Przejdź do treści
  • Rozdział I - Jak zostać trepem?

    Rozgrywka
    5
    4
    0 Głosy
    5 Posty
    61 Wyświetlenia
    WiredW
    Gerhard Adlerhorst był człowiekiem wielkim jak dąb, silnym jak byk i spostrzegawczym jak orzeł. Nic dziwnego, że w rodzimych stronach nazywali go Eiche. To że nosił włócznię ze sobą tylko dopełniało jego miana, wszak Gerhard oznaczało silnego włócznią, ale czy była na tym łez padole lepsza broń? Jego lekko oliwkowa skóra nadawała mu odcień opalenizny i wskazywała na przybysza z południowych prowincji Imperium, tam gdzie jeszcze można było zaznać słońca o tej porze roku. Z czasem się jednak blade twarze Ostlandu zdziwią, bo i w środku zimy będzie tak wyglądał. Zapisanie się do fortu Strielfort u Leopolda Litzblicka było formalnością, wszak w otoczeniu chłopów oderwanych od pługa i cwaniaczków chcących zimę przeżyć na wojskowym wikcie, człowiek o takim wyglądzie fizycznym wyróżniał się co nie miara. Na koniec po podpisaniu dokumentów dał znać, że ma dobre wieści dla komendanta, kapitana Bergera i czy może kapitanowi dać znać jak przybędą na miejsce. Co prawda lekko zaskoczył tym rekrutera, ale dostał zapewnienie że przekazać informację przekaże. Wyjaśniało to też jakoś skąd człowiek z Talabheim znalazł się tak daleko w Ostlandzie. Zresztą to było Leopolda nie pierwsze rodeo i dobrze wiedział, że zbytnia ciekawość dokłada mu jedynie obowiązków, toteż nic więcej nie pytał. Jakie jego zdziwienie było, gdy przed karczmą spotkał swojego starszego kuzyna, lata się nie widzieli - MAXIMUS! Niemal ryknął widząc małego okularnika, a ściskając go na powitanie tamten zapewne martwił się o swoje żebra. - Ty też w Ostlandzie? Choć, przejdziemy się, tu kolejka długa i karczma rekrutami zajęta, co tu robisz? Ile to ja Cię lat nie widziałem, sześć, może więcej? Na pewno zanim tatko mnie do świątyni oddał. - rzekł i poszli zrobić rundkę dalej od karczmy, raz że Dassel nie znali, więc okazja była poznać, a dwa że lepiej było rozmawiać tam gdzie mniej uszu. Szoku doznał, słysząc że uczony kuzyn też się zaciąga do armii i to w biednym zimnym Ostlandzie, ale lżej mu się na duchu zrobiło, wiedząc że nie będzie tam sam. Choć był to jakiś pomysł, z jego wzrostem w innej prowincji miałby trudniej a zapewne kogoś z jego wszechstronnym wykształceniem w forcie nie mają. Kuzyn lata na uniwersytecie spędzał i nie ciągnęło go do lasu jak innych w Talabheim, garba by dostał od tego ślęczenia nad książkami gdyby był wyższy. - Rad jestem Cię widzieć kuzynie. Trzymajmy się razem to szybko minie to szkolenie. - Ja? Dobrze wiesz, że Myrmidia to nie tylko słowa, ja sobie tego miejsca nie wybrałem, ale mnie przez życie prowadzi Bellona Myrmidia i nic mi do tego poza akceptacją wyznaczonych ścieżek. Zresztą jak zapewne wiesz Księga Wojny ma dwadzieścia siedem różnych przekładów. Znając Ciebie przeczytałbyś wszystkie, ja jednak wolę odmrozić sobie tyłek w Ostlandzie robiąc coś praktycznego, naprawdę nie mam co narzekać. [image: shieldandspear3.png] W drodze do fortu Eiche dużo bardziej słuchał niż mówił, zwykle miał to w zwyczaju gdy nie był pewny otoczenia, rozglądał się i jednocześnie przysłuchiwał co mówią inni. Zastanawiał się skąd ta nazwa, fort jakby nie patrzeć miał nazwę iście Kislevską. Zapytał o to kuzyna, ale nie byli pewni. Teren możliwe że był kiedyś w rękach sąsiedniego kraju i po prostu został we władaniu Imperium. Może. Może po budowie poznają, choć tu w północnowschodnim Ostlandzie szkoła inżynieryjna pewnie czerpała więcej z doświadczeń mroźnych tajg Kislevu niż nauk inżynierów szkół z południa, zarówno Tilei jak i Nuln. Wszak śnieg to problem północy. - Już niebawem ujrzycie Strielfort, świeżynki. Ostatnie chwile w cywilu - zakpił jeden z żołnierzy, z drwiną w głosie, niezbyt zachęcającą do bliższego zapoznania się. - Dużo problemów sprawia Las? - zdecydował się zapytać żołnierza Gerhard, reputacja o Lesie Cieni nie ominęła i jego. Co prawda i w Wielkim Lesie w głębi czaiły się niebezpieczeństwa, z zwierzoludźmi i bandytami włącznie, to nikt nie opowiadał o nim z taką trwogą jak o lesie okalającym Góry Środkowe. Fort sam w sobie nie zrobił na Eiche wrażenia, ani dobrego ani złego, porządna robota, odpowiednio podmurowany, w dobrym miejscu bo na wzgórzu, więc i trudniej go zaatakować i mniej las trzeba było karczować. Blisko granicy. Ogólnie postawiony z rozmysłem. Jedynie wyglądało na zbyt nowe by należało kiedyś do Kislevu, mhm, no to Gerharda zaskoczyło, ale nigdy do nauki języków się nie przykładał. Tileański jak kiedyś w końcu ogarnie to będzie cud. - Miau, miau kurwa - pomyślał jak usłyszał żołnierską brać przezywającą rekrutów. Trochę się zdziwią jak stanie obok nich. Lubił ten moment niepewności jaki wzbudzał swoją posturą. - Maxim, jakby Ci kto dokuczał to daj mi znać - oznajmił kuzynowi. Kolejne czynności wiele nie zabrały, Litzblick ich oprowadził ścieżkami aż trafili przed kwatermistrza by odebrać wojskowy ekwipunek. - Dzięki Panie Litzblick - odpowiedział Gerhard na "Powodzenia" zasłyszane od rekrutura, poza uprzejmością chciał się też tym przypomnieć jego pamięci, wszak uzgodnili coś podczas rekrutacji. Otik Beuer do najprzyjemniejszych ludzi nie należał, co było typowe dla osób odpowiedzialnych o zasoby, to na jego barkach spoczywało odmawianie wydzielenia dodatkowych rzeczy i planowanie zimy, a ciężko się mówi nie osobom wyżej w hierarchii, coś co wiedział i Eiche, od tego człowieka zależało w jakiej kondycji mieszkańcy fortu przejdą zimę. A i mówienie nie po raz setny różnym ludziom męczy. Widział to w dzielnicy kupieckiej wśród urzędników, maniera gbura pozwalała oszczędzić sobie zbędnych rozmów, których koniec i tak był do przewidzenia. Dlatego nie utrudniał, bez słowa dał się zmierzyć, zadowolony że w ogóle mieli jego rozmiar. - Dziękuję - zakończył wizytę u kwatermistrza, to było jedyne słowo jakie wypowiedział w jego stronę i czym prędzej zniknął mu z oczu. [image: shieldandspear3.png] Sierżant Otto dotrzymał słowa i od kolejnego dnia zaczęły się mordercze treningi. Gerhard wyróżniał się krzepą toteż radził sobie nieźle, w wspinaczce też miał łatwiej ze względu na wzrost. Najgorzej mu szło z jeździectwem, bo i w walce szkolony i z rzeką Talabec zaznajomiony był, choć nigdy do pływania go nie ciągnęło w przeszłości. W życiu by nie przypuszczał że to podstawowa zdolność do ogarnięcia przez żołnierza, ale widać w Ostlandzie mokradeł nie brakowało i ważne było by z wodą ich zaznajomić. Eiche sam w sobie był odludkiem, toteż rozmowy i zagadywanie innych zostawiał swojemu kuzynowi, samemu często jedynie stojąc obok, zdawkowo odpowiadając na pytania. Przy okazji chciał by inni zrozumieli że Maxim jest pod jego ochroną, i jeśli coś zrobią jego kuzynowi z nim będą mieli do czynienia. Po tylu latach zresztą, dobrze było mieć towarzystwo rodziny, nawet jeśli dalszej bo kuzyn drugiego stopnia. - Przybyliśmy wraz z moim kuzynem a i zarazem odnalezionym po latach druhem, pozwolicie Panowie że przedstawię: Gerhard Adlerhorst. Zacny i porządny to mąż, tyle rzec muszę ja, gdyż przez wrodzoną skromność, sam o sobie nie wyobraża sobie tak powiedzieć. Młody człowiek, to prawda, lecz pełen zapału i wigoru. - rzekł o nim Maxim pewnego dnia gdy przyszło im rozmawiać z kimś kto zdawał się mieć własnego sługę w obozie, choć żadnego "von" na placu nie słyszeli, a tego by spodziewali się po szlachcicu. - Już nie taki młody kuzynie, mówcie mi Eiche - odpowiedział wywołany do tablicy przez krewnego.
  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze

    Komentarze sercetajgi
    293
    1 Głosy
    293 Posty
    8k Wyświetlenia
    CyganC
    @Agnes Proponuje kupić najważniejsze części czyli przód auta, silnik, i narzędzia do południa z Renem i pójść oddać maskę wczorajszej madame żeby uniknąć problemów z nią. Chciałbym spróbować przekonać ją do dołączenia do naszej ekspedycji, żeby uniknąć przedłużania czy mógłbym wykonać odpowiedni test przed postem?
  • Kantyna Strielfortu (komentarze do sesji)

    Komentarze
    23
    1
    1 Głosy
    23 Posty
    118 Wyświetlenia
    WiredW
    @Garanil napisał: @dekline @mortarel jak będziecie mieć PDki, to będziecie mogli sobie wykupić. Taką propozycję podrzucę, czy nie warto może byłoby rozdawać poza normalnymi PDkami specjalne ograniczone możliwością do wydania wyłącznie na te skille, by było po postaciach widać efekty treningów w forcie po czasie? Np. 100 PD teraz na jedną z tych 3ch umiejętności lub do zachowania na później by kupić jedną z tych za 200 (co by ładnie pokazało że miesiąc nauki to za mało by poruszać się biegle w znakach bitewnych, ale jednak już po miesiącu morderczych treningów nie połowimy cechy na jednej z trzech trenowanych umiejek fizycznych). Trzeba by trackować na kartach, że nie są to PDki do wydania na cokolwiek, ale to chyba niewielki problem. PS. W sumie prawo imperium na tej liście mnie trochę zaskakuje, może lepiej prawo wojskowe* lub jakoś inaczej nazwany podzbiór praw funkcjonowania żołnierzy i ich relacji z cywilami? Bo jak ktoś to wykupi to będzie mógł teoretycznie wiedzieć jakie są zasady prawne funkcjonowania mennicy w Altdorfie, a chyba to trepów średnio interesuje ale już wiedza czy zabranie karczmarzowi garłacza podczas interwencji wojsk w wiosce to kradzież czy konfiskata w zgodzie z prawem miałoby duży sens jako przedmiot nauki w forcie. *zbiór norm prawnych regulujących funkcjonowanie sił zbrojnych Imperium, organizację wojska, status żołnierzy i pracowników cywilnych oraz stosunki wewnątrzarmijne i z innymi podmiotami.
  • XIII - Martwa godzina

    Rozgrywka
    26
    1
    1 Głosy
    26 Posty
    339 Wyświetlenia
    CavallinoC
    – Statystyka nie ma tutaj aż tak wiele do powiedzenia – odpowiedziała spokojnie, spoglądając na Alejandro. – Tarot to nie karty do gry. Każda karta niesie ze sobą określoną symbolikę, historię i znaczenie. Przez chwilę obracała Kapłankę w palcach. – Oczywiście można policzyć prawdopodobieństwo, że ta sama karta pojawi się w dwóch kolejnych rozkładach. Tylko to podejście opiera się na przekonaniu, że wybór kart jest wyłącznie przypadkowy. Tarot opiera się na zupełnie innych założeniach – tutaj na to co pojawia się w rozkładzie, wpływa zarówno intencja osoby pytającej, jej energia, intuicja… zależnie od tradycji można to nazywać różnie. Osoba, która korzysta z Tarota, nie wybiera kart przypadkowo. To… – zawahała się, szukając słowa, które nie zabrzmi zbyt pretensjonalnie – …połączenie między osobą a kartami. Kombinacja tych czynników wpływa na to, co się pojawia. Dlatego dwukrotne pojawienie się tej samej karty samo w sobie nie jest dowodem na nic nadnaturalnego. Znaczenie ma kontekst, w którym się ona pojawia. Milczała chwilę, nadal przyglądając się trzymanej karcie. – Robiłam dla O'Hary kilka rozkładów. Czasami pojawiała się Kapłanka, czasami nie. Jednak podczas naszego ostatniego spotkania… jestem pewna, że Kapłanki nie było na stole, kiedy wykładałam karty. Przełknęła ślinę. – Ale po wyjściu O'Hary już się tam znajdowała. Potrząsnęła głową, jakby próbowała pozbyć się wspomnienia. Spojrzała na księgozbiór. – Nie. Nie mam pojęcia, co oznaczają te odręczne dopiski na grzbietach książek. Trochę wygląda to na szyfr, prawda? Daty może? Albo jakiś katalog? Rodzaj sprawy, data i numer? Trochę przypomina mi numery faktur, które wystawiam. – powiedziała. Jej spojrzenie przesunęło się z biblioteczki na dokumenty leżące na biurku. Sama nie wiedziała dlaczego, ale nagle poczuła, że powinna jeszcze raz na nie spojrzeć. Podeszła bliżej i przerzuciła kilka kartek, zatrzymując się przy jednym z rachunków. – Ciekawe. O'Hara opłacał dodatkowe pomieszczenie na strychu – podniosła wzrok na mężczyzn. – Może tam trzymał dokumentację związaną ze śledztwem?
  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen
    674
    0 Głosy
    674 Posty
    12k Wyświetlenia
    DeklineD
    Tak też można zrobić. Ok.
  • O trzech takich, co nie chcieli...

    Komentarze
    9
    0 Głosy
    9 Posty
    79 Wyświetlenia
    The_OnlyT
    Popieram, zostaw fokę, nie będziesz jakieś animu potworki wrzucać. Jak my. Post jutro zamieszczę, dzisiaj pokonała mnie praca.
  • 21 dni Kwarantanny

    Rozgrywka
    66
    3
    4 Głosy
    66 Posty
    2k Wyświetlenia
    NamiN
    [image: WdRqi0P.png] Wiktoria Wrońska Wiktoria z zainteresowaniem nadstawiła uszu. To, co Michał wycedził do Agaty, było dla niej dosyć... Ciekawe. Chciała dać chwilę czasu doktor Wójcik na reakcję. Póki co większość z nich zdawała się być zaskoczona tym spotkaniem. Wrońska nie potrafiła zrozumieć zachowania matki. Mając pod opieką dziecko schować się w jakimś ciemnym kącie i co dalej? Myślała w ogóle, co zrobi dalej? Nie wyglądała. Przecież nie znajdą tutaj jedzenia, wody, ani bezpieczeństwa. Gdyby ktoś o złych intencjach tędy przechodził, skrzywdziłby je bez najmniejszego oporu. Niby kto by go powstrzymał przed większym bestialstwem? Kto usłyszałby ich krzyki? Nie było to odpowiedzialne. Niestety Wiktoria nie doczekała się reakcji epidemiolożki. A szkoda. Zamiast tego Maks wychylił się do przodu. Westchnęła zrezygnowana i spojrzała z zawodem na Michała. Złapała z nim krótki kontakt wzrokowy, ale szybko odwróciła spojrzenie w stronę nowo spotkanych. Alicja odwróciła się do Michała i przez chwilę trwał istny pojedynek na spojrzenia. — Jak stąd wyjdziemy, z radością wyjmę ci wszywkę, żebyś mógł się utopić w alkoholu. — syknęła. Wbrew oczekiwaniom Owczarka i Wiktorii, niewiele zdążyła zrobić, bo kobietą i dzieckiem poniekąd zajął się Maksymilian. Obie wydawały się zaskoczone pojawieniem się Maksymiliana - z ich perspektywy nagłym i niespodziewanym. — My... — zaczęła kobieta, ale wyglądało jakby język stanął jej w gardle. Jej wzrok skupił się raczej na trzymanym przez Kruka łomie. Dziewczynka miała nieco więcej animuszu. — Dwóch panów z rurkami zabrało nam jedzenie. Mama powiedziała, że tutaj nikt nie chodzi, więc nikt nie będzie nas szukać. Pan też chce nam zabrać jedzenie? Nie mamy już jedzenia. — wyjaśniła smutno. Matka wstała i szybko schowała córkę za sobą. — Julia. Julia Jędrzejczyk. Weszłyśmy do budynku na chwilę, Ola musiała skorzystać z toalety. I już nie pozwolono nam wyjść. Wiktoria zrobiła krok do przodu, zostawiając Maksowi więcej przestrzeni za sobą. Spojrzała na kobietę bez większych emocji. Nie planowała się przedstawiać, im mniej kobieta o nich wiedziała i ich planie, tym lepiej. — Proszę wrócić do głównego holu. Tam wydawane jest jedzenie i większość ludzi trzyma się razem. Jest też wielu stróżów prawa, którzy pilnują porządku i gdyby Pani tam została, nie stałaby się Pani, ani Pani dziecku, krzywda. Przeniosła na moment wzrok na dziewczynkę. W głębi serca poczuła lekkie ukłucie. Najpierw smutku, a potem złości. To matka naraziła ją na to niebezpieczeństwo, ukrywając się w ciemnych kątach, gdzie nikt nie mógł im pomóc. — Tutaj jesteście same. A to nie jest bezpieczne miejsce, zwłaszcza z dzieckiem. Jeżeli coś się wydarzy, tutaj możecie nie doczekać się pomocy. Jeżeli boi się pani o córkę, niech pani wróci do ludzi. Proszę udać się tym korytarzem do głównej hali. Pani córka powiedziała przed chwilą, że nie macie już czego jeść. Tutaj to się nie zmieni. Zawahała się na moment. Musiała odetchnąć, odtrącić złe myśli. Na chwilę zapomnieć o gdybaniu na temat własnej córki. — I proszę trzymać się grupy. Najbezpieczniejsze miejsce dla dziecka to nie zawsze to, w którym nikt go nie widzi. Rozumiem, że chciała ją pani ochronić. Ale teraz to właśnie przez ukrywanie się obie zostałyście bez jedzenia. — Nikt nie chce, żebyśmy z nimi były. Mówili coś o zbędnym balaście. Co to jest zbędny balast? — Wyrwało się małej Oli. Julia spojrzała na Wiktorię. — Ta... ci sami ochroniarze, którzy nie zareagowali dzisiaj rano? W tym budynku nie ma bezpiecznych miejsc. — Powiedziała, pokazując świeży, potężny siniak na przedramieniu. — Wierzę pani. I nie zamierzam bronić ludzi, którzy dopuścili do tego, żeby panią uderzono. Zrobiła krótką pauzę. — Ale proszę spojrzeć na Olę. Ona nie potrzebuje teraz idealnie bezpiecznego miejsca, bo takiego chyba już nie ma. Potrzebuje miejsca, w którym ma największą szansę dostać jedzenie, wodę i pomoc. A to nie jest ciemny kąt budynku. — Chodźmy. Odprowadzę was na górę. Jest taki Pan, ma na imię Tomasz. Jest naprawdę w porządku i na pewno wam pomoże. — stwierdziła Alicja Wójcik, chwytając pod rękę Julię. — Dogonię was. — Szepnęła, przechodząc obok Wiktorii. Ta jedynie kiwnęła głową w odpowiedzi. Odprowadziła ją wzrokiem nie rozumiejąc, po co w ogóle to zrobiła. Wiedziała, że ta matka poradziłaby sobie sama. Nie była jej potrzebna asysta. Może gryzły ją wyrzuty sumienia? Wrońska odruchowo zerknęła na reakcję Michała. Pani Epidemiolog zniknęła wkrótce w górze schodów, prowadząc tam matkę z dzieckiem. Natomiast reszta ekspedycji natrafiła na kolejny problem - drzwi zamknięte na kłódkę i zamek kodowy. Z zamkiem bardzo szybko poradził sobie Zieliński - przytknął kartę i zamek zaświecił się na zielono. Pozostała kłódka. — Musieli zamknąć to niedawno. Nie mam klucza. Panie Kruk, byłby Pan łaskaw...?
  • [A masks a new generation game ]Maski: Czas dumy i uprzedzenia

    Rozgrywka
    123
    2 Głosy
    123 Posty
    3k Wyświetlenia
    GurenG
    Poważne Taco -Współczuję za rodziców. Jak mój ojciec zniknął z ekhm… tutejszą kelnerką to było kijowo. Spróbuj przejrzeć twój kostium pod koniec tygodnia jak mi się ustalą terminy. Będziesz miała też czas pomyśleć, czy chcesz te zlecenia z ołtarzykiem przy mojej rodzince. Pamiętaj, że poznałaś dopiero tylko małą część. Dziewczyny jeszcze jakiś czas rozmawiały i o normalniejszych sprawach: cenach narzędzi, sprzęcie w szkole i duchach. Kim jest Joan Murphy? Mephisto przystanął na stopie Sewer Rata, żeby się do niego nachylić i wycedzić: -Wiesz, że brzmisz w najlepszym razie jak Elmirka co zatuli na śmierć… A wiesz że co tam duch z problemem z emocjonalnymi hamulcami, bo Joan jeszcze donasza buty po mnie, to domyśl się czym ci grozi. -Stawiam, że zwierzaków rodzice ci też nie dali- oświadczyła Alex patrząc z rozbawieniem na Nataniela, a potem zrobiła bardzo skruszoną minę przed panią Grażyną. Mistrzynni Kadrów objawia swą moc Pani Kowalsky z kolei westchnęła i przewróciła oczami zanim przeszła do wyjaśnienia spokojnie i rzeczowo: -W sprawie waszej przyjaciółki- Joan to chętnie z nią porozmawiam. Zwłaszcza, że to ona powinna wyrazić zgodę, a nie żeby zgodę podejmowano za nią. Z dobrych wieści, to do celu często bywa więcej niż jedna ścieżka. W kadrach jest opcja złożenia oświadczenie dla rodziny superherosa, bo rodzeństwo z tych samych rodziców i dzieci mają zwiększone szanse na uaktywnienie mocy. To by pozwoliło uregulować wizyty panny Murphy jako czuwanie nad potencjalnego supersa. Musiałabym to jeszcze omówić z panią Dallen. Jest w trakcie rozmów z prawnikiem. ALE-tutaj są gorsze wieści- A.E.G.I.S było chętne do przyjęcia pana Murphy w Blue Collar jako konsultanta nie tylko dlatego, że spalił im parę procesorów… Miało to stworzyć okazję do wykazania się, że nie jest niebezpieczny dla otoczenia jako upiór. A kiedy to udowodni miano pozwolić mu się widywać z rodziną. “Miano”, a więc to był plan na przyszłość. Jeszcze pana Mephisto można usprawiedliwić ochroną drugiej tożsamości, ze nie ujawni się, że jest synem pana Murphy. Panna Joan nie ma tej opcji, a jest córką pana Murphy i nie powinni oficjalnie jeszcze się widywać… Myślę, że to zdenerwowało pana Dallena Seniora- że wchodzimy na cienką linę… Telefon do Hawkmana Dłuższy moment nikt nie przerywał Eddiemu. Może tylko słychac było stukanie klawiatury zanim sekretarka oświadczyła: -Oczywiście przekażę. O… Szef przekazał, że może z panem rozmawiać. Proszę pozostać na linii. Po kilku kliknięciach po drugiej stronie rozległ się głos Hawkmana: -Halo? Blue, to ty? Świetnie, świetnie… Naprawdę, to świetnie się składa. W Europie byłem na dłużej odcięty od Internetu, więc jestem w trakcie nadrabiania zaległości z wydarzeń z ostatnich miesięcy. Zdaje się, że to twoja drużyna była na miejscu w trakcie Halycon City Rock Festival. To z wiedźmą, upiorem i burzą z piorunami. Co właściwie z nimi się stało? Drużyna w pokoju zebrań Jak tylko weszliście usłyszeliście znajomy głos- ten dziewczyński, poirytowany: -Gdzieście do kurewskiej nędzy byli?! Messenger mi milczy od godzin! O takich rzeczach się powiadamia Człowieka przy Monitorze! Inaczej nie ma jak działać. Już myślałam, że tak mi jebło laptop, że urwało mi kontakt, ale i na telefonie nic… I… Dopiero wtedy Joan zwróciła na uwagę ile osób naprawdę weszło. Duch Murphyego stanął przed nią jakby próbując ją osłonić. Na was popatrzył dość skrępowany: -Długo was nie było… Joan mówiła, że zeszliście z jej radaru… Dallenowie są z wami, czy? [image: 1791316877137-51b85e31-20f8-4407-99cf-fca7244f65b9-image.jpeg] Joan ostatecznie stanęła wyprostowana w całej okazałości przed wami. Nataniel mógł się przekonać, że siostra Mephisto sięga mu do ramienia i ma równie czarne, zmierzchwione włosy, ale jej styl ubierania był mieszaniną rockową z anime: buty stanowiące ewolucję między martensami, znad których wystawały skarpety do kolan, których końce wieńczyły kocie mordki, na czarny podkopszulek miała zarzuconą bluzę z krótkim rękawem z czerwono-szarą bluzę z krótkim rękawem- . Patrząc na bransolety, przypinki i paznokcie- Joan Murphy lubiła kiedy czerń kontrastowała się z bardzo jaskrawymi kolorami. Najdłużej patrzyła na Nataniela: -Sewer Rat jak mniemam.
  • Przysługa

    Rozgrywka
    20
    2
    2 Głosy
    20 Posty
    563 Wyświetlenia
    NanatarN
    Pozycja na podłodze obok Lary nie była tak wygodna jak sofa, którą opuścił, ale zapewniała dobre towarzystwo. Kobieta obok jego ramienia emanowała energią, która i jemu się udzielała, spijał ją jak rasowy wampir. Miał z tego miejsca tez dobry punkt obserwacyjny na miętoszącego Collinsa. Słuchał go uchem jednym, uwagę skupiając na wcześniej podjętych decyzjach. Wynajął drugie auto, hotel i zarezerwował czas trzody na jutro. Zaczął nanosić nowe dane na mapę wycieczki, kiedy czułe ucho zarejestrowało zaklęte w enigmę słowa Brendana. Siedział skupiony i słuchał licząc, że ktoś mu wytłumaczy, nie chciał na głupca, czy ignoranta wychodzić. I znów na jedzeniu się skończyło, to mu przypomniało o głodzie. Nim się jednak ruszył obwieścił swoje. -Mamy wynajęte drugie auto. Pokój w Hotelu Grande. W garażu podziemnym lotniska wsiądziemy na dwa auta i pojedziemy w stronę hotelu. Hotel Grande jest wprawdzie budynkiem międzywojennym, ale posiada duże piwnice, nie do końca zagospodarowane. To idealne miejsce by schować tam wampiry z klasą. Mało kto wie, ale piwnice te mają wejścia do kanałów pod miastem. - zawiesił - Tam nie pojedziemy z delegacją, tam pojedzie moja trzoda. Po drodze do hotelu jest długi tunel drogowy, w tunelu jest kilka wejść do kanałów burzowych. Bez obaw, nie będziemy brnąc w gównie. Tamtędy dostaniemy się na posesję przy Lower Hill 123. To były budynek ambasady Republiki Federalnej, obecnie przeznaczony do rozbiórki. Budynek pochodzi z okresy zimnej wojny i posiada schron atomowy, oraz drogę ewakuacyjną. O tych rzeczach wie może jakiś stary Niemiec na wakacjach w Turcji, ja i kilku nerdów. Tam właśnie ukryjemy naszą delegację. - wstał i rozłożył ręce - Trzeba będzie jeszcze dograć jak rozlokujemy trzodę i spokrewnionych w autach, ale na tą chwilę to chyba dobry plan. Jakby mu się humor poprawił. A gdyby się jeszcze udało kogoś wyssać na gorącą głowę.
  • XIII - Martwa godzina

    Komentarze
    89
    0 Głosy
    89 Posty
    488 Wyświetlenia
    CavallinoC
    A ja już wiem od czego zacząć! Lata chodzenia po escape roomach widzać procentują
  • 5 Głosy
    523 Posty
    13k Wyświetlenia
    JohnyTRSJ
    Post poszedł, wyrobicie się do końca tygodnia (maks. do poniedziałku włącznie)? Krzysztof jest już u siebie. Nic mu nie wyskoczy. Paulina i Alicja są u Pauliny. Nic im nie wyskoczy. Możecie zacząć odgrywanie nastolatek lub cokolwiek innego. Ale tak jak poprzednim razem nie wybiegajcie w następny dzień. A w domu Alicji szykuje się przeprawa Mikołaja z policją. Chyba najsensowniej będzie to rozegrać na docu. Pytanie dodatkowe: kto z was zabrał zdjęcia z dyskoteki?
  • [Horror] Gruzy przeszłości

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie
    135
    9 Głosy
    135 Posty
    4k Wyświetlenia
    JohnyTRSJ
    [image: MG-Awatar100.jpg] Szarzyzna Krzysztof Nie wiedział co bardziej dodawało mu skrzydeł w biegu przez miasteczko. Był już prawie na rynku gdy usłyszał syreny radiowozów. Złapał zadyszkę ale biegł dalej. Nadjechał samochód, Krzysiek automatycznie schował się za rogiem zanim do niego dotarło, że to tylko duży fiat, nie opel z zombiakami. W zaułku śmierdziało z kubłów na śmieci. Musiał mieć oczy dookoła głowy: zombiaki, cyganie, dresiarze, policja - żadnych z nich nie chciał spotkać na swojej drodze. W sumie to nikogo nie chciał spotkać. I żeby jego matka nie czekała w otwartym oknie - to byłoby najgorsze. Pobiegł dalej, modląc się do św. Judy Tadeusza, bo sprawa była naprawdę beznadziejna. Nauczyciel wuefu mógłby być z niego dumny. Dobiegł do domu, nie wykaszlał płuc ani pikawa z nerwów mu nie stanęła. Nikt go nie zaczepił. Oraz co najważniejsze, jego mama nie stała w oknie - w dużym pokoju paliło się światło, ale okno było zasłonięte. Jest dobrze. Do tego Marek był w swojej piwnicy, bo tam też paliło się światło. Alicja Krótka piłka, pobiegła jeszcze na górę spakować rzeczy. zbiegła, tylnym wejściem wyszła i poszła do taty pogadać. Powiedzieć mu cześć oraz to że idzie na nockę do koleżanki z klasy. Tata zgodził się bez żadnego oporu. Widziała, że jest zmęczony. Nie, Jarka nie ma w domu, tylne drzwi zostawię otwarte, te z przodu zamknę za klucz, trzeba jeszcze tylko założyć łańcuch. Kasia, Alicja Odprowadziły Kasię i Magdę. Nikt ich nie zaatakował ani nie zaczepił. Jakby nagle te "problemy" zniknęły. Po prostu kolejne spokojne upadające miasteczko z którego każdy marzy żeby wyjechać. Gdyby nie... Gdyby nie policyjne syreny. Z Mikołaja jest świnia, przecież policja wie kim ona jest. Rano Alicja rozmawiała z policją w szkole, mieli jej dane. I jej brat też nie był nieznany. Cholera! Niepokojone przez nikogo Paulina z Alicją bezproblemowo dotarł do domu tej pierwszej. Alicja przypomniała sobie, że w kieszeni spodni nadal ma to zdjęcie z polaroida. Mikołaj Krzysiek zwiał, dziewczyny też sobie poszły. Stał w kuchni czekając na ojca Alicji. Ten nadal nie wszedł do domu. Minęła minuta od pójścia dziewczyn, gdy w końcu usłyszał nadjeżdżającą policję. Czyli jednak nie zignorowali. I mieli adres, psiarnia jednak nie jest taka głupia, potrafią interweniować, a nie tylko stać na wylotówce. Tata Alicji wszedł do środka, dopiero po chwili zauważył stojącego spokojnie Mikołaja. Syreny były coraz głośniejsze. Tata Alicji wyglądał... normalnie. Nie wyglądał na porywacza, gwałciciela, innego zwyrola ani innego Jechowego. Z pewnością nie był też Niemcem. - A ty jesteś...? - Mikołaj, kolega Alicja z klasy. Policyjne syreny ucichły, po chwili ktoś zadzwonił do drzwi. Jest różnica, pomyślał chłopak, zombiaki chcieli wyważyć drzwi, smerfy wiedzą do czego służy dzwonek. - Policja! Proszę otworzyć! Pan Filipowicz spojrzał ciężko na Mikołaja i kluczem otworzył drzwi. Mikołaj widział tych policjantów chyba po raz pierwszy. Ich twarze nic mu nie mówiły, żaden z nich nie był tym komendantem co był w szkole. Twarze policjantów wyrażały zdenerwowanie oraz zmęczenie. Mówiły wprost: co tu się, wojskowy wzmacniacz przekazu, dzieje? - Sierżant Węgrowski, Policja, dostaliśmy telefoniczne zawiadomienie o próbie porwania. Który z was to - zajrzał do zeszytu trzymanego przez drugiego policjanta - Mikołaj Pogorzelski? - To ja dzwoniłem - Nie było sensu tego ukrywać. - A pan? - policjant spytał się ojca Alicji. - Jan Filipowicz, mieszkam tutaj. - Sprawdzimy, w zgłoszeniu zamiast adresu było podane dom Alicji Filipowicz, na szczęście udało nam się skojarzyć nazwisko. Jest Alicja Filipowicz? - Nie ma, przed kilkoma minutami wyszła do swojej koleżanki, za moją zgodą. Tata Alicji nadal był spokojny, być może musiał to sobie ,według Mikołaja, poukładać w głowie. Widział zmęczenie na jego twarzy. Wzięli go z zaskoczenia. Policjant kontynuował: - Dobrze, poprosimy o wylegitymowanie się. Poproszę Pana o dowód, ty - palcem wskazał na chłopaka - daj legitymację lub kartę rowerową, jeżeli nie masz to muszę ciebie zabrać na posterunek. Dopiero stamtąd zadzwonię do twoich rodziców i tam będę przesłuchiwał. Z tego co nam przekazałeś, to była tylko próba porwania, nie porwanie. Równie dobrze możemy to zrobić tutaj. Dokumenty proszę. Z zewnątrz dobiegł go jeszcze teatralnie głośny głos sąsiadki: - Nareszcie zabiorą się za tego chuligana! Tata Alicji z zażenowaniem spojrzał na Mikołaja: - Co Jarek tym razem zmalował?
  • Adventure Path: Carrion Crown. The Haunting of Harrowstone

    Materiały
    1
    0 Głosy
    1 Posty
    9 Wyświetlenia
    MarikaM
    Edytuj ten post w celu uzupełnienia materiałów do sesji.
  • Adventure Path: Carrion Crown. The Haunting of Harrowstone

    Komentarze
    1
    0 Głosy
    1 Posty
    10 Wyświetlenia
    MarikaM
    Edytuj ten post w celu napisania pierwszego komentarza, ustalenia zasad i przywitania się z graczami.
  • Adventure Path: Carrion Crown. The Haunting of Harrowstone

    Rozgrywka
    1
    0 Głosy
    1 Posty
    10 Wyświetlenia
    MarikaM
    Edytuj ten post w celu napisania początku sesji.
  • Żołnierze Imperium - materiały

    Materiały
    3
    0 Głosy
    3 Posty
    26 Wyświetlenia
    GaranilG
    Homerules Ten post będzie aktualizowany wraz z rozwojem fabuły oraz ustaleń między graczami a MG. Na początek przypomnienie z rekrutacji: Spoiler Jak powszechnie wiadomo, mechanika Warhammera jest mniej więcej tak sztywna, jak księgowy w gipsie, dlatego zastrzegam sobie prawo do jej uelastycznienia, oraz wprowadzania zmian wedle potrzeb w trakcie gry. Zasady trafień krytycznych będziemy stosować tylko do najważniejszych przeciwników, Bnów, oraz oczywiście do samych postaci graczy, płotki i pionki umierają po osiągnięciu żywotności równej 0 lub niższej. Historia postaci i jej osiągnięcia powstają w trakcie gry, nie przed nią. Istnieje szansa, zgodnie z widzi-mi-się Mistrza Gry, żeby was nagrodzić jakimś stałym lub przejściowym bonusem w ramach "Achievementu". Niektóre rzeczy, które są w 100% oczywiste, jak np. To że łowczy potrafi rozpoznać trop zwykłego wilka, jest oczywiste, i może nie wymagać rzutu. Chcę, żebyście nie bali się porażki w rzucie, bo porażki i konsekwencje też budują historię, dlatego może się okażać, że mimo fatalnego rzutu, coś wam się uda, ale za jakąś, mniej lub bardziej poważną cenę wypłaconą w konsekwencjach. Rozmowa z jednym z graczy tworzących aktualnie postać, uświadomiła mi o czym zapomniałem, więc lecimy: W związku z tym, że chcę wam zapewnić elastyczność w budowaniu postaci, dopuszczam opcję "awansu wstecznego", a więc za 100 pd można oczywiście awansować do przodu i do tyłu (profesja wejściowa/wyjściowa) Jeżeli postać ma się nauczyć czegoś co jest poza jej zasięgiem, jest taka możliwość - 200 pd + nauczyciel + czas in-game. Jako iż zostaliście zarekrutowani do Strielfortu, to niezależnie od tego jaką macie profesję, za 100 pd możecie ją zmienić na profesję "żołnierz" i nie obowiązuje was wtedy konieczność posiadania wyposażenia dla żołnierza, bo oprzyrządowanie zapewnia sam fort. Kwestia PD i mechaniki postaci: Wiem, że niektórzy lubią się dzielić mechaniką, statami, porównywać, oraz dyskutować, żeby lepiej rozwinąć postać, oraz, żeby móc pilnować rzutów. Nie mam problemu z tym, że będziecie się wzajemnie dzielić swoją mechaniką, dyskutować o swoich postaciach, oraz wzajemnie pilnować rzutów, a pilnowanie rzutów i wykonywanie ich samodzielnie nawet wskazane. Jesteśmy tylko ludźmi, popełniamy błędy, nie myli się tylko ten kto nic nie robi. Jeszcze nie zdecydowałem czy PDki będą jawne/niejawne, ani czy będą drużynowe/indywidualne. Niezależnie od swojej profesji, w związku z odbytym przez postaci przeszkoleniem w Strielforcie, dla postaci jest dostępna opcja wykupienia umiejętności i zdolności, które znalazły się w harmonogramie ćwiczeń, za 100 pd, czyli tak, jakby były one wśród opcji dla profesji obecnie przez postać posiadanej. Spoiler Po apelu na Triefpaltzu, zaczynał się znój dnia. Powtarzanie układów manewrowych, formacji, okrzyków formacyjnych, zwrotów bojowych. Sierżantem kierowała zdaje się bujna wyobraźnia - bieg z pełnym rynsztunkiem (drewnianym, bo poborowym się broni ostrej nie daje) i plecakiem pełnym kamieni, kilka kilometrów po wzgórzach wokół fortu. Czołganie się po piachu z towarzyszem na plecach. Wspinaczka przed przeszkody na czas. Podstawy fechtunku. Strzelanie do tarcz. Zapasy. Patrole po tracie. Jazda konno. Pływanie w cholernie zimnym strumieniu. Chodzenie po bagnie kawałek dalej w lesie. Sierżant dbał, żeby rekruci się nie nudzili. Zajęcia z podstaw prawa imperialnego i teorii o hierarchii w wojsku odbywały się w każdy trzeci dzień tygodnia (dzień targowy). Dopiero ósmy dzień (dzień świąteczny) mieli wolny. Wtedy można było sobie pozwolić na odrobinę luzu i rozmowy między rekrutami. Umiejętności: - Wspinaczka - Jeździectwo - Pływanie Zdolności: -Zapasy Nacisk treningu Sierżanta Russela był położony na przygotowaniu poborowych do bycia rekrutem pod względem fizycznym, oraz rozumienia i wykonywania poleceń. Dlatego nauka prawa imperialnego oraz kwestii bitewnych była dość marginalna. Ale była i postaci miały możliwość coś z tego wyciągnąć. Dlatego do nauki następujących umiejętności nie potrzeba szukać nauczyciela (ale wymagane jest wydanie 200 PD, bo szkolenie fortowe było kiepskie): -Sekretne znaki (bitewne) -Sekretny język (bitewny) -Nauka (prawo Imperialne)
  • [D&D 5.5e 2024] Adventure Path: Carrion Crown. The Haunting of Harrowstone

    Rekrutacje
    34
    4 Głosy
    34 Posty
    906 Wyświetlenia
    MarikaM
    Okej. Kendra rozesłała listy do adresatów. Rekrutacja do zamknięcia.
  • Krzyk Pustki

    Komentarze
    479
    0 Głosy
    479 Posty
    14k Wyświetlenia
    KetharianK
    Nie, na razie głucha cisza. Na ekranie detektora zniknęły wszystkie trzy punkty, co najprawdopodobniej oznacza, że wszystkie ich źródła pozostają w bezruchu.
  • Kultyści - Lato 2519 - komenty

    Komentarze
    53
    1 Głosy
    53 Posty
    2k Wyświetlenia
    Pipboy79P
    @Seach napisał: O... boże. Pipboy, ja cię przepraszam. Jeżeli będziesz miał ciepliwość, żeby popisać to oczywiście usiądziemy. Po prostu... życie. Miło widzieć jakiś znak życia od Ciebie No jak jesteś gotów to zaczynaj scenki w doc. Można by ten targ chociaż w tej turze zrobić. Co po nim to już po poranku i by pasowało do sceny Egona na rzece.
  • Stubramie

    Komentarze
    138
    0 Głosy
    138 Posty
    1k Wyświetlenia
    NabuchodonozorN
    @Janusz-Podziemi to gorsze niż przerwa na reklamy, to jak by ci odcinek ulubionego serialu przełożyli ze względu na mecz, który i tak Polska przegra, albo orędzie premiera