Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.
Młot Wieków. Rekonesans Karak Varn
-
- Aczkolwiek warunki są przykre - mruknął Fenni do Othina- lecz chwalebnie nie zapomniałeś o przezorności. - następnie spojrzał na brata i powiedział - Warto także też przypilnować naszych tyłów, gdy Othin sprawdza wrota. - co powiedziawszy chwycił swój młot, aby się trochę rozgrzać i jednocześnie jasno znać, że zgłasza się na zaproponowaną wartę.
-

Rhunki Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi - Dobrze że lunęło teraz. Deszcz całkiem rozmyje ślady i spłucze nasz zapach. Dowiedzą się że tu weszliśmy dopiero jeżeli któryś wpadnie by tu sprawdzać.
Zabezpieczenie wskazywało że zieloni nie mieli ochoty eksplorować i eksploatować kopalni. Oczywiście były dużo bardziej pesymistyczne opcje takie jak to że w środku coś uwięziono. Wolał jednak nie wypowiadać głośno takich rzeczy by nie straszyć młodych. Profilaktycznie postukał jednak palcem o trzonek młota. Zdjął hełm, naciągnął kaptur na czoło, by trochę osłonić się nim przed wiatrzyskiem i wilgociom.
- Dobra myśl, głupio by było przez niefrasobliwość mieć ogon. Sprawdzę czy nie ma dodatkowych pieczęci.
Potarł koniuszki palców i zbliżył się do wrót. Podobnie jak Othin zdjął rękawice ale skupił się na szukaniu czegoś całkiem innego i bardziej nieuchwytnego.
-

Hagrid „Rhyn” Grumsson ...
22 Durgzet, 7035, trochę po północy
Wejście do kopalni Khazid Aldum.
Niebo zasnute chmurami, wiatr, zimno, zaczyna się silna burza.- Ai, Rhunki dobrze mówi, ulewa zmyje nasze ślady - przytaknął Hagrid zadowolony z obrotu sytuacji i tego jak bez problemu dotarli do pamiętanej z map kopalni.
- Czego Wy szukacie? - zdziwił się Rhyn - coś powinniśmy wiedzieć o tych drzwiach lub tym miejscu? - zwrócił się do tych badających z dziwną dokładnością zwykłe zaryglowane drzwi, pytająco spojrzał też na Logrima. Liczył, że jeśli ktokolwiek coś wie to będą to długobrodzi, ale Othin pierwszy wyrwał się do macania wejścia.
- Zwykłe drzwi zamknięte sztabami metalu, pewnie zbyt ciężkimi by byle grobi mógł je zdjąć - ocenił.
- Dajcie znać jak skończycie to z Brondem i Fennem weźmiemy te sztaby, najlepiej wnieśmy je do środka i zostawmy gdzieś w głębi, co by nas nikt nie zaryglował - zaproponował dawi z Norski.
Czekając na komendę wraz z Fennem oglądał okolicę, próbując z lunetą dzięki błyskom dostrzec więcej budowli i policzyć gobliny, które się wokół niej kręciły.
- może i armii... - przypomniał sobie i powtórzył słowa Kowala Run - pytanie czy naszej, pamiętaj Galebie, że masową wycinkę drzew zaczęli zanim tu przybyliśmy, możliwe więc że nie ma to nic z nami wspólnego, a po prostu szykują się do wojny. Pytanie z kim...
- Tfardy - zwrócił się do snotlinga w reikspiel - słyszałeś coś o nadchodzącej bitwie lub wojnie? Snagrog planował podbój lub obronę przed kimś samej twierdzy? - zapytał Rhyn dzieląc zdania i zadając pytanie wolno by snotling się nie pogubił. -
Grungni (MG) @Gladin 
22. Durgzet, 7035, po północy.
Wejście do kopalń Khazid Aldum.
Ciemno, zimno, burza, wiatr, pioruny.Othin metodycznie szukał pułapek mimo, że zapewne żelazołamacze mieli większe doświadczenie w zabezpieczeniach przy drzwiach blokujących wejścia do podziemi. Galeb poszukiwał rzeczy niewidzialnych dla oka. Ani jeden, ani drugi nie znalazł nic niezwykłego. Chociaż... może? Rhunki odnosił wrażenie, jakby... jakby znalazł się w miejscu gdzie było nieco mniej złej, obcej magii w powietrzu. Poczuł się trochę tak, jak ktoś, kto po tym, gdy przebywał długo w pomieszczeniu i nie czuł zastałego powietrza, wyszedł na zewnątrz. Ciężko było mu zrozumieć i opisać jego własne odczucia. Zresztą były one tak subtelne, że sam nie był pewien, czy nie ulega jakimś złudzeniom.
Zilfini próbował delikatnie dźwignąć sztaby, jednak były one mocno zaklinowane. Czy to też wskutek ich lichego wykonania (nie krasnoludzkiego!), czy też inny czynników, ale były źle dopasowane do drzwi. Jedne i drugie wydawały się klinować nawzajem wskutek wypaczenia na zewnątrz.
Badanie zawiasów okazało się niemożliwe, gdyż znajdowały się one po drugiej stronie zamkniętych skrzydeł.
Nie było też żadnego widocznego zamka, zresztą wrota nie były całkowicie zamknięte. Wskutek ich wypaczenia powstała szczelina gruba na palec między dwiema połówkami, przez którą można było ostrożnie zajrzeć do środka. Tyle, że nie było nic widać z powodu ciemności, a póki co żaden z nich nie odważył się przytknąć do niej oka.
– Dobrze pomyślane - zgodził się than na słowa Fenniego o przypilnowaniu ich tyłów i polecił, by Brond mu towarzyszył. Następnie zwrócił się do Rhyna. - Roztropność nie zawadzi. Na wejściu do kopalni przodkowie na pewno przygotowali coś dla nieproszonych gości. A jeżeli nie oni, to ktokolwiek zamknął wrota, mógł je zabezpieczyć. Cierpliwości, Grumsson.
Żelazołamacz dla zajęcia się czymś rozpatrywał się przez lunetę, ale błyskawice powodowały więcej omamów wzrokowych rzucając to tu to tam cienie, niż pozwalały na obserwację. Czasem wydawało mu się, że widzi jakiś ruch od strony, z której przyszli, ale nie potrafił uchwycić żadnego konkretu. Skoncentrowany na próbie rozwiania swoich wątpliwości zadał pytanie snotlingowi. Gdy po dłuższej chwili nie uzyskał odpowiedzi, odjął ją od oka, by zdzielić w łeb nieposłusznego zielonoskórnego. Ale Tfardego nigdzie nie było. -
Gdy już doczekali się sygnału, że drzwi są sprawdzone Khadinbatowie i Hagrid wrócili do reszty drużyny. Gdy już byli na miejscu Fenni rozejrzał się czy nie ma tam przypadkiem Tfardego i jeśli stwierdził jego brak zameldował thanowi Logrimowi o zniknięciu snotlinga. Gdy już tego dokonał pomógł reszcie zdejmować sztaby, a następnie przygotował swoją latarnię do zapalenia i udał się z resztą żelazozłamaczy, w krótki patrol by sprawdzić czy można bezpiecznie wnieść zdjęte sztaby z drzwi do środka. Gdyby się okazało, że można dawi zamierzali zostawić thana Logrima i Othina na warcie, gdy reszta będzie taszczyła ciężkie ładunek do kopalni.
-

Rhunki Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi Mina Hagrida gdy spostrzegł że Tfardy zniknął była bezcenna. Sam runiarz był pewien że do placu przed kopalnią malec jeszcze przy nich szedł. Pewnie przestraszył się burzy albo i samej kopalni i nie mówiąc nic nikomu poszukał kryjówki. Galeb się zastanawiał czy czy zniknięcie jeńca przysporzy im problemów. Doszedł jednak do wniosku że albo snot sam się znajdzie albo spotkają go w Karak Varn. Stałą w przygodach było to że gdy działy się dziwne rzeczy to nie działy się bez powodu. Ot taka filozoficzna myśl.
Galeb pozostał na warcie z Othinem i Logrimem.
- No, Żelazołamacze. Oto doczekaliście się podziemiów gdzie to poczujecie się jak ryba w wodzie. Tylko z tej euforii nie próbujcie pływać w Kamieniu i Skale.- zaśmiał się ze swojego koślawego dowcipu
-

Hagrid „Rhyn” Grumsson ...
22 Durgzet, 7035, trochę po północy
Wejście do kopalni Khazid Aldum.
Niebo zasnute chmurami, wiatr, zimno, zaczyna się silna burza.- Ai - przytaknął Logrimowi
Zajęty obserwowaniem przez lunetę zdziwił się brakiem odzewu od snotlinga, czyżby raz przywalenie mu w łeb to było za mało? Oderwał wzrok i rozejrzał się, ale snotlinga.... nie było.
- Gdzie zielony?! - zapytał zdenerwowany
- Szedł z nami, musiał gdzieś przed chwilą odejść - racjonalizował sobie sytuację
- Nosz... - uciął w pół słowa przekleństwo - krzyczeć za nim nie będziemy bo wróg usłyszy.
- Pozostaje liczyć że wróci, dla jego dobra lepiej by wrócił.
Na słowa Galeba zaś dodał
- Wypluj te słowa o pływaniu Rhunki, liczmy że kopalnia nie jest zalana, a jak była to woda już odeszła.
- Pójdziemy może przodem, sami żelazołamacze, sprawdzić pierwsze pół mili, jak będą jakie pochodnie to rozpalimy, jak będzie czysto to wniesiemy sztaby by kto nas nie zaryglował, ale mało kto je uniesie tak prawdę mówiąc - dodał oceniając po tym ile im zajęło ich zdjęcie.
- Może snotling do tego czasu się znajdzie, mam jego miecz, bez broni raczej daleko nie zajdzie. - dodał
- Brond, Fenn, obwiążmy się linami, długie są na 10m więc swoboda ruchu zostanie, a jakby ziemia się zapadła albo jaka pułapka to nam życie uratuje. - zaproponował odczepiając swoją od plecaka.
- Pozostaje jeszcze źródło światła, Thanie, czy użyczysz nam swojej lampy i oliwy? - zapytał, choć znał odpowiedź. -
Grungni (MG) @Gladin 
22. Durgzet, 7035, po północy.
Wejście do kopalń Khazid Aldum.
Ciemno, zimno, burza, wiatr, pioruny.– Gdzie zielony? - padło pytanie z ust Hagrida.
Krasnoludy jęły się oglądać i kląć na czym świat stoi. Mały zielonoskóry nie mógł wszak ot tak sobie zniknąć!
– Może gdzie w jaką dziurę wpadł? - zafrasował się Brond.
– Słyszelibyśmy jego krzyk. A tu nic słychać nie było - odrzekł mu Logrim. – Musiał po cichu się oddalić. Kto wie, czy nie idzie teraz donieść innym grobim, gdzie jesteśmy, tfu, zaraza. Trza go było ubić!
– Nie mógł się daleko oddalić. Przecież dopiero był z nami - żelazołamacz omiótł jaskinię spojrzeniem.
– A jesteś pewien, że był z nami? Na linie nie szedł. Ktoś go pilnował?
Khadinbat zawahał się.
– Wydaje mi się, że szedł cały czas z nami... Szukamy go?
– Do demonów z nim - splunął Hagrdindrakk. - Sprawdźmy, co jest za tą bramą.
– Liną? - zdziwił się Brond. - W tunelu? Ja wolę nie- oznajmił mimo, że Fenni przystał na propozycję Rhyna.
Wspólnym wysiłkiem udało się dźwignąć sztaby przy wydatnym sapaniu, bo ciężkie były jak tyłek Grimnira. Pierwsza prawie wypadła im z rąk na ziemię po tym, gdy nagle wyskoczyła w końcu z uchwytów i niedoszacowali jej wagi. Sądząc, że jest lżejsza łapali ją, gdy leciała w dół i ze sporym zdziwieniem i protestem mięśni zapobiegli jej - ani chybi - donośnemu uderzeniu w posadzkę. Oj, poniósłby się dźwięczny huk metalu daleko w noc.
Uchylili następnie skrzydła, również z niemałym trudem, bo zawiasy okazały się nieco pogięte i stawiały opór. Przed nimi ziała czeluść mrocznego korytarza, a bijące coraz bliżej gromy kładły w nagłych rozbłyskach długie cienie krasnoludów w głąb przejścia. Przy czym oświetlenie to mało pozwalało zorientować się w sytuacji. Trwało krótko, oko nie nadążało z adaptacją, a cienie przykuwały mimowolnie ich uwagę jako potencjalne zagrożnie.
Fenni zapalił swoją latarnię i ruszył środkiem. Po jego lewej szedł Brond, który był leworęczny, a na prawo ustawił się Grumsson.Fenni odpisuje sobie z karty jedną porcję oliwy.
Korytarz, do którego weszli, biegł w linii prostej i początkowo dość płasko. Następnie obniżał się tak, że po kilkunastu jardach jego sklepienie przesłaniało im dalszy widok. Środkiem biegły tory kolejowe takie same, jak te na zewnątrz. Niedaleko bramy, na lewej ścianie korytarza, widniał otwór jakiejś jaskini, ale z miejsca, w którym stali, nie dało się nic o jej wnętrzu powiedzieć. Ostrożnie podeszli bliżej.
Na wprost przejścia w pomieszczeniu znajdował się wielki mechanizm, składający z bębnów i osi, który kiedyś nawijał liny. Strzępy tych ostatnich nadal widoczne były na nawijaku. Wchodząc głębiej do środka można było odnieść wrażenie, że jest to jakiś dawny warsztat powroźniczy.
Opuszczony musiał być jednak dość dawno. W kącie jaskini leżał chyba jedyny jeszcze do czego zdatny krąg liny. Sporo grubszej niż te, które krasnoludy nosiły ze sobą. Krąg składał się z kilkudziesięciu zwojów i wyglądało na to, że będzie sporo dłuższy, niż posiadane przez nich 10-jardowe. Nie był jednak w najlepszy stanie. Miejscami postrzępiony, miejscami jakby nadgryziony, gdzie indziej sparciały. Udźwig liny w jej obecnym stanie można było oszacować na podobny do tego, jakie miały ich własne powrozy. Ale na pewno ta w jaskini była cięższa.
Stoły, krzesła, fragmenty sznurów, łańcuchy, drewniane konstrukcje kołowrotów, zbutwiałe materiały, ławy, nieszczelne wiadra, stare cynowe i drewniane naczynia... tu i ówdzie ślady starych odchodów nieznanego pochodzenia.
Othin ubezpieczał kuszą żelazołamaczy, stojąc u wejścia do kopalń i omiatając spojrzeniem wnętrze korytarza. Galeb wraz z Logrimem byli odwróceni w przeciwną stronę. Co chyba okazało się dobrą okolicznością dla Tfardego, który cały zadowolony z siebie wyszedł nagle z zewnątrz, zza krawędzi. Gdyby to Zilfini patrzył w tę stronę kto wie, może bełt z kuszy przyszpiliłby już snotlinga?
–Gdzie byłeś!? - ryknął na niego than.
Nie tylko zielonoskóry wydawał się być zaskoczony, ale i Angaztromm zaniepokojony obrócił się w ich stronę. Tfardy zerknął w stronę, z której przyszedł.
– Tam? - wskazał ręką.
– Ale dlaczego tam poszedłeś!?
Snotling rozejrzał się.
– On mi kazał - wskazał ręką na znikającego w bocznym korytarzu Hagrida. -

Othin "Zilfini" Angaztromm Zaskoczony Othin musiał się otrząsnąć bo błyskotliwej odpowiedzi Tfardego. Widocznie za dużo rozkminiał i odpowiedź była prostsza niż zakładał.
- Dobra, no i czego się dowiedziałeś?
Zilfini początkowo nie chciał zdradzać braków w swojej wiedzy, niemniej zdecydował się spytać.
- I co dokładnie usłyszałeś od Hagrida, że postanowiłeś tak nagle wypełnić jego słowa?
Angaztromm wykazał roztropność, rozmawiając cały czas lustrował otoczenie. Miał również zamiar przymknąć bramę - nigdy nie wiadomo czy Żelazołamacze nie miną jakiegoś bocznego tunelu, z którego wylezie coś co wskoczy im na plecy. Lepiej mieć baczenie na jeden kierunek niż na dwa.
-

Hagrid „Rhyn” Grumsson ...
22 Durgzet, 7035, po północy
W kopalni Khazid Aldum.
Ciemno, brak pochodni na ścianach, jedynie latarnia w ręce towarzysza.- Szlag by to trafił, ciemno jak w dupie. Gdzieś na ścianie jak nie pochodnie to muszą być na nie uchwyty. - pożalił się Rhyn, bo mimo prób żadnego nie wypatrzył.
Gdy dotarli do powrozowni rozejrzał się po jej wnętrzu. Poszukał ułamanego kawałka drwa co by się nadał i owinął starym sznurem z jednej strony. Miał nadzieję na znalezienie smoły, dziegciu albo łoju wymieszanego z grafitem, liny tak się konserwuje, w porcie Salzenmund widział to nie raz. Nadały by się na pochodnię, a oliwy do lampy trochę mu było szkoda.
- Jak już znajdziemy jakiś uchwyt na pochodnię będzie jak znalazł, rozświetli trochę to smutne miejsce i da znać długobrodym gdzie jesteśmy.
- Raczej nic tu po nas, liny pewnie były do ciągnięcia wozów po torach, chodźmy dalej - zaproponował Hagrid. -
- Warto jednak zapamiętać to miejsce. - odrzekł Fenni - Te drewniane barachło nada się do ogniska, a i liny też mogą się przydać... Liny niby nie wyglądają za dobrze, ale gdyby bliżej się im przyjrzeć to mogą się okazać nie słabsze od tych co wzięliśmy na wyprawę.