Przejdź do treści
  • AI w ilustratorskiej służbie MG

    Dyskusje RPG
    52
    2 Głosy
    52 Posty
    887 Wyświetlenia
    PiołunP
    @Kynikos, nie wiem za bardzo, jak kontynuować tę dyskusję, ponieważ nie widzę sprzeczności, o której piszesz. Termin „idealizm” trudno mi wpasować w tok mojej wypowiedzi. Gdybym już musiał sięgać po pojęcia z półki filozoficznej, powiedziałbym raczej, że skłaniam się ku pewnej formie "pesymizmu antropologicznego", przynajmniej w odniesieniu do ludzi zarządzających wielkimi korporacjami. Jednocześnie chciałbym zaznaczyć, że w żadnym wypadku nie przedstawiam się jako „sceptyk, który zna zasady rządzące światem”. Próbuję jedynie wyrazić swój punkt widzenia i sam określiłem go przecież jako „intuicyjne przeświadczenie” @Kynikos napisał: Edycja: Pozwolę też sobie dopisać kolejne sprostowanie: stwierdzenie "niezależnie od kosztów”, a następnie wyjaśnienie, że wszystko zależy od relacji potencjalnych zysków do kosztów, są ze sobą sprzeczne. To nie działanie niezależne od kosztów, tylko całkiem dosłownie kalkulacja kosztów i zysków lub jak kto woli bilans zysków i strat. Traktowanie kar finansowych za naruszanie prawa jako zwykłej pozycji w bilansie jest z gruntu dla mnie działaniem nieetycznym, zwłaszcza jeśli firma świadomie uznaje, że bardziej opłaca jej się złamać przepisy i zapłacić karę, niż zrezygnować z określonej praktyki. Pisząc „niezależnie od kosztów”, nie miałem jednak na myśli wyłącznie kosztów finansowych, lecz także koszty ponoszone przez innych w znaczeniu „dopnę swego, nieważne jakim lub czyim kosztem”. Wydawało mi się, że wyraziłem to dość jasno, ale być może rzeczywiście nieprecyzyjnie. Muszę przyznać, że dyskusja jest nawet interesująca, ale dalsze brnięcie w nią zaczyna chyba robić spam w tym temacie. Jeżeli chcesz ją kontynuować, możemy spokojnie wymienić się wiadomościami prywatnymi, choć mam wrażenie, że obaj zdążyliśmy już dość jasno przedstawić swoje stanowiska. Ja przynajmniej nie mam nic do dodania. Odchodząc o tematu i wracając do innego. @ketharian, Twój Łowca wygląda zacnie w obu odsłonach. Wierzę, że jako postacie z 1500 PD możemy sobie pozwolić na lepszy kołczan i odrobinę słonecznej pogody. Osobiście jestem przekonany, że taki łowca spokojnie mógłby sobie gdzieś hasać po Imperium, zwłaszcza jeśli ma do tego niezłe statystyki Ogłady. Mroczność świata mrocznością świata, ale przecież w Warhammerze nie istnieje żadna wyraźna granica między fantasy a dark fantasy, która pozwalałaby jednoznacznie stwierdzić, że ta wizja odstaje od konwencji. Dodam tylko, że moja postać również będzie miała nieco pogodniejszy awatar. Podzielę się nawet wizerunkiem mojego maga Kolegium Światła. Wygląda mniej więcej tak: [image: qbhxqRj.png]
  • Kultyści - Lato 2519

    Rozgrywka import
    329
    1 Głosy
    329 Posty
    2k Wyświetlenia
    SantorineS
    Egon wyciągnął chustę podarowaną przez van Hansen. – Spójrzcie, to jest wdzięczność milady Froyi – rzekł, mając nadzieję, że chusta zrobi jeszcze większe wrażenie.. – Milady zaprosiła nas do swego dworu, aby wynagrodzić nas potem. - Medyka? Na barce? A kogo stać na medyka? - Wagner zdziwił się, takim pomysłem. Ale jednak na tym nie poprzestał. - Ale jakieś bandaże to się znajdą. Zobaczę jak ich się da poskładać. No rzeczywiście nieźle was te orki pocięły. - Szyper podszedł do tej najbardziej poranionej trójki jaka siedziała lub leżała na belach materiału albo skrzynkach. Posłał jednego z marynarzy pod pokład. - I lady Froya zaprosiła was do siebie? Wszystkich? Cóż za wspaniała i życzliwa kobieta. Potrafi okazać wdzięczność. - Mytniczka przygryzła wargi i pokiwała głową ze zrozumieniem. Ale miała minę jakby się zaraz miała rozpłakać ze złości i żalu na wdzięczność lady van Hansen jaka ją ominęła. - Ja tam wolę jak mi kobiety okazują wdzięczność w inny sposób. Na kolanach albo na czworakach. Pode mną też może być, łaskawy i wyrozumiały he he jestem. - Silny mruknął poufale do Egona. I widocznie słowa zaaferowanej celnik całkiem inaczej mu się skojarzyły. Buurgund trzepnęła go ostrzegawczo w ramię aby się pohamował. - Wieczorem będziesz miał okazję z nią się tak pobawić. Sam mówiłeś. - Przypomniała mu co niedawno mówił w szalupie. - Dobra, dobra. - Łysy machnął niedbale ręką, jakby na razie sprośne żarty mu wystarczały. - Nasza Martin robiła co mogła i nawet zdjęła parę gobasów. Ale to daleko jak na łuk było, wysoko trzeba było strzelać aby któregoś trafić. - Gezackt był w podobnej sytuacji jak Jutta i nie mógł się osobistymi sukcesami pochwalić to chociaż wskazał na szczupłą łuczniczkę ze swojej bandy jaka strzelała do zielonoskórych. - Starał się. No i musiałam uważać aby nie trafić którejś z nich albo was. Nie widziałam, że to szlachcianki. - Blondynka wywołana do odpowiedzi, przyznała rację hersztowi chyba zdawała sobie sprawę, że jej udział w pokonaniu zagrożenia był dość niewielki. - Już! Już mam! - Przybiegł ten marynarz posłany przez szypra i pomachał rolkami jakiegoś płótnia. Nie były to gotowe bandaże ale można je było z tego zaimprowizować. - Ale Astrid to nie godzi się tak publicznie obnażać. Przecież to szlachcianka. Jutta pomogłabyś mi się nią zająć? - Burgund chytrze podeszła i szypra i celniczkę. Rzeczywiście wśród poważnie rannych blondynka z północy była jedyną kobietą i aby ją opatrzyć pewnie by trzeba zdjąć chociaż górę jej sukni. Marynarzy i najemników to na chwilę skonsternowało ale brunetka nie wahała się ani chwili. - Oczywiście! Zrobię co tylko się da aby pomóc tak dzielnej kobiecie co stawała razem z mężami! - Zapewniła gorliwie i szybko złapała jedną rolę od Wagnera. - Egon? Możesz wziąć Astrid i zanieść do jej kajuty? - Łotrzyca poprosiła kolegę naturalnym tonem ale z błyskiem złośliwej satysfakcji w oku. Bo zapowiadało się, że będą mieli w kajucie taki skład jaki planowali niedawno w łodzi. A Jutta wydawała się jeszcze bardziej przejęta i chętna do współpracy niż początkowo wyglądało. - Ładna ta chustka. To od tej szlachcianki? No tak, słyszałem, że one lubią takie rzeczy. Zwykłe dziewczyny też takie mają no ale nie takie drogie. Ale, żeby szlachcianka komuś nie ze szlachty dała… - Gezackt przyjrzał się kawałkowi jedwabiowi w sękatej łapie gladiatora i był pod wrażeniem. Chustki nosiły i zwykłe mieszczki ale lniane a nie jedwabne no i nie tak starannie obszyte koronką i raczej bez inicjałów. - Ja znam szlachcianki co dają nie tylko chustki. Ale z każdej strony i nie marudzą, że je głowa boli. - Zaśmiał sie chrapliwie łysy mięśniak i spojrzał porozumiewawczo na Egona i Burgund co stali najbliżej. Ale na tyle cicho, że reszta chyba nie usłyszała. - No ładna. Moja pani też ma podobną. Ma ich kilka. Ale nie widziałam aby komuś dawała. - Annika też zainteresowała się chustką Froyi. Przesunęła po niej palcami i wywołała jeszcze większość wesołość u silnego bo właśnie jej pani znana była w kulcie z dawania ale nie chustek. Burgund znów go spiorunowała wzrokiem aby się pohamował. - A ja słyszałem, że w dawaniu najlepsze są Bretonki! - Zarechotał Szybki, chociaż raczej nie słyszał tej szeptanej rozmowy. To wywołał falę dzikiego śmiechu u prawie wszystkich, zwłaszcza u Silnego. Łotrzyca przewróciła oczami ale też się uśmiechnęła. - Na dawanie od naszej Bretonki to będzie trzeba poczekać do powrotu. A teraz chodżcie zająć się Juttą. Też przecież potrafi dawać i to nie chustki. - Skinęła na Egona, żeby ruszyć do Astrid i Jutty. Mytniczka stała przy Norsmence i troskliwie dopytywała się gdzie ją najbardziej boli. Egon stwierdził, że jeśli szło o opatrzenie ran, to więcej już zdziałać nie mogli. Felczera ani jakiegokolwiek mistrza wprawnego w medycynę zaiste na statku uświadczyć nie mogli, a płótna, które posłużą do zatamowania krwawienia musiały wystarczyć. Niewiele też było tego czasu na leczenie dla ferajny, która, bądź co bądź, zebrała całkiem niezły łomot od zielonoskórych. Wydawało się, że z tego wszystkiego jeno on, Rune i Silny wyszli w miarę w jednym kawałku. Sprawiło to, że przepełniła go duma, bowiem prawdziwi czciciele Pana Krwi dali sobie radę w bitce. Jedynie gdyby jakoś udało się wyłuskać zielonoskórych z lasów i przekabacić ich na swoją sprawę… No. Ale czas na knowania zostawił na później. Puściwszy uwagi Silnego pomimo ucha (wdawać się w gadaninę nie chciał, coś zepsuć mógłby jeszcze), rzekł: – Chodźże, Astrid. Całaś poobijana przez te zielone bestie – Egon użyczył ramię dziewczynie i podniósł ją, po czym począł zmierzać do kajuty. Łysy kamrat poklepał go na pożegnanie po plecach i na razie darował sobie sprośne uwagi. Gladiator zaś podszedł do blondwłosej córki jarla. Musiał się nachylić aby mogła objąć jego szyję. A potem dostosować się do jej kuśtykania. Przed nimi szły Jutta z Burgund. Mytniczka otworzyła drzwi do burtowej nadbudówki a łotrzyca do kajuty. Tutaj Egon był po raz pierwszy. Okazało się, że portowy zbir miał rację i to była klitka. Składana na ścianę prycza na jakiej musiał ostrożnie położyć Astrid. Parę prostych wieszaków na ścianie i prosta szafa w kącie. Składany na ścianę stolik i mały stołek. Sufit był tak nisko, że taki rosły mąż jak on to prawie o niego zawadzał głową. Kobiety były niższe no i nie tak masywne, to im było lżej. Ale we czwórkę to i tak zrobiło się trochę ciasno. Burgund weszła ostatnia i uśmiechnęła się gdy zasunęła skobel w drzwiach aby nikt im nie przeszkadzał. - To będę ci musiała zdjąć tą suknię Astrid. - Zelnik powiedziała przepraszająco i życzliwie do siedzącej na pryczy Norsmenki. - No to zdejmuj. - Blondynka nie robiła przeszkód. Więc Jutta usiadła przy jej boku i zaczeła majstrować przy tych wszystkich sznurkach i zapięciach. Burgund usiadła u drugiego boku Astrid i zaczęla jej pomagać. Po chwili obie wysunęły ramiona skald z sukni i ta nieco się skrzywiła z bólu i wstrzymała oddech. Pojawiła się biała koszula na jakiej wyraźnie widać było dwa krwawe zacieki, tam gdzie orcze ostrza przebiły się przez jej skórznię. Koleżanki ją też zdjęły i pokazał się nagi, kształtny tors Norsmenki. Jutta zaczęła przemywać rany szmatką a łotrzyca cięła płótno aby przygotować opatrunki. - Byłaś bardzo dzielna Astrid. Ustałaś razem ze swoimi przyjaciółmi. Widziałam. Jak Lars oberwał i wrócił do łodzi to już się bałam, że was te orki ogarnął. Bo tak dużo ich było. No a ty mu pomogłaś dojść do łodzi. Już się bałam, że najwyżej waszej dwójce się uda do nas wrócić. Ale potem jak Egon się uporał ze swoimi trzema to pomyślałam, że może nie będzie tak źle. - Jutta dalej była przejęta ale chciała zaznaczyć, że nawet jeśli nie widziała wszystkich detali walki, to całkiem uważnie ją obserwowała i trzymała kciuki. - I kto by pomyślał, że to była lady Froya i lady Fanriel. Ja je parę razy widziałam w porcie albo na mszy. Ale oczywiście nigdy z nimi nie rozmawiałam. Oj szkoda, że z wami nie popłynęłam. I jeszcze was milady zaprosiła do siebie. - mówiła szybko ale zdołała przemyć rany i teraz bandażowała zraniony bark pieśniarki sag a łotrzyca mniejszą, na jej boku. Astrid przyjmowała te zabiegi z godnością a to, że miała biust na widoku, wcale zdawało jej się nie przeszkadzać. Zdawało się, że plan wymyślony przez Egona i Burgund toczył się swoim własnym torem. Było dobrze, ale wszak jeszcze nie wszystko dopełniło się tak, jak miało. Egon w drodze pod pokład zastanawiał się, jak to rozegrać? Ostatecznie jednak postanowił ryzykować po odpowiednio pieczołowitym wydupczeniu Jutty, stare porzekadło zasłyszane ongiś na szlakach Middenheim bowiem mówiło, że zaspokojona kobieta będzie bardziej spolegliwa, niż gdyby chuć nadal ją trapiła. Być może wizja wkupienia się w łaski milady mogła przekabacić Juttę? Cóż, zdawało się, że w przypadku Astrid tak już się stało. – Ja i lady Froya van Hansen przyjaciółmi jesteśmy – rzekł Egon w przestrzeń, to do Jutty, to do Astrid wreszcie. – Chusta to jej znak. Wszak jednak pomagasz nam, Jutto, te rany zadane przez zielone diabły zaiste okrutne! Rzeknij no, widzę, że coś nieco znasz się na tym medykowaniu albo i opatrywaniu ran, toś tak jakby pomagała i samej milady. Astrid także dała odpór przeciwnikowi. Dobrze, że nam pomagasz. Zagaił wstępnie, licząc, że w prowadzeniu rozmowy pomoże mu Astrid tudzież Burgund. - Znasz lady Froyę? - Mytniczka aż odwróciła ku niemu swoją kasztanową głowę, tak ją zdziwiło oświadczenie gladiatora. W końcu milady była jedną z najbardziej rozpoznawalnych rodów w ich mieście. A gladiator na szlacica nie wyglądał. Raczej na zwykłego żołnierza czy najemnika. - Egon poznał lady van Honsen zeszłej zimy. Zresztą sam ci może to opowiedzieć. - Burgund rzekła to jakby chodziło o jakąś rutynową błachostkę. Sama właściwie już skończyła zakładać opatrunek blondynce i zaczęła głaskać jej odkrytą pierś. - Ja ją dopiero poznałam. Ale wiele o niej słyszałam wcześniej. Bardzo chciałam ją poznać. Cieszę się, że mogłam walczyć u jej boku. I, że poznam ją jeszcze lepiej po powrocie. Może uda mi się ją dołączyć do sagi o nas i naszych przygodach? A teraz to też widziałam, że milady rozmawiała najwięcej z Egonem. Chyba widziałaś to z burty? - Astrid na wpół leżała w poprzek pryczy. Dotyk rudowłosej wcale jej nie przeszkadzał. A sama zaczęła głaskać udo mytniczki. - No tak. Widziałam. Po walce. Jak z wami rozmawiają. Tylko wtedy nie wiedziałam kto to jest bo nie było tak dokładnie widać. - Brunetka pokiwała głową, że sporo z tamtej niedawnej sceny mogła obserwować nawet jeśli nie słyszała o czym rozmawiają. - I pewnie, że ja bardzo chętnie pomogę przyjaciołom milady. Teraz też bym popłynęła razem z wami. Ale no bogowie! No ja nie wiedziałam, że to one walczą z tymi goblinami! A tak a brzegu to już trochę poza moją jurysdykcją! Ale dla milady i jej przyjaciół to bym poszła! - Celniczka znów wydawała się, żałować, że przed akcją o włos się rozminęła ze swoim przeznaczeniem do zostania przyjaciółką milady. - Ja nie chcę nic mówić. Ale ja też się nieco znam z lady Fanriel. - Burgund tak samo jak przed chwilą kolega, teraz wspomniała imię nastepnej szlachcianki. I Jutta zareagowała podobnie zaskoczonym spojrzeniem. - Znasz lady Fanriel? - Na co łotrzyca pokiwała głową i leniwym uśmieszkiem. Już całkiem bezwstydnie zaczęła się bawić piersią koleżanki. - Poznałam ją w teatrze. Na pewnym przedstawieniu jakie tam ostatnio się odbywało. Widziałam, że bardzo jej się podobało. Ale się wcale nie dziwię. Wspaniali i bardzo utalentowani aktorzy tam występowali. Też mi się bardzo podobało. Aż nie wiem czy bardziej wolałabym je oglądać czy występować. Nawet chwilę zdarzyło mi się porozmawiać z lady Fanriel no ale wiecie. Nie chciałam jej się narzucać a w końcu ona poszła z kim innym. Zresztą Egon też tam był. - Łotrzyca mówiła z lekkością zawodowej plotkary jaka mówi co dziś rano widziała na targu. Chociaż sprytnie opisała wieczór w teatrze z zeszłego tygodnia. Na tyle enigmatycznie, że brzmiało jak jakieś nobliwe przyjęcie dla elity tego miasta. I znów udało jej się wplątać kolegę, że wyglądało jakby miał tam swoje znajomości. I rzeczywiście Jutta znów obdarzyło go wyczekującym spojrzeniem. A Burgund zaczęła rozpinać górę swojej sukni. – Znam lady Froyę van Hansen z czasów, kiedy wespół, we trójkę ubiliśmy trolla z pewną dziewką z północy – Egon ciągnął, pewien, że zabicie trolla zeszłej zimy pewnikiem stawi go w dobrym świetle. Tu zrobił na chwilę pauzę, pozwoliwszy Burgund wyrzec, co jeszcze miała co do rzeczy. – Jeśli rada byś do nas dołączyć do milady, to przecie okazja się jeszcze nadarzy – rzekł Egon z krzywym uśmiechem, dotykając ramię Jutty. – A i interes ubić na tym będziesz mogła znaczny, bo każdy, kto jest towarzyszem milady prosperuje… Widzisz? Ten topór, prawdziwe dzieło sztuki, żem dostał od niej samej. Ciekawa to rzecz, milady dała mi topór i topór powrócił, żeby ją ochronić… Mmm. Wojownik zamilkł raz jeszcze, sam nieco zdumiony, jak sprawy się ułożyły. – Mogłabyś do nas dołączyć podczas podróży do dworku – rzekł wreszcie. – Rzekniemy, żeś doglądała mnie i Astrid, boś widzę, że niby z ciebie mytnik, to palce masz wprawne – zaśmiał się. – Co rzekniesz? Może los ciebie ominął jeno raz, ale już drugi raz ty musisz zdecydować. I tym razem zamilkł po raz trzeci, pozwoliwszy Burgund i Astrid odegrać swoje role. Celnik rzeczywiście z ciekawością przyjrzała się toporowi jakim wojownik niedawno rąbał orki. Wciąż widać było ich juchę tu i tam. Brunetka była na tyle zaaferowana tym pokazem i jego słowami, że jak znów odwróciła się ku koleżankom to Burgund już zdążyła zsunąć górę swojej sukni. I jej pełny, jędrny biust od razu wpadał i kusił oko. - Burgund co ty robisz? - Mimo wszystko trochę to musiało zaskoczyć szatynkę. Chociaż nie wyglądała na speszoną. W końcu ostatniej nocy zintegrowali się nawzajem całkiem mocno. - To stary norsmeński sposób. Jeśli nadobna niewiasa jest w negliżu i czule dba o rannych wojowników to jest im przyjemniej i szybciej wracają do zdrowia. - Astrid bez wahania odpowiedziała za rudowłosą. I tak naturalnym tonem jakby to była prawda. Czy była to Egon nie wiedział, wcześniej tego od nikogo ze swoich norsmeńskich kamratów nie słyszał. Ale widział jak łotrzyca znów nie dała pukać okazji dwa razy. - Mnie bardzo ale to bardzo zależy aby Astrid jak najszybciej wróciła do zdrowia. - rzekła i płynnie stanęła na podłodze. Z kocią gracją pokonała ostatnie zapięcia sukni i ta zsunęła się po jej zgrabnych nogach do jej stóp. Została już tylko w pończochach i bieliźnie. Co prawda nie jedwabnych jakie używały szlachcianki ale jak na mieszczkę to całkiem ładne. I dobrze podkreślały jej sylwetkę tancerki. Blondynka pokiwała głową z aprobatą i spojrzała na celniczkę wyczekująco. - Nie no… Ja też chcę aby Astrid jak najszybciej wróciła do zdrowia. Tylko wcześniej nie słyszałam o takiej tradycji. - Szatynka uśmiechnęła się i zaczęła rozpinać swoją górę. Na co obie kultystki uśmiechnęły się a łotrzyca puściła koledze psotne oczko. - Ojej i naprawdę byście mnie przedstawili milady? Jak wrócimy do miasta? - Jutta podniosła głowę aby po kolei spojrzeć na każde z ich trójki. Już zaczynało widać jej odkrywający się dekolt. A rudzielec minęła kolegę i uklękła przy jakimś worku i zaczęła czegoś w nim szukać. Więc chwilowo Egon widział głównie jej pochylone, nagie plecy. - Ja też zawsze chciałam ją poznać ale nigdy nie miałam okazji. Zresztą Fanriel też. To elfka a wiecie jakie one są. Piękne ale zwykle zadzierają nosa. W ogóle nie zwracają uwagi na zwykłych ludzi. - mówiła z przejęciem ale wstała aby łatwiej zdjąć kurtę. Powiesiła ją na wolnym haku i szybko zaczęła zdejmować koszulę. - Mam koleżankę co zna je obie. Służyła im obu i bardzo sobie chwaliła. Mówiła, że obie są bardzo wymagające ale ona lubi wyzwania. - Głos łotrzycy był nieco przytłumiony gdy wciąż przeszukiwała worek. I pod pozorem powagi dało się wyczuć nutkę ironii. W końcu wczoraj wieczorem Łasica sama zachwalała swoje spotkanie z dwiema blondynkami o jakich teraz rozmawiali. - Ja też lubię wyzwania. I szanuję je obie. - Jutta przytaknęła i znów okazała się gorliwością we współpracy. Co wywołało rozbawione parsknięcie łotrzycy ale wciąż klęczała przy swojej torbie. Mytniczka zaś zdołała się roznegliżować od pasa w górę. Widać było jej nagi biust. Nie tak bujny jak u Burgund ale całkiem kształtny i apetyczny. - No i właśnie jak działa ta norsmeńska metoda to zapytaj Egona. Egon powiedz. Czy teraz jest przyjemniej wracać do zdrowia. - Astrid nadal leżała w poprzek pryczy, opierając się o ścianę ale widząc, że sytuacja zaczyna zmierzać we właściwą stronę to uśmiechała się z zadowoleniem. Jutta z ciekawości też spojrzała na wojownika jak on się zachowa wobec tej norsmeńskiej tradycji. Egon, kiedy usłyszał o “starej norsmeńskiej tradycji” omal nie parsknął głośno, jednak w ostatniej chwili zmitygował się, próbując przyjąć jakieś pozory powagi. Oczywiście, to wszystko naturalnie był jakiś wybieg Burgund, bowiem sam będąc w Norsce przez jakiś czas i widząc drużyny wracających wojów z dziczy nigdy nie uświadczył dziewcząt rozbierających się przed okrwawionymi i sinymi od zadanych ran Norsmenami. Niemniej, postanowił brnąć w to, co zaczęła. – Stara baba, co żem spotkał na północy tak gadała – zełgał wojownik. – Zasłyszałem raz, że guślarka pochodziła z Thorshafn i jeśli jeno wierzyć słowom Norsmenów, to miała w sobie krew olbrzymów. Czy to prawda była, zweryfikować nie sposób! Babka opowiadała, że fluidy, które zapewnia ciało dziewki uleczą każdego woja, byleby była blisko i była przychylna wojowi. Każda może, ale najlepsze są te, co nie są starsze niż dwadzieścia wiosen. Tu zamilkł, skubając swoją siwą brodę i próbując przezwyciężyć przemożne pragnienie ryknięcia śmiechem. – U Norsmenów to kobiety mają moc leczenia, chłop takich rzeczy dokazać nie umie – ciągnął. – Choćby był i najlepszy guślarz, to i tak pośledniejszy będzie od kobiety, co te same nauki pobierała. Stara gadała, że jak dziewka poświęcona bogom odda się wojownikowi, to w jeden dzień rany zasklepią z powodu życiodajnych soków! Tak nam to stara baba tłumaczyła. - No właśnie, tak to u nas jest. - Astrid mimo ran, aż się rozpromieniła, że Egon tak płynnie przejął pałeczkę tej bajery. Nawet Burgund na chwilę podniosła swoją rudą głowę aby posłać mu rozbawione spojrzenie i kciuk w górę na znak aprobaty. Jutta musiała rozdzielić swoją uwagę na ich oboje więc przez chwilę im się na przemian przypatrywała. - Takie zwyczaje macie w Norsce? To ty byłeś w Norce Egon? - Chciała się dowiedzieć. Czy uwierzyła im czy nie, to i tak wydawała się zaciekawiona taką legendą. - Oj Jutta, Chyba chcesz pomóc Astrid dojść do zdrowia co? - Łotrzyca szybko poszła w sukurs pozostałej dwójce kultystów i zadarła głowę aby posłać mytniczce proszące spojrzenie. - Nie, no pewnie. Jak roznegliżowanie aż tak działa… Nawet by mi to do głowy nie przyszło. - Celnik roześmiała się z rozbawienia po czym spojrzała na swój dół. - Ale to trochę zajmie. - Uprzedziła. Wciąż miała na sobie wysokie buty, obcisłe spodnie i pas z bronią. Więc rzeczywiście mogło jej to parę chwil zająć zanim się tego pozbędzie. Na początek zaczęła rozpinać pas a ucieszona Astrid zacisnęła pięść w geście triumfu, że szatynka znów wykazała się pełna dobrej woli do współpracy i integracji. - Ale to kobiety Norsmenów tak leczą? A to nie Astrid powinna leczyć mnie? Albo nas? - Jutta na chwilę zmrużyła brwi gdy odpięła pas i powiesiła go na kołku. Spojrzała bystro na kolegę i koleżanki. - Jak mi pomożesz zdjąć spódnicę to ci mogę dać lekarstwo z samego źródełka. - Córka jarla poklepała się po podołku. Widocznie samej było jej zbyt trudno się rozbierać zsukni. Albo wolała poczekać aż ktoś jej pomoże. Mytniczka spojrzała na nią rozpinając spodnie. Usiadła obok niej i schyliła się aby zacząć się mocować ze ściąganiem wysokich butów. - Bardzo chętnie. Ale poczekaj aż się rozbiorę. - Pokiwała głową na znak zgody po czym zajęła się butami. Burgund zaś w końcu wstała. I zaczęła przypinać do bioder zabawkę jaka pozwalała jej odgrywać mężczyznę. Podeszła do kolegi i pokazała mu worek w jakim grzebała. - To mam sprzęt do negocjacji z Juttą. - Zaśmiała się cicho, korzystając z tego, że celnik siłowała się ze swoimi butami. - A ty się nie rozbierasz? W tej kolczudze to wiele nie zdziałasz. - Wskazała wzrokiem na metalowy pancerz jaki wciąż miał na sobie. Egon zaczął się rozbierać ze swej kolczugi, sam w zasadzie nieco ciekaw, ile ran zarobił podczas starcia. Kiedy zdejmował kolejne elementy pancerza, jego myśli to przechodziły przez ostatnie zdarzenia, jednak co rusz nie mógł się nadziwić nowemu wynalazkowi Burgund. Rozebrawszy się, obnażył swoje mięśnie i z ciekawością przypatrzył się fallusowi, który Burgund przyniosła. Co jak co, ale nie spodziewał się, że uliczna cwaniara będzie wnosić takie rzeczy na pokład. – Za mało tam chłopów macie, co tego potrzebujecie? – parsknął. Obracał w dłoniach kawał drąga doczepiony do paski. – Dobra… To co, zaczynamy to leczenie? – zapytał z błyskiem w oku. - Oj Egon, no co ty… - Łotrzyca aż przekrzywiła głowę jakby powiedział coś niestosownego. - Jak portowa dziewczyna z ferajny jedzie do stolicy to przecież nie może wyglądać jak jakaś tandetna wieśniara ze wsi. - Mruknęła z nieco przesadnie udawaną urazą. Ale w oczkach miała figlarne błyski. I na sylwetkę już rozebranego kolegi i na dwie koleżanki obok. Jutta wreszcie uporała się i z butami, i spodniami, i bielizną. I wreszcie była ubrana stosownie do leczenia rannych wedle “starej, norsmeńskiej tradycji”. - O, ty też oberwałeś? - Teraz mytniczka zauważyła parę świeżych cięć na ramieniu wojownika. Podeszła do niego bliżej i pogłaskała go czule po nagim torsie. Na rozgrzane od walki i emocji ciało jej kobiecy dotyk rzeczywiście wydawał się być przyjemnie kojący i pobudzający jednocześnie. - Ja tu się zajmę a ciebie to Astrid bardziej potrzebuje. - Burgund szybko wtrąciła się ale tak stanęła aby kolega choć trochę ją zasłaniał od nowej koleżanki. Ta zaśmiała się i spojrzała jeszcze z zaciekawieniem na gotowe berło Egona ale rzeczywiście odwróciła się do nich tyłem. Z ich perspektywy nakryła swoim ciałem norsmeńską szlachciankę i widzieli jak zaczynają się całować. Łotrzyca też pozwoliła sobie chwilę to oglądać po czym trąciła kamrata w ramię. - No to jak ci mówiłam. Jak się jedzie do stolicy to nie może być, żeby się ferajna musiała za ciebie wstydzić. - To mówiąc pokazała otwarty worek w jakim do tej pory grzebała. I widać w nim było pełno klamotów jakie ona i jej koleżanki lubiły sobie urozmaicać zabawy. Jakieś pęta, skórzane kajdany, kneble i liny. Zupełnie jakby zgarnęła ze sobą przenośny zestaw i chciała się nim teraz koledze pochwalić. - Zobacz na to. - Sięgnęła po jakiś słoik. Wyglądało, że w środku jest coś w stylu rybiego pęcherza wypełnionego czymś mlecznym. - To nasienie zwierzoludzi. Z Łasicą zebrałyśmy po tamtym pikniku w lesie. Mówią, że to wzmaga potencję i mężom i kobietom. Ale wiadomo, łatwo się psuje. Ale lady Soria nam pomogła. Zrobiła jakąś sztuczkę i powiedziała, że póki pęcherz nie będzie otwarty to będzie świeże jak prosto od koziołka. - Zaśmiała się wesoło tłumacząc co takiego jest w tym słoiku. - I to też wzięłam. W sumie nie wiem po co. Ale pomyślałam, że może się przydać. Najwyżej przywiozę z powrotem i tyle. - Z pewnym zakłopotaniem pokazała na dwie czy trzy strzykwy jakich używali do zasiewania. Tylko te były złożone a więc puste. - Jaja mam w drugim słoiku. - Wskazała gdzieś w głąb worka. - No i mam jeszcze to. Sama lady Soria mi to dała. - Uśmiechnęła się jeszcze szerzej i wyjęła małą buteleczkę. Właściwie fiolkę. W niej był jakiś przezroczysty, lekko różowy płyn. Trochę gęstszy niż woda. - To jej esencja. Można dolać do wina albo jedzenia. To libido skacze, że hej. I jej i jemu. A jak by wypić całe o tak jak jest to podobno nie do opisania. Tak mówiła. Ja jeszcze tego nie próbowałam. - Powiedziała co jest w tej małej fiolce. Po czym zerknęła na sytuację na pryczy. Mytnik zdążyła zejść z pocałunkami do brzucha Norsmenki i właśnie zbliżała się do jego strategicznego miejsca. - Myślę, że dla Jutty to nie potrzebne. Ale kto wie kto się trafi po drodze? Może nie wszyscy będą dla nas tak mili jak ona? - Pomachała fiolką i wrzuciła z powrotem do worka. - Na pejcze i baciki to raczej tu nie mamy miejsca. Może wieczorem w “Łabędziu”. Ale jakbyś coś potrzebował z reszty to bierz. - Niczym dobra kamratka, zachęciła kolegę aby się częstował tym ekwipunkiem jaki zabrała na wypad do stolicy. Egon otworzył szeroko oczy ze zdumienia. Burgund, wierna swemu Mrocznemu Patronowi, naprawdę wniosła na pokład nie jeden, nie dwa, a zdawało się, cały arsenał pejczów, ćwieków, sznurów i innych jeszcze narzędzi. Przez parę oddechów Egon, na podobieństwo dziecka, szperał w skrzyni, odnajdując w niej rzeźbione fascinusy. Zdało się, że ten, co je rzeźbił wykazał się wyobraźnią zaiste godną demonów, bowiem każdy z rzeźbionych drągów miał fikuśne wzorki, inne zaś posiadały wybrzuszenia w odpowiednich miejscach czy też pręgi, które miały wzmóc przyjemność używającej ich niewiasty. Jeszcze inne były zszyte i złączone skórą po dwa, zapewne po to, by wejść w oba otwory kobiety. – Dziś walczyłem toporem, ale teraz to będzie moja nowa broń – wyciągnął z wnętrza potężny, hebanowy drąg, który u swego zwieńczenia był prawie tak gruby, jak pięść Egona. – Ejże, Jutta, nie zabieraj Astrid całej do siebie, ja też chcę pomedykować. I z krótkim śmiechem zrobił odpowiedni gest, zbliżając się do Astrid i Jutty. – Astrid, rokraczże nogi, trza mi najpierw obejrzeć – zaśmiał się jeszcze. Dwie koleżanki jakie się sobą tak namiętnie zajęły, przez chwilę zapomniały o stojącej obok dwójce. Zaś Burgund energicznie pokiwała głową i uśmiechnęła się. Widać było, że ucieszyła się gdy kolega wśród zabranych przez nią zabawek znalazł coś dla siebie. Wtedy odłożyła worek na podłogę i przyglądała się jak dwie koleżanki spojrzały na niego. Też nie miały mu za złe, że do nich dołączył. - No skoro to dla zdrowia Astrid to pewnie. - Jutta nie oponowała. Odsunęła się od gościnnych ud norsmeńskiej skald aby zrobić miejsce dla Egona. I obserwowała z ciekawością co się teraz stanie. Norsmenka także czekała w gotowości, posyłając mu prowokująco, lubieżne spojrzenie. Już nie wydawała się taka obolała jak na początku, gdy ostrożnie ją kładł na tej pryczy. - I to jest prawdziwy mężczyzna. I wojownik i kochanek. - Mruknęła z aprobatą, wcale nie speszona jak bardzo fizycznie nad nią górował. Burgund stanęła obok pryczy aby lepiej widzieć co się teraz będzie działo. Egon, czasem spoglądając za siebie - na Burgund i na Juttę, bo ciekaw był, czego też Burgund dokaże z Juttą - począł delikatnie pieścić Astrid w miejscu, gdzie według starej baby z Norsci miały wypływać lecznicze soki. Upewniwszy się, że Astrid, rozgrzana już wcześniej przez Juttę, będzie odpowiednio spolegliwa, toteż wpychał i wyciągał palce w samą Astrid, rad usłyszeć z jej strony jęki. Urabiając odpowiednio dziewkę z Norsci, gladiator spojrzał za siebie: miał bowiem nadzieję, że Burgund podprowadzi odpowiednio rudowłosą mytniczkę. Egon miał bowiem jej wkrótce zaproponować, aby dołączyła do nich, na pozór jako rzecz związaną z interesem na rzece, z czasem jednak Egon chciał wykorzystać mytniczkę jako odpowiednie wsparcie na rzece i Morzu Szponów do łowienia brańców. Zostawiwszy rzecz na razie Burgund, Egon jął się próbowania kobiecego ciała: wziął wielki drąg i delikatnie wpychał go w kobiecość Astrid. – Dawajże, Astrid – mruknął. – Stare legendy prawią o wojach, co przepili, przewalczyli i przejedli najtęższe olbrzymy. Weźmiesz w siebie to? To też godne olbrzyma, obaczmy, czy żeś godna śpiewania sagi o ciebie! Ha-haha! Na razie to wyglądało, że wszystkie trzy koleżanki są ciekawe zamiarów kolegi. A gdy już się zorientowały to jeszcze bardziej. Gladiator miał dwie smukłe, nagie sąsiadki po każdej ze swoich stron. Od strony drzwi stała celnik a od szafy Burgund. Z zafascynowaniem obserwowały jak Astrid sobie poradzi z drągiem takich rozmiarów jaki ofiarował brodacz. Córa północy najpierw jakby zdębiała gdy zobaczyła to co jej naszykował. Ale szybko przygryzła wargę i zachęcająco machnęła dłonią aby kontynuował. - No to chodź. Pokażę ci co potrafi prawdziwa Norsmenka. - Wyjęczała jakby znów wlało się w nią pożądanie tak sprawnie zaczęte przez mytniczkę. Potem przygryzła wargi i cicho jęczeć, jakby była zbyt dumna aby krzyczeć czy zdradzać jakieś obawy. Dwie koleżanki nadal to obserwowały. - Lady Fabienne pewnie by dała radę takiej sztuce. - Mruknęła towarzysko łotrzyca. - Jak jakaś wyperfumowana Bretonka da temu radę to ja tym bardziej! - Astrid zaperzyła się jakby potraktowała to jak wyzwanie. I machnęła głową na Egona aby zaczął śmielej dokazywać. A ten aż widział jak na jej płaskim brzuchu przesuwa się wybrzuszenie do tej zabawki jaką w nią wsuwał. - Jutta pozwól na chwilę. - Burgund wezwała słowem i gestem celniczkę. Ta podeszła ciekawa czego chce ale też nie chciała tracić widowiska na pryczy. Więc nie spodziewała się jak ruda szybko obróciła ją i popchnęła na tą pryczę. Szatynka sapnęła cicho z zaskoczenia i starała się tak zaprzeć dłońmi aby nie uderzyć Norsmenki. W końcu wylądowała z nią twarzą w twarz. - Miałaś pomóc Astrid wrócić do zdrowia. - Przypomniała jej Burgund. - A no tak. - Jutta uśmiechnęła się ale nie była przeciwna. Znów zaczęła całować usta dziewczyny z północy. Ale odwróciła się nagle do tyłu. - Co robisz? - zapytała patrząc na dziewczynę z ferajny. - Pomagam ci się przygotować na twoją kolej. - Burgund zaśmiała się i wskazała wzrokiem na zabawkę jaka już mocno była w trzewiach Astrid. I w tym momencie sama władowała się we wnętrze mytniczki. Z początku ostrożnie ale klaskający rytm bioder o pośladki przyspieszał co wskazywało, że zabawa szybko nabierała tempa. Egon tymczasem bez ceregieli testował Astrid. Choć on sam wybrał Pana Krwi jako swojego patrona, nigdy nie mógł oprzeć się pokusie, aby przetestować, ile może wytrzymać kobiece ciało. Bicze i kajdany leżały bezpiecznie w sakwie Burgund, jednak fascinus, który Egon wydobył, zdawał się działać w dwójnasób albo i dwójnasób, sugerując się jękami i posapywaniami Astrid. Koniec końców zamierzał posiąść trzy z dziewek, a jeśli by los mu krotochwili przysporzył, gotów był wetrzeć w swe berło nasienie zwierzoludzi, a może i nawet wypić, jeśli by to coś miało pomóc. Póki co jednak, rytmicznie zabawiał się przyrodzeniem Astrid, miarkując, jak głęboko wchodził czarny, długi i gruby pal, który przywodził na myśl chwosty zwierzoludzi, długie, pokryte żyłami i czarne, jak to u przeklętych odmieńców. W międzyczasie macał lubieżnie pośladki Norsmenki, próbując, czy i drugi naturalny otwór dziewczyny był tak spolegliwy, jak pierwszy. – Co, myślisz, że jeden weźmiesz w siebie, to robota skończona? – prychnął, rozbawiony, macając swe nabrzmiałe krocze. – Jeśliś zaprawdę godna sagi, weźmiesz mnie i to długie, ha, ha, ha – mroczny śmiech Egona wbił się w rytm mokrych plaśnięć. – Co rzekniesz, Astrid? Dziś poznam ciebie na nowo! Egon myślał, że koniec końców posiądzie ze trzy na raz - choć sam miał zaledwie jedno przyrodzenie, ramiona miał dwa i jeśli przyszło by co do czego, musiał dać odpór trzem dziewkom, z takim samym uporem, jaki dał zielonoskórej hordzie. Astrid wyglądała jakby przyjmowanie w siebie gościa tych rozmiarów, było dla niej sporym wyzwaniem. Oddychała coraz ciężej i widać było jak pot błyszczy na jej skroniach. Blond kosmyki co jakiś czas spadały jej na twarz ale je odruchowo odgarniała. Nagie piersi falowały jej w rytmie nadawanym przez oba ciała. Nawet Jutta na chwilę przerwała zabawę aby przyjrzeć się tym miłosnym zmaganiom. Burgund która stała ramię w ramię, ze swoim kamratem, miała wgląd w sytuację podobny do niego. I chociaż nie przerywała zbawy z gościnym wnętrzem mytniczki to zerkała co się dzieje między udami Norsmenki. - Myślisz, że taki drobiazg mnie zmoże? Jestem Astrid Stemmenstend. Dawaj co tam masz! - Próbowała nadrabiać pewnością siebie i własną dumą. Ale dało się wyczuć, że wcale nie jest jej łatwo. Pozwoliła jednak aby Egon się w niej ugościł także z tej drugiej strony. Te wzajemne zmagania wywołały szepty podziwu u dwóch sąsiadek. - No dobra. To zobaczymy co są warte dziewczyny z północy. - Burgund nagle trzepnęła nagi tyłek celnik i wyszła z niej. Przepchnęła się obok niej, spychając ją na boczny tor. I władowała się stając okrakiem nad leżącą skald. I przypiętą zabaweczką, jaka wciąż błyszczała wilgocią po wnętrzu Jutty, władowała się w usta Norsmenki. Widać było, że też była ciekawa jakie są możliwości blondwłosej kochanki. Naga urzędniczka z ratusza jako jedyny widz, usiadła tuż obok ich trójki i chłonęła to widowisko. - Ale pięknie razem wyglądacie. - Sapnęła z zachwytu zerkając po kolei na każdego uczestnika tego trójkąta. – Aaa… Może być i to… – Egon z uznaniem pokiwał parę razy swoją brodatą głową, uznając umiejętności Norsmenki. – Wcale nieźle, wcale… Brałem dziewki z Delberz, co nie podołały temu tu – klepnał wielki drąg, który nadal był w połowie Astrid. Egon uczynił przywołujący gest. W międzyczasie wyciągnął z torby Burgund jeszcze jeden fascinus, nieco mniejszy, ale wyrzeźbiony w jakieś dziwne wzory i wyżłobienia. – A czemu jeno Astrid ma zbierać to najlepsze? – zapytał. – Dalej no, ustawcie się. Pierwsza, druga, trzecia, wespół. Wezmę Juttę pośrodku, ty Burgund i Jutta będziecie po bokach. Dalejże… Co, myślicie, że mi się nie uda? – gladiator zaśmiał się złośliwie. – No, dalej! Trza tego medykowania użyć, jeśli prawdą było to, co babka w Norsce opowiadała. - W tym Delberz to pewnie są jakieś same wieśniary. - Wysapała nieco już zdyszana Burgund. Pieczołowicie penetrowała swoją zabawką usta i gardło Norsmenki, że aż widać było na zewnątrz jak jej tam wszystko pracuje. A z ust i przyrodzenia zaczął ściekać nadmiar śliny. I kołysał się u brody Astrid w rytm pląsów jakie z nią wyczyniali. Na propozycję kamrata, trzy koleżanki zareagowały pozytywnie. Z tym, że skald z pewnym opóźnieniem, dopiero jak łotrzyca wyszła z jej ust i miała chwilę na złapanie oddechu i zorientowanie się co się dzieje. Teraz na całej skórze błyszczał się pot. Na szyi, obojczykach, piersiach, brzuchu, ramionach i udach. Widać było, że całe jej ciało przeżywa te brutalne przyjemności. - Chcesz to we mnie wsadzić? - Jutta w tym czasie miała okazję przyjrzeć się co jeszcze gladiator wyjął z torby rudzielca. Wydawała się trochę zafascynowana a trochę i obawiała się tej proby. - No co ty? Nigdy w zamtuzie nie pracowałaś? - Burgund roześmiała się z rozbawienia. Po czym przejęła sprawy w swoje ręce. - Pomogę ci. - To mowiąc złapała za nagie ramiona mytniczki i przechyliła je ku pryczy. Ta zaskoczona nieco sapnęła ale naga stopa łotrzycy wylądowała na jej głowie, przyciskając ją do dołu. Dzięki czemu tylne, zgrabne wdzięki Jutty zaprezentowały się Egonowi w całej okazałości. - Nie mówi, że z Hubertem i Oksaną się tak nie zabawiałaś. - Ruda docisnęła stopą twarz mytniczki do pryczy jakby chciała ją zmusić do mówienia. - No zabawiałam. Po prostu dawno tego z nimi nie robiłam. Ale z wami chętnie to poćwiczę. - Chyba nie było tak źle, bo nawet prowokująco zakołysała swoim kuperkiem aby podkreślić, że jest gotowa na taką zabawę. Wtedy Burgund cofnęła stopę z jej twarzy. - No to jesteśmy umówione. - Prychnęła z zadowolenia i zrobiła krok nad brzuchem Astrid. Po czym sama stanęła na czworakach, wypinając się kusząco ku gladiatorowi. Z tej strony, jej wdzięki tancerki, zaprezentowały się co najmniej tak samo powabnie jak te mytniczki, po prawicy kolegi. Egon jednak nie mówił nic. Złapał za dwa drągi - jeden w lewej dłoni, drugi w drugiej i kiedy tylko trzy dziewczęta ustawiły się, jak im przykazał, rżnął wszystkie trzy na raz, Juttę zaś, która była pośrodku, brał on sam. Trudna była to praktyka, podobna chyba do roboty bębniarza wojskowego, który zawsze musiał utrzymać rytm. Trzymał się jakoś na Juttcie, za każdym razem trafiając w nią raz po raz, jednak wygodzić musiał i Burgund, i Astrid. Wpychał wielkie drągi w dziewki to raz z lewej, to z prawej, pilnując musztry, żeby wszystkie zebrały odpowiednią dozę. – Ha-haha – zaśmiał się Egon. – To będzie szło od sagi, prawdaże? – zapytał, skory do krotochwili. – Tak was przyuczył Hubert, pewien jestem tego. Sam skupił się na zadku Jutty, pchając raz po raz. Ciekaw był, skoro już raz wzięła ją Burgund, to na ile on sam mógł sobie pozwolić? Lepkie, mieszające się z potem fluidy ściekały z dziewek, Egon zaś wygadzał im we trójkę. Gotów był nawet i spłodzić z rudowłosą, która była na samym środku, jednego albo i dwójkę bastardów. Wiedział, że mytniczka, wiedziona chucią, rada przyjęłaby cokolwiek, na podobieństwo nastoletniej poćpiegi, zbałamucona knowaniami Burgund. Lub też, może by zgładziła potomstwo, zażywając miodnik albo napar z wierzby? Wojownik z mrocznym rozbawieniem wytrysnął w łono rudowłosej klaczy, która z rozkoszą jęczała wespół ze swymi przyjaciółkami. Burgund jednak okazała się przednią kurtyzaną. Wiedziała, jak wziąć w siebie kawał drąga i jej ciało rozciągało się cudownie, nie to, co Astrid - choć córka jarla miała w sobie wiele dumy, to jednak ambicja i upór nie były tym samym, co doświadczenie ulicznicy, co z niejednego pieca jadła. Pochwycił Juttę za włosy i rzekł: – Ano, rzeknij mi no… Podobało się wam…? Dasz mi tego fluidu zwierzoludzi, to wezmę was po kolei raz jeszcze! – zaśmiał się Egon. Myślał jednak o tym, co miał powiedzieć zaraz: o tym, że wkrótce statek zostanie przejęty przez nich. Martwił się, jak to przyjmie Jutta, ale, może teraz być może będzie bardziej zdatna do urobienia? Teraz, kiedy doszła wiele razy pod nim? Reczywiście wszystkim przydała się przerwa. Po tych harchach, na trzeszczącej z wysiłku pryczy panował niezły rogardiasz. Burgund zmęczona tymi figlami, opuściła swoje zgrabne nogi na podłogę. Znów prowokowała swoim wypietym zgrabnym kuperkiem ale tym razem chyba niechcący. Jutta leżała bokiem, między nią a blondynką. Ciężko oddychała tak samo jak koleżanki. Machinalnie głaskała brzuch Astrid. Blondynka nadal leżała na wznak. Chociaż osunęła się po ścianie i teraz leżała głową w stronę szafy. A dopiero co fikali wszyscy na całego. Była ladacznica zajęczała z półprzytomnej rozkoszy gdy wojownik w niej skończył. Ale i tak jeszcze siłą rozpędu baraszkowali razem jeszcze trochę. Jutta też okazała się wyuzdana i namiętna. Sapnęła tylko jak Egon brutalnie złapał ją za włosy ale nie protestowała. Astrid chyba otworzyła się rana bo widać było czerwony zaciek pod opatrunkiem barku. Ale w tej miłosnej kotłowaninie zdawała się tego nie zauważać. - A pewnie, że jest warte sagi. Coś o Egonie Trzy Drągi. Co po rzezaniu orków tymi trzema drągami, trzy niewiasty wychędożył. - Astrid wymruczała sennie i trochę nie było wiadomo czy żartuje czy nie. Ale z pewny opóźnieniem, dwie koleżanki zaśmiały się gdy do nich dotarło co powiedziała. - No tak, z Hubertem i Oksaną było świetnie. Zawsze jest. Ale zawsze byliśmy we trójkę. A tak, że z kimś innym takie zabawy jak teraz to rzadko. Było przednie. - Jutta też się nie skarżyła. Wydawała się być rozleniwiona i szczęśliwa. - To dobrze, że ci się podoba. Bo wieczorem druga runda. W “Łabędziu”. - Burgund machnęła ku niej ręką. I teraz pozostałe dwie się zaśmiały z rozbawienia. Odkryła jednak, że nadmiar kleistej wilgoci spływa z jej wnętrza. Więc złapała za nagie, spocone ramię mytniczki i przystawiła tam jej twarz aby się nie zmarnowało. Szatynka chętnie przyjęła taką rolę. A to pozwoliło łotrzycy skojarzyć o co jeszcze pytał kolega. - A ten fluid zwierzoludzi. - Musiała przełknąć ślinę aby dalej mówić. I nawet się uśmiechnęła. - To nie działa tak od razu. Działa jak zapach. Jak tabaka. Znów się chce. Ale to trochę trwa zanim zaskoczy i im dłużej się nawdychasz tym mocniej działa. Dobrze wylać na coś i niech paruje. - Posłała mu krzywy, złośliwy uśmieszek, patrząc z góry w oczy mytniczki i na rozleniwioną Norsmenkę. - Ale można też wypić. Daje w żyły od środka. Można też posmarować tym mlekiem przyrodzenie albo zabawkę co ma wbijać się do środka. Ale w przypadku głównego wejścia kobiet to trzeba z ty uważać. W końcu to fluid zwierzoludzi. Więc może zajść w ciążę jakby z nimi spółkowała. - Wydawała się bardzo rozbawiona udzieloną instrukcją bo złośliwy uśmieszek przebijał się przez jej zmęczenie. Tego jednak Jutta już nie wytrzymała. - Naprawdę macie fluid zwierzoludzi? - Zamrugała oczami i jeszcze spojrzała pytająco na Egona. Astrid zaśmiała się cicho z rozbawienia. W końcu z całej czwórki, tylko mytniczki nie było tydzień temu na orgii przy Zachodnich kamieniach. Burgund w odpowiedzi wsadziła jej w usta swoją zabawkę i zaczęła traktować tak jak niedawno usta Norsmenki. - No tak, to jest takie ryzyko. U nas czasem tak robią. Jak chcą jakiejś konkurentce dokuczyć. To trzeba zwykle się postarać aby taki fluid się u niej znalazł w jej wnętrzu, czasem kogoś do pomocy wziąć bo najłatwiej przy chędożeniu. No i może wtedy zajść w ciążę ze zwierzoludziem nawet jeśli w życiu żadnego nie spotkała. A czasem tak każemy jakąś krnąbrną niewolnicę. - Wymamrotała co jej się przypomniało z jej rodzinnych stron. I powoli senność zdawała się odchodzić z jej głosu i twarzy. – Mmm, zatem postanowione – Egon rzekł bardziej do siebie niż do kobiety. – Jutto, po tym wszystkim, zajdź z nami do milady Froyi. Rzekniemy dobre słowo o ciebie, pewien jestem, że wyjdzie to wszystkim na dobrze. Tu zmilczał i rzucił spojrzenie w stronę Burgund. Choć chciał podprowadzić Juttę, żeby rzec jej o szykującym się interesie na rzece, zawahał się. Może okręt nie był najlepszym miejscem, żeby głośno gadać takie rzeczy? Koniec końców, ktoś mógł nadstawiać uszu… Egon postanowił pozwolić Burgund podjąć decyzję, czy tutaj, czy już na Łabędziu. Zdało się, że Jutta została należycie urobiona. - Oh naprawdę? Będę mogła z wami pójść do lady Froyi?! - Ta obietnica od razu ożywiła celniczkę. Burgund zaśmiała się ale puściła ją. Naga szatynka więc oderwała się od niej i przyklękła przed gladiatorem, biorąc jego berło w dłoń. - Oh dziękuję. To byłoby wspaniałe. Zawsze chciałam ją poznać. Nawet bardziej niż lady Fanriel. Bo ona jest elfką a elfy to zawsze są trochę obce. - mówiła gorliwie i zadzierając głowę aby spojrzeć w twarz Egona. Po czym aby okazać swoją wdzięczność do pieszczot jakie serwowały mu jej dłonie, dołączyła także swoje usta. A te okazały się całkiem utalentowane. Co gladiator widział z góry i czuł z dołu. Rudowłosa ladacznica podeszła do nich i przez chwilę przypatrywała się temu widowisku dwójki kochanków. - Ależ Jutta, kochaniutka, nie doceniasz nas. - Złapała za głowę celnik i nakierowała ją na swoje przypięte przyrodzenie. Więc usta i gardło szatynki teraz pracowało nad nią. - Jak się postarasz i będziesz użyteczna, to może być dopiero początek owocnej współpracy. No sama powiedz. Czy nie podoba ci się taka wspópraca? - Łotrzyca użyła dość ogólnych sformułowań na tyle, że także pasowały do zabaw jakie właśnie uprawiali. Ale mogło jej też chodzić o bardziej poważne interesy jakie kultyści miarkowali względem rzecznych spraw. - Bardzo. Bardzo mi się podoba taka współpraca. - Jutta oderwała się na chwilę od swojego zajęcia i uśmiechnęła się do nich obojga. Widać było jak ślady świeżej wilgoci spływają jej z ust i brody. Wtedy także Astrid o sobie przypomniała. Syknęła cicho jak wstawała ale dała radę to zrobić. Stanęła z trzeciej strony więc klęcząca szatynka, znalazła się teraz w pełnym okrążeniu. Teraz ona złapała za kasztanową głowę i wbiła ją w swoje łono. Jutta szybko odnalazła się w nowej sytuacji. - Podoba mi się twoje zaangażowanie Jutto. Jeśli będziesz tak starać się dalej, czeka cię jeszcze wiele przyjemności i droga do chwały i sławy godna uwiecznienia w sadze. Tą którą właśnie piszę. Wszystkie godne wzmianki postacie będą w niej wymienone. O Froyi i Fanriel też wspomnę. W końcu brały udział w naszym epizodzie podróży i po powrocie zawrzemy z nimi przymierze i przyjaźń. Chciałabyś mieć miejsce w takiej sadze? - Blondynka zdawała się patrzeć na sytuację przez pryzmat sagi o swoich przygodach na ziemi płudniowców. Ale nawet jak stała naga i spocona, z krwawym zaciekiem spod opatrunku na barku i przyciskając twarz mytniczki do swojego łona, potrafiła się zdobyć na podniosły, dumny ton, jakby opisywała epickie wydarzenia legendarnych herosów. - O tak! Bardzo bym chciała się znaleźć w takiej sądzę! Razem z wami i lady Froyą i Fanriel! - Jutta pokiwała gorliwie głową na znak pełnej zgody. Chociaż nadal nie wiedziała nic o planach związanych z rzeką. Widząc to, Burgund roześmiała się i objęła jednym ramieniem Egona a drugim Astrid. - Widzicie jaka Jutta jest teraz milutka? Myślę, że to dobrze wróży wspólnej przyszłości. I na kontynuację dziś wieczorem. A wiadomo, że na takie rozmowy to najlepsze są wino, kobiety i chędożenie! - Łotrzyca roześmiała się radośnie a Astrid jej zawtórowała. Gdzieś tam z dołu dobiegło ich zapewnienie rzecznej urzędniczki, że jest gotowa i chętna na współpracę. Egon pokiwał głową z zadowoleniem wypisanym na twarzy. Co prawda pozostała jeszcze kwestia przejęcia statku, o którym Jutta nie wiedziała, ale liczył, że Burgund do czasu rozmowy w Łabędziu urobi ją na tyle, że przełknie tyle, ile tylko jej dadzą. Posiadanie mytnika w kulcie, który zna rzekę i Morze Szponów byłoby nielada atutem, nie mówiąc już o statku, który będzie łowił całe rzesze brańców, którzy zasilą sprawę.
  • Powitania, pożegnania i powroty

    Hydepark
    181
    5 Głosy
    181 Posty
    3k Wyświetlenia
    JhnWJ
    @Sznyclove nasz kolega @ketharian jak tylko widzi nowego usera to wrzuca mu avatara, zwierzaka. Przez co wyglądamy czasem jak forum dla furrasów... Oczywiście można sobie zmienić, ale to taki jego prezent powitalny
  • Miasto, Mgła, Machina

    Rozgrywka
    57
    1 Głosy
    57 Posty
    685 Wyświetlenia
    slann22S
    Rozmowa z XVI Białowłosa dziewczyna Spuściła głowę i powiedziała. - Zdarzało mi się twarz jedzenie które nie było przeznaczone dla mnie, chociaż wiedziałam, że może czekać mnie za to straszliwa kara. Jednak w waszym domu więc spróbuję waszego jedzenia, chyba, że mi pozwolicie… Przysięgam!!- Rozmowa z posterunkowym Gilbrath Westchnął ciężko i zaczął wyjaśniać - To nie jest tak… To my wszyscy jesteśmy częścią Jedności… I w ciągu ostatnich tysiąleci zbieraliśmy doświadczenie bo gdy wrócimy do Jedności, nasze doświadczenie stanie się częścią doświadczenia Jedności.- Stephanie Prychnęła pogardliwie i powiedziała. -Ja tutaj cię pilnuję, i podsłuchuje tego glinę…I nie będę mogła przepraszać, bo to co mówiłem to prawda! Pewnie zaraz powie, że skoro wszyscy Jesteśmy jednością, to wszystko jest wspólne i powiedzieć swoją majątek należy do niego i do jego przyjaciół… Mówiłam ci, że sekciarz, i naciągacz… I kosmita! Jak z tej książki co wyszły potwory z asteroidy, która Się rozbiła! - Bycie starszej Konstabl. Marasi Westchnęła ciężko i powiedziała. - On jest Kandra, chyba Słyszałaś o niej w książkach religijnych i historycznych…. Nieważne Zresztą- Pies zrobił bardzo smutną minęło i powiedział to Stacey. - To nie jest Vin, ale coś ją z nią łączy… Bardzo bym cię prosił, abyś zaopiekowała się nią, także w imieniu Harmoni. - dotknął łapą dziewczyny i popatrzył na nią błaganie
  • Sonda | Sesja inspirowana serialem "Stamtąd"

    Sondy
    18
    4 Głosy
    18 Posty
    256 Wyświetlenia
    NamiN
    @Bardiel napisał: @Piołun napisał: Wygląda to jak zakład potęg i mam nadzieje, że nie pójdą w tą stronę. Nadal lepsze to niż, gdyby nagle miało się okazać, że są w czyśćcu albo wszystko im się przyśniło... Na szczęście ta wersja została zdementowana już jakiś czas temu.
  • Krzyk Pustki

    Rozgrywka
    122
    5 Głosy
    122 Posty
    2k Wyświetlenia
    PiołunP
    Pierwsza kropla uderzyła w przyłbicę Eliasa niemal bezgłośnie. Przezroczysta ciecz rozlała się po pancernej szybie, pozostawiając za sobą lepką smugę. Crowe odruchowo przechylił głowę, próbując złapać ją w świetle latarki. Nie przypominała zwykłej kondensacji. Była zbyt gęsta. Lepka jak żywica albo wydzielina z nieszczelnej instalacji, choć żadna z tych odpowiedzi szczególnie mu się nie podobała. – Mamy jakiś wyciek nad głowami… – zaczął przez radio, ale urwał. Druga kropla rozbiła się o przyłbicę. Elias uniósł wzrok ku kratownicy wentylacyjnej i przez krótką chwilę miał wrażenie, że w mroku za metalową siatką coś się poruszyło. Jak to możliwe? Widział obrys czegoś w ciemności, zbyt duży i zbyt nieregularny, by pasował do przewodów albo mechanizmu wentylatora. Czerń wydawała się połyskiwać, a gładkie refelksy światła układały się w coś podłużnego. Przynajmniej tak mu się zdawało. Nie zdążył przyjrzeć się dokładniej. Metal zapiszczał. Kratownica wyrwała się z mocowań i runęła w dół. Elias próbował uskoczyć, ale ciało zareagowało odrobinę za wolno. Ciężki fragment metalu uderzył w górną część hełmu z hukiem, który zabrzmiał w jego czaszce jak eksplozja. Świat rozbłysnął bielą. Crowe zachwiał się i opadł na jedno kolano. Analizator niemal wypadł mu z dłoni, ale zdołał zacisnąć palce na obudowie. W uszach pojawił się przeciągły pisk, skutecznie zagłuszający bieg rozmowy w wewnętrzyn interkomie chełu. Przez chwilę widział wszystko podwójnie. Obraz przed jego oczyma po prostu rozszczepił się na dwa niewyraźne, przesuwające się względem siebie kadry. – Kurwa… – wychrypiał. Próbował podnieść głowę, lecz natychmiast poczuł falę mdłości. Nie mógł się skoncentrować i nie był nawet pewien, czy wciąż klęczy, czy tylko wydaje mu się, że pokład znajduje się niepokojąco blisko przesłony chełmu. Wtedy coś ciężkiego spadło pomiędzy członków grupy. Elias zarejestrował jedynie gwałtowny ruch i czarną masę wielkości człowieka, która przecięła światło latarek. Nie potrafił dostrzec jej kształtu. Przez moment uznał ją za fragment instalacji albo zwinięty materiał techniczny, lecz wszystko rozmyło się, zanim zdołał skupić wzrok. Odruchowo cofnął się pod ścianę, opierając o nią bark. Uniósł analizator przed siebie, choć cyfry na wyświetlaczu rozpływały się w niezrozumiałe smugi. – Dostałem kratą… – powiedział z opóźnieniem przez radio. – Coś jeszcze spadło. Co to? Nie widzę wyraźnie. – wybełkotał pytanie i zamrugał kilkakrotnie, próbując zmusić oczy do współpracy. Światło dochodzące z latarek wbijało mu się w czaszkę, a pod hełmem narastało pulsujące ciepło.
  • Krzyk Pustki

    Komentarze
    212
    0 Głosy
    212 Posty
    2k Wyświetlenia
    KetharianK
    Szybki update taktyczny. Elias Crowe nie zdołał uchylić się przed spadającą kratą, a jej uderzenie uszkodziło mu przyłbicę hełmu rozszczelniając ją i powodując u doktora wstrząśnienie mózgu (mechanicznie utrata jednego punktu zdrowia). To nie koniec ekscytujących wiadomości - uderzony kratą doktor zatoczył się w tył wprost w uczynne ramiona Joshui, a spadający w ślad za kratą czarny kształt rozmiarów dorosłego człowieka uderza w podłogę pomiędzy Eliasem, a odwracającym się w jego stronę Sadzą. Całość zajścia widział tylko Joshua; Adam, Marcus, Caleb i Siergiej zaczną się odwracać dopiero na dźwięk uderzenia. Pierwszy z Was, który zaliczy test Obserwwcji zrozumie, czym jest ten kształt - czekam z wypiekami na rezultaty rzutów!
  • красота требует жертв

    Rozgrywka owod wampir mroczne wieki the night walkers 18+
    48
    1
    1 Głosy
    48 Posty
    747 Wyświetlenia
    ZellZ
    Kiedy pierwsza wściekłość zeszła z Michaiła począł on zauważać niepokojące oznaki na twarzy kobiety. Oznaki rozbawienia całą sytuacją. - Luby... - westchnęła głęboko, a jej usta przyozdobił niepasujący do sytuacji rozanielony uśmiech, jak wspomnienia ją zalały - A na chuj mam ci to powiedzieć? I tak naprawdę... Czemu? Czemu miałabym cokolwiek mówić takiemu idiocie, co w gównie szuka złota, jakie leży obok?
  • Sezon 2.2

    Przeniesiony Rozgrywka
    6
    1 Głosy
    6 Posty
    98 Wyświetlenia
    ZellZ
    Ann z niezaprzeczalną radością przygotowała się na przybycie ludzkiego mentora pamiętając o zachowaniu całej tej masakarady rozkapryszonej pannicy co chce się nauczyć być niebezpieczną. Wyszła do nowoprzybyłej w markowej bluzie, markowych spodniach i na pewno drogich rękawiczkach z jakiś zbyt drogich sklepów... Wyglądała jak na filmach. - Cześć Ann, dobrze cię widzieć. Twój sugardaddy jest w domu?- zapytał na powitanie Raze uśmiechając się szeroko. - Jeeest, jest. - odpowiedziała przeciągając sylaby - Też chcesz by cię sponsorował? - Taaa… tyle, że ja wolałbym nie obciągać mu laski kotku.Kiepsko mi to wychodzi.- rzekł z szerokim uśmiechem Raze i wskazał na swojego towarzysza. - To jest Jun. I jest tak dobry w obracaniu nożem, że można sądzić że z nim sypia. - Bo sypiam. Z nożem pod poduszką. - wyjaśnił z uśmiechem Jun i dopytał. - Chcesz się uczyć bronić z nożem w ręku, czy… chcesz naprawdę zrobić nim krzywdę. Bo to dwa różne podejścia. - Robić nim krzywdę, oczywiście! - odparła z radością jaka przypisana była mean girls from schools. - Ok.- Jun nie wydawał się do końca przekonany zapewne biorąc za jedną z tych pustych lasek, które chciałyby być badass, a zemdlałyby przy patroszeniu ryby. Niemniej wyciągnął dwa szerokie noże z pochew przy pasie. Podał jeden Ann. - To nóż taktyczny SEAL. Niekoniecznie najlepszy do pojedynków na noże, ale za to wielofunkcyjny. Chodźmy w las. Potrenujemy na jakimś drzewie. Ann wyglądała na wyraźnie rozradowaną, gdy zabierała mężczyznę w las. Ciągle oglądała nóż jaki jej dał starając się grać rolę głupiej siksy co sama nie wie na co się pisze. Wkrótce rozpoczęła się nauka na drzewie jako manekinie. I wtedy Ann pojęła czemu wampiry nie cenią noży. Jun dużo mówił o celowaniu we wrażliwe punkty ciała mające wyłączyć przeciwnika z walki. Krtań, wątroba, płuca, nerki… jak dosięgnąć serca. Problem polegał na tym, że pomijając serce żaden z tych organów nie miał znaczenia dla wampira. A i nawet ukłucie nożem w serce niewiele by zrobiło. Potrzebny byłby duży drewniany kołek, najlepiej osikowy, jak dyktowała tradycja. Wampiry nie ceniły noży, bo ukłucie noża nie stanowiło dla nich zagrożenia. Niemniej dziewczyna grała zainteresowanie, by w końcu zapytać: - A obrona nim czym się różni? - To krótkie ostrze. Obrona w tym przypadku jest głównie atakiem i przewidywaniem jak przeciwnik uderzy. Może ruchami noża…- machnął zamaszyście ręką Jun.- … zmusić przeciwnika od ostrożności, ale nóż nie służy do obrony. Bardziej do odstraszania. Dziewczyna pokiwała głową niby uważna uczennica. - Jedna sprawa, którą powinnaś pamiętać. Gdybym uczył cię samoobrony, to twoim celem byłoby zmuszenie przeciwnika do odstąpienia. Zadanie takich ran, które nie byłyby groźne dla życia, ale wystarczyłyby żeby bandzior zwiał z podkulonym ogonem..- wyjaśnił Jun bawiąc się nożem.- To co cię uczę, psy określają przekroczeniem obrony koniecznej. Za takie użycie noża w walce można już trafić do aresztu, a nawet do ciupy na kilka latek. - Jeżeli cię powiążą! - radośnie powiedziała nie wspominając, że szeryf jest ich... a może to oni szeryfa? To Książę Stillwater w końcu. - Jeśli cię powiążą… planujesz jakieś morderstwo?- zapytał wprost Jun. - Planuję być gotowa na możliwość jeżeli by naszła konieczność... ale nie mam planów wymordowania tutejszej podstawówki, jeżeli cię to martwi. - wzruszyła ramionami - Po prostu życie to życie. Czasem trzeba reagować na wydarzenia, nie? - To prawda. Niemniej jeśli ja planowałbym kogoś zabić, to nie użyłbym noża. Tylko Raze’a… albo innego najemnika. Najlepiej takiego, którego trudno byłoby ze mną powiązać.- wyjaśnił Jun. - Można też po prostu posiadać dużo kasy. - odparła radośnie. - To prawda.- przyznał Jun. - Kasa rozwiązuje wiele problemów.- Po czym zmienił temat. - W każdym razie, ćwicz co ci pokazałem. Jak przyjadę znów, sprawdzę jak ci idzie. I jeśli zrobisz postępy to nauczę cię czegoś nowego. A teraz wracajmy do środka, nie wiem jak u ciebie, ale mój tyłek zamarzł na tym mrozie. Rozmowa Williama i Raze’a przerwana została gdy Jun i Ann weszli do środka. William od razu podszedł do wampirzycy, objął ją poufale chwytając za tyłek i pocałował w policzek. - I jak się bawiłaś skarbie? Ann zachichotała wtulając się w szyję wampira. - Och, świetnie! Dziękuuuję...! - powiedziała i ucałowała Williama obok ust, jakby obiecując dalsze wydarzenia później. - Więc, jak się spisała ?- Raze zwrócił się do Juna, a ten wzruszył ramionami. - Na razie nie było źle, ale na tym etapie trudno powiedzieć. - Ok. To my się zwijamy na razie.- dodał Raze z uśmiechem. - Nie możemy zostać do jutra. Mam interesy do załatwienia w Nowym Yorku. - My też mamy interesy, prawda kotku? - zapytała Williama. Wampir skinął głową uśmiechając się czule. A Jun dał kuksańca Raze’owi znacząco się uśmiechając. Gangrel odpowiedział uśmiechem i słowami. - Nie masz nawet pojęcia jak… - po czym dodał po chwili do Juna. - Dobra, to chodźmy i zostawmy zakochane ptaszki razem. Na razie Will. Obaj wyszli, a Will spojrzał na Ann.- Dobrze się bawiłaś? - Nie tak dobrze jakbym chciała, oczywiście. - stwierdziła - Ale nie mogłam przecież przesadzać przy śmiertelnym. Jestem grzeczna. - I dobrze. Nie ma co się popisywać przed śmiertelnikami. Wielu łowców wampirów zaczynało jako świadkowie takich popisów.- dodał uprzejmie William i dodał dumnie. - Szykuję się do wydania nowego wydania moich wierszy. Zainteresowana posłuchaniem kilku z nich? - Jestem umówiona z magiem, tym Vincentem i chciałam cię poprosić byś mnie zawiózł do Róży. Niechętnie ominie mnie sprawa z wampirem co uciekał Sabatowi... - była zadowolona, że tym razem ma prawdziwą wymówkę. - Ów wampir nigdzie się nie wybiera. Nasz książę ma do niego pytania, a Książę… też się zaciekawił.- rzekł William ruszając w kierunku wieszaka po kurtkę. Nie dlatego, że ją potrzebował, lecz dla pozorów. - Ale ominie mnie przesłuchanie. - westchnęła sama się zbierając. - Rozmowa. On nie jest o nic oskarżony.- przypomniał jej William otwierając drzwi przed dziewczyną. - I jest prawdopodobnie jednym z nas. Jest członkiem Camarilli. - Tylko prawdopodobnie! - zaśmiała się dziewczyna wychodząc na zewnątrz. <Róża> Vincent już na nią czekał. Z butelką burbonu i papierosem. Wyglądał na nieco zdenerwowanego. Albo zaniepokojonego. Przed sobą miał kilkanaście notatek i przyglądał się kartkom ćmiąc papierosa. Ann za to weszła cała w skowronkach i nawet cmoknęła Vincenta w policzek nim usiadła przed nim opierając brodę na dłoniach. - Coś nie w sosie jesteś. - Usiądź. - rzekł poważnym tonem Vincent i nalał sobie alkoholu. - Otóż. Mogę wejść w twoje wspomnienia, spenetrować je i wydobyć informacje. Mogę… ale tego nie zrobię. Mogę bowiem tak zrobić tylko teoretycznie. Nie mam doświadczenia w wyciąganiu informacji, nawet jeśli widziałem jak ktoś inny to robi. Bez odpowiedniego przygotowania jestem rzeźnikiem, a do tego potrzebny jest chirurg. Mam więc… inny plan. Który nie zakończy się rozwaleniem twojej psyche w kawałki. Bo o ile ciało się ci może zregenerować, to umysł już nie. - ...to... mógłbyś po prostu zdewastować moją psychikę? - zdziwiła się - Więc jeżeli nie to, to jaki masz plan? - Taki który ewentualnie może zdewastować ci psychikę.- odparł Vincent popijając trunek.- Otóż, zamiast na chama wdzierać ci się do głowy i przetrząsać wspomnienia, mogę wejść tylną furtką poprzez majaki senne i pozwolić ci przeżyć owo wspomnienie jako sen. Tyle że wspomnienia przeżywane poprzez sny, są filtrowane przez emocje. Więc ogólnie to byłby koszmar na jawie. Nie wiem na ile to twoje emocje zniekształcą prawdę, ale jest szansa że z grubsza będziesz wiedziała jak wyglądał ten który cię zmienił w wampirzycę. Nie będzie to szczególne przyjemne doświadczenie i możesz potem dostać jakiejś traumy, ale to z dwojga złego to lepsze rozwiązanie. - Świetnie! - zgodziła się od razu - Poradzę sobie. Co noc mam koszmary, więc to nie może być gorsze. - Koszmar na jawie. Mówimy tu o świadomym śnieniu.- wyjaśnił różnicę Vincent i zapalił papierosa. - To bardziej nieprzyjemne przeżycie, gdy zamiast podświadomości to twoja świadomość wędruje przez sen. - Bardziej nieprzyjemne od bycia zakopywanym... em... jakby żywcem po śmierci? - Nie. Ale zdajesz sobie sprawę, że to właśnie będzie motywem przewodnim twojego koszmaru? - zapytał retorycznie mag ćmiąc papierosa. - To raczej będzie jego zakończenie. Najpierw mój "tatuś" musi mnie upolować, zadźgać i Przemienić... Później do dołu wrzuci. - Noc przemiany. Od początku do końca. Nie mogę zrobić emocjonalnej kotwicy dla snu z dokładnej godziny.- wyjaśnił Vincent ćmiąc papierosa. - Czyli przeżyjesz wszystko jeszcze raz. Tylko będzie straszniej , niż było naprawdę. - Czemu straszniej? - zdziwiła się. - Emocją jakie powiązałaś z pewnością z tym wspomnieniem jest strach. I ta emocja wypaczy nieco… albo wypaczy bardzo to wspomnienie. - odparł Vincent ćmiąc papierosa. - Czyniąc je jeszcze bardziej nieprzyjemnym i bardziej surrealnym. - Teraz jestem lekko zaniepokojona... - przyznała - Ale wiesz... - przysunęła usta do ucha Vincenta - W pokoju maluję krwią po ścianach, jak koszmary mnie pchną w to... Więc wiesz... - Nie wspomniała skąd bierze krew. - Lukrecja obedrze mnie z kasy. I tak będzie fukała na wysmarowanie kredą pokoju w jej hotelu. - westchnął mag jakoś nie poruszony jej słowami. - Poproszę Willa by zapłacił jej za to co się stanie z mojego powodu. - obiecała. - Ok. Jesteś gotowa?- zapytał mag zbierając swoje notatki na kupę. - Jak nigdy. Mag zaprowadził ją na górę, do wynajętego przez niego pokoju. Tam na środku podłogi nakreślony został kredą skomplikowany wzór, składający się z kręgów i łączących ich kresek. Jakichś tajemniczych znaków i zapalonych świeczek. Vincent wskazał miejsce na środku tego wzoru, pustego koła znajdującego się w centrum. -Tam usiądż.- rzekł zamykając za nią drzwi. Ann posłusznie usiadła na wskazanym miejscu. - Jesteś pewien, że na wampira zadziała? - Powinno. Nie będziesz pierwszą wampirzycą której mieszałem w głowie. No i już się przekonałaś, że mogę przymusić cię do nie wchodzenia tam, gdzie nie chcę byś weszła.- przypomniał Vincent tasując karty. - Czy to będzie długo trwało? Jak wtedy? Jak sen? - Realnie potrwa to dwie trzy godziny. Ale sen ma własną logikę i czas we śnie ulega rozciągnięciu.- usiadł przed nią i wyciągnął kartę z talii. - Proszę na nią spoglądać i z kupić się, gdy będę… nazwijmy to czarowaniem. Karta przedstawiała rzekę krwi pomiędzy dwoma sztyletami. Na samym dole była kąpiąca/topiąca się w niej niewiasta. Nieco powyżej sztyletów były dwa wilkołaki. Nad nimi był zielonkawy księżyc z twarzą kobiety. Decem… novem… octo…- zaczął monotonnie mruczeć Vincent trzymając kartę przed twarzą Ann, a wampirzyca uważnie wpatrywała się w karty. -... due, uno. Świat znikł. Ann znalazła się wśród ludzi zamkniętych w ciężarówce, a może owiec, królików? Niektóre twarze miały bardzo zwierzęce cechy, długie uszy, zęby, zwierzęce oczy i zwierzęce rysy. Panował smród i chłód. Ludzie byli apatyczni. Ann jechała czując się ściskana w tym tłumie kloszardów, miażdżona niemal. Słyszała szum szeptów, rozpoznawała niektóre wypowiedzi. “Jestem głodny” “Zabiją nas” “Jedna działka, potrzebuję jednej działki.” Nie wiedzieli jak długo już jechali i kiedy to się skończy. Ann wiedziała, bo już raz to przeżyła. Chociaż była już kimś innym to jednak wspomnienia uczuć powoli napływały. Czuła głód... Ale nie był to ludzki głód. Czy ona w ogóle pamiętała jak się go odczuwa? Na pewno czuła strach... Tylko razem wydawał się strachem bardziej prymitywnym, strachem zwierzęcia. Po chwili drzwi się otworzyły, a za nimi były bestie. I to dosłownie. Nie widziała wampirów, widziała pokraczne humanoidalne sylwetki. Zgarbione i z długimi łapami zakończonymi pazurami, świecące na czerwono oczy, rzędy kłów w pyskach. Nie wydawały poleceń, tylko warczały jak dzikie bestie. Jednak tłum prowadzony na rzeź zdawał się je rozumieć i wylał się niczym fala z paki ciężarówki, porywając Ann ze sobą. Śmiertelną i ciepłą Ann, słabą… łatwy cel. Wydawało jej się, że czuje uderzenia młotem w klatce piersiowej, drżenia rąk i nóg. Chciała się skulić, być niewidoczna. Cień gdzieś na granicy wzroku, wysoki, długi. Kobiecy głos. - Czas zacząć ucztę. Bestie po prostu rzuciły się na ludzkie bydło, które zaczęło się rozbiegać w panice. jeden po drugim. Ludzie ginęli w ten sam sposób, gardła były rozrywane… krew była pita. Potwory nie przejmowały się ucieczką śmiertelników. Nie byłoby zabawy, gdyby dawali się potulnie zarzynać. Poczuła panikę, jaką potrafiła odczuwać już wcześniej we snach... panikę z przeszłości. I ta panika dodała jej odwagi, gdy pchnęła nogi do ucieczki, z dala od krwi, z dala od śmierci, z dala od zapachu cierpienia i strachu. Między schronienie gęstych liści, byle dalej, byle szybciej. Zapach krwi słabnie zastępowany zapachem mordej ściółki… Za sobą słyszała krzyki zarzynanych owiec, świni, a nie ludzi. Las pachniał krwią i moczem, a może to ona nimi pachniała? Na pewno śmierdziała strachem. Za sobą, kątem oka widziała drgające ciała humanoidalnych zwierząt wrzucane przez bestie do dołów śmierci. Przed sobą, pokrzywione drzewa kpiące z jej próby ucieczki. Bo przecież nie można uciec przed potworami, nie można uciec przed śmiercią. A jednak próbowała, bo tak bardzo chciała żyć. Uciekła już wcześniej, ucieka i teraz. Miała jeszcze tyle życia przed sobą! Tyle planów! Musiała uciec! Tylko dokąd? Jak tylko wpadła w las, znalazła się w klatce. Wszystkie drzewa były takie same, wszystkie z niej kpiły i chichotały. Czarne cienie wznoszące się ponad nią. Nagle zimne kobiece palce zacisnęły się na jej gardle dusząc głos. Została pochwycona od tyłu, kiedy? Jak? Dusiła się ściskana brutalnie za szyję. “Daleko się zapuściłaś.” głos kobiecy, zimny. beznamiętny… jakby nie była człowiekiem, a bakterią pod mikroskopem. https://i.pinimg.com/originals/b8/6b/a8/b86ba81a53724a9b15bf66fc1fe30a82.jpg Chuda, blada kreatura o niemal łysej czaszce i opalizująco fioletowych oczach i czarnych szponach. Czasami wydaje się całkiem ludzka, częściej jej rysy się nieludzko wydłużając zmieniając oblicze diabelską karykaturę wychudzonej kobiety. “Zmusiłaś mnie do gonitwy pionku. I dlatego pocierpisz przed przed przemianą w coś użytecznego.” Wybijała nóż w ciało pochwyconej Ann, tak by zadać jak najwięcej bólu, nie uszkadzając witalnych organów. Ann wrzeszczała. Broniła się. Błagała, choć nie wiedziała co tak naprawdę błaga. Potwora czy człowieka? - Dlaczego?! Błagam! Daruj! Zrobię co chcesz! “Oczywiście, że zrobisz.” zimny kobiecy głos, zimny dotyk stali przeszywający bólem wnętrznosci. “Wykrwawiasz się i cierpisz. I tego właśnie od ciebie oczekuję.” Rozumiała, że jej głos słabnie. Dłonie chwytające tnące skórę ostrze także trzymały coraz słabiej, choć nadal próbowały toczyć tę nierówną walkę. Czuła metaliczną krew wypływającą kącikami ust, czuła jak zaczyna ona zalewać płuca i coraz ciężej się oddycha, gdy zaczyna wydychać szkarłat. Próbowała mówić, ale to było nieskładne, a nawet szept powodował ból. Ostatnie składne słowo brzmiało "Dlaczego..." Nie otrzymała odpowiedzi, za to poczuła straszliwy ból, gdy kły wbiły się w jej krtań wysysając wraz krwią resztki życia. Potem coś wlało się do ust Ann, coś ciepłego i metalicznego w smaku. “Nie zawiedź mnie pionku. Bądź użyteczna.” Ciemność, zimno, śmierć… Pobudka nastąpiła w grobie. Ann pamiętała tłoczące się wokół niej ciała wampirów, równie oszalałe z głodu jak ona. Tym razem tak nie było. Tym razem ciała stopiły się w jedną masę twarzy, dłoni, oczu zębów. Prawdziwie tzimitze’owską kreaturę otaczającą ją z każdej strony, chwytającą rękami, kąsającą, szepczącą jej szaleńcze sekrety i próbującą ją wchłonąć w siebie… uczynić ją częścią tej przerażającej masy stopionych ze sobą nieszczęśników. Tonęła w tej masie. Dusiła się choć nie umierała. Drapała, gryzła. Czuła zapach krwi i emocji, czuła strach i zwierzęcy głód. Chciała rozszarpywać, chciała płynąć w czerwieni i ją pochłaniać całą swoją istotą. Była niepowstrzymanym drapieżnikiem na szczycie łańcucha pokarmowego, mogła niszczyć i zdobywać. Musiała tylko zjeść tych, co ją chcieli utopić. Wyciągnięcie się z tej masy zabrało dużo sił i jeszcze więcej kosztowało złości i bólu... Aż w końcu rozkleiła się z ostatnim ciałem i wyciągnęła na zewnątrz. Noc zamigotała dziesiątkami barw, niemal oślepiając Ann. Wszystko nagle stało się kalejdoskopem wirujących plam barwnych. Było to niemal chorobliwe uczucie. Gdy wirowanie spowalniało i plamy wydawały się ostrzejsze, zorientowała się że siedzi w pozycji klęczącej w kręgu wyrysowanym przez maga. Sam Vincent siedział przed nią tasując karty i wyciągając co chwila jedną z nich. Nie wyglądało to na czarowanie, a raczej na zabijanie nudy. Nie miała czasu zresztą na rozmyślanie o tym, bo ją mocno zemdliło. Pochyliła się drżąc i zaczęła wymiotować krwią. Vincent przyglądał się temu beznamiętnie, jakby właśnie tego się spodziewał. Poczekał aż przestanie wymiotować i zapytał. - No i jak? Zobaczyłaś to co chciałaś? Możemy powtórzyć rytuał jutro, jeśli zajdzie taka potrzeba, ale dziś już nie… wystarczająco mocno testowaliśmy dziś twój umysł. Ann drżała jak osika. Vincent widział w jej oczach pomieszanie strachu i zwierzęcej motywacji przeżycia. Dotykała ukryte pod ubraniem części ciała, a na boku na wysokości płuca pojawiła się czerwona plama jaka przeciekła przez zakrywający zwykle opatrunek. - Widziałam ją... - szepnęła drżącym głosem z szeroko otwartymi oczyma - Widziałam… - To dobrze. Miejmy nadzieję, że sen nie zniekształcił jej rysów.- odparł flegmatycznie mag tasując karty. Wampirzyca silnie obejmowała się rękoma, ciągle nie mogąc strącić z siebie szoku przeżyć. Wbijała sobie paznokcie w ramiona raniąc się do krwi. Vincent ostrożnie podszedł i przytulił ją do siebie.- No już, już… zła pani sobie poszła. Niskie warknięcie rozległo się z gardła Ann. - Nic nie rozumiesz... - głos dziewczyny miał w sobie coś zwierzęcego - Nie możesz... Bo żyjesz… - Nie to nie.- Vincent po prostu odstąpił od dziewczyny i podszedł do łóżka na którym to usiadł czekając, aż ona dojdzie do siebie. Minęło trochę czasu nim Ann się uspokoiła... przynajmniej nerwowo. Choć bez ostrzeżenia rzuciła się na maga i zaczęła w niego histerycznie płakać krwawymi łzami. Vincent tym razem się nie odzywał, jedynie głaskał ją po włosach jakby była małą dziewczynką. Sama Ann za to zachowywała się jak małe dziecko, potrzebujące przytulenia, gdy wtulała się tak... i wyraźnie nie myślała go puścić. Minęło tak z dwie godziny siedzenia razem, Vincent nic przez ten czas się nie odzywał czekając cierpliwie. W końcu jednak spytał.-Już lepiej?- - ... Chcę zostać z tobą… - Ok. Tyle że długo nie zostaniemy.- westchnął Vincent.- Trochę nocy straciliśmy na rytuał. A przy okazji… dał ci on coś? Czy chcesz go jutro powtórzyć? - Dał mi... - przyznała wtulona - A powtórzyć... Może? Nie wiem... Zawsze mogłabym więcej się dowiedzieć, prawda? - Nie. Tego nie mogę zagwarantować. Możesz równie dobrze torturować się koszmarami przez kilka nocy nie zyskując żadnych nowych informacji.- wyjaśnił Vincent nie wypuszczając jej z objęć. - To chyba sobie odpuszczę. - powiedziała - Nie chcę tego znowu przechodzić. - Mądra decyzja.- zgodził się z nią mag i spytał. - Co planujesz zrobić z informacjami jakie zdobyłaś? Siedząc tu lub w Nowym Jorku i tak swojej twórczyni nie spotkasz. - Ja... Nie wiem... - powiedziała szczerze - Chciałam zobaczyć kto jest odpowiedzialny za mój stan... ale planu jako takiego nie mam. Jestem kundlem, pamiętasz? Nie wiem czy magowie mają takich jak ja, wyrzutków społecznych, jakich większość ledwo toleruje, o ile w ogóle. Nie mam wielkich wpływów i znajomości, potęgi. - Mamy swoje uprzedzenia, ale nie mogąc produkować potomków tak jak wy, nie stać nas na otwarty ostracyzm. Co najwyżej na protekcjonalność. - odparł ironicznie Vincent. - Nie jest rzadkie, że część po prostu nas ubija... chociaż nasze istnienie to w końcu ich wina, a nie nasza. - skrzywiła się - Wy nie zabijacie swoich "bękarcich magów"? - Zabijamy maruderów, magów których Cisza… których szaleństwo deformuje rzeczywistość wokół nich. Zabijamy infernalistów, zabijamy tych którzy są zagrożeniem dla magów i Śpiących. Nie ma też czegoś takiego jak bękarci mag… są Osieroceni, magowie którzy zazwyczaj ulegli Przebudzeniu z dala od jakichkolwiek Fundacji i nie należą do żadnych Tradycji. Ci są poszukiwani i włączani w struktury naszych organizacji i szkoleni.- Vincent zapalił papierosa.- Nie wiem czemu nie jesteś w stanie tego pojąć. Magów się nie tworzy, magowie się rodzą i ulegają Przebudzeniu. I jest ich zdecydowanie mniej niż wampirów. Każdy nowy członek jest dla nas cenny. - Po prostu... to zastanawiające. Nie da się stworzyć maga? Nauczyć z książek? Przecież jest taki z Stillwater... Dał mi sztylet. - To nie mag. To czarnoksiężnik, kultysta. - odparł Vincent wzdychając. - Przywiązany do rytuałów, które musi wykonawać co do joty. I chodząca bomba czasowa. Prędzej czy później jakaś Fundacja będzie musiała przyjechać, zabić go i posprzątać katastrofę, który niewątpliwie wywoła. - Zabić go? To naprawdę konieczne? - Ann nie była zadowolona. - Infernaliści rekrutują się często spośród takich jak on.- odparł Vincent. - I nie mówię o prewencyjnym go ubiciu. Nie jesteśmy potworami. Ale… prędzej czy później noga mu się podwinie i skończy jako zagrożenie dla siebie i innych. Taki jest ich los. - Z tego co kojarzę to... ma związek z jedną z nas, więc... - wzruszyła ramionami. - To bez znaczenia.- machnął dłonią Vincent. - Jak już przyjdzie nam interweniować to sytuacja będzie poważna. Coś takiego jak tutejszy szpital, tylko na mniejszą skalę. Bądź co bądź nie ma takiej mocy jak prawdziwy mag. - Mówisz jak klanowe wampiry o bezklanowcach... - Ann wyraźnie to nie podobało się - PRAWDZIWE… - Mówię jak mag o czarowniku. - odparł Vincent zapalając papierosa. - Mówię jak wampir o wilkołaku. Ten tutejszy sztukmistrz nie jest gorszym rodzajem maga. Jest czymś innym, tak jak Tzimisce. Słyszałaś kiedyś powiedzenie… o tym, że jest wiele sposobów na obdarcie kota ze skóry? To się sprawdza w tej kwestii. Wampir, mag, mumia, wilkołak… każde z tych stworzeń może osiągnąć ten sam efekt stosując inną metodę. Ann odetchnęła głęboko. - Dzięki za możliwość… - Życie jest parszywe i niesprawiedliwe. Nawet po śmierci.- przyznał Vincent wydychając chmurę papierosowego dymu. - Spodziewałaś się czegoś innego? Rycerze w lśniących zbrojach poszli do piachu gdzieś w XV wieku. Nie ma co liczyć na ideały. - Nie, to Sabat... Po prostu chciałam wiedzieć. Znać twarz. - przyznała - Upewnić się czy to naprawdę Lasombra... a nie dziwny zbieg okoliczności, jaki zdarza się z bezklanowcami. - Aaa to… nie ma sprawy. Cieszę że udało ci się za pierwszym razem. Domyślam się jak nieprzyjemne to było wspomnienie. - odparł uprzejmie Vincent. - Skąd wiesz, że to jednak Lasombra? - Cienie... One... Otaczały... Tak sądzę… - To dobry znak. Sen mógł przeinaczyć nieco to co widziałaś… ale prawda może ukryta za tą symboliką.- zgodził się z nią mag. - Co teraz zamierzasz robić? - Dzisiaj? Spać zapewne. Wynająłem pokój obok.- przyznał się Vincent.- Całe to czarowanie to też wysiłek z mojej strony. Przygotowanie wszyskiego, zaplanowanie. - Powiem Williamowi by opłacił za ciebie ten pokój, żeby Luci się nie złościła... - obiecała. - Nie ma potrzeby. Opłata pójdzie na konto mojej Fundacji. Chętnie uszczuplę ich zasoby w podzięce za to zesłanie. - zażartował Vincent ćmiąc papierosa. - Poza tym, będąc potomkiem arystokratycznego rodu, nie jestem biedakiem. Wampirzyca ponownie przytuliła maga. - Tak bardzo bym chciała móc odczuwać uczucia żywych... Ciekawe co bym odczuwała do ciebie. - Cóż… magnetyczny pociąg ku mojej charyzmatycznej osobie.- odparł z bezczelnym uśmieszkiem Vincent ćmiąc papierosa. - Mówili ci już, że jesteś nadętym dupkiem? - Wiele razy, ale jako nadęty dupek, rzadko ich słucham.- odparł z flegmatycznym uśmieszkiem mag. - Teraz na pewno nie mam ochoty pić z ciebie i się bawić. - wzruszyła ramionami - Więc możesz sobie spać spokojnie. Ja wracam do swojego geja. - Do następnej nocy.- mężczyzna cmoknął ją czule w zimne czoło.
  • 0 Głosy
    308 Posty
    4k Wyświetlenia
    WiredW
    Również dzięki za grę fajnie było poznać nowy system i popatrzeć na zmagania hobbitów
  • U bram raju - komentarze

    Komentarze
    176
    1 Głosy
    176 Posty
    3k Wyświetlenia
    RewikR
    Hejka, Przyszedłem się pożegnać. Także z forum, przynajmniej na jakiś czas. Powodzenia i masy zabawy wszystkim.
  • Festiwal Fantastyki Opolcon 2026

    Przypięte do 14.08.2026, 10:59 Wydarzenia
    1
    1
    1 Głosy
    1 Posty
    10 Wyświetlenia
    AdministratorA
    [image: 1784977083343-8f0cfe08-277a-448e-a592-2f3bd3f593e0-image-resized.jpeg]-| Rolltelling chciałby zaprosić na XIII edycję Festiwalu Fantastyki Opolcon, który odbędzie się w dniach 11-13 września 2026 r. w Opolu w Zespole Szkół Elektrycznych i Zespole Szkół Ekonomicznych przy ul. Kościuszki oraz w Publicznym Liceum Ogólnokształcącym nr 8 przy ul. Ozimskiej. Festiwal Fantastyki Opolcon to jeden z największych darmowych ogólnopolskich festiwali miłośników fantastyki, który jest organizowany przez Opolski Klub Fantastyki Fenix od 2013 r. W trakcie trzech dni festiwalu będzie można wziąć udział w prelekcjach tematycznych, spotkaniach autorskich, turniejach, konkursach i warsztatach. Nie zabraknie również gier planszowych i retro konsol, a także fantastycznych wystawców, u których będzie można zakupić ciekawe gadżety i produkty handmade. W sobotę (12.09) odbędzie się najważniejszy punkt programu, Konkurs Cosplay, podczas którego uczestnicy będą prezentować na scenie własnoręcznie wykonane stroje postaci ze świata popkultury. Zachęcam do śledzenia wydarzenia na Facebooku: https://fb.me/e/1WjmDnJA0I
  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)

    Komentarze
    87
    2 Głosy
    87 Posty
    1k Wyświetlenia
    CioldanC
    Heja! Ja wciąż na wakacjach, więc niestety nie byłem w stanie rozegrać sceny w doc. Udało mi się jednak coś sklecić. Myślę, że ta rozmowa zajmie im jakieś 15 min, czyli do kuraków zostanie im pół dzwona, a muszą też wrócić... — Duivel chciałby pójść z Thiemo do Jego brata, ale może czasu zabraknąć... Może coś Albert powie o okolicznych domach, to odwiedziliby jeszcze kogoś wracając na obiad. Wtedy praktycznie ten sam zestaw pytań by padł. — Jeśli w kolejnej turze ma dojść do raportu dla Kolesnikova, to Duivel powie wszystko czego dowiedziałby się od Alberta i ewentualnego drugiego domu. Do tego powie, że dobrze byłoby się jakoś odróżniać od tamtych bo z opisu to wyglądają podobnie do naszych. Herb Ostlandu jakoś wyrysować na ciuchach czy cuś, żeby wzbudzić zaufanie — jeśli ktoś wparuje do chaty Alberta podczas rozmowy to elf momentalnie bierze łuk i odskakuje do tyłu aby spróbować chociaż oddać dwa strzały. Rzuci tylko do Alberta 'to Ci źli?!' — po rozmowie u Alberta zakłada kaptur i ściąga pewnie dopiero gdy wróci na obiad. Chyba tyle...
  • Komentarze

    Komentarze
    19
    0 Głosy
    19 Posty
    308 Wyświetlenia
    KaworuK
    Hej ludki Chciałem poinformować, że wyjeżdżam na wakacje trwające tydzień, jadę w niedzielę i wracam w niedzielę, więc możecie się spodziewać mojego posta w sesji najwcześniej w poniedziałek (ten za tydzień, nie ten co teraz będzie). Proszę, zBNujcie moją postać do tego czasu, okej?
  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze

    Komentarze sercetajgi
    200
    1 Głosy
    200 Posty
    3k Wyświetlenia
    KaworuK
    Hej ludki Chciałem poinformować, że wyjeżdżam na wakacje trwające tydzień, jadę w niedzielę i wracam w niedzielę, więc możecie się spodziewać mojego posta w sesji najwcześniej w poniedziałek (ten za tydzień, nie ten co teraz będzie). Proszę, zBNujcie moją postać do tego czasu, okej? PS. Moja postać jest w dosyć kłopotliwej sytuacji i nie myśli teraz o dekodowaniu żadnych masek, ona chce stąd uciec... xD
  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy

    Rozgrywka import
    220
    0 Głosy
    220 Posty
    1k Wyświetlenia
    CioldanC
    Przez większość rozmowy Duivel milczał, pozwalając Thiemo prowadzić - to jego miasto, jego znajomy, jego prawo do pierwszych pytań. Elf siedział przy stole, w kapturze, przytakując tam, gdzie wypadało, czasem rzucając krótkie "mhm" albo "rozumiem", nie przerywając wspominkom o dawnych czasach ani żalom piekarza. Obserwował za to uważnie twarz Alberta - te małe rzeczy, których słowa nie zdradzają. Drżenie rąk. Spojrzenie rzucane w stronę drzwi za każdym głośniejszym dźwiękiem z ulicy. Dopiero gdy Albert skończył swoją przygnębioną tyradę o czekającym go losie, a Thiemo chwilę siedział w milczeniu, Duivel się odezwał — Albercie — zaczął spokojnie, rzeczowo, bez zbędnych wstępów — ludzie z twojej ulicy. Sąsiedzi. Wszyscy się pochowali, tak jak ty? Czy ktoś jednak wyszedł, nie wrócił, zniknął, przyłączył się do buntowników? — chciał wiedzieć, czy strach zamknął wszystkich w domach, czy może ktoś już padł ofiarą tego, co działo się w mieście. Zawiesił na chwilę wzrok na piecu, jakby dopiero teraz zauważył wygaszony żar. Odsunął kaptur do tyłu, odsłaniając twarz i uszy - nie było już sensu tego ukrywać przed kimś, kto wpuścił ich do własnej kuchni i podzielił się ostatnim chlebem, po czym wrócił do pytań. — A ci najemnicy. Ci od tej "ruchawki". Wiesz, skąd byli? Ilu ich mogło być? — nachylił się lekko nad stołem — I to ważne - widziałeś wśród nich kogoś w szatach maga? Albo słyszałeś o czymś takim? Czy tylko miecze i topory? Wyczekał w spokoju na odpowiedź, pozwolił wtrącić Thiemo swoje trzy grosze, a następnie przeszedł do kolejnych pytań, jakby układał już w głowie mapę miasta. — Dym, jaki widzieliśmy od strony świątyni, z murów — wiesz, co się może palić w tamtej okolicy? — zmarszczył brwi — no i zwierzoludzie. Widziałeś jakieś rogate bestie w mieście, czy to tylko ludzie przeciwko ludziom? Ostatnie pytania zadał już nieco ciszej, jakby świadom, że dotyka najbardziej niebezpiecznego gruntu. — Została tu jeszcze jakaś straż miejska? Ktokolwiek, kto by się bronił albo organizował opór? — spojrzał Albertowi prosto w oczy — I czy wiesz, gdzie mogliby teraz siedzieć ci, co tym wszystkim dowodzą? Czy to obrońcy miasta, czy co najemnicy, czy ktokolwiek inny. Gdy piekarz skończył odpowiadać, Duivel skinął głową, jakby układał sobie w głowie te informacje na później. Wstał, sięgnął po rękę Alberta i uścisnął ją mocno, po żołniersku. — Dziękuję. Za chleb, za wino, za to, że w ogóle otworzyłeś drzwi. — powiedział to bez cienia ironii i bez żadnych swoich uśmieszków — Nie poddawaj się jeszcze. Za nami idzie cały regiment, nie tylko garstka zwiadowców. — elf zrobił krótką pauzę i wskazał na drzwi — Zamknij się z powrotem na klucz, zarygluj - jak wyjdziemy. I miej nadzieję. Odwrócił się do Thiemo, gotowy zdecydować, co dalej - czy wracać do bramy z tym, czego się dowiedzieli, zanim kuraki wystygną, czy spróbować jeszcze przecisnąć się bliżej Żelaznej, żeby dojść do brata Thiemo.
  • [KULT] The Walking Dead – Zielona Wyspa (18+)

    Rekrutacje
    13
    7 Głosy
    13 Posty
    251 Wyświetlenia
    DhratlachD
    Będę potrzebował listę zmian mechanicznych. Bez tego nie ma szans by cokolwiek ruszyć. Jakieś dodatkowe informacje odnośnie fabuły ostatnich dwóch lat też mile widziane
  • Pechowa siódemka

    Sondy
    13
    5 Głosy
    13 Posty
    138 Wyświetlenia
    PaniczP
    @Kynikos napisał: @Wired napisał: Rozumiem, sam potrzebowałem trochę czasu zanim przywykłem, imo jest gdzieś po środku spektrum toporności. Dla mnie stary WoD z osobnymi rzutami na atak, obronę, obrażenia i wytrzymanie obrażeń (soak) był zbyt problematyczny, niby storytellingowy system a nagle walka zajmuje x godzin Taki już urok starszych mechanik, że potrafią być zbyt rozbudowane i przeciągać starcia. Dlatego dla mnie to system, w którym mordobicie powinno być nisko na liście potencjalnych rozwiązań problemu, a nie domyślnym trybem gry. Ale to już dygresja, i na tym zakończmy. Nie chciałbym, żeby temat zmienił się w dyskusję nt. mechanik (zdążyłem zauważyć, że to tutaj dosyć częste). @Panicz napisał: Jestem zatem świeży, niezaspojlerowany i byłaby świetna okazja, żeby sprawdzić materiał, który sam może kiedyś puszczę w ruch (inspirując się i ucząc u Kolegi) Pozostaje mi mieć nadzieję, że to inspirowanie i uczenie to tylko koleżeńska kurtuazja, a nie faktyczne oczekiwania. Bo w tej kwestii raczej miałbym niewiele do zaoferowania. Plus jest taki, że jeśli bym poprowadził "Rime", to zagranie w jedną przygodę nie byłoby spojlerem. Pierwszy rozdział, z którego najpewniej wybrałbym któryś scenariusz, to wprowadzenie do i przybliżenie Dziesięciu Miast, z których każde ma swój własny problem do rozwiązania. Także poznanie i rozwiązanie problemu np. Easthaven w niczym nie zepsułoby Ci radości z czytania i odkrywania, jakie inne problemy kryją się w Dolinie. Biorąc pod uwagę, że sam scenariusz miałbym w użytku na żywo w ewentualnej przyszłości jako MG, to spoilerów się nie obawiam, wręcz dobrze by było
  • [V5] Przysługa

    Rekrutacje
    37
    2
    4 Głosy
    37 Posty
    600 Wyświetlenia
    KynikosK
    @MiRaaz napisał: https://progeny.odin-matthias.de/ Fajny ten kreator, przeklikałem sobie. Pożytku z niego mieć pewnie nie będę (bo nie grywam w V5), ale dobrze wiedzieć, że coś takiego jest. Dzięki za podzielenie się linkiem. :) Tak sobie klikałem, że z tego klikania zaczął mi się rysować ciekawy koncept: Spoiler "— So when'd ya come to 'Murica, kid?" "— Puñeta... I'm from South Side, you racist fuck." Młody Lasombra Spokrewniony w wieku ok. 20 lat, Portorykańczyk z Chicago, wychowany w rodzinach zastępczych, a później przez uliczny gang, który był dla niego jednocześnie namiastką rodziny i źródłem przemocy. Zaczynał jako chłopiec do bicia i użyteczny szczur od kradzieży, włamań i zdobywania informacji. Z czasem zrozumiał, że adres dostawy albo nazwisko odbiorcy bywają warte więcej niż sam towar. Kiedy gang próbował go wrobić i zostawił na śmierć, doprowadził do konfliktu, w którym jego "rodzina” pożarła samą siebie. To przekonało jego Stwórczynię, że jednak warto go Spokrewnić – nie dlatego że cierpiał, tylko dlatego że potrafił przekuć bezsilność w przewagę. Po wszystkim wymazał dawną tożsamość i został Sebastiánem Miguelem Nemesiem de Los Santos, znanym też jako King Rat (dawne obelgi zmieniając w coś własnego). Gardzi słabością która niczego nie uczy, prowadzi rachunek przysług i krzywd, a szczególną przyjemność sprawia mu poniżanie ludzi, którzy sami znęcają się nad słabszymi. Camarilla o wiele apetyczniejszym fabularnie kąskiem. Chłopak wyrywa się z jednego brutalnego systemu tylko po to, by trafić do o wiele starszego i groźniejszego (oraz znacznie lepiej ubranego). Lore V5 znam powierzchownie, kojarzę że Lasombra układali się tam jakoś z Camarillą o wejście (nawet w Chicago chyba), ale jako że nie są na liście zabronionych klanów to zakładam, że można brać. Zaznaczę też od razu, że to bardzo odległy sygnał wstępnego zainteresowania. Ale żeby rozjaśnić sobie trochę sytuację, zapytam o dwie kwestie @wired: 1. Czy dopuściłbyś postać Żółtodzioba? Na 15 PD aż tak mi nie zależy (teraz tak mówię... ), a ten koncept opiera się na tym, że jego Stwórczyni niespecjalnie kłopotała się wprowadzaniem go do świata Spokrewnionych. Poza oczywistymi punktami takimi jak "ogień zły", "słońce zabija", "pij krew", "Maskarada świętość", etc. Reszty musi nauczyć się sam, bo ona sobie gdzieś zniknęła (a może go zwyczajnie testuje, jak to Lasombra). Jego obecność w koterii mogę argumentować tym, że jest przydatny w kontaktach z szeroko pojętą "ulicą", a z racji młodego wyglądu może łatwiej wkręcać się w jakieś ruchy czy społeczeństwa niezrozumiałe dla starszych wampirów. Oczywiście argumentacja rozpada się, jeśli ktoś inny zdubluje te cechy. Nie będę też ukrywać, że dałoby mi to bardzo wygodną i przede wszystkim fabularną wymówkę, dlaczego postać wie tak mało, dzięki czemu nie musiałbym zagłębiać się w lore V5, z którym jestem mocno do tyłu, a mam alergię na metaploty i niespecjalnie mi się chce. 2. Tutaj powiązane z końcówką poprzedniego punktu i pytam bez złośliwości, bo to dla mnie realna obawa: czy sesja będzie wymagała regularnego przebijania się przez obszerne teksty poświęcone lore, nawet gdy nie mają one bezpośredniego znaczenia dla bieżącej fabuły? Wolę upewnić się zawczasu, żeby wiedzieć czy przewidywany model gry by mi odpowiadał.
  • Gry, które wciągnęły was bez reszty

    Hydepark
    11
    4 Głosy
    11 Posty
    132 Wyświetlenia
    MarrrtM
    Kilka z powyższych tytułów podbijam. Fallouty 1/2/Vegas. This war of mine. Dead Space. Call of Cthulhu: Dark Corners of the Earth. Dodam od siebie: Knights of the old republic. Co tu dużo mówić. Świetna historia z początków świata Star Wars. Ogromny nacisk na relacje bohatera/bohaterki z resztą drużyny, która jest niezwykle barwna i żywa. Do tego wciągająca fabuła, która wręcz błaga o sprawdzanie różnych sposobów na rozwiązywanie questów. 100 % emocji. Children of Morta Ponownie świetna historia. Gracz prowadzi całą rodzinę, której świętym zadaniem jest obrona Góry przed pradawnym zepsuciem przybierającym postać potworów. Niezwykle fajne przerywniki z ich życia codziennego stanowią ukoronowanie levelów pokonywanych w stylu Diablo. Heavy Rain Kryminał, który szczególnie wgryza się w emocje jeśli jest się rodzicem. Choć zakończeń jest kilkanaście nie byłem w stanie obejrzeć tych złych. No po prostu nie byłem. Star Wars Jedi Fallen Order & Survivor Może nie cudo. Ale kurde ze dwa razy uroniłem łezkę śledząc historię Kestisa więc się liczy. Penumbra 1 i 2 Survival horror w najczystszej postaci. I ponownie ciekawa historia okraszona inuicką mitologią. Do tej pory mam ciary po starciu z Clarencem. Amnezja Kolejna seria horrorów od tego samego wydawcy, choć w nieco innym klimacie. Szczególnie mi przypadła do gustu Amnesia Rebirth. Life is Strange Trochę kryminał... trochę serial o dziewczynie z supermocą. Ponownie jednak arcywciągająca historia i jej bardzo naturalne relacje z BN-ami.