Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje future
  3. Rozgrywka
  4. [Autorski storytelling] Ropa i krew
Ropa i krew
SWATS
SWAT jako
Droga
Mistrz Gry
MarrrtM
Marrrt jako
Wół
NanatarN
Nanatar jako
Noah Cohen
LynxL
Lynx jako
Fruwacz

[Autorski storytelling] Ropa i krew

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
ropa i krewstorytellingautorski
61 Posty 4 Uczestników 1.4k Wyświetlenia 1 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • NanatarN Niedostępny
    NanatarN Niedostępny
    Nanatar jako Noah Cohen
    napisał ostatnio edytowany przez
    #46

    W Martwej Wieży

    Dokonując rekonesansu wciąż ucierał trawy w kapeluszu nucąc piosenkę.

    -Numm, nana num, nana num...

    Zasłane łóżko zaniepokoiło Noa, bo wywrócone krzesło, potargane drugie łóżko i porozrzucane dokumenty, były na miejscu jak radio pozbawione energii. Przemknęło mu tylko przez głowę, że można by zrobić generator na wiatrak. Wciąż czujny i w melodii powąchał łóżko, ledwo powstrzymał się by się położyć. Zapraszało. Może przypadek, może położy się później. Pozbierał notki i zamarł.

    "...potwierdzam otrzymanie nowych współrzędnych przemarszu Grupy Grahama..."

    "...nasz konwój zmieni trasę zgodnie z ustaleniami..."

    "...Dywizja przejmie kontakt z celem około godziny 17. Opóźnienie naszego konwoju pozwoli uniknąć..."

    "...w imię Światłości stratę Grupy Grahama uznaje się za dopuszczalną,
    jeżeli umożliwi to bezpieczne przejście transportu..."

    "...namiar na konwój Grupy Grahama został podany, ...agent potwierdził odbiór współrzędnych..."

    "...kimkolwiek jest ten Graham, to ma srogo przejebane..."

    Chciał to widzieć, czy to widział? Zadawał sobie pytanie. Adrenalina strzeliła tak, że żadne halucynogeny nie miały prawa się przebić. Powróciły wspomnienia rozmów z Wółem i wściekłość Fruwacza, chwilowa przyjaźń z Gasparem. Schował nieszczęsne zapiski za kurtkę i już czuł nieodpartą ochotę, żeby wyjść i jak najszybciej podzielić się odkryciem z ocalałymi z rzezi, będącej przykrywką jak się wydawało dla grubszego dilu. Napędzany hormonami mózg prędko zasymulował możliwe implikacje. Dotarło do Cohena, że powinien być ostrożny w temacie.

    -bang! zakrzyknął, żeby się odkleić.

    Raz jeszcze bez mantry przeszukał pomieszczenie w kierunku lokatora od zasłanego łóżka. Artefaktów strażników wyszukiwał, broni, zapasów. Zanotował w pamięci na jakiej częstotliwości działało radio, lub jakie były kody zmiany częstotliwości.

    Będąc gotów wyszedł kierując się w miejsce gdzie zostawił towarzyszy. Zwrócił przy tym uwagę na miejsce słońca, cienie, wysokość traw, krążące sepy i wrony. Zmieloną trawę wysypał na wietrze.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • SWATS Niedostępny
      SWATS Niedostępny
      SWAT jako Droga
      napisał ostatnio edytowany przez
      #47

      Wół

      Bran przez chwilę kartkował nadpalone dokumenty. Zatrzymał się dopiero przy wzmiance o Denver Technology Corp.
      - Denver... - potarł brodę. - To będzie Ostoja.
      Przewrócił jeszcze jedną stronę.
      - Nigdy tam nie byłem. Mało kto z Jaru był. Ale karawaniarze od lat opowiadają to samo. W ostatnim stojącym wieżowcu dawnego Denver żyje kilka tysięcy ludzi. Handlują. Naprawiają. Walczą. Normalne miasto, jak na nasze czasy.
      Zamknął segregator.
      - Czyli nie szukamy miejsca, którego już nie ma. - spojrzał na Woła. - Jeśli ten projekt rzeczywiście tam przenieśli, to albo od dawna ktoś go pilnuje... Albo nikt jeszcze nie wiedział, czego szukać.
      Odstawił papiery na stół.
      - Jedno wiem na pewno. Ostoja nie jest ślepą uliczką. Ludzie tam docierają. I ludzie stamtąd wracają.

      Fruwacz

      Strażnik skinął głową.
      - Dobrze. - na wzmiankę o Bartho nawet nie drgnął. - Wiedziałem, że wrócisz.
      Rozejrzał się odruchowo po tunelu, po czym ściszył głos.
      - Na razie cisza. Nikt niczego nie podejrzewa. - spojrzał na Fruwacza. - Twoich nie widziałem od wczoraj. Mówili, że mają jakieś sprawy z Agą i Hanką.
      Wzruszył ramionami.
      - Pewnie kręcą się gdzieś po Jarze.
      Po chwili dodał:
      - Jak będziesz z nimi rozmawiał... nie wspominaj o mnie. - krótka pauza. - Ani o Bartho.
      Skinął głową w stronę głównego tunelu.
      - Idź. Jak będę miał coś ważnego, sam cię znajdę.

      Noa

      Wieża nie kryła już wiele więcej. Przy zasłanym łóżku znalazł plecak. W środku trochę ubrań, manierkę, konserwy, zapas amunicji do wojskowego karabinu i niewielki notes. Większość stron była pusta. Ostatni zapis urywał się w połowie zdania.

      "Od trzech dni mam wrażenie, że ktoś mnie woła po imieniu..."
      

      Dalej kartka pozostawała czysta.
      Przy radiostacji wisiała kartka z rozpiską częstotliwości i godzin nasłuchu. Nic niezwykłego. Standardowa procedura posterunku obserwacyjnego. Broń również była na miejscu. Jeden wojskowy karabin oparty o ścianę, pistolet w otwartej kaburze i nóż wbity w blat stołu. Jakby właściciele byli pewni, że zaraz po nie wrócą.

      Noa wyszedł na zewnątrz. Słońce przesunęło się ledwie o kilkanaście minut. Corley i Liora nadal czekali tam, gdzie ich zostawił. Kiedy go dostrzegli, oboje odruchowo podnieśli się z ziemi.
      Poza tym... Nic.
      Wiatr dalej poruszał wysoką trawą. Linka przy antenie nadal uderzała o maszt tym samym nierównym rytmem. Jakby miejsce znowu było tylko opuszczoną strażnicą.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      1
      • NanatarN Niedostępny
        NanatarN Niedostępny
        Nanatar jako Noah Cohen
        napisał ostatnio edytowany przez Nanatar
        #48

        Pod Wieżą

        Trawa przed wieżą szumiała do gwizdu rewolwerowca. Przeklął w myślach, po co werbalizować. Nikt przez szum wiatru w trawach nie usłyszy. Zawrócił. Zabrał karabin, amunicję, pistolet, nóż, nawet dwie dobre konserwy i oczywiście notes. Musiał jakoś podeprzeć się dowodami w jarze.

        Liorę i Corleya napotkał, gdzie mieli być.
        -W porządku. W pobliżu nie ma zagrożenia. Chyba, że sama wieża. Możemy wracać.
        -Co tam znalazłeś? - dopytywał się tropiciel.
        -Radio sprawne, maszt jest uszkodzony, nie naprawię go. W środku pusto. Zabrałem broń. Po co miałaby paść łupem rabusiów. Poniosę.

        Objuczony był jak muł, ale traktował jak wyzwanie. Zaparł się, że poniesie łupy. Odpowiadał na pytania towarzyszy ciężko dysząc pod ciężarem. Postanowił, że powinni oddalić się od wieży i przenocować w bezpieczniejszym miejscu.
        Corley bezbłędnie wytyczał drogę, zaś objuczony Noa notował w pamięci klucz wyboru ścieżek.

        -Ale co tam było? - nie dawała za wygraną Liora
        -Pusto, bałagan. Jedno łóżko równo zaścielone. To było dziwne.
        -Jak dziwne?
        -Jakby ktoś chciał tam wrócić, nie, był pewny, że wróci. - zawahał się - Pogadamy w jarze.

        Umiejętności tropiciela pozwoliły bezpiecznie dotrzeć do Jaru. Przeszli punkty kontroli, Cohen kategorycznie odmówił oddania broni, twierdząc, że to dowody. Aga była chwilowo zajęta, toteż Noa dołączył do towarzyszy w kwaterze.

        -Patrzcie ile dobra przyniosłem. - wyłożył na podłodze łupy. Karabin amunicję, nóż, konserwy. Pistolet zatrzymał dla siebie. - Liora była świetna, porusza się w terenie cicho jak łasica i zwinnie jak koziołek. - młoda kobieta dała mu kuksańca.
        -Się nie śmiej. Noa sam poszedł do wieży. tam było jakby: upiornie. Jeszcze sobie pogwizdywał.
        -I co w tej wieży było? - zapytał Wół, raczej z grzeczności.
        -Dziwnie, jakby ktoś.., nie nie zatruł pomieszczenie, to siadało na głowę prosto. A wy co robiliście? - próbował odwrócić Cohen.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        1
        • LynxL Niedostępny
          LynxL Niedostępny
          Lynx jako Fruwacz
          napisał ostatnio edytowany przez
          #49

          Fruwaczowi, wiele nie zostało. Skinął głową na zgodę i ruszył poszukać ziomków, a jeśli ich nie ma to przynajmniej coś do jedzienia. Posłuchać o czym huczy w Jarze też nie zaszkodzi. Ewentualnie coś zrobić jeśli miejscowi by go potrzebowali. Zawsze warto nabić dodatkowe punkty.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • NanatarN Niedostępny
            NanatarN Niedostępny
            Nanatar jako Noah Cohen
            napisał(a) ostatnio edytowany przez
            #50

            Bezpieczne miejsce w Jarze

            Ile mógł przewijał Cohen utarte słowa, kolegów wypytywał, uważny, gdzie się wahają, w pamięci notując, a ponad wszystko szukał miejsca dobrego do rozmowy. Miał już ciągnąć na niskie poziomy do techników, ale przyszło mu do głowy, głowy dość prostej, choć uczonej, że najlepsze będzie miejsce publiczne. Jadalnia. Tam kompanów zaciągnął.

            Ruch dość nieduży o tej porze. Dostali zupę, Dotarło do niego jak był głodny. Dopiero jak skończył swoją miskę, nachylił się nad stołem. - Znalazłem coś więcej niż wszystkim powiedziałem w opuszczonym posterunku. Proszę was byście byli spokojni - wyczekał - Mam telegramy, w których mowa o waszej starej ekipie. Tu wam nie pokażę. Zaraz wezwą mnie do tutejszych mądrych i trzeba będzie podejmować decyzję, dobrze, że przynajmniej z pełnym brzuchem. - zażartował.

            Spojrzał na wchodzących do jadalni mężczyzn - Tymczasem muszę chyba wyspowiadać się szefowej - odpiął pas z bronią i wręczył Wołowi. - przechowaj proszę, to więcej niż tylko rewolwer.

            Cohen udał się z ochroną na sprawozdanie do Szept. Sam był bardzo ciekawy co powie na jego rewelacje. Broń działająca na myśl.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            0
            • MarrrtM Niedostępny
              MarrrtM Niedostępny
              Marrrt jako Wół
              Mecenas
              napisał(a) ostatnio edytowany przez Marrrt
              #51

              - Jak to "Liora była świetna"? - zdziwił się Wół gdy w końcu dotarł do niego sens słów Cohena - Przecież poszła z Młodym...
              Spojrzał na milczącego Fruwacza nierozumiejącym niczego, klasycznie wołowym wzrokiem.
              - Co Wyście odpierdolili jak Was nie było???


              - Daj - burknął niechętnie i wziął bandolier od Cohena.
              Zły był na kompanów, że szwendali się kompletnie bez sensu po ruinach i pustkowiu, zamiast spać i bimbać. Choć trzeba było przyznać, że przynajmniej Noa nie wrócił z tego wszystkiego z niczym. Bo Wół poza kilkoma szklankami berbeluchy zarobił tylko parę blizn na łapach i garść bezużytecznych informacji. Nie śpieszyło mu się do Denver. Tysiąc ludzi w jednym kilkusetletnim budynku... Czego miałby tam szukać?
              - A Ty... - wskazała palcem Fruwacza z miną bynajmniej przyjazną - Jak jeszcze raz gdzieś znikniesz, to Cię na tydzień zwiążę w baleron.

              Stara ekipa... Wół starą ekipę pogrzebał już w głowie. Tak jak pogrzebał papcia. A potem Starego. Tak było słusznie. Byli. A teraz ich nie ma. Ale żyć trzeba nadal. Jeść trzeba nadal. Pić. Spać. To są ważne rzeczy i o tych rzeczach trzeba pamiętać. A nie znowu o Czarnych i Grupie Grahama. W jakiś sposób drażniło go to wszystko. Wywoływało dziwny ból, choć nie wiedział skąd, bo nawet nie miał nigdzie rany. Chyba. Właściwie to nawet wolał mieć ranę. To prosta sprawa. Leje się krew. Trzeba owinąć, albo ziemią obłożyć. I się lać przestaje. Proste. A tu? Takie gmeranie paluchem w strupach i paćkanie bez sensu...
              - Kurwa mać - warknął ni z tego ni z owego - Mam dość tego Jaru. Tu też coś siada na głowie. A pod nami w korytarzach... Tam to dopiero dzika preria bez trzymanki. I nawet nie chcę słyszeć, że chcecie jechać do Denver, czy tej Ostoji!

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              1
              • NanatarN Niedostępny
                NanatarN Niedostępny
                Nanatar jako Noah Cohen
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #52

                Cohen nim odszedł ze strażnikami wysłuchał do końca słów Woła. Uśmiechnął się przy tym i do własnych przewrotnych myśli, jak i do sensu wypowiedzi, żeby lepiej miast unikać, a najlepiej założyć własną farmę.

                Pogwizdując swoim zwyczajem zapamiętywał rozkład korytarzy i kwater. Nie tak, że nie ufał, lubił wiedzieć gdzie jest.
                Pokój w którym go przyjęli był można by powiedzieć luksusowy, wybetonowany, oświetlenie było jasne, wyposażenie skromne, ale w doskonałym stanie. Duży szklany stół z grubym metalowym stelażem stylizowanym na cztery przypadkowo ułożone szyny, z atrakcyjnym wykończeniem rdzy. Noa podejrzewał nawet, że może to być artefakt wyświetlający obrazy, ale nic takiego się nie wydarzyło. Szept stała lekko spięta za plastikowym fotelem kubełkowym w którym rozparł się szpakowaty mężczyzna, którego już z nią widział, zaś trzecia osobą był młody negr o wyjątkowo rzeźbionym obliczu. Pił herbatę z dużego kubka z napisem Super Tata z uśmiechem bożka.

                -No i jak Cohen? Czego się dowiedziałeś? - oderwała go od oblicza młodzieńca Aga. - Wybacz to są Vini i Leo - na co bożek błysnął złotym zębem.

                • Noa - uprzejmie przedstawił się rewolwerowiec.

                Poprawił postawę, jak do raportu.

                -Po drodze mijaliśmy stworzenie będące w naszej ocenie wynaturzeniem, co więcej oceniam, że doszło do konfrontacji dwu zwierzęcych form mutantów i jedno zżarło drugie. Tropiciel doskonale wywiązał się z zadania i bez innych niespodzianek dotarliśmy na miejsce. Należy tu zapamiętać, że kto inny może nie mieć tyle szczęścia.
                -Do rzeczy Cohen, co w wieży? - przerwał mu leniwie Vini

                Noa się uśmiechnął.

                -Wieża stoi zaklęta pośród szumu traw, wiatr wypełnia wszystkie szczeliny w nieskończonej entropii.
                -Naćpałałeś się?
                -Nie, ale nie odmówiłbym szklanki brandy. - Viki przewrócił oczami, Leo podał mu szklankę z rudym płynem, a Aga się uśmiechnęła.

                -Od razu zauważyliśmy zerwany kabel od anteny. Po wstępnej obserwacji zarządziłem kolejną z innego punktu. Tam zostawiłem Liore i Corneya. Do strażnicy udałem się sam, mam wrażenie - zaczął ostrożnie - że była to wydeptana ścieżka, wydeptana między wysoką trawą.
                -A ten swoje - skarżył się Vini
                -Jak mówiłem wydeptana między trawami, pośród których śpiewał wiatr. - upił, pochwalił mimicznie, kontynuował - Do wnętrza dostałem się bez trudu. W środku panował bałagan odpowiedni do czasu zerwania kontaktu. Radiostacja zdaje się sprawna, ale nie mieliśmy komponentów i narzędzi do naprawy zerwanej anteny. W pobliżu nie znaleźliśmy ani zwłok, ani śladów walki.
                -To wszystko? - zapytała Szept
                -Nie, jedno nie pasowało. Jedno łóżko było zasłane jakby ktoś miał tam wrócić. Nie wykluczam zatem faktu, że ktoś tam się zatrzymuje, ale przez pół dnia obserwacji nikogo nie widzieliśmy.
                -Znalazłeś w środku broń i amunicję.
                -Znalazłem, ale ktoś mi ukradł. To nic nadzwyczajnego. Ktoś porzucił zapasy jedzenia, broń i kontakt z bazą. Dlaczego?
                -To my tu zadajemy pytania Cohen? - to był Vini
                -No właśnie, czekam na to, którego nie odważyliście się zadać.

                Popatrzyli po sobie.
                -Co jeszcze znalazłeś? - zaczepił szczebiotliwie bożek.
                Noa sięgnął do wewnętrznej kieszeni skórzanej kurtki. Powoli wyciągnął notes i uniósł go w dłoni. - To nie pismo święte, to coś lepszego.
                -Czytałeś? - znów on
                -Jasne. To było moje zadanie.

                Piękny podszedł krokiem tancerza i przejął z rąk Noa artefakt? Skierował się do Agi, otworzył, czytali, patrzyli na niego.
                -Coś jeszcze?
                -W sumie tak.
                -Miałeś jakieś niedogodności...psychiczne? - nie wytrzymał Vini
                -Nie - miękko skłamał Noa - ale może inni nie będą tak odporni. Nie widziałem na miejscu żadnych roślin i grzybów mi znanych, które wywołują omamy, nie wyczułem żadnej substancji.

                Wszyscy w trójkę podawali sobie notes.
                -Mogę się udać do przyjaciół? - przewał im Noa
                -Zaczekaj?
                -Chcielibyśmy znać twoje zdanie.
                -Moje zdanie?
                1.sabotaż z zacieraniem śladów,
                2. atak chemiczny - długofalowe wystawienia na środek (pochodzenie wrogie dywizje, lub mutacje przyrody)
                3. atak monadalny. Istnieje teoria o odziaływaniu na siebie myśli ludzkich, takiej teleepatii poza naszą kontrolą, ujednolicone myśli, tworzą monadę. Twór pochłaniający inne myśli i wciąż mutujący.
                4. tlenek węgla jest bezwonny, mocno trujący i wywołuje omamy.

                -Ja pierdolę idź już Cohen i nie wracaj. To znaczy nie wyjeżdżaj z Jaru jaszcze. Odezwiemy się.
                -To ja się odezwę wcześniej. Mój kompan był w tunelach, które mnie interesują. Pogadam z nim i wrócę. Tymczasem zanim wyjdę proszę o moje mapy, broń, amunicje i wahę, które były mi obiecane.

                Wyszedł dopiero jak dostał pieczątkę na wszystkich wcześniej przygotowanych dokumentach. Od razu udał się do działu zaopatrzenia, wiedząc, że z pełnymi kieszeniami, będzie miał czym się z Wołem targować. Najszczęśliwszy był z map, które ściskał pod sercem. Znów załadowany pod sufit jak pickup wtargał się do wspólnej celi.

                -No to mam jeszcze trochę bułeczek.

                Z radością zapiął do pasa Anakondę. Rozejrzał trzy razy po pomieszczeniu, dwa razy sprawdził czy nikt nie podsłuchuje.
                -Wszyscy są? - upewnił się pytając Liory

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • LynxL Niedostępny
                  LynxL Niedostępny
                  Lynx jako Fruwacz
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Lynx
                  #53

                  Młodziak nie do końca rozumiał o co chodzi towarzyszowi z Lorą i że gdzie się podziewał. Przecież mu gadał. Może znów wyszły jego braki w kontaktach międzyludzkich ?
                  Na zdanie swoich relacji postanowił poczekać, aż upewni się że pozostali sami.
                  Fruwacz jak tylko dostali chwilę dla siebie sprawdził za Noem pomieszczenie raz jeszcze.
                  -Dobra. To po kolei. Dotarłem do miejsca, do którego miałem dotrzeć Ostatni przystanek, schronienie czy Przyczółek jakoś tak. Miałem przenieść kartę z danymi, która trafiła do niejakiego Bartha gruba ryba dosłownie i w przenośni.
                  Spojrzał po towarzyszach.
                  -Chodzi o jakiś projekt zwany jakoś operowo. Eksperymenty z percepcją, sugestią, głosami. Część podobno nadal działa. Finalną wersję mieli przenieść niby do Denver.
                  Przez chwilę milczał.
                  -I zainteresowała się tym Czarna Dywizja. Widziałem ich Wielki Komandor to ten którego musimy odstrzelić.
                  Fruwacz wzruszył ramionami.
                  -Tyle wiem. Bartho chce sprawdzić resztę danych z tej placówki w ruinach miasta, oraz jak po nie pójdziemy mamy szanse dorwać tego Czarnego Szafuńcia, bo też pewnie się będzie kręcił, albo sam nas będzie szukać.
                  Uśmiechnął się krzywo.
                  -Co wy na to ? Zemsta i zarobek w jednym.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  😊
                  0
                  • MarrrtM Niedostępny
                    MarrrtM Niedostępny
                    Marrrt jako Wół
                    Mecenas
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #54

                    - Słuchajcie, bo się powtarzać nie bendem.

                    Wół wziął głęboki wdech, bo już wiedział, że nijak mu się nie spodoba wspólna konkluzja Fruwacza i Cohena. Gdzieś w głowie mu się zalęgła myśl, że a pies ich jebał i niech idą szukać guza. Ale puszczenie ich samych... było wybitnie nie po jego myśli. Przyzwyczajał się do ludzi. Papcio mu wiele razy mówił, że jak będzie szedł samotnie swoją drogą, to mu jak nic odpierdoli. I to dokumentnie. Bezpiecznik pieprznie i zostanie kolejnym odszczepieńcem na Pustkowiach. Ludzie są ważni. Jak jedni odejdą potrzeba innych. A Wół był niestety nienajmocniejszy w zjednywaniu sobie przypadkowych ludzi. Albo chcieli osiąść, co nie było dla Woła opcją. Albo sami byli pierdolnięci. Ciężka sprawa. Dlatego wspiął się na wyżyny swoich możliwości by dogadać się jakoś z tymi dwoma osłomułami.

                    - Byłem z misją ratunkową na dole w korytarzu co go tu w Jarze zamykają. I szkoda, że tak słabo zamykają, bo im co chwila się ktoś tam zawierusza, co nie dziwne patrząc po tym co tam się odpierdala. Najpierw słychać rzeczy, których nie ma. Potem je widać. A na końcu to i czuć je nosem i głowę dam se uciąć, że jak już coś tam zobaczycie i to zeżrecie, to poczujecie też smak. Jakaś tech-nie-logiczna zaszłość z dawno temu. Eksperyment. I jak teraz słyszę, poza Czarną Dywizją, Jarem i Srebrnymi mamy tu jeszcze jakiegoś bonzę Bartho. A i ludzie w Ostoi w Denver gdzie ten Eksperyment przenieśli, też nie gęsi i swoje spluwy mają. A wszystkich interesi ten eksperyment. I wszyscy chcą na nim swoje łapska położyć. To teraz pomyślcie co się stanie jak zaczniemy włazić tym wszystkim między bimber a zakąskę. Zemsta młody? Nie najesz się nią. Nie wyśpisz na niej i nie wyruchasz. A zarobić można zawsze wszędzie indziej i bezpieczniej.

                    Westchnął i rozłożył ręce czując, że to jego gadanie to jak śrutem o ścianę.
                    - Chcecie tam iść do tej Ostoi w Denver i szukać tego Eksperymentu? Dobra. Wół pójdzie z Wami. Ale żadnej samowolki więcej. Bo chuja wam powiem, a nie jak sobie radzić z tymi halunami!

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • NanatarN Niedostępny
                      NanatarN Niedostępny
                      Nanatar jako Noah Cohen
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #55

                      Opowieści kompanów chłonął Cohen jak alkoholik wódkę. Poczuł, że w ustach mu zasycha, nalał wszystkim wody do kubków, ale ile by w siebie nie wlewał nie czuł ukojenia. Wiele w drodze widział i niejedno sobie wyobrażał, ale nie sądził, że jego najczarniejsze myśli mogły być tak prawdziwe.
                      Szczerze miał nadzieję, że jest logiczne wytłumaczenie, że może gaz, albo kwas lizergowy, aż spadła na niego monada. Klątwa, którą wymyślił, wyzywała go do pojedynku.

                      -Doszliśmy na wzgórze z tą strażnicą. Antena zerwana, obozowisko opuszczone. Zostawiłem Liorę z przewodnikiem i poszedłem do strażnicy. - zagryzł usta - I tam wołało mnie po imieniu. Nikt, żywej duszy. Tak jedno łóżko zaścielone, ale w sumie bałagan. Rozejrzałem się, znalazłem notes, w którym ktoś pisał o omamach, oddałem go Adze. To właściwie tyle, choć po tym co opowiedzieliście nie wiem, czy cokolwiek z tego było prawdą. - wstrzymał. - Wychodzi na to, że ktoś eksperymentował z telepatią. Nie sądziłem, że to jest możliwe, choć są takie teorie.
                      -Chciałem zejść w zamknięte korytarze, bo miałem nadzieję, że będę to w stanie jakoś wytłumaczyć naukowo, że to jakaś trucizna w powietrzu. Teraz sam nie wiem. Nie wiem jak byśmy mieli się z tym mierzyć, ale może warto nauczyć się czegoś o tej nauce. Masz racje Wół, wszyscy się za tym uganiają. Wcale się nie dziwię. Reasumując chciałbym zejść tam gdzie ty Wół, ale w masce tlenowej, zabezpieczony liną.
                      Sięgnął do skrytej kieszeni, jak prostytutka pod stanik.
                      -Jest jeszcze to. - Pokazał telegramy, sprawdził przy tym, czy treści, które przeczytał dalej tam są, czy nie były tylko jego zwidem.

                      -Pomyślałem, że powinniście wiedzieć. To nie powinno wpływać na naszą ocenę sytuacji.

                      Telegramy:
                      "...potwierdzam otrzymanie nowych współrzędnych przemarszu Grupy Grahama..."

                      "...nasz konwój zmieni trasę zgodnie z ustaleniami..."

                      "...Dywizja przejmie kontakt z celem około godziny 17. Opóźnienie naszego konwoju pozwoli uniknąć..."

                      "...w imię Światłości stratę Grupy Grahama uznaje się za dopuszczalną,
                      jeżeli umożliwi to bezpieczne przejście transportu..."

                      "...namiar na konwój Grupy Grahama został podany, ...agent potwierdził odbiór współrzędnych..."

                      "...kimkolwiek jest ten Graham, to ma srogo przejebane..."

                      -Nie podoba mi się, że na wjeździe do tego miasta trzeba zostawić broń. Wolałbym się nie rozstawać. No i zemstą się nie najesz. Możesz sycić się nią całe życie, ale jak ją spełnisz twoje naczynie będzie wypełniał tylko piach. Jakbyś był martwy za życia. No i zupełnie nie wyobrażam sobie jak byś miał zajść generała. Zabijesz jednego wyrośnie następny, jeszcze gorszy. Jak dotąd mieliśmy wiele szczęścia. To co kontrolowane zejście? Jeśli znajdziemy, lub zrobimy maski.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • MarrrtM Niedostępny
                        MarrrtM Niedostępny
                        Marrrt jako Wół
                        Mecenas
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #56

                        - Tele-co? - Wół spojrzał na kowboja kompletnie nie rozumiejąc. Wziął jednak zapis telegramów i rzucił na nie okiem. Nie wydawał się jednak tą lekturą jakoś bardzo poruszony. Choć wiedział, że Fruwacza mogą przeciwnie wzburzyć. Młody żył ideałami. - Ano mieliśmy przejebane.

                        Przytaknął meldunkom.

                        - Ale to tylko pokazuje, że nic tu po nas. I że pchanie się w to głębiej... Aaaa... co ja się będę... - machnął ręką niecierpliwie i zmienił temat - Po chuja chcesz tam złazić Noa? Ciemno tam i ciasno. A jak cię halun złapie to finito. Będziesz stał w jakimś ciemnym kącie aż się z głodu przekręcisz. Bo z tych zwidów to nie ma jak zwiać.

                        Po chwili wahania też wyciągnął zabrany z dołu nadpalony skoroszyt.

                        PROJEKT CHÓR
                        Raport testów akustycznych — seria 4B
                        

                        Kilka stron dalej:

                        Obiekty wykazują podwyższoną podatność na sugestię kierunkową przy ekspozycji powyżej 19 minut.
                        

                        Niżej ręczny dopisek czerwonym markerem:

                         „NIE TESTOWAĆ NA PERSONELU TECHNICZNYM”
                        

                        Kolejna strona była nadpalona.

                        Próby na ssakach wykazały utrzymanie efektu transmisji w drugim pokoleniu.
                        

                        Jeszcze dalej:

                        …część personelu zgłaszała słyszenie znajomych głosów…
                        …niemożliwe ustalenie źródła transmisji…
                        …zalecane wygaszenie sektora…
                        

                        Kolejna strona

                        …przy dalszych testach występuje destabilizacja percepcji u personelu pomocniczego…
                        …zaleca się ograniczenie ekspozycji poniżej 11 minut…
                        …Prototyp na czas konfliktu przeniesiony do Ośrodka Denver Technology Corp…
                        

                        - Orłem to ja Noa nie jestem, ale a-k-u-s-t-y-cz-n-e znaczy po mojemu, że tam coś buczy na dole i miesza we łbach dźwiękiem. Maska Ci nic nie da. Ale te minuty... no to prędzej...

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        ☣
                        0
                        • LynxL Niedostępny
                          LynxL Niedostępny
                          Lynx jako Fruwacz
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #57

                          Fruwacz słuchał, ale wzrok co jakiś czas uciekał mu w stronę papierów, które trzymał Wół.
                          „Grupa Grahama” wystawiona jak na talerzu. Współrzędne podane. Trasa zmieniona. Dywizja czekała na nich o konkretnej godzinie. A na końcu jeszcze to całe pierdolenie o Światłości i że strata grupy jest „dopuszczalna”.
                          Fruwacz skrzywił się.
                          ~ Srebrne Włócznie... „w imię Światłości”.~ Pomyślał po czym spojrzał na Woła, a potem na Cohena. Młody już wiedział kogo będzie trzeba jeszcze rozjebać
                          Na chwilę zamilkł. Z tym całym Chórem nadal niewiele rozumiał. Głosy, sugestia, jakieś minuty ekspozycji, coś zwierząt... Brzmiało jak coś, czego rozsądny człowiek powinien unikać z daleka. A oni właśnie rozważali zejście pod ziemię, gdzie to coś mogło nadal działać.
                          -Co do tych halunów i całego tego gówna... ja się na tym nie znam. Nie wiem, czy maska coś da, czy trzeba siedzieć tam z zegarkiem i spierdalać po jedenastu minutach. Ale jedno wiem. Jak już wszyscy się za tym tak uganiają, to chyba musi być sporo warte- Popatrzył na Woła.
                          -A ty mówiłeś, że zarobić można wszędzie. No to chyba mamy akurat miejsce, gdzie można zarobić konkretnie. Bartho jest upasiony jak jasna cholera. Za te notatki i telegramy pewnie też coś wysupła już, a jakbyśmy zdobyli cały ten projekt z Denver to Wół, ty byś sobie mógł potem zamieszkać gdzie ci się żywnie podoba, a Noa miałby nieograniczone materiały do tego co tam robi. Przy okazji pomścimy Grachama i resztę.- na koniec spojrzał z nadzieją na towarzyszy.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • NanatarN Niedostępny
                            NanatarN Niedostępny
                            Nanatar jako Noah Cohen
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #58

                            Taki był do przodu Nao, a jak wszystko zebrał do kupy to prawie nasrał w gacie. Ledwo opanował przyspieszony oddech, poczuł, że dłonie mu się pocą, a w gardle wciąż piach. Kilka razy gardło przepłukał, mając czas na przemyślenie swoich słów.

                            -Hm! Hym! - zakaszlał - Nie wiem czy chcę tam jeszcze schodzić po tym co się tu dowiedziałem. Tajemnica mnie kusi, ale cena wydaje się wysoka. - napił się wreszcie gorzałki i nabrał animuszu - Zbierzmy wszystko do kupy.
                            -Mamy ośrodek, ale nie mamy źródła. Nikt go nie znalazł, tak stoi w dokumentach i dlatego zatkali. Nie jest to odosobniony przypadek bo z podobnym zjawiskiem choć o mniejszym nasileniu spotkałem się w strażnicy.
                            -W raportach mowa o wystawieniu akustycznym. Może zatem odcięcie od bodźców akustycznych uczyni kogoś bezpiecznym. Jak to zrobić? Poprzez odcięcie zmysłu słuchu i ograniczeniu wystawienia głowy na inne fale akustyczne (dźwięki, nie koniecznie słyszalne dla ludzi). Trzeba by jakiś kask zbudować.
                            -Kluczowe byłoby zabezpieczenie. Raz związanie nurka liną, tak by nie mógł się odciąć, dwa, i to najważniejsze. Pilnowanie czasu. Jak dla mnie max to cztery minuty.
                            -Kolejna rzecz to dziennik zapisu, bo nurek może popaść w obłęd. Miernik fal akustycznych zamontowany tak, by nurek nie miał do niego dostępu. Tylko był nosicielem. Miernik z zapisem transmisji, nie wiem, czy możemy taki zrobić, Albo jakieś radio. Tam odbiornik tu miernik.

                            Znów się napił.

                            -Co o tym sądzicie?

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • LynxL Niedostępny
                              LynxL Niedostępny
                              Lynx jako Fruwacz
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez
                              #59

                              Fruwacz nie do końca czaił o co chodzi, ale chyba lepszego pomysłu nie było.
                              -Można spróbować, ale mamy na to materiały ?- nie do końca się orientował czy to dobre działanie. Średnio jażył to cało naukowe mambodżambo. On wiedział, że ludzie których chce odstrzelić też tego chcą dlatego chciał zdobyć to pierwszy.
                              -Mogę iść zobaczyć ten tunel ? Obiecuje się wycofać na pierwsze niepokojące sygnały.- popatrzył głównie w kierunku Woła jako tego kto potencjalnie będzie przeciw.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0
                              • NanatarN Niedostępny
                                NanatarN Niedostępny
                                Nanatar jako Noah Cohen
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                #60

                                Popatrzył na Fruwacza Noa i zagryzł usta.

                                -Sami nie jesteśmy w stanie tego zrealizować. Potrzebujemy pomocy tutejszych. Tak w skompletowaniu sprzętu jak i otwarciu przejścia.
                                -W starych papierowych opowieściach słyszałem o wosku w uszach, tak pewien bohater ratował się przed potworami, które wabiły śpiewem. Wiem, że to nie to samo, ale warto spróbować. - wstał, kontynuował - dźwięk to drgania powietrza. Jeśli strzeliłbym z rewolweru w małym pomieszczeniu z dzwonkiem, to nawet nie uderzając go pociskiem wprawiłbym go w drgania. Tak przenoszą się drgania w powietrzu. Dlatego nie wystarczy zatkać uszu, trzeba zabezpieczyć też cały czerep. Nałożyć na głowę coś jak wiadro, z grubym szkłem na oczach. Muszę tylko obliczyć jaki powinien mieć kształt.
                                -To dość niebezpieczne zadanie i chyba nie powinienem narażać nikogo poza sobą na wynik własnego eksperymentu. Kask będzie wszak moim eksperymentem. Bo jeśli dla ciebie Fruwacz jest to interes to ja robię to z samej ciekawości. Oczywiście boję się jak cholera.
                                -Może jasna rzecz pomóc. Znasz się na technicznych sprawach?

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • LynxL Niedostępny
                                  LynxL Niedostępny
                                  Lynx jako Fruwacz
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                  #61

                                  - Yyyy... z technicznych rzeczy to zakładałem wnyki na zwierzynę i w sumie to tyle. Od sprzętu i montażu itp. był Wół i inni.- Przyznał młodzian.
                                  -Jak potrzebny sprzęt to ten Bartho raczej sypnie, a może nawet któryś ze strażników do nas dołaczy. Widziałem jednego stał pośród wystrzelanego oddziału czarnych jakby nigdy nic.- zakończył wypowiedź. Nie za bardzo wiedział jak ma teraz pomóc. I Noa taki ciekwaski to liczył wciąż, że pójdą do Denver. Nagrodą dla niego to będzie jak wpakuje kule między oczy Czarnemu Komandorowi i Naczelnej Świętej Włóczni, a nie jakieś tam dobra materialne. Choć one zawsze spoko. Fruwacz przy okazji uznał, że ostatnio myśli za dużo i zdecydowanie za szybko.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0

                                  Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                  Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                  Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                  Zarejestruj się Zaloguj się
                                  Odpowiedz
                                  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                  Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                  • Najpierw najstarsze
                                  • Najpierw najnowsze
                                  • Najwięcej głosów


                                  • Zaloguj się

                                  • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                  Powered by NodeBB Contributors
                                  • Pierwszy post
                                    Ostatni post
                                  0
                                  • Kategorie
                                  • Ostatnie
                                  • Tagi
                                  • Popularne
                                  • Świat
                                  • Użytkownicy
                                  • Grupy
                                  • Strona startowa