[Autorski storytelling] Ropa i krew
-
- Jak to "Liora była świetna"? - zdziwił się Wół gdy w końcu dotarł do niego sens słów Cohena - Przecież poszła z Młodym...
Spojrzał na milczącego Fruwacza nierozumiejącym niczego, klasycznie wołowym wzrokiem.
- Co Wyście odpierdolili jak Was nie było???
- Daj - burknął niechętnie i wziął bandolier od Cohena.
Zły był na kompanów, że szwendali się kompletnie bez sensu po ruinach i pustkowiu, zamiast spać i bimbać. Choć trzeba było przyznać, że przynajmniej Noa nie wrócił z tego wszystkiego z niczym. Bo Wół poza kilkoma szklankami berbeluchy zarobił tylko parę blizn na łapach i garść bezużytecznych informacji. Nie śpieszyło mu się do Denver. Tysiąc ludzi w jednym kilkusetletnim budynku... Czego miałby tam szukać?
- A Ty... - wskazała palcem Fruwacza z miną bynajmniej przyjazną - Jak jeszcze raz gdzieś znikniesz, to Cię na tydzień zwiążę w baleron.Stara ekipa... Wół starą ekipę pogrzebał już w głowie. Tak jak pogrzebał papcia. A potem Starego. Tak było słusznie. Byli. A teraz ich nie ma. Ale żyć trzeba nadal. Jeść trzeba nadal. Pić. Spać. To są ważne rzeczy i o tych rzeczach trzeba pamiętać. A nie znowu o Czarnych i Grupie Grahama. W jakiś sposób drażniło go to wszystko. Wywoływało dziwny ból, choć nie wiedział skąd, bo nawet nie miał nigdzie rany. Chyba. Właściwie to nawet wolał mieć ranę. To prosta sprawa. Leje się krew. Trzeba owinąć, albo ziemią obłożyć. I się lać przestaje. Proste. A tu? Takie gmeranie paluchem w strupach i paćkanie bez sensu...
- Kurwa mać - warknął ni z tego ni z owego - Mam dość tego Jaru. Tu też coś siada na głowie. A pod nami w korytarzach... Tam to dopiero dzika preria bez trzymanki. I nawet nie chcę słyszeć, że chcecie jechać do Denver, czy tej Ostoji! -
Cohen nim odszedł ze strażnikami wysłuchał do końca słów Woła. Uśmiechnął się przy tym i do własnych przewrotnych myśli, jak i do sensu wypowiedzi, żeby lepiej miast unikać, a najlepiej założyć własną farmę.
Pogwizdując swoim zwyczajem zapamiętywał rozkład korytarzy i kwater. Nie tak, że nie ufał, lubił wiedzieć gdzie jest.
Pokój w którym go przyjęli był można by powiedzieć luksusowy, wybetonowany, oświetlenie było jasne, wyposażenie skromne, ale w doskonałym stanie. Duży szklany stół z grubym metalowym stelażem stylizowanym na cztery przypadkowo ułożone szyny, z atrakcyjnym wykończeniem rdzy. Noa podejrzewał nawet, że może to być artefakt wyświetlający obrazy, ale nic takiego się nie wydarzyło. Szept stała lekko spięta za plastikowym fotelem kubełkowym w którym rozparł się szpakowaty mężczyzna, którego już z nią widział, zaś trzecia osobą był młody negr o wyjątkowo rzeźbionym obliczu. Pił herbatę z dużego kubka z napisem Super Tata z uśmiechem bożka.-No i jak Cohen? Czego się dowiedziałeś? - oderwała go od oblicza młodzieńca Aga. - Wybacz to są Vini i Leo - na co bożek błysnął złotym zębem.
- Noa - uprzejmie przedstawił się rewolwerowiec.
Poprawił postawę, jak do raportu.
-Po drodze mijaliśmy stworzenie będące w naszej ocenie wynaturzeniem, co więcej oceniam, że doszło do konfrontacji dwu zwierzęcych form mutantów i jedno zżarło drugie. Tropiciel doskonale wywiązał się z zadania i bez innych niespodzianek dotarliśmy na miejsce. Należy tu zapamiętać, że kto inny może nie mieć tyle szczęścia.
-Do rzeczy Cohen, co w wieży? - przerwał mu leniwie ViniNoa się uśmiechnął.
-Wieża stoi zaklęta pośród szumu traw, wiatr wypełnia wszystkie szczeliny w nieskończonej entropii.
-Naćpałałeś się?
-Nie, ale nie odmówiłbym szklanki brandy. - Viki przewrócił oczami, Leo podał mu szklankę z rudym płynem, a Aga się uśmiechnęła.-Od razu zauważyliśmy zerwany kabel od anteny. Po wstępnej obserwacji zarządziłem kolejną z innego punktu. Tam zostawiłem Liore i Corneya. Do strażnicy udałem się sam, mam wrażenie - zaczął ostrożnie - że była to wydeptana ścieżka, wydeptana między wysoką trawą.
-A ten swoje - skarżył się Vini
-Jak mówiłem wydeptana między trawami, pośród których śpiewał wiatr. - upił, pochwalił mimicznie, kontynuował - Do wnętrza dostałem się bez trudu. W środku panował bałagan odpowiedni do czasu zerwania kontaktu. Radiostacja zdaje się sprawna, ale nie mieliśmy komponentów i narzędzi do naprawy zerwanej anteny. W pobliżu nie znaleźliśmy ani zwłok, ani śladów walki.
-To wszystko? - zapytała Szept
-Nie, jedno nie pasowało. Jedno łóżko było zasłane jakby ktoś miał tam wrócić. Nie wykluczam zatem faktu, że ktoś tam się zatrzymuje, ale przez pół dnia obserwacji nikogo nie widzieliśmy.
-Znalazłeś w środku broń i amunicję.
-Znalazłem, ale ktoś mi ukradł. To nic nadzwyczajnego. Ktoś porzucił zapasy jedzenia, broń i kontakt z bazą. Dlaczego?
-To my tu zadajemy pytania Cohen? - to był Vini
-No właśnie, czekam na to, którego nie odważyliście się zadać.Popatrzyli po sobie.
-Co jeszcze znalazłeś? - zaczepił szczebiotliwie bożek.
Noa sięgnął do wewnętrznej kieszeni skórzanej kurtki. Powoli wyciągnął notes i uniósł go w dłoni. - To nie pismo święte, to coś lepszego.
-Czytałeś? - znów on
-Jasne. To było moje zadanie.Piękny podszedł krokiem tancerza i przejął z rąk Noa artefakt? Skierował się do Agi, otworzył, czytali, patrzyli na niego.
-Coś jeszcze?
-W sumie tak.
-Miałeś jakieś niedogodności...psychiczne? - nie wytrzymał Vini
-Nie - miękko skłamał Noa - ale może inni nie będą tak odporni. Nie widziałem na miejscu żadnych roślin i grzybów mi znanych, które wywołują omamy, nie wyczułem żadnej substancji.Wszyscy w trójkę podawali sobie notes.
-Mogę się udać do przyjaciół? - przewał im Noa
-Zaczekaj?
-Chcielibyśmy znać twoje zdanie.
-Moje zdanie?
1.sabotaż z zacieraniem śladów,
2. atak chemiczny - długofalowe wystawienia na środek (pochodzenie wrogie dywizje, lub mutacje przyrody)
3. atak monadalny. Istnieje teoria o odziaływaniu na siebie myśli ludzkich, takiej teleepatii poza naszą kontrolą, ujednolicone myśli, tworzą monadę. Twór pochłaniający inne myśli i wciąż mutujący.
4. tlenek węgla jest bezwonny, mocno trujący i wywołuje omamy.-Ja pierdolę idź już Cohen i nie wracaj. To znaczy nie wyjeżdżaj z Jaru jaszcze. Odezwiemy się.
-To ja się odezwę wcześniej. Mój kompan był w tunelach, które mnie interesują. Pogadam z nim i wrócę. Tymczasem zanim wyjdę proszę o moje mapy, broń, amunicje i wahę, które były mi obiecane.Wyszedł dopiero jak dostał pieczątkę na wszystkich wcześniej przygotowanych dokumentach. Od razu udał się do działu zaopatrzenia, wiedząc, że z pełnymi kieszeniami, będzie miał czym się z Wołem targować. Najszczęśliwszy był z map, które ściskał pod sercem. Znów załadowany pod sufit jak pickup wtargał się do wspólnej celi.
-No to mam jeszcze trochę bułeczek.
Z radością zapiął do pasa Anakondę. Rozejrzał trzy razy po pomieszczeniu, dwa razy sprawdził czy nikt nie podsłuchuje.
-Wszyscy są? - upewnił się pytając Liory -
Młodziak nie do końca rozumiał o co chodzi towarzyszowi z Lorą i że gdzie się podziewał. Przecież mu gadał. Może znów wyszły jego braki w kontaktach międzyludzkich ?
Na zdanie swoich relacji postanowił poczekać, aż upewni się że pozostali sami.
Fruwacz jak tylko dostali chwilę dla siebie sprawdził za Noem pomieszczenie raz jeszcze.
-Dobra. To po kolei. Dotarłem do miejsca, do którego miałem dotrzeć Ostatni przystanek, schronienie czy Przyczółek jakoś tak. Miałem przenieść kartę z danymi, która trafiła do niejakiego Bartha gruba ryba dosłownie i w przenośni.
Spojrzał po towarzyszach.
-Chodzi o jakiś projekt zwany jakoś operowo. Eksperymenty z percepcją, sugestią, głosami. Część podobno nadal działa. Finalną wersję mieli przenieść niby do Denver.
Przez chwilę milczał.
-I zainteresowała się tym Czarna Dywizja. Widziałem ich Wielki Komandor to ten którego musimy odstrzelić.
Fruwacz wzruszył ramionami.
-Tyle wiem. Bartho chce sprawdzić resztę danych z tej placówki w ruinach miasta, oraz jak po nie pójdziemy mamy szanse dorwać tego Czarnego Szafuńcia, bo też pewnie się będzie kręcił, albo sam nas będzie szukać.
Uśmiechnął się krzywo.
-Co wy na to ? Zemsta i zarobek w jednym. -
- Słuchajcie, bo się powtarzać nie bendem.
Wół wziął głęboki wdech, bo już wiedział, że nijak mu się nie spodoba wspólna konkluzja Fruwacza i Cohena. Gdzieś w głowie mu się zalęgła myśl, że a pies ich jebał i niech idą szukać guza. Ale puszczenie ich samych... było wybitnie nie po jego myśli. Przyzwyczajał się do ludzi. Papcio mu wiele razy mówił, że jak będzie szedł samotnie swoją drogą, to mu jak nic odpierdoli. I to dokumentnie. Bezpiecznik pieprznie i zostanie kolejnym odszczepieńcem na Pustkowiach. Ludzie są ważni. Jak jedni odejdą potrzeba innych. A Wół był niestety nienajmocniejszy w zjednywaniu sobie przypadkowych ludzi. Albo chcieli osiąść, co nie było dla Woła opcją. Albo sami byli pierdolnięci. Ciężka sprawa. Dlatego wspiął się na wyżyny swoich możliwości by dogadać się jakoś z tymi dwoma osłomułami.
- Byłem z misją ratunkową na dole w korytarzu co go tu w Jarze zamykają. I szkoda, że tak słabo zamykają, bo im co chwila się ktoś tam zawierusza, co nie dziwne patrząc po tym co tam się odpierdala. Najpierw słychać rzeczy, których nie ma. Potem je widać. A na końcu to i czuć je nosem i głowę dam se uciąć, że jak już coś tam zobaczycie i to zeżrecie, to poczujecie też smak. Jakaś tech-nie-logiczna zaszłość z dawno temu. Eksperyment. I jak teraz słyszę, poza Czarną Dywizją, Jarem i Srebrnymi mamy tu jeszcze jakiegoś bonzę Bartho. A i ludzie w Ostoi w Denver gdzie ten Eksperyment przenieśli, też nie gęsi i swoje spluwy mają. A wszystkich interesi ten eksperyment. I wszyscy chcą na nim swoje łapska położyć. To teraz pomyślcie co się stanie jak zaczniemy włazić tym wszystkim między bimber a zakąskę. Zemsta młody? Nie najesz się nią. Nie wyśpisz na niej i nie wyruchasz. A zarobić można zawsze wszędzie indziej i bezpieczniej.
Westchnął i rozłożył ręce czując, że to jego gadanie to jak śrutem o ścianę.
- Chcecie tam iść do tej Ostoi w Denver i szukać tego Eksperymentu? Dobra. Wół pójdzie z Wami. Ale żadnej samowolki więcej. Bo chuja wam powiem, a nie jak sobie radzić z tymi halunami! -
Opowieści kompanów chłonął Cohen jak alkoholik wódkę. Poczuł, że w ustach mu zasycha, nalał wszystkim wody do kubków, ale ile by w siebie nie wlewał nie czuł ukojenia. Wiele w drodze widział i niejedno sobie wyobrażał, ale nie sądził, że jego najczarniejsze myśli mogły być tak prawdziwe.
Szczerze miał nadzieję, że jest logiczne wytłumaczenie, że może gaz, albo kwas lizergowy, aż spadła na niego monada. Klątwa, którą wymyślił, wyzywała go do pojedynku.-Doszliśmy na wzgórze z tą strażnicą. Antena zerwana, obozowisko opuszczone. Zostawiłem Liorę z przewodnikiem i poszedłem do strażnicy. - zagryzł usta - I tam wołało mnie po imieniu. Nikt, żywej duszy. Tak jedno łóżko zaścielone, ale w sumie bałagan. Rozejrzałem się, znalazłem notes, w którym ktoś pisał o omamach, oddałem go Adze. To właściwie tyle, choć po tym co opowiedzieliście nie wiem, czy cokolwiek z tego było prawdą. - wstrzymał. - Wychodzi na to, że ktoś eksperymentował z telepatią. Nie sądziłem, że to jest możliwe, choć są takie teorie.
-Chciałem zejść w zamknięte korytarze, bo miałem nadzieję, że będę to w stanie jakoś wytłumaczyć naukowo, że to jakaś trucizna w powietrzu. Teraz sam nie wiem. Nie wiem jak byśmy mieli się z tym mierzyć, ale może warto nauczyć się czegoś o tej nauce. Masz racje Wół, wszyscy się za tym uganiają. Wcale się nie dziwię. Reasumując chciałbym zejść tam gdzie ty Wół, ale w masce tlenowej, zabezpieczony liną.
Sięgnął do skrytej kieszeni, jak prostytutka pod stanik.
-Jest jeszcze to. - Pokazał telegramy, sprawdził przy tym, czy treści, które przeczytał dalej tam są, czy nie były tylko jego zwidem.-Pomyślałem, że powinniście wiedzieć. To nie powinno wpływać na naszą ocenę sytuacji.
Telegramy:
"...potwierdzam otrzymanie nowych współrzędnych przemarszu Grupy Grahama...""...nasz konwój zmieni trasę zgodnie z ustaleniami..."
"...Dywizja przejmie kontakt z celem około godziny 17. Opóźnienie naszego konwoju pozwoli uniknąć..."
"...w imię Światłości stratę Grupy Grahama uznaje się za dopuszczalną,
jeżeli umożliwi to bezpieczne przejście transportu...""...namiar na konwój Grupy Grahama został podany, ...agent potwierdził odbiór współrzędnych..."
"...kimkolwiek jest ten Graham, to ma srogo przejebane..."
-Nie podoba mi się, że na wjeździe do tego miasta trzeba zostawić broń. Wolałbym się nie rozstawać. No i zemstą się nie najesz. Możesz sycić się nią całe życie, ale jak ją spełnisz twoje naczynie będzie wypełniał tylko piach. Jakbyś był martwy za życia. No i zupełnie nie wyobrażam sobie jak byś miał zajść generała. Zabijesz jednego wyrośnie następny, jeszcze gorszy. Jak dotąd mieliśmy wiele szczęścia. To co kontrolowane zejście? Jeśli znajdziemy, lub zrobimy maski.
-
- Tele-co? - Wół spojrzał na kowboja kompletnie nie rozumiejąc. Wziął jednak zapis telegramów i rzucił na nie okiem. Nie wydawał się jednak tą lekturą jakoś bardzo poruszony. Choć wiedział, że Fruwacza mogą przeciwnie wzburzyć. Młody żył ideałami. - Ano mieliśmy przejebane.
Przytaknął meldunkom.
- Ale to tylko pokazuje, że nic tu po nas. I że pchanie się w to głębiej... Aaaa... co ja się będę... - machnął ręką niecierpliwie i zmienił temat - Po chuja chcesz tam złazić Noa? Ciemno tam i ciasno. A jak cię halun złapie to finito. Będziesz stał w jakimś ciemnym kącie aż się z głodu przekręcisz. Bo z tych zwidów to nie ma jak zwiać.
Po chwili wahania też wyciągnął zabrany z dołu nadpalony skoroszyt.
PROJEKT CHÓR Raport testów akustycznych — seria 4BKilka stron dalej:
Obiekty wykazują podwyższoną podatność na sugestię kierunkową przy ekspozycji powyżej 19 minut.Niżej ręczny dopisek czerwonym markerem:
„NIE TESTOWAĆ NA PERSONELU TECHNICZNYM”Kolejna strona była nadpalona.
Próby na ssakach wykazały utrzymanie efektu transmisji w drugim pokoleniu.Jeszcze dalej:
…część personelu zgłaszała słyszenie znajomych głosów… …niemożliwe ustalenie źródła transmisji… …zalecane wygaszenie sektora…Kolejna strona
…przy dalszych testach występuje destabilizacja percepcji u personelu pomocniczego… …zaleca się ograniczenie ekspozycji poniżej 11 minut… …Prototyp na czas konfliktu przeniesiony do Ośrodka Denver Technology Corp…- Orłem to ja Noa nie jestem, ale a-k-u-s-t-y-cz-n-e znaczy po mojemu, że tam coś buczy na dole i miesza we łbach dźwiękiem. Maska Ci nic nie da. Ale te minuty... no to prędzej...
-
Fruwacz słuchał, ale wzrok co jakiś czas uciekał mu w stronę papierów, które trzymał Wół.
„Grupa Grahama” wystawiona jak na talerzu. Współrzędne podane. Trasa zmieniona. Dywizja czekała na nich o konkretnej godzinie. A na końcu jeszcze to całe pierdolenie o Światłości i że strata grupy jest „dopuszczalna”.
Fruwacz skrzywił się.
~ Srebrne Włócznie... „w imię Światłości”.~ Pomyślał po czym spojrzał na Woła, a potem na Cohena. Młody już wiedział kogo będzie trzeba jeszcze rozjebać
Na chwilę zamilkł. Z tym całym Chórem nadal niewiele rozumiał. Głosy, sugestia, jakieś minuty ekspozycji, coś zwierząt... Brzmiało jak coś, czego rozsądny człowiek powinien unikać z daleka. A oni właśnie rozważali zejście pod ziemię, gdzie to coś mogło nadal działać.
-Co do tych halunów i całego tego gówna... ja się na tym nie znam. Nie wiem, czy maska coś da, czy trzeba siedzieć tam z zegarkiem i spierdalać po jedenastu minutach. Ale jedno wiem. Jak już wszyscy się za tym tak uganiają, to chyba musi być sporo warte- Popatrzył na Woła.
-A ty mówiłeś, że zarobić można wszędzie. No to chyba mamy akurat miejsce, gdzie można zarobić konkretnie. Bartho jest upasiony jak jasna cholera. Za te notatki i telegramy pewnie też coś wysupła już, a jakbyśmy zdobyli cały ten projekt z Denver to Wół, ty byś sobie mógł potem zamieszkać gdzie ci się żywnie podoba, a Noa miałby nieograniczone materiały do tego co tam robi. Przy okazji pomścimy Grachama i resztę.- na koniec spojrzał z nadzieją na towarzyszy. -
Taki był do przodu Nao, a jak wszystko zebrał do kupy to prawie nasrał w gacie. Ledwo opanował przyspieszony oddech, poczuł, że dłonie mu się pocą, a w gardle wciąż piach. Kilka razy gardło przepłukał, mając czas na przemyślenie swoich słów.
-Hm! Hym! - zakaszlał - Nie wiem czy chcę tam jeszcze schodzić po tym co się tu dowiedziałem. Tajemnica mnie kusi, ale cena wydaje się wysoka. - napił się wreszcie gorzałki i nabrał animuszu - Zbierzmy wszystko do kupy.
-Mamy ośrodek, ale nie mamy źródła. Nikt go nie znalazł, tak stoi w dokumentach i dlatego zatkali. Nie jest to odosobniony przypadek bo z podobnym zjawiskiem choć o mniejszym nasileniu spotkałem się w strażnicy.
-W raportach mowa o wystawieniu akustycznym. Może zatem odcięcie od bodźców akustycznych uczyni kogoś bezpiecznym. Jak to zrobić? Poprzez odcięcie zmysłu słuchu i ograniczeniu wystawienia głowy na inne fale akustyczne (dźwięki, nie koniecznie słyszalne dla ludzi). Trzeba by jakiś kask zbudować.
-Kluczowe byłoby zabezpieczenie. Raz związanie nurka liną, tak by nie mógł się odciąć, dwa, i to najważniejsze. Pilnowanie czasu. Jak dla mnie max to cztery minuty.
-Kolejna rzecz to dziennik zapisu, bo nurek może popaść w obłęd. Miernik fal akustycznych zamontowany tak, by nurek nie miał do niego dostępu. Tylko był nosicielem. Miernik z zapisem transmisji, nie wiem, czy możemy taki zrobić, Albo jakieś radio. Tam odbiornik tu miernik.Znów się napił.
-Co o tym sądzicie?
-
Fruwacz nie do końca czaił o co chodzi, ale chyba lepszego pomysłu nie było.
-Można spróbować, ale mamy na to materiały ?- nie do końca się orientował czy to dobre działanie. Średnio jażył to cało naukowe mambodżambo. On wiedział, że ludzie których chce odstrzelić też tego chcą dlatego chciał zdobyć to pierwszy.
-Mogę iść zobaczyć ten tunel ? Obiecuje się wycofać na pierwsze niepokojące sygnały.- popatrzył głównie w kierunku Woła jako tego kto potencjalnie będzie przeciw. -
Popatrzył na Fruwacza Noa i zagryzł usta.
-Sami nie jesteśmy w stanie tego zrealizować. Potrzebujemy pomocy tutejszych. Tak w skompletowaniu sprzętu jak i otwarciu przejścia.
-W starych papierowych opowieściach słyszałem o wosku w uszach, tak pewien bohater ratował się przed potworami, które wabiły śpiewem. Wiem, że to nie to samo, ale warto spróbować. - wstał, kontynuował - dźwięk to drgania powietrza. Jeśli strzeliłbym z rewolweru w małym pomieszczeniu z dzwonkiem, to nawet nie uderzając go pociskiem wprawiłbym go w drgania. Tak przenoszą się drgania w powietrzu. Dlatego nie wystarczy zatkać uszu, trzeba zabezpieczyć też cały czerep. Nałożyć na głowę coś jak wiadro, z grubym szkłem na oczach. Muszę tylko obliczyć jaki powinien mieć kształt.
-To dość niebezpieczne zadanie i chyba nie powinienem narażać nikogo poza sobą na wynik własnego eksperymentu. Kask będzie wszak moim eksperymentem. Bo jeśli dla ciebie Fruwacz jest to interes to ja robię to z samej ciekawości. Oczywiście boję się jak cholera.
-Może jasna rzecz pomóc. Znasz się na technicznych sprawach? -
- Yyyy... z technicznych rzeczy to zakładałem wnyki na zwierzynę i w sumie to tyle. Od sprzętu i montażu itp. był Wół i inni.- Przyznał młodzian.
-Jak potrzebny sprzęt to ten Bartho raczej sypnie, a może nawet któryś ze strażników do nas dołaczy. Widziałem jednego stał pośród wystrzelanego oddziału czarnych jakby nigdy nic.- zakończył wypowiedź. Nie za bardzo wiedział jak ma teraz pomóc. I Noa taki ciekwaski to liczył wciąż, że pójdą do Denver. Nagrodą dla niego to będzie jak wpakuje kule między oczy Czarnemu Komandorowi i Naczelnej Świętej Włóczni, a nie jakieś tam dobra materialne. Choć one zawsze spoko. Fruwacz przy okazji uznał, że ostatnio myśli za dużo i zdecydowanie za szybko.
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się