Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
NamiN

Nami

@Nami
Mecenas
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
215
Tematy
3
Udostępnień
0
Grupy
1
Obserwujący
1
Obserwowani
1

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Fotografia Hobbystyczna
    NamiN Nami

    Cześć. Uczę się fotografii, głównie dlatego, że odnajduję w tym jakąś frajdę. Najbardziej lubię fotografować moje psy i podejrzewam, że zdjęcia, które wykonuję, mógłby wykonać przeciętny człowiek, ale i tak to robię 😛 Mam nadzieję, że nie trafię pod ocenę profesjonalisty, bo "niezniesę krytyki" 😅

    Pomyślałam, że podrzucę choć kilka, bo na pewno nie wszystkie. Część robiłam aparatem fotograficznym a część telefonem.

    text alternatywny

    text alternatywny

    text alternatywny

    text alternatywny

    Ostatnie zdjęcie robiłam telefonem no i żałuję bardzo, bo widoczny jest ruch głowy psa - a to jedno z moich ulubionych zdjęć 🙂

    Twórczość

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    NamiN Nami

    OK, ale ty rzuciłeś "1d6 +3", więc dla MG nic z tego nie wynika, więc Twój "link do rzutów" jest bezużyteczny. Chyba, że to ja coś od początku źle rozumiem?

    ja mam takiego krepiniarza:

    text alternatywny

    a i tak wciąż uważam, że za ładny xd

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    NamiN Nami

    text alternatywny
    Paulina Kwiatkowska

    Szatynka tego poranka nie dała szans natrętnemu budzikowi. Nim ten zdążył wydać swój pierwszy, irytujący i przeszywający uszy dźwięk, nastolatka z precyzyjnym wyczuciem czasu od razu go znokautowała.

    Paulina siedziała na łóżku po turecku już od jakichś trzech, może pięciu, minut i wpatrywała się we wskazówki zegara. Tego poranka była zamyślona, gdyż wszystko to, co zdążyła poznać i do czego się już przyzwyczaiła, po części musiało ustąpić nowemu. Kiedy już niemal była pewna, że jej natłok myśli na temat własnego zachowania zelżał, pojawiła się wręcz nadzieja, że być może ten natłok dobiegnie końca — wstąpić miała w nowy świat. Inni ludzie, środowisko, szkoła, klasa, znajomi. Co teraz jest na topie? Czy jej ulubione spinki nie wzbudzą śmiechu? A nawet jeśli, to czy uda jej się zachować dobrą minę i być może nawet sprawi, że nie będą taką wiochą i ustali nowy trend? Tylko pytanie czy serio są wiochą? Nie wiedziała też, jak ubierze się Kasia i Magda, choć rozmawiały o tym jeszcze nie tak dawno, to nie była pewna, a przecież nie mogła wypaść źle. W wyobraźni widziała już krytyczne spojrzenie Kaśki, usta wykrzywione w grymasie zniesmaczenia i naśladującą jej mimikę Magdę.

    Rozczochrane, długie włochy zatańczyły nagle wokół głowy, która została brutalnie wstrząśnięta na boki. Niemal w tym samym momencie delikatne dłonie dziewczyny, z dłuższymi, zadbanymi paznokciami, uderzyły niemocno parokrotnie w skronie, jakby chciały chwycić kudły w swe szpony i wytarmosić brutalnie za to, że pod ich puchem śmiały w ogóle pojawić się takie myśli i to w takiej ilości!
    Paulina ryknęła gardłowo i zacisnęła powieki, chowając tym samym błękitne oczy za ich zasłoną. Wzięła parę głębszych wdechów, a rytuał zakończyła mocnym i głośnym wydechem. Później pozostało jej jedynie zerwać się z łóżka i złożyć pościel, uprzednio chowając też swoją różową, bawełnianą piżamę.

    text alternatywny

    – Ty dobrze się tam czujesz? – usłyszała głos Michała dochodzący z korytarza, który wyjątkowo zaseplenił. Musiał mieć otwarte drzwi łazienki, ażeby słyszeć w ogóle festiwal warczenia Pauliny.
    – Ano – odkrzyknęła zamykając kufer łóżka – Nie wchodź! – dodała głośniej, podchodząc do szafy, aby wyjąć ubrania.
    – Nawet nie chcę – parsknął jeszcze bardziej niezrozumiale niż poprzednio. Z dużym prawdopodobieństwem mył zęby, stąd ta bełkotliwa mowa.

    Paulina wyjęła z szafy czarną sukienkę, białą koszulę zapinaną na guziczki oraz cienkie, lekko połyskujące cieliste rajstopy z lycrą, które były totalnym must have! Nie zapomniała też o całkiem nowych, czarnym półbutach z zaokrąglonym noskiem, niskim obcasikiem oraz paskiem przechodzącym przez środek stopy w stylu Mary Jane. Biżuteria i delikatny makijaż miały dopełnić obrazu, czyniąc z niej grzeczną i schludną uczennicę, ponieważ tak właśnie wypadało ubierać się na rozpoczęcie roku.

    Gdy zeszła na parter, w kuchni już krzątała się mama, ojca w domu nie było, pewnie miał telefon i musiał znowu gdzieś wyjechać poza Sokołów, do klienta. Michał też niedługo miał wyjść do pracy, więc jedynie rzucili sobie przelotne spojrzenie i kiwnęli głową, nim za chłopakiem cichutko zamknęły się drzwi.

    – Zdenerwowana? – zapytała Anna Kwiatkowska swojej córki, na której przez moment zawiesiła zmęczony wzrok.
    – Może trochę – odparła nastolatka siadając przy stole z lekkim uśmiechem na twarzy. Wzrok jej mamy wciąż był w nią wbity.
    – Ale ty jesteś piękna – rzuciła rodzicielka podchodząc do Pauliny i odgarniając jej włosy za ucho, jednocześnie drugą ręką odkładając na stół talerz z lekkim śniadaniem.

    Szatynka jedynie uśmiechnęła się subtelnie nie odpowiadając. Rozpoczęła jedzenie, gdy za moment na stole pojawiła się zaparzona w szklance herbata z torebki.

    – Dobrze się ubrałaś. Niektórym dziewczynom w głowach się poprzewracało, jak patrzyłam przez okno to aż się za głowę złapałam – Anna nie mogła wytrzymać, weszła w ton rodzicielsko-nauczycielski
    – Oj mamo.
    – No już nie ojaj mi tu tylko jedz i się zbieraj! Sama idziesz?
    – Nie, z Kasią i Magdą.
    – A Asia?
    – Tata ją podwiezie
    – No tak, nowobogaccy pokazać się muszą

    Paulina tylko pokręciła głową, nie chciało jej się już wdawać w dyskusję. Nie lubiła tego, jak jej matka potrafiła oceniać ludzi, sama wręcz bała się, że ktoś mógłby ją też tak oceniać. To był jej największy koszmar, dlatego musiała się wpasować. Wstała od stołu, gdy zakończyła śniadanie, jej matka również wstała, jak na hejnał.

    – Yy, ten, no, może notes weź jakiś i długopis! – zasugerowała dość rozkazującym tonem.
    – No, dobra, wezmę – odparła nastolatka na odczepne – To cześć! – pożegnała się z mamą i udała się na rozpoczęcie roku szkolnego.

    text alternatywny

    Gdzieś w połowie drogi do szkoły spotkała Kasię i Magdę. Widząc dziewczyny z daleka już zaczęło robić jej się gorąco, pomachała im, a te odmachały, zaczęły iść w swoim kierunku nawzajem, aby przyspieszyć nieuchronne spotkanie. Pierwsze co przytuliły się na przywitanie, mimo iż dosłownie widziały się parę dni temu.

    – O boże, Paulinka! Ale klasa! - powiedziała Kasia z uśmiechem i szczerością, co sprawiło, że Paulina poczuła ulgę. Najbardziej się bała, że się ośmieszy. Teraz mogła być z siebie dumna, że zostawiła spinki w domu i użyła tylko nie rzucających się w oczy wsuwek.
    – No no, ale kiecka– zawtórowała Magda, zarzucając blond włosami i żując gumę jak krowa na polu. – Gdzie kupiłaś? U Matyldy?– zapytała chyba tylko z grzeczności.
    – Tata mi przywiózł jak był poza Sokołowem, nie wiem gdzie– odpowiedziała, mimo iż nie widziała w tym sensu, co też Kasia wyczuła i szybko się wtrąciła
    – Jezu, Magda, się królowa mody znalazła, chodź już do tej budy, trzeba obczaić z jakimi lamusami przyjdzie nam spędzić kolejne lata, a może coś ciekawego się znajdzie– Kasia ruszyła niespiesznie, Magda zarechotała myśląc już o przystojnych chłopakach, a Paulina jedynie uśmiechnęła się pod nosem. Póki co zdawało się, że dzień, mimo fatalnej okazji, będzie całkiem wesoły.

    Paulina miała długie, karbowane włosy, w kolorze ciepłego brązu sięgające poza linie barków. Jej niebieskie oczy wyrażały spokój, a sam wyraz twarzy sprawiał, że ludzie czuli się przy niej bezpieczni i nie oceniani. Roztaczała wokół siebie aurę miłej, koleżeńskiej atmosfery, dlatego też wiele osób nie bało się do niej odezwać, nawet jeśli czuli się w szkole totalnie odmienni i niepasujący. Była też drobnej postury, mierzyła około sto sześćdziesiąt centymetrów, ważyła pewnie nie więcej jak pięćdziesiąt kilogramów, co było widoczne po jej lekkiej, dziewczęcej figurze. Określenie Pauliny jako “miłej dla oka” byłoby idealnym i bardzo pasującym, choć dla wielu mogła być po prostu typowa z tych ładniejszych, nie robiła wielkiego wrażenia, nie sprawiała, że pół szkoły za nią biegało. Paulina po prostu mogła się bardziej podobać, ale nie wzbudzała wielkiego zachwytu, gdyż nie posiadała w sobie tej magii magnetyzmu. Emanowała spokojem i czymś miłym, a nie czymś kuszącym.

    Kiedy rozpoczął się apel, od razu szepnęła do dziewczyn
    – Ta w sukience to dyrektorka, Michał mi opowiadał, ponoć niezłe numery wywijał i nie raz na dywaniku u niej wylądował– pochwaliła się koleżankom, choć jej brat nic takiego jej nie mówił. Te od razu podekscytowały się.
    – No nie gadaj!– Kasia rzuciła ciekawskie spojrzenie na kobietę. Niedługo po tym Paula zauważyła znajomą twarz, a potem ten chłopak jej pomachał. Odmachała mu jakby ukradkiem i posłała słaby uśmiech. Od razu niemal dostała została spacyfikowana przez Kaśkę szturchnięciem
    – Komu ty machasz?– zapytała natarczywie, co wzbudziło zaciekawienie Magdy. Blondynka niemal błyskawicznie namierzyła ciacho, któremu właśnie Paulina pomachała.
    – Ty, kto to jest?! - Magda wyraźnie była podjarana, więc też podniosła rękę, aby pomachać Pogorzelskiemu, mimo iż go nie znała. Jej ręka szybciutko poszybowała w górę, z entuzjazmem i słodkością uroczego dzieciaka.
    – Kolega mojego brata– odpowiedziała, wzbudzając jeszcze większe zainteresowanie dziewczyn. Mikołaj musiał poczuć jak bardzo jest przez nie lustrowany.

    Dalej pozostało już słuchać mało oryginalnego przemówienia, albo nawet nie słuchać i się całkowicie odciąć. Dziewczyny oczywiście obserwowały wszystko i wszystkich, komentując co rusz nową osobę, a trzeba przyznać, że było ich sporo. Sporo emocji i wzburzenia wznieciła Romka, którą Paulina kojarzyła z wizyt w garażu swojego brata, nazywała się Ariadna. Nastolatka całkiem nieświadomie zaszkodziła jej, zdradzając Kasi i reszcie jak ta ma na imię i że “zna jej brata”
    – A to wywłoka!– rzuciła Kaśka – No kojarzyłam ją skądś– dodała. Paulinie wydawało się, że jej koleżanka udaje, jakoby tak słabo znała Romkę, bowiem jeszcze jakoś pół roku temu, strasznie się wkurzała widząc ją na mieście z pewnym przystojnym facetem; tylko wtedy nie wiedziała, że to po prostu brat Ariadny, a nie jakiś podrywacz.
    – Ty patrz, wymyka się! - Magda musiała być szpiegiem numer jeden, żeby zaplusować
    – Suka– Kasia ewidentnie się oburzyła. Paulina i Asia posłały sobie jedynie spojrzenie i westchnęły jak dwie zsynchronizowane maszyny. Katarzyna jednak nie mogła odpuścić, sprężystym krokiem, kręcąc biodrami jak gwiazda, ruszyła w stronę wyjścia. Zaskoczeniem dla dziewczyn było, gdy tam się zatrzymała, zupełnie jakby nagle włączyła jakieś trybiki i zaczęła analizować. Przyjaciółki były wpatrzone w nią z ogromną ciekawością, a cały wywód dyrektorki pozostał jakimś głuchym szumem bez znaczenia. Kasia w końcu jednak odwróciła się, rozejrzała na boki i podeszła do kogoś z kadry nauczycielskiej po czym dumna wróciła do swojej paczki, jak paw kręcąc tym, co miała najlepszego, z triumfalnym uśmiechem i miną zwycięzcy.
    – No to już ma lipę, frajerka – skwitowała jak królowa, uznając, że teraz to już na pewno będzie dobry dzień.

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    NamiN Nami

    text alternatywny

    Paulina Kwiatkowska i Arek Sosnowski

    Szli z klasą w zwartym, hałaśliwym kłębie. Ktoś z tyłu śmiał się za głośno, ktoś z przodu marudził, że zimno, a nauczyciel co chwilę rzucał: „Trzymamy się razem!”. Paulina zwolniła o pół kroku, kiedy Arek zrównał się z nią, jakby przypadkiem.

    — Sosnowski, ty się tak cieszysz, jakby tam na górze rozdawali kontrakty do Barcelony — rzuciła, zerkając na jego minę.

    Arek uśmiechnął się szeroko, aż mu policzki prawie podskoczyły.

    — A może rozdają! Nie wiesz! Zamek to zamek… może mają jakąś królewską drużynę. — Parsknął i poprawił pasek od plecaka. — Ale serio, bardziej się jaram dyskoteką.

    — No proszę. Czyli jednak cywilizacja wygrała z futbolem?

    — Ej, futbol zawsze wygrywa! — obruszył się teatralnie, po czym od razu zmiękł. — Tylko… dyskoteka też jest spoko. W sensie… ludzie tańczą, muzyka, i nikt ci nie fauluje.

    — Jeszcze nie widziałeś, jak Magda tańczy łokciami — Paulina spojrzała na niego z niewinną miną. — To jest sport kontaktowy.

    Arek roześmiał się głośniej, niż planował, i kilka osób obejrzało się na nich.

    — Dobra, dobra. A ty idziesz? Tak serio? Bo jak ty nie pójdziesz, to połowa ludzi uzna, że to obciach.

    — Czyli mam być… społecznym patronem imprezy? — Paulina uniosła brew. — Brzmi jak praca bez wypłaty.

    — Ale z prestiżem! — wypalił od razu, po czym dodał ciszej — I z muzyką. Adam mówił, że DJ ma być spoko.

    — Adam mówi dużo rzeczy. — Paulina przeciągnęła słowa, jakby ważyła je w ustach. — Skąd w ogóle wiesz, że będzie DJ?

    Arek wzruszył ramionami.

    — No bo… ktoś mówił. Na sali gimnastycznej. Albo… w sklepiku. — Zawahał się i uśmiechnął jak ktoś przyłapany na zmyślaniu. — Ale będzie muzyka, na sto procent. Zawsze jest.

    — To jest twoja filozofia życiowa? „Zawsze jest muzyka”?

    — Tak! — ożywił się natychmiast. — I „zawsze jest druga połowa”, i „zawsze da się odrobić wynik”. Tylko trzeba cisnąć.

    Paulina parsknęła, a potem spojrzała na niego spod rzęs.

    — No dobra, piłkarzu. W czym ty idziesz na tę dyskotekę? Bo jak przyjdziesz w dresie, to przysięgam, że zrobię ci zdjęcie i będzie krążyć do matury.

    Arek aż się zatrzymał na ułamek sekundy.

    — W dresie?! Nie! — oburzył się, jakby go oskarżyła o zbrodnię. — Mam… normalne spodnie. I koszulę. Taką… w kratę.

    — W kratę. — Paulina powtórzyła, jakby testowała słowo. — Czyli styl: „uprzejmy chłopak, który pyta o drogę do serca nauczycielki od polskiego”.

    — Ej! — Arek spłonął, ale dalej się śmiał. — To ładna koszula! Adam powiedział, że git.

    — Adam jest twoim doradcą od mody?

    — Adam jest moim doradcą od wszystkiego. — Arek powiedział to prosto, bez cienia ironii. — Ty też możesz być, jak chcesz.

    Paulina zwolniła, udając, że rozważa propozycję jak coś poważnego.

    — Uważaj, Sosnowski. Jeszcze chwilę i zacznę ci kazać tańczyć bezpiecznie, z rozgrzewką i rozciąganiem.

    — Mogę! — odparł z entuzjazmem. — Serio, mogę! Tylko… ty też wtedy musisz zatańczyć.

    — Zobaczymy. — Uśmiechnęła się lekko. — Może. Jak mnie tłum nie zadepcze i jak Magda nie zacznie tego swojego sportu kontaktowego.

    Arek kiwnął głową, śmiertelnie poważny.

    — To ja będę stał obok. Żeby cię… wiesz… osłaniać. Jak obrońca.

    — Jasne. Golden retriever na bramce. — Paulina rzuciła mu krótkie spojrzenie. — Tylko nie merdaj ogonem za mocno, bo jeszcze ktoś pomyśli, że to znak.

    — A jak pomyśli, to co? — zapytał, ale w jego głosie nie było sprytu, raczej czysta ciekawość.

    Paulina uśmiechnęła się szerzej, już bez żartu.

    — To pomyśli, że tej nocy na dyskotece będzie… ciekawiej, niż planowali.

    Paulina zawiesiła na chwilę głos. Jej myśli poszybowały w innym kierunku. Zamyśliła się.

    — Słuchaj... Moi znajomi chcą się urwać z tej wycieczki. Pomożesz mi ich kryć w razie co?

    — Kryć? Jak… kocem? — palnął odruchowo, po czym dopiero do niego dotarło. — Aaa… kryć.
    Wypiął pierś, jakby zaraz miał odbierać medal.
    — Dobra, wchodzę w to. Jestem jak obrońca: niby nie strzelam bramek, ale robię robotę.
    Po chwili jednak spoważniał i spojrzał na Paulinę uważniej.
    — Tylko… powiedz, że oni nie chcą robić nic głupiego. Bo ja nie ogarniam kłopotów. Ja ogarniam piłkę.
    — …I powiedz mi tylko, kiedy mam zacząć udawać, że wszystko jest normalnie, żebym nie spalił akcji.

    Paula zaśmiała się cicho, mrużąc przy tym oczy.

    — Dobra, trenerze. Już mówię, jak gramy. — zaczęła wesoło i opowiedziała wszystko, co powinien wiedzieć na temat planów Alicji i Krzyśka.

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    NamiN Nami

    text alternatywny

    Paulina Kwiatkowska

    Paulina nie ruszyła od razu z resztą. Zatrzymała się jeszcze na moment na podjeździe, jakby samym staniem chciała pokazać temu całemu Hochtalbergowi, że nie robi na niej żadnego wrażenia. Mercedes błyszczał w słońcu jak wypucowany bucior, kierowca wyglądał jak ktoś, kto uśmiecha się wyłącznie na pogrzebach, a stary Niemiec pewnie dalej darł mordę gdzieś w środku. Wszystko to razem było tak ostentacyjnie nadęte, że aż śmieszne.
    Słuchała jednym uchem rozmowy Wrony z Bałuckim, niby od niechcenia, ale wyłapywała to, co najważniejsze. Fundacja spod Frankfurtu. Gruby szmal. Zamek dalej należy do gminy. Czyli ten pruski pajac nie był żadnym właścicielem, tylko panoszył się po cudzym, bo miał pieniądze i widocznie lubił, kiedy ludzie kulą przy nim uszy.
    To akurat bardzo jej się nie spodobało.

    Kątem oka zerknęła na Krzyśka. Jeszcze przed chwilą wyglądał tak, jakby miał ochotę zrobić coś widowiskowo głupiego, a teraz już tylko patrzył w stronę ścian zamku z tym swoim podejrzanie zadowolonym uśmieszkiem. Dobrze. Taki uśmiech zwykle oznaczał kłopoty, a kłopoty bywały interesujące.
    – No to ustalone – rzuciła cicho, przesuwając spojrzeniem po nim i po Alicji. – Skoro już nas stąd tak ładnie wyprosili, to głupio byłoby nie wrócić.
    Nie mówiła głośno. Wystarczająco cicho, żeby nie doleciało do żadnego nauczyciela, ale wystarczająco wyraźnie, żeby nie było wątpliwości, że nie żartuje.

    Alicja odpowiedziała wymijająco, po swojemu. Krótkie „nie mówię nie” wystarczyło Paulinie w zupełności. To nawet lepiej. Ludzie, którzy od razu rzucali się z entuzjastycznym „jasne!”, często potem pierwsi pękali. Ostrożność była nudna, ale przynajmniej bardziej wiarygodna.
    – Widzimy się wieczorem – rzuciła jeszcze za nią, kiedy tamta się odłączyła.

    Mimochodem obejrzała się jeszcze raz na zamek.
    Za dnia wyglądał jak każda inna stara ruina z zadęciem. Kamień, obdrapane ściany, trochę historii, trochę kurzu, trochę dorosłych, którzy udają, że wszystko mają pod kontrolą. Ale nocą… nocą to mogło być już zupełnie inne miejsce.
    I właśnie to podobało jej się najbardziej.

    Z zamyśleń wyrwało ją szturchnięcie Kaśki.
    – Hallo, mówię do Ciebie – Kasia uniosła brew wyczekująco, a na twarzy malował się zadziorny uśmieszek, którego pochodzenia Paulina jeszcze nie rozumiała.
    – No co?
    – Nie słyszałaś?
    – Co?

    Kasia westchnęła z niedowierzaniem, Magda zaś przebierała nogami jak zniecierpliwiona i ten jej charakter osoby wiecznie na szybkości, wygrał
    – Ten Adam będzie w ciuchach z krepiny na dysko!
    –Co?!
    – powtórzyła Paulina zupełnie nieświadomie, choć w zupełnie innej tonacji, wyrażającej jednocześnie niedowierzanie i zażenowanie
    – Tragedia – skomentowała Asia, której najdalej było do oceniania innych.
    – Wkręcacie mnie? – Paulina musiała się upewnić.
    – A wyglądam? – Kasia odpowiedziała pytaniem na pytanie. Była przy tym poważna i podobnie zażenowana, co reszta. Wtedy Paulina zrozumiała. Nie żartowały.
    – Biorę aparat. – zadeklarowała Paulina automatycznie, a powaga, która utrzymywała się wśród dziewczyn, była jak gęsta chmura
    – Koniecznie! – skwitowała Kasia, potem rzuciła porozumiewawcze spojrzenie na Asią i Magdę – To dołącz do nas później, idziemy do Aśki ciuchy przymierzać. Weź te fajne spódniczki, co ci ojciec przywiózł, wiesz, te jeansowe i aparat.
    – Jasne, do zobaczenia!

    Grupa zaczynała się rozłazić we wszystkie strony jak rozsypane koraliki. Jedni gnali od razu do domu, inni zostawali na papierosowe niedobitki rozmów, jeszcze inni kręcili się po placu, jakby liczyli, że zaraz wydarzy się coś jeszcze. Paulina poprawiła pasek torby na ramieniu i ruszyła przed siebie. Powoli, bez pośpiechu.

    W domu Asi - rewia mody

    Popołudnie u Asi zaczęło się niewinnie, ale szybko zamieniło się w mały modowy chaos. Jej pokój wyglądał jak laboratorium stylu – łóżko zasypane ubraniami, na krześle kilka toreb z rzeczami, a na podłodze porozrzucane paski i biżuteria. W powietrzu unosił się zapach perfum i lakieru do włosów. Asia ze względu na o wiele lepszą sytuację materialną i możliwości, miała ciuchy o jakich każda mogła pomarzyć. Jej ojciec często przywoził modowe nowości z Niemiec czy Francji.
    Asia pierwsza otworzyła szafę i teatralnym gestem powiedziała, że dziś każda musi znaleźć coś „idealnego”. Magda natychmiast zaczęła przeglądać wieszaki, wyciągając kolejne koszule i przykładając je do siebie przed lustrem. Co chwilę odwracała się do dziewczyn z pytaniem, czy wygląda w tym dobrze, choć zanim zdążyły odpowiedzieć, już miała w ręku coś następnego.

    Paulina siedziała na łóżku z nogami podwiniętymi pod siebie i oglądała spinki oraz paski, które Asia wysypała z małego pudełka. Co chwilę wybuchała śmiechem, kiedy Kasia wychodziła zza drzwi po kolejnej przymiarce. Kasia traktowała całą zabawę jak pokaz mody – stawała na środku pokoju, robiła poważną minę modelki, a potem obracała się, żeby zaprezentować spódnicę albo kurtkę.

    W pewnym momencie Magda znalazła czerwoną koszulę w kratę i od razu ją założyła na biały top. Paulina stwierdziła, że wygląda w niej jak bohaterka jakiegoś serialu dla młodzieży. Kasia dorzuciła skórzaną kurtkę i zaczęła przekonywać, że każda dziewczyna powinna mieć jedną „rockową” rzecz w szafie. Asia tylko kręciła głową i próbowała uporządkować stertę ubrań, która z każdą minutą rosła.

    Najwięcej śmiechu było przy przymierzaniu spódnic. Paulina przymierzyła jedną z nich i zaczęła udawać, że idzie po wybiegu, podczas gdy Magda klaskała jak publiczność. Kasia komentowała wszystko z przesadną powagą, jak uznany krytyk modowy.

    Paulina wciągnęła kolejną spódnicę i stanęła na środku pokoju jak na wybiegu.
    – Proszę państwa – oznajmiła poważnym tonem – kolekcja jesień–zima.
    Magda natychmiast zaczęła klaskać.
    – Dziesięć punktów za dramatyzm.
    – Siedem – poprawiła Kasia z kamienną twarzą. – Chód trochę za mało drapieżny.
    Paulina zatrzymała się przed lustrem i spojrzała na nie z udawaną obrazą.
    – A ty co, komisja sędziowska?
    – Ktoś musi pilnować poziomu
    – odparła Kasia, opierając się o szafę.
    Magda w tym czasie poprawiała kołnierz swojej kraciastej koszuli.
    – A ja uważam, że wyglądasz dobrze. Tylko...
    Zawahała się.
    Paulina zmrużyła oczy.
    – Tylko co?
    Magda wskazała na spódnicę.
    – Tylko jak usiądziesz, to chyba wszyscy zobaczą twoją bieliznę.
    Asia parsknęła śmiechem.
    – No to idealnie na dyskotekę.
    Paulina prychnęła, ale uśmiech sama cisnął jej się na twarz.
    – W takim razie Magda idzie pierwsza na parkiet. Będzie test praktyczny.
    – Nie ma mowy – Magda natychmiast podniosła ręce w obronnym geście. – Ja spodnie zakładam, nie ryzykuję
    Kasia spojrzała na nie obie z udawaną powagą.
    – Dziewczyny, skupcie się. Najważniejsze pytanie brzmi: czy Adam naprawdę przyjdzie w tej krepinie.

    Na moment zapadła cisza.
    Potem wszystkie wybuchnęły śmiechem.
    Niedługo przed planowaną imprezą, we cztery stanęły przed lustrem obok siebie, porównując stroje i poprawiając włosy. Pokój wyglądał jak po małym modowym tornado, ale żadnej z nich to nie przeszkadzało – najważniejsze było to, że bawiły się razem i śmiały się z każdego kolejnego pomysłu na nowy strój.

    Dyskoteka Miami

    text alternatywny

    Przyszły razem, jak przystało na paczkę przyjaciółek. Po pierwsze dlatego, że razem bawiły się najlepiej, a po drugie – było to po prostu bezpieczniejsze. Spóźniły się w klasycznym stylu. Takie pięć minut, akurat tyle, żeby wejść jak gwiazdy i na chwilę olśnić zgromadzonych.

    Paulina, będąc w swoim żywiole, szybko odnalazła wzrokiem Alicję i podeszła do niej razem ze swoją ekipą. To była najlepsza okazja, żeby je sobie przedstawić.
    – Dziewczyny, to jest Alicja, mówiłam wam – zaczęła Paulina.
    Kasia, Magda i Asia przedstawiły się po kolei, rzucając kilka miłych komentarzy o stylówce Alicji i jej torebce. Magda jednak, jak zaczarowana, palnęła nagle:
    – Ładne włosy.
    Spotkało się to z niemal palącym spojrzeniem jej koleżanek. Ale Magda już taka była – czasem potrafiła powiedzieć coś kompletnie z kosmosu.
    – Czekamy na Adama i robimy zdjęcia, potem robimy odbitki i obklejamy nimi korytarze szkoły – dodała Paulina, wskazując na aparat fotograficzny, który miała już przygotowany. Teraz pozostawało tylko doczekać się pojawienia Chlebowskiego.

    W międzyczasie wzrokiem namierzyły Krzyśka. Paulina postanowiła podejść także do niego, żeby przedstawić mu swoją paczkę.
    – Ej, to ty miałeś mieć ten różowy garniak? Wystawiłeś kumpla? – zauważyła Kasia, lustrując Komedę od stóp do głów.
    Jej usta szybko wygięły się w cwany uśmiech.
    – Ty jaja sobie z niego robiłeś? Haha, o nie wierzę… no to będzie hit!
    Królowa imprezy klasnęła raz w dłonie i potarła ręce. Jej krótki śmiech wyraźnie odbił się w gwarze sali. Była rozbawiona i – co ciekawsze – widać było, że Krzysztof tym numerem naprawdę jej zaimponował.

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    NamiN Nami

    text alternatywny

    Paulina Kwiatkowska

    Była na dyskotece, ubrana w różową sukienkę z krepiny. Nie zauważyła drobnych rozdarć, ale dostrzegli je inni. Stali otaczając ją, wytykając palcami, śmiejąc się ukradkiem. Ten paskudny śmiech z czasem zaczął nabierać na sile, roznosił się w pomieszczeniu jak zaraźliwy wirus. Ściany dyskoteki ściaśniały się, zamykały Paulinę w coraz to mniejszym pomieszczeniu. Zamiast muzyki słyszała oceniające ją szepty, zamiast świateł dyskotekowej kuli, oślepiały ją flesze aparatów. Sukienka owiła ją ciasno, coraz ciężej było w niej oddychać. Stała sztywno, próbując zaczerpnąć powietrza. Materiał z krepiny był wrażliwy, zaczął odsłaniać coraz więcej ciała. Starała się zakryć rękami pęknięcia, ale było ich zbyt wiele. Śmiech otaczających ją ludzi i kpiące z niej, znajome głosy sprawiły, że zakręciło jej się w głowie. Nie mogła krzyczeć, nie mogła się ruszyć, po chwili nie mogła już nawet oddychać. Nie pamiętała kiedy ostatnio tak bardzo się bała.

    text alternatywny

    🎶 ♪♪♪ 🎶

    Gdy Paulina się obudziła, miała ochotę się rozpłakać, jednak zamiast tego jej mózg natychmiast rzucił się w wir nadmiernego analizowania wszystkiego, co było i co mogło być, rozciągając każdy moment wczorajszego wieczoru do granic wytrzymałości i wyciągając z niego rzeczy, których być może nigdy tam nie było. Próbowała zagłuszyć to muzyką.

    Jeszcze chwilę temu wydawało jej się, że to był jeden z tych naprawdę udanych wieczorów, ale teraz, gdy leżała w półmroku, czuła jak ta pewność rozpada się na kawałki pod naporem myśli, które wracały natarczywie i nie dawały się zatrzymać, jakby jej własna głowa postanowiła udowodnić jej, że wszystko, co uznała za dobre, było w rzeczywistości błędem. Zerknąwszy na godzinę wiedziała, że obudziła się zdecydowanie przed budzikiem, a jednocześnie czuła, że nie ma najmniejszej szansy, by znowu zasnąć — nie przy tym hałasie, który miała w środku.
    Wstanie z łóżka wydawało się jedyną możliwością ucieczki, choć gdzieś głęboko wiedziała, że nie ucieknie nigdzie, bo to wszystko przyszło razem z nią, już było w niej i tylko czekało, żeby się rozlać; próbowała więc chwycić się tej myśli, że wystarczy się ruszyć, wstać, odciąć, zapomnieć, ale natychmiast pojawiło się kolejne pytanie, a za nim następne, i jeszcze następne — co jeśli wczoraj zrobiła coś źle? Co jeśli Krzysiek wcale nie był nią zauroczony, tylko zażenowany i uprzejmie to ukrył? Co jeśli Adam widział w niej jedynie ośmieszenie i słabość, coś, z czego można się pośmiać później? Czy jej taniec nie był żałosny, kiedy próbowała pomóc Krzyśkowi, czy nie wyglądała jak ktoś, kto desperacko próbuje być potrzebny? Czy nie została zapamiętana jako „dziewczyna frajera”, kiedy wyciągnęła rękę do Adama, jakby musiała go ratować, jakby nie znała własnego miejsca? Czy Magda nie uznała jej za dwulicową france, Asia za „złą koleżankę”, a Kasia — czy Kasia na pewno nie poczuła wstydu, stojąc obok niej?

    Pytania miały spłynąć razem z gorącą wodą spod prysznica, rozpuścić się i zniknąć, ale zamiast tego Paulina miała wrażenie, że przyklejają się do niej coraz mocniej, jak samoprzylepne karteczki, których nie da się oderwać, bo pod jedną natychmiast pojawia się kolejna, każda z dopisanym zarzutem, każda bardziej konkretna, bardziej okrutna. Czuła, jak te myśli zaczynają się układać w coś większego, w jedną wersję jej samej, której nie była w stanie odrzucić — że wypadła jak ktoś dwulicowy, fałszywy i nadęty, jak flądra, puszczalska, łasząca się, stawiająca chłopaków ponad przyjaciółkami, pozbawiona wdzięku, uroku, charakteru, osobowości i stylu, ktoś, kto próbuje być kimś więcej, niż jest, i w tym właśnie najbardziej się kompromituje… ktoś, kogo inni tolerują tylko przez chwilę, zanim zaczną się śmiać.
    I im bardziej próbowała to zatrzymać, tym wyraźniejsze stawało się przekonanie, że właśnie tak została zapamiętana — nie jako ktoś, kto miał dobry wieczór, tylko jako ktoś, kto się odsłonił i natychmiast został oceniony.

    text alternatywny

    Nie potrafiła określić kierunku, z którego przyszły uczucia. Wiedziała jedynie, że pojawiały się i ukrywały, aby po jakimś czasie znowu wypłynąć. Czemu akurat dziś? Nie miała pojęcia. Potrzebowała ubrać swoje najwygodniejsze ciuchy, zakrywające wszystko co trzeba, tak, żeby nie prowokowały bycia ocenianą. Ładne, proste jeansy, zwykły T-shirt z aplikacją, totalnie bazarowy wygląd, najzwyklejszej dziewczyny na świecie. Rozczesała i wysuszyła włosy, im dłużej czymś się zajmowała, tym bardziej natrętne myśli oddalały się od niej. Spojrzała na zegarek, była piąta, a do szkoły wstawała o szóstej trzydzieści. Zdążyła ochłonąć, wszystkie atakujące ją wątpliwości gdzieś zniknęły. Opadła na łóżko w ubraniu, z przygotowanym plecakiem. Przysnęła.

    Now my way is so long, my fate is so sad
    My hands are so cold when you’re not there
    I don’t know myself
    My glow isn’t strong enough
    To light up my way

    Tym razem budzik wyrwał ją z drzemki, uderzyła odruchowo w szafkę, a ten się wyłączył. Znowu śniła? Niemożliwe.
    Powtórzyła nastawienie budzika. Odczekała chwilę patrząc z pozycji leżącej w oczekiwaniu.
    Zadzwonił.
    Uderzyła w szafkę.
    Nie ucichł
    — Cholera… Ale dziś mnie wzięło — westchnęła wyłączając go w klasyczny sposób. Była już gotowa, ale gdzieś wewnątrz nie czuła, aby tak było. Miała złe przeczucia, ale zrzuciła te emocje na miniony koszmar.
    — Paulina, wstawaj!
    Nastolatka przewróciła oczami. Skoro już nawet mama ją woła, to jaki miała wybór?

    text alternatywny

    Jak zawsze była umówiona z dziewczynami na rogu, miały wspólnie pójść do szkoły. Asia się spóźniała, więc ruszyły we trzy. Starały się, jak zawsze, jakoś normalnie ze sobą rozmawiać, ale widać było, że wszystkie są jakieś rozbite. Przypomniało im się też, że mają zdjęcia do wywołania z wczorajszego wieczoru. Obiecała im, że dziś pójdzie, to może za parę dni będą do odbioru.

    Paulina nie była w stanie powiedzieć, w którym dokładnie momencie coś zaczęło być nie tak, ale od chwili, gdy zobaczyła policyjny samochód przed szkołą, czuła to nieprzyjemne ściągnięcie gdzieś pod żebrami, jakby jej ciało wiedziało szybciej niż ona sama, że to nie jest zwykły dzień.
    Dopiero na sali gimnastycznej, w tym dziwnym chaosie bez ustawiania klas, bez zwyczajowego gadania i przepychania się, z nauczycielami stojącymi jakby zbyt sztywno i zbyt nerwowo, zaczęło do niej docierać, że coś naprawdę się wydarzyło — coś, co nie powinno mieć miejsca tutaj, w tej szkole, w tym wszystkim, co do tej pory wydawało się jeszcze w miarę bezpieczne.
    Kiedy padło nazwisko, przez ułamek sekundy miała wrażenie, że źle usłyszała, że to musi być ktoś inny, jakaś pomyłka, ale ten ton, ten sposób, w jaki komendant to powiedział — zbyt szybko, zbyt ostro, bez zawahania — nie zostawiał miejsca na takie nadzieje.

    Porwanie.

    To słowo nie pasowało do niczego, co znała.
    Stała nieruchomo, czując jak wszystko wokół niej nagle robi się dziwnie odległe, jakby dźwięki dochodziły przez wodę, jakby ktoś ściszył rzeczywistość, zostawiając tylko pojedyncze fragmenty — „brutalne”, „skatowana”, „szpital” — które wbijały się w głowę z nieproporcjonalną siłą.

    — Asia? — usłyszała obok i dopiero wtedy coś w niej drgnęło.

    Odwróciła głowę w stronę Magdy, ale nie odpowiedziała od razu, bo w tym samym momencie dotarło do niej coś jeszcze, coś dużo prostszego i jednocześnie dużo gorszego — Asi naprawdę tu nie było.
    Zaczęła gorączkowo przesuwać wzrokiem po twarzach, jakby mogła ją gdzieś przeoczyć, jakby mogła stać trochę dalej, schowana za kimś, spóźniona, zła, cokolwiek — cokolwiek, co byłoby bardziej normalne niż to.
    Ale jej nie było.
    I to właśnie ta pustka, to miejsce, które powinno być zajęte, a nie było, uderzyło ją mocniej niż wszystkie słowa komendanta razem wzięte.

    Paulina poczuła, jak przez moment jej myśli próbują pójść w znajomy schemat, znaleźć coś, co mogła zrobić inaczej, coś, co powinna była zauważyć, jakby to w jakiś sposób mogło mieć sens — ale tym razem nic się nie składało.
    To nie było coś, co dało się „przemyśleć”.
    To było coś, co po prostu się wydarzyło.
    I właśnie dlatego było tak przerażające.
    Dźwięki zaczęły się rozmywać jeszcze bardziej, jakby ktoś stopniowo przyciszał wszystko wokół niej, zostawiając tylko przytłumiony szum i echo własnego oddechu, który nagle stał się zbyt płytki, zbyt szybki, zbyt trudny do złapania. Światło odbijające się od parkietu sali gimnastycznej zrobiło się nienaturalnie ostre, kłujące, a sylwetki ludzi zaczęły zlewać się w jedną, poruszającą się masę.
    Spróbowała złapać równowagę, przenieść ciężar ciała, zrobić cokolwiek, co zatrzyma to uczucie odpływania, ale jej ręce nie znalazły niczego pewnego, a kolana ugięły się zanim zdążyła to powstrzymać.
    Ostatnie, co zarejestrowała, to czyjś głos — niewyraźny, jak zza ściany — i to dziwne wrażenie, że podłoga zbliża się do niej zbyt szybko.
    Potem wszystko się urwało.

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    NamiN Nami

    text alternatywny

    Paulina Kwiatkowska

    Dziewczyny poszły na lekcję informatyki całkowicie przybite. Bardzo dużo rozmyślały, szukały niepasujacych wspomnień z wczorajszego wieczoru, jakiegokolwiek punktu zaczepienia.
    Paulina siedziała sama oparta o ścianę, plecak rzuciła na wolne krzesło obok siebie. Ławkę za nią siedziała Kasia z Magdą. Blondynka była w rozsypce, ciągle wycierała mokre oczy chusteczką.
    — Musimy coś zrobić — Kasia nerwowo stukała długopisem o zeszyt
    — Magda, będzie dobrze…
    — A skąd ty to możesz wiedzieć… — załgała Wiśniewska.

    Fakt, nie mogły wiedzieć. Ale nie mogły też patrzeć na zalewającą się łzami Magdę.

    — Bo musi. Znajdziemy kogoś, kto dostęp do ciemni, wywołamy zdjęcia z wczoraj. Nie powiem policjantom o aparacie, same musimy to sprawdzić.
    — Dokładnie, przecież oni to pyrgną w kąt. Nie raz widziałam w Ekstradycji — Kasia była zdeterminowana i pewna siebie, jak zawsze — Coś wykminimy.

    Magda tylko kiwnęła głową i wydmuchała nos. Paulina chciała coś jeszcze powiedzieć, ale nagle odezwała się nauczycielka.

    — Panowie w ostatniej ławce, przeszkadzam wam w czymś? — Matematyczka patrzyła prosto na Bochenka i Komede. — Może podzielicie się z resztą klasy tą fascynującą rozmową?

    Dziewczynom serce prawie wyskoczyło z klatki. Na szczęście to nie ich rozmowy okazały się problemem. Momentalnie wszystkie zerknęły na Bochenka i Komedę. Przestały rozmawiać, ale w sumie i tak miały już swój mały plan. Wystarczyło tylko przeżyć lekcję, przeżyć spowiedź u policjanta, dowiedzieć się czegoś, wywołać zdjęcia i… Coś zdziałać.

    — Wciągamy ich w to, co nie? — zapytała Magda głosem pozbawionym chęci życia.
    — Są nam to winni — skwitowała Kasia z półuśmieszkiem i zarzuciła włosami — Niech tylko spróbują się wymigać…

    text alternatywny

    Paulina przez chwilę stała w miejscu, jakby dopiero teraz dotarło do niej, że faktycznie przyszła — że to nie jest już rozmowa gdzieś na boku, tylko coś, co zaraz zostanie wypowiedziane na głos i przestanie być tylko myślą. Usiadła na wprost biurka, przed policjantem.

    — Ja… — zaczęła, ale urwała, prostując się odruchowo, jakby chciała brzmieć pewniej, niż się czuła. — Chodzi o wczoraj.

    Na moment zerknęła na policjanta, potem wróciła wzrokiem do dyrektorki, bo to było łatwiejsze.

    — Nie wiem, czy to coś ważnego — dodała ciszej, marszcząc lekko brwi. — Wczoraj wszyscy byliśmy w Miami. Ja, Kasia Nowak, Magda Wiśniewska i Asia. Na tej dyskotece jakoś około dwudziestej, przyszła grupka takich dresów, zachowywali się prowokująco i agresywnie, nie zostali wpuszczeni. Potem o dwudziestej drugiej wracałyśmy wszystkie samochodem z mamą Asi, każdą z nas odwiozła, mnie ostatnią i miały wrócić też do domu… Czy to znaczy, że one nie dojechały nawet do domu? Przecież to tak blisko…

    Paulina czuła, jak drżą jej dłonie oraz głos. Nerwowo przełknęła ślinę. Rzuciła krótkie spojrzenie na policjanta i odniosła wrażenie, że ma to wszystko w dupie. Nie tyle jej stan, co sytuację.

    — Asia była z bogatej rodziny, pewnie porywacze chcą pieniędzy, ale to przecież nie powinien być problem, na pewno zapłacą!

    Nastolatka potarła kciukiem wierzch drugiej dłoni. Skupiła się, westchnęła. Musiała teraz obserwować reakcję policjanta.

    — Ja znam syna jednego z policjantów, mówił, że Asię i jej mamę napadnięto pod domem. A pan an apelu nawet wspomniał chyba, że to czarny samochód tam gdzieś stał w pobliżu i takim odjechali? Miał taki znaczek… jak Fiat? Nigdy nie znałam się na autach. Jakiś nowy, skoro tak cicho odjechał po tym wszystkim… Ale pewnie Pan i tak nic nie wie, jakby Pan wiedział, to po co by pytał, prawda?

    Paulina zaczęła grać na zwłokę. Liczyła, że czegoś się dowie, chociażby niechcący. Niektórzy dorośli nie lubili, jak im dzieciak wciskał kit, więc musieli go spacyfikować i poprawić, aby podnieść swoje ego. Miała nadzieję, że i w tej sytuacji to nastąpi.

    Niestety przeliczyła się. Gabinet opuściła nie tylko smutna, ale i lekko wkurzona. W jej głowie podstęp był majstersztykiem! Najwyraźniej w głowach dorosłych, był mierną próbą wydobycia informacji poprzez manipulację. Bardzo ciekawe, że oni niby tacy bystrzy?

    — No i jak, sypnęli coś? — Kasia podleciała od razu z podekscytowaniem
    — A daj spokój... — Odparła Paulina z dąsem.
    — Ale mówiłaś, że same możemy się czegoś dowiedzieć, nie?

    Magda wyglądała jak spuchnięty pawian. Żadna jednak nie miała na tyle zimnego serca, by jej to oznajmić. Złapały tymczasowe zawieszenie, gdy przyglądały się jej twarzy. W końcu Kasia otrząsnęła się jako pierwsza.

    — No, no tak, wiadomo. Idziemy póki przerwa, wyłapać takich gości, którzy do psów na pewno nie zajrzą. Nie powiedzą im, więc powiedzą nam, proste, prawda? — Kasia musiała rzucić jeden z tych swoich uśmiechów, kiedy to jest z siebie dumna jak paw — A przy okazji znajdziemy i kogoś, kto ma dostęp do ciemni. Urwiemy się z budy i tyle.

    Paulina musiała przyznać, że Kasia ładnie to skwitowała. Miały w zamiarze działać według tego planu. Znaleźć ludzi o gorszej reputacji i zapytać czy coś wiedzą, chociażby o miejscu zdarzenia. Znaleźć też kogoś, kto wywoła im zdjęcia.

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • Powitania, pożegnania i powroty
    NamiN Nami

    Bo Lastinn jest martwe na zewnątrz, gdzieś w środku (jak ktoś się zna) można się do niego dogrzebać.

    Ja tbh wolę już zostać tutaj i cieszę się, że ten ziemniak w końcu wpadł do ogniska 🙂 Bo źle się już tam czułam i wzbudzał niechęć, ta niepewność pt "kiedy znowu spadnie z kija?" była męcząca

    Hydepark

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    NamiN Nami

    Ja wnoszę skargę/zażalenie/protest - @arthur-fleck został nagrodzony przez MG (nie mówię, że niesłusznie xD) i w poscie od razu otrzymał OSTATNIĄ ŁAWKĘ!! Nawet nie musiał się bić o miejscówkę tak pożądaną 🐷

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    NamiN Nami

    text alternatywny
    Paulina Kwiatkowska

    Dziewczynie zrobiło się żal Romki dosyć szybko, mimo iż ta zdawała się nie przejmować całym zamieszaniem. Paulina jednak nieświadomie zawiesiła na niej wzrok na dłużej, zamyśliła się. Przez moment wyobrażała sobie, co inni by pomyśleli, gdyby się z nią zadawała i momentalnie zrobiło jej się gorąco. Nie byłaby pewnie ani trochę lubiana, nikogo by nie interesowało “jaka jest” tylko “z kim się kumpluje”. Nawet jeśli miałaby do zaoferowania prawdziwą wersję siebie, nikogo by ona nie obchodziła. Być może też z tego powodu pytanie Kasi nie brzmiało dla niej jak pytanie, a stwierdzenie, tym bardziej, że ta zaraz odeszła werbować innych. Szybko błyszczała, co imponowało Paulinie, nie wiedziała jaka powinna być, aby ludzie też ją lubili tak po prostu - Kasia po prostu miała w sobie “coś”. Nie była pusta, nie była durna czy bez pasji, była bardzo pewna siebie, towarzyska, moze czasami przesadzała i szukała kozła, na którym mogłaby się wybić; zupełnie jak na wuefie. Jednakże… Była dobrą dziewczyną… Po części. Przynajmniej dla paczki, przyjaciółka.

    – Asia, idziesz? – Paula zagaiła do koleżanki, która nie zawsze miała takie same możliwości, jak reszta dziewczyn. Rodzice byli od niej bardziej wymagający
    – Raczej będę mogła – uśmiechnęła się lekko. Paulina odwzajemniła uśmiech, kiwnęła głową i znowu zawiesiła wzrok na Adrianie. Choć szepty wśród uczniów nieco zelżały, wciąż słyszała wokół siebie jakieś szepty i opowieści na temat nauczyciela, rzucane mimochodem. Były to raczej plotki, wymysły, podkoloryzowane opowieści grozy. Czuło się jednak ciarki na plecach i tę ulgę, że nie jest się na miejscu winowajców.

    – Do łazienki muszę, myślisz, że będę mogła wyjść? – Asia skrzywiła się lekko patrząc na Józefiaka
    – Emm… No chyba tak, to tylko apel? Nawet nie sprawdzają obecności

    Asia kiwnęła głową, że zrozumiała. Grzecznym krokiem, z rękami trzymanymi z przodu i splecionymi palcami, odeszła w stronę drzwi. Paulina zdała sobie sprawę, że została sama. Kasia bajerowała Mikołaja, Magda poszła zawieszać się na Arku Sosnowskim

    – Ta to ma radar, nie wiem jak go znalazła – Szatynka mruknęła sama do siebie otwierając szeroko oczy. Przecisnęła się dyskretnie w ich stronę tylko po to, aby się przywitać, rzucić krótkie “cześć, Miami?”.

    – Będzie! – Magda odpowiedziała za niego, ten zdawał się z tego cieszyć. Paula wzruszyła ramionami, może nawet się lekko zaśmiała. Stwierdziła, że dyskretnie przeciśnie się pod drabinki, skoro jej paczka i tak się rozeszła po całej sali, nie było już sensu stać jak kołek, trzeba było działać, pokazać się, zdobyć lepsze znajomości, niż zdawkowe kiwnięcie głową, bo “no kiedyś widziałam tę gębę i znam imię”. Chciała być lubiana jak Kasia, której nikt nie odmawiał, a nawet jeśli, to ona mówiła z uśmiechem “będziesz żałował!”. Paula odpowiedziałaby “no ok…”.

    – Siema, Buła – oparła się o drabinki tuż obok Piotrka Bochenka. Trochę głupek, ale przynajmniej zabawny, nie był nudziarzem, choć czasami wprawiał w stan zażenowania,
    – Idziecie dziś na imprezę w Miami? – zagaiła też do kolegi Piotrka, aby nie było niezręcznie. – Krzysiek, c’nie? – choć kojarzyła blondyna, nie mogła być do końca pewna, nie przypominała sobie, aby kiedykolwiek wymieniła z nim choć słowo – Paulina jestem.

    Po krótkiej wymianie zdań z chłopakami, odetchnęła cicho. Nie chciała już się ruszać ze swojego miejsca, tym bardziej, że jej dziewczyny wciąż były zajęte sobą, Kaśka werbowała co fajniejsze osoby, zaś Magda włączyła tryb predatora. Paula posłuchała trochę apelu, raczej z braku lepszych zajęć niż z ciekawości, po czym zupełnie niechcący jej wzrok spotkał się ze stojącą obok blondynką, która przypominała jej kogoś, aczkolwiek nie była pewna, kogo?
    – Cześć! - powiedziała i machnęła ręką, gdyż Alicja Filipowicz na uszach miała słuchawki, więc pewnie nawet nie usłyszała, a raczej wyczytała z ruchu warg, że ktoś w ogóle coś się do niej odezwał – Nie byłaś może w to lato u Arka na domówce? Paulina jestem – wyciągnęła przyjaźnie rękę na powitanie, a jeśli dziewczyna jej nie zignorowała, to wspomniała jej o Miami i zaprosiła do spędzenia czasu w gronie jej i swoich przyjaciółek. W innym przypadku, cóż… Musiała udać, że “nie było akcji”.

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały
    NamiN Nami

    @Brilchan napisał w [Horror] Gruzy przeszłości - komentarze i materiały:

    Szczerze mówiąc zastanawiam się czy nie zrezygnować z tej sesji bo mam wrażenie że nie nadążam za tempem rozgrywki i hamuje wam kolejkę i zabawę chyba nie wciągnąłem się tak jak reszta osób grających nie chce być hamulcowym który psuję wam zabawę

    Totalnie się nie zgadzam 🙂 Podejrzewam, że przeze mnie mogłeś tak się poczuć, bo dopuściłam się kilku komentarzy i były skierowane w Twoją stronę 😛 Z przykrością przyznaję się, że jestem BARDZO kiepska w komunikację międzyludzką i zdaję sobie sprawę, że często-gęsto moje wypociny brzmią niemiło/nieprzychylnie/atakująco - nie mniej jednak takie nie są. To tak luźno dodam i zostawię, gdyby moje podejrzenia były słuszne.

    Co do samej rozgrywki, mamy konkretny czas na odpisy i się go trzymamy, nie trzeba nic robić szybciej. Jasne, niektóre akcje są na tyle ciekawe, że po prostu aż by się chciało "szybciej", ale to nie pretensje, że ktoś coś hamuje - po prostu ciekawość i chęć szybszego poznania rozwiązania spraw 😄

    Co do Twojej postaci i gry, to ja już sobie wyobraziłam, jak ci rzuty wychodzą i z lamera serio Adaś staje się szpanerem, bo każdy chwali jego strój i sobie chce robić z nim fotki i ta Paulina biedna musi robić mu zdjęcia nie dla pośmiewiska, a dla... Szpanu 😄 Bo każdy jest zachwycony. I w szkole okazuje się, że Adama każdy kojarzy i uwielbia, a grupa Kaśki jest wkurzona, haha.

    Dlatego jeśli wciąż sesja Ci się podoba i masz na nią ochotę, to ja chętnie zobaczę, co tam dalej się zadzieje, bo fajnie, że coś innego robisz z postacią!

    Komentarze horror nastolatkowie stranger things własny

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    NamiN Nami

    text alternatywny
    Paulina Kwiatkowska

    Smród farby olejnej uderzył w nos tak, jakby szkoła próbowała udawać nową, ale nie umiała ukryć, że ma pod spodem stare kości. Mimo tej chwilowej niechęci i zmarszczenia nosa, dziewczyny musiały zająć najlepsze dla siebie miejsca, wiadomo, rząd ławek na wprost biurka - martwy punkt obserwacyjny dla nauczyciela.

    Gadając ze sobą i trzymając się razem, przecisnęły się dość zgrabnie, niestety czołgista-Daniel miał szersze barki i moc wozu pancernego, przetorował drogę do sukcesu nie tylko sobie, ale i Mikołajowi. Dziewczyny jak na znak skrzywiły się jednocześnie, każda tak samo, ale nie poddały się w walce. Usiadły tak, jak było to zaplanowane, w swoich standardowych parach.
    Bardziej z tyłu siedziała Kasia z Asią, musiało tak być, ponieważ Kaśka potrzebowała mieć przy sobie najbardziej ogarniętą osobę, aby móc ściągać, przepisywać i ogólnie wiedzieć wszystko, co potrzebne do dobrych ocen, za cenę małego wysiłku. Paulina siedziała z Magdą, która po prostu była zabawna, choć niezbyt rozgarnięta, za to nauczyciele łatwiej jej wybaczali. Kwiatkowska za to była... cóż, przeciętna. Niezbyt głośna, mająca całkiem dobre oceny, ale bez rewelacji, całkiem miła. Mimo iż bardziej przyjaźniła się z Kasią, to lubiła siedzieć obok Magdy; blondynka zawsze miała mnóstwo kolorowych długopisów i ładnych rzeczy, które od niej pożyczała, prowadziła też starannie zeszyty, jakby piękne spisywanie notatek miało przynieść jej sukcesy i wyniki. Niestety też często gubiła się w myślach, była roztargniona, a to prowadziło do zabawnych sytuacji, no a Paulinę było łatwo rozbawić. W ich paczce zawsze wszystko fajnie się kręciło i spinało.

    Paulina przepisała plan lekcji starannie, równo, jakby równe linie mogły uspokoić myśli. Oczywiście wzięła różne kolory cienkopisów od koleżanki, zupełnie tak naturalnie, jakby narzędzia do pisania należały też do niej.
    – Co jest w piątek? – Kasia szepnęła do swojej towarzyszki z ławki, na co ta podsunęła swój notes bliżej jej twarzy, dając przepisać. Widać, że właśnie o to Kaśce chodziło, bo wygodniej było tak, niż podnosić ciągle głowę i wbijać wzrok w tablicę.

    Gdzieś z tyłu Krzysztof prawie chował się pod własnym krzesłem, a przy tablicy pan Wrona mówił z zapałem, którego Paulina nie umiała jeszcze sklasyfikować: czy to entuzjazm, czy niebezpieczny zapał. W końcu padła propozycja, którą aż chciało się odrzucić - niestety była tą z serii "nie do odrzucenia"

    “W pary. Marsz na zamek.”

    I wtedy sala nie była już salą. Zrobiła się mapą: kto do kogo podejdzie, kogo ominie, kogo udaje, że nie widzi.

    Paulina odruchowo poszukała wzrokiem Alicji. Blondynka siedziała trochę jak ktoś, kto już się zgodził, a teraz próbuje znaleźć w głowie instrukcję obsługi własnego “tak”.

    Z tyłu sali coś zaszurało. Daniel już wstawał, energiczny jakby ogłosili ewakuację, a obok niego Mikołaj wyglądał na dziwnie spiętego jak na kogoś, kto przed chwilą robił z siebie króla ostatniej ławki.

    Kaśka przekręciła się już na krześle. Jak sowa. Jak radar. Jak ktoś, kto nie zamierza oddać pola.

    – O, proszę. Jednak los ma gust. Chodź, Pogorzelski. – Kasia uśmiechnęła się, kiedy Mikołaj niemal na nią wpadł, popchnięty przez kolegę. Zaklepała go jak miejsce przy oknie, jak coś, co po prostu do niej należy — albo przynajmniej tak wygląda, jeśli patrzeć z zewnątrz.
    W głowie Kaśki nie istniał chłopak, który nie chciałby z nią rozmawiać. I nie chodziło nawet o podryw. Po prostu: ludzie chcieli ją znać.

    Paulina wzrokiem przemierzała salę, analizowała, wyciągała wnioski. To była czysta strategia — musiała działać sprawnie i domyślić się, czego chce lub nie chce Kaśka. Magda i Asia były elastyczne, one zawsze jakoś się odnajdywały. Paulina nie chciała blokować Kasi, więc zostawiła jej wolną rękę; ustawi się z nią tylko wtedy, jeśli Kaśka nie będzie miała nikogo lepszego na oku.

    – Planujesz mi zwiać? – zagaiła do Alicji, półżartem. Pary nie były tak sztywne jak w przedszkolu — wystarczyło wyglądać sensownie przy wyjściu, reszta miała się ułożyć w marszu.

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    NamiN Nami

    text alternatywny

    Paulina Kwiatkowska

    Paulina odprowadziła ich wzrokiem z lekkim uniesieniem brwi. To nie wyglądało jak spontaniczny zryw romantyzmu. Raczej jak szybka ewakuacja.
    Jeszcze przez moment patrzyła za nimi, po czym przeniosła wzrok w stronę wejścia. Skoro Alicja tak nagle zapragnęła tańczyć właśnie teraz, musiała mieć powód. A Paulina nie wierzyła w przypadki.
    Zamieszanie. Burda. Mikołaj czający się przy wejściu jak krab, jakby chciał zająć pierwsze miejsce na trybunach i mieć najlepszy widok na ewentualną awanturę.
    Do głowy przyszło jej jedno pytanie – przed czym, albo kim, uciekała Alicja? Szczerze wątpiła, żeby była aż tak wrażliwa, żeby nie móc na to patrzeć.

    Przeniosła spojrzenie na Magdę.
    – Szybko poszło – rzuciła cicho.

    Na moment zawiesiła wzrok na parkiecie, gdzie Alicja już ciągnęła Krzyśka między pary.
    – Jeszcze chwila i byś go zaprosiła sama.

    Magda odruchowo poprawiła włosy, uciekając na sekundę spojrzeniem w bok.
    – Nie zdążyłam – przyznała cicho, z lekkim, trochę zawstydzonym uśmiechem.

    Paulina zerknęła na nią kątem oka.
    – No to następnym razem szybciej. – Kącik jej ust uniósł się lekko – Bo ktoś ci go znowu sprzątnie sprzed nosa.

    Magda tylko lekko się uśmiechnęła i wzruszyła ramionami, jakby nic się nie stało. Może rzeczywiście nie zwróciła większej uwagi na zamieszanie przy wejściu. Po jej minie było jednak widać, że coś sobie układa w głowie.

    W tym czasie Paulina przesuwała wzrokiem po sali, wyłapując znajome twarze. W końcu dostrzegła Sosnowskiego na parkiecie. Wiedziała, że Magdę to ucieszy.

    – Asia, bar czy parkiet?
    – Bar. I jakiś stolik – odpowiedziała bez wahania.

    Paulina uśmiechnęła się lekko i podała jej aparat oraz torebkę.

    – Na stówę cykor go obleciał – rzuciła Kasia, wracając do tematu Chlebowskiego. – Bez sensu, nie będziemy tu tak stać. Asia, ogarnij nam coś do picia i bądź czujna.

    – A my idziemy na parkiet! – dodała Paulina z nagłym przypływem energii.

    Dziewczyny jakby się obudziły.

    – Wyczaiłam Arka. Wbijamy – trąciła łokciem Magdę. Jej humor wyraźnie się poprawił.

    Ruszyły w tany.

    centered paragraph

    Parkiet szybko wciągnął je w swój rytm. Muzyka była może średnia, ale wystarczyło kilka taktów, żeby dziewczyny złapały tempo i zaczęły się śmiać, kręcić i zapominać o wszystkim poza chwilą.

    Paulina odruchowo rozejrzała się wokół – bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby – i niemal od razu wyłapała znajomą sylwetkę.

    Alicja i Krzysiek tańczyli niedaleko. A raczej… próbowali.

    Krzysiek trzymał ręce zdecydowanie zbyt wysoko, jakby ktoś mu wcześniej dokładnie wyznaczył bezpieczną strefę, której pod żadnym pozorem nie wolno przekroczyć. Sztywny, trochę zagubiony, wyraźnie walczył z własnym ciałem, które nie bardzo wiedziało, co zrobić z muzyką.

    Paulina uniosła lekko brew, obserwując to przez chwilę.
    – Patrz na niego – rzuciła półgłosem do Magdy, kiwając lekko głową w tamtą stronę. – Jakby go ktoś na egzamin z tańca wysłał.

    Magda zerknęła dyskretnie i parsknęła cicho śmiechem. Być może potrzebowała tego, aby nie czuć się źle przez to, że został jej "podebrany".

    – No… trochę.

    Paulina przeniosła wzrok na Alicję.

    Ona z kolei wyglądała, jakby dokładnie wiedziała, co robi. Spokojniejsza, pewniejsza, jakby prowadziła tę sytuację bardziej, niż powinna.

    Kącik ust Pauliny drgnął. Alicja od początku wydawała jej się osobą, która prędzej dotrzyma towarzystwa Asi przy stoliku, niż dołączy na parkiet.
    – Albo bardzo chce zatańczyć… – mruknęła pod nosem do samej siebie – …albo bardzo nie chce być gdzie indziej.

    Na moment jeszcze zatrzymała na nich spojrzenie, jakby próbowała coś dopasować do siebie, po czym wzruszyła ramionami i wróciła do dziewczyn.
    – Dobra, koniec podglądania.

    Uśmiechnęła się lekko, łapiąc rytm muzyki.
    – Tańczymy, zanim ktoś znowu zrobi tu przedstawienie.

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    NamiN Nami

    text alternatywny

    Paulina Kwiatkowska

    Paulina nawet nie próbowała się już przedzierać przez tłum, kiedy Kasia z Asią praktycznie wykrzyczały im to do uszu. Wystarczyło jedno słowo.

    Adam.

    Automatycznie uniosła głowę, jakby dało się go zobaczyć ponad ludźmi. Nie dało się. Ale hałas przy wejściu mówił wystarczająco dużo. Zwolniła ruchy, jakby taniec nagle przestał mieć znaczenie. Tanczenym ruchem przesuwała się bliżej Kasi, żeby nie zniknęła jej zaraz w tłumie.

    Paulina odwróciła się lekko w stronę wejścia, wspinając się na palce, próbując złapać cokolwiek ponad głowami ludzi. Światła migały, ktoś ją szturchnął barkiem, ktoś inny zahaczył łokciem.

    — Kurwa, serio… — mruknęła pod nosem, bardziej do siebie niż do kogokolwiek.

    Zatrzymała się na moment. Nie ruszyła od razu. Zamiast tego spojrzała jeszcze raz na Kasię, jakby oceniała, czy ta już leci w tamtą stronę, czy jeszcze ogarnia sytuację. Zawahała się, obserwując gesty i mimikę przy wejściu.

    Już po sekundzie wiedziała, że coś jest nie tak. To nie było zwykłe „o, ktoś przyszedł”. To było to napięcie, które czuć zanim jeszcze zobaczysz problem.

    — Idziemy zobaczyć co się odwala czy udajemy, że nas to nie dotyczy? — rzuciła ciszej, ale z tym charakterystycznym półuśmiechem, który mówił, że decyzja i tak już w niej zapadła. Jeszcze raz zerknęła w stronę wejścia. Tłum się tam dziwnie zagęszczał. Albo jej się tak wydawało.

    Super. , przemknęła myśl niezadowolenia. Nie lubiła agresji, napięcia, spięcia… Takiej niewygodnej atmosfery.

    Paulina zauważyła to szybciej niż powinna. Nie konkrety. Raczej to uczucie, że coś za chwilę pójdzie nie tak.

    Zatrzymała się na moment, jakby tylko na sekundę wypadła z rytmu muzyki, po czym ruszyła w stronę drzwi, przeciskając się przez ludzi spokojnie, bez nerwów, jakby wciąż była w rytmie tańca. Dopiero bliżej zwolniła.

    W końcu udało jej się zobaczyć.

    Adam. Nie miał różowej marynarki, ale dalej uśmiechał się jak półgłówek.
    Kilku typów obok. A on chyba myślał, że warto się do nich odezwać. Czemu?

    text alternatywny

    Westchnęła cicho, ale już bez irytacji.
    Podeszła do niego od boku, jakby wpadła na niego przypadkiem. Starała się być jak najbardziej urocza, a wiedziała, że zwykle jej to wychodzi.

    — O, jesteś — rzuciła lekko, jakby właśnie go szukała. — Zniknąłeś nam.

    Uśmiechnęła się krótko, naturalnie, nawet nie patrząc dłużej na resztę. Jakby ich tam w ogóle nie było.

    — Chodź, bo zaraz nam zajmą miejsce. — dodała, trochę ciszej, ale swobodnie, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Być może jeśli dresy załapią, że nie jest sam, dadzą sobie spokój, w końcu ciężej walczyć z grupą, czyż nie? Pomachała też Arkowi, który z niedaleka patrzył w jej stronę nie rozumiejąc, co właściwie robi.

    Paulina już się nie odwracała, zakładając, że skumał i pójdzie za nią.

    Na sekundę tylko zerknęła jeszcze w jego stronę, łapiąc z nim kontakt wzrokowy, wystarczający, żeby było jasne, że to nie jest prośba, tylko rozwiązanie.

    Ruszyła z powrotem w tłum.
    . Postanowiła, że później mu wygarnie, jakim jest pajacem. Tak na wszelki wypadek, nim zdąży pomyśleć, że spodobała jej się jego stylówa błazna.

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    NamiN Nami

    text alternatywny

    Paulina Kwiatkowska

    Paulina przewróciła oczami, stając naprzeciw Adama z rękami założonymi na piersi. Pewnie nawet nie zauważył, że jest wściekła — a była. I to bardzo. Może nie znała tych dresów z imienia, ale kojarzyła ich aż za dobrze. Właściwie każdy kojarzył. Jeśli ktoś robił burdy i psuł innym zabawę, szybko zapadał w pamięć.
    Nie chciała się w to mieszać… ale jeszcze mniej chciała patrzeć, jak Adam pakuje się w coś, z czego może nie wyjść cało.

    text alternatywny

    — Czy ty masz jakikolwiek instynkt samozachowawczy? — zrugała go od razu, gdy tylko odeszli na bok. — Nie musisz robić z siebie idioty, żeby komuś zaimponować. Albo w ogóle mieć znajomych. Serio.

    Weszła w ten swój „nauczycielski” ton, ale gdzieś pod spodem czuła coś jeszcze — coś na kształt współczucia. Miał w sobie znajome jej uczucie. Jakby też próbował być kimś innym, żeby tylko zostać zaakceptowanym.
    Jej głos mimowolnie złagodniał.

    — Ech… dobra. Wisisz mi przysługę.

    Nie zdążyła powiedzieć nic więcej, bo już po chwili dopadły ich dziewczyny, rozemocjonowane jak po najlepszym hicie kinowym trzymającym w napięciu.

    — O kurdę, ale akcja!— wyrzuciła z siebie Asia.

    — No, no… wywinęłaś się jak królowa — dodała Kasia z lekkim przekąsem.

    — Adam, ale miałeś dziś farta — Magda uśmiechnęła się zaczepnie. — Serio, upiekło ci się.

    Magda nie zamierzała sobie odpuszczać. A Adam… cóż. Wcale nie wyglądał źle. Trzeba mu przyznać, że był całkiem zabawny i przystojny. Nieco głupkowaty. Widać było że przy nim blondyneczka zdążyła zapomnieć o Krzyśku.

    text alternatywny

    Paulina jednak o nim nie zapomniała.

    Kiedy dziewczyny porwały Adama na parkiet, otaczając go jak wygłodniałe piranie, kątem oka dostrzegła blondyna. Stał trochę z boku, zgarbiony, ręce w kieszeniach, jakby próbował zniknąć. A potem ruszył w stronę wyjścia.

    Bez słowa przyspieszyła.
    — Krzysiek, czekaj!

    Zatrzymał się — albo raczej został zatrzymany. Jeden z dresów zagrodził mu drogę, mierząc Paulinę spojrzeniem. Nie powiedział ani słowa, ale nie musiał. Samą postawą dawał jasno do zrozumienia, że lepiej nie wchodzić mu w drogę.

    Paulina nie zamierzała się zastanawiać czy to dlatego, że mu się spodobała, czy może chcą wklepać komuś innemu.

    Podbiegła, złapała Krzyśka za rękę i pociągnęła go z powrotem w tłum. Prychnęła pod nosem — przez moment poczuła się jak jakaś syrena wabiąca rozbitków.

    Krzysiek wyglądał na kompletnie zagubionego. To zdecydowanie nie był jego świat. Widać to było w każdym jego ruchu. Może nie zawsze rozumiała emocje ludzi, ale jedno wiedziała na pewno — on czuł, że tu nie pasuje.

    Na parkiecie panował chaos. Magda kleiła się do Adama, Arek kręcił się przy Kasi, Asia tańczyła gdzieś obok, śmiejąc się bez opamiętania. Nie było sensu im przeszkadzać — zwłaszcza że leciała szybka, skoczna nuta.

    Paulina nachyliła się do Krzyśka.

    text alternatywny

    — Wiem, że to nie twój klimat — powiedziała głośno, próbując przekrzyczeć muzykę. — Ale spróbuj się po prostu dobrze bawić. Nie myśl o sobie, o tym jak wyglądasz, co robią inni…

    Zrobiła pauzę i uśmiechnęła się lekko. Skąd wiedziała? Nie dało się ukryć, po ubiorze na rozpoczęciu roku szkolnego.

    — To oni są tłem. Ty jesteś gwiazdą. Płyniesz.

    Próbowała zaszczepić w nim trochę luzu, choć nie była pewna, czy w ogóle wie, co ze sobą zrobić. Dlatego zaczęła pokazywać mu proste ruchy — dalekie od jakiejkolwiek kokieterii. Ruszała się swobodnie, jakby naprawdę „płynęła”, bez napięcia i bez pozowania. Jej taniec był czystą, nieskrępowaną zabawą. Nie próbowała nikomu imponować ani udowadniać, że jest najlepszą laską na sali. Po prostu była — tu i teraz — i to było w niej widać. A jeśli Krzysiek nie miał ochoty się w to wciągnąć, robiła wszystko, by przynajmniej rozluźnić atmosferę.

    Po kilku szybkich kawałkach byli już kompletnie zdyszani. Paulina złapała go za rękaw i zaciągnęła do stolika. Zamówiła dwa napoje i opadła na krzesło, próbując złapać oddech.

    — No i co… aż tak źle? — rzuciła z uśmiechem, popijając przez słomkę.

    Przyjrzała mu się uważniej.

    — Ej… serio. Co cię gryzie?

    Nie znali się prawie wcale, a jednak zależało jej, żeby poczuł się tu choć trochę swobodnie. Może robiła to dla niego… a może trochę dla siebie.

    text alternatywny

    Po chwili przy stolikach zebrała się już cała ekipa — dziewczyny, Arek i Adam. Trzeba było przenieść się do większego stołu, żeby wszyscy się pomieścili, więc Paulina z Krzyśkiem bez słowa zmienili miejsce.

    Paulina oparła się wygodnie i rozejrzała wokół. Była zadowolona. Ten wieczór układał się lepiej, niż się spodziewała. Udało jej się zbliżyć do kilku osób — w tym dwóch, które jeszcze niedawno były dla niej zupełnie obce.

    Kasia patrzyła na nią z czymś na kształt uznania. Magda najwyraźniej nie żałowała, że odpuściła Krzyśka — taniec z Adamem w zupełności jej wystarczył. Wyglądało na to, że jego styl naprawdę przypadł jej do gustu… choć kto wie, co powie jutro.

    Asia była w swoim żywiole. Ożywiona, wpatrzona w Adama, który właśnie rozkręcał jakąś historię. Lubiła takie momenty — siedzenie przy muzyce, rozmowy, śmiech.

    To była krótka chwila oddechu.

    Zanim znów wrócą na parkiet.

    text alternatywny

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    NamiN Nami

    text alternatywny Krzysiek Komeda 100.jpg

    Paulina Kwiatkowska ~ Mikołaj Pogorzelski ~ Krzysztof Komeda

    Paulina szarpnęła lekko ramionami, próbując wyrwać się z ich uścisku, choć bardziej z nerwów niż siły.

    — Stop, mówiłam… — powtórzyła ciszej, kiedy postawili ją przy ławce, od razu siadając ciężko i opierając się dłońmi o drewno, jakby musiała upewnić się, że tym razem naprawdę ją czuje. Przez chwilę nic nie mówiła, skupiając się tylko na oddechu, który nadal nie chciał wrócić do normy, a wzrok miała wbity gdzieś przed siebie, nie do końca łapiąc ostrość.

    — Ja… — urwała, marszcząc lekko brwi, jakby próbowała poukładać to, co się właśnie wydarzyło. — Zasłabłam? Ale wstyd, aż dziwne, że nic mnie nie boli — mruknęła nie potrafiąc spojrzeć na resztę. Pamiętała, że kiedyś zemdlała na chrzcie kuzyna. Miała guza na głowie i bolały ją ramiona. A teraz nic? Może dopiero wieczorem odczuje skutki?

    Mikołaj spełniał życzenia. Pacjent powrócił do rzeczywistości i rwał się do samodzielności. Zluzował chwyt. Koniec asekuracji. Tyłek Pauliny osiadł bezpiecznie na ławce. Nie na twardej powierzchni boiska, idealnej do ran szlifowanych podczas wu-efu. Również nie na księżycu, czy innej, kurwa, Wenus. Nie dając krzty zaufania grawitacji. Mogła w każdej chwili wykręcić psikusa i znowu zatańczyć brekdenca.

    – Widziałeś? – widział, że Krzychu widział, a mimo to się upewniał. Świat stawiany na głowie żądał. Wysoko wyniósł poprzeczkę wykluczającą krytyczną usterkę zwojów pod własną kopułą.

    Krzysiek słysząc protesty koleżanki puścił ją i cofnął się krok do tyłu. Wpatrywał się w Paulinę z troską, ale i niedowierzaniem. To co przed chwilą zobaczył na sali gimnastycznej nie mogło być halucynacją. Mikołaj też to zobaczył. Komeda nie potrafił tego nazwać inaczej niż cudem.

    Na pytanie kolegi skinął niepewnie.

    — Zawisła w powietrzu jak jakiś indyjski fakir.

    Spojrzał raz jeszcze na Paulinę, która wydawała się odzyskiwać kolory i powoli dochodziła do siebie.

    — Już ci lepiej? — zapytał — Może pobiegnę na stołówkę po jakiś kompot albo wodę?

    Paulina uniosła wzrok na Krzyśka, jakby dopiero teraz w pełni do niej dotarło, co powiedział, a przez jej twarz przemknęło coś pomiędzy zmieszaniem a lekkim niepokojem.

    — Nie patrzcie tak na mnie, jakbyście właśnie wybierali muzykę na mój pogrzeb — spróbowała zażartować, choć w jej głosie nadal pobrzmiewało zdenerwowanie. — Naprawdę, za chwilę będę jak nowa.

    Oparła się mocniej o ławkę, biorąc wolniejszy oddech, jakby chciała sobie udowodnić, że wszystko wraca do normy, choć jeszcze przed chwilą świat dosłownie jej się urwał.

    — Co masz na myśli, że „zawisłam”? — zmarszczyła lekko brwi, przenosząc spojrzenie między nim a Mikołajem. — Ja po prostu zemdlałam… nie? Zdarzało mi się już, a dziś nie najlepiej spałam. Jeszcze miałam sen w śnie, dziwne...no i Asia — Paulina wyraźnie posmutniała. Ciężko było jej wyrzucić z głowy wyobrażenie o porwaniu.

    — No zemdlałaś — potwierdził Krzysiek — Próbowaliśmy z cię Mikołajem złapać, ale nie zdążyliśmy. Tyle, że zamiast uderzyć o parkiet ty...

    Chłopak urwał patrząc niepewnie na Mikołaja.

    – Na pogrzeb najlepszy Chopin – Pogorzelski nie wahał się sekundy przed wskazaniem klasyki. – No... jak indyjski fakir.

    Nie wiedząc co by dodać, wyklepał za Komedą niczym chór za wokalistą podkreślający słowa piosenki. Cała tajemnica.

    – Co lewituje nad ziemią, jak ten, no… – pstryknął palcami. – Dalszim ze „Strit Fajtera". Nie chodzisz na automaty, możesz nie skojarzyć. To samo, bez ciągłego powtarzania „joooga”.

    Grzebał w myślach za bliższym dziewczynie przykładem.
    – Jak Dana z „Pogromców Duchów", jak...

    Wbił wzrok w Poganina, uśmiechnął się prowokacyjnie i wycedził tytuł, po którym z pewnością brał kąpiel w święconej wodzie. Mówił szybko paciorek i chował się pod kołdrą w strachu czekając świtu.
    – Jak Regan z „E-g-z-o-r-c-y-s-t-y".

    Paulina zmrużyła lekko oczy, jakby próbowała wyłapać w ich słowach moment, w którym zaczyna się żart, a kończy coś, czego nie powinna brać na serio.

    — No dobra, ale to już brzmi jak jakiś słaby dowcip — mruknęła, choć nie uśmiechnęła się tym razem, a jej spojrzenie na moment uciekło gdzieś w bok. — Fakir, Street Fighter… poważnie?

    Przełknęła ślinę i pokręciła lekko głową.

    — Jesteście pewni, że nic wam się nie pomyliło? — zapytała, marszcząc brwi. — Żadnych zwidów, niewyspania? Koszmarów nocnych albo czegoś takiego? Jak niby mam w to uwierzyć, nie jestem wróżką

    — To nie ściema — zapewnił Krzysiek. Z przyzwyczajenia przyłożył rękę do piersi by potwierdzić swoją prawdomówność — Słowo ministranta. Gdyby Mikołaj też tego nie widział pewnie bym pomyślał, że mam guza mózgu albo schizofrenię. Ale ty lewitowałaś Paulina.

    – Bez pudła – Mikołaj skinął ochoczo na wypowiedzianą oczywistość.

    Ruszył się tam i nazad. Chodzenie układało myśli.

    – „W chwili, gdy zwątpisz, czy potrafisz latać, na zawsze przestajesz to robić” – zarzucił „Piotrusiem Panem”. Oprócz metalu i palenia kościołów, widać lubił też Disneya. – No i puff, po mocach, wcaleniewróżko.

    Wydreptywał ścieżkę przed ławką. Rozczarowany Pauliną. W znaczeniu, że ona też. Są inni. Nie jest wybrany, wyjątkowy.
    – Dobra, powaga. Przy pierwszym można wątpić, przy drugim… – gryzł się w język z ujawnieniem próby Niewiernego Tomasza. Wkładaniem nosa w dziury ściany sokołowskiego budynku. Zaczynał wierzyć. – Liczę na trzeci, który pomoże odnaleźć Asię. Nie sądzę by gliniarz z bandziochem wyciskającym się szwami, znalazł coś ponad pączka, na którym usiadł.

    Paulina spojrzała na Mikołaja przez chwilę, jakby próbowała nadążyć za tym, co właśnie powiedział, ale im dłużej to trwało, tym bardziej jej wyraz twarzy przechodził w lekkie, zmęczone niezrozumienie.

    — Ja… nie wiem, o czym ty teraz mówisz — przyznała w końcu szczerze, unosząc lekko brwi, jakby chciała się upewnić, że to nie ona coś zgubiła po drodze. — Piotruś Pan, latanie… co?

    Przetarła dłonią skroń, biorąc głębszy oddech, jakby próbowała zebrać myśli i wrócić do czegoś, co ma sens, czego może się złapać.

    — To nie jest możliwe — powiedziała ciszej, już bardziej stanowczo, choć bez ostrości. — Ludzie nie zaczynają nagle lewitować, bo… bo co, bo mają gorszy dzień?

    Na moment urwała, zerkając między nimi, jakby sprawdzała, czy któryś z nich się zaraz nie roześmieje i nie powie, że to wszystko to głupi żart.

    — Jeśli naprawdę myślicie, że coś takiego się stało, to… — zawahała się, ale tylko na chwilę. — możemy spróbować to powtórzyć. Jakieś… nie wiem, warunki, cokolwiek.

    Wzruszyła lekko ramionami, choć ruch był jeszcze trochę niepewny.

    — Ale jeśli się nie uda, to odpuszczamy. To znaczy, że wam się przewidziało albo ja po prostu zemdlałam jak normalny człowiek. — spojrzała na nich uważniej, jakby chciała zamknąć temat, zanim wymknie się spod kontroli. — To nie jest coś, co się po prostu zdarza jednej osobie znikąd. Powaga, nie jestem nadzwyczajna by mieć moce

    – I to jest duch! – Pogorzelski poparł, w ciszy opłakując paulinową śmierć wewnętrznego dziecka, przywiązanie do materii. – Na moje, Adam cały apel powtarzał. Stał przy drabinkach. Nic nie słuchał. W kretyńskim zapętleniu podrzucał monetę i wgapiał się w rękę.

    Sam wyciągnął przed siebie dłoń, czekając czy załapią puentę.
    – Jaakby..? Jakby? – ciągnął za język. Westchnął i zakończył. – Jakby chciał przeniknąć co wypadło. Nie bądźmy jak Adam. Spróbujmy złamać rzeczywistość tam gdzie ma to znaczenie.

    Krzysiek przysłuchiwał się wymianie zdań, próbując udawać, że rozumie o co chodzi Mikołajowi. Albo gadał jakimś szyfrem, albo Komeda był zwyczajnie za głupi by nadążyć za kolegą. W podstawówce obracał się wśród chłopaków pokroju Bochenka więc rozmowy sprowadzały się do głównie do żartów o pierdzeniu i bekaniu na zawołanie. Musiała minąć dłuższa chwila by powoli docierał do niego sens jego słów.

    — Zaraz. Chcesz serio sprawdzić czy Paulina umie…latać? Jak Dzwoneczek?

    Kto jak kto, ale Krzysztof Komeda od dziecka karmiony biblijnymi historiami powinien wierzyć w zjawiska nadnaturalne, w to że ludzie potrafią dokonywać niezwykłych czynów. Im bardziej był jednak starszy, tym mniej miał w sobie wiary w świat nadprzyrodzony. Ale nie mógł zaprzeczyć temu co przed chwilą zobaczył. To nie była sztuczka iluzjonisty ani halucynacje.

    — Nie wiem czy to dobry pomysł- mruknął przyglądając się dziewczynie - Może powinien zbadać ją najpierw jakiś lekarz? Albo…ksiądz?

    Paulina zmrużyła lekko oczy, patrząc najpierw na Mikołaja, potem na Krzyśka, jakby próbowała dopasować ich słowa do tego, co sama przed chwilą powiedziała.

    — Dobra… — zaczęła powoli, przeciągając to trochę, jakby chciała kupić sobie sekundę na poukładanie tego w głowie. — Czyli wy serio w to idziecie.

    Przetarła jeszcze raz skroń, ale tym razem bardziej z rezygnacją niż zdezorientowaniem.

    — Nie wiem, co to ma wspólnego z Piotrusiem Panem i Adamem z monetą — rzuciła w stronę Mikołaja, kręcąc lekko głową — ale jeśli chcecie szukać w tym jakiejś logiki, to najpierw sprawdźmy najprostsze rzeczy.

    Oparła się mocniej o ławkę, biorąc spokojniejszy oddech.

    — Jedna sytuacja o niczym nie świadczy — dodała już pewniej. — Jeśli to się powtórzy, okej, możemy się zastanawiać. Jeśli nie, to znaczy, że po prostu zemdlałam i tyle.

    Zawiesiła na nich spojrzenie, tym razem bardziej przytomne.

    — Ale bez robienia ze mnie jakiejś… — urwała na moment, marszcząc lekko brwi — wróżki czy Dzwoneczki.

    Zrobiła pauzę na oddech. Miała wrażenie, że się zaraz rozpłacze.

    — I nie potrzebuję ani lekarza, ani księdza, tylko chwili spokoju.

    Na chwilę zamilkła, jakby coś dopiero teraz przebiło się przez ten cały chaos myśli.

    — …Asia — powiedziała ciszej, prostując się nagle, jakby to jedno słowo przywróciło jej właściwy kierunek.

    Zsunęła dłonie z ławki, zbierając się do wstania, tym razem ostrożniej, ale już bardziej zdecydowanie.

    — Powinnam iść pogadać z policjantem — dodała, przenosząc spojrzenie gdzieś w stronę budynku szkoły. — To jest chyba ważniejsze niż sprawdzanie, czy umiem latać.

    Mikołaj zerkał podejrzliwie na Krzycha. Wypierał się. Jak Piotr trzy razy nim kur zapieje. Anomalie były faktem. Głęboko zagrzebywanym przez zamknięte umysły. Chłopak potarł skronie uśmiechając się pod nosem. Nerwowo. Na szali leżała jego racja, szacunek podwóra, los porwanej. Nie był równie mocno związany emocjonalnie z Asią co Paulina, ale spróbował. Połączyć się z tragedią nocy. Zobaczyć przebłysk wydarzeń minionych. Numer rejestracyjny wozu porywaczy, jakiś ich znak szczególny, naprowadzenie na ślad. Cokolwiek co odwróciłoby róże wiatrów we właściwą stronę. Nie wiedział, jak? Znał tylko cel. Mieli go za Świra. Oto proszę. Syn Malkava. Jego Nadwrażliwość, nędzne bukłaki. Pogładził ostre kły czubkiem języka. Czuł boleść rosnących z dłoni szponów. Wzrokiem przezierał czerwień. Wszystko w wyobraźni, choć naprawdę wszystko. Bo gdy nic nie miało sensu i rodził się chaos. Łapał się tego co znał, co niosło komfort i przyjemne wspomnienia.

    Krzyśkowi zrobiło się zimno gdy usłyszał imię Asi. Przypomniał sobie co mówili na apelu, zanim Paulina zemdlała. Ich koleżanka z klasy została porwana i Krzysiek dopowiedział sobie już resztę historii. Jakiś morderca, jakiś zboczeniec dopadł ją gdy wracała z dyskoteki. Bo skoro do tej pory jej nie odnaleziono...
    Wzdrygnął się. Nie. Nie chciał o tym myśleć, nie teraz.
    — Dobra — rzucił do Pauliny, gdy ta podniosła się z ławki — Jakbyś się czegoś dowiedziała daj nam znać.

    Mikołaj przetarł nos wierzchem dłoni. Na rękawie ujrzał ślad krwi. Pociągnął. Strup musiał puścić. Szarzyzna betonu trzymała za nogi. Coś widział, majaki, kontury na krańcu percepcji śmiejące z niemocy. Przebił się przez ludzki wianek. Spleciony jakby z duszącego bluszczu. Roztrącając dał upust wściekłości, zmęczonej wściekłości. Obronny mechanizm rzeczywistości napędzany obecnością niedowiarków. Szał schodził, pozostawiając ciało wyczerpanym. Nie odrywając wzroku od ziemi wlókł się w stronę szkoły.
    – Nie szał, dziwna moc wyjaławia – szepnął w utwierdzeniu, krocząc przez pola psychicznego wypalenia.

    Paulina wstała z ławki, na chwilę się zachwiała. Tym razem jednak stojące z boku i plotkujące między sobą Kasia i Magda, podbiegły do przyjaciółki.

    — Och, Paula! Już w porządku? — zapytała Kasia chwytając dziewczynę za rękę.

    Paulina kiwnęła głową. Magda milczała, była cała zalana łzami. Gdy Paulina na nią patrzyła, też czuła napływające do oczu łzy. Musiała odwrócić wzrok. Spojrzała najpierw na Krzyśka, ale ten też nie wyglądał na zobojętniałego. Przeskoczyła więc wzrokiem na Mikołaja i tu znalazła jakąś emocjonalną pustkę. Skupiła się na nim przez chwilę, jakby próbowała zaczerpnąć tej chłodnej, spokojnej energii.

    — Zobaczymy się później — rzuciła Kasia, Paulina tylko potwierdziła kiwnięciem. Ruszyły we trzy w stronę szkolnego budynku.

    — To gdzie miał być ten policjant? — zapytała Paulina, a dalsze ich rozmowy były poza zasięgiem słuchu innych.

    Dopiero po czasie Paulinie przeszło przez myśl, że to może nie były jej moce, a ktoś inny sprawił, że nie uderzyła o podłogę? Czy to w ogóle było możliwe?

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    NamiN Nami

    text alternatywny

    Paulina Kwiatkowska

    Paulina dowiedziała się na jednej przerwie więcej, niż się spodziewała. Choć wciąż czuła się słabo i była nieco zmęczona, zebrane informacje ożywiły ją. W obliczu sukcesu na twarzy pojawił się lekki uśmiech. Była zadowolona z sukcesu.

    Paulina zatrzymała się na środku korytarza, patrząc jeszcze chwilę w stronę, w którą zniknęła Renata, jakby próbowała poukładać w głowie to, co właśnie usłyszała.
    — Sto metrów… — powtórzyła cicho, bardziej do siebie niż do dziewczyn. To było tak blisko, że aż absurdalne.

    Ścisnęła mocniej pasek plecaka, czując jak coś w niej znowu przyspiesza — nie strach, nie do końca… raczej napięcie, które nie pozwalało jej stać w miejscu.

    — Mamy miejsce. I mamy tego Kubę — spojrzała na Kasię i Magdę, tym razem już bardziej skupiona. — Pytanie tylko, co robimy najpierw.

    Na chwilę zawahała się, zerkając w stronę schodów, potem na drzwi klasy.

    — Bo siedzenie na lekcji raczej niczego nam nie da.
    — Ale musimy jeszcze złapać Krzyśka — przypomniała jej Kasia
    — I Piotrka— dodała Magda
    — A Mikołaj? Chyba też się interesował — dorzuciła Kasia, choć ciężko było stwierdzić, czy to Mikołaj interesował się tą sprawą czy raczej Kasia Mikołajem.

    Paulina wzrokiem przeskakiwała między dziewczynami. Były już spóźnione na lekcje. Z drugiej strony, nie złapią teraz tego Kuby, bo on na pewno siedzi w swojej klasie.

    — Okej, to chodźmy na lekcje. Po lekcji łapiemy Krzyśka i Piotrka…
    — …I Mikołaja — wtrąciła Kasia
    — I Mikołaja — potwierdziła Paulina kręcąc głową — Potem szukamy Kuby, umawiamy się z nim na wywołanie zdjęć jak najszybciej, a potem zbadamy miejsce zdarzenia i znajdziemy coś!

    Dziewczyny pokiwały głową jak zsynchronizowane maszyny. Wymieniły się znaczącymi spojrzeniami. Mimo, że były spóźnione, postanowiły pójść na tę ostatnią lekcję.

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    NamiN Nami

    text alternatywny

    Paulina Kwiatkowska

    Dziewczyny najpierw słuchały zaskoczone, potem chwilę milczały, gdy Mikołaj odciągnął Krzyśka. Magda zaśmiała się, potem na słowa Pogorzelskiego parsknęła powtórnie. Kasia i Paulina wydawały się być bardziej poważne, chociaż Nowak nie mogła puścić płazem tak pięknie zaczętego żartu. Uniosła brew i zmierzyła Bochenka spojrzeniem.

    — No tu akurat nic nie trzeba obstawiać. — Kasia zlustrowała chłopaka od góry do dołu, jakby nie miała wątpliwości — Ze skarpetą się nie liczy.

    Paulina jedynie powstrzymała szerszy wykwit uśmiechu, aby nie karmić atmosfery. Zamiast jednak na Bochenka, spojrzała na Krzyśka. Patrzyła na niego chwilę dłużej, zastanawiając się nad czymś.

    — To może potrafimy zrobić coś więcej, niż spełniać ukryte fantazje.

    Miała nadzieję, że zabrzmiała neutralnie.

    — Być może zrobimy z tym coś dobrego. — Dodała dla jasności.

    Bochenek po raz pierwszy spiekł raka. Wyglądało na to, że Pogorzelski trafił w czuły punkt a dziewczyny dobiły rannego. Trefniś zamilkł próbując w głowie rozpaczliwie złożyć sensowną ripostę, ale Krzysiek ledwo to zarejestrował. Myślał o tym co powiedział właśnie Mikołaj. "Co jeśli “to” było powodem porwania? Chcesz być następny?"

    Chcesz być następny?

    Chcesz być następny?

    W głowie chłopaka ma moment rozrzażyła się iskra a za z nią ciąg skojarzeń. Przynęta. Wabik. Zasadzka. Nim jednak iskra zdążyła na dobre zmienić się w płomień, usłyszał głos Pauliny, który wyrwał go z transu i rozbłysk zniknął. Zamrugał oczami przyglądając się koleżance. Z opóźnieniem wyłapał ostatni fragment zdania o spełnianiu ukrytych fantazji i teraz nie tylko Bochenek nabrał wstydliwych rumieńców.

    — To nie tak... — skrzywił się. — To był eksperyment, ta nauczycielka...nie jest w moim typie.

    Matematyczka nie, ale siostra Faustyna jak najbardziej choć Paulina nie mogła o tym wiedzieć. Nieświadomie jednak trafiła w dziesiątkę, jak wcześniej Mikołaj celując do Bochenka. Krzysiek postanowił szybko uciąć temat bo tylko winny się tłumaczy.

    — Lepiej już znajdźmy tego Kubę. — mruknął.

    Tymczasem Bochenek po długich sekundach milczenia, nagle doznał olśnienia. Wbił wzrok w Kaśkę, a na twarzy wypełzł mu chytry uśmieszek.

    — Czyli ty masz już jakieś doświadczenie skoro tak cię śmieszy wyzywanie kogoś od dziewic? Chętnie posłucham o twoich przygodach figlarna Katarzyno.

    Kasia nie zwróciła na Piotrka uwagi. Zamiast tego złapała Paulinę pod rękę.

    — No to ruszamy! Trzeba namówić Kubę i uciec z tego burdelu!

    Uśmiechnęła się najszerzej jak potrafiła i pociągnęła przyjaciółki do przodu, idąc dalej korytarzem. Kwiatkowska zdążyła jedynie spojrzeć przez ramie na Krzyśka i wzruszyć barkiem na te nagle porwanie.

    — Skąd uraz? — Pogorzelski się wymigiwał, przechodząc do uniku po ciosie. — Miałem na myśli „Maryja Dziewica”, no przecież nie jesteś. Wy wciąż tylko o jednym.

    Przeniósł wzrok na gablotę. Kilka desek, trochę przesuwnego szkła, świchy przytwierdzone z pomocą pinezek. Do tej pory ignorował zawartość, biorąc ją za nudne regulaminy i ogłoszenia. A tu fakt, w środku były też plany. Żeby wiedział o tym godzinę wcześniej. Teraz polski, potem matma, chemia, plastyka i jeszcze dwie inne. Wahał się patrząc na rozpiskę. Wywołanie zdjęć zajmie z kilka dni. Gdyby chciał wziąć Ogara i szukać tropów, musiałby się tłumaczyć w domu z zerwania z lekcji. Zabranie psa cichaczem nie wchodziło w grę. Zaczęliby go szukać, gdyby kto spostrzegł, że uciekł. Nieobecności prędzej czy później wyjdą w wywiadówce. Nie dostrzegał łatwych rozwiązań. Gdyby się zmył teraz, utrudni podobne operacje w przyszłości. A co mógł zyskać? Łowce, który zamiast podążać śladem porywaczy obwącha obszczane krzaki i zadki samiczek. Prawdopodobna katastrofa. Stał wgapiony w szybę nie wiedząc co zrobić.

    — Ty się Łysy już lepiej nie odzywaj — rzucił Bochenek do Mikołaja nadając mu ksywkę zgodnie ze swoim pokręconym kluczem, w której ministrant był Poganinem, klasowy olimpijczyk Corky Thacherem, a chłopak z długimi włosami musiał zostać Łysym.

    Krzysiek wsunął ręce w kieszeni i ruszył za dziewczynami tropem szkolnego fotografa. Miał nadzieję, że jego kumplowi z ławki znudzi się bawienie w detektywa i wróci do klasy dalej oglądać pisemka, ale ten przyczepił się do grupy jak kurzajka do nosa szeptuchy. Komeda zauważył, że Mikołaj zatrzymał się przy gablocie.

    — Idziesz? — spytał nie zatrzymując się.

    Mikołaj zbudził się ze stuporu. Zaśmiał na Łysego, ujęty poziomem abstrakcji pokrętnego umysłu. Postukał paznokciem po nasadzie nosa.
    — Znaczy Dziewica zostaje? — odparł wcale bez złośliwości. W odwróconym świecie za „nie odzywaj się”, mogło stać tylko „trzaśnij mnie w drugi policzek” — Jako najwyższe uznanie, ksywa godna buhaja nad buhaje, joł?

    Wykrzywił palce w geście, który mógł być raperskim symbolem meksykańskiego gangu lub zwyczajną oznaką polskiego reumatyzmu. Przyspieszył. Nim Bochenek połapie się w pytaniu i udzieli odpowiedzi, mogło minąć z dwa lata. Zrównał tempo z Poganinem. Miał w głowie kilka wwiercających się tematów.
    — Dobra, jak to zrobiłeś? Krok po kroku. Niczego nie pomijaj — szepnął, rzucając oczami na boki, sprawdzając, czy mają wystarczająco dużo przestrzeni od ciekawskich. — Ten ból dupy, to cena za skupienie mocy?

    — Nie, to dziara. Marek mi zrobił dwa dni temu i jeszcze się goi — wyjaśnił cicho Komeda zrównując się krokiem z Mikołajem. Nie czekając na kolejne pytania przeszedł do konkretów.

    — Rano na mszy...przypadkiem... zapatrzyłem się na zakonnicę. — jedno słowo w tym zdaniu było kłamstwem, reszta prawdą — i nagle rozdarł się jej habit. Wtedy pomyślałem, że to zbieg okoliczności, a potem na apelu...sam zresztą widziałeś. Paulina zamiast zaliczyć glebę lewitowała. Na informatyce przypomniałem sobie o tej zakonnicy i habicie i coś mnie tknęło, żeby to sprawdzić. Skupiłem się, tak jak ty wcześniej gdy puściła ci się farba z nosa. Wyobraziłem sobie jak materiał pęka. No i kurde pękł, centralnie na dupie, tam gdzie celowałem.

    Krzysiek westchnął.

    — Głupio wyszło, gdybym wiedział, że to zadziałała to bym rozdarł gacie Bochenkowi, albo jakiemuś cwaniakowi ze starszych klas.

    Przez ramię rzucił spojrzenie na Pogorzelskiego.

    — Od początku wiedziałeś, że coś jest nie tak. Pamiętam co gadałeś na boisku. Masz jakąś teorię skąd się to wzięło?

    — Dziara? — Pogorzelski nie doceniał kolegi. Zrobił coś na co sam nie miał odwagi. I kasy. Znając życie Koza pracował za cenę i pod wpływem browarów. Pod blond czupryną tliło się zarzewie ognia. Miał szczęście, jeżeli wzór na dupie nie okazał się finalnie fiutem. — Mniejsza, więc sama wyobraźnia?

    Przystanął. Trybiki w mięsnej maszynie pracowały do przegrzania. Zrobił bardzo podobnie, niczym doktor Frankenstein sięgnął najgłębszych tajemnic ludzkiej natury. Trup nie wstał, za to nos dostał okresu.
    — Teorię o niebezpiecznych ludziach, którzy znają ją za dobrze.

    Ruszył ponownie.
    — I drugą, gdy nie opanujesz, niewidzialny Norris zasadza ci kopa.

    Dziewczyny nie słuchały, szły na czele grupy, przystanąwszy dopiero pod klasą 3A. Zagadały do kilku dziewczyn o Kubę, a te bez zastanowienia wskazały chłopaka i wróciły do swoich zajęć.

    — Kuba? Cześć, jestem Paulina Kwiatkowska, siostra Michała. Może znasz — uśmiechnęła się lekko — To Kasia i Magda.

    Dziewczyny machnęły krótko ręką.

    — Ponoć masz dostęp do ciemni i mógłbyś wywołać zdjęcia. Zależy nam na szybkości, dlatego chciałyśmy prosić o pomoc, zamiast oddawać do wywoływania, które mogłoby potrwać i tydzień. Jesteś w stanie nam pomóc? To dosyć ważne, chodzi o zaginięcie.

    Kuba wyglądał... zwyczajnie. Może miał nieuczesaną fryzurę krzyczącą "miałeś iść do fryzjera", ślady po trądziku na twarzy i ubrany był w typowo bazarowe ciuchy. Dla Pauliny i jej przyjaciółek (nie musiała ich pytać, potwierdzą tą) w żadnym wypadku nie był atrakcyjny. Wzruszył ramionami.
    — Pewnie że mogę. Samo wywołanie czy chce też odbitki? — a po chwili jeszcze dodał, słychać było że nie już co najmniej kilka razy to mówił — Wywołany film to tylko film, podstawisz kliszę pod światło i będziesz mogła zobaczyć negatyw. Jak chcesz to na papierze, to potrzebujesz zrobić odbitki.

    Paulina zamilkła na chwile. Była nieco zaskoczona, że poszło tak łatwo. Nie do końca też rozumiała z początku o czym Kuba mówi. Myślała, że wywołać, to właśnie przenieść na papier. Teraz się zastanawiała czy będzie potrzeba przenieść wszystkie, czy tylko takie, które wydadzą im się podejrzane. Ale co jeśli, po samym spojrzeniu na film nie będą potrafiły tego stwierdzić?

    — A drogi taki papier? Nie do końca wiemy, czego szukamy. Więc chyba namacalne zdjęcia mogłyby coś ułatwić

    — Dasz radę dzisiaj? — Wtrąciła Kasia — Dużo to kosztuje? Nie powiem, abyśmy miały wiele. Może z parę dych…

    Kuba jeszcze raz wzruszył ramionami.
    — Pewnie że dam radę. Jak chcesz z odbitkami w tym typowym albumowym formacie — tu pokazał palcami o jaki rozmiar mu chodzi, ten typowy, których dużo mieliście w domach w albumach — to biorę za to 25 złotych. Jak chcesz w większym formacie, to i ze 30 — tu już pokazał palcami coś formatu A5, czyli jak na zdjęcia to duże. — Cena za wywołanie i odbitki całego filmu. Wszystko dostaniesz jeszcze dzisiaj, ale raczej pod wieczór. Pasuje?

    — Jasne, dzięki! Jak dasz adres to przyjdziemy niezwłocznie, około 18? — Ucieszyła się Paulina.

    — Może być osiemnasta, odbitki muszą wyschnąć. Jak dasz mi film teraz i kasę — po chwili dodał — Nie potrzebuję tych zdjęć, jak mam wywołać film i zrobić odbitki to płacisz teraz. Albo czekasz i po lekcjach idziesz, czy tam idziecie ze mną. Dajecie film, dajecie szmal i wam wywołuję. To co chcecie?

    Tu już Kuba chyba załapał, że nie tylko Paulina przy nim stoi i zaczął mówić też do wszystkich.

    “Kurwa”, przeklęła Paulina w myślach. Spojrzała po wszystkich po kolei, wyglądali podobnie. Miała nadzieje, ze zdąży mu zapłacić przy odbiorze, wtedy by podkradła coś z portfela matki, a tak? Nie miała wiele przy sobie.

    — Dobra zróbcie mi zbiórkę, na pewno każdy ma po piątku chociaż

    Nastolatka sama zaczęła szperać w kieszeniach i faktycznie znalazła jeszcze kasę, która została jej z dyskoteki, a o niej zapomniała.

    — A przy odbiorze część kasy będzie spoko? — Zagaiła jeszcze do starszaka. Żadna nie próbowała go podrywać, ani omotać, bo żadna też nie miała na to zwyczajnie humoru.

    — Renata mówiła, że być może się zgodzisz na późniejszą zapłatę, w sensie wiesz, jak przyjdziemy odebrać? Byłoby spoko? Dam teraz ile mamy — Wyjęła z plecaka też aparat fotograficzny z kliszą w środku i mu podała — O, aparat w zastaw. Całkiem OK, co nie?

    Dziewczyny uśmiechnęły się najładniej jak umiały. Kaśka szturchnęła Krzyska, żeby coś dosypał z kasy. Albo też się uśmiechnął.

    Wyraz twarzy Kuby był... nijaki? Jakby rozmowa niezbyt go przejęła. Pewnie o tym mówiła Renata, że jest trochę dziwny.

    — Renata? Nie kojarzę. Słuchaj, jedynka albo zero. 25 za wywołanie filmu i odbitki. Płacisz z góry. Albo teraz, albo po lekcjach, wtedy dasz mi pieniądze i aparat, jeżeli jeszcze nie wyciągnęłaś filmu. Naprawdę chcesz go oddać w zastaw? Naprawdę? Nie chcę tego trzymać aż mi dopłacisz — spojrzał na wiszący na ścianie zegarek, za chwilę będzie dzwonek — albo dobra, daj go. Ale pieniądze mają być jeszcze dziś wieczorem, przy odbiorze. Nie jutro, ani w przyszłym tygodniu? Rozumiesz?

    Krzysiek zrozumiał co oznaczało to szturchnięcie Kaśki i zamarł. W kieszeniach nie miał nic, nawet złotówki. Wszystkie pieniądze, które wyłudził od matki na prezent dla księdza proboszcza zostawił w Miami. Może gdyby wyszedł wcześniej, może gdyby Paulina nie zatrzymała go w drzwiach dyskoteki i nie zaciągnęła na parkiet mógłby teraz zostać bohaterem i rzucić dychą. Zanim jednak zdążył w oczach dziewczyn stać się skończonym dziadem i biedakiem albo skąpcem co się nie chce składać na szczytny cel, uratowała go Paulina, która jednak dobiła targu z trzecioklasistą i dała pod zastaw swój aparat. Próbował się ładnie uśmiechnąć jak Nowakówna, ale wątpił czy potrafi to zrobić z takim polotem. Czasem dziewczyny naprawdę go przerażały bo jak się nie bać kogoś kto potrafi śmiać się albo płakać na zawołanie?

    Paulina kiwnęła głową, że rozumie. Nawet przez myśl by jej nie przeszło, aby oszukać Kubę. Łatwiej po prostu byłoby wrócić do domu, wziąć kasę, niż teraz żebrać jak najwyraźniej nie było od kogo. Najbogatsza z nich akurat potrzebowała pomocy. Ale razem, jak wezmą od rodziców po dziesięć ziko, powinny dać sobie radę.

    — Dzięki, do później — Rzuciła na koniec dając aparat fotograficzny, w którym była klisza. Zdziwiłoby ją, gdyby chłopak chciał ich oszukać i potem nie oddać aparatu, bowiem nie był on aż taki nowoczesny. Kuba zaś nie wydawał się być kimś tego rodzaju.

    Paulina odwróciła się do reszty. Bardzo chciała zobaczyć to miejsce, gdzie stała się tragedia.
    — To co, zrywka? — Zapytała dla pewności, gdyż sama ją straciła. Nie zostało bowiem zbyt wiele lekcji, a mimo to… Nie miała ochoty na nich siedzieć. Nie rozumiała, czemu zajęcia nie zostały odwołane.

    Pogorzelski stał z dłońmi w kieszeniach. Wpatrzony w bezkres. W umyśle toczył walkę z wewnętrznym ja, niczym samuraje przed rozpoczęciem pojedynku. Alter Mikołaj odchylał mu głowę do tyłu, wbijając rozcapierzone palce w nozdrza. Drugą ręką trzymał plecak poza zasięgiem chwytu. Plecak, pod którego podszewką była ukryta paczka fajek. Fajek, które Bochen mógłby opylić przedszkolakom na sztuki. Alter wyglebił go na matę i dobił Elbow Dropem.

    — Lotto — wykrztusił. — Zagrajmy w lotto. Jutro losowanie. Będziemy mieli w opór hajsu. Żegnaj szkoło.

    — Zrywka — potwierdził Krzysiek. Tymczasem Bochenek spojrzał na Mikołaja bez większego zrozumienia, ale szybko stracił nim zainteresowanie i skupił wzrok na dziewczynach.

    — Lotto? Nuda. Wymyśliłem niedawno nową grę. Nazywa się Słoneczko. Kaśce na pewno się spodoba.

    Bochenek zaśmiał się do własnych myśli, jakby opowiedział żart tylko który on sam rozumie.

    Gdyby spojrzenie potrafiło mówić, nikt nie miałby wątpliwości, jak wielkie zażenowanie poczuły dziewczyny. Paulina nie potrafiła nic powiedzieć, Magdy twarz zaś wykrzywił taki grymas, że nie zdołałaby poderwać z takim wyrazem twarzy nawet starego erotomana. Jedynie Kasia spojrzała na Piotrka z góry, bez cienia rozbawienia.

    — Serio, Bochenek — powiedziała spokojnie. — Nawet jak próbujesz być zabawny, to tylko utwierdzasz wszystkich w przekonaniu, żeby trzymać się od ciebie z daleka.

    Rzuciła mu pod nogi monety, które wcześniej jej dał, nawet nie patrząc czy je zbierze.

    — Zrób sobie przysługę i wróć na lekcje.

    Kasia obróciła się na pięcie i chwyciła Mikołaja oraz Krzyśka pod rękę. Magda i Paulina jak trybiki w wielkiej maszynie zadziałały na słowa i gest Kasi, odwracając się również i ruszając przed siebie szybkim tempem.

    Co za upokorzenie - pomyślał Krzysiek słuchając jak Kaśka gnoi jego kolegę a potem rzuca mu pod stopy pożyczone drobniaki. On sam po takiej orce pewnie już szukał sznura by ze wstydu ukręcić sobie pętlę, ale Bochenek wydawał się całkowicie niewzruszony. Albo dobrze udawał, tego Komeda nie mógł stwierdzić.
    Gdy odchodzili korytarzem zasalutował im, a potem zawołał.

    — Auf Wiedersehen! Tylko potem nie przychodźcie do mnie z płaczem jak ten twarzowiec podpieprzy wam aparat i trzeba będzie z nim załatwić sprawę po męsku!

    Zanim Krzysiek dotarł na schody zdążył jeszcze zauważyć, jak jego kolega z ławki klęka na posadzce i zaczyna zbierać monety do kieszeni mamrocząc coś pod nosem.
    Szybkim tempem przebrnęli przez korytarze i zbiegli ze schodów. Na szczęście nikt nie był frajerem, aby zostawiać kurteczkę w szatni, albo zmieniać obuwie, więc gdy tylko udało im się wymknąć na boisko, byli wolni. Nie mogli spocząć na widoku na dłużej, niż do dzwonka, bo na pewno ktoś wyłapał by ich wzrokiem przez okno. Dlatego musieli się spieszyć, póki nie pokonają ogrodzenia lub furtki i nie znikną całkowicie w jakiejś alejce już poza terenem szkoły.

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    NamiN Nami

    "Śledztwo przed domem porwanej"

    część 1

    text alternatywny text alternatywny text alternatywny

    text alternatywny

    Paulina Kwiatkowska || Krzysztof Komeda || Mikołaj Pogorzelski

    Dziewczyny patrzyły z daleka na krzątających się policjantów. Z tej odległości cały tragizm sytuacji jakby był mniej realny. Paulina i Kasia były zdeterminowane. Ich pewność siebie nie uciekła, choć spodziewały się, że zniosą to gorzej.
    — Ja nie dam rady… — cichy głos Magdy gdzieś zza ich pleców zabrzmiał jak ukłucie. Obejrzeli się na blondynkę ze współczuciem.

    — Magda, nic nie szkodzi… Jak chcesz to idź do domu, może zgarnij jakąś dyszkę lub dwie na tego fotografa i się po prostu o tej osiemnastej spotkamy z Kubą

    Głos Pauliny był bardzo ciepły i wspierający, co spowodowało pojawienie się łez w oczach Magdy. Blondynka kiwnęła głową, gdyż nie potrafiła przez chwilę wydobyć z siebie głosu.

    — Okej.

    Wiśniewska przetarła ostrożnie oczy, aby nie rozwalić resztek makijażu, jaki jej się ostał. Wycofała się i zaczęła odchodzić. Kasia i Paulina spojrzały na siebie, potem na Krzyśka i w ostateczności wróciły do obserwowania policjantów.

    Krzysiek patrzył na zbiegowisko jak zaczarowany. Czuł się jak na planie "Ekstradycji", nigdy nie widział tylu policjantów na raz. Na moment zapomniał o Asi i jej mamie i o mrocznej mocy, która w nim drzemała. Chłonął każdy szczegół sceny i nawet się nie zorientował, jak gliniarze się w końcu zawinęli. Dopiero gdy plac wkoło domu opustoszał zwrócił uwagę na samochód. To nim musiała wracać wieczorem Joasia. Żołądek wypełnił mu lód, bo nagle tragedia stała się dziwnie namacalna. Jeszcze gorzej się poczuł, gdy zrozumiał co znajdowało się na podjeździe a co policyjni spece od sprzątania zdążyli już wyczyścić.
    Przełknął ślinę i spojrzał niepewnie na dziewczyny.

    — I co teraz?

    Paulina przez chwilę nic nie odpowiedziała. Stała wpatrzona w to jaśniejsze miejsce na podjeździe, jakby próbowała zmusić się, żeby spojrzeć gdzie indziej, ale nie potrafiła.

    — Tutaj… — powiedziała cicho, bardziej do siebie niż do reszty. — To się stało tutaj.

    Zacisnęła dłonie na paskach plecaka, jakby potrzebowała czegoś, co ją przytrzyma w miejscu. Podeszła nieco bliżej, przyglądając się okolicy, próbując zrozumieć całe to zajście, odnaleźć w tym sens i ślad czegoś, co by zrozumiała.

    — Rozdzielamy się — rzuciła nagle, już ciszej, ale pewniej. — Ktoś sprawdza podjazd i okolice bramy. Ktoś drugi… — zawahała się na moment — …może coś zostało przy aucie.

    Przeniosła wzrok na resztę, już bardziej przytomna.

    — Cokolwiek. Ślad, szkło, coś co nie pasuje. Policja nie jest nieomylna.

    Na ułamek sekundy znowu zerknęła na to miejsce.

    — Tylko niczego nie dotykajcie bez sensu.

    Kiedy Kasia kiwnęła głową i odeszła, Paulina złapała Krzyśka za łokieć i przysunęła się do niego.

    — Może spróbujemy tej… mocy? Tylko nie bardzo wiem, co moglibyśmy chcieć wymusić w naszych głowach, aby się stało… Raz to zrobiłeś świadomie, może… Masz jakiś pomysł?

    Szepnęła do chłopaka, zostając z nim sam na sam.

    Krzysiek chciałby powiedzieć, że ma jakiś pomysł, ale prawda była taka, że czuł się jak noworodek, który dopiero co poznaje świat. Nie miał pojęcia jak działa jego moc, ani skąd się wzięła. Boskie albo demoniczne pochodzenie wydawało się teraz zbyt prostym wyjaśnieniem. Przypomniał sobie słowa Mikołaja. Pogorzelski ostrzegał , że Krzysiek może skończyć jak Asia jeśli zbyt głośno zacznie się obchodzić swoim "talentem". Ale czy zniknięcie Asi mogło mieć związek z tym co spotkało jego?
    Tego też nie wiedział.

    Popatrzył na Paulinę drapiąc się nerwowo w potylicę.

    — Jasne, mogę spróbować. — mruknął — Ale...jak niechcący rozerwę ci koszulkę to nie było specjalnie.

    Przeniósł wzrok na samochód i znów ogarnęła go zimna zgroza. Co powinien teraz zrobić? Matka zawsze powtarzała, że gdy coś się zgubi trzeba pomodlić się do świętego Krzysztofa. Ale Asia się nie zgubiła i nie była kolczykiem ani pierścionkiem, tylko dziewczyną z którą spędził fajny wieczór w Miami. Dziewczyną, którą porwano.

    — Nie wiem do końca jak to działa. Po prostu wyobraziłem sobie jak... — urwał nie chcąc wchodzić w szczegóły, które stawiałyby go w złym świetle — i mocno się skupiłem. Jakbym w miał mięsień w czaszce. Może gdybym znów się sprężył i wyobraził sobie, że jest wieczór, poniedziałek, że stoję tu, na podjeździe w momencie, gdy Asia i jej mama...

    Krzysiek zaciął się. Nie był mistrzem gry jak Marek Koza i nie oglądał tych wszystkich filmów, które chłonął jego sąsiad, więc brakowało mu słów mogących precyzyjnie opisać jego zamiary.

    — Chodzi żebym spróbował się cofnąć w czasie. Nie ciałem oczywiście, tylko duchem. Wiesz, jak wróżka czy tam medium albo jasnowidz. Nie wiem czy się uda, ale co szkodzi spróbować.

    Paulina zawahała się przez ułamek sekundy, ale nie odsunęła się.

    — Spróbujmy — szepnęła cicho.

    Rozejrzała się odruchowo, upewniając się, że nikt na nich nie patrzy, po czym zrobiła pół kroku bliżej, jakby nieświadomie chciała zobaczyć więcej… albo być bliżej tego, co za chwilę może się wydarzyć.
    Na podjeździe było cicho. Zbyt cicho.

    Paulina na moment wstrzymała oddech. Złapała Krzyska za dłoń, zacisnęła. Zamknęła oczy. Starannie wzięła głęboki wdech, po czym pomału wypuszczała powietrze ustami. Próbowała się skupić na tym, co tu się wydarzyło. Chciałaby zobaczyć jakies wskazówki, z przeszłości lub teraźniejszości.

    — No to jazda — mruknął Krzysiek nie puszczając dłoni Pauliny. Spojrzał na podjazd i auto a potem ścisnął szczękę i zmarszczył czoło próbując sobie wyobrazić samego siebie w tym samym miejscu, lecz o innym czasie, który już się wydarzył. Naciskał na tkankę rzeczywistości z całych swoich sił próbując zajrzeć po za ciemną kurtynę tragicznych wydarzeń. Na czole pojawiły się pierwsze krople potu a w ustach poczuł metaliczny posmak krwi, ale nie zamierzał się zatrzymać.

    Oględziny podjazdu i samochodu nie były obiecujące. Paulinie w oko nie wpadło nic, co dałoby im dodatkowe informacje poza tymi, które powiedziała im Renata. Policja naprawdę była skrupulatna.

    A potem ją "wzięło". Przebłyski. Skupiła się na tym, jak mama Asi odwozi je do domów, chciała wiedzieć, co się stało potem. To nie było przyjemne. To były migawki, jakby ktoś raz za razem strzelał jej fleszem po oczach. Noc, ciemność, bez kolorów, mama Asi parkuje na podjeździe, gasi silnik, wtedy z ciemności (błyskawicznie! błyskawicznie!) przy samochodzie pojawiają się dwie postacie, nie widziała szczegółów. Kiedy jedna z nich uderzyła mamę Asi, Paulina aż zadygotała od emocji. Cała scena była niema, mama Asi nie zdążyła krzyknąć, a Asi od razu tamte postacie zatkały usta, gdy wyszarpywały jej przyjaciółkę z samochodu. Jak... jak... jakieś maszyny, sztywne precyzyjne ruchy. Kolejna migawka, widziała tylko, jak tamte postacie ładują Asię do innego samochodu i odjeżdżają. To musiał być samochód, ale Paulina nie widziała szczegółów. To było bardziej "czucie" istnienia tego samochodu.

    Co najgorsze, Paulina nie była w stanie dojrzeć nic o tych dwóch postaciach. Były jak dwie ciemne plany, nie widziała ich twarzy.

    Paulina ocknęła się, cała mokra od potu, który dosłownie po niej spływał, zostawiając mokre plamy na ubraniach, jakby biegła w upalny letni dzień. Nadal trzymała Krzysztofa za dłoń.
    Krzysztof czuł, że przed dziewczynami robi z siebie durnia. Nie ważne jak się starał, nic nie wychodziło. Żadnego rozmycia świata, żadnego uczucia jakby grunt uciekał mu pod nogami, żadnych efektów mówiących, że to jest to. Tylko bezsensownie się spocił.

    Paulina przez chwilę nie była w stanie złapać oddechu. Puściła dłoń Krzysia dopiero wtedy, kiedy dotarło do niej, że ją ściska — za mocno, za długo.

    — Nie… — wyszeptała, cofając się o krok.

    Przetarła twarz drżącą dłonią, jakby chciała zetrzeć z niej coś więcej niż tylko pot.

    — Byli tam. Dwóch. — urwała na moment, próbując złapać myśli. — Szybcy… jakby… jakby dokładnie wiedzieli co robią. Żadnego chaosu.

    Spojrzała na podjazd, ale tym razem już nie jak wcześniej — teraz z wyraźnym lękiem.

    — Nie widziałam twarzy. W ogóle. Jakby… ich tam nie było.

    Zacisnęła szczękę.

    — I od razu ją zabrali. Bez słowa.

    Paulina spojrzała na siebie całą, koszulkę miała mokrą, jakby przebiegła półmaraton. Czuła silną potrzebę zdjęcia jej, wyrzucenia, ale w okolicznościach, w jakich się znalazła, po prostu nie mogła sobie na to pozwolić.
    — Krzysiek, u-udało się… — zająknęła się zmieszana, nie była w stanie uwierzyć, że naprawdę jest to możliwe

    — Ale.. ale jak? Niby widziałam to, jednak mam wrażenie, że dalej wiem tyle, co nic… Nic nie wiem, choć przeżyłam koszmar razem z nimi…

    Głos Pauliny pod koniec zaczął się załamywać. Jej oczy zaszkliły się, ale powstrzymywała łzy. Widać było, że chce zdusić w sobie to, co się wydarzyło. Czuła się obecna zdarzenia, a mimo to dalej wiedziała tyle co nic..
    Krzysiek patrzył na Paulinę z rosnącym przerażeniem. Bał się powtórki z apelu, gdy nagle zemdlała z nadmiaru emocji. Stał blisko niej gotowy ją złapać, ale dziewczyna nadal trzymała na nogach. Dopiero po chwili dotarł do niego sens jej słów i pojął co się właśnie wydarzyło. To nie on miał wizję, tylko Paulina. Zobaczyła coś. Jemu się nie udało i przez moment czuł palący wstyd. Wstyd jaki może tylko czuć tylko młody chłopak, który wygłupił się przed dziewczynami. Szybko schował to uczucie skupiony tylko na niej i na tym co mówi. Paulina była w kiepskim stanie i cokolwiek zobaczyła nie brzmiało to dobrze. Zalała go fala współczucia i troski, chciał jej pomóc ale nie miał pojęcia jak. Objąć i przytulić? Dotknąć w ramię? Złapać za dłoń? W takich sprawach Krzysiek był beznadziejny i może gdyby Paulina Kwiatkowska nie była dziewczyną pewnie potrafiłby podjąć jakąś decyzję. A tak po prostu stał i gapił się na nią jak cielę.

    — Czyli ty też... — wyrwało mu się bo w końcu zrozumiał, że nie jest jedyny, że inni też zostali naznaczeni. — Ja pierdolę.

    Milczał przez chwilę, próbując poskładać to wszystko jakoś do kupy. Co nie było łatwe, bo poczucie wstydu i upokorzenia, tliło się gdzieś z tyłu głowy jak nieugaszony pożar. Bał się, że w oczach Pauliny i jej koleżanek wyjdzie na kłamcę i pozera, który wymyślił historyjkę o zakonnicy i nauczycielce by się przed nimi popisać.

    — Dałem ciała, nic nie zobaczyłem — przyznał szczerze i westchnął pod nosem — Może umiem tylko rwać gacie z dupy. Ale ważne że tobie się udało.

    Paulina spojrzała na Krzysztofa jeszcze przez chwilę, jakby dopiero teraz do niej dotarło, co właściwie powiedział. Zmarszczyła brwi, powracając pomału emocjami na stabilniejszy grunt.

    — To nie jest żadna twoja „porażka”, ani dowód na to, że nie umiesz niczego innego — odezwała się cicho, ale stanowczo. — To nie działa jak… nie wiem, zadanie z matematyki, że robisz to, co musisz i wychodzi logicznie. Dla mnie to co się dzieje nie ma żadnej logiki! Ja dziś zrobiłam chyba trzy różne rzeczy, spójrz.

    Wyciągnęła rękę, aby odliczać na palcach

    — Uciszyłam budzik bez dotykania go, czyli jakby… Wyciszyłam dźwięk? Zatrzymałam mechanizm? Potem, jak sami stwierdziliście, lewitowałam. Teraz miałam jakieś… wizje?

    Otarła wilgotną skroń i odetchnęła głębiej, próbując się uspokoić. Wypuściła pomału powietrze drżącymi ustami. Skoro sama potrafiła robić rzeczy z różnej kategorii, to Krzysiek na pewno miał to samo.

    — Może to nie ty miałeś to zobaczyć — dodała po chwili, już spokojniej. — Albo nie teraz. Może… Może dla każdego z nas jest jakiś konkretny moment w czasie, gdzie działamy. Gdy jedno działa, drugie jest w letargu?

    Na moment zawiesiła wzrok gdzieś obok niego, jakby wciąż widziała tamten obraz. Potrząsnęła głową. Czuła narastającą w gardle gulę. Zastanowiła się, czy Krzysiek już nie zaczął jej oceniać. Czy zacznie się od niej odsuwać? Z niepewności dała krok w jego stronę, przybliżając się i ściszając głos.

    — I to wcale nie było… — urwała, kręcąc lekko głową. — To nie było jak wspomnienie. To było jakby ktoś mi to wcisnął do głowy. Nawet nie czułam się jak widz, bardziej jak obserwator, który…czuje I jest w akcji.

    Zacisnęła dłonie na paskach plecaka.

    — A oni… oni byli… dziwni. Za szybcy. Za dokładni. — spojrzała z powrotem na Krzyśka. — I nie widziałam ich twarzy. W ogóle. Czuję się jakbym naprawdę nic nie odkryła!

    Nastolatka zamilkła na moment, spuściła wzrok. Znowu wędrowała spojrzeniem po podjeździe, po ulicy, jakby śledziła wzrokiem kierunek, gdzie uciekli sprawcy.

    — Ale to znaczy, że coś tu jest nie tak. — dodała ciszej. — I że mamy rację, żeby tu być.

    Krzysiek nie został wyśmiany, nikt nie nazwał go pozorem, ani nie zarzucił kłamstwa. Wszystko co myślał o popularnych dziewczynach mógł wyrzucić do kosza, przynajmniej w przypadku Pauliny, która co raz wymykała się jego wyobrażeniom, najpierw w Miami a teraz tutaj, pod domem jej przyjaciółki. Słuchał jej wyjaśnień z ulgą, bo jej teoria miała więcej sensu niż jego, że został naznaczony mocą, z której ucieszyłby się tylko zboczeniec.

    — Skoro udało ci się raz, może następnym razem zobaczysz więcej? Ja też mogę spróbować — zaproponował — Moglibyśmy też na razie po prostu się spokojnie rozejrzeć.

    Wskazał skinieniem na dom zaginionej koleżanki.

    —Gliny pewnie przetrząsnęli samochód, ale może przeoczyli coś w domu?

    Przeniosła wzrok na podjazd, jakby coś ją tam znowu przyciągało, choć wyraźnie nie chciała patrzeć za długo.

    — Rozejrzeć się… chyba możemy — dodała po chwili. — Tylko spokojnie. Bez rzucania się w oczy. Wchodzenie do domu to już chyba włamanie... Mielibyśmy przechlapane

    Zawahała się na moment, po czym spojrzała z powrotem na chłopaka.

    — I nie forsuj się z tym — dorzuciła ciszej, niemal półgłosem. — Jak to ma działać, to zadziała. U mnie też to nie było… zaplanowane. Choć faktycznie skupiłam się na konkretnej rzeczy. Może gdybyśmy chcieli zobaczyć powód to... Też by się udało? Ja jeszcze raz spróbuję... Bardziej spocona już nie będę.

    Paulina potrząsnęła koszulką, która lepiła się do niej nieprzyjemnie. Zaśmiała się nerwowo, ale bardzo krótko.
    Dziewczyna znowu odetchnęła na spokojnie, próbując złapać stabilność w emocjach. Zamknęła oczy i odwiodła dłonie od ud na parę centymetrów do boku. Skoro raz się udało zobaczyć zdarzenie, może teraz jakimś cudem pozna jego powód?

    Paulina już widziała, co się tam stało. Ale nie rozumiała, kto to zrobił. Skupiła się ponownie, teraz na tych ciemnych postaciach.

    Udało się. I po chwili chciało jej się rzygać. To... to nie byli ludzie. Już nie. Paulina miała w ustach smak padliny, posmak trupa. Ci dwaj, to musieli być faceci, była już tego pewna, nie żyli. Ruszali się, ale nie myśleli. Coś jednak kontrolowało ich z zewnątrz, ale więcej nie zrozumiała. I po chwili to poczuła - tę moc, którą sama już poznała.

    Ciągle w migawce fleszy zobaczyła zamek górujący nad miasteczkiem. Coś tam było, albo raczej pod nim, głęboko pod nim. Tak, pod nim! To ta moc! To ona pozwalała się tamtym poruszać. Zrobiło jej się jeszcze bardziej niedobrze na myśl, że ona też zamieni się w takie... coś. Ale w końcu pojęła, że oni, zostali CELOWO przemienieni, i to nagle, a za wszystkim stoi ktoś, kto pociąga za te sznurki. Skojarzenie przyszło w kolejnej migawce, gdy po raz kolejny obserwowała jak tamci wyciągają Asię z samochodu - te sztywne ruchy, jakby to były marionetki w teatrze lalek.

    Okropieństwo! Odór i smak rozkładających się zwłok narastał z każdą chwilą.

    text alternatywny

    Pogorzelski wyszedł z kręgu kamienic. Przemierzał chodnik, przyglądając się tabliczkom z nazwami ulic. Na skrzyżowaniu wypatrzył właściwą, przekazaną przed rozdzieleniem. Pozostało podążać za malejącą numeracją domów, aż do adresu Asi. W końcu na podjeździe po drugiej stronie drogi rozpoznał kręcone loki i jasną czuprynę młodocianych z grupy poszukiwawczej. Ściągnął mocniej smycz, wskazując czworonożnemu ziomowi kierunek. Zwiększył tempo. Lekko zdyszany zatrzymał się u celu.

    — Ogar, poznaj Poganina i…— dziewczyna nie miała dobrej ksywy. Nie dokończył, wybity zastanym obrazem. Wyglądali na ludzi wyprażonych pełnym słońcem przy żarze z nieba rzędu czterdziestu stopni. Oboje przepoceni do nitki. Paulina krzywiła się jakby zjadła karalucha i walczyła z powstrzymaniem wymiotów. Krzychu mus doznał objawienia piekieł. Patrzył spojrzeniem zbitego psa z miną cierpiętnika wyrażającą “moja wina” wszystkich grzechów świata. Brakowało wora pokutnego i zdartych kolan pielgrzyma z Medjugorje.
    — Co się odwaliło?

    Paulina odbiegła niezgrabnie pod ogrodzenie i zwymiotowała między bujnymi tujami. W ustach czuła smak zgnilizny, jakby właśnie pożywiła się surowym, starym mięsem. Wyobrażenie sobie białych robaków, które zwykle po takiej padlinie pełzają, sprawiło jedynie, że ponownie zebrało jej się na wymioty.

    Słysząc te charakterystyczne odgłosy zaraz zza domu przybiegła Kasia. Była nie tylko zdziwiona, widząc Paulinę w takim stanie, ale i wściekła.

    — Coście jej zrobili?! — uniosła się gniewnie podbiegając do przyjaciółki i zgarniając jej włosy.
    Paulina kaszląc przeszła do defensywy.

    — To... ekhe... nie ich... ekh ekh... wina — nabrała gwałtownie powietrza i przetoczyła się z asystą Kasi pod ścianę domu, gdzie osunęła się siadając na ziemi z wyprostowanymi nogami. Głowa była dla niej tak ciężka, że oparła ją o zimne mury.

    — To działa...— wymamrotała słabo — Nie wierzyłam, ale bez kitu to działa, Mikołaj.

    Nastolatka wyglądała jakby przebiegła wspomniany półmaraton i dodatkowo zatruła się śląskim powietrzem. Można było nawet pokusić się o przypuszczenie, że potrzebuje pilnie karetki.

    — Paulina, co się stało? — zapytała Kasia, kucając przy koleżance i odgarniając przylepiające się do jej mokrego czoła włosy.

    Dziewczyna wyciągnęła rękę przed siebie, chcąc pogłaskać psa, którego przyprowadził Mikołaj. Sądziła, że to futerko da jej namiastkę poczucia bezpieczeństwa. Niestety nie wiedziała, ani czy pies zechce podejść, ani czy nie jest groźny.

    — Cześć, Ogar — przywitała się siląc się na słaby uśmiech — Wiecie, zastanawiam się, czy my serio, mając te jakąś moc czy co... Widzimy prawdę? A co jeśli to tylko jakieś, nie wiem, psychopatyczne wizje? Choć przysięgam, że wydawało się takie… prawdziwe. Jakbym tam była, jakbym była w tej akcji czynna…

    Zrobiła krótką przerwę na oddech, aby móc kontynuować, nie trzymając innych w niepewności. Postanowiła zacząć od początku, od pierwszej wizji, bo póki co, tylko Krzysiek ją znał.

    — Najpierw widziałam cały moment porwania. Były dwie postacie, miały takie… dziwne, mechaniczne ruchy, ale myślałam, że po prostu tak to widzę, bo jest to niezbyt płynny obraz. Zabrali Asię do auta i odjechali, w tamtym kierunku

    Paulina wskazała drogę, którą widziała w wizji.

    — I teraz ta gorsza część… A raczej dziwniejsza. Gdy skupiłam się po raz drugi, czułam… Smak i zapach padliny. Trupa. Te postacie, których wcześniej nie widziałam, a teraz tak, to właśnie, to… Jakieś zombie. Ktoś sterował martwymi ciałami, wydał komendy, nie wiem! Nie uwierzycie mi, ja sama nie wierzę, to absurdalne, ale nie wymyśliłam sobie, ja nawet nie jestem fanką horrorów! Ta moc, nie wiem czy nasza też, ale te trupy, ktoś sterujący nimi, wszystko ma swoje podstawy w… Zamku. Pod zamkiem. Gdzieś tam, głęboko, coś tam… Jest.

    Paulina mówiąc to błądziła nerwowo wzrokiem po wszystkich, a na koniec opuściła spojrzenie. Zwinęła nogi, zginając je i przyciskając je do siebie, brodę oparła o kolana, a rękami objęła podudzia. Myślała nad tym, co właśnie powiedziała. Zastanawiała się, czy dobrze zrobiła mówiąc to. Nie chciała wyjść na kretynkę. Niestety zaczynała się tak czuć.

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie

  • [Horror] Gruzy przeszłości
    NamiN Nami

    text alternatywny

    Paulina Kwiatkowska

    Dziewczyny przez pewien czas szły w milczeniu. Im dalej od miejsca zbrodni, tym lepiej się czuły, spokojniej. To co się wydarzyło nie mieściło się w głowie żadnej z nich. Dotychczas ich jedynym problemem była szkoła, chłopcy, ciuchy i imprezy. Dzisiaj dowiedziały się, że jedną z nich spotkało nieszczęście. Kilka minut temu zaś zorientowały się, że drugą nękają jakieś niezrozumiałe wizje.

    — Słuchaj… Co do tego…

    Paulina nie wiedziała jak zacząć. Długo zbierała myśli i miała po części przygotowaną wypowiedź, ale gdy już otworzyła usta, składnia zdań, którą przed chwilą ułożyła, rozjechała się z braku logiki.

    — Ty to w ogóle kontrolujesz?

    Kasia przeszła do konkretów. Szła jednak cały czas przed siebie i też tam miała skierowany wzrok.

    — To znaczy… Ja…
    — Do jasnej cholery, Paulina, przestań się jąkać!

    Kasia zatrzymała się. Paulina od razu zrobiła to samo. Spojrzały na siebie. W oczach Kasi widać było pewność siebie, zawziętość, jakby była nie do powstrzymania. Paulina zaś przypominała zbitego kundla, którego ktoś dodatkowo oblał wiadrem wody.

    — Nie wiem. Dziś pierwszy raz mi się przytrafiły te rzeczy. Same.
    — Czyli nie kontrolujesz — stwierdziła konkretnie Kasia.
    — No… Raczej nie. To chyba… tak samo. Ale serio, czułam się jakbym tam była, jakbym… Weszła w umysł jednej osoby, która tam była i przez chwilę też była… Nią.
    — Ale posrane. Przykro mi.
    — Co? Czemu?
    — Bo nie masz na coś wpływu. Nienawidzę nie mieć wpływu na to, co się wokół mnie zaczyna dziać. Na myśli, czyny, sytuacje.. nawet ludzi. Wiesz, to co się stało z Asią dotknęło i zaskoczyło nas wszystkich, ale teraz rozumiem, czemu ciebie bardziej. Czemu zemdlałaś, wtedy w szkole.

    Paulina jedynie kiwnęła głową. Ponownie ruszyły przed siebie, idąc razem równym krokiem. Nastolatka wciąż się bała, że w pewnym momencie Kasia ją wyśmieje. Dlatego serce niemal wyskoczyło jej zza żeber, gdy ta kontynuowała.

    — Jakbyś mi powiedziała, że masz moce, to bym cię wyśmiała. Ale skoro mówisz, że coś widzisz i nie możesz tego zatrzymać… to już inna rozmowa. Widziałam cię, Paula… I to nie było udawane. Wierzę ci.

    Kasia zerknęła ukradkiem na przyjaciółkę i uśmiechnęła się półgębkiem.

    — Powiem więcej. To jest dla mnie bardziej wiarygodne, niż to, że twój brat dostał kontrakt na koncert w Bolesławcu.

    Obie parsknęły śmiechem. Chyba tylko Kaśka nie wierzyła w te wszystkie historie na temat Michała, jakie Paulina sprzedawała ludziom wokół.

    Kiedy dotarły do domu plan był już bardzo prosty. Paulina potrzebowała się umyć i przebrać, zdobyć jakieś zaskórniaki, potem zastanowić się czy mogą zrobić więcej. Kasia przez chwilę nieobecności koleżanki miała po prostu poszukać naczynia z oszczędnościami. Pech chciał, że miejsce wskazane przez Pauline było pozbawione jakiegokolwiek słoika czy pudełka. Były tam tylko talerze.

    — Nosz cholera!

    Stojąca na krześle z jadalni Kasia grzebała w górnej szafce kuchennej, gdy nagle kątem oka dostrzegła stojącego w progu ojca Pauliny. Zaskoczona podskoczyła gwałtownie i zamknęła z hukiem szafkę.

    — Ale mnie pan przestraszył!
    — Dzień dobry, Katarzyno.
    — Dzień dobry…

    Kasia uśmiechnęła się i zeszła z krzesła, otrzepała ręką siedzisko, które wydeptała butami.

    — A pan w domu?
    — A ty nie w szkole? Paulina jest?
    — A na górze… Wie pan, tragedia się stała.
    — Doprawdy?

    Marek odłożył swoją torbę na podłogę obok siebie, dając znać Kasi, że chętnie ją wysłucha.

    — Asię porwano. Jej mamę pobito.
    — Jezu… Jak to?

    Marek się zaniepokoił. Kasia widziała, że wygrywa bitwę na “a ty nie w szkole?”

    — No, wczoraj, wieczorem. Paulina zemdlała na apelu jak usłyszała.

    Tym razem Marek milczał, jakby uznał, że jej córka lekko przesadziła z reakcją. Zupełnie jakby ta była od niej aż tak bardzo zależna. Słuchał dalej.

    — Nie będę kłamać, zerwałyśmy się. Żadna z nas nie czuje się dobrze przez to, to początek szkoły więc sam pan wie jak lekcje wyglądają
    — No tak, szkoda czasu.
    — No właśnie! I tak pomyślałyśmy, że może jakieś kwiaty chociaż kupimy, do szpitala pójdziemy, wie pan… To okropne… Zbiórkę zrobimy, coś się na bazarze zawsze znajdzie…

    Marek pokiwał głową ze zrozumieniem. Wiedział, że jego żona byłaby oburzona widząc dziewczyny w domu. Zerknął na zegarek i westchnął. Sięgnął do kieszeni, wyciągnął portfel i wyjął dwadzieścia złotych. Dał krok w kierunku Kasi i wyciągnął banknot.

    — Kupcie też jakieś czekoladki, choć żadna słodycz nie zamaże tragedii. I Katarzyno, jeśli można…
    — Tak?
    — Mów nam, gdyby coś było z Pauliną. Zawsze wszystko strasznie przeżywała. Jesteś dla niej wsparciem od zawsze.

    Kasia uśmiechnęła się szerzej i kiwnęła głową.

    — Dziękujemy.

    W tym momencie Paulina zeszła z góry, mając jeszcze mokre włosy, ale będąc ubrana w nowe i pachnące ciuchy. Zatrzymała się w połowie drogi widząc swojego ojca.

    — Oj…
    — Cześć córeczko. Nie powinnyście być teraz w szkole?
    — Powinnam, ale…

    Marek podniósł torbę z podłogi i zarzucił na ramię.

    — Katarzyna już mi wszystko wyjaśniła. Ale musisz powiedzieć mamie. Usprawiedliwienie trzeba wypisać, po co ci problemy. Trzymajcie się, dzieciaki. Czas to pieniądz.

    Kwiatkowski pomachał dziewczynom i wyszedł z domu. Nastolatki odetchnęły z ulgą. Paulina podbiegła do Kasi zdenerwowana.

    — Co ty mu powiedziałaś?! Kasę masz? Widział jak podbierasz?
    — Wyluzuj — rzuciła od niechcenia — Powiedziałam o Asi, że kwiaty kupimy jej mamie do szpitala i o, masz. Dwie dyszki — pomachała banknotem.
    — Ja pierdziele, ale przypał…
    — No, trochę. Ale i tak dobrze, że twojej matki nie było. Ta jak się odpali…
    — Wiem, nawet nie gadaj. Idę włosy wysuszyć.
    — Luzik.

    Paulina poszła do łazienki na parterze po suszarkę i została tam chwilę, aby doprowadzić włosy do ładu. Słyszała warkot silnika na podjeździe, a dźwięk ten zaczął się od nich oddalać, co oznaczało, że ojciec pojechał i problem sam się rozwiązał.

    text alternatywny

    Reszta dnia rozmyła się dziwnie szybko.

    Paulina próbowała zająć czymś głowę — najpierw włosy, potem szafa, potem bezsensowne przekładanie rzeczy na biurku — ale myśli i tak uciekały w jedno miejsce. Podjazd. Ciemność. Te ruchy. Za każdym razem, gdy zamykała oczy, miała wrażenie, że zaraz znowu to zobaczy.

    — Ej — odezwała się Kasia z progu, oparta o framugę. — Nie odleciałaś mi tam znowu?

    Paulina pokręciła głową i sięgnęła po gumkę do włosów.

    — Nie. Po prostu… nie mogę przestać o tym myśleć.

    Kasia westchnęła cicho i weszła do środka.

    — To dobrze — rzuciła, siadając na łóżku. — Bo ja też nie.

    Na chwilę zapadła cisza.

    — Słuchaj — dodała po chwili, już bardziej rzeczowo. — Jak mamy coś z tym zrobić, to musimy działać, a nie się zapętlać.

    Paulina kiwnęła głową, choć nie wyglądała na przekonaną.

    — Najpierw Kuba — powiedziała w końcu. — Zdjęcia. Może coś tam będzie.
    — No — przytaknęła Kasia. — A jak nie, to przynajmniej będziemy wiedzieć, że to ślepa uliczka. Ale mamy, dzięki tobie, jeszcze kilka poszlak

    Paulina zerknęła na zegarek. Było już po szesnastej. Serce zabiło jej trochę szybciej.

    — To co? — zapytała ciszej. — Idziemy?

    Kasia podniosła się z łóżka i poprawiła włosy.

    — No raczej. — uśmiechnęła się krzywo. — Przecież nie odpuścimy teraz.
    — W ogóle... może nie mówmy Magdzie o tym, co się stało na podjeździe? Mam wrażenie, że nie zrozumie.
    — Póki co to nasza tajemnica. Oby chłopaki wierzyli, bo jak nie... To już życia nie mają

    Kaśka rzuciła groźbą na pożegnanie, uderzyła pięścią w otwartą dłoń na znak, że jest dla przyjaciółki obrońcą. Paulina kiwnęła głową, sięgając po plecak i wysiliła się na uśmiech. Tym razem wychodziła z domu z zupełnie innym uczuciem niż zwykle. Nie jak na spotkanie. Jak na coś, co może zmienić wszystko.

    Rozgrywka horror własny stranger things nastolatkowie
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa