
Paulina Kwiatkowska
Paulina nawet nie próbowała się już przedzierać przez tłum, kiedy Kasia z Asią praktycznie wykrzyczały im to do uszu. Wystarczyło jedno słowo.
Adam.
Automatycznie uniosła głowę, jakby dało się go zobaczyć ponad ludźmi. Nie dało się. Ale hałas przy wejściu mówił wystarczająco dużo. Zwolniła ruchy, jakby taniec nagle przestał mieć znaczenie. Tanczenym ruchem przesuwała się bliżej Kasi, żeby nie zniknęła jej zaraz w tłumie.
Paulina odwróciła się lekko w stronę wejścia, wspinając się na palce, próbując złapać cokolwiek ponad głowami ludzi. Światła migały, ktoś ją szturchnął barkiem, ktoś inny zahaczył łokciem.
— Kurwa, serio… — mruknęła pod nosem, bardziej do siebie niż do kogokolwiek.
Zatrzymała się na moment. Nie ruszyła od razu. Zamiast tego spojrzała jeszcze raz na Kasię, jakby oceniała, czy ta już leci w tamtą stronę, czy jeszcze ogarnia sytuację. Zawahała się, obserwując gesty i mimikę przy wejściu.
Już po sekundzie wiedziała, że coś jest nie tak. To nie było zwykłe „o, ktoś przyszedł”. To było to napięcie, które czuć zanim jeszcze zobaczysz problem.
— Idziemy zobaczyć co się odwala czy udajemy, że nas to nie dotyczy? — rzuciła ciszej, ale z tym charakterystycznym półuśmiechem, który mówił, że decyzja i tak już w niej zapadła. Jeszcze raz zerknęła w stronę wejścia. Tłum się tam dziwnie zagęszczał. Albo jej się tak wydawało.
Super. , przemknęła myśl niezadowolenia. Nie lubiła agresji, napięcia, spięcia… Takiej niewygodnej atmosfery.
Paulina zauważyła to szybciej niż powinna. Nie konkrety. Raczej to uczucie, że coś za chwilę pójdzie nie tak.
Zatrzymała się na moment, jakby tylko na sekundę wypadła z rytmu muzyki, po czym ruszyła w stronę drzwi, przeciskając się przez ludzi spokojnie, bez nerwów, jakby wciąż była w rytmie tańca. Dopiero bliżej zwolniła.
W końcu udało jej się zobaczyć.
Adam. Nie miał różowej marynarki, ale dalej uśmiechał się jak półgłówek.
Kilku typów obok. A on chyba myślał, że warto się do nich odezwać. Czemu?

Westchnęła cicho, ale już bez irytacji.
Podeszła do niego od boku, jakby wpadła na niego przypadkiem. Starała się być jak najbardziej urocza, a wiedziała, że zwykle jej to wychodzi.
— O, jesteś — rzuciła lekko, jakby właśnie go szukała. — Zniknąłeś nam.
Uśmiechnęła się krótko, naturalnie, nawet nie patrząc dłużej na resztę. Jakby ich tam w ogóle nie było.
— Chodź, bo zaraz nam zajmą miejsce. — dodała, trochę ciszej, ale swobodnie, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Być może jeśli dresy załapią, że nie jest sam, dadzą sobie spokój, w końcu ciężej walczyć z grupą, czyż nie? Pomachała też Arkowi, który z niedaleka patrzył w jej stronę nie rozumiejąc, co właściwie robi.
Paulina już się nie odwracała, zakładając, że skumał i pójdzie za nią.
Na sekundę tylko zerknęła jeszcze w jego stronę, łapiąc z nim kontakt wzrokowy, wystarczający, żeby było jasne, że to nie jest prośba, tylko rozwiązanie.
Ruszyła z powrotem w tłum.
. Postanowiła, że później mu wygarnie, jakim jest pajacem. Tak na wszelki wypadek, nim zdąży pomyśleć, że spodobała jej się jego stylówa błazna.