Tutaj mała historia mojego Bohatera:
Karol Wysocki urodził się i wychował na Bródnie. Nie miał trudnego dzieciństwa ani wielkich marzeń. Ojciec był elektrykiem, matka pracowała w markecie. W domu zawsze czegoś brakowało, ale nigdy nie brakowało jednej rzeczy- przekonania, że jeśli coś się zepsuło, trzeba umieć poradzić sobie samemu.
Karol szybko złapał smykałkę do technicznych rzeczy. Rozkręcał stare radia, naprawiał rowery kolegom z osiedla, wymieniał bezpieczniki sąsiadom. Nie był najlepszym uczniem, ale miał talent do praktycznej roboty. W technikum mechanicznym nauczyciele mawiali, że Wysocki nie musi znać teorii, bo „on i tak znajdzie sposób, żeby to działało”.
Po szkole imał się różnych zajęć. Budowy, magazyny, serwisy techniczne. Ostatecznie trafił do firmy zajmującej się wentylacją i klimatyzacją. Praca była ciężka, ale konkretna. Karol ją lubił, bo maszyny były prostsze od ludzi. Jeśli coś nie działało, zawsze istniała przyczyna i sposób naprawy.
Mając dwadzieścia pięć lat poznał Magdę.
Pracowała w małej kawiarni niedaleko jednego z biurowców, które obsługiwał. Najpierw była tylko dziewczyną, która pamiętała, jaką kawę zamawia. Potem kimś, dla kogo specjalnie brał zlecenia w tamtej okolicy. W końcu stała się całym jego światem.
Pobrali się szybko, ale bez poczucia, że robią błąd. Po raz pierwszy w życiu Karol miał wrażenie, że dokądś należy. Wynajęli małe mieszkanie, kupili używany samochód, zaczęli odkładać pieniądze. Gdy urodziła się ich córka, Zosia, Karol pracował jeszcze więcej. Chciał zapewnić rodzinie lepsze życie niż to, które sam pamiętał.
Był zmęczony, ale szczęśliwy.
A potem wszystko skończyło się w jeden listopadowy wieczór.
Padał deszcz. Wracali od znajomych. Karol prowadził zmęczony po całym dniu pracy, Magda siedziała obok i próbowała nie zasnąć. Kierowca ciężarówki podobno nawet nie próbował hamować.
Karol pamiętał dźwięk zgniatanego metalu.
Krzyk.
Światła.
Potem szpital.
Przeżył tylko dlatego, że siedział po stronie kierowcy.
Magda zginęła na miejscu.
Przez następne dwa lata Karol funkcjonował bardziej z przyzwyczajenia niż z własnej woli. Rano praca. Wieczorem cisza w mieszkaniu. Czasem odbierał Zosię od teściów, czasem spędzała weekend u niego. Robił wszystko, żeby córka nie widziała, jak bardzo się rozsypał.
Przestał planować przyszłość. Przestał wierzyć, że życie może się jeszcze „ułożyć”. Została tylko robota, obowiązki i mechaniczne trwanie od poniedziałku do piątku.
Ludzie mówili, że zrobił się chłodny.
Karol uważał po prostu, że nie ma już energii na udawanie.
Mimo wszystko nadal miał jedno marzenie:
otworzyć własny serwis techniczny. Coś swojego. Coś stabilnego. Coś, co pozwoliłoby mu w końcu spędzać więcej czasu z córką.
W poniedziałkowy poranek dostał zwykłe zgłoszenie do biurowca Darpolu. Problem z wentylacją na jednym z pięter. Nic niezwykłego. Wziął torbę narzędziową, termos z kawą i pojechał do pracy.





. Ale to zawsze od MG będzie zależało kogo wybierze rekrutacyjnie 