Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Rozgrywka
  3. Kultyści - Lato 2519

Kultyści - Lato 2519

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
import
292 Posty 4 Uczestników 190 Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • SantorineS Online
    SantorineS Online
    Santorine
    Developer
    napisał ostatnio edytowany przez
    #280

    Zebranie w kuchni, przybycie elfek

    Jeszcze większość towarzystwa rozmawiała ze sobą, korzystała z przygotowanych przekąsek i napojów. Atmosfera gęstniała od emocji. Wszyscy zdawali się wyczuwać przedsmak rozkoszy jakie wkrótce powinny się zacząć i jakie miały być głównym powodem dla jakich spora część kultystów i ich gości tu dziś przyszła. Więc powrót czarnowłosej Bretonki wraz z dwiema kobietami w pierwszej chwili mało kto zauważył. Dopiero jak von Mannlieb poprosiła o uwagę rozmowy umilkły i goście z zaciekawieniem spoglądali na nią i jej nowe towarzyszki. Od razu widać było, że to elfki. Pewna szczupłość budowy, rysy twarzy no i oczywiście dłuższe niż u ludzi uszy, były nie do przegapienia. A mimo to obie wydawały się całkiem inne od siebie.

    - Moi drodzy. Jak jeszcze ktoś nie miał okazji poznać. To jest Fanriel Złota Gwiazda. Szlachetna pani z dalekiego Ulthuanu. Reprezentuje interesy tej zacnej rasy. - Bretonka przedstawiła pierwszą z elfek.

    Fanriel była smukłą, długowłosą blondynką o wpadających w oko długich uszach. Uśmiechała się spokojnie i jej poza emanowała szlacheckim pochodzeniem. Chociaż większość zebranych tu osób spotykała pierwszy raz wydawała się mieć wszystko pod kontrolą jakby nie działo się tu nic na tyle niezwykłego aby ją zaskoczyć. Lekko skinęła zebranym głową na przywitanie. Jej bordowa suknia miała bardzo śmiały dekolt na jaki nawet znana z frywolności lady Odette się nie odważyła. Ale elfie spłeczeństwo nie do końca stosowało te same standardy mody co ludzkie i wśród młodszej rasy było ciche przyzwolenie aby przymykać oko na niektóre zachowania starszej rasy. A po częścio też było to powodem stereotypów, że elfy są wyuzdane i lubieżne.

    - A to jest Aliona Szept Strumienia. Pochodzi z Laurelon. To właśnie ona tak pięknie akompaniowała naszej lady Odette dzisiejszego wieczoru. - Czarnowłosa szlachcianka przedstawiła elfkę o włosach tak ciemnobrązwych, że wydawały się prawie czarne.

    - Ja uwielbiam muzykę więc chętnie przyjęłam zaproszenie na dzisiejszą próbę. Bardzo boleję, że z powodu żałoby po waszej księżnej, nie możemy częściej spotykać się w podobnych okolicznościach. - Elfka mówiła płynnie w reikspiel i miała bardzo spokojny, melodyjny głos. A jednak dało się wyczuć pewien akcent który od razu zdradzał, że nie jest obywatelką Imperium. W dłoniach trzymała mandolinę jaką lekko stuknęła swoimi smukłymi palcami dając znać, że wolałaby częściej bawić się przy winie i muzyce. Miała na sobie zielononiebieską suknie ale tak jak wyspiarska elfka, też z dekoltem jaki u ludzkich przyzwoitek uchodziłby za skandalicznie głęboki.

    - Jeśli o mnie chodzi to cieszę się, że miałam okazję bawić się tu dzisiaj. Od dawna jestem wielbicielką milady i miałam już okazję ją podziwiać i w Erengradzie i Marienburgu. Przyjemnie jest obserwować jak talent Odette się wciąż rozwija. - Blondwłosa elfka skorzystała z okazji aby przywitać się z zebranymi. Diwa zaś śmiało podeszła do całej trójki. Uściskała jedną a potem drugą długouchą.

    - Bardzo dziękuję za przyjęcie zaproszenia i wasze komplementy. To ja czuję, się zaszczycona, że ktoś ze starej rasy był łaskaw zaszczycić mnie swoją uwagą. Wszyscy wiemy, że to wasza rasa jest mistrzami poezji, tańca i muzyki a my jesteśmy jedynie skromnymi, mizernymi naśladowcami. - Milady o miodowych włosach skłoniła się przed elfkami w tej kurtuazyjnej wymianie uprzejmości. A gdy to oficjalnie powitanie się zakończyło większość towarzystwa zaczęła bić brawo.

    - No nie powiem. Chętnie bym się z nimi poznał bliżej. - Lars mruknął pod nosem do kolegów wcale nie siląc się na jakąś dyplomację. Widać było, że od razu nabrał ochoty na te elfki.

    - Ciekawe czy one wiedzą na co się piszą. - Onyx też szepnęła do sąsiadów bo w końcu w większości przyszli tu także dla cielesnych przyjemności.

    – Ja bym się zapoznał z obiema naraz – Egon sarknął na to, co rzekł Lars. – Z wielu powodów.

    Sam Egon jednak postanowił nie czynić żadnych ruchów jeszcze, spodziewał się bowiem, że wejście w towarzystwo, zanim zostanie urobione przez zdolniejszych i wprawniejszych wodzirejów onego przybytku mogłoby stanowić problem dla tych ostatnich, a kto wie, może mogłoby spłoszyć elfki . Sam zamierzał wyczekać, w jaki sposób pozostali rozegrają elfki, gladiator czuł bowiem, że musiał być nieco cierpliwy.

    - Nie przeceniaj się Egonie. Elfy nie tylko żyją dłużej, ale i czują bardziej. Możesz nie sprostać ich wymaganiom. - mnich się uśmiechnął - Dama z Ulthuan i Leśna Elfka… tyle możliwości tak mało czasu…

    - Jakby któraś z nich miała ochotę na uległą niewolnicę to ja bardzo chętnie. A jakby chciała być uległą niewolnicą to ja bardzo chętnie. - Onyx zaśmiała się cicho na uwagę mnicha ale też dała znać, że obie elfki jej wpadły w oko tak jak i pozostałym.

    - Ojej. Miałam ochotę na Daktylka i Śnieżynkę ale teraz jak widzę te dwa dekolty to też bym je chciała. Dawno nie miałam elfki. Chyba od czasu jak robiłam w zamtuzie. - Łasica do nich podeszła i przygryzła łakomie wargę na widok urody dwóch długouchych.

    - Oho! Ktoś tu ma rozterki oralne! - Zaśmiała się Onyź, żartując sobie z koleżanki. Ta bez skrupułów przyznała jej rację. Wszyscy obserwowali jak przy wejściu zrobił się krąg szlachetnie urodonych wokół elfek. Lady Soria, Fabienne, Kamila i Priora rozmawiały z nimi całkiem swobodnie. Wyglądało jak jakaś scena ze szlacheckiego przyjęcia tylko przeniesiona do tawernianej kuchni. Ich elgenckie suknie, makijaże i biżuteria zdawały się w ogóle nie pasować do tak zwyczajnego miejsca. Niespodziewanie do grupki obserwujących je kultystów podszedł Grubson.

    - One nie są tą z jaką miewam czasem przyjemność. - Oznajmił im wywołując tym żywą reakcję. Zwłaszcza Larsa.

    - Chędożysz się z elfkami? - Widocznie trudno mu było uwierzyć, że gruby kupiec miałby dokonać takiego nietuzinkowego wyczynu. Łotrzyca co znała go lepiej wydawała się być mniej zaskoczona ale na twarzy widać było jednak pewną dozę sceptycyzmu. Hubert skwitował to nonszalanckim uśmieszkiem.

    - Oj zdarza się przyjacielu, zdarza. - Odparł skromnie chociaż dało się w tym wyczuć dumę z tego osiągnięcia.

    - A te dwie znasz? - Włamywaczka skinęła brodą w stronę elfek otoczonych wianuszkiem szlachcianek.

    - Ta Aliona była u mnie raz w sklepie. Kupiła kapelusz. Chyba lubi kolekcjonować finezyjne kapelusze i nakrycia głowy. Ma miły głos chociaż dziwny akcent. Ale to norma u elfów. Wydawała się całkiem miła. Jak na elfkę. Jest z Laurelon. - Grubas zaczął od przedstawienia swojego spotkania z leśną elfką jaka dziś była w zielonkawoniebieskiej sukni. Widać było, że pysznił się tym, że nawet elfki kupują w jego sklepie. Łasica grzecznie skinęła głową a Lars i Onyx słuchali zaciekawieni. - A ta Złota Gwiazda to elfia szlachcianka. Nie miałem z nią przyjemności osobiście ale słyszałem, że wredna suka. Zwłaszcza dla ludzi. Ale kto wie, może z naszą szlachtą jakoś się dogaduje. - Hedonista podzielił się też swoimi plotkami na temat blondwłosej elfki.

    - Uważaj co mówisz, podobno elfy mają czuły słuch. - Włamywaczka w skórzanych spodniach posłała mu łobuzerski uśmiech. On też zaczął się uśmiechać gdy nagle cała grupka zamarła.

    - Hubercie, czy możemy cię prosić? Milady by chciały z tobą porozmawiać. - Lady Odette podniosła głos aby było ją słychać i uprzejmie zwróciła się do grubasa. Wskazywała właśnie na dwie elfki jakie też patrzyły wprost na Grubsona i jego sąsiadów. On nieco zbladł. Odchrząknął. I wziął głębszy oddech. Ladacznice i Norsmen też wyglądali na spłoszonych.

    - Oczywiście milady, już do was idę. - Grubson wziął się w garść, obciągnął barwny kaftan i dziarsko ruszył ku przeznaczeniu.

    - Ale się wpakował! Myślicie, że go usłyszały? - Onyx wyszeptała z mieszaniną lęku i fascynacji, jeszcze ciszej niż przed chwilą.

    – Hmh, sam sobie zasłużył – Egon z krzywym uśmiechem patrzył na Grubsona, który z werwą dzika mającego rzucić się w żołędzie zdążał do Odette.

    Wszak Egon sam miał ochotę zagadać do długouchych dziewek. Co prawda nie spodziewał się, że mogło to zaowocować czymkolwiek konkretniejszym, jednak gladiator, w miarę upływu wieczora poczynał nudzić się niemiłosiernie. Dlaczegóż, na wszystkie diabły, te wszystkie konwenanse musiały zajmować diablo długo? Dlaczego - imaginował Egon - tych wszystkich dziewek po prostu nie zakuło się w żelazo i czemuż po prostu nie zorganizowali się w orszak, w którym każdy miał brać każdą z nich odpowiednio?

    – Te, a co, jak do nich zagadam? – zapytał Larsa. – Cóż nam szkodzi? Albo jeszcze lepiej, zagadam do nich z tobą, ty mi pomożesz, jeśli trza będzie.

    - Właściwie racja. Te elfy dziwne są. Na ogół zadzierają nosa no ale te jednak tu przyszły. - Norsmen zastanawiał się chwilę nad stereotypami i własnymi doświadczeniami z tą starszą rasą. Starał się to jakoś dopasować do tych dwóch elfek które stały po drugiej stronie kuchni, otoczone wianuszkiem szlachcianek. No i Hubert właśnie do nich doszedł.

    - Poczekajcie. - Łasica zrobiła krok do przodu i stanęła naprzeciwko nich a przez to straciła widok na to elfio-szlacheckie kółeczka. Ale też i tamci nie mogli teraz widzieć jej twarzy. A łotrzyca puściła do kolegów szelmwskie oczko i położyła palec na ustach. Lekko przechyliła głowę i wyraźnie starała się podsłuchać o czym tam rozmawiają. Zaciekawiony Lars był gotów poczekać czy coś z tego wyjdzie. Onyx też zerkała to na nią to na przeciwny skraj kuchni. - Mówią o tym przedstawieniu… Pytają go o nie… On im mówi… Że popis tresury niewolnicy… Ooo… Elfki mówią, że są ciekawe i mogą zostać! - Dziewczyna z ferajny szeptała cicho do najbliższych co jej się udał podsłuchać. Ale końcówka ją wyraźnie zdziwiła. Larsa też.

    - O, no to ciekawe te długouche nam się trafły. - Usmiechnął się do gladiatora z zadowoleniem.

    - Idą tu! - Syknęła ostrzegawczo Onyx. Rzeczywiście bez ostrzeżenia grupka ruszyła w głąb kuchni. Pirora i Odette najwyraźniej przedstawiały towarzystwo elfkom. Jako, że aktorka nie znała jeszcze zbyt dobrze wszystkich kultystów to wtedy nieco piegowata Averlandka przedstawiała elfkom z kim mają do czynienia.

    - No i zobaczcie, zaraz się z nimi poznamy bliżej. - Korsarz spojrzał na gladiatora z zadowlonym uśmiechem. Obie szlachcianki poza imieniem mówiły tylko parę zdań kto jest kto więc kobieca czwórka szybko się zbliżała do nich. Hubert jednak szedł do nich od razu więc je wyprzedził.

    - Słuchajcie koledzy, czy moglibyście wnieść na górę parę krzeseł i ław? Aby nasi znamienici goście miały gdzie usiąść podczas pokazu? Te elfki zgodziły się zostać! - Zapytał ich cicho i szybko. Liczebnie to przeważało kobiece towarzystwo więc jak tutaj stali Egon, Otto, Lars i Bjorn to można było liczyć na pomoc, krzepkich, męskich ramion.

    - A po co chcesz tam coś nosić? Tutaj dawaj ten pokaz. I tak chyba wszyscy chcą go oglądać a tu już są na miejscu. I nie trzeba będzie nic nosić. - Łasica odpaliła mu bez zastanowienia i wyglądała na pewną siebie.

    - Tutaj? W kuchni? - Grubson wyglądał na zgorszonego i zaskoczonego takim pomysłem. Rozejrzał się wymownie po tej zwyczajnie wyglądającej kuchni.

    - Jest większa niż ten szlachecki pokój dla lady Odette a inne nie są większe. Tu może trochę tłoczno ale wszyscy się jakoś mieścimy. - Była ladacznica miała pragmatyczne podejście do tego przedstawienia i nie przeszkadzało jej aby odbyło się tu na miejscu.

    - No cóż… Tak na to patrząc… No może faktycznie… - Chociaż pomysl zaskoczył grubasa widać umysł miał odwrotnie proporcjnalny do swojej tuszy i szybko potrafił go zaadaptować do swoich potrzeb. - No dobrze, to zrobimy to tutaj. Pójdę powiedzieć dziewczynom aby się przygtowały. - Uśmiechnął się jowialnie i całkiem energicznie ruszył do wyjścia z kuchni. A w międzyczasie czwórka kobiet zbliżyła się do ich narożnika.

    - A ta rezolutna dziewczyna co nam usługiwała na sali to Katia. Katia ma bogate doświadczenie w usługiwaniu państwu, czasem ją wynajmuję na swoje przyjęcia i jeszcze nie słyszałam skarg na nią. - Pirora podeszła do Łasicy i przedstawiła ją elfkom. Łotrzyca grzecznie dygnęła przed lepszymi od siebie i z wprawą grała rolę pokornej służki. Chociaż obcisłe, skórzane spodnie, dodawały jej drapieżności a nie łagodności.

    - Staram się jak mogę proszę. Przez jakiś czas miałam zaszczyt służyć nawet lady Froyi van Hansen. Bardzo chętnie znów bym jej służyła. Ale dzisiaj z przyjemnością jestem do waszej dyspozycji. - Chociaż przed chwilą tak bezpardonowo powiedziała grubemu kupcowi co myśli o jego propozycji przeprowadzki na piętro teraz przed elfkami i szlachciankami wydawała się uległą słodyczą.

    - I zwykle służysz w tych spodniach? - Zapytała ją blondwłosa elfka kryta bordową suknią. Z bliska jej dekolt wydawał się jeszcze pyszniejszy niż gdy stała po drugiej stronie kuchni.

    - Dostałam to wezwanie dość nagle i nie chciałam się spóźnić. Jeśli sobie zamawiający życzy to przychodzę w takich spodniach albo czym innym. Ale jeśli milady one się nie podobają to mogę je oczywiście zdjąć. - W oczach łotrzycy pojawił się kpiący błysk ale mówiła całkiem pokornie. Nawet zrobiła gest jakby od razu była gotowa zacząć rozwiązywać zamknięcie spodni co wywołało gwałtowną reakcję dam.

    - Oh nie trzeba. Może później. Co za tupet. - Fanriel Złota Gwiazda powstrzymała ją ale widać było, że chociaż na chwilę, włamywaczka wzbudziła jej zainteresowanie.

    - A tu są nasi mężczyźni. - Lady Odette wskazała na czterech stojących blisko siebie mężczyzn. - To jest brat Otto. Pomógł mi w garderobie sprowadzić myśli na właściwe tory. I obiecał bardzo pociągającą strawę nie tylko duchową. - Śpewaczka krótko przedstawiła mnicha a jej długouche towarzyszki pokiwały głowami przyglądając mu się z zaciekawieniem. Widać dobór słów i frywolny ton jakim opisała go diwa zainteresował je. Przy jego sąsiadach jednak Pirora przejęła pałeczkę.

    - A to są Egon, Lars i Bjorn. Bjorn niestety pochodzi z daleka i nie mówi w naszym języku. Lars zaś jest marynarzem i przypłynął do nas niedawno. Chętnie poznaje różne uroki i zakamarki naszego miasta. Mówi nawet po bretońsku. - van Dake sprawnie przedstawiła elkom kolegów i też starała się to zrobić w interesujący sposób. Widać było, że długuche obcięły ich od góry do dołu bez skrupułów.

    - O tak, podoba mi się to zwiedzanie waszego miasta. Ostatnio rozchyliło przede mną swoje uroki ale widzę, że jeszcze nie wszystkie poznałem. I bardzo mnie to cieszy mes dames. - Norsmen skinął głową i wcale nie ukrywał mu się, że bardzo podoba mu się te uroki jakie widzi tuż przed sobą. I na koniec ledwo zdołał stłumić chrapliwy śmiech co nie do końca mu się udało.

    - A to jest Egon. Egon jest sprawnym wojownikiem i zdarzało mu się nawet toczyć walki za pieniądze. - Pirora przedstawiła ostatniego z kolegów. I elfki też obdarzyły go zainteresowanym spojrzeniem.

    - Walczyłeś za pieniądze wojowniku? Tu w tym mieście czy gdzie indziej? - Tym razem Aliona Szept Strumienia zadała pytanie ale blond elfka też wydawała się zaciekawiona.

    Egon, który nie spodziewał się, że którakolwiek z elfek zainteresuje się nim, potrząsnął swoją grzywiastą głową. W istocie, kalkulował, że zapewne obie z długouchych szlachcianek będą patrzyły na niego jako kogoś niższego w hierarchii, niż one same (cóż, to jeszcze mogło się ziścić…). Z drugiej strony zaś, Egon wiedział, że elfy, tak samo jak i próżne szlachcice, miewały swoje nastroje i zachcianki.

    “Może jeszcze chłopa nie widziały, co oręż w łapach miał” – pomyślał Egon.

    – W tym mieście walczyłem i w wielu innych – rzekł Egon. – Neues Emskrank ma dobre tradycje, jeśli chodzi o walki w klatce… Ale też walczyłem w okolicach Salzenmund, a ongiś zdarzało mi się wędrować opodal Ferlangen, na wschodzie. Stare to dzieje wszak.

    – Znacie się nieco na walce, nadobna pani? – zapytał Egon.

    Mnich skłonił się dwóm niewiastom.
    - Le suilon, moje panie. - Otto starał się przywołać ile mógł o mowie elfów ze swych starych czasów - Wybaczcie, jeżeli moja wymowa kala wasz język, na szczęście to jedyna fraza, którą pamiętam.

    - Oh ja się raczej uważam za myśliwego, tropiciela i łucznika niż wojownika. Chociaż moją pasją jest taniec, poezja i muzyka. Ale oczywiście gdy moja ojczyzna mnie wzywa to stawiam się na wojnę. - Kasztanowłosa elfka odpowiedziała na pytanie Egona uśmiechając się przy tym sympatycznie. I dało się odczuć, że wojaczka raczej jej nie interesuje chociaż miała w tym jakieś doświadczenie.

    - Ja dodam, że kiedyś widziałam co Aliona potrafi z łuku i mówię wam, że gdyby był u nas jakiś konkurs łuczniczy to pewnie by była faworytką. No a w tańcu, śpiewie i grze na mandolinie to prawdziwa minstrelka. - Pirora wtrąciła się chwaląc swoją elfią koleżankę przed klegami.

    - Oh chyba nas nie doceniasz wojowniku. - Fanriel też dołączyła do tej rozmowy i zarówno w głosie jak i spojrzeniu dało się wyczuć wyższość jaka często emanowała od szlachetnie urodzonych gdy rozmawiali z kimś kto nie był im równy. - Brałam udział w wojnach mojego ludu w czasach na pokolenia przed twoim urodzeniem i krainach daleko poza horyzontem tego miasta. Ale teraz reprezentuję tutaj mój lud i swoją kopię dawno odstawiłam w róg pokoju. Wolę się teraz skupiać na interesach i przyjemnościach. - Blondwłosa, elfia szlachcianka, podobnie jak leśna koleżanka, zaznaczyła, że wojaczka nie jest jej obca ale obecnie wolałaby się nią nie zajmować. Jeśli mówiła prawdę to kopia była bronią kawaleryjską, używaną przez rycerstwo i wymagała profesjonalnego trenigu. Chociaż teraz, smukłą kobietę okrytą w bordową suknię z bardzo śmiałym dekoltem, trudno było sobie wyobrazić w zbroi, z kopią i na końskim grzbiecie. W międzyczasie lady Fabienne podeszła do ich grupki, uprzejmie wręczając elfkom pełne kielichy wina.

    - Zdradzę wam, że Fanriel świetnie trzyma się w siodle i uwielbia konne przejażdżki. Zupełnie jak Froya van Hansen. - Pirora chociaż częściowo potwierdziła słowa elfiej szlachcianki.

    - Ah Froya! Co za interesująca kobieta. Rzeczywiście kiedyś miałam z nią przyjemność pozwolić sobie na małą przejażdżkę po lesie. Ta kobieta ma fascynujący potencjał. I poluje, i jeździ konno, i trenuje szermierkę. Zupełnie jak my. - Pierwszy raz Fanriel Złota Gwiazda, wyraziła się o kimś cieplej i z uznaniem. Nawet przelotnie spojrzała na Łasicę która wcześniej wspomniała właśnie tą tutejszą szlachciankę.

    - Nie przejmuj się mnichu, nasz język jest dla was zbyt skomplikowany. Nawet ci z was co studiują go latami, jak tłumacze, magowie i dyplomaci, też popełniają gafy i z naszego punktu widzenia posługują się bardzo uproszczonym i podstawowym językiem. Ale to zrozumiałe, żyjecie zbyt krótko aby poznać wiele niuansów naszej mowy. To miłe, że postarałeś się zapamiętać chociaż ten jeden zwrot. - Aliona zwróciła się do mnicha tak jakby chciała okazać zrozumienie, że elfi język okazał się dla niego zbyt trudny.

    - Oh to prawda. U nas w Bretonii, modne jest liznąć chociaż trochę elfiego języka, zwłaszcza w poezji albo dyplomacji. W końcu mamy Athen Loren za sąsiada. No ale wiem, że to raczej na poziomie między nami i w kontaktach z tamtejszymi elfami to często dochodzi do nieporozumień nawet jak ktoś z nas, uchodzi za kogoś kto zna elfi język. - von Mannlieb włączyła się do dyskusji ciekawostką o jej odległej ojczyźnie.

    Mnich ponownie się skłonił słysząc uznanie elfki.
    - Dziękuję, moja pani. - Otto zerknął na Fabienne - Jestem pewny Lady Von Mannlieb, że twoje usta i język sprostałyby wyzwaniu.

    Słysząc to bretońska żona tutejszego kapitana morskiego rozpromieniła się i obdarzyła jednookiego życzliwym uśmiechem. - Dziękuję za zaufanie bracie Otto. - Skłoniła mu lekko głową jakby był co najmniej galantem równym jej pozycją społeczną i to na jakimś szlacheckim balu a nie w kuchni byłej tawerny. - Gdybym trafiła na elfi język dołożyłabym wszelkich starań aby sprostać wszelkim wymaganiom i zawiłościom tego języka. I z pokorą przyjęłabym wszelką naukę i reprymendy bo zdaję sobie sprawę, że na pewno popełniłabym jakieś błędy. - Teraz milady zwróciła się zalotnie do obu elfek przyjmując bardzo pokorny ton. Obie długouche przywitały to z zainteresowanymi spojrzeniami jakby rozbawiła ich ta wymiana uprzejmości.

    Egon skubnął swą wielgachną brodę, nie całkiem będąc pewien, cóż też mógł odpowiedzieć na słowa elfek. Co jak co, ale dziewka, która stała przed nim, nie wyglądała jak wojownik, a zwyczajna szlachcianka, cóż, może poza oczywistą różnicą w postaci dłuższych niż człowiek uszu. Egon odebrał całą sprawę o kopii i o tym, że walczyła długo wcześniej, zanim narodził się jako niemalże podręcznikowe, puste przechwałki, które szlachcice nierzadko wygłaszali pod swoim własnym adresem.

    “Pewnie jakby przyszło co do czego, złamałbym dziewkę w rękach, niby gałąź” - pomyślał Egon.

    Wzmianka o Froyi van Hansen jednak przykuła jego uwagę. Froyę van Hansen miał w wysokim poważaniu, szczególnie po ich bitwie z trollem, którą sam niemalże przypłacił swym życiem.

    – Nadobna pani van Hansen to moja dobra przyjaciółka – rzekł Egon. – Znacie się, zatem? Zdarzało nam się polować.

    - Lady van Hansen to twoja przyjaciółka? - Złota Gwiazda powtórzyła to zdanie tak uważnie, że nie dało się przegapić sporej dozy sceptycyzmu. Uważnie przesunęła się po masywnej sylwetce gladiatora jakby chciała z niej odczytać czy mówi prawdę. Leśna elfka wydawała się być podobnie zdziwiona, zresztą lady Odette także. Jedynie Pirora i Fabienne co dzięki swoim konszachtom w kulcie coś mogły przyjęły jego słowa bez zająknięcia. Lars w ogóle nie był w temacie skoro dopiero co przypłynął do miasta a Łasica na razie przyczaiła się w roli pokornej Katii.

    - Ja rozmawiałam kiedyś z Froyą i wspominała mi o bardzo emocjonującym i dramatycznym polowaniu na trolla. Polowała wraz ze swoją towarzyszką z Norsci. Ona jest tak zafascynowana swoimi norskimi przodkami. Ale w najbardziej dramatycznej chwili przyszedł im w sukurs pewien mężny wojownik. - Pirora podzieliła się z szlachciankami tymi plotkami jakie miała usłyszeć od jednej z naznamienitszych panien na wydaniu w tym mieście. I na koniec wymownie spojrzała na swojego kolegę z kultu dając znać kto był tym wojownikiem z jej opowieści.

    - Polowałeś z lady Froyą van Hansen na trolla? - Fanriel wciąż była tym faktem zaskoczona ale nie negowała słów innej szlachcianki. Teraz w jej oczach pojawiła się nutka zainteresowania jakby spojrzała na gladiatora w innym świetle. - To może opowiesz nam jak to było? - Zaproponowała jakby chciała to usłyszeć od niego samego. - A elficki język potrafi być bardzo szybki i przebiegły dla niewprawnego użytkownika. - Zdążyła jeszcze odpowiedzieć Bretonce na jej frywolną uwagę o języku.

    - To prawda. Ale podobno jak już ktoś się rozsmakuje w elfickim języku to nie może przestać o nim myśleć. - Aliona też dorzuciła swoje trzy pensy do tych flirtów i wymieniły się z czarnowłosą szlachcianką ciepłymi uśmiechami. Ale dołączyła do próśb wyspiarskiej koleżanki. - Tak Egonie, proszę opowiedz nam o tym polowaniu. Jestem go bardzo ciekawa. Pokonać trolla w trzy osoby to nie lada wyczyn. - Zdawało się, że odezwała się w niej żyłka myśliwska.

    Niewątpliwie, kwestię dotyczącą furii i walki z imieniem Pana Czaszek trzeba było zachować dla siebie. Egon bowiem nie miał wątpliwości, że w tamtym dniu udało mu się nawiązać specjalną więź, która łączyła go z bytem, który był jego mrocznym patronem. Być może - zaświtało mu w głowie - jeśli te dwie dość można by zainteresować opowieściami o łowach i podbojach, to być może i także mogłyby zejść na tą najodpowiedniejszą ze ścieżek? Tak myślał Egon, który rozpoczął swą opowieść.

    – To była obława, środek zimy – rzekł. – Najpierw żeśmy się zebrali, a wśród nas jakieś ciury i zwykłe szumowiny, które liczyły na to, ażeby najeść się i napić za miastowe. Tamci wykruszyli się już po wyjściu poza mury Neues Emskrank. Byłem z grupą ludzi, sierżant komenderował, żeby wbiec na kępę, żeby zobaczyć, co się działo.

    – I tedy żem zobaczył! – Egon gestykulował – jako żywo, dwóch konnych zapędziło się i walczyło z tym drabem, ale przegrywali, konie za daleko w śnieg polazły. Biegłem, ile mogłem w nogach, żeby zdążyć do walki. Wielka bestia chlastała tych dwóch swymi pazurami…

    Egon przypomniał sobie, że w istocie, poza Froyą van Hansen, podczas walki był tam jeszcze wilkołak, czyli Norma To Axe, to zmilczeć postanowił.

    – Kiedy żem wbiegł, to z flanki zacząłem uderzać, żeby odciążyć van Hansen i jej sojusznika – opowiadał gladiator. – Bestia uderzała na odlew, od niechcenia, jednak Froya była uzbrojona niezgorzej, płyta przyjmowała razy, choć już śnieg skąpał się w jej i trolla posoce.

    – Ja żem przypadł i od razu rąbałem na trzecią stronę, bowiem odstąpić nie było żadnego sensu. Walka była długa i wiele ran żem odniósł, choć i po prawdzie to wiele szczęścia żeśmy mieli, że we trzech się na bestię zasadziliśmy, to i odpowiednio skoncentrować się nie mogła na żadnym z nas. Wreszcie, zobaczyłem przystęp i wziąłem zamach na gardło, a jak topór wgryzł się w żywe ciało, to już bestia nie mogła złapać tchu, choć w śmiertelnych drgawkach wiele szkody narobiła.

    – Kiedy żeśmy bestię usiekli, wkrótce dołączyła do nas reszta. Później już poszło szybko, musieliśmy zobaczyć medyka, mi samemu troll rozbił żebra, Froya zaś broczyła krwią, tak samo jak jej sojuszniczka, Norma… Taka to była historia.

    Wyglądało na to, że opowiedziana przez gladiatora historia zainteresowała nie tylko elfki i błękitnokrwiste kultystki ale i Bjorna, Onyx i Łasicę co stali obok. Gdy skończył na twarzach pojawiły się uprzejme uśmiechy i oznaki uznania.

    - Rzeczywiście przypominam sobie, że lady Froya pokazywała mi łeb trolla jakiego z towarzyszami usiekła ostatniej zimy. Ale nie spodziewałam się, że to ty byłeś jednym z nich. - Złota Gwiazda oznajmiła jakby chciała to wyjaśnić oraz zaznaczyć, że jakąś wersję tej historii słyszała już wcześniej od van Hansen. Teraz wydawała się chociaż trochę cieplej patrzeć na Egona niż na początku rozmowy.

    - No usiec trolla we trójkę i to z Froyą van Hansen, to niezły wyczyn. - Aliona nawet uśmiechnęła się do gladiatora na znak, że docenia jego udział w tamtym zimowym polowaniu.

    - Rzeczywiście. To kawał bestii, byle ułomek by tego nie dokonał. Ale ja już miałem przyjemność walczyć z Egonem ramię w ramię i wiem, że do ułomków nie należy. - Lars po przyjacielsku klepnął go w ramię też dokładając swoje rekomendacje wobec kolegi z jakim już parę walk razem stoczyli przeciwko różnym wrogom.

    Otto gwizdnął słysząc opowieść Egona.
    - Nie no Egonie, żeś woj jakich mało. Trolla usiec, nawet z pomocą, to wyczyn, po którym miasteczka legendy tkają. A tyż opowiadasz to jakbyś pranie robił. - mnich zachichotał - Będę musiał uważać, aby ci za skórę nie zajść.

    - Oh to prawda. Ja niedawno byłam na polowaniu. Ustrzeliłam jednego zwierzoludzia. Wyglądał mi na mocno chorego więc nie podchodziłam bliżej. Ale było ich kilku, reszta uciekła w las. No ale oczywiście to marna zdobycz przy trollu. Na trolla to już dawno nie polowałam i szczerze mówiąc jak już bym miała to robić to wolałabym łukiem. - Elfka o kasztanowych włosach i zielononiebieskiej sukni pochwaliła się swoimi ostatnimi wyczynami łowieckimi ale w uprzejmy sposób aby nie brzmiało to jak czcze przechwałki czy ujmowanie sukcesu brodaczowi jaki osiągnął razem z jej koleżanką von Hansen.

    - Też mi się udało ostatnio pojmać jednego zwierzoludzia na polowaniu. Przebiłam go włócznią, padł ale jeszcze dychał. Ja bym go dobiła ale moi ludzcy towarzysze poprsili mnie aby go wziąć do niewoli. Dziwnie wyglądał ale dorodny był. Mówili, że straci się go publicznie na placu ku uciesze gawiedzi przy jakiejś okazji więc dla dobrych relacji między naszymi rasami i narodami, zgodziłam się. Zamknęli go w wieży. - Fanriel wyczuwając, że zaczęli myśliwskie tematy, też od niechcenia wspomniała o swoich przygodach. Widać było, ze decyzja jej towarzyszy nie przypadła jej do gustu i wolałaby ubić tego zwierzoludzia nawet jeśli nietypowo wyglądał. - Ostatnio doszły mnie też słuchy o jakichś napadach na łodzie i barki na rzece. Podobno same puste łodzie znajdują, pełne śladów krwi i walki. Albo i nie. Po prostu znikają te łajby. I nie wiadomo dlaczego. Jedni mówią, że to jacyś rzeczni piraci, inni, że jakaś rzeczna poczwara albo, że ten kawałek rzeki jest przeklęty. Zastanawiałam się czy się temu nie przyjrzeć ale z powodu tej żałoby po waszej księżnej na razie dałam sobie spokój. - Blondwłosa elfka, podzieliła się jeszcze opowieścią z dreszczykiem. Chociaż tym razem dotyczyła rzeki a nie leśnej głuszy.

    - I nie znaleziono wszystkich łodzi? - Lars zapytał z zainteresowaniem. Zlota Gwiazda pokręciła głową, że nie. Wtedy Norsmen spojrzał bystro na Egona.

    - Widzę, że tu sami wspaniali myśliwi. Cieszę się, że wszyscy jesteśmy po tej samej stronie i możemy się dziś razem bawić, raczyć trunkami i słuchać swoich opowieści. - Pirora wzniosła toast swoim kieliszkiem jakby chciała podtrzymać tą przyjazną nić która chociaz na chwilę zespoliła kultystów z dwiema długouchymi.

    - Ja to drżę z podniecenia jak słucham takich barwnych a trochę strasznych opowieści. Ja to bym pewnie zaraz sie zgubiła i w lesie i na rzece. Mam nadzieję, że nie trafiłabym na żadną straszną poczwarę a jakbym spotkała jakiegoś wspaniałego myśliwego to zaraz bym się mu albo jej oddała pod opiekę. Nawet piratowi albo zbójcy to bym wolała się poddać niż walczyć. - Fabienne dorzuciła coś od siebie w żartobliwym, frywolnym stylu co wywołało rozbawione uśmiechy.

    - Lub takiego Norsmena, moja pani? Dzikus z północy, co to nie wie iż kobieta to delikatny kwiat? - mnich postanowił trochę pobawić się wyobraźnią szlachcianki.

    Egon słuchał owych rewelacji elfek z zainteresowaniem. Wreszcie - według gladiatora - obie paniusie zaczęły dostarczać interesujących informacji. Co do rzeczy ze zwierzoludźmi, nie żywił wielkiej empatii do bandy Gnaka, którzy, jeśli tylko wierzyć plotkom, zabijali się nawzajem tudzież prowadzili krótkie żywoty akcentowane napadami na ludzkie osady, w których niejeden także karkiem zbójecką rejzę przypłaci, toteż wieść o skazańcu przyjął z obojętnym wyrazem twarzy.

    …lub - gdzieś z tyłu głowy Egona błysnęło - co, jeśli napaść na sztum raz jeszcze i uwolnić zwierzoczłeka? Czy w takim razie - zastanawiał się Egon - mógł się wkupić w łaski Gnaka i żądać od niego przysług? Niewątpliwie, Egon pomyślał, jeśli do wieży łatwy przystęp będzie, to czemuż by nie warto byłoby się zamierzyć i uwolnić go? Był on wszakże, w gruncie rzeczy, jednym z nich. Wtyka w obozie Gnaka w postaci uwolnionego mutanta mogła się okazać przydatna.

    Egon zrobił sobie mentalną notatkę, żeby zorientować się więcej później. Co prawda dużych szans uwięzionemu drabowi nie dawał i sam miał tematów bez liku, jednak warto by się rzeczy przyjrzeć nieco bliżej później.

    Sprawa o łodziach natomiast sprawiła, że żywo spojrzał na elfkę i ze skupieniem słuchał, o czym opowiadała. Gładząc swą brodę, kiwał brodą na znak swej uwagi. Nie przegapił też wzroku Larsa.

    – Ataki na barki? – zapytał Egon. – W której części rzeki to? Wszak pierwszy raz słyszę, że jakieś licho atakuje łodzie.

    - W górze rzeki. Powyżej Trzech Przegubów. Do tego miejsca raczej nie słyszałam aby były jakieś zniknięcia. - Fanriel odpowiedziała bez wahania. Uśmiechała się lekko jakby przekomarzania i flirty koleżanek rozbawiły ją. Lars spojrzał pytająco na Egona ale ten wcześniej sprawami rzeki w ogóle się nie interesował więc nazwa nic mu nie mówiła tak samo jak Norsmenowi.

    - To dzika okolica. Rzeka i las. Nic tam nie ma. Wybraliśmy się tam rok temu na przejażdżkę łodzią z moim mężem. Chciałam zobaczyć, czy jeszcze trochę pamiętam jak się żegluje. - Fabienne jakby domyśliła się, że koledzy mogą mieć trudności ze zlokalizowaniem tego fragmentu rzeki i pośpieszyła z wyjaśnieniem.

    - Tak, to trzeba płynąć jakoś z pół dnia w górę rzeki. Może trochę mniej jak ktoś dobrze zna nurt i wie jak płynać i jeszcze mocno na wiosła ciśnie. - Łasica jako tutejsza dziewczyna też miała przyzwoitą wiedzę o jakim fragmencie rzeki mowa. - Ale tak jak milady mówi. Tam nic nie ma. Trochę wcześniej jest osada, z pół tuzina chat na krzyż. A potem do tych Trzech Przełomów i za nimi też, to nic nie ma. Dopiero gdzieś pod wieczór można dopłynąć do następnej osady. Tam bród jest i taka kładka ciągana na linie co można nią dać się przeciągnąć na drugi brzeg rzeki. - Łotrzyca jako miastowa dziewczyna z ferajny z jawną niechęcią wypowiadała się o dzikiej i prawie bezludnej okolicy.

    - Ale te napady brzmią strasznie. Gdyby na mnie napadli jacyś bandyci albo Norsmeni no cóż ja bym mogła zrobić białogłowa? No próbowałabym jakoś ich ubłagać aby nie czynili mi krzywdy. Mam nadzieję, że daliby się przekonać. - Bretonka wróciła do flirtu jaki Otto zaczął. I od razu rozpoznał nawiązanie do podobnych żartów jakie urządzali sobie parę dni temu jeszcze z lady Odette w salonie Pirory. I teraz czarnowłosa wydawała się pomysłem podekscytowana tak samo jak wtedy. Tylko w obecności elfek nie wspominała o innych gatunkach brutalnych zdobywców o jakich rozmawiali wówczas razem z gwiazdą estrady.

    - Dobrze wiedzieć. - Lars prychnął z rozbawieniem obdarzając czarnowłosą zainteresowanym spojrzeniem. Ale mimo to nadal miał głowę do interesów. - A teraz co? Skończyły się te zniknięcia? Dużo tych łodzi zginęło? - Zapytał jasnowłosej elfki.

    - Teraz nie słyszałam aby coś ostatnio zginęło no ale z powodu żałoby ruch jest mniejszy. Może po prostu zginęło ale jeszcze nikt o tym nie zameldował. Wzruszyła swoimi szczupłymi ramionami tak kusząco okrytymi bordową suknią. - A tych łodzi nie wiem ile było dokładnie. Na tyle dużo, że zaczęto o tym mówić. Usłyszałam o tym najpierw od znajomego oficera Straży Rzecznej a potem i od innych. Więc to coś więcej niż jedno czy dwa zniknięcia albo jakieś pojedyncze porachunki na rzece. - Odpowiedziała Norsmenowi bez zająknięcia. Ten skinął jej głową i spojrzał na gladiatora co on na to wszystko.

    Egon skinął głową, nie mając już chyba tutaj nic do dodania. Odwzajemnił wzrok Larsa - było jasne, co tutaj potrzeba było zrobić. Czym prędzej - cóż, po niewątpliwie po całej rzeczy z teatrem i orgiami, a także zesiewaniem dziewek w teatrze jajami Oster - potrzeba było wybrać się w miejsce, gdzie ginęły statki. Piraci, zwierzoludzie tudzież inni mutanci, wszystko jedno. Szykowała się możliwość zagarnięcia łodzi dla siebie i sprawienia, aby cała rzecz z łowieniem niewolników wskoczyła na wyższe obroty.

    ~

    Egon i Fabienne

    Do Egona podeszła lady Fabienne. - Hubert mi mówił, że gustujesz w uległych kobietach Egonie. - Zaczęła mówić zalotnym tonem. Przesunęła się spojrzeniem po jego sylwetce z góry na dół i z powrotem. - To bardzo interesujące. - Skinęła głową z uznaniem. - Ale niestety na dziś już jestem umówiona. Z Otto. - Przyznała z żalem. - Odwróciła się ku głównej części kuchni i wyłowiła wzrokiem kogo szukała. - Widzisz tamtą kasztankę w brązowej sukni i białym, koronkowym kołnierzem? - Wskazała mu wzrokiem o kim mówi. Po chwili gladiator dostrzegł młodą, szczupłą kobietę w opisanej sukni. Na pewno nie była szlachcianką ale już jakąś bogatą mieszczką, córką lub żoną dobrze prosperującego sklepikarza, rzemieślnika to już tak. - To Teofano. Córka cukierników. Chyba czuje w snach zew Oster. Jest bardzo gorliwa aby zostać muszą matką. Dziś pewnie znów ją zasiejemy. Mam nadzieję, że dla mnie też wystarczy. Ta ciąża jest taka ekscytująca! - Uśmiechnęła się po matczynemu kładąc dłoń na swoim brzuchu okrytym karminem sukni. Na razie w ogóle nie wyglądał na ciężarny. Na razie była jedyną kobietą jaką Egon spotkał co opisywała tą pseudociążę jako coś przyjemnego. - Ale widzisz tą kobietę obok niej? - Zapytała znów kierując wzrok w tamtą stronę. Obok ten Teofano stała druga kobieta. Też młoda i szczupła ale w znacznie skromniejszej sukni. Tak ubierała się miejska biedota gdy szła do świątyni albo inne święto i chciała wyglądać lepiej niż na co dzień. - To Margo. Jej pokojówka. Otto mówił, że sprawdzał dziś jak się we dwie zabawiają więc myślę, że powinna być chętna na zabawy z kobietami. No ale ją też spróbujemy dziś zasiać. Ale jest nowa to nie wiemy czego się spodziewać. To byłby jej pierwszy raz dlatego chcemy jej poświęcić więcej uwagi. Sam wiesz, że to zasiewanie to jednak jest pewne ryzyko. Zwłaszcza jak ktoś nie jest w pełni jednym z nas. - Wyjaśniła mu dlaczego dzisiejszy wieczór ma już zaplanowany i na pocieszenie pogłaskała go po ramieniu.

    Egon zatarł ręce z nieukrywaną przyjemnością. Wreszcie mógł zasiać jakąś dziewkę, tak, jak obiecał Raisie! Jeśli o Egona chodziło, to cała ta otoczka teatru i orgii mogła by pójść w diabły, tak samo jak i sam teatr. Jeśli chodziło o Egona, to równie dobrze mogli spotykać się w jakiejś dziurze wykopanej w gruncie i tam spędzać niewiasty, aby zasiewać je jedna po drugiej, aby tylko dokonać tego, że w dzień turnieju będą dysponować całymi zastępami, hordami much Oster.

    – Teofano i Margo, co? – Egon powtórzył imiona kobiet, starając się je zapamiętać. – Ha! Kiedy Margo zobaczy, jak Teofano bierze w siebie strzykwę, nie zawaha się, żeby także i wziąć je w siebie…

    Egon pokiwał głową, jakby do siebie samego, przemyśliwując ten plan.

    – Cóż, Fabienne, pozostało mi zagadać do Teofano – tu Egon skłonił się lekko do Fabienne, zamierzając przejść zaraz do Teofano.

    - Oh, bardzo bym chciała aby tak właśnie było. Ja na pewno bym się nie wahała przyjąć taki szczodry dar w siebie. Myślę, że Teo też nie. A Margo mam nadzieję, że uda nam się urobić i nakłonić do współpracy. - Czarnowłosa szlachcianka po tym przedstawieniu wydawała się być w świetnym humorze i miała ochoty na flirt a może i coś więcej. Nie broniła jednak gladiatorowi porozmawiać z dwiema mieszczkami. Gdy ten się z nią pożegnał i ruszył w ich stronę, niespodziewanie przechwyciła go Łasica.

    - Hej Egon. - zagadała do niego w swoim ulicznym bezpośrednim stylu jaki chyba był jej naturalnym gdy nie musiała odgrywać jakiejś roli. - Zabieram Śnieżynkę i Daktylka na górę. Poznać się lepiej. - Oświadczyła mu dumnie z zadowoleniem wskazując wzrokiem na tak różne piękności, jedną z dalekiej północy, drugą z dalekiego południa. Astrid i Layla obserwowały ich rozmowę z pewnej odległości z przyjaznym zainteresowaniem i uśmiechami. - Lars idzie z nami. - Dziewczyna z ferajny wskazała na wilka morskiego jaki jeszcze coś rozmawiał z Burgund i Bjornem. - Idziesz z nami? Czy idziesz sprawdzić tą cycatą zabaweczkę Huberta? - Zagała wesołym i frywolnym tonem. Jakby obie odpowiedzi na jakie była gotowa, były dla niej zrozumiałe i do przyjęcia. Ale wydawała się być na tyle rozochocona, że chciała jak najprędzej pójść na pięterko aby lepiej się zapoznać z kolegami i koleżankami.

    Egon przystanął na parę chwil, zastanawiając się, z której strony wziąć sprawę. Teofano i Margo były niezłymi kąskami, ale przecież to z Sorią ustalił, że potrzeba było zasiać Laylę. I w zasadzie kto naszedł pod zasięg strzykwy Raisy, jednak Layla wydawała się szczególnie pożądana, bowiem kapłanka z dalekich lądów mogła wydać z siebie miot much szczególnie obdarzonymi magicznymi zdolnościami. Margo i Teofano mogły zostać zasianie kiedybądź, Layla jednak… Cóż, trzeba było skorzystać z okazji.

    – Idę z wami – skinął głową Egon, który zamierzał ulotnić się w stronę Teofano tak szybko, jak tylko zasieje Laylę.

    - To idź do Huberta po tą zabaweczkę. Szkoda aby chodziła taka goła i nieużywana. Sama ją chętnie sprawdzę tam i tu! - Łotrzyca roześmiała się rubasznie ciesząc się, że kolega przyjął jej zaproszenie. Ale wynikało z niego, że ominąłby go przywilej wykorzystania Adrienne jako pierwszemu. A widać było, że podczas pokazu, zrobiła na widowni na tyle dobre wrażenie, że nie tylko on czy włamywaczka mieli na nią ochotę. - Chyba, że odstąpisz swoje prawo tej blond elfce. Podsłuchałam ich trochę, że jej się podoba ta zabaweczka. - Dziewczyna w skórzanych spodniach ściszyła głos i zdradziła gladiatorowi co jej czułe ucho się zdążyło dowiedzieć. Ostatecznie jednak zostawiła tą decyzję Egonowi jak ma zamiar wkorzystać swój przywilej pierwszeństwa do zabawy z pracownicą ratusza.

    - Jakby co to my będziemy w trójce. Ja jeszcze tu muszę coś załatwić a potem biorę towarzystwo na górę. Oni wszyscy są tu pierwszy raz. A Burgund zajmie się Bjornem. - Poklepała go po ramieniu dając znać, gdzie na piętrze mogą się spotkać nawet jeśli teraz na chwilę stracą się z oczu. A sama poszła w kierunku swojej rudowłosej partnerki i obu Norsmenów. Przy okazji złapał zaciekawione i zdziwione spojrzenie bretońskiej szlachcianki. Po przeciwnej stronie kuchni stali Hubert, Oksana i Adrienne jacy chętnie rozmawiali z dotychczasowymi widzami. Ale już pierwsze osoby zaczęły wychodzić kierując się w stronę korytarza gdzie były schody na piętro i dawnych pokojów dla tawernianych gości.

    Egon zastanowił się przez chwilę. Jeśli elfki można by w jakiś łatwy sposób skaptować, by udostępnić im Adrienne jako pierwszą, to czy byłby to kolejny krok, żeby włączyć elfki do projektu jaj Oster?

    – Elfki mogą wziąć Adrienne – rzekł Egon. – Wiesz… Próbujemy się wokół nich zakręcić, może się rozochocą i będą później łatwiejsze? – strzykwa i jaja Oster ciągle krążyły w umyśle Egona. – Ugośćmy nowe znajome…

    - No to widzę, że też masz ochotę na te długouche ślicznotki? - Łotrzyca zaśmiała się wesoło i spojrzała pod ścianę gdzie wciąż rozmawiała grupka szlachcianek obu ras. - No powiem ci, że z nimi to poznałabym się jeszcze chętniej niż z Adrienne. No ale masz rację, może jak dzisiaj im dogodzimy to będą chętne na następny raz. - Pokiwała swoją głową w czarnej peruce, że widzi sprawę podobnie jak kolega. - Dobra to idź pogadaj z Hubertem o jego zabaweczce a ja zgarnę towarzystwo na pięterko do trójki. - Na pożegnanie klepnęła gladiatora w ramię a sama poszła w stronę obu Norsmenów i swojej rudowłosej partnerki. Zaś Egonowi została porozmawiać z grubym kupcem. Ten przywitał go z uprzejmym uśmiechem i dalej zachowywał się po koleżeńsku. Trochę się zdziwił jak mu brodacz powiedział, że rezygnuje z prawda do pierwszeństwa wykorzystania Adrienne i oddaje je elfkom.

    - No cóż… Oczywiście kolego, jeśli masz inne plany to nic się nie stało. Gdybyś później miał ochotę poznać się z naszą Adrienne a byłaby do dyspozycji to oczywiście będziesz miał okazję. A jeśli nie no to cóż… Zapewne jeszcze nie raz się z nią spotkamy, zwłaszcza jeśli będziesz odwiedzał te małe przyjęcia u naszej słodkiej Pirory. - Uśmiechnął się ciepło i życzliwie do gladiatora ale nie czynił mu wyrzutów, że rezygnuje z zabawy z ich niewolnicą. Jeszcze chwilę trwało to zamieszanie w kuchni i gdy Egon w końcu poszedł za innymi na piętro dość szybko znalazł trójkę. Drzwi były zamknięte ale jak zapukał to po chwili otworzyła mu Łasica.

    - A! Jesteś! No to właź! Właśnie zaczynamy! - Ucieszyła się i przepuściła kolegę. Po czym ponownie zakmnęła drzwi. Sądząc po odgłosach kroków i głosów zza ścian, u sąsiadów też zaczynała się zabawa. Ale na razie byli tutaj w parę osób. Lars, Łasica, Layla i Astrid.

    - To na czym skończyliśmy? Aha. Miałam sprawdzić czym się różni smak między daleką północą i południem. - Włamywaczka była w szampańskim humorze. I podeszła do oby kobiet które z perspektywy Imperium, wydawały się egzotyczne. Zwłaszcza wężowa kapłanka. Lars zaczął się częstować z butelek jakie stały na stole i oberwował jak łotrzyca próbuje smaku ust najpierw jednej a potem drugiej koleżanki. Widać było, że i im, Norsmenowi ten początek zabawy się podoba.

    - No widzę, że ta w spodniach to ma ikrę. Jakby od nas była. Znasz ją? - Korsarz zagadnął kolegę gdy koleżanki zaczynały poczynać sobie coraz śmielej. Wyglądało na to, że każda z nich ma wprawę w takich zabawach.

    Egon wziął i nalał sobie wina do czaszy, którą znalazł już przygotowaną dla gości. Pociągnął parę długich łyków z czaszy, lustrując całujące się kobiety. Egon nie był pewien, czy jeno wino buzowało w głowach chutliwych kobiet, czy też pozostali z kultystów nie zadbali już odpowiednio o to, żeby Layla i wszystkie inne, nowsze członkinie kultu nie zostały odpowiednio urobione pod teatr.

    Wojownik jednak, wierny słowie danym Raisie, zamierzał użyć strzykwy z jajami Oster i, wedle jego upodobań wycisnąć jej zawartość do każdego z łon kobiet, ile tylko można było ugrać, tyle potrzeba było dla zbliżającego się wyzwania.

    – Co, Łasicę? – zapytał Egon, łypiąc na Larsa. – Znamy się długo. Dziewka umie i potańczyć, i przypierdolić – Egon zaśmiał się krótko, biorąc łyk wina. – Jak jej nie znasz, to ją poznasz wkrótce…

    Egon rozsiadł się na krześle, z uśmiechem patrząc, cóż też takiego zamierzają zrobić kobiety. Zamierzał pozwolić Łasicy działać jako pierwszej i włączyć się w rozochocone towarzystwo, kiedy ta już omota Astrid i Laylę.

    - No właśnie na taką wygląda. Ciekawe czy utrze nosa Astrid czy ona jej. - Lars na razie też przeszedł do roli widza. A trzy koleżanki serwowały póki co całkiem przyjemne dla oka widowisko. Wydawały się zafascynowane sobą nawzajem i gdy samo całowanie już nie wystarczało to zaczęły się rozbierać. Właściwie to Łasica zaczęła rozbierać dwie pozostałe. Najpierw Astrid. Wspólnie pozbyły się góry jej sukni dzięki czemu mleczny tors córki jarla stał się ładnie wyeksponowany. A gdy ta sama zabrała się za zdjęcie dołu to łotrzyca na chwilę została sam na sam z wężową kapłanką. Ta jednak miała suknię całkiem innego kroju niż się nosiło tutaj na północy czy nawet w Norsce. I włamywaczka miała nie lada zagwostkę. Ale kapłanka wybawiła ją w paru ruchach zsuwając z siebie ubranie. Została w samej bieliźnie a poza tym widać było jej oliwkowe, smukłe ciało. Teraz widać było dziwne tatuaże jakie miała na dekolcie, brzuchu i udach. Łasica musiała na chwilę nasycić się tym pięknym widokiem. Astrid też przerwała rozbieranie. A i Lars docenił te piękne widoki.

    - No dobrze wam idzie dziewczyny! Nie przerywajcie! - Zawołał do nich na zachętę i dał znak gestem aby kontynuowały zabawę. One wzięły to za dobrą monetę. Łotrzyca wróciła do całowania Layli ale, że już miała do dyspozycji ją całą, to szybko popchnęła ją na łóżko i tam zajęła górującą nad nią pozycję. W międzyczasie córka jarla zdążyła się rozebrać. I przez chwilę przyglądała się dwóm kochankom.

    - A ty co? Nie rozbierasz się? - Zapytała łotrzycy i stanęła za nią łapiąc ją za dekolt. Ta zaśmiała się i we trzy zaczęły zdejmować z niej ubranie. Najdłużej zajęło ściąganie charakterystycznych, obcisłych spodni dziewczyny z ferajny. Ale wspólnie pokonały tą przeszkodę. Po chwili już były we trzy, nagie na łóżku jakie zajmowały się sobą nawzajem. Widać teraz było kontrast jaki każda z nich stanowiła dla dwóch pozostałych. Astrid była jasna jak śnieg z gór Norsci. Miała jakiś tatuaż nad sercem jaki kojarzył się z jej północną krainą. Layla była jak oliwkowy piasek z pustyń południowych krain. Miała jeszcze więcej tatuaży jakie wyglądały tajemniczo i obco. Łasica karnacją była gdzieś pomiędzy nimi. Miała bliznę po cięciu na brzuchu i prosty tatuaż ulicznicy nad biodrem. Za to jej brokatowe znamię na tyłku jakim po zimowej akcji ozdobiła ją Soren wywołało zaskoczenie u obu koleżanek. Jakby rozpoznawały wpływ boskiej patronki na tą śmiertelniczkę. Tutejsza dziewczyna nie omieszkała skorzystać z wyrazów tego uznania. Wydawała się być najbardziej dominującą z całej trójki i chętnie poznawała się ze swoimi nowymi kochankami. Aż trzepnęła Astrid w wypięty, zgrabny tyłek i zwinnie zeskoczyła z łóżka. Na bosaka przeszła do torby jaka leżała na podłodze.

    - No to jak pierwsze buzi mamy już za sobą to możemy się poznać dogłębniej! - Powiedziała z zadowoleniem i wyjęła zabaweczkę jaką zaczęła sobie przypinać do bioder. Obie koleżanki jakie już były nieźle rozgrzane tym pierwszym etapem zabawy, obserwowały to z uśmiechem zadowolenia.

    - Aha. To skoro już przechodzimy do właściwego chędożenia no to na mnie już czas. - Mruknął Lars z zadowoleniem i odstawił swój kufel. Bez pośpiechu wstał i zaczął ściągać z siebie kaftan ewidentnie szykując się aby dołączyć do figlujących koleżanek.

    Egon pociągnął jeszcze łyk wina i sam zdarł z siebie ubranie w paru szybkich ruchach. Kaftan i pancerz zsunęły się, wydając dźwięk, a Egon zaprezentował swą muskularną sylwetkę. Niewątpliwie, był największy w pomieszczeniu, jako że dawne walki ukształtowały jego potężną sylwetkę. Blizny. tatuaże, a także niedawne rany i otarcia znaczyły jego ciało niby makabryczną mozaikę. Tatuaże wydawały się być raczej proste i miały znamiona zwykłych, portowych gryzmołów, które niejeden z morskich ciurów nanosił na swe ciało. Sploty mieśni jednak i wypukłe arterie nadrabiały wrażenia.

    Egon rzucił spojrzenie na swój kaftan, gdzie spoczywała pożyczona przez Raisę strzykwa, którą zapewne użyje niedługo.

    Całość tej sytuacji była nie do końca na rękę wojownikowi, który traktował rzecz jako zbyteczny przestój, jednak, być może - być może to był rodzaj wyzwania, które zgotował mu jego mroczny patron? Cóż, oby.

    – Trza mi rozgrzać się. Pozwolisz? – Egon z uśmiechem zbliżył się do trzech kobiet.

    Norsmen przepuścił kolegę przodem. Zresztą nie rozbierał się tak szybko jak on więc jeszcze ściągał z siebie ubranie gdy Egon już zrobił swoje i wysforował się do przodu. Gdy podszedł do łóżka, obie zajmujące je kobiety przywitały go życzliwymi uśmiechami.

    - Dorodny jesteś. Nie masz przypadkiem w sobie domieszki naszej krwi? Nie wyglądasz tak cherlawo jak większość południowców. - Astrid przyjęła flirciarski ton. Ale obie z Laylą, wyciągnęły ramiona aby przyciągnąć go do siebie. Przesunęła dłonią po jego piersi, ramionach a kapłanka z dalekich stron do niej dołączyła. Tak samo jak najpierw Norsmenka zaczęła go całować ale i kobieta z dalekiego południa do niej dołączyła. Zabawa więc szybko zaczęła nabierać rumieńców. Zaczęli we trójkę ale szybko dołączył do nich Lars. Więc w naturalny sposób podzielili się na dwie pary. Łóżko już nieźle skrzypiał i się trzęsło od tych podwójnych figlów gdy dołączyła do nich Łasica jaka uporała się z mocowaniem swojego przyrządu dzięki któremu w zabawach z kobietami, mogła udawać mężczyznę.

    - Aleście się rozgościli. - Łotrzyca o fioletowych włosach, rzuciła nieco zgryźliwym tonem. Obserwowała przez chwilę te miłosne zmagania obu par. Jak odchodziła miała obie koleżanki tylko dla siebie, teraz została zastąpiona przez obu kolegów. Ale i ona znalazła sobie miejsce w tym zestawie. Gdy nikt z ich piątki nie stronił od zabawy i dominowała wzajemna ciekawość poznania nowych towarzyszy, to szybko ta integracja między różnymi krainami weszła na wyższy i szybszy poziom.

    Lars zdradzał zainteresowanie Łasicą chyba nawet większe niż Laylą. Okazał się być bardzo energicznym kochankiem co szybko pokazał na biodrach i ustach łotrzycy. Po włamywaczce było widać, że obie egzotyczne koleżanki mocno ją fascynują i chętnie je smakowała z każdej strony oraz pokazywała jak działają imperialne gadżety do zabaw damsko - damskich ale nie unikała kontaktu z kolegami. Często była tą drugą jaka wspólnie czy z Egonem czy Larsem brała którąś z koleżanek. Astrid zachowywała się jakby miała ochotę na nich wszystkich. Ale, że musiała się dzielić uwagę i ciało z kolegami i koleżankami to nie przeszkadzało to ani jej ani im. Chętnie nurkowała ustami między uda kapłanki albo pozwalała się dźgać tak żywym przyrodzeniom kolegów jak i zabaweczce łotrzycy. Potrafiła też przejąć inicjatywę i pobawić się w ujeżdżanie ogiera. Layla zaś gdy przyszło do łóżkowych spraw, okazała się bardzo daleka od stereotypu kapłanki czy zakonnicy jaki panował w Imperium. Nie była już tą elegancką, nieprzystępną damą jaką poznali dzisiejszego poranka na statku Munira. Chociaż z powodu bariery językowej pozostała pewna nutka tajemniczości. Z obecnych tylko Lars mógł się z nią porozumieć po bretońsku. Ale żadne z nich nie miało teraz ochoty na rozbudowane dialogi więc jak już mówili coś do siebie szybko i emocjonalnie. Morski łupieżca czasem tłumaczył zdawkowo coś na reikspiel. Język namiętności i nagości był na tyle zrozumiały dla wszystkich, że komunikacja słowna nie była niezbędna. A i wężowa kapłanka była biegła w tej sztuce. Z wyraźną przyjemnością angażowała się z każdej strony w poznawanie nowych kolegów i koleżanek.

    Egon z chutliwym, niemalże zwierzęcym zapałem obracał się wokół trzech kobiet. Wprawne ręce Łasicy rozbudziły żądzę to w Astrid, to w Layli wreszcie, Egon zaś nie mógł nie zauważyć, że te dwie zdawały się niemalże grać role, które przydzieliła im imperialna łotrzyca. Gladiator chędożył dziewki jeno z wprawą, jaką mógł mieć człek wyuczony na imperialnych kurewkach przez ostatnie dwie dekady swego życia, a któż wie, może i więcej, bo rachunek ginął w pamięci wojownika tak szybko, jak jego nabrzmiałe berło zanurzało się i wyłaniało z łona to Łasicy, to Astrid, to Layli wreszcie. Każdemu pchnięciu Egonowi odpowiadał mokry dźwięk, jako że każda z dziewczyn była już odpowiednio rozochocona i nie opierała wielkiej męskości gladiatora, który wraz z kolejnymi posunięciami nabierał coraz większej ochoty na zabawy podobne te, które widział z Adrienne.

    Zmitygował się jednak, a wzrok swój przeniósł z powrotem na kaftan.

    – Lady Layla rzekła, że chciałaby być dać się zasiać jajami – rzekł w stronę Larsa. – Spytaj się, czy już nie czas… Wszak strzykwa weszłaby niby miecz w masło – zaśmiał się krótko.

    Jakoś nikt z pozostałej czwórki nie protestował. Wręcz przeciwnie. Wydawało się, że wszyscy świetnie nadają na tych samych falach i właśnie taka chutliwa, bezkompromisowa zabawa im odpowiada. Gdy Egon brał Laylę, ta dyszała równie ciężko jak on i namiętnie oplotła jego biodra swoimi gładkimi udami ozdobnymi dziwnym tatuażem. Astrid wdzięcznie i chętnie dawała się brać z dwóch stron czy to pospołu z Larsem czy Łasicą. Sama łotrzyca potrafiła się prowokująco wypiąć jakby wręcz zapraszała niczym kotka w rui swojego kocura. Więc gdy w pewnej chwili Egon zadał swoje pytanie Norsmen był nieco rozkojarzony.

    - No zapytać mogę. Ale to trzeba mieć te tuby z jajami. A chyba Raisa je zabrała. - Morski łupieżca wysapał zdyszanym głosem. Cały był spocony a policzki miał zarumienione od tego wspólnego, jakże przyjemnego wysiłku.

    - Albo trzeba poszukać Otto. Może on jakieś strzykwy zabrał na tą zabawę. - Podpowiedziała nie mniej zdyszana Łasica, chciwie wypijając duszkiem z glinianego kubka. Obserwowali jak Astrid czule obejmowała się z Laylą, też korzystając z tej chwili wytchnienia. Egon zorientował się, że chyba nikt z nich nie wie, że ma przy sobie torbę do zasiewania nosicielek.

    Egon chędożył czas jeszcze, wcale nie spiesząc się z odpowiedzą, jako i też że okazja raczej nadawała się do czynów, zamiast do słów. Kiedy skończył, łechtał jeszcze Łasicę przez jakiś czas, obserwując jej gorejącą twarz i słuchając jęki, jakie mimowolnie ta z siebie wydawała. Kiedy zabrał swoją mokrą od soków dziewki rękę, na jego brodate oblicze wstąpił uśmiech.

    – Gdzie tam Otto albo Raisa…? – Egon rzekł, w paru krokach oddalając się od towarzystwa i dopadając wreszcie do swojego kaftana, gdzie ukryte było narzędzie, które wcześniej dała mu Raisa.

    Odpiął poły kaftana, wydobył strzykwę, aby wreszcie zaprezentować ją pozostałym, a w szczególności rozgrzanej i rozochoconej trójce dziewek.

    – Wszystko mamy tutaj – rzekł Egon jeszcze. – To co, lady Layla? Mam nadzieję, że nie zmieniłaś zdania.

    - Aha. No to widzę, że masz co trzeba. - Lars przyjął tą małą demonstrację kolegi całkiem spokojnie. Upił łyk ze swojego kubka skoro sobie zrobili przerwę w zabawie.

    - Do mnie to nawet z tym nie podchodź. - Łasica ostrzegawczo uniosła dłoń. Widocznie nie zmieniła swojej niechęci wobec zasiewania muszymi jajami. Odkąd tylko Merga parę tygodni temu pierwszy raz wyjawiła kultystom co przetłumaczyła ze zwojów znalezionych w jaskini Oster to włamywaczka była osią oporu przed tym aby dać się zasiać.

    - Chcesz jej wsadzić te jaja? - Astrid leżała nago, prezentując swoje smukłe ciało. Jej jasna karnacja tworzyła interesujący kontrast z oliwkową skórą wężowej kapłanki. Norsmeńska minstrel wydawała się być zaciekawiona co teraz się stanie.

    - Zaraz zobaczymy czy się zgodzi. - Łupieżca wzruszył swoimi krzepkimi barkami i zapytał po bretońsku ciemnowłosą oliwkę. Widać było jak jej skóra błyszczy od potu od tych figli jakie dopiero co skończyli. Wysłuchała uprzejmie Norsmena i wymienili się krótkimi zdaniami. W pewnym momencie spojrzała prosto na czekającego ze strzykwą Egona.

    - C'est un honneur de servir la déesse. - Jej głos był przyjemny chociaż gladiator rozpoznał tylko jedno słowo jakie było podobne do honoru w reikspiel. Spojrzenie kapłanki było jednak kuszące. A ona sama przesunęła dłonią po swoim nagim łonie którym dziś tak szczodrze dzieliła się nim z koleżankami i kolegami.

    - Mówi, że to honor służyć bogini. Chodzi jej o lady Sorię. I zgadza się. Jest gotowa przysłużyć się sprawie. No i rozmawiała z Fabienne i ta jej cuda wianki naopowiadała o tej ciąży więc jest chętna i ciekawa jak to będzie. - Lars przetłumaczył pozostałej trójce o czym przed chwilą rozmawiał z ponętną, nagą kapłanką z egzotycznych krain.

    – Ponoć to przyjemne – rzekł Egon z uśmiechem, który przywarł do jego twarzy niczym maska od czasu, kiedy wyciągnął strzykwę z kaftana. – Jeśli sam bym był kobietą, kto wie…? Może bym nawet sam się dał zasiać. Raisa rzecze jednak, że kobiety są do tego najlepsze. Na pewno nie chcesz, Łasica? Astrid?

    Tu podszedł do Layli, rad, że sytuacja ostatecznie obróciła się na po jego myśli.

    – Rozłóż nogi szeroko, lady Layla… Mistrz we fachu nie jestem, ale jak trza, to robotę zrobię.

    I zbliżył swą strzykwę, starając się przypomnieć wskazówki Raisy - żeby naciskać powoli i z miarowo…

    Lars tego nie przetłumaczył na bretoński ale wężowa kapłanka sama się domyśliła co należy robić. Gościnnie rozchyliła swoje gładkie, smukła uda i łagodnie się uśmiechała obserwując poczynania nagiego gladiatora. Astrid aż usiadła obok niej aby lepiej obserwować ich poczynania. Łasica więc zajęła miejsce po drugiej stronie egzotycznej piękności. Wszyscy wydawali się być ciekawi jak to będzie wyglądało. Egon i jego norsmeński kolega tylko raz widzieli wcześniej ten proces gdy w morskiej wiosce Raisa zasiewała przy nich trzy rybaczki. Wtedy wydawało się to proste. Kazała im zdjąć dół, położyć się na plecach i rozłożyć nogi. Ten etap z Laylą już mieli osiągnięty. Dzięki wcześniejszym harcom, leżała jak trzeba, nie tylko bez spódnicy ale w ogóle bez ubrań, nie licząc biżuterii jaką miała na sobie. I była chętna do współpracy. Wówczas w wiosce, jak Raisa to robiła, wydawało się to proste. Jakby wsadziła strzykwę w trzewia rybaczki i powoli wepchnęła tłok. Potem wyjęła i wsadziła im po drugiej. Ale jak sama mówiła, chętnie zasiałaby je większą ilością jaj ale miała mało strzykw i wolała je rozdać równomiernie. Wystarczyło po dwie na łono każdej z rybackich córek. Teraz jednak Egon musiał sam spróbować tego zasiewania pierwszy raz.

    Gdy nosicielka leżała spokojnie, okazało się to tak proste do zrobienia jak to mówiła Raisa. Krótka, gliniana tuba była mniej więcej kształtu i wielkości solidnego przyrodzenia czyli jak na miejsce gdzie miała wejść była w sam raz. Najpierw poczuł lekki opór przy samym wejściu gdy tępa końcówka strzykwy napotkała opór żywego ciała. Layla na chwilę wstrzymała oddech i podniosła głowę aby widzieć co się dzieje. Blondwłosa skald przygryzła wargę i pochyliła się. Też pierwszy raz widziała jak się odbywa to zasiewanie. Nawet Łasica, chociaż tak niechętna tej hodowli czerwi w sobie i innych kobietach, też nie mogła oderwać wzroku.

    Egonowi wystarczyło lekko pchnąć tubę aby zaczęła zanurzać się w trzewiach kapłanki. Ta teraz cicho sapnęła gdy czuła ten ruch w sobie. Aż strzykwa weszła prawie do końca. Wtedy gladiator powoli zaczął naciskać tłok. Nic trudnego, tylko trzeba było powstrzymać się dziecinnej pokusie aby wlać wszystko od razu za jednym zamachem. Tym razem Layla zajęczała cicho i obie dłonie położyła na swoim brzuchu. Patrzyła na niego jakby chciała dojrzeć co tam się dzieje. I zaczęła coś mówić po bretońsku, bardzo podekscytowanym głosem. Obie dziewczęta szybko spojrzały na Larsa ponaglając go aby przetłumaczył słowa kapłanki.

    - Mówi, że czuje jak to się w niej rozlewa. I, że dużo tego a to sprzyja płodności. I, że trochę zimne i szczypie. Ale mówi, że to nic i podoba jej się. No i widziała, że masz jeszcze to pyta czy te inne też jej dasz. - Norsmen tłumaczył to lekkim tonem jakby bawiło go to wszystko. Teraz Łasica i Astrid spojrzały na Egona co on na to wszystko powie. Jak wyjął strzykwę to widać było, że jest mokra. Z jej czubka ściekały kleiste nitki jakie początkowo łączyły ją z gościnnym łonem jakie właśnie opuściły. A samo urządzenie ze złożonym tłokiem było o połowę krótsze niż gdy było pełne.

    - Layla mówi, że jej się to podoba? - Astrid zapytała krajana. Ten wzruszył nagimi ramionami i znów przeszedł na bretoński. Rozmawiał chwilę z leżącą na wznak wyznawczynią hedonistycznej boginii. Ta mówiła pogodnym głosem i głaskała się czule po właśnie zasianym brzuchu. Nawet jak się właśnie było tego świadkiem to nic nie było widać poza drobnym, kleistym zaciekiem jaki zostawiła po sobie strzykwa na jej łonie.

    - Mówi, że to coś nowego, że to obfite nasienie, no i od samych Sióstr więc to wielki zaszczyt. No i ta Bretonka mówiła, że niesamowite doznania podczas ciąży więc Layla chce tego spróbować. A teraz to tak, też jej się podoba. Więc Egon jak masz tam coś jeszcze to dawaj dalej bo milady sobie chwali. - Lars przetłumaczył jej słowa na reikspiel i mówił tym swoim bezpośrednim, nieco chaotycznym stylu. Z początku do smukłej, blondwłosej córki jarla ale pod koniec zwrócił się do kolegi, zachęcając go do kontynuacji tej zabawy.

    - Ja nie wiem jak to możliwe ale rozmawiałam z Fabienne. I ona rzeczywiście sobie chwali te robale w środku. Nie wiem jak to możliwe. No ja to nie i tak ich nie chcę. No ale jej się to bardzo spodobało. Mówiła mi, że jeszcze w usta nie próbowała i jest ciekawa jakby to było. - Łasica podzieliła się z towarzystwem swoją wcześniejszą rozmową z bretońską szlachcianką. I sama nie mogła pojąć jak jej to się może podobać. Ale chociaż potwierdziła słowa gladiatora, że mimo formy jaką większość cywilizowanych istot uznałaby za ohydną to jednak te czerwie w trzewiach czarnowłosa kultystka opisywała jako całkiem przyjemne.

    – Wystarczy jedna strzykwa – rzekł Egon, który w paru krokach ponownie dopadł do swego kaftana i schował zabawkę Raisy z powrotem.

    Sam Egon wolał poniechać wstrzykiwania jaj Oster przez usta, jako że sam do końca nie był pewien, jakie efekty mogło wywołać wstrzyknięcie w taki sposób. Sam tylko słyszał o wstrzykiwaniu w łona kobiecie, o tym, że można także zagospodarować trzewia nie miał pojęcia. Nie był przygotowany na coś takiego, no i - była to jedyna strzykwa, którą miał ze sobą, której zawartość została zużyta.

    – Styknie to – kiwnął głową z uśmiechem w stronę zebranego towarzystwa.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • SeachS Niedostępny
      SeachS Niedostępny
      Seach
      napisał ostatnio edytowany przez
      #281

      Otto i Laura

      Przyszła także Laura Larwa. Pracowała w zamtuzie jako ladacznica więc oczywiście oficjalnie kogoś o tak skandalicznej reputacji w ogóle tu nie powinno być. Więc chociaż lady Odette ją zamówiła na dzisiaj osobiście to jednak brunetka musiała czekać na nią razem z innymi nisko urodzonymi. To jej jednak nie przeszkadzało, czuła się tu swobodnie. Zwłaszcza, że świetnie znała się z ladacznicami kultu czyli Łasicą, Burgund i Onyx. Ale gdy przyszedł Otto to brunetka podeszła właśnie do niego i widocznie chciała porozmawiać na stronie.

      - Posłuchaj Otto, ten pieszczoszek co mi go wbiłeś rano tam głęboko… - Zaczęła cicho z lekkim, życzliwym uśmiechem. Wymownie położyła sobie dłoń na swoim brzuchu. - Bardzo mi się to podobało. - Uśmiechnęła się po flirciarsku dając znać, że miło wspomina poranną wizytę u mnicha. - No to mówiłam ci, że one w końcu wypełzają na zewnątrz. No i mój jest blisko wyjścia. A wiesz, jak się zabawiam z milady Odette to ona lubi odwiedzać to miejsce. Boję się, że ten pieszczoszek wyjdzie przy niej. Znaczy ja już wcześniej je miałam w sobie jak się z nią zabawiałam, ale jak byłam z nimi w ciąży. Wtedy nie ma strachu, że nagle wyjdą. A teraz no tak czuję, że on może mi wyjść w każdej chwili. Nie wiem co robić. - Przyznała mu się, że ma zagwostkę. O ile jej samej nie przeszkadzało czy czerw z niej wyjdzie tego wieczoru czy nie, to obawiała się reakcji śpiewaczki jeśli to stałoby się przy niej.

      Otto przytulił Laurę, aby uspokoić jej nagłe lęki, jego ręka sięgnęła podbrzusza dziewczyny, delikatnie głaszcząc. Jego ciepły oddech dotarł jej ucha kiedy zaczął szeptać.
      - Jestem pewny, że się jej on spodoba… - uśmiechnął się ladacznicy - Być może spróbuje possać go jak będzie z ciebie wychodził. Jesteś to sobie w stanie wyobrazić?

      - Oo! - Taki pomysł wyraźnie zaskoczył kasztanowłosą ladacznicę bo przez chwilę nie wiedziała co powiedzieć. - Naprawdę? Tak myślisz? Że jej się spodoba? - Patrzyła na mnicha z mieszaniną niedowierzania, ekscytacji i nadziei. - No i byśmy mogli się z nią zabawić oboje tak jak dziś rano? Razem z tymi pieszczoszkami? - Widocznie wyobraźnia podpowiadała jej podobne sceny jakie dziś rano ćwiczyli w mieszkaniu Otto i sądząc po głosie i nadziei, wizja, że miodowłosa milady miałaby do nich dołączyć bardzo ją ekscytowała. - Ojej! I tak razem z milady? Byłoby cudownie! - Westchnęła zachwycona takim pomysłem. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie. - Ale skąd wiesz, że jej się spodoba? No ja to je uwielbiam. I w sobie i na sobie. I w ustach i na piersiach, i między udami. I pieścić je i całować, i lizać. No ale mówiłam ci rano, ja od dziecka tak mam. A nawet jak klienci mnie zamawiają na takie numery to zwykle jednak wolą oglądać jak ja się z nimi zabawiam. Takich odważnych aby dołączyć na całego jak ty dziś rano to jest niewielu. To myślisz, że milady by chciała do nas dołączyć tak na całego? - Widać było, że pracownica zamtuza miło wspomina poranną wizytę u mnicha ale jednak nie do końca była pewna czy diwa by była skłonna pójść na całość w takich zabawach jakie większość kochanków uznałaby za ohydne i godne najwyższego potępienia.
      Mnich się uśmiechnął, jego głos przybrał bardziej miodowy, kusicielski ton, jego słowa zatrzymywały się pozwalając wyobraźni kobiety szaleć kiedy jego dłonie stymulowały jej ciało.
      - Ponieważ… ona… ma… też… swoje… pieszczoszki.

      - Co?! - Tym razem jego słowa wywarły na Laurze piorunujący efekt. Aż prawie odskoczyła od niego jakby musiała spojrzeć na niego z dystansu. Widać było, że trudno jej było uwierzyć w to co właśnie usłyszała. Opanowała się na tyle aby znów ściszyć głos bo parę osób spojrzało z zaciekawieniem w ich stronę. - Chcesz powiedzieć… Że ona… Ona ma tam… - Z niepewną miną pogłaskała swój płaski brzuch. - I ona… Też tam ma… Te pieszczoszki? - Miała minę jakby potrzebowała tą niesamowitą wiadomość usłyszeć na własne uszy. Znów podeszła do mnicha i objęła jego ramiona jak kochanka aby nikt inny nie usłyszał o czym rozmawiają.

      - Sam ją zasiałem. - zapewnił mnich - Może być jeszcze za wcześnie, aby urosły na tyle, aby sprawiały jej taką przyjemność jak twoje. - ucałował szyję kobiety, wracając do stymulowania jej ciała kiedy jego słowa robiły mętlik w jej głowie - Więc nie jesteś sama w swoich zainteresowaniach… Lady Fabienne również je dzieli. - uśmiechnął się do kobiety zanim pocałował jej usta - Więc nie bój się, jestem pewny, że zadowolisz naszą divę jeszcze bardziej w ten sposób.

      Jego pieszczoty i słowa faktycznie uspokoiły kobietę. I zaczęły jej sprawiać wyraźną przyjemność. Przygryzła usta i zastanawiała się chwilę. Jednocześnie coraz szybciej oddychając co zdradzało pierwsze oznaki podniecenia. - No tak, o lady Fabienne to słyszałam. No ale, że lady Odette się zgodziła… O rany… - Wreszcie na jej twarzy zaczął powoli wypełzać uśmiech zadowolenia.

      - No tak… To jak ona… Też ma je w sobie… No to dzisiaj… No tak, można spróbować jej pokazać tego pieszczoszka. - Zachichotała radośnie jakby teraz pomysł mnicha wydał jej się o wiele bardziej sensowny i zabawny. - Jej, jakbym wiedziała, że ona też je lubi to bym ci rano tego mojego stadka nie oddawała. To jeszcze raz byśmy się z nimi zabawili tylko tym razem z milady. A tak to mam tylko tego jednego. - Westchnęła z pewnym żalem. Gdy już oswoiła się z tą myślą o zasianiu miodowłosej milady to zaczęła główkować nad wspólnym spotkaniem jakie ich czeka. - A ty nie masz jakichś? - Popatrzyła z nadzieją.

      - Na razie za dużo biegam, aby się zasaić sam. - przyznał mnich - Jeżeli chodzi ci o jaja, to tak. Mam nawet nowe narzędzie do zadania. - delikatnie szturchnął kobietę biodrem i poczuła jak długi drewniany przedmiot odbija się jej od uda.

      - Oo. Ciekawie się zapowiada. - Ladacznica mruknęła z uznaniem gdy przesunęła dłonią po zabaweczce od Niklasa, jaką wyczuła pod habitem. - To dobrze, że masz chociaż jaja. Już się nie mogę doczekać! - Roześmiała się jak dziewczynka z dobrego domu jaką już ostatnie godziny dzielą od prezentu urodzinowego. - No i jak nie masz tych pieszczoszków to trudno. To dziś zabawimy milady tym jednym co ja mam. I jak jej się spodoba to następnym razem umówimy się na wiecej. - Podeszła do tego całkiem optymistycznie i nie robiła z tego wielkiej tragedii. - Też już się nie mogę doczekać co zrobi jak go zobaczy! - Zaśmiała się z ekscytacji na myśl o reakcji aktorki. - A ona już je widziała? Wie jak wyglądają? - Zaciekawiła się jak bardzo von Treskow jest w tym robaczym temacie.
      Mnich się zastanowił.
      - Szczerze, nie jestem pewny. Zważając, że ich rozmiar potrafi się różnić. Jestem pewny, że będzie pełna zazdrości jak zobaczy jak z ciebie wypełzuje taki duży i jędrny. Jakbyś własne berło miała dla niej.

      - Tak? Myślisz, że jej się spodoba jak zobaczy mój poród? Jak mój pieszczoszek ze mnie wypełza? - Oczy ladacznicy rozbłysły gdy sobie to wyobraziła. I znów zachichotała z rozbawienia. - Myślisz, że będzie zazdrosna? - Bawiła i radowała ją myśl, że taka bogata, wielka i sławna pani, może czegoś zazdrościć jej, prostej ladacznicy. - No tak, duże są. W sam raz jak berło. I jak są tam w środku to cały czas pracują. Jakbym cały czas tam miała kochanka. Teraz też czuję tego pieszczoszka jak pracuje. - Rozmarzyła się i przyłożyła swoją dłoń na podołek. Tam pod spódnicą, bielizną i wewnątrz jej ciała, musiała czuć tego czerwia jakiego rano mnich wbił jej podczas zabaw tak głęboko, że dopiero teraz robak pukał do wyjścia bram. Nagle jednak brunetka otworzyła oczy.

      - A ona wie, że ja go mam? No i, że może wyjść przy niej. - Zaciekawiła się znowu czy szlachcianka jaka ją zamówiła na dzisiejszy wieczór jest świadoma tego dodatku jaki brunetka ma w sobie.
      Mnich się jedynie uśmiechnął.
      - Podejrzewam, że wie o twoich upodobaniach. O twoim pieszczoszku teraz? Pewnie nie. Więc jej nie mów, niespodzianka będzie o tyle słodsza.

      - Oh! Więc ona nie wie? Czyli naprawdę będzie miała niespodziankę! Jej! Ciekawe co zrobi! - Była zniecierpliwiona jakby już miała ochotę to sprawdzić na miejscu. - No to mnie podniosleś na duchu Otto. Aż się nie mogę doczekać aż zostaniemy z nią sami. - Czule pogłaskała mnicha po policzku i delikatnie pocałowała go w usta.

      - Żyję, aby służyć. Wiem, że trudno wam wyjść z myślenia o sobie jako podlejsze, bo Odette, Fabienne czy Pirora to szlachcianki. Jednak w łóżku wszystkie leżycie równie płasko. - Otto ucałował policzek kobiety - I kto wie, może taki słowik chciałby kiedyś sam poczuć się podlej?

      - Dziękuję Otto, to było bardzo miłe. - Laura rozpromieniła się gdy usłyszała takie komplementy pod swoim adresem. I jeszcze raz go cmoknęła w policzek. - A powiem ci, że z lady Odette to ja całkiem często jestem na górze. I ona wcale się nie wywyższa jak się zabawiamy. Uwielbiam jak mi dogadza palcami i ustami między udami. Naprawdę świetnie to robi. Już jej kiedyś powiedzałam, że jako ladacznica dla kobiiet to by zrobiła karierę w zamtuzie. Bardzo ją to rozbawiło. - Podzieliła się z kolegą swoimi wcześniejszymi doświadczeniami z miodowłosą milady.
      - Więc widzisz, za zamkniętymi drzwiami wszelkie normy świata znikają. Jesteście tylko wy dwie i przyjemność. No chyba, że chcecie kogoś więcej. - mnich się zaśmiał - Sądzę, że każdy by zrobił karierę w zamtuzie, gdyby przestał się ciągle bać co ludzie pomyślą. Dlatego chylę czoła kobietom o odwadze równej twojej.

      - Dziękuję Otto. Jesteś naprawdę bardzo miły. Ale milady też. Wiesz, różni się trafiają u nas. Ale ona jest całkiem sympatyczna. A przecież to taka znana gwiazda estrady. Dlatego cieszę się, że mnie sobie tak upodobała i mnie tak często zamawia. I jej! Też lubi pieszczoszki! Nie wiedziałam! Ona jest niesamowita! - Aż nie mogła się nadziwić i nacieszyć jaki dziś wieczorem ma szczęśliwy splot okoliczności.

      - Oczywiście, może kiedyś zrobicie dla nas wspólny pokaz jak ty mi dziś? Razem na scenie z waszym potomstwem? - dłoń mnicha wróciła na podbrzusze ladacznicy - Mogłabyś ją nauczyć kilku sztuczek.

      - No chyba wiesz Otto, że ja to bym była bardzo chętna na taki pokaz. - Uśmiechnęła się zalotnie jakby przed oczami znów miała sceny z porannej wizyty w mieszkaniu rozmówcy. - No ale nie wiem jak inni. Jakby milady albo któraś z waszych dziewczyn chciały wystąpić razem ze mną to ja jestem chętna. Jakby ktoś chciał oglądać taki pokaz i nie rzucał zgniłymi owocami i straży oraz kapłanów nie wzywał to ja mogę występować przed taką publicznością. - Ogólnie brzmiało, że Laura jest chętna na taki pomysł ale widocznie liczyła się, że tak do występów jak i do oglądania, może nie być zbyt wielu chętnych.
      - Porozmawiam i z lady i z moimi przyjaciółmi. Na pewno znajdę ci publikę na niedaleką przyszłość.


      Otto i Łasica

      - Otto mam dla ciebie wiadomość od Fabienne. - Po którymś kursie z sali głównej, Łasica podeszła do jednookiego mnicha. - Mówi, że jest Benita wraz z mężem. Podobno wiesz o co chodzi. - Uniosła brwi dając znać, że sama nie zna sprawy i tylko przekazuje mu słowa bretońskiej szlachcianki. - Widziałam tą Benitę. Ładniutka. Chętne bym się z nią poznała bliżej. - Pozwoliła sobie na prywatny komentarz o wyglądzie tej drugiej szlachcianki. - No i Fabi mówi, że jakbyś pomógł urobić tą Benitę w garderobie Odette to jej byłoby łatwiej ją urobić aby cię zaprosiła do zabawy. Bo na razie to Oddie zaprosiła tylko Laurę no ale przy jej możliwościach to powinna bez problemu dobrać jeszcze jedną czy dwie osoby. Zresztą później można się jeszcze pozamieniać. Fabi mówi, że jest już umówiona z Teofano i Margo. No chyba, że Oddie ją zaprosi no to wiadomo, że diwie się nie odmawia. - Łotrzyca dokończyła swoją misję posła od bladolicej, bretońskiej szlachcianki. Okazało się, że miodowłosa milady dotrzymała słowa i zaprosiła zwykłą, młodą cukiernik do swojego chórku. Co było dla niej wielkim wyróżnieniem. Dlatego jej rudowłosa pokojówka którą gorliwa musza matka miała nadzieję dziś zasiać, czekała na nią w kuchni. Na razie jednak Łasica była ciekawa jaką odpowiedź ma zanieść uległej Bretonce.

      Mnich się uśmiechnął i ucałował policzek Łasicy.
      - Dziękuję moja droga, jeżeli to nie kłopot przekaż proszę Fabienne, że stawię się jak najszybciej.

      - No spokojnie. Na razie to one tam wszystkie są na przedstawieniu. - Łasica wydawała się rada z reakcji i powitania mnicha. Zalotnie objęła jego ramię i przybrała flirciarski ton, że mógł się poczuć jak najprzedniejszy rycerz. - To i tak trzeba by czekać do końca. No i wtedy ty byś poszedł z Odette do jej garderoby a Fabienne poprosi Benitę. Z tą garderobą to dobre bo jest pretekst aby ją wyłuskać samą, bez męża. On to nie wygląda zbyt ciekawie. Typowy bogaty klient zamtuza, ze dwa razy starszy i tęższy od swojej młodej żony. W sumie mogłaby być jego córką. No ale skoro chodzi o garderobę diwy no to jest pretekst, żeby zaprosić Benitę samą. No wiadomo, raczej na krótko bo on będzie na nią czekał, no ale coś będziecie mogli we trójkę podziałać. No a ty jesteś mnichem no to nie jest tak podejrzane, że będziesz tam gdzie mężczyzn nie powinno być. - Łasica pokiwała swoją obecnie czarną głową i przedstawiła mu co się zapewne zdążyła rozmówić z bretońską szlachcianką na ten temat. A w międzyczasie jej dłoń bawiła się habitem na piersi mnicha i było to dla niego całkiem przyjemne.

      Mnich delikatnie zamruczał, jego dłoń powędrowała do pośladków ladacznicy i zaczęła je delikatnie głaskać i ugniatać.
      - No to faktycznie trzeba będzie poczekać, cóż zrobimy w tym czasie?

      - No widzę, że zbiera ci się na amory. - Łotrzyca uśmiechnęła się przyzwalająco i nic nie zrobiła aby strzepnąć męskie dłonie ze swoich jędrnych pośladków. Ton głosu i spojrzenie wręcz zachęcały do dalszych zabaw no ale przecież ta była ladacznica do nieśmiałych dziewcząt nie należała. - No ale ja to niedługo muszę wracać na salę. - Skinęła głową gdzieś ogólnie w kierunku głównej sali dawnej tawerny. - No ale możemy się umówić na później. Mam ochotę na naszego Daktylka z południa i śnieżynkę z północy. I trochę się już rano umówiłam z Larsem i Egonem ale jeszcze nie wiem jak to nam teraz wyjdzie. Ale sam wiesz, że przetasowanie można zrobić po pierwszym rozdaniu nie? - Przyznała się jakie sama ma zamiary na tą główną część dzisiejszego wieczoru. - A ty? Masz już coś upatrzone? - Zaciekawiła się o podobne plany kolegi.
      Mnich się delikatnie zaśmiał, aby ukryć swój następny ruch. Jego dłoń powędrowała chwilę do góry i wsunęła się pod spodnie kobiety, jego dłoń nie była bardzo szorstka, ale kobieta od razu poczuła dotyk na swojej skórze.
      - Praca, jeżeli uwierzysz. Nie licząc tej całej Benity, mam jeszcze do odwiedzenia Teofano i Margo, tą młodą cukiernik i jej służkę. A potem… lady Odette ponoć lubuje się w takich, których uroda doznała uszczerbku. Chciałbym zobaczyć co będzie sądziła o mnie.

      - O, naprawdę? - Łasica wykazała się opanowaniem i talentem aktorskim. Udało jej się wdzięcznie zadać pytanie jakby chciała zamaskować inne odgłosy gdy dłoń kolegi wylądowała w jej najwrażliwszym miejscu. Dalej w spojrzeniu mnich mógł dostrzec zachętę dla takich zabaw. - Szkoda, że ona jest taka sławna. Można by ją poznać z Chlotarem Bednarzem. Stary, obleśny dziad ale tam między nogami to mu podobno wszystko działa jak trzeba. I o dziwo co jakiś czas udaje mu się zbałamucić jakąś dziewoję i to wcale nie z tych najbrzydszych czy najbardziej zdesperwanych. - Zaśmiała się wesoło na taką myśl. - Albo jeśli bardzo lubi tak mało wyjściowych kochanków to można ją Strupasowi przedstawić. Jak już wróci. Chociaż u niego to nie wiem czy by stanął na wysokości zadania, że tak powiem. Chędożenie to chyba niezbyt go interesuje. Albo pogadać z Lilly czy u niej w jaskini by się jakiś chętny nie znalazł. - Sypnęła też paroma następnymi pomysłami bo trochę ją zaskoczyła ta wiadomość o preferencjach diwy i chyba nie do końca traktowała ją poważnie.

      - A Teofano i Margo widziałam. Wyglądają na całkiem milutkie. Też bym się chętnie z nimi zapoznała. No ale tak jak mówisz, tyle dzisiaj jest do obrobienia, że nie wiem czy mi na nie starczy czasu. Zresztą Fabi chyba ma się nimi zająć. O. A wiesz, że jeszcze Joachim przygarnął do siebie dwie dziewuszki? Jedna to regularna koza zwierzoludzi. Tylko innych niż tych naszych od Gnaka. A drugą odmieniło od jakiejś magii. Ciężko ukryć jej sromotę. Ale tyle się dzieje, że jeszcze nie miałam kiedy się nimi zająć. - Mówiła lekkim, wesołym tonem jakby rozmowa i pieszczoty sprawiały jej mnóstwo przyjemności. W końcu jednak złapała nadgarstek mnicha i przeniosła jego dłoń na swój jędrny biust.

      Mnich objął ladacznicę i przyciągnął do siebie i zaczął całować jej policzki i szyję, kobieta była w stanie poczuć ekscytację mężczyzny pod habitem. Jego druga dłoń zaczęła delikatnie ugniatać biust kobiety jednak przybrał na sile kiedy dopadł jej twardniejących sutków.
      - Jest aktorką, wystarczyłoby aby miała jakąś galową maskę, aby jej nie rozpoznał. - zaproponował mnich między pocałunkami - Przyznam, nie wiedziałem o Joachimie. A odmieniona dziewczyna pewnie się ucieszy z przyjemnej rozmowy i nie tylko.

      Łasica w pierwszej chwili nie odpowiedziała tylko syciła się tymi pieszczotami jakie tak nagle przybrały na gwałtowności. Widać było, że ta zabawa bardzo jej odpowiada. Przymknęła powieki i oddech jej przyspieszył. Sama zaczęła śmielej buszować swoimi łotrzykowymi dłońmi po karku i habicie kolegi. - No tak, można jakąś maskę. - Mruknęła niedbale gdy jednak zdała sobie sprawę, że pomysł mnicha jest całkiem sensowny. - A te dwie, to pomagaliśmy je Joachimowi przepłynąć do miasta. Ta kóżka to taka zdrowa blondyneczka. Całkiem apetyczna. Ta druga to taka zahukana. Dopiero co się przemieniła. Pracowała w tawernie na trakcie. Teraz ma jakieś narośla. Wystają pod ubraniem dlatego trudno ją ukryć. - Skoro ta sprawa z nowymi znajomymi astromanty była dla mnicha nowa to sprzedała mu parę szczegółów więcej.
      - I ludzkość ją odrzuciła… - przyznał z drobnym smutkiem Otto, jego dłonie wróciły na pośladki kobiety, mich zgrabnym ruchem podniósł kobietę i przywarł z nią delikatnie do ściany. - Jestem pewny, że potrzebuje po prostu trochę miłego dotyku. - palce mnicha powędrowały do bardziej delikatnych miejsc ladacznicy, a jego usta zaczęły lądować pocałunki na jej biuście - Skoro jednak zahukana, być może nie od razu do łóżka. Powoli… niech poczuje wasz dotyk, że nie boli. Przez ubrania, skóra twarzy. Przygotujcie ją do przyjemności jaką oferujecie.

      - No może… Ale ja ją widziałam. Nie chciałabym aby to przeszło na mnie. Może Fabi albo Odette skoro lubią takie ciekawostki. Nawet nie wiesz jak nóżkami przebierają aby jutro chędożyć się ze zwierzoludźmi. To i chyba z taką mutantką by dały radę. - Łotrzyca była już rozpalona na całego. Ale jeszcze nie na tyle aby stracić uliczny instynkt samozachwawczy. Nie było jej śpieszno do łajdaczenia się z nową mutantką. - Z tą blondyneczką to co innego. Zdrowo wygląda. Jest za co złapać i z przodu i z tyłu. - Zaśmiała się na wspomnienie o nowej znajomej jaką ostatnio poznała dzięki Joachimowi. Sama zaś zaczęła szybko rozsznurowywać swoje spodnie. Miała w tym wprawę więc sprawnie jej to poszło. Gdy się uporała bez słowa złapała za rękę mnicha i wsadziła ją sobie właśnie tam, od razu pod bieliznę.
      Palce mnicha szybko zabrały się do pracy.
      - Sromota nie jest aż tak zaraźliwa… - obiecał mnich - Przecież pokładałaś się już z Lily i gnakiem… ciągle jednak jesteś równie piękna, jeśli nie bardziej, co Odette, Fabienne i lady Soria. - ucałował ladacznicę - Nie naciskam na to… - palce mnicha nacisnęły w tym momencie na bardzo przyjemny punkt w łonie kobiety - … po prostu proponuje.

      - No tak… Gnak i Lilly… No może… Później o tym pogadamy… - Mnich nie był pewien czy dziewczyna z ferajny sprytnie chciała zmienić temat czy po prostu akurat dopadły ją skurcze przyjemności. Przez chwilę wiła mu się jak potężna, zdrowa ryba na haczyku. Tylko na jego dłoni jaką nią manipulował w jej wnętrzu. A gdy spazmy przeszły, zasapana włamywaczka musiała złapać oddech. Zaśmiała się trochę nieprzytomnie i objęła jednookiego całując go mocno w usta. - No właśnie tego potrzebowałam. Porządnej przystawki przed daniem głównym. - Była znów drapieżna i bezpośrednia jak to często bywało gdy ujawniała się jej uliczna natura. - Ale niedługo będę musiała wrócić na salę. - Machnęła głową w czarnej peruce w stronę ogólnej sali gdzie wciąż trwał koncert.

      - Ależ nie odbierałbym im ciebie. Bałem się, że masz tremę przed pokazem. - jego twarz zbliżyła się do ucha, ciepły oddech zaczął muskać jej skórę - Więc dobrze by było, wyzwolić trochę stresu, prawda?

      - No pewnie. - Złapała go za szczękę, przysunęła do siebie i zdecydowanie pocałowała go jeszcze raz. Ale już znów zaczęła poprawiać swoją bieliznę i sznurować spodnie. - No to może jeszcze się dzisiaj złapiemy jak się uda. A jak nie to kiedy indziej. To co z tą Benitą? Mówisz, że pomożesz dziewczynom? - Łasica starała się ogarnąć także mentalnie i szykowała się na powrót do roli kelnerki dla szlachty.
      Mnich delikatnie postawił ją na ziemi sam oparł się o ścianę uspokajając oddech.
      - Obiecałem, że pomogę, to pomogę. Trzeba będzie znowu nałożyć maskę sługi bożego, zobaczymy na jak długo.

      - No to lecę. Miło było. Polecam się na przyszłość. I może się jeszcze dzisiaj śmigniemy. - Łotrzyca doprowadziła się do porządku. Fizyczne i mentalnie. I teraz posłała uśmiech koledze a sama ruszyła w głąb korytarza prowadzącego do głównej izby dawnej tawerny.


      - Munir Kabir tam jest. - Łasica miała też plotki dla gladiatora i norsmeńskiego łupieżcy. Wskazała na drzwi przez jakie przyszła a które prowadziły na główną salę dawnej tawerny. - I słuchajcie chłopaki, on nam obiecał dwie niewolnice za poskromienie tego trolla w ładowni no nie? - Zaczęła a Lars od razu zbystrzał.

      - No tak mówił. A dwie mieliśmy kupić. A co? Teraz mówi inaczej? - Norsmen zrobił się wyraźnie podejrzliwy.

      - No trochę. Mówi, że te dwie za trolla to nam da i nawet możemy sobie wybrać które. - Łotrzyca skinęła głową na jakiej miała czarną perukę aby ukryć jej charakterystyczne, fioletowe włosy. - Ale te drugie dwie chce dać Layli jako służki. I jeszcze ze dwóch ochroniarzy ze swojej załogi. Aby nie było, że ją zostawił w obcym porcie bez opieki. Bo mówił, że on jutro i tak odpływa do Erengardu. Ale Layla tu zostaje z nami. - Łotrzyca sprzedała im wieści jakich dowiedziała się od arabskiego kupca.

      - Jak to? Wziął monety za te dwie a teraz chce je oddać tej południcy? - Brwi Norsmena podskoczyły do góry w grymasie irytacji.

      - Nooo… Właściwie to nie wziął. - Kultystka przyznała z pewnym ociąganiem. Teraz mina Larsa wskazywała, że domaga się dodatkowych wyjaśnień. - No bo wiecie jak było. Mieliśmy monet tak na 1,5 niewolnicy. Ale udało nam się ich przekonać aby przypłynęli z nami tutaj. A tutaj to on został u Pirory a ona poszła z nami na zbór. A teraz są oboje tutaj. No ale na razie to nic mu nie zapłaciliśmy. Liczyłam, że może uda się coś utargować tutaj albo, że ktoś z naszych nam coś dorzuci do puli. I tak go teraz chciałam wysondować jakie ma zamiary a on mi mówi, że dwie możemy sobie wziąć ale te drugie dwie odda Layli jako służki. - Dziewczyna z ferajny dopowiedziała resztę brakujących w tej opowieści szczegółów. Teraz Lars zamyslił się i popatrzył na imperialnego gladiatora.

      - No cóż… Skoro nie wziął zapłaty… To te dwie dalej są jego. Może je rozdać jak zechce. No ale hej! Jak te dwie zostaną z Laylą to i tak zostaną z nami. To chyba nie ma się czym przejmować. - Twarz Norsmena się rozpogodziła jakby ostatecznie nie uznawał tej roszady za zbyt wielki problem skoro cała piątka kobiet i tak miała zostać z nimi. Przynajmniej przez jakiś czas.

      - No niby tak. Tylko wiecie chłopaki. Wy chyba chcieliście te niewolnice do zasiania tymi robalami nie? - Koleżanka kiwnęła mu głową ale spojrzenie miała bystre i nieco wątpiące. Teraz Norsmen jej przytaknął. - No właśnie. Jak te drugie dwie będą należeć do Layli to ona będzie nimi dysponować. Wtedy z nią trzeba by gadać czy pozwoli je zasiać czy nie. - Uzmysłowiła łupieżcy jaka jest różnica między pierwotnym planem o jakim myśleli jeszcze rano na statku Munira a obecną roszadą w jego planach. Norsmen zmrużył oczy i zastanawiał się nad tym.

      - No to nawet jak będą jej niewolnice to jak się z nią pogada to może się zgodzi. Jak dla mnie to i ją można by zasiać. Tylko jakoś trzeba jej to sprzedać. Może, że jakaś misja od naszych bogów albo, że to czysta przyjemność, tak jak ta Bretonka mówiła. No i wtedy mamy całą piątkę u nas i nie wydajemy na to ani miedziaka. A jak mamy myśleć o statku i załodze to każda moneta się nam jeszcze przyda. - Lars w końcu przedstawił swój osąd ale popatrzył na dwójkę imperialnych kultystów jak się na to zapatrują.

      - No niby tak. Ale można by jeszcze pogadać z Munirem jak tu przyjdzie czy jednak by nie odsprzedał nam tej drugiej pary. Mnie to aż tak nie zależy. Mogłabym się chędożyć z każdą z tej piątki oddzielnie albo na raz. Ale nie płaczcie mi potem, że Daktylek nie zgodziła się zasiać swoich niewolnic. A w ogóle to zamierzam ją po próbie zaciągnąć do łóżka. Idziecie z nami czy polujecie na coś innego? - Łotrzyca uniosła dłonie w obronnym geście aby uprzedzić, że ich ostrzega przed tym, że egzotyczna piękność może nie być taka chętna na zasianie dziedzictwem Oster siebie i swoich niewolnic. Ale nie ukrywała, że sama ma ochotę aby dziś wieczorem skonsumować z Laylą tą nową znajomość. I nawet była skłonna zaprosić obu porannych wspólników do tej zabawy. Oczywiście o ile nie mieli innych planów bo dziewcząt na dzisiejszym wieczorze nie brakowało.

      - Czemu nie. Ja bym wolał zachować monety i jak się da to jakoś zbajerować Laylę i jej niewolnice aby się dały zasiać za darmo. - Lars widocznie był optymistą, że może uda się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Czyli zasiać tyle kobiet ile się da a jednocześnie nie wydawać zbyt wiele z funduszy jakie wczoraj podarowała im lady Soria z koleżankami.

      – Jeśli Layla jest w kulcie, to te dwie są tak jakby nasze – Egon odparł na myśli to Larsa, to Łasicy. – Wystarczy, że powiemy jej o Siostrach… I że jedna mogła być aspektem bogini, którą czci Layla.

      Łotrzyca i Norsmen popatrzyli po sobie gdy zastanawiali się chwilę nad słowami kolegi. Brodacz skinął głową jakby zadowolony, że gladiator widzi sprawę podobnie do niego. Wtedy dziewczyna z ferajny uniosła dłonie w obronnym geście.

      - No dobra. Tak tylko wam mówię co z nim gadałam. Po próbie sam tu przyjdzie to będziecie mogli z nim sami pogadać. To mam coś przekazać jak tam wrócę? - Łasica dała znać, że nie zamierza o to kruszyć kopii i jest gotowa zdać się na zdanie kolegów. Teraz Lars spojrzał na Egon pytająco czy mają jakąś wiadomość dla arabskiego kupca do przesłania.


      Zebranie w kuchni po próbie

      Na zewnątrz jeszcze dniało gdy dał się słyszeć aplauz, wiwaty i szuranie krzeseł po podłodze. Co prawda już wcześniej dało się słyszeć coś podobnego ale tym razem było to jakby głośniejsze i trwalsze. Jakby na potwierdzenie szybko przyszła Burgund dając znać, że to już końcówka i się wszyscy żegnają i kończą. Trochę to jednak trwało nim zrobiło się wyraźne ciszej. Aż wreszcie dało się słyszeć energiczny odgłos kroków jakie się zbliżały i do kuchni weszła roześmiana, miodowłosa diwa. A za nią niczym jej dwie wierne skrzydłowe, ciemnoskóra Kamila van Zee i bladolica Pirora van Dyke. A za nimi reszta znamienitych gości jacy dotąd brali udział w próbie.

      - Ah witajcie przyjaciele! - Zawołała radośnie, rozpromieniona aktorka, wyrzucając przed siebie ramiona jakby chciała objąć wszystkich czekających, nawet jeśli byli plebejskiego pochodzenia. - No nareszcie możemy porządnie uczcić ten piękny wieczór! Oh, Lauro, apetyczności ty moje! Chodźże tu do mnie! Cały wieczór na ciebie czekałam! - Diwa zawołała entuzjastycznie do swojej ulubionej ladacznicy a ta rozpromieniła się na to czułe powitanie i bez wahania podeszła do niej. Obie pocałowały się namiętnie co było symboliczną zapowiedzią tego co się będzie niedługo tu działo. Jednak naprzód wysunęła się Pirora i poprosiła o uwagę.

      - Zaraz się zacznie zabawa. Ale proszę was o parę rzeczy. - Zaczęła i mówiła szybko widząc, że entuzjazm już coraz wyraźniej buzuje w żyłach. - Po pierwsze nie wychodźcie na główną salę. Niby okiennice są zamknięte ale ściany mają oczy i uszy. A nie chcemy jakiegoś skandalu towarzyskiego. Prawda? - Wskazała kciukiem na drzwi przez jakie właśnie przyszło to elitarne towarzystwo. - Na piętrze są pokoje dla gości. W końcu to tawerna była. Tam was proszę abyście oddawali się rozpuście. - Wskazała w stronę korytarza. Na jego końcu były schody prowadzące na piętro. - No i musimy dbać o reputację i pozory. Dlatego oficjalne to teraz mamy nudne przebieranie się artystek oraz jakiś kieliszek wina dla zwilżenia gardła. Czyli nudne, artystyczne zaplecze. Ale nie powinniśmy wracać do naszych domów później niż dziewiąty, może dziesiąty dzwon. Więc nie możemy balować do białego rana. - Dopowiedziała kilka kolejnych zasad jakich powinni się trzymać aby zachować przykrywkę, że na zapleczu teatru działoby się coś niestosownego. - No i oczywiście was wszystkich to dzisiejszego wieczoru nie ma i nie było. - Na koniec wskazała na pstrokate towarzystwo jakie do tej pory czekało w kuchni dawnej tawerny. Co wywołało śmiechy wesołości ale i kiwanie głów na zgodę.

      - Nasza diwa ma do dyspozycji pokój szlachecki. Jest zaraz przy schodach. Pozostałe są do waszej dyspozycji. - Kamila wtrąciła jeszcze jeden detal o jakim zapomniała blondwłosa koleżanka. Ta szybko pokiwała głową, że córka kapitana portu ma rację.

      - Czy chcielibyście o coś zapytać? - Pirora jeszcze na wszelki wypadek zapytała czy coś jest jeszcze niejasne. Bo widać było, że towarzystwo już się nie może doczekać aby zapoznać się ze sobą lepiej.

      - To może ja. - Hubert przepchnął się do przodu aby zwrócić na siebie uwagę. - Chciałbym zaprosić was na mały pokaz. Zwłaszcza lady Sorię. - Skłonił się ku syreniej milady z wyraźnym szacunkiem. - Mały pokaz dominacji i upodlenia jakie razem z niesamowitą Oksaną zaprezentujemy na naszej niewolnicy. I na koniec aby się przyczynić do naszej wspólnej sprawy, zamierzamy ją zasiać muszymi jajami. - Grubas w swoim bogatym ubraniu niewiele odbiegał wyglądem od jakiegoś średnio majętnego szlachcica. A zapowiadał niczym zawodowy wodzirej. Słysząc to Teofano od razu krzyknęła z radości. Co wywołało falę wesołych śmiechów.

      - Oh dziękuję za pamięć i gest Hubercie. Doceniam i z przyjemnością obejrzę wasz pokaz. - Lady Soria z godnością wielkiej damy, przyjęła to zaproszenie. Dla reszty była to niespodzianka i teraz pytali siebie nawzajem czy chcieliby pójść na to hedonistyczne przedstawienie z dreszczykiem czy raczej woleliby zabawiać się w sąsiednich pokojach po swojemu.

      – Z chęcią zobaczę pokaz, Hubercie – Egon uśmiechnął się krzywo - krotochwile tego rodzaju względem kobiet zawsze były dla niego zabawne.

      Egon jednak miał po temu także i tajemniejszy wzgląd. Potrzebował raz jeszcze rozmówić się z Lady Sorią, żeby spróbować przekonać ją, żeby - może nie teraz, może z czasem - przekonała Laylę do tego, aby dała się zasiać jajami Oster.

      Póki co jednak wojownik wyczekiwał, co wyjdzie z zaproszenia na przedstawienie.

      - Ja będę musiał niestety odmówić pokazowi drogi Hubercie. - mnich rozłożył bezradnie ręce - Jestem wzywany, aby udzielić sakramentu brzemienia na nowo zainteresowanych. - Otto uśmiechnął się łobuzersko wyjmując nową zabawkę spod habitu - I przy okazji zobaczyć jak działa najnowsze dzieło jednego z moich pacjentów.

      Zabawka jaką pokazał mnich, chwilowo zdobyła sobie całkowitą uwagę większości koleżanek. Jako doświadczone kochanki od razu doceniły walory tego urządzenia właściwie domyślając się jak go można użyć. Co chwila przedmiot przechodził z jednych damskich rąk do kolejnych, albo któraś przymierzała go do swoich bioder. I tylko było słychać zaciekawione i zachwycone komentarze “Jaki wielki!”, “O, można go przypiąć.”, “Ale lekki. O, jest pusty w środku?”, “To się wsuwa!”, “A czemu taka duża dziura? Przecież wszystko przez nią wyleci?”, “Na jaja jest w sam raz.”, “No to będzie teraz więcej zabawy niż z tymi strzykwami Sigismundusa.”. Wyglądało na to, że zabawka od razu zdobyła uznanie hedonistek i były chętne i niecierpliwe aby z niej skorzystać. Hubert sycił się tym przyjemnym dla ucha i oka, kobiecym zgiełkiem ale podszedł do Otto.

      Otto i Hubert

      - No Otto, niezły sprzęt. - Przyznał z uznaniem doświadczonego kochanka. - Nie chciałbyś może wypróbować go w naszym małym przedstawieniu? - Po koleżeńsku zapytał jednookiego. - Jakbyś miał ochotę mógłbyś sam użyć tego do zasiania naszej niewolnicy. Albo może pożyczyłbyś tej zabaweczki i ja czy Oksana byśmy na niej użyli? Bo jak widzisz dziewczęta są całkiem chętne obejrzeć to przedstawienie. Ty oczywiście też jesteś zaproszony. - Grubas okazywał mnichowi szacunek i sympatię. A co prawda jeszcze niewiele osób opowiedziało się, że chciałoby pójść na ten pokaz dwójki wężowych kultystów ale większość koleżanek wydawała się być zafascynowana propozycją.

      - Jeżeli uda mi się załatwić sprawę dla lady Odette w miarę szybko, to oczywiście przyjdę. Koneserem sztuki nie jestem, ale potrafię ze słuchu wiedzieć, kiedy spektakl jest godny uwagi. - mnich uśmiechnął się do Grubsona - A zaproszenia do udziału… - dramatycznie powachlował się - Naprawdę zaszczyt.

      - Nie przejmuj się Otto, my z Oksaną się wszystkim zajmiemy. Jak bywałeś w loszku Pirory to chyba powinieneś wiedzieć czego się mniej więcej spodziewać. Oćwiczymy naszą niewolnicę a wy będziecie mogli to oglądać. No ale oczywiście jeśli byś miał ochotę dołączyć z tą swoją zabaweczką, przyznaję całkiem pomysłowa. Musisz mnie jakoś skntaktować z tym rzemieślnikiem. Albo też mi taką zamów. Robi wrażenie. - Grubas dalej mówił jako kolega i chciał ostudzić ewentualne obawy mnicha co do przedstawienia na jakie go zapraszał. Na koniec wskazał na ich wspólne koleżanki które z wielką ciekawością oglądały i komentowały tą nową zabaweczkę.
      - Chłopaka świerzbi, aby go wyciągnąć z hospicjum. Tak jak już trójkę zdołałem zabrać, spotkałeś już pewnie Marissę? - mnich się zastanowił - Ano przekaże mu, pewnie się ucieszy z roboty, zważając, że chcę spróbować wynagrodzić mu jego dzieło spotykając go z lady Odette.

      - Jakiegoś chłopka z hospicjum chcesz wynagrodzić spotkaniem z naszą artystką? Ha! Chojnyś! - Poklepał mnicha po ramieniu ale chyba uważał to za zbyt hojną nagrodę za taką zabawkę. Jednak nie negował pomysłu kolegi. - No ale jak ma takie sprytne ręce to może się nam przydać. Wcale nie ma tak wielu takich co potrafią robić takie rzeczy i jeszcze trzymać gębę na kłódkę. Ja wiele takich zabawek kupuję poza miastem lub wysyłam po nich zaufanych ludzi. Więc wygodne by dla nas było jakbyśmy mieli kogoś kto umie robić takie przedmioty. - Samą znajomość doceniał i pochwalał. Zwłaszcza, że w jego kulcie to były przedmioty codziennego użytku.

      - Martwię się, bo jak wszyscy w hospicjum, jest bardziej podatny na szepty sióstr. Chociaż jego nie wydają się być nakierowane nigdzie. - pokręcił głową - Jedyną nagrodą jaką mogę mu oferować to wolność albo kobiety. Pierwsza trudna do załatwienia, drugiej nie mogę zbyt często. Jak długo ty byś coś robił bez zysku? Bez nagrody?

      - Jak słyszy szept Sióstr to może się wygadać. Wtedy lepiej by było go stamtąd wyciągnąć. Aby był na bardziej kontrolowanym terenie. Tam u was to za dużo wariatów i mnichów. Zawsze ktoś może coś podejrzeć albo usłyszeć. A on jest agresywny? Jakie ma wariactwa? - Kupiec zaciekawił się pacjentem o wyjątkowych talentach do rzemieślnictwa.
      - Z tego co rozumiem widzi ogień gdzie go nie ma i głównie wtedy kiedy szepty są głośniejsze. Zważając jacy byli pacjenci, których już wyciągnąłem z nim nie byłoby problemu, gdyby znalazł się ktoś kto by zasponsorował wszystko. Poza tym chłop jak ty czy ja.. - mnich wzruszył ramionami - Nie jest wtajemniczony w wiarę, po prostu baby mu się chce.

      - Ha! To nie taki z niego wariat! Każdemu normalnemu chłopu baby się chce! - Grubas roześmiał się rubasznie jakby ostatnia uwaga kolegi serdecznie go rozbawiła. Aż się poklepał po wielkim brzuszysku. - Dobra, słuchaj, jak on nie jest taki niebezpieczny to może ja bym go mógł wziąć. Wcisnąłbym go gdzieś na warsztat, do krawców. Kto wie, może później gdzieś do teatru? Do dekoracji czy co? Wtedy byłby bardziej pod naszą kontrolą niż tam u was w hospicjum. Coś tam porobi aby się ludzie nie czepiali. No i będzie nam robił zabawki. A chyba wiesz, że u mnie bab nie braknie! - Zaproponował swoje rozwiązanie problemu a na koniec znów się roześmiał. W końcu nie raz się przechwalał swoimi miłosnymi podbojami. A i Fabienne też zawsze się o nim wyrażała z szacunkiem i czułością.
      - Jeżeli byłbyś w stanie, to oboje będziemy wdzięczni. Przeor chyba zacznie mi nogi całować, że załatwiam dla niego problem z pacjentami… Niclas będzie piąty.

      - No dobrze, ale to daj mi trochę czasu. Musiałbym wszystko przygotować. No i chciałbym go zobaczyć skoro mam go przyjąć pod swój dach. No a ty pogadaj z przeorem czy się zgodzi. Bo jak nie to trzeba będzie wymyślić coś innego. - Grubson wydawał się być umiarkowanym optymistą ale miał pragmatyczne podejście do tego nowego pomysłu.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • SeachS Niedostępny
        SeachS Niedostępny
        Seach
        napisał ostatnio edytowany przez
        #282

        Otto, Fabienne, Odette i Benita

        A zamieszanie wywołane gadżetem Niklasa, powoli się uspokajało. Fabienne zgarnęła pod ramię roześmianą Odette i przyciągnęła ją do mnicha.

        - No bo my tu tak gadamy a tam Benita czeka na możliwość prywatnego spotkania z naszą diwą. To wy idźcie do garderoby a ja pójdę po nią. - Czarnowłosa Bretonka, była dziś w karminowej sukni co było śmiałym wyzwaniem przeciwko obowiązującej żałobnej czerni po zmarłej księżnej.

        - Ah no tak, załatwmy to sprawnie bo zmrok coraz bliżej a przecież mamy jeszcze tyle do wychędożenia! - Aktorka była w szampańskim humorze i teraz płynnie przejęła ramię mnicha a wyzwoliła się z objęć bretońskiej koleżanki. - To co? Gotowy urobić moją wielbicielkę aby była nam na tyle przychylna aby rozchylała nogi przed nami chętniej niż przed swoim mężem? - Popatrzyła z bliska na mnicha a ten wyczuł aromat jej nietypowych perfum. Bardzo przyjemnych i zapewne drogich.

        Mnich przełknął nerwowo ślinę.
        - Przyznam, nie jestem aż tak pewny swoich sił w zalotach. Wszystkie kobiety, z którymi miałem kontakt były gotowe przyjąć moje berło kiedy powiedziałem "Czy". - delikatnie nerwowy chichot wyszedł z Otto - Więc, jeżeli masz jakieś porady, moja pani.

        - Oh, nic się nie bój Otto. Ona już jest w połowie urobiona z tego zachwytu do mojej skromnej osoby. A Fabi wspominała mi, że miała z nią przyjemność więc przygody z kobietą to nie byłby dla naszej namiętnej Benity pierwszy raz. Więc już na wstępie jak widzisz, prognozy mamy bardzo dobre aby ją zerwać jak dojrzałe jabłko. - Diwa śmiało szła korytarzami tawerny i szybko zostawili za sobą kuchnię i gwar głosów. Zrobiło się znacznie ciszej i spokojniej a aktorka otworzyła pozornie zwyczajne drzwi. Za nimi było pomieszczenie wielkości małego pokoju. Ale pod ścianą widać było ogromne lustro w jakim mogła się zmieścić cała sylwetka dorosłej osoby. Musiało być bardzo drogie, mało kogo stać było na taki zbytek. Do tego spore lustro stało na biurku, razem z mnóstwem kosmetyków i sztucznych głów na różne, finezyjne peruki używanych w przedstawieniach. Do tego kilka manekinów na jakich były barwne stroje i suknie. I jeszcze specyficzy zapach pudru i kosmetyków. Może reszta budynku wciąż bardziej wyglądała na tawernę a nie teatr ale ta izba już jak najbardziej pasowała na garderobę teatralną. I to taką godną nie byle jakiej aktorki. Gospodyni zaś od razu nachyliła się aby zobaczyć swoje odbicie w lustrze.

        - Myślę, że razem z Fabi prawie na pewno uda nam się ją zaciągnąć do łóżka. Trochę nie jesteśmy pewne tych robaków. Ale tutaj pomyślałyśmy aby pokazać jej, że to najnowszy trend w Saltzburgu i jak nie chce wyjść na prowincjuszkę… - Uśmiechnęła się zadowolona z własnego pomysłu. Szybko usiadła na stołku przed biurkiem i wzięła pomadę aby poprawić sobie makijaż swoich pełnych ust. - Ale właśnie Otto. Póki jesteśmy samy. Przyznam, że jestem nieco rozczarowana tymi robakami. - Popatrzyła na niego aby dać znać, że tym razem sobie nie dworuje. - Fabi tak pięknie o nich opowiadała, tak barwnie, ja tak nabrałam na to ochoty. A tu już chyba drugi czy trzeci dzień i nic. Nic się nie dzieje. Może trzeba spróbować jeszcze raz? Może coś poszło nie tak? - Zapytała go skoro chociaż przez chwilę mogli zostać sami. Dało się wyczuć, że jest zniecierpliwiona tym brakiem odczuwalnych efektów o jakich tyle się nasłuchała od swojej bretońskiej przyjaciółki.

        Na twarzy mnicha widać było niepokój.
        - To faktycznie dziwne. Mam dziś ze sobą jaja oczywiście, więc można cię pani zasiać ponownie… jeżeli mogę być tak bezpośredni. Mogę sprawdzić? Wątpię, abym okiem coś dojrzał, ale może moje palce chociaż odnajdą te maluchy.

        - O! Masz ze sobą te jaja? Cudownie! Koniecznie musimy to powtórzyć! Może tym razem się uda. I nie oszukuj mnie! Pamiętam, że jak w ostatni Festag zasiewałeś Laurę to zrobiłeś to z jej obu stron a mnie tylko z jednej! - Diwa od razu się rozpromieniła gdy obiecał jej ponowne zasianie. I przez chwilę wodziła po nim zaciekawionym spojrzeniem. - A oczywiście, że dam ci tam sprawdzić no ale teraz nie wypada aby koleżanki zastały nas w dwuznacznej sytuacji. - Posłała mu filuterny uśmiech i bokiem głowy wskazała na drzwi. Słychać było jak z korytarza nadchodzą szybkie kroki. Stukały wyraźnie a obcasy trzewików szlachcianek zwykle wydawały takie odgłosy. Chwilę potem usłyszeli pokanie do drzwi a gospodyni zaprosiła je do środka. Pierwsza weszła Fabienne i szybko ustąpiła miejsca aby wpuścić koleżankę.

        text alternatywny

        Benita okazała się być rówieśniczką obu szlachcianek. Wyglądała młodo, zdrowo, o nieco południowym typie urody. I od razu miodowłosa milady całkowicie pochłonęła jej uwagę. Na mnicha ledwo spojrzała nieco zdziwiona jego obecnością. I od razu zaczęła się wdzięczyć do aktorki.

        - To taki zaszczyt milady! Jestem pani wielbicielką! W zeszłym roku udało mi się zobaczyć pani występ w saltzburskiej operze! “Tileańska przygoda”. Wspaniałe! Zastanawiałam się czy nie można by u nas tego zagrać? - Paplała wesoło i była pod wyraźnym wrażeniem możliwości spotkania ze swoją ulubioną i tak sławną diwą. Fabienne lekko została za jej plecami aby nie przeszkadzać w rozmowie. Zaś Odette widać było, że ma wprawę w przyjmowaniu takich hołdów.

        - Bardzo ci dziękuję, za słowa uznania kochanie. - Łaskawie wyciągnęła ramiona i Benita bardzo chętnie w nie wpadła aby ją objąć. - A “Tileańska przygda” bardzo chętnie. Ale pewnie wiesz, że tam ptrzebuję przynajmniej jednego, równego mi tenora. Macie tu jakiegoś? - Zapytała puszczając ją a szlachcianka stropiła się jak uczennica przed nauczycielką. - No i jest dość frywolna. Uwielbiam ją ale sama wiesz, że teraz mamy żałobę po naszej czcigodnej księżnej. Cóż nasz kler by powiedział gdybyśmy wystawiali takie śmiałe sztuki? - Diwa sprytnie wplotła Otto w rozmowę gdy zadała mu pytanie i spjrzała na niego. Dwie pozostałe szlachcianki z zaciekawieniem zrobiły to samo.

        Mnich się delikatnie skłonił nowo przybyłej kobiecie.
        - Witam, pani, zwą mnie Otto. - mnich udawał, że zastanawia się chwilę nad pytaniem divy - O ile kler może kręcić nosem, nie ośmieliłby się odebrać mieszkańcom miasta radości w podziwiania twych sztuk, Lady Odette. Och, oczywiście puszczaliby puste słowa na kazaniach o zepsuciu, to jednak tylko zazdrość, że ich pozycja zabrania im patrzeć.

        - Oh to bardzo miłe z twojej strony bracie Otto. - Aktorka posłała mu ciepły uśmiech i pieszczotliwie przesunęła dłonią po rękawie jego habitu. Dopiero wtedy odwróciła się znów do swoich dwóch koleżanek. - No niestety nie wszyscy mnisi i kapłani mają tak nowoczesne poglądy jak nasz brat Otto. A niestety nie możemy ich ignorować. No i nie miałabym tutaj tenora do pary. Chórki i mniejsze role pewnie tak ale niestety tej sztuki nie da się zagrać tylko na rolę żeńską. To jak w małżeństwie. Do szczęścia potrzebny jest duet. I w dzień, i w nocy. Zwłaszcza w nocy. Prawda Fabi? - von Treskow żywiołowo prowadziła tą rozmowę, nie było wątpliwości, że ona jest tu główną rozgrywającą. Benita słuchała jej wyraźnie oczarowana, zdawała się spijać każde słowo z jej ust. Teraz poszła za jej spojrzeniem i czekała co powie bretońska małżonka tutejszego kapitana.

        - O tak, w małżeństwie ważne aby się dopasować do siebie. Zwłaszcza w nocy. Wszyscy mamy swoje potrzeby. Na szczęście nas odwiedziła Słowik Północy i może nieść nam pocieszenie tak naszym duszom jak i sercom. - Fabienne wprawnie otarła się o małżeńskie pożycie i wskazała na diwę jako remedium.

        - Oj no kochanie, no z przyjemnością próbuje byc tym nędznym zamiennikiem. - Aktorka zrobiła zbolałą minę i wyciągnęła dłonie tym razem do Bretonki. Ta wpadła jej w ramiona i miodowłosa poklepała ją dodając jej otuchy. - W Saltzburgu mamy na to pewien sposób. Nawet kilka. - Nie puszczając Bretonki, ponad jej ramieniem, zwróciła się do Benity. Ta miała minę jakby iluzjonista miał zaraz zrobić jakiś trik. Fabienne zaś skorzystała z okazji, że ta jej nie widzi i mrugnęła okiem do mnicha.

        - Jaki sposób? - Benita nie dała rady powstrzymać ciekawości. Zwłaszcza jak obiecywało remedium na nieudane pożycie małżeńskie.

        - Taki. - Odette odsunęła od siebie Fabienne, chwilę romantycznie patrzyły sobie w oczy po czym z premedytacją się pocałowały. Benita aż sapnęła z wrażenia i chłonęła to widowisko. A nawet szybko spojrzała na mnicha czy ten jakoś na to zareaguje. Jednak obie szlachcianki akurat skończyły ten namiętny pocałunek. - Oczywiście to tylko dla chętnych. Czy ty Benito potrzebujesz takiego pocieszenia? - von Treskow nie dała jej odetchnąć i z miejsca była gotowa wciągnąć ją do tej małej niewierności małżeńskiej. Widać było, że szlachcianka jest chętna ale znów zawahała się spoglądając na mnicha dłużej. Widząc to diwa też na niego popatrzyła.

        - Bracie Otto, czy mały całus przyjaźnie między przyjaciółkami to jakieś poważne uchybienie w niezbyt udanym małżeństwie? - Pytała go jakby liczyła, że da im jakiś pretekst na kontynuowanie tych zabaw jakie najwyraźniej całą trójką były chętne.

        - Może co najwyżej później brat Otto by zadał jakąś małą pokutę abyśmy miały czyste sumienie? - Fabienne zaproponowała wygodne wyjście od siebie. A Benita patrzyła teraz na niego z nadzieją wypisaną na twarzy.

        Na twarzy mnicha pojawił się łobuzerski uśmiech.
        - Uchybienia nie widzę, ale chyba lepiej jeśli będę obserwował i upewniał się, że sprawy nie wymknął się spod kontroli… zbyt szybko.

        - No widzisz? Sługa boży tak powiedział. - Diwa triumfalnie wskazała na mnicha. A czarnowłosa koleżanka skorzystała z okazji aby znów posłać mu psotne oczko. Zaś Benicie najwidoczniej ulżyło. Uśmiechnęła się wdzięcznie do jednookiego.

        - Oczywiście, to bardzo dobrze, że jest tu osoba duchowna. - Zapewniła gorliwie ale już podchodziła do siedzącej aktorki i nachyliła się. Widać było, że ma pewną tremę przed zbliżeniem z tak sławną kobietą ale ta znów wykazała wprawę i przejęła inicjatywę. Z wprawą złapała za brodę Benity i pocałowała jej usta. Ostrożnie i delikatnie aby jej nie wystraszyć. Jednak uwielbienie i żarliwość brunetki szybko dodało jej śmiałości i po chwli już się bezwstydnie całowały równie namiętnie jak przed chwilą Odette z Fabienne. Gdy skończyły miodowłosa popatrzyła na swoją wielbicielkę filuternie.

        - I jak? Czujesz się teraz lepiej? - Zapytała jakby właśnie podała jej jakieś lekarstwo na małżeńską nudę. Ta bez wahania pokiwała energicznie głową. - Cudownie. To jeszcze chyba powinnaś odwdzięczyć się Fabi. Sama widzisz jak ona się stara, nie wiem czy zgodziłabym się na to spotkanie gdyby mnie nie uprosiła. - Wskazała na Bretonkę, która wciąż siedziała jej na kolanach.

        - Oczywiście, że tak. Bardzo ci dziękuję Fabi. - Benita potraktowała to na poważnie i po chwili już się obie z czarnowłosą całowały tak samo jak przed chwilą z aktorką.

        - Koniecznie musimy to częściej robić. - Zaśmiała się von Mannlieb i Benita zgodnie pokiwała głową.

        - No i chyba nasz brat zasługuje chociaż na całusa? - Odette tym samym tonem wskazała na stojącego obok mnicha. Tym razem jednak Benita zawahała się. W końcu już nie chodziło o mały całus pocieszenia między koleżankami.

        - To osoba duchowna. No i w razie czego brat Otto będzie dawał nam rozgrzeszenie. - Fabienne pomogła drugiej małżonce powziąć właściwą decyzję. Ta zastanawiała się jeszcze chwilę ale wstała, podeszła do Otto i przez chwilę patrzyła na niego z bliska. Aż szybko cmoknęła go w policzek.

        - Dziękuję bracie Otto. - Powiedziała miękko i posłała mu ciepły uśmiech.

        Mnich kiwnął głową, po czym spojrzał na Odette i Fabienne.
        - Widzę, że ta dama ciągle potrzebuje pomocy. - jego spojrzenie wróciło do Benity, położył delikatnie dłoń na jej policzku - Widzę twój ból, dziecko. Słyszałem o twoim mężu, że też taka piękność musi dzielić łoże z kimś tak nie zadowalającym. Musisz być pełna niespełnionych marzeń.

        - No trochę… Na pewno mogłoby być lepiej. Ale staram się być dobrą żoną. - Po chwili wahania szlachcianka przyznała się duchownemu, że nie wszystko się w jej małżeństwie układa jak najlepiej.

        - W takich chwilach myśl o kochanku pojawiają się same. Ale w Saltburgu mamy na to pewne remedium. - Odette pokiwała głową ze zrozumieniem. Fabienne rozsiadła się wygodniej na jej kolanach, obejmując ramieniem jej szyję dla lepszej równowagi. Słysząc to Benita spojrzała w dół na obie koleżanki.

        - Jakie remedium? - Zaciekawiła się. Odette popatrzyła na Fabienne a potem w górę na stojącego obok mnicha jakby sprawdzała czy Benita jest już na tyle urobiona aby podać jej robaczy temat.

        Mnich pokiwał głową.
        - Słyszałem o tym. Widzisz pani, każdy ma potrzeby, ale nie każdemu uchodzi ich zaspokajać jakby chciał. Ludzie gadają jak zobaczą szlachcica wchodzącego do zamtuza, służba może plotkować, jeżeli pani domu sprowadza sobie jakiegoś młodzieńca do pokoju. Kobiety z Saltburga znalazły bardzo… niewidoczną metodę na doznanie przyjemności. Nikt nic nie widzi, a uczucie może trwać całe dzień.

        - No jak? Nikt nic nie widzi? - Widać było, że Benicie trudno było sobie wyobrazić jakby to miało wyglądać. Spjrzała w dół na siedzące obok koleżanki.

        - Oh proszę cię Beni. Nie rób z nas prowincjuszki z końca świata. Wystarczy, że ja już przed Oddie świeciłam oczami. - Fabienne gładko weszła w rolę jaką wcześniej ustaliła z diwą. I nawet jak Otto o tym niedawno się dowiedział to i tak musiał przyznać, że wyszło jej to bardzo naturalnie. Druga szlachcianka z tego niezbyt udanego, morskiego miasta wyraźnie się zmieszała nie wiedząc co teraz powiedzieć. Więc pytająco spojrzała na diwę.

        - O tak, tak jak brat Otto mówi. No póki nie otworzymy zamtuzów tylko dla kobiet, chociaż powiem wam, że ja nie jestem pewna czy powinni tam pracować przystojni młodzieńcy czy choże dziewczęta. Może oboje? - Znów przejęła rozmowę z werwą, że słuchało jej się z przyjemnością i do tego jeszcze było to zabawne.

        - Ja od dawna mówię, że jak nasi mężczyżni mają swój klub gdzie my nie mamy wstępu to my powinnyśmy założyć nasz klub, gdzie oni nie będą mieli wstępu. - Bretonka sprytnie podbiła temat aktorki a przy okazji nawiązała do pomysłu który czasem na zborze powracał. To wszystko skutecznie rozbawiło i odwróciło uwagę trzeciej szlachcianki.

        - To by chyba nie przeszło. - Przyznała z pewnym rozżaleniem. - Ale co to za sposób? To chodzi o jakiegoś kochanka? - Zaciekawiła się znów po kolei patrząc na każde z ich trójki.

        - Nie. Kochanka można dość łatwo zauważyć. A nam chodzi o coś co można użyć w każdej chwili. Nawet pod ubraniem. Gdy się tak siedzi jak my teraz i rozmawia, a to cacko wciąż działa i dostarcza przyjemności. Chociaż czasem na efekty trzeba i parę dni poczekać. - Diwa roztoczyła swój aktorski czar insynuując, że ten sposób jaki opisuje to mógłby się zdarzyć nawet w tej chwili, w tej grupce. Chociaż na koniec posłała nieco wymowne spojrzenie mnichowi na tą skargę jaką zdążyła mu złożyć zanim obie szlachcianki przyszły. Benita jednak nie wiedziała o tym więc z zaciekawieniem czytelnym na twarzy spojrzała na niego jakby on miał teraz pociągnąć ten temat.

        - I co najlepsze, nie przeszkadza w przyjęciu kochanka. - zapewnił mnich - Jest oczywiście sprawa, że to nie jest coś dla wszystkich, wymaga siły charakteru, co jest błogosławieństwem szlachty. Czy jest pani zainteresowana i pozwoli wytłumaczyć?

        - Oj tak, wcale nie przeszkadza. - Fabienne nie powstrzymała się przed krótką, humorystyczną uwagą jaka na chwilę rozbawiła ją i obie koleżanki. Benita jednak wróciła spojrzeniem do mnicha i kiwnęła głową, że jest ciekawa jego wyjaśnień.

        - Jednym słowem, czerwie. Wiem, że możesz mieć obawy pani, ale jestem pewny, że twoje koleżanki mogą potwierdzić skuteczności metody i przegonić wszelkie obawy. Są czyste i dostarczają doznań… pełności. Jedna znajoma, która z nich korzysta opisywała to jakby miała wielu partnerów na raz.

        Kątem oka dostrzegł, że obie nosicielki na moment zesztywniały gdy usłyszały jak bezpośrednio zagrał z ich koleżanką. I prawie od razu przekierowały wzrok na nią aby sprawdzić jej reakcję. Ta zaś była wyraźnie skonfundowana. Zmrużyła oczy i popatrzyła w dół na obie szlachcianki jakby też chciała sprawdzić czy usłyszały to samo. One zdążyły już jednak zapanować nad mimiką i znów się uśmiechały.

        - Czerwie? Takie robaki? - Zrobiła wijący się ruch palcem jakby nie była pewna czy mówią o tym samym. Odette szybko objęła jej talię i przyciągnęła do siebie.

        - Mniejsza z nazwą. Chodzi o efekt. Sama pomyśl. Wpuszczasz to do środka więc na zewnątrz nic nie widać. Kto ci sprawdzi co masz w brzuchu? Możesz być nago i nic nie będzie widać. W ubraniu oczywiście też nie. A działa jak marzenie. Brudne, mokre marzenie. Dlatego jest takie skuteczne i w Saltzburgu bije rekordy popularności wśród panien i smutnych, zaniedbanych żon. - Aktorka szybko wsparła słowa mnicha swoją argumentacją, starając się przykuć uwagę szlachcianki do przyjemności jakie to wywołuje.

        - No i nie blokuje ci to możliwości przyjacielskich pocałunków z koleżankami. A sama widziałaś jak Oddie skutecznie działa na małżeńskie smutki. - Fabienne złapała za szczupłą dłoń koleżanki i też dodała coś od siebie. Benita teraz wyglądała na skołowaną i w końcu znów wróciła spojrzeniem do mnicha.

        - To jedynie oferta moja pani, nic w tym złego, szkaradnego czy grzesznego. - zerknął na dwie kobiety - Być może trzeba pomóc jej zapomnieć o smutkach i kłopotach? Nie pomyśli tym problemie, kiedy ciało będzie rozluźnione?

        - Może masz rację bracie Otto. - Aktorka od razu pojęła aluzję i uśmiechnęła się słodko do stojącej obok szlachcianki. Wezwała ją palcem do siebie a ta chętnie się nachyliła i po chwili znów diwa serwowała jej serum na nieudane małżeństwo. Ledwo skończyła a Fabienne przejęła usta Benity. We dwie całkiem skutecznie pomogły jej na chwileczkę zapomnienia.

        - Oh kochanie, ty pewnie byś chciała dostać autograf? - Odezwała się miodowłosa milady. Benita od razu się wyprostowała.

        - Oh bardzo bym prosiła! - Ucieszyła się znów wracając do roli entuzjastki talentu von Treskow.

        - No dobrze. Daj mi chwilkę. - Aktorka uśmiechnęła się do niej i lekko trzepnęła kolana Bretonki dając jej znać aby zeszła. A sama wyjęła z szuflady niewielką, ozdobną chusteczkę. Umoczyła pióro w kałamażu. I prawie bez zastanowienia zaczęła po niej pisać. Miała bardzo zamaszyste i robiące wrażenie pismo. Gdy już się wydawało, że skończyła wtedy podniosła głowę i jakby się nad czymś zastanawiała. - A tak, chyba już jesteśmy całuśnymi przyjaciółkami. - Popatrzyła jeszcze na Fabienne a ta pokiwała głową na znak zgody. Benita nie była pewna co to znaczy aż diwa nie odwróciła się znów do biurka. Tylko tym razem pochyliła się nad nim i ozdobiła chusteczkę całusem. Na delikatnym materiale pięknie się odcisnął odcisk jej całujących ust. Gdy podała chusteczkę szlachciance ta aż pisnęła z radości. I pod wpływem emocji objęła szyję aktorki i pocałowała ją w policzek, cały czas jej dziękując. Wyprostowała się cała w skowronkach i pokazała swoją zdobycz najpierw Fabienne a gdy ta mogła przeczytać życzenia i podziwiać odcisk ust milady to Benita pokazała chustkę mnichowi.

        Mnich kiwnął głową, obraz udawanej zazdrości na jego twarzy.
        - Gratulacje moja pani. Taki dar chyba jednak wymaga nagrody, czyż nie? Masz dostatecznie odwagi, aby zainicjować pocałunek z lady Odette?

        Diwie spodobał się ten pomysł bo uniosła wyczekująco brwi i obserwowała co zrobi jej wielbicielka. Ta przez chwilę wydawała się nieco onieśmielona ale w koncu przemgła się. Nachyliła się do niej i pierwszy raz ona zainicjowała pocałunek. I teraz znacznie szybciej nabrał gwałtowności. Właściwie Benita tak się rozochociła, że przyparła plecy aktorki do jej biurka. Aż po minie Bretonki widać było, że jest przyjemnie zaskoczona tym miłosnym zrywem. - Bardzo dobrze. - Odette wymruczała z zadowoleniem. - Widzę, że będziemy miały o czym rozmawiać przy następnym spotkaniu. - Przesunęła palcem po ustach swojej wielbicielki a ta już kiwała głową na znak zgody. Teraz aktorka wstała i niejako przy okazji, zmusiła do tego samego brunetkę.

        - No ale skoro już tak jest ten moment na rozdawanie autografów… - Diwa uśmiechnęła się tajemniczo czym wywołała zaciekawione spojrzenia obu szlachcianek. I wtedy nachyliła się, podwinęła swoją barwną spódnicę, przez chwilę widać było jej opięte pończochami łydki ale ona gmerała dalej. I przy wtórze zdumionych spojrzeń koleżanek zsunęła przez swoje zgrabne nogi swoją bieliznę. Po czym wyprostowała się i wesoło zakręciła nią na palcu. Popatrzyła triumfalnie to na nie, to na mnicha. Zaś obie kobiety też nie były pewne co ten śmiały ruch ma oznaczać. A aktorka jakby nigdy nic położyła swoje koronkowe majtki na biurko i zaczęła coś na nich pisać. Znów widać było te zamaszczyste ruchy pióra zakończone całusem. Gdy skończyła wstała i podeszła do Fabienne.

        - To dla bliskiej przyjaciółki. I towarzyszki wspaniałych przygód i doznań. Także tych najbardziej intymnych. - Obdarzyła Bretonkę czułym spojrzeniem i matczynym gestem położyła sobie dłoń na brzuchu. Oczy Benity rozszerzyły się ale widać było, że chociaż przed chwilą czuła się jak zwycięzca to teraz od razu zżerała ją zazdrość na takie wyróżnienie bretońskiej koleżanki.

        Mnich zachichotał.
        - Obawiam się, moja droga Benito, że na taki dar trzeba pracować czymś więcej niż całusami, ale na to pewnie jeszcze przyjdzie czas? - mnich zerknął na Odette - Czy sługa też może doznać zaszczytu?

        - Ja… Ja mogę zapracować! Bardzo chętnie! - Teraz brunetka odzyskała głos i od razu jakby zgłaszała się aby być najgorliwszą akolitką miodowłosej diwy. Bretonka starała się stonować swoją wesołość aby nie wyszło, że szydzi z koleżanki. Dało się jednak wyczuć, że promienieje z dumy na taki honor jaki jej uczyniła koleżanka.

        - Oczywiście bracie Otto. Doceniam twoją rolę i poświęcenie. No ale jak rozmawialiśmy wcześniej decyzję podejmę gdy doczekam się odczuwalnych efektów. - Odette na razie zignorowała gorliwość swojej wielbicielki i zwróciła się do mnicha. Też wymownie pogłaskała się po brzuchu przypominając, że na razie żadnych doznań od czerwi o jakich tak barwnie opowiadała jej bretońska kochanka, nie doświadczyła. - No ale mówiłeś, że masz jakieś swoje sposoby aby to sprawdzić. - Dodała tym samym, tonem wielkiej damy. To mówiąc postawiła trzewik na stołku na jakim przed chwilą siedziała i bez skrupułów uniosła swoją spódnicę. Pokazały się najpierw jej zgrabne łydki, potem gładkie kolana, jędrne uda a wreszcie koronkowe zwieńczenie pończoch. Najciekawszego miejsca z jakiego właśnie ściągnęła bieliznę nie było widać ale zaproszenie i tak było czytelne. A tymczasem jakby nigdy nic zwróciła się wreszcie do Benity.

        - Nic nie jest wykluczone Beni. Ale chyba rozumiesz, że tych bardziej zasłużonych powinno się jakoś wyróżnić. - Oznajmiła jej jak nauczycielka swojej uczennicy. Trudno było się z tym kłócić więc szlachcianka tylko pokiwała głową i chciwie obserwowała tą odkrytą anatomię swojej ulubionej artystki.

        Mnich odkaszlnął widząc pokaz słowika. Zrozumiał jednak zaproszenie. Spokojnie podszedł do divy, obejmując ją od tyłu, jego usta zaczęły pieścić szyję kobiety. Zniżył głos do szeptu, aby tylko Odette ją usłyszała.
        - Jak zobaczy cię z mnichem, to świat się jej zawali. - jego dłonie zaczęły wędrować po ciele śpiewaczki, powoli kierując się ku jej łonu.

        Aktorka cicho prychnęła z rozbawienia. Ale nie zmieniła pozycji. Dzięki czemu mnich mógł kontynuować swoje zaloty. A oboje byli obserwowani przez dwie kobiety. Z czego Fabienne lekko się uśmiechała a Benita szeroko wytrzeszczała oczy. Wyglądała jakby nie mogła uwierzyć w to co się dzieje przed jej oczami. Zaś Otto mógł czuć pod ustami i palcami, ciepłe, przyjemnie gładkie, kobiece ciało. I obserwować jak reakcję diwy na jego dotyk zaczynają być zauważalnie szybsze. Bretońska kultystka wykorzystała to aby podjudzić koleżankę.

        - Może spróbujesz się wkraść w łaski Odette? Pokażesz jej swoje uwielbienie i oddanie? - Zaproponowała aksamitnym szeptem patrząc wymownie na rozchylone uda aktorki gdzie w buszowała dłoń mnicha. Po tym mentalnym popchnięciu Benita podeszła i uklękła przed swoją diwą. A mnich poczuł jej palce i usta jak też starają się dogodzić miodowłosej. Ta pozwalała im na to aż w pewnym momencie opuściła głowę w dół aby spojrzeć na klęczącą przed nią szlachciankę.

        - Dobrze ci idzie Beni. - Pochwaliła ją życzliwym głosem. - Może jeśli będę wiedziała, że mogę na ciebie liczyć, że jesteś nowoczesną kobietą, tak jak moje koleżanki z Saltzburga, że można z tobą przeżywać wspólne przygody i doznania… To też będziesz tak wyróżniona jak Fabi albo brat Otto. - Obiecywała niczym oaza wodę na pustyni. I aby to zwieńczyć, wolną ręką sięgnęła za siebie aby objąć głowę mnicha i sama odwróciła swoją aby mogli się pocałować. Tak samo namiętnie jak wcześniej robiła to z obiema szlachciankami.

        - Tak, ja… Ja się postaram… Też bym chciała być wyróżniona jak Fabi i brat Otto. - Zapewniła gorliwie klęcząca wielbicielka patrząc żarliwie w twarz swojej diwy. Ta przerwała pocałunek z Otto i znów spojrzała w dół. Pogłaskała ją po policzku, pieszczotliwym gestem.

        - Jak myślicie moi mili? Możemy zaufać naszej Beni? Co by musiała zrobić aby udowodnić nam swoją wiarę i oddanie? - Zapytała aksamitnym głosem jakby pytała swoich doradców o zdanie.

        Mnich się uśmiechnął, kilka razy ucałował znowu dive i wyszeptał, tym razem głośniej, aby wszyscy usłyszeli.
        - Może niech zacznie od pokazania nam się? W całości?

        - Nie mamy na to czasu. Jej mąż na nią czeka. - Diwa westchnęła jakby też jej przyszło to do głowy ale musiała się obejść smakiem. - Ale myślę, że możemy się po przyjacielsku wymienić pamiątkami. - Uśmiechnęła się wskazując na bieliznę w dłoni czarnowłosej Bretonki i ozdobną chusteczkę z autografem jaką przed chwilą podarowała brunetce.

        - Oczywiście! - Benita nie zawahała się ani chwili. Błyskawicznie zaczęła z siebie zdejmować bieliznę a z torebki wyjęła niewielka, koronkową chustkę. Wręczyła to diwie. Ta przyjeła ten dar, zaciągnęła się aromatem i zaśmiała się triumfalnie.

        - Może tym razem ty bracie Otto weźmiesz sobie coś na pamiątkę. - Pozwoliła mnichowi wziąć sobie ten mały upominek skoro sama już nie miała czym go obdarować. - A powiedz Benito, czy byłabyś chętna spróbować tego nowego afrodyzjaku jaki robi taką nową furorę w Saltburgu? Ten o jakim mówiliśmy wcześniej? - Zagaiła brunetkę askamitnym głosem. Szlachcianka nieco się speszyła.

        - A czy… Wy tego próbowałyście? - Odważyła się zapytać i zerknęła to na jedną, to na drugą koleżankę. Obie leniwie potwierdziły ruchami głowy. - I co? - Wydawała się być szczerze zaciekawiona relacji z pierwszej ręki.

        - Nie mogę się doczekać kolejnej dawki. Aż żałuję, że tego wcześniej nie odkryłam. No i takie dyskretne. Nawet teraz je czuję jak mi tam dogadzają od środka. - Fabienne pogłaskała się po swoim brzuchu i znów mówiła tak powabnie jak wcześniej gdy namawiała do tego Odette.

        - No dobrze. To mogę spróbować. - Benita zgodziła się ale miała duszę na ramieniu.

        Mnich się uśmiechnął i odstąpił od Odette.
        - Dobrze więc. - mnich sięgnął pod habit wyciągając zabawką jaką podarował mu Niklas - Kto chce być pierwszy?

        - My to między sobą załatwimy później. A teraz zajmijmy się Beni zanim wróci do swojego czekającego męża. - Odette pogłaskała czule policzek mnicha ale była świadoma jak wąskie okienko czasowe mają z tą imperialną mężatką. Fabienne też pokiwała głową na znak zgody.

        - Chodź Beni, oprzyj się wygodnie. - Zaprosiła ją aby się oparła o biurko. Koleżanka po chwili wahania zrobiła to. A wtedy Bretonka podwinęła jej spódnicę ukazaując całkiem kształtne biodra, pośladki i uda. Z czułością przejechała po nich dłonią ale sama została przy twarzy koleżanki jakby chciała jej asekurować.

        Mnich napełnił w międzyczasie zabawkę i zerknął na Benitę.
        - Dziękuję przy okazji, moja pani. Będziesz pierwszą, która doświadczy tej metody. Czy chcesz po prostu być wypełniona, czy mamy czas na minutkę czy dwie doznań?

        - A jaka to różnica? - Benita odwróciła głowę w tył. Do tej pory nie miała żadnych doświadczeń z zasiewaniem więc w ogóle nie miała żadnego porównania.

        - To może ja pomogę. - Odette dosłownie przejęła pałeczkę. Czyli wzięła zabaweczkę od mnicha i całkiem sprawnie zaczęła ją sobie montować do swoich bioder. Widać było, że ma w tym wprawę. - Fabi, może przygotujesz Beni chociaż trochę? - Poprosiła bretońską koleżankę a ta w lot zrozumiała o co chodzi. Ustawiła się za wypiętymi wdziękami koleżanki i zaczęła jej dgadzać. Efekt było widać od razu po cichych ale corasz szybszych westchnieniach wypiętej szlachcianki.

        - Jest naprawdę duży. - Diwa z lubością gładziła przymocowaną zabawkę. Gdy była wysunięta na całą długość to wydawała się końskich rozmiarów. - Ale wierzę, że nasza Beni świetnie sobie z tym poradzi. No a ja nie mogę się doczekać aż później to porządnie przetestujemy. - Zaśmiała się aktorka i w końcu dała znać Bretonce aby się odsunęła. Chwilę majstrowała przy wypiętych wdziękach Benity i ta cicho jęknęła. A Otto z Fabienne mieli okazję obserwować jak zabaweczka Niklasa, powoli wnika w jej wnętrzu. Nowa nosicielka jęknęła głośniej. - Tak wiem, trochę zimne i trochę szczypie na początku. - Uspokoiła ją Odette ale powoli kontynuowała proces zasiewania. Po chwili wysunęła się. Sprzęt był mokry i o połowę krótszy. - No to co? Jeszcze ze dwa, trzy razy co? - Zapytała wesoło mnicha jakby cała zabawa jej się podobała. - Ah, szkoda, że nie możemy teraz pójść na całość! - Zawołała i trzepnęła nagi, wypięty tyłek Benity. Ta pisnęła i zaśmiała się nieco nerwowo.

        - Jeszcze ze dwie dozy powinny wystarczyć. - zapewnił Otto, pomagając uzupełnić narzędzie - Nie będę się wpychał gdzie nie moje miejsce. - odsunął się pozwalając aktorce dokończyć dzieła.

        Może działali pod presją czasu ale zabawa okazała się dla wszystkich całkiem przyjemna. Dziewczęta czuły pewien niedosyt ale rozumiały warunki w jakich działali. Kilkukrotnie mnich jeszcze napełniał osuszone narzędzie a diwa z wprawą zostawiała ładunek jaj wewnątrz łona Benity. Gdy skończyła widać było jak po udach szlachcianki ściekają, kleiste zacieki z gęstego płynu jakim były oblepione jaja. W końcu Fabiene chętnie je zlizała a potem wyprostowała się, pocałowała wypięte pośladki koleżanki i narzuciła spódnicę jak należy.

        - Teraz jesteś gotowa wracać do męża! Pójdę z tobą i przeproszę, że tak długo zeszło. - Zaoferowała się Bretonka.

        - A my spotkamy się jeszcze? - Benita spojrzała prosząco na Odette.

        - Na jutro mam już plany kochanie. Ale pojutrze mam wolne więc z przyjemnością cię ugoszczę. - Obiecała obejmując ją jak siostrę. To brunetkę bardzo podniosło na duchu i już z czystym sumieniem, razem z Fabienne, wyszły z garderoby.

        Mnich westchnął.
        - Poszło lepiej niż się bałem, gorzej niż miałem nadzieję. - spojrzał przepraszająco na aktorkę - Wybacz pani moje omsknięcia… jak mówiłem, nie jestem do końca dobry z urabianiem niezdecydowanych piękności.

        - Oh, myślę, że poszło nam całkiem nieźle. I wkrótce Beni będzie nasza po całości. Nie wiem czy ja bym jej powiedziała tak otwarcie, że chodzi o to aby dać sobie wstrzyknąć czerwie do środka no ale to też jest jakiś sposób. Teraz przynajmniej wie, co dała sobie wstrzyknąć. A za parę dni zobaczymy. Jutro wieczorem mamy spotkanie z waszymi zwierzakami no ale w dzień już chyba wrócimy do miasta. A póki co… Wieczór jeszcze młody! I czeka nas mnóstwo chędożenia! - Mówiła wesoło i bezkompromisowo. A mimo to całkiem trzeźwo zdawała sobie sprawę z planów na dzisiaj i jutro. Na koniec złapała za ramię mnicha tak samo jak gdy go wyprowadzała z kuchni i skierowała się ku drzwiom na korytarz.
        - Obawiałem się, że trzymanie tego w tajemnicy mogłoby zakończyć się oskarżeniem o zdradę i odsunąć ją od ciebie. Wiadomo, to nie jest coś co "cywilizowana Imperialna szlachta" robi od tak, nawet jeżeli ubierałaś to jako trend z Saltburga. Najwyżej by odmówiła i trzeba by było jedynie ją wychędożyć. - mnich odetchnął - Więc cieszy mnie niezmiernie wpływ jaki niesie twoja sława i imię. Przy okazji, skoro widzę, że nowy dar się spodobał. Czy byłabyś skora odwiedzić hospicjum w najbliższym czasie? Autor tego dzieła jest wielbicielem twej urody i sztuki.

        - Grunt, że się udało. - Rzekła aktorka otwierając drzwi garderoby i wychodząc na korytarz. - Oj tak, spodobała mi się ta zabaweczka. Aż się nie mogę doczekać aż ją na górze przetestujemy na całego! Aż nie wiem czy to najpierw Laura mnie czy ja ją. Ale wiem, że na pewno będzie pysznie! - Dało się wyczuć, że już raduje ją przedsmak tej balangi. - A ktoś to zrobił? No to ma zręczne ręce. Zabiegana jestem jak widzisz. Ale może faktycznie podziękuję mu za ten talent. Niezłe cacko wystrugał. - Plany wizyty w hospicjum teraz chyba wydawały jej się dość mętne.
        - Nie naciskam. Grubson spróbuje wyciągnąć go z hospicjum i zwerbować do pracy i w teatrze i przy struganiu zabawek. Więc będziesz miała okazję go jeszcze spotkać. Co do ciebie i Laury… poczekaj z zabawką, nasza droga Larwa ma dla ciebie małą niespodziankę.

        - Oh, ta słodka dziewczyna jeszcze ma dla mnie niespodziankę? Co za urocza dziewczyna! To takie miłe! No to chodźmy już do niej, niech biedactwo nie czeka! - Ta druga informacja wyraźnie przyćmiła tą pierwszą. A już widzieli oświetlony otwór drzwi kuchennych i słyszeli gwar głosów. Jak wrócili okazało się, że wcale tak wiele czasu nie minęło i większość towarzystwa wciąż tu jest, czekając na początek obiecanego przedstawienia na pięterku.
        Mnich się uśmiechnął.
        - W sumie… obawiam się, że będę musiał pożyczyć zabaweczkę. Obiecałem Hubertowi, że zaprezentuje je na jego przedstawieniu.

        - Ah tak? Ale to nic nie szkodzi. Też jestem chętna zobaczyć co on takiego ma do zaprezentowania. Uwielbiam być bawiona na widowni. Ciekawa odmiana. A z tą pamiątką dla Benity i Fabienne mam nadzieję, że rozumiesz. Chciałam ją zmotywować no i miałam tylko jedne majtki na sobie. I jak już mówiłyśmy o tym przyjacielskim pocałunku no to chciałam dalej iść po tej linii. Gdybym wybrała ciebie to by to zgrzytało. No i wiedziałam, że my to będziemy mieli jeszcze pół wieczoru na zabawy a ona to już musi iść. Mam nadzieję, że nie czujesz się zaniedbany? O, jest Laura. - Diwa płynnie wmieszała się w tłum jaki opanował kuchnię i od razu podeszła do stołu z przekąskami i napojami. Nalała sobie wina aby zwilżyć gardło.

        - Och, nie śmiałbym insynuować własnej wartości ponad tą waszego gościa, moja pani. I tak dziękuję za twój dar. W sumie, skoro już jesteśmy wśród swoich. - Otto zdjął przepaskę zakrywającą jego pobliźniony pusty oczodół - Wystarczy chyba dbania o cudzą wygodę. - mich kiwnął głową Laurze.

        - Oh, widzę, że musiałeś przeżyć straszne okropieństwa. - Milady uniosła brwi gdy zobaczyła w pełni twarz jednookiego mnicha. Przez chwilę się w nią wpatrywała zafascynowana ale temat ulubionej ladacznicy przykuł jej uwagę. Spojrzała ku niej i zaprosiła ją gestem do siebie. Laura lekko podeszła do nich. Diwa elegancko cmoknęła ją w policzek i poufale objęła ją talię co wskazywało na zażyłość między nimi.

        - I jak było w garderobie? - Zaciekawiła się Larwa patrząc na nich oboje. Słysząc pytanie szlachcianka roześmiała się z rozbawienia.

        - Oh wybornie moja droga. Mam wrażenie, że nasza słodka Beni częściej będzie u nas gościć. A ty bracie Otto? Jak sądzisz? - Pozwoliła sobie na nonszalancki ton jakie dość niewiele wyjaśniał z tego co się niedawno działo na zapleczu teatru.

        - Obiecaliśmy jej coś czego jej brakuje w życiu. Wróci i jeżeli będzie mieli szczęście sprowadzi kolejne, te rzeczy potrafią z czasem zdarzać się same. - mnich westchnął - Ech… co do oka… sam nie pamiętam sytuacji jego straty, mój umysł był pochłonięty szaleństwem kiedy to się stało. - jednooki wzruszył ramionami - Staram się je wykorzystać na swoją korzyść. Odrzuca tych, których pewnie i tak nie chciałbym spotkać, oraz budzi litość w tych, których chciałbym.

        - Oh ty nieboraku. - Diwa pogłaskała jego pokaleczony policzek pieszczotliwym gestem i w końcu pocałowała go krótko. Widząc to Laura powtórzyła jej gest.

        - To jak rozumiem idziemy do pokoju we trójkę? - Ladacznica była zaciekawiona czy mają wspólne plany na nadchodzący wieczór.

        - Tak, o ile będziecie łaskawi dotrzymać mi towarzystwa to będę zaszczycona. - Miodowłosa milady wzięła każde z nich pod jedno ramię aby podkreślić przywiązanie całej trójki. Słysząc to Larwa zaśmiała się wesoło.

        - No mnie taki układ jak najbardziej pasuje! - Obwieściła im obojgu patrząc na nich z iskrą w oczach.

        - Tylko jeszcze muszę zamienić ze dwa słowa z Fabi jak wróci. No i chciałabym zobaczyć to przedstawienie Huberta. Skoro jest z niewolnicą w roli głównej to może być ciekawe. - Aktorka zaznaczyła, że ma jeszcze pewne sprawy do załatwienia na miejscu nim będą mogli oddać się we trójkę wspólnym swawolom.

        - Nie ośmieliłbym się odmówić tak cudownym damom. - odparł mnich i zerknął na Laurę - Odrobinkę cierpliwości moja droga.

        - Odette, czy mogę cię prosić na chwilę? - Kamila van Zee odezwała sie przymilnie do swojego honorowego gościa dzisiaj. Diwa posłała swoim towarzyszom przepraszający uśmiech i poszła do ciemnoskórej córki kapitana portu aby z nią porozmawiać. Laura szybko to wykorzystała, że chociaż są pośrodku zatłoczonej kuchni to jednak chwilowo zostali sami.

        - No to będziemy we trójkę z naszą milady! - Ucieszyła się, że śpiewaczka zgodziła się na wspólne karesy. - Ale rozmawiałeś z nią? Jak myślisz, jak będzie? No wiesz, z pieszczoszkiem i w ogóle. - Niecierpliwiła się jak ta zacna dama może się zachować na niespodziankę jaką jej szykują i ogólnie na wspólne zabawy we trójkę.

        - Nie rozmawiałem o tobie, ale skarżyła się mi, że jej pieszczoszki nie rosną tak szybko jakby chciała, więc mam ją ponownie zasiać. - uśmiechnął się do ladacznicy - Bądź dobrej myśli, jestem pewny, że będzie zadowolona.

        - O! Poprosiła o ponowne zasianie? To fantastycznie! - Ciemnowłosa, szczupła dziewczyna była przyjemnie zaskoczona zachowaniem diwy jakie jej opisał mich. I to ją mocno uspokoiło co do planowanego na ten wieczór spotkania z nią.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • SeachS Niedostępny
          SeachS Niedostępny
          Seach
          napisał ostatnio edytowany przez
          #283

          Przedstawienie w kuchni

          W pewnym momencie Grubson wyszedł na środek kuchni ale to jeszcze nie uciyszyło wszystkich rozmów więc zawołał. - Przyjaciele! - Teraz szybko większść głów spojrzało w jego stronę i zrobiło się wyraźnie ciszej. - Chcę was zaprosić na małe przedstawienie! Ale ostrzegam, że jest dla ludzi o mocnych nerwach! O namiętności, o dopasowaniu się między dominowaniu kogoś a byciu dominowanym przez kogoś! O zależności między władcą a niewolnikiem! Jak oboje siebie pragną i potrzebują! To wszystko przedstawimy wam razem z moją drogą Oksaną oraz naszą niewolnicą! - Zapowiedział sztukę niczym prawdziwy wodzirej i widać było, że ma do tego dryg. Przez towarzystwo przeszedł radosny szmer gdy oczekiwanie na początek namiętności tego wieczora wreszcie dobiegało końca. Lady Soria usiadła na zwykłym, kuchennym krześle między wejściem a piecem. A i tak wyglądała jak hrabina na tronie. Elfki, Layla i część szlachcianek usiadła na krzesłach i ławach niedaleko niej. Ze szlachcianek tylko lady Fabienne została przy kolegach i łotrzycach. Bez względu na pochodzenie społeczne na twarzach było widać zaciekawienie i ekscytację.

          - Tylko mała uwaga przyjaciele. - Hubert przesunął się po tych otaczających go twarzach ostrzegawczym spojrzeniem. - Niewolnica będzie miała opaskę na oczach. Może się zdarzyć, że ktoś z was ją rozpozna. Więc ona może też rozpoznać was. Po to ta opaska. Ale oczywiście jeśli wam to nie przeszkadza, zwłaszcza lady Sorii, to naturalnie możemy jej w każdej chwili zdjąć tą opaskę. - Ostrzegł czego powinni się spodziewać po tej technicznej stronie przedstawienia. - Z tego samego powodu przestrzegam przed głośnymi rozmowami. Bo być może niewolnica mogłaby kogoś z was rozpoznać po głosie. - Przestrzegł przed kolejnym zachowaniem i poczekał czy ktoś ma jakieś uwagi w tym temacie.

          Mnich uniósł dłoń, aby zwrócić uwagę Grubsona - To kiedy chcesz żebym się włączył do przedstawienia?

          - Pod koniec. Najpierw damy przedstawienie z jej tresury a na koniec będzie można użyć na niej tej twojej zabaweczki. Miałem zamiar użyć strzykw no ale ta twoja chyba będzie bardziej widowiskowa. Tylko trzeba z tym uważać bo wiesz, nie wszyscy tutaj są od nas no i nie są wtajemniczeni w tą hodowlę. - Słysząc pytanie właściciel sklepu odzieżowego podszedł do mnicha oraz jego grupki i po cichu udzielił mu dodatkowych wyjaśnień jak to sobie wyobraża.

          Egon rozsiadł się na krześle kuchennym, zaś jego potężne dłonie znalazły odpowiednio popitek, jako że spodziewał się, że takie właśnie przedstawienie można było odpowiednio docenić z mocnym trunkiem w ręku. Egon nie mówił wiele, skinął tylko głową z uśmiechem, oczekując, cóż to im zamierza zaprezentować Grubson i jego niewolnica.

          Inni podobnie jak Egon, zajmowali sobie wygodne miejsca starając się aby środek kuchni pozstal wolny. Tu bowiem miało się odbyć przedstawienie. Łasica nieco przesunęła się tak, że zgarnęła pod swoje skrzydła i Śnieżynkę i Daktylka. Czyli Astrid i Laylę. We trzy wyglądały jak każda z innej parafii. Bladolica Norsmenka o blond włosach, czarnowłosa imperialna łotrzyca w skórzanych spodniach i egzotyczna piękność z dalekiego południa o oliwkowej skórze. Lars odsunął się z Bjornem w kąt prawdopodobnie aby ten się opanował i nie zaczął na głos gadać po norsmeńsku. Fabienne została między Otto a Onyx. I tak pozostali też sobie znaleźli miejsca. Widząc, że towarzystwo się usadziło Grubson uniósł dłonie do góry. Kuchnia się uciszyła. A on wtedy klasnął głośno dwa razy. Przez chwilę nic się nie działo. Ale szepty głosów i ruchy głów zwróciły uwagę na wejście. Tam pokazała się Oksana. Przebrała się w czarny gorset, czarne wysokie buty i czarne pończochy. Wyglądała jak ucieleśnienie dominującej w łóżku kobiety. W dłoni trzymała jakieś pudło a w drugiej smycz. Na tej smyczy prowadziła ową niewolnicę. I wolno im to szło bo uległa kochanka szła na czworakach, przy nodze swojej mistrzyni a do tego, tak jak Grubson ostrzegał, miała opaskę na oczach. To już wywołało podniecone spojrzenia, szmery i nawet parę osób zaklaskało. Onyx podała pudło swojemu partnerowi a sama zrobiła powolne kółko wokół widowni tak aby ich niewolnica mogła przeczworaczyć z bliska obok każdego. Wyglądała na młodą i szczupłą ale przez opaskę i włosy niezbyt widać było jej twarz. Miała na sobie białą koszulę nocną co nadawało jej niewinnego wyglądu. Wyglądała jakby jakaś dziewica dopiero co została wyrwana z łóżka.

          - No dobrze, pokaż się państwu. - Polecił Hubert i jego partnerka skierowała kobietę na środek kuchni. Pociągnęła ją za smycz, zmuszając aby powstała. Odsunęła się aby jej nie zasłaniać a kupiec podszedł do niewolnicy i sprawnym ruchem zdjął z niej giezło. Teraz stała przed widownią całkiem naga. A Onyx powoli okręcała ją dookoła osi aby każdy mógł ją obejrzeć z dowolnej strony. Na razie, niewolnica znosiła ten pokaz dość spokojnie chociaż widać było, że ma przyspieszony oddech.

          text alternatywny

          ~ Ja ją znam! Nie wiem jak się nazywa. Ale ona pracuje w ratuszu. Chyba w archiwum czy jakoś tak. ~ Fabienne syknęła cicho ale była widocznie zdumiona gdy rozpoznała kobietę. Widocznie całkiem się jej tu nie spodziewała, zwłaszcza w takiej roli. A było na co popatrzeć. Niewolnica miała dość długie włosy w kolorze myszaty blond. Całkiem przyjemny dla ka biust, płaski brzuch i zgrabne nogi. Gdy jej mistrzyni okręciła ją tyłem to tam też wyglądał on całkiem apetycznie.

          Egon zaśmiał się krótko i gestem nakazał “aktorom”, aby ciągnęli przedstawienie dalej. Choć wojownik pojęcia nie mógł mieć, co stanie się zaraz, uśmiech za włochatą brodą zdradzał, że bardzo podobał mu się wstęp.

          – Niechaj wybatoży kurewkę odpowiednio, wtedy nabierze ochoty – szepnął do Larsa z krzywym uśmiechem.

          Mnich pokiwał głową i zerknął jak zareagują na to elfie panny. Ich obecność była trochę ryzykowna… tylko co też można by zrobić jeżeli pokaz je zgorszy?

          - No mam nadzieję. Po co by ją rozbierali i na smyczy prowadzali? Chyba dopiero zaczynają. Może się to rozkręci. - Norsmen przytaknął mu wesoło i wyglądał, że początek tego pokazu, przypadł mu do gustu. - Dobra, ja muszę przypilnować Bjorna. Bo gołą babę zbaczył to już by do chędożenia leciał. - Wskazał na swojego bardziej dzikiego i kudłatego sąsiada. I przesiadł się z nim bardziej do tyłu, w kąt pomieszczenia gdzie mniej obaj rzucali się w oczy reszcie a i zapewne gdyby dzikus zaczął się awanturować to łatwiej tam było go uciszczyć czy przetłumaczyć coś po norsmeńsku. A na razie Grubson ze swoimi dwiema podopiecznymi skutecznie przykuwali uwagę do siebie.

          - Niewolnico. Tu jest milady do której żywię wielki szacunek. - Hubert zwrócił się do biuściastej niewolnicy kierując ją wprost na siedzącą Sorię. Chociaż naga, myszata blondynka oczywiście nie mogła jej zobaczyć z powodu przepaski na oczach. Lekko jednak kiwnęła głową na znak, że słucha i rozumie. - Jeśli dziś zrobisz na niej dobre wrażenie, być może przyjmie cię na służbę. I będziesz miała zaszczyt służyć u niej i pod nią. Jeśli cię zechce. - Przedstawił te warunki a wężowa milady łagodnie skinęła głową na potwierdzenie słów kupca. Wyglądało jakby to ustalili ze sobą przed występem.

          - To prawda. Mogę przyjąć cię na służbę jeśli wzbudzisz moje zainteresowanie. Pierwsze wrażenie zrobiłaś dobre. Ale zgraba figura i uroda to nie wszystko. Liczy się też namiętność i oddanie. Hubert zachwalał mi twoje umiejętności i mam nadzieję, że nie przesadzał. Masz okazję sama pokazać co potrafisz. - Lady Soria niejako dołączyła do tego przedstawienia swoim aksamitnym, kuszącym głosem. Reszta widowni chciaż milczała, obserwowała z niecierpliwością ten ciekawy początek. Obie elfki i lady Odette co siedziały najbliżej syreny i na ten moment widziały nagą niewolnicę od frontu, a nie jak Egon, Otto i ich sąsiedzi, od tyłu, wydawały się zainteresowane tym początkiem. Nie wyglądały jakby nagle któraś z nich miała nagle z oburzeniem wyjść z kuchni aby dać wyraz pogardy dla tak nieprzyzwoitego zachowania.

          - Dobrze milady. Zrobię co w mojej mocy aby milady zadowolić. - Odparła niewolnica, odzywając się po raz pierwszy odkąd Oksana wprowadziła ją przy swojej nodze do kuchni. A potem zaczęło się właściwe przedstawienie.

          Dominująca para nie miała litości dla swojej niewolnicy. Dali pokaz jaki mógłby być wyuzdanym przedstawieniem jak ci wszyscy bogaci szlachcice, kupcy, urzędnicy i inni ważniacy, podle traktują swoje pokojówki, asystentki, praczki i służące. Oboje wykrzykiwali do naguski kolejne rozkazy i kazali jej chodzić na czworakach albo stać z rękami na głowie gdy wymierzali jej kolejne razy pejczem czy szpicrutą. Myszata dziewczyna piszczała i krzyczała z bólu, z kilka razy chyba się nawet popłakała. A na jej wypięte, zgrabne pośladki czerwieniały od pręg i uderzeń. Plecy podobnie były ofiarą kolejnej porcji chłosy. Raz Grubson kazał jej odliczać kolejne uderzenia na głos i niczym jej nie związał. Więc niewolnica musiała siłą woli zmuszać się aby pozostać na miejscu. Innym razem Oksana kazała jej wejść okrakiem na krzesło i wypiąć się aby mogła wymierzyć jej sprawiedliwość. Wydawało się, że tak drobna i szczupła dziewczyna dawno powinna się załamać od tego całego upokorzenia i bólu jakie znosiła. Ale jak ktoś bywał na zabawach w lochu Pirory to już był świadkiem podobnych scen z udziałem tych koleżanek które lubiły być uległe. Wtedy ta cała kaźń niewolnicy tu w kuchni, nie wydawała się aż tak straszna. Można było jednak docenić profesjonalizm obu stron.

          Widownię początkowo była w miarę cicho, pomna na ostrzeżenia Grubsona z początku spotkania. Jednak dość szybko emocje zaczęły brać górę. Ta uczta dla hedonistycznych zmysłów była jak przystawka przed głównym daniem jakie zamierzali skonsumować w pokojach na piętrze. Więc pojawiało się coraz więcej szeptów, śmiechów, zawołań. Najpierw do swoich sąsiadów, potem też do dwójki mistrzów jak i do niewolnicy. Z czasem widzowie rozkręcili się na całego gdy zmysły zaczęły buzować w ich żyłach. W oczach błyszczało podniecenie a na ustach błąkały się lubieżne uśmiechy. Dłonie coraz mniej się krępowały aby pogładzić się gdzieś u siebie czy u kogoś obok. No i rozmowy robiły się coraz śmielsze.

          - Nieźle ją wytresowali. - Mruknęła z uznaniem Onyx która w zamtuzie zajmowała się właśnie takimi zabawami zawodowo.

          - Mnie się ona podoba. Ale jeszcze bardziej podobają mi się te elfki. Elfki to jeszcze nie próbowałam. - Lilly westchnęła w uniesieniu. I widać było, że przedstawienie jej się podoba ale dwie śliczne elfki jeszcze bardziej.

          - Nawet o tym nie myśl! One nie są głupie, to elfki. Jak tylko zadrzesz suknię widać, żeś odmieniec. Z kimś innym się zabaw ale nie z elfkami. - Łasica syknęła do niej ostro i widocznie mimo podniecenia, zachowała trzeźwość umysłu. Mutantka wetchnęła smutno jakby miała się obejść smakiem ale posłusznie pokiwała głową.

          - A teraz! Kółeczko dla naszych drogich przyjaciół! Chwila dla publiczności! - Hubert podczas tych zabaw zdążył nieźle się zasapać. Ale mimo to werwy wciąż mu nie brakowało. Podprowadził niewolnicę do stóp Sorii. Ta spojrzała na ich trójkę z aprobatą.

          - Jak mam cię wziąć na służbę dziewczyno to chciałabym coś o tobie wiedzieć. Powiedz mi, jak się nazywasz? Czym się zajmujesz? - Syrena siedzała na tym kuchennym krześle a wyglądała dumnie i elegancko jak hrabina na tronie. Naga, niewolnica na smyczy jaka klęczała przed nią przeciwnie. Jak ucieleśnienie zniewolenia i pokory. Tylko w atrakcyjnym, kobiecym wydaniu.

          - Jestem Adrienne milady. Pracuję w ratuszu. - Naguska odezwała się po chwili zwłoki. Też była już mocno rozgrzana od tych miłosnych uniesień.

          - Adrienne? Piękne imię. Nietypowe jak na ten rejon świata. A masz kogoś? - Milady rozmawiała z nią jakby były same w jej prywatnym salonie. I reszty widowni w ogóle tu nie było. A przecież była i z fascynacja śledziła tą rozmowę.

          - Mój ojciec dużo czytał. Był zafascynowany starożytnością. Stąd mam to imię. - Naga kobieta nawet się nieco uśmiechnęła ciesząc się, że milady doceniła wyjątkowość jej imienia. Nagłe szarpnięcie smyczy jednak przypomniało jej o Grubsonie.

          - Milady pytała cię o coś jeszcze. - Odparł twardym, głuchym głosem. Klęcząca dziewczyna skinęła głowa ale jakby się zawahała.

          - Mam narzeczonego. - Przyznała się po tej zwłoce. - Ale on nic dla mnie nie znaczy! - Gorliwie uniosła się na kolanach jakby koniecznie chciała przekonać o tym milady. - To rodzice nas zaaranżowali! On jest majętny, ma magazyn rybny. Ale jest dużo starszy ode mnie i nic mnie z nim nie łączy! Mieliśmy się pobrać ale przyszła ta żałoba. Pewnie pobierzemy się po niej. Dla mnie liczy się tylko moi mistrzowie. - Wyznała pracownica ratusza. I na koniec nieco nieporadnie wskazała za siebie gdzie stali Grubson i Oksana.

          - Czyli wkrótce będziesz panną młodą? - Sorię wyraźnie zainteresował ten wątek. A dziewczyna pokiwała głową. Wtedy milady uśmiechnęła się z zadwowolenia. - Cudownie. Mam wielką słabość do panien młodych. A powiedz, podobają ci się takie zabawy jak teraz? Miałabyś ochotę w takich uczestniczyć? - Zapytała niewolnicę.

          - Tak milady. Byłabym zaszczycona. - Adrienne pokiwała gorliwie głowa. A widownia przywitała to śmiechami, brawami i okrzykami zachęty.

          - Bardzo dobrze Adrienne. W takim razie jestem gotowa przyjąć cię na służbę. Złóż mi hołd. - Soria też wydawała się zadowolona. I podobnie jak wczoraj z Laylą w salonie Pirory, dziś też uniosła fragment swojej sukni aby odsłonić swoją stopę. Hubert nakierował na nią twarz niewolnicy i ta złożyła na niej wiernopoddańczy pocałunek.

          - Cieszmy się! Bo Adrienne od tej pory przystaje do nas! - Zawołała syrena co znów wywołało falę aplauzu. Dała znak Hubertowi i ten skinął jej głową. Pociągnął niewolnicę w bok, do najbliższej sąsiadki syreniej milady. A była nią złotowłosa elfka.

          - Czy milady by miała ochotę? - Zapytał uprzejmie wskazując wzrokiem na nagą niewolnicę. W kuchni zrobiło się ciszej. Wszyscy kultyści wiedzieli, że elfki nie należą do spisku więc nie było pewne jak się zachowają. Fanriel zastanawiała się chwilę. Ale w końcu uśmiechnęła się, uniosła swój czubek sukni i wysunęła stopę do przodu.

          - A czemu nie. Służba jest od tego aby służyć. - Można było odnieść wrażenie, że przez salę przeszedł cichy oddech ulgi, że chociaż na tym etapie, elfia szlachcianka, dołączyła do ich wspólnej zabawy. Adrienne przez chwilę całowała jej stopy po czym Hubert przeciągnął niewolnicę do stóp leśnej elfki. Ta też się chwilę zastanawiała ale w końcu postąpiła podobnie jak jej wyspiarska koleżanka. Obie wydawały się dobrze bawić podczas tego “kółeczka dla publiczności”. Następna była teatralna diwa i ta pokazała swoją artystyczną duszę.

          - A potrafisz coś więcej niż tylko zajmować się stopami? - Zagaiła wesoło i zadarła swoją suknię aż po kolana. Pokazały się jej zgrabne łydki co także sąsiedzi przywitali z oklaskami i okrzykami zachęty. Naguska starała się sprostać wyzwaniu. Widać było jak jej głowa zaczyna powoli przesuwać się od stóp szlachcianki aż do jej kolan. A ta wtedy podwinęła suknię jeszcze wyżej - Kontynuuj proszę. Dobrze ci idzie. - Pochwaliła ją i widać było, że jest już nieźle rozkręcona. Głowa Adrienne w końcu znalazła się przy samym zwieńczeniu rozchylonych ud diwy ale z drugiego końca kuchni nie było widać tych najciekawszych detali. Dopiero jak milady zaśmiała się, złapała za głowę niewolnicy i mocno ją pocałowała widać było, że jej usługi przypadły jej do gustu.

          Hubert podchodził do każdego z widowni i proponował aby ich niewolnica mogła spełnić jakieś życzenie. Zwykle prosili aby ich gdzieś pocałowała albo chętnie badali jej pełne piersi. Dopiero jak doszli do Łasicy to łotrzyca wyłamała się z tego wzorca. Bez wahania schyliła się i drapieżnie ścisnęła w każdej dłoni pierś niewolnicy. Aż ta krzyknęła z bólu.

          - O zobacz ruda małpo! Wreszcie ktoś ma lepsze cycki od ciebie! - Zawołała patrząc szyderczo na swoja odwieczną partnerkę i rywalkę jednocześnie. Burgund prychnęła jakby nie robiło to na niej wrażenia. W kulcie wiadomo było od dawna, że fioletowowłosa jest nieco zazdrosna o bujniejszy biust swojej przyjaciółki.

          - Tak, od twoich też ma lepsze. - Burgund odgryzła jej się ale to nie popsuło humoru koleżance. Z lubością zanurzyła palce w trzewiach niewolnicy i posmakowała ich w usta. - Wyborna! Oj tak, czuję mała, że będziemy musiały się zaprzyjaźnić! - Zawołała do Adrienne gdy jeszcze nachyliła się nad jej ramieniem aby sprawdzić jędrność jej pośladków które na koniec mocno trzepnęła. To wszystko reszta widowni też powitała śmiechami uznania i rozbawienia. A mistrz przeciągnął swoją niewolnicę dalej. Tak dotarł do siedzącej niedaleko Otto i Egona Bretonki. Ta nachyliła się ku twarzy zasłoniętej przepaską i pogłaskała ją czule po policzku.

          - Nawet nie wiesz jak ci zazdroszczę. Chciałabym być na twoim miejscu. No ale u nas starczy miejsca dla wszystkich. Cieszę się, że do nas dołączyłaś. - Powiedziała do niej po przyjacielsku i pocałowała ją delikatnie w usta. Puściła psotne oczko do Grubsona a ten jej szelmowski uśmiech. Jednak przeciągnął ją niewolnicę do obu Norsmenów.

          - A można ją poujeżdżać? - Lars zapytał z zaciekawieniem. Grubson odwrócił się ku wyjściu gdzie siedziała większość szlachcianek i elfki. Po czym nieco zbliżył się i odpowiedział cicho.

          - Może nie teraz. Później w pokojach będzie na to okazja. No ale na razie to sam widzisz, że nie jesteśmy wyłącznie w rodzinnym gronie. - Miał przepraszający i ugodowy ton jakby prosił korsarza o zrozumienie dla tych ograniczeń. Ten spojrzał na obie elfki i pokiwał głowa.

          - Dobra, to może później, w pokojach się zabawimy. - Dał znak, że na razie od Adrienne nic nie chce i odkłada zabawę z nią na później. Grubas się do niego wdzięcznie uśmiechnął i przeszedł ze swoją niewolnicą do Egona i Otto.

          - A wy koledzy? Czy nasza niewolnica może coś dla was zrobić? - Popatrzył na nich z życzliwym uśmiechem. A naga kobieta siedziała na smyczy u jego stóp gotowa przyjąć ich polecenia.

          Mnich popatrzył chwilę na dziewoję i uśmiechnął się łobuzersko. Zgrabnym ruchem zdjął habit, pod spodem mając jedynie koszulę i spodnie, które zsunął sobie do kolan dając wszystkim drobny pokaz i przysuwając swoje berło do ust niewolnicy.
          - Zobaczmy jakie są twoje talenty w wielbieniu mężczyzn.

          Egon z niekłamanym rozbawieniem obserwował widowisko. Zdziwiło go nieco, że parka elfek zdawała się także lubić przedstawienie, jako że spodziewał się, że te dwie będą grać według swej roli, czyli wyniosłych panien z dobrych domów. Zapewne elfy - dumał Egon - zaiste odczuwały emocje w jakiś inny, bardziej intensywny sposób, przeto były bardziej podatne na ekscesy tego, o którym usłyszał, że nosi tytuł Księcia.

          Strzykwa z jajami Oster co prawda piekła go w jego płaszczu, jednak nie zamierzał dobywać jej w obecności elfek.

          Co prawda zamierzał uznać życzenie mnicha, jako że ten uprzedził go w swych życzeniach, jednak, pijąc wino z kielicha, rzekł w te słowa:

          – Przednie to przedstawienie, mistrzu Hubercie. Iście, dzisiaj żeśmy poznali Adrienne lepiej, niż kiedykolwiek poznać by mógł jej mąż. Piękne są te pręgi na jej słodziutkiej dupeczce, kraśnieją i czerwienieją, niby dobre wino. Ale rzeknij no, mistrzu, coś sądzę, że nie pokazałeś nam wszystkiego. Podobałoby mi się pchnąć Adrienne bliżej granicy. Wolałbym zobaczyć, jak umie walczyć, ale jeśli jeno by umiała przyjąć na siebie więcej bólu… Wrzeszczała ładnie wcześniej. Masz jakie zabawki, co by urozmaicić grę, Hubercie? Ja bym se zobaczył, jak cierpieć umie.

          Skoro tak się ułożyło, że we dwóch zostali na końcówkę tego “kółeczka dla publiczności” a niewolnica posłusznie zajmowała się przyrodzeniem mnicha to Hubert miał okazję aby chociaż na chwilę podejść i porozmawiać z gladiatorem.

          - Oczywiście, że tak Egonie. Widziałeś tamto pudło? - Grubas wskazał na podłużny futerał jaki na początku przedstawienia Oksana mu podała. A później brali stamtąd narzędzia chłosty jakich używali na nagiej niewolnicy. - Tam mamy tego więcej. A to nie wszystko. Na zapleczu mam przygotowane tego więcej. No ale nie chciałem psuć widowiska tą graciarnią. - Rozłożył ręcę jakby wtajemniczał kolegę w arkana swojej sztuki. - No i tak jak ci mówiłem. Nie chciałem popadać w skrajności skoro nie jesteśmy tu we własnym gronie. - Znów lekko skinął swoją byczą głową w stronę drugiego końca kuchni gdzie siedziała lady Soria, elfki oraz większość szlachcianek. - Ale jakby cię to interesowało to możesz się z Adrienne tak zabawić na pokojach. Sama chyba widzisz, że jest nieźle wytresowana. Wiem, że wygląda delikatnie ale ona może znieść o wiele więcej. Zobacz na Fabienne, też taka chuda i delikatna a ile potrafi wytrzymać w takiej sztuce. - Grubas z uśmiechem wskazał wzrokiem na bretońską szlachciankę jaka siedziała ledwo parę kroków dalej. Nawet w eleganckiej, krwistoczerwonej sukni wydawała się krucha, blada i delikatna. Ale teraz z satysfakcją i fascynacją w oczach obserwowała poczynania niewolnicy jaka właśnie widowiskowo dogadzała jednookiemu mnichowi. A była w kulcie znana ze swoich uległych upodobań. - No ale nie przejmuj się przyjacielu. Pamiętam o naszej obietnicy. - Grubas poklepał gladiatora po ramieniu w przyjacielskim geście. - Jeśli masz na nią ochotę to masz do niej pierwszeństwo. Możesz ją zabrać na górę i się z nią zabawić. Jeśli byś potrzebował jakiś zabawek to zajdź do mnie po występie. Mogę ci coś pożyczyć jeśli chcesz. No ale na razie musimy dokończyć przedstawienie. - Kupiec wydawał się być całkiem koleżeński i życzliwie nastawiony do brodacza. Sam też z ciekawością obserwował poczynania Otto i swojej niewolnicy. - Mimo wszystko to jej pierwszy występ publiczny. Miała straszną tremę. Cieszę się, że ci się podobało nasze małe przedstawienie. Jeśli milady weźmie ją na służbę to pewnie częściej będziemy się spotykać w takim gronie i na takich zabawach. I he he, masz rację. Jej przyszły mąż tak naprawdę nic o niej nie wie. He he, jej rodzice też. - Zaśmiał się chrapliwie jakby to go strasznie bawiło. Po czym cicho westchnął. - No ale na zewnątrz niestety musimy trzymać pozory. - Przyznał z żalem.

          A tymczasem na tą końcówkę przedstawienia to uwagę wokół siebie skupili Otto i Adrienne. Widownia westchnęła z przyjemnego zaskoczenia gdy mnich tak śmiało się obnażył. Ociemniała opaską pracownica ratusza początkowo poruszała dłońmi nieco nieporadnie. Ale gdy podstawił jej swoje przyrodzenie pod twarz to szybko odzyskała rezon. I sądząc po gardłowych odgłosach i energicznych ruchach jej myszatej głowy to mężczyznom też umiała dogadzać tak samo sprawnie jak kobietom. Blizsi i dalsi sądziedzi pochylali się aby lepiej widzieć. Egon, Łasica czy Fabienne teraz byli w lepszej sytuacji bo mogli obserwować to z bliska. Zaś Otto mógł się sam przekonać, że usta niewolnicy są sprawne i gościnne aż po same gardło. I jak wzbiera w nim fala przyjemności.

          – Chętnie – Egon odrzekł do Huberta. – Chętnie bym się zabawił i z nią i z Fabienne, a jakże. Widzisz, mistrzu Hubercie, zawsze chciałem się przekonać, ile taka dziewczyna jak Adrienne znieść mogą. Z chęcią bym to zobaczył… Ha ha ha! – Egon roześmiał się tubalnym głosem, niemalże już zacierając ręce. Jeśli gladiator tylko mógł połączyć przyjemne z pożytecznym i zasiać je wszystkie podczas onych harców, tym lepiej dla niego.

          Otto przytrzymał głowę niewolnicy kiedy poczuł pierwszy upust ciśnienia swych lędźwi.
          Pozwolił jej spić cały swój nektar nim się odsunął.
          - Grzeczna dziewczynka… - mnich zerknął na Huberta - Naprawdę dobrze ją wytresowałeś

          - Ah, Fabienne! - Hubert uśmiechnął się ze zrozumieniem i spojrzał na bladolicą, bretońską szlachciankę jaka siedziała ledwo kilka kroków dalej. Zapatrzona w widowisko jakie dawali Otto i Adrienne, niechcący prezentowała im swój szczupły, boczny profil. Jasna, delikatna skóra kontrastowała zarówno z czernią jej finezyjnie ufryzowanych włosach jak i karminem sukni jaka ją okrywała. Gruby kupiec też jakby chwilę sycił oczy tym pięknym widokiem swojej kochanki. - Masz dobry gust Egonie. Fabienne to już oszlifowany brylant jeśli ktoś lubi w łóżku uległe kobiety. - Pokiwał głową na znak aprobaty dla wyboru gladiatora. - Szepnę jej słówko, że ją doceniasz ale nie wiem jakie ma plany na dzisiaj a wieczór do zabawy mamy dość krótki. Za to Adrienne mogę ci obiecać do zabawy zaraz po występie. A ty jakbyś chciał jakieś instrumenty do tej zabawy to zajdź do mnie po występie. - Grubas poklepał Huberta po ramieniu i zachowywał się po koleżeńsku, chociaż do tej pory spotykali się dość rzadko. Można powiedzieć, że znali się z widzenia z tych kilku zborów Starszego na jakich byli obaj. Grubson nie bywał na wszystkich ale Starszy na niektóre go zapraszał aby zacieśnić przyjaźń pomiędzy obiema grupami. A oddolnie zwłaszcza Fabienne, coraz częściej bawiła się u Pirory z jej gośćmi. A często byli to właśnie członkowie zboru Starszego.

          Teraz brodacz widział jak Hubert rzeczywiście podszedł do czarnowłosej szlachcianki, nachylił się do niej i coś jej szepnął. Ona najpierw podniosła głowę ku niemu i słuchała a później z zaciekawieniem spojrzała na gladiatora. Zdążyła mu rzucić bezgłośne “później” gdy para autorów właśnie doszła do finału swojego przedstawienia.

          Widownia nagrodziła występ brawami i okrzykami aplauzu. Ci co stali najbliżej pary improwizowanych aktorów czyli Łasica, Fabienne i Grubson, także klaskali i uśmiechali się przyjaźnie. Zaś Otto dopieco co czuł przyjemne, wilgotne ciepło na swoim przyrodzeniu jakie oferowały mu usta i gardło niewolnicy. Zaś teraz z góry widział lepkie zacieki wokół nich. Gruby kupiec skromnie skłonił się mu za tą pochwałę.

          - Ah dziękuję kolego. Cieszę się, że nasza niewolnica dostarczyła ci tą odrobinę przyjemności na jaką zasługujesz. - Grubson miał w sobie coś z artysty i wodzireja. To przedstawienie prowadził z naturalnym wdziękiem i lekkościa jakby robił to całe życie. A przecież dla świata zewnętrznego był szanowanym, ciężko pracującym, zaradnym kupcem materiałami i ubraniami, co miał też swój sklep i zakład krawiecki. A ostatnio współpracował z teatrem w jakim się właśnie znajdowali jako główny dostawca materiałów, kostiumów i dekoracji. Teraz wyjął chusteczkę i podał nagiej niewolnicy aby mogła sobie wytrzeć twarz po przyjemnościach przeżytych z jednookim mnichem. A przy okazji szepnął do mnicha - Jak podejdę z nią do milady to dam ci znać. Wtedy podejdziesz i zabaw się z Adrienne jak zechcesz ale zasiej ją tylko raz. Nie przelewaj jaj do tej swojej zabawczki przy wszystkich. Później na pokojach się w nią wpompuje resztę. - Wskazał wzrokiem na klęczącą przy nich niewolnica jaka oczyszczała sobie twarz chusteczką swego mistrza. Gdy to zrobiła znów wziął ją na smycz i przy nodze zaprowadził ją z powrotem do syreniej milady, kończąc tym niejako “kółeczka dla publiczności”. Znów zrobiło się ciszej i wszyscy czekali co teraz się stanie. Milady zaś popatrzyła na ich trójkę z uprzejmym zainteresowaniem.

          - Brawo! Wspaniały pokaz moi drodzy! Jestem zachwycona. To była przyjemność was oglądać. - Pochwaliła całą trójkę głównych aktorów tego kuchennego przedstawienia. I widać było, że zrobiło im się bardzo przyjemnie. - Została nam chyba jeszcze tylko ostatnia próba. - Syrena uniosła brwi i popatrzyła wyczekująco na grubego kupca.

          - Ah tak, oczywiście milady. - Hubert skinął przed nią głową i odwrócił się w stronę przeciwległego krańca kuchni. - Otto, czy mogę cię tu prosić do pomocy? - Zapytał uprzejmie i wskazał na będącą na czworakach, nagą niewolnicę ozdobioną pręgami i zaczerwieniami po właśnie zakończonym przedstawieniu.

          - Ależ oczywiście. - mnich sięgnął po zabaweczkę od Niklasa, prezentując ją wszystkim podchodząc do niewolnicy.
          - Nasza słodka dziewoja zasłużyła na małą nagrodę. - mnich bez ostrzeżenia włożył zabawkę w gotowy otwór dziewczyny i rozpoczął nim powoli ruszać - Jak uważasz, Lady Sorio? Ta mała niewolnica zasłużyła na przyjemność przed wypełnieniem?

          Widownia jaka obsadzała zwyczajne krzesla, taborety i ławy w tej kuchni, a niektórzy nawet stali, zgodnie starała się zobaczyć co takiego pokazuje im jednooki mnich. Po chwili pokazały się uśmiechy i komentarze zadowolenia, zwłaszcza kobiet które miały doświadczenie z używaniem podobnych sprzętów. Byli więc ciekawi co Otto z tym zrobi. Adrienne cicho jęknęła gdy w nią wsadził ten kawałek wystruganego drewna. Poza tym jednak bez oporów przyjęła tą nową zabawę. Wciąż była na czworakach, trzymana na smyczy swojego mistrza a jej nagość znaczyły zaczerwienienia po intensywnym użytkowaniu podczas przedstawienia. Było widać, że Hubert przede wszystkim wężową milady traktuje jako głównego widza więc cała obecna scena rozgrywała się tuż przed nią. Córka Soren wydawała się być rozbawiona pokazem jak i pytaniem jednookiego. Pokorna niewolnica tylko nieco podniosła głowę niecierpliwie oczekując jak ta elegancka dama odpowie na pytanie mnicha.

          - Tak Otto, myślę, że Adrienne bardzo się dzisiaj postarała aby nas zadowolić i wierzę, że to jeszcze nie koniec jej możliwości jakie nam dzisiaj zademonstruję. Więc zasługuje na nagrodę. - Milady odpowiedziala godnie jakby była władczynią co rozdziela przywileje.

          - Dziękuję milady. Oczywiście, że postaram się zrobić co w mojej mocy aby zadowolić ciebie i twoich gości. - Adrienne odparła gorliwie i energicznie pokiwała głową. Soria zaśmiała się cicho z zadowolenia, podobnie jak publiczność. Siedzące najbliżej niej obie elfki i teatralna diwa, obserwowały z zaciekawieniem ten końcowy akt widowiska. Syrena zaś nagrodziła pokorną niewolnicę wysuwając swoją stopę spod sukni i pozwalając ją pieścić Adrienne. A przy okazji ta wypięła swoje nagie, tylne wdzięki do góry, jeszcze bardziej wystawiając się na zabiegi Otto.

          Mnich kontynuował stymulację niewolnicy, w momencie kiedy zaczęły się pierwsze drżenia, sygnalizujące jej szczytowanie, wepchnął tłok zabawki, a kobieta poczuła jak jej wnętrze wypełnia się lepką zawartością.

          Dziewczyna przyjęła to z ciekawą do oglądania mieszaniną zaskoczenia i przyjemności. Zaś widownia nagrodziła ten ostatni akt przedstawienia oklaskami i okrzykami uznania. Adrienne jeszcze przez chwilę ciężko dyszała wciąż pozostając nago na podłodze w swojej uległej pozie. Aż milady przed jaką był ten pokaz nie schwyciła ją za podbródek i nie nagrodziła jej delikatnym pocałunkiem w usta.

          - Brawo! Brawo moi przyjacele! Wspaniały pokaz! Mam nadzieję, że nie ostatni i wkrótce znów będziemy mogli was oglądać! - Wężowa milady wstała ze swojego miejsca i dała znać aby niewolnica także powstała. Z bliska Otto widział jak ta lepkość jaką ją wypełnił wciąż jest widoczna na wnętrzu jej ud. Ale na razie cała trójka aktorów miała swoje pięć minut sławy. Podziękowanie i uznanie jakie złożyła im lady Soria dało znać reszcie widowni, że to koniec przedstawienia i też mogą pogratulować trójce odważnych aktorów. I co chyba wszystkich nieco zaskoczyło, pierwsza po niej do tej trójki podeszła lady Odette.

          - Brawo! Dawno się tak nie wybawiłam na czyimś przedstawieniu! Wreszcie to ja mogłam być na widowni! A co za odwaga, talent, finezja! No i emocje! Mam nadzieję, że dacie nam się wkrótce znów oglądać. - Miodowłosa uściskała po kolei każde z ich trójki. I widać było, że takie otwarte uznanie od sławnej aktorki, śpiewaczki i gwiazdy estrady sprawiło Hubertowi, Oksanie i Adrienne dużo przyjemności. Teraz widząc, że ewidentnie jest już po przedstawieniu coraz więcej osób wstawało też aby pogratulować aktorom i zamienić z nimi parę słów lub ze swoimi znajomymi. Emocje były solidne rozgrzane i na wielu twarzach widać było ekscytację na danie główne jakie zamierzali skonsumować w pokojach na piętrze.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • SeachS Niedostępny
            SeachS Niedostępny
            Seach
            napisał ostatnio edytowany przez
            #284

            Otto i Laura

            Po skończonym przedstawieniu do mnicha podeszła ciemnowłosa ladacznica. Która dziś ubrała się jak uczciwa mieszczka a nie pracownica zamtuza. Uśmiechnęła się do niego i stanęła tak blisko, że zdradzała zażyłość jaka ich połączyła dziś rano.

            - Lady Odette prosiła aby ci przekazać, że zaraz do nas dołączy. - Spojrzała na grupkę szlachcianek. Soria, Odette, Kamila, Pirora rozmawiały jeszcze z obiema elfkami. - Jak myślisz? Te elfki dadzą się zaprosić na górę? - Laura wydawała się być zaciekowiona jak daleko może się posunąć ta integracja z długouchymi. Wytrzymały całe przedstawienie Huberta i wydawały się nim zainteresowane. Czy były naprawdę czy to tylko taka grzecznościowa poza, tego nie dało się określić. Pocieszające było to, że nie wyszły z oburzeniem podczas jego trwania. Wtedy to byłaby zła wróżba i na dalszą pokojową koegzystencję i dla jej uczestników.
            - Wyglądają na bardziej otwarte niż się obawiałem. Zwyczaje Pięknego Ludu nie są mi niestety znane… chociaż słyszałem, że nie są aż tak przeciwne przelotnym pasjom. - mnich wzruszył ramionami - Sądzę, że wszystko leży z zdolnościach Lady Sorii.

            - Bardzo bym chciała aby miały dziś ochotę na odrobinę, przelotnych pasji. Już nawet nie mówię, że ze mną. Ale kto wie? Może jakbyśmy zrobili na nich dobre wrażenie dziś wieczór to może by się dały zaprosić ponowne? - Layla chociaż była zawodową ladacznicą, pracującą w zamtuzie, zdradzała tęsknym spojrzeniem, że nie jest nieczuła na powab i elegancję obu skośnouchych dam. - No ale i tak się cieszę, że będę dziś z wami. - Dodała kładąc troskliwie dłoń na dłoń mnicha aby ten nie czuł się niedoceniony. - A powiedz, tam pod koniec przedstawienia… To w tej zabaweczce jaką używaliście na Adrenne to były tam jaja? - Zaciekawiła się wskazując wzrokiem na wciąż nagą niewolnicę Huberta jaka miała swoje pięć minut sławy i niektórzy do niej podchodzili aby z nią porozmawiać.
            - Owszem, ale tylko jedną dozę. Później wypełnimy ją bardziej. - mnich objął ladacznicę w pasie - Nie martw się, wystarczy i dla ciebie.

            - Oh to miłe z twojej strony. To jej pierwszy raz? Jeśli tak to jeszcze nie wie jakie przyjemności ją czekają. Ale wygląda mi, że Hubert dobrze ją wyszkolił. I ona sama chyba lubi takie zabawy. Aż dziwne, że pracuje w ratuszu. Jakby chciała spróbować swoich sił w zamtuzie to z taką urodą, figurą i umiejętnościami to myśle, że zrobiłaby karierę jako ladacznica. - Laura podzieliła się swoją opinią na temat nagiej niewolnicy. I widocznie doceniała tak jej atuty fizyczne jak i umiejętności. A mnichowi pozwoliła się objąć w pasie i sama odwdzięczyła się głaszcząc przód jego koszuli zalotnym gestem jaki zdradzał ich zażyłość.

            - No i mówisz, że masz tych jaj na tyle aby mnie wypełnić? - Pieszczotliwie pogłaskała jego policzek, zbliżając twarz jakby chciała go pocałować. - To wspaniale. Bez nich czuję się taka pusta i bezpłodna. Uwielbiam je czuć w sobie. - Uśmiechnęła się z zadowoleniem ale jakiś ruch przy przeciwległym krańcu kuchni przykuł jej uwagę. Wyglądało na to, że teatralna diwa zaczyna żegnać się ze swoimi błękitnokrwistymi koleżankami ale, że takim damom nie wypadało ot tak rzucić dwa słowa i odejść to pewnie to jeszcze chwilę potrwa.

            Otto cmoknął ladacznicę w policzek.
            - Nie martw się, obiecuję, że zapłodnię cię tak jak tylko będziesz chciała. - mnich zerknął w kierunku niewolnicy Huberta - Co do niej… cóż podejrzewam, że wykorzystuje te atrybuty aby wznieść się ratuszu. Ladacznice nie tylko w zamtuzach pracują.

            - Kto ją tam wie. Ja jej nie znam. - Szczupła brunetka popatrzyła jeszcze chwilę na nagą niewolnicę. Była jedyną osobą bez ubrania w tym barwnym tłumie więc od razu rzucała się w oczy. Jednak uwagę ladacznicy przykuła Słowik Północy. Widocznie już pożegnała się ze swoimi koleżankami i z uśmiechem na twarzy szła w ich stronę.

            - A tu jesteście! - Ucieszyła się patrząc z ogniem w oku na nich oboje. - Wyglądacie tak romantycznie jak para młodych zakochanych z jakiegoś rycerskiego poematu. Chociaż mnich i ladacznica to raczej pewnie byłyby poboczne postacie bo wiadomo, eposy rycerskie są głównie o rycerzach, ich damach i zawiłych przygodach jakie im się przytrafiają. - Miodowłosa milady widocznie była w bardzo dobrym humorze. Laura odwzajemnła jej wesoły uśmiech i starała się zapanować nad ekscytacją. - To co? Jesteście gotowi na troszkę tych romansów i przygód na pięterku czy macie tu jeszcze coś do załatwienia? - Szlachcianka rozłożyła dłonie szeroko jakby wskazywała na resztę kuchni i towarzystwa jakie tu wraz z nimi przebywało i popatrzyła na nich z szelmowskim uśmieszkiem.

            - Ja mogę iść na górę. Ale jeśli Otto coś ma tutaj do załatwienia to mogę poczekać. - Ladacznica odpowiedziała całkiem grzecznie ale dało się wyczuć, że miała ochotę zacząć właściwe danie tego wieczoru.

            Mnich rozejrzał się po zgromadzeniu, ale jedynie uśmiechnął się do divy.
            - Swój udział w przedstawieniu już miałem, więc chętnie usłużę wam piękne panie. - objął w pasie Laurę ponownie - Nie martw się moja droga, może nie jesteśmy głównymi postaciami opowieści, ale tym pobocznym bardziej przypada świntuszyć. - wystawił rękę w kierunku lady Odette, aby wziąć ją pod rękę.

            - Oh, cudownie powiedziane Otto! Uwielbiam świntuszyć! Niestety kobiecie o mojej pozycji, nie wypada się do tego przyznawać. Przynajmniej nie publicznie. No ale skoro teraz jesteśmy wśród przyjaciół to chyba mogę sobie pozwolić. - Diwa była rozbawiona na całego a w oczach miała figlarne ogniki. Chętnie przyjęła ramię mnicha i ten mógł teraz iść przez kuchnię prowadząc obie swoje dzisiejsze partnerki pod każdym ramieniem. Mijali podobnie rozbawionych gości którzy też albo jeszcze rozmawiali ze sobą albo szykowali się aby podążyć do pokojów na piętrze. Często natykali się na pozdrowienia i wesołe uśmiechy chociaż raz czy dwa, zdawało się mnichowi, że dostrzega w co niektórych oczach iskierkę zazdrości. W końcu szedł pod ramię z główną gwiazdą wieczoru. Na oficjalnym przyjęciu zapewne miodowłosa milady mogłaby wybierać w hrabiach, baronach i szlachcicach jacy będą mogli jej partnerować chociaż w tańcu albo przez część wieczoru. Nawet jeśli wśród kultystów to syrenia milady cieszyła się największym splendorem to jednak w oficjalnych relacjach trudno było się którejś z kultystek równać sławą i rozpoznawalnością z lady Odette von Treskow. Teraz właśnie przy wyjściu mijali lady Sorię, Kamilę i obie elfki. Aktorka uśmiechnęła się do nich zalotnie.

            - To my na razie znikamy! Do zobaczenia później! - Zawołała do nich radośnie kierując sie ku wyjściu z kuchni. Ludzkie i elfie szlachcianki pozdrowiły ich uśmiechami.

            - Moje panie. - mnich kiwnął głowa szlachciankom - Mam nadzieję jeszcze mieć okazję poznać was bardziej. - odrobinka dumy buchała z mnicha, właśnie szedł na pięterko z cudowną divą i jej ulubioną ladacznicą. Westchnął cicho kiedy opuścili kuchnę i zerknął na Laure szepcząc jej do ucha - Jak tam maluch?

            - Blisko wyjścia ale jeszcze trochę wytrzymam. - Brunetka odszepnęła mu na ucho gdy wyszli na korytarz prowadzący na górę. Też wygladała na podekscytowaną tym co się za chwilę powinno zacząć.

            - Mówię wam, że naszym długouchym gościom bardzo spodobał się pokaz. Zwłaszcza Adrienne. Mam wrażenie, że Fanriel to by bardzo chętnie poznała się z nią bliżej. No ale Hubert już ją obiecał Egonowi na ten pierwszy raz dzisiaj. Więc co najwyżej może później. Chociaż nie powiem, też bym się z nią chętnie poznała bliżej. Właściwie to z nimi oboma. A nawet trzeba! Przecież obie to elfki i są śliczne jak elfki! Miałam już przyjemność z elfami obu płci i zawsze była to ekscytująca przygoda. Potem jeszcze aby nie było niezręcznie próbowałyśmy Fanriel nakierować na Fabi no ale Fabi jest umówiona z nami. Tylko trochę później. Więc teraz Kamila, Pirora i Soria próbują jakoś zabawić nasze śliczne elfki aby nie wyszły nieusatysfakcjonowane. Niestety wieczór dziś mamy krótki. - Dla odmiany diwa się rozgadała jakby zebrało jej się na ploteczki z koleżankami. I przy okazji opowiedziała im o czym tak żywo dyskutowała z innymi szlachciankami już po zakończeniu przedstawienia. A w międzyczasie doszli już do podstawy schodów prowadzących na piętro.

            Mnich puścił kobiety przodem, spoglądając na ich kuperki z niższej pozycji.
            - Jestem pewny, że podołają wyzwaniu zaspokojenia naszych egzotycznych gości. Mówisz pani, że miałaś częstszy kontakt z Wysokim Ludem? Pewnie masz opowieści, któreby zmiękczyły nogi nie jednemu.

            - Oh zapewne! - Roześmiała się diwa zadowolona z wrażenia jakie wywołała na mnichu. Zaś on miał okazję obejrzeć sobie ich szczupłe talie opięte gorsetami i tylne wdzięki. Chociaż oczywiście suknia aktorki była o wiele pyszniejsza i bogatsza od tej jaką miała na sobie zwykła ladacznica to jeśli chodzi o figurę to obie prezentowały się malowniczo. - O! O wilku mowa! - Miodowłosa zawołała ucieszona gdy przekroczyła półpiętro. A chwilę później i Otto zobaczył kogo ma na myśli. Na piętrze spotkali Fabienne z dwoma dziewczętami jakimi obiecała się dzisiaj zająć. Gdy dostrzegli ich grupkę też się uśmiechnęły do nich przyjaźnie i poczekały aż się zrównają ze sobą. Obie szlachcianki objęły się i elegancko cmoknęły w policzki. - Gdzie się zabawiacie Fabi? - Odette zapytała czarnowłosej koleżanki.

            - A tutaj, naprzeciwko. Poprosiłam Kamilę aby dała nam pokój naprzeciwko waszego. - Bretonka wskazała na drzwi przy jakich stały. Faktycznie były naprzeciwko apartamentu szlacheckiego jaki przypadł głównej gwieździe wieczoru. Cukiernik i jej pokojówka uśmiechały się i też zdradzały podekscytowanie ale nie odważyły się wtrącać w rozmowy szlachcianek. Nawet jeśli były tak frywolne jak teraz. - No ale nie będziemy zamykać drzwi na skobel. Więc jak będziecie mieli ochotę to zapraszamy. - Fabienne popatrzyła zalotnie na każdego z drugiej trójki.

            Mnich uśmiechnął się.
            - I takie samo zaproszenie ślemy wam, moje drogie. Chociaż miejcie litość nade mną, piątce na raz nie dam rady. - Otto delikatnie się zaśmiał i zerknął na swoje partnerki - Gotowe moje panie? Chyba czas zacząć przyjęcie na dobre.

            - Oh, Otto, w takim wybornym towarzystwie na pewno sobie jakoś poradzimy. - von Mannlieb pogłaskała mnicha po ramieniu uśmiechając się do niego i pozostałych na znak, żeby się nie przejmować takimi drobiazgami. Pożegnali się ze sobą i każda z trójek weszła do swojego pokoju. Odette jednak zasunęła skobel w drzwiach aby nikt im nie przeszkadzał. Po czym odwróciła się do dwójki swoich kochanków.

            - No nareszcie! - Aktorka klasnęła w dłonie z uciechy i popatrzyła na nich tak drapieżnie jakby wreszcie nie musiała ukrywać swoich żądzy. - Otto pozwolisz, że zaczniemy? - Zwróciła się do mnicha a sama podeszła do ladacznicy. I prawie od razu objęła ją i bez skrupułów zaczęły się całować. Wyglądało to podobnie namiętnie jak niedawno w garderobie gdy diwa miała przyjemność zbałamucić Benitę. Teraz zaś równie łapczywie zajmowała się Laurą, chociaż ta była zwykłą ladacznicą a nie szlachcianką z dobrym nazwiskiem. To właśnie miodowłosa przejęła inicjatywę i powoli napierała na kochankę. Ta całując ją cofała się w stronę czekającego łóżka. - Zdejmuj to! - Zażądała zniecierpliwiona aktorka. Ale właściwie to obie zaczęły ściągać gorset i górę sukni jaką miała na sobie młoda brunetka. Po chwili jej tors był już obnażony i aktorka z lubością zanurzyła dłonie i twarz w jędrny biust ladacznicy. Ku ich obopólnej przyjemności. Ale suknię nie było tak łatwo zdjąć na stojąco. Więc aktorka popchnęła brunetkę na łóżko i tam Laura uniosła biodra rozpinając ją a Odette z wprawą ściągnęła z niej i tą część ubrania. Więc dość szybko Laura została w samych pończochach i trzewikach. A śpiewaczka, wciąż w swojej drogiej sukni, znalazła się na górze. I rzeczywiście zachowywała się jakby miała słabość do tej ladacznicy.

            Mnich jedynie koszulę i usadowił się za aktorką.
            - Jeżeli można? - dłonie mnicha sięgnęły biustu Odette delikatnie głaszcząc i ugniatając - Lauro może spróbuj pokazać naszej cudownej pani swoją niespodziankę.

            Z perspektywy mnicha, to diwa była pochylona nad leżącą na plecach ladacznicą i namiętnie ją smakowała. Na górze a zwłaszcza na dole. Jej dłonie też nie próżnwały a widać było, że i Laurze te zabawy sprawiają mnóstwo przyjemności. Gdy jednak Otto dołączył do nich, aktorka wyprostowała się, sycąc się przez chwilę dotykiem męskich dłoni na swoim biuście. Ten zaś czuł, że są w dotyku równie przyjemne jak apetycznie wyglądały spod dekoltu sukni. Jednak właśnie elegancka suknia jaką artystka miała na sobie, przeszkadzała w przejściu do zabawy na całego.

            - Masz dla mnie jakąś niespodziankę? - Odette siedząc okrakiem na nagich biodrach ladacznicy, spojrzała na nią z zaciekawieniem. Ta mimo wszystko trochę się zawahała ale skinęła głową. - Oh to cudownie! Ale moment, pomóżcie mi to zdjąć. Ten wieczór taki krótki więc nie traćmy czasu! - Miodowłosa roześmiała się wesoło i wstała na własne nogi. Ciemnowłosa nierządnica także. Teraz ona pomagała rozpiąć diwie te wszystkie haftki, sznureczki i guziki. Najpierw odpadła góra sukni a po paru niecierpliwych chwilach także dół. Gdy droga i barwna suknia przestała okrywać aktorkę, okazało się, że jest smukła, gładka i powabna. Podobnie jak Laura, została w samych pończochach i trzewikach. Chociaż nawet w tak skromnym stroju widać było różnicę w statusie społecznym. Pończochy aktorki były jedwabne i zakończone finezyjnymi koronkami. Te które brunetka miała na sobie też były jedwabne ale o wiele prostsze. W tej chwili jednak żadna z nich, nie zwracała na to uwagi. Obie ze śmiechem przewaliły się na łóżko i teraz to miodowłosa znalazła się na plecach a ladacznica zaczęła ją całować i pieścić jakby chciała się zrewanżować za ten początek przed chwilą. Zaczęła od utalentowanych ust aktorki i posuwała się niżej. A w międzyczasie posłała mnichowi pytające spojrzenie jakby nie była pewna czy już teraz zaczynać z tą niespodzianką czy jeszcze nie.

            Mnich kiwnął głową i pomógł ladacznicy ustawić się przyrodzeniem nad twarzą divy - Będziesz musiała jej poszukać moja pani. Jestem pewien, że niespodzianka tym bardziej zwiększy ci apetyt na własny miot. - jedną dłonią mnich ujął pierś ladacznicy drugą zaczął masować nad jej kroczem w nadziei , że przekona czerwia do opuszczenia norki.

            Obie kochanki mnicha poddały się jego inicjatywie. Leżąca na plecach szlachcianka wydawała się być zaciekawiona taką zmianą pozycji. Ale powitała ją całkiem chętnie. Z czułością pocałowała krocze ladacznicy jakie teraz znalazło się tuż przed jej twarzą. A jego słowa zaintrygowały miodowłosą diwę jeszcze bardziej. Uniosła brwi do góry i przygryzła swoje pełne, uśzminkowane wargi. - O, mówisz, że to coś z miotem? - Nie ukrywała swojej fascynacji. - No to ciekawie się zapowiada. - Od dołu spojrzała wtedy wprost na wznoszącą się nad jej twarzą Laurę. - No kochanie! To pokaż co tam masz dla mnie! - Zawołała z werwą. A słysząc taką zachętę chyba kamień spadł z duszy brunetki. Bo pokiwała głową i uśmiechnęła się z ulgą.

            Oboje zaczęli stymulować brunetkę. A widać było, że ta coraz szybciej oddycha i poddaje się tym wspólnym pieszczotom. - To już! - Wydusiła z siebie a wyglądała jakby zbliżała się do szczytowego momentu przyjemności. Z jej łona pociekła nitka śluzu. Otto się wydawało, że podobny jakim oblepione były czerwie. Ale może to tylko przypadkowe podobieństwo. Aktorka wysunęła język aby go zlizać.

            - Szybka dzisiaj jesteś kochanie. - Diwa wydawała się być rozbawiona i nieco zdziwiona, że jej kochanka tak szybko doszła do głębi rozkoszy. Ladacznica jednak nie odpowiedziała w artykułowany sposób. Właściwie wyglądała, że namiętność coraz bardziej odcina ją od otaczającej rzeczywistości. A chwilę później coś w jej łonie się poruszyło. Odette zauważyła to tak samo jak Otto. Zmrużyła oczy jakby chciała się lepiej przyjrzeć co tam się dzieje tuż przed jej twarzą. Zaś moment później oboje się przekonali gdy z łona pokazał się obły czubek czerwia. Pulsował i poruszał się na wszystkie strony. Aktorka krzyknęła z zaskoczenia. Jednak nie odrywała wzroku od tego widowiska. Miała minę jakby przerażało ją to i fascynowało jednocześnie. Laura stęknęła mocniej i na oko mnicha to już z połowa robaka wyszła na zewnątrz i poruszała się pomiędzy jej gładkimi udami. Nitki śluzu wylądowały na policzkach diwy. Ta miała równie szeroko otwarte oczy jak i usta. Wydawała się całkowicie pochłonięta tym niecodziennym widowiskiem chwilowo niezdolna do żadnej reakcji.

            Mnich delikatnie zniżył biodra ladacznicy w kierunku divy. Jego dłoń dalej stymulowała ladacznicę ale wolniej. Wyszeptał jej do ucha.
            - Idzie ci świetnie. - zerknął z uśmiechem na Odette i jej zafascynowane spojrzenie na czerwia, który zbliżał się do jej ust
            - Niespodzianka, moja pani. Może ucałujesz malucha na przywitanie? On też się cieszy na twój widok. Taki duży, jędrny i pulsujący…

            Jeśli Laura usłyszała słowa kochanka to i tak tego nie było widać. Zachowywała się podobnie jak kobiety podczas zwykłych porodów. Tylko, że jej jęki i nieprzytomne spojrzenie bardziej przypominało kobietę w trakcie miłosnej kulminacji. Zaś diwę słowa jednookiego jakby przebudziły z chwilowego stuporu. Na krótko spojrzała na niego jednak to ten nowy, śliski uczestnik zabawy jakiego miała tuż przed swoją twarzą przykuwał jej uwagę. Teraz jej spojrzenie zrobiło się przytomniejsze. Oglądała go jak żywą, wijącą się kiełbasę. Wyglądało to bardzo podobnie do tego co mu się śniło o tych porodach. Chociaż tam raczej te czerwie rodziły Fabienne i Odette. Teraz temu porodowi towarzyszyły temu ciche, mlaszczące odgłosy. I szybki oddech ladacznicy jaka ponownie wydawała na świat swojego pieszczoszka.

            - Jest… Taki ohydny… - Odette powiedziała zapewne to co większość ludzi by zrobiła na widok takiego ogromnego czerwia. I to tak blisko. Jednak jej spojrzenie i ton głosu wydawały się zafascynowane tym nowym dla siebie doświadczenie. - Można go wziąć w usta? - Zapytała jakby właśnie odkrywała jakieś nowe pole do zabawy. Uniosła palec i ostrożnie dotknęła wijącej się larwy. Od razu na zadbanym palcu aktorki o starannie pomalowanych paznokciach, została plama lepkości i nitka jaka łączyła ją z czerwiem. Decyzję pomogli jej podjąć sam owoc Oster jak i jego matka. Laura wydała z siebie głośniejszy jęk i skurcz przyjemności szarpnął jej ciałem. A robak wypadł z jej łona. Aktorka wykazała się refleksem i zdołała go złapać w swoje usta. Pomogła sobie dłonią i po chwili czerw wystawał z jej pomalowanych ust jak jakiś robaczy język. Ona zaś oddychała krótko i wpatrywała się w to z mieszaniną fascynacji i niedowierzania. Ladacznica zaś opadła na jej nagie ciało jakby ten poród wyczerpał ją i chwilowo nie była zdolna do żadnej akcji.

            Mnich ułożył się na aktorce, moszcząc się między jej udami, nie wchodząc jednak gdzie nie został zaproszony. Objął czerwia własnymi ustami z drugiej strony i połączył je z Odette we perwersyjnym pocałunku. Wycofał się po dłuższej chwili łapiąc oddech.
            - I jak podoba się niespodzianka, droga Odette? - aktorka mogła poczuć berło mnicha gotowe do akcji.

            - Jest taka… - Miodowłosa przed chwilą wspólnie z mnichem gościła w ustach czerwia Oster. Widać było, że przeżywa to nowe dla siebie doświadczenie bardzo intensywnie. Teraz gdy oboje potrzebowali chwili oddechu ujęła wijącą się, żywą kiełbasę w swoje zadbane, smukłe palce i uniosła ją do góry aby się jej lepiej przyjrzeć. Nadal wydawała się być nim zafascynowana. Robak wił się w jej palcach i ściekał na jej twarz, szyję i dekolt lepkimi kroplami śluzu. - Jest taki ohydny. I obrzydliwy. Prawdziwe paskudztwo. - Chociaż słowa wobec larwy były użyte jako coś odpychającego to jednak w głosie brzmiał zachwyt i fascynacja. No i aktorka nie cisnęła robaka precz i nie zaczęła robić awantury tylko dalej trzymała go nad sobą i wydawała się podziwiać ten wijący się okruch życia. A w międzyczasie Laura doszła do siebie na tyle aby pocałować przyrodzenie mnicha jakie znalazło się blisko jej twarzy a potem zaczęła się podnosić. Obrzuciła spojrzeniem scenę ze swoją najważniejszą klientką i pieszczoszkiem jakiego od rana ladacznica trzymała w swoich trzewiach.

            - Mnie się podoba. Najlepsze są jak ma się je w środku. Ale jak już są na zewnątrz to też się można z nimi zabawić. - Pochyliła się nad leżącą na wznak miodowłosą i pocałowała robaka zostawiając na nim ślad swoich ust. Szlachcianka obserwowała to z ciekawością. A Laura przejęła od niej czerwia i położyła go pomiędzy jędrny biust aktorki. Ta chwilę uniosła głowę aby lepiej widzieć jak robatk bada nowe, obłe środowisko znacząc je klejącym śluzem. Wtedy śpiewaczka roześmiała się serdeczenie. Aż Laura spojrzała na Otto, trochę nie wiedząc jak ma interpetować tą nagłą reakcję ich wspólnej, błękitnokrwistej kochanki. Ta zaś na chwilę się uspokoiła i wyciągnęła ku nim ramiona.

            - Oh moi kochani! - Objęła szyję Laury, przyciągnęła ją do siebie i pocałowała namiętnie w usta. Po czym to samo chciała zrobić z Otto. Obejmowała ich jak najbliższych przyjaciół gdy czerw buszwał po jej biuście. - To jest naprawdę coś! I dla czegoś takiego warto było przyjechać to tej zabitej dechami dziury na końcu świata! Wiele mi już składano niemoralnych propozycji ale takimi paskudnymi robalami to jeszcze nikt mnie nie obdarował! I jak rozumiem macie tego więcej? - Diwa wydawała się być w wyśmienitym humorze i pełna wdzięczności dla obojga swoich partnerów za tą nietypową propozycję jaka ewidentnie przypadła jej do gustu. Laura chętnie oddała jej uściski i pocałunki, śmiała się razem z nią, także z ulgi, że nawet na widok czerwia szlachcianka nie zrobiła afery. Gdy padło ostatne pytanie trochę się zaafarowała i spojrzała na kolegę.

            - Tutaj mamy tylko tego jednego. Chyba, że Otto ma jakieś. Ale może tych jaj będzie można użyć. - Zaproponowała nieśmiało nie wiedząc jak oboje na to zareagują. Teraz więc i diwa popatrzyła na mnicha jak ten zweryfikuje słowa ladacznicy.

            - Mam ciąglę zabawkę, która służy mi do zasiewu. Jak widzieliśmy działa idealnie. - mnich się zaczął podnosić spomiędzy ud divy - Jeżeli chcesz pani, możemy się nią chwilę pobawić i cię zasiać bardziej. Ciebie oczywiście też Lauro.

            - I będę wreszcie miała w sobie takie małe, ohydne potworki? - Diwa wskazała na czerwia jaki pełzał pomiędzy jędrnymi wzgórkami jej piersi.

            - My na nie mówimy pieszczoszki. - Laura nachyliła się aby go pocałować ponownie. I zostawiła na nim kolejną pieczątkę swoich ust. Wzięła go w dłonie i przystawiła pod nos leżącej aktorce. - Chcesz spróbować? - Zapytała a miodowłosa z fascynacją przyglądała się wijącej się istocie. Prychnęła z rozbawienia po czym podniosła głowę i też pocałowała czerwia. Ona zostawiła na nim ślad swoich ust o nieco bardziej czerwonej barwie niż ladacznica. To znów ją tak rozbawiło, że się roześmiała.

            - Tak! Chcę takich więcej! Bo te co ostatnio miałam u Pirory to chyba nic z tego nie wyszło. A chcę mieć właśnie takie obrzydliwe paskudztwa w sobie! - Zaśmiała się i znów pocałowała larwę i zaczęła ją głaskać palcami jak jakiegoś pieszczoszka. Laura też się uśmiechnęła i spojrzała na mnicha.

            - To może milady pierwsza? Ja mogę poczekać. - Zaproponowała jednookiemu.

            Mnich napełniał już zabawkę dawkami jaj. Zerknął na Lady Odette.
            - Więc… ile wejść chcesz milady zapełnić?

            - Wszystkie! Napełnij mnie do pełna! - Zawołała rozentuzjazmowana aktorka. Aż wyrzuciła swoje nage ramiona w górę jakby nie mogła się doczekać tej przyjemności. Laura widząc tą radość i niecierpliwość roześmiała się z rozbawienia. Nachyliła się nad leżącą śpiewaczką i pocałowała ją w usta.

            - No to chyba możemy zaczynać. - Zwróciła się do Otto. Skoro gwiazda estrady była tak chętna na zasianie to ten entuzjazm udzielał się także ladacznicy.

            Mnich delikatnie wsunął zabawkę w pierwsze wejście aktorki i rozpoczął ruch stymulując jej wnętrze.
            - Chcesz pani zaznać trochę rozkoszy, czy od razu przechodzimy do kulminacji? - ucałował brzuch aktorki.

            - Oh daj mi rozkosz Otto! Oboje mi dajcie! A ja wam się później zrewanżuję! - Gwiazda estrady była teraz mocno rozochocona i bardzo sprzyjająca obojgu swoich partnerów. Słysząc to Laura nachyliła się aby zacząć całować jej usta i coraz bardziej pokryte robaczym śluzem piersi śpiewaczki. Po chwili gdy mnich miał okazję robić swoje między udami aktorki jakie dziś wieczór okazały się tak gościnne to ladacznica zajmowała się górą artystki. W pewnym momencie usiadła jej na twarzy pozwalając jej się tam zabawić a dzięki czemu jednooki widział nagi przód ladacznicy a ona mogła obserwować jego. Widział, że sama jest bardzo podniecona tą wspólną zabawą.

            Mnich uniósł się do ust ladacznicy i pocałował ją czule zniżając się do jej biustu chwilę później. Kiedy jedną dłonią wykonywał energiczne ruchy zabawką drugą masował delikatnie w łonie aktorki dostarczając jej dalszych pieszczot.
            - Proszę dać znać kiedy będziesz blisko spełnienia, pani. Pomyśl, niczym kochanek wypełniający cię swym nasieniem, abyś wydała na świat jego miot małych pieszczoszków.

            - Oh tak, chcę wydać na świat ten miot! To mi obiecały sny! Po to tu przyjechałam! Że zaznam rozkoszy i doznań jakich jeszcze nie znam! I wydam z tego owoc jaki nie będzie pochodził od mężczyzny! - Diwa wychrypiała podnieconym głosem gdy na chwilę ladacznica uniosła się na biodrach aby móc się całować ze swoim kochankiem. Obie wyglądały na całkowicie pochłoniętę tą zabawą we trójkę. Laura przyglądała się jak Otto używa zabaweczki do sprawienia przyjemności jej klientce i jak ta cicho jęczy w rytm tych ruchów. Sama oddychała coraz szybciej gdy usta aktorki pieściły ją w najwrażliwszym miejscu. Mnich widział jak broda, szczęki i czasem język Odette z wprawą dogadza swojej kochance. Jak śliski pieszczoszek wędruje po jej jędrnych piersiach. A jej brzuch oddycha coraz szybciej w rytmie jaki nadawał swoją drewnianą zabawką tak finezyjnie stworzoną przez Niklasa. Wyglądało na to, że diwa jest już jak najbardziej gotowa aby przejść do dalszych etapów tej zabawy.

            Mnich nacisnął na tłok zabawki wlewając całą jej zawartość do wnętrza Odette, starając się nie przestawać w swoim zadaniu. Kiedy w końcu zakończył delikatnie wyjął zabawkę, która ociekała wilgocią zrodzoną z przyjemności aktorki. Pośpiesznie wypełnił zabawkę na nowo i przyłożył ją do tylnego wejścia divy i delikatnie wsunął ją. Upewnił się, że kochanka nie czuje bólu kiedy rozpoczął ponowne ruchy zabawki.
            - I jak wrażenia moja droga?

            Widząc co się dzieje, Laura zeszła z twarzy aktorki. Z jednej strony chciała jej dać szansę obejrzeć moment zasiania na własne oczy a z drugiej była ciekawa jej reakcji. A ta była całkiem malownicza. Odette najpierw bezgłośnie otworzyła usta a później szybko je zamknęła i przygryzła wargi murcząc przy tym z zadowolenia. Wzięła głęboki wdech i przytrzymała powietrze w płucach jakby chciała bardziej odczuć to doznanie. Leniwie pogłaskała się po płaskim brzuchu jakby głaskała miejsce w jakim wewnątrz niej rozlewały się jaja Oster. W końcu uniosła głowę jakby chciała się lepiej przyjrzeć ale oczywiscie na zewnątrz było widać tylko jej gładki brzuch i rozchylone uda odziane w drogie, jedwabne pończochy. Podobnie zareagowała gdy mnich zalał jej tylne wnętrze. Widział jak lepkość wypływa z obu tych stron i zostaje na zwieńczeniu ud aktorki a nieco ścieka też na pościel. Ona sięgnęła tam palcami i starła ją po czym przystawiła sobie do twarzy jakby chciała jej się lepiej przyjrzeć. W końcu spróbowała jak smakuje i zaśmiała się z zadwolenia.

            - To już? Czy jeszcze będziesz mi tam wlewał tych pyszności? Jeśli można to bym poprosiła jeszcze. Z paru ogierów by trzeba aby tyle się tego uzbierało a tu za jednym razem. - Diwa roześmiała się i mówiła jakby porównywała to zasiewanie do swoich wcześniejszych doświadczeń z mężczyznami i to pierwsze oceniała zdecydowanie jako ciekawsze.
            - Chciałem jeszcze zasiać Laurę, moja pani. - przyznał mnich delikatnie wyciągając zabawkę z Odette. Przetarł ją prześcieradłem i zaczął napełniać zabawkę na nowo - Tak cudowną zabawkę ci zrobiła, że chyba zasłużyła na kolejny miot dla siebie, zgodzisz się mam nadzieję? - mnich zerknął na ladacznicę i dał jej znak, aby się położyła.

            - Rzeczywiście cudowna zabawka. - Odette rozpromieniła się i pogłaskała czerwia jaki zdążył już upstrzyć jej piersi śluzowatym szlakiem swojej wędrówki. Teraz milady wzięła go i pocałowała go czule raz jeszcze. Po czym położyła go sobie na brzuch i zwróciła się do swoich kochanków. - Oczywiście, zasiej i Laurę. Ta kochana dziewczyna zasługuje na nieco przyjemności w życiu. - Zgodziła się głaszcząc ladacznicę po policzku. Ta odwzajemniła jej się całując wnętrze jej dłoni. - No ale musisz mi obiecać, że jeszcze do mnie z tym wrócisz. - Pogroziła mnichowi palcem na wypadek gdyby miał ją zostawić z tak skromną dawką płynnej przyjemności. Laurę znów to rozbawiło na tyle, że się zaśmiała. Ale już położyła się na plecach obok swojej klientki i zapraszająco rzchyliła swoje zgrabne nogi przed mnichem.

            - Ja myślę, że ze trzy czy cztery z każdej strony to by było w sam raz. - Brunetka rzuciła zalotnie do mnicha, przypominając mu o czym u niego w mieszkaniu rozmawiali dziś rano. Ostatnio na zabawach u Pirory zasiał ją po dwie dawki z każdej strony i Laura sobie chwaliła to doświadczenie ale była gotowa zwiększyć dawkę.

            - Oczywiście, chcesz takie samo traktowanie jak lady Odette? - mnich delikatnie wsunął zabawkę między uda ladacznicy, ale nie rozpoczął ruchów, jedynie całując pieszczotliwie szyję Laury.

            - O tak, poproszę. - Leżąca na wznak naga brunetka oddała mnichowi czuły pocałunek ale wydawała się tak samo chętna na zasianie i zabawy im towarzyszące jak leżąca obok aktorka. Chociaż może lepiej nad sobą panowała. Teraz zaś miodowłosa złapała za czerwia i położyła go na piersiach ladacznicy. Sama położyła się na boku, podpierając głowę ręką, aby łatwiej jej było obserwować zabawy pozostałej dwójki. Jej dekolt z kolei błyszczał od robaczego śluzu ale diwie zdawało się to nie przeszkadzać.

            Mnich rozpoczął zabawy z ladacznicą, pomagając przy okazji robaczkowi eksplorować znane już sobie tereny.
            - Przypomina mi to dzisiejszy poranek. - zauważył jednooki - Pamiętasz jak głęboko udało mi się go wepchnąć?

            - Pamiętam. To było bardzo ożywcze. I starczyło mi na cały dzień. - Laura obdarzyła go wesołym uśmiechem jakby też z dzisiejszej wizyty w mieszkaniu mnicha miała bardzo przyjemne wspomnienia. Czule pogłaskała go po włosach i twarzy. A potem podobnie potraktowała czerwia jaki badał nowy zestaw piersiowych wzgórz, znacząc je śliskimi śladami.

            - A to jeśli można zapytać, co takiego robiliście dziś rano? Czyżbyście tak świntuszyli jak teraz? - Diwa dołożyła swoje głaskanie dla czerwia a gdy skończyła oblizała łakomie palce z lepkości. Słysząc pytanie pracownica zamtuza zaśmiała się krótko i pokiwała głową.

            - Tak. Tylko pieszczoszków mieliśmy więcej. Cały miot. - Pochwaliła się aktorce a tej brwi podskoczyły do góry.

            - Cały miot? Takich śluzowatych paskudztw? - Wskazała na czerwia jaki pełzał w stronę brzucha ladacznicy. Ta znów pokiwała głową śmiejąc się wesoło. Wtedy śpiewaczka westchnęła przesadnie żałośnie. - No to musiało być bardzo interesująco. Nie mogę się doczekać własnego miotu. Już od Fabi się tyle nasłuchałam, że mam ochotę też to samej poczuć i przeżyć. No a teraz jeszcze to. - Na koniec wskazała na robaka jaki zwiedzał ciało ladacznicy.

            - Jeśli milady by miała ochotę a Otto by się zgodził to można by wbić tego pieszczoszka do środka. To pozwala poczuć się podobnie jak przy zaawansowanej ciąży gdy można już czuć w sobie te maleństwa. - Ladacznica zaoferowała kompromis chociaż wymagał on współpracy obojga kochanków. Słysząc to miodowłosa spojrzała żywo na mnicha.

            - O i to jest pomysł jaki mi się podoba! Może wy mi pomożecie z tym - wskazała na pełzającego po brzuchu ladacznicy robaka - A ja bym wam pomogła z tym? - pokazała na trzymaną przez jednookiego zabaweczkę jaką właśnie przymierzał między uda ladacznicy.

            - Nie mam przeciwskazań. - przyznał mnich - Lauro, to twoje dziecię, czyń honory wysłania go w nowe tereny. - mnich się uśmiechnął, ale najpierw wypełnił ladacznicę pierwszą dawką jaj. Kiedy Laura zajęła się lady Odette mnich zaczął napelniać zabawkę na nowo.

            Brunetka przyjęła pierwszą porcję jaj równie chętnie i gościnnie jak przed chwilą miodowłosa. Sapnęła cicho gdy rozlewały się w jej wnętrzu i uśmiechnęła się błogo. Za to szlachcianka wzięła czerwia i z uśmiechem małego psotnika przestawiła go na twarz ladacznicy. Larę to zaskoczyło bo jęknęła z zaskoczenia. Ale po chwili przytuliła dłonią robaka i pozwoliła aby pełzał po jej twarzy. - Jest taki miękki i delikatny. - Wymruczała z zadowoleniem. Milady obserwowała chwilę te zabawy po czym nachyliła się nad nimi i chyba zaczęła całowanie. Ale jej miodowe włosy częściowo przesłaniały widok mnichowi więc mógł się domyślać tylko po odgłosach. Zdążył ponownie zanurzyć się w trzewiach brunetki. Co było równie przyjemne dla całej ich trójki i nakręcało zabawę dalej. Wszystkie kolejne razy ladacznica przyjmowała równie chętnie jak ten pierwszy raz. I wyglądała jakby to przybliżało ją do krainy cielesnej szczęśliwości. Po każdym razie nieco tej lepkiej wilgoci wypływało z jej wnętrza, znacząc tak jej uda jak i pościel pod ich zwieńczeniem. Ale nikomu z ich trójki to nie przeszkadzało. Gdy mnich po raz kolejny napełniał zabaweczkę Odette spojrzała na niego pytająco. - Dasz mi spróbować? - Zapytała z figlarnym błyskiem w oku.
            Mnich wręczył zabawkę aktorce.
            - Oczywiście. - pokrótce wytłumaczył jak działa i usiadł obok przyglądając się zabawie kobiet - Nie przeszkadzajcie sobie ze względu na mnie.

            - Oh dziękuję Otto! Jesteś cudowny! - Śpiewaczka obdarzyła go ciepłym uściskiem i namiętnym pocałunkiem. Ale po ruchach widać było tak wprawę w używaniu podobnych sprzętów jak i niecierpliwość. Chociaż ta wystrugana w drewnie zabawka była na tyle nietypowa, że wzbudziła zaciekawienie nawet tak doświadczonej kochanki. Gdy mnich skończył już objaśniać jak się tego używa, szlachcianka założyła uprząż na swoje biodra i zaśmiała się gdy głaskała mokre, gładkie drewno. - Jaki wielki! - Rozmiar zrobił na niej wrażenie. Bo gdy była wysunięta to robiła się znacznie pokaźniejsza niż gdy była złożona. W tej drugiej pozycji rozmiarem przypominała całkiem dorodne berło ale jak najbardziej spotykane wśród mężczyzn.

            Po chwili diwa przejęła od Otto rolę ogiera rozpłodowego. I widać było, że podchodzi do tej zabawy bardzo entuzjastycznie. Przyjęła energiczne tempo, że aż całe łóżko się trzęsło, nie mówiąc o jej kochance. Laura jęczała regularnie do teg rytmu aż wreszcie aktorka uznała, że to właściwy moment i zwolniła blokadę zabawczki. Mnich pierwszy raz widział z boku jak ktoś jej używa. Jak biodra jednej kobiety napierają na nią tak, że tłok musiał powoli wtłoczyć swoją zawartość do wnętrza drugiej kobiety. Ta zmrużyła oczy i przygryzła wargi gdy czuła jak kolejna dawka lepkich jaj rozlewa się w jej wnętrzu. A gdy skończyły von Treskow pochyliła się aby pocałować usta właśnie zasianej ladacznicy. Po chwili szlachcianka chciała spróbować jeszcze raz tylko z tej drugiej strony. Więc zmieniły pozycję. Brunetka odwróciła się i wypięła do niej tyłem. Tym razem milady była ostrożniejsza ale też skończyło się to kolejnym zasianiem. Gdy skończyły roześmiała się serdecznie.

            - Oh to jest cudowne! - Zawołała radośnie i objęła swoją ulubioną ladacznicę. Pocałowała ją czule w usta po czym na kolanach przeszła do mnicha. Jego też objęła i pocałowała. - To co wolisz teraz Otto? - Zamruczała filuternie lekko głaszcząc go palcami po karku. - Dokończysz zapładnianie mnie czy pozwolisz, żebym ci się odwdzięczyła za twoją dobroć? - Wyglądała jakby była chętna na obie te możliwości i te wcześniejsze zabawy wzmogły jej apetyt na więcej namiętności.

            Mnich objął aktorkę.
            - Przyznam, że przybyłem na ten pokaz tylko z tobą w mojej głowie, więc jeżeli pozwolisz mi pani. - ucałował Odette namiętnie, jego dłoń sięgnęła łona divy - Chciałbym dołączyć swoje nasienie do tego między twymi udami…

            - Oh ależ oczywiście Otto. Jak bym ci mogła po tym wszystkim odmówić takiego drobiazgu. - Diwa pogłaskała go czule jakby był jej ulubionym kochankiem i jeszcze raz go pocałowała w usta. Po czym położyła się na plecy, zapraszająco rozchyliła swoje odziane w drogie jedwabie uda i wezwała go do siebie gestem palca. Ale i nie zapomniała o ladacznicy. - Ty apetyczna dziewuszko też chodź gdzie twoje miejsce. - Dla Laury aktorka okazała się równie zalotna. Ta pokiwała głową i nachyliła się aby ją pocałować. A po chwili położyła czerwia na jej pokryte śluzem piersi a sama znów dosiadła okrakiem twarzy śpiewaczki. Więc zajęli podobne pozycje jak wcześniej. Tylko teraz nad biodrami miodowłosej sterczała drewniana zabawka mokra od trzewi jej i ladacznicy.

            Mnich spędził długie chwile między udami aktorki oddając się rozkoszy. Kiedy w końcu poczuł nadciągający szczyt przytrzymał Odette mocno upewniając się, że nie wysmyknie się kiedy zacznie wypełniać ją. Ostatni wstrząs przyjemności minął a mnich padł płasko na nagie ciało aktorki, dysząc ciężko. W końcu odzyskał trochę sił i zdołał usiąść patrząc na swoje kochanki z uśmiechem.
            - Więc… kto do następnej dawki pieszczoszków?

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            0
            • Pipboy79P Niedostępny
              Pipboy79P Niedostępny
              Pipboy79
              napisał ostatnio edytowany przez Pipboy79
              #285

              Tura 69 - 2519.07.25; knt; przedpołudnie

              Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Centralna; ul. Bursztynowa 17; kamienica Pirory
              Czas: 2519.07.25; Konigtag; przedpołudnie
              Warunki: jasno, ciepło, gwar głosów ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; umi.wiatr; ziąb (0)

              Egon

              Śnił. Widział, że śni. Znów był bezcielesnym obserwatorem wydarzeń. Nie mógł na nic wpłynąć. Ale za to miał taki wgląd w sytuację jakby w niej uczestniczył. Wszystko było chaotyczne i różne sceny mieszały się ze sobą bez ładu i składu. Niekiedy rozpoznawał miejsca i osoby a niekiedy nie.

              - Brawo! Świetnie się spisałeś! Spójrz! - Najpierw zobaczył Raisę. Norsmeńska starucha promieniała dumą i radością. Wydawała się nienaturalnie sympatyczna i radosna. Jak jakaś kislevska babuszka. Nawet go potargała pieszczotliwie za policzek jak swojego ulubionego wnuczka. I pokazała gdzieś w bok swoim kostropatym paluchem. Gdy tam spojrzał zobaczył samego siebie. I resztę wczorajszych towarzyszy od figli. Był nagi i klęczał przed równie nagą Laylą. Teraz jakby obserwował z boku coś co niedawno przecież sam robił. Widział jak ostrożnie wsadza strzykwe w chętne łono egzotycznej kapłanki. I ta reagowała równie ciekawie jak to sam pamiętał. - Zasiałeś ją. Zasiałeś wiedźmę. To dobrze. To bardzo dobrze. Ona też jest ci wdzięczna. - Stara, kostropata wiedźma tryskała radością. A gdy znów spojrzał w bok miał przed sobą Laylę. I nie wiadomo jak, siedział teraz na krześle. Zaś naga kapłanka uśmiechała się do niego zalotnie.

              - To taki zaszczyt służyć bogini. Bardzo ci dziękuję, że mnie uczyniłeś naczyniem jej woli. Zawsze chętnie służę bogini. Pozwól, że ci się odwdzięczę wojowniku. - Mówiła kuszącym głosem i co dziwne, zrozumiałym dla Egona. Weszła mu na kolana i głową skinęła w bok na łóżkową scenę z wczorajszego wieczoru jakby też ją widziała. A gdy była już na jego kolanach umieściła sobie jego przyrodzenie w sobie, dłonie złożyła na jego ramionach i po chwili już go ujeżdżała aż miło było popatrzeć i to poczuć. Mętnie sobie zdawał sprawę, że coś takiego tłumaczył mu wczoraj Lars z bretońskiego gdy kapłanka się ostatecznie zgodziła na zasianie ale w tej chwili to ledwo docierało do świadomości gladiatora.

              - Tak, świetnie się spisałeś. - Głos staruchy powtórzył to samo co przed chwilą. Ale, że był skupiony na żywiołowej jeździe z egzotyczną czarnowłosą jej głos go zaskoczył. Spojrzał na jej chropawą, szaroburą sylwetkę. A ona pokazywała mu ciężarne kobiety. Nie widział ich twarzy a raczej skupiał się na ich nabrzmiałych brzuchach. W jakiś sposób wiedział, że wszystkie mają tam w środku czerwie Oster. Rozpoznał tylko dwie jakie stały na ich czele. Bladolicą Fabienne i młodą cukiernik jaką mu wczoraj pokazała w kuchni. Właśnie ona jakby dojrzała jego spojrzenie i uśmiechnęła się gładząc swój napęczniały brzuch.

              - Zostać muszą matką to największe szczęście dla kobiety. - Mówiła z pełnym przekonaniem jakby naprawdę w to wierzyła. - Te idiotki nie wiedzą jakie szczęście i zaszczyt je spotyka. - Przestała się uśmiechać i rzuciła z pogardą patrząc gdzieś w dal. Gdy gladiator tam spojrzał zorientował się, ze stoi w eleganckich, dwuskrzydłowych drzwiach. Jedna część była zamknięta a druga półotwarta. Za nimi musiało odbywać się jakieś przyjęcie. Widział bogato zdobione suknie dam i bogatą biżuterię oraz elegancko ubranych mężczyzn. Od razu poznał, że to jakieś przyjęcie dla śmietanki towarzyskiej. Aż było dziwne, że w ogóle tu się znalazł. W końcu nawet w teatrze on i większość nisko urodzonych kultystów nie udało się dostać na oficjalną część przedstawienia i musieli czekać w kuchni. Ale przecież potem i tak…

              Rozmyślania przerwał mu niski, buczący dźwięk. Z początku nie wiedział co to ani skąd to. Jednak po rozglądaniu się elegancko ubranych gości poznał, że nie tylko on to usłyszał. Chwila niepewności zmieniła się w zaniepokojenie gdy dźwięk nasilał się. I w krzyki zdumienia i strachu gdy nad gośćmi pojawiły się pierwsze muchy. Do tej pory żadnej nie widział. Ale i tak był prawie pewien, że to właśnie te co się wylęgają z jaj Oster. Latały między głowami gośćmi a sufitem jaki był dość wysoki. To utrudniało mu dostrzeżenie szczegółów. Jednak miał wrażenie, że mniej więcej kształtem przypominają zwykłe muchy. Tylko były o wiele większe. Różniły się jednak rozmiarami między sobą. Były i takie gdzieś na ćwierć metra i pół. Może nawet jedna czy dwie jeszcze większe. Wszystkie jednak wywołały przerażenie u gości. Zaczęli krzyczeć i rzucać się do ucieczki. Nawet nie zdążył się zorientować czy to sprowokało atak much czy na odwrót. Część z gości rzuciła się do ucieczki właśnie w stronę drzwi w jakich stał. I nagle zorientował się, że wśród nich biegnie Łasica. W stroju kelnerki.

              - Zamykaj! - Krzyknęła do niego gdy tylko minęła próg. Zdołał zatrzasnąć drzwi tuż przed nosem biegnących za łotrzycą notabli. Czuł głuche uderzenia o drugą o solidne drewno.

              - Czemu ta idiotka się wyrywa? Nie rozumie jakie szczęście ją właśnie spotyka. - Teofano znów znalazła się blisko Egona. I jakby stali na półpiętrze gdzie było małe okienko na sale balową. Tam bylo widać jakąś elegancką damę. Leżała na stole wśród drogich i wykwintnych dań. I wydawała się być jakaś niemrawa. Wydawałoby się, że nawet kobieta powinna mieć siłę aby strząsnąć z siebie atakującą muchę. Ta jednak jakoś nie była w stanie tego zrobić. Poruszała ramionami ale zbyt słabo aby dało to jakiś wymierny efekt. A mucha wsadzała jej w usta jakąś rurkę ze swojego odwłoku. Słyszał jej zduszone odgłosy. Właściwie całkiem głośne. Ogłuszający ryk tłumu. I jak podniósł głowę aby się zorientować co się dzieje to okazało się, że jest na ulicznej arenie. Pewnie jakiś turniej na miejskim placu bo pod nogami miał trociny i piach. Ale tam gdzie walczący je zmietli prześwitywały kocie łby. Dostrzegł walczących.

              To był ten czarny rycerz w przyłbicy. Z czerwonym słońcem na piersi. Właśnie ruszał z kopią na inneg rycerza. Po bruku zadudniły kopyta pięknych i silnych rumaków. Tylko szlachtę było stać na taki wydatek. Chwilę później starli się ze sobą. Rozległ się trzask pękających drzewek i obaj z rozpędu minęli się. Przez chwilę nie było wiadomo kto jest zwycięzcą aż przeciwnik czarnego rycerza zwalił się z siodła w piach. Gdy Egon tam spojrzał musiał uskoczyć. Topór czarnego rycerza prawi zahaczył o jego ramię. Ale to nie on był celem. Tylko kolejny rycerz. To był pojedynek na tarcze i topory. Czarny oberwał. Topór przeciwnika uderzył jego napierśnik. Ale widocznie był z mocnej stali bo powstało wgniecenie ale nie widać było krwi. Musiało jednak boleć. Czarny odskoczył i odruchowo złapał się za bolące miejsce. Tłum zawył z podniecenia. Jednak czarny wziął się w garść i zaatakował. Sieknął toporem tak mocno, że zgruchotał tarczę przeciwnika. Ten zaczął sę cofać i wydawał się być przytłoczony nieustannym atakiem rycerza z czerwonym słońcem na piersi. Aż się potknął i upadł na plecy. Odruchowo wyciągnął dłoń przed siebie i krzyknął o łaskę. Zgodnie z rycerskimi zwyczajami o ile pojedynek nie był umówiony na śmierć i życie to przeciwnik powinien to uszanować. Czarny rycerz jednak bez wahania rozrąbał hełm razem z głową przeciwnika. Publiczność wydawała się zszokowana takim okrucieństwem.

              Egon patrzył po nich gdy usłyszał brzęk stali za sobą. Czarny znów walczył z kolejnym przeciwnikiem. Tym razem też pieszo ale na wielkie miecze. To była trudna do opanowania broń i najczęściej używała jej elitarna gwardia elektorska. Gladiator zorientował się, że ten czarny rycerz jest bardzo wszechstronnie wyszkolony w walce na różną broń. To nawet wśród rycerzy nie było takie częste. Może wśród szampierzy i miłośników walki różnymi stylami broni. Bo zwykle specjalizowali się w jednym czy dwóch stylach walki. Teraz czarny też wygrał. W pewnym momencie gdy miecz przeciwnika chybiła go i trzasnęła o bruk. Czarny wykorzystał moment i zrobił wypad swoim. Drugi wojownik nie zdążył nic zrobić gdy solidna, imperialna stal przebiła jego napierśnik jak papier. Zaskoczony patrzył na swoją krew ściekającą po pancerzu. A czarny brutalnie oparł but o jego pierś i wyszarpał swoją broń. Teraz jucha trysnęła strumieniem a przeciwnik opadł na kolana sapiąc głośno. Przestał gdy czarny jednym cięciem ściął mu głowę.

              Teraz stał paręnaście kroków za plecami czarnego. Widział jak ciężko dyszy z wysiłku. Jak jego pancerz nosi liczne ślady i wgniecenia tam gdzie trafiły go ciosy przeciwników. Ale nie na tyle aby go poważnie zranić czy zabić. I słyszał jak mistrz ceremonii ogłasza poważnym głosem. Jak chwilowo uciszony tłum zaczyna wrzeszczeć. Jak czarna rękawica rycerza zaciska się w pięść z oczywistej złości i gniewu. Jak teraz pokazuje coś Egonowi. Byli w lesie a czarny był konno. Gdy gladiator tam spojrzał dojrzał czarny głaz. Wysoki i pocięty złotymi żyłkami które wydawały się płonąć demonicznym ogniem. I jeszcze były jakieś dziwne glify. I czaszki. Oblane krwią. I zwierzoludzie. Horda zwierzoludzi o baranich i kozich głowach. Ryczący swoje wyzwanie. Obie strony ruszyły na siebie z impetem i furią. Po chwili już zwarli się ze sobą.

              Egon ciął swoim toporem. Odrąbał ramię zwierzoczłeka o baraniej głowie. Ale ten chociaż zaryczał to próbował go kopnąć swoim kopytem. Udało mu się i gladiator poczuł uderzenie. Upadłby gdyby nie wpadł plecami na jakieś drzewo. Kopytny pochylił łeb do przodu i chciał go wziąć na rogi. Ale jakiś topór rozpruł mu brzuch. Lars. Też tu był. I Bjorn. I Silny. I czarny rycerz. I Norma to Axe. I chyba nawet lady Soria. Ale była dalej to nie był pewny czy to ona czy jakaś inna kobieta. Ujrzał jak ktoś pada pod ciosem a jego krew rozbryzguje się w powietrzu. Gdy przyjrzał się uważniej zorientował się, że jucha ścieka po drewnie. Właściwie po burcie. Burcie łodzi. Skądś usłyszał głos tej elfki, zupełnie jak wtedy gdy mowiła w teatrze.

              - Znajdują tylko puste łodzie. Ze śladami krwi i walki. Ale żadnych ciał. - Patrzył w jej piękne oczy i starannie ufryzowane blond loki gdy stała w eleganckiej sukni i kielichem wina w swojej smukłej, zadbanej dłoni. Zupełnie jakby wrócili do rozmowy w kuchni byłej tawerny. A przecież tuż obok widział jak ta zakrwawiona łódka buja się na wodzie. Nie był pewien czy to coś znaczy czy tylko we śnie zwizualizował sobie jej słowa. I na jakimś poziomie zdawał sobie sprawę, że nie może być jednocześnie w teatrze i na rzece. Jak próbował się przyjrzeć dokładniej to woda ściemiała. Właściwie to była jakaś ziemia. Posadzka. Klepisko. Jak powiódł wzrokiem dalej to był korytarz. Z kratami. Loch. Zza jednej z krat wystawało kopyto. Znów usłyszał głos zirytowanej elfki.

              - No ja go chciałam dobić ale wasi pobratymcy się uparli. - Widział jakieś futro w trawie. Mógł to być zwierzoczłowiek ale niekoniecznie. Chociaż po chwili gladiator dojrzał kopyta i włochate nogi. Więc szanse, że to zwierzoczłowiek rosły. Nad nim stała Fanriel. Tym razem była w spodniach i kubraku. Tylko w takim elfickim wydaniu. W dłoni trzymała sztylet. Z irytacją schowała go do pochwy, wsiadła na pięknego rumaka i odjechała zostawiając niewidzialnego Egona i ludzkich towarzyszy. A potem oni nagle gdzieś zniknęli. Ale dalej był w lesie. Rozglądał się dookoła i nie widział nic szczególnego. Las jak las. W pewnym momencie jednak usłyszał odgłos kopyt. Miękki i cichy bo na leśnym runie. Ktoś spokojnie nadjeżdżał. Dojrzał dwie blondynki jadące obok siebie. Obie w spodniach i kubrakach. Fanriel Złota Gwiazda i Froya van Hansen. Jechały jak dwie koleżanki i rozmawiały ze sobą serdecznie. Przejechały tuż obok Egona nie zauważając go. Poszedł za nimi i chociaż pieszy nie powinien dogonić kawalerzysty to jednak już był w tej sali z trofeami do jakiej zimą zaprosiła go van Hansen. Teraz tak jak wtedy siedziała na swoim fotelu. Rozmawiała z kimś w drugim fotelu. Chyba coś opowiadała żywo. Pokazała na ścianę. Wisiał tam łeb trolla jakiego we trójkę powalili tamtej zimy. Brodacz pamiętał, że szlachcianka zażądała dla siebie łba bestii jako trofeum. A jemu pozwoliła zabrać prawą łapę potwora. Nie brał jej ze sobą do Norsci. Więc chyba dalej powinna być w jego dawnym mieszkaniu. O ile ktoś go nie splądrował od tamtego czasu. Ruch dłoni na drugim fotelu przerwał mu rozmyślania. Jakby pokazywał gest napinania i mierzenia z łuku. To była szczupła, delikatna dłoń, jak należąca do kobiety. Już podchodził aby zobaczyć kto tam siedzi gdy usłyszał jakieś huknięcie. Obudził się.


              W pierwszej chwili nie wiedział co się dzieje. Nie rozpoznawał miejsca w jakim przebywał. Jakby spał w jakiejś szafie? Usłyszał głosy z zewnątrz. Męskie, przyciszone. Śmiechy. W tym kobiecy. Astrid. No tak. Był w tej sypialni dla służby u Priory. Były cztery i w takich jakby szafach. Można było się w nich zamknąć to ciepło nie uciekało i robiło się dość przytulnie. On jednak i tak prawie od razu zasnął. Ale wcześniej Pirora zaprosiła ich do siebie. Był już środek wieczoru czyli czarna noc i dość późno gdy wyjechali z teatru. Pierwszą noc po przybyciu do miasta wraz z grupą Norsmenów spędził u młodej Averlandki. To i po teatrze wydawało im się najmniej problematyczne aby do niej wrócić. Zwłaszcza jak oferowała miejsce w swoim powozie. Norsmeni nie zastanawiali się zbyt wiele i przystali na propozycję. I tak nie znali miasta a nie chciało im się tłuc po nocy po obcych ulicach.

              Teraz Egon czuł efekty zabaw z wczorajszego wieczoru. Ciało było nadwyrężone. A jednak w dający satysfakcję sposób. Zorientował się, że Raisy z nimi teraz nie ma. Jak się rozstawali na koniec zboru to wraz z Tobiasem miała wrócić do apteki Sigismundusa. Więc musiała mu się teraz przyśnić. Jak i cała reszta. Na zewnątrz jego szafy trójka Norsmenów już się obudziła i sądząc po przyciszonych rozmowach i śmiechach to wspominali wczorajszy wieczór. Też sobie przypomniał jak już zbierali się do wyjścia i zagaiła do niego ta bladolica Bretonka. Powiedziała mu, że ta Adrienne, oprócz tego ile jest z nią zabawy, to ze względu na miejsce swojej pracy, może mieć dostęp do rejestrów statków. Czyli zorientować się czy gdzieś jakichś nie są na sprzedaż albo w jakimś zastawie za długi czy coś takiego. Czasem można było trafić na nie lada okazję. Na razie jednak pęcherz, gardło i żołądek domagały się swoich praw co zmusiło go do opuszczenia wnętrza łóżkowej komody.

              Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Centralna; ul. Kazamatów 12; mieszkanie Otto
              Czas: 2519.07.25; Konigtag; przedpołudnie
              Warunki: jasno, ciepło, cisza ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; umi.wiatr; ziąb (0)

              Otto

              Znów ten sen. Od razu go rozpoznał. I zaczynał się podobnie jak zazwyczaj. Od dwóch, nagich, kobiecych łon. Jednego z tatuażem ukoronowanych ust i drugiego z dwoma pieprzykami na zgięciu biodra. Teraz jak już wiedział do kogo należą to jakby reszta sylwetek Odette i Fabienne pojawiała się szybciej. Obie miały drogie, jedwabne pończochy na sobie. Tak jak wczoraj w teatrze. Sam nie był pewny czy to właśnie dlatego tak wyglądają w śnie czy zawsze w tym śnie takie miały. Były w zaawansowanej ciąży. Widział jak coś od środka porusza się w tych brzuchach. Coś. Wiedział, że to czerwie Oster. Szlachcianki leżały na plecach i miały szeroko rozchylone uda. Pozycja typowa dla zwykłych porodów. Dotąd mniej więcej tak to chyba wyglądało i we wcześniejszych snach. Ale teraz pojawiło się coś nowego. Obie spojrzały na niego jakby go właśnie dostrzegły.

              - Ah no tak! Jak mogłam zapomnieć! - Odette machnęła dłonią jakby w ostatniej chwili coś sobie przypomniała. Wstała ze swojego posłania i przeszła tak, że usiadła naprzeciwko nagiego łona koleżanki. Po czym znów spojrzała na mnicha. - Chcesz prosto w usta prawda? - Zapytała go zalotnie i przystawiła twarz do zwieńczenia bretońskich ud. Otto zdawał sobie sprawę, że podobnie to wyglądało wczoraj. Tylko, że zamiast Fabienne była Laura. Ale zanim zdążył się nad tym zastanowić łono czarnowłosej pociekło robaczym śluzem co zwiastowało bliskie wyjście czerwia na zewnątrz. - Oh to takie ohydne! - Zawołała zachwycona aktorka po czym otworzyła usta aby przyjąć tego obrzydliwego gościa. Poród wyglądał podobnie jak wczoraj to widział u ciemnowłosej ladacznicy. Larwa wypełzła z trzewi Fabienne przy wtórze jej jęków rozkoszy i wylądowała wprost w czekających ustach śpiewaczki.

              - Powiem wam, że nie spodziewałam się, że tu na tym śmierdzącym rybami końcu świata będzie tyle rozrywek. - Głos miodowłosej wyrwał mnicha z otępienia. Obie siedziały obok siebie. I karmiły piersiami swoje czerwie. Widział z bliska jak wokół sutków mają małe zadrapania układające się w okrąg. Ale tego nie mogły zrobić czerwie bo nie miały czym. Więc chyba te drobne ranki musiały powstać wcześniej. Piersi były jakby większe jak to i ciężarnych i karmiących matek. Tylko mleko było dziwnie gęste i lepkie a nie białe i wodniste jak powinno.

              - Podobają ci się? No wiem, urosły. Też byłam zaskoczona gdy to się zaczynało. Ale są teraz jeszcze śliczniejsze niż były! Teraz te piersi nie będą już karmić ludzkich dzieci a ten brzuch nie będzie ich rodzić. - von Treskow wydawała się być zachwycona tą perspektywą. Pogłaskała się jedną dłonią po brzuchu a drugą po piersi. Wtedy z sutka znów pociekła kropla lepkiego mleka. - No i ten smak! Chcesz spróbować? - von Treskow odsunęła karmionego czerwia aby zaprezentować swoją pierś mnichowi. Teraz jej małe ranki wokół sutka były jeszcze bardziej widoczne. Wydawały się nietypowe, jakby powstały od czegoś okrągłego.

              - Są takie piękne. - Teofano stanęła obok mnicha i mówiła do niego z łagodnym, matczyym uśmiechem ale patrzyła na obie nagie, karmiące czerwie szlachcianki. Sama też miała ciężarny brzuch jakiego jej prosta suknia nie była w stanie ukryć. - Aż się nie mogę doczekać swoich. To taki zaszczyt zostać muszą matką. Powinniśmy zasiać tyle kobiet ile się da. No sam spójrz. - Młoda Lebkuchen wskazała wzrokiem obok. Gdy mnich tam spojrzał dostrzegł Margo. Sprzątała, zamiatała podłogę, czyściła zastawę w jakimś mieszkaniu. Może to nawet było to należące do cukierników. Tylko była całkiem naga więc było widać jej brzuch jaki wyglądał na początki ciąży. I chociaż obok przechodzili inni ludzie zdawali się w ogóle nie zauważać jej nagości. Zresztą pokojówka cukierników robiła swoje jakby nie dostrzegała pary obserwatorów. Po czym Teofano pokazała mu Adrienne. Też była nago. Siedziała za jakimś biurkiem i pisała jakieś dokumenty. Ktoś do niej przyszedł i zapytał czy wie coś nowego o zaginionych na rzece łodziach i też jakby nie dostrzegał jej nagości ani obroży na szyi jaką miała podczas zabaw wczoraj wieczorem. Gdy archiwistka skończyła, zamknęła księgę i wstała aby przenieść ją na półkę w regale pełnym innych ksiąg. Wtedy odwróciła się do nich przodem gdy wracała za biurko i widać było jej brzuch jakby w początku ciąży.

              - Musisz przyznać kolego, że nieźle ją wytresowałem co? - Teraz Hubert pojawił się obok niego. Ubrany w ten ciemnofioletowy kubrak w jakim był wczoraj w teatrze. Pytał patrząc na Adrienne jak na nową, rasową klacz. Wezwał ją gestem do siebie a ta z uroczym uśmiechem od razu podeszła do grubasa. On zaczął gładzić jej policzek swoją delikatną, pulchną dłonią co zdawało się archiwistce sprawiać dużą przyjemność. Grubson zaś odczuwał dumę jak hodowca z jakiegoś cennego okazu w swojej stadninie.

              - Ale wiesz, że to nie wszystko? - Greg umoczył szczotkę w wiadrze po czym bez pośpiechu zaczął szorować podłogę. Byli teraz w jednym z korytarz hospicjum. - No nieźle ci się to udało, nieźle. - Skinął głową i jak Otto też tam spojrzał dojrzał samego siebie i Teofano. Oboje właśnie żegnali się z przeorem. Scena wyglądała podobnie jak ostatnio gdy cukiernik przyszła do hospicjum aby podziękować za pomoc w pozbyciu się niespokojnych snów. Przeor zamknął drzwi do gabinetu a ten drugi Otto i Teofanu ruszyli korytarzem. Jeśli by było tak jak parę dni temu to powinni pójść do recepcji gdzie brunetka zostawiła swoją pokojówkę. Teraz jednak Otto dostrzegł jakby Lebkuchen w pewnym momencie spojrzała wprost na niego. I matczynym gestem dotknęła swojego brzucha posyłając mu pełen wdzięczności i triumfu uśmiech. No tak, wtedy jak przyszła d hospicjum to już była zasiana. To go zaskoczyło. Raz, że spojrzała wprost na niego tak nagle a dwa to wówczas jak z nią szedł to nie zauważył tego gestu. A może to tylko jakaś senna wariacja tamtych wydarzeń? Przecież sny rzadko dosłownie oddawały rzeczywistość. Zanim się zdecydował to pacjent hospicjum znów umoczył szczotkę w wiadrze i się odezwał.

              - No ale to nie wszystko. - Pokazał przed siebie na kolejny obraz. Annika. Biegła w samym gieźle. Przez ulice, stragany, potrącała ludzi, wpadła na jakiś wóz, furman na nią krzyknął ze złością. - Norra jest w niej silna. Ale ta siła jest ślepa. - Greg powiedział to spokojnie. Chociaż przed nimi nie rozgrywały się spokojne sceny. Czarnowłosa była pacjentka hospicjum zawsze biegła. W różnych porach dnia, pogodzie i miała różne przeszkody. Ale zawsze kiepsko się to dla niej kończyło. Wpadła w ręce strażników na ulicy lub przy bramie. Z rozpędu zderzała się z jadącymi wozami lub wpadała pod kopyta rozpędzonej karocy, taranował ją jakiś kawalerzysta jakiemu wybiegła nagle pod konia. - Ta ślepa siłą może ją wykończyć. Ale może też zaprowadzić do wielkości. - Do słów Grega obraz się zmienił. Teraz Otto widział obraz jakby biegł z tuzin kroków za Anniką. Przez jakiś ciemny, ponury las. Zbliżali się do jakiegoś końca lasu bo widać było prześwity między drzewami. W końcu czarnowłosa wbiegła na skraj polany. Zatrzymała się. Dyszała ciężko a ubranie miała podarte od gałęzi o jakie zahaczyła. Ale dotarła do celu. Na polanie stał głaz. Czarny i upstrzony żyłkami złowróżbnego, piekielnego blasku. Na nim były wyryte glify. Rozpoznał tylko jeden jako należący do Krwawego Boga. U podnóża głazu były czaszki. Wiele czaszek. Ludzkich, zwierzęcych, jakichś bestii. I broń. Miecze, topory, szable, oszczepy, włócznie. Stare, pordzewiałe, zaśniedziałe jak i na takie co wyglądały na nowe. Zdyszana dziewczyna zbliżała się do tego miejsca walki, krwi i śmierci z fascynacją w oczach. Zwolniła kroku aby się lepiej temu wszystkiemu przyjrzeć. Ale usłyszała warknięcie. Gdy podniosła głowę dojrzała jak z lasu wychodzi zwierzoczłowiek. Barczysty, z potężnymi rogami, emblematem Bog Krwi na piersi, z czaszkami i głowami przypiętymi do pasa. I potężnym toporem.

              - Ona nie da rady. Mówię wam, za cherlawa jest. To powinien być któryś z nas. - Silny prychnął i pokręcił łysą głową na znak niewiary w możliwości Anniki. Obok niego stali pozostali członkowie frakcji khornitów z ich kultu. Fizycznie rzeczywiście czarnowłosa służąca Fabienne wydawała się najdrobniejsza z nich wszystkich. I nie była ani portowym zabijaką ani gladiatorem czy żołnierzem jak oni. A tu szykował się pojedynek z tym strażnikiem kamienia Norry. A Annika wyglądała jakby dopiero co przybiegła z miasta i była w ogóle nie przygotowana do walki. Teraz gwałtownie rozglądała się wśród tego pobojowiska trucheł, głów, czaszek i kości aby znaleźć sobie jakąś broń. Silny zrbił zdziwioną minę bo gdy mocarny zwierzoczłowiek zaryczał i z furią ruszył na swoją przeciwniczkę, ta krzyknęła wściekle, złapała jakąś broń i runęła mu naprzeciw. Jakby w ogóle nie dostrzegała dysproporcji gabarytów i uzbrojenia.

              - Różnie może z tym być. - Greg wymamrotał nie przestając szorować miotłą podłogi. Otto ujrzał jak przy kamieniu rogaty zaryczał podnosząc do góry odciętą głowę Anniki. Jeszcze miała otwarte oczy a z uciętej szyi ściekała jej krew. A jak mnich mrugnął oczami to ona krzyczała triumfalnie i unosiła obcięty łeb zwierzoczłowieka. Ubranie miała zbrukane błotem i krwią. - Ale i tak najpierw musi się tam dostać. - Mnich usłyszał głos pacjenta hospicjum który miał opinię zdziecinniałego wariata.

              - A to ja. - Obok Otto stanęła Marissa. Uśmiechała się do jednookiego. Pokazała wzrokiem gdzieś przed siebie. W ciemności ujrzał jakiś podłużny przedmiot. Z początku wydawał się lewitować. Ale jak podszedł bliżej zorientował się, że jest zawiesiony na jakiś niciach. Pajęczynach. Właściwie to przypominał owinięty w kokon ludzką sylwetkę. - Oj już nie mogę się doczekać! Tylko najpierw muszę odnaleźć to miejsce. Pomożesz mi je odnaleźć? Zobacz, to musi być coś z wodą. - Wskazała mu dlonią gdzieś dalej. Wśród panującej ciemności widać było plamę światła. Gdzieś wysoko, nad ich głowami. I światło tworzyło słup aż trafiał na taflę wody. Prawie całkowicie nieruchomej, jakby żadnego wiatru tu nie było. Były tu też jakieś opary. I zapach. Dziwna mieszanina wilgoci kojarzącej się z lochem czy piwnicą oraz kadzidła albo perfum. Ten drugi zapach zdawał się robić silniejszy w miarę jak opary gęstniały. Właściwie to były już jak gęsta mgła. Marissa gdzieś zniknęła, to ciało w kokonie i słup światła też. Mnich cofał się i odganiał tą mgłę rękami. Aż poczuł, że uderzył o coś nogą.

              - No i zobacz co narobiłeś. - Greg spojrzał na niego z wyrzutem. Jednooki zorientował się, że pokazuje mu coś na dole. Gdy tam spojrzał dojrzał przewrócone wiadro i plamę wody jaka się z niego wylała na podłogę. - Obyś u nich nie był tak niezdarny. - Zdegustowany pacjent wskazał głową w bok. Jak mnich tam spojrzał dojrzał Łasicę. Stała na schodach, była w swoich skórzanych spodniach i wyglądała jakby się przysłuchiwała czemuś. Gdy go dojrzała położyła palec na ustach nakazując mu zachowanie dyskrecji. Parę stopni powyżej była szczelina między drzwiami a framugą. Widać tam było jakąś starą, zdezelowaną kuchnię. I ktoś siedział tam na krześle. Opierał nogi odziane w spodnie i wysokie, podróżne buty o kuchenny stół. - To ta nowa co ci mówiłam, że jej nie znam. A szuka jeszcze innej. - Łotrzyca szepnęła do niego.

              - Wszyscy czegoś szukają. Albo kogoś. Ja szukam drogi do moich książek. - Greg miał dość filozoficzny nastrój gdy nie zwracał uwagi na dwójkę kultystów tylko zbierał szmatą wylaną wodę z powrotem do wiadra. - Ale najpierw coś trzeba zrobić z tym. - Wciąż będąc na czworakach pacjent wskazał gdzieś w dal. Tam Otto dostrzegł obie łotrzyce. Stały obnażone do pasa prezentując swoje jędrne, pelne biusty. Uśmiechały się a studenci siedzieli w swoich ławach i robili szkice galionów. Wydawało się, że obu stronom takie zajęcia sprawiają przyjemność. Ale mnich usłyszał znaczące chrząknięcie pacjenta. I znalazł się w piwnicy. Dostrzegł jakąś ciężką, solidną skrzynię jaka stała pod ścianą. Miał wrażenie, że przez szczelinę w zamknięciu promieniuje jakaś poświata. - No właśnie, Pojawiają się nowe nici, nowe ścieżki, nowe postacie. - Greg pokiwał głową wskazując na łóżko. W mieszkaniu. Na nim spał jakiś mężczyzna. Już nie taki młody sądząc po kolorze krótko obciętych włosów. Ale nagle wszystko zrobiło się ciemne. I usłyszał spokojne ale miarowe kroki. Ktoś nadchodził. Dostrzegł ludzką sylwetkę. Ten ktoś uniósł jedno z ramion. Te okryte były finezyjnie szerokimi mankietami, że zwisały o wiele poniżej nadgarstków. W otwartej dłoni błysnął fioletowy ogień. Jakby ten ktoś oświetlał sobie drogę w ten sposób. Ten nagły ogień tak zaskoczył mnicha, że się obudził.


              Otto obudził się w swoim łóżku. Przez okna zaglądał nowy dzień. Poranek przechodził w przedpołudnie. Gdyby miał iść dziś do hospicjum to by zaspał. Ale nie było to dziwne po tym intensywnym wieczorze na zapleczu teatru. Czył to w swoim ciele. Było nieco nadwyrężone ale na osłodę miał grzesznie słodkie wspomnienia. Co tam wczoraj się działo!

              Gdy jeszcze byli we trójkę w apartamencie szlacheckim, zarowno lady Odette jak i Layla były bardzo chętnę na zasianie kolejnymi porcjami pieszczoszków. Miodowłosa diwa traktowała to jak świetną zabawę jaka była dla niej nowa. A wizja rodzenia obrzydliwych czerwi wydawała jej się ohydnie pociągająca i odświeżająco nowa. Dała się zasiać z każdej strony w jaką mnich włożył jej zabweczkę od Niklasa. Jednak sama też chciała spróbować jak to jest zasiewać inne kobiety więc przymocowała sobie ten przyrząd do swoich bioder i przetestowała go na ladacznicy. Obie miały z tego przednią zabawę, zwłaszcza, że Layla oczywiście była bardzo chętna przyjąć w siebie i swoją ulubioną klientkę i kolejny miot pieszczoszków. Zaś Otto miał okazję oglądać z bliska to miłosne widowisko dwóch nagich, atrakcyjnych kobiet. Finalnie Layla włożyła czerwia, jakiego urodziła ponownie na początku spotkania, w łono szlachcianki. I ta wreszcie mogła poczuć choć trochę to o czym opowiadała Fabienne. I była tym zachwycona. Ladacznica była zdania, że do rana pewnie i tak wyjdzie na zewnątrz ale szlachciance to wcale nie psuło humoru.

              Później Odette koniecznie chciała dotrzymać obietnicy danej Fabienne, że ich odwiedzą w pokoju na przeciwko. Więc tak zrobili. Obie kochanki mnicha nie siliły się aby coś ubrać tylko w samych pończochach przeszły przez szerokość korytarza. Tak jak obiecala Bretonka, drzwi do ich pokoju były zamknięte tylko na klamkę. Więc po chwili byli w środku gdzie zastali kobiecą trójkę na miłosnych zmaganiach. Teofano z przymocowanym do bioder przyrodzeniem energicznie brała wypiętą szlachciankę. Zupełnie jakby spodobały jej się te zabawy zademonstrowane parę dni temu w salonie Pirory. Fabienne dawała się jej brać i widać było, że sprawia jej to dużą przyjemność. A sama bawiła siebie i Margo delektując się jej łonem i udami. Co zresztą było widać po śladach szminki w tych miejscach.

              W pierwszej chwili przywitały się i prym wiodły obie szlachcianki. Ale były życzliwe i mnichowi i swoim kochankom. A artystka o miodowych włosach koniecznie chciała wypróbować zabaweczkę Niklasa jaką dostała od Otto na swoich koleżankach. A przynajmniej Fabienne i Teofano były bardzo chętne na zasianie i to jeszcze w tak przyjemny sposób. Margo wydawała się przytłoczona towarzystwem tak wytwornych dam ale, że te były dla niej miłe a bretońska milady nawet troskliwa to też ostatecznie dała się zasiać Słowikowi Północy. Pobawili się jeszcze trochę w powiększonym gronie ale czas uciekał więc w końcu trzeba było się zbierać do drogi. Zwłaszcza, że trzeba było się jeszcze ubrać i doprowadzić do porządku. A kobiety potrzebowały na to więcej czasu.

              W innych pokojach też goście stopniowo wyhodzili i zbierali się na parterze. Tam dziękowali sobie za zabawę, życzyli sobie kolejnego tak przyjemnego spotkania. I stopniowo rzchodzili się do swoich powozów albo pieszo wracali do domu. Otto miał to szczęście, że Fabienne zaprosiła go do swojego powozu. Zabrała też Marissę oraz Teofano i Margo. Tym ostatnim obiecała, że odwiezie je do domu bo już był późny wieczór chociaż jeszcze przed północą. Jeszcze wśród śmiechów i żartów wchodzili do powozu von Mannlieb gdy niespodziewanie podeszła do nich lady Aliona. Tego chyba nawet Bretonka się nie spodziewała bo wychyliła się do elfki pytając zalotnie czy może jej jakoś pomóc. Leśna elfka poprosiła aby ją podrzucić do domu. Szlachcianka oczywiście zgodziła się więc wracali w szóstkę. Było ciemno bo nie paliło się żadne światło. Więc ledwo było widać zarysy osób z jakimi się jechało. Rozmowy były przyjemne ale ze względu na elfkę, nie tak swobodnie jakby mogły. Ją też von Mannlieb podwiozła jaką pierwszą. Żegnały się jak dwie przyjaciółki. Potem przyszła kolej na Teofano i Margo. Wysadzili je przed kamienicą Lebkuchenów. No i zostali we trójkę. Bretonka była ciekawa czy mnich będzie dziś wieczorem na spotkaniu z Gnakiem przy Zachodnich Kamieniach. Bo szlachcianki z kultu w południe zamierzały pojechać “w plener”, tym razem bez zbędnego towarzystwa. Więc wieczorem powinny mieć swobodę aby pojechać z dworku myśliwskiego Rose de la Vegi na miejsca nocnej orgii. Odwiozła Otto pod jego dom i tam się pożegnali. Na koniec objęła go ciepło i pocałowała namiętnie jak kochanka. I jeszcze widział jak jej powóz odjeżdża i zostało mu wrócić do swojego mieszkania. A jak wrócił do zasnął i obudził się dopiero teraz. I miał jeden z tych wyrazistych i barwnych snów. A jeszcze się umówił w “Kniei” na to zwiedzanie lasu.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • Pipboy79P Pipboy79 odniósł się do tego tematu dnia
              • SantorineS Online
                SantorineS Online
                Santorine
                Developer
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #286

                Egon powstał, nagle rozbudzony. Sen! Przypominał sobie detale snu - Raisa, która zdawała się być z niego zadowolona, zwierzoludzie i ów czarny wojownik. Egon próbował sobie przypomnieć oblicze czarnego woja… Ale nie. Nic konkretnego. Przez parę dłuższych chwil odtwarzał w pamięci to, co zaszło w jego śnie. Głaz ze złotymi żyłkami… Niewątpliwie, musiał być to jeden z tych, które mieli odszukać.

                Poniechał jednak snów i wizji. Roztarł swoją głowę, bo czuł się, jakby dostał solidnie dostał w łeb gwiazdą zaranną.

                Począł niemalże po omacku szukać swego odzienia. Zamierzał stąd wyjść.

                Ubranie znalazł częściowo wewnątrz tej szafy w jakiej spał. Ale aby dokończyć ubieranie się musiał odsunąć jej drzwi i wyjść na zewnątrz. Tam od razu zobaczył trójkę Norsmenów jacy rozmawiali ze sobą. I też byli tylko częściowo ubrani. Spojrzeli na niego. Lars zaśmiał się rubasznie. Miał na sobie tylko spodnie i koszulę ale coś nie śpieszył się aby ubrać resztę

                - Oho! Patrzcie kto wstał na ten piękny dzień! - Wyszczerzył się radośnie do Egona. Astrid też patrzyła na niego z zaciekawieniem. Miała już spódnicę a ta była inna niż imperialnych kobiet. Jednoczęściowa, góra i dół w jednolitym, morskim kolorze. Kobiety z południa zwykle chodziły w spódnicy i oddzielnej górze. Córka jarla nie miała jeszcze jednak zapiętego pasa i tych wszystkich ozdób i dodatków jakie zwykle na sobie nosiła. Bjorn był w samych spodniach i boso. Widać było już nieco zaróżowione rany jakie otrzymał od martwiaków w grobowcu Śpiącego.
                - Często macie takie zabawy jak wczoraj w tym teatrze? - Astrid była ciekawa zwyczajów południowców. Sądząc po uśmiechu to przypadły jej do gustu.

                Egon wzruszył ramionami na tą uwagę.

                – Pierwszy raz tu jestem – rzekł, zgodnie z prawdą. – Choć ze słyszenia żem się dowiedział, że i zabawy w teatrze niby częste… Mhm, nieważne zresztą. Trza mi coś zjeść i się napić, w gardle piecze mi, niby diabli mi do niego rzygali…

                Nagle, Egon przypomniał sobie o rzeczach, które zrobić potrzebował. Dziś zapowiadał się dzień, w którym odwiedzą Gnaka, ale potrzebował także i inne rzeczy zacząć oporządzać. Odette, która mogła coś wiedzieć o turnieju. A i jego własne kontakty chciał odwiedzić.

                – Mamy coś do zjedzenia? A i łaźnia by się nadała… – rzekł gladiator, który po wczorajszym czuł się niby w nocy ktoś wyciągnąć jego kości i włożył je z powrotem do ciała.

                - No pewnie jest coś w kuchni. Właśnie mieliśmy tam iść. - Lars wzruszył ramionami i wziął się za ubieranie kubraka. Pozostała dwójka też dokończyła ubieranie się i zeszli na parter do kuchni. Służba podała im solidny choć niezbyt wyszukany posiłek. Dało się jednak napełnić kałdun czymś przyjemnie ciepłym i sytym.

                - A co z nimi? - Lars zapytał wskazując na jedną z niewolnic jaka wczoraj przypłynęła z nimi ze statku Munira. Dzisiaj pracowała w kuchni razem ze służbą Pirory.
                – Można by je zasiać, trza mi jeno więcej strzykw. Tedy do Raisy mus mi się udać. Jeśli zaś byśmy profit z nich ciągnąć, można by je nająć do bordelu… Ale nie wiem, czy larwy Oster mogłyby się tu okazać przeszkodą… Hmm. Być może i nie.

                – Dziś mi trafi się spotkać z Gnakiem – rzekł Egon do Larsa. – Trza będze go spytać o sprawy kultu i naszego interesu. No i… Wiadomo, niedługo trzeba będzie wybrać się na kurhany, choć zapewne to jutro.

                Trójka Norsmenów popatrzyła na niego. Chociaż Bjorn zapewne i tak nie zrozumiał mowy w reikspiel. Ale pozostała dwójka zerknęła na pracującą przy kuchni niewolnicę. - Ja rozmawiałam z tą Bretonką. Z tą z czarnymi włosami. - Astrid dotknęła swoich włosów chociaż miała jasno blond, kontrastowo różne kolorem od szlachcianki z zachodu. - No i ona bardzo chwaliła sobie tą ciążę z czerwiami. Mówiła, że to niesamowite doznanie. I jakoś w chędożeniu nie przeszkadza. Nawet myślałam aby wczoraj pójść z nią no ale gdzieś mi zniknęła z oczu. Chyba poszła z jakimiś dwiema innymi dziewkami. No ale pytała czy dzisiaj wieczorem będę na tej orgii ze zwierzoludźmi bo zapraszała no i mówiła, że ona to będzie. No chyba pójdę. A wy? - Córka jarla odezwała się pierwsza i podzieliła się z kolegami swoją wczorajszą rozmową z Fabienne. Sama nie miała doświadczeń z czerwiami Oster ale powołała się na doświadczenia bretońskiej szlachcianki.

                - No my to raczej będziemy nie Egon? - Lars przeniósł wzrok z koleżanki na gladiatora. - Nie dość, że dużo chędożenia się szykuje ze żwawymi pannami. To jeszcze mamy z Gnakiem interes do omówienia. Te leśne pokraki pewnie znają las jak własną kieszeń. To może coś by się dało sklecić z tym łowieniem niewolników dla nas czy Munira. A właśnie. Z nim też trzeba by pogadać albo chociaż pożegnać się aby zrobić dobre wrażenie. Wczoraj wrócił tutaj ale mówił, że dziś będzie chciał wracać na statek i popłynąć dalej do Erengradu. Dobrze, że Layla zostaje z nami. - Norsmen miał całkiem pragamtyczne podejście do tych spraw i naturalną żyłkę do interesów. Dlatego nawet dziś wieczorem nie omieszkał skorzystać z okazji do skorzystania z chętnych panien ale nie zapominał, że mają pewne sprawy do załatwienia ze zwierzoludźmi.

                - Ta wasza Łasica i ta ruda to chyba mają doświadczenia w burdelach. To ich można by zapytać jak chcecie te dziewki tam podesłać. No chyba, że Pirora ma jakieś chody i coś wie w temacie. Ale dwie z nich są nasze a dwie Munir podarował Layli. To jakby tych dwóch też użyć jako ladacznic to z nią trzeba by gadać. Ona chyba też chyba wróciła tutaj tylko w innym powozie. - Astrid dodała jeszcze coś od siebie. Byli co prawda w kuchni ale kamienica Pirory miała kilka pięter więc pewnie jeszcze niewielu znaczniejszych gości głównej gospodyni spotkali. Lady Soria mieszkała u niej jako stały gość a Layla i Munir byli od wczoraj jej gośćmi. Więc pewnie też powinni gdzieś tu być.

                – Mmm, jeśli w chędożeniu nie przeszkadza, to im lepiej, przynajmniej zarobią na siebie… I na nas – Egon pokiwał głową z uznaniem, myśląc o tym, co zrobić dalej. – U Gnaka mus nam być na pewno. Jego zwierzoczłeki na pewno zorientują się, jak porywać ludzi z sioła, a szczególnie jakie dorodne dziewki, które zasiać trza będzie… A może i tak być, że Gnak może wiedzieć, gdzie w głuszy jest on głaz Norry, co go Annika szukała. Będziemy mieć i czas, to Annikę przeniesiemy pod pieczę Gnaka, może kiedy będzie biegła, to wytropią ją bestie należące do Gnaka, my zaś kamień znajdziemy…

                – No. Ale to później. Najpierw trza mi iść do Raisy po strzykwy.

                Tu przystanął, raz jeszcze dawszy parę chwil na pomyślunek co do niewolnic.

                – Layla da zasiać swoje niewolnice, skoro sama siebie nie oponowała – rzekł wojownik. – Ale trzeba będzie wybadać każdą z nich. Dwie zaiste zostaną dla Layli jako jej służba, bowiem to znaczna persona z dalekich stron. Ale jak będą mogły co innego robić, na służbę do możnych iść albo drabów skórować z grosiwa, to czemużby nie?

                - A co to za Annika? Była wczoraj? - Lars zmrużył oczy ciekaw kim jest wspomniana z imienia kobieta. Egon zorientował się, że Norsmeni jak dopiero od wczoraj są w mieście to jeszcze nie zdążyli poznać wszystkich kultystów ani osób jakoś z nimi powiązanych. Właściwie byłą pacjentkę hospicjum to tej nocy widział pierwszy raz we śnie a na żywo to jej jeszcze nie spotkał. Do tej pory z oczywistych względów, najwięcej miał z nią do czynienia Otto i lady Fabienne jaka przyjęła ją na służbę. Teraz czarnowłosa dziewczyna mieszkała u bretońskiej milady.
                - No Layla wczoraj ładnie się z nami bawiła. I chyba spodobało jej się to zasiewanie. To chyba powinna się zgodzić zasiać i swoje dziewki. No ale i tak trzeba by jej zapytać skoro należą do niej. W końcu to kapłanka i szlachcianka. Lepiej aby była nam przychylna. - Astrid mniej więcej zgodziła się z wnioskami gladiatora co do zasiewania niewolnic ale dało się wyczuć, że wolała aby polubownie załatwić tą sprawę z egzotyczną milady.
                - No to po śniadaniu można pójść na górę i jej zapytać. Albo jak Egon wróci z tymi strzykwami. - Morski łupieżca zgodził się z nimi obojgiem ale traktował to jak poboczny temat. - Ten Gnak może coś chcieć na wymianę. Przy takich negocjacjach dobrze jest wesprzeć propozycję jakimś podarkiem. Pewnie na monetach im nie zależy. Bo co oni z nimi zrobią w lesie? - Uśmiechnął się na koniec mówiąc o wyraźnej różnicy w podejściu do wartości dóbr między ludźmi a zwierzoludźmi. U tych pierwszych geldy były uniwersalnym środkiem wymiany u tych drugich właściwie były bezwartościowe.
                - Zwierzoludzie to wypić i poswawolić lubią. No i niewolników. Chociaż raczej nie mają oni u nich zbyt długiego żywota. Więc jakichś silnych, młodych albo dorodne dziewoje to mnie by było szkoda im oddawać. Ale pewnie jakichś trzeba będzie jeśli już wejdziemy z nimi w układy. Też bym chciała jakichś niewolników. Wróciłabym do Norsci jako wielka pani. Wyjechałabym jako jedna z córek jarla a wróciłabym bogata, sławna i z niewolnikami. - Blondynka w prostej, fioletowej sukni podzieliła się swoimi przypuszczeniami co do wchodzenia w spółki ze zwierzoludźmi. A przy okazji miała też swoje dalekosiężne plany co do wyprawy do krainy południowców. - A może oni by wiedzieli coś o tych kopcach na południu? Ja znam tylko sagę o nich ale nie wiem gdzie to dokładnie jest. Saga tego nie mówi. Poza tym, że tam były kopce dawnych wodzów, kapłanów i książąt więc mogą tam być wielkie łupy. Myślałam, że to może ten kopiec Śniącego no ale on jest tuż przy morzu to raczej nie. No i jest tylko jeden. - Przy okazji wpadła na pomysł o co jeszcze można by zapytać kopytnych gdy będzie okazja.
                - I z naszym kolegą coś trzeba zrobić. - Norsmen lekko skinął głową w stronę Bjorna. - Wczoraj pohulał to dziś jest spokojny. Dziś wieczorem pewnie też pohula. No ale ogólnie to on słabo znosi pobyć w mieście. U nas żyje w chacie w lesie. Więc na dniach trzeba by go wypuścić poza miasto. - Wyjaśnił jak się sprawy mają z siedzącym obok barbarzyńcą.

                – Bjorn? – Egon parsknął śmiechem krótko, bowiem barbarzyńca z północy zaiste zachowywał się niby niedźwiedź wypuszczony między ludzi. – Za miastem jest krąg wojowników, w którym żem bywał, kiedy nadal brałem pieniądze za walki. Zdaje mi się, że niektórzy z wojów mieli tam parę szałasów i dziupli, mógłby się tam schronić. I walczyć, jeśli mu tak się podoba. Przywołalibyśmy go w razie potrzeby.

                Tu odniósł się do kwestii, czym będzie się płacić Gnakowi:

                – Słyszałem, że jeden z cudaków Gnaka został schwytany w mieście. Takich to nie pilnują za mocno, ale może być tak, że Gnak chciałby go z powrotem. Mmm, jak zajdziemy do Raisy i Sigismundusa, to moglibyśmy zobaczyć, gdzie trzymają w mieście. Jeśli będzie jakaś klatka albo jeśli się rozpytamy, to moglibyśmy zobaczyć, gdzie go trzymają. Ale nie prędzej, zanim się z Gnakiem zgadamy. Może nie obchodzić się tymi pojmanymi.

                Tu rzekł do Astrid:

                – Dobrze rzeczesz, jeśli rzecz z tym handlem żywym towarem dobrze pójdzie, kto wie, może i całą świtę przywiedziesz do domu – pokiwał głową. – To co, Lars? Pośniadamy i pójdziemy do Raisy.

                - O. To miałby się gdzie ukryć? To poczekaj, powiem mu. - Norsmen ucieszył się, że dla kamrata z północy znalazłaby się jakaś kryjówka poza miastem. Przeszedł na język ludów północy i zaczął coś tłumaczyć dzikusowi, przy okazji wskazując kciukiem na siedzącego obok gladiatora. Ten szybko spojrzał na niego ale słuchał co morski korsarz ma do powiedzenia. Kiwał głową i w końcu też włączył się do wymiany zdań w obcym dla Egona języku. Ale i bez tłumaczenia widział po gestykulacji, mimice i barwie głosu, że berserkerowi się spodobało. Przejął inicjatywę i zaczął coś gwałtownie opowiadać. Uderzył się przy tym kilka razu pięścią w pierś i zaraz zrobił ciosy jakby uderzał toporem. - Mówi, że mu pasuje i chętnie będzie walczył jak będzie z kim. - Astrid przetłumaczyła Egonowi półgłosem aby dwaj koledzy nie musieli przerywać rozmwy. Chwilę potem mimika i gesty tropiciela zmieniły się. Blondynka zaśmiała się z rozbawienia. - A teraz mówi jak wczoraj chędożył tą rudą koleżankę Łasicy. Sama też ich przez chwilę widziałam jak poszedłeś gdzieś na chwilę a my szliśmy na górę. Brał ją już na parterze w jakiejś komórce. - Wyglądała na rozbawioną ale Bjorn faktycznie pkazywał jakby brał kogoś bardzo energicznie swoimi biodrami. A potem przyciskał czyjąć głowę do swojego krocza. I zdzielił czyjeś pośladki albo wymiętolił jędrny biust. Drugiego Norsmena też to rozbawiła bo rechotał się nieprzyzwoicie. Nawet córce jarla spodobała się ta rubaszna i nieprzyzwoita opowieść.

                - O, to mówisz, ze miejscowi złapali jakiegoś zwierzoludzia? No ciekawe, ciekawe. Można Gnakowi o tym powiedzieć. Zobaczymy co zrobi. Chociaż jak to ktoś z innego stada to może go to nie obejść. Oni są dość plemienni. Wcale nie rzadko walczą między sobą. Tylko potężny wódz, czarownik albo zew bogów jest w stanie zjednoczyć na dłużej. No ale zobaczymy co Gnak na to powie. Jeśli tego co złapali nie zabili od razu to pewnie trzymają go z jakiegoś powodu. Albo na jakąś okazję. Przynajmniej w Bretonii tak robili. - Lars podzielił się swoimi przemyśleniami i doświadczeniami na temat kopytnych. Na razie podchodził do niej dość ostrożnie. Astrid zaś uśmiechnęła się ciepło do Egona na myśl, że nie widzi przeszkód aby wróciła do Norsci z jakimiś niewolnikami.

                - Jeśli bym miała jakieś niewolnice to też mogę dać je zasiać. Właściwie jak chcecie to mogę dać zasiać Helgę. - Zaoferowała się jakby też chciała się przysłużyć jakoś do sprawy roznoszenia dziedzictwa Oster. - No i jak chcecie to mogę ją zawołać i pójdzie z wami do Raisy. - Zaproponowała ugodwym tonem. Lars trochę się zdziwił bo jeszcze parę dni temu na plaży, córka jarla była zdecydowanie przeciwna takiemu pomysłowi.

                Południe; apteka Sigismundusa; parter

                Z racji tego, że Norsmeni dopiero co przybyli do miasta to Egon musiał robić za przewodnika. Chociaż Lars jak szedł przez miasto to z entuzjazmem rozpoznał jakiś sklep gdzie kupował linę, karczmę w której przegrał swoją kolczugę podczas gry w kości i zamtuz gdzie spotkał ognistą, rudowłosą łaziebną to poza tym raczej nie znał miasta. Gladiator zaś wcześniej nie był w aptece nurglity. Ale jak jeszcze u Pirory rozpytał jak tam dojść to dość dobrze rozpoznał kwartał miasta a jak byli na miejscu to za za drugim czy trzecim rogiem trafili na Gnojną. A tam już parę kamienic dalej znaleźli aptekę. Była zamknięta na cztery spusty. Ale u Averlandki uprzedzono ich o tym. Sigismundus oficjalnie wyjechał w interesach i zammnął swój przybytek i nie było tam nikogo. A nieoficjalnie to trzeba było wejść od tyłu, przejść przez bagienne podwórze pełne rozbitych mebli i gratów. Symbilizowało rozkład i przygnębienie jakie były jednym z symboli boskiego patrona nurglitów. Mieli mocno ubłocone buty jak dotarli do tylnych drzwi i zapukali tajnym sygnałem ich kultu. Przez chwilę nic się nie działo. Po czym usłyszeli stuk otwieranego skobla i przez otwarła im zakapturzona, postać jaka wpuściła ich do środka. Gdy weszli i zamknęli drzwi to zdjęła kaptur. Okazało się, że to Dorna, szaroskóra mutantka z kolczastymi włosami. Uśmiechnęła się nieco i zaprosiła ich do środka. Tam na zapleczu spotkali Raisę.
                - O! Witajcie, witajcie! Jak się czujecie chłopcy? Pohulaliście, poswawoliliście wczoraj? - Zapytała tak serdecznie jakby mimo starczej szpetoty byli jej wnuczkami. Lars zaśmiał się w odpowiedzi i radośnie spojrzał na kolegę.

                Ubłocony Egon z powątpiewającym wyrazem twarzy rzucił jeszcze raz spojrzenie na podwórze, które wyglądało na podobieństwo jakiejś dziczy też bagien, wcale nie tak różnych niż te, które otaczały kurhan, który odwiedzili przedwczoraj.

                – Hulanka porobiona, wszak nie zależało mi na niej – rzekł Egon, który co prawda przyjemnie wychędożył trójkę kobiet, to nie tracił z oczu swej misji. – Mam ci ja lepsze wieści… Udało mi się zasiać jajami Oster kapłankę z południa – rzekł Egon, wyjmując pustą strzykwę zza połów płaszcza.

                - A jak! Hędożyliśmy dziewki aż wióry leciały! - Zarechotał Norsmen poklepując kolegę po ramieniu. A to wszystko sprawiło, że na pomarszczonej twarzy staruchy pojawił się szczery uśmiech. Zwłaszcza jak usłyszała słowa Egona i zobaczyła pustą strzykwę.
                - Oh to cudownie chłopcy! Cudownie! Dziewki są po to aby tacy dzielni woje jak wy mogli je chędożyć! - rzekła do nich życzliwie i pokiwała swoją głową okrytą szaroburą chustą. A podeszła do gladiatora biorąc w sękatą dłoń pustą rurkę z wypalonej gliny. Zważyła ją w dłoni jakby namacalnie się chciała przekonać, że jest już pusta.
                - Oh brawo Egonie! Zasiałeś wiedźmę! Brawo! Świetnie się spisałeś! Na pewno wyjdzie z niej jakiś ciekawy miot. A jak nie to jakiś zwykły. Tak czy siak nic nie tracimy. - Pogłaskała brodacza po policzku i zachowywała się bardzo podobnie jak we śnie z ostatniej nocy. Nawet jeśli z pewnymi różnicami. - A ile w nią tego wlałeś? - Podniosła pustą strzykwę i była wyraźnie tego ciekawa.
                - Jedną. - Tym razem Norsmen ubiegł kolegę w odpowiedzi. Stara czarownica westchnęła z pewnym rozczarowaniem. Ale szybko wróciła do zadwolonego tonu.
                - Szkoda, że tylko jedną. To zbyt dużego miotu nie wyda. A to jej pierwszy to jeszcze nie wiadomo czy będzie miała te duże czy małe. Jak duże to dobrze, bo wtedy są większe i silniejsze ale jest ich mniej i wolniej rosną. A jak małe to dobrze, bo wtedy są mniejsze i słabsze ale jest ich więcej i szybciej rosną. Jakby wam się chłopcy udało zasiać ją ponownie to śmiało. Mówiłam wam, wcale nie mamy wiele czasu. Potrzebna nam każda strzykwa w każdej dziurze i to jak najprędzej. Przecież te ciążę to tylko pierwszy krok, potem jeszcze muszą wyjść na zewnątrz, dojrzeć w kokonie i jak wyjdą jako muchy to zanim będą w pełni dojrzałe i rozwinięte to też mija z tydzień albo dwa. Ale dobrze, że zasialiście wiedźmę. Wiedźmy i elfki powinny dać jakiś wyjątkowy miot. W ogóle widzieliście te muchy? - Starucha rozgadała się na temat hodowli i zdawała sie do niej podchodzić jak hodowca właśnie. Traktując kobiety jako materiał do noszenia w sobie czerwi.
                - No ja nie widziałem. A masz je gdzieś tutaj? - Lars przyznał się do niewiedzy w tym temacie. Ona zaś pokiwała głową.
                - Tak, tak, są na dole. Chodźcie pokażę wam. - Machnęła sękatą dłonią, odwróciła się i kołysząc się wyprowadziła ich z kuchni na zaplecze apteki. - Przyszliście w samą porę. Te trzy dziewki z wioski wczoraj urodziły po pierwszym miocie. Zalałam je tylk po dwie strzykwy bo więcej nie miałam więc urodziły razem ze trzydzieści sztuk. Wszystkie rodzą te małe. To dobrze, jest więcej i szybciej rosną. Właśnie je miałam zasiewac ponownie. Teraz mam więcej strzykw to je zasieję do oporu. Chyba, że wy chcecie potrenować? - Odwróciła się do idących za nią mężczyzn jakby właśnie jej przyszła do głowy taka możliwość aby się podszkolili w tym rzemiośle. Norsmen wzruszył ramionami i popatrzył pytająco na kolegę. Ale akurat były drzwi i starucha musiała odwrócić sie aby je otworzyć i przeszli dalej.
                - Trochę mam z nimi kłopotu. W wiosce obiecaliśmy im, że pójdą na służbę do wielkiej pani. A tu jestem tylko ja i Dorna. Dorna to dobra dziewczyna. Sama się zasiała z każdej strony jeszcze zanim ja tu przyszłam. - Ciepło wspomniała niezbyt ładną mutantkę jaka im otworzyła drzwi. - No więc chłopcy jakaś szlachcianka albo Astrid nie wzięłaby ich na służbę? Albo chociaz tutaj by się pokazała aby im powiedzieć, że to jej dom i tu mają służyć. Nie macie tam jakichś szlachcianek co by się zgodziły na coś takiego? - Przyznała się, że przydałaby jej się taka pomoc aby swobodniej poczynać sobie z dziewczętami z rybackiej wioski.
                – Zasiać więcej? Czemu nie? – Egon zatarł ręce. Co prawda gladiator nie spodziewał się, że wlewanie szarawej, lepkiej, zimnej masy jaj do łona kobiet będzie niejaką uciechą, ale jednak tak się stało. – Wyćwiki mi tu nigdy nie dość… Ha. Ale ja nie o tym.

                Szedł z Raisą w stronę kolejnych strzykw.

                – Zasiałem jeno Laylę, bo tyle czasu miałem jeno. Ale nic straconego: jej służba i dwie z naszych niewolnic będziemy zasiewać, przeto przyszedłem, żeby więcej strzykw zebrać. A i też w nadchodzących dniach spodziewam się, że z Gnakiem i z Larsem złowimy więcej żywego towaru, który zasiejemy. Rzeknij no, ile masz tutaj tych strzykw? Jeśli pójdzie wszystko po mojemu, to zasiewać będziemy całe tabuny, z dwóch, a i choćby trzech stron. Musimy się na to przygotować.

                - Strzykw jest dużo. Zwłaszcza jak będziecie przynosić te puste do napełnienia. Ale jak ma być tych nosicielek jeszcze więcej to można u garncarza zamówić więcej. To dość prosta robota. Zwykła, wypalona rura z tłokiem w środku. Jaj też jest sporo to na razie starczy. No i mamy już nieco dorosłych okazów much. One już same mogą składać jaja. To możemy liczyć na nowe dostawy. O ile się będą chciały rozmnażać. - Pod względem zaplecza do zasiewania to na razie Raisa była spokojna, że im nie zbraknie. Zatrzymała się na chwile jakby się nad czymś zastanawiała.
                - Jak chcecie jakieś zasiać to tak, dam wam więcej strzykw. Tylko muszę po nie zejść do piwnicy aby je napełnić. Tam też są muchy i reszta hodowli. - wskazała paluchem na podłogę - A te trzy są tam. - Pokazała na jakieś drzwi do innego pomieszczenia na parterze. Po czym odwróciła się frontem do obu wojowników. - A jak macie więcej służek do zasiana to bardzo dobrze. Mówiłam wam, liczy się każda strzykwa w każdej dziurze. Ale pewnie tylko Layla jest wiedźmą. A mówię wam, że tylko wiedźmy i elfki mają szansę na jakiś wyjątkowy miot. Dlatego jakby się udało zasiać Laylę jeszcze raz to byłoby bardzo dobrze. - Pokiwała głową zgadzając się sama ze sobą.

                - A ja miałam piękny sen. Śniło mi się, że jest wiele zbrzuchaconych czerwiami kobiet. Niektóre trzymały je przy piersiach i karmiły jak własne dzieci. A przy nich latały muchy. Jak strażnicy albo rodzina. Członkowie jednego stada. Eh to był taki piękny sen. Oby okazał się proroczy. Musimy zrobić co się da aby był. Wszystko to służy Siostrom. Jak uda nam się je sprowadzić to te wszystkie duperele w tym mieście przestaną być ważne. Nie będa mogli się równać z potęgą Sióstr. A te muchy to przecież ich wspólne dzieci, część ich dziedzictwa. To zaszczyt móc je hodować po tylu mileniach od kiedy Siostry chodziły tutaj po ziemi. - Starucha rozmarzyła się gdy mówiła o tym co jej się śniło ostatniej nocy. I pokiwała w zadumie głową nad tak piękną wizją.

                Egon poniechał wizji Raisy, bowiem fantazje i mary dzienne tego rodzaju miały to do siebie, że nie zawsze mogły się spełnić. Oczywiście, Egon zamierzał walczyć, by do czasu turnieju miotów much było tyle, ile pcheł na szczurach podczas czarnej zarazy, co do tego nie miał wątpliwości.

                – Dobrze, dobądź jeszcze pięć strzykw, jedną na Laylę, dwie na jej służbę i dwie na nasze niewolnice… Jak długo wytrzymują owe strzykwy, rzeknij? Czy jaja mogą znajdować się w takiej strzykwie długo?

                Wyrzykłszy to, postąpił parę kroków naprzód, za Raisą, żeby zobaczyć, jak wygląda hodowla.

                - Pięć? - Brwi staruchy poszły do góry jakby ją zdziwiło takie zamówienie. Ale zaraz uśmiechnęła się dobrotliwie jak kislevska babuszka do swoich dorodnych, kochanych wnuczków jakim jest w stanie wiele wybaczyć. - Widzę chłopcy, że może świetnie umiecie machać toporem. Ale w tej hodowli to dopiero zaczynacie. Jednak nie lękajcie się. Pokażę wam jak to się robi. Chodźcie za mną. - Popatrzyła na nich na przemian, wezwała gestem palca i odwrociła się aby wznowić marsz korytarzem. Lars spojrzał na Egona, wzruszył ramionami i poszedł za nią. Brodaczowi zostało iść za nimi. A stara jędza zaczęła swoją opowieść jak jeszcze szła niezdarnie przez korytarz.
                - Pięć to można wlać w jeden brzuch za jednym razem. I nic się nie powinno stać. Może brzuch trochę będzie widać. - Mówiła gdy otworzyła kolejne drzwi. Za nimi ukazały się schody w dół, prowadzące do jakiejś piwnicy. - Ogólne zasada jest taka, że jedna strzykwa to brzuch jak w jednym miesiącu ciąży. Szkoda, że nie przyszliście wczoraj. Bym wam pokazała te dziewki cośmy je zabrali ze wsi. Jak miały w sobie po dwie to na pół pacierza przed porodem pewnie nic byście nie poznali, że mają coś w środku. Nawet jakby nago były. Wiecie ile można w miarę bezpiecznie wlać w jeden brzuch? - Schodziła po schodach i dla obu zdrowych, rosłych wojowników było to mozolne tempo. Ale Lars nie narzekał.
                - No ile? - Wydawał się być trochę zaciekawiony a trochę wyczuwał, że to pomoże pociągnać dyskusję dalej.
                - To trochę płynne. Ale w zapiskach Sigismundusa są notatki o ośmiu, dziewięciu, dziesięciu. Tyle planował ale wyjechał zanim zdążył przeprowadzić te eksperymenty. Tyle powinna znieść taka nosicielka w miarę bezpiecznie. Rozmawiałam z tą Bretonką. Ładnie mówiła o tej ciąży. Była chętna na kolejne zasianie. Ale one się boją aby brzuch było widać. No a żeby nie było to jak z kobietą w zwykłej ciąży. Drugi, trzeci miesiąc to niewiele jeszcze widać. Więc dwie, trzy strzykwy to tyle co nic. Czwarty, piąty to już coś widać. Ale jeszcze można to ukryć pod luźnym ubraniem albo udawać chorobę pod pierzyną. Więc głównie chodzi czy taka ladacznica musi ukrywać taki brzuch czy nie. Te nasze trzy co tu są na górze nie będa wychodzić. Tuta będą. Więc dla nich przygotowałam to. - Przeprowadziła ich podczas tego monologu przez krótki korytarz piwniczny do większego pomieszczenia na jego końcu. Miały trzy jakby komórki alb cele. Dwie miały drzwi otwarte i były puste. Trzecia, ta po lewej, miała drzwi zamknięte. Jednak wiedźma zaprowadziła ich do mocno zuzytego ale solidnego stołu. Na nim leżała cała bateria strzykw. Z kilkadziesiąt. Jak można było sądzić po wysuniętych tłokach to prawdopodobnie były pełne.
                - Co to jest? - Lars trochę się zdziwił widząc tyle tego w jednym miejscu. Raisa zarechotała ze złosliwej radochy.
                - Planowałam zasiać każdą z nich po osiem, dziewięć dziesięć. I po kilka z dwóch ostatnich stron. Dorna ostatnio sama się zasiała po cztery z tych dwóch pomocniczych stron. Ale jeszcze nie urodziła miotu to nie wiadomo ile z tego wyjdzie. - Wyjaśniła czemu te strzykwy są pogrupowane właśnie w taki sposób. Teraz było jasne, że te kilkanaście z nich jest przeznaczone dla każdej z rybaczek. - One rodzą te małe. Jak je zasiać dzisiaj po te osiem, dziewięć, dziesięć to jutro będą miały brzuchy jak w trzecim miesiącu. Czyli pewnie nic nie będzie widać. Pojutrze jak w szóstym. Czyli coś już będzie widać ale one nigdzie nie wychodzą. A za trzy dni jak w dziewiątym ale to juz będzie ostatni dzień i będą rodzić. Z jednej strzykwy powinno wyjść po kilka, może pół tuzina ale pewnie mniej, czerwi. Więc z każdego brzucha może nam za parę dni dać ponad trzysieści czerwi. Czyli tyle co wczoraj wszystkie trzy urodziły przez cały dzień. - Podała im przybliżone szacunkie jakie miała co do hodowli larw w brzuchach trzech rybaczek jakie zabrali z wioski parę dni temu. - I to samo z innymi. Jeśli jakaś jest chętna i pojdzie na współpracę albo można ją ukryć to nie ma co jej brzucha oszczędzać. No jak nie da rady ukryć no to wtedy te trzy, cztery może pięć można w nią wlać w jej brzuch. - Zakończyła swój wywód i popatrzyła na dwóch rosłych wojowników co teraz z tym wszystkim poczną.
                – Hmm… – Egon pomrukiwał, kiedy Raisa opowiadała o swych strzykwach. – Tedy możemy brać po dziesięć, po dwadzieścia strzykw? – wojownik liczył, że uda się zasiać kobiety dodatkowo. – Jeśli prawdę rzeczesz, już dziś zasiejemy służbę Layli i nasze. A i zostanie jeszcze dużo na branki, co znajdziemy na naszych wojażach.

                Egon spojrzał na rzędy strzykw.

                – Nie boicie się, że ktoś was spostrzeże, jeśli to transportujecie? – zapytał. – Trza mi będzie wziąć sporo do Pirory, skoro można.

                Raisa obdarzyła gladiatora takim spojrzeniem jakby nie do końca była pewna o co on pyta. To ją jednak zatrzymało tylko na chwilę. - Te tutaj są dla tych trzech na górze. Po osiem, dziewięć, dziesięć na brzuch. Po dwie, trzy, cztery w pozostałe dwie dziury. - Wskazała na rzędy strzykw leżących na starym stole. Faktycznie były pogrupowane w trzy rzędy jakby każdy przeznaczony dla jednej nosicielki. Łącznie było po kilkanaście sztuk dla każdej z nich. Więc na stole było ich pewnie z pół setki. Wszystkie gotowe do użycia. - Tam macie torby. Tylko ostrożnie wkładajcie bo to tylko palona glina więc kruche jak dzban. Nie rzucajcie tym, nie siadajcie na tym i obchodźcie się delikatnie. - Pokazała swoim sękatym paluchem na ścianę. Tam na zwykłych kołkach wisiały jakieś worki, torby i płachty jakie można było użyć do transportu strzykw.
                - Tu mam jeszcze trochę. Sigismundus zamówił ich więcej na zapas. - Starucha podeszła do drewnianej, otwartej skrzynki jakich się używało do transportu dóbr wszelakich, od owoców, przez ryby i buty. W tej jednak były strzykwy. Tylko puste, z tłokiem wewnątrz. Łącznie mogło być ich z kilkanaście sztuk, może ze dwa tuziny. Wiedźma dała im się przyjrzeć. Lars z ciekawości nawet wziął jedną, obejrzał, wysunął tłok, wsunął ale poza tym większej finezji z tym nie było. Więc odłożył ją z powrotem do skrzynki.
                - Jak pójdziemy z tymi ze stołu i zasiejemy te trzy z wioski to wrócimy tutaj. Napełnimy je jajami i możecie je zabrać ze sobą. Tylko ich nie popsujcie i nie zniszczcie. Bo są dość delikatne. Jak użyjecie ich do zasiania to przyjdźcie znowu i znowu je napełnimy. - Wyjaśniła im jak sobie wyobraża wspołpracę w tym zasiewaniu i hodowli.
                - I każdą dziewkę w sam brzuch można zasiać od razu i osiem albo dziesięć dawek. Tylko w parę dni będzie miała brzuch jak arbuz. Jeśli to jej nie przeszkadza albo macie ją jak ukryć to śmiało. Powinna wyjść z tego bez szwanku. No jak jednak musi ten brzuch ukryć no to trzy, cztery, może pięć w brzuch. - Pokazała gestem jakby na swoim brzuchu miała teraz taki arbuz. No faktycznie tak wielki brzuch wyglądał na ciążę tuż przed rozwiązaniem i nie było szans go ukryć. A miał rosnąć w parę dni a nie większość roku.
                - No a tu mamy jaja. - Stęknęła i schyliła się wyciągając spod szafy miskę przykrytą kocem. Gdy ściągnęła koc, prostując się przy okazji z ulgi, oczom wojownikom pokazała się masa drobnych kulek. Każda wielkości mniej więcej grochu. Wszystkie oblepione były lepkim śluzem. Podobny wyciekł wczoraj z łona Layli gdy Egon wyjął z niej strzykwę. Raisa schyliła się i wzięła jedną kulkę między palce. Lepkość od razu oblepiła końce jej palców ale wiedźma nie zwracała na to uwagi. Uniosła zarodek życia pod światło. Wtedy obaj mężczyźi zorientowali się, że kulka jest półprzejrzysta. I w środku widać ciemniejszą zwiniętą kreskę, jak mini rogalik. Wielkością przypominał czerwia zwykłej muchy. Starucha zrobiła gest ku nim obu jakby była gotowa im przekazać to jajo aby sami mogli jemu się przyjrzeć.
                - A pytałeś Egonie ile strzykwy można trzymać z tymi jajami. - Raisa uśmiechnęła się w łagodny sposób. - Spójrz na te jaja. - Poprosiła go wskazując na misę pełną z nich. Dalej stała na podłodze przy szafie. - Te jaja są starsze niż wasze Imperium. Widzisz jaka jest potęga Sióstr i naszych bogów? Może pokonać całe milenia! - Starucha wpadła w moment religijnego zachwytu nad tym z jak pradawnym artefaktem mają do czynienia. - Tylko mogą wyschnąć na powietrzu i słońce im szkodzi. Jeśli będą w strzykwach to powinny tam przeleżeć gotowe do użycia tyle ile trzeba. Ale póki nie są potrzebne to trzymać je w jakiejś torbie, w ciemnym, wilgotnym miejscu. Jak to. - Wyjaśniła im jak powinni przechowywać te strzykwy wskazując na piwniczne lub podobne warunki. Co nie wydawało się jakoś szczególnie wyszukanymi wymogami.
                - Ale chłopcy zobaczcie tutaj. - Sięgnęła po niewielki dzbanek. Przechyliła go i z niego wysypała na swoją sękatą, spracowaną dłoń kilka niewielkich kulek. Wyglądały podobnie do tych z misy tylko były trochę mniejsze i miały żywsze kolory. - To też jaja. Złożyły je parę dni temu te muchy co już dorosły. Jak przyszedł tu ten mnich z jednym okiem i dał im spróbować nieco esencji lady Sorii. Wtedy wytrysnęły tymi jajami. Dorna mi opowiadała. Ale teraz coś nie chcą się rozmnażać. - W porównaniu z tymi nowymi jajami, te z miski wyglądały jakby przez milenia napęczniały od wilgoci i zbladły. Ale poza tym były podobne.

                – Brzmi zacnie – Egon z uznaniem pokiwał głową. Zdało się, że Raisa była naprawdę dobrze zaopatrzona i można było rzec, że cokolwiek było pod apteką Sigismundusa, spokojnie mogło wystarczyć na ich zamiary.

                Egon zabrał strzykwy, żeby zasiać troje kobiety, a także wziął pozostałe do siebie.

                – To, idziemy? – zapytał. – Czas leci, a zasiać trzeba, ile można!

                - Tak, chłopcy, bardzo dobrze. Musimy wykonywać wolę Sióstr. - Starucha rozpromieniła się, słysząc entuzjazm gladiatora. Niczym dobra babcia pogłaskała go po ramieniu w nagrodę. Norsmen też się zaśmiał z tego wszystkiego. - Ale jak już tu jesteście to chodźcie zobaczyć hodowlę. Zasłużyliście. - rzekła do nich jakby chciała im wynagrodzić ich wsparcie dla hodowli roju. Dała znać aby poszli za nią i podeszła do tej zamkniętej celi. Teraz Egon zauważył, że kraty zrobione z desek są wzmocnione drutem, kocami i siatkami. Raisa wyjęła klucz i otworzyła zamek. Pierwsza weszła do środka. Wyglądało jak mała komórka albo cela. Tak samo jak te dwie obok co były otwarte. Pod tym względem niczym się od nich nie różniła. Tylko w niej były jakieś skrzynki. Wiedźma podeszła właśnie do nich.
                - Widzicie chłopcy? To są te czerwie co wczoraj wyszły z tych trzech. To te małe. Jeszcze nie zdążyły zrobić kokonów. - Wskazała im na skrzynię. W niej wiły się larwy. Wyglądały podobnie do czerwi zwykłych much. Tylko w porównaniu do nich były ogromne. Szamanka nie brzydziła się wziąć jednej z nich w dłonie aby lepiej ją zademonstrować kolegom. Czerw jakby szukał drogi ucieczki albo badał nowe otoczenie. Ale był długości dwóch, trzech pięści. Jak solidne pęto kiełbasy. Tylko ruszał się. I był oblepiony podobnym śluzem co jaja. Raisa dała im się napatrzeć po czym ostrożnie odłożyła stworzenie do skrzynki.
                - Teraz produkują dużo śluzu bo z niego będa robić kokon. A tu są te duże. - Przeszła obok do innej skrzynki. I stamtąd wyjęła kolejnego czerwia. Ten był jeszcze większy. Też się wił na jej rękach to trochę trudno było złapać jego ogólną długość ale mógł mieć i z ćwierć metra, zaczynał przypominać spasionego ale krótkiego węża. - To od tej ladacznicy co nie jest w kulcie ale lubi mieć w sobie te czerwie. Widzicie? Nawet ladacznica może być porządną i pożyteczną kobietą. Szkoda, że Astrid tego nie rozumie. Przecież jest córką jarla, powinna dawać przykład. Albo chociaż, żeby Helgę dała zasiać. - Pomarszczona kobieta znów dała znać swojemu niezadowoleniu, że młodsza i zgrabniejsza blondynka nie chciała dać się zasiać ani na plaży ani w rybackiej wiosce. Lars spojrzał na Egona jakby sprawdzał czy chce jej powiedzieć o porannej rozmowe z blond skaldem. Ale już wiedźma odłożyła tego dużego czerwia z powrotem do reszty i przeszła jeszcze kawałek dalej.
                - A tu są kokony. W nich się przepoczwarzają i jak skończą to wychodzą młode muchy. Też są małe i duże. Ale lepiej ich nie dotykać aby nie przeszkadzać w przemianie. - Pokazała im kolejny etap rozwoju ich hodowanego oręża. Kokony przypominały owalne coś. Jak się nie wiedziało co to jest to niezbyt dało się domyślić co to może być. Gdy się jakiś przez chwilę obserwowało dało się zauważyć, że tam w środku coś pulsuje albo się rusza. Przez co wyglądało na coś miękkiego i żywego. Ale niezbyt było widać co to właściwie może być. W końcu Raisa odwróciła się do wewnętrznej ściany. Większość z nich zajmował rząd regałów ale zasłonięty kocami jak kotarami. Starucha odsunęła jeden z nich i pokazały się klatki. Takie jak na gołębie, psy czy prosiaki. Tylko wewnątrz nich były muchy. Egon od razu rozpoznał, że to właśnie takie śniły mu się ostatniej nocy.

                Egon przemierzał rzędy, czasem jeno kiwając głową. Widział on plon tego zasiewania po raz pierwszy i, choć wojownik widział w swym życiu wiele makabrycznych rzeczy i widział ledwo żywych wojów, którzy umierali na polu bitwy, to jednak zmutowane czerwie i muchy widział po raz pierwszy. Co prawda czuł, że chyba powinienem zareagować obrzydzeniem, ale przecież równie dobrze mógł zrobić to samo, widząc strzykwę pełną lepkich jaj wytryskającą prosto w łono Layli. Niektóre części człowieczeństwa traciło się jedna po drugiej.

                Na pierwszy rzut oka wyglądały mniej więcej jak zwykłe muchy. Duża głowa, ssawka w pysku, odwłok, skrzydła, włochate, patykowate nogi po bokach. Tylko były ogromne! I w dwóch rozmiarach. Te mniejsze miały odwłok gdzieś na pół kota, może trochę więcej. W porównaniu do dorosłego człowieka wydawały się małe ale i tak były nieporównywalnie większe niż muchy wielkości kawałka palca. Te większe były ze dwa razy większe. Mogły mieć nawet z pół metra długości. No i jednak jak się im przyjrzeć to miały pewne różnice od domowych much. Przy pysku miały szczypce jak szerszenie. Proporcje ciała i barwy miały różne. Dodatkowe sztywne włoski przypominały ości ryby, czasem któraś miała dodatkowe odnóże albo parę. Jedne wydawały się krótsze inne smuklejsze. Ale mniej więcej wyglądały jak muchy i takie Egon widział we śnie jak atakowały salę balową.
                - Te czerwonawe są od Norry, te liliowe od Sorii, zielonkawe od Oster a fioletowe od Vesty. A te nijakie to bez przewagi pierwiastka którejś z nich. - Po chwili jaką stara wiedźma dała im się napatrzeć dodała parę detali. Rzeczywiście u wszystkich much dominowały ciemne, złowróżbne barwy. Ale połysk miały w kilka powtarzających się odcieniach. - I jak widzicie chłopcy klatki się kończą. Część Sigismundus zabrał ze sobą a tu hodowla się rozwija to by się przydało zdobyć nowe. - Dodała jeszcze na zakończenie tego zwiedzania.
                – Hmm… – Egon schylił nieco głowę, patrząc to na wijące się larwy, to na bzyczące muchy. – Zdaje się, że plan rozwoju hodowli był iście trafiony – tu przygryzł wargi i na próbę włożył palec do klatki.

                – Rzeknij mi no, Raiso, dwie rzeczy. Gadasz, że klatek brakuje, ale czy to nie robota dla kowala? Teraz mamy nieco grosza za łaską lady Sorii, a i wkrótce będziemy mieć więcej, kiedy ja z Larsem wypuścimy się na sioła obok Neues Emskrank i kiedy złowimy tuziny i tuziny dziewek do dupczenia i do zasiewania jajami Oster ze wszystkich stron. Jakże to, w Neues Emskrank klatek brakuje?

                – A, i jeszcze rzecz druga… Jak waleczne są owe muchy, szczególnie te czerwone? Może być, że magią spętawsze albo i podobnie, słuchać rozkazów będą? Lady Soria zdała się, że mogłaby coś wiedzieć o takich rzeczach. Jednak bestie są dorodne, jeśli jeno takie wypuścić na szlachciurów, to dwóch takich rozchlasta bebech i gardła, niby żbiki…

                - Oh tak wnusiu, to wielki zaszczyt zajmować się dziedzictwem Oster i pozostałych Sióstr. Po tylu mileniach niebytu, wracają do nas. A każda zasiana strzykwa zbliża nas do ich powrotu. A jak zbierzecie więcej nosicielek to cudownie chłopcy. Jak chcecie je sobie chędożyć to chędożcie. Mnie to już nie interesuje. No ale wy jesteście młodzi, jurni to jeszcze wam się chce. Ja tylko bym je chciała do zasiania. Zresztą sami widzicie, że to proste. Zaraz pójdziemy na górę to będziecie mogli sami się przekonać. No i zresztą, sami wczoraj zasialiście Laylę no to co? Trudne to było? - Wiedźma rozpromieniła się słysząc jak ambitne plany na pochwycenie więcej kobiet mają obaj wojownicy. W pełni ich popierała nawet jeśli jeszcze trochę czasu pewnie musiało minąć zanim się wybiorą na łowy. Lars też się zaśmiał jakby i jemu te pochwały staruchy i pomysł na interes przypadł do gustu.
                - To by nawet nam pasowało. Munirowi można sprzedać mężów. Zwykle za mężów jest lepsza cena niż za kobiety. Zwłaszcza jak są zdolni do pracy. Do wyrębu lasu, w pole czy kopalni to kobiety raczej nie wezmą. To by nam się lepiej opłacało ich mu sprzedać niż kobiety. Jeszcze jakby jaki kowal się trafił czy rzemieślnik. To jeszcze lepiej. A za kobiety to i tak byśmy dostali niższą cenę. - Morski łupieżca z północy dostrzegł w tym pozytywną okoliczność, jaka nie kolidowała z ich ogólnym planem współpracy z arabskim kupcem. Więc teraz i jego starucha pogłaskała czule po dłoni jakby był jej dorodnym wnuczkiem.
                - A z tymi klatkami to ja nie wiem wnusiu. - Przyznała się do niewiedzy gdy wróciła do tego o co gladiator pytał. - Jestem tu od wczoraj. Dopiero się ze wszystkim zapoznaję. I z hodowlą i notatkami Sigismundusa. O, widzicie ten kalendarz? - Zaczęła im tłumaczyć ale przerwała, pokazując wiszący na ścianie papier. Egon nie był piśmienny ale po numerach w każdej kratce domyślił się, że to kalendarz. Widział też, że są tam jakieś zapiski ale tych już nie mógł przeczytać. - Jak on tu był to był porządek. Wszystko jest zapisane. Niestety Dorna nie jest piśmienna więc nic nie robiła. I ten mnich, z jednym okiem tu bywał. Brał strzykwy do zasiewania ladacznic. To dobrze. Dobrze, że chociaż on. Dzięki niemu mamy jakąś ciągłość z tymi miotami. No ale zapisków nie robił. Nawet ta blada Bretonka. Sama mi mówiła, że jest zasiania i nawet by była chętna na jeszcze. No ale w zapiskach jej nie ma. Więc nie wiadomo kiedy została zasiana ani ile ma w sobie dawek. Teraz to pewnie już czerwie ma. Eh, ci młodzi, wiecznie im się gdzieś spieszy i są tacy nieuważni… - Postała chwilę przy tym ściennym kalendarzu i pokręciła głową. Z jednej strony cieszyła się, że Otto przejął po odjeździe Sigismundusa opiekę aby zasiewać jakieś kobiety. Z drugiej nieco irytowało ją, że nie w zapiskach powstała dziura. Otrząsnęła się i wróciła do poprzedniego tematu.
                - No ale te klatki jakie tu widzicie to jeszcze po Sigismundusie zostały. A tu widzicie, i nowe larwy i kokony doszły. Na razie są w skrzynkach ale jak się wyklują dorosłe muchy to trzeba będzie je przenieść do klatek. A już dużo miejsca nie zostało. Dorna jest zbyt odmieniona aby ją gdzieś posłać po nowe. A ja miasta w ogóle nie znam. Nie dalibyście rady chłopcy przynieść mi ich trochę? Potrzebne są aby mieć gdzie te dorosłe muchy trzymać. - Poprosiła ich o pomoc w tej sprawie. Norsmen spojrzał na kolegę.
                - Ja też niewiele pamiętam z tego miasta. Ale to miasto. Więc gdzieś jakieś klatki na króliki, kury, gołębie, powinny być do kupienia. Na jakiś targ się trzeba przejść. Albo Łasicy czy kogoś z waszych miejscowych zapytać. To chyba nie powinno być drogie. - Chociaż Lars nie znał za bardzo miasta to jednak wydawał się uważać, że taka pomoc nie powinna być jakaś trudna. Zwłaszcza jakby wsparła ich tubylcza część kultystów.

                - A teraz pytasz wnusiu czy da się nimi jakoś kierować… - Raisa po tym jak się do nich uśmiechnęła wdzięcznie za obiecaną pomoc to zaczęła się zastanawiać nad ostatnimi pytaniami gladiatora. - W tej chwili to raczej nie. Wyszły z ludzkiego łona więc będą atakować ludzi. Może też krasnoludów, elfy czy niziołki. Ale tego nie jestem pewna. Więc nas też by pewnie zaatakowały. O zresztą sam widzisz. - Wskazała bo akurat jak Egon wsadził palec przez pręty klatki to z początku nic się nie działo. Jakby będąca w środku mucha w ogóle tego nie zauważyła. Jednak w końcu dostrzegła coś nowego w swoim terenie. I z początku zbliżyła łeb do palca. Potem zaczęła badać tą krótką rurką jaka wystawała jej z pyska. Trochę było podobne do tego jak psy, koty czy myszy obwąchciwały coś nowego. Jednak zaraz potem mucha użyła szczypiec. Te zacisnęły się na palcu gladiatora jak igły ale na szczęście był to jakby próbny chwyt i stworzenie zaraz go puściło. Wtedy zdążył cofnąc rękę zanim mucha zdążyła ponowić atak. Egon dostrzegł na palcu dwie, czerwone kropki i powoli pojawiające się krople krwi. Mucha ożywiła się i zaczęła stukać w klatkę i bzyczeć skrzydłami jakby chciała się z niej wydostać.
                - One teraz są dość spokojne. Niewiele się dzieje. Ale jakby je wypuścić, jakby poczuły zapach wielu ludzi, krew, adrenalinę, strach to myślę, że powinny zaatakować. Być może nosicielki by nie zaatakowały. Być może mogłyby wyczuć jakoś, że ma czerwie w środku. Zwłaszcza jakby dużo ich miała. Być może. A być może nie robiłoby im to różnicy. Chociaż w zapiskach jest sugestia, że nosicielka ma czasem wpływ na swój miot. Zwłaszcza elfka albo wiedźma. Dlatego tak mi zależało na zasianiu Layli lub jakiejś skośnouchej. - Pomarszczona starucha, mówiła teraz wolniej i w zamyśleniu, jakby musiała się skupić nad tym zagadnieniem.
                - No chyba, że lady Soria. Jak ktoś miałby nimi kierować to pewnie ona. No i jakby zgodziła się dać zasiać to pewnie jej miot byłby naprawdę wyjątkowy. Co prawda ona nie jest śmiertelniczką więc nie jestem pewna czy muchy które z niej by wyszły, atakowałyby ludzi. Ale kto wie? Jakby była w stanie nad nimi zapanować to by mogła je posłać na kogo zechce. - Teraz wiedźma była jeszcze poważniejsza a Lars zdziwiony gdy usłyszał o kim ona mówi.
                - A magia, kto wie? Te stworzenia częściowo są żywe ale jakaś ich cząstka pochodzi z tamtego wymiaru. Być może udałoby się opracować jakiś czar lub rytuał… Ale to by trzeba się na tym skupić. Związać te stworzenia, okiełznać ich wolę, narzucić swoją. Nie wiem… Może… Czasu mało i tyle spraw… Jakby tu czcigodna Merga była to może ona… Tak, ona by pewnie dała radę opracować taki czar. Chociaż nie wiem czy by zdążyła, czasu jest niewiele. - Na tym polu była najmniej pewna. Wydawało się, że sam pomysł opracowania czaru do kierowania muchami rozważała na poważnie, jednak nie była pewna czy się by wyrobiła z czasem. - W tym śnie widziałam ciężarne nosicielki z czerwiami w środku jak stały a muchy latały przy nich jak mężowie przy swoich żonach. Jak szczęśliwa rodzina. Ciężarna samica i samiec. Więc może da się jakoś doprowadzić aby muchy nas nie atakowały albo chociaż nosicielek nie. Wtedy chociaż one by mogły poruszać się wśród nich w miarę bezpiecznie. Ale nie jestem pewna. W końcu to tylko sen. Z drugiej strony sen od Sióstr. - Westchnęła, że sama jest w kropce i w wielu rzeczach porusza się po omacku bo są dla niej nowe. A zapiski Sigismundusa i rozmowy z Mergą, nie dawały klarownej odpowiedzi na te pytania.

                Egon słuchał słów Raisy. Cóż, prawdą to było, much Oster nie sposób było kontrolować, jednak być może, jeśli rozmówiłby się z Sorią co do tego… Ona - myślał Egon - była wprawna w temu podobne gusła, zatem byłaby możliwość, żeby coś tutaj sporządzić. Z drugiej strony, jeśli tylko muchy Oster mogłyby zostać wypuszczone w odpowiednim momencie na turnieju, czy rzeczywiście potrzebowali jakąkolwiek kontrolę? Wystarczyło, żeby insektowate bestie odwróciły uwagę możnych i wojów, kiedy objawi się czarny rycerz. Inną rzeczą, jaka jawiła się Egonowi, to wypuszczenie wielkich much bez kontroli było jednorazowym przedsięwzięciem, bo on biegać za wielkimi muchami wcale nie zamierzał.

                – Pogadam z Sorią – rzekł Egon, rzucając także spojrzenie na Larsa, że także dostrzegał frukta, które rysowały się przed ich wyprawą łupieżczą. – Hmm… Zdaje się, że mamy wszystko… Strzykwy weźmiemy i zasiejemy te nasze, ale też przejdźmy się na targowisko i zobaczmy, czy sprzedają klatki. Koniec końców, zajdziemy do kowala i złożymy zamówienie, jednak myślę, że ktoś nam sprzeda one klatki.

                – Ale zanim tam pójdziemy, przejdźmy się jeno do tej wieży, żeby zobaczyć tego złapanego zwierzoczłeka od Gnaka. Zobaczmy, jaka jest obstawa i czy łatwo się na to da uderzyć… – rzekł jeszcze Egon, który miał już niejaką wprawę w odbijaniu ludzi z więzień od czasu uwolnienia Mergi.

                - No tak, można się przejść. Na te orgie za miastem to i tak jakoś pod koniec dnia będziemy się zbierać. - Lars zgodził się ze słowami kolegi. I przyznał, że niezbyt ma plany na resztę dnia w tym nowym dla siebie mieście. Raisa pokiwała głową i wyszli z tej celi przeznaczonej na hodowlę much. Przeszli przez piwniczny korytarz i schody, wracając na parter. Teraz jednak starucha zaprowadziła ich na kolejne schody, na górne piętra. - Kazałam tym trzem nie schodzić na dół. Dorna jest zbyt odmieniona aby im się pokazać na oczy. A podejrzane by było jakby cały czas chodziła w kapturze w środku domu. - Wyjaśniła im po drodze. I weszli za jej kolebiącą się niezdarnie sylwetką na piętro. - I jeszcze przydałaby się Astrid albo inna szlachcianka. W końcu powiedzieliśmy im, że zabieramy je na służbę do takiej pani. Teraz one pytają kiedy ta pani przyjdzie. - Dodała jeszcze i zaraz potem otworzyła jedne z drzwi. Wyglądało na jakiś pokój przerobiony na magazyn. Trzy młode rybaczki siedziały na stołkach albo podłodze i przebierały jakieś zioła, suszone owoce czy coś takiego. Spojrzały w stronę przybyłej trójki.
                - No dziewuszki! Czas wziąć lekarstwo! - Stara powiedziała to jakby robiła jakieś ogłoszenie. Trzy młodsze kobiety spojrzały po sobie trochę niepewnie.
                - Ale przecież już brałyśmy to lekarstwo. - Blondynka zauważyła nieśmiało.
                - A kiedy przyjdzie lady Astrid? - Czarnulka zaraz po niej zadała pytanie i wszystkie trzy spojrzały wyczekująco na starą wiedźmę. Ta odwróciła się do obu mężów z miną “A nie mówiłam?”. Jednak zaraz znów zwróciła się do służek.
                - Milady przyjdzie później, na razie ma ważne sprawy. I jak wy chcecie się jej na oczy pokazać jak cały czas macie robaki w środku? Za którymś razem wypadną z was przy niej albo jej znamienitych gościach i co? Wstyd i skandal! No już! Kładźcie się i zdejmujcie spódnice! - Starucha huknęła na nie z mieszaniną ponaglenia i nieustępliwości. Trzy kobiety speszyły się i popatrzyły po sobie nawzajem.
                - Ale przy nich? - Rudowłosa wskazała wzrokiem na obu rosłych mężów. Wyglądało jakby się krępowała rozbierać przy mężczyznach. Tak samo jak koleżanki.
                - Oj nie udawaj świętoszki co nigdy nie zadzierała spódnicy przed mężczyzną! No już! Nie mamy całego dnia! - Wiedźma ponagliła dziewczęta i te po chwili wahania, z pewnym oporem ale zaczęły zdejmować z siebie spódnice. Po paru chwilach stały nagie od pasa w dół, nieco zawstydzone i niepewne co teraz będzie się działo.
                - No to chłopcy wlejcie w dziewczęta to lekarstwo. A ja będę zapisywać ile. Trzeba być dokładnym. Tylko ostrożnie. Bez pośpiechu. - Raisa wzięła jakiś papier i pióro jakby naprawdę miała zamiar notować ten zasiew. Lars zaśmiał się wesoło i klepnął Egona aby wyciągał te strzykwy z torby co je wziął z piwnicy.

                Egon sięgnął do tobołu, gdzie wziął uprzednio strzykwy.

                – Milady Astrid przyjdzie wkrótce – rzekł wojownik krótko, obracając strzykwy w swej dłoni. – Ja bym rzekł, żem jest wprawny, niby felczer za pozwoleniem jego mości burmajstra, wszak już nie raz żem lekarstwo aplikował – zełgał, nie bacząc wcale, czy jego łganie wiarygodne będzie.

                – Dziewczęta drogie, przeciem tu nie przyszedł, żeby was usiec – tu z gardła Egona dobył się lubieżny rechot. – Rozłóżcie nieco jeno nogi, żebym łatwo dojście miał…. Nic takiego.

                Egon zapamiętał, żeby następnym razem, kiedy będzie rozmawiał z Astrid, rzec jej o trzech dziewkach w aptece Sigismundusa – niewielka to rzecz, a może? Egon nie podejrzewał, żeby łaski jakiejkolwiek z dziewek mogły w jakiś znaczący sposób przechylić szalę spraw, które działy się w Neues Emskrank.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • SantorineS Online
                  SantorineS Online
                  Santorine
                  Developer
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Santorine
                  #287

                  – Dajże no… - nachylił się ze strzykwą. – Zara będzie po wszystkim… – rzekł, zamierzając zasiać dziewkę.

                  Po chwili konsternacji, pierwsza położyła się na podłodze ta czarnowłosa. I lekko rozchyliła uda. Lars podszedł bliżej i się przygladał. Zresztą Raisa też. Tylko ona notowała coś w swoim papierze. Dwie, pozostałe dziewczęta trzymały się ze dwa kroki dalej. I też patrzyły na poczynania brodatego wojownika. Zasiewanie może nie było tak przyjemne i spektakularne jak wczoraj z Laylą bo służki traktowały to jakby z konieczności musiały przyjąć w siebie lekarstwo. Chyba nadal wierzyły, że wypłasza ono robaki jakie się w nich w tajemniczy sposób zalęgły. Jednak jak leżały spokojnie to samo używanie strzykw było dość proste. Trzeba było ją wepchnąć do środka, powoli wsunąć a potem równomiernie i bez pośpiechu, naciskać tłok aby wlać jaja do środka. Gdy doszedł do końca, to się glinaną rurkę wyjmowało i można było proceder powtórzyć z nową dawką.
                  Dziewczęta przyjmowały to dość spokojnie. Trochę krzywiły się gdy czuły jak płyn wlewa się w ich trzewia. Ale wytrzymały. Zdziwiły się, że tym razem jest dużo więcej niż po dwie jak to robili u nich w wiosce. Jednak starucha wyjaśniła im, że muszą mieć pewność a im więcej lekarstwa tym ta szansa na pozbycie się robaków rośnie. Egon musiał tylko zdecydować ile chce w nie wlać. Po osiem, dziewięć czy dziesięć strzywk. Larsowi też to się spodobało więc poprosił go aby i jemu dał spróbować. Wziął się za kolejną dziewkę a strzykw było w torbie tyle, że we dwóch mogli z niej korzystać a szybciej szło. Na końcu została jeszcze ta rudowłosa ale i z nią poszło gładko. Udało im się zasiać wszystkie trzy brzuchy. Z ich łon ściekały na podłogę kleiste zacieki. Takim samym śluzem jakim oblepione były jaja i czerwie.
                  - Dobrze. A teraz z drugiej strony. Po trzy albo cztery. - Zakomenderowała Raisa wyraźnie zadowolonym głosem. Dla dziewcząt było to jednak coś nowego i czego się nie spodziewały.
                  - Musicie się odwrócić i wypiąć. - Podpowiedział im Lars co mają zrobić. One znów się speszyły.
                  - Jak to z drugiej? Ale dlaczego? Przecież z drugiej nie mamy robaków. - Blondynka odważyła się zadać pytanie.
                  - Na razie nie. Ale one tam w środku przechodzą z jednej dziury do drugiej. I nie możemy ryzykować. - Raisa miała przygotowaną odpowiedź jaka znów przekonała służki do współpracy. Posłusznie przyjęły pożądaną pozycję i czekały na porcję lekarstwa także i z tej tylnej strony.
                  – Słuchajcie się mądrej Raisy, ona mnie leczyła nie jeden raz, przeto wie, jak się te rzeczy robi – rzekł Egon, wtórując starej. – Ja żem słyszał, że jeśli raz się zakazi, to może być i tak, że one larwy mogą się roznieść po wszystkie twory ciała, a onuż, uważajcie, szczególnie lubują się w tych kobiecych, bo w nich zawsze jest odpowiednio ciemno, mokro i ciepło – ciągnął. – I że wszędzie mogą być, nawet i usta.

                  Tu skinął w stronę Larsa, który, miał nadzieję, wesprze go w przekonywaniu dziewek, bowiem wolał po dobroci, a nie siłą. Sam wszak nie wątpił, że we trójkę-czwórkę dokonają dzieła.

                  Egon dał parę razy także spróbować Larsowi, bowiem myśli wojownika oddalały się już nieco do kolejnych spraw. Rzeczy nabierały rozpędu, a skoro tak, to trzeba było czym prędzej zadbać, aby toczyły się właściwym dla siebie torem.

                  Słowa gladiatora chyba trochę przestraszyły służki. Widocznie nie chciały mieć w sobie żadnych robaków i już bez sprzeciwów pozwoliły wlać w siebie lekarstwo ze strzywk. Lars wspomógł Egona w tych aplikacjach. A Raisa zapisywała ile, której i z jakiej strony tych dawek władowali. Wydawało się, że całość zleciała całkiem szybko i sprawnie. Gdy skończyli służki wycierały usta od klejącego śluzu i spluwały nim na podłogę, krzywiąc się przy tym z niesmaku. Potem zaczęły się ponownie ubierać w spódnice. Stara wiedźma wydawała się być bardzo zadowolona z tego zasiewu i zostawiła je w spokoju w tym zagraconym pokoju. A sama, kolebiąc się niezdarnie, odprowadziła dwóch rosłych mężów po schodach, z powrotem do kuchni na parterze gdzie było wyjście na to zabłocone podwórze.
                  - Ładnie wam poszło chłopcy. Za trzy, cztery dni wyjdzie z nich obfity miot. Pewnie znów te małe ale za to wiele ich będzie. Tak bogatego zbioru na raz to jeszcze nie mieliśmy. No i jak chcecie to weźcie te strzykwy. Może będziecie mieli okazję napełnić nimi jakieś brzuchy. A jak się napełnia z innej strony to też już umiecie. No i jak spotkacie Astrid albo inną szlachciankę co by chciała je wziąć, chociaż jedną czy dwie, to poproście aby to zrobiły albo chociaż tu się pokazały tym wieśniaczkom bo sami widzieliście. One wciąż myślą, że będą na służbie u jakiejś pani a tu to tylko ja i Dorna. Z czego Dorna nie bardzo może im się pokazać na oczy. - Mówiła do nich jak do swoich wnuczków i wyglądała na zadowoloną. Podała im torbę z napełnionymi strzykwami jakich mogli użyć gdyby trafiła im się taka okazja.

                  – Służba by nam się przydała, dopóki nie będzie zadawać pytań – rzekł Egon. – Ale tu z tym chyba nie będzie problemów, nie? Astrid ostatnio rzekła coś, że chciałaby wrócić na dwór jarla ze swą świtą… No to już będzie miała, rzecz się sama rozwiąże.

                  “A dziewczynom się spodoba służba u Astrid bardziej, niż ta śmierdząca apteka” - dodał w myślach z przekąsem, z niechęcią przypominając sobie, że będzie musiał przejść znowu przez błotniste podwórze.

                  – Dzięki ci, nie zawiedziemy cię – rzekł jeszcze Egon, lekko potrząsając torbą pełną strzykw. – To co, Lars, idziemy?

                  ---

                  Z racji tego, że Lars znał miasto o wiele słabiej od Egona, to na tego drugiego spadła rola przewodnika. Jednak do tej pory klatkami na kury czy gołębie się nie interesował więc musiał się zastanowić gdzie by można pójść. Najpewniejszym adresem wydawał się Plac Targowy. Co prawda dziś nie był dzień targowy ale i tak tam, w centrum miasta, było najwięcej sklepów a więc i szansa, że uda się kupić co potrzeba albo chociaż zasięgnąć języka. Jak tam we dwóch dotarli to w którymś sklepie znaleźli klatki. Szybko okazało się, że nie są takie drogie ale nawet na dwóch to mogli zabrać po dwie, może cztery klatki. Nie były zbyt ciężkie ale niewygodne do noszenia, zwłaszcza, że z powrotem do apteki to był całkiem spory kawał do przejścia.

                  Przy okazji jednak mogli sobie obejrzeć ratusz. Bo z tego co Egon pamiętał to Fanriel wspominała raczej o wieży a nie kazamatach. A zwykle tak mówiło się o lochu w ratuszu. Tam trzymano tych przestępców jacy czekali na osąd lub spodziewano się, że lada chwila wyrok zostanie wykonany. Słabą stroną tej sytuacji było to, że w zimie, Egon z Łasicą, całkiem nieźle poznali kazamaty ale w ratuszu to gladiator nie bywał. Dobrą to, że ratusz był w dzień dostępny dla każdego i chociaż wyglądał solidnie to jednak nie miał takich walorów obronnych jak mały zamek którym w istocie były kazamaty.

                  Właściwie póki był dzień to można było wejść do środka przez główne drzwi. Ale zapewne zwierzoczłeka to trzymano gdzieś w lochach jakie nie były dostępne ot tak. Parter był wysoki i niewiele w nim było małych okienek. Co utrudniało wdarcie się do środka. Dopiero na piętrze były zwyczajne okna. Mniejsze niż te co były w kamienicach ale większe niż wąskie strzelnice w zamkach. Gdzieś tam na co dzień pracowała Adrienne jaka wczoraj w teatrze dała się poznać od bardzo uległej strony. Ale już wczoraj Hubert mówił, że po takich harcach to zapewne jego niewolnica “przeziębi się” i będzie musiała w domu odpocząć po tych zabawach. Sam grubas niedaleko miał swój sklep. Miał dobrą lokalizację, w pobliżu centrum miasta. Nie wiadomo czy teraz w nim był. Do Pirory właściwie też było niedaleko. Tylko w przeciwną stronę. Na dobrą sprawę to cukiernia Lebkuchenów też nie była odległa od placu. A od nich miała być ta chętna na zasiew brunetka jaką wczoraj lady Fabienne wskazała gladiatorowi.

                  Egon, zorientowawszy się co do klatek, uczynił wysiłek, by zapamiętać, gdzie jest handlarz. Nie chciał ich kupować już teraz i nie chciał się także dzielić z handlarzem lokacją apteki. W ogóle nie chciał, żeby ktoś mógł połączyć fakt apteki i klatek, bowiem aptekarze raczej nie byli znani z przechowywania żywego inwentarza, a szczególnie w takich ilościach, jakie niedługo zamierzali kupować.

                  – Wrócimy tutaj zaraz – rzekł Egon, żegnając się z handlarzem.

                  Ratusz, na pierwszy rzut oka, wydawał się niby kazamaty, tylko takie bardziej przystępne i zdecydowanie łatwiejsze do uderzenia. Z drugiej strony, czy w istocie napadanie na ratusz dla samotnej pokraki należącej (lub nie) do Gnaka, która zapewne i tak zapije się na śmierć tydzień później tudzież zostanie zarżnięta przez swych pobratymców miało jakiekolwiek znaczenie?

                  Egon obszedł ratusz raz, niby to od niechcenia, sprawdzając, w jaki sposób wygląda. Ani chybi, jeśli wypadnie tutaj uderzyć, trzeba było zaopatrzyć się w drabinę, choć… Być może kanały także mogły być raz jeszcze źródłem drogi? Ratusz pewnikiem z kanalizacji korzystać musiał, kanalizacja zaś była zapewne mniej więcej na poziomie równym z lochami.

                  Cóż, pierwszy rzut oka wykonał, jak zamierzał.

                  – Trza mi będzie spytać się Adrienne albo jej znajomych, jak to wygląda – rzekł do Larsa. – Do środka nie wchodzę jeszcze, nie chcę, by ktoś się zorientował, że rozglądam się. W ogóle zostawmy ten ratusz na razie. Zobaczymy po rozmowie z Gnakiem.

                  Skończywszy oglądanie ratusza, zawrócił do handlarza klatkami, żeby wziąć parę z nich do apteki.

                  – Skończymy rzecz z klatkami, musimy udać się do Munira – rzekł Egon. – Prosta rzecz, trzeba się z nim pożegnać, żeby dobre wrażenie zrobić, bo wkrótce będziemy z nim handlować. Czy dostaniemy towar od Gnaka, czy też jakoś sami złowimy, Munir zapłaci nam sowicie. Ale chodźmy do niego i się z nim jeszcze rozmówmy.

                  ---

                  Kamienica Pirory; salon; południe

                  Obaj z Larsem, nie mieli trudności z kupieniem kilku klatek. Na więcej nie starczyło im rąk a z Placu Targowego do apteki Sigismundusa był spory kawałek miasta do przejścia. Norsmen był jednak rad, że w ogóle znaleźli sklep z takimi bibelotami i w każdej chwili mogli tam wrócić i dokupić więcej. Zaś w aptece Raisa ucieszyła się, że będzie miała gdzie umieścić nowe muchy gdy już się wyklują z kokonów. Zaś dwóm wojownikom zostało wrócić na Bursztynową 17. Jeśli mieli nadzieję jeszcze zastać arabskiego kupca to tylko u niej. A i tak nie było wiadomo czy już nie zawinął się na swój statek. W końcu wczoraj mówił, że zamierza spędzić tylko jedną noc w tym porcie a potem płynąć dalej na wschód Morza Szponów.

                  Gdy dotarli do drzwi głównych kamienicy i zastukali już słońce przeszło przez najwyższy punkt na niebie, chociaż dalej mniej więcej było południe. Otworzyła im służąca Averlandki i poprosiła aby zaczekali w holu. Przez chwilę stali we dwóch gdy ona pewnie poszła ich zapowiedzieć u swojej pani. Gdy wróciła, zaprosiła ich na pietro do salonu. Gdy za nią tam poszli w środku zastali blondwłosą gospodynię jaka siedziała u szczytu stołu. Zaś Astrid, Munir i Layla jedli z nią obiad. Cała trójka spojrzała z zaciekawieniem na obu przybyszy.
                  - Witajcie koledzy. Proszę, siadajcie. Jeśli jesteście głodni to się częstujcie. - Pirora zaprosiła ich do stołu i kazała służącej przynieść dodatkowe nakrycia. Bo wolne krzesła i jadła to było pod dostatkiem. A, że od późnego śniadania już trochę dzwonów minęło to i obaj wojownicy czuli pewne ssanie w żołądku. - Wyspaliście się? - Zagaiła do nich uprzejmie jak na dobrą gospodynię przystał. Służba zaś zaczęła przynosić porcelanowe naczynia i srebrną zastawę. Egon na co dzień nie jadał w takich luksusach.

                  – Ano, pośniadałem uczciwie – Egon machnął ręką, jako że rzecz o jedzeniu wcale go nie interesowała, jako że kolejne z rzeczy musiał niedługo zrobić.

                  Tu zwrócił się do Munira:

                  – Witajcie, mości Munirze! – zawołał. – Tuszę, że sen był dobry? Jak się podoba w Neues Emskrank?

                  - Witaj, witaj przyjacielu! - Arabski kupiec uśmiechnął się jowialnie do Egona. - Miasta wiele nie widziałem ale gościna u lady Pirory bardzo miła. Miło mi było ją poznać. Jak was wszystkich zresztą. No ale interesy mnie gonią więc niedługo będę musiał opuścić wasze urocze towarzystwo. - Kupiec teraz spojrzał na blondwłosą gospodyni jakiej podziękował za gościnę. Ale też i dla jej gości miał życzliwy uśmiech.
                  - Po obiedzie nasz drogi gość będzie już nas opuszczał. Ale lady Layla z nami zostanie na jakiś czas. - Pirora odparła mu podobnie ciepłym uśmiechem i wskazała na siedzącą obok niego egzotyczną piękność.
                  – Zaiste – rzekł Egon, przybierając polubowny ton. – Z chęcią odprowadzimy ciebie do okrętu, jako że przywiedliśmy ciebie tutaj. Rad bym jeszcze nieco porozmawiać o interesach, choć zdaje się, że już dobiliśmy targu. Tedy oporządź się według swego uznania, Munirze, a my z chęcią dotrzymamy tobie towarzystwa, jeśli jeno pozwolisz.

                  - Oh oczywiście przyjacielu. Bardzo chętnie skorzystam z waszej propozycji. - Brodacz uśmiechnął się życzliwie do gladiatora. Egon z Larsem mieli wreszcie okazję zjeść coś konkretnego z tych ozdobnych talerzy. Rozmowy przy stole były raczej luźne. Pirora jako dobra gospodyni, obiecywała, że się udzieli Layli gościny a samego Munira zaprasza ponownie aby koniecznie ich odwiedził jak będzie wracał z Erengradu. Wężowa kapłana trochę rozmawiała z nim po arabsku a trochę z Larsem po bretońsku. Astrid była ciekawa czy kupiec bywa czasem w Norsce ale okazało się, że nie. A gdy obiad dobiegł końca, wszyscy wstali i zaczęli się ze sobą żegnać. Pirora odprowadziła ich do schodów oraz udostępniła swój powóz jaki miał ich zwieźć do portu. Wewnątrz zostali we trzech, Munir, Lars i Egon. Gdy powóz ruszył kupiec popatrzył na dwóch wojowników jacy usiedli na przeciwko niego.
                  - No to przyjaciele mamy ostatni moment aby porozmawiać. - Zagaił do nich patrząc z zaciekawieniem to na jednego, to drugiego.
                  – Rzeknij no, zacny Munirze – rzekł Egon – kiedy do nas zawitasz raz jeszcze? Jak żeśmy już ustalili, wkrótce dostarczymy do ciebie żywego towaru, tedy dobrze, żebyśmy wiedzieli, kiedy spotkamy się raz jeszcze…

                  - Kiedy znów do was zawitam w wasze goścnne progi? - Kupiec powtórzył pytanie ale zaczął gładzić się po brodzie gdy zaczął robić obliczenia. - No cóż, podróż do Erengradu powinna zająć ze trzy dni czyli powinienem tam dopłynąć na początku przyszłego tygodnia… Tam parę dni aby pozałatwiać swoje sprawy… I z powrotem znów ze trzy dni… Czyli bym był z powrotem pewnie w następny Festag. No wiadomo, rożne rzeczy mogą na morzu i w porcie się zdarzyć więc mgę być dzień przed albo po. - Oznajmił w końcu po tym zastanowieniu. Co oznaczało, że sam oceniał, że wróci tu za jakieś półtorej tygodnia.

                  Egon rzucił krótkie spojrzenie w stronę Larsa. Półtorej tygodnia nie było jakimś szmatem czasu, żeby odpowiednio zebrać i oporządzić wszystko, ale, z drugiej strony, przecież w ogóle nie mieli czasu, bo dni do turnieju upływały nieubłaganie.

                  – Będziemy pamiętać, dzięki ci – Egon z ukontentowaniem pokiwał głową. – Jak kiedy natkniesz się na jakieś młódki, możesz nam podprowadzić, zaopiekujemy się.

                  I było to wszystko.

                  ~

                  Kiedy tylko odprowadzili Munira do jego korabiu i kiedy wreszcie ludzie kupca odwiązali cumy, i kiedy tylko burta poczęła oddalać się od nadbrzeża, Egon odwrócił się, nagle skupiony na wykonaniu planu.

                  – Jutro wypadnie nam wyprawa na kurhan, choć w zasadzie już teraz moglibyśmy poczynić przygotowania. Pójdźmy raz jeszcze na targ i poszukajmy jakiegoś dobrego młota albo innych narzędzi, którymi rozwalimy tą ścianę. Weźmy też jakieś nosze albo płótno, nie wiem, czy czasem nie będzie tak, że będziemy musieli zabrać zgniłego trupa czarownika z kurhanu… Lepiej być przygotowanym na wszystko. Nie wiem też, czy czasem po drodze nie będziemy musieli nałapać łyczków, żeby ich krew ofiarować onemu czarownikowi, żeby przebudzić się.

                  Egon czuł, że przebudzenie czarownika, który w swoim nieumarłym śnie spoczywał setki lat, wcale nie będzie takie łatwe.

                  W miarę czasu zamierzał także uruchomić swe kontakty i spytać znajome złodziejki, czy przypadkiem nie usłyszały czegoś o zbliżającym się turnieju.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  0
                  • SeachS Niedostępny
                    SeachS Niedostępny
                    Seach
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Seach
                    #288

                    Mnich westchnął patrząc przez chwilę w swój sufit.
                    -Wiece… byłoby o wiele łatwiej, gdybyście dały bardziej jasny znak. -podniósł się z łóżka rozpoczynając poranną toaletę.
                    Wychodził właśnie z mieszkania kiedy sobie przypomniał, że jego sen oznaczał pewnie podobną sytuację wśród innych dotkniętych…
                    Biegiem ruszył w kierunku rezydencji von Mannlieb, miał nadzieję, że Anika nie uciekła znowu.

                    Bretońska hedonistka mieszkała w innej, znacznie lepszej dzielnicy. Tam gdzie lokowali się ci bogatsi i znaczniejsi. Ubogiego mnicha nie było stać na takie lokum. Więc miał spory kawałek do pokonania. Ale drogę znał bardzo dobrze. Więc po jakimś pacierzu znalazł się zdyszany przed żeliwną, solidną furtką. Była zamknięta tylko na klamkę. Ale do frontowych drzwi już musiał zapukać i poczekać aż ktoś mu otworzy. Wydawało mu się, że czekał strasznie długo. Jednak drzwi otwarły się i stanęła w nich Marissa.

                    -O, Otto. Witaj. Dobrze, że jesteś. Annika znów miała atak. Musieliśmy ją przywiązać do łóżka. Chodź. -Przywitała się z nim z zaskoczeniem ale i ulgą. Wyszeptała mu szybko te parę słów nim gestem nie wskazała mu aby poszedł za nią. Po drodze minęli tą srogą, starą majordom która ich oboje obrzuciła srogim i podejrzliwym spojrzeniem. Ale nic nie powiedziała. Służąca zaprowadziła gościa do już dość dobrze mu znanego salonu w jakim zwykle przyjmowała go główna gospodyni. Ale tu musiał na nią poczekać. Marissa wyszła i znów wydawało mu się, że strasznie długo jej nie ma. Aż drzwi nie otworzyły się i weszły obie z milady.

                    -Oh Otto, witaj przyjacielu. -Fabienne też chyba ulżyło, że go widzi. Ale mówiła trochę głośniej niż zwykle póki Marissa nie zamknęła za nimi drzwi na korytarz. -Oh miałam bardzo barwny sen. Ale to później ci opowiem. Annika chyba też. Znów się zrywała aby biec ale udało nam się ją powstrzymać. Przywiązaliśmy ją do łóżka. Ale znokautowała jedną pokojówkę i lokaja. -Wyszeptała zdenerwowanym głosem gdy już stali naprzeciwko siebie.
                    -Brzmi jak ona. -westchnął mnich -Też miałem sen, dlatego przybiegłem. Podejrzewałem, że Anika dostanie napadu. Mogę ją zobaczyć? -mnich delikatnie się rozejrzał, przy okazji spoglądając na obie kobiety czy nie uda mu się ujrzeć czegoś więcej. Pomimo wczorajszego chędożenia nie odmówiłby sobie podziwiania piękna tych bladolicych.

                    Milady przygryzła wargę jakby zastanawiała się nad tym chwilę. Ale dziś musiała wstać na tyle wcześnie, że miała już zrobiony makijaż i włosy. Chociaż nie aż tak wytwornie jak wczoraj wieczorem w teatrze. Suknie też miała skromniejszą chociaż i tak mieszczki raczej nie byłoby na taką stać. I ładnie uwypuklała jej dekolt i smukłą talię. A nawet jak patrzył na jej brzuch to w ogóle nie było po niej widać, że ma w sobie kłębiące się dziedzictwo Sióstr. Marissa wyglądała jak służka. Podobnie do Margo chociaż może suknię miała ciut lepszą i nawet ją było stać na ładne spinki we włosy. Teraz jednak wyglądała na zmartwioną całą nocno-poranną sytuacją.

                    -Dobrze. To chyba nawet lepiej jak mnich ją zobaczy. Już mi ta stara jędzia próbowała insynuować aby wezwać kapłana do Anniki. Chodź i zobacz co z nią ale tak aby wyglądało, że się modlisz za nią czy coś takiego. -Szlachcianka chociaż była panią tego domu musiała szeptać bo obawiała się, że wszyscy poza dwiema byłymi pacjentkami hospicjum będą donosić jej mężowi jak wróci. Po czym odwróciła się i oboje ruszyli do wnętrza domostwa a jej zaufana pokojówka za nimi. Przeszli do pokojów służby i gdy Bretonka otworzyła drzwi ukazała się dość zwykła izba. Pod każdą ze ścian było jedno, proste łóżko. Podobne miał u siebie w domu. I jedno było puste i sprawnie zasłane a na drugim leżała kobieta. Od razu rzucało się w oczy, że jest przywiązana pasami, liną i czym się jeszcze dało do łóżka. A na jej poduszce są rozrzucone czarne włosy. Milady podeszła pierwsza i popatrzyła na nią. Annika oddychała ciężko i miała spocone czoło. Dlatego wyglądała na chorą. Na ramionach i knykciach pięści widać było siniaki, otarcia i zadrapania jakie świadczyły o zmaganiach sprzed paru dzwonów.

                    -Nie wiedziałam czy można już ją rozwiązać czy znów będzie miała ten atak. -Fabienne przyznała się do pewnej niewiedzy i bezradności w tej sprawie. I popatrzyła na Otto czy może coś poradzić w tej sprawie.

                    Mnich podszedł do Aniki i westchnął.
                    -Ani..? Słyszysz mnie? Możemy porozmawiać? -przyklęknął obok czarnowłosej dziewczyny -Znowu wzywa cię głaz prawda?

                    -Tak, mamrotała coś o jakimś głazie. Chyba w lesie. Mówiła, że musi tam iść. -Fabienne widząc, że przez chwilę nic się nie dzieje wyszeptała cicho. Marissa została przy drzwiach i obserwowała ich z przejęciem. I gdy już wydawało się, że czarnowłosa nie zareaguje to jednak przemówiła.
                    -Tak, głaz… Muszę do tego głazu… I zabić strażnika… Ona mi każe, ona mnie wzywa… Puśćcie mnie! -Wymamrotała sennie i szarpnęła się. Ale dość słabo to wyglądało. Jakby jej ciało było zbyt osłabione aby się znów zerwać i pobiec.
                    Mnich rozwiązał jedną rękę Aniki i delikatnie ujął jej dłoń.
                    -Hej, hej… wiem, że cię wzywa. Do mnie też dziś w nocy mówiła. I widziałem cię. Jak odnajdujesz ten głaz i mierzysz się ze strażnikiem. -mnich się uśmiechnął -Nie jesteś jeszcze gotowa, nie zawsze wygrywasz w moim śnie, a ja chcę abyś wygrała. -nie puszczał dłoni swej byłej pacjentki, ale starał się skupić jej uwagę na sobie -Czy możesz mi cokolwiek powiedzieć o tym gdzie cię wzywa?

                    -Do lasu. Głaz jest w lesie. Biegłam do niego. I polana. On jest na polanie. I tam są czaszki. Różne. I broń. Też różna. I strażnik. Wyzywam go i walczymy. I rzeka. Albo strumień. Biegnę przez niego. Potem mam wszystko mokre. Ale to nic. Biegnę dalej. Aż do głazu. Ten głaz mnie wzywa. Ona mnie wzywa. -Mamrotała sennie dziewczyna. Dłoń miała wiglotną od potu. Fabienne podała kubek wina mnichowi aby mógł ją napoić. Wiedział, że pewnie chodzi o jakiś strumień a nie rzekę Salt. Ta była zbyt szeroka i głęboka aby dało się ją przejść w bród.
                    Mnich delikatnie napoił pacjentkę.
                    -Też go widziałem. -zapewnił Anikę -Głaz, polanę, kamień i czaszki i broń. -pogłaskał dłoń kobiety nie przejmując się jej wilgocią -Czy ciągle słyszysz zew moja droga? W tej chwili? Czy możesz jednak pójść spać? Odpocząć?
                    -Nie. Straciłam go. Straciłam… -Czarnowłosa nagle otworzyła oczy i popatrzyła na mnicha całkiem trzeźwo. Po tym wyznaniu się rozpłakała nad swoją stratą. Fabienne współczująco pogłaskała ją po policzku.
                    -Chyba możemy ją teraz rozwiązać? -Popatrzyła na mnicha pytająco.
                    -Tak. -mnich pomógł rozwiązać Anikę i ją delikatnie przytulił -Wiem, kochana. Wiem, że to nie łatwe. Co powiesz na to, przyjdę dziś wieczorem i dam ci pozamiatać mną podłogę. Co ty na to? Pewnie nie raz chciał mi spuścić łomot w hospicjum.
                    Była pacjentka nie odpowiedziała w jakiś zrozumiały sposób. Wtuliła się w habit i ramiona mnicha i płacz wstrząsał jej ciałem. Jej milady troskliwie pogłaskała ją po włosach i patrzyła współczującym głosem. I też próbowała ją rozweselić jak mnich tylko na swój sposób.
                    -Albo jeśli chcesz pójdziemy z Marissą do łazienki. I będę twoją łaziebną. Albo obie będziemy. -Wskazała na drugą pokojówkę a ta energicznie pokiwała głową, że jest chętna w ten sposób pomóc koleżance. Ta jednak wymruczała coś niezrozumiale i szloch zaczął cichnąć. -Może się prześpij moja droga. -Zaproponowała w końcu widząc, że chyba wreszcie czarnowłosa osłabiona tymi zmaganiami, zaczyna zwyczajnie zasypiać.
                    Mnich delikatnie ułożył dziewczynę na posłaniu i przykrył ją, po czym zerknął na Filię.
                    -Powinno już być dobrze, zew utrzymuje się na ogół tylko w pierwszych momentach. -Otto wstał z łóżka Aniki i zerknął na Fabienne -A was moje drogie wszystko w porządku?
                    Słysząca zew Norry przewróciła się na bok, nakryła kołdrą i wyglądało na to, że wreszcie zasnęła. Widząc to milady odetchnęła z ulgą. Gdy mnich ją zagaił uśmiechnęła się delikatnie.
                    -Tak, dziękuję Otto. Miałyśmy dość gwałtowną pobudkę rano -wskazała na łóżko z zasypiającą pokojówką -Ale poza tym w porządku. Nic nam nie jest. Przynajmniej miałam czas aby przygotować się na dzisiejszy wieczór. To znaczy najpierw z koleżankami jedziemy do domku de la Vegi. W plener, same szlachcianki, żadnych kawalerów aby nie było plotek oczywiście. No ale wieczorem zamierzamy dołączyć do was przy kamieniach. -Mówiła przyciszonym głosem ale z nutką ekscytacji jak na czekającą ją, emocjonującą przygodę.
                    -Nie wiem czy dam dziś radę. -przyznał ze smutkiem mnich -Trochę za bardzo oddałem się pokusom Węża ostatnimi czasy. Zaniedbałem swe powinności co do pozostałem trójki i pora to trochę poprawić. Udaję się dzisiaj z przewodnikiem znaleźć miejsce na piknik dla was i chłopaków Krwawego.
                    -Ależ Otto, co ty mówisz? -Bretonka zaskoczona spojrzała na niego i na Marissę, jakby sprawdzała czy ta też to słyszy. Obie wyglądały na zdziwione. -Ja chciałam zabrać Marissę. Nie wiem czy będzie chciała dołączyć do naszej zabawy ale niech przyjedzie i zobaczy czy by miała ochotę. Nawet rozmawałyśmy czy by jej nie zasiać. Bo z tego co ta stara wiedźma mówiła na zborze to może jak te czerwie są od Sióstr, to jakoś to pomoże w tych snach. -Szlachcianka spojrzała na służkę. A ta skinęła głową potwierdzając jej słowa. -No i sam wiesz, że nie co dzień jest taka szansa spotkać się w takim gronie jak dziś wieczór. -Wzięła go za rękę i położyła na swoim jędrnym dekolcie. Wyczuł jej gładką skórę i regularny rytm bicia serca. -Mógłbyś mnie zasiać znowu. Bardzo mi się to spodobało. Wczoraj było cudownie. Myślałam o ustach. Jeszcze nie próbowałam w usta. Jestem ciekawa jakby to było. Ale oczywiście tam na dole też chętnie przyjmę nowych gości. -Uśmiechnęła się ciepło wskazując palcem na swój dół. -No nie będę cię zmuszać Otto ale byłoby miło jakbyś tam dziś wieczorem był. No ale jeśli masz jakieś plany co nie możesz ich przełożyć to rozumiem. -Próbowała poprosić go aby jednak przybył na dzisiejsze, wieczorne spotkanie ze zwierzoludźmi. Jednak subtelnie aby nie czuł się zmuszany. I ostatecznie była skłonna przyjąć jego odmowę.

                    Mnich uśmiechnął się.
                    -Postaram się zjawić, ale tylko na zasilanie. Chciałem też spędzić trochę czasu z Aniką jak już odpocznie, jeżeli oczywiście nie masz nic przeciwko, moja pani.

                    -Ależ Otto, kogo ty chcesz oszukać? Mnie czy samego siebie? -Brwi czarnowłosej szlachcianki nieco uniosły się do góry a twarz okrasił ciepły, łagodny usmiech. -Przecież o zmroku zamykają bramy. Więc albo zostaniesz w mieście do rana albo zostaniesz z nami do rana. -Łagodnie mu przypomniała o tej codziennej, miejskiej rutynie. -Byłoby miło gdybyś do nas dołączył. Oddie wczoraj była zachwycona tym wieczorem z tobą, Laurą, czerwiem i zasiewaniem. Bardzo jej się to spodobało. Nawet się zastanawiałam czy dziś wieczór byś nie mógł przynieść tych czerwi i jaj jeszcze raz skoro tak jej to przypadło do gustu. A sam wiesz jak, że to nie jest jakaś podrzędna aktoreczka i dobrze jest zabiegać o jej względy. Już pomijam, że to przecież całkiem przyjemne a to bardzo ponętna kobieta jest. No i dziś ty pomożesz nam, może jutro my pomożemy tobie. Czy potrzebujesz jakiejś pomocy z tym piknikiem? Nie słyszałam o nim wcześniej. To jakaś nowa inicjatywa? -Bretonka starała się przekonać jednookiego aby się nie obwiniał i dziś wieczorem jednak dołączył do hulanek z Gnakiem i jego ungorami. Nawet była gotowa pomóc jakoś w planach mnicha co do wspólnego pikniku dla pogodzenia różnych frakcji chociaż na razie niewiele jej zdradził szczegółów na ten temat.

                    -A z Anniką możesz zostać oczywiście. Na razie jak widzisz zasnęła. Wreszcie. Ale możesz zostać teraz albo przyjść później. Jeśli chcesz mogę ją zabrać wieczorem do kamieni. Wtedy sobie porozmawiacie. I tak o tym myślałam. Marissa jest chętna nam towarzyszyć, Anniki nie byłam pewna czy by ją to interesowało. Na a po dzisiejszym poranku myślałam, że lepiej aby trochę odpoczęła. No i zwykle po takim ataku jest parę dni spokoju zanim ma następny więc liczę, że dziś wieczorem nie będzie miała kolejnego. -milady von Mannlieb zaproponowała także kilka rozwiązań jak mnich mógłby spotkać się dziś z jej narwaną służącą.

                    -Jeżeli nie będę musiał wybierać między wami a Anniką… to oczywiście się udam. Chociaż będę musiał przeprosić Gnaka, że tym razem nie zadowolę któregoś z jego stada. -mnich się uśmiechnął -Piknik to moja inicjatywa. Chłopaki od Krwawego czują się… zagrożeni waszym sukcesem, szczególnie, że nie mogą się w pełni oddać czczeniu swego patrona. Mam plan zabrać ich na polowanie, na niedźwiedzia, muszą pokazać swoją siłę. Chciałem was zabrać abyście im wiwatowały, no i po takim zwycięstwie, pewnie by chcieli świętować.

                    -Oni się czują zagrożeni? Przez nas? Przecież my jesteśmy słabe kobiety a każdy z nich to mocarz co mógłby każdą z nas złamać w pół. -Brwi Bretonki skoczyły do góry z zaskoczenia takimi rewelacjami. Fizycznie oczywiście miała rację. Mało która z kultystek Sorii była sprawną wojowniczką jaka mogłaby stanąć w szranki z Silnym czy Egonem. -No ale dobrze, jeśli jakoś mogę ci pomóc to spróbuję. Chociaż no rozumiesz, że mnie, jako szlachciance i małżonce niezbyt wypada się włóczyć po lasach. Może jakbym była jak Froya ale nie jestem. No ale mogę wam Marissę podesłać do pomocy. -Wskazała na stojącą obok pokojówkę a ta pokiwała głową na znak zgody. -Ja bardzo chętnie bym się wdzięczyła w lesie do waszych chłopców no ale musiałabym mieć jakiś rozsądny pretekst aby tam akurat tego dnia pojechać w las. -Podpowiedziała mu jak można by to zrobić chociaż sama na razie nie miała dokładnego pomysłu na taką zasłonę dymną. Natomiast zwykle była chętna na wszystko co było związane z hedonizmem i rozkoszami więc i pokładanie się z mężami niskiego stanu nie było jej niemiłe.
                    -A jak chcesz polowanie na niedźwiedzia to słyszałam, że Mroczny Zagajnik jest dobry. Ja tam nie byłam ale rozmawiałam z zacnymi kawalerami no i Froyą, to o nim mówili. -Podpowiedziała mu kolejny pomysł. Chociaż sama nazwa obiła się mnichowi to też tam nigdy nie był i nie miał pojęcia gdzie tego szukać. -A jak tak chcesz pobyć z Anniką to mogę ją dziś zabrać na spotkanie. Przecież nie musi się z nikim pokładać jeśli nie będzie chciała. Może zostać na wozie i popatrzeć. Pirora pewnie znów tak zrobi to by były przynajmniej we dwie. -Zgodziła się też wziąć ze sobą śpiącą obecnie służącą jeśli takie życzenie miałby kolega z kultu.
                    -Oh jestem pewny, że odpowiadałoby ci być zgiętą w pół przez Silnego. -uśmiechnął się mnich -Mroczny Zagajnik? Pogadam z przewodnikiem o tym. -Otto się zastanowił chwilę czy zostało mu jeszcze coś do ustalenia -Jeżeli mogłabyś ją zabrać, byłbym wdzięczny. Pora pomóc jej odnaleźć ten kamień, a do tego trzeba będzie przynajmniej porozmawiać dokładniej o jej śnie.

                    -No dobrze, to zabiorę je obie. -Bretonka uśmiechnęła się wskazując wzrokiem i na śpiącą Annikę i na stojącą przy drzwiach Marissę. Po czym ciesząc się, że mają tą sprawę załatwioną za porozumieniem stron uśmiechnęła się szerzej. -Silny to ten łysy mięśniak? -Uniosła brwi w pytającym grymasie ale widocznie była na tyle długo w zbratana ze zborem Starszego, że nie tylko koleżanki kojarzyła. -Pirora mi opowiadała, że raz miała z nim przyjemność. Podobno jest bardzo żywiołowy choć mało finezyjny. I wygląda mi na krzepkiego. -Odpowiedziała z wesołym uśmieszkiem jakby nie widziała nic zdrożnego w pokładaniu się z przedstawicielami plebsu. -I wiesz co mi wczoraj Hubert powiedział? -Nagle jakby przypomniała sobie o czymś co wydało jej się ciekawe. -Powiedział, że Egon lubi uległe kobiety. -Mówiła to jakby uważała to za zaletę gladiatora. -To jakby być tak zgiętą w pół pod nimi oboma… -Rozmarzyła się nad taka wizją. Wzięła głębszy oddech gdy się z niej otrząsnęła i pieszczotliwie przesunęła palcem po habicie na piersi mnicha. -No ale jakbyś do nas dołączył to byłoby mi bardzo przyjemnie. -Uniosła na niego zalotne spojrzenie spod swoich umalowanych żęs. -Zresztą jakbyś do mnie dołączył w każdym momencie to byłoby mi bardzo przyjemnie. -Jej palec przeszedł do góry aż pogłaskała dłonią po policzku jednookiego. -Ale jeśli dziś będziesz przy kameniach to mam nadzieję, że poświęcisz mi choć chwilę uwagi. Ja będę znów przywiązana do kamienia ofiarnego tylko Łasica mi obiecała małą niespodziankę. Ciekawe co wymyśliła. Ale pewnie nie będę tam cały czas. Tak jak ostatnio. To mam nadzieję, że się tam spotkamy. -Brzmiało jak zaproszenie na bal od szlachcianki dla szlachcica. Chociaż chodziło o bezpardonową orgię z istotami jakie większość obywateli Imperium uznałoby za plugawe.
                    -Nie wiem czy Gnak i jego sfora mnie dopuszczą, jeżeli jednak zdołam ich odgonić od ciebie to bardzo chętnie. -mnich się uśmiechnął się i ucałował dłoń kobiety następnie delikatnie oblizując jej palce -Ze wszystkich naszych piękności, jesteś najbardziej kusząca.
                    -Oj proszę cię Otto, nie mów tego przy naszej lady Sorii. Ona jest taka wspaniała i cudowna. -Szlachcianka zaśmiała się cicho i z wdziękiem. Pozwoliła mnichowi na tą małą pieszczotę jej dłoni. -Ale dziękuję ci Otto. Doceniam twój takt i komplement. -Rozpromieniła się na te czułe słówka. Po czym spojrzała w stronę drzwi na korytarz gdzie stała tak samo uśmiechnięta Marissa. -Eh… Odwdzięczyłabym ci się tu na miejscu. No ale niestety tu są cienkie ściany a służby mego męża pełno. -Westchnęła z pewnym rozżaleniem. I znów przeniosła spojrzenie na swojego gościa. -No ale jeśli dziś wieczorem przyjdziesz to myślę, że to nadrobimy. Tylko pamiętaj, że jeśli będę przywiązana do kamienia to raczej nie będe mogła cię szukać. -wydawała się być zadowolona na myśl, że spotkają się dziś wieczorem ale pozwoliła sobie na mały flirt.
                    -Ech… wczołgał bym się pod twoją suknię, aby móc zaznać twej przyjemności chociaż na chwilę. -przyznał mnich -Ale będzie na to czas. -uśmiechnął się -I przykro by mi było zostawić Marissę jako jedynie obserwującą.-Otto wykazał się większą jurnością i odwagą niż zwykle -Czy masz jakieś życzenia wobec mnie, moja pani? Zanim się rozstaniemy?
                    Milady zaśmiała się z wdzięczną elegancją jakiej można by się po niej spodziewać. Jednak patrzyła na mnicha życzliwie. Zastanawiała się chwilę nad jego pytaniami. Znów popatrzyła na drzwi jakby obliczała na co mogą sobie pozwolić bo widać było, że czarnowłosej chęci na figle nie brakuje. Po czym nachyliła się aby szepnąć mu do ucha. -Zabierz te czerwie na wieczór. Myślę, że Odette będzie bardzo nimi zachwycona. Spodobały jej się te “małe, śliskie ohydztwa”. -Nieźle sparodiowała styl mówienie śpiewaczki. -I przyznam, że też jestem ciekawa. Moje wciąż są w środku i właściwie to jeszcze żadnych nie widziałam. A wczoraj Oddie nieco mi opowiadała jak się podle zabawialiście zanim do nas przyszliście. -Wymruczała mu do ucha z tym swoim bretońskim akcentem. Po czym odsunęła się na przyzwoitą odległość. Ruszyła w stronę dzwi ale zamiast je otworzyć oparła się dłońmi wysoko o ścianę i prowokująco wypięła swoje tylne wdzięki. -Ale zanim wyjdziesz mogę cię prosić o pożegnanie w odpowiednim stylu? -Odwróciła do niego głowę aby przeszyć go kuszącym spojrzeniem. Marissa stała obok i obserwowała to z rozbawionym uśmiechem.
                    Mnich ochoczo podszedł do bretonki i odsunął jej spódnicę, jego dłoń wsuwając się między jej nogi.
                    -Oczywiście, moja pani. -rozpoczął wstępne pieszczoty swej kochanki -Byłoby bezpieczniej, pewnie bym przyłożył kilka klapsów w ten niegrzeczny kuperek. Tak się wystawiać do byle klechy… -zerknął na Marissę i przywołał ją do siebie skinieniem głowy.
                    -No na to liczyłam. Ale tak też jest ciekawie. -Szlachcianka nie opierała się. Pozwoliła działać swojemu kochankowi. Chociaż przygryzła palec jakby wolała mieć takie zabezpieczenie aby nie wywołać zbędnego hałasu. Pod czarną spódnicą miała drogą, jedwabną bieliznę, pończochy i pas do nich. Bardzo podobne jak te ze snu. Tylko teraz nie miała ciężarnego brzucha i wciąż zachowywała smukłą talię. Jej pokojówka zaś, zaciekawiona rozwojem sytuacji i jego gestem, chętnie podeszła do niego nie wiedząc jeszcze jaka będzie jej rola.
                    Mnich ucałował w usta swoją byłą pacjentkę.
                    -Słyszałaś swoją panią. Była niegrzeczna i oczekuje kary. -wziął dłoń służki i położył ją na pośladku szlachcianki -Powinnaś usłużyć jej chęcią. -mnich również wycofał odrobinę swoją dłoń przygotowując się, aby zadać Fabienne klapsa razem z Marissą.
                    Pokojówce twarz się rozjaśniła w psotnym uśmiechu gdy zorientowała się jakie zamiary ma jej były opiekun z hospicjum. Pokiwała głową na znak zgody i uniosła dłoń do uderzenia. Gdy dał znać oboje trzasnęli w każdy z jędrnych, bladych pośladków. Ich właścicielka sapnęła cicho ale dała radę zachować się w miarę cicho. Odwróciła do nich głowę na tyle ile mogła aby posłać im powłóczyste spojrzenie i uśmiech zachęcający do powtórki. Więc zrobili to jeszcze kilka raz a wrażliwa skóra błękitnokrwistej zaczerwieniła się od tych uderzeń. Ich milady odwróciła się do nich rozpromieniona, opuszczając na dół swoją długą, czarną spódnicę. Objęła za szyję ich oboje i przytuliła do siebie.
                    -Strasznie wam dziękuję moi drodzy. Mam nadzieję, że wieczorem pozwolicie mi na szansę aby się wam odwdzięczyć jak należy. -Nie odważyła się ich pocałować swoimi uszminkowanymi drogą pomadką ustami więc tylko otarła się policzkiem o policzek jak to często robiły między sobą damy z wyższych sfer gdy się witały albo żegnały. Dzięki czemu nie rozmazywały sobie makijażu i nie zostawiały kłopotliwych śladów.
                    Mnich objął bretonkę, trzymając ją blisko siebie przez kilka chwil, po czym wyszeptał jej do ucha.
                    -Zamordowałbym wszystkich mężczyzn w tym mieście, a twego męża po trzykroć, jeżeli mógłbym cię mieć tylko dla siebie… -słowa mnicha ociekały rządzą, ale też czymś jednocześnie słodkim i niebezpiecznym..
                    -To takie romantyczne Otto. -Też trzymała go blisko siebie co świadczyło o zażyłości jaka ich łączy. -Ale proszę cię nie rób tego. Bardzo bym się strasznie poczuła jakby coś ci się stało. Lepiej pomyślmy o miłości a nie śmierci. I spotkajmy się dzisiaj wieczorem przy kamieniach. -Szeptała namiętnie i prosząco. Jednocześnie zapraszała go na dziś wieczór jak i nie chciała aby ściągnął na siebie kłopoty, zwłaszcza z jej powodu.
                    -Zniosę stulecia bólu dla sekundy w twych ramionach. -mnich postanowił posłodzić trochę w uszko szlachcianki -Każdy moment bez twego dotyku, zapachu, ciepła jest jak szpila w mojej duszy. Twój mąż to głupiec, że nie zabiera cię ze sobą na statek. -spojrzał w oczy Fabienne -Nie wiem czy ja bym pozwoliłbym ci opuścić moją kajutę, czy dałbym cię całej załodze, aby wiedzieli jaki wielki skarb złapałem.
                    -Oh to takie romantyczne! -Bretonka wydawała się być jeszcze bardziej zachwycona takimi słodkimi opowieściami niż te przed chwilą. Wynagrodziła mnicha biorąc jego dłonie w swoje przez co przez chwilę wyglądali jak para kochanków z jakiegoś eposu rycerskiego jaka ma chwilę na wyznawanie sobie czułości. Von Mannlieb była jednak hedonistką i zachowała się inaczej niż idealne damy z takich romansów. Położyła sobie dłonie mnicha na swoim jędrnym dekolcie. Co prawda suknia zasłaniała większość z nich ale chociaż od góry była skóra, tak przyjemna w dotyku. Szlachcianka sama zacisnęła na nich jego dłonie jakby i jej to sprawiało przyjemność. -Oddałbyś mnie innym mężczyznom? Całej załodze? A wiesz, że tacy marynarze to nie są zbyt delikatni dla dam? -Wyglądało na to, że i ona zyskała ochoty aby się nieco podroczyć w tej słownej zabawie.
                    -Och, istota tak podła jak ty, pewnie złamałaby ich pierwsza. -odpowiedział jej wyzwaniu mnich -Po pierwszej nocy przejęłabyś kontrolę nad statkiem. A po miesiącu nazywaliby cię Ladaczniczą Admirał, która podbiła morza swym łonem.
                    Słysząc to Bretonka roześmiała się ze szczerego rozbawienia. Aż musiała przykryć usta dłonią aby nie być zbyt głośno. Marissa też się uśmiechała i czekała jaki będzie ciąg dalszy tej zabawy. -Myślisz, że zostałabym admirałem? A wiesz, że jeszcze w Brionne szkoliłam się na oficera nawigatora. Trochę jeszcze pamiętam z tego żeglowania. Ale podbijanie morza swoim łonem bardzo mi się podoba Otto. Tak samo jak bycie Admirałem Ladacznicą. Bardzo malownicza wizja. Chociaż myślę, że użyłabym nie tylko swojego łona. Ale nie czepiajmy się detali. Opowiadasz piękne historie Otto. I bardzo podniecające. Tak jak te o Norsmenach i zwierzoludziach u Pirory. Oddi też się bardzo spodobały. Jej takie zwykłe chędożenie to już nie bawi za bardzo. Ale takie przygody jakie miała u nas wczoraj i jakie szykują się dzisiaj to jest strasznie rozochocona. -Bretonka mówiła cicho ale wydawała się być w świetnym humorze. I podobała jej się ta sprośna wymiana zdań.
                    -Jestem jedynie sługą, a mym celem jest prowadzić was ku większym szczytom hedonizmu i deprawacji. -delikatnie przeniósł jedną swoją dłoń z dekoltu kobiety i delikatnie pogłaskał je policzek -Ale droga na nie, nie zaczyna się od tego. -delikatnie popukał skoń Fabienne -A od tego, wyobraźnia zaogni wasz głód, a on sprawi, że upodlicie się jak żadne inne.
                    -Świetnie powiedziane Otto. Jestem najnędzniejsza z nędznych i najpodlejsza z podłych. I dobrze mi z tym. Mam nadzieję, że dzisiaj uda mi się poćwiczyć tą wyobraźnię. No i, że mi pomożecie się odpowiednio upodlić. Dlatego tym razem nie zbieram tej starej krowy więc będę mogła zostać do końca zabawy. Bo i tak jutro wracam z dziewczętami “z pleneru” do miasta a w domku Rose będziemy tylko my. Chyba. Chyba, że w ostatniej chwili coś się zmieni. -Fabienne potraktowała słowa kochanka jak obietnicę i widać było, że postarała się aby razem z koleżankami mieć większe pole manewru na tą nocną orgię niż poprzednim razem.
                    -Jeżeli Gnak pozostawi cię w stanie zdolnym do chodzenia. -zauważył mnich -Mam wrażenie, że ma do ciebie słabość. I się mu nie dziwię, nawet taki dzikus potrafi docenić piękno.
                    -Odbieram to jako komplement, z jego i twojej strony. -Skłoniła mu się swoją starannie ufryzowaną głową i posłała mu ciepły uśmiech. -Ostatnio podobało mi się to wiązanie do kamienia. Ale dziś obiecałyśmy odstąpić to miejsce Oddi. Bo też chciała spróbować. Dlatego jestem ciekawa co dziewczyny wymyśliły z tym wiązaniem nas obu ale na pewno będzie to coś ciekawego jeśli Łasica bierze w tym udział. -Pogłaskała koniuszkami palców jego policzek i mówiła o wyuzdanej orgii planowanej na dzisiejszą noc jakby chodziło o jakiś bal dla śmietanki towarzyskiej miasta.
                    -Jestem pewny, że nasza łotrzyca ma w swojej główce takie scenariusze, o jakich nikt przy zdrowych zmysłach by nie pomyślał, a i tak nęcące. -mnich uśmiechnął się i nadstawił na dotyk kochanki -Lady Odette jest naprawdę fascynująca, kobieta, która zanurzyła się tak głęboko w szepty Węża bez pomocy jego sług. Saltzburg musi być wyjątkowym miastem.
                    -Oddie? -Brwi bretonskiej szlachcianki podskoczyły do góry gdy usłyszała wypowiedź kochanka. Po czym obdarzyła go czułym uśmiechem. -No nie wiem czy tak całkiem bez pomocy sług. Ona jest urodzoną hedonistką i od dawna korzysta z rozkoszy życia, łoża i ciała. Myślisz, że gdzie indziej nie bawiła się tak jak z nami w loszku Pirory? Albo wczoraj w teatrze? Ona ma takie atrakcje w każdym, większym mieście. A przecież daje koncerty od Kisleva, Praag, Erengardu aż po Marienburg i bretońskie porty. To co u nas u Pirory to raczej taki jej standard aby uznać jakieś miejsce za cywilizowane i kulturalne. Dlatego gdyby nie sny to pewnie nigdy by do takiej małej dziury jak nasza, nie przyjechała. Nawet ze zwierzoludźmi już miała przyjemność. Ale ledwo kilka razy i to były pojedyncze sztuki na uwięzi, w kontrolowanych warunkach. Teraz pierwszy raz będzie miała do czynienia z prawdziwym stadem na wolności, dlatego jest taka podekscytowana. No i z tymi czerwiami. To też dla niej coś nowego. I to jej zaimponowało. Jak ona tylu rzeczy próbowała to nie jest łatwo ją czymś zaskoczyć. Więc te przygody ze zwierzoludźmi, czerwiami czy to co opowiadałeś o tych Norsmenach i zwierzoludziach no to to byłoby dopiero warte wspomnień i tęsknoty. Bo ja nie sądzę aby ona u nas została na stałe. Jak się zabawi albo jakiś kontrakt ją wezwie to wyjedzie aby znów występować w teatrach i operach. Ale póki jest, mamy możliwość aby zdobyć jej przychylność i atencję. -Fabienne pozwoliła sobie na dłuższa wypowiedź o swojej miodowłosej koleżance. A wydawało się, że śpiewaczka ceniła sobie towarzystwo bretońskiej milady i traktowała ją jak najlepszą koleżankę jaką poznała tutaj.

                    -Kto wie, może zamieszanie które wywołamy kiedy dokończymy naszego dzieła tu, może przyzwie ją z powrotem. -mnich się uśmiechnął -Zabrałem chyba dostatecznie dużo czasu, droga pani. Widzimy się dziś wieczorem.


                    Opuszczając rezydencję von Mannlieb, mnich cieszył się, że jego instynkt go nie zawiódł.
                    Ruszył teraz w kierunku Kniei, czekał go wypad poza miasto.

                    Mnich miał do przejścia kawałek miasta aby dotrzeć do sklepu dla myśliwych. Poranek zdążył już przejść w przedpołudnie. Na mieście panował zwyczajny ruch. Jak zwykle mijał puste i zaniedbane kamienice, sąsiadujące z tymi zamieszkałymi, gdzie często na parterze był jakiś sklep, warsztat albo karczma. Gdy dotarł do “Kniei” to zapowiedział go dzwonek o jaki uderzyły otwierane drzwi. Za ladą wzrok na niego podniósł Gerhard. Pogładził swoje finezyjne wąsy i bujne bokobrody widząc kto przyszedł.
                    -Pochwalony ojcze. -Skinął głową widząc postać w habicie. Często tak zwracano się do mnichów i kapłanów. -Trochę późno się zrobiło. Ale jak nie zmieniłeś ojcze zdania to mój człowiek jest gotowy. Tylko musisz mu powiedzieć na co byś chciał polować. Bo to zwierzyna różna i w różnych miejscach można ją znaleźć. -Poinformował mnicha gdy ten przechodził przez sklep do jego lady. Wewnątrz był jeszcze jakiś mężczyzna. Oglądał cienkie linki. Gdy Otto wszedł to ten spojrzał ku niemu i też lekko skinął mu głową, widząc duchownego.

                    Mnich westchnął.
                    -Młodzi mówią, że niedźwiedzia chcą. Pewnie gadanina, ale nie chcę im stawać na drodze. Słyszałem, że Mroczny Zagajnik to dobre miejsce na coś takiego.

                    -Na niedźwiedzie? No tak, na niedźwiedzie to dobre miejsce. Egbert cię zaprowadzi ojcze gdzie to jest. -Bokobrody pokiwał głową gdy chwilę trawił w głowie usłyszaną nazwę. Po czym wstał ze swojego stołka i wyszedł na zaplecze. Nie było go chwilę po czym wrócił z drugim mężczyzną. Ten był ubrany w brązowy kubrak i wyglądał na obwiesia jakiego lepiej nie spotkać samemu po zmroku w ciemnym zaułku. Skinął głową mnichowi i słuchał co szef ma mu do powiedzenia. A ten właśnie mu tłumaczył, o Mrocznym Zagajniku.
                    -No to jak mamy iść to chodźmy ojczulku. Bo to wcale nie tak blisko. Ale jak nie będziemy się grzebać to powinniśmy wrócić przed zmrokiem. Jak nie to mi opłacisz nocleg w Bramnej. -Egbert podchodził do tej wyprawy czysto zawodowo.
                    -To będzie 5 monet dla mnie i 5 monet dla Egberta. Jak nie zdążycie wrócić przed zmrokiem no to niestety bramy będą zamknięte i wtedy będziesz musiał opłacić nocleg Egbertowi. -Jego szef też widział to podobnie.

                    Mnich położył monety na blacie lady i zerknął na Egberta.

                    -Ruszajmy więc. -uśmiechnął się do swojego przewodnika. Nie widziało mu się pozostawać z nim po drugie strony bramy, zważając co ma zaplanowane są wieczór.

                    -A ty ojczulku coś bierzesz? Bo tam w lesie to goblin, wilk czy kopytny to nie będzie zważał na twoją sukienkę. -Egbert pokazał mnichowi kącik gdzie stało parę włóczni. Sam zabrał ze sobą łuk i strzały oraz jedną, solidną włócznię. Mnich wziął jedną z włóczni.
                    -Wątpię abym był dobrym łucznikiem z jednym okiem.
                    Pożegnali się z Gerhardem i przy wtórze dzwonka uderzonego przez drzwi wyszli na ulice. Z początku towarzysz mnicha był milczący. Mijali kolejne narożniki, skrzyżowania, wozy z towarami i otwarte sklepy. Czasem musieli ustąpić przed jakimś powozem kogoś znaczniejszego albo konnymi. Tak było aż do południowej bramy. Gdy tylko przez nią przeszli spotkali grupkę obszarpańców. To byli sigmaryccy biczownicy. Niezbyt popularni w tej prowincji Imperium gdzie nad morską domeną panował Manann a nad leśną Tall. Bardziej popularni byli w sąsiednim Ostlandzie. Teraz z kilkunastu z nich wykrzykiwało hasła o wierności swojemu boskiemu patronowi i zalecali to przechodniom. Nie było wiadomo czy straże ich nie wpuściły do miasta czy sami woleli jeszcze do środka nie wchodzić.

                    -Oczyśćcie się grzesznicy! Oczyśćcie swoje plugawe miasto póki nie jest za późno! Póki młot gniewu Sigmara na was nie spadnie. Dość tego plugastwa i życia w grzechu! Otwórzcie swoje serca na dobrych bogów! -Wołał jeden z nich do przechodniów. Niektórzy przystawali aby posłuchać ale większość mijała ich podążając za swoimi sprawami. Egbert albo nie miał ochoty ich słuchać albo śpieszno mu było wykonać zadanie. Rozgadał się dopiero jak we dwóch znaleźli się na rozjeżdżonym kawałku błota zwanym traktem. A dookoła był tylko dziki las.

                    text alternatywny

                    -Gerhard mówił, że chcesz do Mrocznego Zagajnika ojczulku. -Zagadnął go gdy szli już tylko we dwóch. -To dość daleko. Jeśli iść pieszo. I to pański las. A trochę ratuszowy. Szlachta tam poluje. Ale oni oczywiście jeżdżą tam konno. Jak ktoś ma pecha i tam go złapią bez żadnego z nich, to może beknąć za kłusownictwo. -Był z ćwierć głowy wyższy od Otto ale żylasty. Przez co wydawał się być długi i chudy jak patyk. -No ale to jak chcesz ojczulku, twoja głowa i twoje plecy, nie moje. Bo jeśli na niedźwiedzie to rzeczywiście tam jest dobre miejsce. Sama Froya van Hansen tam na nie poluje. -Mówił jakby chciał ostrzec mnicha czy wie na co się pisze. Faktycznie las tylko pozornie wydawał się dziki. Ale często dany fragment należał do kogoś. Tylko jak się w nim było to nie widać było żadnych granic ani tablic więc trudno było się w tym połapać bez takiego przewodnika z jakim jednooki właśnie szedł.

                    -Bo jeszcze po drodze jest dzikowisko. Dobre miejsce na dziki. Taki odyniec to też nie lada sztuka do upolowania. Pewnie, można i z łuku ustrzelić i z konia rohatyną skłuć. Ale prawdziwa sztuka to zasadzić się na niego jak pikinier na szarżującego rycerza. To jest prawdziwa odwaga. Słyszałem, że milady van Hansen tak na nie poluje. -Znał las na tyle, że potrafił zaproponować jakąś alternatywę. A Otto też znał obiegową opinię, że dorosłego odyńca to nie jest tak łatwo upolować i był uznawany za cenną zdobycz.

                    -A tam widzisz ojczulku tamto spalone drzewo? -Wskazał towarzyszowi gdzieś w dal. Ten się przekonał, że faktycznie widzi to drzewo. -Tam niegdyś grzeszne ladacznice spotykały się chędożyć z dzikami, wilkami, zwierzoludźmi i innym plugastwem. Ale Tall nie mógł znieść tej herezji i trzasnął ich wszystkich piorunem a resztę ziemię pochłonęła. Ale chodzą słuchy, że ci co mają nieczyste myśli i zamiary, zwłaszcza grzesznice, to nadal tam przychodzą. Źle się dzieje na świecie, źle. -Zdradził mu jaka historia jest związana z tym miejscem. Po paru krokach pociągnął temat nieco dalej. -Naprawdę źle ojczulku. Ostatnio goblinów i orków sporo w okolicy. Ale zwierzoludzi i tak więcej. Coraz bliżej traktów i miasta podchodzą. Mówię, władze albo szlachta powinni zrobić obławę i ich przetrzebić to by się uspokoiło. No ale nie bo żałoba po księżnej-matce. No niby tak ale ja prosty człek jestem, dla mnie to za dużo tego plugastwa. Jakby ich jakaś siła ciągnęła pod mury miasta. Coraz więcej, coraz ciaśniej je oplatają. -Pokręcił głową jakby ponuro patrzył w przyszłość miasta i spodziewał się kłopotów jakie spadną na nie wkrótce.

                    -O a tam jest strumyk i zatoka. Dziewki z pobliskiej wioski chodzą tam się pluskać i pranie robić. -W pewnym momencie uśmiechnął się wesoło gdy wskazał na pozornie zwykły kawałek lasu. Taki sam jaki mijali w tej chwili. Jeśli było tam jakieś jezioro czy strumień to w tej chwili dla Otto były one całkowicie niewidoczne. Nawet by o nich nie wiedział gdyby przewodnik mu o nich nie wspomniał.

                    -Ludzie dla których to robię uparli się na niedźwiedzia. Chcą pokazać jacy to silni i mężni. -mnich pokręcił głową -Podejrzewam, że jak tylko usłyszą pierwszy ryk to nogi im zmiękną, ale nie zabiorę do jakiejś pustej kniei. -Otto westchnął -Co do mutantów… ich nienawiść do cywilizacji jest mi dobrze znana. Dla nich nie ma różnicy, czy jesteś chłopem w ziemiance czy królem w zamku. Kto wie jakie plugawy myśli zsyłają na nich ich mroczne bóstwa… -jednooki się uśmiechnął -Pewnie i tak będę musiał ich zostawić po jakimś czasie. Młodzi, pełni wigoru i nie tylko, zabierają ze sobą kilka dziewczyn na "piknik w lesie". Wiadomo jak to się skończy.

                    -Ha! To jak jeszcze zabierają dziewoje na piknik w lesie no to tak, to wiadomo jak się skończy he he. Dobra ojczulku, zaprowadzę cię do Mrocznej Kniei. -Przewodnik zaśmiał się chrapliwie na myśl jak się zapowiada wypad grupy o jakiej mówił mnich. Wydawał się być tym szczerze rozbawiony. Ale skoro ten nie był zainteresowany niczym innym to zamilkł i większość drogi się już nie odzywał. Dość szybko zeszli z traktu w dziki las. Dla Otto słabo obeznanego z taką dziczą to trudno mu było połapać się gdzie właściwie idą. Każdy mijany kawałek lasu, wydawał się być podobny do tego jaki mijali przed chwilą. Jednak Egbert pokazywał mu a to jakiś pagórek, a to charakterystyczne drzewo czy kamień. Aż doszli do niewielkiej stróżki wodnej, szumnie nazywaną strumieniem. Idąc wzdłuż niej, dało się dojść do Mrocznej Kniei. Ta faktycznie okazała się mrocznym miejscem, zasługującym na tą nazwę. Przewodnik pokazał mu świeże zadrapania na drzewie. Były conajmniej jak szeroko rozcapierzone palce, solidnej, męskiej dłoni albo i szersze. Wedle przewodnika to właśnie były ślady pozostawione przez niedźwiedzia.

                    -To co? Zadowolony ojczulku? Wracamy czy chcesz jeszcze coś? -Zapytał patrząc na mnicha wyczekująco. Zanim tu doszli zrobiło się południe. A powrót, jeśli by zajął podobnie jak marsz tutaj, to jakieś trzy, cztery dzwony. Nic dziwnego, że szlachta przyjeżdżała tu na polowania konno.

                    -Jak najbardziej. Powinno wszystkich zadowolić. -wręczył mężczyźnie jeszcze jedną sztukę złota -Dziękuję za oprowadzenie. Wracajmy zanim zamkną bramy. -ruszyli z powrotem do miasta. Przed bramą mnich pożegnał się przewodnikiem, ale nie wrócił do miasta, zamiast tego zaczął zmierzać do kamieni gdzie Slaaneshytki zamierzają imprezować z Gnakiem i jego stadem.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • ZellZ Niedostępny
                      ZellZ Niedostępny
                      Zell
                      Moderator Obsługa
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Zell
                      #289

                      text alternatywny

                      Zmęczenie.
                      Zimno.

                      Łaskawy Sigmarze...

                      Ból, ból.
                      Gorąc własnej krwi.

                      Sig... marze... Uratuj swojego... wiernego...

                      Dziecięcy śmiech rozbrzmiewający w lodowatych podziemnych lochach, jakiego ściany odbijały i zwielokratniały dźwięk.

                      ...sługę...

                      Widział rumianą twarz brata, nieskażoną chorobą śmiertelnego wieku. Widział idealność jego dziecięcego oblicza całkowicie niepomnego na cierpienia doznawanych przez młodszego z rodzeństwa uwięzionego w tej jamie, do jakiej wpadł podczas zabawy.

                      To tak boli.

                      Chodź, Hein! Dasz radę, to nie tak wysoko! Mama będzie zła, jak spóźnimy się znowu na obiad!

                      Gdzie jesteś... panie...

                      Uniósł w górę swe rączki dziecka, pozostawionego samotnie w tej sytuacji mogącego jedynie patrzeć na górującego na skarpie brata. Po wyciągniętym przedramieniu spływała gęsta stróżka krwi mieniąca się fioletowym poblaskiem, wpływająca pod brudną koszulę, jakiej kiedyś materiał byłby wart tyle co roczny posiłek biedaka. Skryte w niej chude ramiona Inkwizytora, wielokrotnie samym ruchem skazujące na śmierć.

                      Nie chcę czuć... Sigmarze... Daj mi umrzeć...

                      - Wiesz, że on cię nie wysłucha.

                      Poczuł delikatną skórę dłoni Mergi na swoim policzku, której dotyk powinien go obrzydzać, a jednak oferował ciepło i delikatność jakiej nie zaznał od dawna. Niby w transie patrzył jak ta, jaką był uczony nienawidzić i zwalczać ogniem i nie słuchać niczego co z jej ust wyjdzie uspokajała go niczym matka i jego ranami się zajmowała z czułością zdajaca się mu wręcz być obcym luksusem.
                      Z twarzy ścierała wilgotną szmatką zaschniętą krew znaczącą go od dni, a jakiej nie miał sił nawet zetrzeć z własnej skóry. To było zbyt ciężkie dla niego, coś poza własnymi siłami, a także... poza własnymi chęciami psychicznymi.
                      Poddawał się.

                      Jesteś taki słaby!

                      Uniósł spojrzenie w stronę głosu dorosłego brata, który zawierał w sobie pogardę i obrzydzenie, będące jak zabrudzenie na jego złotym sigmaryckim symbolu uwieszonym jego szyi na grubym łańcuchu i spoczywającym na pięknej tunice arcykapłańskiego statusu.

                      Jesteś mutantem i heretykiem, zasługujesz na stos!

                      Dłoń Tobiasa, wcześniej dodająca otuchy i oznaczająca bezpieczeństwo zbliżała się ku jego szyi, aby zadusić tego, jaki wykonując powinności ku dobru Imperium i samego Sigmara stał się czymś obrzydliwym sługom jak on był. Chciał wykrzyczeć protest za tą niesprawiedliwość, tłumaczyć, ale w oczach brata nie widział niczego poza płonącą pogardą.
                      Jaką i on okazywał takim jak on.
                      Nim Tobias zdołał uchwycić gardło brata jego dłoń została delikatnie przechwycona przez znajdującą się z tyłu Mergę, jaka cały czas trzymała jego głowę na swoich kolanach. W jednym momencie brat Heinricha rzucił się do tyłu jak rażony bólem, gdy poczuł dotyk kobiety, palący niczym magicznym ogniem, który palił do kości ciało Tobiasa.

                      I Heinrich wtedy zatopił swoje spojrzenie w złotej sadzawce oczu Mergi.

                      text alternatywny

                      Minęło trochę czasu od kiedy Heinrich odsunął się od kultu i jego poczynań. Nie miało to nic wspólnego z ich działaniami czy jego niechęciami odnośnie nowego życia, a co najwyżej były one jedynie częściowymi katalizatorami. Były Inkwizytor czasem w samotności musiał się mierzyć z własnym sumieniem, jak i ze wspomnieniami jakie go nie odpuszczały za nic. Czas spędzony z Ahrudiazem zostawił nie tylko blizny na ciele, ale nawet głębiej wpijające się blizny w psychice. Wiedział co czynił i wypuszczając go dokonywał ostatniego aktu swojego okrucieństwa...
                      Siedział nad miską z wodą do mycia wpatrując się w swoje umęczone snami oblicze. Nie chciał narazić na niebezpieczeństwo swoich nowych kompanów, a aktualny stan stawiał wiele do życzenia. Wolał zamknąć się w pokoju i cierpieć w samotności. Sam odnaleźć drogę przez ten labirynt stworzony z ognia, magii i mutacji. Wolał poza oczami innych szaleć w pokoju w jakimś obłędzie niszcząc rzeczy w pokoju, zakrwawiając drewniane ściany, gdy skóra czoła się im poddała. Maść od Mergi ulżyła fizycznym bólom mutacji, ale z innymi sam musiał sobie poradzić.

                      I poradzi sobie.

                      Cały czas nawiedziały go sny coraz gorsze i gorsze. Nie mógł ich odegnać, jakby dokładnie go targetowały. Były czasem związane z Siostrami. Czasem zupełnie nie. Czasami przeżywał na nowo wspomnienia z dawnych lat, jakie przemieniały się w sny o torturach, jakie on sam gwarantował innym, by zrozumieć, że męczy on sam siebie. Ciężko było narażać się, iż w każdej chwili coś mogło mu przypomnieć o traumach i wprowadzić w stan, w jakim szaleńcy z Hospicjum trwali.

                      Wyciągnął spod deski w podłodze ukrytej pod kufrem swoje wspomnienie dawnego życia. Teraz siedział na stołku przed miską z wodą i trzymał w dłoni symbol swojej siły w Imperium, symbol tego, do czego doszedł i wzbudzał strach w ludziach oraz nienawiść wiedźm, mutantów, pomiotu chaosu. Symbol potęgi. Władzy nad niezliczonymi życiami mas.
                      Tego co zawsze go pchało do przodu.

                      Przekroczył granicę, za jaką nie było powrotu do dawnego życia.

                      Writing is a socially acceptable form of schizophrenia.

                      Pipboy79P 1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • ZellZ Zell

                        text alternatywny

                        Zmęczenie.
                        Zimno.

                        Łaskawy Sigmarze...

                        Ból, ból.
                        Gorąc własnej krwi.

                        Sig... marze... Uratuj swojego... wiernego...

                        Dziecięcy śmiech rozbrzmiewający w lodowatych podziemnych lochach, jakiego ściany odbijały i zwielokratniały dźwięk.

                        ...sługę...

                        Widział rumianą twarz brata, nieskażoną chorobą śmiertelnego wieku. Widział idealność jego dziecięcego oblicza całkowicie niepomnego na cierpienia doznawanych przez młodszego z rodzeństwa uwięzionego w tej jamie, do jakiej wpadł podczas zabawy.

                        To tak boli.

                        Chodź, Hein! Dasz radę, to nie tak wysoko! Mama będzie zła, jak spóźnimy się znowu na obiad!

                        Gdzie jesteś... panie...

                        Uniósł w górę swe rączki dziecka, pozostawionego samotnie w tej sytuacji mogącego jedynie patrzeć na górującego na skarpie brata. Po wyciągniętym przedramieniu spływała gęsta stróżka krwi mieniąca się fioletowym poblaskiem, wpływająca pod brudną koszulę, jakiej kiedyś materiał byłby wart tyle co roczny posiłek biedaka. Skryte w niej chude ramiona Inkwizytora, wielokrotnie samym ruchem skazujące na śmierć.

                        Nie chcę czuć... Sigmarze... Daj mi umrzeć...

                        - Wiesz, że on cię nie wysłucha.

                        Poczuł delikatną skórę dłoni Mergi na swoim policzku, której dotyk powinien go obrzydzać, a jednak oferował ciepło i delikatność jakiej nie zaznał od dawna. Niby w transie patrzył jak ta, jaką był uczony nienawidzić i zwalczać ogniem i nie słuchać niczego co z jej ust wyjdzie uspokajała go niczym matka i jego ranami się zajmowała z czułością zdajaca się mu wręcz być obcym luksusem.
                        Z twarzy ścierała wilgotną szmatką zaschniętą krew znaczącą go od dni, a jakiej nie miał sił nawet zetrzeć z własnej skóry. To było zbyt ciężkie dla niego, coś poza własnymi siłami, a także... poza własnymi chęciami psychicznymi.
                        Poddawał się.

                        Jesteś taki słaby!

                        Uniósł spojrzenie w stronę głosu dorosłego brata, który zawierał w sobie pogardę i obrzydzenie, będące jak zabrudzenie na jego złotym sigmaryckim symbolu uwieszonym jego szyi na grubym łańcuchu i spoczywającym na pięknej tunice arcykapłańskiego statusu.

                        Jesteś mutantem i heretykiem, zasługujesz na stos!

                        Dłoń Tobiasa, wcześniej dodająca otuchy i oznaczająca bezpieczeństwo zbliżała się ku jego szyi, aby zadusić tego, jaki wykonując powinności ku dobru Imperium i samego Sigmara stał się czymś obrzydliwym sługom jak on był. Chciał wykrzyczeć protest za tą niesprawiedliwość, tłumaczyć, ale w oczach brata nie widział niczego poza płonącą pogardą.
                        Jaką i on okazywał takim jak on.
                        Nim Tobias zdołał uchwycić gardło brata jego dłoń została delikatnie przechwycona przez znajdującą się z tyłu Mergę, jaka cały czas trzymała jego głowę na swoich kolanach. W jednym momencie brat Heinricha rzucił się do tyłu jak rażony bólem, gdy poczuł dotyk kobiety, palący niczym magicznym ogniem, który palił do kości ciało Tobiasa.

                        I Heinrich wtedy zatopił swoje spojrzenie w złotej sadzawce oczu Mergi.

                        text alternatywny

                        Minęło trochę czasu od kiedy Heinrich odsunął się od kultu i jego poczynań. Nie miało to nic wspólnego z ich działaniami czy jego niechęciami odnośnie nowego życia, a co najwyżej były one jedynie częściowymi katalizatorami. Były Inkwizytor czasem w samotności musiał się mierzyć z własnym sumieniem, jak i ze wspomnieniami jakie go nie odpuszczały za nic. Czas spędzony z Ahrudiazem zostawił nie tylko blizny na ciele, ale nawet głębiej wpijające się blizny w psychice. Wiedział co czynił i wypuszczając go dokonywał ostatniego aktu swojego okrucieństwa...
                        Siedział nad miską z wodą do mycia wpatrując się w swoje umęczone snami oblicze. Nie chciał narazić na niebezpieczeństwo swoich nowych kompanów, a aktualny stan stawiał wiele do życzenia. Wolał zamknąć się w pokoju i cierpieć w samotności. Sam odnaleźć drogę przez ten labirynt stworzony z ognia, magii i mutacji. Wolał poza oczami innych szaleć w pokoju w jakimś obłędzie niszcząc rzeczy w pokoju, zakrwawiając drewniane ściany, gdy skóra czoła się im poddała. Maść od Mergi ulżyła fizycznym bólom mutacji, ale z innymi sam musiał sobie poradzić.

                        I poradzi sobie.

                        Cały czas nawiedziały go sny coraz gorsze i gorsze. Nie mógł ich odegnać, jakby dokładnie go targetowały. Były czasem związane z Siostrami. Czasem zupełnie nie. Czasami przeżywał na nowo wspomnienia z dawnych lat, jakie przemieniały się w sny o torturach, jakie on sam gwarantował innym, by zrozumieć, że męczy on sam siebie. Ciężko było narażać się, iż w każdej chwili coś mogło mu przypomnieć o traumach i wprowadzić w stan, w jakim szaleńcy z Hospicjum trwali.

                        Wyciągnął spod deski w podłodze ukrytej pod kufrem swoje wspomnienie dawnego życia. Teraz siedział na stołku przed miską z wodą i trzymał w dłoni symbol swojej siły w Imperium, symbol tego, do czego doszedł i wzbudzał strach w ludziach oraz nienawiść wiedźm, mutantów, pomiotu chaosu. Symbol potęgi. Władzy nad niezliczonymi życiami mas.
                        Tego co zawsze go pchało do przodu.

                        Przekroczył granicę, za jaką nie było powrotu do dawnego życia.

                        Pipboy79P Niedostępny
                        Pipboy79P Niedostępny
                        Pipboy79
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Zell
                        #290

                        Tura 70 - 2519.07.25/26; knt; zmrok - noc

                        Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Plac Targowy;sklepy
                        Czas: 2519.07.25; Konigtag; zmrok
                        Warunki: na zewnątrz: dzień, pogodnie; umi.wiatr; ziąb (0)

                        Egon

                        - No dobra, to jak wiesz gdzie to chodźmy. - Norsmen wzruszył ramionami i nie robił towarzyszowi trudności. Takim dwóm, rosłym wojownikom, w kolczugach i toporami za pasem, większość ludzi wolała zejść z drogi.

                        text alternatywny

                        link: https://i.imgur.com/EdnBabt.jpeg

                        Egon przewyższał wzrostem i masą większość populacji. Dlatego nawet w podczas swjego krótkiego pobytu w Norsce, chyba jako jedyny z południowców jacy przypłyneli z czcigodną Mergą, wzbudzał zainteresowanie ze wsględu na to, że nie był cherlakiem z południa jak większość. Lars zaś wydawał się wiekiem nieco starszy od gladiatora, chociaż dalej był w kwiecie wieku. Krzepkości i śmiałości też mu nie brakowało co jego imperialny towarzysz miał okazję sprawdzić czy we wrakowisku w walce z krabami czy w podziemnym grobowcu Śniącego. Wydawał się jednak trochę szczuplejszy i niższy od gladiatora ale nie na tyle aby to robiło jakąś różnicę w walce. Na szczęście, jego kolczuga była na tyle uniwersalna, że była podobna do tych używanych w Imperium. A jego morskie doświadczenia z wizyt w różnych krainach i znajomość bretońskiego bywała przydatna. Gdy tak szli ulicami Neus Emskrank, od sklepu do sklepu, mieli okazję porozmawiać.
                        - Półtorej tygodnia. No tak, ta jego koga to może pojemna i dużo towaru może zabrać. Ale zbyt prędka to nie jest. Stąd do Erengradu to by było… No pewnie ze trzy dni, może cztery jak flauta albo z przygodami… Razy dwa bo powrót… No to tam by spędził pewnie też ze dwa, trzy dni… No to powiem ci, że całkiem możliwe, że przypłynie tak jak mówił. Chyba, że go moi kamraci po drodze złupią! - Podzielił się z gladiatorem swoimi szacunkami co do podróży Munira tam i z powrotem. I widocznie ich arabski kupiec wydał mu się wiarygodny gdy podał im orientacyjny czas kiedy powinien wrócić do miasta. Chociaż morski łupieżca ryknął śmiechem na myśl, że Arab zostałby napadnięty przez innych norsmeńskich grabieżców.

                        I tak chodzili od sklepu do sklepu. Na szczęście Plac Targowy to było handlowe serce miasta. Więc znaleźli i taki gdzie kupili dwuręczne, ciężkie młoty i płótno w jakie można było zapakować ciało albo fanty. Lars jeszcze kupił dwa łomy. Tak na wszelki wypadek, jakby trzeba było coś skruszyć, podważyć albo wyłamać. - To chcesz wracać jutro do tego grobowca? To by było z pół dnia, może więcej, w jedną stronę. Więc raczej przed nocą nie zdążymy wrócić do miasta. Chcesz brać którąś z dziewczyn? Bo jak dziś będą się chędożyć tak jak wczoraj w teatrze to tak z rana mogą się niezbyt do czegoś nadawać. Chyba, żeby w południe pójść. To pewnie na wieczór byśmy byli w grobowcu. A w środku to i tak zawsze ciemno, bez względu na to czy na zewnątrz dzień czy noc. I następnego dnia by się wróciło do miasta. - Grabieżca był ciekaw jak kolega się zapatruje na powrót do grobowca nekromanty na jaki właśnie kupowali sprzęt. W końcu jednak uznał, że skoro spora część kultystów zapewne pojawi się na dzisiejszej orgii to oprócz chędożenia, można by pogadać i o tym grobowcu.

                        Później Egon zaprowadził Larsa w swoje stare, znajome kąty. Miał nadzieję, spotkać Vrisikę, swoją znajomą łotrzyce z lepkimi rączkami. Ale nie zastał jej. Nic dziwnego. Wieczoru jeszcze nie było a wtedy była największa szansa ją spotkać. Albo na późnym śniadaniu bo z samego rana raczej ludzie jej pokroju nie wstawali. Teraz jednak mógł zostawić dla niej wiadomość, że wrócił i chce się z nią spotkać. Tylko pewnie zdziwiłaby się jakby podał adres młodej szlachcianki z Bursztynowej gdzie ostatnio nocował po przybyciu do miasta.
                        - No zmierzch się zbliża przyjacielu. Jak nie chcemy dać się zamknąć w mieście to chyba czas zostawić gdzieś ten złom i ruszać w drogę. - Lars wskazał na narzędzia jakie niedawno kupili. Rzeczywiście miał rację. Letni, pogodny dzień się kończył a to oznaczało, że miejskie bramy zostaną zamknięte i nie otworzą się póki nie nastanie jutrzejszy świt.

                        Miejsce: Nordland; okolice Neues Emskrank; zachodni kierunek; Zachodnie Kamienie; obóz
                        Czas: 2519.07.25; Konigtag; zmrok
                        Warunki: jasno, ciepło, gwar głosów ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; umi.wiatr; ziąb (0)

                        Otto

                        Egbert był bardzo zadowolony z tego napiwku jaki mnich mu wręczył. Bo usmiechnął się co na chwilę rozjaśniło jego mało sympatyczną gębę. I od razu zapowiedział, że gdyby ojczulek potrzebował znów przewodnika po lesie to on się poleca. Mnich zaś mógł obejść mury od zewnątrz, kierując się ku zachodniej bramie. Nie wszedł do niej jednak tylko skręcił w drogę jaka od niej prowadziła prosto w dziki las. Dzień już się kończył więc droga była prawie pusta. Niedługo później i z niej musiał zejść aby dotrzeć do niewielkiej polany z tajemniczymi głazami. Okazało się, że nikogo tu nie ma czyli przyszedł pierwszy. W świetle kończącego się dnia widział, że pozornie nic nie wskazywały, że w zeszłym tygodniu odbyły się tu jakieś bezeceństwa. Z drugiej strony nie był tropicielem a światło dnia juz było słabe. Po całym dniu chodzenia po lesie, jego ciało chętnie spoczęło. Zaczął mu dokuczać wieczorny chłód więc pokusa rozpalenia ogniska była spora.

                        Niebo było już granatowe ale jeszcze nie czarne jak podczas pełnej nocy, gdy usłyszał skrzypienie wozu. O tej porze było to dziwne i podejrzane. Bramy miasta powinny już być zamknięte a nocą raczej się nie podróżowało. A jednak odgłosy zbliżały się. I wreszcie dojrzał pojazd ciągnięty przez jednego konia. Na szczęście okazało się, że to Łasica i większość ferajny co nie miała w sobie błękitnej krwi.
                        - Serwus Otto. Sam tu jesteś? - Łasica zagadnęła go wesoło gdy jej bystre oczy wypatrzyły kolegę ze zboru. Później zaczęli rozpalać ogniska i przygotowywać kolację. Mnich mógł się wreszcie najeść bo od rana to mu kiszki marsza grały. Przez ten dziwny ale barwny sen prawie od razu wybiegł do von Mannlieb a później do “Kniei”. A potem łaził cały dzień po lesie. Zdążył solidnie zgłodnieć. I zapachy strawy gotowanej nad ogniskiem drażniły jego nozdrza.

                        text alternatywny

                        link: https://i.imgur.com/Ud06uEB.jpeg

                        Heinrich

                        Siedział na stołku i patrzył na swoje odbicie w misce. Woda już wystygła i zaróżowiła się. Pływały w niej jakies paprochy. Nawet nie zauważył skąd się tam wzięły. Co innego przykuwało jego myśli. Sen. Ostatnio miał ich mnóstwo. Ale ten był bardzo intensywny. Próbował teraz sobie jakoś to uporządkować. Czy to było przed tym snem z dzieciństwa? Czy po nim? A może śnił dwa razy? Przebudził się w nocy albo nad ranem i za każdym razem śniło mu się coś innego? Możliwe. A może to był jeden, długi sen tylko jego fragmenty przemieszały mu się, że teraz nie mógł ich rozdzielić? Możliwe. Zastanawiał się jak to rozplątać gdy zorientował się, że słyszy dźwięk. Tak! We śnie też go słyszał! Aż nie mógł powstrzymać się aby nie spojrzeć w stronę okna. Wiedział co z niego zobaczy, nawet nie podchodząc do niego. Poniżej ulica a za nią rząd kamienic po drugiej stronie. I wlot ulicy. Ze swojego okna całej jej nie widział. Tylko sam jej początek. A po lewej stronie, nieco w podwórzu, zakład garncarski. Właśnie monotonny ruch koła garncarskiego słyszał. Z tej odległości był już ledwo słyszalny. Ale we śnie, też go słyszał. We śnie, poleciał do niego.

                        We śnie też słyszał ten ruch koła garncarskiego. Podszedł do okna. A potem jak to w snach, niezbyt to miało przełożenie na świat realny. Bo po prostu śmignął na róg tej ulicy. Potem te dwie kamienice dalej. I już stał na jej środku i spoglądał na ten nieco cofnięty od ulicy budynek. Przez co wydawał się być w wiecznym cieniu, mniej wyeksponowany niż sąsiednie. Na jakimś poziomie świadomości nawet jak śnił, to wiedział, że w rzeczywistości faktycznie tak stoją te budynki. I na jego parterze był zakład garncarski. Widział w oknie wystawowym nowe misy, dzbany, talerze i wazony jakie reklamowały prace rzemieślniczki. Wiedział, że to kobieta. Młoda kobieta. W rzeczywistości czasem ją widywał jak tam pracowała ale nigdy nie był w środku. Nie potrzebował nowych garnków to nie miał po co tam zachodzić. I we śnie też już ją widywał. Teraz, chociaż jeszcze stał na środku ulicy, przed frontem zakładu to wiedział, że ona tam jest i, że za chwile znów ją zobaczy.

                        I tak się stało. Cięcie obrazu i już stał przy oknie. Widział wnętrze zakładu. Rozgrzany piec w jakim wypalały się nowe naczynia. I koło garncarskie. Obracało się a na nim, porcja mokrej gliny, zmieniała swoją formę. Kształtowały ją mokre, ubrudzone w tej glinie dłonie młodej kobiiety. Pochylała się nad nim, wpatrzona w efekt swojej pracy, zdawała się w ogóle nie zauważać, że ma widza za oknem. Heinrich widział jak jej czoło, szyja i obojczyki wystające spod koszuli błyszczą się od potu. Obserwował jak szczupłe dłonie garncarki formują glinę w szpic. Coraz wyższy i cieńszy. Jak szybko kręci się dookoła własnej osi jakby mokra glina była w stanie przejściowym między ciałem stałym a płynem. W pewnym momencie ten szpic wpełzł na dłoń rzemieślniczki. Teraz wyglądał jak ożywiony robak. Kobieta jednak zdawała się tego nie zauważać. Dalej kręciła swój kawałek gliny. A ten ożywiony robak, zaczął pełzać w górę jej nagiego ramienia. Zostawał za sobą brązowy ślad jak ślimak. A mimo to dziewczyna zdawała się tego nie czuć ani nie widzieć. Gliniany czerw wpelzł jej pod podwinięty rękaw. Henrich widział jego ruchy pod materiałem. Jak wciąż przesuwał się w górę ramienia. Aż pokazał się znowu przy obojczyku. Tu jakby zawahał się co robić dalej ale w końcu zdecydowal się na górę. I ruszył w stronę szyi garncarki. A ta, nadal zachowywała się jakby nic nie czuła i nie działo się nic niezwykłego. Toczyła swoje koło i lepiła kolejny fragment gliny. Zaś były inkwizytor obserwował przez okno jak gliniany robak pełza już po policzku dziewczyny, zostawiając za sobą lepki, brązowy ślad.
                        - Pamiętasz co ci radził Otto? - Merga stanęła tuż obok niego i też obserwowała scenę wewnątrz warsztatu. Była elegancka, dumna i piękna. A ta fioletowo niebieska skóra dodawała jej bardzo egzotycznego wyglądu. A potężne, wysokie rogi majestatu i drapieżności. Tylko jak wpatrywała się w głąb warsztatu to nie mógł zobaczyć tych jej niesamowitych, złotych oczu. Trochę się na nią zagapił więc odwróciła głowę w jego stronę i tak go tym zaskoczyła, że przez chwilę nie wiedział co powiedzieć. Za to wreszcie mógł dostrzec jej fioletowe oblicze i złote oczy jakie zdawały się promieniować wewnętrznym blaskiem.
                        - Ah tak, Otto… - Wiedział, że jakiś czas temu, rozmawiał z mnichem o tym śnie, warsztacie, i garncarce. Kolega poradził mu aby się udał tam i spróbował zamówić takie gliniane robaki i zobaczyć co się stanie. Ale Henrich nie czuł się zbyt dobrze ostatnio, to przestał wychodzić z domu nie miał okazji odwiedzić tego zakładu, pod jakimkolwiek pretekstem.
                        - Posłuchasz go? Czy masz własny pomysł? - Wiedźma znów spojrzała do środka. Tam sytuacja za bardzo się nie zmieniła. Rzemieślniczka lepiła kawałek mokrej gliny ale wyszedł jej kolejny robak. Już jeden buszował jej między piersiami, inny z włosów wpełzł na jej czoło, jeszcze jeden wyglądał zza jej szyi. Henri nie był pewien czy wszedł do środka czy znów było jakieś cięcie obrazu ale nagle już tam był. Od razu uderzyło go gorąco od rozgrzanego pieca.
                        - Też chcesz coś takiego? - Rzemieślniczka zapytała go wskazując brodą kręcące się koło. Akurat po jej dłoni pełzał nowy czerw ale ona wciąż zdawała się go nie zauważać. Więc mężczyzna nie był pewien o co ona właściwie pyta. Ale teraz jak był bliżej mógł się jej lepiej przyjrzeć. Chuda, młoda z blond myszatymi włosami. I dłońmi ubrudzonymi mokrą gliną.

                        text alternatywny

                        link: https://i.imgur.com/zg9Crvg.jpeg

                        - Kto wie? Może ona też woli dojrzałych mężczyzn? Jak ta koleżanka Pirory. - Usłyszał szept Mergi i wiedział na co go kieruje. Siedział w powozie, naprzeciwko niej. Kojarzył, że kiedys faktycznie przez chwilę jechali razem. Młoda, zadbana szlachcianka z dobrym nazwiskiem i jędrną cerą. Przeciwieństwo do szorstkich dłoni i ogorzałej twarzy byłego łowcy czarownic.
                        - Mężczyźni w moim wieku mnie nudzą. Są tacy dziecinni. Tylko pstro im w głowie. Jak tu można traktować ich poważnie? Ja to wolę jak owoc jest dojrzały. Naprawdę dojrzały. Jeśli wiesz co mam na myśli. - Teraz nie był pewien czy rzeczywiście tak powiedziała podczas tej krótkiej podróży przez miasto. Ale pammiętał, że wydawała się być nim zainteresowana. A może tylko dopowiadał sobie jakiś romantyczny kontekst? Może za bardzo sugerował się słowami Pirory?
                        - Petra lubi zmarszczki. I u kobiet i u mężczyzn. Czasem mnie odwiedza i pomagam jej zorganizować takie schadzki. Przebiera się za służkę albo chłopkę co szuka pracy albo coś takiego. I wtedy im się oddaje. Ty jeszcze nie jesteś tak stary, jak Petra lubi no ale już zaczynasz być w sferze zwierzyny łownej. - Pirora nachyliła się ku niemu ale mówiła swobodnie. Nie było szans aby jej koleżanka ich nie usłyszała ale to był jeden z wielu irracjonalnych momentów w tym śnie. A zdawał sobie sprawę, że zanim przypadkiem, spotkał Petrę von Schneider wtedy pod murami Morskiej Akademii to coś podobnego o niej, koleżanka z kultu mu mówiła. Może teraz to była taka senna wersja tamtej rozmowy?
                        - Hej! A co ze mną? - Bosa, kobieca stopa trąciła go w udo. Gdy tam spojrzał dostrzegł Łasicę. Była tylko w tych swoich czarnych, skórzanych spodniach. Uwiązana do ramy łóżka. Jego łóżka. Znów byli u niego. Jak wtedy, gdy w nocy włamała się do niego. A potem on przywiązał ją właśnie w ten sposób do łóżka i kochali się. Zapewne nie jeden jego albo nawet jej rówieśnik mógłby się zarumienić i zazdrościć jak się wtedy kochali. Teraz łotrzyca znów była przywiązana za nadgarstki do ramy jego łóżka ale tych swoich długich, zgrabnych nóg nie więc mogła go trącić. Widząc, że zwróciła na siebie jego uwagę, uśmiechnęła się lubieżnie i odwróciła się prowokująco wypinając swój zgrabny kuperek prosto ku niemu.
                        - Kolego, chyba nie dasz się nabrać na ten lep? - Tobias znalazł się tuż obok niego, tak samo jak niedawno Merga. Z nutką irytacji i nagany wskazywał dłonią na wypiętą koleżankę jaka wyglądała jak gotowa aby ją wziąć i chciała tego. Uczony jednak popatrzył z wyrzutem na Heinricha. - Przecież jesteś osobą wykształconą, doświadczoną przez życie. Chyba jesteś ponad takie przyziemne błachostki? - Popatrzył na kolegę belferskim wzrokiem. - Powinieneś być z nami. Zająć się poważnymi sprawami. - Wskazał za okno a tam było widać mury Akademii Morskiej. Chociaż podświadomie Henrich zdawał sobie sprawę, że tak naprawdę mieszkał zbyt daleko aby móc z okien widzieć uczelnię.
                        - Nie słuchaj tego zazdrośnika. - Łasica wciąż była tylko w spodniach ale tym razem podeszła do niego. - Sam, zobacz, na dłużą metę tak stać z gołymi cyckami to trochę nuda. - Ona wskazała mu na swoją kamratkę, Burgund. Ta stała też obnażona do pasa. W jakiejś klasie gdzie dorośli studenci pilnie szkicowali piersiaste galiony. Coś mu świtało w głowie, że obie łotrzyce ostatnio złapały robotę w Akademii jako modelki dla studentów. A kultyści liczyli, że może przy okazji uda im się spenetrować lochy gdzie był zamknięty artefakt Vesty.
                        - Jakbyście były naprawdę oddane Siostrom to byście się dały zasiać. Tak jak one. - Sigismundus stanął obok Tobiasa i prychnął ze złością na obie koleżanki. I wskazał na kilka ciężarnych kobiet jakie stały pod ścianą. Wśród nich rozpoznał tą czarnowłosą Bretonkę ze zboru Huberta co w ciągu poprzednich paru tygodni, całkiem mocno zżyła się z grupą Starszego. Zwłaszcza z Otto i dziewczętami. I rzuciła mu się w oczy jedna kobieta o egzotycznej urodzie sugerującym, że jest gdzieś z południowych, odległych lądów.
                        - Nawet nie wiesz jak często to się zdarza. - Merga wtrąciła się do rozmowy gdy pozostali kultyści jakby zamarli. A były łowca czarownic orientował się, że odkąd Łasica zimą zajęła miejsce Karlika to pewna delikatna równowaga została zachwiana. Wcześniej Starszy miał swojego zastępcę, właśnie Karlika i dwójkę skrzydłowych, Silnego i Łasicę. W nagrodę za swój udział w uwolnieniu złotookiej wyroczni, lider zboru mianował łotrzycę na miejsce Karlika. A jakby było mało, hedonistki powiększyły swoje grono o kilka nowych koleżanek. Co w ciągu paru miesięcy, uczyniło ich najsilniejsza frakcją w kulcie. Starszego i Mergę, sporo wysiłku kosztowało aby jakoś utrzymać niesnaski na akceptowalnym poziomie. Jednak konflikt między hedonistkami a pozostałymi frakcjami kultu buzował tuż pod skórą. A jednym z punktów zapalnych było to, że większość dziewcząt nie była skłonna dać się zasiać dziedzictwa Oster. Podobno tylko ta ich bretońska koleżanka się zgodziła. A najbardziej stanowczy sprzeciw wyraziła właśnie łotrzyca lubująca się w skórzanych spodniach.
                        - Tak Heinrichu. Ale pamiętaj, że liczy się sukces. I droga jaka do niego prowadzi jest już mniej istotna. - Merga pogłaskała wielką, solidną skrzynię. Teraz byli w jakiejś piwnicy. Mocno zagraconej. Ale wyrocznia patrzyła na tą jedną rzecz. Henri miał wrażenie, że przez szczelinę wieka skrzyni, przebija ostre, fioletowe światło.
                        - Ale jestem dobrej myśli Heinrichu. Zmierza do was ktoś, kto może być wam bardzo pomocny. Zwłaszcza póki ja nie będę mogła do was wrócić. - Przyłożyła palec do ust jakby prosząc go aby zachować ciszę. A potem wskazała nim jakiś kierunek. Byli w jakimś szerokim korytarzu albo wąskiej alejce. Jakieś mury chyba. Tylko ciemno było to trudno było się zorientować. W pierwszej chwili nie wiedział ani na co patrzy ani na co ma zwracać uwagę. Nic się nie działo, nie było widać nic szczególnego. Ale nagle usłyszał odgłos jakby przewróciło się coś na drewniana podłogę. Po chwili dostrzegł, że gdzieś tam, za rogiem, błysnęło jakieś światło. O nienaturalnych, biało-fioletowych barwach. I zbliżało się. Tak jak ktoś, z tym światłem, zbliżał się do korytarza albo alejki jaką obserwował Heinrich. Dojrzał wreszcie jakąś sylwetkę. Wyglądała jakby miało to źródło światła w dłoni. Jakby mały płomień płoną wprost z jej dłoni. Poczuł jak włoski na karku stają mu dęba. To i ta nienaturalna barwa, świadczyły, że to magiczny ogień.

                        ---

                        Teraz siedział u siebie w kuchni, nad miską zimnej wody. Obmyślał to wszystko co mu się śniło i przydarzyło w ciągu ostatnich paru dni. Rozmyślania przerwało mu stukanie do drzwi. Sygnałem więc to musiał być ktoś z jego spiskowej rodziny. Gdy otworzył okazało się, że to Łasica. Stała w progu, w tych samych skórzanych, obcisłych spodniach co mu się śniła w oczy i uśmiechała się bezczelnie jak na cwaną, dziewczynę z ferajny wypadało. - Serwus Heini! - Przywitała go zdrabniając jego imię. A po chwili już oboje byli w jego mieszkaniu. Rozejrzała się ciekawie po mieszkaniu. - No chyba przepłacasz sprzątaczce albo ją zwolniłeś. - Popatrzyła na niego z łobuzerskim uśmieszkiem. Wydawała się być rozbawiona i w świetnym humorze. Jasne było, że nie przyszła rozmawiać o wystroju wnętrz.
                        - Czemu cię wczoraj w teatrze nie było? Wiesz co tam się działo?! Oh! Aż nie wiem od czego zacząć! O! Wiem! Rano popłynęlismy z Egonem, Astrid i Larsem na Wyspę Przemytników. I tam zastaliśmy kogę Munira, to taki arabski kupiec. I tam był taki słodki Daktylek! No i troll ale daliśmy go radę zagnać do klatki. W każdym razie, potem wieczorem Munir i Layla, ten Daktylek, to byli naszymi gośćmi w teatrze. A później były prywatne he he zabawy na pięterku. I dorwałam wreszcie tego Daktylka. Ty wiesz, że ona jest kapłanką Sorii? Traktują ją jak boginię i mówi, że tam na południu, to mają świątynię jej poświęconą a ona jest jej kapłanką. A poza tym jest słodziutka i namiętna! I nawet dała się zasiać Egonowi. Władował w nią jedną strzykwę jak, żeśmy się z nią zabawiali. I dwie elfki były na przedstawieniu! A potem poszły z Sorią na pięterko. Ale jak wychodzily to wyglądały na zadowolone. No i wiele innych ciekawych rzeczy się działo. To co? Czemu cię nie było? Jakbys był to kto wie? Może znów bym ci się dała przywiązać do łóżka? - W mocno chaotyczny i urwany sposób opowiedziała mu co się działo wczoraj w teatrze. Jak sławna milady Odette von Treskow, ta sama co w ostatni Festag tak pięknie na mszy śpiewała, też odwiedziła sobie po występie pięterko. Jak Hubert i Oksana dali pokaz tresury swojej nowej niewolnicy jaka na co dzień pracowała w ratuszu. Jak te dwie śliczne elfki, jedna morska i druga leśna, też były na tym pokazie w kuchni. I Kamila van Zee. Zdaniem łotrzycy była mocno zadurzona w Sorii i też nie miała oporów przed zwiedzeniem sobie pięterka. Ale w końcu w ostatni Festag to u Pirory bawiły się także Dorna i Lilly jakich mutacji nie dało się ukryć jak były bez ubrań i jakoś córce kapitana portu to nie przeszkadzało.

                        - No ale to było wczoraj. Dzisiaj jedziemy na spotkanie z Gnakiem i jego kozłami. Będzie zabawa, dużo wina i chętnych kobiet. Szlachcianki przyjadą później bo muszą sobie w dzień przypudrować noski czy co tam. Ale my jedziemy już teraz. Jak chcesz, to możemy cię zabrać na wóz. Miejsce się znajdzie. Co tak będziesz tu sam siedział Haini? Pojedziesz z nami, rozruszasz się, napijesz, zabawisz, popatrzysz, jak ci się spodoba to pochędożysz. To od razu odmłodniejesz. Ha! Zobaczysz jak przywiążę Fabi i Oddi do tego kamienia ofiarnego! Ale się zdziwią! - Łotrzyca opowiadała z rubasznym wdziękiem. Ale to co mówiła brzmiało jak treść przestrogi jaką zwykle mówili kapłani z ambony do swoich wiernych. Ostrzegali przez zdradzieckimi kultystami co potajemnie oddają cześć Mrocznym Potęgom i paktują z wrogami ludzkości. A jakieś bezecne orgie z mutantami i zwierzoludźmi w leśnych matecznikach były wręcz teg synonimem. A teraz, Łasica beztrosko informowała o tym kolegę ze zboru i nawet zapraszała go na taką właśnie orgię. Oferowała nawet miejsce w wozie i widać było, że jest mocno podekscytowana na myśl o tym co się będzie dziś wieczór i w nocy.

                        Miejsce: Nordland; okolice Neues Emskrank; zachodni kierunek; Zachodnie Kamienie; obóz
                        Czas: 2519.07.25; Konigtag; zmrok-wieczór
                        Warunki: jasno, ciepło, gwar głosów ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; umi.wiatr; ziąb (0)

                        Wszyscy - wczesny wieczór

                        W miarę jak zmrok przechodził w noc, polana z dziwnymi kamieniami coraz bardziej przypominała jakiś wieczorny festyn pod gołym niebem. Wieczór okazał się pogodny, niebo błyszczało od gwiazd i obu księżyców. Zielonkawy, złowróżbny blask Morrslieba, błyszczał całą, swoją potęgą. Powszechnie uważano go za księżyc Chaosu i podczas jego pełni podobną kultyści złowróżbnych potęg oddawali im cześć w plugawych rytuałach. Dzisiaj akurat to miało okazać się prawdą.

                        Z początku był tylko samotny mnich, który przybył tu jako pierwszy. Później przyjechał wóz powożony przez Łasicę jaka przywiozła większość kultystów. Zaczęli rozpalać ogniska, rozścielać koce na jakich ustawiali wino i jedzenie. Przypominało to radosny piknik po zmroku. Im więcej wina przelewało się przez gardła tym zabawy robiły się coraz śmielsze. Łasica i Burgund zaczęły ze sobą tańczyć, przytulać się i całować. Co niejako było wstępem do bardziej wyuzdanych zabaw. Dało się wyczuć to oczekiwanie na główną część spotkania gdy jeszcze przyjadą szlachcianki i z lasu pojawią się zwierzoludzie.
                        - Oh, zobaczycie jak ja je przywiążę! One jeszcze nie wiedzą co je czeka! Ale to może później, jak się Gnak pojawi. Chyba, że chcecie wcześniej? Chcecie je pochędożyć zanim zwierzoludzie przyjdą? - Łasica nie ukrywała ekscytacji na niespodziankę jaką naszykowała dla Fabienne i Odette. Ci co byli na ostatniej orgii pamiętali, że bretońska szlachcianka była przywiązana do tego pochylonego głazu jaki uważano za ofiarny. Więc początek spotkania była całkowicie ubezwłasnowolniona kto i jak się z nią zabawia. Ale to jak najbardziej pasowało do jej uległych preferencji. Jednak jak Łasica chciała przywiązać obie szlachcianki do tego samego kamienia to na razie trudno to było zgadnąć. A rozeszła się wieść, że lady Odette bardzo spodobał się ten pomysł i von Manlieb wspaniałomyślnie zgodziła się odstąpić jej to miejsce głównej ofiary.
                        - Z tymi kopytnymi to jednak całkiem inaczej niż z ludźmi. To takie podniecające. - Burgund wydawała się podobnie pobudzona, że po ponad tygodniu oczekiwania, wreszcie znów będzie mogła spróbować zakazanej miłości. - A wy chłopcy? Macie na coś ochotę zanim rogacze przybędą? - Zapytała prowokująco patrząc na kolegów z kultu. Jej pełny biust kusząco wyglądał ze zbyt śmiałego dekoltu aby uznć go za przyzwoity. Podwinęła też spódnicę aby pokazać swoje długie, zgrabne nogi.
                        - A co ty myślisz? Że z jakimiś kołkami gadasz? - Silny prychnął z irytacją. Win już go rozgrzało, tak samo jak bliskość coraz śmielszych koleżanek jakie wręcz zapraszały do bardziej bezpośrednich zabaw. Nie mogli sobie pozwolić na muzykę czy śpiewy aby zmniejszyć szansę, że ktoś to jednak usłyszy. Do zachodniej bramy nie było aż tak daleko. Do końca nie było wiadomo czy łysy mięśniak przyjdzie. W końcu wczoraj, w teatrze go nie było. A wiadomo było, że nie przepada za spotkaniami gdzie ladacznice miały rolę wiodącą. Jednak chyba nie miał nic przeciwko aby z nimi poswawolić i takie okazję na chwilę zakopywały topór wojenny między nimi. Przyszedł razem z Rune.
                        - Ojej a ja tak bym chciała móc z którąś ze szlachcianek. Zwłaszcza jakby mi się udało któraś zbrzuchacić. Dawno żadnej kobiety nie zbrzuchaciłam. A jakby się udało ze szlachcianką to ojej! - Lilly chętnie donosiła z wozu nowe butelki wina albo misy z jedzeniem. Albo tańczyła z koleżankami do niesłyszalnej muzyki. W zborze była znana, że ma słabość do zostawiania swojego nasienia w kobiecych łonach a zwłaszcza delikatnych, zadbanych, wyperfumowanych szlachcianek którymi mimo półrocznego pobytu w mieście, wciąż była zafascynowana.
                        - Szlachcianek to ci dzisiaj nie powinno zabraknąć. Ciekawe czy Genda będzie. - Onyx przyjechała ponownie. I zdradzała zaciekawienie czy wśród zwierzoludzi będzie jedna z dwóch samic. Miała przyrodzenie podobnie jak Lilly i wydawało się, że gdyby u liliowej mutacje poszły dalej w stronę ugorów, to by pewnie wyglądała podobnie do Gendy. A tak była jakby w połowie drogi między nią a ludzką kobietą.
                        - Jakbyście nam pomogli z Adrienne to może też by mogła tutaj przychodzić na te spotkania. Na razie to z Hubertem woleliśmy nie ryzykować. - Oksana pierwszy raz była na tym spotkaniu. Miało to być wyraz zaufania i wspólnoty obu zborów. Hubert bardzo żałował ale nie wolał nie ryzykować swojej przykrywki porządnego kupca tekstylnego więc teraz pewnie spędzał wieczór u boku swojej tłustej i mało urodziwej małżonki. Fabienne i tak już wcześniej bywała na tych nocnych orgiach, dzisiaj też miała być. Ale jego krawcowa jaka prywatnie miała bardzo dominujący charakter, była tu po raz pierwszy. I oczywiście zastanawiała się czy ich nowa niewolnica z ratusza jaka wczoraj tak wdzięcznie im się oddawała i usługiwała a nawet dała się zasiać dziedzictwem Oster, była gotowa na orgie ze zwierzoludźmi. Na razie uznali z Hubertem, że chyba jeszcze nie. Ale jakby nad nią popracwać to może na następną już by była na tyle urobiona aby można ją tu było zabrać?

                        Wszyscy - wieczór

                        Zrobił się dojrzały wieczór gdy do tych pląsów i zabaw dało się usłyszeć odgłos wozów. Od razu zrobiło się ciszej gdy nastał moment niepewności kto się zbliża. Zwłaszcza, że o tej porze to już nikt nie powinien podróżować. Teoretycznie powinien być to wóz szlachcianek ale do końca pewności nie było. Na szczęście to właśnie były one. Przyjechały o dziwo zwykłym wozem, chociaż krytym plandeką. A gdy zaczęły zeskakiwać na ziemię okazało się, że są ubrane jak zwykle praczki, służące albo chłopki. Tylko lady Soria lśniła wśród nich jak czerwony rubin, swoją śmiałą i elegancką suknią.
                        - Oh, nie miejsce takich zdziwionych min przyjaciele. Przecież tak będziemy się tu tarzać, że i tak wszystko będzie do prania. A gdyby ktoś niepowołany nas zobaczył to lepiej aby nie dojrzał wśród nas jakiejś szlachty prawda? - Wężowa syrena weszła w to już nieźle rozochocone towarzystwo jak diwa do swoich wielbicieli. Wydawała się nieziemsko piękna i nawet te kobiety co już przyjechały tu wcześniej i były częściowo roznegliżowane, też patrzyły na nią z uwielbieniem jakby była ich królową.
                        - O! No to teraz mamy komplet! - Zaśmiała się Łasica, klaszcząc z radości w ręce. A nowe towarzyszki szybko rozsiadły się na pniach i kocach witając się ze swoimi znajomymi. A, że większość towarzystwa bywała gośćmi w lochu Pirory czy wczoraj w teatrze to wyszło to na bardzo ciepłe i przyjacielksie powitanie.
                        - Do konca zastanawiałam się czy Kamilę nie zaprosić. Jest już tak blisko nas. Myślę, że dojrzała na tyle aby zrobić następny krok. Ale mimo wszystko całe stado zwierzoludzi to może być dla niej szok. Może jakby jeden czy dwóch. Tylko zastanawiam się jak to zorganizować. Na razie dałyśmy jej ziółka nasenne i została w domu Rose. - Lady Soria zastanawiała się nad pełnym wtajemniczeniem córki kapitana portu. Kamila van Zee wydawała się być nią zafascynowana i zauroczona. Ostatnio coraz częściej brała udział w ich zabawach i nawet chędożyła się z kopytną Lilly. Ale czy była gotowa na pełnowymiarową orgię z kopytnymi to tego nawet Soria nie była taka pewna.
                        - To tutaj będzie ta orgia? A kiedy przyjdą ci zwierzoludzie? Ja już to z rogaczami robiłam no ale najwyżej z dwoma na raz. - Astrid była zaciekawiona miejscem i przyznała się, że nie byłby do dla niej pierwszy raz z kopytnymi.
                        - Wiecie co? - Lady Odette była ubrana w prostą suknię i miała rozpuszczone włosy a nie starannie ufryzowane jak zwykle. Dlatego wyglądała jak zwykła służka. Tylko taka bardzo ładna i zgrabna o dziwnie zadbanej cerze, makijażu i uszminkowanych ustach. No ale to było widać z bliska. - Chyba się zaczyna! - Powiedziala i z ekscytacją położyła dłon na swoim brzuchu. - Czuję takie jakby swędzenie. I burczenie w brzuchu. Oh! Więc to może być to co Fabi mówi! - Wyglądała na bardzo podekscytowana tymi swoimi doznaniami. I wskazała na siedzącą obok bretońską szlachciankę co potrafiła tak barwnie zachwalać pseudciążę z czerwiami. - I dlatego dziś wysłałam list do moich koleżanek w Saltzburgu. Bez detali oczywiście. Ale umówiłam się z nimi jeszcze przed wyjazdem co i jak. Niech przyjeżdżają i też spróbują tych namiętności co tu macie! - Aktorka mówiła jakby uważała to wszystko za ekscytującą, romantyczną przygodę jaką bardzo chętnie przeżywała.
                        - Jestem przekonana, że to dopiero początek namiętnych doznań jakie cię czekają moja droga. Mnie się ostatnio śniło, że karmię te czerwie własnymi piersiami. I ciekło z nich takie dziwne, gęste mleko. I chyba były trochę większe niż teraz. No ale sprawdzałam i przed wyjazdem z domku Rose sprawdzałyśmy i no niestety nic z nich nie cieknie. Szkoda. To byłoby coś nowego. We śnie wokół sutków miałam takie dziwne zadrapania. Jakby od czegoś okrągłego. Ale teraz ich nie mam. To chyba nie od czerwi bo one chyba nie mają żadnych zębów ani nic takiego. Muchy mają te tutki i szczypce ale nie widziałam ich we śnie. Jeden z tych zwierzoludzi co ma owadzią głowę też ma coś podobnego w pysku. Może to coś z nim wspólnego? - Fabienne dodała otuchy miodowłosej szlachciance i sama podzieliła się z towarzystwem co jej się ostatnio śniło. Wydawała się być zafascynowana tym snem i ciekawa jak można by go zrealizować w praktyce.
                        - Ja bym była gotowa spróbować tego zasiania. Też miałam sen. O tym, że kocham się z pająkami i one ze mnie robią kokon aby pomóc powrócić Pajęczej Królowej. A jak rozmawiałam z milady to może te sny staną się klarowniejsze jak będę miała te czerwie w sobie? Przecież to część dziedzictwa Sióstr więc także i Pajęczej Królowej. - Marissa była pierwszy raz na tej orgii. Była pacjentka hospicjum wydawała się całkowicie podporządkowana woli Soren, jaka jej się objawiała jako Pajęcza Królowa. Tylko ta wola bogini nie była dla śmiertelniczki zbyt czytelna. Liczyła, że zasianie mogłoby jej pomóc ją zrozumieć. A czy by się dołączyła do orgii z kopytnymi to jeszcze nie była pewna.
                        - Ja zostanę przy wozie. Sami rozumiecie. W razie czego musi być ktoś trzeźwy, czysty i ubrany. - Pirora jak zwykle przyjechała ale wolała się trzymać na uboczu. Nie miała ochoty pokładać się ze zwierzoludźmi.

                        Ze szlachciankami przyjechały jeszcze dwie piękności, Layla i Annika. Jednak wyraźnie mniej udzialały się w dyskusjach. Wężowa kapłanka z powodu bariery językowej. Nie znała reikspiel ale mogła się porozumieć z tymi co znali bretońśki albo estalijski. Zwykle więc Lars, Soria albo inne błękitnorkwiste robiły za pośredników w rozmowie z nią. Annika zaś wyglądała lepiej niż gdy ją rano Otto widział. Ale jadła, piła i patrzyła. Wyglądała na przygnębioną albo zmęczoną. Przy takich wojownikach jak Silny, Egon, Lars czy Rune wydawała się drobniutka. Z urody i zgrabnej sylwetki, bardziej pasowała do hedonistek niż wojowników. A jednak to ona miała jeszcze nie do końca zagojony siniak pod okiem i rozciętą wargę. Marissa i Fabienne siedziały blisko niej i traktowały ją jak kogoś bliskiego ale chorego, jakiemu należy się troska. Gdy w pewnym momencie szlachcianka usiadla za jej plecami i delikatnie zaczęła masowac jej barki i całować kark, wreszcie Annika wydawała się odprężać.

                        Wieczór - północ

                        Zabawy na polanie przerodziły się w pełne swawole. Większość uczestników już pozbyła się zbędnych ubrań i przeszła do bardziej bezpośredniego etapu integracji. Gdzie się nie spojrzało to widać było jak tam się ktoś całuje, tam podskakujące żwawo piersi albo czyjąś żyć jaka energicznie zderzała się z kobiecymi biodrami. Już to wyglądało jak wstrętna, plugawa orgia jaka przeczy prawom dobrych bogów i przyzwoitości ludzkiej. A gdy Morrslieb stał w zanicie oświetlając te bezeceństwa swoim upiornym, zielonkawym światłem to pojawili się nowi aktorzy tej sceny. Jak zwykle wyszli z lasu w ciszy, że zajęte chędożeniem towarzystwo nie zorientowało się dokładnie kiedy aż kopytni pojawili się na krawędzi widzialności z ognisk. To przerwało te zabawy. Ludzcy wyznawcy Chaosu powstali aby przywitać swoich kopytnych sojuszników. Na czoło wysunela się lady Soria. Nawet całkowicie naga, wyglądała olśniewająco. Jakby jakiś rzeźbiarz uchwycił ideał kobiecego ciała a potem ktoś ożywił ten posąg. Soria przemówiła do kopytnych w ich języku jaki dla ludzi był niezrozumiały.
                        - Ej. Ten jest jakiś inny. Wcześniej go chyba nie było. - Łasica zmrużyła oczy. Właśnie przypiętą do bioder zabaweczką intensywnie penetrowała trzewia Daktylka. Co im obu się bardzo podobało. Ale to ona pierwsza zauważyła, że ich wężowa milady rozmawia z kopytnym jakiego wcześniej tu nie było. A wyglądał, że ma coś jakby koronę z piór i rogów jeleni na głowie. Przy każdej włochatej nodze stały jeden, złowrózbnie wyglądający brytan. Gnak stał tuż obok niego ale tuż za nim jakby uznawał jego wyższość.
                        - I chyba jest ich więcej niż ostatnio. - Burgund zauważyła kolejny detal. Wstała z kolan bo właśnie obrabiała berła kolegów z użyciem dłoni, ust i swoich dorodnych piersi. Jeszcze nie wszystkich było widać, część z ungorów jedynie była zarysowanymi sylwetkami zbyt daleko od blasku ognisk aby dostrzec szczegóły. Jednak wyglądało, że jest ich trochę więcej niż ostatnio.
                        - Lily co oni mówią? - Silny zapytał jedynej która poza Sorią, znała język kopytnych. Ta przycłuchiwała się rozmowie.
                        - Soria ich wita… Oni też… To jest ich wódz… Tym razem przyszedł osobiście… Bo jego wojownicy bardzo dobrze mówili o ludzkich samicach jakie się tu z nimi chędożą… I dlatego też przyszedł… - Mutantka tłumaczyła to co dała radę usłyszeć z rozmowy milady i wodza ungorów. Ta nagle skończyła się gdy syrena odwróciła się swoim piersiastym frontem do swoich towarzyszy.
                        - Przyjaciele! Radujcie się. To jest Ungard Chytre Oko! Przybył dziś osobiscie bo wiele dobrego słyszał o nas od swoich wojowników! Powitajmy ich jak naszych przyjaciół i sojuszników! - Milady uniosła dłonie gdy przedstawiała wodza ungorów. Gdy klasnęła w dłonie większość kultystów zrobiła to samo. I powitała kudłatych oklaskami, uśmiechami i winem. Ci ruszyli za Sorią i swoim wodzem stopniowo mieszając się z nagimi i rozgrzanymi namiętnością ludźmi.
                        - O, jest Genda! - Onyx ucieszyła się, wzięła drugi kielich wina i podeszła do jednej, z nielicznych samic zwierzoludzi. Wszystkich mogło być ich tu dzisiaj z kilkunastu, może nawet dwie dziesiątki. Rozochocone ludzkie towarzystwo, jakie w większości już miało do czynienia w tym temacie, całkiem szybko zaczęło się integrować z kopytnymi. Z powodu bariery językowej nie było okazji do rozmów. Za to wino, śmiech i chędożenie było dość uniwersalnym językiem zrozumiałym dla obu ras. Kopytni też byli zbyt prymitywni aby bawić się w konwenanse, raczej przypominali zwierzęta w okresie godowym.

                        Wreszcie okazało się też co Łasica przygotowała dla Fabienne i Odette. Zrobiło się z tego małe widowisko. Obie łotrzyce wyłuskały z zabaw obie szlachcianki i poprowadziły je do kamienia ofiarnego. Najpierw zaczęły przywiązywać miodowłosą diwę. Ta już od dawna była bez ubrania więc było widać jak liny unieruchamiają jej smukłe, kształtne ciało. Ona sama wydawała się być tym bardzo podniecona jakby przeżywała jakąś niesamowitą przygodę. Bez sprzeciwu, pozwoliła się im przywiązać do pochylonego kamienia. I ci co tu byli w poprzednim tygodniu, od razu rozpoznali, że zajęła miejsce czarnowłosej Bretonki. Tego jeszcze co niektórzy mogli się jeszcze spodziewać skoro lotrzyce jej to obiecały. Gdy jednak skończyły wiązać artystkę zabrały się za von Mannlieb. Kazały położyc jej się na ziemi, tuż przy kamieniu. A potem wbiły kołki w ziemię, tuż u stóp von Treskow. I do tych kołków przywiązały nadgarstki szlachcianki. - No to tak jak wam obiecałam. Ty będziesz naszą główną ofiarą dzisiaj. - Łasica była wyraźnie dumna z siebie gdy odezwała się do przywiązanej diwy. - A ty Fabi, skoro jesteś najnędzniejszą z nędznych i najpodlejszą z podłych to twoje miejsce jest w błocie. I spadnie na ciebie całe plugastwo z chędożenia Oddie. No i jak ktoś będzie chciał taką brudną ladacznicę jak ty wychędożyć to oczywiście to zrobi. - Łotrzyca wreszcie zdradziła na czym miał polegać jej plan. Co ludzcy kultyści przywitali z auplauzem i wesołymi śmiechami.
                        - Oh ależ to upokarzające! To jest dopiero orgia! I to nawet ze zwierzoludźmi! No wreszcie było warto przyjechać do tej śmierdzącej rybami dziury! - Odette von Treskow roześmiała się serdecznie jakby właśnie zaczynał się najciekawszy rozdział dzisiejszej zabawy.
                        - Łasico, jesteś taka kochana. To naprawdę miło, że o mnie nie zapomniałaś. Jestem ci bardzo wdzięczna. Mam nadzieję, że później pozwolisz mi wyrazić swoją wdzięczność. - Fabienne von Mannlieb też wyglądała na zachwyconą a wręcz wzruszoną swoim miejscem w tym bezecnym rytuale. I obdarzyła stojącą nad nią łotrzyce pełnym wdzięczności spojrzeniem.

                        ---

                        Przybycie zwierzoludzi otwarło nowy etap orgii. Dodało nowych aktorów do tej plugawej sceny. Obie grupy skutecznie się wymieszały w tych harcach. Tam Łasica podskakiwała na biodrach kopytnego, gdzieś bok Burgund na czworakach była brana przez ungora i kultystę jednocześnie. Ten nietypowy zwierzoczłowiek z głową owada i dziwnym przyrodzeniem w kształcie krótkiej macki lub larwy nauczony poprzednim doświadczeniem od razu poszedł do dwóch uwiązanych do kamienia szlachcianek. Otto złapał się spojrzeniem chyba z tym samym myśliwym z jakim miał do czynienia ostatnio. Nie mówili tym samym językiem ale widać było zapytanie w prawie ludzkiej twarzy ungora. Wypięta na zwalonym pniu Astrid była brana przez Lilly i ungora na raz. Soria bez z przyjemnością przyjmowała po dwóch, trzech kochanków na raz i wcale nie wyglądała na zmęczoną, raczej jakby tylko nabierała apetytu na jeszcze. Ale wszystko ma swój koniec. W napędzane namiętnością ciała coraz częściej wkradało się zmęczenie. Coraz więcej par i postaci pokładało się gdzie popadło. Na kocach, kamieniach, kłodach. Chciwie pili wino albo sycili swoje żołądki. Widać było, że w tej głębokiej nocy jest naturalna przerwa. Ludzie i nieludzie siedzieli lub leżeli obok siebie, pli, jedli i rozmawiali. Już największy szał namiętności raczej minął i teraz była okazja aby porozmawiać o czymś innym niż kogo i jak teraz wychędożyć.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        0
                        • ZellZ Niedostępny
                          ZellZ Niedostępny
                          Zell
                          Moderator Obsługa
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #291

                          Miasto, wieczór



                          text alternatywny

                          Slaaneshytka nawijała jak najęta o wydarzeniach jakie już były oraz o tych, które dopiero miały nadejść zupełnie jakby jednak były w niej zasiane pieszczoszki Oster nakręcając ją swoimi korkociągowymi ruchami. Ten obraz wywołał uśmieszek Heinricha przycinającego zbyt długą brodę w lustrze, kiedy Łasica kontynuowała opowieść, co mogłoby się wydawać reakcją na jej słowa, jednak były Inkwizytor znał prawdę ukrytą w swoich myślach.
                          Mówiąc szczerze nie widziało mu się brać udziału w tej leśnej orgii i z początku chciał odmówić propozycji... póki nie zobaczył jak słaby to będzie wybór. Ani orgie, ani krwawe kamienie nie były w jego sferze zainteresowań, jednak pogardzanie jakiejkolwiek socjalizacji z resztą kultu po dłuższej w nim nieobecności... Nie widziało mu się jako dobry ruch. Lepiej mieć pozytywne relacje z resztą w ramach możliwości niż stąpać po niepewnym gruncie i nie mieć żaden nadziei, iż jakaś część tej gromadki nie będzie ci pomocą w razie problemów dotykających tylko ciebie, a nie całości.
                          Dlatego przystał na propozycję Łasicy.

                          Czasem po prostu warto robić rzeczy dla osiągnięcia długoterminowych celów.

                          Miasto; przedpołudnie



                          text alternatywny

                          - No zmierzch się zbliża przyjacielu. Jak nie chcemy dać się zamknąć w mieście to chyba czas zostawić gdzieś ten złom i ruszać w drogę. - Lars wskazał na narzędzia jakie niedawno kupili. Rzeczywiście miał rację. Letni, pogodny dzień się kończył a to oznaczało, że miejskie bramy zostaną zamknięte i nie otworzą się póki nie nastanie jutrzejszy świt.

                          Egon pomyślał chwilę. Korsarz, zdaje się, miał rację. Sprawdzenie wiadomości, cóż też mogło dziać się u lokalnej szlachty raczej było rzeczą, która mogła zostać ogarnięta jutro, nawet i pojutrze.

                          – Zostawmy to u Pirory i ruszajmy – rzekł Egon. – Nie ma co przedłużać, przysposóbmy się odpowiednio i ruszajmy do Gnaka.

                          - No dobra, to chodźmy do niej. - Brodacz wzruszył ramionami i okręcił się aby wrócić na Plac Targowy. Musieli go przejść aby wejść w Bursztynową a parę kamienić od wylotu, był numer 17 pod jakim mieszkała blondwłosa kultystka. - To jak wyjdziemy to przed świtem do miasta nie wrócimy. Czyli wrócimy jutro. Chcesz wracać do niej czy jakoś inaczej? - Lars pytał gdy szli po drodze. Wkrótce wrócili do kamienicy Averlandki i gdy zapukali otworzyła im młoda pokojówka. Widząc kto przyszedł, wpuściła ich ale oświadczyła, że milady nie ma w domu. Co nie było takie dziwne bo Priora wraz z błękitnokrwistymi koleżankami, potrzebowała bardziej dopracowanego pretekstu aby urwać się z miasta na noc. Na przykład, że jadą w plener aby poćwiczyć malowanie natury.

                          Egon podrapał się po swoim owłosionym czerepie, kładąc zdobyte narzędzia do lamusa, gdzie przechowywano inne rzeczy tego rodzaju.

                          – Zdaje mi się, że bramy miasta otwierają coś koło jutrzni – rzekł gladiator. – Wystarczy nam jaka godzina albo półtorej, żeby zebrać Sorię i pozostałych, wiedzą przecież, że zamierzamy się zabrać. Zdaje mi się, że żaden to problem.

                          Egon dumał, że w istocie nie trzeba będzie zbyt długiego czasu, aby zebrać całe wyposażenie - ostatecznie, kurhany były rzut beretem od miasta, jedyne, co potrzebowali się zaopatrzyć, to jakiś prowiant, broń zawsze nosił przy sobie, zaś narzędzia do włamu mieli u Pirory. Wojownik nie sądził, że potrzeba będzie tu czegokolwiek więcej. Jeśli cała sprawa z kurhanem miała przeciągnąć się do jutrzejszego wieczora, nie byłoby to problemem, gdyby nocowali przy grobach.

                          – Wrócimy do Pirory potem – oznajmił. – Chodźmy.

                          Zachodnie Kamienie; wczesny wieczór



                          text alternatywny

                          Otto podszedł do kamienia, na którym miał odbyć się kluczowy element dzisiejszej nocy. Nucąc pod nosem rozciął paznokciami skórę na dłoni i krwią naznaczył głaz symbolem Mrocznego Księcia.
                          - Niech ma krew oddana w chętnym bólu, będzie miła Matce Tajemnic i przekona ją aby spojrzeć na naszą ofiarę przychylnym okiem.

                          Ukończywszy ten mały rytualik postanowił zabić czas zbierając wszelkie śmieci, liście i gałęzie z miejsca orgii. Dziś znamienici goście mają być.

                          Uśmiechnął się widząc Łasicę i resztę ferajny.
                          - Miałem małe zajęcie poza miastem dziś. Szukałem miejsca na wyjście z Silnym i chłopakami Egona, nie było sensu wracać do miasta to przylazłem tu od razu. - przytulił ladacznicę kiedy ta zeszła z wozu.
                          - Jesteście miodem dla oczu moje drogie. - pomógł przy ognisku, aby zapracować na jedzenie, którym się podzieliły.
                          - Jak tam dzisiejsza noc? Zakładam, że Siostry przesłały kolejne sny?

                          Łotrzyca chętnie odwzajemniła te uściski i wygląła na całą w skowronkach. Z wozu zaczęli zeskakiwać pozostali jacy z nią, przyjechali wozem. - Też się cieszę, że cię widzę Otto. Oh, cały tydzień czekałam na tą pełnię! Ale się będzie działo! - Cieszyła się jak mała dziewczynka widząc, że cyrk przyjechał do miasta. Dopiero się cyrkowcy rozkładali i szykowali, jeszcze występu nie było ale wiadomo było, że to już niedługo.
                          - A sen pewnie, że miałam! Rany, wczoraj w teatrze tyle się działo, że nie zdążyłam ci opowiedzieć! - Zaśmiała się ale chyba przypomniał jej o tym śnie. - Śniło mi się jak chędożę jakieś ślicznotki! - Zawołała radośnie i gestem pokazała jakby miała przypiętą do bioder zabaweczkę, dzięki której mogła wejść w rolę mężczyzny, gdy kochała się z innymi kobietami. - Ale je brałam! Jedna po drugiej! I jak leżały u mych stóp, i jak ja leżałam na nich, i jak były zapięte w dybach, przy pręgieżu albo rozkrzyżowane w łańcuchach! A ja brałam je wszystkie! Bez litości! I niektóre to poznałam. Fabienne, Odette, ta ruda wiewióra - niedbałym gestem wskazała na przechodzącą obok Burgund. Ta spojrzała w ich stronę, pozdrowiła mnicha skinieniem głowy i uśmiechem ale przerwóciła oczami gdy usłyszała wyzwisko pod swoim adresem z ust swojej kamratki. Widocznie przyzwyczaiła się do tych utarczek słownych jakie zwykle inicjowała właśnie łotrzyca w spodniach.
                          - Ale nie wszyskie rozpoznałam. Niektóre były tyłem, albo były daleko, albo nie widziałam ich twarzy. No nieważne! Najważniejsze, że tam była piękna milady na tronie! I to dla niej było to wszystko! Ona siedziała na tronie, taka piękna i dostojna. I patrzyła jak ja chędożę dla niej te wszystkie ladacznice. To wszystko było dla niej. A potem wezwała mnie do siebie. Padłam do jej stóp i pozwoliła mi je całować i czcić. A potem całowałam ją coraz wyżej, aż do kolan, ud a potem doszłam do jej berła. Też się nim zajęłam jak należy. Było takie dorodne i soczyste! I w końcu milady wzięła mnie nasadziła na nie i pobawiłyśmy się w rodeo. A potem popchnęła mnie, że musiałam podeprzeć się rękami i znalazłam się na czworakach. A ona dalej mnie brała od tyłu. Oh jak ona mnie brała! Tak jak ja te jej ladacznice! - Łotrzyca opowiadała wszystko w jednym, nieco chaotycznym ciągu i widać było, że ten sen ją strasznie pobudza. I to nieważne w jakiej roli w nim występowała.
                          - A jak już było mi tak dobrze to ona wybuchła we mnie i zalała mnie swoją miłością. Oh, to było takie piękne Otto! - Fioletowłosa dziewczyna z ferajny aż się wzruszyła na tak romantyczny obraz. - I wiesz… Wydaje mi się, że miałam brzuch… Poźniej. To ona mnie zbrzuchaciła. Eh… Tylko nie widziałam jej twarzy… Chyba jakby Soria, podobna… Ale nie jestem do końca pewna. Ciemne włosy miała. Soria też ma ciemne. Ale nie jestem pewna czy to ona. Ojej ale tak bym chciała aby to była Soria… - Rozmarzyła się na taki obrazek.
                          - A nie czekaj! Jeszcze coś było! - Nagle brwi jej się uniosły do góry jakby w ostatniej chwili przypomniała sobie coś jeszcze. - Jakaś chuda postać. Przechodziła przez jakieś ruiny. Albo te puste ulice i kamienice. Przecież pełno ich u nas. I tak dość ciemno było. Dlatego niewiele widziałam. I ta postać przeszła. I chyba była w sukni albo todze. I takie głupie, szerokie rękawy miała. Pewnie jakiś uczony albo kapłan, oni lubią takie bzdety. On albo ona. Bo widziałam tylko zarys. I przeszedł ten ktoś. Chwilę nic się nie działo. A potem ktoś inny przeszedł za nim. Tak jakby go śledził albo skradał się za nim. Ale nie wiem o co chodzi, też było ciemno to niewiele widziałam kto to mógł być. - Przyznała, że trochę ją to frapowało ale nie cieszyło tak bardzo jak ta część snu jaką tak żwawo i barwnie opowiedziała mu wcześniej.
                          Mnich gwizdnął słysząc opowieść ladacznicy.
                          - No cóż, zasmucę cię, że to nie była najpewniej Soria, jednak ciesz się, ponieważ to była Soren, matka naszej czcigodnej. Wpadłaś w oko Księżnej Demonów. - Otto się delikatnie zaśmiał - Co do tej drugiej postaci, mój pacjent mówił o jakiejś uczonej, która sprzyja naszym celom, może to była ona.
                          - Myślisz, że to była Soren? - Sądząc po minie łotrzycy to takiej interpretacji snu się w ogóle nie spodziewała. Aż ją zatkało i przez chwilę nie wiedziała co powiedzieć. Wpatrywała się w ziemię, potem w ciemny las jaki ich otaczał w końcu znowu na jednookiego rozmówcę. - No może… Nie wiem. Nie wiem jak ona wygląda. Widziałam tylko ten alabastrowy posąg co wyłowiliśmy z rzeki a tam to ona jest jako Pajęcza Królowa. Nie sądziłam, że… No wiesz… Myślałam, że to lady Soria. No i ona jest z nami a Soren dopiero będziemy sprowadzać… No ale może kiedyś… - Zaczęła się trochę jąkać i była zbita z pantałyku taką perspektywą, że jedna z Sióstr, miałaby zwrócić na nią swoją uwagę a nawet obiecać jej takie wyróżnione miejsce u swego boku. - To znaczy wiesz, byłabym zaszczycona. I móc spółkować z każdą z nich. A najlepiej z obiema! No ale co mi tam. Na razie mamy tu Sorię to jej będę służyć. A jeśli sobie zażyczy abym wychędożyła dla niej jakieś ślicznotki to ja oczywiście bardzo chętnie! A dla Soren oczywiście też. To byłby wielki zaszczyt móc tak służyć każdej z nich. - Po tej chwili wahania, dziewczyna z ferajny doszła do wniosku, że właściwie obie opcje jej się podobają więc odzyskała rezon.
                          - A ta druga, znaczy ta w cieniu, no może i uczona. Nie wiem. Widziałam tylko zarys sylwetki i szat. Jeśli to kobieta to gruba nie jest. I nie wiem kto za nią szedł ale to też nie był grubas. - Na ten mniej istotny dla niej detal snu, zwróciła znacznie mniejsza uwagę, jakby nie dotyczyła jej osobiście.
                          Mnich zachichotał słysząc nerwowość łotrzycy.
                          - Patrzcie państwo, jest jeszcze ktoś na tym świecie od kogo nasza Łasica dostaje wypieków! - poczochrał włosy dziewczyny - Nie krępuj się, jestem pewny, że Soren tak cię wychędoży, że zapomnisz jak to jest kiedy twoje uda się spotykają. - mnich rozejrzał się po reszcie zgromadzonych i zauważył byłego Łowcę Czarownic.
                          - O, witaj Heinrichu, nie żebym odmawiał starszyźnie, ale jurne byczki Gnaka mogą być zbyt energiczne dla ciebie.

                          text alternatywnytext alternatywny

                          Heinrich nie włączał się od razu w rozmowę, raczej stojąc z boku i przysłuchując się jej jedynie. Wyglądał na jednocześnie zmęczonego, a również ułożonego, jakby właśnie tego dnia skrócił zbyt długi zarost, jaki wrósł przez ostatni tydzień i ułożył włosy. Nie zakrywało to jednak śladów po tym tygodniu, w jakim odsunął się od kultu.
                          - Nie miałbym zamiaru odbierać im ciebie, aczkolwiek jestem tu by też twoją osobę wypożyczyć. - zastanowił się - I Egona.
                          Mnich przechylił głowę.
                          - Dziś niestety nie będę aktywny w tych zabawach, chciałem porozmawiać z Aniką. - spojrzał na byłego łowcę - Jeżeli będziesz miał siły po Egonie, to postaram się dostarczyć jakiejś rozrywki.
                          Heinrich uśmiechnął się z ironicznym rozbawieniem.
                          - Nie wyglądałbyś tak uroczo w sznurach jak Łasica, martwię się. I nie wywijał się tak po każdym ciosie. Z tobą zaspokoi mnie inny rodzaj rozrywki, a wielbienie Slaanesh jękami pozostawię reszcie.
                          - Och… - mnich najwyraźniej rozważał czy być urażonym słowami Heinricha - Niech będzie. Więc chcesz czekać, aż wszyscy zaczną czy…?
                          - Będę musiał też z Odette porozmawiać, jak nie będzie miała zajętych ust, a z wami dwoma to poza tym. Nie wiem co Egon będzie robił. - nie-odpowiedział odpowiadając.
                          - Burgund, Łasicę… może Gnak jakąś samicę przyciągnie. - Otto rozważał ostatnie zdanie Łowcy - Najlepiej w takim razie złap ją przed wszystkim, bo dziś ona ma być na kamieniu.
                          - Może uda się po wszystkim, będzie wtedy rozluźniona i nie napalona tak bardzo. W sumie bardziej zależałoby z waszą dwójką wpierw się skonsultować niż wchodzić w śliską jamę, w jakiej większość dziś będzie. Ja jestem cierpliwy. Z nią i jutro mogę się skonsultować. - dawny Łowca zachrypiał lekko na ostatnich głoskach.
                          Brew mnicha się delikatnie uniosła.
                          - Twoje metafory robią się lepsze. - spojrzał na Łasicę i wrócił okiem do Łowcy - Zakładam, że to konsultacja wymagająca prywatności?
                          - Jestem pewien, że ktoś inny wymaga pieszczot smukłego ciała, hm? - Heinrich pogładził policzek Łasicy - My znikniemy na trochę.
                          - Oh, związałbyś mnie? - Łasicy oczy się rozpromieniły już gdy Henrich o tym wspomniał przed chwilą drocząc się z Otto. Ale poczekała aż skończą rozmawiać zanim się odezwała. Otarła się policzkiem o dłoń byłego łowcy czarownic i nieco przekręciła głowę aby pocałować jego palce. - Wiem, że tu nie ma łóżka. No ale chyba jakoś byśmy sobie poradzili nie? Na wszelki wypadek wzięłam trochę sznurów. Dla Odette i Fabi no ale dla nas też wystarczy. - Chociaż przed chwilą fioletowłosa mowila jakby byla gotowa bez pardonu wychędożyć każdą koleżankę jaka wpadnie w jej ręcę to teraz nagle stała się ucieleśnieniem kobiecej delikatności i uległości. - A Oddi to pewnie przyjedzie później. Z Sorią i resztą. Wczoraj jak z nią rozmawiałam to aż nóżkami przebierała, tak się nie mogła doczekać dzisiejszych zabaw ze stadem zwierzoludzi. Więc chyba końmi by ją musieli odciągać aby tu dziś nie przyjechała. - Zaśmiała się żartując sobie z miodowłosej szlachcianki. Ale jeszcze spojrzała na Otto. - A ty to tak dzisiaj Otto będziesz tylko siedział i patrzył? Ostatnio to chyba sobie co nieco śmielej poczynałeś? Nie spodobało ci się? - Zaciekawiła się skąd ta nagła wstrzemięźliwość u kolegi.
                          - Ostatnie tygodnie usługiwałem Wężowi i zaniedbałem swoje obowiązki wobec pozostałych. Dlatego dziś jedynie pobłogosławiłem głaz, a planuję porozmawiać z Aniką, trzeba pomóc sługom Krwawego. Jeżeli naprawdę będziesz na mnie miała ochotę. - ucałował czółko łotrzycy - Będę przy wozie Pirory.
                          - Jestem pewien, że odnajdziesz tutaj wiele rozrywek i pobawisz się z innymi... i innymi. Zawsze drogę do moich okien znasz... może zacznę rozważać opułapkowaniem ich, co? - zażartował drocząc się.
                          - Oj chyba ci się spodobało to włamywanie się co? - Łotrzyca zaśmiała się do Henriego, pokazując, że też umie się droczyć i żartować. - No jakby za pokonanie pułapek była jakaś większa kara to mogłabym to rozważyć. A tak to mi się nie opłaca. - Wydęła wargi i położyła sobie dłoń na biodrze, przez co znów zachowywała się i mówiła jak stereotypowa ulicznica. Jednak iskierki rozbawienia w jej oczach sugerowały, że świetnie się bawi podczas tej rozmowy. Jednak znów zwróciła się do jednookiego. - Otto, ja ci życia nie będę układać. Ale jak już tu jesteś to i tak dziś nie zrobisz nic innego. Sam widzisz, że Silny i reszta od niego też tu jest - wskazała głową na krzepkich kolegów co bez trudu znosili kawałki drewna i szykowali ognisko. - No to chcesz to z nimi pogadaj, pochędożcie razem dziewoje, napijcie się wina, posłuchaj ich żartów i co gadają ale umartwianie się, że dziś nic bo nie no to dla mnie trochę bez sensu. - Powiedziała tak po prostu ze swojego pragmatycznego punktu widzenia dziewczyny z ulicy. Potem popatrzyła na nich obu i każdemy z nich położyła dłoń na piersi. - A może zabawimy się we trójkę? Zanim się wszyscy zjadą i impreza się zacznie. Pójdziemy kawałek w las albo do wozu, jak nie chcecie być na widoku. Chyba, że wam nie przeszkadza to możemy to zrobić tutaj. - Uśmiechnęła się do nich zalotnie, patrząc to na jednego, to na drugiego.
                          - Nie musisz się martwić, bo byłaby większa kara za zniszczenie moich zabezpieczeń, tylko bym musiał dobrą pułapkę przygotować, by oczekiwań nie zawieść łasicznej pani. - ukłonił się kobiecie w iście szlacheckim stylu, a ochrypły głos akompaniował lekkiemu arystokratycznemu smakowi tej sceny - Ja tym razem się nie przyłączę, choć odprowadzę znowu do szanownej pani tego jednookiego łachudrę, by nie czmychnął przed swoimi obowiązkami jako duchowy przewodnik, jak tylko z nim załatwię swoje sprawy na osobności. Później i może całą noc chędożyć się w krwi z Khornitami i tobą.
                          Mnich parsknął, ponownie ucałował łotrzycę i odstąpił od niej.

                          - Jeżeli zostanie mi czas, to wrócę rozgrzać cię przed Gnakiem. - ruszył za Heinrichem - Więc, o co chodzi dokładnie?

                          Heinrich był zadowolony, że wyrwał się od napalonej slaaneshytki. Mógł czasem zaspokajać jej chęci i w nich towarzyszyć, jednakże sam nie czuł tych samych podniet, jakie ich gnały. Zgadzanie się na nie było bardziej grą dla utrzymania dobrych relacji z tą grupą jakie to mogą w przyszłości mu ofiarować owoce sukcesu, niż prawdziwą chęcią nieposkromionej chuci. Tobias mógł się wzdrygać widząc jedynie krótkowzrocznie jakikolwiek cel i nie wyobrażać sobie robienia czegokolwiek co nie będzie mu miłe. W końcu liczy się sukces, a droga do niego prowadząca jest już mniej istotna.
                          I nie zawsze całkowicie taka, jak by się chciało. Nie byli na pozycji, jaka by na to zezwoliła.

                          - Pamiętasz jak opowiadałem ci o śnie z garncarką? O robakach jakie jej zawsze wychodziły z gliny przez nią lepionej?
                          - Ah… tak. Faktycznie kompletnie o niej zapomniałem… - przyznał mnich - Co, znowu ci się śniła?
                          - Jako jeden z moich snów, tak, ale nie o innych mowa. Ten powrócił... Kobieta w końcu lepi te garnki po drugiej stronie ulicy ode mnie, więc mogę ją z okna widzieć. - zamilkł na jeden oddech i początek następnego zdania wychrypiał nim odchrząknął - Zapytała mnie gdy podeszłem czy też chcę coś takiego…
                          Mnich pokiwał głową.
                          - Jak na razie wszystko w miarę normalne. - Otto zerknął na Heinricha - Kiedy zaczną się dziwactwa?
                          - Zapytała mnie o to, gdy próbowała lepić garnek, ale zawsze wychodziły jej te robaki. Sama ich nie zauważała choć niektóre sunęły jej po szyi.
                          Mnich nie przerywał byłemu Łowcy Czarownic, jedynie kiwnął głową, aby kontynuował.
                          - Te czerwie przemieszczały się po niej całej, a zadając pytanie wskazała na kręcące się koło garncarskie... - przymrużył oczy - Gdyby był jakiś lepszy sposób na tworzenie czerwi, i jak i ona mogła po prostu niezliczoną ilość ich wypuścić…
                          Mnich gwizdnął.
                          - To pytanie lepiej by pasował do Mergi… ja znam tylko teorię i mitologię… - mnich się zastanowił - Nie leży to poza możliwościami sług Wielkiej Czwórki, czytałem o większych naginaniach tego co realne. Jednak, żeby zwykła garncarka byłaby w stanie coś takiego zrobić… twój czas spędzony w Inkwizycji nauczył cię odnajdywać magów?
                          Heinrich spojrzał z wyraźnym krzywym grymasem.
                          - Polowanie na magów było moim sposobem na życie. Specjalizacją, jakby to powiedzieć. - przymrużył oczy w mrocznym rozbawieniu - Też czujesz w tym taki ironiczny smak?
                          - Należałem do zakonu, którego istnienie polegało na szukaniu słabości kultów Chaosu. Ironia jest słodka, muszę przyznać. - mnich się uśmiechnął - Sądzisz więc, że ta dziewczyna ma w sobie nutkę maga?
                          - Przyznam ze wstydem, że ostatnie dni... Nie byłem w formie i zaniedbałem sprawy. Muszę ją poobserwować z bliska, miejsce w jakim jest... - uniósł spojrzenie ku niebu - Otto, widziałeś kiedyś magię?
                          - Widziałem tkanie zaklęć… i ognistą kulę rzuconą przez Maga Agshyi. Mam jednak wrażenie, że nie o to ci chodzi.
                          - Czy widziałeś podczas tkania coś więcej niż ruch dłoni maga? Czy widziałeś sploty wiatrów z jakich jest ta kula ognia pleciona?
                          Mnich pokręcił głową.
                          - To chyba wymaga znajomości magii… albo bycia jakoś specjalnie utalentowanym. Zważając, że pytasz, zakładam, że ty jesteś w stanie ją zobaczyć?
                          Heinrich pokiwał głową wracając spojrzeniem do rozmówcy.
                          - Potocznie mówią na to "wiedźmi wzrok", choć magowie mają inne nazwy, bo wzbraniają się od tej. Widzę od zawsze prądy wiatrów magii... Są wszędzie I zawsze. Nie da się ich nie widzieć jak jesteś w stanie. Nawet nie pomaga zamknięcie oczu. - lekko parsknął tłumionym śmiechem - I możesz lepiej teraz rozumieć czemu było mi łatwiej wyszukać maga.
                          Mnich się zastanowił.
                          - Masz szczęście, że Elfy zmniejszyły ilość magii na świecie… Więc… do czego dokładnie potrzebujesz mojej opinii? Raczej nie potrzebujesz mojego zezwolenia, aby rozpocząć własne poszukiwania rekrutów.

                          text alternatywny

                          Tymczasem z drogi nadszedł głos kroków. Dwie postacie kroczyły spokojnym, miarowym krokiem w stronę wozu: wyposażeni byli jak wojownicy, choć zamiast plecaka podróżnego mieli zaledwie małe toboły na prowiant. Był to Egon i jeden z Norsmenów, których barczysty wojownik przywiódł do Nordlandu, Lars. Brodaty gladiator i korsarz z Morza Szponów unieśli ręce w geście pozdrowienia.

                          text alternatywny text alternatywny

                          Nagłe, prawie cudowne pojawienie się Egona przerwało rozmowę byłego Łowcy z mnichem, co było trochę na rękę nieoczekiwanemu kultyście.
                          - Egon, spadłeś z nieba. - przywitał go Heinrich unosząc ręce ku obydwu i podchodząc bliżej swoim kulawym krokiem wspierając się na lasce - Niedawno wspominałem ciebie, a tutaj sam się pojawiasz na moich oczach niespodziewanie.

                          Egon spojrzał na człeka, co wyrzekł te słowa i zmrużył oczy. Egon wcześnej nie miał do czynienia zbyt dużo z jego osobą, choć od Pirory i wielu innych zasłyszał nieco. To - wnioskował Egon - musiał być Heinrich, jednak zdało się, że spotykali się po raz pierwszy, jako że ścieżki losu sprawiały, że Egon dotychczas był albo na obrzeżach, albo też w ogóle poza kultem.

                          – Tak po prawdzie, to bym rzekł, że urywam się z Norsci – gladiator wyszczerzył zęby. – W interesach przybywam.
                          - Kosztowności kościelne nie wystarczyły na zapewnienie odpowiednich wygód na miejscu? - fałszywie zasmucił się były Inkwizytor - Czy może już miałeś dość tych wygód i zostawiłeś je Merdze?

                          Mnich też podszedł do Egona kiwając głową na przywitanie wojownikowi.

                          - Witaj Egonie, skoro już cię mam, chciałem wyjść z ofertą. Co ty i twoi wojownicy powiedzieliby na polowanie? Znalazłem miejsce gdzie można by się zasadzić na niedźwiedzia.
                          – Wizje i gusła mi nie kwadrują, te od Mergi – Egon skrzywił się, przypominając sobie niejasne wyjaśnienia wiedźmy z północy, którą odratował z lochu. – Ale jeśli stara coś wie, trza będzie sprawdzić, bo i być może, że za jej pomocą wskóra się nieco, a i z czasem miasto podpali. A polowanie… A, zaplowałbym. Niedźwiedź, spora bestia, trza się zasadzić z włócznią, ale topór mieć na podorędziu, onuż, uważasz, najpierw nabijasz, ale łeb jest miękki, tedy topór łatwo wchodzi. Hmm… Astrid by się przydała tu.
                          Mnich pokiwał głową.
                          - Wiem od Silnego, że nie możecie oddać czci Krwawemu Wilkowi tak jak przystało. Sądzę, że takie polowanie, na godną bestię, silnego przeciwnika uwieńczona poświęceniu jej czaszki, byłoby na miejscu i pozwoliłoby wam oddać cześć Bogu Krwi. Przy okazji służki Węża by wam wiwatowały i może umiliły powrót z udanych łowów.
                          – Dobrze pomyślane – odparł Egon, który dotychczas tylko myślał o tym, jak ubić interes z Gnakiem. – Pójdę zatem. Czy impreza łowiecka już zebrana?
                          Mnich pokręcił głową.
                          - Dopiero dziś znalazłem miejsce, muszę jeszcze ustalić termin z dziewczynami, no i z wami. Za dwa dni brzmi dobrze?

                          Na to pytanie Egon przystanął i z niepewnością pokręcił głową.

                          \– Jutro trza nam wybrać się na kurhan – rzekł. – I może być tak, że rzeczy w kurhanie trzymać nas będą dłużej, jeśli się okaże, że znajdzie się tam coś, co myślę że tam jest. Dwa dni… Hm. Lepiej by było dla mnie za trzy dni, jeśli rzecz gracko pójdzie i bez zwlekania.

                          Mnich pokiwał głową.
                          - Niedźwiedź nie zając, nie ucieknie. Cztery dni, abyśmy byli bezpieczni. Spotkajmy się przy południowej bramie.
                          - O, serwus Egon! - Łasica przywitała się z gladiatorem w swój bezpośredni, wesoły sposób. Wracała od strony lasu, z kilkoma gałęziami na przygotowywane ognisko więc dopiero teraz go zauważyła. Wcześniej ich koleżanki pozdrowiły obu przybyłych wojowników skinieniami głowy i uśmiechami. Ale były zajęte noszeniem kocy, drewna, mis z jedzeniem i butelek wina na wieczorną biesiadę więc niezbyt miały okazję wtrącić się w rozmowę.
                          - Serwus. Dobrze, że przyszliście. Sami widzicie, że pełno tu bab a jakby ci kopytni coś knuli to nawet nie ma kto im porządnie przywalić. Przecież te baby nie będą się bić tylko zaraz uciekną z wrzaskiem. - Silny podobnie wracał z naręczem drewna. Oczywiście o wiele okazalszym niż jego główna rywalka. Ale chociaż z całkiem innych powodów niż ona, to też ucieszył się, z przybycia Egona i Larsa. Uścisnął im prawice i poklepał przyjaźnie po ramieniu.

                          – Dobrze cię widzieć – Egon odrzekł Łasicy. – Jeno nie harcuj za bardzo dzisiaj, bo wiesz, gdzie się wyprawiamy. A przydasz nam się.

                          Egon, zaiste, poczuł się lepiej nieco, kiedy zobaczył kolejnego z wojowników. Z Silnym robił dobre interesy swojego czasu, dobrze, że był tutaj.

                          – Jak to zawsze się tu odbywa? – zaciekawił się Egon, który wcześniej nigdy nie był w tych stronach. – Palicie ogniska, Gnak i jego kompanioni przychodzą? Jak to wygląda?

                          - No palimy bo bez nich ciemno i zimno. No a tak to się ogrzać można i coś zjeść. I lepiej widać tych kozich synów. - Silny skinął łysą głową na drewno układane w stosy. Burgund właśnie podpalała pierwsze ognisko a inni wciąż chodzili do lasu po więcej opału albo przenosili zapasy z wozu na koce.
                          - A Gnak przychodzi później. Koło północy gdzieś tak. Po prostu wychodzą z lasu. I wtedy rozkręca się zabawa jeśli wiesz co mam na myśli. - Łasica zaśmiała się rozbawiona tym skromnym określeniem. - No ale, że do północy to jeszcze parę dzwonów to przecież nie będziemy bezczynnie siedzieć i czekać nie? - Uniosła brwi w prowokacyjnym spojrzeniu. - No i później przyjadą Soria ze szlachciankami. One najpierw musza uśpić kogo trzeba w domu Rose aby mogły się do nas wyrwać, dlatego jeszcze ich nie ma. - Wyjaśniła jak to zwykle i jak dzisiaj powinny wyglądać to spotkanie z mieszkańcami lasów.
                          – Mmm… – Egon ujął swą szczękę w zamyślonym wyrazie twarzy.

                          Wojownik przyszedł do lasu robić interesa, ale po prawdzie spodziewał się, że banda zwierzoludzi tudzież ktoś od nich będzie czekać już. Chędożenie co prawda było miłe, jednak wojownik szybko tracił cierpliwość na to, bowiem widmo nadchodzącego turnieju, a także rzecz z jajami Oster zbyt wyraźnie ciążyła na jego umyśle.

                          – Tu gdzieś chyba też był ten głaz, co nie? – zapytał. – Choć nie znaleźliśmy go.

                          Wydawało się, że pozostało czekać i chędożyć się z dziewkami, bowiem bramy miasta już niedługo miały zostać zamknięte, zaś zwierzoludzie mieli przyjść dopiero później.

                          – Szkoda, że nie można iść samemu do nich – rzekł Egon. – Ciekaw jestem, gdzie się ukrywają w tym borze.
                          - Wiesz Egon, nikt ci nie broni iść w las i ich poszukać. - Łasica uśmiechnęła się ironicznie i wskazała dłonią w stronę lasu. Zmierzch już prawie przeszedł w pełną noc więc widać było zarys najbliższych pni a dalej to była czarna kurtyna ciemności. - Pomożesz zbierać drewno albo co? - Uniosła brwi do góry wskazując wzrokiem na innych kultystów z których większość pracowała nad tym czy innym elementem przygotowywania biesiady. - A głaz ofiarny jest tam. Ten pochylony. Tam przywiążemy Fabienne i Odette. - Pokazała na jeden z tutejszych kamieni od jakiego to miejsce wzięło swoja nazwę. Były obłe i postawione na sztorc. Wysokie na półtorej do dwóch ludzi, ustawione w okrąg. Ale jeden rzucał się w oczy bo był wyraźnie przechylony.
                          – Głaz ofiarny, co? Pewnie zerżną je obie uczciwie – Egon sarknął. Choć zrozumiał ironię co do samotnego zapuszczania się w bór, wcale nie powiedział, że było przesądzone, że z odpowiednią kompanią nie mógłby się zapuścić dalej w lasy. Komunikowanie się z Gnakiem tylko z pomocą leśnych orgii byłoby męczące. – Dobra idę po to drewno.
                          - Oh, nie tylko oni. - Łasica roześmiała się z rozbawieniem. - One raczej nie z tych co narzekają, że głowa ich boli jak przychodzi moment na zabawę. - Ta uwaga gladiatora wprawiła łotrzycę w dobry humor. Ale nie zatrzymywała go gdy ruszył w stronę mrocznego obecnie lasu.

                          ~

                          https://i.imgur.com/0eP6Ah0.png

                          Egon razem z Larsem wypuścili się zatem nieco głębiej w bór, żeby zacząć zbierać drewno. Szczęściem, na wozie było parę mocnych, lnianych worów, które wziął gladiator i jego kompanion.

                          – Lepsze to niż siedzenie i czekanie – rzekł Egon do Larsa. – Weźmy i nazbierajmy większe ze szczap na ognisko… Coś czuję, że tych cudaków od Gnaka przyjdzie tu przynajmniej tuzin, choćby i więcej. Jak każdy z nich ma chędożyć na przemian Odette i Fabienne, to zajmie im to całkiem sporo, zanim skończą.

                          I tak, wojownik zaczął zbierać uschłe badyle i gałęzie do swego wora.
                          - No z nich są niezłe łanie do chędożenia. Widziałem je wczoraj w teatrze. Towar pierwsza klasa. No i jak mają przyjechać wcześniej to można z nimi pogadać zanim rogacze przyjdą. - Lars pokiwał głową na słowa kolegi. W jednej dłoni trzymał improwizowana pochodnię zrobioną z zapalonej gałęzi. Bez niej było już zbyt ciemno aby coś widzieć na dnie lasu. W drugiej ręce trzymał wór do jakiego gladiator mógł wrzucać to co znalazł na ognisko.

                          text alternatywny
                          Nie minęło bardzo dużo czasu jak obaj mogli usłyszeć trzask gałązek zwiastujący zbliżanie się kogoś innego. Jak i oni szli od strony obozu, tak i podążył też inny kultysta i to nie napalony slaaneshyta ani nie jeden z chłopców Silnego. Heinrich rozglądał się po okolicy jednocześnie zmierzając do obu mężczyzn, nie mając jednak ze sobą laski na jakiej zwykł się opierać.
                          - Miło czasem wyrwać się od parujących chucią dziewczyn. - odezwał się będąc blisko.
                          Obaj zamilkli gdy okazało się, że już nie taki młody kultysta do nich dołączył.
                          - Ja tam na chętne dziewoje nie zamierzam narzekać. To miły dodatek dla wojownika. Ale jak nie przyszedłeś tu z powodu chuci to po co? - Wilk morski odezwał się z zaciekawieniem do Henriego. Akcent zdradzał, że reikspiel nie jest dla topornika rodzimym językiem ale posługiwał się nim całkiem płynnie.
                          – Pewnie tak samo jak ja chce robić interes ze zwierzoczłekami – Egon dorzucił swoje do pytania Larsa.
                          Heinrich uśmiechnął się na pytanie Larsa.
                          - Czy jedyny powód, by tu się pojawić to zaspokoić chuć? To można wszak zrobić w każdym innym momencie z naszymi koleżankami. - podśmiał się dudniąco pod nosem - Zastanawiałem się czy ten las skrywa o wiele więcej niż Zwierzoludzi i z tego, co właśnie zobaczyłem... Oczywiście, że tak. - przesunął wzrokiem po otoczeniu jakby się sycił naturą lasu - Może udałoby się zbliżyć do miejsca, jakie chronią zwierzoludzie. Wiem, że to nie jest przewidziane personalnie dla mnie, ale samo zobaczenie tego część ciekawości by zaspokoiło... Możliwie. Wiecie... Unikanie wszystkiego co nie jest całkowicie na twój smak ogranicza ilość informacji, jaką ktoś odnajdzie. Do tego... - spojrzał na lewą nogę zakrytą materiałem spodni - Chodzenie po lesie to dość dobry sposób na przyzwyczajenie się do chodzenia w ortezie jaką sprawił mi znajomy kowal Silnego, którego mi ten pomógł znaleźć.

                          Egon skinął na słowa Heinricha.

                          – Mierzi mnie to chędożenie co drugi krok, są jak cholerne króliki. Wszak dupczeniem żem Mergi z lochu nie wydobył… – skrzywił się Egon, ale na jego twarz wstąpił kpiący uśmiech. – Choć Adrienne brała w zadek jak iście prawdziwy weteran kurwich wojen, niby forpoczta na polu bitwy. Podoba mi się, że uległa była… Obaczyłbym kiedy z czasem, bo mnie ciekawi, ile bólu może wytrzymać niewiasta, okrakiem siedząc na żelaznym koniu, spętana linami. A jeśli nie umie, to czy nauczyć się może, jeśli by jej jeno pięść w łono wsadzać co drugi dzień. Klechy z Marienburga, żem słyszał, głoszą, że baby ponoć bardziej odporne na ból są.

                          Tu machnął ręką, dając tematowi już spokój. Poniechawszy sprawy teatru, Egon wrócił do tego, co mówił Heinrich:

                          – Gnak może wiedzieć, gdzie jest głaz Norry – rzekł. – Jeśli tak jest, to chyba za darmo tej wiedzy nie da, trzeba będzie okupić ją niewolnikami albo też czym innym… Ale Annikę musiałbym tu samopas w głuszę kiedyś wyprowadzić, co by nas do niego zaprowadziła. Silny rzecze, że być może nas doprowadzi. Choć… Jeśliby kto u nas wprawny w tropieniu był, może by i można wytropić jego cudaków, gdzież tam chadzają… Łatwiej będzie.

                          - Jak ta Adrienne tak ci się spodobała to pewnie byś musiał z Hubertem gadać jak ją można spotkać na sposobności. Nieźle ją wyćwiczył to pewnie ma swoje sposoby aby się z nią spotkać tak aby nikt nie przeszkadzał. - W świetle pochodni, Norsmen zwrócił się najpierw do swojego towarzysza z jakim przepłynął Morze Szponów na łodzi Widłobrdego. Po czym popatrzył na Henricha. - Ja tam nic nie wiem o tych rogaczach, pierwszy raz ich dziś spotkamy. Ale jak przychodzą na chędożenie to dobrze. Czyli nie na łupiestwo i machanie toporem. Może i przy okazji coś da się z nimi pogadać. A tak, pewnie znają las jak się patrzy. Ale dziś to po nocy ja łazić po lesie nie zamierzam. A na jutro to my z Egonem już mamy pewne plany i całkiem możliwe, że na noc nie wrócimy do miasta. - Korsarz wzruszył ramionami i chyba nie był pewny w jakim kontekście były łowca heretyków mówi o tej wyprawie w las, więc wspomniał tylko o własnych planach na wycieczkę w innym kierunku i celu.
                          Heinrich machnął ręką.
                          '- Nie mówiłem o niczym więcej niż o chodzeniu do was i po okolicy. To jedynie mój sposób na przyzwyczajenie się do poruszania w ortezie. - spojrzał na Egona - Tropiłem głównie magów różnego rodzaju, a i tak nie robiłem tego całkowicie sam, więc za speca w tropieniu po lasach się nie widzę. Nie wiem też czy to byłby tak dobry pomysł się tu zapuszczać w ich tereny bez żadnego przygotowania. Mają wszak lepsze rozeznanie w miejscu oraz przygotowanie na intruzów. Muszą mieć, aby nie być po prostu zwierzyną łowną dla chcących z nich oczyścić ziemie Imperium. - uśmiechnął się krzywo - Gdyby wejście do nich było jak spacerek to oddziały armii by dawno ich wyorały z lasów.
                          – Ich przewagą jest to, że kryją się borze – zawyrokował Egon. – I znają, jak podprowadzić wróg na knieje i jak się ukrywać. Jeśli lasu by nie było, nie byłoby także ich… Ale dobrze prawisz, nie ma się co zapuszczać w głuszę, niech tam te cudaki siedzą, choć pewnie wkrótce będzie i tak, że trza będzie nam się z nimi układać. Zobaczymy, co Gnak powie… Ale wiesz, jeśli sami ten głaz byśmy mogli wytropić, to Gnak byłby nam niepotrzebny. Jedyne, czego się obawiam, że zwierzoczłeki każą sobie płacić za przystęp do głazu albo co podobnego.

                          - Tak planujecie i planujecie co i jak z tymi rogaczami a w ogóle ktoś z was umie się z nimi dogadać? Bo u nas to po naszemu nie gadają. Czasem ktoś od nas nauczy się ich mowy to umie z nimi gadać. Zwłaszcza jak to szaman. Kopytni szanują szamanów. Czyli jak wezmą do niewoli to podrzynają mu gardło na końcu albo trzymają na specjalną okazję! - Zaśmiał się rubasznie na koniec. Ale był ciekaw czy w ogóle południowcy potrafią się jakoś komunikować z tutejszymi zwierzoludźmi. - Są terytorialni to nie sądzę aby z otwartymi ramionami powitali kogokolwiek. Może jak rozpoznają, że to wy, to pierwsza włócznia nie poleci tak aby w was trafić. - Prychnął jakby zdawał sobie sprawę, że chociaż sojusz z kopytnymi jest możliwy to różnice cywilizacyjne między rasami są zbyt duże aby było to coś pewnego i trwałego. - I tak Egonie, mogą coś chcieć za wskazanie kamienia. Jeśli wiedzą gdzie on jest. Ale mogą nie chcieć. Jeśli uznają, że mają w tym swój interes. Jak będa chcieli to trudno, niech powiedzą co i wtedy się zobaczy. A jak nie wiedzą albo nie będa chcieli pokazać to jest jeszcze ta wasza dziewoja ze snami od Norry. - Lars doceniał możliwość nakłonienia Gnaka do współpracy w znalezieniu głazu Norry ale tu był optymistą i nie przejmował się za bardzo trudnościami.
                          – Taa… Też tak gadam… – odparł Egon. – Ja też po ichniejszemu nie gadam, ale Fabienne i Odette się umiały spiknąć, nie? To jak parę babek gada se ze zwierzoczłekami to co, jak gorszy? Pójdzie dobrze.


                          text alternatywny

                          Kończąc rozmowę z Egonem mnich wrócił do sług Slaanesh, szybko znajdując i obejmując Łasicę.
                          - Hej…
                          - No serwus Otto. Co tam? - Dziewczyna dała się objąć i nie wyrywała się z uścisku mnicha. Wydawała się zaciekawiona z czym przychodzi do niej.
                          - Chciałem się z wami dziewczynami umówić. - zerknął na pozostałe członkinie kultu Slaanesh - Za cztery dni, przy południowej bramie. Zabieram Silnego, Egona i resztę wojów Krwawego na polowanie na Niedźwiedzia. Wasza obecność i wsparcie podniosłaby ich na duchu… no i poprawiła trochę atmosferę w rodzinie. - pocałował pieszczotliwie szyję łotrzycy - Do tego mężczyźni, którzy właśnie powalili wielką bestię, pewnie zechcieliby jakoś celebrować takie zwycięstwo.
                          - Mhm. Zapewne między gościnnymi udami chożych dziewcząt. - Tym razem łotrzyca powiedziała to z ironią i raczej nie zdradzała entuzjazmu dla takiego pomysłu. - To po co mamy tam iść Otto? Myślisz, że my sobie czegoś chętnego do chędożenia nie potrafimy zorganizować? Że to dla nas zaszczyt czy wyróżnienie, że będziemy mogły ściągnąć majtki przed wami? - Uniosła brwi dając znać, że wcale nie uważa tego za wyróżnienie. - Rozejrzyj się Otto. - Łotrzyca wskazała głową na polanę gdzie trwały przygotowania do wieczornej orgii. W większości widać było jej koleżanki jak przygotowują koce, wino czy posiłek. - Jak myślisz Otto, jakby wam poszło to układanie się z Gnakiem bez nas? Dalibyście im swoje rzyć czy gardło? - Uniosła brwi aby dać znać, że te pokojowe relacje z plemieniem zwierzoludzi uważa głównie za sukces jej i swoich koleżanek. - I myślisz, że nie wiem jak się Silny czy Tobias o nas wygadują? Że jesteśmy do niczego? Że tylko nogi umiemy rozkładać? Cholera! Nawet po tym co w zimie z Egonem w kazamatach zrobiliśmy! To my tam chodziliśmy codziennie a nie ty, Silny czy ten wymuskany goguś od książek! A teraz przychodzisz do mnie i mówisz, że o rany, rany, możemy pójść z wami w las i obsłużyć wam berło albo się wypiąć byście nas łaskawie wzięli. Jak będę chciała Otto to sama wam obrobię berło, dam się związać albo wychędożyć. Jak będę chciała. - Łasica okazała się całkiem zdecydowana. Tak samo jak wówczas gdy potrafiła wdać się w pyskówkę z Silnym chociaż fizycznie był od niej masywniejszy i groźniejszy. - Ale dobra. Jak chcesz zakopać topór wojenny między nami to mogę powiedzieć dziewczynom. Pewnie się chociaż część zgodzi. Jak będzie potrzebowali więcej ladacznic to mogę je zorganizować. Ale to już sami będziecie musieli im zapłacić. A ja to jeszcze zobaczę czy tam pójdę. Szlachcianki to nie wiem bo im nie tak łatwo wyrwać się z miasta. A nie mogą co drugą noc jechać “malować plener”. Ale to jak przyjadą to sam je możesz zapytać. - Mówiła szybko i zdecydowanie. Wyglądało na to, że nawet jest skłonna wesprzeć ten pomysł chociaż jej osobiście wcale nie przypadł do gustu. Raczej zdawała sobie sprawę z napięć jakie iskrzyły pomiędzy frakcjami kultu.
                          Mnich westchnął i pogłaskał policzek łotrzycy, czule bez podtekstu.
                          - Ponieważ cię o to proszę. Silny jest rozgoryczony, wie jak działa służba Wielkiej Czwórce. Ci co mają osiągnięcia dostają nagrody, a cóż może osiągnąć wojownik kiedy zabrania mu się sięgać po broń. Czuje gniew wobec was, ponieważ wy nie macie takich ograniczeń co on. Uważa, że Starszy idzie wam na rękę. Widzę początki ognia w naszej rodzinie i chce je ugasić zanim dojdzie do czegoś złego. - spojrzał w niebo - Mój pomysł był, aby zorganizować dla was piknik. Dużo pysznego jedzenia i wina, coś abyście mogły cieszyć podniebienia kiedy chłopaki oddadzą się swojej wierze. Chędożenie… sądziłem, że przyszłoby jako naturalna kolej rzeczy. - Otto odstąpił od łotrzycy patrząc teraz z odrobiną wstydu w ziemię - Wybacz, że zredukowałem was do czegoś takiego, ale staram się jak mogę, aby utrzymać rodzinę w całości. Nawołuję do waszego oddania Wężowi… najwyraźniej zapomniałem o ludzkim aspekcie tego. Polowanie absolutnie chłopakom wystarczy, więc nie odwołam go, ponieważ was tam nie będzie. - zaczął się najwyraźniej zastanawiać nad innymi opcjami - W sumie, głupie pytanie, ale.. jak dobrze ci idzie z łukiem?

                          - Nie idzie. Nie jestem łuczniczką. Mogę rzucić kuflem albo nożem i to tyle. - Odparła szybko i jeszcze dała się wyczuć ta początkowa niechęć. Ale widać było, że się nad czymś zastanawia. - Jak lady Soria tam będzie to pójdę. - Podniosła głowę aby spojrzeć na mnicha. - A rozgoryczenie Silnego obchodzi mnie tyle co jego moje. Nie dla niego tam bym poszła. On jakby mógł to by mnie utopił w Zaułku Topielców. Zawiść go zżera, że Starszy mnie mianował swoją prawą ręką. Każdy to widzi. Nie jest tak sprytny jak mu się wydaje. Ale jak Soria tam z nimi pójdzie to ja też pójdę za nią. - Widać było, że przepaść wzajemnej niechęci między nią a łysym mięśniakiem jest na tyle duża, że nie będzie łatwa do zasypania. Postawiła konkretny warunek jaki musiałby byc spełniony aby zgodziła się wziąć udział w tym pikniku. A wiadomo było, że ma na tyle autorytetu wśród hedonistek, że jej postawa promieniuje na opinię pozostałych. Nie zawsze słuchały jej bez oporów ale zwykle przynajmniej liczyły się z jej zdaniem biorąc ją za naturalną liderkę. Tylko Soria była niejako ponad ich wszystkimi i dziewczęta powszechnie wydawały się być nią zauroczone.
                          - Zapytam ją, jak ją zobaczę… - mnich westchnął - Widzę, że zepsułem nastrój… - Otto zastanowił się - W sumie to wyjście było z myślą o Khornitach. Co byście chciałby aby chłopaki zrobili z wami? Mój plan jest, aby połączyć rodzinę tam, gdzie doktryny wasz bogów się spotykają. Więc, co byście chciały zrobić z chłopakami? I nie chodzi mi o spędzenia kilku chwil pasji z nimi. Jak chciałybyście oddać cześć Slaanesh przy ich pomocy?
                          W pierwszej chwili łotrzyca po prostu wzruszyła ramionami na znak, że nie ma gotowej odpowiedzi. Szurała czubkiem buta po ziemi jakby to miało jej podsunąć jakiś pomysł. Podniosła głowę i popatrzyła gdzieś w mroczny las i tam szukała natchnienia. I nagle spojrzała bystro na jednookiego mnicha. - To może Froya van Hansen? - Uniosła brwi i uśmiechnęła się. - Ona lubi polowania. Kamila, Pirora i Fabienne mają z nią kontakty. Może by ją zaprosiły na polowanie? Oczywiście trzeba by zrobić to dyskretnie i wy też nie kłapcie dziobem bo przecież jest ta cholerna żałoba. No to jakby tam była Froya i by się dała skusić na chędożenie to ja bym była bardzo z tego rada. Pamiętasz jak poprzednio ją spotkaliśmy przy bramie? Tydzień temu? Pamięta mnie! Jako Katyę oczywiście. No ale jak pamięta to pewnie podobało jej się jak jej usługiwałam. No i bardzo bym chciała znowu. To jakby Froya tam była no to na pewno by było ciekawiej. I ona polowania też lubi. Albo się umówice ze zwierzoludźmi. Oni też lubią polowania. Z Gnakiem jak teraz przyjdzie. Albo z tymi co Joachim gdzieś tam spotkał na drodze. To wtedy Silny niech sobie z nimi pogania po lesie na polowaniu czy co tam, nawet za łby niech się wezmą. A my się z nimi wszystkim wychędożymy tak jak dzisiaj. - Wzruszyła ramionami jeszcze raz jakby to kończyło sprawę. I podała w końcu nawet więcej niż jeden sposób jaki widzi jak połączyć pragnienia ich dwóch, zwaśnionych frakcji.
                          - Jest to pomysł… dziękuję. - mnich ponownie przytulił łotrzycę - Więc.. jak JA mogę się odwdzięczyć za tą pomoc? Potrzebujecie pomocy tutaj, czy potrzebujecie ofiary do pomęczenia?
                          - Ofiary do męczenia to niedługo pewnie przyjadą i od wczoraj już się nie mogły doczekać tego męczenia. - Łasica uśmiechnęła się półgębkiem, świadcząc, że psotny humor jej wrócił. - No ale jak ci mówiłam przy wozie. Będę dzisiaj bardzo zalatana, zwłaszcza jak Gnak ze swoimi ludźmi przybędzie, no to jak byś miał na coś ochotę Otto to dawaj teraz. - Zaśmiała się zalotnie i popatrzyła mu prosto w ostatnie oko. - I miło by było jakby Lilly dziś miała okazję zabawić się z którąś ze szlachcianek. Bardzo je lubi. To chyba nie powinno być trudne. Przecież raczej nam nie odmawiają. I rozmawiałam z Onyx. Mam wrażenie, że gdyby mogła to by ściągnęła Gendę do siebie. Tylko wiadomo jak kopytni nie cierpią zwierzoludzi. W ogóle rozmawiałyśmy z dziewczynami, że to trochę się dłuży jak tyle trzeba czekać na to spotkanie tutaj. Myślisz, że dałoby się jakoś zorganizować chociaż jednego czy dwóch gdzieś w mieście? Tak aby byli bardziej pod ręką? - Zaciekawiła się czy mógłby pomóc w realizacji fantazji jej i koleżanek.
                          Mnich kiwnął głową w stronę wozu, zabierając tam łotrzycę.
                          - Jeżeli jeszcze masz na mnie ochotę po tym co powiedziałem… - ucałował jej szyję i zaczął powoli schodząc niżej rozpinając i zsuwając jej spodnie - Spróbuję ponawigować Fabianne i Lilly, aby się spotkały. - uklęknął przed kobietą napawając się widokiem jej nagiego krocza - Co do przeprowadzenia kopytnego do miasta… mało prawdopodobne. Oni nie lubią cywilizacji… - dłoń mnicha sięgnęła do kobiety rozpoczynając pieszczoty - Możnaby ustalić jakieś miejsce bliżej, gdzie możnaby organizować spotkania. - usta mnicha zaatakowały kwiat Łasicy, pozwalając jej rozpłynąć się w dostarczanej przez niego przyjemności.

                          - No wiem, że nie lubią miasta. Ale myślałam, że może jednak znajdzie się jakiś sposób. Przecież wina, jedzenia i kobiet by im nie brakowało. A bliżej niż te kamienie to wątpie aby się coś znalazło. Przecież tu jest prawie za rogatkami miasta. - Łasica dała się udobruchać na tyle aby przyjąć pieszczoty kolegi. Pozwoliła mu się całować, rozebrać i pieścić. I widać było, że to zaczyna przynosić efekty i jest coraz bardziej skłonna na te figle.
                          Mnich odsunął na chwilę usta od ud kobiety i spojrzał na nią głodnym wzrokiem.
                          - Więc jedyna opcja to dać jednemu w łeb i zaciągnąć na siłę do miasta. - wrócił do pieszczenia kobiety ustami, zastanawiając się jak długo będzie w stanie racjonalizować plan.
                          - Albo poprosić Sorię. Albo Gnaka. Gendę. No albo spić i zaciągnąć na wóz aby wrócił z nami. - Łotrzyca oddychała coraz szybciej, mówiła coraz krócej ale widocznie też miała kilka swoich pomysłów. Stała oparta o burtę wozu i palce zanurzała we włosach mnicha.
                          - O, już zaczęliście? - Lilly co przyszła coś wziąć z wozu, zaśmiała się życzlwie widząc pierwszą parę kochanków tego wieczora. Ale zostawiła ich i weszła do środka aby wziąć jakiś garniec.
                          Mnich jedynie puścił mutantce oko kiedy przechodziła, jego dłonie powędrowały do pośladków łotrzycy przyciskając ją silniej do jego twarzy.
                          - Nie przejmuj się mną, oddaj się temu. - wymruczał spomiędzy jej nóg.
                          Lily po chwili wróciła z wozu z jakimś pakunkiem i wróciła w stronę ognisk, zostawając parę kochanków za sobą. Widząc, że miejsce na wozie się chwilowo zwolniło, Łasica złapała za rękę mnicha i pociągnęła go do tylnej klapy wozu. Tam usiadła na skraju i rozchyliła swoje zgrabne nogi aby udostępnić swoje wnętrze koledze. I po chwili już oboje mogli oddać się przyjemności. Z wozu dochodziły ciężkie, szybkie oddechy i rytmiczne skrzypienie drewna.

                          Writing is a socially acceptable form of schizophrenia.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • SeachS Niedostępny
                            SeachS Niedostępny
                            Seach
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #292

                            text alternatywny

                            Wieczór; Zachodnie Kamienie

                            Kiedy Fabienne I Odette przybyły mnich przywitał je pokłonem i ucałowaniem dłoni.
                            - Witam młode matki. - uśmiechnął się ciepło do kobiet - Jeżeli jest potrzeba lub chęć na przyjęcie kolejnej dawki, to be proszę się nie krępować. - przybliżył się aby wyszeptać kobietom konspiracyjnie - A jeżeli jest Ochota na rozgrzewkę przed naszymi zwierzęcymi gośćmi, to wiem że Lilly o was marzy ..
                            Zauważywszy Marissę mnich ucałowa służę.
                            - Witaj, witaj moja droga, ciebie również zapraszam do dołączenia do grona w jakim znajduje się twoja pani.

                            - O, Otto, a masz jeszcze trochę tych pieszczoszków? Muszę powiedzieć, że po wczorajszych zabawach, dziś czuję takie jakby łaskotanie w brzuchu. Mam nadzieję, że zaczyna się ta przyjemność wielu kochanków wewnątrz co Fabi tak barwnie opisuje. - Odette wydawała się być przyjaźnie nastawiona do idei ponownego zasiania dziedzictwem Oster. I popatrzyła zalotnie najpierw na mnicha a potem na swoją bretońską koleżankę.
                            - Oddi bardzo te pieszczoszki przypadły do gustu. Nie może się doczekać aż je poczuje w pełni. Oczywiście Otto, że bardzo chętnie przyjmiemy kolejną dawkę tych maleństw. - Czarnowłosa szlachcianka odpowiedziała ze swoim charakterystycznym akcentem z zachodniego sąsiada Imperium. Artystka słysząc to roześmiała się z rozbawienia.
                            - Oh naturalnie Otto. Zwłaszcza jakbyś miał tą sprytną zabawkę co wczoraj. Bardzo chętnie jej użyję na Fabi ale jakby jeszcze jakieś chętne dziewczęta były to naturalnie też. - Aktorce widocznie także spodobało się osobiste zasiewanie innych kobiet, jakiego miała okazję spróbować wczoraj w teatrze. Zaś von Mannlieb zdawała się także chętna i na takie zabawy.
                            - I Lilly mówisz? No rzeczywiście, wczoraj jakoś się rozminęłyśmy. - Czarnowłosa rozejrzała się po oświetlonej ogniskami polanie aby wyszukać liliowłosą mutantkę. Dość szybko ją odnalazła. - Oddie, myślę, że Lilly by dobrze do nas pasowała na ten wieczór, nie sądzisz? - Spojrzała na śpiewaczkę o miodowych włosach. Te także przez chwilę przyglądała się odmieńcowi w spódnicy jakby ją oceniała
                            - Myślę, że masz rację Fabi. Przyda nam się coś na przekąskę przed głównym daniem. - Artystka wydawała się być w na tyle dobrym humorze, że była skłonna zabawić się także z kopytną, dwupłciową mutantką. Tą chwilę wykorzystała Marissa aby przywitać się z mnichem.
                            - Witaj Otto. Miło cię znowu widzieć. - Uśmiechnęła się i chętnie dała mu się pocałować. - Mam zamiar trzymać się mojej milady. Chociaż ma ona na dzisiaj bardzo niecne zamiary. I lady Odette zresztą też. - Przyznała jakby nie była pewna czy sprostałaby takim wyzwaniom jakim miały ochotę się poddać obie szlachcianki.
                            Mnich zerknął w kierunku pozostałych kultystów.
                            - Lilly, możesz podejść proszę?! - zawołał do kopytnej mutantki i zerknął na dwie szlachcianki - Chyba dacie sobie dalej radę beze mnie. - sięgnął pod habit wyciągając znaną Odette zabawkę i kontener na jaja much - I chyba nie muszę tłumaczyć tego.
                            Wrócił uwagą do Marissy.
                            - Chciałem zapytać bardziej, czy nie byłabyś zainteresowana przyłączyć się do grona matek naszych larw. Odette chyba może potwierdzić, z tego co widziała, że poród jest niezwykłym przeżyciem.
                            Odmieniec o liliowych włosach żwawo podeszła do ich grupki z wyraźną nadzieją w oczach i nieśmiałym uśmiechem. Zaś miodowłosa szlachcianka bardzo ucieszyła się widząc tą samą zabawkę jakiej używali wczoraj w teatrze. - Oh cudownie! To teraz możemy sobie pofolgować! - Roześmiała się radośnie zaglądając też do naczynia z miękkimi, lepkimi jajami much Oster.
                            - Lilly, może być miała ochotę napić się z nami wina? - Bretonka chociaż była ubrana w spódnicę zwykłej szwaczki albo służącej, dalej nie traciła gracji szlachcianki gdy zaprosiła mutantkę do wspólnych harców.
                            - Oczywiście! Ja tam przygotowałam jedno posłanie. Podłożyłam liści pod spód aby wygodniej było. I dałam dwa koce na to. - Lilly ochoczo wskazała dłonią na okolicę jednego z ognisk, skąd właśnie przyszła.
                            - Brzmi cudownie. - Bladolica czarnulka obdarzyła ją uśmiechem jakby właśnie dostała zaproszenie na jakiś elegancki bal w posiadłości jakiegoś magnata.
                            - Ja myślałam o tym. I mogłabym spróbować. Co prawda wolałabym pająki. We śnie widziałam pająki, pajęczyny i kokony. Jak po mnie chodziły i pieściły mnie a potem owinęły mnie w kokon. No ale jak nie ma pająków to muchy też mogą być. W końcu one też są od Sióstr. - Marissa mówiła jakby dużo chętniej oddała się pająkom ze swoich snów ale przynajmniej była skora dać się zasiać także muchom.
                            - Nie pożałujesz moja droga. Za parę dni sama się przekonasz. A kto wie? Może w końcu znajdziemy te pająki o jakich śnisz? - Bretońska milady pogłaskała swoją pokojówkę po ramieniu aby ją dodatkowo zachęcić. A ona pokiwała do nich obojga głową na znak zgody i uśmiechnęła się pogodnie.
                            Otto kiwnął głową.
                            - Podejrzewam, że na pająki będziesz musiała poczekać, aż Sorem wraz ze swymi siostrami u nas nie zagości. - zerknął na trójkę kobiet - Na razie raduj się przyjemnościami, one sprzyjają naszym celom. A dołączenie do grona matek naszej hodowli ucieszy naszego kolegę aptekarza.- delikatnie pchnął Merissę w kierunku Fabienne, Odette i Lilly - Moje drogie, macie kolejną do baraszkowania na kocu.
                            - No oby. - Marissa pokiwała głową ale trójka pozostałych kobiet już wyciągała po nią swoje chętne ramiona.
                            - Chodź, chodź Mari. Co będziesz tak stać sama. - Jej pani wzięła ją pod ramię i zaczęły iść w stronę legowiska przygtowanego przez Lilly. - Jakbyś Otto miał ochotę do nas dołączyć to zapraszamy. - Rzuciła zalotnie do mnicha. A Odette złapała pod ramię mutantkę i we cztery, śmiejąc się i rozmawiając wesoło, przeszły pomiędzy ogniskami i kultystami do rozłożonych koców na jakie zapraszała ich kopytna.
                            - Dacie sobie radę beze mnie moja pani. - zapewnił mnich - Ja muszę jeszcze zająć się twoją drugą służką. Kto wie, może z nią mi się uda. - uśmiechnął się łobuzersko - Nie zepsujcie tylko tej zabawki, na drugą będzie trzeba czekać.


                            Wykonawszy swoją posługę dwóm szlachciankom Otto zajrzał do ich wozu.
                            - Piroro, miło cię widzieć i wiem, że wiele osób ubolewa, że się nie przyłączysz.- zerknął następnie na Annikę.
                            - Anniko, mam nadzieję, że lepiej się czujesz. Mogę cię zabrać na chwilę? Chciałbym porozmawiać na osobności.

                            - Ktoś musi tu zostać trzeźwy, czysty i ubrany. - Priora widocznie nie zamierzała zmieniać zdania co do swojej abstynencji w dzisiejszych zabawach integracyjnych. Większośc gości miała odmienne zdanie więc jej postępowanie miało swoją logikę. Annika spojrzała na mnicha jakby się chwilę zastanawiała nad odpowiedzią. Po czym bez słowa wzruszyła ramionami, wstała z konara a jakim siedziała i ruszyła obok jednookiego czekając aż ten wyjawi jej o czym chce z nią porozmawiać.
                            Mnich odsunął ich od reszty zgromadzenia.
                            - Spokojnie, nie planuje włączyć cię do listy kobiet, z którymi spędziłem noc. No chyba, że sama zechcesz. - mnich starał się rozluźnić sytuację przed cięższą rozmową - Chodzi o twoje sny i gdzie cię wiodą. Potrafisz przypomnieć sobie cokolwiek?

                            Czarnowłosa pokojówka bretońskiej milady szła kawałek w milczeniu. Szli na pograniczu światła bijącego od ognisk i mroku jaki opanował las. W centrum obozu zabawa zaczynała się rozkręcać. Słychać było wesołe głosy, śmiechy, przekomarzania się, flirty. Pojawili się pierwsi tańczący, głównie kobiety. Tam i tu ktoś już zaczął się obejmować i całować. Frywolna atmosfera promieniowała od centrum obozu. Annika zerkała tam czasem ale głównie przed siebie i pod nogi aby się o coś nie potknąć w półmroku.
                            - W las. Biegnę przez jakieś miasto. Chyba to nasze ale nic nie rozpoznaję. A potem w las. Aż dobiegam do tego wielkiego kamienia. Czarny i jakby złote, ogniste pęknięcia miał. I czaszki. I kości. Pełno tego dookoła tego głazu. I broni. Różna, stara i świeża. Wygląda jak pobojowisko. Ale gdzie to jest to nie wiem. - Wyrzuciła z siebie co jej się ostatnio śniło.
                            Mnich westchnął.
                            - Nic nowego więc… nie pamiętasz, w którym kierunku cię wzywał? Również widziałem ten głaz i ciebie, w moich snach. Oraz wojownika, z którym walczysz. Czasem wygrywasz, czasem przegrywasz… - jednooki pokręcił głową, nie podobała mu się ta niepewność. Nie czuł jakiegoś przywiązania do Anniki, jednak obawiał się, że jej niepowodzenie może rzucić cień na kult, lub jego samego w oczach Khorne'a - Niestety jestem zbyt rozrzucony między wszystkimi czterema, aby wyczuć silniejszy zew.
                            - Nie wiem. Sam wiesz jak jest w lesie. Same drzewa a wszystkie wyglądają tak samo. - Pokojówka wzruszyła ramionami na znak, że niezbyt potrafi określić jakieś dokładniejsze detale ze snu. - Ale chyba na południe. - Zreflektowała się po paru krokach. - Bo pamiętam, że jak się szarpałam ze strażnikami to przy Południowej Bramie. Zawsze tam mnie łapią. - Spojrzała na mnicha czy to mu jakoś pomoże. - Zawsze mi się wydawało, że ten zew mnie wezwie i po prostu dobiegnę do tego kamienia no to już tam będę. - Przyznała, że miała cichą nadzieję, że ten zew sam ją doprowadzi na miejsce.
                            - Gdyby był łatwy do znalezienia… pewnie dawno ktoś by go zniszczył. - mnich się zastanowił - Południe mówisz… może uda się Gnaka jakoś o to zapytać. - coś zaczęło chodzić jednookiemu po głowie - … A gdyby tak… do porozmawiania z Fabienne… - mruczał przez chwilę do siebie - Wybacz, wybacz… plany. Może w sumie zapytam ciebie co o tym sądzisz. Gdybym tak spędził kilka nocy w rezydencji twojej pani? Gdzieś na ganku, strychu czy gdzieś, żeby nie wpaść w tarapaty z tą jej opiekunką. Kiedy nadejdzie kolejny zew byłbym w pobliżu i mógł bezpiecznie cię odprowadzić poza miasto.

                            - Nie wiem, to milady musisz się zapytać. To jej dom. - Annika wzruszyła ramionami na znak, że nie czuje się decydować za swoją panią kto i gdzie może u niej nocować. - Ja to się zastanawiałam czy jakoś nie mogłabym nocować w lesie. To może bym z tymi strażnikami przy bramie nie musiała się szarpać. Bo tam to mnie zawsze łapią. Potem moja pani musi mnie od nich odbierać. A jak bym była w lesie to już za bramą. Tylko nie wiem kiedy następny sen będę miała. Bo one nie są każdej nocy. - Czarnowłosa pokojówka zwierzyła się ze swoich przemyśleń na ten temat. Zdawała sobie sprawę, że może i w tym amoku w jakim wywoływały w niej sny to i ulice miasta jakoś by pokonała. Ale stały posterunek strażników przy bramie był wąskim gardłem jakie trudno było sforsować. Zwłaszcza jak było ich tam przynajmniej kilku to i rosłego męża mogliby pokonać a nie tylko jedną służącą.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            Odpowiedz
                            • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                            Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                            • Najpierw najstarsze
                            • Najpierw najnowsze
                            • Najwięcej głosów


                            • Zaloguj się

                            • Nie masz konta? Zarejestruj się

                            • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                            Powered by NodeBB Contributors
                            • Pierwszy post
                              Ostatni post
                            0
                            • Kategorie
                            • Ostatnie
                            • Tagi
                            • Popularne
                            • Świat
                            • Użytkownicy
                            • Grupy