Przejdź do treści

Świat

Tematy spoza tego forum. Poglądy i opinie przedstawione tutaj mogą nie odzwierciedlać tych, które reprezentują członkowie tego forum.

A world of content at your fingertips…

Think of this as your global discovery feed. It brings together interesting discussions from across the web and other communities, all in one place.

While you can browse what's trending now, the best way to use this feed is to make it your own. By creating an account, you can follow specific creators and topics to filter out the noise and see only what matters to you.

Ready to dive in? Create an account to start following others, get notified when people reply to you, and save your favorite finds.

Zarejestruj się Zaloguj się
  • KetharianK

    text alternatywny


    Głęboka przestrzeń UA między Gliese i Borodino, 15.08.2183


    Ciemność żarząca się dotąd miniaturowymi punktami czerwieni zaczęła niespodziewanie znikać, rozpraszana zimnym światłem włączanych sukcesywnie elektrycznych lamp. Ich jaskrawy blask oświetlił ukryte od wielu miesięcy w lodowatym mroku wnętrza kajut i korytarzy, klatek schodowych, śluz i perforowanych płyt pomostów łącznikowych. Przemierzający czerń kosmosu statek powracał do życia, zaczynał rozbrzmiewać stukotem, pomrukiem i zgrzytem maszynerii oraz popiskiwaniem elektroniki składającej się na skomplikowaną infrastrukturę międzygwiezdnej jednostki.

    Czerwone diody systemów utrzymujących górniczy kombajn w stanie uśpienia zmieniały swoją barwę na bursztynową, później zaś zieloną. Oprogramowanie Opiekuna realizowało kolejne protokoły procesu wybudzania załogi uruchamiając systemy ogrzewania Almayera, pompując do jego wnętrza powietrze o podniesionej zawartości tlenu, przywracając do pełnej użyteczności kolejne układy systemu podtrzymywania życia.

    W ciasnej przestrzeni sali hibernacyjnej pompy tlenowe zwiększyły częstotliwość cyklu, przezroczystymi rurkami układu dokarmiania popłynęła odżywcza ciecz wzbogacona o pobudzający ludzkie mózgi hormonalny koktajl. Tkwiące od miesięcy w niemal idealnym bezruchu ludzkie sylwetki zaczęły się niemrawo poruszać, wynurzać się z otchłani farmakologicznego hypersnu.

    Siedzący w głębokim mroku jednego z pomieszczeń technicznych mężczyzna drgnął znienacka, podniósł się pełnym nadludzkiej gracji ruchem ze swojej stacji ładowania poprawiając rękawy nieskazitelnie czystego kombinezonu z naszywkami personelu medycznego. Jego oczy penetrowały ciemność przenikając ją bez trudu zaawansowaną optyką w czasie, kiedy elektroniczny mózg łączył się z bezprzewodową siecią statku analizując istotę nieoczekiwanego alertu.

    Organiczny członek załogi musiałby w takiej sytuacji udać się na mostek jednostki, przywrócić do pełnego trybu pracy uśpione komputerowe terminale i przestudiować dane zarejestrowane przez czujniki statku. Pozbawiony takich ograniczeń android przeanalizował odczyty jeszcze w podpiętej do siebie stacji ładowania, pobierając skompresowane dane z bezprzewodowej sieci bez konieczności przemieszczania się na wyższy pokład jednostki.

    Procedury towarzyszące tego rodzaju alertom nie pozostawiały androidowi żadnego wyboru. Sztuczna inteligencja odpowiedzialna za pieczę nad KM-164 stanęła w obliczu wyzwania, któremu zgodnie z przepisami czoła stawić musiała tkwiąca od wielu miesięcy w uśpieniu organiczna załoga Altmeyera.

    Przełączając swoją optykę w tryb podczerwieni syntetyk ruszył w stronę pokładowej hyperspalni, gdzie blisko tuzin nieświadomych jeszcze alertu ludzi spędzał wielomiesięczną podróż w klaustrofobicznej ciasnocie kriogenicznych kapsuł.


    Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza. [image: wUO6NIM.jpeg] Ambulatorium Siergiej uśmiechnął się krzywo. Durak. Naprawdę myślał, że ktoś sięgnie po broń tutaj? Na mostku? Przy całej załodze, kamerach i Opiekunie zapisującym każdą sekundę? To byłby nie bunt. To byłoby samobójstwo. Co innego na obcej jednostce. Tam kamery mogły od miesięcy nie działać. Tam nikt nie wiedział, co naprawdę wydarzyło się w środku. Tam łatwiej było zginąć przez "nieszczęśliwy wypadek" niż udowodnić, że ktoś pomógł losowi. Tam sprawiedliwość mógł wymierzyć "niezidentyfikowany obcy". Stary chyba o tym nie pomyślał. Bleinert Sadza zatrzymał się przy planie pokładu, przesuwając po nim grubym palcem. — Mostek nie ucieknie. Przesunął palec niżej. — Załoga też nie. Zatrzymał go na oznaczeniu maszynowni. — Ale jak serce statku przestanie bić, to niczego się już nie dowiemy. Spojrzał na kapitana. — Zacząłbym od maszynowni. Jak ktoś przeżył, prędzej znajdziemy go tam niż przy automacie z kawą. A jak nie przeżył... to reaktor powie nam więcej niż dziesięciu trupów. W tym momencie odezwał się Gleeson. Sadza przekrzywił głowę. — Nic nie słyszę. Chwilę nasłuchiwał. — Ale jak coś stuka rytmicznie... Spojrzał w stronę grodzi prowadzącej do ładowni. — ...to albo pompa. Albo zawór. Albo coś, co jeszcze próbuje pracować. Wzruszył ramionami. — Duchy nie stukają równo.
  • KetharianK

    SYRENI ŚPIEW NEONÓW

    Moi drodzy, jak widzicie, proces przerzucania sesji - chociaż powolny - to jednak postępuje i już niebawem dobiegnie końca. Sytuacja drużyny jest w miarę wyklarowana - Brazil i Mack znajdują się w H10, Dingo z Frogiem i HiFi właśnie aktywowali zabezpieczenie garażu Shivy, a Switch uwikłał się w spotkanie z niebezpiecznymi albinosami. Do najbliższego weekendu powinniście móc już przeczytać na forum nowe aktualizacje w swoich wątkach fabularnych.

    Myślałem chwilę nad przeniesieniem w identycznym sposób wątku komentarzy na LI, ale dla zaoszczędzenia czasu być może skopiuję tylko wybrane posty, z pominięciem tych nawiązujących do procesu budowy KP czy stuprocentowego offtopu.

    Tak czy owak, sesja trwa nadal i lada moment ruszy z kopytka po poświąteczno-lastinnpadowym okresie.

    Jakieś pytania bądź sugestie na ten moment?


    Spojrzałem jeszcze raz na kwestię finansową, żeby ustalić, skąd takie rozbieżności pomiędzy nami w wyliczeniach i już wiem, skąd się wzięły, wytłumaczę to w PW.
  • PiołunP

    text alternatywny

    Drzwi karczmy otworzyły się z hukiem, wpuszczając do środka podmuch śniegu, mrozu i zmierzchu. Na chwilę płomień w palenisku przygiął się nisko, rozmowy urwały się w pół słowa, a spojrzenia powędrowały ku progu, gdzie właśnie wtoczyło się dwóch ludzi wyrwanych szponom zamieci. Pierwszy wspierał drugiego ciężarem ramienia. Wysoki, okryty śniegiem, z kapeluszem zsuniętym nisko na oczy i płaszczem sztywnym od lodu. Drugi chwiał się ledwie przytomny, w zimowych szatach pociemniałych od krwi.

    Przez kilka uderzeń serca nikt nie rozumiał jeszcze, kto naprawdę wszedł do izby, ale trwało to doprawdy krótką chwilę. Gdy śnieg zaczął topnieć na płaszczu przybysza, odsłaniając skórzane pasy, dobrze utrzymaną broń, święte symbole i ponure znaki urzędu, ludzie zaczęli cofać wzrok i z niezwykłą intensywnością wpatrywać się w swoje kufle, jakby te były najciekawszą rzeczą na świecie. Do karczmy wszedł Łowca Czarownic z rannym kapłanem Sigmara, a takie wejścia rzadko poprzedzały cokolwiek dobrego.

    Zajmuję ten stół – oznajmił. Nie była to prośba, ani nawet rozkaz wypowiedziany z gniewem. Głos przybysza zabrzmiał cicho, płasko i spokojnie, ale może właśnie dlatego zadziałał tak dobrze. Mężczyźni siedzący przy ławie obok tej, przy której od tygodnia trwała czwórka wędrowców, podnieśli się niemal odruchowo. Nikt nie próbował oponować. Łowca Czarownic poświęcił ułamek chwili, by zlustrować, kto siedzi przy stole obok tego, na którym miał zamiar łatać swojego towarzysza. Kogo zobaczył?

    text alternatywny

    Przy sąsiednim stole siedział rudowłosy młodzik o żylastej posturze i twarzy nazbyt poważnej jak na swój wiek. Milczał przy kubku, w praktycznym, znoszonym stroju podróżnym, który dawno przestał wyglądać porządnie, ale wciąż spełniał swoje zadanie. Obok niego trwał wychudzony człowiek lasu, schowany pod ciężkim, ciemnym kapturem, z oczami zmęczonymi, czujnymi i przywykłymi do wypatrywania śladów wśród leśnych ostępów. Nieco z boku siedział milczący wędrowiec o pociągłej, zszarzałej twarzy, poruszający spojrzeniem oszczędnie, lecz uważnie, częściej ku drzwiom, oknom i cieniom niż ku ludziom. Czwarty był niziołkiem w zieleni Hochlandu, z zadbanym wąsem, wojskowym sznytem i kapeluszem, który dodawał mu zarówno wzrostu, jak i polotu. U jego nóg leżało potężne psisko z Kisleva, spokojne tylko pozornie, z łbem wspartym na łapach i jednym okiem uchylonym na tyle, by mieć baczenie na to, co dzieje się wokół jego pana.

    Łowca Czarownic położył kapłana na sąsiednim stole obok tej czwórki. Ci, którzy tam siedzieli, podnieśli się niemal natychmiast. Dwóch było traperami, sądząc po futrach, łukach opartych o ścianę i przykrej woni dymu leśnych ognisk, która nawet w karczemnym zaduchu trzymała się ich ubrań. Trzeci był zwyczajnym miejscowym pijaczyną, człowiekiem o czerwonych oczach i zapadłych policzkach, których nabawił się od taniego piwa i przesiadywania w spelunach takich jak ta. Jeszcze przed chwilą bełkotał coś, zmroczony alkoholem, ale gdy zrozumiał, kto stoi nad nim w mokrym płaszczu i kapeluszu z szerokim rondem, rychło otrzeźwiał, i to lepiej niż po kuble lodowatej wody. Jeden z traperów uniósł ręce, pokazując puste dłonie. Drugi zgarnął z blatu swój nóż, kawałek sera i skórzaną rękawicę, którą zostawił przy kuflu. Nie zrobili tego z oburzeniem. Nie było w tym nawet gniewu. Był tylko stary, dobrze znany odruch ludzi Imperium, którzy przez całe życie uczyli się, że pewnym jej dygnitarzom lepiej ustępować z drogi.

    Karczmarz nagle ożył. Dopiero gdy złożono ciało kapłana na jednym z jego stołów, odzyskał władzę nad własnym ciałem. Stał za kontuarem z szeroko otwartymi oczami, grubymi palcami wciąż zaciśniętymi na cynowym kuflu wypełnionym piwem, który właśnie miał komuś zanieść. Nazywał się Bernolt Gruber, choć większość stałych bywalców mówiła do niego po prostu Gruber albo jeszcze prościej, Gruby. Był człowiekiem ciężkim, miał ogorzałą twarz, a brzuch opinał mu poplamiony fartuch. Słynął z tubalnego głosu, którym zwykł opierdalać wszelkie mendy, ekhmm... to znaczy klientów, w każdym rogu swojej karczmy. Teraz jednak ten głos, gdy wreszcie się wydobył, miał w sobie niepodobną do niego, piskliwą nutę.

    Gerolt! – ryknął w stronę zaplecza. – Rudi! Ruszcie się, przeklęte lenie!
    Z kuchni dobiegł brzęk naczynia, po nim kobiecy głos, gniewny i zdławiony, a potem zza kotary wysunął się człowiek zbudowany jak belka nośna. Gerolt, karczemny wykidajło, miał jedną brew przeciętą starą blizną i dłonie tak duże, że kufel wyglądał w nich jak cebrzyk dla dziecka. Za nim pojawił się młodszy chłopak, chudy, piegowaty, z rękami mokrymi od pary i łupin cebuli. Obaj zatrzymali się na widok przybyszy, lecz Gruber już wskazywał im ławę i rannego.
    Do izby z tą ławą i kapłanem na niej. Weźcie ten pokój przy składziku. Jest pusty od wczoraj. Tylko ostrożnie, na młot Sigmara, ostrożnie. Greta! – wydarł się znów, tym razem w stronę kuchni. – Gorącej wody, czystych płócien i bimbru. Tego z dolnej półki, nie tego, co leję parobkom.
    Kobieta w kuchni odpowiedziała mu słowami, których żaden kapłan nie powinien był słyszeć, nawet ranny i nieprzytomny. W innych okolicznościach ktoś by się zaśmiał. Tego wieczoru nikt się jednak nie zaśmiał.

    Kapłan został złożony na ławie z należytą ostrożnością i czcią. Łowca musiał wielce szanować tego człowieka. Głowa sługi Sigmara opadła mu na bok, odsłaniając bladą szyję, zaschnięte plamy krwi na kołnierzu i ciemne linie sakralnych tatuaży, które znikały pod rozciętą tkaniną. Amulet z małym srebrnym młotem zsunął się z jego piersi i powoli tonął w kałuży krwi wzbierającej na deskach ławy. Ciepło izby musiało uwolnić to, co mróz zdążył na chwilę zatamować. Jego pancerz, prosty, ale solidny, zdobiły zalakowane pieczęcie przytrzymujące skrawki pergaminu ze świętej księgi Acta Sigmari, żywota Sigmara Młotodzierżcy spisanego w klasycznej mowie. Wszystkie bez wyjątku były ubłocone, popękane i pociemniałe od wilgoci. Mężczyzna poruszył ustami. Może się modlił. Może przeklinał. A może tylko próbował złapać oddech, co w tej chwili samo w sobie musiało stanowić niemały wyczyn.

    Pomocnicy karczmarza nie próbowali zdejmować kapłana z ławy. Byłoby to głupie i mogłoby tylko pogorszyć stan rannego. Zamiast tego Gerolt chwycił jeden koniec ciężkiego mebla, Rudi drugi, zerkając nerwowo na krew sączącą się między deskami i na bladą twarz rannego, która przy każdym poruszeniu stawała się jeszcze bledsza. Łowca Czarownic ruszył pierwszy. Otworzył przed nimi drzwi do izby, przytrzymując je ramieniem. Dopiero wówczas zauważył, że młodszy pomocnik nie radzi sobie z ciężarem. Rudi zacisnął zęby, ale ręce drżały mu coraz bardziej, a ława przechyliła się niebezpiecznie, zmuszając kapłana do cichego, zduszonego jęku.

    Łowca po prostu przesunął się bez słowa, odtrącił chłopaka barkiem na tyle stanowczo, by ten zrozumiał, że ma zejść z drogi, i sam przejął ten koniec ławy. Jego dłonie, wciąż ciemne od krwi, zacisnęły się na drewnie. Dopiero wtedy ruszyli dalej, powoli, ostrożnie, krok po kroku, niosąc rannego w głąb gospody, do wydzielonej izby. Drzwi zamknęły się za nimi z hukiem.

    Ludzie w sali głównej zaczęli nieśmiało podnosić wzrok i spoglądać po sobie z niepokojem. Nastrój zmienił się niepomiernie. Zmieniła się sama izba, choć przecież wciąż była tą samą niską, duszną komorą, z tym samym czarnym od sadzy stropem i tymi samymi oknami, za którymi śnieżyca tarła pazurami o szkło. A jednak coś niewidzialnego zawisło w powietrzu, cięższe od dymu i zimniejsze od chłodu na zewnątrz.

    Ludzie nie lubili Łowców Czarownic. Nie była to nienawiść, o której mówiło się głośno, bo nikt rozsądny nie obdarzał takich ludzi jawną niechęcią. Był to raczej stary, głęboko schowany lęk, którego mieszkańcy Imperium wyuczyli się na rynkach większych miasteczek, przy szubienicach, katowskich pniach i stosach, które płonęły jasno nawet w deszczowe dni. Niemal każdy widział kiedyś proces albo dwa. Widział ludzi prowadzonych z workiem na głowie, słyszał odczytywane win, których nie rozumiał, patrzył na sąsiadów, krewnych albo znajomych z jarmarku, gdy znikali w świętym ogniu, krwi i dymie. Sprawiedliwość Sigmara bywała szkarłatna, a dowody zła często należały do tych rzeczy, których prosty człowiek nie miał prawa oglądać ani pojmować. Często nie przedstawiano nawet żadnych i na słowo trzeba było uwierzyć świętym mężom w kapeluszach z szerokim rondem.

    Dlatego trudno było dziwić się bywalcom karczmy, że ścisnęli się na ławach nieco mocniej, jakby chcieli stać się mniejsi i mniej godni zauważenia. Rozmowy przygasły do szeptów, a potem i szepty umarły, zostawiając tylko trzask ognia i jęk wiatru za oknem.

    Minęło dobrych kilka minut, nim ludzie spróbowali wrócić do wcześniejszych czynności. Pierwszy poruszył się Gruber. Stał dotąd za kontuarem, wpatrzony otępiale w zamknięte drzwi izby. W końcu oprzytomniał, zamrugał ciężko i ruszył z kuflem piwa do jednego ze stołów. Postawił go przed przypadkowym człowiekiem, bo za nic w świecie nie pamiętał już, komu właściwie miał go zanieść. Obdarowany nie protestował. W takich czasach darmowe piwo było jednym z niewielu cudów, których nie należało kwestionować.

    Dopiero po tym sala powoli zaczęła odzyskiwać ruch. Ktoś znów ujął karty w palce, choć przez chwilę patrzył na nie tak, jakby zapomniał zasad gry. Ktoś przysunął kufel bliżej ust, ktoś nałożył sobie potrawki na talerz. Rozmowy wróciły przyciszone, ostrożne, pełne spojrzeń rzucanych ku drzwiom izby i ku wejściu, przez które wdarła się śnieżyca. Temat Łowcy Czarownic wyrósł na językach ciżby szybko i nieuniknienie, jak pleśń na wilgotnym chlebie.

    Najpierw odezwał się człowiek siedzący przy oknie, chudy handlarz z nosem czerwonym od mrozu, twierdząc, że na trakcie do Carroburga widział, jak łowcy spalili kobietę, bo urodziła dziecko z błoną między palcami. Potem ktoś inny przypomniał historię młynarza, którego powieszono przed jego domem za to, że ponoć skrzydła jego młyna obracały się nawet w bezwietrzne noce. I to w przeciwną stronę. Zaraz po nim starszy woźnica nachylił się nad stołem i opowiedział o psiarczyku z jednego z folwarków, zastrzelonym za karmienie psów spaczonym mięsem. Bestiom miały potem ponoć wyrosnąć skrzydła, skórzaste i mokre jak u nietoperzy, choć przyznał, że nie widział tego na własne oczy, tylko słyszał od kogoś, kto słyszał od kogoś innego. Każda opowieść była cichsza od poprzedniej, ale nie mniej ciężka. Zrobiło się paskudnie. Gadanie po próżnicy miał już przerwać sam karczmarz, przypominając co głośniejszym, że chyba im życie niemiłe, gdy z pomieszczenia, w którym zamknął się Łowca Czarownic, wyszedł Gerolt.

    Wykidajło zamknął drzwi ostrożnie, z nietypową dla siebie delikatnością. Przez chwilę stał przy nich z szeroką dłonią opartą na klamce, a twarz miał bledszą niż zwykle. Potem podszedł do Grubera, który właśnie wrócił za kontuar, i pochylił się ku niemu. Nie był jednak człowiekiem stworzonym do szeptów. Jego głos, nawet zduszony, poniósł się po izbie wystarczająco wyraźnie.
    Zwierzoludzie. Zaatakowali ich na trakcie. Może parę godzin stąd – oznajmił tonem, w którym niepokój przykryto zbyt cienką warstwą opanowania.

    Zdanie przecięło gwar tak skutecznie, jak wcześniej uczyniło to wejście Łowcy Czarownic. Gerolt zorientował się za późno. Zacisnął usta, lecz szkoda została już wyrządzona. Gruber chwycił go za rękaw i syknął coś gniewnie, ale ludzie zdążyli usłyszeć dość.
    Zwierzoludzie.
    Nie gobliny, które można było wyobrażać sobie jako zielone, pokraczne stworzenia z kiepskimi łukami. Nie bandyci, których dało się przekupić, zastraszyć albo położyć mieczem, jeśli miało się wprawę i szczęście. Zwierzoludzie należeli do innej kategorii okropieństw. Do tych, o których mówiło się ciszej, zwłaszcza po zmroku. Ci, którzy mieli na zewnątrz konie albo muły, zaczęli naradzać się coraz głośniej, czy nie zaryglować drzwi stodoły, albo czy nie przenieść zwierząt bliżej karczmy, albo czy może przeciwnie, wyprowadzić je za budynek i ukryć od strony lasu. Jakby którekolwiek z tych rozwiązań mogło mieć znaczenie, gdyby z ciemności naprawdę wyszły kreatury Chaosu.

    W powstałym zamieszaniu mało kto zauważył chwilę, w której karczmarz został wezwany do izby z rannym. Właściwie Łowca nawet po niego nie posłał. Drzwi po prostu uchyliły się na tyle, by w szczelinie pojawił się cień, a Gruber zrozumiał. Otarł dłonie o fartuch, choć były suche, i ruszył z miną człowieka, który wolałby właśnie odziedziczyć burdel z chorymi dziwkami i długi zmarłego krewnego, niż udać się na pogawędkę z Łowcą Czarownic. Drzwi zamknęły się za nim z niepokojącym skrzypieniem, a czas w karczmie zgęstniał.

    Gruber zabawił w izbie długo. Gdy wreszcie wyszedł, twarz miał ciemniejszą niż przedtem, a każdy, kto na niego spojrzał, mógł odnieść wrażenie, że karczmarz jest wielce strapiony. Był człowiekiem, który spędził życie na liczeniu. Jego rachunki oscylowały głównie wokół zysków, strat, beczek w piwnicy, garnków w kuchni i ludzi, których należało obsłużyć. Teraz również coś sobie policzył i wynik najwyraźniej bardzo mu się nie spodobał.

    Rozejrzał się po sali, choć w gruncie rzeczy od początku wiedział, do kogo podejdzie. W tej karczmie nie było wielu takich, którzy mogli podołać zadaniu, jakie zamierzał im przedstawić. Ruszył więc ku stołowi, przy którym od tygodnia siedziała trójka ludzi i niziołek w barwach Hochlandu. Przy ostatnich krokach zwolnił nieco, jakby zawahał się jeszcze przez moment, lecz w końcu pochylił się nad nimi i przeszedł do rzeczy.
    Łowca potrzebuje ludzi, żeby ruszyć dalej – powiedział bez wstępu.
    Jego głos był niższy niż zwykle, pozbawiony karczemnej pewności siebie. Patrzył przede wszystkim na przepatrywacza, ale mówił do całej czwórki. Przez ten tydzień spędzony przy jednej ławie zdążył uznać ich za jedną kompanię, czy rzeczywiście nią byli, czy nie.
    Musi dotrzeć do Dunkelwaldu.

    Nazwa mieściny padła cicho. Nie zrobiła takiego wrażenia jak „zwierzoludzie”, bo większość obecnych nigdy o niej nie słyszała. Tylko przepatrywacz skinął lekko głową, dając do zrozumienia, że wie, gdzie szukać tego miejsca. Gruber potarł kark i tak czy siak wytłumaczył mniej więcej, co to za miejsce.
    To sioło. Małe. Nieoznaczone na porządnych mapach, bo i po co komu oznaczać miejsce, gdzie ludzie osiedli chyba tylko po to, żeby odpocząć sobie od innych ludzi i od świata. Parę tuzinów drwali i łowców z rodzinami. Mniej niż setka. To oni prędzej ruszają gdzieś z towarem, niż ktoś fatyguje się do nich. Latem trafiają tam głównie ci, którzy potrafią czytać drogowskazy wyryte na kamieniach przy drodze. Zimą kamieni nie widać. Ścieżki też nie widać. Wszystko zasypał śnieg, więc sam nie trafi. Człek, który miał go prowadzić, zginął w ataku.

    Zmarszczył brwi, próbując wyczytać z ich twarzy, jak zapatrują się na mały spacer przez śnieg. Przez ostatni tydzień wyduszał z nich każdy grosz i był w tym dalece mniej przyjazny. Teraz sprawiał raczej wrażenie człowieka, który ze wszystkich sił pragnie, by ktoś inny przejął jego problem. W jego oczach i postawie odbijał się niepokój ciężki niczym żelazny całun.
    Zapłaci... – dodał po chwili. – ...i to w złocie, jak twierdzi. A ja dorzucę coś od siebie, jeśli jutro nie będę już miał go pod swoim dachem.
    To ostatnie powiedział ciszej, lecz z większą szczerością niż wszystko wcześniej. Gruber nie wyglądał w tej chwili jak człowiek targujący się o przysługę, ale jak gospodarz, który wyczuł, że pod jego dachem osiadło nieszczęście.
    Tacy goście źle robią interesom. Widmo spotkania zwierzoludzi może zatrzyma mi tu ciżbę jeszcze na parę dni, ale jeśli szanowny jegomość zbyt długo się zasiedzi, znajdą się i tacy, co spróbują szczęścia na szlaku, byle dalej od niego.
    Nie poprosił ich wprost, ale prośba tkwiła w jego postawie, w palcach zaciśniętych na krawędzi stołu i w spojrzeniu uciekającym raz po raz ku drzwiom izby, za którymi czekał Łowca Czarownic.

    Awanturnicy spojrzeli po sobie. Przez ostatni tydzień ich sakiewki topniały szybciej niż śnieg naniesiony do izby na podeszwach butów. Każdy kolejny wieczór pod dachem, każdy kufel i każda miska gorącej strawy kosztowały krocie, a będzie jeszcze trzeba zapłacić za tę noc. Nie mogli sobie zbytnio pozwolić na to, by ktoś inny zajął się tym problemem. Zresztą mówiono tu o złocie, nie srebrze. Być może chwila niewygody była warta fatygi i ryzyka?

    Zgodnie stwierdzono, że decyzja nie musi przecież zapaść od razu. Co szkodzi wejść i zobaczyć, jak wygląda oferta? Rudowłosy młodzik, człowiek lasu pod ciemnym kapturem, milczący wędrowiec o czujnych oczach i niziołek w zieleni Hochlandu podnieśli się jeden po drugim, a wielki kislevski pies ustawił się przy nodze niziołka. Kilka osób w sali odprowadziło ich wzrokiem. Była w tych spojrzeniach pewna ulga, ale też i pewna doza współczucia.

    Gruber ruszył przodem. Karczemny gwar został za ich plecami, przytłumiony przez wąski korytarzyk prowadzący do izby na parterze. Było tam niżej, chłodniej i ciaśniej. Na ścianach wisiały zapasowe derki, kilka starych narzędzi i wyschnięty wieniec z ziół, który dawno stracił zapach, jeśli kiedykolwiek go miał. Spod drzwi sączyła się cienka smuga bladego światła. Nie miała w sobie nic z ciepła paleniska.

    W środku pachniało krwią, gorącą wodą, alkoholem i mokrym ubraniem. Zapach przypominał ten z pola bitwy, lecz zamknięty był w zdecydowanie zbyt małym pokoju. Kapłan leżał na ławie, którą przykryto kocem i płótnem. Jego szaty zostały rozcięte, odsłaniając opatrzoną ranę biegnącą pod żebrami, paskudną i głęboką. Skóra wokół szycia była sina, gdzieniegdzie czarna od brudu i zakrzepłej krwi. Mężczyzna miał twarz zapadniętą od zmęczenia. Jego policzki ostro zarysowywały się na tle twarzy, a wargi miał spierzchnięte, lecz oddychał.

    Klęczał przy nim Łowca Czarownic. Nie wyglądał już jak ten sam człowiek, który wszedł do karczmy wraz z zawodzeniem wiatru. Bez płaszcza wydawał się młodszy, ale nie przydawało mu to łagodności. Miał niewiele ponad trzydzieści lat, może trzydzieści kilka. Jasne włosy przykleiły mu się od wilgoci do skroni. Twarz miał pociągłą i zmęczoną, lecz niezniszczoną. Była w nim pewna twarda nuta, zahartowana stal i zimno, które nosił jak element zbroi. Jego dłonie były czerwone od krwi, ale poruszały się pewnie. Kończył właśnie nakładać bandaż, owijając płótno ciasno, równo i przede wszystkim... pewnie. Miał w tym wielką wprawę, jakby w poprzednim życiu był felczerem.

    Na stole leżał jego kapelusz: szeroki, ciężki, z piórem nasiąkniętym wodą i szerokim rondem. Na klamrze, która go opinała, widniała żelazna brosza przedstawiająca podwójną kometę. Znak Sigmara. Obok spoczywał pistolet ozdobiony świętymi symbolami, z wytartą drewnianą rękojeścią, oraz miecz, którego pochwa nosiła ślady długiego używania. Pod rozpiętym kaftanem widać było kolczą koszulę i elementy dobrego, solidnego pancerza. Zrazu dało się poznać, że był to pancerz wykonany przez kogoś, kto rozumiał, że stal ma ratować życie, a nie budzić zachwyt.

    Nie odwrócił się od razu, gdy weszła czwórka awanturników. Dokończył bandaż, wsunął koniec płótna pod poprzednią warstwę i dopiero wtedy pochylił głowę nad kapłanem. Jego usta poruszyły się cicho. Nie było pewności, czy wypowiada modlitwę, obietnicę, czy może chodziło jeszcze o coś innego. W bladej poświacie okna, gdzie śnieg osiadał na zewnętrznym parapecie jak popiół na cmentarnych grobach, ten gest miał w sobie osobliwą godność. Łowcy Czarownic rzadko kojarzyli się z miłosierdziem. Ten też nie wydawał się miłosierny. A jednak przez ten jeden moment było jasne, że ranny kapłan nie jest dla niego tylko towarzyszem podróży ani narzędziem misji.

    Kiedy w końcu podniósł wzrok, cisza w izbie nieznacznie stężała. Jego oczy były jasne, chłodne i nieprzyjemnie uważne. Wolno przesunął wzrok po każdym z obecnych, w sposób, który kogoś mniejszego ducha mógł przyprawić o ciarki. Oceniał. Dokładnie lustrował każdy detal, broń, buty, dłonie, twarze, postawę, ślady podróży i inne szczegóły, które ktoś przeszkolony mógł dostrzec w ludzkiej sylwetce. Karczmarz wszedł za czwórką, chcąc upewnić się, że Łowcy niczego nie brakuje. Mężczyzna sięgnął do sakiewki, wyjął dwie złote korony i położył je na stole. Monety zabrzęczały cicho.

    Dziękuję, Herr Gruber. Oto zapłata za wodę, izbę i pomoc – powiedział. – Teraz proszę wyjść.
    Karczmarz spojrzał na złoto, potem na Łowcę, i szybciutko zwyciężył w nim rozsądek. Zabrał monety, skinął głową z niezgrabną pokorą i zamknął za sobą drzwi. Łowca Czarownic wstał powoli. Był krzepki, wysoki i roztaczał wokół siebie aurę autorytetu. Jego ruchy zdradzały zmęczenie, choć próbował je ukryć. Może od wielu godzin nie spał. Może od paru dni. Mimo to stał prosto, jakby sama myśl o słabości była uchybieniem wobec urzędu, który nosił.

    text alternatywny

    Klaus Sneider – przedstawił się wreszcie. – Imperialny Łowca Czarownic, zaprzysiężony przez Imperatora Karla Franza, Protektora Imperium.
    Nie zabrzmiało to bynajmniej chełpliwie. Nie potrzebował tego. Tytuł miał być informacją, ale był też ostrzeżeniem, i wszyscy w izbie mogli to zrozumieć. Wskazał rannego krótkim ruchem dłoni.
    To Leopold Mann, kapłan Sigmara. Człowiek wierny, twardszy niż powinien i, jak widać, jeszcze niegotów stanąć przed Morrem.
    Wypowiedział te słowa oschle, lecz ręka, którą poprawił koc przy ramieniu rannego, nie była ręką człowieka obojętnego. Gest trwał krótko, ale wystarczył, by odsłonić szczelinę w pancerzu surowości. Sneider mógł być fanatykiem, urzędnikiem ognia i stryczka, człowiekiem od wyroków, lecz nie był zrobiony z samego żelaza. A jeśli był, to tej nocy żelazo zdążyło pęknąć w jednym miejscu.
    Sięgnął po szmatę zanurzoną w misce i starł krew z palców. Nie zmyła się całkiem. Wniknęła pod paznokcie, osiadła w załamaniach skóry, jakby chciała zostać tam na dłużej. Sneider patrzył na swoje dłonie przez moment z nieodgadnionym wyrazem twarzy, po czym odłożył szmatę.

    Nie będę udawał, że sprowadzono was tutaj na czcze pogaduszki – rzekł. – Karczmarz twierdzi, że jest wśród was przepatrywacz znający drogę przez zasypany trakt. A i reszta z was nie pierzchnie, gdy napotkamy pierwsze przeciwności losu. Prawdę mówi?
    Zapytał, a kiedy zadowolił się odpowiedzią, płynnie przeszedł do sedna historii, tłumacząc, gdzie właściwie planuje ich zabrać i co robi w tych stronach.

    Zostaliśmy wysłani z Zamku Lenkstert, które tymczasowo jest nowym przyczółkiem władzy w okolicy po upadku Wolfenburga – ciągnął po chwili. – Jak zapewne wiecie, kogoś mojego urzędu nie posyła się dla sprawy błahej. Są rzeczy, które można zostawić miejscowym kapłanom, starszyźnie i tak dalej. Ale to, co dzieje się w miejscu, do którego zmierzamy, prawdopodobnie ma związek z siłami Chaosu...
    Zamilkł i pozwolił, by różnica między jednym a drugim wybrzmiała bez dodatkowych objaśnień. Za drzwiami ktoś w sali głównej zaśmiał się nerwowo, po czym natychmiast ucichł. Sneider nawet nie drgnął.

    Zmierzam do Dunkelwald – powiedział wreszcie. – Mała osada w niedalekiej okolicy. Kilkadziesiąt dusz, które skupiają się na handlu drewnem, skórami i mięsem. Prawdę powiedziawszy, zapomniana wieś, o której nawet mało słyszeli poborcy podatkowi. Jednym słowem zapadła dziura, gdzie psy szczekają dupami.
    Pozwolił sobie na żartobliwą uwagę, która z jego ust brzmiała wcale nieśmiesznie, bo wypowiedział ją z gniewem. Potem podszedł do stołu i oparł na nim dłonie. Drewno skrzypnęło cicho pod naciskiem.
    Do Lenkstert dotarły jednak niepokojące wieści. Ostatni poborca, który tam zawitał, uciekł w nocy, obawiając się o swoje życie. Mówił, że sioło to jest norą kultystów, jeno przebranych za poczciwych obywateli. Podobno nie zgadzają się także wpisy z księgi narodzeń i zgonów. Poznikało trochę ludzi. Niestety, zanim ktoś z głową na karku zdążył zebrać szersze zeznania, serce stanęło biednemu Emrichowi. A robił w swoim fachu jedynie dziesięć lat, trzeba wam wiedzieć. Zgroza, którą przeżył, musiała zaciążyć jego sercu i duszy.

    W tej chwili jego twarz wydawała się jeszcze bardziej surowa, lecz nie była twarzą człowieka, który czerpie przyjemność z grozy własnych słów. Raczej kogoś, kto znał już zbyt wiele historii zaczynających się w podobny sposób.
    Mann i ja mieliśmy się tam przejechać i zbadać sprawę. Oddzielić ziarno od plew, głupotę od herezji i tak dalej. Zdarza się, że nawet zgłoszenia przekazywane przez urzędników są, no cóż, pochopne – rzucił, choć raczej nie było widać po nim, by uważał, że urzędnik wydał zły osąd.
    Mieliśmy eskortę – dodał po chwili. – Niewielką, lecz wystarczającą na drogę. Kilku zbrojnych, dwóch konnych, chłopaka od zapasów i miejscowego przewodnika, który mówił, że będzie w stanie przeprowadzić nas przez te śniegi. Wszystko szło dobrze pomimo silnej śnieżycy. Namioty i ekwipunek na takie wyprawy wydaje się z najlepszych materiałów, ale to nie zima miała zebrać żniwo wśród moich ludzi...
    Jego palce zacisnęły się lekko na krawędzi stołu. Choć żaden grymas nie przeszedł mu przez twarz i nawet nie westchnął, w tym drobnym ruchu dało się poznać, że nie poradził sobie jeszcze w pełni z tym, co wydarzyło się parę godzin temu na przełęczy. Trudno się dziwić. I tak szło mu zaskakująco dobrze.

    Zwierzoludzie wyszli na nas z zamieci. Nie z lasu, nie z traktu, nie z miejsca, gdzie rozsądny człowiek wypatruje zasadzki. Wyłonili się ze zwierciadła bieli i oddam głowę, że jej intensywność jest sprawką ich plugawych rytuałów. W każdym razie zaskoczyli nas. Najpierw zobaczyliśmy rogi, czarne na tle śniegu. Potem racice, a później rozgorzała walka, w której nie mieliśmy żadnych szans. Na każdą dwójkę, którą położyłem mieczem, pojawiała się następna trójka. Usłyszałem krzyk konia, potem dostałem w głowę, potem... reszta potoczyła się szybko.
    Mówił spokojnie, lecz widać było, że trochę kosztuje go zachowanie takiej fasady. W każdym razie oszczędził im opisu rozrywanych ciał i innych rzeczy, których dopuścili się zwierzoludzie.
    Przewodnik zginął pierwszy albo drugi. Trudno powiedzieć. W takich chwilach kolejność śmierci przestaje mieć znaczenie dla kogokolwiek poza Morrem. Leopold dostał pod żebra, kiedy próbował podnieść jednego z konnych. Chłopak od zapasów uciekł w drzewa. Być może dotarł daleko. Być może wciąż biegnie. Być może śnieg okazał się dla niego łaskawszy niż bestie.
    Nie było w tym kpiny. Tylko ponura nadzieja, że koniec chłopaka był nieco spokojniejszy niż reszty. Sneider odsunął się od stołu i spojrzał ku oknu. Za szybą zamieć szorowała po szkle, jakby tysiące lodowych paznokci próbowały znaleźć szczelinę do wewnątrz, by zdusić ciepło w środku.
    Zostaliśmy we dwóch. Jakoś udało nam się trochę odczołgać, a śnieżyca, ta sama, która wcześniej ich ukryła, teraz ukryła nas. Sigmar w swojej opatrzności osłonił nas przed bestiami w dalszej drodze i jakoś udało nam się tutaj dostać.
    Odwrócił się znów ku stojącym w izbie.
    Nie jestem człowiekiem, który wierzy w przypadek. Jeśli Mann oddycha, jeśli ja stoję tutaj zamiast leżeć z twarzą w śniegu, to znaczy, że droga jeszcze się nie skończyła. Sigmar widocznie chce, bym dalej podążał swoją drogą.
    Wypowiedział to bez podniesionego głosu, ale z taką pewnością, że zawstydziłby niejednego akolitę Młotodzierżcy. Była w tym wiara prawdziwa, twarda i nierozcieńczona, ale zarazem coś niebezpiecznie bliskiego pysze.

    Przez chwilę patrzył na czwórkę wędrowców stojących w izbie, a blade światło z okna czyniło jego twarz jeszcze surowszą.
    Potrzebuję przewodnika – powiedział wreszcie. – Kogoś, kto zna las, drogę i te przeklęte zimowe ścieżki.
    Jego spojrzenie zatrzymało się na przepatrywaczu, lecz zaraz objęło całą czwórkę, jakby nie zamierzał pozwolić, by którykolwiek z nich schował się za plecami drugiego.
    Wygląda na to, że potrzebuję też ostrzy. Oczu. Uszu. Ludzi, którzy potrafią trzymać broń w dłoni i patrzeć w ciemność bez natychmiastowej potrzeby odwracania wzroku. Nie szukam świętych mężów, a i wy nie wyglądacie mi na takowych. Nie obchodzą mnie jednak teraz wasze występki. Sprawa jest pilniejsza od jakichkolwiek małostkowych rzeczy, którymi mogliście się obarczyć w przeszłości. Wiele osób miało powody, by w ostatnich latach przetestować swoją dobrą duszę, ale teraz gra toczy się o wyższą stawkę i jestem skłonny przymknąć oko na małe przewinienia. Żaden z was nie jest przecież poszukiwany?
    Zapytał. Kącik jego ust poruszył się nieznacznie, ale oczy pozostały czujne. Nikt nie zdradził się z kryminalną przeszłością, więc pozwolił sobie na coś, co mogło uchodzić za płytki uśmiech, grymas, który na moment znalazł szczelinę w żelaznej twarzy.

    Przesunął dłonią po krawędzi stołu. Krew na jego palcach zdążyła już ściemnieć, wchodząc w pęknięcia skóry jak brud.
    Doprowadzicie mnie do Dunkelwaldu. Tam pozostaniecie przy mnie tak długo, jak będzie wymagało tego śledztwo. Do waszych obowiązku będzie należało pilnowanie moich pleców, drogi odwrotu i spełnianie moich drobnych poleceń. Nie wymagam od nikogo wiary ponad tę, którą powinna być w każdy mieszkańcu Imperium. Nie będziecie też pomagać mi w czynieniu sądów, o ile sami nie zechcecie. Podsumowując, wymagam posłuszeństwa w sprawach, które zazwyczaj nie wykraczają poza standardowe czynności przewodników i najemników. To chyba nie brzmi najgorzej? - zapytał retorycznie.
    Dopiero wtedy sięgnął do sakiewki. Przesunął palcem po monetach w środku, ale nawet ślepy zauważyłby, że ma ich sporo. Naprawdę sporo. Trzeba tu dodać, że sakiewkę należałoby raczej nazwać sakwą.

    Trzydzieści karlów od głowy – powiedział. – Za drogę do Dunkelwaldu i ochronę podczas wykonywania moich obowiązków.
    Pozwolił, by suma wybrzmiała. W karczmie, po tygodniu bezczynności i wydawania srebra, trzydzieści karlów nie było małą sumką. Wystarczająco dużą, by człowiek zaczął ważyć z nią ryzyko, głód, mróz i własną niechęć do Łowców Czarownic.
    Jeśli sprawa zakończy się tak, jak zakończyć się powinna, zapłacę również za drogę powrotną. Piętnaście karlów od głowy. Bez targów po fakcie. Bez karczemnych sztuczek i dodatków za wszelkie niedogodności, jakie mogłyby nas spotkać.
    Posłał im zimne spojrzenie lodowatych oczu. Nie dodał, że odmowa byłaby może rozsądna. Nie musiał. Wiedział to on i wiedzieli to oni. Mógł jeszcze popytać innych w karczmie i może nawet by kogoś znalazł, ale jedno było pewne. Sneider nie zamierzał odpuścić sobie tej wycieczki, a jeśli nie znajdzie chętnych za złoto, istniało niemałe prawdopodobieństwo, że będzie próbował innych metod werbunku. Takich, których nikt nie chciał w gruncie rzeczy poznawać.

    Łowca Czarownic czekał na odpowiedź, stukając niespokojnie w blat stołu.


    Kraus miał proste zadanie. Pilnować, więc pilnował... ale pilnować na sucho nie wypadało... Chodził więc sprawdzał, upewniał się i jakoś tak zawędrował w okolice szynkwasu... a tam? Skarb. Pieprzony cholerny skarb obiecujący słodką beztroskę... Uśmiechnął się łagodnie. Prawda prawdą ciężki wybór... Chciwa strona jego natury mówiła zajumać i sprzedać, ale z drugiej strony? Wiedział, że było to dobre, a okazja napić się czegoś takiego szybko się nie nadarzy... Dumał więc i w ten, błysk. Oko powędrowało w stronę sali głównej... Parę kroków od niego... Kiedy podniósł przedmiot poczuł jakby jego dusza miała zamiar wyrwać się z jego ciała razem z krwią. Znał ten symbol, aż nadto dobrze.... Pan Krwi i Czaszek... Z trudem przełknął ślinę. To nie wróżyło nic, a nic dobrego. W innych okolicznościach? Znaleźliby kupca... który dałby sporo złota... lecz teraz? Teraz wiedział jedno, jeśli tu były Krwawe sługi to mieli przerąbane. Khornici to byli jedyni słudzy Chaosu z którymi nie było najmniejszych szans na dogadanie się i wyłganie przed kłopotami... Była tylko jedna opcja tego co należało zrobić. Jedna jedyna ze wszystkich zdająca się być słuszną. Włożył pierścień głęboko w kieszeń i ruszył na zewnątrz. Potrzebował przekazać wieści Sneiderowi...
  • Pipboy79P

    Oki to witam nowych/starych graczy w ostlandzkiej, wojennej przygodzie 🙂

    Pi x oko wznowienie sesji zacznie się w podobnym momencie gdzie akcja skończyła się poprzednio. A skończyła się na nocnym ataku zwierzoludzi na obóz regimentu. Teraz mamy poranek po tym ataku. I do tego nawiązuje scenka z rekruty.

    Co do mojego misiowego posta to nie wiem czy uda mi się w work days go napisać. Jeśli tak to się uda, jak nie to będzie w weekend. Więc na razie witam serdecznie i cieszę się, że będziemy mogli kontynuować tą przygodę 🙂

    I mam na początek pytanie do Was. Czy wolicie pisać w tym wątku przeniesionym z LI czy tamten przenieść do archiwum i tutaj zacząć nowy wątek.

    A jeśli Wy macie do mnie jakieś pytania czy uwagi to dajcie znać ocb 🙂


    @Dekares napisał: Czołem! Dzięki za post! Takie pytania: Szpoko @Dekares napisał: Rozumiem, że po za wniesieniem belek od bram do wież to udało nam się po blokować dolne wejścia do obydwu wież? Nie. Belki i drzwi do każdej z wież to dwie, niezależne od siebie rzeczy. Belki służą do zablokowania bram. Przekłada się je przez otwory w ścianach wieży aby wrota się nie otwierały. Jeśli schowaliście te belki do jednej z wież, to znaczy, że bramy są otwarte lub zamknięte tylko na słowo honoru (wystarczy popchnąć aby je otworzyć). Aby bramy były zamkniętę, trzeba przełożyć belki z wieży do wieży. Belki blokują otwieranie. A drzwi na poziomie gruntu zamyka się od wenątrz. Na drewniane blokady. I te belki od bram nie grają tu żadnej roli. @Dekares napisał: czy znajdujemy jakieś ciała albo duże kałuże krwi? Czy pojawiają się jakkieś ślady mogące wskazywać na siły chaosu? Np. jakieś wyryte symbole [wiecie jakieś klasyki sił chaosu i zniszczenia w stylu ośmioramiennej gwiazdy(tudzież 8*), wolność! równość! braterstwo! Albo Śmierć!, Krew Dla boga Krwi! czy I can't breathe ] ;). Są ślady splądrowania/walki (wyłamane drzwi, kipisz w środku, wywalone na zewnątrz rzeczy etc.). Ale czy powstały w trakcie walki czy rabunku to trudno ocenić. Ciał zabitych nie widać. Jakiegoś podejrzanego grafiti też nie. @Dekares napisał: mijaliśmy jakieś opuszczony wóz czy znaleźliśmy na nich coś interesującego? Po za tym jak blisko jest on od bramy? Chodzi mi o to czy nie możestanowić osłony dla ewentualnych napastników podczas szturmu? Jeśli Stefan tak to oceni to spróbuje z Wisielcami zepchnąć go na bok W ciągu całej trasy znaleźliście ze 3-4 porzucone wozy. W różnych miejscach. Najbliższy od bramy jest ok 3-4 kamienice od niej. Może służyć za daleką osłonę patrząc od bramy. Jeśli go przesuwacie to test KRZ. Wóz i tak przesuniecie ale zdany/niezdany to szybciej/wolniej. Co do plądrowania wozów to po 5 min na każdy. I znaleziska standardowych, domowych przedmiotów na 1k6 monet na każdy. @Dekares napisał: czy strażnicy przy zajeździe noszą jakąś widoczną barwę? Może tego zbuntowanego regimentu? Nie widać na nich tunik z barwami. Noszą coś brązowego, prawdopodobnie skórznię albo przeszywalnice. Dość powszechny zestaw dla milicji albo lekkiej piechoty.
  • GordianG

    PROLOG

    99f99898-cfe9-4493-98f1-4cae1bdb6fb1-image.png

    Przeznaczenie... Jakąż to ono rolę odgrywa w życiu człowieka? Czy w ogóle istnieje? Czy nasz los jest czymś odgórnie ustalonym, a wolna wola jest jedynie pozorem? Złudzeniem? Cienką zasłoną, za którą kryje się jakiś boski plan? A może jest odwrotnie i to my sami decydujemy o wszystkim, a ,,przeznaczenie" to tylko wygodne słowo na nazwanie czegoś, co nie potrafimy zrozumieć?

    Zatem czy to przeznaczenie, czy też zwykły przypadek sprawił, że pięcioro nieznajomych ludzi, pozornie niemających ze sobą nic wspólnego, rozrzuconych po różnych częściach miasta, ludzi o odmiennych historiach, sekretach i marzeniach, przeczytało ten sam artykuł w gazecie i postanowiło na niego odpowiedzieć? Kto wie... Może to zbieg okoliczności, a może - pierwsze ogniwo w łańcuchu zdarzeń, który właśnie zaczynał być wykuwany?

    San Francisco początku roku 1932 nie należało do najprzyjemniejszych miejsc na Ziemi. Miasto, którego krwiobieg jeszcze kilka lat wcześniej stanowiły handel, żądza przygody i złudna obietnica dobrobytu, teraz zdawało się zupełnie martwe. Wielki Kryzys uderzył tu z całą bezwzględnością: banki upadały, sklepy zamykały się jeden po drugim, a na ulicach, pod drzwiami dworców i kościołów pojawiało się coraz więcej ludzi wraz z tabliczkami z błagającymi o choćby drobny datek. Ludzi, którzy jeszcze kilka lat temu wiedli całkiem normalne życie.

    Chłodna mgła znad zatoki wciskała się w miasto niemal każdego poranka, spowijając wzgórza i drewniane domy wilgotnym, mlecznym półmrokiem. W porcie skrzypiały maszty statków, a ciężkie dźwigi powoli przesuwały skrzynie z towarami z odległych krajów: herbatą z Chin, gumą z Indonezji, ryżem z Filipin. Zapach soli mieszał się z zapachem smoły, ropy i ryb. Bo port, mimo wszystko, wciąż pracował. Był największym międzynarodowym portem na całym zachodnim wybrzeżu i dla wielu ludzi stanowił ostatnią nadzieję. Przypływali tu marynarze z Azji, robotnicy z południa, awanturnicy, przemytnicy, ludzie uciekający przed przeszłością i tacy, którzy desperacko szukali przyszłości.

    Na nabrzeżach można było spotkać ich wszystkich: bezrobotnych śpiących na ławkach przykrytych gazetami, byłych farmerów, których ziemię zabrały banki, marynarzy z tatuażami wyblakłymi od słońca i morskiej wody, chińskich kupców z Chinatown czy hazardzistów liczących na to, że szczęście się do nich uśmiechnie i odmieni ich los.

    Gazety sprzedawane były wszędzie, niemal na każdym rogu. Chłopcy w znoszonych czapkach wykrzykiwali najnowsze nagłówki, wymachując plikami świeżo wydrukowanych arkuszy:
    Sensacyjny wykład! Naukowiec twierdzi, że yeti istnieje! Ekspedycja do Związku Radzieckiego! Kupujcie Chronicles, tylko 10 centów!
    Dla większości był to tylko kolejny dziwaczny artykuł. Ot kolejny taki, który miał przyciągnąć uwagę i sprzedać te kilka egzemplarzy więcej. Ale nie dla tej piątki... Oni przeczytali go bardzo uważnie i równie poważnie go potraktowali:

    51de3fa7-d214-4694-aea7-78c7043fd4ed-image.png

    Czym to ogłoszenie było dla nich? Obietnicą? Szansą? Ostatnią deską ratunku? Być może nawet tego nie wiedzieli. Jedno zaś nie ulegało żadnej wątpliwości - to początek historii, która odmieni ich życie.

    @agnes @cygan @ketharian @elvis @kaworu


    Eleonora również się zarumieniła. Spuściła oczy, patrząc na swoje stopy (które poruszały się niezręcznie w zdenerowaniu). Nie zamierzała jednak opuścić Violet… choć miała wielką ochotę na opuszczenie tego pomieszczenia. - My, em… - zaczęła, czując się strasznie zawstydzona – Chciałyśmy porozmawiać z Panią o maskach, jak mówi Violet, ale, em… może będzie lepiej, jak już sobie pójdziemy? – spytała błagalnym tonem, mając nadzieje, że zostaną poproszone o wyjście z pomieszczenia. Kyrie, jak ona spojrzy potem Walterowi w oczy? Chryste, co za wstyd, miała ochotę się zapaść pod ziemię.
  • slann22S

    Slann
    Książę zwrócił się do Honoraty.

    • Załatwienie samochodu, sługus i tak zostanie ukarany przez śmierć swojego mistrza. Właściwie to możecie mu zaproponować możliwość stworzenia mi, oni bywają całkiem zabawnie przez pierwsze kilka miesięcy, ale tylko wtedy gdy macie na to Ochotę… Właściwie to możecie spróbować wydobyć z niego informacje na temat jakiś ukrytych pieniędzy Janusza, jak mi je oddacie w gotówce, to po odliczeniu swojego procenta Wymienię mnie na monety ze srebra i złota, które trudno będzie wykryć urzędowi skarbowemu, taki skarb na czarną godzinę. Mi ciężko zdobyć odpowiednią ilość waszych pieniędzy, a czasem Potrzebuję kupić rzeczy u was. I oczywiście drogi Sebastian nie będę uczestniczył w poszukiwaniach samochodu,

    Niedługo potem Spotkanie się zakończyło i wszyscy rozeszli się do domu.

    Sebastiana I koło łowieckie
    Kilka dni po całym spotkaniu Mirosław Antonowski zwany przez Sebastiana Konserwantem Podrzucił Sebastianowi zaproszenie od koła Łowieckiego do którego Przecież Sebastian Należał, Czy skorzysta z tego zaproszenia?

    Prośba Nysa
    Tego samego dnia, którego Sebastian dostał zaproszenie, po południu Nysa wysłało do Honoraty SMS z wiadomością.
    “Mam dla ciebie interes!”

    Nieoczekiwane spotkanie Adama.
    Gdy pewnego razu Adam wyszedł spacerować aby się przewietrzyć zobaczył GO! Był przystojny, wysportowany, długich włosach barwy miedzi opadających na ramiona… Podszedł do wilkołaka I Powiedział Melodyjnym głosem.

    • Przepraszam, czy wiadomo panu cokolwiek miejscu pobytu Janusza Kowalskiego? Jest mój ojcem, chociaż bardzo kiepskim, ale gdzieś pokrywał wszystkie swoje pieniądze i moja matka nie ma środków na utrzymanie, Czy mógłby pan wskazać miejsce jego pobytu?

    Sprawa wózkowicza
    Ustalenie miejsca pobytu wózkowicza nie było trudne, Wystarczyło wejść na Facebooka I zobaczyć kto najszybciej broni firmy…

    Nieoczekiwany księgowy
    Pewnego dnia wieczorem gdy już zamykali i nie było gości zapukał do nich drobny mężczyzna, który rozpoznali tego moroi który pracował dla Janusza ( nie sługusa) Zwrócił się do nich błaganie.

    • Przepraszam, ale wiem że to wy byliście U Janusza, bo Wyczułem od was zapach Gdy wróciłem do pracy następnego dnia gdy zniknął. Ja wiem że on był Dhampirem, i zyskał większe moce z mojej winy, ale on trzymał moje papiery… Proszę czy widzieliście je i Czy możecie mi je oddać?

    Odcinek 2 Szmaragdowy Lotos - teaser
    Nie mógł się doczekać, aż znowu zasmakuje szmaragdu. To co dostarczała pani Kwiatkowska było wspaniałye Tak bardzo zwiększało jego moc! Wszystkie siostry przezywały go guślarzem, a teraz Mógł się nazywać prawdziwym magiem, kimś znacznie lepszą od jakieś wiedźmy! Teraz na dodatek poznał nowy czar, który teraz wypróbuje. Rozwinął kartkę i przeczytał inkantację. Wystrzeliło go w powietrze tak gwałtownie, że miał wrażenie że skręci mu kark! Widział jak niebo zbliża się ku niemu tak wielką szybkością! Potem jednak stanęło i nagle zaczął spadać. W tym momencie przypomniał sobie, że nie zna właściwego zaklęcia , który pozwoliłoby bezpiecznie wylądować. Z głośnym wszystkim zaczął zbliżać się ku ziemi.

    Był to kolejny dzień Pracy w kawiarni, ruch był umiarkowany, więc nie mieli wiele roboty, co miało swoje oczywiste wady i zalety. Niespodziewanie na ulicę prosto z nieba z wrzaskiem spadł jakiś mężczyzna rozbryzgując się po całej jezdni.

    Adam
    Adam miał duży uśmiech na twarzy, podziwiając przystojnego mężczyznę... aż ten się do niego odezwał.

    • Ojej, ja... - nie wiedział co powiedzieć - Hm... słyszałem pewne plotki... - zaczął ostrożnie - Tutaj w pobliżu jest park, usiądźmy sobie na ławce i pogadajmy, okej? - uśmiechnął się nieco tylko krzywo. Chryste, ile problemów...

    Honorata
    Książę do Honoraty
    Wiedźma pozwoliła sobie na chwilkę, żeby jej mózgowy twardy dysk zanotował życzenia Księcia. Wyglądało na to, że zamierzał wyssać Janusza metaforycznie i dosłownie z czego się dało- Pieniądze i fura? Jeśli znajdziemy to załatwimy. Rozumiem

    Prośba Nysa
    Honorata wyruszyła do Nysy z upieczonymi cynamonkami, żeby wyciągnąć lepsze bonusy z interesu kiedy już do niej dotrze się rozmówić. Jakkolwiek liczyła, że od magicznej dostanie mniej mroczno- wysysające zadanie. Dobrze by było nadrobić straty za szybę.

    Sprawa wózkowicza

    • Adam dałbyś radę coś ustalić, skąd ten wierny pisze? Mi do tego byłby potrzebny z co najmniej włos delikwenta... Albo delikwentki. Chyba, że któryś z was złapal więcej materiału wózkowicza, żebym mogła próbować namierzenia.

    Nieoczekiwany księgowy

    • Niby gdzie mogliśmy zabraać papiery, których nie widziałam? - spytała wiedźma. - Kawy? Herbaty?

    Odcinek 2 Szmaragdowy Lotos - teaser
    Widząc ludzki rozbryzg przed kawiarnią Honorata mogła potraktować ogarnięcie przodkom skutecznych barier obronnych.

    • Adam, zobacz jak jest źle... Może trzeba będzie dzwonić po pogotowie, a nie tylko policję

    Sebastian
    Książę do Honoraty

    Sebuś nie odzywał się pozwolił Honoracie dokończyć spotkanie.

    Nieoczekiwany księgowy

    • Nie wiem o czym, Pan mówi, w ogóle nie znałem takiego człowieka, żadnych dokumentów na oczy nie widziałem i w ogóle mnie tam nie było. Niech Pan wejdzie, napije się herbaty, bo chyba coś się Panu pomyliło, ale zaraz wszystko wyjaśnimy - Zaprosił księgowego, podkręcając jednocześnie muzykę z głośników w kawiarni.

    Jeżeli księgowy skorzysta z zaproszenia, Seba spojrzy się mu w oczy

    • Muszę sprawdzić, czy masz jakiś podsłuch, zanim przejdziemy do rozmów, o interesach o niczym nie wiem, do niczego się nie przyznaje, dopóki się nie upewnię, że nie próbujesz nas złapać, na przyznaniu się, do czegokolwiek nawet twojego szefa nie widziałem. Szefowo sprawdźcie, czy nie ma jakieś magicznej wersji podsłuchu nie wiem zbadajcie aurę, czy co ? - Ostatnią część zdania skierował, do Pani Honoraty cała sytuacja zdawała się mu śmierdzieć tak jakby księgowy próbował im narobić smrodu, żeby się zestrachali i przyznali do zabójstwa.

    Jeżeli księgowy nie będzie próbował ich w coś wkopać, sposób zachowania zbira ulegnie zmianie, zdejmie maskę cywila kelnera Sebastiana i założy maskę Śruby przestępcy złodzieja, który chce ubić interes:

    • Słuchajcie no księgowy, załóżmy, że wiem o czym, mówicie i że jestem w stanie te dokumenty dla was zdobyć.... Co będziemy z tego mieć ? Kowalski podobno miał jakieś konto na kajmanach, do którego nikt nie miał dostępu czy jeżeli bym teoretycznie zdobyłbym wam te papiery, dalibyście radę wypłacić znaczną sumę gotowizny z kont zmarłego ? Bo mam klienta, który byłby tym zainteresowany... - Napił się melisy z dużego kubka, który sobie przygotował, dając facetowi szanse na odpowiedź, albo Szefostwu(Adamowi i Honoracie) na dodanie czegoś od siebie.

    Sprawa wózkowicza

    • Ja na pewno chcę go dopaść gdzieś na osobności i nastraszyć mam całą mowę o nazistowskich oficerach i plan, żeby zrobić, mu szramę na policzku chcę, żeby wszyscy wiedzieli, że naszego terenu się nie rusza - W jego tonie słychać było stal. Mówił jako Śruba postrach dzielnicy, który broni swojego terenu! Może nie był już członkiem gangu, ale w pewnych aspektach wciąż myślał jak obywatel półświatka.

    Klub myśliwych

    Między Bogiem a prawdą to Sebastian bał się pijanych leśnych dziadków, którzy nie dowidzą i mogą na polowaniu pomylić go z dzikiem. Nie czuł szczególnej potrzeby mordowania zwierzaków, skoro mógł kupić mięso w dyskoncie albo u rzeźnika, ale potrzebował legalnego dostępu do broni palnej, bo nigdy nie wiadomo kiedy natknie się na wrogiego wilkołaka guhola czy inne kurestwo, na które jego bejsbol i ulubiony nóż to będzie za mało.

    Poszedł więc na spotkanie obwieszony odblaskami od góry do dołu, żeby nawet ślepy go z dzikiem nie pomylił. Będzie okazja, to kupi amunicje, a jeżeli trzeba iść na polowanie, to też pójdzie, schowa poglądy do kieszeni, zabije jakiegoś jelenia czy innego dzika i nawet spróbuje pomóc, oprawić kto wie może jakieś bebechy, poroże czy skóra przydadzą się Pani Honoracie do magii ? Trzeba jej będzie kiedyś spytać.

    Odcinek 2 Szmaragdowy Lotos - teaser

    • Szefowo, a nie możemy tego trupa zaciągnąć do środka i udawać, że nic się nie stało ? Nie ma szans, żeby jeszcze żył z tej wysokości to umarł jeszcze zanim się rozpląsał "Terminal velocity" i takie tam? Nie potrzebujecie trupa do czarowania ? Albo moglibyśmy go rozpuścić w kwasie i udawać, że nic się nie stało, bo NAPRAWDĘ nie chcę wzywać glin i żeby nasza kochana kawiarenka zyskała opinie "dziwnego groźnego miejsca, gdzie rzuca się cegłami w okna i trupy spadają z nieba" - Śmierć człowieka zupełnie go nie ruszyła. Czekając na odpowiedź Szefostwa, podszedł do sprzętu grającego i puścił z uśmiechem piosenkę The Weather Girls "It's Raining Men".

    Slann
    Spotkanie w Nysa
    Gdy tylko Honorata zapukała do drzwi Nysa otworzyło jej. I zobaczyła jejgo mieszkanie w świecie ludzi. Wiedźma Piekarnicza musiała przyznać że panował tam iście nerdowski nieład. Wszędzie widziała mnóstwo figurek w większości jednak zniszczonych, na ścianie plakat kapitan Marvel oraz Green Arowa. Najdroższą rzeczą było stanowisko do gier komputerowych.

    • Znakomicie! Jesteś mi potrzebna, Abym mogło Stworzyć eliksir miłosny! - Gdy to powiedziało, to na jejgo twarzy Pojawił się Rumieniec, i dodało. - To nie tak! On jest potrzebny do rozmnażania! - I gdy zdało sobie sprawę z tego że znowu coś palnęło, zrobiło wielkie oczy skryło twarz w dłoniach.

    Seba i wyprawa myśliwska
    Po drodze na miejsce polowania, Sebastian spotkał Mirosława Antonowskiego, który go zaprosił na to polowanie. Pan konserwant uścisnął rękę rozejrzał się w około i powiedział ściszonym głosem.

    • No dobra! Sprawa wygląda tak! My nie pijemy, Bo my tu jesteśmy w interesach No bo wiesz, jak oni popiją to my wytniemy mięsa tyle ile się da i sprzedamy ludziom tak po domach! Możesz też dać kawałek szynki z dzika tej swojej dziewczynie, wiesz tej co w piekarni Pracuje… Albo jakieś innej. Ja lubię porządne mięso z supermarketu, takie zdrowe, ale są ludzie którzy mówią że dobry kawałek szynki z dzika jest najlepszą drogą do serca…

    Nieoczekiwany księgowy
    Drobny mężczyzna usiadł zesztywniał gdy go przeszukiwali, wyraźnie tego nie lubił, ale nic nie ukrywał i gdy wszystko się skończyło to poprosił o herbatę i powiedział ściszonym głosem.

    • Ja pochodzę ze Zmierzchu, ale tam na… Moroi czasem źle traktują Moroi, jak rodzone sługi, a ja nie chciałam mieć do czynienia z magią i takimi rzeczami i chciałam być kimś normalnym jak księgowy więc tutaj się po cichu przeprowadziłam… I zacząłem pracować u Janusza, bo on o nic nie pytał, albo przynajmniej tak sądziłem, ale okazało się że mnie śledzi, Ale z nieco z innego powodu… Bo ja czasami krwawię… - Popatrzę znacząco na Honoratę, a potem dodał. I chyba chciał użyć tego aby nie szantażować bo takich rzeczy nie mam w papierach, ale okazało się że jest Dhampirem i gdy znalazł moje tampony, to wysłał z nich krew, a wtedy dhampiry zyskują moc jak prawdziwe Vampyry… Domyślił się kim jestem i zaczął mnie szantażować wezwie łowców czy kogoś takiego… Więc musiałem dawać mu swoją… Mogę pomóc szukać gdzie jest to konto, nie ma problemu…

    Adama rozmowa
    Mężczyzna uśmiechnął się ciepło i zgodził się. Gdy jednak usiedli nq ławce w parku to powiedział.

    • Mój ojciec na początku zabraniał mi karmić gołębie, chociaż co bardzo lubiłem, bo to było zajęcie dla starych bab, Harry Potter zaczął ze mną i karmić… A z pewnego dnia wyjął wiatrówkę i zastrzeliło się gołębi, i potem w domu razem jej obiecaliśmy i musiałem je potem zjeść… Szczerze mówiąc średnio za nim tęsknię. A słyszałeś jakieś plotki na temat tego co się z nim stało?

    Sprawa wózkowicza
    Po głębszej analizie jego profilu, okazało się że prowadził stronę na temat dokonań Janusza Kowalskiego, który miałby ci zostawię największym Polakiem tych czasów, pisał to nawet opowiadanie o nim i o jego geniuszu przecinek i twierdził że w istocie dokonał on wstąpienia na wyższy plan egzystencji!... Planował też założyć kościół Wielkiego Janusza.

    Człowiek który spadł z niebios.
    Rzeczywiście Adam miał rację, z człowieka który spadł z Niebios wiele nie pozostało, ale niestety Zdarzyło się to w dzień, t właściwie cała ulica widziała ten upadek, i ludzie zaczęli wyglądać całkiem i wskazywać na zwłoki Z zaciekawieniem, nawet Jakiś chłopiec wybiegł z całą z zabawkową łopatką i zaczął je delikatnie tnącać jakbyś chciał je Obrócić na drugą stronę.

    Sebastian
    Nieoczekiwany sprzymierzeniec księgowego

    Gdy Seba zorientował się o co chodzi jego usposobienie zupełnie się zmieniło... Stał się przyjazny - Nie przejmuj się Ziomuś jak dla mnie jak czujesz się facetem to jesteś facetem niezależnie od tego kto co ma w spodniach. Twoje sekrety są z nami bezpieczne masz prawo mieszkać gdzie chcesz i mówić o sobie jak chcesz i jakby ci ktokolwiek ci sprawiał problemy to zgłoś się do mnie pomogę po kosztach. Nie jestem z alfabetowej mafii ale teraz nie muszę udawać świętego oburzenia to uważam się za Sojusznika i biorę tą rolę na poważnie - Pozostała dwójka łowców wiedziała że Śruba rzadko kiedy oferował obcym podobne wsparcie skoro tak mówił znaczy że dużo na ten temat myślał i sprawa była dla niego ważna.

    • Sorry za tą wrogość Stary ale skoro dorastałeś za Bramą to sam wiesz jaki świat potrafi być... Czekaj zajrzę to skrytki zobaczę czy jest w tym co zabrałem z Janusza jak pozbywaliśmy jeżeli nie ma to może Pani Honorata mogłaby zrobić magię ? W sensie jakby to jego dokumenty są to jakby wziąć włosa to może doprowadzą do dokumentów ? - Zapytał wiedźmy ale najpierw poszedł sprawdzić swoje schowki bo złodziejskim przywczajeniem zawsze chomikował portfele i dokumenty coby mógł lewą pożyczkę chwilówkę brać na czyjeś danę wespół z kredyciażem oszustem z którym się dzielił po pół ale teraz stracił kontakty. Kiedy zerkną do skrytki przypomniał sobie że nic od Janusza nie wziął bo był zaaferowany całą sytuacją.

    Człowiek co spadł z nieba

    Sebastian zwykle nie dotykał się do cudzych dzieci jako zasada bo za dużo zboków na tym świecie ale tym razem sytuacja była szczególna - Młody to nie zabawka! ZIUUUU! Z powrotem do osoby opiekuńczej! Proszę Państwa czyje to dziecko?!- Chwycił chłopczyka pod pachy i uniósł nad ziemię udając że lecą samolotem. W obecnej sytuacji nieco niefortunne ale teraz o tym, nie myślał ważne żeby chłopiec nie dotykał więcej zwłok i krwi.
    Głos miał fałszywie radosny tonem jakim mówiło się do dzieci i zwierzaków bo chciał ograniczyć maleństwu traumy więc nie mógł reagować zbyt negatywnie przy odrobinie szczęścia smark nic nie zapamięta.

    Sebastian nawet gimnazjum nie skończył ale lubił czytać różne gazety. książki i podręczniki więc o psychorozwoju dzieci też kiedyś coś tam słyszał.


    Misja - Kochana, to JEST, o ile się orientuję, proszek zwiększający moc magiczną. ALE, jeśli go zażyjesz, możesz umrzeć jak ten człowiek z niebios, co nam spadł. PROSZĘ, ZOSTAW TO W SPOKOJU I DAJ HONORACIE DO ANALIZY - prawie wykrzyknął, bojąc się, że Zosia zrobi coś głupiego i umrze. Dziwne dziecko - Dobra, idę do tej całej kobiety sprawdzić, co się dzieje. Seba zostań tu i przypilnuj tej dziewczynki, boję się ją zostawić samą - pwoiedział, po czym ruszył w stronę kobiety, która dokuczała dziewczynce.
  • BrilchanB

    [B]Influence Cobalta Seniora zasiane[/B]

    Mephisto uniósł rękę jak uczeń zgłaszający się do odpowiedzi:
    -[I] A nie jest tak, że aktualnie Blue Collar jest zarządzana przez Cobalta Dash, a my wszyscy podlegamy bezpośrednio jemu? Czy w takim razie z wszelkimi propozycjami nie powinniśmy najpierw iść do niego? Zwłaszcza to kogo zatrudni? [/I]

    Gabrielle Hawke założyła ręce na biodra zanim wymieniła:
    -[I] Bo mój dziadek nie miał bogatych rodziców, którzy fundnęli mu studia i fundusz na firmę, tylko sam zarobił na swoją agencję i fundacje? Przetrwał na ulicy jak go wywalili z domu kiedy miał 11 lat? A bez dyplomu jakieś przereklamowanej uczelni zna 3 języki obce. A ktokolwiek przygarnął dziadka w Chicago to przynajmniej, bo go chcieli, a nie komuś pękła guma. Miał bliski kontakt z Mrocznym Feniksem i przeżył? Zamiast marudzić na to jak “kiedyś było wspiera swoją” fundacją LGBT, cywilnych mutantów i ogarnia social media? Bo to nie jest kwestia jednorazowej gafy, tylko różnic stylu, które są zbyt wykluczające.
    -W porządku, rozumiem… -[/I] Hawkman uśmiechnął się smutno -[I] Opowiadam rzeczy brzmiące jak niestworzone, zadawałem się z ludźmi działającymi na pograniczu prawa i jestem wdzięczny, że mi pomogli kiedy nie miałem nic, czytam książki, które lądują na listach zakazanych. Jeśli wolisz, żebym nie przebywał z twoim wnukiem sam na sam to rozumiem.

    ALE już poprosił mnie o spotkanie informacyjne, uważam, że skoro jest na tym świecie, skoro jestem jedną z osób, które nawaliły z Mrocznym Feniksem, to Cobaltowi Blue się należą informacje. Choć skoro obaj jesteśmy w wieku kiedy coraz więcej przyjaciół jest na cmentarzu to możemy pogadać przy kawie… Cokolwiek było między nami… Austachy, to nie dotyczy mojej wnuczki. Masz tą szlifierkę na beton?
    -Niby czemu miałbym mieć? [/I]- burknął Dallen senior- [I] Cieszę się wnuku, że na tyle chociaż rozumiesz swoją sytuację. Młodzież winna jest szanować opinie starszych albowiem przemawia przez nich doświadczenie. Ej, Hawke a ty dokąd? [/I]

    Hawkman przewrócił oczami, przesunął się ku dziurze po Dianie:
    -[I] No to skoro jestem tutaj po cywilnemu, to powinienem dać się uratować jako cywil, żeby oszczędzić na chryjach… Albo dać młodzieży dorobić punktów. Gabby, skoro poczekamy na szlifierkę możesz iść ze mną. Równie dobrze możemy pooglądać po co przyszliśmy. Zwłaszcza, że jeśli nie daj jeden eksponat uszkodzili, to ja będę musiał wypisywać papiery do 3 muzeów. Liczcie do 100 i możecie iść po mnie i legitymację Sewer Rata. Kto wie może mam ją w kieszeni? W końcu jestem znany z kleptomanii? A właśnie! Pamiętasz, że twój zakaz na wejście do chicago został odwołany z 18 lat temu. Skoro druga strona paktu nie żyje. [/I]

    [B] Przejdźmy gdzie indziej? [/B]
    Dean wyglądał tak jakby chciał być gdziekolwiek indziej niż przy starym Cobalcie. Przeniósł uwagę ostatecznie na resztę drużyny :
    -[I] No cóż… Z tego co mówił Sewer Rat to tam nadal kręci się jeden starszy cywil. Wypadałoby go bezpiecznie wyprowadzić z Muzeum. Sprawdzić czy ktoś się jeszcze nie schował. A i ja jeszcze nie widziałem Cementona, a raport trzeba spisać. Nie powinniśmy się też oddalać od Strzygi, a Pan Cobalta powinien znać procedury lepiej od nas. To co idziemy? Pomożemy też Sewer Ratowi pozbierać jego rzeczy [/I]

    [i]- Hm… mogę nas wszystkich skierować w stronę starszego pana i Cementona, to żaden problem. -[/I] powiedział Sewer Rat - [I] I choć wątpię, by Strzydze stała się jakaś krzywda, to lepiej może się nie rozdzielać? Proszę pójdźcie za mną, wszędzie Was zaprowadzę, znam drogę [/I]- powiedział, po czym pomachał ręką w powietrzu, aby zachęcić swoich nowych znajomych do podążenia za nim.
    -[I] Tak, tak - nie chcemy zdarzeń jak ze slashera - pierwszy umiera ten kto powie “Zaraz wracam”, rozdziela się, czy należy do mniejszości… No widzę, że znasz się na rzeczy Sewer Rat [/I]- Mephisto w przyjacielskim geście klepał po plecach nowo poznanego bohatera. -[I] Jesteś rozsądnym człowiekiem. Świetnie. Przemyśl i się prześpij z dalszymi decyzjami. Też kiedyś robiłem solo, ale rozumiem, że niektórzy mają powody w tym zostać [/I]
    …tym bardziej, że po chwili zaczął pisać do Człowieka przy Monitorze:
    [I]”Weź znajdź mi co się da o działalności Sewer Rat. Wszelkie oznaki niezrównoważenia do zgłoszenia. Jeśli dasz radę to i cywilną wersję” [/I]

    [b]Diana w muzeum[/b]
    Strzyga usłyszała za sobą głos Hawkmana:
    -[I] Panienka… ekhm szanowna Strzyga i mi kopsnie egzemplarz? To coś ciekawego? [/I]- wskazał na egzemplarz “Ludzkich przepisów”. Wnuczka podtrzymywała go pod ramię.
    -[I] Dziadku, odpuść… [/I]- wymamrotała- [I] Jak nic ukradła… Już lepiej chodźmy do tej gabloty w dziale herosów [/I]
    -[i] A ja nie znam tego muzeum… Jestem tutaj pierwszy raz więc niczego nie pokażę… Ja tam kiedyś czytałam o Beef-manie, ale to może być anegdota. A książka jest o średniowiecznej kuchni, taka edukacyjna dla całej rodziny i ja nie kradnę [/i] - Powiedziała Diana Patrząc groźnie Na młodą skrzydlatą dziewczynę.

    Skrzydlata spróbowała wykrzesać z siebie równie groźne spojrzenie, co zniwelowało, że była dużo drobniejsza od rudowłosej. Dianie wydawało się, że mogła najwyżej przerastać Joan Murphy.
    -[I] Ucielo, to że ja kradłem za młodu nie znaczy, że każdy to robił. Nawet z biedy… [/I]- Hakman zabrzmiał na rozbawionego -[I] A który Beefman, Strzygo? Znałem jednego Beefa i parę razy dla niego stałem na czatach do muzeum... Kto by pomyślał, że teraz to JA będę odpowiadał za eksponat muzealny? Potrzebuję sprawdzić czy nadal stoi w dziale “Superherosów” mój pierwszy kostium. Bo nie daj coś się z nim stało, to grozi mi raportowanie do 3 instytucji kulturalny. Durne, ale się zobowiązałem… Może szanowna Strzyga pójdzie z nami? [/I]

    Dashing Cobalt Blue pytania zadaje Dziadkowi

    Eddie poczuł pewną sympatię dla Hawkmena i jego wnuczki po tym małym biogramie który ta ostatnia zaprezentowała, skojarzyło mu się to z piosenką “She’s Rebel” zespołu Green Day choć płeć podmiotu lirycznego się nie zgadzała reszta pasowała do Pana Jastrzębia bardzo zgrabnie. Wodniak puścił sobie cicho melodie w zapętleniu na jednej ze słuchawek co pomogło jego nadaktywnemu ADHD-owemu mózgowi zachować nieco więcej skupienia czego potrzebował bo zamierzał skorzystać z tego że został z seniorem rodu Dallenów sam na sam i zadać mu ważne pytanie:
    [i] Dziadku dręczy mnie jeden problem a skoro jesteś taki kochany i dzielisz się z nami swoim doświadczeniem to chciałbym poprosić cię o radę: Czuje się zagubiony! Mam zabić świadomą istotę nawet jeżeli to jest demon zrodzony ze zła który chce zostać złym bogiem to mam wątpliwości moralne a Matka Biologiczna jest boginią więc ma nieludzką perspektywę i moralność… Dlatego poprosiłem Pana Hawkmena o opowieść na temat jego walki z Królem Feniksem, bo muszę się przygotować do tej walki, ale będę szczery, Dziadku czuję się wściekły i skrzywdzony że Matka zdecydowała się mnie urodzić tylko po to żeby nasz świat miał broń przeciwko jakiemuś złemu bóstwu! A przecież twoje zasady i reguły według których żyją herosi Helcyon City to “Nie zabijaj” co mam zrobić ? Co ty byś zrobił na moim miejscu Dziadku - Edulan pozwolił aby rozpacz i zmartwienie które na co dzień krył przed innymi pokazały się w jego wzroku i głosie.*[/I]

    // Mechanika używam ruchu Legacy: Words of the Past więc Dziadek musi dać Eddiemu szczerą odpowiedź i poradę.

    Cobalt Senior prychnął:
    -[I] Ależ Mroczny Feniks to jest magiczny pasożyt. Magiczny, więc ma efektywniejsze działanie , ale w gruncie rzeczy nie myśli o niczym więcej niż tylko jak się najwięcej nażreć. Nie ma w tym nic z inteligencji. Im dłużej dać temu żyć tym więcej osób zaszkodzi. Żadna z ofiar nie zrobiła się mądrzejsza.

    Wiem po przykładzie syna Hawkmana… Niby dorosły z dyplomem i rodziną, a nic nie pomyślał, że to dziwne skąd na niego spadła ta moc ognia. Czy czar, meteoryt czy nieudany eksperyment? Od razu zaczął się bawić jako “Feniks”. A parę miesięcy później oszalał siejąc strach i zniszczenie. Do rozumu jakoś Hawkman też nie przemówił ani synowi ani Mrocznemu Feniksowi, więc tym bardziej skąd myśl, że to coś ma rozum? I będą następni dopóki ktoś tego nie zatrzyma[/I]


    - Hm... może dam im ciut czekolady gorzkiej? - Sewer Rat myślał na głos - Szczurki mogą czekoladę gorzką, to nie pieski. - powiedział, głaszczać szczurki bo główkach. - Em... chwila, kim jest Barry, czemu jest skuty i dlaczego on tak na mnie dziwnie patrzy? - SR wydawał się być bardzo skonfundowany.
  • KetharianK

    text alternatywny

    W przedsprzedaży pojawił się dzisiaj kolejny sourcebook do uwielbianej przez wszystkich czwartej edycji WFRP. Fizyczne kopie podręcznika będą dostępne od pierwszego kwartału 2027, ale zamawiający je w przedsprzedaży otrzymują już dzisiaj wersję cyfrową.

    96 stron, ładna oprawa graficzna (jak wszystkie wcześniejsze podręczniki Cubicle 7). Wrzucam poniżej spis treści oraz jedną z ilustracji na zachętę.


    text alternatywny


    text alternatywny


    To ja dodam, że ostatnio wyszedł po polsku Salzenmund! [image: Salzenmund-cover-sklep.jpg]
  • slann22S

    Cynthia

    • Odnoszę wrażenie, że co prowincja to inne trucizny. O Ariyannie mówią, że mężowie muszą być dobrzy dla żon, bo mają za dobry dostęp do trucizn. O Hematycie, że to "gniazdo żmij".
      Alma raczyła mi powiedzieć, że Filomena HArvest jest wielce miłą osobą, skoro poczęstowała ją czekoladką. JEDNAK mam paskudne wrażenie, że Filomena zrobiła to dla czystej zgrywy. Harvestom dałam do zrozumienia, żeby sprawdzili swoją fabryczkę czekoladową czy kogoś nie wkurzyli. Bo niestety będą pierwszymi podejrzanymi jeśli dojdzie do kolejnego otrucia.

    Slann
    Farash Pokiwała głową znacząco, a potem się zamyśliła i powiedziała z wielką ostrożnością.

    • U nas to raczej taki sport, bo większość i tak potrafi się w ten czy inny sposób zabezpieczyć przed otruciem, ale musisz zrozumieć że dla nas truciznę były też sposoby na przetrwanie. Pamiętaj że nasz kraj dopiero niedawno przyłączył się do smoczego imperium a niestety trucizny to najlepszy sposób za walkę ze smokiem… I tak, u nas są trucizny, którymi można zabić smoka.

    Cynthia
    Cynthia również pokiwała głową:

    • Mój brat by się zachwycił- w dzieciństwie próbował zyskać odporność na trucizny. Jakoś go odratowaliśmy [/A w Ariyannie poznałam 2 rody szlacheckie, które zawdzięczają szlachectwo otruciu Chimery. Chociaż podaję pod wątpliwość jak bardzo były wielkie- jak nic ich potomkowie wyolbrzymiają z każdym pokoleniem. A jeden student za wynalezienie odtrutki. Co prowincja to inna trutka, a i żeby pokonać Chimerę trzeba coś o sile rażenia wystarczającej na smoki.

    Ja z kolei nie zamierzam, żeby z trudem osiągnięty sojusz zniweczył niewydarzona dziewucha, która uważa, że coś udowodni bawiąc się truciznami. Władzę jakiej nie miała jako bękart marionetkowego króla? Jak w Ashgaracie stoicie z prawami dzieci z nieprawego łoża?

    Slann
    Farasz uśmiechnęła się i powiedziała.

    • Mój brat kazał mi uderzać po głowie, aby uodpornić się na ból, aż do czasu gdy rodzice nam tego zabronili… Teraz pilnuję podziemi pod zamkiem, aby przypadkiem nic się stamtąd nie wydostało… Wiesz, u nas podziemiach żyją naprawdę straszne potwory! Niektórzy mówią, że trzymano tam niegdyś chimery, a inni że Potwory które miały z nimi walczyć, albo walczyć ze smokami! - Rycerka zamyśliła się przez chwilę, A potem dodała.
    • My mamy trucizny zdolne wytruć całą salę balową, a w odpowiedniej ilości całe miasteczko… Za najgroźniejszy uznawany jest pyłek szarego lotosu, chociaż to tak naprawdę grzyb, który sprawia że na kilka minut ludzie wpadają w szał, i próbują zabijać wszystko wokoło i często w trakcie pęka im serce z wysiłku, A nawet jeśli nie to często mają połamane lub doznają uszkodzeń mózgu. - Potem się zamyśliła, i powiedziała uśmiechając się szeroko. - Możesz dać jej środek na przeczyszczenie na przyjęciu, ewentualnie sprawić żeby ją oskarżono o zdradę małżeńską… Znam kilka naprawdę uwodzicieli i uwodzicielek… Nie w ten sposób!

    Cynthia
    Cynthia machnęła ręką również się uśmiechając:

    • Och miałam też swoje kontakty wśród uwodzicieli w Ariyannie. Płci obojga. Świetni są w wyciąganiu informacji, czy poznawaniu ludzi od innej strony niż pokazują przede mną. Niestety obstawiam, że może nie zadziałać na Harvestów. Wyrobili osobne mięśnie na utrzymywanie swoich masek w ryzach.

    Nie ma co Szlachetna silić się na tłumaczenie- zarządzanie prowincją, terenami z potworami wymaga pewnych działań. Ariyanna leży przy Niezamylanym Wyłomie- po prostu raz na jakiś czas coś z nich wypełźnie, tylko nie zawsze da się przewidzieć jak silne. Nie mówiąc, że jak ma dojść do negocjacji z dobrymi kompromisami dla obu stron, jeśli obie strony nie postrzegają siebie nawzajem za równe w sile?


    Smocza Jeźdzczyni wpatrywała się w siostrę. Już coś takiego widziała- Iris jako pół smok. We śnie pierwszej nocy w Ashgarcie. Cynthia mimowolnie dotknęła policzka. Otrząsnęła ją groźba rycerza. -NIE! Ja sama nie wiem... Widzę moją siostrę, która zaginęła zanim wstąpiłam do Smoczych Rycerzy. Ale... Iris, gdzie byłaś i kto ci to zrobił?
  • KetharianK

    text alternatywny


    @Arthur-Fleck napisał: @davy-knee @rerebirth Jeszcze pożałujecie trefnisie, że nie poszliście dać się pożreć ksenomorfom na Bleinerta Edit: A nie, Joshua jednak na swoje szczęście jest w ekipie samobójców. [image: NHDmwvo.jpeg] Come to daddy
  • WiredW

    Przysługa

    e06c4372-fa64-40ff-b812-8f26972f7682-image.jpeg

    Chodzi za mną ostatnio chęć pogrania w WOD, a że nikt nie prowadzi, to zacząłem z nudów przeglądać podręczniki i pomyślałem że może ja zacznę, tym bardziej że mnie od dłuższego czasu @ketharian molestuje na discordzie żebym rozpoczął jakąś rekrutację.

    Przygoda jest z oficjalnego podręcznika, wolę więc nie zdradzić z jakiego na etapie rekrutacji. Jak ktoś rozpoznaje wstęp lub obrazek powyżej to niech da mi znać na PW. Pourozmaicam wtedy wydarzenia, jak nikt nie zna to lecimy podręcznikiem. Zależałoby mi na tym by Wasi Stwórcy albo byli obecnie poza miastem albo nie istnieli już z dowolnej przyczyny, możecie też ich nie znać. Nie ma znaczenia czy postacie graczy będą Anarchistami czy z Wieży, ale muszą być z jednej sekty i być już pełnoprawnymi nowicjuszami.

    |-***-|

    Wasza pozycja w sekcie jest słaba, jesteście młodą koterią łasą na przysługi, zdobywanie zasobów i przyjaciół. Bez kontaktu z swoimi Stwórcami też nie bardzo wiecie komu ufać. Brak mentora jest tym co Was połączyło. Jest to błogosławieństwo i przekleństwo jednocześnie. Z racji braku powiązania z konkretnymi starszymi wampirami w mieście wielu uważa że jak Wam się stanie krzywda, to niewiele ryzykują, bo kto niby w Elizjum się za Wami wstawi? Może Primogen klanu... ale wątpliwe. Czy jesteście eksperymentem społecznym? Czy może tytuł Nowicjusza dostaliście na wyrost i Wasz test dalej trwa? A może Stwórcy Was opuścili celowo? Po co brudzić sobie ręce i przyznawać przed Księciem do porażki, skoro prędzej czy później zrobicie błąd, który będzie kosztował Was nieżycie? Niejeden z Was może mieć dziś takie myśli.
    Gdzie tu błogosławieństwo? Cóż, w świecie Spokrewnionych jest bardzo mało freelancerów, ludzi którym można powierzyć delikatne sprawy wiedząc, że jak spieprzą to wina spłonie wraz z nimi i nikt się o nich nie upomni. Gdy każdy jest z kimś powiązany ciężko zachować nocą anonimowość, i w to miejsce wkraczacie Wy.

    Sprawa wydawała się poważna, mieliście umówione spotkanie z Szeryfem miasta, każdy z Was idąc na nie zrobił rachunek sumienia, zastanawiając się czy za coś nie oberwie, albo czy nie będzie za chwilę przesłuchiwany. Damien czekał na Was w niczym nie wyróżniającej się knajpce fast foodów U Tooley'a, gdzie z daleka widzieliście że nie jest spokojny jak zwykle. Noga wybijająca rytm muzyki, tym z Was którzy widzieli go częściej, zdradzała oznaki zdenerwowania. Był sam.

    Gdy tylko się zebraliście uśmiechnął się i rzekł:
    - Książę kazał bym Wam to przekazał, nic więcej, telefony w środku są shackowane, pozwolą Wam na jeden telefon do moich wybranych ludzi, nic więcej, zawartość koperty do zniszczenia po użyciu.

    "Książę" - zabrzmiało Wam w uszach - ale zanim któryś z Was się odezwał Damien wyszedł i zlał się z resztą nocy. Przed Wami została duża brązowa koperta. Ciężka, mimo swojej lekkiej wagi. Nikt z Was nie sądził że zgadzając się na spotkanie przyjął zlecenie od Księcia, ale czy ktokolwiek z Was wiedząc miałby odwagę odmówić?

    Otworzyliście kopertę:

    List

    |-***-|

    Podsumowanie

    • System: Wampir Maskarada 5 edycja.
    • Ilość graczy: 3 minimum, 4 optymalnie, może 5ciu ogarnę.
    • Platforma: forum + discord na szybką wymianę informacji.
    • Częstotliwość odpisów: 4 dni dla graczy 3 dla MG? Albo może post od MG co weekend w niedzielę?
    • Dokumenty Google: może karty w nich zrobimy, widziałem fajny szablon.
    • Użycie AI: grafiki tak, odpisy przez AI to raczej psucie sobie zabawy, ale nie bronię i tak nie mam jak tego kontrolować.
    • Termin zakończenia rekrutacji: 15.08.26

    FAQ

    Pytania i odpowiedzi, duplikaty tego co w postach poniżej jeśli ważne dla rekrutacji, inne ważne rzeczy.

    1. Wydaje mi się że nie głupie byłoby jakby każdy chętny napisał kim chciałby zagrać, by można było pomyśleć o koterii na etapie tworzenia postaci, by nikt nie tracił czasu na rozpisywanie historii postaci, która nie będzie pasować do drużyny.
    2. Gramy w Chicago, w roku 2019, PKJ to Książę(Prince) Kevin Jackson (Ventrue 8 pokolenia).
    3. SC to skrót od Succubus Club (Klub Sukkuba)
    4. Jesteście młodymi wampirami, w R użyłem specjalnie słowa Nowicjusz/Neonate, nie tylko w formie młodych wampirów Camarilli co już nie są pod opieką Stwórcy (bo nie wiem czy nie będzie drużyna Anarchów), ale także w kontekście tworzenia postaci. Ustalmy, że postacie zostały przeistoczone w wampiry najwcześniej w 1993, jako dziecko wojny, stworzone by zasilić szeregi jednej z frakcji w tym burzliwym okresie.
      Zatem od 10 do 25 lat doświadczenia jako wampir.
      4278a8da-3f4f-4735-a5de-b65655149907-image.jpeg
    5. Nie ma opcji grania klanem Hecate.

    text alternatywny


    @Aiko napisał: A jeśli chodzi o planety. Wrzucałeś już może gdzieś ten szablon w doc do KP. Czy na razie robić gdzie nam się podoba? Muszę go odszukać w milionie zakładek, róbcie gdzie Wam wygodnie, to była luźna propozycja, bo z doświadczenia wiem, że lepiej jak wszyscy mają ten sam szablon kart. Ale to możemy ogarnąć później. @MiRaaz napisał: Rozwinę pytanie: Czy Oblivion (dyscyplina wprowadzona razem z Hecata) jest dostępna dla Catiff? Dyscyplina tak, Ceremonie nie. Typ drapieżnictwa Grabarz daje ją możliwą do dobrania każdemu, więc nie widzę powodu by ją ograniczać. @MiRaaz napisał: Ok. Brzmi to logicznie. Jest to pewna wizja świata, która zakłada, że wszystkie klany prowadzą wspólną politykę klanową. Well, to trochę bardziej skomplikowane, jest moc która pozwala zmusić potomka do posłuszeństwa, są Miasta gdzie prawo Tradycji że Stwórca może zniszczyć potomka nie kończy się po roku i nadaniu Nowicjatu i może nastąpić w każdej chwili. W miastach Camarilli też na to wpływa ich organizacja, Primogen klanu ma ogromne wpływy polityczne i pomimo braku bezpośredniej władzy wykonawczej zasiada w Ławie Sędziów jako jeden z głosów gdy sądzi się wampiry. Rzadko kiedy Ława decyduje inaczej niż Primogen danego klanu, bo Camarilla szanuje linie krwi i władzę starszyzny nad młodszymi. Natura bycia potomkiem krwi, często związanym więzami krwi, też sprawia że młodsi często chcą się przypodobać starszym. Ci zaś będą przekonywać innych, niezależnie czy poparcie jakie okazują wynika z ich poglądów, kalkulacji własnych interesów, wazeliniarstwa, czy więzów krwi. To nie oznacza, że każdy klan ma swoją wspólną politykę, ale starsi są często w stanie wymusić posłuszeństwo i wielu młodych nawet nie próbuje mieć innego zdania. Do tego dochodzą możliwości wymuszenia posłuszeństwa większe w jednych klanach niż w innych. Taki odszczepieniec Brujah co ucieknie do innego miasta setki kilometrów dalej, raczej czuje się bezpiecznie, o ile nie zrobił czegoś co by uzasadniało wydanie ogromu zasobów by go znaleźć. Jednak inaczej to wygląda w klanach jak Tremere, Hecata i Banu Haqim, duchy i magia krwi nie robią sobie wiele z tych setek kilometrów. Dlatego są to tak skonsolidowane klany i głos starszyzny porusza masy. W podobnym tonie jest opisane przejście Gangreli do neutralności w wojnie sekt, nikt nie wie jak "zwierzęta" dowiedziały się o decyzji Xaviera i co je skłoniło do posłuchania w skali globalnej, podejrzewa się (cytat z poderka) że Xavier przez kontakt z przedpotopowcem poznał sekret porozumiewania się przez krew. Ale, tu już ode mnie, opcji jest więcej, łącznie z rozkazem przedpotowca w formie jakiejś mocy animalizmu i związani z nim krwią poczuli "sami z siebie", że powinni. W końcu Xavier przeżył jako jedyny i mało kto uważa, że przypadkiem (dzięki kaprysowi istoty którą spotkał), nikt kto przeżył setki lat nie wierzy w przypadki. To jednak domysły, faktem jest że Gangreli nic nie wiąże do podążania za Xavierem, nie jest to układ polityczny za którego niedochowanie będzie się zdrajcą, ani nawet jakikolwiek rozkaz. Po prostu się stało i większość Gangreli zrobiła tak samo jak on i jest poza sektami, nie wszystkie. To dobrze pokazuje jak silny bywa autorytet starszych i jak posłuszne potrafi być potomstwo. Łatwo się domyśleć, co by się stało gdyby to był bardziej skonsolidowany i polityczny klan, gdyby poszedł oficjalny rozkaz, a tych nieposłusznych by zaczęto ścigać PS. Jeszcze odnośnie samych Hecata, Giovanni pochodzą z Włoch i mieli zwyczaj spokrewniać tych co dawali im wpływy polityczne i władzę. Ich sposób zarządzania klanem to był styl włoskiej mafii, co sprawiało, że jednostki co się sprzeciwiały długo nie żyły. Historia zna przetasowania w klanie, ale z poparciem całych rodzin i zamachów, jak to mafia ma w zwyczaju sobie wyjaśniać sprawy. Klanem rządzi obecnie Rada Anziani, ale metody się mocno nie zmieniły. Mafijne konotacje są porozrzucane w Kartach Fabuły gdzie są banksterzy-kanibale (linia krwi Dunsirn), uliczni kryminaliści z rodziny (i linii krwi) Put(t)anesca, nekromanci z włoskiej rodziny i linii krwi Rossellini, amerykańscy banksterzy i linia krwi Miller itd. Obok nich masz nekromantów których Giovanni od zawsze traktowali jako rywali w władzy nad zmarłymi i starali się ich albo przyłączyć, podporządkować, albo zniszczyć. To nie jest klan w którym można lekką ręką olać wolę starszych, co widać po linii krwi Pisanob z Meksyku (aztetcy nekromanci, zdominowani przez Giovanni w 16 wieku), która jest chętna zemsty ale i tak się nie wychyla. Także Samedi prowadzący własną politykę i szczerze nienawidzący Giovanni zgodzili się być jednym z klanów założycieli Hecata i nie idą w otwartą wojnę, nie stać ich na to. Nagaraja dołączyły do Hecata tłumacząc się wydarzeniami w zaświatach, mało kto im ufa, ale jest ich za mało by ktoś ich uznał za zagrożenie i uznano że się przydadzą. Podobnie oszczędzono ostatnie Lamia (wcześniej sądzono że ostatnią zabito w 1718) i pogodzono się z Harbingers of Ashur. Ich są resztki i nawet jest atut który sprawia, że wampir linii krwi Ashur jest tak naprawdę Zjawą z Zaświatów co kontroluje wampira. No więc, poza mafijnymi rodzinami i Samedi aka Narodem Krwi, pozostali członkowie Hecata są nieliczni, co nadaje ton sposobowi w jaki klan jest zarządzany.
  • SantorineS

    Witam wszystkich graczy w sesji! 😄

    Kwestie organizacyjne

    Sugestie co do pisania postów:

    • dialogi bez kursywy,
    • obrazki w postach prosiłbym, aby wyśrodkować,
    • doc, w którym będziemy rozpisywać walki, podam na wspólnym czacie
    • mniej więcej dziesięć zdań, można więcej, można ciut mniej. Liczą się konkretne plany i deklaracje.

    Zasoby, z których warto korzystać

    • https://2e.aonprd.com/ - mechanika, na której polegamy.
    • https://pf2easy.com/ - alternatywna strona.

    PF2Easy nie ma wszystkiego, co ma Nethys, ale za to ma ładniejszy interfejs i lepszą wyszukiwarkę.

    Tempo sesji

    5 dni dla graczy i 5 dni dla MG (choć dotychczas udawało mi się dowieźć swoje posty znacznie wcześniej). Prosiłbym o zgłaszanie mi wcześniej nieobecności lub przynajmniej komunikację, że Was nie będzie, jeśli nie wyrobicie sie w terminie, jeśli Wam się zdarzy.

    Możliwe, że tempo z mojej strony będzie nieco wolniejsze. W takim wypadku zamiast zwykłego terminu, podam swój zaraz po ostatnim odpisie gracza w kolejce.

    Poziomy ran

    Przypominam także poziomy ran dla postaci neutralnych i przeciwników podczas walki:
    100% - W pełni zdrowia (brak statusu postaci)
    Do 80% - Draśnięty
    Do 50% - Ranny
    Do 30% - Poważnie ranny
    Do 10% - Krytycznie ranny
    Mniej niż 10% - Na skraju śmierci

    ~

    Na ten moment, rozpisałem scenę, gdzie postacie znajdują Lwią Lożę - jesteście od Loży jakieś 200-300 metrów, na ścieżce, która wiedzie prosto do niej. Wokół góry i bezdroża i nie ma nic poza Lożą. W dali widzicie dwie postacie, zapewne gospodarzy Lwiej Loży, którzy machają Wam na powitanie. Umyślnie wrzucam scenę, w której nie dzieje się jeszcze nic i w której macie szansę przygotować się, przedstawić swoje postacie lub uknuć jakiś plan, jeśli chcecie 🙂

    Życzę wszystkim przyjemnej gry.

    Czekam na komplet postów do 04.07.26 .


    Dałem odpis do poprzedniej tury.
  • slann22S

    Było już późne popołudnie, słońce zmierzało już ku horyzontowi gdy we Wielkiej i wspaniałej rezydencji rodu Newman, Gdzie rodzina właśnie zbierała się do zjedzenia obiadokolacji. U szczytu wielkiego stołu zasiadał dziadek Mathew Newman. Patriarcha rodu posiadał długie wąsy, i siwe włosy opadające na kart z łysiejącej głowy. Wąsy i nos dominowały na jego zazwyczaj zaciętym obliczu. Miał zgarrbioną sylwetkę od wielu lat pracy przy wydobyciu boksytu. Dłonie były wykrzywione przez reumatyzm, ale nadal tliło się w nim bardzo wiele dawnego wigoru. Nosił surdut zupełnie nie pasujący do niego, który wygląda jakby na nim wisiał. Pracowicie jadł królika w sosie śmietanowo marchewkowym, dzisiejszy posiłek.
    Po jego prawej stronie zasiadał jego syn Sergius. Potężnie zbudowany człowiek, z dużymi jak u ojca wąsami, który który w młodości pracował w kopalni i na ranczu rodzinnym, a teraz zajmował się administrowaniem rodzinnego biznesu. Obok niego siedziała jego żona Kate, dobrze zbudowana kobieta o słomianych włosach, matka trójki żyjących dzieci.
    Naprzeciw niej zasiadał wysoki żylasty mężczyzna czyli Jacob Newman, brat Sergiusza który niedawno wrócił ze swojej wyprawy do dziczy. Miał na plecach nadal skórę lwa, którego ustrzelił, Dalej siedziała Shan Dhar, dosyć wysoka kobieta w wieku dwudziestu pięciu lat o migdałowych oczach, oraz, co było Nietypowe u ludzi o takich rysach twarzy, Rudych włosach i błękitnych oczach. Mówiła z dziwnym akcentem i podobno pochodziła z Południowej dziczy. Wróciłaś się podobno ja ci pomniejszę i rodziny która osiadła poza kotliną, i została asystentką podziękowa ale też pomagała Zarządzaniu dworem. Niektórzy szeptali na jej temat, niezbyt pochlebnie, ale Kate bardzo ostro broniła honoru tej dziewczyny.
    Dalej stała Stacy Newman, a obok tej jej siostra Stephanie, ubrana we wściekle różową sukienkę, co wywoływało podejrzenia całej jej rodziny bo wszyscy znali jej zdanie temat takich ubrań. Naprzeciw nich zasiadał Ich kuzyn Mark, Miły chłopak, syn Jacoba, Rok temu stracił matkę, chociaż jego rodzice nigdy nie darzyli się zbytnią sympatią, Co za nią bardzo tęsknią.
    Na końcu się siedziało dwoje najmłodszych członków rodu czyli Thomas i Antonia Newman.
    Antonia była żywiołową dziewczynką z warkoczykami, a Thomas jedenastoletnim chłopcem który bardzo lubił przypominać o tym, że jego zdaniem jest dziedzicem i przyszłości ogrodu. Był tutaj jeszcze kamerdyner Rashe, Terisianin którego wujek dokonał sławnego zamachu w domu Ladrianów, i który myślał, że Służąc z rodziny nowobogackich znajdzie pracę do czasu aż ludzi zapomną o tamtym wypadku, kompletnie nie przypuszczał jednak że trafi do takiej rodziny…
    Stacy tuż przed obiadem otrzymała list nieznanej osoby mówiące że koło dziesiątej powinna znaleźć się na Polach Odrodzenia, w zagajniku Ostatniego Tańca…
    - Wnusiu, Mam dla ciebie wspaniałą wiadomość! - powiedział Matthew Newman. * - Umówimy cię na wieczorek zapoznawczy z Landelem Hastingsem, ostatnio dziedzicem rodu! Powinniście się dogadać, bo jego matka też pochodziła… No sama wiesz, tak jak twoja!-
    Jacob uniósł brew i zapytał.
    *- Czy to nie ten chłopak, który podobno jest w tak złym stanie zdrowia, że od dziesięciu lat Umiera.-
    Dziadek pokiwał głową zadowoloną miną i powiedział zachwyconym głosem.
    *- No właśnie Chłopak szybko umrze, a potem Stacey odziedziczy tytuł i majątek! - **Zachichotał złośliwie a potem jeszcze dodał. - Jak się dziewczyna postara, to jeszcze w czasie w nocy poślubnej. -
    Zapadło na chwilę bardzo głębokie milczenie, a potem Sergiusz powiedział.
    - Moja córka wyjdzie za kogo chce! -
    *- Ważne tylko, żeby tylko się o nią troszczył! - dodała Kate
    - Przepraszam że się wtrącam, ale człowiek, o którym mówią że umiera od dziesięciu lat, zapewne osiągnął absolutne mistrzostwo w nie umieraniu! - Powiedziała Shan bardzo łagodnym i spokojnym głosem nie odrywając wzroku od talerza.
    Kolacja trwała dalej, zakończyła się podaniem lodów na deser, które dziadek kazał podać rozpuszczone, bo nie po co wydaje pieniądze na ogrzewanie mieszkania aby potem chłodzić się jedzeniem zamarzniętego pożywienia!

    Gdy zapadała Zmierzch, to zaczęła się po cichu szykować do drogi, zwłaszcza że i tak większość rodziny, a zwłaszcza jej tata Byli zajęci. Wtedy to przebieralni wszedł chłopiec, w kaszkiecie i stroju robotnika, i dopiero po chwili rozpoznała że to Stepanie.
    - Widziałam jak dostałaś list… Idę z tobą! Potrzebna ci porządna nieprzyzwoitka! -


    Rozmowa z XVI Dziadek pokiwał głową i powiedział - Tak, to się nazywa prawo popytu i podaży, Jak widzisz ludzi dotyczy tak samo!- - To wy handlujecie ludźmi?- zapytała XVI zaniepokojona. Filozofia posterunkowego Gilbrath westchnął ciężko i powiedział. - Powiedziałbym, że raczej cały Nasz naród… Bo widzisz, wszyscy pochodzimy od Jedności, jesteśmy jej częścią i do jedności wrócimy gdy zbierzemy wystarczająco dużo doświadczenia… Już cztery razy wcześniej zmienialiśmy światy… Tutaj wysłano mnie tak jakby abym zbierał informacje dla moich rodaków…- - Czyli nie dość, że kłamca, to jeszcze sekciarz i szpieg…- Zawołała rozłoszczonaona Stephanie Przybycie starszej Konstabl Pies popatrzył na Scay z rozczarowaniem zmieszanym z irytacją. - Najpierw w tym chłopak w lesie, co przede mną uciekał teraz kobieta w tym świecie nazywa diabłem… Co się z ludźmi porobiło!- Marasi popatrzyła na Stacey zaskoczona i powiedziała. - To jest Tensoon… Chyba znasz historię Wojowniczki wstąpienia i towarzysza?! - - Ja się boję tego stwora! - powiedziała kobieta nazwana Vinoną Pies ją powąchał i westchnął ciężko. - Nie pamiętam wszystkiego z tamtych czasów, ale ona wygląda jak panienka Vin, ma tylko inny kolor włosów i oczu… Ale pachnie inaczej… To nie ona, wcześniej częściowo ona.-
  • silentsuicideS

    The Walking Dead – Zielona Wyspa

    obrazek

    Luizjana, okolice Nowego Orleanu – wrzesień, 2012r.

    Nikomu z Was nie przyszło łatwo żyć wśród martwych, ale jakimś cudem przetrwaliście już blisko dwa lata. Po dawnym świecie zostały tylko wspomnienia, jak blizny wplecione w krajobraz upadłej cywilizacji. Wypłowiały baner szkolnego zjazdu absolwentów nad zatopioną ulicą; billboard reklamujący ubezpieczenie na życie, na wpół zdarty przez wiatr, z przeciętym uśmiechem mężczyzny, który raczej już nikogo nie przekona. Czasy, gdy miesięczna składka na polisę mogła zabezpieczyć całą rodzinę, dawno przeminęły: dziś bezpieczeństwo mierzy się w ilości zasobów, amunicji i umocnień kryjówek, w których prędzej czy później i tak coś się spierdoli.

    Podróżujecie ze sobą od kilku miesięcy. Nie mieliście szczęścia do bezpiecznych schronień; czy to przez brak silnego przywództwa, konflikty w grupie czy hordy nieumarłych - żadne miejsce, w którym próbowaliście zostać na dłużej, nie przetrwało próby czasu. Macie pod opieką kilka osób niezdolnych do przetrwania w pojedynkę - dzieci, starców, kobietę w ciąży - i świadomość, że jeśli wkrótce czegoś nie wymyślicie, wasze grono znacznie się uszczupli. Nastroje są burzliwe, wielu z was jest na krawędzi, brakuje niemal wszystkiego. Po drodze mijaliście też ślady, których nie sposób zignorować - symbole na pniach drzew, woreczki z ziołami i kośćmi zawieszone na sznurkach, szkielety zwierząt ułożone w kręgach czy truposze przywiązane łańcuchami do drzew. Napotkani ocalali przestrzegali was przed plemiennym ludem grasującym na bagnach, kultywującym synkretyczne wierzenia charakterystyczne dla dawnej kultury tego regionu. Podświadomie, chyba żadne z was nie chciałoby znaleźć potwierdzenia tych plotek w rzeczywistości.

    Z drugiej strony, w coś trzeba wierzyć. Ocalali w Luizjanie jak tonący brzytwy chwytają się mitu o Zielonej Wyspie - miejscu, którego istnienie co bardziej racjonalni poddają w wątpliwość. Niewiele o niej wiadomo poza tym, że miałaby być bezpiecznym, samowystarczalnym miejscem, gdzie udało się odbudować namiastkę cywilizacji. Dla wielu to bajanie dla naiwnych, dla innych - cień nadziei na przetrwanie. Alternatywą byłoby wszak poddać się, gdy brakuje sił, a przecież jeszcze jest dla kogo żyć.

    Takie miejsce byłoby bezcenne - szczególnie teraz, gdy coś ciężkiego wisi w powietrzu. Byliście ostrzeżeni - Hannah Collins, wasza meteorolożka, przewidziała nadchodzące problemy, ale wtedy nikt jej nie słuchał. Były większe zmartwienia - pusty żołądek, brak medykamentów, czy kolejni w grupie, którym Bóg wyświetlił napisy końcowe. Teraz, gdy sezon burz wzbiera na sile, jest jasne, że bez przystosowanego schronienia po prostu nie przetrwacie. Nad Luizjanę zmierza bowiem huragan, który niesie śmierć i zniszczenie.

    W tym desperackim czasie, gdy ktoś kręcił pokrętłem radia w nadziei na jakikolwiek znak od losu, udało się wam przechwycić nagranie kobiecego głosu, powtarzające w pętli namiary na miejsce zbiórki dla uciekających przed żywiołem. Zdaje się, że nagranie zarejestrowano niedawno, choć trudno ocenić, czy nie jest to jakiegoś rodzaju wyrachowana pułapka. Jedno jest pewne - to jedyny trop, jaki macie, a burza nie będzie czekać, aż podejmiecie decyzję.

    ***

    Otwieram zapisy na sesję w świecie The Walking Dead, osadzoną w Luizjanie, dwa lata po wybuchu apokalipsy. Będziemy wzorować się na uniwersum serialowym, choć znajomość materiału nie jest istotna, bo wydarzenia, które miały w nim miejsce, nie będą mieć dla nas żadnego znaczenia. Sesja odbędzie się za pośrednictwem mechaniki gry fabularnej Kult: Boskość Utracona, jednak nie wymagam jej znajomości - dla graczy rozgrywka będzie miała głównie charakter narracyjny. Oczywiście zapewniam pełne wsparcie przy tworzeniu postaci.

    Ilość miejsc jest ograniczona. Przewiduję około 3-4 uczestników dla zachowania płynności. Jeśli pojawi się więcej zgłoszeń, decyzję podejmę w porozumieniu z grupą wcześniej zaakceptowanych.

    Kim będą Bohaterowie Graczy?
    Od miesięcy podróżujecie z grupą ocalałych, za którą nie stoi żadna ukryta agenda. Jedynym, wyraźnym spoiwem Waszego grona jest chęć przetrwania - a w grupie są na to większe szanse. Od Was zależy, czy znacie poszczególnych członków grupy od dawna, czy też poznaliście się na szlaku - macie jednak wobec siebie dostatecznie wiele zaufania, by trzymać się razem. Oprócz BG, w grupie znajdować się będą także liczne postaci niezależne, z którymi zdefiniujecie swoje relacje. Przed sesją wspólnie wykreujemy całą grupę w rozmowie nad stołem.

    Każdy z uczestników otrzyma zestaw Mrocznych Sekretów dopasowanych do naszych realiów, spośród którego wybierze jeden na etapie tworzenia postaci. Wiele z oryginalnych MS w podręczniku nie nadaje się do naszego użytku, więc zaproponuję kilka od siebie - i oczywiście dopuszczę możliwość własnej inicjatywy. Dzięki Mrocznym Sekretom grupa nabierze dynamiki, a relacje staną się głębsze i bardziej wyraziste.

    Mechanika
    Dla zainteresowanych krótko opiszę, że mechanika opiera się na tak zwanych Ruchach - zestawie działań, które gracze mogą (lub muszą) podjąć w określonych sytuacjach. System stawia na wielką swobodę narracyjną, wobec czego w dużej mierze polega na opisywaniu intencji i działań postaci, oraz rzutach na powiązane Atrybuty. Kości 2k10, do których dodaje się określone modyfikatory, definiują wynik według jednego z trzech przedziałów. Sukces oznacza, że czynność się powiodła. Sukces z komplikacją wprowadza czynnik ryzyka i nadaje dynamikę sytuacji, przeobrażając nawet niepozorne czynności w potencjalne niebezpieczeństwo. Porażka z kolei kończy się klęską i często niesie za sobą opłakane skutki. Dzięki temu będziemy w stanie płynnie i klimatycznie oddać niebezpieczeństwo świata TWD w satysfakcjonujący i przyjazny dla forum sposób, bez długich pauz na zaplecze mechaniczne. Mechanika będzie oczywiście dopasowana do uniwersum - nie uświadczymy w niej elementów metafizycznych, znanych z oryginalnej gry. Zasady przedstawię jednak docelowej drużynie.

    TRIGGER WARNING
    Motywem przewodnim mechaniki jest stabilność psychiczna, co bezpośrednio przekłada się na dynamikę grozy w przedstawionym świecie. Przestrzegam, że sesja przeznaczona będzie wyłącznie dla osób pełnoletnich o mocnych nerwach - może zawierać liczne triggery, w tym wyjątkowo obrazową przemoc (krew, wnętrzności, zombie), tortury, obrazę uczuć religijnych, składanie ofiar i wszystko, co może wam przyjść do głowy w sesji osadzonej w takim świecie.

    Podsumowanie

    • System: Kult Boskość Utracona, dostosowany pod realia świata TWD.
    • Ilość graczy: 3-4
    • Kryteria przyjęcia graczy: Wyłącznie pełnoletni uczestnicy o mocnych nerwach. Zgłoszenie w formie deklaracji pod tematem rekrutacyjnym dla przejrzystości. Do zgłoszenia należy dołączyć krótki zarys postaci dopasowanej do realiów przez wiadomość prywatną na moją skrzynkę. Po akceptacji do grona uczestników należy uzupełnić kartę postaci i spisać krótką notkę biograficzną, w czym zapewniam asystę. Jeśli istnieją tematy szczególnie wrażliwe, których nie chcesz zobaczyć na sesji jako gracz - poinformuj mnie o nich w zanadrzu.
    • Platforma: Forum posłuży nam do pisania, Discord najpewniej do komunikacji - choć nie mam nic przeciwko użyciu publicznego tematu dyskusji pod forumową sesją. Rozważam rzucanie kośćmi za uczestników sesji (aby ograniczyć sprawy techniczne do minimum i skupić się na płynności gry), oczywiście z pełną przejrzystością - ale jeśli podejmiemy inną decyzję, to wspólnie wybierzemy platformę do gry.
    • Częstotliwość odpisów: Do ustalenia z uczestnikami, wstępnie - 72h na turę. Oczywiście jeśli odpisy będą pojawiać się częściej, to ja również będę częściej odpisywać. Pamiętajmy jednak, że jesteśmy ludźmi - jeśli coś ci wypadnie, napisz! Turę można wydłużyć lub pominąć.
    • Dokumenty Google: Mejbi, jeśli do czegoś się przydadzą.
    • Użycie AI: Grafiki dozwolone. Korekta tekstu również (choć zdecydowanie bardziej polecam languagetool niż AI). Proszę jednak, abyśmy odpisy redagowali samodzielnie, bo nikomu nie będzie sprawiać przyjemność gra z botami - choć wiadomo, że nie będę tego sprawdzać.
    • Przewidywana długość sesji: Takich rzeczy się nie da przewidzieć, ale spokojnie myślę, że kilka miesięcy OOC. Sesja jest w dużej mierze improwizowana.
    • Termin zakończenia rekrutacji: Wstępnie - 31 lipca, lecz jeśli otrzymam wystarczającą ilość zgłoszeń, to już wcześniej ruszymy z tworzeniem postaci. Sesję przewiduję rozpocząć już w sierpniu, gdy wszyscy dopniemy formalności.

    Dziękuję za zainteresowanie. Na dniach, może jeszcze dzisiaj, do uczestników wyślę dalsze ustalenia i instrukcje dotyczące tworzenia kart postaci.
  • Pipboy79P

    Siemka 🙂 Witam wszystkich na naszym nowym forum 🙂 Dziękuję Santo i obsłudze za ogromną pomoc w ogarnięciu tematu przenosin naszej sesji na to nowe forum 🙂

    • Co do technikaliów. Ja kończę swój urlop. Jutro będzie mój lotniskowy dzień. Więc nieco zabiegany na ten moment jestem.

    • Obecna tura (T 68) nadal trwa. Skończy się jak się skończy. Ale bez przesady, dobrze abym w przyszły lub kolejny weekend mógł usiąść do swojej misiowej tury. Kolejna zacznie się zapewne kolejnego dnia rano więc w obecnej dobrze by było pokończyć wszystkie wieczorno-nocne sprawy.

    • Jak tura będzie skończona to można tutaj przenosić te scenki z doc w post.

    • I chyba tyle na ten moment. Jbc to pytajcie 🙂


    @santorine i @zell To, żebyście nie stali bezczynnie cały tydzień to napisałem Wam po scence. Są w doc. Egon ma w sumie ciąg dalszy wydarzęń z brzegu czyli powrót szalupą na "Jutrzenkę" i burzę mózgów jak ugrać to wydarzenie. Heinrich ma wizytę z Tobiasem na Akademii, przechadzkę turystyczną przez nią i na koniec wizytę w "garderbie" modelek gdzie spotykają Łasicę.
  • ZellZ

    Nie wgrywałam wam avatarów jakbyście sami chcieli próbować jak to działa. 🙂 Muagorowi i Sirionowi wgrałam, bo oni chyba przestali z nami grać, zobaczymy.


    Jestem już wolna, mogę pisać. ^^
  • MiraM

    To Wy jeszcze żyjecie?!

    Ale przecież Wy starzy już musicie być strasznie (ja nie!) 😏


    @kynikos , bądź pozdrowiony, miło Cię widzieć w naszym gronie! Jeśli znajdziesz chwilkę i będziesz miał ochotę, może napiszesz kilka słów o sobie - jakie systemy preferujesz; czy tylko grywasz czy również mistrzujesz; jak do nas trafiłeś (info w sieci, czyjeś rekomendacje) i czy znamy Cię może pod innym nickiem z LI. Tak czy owak, jako Obsługa życzymy Ci dobrej zabawy!
  • KetharianK

    text alternatywny

    (obrazek ilustracyjny znaleziony w sieci)


    AI w ilustratorskiej służbie MG i sesji

    Moje doświadczenia ze Sztuczną Inteligencją wspomagającą graficznie sesje PBF nie są imponujące, bo dopiero od niedawna stałem się wielkim fanem tego narzędzia do celów ilustrowania sesji, ale coraz bardziej uświadamiam sobie jego potencjał i chętnie poczytałbym o rekomendacjach innych userów bądź rzucił okiem na ich ilustracje. Sam korzystam z Groka w wersji bezpłatnej, ale wiem o GPTChat i słyszałem co nieco o Midjourney. Z jakimi innymi generatorami grafik mieliście już okazję pracować, co możecie o nich powiedzieć, jakimi skryptami chcielibyście się podzielić?


    Ja na początek chciałbym się pochwalić przykładem, który może nie jest złożonym projektem, ale który zajął tylko chwilę, a sprawił mi sporo frajdy i zachęcił do dalszego eksperymentowania z AI. W sesji Cyberpunka 2077 @Grek zaopatrzył swojego bohatera w poniższy awatar:

    text alternatywny

    Wykorzystując Groka do najprostszej obróbki z użyciem skryptów CP 2077, dark alley, cyberpunk-style clothes, ripperdoc armchair etc pozwoliłem programowi wygenerować następujące obrazki dopasowane później do potrzeb narracji w sesji:

    text alternatywny

    text alternatywny

    text alternatywny

    text alternatywny

    Wiem, że @pan-elf stworzył zgrabną ilustrację AI do sesji Gruzy Przeszłości, może zechciałby się nią tutaj podzielić wraz z krótkim komentarzem, radą, rekomendacją narzędzia?

    Ktoś inny dołączy do rozmowy?


    [image: IMG-1700.jpg] „Autorem” powyższego obrazka jest Alex Dupont, który często publikuje imponujące ilustracje do świata WFRP na grupie FB „Warhammer AI Art”. Myślę, że jego projektu dobitnie pokazują jak potężnym narzędziem do ilustrowania sesji może być AI w rękach doświadczonego prompciarza. Dla mnie absolutna bomba! [image: IMG-1688.jpg]
  • JohnyTRSJ

    Temat dla komentarzy oraz materiałów. Ewentualne materiały będę aktualizował w pierwszych dwóch postach tego wątku.

    Gracze i postacie:

    @arthur-fleckKrzysztof Komeda, metal
    @billieAriadna Mirga, foliarz
    @BrilchanAdam Chlebowski, szpaner
    @CaiMikołaj Pogorzelski, samotny wilk
    @Multikonciara – Edyta Szulc, hakerka
    @NamiPaulina Kwiatkowska, imprezowiczka
    @pan-elfAlicja Filipowicz, skejciara

    Wygląd postów i częstotliwość odpisów:
    Obecnie forum nie posiada panelu sesji ani do końca ustalonego wyglądu, są tylko domyślne skórki do wyboru. Dlatego proszę używać tylko domyślnego koloru tekstu (nie wiadomo czy inny kolor będzie funkcjonował we wszystkich motywach / skórkach). Każdy post w sesji proszę zaczynać od wstawienia małego (100x100px) awataru postaci, a pod nim pogrubione imię i nazwisko postaci, wszystko wyrównane do lewej.
    Dialogi piszcie od myślnika i pochyloną czcionką, nie wymagam pogrubiania imion w tekście.

    Częstotliwość odpisów:
    1 kolejka na tydzień, mój odpis powinien być we wtorek lub środę, wy jako gracze macie czas na odpisanie do kolejnego wtorku, czyli daję wam czas w weekend. Nie będę cały czas online, ale (teoretycznie) przynajmniej raz dziennie będę zaglądał na forum i odpisywał na wasze pytania, w komentarzach i na czacie. Obecny czat (zastępujący dawne PW) ma możliwość jednoczesnego uczestnictwa kilku osób, więc myślę że można by użyć jako ekwiwalent google docs dla ewentualnych dłuższych dialogów / scenek. Możecie oczywiście obstawiać za trzymaniem się sprawdzonego docsa, w tej kwestii nie będę narzucał forumowego czatu jako jedynej uświęconej opcji.

    Nie narzucam też minimalnej długości postów.

    Teraz kwestia NPC-ów. Poniżej (w spojlerze) stworzona wspólnym wysiłkiem lista reszty uczniów. Lista jest poglądowa, niektóre z waszych opisów trochę przeredagowałem i skróciłem, skupiając się na głównych informacjach. Sokołów Śląski to małe miasteczko, gdzie są tylko 2 szkoły podstawowe, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że każda z waszej postaci będzie znać mniej więcej połowę klasy, a przynajmniej kojarzyć z widzenia (albo był z wami w klasie, albo był w sąsiedniej). Lista jest alfabetyczna, według nazwisk. W nawiasach wstawiłem imiona tych waszych postaci, które mogą znać tę konkretną osobę, gdzie „znać” jest szeroko rozumiane. Nie narzucam wam, kto kogo zna, dlatego śmiało zgłaszajcie uwagi, komentarze („ja go nie znam, był w sumie w sąsiedniej klasie i dopiero teraz się dowiedziałem jak się nazywa”; albo „ a tą to dobrze znam, to córka ciotki/wujka, mieszkają po drugiej stronie miasta”). Czyli możecie, ale nie musicie tej osoby znać / kojarzyć etc. Na liście są 23 osoby, przy czym Agnieszka Kot jest w sąsiedniej klasie. Ze względu na zbieżność (mocne podobieństwo) nazwisk zdecydowałem, że Aishe Mirga też do niej trafi. Cai, możesz się z tym nie zgodzić, wtedy Aishe trafi do waszej klasy.

    1. Uczniowie NPC w waszej klasie:

    1. Piotrek Bochenek (Krzysztof, Mikołaj, Alicja, Paulina) – Klasowy błazen, zapalony kolekcjoner czasopisma "Twój weekend", który chętnie go pokazuje kolegom podczas przerw między lekcjami.

    2. Maciek Chaber (Alicja, Krzysztof, Mikołaj, Paulina) - klasowy bullie, dokuczają najczęściej kujonom i “tym słabszym”

    3. Klaudia Dobrowolska (Alicja, Krzysztof, Mikołaj, Paulina) - córka lekarzy, zawsze nienagannie ubrana, dobrze się uczy, uprzejma i miła;

    4. Tomek Frankowski (Mikołaj, Alicja, Krzysztof, Paulina) - kujon, zawsze w pierwszej ławce, wraz z Jackiem Wróblem i Jędrzejem Hryniakiem trzymają się razem;

    5. Jędrzej Hryniak (Mikołaj, Alicja, Krzysztof, Paulina) - kujon, zawsze w pierwszej ławce, wraz z Jackiem Wróblem i i Tomkiem Frankowskim trzymają się razem;

    6. Agnieszka Kot (Ariadna, Adam, Edyta) to kuzynka Iwony z sąsiedniej klasy. Nie mówi za wiele, ale ma świetne stopnie z przedmiotów ścisłych. Wydaje się mieć zaburzenia ze spektrum autyzmu.

    7. Joanna „Asia” Kowalczyk (Paulina, Mikołaj, Alicja, Krzysztof) - Stara się imponować gadżetami, ubraniami, domem. Bardzo dobrze się uczy, spokojna, zbyt grzeczna w porównaniu z resztą Uprzejma i wstydliwa, inni uczniowie potrafią jej dokuczać.

    8. Julia Kowalska (Edyta, Ariadna, Adam) – ekstrawertyczna, miła i niekonfliktowa popularna dziewczyna z klasy, blondynka o bujnym temperamencie, zawsze w centrum plotek i imprez, dobra w sporcie, ale słaba w nauce.

    9. Justyna "Carrie" Krawczyk (Krzysztof, Mikołaj, Alicja, Paulina, Ariadna) – Cicha, mało się odzywa, wszyscy mają ją za nawiedzoną. Dostała ksywkę "Carrie" na cześć bohaterki Stephena Kinga.

    10. Magdalena „Magda” Król (Edyta, Ariadna, Adam) — klasowa gwiazda, urok osobisty, przeciętne oceny, świetnie odnajduje się pośród ludzi. Nie znosi Edyty.

    11. Tomasz Lis (Edyta, Ariadna, Adam) - cichy, nieśmiały chłopak z uboższego domu, pasjonat poezji, historii i książek, unika tłumów.

    12. Michał Mazur (Mikołaj, Alicja, Krzysztof, Paulina, Ariadna) - klasowy bullie, dokuczają najczęściej kujonom i “tym słabszym”

    13. Aishe Mirge (Mikołaj, Alicja, Krzysztof, Paulina) – z równoległej klasy, romka wychowywana przez babcię, która chce się wyrwać się z nieciekawego otoczenia. Niezbyt majętna, żeby pozwolić sobie na markowe rzeczy, czy nawet komplet nowych podręczników. Czego się wstydzi ale nie da po sobie poznać. Warunki mieszkaniowe również nie sprzyjają nauce. Dużo swojej garderoby szyje sama. Ma dryg artystyczny, nieźle rysuje. Ze względu na pochodzenie spotyka się z uprzedzeniami, zwłaszcza ze strony tych, którzy mieli kiedyś nieprzyjemny kontakt z krewniakami.

    14. Kasia Nowak (Paulina, Mikołaj, Alicja, Krzysztof) - Pewna siebie, odważna, śmiała, „liderka w paczce” (wraz z Pauliną, Magdą i Joanną). Bardzo towarzyska, lubi imprezy i bycie w centrum uwagi, trochę bujne ego

    15. Rafałek Pedarewski (Ariadna, Adam, Edyta) – przezwany jeszcze w podstawówce „Pedałkiem”. To cichy, słabowity i chorowity chłopak (silna astma), który chce zostać pisarzem.

    16. Iwona Polak (Ariadna, Adam, Edyta) – dziewczyny (Iwona i Ariadna) od razu złapały stosunkowo dobry kontakt, tak samo się ubierają i nie wchodzą sobie na głowę, podobno zostały raz przyłapane na pocałunku, ale to pewnie kolejna plotka. Matka Iwony posiada salon kosmetyczny, w którym przesiaduje czasami jej córka.

    17. Tomasz Rybak (Edyta, Ariadna, Adam) — chłopak z „tyłu klasy”, słucha metalu.

    18. Daniel Skorupski (Mikołaj, Alicja, Krzysztof, Paulina) - nerd II wojny światowej. Z pomocą znajomych i Elektroniki Praktycznej zbudował domowej roboty wykrywacz metalu. Chodzi po lasach i dawnych miejscach bitew szukając pamiątek z przeszłości. Żyje legendami o złotym pociągu, tunelach łączących zamek Książ z kompleksem Riese, wunderwaffe i skarbach nazistów ukrytych w Sudetach. Ubiera się w pozyskaną z demobilu, oryginalną, aczkolwiek trochę zniszczoną M65-kę.

    19. Arek Sosnowski (Adam, Ariadna, Edyta, Paulina) najlepszy kumpel Adama Chlebowskiego uzdolniony piłkarz i sportowiec. Miły chłopak w typie golden retrievera do każdego się uśmiechnie i stara się być miły choć między uszami ma ciut pusto marzy mu się kariera profesjonalnego piłkarza przystojny i wysportowany.

    20. Katarzyna Stobiecka (Adam, Ariadna, Edyta) – Kujonka, ulubienica nauczycieli typ dzieciaka który przypomni pod koniec lekcji że pedagog zapomniał zadać pracy domowej na weekend. Dzieli z Adamem pasję do teatru i kultury masowej we trójkę (Katarzyna, Arek, Adam) są dziwną paczką ale często razem się uczą i spędzają razem przerwy i czas poza szkołą.

    21. Magda Wiśniewska (Paulina, Mikołaj, Alicja, Krzysztof) - Głupiutka, trochę dziecinna, Często robi niemądre rzeczy, żeby zaimponować lub być zauważona Bardzo naiwna, zabawna, poziom wredoty zerowy, „Goni za chłopakami”, lubi się śmiać i tańczyć

    22. Jacek Wróbel (Mikołaj, Alicja, Krzysztof, Paulina) - kujon, zawsze w pierwszej ławce, wraz z Jędrzejem Hryniakiem i Tomkiem Frankowskim trzymają się razem;

    23. Łukasz Zaręba (Mikołaj, Alicja, Krzysztof, Paulina) - fan techno i Schwarzeneggera. Nosi włosy postawione na żel, ciemne okulary nawet gdy jest jasno i białe spodnie z tribal wzorem, nazywane pieszczotliwie przez kolegów - spodniami z tatuażem. Grając w piłę, nie podaje, tylko sam leci na bramę, po czym oddaje bombę, która mija się z celem o dobrych kilka metrów. Jak na cyber-człeka lubiącego trans i elektronikę przystało, odnajduje się również w tranzystorach i programowaniu.

    2. Nauczyciele w waszej szkole (lista będzie rozbudowywana w miarę potrzeb:

    • Anna Boćwiałkiewicz - nauczycielka biologii i chemii, wychowawczyni równoległej klasy 1A

    • Jan Józefiak - stary, surowy nauczyciel, wychowawca klasy 3A. naucza Fizyki oraz WOSu. Stary wyga, który na uczniowskich numerach, wykrętach i matactwach "zjadł zęby". Nie da sobie wejść na głowę.

    • Dorota Rusicka - dyrektorka szkoły, dawniej uczyła języka rosyjskiego

    • Henryk Wrona - wychowawca (klasa 1B, czyli wasza), nauczyciel historii oraz geografii. Was naucza tylko historii, geografia jest z innym nauczycielem. Pan Henryk to nauczyciel, któremu jeszcze się chce. Jest mniej więcej w wieku waszych rodziców, może nieco starszy.

    3. NPC powiązani z waszymi postaciami:
    <lista do zrobienia>

    4. NPC inni:
    <lista do zrobienia>

    Inne sprawy organizacyjne:
    Wątek sesyjny wystartuje najpóźniej w przyszłym tygodniu. Prawdopodobnie jutro (w czwartek), a najpóźniej pojutrze (piątek) wkleję orientacyjną mapkę z planem miasteczka. Korzystając z informacji dostarczonych z kartą postaci zaznaczę na niej ważniejsze miejsca (m.in. gdzie mieszkacie). To nie będzie dokładny układ ulic, tylko podgląd na to jak mniej więcej to wygląda. Dla przypomnienia: z jednego na drugi koniec miasteczka da się przejść w 25min (północ – południe) bądź 40min (wschód-zachód), czyli założeniem jest, że każdy z was wie gdzie co jest (może nie nazwę każdej najmniejszej uliczki) i nie ma się gdzie zgubić.


    Plan miasteczka Sokołów Śląski:

    Plan miasteczka

    Plan jest tylko poglądowy, nie trzyma żadnej skali. Jak już pisałem, miasteczko można przejść z jednego końca na drugi w 30-40 minut (wschód-zachód) bądź 25-30 minut (północ-południe). Zaznaczyłem ważniejsze miejsca, jak rynek, waszą szkołę, zamek. Dwie dzielnice mają już nazwy (Błonia i Przedmieście Lubańskie). Zielonymi kropkami zaznaczyłem kto gdzie mieszka. Grube czarne linie to schematycznie narysowane główne ulice, owal pośrodku to Stare Miasto.
    Budynek z czerwonym "X" to problematyczny budynek socjalny zamieszkały przez cyganów.
    Stare Miasto położone jest na niewielkim wzniesieniu, Zamek jest na wzgórzu, podobnie jak tzw. wille - duże domy wybudowane po upadku komuny.


    Plan lekcji

    Poniedziałek - 8 godzin (od 8:00 do 15:25)
    Wtorek - 8 godzin (od 8:00 do 15:25)
    Środa - 7 godzin (od 8:55 do 15:25)
    Czwartek - 5 godzin (od 8:00 do 12:25)
    Piątek - 7 godzin (od 8:00 do 14:30)

    Przerwy są 10 minutowe, po 5. lekcji jest długa, 25 minutowa przerwa:

    1. lekcja: 8:00-8:45
    2. lekcja: 8:55 - 9:40
    3. lekcja: 9;50 - 10:35
    4. lekcja: 10:45 - 11:30
    5. lekcja: 11:40 - 12:25
      Długa przerwa
    6. lekcja: 12:50 - 13:35
    7. lekcja: 13:45 - 14:30
    8. lekcja: 14:40 - 15:25
    PONIEDZIAŁEK WTOREK ŚRODA CZWARTEK PIĄTEK
    1 Muzyka Informatyka - WF Historia
    2 Fizyka Historia J. Niemiecki WF Geografia
    3 Godz. wychowawcza J. Polski J. Niemiecki Fizyka J. Polski
    4 Chemia Matematyka Biologia Wych. do zycia w rodzinie Matematyka
    5 Biologia Chemia Religia Matematyka Przysposobienie obronne
    6 Religia Plastyka J. Polski - WOS
    7 WF Geografia J. Polski - J. Angielski
    8 WF J. Angielski Matemtyka - -

    Nami założyła X kolejek temu doca: https://docs.google.com/document/d/1N2yCymRqKAisbwuIzO-n92fq_H5OY5hPnToRtXfRMNo/edit?tab=t.0
  • MikeM

    Ze swojej strony chciałbym zaprosić Was na Wattpada:
    okladka DWO v2.jpg

    Serwery gry zostaną zamknięte za 24 godziny. Iga, dawniej zapalona graczka, postanawia wrócić do gry, w której spędziła tysiące godzin i pożegnać się z nią. W ostatnią przygodę zabiera ze sobą Kalinę, swoją przyjaciółkę, która nigdy nie grała.
    Co może się stać, gdy kompletny n00b, wybierze sobie klasę, która jest żartem developerów?
    Co zrobią developerzy, gdy zorientują się, że ich żart stał się kluczem do sukcesu pożegnalnego eventu?
    Sprawdźcie sami.
    Siedem rozdziałów już czeka, co poniedziałek aktualizacja.
    https://www.wattpad.com/myworks/408535939-dwo-ostatni-event


    Nie, za krótkie rozdziały by dać pojedynczo.