Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje D20
  3. Rozgrywka
  4. Polowanie w Lwiej Loży - Rozgrywka
Polowanie w Lwiej Loży
SantorineS
Santorine jako
Mistrz Gry
Mistrz Gry
MekowM
Mekow jako
Zaira
LubeszL
Lubesz jako
Jaithe
slann22S
slann22 jako
Zakareth z Leng
PiołunP
Piołun jako
Kraghul Ośmiooki

Polowanie w Lwiej Loży - Rozgrywka

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
pathfinder 2egolarion
22 Posty 5 Uczestników 383 Wyświetlenia 3 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • LubeszL Niedostępny
    LubeszL Niedostępny
    Lubesz jako Jaithe
    napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
    #4

    Spojrzałam w górę na budynek przed nami, a po moim ciele przebiegł dreszcz. Odczucia które miałam odnośnie moich wieszczeń tutaj się wzbudziły. Podczas drogi wydawałam się zamyślona pozostałymi kartami, lecz nie odmówiłam rozmowy, jaka by się mogłą z niej wywiązać. Tak poznałam Khera, eterycznego pająka, który siedział na ramieniu orka, który zwykle siedział cicho. Nie przeszkadało mi to, sama mówiłam tylko to co potrzebne, bez wydawania zbędnych słów.

    Chłosta - Coś się wydarzy, i to będzie emocjonujące. Nie mogłam przewidzieć czy w dobrym sensie czy też nie. Wolałam się jednak przygotować na najgorsze. A jednocześnie nie chciałambym wzniecić zbędnej paniki.

    - To miejsce.... widziałam je w kartach, a te odczucia się znów wzbudziły. Będzie się działo... emocjonalnie. Jeżeli nie macie jakieś zaginionej kochanki, lub wydarzeń które pozytywnie na was wpłyną... lepiej przygotujmy się na cios negatywnych wrażeń. - Powiedziałam im, idąc w górę z nimi do domostwa. - Jeżeli kierują się pychą to mogą się zabawić każdym... nawet nami.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    ♥ 🆒
    2
    • slann22S Niedostępny
      slann22S Niedostępny
      slann22 jako Zakareth z Leng
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #5

      Zakareth Zwróciła się do Kraghula.
      - Jeśli to łowy dla pychy, to Nauczymy ich pokory i szacunku wobec prawdziwych władców wszechświata…-

      Potem uśmiechnęła się i odpowiedziała czarowniczce.

        • Jakbyś powiedziała wcześniej, to kwestie kochanków dałoby się jakoś załatwić…-*
      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      1
      • MekowM Niedostępny
        MekowM Niedostępny
        Mekow jako Zaira
        napisał(a) ostatnio edytowany przez Mekow
        #6

        Kolejną i ostatnią osobą z ich towarzystwa była Zaira. Elfka miała czarną skórę i białe włosy sięgające jej do łopatek, spięte w warkocz. Była kobietą wysoką, sprawną fizycznie i zgrabną. Ubrana w brązowo zielone odzienie podróżne. Mocna brązowa skóra pełniąca rolę pancerza i ciemnozielona tunika pod spodem. Ciemnozielona peleryna z kapturem chroniła przed deszczem, ale niekoniecznie przed silnym mrozem i śniegiem. Miała nieco broni, ale najważniejszym wydawał się być jej długi łuk, dzięki którym cała ich ekipa często oszczędzała na zużywaniu zapasów jedzenia, o bojowym jego zastosowaniu nie wspominając.

        Podobnie jak jej towarzysze, nie należała do tych gadatliwych, więc pasowali do siebie pod tym względem.

        Podobał jej się Kher - magiczny pająk Kraghula. Magia swoją drogą, ale sama myśl oswojonego pająka miała coś w sobie.
        Lubesz znowu niejasno przewidywała przyszłość, ale do tego Zaira już się przyzwyczaiła - dla niej przyszłość nie była zapisana, głównie dlatego że nadal można ją było zmienić. Oczywiście łatwiej było ją zmienić jeśli się wiedziało co ma się wydarzyć.

        Gdy dotarli na miejsce, siedziba była nietypowa - nie taka jakiej Zaira się mogła się spodziewać. Robiła wrażenie!
        - Na nas, raczej nie. Ale pewnie na coś większego i groźniejszego. Z naszą pomocą - powiedziała spokojnie, przedstawiając jednocześnie możliwość dla której zostali tu zaproszeni.
        Ruszyła ochoczo z innymi, ciekawa jak to miejsce wygląda w środku.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        ♥
        4
        • SantorineS Niedostępny
          SantorineS Niedostępny
          Santorine jako Mistrz Gry
          napisał(a) ostatnio edytowany przez Santorine
          #7

          Kraghul spojrzał nieco dłużej na reliefy, które zdobiły Lwią Lożę. Historia, którą wydawały się opowiadać reliefy była dość prosta: jakieś skrzydlate bestie, na pierwszy rzut oka, wywerny, zdawały się napadać na jakieś sioła u brzegu lasu. Tam chłopi zostali zmasakrowani przez ich atak, jak ciągnęła opowieść na kamiennym licu, później zaś opowieść zmieniła wydźwięk na taki, który chwalił bohaterów: jeźdźcy, głównie krasnoludy i paru ludzi dosiadających smoczyska, dawali odpór wrogim wywernom. Ostatnia scena przedstawiała postać o długiej brodzie i rozwianych włosach, która dzierżyła płonącą włócznię. Jej stopa spoczywała na pokonanej wywernie w geście dominacji.

          Kraghul Perception Check (Wisdom +4, Trained +6) 27 Rezultat: Sukces.

          Kraghul przyglądał się ściennym rzeźbom, podchodząc coraz bliżej i bliżej. Ork przystanął i… Zrozumiał. Zrozumiał, że kamień był kuty niedawno. Te rzeźbienia w kamieniu były w ostatnich paru latach zmieniane. Może nawet w przeciągu paru ostatnich miesięcy. Szaman skonstatował, że pierwotnie ściany Lwiej Loży przedstawiały jakieś inne sceny, choć teraz, kiedy wszystko zostało zmienione, nie sposób było dociec, co dokładnie było zmieniane. Nie było jednak wątpliwości, że kamień nosił na sobie ślady niedawnej roboty. Cokolwiek to miało znaczyć.

          Przybliżyli się zatem do Lwiej Loży. Zdało się, że pogoda psuła się z wolna, choć i wcześniej do najlepszych nie należała. Ze szczytów surowych wzniesień zbiegał wiatr, który hulał na stokach i kręcił się w dolinach, niekiedy wznosząc śnieg w górę w białych tumanach. Lodowaty wicher z wolna i niespiesznie przynosił coraz więcej kropli deszczu zmieszanych ze śniegiem. Nadchodził zmierzch.

          Kiedy zbliżyli się do wielkich dźwierzy, mogli przyjrzeć się już dokładnie, kto właśnie miał ich powitać.

          – Witajcie, witajcie, goście – jeden z krasnoludów zlokalizowanych przy wejściu uniósł nieco głos, aby przebić się przez wiatr.

          Stanęli przed dwoma gospodarzami: oba krasnoludy miały na sobie skórzane pancerze zdobione runami, zdaje się, rodu Ponurorytu. Obaj mieli przy sobie młoty bojowe, na których w podobny sposób zostały wyryte znaki ich rodu. Ten po lewej miał włosy czarne na podobieństwo smoły, ten po prawej zaś miał włosy koloru rdzawej miedzi.

          Dorlivin i Vorlindi

          – Zwę się Dorlivin z rodu Ponurorytu, syn Auldegrunda Ponurego, dziadek mój Hargin Ponury znany był w Janderhoff – wyrecytował ten rudowłosy. – Witajcie.
          – Me imę zaś Vorlindi i także pochodzę z rodu Ponurorytu i też jestem synem Auldegrunda Ponurego. Na wasze usługi! – przedstawił się czarnowłosy.

          Dorlivin rzucił ganiące spojrzenie w stronę Vorlindiego, ten jednak zignorował rzecz. Dorlivin otworzył spore dźwierze szerzej, a z wnętrza buchnęło miłe ciepło.

          – Papa Auldegrund czeka już na was – Vorlindi uśmiechnął się. – Wejdźcie do środka...

          ~

          Podróżnicy, jeden po drugim, wkroczyli do wnętrza. Pomimo twardego, kamiennego lica “domu myśliwskiego”, już z zewnątrz dało się wyczuć buchające ciepło, co było miłą odmianą do surowego klimatu ścieżek u stóp Obłędnych Gór.

          Pomieszczenie za dźwierzami - cóż, zapewne lepsze byłoby powiedzieć “wrotami” - było wielką salą, która zapewne widziała niejedną ucztę. Na środku sali został ustawiony sporej wielkości, drewniany stół, u którego brzegów zostały wyryte zwierzęce pyski. Z tych najczęściej powtarzały się motywy lwów i jeleni.

          Smocza Sala

          Uwagę zwracały trofea i taksydermia wystawione na pokaz. Na ściennych półkach spoczywały kości zwierząt, przeważnie jeleni, choć znalazły się także takie, które wyglądały na pozostałości złowionych żbików tudzież kuguarów, które niekiedy spotykało się w tych miejscach. Dwa wielkie, wypchane niedźwiedzie zostały ustawione w kątach pomieszczenia razem z wielkim wilkiem szczerzącym kły. Choć bestie były nieżywe już zapewne od paru tudzież nawet parunastu lat, kuśnierz, co je wyprawiał, okazał pewien kunszt i w jakiś sposób zachował zażartość upolowanych bestii.

          Największe wrażenie jednak sprawiał kominek, gdzie masywna, kamienna statua smoka pełniła funkcję kominka, dając pomieszczeniu przyjemne ciepło.

          – Mili goście, usiądźcie – rzekł Vorlindi, krzątając się wokół i pospiesznie odsuwając krzesła dla przybyszy. To samo uczynił Dorlivin.

          Po paru krótkich chwilach, drewniane drzwi zlokalizowane u końca wielkiej sali uchyliły się. Niespiesznym, niemal ociągającym się krokiem wyszedł jakiś starszy krasnolud, którego długa, postrzępiona broda była biała, jak najczystsze srebro. Choć szaty dwóch pozostałych krasnoludów były schludne i posiadały zdobienia, jakość wykonania i kunszt pancerza zdawały się sugerować, że ten tutaj był panem tego miejsca.

          Auldegrund Ponury

          – Ach, wspaniale, wspaniale – głos krasnoluda był niski i miał w sobie jakiś elemenent obwoźnego kramarza, co rad zachwalać swój towar. – Nasi goście przybyli, witajcie, witajcie strudzeni podróżnicy. Dorlivin! Vorlindi! Co tak się grzebiecie, marsz do kuchni! Jedzenie podać trzeba!

          Na oblicze krasnoluda wstąpił dumny uśmiech. W tym samym czasie dwóch synów karnie ruszyło w stronę kuchni.

          – Zwę się Auldegrund Ponury, syn Hargina Ponurego, wnuk Hrogara Ponurego, cześć na zawsze jego pamięci i niechaj przeklęci będą najeźdźcy, co ongi życie mu zabrali! Ale! Dość o mnie, drodzy przyjaciele! Rad bym nieco posłuchać o was samych! Rzeknijcie no, jak wam minęła droga do Lwiej Loży? Rzeknę, żeście się nie spodziewali, że właśnie tak rzecz będzie wyglądać… Ha, ha, ha. Synowie moi zaraz przygotują jedzenie, wszakże wiedzieć nie mogliśmy, kiedy do nas zawitacie…

          Krasnolud łypał przenikliwym wzrokiem na każdego z gości, ciekaw ich powitania i tego, co właśnie mieli rzec.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          1
          • slann22S Niedostępny
            slann22S Niedostępny
            slann22 jako Zakareth z Leng
            napisał(a) ostatnio edytowany przez
            #8

            Zakareth wzruszyła ramionami, a potem powiedziała Szeptem do towarzyszy.
            - Nie jestem pewna czy już wam to mówiłam, ale na pieczęci, którą dostałam znajdował się jeden z władców piekieł, Alocer… To byłoby na swój sposób całkiem zabawne, Gdyby okazało się że zasnowidy porzuciły wiarę przodków, i zaprzedały się w niewolę komuś takiemu… -

            Potem zostali przywitali przez synów gospodarza, oraz jego samego. Kapłanka Nyarlathotepa pokiwała głową, i powiedziała.
            - Nic nie chciało nas zjeść w trakcie podróży tutaj, ani wypaczyć na umysłów. Więc mogę powiedzieć, że była to aż podejrzanie spokojna wędrówka… Co lub kogo mamy zabić?-

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            1
            • SantorineS Niedostępny
              SantorineS Niedostępny
              Santorine jako Mistrz Gry
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #9

              Auldegrund drgnął, usłyszawszy słowa Zakareth. Zapewne krasnolud nie widział zbyt wielu tych, którzy zostali wypaczeni przez magię, bowiem zawiesił na niej swój wzrok o oddech dłużej, niż nakazywałaby to etykieta.

              – Aaa, przechodzimy od razu do interesów, a? – Auldegrund skinął głową i wskazał przybyszom miejsca, aby je zajęli. – Zupełnie jak flisacy na rzece Runtash! Ale podoba mi się to, podoba…

              Usiadłszy, krasnolud wyjął zza pazuchy sporej wielkości fajkę i zaczął ją nabijać tytoniem.

              – Wywerny, wicie-rozumicie – spojrzenie Auldegrunda zezowało to na Zakareth, to na Kraghula, to na Zairę i Jaithe wreszcie. – Przeklęte bestie, które nie dawniej niż miesiąc temu założyły gniazdo na północ stąd i od tamtego czasu poczynają sobie coraz śmielej. Onuż… Najpierw było tak, że zeżarły pastuchom parę cieląt. To żem nic sobie z tego nie zrobił, tereny wszakże dzikie, jak slumsy Korvosy! No, ale później to było. Dwa konie sędziwego Grenndo, na farmie na podgórzu. I potem jeszcze kolejne trzy, jakby im było mało. Później pięć dorosłych owiec Agroda Czerwonego. Gniazdo może i daleko, ale i też skrzydła spore, podlecieć im łacno a przezpiecznie, wszak nie polował na nie nikt… A sam żem jeszcze się z moimi synkami wypuścić nie chciał!

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              1
              • PiołunP Niedostępny
                PiołunP Niedostępny
                Piołun jako Kraghul Ośmiooki
                Mecenas
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #10

                Kraghul jeszcze przez chwilę przyglądał się płaskorzeźbom, nawet wtedy, gdy pozostali zaczęli się już zbliżać się do otwartych drzwi. Nie znał dobrze historii krasnoludów z tych stron, ale znał naturę tego dumnego ludu. Żadnych plam na honorze. Czy to właśnie dlatego zmieniono historię zawartą w reliefie? Przesunął opuszkami palców po jednym z wyżłobień, tam gdzie dłuto zostawiło świeższy ślad. Próbował wyczuć, jakie emocje targały tym, który nanosił poprawki. Zmarszczył lekko brwi. Historia na ścianie była prosta. Bestie napadły na wsie. Waleczni jeźdźcy na smoczych grzbietach przybyli i zwyciężyli. Brodaty wojownik z płonącą włócznią postawił stopę na pokonanej wywernie. Tylko czy tak właśnie było?

                Ork nic nie skomentował. Milcząc, cofnął dłoń od ściany i dopiero wtedy ruszył za resztą. Kher poruszył odnóżami na jego barku, jakby też wyczuł, że coś jest nie tak. Kiedy Zakareth wspomniała o pieczęci i Alocerze, Kraghul obrócił ku niej lekko głowę. Wysłuchał, nie przerywając marszu. Nie znał dobrze imion piekielnych panów i nie zamierzał udawać, że jest inaczej. Nie podejrzewał też, jaki to może mieć związek z ich sytuacją. No cóż, pewnie wszystko jak zawsze wyjaśni się z czasem.

                Wejście do środka przyniosło ciepło. Przyjemne, mocne, a jego ciało przyjęło je niemal zachłannie po znojach na skutym lodem trakcie i wiatrach ciągnącym ze zboczy, które przemyciły zimno głęboko w jego mięśnie kości. Ork przez moment pozwolił, by ciepło komnaty go nasyciło, ale nie przymknął oczu z ulgą. Nie miał wrażenia, że znajdują się w schronieniu.
                Zbyt wiele było tu zwierzęcych szczątków, by mógł się odprężyć.
                Kości na półkach. Wypchane truchła niedźwiedzi. Wilk ze szczerzącymi się kłami. Martwe pyski zwierząt, którym taksydermista zostawił na obliczach tyle gniewu, ile tylko zdołał. Ludzie nie rozumieli, że kości i skóry też mają moc, a dla wrażliwych na duchy było to naprawdę paskudne miejsce. Nie wspominając już o tym, że nie widział w tych trofeach powodów do dumy. Nie zabito tych zwierząt dla mięsa, dla skór ani nawet dla rytuału sprawdzenia sił, który miał wprowadzić młodego orka w dorosłość. To było Thrak-gor. Łowy dla pychy.
                Mimo wszystko nie chciał pokazać gospodarzom swojego niesmaku. Ostatecznie nie zmieniłoby to ich nastawienia, a Ośmiooki nie brał udziału w walkach, których nie mógł wygrać. Kher wspiął się wyżej, bliżej szyi orka. Kraghul uniósł rękę i na moment dotknął go palcem, delikatnie, gestem niemal niepasującym do wielkiej dłoni. Chowaniec wyczuwał jego nastroje i reagował na nie.

                W środku dokładnie przyjrzał się krasnoludom. Rzucił spojrzeniem na Dorlivina i Vorlindiego, tak podobnych i tak różnych w sposobie, w jaki nosili swoje imiona. Potem na Auldegrunda Ponurego, który wyszedł do nich z dumą gospodarza i przywitał ich jowialnie. Bardzo cudacznie jak na gust Kraghula. Nie uszło też jego uwadze, że jedzenie mieli przygotować synowie. Czy we włościach urządzonych z takim rozmachem nie było służby? Nie wiedział, co ma myśleć o tej trójce. Nie mógł pozbyć się wrażenia, że trochę nie pasują do aury tego miejsca. A może po prostu zbyt mało czasu spędził wśród tego niskiego ludu? Westchnął i spoczął ciężko na jednym z krzeseł, wyraźnie nieprzygotowanym dla kogoś jego gabarytów.

                Zakareth zapytała wprost, co albo kogo mają zabić, co nieco go zdziwiło. Zdążył przywyknąć do bezpośredniości towarzyszki, ale nawet on nie spodziewał się poruszenia tej kwestii tak szybko. W pewnym sensie było to uczciwsze pytanie niż większość grzecznych powitań. Patrzył na Auldegrunda, kiedy ten zaczął mówić o wywernach, i znowu głęboko się zastanowił, do czego właściwie byli mu potrzebni. Pan tylu trofeów nie zasłaniałby się chyba lękiem przed prawdziwymi łowami. W końcu to była Lwia Loża. Na dodatek przed wejściem miał wrażenie, że mury te są po części więzieniem. Jeśli nie chodziło o żadną bestię zamkniętą w środku, to o co? Coś bardzo mu w tym wszystkim nie pasowało.

                I znowu wywerny. Te same, co na reliefie. Czy to był przypadek? Nie sądził, by w istocie tak było. Zamierzał wywiedzieć się więcej od gospodarza, lecz najpierw trzeba było zadbać o introdukcję i fasadę uprzejmości.
                – Droga była ciężka, ale warta znoju. Poza tym do żadnego miejsca wartego zobaczenia nie mogą wieść łatwe ścieżki – powiedział w końcu niskim, chropawym głosem.
                Spojrzał krótko w stronę wejścia, jakby widział przez ściany świeże ślady dłuta na zewnętrznych reliefach.
                – Wasza Loża jest większa, niż się spodziewałem. I cięższa.
                Miał nadzieję, że nie brzmiało to jak obelga. Nie potrafił pochwalić tego miejsca w naturalny sposób, więc zwrócił uwagę na fakty, które i tak mogły zostać odebrane przez gospodarzy jako komplement. Do kompletu pochylił lekko głowę przed gospodarzem, bardziej z tytułu zasad gościny niż z uniżoności.
                – Kraghul Ośmiooki – przedstawił się krótko. – Dziękuję za zaproszenie i ciepło twego ognia, Auldegrundzie Ponury.
                Powiedział to z odpowiednim szacunkiem, po czym, mając kwestie grzecznościowe za sobą, przeszedł do meritum.
                – Nie jestem wielkim znawcą, ale czy wywerny nie zabijają zwykle wtedy, kiedy są głodne albo kiedy bronią gniazda? Jeśli mamy je zabić, dobrze byłoby wiedzieć, co je sprowokowało. Czy to jedna z bolączek tych stron? Nie umknęło mojej uwadze, że na reliefie przy wejściu również upamiętniono ubicie wywern. Zresztą, chciałem też zapytać przy okazji, czy nie zechcesz, drogi gospodarzu, przybliżyć nam historii tam zawartej?
                Zarzucił gospodarza garstką pytań i czekał na odpowiedź.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                1
                • SantorineS Niedostępny
                  SantorineS Niedostępny
                  Santorine jako Mistrz Gry
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #11

                  Wcześniej - Kraghul

                  Kraghul przyłożył dłoń do kamiennego reliefu. Głaz był zimny, zaiste, zimny podwójnie albo i potrójnie, bowiem zewnętrze Loży zostało wystawione na działanie legendarnego wichru Obłędnych Gór, który, jeśli tylko wierzyć bajaniom gawiedzi, potrafił przeniknąć do kości nawet najtęższego z wojowników.

                  Ork skupił się przez parę dłuższych chwil, próbując odczytać, czy w kamieniu został jakiś ślad emocji. Skupił się, skupił…

                  Wizja. Ręce uderzające w kamień. Ktoś, chyba krasnolud. Jakiś tuzin rąk, pieczołowicie uderzających w kamienne lico. Wielu z nich, całkowicie obojętnych, wykonujących rozkazy. Jeden jednak… Poczucie chytrości. “Nowe czasy… Nowe metody”, głos nienależący do kogokolwiek przemknął przez umysł orka. Może to był nawet głos samego Kraghula? Chęć ukrycia czegoś. Zatarcia śladów. Pozostałość emocji płonęła w kamieniu. A potem nic, nic. Rozwiała się, jak dym.

                  Wizja odeszła tak szybko, jak przyszła. To było wszystko.

                  Po wejściu do Loży - Kraghul

                  – Droga była ciężka, ale warta znoju. Poza tym do żadnego miejsca wartego zobaczenia nie mogą wieść łatwe ścieżki – Kraghul powiedział w końcu niskim, chropawym głosem. – Wasza Loża jest większa, niż się spodziewałem. I cięższa.
                  – Ba-ha! – Auldegrund z dumą rozpostarł się na swoim siedzeniu – Jakżeby inaczej! Warto tu być, a jakże… Warta znoju rzecz. Dzięki ci, dużo żeśmy się napracowali. Konkretny grosz w rzecz wszedł, a jakże!

                  W tym samym czasie, zza drzwi, gdzie wcześniej zniknęli Dorlivin i Vorlindi poczęły dobywać się nęcące zapachy: pieczone mięsiwo i drażniąca woń ziół mieszały się w jedno. Jaithe przysiągłaby, że gdzieś tam bulgotał kocioł, zaś Zaira, strzygąc swoimi długimi uszami, usłyszała klamor naczyń i syk noży, które wbijały się w kawałki upolowanego mięsa. Krasnoludy spieszyły się, aby wkrótce podać to, co mieli do zaoferowania.

                  Tymczasem konwersacja trwała.

                  – Nie jestem wielkim znawcą, ale czy wywerny nie zabijają zwykle wtedy, kiedy są głodne albo kiedy bronią gniazda? – zapytał Kraghul. – Jeśli mamy je zabić, dobrze byłoby wiedzieć, co je sprowokowało. Czy to jedna z bolączek tych stron? Nie umknęło mojej uwadze, że na reliefie przy wejściu również upamiętniono ubicie wywern. Zresztą, chciałem też zapytać przy okazji, czy nie zechcesz, drogi gospodarzu, przybliżyć nam historii tam zawartej?

                  Auldegrund przeżuwał słowa orka przez jakiś czas.

                  – Chcesz ode mnie odpowiedzi i opowieści – postukał się w swoją srebrną czuprynę. – Mmm. A i słuszne to… No – stary przez parę chwil zbierał myśli i drapał się po czerepie. – Wywerny, prawda… Przeklęta plaga, ot, i tyle. Vorlindi wypuszczał się na stoki wcześniej, a, prawda to. Zebrał paru luda z sioła opodal. Moc kreatur tam, na stoku. Chcieliśmy się wypuścić we trzech, ale… Wszak żem słyszał, żeście w pobliżu. Czemu nie? – Auldegrund rozpostarł ręce. – Co tam je sprowokowało? Aaa. Długa rzecz, opowiadać. Nazajutrz bym wam rzekł co więcej, jak bestie podejść. Nie taka łatwa sprawa. Długi temat, rzekłbym. I nie na pusty żołądek.

                  Jeśli zaś chodziło o opowieść co do tego, co zostało przedstawione na kamiennych reliefach na zewnątrz, Auldegrund uśmiechnął się niemal przepraszająco:

                  – Znam wiele opowieści, ale ta, co jest wyryta na murach Lwiej Loży, jest najkrótsza. Rzekłbym ci cały werset mego klanu, ale widzisz, wypiłem swe pierwsze piwo przed tym, kiedy nowe wersety zostały dodane.

                  Pokręcił głową i zaśmiał się krótko.

                  – Prapraprapradziad mój, Bhandrin, osiedlić się miał w Janderhoff, ale grosz mu nie szedł, tedy imał się łowiectwa i garbarstwa. Począł polować u stóp gór, i, onuż, widzisz, wywerny. Zażarte bestie, nie tak szybko pójdą w piach. Zwołał wtedy luda z sioła, zbrojni w widły i czerepy. Wzięli, weszli w góry i usiekli parę zielonych gadów. I Lożę założyli. I prawda to, jak gadają pisma, mój dziad wprawny był w rozkazywaniu smoczyskom. Jaką to sztukę w onych czasach poznał, jego rzecz. Ot… I tyle.

                  Krasnolud roześmiał się, jakby cała rzecz była żartem.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  2
                  • slann22S Niedostępny
                    slann22S Niedostępny
                    slann22 jako Zakareth z Leng
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #12

                    Zakaret przysłuchiwała się temu co mówią, a potem zostawiła się przez moment, bo coś tutaj zupełnie jej nie pasowało.
                    - Wyverny… Potwory podobne do Byakhe albo pradawnych Serpentisów… Aczkolwiek nie spokrewnione z nimi… Nie dziwi mnie to, że Potwory atakują owce i inne stworzenia, bo podobnie robią Pająki Czeluściowe, aczkolwiek one zazwyczaj porywają tylko dzieci lub psy… - Przekrzywiła głowę i spojrzała swoimi naturalnymi oczyma prosto w oczy patriarchy krasnoludów. *- Wyglądacie na zapalonych łowców, więc jestem trochę zaskoczona, że sami się nie udaliście, aby na nie zapolować

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    1
                    • MekowM Niedostępny
                      MekowM Niedostępny
                      Mekow jako Zaira
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #13

                      Było bardzo miło znaleźć się w ciepłym pomieszczeniu i zdjąć pelerynę. Od razu dało ono o sobie znać, a i widoki były dość interesujące - trofeów nie brakowało, a wręcz zostały one wystawione jak na pokaz.

                      Zaira skinęła głową - najpierw dwukrotnie witając się z krasnoludami, potem jeszcze raz, gdy powitała ich głowa rodziny gospodarzy.

                      Elfka słuchała rozmów, przyglądając się uważnie wypchanym zwierzętom. Osobiście nigdy tego nie robiła - zwyczajnie szkoda by było czasu. Polowała, jak najbardziej. Mięso było do jedzenia, piór używała do robienia strzał lub odsprzedawała tanio jako narzędzie piśmiennicze, zaś futra były na sprzedaż - ale to ostatnie nigdy nie było celem a jedynie odbywało się tylko przy okazji.
                      Ciężko jej było określić, czy zostały zrobione miesiąc temu, czy pięć dekad temu - musiało to być jakoś tak pomiędzy i z pewnością rozwleczone w czasie.
                      Odniosła wrażenie, ze niektóre z oczu w głowach wypchanych wilków były puste. Inne miały jakieś oszlifowane kamienie lub szkiełka i wyglądały dużo bardziej "żywo". Ale braki te dawały się zauważyć dopiero po dokładniejszym obejrzeniu z bliska, więc był to niewielki defekt.

                      Nie trwało długo, zanim dała odpocząć zmęczonym nogom i zasiadła do stołu.
                      Była przekonana, że wywerny są dużo groźniejsze niż wystawione w pomieszczeniu trofea. Było dla niej nawet zagadkowe i dziwne, że nie pochwalili się wypchaną wywerną - skoro ich przodkowie skutecznie z nimi walczyli. Ale naturalnie nic takiego nie powiedziała.
                      Jej zdaniem, wywern tyczyły się te same zasady jak i innych zwierząt - jak choćby zapotrzebowanie na jedzenie i prokreację.
                      - Ja się na wywernach może średnio znam, - zaczęła skromnie, - ale moim zdaniem, wróciły na stare tereny aby dopełnić pętlę życia. Wiele zwierząt migruje aby złożyć jaja i nawet sam już wspomniałeś o gniazdach, - mówiła i spojrzała na gospodarza. - A że biorą więcej jedzenia niż zdaje się potrzebne. Moim zdaniem zabierają je do gniazda aby nakarmić młode, które same jeszcze nie polują. Ale to ostatnie może się niedługo zmienić, więc trzeba działać w miarę szybko... Kiedy następowały te porwania zwierzyn?

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      2
                      • SantorineS Niedostępny
                        SantorineS Niedostępny
                        Santorine jako Mistrz Gry
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #14

                        – Wyglądacie na zapalonych łowców, więc jestem trochę zaskoczona, że sami się nie udaliście, aby na nie zapolować – rzekła Zakareth.
                        – Aaano – krasnolud powiódł swoją okrągłą dłonią, chełpliwie wskazując na każde z trofeów zawieszone na ścianie. – Powiadają, że jeden z mych przodków z rodu Ponurorytu, Trudigg Pięściotarcza, zakończywszy boje w Obłędnych Górach, słynął ze swej niezwykłej techniki podchodzenia zwierzyny i łamania jej karku jednym ciosem. Taaak… Ja, Dorlivin i Vorlindi jesteśmy łowcami. Bestie jednak są zawzięte, rozumiecie? Vorlindi gadał, że te tutaj atakują masą po trzy, po cztery! Nie taka łatwa rzecz.

                        Krasnolud poskubał swą siwą brodę.

                        – Synowie moi coś gadali, że w rzecz może być zamieszana jaka magia – rozłożył ręce. – Nie wyznaję się na rzeczy…

                        Zwrócił się jeszcze do Zairy, która spytała się, kiedy ostatnim razem wywerny zaatakowały:

                        – Ostatni raz? – Auldegrund wysunął przed siebie swoją pulchną dłoń i począł liczyć. – Jakieś… Dwa… Mmm. Dwa albo trzy tygodnie temu. Dwa raczej niż trzy. Zabrały wtedy sześć owiec. To byśmy rachowali, że niedługo puszczą się na nas jeszcze raz.

                        Zaira i Kraghul sięgnęli pamięcią co do natury wywern. Cóż, wydawało się, że stary krasnolud miał rację. Wywerny zdawały się rzadko wypuszczać na te tereny, jednak głód i polowania szczepów orków w Obłędnych Górach mogły ściągnąć niektóre z nich na tereny, takie jak ten. Kraghul i Zaira znali wywerny jednak jako samotne drapieżniki, rzadko kiedy łączące się w coś więcej niż parę. Toteż wieści o trójce lub czwórce łuskowatych paszcz ork i elfka przyjęli za co najmniej rzadkie, niemalże nieprawdopodobne.

                        Tymczasem, z drzwi, gdzie dobiegały odgłosy gotowania strawy, wyszedł Dorlivin. Krasnolud o włosach rudych jak rdza zrobił lekki ukłon w stronę swego ojca, który lekko skinął głową. Niosąc antał wina, nalał on do czaszy w dłoni Auldegrunda, po czym z małej kiesy przy pasie wyciągnął pięć dodatkowych kielichów. Cztery rozłożył przed wędrowcami i nalał wino do każdego z nich, piąty zaś nalał sobie.

                        – Strawa będzie niedługo – rzekł.

                        I dodał:

                        – Stara tradycja Ponurorytu dla nowicjuszy każe, by ten rzekł opowieść o największej, najbardziej zażartej i najbardziej niebezpiecznej bestii, z jaką się starł – rzekł Dorlivin. – I jak się udało ją pokonać. Czy… Oddacie honoru staremu obyczajowi i rzekniecie, z jakimi bestiami walczyliście na waszych ziemiach? Wszakże Auldegrund Ponury rzekł już nieco o misji, rzeknijcie nieco o sobie.

                        Dorlivin, rzucając od czasu do czasu spojrzenie na Auldegrunda, stanął przed czwórką wędrowców, oczekując odpowiedzi.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        1
                        • LubeszL Niedostępny
                          LubeszL Niedostępny
                          Lubesz jako Jaithe
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #15

                          Jaithe
                          Weszłam przez worta, a ciepłe powietrze uderzyło mnie w twarz. Włosy lekko zafalowały i opadły nie poprawione na policzek. Wzrokiem objąłem całe majestatyczne pomieszczenie. Truchła zwierząt które tutaj były, nie wzbódzały we mnie odrazy, a raczej uczucia pokrewieństwa. Jakby one były podobne do mnie, albo ja do nich. Puste skorupy, które można było by natchnąć. Te świadectwa jednak były pokazem łowieckim, co dośc mocno i mnie zaniepokoiło że sami nie gnali się do walki z innymi bestami. Może polowali na pospolite zwierzyny, niżeli na większe bestie.

                          Sama pokiwałam głową na powitanie synom gospodarza, jak i później jemu samemu. Nie odzywałam się na razie, próbując zakryć swoją twarz aby ich nie spłoszyć. Przysłuchiwałam się rozmową które toczyli, rozglądając się bardziej w pomieszczeniu, próbując zobaczyć lub dostrzec coś co mogło by wzbódzić moje obway. Moja wizja się nie myli, tutaj będzie coś emocjonującego, wolałam się na to przygotować. Miałam nadzieję że to nie ckliwa historyjka krasnolódów, bo to było by...nudne.
                          -Hm... Mowicie więc, że może być wmieszana magia do działań besti? To może naprawdę utrudnić łowcom polowanie jeżeli na takowe magiczne zwierzęta się nie brały - Powiedziałam a moja dolna szczęka się podzieliła na przecięciu brody. - Sama miałam doczynienia z magicznymi bestiami, ale raczej z ciemniejszymi istotami, niżeli zwyczajne bestie. Najciekawszą moją zdobyczą było stworzenie z innego wymiaru, sama do końca nie wiem co to mogło być, choć je badam. A co do wiwern, jakie macie dowody lub poszlaki odnośnie magii? Mam nadzieję że będziemy mogli je zobaczyć, aby uspokoić was że to są jednak zwyczajne stworzenia, które zachowują się nadmiar nie przewidywalnie przez inny zewnętrzny czynnik

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          ♥
                          3
                          • slann22S Niedostępny
                            slann22S Niedostępny
                            slann22 jako Zakareth z Leng
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez slann22
                            #16

                            Zakareth była absolutnie pewna, że to wszystko jest jedną wielką płapką, ale uznała że z czystej ciekawości może w nią wpaść. Jednakże wolała zadać pytanie.
                            - Nie jestem pewna, jak potężne są Wyverny… Podejrzewam jednak, że nasza drużyna byłaby w stanie poradzić sobie z jedną, być może dwoma, chociaż to wątpliwe, ale trzy lub cztery to zdecydowanie zbyt wiele jak ma nasze możliwości… Jeśli chodzi o najgroźniejszą istotę jaką kiedykolwiek Pokonałam… Na początku chciała opowiedzieć o jednym z kucharzy z zamku Maledictus, ale potem zmieniła zdanie i powiedziała. - Śpiewający pająk z błękitnych szczytów…. Potrafią swoją śpiewem zwabić kogoś w pajęczynę… Nie żywią się jednak jego ciałem, a snami i marzeniami -

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            2
                            • MekowM Niedostępny
                              MekowM Niedostępny
                              Mekow jako Zaira
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez Mekow
                              #17

                              Zaira zastanawiała się jakie stworzenie było najpotężniejszym jakie upolowała. Na te najgroźniejsze bestie zawsze polowali w grupach, zatem nie mogła sobie przywłaszczyć chwały ich pokonania. Z jej osobistych polowań? Ludzie zdawali się być na szczycie listy, ale czy oni się liczyli?
                              Nieznane stworzenie z innego wymiaru, czy też wielki magiczny pająk otumaniający śpiewem brzmiały interesująco i egzotycznie. Zaira nie miała takich doświadczeń, ale w obronie ich Lasu polowała na niejedno.
                              - Owlbear, dosyć wielki, jeśli chodzi o mnie osobiście. Uporczywością i celnie wypuszczanymi strzałami - powiedziała z nieukrywaną nutą dumy.
                              - Ale brałam też udział w upolowaniu hydry i wybiciu stada terrorbirdów, a to zrobiliśmy dzięki dobrej pracy zespołowej - dodała szybko. I na tym powinni się teraz skupić jeśli chcieli ubić grupę wywren, na pracy zespołowej łączącej magię i stalową broń, oczywiście przy zastosowaniu dobrej taktyki myśliwskiej.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              1
                              • SantorineS Niedostępny
                                SantorineS Niedostępny
                                Santorine jako Mistrz Gry
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                #18

                                – A co do wiwern, jakie macie dowody lub poszlaki odnośnie magii? Mam nadzieję że będziemy mogli je zobaczyć, aby uspokoić was że to są jednak zwyczajne stworzenia, które zachowują się nadmiar nie przewidywalnie przez inny zewnętrzny czynnik – zapytała Zaira.

                                Auldegrund, obserwowany przez Dorlivina, odparł w te słowa:

                                – Przecie gadam, że porywają ludziska w kupie – wzruszył ramionami, nagle zniecierpliwiony. – Bestie raczej pojedynczo przylatują, no chyba, że para. Ale bym gadał, że coś niedobrego za sprawą jest. Ooo, niedobrego.

                                ~

                                Rozmowy i wymiana uprzejmości z Auldegrundem trwały jeszcze jakiś czas. Stary krasnolud, w miarę upływu czasu, zdawał się być coraz bardziej zainteresowany swoimi własnymi uwagami i tonem swojego głosu, zamiast tym, co mieli do opowiedzenia podróżnicy. Jeśli chodziło zaś o misję, którą mieli wypełnić przybysze, Ponury zbywał ich coraz bardziej: tłumaczył, że “nie czas jeszcze” i “o polowaniu to się gada nie o pustym żołądku”. Ot, zdawało się, że stary Auldegrund nie miał ochoty do rzeczy powracać w tym dniu, raz nakreśliwszy, na czym sprawa polegała.

                                Dorlivin był przez jeszcze jakiś czas w pomieszczeniu i słuchał tego, co goście, którzy zawitali do Loży mieli do powiedzenia. Dorlivin wydawał się być pod wrażeniem opowieści trzech kobiet, które stanowiły pewien kontrast do orka, który milczał, rozpostarty na swym siedzeniu.

                                Krasnolud szybko wycofał się do wnętrza pomieszczenia, gdzie jego brat przygotowywał jedzenie. Zdało się, że dwójka zdwoiła swe wysiłki, aby wreszcie dostarczyć jedzenie, bowiem z lekko uchylonych drzwi uderzyła feeria zapachów: dominowało pieczyste, jednak i przebijały się też akcenty ziół.

                                Wreszcie, zdobione dźwierze do kuchni otworzyły się i dwóch krasnoludów wyszło z nich, niosąc nęcące nozdrza jedzenie.

                                Wewnątrz mis znajdowały się przeróżne potrawy, które, choć skromne i posiadające pewny surowy urok, wyglądały na zaiste przyrządzone z należytym pietyzmem. Była tu pieczeń z sarniny o aromacie czerwonego wina, rozmarynu i pieprzu. Polana była fioletowo-czerwonym sosem z jeżyn, jagód i porzeczek. Wokół niej, na podobieństwo mchu porastającego głaz, rozsypana została kasza gryczana z grzybami i cebulą, pachnąca świeżą natką pietruszki. Poza daniem głównym, czyli pieczenią, były pieczone selery, marchewki i buraki, zaś osobną misę zarezerwowano na modrą kapustę podaną z jabłkami i śliwkami. Każdy z krasnoludów miał na swych plecach mały antałek wina.

                                ~

                                Auldegrund, kiedy tylko jego synowie podali mu przyrządzone jedzenie, zawołał:

                                – Wreszcie, synowie moi! Kuchciki z was przednie, ale grzebiecie się w onej kuchni jak muchy w smole albo jak klacz w oborze, pfhe-he-he! – krasnolud rubasznie zaśmiał się z własnego żartu, zatopił widelec w odciętym kawale mięsiwa i z uśmiechem od ucha do ucha głośno żuł pieczyste. – No! Goście! Częstujcie się, czym chata bogata, jak gadają… Lub Loża!

                                I zaśmiał się raz jeszcze, żując i mlaskając bez zażenowania. Vorlindi zdjął ze swych pleców antał i postawił przed sędziwym krasnoludem, Dorlivin zaś zbliżył się do śmiałków i odkorkował antał.

                                Nagle…

                                Krasnolud stracił równowagę i pchnął nieco mocniej jeden z kielichów, który należał do Zakareth. Wino rozlało się nieco, choć krasnolud w ostatniej chwili złapał kielich. Niestety! Krople wina rozlały się już na stół i na posadzkę, plamiąc ziemię.

                                – A… Wybaczcie no… – burknął nagle zbity z pantałyku Dorlivin.

                                Auldegrund jednak parsknął potężnie i z ledwością przełknął, aby wreszcie ryknąć śmiechem.

                                – Dorlivin! Chlać miałeś przestać, na wszystkie diabły! – siwobrody śmiał się jeszcze przez parę dłuższych chwil, wypełniając przestronne wnętrze tubalnym rechotem. – Do kroćset, cóż nie tak jest z tym dzieciakiem? Ha-ha-ha!

                                Auldegrund przez dłuższy czas rechotał, jednak Dorlivin przybliżył się do Zakareth i w ułamku sekundy szepnął, ścierając rozlane wino:

                                – Nie jedz, zatrute.

                                To było wszystko. Szept krasnoluda był nie głośniejszy niż odległe szuranie myszy. Auldegrund, zaśmiewając się, pokraśniał i robił rumor swym kielichem, prześmiewczo naśladując swego syna, Vorlindi zaś był całkiem zajęty usługiwaniem staremu.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                1
                                • slann22S Niedostępny
                                  slann22S Niedostępny
                                  slann22 jako Zakareth z Leng
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                  #19

                                  Zakareth Z wielkim trudem powstrzymała się przed tym, aby ciężko westchnąć słysząc to co mówią krasnoludy. Hotel czekała na gotowany poczęstunek, obejmując swój okuty z piwem kostur. Uczty nie były tym, co ją pasjonowało… Zwykli mieszkańcy Leng wyprawiali czasem uczty i biesiady, ale takie istoty jak ona… Były jedyne aspekty życia pośród normalnych istot, Które o wiele ją interesowały, Ale ich tutaj raczej nie było…

                                  Potem jedynek na uczcie usłyszała od jednego z braci, Dorilvina, że podano im truciznę, powiedziała.
                                  - Muszę się przebrać, a także Udać do toalety… Coś z moim żołądkiem nie tak - I gdy przechodziła obok Zairy zgięła się Boleśnie w pół, i i jej szeptem na ucho
                                  .- Chcą nas otruć.- I ruszyła dalej.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • PiołunP Niedostępny
                                    PiołunP Niedostępny
                                    Piołun jako Kraghul Ośmiooki
                                    Mecenas
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Piołun
                                    #20

                                    Kraghul słuchał kolejnych odpowiedzi, nie przerywając nikomu. Nie wyglądał na znudzonego, choć właściwie trudno było odczytać cokolwiek z jego twarzy. Zmieniło się to dopiero przy wzmiance Zakareth o Śpiewającym Pająku z Błękitnych Szczytów. Poruszył wtedy lekko palcami opartymi o stół, a jego twarz przybrała przykry grymas. Próbował sobie to wyobrazić. Kher, jakby wyczuwając zmianę nastroju orka, przesunął się nieco na jego barku.

                                    Pająk żywiący się snami i marzeniami.

                                    Było w tym coś paskudnego. Rozumiał zwykły głód, ale ten rodzaj czerpania energii z innych istot jawił mu się jako dalece bardziej okrutny. Głód był głodem i czasem trzeba było zjeść mięso innej istoty, ale to? Paskudna była sama myśl, że coś może zostawić ciało, a zabrać z człowieka to, co pozwala mu wstać następnego dnia. Jego sens.

                                    Opowieść Zairy spodobała mu się bardziej. Zmagania, którym musiała sprostać, przypominały nieco jego rytuał wejścia w dorosłość. Sowoniedźwiedź. To było nader imponujące, ale osiągalne dla kogoś, kto wcześniej się przygotuje i wybierze teren. Do tego hydra i terrorbirdy pokonane wspólną pracą. Kraghul nie powiedział tego głośno, ale skinął jej lekko głową z uznaniem. Tak, praca zespołowa była ważna, zwłaszcza jeśli mieli wyjść z tego cało.

                                    Sam długo nie odpowiadał. Dorlivin czekał, Auldegrund mówił coraz chętniej, sala pachniała pieczenią, winem i dymem, ale ork nie rozkoszował się tym. Miał wrażenie, że im więcej słów padało przy stole, tym mniej było w nich prawdziwej treści. Znał mniej więcej sposób żerowania wywern. Nie był może w tej kwestii specjalistą, ale wychowując się wśród orczych łowców, nabywało się trochę wiedzy. Stworzenia te atakowały samotnie lub czasem w parze. Rzadko więcej. Wieść o trzech albo czterech naraz trąciła mu przesadą.

                                    Kiedy wreszcie podano jedzenie, nie rzucił się na nie, chcąc dać wyraz temu, iż nie należy z góry oceniać ogłady orków. Część jego współplemieńców oczywiście odmiennie potraktowałaby tę sprawę, chwyciłaby szybko za nóż, a może nawet rękoma wybrała polewkę z misy, ale Kraghul czuł się zobowiązany zmieniać utrwalone stereotypy. Nawet jeśli zapach sarniny i grzybów był nader kuszący. Przyjął miskę, spojrzał na pieczeń i przez chwilę się zawahał. Nie chciał wyjść na nieuprzejmego, ale od początku wiele mu nie pasowało w tej wizycie. Brak służby, przeczucie, iż Loża stanowi pewien rodzaj więzienia, mętne tłumaczenia gospodarza. Coś mu tu nie pasowało. Na razie dał jedzeniu ostygnąć.

                                    I właśnie wtedy podano mu kielich. Ork grzecznie odmówił. Nana Anadi mu świadkiem, że w kontaktach z duchami lepiej pozostawiać trzeźwy umysł. Nie ma nic gorszego niż obcowanie z duchami w stanie upojenia. W końcu kontakt często bywa obustronny. Znacznie lepiej spisywały się różne mieszanki ziół, które wynosiły umysł na inne poziomy świadomości, choć wątpił, by gospodarze mieli akurat coś takiego.

                                    Kiedy rozważał tę kwestię, Dorlivin akurat zachwiał się przy kielichu Zakareth. Kraghul doliczył ów fakt do kupki podejrzanych sytuacji. W każdym razie jego spojrzenie na moment stwardniało. Widział już, jak ktoś potyka się ze zmęczenia albo w stanie upojenia. To tutaj mogło być zwykłym przypadkiem, ale wątpliwości narastały. Kher wspiął się wyżej, bliżej szyi orka, a cienkie odnóża musnęły skórę pod jego uchem.

                                    Zakareth podniosła się chwilę później, mówiąc coś o żołądku i potrzebie przebrania. Kiedy przechodziła obok Zairy, zgięła się w pół odrobinę zbyt teatralnie, a Kraghul odprowadził ją wzrokiem. Nie trzeba było mieć przydomku Ośmiooki, by wiedzieć, że coś jest na rzeczy. Miał tylko nadzieję, że gospodarz nie jest równie bystrym obserwatorem. Trzeba było jakoś skupić jego uwagę. Pytał o największą, najgroźniejszą bestię. Dobrze. Niech spóźniona odpowiedź Kraghula będzie dywersją i da czas reszcie grupy na... na cokolwiek teraz planowali.

                                    – Wśród mojego ludu młody ork nie staje się dorosły z czasem. Musi przejść próbę, rytuał dorosłości... – odezwał się w końcu niskim, chropawym głosem. – Rada dobiera poziom wyzwania wedle własnego zamysłu. Oczywiście nikt nie ma żadnych forów, ale głupio jest szafować tym samym wyzwaniem wobec każdego. Sprawiedliwie nie znaczy równo.
                                    Na moment spojrzał na wypchane łby zwierząt. Potem na Auldegrunda i jego synów.
                                    – Mnie posłano kiedyś za ankhravem – powiedział po chwili. – W języku mojego ludu bestie te noszą nazwę Gorakh'aktha, co można przetłumaczyć jako "żądło mieszkające w ziemi".
                                    Urwał na moment, jakby próbował przedrzeć się przez osnowę wspomnień.
                                    – Nie jest to bestia, którą można podejść jak jelenia albo zagonić jak dzika. Nie widzisz jej, nie słyszysz, dopóki sama nie zechce, by ją ujrzano. Idziesz przez suchą równinę, a nagle ziemia pęka ci pod stopami. Musisz być gotowy, by w odpowiednim momencie wrazić włócznię w ziemię. To głównie próba cierpliwości i czujności. Cech, których wówczas nieco mi brakowało. Starsi dobrze dobrali swoją próbę, a ja wróciłem z łbem bestii. Silniejszy i lepszy niż w dniu, w którym mnie posłano.
                                    Nie uśmiechnął się.
                                    – A jeśli obyczaj pozwala spytać także gospodarzy, jaką bestią możecie pochwalić się ty i twoi synowie, Auldegrundzie Ponury? – zapytał i miał nadzieję, że takie zawiązanie tematu odwróci uwagę od... całej reszty.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    1
                                    • SantorineS Niedostępny
                                      SantorineS Niedostępny
                                      Santorine jako Mistrz Gry
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                      #21

                                      Zakareth powstała, Vorlindi zaś drgnął. W międzyczasie, Dorlivin, który już starł wino z blatu stołu, ustawił się nieco za Auldegrundem, gotów usługiwać swemu ojcu. Wygłoszona uwaga, aby iść do wychodka sprawiła, że Auldegrund rzucił krótkie spojrzenie na Vorlindiego, ten zaś z uśmiechem począł iść w stronę Zakareth. Zakareth miała niejasne przeczucie, że choć jej blef z pójściem do garderoby wszedł gładko, Auldegrund i pozostali zobaczyli, jak przytłumionym głosem rzekła coś do Zairy. Krasnoludy załapały coś… Chyba

                                      Auldegrund wydawał się jednak nie tracić rezonu.

                                      – Się rozumie – stary krasnolud nie podniósł głowy ze swojej misy, nadal intensywnie żując, mlaskając i opryskując śliną wokół wszystko. – Vorlindi, zaprowadź panią do garderoby.

                                      Krasnolud, zgodnie z instrukcją swojego ojca, wskazał drzwi, gdzie wcześniej wyszedł on sam i Dorlivin. Krępej postury brodacz wykonał przywołujący gest w stronę Zakareth, ta zaś podeszła nieco bliżej i poczęła kręcić się i spowalniać kroku. Kapłanka Nyarlothepa sięgnęła do swego plecaka podróznego i poczęła w nim gmerać ostentacyjnie, szukając czegoś chyba i grając na czas.

                                      W międzyczasie, Kraghul wyłożył Auldegrundowi swą historię z ankhravem, co krasnolud przyjął z wdzięcznym, acz nieco zobojętniałym wzrokiem. Opowieść Kraghula, za każdym razem, kiedy robił pauzę tudzież przecinek, zdawała się być akcentowana westchnięciami starego krasnoluda, który kręcił widelcem, ponaglając orka i kiwał głową.

                                      Kraghul spytał:

                                      – A jeśli obyczaj pozwala spytać także gospodarzy, jaką bestią możecie pochwalić się ty i twoi synowie, Auldegrundzie Ponury?

                                      Auldegrund podniósł swój wzrok znad drewnianej misy.

                                      – Chimera – Auldegrund pokiwał głową, zdaje się, wracając do wspomnień. – Sioło, co się Szron zwało. Cholerna bestia z trzema głowami, magiczne wynaturzenie jakieś. Ot, czasy się zmieniają, kiedyś to mój dziadek jeno na kuguary polował, a dzisiaj? Dzisiaj to uczciwy krasnolud to musi i zapolować, i przyhandlować, i…

                                      Urwał. Auldegrund spojrzał nagle na Zakareth, która od paru dłuższych chwil już grzebała w swojej torbie podróżnej, usilnie szukając czegoś. Zaraz potem jego wzrok odbił się na Kraghula, który absolutnie nie tknął swojego jedzenia, tak samo jak Jaithe i Zaira. Wydawało się, że stary krasnolud odczytał sytuację, która rysowała się przed jego oczyma.

                                      Auldegrund powstał nagle z siedzenia i wskazał na Dorlivina i Vorlindiego jakimś dziwnym, zamaszystym gestem, po czym wykrzyknął:

                                      – Dźwierze! Czas, czas, już czas!

                                      Z wrót do Lwiej Loży nagle dobiegł intensywny dźwięk przemieszczającego się mechanizmu, a potem głośny chrzęst, który przywodził na myśl tylko serię spadających zapadek i skręcających się łańcuchów, które w jednej, krótkiej chwili zwarły się.

                                      W tym samym czasie, Dorlivin i Vorlindi, a także i sam ich ojciec, odpięli swoje młoty bojowe zza pasów. Jedynie Dorlivin, który, wyciągając swój młot bojowy, ociągał się i jakoś wahał, jednak pokornie słuchał swego ojca.

                                      – BRAĆ ICH! – Auldegrund wykrzyknął.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      1
                                      • MekowM Niedostępny
                                        MekowM Niedostępny
                                        Mekow jako Zaira
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                        #22

                                        Zaira potraktowała poważnie wiadomość od Zakareth. Na szczęście nie zdążyła jeszcze niczego spróbować, choć niewiele brakowało. Elfka nie miała pojęcia co krasnoludy chciały zyskać zabijając ich, wszak mieli przy sobie niewiele więcej niż wartość zatrutego jedzenia, chyba. Wiedziała natomiast, że w pierwszej kolejności należało ostrzec pozostałych, ale siedzieli oni po drugiej stronie stołu, więc niebezpiecznie było to zrobić werbalnie. Niestety nie mieli też wspólnego doświadczenia z truciznami, do którego mogłaby się odnieść.
                                        Wysunęła i nawet wyprostowała nogę pod stołem, ale nie dosięgnęła siedzącej na przeciwko niej Jaithe. Na szczęście Zakareth odwróciła uwagę jednego z krasnoludów dzięki czemu elfka dyskretnie wysunęła się do przodu, siadając na samej krawędzi swojego krzesła. Jej stopa dosięgnęła kolan Jaithy, a mając jej uwagę, Zaira zaczęła znacząco mrugać prawym okiem - którego nie widział żaden z krasnoludów, jednak wiadomość sprowadzała się do ogólnego ostrzeżenia, niczego nie wyjaśniając.
                                        Zanim Zaira wymyśliła jak przekazać konkretną informacje, Auldegrund albo zorientował się że coś wiedzą albo stracił cierpliwość... No i się zaczęło.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        2

                                        Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                        Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                        Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                        Zarejestruj się Zaloguj się
                                        Odpowiedz
                                        • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                        Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                        • Najpierw najstarsze
                                        • Najpierw najnowsze
                                        • Najwięcej głosów


                                        • Zaloguj się

                                        • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                        • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                        Powered by NodeBB Contributors
                                        • Pierwszy post
                                          Ostatni post
                                        0
                                        • Kategorie
                                        • Ostatnie
                                        • Tagi
                                        • Popularne
                                        • Świat
                                        • Użytkownicy
                                        • Grupy
                                        • Strona startowa