Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Rozgrywka
  3. [WFRP 2ed] Bögenhafen

[WFRP 2ed] Bögenhafen

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
wfrp 2edkrótkie odpisysurvivalbögenhafen
78 Posty 10 Uczestników 849 Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • DeklineD Online
    DeklineD Online
    Dekline
    Obsługa Moderator
    napisał(a) ostatnio edytowany przez
    #2

    (...)
    - Prawdziwy ogień rodzi się w ciszy.
    - Imiona gniją szybciej niż ciała… miejsca nie gniją nigdy.

    Nagle przestaje się kołysać i patrzy na was z lodowatą, nienaturalną jasnością.
    - Jeśli ktoś dziś będzie słuchał uważnie, może jutro nie będzie musiał krzyczeć.

    Z lekka obłąkany współwięzień zakończył wyszukany monolog, po czym utkwił swój wzrok w ścianie. Zanim ktokolwiek zdążył zastanowić się na jego słowami przeszył was dreszcz. Początkowo każdy wziął to za coś co dotyczy tylko jego, jednakże nie, widać było że właściwie każdy wzdrygnął się mniej więcej w tym samym momencie. Rozmowny współwięzień przyłożył palec do ust na znak uciszenia Was i zastygł bez ruchu, a przynajmniej próbował.

    Nieopodal więzienia coś srogo łupnęło. Łomot był niemiłosierny, gleba zatrzęsła się nieco, słychać było trzask łamanych belek, było prawie pewne że to runął stojący nieopodal budynek. Przez skromne okienka, do wnętrza, dostało się trochę ulicznego pyłu, tworząc mała chmurkę która gryzła w gardło. Do Waszych nozdrzy dotarł okropny smród - to ustęp który do tej pory był otworem w klepisku średnicą nieprzekraczający kilku cali, teraz rozpękł się, rozszerzając nastokrotnie i ukazując ciemną oraz niemiłosiernie śmierdzącą breje ścieku. To co tam płynęło, chlupotało głośno, zupełnie jak w porcie i nawet tak samo śmierdziało.

    Budynek straży zdawał się być nienaruszony, ściany stały tam gdzie je przed chwilą widzieliście, lecz całość zaczęła niepokojąco trzeszczeć. Kamienna ściana, ta na lewo od wejścia do celi zaczęła się ruszać, lecz na szczęście nie zmieniła swojego położenia, to było tylko wrażenie, zauważone w półmroku. To wszyscy mali mieszkańcy od karalucha począwszy, a na szczurze skończywszy postanowili zmienić swe lokum, jak jeden mąż, na wezwanie. Pobliże ściany zaczęło się robić coraz cieplejsze, a sam mur zachęcał do przytulenia go niczym do pieca podczas zimnej nocy.

    - AAAAAAAARGGGGGGGGGGGHHHHHHHH!!!! - przeciągły krzyk dobiegł z karceru, był donośny i nieludzki, a zaraz po nim słychać było jak jego właściciel rozbija się po ścianach w dzikim szale. Na szczęście nie był wystarczająco silny aby przebić kamienny mur…chyba.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    1
    • WiredW Niedostępny
      WiredW Niedostępny
      Wired
      napisał(a) ostatnio edytowany przez Wired
      #3

      - Każdy dobry uczynek będzie ukarany - tak mu mówiła babka, twarda stara wiedźma z Ostlandu, a może i z Kislevu, sądząc po jej akcencie, nigdy mamy nie zapytał. Znaczy nie że była wiedźmą, chociaż cholera ją wie, na pewno była zgorzkniałą staruchą która miała za złe ludziom ich naturę. A że w biedzie częściej spotkasz wroga co Ci ostatnią kromkę chleba zabierze niż przyjaciela, to co począć?

      Ostland i Kislev to nieprzyjemne regiony, tak samo chłodne, tak samo leżące blisko Lasu Cieni. Tego co w nim siedzi, i niestety też czasem wyłazi. Ogólnie nic za czym można tęsknić, chyba że lubisz głodówki gdy zima się za długo utrzymuje albo halucynacje z niedożywienia. Ciekawe doświadczenie, ale jednak nie polecam.

      Ogólnie więc to że go stamtąd zabrano, mimo że łączyło się to z rozłąką z rodziną i dobrze pamiętał jak tęsknił za młodu za mamą, oceniał pozytywnie. Dla wielu był szczęściarzem, mimo że tak naprawdę trafił z deszczu pod rynnę. Znaczy ok, cieplej mu było, ale czy to dobrze? W cieple się choroby rozwijają, insekty żerują, ogólnie wiele paskudnych rzeczy wymaga odpowiedniej temperatury - a doznał niejednej, bo jego MIstrz Joseph miał w zwyczaju wysyłać go w najpodlejsze zapomniane przez boga miejsca. Po wyjątkowe zioła i korzonki jak to mawiał, korzonki jego mać. Cud że jeszcze na obrzeża przeklętego Moussillon go nie wysłał. Odpukać!

      Tak oto znalazł się na okolicznych bagnach, a jak już się znalazł, to chciał pomóc jednej z wiosek. Niestety pomoc maga nie wszędzie jest widziana przyjaźnie. Było zignorować ten pomór bydła zamiast z zielarzem zagłębiać się co to się stało w okolicy. Na Taala, co go też podkusiło. Gdy oni szukali źródła zmian w przyrodzie ktoś inny uznał, że warto zawiadomić łowców czarownic. Przybyli, przeklęty zakon Sigamrytów od Wolfgarta Kriegera. Biednego Ulfreda na miejscu spalili, za posiadanie tego co na bagnach znaleźli. Jego zaś, cóż, szczęście w nieszczęściu było że to Sigamryci byli. Usankcjonowani w prawie i prawa przestrzegający. On miał papiery których nie mogli zignorować, musiano je sprawdzić, więc zamknęli go w tej norze z prawdziwymi przestępcami i posłali umyślnego do Altdorfu.

      Problem był jednak taki że mistrza Josepha tam nie ma... a jak miejscowy autorytet prawny zareaguje na brak odpowiednich wieści ciężko było przewidzieć. To nie było jakieś duże miasto, a on nie był nikim ważnym, co niechybnie zmniejszało szanse by chciano go tu dłużej trzymać i żywić. Opcje były dwie, Kolegium się upomni i zmieni celę na celę w Altdorfie i proces, Taal pomoże, z mistrzem na wokandzie. Albo ktoś uzna że zdarzył się wypadek, wiecie, rozumiecie, tylu przestępców w jednej celi... w końcu brak człowieka to brak problemu.

      No ale, co nagle to uśmiech Tzeentcha kusi. Na razie żył, zakneblowany jak świnia na rożen, albo jakiś fanatyk wyuzdanego seksu przybytku Madam Flouren (świetny przybytek, tak swoją drogą), co doceniał, mogli przecież język wyrwać, no i właśnie się im budynek straży walił.

      Trochę go martwił ten dziad, co tak ładnie przepowiedział obecną sytuację, albo mistyk, albo jego koledzy mają znane operandi odbijania swoich. Spojrzał na niego uważnie rozglądając się w około, liczył że jego wiedźmi wzrok coś wyłapie, do dziś nie rozumiał jak ten zmysł działa. Spojrzał niemo na innych skazanych, po czym zaczął analizować obecną sytuację...

      Ściana po lewo była coraz cieplejsza, odstraszając mniejszych braci, zatem w budynku był pożar, po prawo zaś struktura się waliła, co odsłoniło kanały pod dziurą na nieczystości. I jakiś dość mocny i głośny jegomość próbował ukruszyć więcej skały - świadomie lub nie. Jak nieświadomie to może zaraz wpadnie w dziurę do ścieków. Otwory wentylacyjne i kraty były za wysoko by brać je pod uwagę, zresztą, północna ściana miała się dobrze. Cokolwiek się wydarzyło na zewnątrz szczerze wątpił, że ktokolwiek po nich przyjdzie.

      Spojrzał więc niechętnie na dziurę do ścieków, patrzył czy poza mętną wodą było tam coś więcej, może chodnik dla szczurołapów? Wizja nieprzyjemna gdyby się poślizgnąć, ale przecież lepsze to niż spłonąć w tym budynku. Myśląc "to" miał na myśli skok w dziurę, chociaż i myśl że z dwojga złego wolałby utonąć niż spłonąć przeszła mu przez umysł. Do tego miał świadomość że dym i pożar z czasem zrobi swoje, jak nie zemdleją to zaraz będą o ten otwór do kanałów rywalizować z masą gryzoni szukających ucieczki - a one nie będą się zastanawiać.

      No i kanał, cóż, kanał może nie jest tak głęboki by utonąć, nawet gdyby skok mu nie wyszedł - pocieszał się w myślach podejmując decyzję.

      Jeśli jest na co i ma szanse, to zeskoczy w głąb.
      W sumie jak nie ma na co to też, ale liczę że jest jakiś chodniczek

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      1
      • SantorineS Online
        SantorineS Online
        Santorine
        Developer
        napisał(a) ostatnio edytowany przez
        #4

        Ulrich nie spał. A w każdym razie, sądził, że nie spał… Sny i koszmary ostatnich dni zlewały się w jedno, a rzeczywistość, słabo oddzielona od sennych majaków nabierała cech snu. Pamiętał jeno schwytanie, a przed schwytaniem dawne porachunki, które raz po raz dawały znać o siebie.

        – Kto to był…? – nie raz Ulrich sam gadał do siebie, kiedy przypominał sobie jeszcze raz moment pojmania.

        Pojmania, nałożenia zimnych kajdan o ostrych brzegach i kopniakach, które sprawiły, że zarył twarzą w muł. Może był to Dietrich? Zawsze siedział cicho, może z tego siedzenia knuć mu się zachciało. Albo może Franz? Franz był dobry przyjaciel i znał go, ale… Może znał za dobrze?

        Otrząsnął się ze wspomnień. Do diabła z przeszłością. Wyjdzie z tego przeklętego mamra, znajdzie, kto go wpuścił i skóry będzie pasami zdzierać z niego. O, tak.

        ~

        Ulrich zmęczonym wzrokiem spoglądał na więźnia, który zdawał się już całkiem postradać rozum. Tyrada o “kamieniu, który nie śpi”, strażnikach, szczurach i imionach w paru jeno zdaniach utwierdziła Ulricha, że musiał siedzieć tu długo. Zbyt długo.

        Oblicze oprycha, którym był Ulrich, skrzywiło się z niechęcią. Ciemne włosy, teraz w półmroku czarne, odsłaniały groźne oblicze, pokiereszowane i ukształtowane przez pięści, które czasem zdarzało mu się przyjąć w jego fachu. Jego sylwetka, ukryta pod szatami, była sylwetką wojownika. Wychudł jednak pokaźnie przez czas, jaki tu przebywał.

        – Pierdolenie – Ulrich odruchowo zareagował na jego słowa i splunął z pogardą.

        A potem… Cóż, potem było jeszcze gorzej.

        Najpierw rumor na zewnątrz, niby wystrzał z kanonady. Ulrich ocknął się, jak gdyby ktoś go wyrwał z głębokiego snu. Tutaj? W tym przeklętym mamrze, coś się dzieje? Rzecz niemożliwa… Ale jednak. Ustęp - ten śmierdzący, obrzydliwy ustęp, który sprawiał, że kaszlał mimowolnie, kiedy tylko zbliżył się - rozpękł się, niby wejście do najczarniejszych, najbardziej obsranych i obszczanych głębin piekieł. Na tym jednak się nie skończyło. Człek z karceru począł wrzeszczeć, niby przypiekano go ogniem, zaś za ściany robactwo i szczury uciekały, doprowadzone do pasji przez… No właśnie przez co?

        Ogień, oczywiście. Nie było żadnych wątpliwości. Uderzenie niechybnie musiało rozbić lampę w sąsiednim pomieszczeniu, rozlewając olej albo też zapalając cokolwiek innego. Zatem pożar. Wkrótce zleci się tu straż - obrazy migały w umyśle Ulricha - straż, która pozabija ich, nie chcąc się kłopotać z problemem uciekających więźniów. Oczywiście, jeśli nie zrobi tego najpierw ten szaleniec z karceru.

        Powstał na równe nogi, spoglądając na swoich towarzyszy. Jeden z nich, ten z kneblem w ustach (po co kneblować człeka, który już był uwięziony, pomyślał Ulrich?) już rozglądał się, czy przypadkiem nie skoczyć w otchłań na dole.

        – Panowie – skinął głową do współwięźniów. – Czas już chyba opuścić przybytek?

        Wychodek bez żadnych wątpliwości musiał kończyć się wyjściem na rzekę, jako że Bögenhafen było miastem portowym. Ściek także musiał być patrolowany, przynajmniej w części, przez straż, jednak… No właśnie. Z powodu zamieszania, teraz zapewne mniej. Może w ogóle?

        Jedynym szkopułem było to, czy przypadkiem nie zemdleje od smrodu i nie utonie w śmierdzącej wodzie, ale przecież równie dobrze mógł wkrótce zostać zabity z pałą strażnika we łbie lub też spłonąć żywcem.

        Ulrich w paru krokach był już przy wychodku, zamierzając zobaczyć, jak głęboko jest i czy przejść można…

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        1
        • KetharianK Online
          KetharianK Online
          Ketharian
          Obsługa Moderator
          napisał(a) ostatnio edytowany przez
          #5

          text alternatywny


          Monolog szaleńca wyrwał Hieronima Boscha z niespokojnej płytkiej drzemki. Nieszczęsny mytnik, zmuszony do obcowania przez tak wiele dni ze zgrają osadzonych w więzieniu okrutnych degeneratów, w każdej chwili spodziewał się z ich strony najgorszego, ale mamrotane pod nosem słowa szaleńca wzbudziły w nim jeszcze większą zgrozę. Jako człek praworządny i pobożny, a przy tym szanowany urzędnik, Hieronim Bosch przysypiał czasami na modłach do Vereny czy Morra, ale zawsze uważnie słuchał przemówień sigmaryckich kaznodziejów.

          I wiedział jak wielkim zagrożeniem dla nieśmiertelnej duszy było samo obcowanie z heretykami, z czarownikami i z czcicielami Mrocznych Bogów.

          Zdjęty dreszczem trwogi, otworzył z lękiem oczy spoglądając na wygłaszającego swój monolog więźnia w nadziei na to, że któryś z współosadzonych zaraz obłąkańca udusi i wtedy jego ciało przeszył jakiś irracjonalny dreszcz.


          text alternatywny


          Huk niedalekiej eksplozji, dygoczący grunt, wycie więźnia w karcerze, roje robactwa i smród bijący z pękniętego wychodka - wszystko to zlało się mytnikowi w jedną szaleńczą całość.

          Ściskając w rękach swoją miskę zerwał się czym prędzej na nogi i zaczął się przepychać w stronę więźniów pochylonych nad odpływem kanału.

          - To czarownik! - zakrzyknął pokazując ręką na obłąkanego wieszcza - Sprowadził na nas gniew bogów! Spłoniemy tu żywcem! Czego tak stoicie nad tym kiblem, skaczcie, na miłosierdzie Shallyi!

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          2
          • JhnWJ Niedostępny
            JhnWJ Niedostępny
            JhnW
            Administrator Obsługa Developer
            napisał(a) ostatnio edytowany przez JhnW
            #6

            Ulrich, ten drugi, nie będący przeciętnym oprychem, lecz mający fach cyrulika w rękach, spał tej nocy mało. Nie dręczył go koszmary, ni choroba ciała. Noc wydawała się po prostu duszna w najbardziej pierwotnym znaczeniu tego słowa. Noc, a późniejsza pobudka doprawiona mamrotaniami szaleńca wywołały nieprzyjemny dreszcz wzdłuż kręgosłupa cyrulika.
            Wspomnienia Burzy Chaosu uderzyły znowu, gdy patrzył na szaleńca i przypominał sobie żołnierzy o zmysłach tak wykręconych, że jeden z oficerów po prostu dobijał ich jeden po drugim gdyż jakakolwiek pomoc im była nie tylko trudna ale i niebezpieczna dla personelu lazaretu. Ulrich nie należał do ludzi odważnych. Bał się.
            - Sigmar chroni, Sigmar broni swe wierne sługi - wyszeptał pod nosem wstając i uderzając szaleńca na odlew z otwartej dłoni.
            Nie czekając na reakcje podszedł do wychodka, ustawiając się jednak w odległości odeń.
            - Dwa kroki do tyłu, kretyny - buchnął z lekką agresją maskującą strach - wystarczy się dobrze zaciągnąć kiszonką ze ścieków aby dostać szmerów w głowie. Paczajcie!
            Sięgnął po kawałek łachmanów który dawniej był swoją prywatną kamizelką i obwiązał nimi twarz zakrywając nos i usta. Niestety nie miał czystej wody aby to zmoczyć, musiało wystarczyć...
            - Zróbcie tak, oddech wstrzymujemy przed wskoczeniem i chyba się ulatniamy - rzekł niepewnie - a jak nie, to przyda się na dym...

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            1
            • ZellZ Niedostępny
              ZellZ Niedostępny
              Zell
              Moderator Obsługa
              napisał(a) ostatnio edytowany przez Zell
              #7

              Dzień nie trwał jakoś zaskakująco. Zakładała, że będzie tak samo jak zawsze. Może tylko tym razem uda się wyciągnąć coś lepszego od strażnika do jedzenia niż breję, jaką karmił co dzień? Widziała jak ten młodszy na dłużej na niej wzrok zawieszał...

              Słowa obłąkanego nie poruszyły jej, jako że były jak tło w tej całej sytuacji. Zdawały się wręcz na miejscu. Jak na miejscu były wrzaski na polach walki czy krew żołnierza, jaka bryzgała z kikuta ręki, tak i obłąkane słowa były zwykłym wydarzeniem w więzieniu. Tym razem były to jednak coś więcej...
              W pewien sposób przypominało nagłość ataku z zasadzki, więc w pewien sposób było znane. Wybuch, krzyki. Jakby wróciła na szlak.

              Nadja nie była bardzo chętna rzucać się do wychodka bez ochrony, jak to ludzie przede nią robili. Na szczęście cyrulik, stary dobry znajomy co dawał jej zioła na spędzanie ciąż, dodał słowa rozwagi, gdy już dziewczyna zdejmowała nałożoną na spodnie spódnicę i skręcała z niej prowizoryczną ochronę przeciw oparom, jakie mogły ją pozbawić świadomości. Zakładała, że nie miało znaczenia czy był to dym z pola walki, pożaru czy swąd przeleżałych ciał. Sposób był ten sam. Żałowała tylko, że wody nie mieli, jak w obozie, choćby ta do picia dla koni, najwyraźniej była idealna w takich sytuacjach.
              Ciągle pamiętała jak stara Gertruda krzyczała na nią by zamoczyła gałgany w wodzie i przez nie oddychała, jak przechodzili przez pole pełne trupów zagrzanych na południowym słońcu, gdy młodsza chciała przejść na ślepo. Pamiętała jak smród i choroba wielu powaliły, nawet zaprawionych mężczyzn i nie chciała ryzykować.
              Omotana przez głowę sznurkiem z wymiętej spódnicy opadającej i poniżej szczęki jakby maska, stanęła obok dawnego znajomego, pozwalając innym wskoczyć wpierw i ruszyć w przeuroczą podróż jak choć trochę szlaki przetrą. Nie zamierzała czekać na koniec, ale nie zamierzała też sprawdzać drogi twarzą...

              Writing is a socially acceptable form of schizophrenia.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              1
              • MortarelM Niedostępny
                MortarelM Niedostępny
                Mortarel
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #8

                Kurt otworzył oczy wybudzony nagłym hałasem. Huk rozniósł się w powietrzu niczym uderzenie w klatkę piersiową. Przez chwilę siedział nieruchomo, plecami do ściany, licząc oddechy. Wilgoć kapała gdzieś w ciemności. Dym był jeszcze słaby, ale już czuć go było w gardle.

                Nasłuchiwał. Krzyków współwięźniów. Bełkotu wychudzonego. Pisków szczurów, które zawsze wiedziały pierwsze. Kurt znał ten moment – chwila, gdy jeszcze można wybrać, zanim zrobi się za późno.

                Gdy pękł wychodek, podniósł się powoli. Smród uderzył jego nos, ale nie cofnął się. Podszedł bliżej i spojrzał w dół, mrużąc oczy, próbując dojrzeć krawędzie i cień ścieku. Potem zerknął na kraty, na korytarz za nimi. Straży nie było. Albo była gdzie indziej.

                Dla Kurta sytuacja była prosta – ogień, dym, zawalona droga. Pozostanie w celi nie miało sensu.

                Deklaracja akcji:

                Kurt podchodzi do wychodka. Sprawdza wzrokiem głębokość i czy da się tam stanąć albo złapać czegokolwiek.

                Jeśli jest możliwość bezpiecznego zejścia – schodzi na dół, wykorzystując ściany i krawędzie, żeby ustawić się stabilnie na dole.

                Jeśli zapach będzie nie do zniesienia, to wykorzysta posiadany kawałek szmaty, aby osłonić nos.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                1
                • WiredW Niedostępny
                  WiredW Niedostępny
                  Wired
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Wired
                  #9

                  Marcus by coś powiedział kolesiowi od kiszonki z wychodka, ale miał knebel na ustach.
                  Niemniej, ubodło go trochę to zawołanie "kretyni", jego, ucznia Collegium Magorum wyzywać od kretynów?!
                  I to jeszcze jego, zaprawionego mimo woli wizytora okolicznych bagien, gdzie z niejednym gazem miał do czynienia.

                  Szmata nic im nie da, co najwyżej sprawi że będą płytsze oddechy nieświadomie robić. Prawda zaś taka że jak tam szczurołapy pracują, to jest tam dość tlenu, a jak to odcinek nie dla nich, to i tak po nich.

                  Wziąć oddech planował, owszem. Ale by nie utonąć jakby wpadł do ścieków, choć i na gazy może się przyda.
                  Jak pamiętał nauki Mistrza Ignusa mogą tam być dwa gazy, siarkowodór który capi i który w odpowiednim stężeniu ich zatruje skąd zawroty głowy a na koniec śmierć - ale wtedy i szczurołap by tam nie mógł pracować, więc raczej nie będzie on problemem. Szczęśliwie też gaz ten jest cięższy od powietrza, więc pewnie będzie koło kolan góra i po prostu schylać się nie należy. Oraz metan, który dla odmiany jest lżejszy od powietrza i dobrze znają go też górnicy. Ten na ich nieszczęście jest bezwonny i w odpowiednim stężeniu z powietrzem wybuchowy. Zatem albo go będą mieli nad głowami, albo przy jego nadmiarze stracą przytomność z braku tlenu, a jak upadną to wykończy ich siarkowodór i spowodowany też jego ciężarem brak tlenu. Podobnie Marcus kalkulował, że metan nie będzie problemem, bo miejskie szczurołapy by pracować wtedy nie mogły, kanał więc musi mieć odpowiednią wentylację, na tyle chociaż by tam się nie podusić.

                  Najgorsze w tym wszystkim, że nie mógł się tym z nikim podzielić, a znając życie prędzej czy później jakiś debil będzie chciał w ciemności rozpalić ogień... O ile pożoga z budynku ich nie dogoni, rozświetlając sufit kanału i w procesie spalania zabierając im resztkę życiodajnego tlenu. Choć może i to nie nastąpi? Na budowaniu kanałów się nie znał, liczył jednak że ktoś zrobił to rozsądnie i jest tam dość wentylacji by metan się ulatniał do miasta nad nimi.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  0
                  • SeachS Niedostępny
                    SeachS Niedostępny
                    Seach
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #10

                    Modi siedział oparty o scianę. Nie tak miało być... szybki przewóz... żadnych problemów.
                    Westchnął kiedy zaczął słyszeć mamrotanie szaleńca, jednak im więcej słów zaczęło opuszczać jego usta tym większy niepokój rodził się w sercu przemytnika.

                    Szaleństwo to szpetota umysłu naznaczanego przez Chaos...
                    - Sigmarze miej mnie w opiece. - wyszeptał cicho nie spuszczając przez chwilę oczu z obłąkanego współwięźnia.

                    Nagły krzyk z karceru zerwał Modi'ego na równego nogi, który odskoczył jak opażony od ściany, którą dzielił z tym czymś co się miotało w pomieszczeniu obok.

                    - Na zęby Ranalda! - mężczyzna położył dłoń na klatce piersiowej mając nadzieję, że uspokoi swój oddech. Wtedy poczuł zapach dymu.

                    - Cholera... - zerknął na pozostałych współwięźniów gromadzących się przy wychodku. Śmierć w smrodzie, ale nadzei jest lepsza od uduszenia w beznadzei. Oderwał kawałek tego co robiło mu za koszulę i obwiązał ją wokół ust i nosa, czekając na pierwszego śmiałka, który postanowi wskoczyć.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • KermK Niedostępny
                      KermK Niedostępny
                      Kerm
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Kerm
                      #11

                      Oswald.jpg
                      Oswald Braun
                      Kraty tu, kraty tam, na dodatek w tej samej celi spora garść podejrzanych typów, z których niejednemu z oczu źle patrzało. Ale nawet z tymi mniej podejrzanymi Oswald nie zamierzał nawiązywać bliższych kontaktów. Bo i po co? Przynajmniej na razie, dopóki jest nadzieja, iż skończy się sprawa jak już kiedyś się zdarzyło i rankiem (lub kolejnego ranka) Oswald znów ujrzy niebo nad głową.
                      Dumania nad niesprawiedliwością losu przerwały mamrotania jakiegoś oszołoma. Czy tamten nawiedzony był, czy rozumu niespełna, tego Oswald nie wiedział, ale i tak słuchać nie zamierzał takich bredni.
                      Już miał zamiar zatkać uszy, odciąć się od (jak to słusznie określił jeden ze współlokatorów) pierdolenia i zdrzemnąć się nieco, gdy sprawy przybrały niespodziewany, acz zgoła nieprzyjemny obrót. Fakt, trochę ciepła w zimnej celi by się zdało, bo lepiej siedzieć w cieple, niż zimnie, ale nadmiar ciepła dla zdrowia szkodliwy bywał, o czym Oswald przekonał się, nie na własnej skórze co prawda. Wiedźma, co ją palili w jednej z wiosek, nijak z ognia zadowolona nie była, chociaż mróz srogi trzymał...
                      Szambonurkiem nie był, ale uznał, iż lepiej w gównach się kąpać, niż spłonąć czy zadusić w dymie.

                      Nie tracąc czasu i oddechu na gadanie ruszył w stronę dziury, która dawała szansę na wyrwanie się na wolność.
                      Po drodze oderwał rękaw, by - wzorem jednego z sąsiadów - usta i nos sobie obwiązać.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      1
                      • MarrrtM Niedostępny
                        MarrrtM Niedostępny
                        Marrrt
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Marrrt
                        #12

                        Ergo

                        Dobry zawodnik był z tego obłąkanego dziada. Ergo skrupulatnie zapisywał sobie w pamięci wszystkie zasłyszane w celi mądrości. Nie żeby było coś lepszego do roboty w ciupie. Żeby chociaż karcioszki, albo kości jakie strażnicy ostawili. Ale nie. Sami się ledwo na oczy pokazywali. Kto wie… może i te przeklęte kraty iście same bez większej pomocy człowieka ich tu trzymały. A chuj. Nie jego pierwsza odsiadka, choć ta pewnie zaniesie się na kapkę dłuższą. Wzruszywszy ramionami powrócił myślami do wszystkich cennych sentencji, które mogą przydać się podczas pokazów.
                        - Kapie… kapie… - naśladując cicho pod nosem charczącego chudzielca Ergo nawet zamlaskał niby nerwowo. - Ale nie z góry. Nigdy z góry. Woda pamięta drogę, którą przeszła… kurwa… naprawdę dobre! Bogi dadzą, a się przyda.

                        A niedługo potem się zaczęło na dobre. Coś dupnęło w mury mamra, aż się w podwalinach zatrzęsło. Dym spalenizny zlewał się z buchającym odorem klopa. Ktoś wrzeszczał. Robactwo i szczury spierdzielało gdzie pieprze rośnie dając znać, że czas opuścić bogenhafeński przybytek.

                        Ergo nie rzucił się jako pierwszy do rozwartej latryny. Nieco wolniej dopuszczał do siebie myśl, że w mieście dzieje się coś aż tak złego, że sięgnie aż do tak zapomnianej dziury jak lokalna ciupa. Ale i zwlekać nie zamierzał dłużej. Przez chwilę rozważał, czy aby nie posłuchać cyrulika, żeby se mordkę i nosa szmatą jaką przewiązać. Ale na myśl o tym, żeby ta maska miała nasiąknąć sraką i uryną i miałby to mieć cały czas u nosa, zrezygnował z tego pomysłu. Najwyżej bełtnie. Kątem oka dostrzegł gościa z kulką w gębie, który coś mruczał niezrozumiale.
                        - Tobie dobrze. Nie naleci ci... - pokiwał głową z uznaniem dla knebla, ale zaraz zaśmiał się. - Choć nie do końca. Bo jak już jaki okruszek, czy grudka prześlizgnie ci się, to nawet nie wyplujesz! No przesrane. Czaisz bratku? P r z e s r a n e!

                        - A może by… tego… no tego nawiedzonego chudzielca tam w dół najpierw zrzucić, żeby sprawdzić, czy opar nie trujący? - zapytał niby bezoosobowo, ale jakoś tak bardziej celując wzrokiem w tych wyglądających na silniejszych współwięźniów. Mimo, że czyjeś rytmiczne uderzanie w mur ściany nagliło, to jakoś miał wątpliwości, czy kanał jest bezpieczniejszy niż cela. - Sam mówił, że najpierw w dół trzeba, ale sam niezbyt ruchawy. To i dobry uczynek się Shallyi panience przysporzy.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        2
                        • DeklineD Online
                          DeklineD Online
                          Dekline
                          Obsługa Moderator
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez Dekline
                          #13

                          Więźniowie zebrani przy ustępie przygotowywali się do ucieczki, starając się zrobić to w miarę bezpiecznie. Jednakże, jeśli już nawet w celi było ciemno jak dupie to cóż mogliby dojrzeć w głębi ścieku? Nic i to niezależnie czy patrzyli oczyma czy wymacywali rękoma. Chociaż przy tym drugim udało się zorientować że wszystko poniżej pewnej linii pokryte jest szlamem, co rusz obmywanym chlupoczącą słoną wodą. Na szczęście dla wszystkich pozostałych, jednocześnie niestety dla pewnego młodzieńca, temuż młodzieńcowi nie robiło to większej różnicy. Marcus nie wymacał niczego czego mógłby się złapać lub choćby oprzeć nogę i mimo wszystko wskoczył. Więźniowie usłyszeli plusk i głuche uderzenie. Czy gdyby nie knebel usłyszeli by krzyk nieszczęśnika? Ciężko powiedzieć.

                          Dla Wireda

                          Ciemno, zimno, smród, wystające skały, fale i obślizgłe … wszystko czego próbował się złapać. Niestety w kanałach nie było żadnego chodnika czy innego stabilnego podłoża. Dno zdawało się być strasznie nierównomierne, a breja nie taka znów głęboka, miotało nim okrutnie, jeśli tylko uda się mu … Nie, nie udało się. Marcus desperacko próbując utrzymać się na powierzchni i zorientować się w sytuacji przydzwonił łbem w kamień i nastała ciemność, jeszcze poważniejsza niż ta wcześniejsza, gdyż … wieczna.

                          Minęła chwila, lecz zakneblowany współwięzień nie wypłynął. Czy to dobrze czy źle? Kto następny aby sprawdzić?

                          Padło kilka zarzutów w stronę obłąkanego “proroka”, jednakże on sam nie bardzo się tym przejął, nawet cios nie zrobił na nim większego wrażenia. Dalej siedział tam gdzie siedział i patrzył z politowaniem na tych co mieli mu najwięcej do powiedzenia, po czym wskazał palcem coś za ich plecami.

                          Trzech pozostałych współwięźniów, cichych i mało ruchawych do tej pory, wstało i nie patrząc na brak przewagi liczebnej, z gołymi pięściami rzucili się na Hieronima, Ulricha (tego co zbójem nie był) oraz Ergo. Na szczęście nie mieli przy sobie nic co mogłoby posłużyć za broń, a ich umiejętności również nie były na zbyt wysokim poziomie, lecz to co było w nich niepokojącego to spojrzenie. Oczy przepełnione mieszanką gniewu i szaleństwa, zorientowane na cel.

                          Coś za murem znów strzeliło. Pęknięcie, które zaczęło się od ustępu “powędrowało” po podłodze, w stronę ściany z kratami. Budynek trzeszczał, sypał się pył z trących o siebie belek i kamieni.

                          Nigdzie nie było słychać aby ktoś próbował gasić ogień, uciekać, krzyczeć, nic, zupełnie jakby byli w tym mieście sami. Strażników, których zabawy czasami było słychać piętro wyżej, również jakby wywiało, wszakże nie siedzieliby spokojnie podczas pożaru.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          1
                          • JhnWJ Niedostępny
                            JhnWJ Niedostępny
                            JhnW
                            Administrator Obsługa Developer
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez JhnW
                            #14

                            Ulrich (von) Guttenluft
                            Cyrulik w napięciu nasłuchiwał jakiś odgłosów ze strony pierwszego śmiałka. Wydobycie tych z trzewi utrudniał knebel, ale Ulrich wierzył, że usłyszeliby nieartykułowane ryki z głębi trzewi lub dzwonienie o cegły... czymkolwiek.
                            Teraźniejsze rozważania przerwał nagły atak, na który cyrulik postanowił odpowiedzieć agresją. Jeśli przeżyje awanturę w więżeniu, może za kilka lat będzie opowiadał wnukom o tym, jak stwierdził, że defensywna była ryzykiem zepchnięcia do wychodka, a skok niekontrolowany równał się śmierci. Mógł tak opowiadać, lecz w tej chwili wcale tak nie rozumował. Rozumował dość instynktownie, jak człowiek pada ofiarą agresji, to musi odpowiedzieć agresją.
                            Mimo tego, pod czaszką cyrulika kotłowało się. Zamiast wdawać się w bójkę tuż przy przepaści, postanowił wykorzystać swą postawę oraz wagę i ruszył w stronę "proroka" aby odepchnąć napastników i siebie od przepaści, dopiero w tej odległości zaczynając bijatykę od dobrej, zapaśniczej szarży.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • SantorineS Online
                              SantorineS Online
                              Santorine
                              Developer
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez Santorine
                              #15
                              Ulrich Rotzniesser
                              Portrait

                              Zapach przemocy był dla Ulricha niby zapach krwi dla rekina. Ci kolesie? Tamci? Próbowali okładać jego ziomków, z którymi siedział? Jak oni mieli uciekać, skoro mieli na karku tych cieciów?

                              – Doigraliście się, obszczymurki – Rotzniesser z brzydkim uśmiechem wydobył z ukrytej kabzy zakrzywiony gwóźdź, który nie tak dawno wyrwał z drewnianych dźwierzy. – Teraz po ryjach dam, rozumicie.

                              Gwóźdź włożył w pięść, tak, żeby jego łeb znajdował się wewnątrz jego kułaka, a zardzewiały szpikulec wystawał spomiędzy palców.

                              Trzeba jakoś ogarnąć towarzystwo, dać paru gościom po gębie, wyłupić oko albo dwa, może kiedy zobaczą pięść i poczują ból, to zrozumieją. Jak zwierzęta. A potem… Potem do śmierdzącego dołu, wymacać, czy da się uciec. Albo jakoś inaczej zagospodarować.

                              – Te, luda! Ogarnijcie jakieś przejście, ta pierdolona buda zaraz pójdzie się jebać, jak cnota młódki na majowym gżeniu... - krzyknął jeszcze.

                              I rzucił się z groźnym pomrukiem na pierwszego z trzech.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0
                              • MortarelM Niedostępny
                                MortarelM Niedostępny
                                Mortarel
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez Zell
                                #16

                                Mały Kurt

                                ochroniarz-avatar.png

                                Plusk w ścieku był krótki. Potem cisza. Kurt spojrzał w dół tylko na moment i odsunął się od otworu.

                                Krzyki za plecami i ruch trzech postaci wskazywały na bitkę. Kurt zmierzył współwięźniów wzrokiem. Kamień pod stopami zadrżał, a pęknięcie pełzło w stronę krat. Kurt poczuł ciepło bijące ze ściany i zapach dymu, gęstszy niż przed chwilą. Zostawać tu nie miało sensu. Bić się też nie.

                                Odwrócił się do krat. Przez chwilę patrzył na zawiasy, na osadzenie w murze, na pęknięcia w kamieniu wokół. Potem cofnął się o pół kroku i wziął głęboki oddech.

                                Kurt rzuca się całym ciałem na kraty, próbując wyrwać je z osłabionego muru, wykorzystując masę, siłę i pęknięcia w ścianie.
                                Jeśli pierwsze uderzenie nie wystarczy – ponawia napór, dociskając ramieniem i barkiem, aż coś puści: zawias, kamień albo całe osadzenie.
                                Jeżeli któryś z atakujących współwięźniów spróbuje mu przeszkodzić – odpycha go bez wdawania się w walkę, skupiając się wyłącznie na kratach.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • MarrrtM Niedostępny
                                  MarrrtM Niedostępny
                                  Marrrt
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Marrrt
                                  #17

                                  Ergo
                                  text alternatywny

                                  Ergo też chciałby zawołać, że się doigrali. I wyciągnąć z worka coś co choć wygląda jak broń. Umieć się bić też by zresztą chciał. Albo chociaż ważyć tyle co tucznik i mieć łapska jak bochny. Ale nie miał i nie umiał. Ale zawołał:
                                  - Prawdziwy ogień rodzi się w ciszy! - wychrypiał naśladując chudzielca zarówno chropowatym głosem jak i kiwającą się sylwetką.

                                  Taaa... Pomysł, że nie zaatakują go niby swojego był zapewne równie głupi jak się wydawał. Cóż...

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • KetharianK Online
                                    KetharianK Online
                                    Ketharian
                                    Obsługa Moderator
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                                    #18

                                    IMG_7310.jpeg

                                    Hieronim Bosch dygotał na całym ciele pod wpływem szaleńczych emocji, z których najsilniejszą jawiła się żądza przetrwania za wszelką cenę. Kiedy więzień z kneblem w ustach ruszył jako pierwszy ku wolności, bez wahania skacząc w czeluść ustępu, stary poczuł wściekłą zazdrość, że to nie on stanął na czele kolejki skoczków.

                                    Zaciskając pięści jął się przepychać przez ciżbę ludzkich ciał ku ustępowi, gdy znienacka kilku więźniów wyrwało się z dotychczasowego otępienia ruszając w jego stronę z mordem gorejącym w oczach.

                                    Podstępnie zaatakowany, Hieronim wrzasnął na całe gardło wzywając imienia Młotodzierżcy, a potem zacisnąwszy dłonie w pięści jął nimi tłuć w dzikiej furii, całkowicie owładnięty żądzą ocalenia życia.



                                    Deklaracja

                                    Hieronim Bosch będzie bił, kopał i gryzł, byle tylko ocalić życie.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    0
                                    • SeachS Niedostępny
                                      SeachS Niedostępny
                                      Seach
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Seach
                                      #19

                                      text alternatywny

                                      Modi Wagner

                                      Modi westchnął patrząc za znikającym Marcusem.
                                      - Może nie było najlepszym pomysłem wysyłać zakneblowanego na zwiad... - już miał coś zaproponować kiedy trzech współwięźniów zaczęło mieć inne plany niż przetrwanie. Zastanowił się przez chwilę po czym postanowił się przyłączyć do tych co zamierzali uciec z nim przez ściek.
                                      - Obić skurczysynów! Zrobimy linę z ich ciuchów!


                                      Deklaracja
                                      Modi zaatakujetego tego, który atakuje Hieronima

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      0
                                      • ZellZ Niedostępny
                                        ZellZ Niedostępny
                                        Zell
                                        Moderator Obsługa
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Zell
                                        #20

                                        Nadja Schmidt

                                        text alternatywny

                                        Nadja poczuła, jak jej obawa kiełkuje wraz z "wędrującymi" pęknięciami, jakie sugerowały naprawdę wielkie problemy czające się wokół. Nie wiedziała czy śmiałek jaki rzucił się na ślepo ku ściekom dał radę, utonął w gównach czy już ich z drugiej strony miasta wyśmiewa z kulką w ustach, ale wiedziała za to, że tych trzech co się podniosło będzie problemem jakim nie chciała musieć stawić czoła.
                                        - Uważajcie, by się nie posypało jak będą rozwalane kraty! - krzyknęła, zaniepokojona działaniami przy nich, sama stając pod ścianą dalej od dziury, by nie zostać zrzuconą weń. Skrywanie twarzy materiałem wciąż miało sens przy całym duszącym pyle w powietrzu.
                                        Wyjmując z worka jeden z większych kamieni jakie odpadły ze ścian celi miała zamiar początkowo zaatakować tego, idącego na Ergo, jako że jego zagrywki były skazane na porażkę, ale... zaraz zmieniła zdanie. Nie było sensu miotać kamieniem w kogoś, kto niezajęty zaraz rzuci się na nią, więc obrała za cel więźnia zagrażającemu cyrulikowi.

                                        Nadja atakuje tego, jaki zagraża Urlichowi-cyrulikowi. Rzuca kamieniem mu w łeb. I nie trzyma się blisko Ergo by na nią nie zwrócił uwagi przeciwnik. 😄

                                        Writing is a socially acceptable form of schizophrenia.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        0
                                        • KermK Niedostępny
                                          KermK Niedostępny
                                          Kerm
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez Kerm
                                          #21

                                          Oswald.jpg
                                          Oswald Braun

                                          Sytuacja zaczęła się robić jeszcze ciekawsza, niż się tego Oswald spodziewał. Nie dość, że ściany zaczęły się walić, to jeszcze jakieś przygłupy uznały, ze warto zaatakować kogoś, kto chce uciekać z tonącej łajby... z płonącego więzienia, znaczy.
                                          Oswald uznał, iż osoby pragnące wolności są bardziej 'swoi' niż ci, co w osiągnięciu owej wolności przeszkadzali. A że nie miał zamiaru stać na uboczu, przeto chwycił w dłonie rzemyk i włączył się do zabawy z zamiarem podduszenia najbliższego z napastników.

                                          Garota; podduszenie oponenta do utraty przytomności

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          0
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy