
Silny uczynił mały skok! W dziwnym i nieoczekiwanym manewrze zbił Thorstara z rytmu, Egon zaś chlasnął prawicą Solmunda, który odskoczył. Dwóch wojowników, węsząc okazję, wespół zaszarżowało na Thorstara. Egon wiedział, że musiał to być koniec, bowiem walka z każdą chwilą stawała się coraz bardziej zajadła.
Łysy z krzykiem walnął Thorstara w bebech, Egon zaś wziął potężny zamach i bił z góry, prosto w szczękę. Trafił! Norsmen, w impecie uderzenia, zawirował niewymyślny piruet i runął w błoto przed karczmą.
Egon i Łysy odwrócili się na pięcie i na podobieństwo krogulców zlecieli na Solmunda. Walka była krótka: kiedy Thorstar podnosił się jeszcze, Łysy walił kułakami z całej siły, nie bacząc na obronę. W sukurs przyszedł mu Egon, który zastawił drugiego z Norsmenów i pchnął go z całej siły na swą nogę. Mężczyzna sprzedał jeszcze Egonowi cios pod żebra, lecąc na grunt. Egon wściekle kopnął parę razy, a Solmund potoczył się po ziemi.
Egon podniósł dłoń do góry:
– Dość będzie! – zawołał donośnie, sapiąc głośno. – Dość, kurwa, powiedziałem!
Egon rzucił okiem na Łysego i Norsmenów. Walka była wygrana, jednak dwójka dzikusów z północy mogła wpaść w szał, uznawszy rzecz za zniewagę. Jeśli rzecz miała by się stać, wiedział, gdzie był jego topór.
Gdy Egon rozejrzal się to obaj Norsmeni, jeszcze ciężko dyszeli i podnosili się z ziemi. A walka przyciągnęła całkiem sporo widzów. Stali okręgiem wokół improwizowanego placu boju. Wskazywali sobie z ożywieniem, komentowali, przekrzykiwali się. Silny też jakby potrzebował chwili aby dojść do siebie. Wśród tłumu przepchnęła się Jutta a za nią dwóch innych mężczyzn. Też mieli kordelasy u pasa.
- A co tu się dzieje? - Brunetka zapytała, kładąc dłonie na swoich smukłych biodrach.
- A nic takiego Frau strażnik. Chłopcy chcieli tylko potrenować bo jutro mamy płynąć w górę rzeki i może nawet na tych piratów trafimy. To lepiej sobie trochę poćwiczyć póki można. - Burgund szybko przejęła inicjatywę i widać miała wprawę w rozmowach z władzą. Co pozwoliło całej czwórce wojowników podnieść się z ziemi i skupić na czymś innym niż właśnie zakończona bijatyka. Mytniczka i jej towarzysze mieli miny dość podejrzliwe i uważnie przyglądali się całej czwórce.
- Nic się nie stało. Koledzy się trochę potknęli. Ale już im nic nie jest. - Silny odzyskał głos i wskazał na dwóch Skaeligów co wycierali ziemię i krew z twarzy, bród i torsów.
- Tak. Nic się nie stało. Tylko takie małe zmagania. Nie chcieliśmy nikomu przeszkadzać. - Solmund pokiwał głową na znak poparcia. Jutta popatrzyła na nich jeszcze chwilę po czym skinęła głową.
- No to ubierzcie się. - Poleciła im a sama odwróciła się do widowni. - Koniec widowiska! Nie ma tu czego oglądać! Rozejść się! - Wołała a jej dwaj towarzysze dołączyli do niej. Tłum faktycznie zaczął wracać do środka tawerny i zaczęło się robić luźniej i spokojniej. Thorstar, wciąż krwawiąc z rozbitej wargi podszedł do swoich niedawnych przeciwników. Przyjrzał się każdemu z nich.
- No. Nie najgorzej. Może nie jesteście takie cherlaki jak większość południowców. - Mruknął z uznaniem i nawet się troche uśmiechnął.
- To tylko taka mała wprawka. Jakbyśmy się spotkali u nas w dokach to inaczej by to wyglądał. - Silny parsknął i sparował docinek. Ale też się uśmiechnął.
- Dobra. Skoro nie takie z was cherlaki i coś tam umiecie. To możemy z wami popłynąć jutro. I tak w Saltmundzie mamy sprawę. - Solmund też podszedł, gdy nakładał koszulę na rozgrzany i spocony od walki tors. Pokręcił głową jakby na nim też dwójka południowców zrobiła wrażenie większe niż się początkowo spodziewał.
- Świetnie! To możemy wracać do środka zanim nam miejsce zajmą! - Burgund z kolei ulżyło, że na tym bitka się skończyła i nawet wszyscy stoją na własnych nogach.Egon skinął głową. To było wszystko, co mógł zrobić, żeby zjednać sobie Norsmenów. Gadanie o Krwawym Ogarze nie zadziałało, dopiero pójście na rękę i obicie mord dwóm berserkerom sprawiło, że zrozumieli, z kim mają do czynienia. Wojownik, naprędce ubierając swój kaftan i resztę zbroi, dał znak Burgund:
– Możesz ich zapoznać z Anniką, niech rzeknie im co niego o wyprawie na orków. Gadają ciągle o jakiejś ichniejszej walkirii, może będzie i tak, że w niej ją zobaczą. Trza będzie rzec Astrid, że będzie musiała się kryć przez całe jutro. Powiemy szyprowi, że z nami popłyną jako wzmocniona obrona.
Egon potarł brodę, nagle kalkulując. Norsmeni raczej nie będą walczyć zajadle z ranami z dzisiaj, toteż prawdopodobieństwo bitki na pokładzie było małe. Może z czasem można by przekonać ich do pozostania w kulcie? Więcej wojowników na cześć Pana Krwi z pewnością wyrównałoby szanse, gdzie większość czciła Pana Zmian i Mrocznego Księcia.
Były to jednak plany na później.
– Idziemy – rzekł Egon.
Tura 81 - 2519.07.30; mkt; ranek
Miejsce: Nordland; Neus Emskrank; Marktplatz; stoisko charytatywne
Czas: 2519.07.30; Marktag; ranek
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; powiew; nieprzyjemnie (0)Otto
Gdy rano jednooki mnich otworzył okienice, powitał go słoneczne niebo. No i tradycyjny zgiełk ulicy dobiegający od strony Placu Targowego. Nie dało się przegapić, że dziś jest dzień targowy. Ale na osłodę, miał świeże wspomnienia z wczorajszego wieczoru. Może Łasica nie została na noc, ale pożegnała się bardzo po koleżeńsku. Gdy ściągnął habit i spodnie, łotrzyca uśmiechnęła się sympatycznie. - No i to jest mój ulubiony sposób na pożegnanie z przyjaciółmi. Szkoda, że z tymi naszymi szlachciankami nie wypada tego robić. - mruknęła zalotnie i zbliżyła się aby pocałować usta kolegi. A później, bez pośpiechu schodziła dłońmi i ustami niżej i niżej. Aż całkiem uklękła i zabrała się za pieszczoty przy jego przyrodzeniu. Robiła to, często zadzierając głowę do góry i patrząc mu bezwstydnie w oczy. Zabawa nabierała tempa aż doszli do finału. Później jeszcze łotrzyca potrzebowała chwilę aby doprowadzić się do porządku. Ale jednak poszła. Na pożegnanie rzuciła zalotnie, “Widzimy się jutro na placu” i wyszła.
I teraz był ten ranek. Całkiem pogodny i niezbyt ciepły. Ale w grubym habicie było w sam raz. Oczywiście w miarę jak mnich zbliżał się do Marktplatz to tłum gęstniał. Jak zwykle stragany i wozy z jakich handlowano, stały jeszcze na ulicach prowadzących do placu.
link: https://i.imgur.com/h0PmqQA.jpeg
Musiał zwolnić aby przecisnąć się przez tłum. Miasto tętniło zyciem. Z okolicznych wiosek, przyjechali chłopi aby sprzedać swoje płody rolne lub zwierzęta. W klatkach widać był kury, kaczki i gęsi. Czasem kozy, krowy czy świnie. Cały ten zwierzyniec dodawał swoje pianie i skrzeczenie do hałasu wydawanego przez masę ludzką. Tam kowal prezentował swoje metalowe wyroby, obok piekarz swoje. Tu ktoś sprzedawał sukno i materiały na obrusy, koszule i kaftany a sąsiad miał stoisko z antałkami wina z całego świata. Nawet mnisi habit nie zawsze torował drogę przed siebie.
Na placu widać było belki ułożone w płot wokół którego mieli mierzyć się konni rycerze na kopie. Zdążono go wybudować przed śmiercią księżnej matki. Nieme świadectwo zamrożonej decyzji o odwołaniu lub przywróceniu tego turnieju. Teraz do tego płotu wiązano zwierzęta lub przerzucano dywany i ubrania do pokazania klientów. Na stercie belek jakich nie zdążono użyć do zbudowania trybun teraz stały klatki z kurami albo ganiały się dzieciaki. Właśnie z tej pryzmy dobrze było skorzystać aby wejść wyżej i się rozejrzeć po placu. Łasica bowiem powiedziała mu, że ta akcja charytatywna będzie tutaj i tego ranka. Ale “tutaj” oznaczało cały ten zatłoczony, gwarny plac. Gdy Otto wspiął się na tą pryzmę, dostrzegł kumulację kolorowych flag jakie zwykle wieszano przy festynach i miejskich cereminach. Niedaleko widział też dachy powozów. I tam tłum był gęstszy, jakby coś tam się działo.
Gdy ruszył w tamtą stronę to zostało mu się zanurzyć w ten tłum. A wszyscy pytali się nawzajem “Co się dzieje?”, “Co tam jest?” i tak jeszcze zanim dotarł na miejsce, potwierdziło się, że właśnie tam, szlachetne damy z miasta i poza niego, za symbolicznego pensa, sprzedają ciasta i różne przysmaki. Jak przecisnął się bliżej dostrzegł halabardy i włócznie jakie sterczały ponad głowami tłumu. Ale jeszcze to trochę trwało zanim ujrzał te stoiska na własne oczy.
To były zwykłe budy handlarzy, jakie zwykle stawiano w dzień targowy i składano pod wieczór. Były zastawione różnymi słodkościami. Ciasta, makowce, rolady, torty, pierniki, ciastka, pierogi, rogaliki. Aż ślinka ciekła. Wyglądało jakby ten fragment rynku, zmienił się w wystawę jakiejś cukierni.
A wielką sensacją były sprzedawczynie. To były szlachetnie urodzone damy ze śmietanki towarzyskiej tego miasta. Lub ich znamienite koleżanki jakie zjechały na ten odwołany turniej albo i tak były ich gośćmi. Otto wiele z nich znał osobiście a spora część była kultystkami albo muszymi matkami. W samym centrum bezprzecznie królowała diwa o miodowych włosach. Jako jedyna odważyła się założyć bordową suknię z czarnymi wykończeniami dla skromnego uczczenia żałoby po księżnej. Bujny dekolt i wąska talia ładnie podkreślały jej smukłą figurę. Lady von Treskow stała w centrum i chyba kumulowała przy stoisku największy tłum. Wydawało się, że podobnie jak po końcu mszy w Festag, każdy chce tą sławną śpiewaczkę o pięknej twarzy i wspaniałym głosie, zobaczyć z bliska. A teraz jak się kupowało od niej porcję ciasta to nawet był pretekst aby z nią chwilę porozmawiać.
Ale za stoiskiem Otto dostrzegł też Fabienne von Mannlieb. Nie pozwoliła sobie na aż taką ekstrawagancję jak przyjaciółka i założyła czarną suknię a swoje smoliście czarne włosy, miała skromnie upięte w elegancki kok. Stała obok miodowłosej milady, że właściwie to razem sprzedawały te ciasta.
Po drugiej stronie aktorki stała ciemnoskóra córka kapitana portu. Jej egzotyczna uroda wyróżniała się na tle innych dam. Lady van Zee sprzedawała małe, słodkie rogaliki. Była też lady von Richter, uchodzaca za bliską przyjaciółkę Froyi von Hansen. Blondwłosa, dziewczęca Petra von Schneider z kółka poetyckiego Kamili. Wielbicielka Słowika Północy, Gisele von Neuhoff jaka miała być dziś jej gościem w garderobie, sprzedawała coś do picia. Była nawet lady Soria. Choć trzymała się z tyłu, krojąc kolejne kawałki ciasta jakie odbierały od niej inne szlachcianki. Część z nich Otto rozpoznawał jako znajome swoich koleżanek ale sam zwykle nie miał z nimi do czynienia. A część w ogóle była dla niego obca. Wśród tych wszystkich szacownych dam, szlachcianek, baroness, gdzieś przy ścianie dostrzegł stoisko Lebkuchenów, reprezentowane przez ich młodą, dorosłą już córkę. Teofano towarzyszyła Gela. Obie sprzedawały serniki i pierniki z ich cukierni. Na tle szlachcianek wyglądały skromnie i nawet widać było po miejscu jakie w tej kanciastej podkowie, zajmuje ich stoisko. Ale wyroby z ich cukierni, po okazyjnej cenie, też cieszyły się sporą popularnością.
Widać jednak było też, że nie wszystko było pozostawione samopas. Po zewnętrznej stronie straganów, stali strażnicy z halabardami. To ich broń Otto widział wcześniej ponad głowami tłumu. Tuż obok tego stoiska, czekały zaprzężone powozy jakimi przyjechały te wszystkie bogate damy. Te też były pilnowane przez uzbrojonych strażników. Jednak atmosfera była ciepła, zbliżona do festynu. Choć oficjalnie festyn przeczyłby zasadom żałoby po księżnej-matce to starano się nie okazywać przesadnej radości i okrzyków.
Jak jednooki już się napatrzył i zostało mu jakoś podejść bliżej i spróbować zagaić rozmowę, to usłyszał znajomy, kobiecy głos.
- A już ojciec jest. To proszę tutaj. No dobrzy ludzie, zróbcie przejście dla sługi bożego! - Łasica miała na sobie biały czepek, jak na bogobojną mieszczkę przystało i skromną suknię do samej ziemi aby oddać cześć zmarłej księżnej. I zachowywała się jakby była tylko jakaś służką którejś ze szlachcianek. Stała po drugiej stronie straganu, i widocznie jej bystre oczy wypatrzyły kolegę, zanim on dojrzał ją. Teraz gestem nakierowała go do wąskiego przejścia między ostatnim straganem a ścianą kamienicy. Ludzie faktycznie symbolicznie ale jednak, ustąpili miejsca aby mnich mógł tam podejść.Miejsce: Nordland; rzeka Salt; tawerna “Błękitny łabędź”; główna izba
Czas: 2519.07.30; Marktag; ranek
Warunki: główna izba, gwar głosów, jasno; na zewnątrz: dzień, pogodnie; powiew; nieprzyjemnie (0)Egon i ekipa
Poranek w apartamencie szlacheckim “Błękitnego łabędzia” okazał się dla Egona całkiem wygodny. Te małżeńskie łoża były całkiem wygodne i gościnne. No i jeszcze towarzystwo nagiej Burgund i Adele też dodawało uroku. A na sąsiednim łożu podobnie budziły się Annika i Jutta. Było z rana trochę śmiechu bo okazało się, że pokojówka lady Fabienne, zasnęła z przypiętą do bioder zabawką, jaką wczoraj wieczorem tak chętnie używała na koleżankach. Ku satysfakcji wszystkich uczestniczek takich zabaw. Okazało się, że ma dominujący charakter więc dobrze pasowała do uległej mytniczki czy kasztanowłosej ladacznicy. A Burgund jako doświadczona ladacznica, potrafiła się płynnie dostosować do drugiej strony więc potrafiła być zarówno wymagającą milady jak i pokorną służącą.
Adele okazała się lubić takie zabawy i nawet to, że większość towarzystwa to były inne kobiety, to jej w ogóle nie przeszkadzało. Przyznała, że to ciekawe urozmaicenie bo zwykle większość jej klientów do mężczyźni. Jeszcze rano miała na kostkach, nadgarstkach i szyi, skórzane pęta jakie wieczorem Burgund wyciągnęła ze swojego podręcznego zestawu podróżnej ladacznicy. I była zadowolona, że może ich użyć. Podczas zabawy, po pracownicy “Łabędzia” w ogóle nie było znać, że robi to za geldy i w pełni oddała się zabawie. Nawet jak się zrobiła tak wyuzdana jak we wczorajszej próbce w ciasnej kajucie na “Jutrzence”. A nawet bardziej bo było więcej miejsca a i nie trzeba było się przejmować co załoga sobie pomyśli.
Kasztanowłosa Jutta też mogła pokazać swój temperament. Okazało się, że w za tym kaftanem morskiej barwy i białymi bryczesami, kryje się bardzo namiętna kochanka. Jaka uwielbiała usługiwać swoim partnerom i partnerkom zabaw. Co na początku wieczoru bardzo przypadło do gustu Annice. Zwłaszcza jak Egon i Burgund zabrali się za Adele. Ale potem i tak to się wszystko wymieszało.
Najbardziej barwnym epizodem wczorajszego wieczoru, była wojna na poduszki. Już nawet gladiator nie był pewny która z dziewczyn wystrzeliła tym pomysłem. Chyba jak Annika wsiadła na grzbiet Jutty i kazała jej się wozić. Co Burgund podchwyciła i podobnie dosiadła Adele. Koleżanki zgodnie uznały, że brodacz jest zbyt ciężki aby dosiąść którejś z nich a jako wierzchowiec to dawałby swojej partnerce zbyt dużą przewagę. Za to mógł oceniać kto wygrał to starcie i rozdać nagrody wedle uznania. A nie było to łatwe bo jak poduszki poszły w ruch to po paru chwilach głośnych śmiechów i krzyków, skończyło się czterema naguskami leżącymi na podłodze i śmiejącymi się bez opamiętania. Więc i rano atmosfera była przyjemnie rozleniwiona.
- Co Annika? Od rana gotowa do akcji? - Burgund szukała swojej garderoby ale jak zauwazyła, że czarnowłosa pokojówka, wciąż ma sterczącą zabaweczkę na podbrzuszu, to nie mogła się powstrzymać od kpiącej uwagi.
- Pewnie. - Annika uśmiechnęła się bez skrępowania. - Sama zobacz. - Złapała zaspaną głowę mytniczki i bez ceregieli nakierowała ją na swoje przypinane berło. Juttcie aż oczy wyszły na wierzch z tego zaskoczenia a scena przypominała jedną z tych jakie wczoraj się tu rozgrywały. Na ten widok Adele z Burgund roześmiały się rozbawione. - Szkoda, że u nas nie mogę spać z moją milady. Też bym ją tak budziła. - Westchnęła rozżalona, że ze swoją bretońską szlachcianką, oficjalnie nie może tak się zabawiać. Bo nawet we własnym domu, lady von Mannlieb musiała zachować pozory, że jest bogobojną obywatelką i wierną żoną. A takie raczej nie sypiały w łożu ze swoimi pokojówkami.
W końcu zeszli do głównej izby na śniadanie. Wiele stołów już było obsadzonych. Załogi łodzi, powozów, ich pasażerowie, jedli pierwszy posilek tego dnia. A i przy stole jaki zajął Egon z towarzyszami, po kolei zjawiały się kolejne osoby. Najpierw zjawiła się Astrid. W towarzystwie barona Konrada von Holzbeck. Wyglądali jak para zakochanych. On, potężny, barczysty, o sylwetce wojownika, z mieczem u pasa i pysznym kaftanie w barwach ciemnego błękitu jaki dominował w mieście Białego Wilka. Posturą niczym nie ustępował Silnemu albo obo Skaeligom. Chociaż promieniował bogactwem, pewnościa siebie i szlacheckimi manierami. A skoro był rycerzem i baronem, to zapewne nie podróżował sam, jednak jego świty przy nim nie było. Astrid przy nim wyglądała drobniutko. Ale trzymała się prosto. W bordowej sukni w imperialnym stylu ładnie łączyła norsmenską broszę i zapięcie pasa. I też nosiła miecz u pasa, choć raczej jako oznakę swojej błękitnej krwi bo za wojowniczkę się nie uważała. Oboje jak przeszli przez izbę to zwracali na siebie uwagę. I podeszli prosto do stołu, zajmowanego przez Egona. Córka jarla przeprosiła na chwilę towarzysza i podeszła do gladiatora.
- Tu masz ten list co wczoraj mówiliśmy. Zaadresowałam do Priory bo tylko jej adres znam. I dziękuję ci za ten eliksir wczoraj. Poczułam się po nim dużo lepiej. I mogłam się zająć Konradem jak należy. Ale wiesz, że nie chciał Ingrid? Ojej, dlaczego? No cóż, nie wszyscy są idealni. Poszliśmy do jego pokoju, zamtuza to nawet mu nie proponowałam. A Ingrid odesłałam do Larsa. Konrada poprosiłam aby mnie odporowadził do “Jutrzenki” bo tam mam ochotę zjeść śniadanie. Mam nadzieję, że zdążymy przed tymi Skaeligami to ich na wszelki wypadek tu przytrzymaj. - Blondynka mówiła cicho i śpieszyła się aby jej błękitnokrwisty towarzysz nie miał jej za złe, rozmowy z kolegą jaki nawet nie był szlachcicem. Wręczyła gladiatorowi zalakowany list. Ale zdawała się mieć nutkę żalu, że nie mogła skorzystać z usług tutejszej ladacznicy jaką przecież wczoraj zapłaciła z góry.
Później zszedł Lars z Ingrid u swego boku. Już nie wyglądali tak bogato i okazale jak para szlachciców, ale też widać było, że humory im doskwierają. Topornik jednak bystro rozglądał się po izbie, zanim nie podszedł do stołu przy jakim siedział gladiator.
- Mam nadzieję, przyjacielu, że noc minęła ci równie wspaniale jak nam. - Klepnął ladacznicę w jędrny kuperek a ta zaśmiała się zalotnie.
- Oh dla przyjaciół i wybawców lady van Hansen to bardzo chętnie. - Odparła wesoło. A Norsmen nachylił się do Egona. - Widzę, że tych dwóch dzikusów jeszcze nie ma. Słyszałem, żeście z Silnym niezłego łupnia im dali! - Zaśmiał się chrapliwie z wyraźnej uciechy. - To dobrze. Dobrze, że im pokazaliście, że umiecie walczyć. To zawsze na plus, jak coś z nimi potem negocjować. - Pokiwał głową z uznaniem, że poza satysfakcją uważa taki obrót wypadków za korzystny.
- My idziemy do alkowy - wskazał na jedną z wnęk, gdzie można było zjeść czy spotkać się w bardziej dyskretnym gronie, chociaż symbolicznie odgrodzonym od reszty izby. - Zjemy coś i się pożegnamy. A ja wracam na “Jutrzenkę”. Ha! Żebyś widział jak na mnie patrzyła jak opowiadałem jej jakżeśmy obie milady od orków ratowali! - Zaśmiał się chrapliwie i klepnął kamrata w ramię.
Jutta też przyszła do wspólnego stołu. Widać jeszcze musiała porozmawiać z kolegami po fachu. A jak skończyła to na śniadanie przyszła do swoich kochanków. - Ojej ale jestem połamana. Jakby tabun koni po mnie przebiegł. Co wy żeście wczoraj ze mną robili? - W zabawny sposób sparodiowała starcze marudzenie. Chociaż oczy i utalentowane usta, śmiały jej się w najlepsze. Popatrzyła na zebranych, na Larsa i Ingrid jacy, zdążyli już odejść do alkowy. - A widzieliście Astrid z tym szykownym szlachcicem? Ale jej się bogaty szczupak trafił. - Zaśmiała się, jakby udało jej się dojrzeć norsmeńsko-middelnlandzką parę. - Ale to nie aż tak dziwne. Tu często zajeżdżają szlachcice. Tak z Saltzenmundu jak i Neus Emskrank. Oficjalnie to są na polowaniu. I albo “koń poniesie” albo “pogoda zła” no i tu się zatrzymują. Na obiad albo na kolację ze śniadaniem. Pewnie niektórzy tak. Ale wiadomo, że przyjeżdżają na romanse z kochankami albo ladacznicami. Tak teraz myślę, że lady Froyę to też tu już ze dwa razy widziałam. No ale wiadomo. To taka znaczna milady, że nie ośmieliłam się podejść. Sama wiecie jaką ona ma władczą aurę wokół siebie. - Jedząc kaszę z gulaszem, w luźnym tonie opowiedziała im ciekawostkę związaną z tym zajazdem.
Także Burgund w końcu zjawiła się przy tym samym stole. Usiadła wesoło tuż obok mytniczki i skorzystała z okazji aby dyskretnie i z zaskczenia wsadzić dłoń między jej uda, podrażniając to najwrażliwsze miejsce jakie tam miała. Jutta która właśnie piła z kubka aż się zachłysnęła z zaskoczenia ale jak się nie siedziała tuż obok niej to pewnie trudno było się połapać co się działo między jej udami. A łotrzyca jakby nic zagaiła nowy temat.
- Gadałam z Rolfem. Wiecie, z tym co wczoraj z nim grałam w karty. - Lekko nakreśliła o kogo chodzi. A jej dłoń dalej buszowała przy zapięciu spodni mytniczki. Ta przygryzła wargę aby za bardzo nie zdradzić ich obu i starała się wyglądać, że tylko słucha jej uważnie. Chociaż nieco rozszerzyła swoje smukłe uda aby ułatwić koleżance zadanie.
- No i potem po tej waszej młócce z tymi dwoma to poszłam do tego Rolfa. I go wzięłam na wino i tak dalej. Dlatego wczoraj do apartamentu przyszłam do was później. - Burgund przypomniała, że faktycznie wczoraj musiała już pukać do drzwi gdy towarzystwo już zdążyło się zacząć rozgrzewać do wieczornych zabaw ale jeszcze raczej byli ubrani niż rozebrani.
- No i on wygadał się, że jest paru ludzi do przewiezienia. W górę rzeki. To mu mowię, że jutro, czyli dzisiaj, będziemy tam płynąć bo płyniemy do samej stolicy. To się ucieszył i pytał czy moglibyśmy ich zabrać. Bo oni są w jakiejś wiosce. Kurtwalten. - Ruda spojrzała pytająco na brunetkę ale pod stołem złośliwie przycisnęła ją mocniej w pachwinie więc mytniczka najpierw musiała przełknąć ślinę i odchrząknąć zanim zabrała głos.
- Kurtwallen. To z pół dnia drogi w górę rzeki. Gdzieś w obiad powinniśmy być. To mniej więcej połowa drogi stąd do stolicy. Może trochę bliżej tutaj niż Saltzenmund. - Rzeczna urzędniczka starała się zachować pozory i mówić składnie. Chociaż z bliska widać było, że na gładkich policzkach, zaczynają wychodzić jej rumieńce.
- Może być i Kurtwallen. No to tam jest jego ekipa. I wystarczy im aby ich przerzucić na drugi brzeg rzeki. No to mówię, że może bo nie nasza krypa. Więc trzeba by i tak z Wagnerem gadać. Musiałby zacumować do tego Kurtenwallen i zabrać ich. A wiecie, że on mówił, że cumuje tylko na noc. No chyba, żeby jakiś rzeczny oficer by go do tego skłonił albo jakiś spryciarz. - Łotrzyca mowiła swobodnie, jakby nic niezwykłego się nie działo. Chociaż pod stołem jej dłoń cały czas rozgrzewała Juttę. Na koniec nawet spojrzała na nią i siedzącego obok Egona.
- Ja? No mogłabym. Ale po co? Musiałabym mieć jakiś powód. No i ostatnie słowo na statku ma kapitan albo szyper. U nas to jest Wagner. - Mytniczka przełknęła ślinę ale nadal starała się myśleć racjonalnie.
- Podobno dowodzi nimi piękna kobieta w spodniach. - Rudzielec zabujała brwiami aby to podkreślić. - Z szablą u boku i łukiem. Podobno bardzo wesoła i lubi się zabawić. - Dodała jeszcze na deser, uśmiechając się przy tym krzywo.
- O. Piękna kobieta? Co lubi się zabawić? - Annikę to zainteresowało. Na tyle, że Egon dojrzał jak jej stopa pojawia się między udami mytniczki. To urzędniczkę nieco rozproszyło.
- No i ona ma tam z pół tuzina zbrojnego chłopa. Chyba nam się przydało jakbyśmy jednak trafili na tych piratów no nie? - Dorzuciła jeszcze kolejną ciekawostką jaką się dowiedziała od nowego znajomego z wczoraj. - No ale to by trzeba powiedzieć Rolfowi. On by wtedy popłynął z nami i tam w tym Kurtwellen odnalazł swoich i pogadał z nimi. Czyli i tak na wszystko musiałby się Wagner zgodzić. - Łotrzyca skończyła przedstawiać swoje wieści z wczoraj i dziś. I z satysfakcją z bliska obserwowała jak jej dłoń i stopa Anniki coraz wyraźniej rozgrzewają mytniczkę.
- Robię tak mojej milady. Jak jesteśmy w wannie. To jedyna okazja, że możemy się zamknąć we trzy, jeszcze z Marissą, i tak się pobawić. Moją milady też reaguje podobnie jak ty. - Annika przez szerokość stołu, też miała radochę z podniecenia kasztanowłosej urzędniczki.
Zjawili się także Rune i Silny. Też byli w dobrych nastrojach. I pałaszowali jajecznicę z kaszą i smażonymi rybami z wyraźnym apetytem. Przechwalali się jak to porządnie wychędożyli cycatą ladacznicę jaką im wczoraj Egon zamówił. Burgund zwróciła im uwagę, że skoro wszyscy są z ferajny to chyba dobrze aby chciaż trochę dorzucili się do tych wydatków na wczorajsze ladacznice. Sama w rewanżu zapłaciła za dzisiejsze śniadanie wszystkich i z tego co gladiator widział to chyba tymi fantami co wczoraj w karty wygrała. Łysy zrobil trochę niewyraźną minę ale w końcu sięgnąl do sakiewki i wyłożyl na stół parę monet płacąc kamratowi za te przyjemności z jakich wieczorem wykorzystał. A Rune poszedł w jego ślady. Więc brodacz mógł odzyskać chociaż część monet jakie wczoraj zapłacił za urodziwe dziewki.
Nieco dalej zszedł Theo wraz z Katją, Mirą i swoimi ochroniarzami. Zajęli inny stół. Theo z powodu niskiego wzrostu chyba Egona nie zauważył. Bo dopiero jak usiadł przy stole to chyba któraś z jego sikoreczek zwróciła mu uwagę na gladiatora. Wtedy niziołek pozdrowił go krzycząc jego imię przez całą izbę. A nawet po chwili kelnerka podeszła z dzbanem wina “Od tamtego niziołka, dla jego przyjaciela”.
W końcu zjawili się też obaj Skaeligowie. Astrid już dawno nie było w izbie a Lars siedział z Ingrid przy śniadaniu więc za bardzo w oczy się nie rzucał. A przynajmniej dla Solmunda i Thorstara bo całkiem go zignorowali. I przysiedli się do wspólnego stołu jak przyjaciele. Chociaż tam i tu, było widać na ich twarzach ślady wczorajszej bójki. To nie wyglądali aby Egonowi i Silnemu mieli za złe.
- To mówicie, że wczoraj daliście łupnia orkom? Szkoda, że nas tam nie było. To byście zobaczyli co to znaczy dać łupnia orkom. - Solmund zaśmiał się rubasznie ale widać docinki były częścią jego lub norsmeńskiej natury.
link: https://i.imgur.com/NNF7Z2h.jpeg
- Mam nadzieję, że dzisiaj też na jakichś trafimy. Albo chociaż na tych piratów co wszyscy o nich gadają a nikt ich nie widział. Nudno na tej rzece. - Thorsten też widać wczoraj wieczorem coś zdążył usłyszeć o przygodach eskorty “Jutrzenki”. I trochę jakby zazdrościł takiej walki a trochę i sam za taką tęsknił. Usiedli obok Anniki. Nawet spojrzeli na nią trochę dłużej a na na nich. Jednak nie było widać ani złości, ani sympatii między nimi. Solmund skorzystał z okazji, aby przyjrzeć się jej plecom gdy pochylała się nad talerzem. Ale chyba nie dostrzegł tam nic niezwykłego bo szybko stracił nimi zainteresowanie.
- To mówiliście wczoraj, że szukacie walkirii co was poprowadzi do boju? I jakieś próbie? - Burgund zagaiła z nimi temat.
- Tak. Próbie walki. Czeka na nas gdzieś tam w górze rzeki. Może to ci piraci. A może to już coś w wielkim mieście. Jeszcze nie wiemy. No ale musimy znaleźć tą valkyrję. Ona ma nas poprowadzić do walki. A jeszcze jej nie spotkaliśmy. - Thorsten wydawał się być tym zmartwiony. Nawet bardziej niż wczoraj na świeżo po przegranej walce.
- Tak, aby przepowiednia się spełniła, musimy znaleźć tą valkyrję. Bez tego trudno będzie przejść próbę. - Solmund chociaż wydawał się być bardziej wygadany od swojego towarzysza, to tą sprawę traktował równie poważnie.
- Jak nie wiecie jak ona wygląda i koniecznie ma mieć skrzydła to kiepsko wam wróżę spotkać ją. A to nie chodzi o harpie? One to są kobiety ze skrzydłami. Nawet u nas niedaleko na klifach ponoć robią gniazda. - Burgund starała się dowiedzieć więcej o tych poszukiwaniach.
- No coś ty! My znamy harpie! Harpie to nie valkyrje. - Solmund obruszył się, na taka sugestię.
- Mi się śniło dzisiaj, że nas prowadzi do walki na arenie. Z rozwianymi włosami i okrzykiem takim, że krew sama wrze w żyłach, ślina cieknie do ust a dłoń sama zaciska się w pięść. - Thorsten westchnął z rozrzewnieniem na taki piękny dla niego widok.
- No słyszałam, żeście wczoraj mieli bitkę. I mnie nie zawołaliście. - Annika burknęła i popatrzyła wilkiem na całą czwórkę mężczyzn.
- Ty tańcowałaś z Adele a to samo tak wyszło. - Silny wzruszył ramionami, niezbyt przejmując się wyrzutami koleżanki.
- O tak, Adele była bardzo namiętna. Dobrze Egon, że ją wybrałeś. Potem w nocy też było z nią ciekawie. - Czarnowłosa dokończyła jedzenie z talerza i odłożyła drewnianą łyżkę. - Idę do bardachy. - Mruknęła i wstała od stołu. Ale na chwilę uśmiechnęła się do gladiatora, gdy pochwaliła jego wczorajszy wybór ladacznicy. A potem ruszyła między zatłoczonymi stołami w stronę świątyni dumania.
- A to wasza koleżanka chędoży się z kobietami? - Solmund zapytał patrząc na plecy odchodzącej czarnowłosej, jakby się nad czymś zastanawiał.
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się