Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje D20
  3. Rozgrywka
  4. Polowanie w Lwiej Loży - Rozgrywka
Polowanie w Lwiej Loży
SantorineS
Santorine jako
Mistrz Gry
Mistrz Gry
MekowM
Mekow jako
Zaira
LubeszL
Lubesz jako
Jaithe
slann22S
slann22 jako
Zakareth z Leng
PiołunP
Piołun jako
Kraghul Ośmiooki

Polowanie w Lwiej Loży - Rozgrywka

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
pathfinder 2egolarion
45 Posty 5 Uczestników 965 Wyświetlenia 3 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • SantorineS Online
    SantorineS Online
    Santorine jako Mistrz Gry
    napisał ostatnio edytowany przez
    #21

    Zakareth powstała, Vorlindi zaś drgnął. W międzyczasie, Dorlivin, który już starł wino z blatu stołu, ustawił się nieco za Auldegrundem, gotów usługiwać swemu ojcu. Wygłoszona uwaga, aby iść do wychodka sprawiła, że Auldegrund rzucił krótkie spojrzenie na Vorlindiego, ten zaś z uśmiechem począł iść w stronę Zakareth. Zakareth miała niejasne przeczucie, że choć jej blef z pójściem do garderoby wszedł gładko, Auldegrund i pozostali zobaczyli, jak przytłumionym głosem rzekła coś do Zairy. Krasnoludy załapały coś… Chyba

    Auldegrund wydawał się jednak nie tracić rezonu.

    – Się rozumie – stary krasnolud nie podniósł głowy ze swojej misy, nadal intensywnie żując, mlaskając i opryskując śliną wokół wszystko. – Vorlindi, zaprowadź panią do garderoby.

    Krasnolud, zgodnie z instrukcją swojego ojca, wskazał drzwi, gdzie wcześniej wyszedł on sam i Dorlivin. Krępej postury brodacz wykonał przywołujący gest w stronę Zakareth, ta zaś podeszła nieco bliżej i poczęła kręcić się i spowalniać kroku. Kapłanka Nyarlothepa sięgnęła do swego plecaka podróznego i poczęła w nim gmerać ostentacyjnie, szukając czegoś chyba i grając na czas.

    W międzyczasie, Kraghul wyłożył Auldegrundowi swą historię z ankhravem, co krasnolud przyjął z wdzięcznym, acz nieco zobojętniałym wzrokiem. Opowieść Kraghula, za każdym razem, kiedy robił pauzę tudzież przecinek, zdawała się być akcentowana westchnięciami starego krasnoluda, który kręcił widelcem, ponaglając orka i kiwał głową.

    Kraghul spytał:

    – A jeśli obyczaj pozwala spytać także gospodarzy, jaką bestią możecie pochwalić się ty i twoi synowie, Auldegrundzie Ponury?

    Auldegrund podniósł swój wzrok znad drewnianej misy.

    – Chimera – Auldegrund pokiwał głową, zdaje się, wracając do wspomnień. – Sioło, co się Szron zwało. Cholerna bestia z trzema głowami, magiczne wynaturzenie jakieś. Ot, czasy się zmieniają, kiedyś to mój dziadek jeno na kuguary polował, a dzisiaj? Dzisiaj to uczciwy krasnolud to musi i zapolować, i przyhandlować, i…

    Urwał. Auldegrund spojrzał nagle na Zakareth, która od paru dłuższych chwil już grzebała w swojej torbie podróżnej, usilnie szukając czegoś. Zaraz potem jego wzrok odbił się na Kraghula, który absolutnie nie tknął swojego jedzenia, tak samo jak Jaithe i Zaira. Wydawało się, że stary krasnolud odczytał sytuację, która rysowała się przed jego oczyma.

    Auldegrund powstał nagle z siedzenia i wskazał na Dorlivina i Vorlindiego jakimś dziwnym, zamaszystym gestem, po czym wykrzyknął:

    – Dźwierze! Czas, czas, już czas!

    Z wrót do Lwiej Loży nagle dobiegł intensywny dźwięk przemieszczającego się mechanizmu, a potem głośny chrzęst, który przywodził na myśl tylko serię spadających zapadek i skręcających się łańcuchów, które w jednej, krótkiej chwili zwarły się.

    W tym samym czasie, Dorlivin i Vorlindi, a także i sam ich ojciec, odpięli swoje młoty bojowe zza pasów. Jedynie Dorlivin, który, wyciągając swój młot bojowy, ociągał się i jakoś wahał, jednak pokornie słuchał swego ojca.

    – BRAĆ ICH! – Auldegrund wykrzyknął.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    1
    • MekowM Niedostępny
      MekowM Niedostępny
      Mekow jako Zaira
      napisał ostatnio edytowany przez
      #22

      Zaira potraktowała poważnie wiadomość od Zakareth. Na szczęście nie zdążyła jeszcze niczego spróbować, choć niewiele brakowało. Elfka nie miała pojęcia co krasnoludy chciały zyskać zabijając ich, wszak mieli przy sobie niewiele więcej niż wartość zatrutego jedzenia, chyba. Wiedziała natomiast, że w pierwszej kolejności należało ostrzec pozostałych, ale siedzieli oni po drugiej stronie stołu, więc niebezpiecznie było to zrobić werbalnie. Niestety nie mieli też wspólnego doświadczenia z truciznami, do którego mogłaby się odnieść.
      Wysunęła i nawet wyprostowała nogę pod stołem, ale nie dosięgnęła siedzącej na przeciwko niej Jaithe. Na szczęście Zakareth odwróciła uwagę jednego z krasnoludów dzięki czemu elfka dyskretnie wysunęła się do przodu, siadając na samej krawędzi swojego krzesła. Jej stopa dosięgnęła kolan Jaithy, a mając jej uwagę, Zaira zaczęła znacząco mrugać prawym okiem - którego nie widział żaden z krasnoludów, jednak wiadomość sprowadzała się do ogólnego ostrzeżenia, niczego nie wyjaśniając.
      Zanim Zaira wymyśliła jak przekazać konkretną informacje, Auldegrund albo zorientował się że coś wiedzą albo stracił cierpliwość... No i się zaczęło.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      2
      • SantorineS Online
        SantorineS Online
        Santorine jako Mistrz Gry
        napisał(a) ostatnio edytowany przez Santorine
        #23

        Vorlindi, odpiąwszy uprzednio swój młot zza pasa, huknął Zakareth raz, drugi. Runiczny młot rozbłysnął zimnym ogniem, potężnie raniąc kapłankę Nyarlathotepa. Była ona teraz poważnie ranna!

        – Było iść po dobroci! – wrzeszczał Auldegrund, który lada chwila, już-już miał natrzeć na podróżników.

        Ork na wyzwanie Auldegrunda odpowiedział nerwowym warknęciem, podnosząc się ze swojego krzesła. Kraghul uniósł jeden ze swoich kościanych fetyszów przed siebie i wymamrotał słowa, które zawibrowały w przestrzeni. Przed Auldegrundem pojawił się świetlisty tasak, który chlasnął krasnoluda w skroń, aż chlusnęła jucha.

        Dorlivin tymczasem stał na uboczu; zdawać się mogło, że miedzianowłosy krasnolud siłował się z czymś, coś próbował przezwyciężyć. Co rusz sięgał po młot, to odwracał się od niego, to wiercił w dziwny sposób, niejeden raz walnął siebie kułakiem po czerepie. Czyżby walczył z jakimś obcym wpływem? Lub też postradał zmysły?

        – Głupcze, co robisz!? – krzyczał Auldegrund do Dorlivina, który z gniewem już nacierał na Kraghula. – Zepsujesz mój misterny plan!
        Siwy krasnolud zwarł się z orkiem! Przez parę chwil młot uderzał tylko powietrze, jednak ból w piersi i trzeszczenie żeber powiedziały orkowi, że uchylił się o oddech zbyt późno!

        Szara energia rozlała się po ciele Zakareth, a kapłanka doznała, jak mordercze rany zadane przez Vorlindiego zasklepiają się, zrastane mocą jej boga. Wypaczona nie pozostała jednak dłużna krasnoludowi: zwinęła się i załomotała swym kosturem po czerepie krasnoluda, ten zaś jęknął z bólu.

        Zakareth popatrzyła na krasnoluda ukazując ostre zęby i powiedziała.
        - Służysz jednak władcy piekieł, prawda? Być może wygracie tą walkę, lecz mój Pan jest ponad demony i diabły, ponad piekło i niebiosa, albowiem i piekło zostanie poświęcone, a w niebiosach zapadnie noc.
        – Bah! – krzyknął Auldegrund, słysząc słowa Zakareth. – Pusta paplanina!
        Dobywając łuku, Zaira stanęła na krześle i weszła na stół, niczym pospieszne wchodzenie po schodach o dwa stopnie na raz. Mogli walczyć parami, dwa na jednego, ale instynktownie uznała, że powinni załatwić dowódcę i prowodyra całego zamieszania - Auldegrunda. Trzymając się raczej lewej strony stołu, wystąpiła ostrożnie do przodu, posyłając strzały w siwobrodego krasnoluda.
        Jaithe patrzyła, co się dzieję z mieszanką niezadowolenia i irytacji. Westchneła teatralnie, choć jej niezadowolenie mieszało się jednak z uciechą, bo będzie mniej paplaniny, która akurat tutaj się nie sklejała. Zauważyła jak jeden syn się jakby waha i nie atakuję, to był dobry znak. Na razie jednak skoncentrowała się na gospodarzu, próbując go OGŁUPIĆ.
        Tymczasem Zaira, mając łuk już w swoich dłoniach, wskoczyła nagle na stół. Misy z zatrutym jedzeniem z łoskotem potoczyły się po drewnianym stole, wino rozlało się w wielkie, czerwone plamy, na podobieństwo krwi. Elfia łuczniczka obrała za swój cel starego krasnoluda, który walczył z Kraghulem. Skoncentrowała się, z wyczuciem łowcy przewidując jego ruchy i wreszcie puściła cięciwę. Trafiło! Auldegrund odpowiedział jej wymyślną wiązanką przekleństw, nadal atakując orka. Strzała sterczała z pancerza krasnoluda, rana zaś broczyła krwią.

        Jaithe wymamrotała magiczne słowa i zakreśliła symbole. Niewidzialna energia pomknęła przez przestrzeń, prosto w stronę Auldegrunda. Auldegrund zaparł się w sobie i zacisnął zęby…
        – Ha! – wrzasnął krasnolud, chełpliwie szczerząc zęby. – Przeklęte magiczne sztuczki, myślicie, że mnie tak łatwo pokonacie? Auldegrund Ponury zawsze wygrywa!

        Vorlindi natarł na Zakareth z okrzykiem bojowym, jednak tym razem kapłanka Nyarlathotepa wymykała się obuchowi młota wojennego raz po raz. Vorlindi, choć uderzał z całej siły, nie mógł jej dosięgnąć!

        Kraghul cofnął bark pod uderzeniem młota. Ból przeszedł przez pierś, a nadwyrężone żebra protestowały teraz przy głębszym oddechu. Ork odpowiedział krótkim warknięciem, lecz nie rzucił się na krasnoluda. Auldegrund był szybki i silniejszy, niż wskazywał jego wiek, ale nie niezniszczalny. Strzała Zairy sterczała już z jego pancerza, a świetlisty tasak wciąż wisiał w powietrzu, drżąc od duchowej energii. Kraghul uniósł kościany fetysz i zacisnął na nim palce.
        – Jeszcze raz – mruknął.
        Tasak poderwał się gwałtownie i pomknął ku Auldegrundowi, próbując ciąć go przez ramię i pierś. W tej samej chwili wokół orka rozlała się półprzezroczysta osłona, cienka jak pajęcza błona, lecz napięta duchową mocą. Kraghul kątem oka obserwował Dorlivina. Krasnolud sięgał po młot, lecz za każdym razem wyglądał tak, jakby własna ręka odmawiała mu posłuszeństwa. Jakby coś ciągnęło go w dwie przeciwne strony.
        – Nie ruszajcie Dorlivina – rzucił do pozostałych. – On walczy z czymś innym.

        Tasak chlasnął Auldegrunda, jednak miotający (całkiem wymyślne) wyzwiska krasnolud uskoczył w dosłownie ostatniej chwili przed ciosem widmowego miecza.
        – Bwfcha! – Mwha-ha-ha! Magia nie ima się tych z rodu Ponurorytu! Wkrótce… Wkrótce dołączycie do pozostałych!
        Kiedy widmowa osłona orka przesłoniła jego ciało, Kraghul skupił się przez dwa oddechy na Dorlivinie, który nadal miotał się pod ścianą, ku irytacji Auldegrunda. Skupił się…

        Kraghul zobaczył coś. Jeden detal, który dotychczas jakimś dziwnym, nieuchwytnym sposobem umykał jego uwagę: ramię Dorlivina, miotane niewątpliwie jakimś rodzajem obcej woli, poruszało się w rachityczny, nienaturalny sposób. Ork doznał nieodpartego wrażenia, że Dorlivin - może także Auldegrund i Vorlindi? - wszystkie krasnoludy, które były w Lwiej Loży zachowywały się na podobieństwo konstruktów lub marnych aktorów. Nie, nie była to magia umysłu… Było to coś znacznie bardziej fundamentalnego, ale co?

        Nie było jednak czasu na zgadywanie! Młot Auldegrunda świsnął w powietrzu i uderzył Kraghula, który poczuł, jak chyba właśnie pękło mu żebro.
        Zakareth Uśmiechnęła się ponuro i natarła na wroga, przywołując mocno swojego bóstwa.

        Mroczna energia spowiła laskę Zakareth, niczym wirujący pył nasączony energią. Wypaczona uderzyła potężnie Vorlindiego, który aż jęknął z bólu, który nagle rozlał się po jego ciele! Zakareth smagnęła swoją laską bo raz jeszcze, ale nauczony tej lekcji krasnolud uniknął tym razem ciosu.

        Zaira tymczasem schyliła się i w paru zręcznych ruchach zanurzyła strzałę w sosie zatrutego mięsiwa. Elfka zaraz potem wycelowała, biorąc na cel kark walczącego z Kraghulem krasnoluda. Trafiła! Efekt był zaiste piorunujący: w paru jeno chwilach siwy krasnolud przestał miotać przekleństwa, zaś jego ruchy stały się niezdarne i powolne… Auldegrund został otruty swoją własną trucizną!

        Jaithe rozwarła swoją szczękę w wyjątkowo paskudny, mrożący krew w żyłach sposób, aż Zaira musiała odwrócić twarz. Zabieg zaklinaczki jednak zadziałał: Auldegrund wrzasnął ze strachu i obrzydzenia, nagle niepewny, czy kontynuować walkę.
        Na tym jednak nie poprzestała: Jaithe skupiła się w jednej chwili, wysyłając falę psychicznej energii do walczącego krasnoluda, który wyglądał, jak gdyby ktoś właśnie zdzielił go pięścią przez czerep.

        Vorlindi z triumfalnym rykiem nacierał na Zakareth, z wściekłością uderzając kapłankę Nyarlathotepa parę razy. Potężne uderzenia młota bojowego poważnie uszkodziły kapłankę!

        Kraghul zachwiał się pod kolejnym uderzeniem młota. Ból rozszedł się po piersi, i nagle było mu też trudniej oddychać. Odpowiedział krótkim, gardłowym warknięciem, zaciskając palce na kościanym fetyszu. Widmowy tasak uniósł się po raz kolejny i runął na Auldegrunda, próbując dokończyć to, czego nie udało mu się dokonać poprzednim cięciem.
        Ork nie czekał jednak na rezultat. Pochylił się gwałtownie, jakby coś ścisnęło go od środka. Jego gardło poruszyło się w nienaturalny sposób, a oczy rozszerzyły się i zalśniły czernią. Po chwili z jego ust wyrwała się gęsta fala emanujących czernią eterycznych pająków, wijących się odnóży i chitynowych odwłoków. Duchowe robactwo rozlało się szerokim stożkiem ku Auldegrundowi, gryząc, kłując i wciskając się w szczeliny jego pancerza.
        Kher uniósł przednie odnóża na barku orka, jakby dyrygował rozlewającym się rojem.
        Tym razem jednak cios widmowego tasaka chlasnął Auldegrunda głęboko! Ostrze rozorało ramię, opryskując pieczywo i roztrzaskane misy, stary krasnolud zaś krwawił na podobieństwo zarzynanego wieprza.
        – Khh… Jeszcze nie… Koniec! – wycharczał.
        Koniec jednak nadchodził nieubłaganie. Magiczny rój, który dobył się z ust orka wziął obu - Vorlindiego i Auldegrunda - przez zaskoczenie. Dwójka krasnoludów wierzgała i pluła, próbując odgonić się od nagłej chmury insektów. Bezskutecznie jednak! Gryzące szczęki czarnych pająków wbijały się jak setki małych, złośliwych noży, w ciało.

        – TO TWOJA WINA, OJCZE!!! – wrzasnął nagle Dorlivin, wyrwawszy się z otępienia i konfliktu, który miotał nim przez długi czas. – TO WSZYSTKO TWOJA WINA!!! GIŃ, GIŃ, GIŃ!
        Ująwszy swój bojowy młot w dłoń, Dorlivin z wrzaskiem skoczył za Auldegrunda, który nagle znalazł się w potrzasku między nim a orkiem. Miedzianowłosy krasnolud wzniósł nad głowę młot i uderzył z całej siły w czerep starego. A potem…
        Auldegrund zastygł. Nie umarł, ale zastygł, jak gdyby nie stał tam nigdy on sam, ale statua, którą nagle się stał. Uderzający młot chlasnął przez czerep, a pozostałości tego, czym chwilę był Auldegrund rozbryzły się nagle w mokrej brei. Czy to był… Śnieg?

        Auldegrund

        Lód i śnieg zatrzeszczały. Płatki zawirowały, buchnął mróz. Ale Dorlivin już biegł w stronę Vorlindiego. Pozostałości śnieżnej sylwetki stały w miejscu, bezładnie.

        – Zapłacisz za to, Dorlivin! – krzyczał Vorlindi, czerwony na twarzy.
        – Nie, to TY zapłacisz za wszystko, co robiliście! – krzyczał miedzianowłosy, biegnąc w stronę swego brata i machając groźnie młotem bojowym.
        Zakareth wyprowadziła dwa ataki swą laską, ale! Każdy z nich chybił, Vorlindi zaś zarechotał złośliwie, widząc, że kapłanka przeszła w defensywę.
        – ON już wie! – krzyknął Vorlindi, to do podróżników, to do Dorlivina. – Już nic nie możesz zrobić!

        Całość była dość dziwna, gdyż Dorlivin zaczął wykrzykiwać niezrozumiałe teksty. Jaki on? Co wie? I o co chodzi? Może to wyjaśni po walce. Miejmy nadzieję że tak zrobi.
        Skupiłam wolę na Vorlindi wpająjąc w jego umysł energię aby go ogłuszyć. Drugą ręką nakierowałam swą enerię do Zairy Aby miały łatwiejszy rzut
        Śmierć Auldegrunda, jakkolwiek dziwaczna i ewidentnie związana z magią, pozostawiła im tylko jednego przeciwnika. Dopiero gdy go załatwią, dowiedzą się wszystkiego od Dorlivina. Szykując kolejną strzałę, Zaira przeszła się na środek stołu - szybko i szykując łuk, ale na tyle ostrożnie aby się na niczym nie poślizgnąć. Strzelanie z nowego miejsca ograniczało ryzyko przypadkowego trafienia Zakareth do minimum. Tak jak przewidywała, kapłanka dobrze się trzymała, dzięki swym mocom i bóstwu, ale lepiej było nie igrać z losem.

        Elfka, wzmocniona zaklęciem Jaithe, przestąpiła parę kroków, rozbryzgując zatrute jedzenie, które z łoskotem spadało ze stołu. Z refleksem błyskawicy, wyciągnęła kolejne dwie strzały z kołczana i wypuszczała pociski, które ze świstem wbijały się w coraz bardziej rannego krasnoluda!

        – Za ród Ponurorytu!!! – Vorlindi krzyczał, skupiając się na Zakareth.
        Razy runicznego młota trafiały kapłankę, ta zaś poczuła zawroty głowy i powoli, powoli zdawała się być coraz bardziej oszołomiona uderzeniami krasnoluda. W ostatniej chwili uchyliła się przed uderzeniami!

        Vorlindi, który już wcześniej zebrał ciosy od orka, elfki, zaklinaczki i kapłanki, już chwiał się na nogach. Kraghul zrobił jeszcze parę gestów, a jego widmowy tasak zatopił się w ciele czarnowłosego krasnoluda. Podchwyciwszy okazję, Dorlivin doskoczył ostatnie parę stóp dystansu i uderzał, tak jak w swojego ojca, z góry na czerep. Obrzydliwe chrupnięcie rozległo się w sali uczt, a Vorlindi wrzeszczał tylko przez jedną, krótką chwilę, aby tak samo jak Auldegrund zastygnąć jako śnieżna statua.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • SantorineS Online
          SantorineS Online
          Santorine jako Mistrz Gry
          napisał(a) ostatnio edytowany przez Santorine
          #24

          Kurz bitewny opadł, a podróżnicy - Kraghul, Zaira, Jaithe i Zakareth - nagle znaleźli się w środku rozgardiaszu, który pozostał po walce, która, tak samo niespodziewanie rozpoczęła się, tak niespodziewanie skończyła się z młotem Dorlivina na czaszce jego brata.

          Potłuczone naczynia i wywrócone kielichy i kufle zmieszały się z kawałkami mięsa. Potłuczone misy leżały bez ładu na posadzce, jedno z krzeseł zaś zostało wywrócone. Obok tego wszystkiego leżały pozostałości czegoś, co jeszcze minutę temu było Vorlindim i Auldegrundem. Statuy szybko topniały w żarze z kominka, z minuty na minutę zamieniając się w płynną breję śniegu i lodu, coraz bardziej przypominając niezdarnie wyrzeźbione bałwany.

          Nagła cisza, tak odmienna od wcześniejszych krzyków furii, przyniosła trzeźwiącą świadomość: drzwi do Lwiej Loży nadal były zamknięte. Kamienne wrota stały tak samo zatrzaśnięte, jak w momencie, kiedy Auldegrund wykrzyknął zaklęcie zamknięcia. Lub czymkolwiek to było.

          Dorlivin, zakasawszy swój młot bojowy z powrotem za pas, rzekł:

          – Auldegrund wkrótce tutaj przybędzie – rzekł rudowłosy krasnolud. – Za godzinę, za dwie, może za pół dnia. Ale nadciągnie tutaj prędzej czy później… Tego możecie być pewni. Rad jestem, że powstrzymałem mord kolejnych śmiałków. Możecie odwdzięczyć się mi… Zabijając mnie. I kończąc ten głupi epizod nie-życia.

          Dorlivin

          Dorlivin splunął.

          – Ale zanim to się stanie, chciałbym dokończyć robotę i posłać mojego ojca do samych głębin gorejących piekieł! – krasnolud krzyknął zuchwale, do siebie raczej i patrząc gdzieś ponad podróżników.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • PiołunP Niedostępny
            PiołunP Niedostępny
            Piołun jako Kraghul Ośmiooki
            Mecenas
            napisał(a) ostatnio edytowany przez
            #25

            Kraghul stał jeszcze przez chwilę z uniesioną dłonią, choć widmowy tasak zakończył już swoją pracę. Duchowa broń zadrżała w powietrzu, po czym rozpłynęła się w drobnych smugach światła, jakby została wciągnięta z powrotem pomiędzy niewidzialne nici płynące spoza tego planu. Dopiero wtedy ork wypuścił powietrze.

            Ból w piersi natychmiast przypomniał mu o złamanym albo przynajmniej mocno nadwyrężonym żebrze. Skrzywił się i przycisnął na moment dłoń do boku. Walka dobiegła końca, ale on dalej nie mógł się otrząsnąć po tym co się stało. Wszystko wydarzyło się tak szybko. Wokół leżały potłuczone misy, rozlane wino i jedzenie, które miało... właściwie co? Uśpić ich? Zabić. Po Auldegrundzie i Vorlindim nie zostały jednak trupy. Zamiast krwi, kości i wnętrzności na kamiennej posadzce rozlewała się zimna breja śniegu i lodu. Kraghul przyglądał się temu w milczeniu.

            Kher zsunął się z jego barku na przedramię. Eteryczny pająk zatrzymał się przy nadgarstku orka i uniósł przednie odnóża, zwrócony w stronę topniejących szczątków. Kraghul przysiadł ciężko obok pozostałości Auldegrunda, zanurzył dwa palce w lodowatej brei, a następnie roztarł ją między opuszkami. Zimna wilgoć, którą poczuł wydała mu się zwyczajna, ale powoli topniejące oblicze krasnoluda, już nie. Coś było na rzeczy i nie za bardzo podobały mu się wnioski do których dochodził. Właściwie nie mógł mieć pewności, ale...
            – Słyszałem kiedyś o rytuałach, które pozwalają stworzyć ze śniegu albo lodu podobiznę żywej istoty. Jako badacz istot duchowych i zagadnień pneumatologicznych podobne relokacje jaźni interesowały mnie od praktycznej strony – powiedział powoli.
            – Potrzebna jest do tego rzecz należąca do osoby, kogo chce się skopiować. Włos, kropla krwi, kawałek ciała. Potem lepi się powłokę, nadaje jej twarz i karmi cudzymi wspomnieniami, aż zacznie chodzić i mówić jak ten, którego ma udawać.
            Przyjrzał się topniejącym szczątkom.
            – Simulacrum. Tak chyba nazywali to uczeni. Jeśli dobrze pamiętam, taka kopia nie jest prawdziwym człowiekiem. Ma jego wygląd i tylko tyle wiedzy, ile włożył w nią twórca. Bywa też związana z nim rozkazem, czasem podobno nawet myślą, niezależnie od odległości.
            Uniósł wzrok na Dorlivina.
            – Ale to tylko coś, co kiedyś zasłyszałem. Nie traktujcie moich domysłów jako pewnik – rzekł do towarzyszy.
            – Może wykorzystano tu inną magię. Potężniejszą. Bo coś nie pasuje... – zwrócił się do krasnoluda. – Ty nie zachowujesz się jak pusta powłoka. Czujesz gniew, winę i strach. Nich by ci ich nie umieszczał specjalnie. Przyznaje, że nie wiem co to znaczy. – dodał.

            Jego oczy zwęziły się lekko i jeszcze raz badawczo przyjrzał się krasnoludowi. Podczas walki ruchy Dorlivina przypominały mu zachowanie źle wykonanego konstruktu albo aktora zmuszonego do odgrywania roli, której sam nie rozumiał. Nie była to jednak zwykła magia umysłu. Coś sięgało głębiej. Do samego sposobu, w jaki ciało i wola krasnoluda były ze sobą połączone. Kraghul podniósł się z pewnym trudem. Zignorował na razie odłożoną w czasie prośbę o zakończenie jego jak to ujął "nieżycia". Zamiast tego stanął naprzeciw niego, ciężko opierając się na kosturze.
            – Nie – odpowiedział krótko. Nie zabrzmiało to ani jak odmowa z litości, ani jak groźba.
            – Jeśli prosisz nas o łaskę śmierci najpierw będziesz musiał odpowiedzieć na kilka pytań.
            Przez chwilę przyglądał mu się w milczeniu, jakby próbował dostrzec pod jego twarzą kolejną warstwę.

            Rozejrzał się po sali. Po zamkniętych na głucho wrotach oraz po topniejących szczątkach dwóch istot, które jeszcze przed chwilą serwowały im zatrute posiłki. Jakże się cieszył, że nie nabrali się na ten marny podstęp.
            – Powiedziałeś, że powstrzymałeś mord następnych śmiałków. Ilu było przed nami? Co się z nimi stało? Dlaczego naprawdę zostaliśmy tutaj zwabieni? I co zrobi Auldegrund, kiedy wróci?
            Urwał na moment.
            – Vorlindi powiedział, że „on już wie”. Jeśli prawdziwy Auldegrund widział przez oczy swojej kopii albo poczuł jej śmierć, czasu może być mniej, niż sądzisz.

            Palce wolnej dłoni Kraghula odruchowo zacisnęły się na rytmicznej kości ukrytej przy pasie. Jedynie na chwilę, nim ponownie je rozluźnił.
            – Po prostu powiedz Dorlivinie coście tu czynili. Bez upiększeń. Czuje, że przychodząc tu wdepneliśmy w bagno, ale chcę wiedzieć jak bardzo jest głębokie.
            Kraghul wyciągnął dłoń bliżej, chcąc dotknąć ramienia krasnoluda i wsłuchać się w to, co mogło pozostać pod jego sztuczną powłoką.

            Deklaracje dla MG:

            Chciałbym spróbować rozpoznać naturę Dorlivina oraz pozostałości Auldegrunda i Vorlindiego. Kraghul wysuwa teorię, że mogą być magicznymi duplikatami, ale na razie nie traktuje tego jako pewnej wiedzy. Jeśli mógłbym przetestować to, by mieć większą pewność to fajnie. A tak to próbuje sprawdzić, czy Dorlivin posiada własnego ducha, fragment cudzej duszy albo jedynie sztucznie odtworzoną osobowość. Do rozpoznania chciałbym użyć Occultism lub Religion, zależnie od tego, co uznasz za właściwe. Jeśli jakieś pozostałości albo przedmioty Dorlivina się do tego nadają, Kraghul może również użyć Read Psychometric Resonance.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            🆒
            1
            • SantorineS Online
              SantorineS Online
              Santorine jako Mistrz Gry
              napisał(a) ostatnio edytowany przez Santorine
              #26

              – Rzeczesz, że nie zachowuję się jak pusta powłoka, ale czy sądziłeś tak o tych bastardach? Wszak grali swe role wcale nieźle – Dorlivin kopnął pozostałości po Vorlindim, a mokry śnieg plusnął. – Coś poszło… Nie tak. Nie wiem. Wiem tylko, że kiedy obudziłem się tutaj, byłem jakiś innych od tych dwóch, którzy wykonywali każde z jego poleceń co do joty. Stary nigdy nie zauważył.

              Kraghul zapytał:

              – Powiedziałeś, że powstrzymałeś mord następnych śmiałków. Ilu było przed nami? Co się z nimi stało? Dlaczego naprawdę zostaliśmy tutaj zwabieni? I co zrobi Auldegrund, kiedy wróci?
              – Przed wami byli jeszcze jacyś, czwórka – odparł Dorlivin. – Jeśli był tam jeszcze ktoś, to nie pamiętam… Moje istnienie liczy zaledwie jakiś tydzień – spojrzenie Dorlivina błądziło jakiś czas po płomieniach kominka; zdawało się, że pamięć krasnoluda była w takim samym opłakanym stanie, jak sala uczt. – Ale kiedy trucizna poczęła działać, Auldegrund i jego “wybrani” zabierali ich tam.

              Odwrócił się i wskazał na wysunięte najbardziej na północny wschód drzwi, po stronie prawej łapy jednego z wypchanych niedźwiedzi, w rogu.

              – Oni zabierali ich tam – ciągnął Dorlivin. – Auldegrund nie chciał, byśmy zobaczyli, co tam jest i dlatego rzucił zaklęcie na drzwi. Pułapka. Ja i pozostali byliśmy zawsze tutaj, czasem w kuchni.

              Krasnolud milczał chwilę, nagle rozproszony. Przypomniawszy sobie nagle ostatnie z pytań orka, dodał:

              – Nie wiem, co się z nimi stało – rzekł wreszcie. – Jedyne, co wiem, to że nigdy już nie wrócili.

              Tymczasem, Kraghul zbliżył się nieco do Dorlivina, który zdawał się być zajęty swoimi własnymi myślami - jeśli, w istocie, cokolwiek co stało przed nimi, można było nazywać Dorlivinem. Szaman skupił się w jednym krótkim momencie, szukając wizji, emocji…

              Tak. Coś tu było. Wizja. Cienista energia wydawała się spowijać Dorlivina, oplatając go niczym kokon lub też, czy można było rzec, że sam był z niej utkany? Przez jedną, krótką chwilę Kraghul widział daleką scenę pojedynczej, krępej postaci, z której głowy wystawała para pokaźnych rogów. Szepty i mamrotanie, a przed nim stół i kawałki lodu obok alchemicznych fiol.

              Wizja minęła tak szybko, jak się pojawiła, jednak Kraghul, który wzrokiem powiódł także po śnieżnych statuach, nabrał pewności, że cokolwiek, co stało przed nimi, rzeczywiście nie było krasnoludem. Był to cienisty klon kogoś. Na usta cisnęło się pytanie: gdzie był ten prawdziwy Dorlivin?

              Dorlivin-simulacrum odsunął się, nagle niepewny intencji orka.

              – Kiedy Auldegrund wróci, zapewne będzie chciał dokończyć swoją robotę – rzekł.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              3
              • slann22S Niedostępny
                slann22S Niedostępny
                slann22 jako Zakareth z Leng
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #27

                Zakareth Wysłuchała fałszywego krasnoluda z namysłem rozważając jego słowa… To wszystko aż tak jejnie szokowało, może co najwyżej dziwiło ją, jak wiele wysiłku włożono w te oszustwo… Tworzenie fałszywego siebie było cokolwiek ekscentrycznym pomysłem…
                - Czy ty istniałeś wcześniej? I Kim jest prawdziwy Auldegrund? Lub przynajmniej czym… Tak na oko… - potem zwróciła się do towarzyszy.-* Mam jeszcze wystarczająco mocno magicznej na dwa uleczenia, i prawdę mówiąc osobiście czuję, że moje ciało potrzebuje wsparcia… Wolę jednak tę moc zachować na później… Czy więc ktoś z was potrafi leczyć nie magicznie? I jeszcze pytanie, czy da się opuścić to miejsce, a jeśli tak to czy robimy to, szykujemy tutaj zasadzkę albo zaglądamy do tego ukrytego pomieszczenia… Mam pomysł jak można rozbroić pułapkę. -* Wskazała nieznacznifałszywego krasnoluda

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • SantorineS Online
                  SantorineS Online
                  Santorine jako Mistrz Gry
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #28

                  – Czy ty istniałeś wcześniej? – zapytała kapłanka. – I kim jest prawdziwy Auldegrund? Lub przynajmniej czym… Tak na oko…
                  – Jest krasnoludem z krwi i kości, lub też, ongiś był – przyznał Dorlivin, patrząc na posiniaczoną i krwawiącą Zakareth. – Za każdym razem jednak, kiedy ktoś znikał, zmieniał się… Ostatnim razem, kiedy tu był, jego skóra była czerwona, niby najprawdziwszy jaspis albo kwiat maku. Nie zwierzał nam się z tych zmian, jeno coś gadał o “darach”, co miał dostać. Śliska rzecz, ta jego magia.

                  Dorlivin nalał sobie wina do jednego z przewróconych kielichów, z antała Auldegrunda-simulacrum, przypuszczalnie niezatrutego.

                  – Zaiste, istniałem – odparł jeszcze krasnolud i pokręcił głową, nagle nieufny wspomnieniom, które mogły się okazać fałszywe. – Tak myślę…

                  I dodał jeszcze:

                  – Wydaje mi się, że tam, w głębi, są jakieś groty, jaskinie – wypił wino. – Tak gadali jego “wybrani”, co z nimi się prowadzał, bo mówili czasem o “światłach na stalaktytach”. Cokolwiek to miało znaczyć.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  1
                  • MekowM Niedostępny
                    MekowM Niedostępny
                    Mekow jako Zaira
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Mekow
                    #29

                    Sytuacja była co najmniej dziwna, a przyczyny całej wizyty pozostawały nieznane. Dobrze, że Dorlivin postanowił stanąć po ich stronie i mógł im wyjaśnić kilka rzeczy. Zaira początkowo skupiła się na truciźnie, którą chcieli im podać w jedzeniu - wąchała je, zbadała konsystencje i kolory, smakować nie miała zamiaru mimo iż zawsze mogła to wypluć.
                    Jednocześnie słuchała tego co mówili inni. Nie znała się na magii i nie słyszała o simulacrum, ale ufała opinii towarzyszy. Istota, w tym przypadku krasnolud, będąca tak naprawdę magicznym lodowo-śnieżnym posągiem? To musiało(!) być tym o czym mówił Kraghul... Ale skoro Auldegrund i Vorlindi nimi byli, to Dorlivin z pewnością też - jakkolwiek to działa.

                    Wyglądało na to, że zwabiano tu podróżników, aby Auldegrund lub ktoś tam, mógł posiąść nowe "cechy"... Zaira nie zdziwiła by się, gdyby jednocześnie zrobił lodowo-śniegowe marionetki na ich podobieństwo, którymi sam by dyrygował.

                    Zakareth zadała konkretne pytanie.
                    - Tak. Umiem zatamować krwawienie, rozluźnić nabrzmiałe od uderzenia mięśnie... opatrzeć ranę, dbając aby się dobrze goiła. Niestety potrzeba czasu aby całkiem przeszło. Choć zwykle da się zrobić tak, aby nie przeszkadzało.
                    Zaira podeszła dwa kroki bliżej, świadoma że kapłanka walczyła z krasnoludem-lodowcem sam na sam i to w niezłym zwarciu - bo pokonanie Auldegrunda było ważniejsze dla całej walki. - Dzielnie walczyłaś, gratuluję. Jeśli coś Cię boli, dokucza, powiedz a postaram się pomóc.

                    Drzwi zabezpieczone magiczną pułapką? Dobrze, że przynajmniej o niej wiedzą! Ale i tak. Jakieś podziemia? Cóż, można się było spodziewać, że "budynek" był tylko skromnym przedsionkiem całego kompleksu - niczym kupka igieł sosnowych na powierzchni podziemnego mrowiska.
                    Pierwszą walkę wygrali, ale wyzwanie było duże jak na ich skromną ekipę.
                    - Zostaliśmy wplątani w niezłą kabałę. Pytanie brzmi: czy zamierzamy rozwiązać sytuację? Czy też opuścimy Lożę i... powiadomimy o wszystkim straż i króla?

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    1
                    • PiołunP Niedostępny
                      PiołunP Niedostępny
                      Piołun jako Kraghul Ośmiooki
                      Mecenas
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #30

                      Kraghul trwał przez chwilę w milczeniu, przetwarzając to, co właśnie usłyszeli. Prawdziwy Auldegrund nie tylko żył i zmierzał w ich kierunku, ale też najwyraźniej zmieniał się za każdym razem, gdy w głębi Loży znikał kolejny ze zwabionych tu podstępem śmiałków. Czerwona skóra i ten tajemniczy dar od... właśnie kogo? Zakareth wspominała o władcach piekieł, a sam Dorlivin mówił, iz chce posłać ojca do piekielnych czeluści. Czyżby za zdolnościami Auldegrund kryła sie istota z planu Infernalnego? Każda kolejna odpowiedź zamiast rozplątywać całą sprawę, dodawała do niej następny węzeł.

                      Kher zszedł z ramienia orka i przeszedł po jego przedramieniu, po czym zatrzymał się na grzbiecie dłoni. Kraghul pozwolił mu tam zostać, sam zaś oparł ciężar ciała na kosturze. Walka dobiegła końca, ale ból pod żebrami dawał o sobie znać. Każdy głębszy oddech stanowił porblem.
                      – Nie sądzę, żebyśmy mogli po prostu wyjść – odezwał się w końcu, odpowiadając Zairze. – Kiedy zaczęła się walka, stary uruchomił mechanizm w dźwierzach. Słyszałem zapadki, łańcuchy i rygle. Wrota nadal są zamknięte.

                      Przesunął wzrokiem po ścianach Loży, jakby próbował dostrzec przez kamień prowadzące dalej korytarze.
                      – Zanim zdecydujemy, czy chcemy rozwiązać tę sprawę, dobrze byłoby sprawdzić, czy w ogóle mamy wybór. Dorlivin mówi o jaskiniach w głębi. Jeśli istnieje drugie wyjście, droga do niego najpewniej prowadzi właśnie tam. Jeśli nie istnieje, trzeba będzie wrócić do głównych wrót i przygotować się na przybycie Auldegrunda.
                      Spojrzał na drzwi wskazane wcześniej przez krasnoluda.
                      – Najpierw obejrzałbym jednak pozostałe pomieszczenia. Kuchnię, komnaty i wszystkie przejścia, których jeszcze nie widzieliśmy. Możemy znaleźć klucz do mechanizmu, inne wyjście albo rzeczy należące do poprzednich gości. Przy okazji dowiemy się może, ilu ludzi naprawdę przez to miejsce przeszło.

                      Na wspomnienie pułapki Kraghul nieznacznie zwęziły oczy.
                      – Chyba nie możemy działać w pośpiechu. Każde przejście trzeba najpierw obejrzeć. Większość pułapek potrzebuje nacisku, ruchu albo czegoś, co wejdzie w ich pole działania. – zwrócił oblicze w stronę Zakareth.
                      – Nie rozstawałbym się z naszym przyjacielem jeszcze tak szybko. Jeśli Dorlivin pamięta, gdzie ją umieszczono, niech nam wskaże miejsce. Nie będę jednak pchał go przodem tylko dlatego, że sam prosił o śmierć.
                      Zatrzymał wzrok na krasnoludzie.
                      – Jeśli zgodzisz się nas prowadzić, będziesz przewodnikiem, nie przynętą. Dość istot zostało już tutaj użytych jak narzędzia.
                      Potem spojrzał na wypchane zwierzęta. W sali nie brakowało ciężkich trofeów. Oprócz tych zdecydowanie za dużych do celu o którym myślał, były też mniejsze.
                      – Możemy rzucić tam tą wypchaną głową jelenia – wskazał na trofeum wiszące na ścienie – Jeśli nie trafimy od razu, można pociągnąć go liną w odpowiednią stronę. O ile oczywiście pułapka reaguje na ciężar lub ruch. Jeśli działa inaczej, będziemy potrzebować kogoś, kto zna się na jej rozbrajaniu.

                      Kraghul odwrócił się w stronę Zairy. Przez chwilę milczał, jakby sama prośba sprawiała mu większy problem niż przyjęcie kolejnego uderzenia młotem.
                      – Skoro potrafisz opatrywać rany... przydałaby mi się twoja pomoc. Auldegrund chyba naruszył moje żebro. Mogę iść dalej, ale wolałbym nie sprawdzać, ile jeszcze uderzeń wytrzyma.

                      Na koniec ponownie spojrzał na zamknięte drzwi wiodące w głąb Loży.
                      – Jeśli nie znajdziemy wyjścia, proponuje przygotować zasadzkę przy głównych wrotach. Być może da się ponownie wykorzystać mechanizmy albo pułapki tego miejsca przeciwko jego gospodarzowi. Ale zanim zaczniemy przesuwać meble i stawiać sidła, naprawdę wolałbym wiedzieć co czycha na nas tutaj w środku. Nie podoba mi się myśl, że będziemy czekać na Auldegrunda, w niepewności, czy coś nie zaskoczy nas od tyłu.

                      Wyciągnął dłoń z Kherem w stronę korytarzy prowadzących z sali. Eteryczny pająk uniósł przednie odnóża, jakby próbował wyczuć cokolwiek swoim zmysłami. Raczej nie było to możliwe, ale ork doceniał gest chowańca.
                      – Proponuję, żebyśmy najpierw przeszukali dostępne pomieszczenia i poszukali innego wyjścia. Razem, bez rozdzielania się. Potem zajmiemy się drzwiami z pułapką. A jeśli nie znajdziemy drogi na zewnątrz, przygotujemy temu prawdziwemu Auldegrundowi powitanie, które mam nadzieje, będzie ostatnią niespodzianką w jego życiu.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      ♥
                      2
                      • SantorineS Online
                        SantorineS Online
                        Santorine jako Mistrz Gry
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #31

                        – Jeśli zgodzisz się nas prowadzić, będziesz przewodnikiem, nie przynętą. Dość istot zostało już tutaj użytych jak narzędzia – rzekł Kraghul.

                        Dorlivin jednak wzruszył ramionami.

                        – To nie-życie jest bez żadnej wartości. Jeśli będzie pożytek ze mnie, tym lepiej dla was! – odparł.

                        W miarę rozmowy orka i Dorlivina, Zaira zeskoczyła ze stołu. Uprzednio skupiła się na tym, czym mogła być trucizna w jedzeniu. Elfka obwąchiwała zatrute jedzenie przez jakiś czas i niekiedy odwracała grotem strzały pokrojone kawałki.

                        Zaira skonstatowała, że trucizna, którą poczęstował ich gospodarz, musiała być jakimś rodzajem mocnego środka usypiającego, na tyle silnego, by zasnąć twardym snem na parę lub paręnaście godzin.

                        Zdawało się jednak, że ów środek był całkowicie pozbawiony zapachu, smakowania zaś mięsiwa elfka poniechała. Koniec końców, fałszywy Auldegrund, chwile przed zastygnięciem w śnieg wydawał się oszołomiony i senny. Tedy, wyciągnęła wniosek: mieli zasnąć, a nie być zabici.

                        Wreszcie, Zaira wyciągnęła ze swego plecaka podróżnego narzędzia medyka: bandaże i laudanum, obok którego były naturalne medykamenty znalezione w dziczy.

                        Rozwinęła bandaże i poczęła aplikować roztwór z kory wierzby i kupalnika, uśmierzając ból i próbując w niemagiczny sposób potraktować rany swych towarzyszy.

                        Zaira Nature Check (Wisdom +0, Expert +8, Natural Medicine +2) 20 Rezultat: Sukces.
                        Zaira Nature Check (Wisdom +0, Expert +8, Natural Medicine +2) 27 Rezultat: Krytyczny sukces. .

                        Kraghul odzyskuje 13 PW.
                        Zakareth odzyskuje 9 PW.

                        Ponownie mogli opatrzyć swe rany za jakąś godzinę.

                        ~

                        Dorlivin szedł pierwszy, jak ustalono.

                        Fałszywy krasnolud wydawał się być całkowicie obojętny co do swojego losu i wykonywał wszystkie polecenia na podobieństwo konstruktu, którym kierowała tylko ślepa żądza zemsty wobec własnego stwórcy. Pozostali ustawili się za nim, ostrożnie idąc jeden po drugim, sam Dorlivin bowiem nie znał w pełni rozkładu Lwiej Loży. Kraghul, Zakareth, Jaithe i Zaira poczęli odwiedzać wszystkie pokoje, do których mieli przystęp.

                        Kuchnia i spiżarnia

                        Kuchnia urządzona była surowo i skromnie, acz funkcjonalnie. Wielki, kamienny piec został wbudowany w północne lico skalnej ściany i, choć pomarańczowe płomienie dawały światło i ciepło, wyglądało na to, że w jakiś niezrozumiały sposób drewno nie dymiło ani trochę. Zapewne magia? Były tutaj też noże, kociołek, patelnie i cały arsenał kuchenny, którym zapewne para krasnoludów przyrządziła posiłek. Nieco pozostałości po tym przygotowywaniu zostało na stole: połowa cebuli, trzy nadmiarowe ziemniaki i jeszcze cały antałek wina.

                        Obok pieca zostały rozłożone narzędzia alchemiczne - cztery puste fiole z resztkami jakiegoś szarego płynu, mały palnik na oliwę i pojedyncza kolba zatkana korkiem. Obok tego moździerz i destylator. Choć zapach był przyćmiewany przez przejmujące doznania ziół, to jednak bliższy rekonesans z destylatorem wyjawiał, że całość cuchnęła lekkim, niedostrzegalnym niemal zapachem przywodzącym na myśl zgniłe jaja.

                        Zaira, sprawdzając resztki proszku w moździerzu stwierdziła, że krasnoludy warzyły tutaj nic innego, jak truciznę znaną pod nazwą Pajęczej Grzybni. Trucizna była silnym środkiem nasennym: ten, który zjadł choć tylko naparstek, zasypiał snem, niby martwy, na wiele godzin.

                        Spiżarnia była pustym pomieszczeniem: wydawało się, że Auldegrund i jego świta simulacrum przechowywała tylko tyle jedzenia, aby przygotować jedną ucztę. Wewnątrz podróżnicy znaleźli jeszcze trzy szklane fiole, które znowuż Zaira zidentyfikowała jako nektar grozokwiatu: w trzech fiolkach znajdowały się porcje bladozielonego płynu. Według tego, co zrozumiała łowczyni, nektar, raz zaaplikowany na strzałę, wywoływał przerażające wizje.

                        Pokoje gości

                        Para południowych drzwi otwierała się na korytarz, który zapewne miał prowadzić pokojów dla gości Lwiej Loży. Rząd czterech zwykłych, drewnianych drzwi znajdował się w kamiennym korytarzu, który rozświetlany był magicznymi pochodniami. Te, choć dawały światło, nie wydzielały żadnego ciepła. Zdawać się mogło, że nie było tutaj żadnych pułapek albo zasadzki, lub też… Być może ta jeszcze nie znalazła ich? Grupka podróżników, wiedziona przez Dorlivina, otworzyła pierwsze z drzwi.

                        Wnętrze pokoju było proste i surowo urządzone. Pojedyncze, wyrzezane z niedbałością biurko i jeden, drewniany kubek na nim, a przed nimi spartańsko wyglądające krzesło. Dębowe łoże, posłanie ze średniawej jakości, szarej tkaniny, która została wypchana zasuszoną paprocią.

                        Coś obrzydliwego wisiało na południowej ścianie.

                        Była to wypchana, ludzka głowa. Pozostałości po czymś, co było kiedyś ludzkim mężczyzną zostały zawieszone na drewnianej tarczy, zaś skóra błyszczała lekko w świetle pochodni, jako że czerep zdał się być pokryty cienką warstwą żywicy. Szklane oczy zostały wprowadzone nieco krzywo, nadając twarzy groteskowego zeza.

                        Na szczęście, wewnątrz pokoju nie było żadnych pułapek - być może Auldegrund pokładał tyle pewności w truciznę i jego stworzone z substancji cienia klony, że po prostu nie przewidywał porażki?

                        Iście, na to wyglądało, bowiem każdy z trzech pozostałych pokoi miał trofeum podobnego rodzaju: w każdym z nich było trofeum elfa, gnoma i niziołka, wszystkie spreparowane z wprawą zawodowego kuśnierza. W szufladzie jednego z biurek Jaithe znalazła porzucony piszczel, Zakareth zaś pod jednym z łóżek zlokalizowała zasuszoną dłoń.

                        Całe to przeszukiwanie, sprawdzanie i macanie wszystkiego zajęło około godziny; akurat na czas zmiany bandaży i ponowne opatrzenie Zakareth i Kraghula. Zręczne elfie dłonie pracowały nad ranami jej kompanionów, aż wreszcie dwójka mogła odczuć ulgę.

                        Zaira Nature Check (Wisdom +0, Expert +8, Natural Medicine +2) 19 Rezultat: Sukces.
                        Zaira Nature Check (Wisdom +0, Expert +8, Natural Medicine +2) 27 Rezultat: Krytyczny sukces.

                        Kraghul odzyskuje 6 PW.
                        Zakareth odzyskuje 25 PW.

                        ~

                        Północne dźwierze

                        Wreszcie, zbadawszy wszystkie pomieszczenia wokół sali uczt, podróżnicy podeszli do północnych drzwi.

                        Niepozorne, drewniane drzwi wyglądały tak samo surowo i prosto, jak wszystkie pozostałe w Lwiej Loży. Czy naprawdę była tutaj pułapka? Ork, elfka, krasnolud i dwie spaczone przez magię wytężyli oczy, jednak tylko Zakareth była w stanie dojrzeć małą, niepozorną runę naniesioną na drzwi.

                        Jaithe, kiedy tylko Zakareth wskazała jej runę, rzuciła Wykrycie Magii; zaiste, drewniane drzwi emanowały dosyć silną aurę magiczną. Cóż… Czy potrzeba było cokolwiek więcej co do tego, że jest tutaj pułapka?

                        Spaczona stanęła przed drzwiami, zaś jej dłonie rozbłysły ciemnoniebieską energią magii, która była wspólna dla wszystkich tradycji: boskiej, wtajemniczeń, okultyzmu i pierwotnej. Zaklinaczka przez chwilę kreśliła magiczny symbol i wyrzekła wreszcie słowo, a fala energii pomknęła przez przestrzeń.

                        Drzwi zabrzęczały złowrogo, powietrze zapachniało ozonem. W jednej chwili jednak wszystko ustało.

                        Przejście stało otworem.

                        Ołtarz

                        Grota wysoka na około dwadzieścia stóp przechodziła naturalnie w większą jaskinię na południu. W miejscu, w którym znaleźli się, znajdował się drewniany stół otoczony sześcioma krzesłami. Obfite, choć chybotliwe światło zdawało się emanować ze strony stalaktytów, których końce lizały zaklęte płomienie.

                        Różnorakie narzędzia zostały rozrzucone na stole wokół pułapki na niedźwiedzie, w której środku znajdowała się czaszka humanoida. W stronę północy, do dwóch drewnianych ram przybito skóry. Na nich zaś znajdowały się malowidła. Te przedstawiały humanoida o głowie lwa, który rzygał ogniem i dosiadał jakąś dziwną hybrydę smoka i konia. Oba z malowideł przedstawiały tą samą scenę, choć detale nieco zmieniały się: w jednym malowidle przejeżdżał on przez górskie szlaki i knieje, w drugim zaś stał na środku miasta, otoczony przez pokonane, ludzkie sylwetki. Nie było wątpliwości, że postać człeka-lwa miała naturę diabła lub też demona pośledniejszego rodzaju.

                        Na południe zaś rozciągała się półka skalna, szeroka na jakieś pięć stóp, która także była rozświetlana przez tuziny stalaktytowych pochodni. Półka skalna tworzyła pewnego rodzaju ścieżkę nad przepaścią w dole.

                        Podróżnicy przyjrzeli się malunkom na rozciągniętych skórach. Po paru chwilach, Zakareth nie miała wątpliwości, przed czyją podobizną stoi: był to Alocer.

                        Podobizny piekielnego księcia, znanego też jako Pana Watahy, w upiorny sposób zdawały się przeszywać wzrokiem tego, który na nie spoglądał. Oba z tych obrazów przedstawiały księcia Piekieł podczas łowieckiej rejzy. Sposób wykonania nieco różnił się, jednak detale zgadzały się niemal co do matematycznej joty: diabeł miał głowę lwa, w jego paszczy tlił się ogień, miał na sobie skórzany pancerz, zaś szponiaste dłonie dzierżyły napięty łuk, którego strzała płonęła.

                        Dorlivin jednak tylko splunął ze złością na ołtarz.

                        – Przekleństwo – mruknął krasnolud.

                        Choć ścieżka prowadziła dalej, wzdłuż skalnej półki, podróżnicy rozejrzeli się wokół: pod stołem rytualnym znajdował się zestaw narzędzi do składania sideł, a także mały kuferek, wewnątrz którego piątka znalazła strzały ze srebrnymi grotami i garść zwojów zaklęć. Pod stołem znalazł się także stos małych elementów, takich jak sprężyny, kolce, żyłki, metalowe pręty. Kraghul rozpoznał, że były to narzędzia do zakładania sideł.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        🔥
                        3
                        • slann22S Niedostępny
                          slann22S Niedostępny
                          slann22 jako Zakareth z Leng
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #32

                          Gdy usłyszała słowa orka na temat tego, że nie chce wykorzystać fałszywego krasnoluda, to wzruszyło ramionami i cicho powiedziała.
                          - Dla Pełzającego Chaosu i tak wszystkie narody i cywilizacje są tylko jak kwiaty, który należy podlewać, ale i przycinać, albo wyrywać z korzeniami-
                          Zakareth W milczeniu pomagała towarzyszom badać całą posiadłość. Na widok zawieszonej wypchanej ludzkiej głowy powiedziała.
                          - Tam skąd pochodzę mieszka pewien Ghoul, który handluje ludzkimi głowami należącymi do mędrców i uczonych… Są zaklęte tak, że zachowują świadomość i zawsze można z nimi porozmawiać… W pewnym sensie ten człowiek więcej miał szczęście… -
                          Przyjęła pomoc w leczeniu bez narzekania,
                          Gdy natrafili na ołtarz, to powiedziała.
                          - Mam ochotę go w jakiś sposób zbezcześcić… To mogło by osłabić krasnoluda sługę diabłu… Ale wolę nie robić sobie na razie tak wielkich wrogów…- I podeszła przyglądać się zwojom.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          1
                          • LubeszL Niedostępny
                            LubeszL Niedostępny
                            Lubesz jako Jaithe
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #33

                            Chodząc po pomieszczeniach dotykałam wszystko. Były to jak najbardziej zwykle pomieszczenia, choć dekoracja z trofeum osób była osobista. Każda z nich dotknęłam jakbym patrzyła na coś... co mi cos przypominało. Miałam znów to samo uczucie jak z wypchanymi zwierzętami. A gdy zakareth powiedziała o ghoulu, az sie uśmiechnęłam.
                            -TAK... bycie w zawieszeniu śmierci jest gorsze niż samo bycie trofeum.

                            Pogłaskałam czule trofea jakbym im współczują, albo miało się wrażenie jakbym rozumiała przez co mogli przechodzić.
                            Nie czekaliśmy długo w tych pomieszczeniach i ruszyliśmy do zamkniętych drzwi. Ściągnęłam runę pułapkę i wkroczylismy do srodka.

                            Pomieszczenie nie wzbudziło we mnie strachu, rozejrzałam sie zaciekawiona. Mieszkałam w ciemności jaskiń, tutaj było dość jasno. Malowidła na ścianie były dopracowane detalami, ale nie rozpoznałam kto to jest.
                            -Czy to ten demon o którym mówiłaś że list mial jego pieczęć?- zapytałam pokazujac na malowidła
                            -Zbeszteścić stół? Myslisz że to coś pomoże? Czy masz podejrzenia że on daje moc?-
                            Spojrzałam uważnie na stół próbując obczaić czy ten ołtarz mial powiązania magiczne religijno-okulistuczne ktore by dawały jakas moc lub władzę.

                            -Coś ciekawego jest w zwojach? Lista ofiar? Cel?

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • SantorineS Online
                              SantorineS Online
                              Santorine jako Mistrz Gry
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez
                              #34

                              Zakareth i Jaithe skupiły swoją uwagę na poszarpanych skrawkach pergaminu. Zwoje, poza paroma, które podróżnicy zidentyfikowali jako zaklęcia leczenia, iluzji i klątwę, która zsyłała nienaturalny strach na przeciwników, wydawały się być jakimś rodzajem traktatu diabolistycznego poświęconemu księciu piekieł, Alocerowi.

                              Część stronic, zapewne wyrwanych z jakiejś księgi, w specyficzny sposób wykładała fragmenty jakiegoś rytuału: był tutaj spis wszystkich potrzebnych składników (kadzideł, cielęcej krwi zmieszanej z ziołami), a także krótki traktat o pozycjach planet, które miały skrupić się w najlepszą moc. Był to jakiś rytuał, który polegał na polowaniu ofiar ku czci diabelskiego księcia.

                              Jaithe przez parę momentów skupiła się na stole: choć były tutaj pozostałości magii przywoływań, zaklinaczka stwierdziła, że było to po prostu jakieś miejsce kultu, które było przeznaczone oddawaniu czci. Była jednak pewna, że od pewnego czasu żadnej magii tu nie czynił, bowiem magiczne sygnatury były słabe.

                              Kraghul nagle zauważył, że skóra, na którą zostały naniesione malowidła była najprawdopodobniej ludzka.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0
                              • PiołunP Niedostępny
                                PiołunP Niedostępny
                                Piołun jako Kraghul Ośmiooki
                                Mecenas
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                #35

                                Kraghul nie odpowiedział od razu na słowa Zakareth. Zatrzymał się przed rozwieszonymi skórami, uważnie je studiując. Migotliwe światło płonących stalaktytów padało na malowidła Alocera, wydobywając z nich kolejne szczegóły. Ogień tlący się w lwiej paszczy, napiętą cięciwę i płonący grot strzały. W zmiennym blasku podobizna piekielnego łowcy wydawała się jeszcze bardziej złowroga. Kher przeszedł powoli z barku orka na jego kołnierz. Zwykle niespokojne odnóża eterycznego pająka znieruchomiały, zwrócone ku wizerunkowi księcia Piekieł.

                                Kraghul zbliżył się o krok i uniósł dłoń, lecz nie dotknął malowidła. Jego palce zatrzymały się tuż przed nierówną powierzchnią skóry. W kilku miejscach widoczne były ślady po rozciąganiu, drobne nacięcia i zmarszczki, których nie pozostawiłby żaden tkacz. Palce drugiej dłoni zacisnęły się mocniej na kosturze. Głowy zawieszone w pokojach gościnnych, fragmenty ciał porzucone w szufladach i pod łóżkami, ludzka skóra wykorzystana jako nośnik piekielnych podobizn. Wszystko w tym miejscu podporządkowano jednemu celowi. Transformacji cielesnej powłoki tak, by zasilić inną, dalece mroczniejszą przemianę.

                                Kraghul odwrócił się ku stołowi. Pułapka na niedźwiedzie zaciskała stalowe szczęki wokół czaszki. Wokół leżały fragmenty pergaminów, zapiski o cielęcej krwi, ziołach i właściwym położeniu planet. Miejsce kultu nieprzyjemnie przywodziło mu na myśl warsztat rzeźnika, który nauczył się czytać z gwiazd.
                                – Nie można mieć złudzeń, że zabijał wyłącznie dla czystej perwersji zadawania śmierci – powiedział wreszcie. – Każda ofiara była częścią obrzędu.
                                Przesunął palcami po rytmicznej kości zawieszonej przy pasie. To przypomniało mu o niej.

                                – Podejrzewam, że polowanie samo w sobie jest istotną częścią tego rytuału. Strach, pościg i zabicie kogoś, kto przybył tu jako gość. Mogę się mylić, ale nie chodziło wyłącznie o składanie ofiar. Trzeba było na nie zapolować, a kiedy Auldegrund dopadł już swoją zdobycz i ją oprawił, otrzymywał nowe dary od tego, z kim... albo z czymkolwiek zawiązał pakt. Ta istota może karmić się strachem ofiary i determinacją łowcy.
                                Jego spojrzenie przesunęło się ku ciemniejszej części groty, dalej niż sięgało chybotliwe światło.

                                – Ciekaw jestem, czy rytuał jest właśnie w toku. Możliwe, że wystarczyło zwabić nas do Loży i odebrać nam drogę odwrotu. Jeśli tak, Auldegrund nie musi zabijać nas własną ręką. Być może dla Alocera wystarczy, że zginiemy na jego terenie, ścigani jak zwierzęta. Ciekawe.
                                Z głębi jaskini dochodził ledwie słyszalny szmer. Może przeciąg przesuwał się przez szczeliny, a może gdzieś daleko kapała woda. Echo wracało przeciągłe i obce, podobne do oddechu czegoś ukrytego pod warstwami skały.

                                Dopiero wtedy Kraghul zwrócił się do Zakareth.
                                – Na razie niczego bym nie niszczył. Raczej nie z obawy przed panem naszego łowcy, tylko dlatego, że możemy się jeszcze czegoś stąd dowiedzieć. Zapewne więcej niż od Dorlivina. Zabierzmy wszystko, co może się przydać. Gdy poznamy zasady rytuału, łatwiej będzie go przerwać. Zbezczeszczenie ołtarza bez wiedzy może osłabić Auldegrunda, ale równie dobrze go ostrzec.
                                Kher poruszył się niespokojnie. Przebiegł po kołnierzu Kraghula i zatrzymał się przy jego szyi, zwrócony ku ciemności. Ork uniósł dwa palce i przesunął nimi delikatnie po jego grzbiecie, uspokajając stworzenie.

                                Potem podszedł do krawędzi półki skalnej. Końcem kostura odsunął drobny kamień. Ten potoczył się po nierównej powierzchni, odbił raz, drugi, a potem zniknął w przepaści. Minęła dłuższa chwila, nim z dołu dobiegło ciche, głuche uderzenie. Kraghul przechylił głowę, nasłuchując.
                                – Proponuję, żebyśmy poszli dalej, ale ostrożnie. Skoro gospodarz tak bardzo lubuje się w pułapkach, może ich tu być całkiem sporo.
                                Stuknął kosturem o kamień przed sobą, tym razem lżej, badając nie tylko podłoże, lecz także sposób, w jaki echo wracało od ścian. Nie miał dużego doświadczenia z wykrywaniem pułapek, ale to nie znaczyło, że nie należało przynajmniej próbować.
                                – Dorlivinie. Proszę, skup się. Przypomnij sobie. Dokąd prowadzi ta droga i co miało tam na nich czekać? – zayptał w ostatim zrywie desperackiej nadziei, że jeszcze jakiś ślad pamięci został w sztucznie podtrzymywanym konstrukcie. Zawsze warto próbować.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                1
                                • slann22S Niedostępny
                                  slann22S Niedostępny
                                  slann22 jako Zakareth z Leng
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                  #36

                                  Kapłanka Nyarlathotepa pokiwała głową wysłuchując orka i odpowiedziała.
                                  - Zgadzam się z tobą w kwestii ołtarza… Jednakże będziemy musieli wymyślić sposób, aby zastawić na niego pułapkę. Możemy po prostu udawać trupy, albo przynajmniej niech towarzysz krasnolud powie, że się z nami uporał kosztem swoich towarzyszy. Jeśli ktoś z nas potrafi budować pułapki, lub widzi coś co jako taka może posłużyć, to możemy go w nią zbawić, zwłaszcza jak wypiszemy na ścianach wyzwiska oskarżające go o tchórzostwo, co nawet nie będzie kłamstwem-

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • MekowM Niedostępny
                                    MekowM Niedostępny
                                    Mekow jako Zaira
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Mekow
                                    #37

                                    Cztery pokoje "gościnne" - akurat dla nich. Może liczebność była dodatkowym powodem dla którego zaproszono tu właśnie ich ekipę? Mieli zostać odurzeni i śpiąc w tych pokojach czekać na złożenie w ofierze? Zaira uznała te głowy za paskudne i od razu odwróciła wzrok. Co innego jeleń z majestatycznie wyglądającymi porożami, dzik z kłami, wypchany niedźwiedź lub pięknie upierzony ptak - to było estetyczne. Ludzkie głowy wyglądały okropnie - ani to to ładne, ani chwalebne... Ich głowy miały zapewne skończyć podobnie.

                                    Elfka uspokoiła swoje nerwy gdy opatrywała Zakareth i Kraghula. Pomoc towarzyszom była czymś zupełnie normalnym. Ale kapłanka została sama i oberwała za nich wszystkich, podczas gdy oni skupili się na siwobrodym, a konkretnie gdy Zaira to zrobiła - należało jej zrekompensować to poświęcenie. Kraghul zaś był ich najsilniejszym wojownikiem, że nic dziwnego iż obrano go jako główny cel. Musiał pozostać sprawny i silny - i miał tak dobrze zbudowaną klatę, że... pomaganie im pomogło też mentalnie elfce.

                                    Szkoda, że nie było zapasów i jedyne co Zaira mogła zebrać z kuchni to środek nasenny. Śniegolodowe zaklęte konstrukty nie jadały... Ciepło, na przykład wydzielane przez ogień mogło być skuteczną bronią przeciwko nim, ale tego właśnie brakowało tutejszemu oświetleniu.

                                    Religia. Znowu, religia! Bogowie mieli dość mocy i nie potrzebowali posługaczy, ale zawsze znajdzie się taki, który za przywileje 'darów' jak to je określono, będzie zabijał innych i składał ich w ofierze.
                                    Ona sama zniszczyła by oba obrazy. Już nawet miała dłoń na rękojeści scimitara. Ale decyzja był inna - cóż, Zaira nie zamierzała się wyrywać z niszczeniem. W czym by im to pomogło? Poczuli by się trochę lepiej i tyle.

                                    Sprawdzić kamieniem jak tu wysoko? Sama też by to zrobiła. Ale czy kamień upadł na skały, czy kości poprzednich ofiar? Ciężko było powiedzieć...

                                    - Bardziej znam się na polowaniu, niż zastawianiu pułapek. To dwie zupełnie różne rzeczy, - zauważyła Zaira i zamyśliła się na chwilę. Uśpienie ich było niczym sidła i co zamierzali zrobić potem? Wypuszczać pojedynczo, bez broni, osłabionych, aby na nich zapolować? Dorlivin to udaremnił... - ale wiem jak to się rozstawia. - powiedziała po krótkiej chwili. Przez myśli przemknęła jej wizja połączenia sideł z środkiem nasennym, ale ten musiał by być zaaplikowany na metal nie dłużej niż minuty przed zatrzaśnięciem się, a tego przywileju nie mieli.

                                    - Ktoś wie coś więcej o tym bogu, co może nam się przydać? Jak postępują jego kapłani na przykład?- zagadała cicho, nie chcąc aby jej głos poniósł się tunelami.
                                    Plany planami, ale teraz musieli iść dalej.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    0
                                    • SantorineS Online
                                      SantorineS Online
                                      Santorine jako Mistrz Gry
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                      #38

                                      – Dorlivinie. Proszę, skup się. Przypomnij sobie. Dokąd prowadzi ta droga i co miało tam na nich czekać?

                                      Fałszywy krasnolud, który dotychczas raczej biernie przypatrywał się całej tej scenerii, drgnął, kiedy usłyszał Kraghula. Brodacz podrapał się po swojej kudłatej głowie, próbując przypomnieć sobie cokolwiek.

                                      – Nie wiem… – rzekł wreszcie, bezwiednie obracając w ręce żelazne kolce, które służyły jako element sideł. – Na młot i stylisko młota Toraga, przysięgam, że nie wiem! Przeklęta pamięć!

                                      Potrząsnął głową.

                                      – Rzekłbym jednak, że to tam, w głębi znajduje się jego… Pracownia? – krasnolud zrobił minę, jakby wypowiedział coś głupiego. – Wydaje mi się, że ja i pozostali dopiero żeśmy zostali wniesieni do komnaty uczt nieco później, a w każdym razie ON tak mówił – Dorlivin zadrżał lekko, myśląc o oryginalnym Auldegrundzie.

                                      Krasnolud jednak podniósł przed siebie kolec pułapki.

                                      – Pamiętam jednak, jak stawiać sidła – rzekł Dorlivin, przesuwając żyłki i zapadki wśród masy różnorakich części pozostawionych pod stołem. – Co, jeśli - haha! - co jeśli zapolujemy na tych drani i rozłożymy te pułapki tak, że kiedy stary ‘degrund tu przyjdzie, to nadzieje się na swoje własne sidła!?

                                      ~

                                      Czwórka podróżników i Dorlivin ruszyli przed siebie, wzdłuż półki skalnej. Kraghul przystawał co pewien czas i spoglądał to na lśniące od wilgoci posadzkę i ściany, a także sklepienie jaskini. Cóż, trzeba było przyznać, że jeśli ukryć pułapki, to właśnie tutaj, gdzie każdy kamień, stalaktyt i szczelina mogły być jakimś rodzajem plujki albo wilczego dołu. Grota, rozświetlana przez stalaktyty, wydawała się być zdradliwa i kryjąca coś wyjątkowo paskudnego.

                                      Dorlivin co innego. Krasnolud parł przed siebie, niemalże zobojętniałym wzrokiem witając kolejne z zakrętów półki skalnej ze stoickim spokojem i, być może, jakimś rodzajem twardej determinacji, której tylko iskry przenikały na jego twarz.

                                      ~

                                      Grota

                                      Jak się okazało, uskok skalny otwierał się na spore wgłębienie. Płaskie lico ściany uskakiwało na jakieś dziesięć stóp. Kamienny uskok był stromy, jednak Zaira i Zakareth oceniły, że jeśli znalazłby się ktoś wprawny we wspinaczce, mógłby zsunąć się na dół i wejść z powrotem na półkę skalną.

                                      Nieco dalej znajdowała się także prowizoryczna, drewniana platforma, na której zapewne można było zostać opuszczonym w dół. Przypominała ona Kraghulowi dźwigi, które konstruowały niziołki w Baslwief, w kopalniach. Ten tutaj wydawał się być nieco prymitywniejszy i starszy. Koła zębate miały na sobie lekką warstwę rdzy.

                                      Tam, w dole, kamienna posadzka, po części zalana mulistą wodą, lśniła w świetle magicznych płomieni. Klatka wykonana z metalowych sztab znajdowała się w południowej części wgłębienia. Pojedyncze wyjście z klatki pozwalało na wchodzenie i wychodzenie, podczas gdy siatka krat wznosiła się na jakieś dziesięć stóp. Ponad tym wszystkim, jakieś dodatkowe dziesięć stóp wyżej, znajdowało się sklepienie jaskini, na którym pobłyskiwały magiczne płomienie oświetlające pomieszczenie.

                                      Klatka

                                      Wokół wielkiego wgłębienia ciągnęła się skalna ścieżka, półka, która kończyła się wreszcie drzwiami w zachodniej części tego pomieszczenia. Z daleka, drzwi wydawały się być zwykłe, drewniane i nie różniące się niczym od tych do wejścia do kapliczki. Zdawało się, że dalej na zachód był jeszcze jakiś wąski tunel.

                                      Kraghul, Jaithe, Zakareth i Zaira spojrzeli w dół… Wydawało się, że tam, niedaleko klatki, była para rzeźbionych posągów.

                                      Dwa posągi wydawały się całkowicie odstawać od mokrego, brudnego, starego i zapomnianego wnętrza jaskini, od rdzy na klatce i od czarnego smaru dźwigu. Posągi wydawały się być zrobione z kamienia lub też marmuru i, cóż, nie można było odmówić pewnego kunsztu robocie rzeźbiarza, które je wykonał. Oba miały humanoidalne kształty, różniły się tylko głowami: pierwszy posąg miał głowę lwa, drugi zaś jelenia o potężnych rogach.

                                      Statuy

                                      Zaira skonstatowała, że tam, wewnątrz klatki, był jakiś kształt, który z grubsza wyglądał na humanoida. Czy to był kolejny trup? Wydawał się nie ruszać. Z drugiej strony, ta humanoidalna sylwetka mogła być po prostu masą poskręcanych, pociętych ubrań. Podróżnicy znajdowali się nieco zbyt daleko, żeby skonstatować, cóż to tam było w tej klatce.

                                      ~

                                      Orczy szaman, Kraghul, choć już zdążył przyzwyczaić się do złych przeczuć, które towarzyszyły mu przez całą podróż, nagle wyczuł coś, a jego nastrój udzielił się Jaithe. Tam, za tymi niepozornymi, drewnianymi drzwiami było… COŚ. Ork miał wrażenie, że jeśli w Lwiej Loży istniało jakieś centrum, jakiś środek, wokół którego wszystko się obracało, to musiało znajdować się właśnie tam, za drewnianymi drzwiami. Z wnętrza pomieszczenia wydawała się emanować niemalże namacalna aura złej woli.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      1
                                      • slann22S Niedostępny
                                        slann22S Niedostępny
                                        slann22 jako Zakareth z Leng
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez slann22
                                        #39

                                        Kapłanka przedwiecznego popatrzyła w dół na obydwa posągi i powiedziała z namysłem.
                                        - Nie jestem pewna, Czy powinniśmy tam schodzić na dół… Chyba cała nasza czwórka wie, że posągi te zaraz ożyją! Chyba że spróbujecie je ostrzelać z daleka, Ale Nasze ataki mogą być nieskuteczne biorąc pod uwagę, że są z kamienia. -

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        1
                                        • LubeszL Niedostępny
                                          LubeszL Niedostępny
                                          Lubesz jako Jaithe
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                          #40

                                          Moja skóra zareagowała lekkim dreszczykiem emocji, z napięcia, nerwów adrenaliny i ciekawości. Odebrałam też nastrój Orczka ktory zareagował na drzwi, był nerwowy, jakby miał niejasne odczucia że tam coś było...złego.

                                          -"Wyczułeś to Orczku? Za drzwiami coś jest... coś co może byc zguba lub wyjaśnieniem wszystkiego. Lub to i to."

                                          Spojrzałam nisko pod siebie, skupiłam wzrok a pozniej ducha i moc, aby przebadać posąg.

                                          -"Dobre przypuszczenia Zakareth. Magia Transmitacji, mogą byc to golemy jak nasze krasnoludy, lub osoby przemienienie w posągi... ale na pewno mogą ożyć. Tylko moja magia malo sie tu zda, jezeli sa to posągi ataki psychiczne czy nałożenie krwawień nic nie da. Jedynie moge swoimi mackami walić, ale nie mam tego w zanadrzu duzo. Rozproszyć magie ich? Nie wiem czy bede na tyle silna, mozna sie tez przekrasc obok nich... jezeli macie chęć moge przepowiedzieć przyszłość... nawet do 30 minut, jezeli mi sie uda."

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          2

                                          Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                          Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                          Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                          Zarejestruj się Zaloguj się
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy
                                          • Strona startowa