Posty
-
Sonda | Sesja inspirowana serialem "Stamtąd" -
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiałyzaczęłam doca ale pisze z komórki więc na pewno będą jakies bledy i niedociągnięcia.
no ale costam ruszylam -
21 dni Kwarantanny
Wiktoria Wrońska
Wiktoria została w holu z powodu napiętej atmosfery oraz Roberta, który w każdej chwili mógłby potrzebować jej pomocy. Przemieszczała się po holu, obserwowała sytuację i co jakiś czas próbowała znaleźć nowe informacje w wiadomościach. Zastanawiała się czy zadzwonić do rodziców, powiedzieć o tym, co się dzieje, ale nie była pewna, czy w ogóle jest sens. Mimo całego zamieszania niewiele mogła zrobić. Coraz częściej miała wrażenie, że zamiast sytuacji kryzysowej przeżywa po prostu wyjątkowo długie nadgodziny. Takie solidne. Nie miała też ochoty na słuchanie ich przewrażliwionego i przesyconego troską głosu, który zawsze wybijał ją z równowagi.
Zdawało się, że pan Robert radzi sobie w tej trudnej sytuacji, odkąd dostał osobne pomieszczenie do odpoczynku oraz tymczasowy lek. Od czasu do czasu spoglądała przez przeszkloną ścianę gabinetu i odnosiła wrażenie, że wszystko jest w porządku.
Problem za to zaczął się robić w holu, gdzie tłumy ludzi z zielonymi plakietkami domagały się wypuszczenia. Wiktoria wcale im się nie dziwiła, bo było to naprawdę logiczne. Przeszli badania i usłyszeli, że są zdrowi. Nic dziwnego, że oczekiwali zakończenia kwarantanny. Z drugiej strony nikt chyba nie znał okresu wylęgania wirusa. To, że dziś nie wykazywali objawów, nie musiało oznaczać, że jutro sytuacja pozostanie taka sama.
Blondynka poprawiła garsonkę i postanowiła wystąpić, stając między ochroną a rozzłoszczonym tłumem.
— Rozumiem, że większość z państwa nie protestuje dlatego, że lubi się kłócić. Protestujecie, bo nikt nie powiedział wam, co się dzieje i ile to jeszcze potrwa.
Wśród tłumu rozniosły się szepty dezaprobaty. Wrońska nie odniosła wrażenia, jakby jej słowa zwróciły uwagę ludzi w pozytywny czy negatywny sposób. Postanowiła kontynuować, aby zmienić nastawienie na swoja korzyść.
— Nie mogę otworzyć tych drzwi. Ale mogę zrobić coś innego. Wybierzcie dwie lub trzy osoby, które będą reprezentować was wobec doktor Wójcik. Zadbam o to, żeby usłyszała wszystkie pytania.
— Pierdolenie!
Wystarczyło, aby jedna osoba z gromady zanegowała, a reszta poszła za nią. Jej propozycja utonęła w okrzykach tłumu. Przez krótką chwilę zastanawiała się, czy problem leżał w sposobie, w jaki mówiła, czy może w tym, że sama nie potrafiła z pełnym przekonaniem uwierzyć w słowa, które wypowiadała.
Wiktoria przez chwilę jeszcze patrzyła na ludzi. Nie próbowała przekrzyczeć tłumu ani odpowiadać na kolejne okrzyki. Wiedziała, że w tym momencie emocje były zbyt silne, by ktokolwiek chciał słuchać argumentów.
Skinęła jedynie lekko głową, jakby przyjmowała do wiadomości ich sprzeciw, po czym zrobiła kilka kroków w tył, odsuwając się od środka zamieszania.
Nie czuła złości. Raczej bezsilność. Sama przecież nie była przekonana, czy ci ludzie rzeczywiście powinni pozostać zamknięci. Rozumiała ich frustrację aż za dobrze.
Zatrzymała się przy ścianie, pozostawiając przestrzeń epidemiologom i ochronie. Jeśli sytuacja miała jeszcze szansę się uspokoić, nie stanie się to dzięki kolejnej przemowie. -
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiałyBardzo mi się podoba, że była ściepa na hajsiwo a mamy więcej niż potrzeba:P i to bez żółtaków Bochenka xD
-
[Horror] Gruzy przeszłości
Paulina Kwiatkowska
Dziewczyny przez pewien czas szły w milczeniu. Im dalej od miejsca zbrodni, tym lepiej się czuły, spokojniej. To co się wydarzyło nie mieściło się w głowie żadnej z nich. Dotychczas ich jedynym problemem była szkoła, chłopcy, ciuchy i imprezy. Dzisiaj dowiedziały się, że jedną z nich spotkało nieszczęście. Kilka minut temu zaś zorientowały się, że drugą nękają jakieś niezrozumiałe wizje.
— Słuchaj… Co do tego…
Paulina nie wiedziała jak zacząć. Długo zbierała myśli i miała po części przygotowaną wypowiedź, ale gdy już otworzyła usta, składnia zdań, którą przed chwilą ułożyła, rozjechała się z braku logiki.
— Ty to w ogóle kontrolujesz?
Kasia przeszła do konkretów. Szła jednak cały czas przed siebie i też tam miała skierowany wzrok.
— To znaczy… Ja…
— Do jasnej cholery, Paulina, przestań się jąkać!Kasia zatrzymała się. Paulina od razu zrobiła to samo. Spojrzały na siebie. W oczach Kasi widać było pewność siebie, zawziętość, jakby była nie do powstrzymania. Paulina zaś przypominała zbitego kundla, którego ktoś dodatkowo oblał wiadrem wody.
— Nie wiem. Dziś pierwszy raz mi się przytrafiły te rzeczy. Same.
— Czyli nie kontrolujesz — stwierdziła konkretnie Kasia.
— No… Raczej nie. To chyba… tak samo. Ale serio, czułam się jakbym tam była, jakbym… Weszła w umysł jednej osoby, która tam była i przez chwilę też była… Nią.
— Ale posrane. Przykro mi.
— Co? Czemu?
— Bo nie masz na coś wpływu. Nienawidzę nie mieć wpływu na to, co się wokół mnie zaczyna dziać. Na myśli, czyny, sytuacje.. nawet ludzi. Wiesz, to co się stało z Asią dotknęło i zaskoczyło nas wszystkich, ale teraz rozumiem, czemu ciebie bardziej. Czemu zemdlałaś, wtedy w szkole.Paulina jedynie kiwnęła głową. Ponownie ruszyły przed siebie, idąc razem równym krokiem. Nastolatka wciąż się bała, że w pewnym momencie Kasia ją wyśmieje. Dlatego serce niemal wyskoczyło jej zza żeber, gdy ta kontynuowała.
— Jakbyś mi powiedziała, że masz moce, to bym cię wyśmiała. Ale skoro mówisz, że coś widzisz i nie możesz tego zatrzymać… to już inna rozmowa. Widziałam cię, Paula… I to nie było udawane. Wierzę ci.
Kasia zerknęła ukradkiem na przyjaciółkę i uśmiechnęła się półgębkiem.
— Powiem więcej. To jest dla mnie bardziej wiarygodne, niż to, że twój brat dostał kontrakt na koncert w Bolesławcu.
Obie parsknęły śmiechem. Chyba tylko Kaśka nie wierzyła w te wszystkie historie na temat Michała, jakie Paulina sprzedawała ludziom wokół.
Kiedy dotarły do domu plan był już bardzo prosty. Paulina potrzebowała się umyć i przebrać, zdobyć jakieś zaskórniaki, potem zastanowić się czy mogą zrobić więcej. Kasia przez chwilę nieobecności koleżanki miała po prostu poszukać naczynia z oszczędnościami. Pech chciał, że miejsce wskazane przez Pauline było pozbawione jakiegokolwiek słoika czy pudełka. Były tam tylko talerze.
— Nosz cholera!
Stojąca na krześle z jadalni Kasia grzebała w górnej szafce kuchennej, gdy nagle kątem oka dostrzegła stojącego w progu ojca Pauliny. Zaskoczona podskoczyła gwałtownie i zamknęła z hukiem szafkę.
— Ale mnie pan przestraszył!
— Dzień dobry, Katarzyno.
— Dzień dobry…Kasia uśmiechnęła się i zeszła z krzesła, otrzepała ręką siedzisko, które wydeptała butami.
— A pan w domu?
— A ty nie w szkole? Paulina jest?
— A na górze… Wie pan, tragedia się stała.
— Doprawdy?Marek odłożył swoją torbę na podłogę obok siebie, dając znać Kasi, że chętnie ją wysłucha.
— Asię porwano. Jej mamę pobito.
— Jezu… Jak to?Marek się zaniepokoił. Kasia widziała, że wygrywa bitwę na “a ty nie w szkole?”
— No, wczoraj, wieczorem. Paulina zemdlała na apelu jak usłyszała.
Tym razem Marek milczał, jakby uznał, że jej córka lekko przesadziła z reakcją. Zupełnie jakby ta była od niej aż tak bardzo zależna. Słuchał dalej.
— Nie będę kłamać, zerwałyśmy się. Żadna z nas nie czuje się dobrze przez to, to początek szkoły więc sam pan wie jak lekcje wyglądają
— No tak, szkoda czasu.
— No właśnie! I tak pomyślałyśmy, że może jakieś kwiaty chociaż kupimy, do szpitala pójdziemy, wie pan… To okropne… Zbiórkę zrobimy, coś się na bazarze zawsze znajdzie…Marek pokiwał głową ze zrozumieniem. Wiedział, że jego żona byłaby oburzona widząc dziewczyny w domu. Zerknął na zegarek i westchnął. Sięgnął do kieszeni, wyciągnął portfel i wyjął dwadzieścia złotych. Dał krok w kierunku Kasi i wyciągnął banknot.
— Kupcie też jakieś czekoladki, choć żadna słodycz nie zamaże tragedii. I Katarzyno, jeśli można…
— Tak?
— Mów nam, gdyby coś było z Pauliną. Zawsze wszystko strasznie przeżywała. Jesteś dla niej wsparciem od zawsze.Kasia uśmiechnęła się szerzej i kiwnęła głową.
— Dziękujemy.
W tym momencie Paulina zeszła z góry, mając jeszcze mokre włosy, ale będąc ubrana w nowe i pachnące ciuchy. Zatrzymała się w połowie drogi widząc swojego ojca.
— Oj…
— Cześć córeczko. Nie powinnyście być teraz w szkole?
— Powinnam, ale…Marek podniósł torbę z podłogi i zarzucił na ramię.
— Katarzyna już mi wszystko wyjaśniła. Ale musisz powiedzieć mamie. Usprawiedliwienie trzeba wypisać, po co ci problemy. Trzymajcie się, dzieciaki. Czas to pieniądz.
Kwiatkowski pomachał dziewczynom i wyszedł z domu. Nastolatki odetchnęły z ulgą. Paulina podbiegła do Kasi zdenerwowana.
— Co ty mu powiedziałaś?! Kasę masz? Widział jak podbierasz?
— Wyluzuj — rzuciła od niechcenia — Powiedziałam o Asi, że kwiaty kupimy jej mamie do szpitala i o, masz. Dwie dyszki — pomachała banknotem.
— Ja pierdziele, ale przypał…
— No, trochę. Ale i tak dobrze, że twojej matki nie było. Ta jak się odpali…
— Wiem, nawet nie gadaj. Idę włosy wysuszyć.
— Luzik.Paulina poszła do łazienki na parterze po suszarkę i została tam chwilę, aby doprowadzić włosy do ładu. Słyszała warkot silnika na podjeździe, a dźwięk ten zaczął się od nich oddalać, co oznaczało, że ojciec pojechał i problem sam się rozwiązał.

Reszta dnia rozmyła się dziwnie szybko.
Paulina próbowała zająć czymś głowę — najpierw włosy, potem szafa, potem bezsensowne przekładanie rzeczy na biurku — ale myśli i tak uciekały w jedno miejsce. Podjazd. Ciemność. Te ruchy. Za każdym razem, gdy zamykała oczy, miała wrażenie, że zaraz znowu to zobaczy.
— Ej — odezwała się Kasia z progu, oparta o framugę. — Nie odleciałaś mi tam znowu?
Paulina pokręciła głową i sięgnęła po gumkę do włosów.
— Nie. Po prostu… nie mogę przestać o tym myśleć.
Kasia westchnęła cicho i weszła do środka.
— To dobrze — rzuciła, siadając na łóżku. — Bo ja też nie.
Na chwilę zapadła cisza.
— Słuchaj — dodała po chwili, już bardziej rzeczowo. — Jak mamy coś z tym zrobić, to musimy działać, a nie się zapętlać.
Paulina kiwnęła głową, choć nie wyglądała na przekonaną.
— Najpierw Kuba — powiedziała w końcu. — Zdjęcia. Może coś tam będzie.
— No — przytaknęła Kasia. — A jak nie, to przynajmniej będziemy wiedzieć, że to ślepa uliczka. Ale mamy, dzięki tobie, jeszcze kilka poszlakPaulina zerknęła na zegarek. Było już po szesnastej. Serce zabiło jej trochę szybciej.
— To co? — zapytała ciszej. — Idziemy?
Kasia podniosła się z łóżka i poprawiła włosy.
— No raczej. — uśmiechnęła się krzywo. — Przecież nie odpuścimy teraz.
— W ogóle... może nie mówmy Magdzie o tym, co się stało na podjeździe? Mam wrażenie, że nie zrozumie.
— Póki co to nasza tajemnica. Oby chłopaki wierzyli, bo jak nie... To już życia nie mająKaśka rzuciła groźbą na pożegnanie, uderzyła pięścią w otwartą dłoń na znak, że jest dla przyjaciółki obrońcą. Paulina kiwnęła głową, sięgając po plecak i wysiliła się na uśmiech. Tym razem wychodziła z domu z zupełnie innym uczuciem niż zwykle. Nie jak na spotkanie. Jak na coś, co może zmienić wszystko.
-
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiałyMoja jedyne uwaga jest taka, ze na samym początku doca, co to go pisaliśmy, Magda zwinęła do domu jeszcze jak policjanci badali okolice domu Asi, wiec wgl jej tam nie bylo (dlatego dałam radę tak skutecznie ją olewać przez cały post XD )
-
21 Dni18 - 25 lipca mnie nie będzie.
EDIT: bardzo mi sie podoba, ze napisałam tego posta "28 dni później" :d klimatycznie.
-
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały18 - 25 lipca mnie nie będzie.
Jeśli akcja będzie na docu to pewnie bede costam wchodzić. -
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiałyMagda jest u siebie w domu. Pewnie poki co nie beda jej celowo o tym gadac. Ale to póki co.
Rzut nieparzysty, 5 -
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiałyDeklaracja: Paulina wraca do domu z Kasią. Paulina idzie się umyć na górę, Kasia zostaje na parterze i szuka kasy w kuchni (ukrytej w pudełku). Nakrywa ją ojciec Pauliny, mały chat-chat Kasia z Markiem. Potem Paulina i Kasia rozmawiają (albo rozmawiają wcześniej, jeszcze nie wiem). Następnie odpoczynek, potem zwijają do Kuby.
Na początku: w domu nie ma rodziców Pauliny. Potem się okazuje, że jej ojciec jednak był, ale po narzędzia i wychodzi do pracy. Mama pewnie wróci ok 16 lub 17 (zależy jak się zamyka przedszkole ze świetlicą). Brat nie wiem, nie robi różnicy aż tak
Jeśli MG ma inne zdanie nt stanu osób w domu lub po prostu for fun chce turlać, to trzeba mi dać znać, żeby nie było, że ja z góry założyłam jak jest
Po prostu tak sobie wydedukowałam -
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiałyChyba za duży kawałek dziabnęłam, skoro dla Arthura nic nie zostało

-
[Horror] Gruzy przeszłości"Śledztwo przed domem porwanej"
część 1


Paulina Kwiatkowska || Krzysztof Komeda || Mikołaj Pogorzelski
Dziewczyny patrzyły z daleka na krzątających się policjantów. Z tej odległości cały tragizm sytuacji jakby był mniej realny. Paulina i Kasia były zdeterminowane. Ich pewność siebie nie uciekła, choć spodziewały się, że zniosą to gorzej.
— Ja nie dam rady… — cichy głos Magdy gdzieś zza ich pleców zabrzmiał jak ukłucie. Obejrzeli się na blondynkę ze współczuciem.— Magda, nic nie szkodzi… Jak chcesz to idź do domu, może zgarnij jakąś dyszkę lub dwie na tego fotografa i się po prostu o tej osiemnastej spotkamy z Kubą
Głos Pauliny był bardzo ciepły i wspierający, co spowodowało pojawienie się łez w oczach Magdy. Blondynka kiwnęła głową, gdyż nie potrafiła przez chwilę wydobyć z siebie głosu.
— Okej.
Wiśniewska przetarła ostrożnie oczy, aby nie rozwalić resztek makijażu, jaki jej się ostał. Wycofała się i zaczęła odchodzić. Kasia i Paulina spojrzały na siebie, potem na Krzyśka i w ostateczności wróciły do obserwowania policjantów.
Krzysiek patrzył na zbiegowisko jak zaczarowany. Czuł się jak na planie "Ekstradycji", nigdy nie widział tylu policjantów na raz. Na moment zapomniał o Asi i jej mamie i o mrocznej mocy, która w nim drzemała. Chłonął każdy szczegół sceny i nawet się nie zorientował, jak gliniarze się w końcu zawinęli. Dopiero gdy plac wkoło domu opustoszał zwrócił uwagę na samochód. To nim musiała wracać wieczorem Joasia. Żołądek wypełnił mu lód, bo nagle tragedia stała się dziwnie namacalna. Jeszcze gorzej się poczuł, gdy zrozumiał co znajdowało się na podjeździe a co policyjni spece od sprzątania zdążyli już wyczyścić.
Przełknął ślinę i spojrzał niepewnie na dziewczyny.— I co teraz?
Paulina przez chwilę nic nie odpowiedziała. Stała wpatrzona w to jaśniejsze miejsce na podjeździe, jakby próbowała zmusić się, żeby spojrzeć gdzie indziej, ale nie potrafiła.
— Tutaj… — powiedziała cicho, bardziej do siebie niż do reszty. — To się stało tutaj.
Zacisnęła dłonie na paskach plecaka, jakby potrzebowała czegoś, co ją przytrzyma w miejscu. Podeszła nieco bliżej, przyglądając się okolicy, próbując zrozumieć całe to zajście, odnaleźć w tym sens i ślad czegoś, co by zrozumiała.
— Rozdzielamy się — rzuciła nagle, już ciszej, ale pewniej. — Ktoś sprawdza podjazd i okolice bramy. Ktoś drugi… — zawahała się na moment — …może coś zostało przy aucie.
Przeniosła wzrok na resztę, już bardziej przytomna.
— Cokolwiek. Ślad, szkło, coś co nie pasuje. Policja nie jest nieomylna.
Na ułamek sekundy znowu zerknęła na to miejsce.
— Tylko niczego nie dotykajcie bez sensu.
Kiedy Kasia kiwnęła głową i odeszła, Paulina złapała Krzyśka za łokieć i przysunęła się do niego.
— Może spróbujemy tej… mocy? Tylko nie bardzo wiem, co moglibyśmy chcieć wymusić w naszych głowach, aby się stało… Raz to zrobiłeś świadomie, może… Masz jakiś pomysł?
Szepnęła do chłopaka, zostając z nim sam na sam.
Krzysiek chciałby powiedzieć, że ma jakiś pomysł, ale prawda była taka, że czuł się jak noworodek, który dopiero co poznaje świat. Nie miał pojęcia jak działa jego moc, ani skąd się wzięła. Boskie albo demoniczne pochodzenie wydawało się teraz zbyt prostym wyjaśnieniem. Przypomniał sobie słowa Mikołaja. Pogorzelski ostrzegał , że Krzysiek może skończyć jak Asia jeśli zbyt głośno zacznie się obchodzić swoim "talentem". Ale czy zniknięcie Asi mogło mieć związek z tym co spotkało jego?
Tego też nie wiedział.Popatrzył na Paulinę drapiąc się nerwowo w potylicę.
— Jasne, mogę spróbować. — mruknął — Ale...jak niechcący rozerwę ci koszulkę to nie było specjalnie.
Przeniósł wzrok na samochód i znów ogarnęła go zimna zgroza. Co powinien teraz zrobić? Matka zawsze powtarzała, że gdy coś się zgubi trzeba pomodlić się do świętego Krzysztofa. Ale Asia się nie zgubiła i nie była kolczykiem ani pierścionkiem, tylko dziewczyną z którą spędził fajny wieczór w Miami. Dziewczyną, którą porwano.
— Nie wiem do końca jak to działa. Po prostu wyobraziłem sobie jak... — urwał nie chcąc wchodzić w szczegóły, które stawiałyby go w złym świetle — i mocno się skupiłem. Jakbym w miał mięsień w czaszce. Może gdybym znów się sprężył i wyobraził sobie, że jest wieczór, poniedziałek, że stoję tu, na podjeździe w momencie, gdy Asia i jej mama...
Krzysiek zaciął się. Nie był mistrzem gry jak Marek Koza i nie oglądał tych wszystkich filmów, które chłonął jego sąsiad, więc brakowało mu słów mogących precyzyjnie opisać jego zamiary.
— Chodzi żebym spróbował się cofnąć w czasie. Nie ciałem oczywiście, tylko duchem. Wiesz, jak wróżka czy tam medium albo jasnowidz. Nie wiem czy się uda, ale co szkodzi spróbować.
Paulina zawahała się przez ułamek sekundy, ale nie odsunęła się.
— Spróbujmy — szepnęła cicho.
Rozejrzała się odruchowo, upewniając się, że nikt na nich nie patrzy, po czym zrobiła pół kroku bliżej, jakby nieświadomie chciała zobaczyć więcej… albo być bliżej tego, co za chwilę może się wydarzyć.
Na podjeździe było cicho. Zbyt cicho.Paulina na moment wstrzymała oddech. Złapała Krzyska za dłoń, zacisnęła. Zamknęła oczy. Starannie wzięła głęboki wdech, po czym pomału wypuszczała powietrze ustami. Próbowała się skupić na tym, co tu się wydarzyło. Chciałaby zobaczyć jakies wskazówki, z przeszłości lub teraźniejszości.
— No to jazda — mruknął Krzysiek nie puszczając dłoni Pauliny. Spojrzał na podjazd i auto a potem ścisnął szczękę i zmarszczył czoło próbując sobie wyobrazić samego siebie w tym samym miejscu, lecz o innym czasie, który już się wydarzył. Naciskał na tkankę rzeczywistości z całych swoich sił próbując zajrzeć po za ciemną kurtynę tragicznych wydarzeń. Na czole pojawiły się pierwsze krople potu a w ustach poczuł metaliczny posmak krwi, ale nie zamierzał się zatrzymać.
Oględziny podjazdu i samochodu nie były obiecujące. Paulinie w oko nie wpadło nic, co dałoby im dodatkowe informacje poza tymi, które powiedziała im Renata. Policja naprawdę była skrupulatna.
A potem ją "wzięło". Przebłyski. Skupiła się na tym, jak mama Asi odwozi je do domów, chciała wiedzieć, co się stało potem. To nie było przyjemne. To były migawki, jakby ktoś raz za razem strzelał jej fleszem po oczach. Noc, ciemność, bez kolorów, mama Asi parkuje na podjeździe, gasi silnik, wtedy z ciemności (błyskawicznie! błyskawicznie!) przy samochodzie pojawiają się dwie postacie, nie widziała szczegółów. Kiedy jedna z nich uderzyła mamę Asi, Paulina aż zadygotała od emocji. Cała scena była niema, mama Asi nie zdążyła krzyknąć, a Asi od razu tamte postacie zatkały usta, gdy wyszarpywały jej przyjaciółkę z samochodu. Jak... jak... jakieś maszyny, sztywne precyzyjne ruchy. Kolejna migawka, widziała tylko, jak tamte postacie ładują Asię do innego samochodu i odjeżdżają. To musiał być samochód, ale Paulina nie widziała szczegółów. To było bardziej "czucie" istnienia tego samochodu.
Co najgorsze, Paulina nie była w stanie dojrzeć nic o tych dwóch postaciach. Były jak dwie ciemne plany, nie widziała ich twarzy.
Paulina ocknęła się, cała mokra od potu, który dosłownie po niej spływał, zostawiając mokre plamy na ubraniach, jakby biegła w upalny letni dzień. Nadal trzymała Krzysztofa za dłoń.
Krzysztof czuł, że przed dziewczynami robi z siebie durnia. Nie ważne jak się starał, nic nie wychodziło. Żadnego rozmycia świata, żadnego uczucia jakby grunt uciekał mu pod nogami, żadnych efektów mówiących, że to jest to. Tylko bezsensownie się spocił.Paulina przez chwilę nie była w stanie złapać oddechu. Puściła dłoń Krzysia dopiero wtedy, kiedy dotarło do niej, że ją ściska — za mocno, za długo.
— Nie… — wyszeptała, cofając się o krok.
Przetarła twarz drżącą dłonią, jakby chciała zetrzeć z niej coś więcej niż tylko pot.
— Byli tam. Dwóch. — urwała na moment, próbując złapać myśli. — Szybcy… jakby… jakby dokładnie wiedzieli co robią. Żadnego chaosu.
Spojrzała na podjazd, ale tym razem już nie jak wcześniej — teraz z wyraźnym lękiem.
— Nie widziałam twarzy. W ogóle. Jakby… ich tam nie było.
Zacisnęła szczękę.
— I od razu ją zabrali. Bez słowa.
Paulina spojrzała na siebie całą, koszulkę miała mokrą, jakby przebiegła półmaraton. Czuła silną potrzebę zdjęcia jej, wyrzucenia, ale w okolicznościach, w jakich się znalazła, po prostu nie mogła sobie na to pozwolić.
— Krzysiek, u-udało się… — zająknęła się zmieszana, nie była w stanie uwierzyć, że naprawdę jest to możliwe— Ale.. ale jak? Niby widziałam to, jednak mam wrażenie, że dalej wiem tyle, co nic… Nic nie wiem, choć przeżyłam koszmar razem z nimi…
Głos Pauliny pod koniec zaczął się załamywać. Jej oczy zaszkliły się, ale powstrzymywała łzy. Widać było, że chce zdusić w sobie to, co się wydarzyło. Czuła się obecna zdarzenia, a mimo to dalej wiedziała tyle co nic..
Krzysiek patrzył na Paulinę z rosnącym przerażeniem. Bał się powtórki z apelu, gdy nagle zemdlała z nadmiaru emocji. Stał blisko niej gotowy ją złapać, ale dziewczyna nadal trzymała na nogach. Dopiero po chwili dotarł do niego sens jej słów i pojął co się właśnie wydarzyło. To nie on miał wizję, tylko Paulina. Zobaczyła coś. Jemu się nie udało i przez moment czuł palący wstyd. Wstyd jaki może tylko czuć tylko młody chłopak, który wygłupił się przed dziewczynami. Szybko schował to uczucie skupiony tylko na niej i na tym co mówi. Paulina była w kiepskim stanie i cokolwiek zobaczyła nie brzmiało to dobrze. Zalała go fala współczucia i troski, chciał jej pomóc ale nie miał pojęcia jak. Objąć i przytulić? Dotknąć w ramię? Złapać za dłoń? W takich sprawach Krzysiek był beznadziejny i może gdyby Paulina Kwiatkowska nie była dziewczyną pewnie potrafiłby podjąć jakąś decyzję. A tak po prostu stał i gapił się na nią jak cielę.— Czyli ty też... — wyrwało mu się bo w końcu zrozumiał, że nie jest jedyny, że inni też zostali naznaczeni. — Ja pierdolę.
Milczał przez chwilę, próbując poskładać to wszystko jakoś do kupy. Co nie było łatwe, bo poczucie wstydu i upokorzenia, tliło się gdzieś z tyłu głowy jak nieugaszony pożar. Bał się, że w oczach Pauliny i jej koleżanek wyjdzie na kłamcę i pozera, który wymyślił historyjkę o zakonnicy i nauczycielce by się przed nimi popisać.
— Dałem ciała, nic nie zobaczyłem — przyznał szczerze i westchnął pod nosem — Może umiem tylko rwać gacie z dupy. Ale ważne że tobie się udało.
Paulina spojrzała na Krzysztofa jeszcze przez chwilę, jakby dopiero teraz do niej dotarło, co właściwie powiedział. Zmarszczyła brwi, powracając pomału emocjami na stabilniejszy grunt.
— To nie jest żadna twoja „porażka”, ani dowód na to, że nie umiesz niczego innego — odezwała się cicho, ale stanowczo. — To nie działa jak… nie wiem, zadanie z matematyki, że robisz to, co musisz i wychodzi logicznie. Dla mnie to co się dzieje nie ma żadnej logiki! Ja dziś zrobiłam chyba trzy różne rzeczy, spójrz.
Wyciągnęła rękę, aby odliczać na palcach
— Uciszyłam budzik bez dotykania go, czyli jakby… Wyciszyłam dźwięk? Zatrzymałam mechanizm? Potem, jak sami stwierdziliście, lewitowałam. Teraz miałam jakieś… wizje?
Otarła wilgotną skroń i odetchnęła głębiej, próbując się uspokoić. Wypuściła pomału powietrze drżącymi ustami. Skoro sama potrafiła robić rzeczy z różnej kategorii, to Krzysiek na pewno miał to samo.
— Może to nie ty miałeś to zobaczyć — dodała po chwili, już spokojniej. — Albo nie teraz. Może… Może dla każdego z nas jest jakiś konkretny moment w czasie, gdzie działamy. Gdy jedno działa, drugie jest w letargu?
Na moment zawiesiła wzrok gdzieś obok niego, jakby wciąż widziała tamten obraz. Potrząsnęła głową. Czuła narastającą w gardle gulę. Zastanowiła się, czy Krzysiek już nie zaczął jej oceniać. Czy zacznie się od niej odsuwać? Z niepewności dała krok w jego stronę, przybliżając się i ściszając głos.
— I to wcale nie było… — urwała, kręcąc lekko głową. — To nie było jak wspomnienie. To było jakby ktoś mi to wcisnął do głowy. Nawet nie czułam się jak widz, bardziej jak obserwator, który…czuje I jest w akcji.
Zacisnęła dłonie na paskach plecaka.
— A oni… oni byli… dziwni. Za szybcy. Za dokładni. — spojrzała z powrotem na Krzyśka. — I nie widziałam ich twarzy. W ogóle. Czuję się jakbym naprawdę nic nie odkryła!
Nastolatka zamilkła na moment, spuściła wzrok. Znowu wędrowała spojrzeniem po podjeździe, po ulicy, jakby śledziła wzrokiem kierunek, gdzie uciekli sprawcy.
— Ale to znaczy, że coś tu jest nie tak. — dodała ciszej. — I że mamy rację, żeby tu być.
Krzysiek nie został wyśmiany, nikt nie nazwał go pozorem, ani nie zarzucił kłamstwa. Wszystko co myślał o popularnych dziewczynach mógł wyrzucić do kosza, przynajmniej w przypadku Pauliny, która co raz wymykała się jego wyobrażeniom, najpierw w Miami a teraz tutaj, pod domem jej przyjaciółki. Słuchał jej wyjaśnień z ulgą, bo jej teoria miała więcej sensu niż jego, że został naznaczony mocą, z której ucieszyłby się tylko zboczeniec.
— Skoro udało ci się raz, może następnym razem zobaczysz więcej? Ja też mogę spróbować — zaproponował — Moglibyśmy też na razie po prostu się spokojnie rozejrzeć.
Wskazał skinieniem na dom zaginionej koleżanki.
—Gliny pewnie przetrząsnęli samochód, ale może przeoczyli coś w domu?
Przeniosła wzrok na podjazd, jakby coś ją tam znowu przyciągało, choć wyraźnie nie chciała patrzeć za długo.
— Rozejrzeć się… chyba możemy — dodała po chwili. — Tylko spokojnie. Bez rzucania się w oczy. Wchodzenie do domu to już chyba włamanie... Mielibyśmy przechlapane
Zawahała się na moment, po czym spojrzała z powrotem na chłopaka.
— I nie forsuj się z tym — dorzuciła ciszej, niemal półgłosem. — Jak to ma działać, to zadziała. U mnie też to nie było… zaplanowane. Choć faktycznie skupiłam się na konkretnej rzeczy. Może gdybyśmy chcieli zobaczyć powód to... Też by się udało? Ja jeszcze raz spróbuję... Bardziej spocona już nie będę.
Paulina potrząsnęła koszulką, która lepiła się do niej nieprzyjemnie. Zaśmiała się nerwowo, ale bardzo krótko.
Dziewczyna znowu odetchnęła na spokojnie, próbując złapać stabilność w emocjach. Zamknęła oczy i odwiodła dłonie od ud na parę centymetrów do boku. Skoro raz się udało zobaczyć zdarzenie, może teraz jakimś cudem pozna jego powód?Paulina już widziała, co się tam stało. Ale nie rozumiała, kto to zrobił. Skupiła się ponownie, teraz na tych ciemnych postaciach.
Udało się. I po chwili chciało jej się rzygać. To... to nie byli ludzie. Już nie. Paulina miała w ustach smak padliny, posmak trupa. Ci dwaj, to musieli być faceci, była już tego pewna, nie żyli. Ruszali się, ale nie myśleli. Coś jednak kontrolowało ich z zewnątrz, ale więcej nie zrozumiała. I po chwili to poczuła - tę moc, którą sama już poznała.
Ciągle w migawce fleszy zobaczyła zamek górujący nad miasteczkiem. Coś tam było, albo raczej pod nim, głęboko pod nim. Tak, pod nim! To ta moc! To ona pozwalała się tamtym poruszać. Zrobiło jej się jeszcze bardziej niedobrze na myśl, że ona też zamieni się w takie... coś. Ale w końcu pojęła, że oni, zostali CELOWO przemienieni, i to nagle, a za wszystkim stoi ktoś, kto pociąga za te sznurki. Skojarzenie przyszło w kolejnej migawce, gdy po raz kolejny obserwowała jak tamci wyciągają Asię z samochodu - te sztywne ruchy, jakby to były marionetki w teatrze lalek.
Okropieństwo! Odór i smak rozkładających się zwłok narastał z każdą chwilą.

Pogorzelski wyszedł z kręgu kamienic. Przemierzał chodnik, przyglądając się tabliczkom z nazwami ulic. Na skrzyżowaniu wypatrzył właściwą, przekazaną przed rozdzieleniem. Pozostało podążać za malejącą numeracją domów, aż do adresu Asi. W końcu na podjeździe po drugiej stronie drogi rozpoznał kręcone loki i jasną czuprynę młodocianych z grupy poszukiwawczej. Ściągnął mocniej smycz, wskazując czworonożnemu ziomowi kierunek. Zwiększył tempo. Lekko zdyszany zatrzymał się u celu.
— Ogar, poznaj Poganina i…— dziewczyna nie miała dobrej ksywy. Nie dokończył, wybity zastanym obrazem. Wyglądali na ludzi wyprażonych pełnym słońcem przy żarze z nieba rzędu czterdziestu stopni. Oboje przepoceni do nitki. Paulina krzywiła się jakby zjadła karalucha i walczyła z powstrzymaniem wymiotów. Krzychu mus doznał objawienia piekieł. Patrzył spojrzeniem zbitego psa z miną cierpiętnika wyrażającą “moja wina” wszystkich grzechów świata. Brakowało wora pokutnego i zdartych kolan pielgrzyma z Medjugorje.
— Co się odwaliło?Paulina odbiegła niezgrabnie pod ogrodzenie i zwymiotowała między bujnymi tujami. W ustach czuła smak zgnilizny, jakby właśnie pożywiła się surowym, starym mięsem. Wyobrażenie sobie białych robaków, które zwykle po takiej padlinie pełzają, sprawiło jedynie, że ponownie zebrało jej się na wymioty.
Słysząc te charakterystyczne odgłosy zaraz zza domu przybiegła Kasia. Była nie tylko zdziwiona, widząc Paulinę w takim stanie, ale i wściekła.
— Coście jej zrobili?! — uniosła się gniewnie podbiegając do przyjaciółki i zgarniając jej włosy.
Paulina kaszląc przeszła do defensywy.— To... ekhe... nie ich... ekh ekh... wina — nabrała gwałtownie powietrza i przetoczyła się z asystą Kasi pod ścianę domu, gdzie osunęła się siadając na ziemi z wyprostowanymi nogami. Głowa była dla niej tak ciężka, że oparła ją o zimne mury.
— To działa...— wymamrotała słabo — Nie wierzyłam, ale bez kitu to działa, Mikołaj.
Nastolatka wyglądała jakby przebiegła wspomniany półmaraton i dodatkowo zatruła się śląskim powietrzem. Można było nawet pokusić się o przypuszczenie, że potrzebuje pilnie karetki.
— Paulina, co się stało? — zapytała Kasia, kucając przy koleżance i odgarniając przylepiające się do jej mokrego czoła włosy.
Dziewczyna wyciągnęła rękę przed siebie, chcąc pogłaskać psa, którego przyprowadził Mikołaj. Sądziła, że to futerko da jej namiastkę poczucia bezpieczeństwa. Niestety nie wiedziała, ani czy pies zechce podejść, ani czy nie jest groźny.
— Cześć, Ogar — przywitała się siląc się na słaby uśmiech — Wiecie, zastanawiam się, czy my serio, mając te jakąś moc czy co... Widzimy prawdę? A co jeśli to tylko jakieś, nie wiem, psychopatyczne wizje? Choć przysięgam, że wydawało się takie… prawdziwe. Jakbym tam była, jakbym była w tej akcji czynna…
Zrobiła krótką przerwę na oddech, aby móc kontynuować, nie trzymając innych w niepewności. Postanowiła zacząć od początku, od pierwszej wizji, bo póki co, tylko Krzysiek ją znał.
— Najpierw widziałam cały moment porwania. Były dwie postacie, miały takie… dziwne, mechaniczne ruchy, ale myślałam, że po prostu tak to widzę, bo jest to niezbyt płynny obraz. Zabrali Asię do auta i odjechali, w tamtym kierunku
Paulina wskazała drogę, którą widziała w wizji.
— I teraz ta gorsza część… A raczej dziwniejsza. Gdy skupiłam się po raz drugi, czułam… Smak i zapach padliny. Trupa. Te postacie, których wcześniej nie widziałam, a teraz tak, to właśnie, to… Jakieś zombie. Ktoś sterował martwymi ciałami, wydał komendy, nie wiem! Nie uwierzycie mi, ja sama nie wierzę, to absurdalne, ale nie wymyśliłam sobie, ja nawet nie jestem fanką horrorów! Ta moc, nie wiem czy nasza też, ale te trupy, ktoś sterujący nimi, wszystko ma swoje podstawy w… Zamku. Pod zamkiem. Gdzieś tam, głęboko, coś tam… Jest.
Paulina mówiąc to błądziła nerwowo wzrokiem po wszystkich, a na koniec opuściła spojrzenie. Zwinęła nogi, zginając je i przyciskając je do siebie, brodę oparła o kolana, a rękami objęła podudzia. Myślała nad tym, co właśnie powiedziała. Zastanawiała się, czy dobrze zrobiła mówiąc to. Nie chciała wyjść na kretynkę. Niestety zaczynała się tak czuć.
-
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiałyTo ja w takim razie zaczekam na nową kolejkę. Może wpis Szarzyzny pozwoli mi się jakoś odnaleźć w czasoprzestrzeni.
Myślę, że jakbyśmy do fotografa szli, to mogłaby Alicja Magdę po drodze spotkać, może by chciała dołączyć (Magda podobnie się ubiera XD i jest mega niegroźna, dobra dziewczyna)
-
21 dni Kwarantanny
Wiktoria Wrońska
W głównym holu dużo się działo. Kobieta obserwowała bacznie poczynania epidemiologów oraz ludzi zebranych wokół. Czuła potrzebę bycia tutaj, a nie gdzieś na ponad dwudziestym piętrze, gdzie nie miała nad niczym kontroli, nie wiedziała co się dzieje, ani nie byłaby świadoma rozwoju sytuacji.
Wiktoria zrozumiała, że dobrze zrobiła, gdy usłyszała głośny raban. Przystanęła nieopodal z początku obserwując. Mały wianuszek gapiów był dowodem, że dzieje się coś, co trzeba zbadać i opanować.
Wiktoria nie podeszła od razu. Najpierw poczekała, aż wybrzmi echo uderzenia krzesła o ścianę. Dopiero wtedy zrobiła kilka spokojnych kroków w jego stronę, zatrzymując się w bezpiecznej odległości.— Jak masz na imię?
Nie próbowała przekrzyczeć jego emocji. Próbowała po prostu do niego dotrzeć.
— Powiedziałeś trzy ważne rzeczy.
Uniosła lekko dłoń, odliczając na palcach.
— Rodzina. Leki. Wyjście z budynku.
Zrobiła krótką pauzę, dając mu czas na przetworzenie.
— Trzeciego nie mogę ci obiecać. Ale pierwszymi dwoma możemy się zająć.
Spojrzała na niego spokojnie i zrobiła krok w jego stronę. Chciała, aby ta rozmowa zaczęła robić się bardziej prywatna, niż widowiskowa, a do tego potrzebowała skrócić dzielący ich dystans.
— Jakie leki przyjmujesz?
Kurier wyglądał, jakby zaraz miał eksplodować. Uderzył pięścią w swoje udo, zupełnie jakby ból w jakiś sposób mu pomagał.
— Arypiprazol. Na Shizofrenię. — Odpowiedział nerwowo.
Wiktoria skinęła głową. Nie skomentowała nazwy leku ani diagnozy. W tej chwili nie miało to znaczenia.
— Dobrze. To już jest konkret.
Jej głos pozostał spokojny. Widziała, że show dobiegło końca, ponieważ obserwatorów zaczęło ubywać. Był to dobry znak, nie tylko dla niej, ale i dla mężczyzny.
— Nie wiem, czy uda się go zdobyć. Ale wiem, że jeśli nikt nie będzie o tym wiedział, na pewno go nie dostaniesz.
Spojrzała krótko w stronę epidemiologów i powróciła wzrokiem do mężczyzny.
— Pójdę z tą informacją do doktor Wójcik. Jeżeli istnieje możliwość sprowadzenia leków dla osób objętych kwarantanną, dowiemy się teraz.
Po chwili znów spojrzała na kuriera.
— Potrzebuję tylko jednego. Jak masz na imię?
— Robert. Robert Kowalski. — Odpowiedział kurier
Wiktoria skinęła głową.
— Dobrze, Robercie.
Wypowiedziała jego imię spokojnie, jakby chciała upewnić się, że od tej chwili nie jest już tylko kolejnym człowiekiem uwięzionym w tłumie, którego każdy ignoruje, traktując przedmiotowo.
— Zaraz porozmawiam z doktor Wójcik. Dowiem się, czy istnieje możliwość sprowadzenia twojego leku albo skontaktowania się z kimś, kto będzie mógł go dostarczyć.
Nie składała obietnic. Obietnice bez pokrycia były najprostszą drogą do utraty zaufania.
— Nie mogę obiecać, że się uda. Ale mogę obiecać, że nie zignoruję tego problemu.
Spojrzała na niego uważnie, robiąc niewielką przerwę. Wiedziała, że wielu ludzi potrzebuje dosłownie paru sekund, na przetworzenie informacji.
— W zamian potrzebuję kilku minut. Daj mi spróbować coś załatwić, zanim uznasz, że nic już nie da się zrobić. Umowa?
— Umowa.
Kurier z trudem oparł się o ścianę, starając się zachować spokój. Nikt nie wiedział z jakimi demonami walczy. Ani kiedy brał ostatnią dawkę, więc jak długo już walczy...
Wiktoria odnalazła wzrokiem doktor Wójcik i poczekała, aż ta zakończy rozmowę lub czynność, którą właśnie wykonywała. Wiedziała, że w aktualnej sytuacji mają co robić, jednakże po dostarczeniu pewnych dokumentów liczyła też na jakikolwiek posłuch.
— Pani doktor, czy mogę zająć chwilę? To ważne.
Zaczekała na zgodę.
— Jeden z uwięzionych w budynku kurierów poinformował mnie, że przyjmuje arypiprazol i nie ma przy sobie zapasu leku. Obawiam się, że jeśli kwarantanna potrwa dłużej, może to być kłopotliwe i doprowadzić do nieprzewidywalnych sytuacji. Pan Robert również wykazuje obawy.
Na moment zamilkła.
— Czy istnieje możliwość sprowadzenia leków dla osób, które znalazły się tutaj przypadkiem? Nie proszę o wyjątek. Chciałabym jedynie wiedzieć, czy istnieje procedura na takie sytuacje.
Wójcik spojrzała na Wrońską. Jej spojrzenie mówiło bardzo dużo - z jednej strony podziw, że ktoś tu dba o to, że ktoś musi przyjmować jakieś leki. Z drugiej, coś w rodzaju bezczelnej, ironicznej i gorzkiej kpiny, jakby samo założenie, że tutaj jest jakiś ustalony porządek i jakieś procedury, było błędne u samych podstaw.
Westchnęła.
— Założyłam, że jeżeli ktoś potrzebuje jakichś leków, to się do nas zgłosi z tą sprawą. A jednak widzę tutaj Panią, a nie ten kurier. Arypiprazol to środek pozwalający kontrolować schizofrenię... Komuś stała się krzywda, czy ucierpiały jedynie meble? — Zapytała rzeczowo.
— Póki co ucierpiały tylko meble.
Przyglądała się Wójcik z uwagą i spokojem.
— Jako psycholog wiem, że przewlekły stres i nagłe przerwanie leczenia to bardzo zła kombinacja. Dlatego przyszłam teraz, a nie wtedy, gdy sytuacja wymknie się spod kontroli. Ten człowiek jest wyraźnie przeciążony, nie wiadomo jak długo nie bierze leków. Napięta sytuacja i poczucie odizolowania dodatkowo pogarszają jego stan. Nie przyszedł sam, ponieważ był przekonany, że nikt nie będzie miał czasu ani ochoty go wysłuchać. Uznałam, że łatwiej i bezpieczniej będzie zainteresować się jak i wystąpić w jego imieniu, zapewniając mu chociaż namiastkę uwagi, jakiej zdaje się teraz potrzebuje. Jak i leków zapewne.
Wójcik westchnęła ponownie.
— Nagła kwarantanna, zero zainteresowania ludźmi i ich potrzebami. Zajmę się tym. Tyle, że to może chwile potrwać. W tej chwili mam na stanie co najwyżej antyseptyki. Darpol nie ma przypadkiem jakichś zapasów medycznych? na przykład tabletek uspokajających?
— Apteczki pierwszej pomocy na pewno. Defibrylatory również.
Na chwilę się zamyśliła.
— Ale zapasów leków nie kojarzę. To dość ryzykowne z punktu widzenia odpowiedzialności pracodawcy.
Na moment zawahała się.
— Mam też wątpliwości, czy doraźne uspokojenie rozwiązałoby problem. Robert potrzebuje swojego leczenia, a nie tylko wyciszenia.
Spojrzała na doktor Wójcik.
— Zastanawiam się też, czy obecny tu ratownik medyczny w ogóle dysponuje czymkolwiek, co mogłoby nam pomóc do czasu zdobycia właściwego leku.
— Dobre pytanie. Teoretycznie powinien. W praktyce może się okazać, że większość leków wróciła karetką do szpitala. Ale warto zapytać, oni noszą wszystkiego po trochu, na zaś. A przynajmniej tak powinno być. Na Arypiprazol trzeba będzie poczekać przynajmniej do wieczora. — Odparła Epidemiolog.
— Dziękuję. Przekażę mu, że sprawa jest w toku. Porozmawiam też z Michałem Owczarkiem. Być może ma przy sobie coś, co pozwoli doraźnie złagodzić jego napięcie do czasu zdobycia właściwego leku.
Wiktoria skinęła głową w podziękowaniu i wycofała się. Wróciła do czekającego na nią Roberta, by przekazać mu, że nie został z tym problemem sam. Miała nadzieję, że sama świadomość, iż ktoś zajął się jego sprawą, choć odrobinę przyniesie mu ulgę.
-
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiałyNajważniejszą część odpisałam, będę czekać aż wszyscy odpowiedzą, bo teraz dość ważne decyzje mogą zapaść

EDIT: wgl to zaczęłam drugą sesję na forum, bo chciałam pograć w zombie tymczasem Johny: Zombie mamy w domu
-
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiałyZdecyduj sam: Śledztwo skupia się na spostrzegawczości i szukaniu fizycznych śladów, Pojmowanie to bardziej zrozumienie kogoś lub czegoś. Skoro jest to osobna umiejętność, to rezultaty mogą być inne. Jak chcesz zobaczyć, to Śledztwo.
Rzuciłam sobie na pojmowanie tym razem:

Zrozumiałam, że chodzi w tym rzucie o np poznanie motywu? Czy są jakieś szersze opcje? Sorrki że ja dopytuje jak upośledzon, ale staram się skumać co mogę osiagnąć XD Mam nadzieję, że przez moją niewiedzę w zakresie systemu nie zostanę po prostu ukarana jakąś średnią informacją

-
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały@nami
Testowałaś którą umiejętność? Śledztwo czy Pojmowanie?EDIT: z kontekstu cytatu testujesz śledztwo, tak?
Tak, miało być śledztwo, bo zrozumiałam, że na UMYSŁ są oba
to się sama spostrzegawczość mi nie opylała, to pomyślałam, że śledztwo.ALE
jeśli wolałbyś coś dać ze spostrzegawczości to też bym się nie obrażała ofc (dlatego napisałam w poście przeszłości LUB teraźniejszości, gdyby np w wizji ujrzała, że porywacze coś upuścili i widziała miejsce tego, więc w teraźniejszości podeszłaby i podniosła - taki luźny przykład)
-
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiałyNie ma takich rzutów - Śledztwo odpowiada właśnie spostrzegawczości. Jak nie masz umiejętności, to rzucasz tylko kośćmi Umysłu. Plus ewentualnie ta "magiczna".
To rzuciłam. Za pierwszym razem się nie udało, więc forsowałam rzut i mam jedną 6. Ale też jedną 1.

i mamy tego samego doca tekst odnośnika
-
[Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiałyJeżeli chcecie zacząć korzystać z mocy, to mogę się dołączyć. Możecie to połączyć ze Śledztwem lub Pojmowaniem.
kurczaki, nie mam żadnej z tych umiejętności... mam to na zero (0). A rzuty na coś w stylu spostrzegawczosc? np otwarte okno na piętrze? Bo mam przynajmniej punkty w RUCH wiec mogłabym skoczyć XD szukam sobie czegoś mądrego.
Ale na te pojmowanie czy śledztwo tez mige rzucić choc w moim przypadku to chyba 1 lub 2 kości

-
Zbiórka na forum 10.2026-10.2027A ja mam pytanie jak wygląda ta ranga patronatu? Czy jest już na forum jakiś przykład, ktoś to ma aby zobaczyć? Czy na discordzie forumowym też się dostaje takie wyróżnienie (jak w przypadku boostowania serwera)?