Przejdź do treści

Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.

  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze

    Komentarze sercetajgi
    76
    1 Głosy
    76 Posty
    619 Wyświetlenia
    CyganC
    @ketharian Walter z wiedzy której mógłby nauczyć na statku posiada: elektrykę, mechanikę, inżynierię, fizykę, rysunek techniczny i gotowanie, a jeśli chodzi o naukę to z chęcią nauczyłby się czegoś co pomoże mu przetrwać w trudnych warunkach Syberii np. sztukę przetrwania lub nawigację.
  • Powitania, pożegnania i powroty

    Hydepark
    122
    5 Głosy
    122 Posty
    2k Wyświetlenia
    ZellZ
    @decybelka Hai nowej duszy!
  • Wdrożenie plugina 2.0

    Przypięty Forum
    5
    3 Głosy
    5 Posty
    66 Wyświetlenia
    JhnWJ
    @Ketharian jest to opcja. Generalnie wydaje się mi, że temat https://forum.rolltelling.pl/topic/22/pytania-problemy-i-%C5%BCyczenia/102 jest miejscami na to, ewentualnie trzeba założyć dedykowany temat na tego typu rozmowy. Bo z ikonami itd. widzę kilka koncepcji.
  • Pytania, problemy i życzenia

    Przypięty Forum księga życzeń
    104
    1 Głosy
    104 Posty
    915 Wyświetlenia
    JhnWJ
    @Zell A, większe dane. To można kiedyś dodać, masz uprawnienia, możesz ticket na to dać
  • Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja

    Sondy
    15
    2 Głosy
    15 Posty
    105 Wyświetlenia
    ZellZ
    @pipboy79 W przykładzie Ketha chodziło już o archiwalną sesję, nikt w niej nie grał. I nie ma mowy byśmy ręcznie polowali na posty i czytali całą sesję by treść znaleźć. Osobiście nie wezmę udziału w reaktywacji, niestety. Wcześniej zrezygnowałam już, i podtrzymuję decyzję, ale liczę, że nowych graczy znajdziesz.
  • Trucizny Zell

    Sondy
    19
    2 Głosy
    19 Posty
    234 Wyświetlenia
    ZellZ
    @wired Też tak sądzę, że granie śmiertelnikami jest super, więc w tej czy innej chwili zrobię sesję śmiertelniczą, tylko wpierw Night Walkerów, ale będę też później mogła myśleć o "przegranych" opcjach.
  • Serce tajgi [Zew Cthulhu]

    Rozgrywka sercetajgi
    55
    2
    3 Głosy
    55 Posty
    785 Wyświetlenia
    KetharianK
    [image: IMG-9285.jpg] SS „Providance”, wody zachodniego Pacyfiku Michael Dundee, łowca krokodyli z australijskiego buszu, schował swój paszport oraz trzysta dolarów w gotówce do wewnętrznej kieszeni kurtki, w milczeniu przysłuchując się wyjaśnieniom profesora Chance. Skrzętnie śledząc rozmowę w kabinie uczonego, sam nie zabierał głosu, chociaż w jego myślach pojawiało się wiele pytań. Środek usypiający o restrykcyjnych ograniczeniach, prowizoryczna skrzynia na śnieżnego człowieka, sprawiający wrażenie całkowitej improwizacji plan zaprowiantowania ekspedycji w Jokohamie - wszystko to składało się na bardzo niepokojący obraz wyprawy zaplanowanej przez człowieka nie mającego żadnego doświadczenia w takich sprawach. To wszystko oraz dobór członków ekspedycji. Michael spojrzał kątem oka na czterech oprychów przestępujących ze znudzeniem z nogi na nogę i gapiących się obleśnie na uczestniczące w przedsięwzięciu profesora kobiety. Nie potrafił dojść do odpowiedzi na pytanie, po co ci ludzie dołączyli do uczonego i jaki pożytek mogli wnieść do pracy, ale nie zamierzał pozostawać w niewiedzy zbyt długo. Kiedy spotkanie dobiegło końca i jego uczestnicy opuścili kajutę profesora, Michael pozostał w środku, zamykając drzwi i opierając się o nie plecami. Chance początkowo nawet nie zdawał sobie sprawy z jego obecności, porządkując z ożywieniem stertę pogniecionych papierów. Odwrócił się w stronę myśliwego dopiero wtedy, kiedy ten chrząknął znacząco i stuknął jednocześnie kostkami dłoni w ścianę. - Panie Chance, chciałbym poprosić na słówko - powiedział Dundee podchodząc bliżej profesora - Mam wiele pytań, lecz najpierw chciałbym poznać pańską opinię o tych czterech dżentelmenach z pałkami. Jaką rolę mają pełnić w tej ekspedycji, bo sprawiają wrażenie osób bez specjalistycznej wiedzy. I jeśli słusznie podejrzewam, że mają służyć jako ochrona, kto będzie nad nimi sprawował bezpośredni nadzór w głuszy?
  • 5 Głosy
    228 Posty
    2k Wyświetlenia
    BrilchanB
    Ja jestem za dyskoteka z akward nastolatkami to genialne paliwo do śmiechowych scen xD a po tym, jak mu koleżanka uratowała twarz przed spotkaniem z pięściami dresów to Chlebowski będzie dla niej miły i układny i po prostu chce się fajnie bawić
  • [Path 2ed] Runa cienie

    Rozgrywka pathfinder 2 golarion
    39
    1 Głosy
    39 Posty
    550 Wyświetlenia
    R
    -Ramiel… - Westcnęła Elphira słysząc pytanie swojej małżonki które wyraźnie zawstydziło Karin, sprzedała też dyskretnego kuksańca Grimm by ją upomnieć że nie wypada się gapić sama podziwiała w tym czasie płótno namiotu. Jeszcze brakowało by dziewczyna zeszła im tutaj z zażenowania po przyłapaniu przez matkę i niezręcznych pytaniach. -Czy tylko mi się wydaje że już gdzieś ich słyszałam ? - Zapytała dziewczyn dyskretnie wyglądając kto taki był po drugiej stronie.
  • U bram raju - komentarze

    Komentarze
    95
    1 Głosy
    95 Posty
    1k Wyświetlenia
    RewikR
    A kto wybierał ludzi do wyprawy tak ogólnie? (oprócz tego, że MG)
  • Daggerheart: Serce Wieczności - komentarze

    Komentarze
    45
    0 Głosy
    45 Posty
    330 Wyświetlenia
    slann22S
    Akurat tą jedną rzecz poprawiłem, bo to naprawdę dziwnie brzmiało Jedno małe wyjaśnienie, ów Fabia nie jest władcą tej miejscowości, bo został odsunięty od władzy, Chociaż nadal sobie rości do niej prawo Grabotrol jest jednak celowy.
  • [Autorski storytelling] Ropa i krew

    Przeniesiony Rozgrywka ropa i krew storytelling autorski
    23
    0 Głosy
    23 Posty
    307 Wyświetlenia
    SWATS
    Noa i Liora Wiatr rzeczywiście pomagał. Niósł pył, chłodził twarze, zagłuszał kroki i zapach. Corley prowadził pewnie, bez zbędnych słów, skracając drogę tam, gdzie dla kogoś z zewnątrz była tylko ściana kamienia. Noa szybko złapał rytm marszu, ciężar przestał przeszkadzać, stał się częścią ruchu. Liora trzymała się blisko, tak jak kazał, ale nie wyglądała na kogoś, kto potrzebuje prowadzenia za rękę. Minęli pierwsze zwężenie doliny, potem drugie. Teren zrobił się bardziej poszarpany. Wiatr ucichł. Corley zatrzymał się nagle i uniósł rękę. Bez słowa. Wszyscy zeszli niżej, między skały. — Patrzcie — rzucił cicho. Kilkaset metrów dalej, w płytkim zagłębieniu terenu, coś się poruszało. Najpierw wyglądało jak szarpanina zwierząt. Dwie duże sylwetki. Zbyt duże jak na wilki. Jedna przygwoździła drugą do ziemi, ale to nie było czyste polowanie. Za dużo ruchów, za dużo siły. Kończyny poruszały się pod złymi kątami. Jeden z mutantów wydał dźwięk, który nie był ani wyciem, ani rykiem. Coś pomiędzy. Coś, co nie powinno istnieć. Drugi jeszcze przez chwilę się ruszał. Potem wszystko ucichło. Zwycięzca nie odszedł od razu. Stał nad ciałem, jakby nasłuchiwał. Jakby wiedział, że nie jest sam. Corley nie ruszył się ani o centymetr. Dopiero kiedy mutant odszedł, powoli, ciężko, znikając między skałami, przewodnik opuścił rękę. — Mieliśmy szczęście — powiedział cicho. — Albo nie byliśmy tym, czego szukał. Nie tłumaczył dalej. Ruszyli. Ostatni odcinek był najgorszy. Podejście, luźne kamienie, brak osłony. Ale w końcu zobaczyli ją. Wieżę. Stara konstrukcja do obserwacji lasów. Drewniano-metalowa, wysoka, wyniesiona ponad skały. Na dachu kilka anten dodanych później, już po wojnie. Część pogięta, część jeszcze stała. Obok resztki zabudowań: mała szopa, zardzewiały zbiornik na wodę, ślady po ognisku. I cisza. Corley zwolnił, spojrzał na Noa, sięgając po lornetkę. — Tu coś się wydarzyło — powiedział spokojnie. — I to nie było dawno temu. Nie było śladów ciężkiego sprzętu. Żadnych gąsienic, żadnych kolumn. W okolicy nie było żywej duszy. Drzwi do wieży były uchylone. Poruszały się lekko na wietrze. Wół Hanka słuchała w milczeniu, ale widać było, że łapie każde słowo. Kiedy wspomniał o silniku, skinęła głową i od razu podeszła bliżej, zaglądając tam, gdzie wskazał. — Mówiłam, że to nie jest fabryczne — mruknęła. — Ale nikt nie wiedział, z czego to dokładnie jest. Kiedy Wół zaczął rozkręcać osłonę, metal zaskrzypiał, jakby miał coś przeciwko. Śruby puściły niechętnie. W środku było gorzej niż wyglądało z zewnątrz: brud, osad, stare oleje zmieszane w coś, co bardziej przypominało błoto niż smar. — Filtry… — Hanka prychnęła. — Jak są, to pewnie pamiętają jeszcze poprzednią epokę. Ale były. Zabite niemal na kamień. — No i masz — rzuciła. — Dławi się, bo nie ma czym oddychać. Wół mógł je wyjąć, oczyścić na tyle, na ile się dało, ale od razu było jasne: to rozwiązanie na chwilę. — Niżej mamy magazyny części — dodała po chwili Hanka, wycierając ręce o spodnie. — I stare sekcje techniczne. Jeszcze z czasów, zanim to wszystko się zapadło. Może coś tam znajdziemy. Może nie. Spojrzała na niego z ukosa. — Moi „koledzy technicy” poszli właśnie tam. Ale jak chcesz coś zrobić porządnie to będziemy musieli zrobić to sami. Pewnie siedzą tam na dole, chleją piwo i rżną w karty. Zeszli niżej krętą klatką schodową, a następnie korytarzem niżej ruszyli przed siebie. Beton ustępował miejscami surowej skale, potem znów wracał. Ściany były wilgotne, gdzieniegdzie woda sączyła się cienkimi strużkami. Oświetlenie robiło się rzadsze. Lampy co kilka metrów, niektóre mrugały, inne świeciły słabo jakby ostatkami sił. Dźwięk generatora z góry zamienił się w głuche, odległe dudnienie. — Tu kiedyś była infrastruktura serwisowa — rzuciła Hanka półgłosem. — Pompy, zawory, jakieś sterownie. Teraz to bardziej złomowisko. Minęli pierwsze pomieszczenie. Stare szafy techniczne, otwarte, wyprute z kabli. Dalej leżały fragmenty rur, zaworów, jakieś silniki bez obudów. — Szukamy filtrów, przewodów, czegokolwiek, co się nada — dodała. Wtedy Wół mógł to zauważyć. Ślady na podłodze, w cieniu jednej z lamp. Jakby ktoś tu niedawno przeciągał coś ciężkiego. W stronę jeszcze niższych poziomów. Ale ślady nie wyglądały, jakby ktoś coś ciągnął w panice. Raczej równo jak transport. Hanka też to zobaczyła. Zatrzymała się. — Moi ludzie poszli tędy… — powiedziała ciszej. Echo odpowiedziało im z dołu. Nie tylko ich własne. Fruwacz Ravel patrzył na niego przez chwilę bez ruchu. Gogle nie zdradzały niczego, twarz ukryta, sylwetka nieruchoma jak element krajobrazu. — Nie. Jestem pośrednikiem. — odpowiedział po chwili. Krótko. Bez emocji. Zrobił jeszcze jeden krok bliżej, ale nie w stronę Fruwacza. Obok, jakby ustawiał się względem przestrzeni, nie człowieka. — Daj. To nie było polecenie rzucone ostro. Raczej stwierdzenie, że tak właśnie się stanie. Dłoń Fruwacza z kartą zatrzymała się na moment w pół ruchu, ale Ravel nie sięgnął od razu. Najpierw spojrzenie znów opadło na płytkę na jego szyi. Minimalne skinienie głową. Dopiero wtedy wyciągnął rękę. Ruch był płynny. Karta zniknęła w jego dłoni. Bez sprawdzania, bez oglądania. — Zgadza się. Cisza. Wiatr przeszedł przez obóz, poruszył brezentem. Jedno z ciał lekko drgnęło pod podmuchem, jakby przypominając, gdzie stoją. Ravel odwrócił się. — Idziesz? Ruszył w stronę samochodu stojącego przy obozie. Stary, ale utrzymany. Nie wyglądał jak łup, raczej jak narzędzie do wypadów. Drzwi od strony pasażera już były uchylone. — Wsiadaj. Nie obejrzał się, czy Fruwacz idzie. Po prostu usiadł za kierownicą. Silnik odpalił od razu. Równo. Bez zawahania, jakby był pewien, że chłopak wsiądzie.
  • 0 Głosy
    276 Posty
    2k Wyświetlenia
    RewikR
    W porządku, ze mną jak z hobbitem - za rączkę i do Mordoru
  • [Warhammer 2ed.] Popiół i Śnieg - Rekrutacja

    Rekrutacje warhammer 2ed
    51
    5 Głosy
    51 Posty
    799 Wyświetlenia
    MortarelM
    @Gordian rekrutacja trwa do 26 kwietnia, jesteś w terminie
  • Miasto, Mgła, Machina

    Materiały
    1
    0 Głosy
    1 Posty
    5 Wyświetlenia
    slann22S
    Było już późne popołudnie, słońce zmierzało już ku horyzontowi gdy we Wielkiej i wspaniałej rezydencji rodu Newman, Gdzie rodzina właśnie zbierała się do zjedzenia obiadokolacji. U szczytu wielkiego stołu zasiadał dziadek Mathew Newman. Patriarcha rodu posiadał długie wąsy, i siwe włosy opadające na kart z łysiejącej głowy. Wąsy i nos dominowały na jego zazwyczaj zaciętym obliczu. Miał zgarrbioną sylwetkę od wielu lat pracy przy wydobyciu boksytu. Dłonie były wykrzywione przez reumatyzm, ale nadal tliło się w nim bardzo wiele dawnego wigoru. Nosił surdut zupełnie nie pasujący do niego, który wygląda jakby na nim wisiał. Pracowicie jadł królika w sosie śmietanowo marchewkowym, dzisiejszy posiłek. Po jego prawej stronie zasiadał jego syn Sergius. Potężnie zbudowany człowiek, z dużymi jak u ojca wąsami, który który w młodości pracował w kopalni i na ranczu rodzinnym, a teraz zajmował się administrowaniem rodzinnego biznesu. Obok niego siedziała jego żona Kate, dobrze zbudowana kobieta o słomianych włosach, matka trójki żyjących dzieci. Naprzeciw niej zasiadał wysoki żylasty mężczyzna czyli Jacob Newman, brat Sergiusza który niedawno wrócił ze swojej wyprawy do dziczy. Miał na plecach nadal skórę lwa, którego ustrzelił, Dalej siedziała Shan Dhar, dosyć wysoka kobieta w wieku dwudziestu pięciu lat o migdałowych oczach, oraz, co było Nietypowe u ludzi o takich rysach twarzy, Rudych włosach i błękitnych oczach. Mówiła z dziwnym akcentem i podobno pochodziła z Południowej dziczy. Wróciłaś się podobno ja ci pomniejszę i rodziny która osiadła poza kotliną, i została asystentką podziękowa ale też pomagała Zarządzaniu dworem. Niektórzy szeptali na jej temat, niezbyt pochlebnie, ale Kate bardzo ostro broniła honoru tej dziewczyny. Dalej stała Stacy Newman, a obok tej jej siostra Stephanie, ubrana we wściekle różową sukienkę, co wywoływało podejrzenia całej jej rodziny bo wszyscy znali jej zdanie temat takich ubrań. Naprzeciw nich zasiadał Ich kuzyn Mark, Miły chłopak, syn Jacoba, Rok temu stracił matkę, chociaż jego rodzice nigdy nie darzyli się zbytnią sympatią, Co za nią bardzo tęsknią. Na końcu się siedziało dwoje najmłodszych członków rodu czyli Thomas i Antonia Newman. Antonia była żywiołową dziewczynką z warkoczykami, a Thomas jedenastoletnim chłopcem który bardzo lubił przypominać o tym, że jego zdaniem jest dziedzicem i przyszłości ogrodu. Był tutaj jeszcze kamerdyner Rashe, Terisianin którego wujek dokonał sławnego zamachu w domu Ladrianów, i który myślał, że Służąc z rodziny nowobogackich znajdzie pracę do czasu aż ludzi zapomną o tamtym wypadku, kompletnie nie przypuszczał jednak że trafi do takiej rodziny… Stacy tuż przed obiadem otrzymała list nieznanej osoby mówiące że koło dziesiątej powinna znaleźć się na Polach Odrodzenia, w zagajniku Ostatniego Tańca… - Wnusiu, Mam dla ciebie wspaniałą wiadomość! - powiedział Matthew Newman. * - Umówimy cię na wieczorek za postacie z Landelem Hastingsem, ostatnio dziedzicem rodu! Powinniście się dogadać, bo jego matka też pochodziła… No sama wiesz, tak jak twoja!- Jacob uniósł brew i zapytał. *- Czy to nie ten chłopak, który podobno jest w tak złym stanie zdrowia, że od dziesięciu lat Umiera.- Dziadek pokiwał głową zadowoloną miną i powiedział zachwyconym głosem. *- No właśnie Chłopak szybko umrze, a potem Stacey odziedziczy tytuł i majątek! - **Zachichotał złośliwie a potem jeszcze dodał. - Jak się dziewczyna postara, to jeszcze w czasie w nocy poślubnej. - Zapadło na chwilę bardzo głębokie milczenie, a potem Sergiusz powiedział. - Moja córka wyjdzie za kogo chce! - *- Ważne tylko, żeby tylko się o nią troszczył! - dodała Kate - Przepraszam że się wtrącam, ale człowiek, o którym mówią że umiera od dziesięciu lat, zapewne osiągnął absolutne mistrzostwo w nie umieraniu! - Powiedziała Shan bardzo łagodnym i spokojnym głosem nie odrywając wzroku od talerza. Kolacja trwała dalej, zakończyła się podaniem lodów na deser, które dziadek kazał podać rozpuszczone, bo nie po co wydaje pieniądze na ogrzewanie mieszkania aby potem chłodzić się jedzeniem zamarzniętego pożywienia! Gdy zapadała Zmierzch, to zaczęła się po cichu szykować do drogi, zwłaszcza że i tak większość rodziny, a zwłaszcza jej tata Byli zajęci. Wtedy to przebieralni wszedł chłopiec, w kaszkiecie i stroju robotnika, i dopiero po chwili rozpoznała że to Stepanie. - Widziałam jak dostałaś list… Idę z tobą! Potrzebna ci porządna nieprzyzwoitka! -
  • Miasto, Mgła, Machina

    Komentarze
    1
    0 Głosy
    1 Posty
    4 Wyświetlenia
    slann22S
    Edytuj ten post w celu napisania pierwszego komentarza, ustalenia zasad i przywitania się z graczami.
  • Miasto, Mgła, Machina

    Rozgrywka
    1
    0 Głosy
    1 Posty
    5 Wyświetlenia
    slann22S
    Było już późne popołudnie, słońce zmierzało już ku horyzontowi gdy we Wielkiej i wspaniałej rezydencji rodu Newman, Gdzie rodzina właśnie zbierała się do zjedzenia obiadokolacji. U szczytu wielkiego stołu zasiadał dziadek Mathew Newman. Patriarcha rodu posiadał długie wąsy, i siwe włosy opadające na kart z łysiejącej głowy. Wąsy i nos dominowały na jego zazwyczaj zaciętym obliczu. Miał zgarrbioną sylwetkę od wielu lat pracy przy wydobyciu boksytu. Dłonie były wykrzywione przez reumatyzm, ale nadal tliło się w nim bardzo wiele dawnego wigoru. Nosił surdut zupełnie nie pasujący do niego, który wygląda jakby na nim wisiał. Pracowicie jadł królika w sosie śmietanowo marchewkowym, dzisiejszy posiłek. Po jego prawej stronie zasiadał jego syn Sergius. Potężnie zbudowany człowiek, z dużymi jak u ojca wąsami, który który w młodości pracował w kopalni i na ranczu rodzinnym, a teraz zajmował się administrowaniem rodzinnego biznesu. Obok niego siedziała jego żona Kate, dobrze zbudowana kobieta o słomianych włosach, matka trójki żyjących dzieci. Naprzeciw niej zasiadał wysoki żylasty mężczyzna czyli Jacob Newman, brat Sergiusza który niedawno wrócił ze swojej wyprawy do dziczy. Miał na plecach nadal skórę lwa, którego ustrzelił, Dalej siedziała Shan Dhar, dosyć wysoka kobieta w wieku dwudziestu pięciu lat o migdałowych oczach, oraz, co było Nietypowe u ludzi o takich rysach twarzy, Rudych włosach i błękitnych oczach. Mówiła z dziwnym akcentem i podobno pochodziła z Południowej dziczy. Wróciłaś się podobno ja ci pomniejszę i rodziny która osiadła poza kotliną, i została asystentką podziękowa ale też pomagała Zarządzaniu dworem. Niektórzy szeptali na jej temat, niezbyt pochlebnie, ale Kate bardzo ostro broniła honoru tej dziewczyny. Dalej stała Stacy Newman, a obok tej jej siostra Stephanie, ubrana we wściekle różową sukienkę, co wywoływało podejrzenia całej jej rodziny bo wszyscy znali jej zdanie temat takich ubrań. Naprzeciw nich zasiadał Ich kuzyn Mark, Miły chłopak, syn Jacoba, Rok temu stracił matkę, chociaż jego rodzice nigdy nie darzyli się zbytnią sympatią, Co za nią bardzo tęsknią. Na końcu się siedziało dwoje najmłodszych członków rodu czyli Thomas i Antonia Newman. Antonia była żywiołową dziewczynką z warkoczykami, a Thomas jedenastoletnim chłopcem który bardzo lubił przypominać o tym, że jego zdaniem jest dziedzicem i przyszłości ogrodu. Był tutaj jeszcze kamerdyner Rashe, Terisianin którego wujek dokonał sławnego zamachu w domu Ladrianów, i który myślał, że Służąc z rodziny nowobogackich znajdzie pracę do czasu aż ludzi zapomną o tamtym wypadku, kompletnie nie przypuszczał jednak że trafi do takiej rodziny… Stacy tuż przed obiadem otrzymała list nieznanej osoby mówiące że koło dziesiątej powinna znaleźć się na Polach Odrodzenia, w zagajniku Ostatniego Tańca… - Wnusiu, Mam dla ciebie wspaniałą wiadomość! - powiedział Matthew Newman. * - Umówimy cię na wieczorek za postacie z Landelem Hastingsem, ostatnio dziedzicem rodu! Powinniście się dogadać, bo jego matka też pochodziła… No sama wiesz, tak jak twoja!- Jacob uniósł brew i zapytał. *- Czy to nie ten chłopak, który podobno jest w tak złym stanie zdrowia, że od dziesięciu lat Umiera.- Dziadek pokiwał głową zadowoloną miną i powiedział zachwyconym głosem. *- No właśnie Chłopak szybko umrze, a potem Stacey odziedziczy tytuł i majątek! - **Zachichotał złośliwie a potem jeszcze dodał. - Jak się dziewczyna postara, to jeszcze w czasie w nocy poślubnej. - Zapadło na chwilę bardzo głębokie milczenie, a potem Sergiusz powiedział. - Moja córka wyjdzie za kogo chce! - *- Ważne tylko, żeby tylko się o nią troszczył! - dodała Kate - Przepraszam że się wtrącam, ale człowiek, o którym mówią że umiera od dziesięciu lat, zapewne osiągnął absolutne mistrzostwo w nie umieraniu! - Powiedziała Shan bardzo łagodnym i spokojnym głosem nie odrywając wzroku od talerza. Kolacja trwała dalej, zakończyła się podaniem lodów na deser, które dziadek kazał podać rozpuszczone, bo nie po co wydaje pieniądze na ogrzewanie mieszkania aby potem chłodzić się jedzeniem zamarzniętego pożywienia! Gdy zapadała Zmierzch, to zaczęła się po cichu szykować do drogi, zwłaszcza że i tak większość rodziny, a zwłaszcza jej tata Byli zajęci. Wtedy to przebieralni wszedł chłopiec, w kaszkiecie i stroju robotnika, i dopiero po chwili rozpoznała że to Stepanie. - Widziałam jak dostałaś list… Idę z tobą! Potrzebna ci porządna nieprzyzwoitka! -
  • 4 Głosy
    84 Posty
    1k Wyświetlenia
    Pan ElfP
    Esmeralda Tuk [image: l6ifiy7.png] [image: 80HA66L.png] Esmeralda z zapartym tchem przysłuchiwała się treści zagadki, którą wyrecytował Bingo, a potem rozważaniom Lobelii i Prymuli. Jednocześnie przyglądała się rozłożonej na stole mapie - uważnie i badawczo, jakby chciała przejrzeć ją na wskroś. Gdy pozostali rozprawiali na głos, Esmeralda półszeptem powtarzała zapamiętany wers zagadki, krążąc wokół stołu - raz w jedną stronę, raz w drugą. Pochylała się nad mapą, by zaraz potem cofnąć się o kilka kroków i spojrzeć na nią z oddalenia. Od czasu do czasu zerkała na swojego brata i na Mila - bo któż inny miałby rozwiązać tę zagadkę, jeśli nie jedno z nich? W końcu wymyślił ją tukowy umysł, a więc i pojąć ją mógł tylko umysł tukowy! - A co, jeśli to wcale nie jest żaden koń na mapie? - zasugerowała w końcu, mrużąc oczy i wpatrując się w podstępną kartę. - Może to coś, co jedynie przypomina konia? Jakiś kamień, na przykład? Mamy w Shire coś takiego? Kamień, który wygląda jak koń? Zamyśliła się, mówiąc już niemal bardziej do siebie niż do innych. - “Obok koła stoi”… Hej, a jeśli to nie chodzi o dosłowne koło? Może… może o Rozstaje? - zaproponowała, wskazując palcem odpowiednie miejsce na mapie. Po chwili cofnęła się znów i spojrzała na nią pod innym kątem. - O! A zauważyliście, że całe Shire wygląda trochę jak jedno wielkie koło? Nie potrafiła jednak tak łatwo rozwikłać tej zagadki, jakby sobie tego życzyła. Być może jej umysł nie był jeszcze dość tukowy… choć z pewnością bardzo się starał. [image: 5beiwje.png]
  • Sharn: Mrocznymi Ścieżkami

    Rekrutacje pathfinder spheres of power eberron
    51
    1
    2 Głosy
    51 Posty
    969 Wyświetlenia
    AikoA
    Dzięki wielkie za możliwość wzięcia udziału w rekrutacji i pomoc przy KP. Mi się na pewno warsztaty przydadzą bawcie się dobrze.
  • 'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2

    Rozgrywka
    42
    4 Głosy
    42 Posty
    965 Wyświetlenia
    eToE
    Hazar Baraz-Felak [image: 1771730595037-hazar.png] Hazar zaczynał planować swoje bardziej agresywne poczynania poprzez niespodziewane opuszczenie młota aby odłożyć go obok swojej stopy kiedy sytuacja zaczęła się zmieniać na lepsze. Krasnolud nie puścił więc swojej broni, lecz nadad miał ją obniżoną. - Szwar jego mać! - warknął zdecydowanie agresywnie, lecz nie krzyknął aby spróbować nie pogorszyć sytuacji - Rusz sie jeszcze raz bez pozwolenia to ci poza rękami nogi z dupy powyrywam przy samej szyi… i to powoli, żeby bardziej bolało. - kontynuował niemalże warcząc co ujawniało jego niezadowolenie z poczynań kolegi po górniczym fachu. - Tego tłumaczyć chyba nie potrzeba… - zakończył zdecydowanie spokojniej powracając jednocześnie do bardziej defensywnej postawy. Zamierzał jednak być gotowy do ataku na odległość ujawniając część swoich możliwości jakimi chwalił się bardzo rzadko i niechętnie. Jeśli jednak sytuacja wymknęła by się ponownie spod kontroli zamierzał odłożyć młot i zaatakować mefita biorącego na cel doktora Quolleba.