Młot Wieków. Rekonesans Karak Varn
-
22. Durgzet, 7035, po północy.
Wejście do kopalń Khazid Aldum.
Na zewnątrz: ciemno, zimno, burza, wiatr, pioruny.
Wewnątrz: też ciemno, też zimno, też wieje, ale nieco bardziej sucho.
MechanikaPomysł stworzenia własnej pochodni zawiódł. Cokolwiek było używane przez ich pobratymców do konserwacji musiało dawno temu bądź wyparować, bądź wyschnąć i się wykruszyć.
Hagrid miał co prawda paliwo do balonu, ale na razie uznał, że jednak oliwy mają więcej niż tego paliwa, więc nie będą go zużywać. Chyba.
Powrócili więc do głównego korytarza. Tam poszukiwał pochodni czy też uchwytów na nie, ale ich nie znalazł. Nie było w tym jednak i nic dziwnego. Krasnoludy budując swe tunele unikały stosowania takich rozwiązań. Tworzyły one dużo dymu, którego odprowadzenie wymagało sporej ilości tuneli wentylacyjnych. Gdyby kopalnie nadal były czynne, zapewne źródeł ognia i światła w tunelach byłoby na tyle, że krasnoludom przywykłym do mroku starczyłoby do bezproblemowego przemieszcza się.
Idąc korytarzem prowadzącym w dół odnajdywali pod nogami fragmenty połamanych strzał. Co ciekawe, nie wyglądały na stare, ale były słabo wykonane. Produkcji umgi, a może nawet grobi.
Po jakiś 60 jardach tunel przestał opadać, a przed żelazołamaczami w blasku latarni pojawiła się rozwarta brama, za którą leżała większa komnata. Tory i tunel prowadziły wprost do niej. Idący środkiem Fenni dał sygnał by się zatrzymać. Zaczęli nasłuchiwać. Z góry dochodziły basowe głosy ich kompanów, przed nimi było cicho. Rhyn i Brond wysunęli się naprzód, aby mieć światło latarni ciut za sobą i by mieć miejsce na wzięcie zamachu, w razie potrzeby.
Wojownicy ostrożnie zaczęli się zbliżać do gardzieli korytarza. Dostrzegli kilka ustawionych wagoników górniczych. Tory przestały biec jednym torem prosto przed siebie, lecz zaczynały tworzyć sieć rozgałęzień. Z lewej strony majaczyło coś, co wyglądało jak fragment murów strzelniczych. Po prawej w oddali rysowały się kołowroty. Dostrzegali na granicy widzenia koniec komnaty i dalsze odchodzące od niej tunele, rozłożone niesymetrycznie.
Najbardziej niepokojące były jednak rysujące się boczne korytarze niedaleko wejścia, przy którym się znaleźli. Ten z lewej zamknięty był kratą. W tym z prawej można było dostrzec w słabym świetle latarni beczkę, a za nią stół. Nie dało się jednak wejrzeć do nich głębiej bez wejścia do samej komnaty. A zatem bez wystawiania się na potencjalny atak.
W tym momencie Brond z chrzęstem nadepnął na pęknięty miecz.Mapka sytuacyjna


– Czego siem dowiedziałem? - powtórzył po Zilfinim Tfardy i zaczął się zastanawiać. Nim jednak wymyślił odpowiedź, Othin zadał mu kolejne. Morda zielonoskórego rozciągnęła się w uśmiechu, bo na to pytanie potrafił odpowiedzieć.
– Tamten krasnolud zabronił mi srać obok niego - wskazał w stronę, gdzie zniknęli żelazołamacze. - A mnie siem zechciało... to poszedłem sobie tam, na bok, żeby krasnolud siem nie denerwował i...
Jego wypowiedź przerwał Galeb. Tajemnicze „zniknięcie” wydawało się wyjaśnione. A jeżeli chodzi o wyjaśnianie... to chyba będą musieli jeszcze to i owo snotlingowi wyjaśnić. Jednak dla zachowania pozorów, że sytuacja wcale nie wprowadziła ich w stan poddenerwowania, zapytał o to, czy Tfardy znalazł tam coś ciekawego. Snotling poskrobał się o czaszce.
– Cienszko... - zaczął mówić.
– ...powiedzieć - dokończył za niego poirytowany than. -
Hagrid „Rhyn” Grumsson 22 Durgzet, 7035, po północy
W kopalni Khazid Aldum.
Ciemno, brak pochodni na ścianach, jedynie latarnia w ręce towarzysza.- Te strzały mam nadzieję stare jak cała ta kopalnia, ale jakby kto tam stał poza zasięgiem pochodni to jesteśmy jak kaczki do wystrzelania - zwrócił uwagę kompanom Rhyn, ignorując hałas jaki Brond zrobił nadeptując na pęknięty miecz.
Mało który żelazołamacz był odpowiednio wyszkolony w skradaniu się, co prawda były takie osoby w oddziałach, z specjalnie przerobionymi zbrojami, ale były to pojedyncze osoby. Oddział co miał bronić swojej pozycji, patrolować dany odcinek tunelu i zwalczać wrogów, nie musiał się skradać, byli u siebie, musiał jedynie dostrzec tych co próbowali go ominąć.
- Chodźmy w prawo - zaproponował Hagrid - sprawdziłbym kawałek tej odnogi, potem ten przed nami, a na koniec zamienił tę beczkę i stół w ognisko. Rygle od drzwi możemy schować w tych wagonach - to rzekłszy poprawił tarczę, wziął do ręki młot i wyjrzał zza rogu, szykując się do wyjścia na swoją prawą stronę. -
- Dobry plan! - zgodził się Fenni - W drodze powrotnej weżmy też kilka bełtów i te żelastwo, na które natknął się Brond, aby pokazać go thanowi... wygląda na to, że umgi znają to miejsce i, że wiedzą jak dotrzeć do niego od strony kopalni.
-
22. Durgzet, 7035, po północy.
Kopalnie Khazid Aldum.
Ciemno, chłodno, ale sucho.Wysunęli się szykiem na drugą stronę bramy. W świetle latarni było widać, że znaleźli się na skrzyżowaniu trzech większych jaskiń. Tory prowadziły tylko prosto i nie trzeba było być krasnoludzkim mędrcem by wiedzieć, którędy w głąb kopalni. Dość nietypowe było skrzyżowanie szyn pod kątem prostym, ale na razie, za radą Hagrida, skierowali się w prawo. Długie i wąskie pomieszczenie zapełnione było głównie stołami i ławami, z których niektóre już nie wytrzymywały upływu czasu. Kilka beczek dopełniało wyglądu jaskini. Jej koniec przegrodzony był ścianą z drzwiami.
Rzut oka na drugą stronę pozwolił dostrzec za kratą kilka kowadeł i beczek.
Wszystkie pomieszczenia były puste i ciche, pozbawione śladów bytności. Wszystko wskazywało na to, że od dłuższego czasu nikt tu nie przebywał. Przynajmniej nie w celach mieszkalnych. Do tego było... pusto... brakowało porzuconych przedmiotów, starych śmieci...
-
Othin zrezygnował z dalszej głębokiej dyskusji z Tfardym.
- Jak idziesz srać to mów że idziesz srać.
Zilfini mógłby owinąć wypowiedzianą sentencję w jedwab, lecz ani Zielony by go nie zrozumiał ani Żelaznobrody jedwabiu nie miał.- Pada
Powiedział cicho Othin, w duchu licząc na to że przestanie i będzie można ostatni raz nacieszyć się powierzchnią. Łażenie wokół wejścia i robienie śladów nie byłoby najlepszym pomysłem, ale może tak tylko trochę wyjrzeć po kamieniach? -
Hagrid „Rhyn” Grumsson 22 Durgzet, 7035, po północy
W kopalni Khazid Aldum.
Ciemno, brak pochodni na ścianach, jedynie latarnia w ręce towarzysza.
- Chcesz złom Thane'owi pokazywać? Po co? - zdziwił się Hagrid na propozycję Fenn'a
- Kto wie czy to strzały umgi czy grobi, czy skąd one i ile lat mają, wiele pokoleń minęło odkąd tu byliśmy.
Idąc w prawo zobaczyli coś na kształt jadalni, szereg stołów, ław i beczek na których można było usiąść.
Rhyn sprawdził czy beczki były puste.
- Mhm, nie ma sensu iść dalej samemu, teren wygląda na opuszczony i bezpieczny.
- Jak rozpalimy ogień na rozstaju to długobrodzi zrozumieją że jest bezpiecznie, ławy się nadadzą, jeden z nas z wagonem wróci po resztę i zabierze te metalowe sztaby-rygle. Tak byłoby najsensowniej moim zdaniem, bo wchodzenie w odnogi gdy reszta czeka przy wejściu sprawi że się nadto rozdzielimy, a nie ma potrzeby tak ryzykować, nigdzie też nam się nie spieszy.
- Jedno co dobre, to że nie ma śladów wody, drewno stare i suche, znaczy kopalnia nie była całkowicie zalana po trzęsieniu ziemi, no chyba, że faktycznie umgi tu rządziły i posprzątały zanim grobi przejęli teren, ciekawostka dla Rhunki, bo księgi nic o tym nie mówią - dodał na koniec Rhyn. -
Chętnie z całej sytuacji Galeb by zażartował. Cała awantura, nerwy i rozdygotanie przez... sranie. Othin Jak najbardziej miał rację że snotling powinien się odmeldować. Ale co oczywistością jest dla krasnoluda to dla zielonego z barbarzyńskiej bandy...
W końcu jednak nie znalazł żadnych słów, bo ani nie chciał wnerwiać bardziej Logrima, ani powtarzać się po Othinie. Rhunki jednak postanowił bardziej baczać na ich jeńca czy też małego "towarzysza", podejrzewając że jak dziecko może się czymś zaciekawić i bez pytania pójść za tym. Z resztą... teraz będą pod ziemią i Żelazołamacze z pewnością nie pozwolą długobrodym ani kusznikowi iść na przedzie. Raczej żaden dumy nie schowa do kieszeni.
-Zajrzę co u młodzieży. - odezwał się w końcu.
Zajrzał przez uchylone wrota i spojrzał w mrok rozświetlony rozproszonym światłem latarni.
-
- A nie wydaje ci się podejrzane, że ten złom - Fenni podrapał się po głowie odpowiadając na pytanie Hagrida - nie wygląda na jakby miał wiele lat?
- Umgi posprzątały kopalnię, która zamierzali opuścić... aż tak dokładnie? - Na koniec rozważań towarzysza Fenni zapytał z niedowierzaniem - Nawet krasnoludy tak nie robią!
-
22. Durgzet, 7035, po północy.
Wejście do kopalni Khazid Aldum.
Ciemno, zimno, burza, wiatr, pioruny.– Jak idem srać, to mam mówić, że idem srać. Dobrze - pokiwał Tfardy ze zrozumieniem.
Krasnoludy popatrzyły po sobie nie wiedząc, co zrobić dalej.
– Zajrzę co u młodzieży - odezwał się w końcu Galeb, by przełamać ciszę.
– Nie słychać odgłosów walki, więc chyba wszystko w porządku - odrzekł na to Othin.
– Za to szurają tak głośno, że wiemy, że nic im nie jest - zażartował starając się nieco rozładować atmosferę. - Zresztą wejdę kawałek do środka.
Co też uczynił. Ale zatrzymał się przy bramie, bo już wcześniej chciał obejrzeć zawiasy. A że były one od wewnątrz, dopiero teraz miał okazję.
– Ciekawe... - rzekł po chwili. - Brama ma wbudowane od wewnętrznej strony solidne rygle, które można zamknąć mechanizmem. Niektóre wysuwają się częściowo poza odrzwia, w skałę, inne przesuwają na środek, mostkując oba skrzydła. Dzięki temu niesposób jest wyważyć bramę.
Nic więcej ciekawego nie znalazł. Z głębi korytarza dobiegły ich jakieś trzaski. Nastawili uszy uważniej, ale się nie powtórzyły.
– Co oni tam robią? - zastanawiał się than.
– Może wpadli na coś? - dopowiedział Zilfini.
– Dadzą sobie radę. W końcu to żelazołamacze - uspakajał ich Galvynssun.
Niedługo później dobiegły ich jakieś stuki i puki, metal uderzający o metal.
– Zbyt miarowe, jak na walkę - orzekł Logirm. - Niech mnie Grungni, jeżeli wiem, co oni tam robią.
Ustało.
Coś zaczęło szurać i stukać, a dźwięk zaczął narastać. Angaztromm wycelował kuszę w stronę tunelu.
– To ja! Brond! - dobiegł ich okrzyk, a po chwili w ich stronę wtoczył się kopalniany wózek, pchany przez Khadinbata.
– Na dole pusto i wygląda na bezpiecznie. Nie brnęliśmy dalej, bo za dużo odgałęzień po drodze. Ale mam transport, dla tych sztab. Możemy je załadować i zabrać na dół.
W kopalni Khazid Aldum, nieco wcześniej.
Sucho, pojedyncza latarnia rozświetla ciemne wnętrze.– Nie wygląda na stary – zgodził się Brond, przypatrując mieczowi, który wcześniej potrącił.

– Co nam szkodzi go pokazać? - poparł brata Khadinbat.
Rhyn rozejrzał się po jaskiniach. Ławy, stoły... Część z nich zaczęła się rozpadać, ale większość była cała. Leżał na nich kurz, jednak nie było go zbyt wiele. Całość nie sprawiała wrażenia na żelazołamaczu, jak gdyby trwała tu od stuleci nieużytkowana. Owszem, drewno mogło być nawet i tak stare. Ale regularnie konserwowane i naprawiane mogło trwać długo. Dopiero gdy przestano tych zabiegów... Ten czy tamten stół mógł się rozpaść kilka, kilkanaście albo kilkadziesiąt lat po opuszczeniu kopalni.
Ale widziane bełty czy strzały na pewno nie były takie stare.
Wyciągnął połamane drewno na środek komnaty. Kilkoma uderzeniami młota rozbił jedną z nóg na mniejsze, a potem nożem nastrugał drzazg i szczap, aby łatwiej było ogień rozniecić. Będąc z tym gotowy, jął krzesać iskry.
– To chodźmy tymczasem wagoniki obejrzeć - Brond zwrócił się do Fenniego.
Ruszyli rozglądając się na boki. Minęli poprzeczne tory. Z jednej i z drugiej ich strony stały nietypowe wagoniki. Zabudowane drewnianą konstrukcją wzmocnioną metalem, tworzyły coś w rodzaju ruchomego muru obronnego. Płytkie korytarze w bokach jaskini umożliwiały wtoczenie tam niewielkich składów. Natomiast w razie potrzeby wagony te dawało się wyciągnąć i przegrodzić nimi całą szerokość pomieszczenia. Zapewne dało się je też te z lewej sprzęgnąć z tymi po prawej. Zabudowa wagoników oferowała dla potencjalnych obrońców liczne otwory czy to strzeleckie, czy to do dźgania bronią drzewcową.
Żadnych włóczni w pobliżu jednak nie znaleźli, za to obok leżały trzy kilofy.
Proste narzędzie przeznaczone do pracy w kopalniach. Stare, sądząc po istniejących wżerach. Chociaż czemu tu się dziwić wżerom, skoro kilof na ogół ciężko pracuje? Łatwo więc i o zniszczenia i o kontakt z solą czy innymi szkodzącymi mu składnikami.
Ale krasnoludzkie, sądząc po wykonaniu.
Wracając do wagoników, tym razem tych normalnych, do przewozu urobku, które stały na bocznicy. Te ewidentnie nie były ostatnio ruszane. Rdza zespoliła koła razem z torami i dwaj żelazołamacze musieli się trochę natrudzić, by jeden z nich cofnąć w końcu po torach i naprowadzić na główną linię.
Zbliżyli się przy tym do dwóch dalszych korytarzy i mogli zerknąć w głąb. Ten, którym w były tory, biegł w miarę prosto obniżając się, a zarówno mrok jak i coraz to niższy sufit uniemożliwiały spojrzenie dalej. Natomiast korytarz na wprost nich zakręcał stopniowo w prawo i też nie było widać, co znajduje się dalej.
Przy bocznicy znajdowały się kołowroty z nawiniętą niewielką ilością grubej liny. Dopiero teraz, z mniejszej odległości dostrzegli, że od kołowrotów lina ta szła systemem bloczków wzdłuż torów, przy podłodze. Podobne bloczki, ale bez liny, dostrzegli teraz wzdłuż głównej trasy.
Gdy Khadinbatom udało się przygotować wagon do wyjechania nim na górę, również i Hagridowi udało się skrzesać ogień.
– No, gotowe - Brond popukał swoją gromrilową rękawicą w wózek.
Rhyn, który właśnie oderwał się od swego zajęcia, by spojrzeć na efekty pracy braci, kątem oka dostrzegł jakiś ruch w korytarzu za ich plecami, po lewej - tam, gdzie biegły dalej tory. Było to niewiele, tyle co ciemny kształt na ciemnym tle, ale... w mrok tunelu odleciał nietoperz.
– Pojadę na górę załadować sztaby. A wy tu pilnujcie - oznajmił Brond, nieświadom obecności zwierzęcia za sobą. Odłożył zbędne bagaże, zaparł się nogami i zaczął toczyć pojazd pod górę. Fenni odprowadzał go wzrokiem dopóki krzywizna tunelu nie skryła go przed ich oczyma.
Zarówno Fenni jak i Grumsson zajęli się interesującymi ich sprawami, w oczekiwaniu na dotarcie pozostałych. Zanim to jednak nastąpiło, nagle w jaskiniach rozległ się donośny dźwięk gongu. Odgłos wibrował i zdawał się docierać do wszystkich zakątków kopalń.
Mapka poglądowa, umiejscowienie postaci na mapie w czasie środka bieżącej kolejki.

-
Hagrid „Rhyn” Grumsson 22 Durgzet, 7035, po północy
W kopalni Khazid Aldum.
W hali kopalnianej rozchodzącej się na odnogi, w świetle ogniska z ławy.- W sumie - zgodził się Fennem i Brondem Rhyn, dopiero teraz spoglądając uważniej na miecz.
Hagrid rozpalił ogień, zabrał jeden z kilofów, na wypadek gdyby się przez jaką ścianę przebijać mieli, doradził Fennowi też wziąć jeden i zadowolony z obrotu sprawy rozglądał się co by tu jeszcze. Z nudów zaczął sprawdzać jak ta zapora z wagoników się sprawdzała, i ustawiać je tak by w razie czego można było jeden przesunąć i całe przejście zamknąć.
- Na przeklęte czeluście z których thaggoraki wychodzą! - zaklął zamykając szybko szyk z wagoników i ustawił się plecami do ściany w pobliżu tych od których Brond jeden odłączył, tak, że nikt go otoczyć nie mógł.
- Fenn, widzisz coś? Gong jakby alarm... nosz... - umilkł i zaczął nasłuchiwać i rozglądać się nerwowo.
Chwilowo odcięli się zaporą od nadchodzących towarzyszy. -
- Dawajże te znaki szybciej jak idziesz, mrugnięcie okiem później już bym mógł walic jak co się by pokazało.
Othin Nie był zbytnio przekonany do swoich słów, lecz musiał w jakiś sposób dać ujście swoim emocjom, głównie temu że najgorszą częścią wchodzenia do opuszczonej kopalni jest ... wchodzenie do opuszczonej kopalni. Nie żeby się bał, zwyczajnie tego nie lubił i nie rozumiał do końca po kiego wszystkie dawi tak bardzo ulubiły sobie siedzenie w ciemności i ciasności.
- Dobra, ładujmy - rzucił do Bronda patrząc na starszyznę, zupełnie jak srający pies patrzący w oczy swego Pana, aby mieć w jego osobie strażnika i jego oczach odczytać nadchodzące zagrożenie. Przynajmniej tak słyszał, nie u ludzi jest, gdyż sam nigdy psa nie miał.
Po załadowaniu sztab Zilfini miał zamiar zostawić wózek Brodowi a samemu znów chwycić swoją kuszę i w ten sposób zabezpieczać teren.
-
Po odblokowaniu wagonika Fenni przez chwilę uspakajał oddech, a następnie szybko spojrzał na Hagrida przygotowującego ognisko i zajął się sobą, gdyż uznał że pora najwyższa ponowić leczenie się po potyczce na skale.
Gdy rozległ się dźwięk gongu Khadinbat rzucił się pomóc towarzyszowi ustawić linię obrony z wagoników zaporowych. Gdy już skończyli Fenni przyczaił się na pozycji i zaczął uzbrajać.
- Widzę tylko, że złom nabiera nowego znaczenia... - odrzekł Fenni nerwowo rozglądając się po okolicy, a ponadto przez jego głowę przebiegło - Tylko do jasnej cholery jakiego? -
- Pomogę młodzikom z dźwiganiem. - zadeklarował się Galeb bo choć długobrody to nie uznał by od jego wzroku młodszym krasnoludom sił przybyło.
Runiarz próbował sobie poukładać w głowie co mogły znaczyć rzeczy które dotąd odkryli (czyli sposób zablokowania bramy w sumie) ale doszedł do wniosku że… cokolwiek. Scenariuszy było dużo a do uwiarygodnienia któregokolwiek potrzeba więcej informacji.
Przeto skupił się teraz na pracy siłowej.
Kiedy skończyli otrzepał dłonie i rozejrzał po obecnych.- No to co? Hop sztabkę od środka by nic za nami się nie wkradło?
- Jak tam Brondzie? Znaleźliście coś ciekawego?
-
22. Durgzet, 7035, po północy.
W kopalni Khazid Aldum.
Sucho. Cicho. Płonie ognisko.Dwaj żelazołamacze rozruszali mini-skład obronny i zatarasowali nim przejazd, przesłaniając też większość światła z ogniska. Okazało się, że wagoniki były dopracowane w każdym szczególe. Czego zresztą należało się spodziewać po solidnej, krasnoludzkiej robocie. Górna krawędź pociągu pancernego wpuszczona była w bruzdę wykutą w suficie. Nie tylko nie dało się dzięki temu prześlizgnąć górą, ale też nie dało się wagoników przewrócić.
Ledwie skończyli robotę, gdy dało się słyszeć stuki i zbliżające się odgłosy...
Wejście do kopalni Khazid Aldum.
Ciemno, zimno, burza, wiatr, pioruny.
Nieco wcześniej.Krasnoludy załadowały ciężkie sztaby na wagonik.
– Na razie nie weszliśmy zbyt głęboko - odpowiedział rhunkiemu żelazołamacz.
– Na dole jest centralna komnata, z której odchodzi kilka tuneli. Nie widać zagrożenia. Nie szliśmy dalej, bo ryzyko było, że coś nam za plecami jednym z odgałęzień się pojawi.
Następnie Brond, który przezornie zostawił rzeczy na dole, ustawił się plecami do pojazdu, aby kontrować go na spadku. Transporter pozostawiony sam sobie i mocno obciążony na pewno runął by z impetem w dół, mogąc przetrącić znajdujących się poniżej żelazołamaczy. Galeb będąc obciążony beczułką podróżną pomagał Khadinbatowi idąc tyłem przed wagonikiem i zapierając się o niego dłonią i barkiem. Podobnie postąpił than. Zilfinii zagonił Tfardego, aby ruszał za pozostałymi, ale nie na samym końcu. On chciał jeszcze zamknąć bramę zgodnie z sugestią Bezekgorogiego.
Gdy tylko reszta przeszła do wnętrza i miał właśnie zamiar wdrożyć swój plan w życie, wszystkich zaskoczył gong, który się niespodziewanie rozszedł wokół nich zupełnie tak, jak gdyby ktoś tuż obok w niego uderzył.Udane testy opanowania. Udany test wiedzy o runach.
– Magiczny alarm - sapnął długobrody tak, by go pozostali słyszeli. - Coś czułem przy tej bramie. Ale nie znalazłem run i nie odgadłem powodu tego przeczucia. Musi być ostrzega, gdy przez wrota przejdzie kto inny, niż krasnolud - wyjaśnił, nie przestając z pozostałymi zsuwać się niżej.
– Zareagował na snotlinga - dodał.
Angaztromm przyjął wyjaśnienia do wiadomości i powrócił do próby zamknięcia wrót. Mechanizm był dawno nie używany i zastały. Przydałby się smar lub chociażby jakiś tłuszcz, ale nie miał nic takiego. Po chwili zorientował się, że dodatkowo skrzydła bramy są wypaczone i sztaby nie wchodzą na swoje miejsca - klinują się na uchwytach, miast wsunąć w nie. Porzucił na razie więc zamierzenie zamknięcia przejścia. Może któryś z krasnoludów lepiej znających się na inżynierii, kowalstwie czy metalurgii coś wymyśli.
Posłał raz jeszcze spojrzenie światu na górze i opuścił się w tunele za pozostałymi.
– A co tu się stało!? - Brond donośnie zapytał zaskoczony, bo w poprzek jaskini stała teraz przegroda, której wcześniej tam nie było.
Pozostali rozejrzeli się, nie wiedząc o co mu chodzi. Na szczęście tory szły tu już w miarę płasko i nie musieli spowalniać biegu wagonika. Na wszelki wypadek przygotowali broń, rozglądając się po jaskini i szukając zagrożenia.
– Cicho! - ostrzegł ich Rhyn zza zapory. - Zostaliśmy odkryci, tylko nie wiemy jeszcze, przez kogo! -
- Zakładam że przez jakiegoś runiarza. - rzekł spokojnie Galeb - To był alarm. Zareagował na snotlinga Tfardego.
Runiarz pokiwał głową patrząc na kopalnianą zaporę. Sprytnie.
- Ale tak. Lepiej bądźmy gotowi, bo może być tak że ktoś jednak siedzi w kopalni i przyjdzie to sprawdzić. Macie rację. Posiedźmy chwilę cicho, może coś usłyszymy
Bardzo przejmować się tym wszystkim Galeb raczej się nie przejmował. Na wszelki wypadek jednak przygotował tarczę i młot do walki gdyby... gdyby jednak okazało się... że jest gorzej niż zakładał. Nie założył hełmu, chciał słyszeć wyraźnie co się dzieje.
-
Gdy nie porozumienie z gongiem się wyjaśniło Fenni posłuchał Galeba i wzmógł czujność, ale zamiast szykować się do walki kontynuował przygotowania do rozsunięcia wagoników, aby obie grupy mogły się znowu połączyć. Robiąc to wszystko miał z tyłu głowy znaleziska, których sprawę zamierzał poruszyć z thanem Logrimem.
-
Othin czekał wraz z resztą grupy na ... coś, co miał nadzieję że nie nastąpi. Wolał szlajac się po korytarzach tylko we własnym smrodzie, miast współdzielić go z zielonym tałatajstwem.
- Dobra, chopy, skoro i tak mamy zamiar czekać, dla pewności że nic nam na plecy nie skoczy, to może wykorzystamy ten czas na ogarnięcie wrót? Próbowałem je zamknąć, ale ni cholery, nie da się ruszyć mechanizmu, jeśli się zastał to dupa, ale możne ktoś zobaczy coś czego ja nie widzę, hm?
- Szczerze to bardziej bym się obawiał że przez wrota ktoś nas dybnie, niźli od strony jaskiń. Co z tego że gong mamy, jak ich się tu cała ferajna wleje.
- Jak się wrota przyblokuje i pociągiem droge zagrodzi, to i spokojniej obóz można w ślepym zaułku zrobić. Może znów jaki zwiad lekko w przód puścić? Nawet i jak bym poszedł teraz. Zdejmę pancerz, kusze jeno wezmę i pójdę, a w razie co w długą do was, ustawionych za pociągiem. A jak nic nie znajdę to znak że czas na obóz.
-
22 Durgzet, 7035, po północy
W kopalni Khazid Aldum.
W hali kopalnianej rozchodzącej się na odnogi, w świetle ogniska z ławy.- Jesteś pewien - dopytał Galeba Rhyn powoli się uspokajając.
- Spłoszyliśmy nietoperza, a zaraz potem rozległ się dźwięk, podejrzewałem że może to on wywołał alarm lub co gorsza był tresowany i alarm włączył ktoś kto go zobaczył - wyjaśnił.
Hagrid pomógł Fenniemu otwoarzyć przejśćie, dalej raportując.
- Nie znaleźliśmy miejsc na pochodnie, więc rozpaliłem ognisko z ławy, stoły i miejsca do siedzenia są w odnodze obok, za nimi są drzwi.
- Te wagoniki do zamykania przejścia to całkiem udany pomysł. W około są strzały i znalazł się pęknięty miecz.
- Na pewno nie są tak stare jak sprzęt w kopalni, ale ciężko mi ocenić kiedy była bitwa.
- Na trasie bliżej wejścia jest jeszcze jedno pomieszczenie, powrozownia.
- Przez wrota? - dopytał Othina - czyli zamknąć ich jakoś od środka nie da rady?
- Kilofy znaleźliśmy, przydałby się młot bardziej, ale dadzą radę, jak się uprzeć zawiasy można popsuć, wrota takie ciężkie że nawet bez barykady raczej mało kto je otworzy gdy zawiasy krzywe, opadać będą i opierać się o ziemię pchane w naszym kierunku, ale łatwo się je wypchnie w drugą stronę. - zaproponował rozwiązanie, bo odcięcie się od goblinów za plecami miało sens - to nam da spokój od myślenia o grobi za plecami.
- Co do zwiadu, obawiam się Othinie, że niewielu z nas umie się odpowiedni skradać, bardziej do pilnowania danego tunelu lub strażnicy nas szkolono, wypatrywania skradających a nie przemykania w ciemnościach, a samego Ciebie wysłać to bezpieczne nie będzie, więc chyba lepiej iść grupą. Starsi niech zdecydują. -
- Hah. Tak. Przydałoby się by te wrota conajmniej sprawiły sporo hałasu przy otwieraniu.
- Co do dalszej eksploracji to też myślę że pójście grupą byłoby rozsądniejsze. Za mało nas by się dzielić.
- Hmmm… Tfardy. Ty bywałeś w jaskiniach i tunelach? Umiesz po nich łazić cicho?
-
- Dobrze, dobrze, macie racje, głęboki zwiad w pojedynkę jest raczej bez większego sensu, aczkolwiek ja to bardziej chciałbym zajrzeć za róg. Wiecie, rozumiecie, jeślii za kolejnym zakrętem jest siedliszcze plugastwa to jednak wolałbym o tym wiedzieć, miast obozować skałe w skałę z czymś takim. Nie odejdę daleko, sam będe mniej hałasował no i najmniej do zdjęcia i ubrania na powrót mam.
Hello! It looks like you're interested in this conversation, but you don't have an account yet.
Getting fed up of having to scroll through the same posts each visit? When you register for an account, you'll always come back to exactly where you were before, and choose to be notified of new replies (either via email, or push notification). You'll also be able to save bookmarks and upvote posts to show your appreciation to other community members.
With your input, this post could be even better 💗
Zarejestruj się Zaloguj się