[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
-
Parking Podziemny -1 Zachód w H10
Niespecjalnie zadowolona z nonszalancji Donga, pana bloku tego, co nie upilnował rodziny i młodych boosterów, Brazil obstawiała tyły orszaku. Zmieszanie potęgował fakt, że zaangażowała całą grupę, sama nie będąc pewną, czy taki miała zamysł. Działo się i dobrze bo to ją kręciło, potencjalne niebezpieczeństwo utrzymywało odpowiedni poziom adrenaliny. Pożyczonego Arasaka Shigure po sprawdzeniu zamka i magazynku zadowolona umieściła na powrót w torbie na ramieniu.
Cała grupa plus Dong i młodziaki. No właśnie cała, kiedy złapali na poziomie zero Shawna, Brazil, wzięła go pod ramię i prędko szeptem wprowadziła podczas schodzenia w dół. Nie wydawał się zachwycony.
-Wiem, afera jak każda inna, wszystkich nie ocalimy, ale watro zapracować na wdzięczność.
Była wciąż jeszcze skryta w klatce schodowej kiedy coś tam zabrzęczało, wyszła z ukrycia dopiero jak sytuacja wydawał się stabilna, wyszła i zobaczyła Raze. Tyle zdążyła, że go obwołała i na chwilę zamarła widząc wzrok Mora na sobie, zmięła usteczka. Się otrząsnęła dopiero jak młodzi Czakkasi zaczęli go bezceremonialnie przeszukiwać.
Wyszła energicznie, ale nie wydając dźwięków ustami, bo się jej wydawało, że i tak za duży raban robią. Weszła między trójkę, delikatnymi pacnięciami odtrącając dłonie ciemnoskórych kolegów.
Przyszedł, była szczęśliwa i zapewne było to widać w jej oczach. Tylko ten wzrok miał jakiś w złości. W lot zrozumiała.
-No, przefarbowałam się. Podoba ci się? - przeczesała nerwowo dłonią blond fryzurę - a ta kurtka - przypomniała sobie, że ma sobie jeszcze nie przerobioną kevlakę - muszę nad nią popracować, wiem teraz nie jest wyjściowa. - uśmiechnęła się - ale popatrz, założyłam dla ciebie kocie uszy.
Wciąż ten wzrok Swicha. Zmrużyła oczy i zmarszczyła nosek wieszcząc nadchodzącą burzę.
-No to się skup. Telefon od kobiety, że jej córka się wykrwawia, biegniemy razem z Hartleyem. On działa cuda i stabilizuje nastolatkę pociętą nożem modułowym sterowanym z procka. W międzyczasie przybył ten ciemnoskóry dżentelmen - wskazała - Dong, to szef Czakkasów i próbujemy dojść co się stało. Nie zamierzałam was wszystkich ściągać, tylko chciałam, żebyście wiedzieli gdzie jesteśmy i na co się narażamy. - przewróciła oczami - ale bardzo się cieszę, że jesteśmy w tym razem, bez znaczenia, jak to niebezpieczne.
Wspięła się na palce i pocałowała go w usta. Były napięte i twarde. Nieco nieprzystępne. Pozostawiła na nich odrobinę wilgoci i szminki. Przeniosła się do ucha i wyłuszczyła szczegóły zajścia.
-W sumie jesteś dość błyskotliwy, może coś wymyślisz. Tymczasem zobaczmy co tu zaszło. - zamieniła się w detektywa, ale przez chwilę nie puszczała jeszcze dłoni Raze.
Z kolei złapała jeszcze gościa z wielgachnym kolczykiem w nosie imieniem Mojses. - Ten wasz Bobbie już jedzie, potrzebujemy jego supportu w sprawdzeniu kamer? No i może tego zniszczonego smarta.
Kiedy tylko nasyciła swój głód śledczy oglądem verite postanowiła sprawdzić, w jakich lokalizacjach wyłączane były kamery, bo to mogłoby oznaczać drogę ucieczki. Wciąż używała tabletu jako interfacu, nieco spowalniającego pracę, ale w obecnej sytuacji nie miało to znaczenia.
Znaczenie miały: rodzina, emocje, miłość, kontakty.
-

Parking West -1 w H10
Hartley trzymał się nieco na uboczu, co chwila poprawiając pasek swojej medycznej torby i obserwując w milczeniu poczynania reszty grupy. Przestępujące z nogi na nogę młodociane opryszki miotały się bez składu i ładu, popędzane przez naładowanego po uszy testosteronem Donga. W oczach Macka wszyscy oni byli bandą żałosnych blokerskich zbirków, ale ich przywódca mimo wszystko przerastał swoich nastoletnich o głowę zarówno muskulaturą jak i zainteresowaniem okazywanym Artemidzie.
- Bobbie nie przyjedzie, Mike odebrał i powiedział, że Bobbie jest napruty tak, że nie wie jak się nazywa - powiedział Mojses cofając od ucha telefon - Nie dadzą rady zaciągnąć go do metra.
- Kurwa - warknął czarny kark odwracając się stronę Brazil i ujmując ją ponownie bez zażenowania za ramię, chociaż musiał widzieć jak obściskiwała się zaledwie moment wcześniej ze Switchem - Lalunia, masz jakiś pomysł? Tyrone, dzwoń do Aedoli i spytaj czy któraś z córek miała różowego Huawei.
Gość był wielki, nosił w sobie sporo krwi. Hartley westchnął w duchu szacując nakład pracy niezbędny do utrzymania Donga przy życiu po tym jak Raze się wkurzy. Gość naprawdę sporo ryzykował.
Weterynarz przesunął wzrokiem po zaniedbanym parkingu, po okradzionych niesprawnych samochodach porzuconych w tym miejscu przez właścicieli, którzy chyba już ich nie chcieli. Podziemne parkingi w megablokach cieszyły się złą sławą i Mack kolejny raz westchnął w duchu nad lekkomyślnością obu dziewcząt. Zdesperowani udręką egzystencji bezdomni, narkomani, boosterzy z najniższych struktur gangów, zwykli psychole; głównie tacy ludzie kręcili się w tych miejscach i chociaż podziemne kondygnacje Little China wciąż uchodziły za o niebo bezpieczniejsze od ulic Pacyfiki albo Northside, nie były miejscem dla dwóch atrakcyjnych nastoletnich dziewcząt.
Zatrzymał spojrzenie na kratce odpływowej w narożniku, skupił je na czymś, co przykuło podświadomie jego uwagę. Miniaturowe światełko, dioda migająca na ciemnoniebiesko w mroku szczeliny pomiędzy betonem posadzki i metalem kratki, tak słabo widoczne, że nikt inny go nie dostrzegł, chociaż co najmniej dwóch Chakkasów przechodziło obok odpływu, nad którym pochylał się Hartley.
-

Raze Switch More
Parking podziemny H10. Zachód -1.
niedziela 15.07.77,
Kiedy Brazil zaczęła wyjaśniać, Switch skupił na niej całą uwagę. Słuchał uważnie, próbując poukładać sobie w głowie kolejne informacje: telefon od matki jednej z dziewczyn, krwawiąca nastolatka, nóż sterowany przez procesor, pomoc Macka, a potem Dong i poszukiwania porwanej Nkeri. Nie przerywał Arte. Nie miał pretensji o to, że ruszyła komuś na ratunek. Znał ją wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że w podobnej sytuacji nie usiedziałaby bezczynnie.
— Dobra, Arte. Rozumiem — powiedział ciszej, tak żeby usłyszała go przede wszystkim ona. — Nie mam do ciebie pretensji o to, że pomogłaś dziewczynie. Mam nadzieję, że nic ci się nie stało. Resztę obgadamy później?
Spojrzał jej w oczy, dając jej do zrozumienia, że nie zamierza teraz urządzać jej przesłuchania przy uzbrojonych obcych. Przez chwilę liczyło się dla niego tylko to, że była cała. Objął ją w pasie i pocałował w skroń.
Dopiero potem jego uwaga przesunęła się na Donga.
Wielki Chakkas najwyraźniej poczuł się przy Arte nadzwyczaj swobodnie. Switch czuł jak go prowokuje i nie zamierzał udawać, że tego nie widzi.
Gdy już jednak skupił się na Dongu, reszta parkingu właściwie przestała dla niego istnieć. Nie analizował otoczenia, nie przyglądał się zakamarkom ani nie próbował wyłapywać drobnych szczegółów. Całą uwagę pochłonął mu facet z shotgunem i jego łapsko na barku Arte. W tej chwili Switch był znacznie bardziej zainteresowany tym, co Dong zrobi dalej, niż tym, co mogło dziać się kilka metrów od nich.
Na jego ustach pojawił się krzywy uśmiech.
— Ej, szefie — odezwał się spokojnie, nie podnosząc głosu. — Zawsze tak serdecznie witasz gości, czy MOJA kobieta dostała specjalny pakiet powitalny?
Nie zrobił kroku w stronę Donga ani nie próbował odciągać od niego dziewczyny. Nie musiał. Zamiast tego zerknął na Brazil wymownie, z tym charakterystycznym błyskiem w oku, który mówił znacznie więcej niż otwarta pretensja. Naprawdę, kochanie? Ten typ?
Zaraz potem znów spojrzał na Donga, jakby właśnie prowadzili całkiem niewinną pogawędkę.
— A co do Nkeri… — Jego uśmiech przygasł nieco. — Skoro nie ma ciała, to jest przynajmniej szansa, że dziewczyna wciąż żyje. Pytanie, czy zabieramy się za jej szukanie, szefie, czy zaczynamy konkurs mierzenia sobie kutasów.
Nie odrywał wzroku od Donga. Chciał wiedzieć, jak ten zareaguje, a jego uwaga nadal była tak mocno skupiona na Chakkasie, że nie dostrzegał niczego poza nim i Arte.
-
Parking podziemny H10. Zachód -1.
Dość była podekscytowana i zajęta Artemida, dość zdenerwowana, że Bobbi nie przyjdzie, fuknęła na to tylko, przyszło jej do głowy, że może Hajfi pomoże ogarnąć kamery i scyzoryk. Zawieszona jeszcze na tablecie, zareagowała na słowa Donga.
-Pomysł mam - zaczęła - jak nie wypali to Raze pomoże... - urwała, bo zobaczyła minę Mora. Słuchała nie wierzyła. Przeniosła wzrok to na jednego to na drugiego, mało nie parsknęła, oczami wywróciła zgrabne kółeczka. Popatrzyła na Swicha. Ty na poważnie, znali się na tyle. Tym bardziej, że nie poczuła by Dong przekroczył granice, może się zapomniała w egzaltacji, pomyślała. Do laluni dawno przywykła, nie prosperowała w downtown, czy pałacu prezydenckim, tylko w blokowisku, liczył się finalny zysk.
Nie mogła się nadziwić, że zamiast ratować szczenię, samce zamierzają robić rykowisko. Skłamałaby Brazil, gdyby powiedziała, że jej to nie schlebiało, co więcej wiedziała, że wchodzenie między nich grozi kalectwem, lub śmiercią.
-Raze, moje ciałko, Dong, szef sektora. - przedstawiła sobie panów i wycofała się cień, sadowiąc pupę w starym Chewrolecie pozbawionym bocznych drzwi przy którym stał technik.
-Hajfi. A mógłbyś mi pomóc z kilkoma rzeczami? Jak Dong przeżyje spotkanie ze Swichem, to może być dobry deal. - wypowiedziała cichutko, żeby nikt nie słyszał. - Mam kilka dostępnych kamer z okolicy, ale trzeba przeglądać nagrania. I jest jeszcze nóż modułowy do sprawdzenia, którym była dźgnięta ta dziewczyna Chinwe.
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się