[Horror] Gruzy przeszłości
-

Mikołaj Pogorzelski
Miał ich, a teraz oni mieli jego. Stał skuty, gdy trzeba było działać. Skuty lękiem wzbudzonym ciemnością wypływającą przez zwierciadła źrenic. Mirażem drugiej strony, pożerającej całe światło i wszystko co szlachetne. Odwagę, solidarność, wiarę w zwycięstwo. Cienie obleczone w ciała próbowały ich dopaść, porwać do swojego świata, a on nie potrafił się wyrwać spod wpływu pętających, duszących macek. Niemoc napędzała lęk przed tym co go czeka. Lęk wzmacniał niemoc ściskając oddech jeszcze mocniej. Trwał w labiryncie pętli, z której nie istniało wyjście.
— Tchórz, tchórz tchórz — zanikał w swej świadomości, a im słabszy się stawał tym kpiące słowa rosły w siłę.
— Zamknij się — próbował odparować. Tak nikle, jakby go wcale nie było, rozpuszczony między ogromem galaktyk. W próżni, w której głos się nie niesie, a nawet gdyby, to wcale nie ma znaczenia.
— Się nie popłacz siuśmajtku — atak był charczący, przepalony, prawie rozkasłany.
— Kim...? — Mikołaj dopytywał.
— Jestem? Sie wcisnąłeś pod fotel. Teraz “JA” prowadzę. Patrz. Pod prąd.
Pierwsza ręka przełamała opór. Zrzuciła plecak z ramienia. Zanurzyła w głąb, pod podszewkę. Wymacała artefakt. Kanciasty. Szeleszczący folijka. Mający na koncie miliony trupów. Pięć każdego roku. Naziol mógłby w obliczu wziąć w palce lizaka, założyć czapkę ze śmigiełkiem i wrócić do piaskownicy ze swym złem pięciolatka. Nie-Mikołaj wystukał z kartonowego pudełeczka podłużny kształt, złapał między zęby. Drżącą dłonią uniósł zapalniczkę. Zaiskrzył krzemieniem. Moment, gdy przyczyna drżenia przeszła z lęku w ekscytację, rozmyła się w akcie. Tak, był wcale nie wyjątkowy, wcale nie lepszy od patusów za szkołą co klną i szlugi jarają. Zawodem rodziców. Śmierdzącym chuchem. Żółcią firanek. Tak, stary mógł go sadzać teraz do stołu i kazać palić paczkę za paczka, aż do porzygu. Matka wcisnąć twarz w otwarte, przepalone płuca denata co zszedł na raka. Z błogością odetchnął dymem. Z kiepem przyklejonym do dolnej wargi, był jak cholerny Clint Eastwood. Pierwotne instynkty nie miały już nad nim władzy. Najgorszy z nich wszystkich, wyszczerzony nałóg westchnął rozkosznie.
— Drogie dzieci, uwierzcie we mnie tak jak i ja w was uwierzyłem.
Czuł, że mógłby umrzeć szczęśliwy. Tylko, już wcale nie zamierzał. Nikotyna krążyła w krwiobiegu kojąc nerwy. Poganin lał przez okno na łyse pały, dodając mieszankę rozbawienia do fajki pokoju. Magdy i Kasi stupor nie opuścił. Potrzebowały czasu. Pogorzelski odpalił kuchenkę, nalał wodę do czajnika i postawił na palniku nad dużym płomieniem. Przecież lepsze niż szczochy będzie lanie łysych wrzątkiem. Tymczasem zaczął wznosić barykadę przy drzwiach. Wysilając mięśnie, przesuwał pod nie wszystko co wydawało się ciężkie i nie przytwierdzone do podłogi. Łącznie z lodówką i pralką, gdyby się dało. Starał się opóźnić koleżków. Pozwolić pozostałym odnaleźć totemiczne zwierzę i wrócić do obiegu.
— Noże na kije, włócznie róbcie — w międzyczasie dysponował, memlonc filtrem Davidoffa, smakiem luksusu, smakiem potęgi.
Każda reduta wymagała uzbrojonych obrońców.
-

Paulina Kwiatkowska
Paulina przez ułamek sekundy poczuła satysfakcję.
Udało się.
Okulary zerwały się z twarzy mężczyzny z taką siłą, że zniknęły gdzieś poza zasięgiem jej wzroku. Dziewczyna niemal odruchowo wychyliła głowę, chcąc zobaczyć, co takiego przed nimi ukrywały.
I wtedy spojrzała mu w oczy. Zamarła.
Wszystkie pytania, które jeszcze sekundę wcześniej kotłowały jej się w głowie, przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Światłowstręt. Choroba. Sposób sterowania. Cokolwiek.Nie powinna była ich zdejmować.
Cofnęła się od okna, ale za późno. Czarne spojrzenie zdążyło już wbić się gdzieś głęboko pod skórę. Serce waliło jej jak oszalałe, a nogi, które jeszcze chwilę temu potrafiły przenieść ją w mgnieniu oka o kilka metrów, teraz wydawały się przyrośnięte do podłogi.
— O Boże…
Nie była nawet pewna, czy powiedziała to na głos. To nie były oczy martwego człowieka. W wizji czuła rozkład. Wiedziała, że ciała były martwe. Przez cały czas myślała więc o nich jak o trupach poruszanych przez kogoś niczym marionetki. Teraz po raz pierwszy przyszło jej do głowy coś znacznie gorszego.
A jeśli w tych ciałach jednak coś było?Paulina nie potrafiła odwrócić wzroku.
Patrzyła w tę czerń i czuła, jak strach rozlewa się po całym ciele. Nie przypominał niczego, czego doświadczyła wcześniej. Nawet wizja porwania Asi, smak rozkładu w ustach i świadomość, że patrzy na martwych ludzi, nie były tym samym. Tam bała się tego, co widziała. Teraz miała wrażenie, że strach patrzył prosto na nią.
Serce tłukło jej się w piersi. Oddech zrobił się płytki. Przez kilka sekund nie była w stanie zrobić absolutnie nic.
Nie patrz. Ta myśl pojawiła się gdzieś spod paniki.
Po prostu, kurwa, nie patrz. Zacisnęła powieki.
Czarne oczy nadal tkwiły pod nimi, jak wypalone na siatkówce, ale to wystarczyło. Jeden oddech. Potem drugi. Paulina zacisnęła dłonie tak mocno, że paznokcie wbiły się w skórę.
To już widziała.Widziała tych ludzi martwych. Widziała, jak zabrali Asię. Wiedziała, że można przed nimi uciec. Wiedziała też coś jeszcze — przed chwilą szarpali za zwyczajne drzwi i nie potrafili ich otworzyć. Nie byli wszechmocni.
To, co patrzyło na nią przez ich oczy, chciało, żeby tak myślała.— Nie — wydusiła.
Tym razem zmusiła się do otwarcia oczu, ale nie spojrzała już w twarz stworzenia.
— Nie dam ci się, skurwysynu.
Dopiero wtedy poczuła dłoń Kasi. Była lodowata.
Paulina odwróciła głowę. Widok przyjaciółki przeraził ją chyba bardziej niż to, co stało za drzwiami. Kasia, która zawsze miała coś do powiedzenia. Kasia, która jeszcze przed chwilą kłóciła się z nią, że pójdzie na zamek choćby miała ją tam zaciągnąć siłą. Teraz stała nieruchomo i patrzyła.
W te oczy.— Kaśka.
Zawołała, jednak nie otrzymała żadnej reakcji. Paulina złapała ją za twarz obiema dłońmi i gwałtownie obróciła ku sobie.
— Kasia. Na mnie patrz. Nie tam. Na mnie.
Paulina zasłoniła jej sobą okno, nie pozwalając, żeby wzrok przyjaciółki znowu powędrował w stronę czarnych oczu.
— Jesteś tutaj. Ze mną. Drzwi są zamknięte. Nie wejdą. Słyszysz?
Przez kilka sekund nie wiedziała, czy w ogóle do niej dociera. Aż wreszcie spojrzenie Kasi, dotąd nieobecne i wbite gdzieś ponad jej ramieniem, zatrzymało się na twarzy Pauliny. W tym czasie Mikołaj szorował meblami, próbując zabarykadować drzwi. Kreatury wyraźnie miały z nimi problem, a to był dla nich dobry znak.
— No. Właśnie. Patrz na mnie.
Kasia zamrugała. Raz, drugi. Wzięła głębszy, urywany oddech. Paulina poczuła, jak napięcie w jej własnych ramionach odrobinę puszcza.
— Dopiero co powiedziałaś, że idziesz ze mną na ten pieprzony zamek. Nie waż mi się teraz wyłączać.
Kasia przełknęła ślinę. Jeszcze przez chwilę wyglądała, jakby próbowała przypomnieć sobie, gdzie właściwie jest. W końcu zmarszczyła brwi.
— Paula…
— Co?
— Zabierz ręce z mojej twarzy.Paulina aż parsknęła.
— Okej. Wróciłaś. Musimy coś zrobić, Kaśka!
Przyjaciółka kiwnęła głową. Obie spojrzały najpierw na Mikołaja, męczącego się z meblami. Na chwilę zawiesiły wzrok na jego prężących się muskułach, ale błyskawicznie się otrząsnęły. Nie było czasu na podziwianie mięśni kolegi, tym bardziej, że Magda stała jak sparaliżowana patrząc w otchłań oczu. Obie jak zmówione chwyciły blondynkę za ręce i pociągnęły do siebie, odprowadziły w kąt pokoju, posadziły na podłodze.
— Magda, jesteś bezpieczna. Oni nie przyszli po ciebie. Nie damy im cię zabrać, ale MUSISZ tutaj zostać, bo inaczej cię nie obronimy. Okej?
— Nie ruszaj się stąd, ogarniemy to wszystko aż będzie bezpiecznie, nie możesz teraz się stąd ruszyć, pamiętaj! Jak się ruszysz, to pogorszysz sprawę, nie możesz.Kaśka potrząsnęła nią lekko, aby dotarło. Zdawało się, że Magda nic nie rozumie, ale wierzyły, że załapała jak się ma sytuacja.
— Podpalić ich?
Paulina spojrzała na przyjaciółkę, ale wypowiedziała te słowa na tyle głośno, że wszyscy w pokoju mogli je usłyszeć.
— Jeśli to ich nie powstrzyma, to będą żywą pochodnią i przy okazji sfajczą Ali chałupę!
Kasia wzruszyła ramionami i spojrzała na Mikołaja, który miał zamiar szykować dzidy.
— Ej, a ty co o tym sądzisz?
Paulina nie została jednak na analizę i pogaduchy.
— Biegnę zobaczyć, co Ala ma w domu!
— Czego szukasz? — rzuciła Kasia.Paulina zatrzymała się na sekundę.
— Nie wiem! Czegoś do związania, ogłuszenia albo zabicia trupa!
— Bardzo precyzyjna lista.
— KAŚKA!
— Już nic nie mówię.Paulina zaczęła gorączkowo przeszukiwać szafki i schowki. Szukała czegokolwiek, co mogłoby pomóc: mocnego sznura, kabla, narzędzi, ciężkiego przedmiotu, gaśnicy, alkoholu — czegokolwiek, czym można było unieruchomić te rzeczy bez podpalania przy okazji całego domu. A może woda i płyn do naczyń, rozlać na podłogę, jak wejdą to się poślizgną?!
CHOLERA!
Paulina zaczynała panikować już przy pierwszej otwartej szafce. Jak się właściwie walczyło z trupami? W filmach zawsze wszystko wyglądało jakoś prościej.— Kurwa, nie wiem, Kaśka, dzwoń na policję!
— I co im powiem? Że zombie przyszły?
— Że dwóch łysych napierdala w drzwi! Resztę zobaczą sami! -

Alicja Filipowicz
Niepotrzebnie tak długo patrzyła przez okno i próbowała coś zdziałać mocą, w którą wciąż trochę powątpiewała. Wyciągnięta ręka i skupienie nic nie wskórały. Istoty przypominające łysych mężczyzn poruszały się dalej do przodu, za cel obierając sobie jej przyjaciół. Ci na całe szczęście zdążyli wbiec do domu i zamknąć za sobą drzwi.
Alicja czuła dziwne mrowienie. Coś się działo, coś próbowało zadziałać, ale nie miała nad tym żadnej kontroli. Nie panowała nad tym i kompletnie nie wiedziała, co właściwie robiła. Rano z kubkiem było niechcąco - teraz starała się coś zdziałać celowo i niestety nie działało. Rozbolała ją głowa i zrobiło jej się niedobrze. Chciała cofnąć się od okna, ale zamiast tego oparła się o parapet i zaczerpnęła powietrza. Musiała chwilę odsapnąć.
Niedługo później do pokoju Alicji wpadł zaaferowany Krzysiek i nim w ogóle zdążyła jakoś zareagować, zapytać o plan czy dowiedzieć się czegokolwiek, dostrzegła w dole coś, czego miała już nigdy w życiu nie zapomnieć. Najczarniejsza ciemność, pełna pierwotnego zła, patrzyła prosto na nią, ziejąc z oczu jednego z mężczyzn, którego okulary odleciały gdzieś w bok, rzucone magiczną siłą.
Zmroziło ją. Całe jej ciało zdrętwiało, niezdolne nawet wydać z siebie okrzyku przerażenia, który ugrzązł w gardle. Chciała uciekać, ale nie mogła. Chciała odwrócić wzrok, ale nie potrafiła. Czuła, że zapada się w tę głęboką ciemność, jak książkowa Alicja w króliczą norę.
I być może przepadłaby całkowicie, gdyby nie Krzysiek, który szarpnął za jej ramię, co wyrwało ją z tego przedziwnego, hipnotycznego stanu. Potem rzeczy zadziały się szybko. Alicja, szarpnięta przez Krzyśka, postąpiła kilka kroków w tył. Nie zauważyła jednak leżącego na ziemi Polaroida, który upadł Krzyśkowi kilka chwil wcześniej. Potknęła się i poleciała w tył, zdziwiona tym, co widziała przed sobą. Jednocześnie, kiedy kopnęła lekko aparat, ten pstryknął zdjęcie. Błysnął flesz. I kiedy Alicja upadała boleśnie na tyłek, z Polaroida wychodziło zdjęcie, które na zawsze uwieczniło moment, w którym Krzysztof Komeda sikał przez okno jej pokoju.
- Powaliło cię?! - rzuciła do niego, kiedy zbierała się z podłogi. Podniosła Polaroida ojca, a zdjęcie, które się wysunęło, wcisnęła w tylną kieszeń dżinsów. Dopiero później miała się dowiedzieć, co na nim było, bo jak już wstała, stała odwrócona tyłem do Krzyśka, a przodem do wyjścia z pokoju. - Spadamy na dół do reszty!
Na dole trwało oblężenie twierdzy. Alicja tylko spojrzała z uniesioną brwią na Mikołaja, który siłował się z meblami. Nie było czasu zastanawiać się, jak to wszystko wytłumaczy ojcu, kiedy ten wróci. O ile jeszcze tu będzie…
- Słuchajcie, nie wiem, czy barykadowanie drzwi coś pomoże. Równie dobrze mogą rozbić szybę i wejść oknem. Może zanim wpadną na ten genialny pomysł, to uciekniemy przez garaż mojego ojca?
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się