[WFRP 2ed] Bögenhafen
-
Pod magazynem Kragów
Hieronim Bosch został ranny. Świadomość tego faktu po części starego mytnika elektryzowała, po części budziła w nim z trudem skrywane przerażenie. Cesarski urzędnik całe swoje życie był człowiekiem skrzętnie stroniącym od budzącej jego obrzydzenie przemocy fizycznej, miał od niej swoich przybocznych, więc sam rąk sobie brudzić nie musiał, ale przez to dopiero teraz miał okazję zasmakować tego nieprawdopodobnego tygla emocji kipiącego w ludzkim umyśle, kiedy człowiek toczył walkę na śmierć i życie. A ten doskonały pod każdym względem strzał z kuszy okazał się jeszcze bardziej niewyobrażalnym majstersztykiem, kładąc diaboła na miejscu trupem budząc nabożny podziw nie tylko samego Boscha.
Hieronim gotów był przysiąc, że nawet Nadja - niepokorna, butna i całkowicie dotąd nieczuła na urok osobisty urzędnika - raz czy dwa posłała za nim spojrzenie, w którym mężczyzna dostrzegł w końcu błysk czegoś mogącego śmiało uchodzić za wyraz podziwu.
Czy może nawet uwielbienia!
- Bóg nas dotąd nie opuścił, chwała mu za tę łaskę - oznajmił z męczeńską emfazą - Wszelako nie bierzemy tego błogosławieństwa za darmo, własną krwią za nie płacimy, daleko nie szukając choćby moją własną.
Mężczyzna zlustrował podejrzliwym spojrzeniem budynek pełniący rolę zarówno magazynu jak i miejskiej bramy, bacznie, aczkolwiek nieskutecznie poszukując wzrokiem śladu czyjejś bytności.
- Poczciwi ludzie, wiemy, że nas obserwujecie! - zawołał po krótkiej chwili śląc słowa w kierunku magazynu - Jeśli służycie mrocznym mocom, żaden z was nie zostanie oszczędzony, lecz jeśli prawdziwie jesteście czcicielami Sigmara Młotodzierżcy jak my, wykrzyknijcie jego imię. Ci, których umysłów dotknęła heretycka klątwa nie potrafią wypowiedzieć na głos imienia Pana naszego! Zaklnijcie się na Sigmara, a potem otwórzcie bramę, jesteśmy bowiem wysłannikami świątyni i głosem samego arcykapłana Grimmiga, którego pieczęcie niesiemy na pismach! Otwierajcie, a żwawo!
- Poczekamy chwilę, lecz niedługą - powiedział znacznie ciszej do Kurta - Jeśli nikt się nie odezwie, biegniemy pod drzwi, ale zakosami jakby mu przyszło do łba do nas strzelić.
-
Widząc do jakiego stanu doprowadził markietankę i słysząc, że nikt nie kwapi się do przejęcia noszy, a nawet jakby się kwapił, to będzie to ponowny bieg przez męki biednego cyrkowca, Ergo ponownie zajęczał.
- Dooość... to na nic... Nie dam rady!
Pewnie by dał. Ale do tego musiałby być ulepiony choć trochę lepszej gliny.
- Zostaaawcie mnieeee i uciekaaajcieee... -
Cyrulik spojrzał na Ergo z oczami pełnymi czegoś, co można byłoby wziąć za irytację. Mimo ogólnie niegroźnej aparycji Ulricha, teraz, gdy stał nad pacjentem w pełni swej postury człowieka postury godnej kogoś, kto łamie i ponownie nastawia kości, wyglądał na...
Nie trzeba było się długo domyślać emocji medyka gdy strzelił z otwartej dłoni cyrkowca w pysk.
- Słuchaj no, nie po to narażaliśmy życie abyś mi teraz tu zdechł jak pies. Poza tym, nie umiera się bez uregulowanych rachunków za leczenie. Morr tego nie lubi...
Drugie zdanie które doda było częstą maksymą którą powtarzał pacjentom, lub częściej ich rodzinom. Zwykle wtedy dawał rabat i po nieudanym zabiegu trochę grosza wyciągnął. Rozejrzał się czy ktoś mu pomoże z Ergo albo przejmie robotę. Cyrulik nie pchał się do bitki, ale obiektywnie rzecz biorąc był również atutem bojowym kompanii,biorąc pod uwagę swoją postawę, pancerz i miecz. -
Hieronimowi odpowiedziała jeno cisza, także zgodnie z planem, podbiegli wraz z Kurtem w stronę bramy. Ze strony magazynu nie poszedł żaden bełt, ani ruch,czy dźwięk w ogóle. Cisza trwała mała chwilę, lecz zanim Bosh zdążył cokolwiek zrobić, jedna z okiennic, doskonale udająca zabite deskami okno,.powoli uchyliła się, a z wnętrza, równie powoli wysunęła się ręka, ciągnąc za sobą resztę ciała. kontrukcja była tak sprytna, że tylko ktoś stojący bardzo blisko, widział całego wystającego strażnika, to jest: mierzenie doń z odległości byłoby bardzo trudne. Mężczyzna gestem nakazał cisze, po czym zaintonował jedna z powszechnie znanych Sigmaryckich pieśni, sugerując aby bohater dokończył resztę zwrotki, co oczywiście ów uczynił.
- Dziwne macie metody - skwitował szeptem
- Ale dobrze, jeśli coś jest głupie, ale działa, to nie jest głupie. Zapewne chcecie przejść, aby opuścić tą przeklętą dzielnicę. Dobrze, jest taka możliwość, nawet jesteśmy na to otwarci, ale trza przejść inspekcję, to jest rozebrać sie w celu upewnienia, że kto dodatkowych członków nie posiada i takie tam. Standardowa procedura. Widzę że macie rannego, go chirurg obejrzy, reszta musi ...
Coś stuknęło okrutnie, trzask łamanej belki był doskonale słyszalny, dochodził z wnętrza, łącznie z okrzykiem bojowym wymieszanym z dziwnym zwierzęco-podobnym rykiem.
- $#^#!@ rozmówca wskoczył na powrót do wnętrza, klapa zatrzasnęła się na moment, po którym meżczyzna znów pojawił się w oknie
- Otworzyć północną bramę - zarządził inny głos - formować szyk
Nie trzeba było być mistrzem nawigacji w terenie, aby wiedzieć że chodzi o brame od ich strony magazynu
- %#^4!!@!!! powtórzył się rozmówca Hieronima. Włażą do nas. Jak chcecie przejść to pomóżta nam ich odeprzeć, a jak nie to ... odsuńcie się, jak się nam nie uda to puścimy ich tak że po was przejadą, inaczej się nie da.
Po tych słowach strażnik odskoczył od okna i tyle go widzieli. Natomiast po chwili faktycznie wrota rozwarły się ukazując wnętrze. Długi i szeroki budynek był pusty, nie licząc około tuzina mężczyzn pod bronią, stojących tyłem do bramy znajdującej sie na lewej ścianie. Żołnierze starali się odpierać ataki niepoliczalnego motłochu który wdzierał się przez resztki bramy stojącej po stronie prawej. To już nie była zbieranina, czterech kuszników na chłodno ładowało bełty, podczas gdy pozostała ósemka utworzyła mur tarcz oraz włóczni i sukcesywnie dźgała kolejnych oponentów. Mimo swego profesjonalizmu, było ich zauważalnie zbyt wielu. Rozmówca Hieronima nie kłamał, wrogów było sporo i prędzej czy później przedostaną się dalej i to raczej nie w kierunku zaostrzonych włóczni.
Bohaterowie mieli zaledwie chwilę na zastanowienie; mogli włączyć się do walki wręcz - w kącie stał zapas tarcz - aby szybciej dotrzeć do wyrwy i ją zatkać; szyć w oderwane jednostki, aby oddział nie musiał co chwila się cofać; uciec, póki jeszcze mogą, licząc na inne przejście; lub zrobić cokolwiek innego, na przykład tak jak Paul, który zrealizował swój poprzedni plan i pognał do świątyni - z Ergo lub bez niego.
-
Zaaplikowany mu przez cyrulika, z fachowością fizjoterapeuty plaskacz, oraz chwila wytchnienia jaką zapewnił krótki przystanek pod bramą pozwoliły cyrkowcowi na ponowną ewaluację swojego żywota. Nie. Nie lubił cierpieć. Nie lubił gdy coś go bolało. Bał się bólu wręcz panicznie. A dzięki tchórzliwej naturze los aż do dziś mu go oszczędzał. Los mógł sobie myśleć, że Ergo tam pod zakładem cyrulika szukał śmierci. Ale to nie było prawdą. Jego zachowanie tam, było wypadkową niezbyt lotnego umysłu i wrodzonej krnąbrności wspartej brakiem poszanowania do nakazów i hierarchii. Sum jednak lubił żyć. I jeśli ów złośliwy los dał mu teraz okazję do tego o co się chwilę wcześniej prosił, to nie znaczyło przecież, że konsekwentnie Sum zamierza z niej skorzystać.
- Wiejmy stąd! Wiejmy! - tym razem ułapił się ramienia cyrulika, po czym zawołał do Nadii - Daj mi kuszę... jak będziecie ciągnąć, ja będę mógł strzelać.
Pomijając karkołomność jaką było zdanie ciężkiej wojskowej kuszy, rannemu cyrkowcowi, który miałby z niej strzelać podczas podrygów na noszach do ruchomych celów, byłoby to z pewnością bardzo widowiskowe.
-
W magazynie braci Kargów
Przez jedną krótką chwilę Hieronim Bosch gotów był uwierzyć, że znudzony ustawicznym ratowaniem życia więźniów Sigmar oddał ich w ręce Ranalda. Jakim innym wytłumaczeniem mógł być ustawiczny pech towarzyszący im podczas ucieczki z miasta, tak złośliwy, że wręcz doskonale pasujący do Wielkiego Szydercy?
Lecz stawający tego dnia już kilka razy do spotkania z Morrem Hieronim nie był tym samym skromnym i powściągliwym cesarskim urzędnikiem jaki obudził się poprzedniego dnia w więziennej celi na kupce przegniłej słomy. Przerażające doświadczenia obudziły w nim naturę walczącego o przetrwanie drapieżnika, który wciąż pokładał wielką wiarę w roztoczoną nad nim protekcję Młotodzierżcy.
- W imię naszego boga, śmierć tym grzesznym degeneratom! - krzyknął podnosząc kuszę, do władania którą odkrył w sobie tak wielki talent - Bij zabij! Kurt, zarżnij ich wszystkich! Reszta do kusz!
-
Kurt patrzył przez otwartą bramę na wnętrze magazynu. Tuzin zbrojnych trzymał szyk naprzeciw napierającego tłumu, włócznie raz po raz wysuwały się spomiędzy tarcz, kusznicy strzelali ponad ich ramionami, a mimo to przeciwnicy wdzierający się przez wyrwę po przeciwnej stronie budynku powoli połykali kolejne metry przestrzeni. Przeciwników było po prostu zbyt wielu.
Ergo chciał uciekać. To akurat Kurt rozumiał. Sum miał w sobie dwa otwory więcej, niż powinien, ledwo trzymał się życia i nawet Sigmar musiał się ostatnio sporo napracować, żeby go przy nim utrzymać. Rozsądnie byłoby więc znaleźć inną drogę.
Niemniej strażnik magazynu poprosił ich o pomoc. To też miało sens. Jeśli obrońcy magazynu padną, przejście zostanie stracone, a tłum ruszy dalej. Można było wziąć tarcze, można było strzelać, można było spróbować zatkać wyrwę. Za dużo możliwości. Kurt odruchowo spojrzał na Hieronima. I wtedy wszystko stało się proste.
– Kurt, zarżnij ich wszystkich! -Mały znieruchomiał na krótką chwilę.
Przez ostatnie godziny Hieronim tłumaczył mu wolę Sigmara na różne sposoby. Czasem wymagało to przemyślenia. Czasem trzeba było zrozumieć, dlaczego jeden człowiek uciekł, drugi zginął, a trzeci przeżył dwa bełty. Kurt robił, co mógł, ale boskie zamiary bywały skomplikowane. Tym razem Sigmar wyraził się wyjątkowo jasno.
Na twarzy Kurta pojawiło się coś, czego pozostali nie widzieli na niej od dłuższego czasu - szeroki uśmiech.
– Dobrze. - Ruszył.
Po drodze zgarnął jedną z tarcz stojących w kącie, wsuwając przedramię w pasy bez zatrzymywania się dłużej, niż było to konieczne. Przez ostatnie godziny nauczył się wprawdzie pytać Hieronima, czego chce Sigmar, ale nie oznaczało to jeszcze, że zapomniał wszystkiego, czego sam nauczył się o pozostawaniu przy życiu. Jeżeli ktoś zostawiał przed walką porządną tarczę, należało ją wziąć.
Nie zamierzał jednak ustawiać się grzecznie na końcu szeregu. Hieronim nie powiedział "stań z nimi". Powiedział "zarżnij ich wszystkich". Kurt opuścił tarczę przed siebie i ruszył w stronę wyrwy, początkowo ciężkim krokiem, a po kilku następnych już biegiem. Chciał wykorzystać własny ciężar i rozpęd, żeby wbić się w pierwszych napierających przeciwników tarczą, odepchnąć ich od obrońców i zrobić sobie miejsce do pracy. Dopiero wtedy zamierzał puścić w ruch broń.
Przez pół miasta słuchał o znakach, łasce, grzechu, przysięgach i boskich zamiarach. Starał się nadążać, choć Sigmar najwyraźniej lubił komplikować proste sprawy. Teraz wreszcie Młotodzierżca przemówił do niego językiem, który Kurt rozumiał bez żadnego tłumaczenia. Najwyraźniej liturgia miała właśnie swoją część praktyczną.
-
Są w życiu decyzje mądre, są też i głupie.
Do mądrych na przykład należałoby zrobienia zwrotu w tył i wzięcie nóg za pas.
Albo zamknięcie wrót z zewnątrz i podpalenie całego budynku, nie zwracając uwagi na tych, co znajdowali się w środku.
Rozsądne (punktu widzenia Oswalda), ale i okrutne - z ogólnego punktu widzenia.
Zostawienie kompanów w potrzebie było uczciwe, ale mało rozsądne.
Oswald zgrzytnął zębami, chwycił miecz i tarczę i dołączył do tych, co stawili czoła "odmieńcom". -
Ulrich chciał rzucić wiązką wulgaryzmów w stylowy sposób, ale tak się składało, że ogólnie stylu było dość mało w jego osobie, a wszystkie dzisiejsze zasoby zużył na poprzednią awanturę. Nie był kimś, kto pcha się do bitki. Zamiast zaszarżować do walki jak inni wybrał technikę osłaniania tyłów. Postarał się wraz z Laleczką usadowić Ergo w dogodnej pozycji, pozwalając kompanom szyć z kuszy do wszystkiego, co do niuch podejdzie, możliwe wykorzystując zwężania - sam cyrulik zaś walczył mieczem.
Rachunek był prosty, ucieczka byłaby pozostawieniem towarzyszy, ale mając pacjenta pod opieką nie mógł iść w pierwszą linię. Mógł też na bieżąco opatrywać straż. -
Nadja nie była chętna do bitki, więc i ustawiła się na tyłach by zapewniać jakąkolwiek osłonę rannemu, nawet jeżeli miałoby być nią tylko wspomaganie kibicowaniem mu. Ergo otrzymał całusa w policzek oraz ostry przykaz:
- Jedynie możesz strzelać z odległości, nie podchodź.
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się