Hazar Baraz-Felak
Hazar był zdecydowanie zadowolony z otrzymania propozycji pracy na Ścieżce. Może nie była to pozycja przy eksploracji tej najciekawszej porcji Ścieżki, ale mimo wszystko był bliżej swojego celu. A w najgorszym wypadku był w stanie wykuć sobie własne wejście do głębszej części Ścieżki. Jakby nie było był krasnoludem. Rycie w skałach miał we krwi i przychodziło mu to łatwo nawet jeśli nie był jakoś szczególnie wybitnym górnikiem wśród swoich pobratymców. Po prostu jak to krasnolud spędził w kopalniach wystarczająco dużo czasu aby w porównaniu z innymi górnikami być w tym fachu całkiem dobry.
Dlatego również nie minęło dużo czasu zanim sprawdził się na nowej pozycji. Dobra rada tu, trochę nadgodzinowej pracy tam, propozycja jak lepiej zorganizować ekipę oczyszczającą boczne tunele Ścieżki i Hazar był w stanie zapewnić sobie kierownicze stanowisko. Co prawda nie każdemu się to podobało, gdyż większość ludzi nie zdawała się lubić krasnoludów. Szczególnie tych próbujących dyrygować jak mają wykonywać swoją robotę. Na szczęście Hazar znał się na górniczym fachu na tyle dobrze, że nie można było mu zarzucić niekompetencji. Dzięki temu udało mu się wyrobić swojego rodzaju szacunek również wśród górników pracujących na Ścieżce co okazało się bardzo przydatne kiedy obejmował kierownictwo nad ekipą zajmującą się zabezpieczaniem tuneli w wyższej sekcji Ścieżki.
Ogólnie to dzięki konkretnemu podejściu do pracy znalazł się w pozycji żeby być zatrudnionym na ścieżce. Tym bardziej, że dzięki bliznom po poparzeniach przeoranymi innymi bliznami po zwykłych ranach pokrywającymi jego skalp i twarz wyglądał bardziej jak bandyta-awanturnik niż górnik. Trochę głębiej osadzone, czerwonawe oczy dopełniały tylko do złowieszczego wyglądu. Na szczęście z usposobienia nie szukał zbyt dużych kłopotów, albo przynajmniej był wystarczająco zdyscyplinowany aby nie szukać przesadnych kłopotów tak jak sugerowałby jego wygląd. Dyscyplina okazała się szczególnie przydatna kiedy po zniknięciu jakiś wieśniaków z Pogorzeli wszyscy ludzie byli generalnie niespokojni i skorzy do rozładowania jakiejś nieokreślonej frustracji na wszystkim wokół co tylko popadnie pod pięści. Hazarowi to trochę odpowiadało. Sam kłopotów nie szukał, ale zamierzał pozwolić innym siebie zgnoić… może dając upust swoim frustracjom. Oczywiście pogorszyłoby to tylko jego reputację jako nie-ludzia, tego złego, odpowiedzialnego za to, że dzisiaj pada. W końcu był potężnie zbudowanym krasnoludem wyglądającym jak bezwzględny zbir, więc wszystko to była jego wina. Na szczęście miał reputację dobrego fachowca co doprowadziło do przysługi od przełożonego owocującej zatrudnieniem do pracy na Ścieżce, co pomogło w uniknięciu kłopotów z tą mniej zdyscyplinowaną częścią społeczeństwa szukającą problemów.
Kiedy był już na pozycji kierowniczej i potrzebował zatrudnić więcej ludzi oczywiście odwdzięczył się Grimbaldowi zatrudniając go jako majstra. Hazar był świadomy części tego co było mówione za jego plecami. Nie żeby się tym przejmował, ale jako kierownik potrzebował aby ludzie się go słuchali. Prosić się i wkupiać w łaski innych nie zamierzał, dlatego zatrudnienie Grimbalda, świadomie czy nie, było posunięciem genialnym. Ten człowiek go nawet lubił, a przynajmniej zdecydowanie szanował jako fachowca. Dlatego mając go jako pośrednika polepszyło nieco morale i atmosferę wśród jego ekipy. Samemu zajmował się logistyką, zdawaniem raportów z przebiegu prac, doradzaniem górnikom co i jak mogą robić lepiej. Nie robił tego ostatniego aby się wywyższać, tylko generalnie polepszyć jakość wykonywanej pracy. Jako kierownik nie kładł największego nacisku na szybkość prac tylko jakość wykonanej roboty jednocześnie próbując nie zatyrać swoich podwładnych. Jeśli widział co można zrobić lepiej albo łatwiej to po prostu szkolił. Tym razem szkolił trochę więcej niż na poprzedniej posadzie mając na to więcej czasu. Po raz kolejny zaczęło to wyrabiać mu pewnego rodzaju szacunek pomimo oporności w lubieniu krasnoludów.
Prawdopodobnie dlatego nikt nie próbował szukać u niego większych problemów… albo dlatego, że był dość dobrze zbudowany i silny jak to przystało na krasnoluda. Udowadniał to oczywiście tym jak pracował kiedy łapał się za kilof kiedy miał na to czas. “Zniżanie” się do poziomu swoich podwładnych oraz pracowanie kiedy mógł zamiast wiecznie zajmować się organizacją, jak to robiła większość ludzi na kierowniczych stanowiskach, pomogło oczywiście w budowaniu reputacji.
Całokształt jego poczynań został ponownie zauważony kiedy przyszedł czas na wybranie drużyny mającej na dalszą eksplorację Ścieżki. Hazar dostał się do drużyny jako lider inżynieryjnej części ekspedycji. Było to dla niego trochę zaskoczeniem, gdyż nie liczył na kolejne kierownicze stanowisko… ale zadowolony był. Nie próżnował więc z przygotowaniami. Zebrał wszystkim z jego wybranych komplet narzędzi, kilof, łopate, lampę, zapas oliwy do lamp, liny, młot, dłuta. Dodatkowo upewnił się, że każdy z jago ekipy wypadowej będzie miał jedno lub dwa zapasowe narzędzia w wyżej wymienionego zestawu. Może i lekki ten zestaw nie był, ale brak zapasowych narzędzi bardzo łatwo mógł skończyć się żenującym spacerem z powrotem na powierzchnię po nowe narzędzia. Czyli cała ekspedycja mogła zostać zatrzymana i zablokowana przez brak narzędzia. Całego warsztatu ze sobą zabrać nie mógł, ale podstawowy sprzęt z małym zapasem zamierzał mieć do dyspozycji.
Oczywiście wybierając ekipę sześciu górników skonsultował się z Grimbaldem. Podkreślił jednak, że potrzebuje górników do zdecydowanie niebezpieczniej roboty. Na jego szczęście Grimbald odmówił udziału w ekspedycji ze względu na swój wiek. Hazarowi to odpowiadało. Nie żeby nie mógł polegać na jego koledze po fachu, ale przy eksploracji nieznanych tuneli lepiej mieć fizycznie zdolniejszych osobników. Doświadczenie to jedno, zdolność do wykonania co trzeba zrobić to drugie.
Dlatego wybrani przez niego górnicy byli koło trzydziestki. Ubrani byli, jak to zwyczajni górnicy, w znoszone proste ubrania. Znając jednak reputację Hazara, wybrał on ludzi znających się na rzeczy. Krasnolud jednak odstawał trochę od swoich kolegów. Ubrany był w swoją krasnoludzką kolczugę i skórzane spodnie. U jego pasa miał bojowy młot, a do porządnego skórzanego plecaka miał przywiązany kilof, łopatę oraz tarczę.Z pewnością w plecaku miał resztę narzędzi jak wybrani przez niego górnicy. Biorąc jednak jego pokaźną, umięśnioną posturę skrywającą się pod kolczugą, blizny na głowie oraz spojrzenie nie znoszące bez sensu wyglądał bardziej jak zaprawiony w boju zbrojny niż górnik. Tak czy inaczej na miejscu zbiórki był na czas, razem z górnikami pod jego komendą.
