Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje inne
  3. Rozgrywka
  4. [Horror] Gruzy przeszłości
Gruzy przeszłości
JohnyTRSJ
JohnyTRS jako
Szarzyzna
Mistrz Gry
Pan ElfP
Pan Elf jako
Alicja Filipowicz
CaiC
Cai jako
Mikołaj Pogorzelski
Arthur FleckA
Arthur Fleck jako
Krzysztof Komeda
BrilchanB
Brilchan jako
Adam Chlebowski
NamiN
Nami jako
Paulina Kwiatkowska

[Horror] Gruzy przeszłości

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
horrorwłasnystranger thingsnastolatkowie
135 Posty 8 Uczestników 4.6k Wyświetlenia 2 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • CaiC Niedostępny
    CaiC Niedostępny
    Cai jako Mikołaj Pogorzelski
    napisał ostatnio edytowany przez Cai
    #121

    left aligned paragraph

    Mikołaj Pogorzelski

    Miał ich, a teraz oni mieli jego. Stał skuty, gdy trzeba było działać. Skuty lękiem wzbudzonym ciemnością wypływającą przez zwierciadła źrenic. Mirażem drugiej strony, pożerającej całe światło i wszystko co szlachetne. Odwagę, solidarność, wiarę w zwycięstwo. Cienie obleczone w ciała próbowały ich dopaść, porwać do swojego świata, a on nie potrafił się wyrwać spod wpływu pętających, duszących macek. Niemoc napędzała lęk przed tym co go czeka. Lęk wzmacniał niemoc ściskając oddech jeszcze mocniej. Trwał w labiryncie pętli, z której nie istniało wyjście.

    — Tchórz, tchórz tchórz — zanikał w swej świadomości, a im słabszy się stawał tym kpiące słowa rosły w siłę.

    — Zamknij się — próbował odparować. Tak nikle, jakby go wcale nie było, rozpuszczony między ogromem galaktyk. W próżni, w której głos się nie niesie, a nawet gdyby, to wcale nie ma znaczenia.

    — Się nie popłacz siuśmajtku — atak był charczący, przepalony, prawie rozkasłany.

    — Kim...? — Mikołaj dopytywał.

    — Jestem? Sie wcisnąłeś pod fotel. Teraz “JA” prowadzę. Patrz. Pod prąd.

    Pierwsza ręka przełamała opór. Zrzuciła plecak z ramienia. Zanurzyła w głąb, pod podszewkę. Wymacała artefakt. Kanciasty. Szeleszczący folijka. Mający na koncie miliony trupów. Pięć każdego roku. Naziol mógłby w obliczu wziąć w palce lizaka, założyć czapkę ze śmigiełkiem i wrócić do piaskownicy ze swym złem pięciolatka. Nie-Mikołaj wystukał z kartonowego pudełeczka podłużny kształt, złapał między zęby. Drżącą dłonią uniósł zapalniczkę. Zaiskrzył krzemieniem. Moment, gdy przyczyna drżenia przeszła z lęku w ekscytację, rozmyła się w akcie. Tak, był wcale nie wyjątkowy, wcale nie lepszy od patusów za szkołą co klną i szlugi jarają. Zawodem rodziców. Śmierdzącym chuchem. Żółcią firanek. Tak, stary mógł go sadzać teraz do stołu i kazać palić paczkę za paczka, aż do porzygu. Matka wcisnąć twarz w otwarte, przepalone płuca denata co zszedł na raka. Z błogością odetchnął dymem. Z kiepem przyklejonym do dolnej wargi, był jak cholerny Clint Eastwood. Pierwotne instynkty nie miały już nad nim władzy. Najgorszy z nich wszystkich, wyszczerzony nałóg westchnął rozkosznie.

    — Drogie dzieci, uwierzcie we mnie tak jak i ja w was uwierzyłem.

    Czuł, że mógłby umrzeć szczęśliwy. Tylko, już wcale nie zamierzał. Nikotyna krążyła w krwiobiegu kojąc nerwy. Poganin lał przez okno na łyse pały, dodając mieszankę rozbawienia do fajki pokoju. Magdy i Kasi stupor nie opuścił. Potrzebowały czasu. Pogorzelski odpalił kuchenkę, nalał wodę do czajnika i postawił na palniku nad dużym płomieniem. Przecież lepsze niż szczochy będzie lanie łysych wrzątkiem. Tymczasem zaczął wznosić barykadę przy drzwiach. Wysilając mięśnie, przesuwał pod nie wszystko co wydawało się ciężkie i nie przytwierdzone do podłogi. Łącznie z lodówką i pralką, gdyby się dało. Starał się opóźnić koleżków. Pozwolić pozostałym odnaleźć totemiczne zwierzę i wrócić do obiegu.

    — Noże na kije, włócznie róbcie — w międzyczasie dysponował, memlonc filtrem Davidoffa, smakiem luksusu, smakiem potęgi.

    Każda reduta wymagała uzbrojonych obrońców.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    3
    • NamiN Niedostępny
      NamiN Niedostępny
      Nami jako Paulina Kwiatkowska
      Mecenas
      napisał ostatnio edytowany przez Nami
      #122

      text alternatywny

      Paulina Kwiatkowska

      Paulina przez ułamek sekundy poczuła satysfakcję.
      Udało się.
      Okulary zerwały się z twarzy mężczyzny z taką siłą, że zniknęły gdzieś poza zasięgiem jej wzroku. Dziewczyna niemal odruchowo wychyliła głowę, chcąc zobaczyć, co takiego przed nimi ukrywały.
      I wtedy spojrzała mu w oczy. Zamarła.
      Wszystkie pytania, które jeszcze sekundę wcześniej kotłowały jej się w głowie, przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Światłowstręt. Choroba. Sposób sterowania. Cokolwiek.

      Nie powinna była ich zdejmować.

      Cofnęła się od okna, ale za późno. Czarne spojrzenie zdążyło już wbić się gdzieś głęboko pod skórę. Serce waliło jej jak oszalałe, a nogi, które jeszcze chwilę temu potrafiły przenieść ją w mgnieniu oka o kilka metrów, teraz wydawały się przyrośnięte do podłogi.

      — O Boże…

      Nie była nawet pewna, czy powiedziała to na głos. To nie były oczy martwego człowieka. W wizji czuła rozkład. Wiedziała, że ciała były martwe. Przez cały czas myślała więc o nich jak o trupach poruszanych przez kogoś niczym marionetki. Teraz po raz pierwszy przyszło jej do głowy coś znacznie gorszego.
      A jeśli w tych ciałach jednak coś było?

      Paulina nie potrafiła odwrócić wzroku.
      Patrzyła w tę czerń i czuła, jak strach rozlewa się po całym ciele. Nie przypominał niczego, czego doświadczyła wcześniej. Nawet wizja porwania Asi, smak rozkładu w ustach i świadomość, że patrzy na martwych ludzi, nie były tym samym. Tam bała się tego, co widziała. Teraz miała wrażenie, że strach patrzył prosto na nią.
      Serce tłukło jej się w piersi. Oddech zrobił się płytki. Przez kilka sekund nie była w stanie zrobić absolutnie nic.
      Nie patrz. Ta myśl pojawiła się gdzieś spod paniki.
      Po prostu, kurwa, nie patrz. Zacisnęła powieki.
      Czarne oczy nadal tkwiły pod nimi, jak wypalone na siatkówce, ale to wystarczyło. Jeden oddech. Potem drugi. Paulina zacisnęła dłonie tak mocno, że paznokcie wbiły się w skórę.
      To już widziała.

      Widziała tych ludzi martwych. Widziała, jak zabrali Asię. Wiedziała, że można przed nimi uciec. Wiedziała też coś jeszcze — przed chwilą szarpali za zwyczajne drzwi i nie potrafili ich otworzyć. Nie byli wszechmocni.
      To, co patrzyło na nią przez ich oczy, chciało, żeby tak myślała.

      — Nie — wydusiła.

      Tym razem zmusiła się do otwarcia oczu, ale nie spojrzała już w twarz stworzenia.

      — Nie dam ci się, skurwysynu.

      Dopiero wtedy poczuła dłoń Kasi. Była lodowata.
      Paulina odwróciła głowę. Widok przyjaciółki przeraził ją chyba bardziej niż to, co stało za drzwiami. Kasia, która zawsze miała coś do powiedzenia. Kasia, która jeszcze przed chwilą kłóciła się z nią, że pójdzie na zamek choćby miała ją tam zaciągnąć siłą. Teraz stała nieruchomo i patrzyła.
      W te oczy.

      — Kaśka.

      Zawołała, jednak nie otrzymała żadnej reakcji. Paulina złapała ją za twarz obiema dłońmi i gwałtownie obróciła ku sobie.

      — Kasia. Na mnie patrz. Nie tam. Na mnie.

      Paulina zasłoniła jej sobą okno, nie pozwalając, żeby wzrok przyjaciółki znowu powędrował w stronę czarnych oczu.

      — Jesteś tutaj. Ze mną. Drzwi są zamknięte. Nie wejdą. Słyszysz?

      Przez kilka sekund nie wiedziała, czy w ogóle do niej dociera. Aż wreszcie spojrzenie Kasi, dotąd nieobecne i wbite gdzieś ponad jej ramieniem, zatrzymało się na twarzy Pauliny. W tym czasie Mikołaj szorował meblami, próbując zabarykadować drzwi. Kreatury wyraźnie miały z nimi problem, a to był dla nich dobry znak.

      — No. Właśnie. Patrz na mnie.

      Kasia zamrugała. Raz, drugi. Wzięła głębszy, urywany oddech. Paulina poczuła, jak napięcie w jej własnych ramionach odrobinę puszcza.

      — Dopiero co powiedziałaś, że idziesz ze mną na ten pieprzony zamek. Nie waż mi się teraz wyłączać.

      Kasia przełknęła ślinę. Jeszcze przez chwilę wyglądała, jakby próbowała przypomnieć sobie, gdzie właściwie jest. W końcu zmarszczyła brwi.

      — Paula…
      — Co?
      — Zabierz ręce z mojej twarzy.

      Paulina aż parsknęła.

      — Okej. Wróciłaś. Musimy coś zrobić, Kaśka!

      Przyjaciółka kiwnęła głową. Obie spojrzały najpierw na Mikołaja, męczącego się z meblami. Na chwilę zawiesiły wzrok na jego prężących się muskułach, ale błyskawicznie się otrząsnęły. Nie było czasu na podziwianie mięśni kolegi, tym bardziej, że Magda stała jak sparaliżowana patrząc w otchłań oczu. Obie jak zmówione chwyciły blondynkę za ręce i pociągnęły do siebie, odprowadziły w kąt pokoju, posadziły na podłodze.

      — Magda, jesteś bezpieczna. Oni nie przyszli po ciebie. Nie damy im cię zabrać, ale MUSISZ tutaj zostać, bo inaczej cię nie obronimy. Okej?
      — Nie ruszaj się stąd, ogarniemy to wszystko aż będzie bezpiecznie, nie możesz teraz się stąd ruszyć, pamiętaj! Jak się ruszysz, to pogorszysz sprawę, nie możesz.

      Kaśka potrząsnęła nią lekko, aby dotarło. Zdawało się, że Magda nic nie rozumie, ale wierzyły, że załapała jak się ma sytuacja.

      — Podpalić ich?

      Paulina spojrzała na przyjaciółkę, ale wypowiedziała te słowa na tyle głośno, że wszyscy w pokoju mogli je usłyszeć.

      — Jeśli to ich nie powstrzyma, to będą żywą pochodnią i przy okazji sfajczą Ali chałupę!

      Kasia wzruszyła ramionami i spojrzała na Mikołaja, który miał zamiar szykować dzidy.

      — Ej, a ty co o tym sądzisz?

      Paulina nie została jednak na analizę i pogaduchy.

      — Biegnę zobaczyć, co Ala ma w domu!
      — Czego szukasz?
      — rzuciła Kasia.

      Paulina zatrzymała się na sekundę.

      — Nie wiem! Czegoś do związania, ogłuszenia albo zabicia trupa!
      — Bardzo precyzyjna lista.
      — KAŚKA!
      — Już nic nie mówię.

      Paulina zaczęła gorączkowo przeszukiwać szafki i schowki. Szukała czegokolwiek, co mogłoby pomóc: mocnego sznura, kabla, narzędzi, ciężkiego przedmiotu, gaśnicy, alkoholu — czegokolwiek, czym można było unieruchomić te rzeczy bez podpalania przy okazji całego domu. A może woda i płyn do naczyń, rozlać na podłogę, jak wejdą to się poślizgną?!
      CHOLERA!
      Paulina zaczynała panikować już przy pierwszej otwartej szafce. Jak się właściwie walczyło z trupami? W filmach zawsze wszystko wyglądało jakoś prościej.

      — Kurwa, nie wiem, Kaśka, dzwoń na policję!
      — I co im powiem? Że zombie przyszły?
      — Że dwóch łysych napierdala w drzwi! Resztę zobaczą sami!

      🥀If I had a flower for every time I thought of you, we could walk in our garden forever.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      3
      • Pan ElfP Online
        Pan ElfP Online
        Pan Elf jako Alicja Filipowicz
        napisał ostatnio edytowany przez
        #123

        text alternatywny

        Alicja Filipowicz

        Niepotrzebnie tak długo patrzyła przez okno i próbowała coś zdziałać mocą, w którą wciąż trochę powątpiewała. Wyciągnięta ręka i skupienie nic nie wskórały. Istoty przypominające łysych mężczyzn poruszały się dalej do przodu, za cel obierając sobie jej przyjaciół. Ci na całe szczęście zdążyli wbiec do domu i zamknąć za sobą drzwi.

        Alicja czuła dziwne mrowienie. Coś się działo, coś próbowało zadziałać, ale nie miała nad tym żadnej kontroli. Nie panowała nad tym i kompletnie nie wiedziała, co właściwie robiła. Rano z kubkiem było niechcąco - teraz starała się coś zdziałać celowo i niestety nie działało. Rozbolała ją głowa i zrobiło jej się niedobrze. Chciała cofnąć się od okna, ale zamiast tego oparła się o parapet i zaczerpnęła powietrza. Musiała chwilę odsapnąć.

        Niedługo później do pokoju Alicji wpadł zaaferowany Krzysiek i nim w ogóle zdążyła jakoś zareagować, zapytać o plan czy dowiedzieć się czegokolwiek, dostrzegła w dole coś, czego miała już nigdy w życiu nie zapomnieć. Najczarniejsza ciemność, pełna pierwotnego zła, patrzyła prosto na nią, ziejąc z oczu jednego z mężczyzn, którego okulary odleciały gdzieś w bok, rzucone magiczną siłą.

        Zmroziło ją. Całe jej ciało zdrętwiało, niezdolne nawet wydać z siebie okrzyku przerażenia, który ugrzązł w gardle. Chciała uciekać, ale nie mogła. Chciała odwrócić wzrok, ale nie potrafiła. Czuła, że zapada się w tę głęboką ciemność, jak książkowa Alicja w króliczą norę.

        I być może przepadłaby całkowicie, gdyby nie Krzysiek, który szarpnął za jej ramię, co wyrwało ją z tego przedziwnego, hipnotycznego stanu. Potem rzeczy zadziały się szybko. Alicja, szarpnięta przez Krzyśka, postąpiła kilka kroków w tył. Nie zauważyła jednak leżącego na ziemi Polaroida, który upadł Krzyśkowi kilka chwil wcześniej. Potknęła się i poleciała w tył, zdziwiona tym, co widziała przed sobą. Jednocześnie, kiedy kopnęła lekko aparat, ten pstryknął zdjęcie. Błysnął flesz. I kiedy Alicja upadała boleśnie na tyłek, z Polaroida wychodziło zdjęcie, które na zawsze uwieczniło moment, w którym Krzysztof Komeda sikał przez okno jej pokoju.

        - Powaliło cię?! - rzuciła do niego, kiedy zbierała się z podłogi. Podniosła Polaroida ojca, a zdjęcie, które się wysunęło, wcisnęła w tylną kieszeń dżinsów. Dopiero później miała się dowiedzieć, co na nim było, bo jak już wstała, stała odwrócona tyłem do Krzyśka, a przodem do wyjścia z pokoju. - Spadamy na dół do reszty!

        Na dole trwało oblężenie twierdzy. Alicja tylko spojrzała z uniesioną brwią na Mikołaja, który siłował się z meblami. Nie było czasu zastanawiać się, jak to wszystko wytłumaczy ojcu, kiedy ten wróci. O ile jeszcze tu będzie…

        - Słuchajcie, nie wiem, czy barykadowanie drzwi coś pomoże. Równie dobrze mogą rozbić szybę i wejść oknem. Może zanim wpadną na ten genialny pomysł, to uciekniemy przez garaż mojego ojca?

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        2
        • JohnyTRSJ Niedostępny
          JohnyTRSJ Niedostępny
          JohnyTRS jako Szarzyzna
          Mecenas
          napisał(a) ostatnio edytowany przez
          #124

          MG-Awatar100.jpg

          Szarzyzna


          Sokołów Śląski, przed godziną 20, oblężony dom Alicji

          Parter

          Na parterze zapanowało zamieszanie, Mikołaj, Paulina i Kasia z zapałem i chaotycznie chcieli zablokować drzwi i się uzbroić. Przesunąć meble, spalić co się da. Mikołaj z kuchennym nożem wpadł na pomysł na przerobienie wolnostojącego wieszaka na dzidę bojową.

          Magda nadal stała na środku pokoju, nie jarząc co się dookoła niej dzieje.

          Piętro

          Strach. Krzysztof poznał jak wygląda i jakie to odczucie. Szczanie przed okna. Mechanicznie, nie jarząc co się dookoła niego dzieje, skończył i schował interes. Zapiął rozporek. Poczuł jak ktoś łapie go za ramię i ciągnie w tył. Nie opierał się.

          Na zewnątrz

          Przeciwnicy próbowali wyważyć drzwi, z rozpędu walą w nie swoimi własnymi ciałami. Normalny człowiek zaraz by odpadł z bólu. Ale nie oni.

          - Co to za hałasy?!

          Parter

          Alicja pociągnęła Krzyśka na dół, nie opierał się. Dziewczyna zdziwiła się, jakim sposobem chłopak bez problemu trafia stopami w stopnie schodów, w ogóle nie patrząc dokąd idzie. Na dole przy schodach stał już stół z kuchni, szafka na buty za chwilę miała znaleźć się pod drzwiami, do których ktoś się tak gwałtownie dobijał, że aż żyrandole się lekko kołysały.

          Po chwili to ucichło.

          - Hej, kto tam jest?! - dziewczyna usłyszała głos kobiety, lekko zachrypnięty. Znała go. Jedna z sąsiadek, wścibska baba. Po chwili usłyszała jeszcze krzyki sąsiada.

          A walenie do drzwi ustało. W przypływie intuicji wbiegła do pokoju. Przez okno widziała, jak zombiaki odchodzą, niemalże odbiegają!

          - Oni odchodzą! - wydarła się, skupiając na sobie uwagę innych.

          Faktycznie, przestali walić, i teraz wszyscy przytomni w środku stali przy oknie, obserwując ucieczkę przeciwnika. Widzieli, jak tamci przeskakuję przez ogrodzenie (przy tych sztywnych ruchach można było mieć nadzieję, że się przy tym wywalą, ale o dziwo nie mieli z tym żadnego problemu). Kilka – kilkanaście sekund później (Mikołaj otworzył i wyjrzał przez okno) usłyszeli dźwięk odpalanego samochodu gdzieś z tyłu posesji (Alicja wiedziała, że tyłu też biegnie droga stanowiąca dojazd do kilku garaży, wyboista i częściowo wysypana żużlem).

          Zombie uciekły. Krzyki Mikołaja spowodowały zbiegowisko sąsiadów, a zombie wolały uciec. To nie był bezmyślny przeciwnik.

          Natomiast na zewnątrz zbiegowisko, kilku dorosłych plus trochę dzieciarni, stało przy płocie i głośno komentowało:
          - Przez tę ruderę zbiegli, dawno powinni ją wyburzyć!
          - Patrz na te flaszki, to ci chuliganie!
          - O właśnie Panie Mietku, to ten Jarek i jego koledzy! Ja proszę pana nie wiem jak to jest! Ojciec porządny, córka porządna, tylko syn wyrodny… - nawijała sąsiadka.
          Wychodziło na to, że sąsiedzi nie widzieli szczegółów, a tym bardziej nie słyszeli samochodu. I mieli winnego całego zamieszania – brata Alicji.

          W filmach wszystko było takie proste. Zombie zawsze parli do przodu i zawsze chcieli ciebie zeżreć. Ewentualnie „tylko” wyżreć twój mózg. Ci w Hollywood mieli fajnie. A w rzeczywistości… Pytanie czy zombie wrócą. Czy i kiedy zaatakują ponownie, czy odpuszczą?

          W środku domu przy zgaszonych światłach było ciemno (podobnie jak na zewnątrz, niebo na zachodzie było jeszcze szarawe). Krzysztof i Magda nadal byli osłupiali, nie za bardzo kontaktowali. Kaśka wchodziła na obroty, Mikołaj jakby z ulgą zaciągał się papierosem. Alicja miała przemeblowany parter. Dochodziła godzina 20.

          178.255.46.143
          Pan Psuj
          Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          4
          • Pan ElfP Online
            Pan ElfP Online
            Pan Elf jako Alicja Filipowicz
            napisał(a) ostatnio edytowany przez
            #125

            text alternatywny

            Alicja Filipowicz

            Kiedy zagrożenie minęło, a cała paczka uwikłanych w dziwną historię nastolatków zgrupowała się na parterze, Alicja rozejrzała się po poprzestawianych meblach ze skwaszoną miną.

            Może gdyby to było przewrócone krzesło, stłuczona szklanka i rozsypane pety z popielniczki - wtedy mogłaby zrzucić to na Jarka i jego kumpli, a ojciec pewnie wzruszyłby tylko ciężko ramionami i bez słowa posprzątał, prosząc ją, by poszła do swojego pokoju.

            - Z Krzyśkiem coś jest nie tak - zwróciła uwagę na chłopaka, kiedy rozglądała się po pobojowisku. Zamachała mu ręką przed twarzą, ale ten wciąż wydawał się, jakby był na innej orbicie.

            - Trzeba to posprzątać, zanim mój ojciec wróci - powiedziała później, podchodząc do zastawionych drzwi i próbując samodzielnie je odgruzować. - I nawet nie próbujcie zostawić mnie z tym samą.

            Starała się też ignorować krzyki sąsiadów na zewnątrz. Na szczęście sami doszli do własnych wniosków na temat tego, co się wydarzyło, a ona sama nie zamierzała zaprzeczać. Jarek zapracował sobie na taką reputację, a musiała przyznać, że jej i pozostałym było to teraz na rękę.

            Niewątpliwie ciekawym tematem była też sama reakcja łysych bandytów. Czyżby potencjalni świadkowie byli skutecznym sposobem na ich odstraszenie? A może chodziło o ich liczbę? Były to pytania, które musiały zostać dorzucone do stosu innych pytań, jakie rodziła ta przedziwna sytuacja.

            - Myślicie, że tu wrócą w nocy? - zapytała, nie oczekując konkretnej odpowiedzi. Nie mogli wiedzieć, ale potrzebowała to z siebie wyrzucić na zewnątrz.

            Przebiegł ją jednak nieprzyjemny dreszcz na samą myśl. Wiedziała, że sama sobie z nimi nie poradzi. Nie udało jej się wcześniej nic wskórać, kiedy próbowała użyć rzekomej mocy, więc zaczęła wątpić, czy w ogóle jakąkolwiek miała. Niepokojące było też to, że oni wiedzieli, gdzie mieszka.

            Czyżby była kolejnym celem?

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            4
            • NamiN Niedostępny
              NamiN Niedostępny
              Nami jako Paulina Kwiatkowska
              Mecenas
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #126

              text alternatywny

              Paulina Kwiatkowska

              Paulina jeszcze przez kilka sekund stała nieruchomo, wpatrując się w miejsce, w którym zniknęli. Nie w oczy. Już nigdy więcej w te pieprzone oczy. Pamiętajac wciąż o nich miała jeszcze w głowie myśl, że chce znaleźć te okulary, które zrzuciła jednemu z twarzy.
              Uciekli.
              To jedno słowo powtarzała sobie w głowie.
              Uciekli.
              Nie wyważyli drzwi. Nie weszli. Nie zabrali nikogo. Wystarczyło kilka głosów sąsiadów, kilka osób za płotem i zwyczajnie spieprzyli.
              To było ważne.
              Bały się świadków? Ludzi? Tego, że ktoś je zobaczy? Nie wiedziała. Ale pierwszy raz od chwili, gdy spojrzała w czarne oczy, Paulina poczuła, że te stworzenia nie są czymś, przed czym można wyłącznie uciekać. One też przed czymś uciekały. Być może to było powodem noszenia okularów, nie zwracały na siebie uwagi, choć według Pauliny noszenie przeciwsłonecznych po zmroku zwraca uwagę… Ale nie mogła się kłócić z zombiaszczą logiką.

              Kwiatkowska spojrzała na blondynkę, która wciaż drżała ze strachu. Zrobiło jej się przykro, że wciągnęła w to przyjaciółkę. Zawsze była bardziej emocjonalna, uczuciowa, wrażliwa. Podeszła i przykucnęła przy Magdzie ściskając jej dłonie.

              — Magda, już ich nie ma. Uciekli.

              Wiśniewska bała się wstać. Niby wyciągnęła szyję do góry, jakby chciała wyjrzeć przez okno, ale wciąż miała opór.

              — Serio ich nie ma, zwiali aż się kurzyło.
              — Na... na pewno odeszli?
              — Tak. Wystraszyli się sąsiadów.

              Magda spojrzała na nią z niedowierzaniem.

              — Zombie?
              — Najwyraźniej pani Krysia jest straszniejsza.

              Magda parsknęła, choć wciąż była blada. Wstała z podłogi i zerknęła przez okno. Poza skupiskiem sąsiadów i ich narzekaniem, nie działo się nic. Tak jakby to było w ich głowie, a nie naprawdę.
              W końcu z Magdą było już lepiej. Ale Paulina zauważyła, że z Krzyśkiem już niekoniecznie. Wydawał się nieobecny, słaby i jakby miał zaraz zejść z tego świata. Paulina podeszła do niego stając na przeciwko i położyła mu dłoń na ramieniu.

              — Krzysiek. Odeszli.

              Powiedziała spokojnie, próbując uziemić jego emocje. Chłopak spojrzał na nią, ale nadal był blady jak ściana. Paulina ścisnęła mocniej jego ramię, jej niebieskie oczy wpatrywały się, usilnie próbując złapać z nim kontakt wzrokowy, wręcz go wymusić.

              — Słyszysz? Uciekli. Przed sąsiadami. Te straszne, czarne, demoniczne chuje spierdolili przed panią Krysią i Mietkiem.

              Paulina zacisnęła wargi w wąską kreskę i uniosła kąciki ust. Sytuacja była kuriozalna, Krzysiek musiał ją jakoś przetrawić i zrozumieć. Straszne, potworne zombiaki dały nogę, bo sąsiadka wyszła z fajką w japie i przepoconym szlafroku, bez makijażu jak i bez wstydu. Widok musiał być dla nich porażający.

              — Czyli jednak da się je wystraszyć bardziej niż nas.

              Klepnęła go w bark. Miała nadzieję, że w końcu do niego dociera. Przynajmniej nie wyglądał już, jakby za chwilę miał zejść z tego świata. Chyba dziś unikną karetki.
              Pozostała jeszcze jedna sprawa do załatwienia. Bałagan. Narobili ze strachu niezłego bajzlu, całe szczęście, że jednak nic nie podpalili. Paula starła pot z czoła na samą myśl, że w pewnym momencie brała taką opcję pod uwagę.

              — Myślicie, że tu wrócą w nocy? — zapytała Alicja, sprawiając, że Paulina jak i Kaśka automatycznie na nie spojrzały. Potem na siebie. Potem znowu na nią. Na twarzy Nowak pojawił się zadziorny uśmieszek. Nie umiała nie skomentować.

              — Jak wrócą, to obudzimy panią Krysię.

              Paulina parsknęła krótko. Chyba tak rozładowywała emocje. Jeszcze niedawno myślała nad puszczeniem wszystkiego z dymem, że zostaną porwani i zamienieni w takie same zgniłe marionetki. Teraz próbowała obrócić to w żart. Tak było łatwiej.

              — Ala, nie wiem, czy nie lepiej, żebyś dzisiaj spała u mnie. Rodzice by ci pozwolili? Nie powinnaś tu zostawać sama po tym, co się właśnie odjebało.

              Potem Paula rozejrzała się wokół. Przełknęła głośno ślinę.

              — Ale przypał, jak starzy to zobaczą. Krzysiek, pomożesz mi z tymi meblami? Kaśka, ogarnijmy kuchnię, bo tam narozwalałam. Magda, zobacz, czy czegoś nie przeoczyłyśmy. A ty, Mikołaj... — spojrzała wymownie na nóż i prowizoryczną dzidę. — Może schowaj arsenał, zanim przypadkiem skosisz któregoś z nas. Dawajcie, trzeba to zrobić sprawnie, bo Ala będzie miała przewalone.

              Paulina z przyjaciółkami wzięła się do roboty. I to w podskokach.

              🥀If I had a flower for every time I thought of you, we could walk in our garden forever.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              4
              • Arthur FleckA Niedostępny
                Arthur FleckA Niedostępny
                Arthur Fleck jako Krzysztof Komeda
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #127

                text alternatywny

                Krzysztof Komeda

                Gdyby ktoś zapytał Krzyśka co się z nim działo, kiedy spojrzał w dwie czarne zatrute studnie nie potrafiłby odpowiedzieć. Pamiętał parapet przy oknie i krzyki Alicji, jej szarpnięcie, potem schody. Nigdy wcześniej nie stracił świadomości, nawet wtedy gdy rok temu Jacek z ósmej klasy wymyślił zabawę w odcinanie tlenu. Wszyscy chętni nabierali powietrza w płuca, wykonywali szybko kilka wdechów i wydechów a potem dociskano im klatki piersiowe aż na kilka sekund tracili przytomność. Gdy się ocykali opowiadali co zobaczyli po drugiej stronie, kiedy leżeli bez życia. Krzysiek też brał w tym udział, ale mimo paru prób ani razu nie zemdlał. Twardo trzymał się rzeczywistości.

                Do dzisiejszego wieczora.

                Oczy w które spojrzał opętały jego umysł i nawet gdy już w nie nie patrzył one wciąż tam były. W jego głowie. Gnieździły się jak węże i pożerały wszystko co czyniło go kiedyś czymś synem, przyjacielem i kolegą, chłopakiem pełnym głupich marzeń, piętnastoletnim psotnikiem, który przestał już być dzieckiem, ale nie zdążył jeszcze zostać mężczyzną. Świat przestał być miejscem, gdzie wieczorami można piec chleb przy ognisku, pędzić w deszczu na rowerze po rozgrzanym asfalcie, patrzeć w nocne niebo i liczyć gwiazdy. Krzysiek nie widział już początku swojej drogi, lecz jej koniec. Nagrobek, trumnę i pożółkłe kości. I ta myśl. Że nie warto się starać, nie warto istnieć, czuć ani kochać. Nie warto bo może tej nocy, może jutro albo za rok i tak to wszystko stracisz. Możesz żyć w słońcu, ale twój prawdziwy dom czeka w mroku.

                Tym samym mroku, który zobaczył w oczach jednego z potworów.

                Stał na parterze, słyszał znajome głosy, ale gdzieś po za nim, jakby zawinięto go w kokon. Padło jego imię, ale nie zareagował. Na ramieniu poczuł dotyk. A potem je zobaczył. Niebieskie oczy. Skoncentrował się na nich jak na prześwicie światła w ciemnej jaskini. Rozpoznał głos Pauliny. Potem jej twarz. Mówiła do niego. Jej głos przebił się przez jego własne myśli pełne lęku i rozpaczy.

                Te straszne, czarne, demoniczne chuje spierdolili przed panią Krysią i Mietkiem.

                Zobaczył jej kąciki ust. On też się czasem tak uśmiechał, gdy udało mu się oszukać matkę. Gdy coś zbroił i uszło mu to na sucho. Nie wiedział kim jest pani Krysia i pan Mietek, ale wiedział, że Paulina Kwiatkowska ma najpiękniejszy uśmiech jaki widział w życiu.

                Ta myśl przeraziła go i otrzeźwiła jednocześnie.

                Gdy klepnęła go w bark odsunął się o krok, jakby to ona przed chwilą dobijała się do drzwi.

                — Dzięki Paula — mruknął cicho. Czuł palący wstyd, bo to on powinien bronić dziewczyn a koniec końców skończył jako tchórz. To, że nie zlał się w spodnie lecz na chodnik przed domem Alicji było marnym pocieszeniem.

                Rozejrzał się po pobojowisku. Mikołaj i dziewczyny zdążyły postawić barykady gdy on na górze stracił rozum ze strachu. W milczeniu przysłuchiwał się wymianie zdań. W końcu się domyślił kim jest ta cała pani Krysia. To ona musiała stać teraz za drzwiami i nadawać jak katarynka. Krzysiek będzie musiał zamówić mszę w jej intencji.

                Najpierw jednak pomoże ogarnąć ten bałagan.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                4
                • CaiC Niedostępny
                  CaiC Niedostępny
                  Cai jako Mikołaj Pogorzelski
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #128

                  left aligned paragraph

                  Mikołaj Pogorzelski

                  Wahał się, ciągnięty sznurem potrzeby. Wybiec. Dostrzec choć fragment odjeżdżającego auta, kilka numerów z tablic, markę, kolor. Wyboisty ugór koło garaży musiał łączyć się z główną. Gdzie?
                  — Szlag — zaciągnął się, a pet trzymany między zębami rozżarzył pomarańczą.

                  Schował arsenał, wziął rozbieg i wyskoczył przez otwarte okno parteru. W stronę, która wydała mu się najbardziej prawdopodobna do złapania strzępu obserwacji. Drzwi wszakże użyć nie mógł, ze względów, do których sam meblami się przyłożył. Słowa Alicji o wyjściu przez garaż uleciały razem z resztą zdrowego rozsądku. Szybował jak Małysz w Oslo, ryzykując otwartym złamaniem. Czy to ptak? Samolot? Nie, to tytoniowy Narko-man. Bohater, którego nikt się nie spodziewał. Nikt nie potrzebował. Gardzący porządkami w domu i bulwersami starego. Wszystkich starych świata. Dopóki tlił się prometejski ogień, dzieckiem w kolebce kto łeb urwał hydrze. Ten młody zdusi centaury. Stół z powyłamywanymi nogami i wieszak z ostrzem grota. Na pohybel skurwysynom.

                  Poczuł wiatr we włosach, pod połami jesiennej kurtki trzepocącej niczym peleryna. Ciężar gruntu zamortyzował ugiętymi kolanami i miękkimi podeszwami butów. Doskonałych fasonem i wygodą. Wyciągniętych przez wuja z niemieckiego demobilu. W Germanii więzionych, lecz o pochodzeniu alianckim. Z brytyjskiej firmy, założonej przez Holendra. Modelu stworzonym na potrzeby amerykańskiej FBI. Czarnych, wychuchanych Hi-Tec Magnum Classic. Kucając, wsparty o dłoń, nasłuchiwał dźwięku silnika. Z jego nozdrzy wydobywał się dym, otaczając burzę krnąbrnych włosów mistycznym całunem. Budżetowa wersja Ghost Ridera zwęszyła trop, wybijając się z kęp trawy jak olimpijski sprinter z bloków startowych na wystrzał z pistoletu.

                  Powracał, wywalając w krzaki wyczerpane narzędzie mocy, kiepa dopalonego do filtra. Prowokując kolejny pożar w sąsiedztwie osmalonego pustostanu. Przystanął przy zbiegowisku.
                  — Jarusia i jego kumpli, nie stać by na taką furę — sprostował ludzi, żachnięty rewelacjami pomyleńców.
                  — Bandziory od Asi Kowalczyk. Sposób działania identiko. Atakują po zmroku pod domem ofiary. Wciągają do auta.

                  Logiczny wniosek podał zimno na srebrnej tacy. Czy go przełkną, czy zadławią, pozostawało poza gestią kucharza. Na siłę do gardeł wpychać nie zamierzał. Przysiadł na schodkach, jak wcześniej chór sopranisty. Zmęczony wysiłkiem i spływającą adrenaliną. Pobudzony podenerwowaniem z emocji, krążącej w żyłach nikotyny i wiadomości, które chciały wyrwać się z płuc, wybrzmieć na głos. Poruszał nogą w bezwiednym tiku. Po drugiej stronie słyszał szuranie demontowanej barykady. Pomóc w pracach nie miał sposobności, dopóki stała wzniesiona, to i winny się nie czuł.

                  — Co z Policją?! — krzyknął, uderzając otwartą dłonią w drzwi. — Dzwonił ktoś?! Komendant na pewno z przyjemnością pozna kilka faktów.

                  Na pewno, to ciężko mu będzie wycisnąć ciężką dupę zza biurka, ale przyjedzie, bo mu wojewódzcy łeb urwą za brak ustaleń. Czajnik pozostawiony na gazie zagwizdał zza otwartego okna. Wrzątek w sam raz na łyse pały lub herbatę. W oczekiwaniu na mundurowych, szło kulturalnie się napić. Jak tylko ziomalki i perwers Krzychu, uwiną się z robotą. Na myśl o ostatnim, Pogorzelski zaczął się zastanawiać. Czy on nie jest aby w złą stronę skrzywiony? Przez księdza proboszcza? Wszystko co robił kręciło się wokół krocza. Wczęsniej z tego kpił, teraz zdał sobie sprawę, że to mega niepokojące.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  2
                  • JohnyTRSJ Niedostępny
                    JohnyTRSJ Niedostępny
                    JohnyTRS jako Szarzyzna
                    Mecenas
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez JohnyTRS
                    #129

                    MG-Awatar100.jpg

                    Szarzyzna


                    Sokołów Śląski, po godzinie 20, dom Alicji

                    Mikołaj

                    Długo nie myślał nad swoim planem. Zdjął tylko ostatniego kwiatka z parapetu i otworzył drugie skrzydło. Krótki rozbieg i już leciał. No może nie leciał, ale skok przez okno był na tyle długi, że spokojnie pobiłby rekord świata. Wylądował pod płotem i równie szybko ruszył dalej.

                    Wy ze środka wiedzieliście co się dzieje, ale dla stojących jeszcze na ulicy sąsiadów (a nuż się coś jeszcze wydarzy) musiał być niewidoczny, bo na Mikołaja nie zwrócili uwagi. Tylko jeden z dzieciaków (wiek około 5-7 lat) coś musiał dostrzec, ale nikomu nie powiedział.

                    Mikołaj biegł dalej, kierując się intuicją. Wspomagany mocą znalazł się w końcu w odpowiednim miejscu by odnaleźć wrogów. Wystrzelili samochodem z podporządkowanej i pojechali w kierunku rynku. Kierunek nie był jednoznaczny, Stamtąd mogli pojechać wszędzie, w tym i na zamek. Ale miał to o co mu chodziło. Opel Kadett. Wrocławskie rejestracje. Kolor… w słabym i do tego żółtawym świetle nielicznych sodówek trudny do rozpoznania, ale wyglądał na brązowy. Albo czerwony.

                    W środku domu

                    Zgodnie z odwiecznymi zasadami wszechświata bałagan robi się bardzo szybko, gorzej ze sprzątaniem. Nagle futryny drzwi stawały się zbyt wąskie, a Alicja musiała się naprawdę zastanawiać co gdzie dokładnie stało.

                    To poszło sprawnie, zawył silnik odkurzacza, Mikołaj jeszcze nie wrócił, Sąsiedzi się już rozeszli. Alicja mogła być pewna, że jutro albo przy najbliższej okazji pani Krysia zagada tatę i opisze co się wydarzyło. A raczej co widziała i pewnie to ubarwi.

                    Zombie zwiali, ale czy wrócą? Czy dziewczyny chcę nocować razem? Czy wrócicie do swoich domów lub mieszkań grupowo, czy będziecie samodzielnie przemykali uliczkami miasta.

                    I czy zadzwonicie na policję? Czy policja uwierzy? Paulina i Alicja już miały tę „przyjemność” rozmowy z komendantem Chlebowskim. Telefon wisiał na ścianie w korytarzu, tuż obok kuchni.

                    Mikołaj

                    Odjechali. Ale byli mniej anonimowi niż przedtem. Mikołaj biegiem ruszył do domu Alicji, tym razem bez superdopalacza. Sąsiedzi zniknęli. Furtka i chodnik do wejścia. Przed schodami porozrzucane puste butelki pozostawione przez brata Ali i resztę dresiarzy.

                    Zachowasz te informacje dla siebie i reszty, czy zadzwonisz na policję?

                    Kilka minut później

                    Parter był posprzątany. Znajomy odgłos silnika momentalnie zwrócił uwagę Alicji. Tata wrócił. Z okna przy zgaszonym świetle widziała jak podjeżdza prosto pod warsztat. Po chwili on wysiadł i zapalił światło przed garażem. Samochód był wypakowany aż po dach różnymi częściami.

                    178.255.46.143
                    Pan Psuj
                    Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    3
                    • CaiC Niedostępny
                      CaiC Niedostępny
                      Cai jako Mikołaj Pogorzelski
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #130

                      left aligned paragraph

                      Mikołaj Pogorzelski

                      Stał przy telefonie wykręcając numer. Niechętnie. Zawsze go to stresowało. Rozmowy z obcymi ludźmi, nawet dzwonienie do domofonów. Po raz kolejny powtórzył w głowie co powie. Trzymając słuchawkę przy uchu spoglądał na pozostałych. Zamiast zająć się tym co ważne, starali się doprowadzić mieszkanie do stanu znamienitszego niż zastany. Bzdura w obliczu nadprzyrodzonego. Trzymanie się rzeczy przyziemnych pozwalało zachować poczytalność? Wtedy by jeszcze zrozumiał.

                      — Dobry wieczór, Policja? Chciałem zgłosić próbę porwania.

                      — Napastnicy uciekli.

                      — Poruszają się Oplem Kadetem, brązowym lub czerwonym. Odjechali w stronę rynku, wrocławskie tablice.

                      — Mikołaj Pogorzelski. Zaatakowali pod domem Alicji Filipowicz. Koleżanka z klasy.

                      — Tak, jesteśmy na miejscu — odchylił się od słuchawki. — Jaki tu jest adres?

                      — Nie wiemy, co robić. Wciąż mogą się czaić, gdy spróbujemy wrócić do domów.

                      — Przyjedzie ktoś?

                      Rozłączył się po wymianie kilku jeszcze zdań. Odetchnął. Przysiadł na krześle w kuchni.

                      — Mamy zdjęcia łysych? — zapytał operatorów Polaroida. — Przydałyby się.

                      Zbierał myśli. Był zmęczony i nie szło najwydajniej. Jeżeli zostaną zlani, najwyżej zadzwoni do domu, do brata, by go odebrał i przy okazji pomógł rozwieźć dziewczyny. Chyba, że ojciec Alicji pomoże, albo same ustawią swój transport.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      3
                      • Arthur FleckA Niedostępny
                        Arthur FleckA Niedostępny
                        Arthur Fleck jako Krzysztof Komeda
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Arthur Fleck
                        #131

                        text alternatywny

                        Krzysztof Komeda

                        Krzysiek ledwo zdążył się wyrwać piekielnego odrętwienia, a już pojawiły kolejne problemy. Pierwszym był ojciec Alicji. Chociaż dom wysprzątali na błysk, wolał z nim nie spotkać twarzą w twarz. Kilkanaście minut wcześniej stał na parapecie w pokoju jego córki z rozpiętym rozporkiem i gdyby jakimś cudem pan Filipowicz dowiedział się o tym, Krzysiek nie potrafiłby się z tego wytłumaczyć. A nawet gdyby próbował, pewnie by nie zdążył zanim w ruch poszłyby buty i pięści. Odnosił dziwne wrażenie, że ojciec Alicji może być człowiekiem trudnym w relacjach. Drugim problemem była policja. Zbladł, kiedy Mikołaj podniósł słuchawkę. Nie musiał mieć wybujałej wyobraźni by przewidzieć dalszy przebieg wydarzeń. Jeśli policja tu przyjedzie i zabierze ich na przesłuchanie, matka zostanie wezwana na komisariat. Dowie się, że jej syn włóczy się po nocach po domach koleżanek i bierze udział w rozróbach. I jeśli na miejscu nie dostanie wylewu, da mu szlaban do końca matur a to i tak będzie najłagodniejsza z kar jakie może wymyślić Helena Komeda.

                        Nie czekając aż Mikołaj skończy gadać przez telefon ruszył do drzwi.

                        — Nie mogę tu zostać, wracam na chatę — rzucił nerwowo do dziewczyn po czym dodał — Uważajcie na siebie, widzimy się rano w szkole. Aha, i nie mówicie glinom, że tu z wami byłem.

                        Przekręcił zasuwę i nie oglądając się wybiegł prosto w mrok. Marek twierdził, że w horrorach nie można się rozdzielać, ale w horrorach nikt nie miał nadopiekuńczych, podejrzliwych matek. Wystrzelił sprintem przed siebie w stronę Błoń. Miał tylko nadzieję, że Mikołaj się nie pomylił i ich niedoszli porywacze naprawdę stąd odjechali. Nie chciał o nich myśleć. Nie po tym co zobaczył w oknie.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        2
                        • Pan ElfP Online
                          Pan ElfP Online
                          Pan Elf jako Alicja Filipowicz
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #132

                          text alternatywny

                          Alicja Filipowicz

                          - Dobra, to chyba już wszystko. Dzięki - powiedziała do tych, którzy pomogli jej posprzątać bałagan na parterze.

                          Oparła się o komodę i odetchnęła z ulgą. Na chwilę obecną było po wszystkim. Niebezpieczeństwo odeszło, choć w głębi siebie czuła, że nie miało to potrwać długo.

                          Kiedy wrócił Mikołaj, jeszcze zanim na zewnątrz rozległ się dźwięk nadjeżdżającego samochodu ojca, Alicja przyglądała mu się w milczeniu. Wcześniej nie skomentowała jego nagłego wyskoku przez okno, ale cisnęło jej się kilka słów na język. Zastanawiała się, czy chłopak się czymś naćpał, czy tak działał na niego strach, czy po prostu taki był.

                          - Typie, powaliło cię? - rzuciła do niego i szybkim krokiem podeszła, próbując wyrwać mu słuchawkę telefonu z ręki, kiedy zorientowała się, że ten zadzwonił na policję.

                          Walka o słuchawkę była bezskuteczna. Mikołaj był od niej wyższy i silniejszy, a ona wciąż czuła dziwne, wręcz nienaturalne zmęczenie po wysiłkach dzisiejszego wieczoru. Poddała się więc.

                          Na pytanie o adres pokazała mu jedynie środkowy palec i tylko później pożałowała, że sama nie rozłączyła połączenia przyciskiem na aparacie telefonicznym - wszak niepotrzebna była jej do tego słuchawka.

                          - Jasne, zacznij rozpowiadać wszystkim, że ścigają nas łyse zombie z zamku. Mam nadzieję, że w psychiatryku zamkną tylko ciebie.

                          Przewróciła oczami i prychnęła, niedowierzając w to, co wyczyniał Pogorzelski. Może jeszcze im powie, że mają nadzwyczajne moce i stąd wiedzą, że to właśnie zombie porwały Aśkę i pobiły jej matkę? Debil. Po prostu debil.

                          - Zabiorę tylko ciuchy i możemy iść do ciebie. Powiem tylko ojcu - powiedziała w końcu do Pauliny.

                          - Swoją drogą, nie próbujcie wciągać go w to. Wyprę się wszystkiego - dodała, będąc już na schodach na piętro.

                          Wiedziała, że ojciec nie będzie miał nic przeciwko temu, by nocowała u koleżanki. Właściwie nawet nie zamierzała prosić go o pozwolenie - już dawno przestała, tak samo jak jej brat. Zastanawiała się czasami, czy ojciec w ogóle przejmował się losem swoich dzieci, czy warsztat i praca, w której pochłonął się bez reszty, były dla niego ważniejsze.

                          Od czasu, kiedy stracił żonę, a Alicja i Jarek matkę, wszystko w ich życiu się zmieniło, a najbardziej relacje, które ich łączyły.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          3
                          • CaiC Niedostępny
                            CaiC Niedostępny
                            Cai jako Mikołaj Pogorzelski
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #133

                            left aligned paragraph

                            Mikołaj Pogorzelski

                            Nie dowierzał. Odłożył słuchawkę. Najpierw Krzychu, teraz Alicja.
                            — “Tak bardzo się bałam, panie władzo. Próbowali mnie wciągnąć do auta, panie władzo. Wyglądali tak i tak, panie władzo” — imitował głos dziewczyny składającej zeznania. — “Uciekłam do domu. Wyważali drzwi.” Słyszysz coś nadprzyrodzonego? Nie wystarczy do ściągnięcia na łyse pały oddziałów z regionu?”

                            Bodnął go festiwal lamerstwa, bardziej niż lewy kumpla Jarka.
                            — Przeciwnik się odsłania, wyprowadzasz kontrę. Nie, zamykasz oczy. Wypierajcie się. Powtarzajcie, że potwory nie istnieją. Przy okazji paląc następne 997. Powodzenia.”

                            Spojrzał jeszcze z nadzieją na Paulinę i Kaśkę, by ogarnęły koleżankę, zanim wymsknie mu się, że on to wszystko serdecznie pierdoli i wszystkich.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • NamiN Niedostępny
                              NamiN Niedostępny
                              Nami jako Paulina Kwiatkowska
                              Mecenas
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez
                              #134

                              text alternatywny

                              Paulina Kwiatkowska

                              Paulina upadła miękko na kanapę, przecierając pot z czoła. Nie pamięta kiedy ostatnio sprzątała w takim tempie. Uwijała się jak mrówka. Była jednak zadowolona z efektów i miała nadzieję, że przynajmniej nie dadzą rodzicom kolejnych powodów do zmartwień. Nie lubiła tego, jej mama była bardzo wrażliwą osobą, przejmowała się, szukała rozwiązań. Dałaby jej szlaban na wychodzenie po osiemnastej. Z tego też powodu nie winiła Krzyśka, gdy wystrzelił jak z procy i pobiegł do domu. Nie znała co prawda jego mamy, ale domyślała sie, że może też jest przewrażliwiona, skoro tak się spieszył. Odprowadziła go jedynie wzrokiem.

                              — Jasne, zacznij rozpowiadać wszystkim, że ścigają nas łyse zombie z zamku. Mam nadzieję, że w psychiatryku zamkną tylko ciebie. — Odezwała się Alicja widząc, jak Mikołaj dzwoni na policję.

                              Kasia, która do tej pory przysłuchiwała się wymianie zdań, w końcu przewróciła oczami.

                              — Za to, co powiedział przez telefon? Prędzej ciebie za paranoję.

                              Kasia zmierzyła się z Alicją spojrzeniem, jakby właśnie weszła na ścieżkę wojenną.

                              — Ala, ale weź się ogarnij. On ani razu nie powiedział im o żadnych zombie.
                              — Kaśka…
                              — Paulina próbowała uciszyć huragan Katarinę, ale nie miała siły przebicia. Nikt nie miał.
                              — No co „Kaśka”? Dwóch facetów próbowało nas porwać, dobijało się do jej domu, a potem odjechało samochodem. To się właśnie zgłasza na policję.

                              Paulina zerknęła na Mikołaja, a potem przytaknęła.

                              — No akurat tutaj ma rację. Adam ma ojca policjanta, może coś się dowiemy po tym zgłoszeniu od niego?

                              Kasia prychnęła.

                              — Jeszcze trochę i będziemy chronić tych łysych przed policją, żeby przypadkiem nie pomyśleli, że jesteśmy dziwni.
                              — Mamy zdjęcia łysych?
                              — odezwał się Mikołaj. — Przydałyby się.

                              Paulina zmarszczyła brwi, próbując sobie przypomnieć całe zamieszanie.

                              — Chyba nie. Jak byli pod oknem, mieliśmy trochę inne problemy niż robienie im sesji zdjęciowej.

                              Dopiero wtedy przypomniała sobie o czymś innym.

                              — Ale jednemu zrzuciłam okulary. Powinny gdzieś tam być.

                              Wskazała w stronę podwórka. Miała zamiar ich poszukać, zanim wyjdą. Nawet jeśli były zupełnie zwyczajne, należały do jednego z tych stworzeń. To był pierwszy namacalny ślad, jaki po sobie zostawiły.

                              — Dobra. To spakuj się a my poszukamy przez ten czas — rzuciła do Alicji i razem z Magdą i Kasią wyszła na zewnątrz, chcąc poszukać okularów. Musiały być gdzieś blisko. Nawet czuła, że to pewnie nic takiego, że nic nie wniesie do ich śledztwa, że to zwykłe okulary za dychę. Mimo wszystko chciała spróbować.


                              Kiedy Alicja zeszła już ze swoimi rzeczami, Paulina odezwała się.

                              — Dobra. To zbieramy się, zanim wydarzy się jeszcze coś pojebanego.

                              Zarzuciła plecak na ramię i spojrzała na Kasię i Magdę.

                              — I żadnego wracania samemu. Albo rodzice, albo odprowadzamy się razem.

                              Poczekała jeszcze na Alicję. Dopiero kiedy wszystkie były gotowe, ruszyły w drogę.
                              Paulina zatrzymała się na sekundę i spojrzała na ciemną ulicę. Jeszcze godzinę temu zwyczajnie wyszłaby z domu i nawet by się nad tym nie zastanowiła. Teraz nocny Sokołów wyglądał jakoś inaczej.

                              — Ale mamy przejebane — mruknęła. — A ty Mikołaj? W którą stronę idziesz? — zwróciła się do chłopaka. Dziwnie było go tak porzucać, ale jak to zrobić, żeby się nawzajem odprowadzić?

                              🥀If I had a flower for every time I thought of you, we could walk in our garden forever.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              3
                              • JohnyTRSJ Niedostępny
                                JohnyTRSJ Niedostępny
                                JohnyTRS jako Szarzyzna
                                Mecenas
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez JohnyTRS
                                #135

                                MG-Awatar100.jpg

                                Szarzyzna


                                Krzysztof

                                Nie wiedział co bardziej dodawało mu skrzydeł w biegu przez miasteczko. Był już prawie na rynku gdy usłyszał syreny radiowozów. Złapał zadyszkę ale biegł dalej. Nadjechał samochód, Krzysiek automatycznie schował się za rogiem zanim do niego dotarło, że to tylko duży fiat, nie opel z zombiakami. W zaułku śmierdziało z kubłów na śmieci.
                                Musiał mieć oczy dookoła głowy: zombiaki, cyganie, dresiarze, policja - żadnych z nich nie chciał spotkać na swojej drodze. W sumie to nikogo nie chciał spotkać.

                                I żeby jego matka nie czekała w otwartym oknie - to byłoby najgorsze. Pobiegł dalej, modląc się do św. Judy Tadeusza, bo sprawa była naprawdę beznadziejna.

                                Nauczyciel wuefu mógłby być z niego dumny. Dobiegł do domu, nie wykaszlał płuc ani pikawa z nerwów mu nie stanęła. Nikt go nie zaczepił. Oraz co najważniejsze, jego mama nie stała w oknie - w dużym pokoju paliło się światło, ale okno było zasłonięte. Jest dobrze. Do tego Marek był w swojej piwnicy, bo tam też paliło się światło.

                                Alicja

                                Krótka piłka, pobiegła jeszcze na górę spakować rzeczy. zbiegła, tylnym wejściem wyszła i poszła do taty pogadać. Powiedzieć mu cześć oraz to że idzie na nockę do koleżanki z klasy. Tata zgodził się bez żadnego oporu. Widziała, że jest zmęczony. Nie, Jarka nie ma w domu, tylne drzwi zostawię otwarte, te z przodu zamknę za klucz, trzeba jeszcze tylko założyć łańcuch.

                                Paulina, Alicja

                                - Zaczekajcie jeszcze - Paulina przed domem skręciła i trawnikiem ruszyła w stronę krzaków. Gdzieś tam przecież musiały tam być te okulary ściągnięte jednemu z wrogów. Było ciemno, ale wystarczyła chwila skupienia i dziewczyna ot tak wsadziła rękę w krzak, który był dla niej ciemną liściastą kulą. Trafiła bezbłędnie. Ciemne szkła, jasne oprawki, sportowe, tandetne.

                                Odprowadziły Kasię i Magdę. Nikt ich nie zaatakował ani nie zaczepił. Jakby nagle te "problemy" zniknęły. Po prostu kolejne spokojne upadające miasteczko z którego każdy marzy żeby wyjechać. Gdyby nie...
                                Gdyby nie policyjne syreny. Z Mikołaja jest świnia, przecież policja wie kim ona jest. Rano Alicja rozmawiała z policją w szkole, mieli jej dane. I jej brat też nie był nieznany. Cholera!

                                Niepokojone przez nikogo Paulina z Alicją bezproblemowo dotarł do domu tej pierwszej.
                                Alicja przypomniała sobie, że w kieszeni spodni nadal ma to zdjęcie z polaroida.

                                Mikołaj

                                Krzysiek zwiał, dziewczyny też sobie poszły. Stał w kuchni czekając na ojca Alicji. Ten nadal nie wszedł do domu. Minęła minuta od pójścia dziewczyn, gdy w końcu usłyszał nadjeżdżającą policję. Czyli jednak nie zignorowali. I mieli adres, psiarnia jednak nie jest taka głupia, potrafią interweniować, a nie tylko stać na wylotówce.

                                Tata Alicji wszedł do środka, dopiero po chwili zauważył stojącego spokojnie Mikołaja. Syreny były coraz głośniejsze. Tata Alicji wyglądał... normalnie. Nie wyglądał na porywacza, gwałciciela, innego zwyrola ani innego Jechowego. Z pewnością nie był też Niemcem.
                                - A ty jesteś...?
                                - Mikołaj, kolega Alicji z klasy.
                                Policyjne syreny ucichły, po chwili ktoś zadzwonił do drzwi. Jest różnica, pomyślał chłopak, zombiaki chcieli wyważyć drzwi, smerfy wiedzą do czego służy dzwonek.
                                - Policja! Proszę otworzyć!
                                Pan Filipowicz spojrzał ciężko na Mikołaja i kluczem otworzył drzwi.
                                Mikołaj widział tych policjantów chyba po raz pierwszy. Ich twarze nic mu nie mówiły, żaden z nich nie był tym komendantem co był w szkole. Twarze policjantów wyrażały zdenerwowanie oraz zmęczenie. Mówiły wprost: co tu się, wojskowy wzmacniacz przekazu, dzieje?
                                - Sierżant Węgrowski, Policja, dostaliśmy telefoniczne zawiadomienie o próbie porwania. Który z was to - zajrzał do zeszytu trzymanego przez drugiego policjanta - Mikołaj Pogorzelski?
                                - To ja dzwoniłem - Nie było sensu tego ukrywać.
                                - A pan? - policjant spytał się ojca Alicji.
                                - Jan Filipowicz, mieszkam tutaj.
                                - Sprawdzimy, w zgłoszeniu zamiast adresu było podane dom Alicji Filipowicz, na szczęście udało nam się skojarzyć nazwisko. Jest Alicja Filipowicz?
                                - Nie ma, przed kilkoma minutami wyszła do swojej koleżanki, za moją zgodą.

                                Tata Alicji nadal był spokojny, być może musiał to sobie ,według Mikołaja, poukładać w głowie. Widział zmęczenie na jego twarzy. Wzięli go z zaskoczenia. Policjant kontynuował:
                                - Dobrze, poprosimy o wylegitymowanie się. Poproszę Pana o dowód, ty - palcem wskazał na chłopaka - daj legitymację lub kartę rowerową, jeżeli nie masz to muszę ciebie zabrać na posterunek. Dopiero stamtąd zadzwonię do twoich rodziców i tam będę przesłuchiwał. Z tego co nam przekazałeś, to była tylko próba porwania, nie porwanie. Równie dobrze możemy to zrobić tutaj. Dokumenty proszę.

                                Z zewnątrz dobiegł go jeszcze teatralnie głośny głos sąsiadki:
                                - Nareszcie zabiorą się za tego chuligana!

                                Tata Alicji z zażenowaniem spojrzał na Mikołaja:
                                - Co Jarek tym razem zmalował?

                                EDIT:
                                Dodany fragment o znalezieniu okularów.

                                178.255.46.143
                                Pan Psuj
                                Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                4

                                Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                Zarejestruj się Zaloguj się
                                Odpowiedz
                                • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                • Najpierw najstarsze
                                • Najpierw najnowsze
                                • Najwięcej głosów


                                • Zaloguj się

                                • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                Powered by NodeBB Contributors
                                • Pierwszy post
                                  Ostatni post
                                0
                                • Kategorie
                                • Ostatnie
                                • Tagi
                                • Popularne
                                • Świat
                                • Użytkownicy
                                • Grupy
                                • Strona startowa