Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje future
  3. Rozgrywka
  4. [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
Syreni Śpiew Neonów
KetharianK
Ketharian jako
Soulkiller
Mistrz Gry
JohnyTRSJ
JohnyTRS jako
Hartley „Mack” Mackinaw
GladinG
Gladin jako
HiFi
GreKG
GreK jako
Raze „Switch” More
WilczyW
Wilczy jako
Houston „Dingo” Dawn
MarrrtM
Marrrt jako
Shawn „Frog” Camara
NanatarN
Nanatar jako
Artemida „Brazil” Torquemada

[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
cyberpunkcyberpunk2077
274 Posty 7 Uczestników 4.2k Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • KetharianK Niedostępny
    KetharianK Niedostępny
    Ketharian jako Soulkiller
    Obsługa Moderator
    napisał(a) ostatnio edytowany przez
    #253

    Apartamentowiec na Vine, 23:15


    Aigo ruszyło z miejsca na wysokich obrotach zdezelowanego silnika, zapiszczało ostrą nutą zużytego paska rozrządu skręcając w poprzek jezdni w stronę zaułka będącego drogą wjazdu na tylny plac budynku. Słysząc te dźwięki część mieszkańców obejrzała się natychmiast w kierunku czerwonego autka, a stygnące już emocje przeszły w podejrzliwe okrzyki, kiedy parę osób niewątpliwie zadało sobie w myślach to samo pytanie.

    Shawn nie poczuł się reakcją lokalsów zaskoczony, bo będąc na ich miejscu sam też byłby podejrzliwy wobec obcych kręcących się na terenie uważanym za własne terytorium, zwłaszcza przy okazji wyłączenia prądu późnym wieczorem w całym budynku.

    Opuszczając rękę w pobliże ukrytego pod ubraniem pistoletu, solo odprowadził wzrokiem znikający za rogiem apartamentowca samochodzik, zmienił nieznacznie pozycję na widok pierwszych ruszających jego śladem lokalsów. Szukał wzrokiem śladu broni, gotowy do siłowego odpędzenia najbardziej ciekawskich od zaułka w razie takiej potrzeby.

    I wtedy z miejsca ruszył ciemny van, który przez cały ten czas pozostawał w polu widzenia Shawna. Furgonetka wjechała po skosie na ulicę, by zahamować po kilkunastu metrach przed wejściem do budynku i grupą mieszkańców. Odciągane na prowadnicach boczne drzwi pojazdu stanęły otworem przed wyskakującymi z nich ludźmi.

    Od chwili pojawienia się furgonu na ulicy Frog miał niezbitą pewność, że obecność pojazdu nie ma w sobie niczego z przypadku i że za przyciemnionymi szybami pojazdu kryje się mnóstwo obserwujących ulicę oczu. I że w każdym momencie ich właściciele mogą się wysypać na zewnątrz furgonetki sprowokowani odpowiednim bodźcem.

    Ale kiedy ukryci dotąd w wozie ludzie znaleźli się na chodniku, Shawn Camara uświadomił sobie w jednej chwili jak bardzo się w jednej kwestii pomylił.


    Tyły apartamentowca


    Leif przeklinał z pasją pod nosem, podciągając się na kierownicy Aigo dla uzyskania lepszej widoczności za przednią szybą. Zderzak czerwonego autka uderzył w jakieś skrzynki, w plastikowe opakowania po jedzeniu i kartony, podskoczył na czymś, co wpadło pod samochodzik waląc metalicznie i zgrzytając o jego podwozie.

    - Co to kurwa było? - wyrzucił z siebie Hartley - Jakieś rury?!

    Leif nie odpowiedział zakręcając za tylnym narożnikiem apartamentowca i hamując raptownie. Mętne światło przednich reflektorów Aigo padło na odrapany metalowy kontener na śmieci i kształty znajdujących się na nim ludzi.

    - Kurwa - stęknął Gundarsson łapiąc za klamkę drzwi - Czy to Switch?!


    Vine Street przed budynkiem, 23:16


    Było ich pięciu, może sześciu - Shawn nie miał w tym względzie pewności, bo zbyt wiele rzeczy zaczęło się dziać w tym samym czasie wystawiając na próbę podzielność uwagi solosa. Poruszali się w ewidentnie wcześniej przećwiczony sposób, ubezpieczając się wzajemnie, błyskawicznie identyfikując źródła zagrożenia. Sam ich widok już w pierwszych sekundach wywołał wybuch paniki na chodniku, nie tylko świadomością tego, że byli ciężko uzbrojeni, ale i barwami ich przynależności.

    Paramilitarne stroje, kuloodporne kamizelki z nadrukowanymi symbolami gangu, palące się intensywną czerwienią bojowego oprogramowania cyberoczy, pomruk serwomechanizmów wspomagających kończyny.

    6th Street.

    Jeden mieszkaniec bloku okazał się człowiekiem szaleńczo odważnym w oczach sąsiadów, chociaż w opinii Shawna skończonym idiotą. Zamiast pójść w ślady pierzchających na wszystkie strony ziomków wrzasnął na całe gardło wyciągając spod kurtki jadowicie żółtego Streetmastera. Idący na szpicy napastników mężczyzna w nałożonej na kamizelkę uprzęży taktycznej zmiótł go w jednej sekundzie śrutowym pociskiem wystrzelonym z przyłożonego do ramienia Tactiirna, obryzgał krwią Latynosa fasadę apartamentowca.

    Nim jeszcze ciało człowieka upadło na płyty chodnika, Sixth Streeci już wbili się pomiędzy uciekających z krzykiem mieszkańców bloku zwalając ich z nóg uderzeniami pięści i kolb karabinów.

    Poruszali się w zawrotnym nadludzkim tempie, wspomagani najpewniej nie tylko podskórnymi generatorami adrenaliny, ale i Sandevistanami. Cofający się odruchowo Shawn z trudem potrafił uwierzyć w to, że wszystko rozegrało się dotąd dosłownie w kilka sekund, od momentu ruszenia furgonu z przeciwnej strony ulicy po szarżę napastników na główne wejście budynku. Solo nawet nie zdążył wyciągnąć swojej własnej broni, w kolejnej sekundzie uświadamiając sobie, że tylko dzięki temu nie zyskał jeszcze w oczach gangsterów statusu uzasadnionego celu.

    Sixth Streeci musieli korzystać z jakiegoś niewerbalnego systemu komunikacji, najpewniej na poziomie neuralnym, bo z płynnością przeczącą ludzkim ograniczeniu w ułamku chwili złamali szyk i dwóch z nich runęło poprzez tłumek lokalsów w stronę wjazdu do zaułka, w którym zniknęło Aigo tłukąc na wszystkie strony kolbami automatycznych Ajaksów.

    Najpierw pojawił się pomalowany w krzykliwe kolory dron, który nadleciał od strony Republica Ave, a zaraz za nim dwa pędzące na złamanie karku pod prąd samochody, osobówka i jadąca za nią odkryta półciężarówka. Staranowany przez ściskającą w ramionach dziecko kobietę Frog zachwiał się w połowie ruchu, oparł dłoń na rękojeści Pacifiera gotów w akcie desperacji rzucić wyzwanie napastnikom biegnącym do zaułka.

    Sixth Streeci ponownie zmienili szyk, dwaj mężczyźni na flance grupy zawrócili w jednej sekundzie w przeciwną stronę i zaczęli strzelać pomiędzy uciekającymi mieszkańcami w stronę nadjeżdżających pojazdów. Trzeci z gangsterów przyklęknął w progu wejścia, w którym zniknęła połowa jego grupy i zasypał pociskami ze swojego Copperheada pikującego w dół labiryntu ulicy drona.

    Pogrążona w półmroku sobotniej nocy Vine Street przemieniła się w ułamku chwili w piekło autentycznej strefy wojennej.

    Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    🔥 💋 ☠
    4
    • NanatarN Niedostępny
      NanatarN Niedostępny
      Nanatar jako Artemida „Brazil” Torquemada
      napisał(a) ostatnio edytowany przez Nanatar
      #254

      Vine Street w Heywood; Na podwórcu Apartamentowa; godzina: 23:16

      Nie robiło już różnicy Brazil brodzenie po kostki w śmieciach, opętana cybernetyczną protezą rozszerzającą świadomość wpakowała dłoń między skrawki plastikowej foli wysmarowanej resztkami sosów bezbłędnie wyczuwając puls na szyi Raze. - Słabo, stabilnie. - Igrając z większymi odpadkami wykonała interfacem swoich paluszków palpacyjny skan kluczowych kości i organów. Kończyny bez widocznych złamań otwartych, ukłuła w paluchy, odruchy, rdzeń nie złamany. Przynajmniej tego kręgosłupa ci nie przetrącili - pomyślała. Twarz Swicha wyglądała koszmarnie, ale język był na miejscu, jedno oko też, tyle musiało wystarczyć.

      Używając spodni jak nosidła zdołała podać głowę i ramiona Raze tak by Dingo mógł je dźwignąć. Przesunęła nogi do krawędzi kontenera, wyskoczyła na zewnątrz i kiedy wyciągali fiksera ze środka dostali światłami w oczy. Dostała w sumie Brazil, bo nomada był tyłem, ale podobnie jak ona zdrętwiał na chwilę.

      Ciałko uwolniło całą paletę hormonów, zalewając się zimnym potem. Część z wachlarza musiała zaistnieć w przestrzeni zapachowej. Zrobiło się jej głupio, Houston na pewno poczuł. Ona z kolei poczuła się trochę rozebrana, ale to odwróciło jej uwagę od strachu i znów skierowało do jutrzejszego wyboru kolekcji ciuchów Heresy.

      Swich legł ciężko na betonie. Artemida nie miała dość krzepy, by go dłużej dźwigać. Nadwyrężone mięśnie krzyczały ogniem.

      Kiedy z kontry światła wyłonił się Leif miała już w pogotowiu swą śmiercionośną broń wysuniętą na jeden cal. Cal dzielący życie od śmierci.

      Odpowiedziała prędko, nawet nim wybrzmiały ostatnie dźwięki słów medyka.

      -Tak, żyje, do auta z nim.

      Sama minęła Aigo, pozwalając facetom uporać się z rannym, jednocześnie sprawdziła kto jest w środku, powinno być tłoczno. Było, ale nie dość. Jednocześnie usłyszała strzały z broni maszynowej dobiegające z przed budynku.

      Ożywiła się niespokojnie

      -Gdzie Shawn? - wypowiedziała, ale jednocześnie już procesowała

      NoiseFeed Brazil do Froga
      Brazil Mamy kolesia, żywy, obity, skład pełny na tyłach.
      Brazil Co tam się dzieje? Możesz dołączyć?

      Wprawdzie Torquemada osiągnęła co chciała, to nie zamierza stosować podwójnych standardów. Nie zostawiła Swicha, nie zamierzała porzucać Shawna.

      -Jedźcie z nim do konowała, wiecie co robić. Na razie weźcie ze wspólnego, resztę później ureguluję.

      Normalnie Brazil miałaby miękkie nogi i szum w głowie, normalnie nie była tak spompowana adrenaliną. Owej chwili bardziej bała się co się stanie jak nadludzka pewność ją opuści. Kiedy siądzie w brudnej poczekalni jakiegoś ripperdocka i będzie mogła tylko trzymać Raze za rękę. Kiedy będzie musiała zjeść, sam pomysł wkładania do ust żarcia wydał się jej obrzydliwy, kiedy będzie musiała zasnąć i się obudzić, i zmierzyć z całym szlamem, który wypłynął. A o dziesiątej była umówiona na siłce.

      Czekając zwrotki, zapuściła zmysły w lokalne serwisy informacyjne, chociaż może należało się skupić na rejestrowanych uszkami odgłosach strzałów. Niespokojny umysł przypomniał sobie o zatrzymanej kamerze. A może to była podpowiedź od protezy, nie potrafiła odróżnić.

      -Zostawić? Uruchomić? A najlepiej na wyłączność. - wyszeptała. Niezaspokojona. Chwilowo przekonana o swej nieśmiertelności.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      ♥
      2
      • WilczyW Niedostępny
        WilczyW Niedostępny
        Wilczy jako Houston „Dingo” Dawn
        napisał(a) ostatnio edytowany przez
        #255

        Dingo musiał użyć myślowej komendy, żeby stonować intensywność zapachów, ustawioną na maksa podczas węszenia za Switchem. Smród śmieci i zapach krwi uderzyły w niego jak młotem zanim blokery zaczęły działać. Otrząsnął się i przelotnie zastanowił czemu ostatnio dane jest mu odwiedzać wyłącznie najbardziej smrodliwe obszary Night City...

        Przyglądał się szybkim ruchom Brazil, która sprawdzała podstawowe funkcje życiowe Raze'a. Razem dźwignęli ledwie żywego Switcha ze śmietnika na beton - niewielka poprawa jego sytuacji, ale zawsze coś. Houston spojrzał tylko przelotnie na Brazil i kiwnął jej głową, zanim pochylił się znów nad rannym. Spojrzał na wysiadających z auta Leifa i Hartleya.
        - Mack, dobrze, że jesteście - powiedział - Pomóżcie mi wpakować go do wozu, zanim tu wykorkuje.

        Jak zły omen, od strony ulicy rozległ się ostry trzask broni maszynowej. Ekosystem miasta się ożywił, drapieżcy wyciągnęli pazury po zwierzynę.
        - Zaje... uch... biście - stęknął Dingo, trzymając Switcha. Kto do kogo strzelał? Czy to było w ogóle ważne? W ich sytuacji, istotne było jedynie, by nie strzelał do nich.
        Może gdyby ruszyli z kopyta, udałoby im się przedrzeć bez większej szkody... Dingo spojrzał na Aigo i zastanawiał się ile wyciągnie ta maszyna z sześcioma osobami na pokładzie. Myśl nie napawała optymizmem.

        Pospiesznie ściągnął na dół unoszącego się na wysokości trzeciego piętra drona i schował do kieszeni.
        - Gdzie Frog? Wszedł do środka? - spytał chłopaków, spoglądając na budynek i podchodząc do drzwi kierowcy. Rzucał pospieszne spojrzenia ku wylotowi uliczki. Karabiny grzmiały nadal, ale dotyk chropowatej, nadal lekko ciepłej karoserii Aigo nieco go uspokajał.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        3
        • KetharianK Niedostępny
          KetharianK Niedostępny
          Ketharian jako Soulkiller
          Obsługa Moderator
          napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
          #256

          Vine Street, 23:17


          Goście byli dobrzy, naprawdę dobrzy - Frog pojął to w ułamku chwili przyciskając się biodrem do pokruszonej fasady apartamentowca i patrząc jak dwaj Sixth Streeci zawracający od wylotu zaułka z nadludzką celnością eliminują z akcji pierwszy nadjeżdżający samochód. Nisko zawieszony Thorton Colby CX-410, ewidentnie dociążony domowej roboty płytami pancerza chroniącymi blok silnika, nie miał równie odpornej na uszkodzenia przedniej szyby. Dwaj mający do dyspozycji M251s Militechu strzelcy pokryli ją w ciągu trzech sekund pajęczyną pęknięć po celnych trafieniach, aby sekundę później przełamać balistyczną odporność pancernego szkła i wypełnić wnętrze samochodu krwawymi rozbryzgami dezintegrowanych ołowiem ludzkich ciał. Strzelali w ruchu i będąc pomiędzy ogarniętymi paniką lokalsami, a mimo to uzyskali skupienie rozrzutu tak dokładne, że Shawn poczuł na ten widok dreszcz trwożnej fascynacji.

          Musieli mieć cyberoczy bardzo dobrej generacji i porządne koprocesory balistyczne, nie pospolity hardware rozprowadzony w Watson przez większość podrzędnych handlarzy czarnorynkową bronią.

          Thorton skręcił gwałtownie w bok prowadzony agonalnym spazmem kierowcy, podskoczył na krawężniku jezdni i wbił się maską w opuszczone rolety jakiegoś rzemieślniczego warsztatu. Obaj strzelcy władowali po serii w przednie i tylne drzwi osobówki, a potem przenieśli ogień na hamującą gwałtownie półciężarówkę, nie zwracając pozornie żadnej uwagi na spadający z góry na środek ulicy dron, podziurawiony jak sito pociskami trzeciego strzelca.

          Kierowca półciężarówki i jadący obok niego pasażer podzielili w jednej chwili los ludzi z osobówki, ale z paki natychmiast posypały się w odpowiedzi długie serie wystrzeliwane przez większą grupę napastników, którzy zaczęli zeskakiwać z pojazdu znikając po jego przeciwnej stronie.

          Huk wystrzałów, brzęk łusek, ludzkie krzyki, zapach prochu strzelniczego.

          I dostrzeżone kątem oka poruszenie w oknach budynku po przeciwnej stronie ulicy. Wciąż przyciśnięty do fasady apartamentowca Frog pojął w jednej sekundzie, co się zaraz wydarzy.

          Vista del Rey była silnie z sobą zżytą latynoską społecznością. Nie wszyscy mieszkańcy dzielnicy należeli do miejscowych gangów, ale niemal wszyscy nienawidzili obcych gangów. I niemal każdy lokals trzymał w mieszkaniu jakąś broń. A ludzie wyglądający z okolicznych okien już zdążyli się zorientować, że spokój sobotniej nocy zburzyła im niezapowiedziana wizyta konkurencyjnego gangu z Santo Domingo.

          Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          💥 😈 ⚔
          4
          • MarrrtM Online
            MarrrtM Online
            Marrrt jako Shawn „Frog” Camara
            napisał(a) ostatnio edytowany przez Marrrt
            #257

            Shawn jęknąłby coś oniemiały. Ale nie był w stanie. Wiedział co to jest strzał adrenaliny. Znał to doskonale. Ale nie do tego stopnia. Kuuuurwa… nie do tego stopnia. Czuł jak dłonie oblał mu zimny pot. Pikawka waliła jak rozgrywający Blood Bowla. Przyśpieszony oddech świszczał jakby laskę dziko posuwał… No prawie mu chuj stanął na widok tych gości, którzy wysiedli z vana i w standardowej formacji 2 x 3 wkroczyli do akcji. A potem było już tylko lepiej…

            Nie sięgnął po broń. Korciło. W pierwotnym podnieceniu korciło złapać za nią jak za tyłek prężącej się niuni. Ale wiedział, że wtedy na neuronowych HUDach Szóstek rozbłyśnie radosną i zapewne bardzo krótkotrwałą czerwienią frajera. Nie. Może i był ochroniarzem w Żabce, ale wiedział, że bycie solosem to wiedzieć nie tylko kiedy gnata wyciągnąć, ale i kiedy tego kurwa pod żadnym pozorem nie robić. Smarthing pingnął wiadomością. Od Brazil. A Shawn błyskawicznie patrzył po okolicy pozwalając by zmysł walki przejął nad nim pełną kontrolę. Rozpoznając setki beznadziejnie martwych punktów i przewidując na ułamki sekund wyniki poszczególnych starć. Gangusy spod znaku Tren byli bez szans. A mieszkańcy byli zbyt głupi by wyciągnąć z tego wnioski. Szóstki przyszły tu po coś i bez tego nie wyjdą. A wszystko co im wejdzie w drogę rozsmarują po ścianach bloku. I szczerze mówiąc jakaś część Shawna Camarry chciała tu zostać, żeby zobaczyć ten pokaz zabójczej perfekcji do końca. Ale druga część miała wygrawerowane na duszy ulicznego kundla kilka zajawek, które jak reklamowe dżingle wbiły się w mózg i nie odpuszczały. Jak wyli z Dingo niczym psy do księżyca. Jak Mack go zszywał na swoim materacu. HiFi’ego, który gdy wszyscy byli pod kreską, przyniósł wyżerę ze SlowFoods’a. Brazil, która… nieważne. I w końcu tę psią pałę Switcha, którego w końcu znaleźli i teraz musieli stąd wydostać.

            Wydostać.

            Normalnie spróbowałby szczęścia z obstawieniem stron. Wypaliłby do treniarzy, licząc, że HUDy Szóstek dokonają walidacji jako potencjalnego sprzymierzeńca. Ale wcześniej Szóstki szły na zaplecze. Nie bez powodu. A znikające tam Aigo może nie było oczywistym powodem, ale za to bardzo prawdopodobnym. I bardzo łatwo mogło podzielić los Thortona Colby’ego i półciężarówki gdyby próbowało się przedrzeć.

            Przemykając się wzdłuż ściany budynku, na której rozbryznął się latynos ze Streetmasterem, Shawn wiedział jak ma wyglądać. Jak umykający random. Widział jak się zachowują Szóstki nie poświęcają kul, ani milisekund tam gdzie nie muszą. Rozwalili i potrzaskali kolbami tylko tych na swojej drodze. Za to bał się, że oberwie przypadkową kulkę od gangusów z Trenu. Trudno. Od stania w miejscu niejeden już zginął.
            Dotarłszy do winkla puścił się pędem do Aigo.
            - Spierdalamy! Z buta! Tam jest bitwa! Szóstki nawalają się z Trenem!

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            ♥
            3
            • JohnyTRSJ Niedostępny
              JohnyTRSJ Niedostępny
              JohnyTRS jako Hartley „Mack” Mackinaw
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #258

              Hartley "Mack" Mackinaw

              Vine Street, strzelanina gorącej latynoskiej nocy


              - Kurwa, kurwa, kurwa! - Mack klnął mimowolnie, kiedy pakowali Switcha na tylne siedzenie wozu.

              Do Ripperdocka. Skasuje ich jak za zboże. Potem Mackowi przyszło na myśl, że jak Switch przeżył już tyle, to jeszcze wytrzyma. Nawet dobrze, że był nieprzytomny, ostatnią rzeczą jaką chciał było, żeby w tym stanie się obudził.

              Siedząc na tylnym siedzeniu wozu, na ekranie okularów miał co chwila wyświetlane komunikaty, które reszta wysyłała sobie mimowolnie, krzycząc do siebie.

              - Leif! Słyszałeś Froga, spierdalamy!

              Sam skulony na tylnym siedzeniu oglądał Switcha. Ma w ogóle biomonitor? Krwawienie? To w razie czego trzeba będzie szybko prowizorycznie opatrzyć. Jak przeżyją to może mu przykleić kilka derm, żadnych injekcji i bardziej zaawansowanych środków (co przy sprzęcie Macka nie było niczym zaawansowanym, a raczej prymitywnym.

              W szarpiącym wozie (to plastikowe gówno nie zatrzyma nawet komara! Jedna seria i po nich!) Obejrzał głowę Switcha. Jego wyłupiony oczodół. Co on tam miał? Własne czy wszczep?

              Dopiero jak wyjadą zdecyduje co potem. Do jednego z Ripperdocków, których kojarzył Mack, czy do kogoś kogo zna Leif? A może uda im się samemu wszystko ogarnąć?

              178.255.46.143
              Pan Psuj
              Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              2
              • WilczyW Niedostępny
                WilczyW Niedostępny
                Wilczy jako Houston „Dingo” Dawn
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #259

                Ulga na widok Froga walczyła w głowie Dingo o pierwszeństwo z lękiem, kiedy zrozumiał co takiego chce im przekazać Shawn.
                - To sobie wybrali dobry moment, żeby się pozabijać... - powiedział Houston, pocierając ręką oczy. Animozje między 6th Street a Trenami nie były niczym nowym, ale ich obecność tu i teraz była dziwna. A może to tylko paranoja? Albo ich przyjaciel Slim wezwał wsparcie? Nie było co nad tym dumać.

                - Z buta? - odparł w końcu Dingo, patrząc na Froga - To kawał drogi, a po drodze jest jeszcze kanał. Widziałeś jak on wygląda? Będzie trzeba go nieść...
                Wskazał na Switcha, przedstawiającego sobą obraz nędzy i rozpaczy.
                - Jak się pospieszymy, to może damy radę stąd prysnąć - dodał, wskazując na Aigo - Głowy między nogi i gaz do dechy. Im szybciej tym lepiej... chyba, że chcecie stawiać zakłady kto wygra?

                Spojrzał ponownie w stronę ulicy. Może przeczekanie do końca strzelaniny też było jakimś pomysłem... ale starcie mogło w każdej chwili przenieść się w stronę na razie bezpiecznej uliczki.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • MarrrtM Online
                  MarrrtM Online
                  Marrrt jako Shawn „Frog” Camara
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #260

                  - Trzech Szóstków tu szło do Was! - wysapał Shawn. Nie wyglądał na zmęczonego, ale oczy miał szeroko otwarte, a źrenice powiększone jakby się naćpał. Chyba nie do końca pojmował zamysł ziomków, ale zaczął energicznie kręcić głową gdy Mack układał delikatnie Switch na tylnym siedzeniu. - Ale zawrócili jak treniarze przyjechali. Podziurawili ich wozy na sito! Z szoferek nic nie zostało. Dopiero z paki zaczęli żywi treni wyłazić i pruć z czego popadnie. Szóstki mają sprzęt z najwyższych półek. Tego naszego rzęcha przestrzelą na wylot. Zubożony uran, albo lepiej. Neuronalna komunikacja, HUDy... Nie wiem co Switch odpierdolił, ale mówię wam wiejmy z buta i to już...

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  ♥
                  3
                  • NanatarN Niedostępny
                    NanatarN Niedostępny
                    Nanatar jako Artemida „Brazil” Torquemada
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #261

                    Vine Street w Heywood; Na podwórcu Apartamentowa; godzina: 23:18

                    Bang, bang - odliczała wystrzały, ściskała w spoconej dłoni nóż do PCV z wysuniętym na cal ostrzem skryta za ścianą apartamentowca, odcięta wzrokowo od głównej sceny wydarzeń, polegać musiała na werbalnych i sejsmicznych bodźcach, kilka ledwo kroków dzieliło ją od bezpośredniej kontroli kamery na placu przed budynkiem, już gotowa była ową granicę przekroczyć, kiedy wkroczył Shawn. Spotkały się ich oczy, ich źrenice powiększone.

                    Milisekunda radości z odzyskania przyjaciela prędko minęła. Brazil wiedziała, że ostrzeżenia Camary nie są pustymi słowami. Dość go znała, dość czytała, żeby wiedzieć kiedy zaufać jego ocenie zagrożenia. Odliczyła kolejne strzały, kolejne kroki na schodach, obliczyła, sugerując się rachubą Żaby, że uzbrojeni napastnicy są na drugim piętrze. Liczyła w duchu na tradycjonalistę na trzecim.

                    Zawróciła na pięcie napędzana hormonami. Sfochowana na siebie że wydała złe dyspozycje. Foch rozlał się niczym telepatyczny wirus.

                    -Zmiana planów. Czas się skurczył, a nasze opcje jeszcze bardziej. Szans na wyjazd ulicą jest trzydzieści procent, szansa na na ucieczkę zaułkami osiemdziesiąt sześć, już osiemdziesiąt pięć. Mack, Leif bierzcie go, Dingo droga przez zaułki, Camara czujka. Jebać to autko, kredyt spłacę później. Przyszliśmy po Swicha i z nim wyjdziemy, nikt tu nie zostanie z mojej winy. Nikt nie zginie przynajmniej do świtu. - mówiąc, wpierw sama zabrała się za wyciąganie Raze, ale po trzech sekundach zmusiła do tego Leifa.

                    Rozejrzała się czujnie.

                    -Mamy minutę. Proszę was o jeszcze raz o zaufanie. Za łeb go i w nogi. Puknę autem w ścianę, że se ktoś źle cofnął. - ostrzegła, żeby nikt nie odczytał niewłaściwie jej intencji.

                    Pod czaszką przemknęło jej, że to zamieszanie, o którym mówił Shawn, to nie nie zasługa Raze, tylko jej, ale wolała nie prostować sprawy, by nie podważać zaufania do ledwo wypowiedzianych słów. Frog mógł mieć i swoje za uszami w tym całym bałaganie, a już na pewno Hajfi, którego strategicznie zabrakło.

                    Wszystko to myśli, goniące myśli, tylko po to by zapełnić pustkę, między wyciągnięciem Swicha, a manewrem, który wymyśliła. Małe puk, puk autkiem. Między drzwiami, a kierownicą, Skryba wysłał wszystkim mapkę okolicy z satelity. Brazil zaś barbarzyńsko kasowała historię czarnej skrzynki Aigo, w sposób którego nie powstydziłby się Atylla.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    ♥ 🆒
                    3
                    • KetharianK Niedostępny
                      KetharianK Niedostępny
                      Ketharian jako Soulkiller
                      Obsługa Moderator
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #262

                      Plac za budynkiem na Vista del Rey


                      Czas wydawał się uciekać w szaleńczym tempie, kiedy wciśnięty już na tylne siedzenie Aigo Switch został złapany za nogi i wyciągnięty ponownie na zewnątrz wprost w ręce swoich towarzyszy. Mack i Leif zaczęli go wlec w kierunku jednego z licznych zaułków, wspierani przez Dingo i ubezpieczani przez ściskającego kurczowo pistolet Froga.

                      Huk wystrzałów od strony Vine Street uległ spotęgowaniu, świadcząc dobitnie o eskalacji ulicznej bitwy. Szóstki wysłały do apartamentowca doborową ekipę i wskakująca za kierownicę Aigo Brazil raz jeszcze wykrzyczała w rozemocjonowany umysł pytanie, dlaczego Streetsi znaleźli się w apartamentowcu SlimWire akurat tego konkretnego wieczoru i czy wizyta Artemidy i Houstona w tym miejscu naprawdę mogła być wyzwalaczem jatki po przeciwnej stronie budynku.

                      Netrunnerka nie mogła się wyzbyć złowieszczego przeczucia, że w dramatycznych wydarzeniach całego sobotniego wieczoru nie było absolutnie niczego z przypadku.

                      Czerwony samochodzik zawył na przegazowanym pierwszym biegu, pojechał do przodu uderzając maską w pryzmę palet rzuconych byle jak tuż obok kontenera. Plastikowy zderzak pękł z głuchym trzaskiem, posypało się szkło rozbitego reflektora. Brazil wyjęła ze stacyjki Aigo drzazgę kontrolną, wyskoczyła na zewnątrz i nie siląc się na zamknięcie wozu pobiegła w ślad za kompanami.

                      Niewiele później pamiętała z przeprawy pomiędzy kontenerami na odpady, namiotami bezdomnych, stertami pustych palet i pojemników na chemikalia. Bijące szaleńczo serce dziewczyny zwolniło swój rytm dopiero, gdy cała grupka wychynęła na sprawiającą pozory całkowitej normalności Skyline East, pełną ludzi i samochodów, dźwięków reklam, muzyki i klaksonów.

                      Nie widząc za sobą śladu pościgu Shawn schował do kieszeni pistolet, którym chwilę wcześniej przepędzał z zaułków mniej skorych do współpracy włóczęgów, obejrzał się ponad ramieniem w stronę labiryntu przejść i skrótów dzielących go od Vista del Rey. Betonowa dżungla stłumiła swoją gęstą zabudową ostatnie dźwięki strzelaniny, zamknęła za zbiegami dramatyczny rozdział pozostawiając ich z półprzytomnym zakrwawionym druhem, którego ktoś bezceremonialnie pozbawił cybernetycznego oka.

                      - Posadźcie go na ławce - wydyszał Leif Gundarsson - Tam w cieniu, tam gdzie ta rozbita lampa. Muszę pomyśleć.

                      Mężczyzna przeczesał palcami włosy, przeciągnął wzrokiem po czteropasmowej ulicy w stronę widocznej po drugiej stronie kanału niskiej zabudowy Arroyo i górującym nad nią megablokiem H7.

                      - Zabieramy go do mieszkania czy w jakieś bezpieczne miejsce? - zapytał przenosząc spojrzenie na resztę towarzyszy - HiFi już wie, co się stało?

                      Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      3
                      • GreKG Niedostępny
                        GreKG Niedostępny
                        GreK jako Raze „Switch” More
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #263

                        text alternatywny

                        Raze Switch More

                        Night City

                        Vista del Rey

                        Ruch. Głosy.

                        Ktoś go niesie.

                        Nie.

                        Pociąg. Wagony. Stalowe koła. Dworzec.

                        Nie.

                        Ktoś trzyma go pod ramieniem.

                        Boli.

                        Strasznie boli.

                        — Nie... nie dotykaj...

                        Głos ugrzązł mu w gardle.

                        Krew miała smak rdzy.

                        ─── ◈ ───

                        — Keira...

                        Szept.

                        Ledwie słyszalny.

                        — Nie strzelaj... nie strzelaj jeszcze...

                        Palce zacisnęły się bezwiednie na czyimś rękawie.

                        — Poczekaj... jeszcze minuta...

                        ─── ◈ ───

                        Świat przechylił się na bok.

                        Neony.

                        Ulica.

                        Jastrzębie-Zdrój.

                        Nie.

                        Night City.

                        Nie.

                        Nie wiedział.

                        — Mówiłem ci... kurwa... mówiłem...

                        Nerwowy śmiech.

                        — Polska jest prawdziwa...

                        ─── ◈ ───

                        Ktoś coś do niego mówił.

                        Kobiecy głos.

                        Znajomy.

                        Tak znajomy, że aż bolało.

                        — Keira?

                        Powieka drgnęła.

                        Jedno oko.

                        Tylko jedno.

                        Malowana twarz.

                        — Nie gniewaj się...

                        Przełknął ślinę.

                        — Miał być ten pierdolony drink... z palemką...

                        ─── ◈ ───

                        Biomonitor.

                        Punkt.

                        Zgasł.

                        Nie.

                        Nie zgasł.

                        Przecież siedziała obok.

                        Przecież słyszał jej głos.

                        — Kotku?

                        Pusty oczodół zapiekł żywym ogniem.

                        — Gdzie jesteś...

                        ─── ◈ ───

                        Ktoś sadza go na ławce.

                        Cement.

                        Metal.

                        Chłód.

                        Nie rozumie.

                        Dlaczego jest sam?

                        Przecież przed chwilą...

                        Przed chwilą była tutaj.

                        ─── ◈ ───

                        — Arte...

                        Zmarszczył brwi.

                        Nie.

                        — Kei...

                        Urwał.

                        — Arte.

                        Znowu.

                        Jakby próbował przypomnieć sobie własne imię.

                        — Nie taguj mnie...

                        Bełkot.

                        — Nie wrzucaj... nie wrzucaj tego...

                        Krótki chichot.

                        — Wyjdę jak idiota...

                        ─── ◈ ───

                        Otworzył oko.

                        Twarze.

                        Za dużo twarzy.

                        Nie znał ich.

                        Znał.

                        Nie znał.

                        — Spectra?

                        Wyciągnął rękę.

                        Nie trafił.

                        Dłoń opadła bezwładnie.

                        — Nie bierz... chipa...

                        ─── ◈ ───

                        Oddychał ciężko.

                        Płytko.

                        — Nie zostawiaj mnie tam...

                        Szepnął.

                        Nie wiadomo do kogo.

                        — Nie tym razem.

                        ─── ◈ ───

                        Nagle poderwał głowę.

                        Przerażenie.

                        Prawdziwe.

                        Surowe.

                        — Granat.

                        Szept.

                        Potem głośniej.

                        — KEIRA, NIE!

                        Urwało się.

                        Powietrze uciekło z płuc.

                        Został tylko cichy jęk.

                        ─── ◈ ───

                        — Jestem zmęczony...

                        Mruknął.

                        — Chcę do domu.

                        Długa chwila ciszy.

                        — Kei... Arte, zabierz mnie do domu.

                        Odpłynął.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        ♥ 🆒
                        4
                        • WilczyW Niedostępny
                          WilczyW Niedostępny
                          Wilczy jako Houston „Dingo” Dawn
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez Wilczy
                          #264

                          Nomada odetchnął głęboko, kiedy wyszli na Skyline East, przez moment rozkoszując się zwyczajowym gwarem nocnego życia. Po wystrzałach z karabinów zostały jedynie odległe echa w anonimowym harmidrze Night City.
                          - Dobra jest - powiedział bardziej do siebie, niż do przyjaciół - Teraz będzie już z górki.

                          Spojrzał na posadzonego na ławce Switcha, który wydawał się powoli kontaktować, po dawce leków przeciwbólowych, które zaaplikował mu Mack. Dingo pokręcił głową i zwrócił się do Gundarssona.
                          - Mieszkanie to bezpieczne miejsce - powiedział, kiedy zwyciężył w nim zwierzęcy atawizm. Schować się w norze i przeczekać - Zadekujmy się i doprowadźmy go do stanu używalności. Mack, w jakim on jest stanie? Poskładacie go z Leifem?

                          Houston zastanawiał się, jak poważne są obrażenia Raze'a. Brak oka rzucał się w, hehe, oczy, ale jak reszta? Dobrze by było, gdyby Switch wylądował na łóżku u ripperdoca, ale może w tej sytuacji wystarczy stół w ich melinie i wycieczka do apteki po niezbędne środki.

                          Houston podszedł do ławki, na której siedział Raze. Wydawało mu się, że jego usta się poruszyły, jakby coś mówił, ale może to tylko światło tak padało na jego twarz.
                          - Hej, Switch? Słyszysz mnie? - zapytał, wystawiając dłoń z uniesionymi trzema palcami - Ile palców widzisz? I czemu dałeś się tak załatwić?

                          Dingo patrzył na posiniaczoną twarz przyjaciela i czuł jak powoli uchodzi z niego adrenalina. Jeszcze nie byli bezpieczni, nadal czuł się odkryty i widoczny, jak pies preriowy w pełnym słońcu.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          ♥
                          4
                          • NanatarN Niedostępny
                            NanatarN Niedostępny
                            Nanatar jako Artemida „Brazil” Torquemada
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez Nanatar
                            #265

                            Skyline East; Około północy; ławeczka

                            Czujne zwierzątko przejęło kontrolę nad ciałem Brazil, nie wychylała się podczas drogi nie zostawała na końcu, zdawało się skupiona rozglądała czujnie, ale czujność była tylko ułudą bo główka procesowała niezliczone scenariusze, przeszłe i przyszłe. Głowa była już głodna, tak pracowała i pracowała, a nie dostała jedzenia. Artemida była równie głodna jak i nie miała kompletnie apetytu. Prędko złajała się za tak próżne instynkty jak głód.

                            Odtwarzała w pamięci sekwencje zatrzymanych programów, obracała “na języku” nazwy plików, korelowała czas swoich działań z czasem przybycia ekipy gangów. - Dlaczego strzelali się pod kamienicą? Spodziewała się Trensów, a Szóstki wparowały armią, jaką w tym rolę grali Valentinos, którzy się podobno wycofali - Zadawała sobie pytania i znów brakowało jej informacji do pełnej analizy. Uznała, że Frog musi jej dokładnie opowiedzieć co się tam wydarzyło.

                            Się nagle zatrzymali. Posadzili Swicha na ławce. Nie roztrząsała po co. Znali się lepiej na klejeniu ciała. Znali się na pewno, tylko, czy wystarczająco byli przejęci. Nie miała siły wydusić słowa.

                            Poczuła, że jest jej zimno, w lewej dłoni wciąż kurczowo ściskała zmięte i brudne spodnie, ręka się trzęsła, prawa tak samo. Torquemada trzęsła się cała. Mimowolnie poddała analizie swój stan: schodząca adrenalina, strach, wygłodzony i wyeksploatowany organizm, wstrząs psychiczny. - Jeszcze jej wstrząsu brakowało. - pomyślała.

                            Stała tak czując się kompletnie bezradną. Kiedy niemoc wstąpiła w kolana i te się ugięły usiadła na krawędzi ławeczki, na krawędzi żeby nie przeszkadzać Leifowi. Zakręciło się jej w głowie, odwróciła się, licząc, że nikt nie spostrzeże jak zwymiotowała żółcią. Podniosła głowę, spojrzała na duchołapów, wciąż tchu brakowało na słowa. Uśmiechnęła się niepewnie, zaklęcia na policzkach rozmazały się, makijaż spłynął w po policzkach strużkami z potem i łzami. Brazil przypominała arlekina.

                            Sama oczywiście nie zdawała sobie sprawy ze swego wyglądu. Wciąż uparta żeby grać twardą i stanowczą. Po kilku oddechach udało się jej przełknąć ślinę i zwilżyć gardło na tyle żeby wychrypieć.

                            -Trzeba zrobić te USG i RTG. Jak się da na kwadracie to spoko. - zwiesiła głowę - Jak trzeba kase to mam. - usta jej drżały, bladą maskę arlekina przyozdobiły sińce pod oczami. - Musimy to wszystko sobie przegadać. To co się tam wydarzyło.
                            Mogłaby jeszcze nieco perorować odzyskując pewność, ale jej śliny w ustach zabrakło, co przekonało, że może jeść nie musi, ale wypić elektrolity to z pewnością.

                            NoiseFeed Brazil do HiFi
                            Brazil Mamy Swicha, jest ranny
                            Brazil Będziemy wkrótce, zorganizuj co trzeba

                            Splunęła brzydko gęstą flegmą. - Wysłałam do Hifiego, że będziemy. - spróbowała odwrócić się w stronę skupionych nad Razem przyjaciół zamieniając wygodną ławeczkę w przyklęk. Trochę się zachwiała. Podparła dłonią o brudną ulicę. - Jak z nim? Klinika, czy H10? Ma przeżyć, jest nam to winien. Ruszamy? - pospieszała, bo facet jednym, a goniły ja terminy, na poczet których się zadłużała.

                            Zła, tak bardzo była zła na Swicha, że nie chciał zastawić nerki za jej sandvistana, a teraz ona odda swoje gniazdo chipów za leczenie gapy. Złość na faceta jakoś jej pomogła się pozbierać do kupy, a może było to wspomnienie zadania, którego się podjęła. Spojrzenie szersze nad aktualny stan ekipy.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            ♥
                            3
                            • KetharianK Niedostępny
                              KetharianK Niedostępny
                              Ketharian jako Soulkiller
                              Obsługa Moderator
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                              #266

                              text alternatywny

                              Mieszkanie paczki w H10, 23:45


                              Klimatyzacja w megabloku znowu szwankowała i HiFi zmarszczył nos czując jak po plecach spływa mu kropla gorącego potu. Piaskowe burze z zeszłego tygodnia naniosły do Night City mnóstwo pyłu znad Badlandsów, pokryły grubą warstwą piaskowych drobin metropolitalne instalacje fotowoltaiczne i zatkały wiele filtrów wentylacyjnych. Gorące lato dawało się we znaki zwłaszcza rezydentom wyższych partii miasta, zamieszkujących wysokie budynki wyrastające ponad dającą choć trochę cienia za dnia i więcej chłodu nocą litą zabudowę miejskiego labiryntu.

                              Leon Avrille dotąd nie odpisał, chociaż to było akurat do niego podobne - kiedy dopadała go tłumiona psychotropami depresja, potrafił milczeć całymi godzinami. Piśnięcie smarthinga zdradziło nadejście kolejnej wiadomości i tym razem to również nie był Leon.

                              Brazil.

                              Mam Switcha jest ranny. Będziemy wkrótce zorganizuj co trzeba

                              Młodzieniec zastygł w bezruchu, porażony enigmatyczną w swej naturze treścią wiadomości. Jego wyobraźnia, wciąż pełna bodźców będących efektem ubocznym ćwiartowania ludzkiego ciała w garażu Shivy Lacroix, natychmiast zaczęła technikowi podsuwać obrazy rannego na mnóstwo różnych sposobów Switcha.

                              Smarthing zaczął dzwonić, na jego wyświetlaczu pojawiło się kolorowe zdjęcie twarzy Leifa.

                              - Młody, sprawa strasznie się zjebała - Gundarsson wyrzucał z siebie słowa w zawrotnym tempie, nie mogąc się ewidentnie powstrzymać od wylania swoich ogromnych emocji na kogoś innego - Chuj wie, w co Switch się władował, ale tutaj się rozpętała prawdziwa bitwa. Powinni już coś mówić w wiadomościach, bo Sixth Street wjechali na Vistę na pełnej kurwie. Trup na trupie, ledwie z tego wyszliśmy żywi. Wygląda jakby go napierdalała banda bokserskich botów, oko stracił, to sztuczne.

                              Leif urwał na chwilę, do uszu HiFi dobiegły dźwięki niezrozumiałej rozmowy, w których rozpoznał głos Artemidy i Houstona.

                              - Weź idź do bocznej windy na parkingu po drugiej stronie ulicy, pilnuj terenu, wjedziemy tamtędy, bo tam jest mniejszy ruch. Do później.

                              Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              2
                              • MarrrtM Online
                                MarrrtM Online
                                Marrrt jako Shawn „Frog” Camara
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                #267

                                - A pewnie, że jest winien - przytaknął skwapliwie Żaba chowając gnata do kabury - Kurrwa. W głowie mi się kręci... Co tam się odjebało!
                                Solos kręcił się dookoła ławki jak pies, co chwila zawracając i nerwowo oglądając się za siebie. W głowie nadal miał widok kolesi, których większość z nich może co najwyżej pooglądać w necie, lub w holo newsach. Jednego minął na odległość... półtora metra? Może dwóch... Mógł sobie pomyśleć, że Szóstka nawet nie zwrócił na niego uwagi, ale Żaba wiedział lepiej. Nie był godny ich uwagi. Była to myśl dziękczynna. Ale jednocześnie w jakiś sposób irytująca. Znaleźć się wśród tych gości... Albo naprzeciw nim... Ciary kurwa, ciary.
                                Potrząsnął głową. Wiedział, że te myśli nie zaprowadzą go w żadne rozsądne miejsce teraz. Odpalił Smarthinga.
                                - Trzeba stąd zjeżdżać. Mam dość tej okolicy. Wezwę taksę.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                ♥
                                3
                                • GladinG Online
                                  GladinG Online
                                  Gladin jako HiFi
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Gladin
                                  #268

                                  Zorganizuj co trzeba? zadumał się Hajfi, ale nie miał zbyt dużo czasu na dumanie, bo zadzwonił Leif.

                                  – Ale czego mam pilnować? Co mam zorganizować? Środki przeciwbólowe? Stary! Jakbym chciał pomoc medyczną zorganizować tobym do ciebie uderzał! Za ile będziecie? - dopytywał technik, pozostawiając cyberoczy, nad którymi pracował.

                                  Może się nadadzą dla Switcha przemknęło mu przez myśl. Przygotował swój pakiet pierwszej pomocy, chwycił opaski zaciskowe (kto wie, może też się przydadzą?), środki znieczulające...

                                  Stół?

                                  Opróżnił stół, gdyby trzeba było na nim robić jakieś operacje. Folia? Cerata? rozejrzał się wokół.

                                  Brazil powinna mieć jakieś gaziki przemknęło mu przez myśl, ale machnął na to mentalnie ręką. Więcej czasu zajmie mu ich szukanie, niż to jest warte. Dziewczyna w razie czego sama je znajdzie raz-dwa.

                                  Czyste ręczniki?

                                  Skąd kurwa wziąć czyste ręczniki? Muszą wystarczyć te, co są.

                                  Dezynfekcja? Coś chyba jest w zestawie pierwszej pomocy. Alkohol? Diabli wiedzą.

                                  Zerknął na stanowisko, przy którym czyścił cybersprzęt.

                                  Spluwa.

                                  C-13, Uzi i... Arasaka. Sprawdził, czy ma pełne magazynki.

                                  Zebrał też całe opancerzenie, jakim dysponował. Tak, na wszelki wypadek.

                                  NoiseFeed HiFi, Leon Arville
                                  HiFi Mam tu sytuację.
                                  HiFi Zaproszenie nieaktualne.
                                  HiFi Odezwę się, gdy będę mógł.

                                  Ruszył w stronę wskazanej przez Leifa windy.


                                  A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  ♥ 🆒
                                  5
                                  • KetharianK Niedostępny
                                    KetharianK Niedostępny
                                    Ketharian jako Soulkiller
                                    Obsługa Moderator
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                                    #269

                                    text alternatywny

                                    Na ulicach Night City, niedziela 15.07.2077, 0:15


                                    Wezwana przez Froga taksówka Combat Cab nadjechała po zaledwie dziesięciu minutach nerwowego oczekiwania. Krążący wzdłuż krawężnika Shawn od razu dostrzegł poprzez Nadświat kolorową ikonę wyświetloną nad dachem fioletowego Thortona Larimore, będącą jego nickiem użytym do zamówienia przewozu. Używając aplikacji CC solo włączył własną ikonę przywołania, czerwoną strzałkę widoczną jedynie dla posiadaczy korzystających z Nadświata właścicieli cyberoczy albo smartgogli. Kierowca Combat Cab dostrzegł go od razu, zjechał na pobocze zwalniając zamki tylnych drzwi i wrzucając luz.

                                    Jeździł Thortonem Larimore w wersji siedmioosobowej, zgodnie z rezerwacją Shawna. Pięcioro pasażerów zajęło czym prędzej miejsca w środku, Switcha sadzając pomiędzy Brazil i Mackiem w ostatnim rzędzie siedzeń i rzucając ostatnie nerwowe spojrzenia w zaułek, którym wydostali się na Skyline East.

                                    - Dokąd? - zapytał poprzez interkom kierowca, ukryty za oddzielającą szoferkę od części pasażerskiej kuloodporną ścianką.

                                    - Little China, H10, przez Glen - rzucił w odpowiedzi Shawn rozsiadający się wygodniej w siedzeniu w przednim rzędzie. Czując schodzącą z krwioobiegu adrenalinę mężczyzna oparł się skronią o szybę w drzwiach i zaczął przywracając kontrolę nad swoimi rozgorączkowanymi myślami.

                                    Larimore włączył się do ruchu jadąc w kierunku zachodniej części miasta, wzdłuż kanału wodnego oddzielającego południowe centrum miasta od podmiejskiego Santo Domingo. W ciemnościach nocy pulsowały światła pozycyjne H6 i H7, megabloków wzniesionych przy przemysłowej strefie Arroyo, górujących ponad kwartałami magazynów, fabryk, rafinerii i tanich osiedli robotniczych ciągnących się aż po Charter Hill i labirynt faweli zbudowanych w cieniu ogromnej tamy zbiornika na Badlandach.

                                    Kierowca taksówki minął wjazd na Bulwar MLK, pojechał dalej na zachód obok ogromnego centrum operacyjnego korporacji przewoźniczej DTR podświetlanego płomieniami buchającymi z kominów sąsiedniej rafinerii i skręcił w Los Lobos. Brudne budynki Vista del Rey zniknęły po kilkuset metrach, przegnane przez neonowy blask pławiącego się w nocnym życiu Glen. Na ulicach przybyło ludzi, kluby i restauracje pulsowały świetlnymi reklamami, częściej rzucały się w oczy błyskające czerwienią radiowozy.

                                    - Jak z nim, Mack? - kiedy Larimore skręcił na obwodnicę Hanforda, biegnącą trzy piętra powyżej poziomu ulicy poprzez Wellsprings w stronę Kanału Parsonsa, Shawn odwrócił się w siedzeniu i spojrzał na Hartleya - Wyliże się?

                                    - Nie wiem czy nie ma obrażeń wewnętrznych, ale jama oczodołu nie jest naruszona - odpowiedział weterynarz - Ktoś mu wyjął Kiroshi bez uszkodzenia obejmy mocującej, pewnie jeszcze przed spuszczeniem wpierdolu. Jeśli mu nie pękła śledziona, będzie okay.

                                    Shawn pokiwał głową do siebie samego, a potem przymknął oczy, w myślach przywołując ekscytująco mrożące krew wspomnienie profesjonalnej akcji Szóstek na Vine Street.

                                    Taksówka włączyła się w gęsty ruch w Śródmieściu kierując się w stronę najbliższego mostu do Little China.

                                    Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    3
                                    • GreKG Niedostępny
                                      GreKG Niedostępny
                                      GreK jako Raze „Switch” More
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                      #270

                                      text alternatywny

                                      Raze Switch More

                                      Na ulicach Night City

                                      niedziela 15.07.77, 0:15

                                      Silnik taksówki mruczał jednostajnie.

                                      Raz po raz zawieszenie wybierało nierówności, wprawiając jego obolałe ciało w nieprzyjemne drgania. Każdy wstrząs odbijał się echem gdzieś pod żebrami i za pustym oczodołem.

                                      Przez dłuższą chwilę nie wiedział nawet, gdzie jest.

                                      Miał zamknięte oko.

                                      Słyszał głosy.

                                      Znajome.

                                      Dalekie.

                                      Jakby dochodziły z drugiego końca tunelu.

                                      Potem poczuł czyjąś dłoń na własnej ręce.

                                      Arte.

                                      Nie Keira.

                                      Arte.

                                      Ta myśl pojawiła się nagle, wyraźna jak neon przebijający się przez mgłę.

                                      Powoli otworzył oko.

                                      Świat wrócił w połowie.

                                      Brakowało mu głębi.

                                      Brakowało kolorowych znaczników Nadświata.

                                      Brakowało danych.

                                      Brakowało...

                                      Kiroshi.

                                      Zamarł.

                                      Dopiero teraz naprawdę to do niego dotarło.

                                      Nie zgubił oka.

                                      Ktoś mu je wyjął.

                                      Nie! Sam je wyjął.

                                      Wspomnienie nadeszło w bolesnej, krótkiej przebitce.

                                      Przełknął ślinę.

                                      Gardło miał suche jak papier ścierny.

                                      Spojrzał na odbijające się w szybie miasta.

                                      Neony Glen przesuwały się za oknem jak rozmazane smugi światła.

                                      Był w taksówce.

                                      Był żywy.

                                      I właśnie to zaczynało go niepokoić.

                                      Pamięć wracała kawałkami.

                                      Przypomniał sobie mieszkanie SlimWire.

                                      Rositę.

                                      Szelest lateksowych rękawiczek.

                                      Pudełko do pizzy.

                                      Okruszki.

                                      Pistolet znikający w kartonie.

                                      Fuentes.

                                      Ten jego pierdolony uśmiech.

                                      Dzieci.

                                      ...

                                      Dzieci.

                                      Poczuł mdłości.

                                      Nie od obrażeń.

                                      Od wspomnienia.

                                      Powoli uniósł zdrową rękę i dotknął bandaża zasłaniającego pusty oczodół.

                                      Syknął.

                                      — Chuj...

                                      Tylko tyle udało mu się z siebie wydusić.

                                      Płuca bolały przy każdym oddechu.

                                      Siedzący obok ludzie od razu zwrócili na niego uwagę.

                                      Dingo.

                                      Mack.

                                      Brazil.

                                      Frog.

                                      Dopiero wtedy uświadomił sobie jeszcze jedną rzecz.

                                      Przyjechali po niego.

                                      Naprawdę po niego przyjechali.

                                      Do Vista del Rey.

                                      Nocą.

                                      Przez chwilę patrzył na nich bez słowa.

                                      Potem prychnął cicho.

                                      Krzywo.

                                      Prawie jak uśmiech.

                                      — Kurewsko głupi jesteście.

                                      Oparł głowę o zagłówek.

                                      — Wszyscy.

                                      Milczał chwilę.

                                      Oddychając ciężko.

                                      — Dzięki.

                                      Powoli zaczął układać elementy łamigłówki.

                                      SlimWire.

                                      Shiva.

                                      Fuentes.

                                      Rosita.

                                      Bractwo Gołębicy.

                                      Muammar. El Capitano.

                                      Arasaka.

                                      Każda nazwa była jak kamień wrzucany do worka.

                                      Robił się coraz cięższy.

                                      W końcu westchnął.

                                      Długo.

                                      Zmęczony bardziej niż obolały.

                                      — Nie pamiętam końcówki.

                                      Spojrzał na resztę jednym okiem.

                                      Tym, które mu zostało.

                                      — Ostatnie co kojarzę, to mieszkanie Slima. Co tam się odpierdoliło?

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      ♥ 🆒
                                      4
                                      • WilczyW Niedostępny
                                        WilczyW Niedostępny
                                        Wilczy jako Houston „Dingo” Dawn
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Wilczy
                                        #271

                                        Wnętrze taksówki było duszne i z tyloma pasażerami w środku wydawało się w pierwszej chwili niemal klaustrofobiczne. Jednak ta bliskość towarzyszy, powolne schodzenie napięcia z ich głów i ciał sprawiły, że Dingo po chwili poczuł się znów na miejscu. Tu i teraz, tam gdzie przynależał. Przypomniał sobie chłodne noce na Badlandach i namioty smagane wiatrem. Skulonych razem członków watahy - jego ówczesnej rodziny - ogrzewających się ciepłem swoich ciał, ledwie mieszczących się w ciasnocie brezentu. Pył dostający się przez szczeliny w materiale, kiedy przeczekiwali burze piaskowe.

                                        Zamrugał, wpatrzony w okno jadącej taksówki. Przez chwilę oślepiły go neony, śpiewające swoją nocną pieśń o konsumpcjonizmie, życiu i śmierci... Ziewnął przeciągle - ciało, po wzmożonej aktywności i ciągłym napięciu, powoli wystawiało mu rachunek - i rzucił okiem na pozostałych. Wyglądało na to, że wszyscy jechali na oparach. Zamyślony Shawn, nietypowo milcząca Artemida... skwaszony Leif. Jeden Hartley starał się robić swoje, obserwując Switcha.

                                        Switch, ich fixer. Podobno w Night City mówi się, że żeby coś dobrze działało trzeba posmarować, a dobry fixer był właśnie takim... smarowidłem. Dingo nie był przekonany co do tego aforyzmu i dla niego Raze był raczej klejem. Spoiwem, które trzymało ich grupę w całości. Czy to dziwne, że prawie bez wahania ruszyli po niego? Tak i nie.

                                        Houston wziął gadanie Switcha za majaki człowieka wyrwanego z rąk śmierci, choć jego pytanie autentycznie go zaskoczyło.
                                        - Jak to, "co się odpierdoliło?" - spytał Dingo, odwracając się w stronę tylnego rzędu siedzeń w taksie - Myślałem, że ty nam powiesz. Gruby pieprzył trzy po trzy, żeby ratować swoją skórę. Mówił coś o Trenach, że pracował dla nich... a, i o tym, że masz niewyparzoną gębę. Ale to już wszyscy od dawna wiemy.

                                        Houston spróbował się uśmiechnąć, ale chyba wyszedł mu tylko sztywny grymas. Jak to dobrze, że ta noc dobiegała końca...

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        🆒
                                        2
                                        • JohnyTRSJ Niedostępny
                                          JohnyTRSJ Niedostępny
                                          JohnyTRS jako Hartley „Mack” Mackinaw
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez JohnyTRS
                                          #272

                                          Hartley "Mack" Mackinaw

                                          w drodze do Megabloku


                                          To się działo tak szybko. Ich wynajęty samochodzik, potem porzucenie go, gdy tylko mieli ruszać, ale wtedy na ulicy zrobiło się naprawdę gorąco. Nieśli Switcha przez podwórza, na następną ulicę. Mack pod naciskiem zaaplikował fixerowi "pobudzacz" (zostańmy przy tej nazwie, konkretna nazwa tego specyfiku wywołałaby lawinę pytan, których Mack oraz Leif woleliby uniknąć). Środek działał wolno, to nie był żaden filmowy cud, co postawi umarlaka w pięć sekund.

                                          Switch dochodził do siebie, w słabym świetle latarni i latarek w smathingach obejrzeli z Leifen pusty oczodół. Nie było źle, żadnych śladów brutalnego wyrwania, gniazdo było całe i wyglądało w porządku, więc i nerwy powinny być w porządku. Zasłonił bandażem pustkę, żeby Switch nei wyłapał zbędnego syfu.

                                          Miał w pogotowiu painkillery, ale wstrzymał się z nimi. Tak długo jak Switch się nie skarży, Mack nie zamierza mu niczego wstrzykiwać ani aplikować. Jak go za pierwszym razem ładowali do samochodzika to wyglądał gorzej, ale na szczęście to wszystko było powierzchowne.

                                          W temacie obrażeń wewnętrznych to tylko powtarzał zdanie Leifa, nie mieli przecież w oczach nawet prymitywnego ultrasonografu!

                                          Jechali do mieszkadła i wszyscy żyli.

                                          - Hej Switch, podziękuj Brazil, to ona nas tam zabrała. Słyszysz?

                                          178.255.46.143
                                          Pan Psuj
                                          Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          🆒
                                          2

                                          Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                          Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                          Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                          Zarejestruj się Zaloguj się
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy
                                          • Strona startowa