Przejdź do treści

Dnia 18.04.26 w godzinach południowo-wieczornych planowana jest dłuższa przerwa techniczna. Będziemy instalować panel sesji oraz organizować już istniejące sesje. Szczegóły.

  • Podręczniki RPG i beletrystyka - promocje, okazje, darmoszki

    Hydepark
    4
    0 Głosy
    4 Posty
    62 Wyświetlenia
    WiredW
    [image: 1776270875523-61d5e9f5-05b0-4ac6-8b74-6d3878a2e9ac-image.png] https://www.humblebundle.com/books/pathfinder-second-edition-bundle-at-center-world-paizo-inc-books Offer ends in 15 days : 1 hours : 26 minutes
  • Trucizny Zell

    Sondy
    12
    1 Głosy
    12 Posty
    142 Wyświetlenia
    WiredW
    Przegapiłem rozdawanie poderków? na humble bumble było czy gdzie? dawno temu?
  • [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]

    Przeniesiony Rozgrywka cyberpunk cyberpunk2077
    205
    1 Głosy
    205 Posty
    2k Wyświetlenia
    WilczyW
    Houston "Dingo" Dawn Nomada przez chwilę przyglądał się dziwce bez słowa. Wyglądało na to, że najlepszym sposobem, żeby ściągnąć ich alfonsa, byłoby zacząć jakąś rozróbę... co jednak mijałoby się z celem. Pewnie już i tak zwracali na siebie wystarczająco dużo uwagi. W takich miejscach zawsze ktoś patrzył - jeśli nie jeden z miejskich drapieżników, czekających na ofiarę, to ktoś z dolnej części łańcucha pokarmowego, ukrywający się w ciemnej uliczce. Obserwowanie oznaczało przetrwanie. - Chyba jednak spasujemy, dziewczyny. Bawcie się dobrze - rzucił tylko, puszczając mimo uszu komentarz o obciąganiu. Spojrzał na Macka i wskazał brodą na frontowe drzwi do megabloku. Kamery, nie kamery, wyglądało na to, że i tak będzie trzeba się pofatygować do środka. Podszedł tam powolnym krokiem, na razie trzymając się chodnika i ściany budynku. Wyciągnął smarthinga z kieszeni i szybko wpisał "SlimWire" w wyszukiwarkę - a nuż koleś faktycznie się gdzieś reklamuje? Ale nie wierzył w to, Brazil by to już wyłapała. Chodziło mu bardziej, o to, żeby dla postronnych oczu był kolejnym smarthingowym zombie, wpatrzonym w ekran. Rzucił okiem na Shawna i Brazil, dyskutujących z lokalsami - poczeka jeszcze chwilę, bo może oni się czegoś dowiedzą. Ale jeśli nie, pozostanie szukanie po korytarzach ludzkiego mrowiska. Zwrócił się do Macka. - Może bardziej poszczęści nam się w środku - powiedział. Najlepszym tropem na razie było pytanie mieszkańców wewnątrz... jednocześnie to też najlepszy sposób, żeby napytać sobie biedy - Choć to jak szukanie igły w stogu siana.
  • Powitania, pożegnania i powroty

    Hydepark
    120
    5 Głosy
    120 Posty
    2k Wyświetlenia
    ZellZ
    Hai, @luc-du-lac @bonifacy !
  • Atrybuty podstawowe - Autorka na ukończeniu

    Dyskusje RPG
    1
    0 Głosy
    1 Posty
    16 Wyświetlenia
    BonifacyB
    Kolejna wrzuta mojego systemu. Obecnie potrzebuje już tylko sprawdzenia czy rzeczy które zawarłem w systemie da się wykorzystać w praktyce. Ewentualnie inspiracji na drobne poprawki. Temat gry Myślę, że jest to gra o szukaniu sensu w świecie który już kilka razy doświadczył swoich wartości granicznych w dobrym i złym tego wyrażenia znaczeniu. Nie wiem na jakim etapie rozwoju ludzkości i okolicznościach zdecydujecie się osadzić swoje postacie, ale wiem, że liczy się dobra zabawa i oczywiście kilka razy zagracie zanim dojdziecie do wspólnej wersji tego co i jak powinno być odgrywane na sesji. Koncepcja świata Świat gdzie przeplata się nowoczesna technologia z porządkiem społecznym średniowiecza. Szlachta stanowi prawo, kapłani wznoszą modły do wszech stwórcy, gildie dbają o swoje zyski, a szumowiny chcą przeżyć z dnia na dzień w tym złożonym świecie. Pomimo, ze gra koncentruje się na przygodach ludzi to spotkanie przedstawicieli obcych ras nie jest niczym niezwykłym. Istnieje jakaś forma ponadnaturalności, ale nigdy nie działa na żądanie postaci graczy, zresztą kościół nie lubiąc konkurencji piętnuje takie niezatwierdzone cuda. W tym świecie można trafić na stos za poglądy. Zmiana grupy społecznej jest bardzo trudna, ale w końcu to gra więc można założyć, że nietypowe przygody będą możliwe! Tak, mechanicznie są przewidziane różnorakie potwory, ale tu decyzje trzeba podjąć samemu czy wprowadzać je do wspólnej opowieści. Co oferuje gra? Brak skrajnych efektów rzutów. Jeśli twoja postać coś umie to znaczy, że nie dotknie jej krytyczna porażka. Brak efektów ponadnaturalnych na żądanie gracza. Można grać kimkolwiek, ale już nie będzie sytuacji, że jakaś postać umie lot, kule ognia i niewidzialność na pstrykniecie. Wszystkie klasy i rasy mają tą sama ilość punktów na cechy, a różnią się rozłożeniem. Atrybuty obronne obejmujące nie tylko walkę, ale też strach i działania społeczne. Możliwość przyspieszania określenia konsekwencji większych potyczek czy konfliktów społecznych. Mało “Zdrowia” więc obrażenia będą naprawdę robiły różnice. 12 wariantów policzonych archetypów postaci. Ty tylko wybierasz umiejętności. Wskazówki miejsc na przygody Obfity bestiariusz, bez rozdrabniania się na pojedyncze stwory. Cennik https://drive.google.com/drive/folders/16Mm8bx7DvYRAg-ENkqQ1kGm6neoc_B4A?usp=sharing
  • [Warhammer 2ed.] Popiół i Śnieg - Rekrutacja

    Rekrutacje warhammer 2ed
    38
    5 Głosy
    38 Posty
    619 Wyświetlenia
    BonifacyB
    Czołem! Znalazłem was, a to mój pierwszy post tutaj. Myślę o grze człowiekiem złodziejem, ale ciężkość sesji mnie przygniata, wiec pozostanę przy agitowaniu mojej autorki Dobrej zabawy!
  • U bram raju - komentarze

    Komentarze
    87
    1 Głosy
    87 Posty
    967 Wyświetlenia
    PaniczP
    No dobra, udało się dokonać tej tury. Zobaczymy teraz, co zarządzi Utopiec, bo on zamyka turę... I on też zdaje sobie sprawę, że może spróbować komunikować się z mefitami w primordial, który ma na liście języków.
  • Daggerheart: Serce Wieczności

    Rozgrywka
    11
    1 Głosy
    11 Posty
    175 Wyświetlenia
    MarrrtM
    - Isztotnie, isztotnie - pożegnawszy serdecznie pomocne smyki, przyznał faun Rechotkowi rację gładząc się po brodzie - Napitek zdałby się, bo ciepłota na dworzu. Ale za wodę danke schon Herr gospodarzu, podziękujemy. Za to sztrawieśmy radzi! Ja-a-a! Co rzekłszy powiódł swą świtę przez ciekawe wnętrze karczmy ku drugiemu z prywatnych alkierzy przykręcając wąsa ilekroć jego spojrzenie skrzyżowało się z którąś z kaczemnych dziewek. Zarówno niziołki jak i elfki często bywały zadziwiająco frywolne w odróżnieniu od elfek! Ot choćby taka ich Eris, której więcej rozkoszy zdawał się sprawiać szelest pergaminów niźli męskie wyznania! Albo ten ich gospodarz w za krótkiej bluzce. Baron wolał nie spoglądać zbyt nisko i nie przekonywać się, czy widać mu pępek. Cóż to w ogóle za nowomoda na takie kuse i pstre ubiory u panów gdy pannom jeno przystoją!? Ale jedno należało oddać elfom. Umiały biesiadować! Wiedział to doskonale Baron Van Trykk, bo w niejednej elfiej biesiadzie brali udział i wspomnienia z nich zawsze były miłe sercu... [image: fMPLhQ.gif] - Jeśli to nie sekret Herr gospodarzu, uraczyłbyś nas może historią jak to się stało, żeś swe Auge zatracił? Vielleicht było to w Waszych sławetnych Pieczarach?
  • 4 Głosy
    50 Posty
    878 Wyświetlenia
    WiredW
    [image: juedMTo.png] Hagrid „Rhyn” Grumsson ... 22 Durgzet, 7035, trochę po północy Wejście do kopalni Khazid Aldum. Niebo zasnute chmurami, wiatr, zimno, zaczyna się silna burza. - Ai - przytaknął Logrimowi Zajęty obserwowaniem przez lunetę zdziwił się brakiem odzewu od snotlinga, czyżby raz przywalenie mu w łeb to było za mało? Oderwał wzrok i rozejrzał się, ale snotlinga.... nie było. - Gdzie zielony?! - zapytał zdenerwowany - Szedł z nami, musiał gdzieś przed chwilą odejść - racjonalizował sobie sytuację - Nosz... - uciął w pół słowa przekleństwo - krzyczeć za nim nie będziemy bo wróg usłyszy. - Pozostaje liczyć że wróci, dla jego dobra lepiej by wrócił. Na słowa Galeba zaś dodał - Wypluj te słowa o pływaniu Rhunki, liczmy że kopalnia nie jest zalana, a jak była to woda już odeszła. - Pójdziemy może przodem, sami żelazołamacze, sprawdzić pierwsze pół mili, jak będą jakie pochodnie to rozpalimy, jak będzie czysto to wniesiemy sztaby by kto nas nie zaryglował, ale mało kto je uniesie tak prawdę mówiąc - dodał oceniając po tym ile im zajęło ich zdjęcie. - Może snotling do tego czasu się znajdzie, mam jego miecz, bez broni raczej daleko nie zajdzie. - dodał - Brond, Fenn, obwiążmy się linami, długie są na 10m więc swoboda ruchu zostanie, a jakby ziemia się zapadła albo jaka pułapka to nam życie uratuje. - zaproponował odczepiając swoją od plecaka. - Pozostaje jeszcze źródło światła, Thanie, czy użyczysz nam swojej lampy i oliwy? - zapytał, choć znał odpowiedź.
  • Daggerheart: Serce Wieczności - komentarze

    Komentarze
    43
    0 Głosy
    43 Posty
    316 Wyświetlenia
    slann22S
    @marrrt @miraaz @kaworu I jak z odpiaami?
  • [Horror] Gruzy przeszłości

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie
    59
    9 Głosy
    59 Posty
    1k Wyświetlenia
    CaiC
    [image: MP100.png] Mikołaj Pogorzelski Mikołaj się przysłuchiwał. Nawet w rozmowie telefonicznej ciało żołnierza przyjmowało postawę zasadniczą. Tak wytresowane. Zabawne, choć do śmiechu wcale nie było. Zrobiło się nerwowo, aż włosy na ciele uniosły się naelektryzowane napięciem w powietrzu. Ojciec z ciężkim westchnieniem poszedł się przebrać. Wiązał krawat przed lustrem. W ostatnich tygodniach wyraźnie wzrosła ilość siwych pasm przecinających zaczesaną na prawo, zawsze schludnie przystrzyżoną fryzurę. Ucałował mamę. – Poczekam na zewnątrz – uśmiechnął się z wyrazem „ot, kolejny poniedziałek w armii”. Ewakuował, chcąc oszczędzić sobie dalszych pytań. Stanął na schodach prowadzących na ganek. Obok walizki. Zawsze spakowana. Telefon mógł zadzwonić w każdym momencie, psując przyjemny wieczór, rodzinny wyjazd, jakiekolwiek plany. Na niej spoczywała garnizonowa czapka z gwiazdą na otoku. Podwójnym galonem na daszku. Wysunął do połowy pocisk z magazynku Camela, zabijający z opóźnieniem. Bawił się zapalniczką, gdy Mikołaj przysiadł koło niego. – Myślałem, że rzuciłeś – chłopak zagaił. – Kawa i papieros, tak się zaczęło, sposób na przetrwanie nocnej wachty – pstryknął krzemieniem. Iskry rozświetliły zmęczoną twarz. Wbił fajkę z powrotem do opakowania. – Nigdy nawet nie zaczynaj – wyciągnął ostrzegawczo wskazujący palec. Trwali dłuższą chwilę w milczeniu. Aura nocnego nieba sprzyjała spojrzeniu z dystansu, ułożeniu myśli. – Chcą rozformować Centrum – major legnickich wojsk łączności wycedził ostrożnie, prawie niesłyszalnie. Odpowiedział mu uniesiony wzrok, trafiony wiadomością artyleryjskiego kalibru. – To pewne? – Bolesławiec, Kętrzyn, nawet WSW z Mińska. Dlaczego nas mają oszczędzić? – wojak spojrzał tęsknie na schowanego kiepa. – Po reformacji, jedyne co ciągle słyszę to „reorganizacja”. – Co będzie? – Nic. Najwyżej zdejmę mundur. Szkoda zostawiać wszystko. Zaczynać w innej części Polski. – Może bliżej stolicy wyślą? – Mikołaj kombinował. – Lepsze stanowisko, perspektywa awansu. Jakby coś jadę z tobą. Cisnął uwierającym, wygrzebanym spod tyłka kamieniem. W dal, w nic konkretnego i w całe przeklęte miasto zarazem. – Nie bądź taki do przodu – poczuł kokosa wwiercanego w czaszkę. – Żołnierze przelewali krew stawiając nasz luksusowy klocek. – Trzeba było kotom bhp kazać przestrzegać – nastolatek wysmyknął się spod pięści wbijanej w czubek głowy. Przed ogrodzenie zajechał Honker. Zatrzymał się trzeszcząc szutrem. Kierowca wysiadł. Chciał dzwonić do furtki, lecz zobaczył przełożonego przed drzwiami. Zaniechał. Cofnął się kilka kroków. Oczekiwał przy samochodzie. Major Pogorzelski poprawił marynarkę, krawat, założył czapkę. – Trzymaj się, młody. Będą rozkazy, będziemy się martwić – poklepał syna po plecach. Wyszedł na chodnik. Kierowca zasalutował. Zniknęli we wnętrzu pojazdu. Smugi świateł rozświetliły ściany sąsiednich posesji przy nawrocie. Silnik zawarczał. Nabierali prędkości. Przesłonił ich zakręt. – Trzymaj się, Ogar. Będą rozkazy, będziemy się martwić – dzieciak przedrzeźniając, poklepał psiaka po karku. Wrócił do domu. Długo stał pod natryskiem, zmywając z siebie dzień. Nie tylko brud. Słowa, dźwięki, zapachy. Ludzką obecność. Przebrany, z ręcznikiem na głowie poszedł zrobić tosty. Zamknął się z nimi w pokoju i czekając aż włosy wyschną, robił błogie nic. Siedząc na łóżku, oparty o poduszkę, chrupał warstwy sera, szynki, ogóra i pomidora. Muzyka w tle przygrywała. The more I drink, the more I see That suicide could be the key To the place called paradise Where pain not dwells, not hate nor lies But if I look beyond all this I reckon something I would surely miss Because in my dreams I rule my life And the sleeping beauty is my wife… Myśli wędrowały w stronę Felicji. Nie zauważył, kiedy zasnął.
  • 1 Głosy
    39 Posty
    315 Wyświetlenia
    GreKG
    [image: UiUdZHN.png] — Zaoferowali? Zagrozili? — Michaił spojrzał na nią jak na niespełna rozumu. — Dobrodiej każe, człowiek czyni. Tak to idzie. Wstał. Ława zaskrzypiała. Machnął ręką. — Nie chcesz gadać… trudno. Westchnął. Długo. Nie z gniewu. Smutno. — Zapamiętaj jedno. Odwrócił się jeszcze na moment. — Chciałem ci pomóc. Pauza. — Sama nie chciałaś.
  • Twórczość własna i zastrzyki dopaminy, czyli co tu robimy

    Przypięty Przeniesiony Twórczość
    4
    4 Głosy
    4 Posty
    430 Wyświetlenia
    MikeM
    Dzięki
  • Dama w opałach

    Przeniesiony Twórczość
    36
    1
    0 Głosy
    36 Posty
    66 Wyświetlenia
    MikeM
    Wattpad nie ma limitów. Mam napisane parę rozdziałów do przodu, ale muszę się odleżeć, potem je poprawiam. Ale jak widać, co świeże oko, to świeże oko. Co do innych BG, to umierający serwer, nawet jak wrócili starzy gracze kierowani nostalgią to ilu ich mogło być. Rozeszli się po świecie i ciężko się spotkać. Nie grałeś nigdy w stare MMO? Wbijasz do gry, a tam pustki. Ten pomysł mi wpadł do głowy jak zajrzałem na stare konto Lineage @Dekline napisał w Dama w opałach: Chyba nie rozumiem tej sceny, chociaż możliwe również że piwnica we mnie silna. Sam nie wiem Chłop się po prostu zawiesił
  • Bardzo cenny skarb

    Twórczość
    1
    0 Głosy
    1 Posty
    24 Wyświetlenia
    KetharianK
    Bardzo cenny skarb Szanowni, poniższe opowiadanie napisałem w 2017 będąc świeżo po wstrząsającej dla mnie lekturze pierwszego półtomu Sagi o Katanie Artura Szyndlera. Pragnę Was uprzedzić, że jest ono wzorowane stylistycznie na warsztacie literackim Mistrza i w opinii wielu krytyków tamtych czasów udało mi się w nim odtworzyć ów specyficzny styl tak dobrze, że śmiało mógłbym uchodzić za samego Szyndlera. I chciałem dodać, że poniższy tekst czytacie na własne ryzyko i nie dostaniecie żadnego odszkodowania za ewentualne uszczebki na zdrowiu. Karczma sprawiała wrażenie typowej, miała długość piętnastu metrów, wysokość pięciu i cztery rogi. Okryty podróżnym płaszczem i kapturem wędrowiec wszedł do środka i rozejrzał się z zainteresowaniem po wnętrzu pomieszczenia, wciągając w nozdrza smakowite zapachy. Odpowiedziały mu zaciekawione spojrzenia siedmiu innych podróżnych, siedzących przy osobnych stolikach. Wszyscy mieli na sobie zaciągnięte szczelnie płaszcze z kapturami. – Ho ho! Nowy gość! Jaki dzisiaj tłok! – zakrzyknął z humorem karczmarz, krzepki krasnolud. W jego brodzie tlił się magiczny zimny ogień, który wcale nie parzył. Przybysz uporządkował swą wiedzę na temat krasnoludów i pojął w mig, że stoi przed nim prawdziwy krasnolud ognistobrody. – Cóż tak smakowicie pachnie, krasnoludzie? – spytał wędrowiec nie zdejmując płaszcza ani kaptura. Pytając uśmiechał się szeroko. – Zupa z agawy! – zachichotał krasnolud – I bitki z opasa, w sosie z agawy. Do tego podaję smażone liście… agawy! Oraz piwo… zgadniecie, jakie? Siedzący przy osobnych stolikach podróżni stężeli zauważalnie, wsłuchani w słowa karczmarza. – Zaiste trudna to zagadka – przybysz przytknął palec do ust w geście udawanego zmieszania – Niechaj pomyślę… z agawy! Krasnolud wybuchnął nieopisanym śmiechem, klepiąc się dłońmi po kolanach. Siedzący przy stolikach wędrowcy zawtórowali mu gromkim rechotem, doceniając przedni żart. Kiedy dźwięki śmiechu ustały, przybysz usiadł przy jedynym wolnym stoliku, wciąż nie zdejmując płaszcza ani kaptura. Jego spojrzenie spoczęło po kolei na każdym z innych gości, a czoło zaczęło się marszczyć coraz bardziej, tworząc głębokie fałdy sięgające z obu stron uszu. – Ha! Mój rasowy instynkt i tym razem mnie nie zawiódł! – oznajmił donośnym głosem – Nie zwiodą mnie pozory. Jeden z was nosi na płaszczu kapłańskie insygnia, drugi ma na kapturze czapkę maga, trzeci przy pasie złodziejskie wytrychy, czwarty alembik alchemika, piąty lutnię, szósty kostur czarnoksiężnika, a siódmy wagę kupca, wszelako to jeno wredna zmyłka! Obcy w płaszczach z kapturem zesztywnieli ponownie, wpatrując się w ostatniego przybysza. – Skierowało mnie tu przeznaczenie zesłane przez mego boga! – przemawiał dalej wędrowiec, który nosił przy pasie woreczek z astrologicznymi kostkami do wróżenia – Spisane na zwojach z Dudniącej Otchłani! Jeśli i wy tutaj trafiliście tego samego dnia, nie może to być przypadkiem! Przeznaczenie chciało, byśmy skrzyżowali nasze ścieżki! Widzę po waszych pozach, że przedmioty, z którymi się obnosicie należą do waszej drugorzędnej profesji… a kto wie, może nawet trzeciorzędnej, bo wyglądacie mi na takich, którzy posiedli szkolenia umożliwiające nabycie trzeciej profesji! Kim jesteście?! Siedmiu gości wstało z krzeseł w tej samej chwili, odrzucając pod nogi swe długie płaszcze z kapturami. Każdy z nich… miał na sobie pełną zbroję płytową odlewaną, wraz z doczepioną do niej rycerską tarczą. Wszyscy nosili też hełmy o podniesionych w górę przyłbicach. – Paladyni! – zakrzyknął z humorem krasnolud, który był karczmarzem – Prawdziwi paladyni! – Wypraszam sobie! – odparł gromkim głosem ten z rycerzy, który nosił przy sobie lutnię – Koledzy, to wredne pomówienie! Jestem demonicznym rycerzem i zwę się Rotua-Sa, lecz nie lękajcie się, albowiem dzięki korzystnemu dla was układowi księżyców nie jestem w nastroju do przyzwania swego demonicznego symbiontu. W zamian mogę wam zagrać na lutni dla umilenia wieczoru. Paladyni spojrzeli na siebie niepewnie nie wiedząc widać, co czynić. Niektórzy z nich uklęknęli na swą modłę na podłodze wspierając się o miecze, inne usiedli z powrotem na krzesłach. Rycerski honor nie pozwalał im skrzywdzić Rotuy-Sa… dopóki ostatni przybysz nie zrzucił swego płaszcza. On też miał na sobie paladyński pancerz i przyczepione do niego magiczne zwoje. Przybysz odczytał jeden ze zwojów. Było to antyczne zakazane i po trzykroć przeklęte zaklęcie o nazwie Chwilowa zmiana etosu. Objęci jego działaniem paladyni ponownie pochwycili miecze i runęli na demonicznego rycerza. Rotua-Sa uległ gradowi ciosów kłutych, tnących oraz obuchowych zadawanych pancernymi butami napastników. – Koledzy, spełniliśmy swą powinność! – oznajmił jeden z paladynów, ten udający wcześniej kapłana – Swoją drogą, to bardzo wredne zaklęcie… i zakazane. – Nie lękaj się, kiedy nasza misja dobiegnie końca, dzięki swej niezwykłej mocy użyję Cofnięcia czasu, by wymazać wiedzę o rzuceniu tego czaru z waszej pamięci – odparł z humorem ostatni przybysz – Teraz zaś proponuję, byście uzupełnili swą wiedzę na temat demonicznych rycerzy. Ten tutaj okazał się wyjątkowym uparciuchem, ponieważ potrzeba było aż dwunastu ciosów zadanych mieczami ewidentności, aby go uśmiercić, a zwyczajnemu wystarczą cztery. – Coś mi podpowiada, że ten Rotua-Sa to nie był zwyczajny demoniczny rycerz – wtrącił paladyn udający wcześniej kupca – Zaiste niezwykle odporny na ciosy. Co więcej, dzięki specjalistycznym szkoleniom wartym prawie dwieście dwanaście tysięcy siedemset cztery sztuki złota mogę domniemywać, że niemal na pewno ten rycerz chyba powróci do życia w innym miejscu i czasie, by kontynuować swą złą misję. – To inny temat, na inną świętą misję i przygodę – przerwał przedmówcy paladyn udający wcześniej złodzieja – Widzę, że wszyscy przybyliśmy tutaj wyposażeni w worki na skarby. To może oznaczać, że bogowie zamierzają nas wysłać do Labiryntu Śmierci! Czy dla bezpieczeństwa nas wszystkich i obopólnej korzyści moglibyśmy uporządkować swą wiedzę na temat tego legendarnego miejsca? Ostatni przybysz podszedł do ciała demonicznego rycerza i podniósł z posadzki leżącą przy nim lutnię. – Jeśli jesteście dość dzielni, by sprostać temu wyzwaniu i nie obawiacie się popaść w otchłań szaleństwa, mogę wam zaśpiewać odpowiednią balladę – zaproponował paladyn w zbroi z pergaminami. – Nie! – oznajmiło kilku mniej wrażliwych artystycznie gości budząc pomruk dezaprobaty u skorego do występów barda. – Powiadacie, że przeznaczenie przywiodło nas tutaj z woli bogów – odezwał się tubalnym głosem paladyn potrząsający woreczkiem na astrologiczne kostki – Wszelako mój doświadczony w takich sprawach nos podpowiada, że to może być zasadzka! Wśród pozostałych świętych wojowników zapanowało natychmiast zrozumiałe poruszenie. Niektórzy zaczęli drapać się intensywnie po kwadratowych podbródkach, inni przyklęknęli swym zwyczajem na posadzce wspierając się na mieczach i medytując zawzięcie. – Czas wyciągnąć ostatnie karty z rękawa, towarzysze! – oznajmił w końcu samozwańczy przywódca grupy – Wcześniej przejrzałem was na wskroś i od razu pojąłem, że pod tymi podróżnymi szatami skrywają się nie tylko paladyni. Jesteście kimś więcej, czy nie? Nie bez powodu żaden z nas jeszcze żyjących nie wyjawił pozostałym swego imienia. Skończcie z tymi przebierankami! – Każdy już chyba wie, że jedynym zwyczajnym rycerzem był ten tam na śmierć zaciukany – jeden z rzekomych paladynów wzruszył w odpowiedzi ramionami – Lecz jeśli chcesz to usłyszeć na głos, słyszaj! Jestem Bezimiennnym, podobnie jak wy wszyscy. Wszyscy jesteśmy Bezimiennymi, wezwanymi w to jedno miejsce i sądzę… Karczma zniknęła w jednej sekundzie, rozpłynęła się w oczach niczym opar mgły przepędzonej dotykiem słonecznych promieni. Z niejednego bezimiennego gardła popłynął głuchy pomruk zaskoczenia, gdy w miejscu gościnnego wnętrza budowli pojawiła się skalista równina ciągnąca się w nieskończoność we wszystkich kierunkach pod szarymi przestworzami, na których wisiało ciemne i dziwaczne słońce. – Czy to jest Labirynt Śmierci?! – wrzasnął Bezimienny udający wcześniej paladyna-kupca – Czyj to jest Labirynt, co? Nie wyrażam zgody na takie traktowanie! To jest podłość do sześcianu, antycznego i zakazanego! Odpowiedź na pełne gniewu pytanie nie padła od razu, nie udzielił jej też żaden z pozostałych paladynów. Wszyscy oni jak jeden mąż unieśli głowy w górę i wbili wzrok w słońce, które znienacka zaczęło się ewidentnie poruszać, przy czym poruszenia te sprawiały komiczne wręcz wrażenie wiercenia się w miejscu. – Co to jest? Co to za bezimienne bluźnierstwo?! – zakrzyknął któryś z Bezimiennych. – Jestem Bebok Beblok, najpotężniejsza istota we wszystkich znanych i nieznanych Planach Materialnych, Eterycznych i Fatamorgicznych – płynący z góry głos promieniował tak nieposkromioną pewnością siebie i dostojeństwem, że wszyscy Bezimienni mimowolnie upadli na kolana, w pośpiechu zapominając o wsparciu się na swych mieczach – Chociaż nie sądziłem, że wam się uda, przejrzeliście moją cwaną iluzję. Zaprawdę powiadam wam, że wpadliście w pułapkę bez wyjścia ku mej nieopisywalnej uciesze! – Ja wiem, co to jest – wykrztusił nieporadnie bezimienny paladyn-mag – To jest… to jest naprawdę… słoniak ropuszy, królewska forma ropuszczaka słoniowego! Jestem pewien, miałem szkolenia z tego tematu! Teraz już rozumiem, dlaczego ten kształt wydał mi się… wydał mi się… – DUPĄ! – inny z Bezimiennych złapał się za skronie wodząc wzrokiem po wiszącym w górze kształcie – To prawda, szkolenia nie kłamią! Forma królewska ropuszczaka słoniowego jest przeciwieństwem swej pośledniej formy, wystawia do nawiedzonego przez siebie wymiaru nie łeb, tylko zadnią część materialnej manifestacji! Jesteśmy zgubieni! – Nie wpadajcie w niepotrzebną panikę, albowiem nie wszystko jeszcze stracone! – paladyn grający rolę samozwańczego przywódcy grupy uniósł w górę swój lśniący blaskiem ewidentności miecz i pogroził nim wiszącej nad głową istocie – Beboku przebrzydły, na pewno nie wywabiłeś nas z naszych Labiryntów bez ukrytego powodu! Gadaj, a już, czego tak naprawdę od nas chcesz! Powleczony szarą porowatą skórą kształt na nieboskłonie powiercił się dłuższą chwilę, tym razem w sposób zdradzający ogromne rozbawienie. – Zaprawdę powiadam wam, że cwane są z was ziomki! – oświadczył gromki głos – Nie to, co ci Bezimienni, którzy się kiedyś dali wycyckać na cacy jednemu pomniejszemu bożkowi. Jakiś taki to był bysio… zapomniałem jego imienia, zupełnie zapomniałem… Nieważne! Skoro naprawdę chcecie wiedzieć, niechaj wam będzie. Zamierzam wyssać wam za pomocą zakazanej antycznej magii umysły, aby posiąść ukrytą w nich sekretną wiedzę na temat manipulowania rozmiarami Labiryntów Śmierci na życzenie. Ta cwana sztuczka z powiększaniem i pomniejszaniem Labiryntów nie daje mi spokoju od niezliczonych eonów, nie pozwala spokojnie kreować i niszczyć całych wymiarów, galaktyk i inszych tam takich, nieważne, i tak nie zrozumiecie. Przywódca paladynów opuścił na chwilę głowę w wyrazie udawanego przygnębienia, po czym strzelił oczami na wszystkie strony śląc swym druhom złośliwe uśmieszki. – Przebiegła i bezlitosna istoto! – zakrzyknął odkładając miecz i sięgając do noszonego u boku worka na skarby – Zaiste jesteśmy zgubieni, ale racz w swej wspaniałej mądrości rozpatrzeć naszą błagalną prośbę. Oszczędź nas, a w zamian otrzymasz ową sekretną wiedzę. Jest tutaj, w mym posiadaniu! Prostując się z tryumfalną miną, paladyn ukazał wszystkim wyciągnięty z worka artefakt. Był to przepięknie cięty kryształt o nieopisanej wręcz urodzie, lśniący blaskiem fasetek, prmieniujący wewnętrznym światłem, które na jego zewnętrznych ścianach dzięki niezrozumiałej magii przemieniało się w tchnące kosmiczną tajemnicą cyfry. Na oczach zauroczonych Bezimiennych widniąca na ściankach kryształu inskrypcja \”21:59\” zniknęła zastąpiona nieco zbliżoną, ale na pewno odmienną w znaczeniu inskrypcją „22:00”. – Cóż to takiego?! – międzywymiarowy tyłek zatrząsł się na niebie w wyrazie ogromnej ekscytacji – Wyczuwam specyficzną aurę bijącą od tego niezwykłego magicznego przedmiotu! Dziesiąty poziom umagicznienia jak nic, słowo daję! Co to? – To Kryształ Czasu, czcigodny bezlitosny Beboku! Jedyny prawdziwy Kryształ Czasu! W jego wnętrzu ukryta jest tajemnica, której pożądasz. Wystarczy, że ją wyssasz zamiast naszych prostackich i miałkich rozumków! Oszczędź nas i bądź zaspokojony! Wypowiedziawszy ostatnie słowa paladyn zamachnął się rękami i cisnął niewyobrażalnie bezcennym reliktem minionej epoki w górę, ku rzekomemu szaremu słońcu. Kilku Bezimiennych westchnęło równocześne w wyrazie zgrozy sądząc, że Kryształ Czasu spadnie im pod nogi i roztrzaska się w drobne kawałki, stało się jednak inaczej. Tylna część czcigodnej istoty zassała go do swego wnętrza przez nagle objawiony otwór, którego rozmiary omal nie odebrały Bezimiennym zdrowych zmysłów. Przez krótką chwilę nie działo się nic, aczkolwiek żaden z paladynów nie wypowiedział ani słowa czekając niecierpliwie na reakcję Beboka. Żadne szkolenia nie przygotowały ich na podobną sytuację i nie wiedząc, co właściwie o tym wszystkim myśleć, na wszelki wypadek wszyscy myśleć przestali. Krótką chwilę później szary kształt nie będący wcale słońcem zaczął się poruszać w dziki i energiczny sposób, podrygując, kręcąc się i nadymając gwałtownie. Widok ten przywrócił Bezimiennym bieg wstrzymanych procesów myślowych. – Padnijcie! – wrzasnął niedawny posiadacz Kryształu Czasu – Może popuścić! Porażeni niebywałą zgrozą, złapawszy się za nosy paladyni grzmotnęli jak jeden mąż w skalistą powierzchnię równiny, pośród ogłuszającego huku pancernych blach i kilku zduszonych jęków bólu. Mimowolnie zamknęli oczy, a kiedy otworzyli je ponownie, nie posiadali się ze zdumienia. – Jak to możliwe? – wydukał paladyn-bard – Przecież to… przecież to taka sama… – To moja karczma! – dokończył znajomy ognistobrody krasnolud, zanosząc się śmiechem zza kontuaru – Nie wiem, czemuście wszyscy tak prasnęli o podłogę, zacni goście, ale widok był zaiste przekomiczny! Nawet gnom z chodnikową płytą by mnie bardziej nie ubawił! Szczypiąc dla pewności swe pancerne blachy, paladyni pozbierali się nieporadnie z posadzki wodząc wzrokiem po ścianach karczmy, przewróconych stolikach i ławach oraz wciąż broczącym krwią ciele demonicznego rycerza. – Jak zdołałeś go pokonać? – spytał w końcu któryś spoglądając w stronę przywódcy – Czym był ten Kryształ? – Tego nie sposób wytłumaczyć tak, aby nie popaść przy okazji w obłęd – odpowiedział z nutą wyższości w głowie niedawny posiadacz artefaktu – Cudowna rzecz, niesamowita, kosmiczna! Nigdy nie była tworzona z myślą o ludzkich umysłach, nawet tych bezimiennych! Nie okłamałem tamtego przebrzydłego słoniaka mówiąc, że w jej wnętrzu skrywała się ogromna wiedza. W sercu tego reliktu… co tam reliktu, relikwii! W jej sercu skrywała się sporządzona magicznie kopia oryginalnej Sagi o Katanie, wszystkie dwadzieścia sześć półtomów, a także appendiksy, odnośniki, linki i sprostowania! Przede wszystkim sprostowania! Pozostali paladyni spojrzeli po sobie wzrokiem wskazującym na to, że właściwie nic nie rozumieją, ale z szacunku do siebie samych nie wyrazili tej konsternacji słowami, chłonąc w zamian z fascynacją dalsze objaśnienia mówiącego. – Lecz to nie wszystko! Gdyby to była zwyczajna kopia Sagi, być może ten ropuszy słoniak miałby jeszcze jakieś szanse, aby się ocalić, lecz padł ofiarą mej przebiegłości! – paladyn roześmiał się gromko i nie mając innego wyjścia pozostali przyłączyli się do jego chichotu – To była bowiem Diamentowa Wersja, w całości spisana wierszem, wszystkie dwadzieścia sześć półtomów! Spisana wierszem przez największego poetę wszystkich czasów i wymiarów, tana Abuka! Czegoś takiego nie zdzierżyłby żaden umysł, ani śmiertelny ani boski ani żaden inny! Mówca przerwał na chwilę szokującą opowieść, dał swym słuchaczom czas na zebranie z posadzki opadniętych tam szczęk. Cisza ciągnęła się i ciągnęła, pozornie w nieskończoność. – Zaiste, to najpotężniejsza broń wszechczasów i wszechświatów! – odpowiedział w końcu jeden z paladynów, budząc swymi słowami krasnoludzkiego karczmarza, który zdążył się w międzyczasie zdrzemnąć – Zaiste, nie wiem, cóż jeszcze mam powiedzieć… a co właściwie stało się z tym królewskim ropuszczakiem? Co z nim uczynił Kryształ? – Mogę się posiłkować wyłącznie teorią, ale mam pewne podejrzenia – Bezimienny uniósł palec w górę niczym srogi elfi nauczyciel skupiający na sobie uwagę nierozgarniętych orciątek – Wydaje mi się, że jego przeciążony nadmiarem estetycznych wrażeń mózg po prostu eksplodował i opuścił materialną powłokę istoty pod postacią ogromnych miazmatycznych farfocli. – Farfocli? – wystękał niepewnie któryś ze słuchaczy. – A jakże, farfocli – potwierdził domorosły wykładowca – I nasze w tym ogromne szczęście, że to farfocle, a nie co innego! Lepiej się dla nas stało, że ten mózg znajdował się w przedniej części materialnej powłoki słoniaka, dzięki czemu ulotnił się nozdrzami, rozumiecie? Paladyni rozpromienili się natychmiast, pokiwali gorliwie głowami uświadamiając sobie, co czekałoby ich na skalistej równinie, gdyby mózg Beboka znajdował się bliżej jego zadu. – Radować powinniśmy się tym bardziej, że prastare mity przestrzegają przed magiczną aurą ropuszczakowych farfocli – jak się okazało, obdarzony szeroką wiedzą Bezimienny bynajmniej jeszcze nie skończył – Podobno mają one niezwykłą, półtoraboską zdolność przenikania do innych planów i wymiarów, a nadto potrafią jakoby wpływać na bieg przeznaczenia i odmieniać losy całych wszechświatów mających szczęście lub nieszczęście paść ofiarą ich objawienia. – A zatem radujmy się mimo pustych worków na skarby! – zakrzyknął któryś ze słuchaczy – Karczmarzu, wina, piwa, mięsiwa! I jakieś dziewki by się zdały, byle nie szlachetnie urodzone, te mają zanadto zadarte nosy! Radujmy się z tak szczęśliwego zakończenia tej niezwykłej wyprawy! [W tym samym czasie – Sauron pochyla się nad leżącym ze strzaskanym mieczem Isildurem. Spadkobierca tronu Gondoru tnie ułamkiem oręża odcinając palec Czarnego Władcy wraz z Pierścieniem. Sauron zanosi się okrutnym śmiechem świadomy tego, że brak fizycznego kontaktu z Pierścieniem w niczym mu nie zaszkodzi. W następnej sekundzie z przestworzy spada gigantyczny farfocl, który unicestwia Saurona cudem tylko nie wyrządzając krzywdy Isildurowi. Późniejsi kronikarze zatajają ten fragment historii Śródziemia] [W tym samym czasie – śmiertelnie ranny Imperator leży na pokładzie Mściwego Ducha, wystawiony na łaskę swego zdradzieckiego syna Horusa. Ten wznosi do ciosu energetyczne szpony chcąc odebrać życie stworzycielowi Imperium. W następnej sekundzie we flagowy pancernik floty Synów Horusa uderza niewykrywalny dla skanerów kosmiczny farfocl. Wytrącony z równowagi, Horus upada wprost na miecz Imperatora i ginie w finale Bitwy o Terrę. Imperator nikomu nie wyjawia prawdy o okolicznościach towarzyszących legendarnemu pojedynkowi, a krótko po nim zostaje zamknięty na wieczność w Złotym Tronie].
  • [Monster of Week] Kraina zmierzchu

    Rozgrywka
    56
    1 Głosy
    56 Posty
    566 Wyświetlenia
    slann22S
    Bohaterowie weszli do pokoju Piotra. Był to niewielki pokoik, w którym znajdowało się tylko jednoosobowe łóżko, biurko i trochę książek, nie było Nawet tabletu, najwyraźniej miał go ze sobą w trakcie swego upadku… Wiadomo było że ofiara interesowała się ezoteryką i okultyzmem, było tu kilka talii tarota, tablica Ouija, czy dosyć podstawowe książki takie jak Złota Gałąź. Z innych zainteresowań znaleźli też książkę z wielkim trójkim ślimakiem na okładce podpisaną jako objawienia Glaakiego - wersja dla Początkujących badaczy nauki transcendentalnej…Trafili też na adres kwiaciarni… Oprócz tego Honorata natrafiła też na woreczek podpisany Szmaragdowa mieszanka z zielonym proszkiem…
  • Pytania, problemy i życzenia

    Przypięty Forum księga życzeń
    94
    1 Głosy
    94 Posty
    825 Wyświetlenia
    ZellZ
    @jhnw mogę napisać, tylko nie dziś. Przynajmniej pierwszy raz na GH coś dam. xD
  • [Smoczy Jeźdźcy] Magnum Opus

    Rozgrywka
    44
    1 Głosy
    44 Posty
    479 Wyświetlenia
    slann22S
    Z truppą teatralną rozmowę Przewodniczący aktora odpowiedział - Wie pani, po prostu wiele Trup Teatralnych, i niektóre urządzenia Urzędują w miastach a inne to po prostu wędrowne teatry jak my… - Przed obliczem regentki. Regentka uśmiechnęła się kwaśno jak woda królewska i powiedziała. - Słyszałam o tym występie, rzeczywiście Jej występ został uwzględniony, chociaż nie spodziewałam się, że co ty będziesz jej właścicielem… Wcześniej tylko zobaczycie jedną z naszych sztuk… - Potem kobieta wystroju wiśni spojrzała na władczynię która skinieniem wyraziła zgodę i wtedy kobieta powiedziała. *- Jestem Córka Wielkiego lasu i Dająca życie drzewo, przywódczyni ludu Iium, jego opiekunką i najwyższą kapłanką oraz szlachetnym gościem regentki Azadi Shegroth, Która roztoczyła swoją i miłościwą opiekę nad w moim krajem.
  • Serce tajgi [Zew Cthulhu] - komentarze

    Komentarze sercetajgi
    70
    1 Głosy
    70 Posty
    539 Wyświetlenia
    AgnesA
    @Ketharian Violet nadal nie wie, gdzie jest Syberia, więc dużo by jej nie dało pytanie, gdzie najpierw płyniemy XD
  • Serce tajgi [Zew Cthulhu]

    Rozgrywka sercetajgi
    51
    2
    3 Głosy
    51 Posty
    743 Wyświetlenia
    AgnesA
    Violet była zaskoczona, jak zimna może być noc w San Francisco. W duchu była wdzięczna Walterowi za radę dotycząca ciepłych ubrań. Połowę z nich włożyła już na siebie. O ileż zimnej musiało być na śnieżnej Syberii. Ciekawe, czy są tam lodowce? Takie myśli chodziły jej po głowie, gdy bezskutecznie próbowała zasnąć pomiędzy skrzyniami czekającymi w porcie na załadunek. Każde choćby najmniejsze skrzypnięcie wyrywało ją z płytkiej drzemki i przyprawiało o szybsze bicie serca. Zaczęła tęsknić za własnym ciepłym łóżkiem, wątpiąc, czy faktycznie ta przygoda była dla niej. Jednak powrót do domu po ucieczce nie wchodził w grę, dlatego z rana zaspana, z podkrążonymi oczami i zdeterminowaną miną stawiła się na miejsce spotkania. Pod pachą kurczowo ściskała torbę i tajemnicze ukradzione ze sklepu narzędzie. Ucieszyła się, dostrzegając znajome twarze i od razu podeszła w pobliże mężczyzn, których poznała na wykładzie profesora.