Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Rozgrywka
  3. [WFRP 2ed] Bögenhafen

[WFRP 2ed] Bögenhafen

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
wfrp 2edkrótkie odpisysurvivalbögenhafen
78 Posty 10 Uczestników 852 Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • MarrrtM Online
    MarrrtM Online
    Marrrt
    napisał(a) ostatnio edytowany przez Marrrt
    #12

    Ergo

    Dobry zawodnik był z tego obłąkanego dziada. Ergo skrupulatnie zapisywał sobie w pamięci wszystkie zasłyszane w celi mądrości. Nie żeby było coś lepszego do roboty w ciupie. Żeby chociaż karcioszki, albo kości jakie strażnicy ostawili. Ale nie. Sami się ledwo na oczy pokazywali. Kto wie… może i te przeklęte kraty iście same bez większej pomocy człowieka ich tu trzymały. A chuj. Nie jego pierwsza odsiadka, choć ta pewnie zaniesie się na kapkę dłuższą. Wzruszywszy ramionami powrócił myślami do wszystkich cennych sentencji, które mogą przydać się podczas pokazów.
    - Kapie… kapie… - naśladując cicho pod nosem charczącego chudzielca Ergo nawet zamlaskał niby nerwowo. - Ale nie z góry. Nigdy z góry. Woda pamięta drogę, którą przeszła… kurwa… naprawdę dobre! Bogi dadzą, a się przyda.

    A niedługo potem się zaczęło na dobre. Coś dupnęło w mury mamra, aż się w podwalinach zatrzęsło. Dym spalenizny zlewał się z buchającym odorem klopa. Ktoś wrzeszczał. Robactwo i szczury spierdzielało gdzie pieprze rośnie dając znać, że czas opuścić bogenhafeński przybytek.

    Ergo nie rzucił się jako pierwszy do rozwartej latryny. Nieco wolniej dopuszczał do siebie myśl, że w mieście dzieje się coś aż tak złego, że sięgnie aż do tak zapomnianej dziury jak lokalna ciupa. Ale i zwlekać nie zamierzał dłużej. Przez chwilę rozważał, czy aby nie posłuchać cyrulika, żeby se mordkę i nosa szmatą jaką przewiązać. Ale na myśl o tym, żeby ta maska miała nasiąknąć sraką i uryną i miałby to mieć cały czas u nosa, zrezygnował z tego pomysłu. Najwyżej bełtnie. Kątem oka dostrzegł gościa z kulką w gębie, który coś mruczał niezrozumiale.
    - Tobie dobrze. Nie naleci ci... - pokiwał głową z uznaniem dla knebla, ale zaraz zaśmiał się. - Choć nie do końca. Bo jak już jaki okruszek, czy grudka prześlizgnie ci się, to nawet nie wyplujesz! No przesrane. Czaisz bratku? P r z e s r a n e!

    - A może by… tego… no tego nawiedzonego chudzielca tam w dół najpierw zrzucić, żeby sprawdzić, czy opar nie trujący? - zapytał niby bezoosobowo, ale jakoś tak bardziej celując wzrokiem w tych wyglądających na silniejszych współwięźniów. Mimo, że czyjeś rytmiczne uderzanie w mur ściany nagliło, to jakoś miał wątpliwości, czy kanał jest bezpieczniejszy niż cela. - Sam mówił, że najpierw w dół trzeba, ale sam niezbyt ruchawy. To i dobry uczynek się Shallyi panience przysporzy.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    2
    • DeklineD Online
      DeklineD Online
      Dekline
      Obsługa Moderator
      napisał(a) ostatnio edytowany przez Dekline
      #13

      Więźniowie zebrani przy ustępie przygotowywali się do ucieczki, starając się zrobić to w miarę bezpiecznie. Jednakże, jeśli już nawet w celi było ciemno jak dupie to cóż mogliby dojrzeć w głębi ścieku? Nic i to niezależnie czy patrzyli oczyma czy wymacywali rękoma. Chociaż przy tym drugim udało się zorientować że wszystko poniżej pewnej linii pokryte jest szlamem, co rusz obmywanym chlupoczącą słoną wodą. Na szczęście dla wszystkich pozostałych, jednocześnie niestety dla pewnego młodzieńca, temuż młodzieńcowi nie robiło to większej różnicy. Marcus nie wymacał niczego czego mógłby się złapać lub choćby oprzeć nogę i mimo wszystko wskoczył. Więźniowie usłyszeli plusk i głuche uderzenie. Czy gdyby nie knebel usłyszeli by krzyk nieszczęśnika? Ciężko powiedzieć.

      Dla Wireda

      Ciemno, zimno, smród, wystające skały, fale i obślizgłe … wszystko czego próbował się złapać. Niestety w kanałach nie było żadnego chodnika czy innego stabilnego podłoża. Dno zdawało się być strasznie nierównomierne, a breja nie taka znów głęboka, miotało nim okrutnie, jeśli tylko uda się mu … Nie, nie udało się. Marcus desperacko próbując utrzymać się na powierzchni i zorientować się w sytuacji przydzwonił łbem w kamień i nastała ciemność, jeszcze poważniejsza niż ta wcześniejsza, gdyż … wieczna.

      Minęła chwila, lecz zakneblowany współwięzień nie wypłynął. Czy to dobrze czy źle? Kto następny aby sprawdzić?

      Padło kilka zarzutów w stronę obłąkanego “proroka”, jednakże on sam nie bardzo się tym przejął, nawet cios nie zrobił na nim większego wrażenia. Dalej siedział tam gdzie siedział i patrzył z politowaniem na tych co mieli mu najwięcej do powiedzenia, po czym wskazał palcem coś za ich plecami.

      Trzech pozostałych współwięźniów, cichych i mało ruchawych do tej pory, wstało i nie patrząc na brak przewagi liczebnej, z gołymi pięściami rzucili się na Hieronima, Ulricha (tego co zbójem nie był) oraz Ergo. Na szczęście nie mieli przy sobie nic co mogłoby posłużyć za broń, a ich umiejętności również nie były na zbyt wysokim poziomie, lecz to co było w nich niepokojącego to spojrzenie. Oczy przepełnione mieszanką gniewu i szaleństwa, zorientowane na cel.

      Coś za murem znów strzeliło. Pęknięcie, które zaczęło się od ustępu “powędrowało” po podłodze, w stronę ściany z kratami. Budynek trzeszczał, sypał się pył z trących o siebie belek i kamieni.

      Nigdzie nie było słychać aby ktoś próbował gasić ogień, uciekać, krzyczeć, nic, zupełnie jakby byli w tym mieście sami. Strażników, których zabawy czasami było słychać piętro wyżej, również jakby wywiało, wszakże nie siedzieliby spokojnie podczas pożaru.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      1
      • JhnWJ Niedostępny
        JhnWJ Niedostępny
        JhnW
        Administrator Obsługa Developer
        napisał(a) ostatnio edytowany przez JhnW
        #14

        Ulrich (von) Guttenluft
        Cyrulik w napięciu nasłuchiwał jakiś odgłosów ze strony pierwszego śmiałka. Wydobycie tych z trzewi utrudniał knebel, ale Ulrich wierzył, że usłyszeliby nieartykułowane ryki z głębi trzewi lub dzwonienie o cegły... czymkolwiek.
        Teraźniejsze rozważania przerwał nagły atak, na który cyrulik postanowił odpowiedzieć agresją. Jeśli przeżyje awanturę w więżeniu, może za kilka lat będzie opowiadał wnukom o tym, jak stwierdził, że defensywna była ryzykiem zepchnięcia do wychodka, a skok niekontrolowany równał się śmierci. Mógł tak opowiadać, lecz w tej chwili wcale tak nie rozumował. Rozumował dość instynktownie, jak człowiek pada ofiarą agresji, to musi odpowiedzieć agresją.
        Mimo tego, pod czaszką cyrulika kotłowało się. Zamiast wdawać się w bójkę tuż przy przepaści, postanowił wykorzystać swą postawę oraz wagę i ruszył w stronę "proroka" aby odepchnąć napastników i siebie od przepaści, dopiero w tej odległości zaczynając bijatykę od dobrej, zapaśniczej szarży.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • SantorineS Online
          SantorineS Online
          Santorine
          Developer
          napisał(a) ostatnio edytowany przez Santorine
          #15
          Ulrich Rotzniesser
          Portrait

          Zapach przemocy był dla Ulricha niby zapach krwi dla rekina. Ci kolesie? Tamci? Próbowali okładać jego ziomków, z którymi siedział? Jak oni mieli uciekać, skoro mieli na karku tych cieciów?

          – Doigraliście się, obszczymurki – Rotzniesser z brzydkim uśmiechem wydobył z ukrytej kabzy zakrzywiony gwóźdź, który nie tak dawno wyrwał z drewnianych dźwierzy. – Teraz po ryjach dam, rozumicie.

          Gwóźdź włożył w pięść, tak, żeby jego łeb znajdował się wewnątrz jego kułaka, a zardzewiały szpikulec wystawał spomiędzy palców.

          Trzeba jakoś ogarnąć towarzystwo, dać paru gościom po gębie, wyłupić oko albo dwa, może kiedy zobaczą pięść i poczują ból, to zrozumieją. Jak zwierzęta. A potem… Potem do śmierdzącego dołu, wymacać, czy da się uciec. Albo jakoś inaczej zagospodarować.

          – Te, luda! Ogarnijcie jakieś przejście, ta pierdolona buda zaraz pójdzie się jebać, jak cnota młódki na majowym gżeniu... - krzyknął jeszcze.

          I rzucił się z groźnym pomrukiem na pierwszego z trzech.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • MortarelM Niedostępny
            MortarelM Niedostępny
            Mortarel
            napisał(a) ostatnio edytowany przez Zell
            #16

            Mały Kurt

            ochroniarz-avatar.png

            Plusk w ścieku był krótki. Potem cisza. Kurt spojrzał w dół tylko na moment i odsunął się od otworu.

            Krzyki za plecami i ruch trzech postaci wskazywały na bitkę. Kurt zmierzył współwięźniów wzrokiem. Kamień pod stopami zadrżał, a pęknięcie pełzło w stronę krat. Kurt poczuł ciepło bijące ze ściany i zapach dymu, gęstszy niż przed chwilą. Zostawać tu nie miało sensu. Bić się też nie.

            Odwrócił się do krat. Przez chwilę patrzył na zawiasy, na osadzenie w murze, na pęknięcia w kamieniu wokół. Potem cofnął się o pół kroku i wziął głęboki oddech.

            Kurt rzuca się całym ciałem na kraty, próbując wyrwać je z osłabionego muru, wykorzystując masę, siłę i pęknięcia w ścianie.
            Jeśli pierwsze uderzenie nie wystarczy – ponawia napór, dociskając ramieniem i barkiem, aż coś puści: zawias, kamień albo całe osadzenie.
            Jeżeli któryś z atakujących współwięźniów spróbuje mu przeszkodzić – odpycha go bez wdawania się w walkę, skupiając się wyłącznie na kratach.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            0
            • MarrrtM Online
              MarrrtM Online
              Marrrt
              napisał(a) ostatnio edytowany przez Marrrt
              #17

              Ergo
              text alternatywny

              Ergo też chciałby zawołać, że się doigrali. I wyciągnąć z worka coś co choć wygląda jak broń. Umieć się bić też by zresztą chciał. Albo chociaż ważyć tyle co tucznik i mieć łapska jak bochny. Ale nie miał i nie umiał. Ale zawołał:
              - Prawdziwy ogień rodzi się w ciszy! - wychrypiał naśladując chudzielca zarówno chropowatym głosem jak i kiwającą się sylwetką.

              Taaa... Pomysł, że nie zaatakują go niby swojego był zapewne równie głupi jak się wydawał. Cóż...

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • KetharianK Niedostępny
                KetharianK Niedostępny
                Ketharian
                Obsługa Moderator
                napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                #18

                IMG_7310.jpeg

                Hieronim Bosch dygotał na całym ciele pod wpływem szaleńczych emocji, z których najsilniejszą jawiła się żądza przetrwania za wszelką cenę. Kiedy więzień z kneblem w ustach ruszył jako pierwszy ku wolności, bez wahania skacząc w czeluść ustępu, stary poczuł wściekłą zazdrość, że to nie on stanął na czele kolejki skoczków.

                Zaciskając pięści jął się przepychać przez ciżbę ludzkich ciał ku ustępowi, gdy znienacka kilku więźniów wyrwało się z dotychczasowego otępienia ruszając w jego stronę z mordem gorejącym w oczach.

                Podstępnie zaatakowany, Hieronim wrzasnął na całe gardło wzywając imienia Młotodzierżcy, a potem zacisnąwszy dłonie w pięści jął nimi tłuć w dzikiej furii, całkowicie owładnięty żądzą ocalenia życia.



                Deklaracja

                Hieronim Bosch będzie bił, kopał i gryzł, byle tylko ocalić życie.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • SeachS Niedostępny
                  SeachS Niedostępny
                  Seach
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Seach
                  #19

                  text alternatywny

                  Modi Wagner

                  Modi westchnął patrząc za znikającym Marcusem.
                  - Może nie było najlepszym pomysłem wysyłać zakneblowanego na zwiad... - już miał coś zaproponować kiedy trzech współwięźniów zaczęło mieć inne plany niż przetrwanie. Zastanowił się przez chwilę po czym postanowił się przyłączyć do tych co zamierzali uciec z nim przez ściek.
                  - Obić skurczysynów! Zrobimy linę z ich ciuchów!


                  Deklaracja
                  Modi zaatakujetego tego, który atakuje Hieronima

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  0
                  • ZellZ Online
                    ZellZ Online
                    Zell
                    Moderator Obsługa
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Zell
                    #20

                    Nadja Schmidt

                    text alternatywny

                    Nadja poczuła, jak jej obawa kiełkuje wraz z "wędrującymi" pęknięciami, jakie sugerowały naprawdę wielkie problemy czające się wokół. Nie wiedziała czy śmiałek jaki rzucił się na ślepo ku ściekom dał radę, utonął w gównach czy już ich z drugiej strony miasta wyśmiewa z kulką w ustach, ale wiedziała za to, że tych trzech co się podniosło będzie problemem jakim nie chciała musieć stawić czoła.
                    - Uważajcie, by się nie posypało jak będą rozwalane kraty! - krzyknęła, zaniepokojona działaniami przy nich, sama stając pod ścianą dalej od dziury, by nie zostać zrzuconą weń. Skrywanie twarzy materiałem wciąż miało sens przy całym duszącym pyle w powietrzu.
                    Wyjmując z worka jeden z większych kamieni jakie odpadły ze ścian celi miała zamiar początkowo zaatakować tego, idącego na Ergo, jako że jego zagrywki były skazane na porażkę, ale... zaraz zmieniła zdanie. Nie było sensu miotać kamieniem w kogoś, kto niezajęty zaraz rzuci się na nią, więc obrała za cel więźnia zagrażającemu cyrulikowi.

                    Nadja atakuje tego, jaki zagraża Urlichowi-cyrulikowi. Rzuca kamieniem mu w łeb. I nie trzyma się blisko Ergo by na nią nie zwrócił uwagi przeciwnik. 😄

                    Writing is a socially acceptable form of schizophrenia.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • KermK Niedostępny
                      KermK Niedostępny
                      Kerm
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Kerm
                      #21

                      Oswald.jpg
                      Oswald Braun

                      Sytuacja zaczęła się robić jeszcze ciekawsza, niż się tego Oswald spodziewał. Nie dość, że ściany zaczęły się walić, to jeszcze jakieś przygłupy uznały, ze warto zaatakować kogoś, kto chce uciekać z tonącej łajby... z płonącego więzienia, znaczy.
                      Oswald uznał, iż osoby pragnące wolności są bardziej 'swoi' niż ci, co w osiągnięciu owej wolności przeszkadzali. A że nie miał zamiaru stać na uboczu, przeto chwycił w dłonie rzemyk i włączył się do zabawy z zamiarem podduszenia najbliższego z napastników.

                      Garota; podduszenie oponenta do utraty przytomności

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • DeklineD Online
                        DeklineD Online
                        Dekline
                        Obsługa Moderator
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #22

                        Mały Kurt miał przed sobą niemałe wyzwanie i stosunkowo mało czasu. Na szczęście dość szybko i bez większego problemu znalazł słaby punkt, w który czym prędzej przyłożył całą swoją siłę i impet. Osłabiona krata jęknęła, a kilka ukruszonych cegieł odpadło po drugiej stronie. Jeszcze kilka takich uderzeń i może pomoc współwięźnia, a droga na wolność stanie otworem.

                        Hieronim, mimo niepozornej aparycji i okrzyków przypominających bardziej rozpaczliwą obronę niż atak profesjonalisty, złożył swojego przeciwnika w zaledwie kilku ruchach i to gołymi rękoma. Więzień nie wydał z siebie ani jednego dźwięku, możliwe że dlatego iż ciężko coś mówić ze zmiażdżoną tchawicą, o co przed chwilą zadbał Mytnik. Hieronim będąc w bojowym szale łupnął jeszcze raz dla pewności z półobrotu w szczękę. Przeciwnik żył jeszcze zanim gruchnął o mur. Cos tam jeszcze się wierzgał, lecz były to ruchy przedśmiertne.

                        Ulrich, ten co zbójem nie był, mimo wewnętrznego strachu zadziałał dość profesjonalnie. Strzelił przeciwnika w łeb, obalił a później korzystając z całej swej masy zwalił się na nieszczęśnika wbijając łokieć tak głęboko że aż wszyscy usłyszeli trzask łamanych żeber. Cyrulik wstał spokojnie, bazując na jego wiedzy medycznej, nawet jeśli ów biedak przeżyje to niezbyt długo, a nawet jeśli to nie będzie miał sił na to by wstać a co dopiero walczyć.

                        Ergo przeliczył się z osądem, jego słowa zupełnie nic nie dały. Jednakże na szczęście w celi nie był sam. Ulrich oraz Modi złoili skórę milczącemu więźniowi, lecz ten był jakby w amoku, zupełnie ignorował wszystko i wszystkich, ponownie próbując przejść do ataku. Kamień rzucony przez Nadje minął go, na szczęście był jeszcze Oswald, który zaszedł delikwenta od tyłu i z całej siły zacisnął rzemyk wokół szyi. Wiezień miotał się zaledwie przez chwilę, po czym opadł z sił.

                        Prokok podniósł się powoli, jakby podłoga musiała się z nim najpierw porozumieć. Otrzepał dłonie bez sensu - brud i tak był już w nim. Przechylił głowę i uśmiechnął się krzywo, jak ktoś, kto słyszy rzeczy, których słuchać nie wolno.

                        - Teraz, bo potem dół się obudzi. A jak się obudzi to już nikogo nie odda.
                        Po czym … zaczął krążyć w celi jak zwierze zamknięte w klatce.

                        Więzień z karceru cały czas dawał o sobie znać. Po chwili udało mu się przyczynić do dewastacji muru. Ręka odziana w … kolczugę pojawiła się po ich stronie, a po chwili dołączył do nich łeb … okuty w metalowy hełm strażnika. Oczy jegomościa były przekrwione i czerwone, lecz nie tylko od złości, wyglądały jak całe zalane czerwienią.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        0
                        • MortarelM Niedostępny
                          MortarelM Niedostępny
                          Mortarel
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez Mortarel
                          #23

                          ochroniarz-avatar.png
                          Mały Kurt

                          Krata zadrżała i z muru posypały się kolejne kawałki cegły. Kurt nie cofnął się od razu – pochylił się bliżej, przesuwając dłonią po zimnym żelazie i spękanym kamieniu. Zatrzymał wzrok na miejscu, gdzie osadzenie wyraźnie pracowało, a cegły kruszyły się. To tam.

                          Ustawił bark, wziął oddech i spojrzał krótko na pozostałych.
                          – Tu! Kolibie się. Jak pchniemy razem, to puści.

                          Kurt wykorzystuje swoją spostrzegawczość, żeby określić możliwie najsłabszy punkt mocowania krat. Następnie ponawia napór, uderzając barkiem w obrany przez siebie punkt.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • ZellZ Online
                            ZellZ Online
                            Zell
                            Moderator Obsługa
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez Zell
                            #24

                            Nadja Schmidt

                            text alternatywny

                            Cieszyła się, że nie jest w tej sytuacji sama i nie ona musi walczyć twarzą w pięść z oszalałymi więźniami czy z kratami się męczyć. Ten z karceru był problemem, jakiego należało uniknąć... najlepiej bardzo szybko. Możliwie gdyby cokolwiek z nim próbowała zrobić, to tylko bardziej by go rozjuszyło... Tak jak trzej wcześniej tak i on nie wydawał się być w pełni zmysłów, a tacy byli najniebezpieczniejsi...
                            - Szybko! Zanim ten się zdoła przebić! - rozumiała, że w porównaniu z mężczyznami nie pomoże, a co najwyżej zawadzi będąc na drodze do walki z kratami, więc nie pchała się im pod ręce - DALEJ, CHŁOPY!

                            Writing is a socially acceptable form of schizophrenia.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • MarrrtM Online
                              MarrrtM Online
                              Marrrt
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez
                              #25

                              Ergo
                              text alternatywny

                              Ergo od początku wiedział, że słowa mają wielką moc. Choć nie zawsze forma tej mocy jest zgodna ze spodziewaną. Teraz dla przykładu nie zrobiły wrażenia na jego napastniku. Ale za to przysporzyły mu aż czterech sojuszników!
                              - Ha! I co Wy na to!

                              Zaraz jednak ilość kłopotów jęła wzrastać. Pancerny oszołom, który chyba wcześniej był strażnikiem rozwalił w końcu mur na tyle by się po trochu przedostawać do środka! I wyglądał bynajmniej jakby miał ich zrugać za hałaburdę więzienną. Raczej jakby miał ich zeżreć. Białka wypełnione czerwienią mogły oznaczać jakąś chorobę!

                              Ergo spojrzał na zmagania reszty z kratą, która albo puści. Albo nie puści. Fajnie gdyby puściła, ale jakby nie to wielkiemu iście zdałaby się pomoc! Dołączył zatem do grupy atakującej kratę.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0
                              • JhnWJ Niedostępny
                                JhnWJ Niedostępny
                                JhnW
                                Administrator Obsługa Developer
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez JhnW
                                #26

                                Ulrich (von) Guttenluft
                                https://forum.rolltelling.pl/assets/uploads/files/1768655534425-avatar_doc.jpg
                                Ludzka śmierć zawsze wstrząsała cyrulikiem, a przynajmniej gdy była to śmierć którą musiał widzieć w walce. Co innego umierający w bólu, strzelający esencjami humorów przez wszystkie otwory ciała pacjent, a co innego gołymi rękami ubić cel. Wstrząśnięcia starczyło na kilka uderzeń serca (byłby dwa gdyby nie podwyższone tętno) po których Ulrich dołączył do forsowania drogi na zewnątrz przez Małego Kurta.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • SeachS Niedostępny
                                  SeachS Niedostępny
                                  Seach
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                  #27

                                  text alternatywny
                                  "To załatwione" pomyślał Modi kiedy ostatni z atakujących padł nieruchomy na ziemie.
                                  Kolejny wstrząs zachwiał przemytnikiem a jego oczy podążyły za pęknięciem w budynku.

                                  - Ranald znowu szczy mi w śniadanie... - mruknął widząc, że ich sąsiad zaraz się przebije przez ścianę i pewnie będzie chciał zobaczyć jak szybko pójdzie mu z nimi.
                                  Nic nie mówiąc dołączył do Małego Kurta i reszty, która starała się sforsować kratę.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • SantorineS Online
                                    SantorineS Online
                                    Santorine
                                    Developer
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                    #28
                                    Ulrich Rotzniesser
                                    Portrait

                                    Oklepawszy mordy, aż miło, oprych-Ulrich pokraśniał z nagle odzyskanego animuszu. Spuszczanie łomotu drabom, tutaj, w tym przeklętym mamrze, na tym wygnaniu! Schował gwóźdź z powrotem do kabzy, potrząsając kułakiem jeno:

                                    – Ino bez sztuczek, bo następnym razem taki miły nie będę!

                                    Okręcił się jak fryga. Ten wielki, zwany Kurtem, zdawał się wrzeszczeć coś, aby mu pomóc.

                                    – Dawaj, bracie! – Ulrich krzyknął – Czas sforsować ten mur...

                                    I jął się ku pomocy Kurtowi i pozostałym, aby sforsować kraty wreszcie.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    0
                                    • KetharianK Niedostępny
                                      KetharianK Niedostępny
                                      Ketharian
                                      Obsługa Moderator
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                                      #29

                                      |-text alternatywny-|

                                      Hieronim Bosch był przerażony. Nie potrafił zrozumieć, co właściwie zawładnęło jego umysłem, kiedy fala wściekłej czerwieni znienacka zalała mu oczy. Jakby jakiś demon wziął go we władanie, dokładnie wedle mrożących krew w żyłach przestróg sigmaryckich kapłanów.

                                      Stary mytnik jeszcze nigdy nikogo nie zabił. Widywał rzecz jasna śmierć zadawaną rękami innych: podczas publicznych egzekucji więźniów, podczas obław na przemytników, w trakcie festiwali palenia czarownic - jednak jeszcze nigdy nie odebrał go nikomu za pomocą własnych rąk.

                                      - Słodka Shallyo, zmiłuj się nade mną! - jęknął podnosząc dłonie do ust w wyrazie nieudawanego przerażenia.

                                      Shallya nie okazała zmiłowania, bo zaraz potem ściana dzieląca celę i karcer zaczęła się rozsypywać odsłaniając oczom mytnika jakiegoś potwora w kolczudze spoglądającego na więźniów upiornie czerwonymi oczami.

                                      - Demon! - wrzasnął na całe gardło zapominając w jednej chwili o zamordowanym przez siebie łachmaniarzu - To jest demon! Wyrwijcie tę jebaną kratę, chędożone łachmyty, na łaskę Shallyi! A ty nie podchodź, demonie! Zabiję cię jak tego tam!

                                      Wskazawszy trzęsącą się ręką trupa swojej ofiary, Hieronim podniósł z brudnej posadzki kawał gruzu mogący mu posłużyć od biedy za prowizoryczny tłuczeń.

                                      - Wyrywajcie tę kratę!


                                      Deklaracje

                                      Uzbroiwszy się w kawał gruzu Hieronim będzie szaleńczo zagrzewał do działania najsilniejszych współwięźniów! Dawać tę chędożoną kratę!

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      1
                                      • KermK Niedostępny
                                        KermK Niedostępny
                                        Kerm
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                        #30

                                        Oswald.jpg
                                        Oswald Braun

                                        Mądrzy ludzie powiadali, iż po wygranej potyczce należało łupy zbierać. W tym jednak przypadku Oswald uznał, iż po pierwsze - raczej trudno było się spodziewać czegoś wartościowego u współwięźnia, a po drugie - jakiś przyodziany w żelazo osobnik usiłował się przebić przez mur, co wychodziło mu dość składnie. A że mordę ów osobnik miał niesympatyczną i mało przyjazną, Oswald dołączył do tych co usiłowali wyważyć kratę.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        0
                                        • DeklineD Online
                                          DeklineD Online
                                          Dekline
                                          Obsługa Moderator
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez Dekline
                                          #31

                                          Ściana po lewej robiła się coraz gorętsza, jednakże póki co pożar nie rozprzestrzenił się zbytnio. Ku uciesze więźniów, nic również nie wybuchło. Wspólnymi siłami udało się wyważyć mocno osłabione kraty. Później poszło już zdecydowanie prościej. Przemknąć przez z lekka zadymiony korytarz, następnie schody na górę oraz klapa - ciężka gdy otwiera się ją od dołu, lecz siły ani motywacji nikomu nie brakowało. Można było obawiać się strażników, lecz ci nie interweniowali, a gdy więźniowie wyszli na górę pewne rzeczy rozjaśniły się nieco.

                                          ca91a50c-70a0-440b-a27f-45be9fa9e74c-image.png

                                          Pomieszczenie wspólne było opuszczone, ni żywego ducha. Wszystko wyglądałoby dość normalnie, gdyby nie solidna barykada blokująca otwarcie głównych wrót oraz okna zabite czym tylko się dało i było akurat pod ręką. Sprzęty kuchenne były na swoich miejscach, podobnie jak narzędzia warsztatowe, chociaż te ostatnie z lekka w nieładzie.

                                          8e467293-bde0-476a-9dd1-7ae663033938-image.png

                                          Piętro wyżej również było opuszczone, dwoje drzwi było zamkniętych ( chociaż nikt nie próbował ciągnąć za klamkę). W jednym, na podłodze klęczał strażnik z insygniami dowódcy, w trzewia miał wbity miecz - tyle było widać przez dziurkę od klucza. W drugim jakiś spasły wieprz, również w stroju strażnika, lecz bez zbroi, leżał bez życia na ziemi, przy suficie wisiał sznur. W obu pomieszczeniach coś jeszcze było, lecz mały otwór nie pozwalał na zbyt szeroki pogląd.

                                          Kwatera wspólna … To było ciekawe, strażników co prawda nie dane było uświadczyć, lecz ich pancerze były na miejscu. Brakowało broni, lecz na stojakach lub bezpośrednio na ziemi, przy każdym z posłań znajdowały się kolczugi. Wyjście na dach było otwarte. Szybki rzut oka: ktoś przywiązał linę do blanki, a jej drugi koniec zwisał po zewnętrznej stronie muru, spuszczając się bezpośrednio na ulicę.

                                          Okna, zarówno na parterze jak i na piętrze, były na tyle małe ażeby nie dało się przez nie wygodnie przejść, lecz na tyle szerokie aby swobodnie przez nie wyjrzeć…gdyby tylko nie zamknięte okiennice. Przez szpary bohaterowie dostrzegli niemały tłum ludzi wałęsających się po podwórzu. Na oko licząc było ich ze dwa tuziny, a może i więcej. Jednakże problemem nie byli sami ludzie, co ich dziwne zachowanie, w jednym momencie wyglądali jak bezwładna masa, aby w drugim zareagować jak jeden mąż na niewidzialne i niesłyszalne polecenie.

                                          90e82ece-ce45-46cf-9d7e-b1c92d36ed0b-image.png

                                          Pożar domu po drugiej stronie ulicy szalał w najlepsze. Drewniany budynek nie opierał się ogniu, co innego murowana strażnica. Płomienie muskały ściany i wdzierały się wolniej, lecz prędzej czy później strawi również posterunek. Nikt nie gasił pożaru, na ulicach nie było widać ludzi, chociaż osąd mógł być zniekształcony przez dym i dość małe szpary w okiennicach.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          1
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy