Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Sesje Warhammer
  3. Rozgrywka
  4. Młot Wieków. Rekonesans Karak Varn
Młot Wieków. Rekonesans Karak Varn
GladinG
Gladin jako
Grungni
Mistrz Gry
ArchiwumXA
ArchiwumX jako
Fenni Khadinbat
DeklineD
Dekline jako
Othin „Zilfini” Angaztromm (Żelaznobrody)
WiredW
Wired jako
Hagrid „Rhyn” Grumsson
StalowyS
Stalowy jako
Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi (Piwodzierżców)

Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.

Młot Wieków. Rekonesans Karak Varn

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
karak varndawimłot wiekówwarhammerwarhammer 4edkrasnoludy
53 Posty 5 Uczestników 912 Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • ArchiwumXA Niedostępny
    ArchiwumXA Niedostępny
    ArchiwumX jako Fenni Khadinbat
    napisał ostatnio edytowany przez ArchiwumX
    #28

    Bracia-sesja.png

    Po skończonym przesłuchaniu than Logrim dał sygnał Fenni, aby dokonać egzekucji na goblinem. Krasnolud wyznaczony do tego dobył swego młota, następnie kopniakiem przewrócił skazańca, by rozbić dobytą bronią głowę. Gdy Khadinbat wykonał swe zadanie zauważył, że Brond, Hagrid i Othin wytaszczają balon w kierunku wyjścia z jaskinii. Po sprawności z jaką się do tego wzięli zauważył, że nie potrzebują pomocy i zaczął się uważnie rozglądać po jej wnętrzu zastanawiając się czy nie dałoby się przygotować jej do lepszej obrony. Gdy zauważył jakieś obiecujące fragmenty skały pilnie do nich podchodził, by bliżej je zbadać.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • WiredW Niedostępny
      WiredW Niedostępny
      Wired jako Hagrid „Rhyn” Grumsson
      napisał ostatnio edytowany przez Wired
      #29
      Hagird
      Hagrid „Rhyn” Grumsson

      ...

      21 Durgzet, 7035, po zachodzie słońca

      Obozowisko dawi na północny-wschód od traktu do Karak Varn w jaskini.
      Niebo pochmurne, początek nocy, pół dnia drogi na północ od Karak Varn.

      Hagrid zignorował goblina, i patrząc na cienie jakie dawały płomienie przed jaskinią zaczynał zastanawiać się nad taktyką najbliższej potyczki. Grobi, cóż, wcześniej mu nie wierzył to czemu miałby teraz, no i żaden szanujący się krasnolud nie będzie dobijał układów z grobi. Przodkowie na nas patrzą!

      - Twoja wola Thane'ie - zwrócił się do Logrima w khazalid - łże że nam pomoże, a o rusztowaniu już się wygadał, więc albo kończymy jego marny żywot teraz, albo któryś musi go wziąć ogłuszonego i zakneblowanego na plecy by nas do rusztowania doprowadził. Tak czy inaczej pora byśmy się zbierali, zanim wiatr się odwróci i nas zaczną tu wędzić tym ogniskiem przed jaskinią.
      - Othinie, Twe bystre oczy widziały dobre podejście do wspinaczki ponad jaskinię gdy tu wchodziliśmy? - zapytał bełciarza

      Gdy reszta z przesłuchujących z wyraźnym wyczekiwaniem patrzyła na Thane'a rodu Khadinbat Rhyn poszedł do balonu poodcinać sznury wiążące czaszę z koszem, wymontować koksownik i zapakować pozbierane do niego wcześniej paliwo.

      Niewiele myśląc, zawołał do siebie Tfardego:
      - Zasłużyłeś - rzekł w reikspiel odwiązując od niego linę i przymocowując ją sobie zwiniętą do plecaka.
      Dał mu też nowy bukłak - nie zgub tego, to Twoje picie - dodał - wychodzimy z jaskini. Trzymaj się blisko mnie.

      Drugi gobliński bukłak miał Fenn. Mając więc wolną torbę na ramię, włożył tam paliwo a koksownik, dyszę i inne elementy mechanizmu spalania i nasycania balonu ciepłym powietrzem zniszczył swoim mocarnym młotem, czym zwrócił na siebie uwagę innych.

      - Płachtę od balonu możemy użyć do zgaszenia ognia, ciężka jest, odetnie powietrze, a jak nie i zacznie się kopcić tym lepiej, powinna być impregnowana czymś co sprawia że się nie pali. Jak ogień zgaśnie i dym powstanie powinniśmy ruszyć, policzyć wroga, i jak się uda to wejść na górę, do tych cwaniaczków co nam żagiew podrzucili, wtedy liczba tuzinów grobi przed jaskinią nie będzie mieć znaczenia. Jak nie to przyjdzie nam się przedzierać pod osłoną nocy, ale mam jeszcze bomby. - wyłożył w khazalid swój pomysł na plan Rhyn.

      Po krótkiej naradzie dawi przystąpili do działania. Na wszelki wypadek Hagrid zostawił torbę z paliwem z boku wejścia, dalej od ognia, i w trójkę, z dwoma innymi krasnoludami wypchnęli wielką impregnowaną czaszę balonu dusząc płonące przed jaskinią gałęzie.

      Zgaszony ogień zmienił się szybko w rozchodzący się w około drażniący nozdrza swąd, w oddali dało się słyszeć jęk zawodu zielonoskórych.
      - Przynajmniej część z nich nie jest obok nas - rzekł zebranym w khazalid wracając po torbę z paliwem.
      Wyjął lunetę i zbadał okolicę, było ciemno, ale liczył że jednak coś ujrzy.

      - Głowy nie dam jednak ilu jest bliżej, ciemno jak w dupie, a zielona poświata od Mhornalhune jak już się zza chmur wychyli wiele nie pomaga w rozpoznaniu zielonych grobi - dodał Rhyn gdy inni się zebrali w pobliżu wyjścia gotowi do drogi.
      - Jak rozkażesz Thane'ie, ale na górze nas się na pewno nie spodziewają, a skoro weszli tam zrzucić nam ogień to znaczy że zejdziemy po drugiej stronie. Żelazołamaczy bym proponował posłać przodem, mogę komuś oddać swoją kuszę, ale dwóch dawi na dole z kuszami powinno pilnować wspinających się, a reszta obserwować podejście do jaskini i ochraniać kuszników. Następnie gdy pierwsi dadzą znać że teren czysty powinni wspinać się kusznicy, pojedynczo, by móc z góry osłaniać tych na dole i ich wspinaczkę. Ci bez kusz na górze mogą trzymać linę asekuracyjną, gdyby jednak zaatakowali podczas wspinaczki, to wchodzącego wciągniemy. - zaproponował norski żelazołamacz, jednocześnie patrząc na skały i oceniając jak szybko można by ten odcinek w górę pokonać, przeciwnik gdy zobaczy co robią pewnie zaatakuje, o ile zobaczy, wszak noc ograniczała ich tak samo jak nas.
      - Tfardy, dobrze się wspiniasz? - zapytał na koniec snotlinga w staroświatowym, rozważał przywiązanie do niego liny i wciągnięcie go gdyby była potrzeba.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • DeklineD Niedostępny
        DeklineD Niedostępny
        Dekline jako Othin „Zilfini” Angaztromm (Żelaznobrody)
        Obsługa Moderator
        napisał ostatnio edytowany przez
        #30

        Othin bardzo pilnie obserwował otoczenie, także lepiej niż większość towarzyszy, był świadomy tego co było na zewnątrz, gdzie i w jakiej odległości. Oczywiście było to myślenie z lekka życzeniowe, no i te małe zielone pokurcze, niestety, nie były aż tak głupie, żeby stać jak kołek, niemniej jednak Zilfini postanowił zbić ich pewność siebie ubijając jednego z nich, chociażby i strzelając na oślep.

        Noszenie balona niezbyt mu leżało,to też miał zamiar czym prędzej się z tego wykręcić. I to nie tak że się bał, po prostu miał najsłabszy pancerz i ambitny lecz zwariowany cel.

        Miast tego Othin miał zamiar ustawic się w miarę dogodnej pozycji, wychylic w momencie gdy poświata ognia zaszła za plachta materiału i oddać strzał, życzeniowy w swej celności. Następnie czym prędzej wyjść z jaskini zapełniającej się dymem, oczywiście za plecami któregoś ze zbrojnych.

        Discord nie jest dla mnie wiążący ani obligatoryjny. Chcesz coś ode mnie, to zawrzyj w poście.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • StalowyS Niedostępny
          StalowyS Niedostępny
          Stalowy jako Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi (Piwodzierżców)
          napisał ostatnio edytowany przez Stalowy
          #31
          Galeb
          Rhunki Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi




          |=Sprawa goblina została rozwiązana definitywnie.
          I bardzo, kurwa, dobrze.
          Po jawnym kłamstwie w sprawie znajomości człeczej mowy. Każda obietnica pomocy była upierdliwym brzyczeniem muchy. Fenni na rozkaz thana dokonał trepanacji czaszki młotem bojowym. Szkoda. Gnida powinna trochę pocierpieć przed zdechnięciem.

          Bliskość zagrożenia dodała Kowalowi energii. Wciąż był trochę niewyspany ale trudno - nie ma co się obrażać na świat. Założył hełm na głowę. Zapowiadała się kolejna bitwa tym razem jednak mieli na podorędziu większą siłę ognia i dobrą pozycję do obrony… chyba że…

          Towarzystwo rwało się do wyjścia na zewnątrz. W sumie mieli poniekąd rację - musieliby mieć niewiadomo jaki zapas amunicji by wydać goblinom bitwę dystansową. A z pewnością o to chodziło zielonym - przytrzymać dawi do przybycia wsparcia z karaku.

          Runiarz pomógł ogarnąć do końca pozwijanie obozu. Nie mówił więcej, dość było powiedziane. Postanowił razem z Logrimem ubezpieczać kuszników oraz wspinających się wojaków. Przypiął do przedramienia tarczą, młot zostawiając sobie na razie przy pasie by móc w miarę swobodnie zejść po stromiźnie gdy już młodzi uporają się do końca z balonem.

          W sumie zerwanie kontaktu z wrogiem idąc po górze było... niecodziennie i musiał przyznać rację że zieloni raczej się tego nie spodziewają. Acz czy będzie to skuteczne? Mieli sie przekonać.=|

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • GladinG Niedostępny
            GladinG Niedostępny
            Gladin jako Grungni
            napisał ostatnio edytowany przez Gladin
            #32
            Grungni (MG) @Gladin
            Grungni (MG)

            21. Durgzet, 7035, po zachodzie słońca.

            Jaskinia na zachód od Varn Drazh i około pół dnia drogi na północ od głównego wejścia do Karak Varn.
            Niebo zasnute chmurami, wiatr, ochłodzenie.

            – Zaraz! Zaraz! - krzyczał goblin. - Wiem jak wejść do skarbca Snagroga! To ja konstruowałem mu zamki!

            Fenni zatrzymał się spoglądając na thana.

            – Nie interesują mnie jego skarby. Interesuje mnie jego głowa - odpowiedział Hagrindrakk i skinął ręką. Żelazołamacz jednym ciosem zakończył mizerny żywot grobiego. Obserwujący scenę Tfardy się zafrasował, ale nic nie rzekł.

            – Gotowych ścieżyn tu nie ma - odparł pogranicznik na pytanie Grumssona o drogę w górę. - Ale wspiąć się w ten czy inny sposób zawsze można.

            Nie była to może taka odpowiedź, jaką Hagrid chciał usłyszeć. Ale mimo, że im nie będzie łatwo to i zielonemu tałatajstwu też nie. Zajął się tymczasem balonem, by go wspólnie wypchnąć na płonące gałęzie przed jaskinią. Tej operacji towarzyszyły okrzyki niezadowolenia zielonoskórych. Czający się za plecami żelazołamaczy Othin dosłyszał, że dochodzą one również z góry. Uniósł wzrok i dostrzegł kilkadziesiąt jardów powyżej 6 główek goblina nad doliną. Nie czekając wymierzył i wystrzelił trafiając jednego z nich, który zamachał rękoma a następnie runął w dół rozbijając się o skały. Wylądował z poszczególnymi elementami ciała ułożonymi pod tak dziwnymi kątami, że nie mogło być wątpliwości co do tego, że jest martwy.

            Othin odpisuje sobie z karty 1 bełt

            Pozostali przeciwnicy znajdujący się nad nimi pierzchli z pola widzenia. Angaztromm spokojnie przeładował kuszę, nucąc pod nosem starą krasnoludzką pieśń, która tym razem brzmiała tak: Sześć zielonych goblinów, na krawędzi stało... sześć zielonych goblinów, na krawędzi stało... nagle jeden w dół zleciał i tylko pięć ich na krawędzi zostało...

            Czasza balonu zrzucona na płomienie skutecznie je przytłumiła, ponownie zapanował mrok. Tym większy, że oczy potrzebowały chwili, by ponownie przyzwyczaić się do ciemności.

            – Fenbrond, ruszajcie pierwsi na górę - rozkazał Logrim. - Grumsson, ty z Othinem zabezpieczajcie ich przed zagrożeniem z góry. My - zwrócił się do Galeba - będziemy mieli oko na to, co się dzieje na dole.

            Khadinbatowie zaczęli wspinać się w górę. Ich pełne zbroje płytowe, tarcze, młoty, bagaże, wszystko to sprawiało, że wspinaczka nie była łatwa. Ale parli naprzód, Fenni wyraźnie wyprzedzając brata. Gdy był w połowie wysokości, zielonoskórzy w dole musieli go dostrzec, bo zaczęli wznosić okrzyki, a kilku wypuściło pociski z łuków, a jeden z nich lekko go drasnął

            Fenni odpisuje sobie z karty 1 punkt życia
            Mechanika

            Chwilę później, gdy znajdował się już prawie u szczytu, ostrożnie znad krawędzi głowę wychylił zielonoskóry tak, że znaleźli się może jeden jard od siebie. Przez moment zamarł w bezruchu po czym pisnął i zniknął z pola widzenia zanim ktokolwiek zdołał wystrzelić.

            Chwilę później Khadinbat wysunął się ponad krawędź, gdzie czekało na niego kilkoro przeciwników gotowych, by zepchnąć go w dół. Zanim zdążyli się na niego rzucić hurmem, uzbrojeni w miecze i włócznie, chwycił tarczę mocno w prawą dłoń i wbił się nią w najbliższego przeciwnika. Zaraz potem gobliny go zaatakowały, ale mógł się śmiać z ich nieduolnych ataków. Mimo, że miały przewagę liczebną, tylko jednemu z włócznią udało mu się go drasnąć.

            Fenni zużywa Punkt Determinacji! (odpisuje sobie z karty)
            Fenni przestaje być zmęczony
            Fenni zużywa Punkt Szczęścia (odpisuje sobie z karty)
            Fenni odpisuje sobie z karty 1 punkt życia

            Mechanika

            – Khazuk! - wykrzyknął nacierając ponownie, ale tym razem grobi cofnął się, by po chwili oddać cios. Skutecznie, chociaż w starci z gromrilem było to niczym ukąszenie komara. Stojący nieco dalej włócznik wykorzystał też ten moment, by dźgnąć swoją bronią, odnosząc jednak równie słaby efekt.

            Fenni odpisuje sobie z karty 1 punkt szczęścia
            Fenni zapisuje sobie na karcie 1 punkt zepsucia za mroczny pakt
            Fenni odpisuje sobie na karcie 2 punkty życia

            Żelazołamacz rzucił okiem za siebie, wypatrując brata, ale nie było go jeszcze widać. Miał nadzieję, że nie spadł w dół. Nie mógł mu poświęcić jednak w myślach więcej czasu, by nie popełnić błędu wobec tak licznego wroga.

            – Hagrid! - odezwał się than słysząc okrzyk bojowy ziomka. - Ruszaj w górę, możesz się tam przydać. Othin! Pilnuj, by żaden grobi im kamieni na głowę nie zrzucał.

            Grumsson, który do tej pory tak jak i Angaztromm stał z napiętą kuszą, czekając tylko okazji, aby strącić kolejnego nieopatrznego grobi, zapiął broń nawet jej nie rozładowując i zaczął się piąć w górę.

            Mechanika

            Gdy starszy z braci był już prawie na górze, jedna ze strzał, którymi raziły go gobliny, trafiła go w ramię omijając płyty zbroi. Rana nie była jednak poważna, toteż wspiął się na poziomy fragment góry i dostrzegł, w jakich opałach był jego brat. Szczególnie wiele kłopotów sprawiał mu jeden z włóczników, który korzystając z przewagi liczebnej wraził swoją włócznię między płyty gromrilu raniąc Khadinbata wyjątkowo mocno.

            Fenni odpisuje sobie na karcie 8 punktów życia
            Brond stracił 1 punkt życia, strzała tkwi mu w ramieniu

            Mechanika

            – Na Grimnira! - wykrzyknął Fenni i rozłupał w złości jednego z przeciwników swoją tarczą.

            – Na Grimnira! - zawtórował mu Brond i wyciągnąwszy swój młot przybiegł do boku brata, chroniąc jego prawą flankę i nacierając na wyjątkowo zwinnego zielonoskórego z mieczem, który wywijał się spod krasnoludzkich ciosów. Teraz, gdy Khadinbatów było dwóch, miał z tym większe problemy i cudem tylko uniknął obrażeń. Młot Bronda zawadził o skórzany pancerz stwora i po prostu rozerwał go na kiepskich goblinich szwach, pozbawiając go osłony na jego chudym, zielonym korpusie.

            Wraz z dotarciem na górę brata, walka przybrała odmienny wygląd. Nadal gobliny kąsały zadając drobne rany Fenniemu, ale wkrótce zginął z jego ręki drugi z goblinów, zaraz za nim trzeci. Dla dwóch pozostałych było tego już za wiele i jak na komendę odwróciły się plecami do zabójczego żelazołamacza i próbowały uciec. Krasnolud skorzystał z tego, że wróg odwrócił się plecami. Położył trupem jednego z nich, drugiego niestety tylko ranił. Goblin uciekał ile sił w nogach i pewnie by mu się to udało, gdyż w uciekaniu przed krasnoludami byli doskonali. Nie wiedział jednak, że za chwilę na górę wdrapie się Hagrid.

            – Tam, jeden ucieka- wskazał mu zielonoskórego Brond. Rhyn obrzucił pobojowisko spojrzeniem orientując się w sytuacji. Wyciągnął kuszę już gotową do strzału, uspokoił oddech po wspinaczce, wycelował i wystrzelił...

            Pocisk uniósł małego zielonskórego w powietrze, zakręcił nim i powalił znowu na skałę. Dla pewności Brond ruszył sprawdzić, czy nie trzeba go dobić, a Grumsson przeładował broń. Drugi Khadinbat tymczasem sprawdzał pozostałych zielonoskórych, czy który z nich jeszcze nie żyje.

            Pozostali na dole krasnoludowie czekali niecierpliwie nie wiedząc, co się na górze dzieje. Than zwlekał z wysłaniem Othina na górę. W końcu jednak Hagrid pojawił się, dał znać, że wszystko ok i stanął u góry z kuszą wycelowaną w przedpole. Bracia Khadinbatowie w międzyczasie zajęli się tłumieniem płomieni, które zbytnio oświetlały krasnoludy ułatwiając zadanie wrogom.

            Fenni odpisuje sobie na karcie 3 punkty życia
            Hagrid odpisuje sobie na karcie 1 bełt

            Teraz pogranicznik rozpoczął swoją wspinaczkę. Też znalazł się pod ostrzałem goblinów, ale gdy tylko Ci ujawnili w ten sposób swoje pozycje, Hagrid pierwszym strzałem położył jednego z nich trupem. Przynajmniej taką miał nadzieję, bo łucznik więcej nie wychylił się zza kamienia. Całkiem możliwe, że po tym, jak oberwał, nie chciało mu się dalej strzelać. Po strzale przeładował swą broń i spokojnie namierzając kontynuował ostrzał. Othin niezraniony dotarł na samą górę i również sięgnął po swoją broń.

            Asekurowani przez dwóch strzelców w końcu i długobrodzi zaczęli się piąć wzwyż, a wraz z nimi snotling. Jedna strzała utkwiła w barku Logrima zanim Hagrid zdjął strzelca. Pozostały z łuczników schował się za skałę i nie wychylał więcej swego zielonego nosa.

            W tym czasie pozostali żelazołamacze przeszukali martwe gobliny, ale nie znaleźli przy nich nic wartego zainteresowania.

            Hagrid odpisuje sobie na karcie 3 bełty

            W końcu cała szóstka dotarła na górę i miała okazję zapoznać się z sytuacją. Raz jeszcze z góry przepatrzyli okolicę, starając się policzyć gobliny. Księżyc nie oświetlał terenu ale na tyle, na ile dało się zauważyć, na pewno trochę ich było. Wydawało się, że więcej niż dwa tuziny. Ale raczej chowały się przyczajone i nie wychylały.

            Tymczasem była wczesna noc. Znajdowali się niedaleko celu podróży, ale byli odkryci i oddaleni od szlaku. Trzeba było zdecydować, co dalej. Powrót na szlak czy to kierując się na zachód czy wzdłuż jeziora na północ był możliwy. Ale co wtedy? Co dalej? Czy pod osłoną nocy udałoby się im dotrzeć pod samą twierdzę i znaleźć schronienie z widokiem na Karak Varn? Tam zaplanować dalsze kroki?

            Mogli też spróbować okrążyć twierdzę od wschodu i południa ale z tego, co wiedzieli, musieliby wspinać się po stromych skałach wprost pod twierdzą. Gdyby w tej sytuacji zostali przyuważeni przez wroga, byliby łatwym celem i bezbronni na ścianie skalnej.

            Dalej na zachód, po drugiej stronie szlaku winny się znajdować wejścia do starych nieczynnych kopalni. Oryginalnie nie były one połączone z Karakiem, ale mogły stanowić miejsce do zgubienia przeciwnika, odzyskania sił i zaplanowania, co dalej?


            Sesja Karak Varn | Gladinhammer

            A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            0
            • WiredW Niedostępny
              WiredW Niedostępny
              Wired jako Hagrid „Rhyn” Grumsson
              napisał(a) ostatnio edytowany przez Wired
              #33
              Hagird
              Hagrid „Rhyn” Grumsson

              ...

              21 Durgzet, 7035, po zachodzie słońca

              Nad jaskinią na wschód od traktu do Karak Varn.
              Niebo pochmurne, początek nocy, chłodno i ciemno.

              Hagrid rozejrzał się po okolicy i pochwalił siebie i towarzyszy
              - No no, tu pięciu, a tam z dwa tuziny, dobry wybór.
              - Co teraz panowie? Ta zgraja raczej za nami nie pójdzie, ale pewnie niejedna banda w okolicy już o nas wie.
              - Na zachód od głównego szlaku do twierdzy powinny być jakieś stare kopalnie, Othin na pewno wie gdzie skręcić, racja Othinie?
              - Do tuneli za nami nie wejdą, chyba że im śmierć miła, dobrze wiedzą co trzech żelazołamaczy może im zrobić w wąskiej gardzieli sztolni, choćby ich kantuz nacierało.
              - Noc ciemna, jak dobrze pójdzie to nawet nie będą wiedzieć że tam jesteśmy. Zresztą, każda dawi kopalnia ma więcej niż jedno wyjście, więc po kilku dniach odpuszczą sobie poszukiwania, a jakby nam Valaya pobłogosławiła to i ukryty tunel do Karaku znajdziemy - rozmarzył się Rhyn.
              - Nie wiem jak Wy, ale ja mam już szczerze dość tej powierzchni - żachnął się Hagrid i splunął na ziemię.

              Czekał co powiedzą towarzysze, a szczególnie Thane, sam nie widział powodu by spieszyć się do Karaku. Kopalnie dawały szansę zgubić pościg, przegrupować się i chociaż sensownie zastanowić nad tym jak do twierdzy się dostać gdy w około tylu grobi. Nadzieja na podziemne przejście do twierdzy wcale też nie była płonna, choć równie dobrze dany odcinek tuneli mógł być zawalony lub zalany. Alternatywą było kierowanie się w stronę murów i próba dostania do Karaku przed świtem, ale każdy dzień na powierzchni zwiększał szansę na kolejną potyczkę na otwartym terenie i ryzyko że nie znajdą schronienia, ścigani przez kolejne bandy zielonoskórych.

              Niezależnie od decyzji, gdy wyruszyli w drogę podszedł do Tfardego i lekko, w swoim mniemaniu, zdzielił go opancerzoną rękawicą w potylicę hełmu.
              - To za brak odpowiedzi na dole - wyjaśnił w reikspiel.
              - Bym Ci pomógł w wspinaczce. Ale muszę wiedzieć wcześniej czy pomoc potrzebna - dawi mówił wolno by snotling na pewno zrozumiał, po czym spojrzał na małego czy w ogóle ogarnia co do niego mówi i za co oberwał.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • ArchiwumXA Niedostępny
                ArchiwumXA Niedostępny
                ArchiwumX jako Fenni Khadinbat
                napisał(a) ostatnio edytowany przez ArchiwumX
                #34

                Bracia-sesja.png

                Gdy Khadinbatowie zakończyli gaszenie ogniska Fenni podszedł do Bronda i wskazał na raniony strzałą bark, aby brat mu je nadstawił, aby móc wyjąć feralny pocisk z ciała. Gdy już skończył powiedział - Dobra robota! - mając jeszcze świeżo w pamięci jak niewiele dzieliło go od śmierci. Świadomość ta nakazała mu, aby po odczekaniu gorącej fazy walki z wrogiem, znaleźć miejsce, gdzie mógłby przysiąść i się podleczyć. Jednakowoż, gdy reszta dawi dotarła na fortpoczty zauważył, że than Logrim jest otrzymał kolejną ranę i jego stan jest nie lepszy niż jego własny. Biorąc to pod uwagę próbę leczenia siebie poprzedził dyskretnym podejściem do przywódtcy, aby zaoferować mu, aby pozwolił się mu trochę połatać.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • DeklineD Niedostępny
                  DeklineD Niedostępny
                  Dekline jako Othin „Zilfini” Angaztromm (Żelaznobrody)
                  Obsługa Moderator
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #35

                  00785512-3e7b-48f5-87cb-5112825483a6-image.png

                  Othinowi udało się dostać na górę bez szwanku. Postanowił uważać, że ów fakt jest jego własną zasługą, ponieważ to on ustrzelił skubańca wykorzystując odpowiedni moment i to dzięki temu reszta się rozpierzchła.

                  - Coś mi tam świta
                  Odpowiedział na pytanie Hagrida
                  - Jesteśmy wyżej to prościej nam będzie określić.

                  - No i tak ogólnie w sprawie dalszej drogi to lepiej nam się trzymać grani. Spokojniej będzie, lepszy pogląd również na ścierwo no i ... łatwiej trasę planować niźli w korytarze się pchać gdzie może i obrona łatwiejsza, ale i utknąć możemy na dni kilka, bo w zły korytarz uderzymy.

                  Ostatni argument był wymyślony trochę na prędce, Zilfini po prostu lepiej się czuł na powierzchni, wiedział że tu ma przewagę, pancerz, kusze i celne oko, gdzie pod ziemią już tak łatwo może nie być. no i te powietrze, takie zatęchłe. Z drugiej strony zdawał sobie sprawę że może zostać przegłosowany, także dodał jeszcze:

                  - No i jednak szybciej dojdziemy górą niż dołem. Same plusy, tak plusy, nie krzyże.

                  Discord nie jest dla mnie wiążący ani obligatoryjny. Chcesz coś ode mnie, to zawrzyj w poście.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  0
                  • StalowyS Niedostępny
                    StalowyS Niedostępny
                    Stalowy jako Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi (Piwodzierżców)
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Stalowy
                    #36
                    Galeb
                    Rhunki Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi


                    Wspiąwszy się na skały Galeb rozejrzał się po pobojowisku. Skinął głową na znak aprobaty i spojrzał w niebo.

                    Nie bał się omenów.

                    Ludzie na widok zielonego księżyca panikowali. Po prawdzie to było przed czym bo blask tego złowieszczego skurwiela powodował ekstazę u chaosytów i pokrewnych. Pchał zło do wyjścia z nory i robienia rzeczy strasznych. W bezpośrednim sąsiedztwie Czarnej Wody mogli być bardziej zagrożeni. Na szczęście były chmury - to zdecydowanie ograniczało zgubny wpływ zielonkawego światła na żywe istoty.

                    - Mamy trzech ekspertów od walki podziemnej więc w kopalni powinniśmy sobie lepiej radzić niż na powierzchni. I zgadzam się że jest bardzo duża szansa na przejście między kopalnią a Karakiem - stwierdził - Natomiast w jakim jest stanie, jaka część jest zasypana i co tam może siedzieć, to same niewiadome. Warto jednak spróbować.

                    - Tak Othinie zdecydowanie z grani będzie dobry widok, lecz jeżeli się rozpogodzi będziemy widoczni. Lepiej dobrze okryjmy się płaszczami i idźmy uważnie. Grobi zostali z tamtej strony i pewnie minie chwila zanim postanowią tu wejść i sprawdzić. Powinniśmy do tego czasu odejść jak najdalej się da lub przejść na bardziej osłoniętą ścieżkę bo niewątpliwie będą nas śledzić.

                    Galeb wziął do ręki tarczę i wyjrzał na sytuację przed jaskinią by było jasne że jeszcze tu stoją.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • GladinG Niedostępny
                      GladinG Niedostępny
                      Gladin jako Grungni
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Gladin
                      #37
                      Grungni (MG) @Gladin
                      Grungni (MG)

                      21. Durgzet, 7035, noc.

                      Zachodnie wybrzeże Varn Drazh, około pół dnia drogi na północ od głównego wejścia do Karak Varn.
                      Niebo zasnute chmurami, wiatr.

                      – A ty Fenni, coś taki wyrywny? Uważaj, bo jeszcze medykiem zostaniesz - zaśmiał się Logrim, ale nie wzbraniał się przed opatrunkami.
                      – A gdzie tam, thanie - zawtórował śmiechem Khadinbat. - Zostawmy to zadanie rhinn. Ale w tunelach krasnolud uczy się tego i owego, aby wspomóc towarzyszy.
                      – Brond też? - zainteresował się Hagrindrakk.
                      – Nie, mój panie - odpowiedział wspomniany. - Ja do takich delikatnych prac niezdolnym. Rąbać to i owszem. Składać na nowo, nie za bardzo.
                      – Hmm... - zadumał się Kazrikson.

                      Mechanika
                      Fenni udane testy leczenia. Brond ma wyciągnięta strzałę.
                      Fenni odzyskuje 6 punktów życia.
                      Logrim odzyskuje 9 punktów życia.

                      – No, z ciebie mógłby być medyk jak się patrzy - rzekł po skończonym opatrunku than. - Czuję się, jak nowy - pochwalił swego podwładnego.

                      justified paragraph

                      – Przeklęte grobi - warknął ponownie Logrim wysłuchując opinii towarzyszy. - Snują się po pradawnych terenach dawi. Ubolewa ma serce, że krasnolud niczym kłusownik musi się przemykać! Ale zobaczycie! Gdy ubiję Snagroga, cała reszta kłócić się zacznie między sobą, albo rozpierzchnie.

                      – Jesteśmy pół nocy drogi od Karaku, a przeciwnik rzuca nam co i rusz kłody pod nogi. Na Grungniego, jestem cierpliwy, jak każdy z nas, ale i krasnoludzka cierpliwość ma swoje granice.

                      – Jednak moment jej wyczerpania się jeszcze nie nadszedł - westchnął. - Raz jeszcze spróbujemy odzyskać siły i przygotować się. Idziemy na zachód. Nie jesteśmy daleko od miejsca, gdzie starliśmy się z wilczurami. Tworzyliśmy wtedy fałszywe ślady w stronę ludzkiego imperium, by zmylić grobi.

                      – Użyjemy ich teraz ponownie. Zielonoskórzy pewnie je sprawdzili do tej pory i nie wpadną na to, by przeszukiwać je raz jeszcze. Nie wpadną na to, że ślady, jakie ewentualnie tam zostawimy, będą nowsze od tych, które były tam wcześniej. Ruszajmy.

                      Ciemność nocy sprzyjała ich zamierzeniom. Dopóki ktoś się bezpośrednio nie znajdzie na ich drodze, powinni przemaszerować niezauważeni. Szli więc wybierając drogę tak, aby przy nagłym pojawieniu się światła Mhornalhune nie byli widoczni z dołu. W końcu doszli do miejsca, gdzie pasmo górskie zakręcało w stronę północy. W dół, ku zachodowi, prowadziło zejście w stronę traktu. Zatrzymali się, by rozeznać w sytuacji. Wsłuchali w noc, która nie była całkiem cicha. Od strony Karaku niosły się przez noc dźwięki obce, ale mało wyraźne.

                      Hagrid przepatrzył teren przy użyciu lunety wykorzystując momenty, gdy księżyc przebijał się przez chmury. Krasnolud starał się określić miejsce, w którym winni zejść. Brakowało na szlaku goblinich głów nabitych na paliki. Albo byli w złym miejscu, albo ktoś je sprzątnął.

                      – Szukaj tych ich szałasów - rzekł na tę wieść than. - One były rozstawione dość regularnie. Potrzebujemy znaleźć miejsce, gdzie odstęp między dwoma obozowiskami jest większy, niż powinien. To będzie miejsce, gdzie walczyliśmy.

                      Ale i ta wskazówka nie była przydatna. Mimo lunety Rhynowi udało się dostrzec tylko dwa szałasowiska. Jedno znajdowało się na lewo od ich położenia, na południe, w stronę karaku. Drugie na prawo od nich. Nie miał więc jak stwierdzić, czy między tymi dwoma brakuje tego, które zniszczyli, czy może po prostu w tym miejscu nigdy się ono nie znajdowało i są nie tam, gdzie trzeba.

                      Za to przy południowych szałasach dostrzegł kilka interesujących ich rzeczy. Po pierwsze, kręciły się tam sylwetki grobi, a dzięki skalom na lunecie mógł oszacować odległość od szałasów na jakieś 3 mile. Ale co więcej, w poprzek traktu zbudowana została jakaś zapora, wykonana z pni drewnianych i na wysokość człowieka.

                      Starał się policzyć goblinie sylwetki, ale ich ruchliwość, stałe i zmienne oświetlenie, a także wąskie pole widzenia spowodowane użyciem lunety nie ułatwiały mu tego zadania. Oszacował, że kręci się ich tam z tuzin. Ale ponieważ wchodziły za barykadę i wychodziły zza niej, nie wiedział, czy to te same gobliny, czy może różne i jest ich w rzeczywistości więcej.

                      Szałasy od strony północnej wydawały się opuszczone. Nie dostrzegał tam żadnego ruchu. Na tyle, na ile potrafił oszacować, mieli do nich może ze dwie mile.


                      Sesja Karak Varn | Gladinhammer

                      A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • DeklineD Niedostępny
                        DeklineD Niedostępny
                        Dekline jako Othin „Zilfini” Angaztromm (Żelaznobrody)
                        Obsługa Moderator
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #38
                        text alternatywny
                        Othin "Zilfini" Angaztromm

                        - Hem, hem ... - westchnał Othin.
                        - Za cholerę nie wiem czy to to samo miejsce, ale skoro tamten obóz jest opuszczony a ten pełny to myślę że warto po tym pustym przejść, a żeby nas jednak nie szczapili to trza ich odciągnąć. Mógłbym kopsnąć się na ich tyły, rozpalić jakieś małe ognisko i nawiać do Was. Myślę te głupole za ogniem pójda, a my w ten czas czmychniemy. No a jakby się nomen omen gorąco robiło, to najwyżej ich w plecy siekniecie, łatwiej będzie. No i wiadomo, dobry goblin to martwy goblin. Poza tym... może i by się udało, przy odrobinie szczęścia, zajrzeć cóż oni tam konstruują.

                        Discord nie jest dla mnie wiążący ani obligatoryjny. Chcesz coś ode mnie, to zawrzyj w poście.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        0
                        • ArchiwumXA Niedostępny
                          ArchiwumXA Niedostępny
                          ArchiwumX jako Fenni Khadinbat
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez ArchiwumX
                          #39

                          Bracia-sesja.png

                          Słysząc komplement thana Logrima Fenni prawie, że zarumienił... Aczkolwiek działał w najlepiej pojętym interesie krasnoludzkim to coraz z trudniej utrzymywać w dyskrecji, że jego umiejętności na tym polu to coś więcej niż doświadczenie z tuneli. Ilość walk jaka ich tu zastała przekraczała to czego się spodziewali i jeszcze gobliny nie wiedzą co to higiena, więc tylko patrzeć jak któryś z towarzyszy złapie jakieś paskudztwo!

                          Gdy już odsapnął po desperackiej walce i odgonił ponure myśli Othin kończył wykładać swój plan... - Dobrze prawisz! - odrzekł Khadinbat - Warto tylko, żebyś co kilka godzin przepatrzył tą swoją lunetą czy nie zaszły tam jakieś zmiany.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • WiredW Niedostępny
                            WiredW Niedostępny
                            Wired jako Hagrid „Rhyn” Grumsson
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez Wired
                            #40
                            Hagird
                            Hagrid „Rhyn” Grumsson

                            ...

                            21 Durgzet, 7035, po zachodzie słońca

                            Nad jaskinią na wschód od traktu do Karak Varn.
                            Niebo pochmurne, początek nocy, chłodno i ciemno, wiatr doskwiera.

                            - Dreng tromm - skwitował słowa Logrima ze smutkiem w głosie Hagrid. Jego serce też bolało widząc ile zielonego łajna biega po terenach między dwiema wielkimi twierdzami dawi, a sam Karak Varn to przecież była jedna z świetniejszych i bogatszych twierdz, gdyby nie trzęsienia ziemi i podtopienie od strony kopalni to by pewnie nie upadła. Wróg wykorzystał okazję.

                            - Odciągnąć? - zdziwił się Rhyn na słowa Othina - oni są 3 mile stąd, w tak ciemną noc gówno widać na taką odległość, nawet z lunetą - pożalił się.
                            - Nie kombinujmy, co prawda nie widzę tych szałasów co rozwaliliśmy je walcząc z wilczurami, ale co w szałasach co wydają się puste tam na północnym wschodzie też nie wiemy. Ja bym proponował iść prosto, między szałasami, to są nadal spore odległości a noc ciemna, tam powinny być góry, wzdłuż nich dojdziemy do wejścia do kopalni, jednocześnie omijając te gobliny co próbują zablokować szlak w stronę Karak Varn. W sumie dobre pytanie co robią, bo przecież do gór tej zapory nie pociągną... chyba - rzekł chociaż nie był wcale tego pewien, drewna w około było sporo. - Jak będziemy po stronie kopalni to możemy się im lepiej przyjrzeć.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • StalowyS Niedostępny
                              StalowyS Niedostępny
                              Stalowy jako Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi (Piwodzierżców)
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez Stalowy
                              #41
                              Galeb
                              Rhunki Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi

                              - Blokują drogę… - odezwał się Galeb - bo myślą że za nami idzie armia. Innego powodu dlaczego drogę blokować nie widzę.

                              I jemu nie w smak było już teraz potykać się jak ledwo odpoczęli i uniknęli zasadzki goblinów.

                              - Tak. Trzeba nam najszybciej dostać się na teren gdzie nie będziemy widoczni z daleka. Pójście prosto ma sens póki jest ciemno. I rzeczywiście wygląda na to że wyszliśmy gdzieś indziej niż schodziliśmy z drogi.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0
                              • GladinG Niedostępny
                                GladinG Niedostępny
                                Gladin jako Grungni
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez Gladin
                                #42
                                Grungni (MG) @Gladin
                                Grungni (MG)

                                21./22. Durgzet, 7035, północ.

                                Trakt pół dnia drogi na północ od głównego wejścia do Karak Varn.
                                Niebo zasnute chmurami, wiatr, zimno.

                                Po drugiej stronie traktu zbocze opadało łagodnie ku zachodowi, w stronę imperium. Wszędzie widać było ślady po wycince drzew, a oni maszerowali po otwartym terenie. Ciężki chmury, które zasnuwały niebo było tym razem ich sprzymierzeńcem. Temperatura powietrza znacznie się obniżyła, a od południa nadciągała burza. W oddali widać było błyski, a grzmoty docierały do uszu z dużym opóźnieniem.

                                W chwilach rozbłysku dało się na horyzoncie dostrzec mury Karak Varn, oni jednak zmierzali gdzie indziej. Przyspieszyli kroku raz, by się bardziej rozgrzać, a dwa, mając nadzieję, że zdążą przed deszczem. Nikt z nich nie chciał przemoknąć, a do tego Othin obawiał się, że na mokrej ziemi łatwo będzie znaleźć ich ślady.

                                Powoli skręcali coraz bardziej ku południu licząc na to, że przetną szlak do kopalni. Nie wiedzieli, kiedy ostatnio był używany, ale był dziełem rąk krasnoludzkich. Choćby i od stu lat nikt nim nie uczęszczał, powinien być rozpoznawalny nawet w środku nocy.

                                I nie zawiedli się. Kiedy noc osiągnęła swój szczyt, stanęli nogami na dziele przodków.

                                – Dobra nasza - ucieszył się Brond. - Ruszmy się, a zdążymy przed deszczem.

                                Ponieważ byli co do tego zgodni, nie tracili czasu na rozmowy. Wejście do kopalni pojawiło się niedługo potem w postacie dużego otworu tworzącego sklepiony plac. Zbliżali się doń ostrożnie, z rozwagą wypatrując niebezpieczeństw. Było jednak pusto. W tym momencie z ciężkich, nabrzmiałych chmur lunął zimny deszcz, siekąc już po chwili górską glebę tak, jakby toczył z nią wojnę.

                                W miejscu, w którym się znajdowali, byli chronieni przed przemoknięciem, ale zarówno zimno jak i wiatr wnikało im pod pancerze. Głębiej w skale osadzone były solidne drzwi krasnoludzkiej roboty, na których założone były trzy metalowe sztaby, które trzeba było zdjąć, by dostać się do środka. Nad wejściem runicznym pismem wyryty był w skale napis:

                                a
                                text alternatywny
                                Khazid Aldum

                                W nagłych rozbłyskach piorunów można było jeszcze dostrzec wychodzące spod drzwi tory kolejowe, wpuszczone w skalne podłoże tak, że nie wystawały ponad nie nic a nic. Tory kończyły się w środku sklepionego wejścia, w którym się znajdowali.

                                Wtem podmuch zimnego wiatru z zewnątrz przeniknął pod ich pancerze, przejmując ich przenikliwym zimnem i wywołując gęsią skórkę.


                                Sesja Karak Varn | Gladinhammer

                                A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • DeklineD Niedostępny
                                  DeklineD Niedostępny
                                  Dekline jako Othin „Zilfini” Angaztromm (Żelaznobrody)
                                  Obsługa Moderator
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                  #43
                                  text alternatywny
                                  Othin "Zilfini" Angaztromm

                                  - Brrr ... O jacie wale, do gaci mi zaciekło nieco. - Othin krótko skwitował deszcz oraz zimny wiatr, po czym podszedł do wrót.

                                  - Hem, hem, cóż... - powiedział sam do siebie, po czym zaczął badać konstrukcje cal po calu, uprzednio sprawdzając czy te małe $%^@%@! nie ustawiły w wejściu jakiej pułapki, czort ich wie na jakie głupie pomysły mogliby wpaść.

                                  Zilfini zdjął ciężkie rękawice aby lepiej wyczuć po palcami wszystko czego mógłby się dowiedzieć. Chciał zbadać czy mechanizmy były ostatnio używane, czy się nie zapiekły, lub czy może bracia nie zablokowali wrót w inny sposób. Angaztromm miał plan delikatnie podnieść nawet każdą ze sztab aby sprawdzić ich ruchomość, póki co nie zdejmując ich stałe - czort wie co jest po drugiej stronie. Miał zamiar sprawdzić również zawiasy - ślady smaru lub rdzy mogły dużo powiedzieć. Na ostatek Othin zostawił sobie sprawdzenie, czy wrota wyposażone są w jakikolwiek rodzaj zamka oraz sprawdzić jego stan.

                                  Discord nie jest dla mnie wiążący ani obligatoryjny. Chcesz coś ode mnie, to zawrzyj w poście.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • ArchiwumXA Niedostępny
                                    ArchiwumXA Niedostępny
                                    ArchiwumX jako Fenni Khadinbat
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez ArchiwumX
                                    #44

                                    Bracia-sesja.png

                                    - Aczkolwiek warunki są przykre - mruknął Fenni do Othina- lecz chwalebnie nie zapomniałeś o przezorności. - następnie spojrzał na brata i powiedział - Warto także też przypilnować naszych tyłów, gdy Othin sprawdza wrota. - co powiedziawszy chwycił swój młot, aby się trochę rozgrzać i jednocześnie jasno znać, że zgłasza się na zaproponowaną wartę.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    0
                                    • StalowyS Niedostępny
                                      StalowyS Niedostępny
                                      Stalowy jako Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi (Piwodzierżców)
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                      #45
                                      Galeb
                                      Rhunki Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi

                                      - Dobrze że lunęło teraz. Deszcz całkiem rozmyje ślady i spłucze nasz zapach. Dowiedzą się że tu weszliśmy dopiero jeżeli któryś wpadnie by tu sprawdzać.

                                      Zabezpieczenie wskazywało że zieloni nie mieli ochoty eksplorować i eksploatować kopalni. Oczywiście były dużo bardziej pesymistyczne opcje takie jak to że w środku coś uwięziono. Wolał jednak nie wypowiadać głośno takich rzeczy by nie straszyć młodych. Profilaktycznie postukał jednak palcem o trzonek młota. Zdjął hełm, naciągnął kaptur na czoło, by trochę osłonić się nim przed wiatrzyskiem i wilgociom.

                                      - Dobra myśl, głupio by było przez niefrasobliwość mieć ogon. Sprawdzę czy nie ma dodatkowych pieczęci.

                                      Potarł koniuszki palców i zbliżył się do wrót. Podobnie jak Othin zdjął rękawice ale skupił się na szukaniu czegoś całkiem innego i bardziej nieuchwytnego.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      0
                                      • WiredW Niedostępny
                                        WiredW Niedostępny
                                        Wired jako Hagrid „Rhyn” Grumsson
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Wired
                                        #46
                                        Hagird
                                        Hagrid „Rhyn” Grumsson

                                        ...

                                        22 Durgzet, 7035, trochę po północy

                                        Wejście do kopalni Khazid Aldum.
                                        Niebo zasnute chmurami, wiatr, zimno, zaczyna się silna burza.

                                        - Ai, Rhunki dobrze mówi, ulewa zmyje nasze ślady - przytaknął Hagrid zadowolony z obrotu sytuacji i tego jak bez problemu dotarli do pamiętanej z map kopalni.

                                        - Czego Wy szukacie? - zdziwił się Rhyn - coś powinniśmy wiedzieć o tych drzwiach lub tym miejscu? - zwrócił się do tych badających z dziwną dokładnością zwykłe zaryglowane drzwi, pytająco spojrzał też na Logrima. Liczył, że jeśli ktokolwiek coś wie to będą to długobrodzi, ale Othin pierwszy wyrwał się do macania wejścia.
                                        - Zwykłe drzwi zamknięte sztabami metalu, pewnie zbyt ciężkimi by byle grobi mógł je zdjąć - ocenił.
                                        - Dajcie znać jak skończycie to z Brondem i Fennem weźmiemy te sztaby, najlepiej wnieśmy je do środka i zostawmy gdzieś w głębi, co by nas nikt nie zaryglował - zaproponował dawi z Norski.

                                        Czekając na komendę wraz z Fennem oglądał okolicę, próbując z lunetą dzięki błyskom dostrzec więcej budowli i policzyć gobliny, które się wokół niej kręciły.
                                        - może i armii... - przypomniał sobie i powtórzył słowa Kowala Run - pytanie czy naszej, pamiętaj Galebie, że masową wycinkę drzew zaczęli zanim tu przybyliśmy, możliwe więc że nie ma to nic z nami wspólnego, a po prostu szykują się do wojny. Pytanie z kim...

                                        - Tfardy - zwrócił się do snotlinga w reikspiel - słyszałeś coś o nadchodzącej bitwie lub wojnie? Snagrog planował podbój lub obronę przed kimś samej twierdzy? - zapytał Rhyn dzieląc zdania i zadając pytanie wolno by snotling się nie pogubił.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        0
                                        • GladinG Niedostępny
                                          GladinG Niedostępny
                                          Gladin jako Grungni
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez Gladin
                                          #47
                                          Grungni (MG) @Gladin
                                          Grungni (MG)

                                          22. Durgzet, 7035, po północy.

                                          Wejście do kopalń Khazid Aldum.
                                          Ciemno, zimno, burza, wiatr, pioruny.

                                          Othin metodycznie szukał pułapek mimo, że zapewne żelazołamacze mieli większe doświadczenie w zabezpieczeniach przy drzwiach blokujących wejścia do podziemi. Galeb poszukiwał rzeczy niewidzialnych dla oka. Ani jeden, ani drugi nie znalazł nic niezwykłego. Chociaż... może? Rhunki odnosił wrażenie, jakby... jakby znalazł się w miejscu gdzie było nieco mniej złej, obcej magii w powietrzu. Poczuł się trochę tak, jak ktoś, kto po tym, gdy przebywał długo w pomieszczeniu i nie czuł zastałego powietrza, wyszedł na zewnątrz. Ciężko było mu zrozumieć i opisać jego własne odczucia. Zresztą były one tak subtelne, że sam nie był pewien, czy nie ulega jakimś złudzeniom.

                                          Zilfini próbował delikatnie dźwignąć sztaby, jednak były one mocno zaklinowane. Czy to też wskutek ich lichego wykonania (nie krasnoludzkiego!), czy też inny czynników, ale były źle dopasowane do drzwi. Jedne i drugie wydawały się klinować nawzajem wskutek wypaczenia na zewnątrz.

                                          Badanie zawiasów okazało się niemożliwe, gdyż znajdowały się one po drugiej stronie zamkniętych skrzydeł.

                                          Nie było też żadnego widocznego zamka, zresztą wrota nie były całkowicie zamknięte. Wskutek ich wypaczenia powstała szczelina gruba na palec między dwiema połówkami, przez którą można było ostrożnie zajrzeć do środka. Tyle, że nie było nic widać z powodu ciemności, a póki co żaden z nich nie odważył się przytknąć do niej oka.

                                          – Dobrze pomyślane - zgodził się than na słowa Fenniego o przypilnowaniu ich tyłów i polecił, by Brond mu towarzyszył. Następnie zwrócił się do Rhyna. - Roztropność nie zawadzi. Na wejściu do kopalni przodkowie na pewno przygotowali coś dla nieproszonych gości. A jeżeli nie oni, to ktokolwiek zamknął wrota, mógł je zabezpieczyć. Cierpliwości, Grumsson.

                                          Żelazołamacz dla zajęcia się czymś rozpatrywał się przez lunetę, ale błyskawice powodowały więcej omamów wzrokowych rzucając to tu to tam cienie, niż pozwalały na obserwację. Czasem wydawało mu się, że widzi jakiś ruch od strony, z której przyszli, ale nie potrafił uchwycić żadnego konkretu. Skoncentrowany na próbie rozwiania swoich wątpliwości zadał pytanie snotlingowi. Gdy po dłuższej chwili nie uzyskał odpowiedzi, odjął ją od oka, by zdzielić w łeb nieposłusznego zielonoskórnego. Ale Tfardego nigdzie nie było.


                                          Sesja Karak Varn | Gladinhammer

                                          A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          0
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy