
Paulina Kwiatkowska
Paulina przez ułamek sekundy poczuła satysfakcję.
Udało się.
Okulary zerwały się z twarzy mężczyzny z taką siłą, że zniknęły gdzieś poza zasięgiem jej wzroku. Dziewczyna niemal odruchowo wychyliła głowę, chcąc zobaczyć, co takiego przed nimi ukrywały.
I wtedy spojrzała mu w oczy. Zamarła.
Wszystkie pytania, które jeszcze sekundę wcześniej kotłowały jej się w głowie, przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Światłowstręt. Choroba. Sposób sterowania. Cokolwiek.
Nie powinna była ich zdejmować.
Cofnęła się od okna, ale za późno. Czarne spojrzenie zdążyło już wbić się gdzieś głęboko pod skórę. Serce waliło jej jak oszalałe, a nogi, które jeszcze chwilę temu potrafiły przenieść ją w mgnieniu oka o kilka metrów, teraz wydawały się przyrośnięte do podłogi.
— O Boże…
Nie była nawet pewna, czy powiedziała to na głos. To nie były oczy martwego człowieka. W wizji czuła rozkład. Wiedziała, że ciała były martwe. Przez cały czas myślała więc o nich jak o trupach poruszanych przez kogoś niczym marionetki. Teraz po raz pierwszy przyszło jej do głowy coś znacznie gorszego.
A jeśli w tych ciałach jednak coś było?
Paulina nie potrafiła odwrócić wzroku.
Patrzyła w tę czerń i czuła, jak strach rozlewa się po całym ciele. Nie przypominał niczego, czego doświadczyła wcześniej. Nawet wizja porwania Asi, smak rozkładu w ustach i świadomość, że patrzy na martwych ludzi, nie były tym samym. Tam bała się tego, co widziała. Teraz miała wrażenie, że strach patrzył prosto na nią.
Serce tłukło jej się w piersi. Oddech zrobił się płytki. Przez kilka sekund nie była w stanie zrobić absolutnie nic.
Nie patrz. Ta myśl pojawiła się gdzieś spod paniki.
Po prostu, kurwa, nie patrz. Zacisnęła powieki.
Czarne oczy nadal tkwiły pod nimi, jak wypalone na siatkówce, ale to wystarczyło. Jeden oddech. Potem drugi. Paulina zacisnęła dłonie tak mocno, że paznokcie wbiły się w skórę.
To już widziała.
Widziała tych ludzi martwych. Widziała, jak zabrali Asię. Wiedziała, że można przed nimi uciec. Wiedziała też coś jeszcze — przed chwilą szarpali za zwyczajne drzwi i nie potrafili ich otworzyć. Nie byli wszechmocni.
To, co patrzyło na nią przez ich oczy, chciało, żeby tak myślała.
— Nie — wydusiła.
Tym razem zmusiła się do otwarcia oczu, ale nie spojrzała już w twarz stworzenia.
— Nie dam ci się, skurwysynu.
Dopiero wtedy poczuła dłoń Kasi. Była lodowata.
Paulina odwróciła głowę. Widok przyjaciółki przeraził ją chyba bardziej niż to, co stało za drzwiami. Kasia, która zawsze miała coś do powiedzenia. Kasia, która jeszcze przed chwilą kłóciła się z nią, że pójdzie na zamek choćby miała ją tam zaciągnąć siłą. Teraz stała nieruchomo i patrzyła.
W te oczy.
— Kaśka.
Zawołała, jednak nie otrzymała żadnej reakcji. Paulina złapała ją za twarz obiema dłońmi i gwałtownie obróciła ku sobie.
— Kasia. Na mnie patrz. Nie tam. Na mnie.
Paulina zasłoniła jej sobą okno, nie pozwalając, żeby wzrok przyjaciółki znowu powędrował w stronę czarnych oczu.
— Jesteś tutaj. Ze mną. Drzwi są zamknięte. Nie wejdą. Słyszysz?
Przez kilka sekund nie wiedziała, czy w ogóle do niej dociera. Aż wreszcie spojrzenie Kasi, dotąd nieobecne i wbite gdzieś ponad jej ramieniem, zatrzymało się na twarzy Pauliny. W tym czasie Mikołaj szorował meblami, próbując zabarykadować drzwi. Kreatury wyraźnie miały z nimi problem, a to był dla nich dobry znak.
— No. Właśnie. Patrz na mnie.
Kasia zamrugała. Raz, drugi. Wzięła głębszy, urywany oddech. Paulina poczuła, jak napięcie w jej własnych ramionach odrobinę puszcza.
— Dopiero co powiedziałaś, że idziesz ze mną na ten pieprzony zamek. Nie waż mi się teraz wyłączać.
Kasia przełknęła ślinę. Jeszcze przez chwilę wyglądała, jakby próbowała przypomnieć sobie, gdzie właściwie jest. W końcu zmarszczyła brwi.
— Paula…
— Co?
— Zabierz ręce z mojej twarzy.
Paulina aż parsknęła.
— Okej. Wróciłaś. Musimy coś zrobić, Kaśka!
Przyjaciółka kiwnęła głową. Obie spojrzały najpierw na Mikołaja, męczącego się z meblami. Na chwilę zawiesiły wzrok na jego prężących się muskułach, ale błyskawicznie się otrząsnęły. Nie było czasu na podziwianie mięśni kolegi, tym bardziej, że Magda stała jak sparaliżowana patrząc w otchłań oczu. Obie jak zmówione chwyciły blondynkę za ręce i pociągnęły do siebie, odprowadziły w kąt pokoju, posadziły na podłodze.
— Magda, jesteś bezpieczna. Oni nie przyszli po ciebie. Nie damy im cię zabrać, ale MUSISZ tutaj zostać, bo inaczej cię nie obronimy. Okej?
— Nie ruszaj się stąd, ogarniemy to wszystko aż będzie bezpiecznie, nie możesz teraz się stąd ruszyć, pamiętaj! Jak się ruszysz, to pogorszysz sprawę, nie możesz.
Kaśka potrząsnęła nią lekko, aby dotarło. Zdawało się, że Magda nic nie rozumie, ale wierzyły, że załapała jak się ma sytuacja.
— Podpalić ich?
Paulina spojrzała na przyjaciółkę, ale wypowiedziała te słowa na tyle głośno, że wszyscy w pokoju mogli je usłyszeć.
— Jeśli to ich nie powstrzyma, to będą żywą pochodnią i przy okazji sfajczą Ali chałupę!
Kasia wzruszyła ramionami i spojrzała na Mikołaja, który miał zamiar szykować dzidy.
— Ej, a ty co o tym sądzisz?
Paulina nie została jednak na analizę i pogaduchy.
— Biegnę zobaczyć, co Ala ma w domu!
— Czego szukasz? — rzuciła Kasia.
Paulina zatrzymała się na sekundę.
— Nie wiem! Czegoś do związania, ogłuszenia albo zabicia trupa!
— Bardzo precyzyjna lista.
— KAŚKA!
— Już nic nie mówię.
Paulina zaczęła gorączkowo przeszukiwać szafki i schowki. Szukała czegokolwiek, co mogłoby pomóc: mocnego sznura, kabla, narzędzi, ciężkiego przedmiotu, gaśnicy, alkoholu — czegokolwiek, czym można było unieruchomić te rzeczy bez podpalania przy okazji całego domu. A może woda i płyn do naczyń, rozlać na podłogę, jak wejdą to się poślizgną?!
CHOLERA!
Paulina zaczynała panikować już przy pierwszej otwartej szafce. Jak się właściwie walczyło z trupami? W filmach zawsze wszystko wyglądało jakoś prościej.
— Kurwa, nie wiem, Kaśka, dzwoń na policję!
— I co im powiem? Że zombie przyszły?
— Że dwóch łysych napierdala w drzwi! Resztę zobaczą sami!


Nami Request: 6d6 Roll: [6, 6, 3, 2, 2, 1] = 20







