
Paulina Kwiatkowska
Szatynka tego poranka nie dała szans natrętnemu budzikowi. Nim ten zdążył wydać swój pierwszy, irytujący i przeszywający uszy dźwięk, nastolatka z precyzyjnym wyczuciem czasu od razu go znokautowała.
Paulina siedziała na łóżku po turecku już od jakichś trzech, może pięciu, minut i wpatrywała się we wskazówki zegara. Tego poranka była zamyślona, gdyż wszystko to, co zdążyła poznać i do czego się już przyzwyczaiła, po części musiało ustąpić nowemu. Kiedy już niemal była pewna, że jej natłok myśli na temat własnego zachowania zelżał, pojawiła się wręcz nadzieja, że być może ten natłok dobiegnie końca — wstąpić miała w nowy świat. Inni ludzie, środowisko, szkoła, klasa, znajomi. Co teraz jest na topie? Czy jej ulubione spinki nie wzbudzą śmiechu? A nawet jeśli, to czy uda jej się zachować dobrą minę i być może nawet sprawi, że nie będą taką wiochą i ustali nowy trend? Tylko pytanie czy serio są wiochą? Nie wiedziała też, jak ubierze się Kasia i Magda, choć rozmawiały o tym jeszcze nie tak dawno, to nie była pewna, a przecież nie mogła wypaść źle. W wyobraźni widziała już krytyczne spojrzenie Kaśki, usta wykrzywione w grymasie zniesmaczenia i naśladującą jej mimikę Magdę.
Rozczochrane, długie włochy zatańczyły nagle wokół głowy, która została brutalnie wstrząśnięta na boki. Niemal w tym samym momencie delikatne dłonie dziewczyny, z dłuższymi, zadbanymi paznokciami, uderzyły niemocno parokrotnie w skronie, jakby chciały chwycić kudły w swe szpony i wytarmosić brutalnie za to, że pod ich puchem śmiały w ogóle pojawić się takie myśli i to w takiej ilości!
Paulina ryknęła gardłowo i zacisnęła powieki, chowając tym samym błękitne oczy za ich zasłoną. Wzięła parę głębszych wdechów, a rytuał zakończyła mocnym i głośnym wydechem. Później pozostało jej jedynie zerwać się z łóżka i złożyć pościel, uprzednio chowając też swoją różową, bawełnianą piżamę.

– Ty dobrze się tam czujesz? – usłyszała głos Michała dochodzący z korytarza, który wyjątkowo zaseplenił. Musiał mieć otwarte drzwi łazienki, ażeby słyszeć w ogóle festiwal warczenia Pauliny.
– Ano – odkrzyknęła zamykając kufer łóżka – Nie wchodź! – dodała głośniej, podchodząc do szafy, aby wyjąć ubrania.
– Nawet nie chcę – parsknął jeszcze bardziej niezrozumiale niż poprzednio. Z dużym prawdopodobieństwem mył zęby, stąd ta bełkotliwa mowa.
Paulina wyjęła z szafy czarną sukienkę, białą koszulę zapinaną na guziczki oraz cienkie, lekko połyskujące cieliste rajstopy z lycrą, które były totalnym must have! Nie zapomniała też o całkiem nowych, czarnym półbutach z zaokrąglonym noskiem, niskim obcasikiem oraz paskiem przechodzącym przez środek stopy w stylu Mary Jane. Biżuteria i delikatny makijaż miały dopełnić obrazu, czyniąc z niej grzeczną i schludną uczennicę, ponieważ tak właśnie wypadało ubierać się na rozpoczęcie roku.
Gdy zeszła na parter, w kuchni już krzątała się mama, ojca w domu nie było, pewnie miał telefon i musiał znowu gdzieś wyjechać poza Sokołów, do klienta. Michał też niedługo miał wyjść do pracy, więc jedynie rzucili sobie przelotne spojrzenie i kiwnęli głową, nim za chłopakiem cichutko zamknęły się drzwi.
– Zdenerwowana? – zapytała Anna Kwiatkowska swojej córki, na której przez moment zawiesiła zmęczony wzrok.
– Może trochę – odparła nastolatka siadając przy stole z lekkim uśmiechem na twarzy. Wzrok jej mamy wciąż był w nią wbity.
– Ale ty jesteś piękna – rzuciła rodzicielka podchodząc do Pauliny i odgarniając jej włosy za ucho, jednocześnie drugą ręką odkładając na stół talerz z lekkim śniadaniem.
Szatynka jedynie uśmiechnęła się subtelnie nie odpowiadając. Rozpoczęła jedzenie, gdy za moment na stole pojawiła się zaparzona w szklance herbata z torebki.
– Dobrze się ubrałaś. Niektórym dziewczynom w głowach się poprzewracało, jak patrzyłam przez okno to aż się za głowę złapałam – Anna nie mogła wytrzymać, weszła w ton rodzicielsko-nauczycielski
– Oj mamo.
– No już nie ojaj mi tu tylko jedz i się zbieraj! Sama idziesz?
– Nie, z Kasią i Magdą.
– A Asia?
– Tata ją podwiezie
– No tak, nowobogaccy pokazać się muszą
Paulina tylko pokręciła głową, nie chciało jej się już wdawać w dyskusję. Nie lubiła tego, jak jej matka potrafiła oceniać ludzi, sama wręcz bała się, że ktoś mógłby ją też tak oceniać. To był jej największy koszmar, dlatego musiała się wpasować. Wstała od stołu, gdy zakończyła śniadanie, jej matka również wstała, jak na hejnał.
– Yy, ten, no, może notes weź jakiś i długopis! – zasugerowała dość rozkazującym tonem.
– No, dobra, wezmę – odparła nastolatka na odczepne – To cześć! – pożegnała się z mamą i udała się na rozpoczęcie roku szkolnego.

Gdzieś w połowie drogi do szkoły spotkała Kasię i Magdę. Widząc dziewczyny z daleka już zaczęło robić jej się gorąco, pomachała im, a te odmachały, zaczęły iść w swoim kierunku nawzajem, aby przyspieszyć nieuchronne spotkanie. Pierwsze co przytuliły się na przywitanie, mimo iż dosłownie widziały się parę dni temu.
– O boże, Paulinka! Ale klasa! - powiedziała Kasia z uśmiechem i szczerością, co sprawiło, że Paulina poczuła ulgę. Najbardziej się bała, że się ośmieszy. Teraz mogła być z siebie dumna, że zostawiła spinki w domu i użyła tylko nie rzucających się w oczy wsuwek.
– No no, ale kiecka– zawtórowała Magda, zarzucając blond włosami i żując gumę jak krowa na polu. – Gdzie kupiłaś? U Matyldy?– zapytała chyba tylko z grzeczności.
– Tata mi przywiózł jak był poza Sokołowem, nie wiem gdzie– odpowiedziała, mimo iż nie widziała w tym sensu, co też Kasia wyczuła i szybko się wtrąciła
– Jezu, Magda, się królowa mody znalazła, chodź już do tej budy, trzeba obczaić z jakimi lamusami przyjdzie nam spędzić kolejne lata, a może coś ciekawego się znajdzie– Kasia ruszyła niespiesznie, Magda zarechotała myśląc już o przystojnych chłopakach, a Paulina jedynie uśmiechnęła się pod nosem. Póki co zdawało się, że dzień, mimo fatalnej okazji, będzie całkiem wesoły.
Paulina miała długie, karbowane włosy, w kolorze ciepłego brązu sięgające poza linie barków. Jej niebieskie oczy wyrażały spokój, a sam wyraz twarzy sprawiał, że ludzie czuli się przy niej bezpieczni i nie oceniani. Roztaczała wokół siebie aurę miłej, koleżeńskiej atmosfery, dlatego też wiele osób nie bało się do niej odezwać, nawet jeśli czuli się w szkole totalnie odmienni i niepasujący. Była też drobnej postury, mierzyła około sto sześćdziesiąt centymetrów, ważyła pewnie nie więcej jak pięćdziesiąt kilogramów, co było widoczne po jej lekkiej, dziewczęcej figurze. Określenie Pauliny jako “miłej dla oka” byłoby idealnym i bardzo pasującym, choć dla wielu mogła być po prostu typowa z tych ładniejszych, nie robiła wielkiego wrażenia, nie sprawiała, że pół szkoły za nią biegało. Paulina po prostu mogła się bardziej podobać, ale nie wzbudzała wielkiego zachwytu, gdyż nie posiadała w sobie tej magii magnetyzmu. Emanowała spokojem i czymś miłym, a nie czymś kuszącym.
Kiedy rozpoczął się apel, od razu szepnęła do dziewczyn
– Ta w sukience to dyrektorka, Michał mi opowiadał, ponoć niezłe numery wywijał i nie raz na dywaniku u niej wylądował– pochwaliła się koleżankom, choć jej brat nic takiego jej nie mówił. Te od razu podekscytowały się.
– No nie gadaj!– Kasia rzuciła ciekawskie spojrzenie na kobietę. Niedługo po tym Paula zauważyła znajomą twarz, a potem ten chłopak jej pomachał. Odmachała mu jakby ukradkiem i posłała słaby uśmiech. Od razu niemal dostała została spacyfikowana przez Kaśkę szturchnięciem
– Komu ty machasz?– zapytała natarczywie, co wzbudziło zaciekawienie Magdy. Blondynka niemal błyskawicznie namierzyła ciacho, któremu właśnie Paulina pomachała.
– Ty, kto to jest?! - Magda wyraźnie była podjarana, więc też podniosła rękę, aby pomachać Pogorzelskiemu, mimo iż go nie znała. Jej ręka szybciutko poszybowała w górę, z entuzjazmem i słodkością uroczego dzieciaka.
– Kolega mojego brata– odpowiedziała, wzbudzając jeszcze większe zainteresowanie dziewczyn. Mikołaj musiał poczuć jak bardzo jest przez nie lustrowany.
Dalej pozostało już słuchać mało oryginalnego przemówienia, albo nawet nie słuchać i się całkowicie odciąć. Dziewczyny oczywiście obserwowały wszystko i wszystkich, komentując co rusz nową osobę, a trzeba przyznać, że było ich sporo. Sporo emocji i wzburzenia wznieciła Romka, którą Paulina kojarzyła z wizyt w garażu swojego brata, nazywała się Ariadna. Nastolatka całkiem nieświadomie zaszkodziła jej, zdradzając Kasi i reszcie jak ta ma na imię i że “zna jej brata”
– A to wywłoka!– rzuciła Kaśka – No kojarzyłam ją skądś– dodała. Paulinie wydawało się, że jej koleżanka udaje, jakoby tak słabo znała Romkę, bowiem jeszcze jakoś pół roku temu, strasznie się wkurzała widząc ją na mieście z pewnym przystojnym facetem; tylko wtedy nie wiedziała, że to po prostu brat Ariadny, a nie jakiś podrywacz.
– Ty patrz, wymyka się! - Magda musiała być szpiegiem numer jeden, żeby zaplusować
– Suka– Kasia ewidentnie się oburzyła. Paulina i Asia posłały sobie jedynie spojrzenie i westchnęły jak dwie zsynchronizowane maszyny. Katarzyna jednak nie mogła odpuścić, sprężystym krokiem, kręcąc biodrami jak gwiazda, ruszyła w stronę wyjścia. Zaskoczeniem dla dziewczyn było, gdy tam się zatrzymała, zupełnie jakby nagle włączyła jakieś trybiki i zaczęła analizować. Przyjaciółki były wpatrzone w nią z ogromną ciekawością, a cały wywód dyrektorki pozostał jakimś głuchym szumem bez znaczenia. Kasia w końcu jednak odwróciła się, rozejrzała na boki i podeszła do kogoś z kadry nauczycielskiej po czym dumna wróciła do swojej paczki, jak paw kręcąc tym, co miała najlepszego, z triumfalnym uśmiechem i miną zwycięzcy.
– No to już ma lipę, frajerka – skwitowała jak królowa, uznając, że teraz to już na pewno będzie dobry dzień.

Bo źle się już tam czułam i wzbudzał niechęć, ta niepewność pt "kiedy znowu spadnie z kija?" była męcząca




Co do tego, co pisałaś jeszcze w rekrutacji, jak najbardziej mi odpowiada. Nakreśliłam tylko bardziej w KP, że Michał wynajmuje z kolegami garaż przy torach i to tam sobie robią próby. Michał był za twoją koleżanką, ale chłopakom nie odpowiadała, szukał też rady u Pauliny, przez co ona wie o sytuacji i poczuła przykrość i nić sympatii do waszej dwójki, ale nie wyciągnęła nigdy ręki (metaforycznie), bo zadawanie się z Romką mogłoby źle wpłynąć na wizerunek
, więc tyle co zwykłe "cześć", "hej", posłanie uśmiechu, ewentualnie miłe słowo, gdyby cośtam pytały luźno i to tyle. A Michał to dobry chłopak, ale trochę cichy, z zasadami swoimi, luźny ziomek, bez uprzedzeń, gdyby Ariadna nie miała nikogo na oku w sesji, to mógłby nawet się nią interesować, ale bez inicjatywy z jego strony, bo to taki wstydniś wbrew pozorom 
Byli tez mega glosni, zawsze sie darli, rodzice (czyli dorośli dzieciaków co tam też mieszkaly) ciagle sie kłócili ze soba i wszyscy co bliżej mieszkali widzieli i słyszeli bo były bloki wokół a oni w domu jednorodzinnym xD
wydawali sie raczej spoko, ale uprzedzenia robiły swoje
serio?
Czy to brane jest z tego settingu o którym pisałeś?


Im starsza jestem, tym bardziej zaczęłam doceniać gry "łatwe", no i ta taką będzie. Pierwsza rozgrywka zakończyła się dla mnie zajęciem 3 miejsca na podium, więc chyba nie było tak fatalnie (nie byłam ostatnia!)