Gerhard Adlerhorst był człowiekiem wielkim jak dąb, silnym jak byk i spostrzegawczym jak orzeł. Nic dziwnego, że w rodzimych stronach nazywali go Eiche. To że nosił włócznię ze sobą tylko dopełniało jego miana, wszak Gerhard oznaczało silnego włócznią, ale czy była na tym łez padole lepsza broń?
Jego lekko oliwkowa skóra nadawała mu odcień opalenizny i wskazywała na przybysza z południowych prowincji Imperium, tam gdzie jeszcze można było zaznać słońca o tej porze roku. Z czasem się jednak blade twarze Ostlandu zdziwią, bo i w środku zimy będzie tak wyglądał.
Zapisanie się do fortu Strielfort u Leopolda Litzblicka było formalnością, wszak w otoczeniu chłopów oderwanych od pługa i cwaniaczków chcących zimę przeżyć na wojskowym wikcie, człowiek o takim wyglądzie fizycznym wyróżniał się co nie miara. Na koniec po podpisaniu dokumentów dał znać, że ma dobre wieści dla komendanta, kapitana Bergera i czy może kapitanowi dać znać jak przybędą na miejsce. Co prawda lekko zaskoczył tym rekrutera, ale dostał zapewnienie że przekazać informację przekaże. Wyjaśniało to też jakoś skąd człowiek z Talabheim znalazł się tak daleko w Ostlandzie. Zresztą to było Leopolda nie pierwsze rodeo i dobrze wiedział, że zbytnia ciekawość dokłada mu jedynie obowiązków, toteż nic więcej nie pytał.
Jakie jego zdziwienie było, gdy przed karczmą spotkał swojego starszego kuzyna, lata się nie widzieli
- MAXIMUS! Niemal ryknął widząc małego okularnika, a ściskając go na powitanie tamten zapewne martwił się o swoje żebra.
- Ty też w Ostlandzie? Choć, przejdziemy się, tu kolejka długa i karczma rekrutami zajęta, co tu robisz? Ile to ja Cię lat nie widziałem, sześć, może więcej? Na pewno zanim tatko mnie do świątyni oddał. - rzekł i poszli zrobić rundkę dalej od karczmy, raz że Dassel nie znali, więc okazja była poznać, a dwa że lepiej było rozmawiać tam gdzie mniej uszu.
Szoku doznał, słysząc że uczony kuzyn też się zaciąga do armii i to w biednym zimnym Ostlandzie, ale lżej mu się na duchu zrobiło, wiedząc że nie będzie tam sam. Choć był to jakiś pomysł, z jego wzrostem w innej prowincji miałby trudniej a zapewne kogoś z jego wszechstronnym wykształceniem w forcie nie mają. Kuzyn lata na uniwersytecie spędzał i nie ciągnęło go do lasu jak innych w Talabheim, garba by dostał od tego ślęczenia nad książkami gdyby był wyższy.
- Rad jestem Cię widzieć kuzynie. Trzymajmy się razem to szybko minie to szkolenie.
- Ja? Dobrze wiesz, że Myrmidia to nie tylko słowa, ja sobie tego miejsca nie wybrałem, ale mnie przez życie prowadzi Bellona Myrmidia i nic mi do tego poza akceptacją wyznaczonych ścieżek. Zresztą jak zapewne wiesz Księga Wojny ma dwadzieścia siedem różnych przekładów. Znając Ciebie przeczytałbyś wszystkie, ja jednak wolę odmrozić sobie tyłek w Ostlandzie robiąc coś praktycznego, naprawdę nie mam co narzekać.
[image: shieldandspear3.png]
W drodze do fortu Eiche dużo bardziej słuchał niż mówił, zwykle miał to w zwyczaju gdy nie był pewny otoczenia, rozglądał się i jednocześnie przysłuchiwał co mówią inni. Zastanawiał się skąd ta nazwa, fort jakby nie patrzeć miał nazwę iście Kislevską. Zapytał o to kuzyna, ale nie byli pewni. Teren możliwe że był kiedyś w rękach sąsiedniego kraju i po prostu został we władaniu Imperium. Może. Może po budowie poznają, choć tu w północnowschodnim Ostlandzie szkoła inżynieryjna pewnie czerpała więcej z doświadczeń mroźnych tajg Kislevu niż nauk inżynierów szkół z południa, zarówno Tilei jak i Nuln. Wszak śnieg to problem północy.
- Już niebawem ujrzycie Strielfort, świeżynki. Ostatnie chwile w cywilu - zakpił jeden z żołnierzy, z drwiną w głosie, niezbyt zachęcającą do bliższego zapoznania się.
- Dużo problemów sprawia Las? - zdecydował się zapytać żołnierza Gerhard, reputacja o Lesie Cieni nie ominęła i jego. Co prawda i w Wielkim Lesie w głębi czaiły się niebezpieczeństwa, z zwierzoludźmi i bandytami włącznie, to nikt nie opowiadał o nim z taką trwogą jak o lesie okalającym Góry Środkowe.
Fort sam w sobie nie zrobił na Eiche wrażenia, ani dobrego ani złego, porządna robota, odpowiednio podmurowany, w dobrym miejscu bo na wzgórzu, więc i trudniej go zaatakować i mniej las trzeba było karczować. Blisko granicy. Ogólnie postawiony z rozmysłem. Jedynie wyglądało na zbyt nowe by należało kiedyś do Kislevu, mhm, no to Gerharda zaskoczyło, ale nigdy do nauki języków się nie przykładał. Tileański jak kiedyś w końcu ogarnie to będzie cud.
- Miau, miau kurwa - pomyślał jak usłyszał żołnierską brać przezywającą rekrutów. Trochę się zdziwią jak stanie obok nich. Lubił ten moment niepewności jaki wzbudzał swoją posturą.
- Maxim, jakby Ci kto dokuczał to daj mi znać - oznajmił kuzynowi.
Kolejne czynności wiele nie zabrały, Litzblick ich oprowadził ścieżkami aż trafili przed kwatermistrza by odebrać wojskowy ekwipunek.
- Dzięki Panie Litzblick - odpowiedział Gerhard na "Powodzenia" zasłyszane od rekrutura, poza uprzejmością chciał się też tym przypomnieć jego pamięci, wszak uzgodnili coś podczas rekrutacji.
Otik Beuer do najprzyjemniejszych ludzi nie należał, co było typowe dla osób odpowiedzialnych o zasoby, to na jego barkach spoczywało odmawianie wydzielenia dodatkowych rzeczy i planowanie zimy, a ciężko się mówi nie osobom wyżej w hierarchii, coś co wiedział i Eiche, od tego człowieka zależało w jakiej kondycji mieszkańcy fortu przejdą zimę. A i mówienie nie po raz setny różnym ludziom męczy. Widział to w dzielnicy kupieckiej wśród urzędników, maniera gbura pozwalała oszczędzić sobie zbędnych rozmów, których koniec i tak był do przewidzenia. Dlatego nie utrudniał, bez słowa dał się zmierzyć, zadowolony że w ogóle mieli jego rozmiar.
- Dziękuję - zakończył wizytę u kwatermistrza, to było jedyne słowo jakie wypowiedział w jego stronę i czym prędzej zniknął mu z oczu.
[image: shieldandspear3.png]
Sierżant Otto dotrzymał słowa i od kolejnego dnia zaczęły się mordercze treningi. Gerhard wyróżniał się krzepą toteż radził sobie nieźle, w wspinaczce też miał łatwiej ze względu na wzrost. Najgorzej mu szło z jeździectwem, bo i w walce szkolony i z rzeką Talabec zaznajomiony był, choć nigdy do pływania go nie ciągnęło w przeszłości. W życiu by nie przypuszczał że to podstawowa zdolność do ogarnięcia przez żołnierza, ale widać w Ostlandzie mokradeł nie brakowało i ważne było by z wodą ich zaznajomić.
Eiche sam w sobie był odludkiem, toteż rozmowy i zagadywanie innych zostawiał swojemu kuzynowi, samemu często jedynie stojąc obok, zdawkowo odpowiadając na pytania. Przy okazji chciał by inni zrozumieli że Maxim jest pod jego ochroną, i jeśli coś zrobią jego kuzynowi z nim będą mieli do czynienia. Po tylu latach zresztą, dobrze było mieć towarzystwo rodziny, nawet jeśli dalszej bo kuzyn drugiego stopnia.
- Przybyliśmy wraz z moim kuzynem a i zarazem odnalezionym po latach druhem, pozwolicie Panowie że przedstawię: Gerhard Adlerhorst. Zacny i porządny to mąż, tyle rzec muszę ja, gdyż przez wrodzoną skromność, sam o sobie nie wyobraża sobie tak powiedzieć. Młody człowiek, to prawda, lecz pełen zapału i wigoru. - rzekł o nim Maxim pewnego dnia gdy przyszło im rozmawiać z kimś kto zdawał się mieć własnego sługę w obozie, choć żadnego "von" na placu nie słyszeli, a tego by spodziewali się po szlachcicu.
- Już nie taki młody kuzynie, mówcie mi Eiche - odpowiedział wywołany do tablicy przez krewnego.